Dodaj do ulubionych

Jak nauczyć dziecko czytać?

08.12.05, 14:07
Za radą Mabulinki zakładam nowy wątek, my (chodzi przede wszystkim o Bartka 2
lata 7 miesięcy) na razie jesteśmy na etapie literek z Danonków, ulubionymi
są T jak Tata, A jak Ania (ciocia), P jak Paweł i B jak Bartek, z innymi
róznie bywa (np. na lodówce znajdziemy L jak lis, gorzej L jak lizaksmile. Poza
tym zastanawiamy sią nad serią Kocham czytać, ale mam wrażenie że to za
wcześnie. Poza tym mam pytanie jak ma się nauka liter, czytania itp. do nauki
pisania - ostatnio na topie są farbki, kredki odeszły trochę na bok (przez
nieszczęsne książeczki z naklejkami, które strasznie rozleniwiają),
ewentualnie rysujemy drózki w prostych labiryntach czy dróżki z jednego domku
do drugiego, ale to raczej też farbkami.
Edytor zaawansowany
  • 08.12.05, 15:07
    Widać że żadko czytasz to forum skoro odwarzylas sie zadac takie pytanie...

    Wrzuc w wyszukiwarkę haslo czytać i popros zeby szukało na tym forum.
  • 08.12.05, 15:22
    Pierwsza uwaga: tzw uczenie liter nijak ma się do nauki czytania. Są dzieci,
    które rozpoznają litery mając dwa lata, a uczą się czytać w zerówce lub jeszcze
    później.
    Uwaga druga: zapominamy o pisaniu. Przez pisanie rozumiem pisanie wyrazów, zdań
    z "głowy", a nie "rysowanie" literek. Choć lepiej aby dziecko rysowało kwiatki,
    pieski, samochodziki i co tam jeszcze sobie chce, niż literki. Prawdziwe
    pisanie to umiejętność trudna, wymagająca od dziecka wiedzy metafonologicznej.
    Uwaga trzecia: kiedy zacząć? Kiedy dziecko chce. Dobrze by było przed pójściem
    do zerówki.
    Uwaga czwarta: jest mnóstwo rzeczy pozornie nie związanych z nauką czytania i
    późniejszego pisania, których nie możemy zaniedbać.
    Uwaga piąta: czy ktoś chce to czytać? Nie chce mi się produkować sobie a muzom,
    a wielką wielbicielką forum nie jestem. Jestem za to wielbicielką dzieci. I
    logopedą. Dużo pracuję z dziećmi, które mają lub będą miały problemy z
    czytaniem.
    Pozdrawiam
  • 08.12.05, 15:29
    > Uwaga czwarta: jest mnóstwo rzeczy pozornie nie związanych z nauką czytania i
    > późniejszego pisania, których nie możemy zaniedbać.

    Czy możesz to rozszerzyć??
    Dzieki.
    --
    Ania i moje Słoneczko - Julka (15.07.2003) smile))))
  • 08.12.05, 15:34
    jw.
  • 08.12.05, 16:02
    Wszystkim, które chcą zacząć już i natychmiast (też taka jestem) tłumaczę o co
    chodzi. Na oddzielnych karteczkach wypisujemy drukiem wielkie (!ważne) A U I.
    Po drugiej stronie karteczki z U piszemy Ó. Pokazujemy dziecku, czytamy,
    dziecko powtarza, zmieniamy kolejność. Robimy wszystko co nam przyjdzie do
    głowy, żeby pomóc dziecku zapamiętać. Nie spieszymy się, bo mamy mnóstwo czasu,
    a wszystko musi być utwalone. Zamieniamy się rolami, dziecko nas uczy, a my się
    czasem mylimy, żeby mogło się z nas pośmiać. Gramy karteczkami w memory,
    wydzieramy kształty z papieru, oblepiamy koralikami, piaskiem, itd, itp.
    Uwagę czwartą rozwinę dziś wieczorem, teraz zadzwonił Tabulinek, że idzie do
    domu, a ja obiadku nie mam. I nawet zapalenie krtani mnie nie uratuje.
    Pozdrawiam.
  • 08.12.05, 16:11
    mabulinka napisała:

    Na oddzielnych karteczkach wypisujemy drukiem wielkie (!ważne)

    Możesz mi wyjaśnić dlaczego WIELKIE (A B C). Ja jako zwolenniczka metody Domana jestem za małymi literami bo tak właśnie wyglądają słowa w książkach są pisane małymi literami (a b c).
    A niektórzy twierdzą że trzeba pokazywać od razu i wielkie i małe litery (A a B b).
    I bądź tu człowieku mądry smile
  • 06.11.06, 18:19
    Jak naucyć dziecko siedmioletnie czytac? Chodzi juz 2 lata do zerówki. Wychowuje sie w domu dziecka. Nie umie ani czytac ani pisac. Za to bardzo dobrze liczy. Wydaje mi sie ze ma jakieś zaburzenie<np.dyslekcje> Niestety robie tylko wolontariat. czy jest jakis sposób żeby sprawdzić czy ma jakies zaburzenie zanim zrobie awanture w domu dziecka że zanidbali go. Sama mam dysortografie i wiem że powinien iśc do poradnie. Niestety sama nie moge tam go zabrać musi to zrobic którac z opiekunek. Chciałam jednak najpierw sie upewnic czy mam jakies podstawy do tego zeby rozmawiac z opiekunkami. Czy sa jakies sposoby zeby samemu to oceniec?
  • 08.12.05, 16:19
    Przepraszam, rzeczywiście podobne wątki już były (trzy w tym roku - z tego dwa
    dla trzylatków jeden dla sześciolatków i to całkiem niedawno)- których
    wcześniej nie przeczytałam, bo mój mały zupełnie nie był zainteresowany
    literkami. Na moje usprawiedliwienie mogę odać to, że trwają dyskusje w
    podobnym temacie a jedna z dziewczyn (wg podanych informacji z odpowiednim
    przygotowaniem), zaproponowała, żeby taki wątek założyć, a Ona udzieli
    fachowych porad - więc czemu nie skorzystać i uczyć się na swoich błedach.
  • 08.12.05, 16:39
    popieram
    --
    Ania i moje Słoneczko - Julka (15.07.2003) smile))))
  • 08.12.05, 16:58
    również jestem zainteresowana sposobem na naukę czytania. Mój synek ma 3,5
    roku, od jakiegoś czasu baaaardzo interesuje sie literkami. Na ten moment
    rozpoznaje wszystkie litery. Nauczył się ich niemalże samodzielnie z gry
    edukacyjnej ABC z Reksiem oraz literek z Danonków. Dziś wydrukowałam mu kilka
    słów, rozpoznaje większość z nich ale nie wiem co dalej. Jak go poprowadzić?
    Podnosze zatem wątek.
    --
    mama Konradka i Mai
  • 08.12.05, 22:12
    Pacynko, metoda Domana została opracowana do nauki języka angielskiego, opiera
    się na czytaniu globalnym, prawopółkulowym. Język polski w przeciwieństwie do
    angielskiego jest językiem fleksyjnym. Jeżeli dziecko rozpoznaje wyraz "pies",
    to nie skojarzy go w zdaniu z "psem".
    Metoda profesor Cieszyńskiej, której ja jestem zwolennikiem, również
    wykorzystuje czytanie globalne, ale mózg czyta w ten sposób tylko rzeczowniki.
    Dlaczego wielkie litery? Ich percepcja jest łatwiejsza, dzieci szybciej je
    zapamiętują, potrzebują mniej powtórzeń, później na ogół bez problemów, niemal
    samoistnie przechodzą do czytania małych liter.
    I ważne: nie wielkie ABC, tylko samogłoski, które wymieniłam. Nie uczymy czytać
    izolowanych spółgłosek, bo takie nie istnieją w języku mówionym!!!
    Miało być rozszerzenie uwagi czwartej. Z tzw genialnych dzieci, które w wieku
    1,5 roku liczą kaczuszki używając liczebników porządkowych i znają wszystkie
    literki rzadko wyrastają genialni dorośli (Aniald zgadzam się z Tobą niemal w
    100%). Dziecko ma się przede wszystkim bawić i być szczęśliwe. Może jednak w
    czasie zabawy wiele się nauczyć. Co powinniśmy robić?
    Czytać dzieciom. Słuchanie czytanej bajki uczy koncentracji, rozwija
    wyobraźnię, sprawia, że dzieci będą w przyszłości chętnie po książkę sięgać.
    Czytamy to, co dziecko rozumie, może potem opowiedzieć tatusiowi czy babci, czy
    nawet żółwikowi przeczytaną historyjkę, a my będziemy wiedzieć, czy zrozumiało.
    Bardzo ważne jest kształcenie pamięci. Wierszyki, rymowanki, wyliczanki, domowe
    powiedzonka. Dzieci to uwielbiają. Gra memory (poziomem dostosowana do
    możliwości dziecka). Zabawa "czego tu brakuje". Itd, itp.
    Kształcenie słuchu fonemowego. Bawimy się w rozróżnianie odgłosów (szczekanie
    psa, odgłos pralki, spuszczanej wody, klawiatury, gniecionej kartki). Wymyślamy
    rymowanki, mogą być bezsensowne. Maszerujemy sylabizując wierszyki lub piosenki.
    Umiejętność klasyfikacji. Dzielimy klocki na grupy pod względem koloru,
    kształtu, wielkości. Dopasowujemy przedmioty, które do siebie pasują.
    Sprawność motoryczna. Biegamy, skaczemy, robimy jaskółki, jeździmy na rowerze,
    skaczemy na jednej nodze.
    Sprawność manualna. Malujemy farbami, kredkami typu pastele. Wrzucamy koraliki
    do buteleczki, nawlekamy je na sznurek lub bezpieczniej miękki drucik.
    Analiza i synteza wzrokowa. Tniemy na kawałki obrazek, dziecko układa.
    Wyszukiwanie wśród kilku takich samych obrazeczków, jednego różniącego się
    szczegółem.
    Myślenie przyczynowo-skutkowe. Układanie historyjek obrazkowych. Opowiadanie
    dziecku "jesienią wiewiórka zbiera orzeszki, żeby zimą miała co jeść". "Jak źle
    postawisz szklankę, to wyleje się sok i trzeba będzie wytrzeć".
    Myślenie symboliczne. Znak krzyża, znaki drogowe, zielone kółeczko, żółty
    trójkącik w telewizorze. Rysujemy schematyczne obrazki, dziecko odgaduje co to
    jest.
    Wybaczcie skrótowość, jestem pewna, że wiele tych rzeczy robicie ze swoimi
    maluchami, prawie każda rodzina ma swoje własne cudowne zabawy. Dziecko wie,
    kiedy wy się dobrze bawicie, a kiedy tylko udajecie. Wymyślajcie zabawy, które
    sprawiają wam przyjemność.
    I pamiętajcie, dzieci na wszystko mają czas, nie przyspieszajmy za bardzo ich
    rozwoju, jeszcze zdążą się pobawić w najpopularniejszą zabawę naszych
    czasów "wyścig szczurów".
    Pozdrawiam wszystkie mamy uczące dzieci czytać.
  • 08.12.05, 22:27
    Jeśli chodzi o Domana to zainteresowałm sie tą metodą wiele lat temu kiedy pewna pani prof. na moich studiach (pedagogika) opowiadał jak w ten sposób nauczyła czytac swoja córkę (jak najbardziej po polsku). Dziewczynka po poznaniu wielu wyrazów sama doszła do tego jak się czyta to czego nigdy wcześniej nie widziała.

    Jeśli chodzi o ABC to był przykład (wiem że najpierw wprowadza sie samogłoski). A moje dziecko liter nie zna jako takich. Ale czyta wiele wyrazów. I wcale nie uważam że jest super uzdolnione. I wcale mi nie zależy żeby uchodziło za genialne a jedynie żeby nie miało poważnych problemów w szkole (a ma predyspozycje, bo z tego co dowiedziałam sie na studich dysleksja, dysgrafia itp. jest dziedziczna i to w częściej w linni męskiej, a mój mąż niestety jest dysortografikiem).
  • 09.12.05, 01:05

    > I pamiętajcie, dzieci na wszystko mają czas, nie przyspieszajmy za bardzo ich
    > rozwoju, jeszcze zdążą się pobawić w najpopularniejszą zabawę naszych
    > czasów "wyścig szczurów".
    > Pozdrawiam wszystkie mamy uczące dzieci czytać.

    Dobrze,że jest jeszcze ktoś przy zdrowych zmysłach.Przepraszam
    wszystkich,których uraziłam.Zastanawiam się tylko czy za pare lat nie wpadnie
    ktoś na pomysł aby uczyć dzieci czytać już w łonie matki.Sama jestem matką i to
    w dodatku taką,która przyswoiła zdolnośc czytania,jak na owe czasy, bardzo
    wcześnie.W latach mojego dzieciństwa w telewizji była tylko wieczorynka i jako
    zdesperowana czterolatka,musiałam czymś zająć swój niespokojny
    umysł.Niestety,ku mojej rozpaczy nie jestem geniuszem i nie oczekuję,że moje
    diecko będzie niezwykle zdolne.Jestem zdania,że dzieci należy rozwijać
    wszechstronnie.Nie skupiajmy się tylko na literkach i cyferkach.Ja też dałam
    się ponieść emocjom i czujac oddech zbliżającej się szkoły,zaczełam przykręcać
    śrubkę mojemu dziecku.Wydawało mi się,że brzydko maluje,niestarannie koloruje
    idt.Postawiłam sobie za cel życiowy nadrobienie braków,tłumacząc to troską o
    jego przyszłe losy w szkole.Opamiętałam się dopiero wtedy gdy mój syn przyszedł
    z przedszkola totalnie załamany i oświadczył,że mam głupego synka,bo zajoł
    zaledwie 4 miejsce w konkursie z j.angielskiego.Moja nadgorliwość przyniosła
    odwrotny skutek.Gdzieś usłyszłam,że pokolenie naszych dzieci jest
    przeinwestowane.A sama myślę,że jeszcze sfrustrowane razem ze swoimi chcącymi
    dobrze mamami.Pozdrawiam i więcej luzu,czego przede wszystkim sobie życzę smile
  • 09.12.05, 09:47
    lady1975 napisała:

    A sama myślę,że jeszcze sfrustrowane razem ze swoimi chcącymi
    > dobrze mamami.

    Na dziecko można wywierać nadmierną presję ucząc je kozystać z nocnika czy jeść widelcem. Jeśli dziecko czuje sie osaczone to stresuje się niezależnie od tego czy uczymy je liczyć czy wkładać buciki. Mniej ważne jest to CZEGO dziecko uczymy a bardziej JAK to robimy. Jeśli 2 letni malec się bawi i w tej zabawie sie uczy (o zgrozo!!! tego co uważamy za przeznaczone min. od 6 lat) i nawet nie bardzo wie że się nauczył (bo przecież nikt go nie zmuszał, nie odpytywał, nie sprawdzał po raz kolejny czy aby wszystko zakodował). TO CO W TYM ZŁEGO??? I jeśli matka traktuje to jako kolejną zabawę z dzieckiem, która to zabawa dodatkowo wspaniale stymuluje mózg maluszka (a nie jako program do przerobienia- szybko uporajmy się z tym dodawaniem bo jeszcze mnożenie i dzielenie a ty masz juz 4 lata i troszke chyba jesteś opóźniony bo dziecko sąsiadów już zna tabliczkę mnożenia). TO CO W TYM ZŁEGO???


    A teraz cytat z książki Dmana:
    "Jest taka historyjka o dwóch piecioletnich przedszkolakach stojących na boisku kiedy przelatywał w górze samolot. Jeden chłopiec mówi że to samolot ponaddźwiękowy. Drugi zaprzecza twierdząc, że skrzydła nie są wystarczająco cofniete. Dzwonek przerywa dyskusję i pierwszy z chłopców mówi, Musimy kończyć i wrócić do nawlekania tych przeklętych koralików.
    Pomyslcie o trzylatku. który pyta, Tatusiu dlaczego słońce jest gorace? Jak ten pan wszedł do telewizora? Dlaczego kwiaty rosna mamusiu?.
    Podczas gdy dziecko objawia swoja ciekawość elektroniki, astronomii i biologii, my zbyt często każemy mu pobiegać i pobawić sie zabawkami. Jednocześnie możemy twierdzuić że i tak nie zrozumiałby odpowiedzi ponieważ jest bardzo małe, a poza tym nie potrafi się skupić na dłużej. Oczywiście nie potrafi- przynajmniej na wiekszości zabawek.
    Udało nam się utrzymać nasze dzieci starannie odizolowane od nauki w okresie życia gdy pragnienie uczenia się osiąga swój szczyt.
    Ludzki mózg jest unikalny w tym sensie, że jest jedynym pojemnikiem, o którym mozna powiedzieć, że im więcej się do niego wkłada tym więcej pomieści...
    Jest ironią losu, że kiedy dziecko będzie starsze, my będziemy mu nieustannie powtarzali jaka to głupota nie chciec sie uczyć astronimi, fizyki, biologii...
    Przyjęliśmy że dzieci nie znoszą nauki przede wszystkim dlatego, że większość dzieci nie lubi lub wręcz lekceważy szkołę. Znowu pomylilismy naukę z chodzeniem do szkoły. Nie wszystkie dzieci uczęzczające do szkoły uczą się- tak jak nie wszystkie dzieci uczące się robią to w szkole."
  • 09.12.05, 12:05
    Pacynko, odetchnęłam z ulgą, bo po jednym z twoich postów wyobraziłam sobie
    jak sadzasz dzieciaczka i przez 10 minut uczysz go kolorów (czerwony, czerwony,
    czerwony, powtórz). Takiego uczenia jestem zdecydowanym przeciwnikiem, ale Ty
    chyba też. Nie jestem przeciwnikiem rozsądnej stymulacji rozwoju dzieci, wręcz
    przeciwnie, mówiąc, że dziecko ma się przede wszystkim bawić, nie miałam na
    myśli zabaw typu jeżdżenie samochodzikiem po dywanie i powtarzanie brum brum
    (choć z drugiej strony to świetne ćwiczenie na wywołanie głoski "r"). Mówimy
    dziecku: zakładamy czerwoną bluzkę, zobacz, jakie niebo dzisiaj niebieskie,
    podaj mi żółty klocek, itd, itp. W ten sposób dziecko rozpoznaje kolory i nawet
    nie wie, że się czegokolwiek uczyło.

    Jestem natomiast zdecydowanym przeciwnikiem zaburzania prawidłowej kolejności.
    Chłopczykowi z klasy mojej starszej Bulinki (8 lat) rodzice czytają tylko
    wydania encyklopedyczne, dzieciak ma sporą wiedzę, owszem, ale ZERO wyobraźni i
    nawet nie słyszał o Aladynie i Czerwonym Kapturku. I buty w szatni zakłada mu
    mama (lekarz). Kilka lat uczyłam polskiego w szkole podstawowej, w czwartej
    klasie w programie są baśnie. Uwierzcie mi, że są dzieci, które ich nie znają
    (chyba, że jest wersja filmowa) i często są to dzieci od najmłodszych
    lat "szykowane na geniuszy".
    I słówko polemiki z Domanem. Nawlekanie koralików to czynność, która sama w
    sobie nie jest zbyt ciekawa (choć jeżeli robimy naszyjnik dla ukochanej babci,
    to nawet chłopcy będą nawlekać z chęcią), jednak doskonale ćwiczy sprawność
    manualną, koordynację wzrokowo-ruchową, niezbędną w późniejszym pisaniu. Może
    nie byłoby tylu dysgrafików (nie chodzi mi o dysleksję i dysortografię), gdyby
    dzieci więcej rysowały, nawlekały, a przede wszystkim jak najwcześniej
    samodzielnie jadły.

    Nie twierdzę, że metoda nauki czytania Domana jest zła, moim zdaniem, nie jest
    dostosowana do języka polskiego. I jako językoznawca uważam, że nie jest
    wystarczająca. Nie jestem przekonana czy globalne rozpoznawanie wyrazów
    generuje odczytywanie innych. Za bardziej sensowną, uważam metodę Jagody
    Cieszyńskiej. Ale, Pacynko, nie chcę z Tobą na ten temat dyskutować, przecież
    nie musisz się ze mną zgadzać, ważne, że nie uczysz dzieciaczka literek, bo to
    jest najgorsze, co można zrobić dziecku z grupy ryzyka dysleksji.
  • 09.12.05, 13:37
    Ja tez odetchnęłam z ulgą. W końcu się zrozumiałyśmy smile
    Tyle pisałam o rozwoju mózgu i jak ważne jest uczenie sie czegokolwiek i to z radością w zabawie a Ty nadal myślałaś że masz do czynienia z psychopatką smile

    Co do Domana. Wiem że metoda sprawdza się i w Polsce ale może masz rację że Pani prof. Jagody Cieszyńskiej jest w naszych warunkach lepsza. Rozważę jeszcze czy wprowadzić ją mojemu maluchowi.
    Ale on czytał wyrazy napisane małymi literami (wedłóg zaleceń Domana) więc wydaje mi się że wprowadzenie wielkich liter bedzie niepotrzebnym mieszaniem w główce dziecka. Co sądzisz o pracowaniu ta metodą ale ze zmienionymi literami na małe?
    Pozdr.
  • 09.12.05, 01:13
    mabulinko, podeślij jakąś literatutę fachową.Wspomniałaś cos o profesor
    Cieszyńskiej wink
  • 09.12.05, 12:11
    Literatura:
    Jadwiga Cieszyńska "Nauka czytania krok po kroku. Jak przeciwdziałać dysleksji".
    Polecam też serię zeszycików "Kocham czytać". Zaczynamy jednak od karteczek,
    potem dopiero odpowiednia książeczka. Dziecko jest dumne, że samo potrafi
    przeczytać książkę.
  • 09.12.05, 12:12
    Aha, "kocham czytać" to też Cieszyńska, na okładce już jako Jagoda.
  • 13.01.06, 00:33
    rzadko przez rz
    odwazyc od odwaga!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • 09.12.05, 14:30
    Pacynko, a od jak dawna uczysz go metodą Domana? Ile wyrazów potrafi rozpoznać?
    Zasada jest taka. Dzieciom w wieku przedszkolnym piszemy na karteczkach wielkie
    litery, dzieciom szkolnym wprowadzamy małe litery, gdy utrwalone są wielkie.
    W przypadku Twojego synka spróbowałabym wprowadzić wielkie samogłoski (takie
    jak podawałam wcześniej), nie wydaje mi się, żeby miało mu to jakoś zamieszać.
    Z drugiej strony, nie widzę też nic złego w odwróceniu kolejności i pracy na
    małych literach. Trudno mi wyrokować na odległość. Musisz zdecydować sama.
    Obydwa rozwiązania nie są złe.
    Pozdrawiam.
  • 10.12.05, 14:39
    Domana wałkujemy ok.1,5 roku (ale nie tak jak on zalecał 5 zestawów po 5 słów a to wszystko 3 razy dziennie, bo to lekka przesada). "Przerobiliśmy" cos ok. 300 słów ale ile mały faktycznie rozpoznaje to do końca nie wiem. Nie sprawdzam go pytająć: co tu jest napisane? Pokazuję mu słowa albo bierze je sam, patrzy sie na nie i albo mówi albo nie. Pewna jestem tylko tych słów które mały sam wypatrzy w książeczkach i przeczyta.
    Kupiłam dzis kilka książeczek z serii Kocham Czytać. Pokażę małemu pierwszą jak ja podretuszuję smile.
    Zdecydowałam się zmienić literki na małe, (wydrukuję sobie małe literki i poprzyklejam w odp. miejsaca).
    Dziękuję Ci bardzo za Twoje odpowiedzi i pozdrawiam.
  • 11.12.05, 10:13
    Bogusiu, nie odpowiedziałam Ci wprost. Jeżeli Bartek interesuje się światem
    pisma, to nie jest za wcześnie.
    Doradzałabym sposób w jaki wykorzystują serię Kocham czytać wszystkie znane mi
    osoby. Książeczka pojawia się dopiero po utwaleniu materiału, zaczynamy od
    karteczek z trzema samogłoskami (jeżeli ktoś jest zainteresowany dalszymi
    krokami, pytajcie). Taka kolejność warunkuje nam to, że dziecko rzeczywiście
    będzie czytać, a nie kojarzyć dźwięki z obrazkiem. Poza tym, gdy samodzielnie
    przeczyta książeczkę i dowie się o tym babcia i ciocia, będzie bardzo z siebie
    dumne. I chętnie będzie czytać dalej.

    Pacynko, zwracam Twoją uwagę, że musisz mieć pewność, że mały opanował jeden
    etap zanim przejdziesz do następnego. Inaczej więc niż u Domana musisz
    sprawdzać, czy umie. Łatwo to zrobić zamieniając się z dzieckiem rolami
    (wielokrotnie), ono występuje w roli nauczyciela i uczy Ciebie albo lalkę,
    zauważa i poprawia Twoje błędy. Łatwiej mu też w ten sposób zaakceptować swoje
    własne pomyłki.

    Pozdrawiam i obiecuję odpowiedzieć na każde pytanie. Może rzadziej niż
    dotychczas, bo moje Bulinki zaraz wracają do domu z podróży z ukochanymi
    dziadkami, a i krtań chyba już lepiej.
  • 11.12.05, 21:14
    Dziś pokazałam małemu "a". A on pokazał mi kilkanaście literek "a" w swoich książeczkach. Miał świetną zabawę. Coraz bardziej przekonuję się do metody.
    Mabulinko czy jest jakaś instrukcja do serii Kocham... którą można sobie kupić i spokojnie przestudiować? Bo jeśli nie ma to chyba Ci jeszcze troszkę głowę pozawracam smile
    Rozumiem że pierwszą ksiązeczkę trzeba dać dziecku jak opanuje wszystkie samogłoski. Czy z kolejnymi książeczkami ma być podobnie? Najpierw pokazuje się sylaby na kartonikach a potem w książeczce?
    Mogłabyś w skrócie opisać kolejne kroki.
    Pozdr.

  • 11.12.05, 23:24
    mabulinka napisała:
    >ważne, że nie uczysz dzieciaczka literek, bo to
    > jest najgorsze, co można zrobić dziecku z grupy ryzyka dysleksji<

    No własnie .. a ja nauczyłam mojego 3,5-letniego synka literek , bo po prostu
    "zmusił" mnie do takiej nauki.

    Podobnie jak Pacynka nie chcę,żeby moje dziecko zostało dyslektykiem czy
    dysortografem , tak jak mój mąż.
    Dziś zrobiłam karteczki z U,A i I. Ale moje dziecko już zna te literki i składa
    sylaby "LA", "MU" i kilka innych.

    Proszę Cię Mabulinko o dalsze kroki.





  • 13.12.05, 10:39
    Już odpowiadam. Metoda opisana jest w książce, o której już wspominałam. "Nauka
    czytania krok po kroku", wydane przez Wydawnictwo Naukowe Akademii
    Pedagogicznej w Krakowie. Nie wiem, czy można to jeszcze kupić.
    Ale Pacynko, jak zrozumiesz zasadę, to przewodnik po Kocham czytać nie będzie
    potrzebny.

    Ewo, w jaki sposób Twój synek składa sylaby? Odczytuje je w całości czy literuje
    ly-a, my-u?

    Proponuję wszystkim mamom, przekonanym do metody, którą ja stosuję, schowanie
    tych nieszczęsnych literek z Danonków i wszystkich innych, jakie w domu są,
    magnetycznych, na klockach, także gry komputerowe, które uczą czytania
    samodzielnych spółgłosek. Możemy zostawić samogłoski.

    Dzieciom, zwłaszcza tym, których rodzice, dziadkowie, ciocie lub wujkowie są
    dyslektykami czy dysortografikami radzę bardzo dokładnie!! sprawdzić
    lateralizację dziecka. Służę wskazówkami w razie potrzeby.

    Krok drugi: samogłoski O, E, Y. Pracujemy tak samo jak z poprzednimi. Po
    utrwaleniu, dodajemy poprzednie już nauczone i znowu utrwalamy. Potem czytamy
    pierwszą książeczkę. Zachwycamy się ogromnie, wychwalamy dziecko pod niebiosa
    bez względu na to, czy ma lat trzy czy sześć. Nie przyspieszamy dziecka i nie
    robimy nic na siłę. Możemy opowiadać, jak to fajnie jest czytać, bo... chyba
    nie muszę podpowiadać.

    Równolegle do nauki samogłosek i potem sylab, wprowadzamy wyrazy czytane
    globalnie. Pokazujemy maluchowi kartkę z napisanym wyrazem i czytamy w całości
    (bez literowania i dzielenia na sylaby). Dobrze, żeby to były wyrazy związane z
    dzieckiem, jego imię, imię mamy, taty, babci, ulubione zwierzątka. Na początek
    dajemy dwa wyrazy, wielokrotnie odczytujemy, dzieci uwielbiają wykonywać
    obrazki do tych wyrazów albo "podpisywać" nimi zdjęcia, rysunki. Stopniowo
    wprowadzamy nowe, kierując się indywidualnymi możliwościami dziecka. Mogą to
    też być wyrazy dźwiękonaśladowcze (książeczka druga).

    Etap trzeci rozpoczynamy dopiero wtedy, gdy dziecko czyta samogłoski. Daję
    teraz wam trochę czasu na powtórzenie samogłosek. W miarę możliwości czasowych,
    postaram się dokładnie opisać wprowadzanie pierwszych sylab, a potem już tylko
    wymienię kolejność następnych.

    Proszę o pytania i opowieści o postępach waszych maleństw. Pozdrawiam ja i
    mniejsza Bulinka (21 miesięcy), która bardzo chce już zbudować największą na
    świecie wieżę z żółtych klocków.
  • 16.12.05, 10:17
    >>Ewo, w jaki sposób Twój synek składa sylaby? Odczytuje je w całości czy literuje
    ly-a, my-u>?


    On czyta najpierw M, U a potem ja mówię "czyli ..." i on odpowiada "MU".
    Mój synek nie ma liter z Danonków, ale literki magnetyczne , które uwielbia.
    No cóż, będę musiała mu je schować.. tylko co ja mu powiem ..?

    Obeszłam kilka księgarni - nigdzie nie ma serii "kocham czytaC".
    Nawet miałam mieć ją sprowadzoną na zamówienie, ale okazało się ,że nie ma w
    hurtowni.
    Może ktoś jest z Katowic i wie gdzie to kupić?
    Do zakupów przez internet zawsze dochodzą koszty wysyłki, więc wolałabym kupic
    "normalnie".
  • 13.12.05, 11:58
    Dziewczyny, właśnie znalazłam kilka maili w mojej skrzynce. Nie mam czasu na
    nie odpowiadać indywidualnie, proszę o zadawanie mi pytań na forum. Postaram
    się odpowiedzieć na wszystkie. Dzisiaj moja poczta odmówiła posłuszeństwa i nie
    wysyła maili, dlatego korzystam z tego miejsca aby wszystkie autorki i autora
    listów przeprosić. Pozdrawiam.
  • 14.12.05, 10:14
    Razem ze swoim szescioletnim synkiem zmagamy się z nauką czytania.Jesteśmy na
    etapie znajomości wszystkich literek,zarówno małych jak i dużych.Ale czytanie
    zgłoskowe,czy sylabowe,zupełnie nie wychodzi.Dla mojego dziecka jest to bariera
    nie do przeskoczenia.To powoduje irytacje i niezadowolenie mojego syna.Ja nie
    mogę go wesprzeć,sama nauczyłam się czytać w wieku czterech lat,praktycznie bez
    pomocy.Nie mam przygotowania pedagogicznego,ą rozmowa z panią
    przedszkolanką,nic nie przyniosła.Dowiedziałam sie tylko tyle,że na wszystko
    przyjdzie czas.Proszę o pomoc,gł.mabulinkę.Jakimi metodami mam skutecznie uczyć
    moje dziecko czytać?Dodam,że jest to pojętny chłopczyk,ma duży zasób słów i
    sporą wiedzę.Rozwiązywanie zadań matematycznych przychodzi mu z
    łatwością.Jedynie czytanie sprawia mu duży problem.Nie chcę go zniechęcić do
    literatury.Do tej pory dużo czytaliśmy i książka,była jego ulubionym prezentem.
  • 14.12.05, 12:35
    Ja mam podobny problem. Córeczka 6 lat, znała wszystkie literki w wieku dwóch
    lat, nie jest w stanie odczytać prawie żadnego wyrazu. Mabulinko, czy z
    sześciolatrkiem prracuje się tak samo jak z trzylatkim? Bardzo prosze o pomoc.
  • 15.12.05, 12:09
    Justyno, koniecznie odstresuj synka, opowiadaj mu, że czytanie to strasznie
    trudna rzecz, ale jak już się nauczy, to będzie olbrzymi sukces, opowiadaj o
    rzeczach, które tobie lub komuś bliskiemu sprawiały ogromną trudność, ale udało
    się wytrwałością je pokonać. To bardzo ważne.
    I koniecznie nadal dużo mu czytaj!
    Sześciolatkom proponuję sprawdzić lateralizację. Służę wskazówkami w razie
    potrzeby.
    Justyno i Kkisiu przeczytajcie to, co pisałam dotychczas.
    Przygotujcie karteczki z samogłoskami wielkimi i małymi. Sprawdźcie, czy
    dziecko czyta je bezbłędnie, jeżeli nie, to utrwalajcie tak długo, jak będzie
    trzeba.
    Wprowadźcie wyrazy do czytania globalnego. Ważne: należy wyraz odczytać w
    całości, nigdy nie literujemy i nie sylabizujemy! Wyrazy powinne być napisane
    wielkimi literami, dzieci miały dotychczas do czynienia z czytaniem małych
    liter, musimy zapobiec chęci odczytywania literka po literce.
    Po wprowadzeniu kilku wyrazów i utrwaleniu samogłosek, przechodzimy do czytania
    sylab. Postaram się napisać o tym, jak najszybciej, jak tylko znajdę czas.
    Jeżeli macie jakieś konkretne pytania, to proszę ja zadawać. Czekam na opisy
    postępów waszych dzieciaczków. Pozdrawiam.
  • 15.12.05, 17:17
    Ile tych wyrazównależy przygotować do nauki na pamięć i jak długie powinny być,na razie umie swoje imie,mama ,tata.Czy te samogłoski na zmianę pokazywać raz duże raz małe?
  • 14.12.05, 22:58
    mam pytanie: czy w książce "Nauka czytania krok po kroku" znajdę opis polecanej
    metody nauki czytania, tak aby rozpocząć naukę z 3,5 letnim dzieckiem?
    --
    mama Konradka i Mai
  • 15.12.05, 12:23
    Rozdziały książki, o którą pytasz: Dysleksja-ustalenia terminologiczne, Nauka
    czytania w świetle badań naukowych, Mózgowa organizacja funkcji językowych,
    Diagnozowanie rozwoju dzieci w wieku przedszkolnym, Diagnoza trudności w
    czytaniu i pisaniu, Praca terapeutyczna z dziećmi z trudnościami w czytaniu i
    pisaniu.
    Książka nie jest podręcznikiem, jak nauczyć czytać trzyipółlatka, ale rodzic z
    zacięciem pedagogicznym, sporo się z niej może nauczyć. Minimum teorii
    zawierają też zeszyty Kocham czytać. I nieskromnie zauważę, że moje uwagi też
    mogą okazać się przydatne.
    Pozdrawiam.
  • 15.12.05, 16:26
    Mój mały zna juz 3 pierwsze samogłoski. Pokazuje je w książeczkach na szyldach itp. No i mam problem bo zaczął pytać o inne literki (strasznie go interesuje "k". Jak mu nie odpowiadać a jednocześnie nie ignorować pytań smile ?
  • 16.12.05, 11:33
    Nie mam zamiaru uczyc syna czytac(ma 4,5 roku), z kolorow zna tylko zolty. Nie
    wykazuje zainteresowania nauka czytania, ani liczeniem, literkami i cala reszta.
    Zreszta nie chce siebie zmuszac i jego do takiej formy edukacji, predzej czy
    pozniej sie tego nauczy.
    Moj syn wprawdzie nie powie jaki ma kolor bluzki, ale potrafi wytlumaczyc jak
    powstaje tecza i dlaczego pada deszcz,wymienia nazwy dinozaurow i potrafi o nich
    opowiadac, fascynuja go samoloty i ma na ten temat duza wiedze.Najbardziej
    fascynuja go trzesienia ziemi i tornada. Zadaje mnostwo pytan z dziedziny
    fizyki,chemi,geografii, przyrody i na szczescie jestem w stanie mu
    odpowiedziec(skonczylam fizyke)na wiekszosc pytan, chociaz musze duzo czytac i
    doksztalcac siesmile)Ostatnio fascynuje sie budowa czlowieka. Moje opowiesci w
    polaczeniu z encyklopedia dla dzieci=wypieki na twarzy mojego synka. Chrzanic
    nauke czytania!
  • 16.12.05, 13:12
    Odpowiadam po kolei:
    Ewo, to jest właśnie literowanie, trzeba szybko małego odzwyczaić, zanim się
    przyzwyczai. Na razie nie pytaj o nic poza samogłoskami i całymi wyrazami.
    Odwracaj uwagę, gdyby chciał literować. Sprawdziłaś lateralizację? Daj znać.

    Klaudio, ilość wyrazów zależy od wieku i możliwości dziecka. Można wprowadzać
    ciągle nowe, takie, które przydadzą się potem w czytaniu tekstów, które możesz
    dla dziecka pisać. Jeżeli dziecko ma lat raczej trzy wprowadź tylko wielkie
    samogłoski, jeżeli raczej sześć, po utrwaleniu wielkich małe. Zaznaczaj, że to
    te same literki, możesz wyjaśnić, jak je stosujemy.

    Pacynko, proponuję odpowiadać, że to jest literka, która jest na początku
    wyrazu Kasia, w środku wyrazu oko i na końcu wyrazu bok. Jeżeli będzie pytał o
    spółgłoski dźwięczne, nie podawaj przykładu z zakończeniem, bo dźwięczne na
    końcu tracą dźwięczność. Podawaj dużo przykładów, żeby mały nie skojarzył
    jednej pozycji Kasia, kos, kukułka itp.

    aw271, to nie ucz.

    Po opanowaniu samogłosek!!! przechodzimy do odczytywania sylab otwartych
    (zakończonych samogłoską). Na karteczkach drukujemy sylaby PA PO PU (na
    odwrocie PÓ)PE PI PY. Wskazujemy i odczytujemy (przypominam całą sylabę, nie
    literki), dziecko powtarza, często zmieniamy kolejność sylab. Można zacząć od
    dwóch sylab, można od razu czytać wszystkie, to zależy od dziecka. Postępujemy
    tak samo jak z samogłoskami. Dziecko powtarza, odczytuje, zamieniamy się rolami.
    To tyle dzisiaj. Dalsze instrukcje w najbliższym czasie. Pozdrawiam.
  • 18.12.05, 11:25
    Mój synek jest zachwycony karteczkami z sylabami smile!

    Jak mam sprawdzić tę lateralizację u mojego dziecka 3,5 letniego?

    Pozdrawiam
  • 18.12.05, 23:45
    A jak ja mam sprawdzić lateralizację?? Moje dziecko raz je jedną, raz drugą
    ręką, rysuje raz jedną, a raz drugą. Dodam, że właśnie skończył 3 lata.
  • 18.12.05, 23:42
    To ja powiem tak: przeczytałam wszystko, co jest w tym wątku i kompletnie nie
    rozumiem, jak mam zacząć uczyć moje dziecko czytać. Byłam przekonana do metody
    Domana, ale teraz sama mam wątpliwości. To mam prośbę: jak krowie na miedzy: co
    mam krok po kroku zrobić? Rozumiem, że przygotować samogłoski na kartonch: ale
    małe duże, zarówno literki jak i kartony. I co dalej? pokazywać i mówić , że to
    jest a jak auto?
  • 20.12.05, 12:18
    Helgo, ja używam karteczek mniej więcej 6/4 cm, literki o wysokości 2cm. Takie
    są najwygodniejsze.
    To jeszcze raz krok po kroku:
    1. samogłoski A U (na odwrocie Ó) I. Jak uczyć pisałam już wcześniej. Można
    mówić, że a jak ..., pod warunkiem, że podamy kilka przykładów, za każdym razem
    inne, żeby dziecko nie zakodowało sobie tylko jednego skojarzenia. Ja bawię się
    z dziećmi "logopedycznie" tzn, a- okazywanie radości na widok prezentu, o-
    występ śpiewaczki operowej, e-okazywanie zdziwienia, u-naśladowanie
    zaskoczenia, y-okazywanie niezadowolenia lub odgłos towarzyszący pewnej
    czynności fizjologicznej (dzieci natychmiast zapamiętują), i- naśladowanie
    rżenia konia. To tylko przykłady.
    2.Samogłoski E O Y
    3.Wyrazy czytane globalnie, ja wprowadzam takie, które umożliwią mi pisanie
    indywidualnych tekstów dla dzieci. Można wprowadzać równolegle z nauką
    samogłosek. I kontynuować przez cały czas nauki czytania.
    4.Sylaby otwarte oparte na głosce p: PA PE PI PO PU (PÓ) PY. Też podajemy
    wyrazy rozpoczynające się od tych sylab. Można przygotować rysunki. Np. PA:
    pani, parasol, parapet, Patryk itd.
    To tyle "powtórki materiału".
    Pozwólcie, że o lateralizacji i dalszych krokach napiszę po świętach.

    Teraz już, bo później nie będę miała okazji, życzę wszystkim czytającym ten
    wątek mamom cudownych świąt, podczas których można zapomnieć o codziennym życiu
    w biegu, a ich dzieciom wielu twórczych przygód w drodze do samodzielnego
    przeczytania "Kubusia Puchatka". Pozdrawiam.
  • 20.12.05, 18:37
    Dzięki, nieco mi się rozjaśniło, tylko nie wiem, jak często się to robi? Tzn.
    pokazuje te literki. W książce Katarzyny Rojkowskiej, która stara się
    zaadaptować metodę Domana, trzeba dziecku urządzać 15 sesji dziennie po
    sekundzie na każdy wyraz. I tak naukę zaczniemy od stycznia, więc te 10 dni
    mnie nie zbawi, ale umieram z ciekawości. Zamówiłam sobie już tę książkę tej
    polecanej przez Ciebie pani profesor. Może tam będzie wyjaśnione, jak często
    trzeba te wyrazy pokazywać, małe duże, czy jakie. Boże, edukacja jest taka
    trudnabig_grin
  • 18.12.05, 20:33
    ja nauczyłam sie czytać w dość nietypowy sposób bo często ja, moja mama i mój
    tata musieliśmy wyjeżdżać. nauczyłam się czytać po prostu czytając nazwy
    miejscowości smile
  • 27.12.05, 16:11
    ewa9923 napisała:

    > Obeszłam kilka księgarni - nigdzie nie ma serii "kocham czytaC".

    Ewo, zeszyty można zamówić przez internet w wydawnictwie
    www.wydawnictwo.edukacyjne.pl/

    Jeżeli koszt zamówienia przekracza 60 zł, wysyłka jest bezpłatna. Ja zamówiłam
    prenumeratę 12 pierwszych zeszytów (dotychczas ukazało się 11) za 78 zł, po
    rabacie (z tego, co zrozumiałam, rabatem objęte są zamówienia przez internet)
    70,20, płatność za pobraniem. Cena pojedynczego zeszytu wynosi 7,40, wysyłka,
    jak mnie poinformował pracownik wydawnictwa, 9,90.

    --
    Anka, mama Julka

  • 27.12.05, 16:26
    Errata do powyższego

    Tenże pracownik wydawnictwa poinformował mnie po złożeniu zamówienia, że będę
    musiała przelać na ich konto 78 zł. Wyjaśniam sprawę.

    --
    Anka

  • 27.12.05, 22:17
    akacma napisała:

    > Errata do powyższego
    >
    > Tenże pracownik wydawnictwa poinformował mnie po złożeniu zamówienia, że będę
    > musiała przelać na ich konto 78 zł.


    Proszę napisz, gdy otrzymasz książeczki - jak je oceniasz.

    Ja mam zamówione te książeczki w księgarni, ale będą dopiero w nowym roku.
    Jestem ciekawa czy warto je kupować... zamowiłam na razie tylko 3 pierwsze numery.


    Czekam na Mabulinkę wink i jej rady.


    Pozdrawiam wszystkich poświątecznie smile !


    >
  • 29.12.05, 13:01
    Witam poświątecznie i przednoworocznie.

    Helgo, nie ma żadnych reguł jak u Domana. Moją własną córkę "uczyłam" (ona
    nigdy nie traktowała tego jak naukę, uwielbiała "sylabki") codziennie. Dzieci,
    które uczę zawodowo różnie, w zależności od tego na ile stać rodziców,
    najczęściej raz w tygodniu. Rodzice mają przykazane powtarzać z dzieciakami,
    ale to różnie bywa.
    Ponieważ Ty będziesz uczyć swojego dzieciaczka, proponuję robić to tak często,
    jak tylko macie ochotę, Ty i dziecko.
    Wyrazami czytanymi globalnie po prostu bawię się z dziećmi, nie dawkuję ich.
    Np. mam trzy kartoniki (dłuższe od tych do sylab - uprzedzam Twoje pytanie):
    HELGA, MAMUSIA, TATUŚ i mam zdjęcia tychże. Rozkładam zdjęcia, ustalamy z
    dzieckiem, że to jest Helga a to mamusia i tatuś. Układam karteczki pod
    zdjęciami, czytam (całościowo!) wyrazy. Przyglądamy się zdjęciom i wyrazom,
    zabieram karteczki, dziecko podpisuje zdjęcia, zabieram zdjęcia, dziecko
    dopasowuje zdjęcia do podpisu, zmieniam kolejność, ilustrujemy wyrazy, itd,
    itp. Następnego dnia to samo, trzeciego można sprawdzić, czy dziecko samo
    dopasuje zdjęcia do podpisu. Zachwycać się. Ale pamiętać, że dzieci mają różne
    tempo, a że są jeszcze małe, nie należy się spieszyć. Kolejne wyrazy dodajemy
    stopniowo, obserwując dziecko. Moja Bulinka jak miała trzy lata zażyczyła
    sobie, żeby podpisać wszystko w domu. Na szafie wisiała kartka SZAFA, na
    telewizorze TELEWIZOR, tych wyrazów nie utwalałam w żaden dodatkowy sposób,
    dbałam tylko o to, aby szafę nazywać szafą, a nie szafeczką, jak niektóre mamy,
    babcie i panie przedszkolanki lubią.

    Ewo, jak obejrzysz trzy pierwsze książeczki, sama zdecydujesz czy warto. Wiem,
    że są drogie, bezwzględnie konieczne nie są. Jagoda uczy dzieci czytać ponad 20
    lat, a książeczki są chyba od dwóch. Moja starsza Bulinka uczyła się bez nich,
    młodsza (22 miesiące) dopiero zaczyna, ale już uwielbia je oglądać.

    O lateralizacji będzie wieczorem. Konkretne pytania mile widziane. Łatwiej mi
    wtedy trafić w Wasze potrzeby. A tak to wydaje mi się, że piszę o rzeczach
    oczywistych i już sama nie wiem, czy w ogóle pisać.
    Pozdrawiam



  • 29.12.05, 15:47
    witam,
    jestem mama 14 miesiecznej Moniki,niedawno przeczytalam ksiazke pani Rojkowskiej
    i postanowilam zaczac nauke czytania z moja coreczka,
    teraz po przeczytaniu calego tego watku mam pewne watpliwosci,
    i kilka pytan do mabulinki,
    po pierwsze czy moge juz rozpoczac nauke czytania z Monika?
    czy dobrze zrozumialam ze najpierw zaczac od nauki samoglosek a potem dopiero
    wyrazy?
    dlaczego trzeba uczyc samoglosek,skoro jak sama mowisz,odrzucic nieszczesne
    literki z danonkow,dlaczego samogloski sa takie wazne?
    Monika od jakis dwoch tygodni zaczela inaczej "mowic",tzn stara sie powtarzac to
    co my do niej mowimy,np pstryk,jak zapalam swiatlo,tik tak,buju buju,czu mowic
    do niej w ten sposob czy lepiej uzywac normalnych zwrotow np mama zapala swiatlo
    a nie pstryk?
    pozdrawiam
  • 29.12.05, 16:45
    troche doczytalam bo pewne rzeczy mi umknely,tyle tu waznych wiadomosci,
    znalazlam informacje ze jednoczesnie wprowadza sie karteczki z samogloskami i z
    wyrazami globalnymi (rozumiem ze sa to rzeczowniki w mianowniku),
    ale czy takie male dziecko tez uczyc w ten sposob?
    czy moze jeszcze poczekac az zacznie mowic?
    czy moze zaczac od czegos prostszego na poczatek?
    bede wdzieczna za wszelkie wskazowki smile
    pozdrawiam Beata
  • 29.12.05, 19:54
    Witam

    Dzięki wielkie za wyczerpujące odpowiedzi.

    Zgodnie z Twoją sugestią kupiłam książkę "Nauka czytania krok po kroku". Dzięki
    temu wiem, na czym polega lateralizacja, ale nie wiem, do kiedy powinna się ona
    wykształcić. Mój syn rysuje raz jedną raz drugą ręką, podobnie jest z kopaniem
    piłki, podnoszeniem ręki do góry etc. Nie wspomnę już, że nie umie dobrze
    trzymać kredki, tylko trzyma ją tak w pięści albo tak dziwnie za sdrugi
    koniec... A w listopadzie skończył trzy lata. Poza tym mam pytanie dotyczące
    książki: podane w niej ćwczenia są dla dzieci w jakim wieku? I te testy dtyczą
    sześcolatków czy dzieci młodszych. A może starszych?

    A i czy a propos tej lateralizacji mogę coś zrobić? Czy można to jakoś
    stymulować? I czy należy?
  • 29.12.05, 19:57
    A czy wprowadzać tylko wyrazy, czy zdania też? A i cz wyrazy w mianowniku czy w
    przypadkach zależnych?
  • 30.12.05, 10:13
    Jeśli chodzi o lateralizację, to absolutnie nie należy nic robić. To sprawa
    wrodzona, a próby przestawiania - jakiegokolwiek - zaowocują tylko kłopotami.
    Nie należy się też łudzić, że wczesna nauka czytania zapobiegnie dysleksji.
    Dziecko dyslektyczne po prostu czytać się nie nauczy, tylko dodatkowo
    zniechęci. Ja mam trójkę dzieci z dysortografią. Wszystkie czytały przed
    zerówką, a najmłodszy nauczył się sam czytać majac lat cztery. Nie przeszkadza
    mu to w robieniu okropnych błędów ortograficznych. Psychologowie i reedukatorzy
    zajmujący się moimi dziecmi mówili m.in., ze przyczyną lawinowo narastajacych u
    współczesnych dzieci problemów z pisaniem jest rozdzielenie nauki czytania i
    pisania - jesli chcecie mieć dzieci bez problemów, trzeba uczyć czytania i
    pisania jednocześnie. Ale jak nauczyć trzylatka pisania? Raczej trudno, że
    względu na niesprawność manualną.
    Mówiono mi też, że metoda Domana i czytanie "całościowe" od samego początku
    mogą być przyczyną kłopotów (mój obecnie 10-latek od paru lat czyta zdaniami,
    starsze akapitami). Dziecko uczy się wyglądu słowa, ale jakie litery w nim
    wystepują - nie ma pojęcia. A powinno mieć...
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • 30.12.05, 10:23
    Czy przypadkiem metoda Domana nie została wymyślona na potrzeby upośledzonych
    dzieci?
    Wiesz co, z tą nauką pisania jednocześnie to nie można generalizować. Czytałam
    płynnie (nie powtarzając w myślach słów) mając 6 lat, pisać nauczyłam się rok
    później w I klasie. Od kiedy wpojono mi z grubsza reguły poprawnej pisowni
    błędów raczej nie robię.
  • 30.12.05, 10:33
    Zgadza się, same. Mnie czytano (ale z całą pewnością nie czytano mi bajek jak
    miałam pół roku), książek wokół było mnóstwo. Któregoś dnia załapałam. Tak jak
    z płPamiętam, że w I klasie nauka czytania przez sylabizowanie była dla mnie
    nudna i upierdliwa.
    Szczerze mówiąc nie widzę żadnego powodu dla którego należałoby uczyć czytać
    trzylatka. Można odpowiadać na pytanie "jaka to litera" na tej samej zasadzie
    na jakiej odpowiada się na pytania "jakie to drzewo/owad/kolor/samochód".
  • 30.12.05, 13:08
    Odpowiadam po kolei:
    Beataru: ja bym nie uczyła czytać 14 miesięcznego dziecka. Jest tyle rzeczy,
    które Monika musi poznać, na tym etapie ważniejszych. Że pies robi hau hau i
    może być duży albo mały, czarny albo biały, łagodny albo agresywny. Nie
    wyprzedzajmy potrzeb dzieci. Jeżeli chcesz, żeby dobrze się rozwijała, zadbaj o
    to, aby była szczęśliwym, radosnym dzieckiem, czytajcie, rysujcie, malujcie,
    biegajcie, skaczcie. To naprawdę jest bardzo ważne. Odpowiadaj na pytania
    małej. Pewnie za rok, dwa zapyta o literki, wtedy można zacząć.
    Zdania na temat tego czy mówić pstryk, czy zapalam światło są podzielone. Ja
    moim córeczkom mówiłam "zapalimy światło, pstryk", "zobacz kotek, pamiętasz,
    jak robi kotek Miau", "w wannie robię wielki plusk", "bach, kto się
    przewrócił?". Ogólnie powiedziałabym, że onomatopeje są wskazane (obok słów,
    nie zamiast), jestem przeciwnikiem używania zwrotów typu kąpu, myju, opa. Nie
    przechodzą mi one przez gardło.
    Samogłoski są ważne, bo można je czytać w izolacji i są dla dziecka
    rozpoznawalnym elementem sylab.

    Helgo, do czytania globalnego tylko rzeczowniki w mianowniku.
    Test opracowany przez Cieszyńską pozwala stwierdzić, co dziecko już potrafi. Ty
    znasz dobrze swoje dziecko, możesz wybierać te ćwiczenia, z którymi już teraz
    sobie poradzi. Pamiętaj zaczynamy od tego co dziecko już umie, potem
    przechodzimy do trochę trudniejszych, nie wolno kazać dziecku robić czegoś, z
    czym sobie nie radzi. Tylko bardzo rozsądna stymulacja ma sens. Zbyt agresywna
    może tylko zaszkodzić.

    Verdano, przykro mi, że trafiłaś na specjalistów, którzy powiedzieli Ci,
    że "dziecko dyslektyczne po prostu czytać się nie nauczy, tylko dodatkowo
    zniechęci". Bo to guzik prawda. Dziecku dyslektycznemu trzeba udzielić pomocy
    jak najszybciej, wtedy ma ogromne szanse na wyjście z problemów. Chyba, że
    przyjmiemy, że rozwiązaniem jest zaświadczenie z poradni o dysfunkcjach...
    Wtedy rzeczywiście nie warto zmuszać dziecka i siebie (to boli) do wysiłku.
    Co to znaczy rozdzielenie nauki czytania i pisania? Czytanie jest czynnością
    prymarną, dziecko, które nauczy się czytać, będzie umiało pisać, musi tylko
    poznać zasady ortograficzne. Pisanie to nie jest kreślenie liter, "niesprawność
    manualna" jak piszesz, to nie jest powód, dla którego dzieci trzyletnie nie
    piszą, sprawności by im pewnie wystarczyło, żeby wystukać tekst na klawiaturze,
    ale nie mają jeszcze potrzebnej wiedzy metafonologicznej, którą zdobędą ucząc
    się czytać.

    Triss, nie wierzę, że ktoś wpadł na pomysł, aby uczyć już czytające dziecko
    sylabizowania. Nudziłaś się pewnie, bo teksty były głupie. Ja też to znam z
    autopsji i moja córka też. Wyobraź sobie jednak, co czują dzieci, którym to
    czytanie sprawia trudność.
    Dlatego jeżeli są mamy, które chcą uczyć czytać trzyletnie dzieci, odpowiem na
    każde ich pytanie, po to by zrobiły to dobrze.

    Metoda, o której rozmawiamy w tym wątku, to nie jest metoda Domana.

    I znowu nie zdążyłam o lateralizacji. Postaram się jak najszybciej tu wrócić.
    Pozdrawiam.
  • 30.12.05, 15:05
    Dyslektyczne (jesli w tym wieku o dyslektycznym dziecku mozna mowić - raczej
    nie)TRZYLETNIE dziecko czytać się nie nauczy - o to mi chodziło. Oczywiście, że
    starsze, nawet z dysfunkcjami, może nauczyć się czytać! Dla trzylatków,
    szczególnie tych, ktore maja jeszcze kłopoty z rozróznianiem dźwieków, analiza
    słuchową, czytanie może się okazać barierą nie do przeskoczenia. A mama bedzie
    próbowała, próbowała, w dodatku w sposób niefachowy- przez parę lat, az
    zniecheci dziecko do tej umiejetnosci - o to mi chodziło. Nie o dzieci w wieku
    szkolnym.
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • 31.12.05, 08:39
    Oto dane z badań Marie-Noelle Ganry-Tardy (psycholog dziecięcy; Paryż):
    ćwiczenia fonologiczne prowadzone z dziećmi 5-letnimi, u których stwierdzono
    ryzyko dysleksji, pozwalają wyeliminować problemy w ciągu 6-18 miesięcy,
    natomiast rozpoczęte rok później muszą trwać nawet dwukrotnie dłużej.

    Im dziecko starsze, tym trudniej wyrównać deficyty rozwojowe, po ukończeniu
    przez dziecko 8. r.ż. można trudności jedynie minimalizować, nie da się ich
    całkowicie przezwyciężyć. Jest to ściśle związane z mielinizacją układu
    nerwowego (do 8. r.ż. układ nerwowy jest bardzo plastyczny).
    Wiele można zrobić jeszcze do ok. 10-12 r.ż. Ten wiek należy uznać za okres
    krytyczny, po którym możliwości ingerencji są coraz mniejsze i z konieczności
    trzeba skoncentrować się na kompensowaniu dysfunkcji.
    A nasze poradnie często odsyłają dzieci 6-8-letnie, tłumacząc rodzicom, że jest
    za wcześnie na rozpoznanie deficytów rozwojowych.
    Ćwiczenia odpowiednie dla dzieci z dysleksją i dzieci ryzyka dysleksji:
    www.modnopole.pl/dysleksja/dys6.htm#2
  • 31.12.05, 15:23
    Ćwiczenia fonologiczne, w ogóle wszelkie ćwiczenia słuchu i sprawnosci ręki -
    tak. Uczenie czytania - nie. To są absolutnie dwie różne rzeczy.
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • 31.12.05, 15:59
    Ćwiczenia fonologiczne są wstępem zarówno do ćwiczeń w czytaniu jak i pisaniu.
    Problemy z literowaniem wyrazów mogą zapowiadać trudności w pisaniu, a problemy
    z dzieleniem wyrazów na sylaby mogą powodować trudności w czytaniu.
    Zobacz badania prof. Margaret Snowling:
    www.modnopole.pl/dysleksja/dys12.htm
    W Polsce takie badania były prowadzone przez dr Krystynę Sochacką z Uniwersytetu
    w Białymstoku:
    pip.uwb.edu.pl/trans/product_info.php?products_id=54

  • 02.01.06, 13:15
    Wiem, że statystyki i badania nie wszystkich przekonują. To będzie przykład z
    życia. Nauczyłam się czytać sama, nikt nie wie jak w wieku czterech lat. Mam
    rok młodszego brata, który uczył się czytać w szkole z ogromnymi problemami.
    Poziom inteligencji, zdolności i sposób wychowywania porównywalny, jeżeli nie
    identyczny. Skąd więc ta różnica? Ja jestem całkowicie prawostronnie
    zlateralizowana, on używa do dziś zamiennie prawej i lewej ręki (badanie
    pedagogiczne w wieku lat pięciu wskazało prawą rękę jako sprawniejszą, mimo że
    wolał lewą), ma dominujące lewe oko. To nie były czasy, kiedy mówiło się o
    dysleksji, dysortografii, problemy w szkole miał ogromne.
    I druga historyjka. Moja córeczka (lateralizacja skrzyżowana, prawa ręka, lewe
    oko) i jej kolega równolatek (lateralizacja i poziom inteligencji takie same).
    Bulinka czytała płynnie długo przed pójściem do zerówki (zaczęłam uczyć ją
    czytać, gdy miała niecałe trzy lata), kolega płynnie nie czyta do dziś (druga
    klasa). Od czterech miesięcy uczę go czytać, walka ze złymi nawykami - tak bym
    określiła ten proces (postępy jakieś są), a w przypadku Bulinki to była radość
    czytania.
    Metoda stworzona przez Cieszyńską w oparciu o ogromną wiedzę na temat
    funkcjonowania mózgu, sposobu nabywania języka, jest skuteczną formą obrony
    przed dysleksją i pseudodysleksją pod warunkiem, że rozpocznie się ją wcześnie
    (Jagoda pracuje nawet z dwulatkami).
    Im wcześniej zaczniemy ćwiczenia, tym szybciej będą ich efekty. Bo nauka
    czytania to nie tylko cel, ale też środek w zwalczaniu problemów. Czego dowodem
    moja Bulinka, która pozostawiona sama sobie powtórzyłaby z pewnością los
    swojego wujka i współuczestniczyłaby w problemach swojego kolegi.
    Pozdrawiam aj100. Ciebie Verdano również.
  • 14.02.06, 22:40
    A tu się nie zgodzę. Przykład z życia? Proszę bardzo.
    W wieku sześciu lat miałam robione badania pod kątem lateralizacji (pisałam raz
    lewą ręką, raz prawą - ze skłonnością do lewej). Sprawdzano właśnie "rękę,
    nogę, oko" - jestem leworęczna (niektóre czynności wykonuję ręką prawą). Noga -
    prawa. Oko - nie pamiętam.
    Zgodnie z tym, co napisałaś powinnam była mieć problemy z nauką czytania.
    Problemy były - ale z "ładnym" pisaniem. Zalecano ćiwczenia manualne - ale one
    mnie po prostu nudziły. Co do czytania - nigdy nie miałam problemów z nauką
    czytania, sylabizowanie postrzegałam jako lekcje dla kretynów.
    Czytam bardzo szybko - od początku podstawówki. Panie w szkolnej bibliotece
    miały ze mną mały kłopot wink...
    Co do nauki czytania, to pamiętam z zerówki pisanie szlaczków i znajdowanie
    samogłosek w wycinkach z gazet...
  • 02.01.06, 14:18
    Ponieważ chodzi o wasze własne dzieci, wystarczy abyście uważnie obserwowały
    dziecko.
    Ręka: którą ręką dziecko je, rysuje, maluje, zapina guziki, nawleka koraliki,
    sięga po klocki, kroi wałeczki plasteliny, rozdaje karty, itd. Jeżeli używa
    jednej ręki, oznacza, że jest ona dominująca.
    Oko: którym okiem dziecko zagląda przez dziurkę od klucza, do którego przykłada
    tradycyjny aparat fotograficzny lub kalejdoskop.
    Noga: kopanie piłki, wykonanie jaskółki, wskakiwanie na jednej nodze.
    Jeżeli dziecko wybiera prawą rękę, prawe oko i prawą nogę to znaczy, że jest
    zlateralizowane prawostronnie, jeżeli lewą rękę, lewe oko i lewą nogę -
    lewostronnie. Jeżeli np. PR i LO to jest to lateralizacja skrzyżowana. Brak
    dominacji stronnej oznacza, że proces dojrzewania struktur centralnego układu
    nerwowego nie został jeszcze zakończony.
    Lateralizacja jest dziedziczna, więc warto przebadać również rodzinę.
    Są różne poglądy na temat tego, kiedy powinna lateralizacja się wykształcić,
    poradnie zauważają problem podczas badania dojrzałości szkolnej czyli pod
    koniec zerówki. Są dzieci, które od początku wybierają tylko jedną rękę, są
    takie, które długo używają obu.

    Grupa ryzyka dysleksji to dzieci z lateralizacją lewostronną, skrzyżowaną i bez
    ustalonej dominacji. (Ważne zwłaszcza w przypadku sześciolatków!)
    Nie oznacza to, że jeżeli mamy leworęczne dziecko i przestawimy je na prawą
    rękę, to pozbędziemy się problemu. To mózg jest leworęczny, tego nie zmienimy,
    a problemy tylko pomnożymy.
    Nie oznacza to jednak, że "z lateralizacją nic nie robimy", jak ktoś tu
    napisał. Wykonujemy ćwiczenia manualne, również ćwiczenia służące koordynacji
    ręki i oka.

    U wszystkich dzieci (tym z prawostronną lateralizacją też nie
    zaskodzi) "ćwiczymy porządkowanie świata od lewej do prawej", w ten sposób
    przyzwyczajamy oko i rękę do kierunku czytania. Dzieci lewooczne mają naturalną
    tendencję do odwracania tego kierunku (stąd problem z odczytaniem krótkich
    wyrazów sok, kos, stąd też mylenie podobnych liter b i d np.)

    Pytania?

    Piszcie o postępach waszych dzieci (dajcie znać o lateralizacji). Pozdrawiam
    noworocznie.

  • 02.01.06, 18:57
    Mabulinko, nauka idzie cały czas do przodu. Do niedawna uważano, że na trudności
    w uczeniu się u uczniów z dysleksją rozwojową duży wpływ mają zaburzenia procesu
    lateralizacji dotyczące:
    } tempa i siły procesu lateralizacji
    } lateralizacji skrzyżowanej
    } lateralizacji nieustalonej
    } orientacji w schemacie ciała i przestrzeni

    Badania dotyczące wpływu skrzyżowanej lateralizacji lub braku dominacji stronnej
    na czynności czytania i pisania są wciąż kontynuowane i weryfikowane, wzbudzając
    wiele kontrowersji. Niektórzy badacze są zdania, że zakłócenia i opóźnienia
    procesu lateralizacji nie mogą być przyczyną trudności w czytaniu i pisaniu, a
    mogą jedynie tym trudnościom towarzyszyć, gdyż model takiej lateralizacji
    występuje aż u 1/3 dzieci i dopiero w wieku 13-14 lat odsetek ten obniża się do
    ok. 22%. Również badania longitudinalne nad trafnością diagnostyczną i
    predyktywnością Skali Ryzyka Dysleksji wykazały, że stwierdzenia dotyczące
    lateralizacji i orientacji w schemacie ciała i przestrzeni miały niewielką moc
    dyskryminacyjną i zostały z niej usunięte (prof. dr hab. M. Bogdanowicz "Ryzyko
    dysleksji. Problem i diagnozowanie", Gdynia Operon 2002 i nowe wydanie z normami
    dla dzieci 7-letnich 2005).

    Więcej o lateralizacji:
    www.modnopole.pl/dysleksja/lew3.htm
  • 03.01.06, 11:37
    Aj100, no ładnie, do mojej depresji spowodowanej obrzydliwą pogodą, upływającym
    czasem (w grudniu bardziej dotkliwym, bo i urodziny i koniec roku), dorzuciłaś
    mi jeszcze kolejny powód - "nauka idzie do przodu", a ja co? Zostałam gdzieś
    daleko w tyle?
    To powiedz mi proszę, jak np. lewooczność ma nie mieć wpływu na
    czytanie? "Dzieci lewooczne odczytują wyrazy jednosylabowe od końca, bowiem
    mają trudności z ustaleniem początku wyrazu. W konsekwencji niemożliwe jest
    zrozumienie przez nie treści" (J. Cieszyńska) Również dzieci niesłyszące
    czytające z ust, krótkie wyrazy "odczytują" od tyłu.
    Dla mnie lateralizacja skrzyżowana i nieustalona jest sygnałem pewnych stałych
    problemów, na które dzieci natykają się ucząc się czytać. Metoda profesor
    Cieszyńskiej pozwala pracować już z trzylatkami. A przecież jest to zgodne z
    najnowszymi badaniami, jak to niezbyt ładnie napisałaś "im dziecko starsze tym
    trudniej wyrównać deficyty rozwojowe".
    I jeszcze jedno. Odpowiadając na pytania w tym wątku, odpowiadam na pytania
    rodziców, nie zawsze mających wykształcenie pedagogiczne, dlatego to, co piszę
    i jak piszę, musi być dostosowane do ich możliwości i potrzeb.
    O najnowszych badaniach rozmawiam z koleżankami po fachu.
    Pozdrawiam.
  • 03.01.06, 16:06
    Mabulinko, nie chciałam Cię urazićsmile Przepraszamsmile
    Warto jednak wiedzieć, co na ten temat mówią wyniki badań naukowych:
    lateralizacja skrzyżowana dotyczy aż 30% dzieci i większość z nich nie ma
    żadnego problemu z uczeniem się czytania i pisania.
    Rzadko się zdarza, żeby dzieci lewooczne odczytywały wyrazy jednosylabowe od
    końca - zazwyczaj tylko te, u których stwierdza się ryzyko dysleksji lub
    dysleksję. Ale - jak się okazuje - robią to nie z powodu lateralizacji
    skrzyżowanej, lecz z powodu dysleksji.
    Inaczej przedstawia się sprawa z lateralizacją nieustaloną, która jest częstym
    zjawiskiem u dzieci do 4 r. ż. Jeśli jednak nie ustali się w ciągu pierwszego
    roku nauki szkolnej, możemy mówić o opóźnieniach tego procesu. U uczniów powyżej
    10 roku życia nieustalona lateralizacja może być interpretowana jako zaburzenie
    rozwoju. Dzieci takie zazwyczaj napotykają trudności w nauce (M. Bogdanowicz
    "Leworęczność u dzieci").
    Pozdrawiam serdeczniesmile)
  • 05.01.06, 13:40
    Aj100, czy zajmujesz się tylko wynikami badań, czy masz kontakt z żywym
    dzieckiem?
    Jakoś tak się dziwnie złożyło, że dzieci sześcioletnie i starsze, które
    diagnozowałam, bo miały problemy z nauką czytania to były wyłącznie dzieci ze
    skrzyżowaną lub nieustaloną lateralizacją. Jakoś tak się dziwnie składa, że gdy
    uczę czytać małe dzieci, problemy w rozpoznawaniu sylab typu PA - AP, MA - AM,
    mają tylko te ze skrzyżowaną i nieustaloną lateralizacją.
    "Grupa ryzyka wystąpienia zaburzenia" to nie to samo co "stuprocentowa pewność
    zaistnienia danego zaburzenia", to jest chyba jasne dla wszystkich użytkowników
    języka.
    Proponuję zakończyć dyskusję, która donikąd nas nie zaprowadzi. Tym bardziej,
    że w wielu kwestiach, powiedziałabym zasadniczych się zgadzamy.
    Pozdrawiam i życzę sukcesów w pracy z dziećmi.
  • 07.01.06, 13:42
    1)Odpowiadam na Twoje pytanie:
    "Czy zajmujesz się tylko wynikami badań, czy masz kontakt z żywym dzieckiem?"

    Jestem praktykiem (ale nie przeszkadza mi wiedza teoretyczna).

    2)Piszesz:
    "Odpowiadając na pytania w tym wątku, odpowiadam na pytania rodziców, nie zawsze
    mających wykształcenie pedagogiczne, dlatego to, co piszę i jak piszę, musi być
    dostosowane do ich możliwości i potrzeb".

    Moim zdaniem, rodzice, którzy nie mają wykształcenia pedagogicznego, mają prawo
    do rzetelnej wiedzy i nie powinni być wprowadzani w błąd.

    3) Zgodnie z Twoim życzeniem, kończę tę dyskusję.
  • 03.01.06, 11:25
    Mikołaj, który w listopadzie skończył trzy lata, używa obu rąk do jedzenia,
    rysowania, ale zrobię mu dzisiaj dyskretnie test, która ręką podaje kartki,
    którym okiem patrzy przez dziurkę od klucza i na której nodze skacze.
    Jakie to moga być ćwiczenia "porządkowania świata od lewej do prawej"? I skąd
    mam wiedzieć, czy Mikołaj ma te lateralizację jeszcze nieustaloną (czytaj
    niezaburzoną), czy coś jest nie tak. Pytam tak upierdliwie o to wszystko,
    ponieważ moje dziecko urodziło sie przez cesarskie cięcie pk 18 godzinach
    nieudanego porodu naturalnego - w pewnym momencie spadło mu tętno do 60 (norma
    140). Choć rozwija się bardzo dobrze, (jest najlepszy z angielskiego w grupie -
    uczy się wszystkiego bardzo szybko), boję się, że może mieć jakieś dysfunkcje
    spowodowane trudnym porodem.
  • 03.01.06, 13:06
    Helgo, sprawdź jeszcze lateralizację najbliższej rodziny (ręka i oko - to
    najważniejsze), to da Ci możliwość ewentualnego prognozowania lateralizacji
    Mikołajka.
    Jak "obejrzysz" dzieciaczka dokładnie (oko kilkakrotnie w odstępach czasu), to
    daj znać.
    "Porządkowanie świata od lewej do prawej", to te ćwiczenia, które przyzwyczają
    dziecko do kierunku czytania.
    Rysowanie śladów, które zrobiła kaczuszka przechodząc koniecznie z lewej strony
    kartki do prawej, układanie wzorów, uzupełnianie wzorów , rysowanie szlaczków,
    układanie małych klocków (żółty, czerwony, niebieski, dziecko kontynuuje), itd,
    itp. W czasie tych ćwiczeń pilnujemy kierunku.
    Jeżeli Mikołaj rozwija się dobrze, nie masz powodu do niepokoju. Ćwiczenia o
    których pisałam w tym wątku, pozwolą zminimalizować ewentualne problemy. Moja
    starsza Bulinka też cudem tylko urodziła się cała i zdrowa, a jest śliczną,
    bardzo mądrą i zdolną dziewczyną. Pozdrawiam.
  • 06.01.06, 22:18
    Mikołaj jest rpraworęczny bez dwóch zdań: kopie piłkę prawą nogą podaje
    wszystko prawą, zagląda przez dziurkę prawym okiem. Czasem kredki trzyma raz w
    jednej, raz w drugiej, podobni jest ze sztućcami. Tatuś też jest praworęczny,
    ja tylko trochę popieprzona, bo w sumie oburęczna. Ale nie cierpię na dysleksję
    na szczęściesmile
  • 02.01.06, 14:26
    Dwie rady z mojego doświadczenia.

    Kiedy od czytania słów jednosylabowych przechodziliśmy do wielosylabowych, nie
    pozwalałam dziecięciu "sylabizować", tylko oczekiwałam wypowiedzenia całego
    słowa, kiedy juz wiedziało jakie to słowo. Czyli proces czytania odbywał sie w
    myślach. Nauka poszła błyskawicznie i czytanie od początku było płynne choc powolne.

    Absolutnie unikalismy czytania tego samego tekstu wielokrotnie, zeby uniknąć
    uczenia się na pamieć (czyli tego, co charakteryzuje dysleksję). Przy wieczornym
    czytaniu Mały czytał najpierw sam - początkowo jedno, dwa słowa, potem coraz więcej.
  • 02.01.06, 14:46
    Oj, nie do końca się zgadzam. Gdy dziecko "czyta w myślach" (oj, jak to ładnie
    brzmi), tak naprawdę nie wiemy jak czyta, sylabami czy może literuje, poza tym
    robi przerwy między wyrazami, więc to i tak nie jest czytanie płynne. Wolę jak
    sylabizują głośno. Nie ma to wpływu na szybkość nauki.
  • 02.01.06, 15:37
    Nie wiemysmile Ale nie musimy wiedzieć, grunt, że czyta. Może to jest jakiś sposób
    "trzeci"smile Oczywiscie mowa o nauce słów wielosylabowych, a juz na
    jednosylabowych można było wcześniej zorientować sie w ewentualnych problemach
    (i pozbyc sie ich).

    A czy nie ma wpływu na szybkość czytania? Badania były?smile Na zdrowy rozum
    czytanie głośno opóźnia naukę, bo zaangażowane są niepotrzebnie mowa oraz słuch.
    Już nie mówiąc, że dziecko może być skrępowane wydobywającymi sie z niego
    odgłosamismile i peszyc się.
  • 02.01.06, 15:43
    No właśnie! Świeta racja. Od paru lat z duzym hukiem odchodzi się od uczenia
    dzieci głośnego czytania.
    W gruncie rzeczy wcale nie muszę wiedzieć, jak dziecko czyta. Czyta, widzę w
    jakim tempie i czy rozumie tekst. A jesli każe się dziecku czytać głośno (lub
    co gorsza sylabizować) to u wielu osób pozostaje odruch czytania cicho w taki
    sam sposób, jak czyta się głośno - z powtarzaniem w myślach przeczytanych
    wyrazów. A to niewiarygodnie spowalnia tempo czytania.
    Okazało się, że dzieci, które nauczyły się czytać same, którym nie kazano
    czytać często i wiele razy tego samego tekstu na głos, czytają bez porównania
    szybciej także jako osoby dorosłe. A to bardzo ważna umiejętność. O wiele
    ważniejsza od wczesnego czytania.
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • 03.01.06, 12:13
    Trudność czytania wyrazów nie zależy od ich długości. Często to te krótkie
    wyrazy będą sprawiały najwięcej problemów. Pisałam o tym wcześniej.
    Ważne jest to jak dziecko czyta, bo jeżeli literuje (nawet tylko w myślach) nie
    będzie czytało szybko, jeżeli czyta sylabami, to tempo będzie wzrastać.
    Ten sam tekst czytany wielokrotnie - ja nigdy tego nie robię, nie chcę zanudzać
    dzieci.
    Dziewczyny, a tak "na chłopski rozum". Gdy uczyłam się jeździć na rowerze,
    najpierw miał on cztery koła, potem dwa i kij zakończony tatą, dopiero później
    nauczyłam się jeździć samodzielnie. Samochodem też najpierw jeździłam wolniutko
    i z dużą pomocą instruktora. Na drutach robiłam samymi prawymi.
    Tempo czytania przyjdzie z czasem. Czytanie sylabami, potem wyrazami, całymi
    zdaniami to kolejne etapy, tak jak te dodatkowe kółka i tata na końcu kija.
    Pozdrawiam.
  • 03.01.06, 12:30
    Nie zawsze tak jest . Mój mąż (leworęczny) nauczył sie sam czytać w wieku
    trzech lat- nigdy nie sylabizował. Podobnie w wieku 4 lat nauczył się czytać
    niemal od razu plynnie mój 4 latek (leworeczny), i ja kiedyś w wieku 5 lat
    (praworęczna).
    Znam tez wiele dzieci, ktore od razu zaczynają od rowerku na dwóch kolach i
    jeżdża znacznie wczesniej i sprawniej na rowerze, niż dzieci, ktore zaczynały
    od czterech kółek.
    Sylabizowanie bardzo przeszkadza w nauce płynnego czytania. Jesli dziecko
    inaczej nie umie - trudno. Ale uczyć go specjalnie czegoś, co może przeszkodzić
    mu w nauczeniu się kiedykolwiek szybkiego czytania - po co?
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • 03.01.06, 12:46
    Ja nie uczę dzieci sylabizować, uczę je czytać sylabami. Zamiast literowania, a
    nie zamiast płynnego czytania. Odsyłam do opisu metody w tym wątku. Mam
    wrażenie, że nie przeczytałaś. Sposób ten przyspiesza i ułatwia proces nauki
    czytania. Na szybkości czytania zależy mi również, ale nie jestem zwolennikiem
    kursów szybkiego czytania, bo moim prywatnym zdaniem, takie czytanie odbiera
    radość obcowania z książką. Za bardzo kocham czytać, żeby robić to szybciej. A
    moja ośmiolatka lekturową (dziecinną - jej zdaniem) "Karolcię" przeczytała w
    niecałe dwie godziny (czyta oczywiście w myślach, pogryzając orzeszki w trakcie
    i uwielbia to robić).

    Na dwóch kółkach jeździłam mając cztery lata. Mało znam dzieci, które robiły to
    wcześniej.

  • 03.01.06, 15:10
    verdana napisała:

    > Nie zawsze tak jest . Mój mąż (leworęczny) nauczył sie sam czytać w wieku
    > trzech lat- nigdy nie sylabizował. Podobnie w wieku 4 lat nauczył się czytać
    > niemal od razu plynnie mój 4 latek (leworeczny), i ja kiedyś w wieku 5 lat
    > (praworęczna).
    > Znam tez wiele dzieci, ktore od razu zaczynają od rowerku na dwóch kolach i
    > jeżdża znacznie wczesniej i sprawniej na rowerze, niż dzieci, ktore zaczynały
    > od czterech kółek.
    > Sylabizowanie bardzo przeszkadza w nauce płynnego czytania. Jesli dziecko
    > inaczej nie umie - trudno. Ale uczyć go specjalnie czegoś, co może
    przeszkodzić
    >
    > mu w nauczeniu się kiedykolwiek szybkiego czytania - po co?

    ależ verdano, wszystkie metody są dla tych, którzy "sami od siebie" nie
    potrafią ;o)))

    a jeśli ktoś potrafi, to żadne metody mu nie przeszkodzą...

    niezależnie uważam, że nie tylko tempo czytania się liczy, liczy się też to,
    żeby czytać "skutecznie" (czyli po jednokrotnym, uważnym przeczytaniu danych
    dwóch książek spokojnie zdać kolokwium na czwórkę), ale umiejętność wyraźnego,
    przekonującego, "aktorskiego" czytania też się przydaje, np. politykom,
    nauczysielom, rodzicom...

    pozdrawiam
    Judyta
  • 03.01.06, 20:20
    1) Nie ma nic złego w uczeniu sylabizowania (nauczyciel głośno dzieli słowa na
    sylaby, podpowiadając technikę czytania), ale jest coś złego i to dużo, w
    egzekwowaniu głośnego sylabizowania od ucznia
    2)Jest samo zło w czytaniu tych samych tekstów.
    A oba te zjawiska są nieodłącznym elementem nauki w szkole. Oba też prowadzą do
    CZYTANIA BEZ ZROZUMIENIA koncentrując uwagę na czynności czytania, a nie na
    treści. Dlatego należy nauczyć dziecko czytać, zanim do szkoły pójdzie.

    Ad 1) smile, negatywy:
    -Dźwięk (brzmienie czytanego słowa) siłą rzeczy poprzedza uświadomienie sobie
    treści.
    -Weryfikacja, czy słowo zostało dostatecznie dobrze przeczytane jest zewnętrzna
    (nastepuje akceptacja nauczyciela), a kryterium poprawności jest brzmienie. W
    przeciwieństwie do czytania w myśli, kiedy weryfikacja jest wewnętrzna, a
    kryterium poprawności jest stwierdzenie, czy odczytane słowo ma sens i czy
    pasuje do poprzedniego.
    -Zmuszanie do sylabizowania może zamknąć tę jakąś "trzecią drogę" nauki. Może
    ona nie istnieje, ale myslę, że istnieje,
    -Powoduje ból uszu audytorium na akademiach, gdzie prawie wszystkie dzieci
    recytują sylabizując, naturalnie z akcentem na ostatnią sylabę w wersie (hehe)

    A propos trzeciej drogi i naszej niewiedzy o działaniu dziecięcego mózgu,
    historyjka o moim starszym synu.
    Znał już wtedy liczby wielocyfrowe i umiał liczyć do nieskończonoscismile, ale nie
    umiał dodawać. No i kiedyś uraczył mnie wiadomością, ze 7+7 =14. Za chwilę
    mówi"a 14+14= 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28! " Po prostu od 14
    liczył do 28 i wiedział, kiedy należy zakończyć. Liczył jednocześnie w myślach
    liczbę wykonanych kroków!
    Poleciałam do męża, żeby mu to zrelacjonować i zanim dokończyłam, Kacper
    otworzył dzrzwi i oznajmił, że 28+28=57. Pomylił się zaledwie o 1. Dalej spasowałsmile

    Oczywiscie, to nie jest lepszy sposób na dodawanie, za to dobry przykład, że
    nalezy pokornie założyc duży stopień naszej niewiedzy o pracy mózgu.

    Mabulinko, namawiam Cię na sprawdzenie mojej metody na jakimś opornym uczniu.
    Bałabyś się, że zaszkodzisz?
  • 05.01.06, 13:44
  • 05.01.06, 14:07
    Przepraszam, za szybko wcisnęłam enter.
    Nie mam czasu, na dyskusje, z których nic nie wyniknie. Poza tym wydaje mi się,
    że przedstawiłam w tym wątku moje poglądy, jeżeli ktoś nie przeczytał, a chce o
    nich dyskutować, to jest to trochę niepoważne. Wiem, że to forum, że każdy może
    pisać co chce, pytanie tylko po co?
    Joasiu, nie uczę sylabizowania. Dzieci czytają najpierw samogłoski, potem
    odczytują sylaby, jak tylko ilość przyswojonych sylab jest wystarczająca,
    czytają wyrazy. NIe wymagam, aby dzieliły te wyrazy na sylaby, jeżeli potrafią
    odczytać cały wyraz. Do głowy by mi to nie przyszło. Dzieci tak uczone
    stosunkowo szybko zaczynają czytać płynnie w myślach. Nie zamierzam zmuszać ich
    do utrudniania sobie i tak trudnego procesu nauki czytania i wymagać aby od
    razu czytały w myślach.
    Przykład Twojego syna nie pokazał mi niczego nowego w funkcjonowaniu
    dziecięcego mózgu.
    Bardzo chcę, aby dzieci nauczyły się czytać przed pójściem do szkoły. Dlatego
    znajdę czas na odpowiedzi na pytania zainteresowanych mam.
    Jeżeli ktoś zaproponuje alternatywną metodę do tej stworzonej przez
    Cieszyńską, chętnie się do niej ustosunkuję.
    To, że dzieci nie potrafią recytować, to nie wina sposobu uczenia czytania, one
    biedne już w przedszkolu tak robią. Też mnie uszy bolą.
    Pozdrawiam
  • 05.01.06, 19:27
    Skoro tak, to zrobiłaś niezłą zmyłkę, pisząc:" Wolę jak
    sylabizują głośno. Nie ma to wpływu na szybkość nauki." smile

    No nic, moje uwagi są w kazdym razie aktualne na poziomie krytyki praktyki szkolnej.

  • 05.01.06, 10:34
    Z moim 6-letnim synem wg.pani wskazówek pracuje już od ok.miesiąca.Trudno mi
    powiedzieć czy są jakieś efekty.Samogłoski miał opanowane,więc zaczeliśmy od
    sylab.Większść przyswoił.W zerówce razem z panią pracują nad krótkimi
    czytankami.Powtarzając je w domu zuważyłam,że on nie czyta,tylko nuczył się
    pewnych wyrazów na pamięć,a reszte zgaduje.Nie zmuszam go do sylabizowania i
    nie wiem czy dobrze robie.Zauważyłam,że dominuje u niego prawa ręka,noga ale
    lewe oko.Prosze mi podpowiedzieć co mam dalej robić i na co kłaść
    nacisk.Pozdrawiam.
  • 05.01.06, 14:43
    Justyno, pozwól, że po imieniu, Tobie też proponuję tę formę, chyba łatwiejszą.
    Ponieważ Twój synek ma lateralizację skrzyżowaną, wykonuj z nim dużo ćwiczeń
    kierunkowych, pisałam już o tym.
    Justyno, przyślij mi na adres gazetowy jakąś czytankę Twojego synka, najlepiej
    taką, której jeszcze nie zna. Pomyślimy co z ty zrobić.

    Krok następny:
    Sylaby MA MO MU (MÓ) ME MI MY. Pracujemy tak samo jak do tej pory. Po
    utrwaleniu pokazujemy obydwa zestawy sylab. Opanowanie tych dwóch zestawów
    pozwala na odczytywanie wyrazów np.mama, mapa, a nawet zdań jeżeli dziecko
    opanowało już kilka wyrazów globalnych. Mama ma mleko. Jak najszybciej radzę
    pisać dla dziecka teksty, mogą być wspólnie potem ilustrowane.

    Ćwiczeniem kierunkowym od lewej do prawej jest też odczytywanie sylab ułożonych
    w linijkach (jak tekst w książce).
  • 05.01.06, 15:44
    Dziękuję,za szybką reakcje.Wysłałam już na adres gazetowy trzy
    czytanki.Ćwiczymy zgodnie z podanymi wskazówkami.Sylaby mamy napisane na
    karteczkach dużymi literami.Nie wiem czy nie powinny być też takie same,ale
    pisane z małej litery,ze wzg.na czytanki.Obawiam się jednak,że dołączenie sylab
    z małymi literami wprowadzi zamęt.
  • 09.01.06, 19:03
    Odpowiedziałam na priv.
    Pytałaś jeszcze o małe litery. Po opanowaniu przez synka sylab z P i M,
    wprowadziłabym małe litery, wyrażnie tłumacząc dziecku, że tak naprawdę to to
    samo, tylko ludzie umówili się, że będą używać ich w określonych przypadkach.
    Sześciolatek zrozumie kiedy. Potem konsekwentnie po utrwaleniu kolejnych sylab
    wielkimi literami, radzę wprowadzać małe.
    W razie wątpliwości, pytaj, pozdrawiam.
  • 10.01.06, 09:28
    Mabulinko,bardzo dziękuję!Szlifujemy sylaby.Efekty są różne.Są dni,że syn łapie
    błyskawicznie,a są też takie,kiedy nie mogę oprzeć się wrażeniu,że się cofa.Syn
    się denerwuje,bo pamięta,że wiedział.To go zniechęca do nauki.Nie cierpi
    liter,sylab itd.Mimo,że staram się bagatelizować jego
    niepowodzenia,entuzjastycznie reaguje na sukcesy,a wszystko traktuje jako
    zabawę.Gdy podsuwam mu jakiś prosty wyraz,o którym wiem,że na pewno sobie z nim
    poradzi,reaguje złoscią i licytuje się ze mną kiedy koniec.Mam wątpliwości czy
    nie naciskać,żeby totalnie się nie zniechęcił,czy zagonić do pracy,bo przecież
    niedługo szkoła i musi się przyzwyczaić do nauki.
  • 11.01.06, 00:24
    A może wprowadź jakiś system nagród? Pouczymy się 15 minut, a potem w
    nagrodę... Ja tak robię z dziećmi, z którymi pracuję. Ale inaczej pracuje się z
    cudzymi dziećmi, a inaczej ze swoim własnym.
    I - to kolejny argument, aby naukę czytania rozpoczynać wcześnie - trzylatki są
    zachwycone literkami i sylabkami, pięciolatki już znacznie mniej, sześciolatki,
    które napotykają na problemy, trudno przekonać, że to jest całkiem fajne.
    Ośmiolatki są mocno już zniechęcone i pozbawione wiary we własne możliwości.
    Pozdrawiam i życzę wytrwałości.
  • 08.01.06, 23:37
    Czytam z wielkim zainteresowaniem. Moje dzieci maja 3 i 4 lata. Starsza, Magda,
    od kilku tygodni bardzo interesuje sie literami. W przedszkolu dzieci uczone sa
    rozpoznawania swego imienia (globalnie, mieszkamy we Francji). Magda rozpozna
    swoje imie, a przynajmniej litere "M" wszedzie, niezaleznie od sposobu pisania.
    Potrafi tez rozpoznac pare nazw stacji metra, kojarzac je z miejscami, do
    ktorych jechalysmy. Musze tu nadmienic, ze Magda miala ubytek sluchu (20 i 25
    decybeli w obu uszach), co zostalo wyrownane przed trzema tygodniami operacja
    polipow w gardle i zalozeniem drenow do uszy. Od operacji kazdy dzien przynosi
    poprawe. Magda, ktora slabo mowila, rozgaduje sie z dnia na dzien. Jezykiem
    dominujacym jest francuski, ale do mnie stara sie zwracac po polsku, a do taty
    po angielsku (jest Anglikiem i mowi do dzieci po angielsku).
    Zauwazywszy jej zainteresowanie literami, kupilam jej 2 komplety literek (dwa,
    by starczylo na ukladanie prostych slow), ale jeszcze nie zaczelysmy sie nimi
    bawic. Lektura twojej metody, mabulinko, zacheca mnie do pracy z Magda. Obawiam
    sie, ze jesli nie zaczne z nia pracy nad czytaniem po polsku teraz, to
    przedszkole francuskie totalnie zdominuje i Magda nie znajdzie juz takiej
    przyjemnosci w nauce czytania w drugim jezyku.
    Moje pytanie: czy radzisz mi zaczac juz teraz, wiedzac, ze Magda ma jeszcze
    bardzo ograniczone slownictwo po polsku (po francusku mowi praktycznie plynnie,
    choc z bledami) i dopiero od trzech tygodni poprwanie powtarza wyrazy. Czy
    powinnam raczej poczekac, az jej slownictwo sie wzbogaci? A moze nauka czytania
    sama w sobie pomoze wzbogacic to slownictwo?
    Pozdrawiam serdecznie,
    Ania
  • 09.01.06, 18:14
    Przede wszystkim dziękuję za wszystkie cenne informacje.

    Zaczęłaś pisać o tempie czytania i czytaniu w myślach. Nie wiem, czy dobrze
    zrozumiałam, więc sformuuję moje pytanie: co sądzisz o szybkim czytaniu? Moja
    praca wymaga czytania bardzo długich tesktów, dlatego zapisałam się na kurs
    szybkiego czytania. Tam ciągle powtarzano, że błędem jest czytanie w myślach.
    Zastanawiam się, czy małe dziecko można od razu nauczyć szybkiego czytania,
    żeby potem nie musiało oduczać się czytania w myślach? Dla mnie było to bardzo
    trudne i jeśli mogę, chciałabym oszczędzić tego dziecku.

    Drugie pytanie: gdzie mogę kupić w Warszawie lub zamówić w internecie książkę
    Cieszyńskiej? Książeczki "Kocham czytać" już zamówiłam

    Pozdrawiam i z góry dziękuję za odpowiedzi
    --
    Julia

    Miłosz
  • 10.01.06, 12:07
    Juliooooo, nie mam nic przeciwko kursom szybkiego czytania dla młodzieży i
    dorosłych.
    Uważam, że łatwiejsze dla dziecka będzie oduczenie się fonetyzacji w
    przyszłości niż nauczenie się czytać bez niej. Prawdę mówiąc to drugie wydaje
    mi się niemal niemożliwe, ale zaznaczam, że nie znam żadnych badań na ten
    temat, odrzucam ten pomysł, bo jest niezgodny z tym, co wiemy o nabywaniu
    języka. Zresztą dziecko musi oprócz czytania nauczyć się również pisać. A nie
    uda mu się tego osiągnąć, jeżeli nie będzie potrafił dokonać analizy
    fonetycznej słowa, a nie wyobrażam sobie, żeby sześcioletnie dziecko, umiało to
    zrobić bez wcześniejszej nauki czytania z fonetyzacją.
    Metoda proponowana przeze mnie w tym wątku pozwala w bezpieczny sposób nauczyć
    dziecko płynnie czytać. Powtórzę raz jeszcze: czytanie sylabami to etap
    niezbędny, dla tych dzieci, które nie nauczyły się czytać same. Te, które uczą
    się same, też fonetyzują.
    Jeżeli znasz jakieś badania na ten temat, byłabym wdzięczna za namiary na nie.
    Chętnie poczytam.
    Od dzieci i od niektórych dorosłych wymaga się umiejętności pięknego czytania.
    No i od wszystkich czytania ze zrozumieniem. Te umiejętności wydają mi się
    bardziej przydatne w życiu niż nauka szybkiego czytania. I mówię to jako była
    studentka polonistyki (kolega z prawa śmiał się, że u nich materiał na egzamin
    zajmuje mniej miejsca niż nasza lista lektur).
    Nie wiem gdzie w internecie ani gdzie w Warszawie, nawet nie wiem, czy jeszcze
    jest w Krakowie, książka Cieszyńskiej, oczywiście.
    Pozdrawiam.
  • 10.01.06, 18:15
    Dziękuję Ci za odpowiedzi smile))

    Moje pytanie nie było oparte na żadnych badaniach, tylko własnym doświadczeniu.
    Po prostu przez cały kurs szybkiego czytania powtarzano nam, jaką krzywde robią
    dzieciom w szkole ucząc czytania z fonetyzacją. I zstanowiło mnie, dlaczego w
    takim razie nie uczyć dzieci bez fonetyzacji. Ale teraz rozumiem, że nie ma
    takiej możliwości.

    Czy ktoś z Was może mi doradzić, gdzie kupię książkę Cieszyńskiej?
    --
    Julia

    Miłosz
  • 12.01.06, 01:43
    Witaj, Julio

    tu dawna współforumowiczka z wątku majówek smile Widzę, że oba nasze chłopaki mają
    pociąg do słowa pisanego. Julek zna już wszystkie duże litery i część małych,
    ma po prostu bzika na ich punkcie, każe je sobie rysować na kartce, piasku,
    śniegu itp. Poniewczasie się zreflektowałam, trafiwszy na ten wątek i zaczęłam
    mu pokazywać sylaby - przerobiliśmy te zaczynające się na P, niedługo
    przechodzimy do M. Teraz czekam na zamówione w okolicach Gwiazdki "Kocham
    czytać" i okropnie się niecierpliwię.

    Książkę Cieszyńskiej znalazłam tu:

    www.ksiegarnia24.pl/product_info.php/products_id/5806
    i tu:

    www.wydawnictwoap.pl/ksiegarnia/sklep.php?s=karta&id=87
    ale nie mam żadnych doświadczeń z tymi księgarniami.

    A kupiłam ją jeszcze gdzie indziej, w niewirtualnej księgarni w Gdańsku, ale
    widzę niestety na ich stronie internetowej, że nie mają więcej egzemplarzy.

    Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie i u Twoich Mężczyzn w porządku (Męża
    ostatnio miałam honor czytać w pewnym dodatku do GW).

    Bardzo serdecznie Cię ściskam i pozdrawiam,

    Anka, mama Julka
  • 10.01.06, 11:42
    Musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, który z języków ma być dla twoich dzieci
    tym podstawowym, najważniejszym. Jeżeli mieszkacie we Francji, dzieci chodzą do
    francuskiego przedszkola, pójdą do francuskiej szkoły, to najrozsądniej byłoby
    postawić głównie na naukę francuskiego. (chyba, że Francja to tylko epizod?)
    Gdyby to były moje dzieci, z ogromnym żalem, ale nie uczyłabym ich na razie
    czytać w języku polskim. Nie wiem jakie są metody czytania we Francji, nie
    potrafię doradzić jak nauczyć czytać po francusku, bo nie znam tego języka, a
    przeczytać umiem w nim tyle, co każdy wykształcony Polak.
    Myślę, że dopiero jak Magda nauczy się płynnie czytać po francusku, możesz
    zacząć ją uczyć czytania po polsku. Jeżeli będzie jej sprawiało radość czytanie
    po francusku, będzie lubiła również czytać po polsku, pod warunkiem, że dobrze
    będzie znała ten język. A może się go nauczyć rozmawiając z Tobą i słuchając
    polskich książek.
    Nie specjalizuję się w dwujęzyczności, problem znam z badań profesor
    Cieszyńskiej, która ostatnio tym się zajmuje.
    Serdecznie pozdrawiam.
  • 10.01.06, 22:03
    Serdecznie dziekuje za odpowiedz, choc przyznam, ze nie jest to to, co chcialam
    uslyszec wink)
    Wiem, ze jezyk francuski i tak bedzie podstawowy (z powodu szkoly), ale zalezy
    mi na tym, by dzieci byly trzyjezyczne, a wiec potrafily mowic i CZYTAC w
    trzech jezykach. Rozumiem, ze nie jestes specjalistka od dwu (trzy-)
    jezycznosci, nie oczekuje wiec odpowiedzi na ten temat. Z doswiadczenia
    niektorych rodzicow dzieci kilkujezycznych wynika, ze lepiej jest zaczac uczyc
    czytac w jezyku mniejszosciowym PRZED nauka czytania w jezyku dominujacym.
    Dziecko ma wiecej motywacji, gdy uczy sie czytac po raz pierwszy. A czytac po
    francusku i tak naucza je w szkole.
    Moje pytanie dotyczylo raczej kwestii niedawno zazegnanych problemow ze sluchem
    i poziomu rozwoju jezyka niezbednego do rozpoczecia nauki czytania. Rozumiem z
    twojej odpowiedzi, ze dziecko powinno najpierw dobrze mowic po polsku. Czy
    moglabys, Mabulinko, dac mi wiecej wskazowek na temat poziomu mowy niezbednego
    do nauki czytania ? Skoro metoda, o ktorej piszesz moze byc stosowana od 3 lat,
    nie musi byc to chyba poziom bardzo wysoki.
    Pozdrawiam.
    Ania
  • 11.01.06, 00:14
    Aniu, tak myślałam, że Ci się nie spodoba moja odpowiedź, ale musiałam napisać
    właśnie tak. Moim zdaniem nie jest słuszne uczenie czytania najpierw w innym
    języku niż podstawowy. Nie będę Cię przekonywać, nie czuję się ekspertem w tej
    dziedzinie. Zaznaczę jedynie, że logopedzi zalecają, aby naukę obcego języka
    rozpoczynać dopiero wtedy, gdy dziecko ma zakończony rozwój mowy (to znaczy
    prawidłowo wymawia wszystkie głoski), a naukę czytania w obcym języku dopiero,
    gdy płynnie czyta, w przeciwnym razie zachodzą szkodliwe interferencje. (Już
    widzę jak zakrzykują mnie wszystkie zwolenniczki uczenia angielskiego od
    kołyski) Oczywiście żaden z trzech języków nie jest obcym dla Twoich dzieci,
    choć musiałabym mieć znacznie więcej informacji, żeby stwierdzić, jak dzieciaki
    nabywały system językowy. A według badań Cieszyńskiej dwujęzyczność nie zawsze
    jest wzbogacająca. To tyle na ten temat. Przepraszam , ale musiałam.

    Chętnie odpowiem na Twoje pytania dotyczące metody Jagody Cieszyńskiej, ale
    pamiętaj, że nie namawiam Cie do uczenia Magdy czytania po polsku.
    Problem ze słuchem nie jest żadną przeszkodą w uczeniu tą metodą. Powiem więcej
    ta metoda została stworzona do ćwiczeń z dziećmi niesłyszącymi. Jagoda
    Cieszyńska wywołując głoskę (nawet u niesłyszącego dwulatka, gdy jest to
    pierwsza głoska, którą maluch ma wypowiedzieć) od razu pokazuje jej obraz
    graficzny (logopeda wywołuje w izolacji jedynie samogłoski, spółgłoski tylko w
    sylabach). Jeżeli więc o to tylko by chodziło, nie ma żadnych przeciwskazań,
    aby uczyć Magdę czytania.
    Znajomość polskiego będzie jej potrzebna, aby czytać w przyszłości literaturę w
    tym języku i mieć z tego przyjemność, a nie aby rozpocząć naukę czytania - tak
    powinnaś rozumieć moje słowa.
    Czy Magda jest pod opieką logopedy? (To już tak z ciekawości pytam, jak wygląda
    opieka logopedyczna we Francji?)
    Pozdrawiam bardzo serdecznie.
  • 11.01.06, 19:44
    Mabulinko,
    Wiem, ze jestes specjalistka od Metody Cieszynskiej, choc przyznam, ze to co
    czytam narazie mnie przeraza... technicznie.
    Ciekawa jestem co sadzisz na temat tej metody?
    www2.2p.pl/nauka/
    Bede wdzieczna jesli rzucisz na to okiem i uchem (jest tam przykladowa lekcja)
    fachowca.
    BACHA
    --
    ML-grecki, ml- polski, angielski, woloski (dialekt)
    Sofia (2002), Christina (2005)
  • 12.01.06, 11:04
    O metodzie Domana już rozmawiałam w tym wątku i chyba w jakimś wcześniejszym z
    Pacynką. Odsyłam.
    Powiem Ci, że z przerażeniem wysłuchałam tej przykładowej lekcji. Jak
    zrozumiałam uczone dziecko miało 5 miesięcy. Moim zdaniem jedyne, co mogło do
    niego trafić, to powtarzane ciągle słowo "tutaj". Na pewno mu to nie
    zaszkodziło, ale chyba nie o to mamusi chodziło. I jeszcze jedno:
    Słowo "kąpiel" wymawia się "kompiel", to jak robi to pani odgrywająca rolę mamy
    to po prostu błąd ortofoniczny, niedopuszczalny w takim miejscu, moim zdaniem.
    Ja też twierdzę, że należy się zachwycać osiągnięciami dziecka, ale entuzjazm
    tej pani wydaje mi się lekko przesadzony. Jeżeli tak będziemy reagować już przy
    samym prezentowaniu dziecku materiału, to gdy zacznie czytać, pozostanie nam
    jedynie posikać się z zachwytu.
    Pozdrawiam.
  • 12.01.06, 11:57
    - sylaby LA LO LU (LÓ) LE LI (połączenie LY w języku polskim nie występuje)
    - wyrazy ALA ULA ELA OLA, dobrze jeżeli dziecko samo odkryje, że odczytując
    samogłoskę i sylabę, odczytuje cały wyraz, jest wtedy przekonane, że umie
    czytać i chętnie uczy się dalej. Jeżeli samo sobie nie poradzi, odczytujemy
    wyraz, a następnie rozcinamy na części A LA. Utrwala to mechanizm odczytywania
    sylabami (potrzebny na tym etapie).
    Teraz można się dobrze bawić, wymyślając różne gry z sylabami (memory, gry w
    karty)
    - sylaby TA TO TU (TÓ) TE TI TY (Wprowadzam rzadkie TI, bo występuje w
    popularnym zdrobnieniu bardzo popularnego imienia Pati).

    Dziewczyny, mam pisać dalej?
    POtrzebujecie jeszcze tych informacji? MOże zrezygnowałyście z nauki, albo
    zakupiłyście książkę Cieszyńskiej i po prostu wszystko już wiecie? Odezwijcie
    się. Forum nie jest moim ulubionym sposobem spędzania czasu, jak już nie jestem
    potrzebna, to po prostu przestanę tu zaglądać.
    Pozdrawiam wszystkich jeszcze czytających ten wątek.
  • 12.01.06, 12:20
    Bardzo proszę zaglądać.Rozumiem,że forum to nie jest zbyt wyrafinowyany sposób
    spedzania czasu.Ale w całej masie idiotycznych wątków można natknąć się na
    prawdziwy problem.Sama przez przypadek znalazłam odpowiedź na dręczący mnie
    problem i dzięki Tobie mabulinko zobaczyłam przysłowiowe światelko w
    tumelu.Mało jest specjalistów,którzy z życzliwoscią wyjaśnią każdą wątpliwość i
    pomogą naprawde bezinteresownie.A nawet jeśli są,to trudno jest do nich
    dotrzeć.Pozdrawiam.
  • 12.01.06, 14:56
    Mabulinko, książki Cieszyńskiej nie mogę dostać sad((( Dlatego bardzo Cię
    proszę, aby dalej krok po kroczku opisywała tę metodę. Wszystko sobie drukuję i
    od weekendu zaczynam zabawę z synkiem.

    Dziękuję i pozdrawiam
    --
    Julia

    Miłosz
  • 12.01.06, 15:54
    Julio,

    a próbowałaś ją zamówić w księgarniach, które podałam w odpowiedzi pod Twoim
    poprzednim postem? Ewentualnie mogę wskanować najważniejsze partie i przesłać
    Ci mailem (wiele rzeczy dotyczy diagnozowania dysleksji, czyli ewentualnych
    problemów na odrobinę późniejszym etapie) - ale to dopiero za parę dni, bo
    zarówno książka, jak i skaner jest obecnie u moich rodziców. Jeden z linków to
    bezpośredni kontakt do wydawnictwa, które tę książkę opublikowało.

    Anka, mama Julka
  • 14.01.06, 09:33
    Aniu,

    jak się cieszę, że Cię tu widzę smile))))) Tak dawno nie miałam od Ciebie wieści.
    Cieszę się, że los znów nas zatknął smile))

    Dziękuję za namiary na te księgarnie. Próbowałam w merlinie i na allegro, ale
    tam nie ma. Zamówię w tej księgrani, którą mi podałaś - może się uda. Ja też
    czekam na książeczki "kocham czytać"

    Pozdrawiam serdecznie
    --
    Julia

    Miłosz
  • 20.01.06, 11:47
    Mam jeszcze pytanie,
    A co z polskimi znakami? Czy wprowadzać ą, ę?
  • 24.01.06, 20:45
    Powracam na forum, bo temat nie daje mi spokoju. Duzo czytam o roznych metodach
    nauki czytania stosowanych w roznych krajach. I mam pytanie do Mabulinki.
    Dlaczego taki nacisk w proponowanej metodzie kladzie sie na rozpoczecie nauki
    od wielkich liter? Czytajac o metodzie stosowanej przez szkoly Montessori
    spotkalam sie z opinia, ze to wlasnie uczac najpierw malych liter ulatwiamy
    dziecku zycie, bo wiekszosc pisanych tekstow jest wlasnie pisana malymi
    literami. Z gory dziekuje za argumenty.
    Ania
  • 25.01.06, 12:48
    POwody są dwa, pierwszy istotny dla wszystkich dzieci: percepcja wielkich liter
    jest łatwiejsza, różnicowanie liter następuje szybciej, mniejsza jest ilość
    powtórzeń, w konsekwencji dzieci szybciej zaczynają czytać i robią to chętniej.
    Drugi powód jest istotny dla dzieci, które były już uczone czytać (czyli
    sześciolatków i starszych) metodą głoskowania. Jedyny sposób, aby nie zadziałał
    mechanizm pierwszego połączenia to właśnie wprowadzenie wielkich liter
    wypisanych na karteczkach (w sylabach oczywiście). Dzieciom sześcioletnim i
    starszym po opanowaniu czytania grupy sylab (np. PA PO itd.) wprowadzamy litery
    małe.
    Dzieci najczęściej samoistnie przechodzą do odczytywania małych liter, nie
    stanowi to dla nich problemu.
  • 12.01.06, 23:53
    Witam,
    Mabulinko przeczytałam wszystko od początku do końca dużo z tego zrozumiałam i
    dlatego też pewnie mam pytania. Mam dwie córki Sylwia 6 lat (zerówka) już trzeci
    rok uczęszcza do przedszkola oraz Misia 4 lata do przedszkola chodzi od września
    2005. Sylwia jest leworęczna. Nigdy nawet nie próbowała czegokolwiek robić
    prawą, zawsze wszystko lewą ręką. Jest bardzo dobra z matemetyki i bardzo
    chętnie liczy sama wyciąga książki i tylko prosi o to by ją przypilnować żeby
    nie zrobiła błędu. Odecnie jest na poziomie mnożenia i dzielenia z wielką
    łatwością przeszła przez < = > i to żaden dla niej problem. Problemem jest tu to
    że nie potrafię jej nauczyć czytać (jestem za nerwowa) zna doskonale wszystkie
    literki, wszystkie potrafi nazwać i napisać choć czasem jak mówię żeby napisał
    np. literkę "d" to musi najpierw pomyśleć z której strony postawić laseczkę, ale
    im więcej pisze tym lepiej pamięta choć czasem napisze lustrzanie zarówno
    literki jak i cyferki. Jak jej na kartce napiszę jakiś tekst to wszystko
    dokładnie przepisze. Jak dochodzimy do momentu czytania to nagle wszystko ją
    rozprasza i nie może się skupić. Nie wiem czy to jest poprawnie ale moja córka
    zaczynając czytać jakiś wyraz to najpierw po literce z literek składa sylaby a
    dopiero z sylab składa wyraz. Jeśli wyraz jest za długi to długo się męczy żeby
    go złożyć albo rezygnuje mówiąc że nie potrafi. Słyszałam że dzieci którym się
    dużo czyta szybciej sięgają po książki i same czytają. Moim córką mąż i ja
    bardzo dużo czytamy codziennie i oczywiście one to uwielbiają. Teraz córka
    trochę się zmobilizowała do tego żeby przyłożyć się do nauki czytania bo dostała
    od cioci książkę z której wycięła grę i oczywiście żeby zagrać trzeba najpierw
    przeczytać reguły gry i przybiegła do mnie żebym jej przeczytała ale
    powiedziałam że nie zagramy dopóki ona nie będzie umiała czytać i sama nam nie
    przeczyta jak to trzeba zrobić. Nigdy nie miała problemów z tym od której strony
    się czyta i pisze. Wiem że w przedszkolu dużo uczą się sylabować, czasem jak po
    nią idę to jeszcze siedzą na dywanie i z pania wyklaskują na sylaby różne
    wyrazy. Teraz staram się nauczyć ją żeby "sz" "cz" "rz" czytała tak jak się
    powinno a nie "s z". Jeszcze mam pytanie odnośnie literek z danonków: dlaczego
    one są nie dobre do nauki, przecież są duże jak sama zalecałaś do nauki na
    karteczkach. Moje córy je uwielbiają i się cieszą jak coś napiszę z tych literek
    na lodówce a później Sylwia próbuje to odczytać. Piszę proste słowa takie jak:
    tata, mama, lala, kot, dom, dym. To są słowa jakie Sylwia potrafi przeczytać.
    Oczywiście Sylwia zna już różnicę między dużymi literkami a małymi. Sylwia w
    przedszkolu korzysta z książek Wesoła szkoła jest obecnie są obecnie na etapie 3
    książki - znasz może te książki i czy one są dobre do nauki dla dzieci? Tyle o
    Sylwii ale o Misi dzisiaj już nic nie będę pisała bo to mały łobuziak i za dużo
    do pisania. Następnym razem coś o niej będzie. A jeszcze odnośnie komputerów,
    one obie potrafią obsługiwać komputer i mają takie gry do nauki jak: Klik uczy
    czytać, Poznaję literki, Poznaję cyferki, Smookule - szkoła marzeń Smookule
    kolory i kształty. Czy to dobra metoda do nuki literek (czytania)?
    A na koniec chciałam jeszcze napisać jak nauczyłam moje córki rozpoznawać
    kolory, zaczęłyśmy od tego że: Czerwony jak usta, zielony jak trawa, niebieski
    jak niebo, czarny jak ziemia, żółty jak słońce, biały jak śnie. I tak np jak
    zastanawiały się jaki to kolor to się pytałam "jak co" to mówiły jak usta i
    wtedy już same wiedziały że to czerwony.
    Pozdrawiam Monika
  • 13.01.06, 14:03
    Mam bardzo mało czasu, więc tak tylko szybko.
    Moniko, prosiłabym Cię, żebyś jeszcze raz przeczytała cały ten wątek, tu są
    odpowiedzi na wszystkie Twoje pytania. Gdybyś jednak po uważnej lekturze, nadal
    miała jakieś wątpliwości, pytaj. Postaram się pomóc.
    Tu chyba też znajdziesz jakieś informacje, których w tym wątku mogłam już nie
    powtarzać:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=33048109
    Nie wolno karać dziecka za coś, czego NIE UMIE zrobić. Przemyśl jeszcze raz
    sytuację z grą od cioci. To nie jest sposób, aby zmotywować ją do nauki. Mała
    patrzy na długi tekst, napisany pewnie małą czcionką i widzi tylko mróweczki.
    Stawiaj przed nią wymagania, którym może sprostać.
  • 14.01.06, 15:06
    Mabulinko! Mój synek zna wszystkie samogłoski. Mąż jest w szoku. Z dwóch powodów. 1)Mały "uczy" go literek. 2)Wywaliłam pomoce do metody Domana tak pracowicie przygotowywane przez wiele miesięcy.

    Wiesz, chwilowo byłam przekonana, że źle zrobiłam kiedy nie posłuchałam Twojej rady i nie zaczęłam z wielkimi literami tylko małymi. Synkowi nagle zaczęło się mieszać "a" i "e". Ale teraz już mu się nie myli i wkrótce przejdziemy do nastepnego etapu.

    Któregos dnia jak odbierałam małego z przedszkola, synek wręczył mi kartkę ze swoim imieniem którą napisał razem z panią. Wtedy pani wyjasniła że pracują w przedszkolu metodą Ireny Majkrzak. Nie mam pojęcia co to za metoda, wogóle nie wiedziałam że w przedszkolu synka jakoś z dziećmi pracują nad czytaniem w trzylatkach.
    No i taraz trochę sie martwię czy ta przedszkolna metoda i moja nie namieszają dziecku w głowie???

    Przepraszam że tak długo ale mam jeszcze jedno pytanie. Chodzi nie o czytanie a o wymowę. Mój synek zaczął mówic wcześnie i od razu bardzo ładnie. Wymawiał prawie wszystkie głoski a jego cudowne "r" przeszło juz do rodzinnej historii. No i od jakiegos czasu zaczął mówic nie wyraźnie. Mruczy cos pod nosem, mówi bardzo szybko. Mam wrażenie że poprostu nie chce mu się mówić. Mabulinko, czym to może być spowodowane i co z tym robić??
    Wielkie dzięki za odpowiedź.
  • 16.01.06, 16:39
    Witaj, Pacynko, myślałam już, że wróciłaś do Domana i tu nie zaglądaszsmile
    Cieszę się z osiągnięć Twojego synka, a przede wszystkim z tego, że sprawia mu
    to radość (inaczej by taty nie uczył).
    Metoda Ireny Majchrzak to ulubiona metoda przedszkolanek, zawiera wiele
    rażących błędów (z punktu widzenia językoznawcy), ale jest bardzo emocjonalna i
    wzbudza duże zainteresowanie dzieci.
    To takie niby czytanie globalne, ale nie do końca, bo autorka metody nazywa
    literki w imionach dzieci. A co sądzę o literowaniu już wiesz. W przedszkolu,
    do którego próbowała chodzić moja córka panie przedszkolanki ograniczyły się do
    wykonania wizytówek dzieciom i tyle przez trzy miesiące, nie wiem jak ambitne
    są panie w przedszkolu Twojego synka. Jeżeli bardziej, to może da się z nimi
    porozmawiać, żeby czytał tylko globalnie, bez zapoznawania się z literkami? Te
    wszystkie "by" i "gy" naprawdę mogą mocno dziecku namieszać w głowie.
    Jest taka książeczka "Wprowadzanie dziecka w świat pisma" Ireny Majchrzak,
    właśnie, jeżeli bardzo jesteś ciekawa metody, to może uda Ci się zdobyć (może
    pożyczyć z przedszkola?).
    Podkreślam jeszcze raz, że metoda nie jest dopracowana i ma wiele błędów. Ja
    zdecydowanie odradzam.
    Pozdrawiam.
  • 16.01.06, 16:48
    Ups, zapomniałam.
    Myślę, że niestaranność wymowy Twojego synka to wpływ przedszkolaków. Ja mówię
    takim dzieciom: "nie rozumiem co mówisz, mów wolniej i otwieraj buzię", a potem
    konsekwentnie "nie słyszę" co do mnie mówią. Poprawa jest błyskawiczna.
    Oczywiście, robię to tylko w przypadku dzieci, które mówiły ładnie i nagle
    zaczęły "leniuchować". CZytanie samogłosek to też świetna gimnastyka narządów
    artykulacyjnych, gdzieś już w tym wątku o tym pisałam. Wymawiamy przesadnie,
    robimy miny, odgrywamy różne rzeczy. Możesz też ćwiczyć sekwencje samogłosek,
    np. a u a u. Szybko, ale starannie.
  • 18.01.06, 15:52
    Dzięki za odpowiedź. Mówię mu wiele razy w ciagu dnia, że nie rozumiem co do mnie mówi, proszę żeby mówił wolniej i wyraźniej (chyba komunikat otwieraj buzię będzie dla trzylatka jasniejszy smile). Czasem dla zabawy naśladuję jego mowę, a on się wtedy ze mie śmieje (mam nadzieje że to nic złego - chcę mu pokazać jak go słyszę).
    Cóż mam nadzieję że niedługo mu przejdzie.

    Co do przedszkolnej metody Ireny Majkrzak to zastanawiam się czy nie porozmawiać z panią o metodzie Cieszyńskiej smile Troche mi głupio, bo pani jest jakieś 15 lat starsza odemnie. I chyba to jakoś nie wypada. Z drugiej strony pani jest z tych ambitniejszych i obawiam się że może sporo namieszać realizując swoja metodę.
    A może okaże się otwartą osobą i spodoba jej sie metoda Cieszyńskiej. Jak mi radzisz, spróbować porozmawiać?
    Kupiłam właśnie książkę "Nauka czytania krok po kroku" - to dobry pomysł żeby pożyczyć ją pani w przedszkolu?
    Myślę, że jakby pani się przekonała to cała grupa by na tym skozystała.
    Pozdr.
  • 18.01.06, 16:05
    Jeżeli pani jest osobą otwartą, ja bym próbowała rozmawiać. Ale przedszkolanki
    to taka dziwna rasa, lubią się obrażać, więc musisz sama zdecydować.
    Wyrazistość mowy zależy w dużym stopniu od wymowy samogłosek. Zaproponuj zabawę
    w kosmitów z planety Sammogłoska i bawcie się w bardzo wyraziste, przesadne
    artykułowanie samogłosek. Możecie też mówić w zwolnionym tempie, bo kosmici
    mają słabe baterie.
    Irena Majchrzak, a nie Majkrzak dla formalności.
    Pozdrawiam i daj znać, co postanowiłaś w sprawie przedszkolanki.
  • 18.01.06, 16:52
    Irena Majchrzak, a nie Majkrzak dla formalności.

    To juz wiem czemu nie mogłam znaleźć nic o metodzie w internecie, Hi hi hi.
  • 16.01.06, 14:21
    Witam,
    Sylwia wczoraj przeczytała ten tekst do gry (troche z moją pomocą) i była z
    siebie bardzo dumna. Cały dzień chodziła i się cieszyła że robiła to sama i nikt
    jej nie musiał czytać. W tej grze nie tylko chodziło o to żeby przeczytać zasady
    które były napisane dużymi literami ale ona polegała na tym że jak się stanie np
    na czerwonym polu to to pole ma swój nr a pod nr kryje się wyraz przy którym
    brakuje literki i trzeba dokleić właściwą. Więc dlatego wymagałam od niej żeby
    umiała sama to czytać. Mimo że pzyszło jej to z wielkim trudem to i tak wszyscy
    byli z niej dumni i wieczorem graliśmy. Tak postanowiłam bo wiem że Sylwia jak
    coś bardzo chce zrobić to zrobi nawet po długim czasie ale też lubi iść na
    łatwiznę i poprostu powiedzieć że "ja nie umię". Tylko niestety nie wiem co
    zrobić żeby to czytanie jej lepiej szło bo ona naprawdę się męczy czytając.
  • 16.01.06, 16:58
    Moniko, nie wiem, jak mogę Ci pomóc. W całym tym wątku wielokrotnie
    powtarzałam, że literowanie jest częstą przyczyną kłopotów z opanowaniem
    czytania, a Ty grasz z Sylwią w grę, w której trzeba wstawiać brakujące
    literki...
    Piszesz, że męczy się czytając, wcześniej pisałaś, że literuje i ma z tym
    olbrzymi problem. Mogę doradzić Ci tylko jedno: naukę czytania sylabami.
    Wszystko opisane w tym wątku. Proszę, przeczytaj dokładnie. W razie
    wątpliwości, pytaj.
  • 17.01.06, 14:38
    Mabulinko,

    prosiłaś o relacje z postępów maluchów, więc melduję, że pierwsze trzy
    samogłoski opanowaliśmy do perfekcji w róznych formach. Od dzisiaj przechodzimy
    do O,E,Y. Będziemy informaować na bieżąco. smile))


    Julia

    Miłosz
  • 17.01.06, 17:06
    Mabulinko, mam jeszcze prośbę, czy mogłabyś mi poradzić jakieś ćwiczenia dla
    Sylwii na wymowę literek "r", "cz", "sz", "ż". Sylwia w przedszkolu ma zajęcia z
    logopedą ale wydaje mi się że to za mało i pani nie daje jej żadnych ćwiczeń do
    domu. Przedszkole jest duże a logopeda jeden więc wydaje mi się że pani nie ma
    za dużo czasu na każde dziecko. Sylwia "r" zastępuje przez "l" z teco co mi
    mówiono to dobrze że nie inaczej. Zaczęłyśmy naukę czytania od początku tak jak
    radziłaś metodą pani Cieszyńskiej, mimo że ona już zna wszystkie literki to
    stwierdziłam że to będzie sposób żeby je sobie utrwalić. Napisałam jej na
    kertkach imiona wszystkich domowników oraz pare wyrazów z jej książki z
    przedszkola którą już przerobiła. A jeszcze odnośnie "sz" "cz" jak jej pokazuje
    na karteczkach lub mówię aby powtórzyła po mnie np. szafa lub czapla to ładnie
    powtórzy a jak tak poprostu rozmawia z Misią to nie zwraca na to uwagi i nie
    wymawia wtedy "sz" tylko "s" i tak samo z "cz".
    Przepraszam, że zawracam Ci głowę ale w końcu mam czas aby zająć się nauką mojej
    córki, wcześnie studiowałam (wraz z mężem) daleko od domu i zajmowali się nimi
    moi rodzice, my byliśmy w domu raz na 3 tyg.
    Pozdrawiam
  • 18.01.06, 15:57
    Moniko, czytacie sylaby, mam nadzieję? MA to ma, a nie my-a. Muszę się upewnić,
    czy dobrze zrozumiałaś.
    A nie możesz porozmawiać z przedszkolnym logopedą? Nie znam dziecka, nie wiem,
    czy to tylko opóźniony rozwój mowy, czy może jakaś wada wymowy?
    Jeżeli Sylwia potrafi powtórzyć głoski dziąsłowe i są to prawidłowe głoski,
    należy tylko je utrwalić. Bawicie się najpierw 10 minut dziennie w poprawne
    mówienie. Rozmawiacie na jakiś temat i za każdym razem, gdy Sylwia zasepleni,
    Ty pytasz "słucham?", ona musi powtórzyć prawidłowo. Potem zabawa obowiązuje
    przez cały dzień wszystkich domowników (ważne).
    Jeżeli "r" nie zostało jeszcze wywołane, powinniście tylko przesadnie
    artykułować tę głoskę w rozmowach z Sylwią, przy czytaniu książeczek. Nic
    więcej nie możecie robić, od wywoływania głosek jest dyplomowany logopeda.
    Daj znać w jaki sposób uczycie się czytać.
  • 18.01.06, 17:37
    Tak czytamy sylabami Ma to Ma a nie my-a. Sylwia jak mówi to dość wyraźnie ale
    tak jakoś "szeleszcząco" nie umiem tego opisać. Już daje sobie rade z "sz, cz,
    rz, ch, dz, dż, dź" zapamiętuje jak to się wymawia bo właśnie z tym miała dość
    duży problem w czytaniu. Napisałam jej to na pomarańczowych karteczkach. Z tym
    "r" jest taki problem bo na początku roku szkolnego była najpierw ze mną na
    takim ogólnym badaniu u logopedy i ona wymawia "r" ale tak gardłowo i bardzo się
    przy tym męczy i pani logopeda powiedziała żeby tak nie mówiła, ale nie dała
    żadnych ćwiczeń. Ćwiczymy "r" powtarzając takie wyrazy w których jest ono w
    środku. Na tych kartkach jak kazałaś wypisałam samogłoski, imiona wszystkich
    domowników i krótkie wyrazy takie jak:mak, dom, kot, smok, ola, mam, ten, ma,
    igła, lala, to, jest, się, co, mama, tata. Czy to są odpowiednie wyrazy? Już
    większość tych wyrazów rozpoznaje (nie tylko na kartkach ale i w tekście) tylko
    jeszcze z niektórymi ma problem np. z ten i jest. Dziękuje Ci za rady.
    Pozdrawiam Monika smile
  • 23.01.06, 11:52
    Skoro macie logopedę w przedszkolu, proponuję wybrać się na konsultację. Z
    Twojego opisu wygląda to na wadę wymowy. Bezwzględnie musi się Sylwią zająć
    logopeda, ja na odległość nie mogę nic więcej pomóc.
    Czy dwuznaki, o których piszesz, że napisałaś na pomarańczowych karteczkach
    napisałaś chociaż w sylabach???
    Pytałaś o samogłoski nosowe, wprowadza się je później.
  • 17.01.06, 22:19
    Uwaznie czytam twoje rady, bo choc moje dziecko jest jeszcze za male, za jakis
    czas na pewno bede je uczyc czytac po polsku, a to dlatego, ze w szkole bedzie
    sie uczyl czytac w innych jezykach. Tak wiec dolaczam do grona tych, co prosza
    ciag dalszy.

    Metoda, ktora polecasz przypomina jezyk japonski - ich sylabiczny alfabet to
    wlasnie: a i u e o, a potem po koleji ka ki ku ke ko, ma mi mu me mo itd.

    A swoja droga, choc wiem juz, ze nie udzielasz rad w kwestiach
    wielojezycznosci, ale zastanawiam sie czy dziecko mogloby uczyc sie czytania po
    polsku i po japonsku jednoczesnie - systemy pisania sa tak rozne, ze moze jeden
    nie przeszkadza w nauce drugiego, jak to jest z innymi jezykami.
    Moze ktos cos wie na ten temat?
    Dodam, ze synka ostatnio bardzo interesuje japonska ksiazeczka z literkami i
    obrazkami...
    --
    Jagaga (Syn, 04.2004)
  • 18.01.06, 15:20
    Mabulinko,

    mam pytania, które wyszły w praniu.

    Czy literkę "y" ucze czytać "igrek" czy "yyyyyy"

    Czy słowa, które wypisuję mają być pisane czerwonym kolorem? (słyszałam, że
    najlepiej dociera do pamięci)

    Mogłabyś podać przykłady prostych, pierwszych słów?

    Dziękuję i pozdrawiam
    --
    Julia

    Miłosz
  • 18.01.06, 15:44
    Y to y, oczywiście. Kolor dowolny, mogą być różne kolory, różne wielkości, żeby
    uświadomić dziecku, że to nie o kolor ani o wielkość chodzi.
    Jeżeli pytasz o słowa do czytania globalnego, to muszą być bliskie dziecku.
    Imiona domowników, ulubione przedmioty itd. A na prawdziwie czytane wyrazy, to
    jeszcze trochę za wcześnie, skoro jesteście prZy samogłoskach.
    Julio, Twój Miłosz jest dwa miesiące młodszy od mojej córeczki, powolutku go
    ucz, bo to maluszek jeszcze. Pozdrawiam serdecznie.
  • 18.01.06, 15:38
    Jagago, przede wszystkim dziękuję za link do forum o dwujęzyczności w wątku o
    metodzie Domana, zajrzałam na chwilę i jak tylko znajdę czas na pewno poczytam
    sobie, bo to wszystko bardzo jest ciekawe.
    Bardzo chciałabym Ci pomóc, ale chyba nie jestem wystarczająco kompetentna,
    znam problem jednostronnie jako problem właśnie a nie dar od losu, niezbyt
    popularny to pogląd na wielojęzyczność.
    W dużym skrócie przedstawię opinię znajomego neuropsychologa o zacięciu
    językoznawczym (naukowiec):
    Jeżeli dziecko jednocześnie przyswaja dwa języki, zapisują się one w mózgu w
    tym samym miejscu, jeżeli najpierw nauczy się jednego a dopiero później
    następnego będą to miejsca położone obok siebie. Podobnie jest z nauką
    czytania. Dlatego korzystne jest wprowadzenie przerwy koniecznej do opanowania
    czytania w jednym języku zanim dziecko zacznie uczyć się następnego, jeżeli nie
    chcemy, aby oddziaływały na siebie wzajemnie.
    Do mnie przemawia to zupełnie. W gabinetach logopedycznych sporo jest ofiar
    wczesnej nauki angielskiego, zdarzają się też dzieci, które nadgorliwe mamusie
    uczyły czytać i pisać po angielsku zanim jeszcze opanowały tę umiejętność po
    polsku, ogólnie mówiąc dzieci te mają problemy. Oczywiście dotyczy to dzieci
    jednojęzycznych.
    Inna jest sytuacja dzieci wielojęzycznych. Ale jeżeli chodzi o naukę czytania,
    logiczne wydaje mi się zachowanie kolejności i odstępów czasowych. Oczywiście
    to do rodziców należy ustalenie ważności języków. Ja bym radziła kierować się
    głównie względami praktycznymi.
    I nie martwiłabym się o to, że dziecko nie nauczy się czytać w którymś z
    języków, bo zacznie za późno. Jeżeli zadbamy o to, aby naprawdę się uczyło, nie
    ma takich obaw. Tylko pamiętajmy, że nie od razu Kraków zbudowano, na wszystko
    potrzeba czasu i dużo, dużo pracy. Mnóstwo znam ludzi, którzy nauczyli się
    angielskiego w dojrzałym już życiu i radzą sobie świetnie.
    Język japoński jest rzeczywiście zupełnie inny, mimo wszystko jednak nie
    uczyłabym czytania jednocześnie w obu. A jaka jest sytuacja językowa Twojego
    synka? Napiszesz mi o tym więcej, może na priv, jeżeli masz ochotę, żeby tu
    dziewczyn nie rozpraszać?
    Pozdrawiam serdecznie.
  • 19.01.06, 13:12
    Wiem, wiem, że Miłosz jest jeszcze mały. To nie moja chora ambicja mnie do tego
    skłania, lecz zachowanie Miłosza. Od kiedy poszedł do przedszkola, strasznie
    się rozgadał i zainteresował literkami. W domu dużo czytamy. Myślę, że jakby
    tam podsumować to przez cały dzień będzie godzina albo dwie. On uwielbia
    książki i każe mi mówić, co to za literka. Umie cały alfabet. Niestety dopiero
    po przeczytaniu Twojego postu zrozumiałam, że dokonałam literalizacji. Dlatego
    postanowiłam uczyć Go według te metody. Zamowiłam książki, a na razie robimy
    według Twoich wskazówek. Jesteśmy na samogłoskach i kilku podstawowych słowach.

    A Twoja córeczka już czyta?
    --
    Julia

    Miłosz
  • 23.01.06, 11:38
    Wiem, Julio, że to nie chora ambicja, są takie dzieci, sama mam dwie takie w
    domu. Moja duża uwielbia książki, czyta mnóstwo, wieczorem nie można jej zabrać
    książki, bo "jeszcze stronę", a ja ją dobrze rozumiem, bo też taka byłam. Mała
    śpi z książką zamiast maskotki. Rozpoznaje samogłoski i kilka wyrazów. Ale
    więcej radości sprawia jej rysowanie, malowanie farbami, zdecydowanie jest dużo
    sprawniejsza manualnie od rówieśników. Książek czytamy mnóstwo (ostatnio
    uwielbiamy Kołakowskiego i jego pechowego nosorożca), ale ona nie pyta o
    literki ani wyrazy. Spokojnie czekam.
    Pozdrowienia dla Miłosza i Ciebie oczywiście.
  • 25.01.06, 14:46
    Witam,
    Sylwia robi coraz większe postępy. Już potrafi bez zastanowienia odczytać te
    sylaby które poleciłaś na początku metody oraz potrafi przeczytać dość szybko
    wszystkie wyrazy jakie jej wprowadziłam. Teraz dodałam jej nowe wyrazy i ich też
    dość szybko się ich uczy. Oczywiście te sylaby z M i P wprowadziłam je po czasie
    w małych literkach i też już je umie, może dlatego zaczęła tak szybko to
    wszystko teraz łapać bo ma wolne w przedszkolu z powodu mrozu i siedziw domu no
    i ją uczę. Znaki dwuliterowe już rozpoznaje i umie czytać. Proszę o wskazówki co
    dalej wprowadzać. Zamówiłam książkę prof.Cieszyńskiej ale jeszcze trochę potrwa
    zanim ją dostanę. Postaram się jak najszybciej porozmawiać z logopedą z
    przedszkola. Pozdrawiam Monika
  • 26.01.06, 21:17
    Moniko, jeżeli dobrze zrozumiałam wprowadziłaś sylaby z P i M. Znajdziesz już w
    tym wątku informacje o tym co robić dalej (sprawdziłam, 12 stycznia). Nie
    przyspieszaj za bardzo, Sylwia musi mieć czas na utrwalenie, to bardzo ważne.
    Ponawiam pytanie o dwuznaki (zbyt trudne na tym etapie), czy wprowadziłaś je w
    sylabach czy w izolacji?
    I co powiedziała Ci logopeda? DAj znać.
  • 26.01.06, 21:17
    Brawo dla Ciebie za wartosciowe porady. I pytanie do Ciebie- tak sie sklada, ze
    duzo rzeczy wiem z tego co piszesz i zgadzam sie z wieloma wątkami. Poza tym
    jestem pedagogiem specjalnym, a za niedlugo oligo. POza tym samam dla siebie
    interesuje sie kinezjologia edukacyjna, podoba mi sie podejscie
    glottodydaktyczne Roclawskiego i calkiem niedawno doszlam do wniosku, ze
    logopedia to jest to, czego z czystego zainteresowania chcialabym sie jeszcze
    uczyc. Problem w tym, ze mam progenie, wiec z tego co czytam o przyjeciu na
    logopedyczne podyplomowe to bede skreslona. Czy tak jest faktycznie,ze nici z
    moich zainteresowan? Przyznam, ze duzo z moja coreczka (25 m-cy) cwicze sylaby,
    czyli zaczynam: ba-, be-, bi-, bo-, bu-, by-, ale to efekt studiow i
    wartosciowych warsztatow z podstaw logopedii, co dla mojej Marysi oznacza
    osluchanie sie z tym od urodzenia. Poza tym mam do Ciebie ogromna prosbe-
    mozesz mi polecic jakies godne uwagi studia podyplomowe, ktore naprawde warto
    skonczyc, bo zalezy mi bardzo i moze nie wywala mnie z mety tylko za
    nieprawidlowy zgryz, choc mowie bardzo poprawnie. Ale tu juz kryteriow oceny na
    studia nie znam i dlatego pytam, jesli mozesz cos doradzic, bede wdzieczna smile
    pzdr Ilona, mama Marysi
  • 31.01.06, 12:42
    Pozwolę sobie za chwilę odpowiedzieć na priv. Pozdrawiam.
  • 01.02.06, 09:35
    Witam,
    a ja mam pytanie. uczę dziecko od niedawna czytać metodą Domana (wiem, że nie
    jesteś zwolenniczką i to rozmumię), ale skoro w metodzie Pani Cieszyńskiej też
    wpowadzone są wyrazy czytane globalnie; to może mogłabym połączyć te dwie
    metody; jestem na etapie rzeczowników, więc może poprostu wprowadziłabym
    samogłoski...co o tym sądzisz?
  • 07.02.06, 11:18
    Ponieważ jak sama napisałaś nie jestem zwolennikiem metody Domana, uważam, że
    możesz oczywiście wprowadzić samogłoski, a potem sylaby, a ograniczyć ilość
    wprowadzanych wyrazów odczytywanych globalnie. Tylko, że w takiej sytuacji
    będzie to już metoda Cieszyńskiej...
    Czytanie samogłosek sprzyja rozwojowi specjalizacji lewej półkuli mózgu, a to
    właśnie lewej półkuli zawdzięczamy zaawansowane czytanie.
  • 07.02.06, 14:34
    Witam,
    byłam ze Sylwią u pani logopedy która się nią zajmuje. Dowiedziałam się że
    Sylwia bardzo chętnie do niej chodzi na ćwiczenia i że cały czas robi postępy
    oczywiście rozmawiałyśmy o wymowie "r" i powiedziała mi że właśnie tym się
    najczęściej z nią zajmuje i że do końca roku szkolnego Sylwia powinna bez
    problemów wymawiać tą literkę. Dostałyśmy również ćwiczenia do wykonywania
    dodatkowo w domu. Powiedziała mi również że Sylwia jest bardzo ambitna i że to
    pomaga w ćwiczeniach. Dwuznaki napisałam jej w sylabach ale tylko pojedyńczych
    tzn. nie pisałam z każdą samogłoską tylko z jedną ale za to każdy dwuznak z
    inną. Teraz już na szczęście nie ma z tym problemów. Cały czas uczymy się czytać
    metodą którą zalecasz i naprawdę widać już wielkie postępy i to nie tylko w
    czytaniu tych sylab ale równ ież Sylwia z chęcią się bierze za czyanie różnych
    napisów. Wprowadziłam jej kolejne pojedyńcze wyrazy, ponieważ tamte zanała już
    doskonale tylko nie wiem czy to nie za dużo. Sylwia sama mi podpowiadał jakie
    chciała chyrazy więc pisałyśmy. Mam jeszcze pytanie czy mogę jej wprowadzić np.
    cyfry pisane słownie od zero do dziesięciu? Pytam o to bo takie występują często
    w poleceniach do zadań.
    Pozdrawiam Monika
  • 09.02.06, 19:08
    pieknie dziękuje...ograniczam globalne i wprowadzamy samogłoski i potem
    sylaby...pozdrawiam
  • 01.02.06, 10:55
    ma 3,5 roku i od kilku miesięcy czyta samodzielnie. Nie uczyłam go i
    broń Boże nie zmuszałam> chciał i nauczył się. Nie oglądałam programu opisanego
    przez Ciebie, ale chyba domyślam się, o co chodzi : czytanie blokowe. Super
    metoda. Dziecko rozpoznaje całe wyrazy. Tak właśnei nauczył sie czytać mój syn.
    Najpierw były to wyrazy - nazwy samochodów. W wieku 2,5 roku czytał wsyztskie
    nazwy. Potem poznawał coraz to nowe wyrazy (pytał: co tu jest napisane, myśmy
    mu odpowiadali). W tej metodzie dziecko nie potrafi przeczytać (do czasu rzecz
    jasna) wyrazu, którego wcześniej nie znało.
    Potem zauważyłam, że uczy się końcówek. Np. Było takie zdanie:" Czy cierpisz
    tak jak ja cierpię?". Wyraz "cierpisz mu przeczytałam",a już "cierpię "
    przeczytał sam.
    teraz czyta płynnie (nawet takie "lecące" napisy na pasku u dołu ekranu TV,
    wszytskie wyrazy (no, przy prestidigitatorze się zawahasmile ).
    Rozmawiałam z koleżanką która zajmuje się nauczaniem początkowym i ponoć walczą
    już od dłuższego zcasu, żeby można było uczyć dzieci czytać właśnie tą metodą,
    niestety bezskutecznie. U nas ciągle uczy się literek. A to wcale niełatwo
    usłyszeć, że te-a-te-a to tata

    --
    aż tak źle jeszcze nie jestsmile
  • 09.02.06, 15:00
    Dostałam książeczki "Kocham czytać" oraz "Naukę czytania". Bierzemy się do
    roboty wink Ale prosimy Cię nadal o porady i opisanie kolejnych etapów.
    Dziękujemy i czekamy
    --
    Julia

    Miłosz
  • 18.02.06, 21:34
    Mabulinko bardzo dziękujemy za wszystkie rady i za to, że poświęciłaś tyle
    swojego czasu dla forum. Cały czas przymierzam się do stworzenia jednego
    dukumentu z Twoimi kolejnymi radami (żeby nie szukać w gąszczu innych postów).
    My na razie zatrzymaliśmy się na pierwszych 6 samogłoskach (Bartkowi znudziła
    się ta zabawa - a nie zamierzam w tym wieku uczyć go na siłę, bo nawet jakbym
    chciała to nie wyobrażam sobie jakby to miało wyglądąć), ale mam nadzieję że w
    przyszłości skorzystamy z następnych rad. Dziękuję i pozdrawiam.
  • 01.03.06, 14:51
    Mieszkam we Francji - tutaj do niedawna (wprowadzona w latach siedemdziesiatych)
    krolowala tzw. 'metoda globalna' czyli to co nazywasz czytaniem
    blokowym. Rezultat : 15-20% dziesieciolatkow nie potrafi czytac,
    strasznie wysoki procent dzieci leczy dysleksje (prawdziwa lub urojona),
    rodzice nie moga zrozumiec, ze dzieci nie chca czytac ("...mamo jak ja
    sie naucze tylu nowych slow ...") ... to efekt nieudanego przejscia
    z metody globalnej na literowa w wieku 6-7 lat kiedy juz nie wystarcza
    rozpoznawanie slow ale potrzebne jest 'deszyfrowanie' kombinacji liter,
    niektore dzieci nie potrafia sie przestawic.
    Wszyscy chca teraz wracac do metod literowo-sylabicznych po tym jak cale
    pokolenie ma problemy z lektura a przede wszystkim ortografia.

    Moj synek skonczyl niedawno 5 lat, od 4 roku powoli uczylem go metoda
    litery-sylaby-slowa ... i teraz czyta plynnie po polsku i francusku
    a jego koledzy w przedszkolu ucza sie rozpoznawac to samo slowo napisane
    roznymi rodzajami liter.
  • 01.03.06, 17:26
    Bardzo chcialabym wiedziec, czy uczylas dziecko najpierw czytac po polsku czy
    po francusku. Czy tez oba jezyki naraz ? Ja tez mieszkam we Francji. Moje
    dzieci maja 3 i 4 lata i martwi mnie dokladnie to, o czym piszesz. Boje sie, ze
    jesli zostawie francuskiej szkole nauke czytania, to moje dzieci nie naucza sie
    dobrze metody czytania i podobnie jak wiekszosc Francuzow poprzedniego
    pokolenia beda mialy trudnosci.
    Pozdrawiam,
    Ania
  • 28.02.06, 11:38
    Jestem, jestem. Zapchałyście mi skrzynkę, moje drogie, odpowiadam tutaj Wam
    wszystkim.
    Byłam sobie tylko poodpoczywać. A teraz muszę nadrobić zaległości. Ale jak
    tylko znajdę trochę czasu, przedstawię kolejne etapy, jeśli jeszcze chcecie,
    oczywiście.
    Pozdrawiam.
  • 28.02.06, 14:15
    Pewnie, że chcemy smile))) Czekamy z niecierpliwością smile))
    --
    Julia

    Miłosz
  • 18.03.06, 16:45
    Przeczytałam z ciekawością cały wątek, zrobiłam staranne notatki i...jestem
    rozczarowana, bo nie ma dalszego ciągu...czekam na dalsze wskazówki, zamierzam
    wkrótce wprowadzić tą metodę mojej upośledzonej lekko uczennicy, która
    rozpoznaje wszystkie samogłoski i trochę spółgłosek, zobaczymy jak nam to pójdzie...
    --
    Pozdrawiam
    Doncia
  • 18.03.06, 19:46
    Dzięki za podciągnięcia wątku również jestem zainteresowana
  • 18.03.06, 21:54
    Ja tez sprawdzam regularnie, czy mabulinka sie nie odezwala.
    Ania
  • 19.03.06, 12:21
    Przepraszam, właśnie zajrzałam na forum i odebrałam pocztę. Obiecuję jutro
    dalszy ciąg na forum, tylko muszę sprawdzić na czym skończyłam... Na maile tez
    postaram się odpowiedzieć w najbliższym czasie.
    Pozdrawiam wszystkie cierpliwe i niecierpliwesmile
  • 19.03.06, 15:39
    Zastanawiam się co robić w sytuacji gdy dziecko jest w klasie 0 i uczy się po
    kolei literek jak to odnosi się do metody prof. Cieszyńskiej.
    Po drugie jak uczyć dziecko pisania , pracuje na podręczniku WESOŁA SZKOŁA -
    wyrazów pisanymi literami czy wygodniej jak sam drukuje- a robi to chętnie-
    tylko jak to się ma do programu kl.O i I. Dziękuję za odpowiedz.
  • 20.03.06, 12:43
    Nie jestem w stanie przedrzeć się przez ten wątek w poszukiwaniu pytań, na
    które nie odpowiedziałam. Czy mogłybyście zadać mi je tutaj, w odpowiedzi na
    ten post? Możemy umówić się, że będę tu zaglądać co kilka dni i postaram się na
    bieżąco odpowiadać. Pozdrawiam i z góry dziękuję za oszczędzenie mi czasu.
  • 25.09.06, 21:40
    Mam male pytanko.Moze nie jest ono zwiazane z nauka czytania,ale po
    przeczytaniu kilku wypowiedzi dochodze do wniosku ze mabulinka potrafi dac
    rzeczowe porady a o takie nam chodzi i wiele mam sie do niej dobija.
    Moje dziecko jest dwujezyczne i problem mam z seplenieniem.Czy sa jakies
    cwiczenie ktore moznabyloby przeprowadzic z dzieckiem aby "wyprostowac" jego
    mowe.Bo jak upominany to zaczyna mowic normalnie.I smieszne jest to ze sepleni
    i mowi takim dzieciecym swiszczacym jezykiem tylko po polsku.Po angielsku -
    czysta wymowa bez zadnych nalecialosci.Oboje z mezem nie mowilismy, ani nie
    mowimy do dzieci zdrobniale i w taki dzieciecy sposob.Zamartwiac sie tym czy
    wyjsc z zalozenia ze owszem poprawiac i sam z tego wyrosnie.W koncu po
    angielsku mowi poprawnie.
    Dzieki z gory za odzew.
  • 20.03.06, 13:01
    -sylaby SA SO SU (SÓ) SE SY SI (czytane jak w wyrazie sito, a nie sinus)
    -KA KO KU (KÓ) KE KI
    Teraz można odczytywać losowo wybrane sylaby. Kładziemy przed dzieckiem
    kartonik z sylabą, zadaniem dziecka jest szybkie odczytywanie, chodzi przede
    wszystkim o zwiększenie tempa czytania i całościowe rozpoznawanie sylab.
    Pamiętajmy o zabawie z zamianą ról.

    -Odczytywanie zestawów samogłoska+sylaba otwarta: (podaję dla P, takie same
    zestawy dla wszystkich znanych już liter):
    APA OPO OPU EPE YPY IPI
    APE OPE UPE YPE IPE
    EPA EPO EPU EPY EPI
    APO UPO EPO YPO IPO
    OPA OPU OPE OPY OPI
    APU YPU IPU
    UPA UPY UPI
    APY IPY
    YPA YPI
    API IPA

    -Połączenie dwóch sylab otwartych. Dziecko i mama na zmianę układają dwie
    przypadkowe sylaby i odczytują, np. LUTO PIKE SAKO

    cdn.
  • 20.03.06, 15:58
    Mabulino, dziekujemy za kolejną porcję wiedzy smile))
    --
    Julia

    Miłosz
  • 20.03.06, 21:22
    Mam pytanie o wyrazy wprowadzane do czytania globalnego - jak je pisać - całe
    wielkimi literami?
  • 21.03.06, 20:44
    Rowniez czytam z duzym zainteresowaniem. Musze sie przy okazji podzielic
    refleksja historyczna - metoda prof. Cieszyńskiej wydaje sie bazowac na starej
    jak swiat (juz dobrze ponad sto lat) metodzie 'Promyka', czyli Konrada
    Prószyńskiego, który w 1875 roku opracowal elementarz:

    a) usuwajacy nazywanie liter i sylabizowanie;

    b) zaczynajacy od samoglosek

    c) wprowadzajacy spolgloski wylacznie razem z samogloskami (w zbitkach
    zaczynajacych sie od samoglosek).

    Nihil novi sub sole...

    (Z tym, ze Promyk laczyl nauke czytania i pisania, ale ta metoda byla nastawiona
    na starsze dzieci, no i na doroslych analfabetow.)
    --
    www.balcerowiczmusizostac.pl/index.php?podstr=list
  • 27.03.06, 22:57
  • 27.03.06, 23:04
    Witam,
    bardzo ci jestem wdzieczna za te wszystkie porady jakie tutaj udzielasz, bez
    twojej pomocy nie dałabym rady Sylwie nauczyć tak szybko czytać, a tak teraz
    jesttem z niej tak dumna i ona z siebie tez. Pewnego dnia poprosiłam jej panią w
    przedszkolu zeby ją spytała czytania i tez powiedziała ze Sywlia zrobiła ogromne
    postepy. Czesto juz słysze jak sama czyta na głos cos siostrze ale poprostu
    jakies pojedyncze gdzies zopbaczone wyrazy to nie słysze zeby literowała, tylko
    czyta dokładnie na sylaby. Ma jeszcze jednak trudnosci z dłuższymi wyrazami zeby
    je dobrze złożyc ale mysle ze to przyjdzie z praktyką. Dziekuje ze podałas
    nastepne kroki ona sie ucieszy jak bedzie juz cos nowego.
    Zycze wszystkim wielkich postepów i pozdrawiam
    P.S. Misia przyłącza się czesto do naszej nauki i widze ze już bedzie miała
    mniejsze problemy od Sylwii
  • 07.11.06, 13:06
    Jężeli jeszcze tu zaglądasz, to bardzo proszę o ciąg dalszy.Trafiłam na tu
    dupiero wczoraj ale przeczytałam cały wątek i wydrukowałam sobie poszczególne
    etapy ale ostatni jest z 20.03.2006. Myślę, że wyrazam prośbę wielu mam. Jeśli
    masz chwilkę...smile Pozdrowienia
  • 07.11.06, 14:38
    Trudno mi samej prowadzić naukę czytania. Powodów jest wiele, ale chyba najważniejsze to to, że brak mi potrzebnego tu entuzjazmu, umiejętności zainteresowania mojego dziecka, chociaż jestem nauczycielem. Mój syn jest w zerówce i nadal jest "nieskażony" nauką czytania. Jak przeglądam jego zerówkowe książki, to wydaje mi się, że przy ich pomocy nie nauczy się w tym roku czytać. Gdzie w swoim mieście mogę znaleźć pomoc? Czy każdy logopeda lub nauczyciel nauczania początkowego może mi pomóc? Ta metoda mnie przekonuje i zapaliłam się do niej. Kupiłam nawet serię "Kocham czytać", ale jak zobaczyłam totalne zniechęcenie u mojego dziecka, zaraz emocje ze mnie opadły. Nie potrafię podejść do tego spokojnie, bo wiem, że mój syn w tym roku musi nauczyć się czytać. To wisi nade mną jak miecz Damoklesa. Wiem, że obca osoba podeszłaby do tego o wiele spokojniej. Najgorzej jest uczyć własne dzieci. Jestem z Łodzi. Mabulinko, znasz tu kogoś kto uczy czytać tą metodą? Bardzo proszę o pomoc. Jednocześnie nie poddaję się i nadal będę próbować. Dziewczyny, ja czekałam zbyt długo. Bawcie się z dziećmi jak najwcześniej, bo potem dziecko nie wykazuje już takiego zainteresowania.
  • 30.03.06, 23:56
    I tak jak pocżtek "załapałam", to później troszkę się pogubiłam.
    Czy mogłabyś tak skompresować tutaj lub na priv.. kolejność co i jak
    wprowadzać. Będę wdzięczna za pomoc. Pozdrawiam. Mama 4-latka
  • 02.04.06, 22:04
    Witam, mój Kuba (4 lata) zaczynał od nauki literek i to w dodatku wymawianych,
    jak "be", "ce" itd. Dość szybko przeuczyłam go jednak na głoskowanie. I
    literując potrafił odczytać krótkie, dwusylabowe wyrazy. Sens dłuższych
    całkowicie mu umykał. I w porę trafiłam na serię "Kocham czytać" i przestawiłam
    go na czytanie sylab. (ten wątek odkryłąm dopiero jakieś trzy tygodnie temu)
    Teraz czyta już dość dobrze. Czyta wszystkie rodzaje liter - drukowane duże i
    małe, potrafi też rozpoznać i odczytać litery pisane, ale z tymi spotyka się
    zdecydowanie rzadziej.
    Bardzo żałuję, że seria "Kocham czytać" jest dopiero w druku, nie można kupić
    całej od razu. Ale i tak zamawiam całą. Kuba może już wiele z niej nie
    skorzysta, ale mam jeszcze półroczne dziecko, więc się na pewno przyda.

    Mam jednak pytanie. Czytając teksty Kuba tosunkowo często myli "d" i b".
    Błędnie odczytuje sylaby, ale potem wyraz wypowiada dobrze, chyba dopasowuje do
    sensu. Mabulinko, jak mu pomóc?
  • 04.04.06, 16:31
    Zebrane w całość:
    1. Na oddzielnych karteczkach wypisujemy drukiem wielkie (!ważne) A U I.
    Po drugiej stronie karteczki z U piszemy Ó. Pokazujemy dziecku, czytamy,
    dziecko powtarza, zmieniamy kolejność. Robimy wszystko co nam przyjdzie do
    głowy, żeby pomóc dziecku zapamiętać. Nie spieszymy się, bo mamy mnóstwo czasu,
    a wszystko musi być utwalone. Zamieniamy się rolami, dziecko nas uczy, a my się
    czasem mylimy, żeby mogło się z nas pośmiać. Gramy karteczkami w memory,
    wydzieramy kształty z papieru, oblepiamy koralikami, piaskiem, itd, itp.
    2. Krok drugi: samogłoski O, E, Y. Pracujemy tak samo jak z poprzednimi.
    Po
    utrwaleniu, dodajemy poprzednie już nauczone i znowu utrwalamy. Potem czytamy
    pierwszą książeczkę. Zachwycamy się ogromnie, wychwalamy dziecko pod niebiosa
    bez względu na to, czy ma lat trzy czy sześć. Nie przyspieszamy dziecka i nie
    robimy nic na siłę. Możemy opowiadać, jak to fajnie jest czytać, bo... chyba
    nie muszę podpowiadać.
    3. Równolegle do nauki samogłosek i potem sylab, wprowadzamy wyrazy
    czytane
    globalnie. Pokazujemy maluchowi kartkę z napisanym wyrazem i czytamy w całości
    (bez literowania i dzielenia na sylaby). Dobrze, żeby to były wyrazy związane z
    dzieckiem, jego imię, imię mamy, taty, babci, ulubione zwierzątka. Na początek
    dajemy dwa wyrazy, wielokrotnie odczytujemy, dzieci uwielbiają wykonywać
    obrazki do tych wyrazów albo "podpisywać" nimi zdjęcia, rysunki. Stopniowo
    wprowadzamy nowe, kierując się indywidualnymi możliwościami dziecka. Mogą to
    też być wyrazy dźwiękonaśladowcze (książeczka druga).
    4. Po opanowaniu samogłosek!!! przechodzimy do odczytywania sylab
    otwartych
    (zakończonych samogłoską). Na karteczkach drukujemy sylaby PA PO PU (na
    odwrocie PÓ)PE PI PY. Wskazujemy i odczytujemy (przypominam całą sylabę, nie
    literki), dziecko powtarza, często zmieniamy kolejność sylab. Można zacząć od
    dwóch sylab, można od razu czytać wszystkie, to zależy od dziecka. Postępujemy
    tak samo jak z samogłoskami. Dziecko powtarza, odczytuje, zamieniamy się rolami.
    5. Sylaby MA MO MU (MÓ) ME MI MY. Pracujemy tak samo jak do tej pory. Po
    utrwaleniu pokazujemy obydwa zestawy sylab. Opanowanie tych dwóch zestawów
    pozwala na odczytywanie wyrazów np.mama, mapa, a nawet zdań jeżeli dziecko
    opanowało już kilka wyrazów globalnych. Mama ma mleko. Jak najszybciej radzę
    pisać dla dziecka teksty, mogą być wspólnie potem ilustrowane.
    6. - sylaby LA LO LU (LÓ) LE LI (połączenie LY w języku polskim nie
    występuje)
    - wyrazy ALA ULA ELA OLA, dobrze jeżeli dziecko samo odkryje, że odczytując
    samogłoskę i sylabę, odczytuje cały wyraz, jest wtedy przekonane, że umie
    czytać i chętnie uczy się dalej. Jeżeli samo sobie nie poradzi, odczytujemy
    wyraz, a następnie rozcinamy na części A LA. Utrwala to mechanizm odczytywania
    sylabami (potrzebny na tym etapie).
    Teraz można się dobrze bawić, wymyślając różne gry z sylabami (memory, gry w
    karty)
    - sylaby TA TO TU (TÓ) TE TI TY (Wprowadzam rzadkie TI, bo występuje w
    popularnym zdrobnieniu bardzo popularnego imienia Pati).
    7. -sylaby SA SO SU (SÓ) SE SY SI (czytane jak w wyrazie sito, a nie sinus)
    -KA KO KU (KÓ) KE KI
    Teraz można odczytywać losowo wybrane sylaby. Kładziemy przed dzieckiem
    kartonik z sylabą, zadaniem dziecka jest szybkie odczytywanie, chodzi przede
    wszystkim o zwiększenie tempa czytania i całościowe rozpoznawanie sylab.
    Pamiętajmy o zabawie z zamianą ról.

    -Odczytywanie zestawów samogłoska+sylaba otwarta: (podaję dla P, takie same
    zestawy dla wszystkich znanych już liter):
    APA OPO OPU EPE YPY IPI
    APE OPE UPE YPE IPE
    EPA EPO EPU EPY EPI
    APO UPO EPO YPO IPO
    OPA OPU OPE OPY OPI
    APU YPU IPU
    UPA UPY UPI
    APY IPY
    YPA YPI
    API IPA

    -Połączenie dwóch sylab otwartych. Dziecko i mama na zmianę układają dwie
    przypadkowe sylaby i odczytują, np. LUTO PIKE SAKO

    --
    Bartek ma
    Jaś ma
  • 04.04.06, 17:07
    Bardzo dziękuję za zebranie w całość.
    Myślę, że taka zebrana wiedza bardzo pomoże nie tylko mnie.
    Metoda bardzo podoba się mnie i mojemu synowi też (4).
    Zaczęliśmy od podstaw, ale ja chciałam się przygotować i się pogubiłam.
    jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam wszystkie mamy.
    Pozdrowienia
  • 06.06.06, 15:46
    dziwczyny, napiszcie, prosze, jak idą postępy w nauce czytania z Waszymi
    pociechami, jestem bardzo ciekawa
    dziękuję i pozdrawiam
    --
    Jagoda ma już...
    Niespodzianka
  • 12.06.06, 23:01
    Jestem przerażona!!!!!! Ludzie co wy robicie????? To nie jest normalne, zeby dziecko 2 i pół letnie uczyć czytać!!!!!!!!!!!!!! Po co????/ Najwięcej trudności w czytaniu i pisaniu w czasie, kiedy dzieci mają to robić, czyli w wieku siedmió no sześciuu lat wynika z tego, że dzieci nie miały poustawianych innych spraw. Czy jesteś pewna, że twoje dziecko potrafi dobrze układać puzzle, rysować, zapamiętywać, odróżniać kształty (nie tylko literopodobne), skakać na skakance, biegać i wspinać się po drabinkach, sznurować buty i robić masę podobnych rzeczy właściwych dla jego wieku, a niezbednych do PÓŹNIEJSZEJ nauki czytania i pisania??? Rodzice nie bądźcie zbyt ambitni. Dzieci mają tylk 6 lat beztroskiego życia. niech opanowują inne umiejętności. Na czytania przyjdzie czas!!!!!!!
  • 12.06.06, 23:08
    Wszystko zalezy od dziecka. Sa takie, ktore swietnie sobie radza ze wszystkim,
    co wymienilas (choc pewnie nie w wieku 2,5 lat, ale np. 3,5 lat) i marza o
    czytaniu. I co wtedy? Zabronic im i nie odpowiadac na pytanie, jaka to litera?
  • 13.06.06, 03:18
    kanastra napisała:

    > Jestem przerażona!!!!!! Ludzie co wy robicie????? To nie jest normalne, zeby
    >dziecko 2 i pół letnie uczyć czytać!!!!!!!!!!!!!! Po co????/

    To jest rodzaj zabawy.Jedne dzieci wygladajac przez okno licza samochody,a inne
    ucza sie pisac i czytac.Oczywiscie nie na sile,tylko na luzie.

    > Najwięcej trudności
    > w czytaniu i pisaniu w czasie, kiedy dzieci mają to robić, czyli w wieku
    siedmió no sześciuu lat wynika z tego, że dzieci nie miały poustawianych innych
    >spraw.

    To nie jest zajecie od rana do nocy,tylko w innych chwilach miedzy innymi
    zabawami i najlepiej jak dziecko nie wie,ze czytanie jest dla niego wazna
    umiejetnoscia w zyciu.

    > Czy jesteś pewna, że twoje dziecko potrafi dobrze układać puzzle, rysować, za

    Puzzle tez moze miec literki i obrazki zwierzat.

    > pamiętywać, odróżniać kształty (nie tylko literopodobne), skakać na skakance,
    biegać i wspinać się po drabinkach, sznurować buty i robić masę podobnych rzeczy
    > właściwych dla jego wieku, a niezbednych do PÓŹNIEJSZEJ nauki czytania i
    pisan
    > ia??? Rodzice nie bądźcie zbyt ambitni. Dzieci mają tylk 6 lat beztroskiego
    >życia. niech opanowują inne umiejętności. Na czytania przyjdzie czas!!!!!!!

    W Polsce nauka w szkolach zaczyna sie w wieku 6 lat,bo czesc rodzicow jest
    wlasnie takiego zdania jak Ty,ale w Europie Zach i USA juz w wieku 4 lat i to z
    bardzo dobrymi rezultatami.
  • 13.06.06, 22:15
    Nie no przyznaję... może wczoraj byłam zbyt bojowo nastawiona do życia smile Pracuję w szkole i często mam do czynienia z rodzicami, którzy nie bardzo pozwalają swoim pociechom być dziećmi... Wyrastają potem na bardzo przemądrzłe i przekonane o swojej wyższości dzieciaki. Stąd może moja postawa. Oczywiście, jeżeli dziecko samo zaczyna pytać to wtedy należy uczyć...tylko własnie niech to nie będzie nauka a zabawa... A poza tym fakt, ze w innych krajach wcześniej dzieci są objęte obowiązkiem szkolnym (nie jestem pewna, czy już czterolatkom wpaja się zasady pisowni), z tą różnicą, że u nas w zerówce jest większy rygor niż za granicą. No chyba, że Japonia...big_grin Pozdrawiam.
  • 14.06.06, 04:57
    kanastra napisała:

    > Pracuję w szkole i często mam do czynienia z rodzicami, którzy nie bardzo
    pozwalają swoim pociechom być dziećmi... Wyrastają potem na bardzo przemądrzłe
    >i przekona ne o swojej wyższości dzieciaki.

    To zalezy od charakteru dziecka,a ten jest dziedziczony.Rodzice sa tez od
    tego,zeby swoje pociechy temperowac jak zaszaleja za bardzo.Moj syn jest w
    bardzo dobrej J.H. i jest przy tym bardzo skromny.Z tego co ja zauwazylem,to
    szpanuja te dzieci,ktorym brakuje wiedzy.W klasie syna najbardziej przemadrzaly
    jest najgorszy uczen.Podobnie jest w klasie corki.

    > Stąd może moja postawa. Oczywiście, jeżeli dzi
    > ecko samo zaczyna pytać to wtedy należy uczyć...tylko własnie niech to nie
    będz
    > ie nauka a zabawa... A poza tym fakt, ze w innych krajach wcześniej dzieci są
    objęte obowiązkiem szkolnym (nie jestem pewna, czy już czterolatkom wpaja się za
    > sady pisowni),

    Moja corka wlasnie nauczyla sie w publicznej szkole w NYC w wieku 4 lat
    czytac,czyli jest to mozliwe.
    Co jest jeszcze ciekawsze,to wystepowala w przedstawieniu szkolnym i miala
    dosc duza role i caly skrypt przyniosla do domu.Ja nie moglem uwierzyc,ze ona
    10 stron skryptu znala na pamiec.Ten skryptmiala czytac w domu z rodzicami,ale
    zauwazylem,ze sama sobie dawala rade.

    > z tą różnicą, że u nas w zerówce jest większy rygor niż za granicą. No
    >chyba, że Japonia...big_grin Pozdrawiam.

    Z rygorem to jest tak,ze jest wprowadzany tam,gdzie jest potrzebny,bo jesli
    dzieci sa grzeczne,to po co rygor.No wiec wnioskuje ,ze w Polsce dzieci sa
    bardziej rozwydrzone i dlatego rygor im jest potrzebny.To sie da chyba wszedzie
    zauwazyc,ze czym lepsi uczniowie,tym sa bardziej spokojni i zrownowazeni.
    Zaleznosc oczywiscie jest odwrotna, trzeba byc spokojnym i zrownowazonym by
    miec dobre wyniki.
  • 25.09.06, 19:14
    Witam!
    Zagladam na to forum dopiero od niedawna i przeglądając różne wątki natrafiłam przypadkiem na ten, dotyczący nauki czytania . Bardzo mnie zaintrygowała opisywana metoda. Chciałabym wypróbować ją na swoim 6-letnim synku (chodzi do zerówki). Zna wszystkie literki ale o czytaniu nie ma mowy.
    Przeczytałam cały wątek (nawet wydrukowałam sobie wskazówki co i jak) ale wątek zakończył się na etapie odczytywania zestawów samogłoska+sylaba otwarta oraz połączenie dwóch sylab otwartych np. LUTO PIKE SAKO a co dalej?
    Jaki jest następny etap nauki? Za wszystkie rady i wskazówki będę bardzo wdzięczna.
    Pozdrawiam
  • 26.09.06, 23:52
    Z tego co sie orientuje najbrdziej efektywna nauka czytania u dzici jest metoda
    nazwijmy to "obrazkowa", czyli ze uczysz czytac dzicko calych wyrazow, a
    pozniej zdan (sa do tego specjalne plansze, mozna je samemu przygotowac).
    Nauka liter jest w mlodym wieku zbyt abstakcyjna.
    Poszukaj publikacji "jak nauczyc male dziecko czytac" autorzy:Glenn Doman i
    Janet Doman (kiedys wydane przez Publishing House EXCALIBUR

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.