Dodaj do ulubionych

wymagania dzieci a brak pieniędzy

04.02.06, 10:46
9 letnia siostrzenica mojego męża powiedziała, że ona chce komórkę, bo dzieci
się z niej śmieją, że nie ma. Dobry wujek, a mój szwagier pobiegł po starter
do sklepu i dał siostrzenicy swoją nieuzywaną już komórkę. Ja uważam, że to
zły pomysł, ale nikt się ze mną nie zgadza argumentując, że dziecko się źle
czuje jak się z niego smieją. A co bedzie chciała za miesiąc, dwa, trzy?
Zaznaczam, że jej rodzina ledwo koniec z końcem wiąże będąc wciąż na pomocy
matek i ojców. Matka dziewczynki nigdy nie podjęła się pracy, ojciec pracuje
od rana do nocy, mają trójkę dzieci. Czy rodzina powinna nadążać za
wymaganiami współczesnych dzieci i w miarę potrzeb uzupełniać gadżety których
nie ma mała tym samym pozbawiając ją szykan ze strony dzieci ("wiadomo jakie
dzisiejsze dzieci są, jak czegoś nie masz, to się z toba nie kolegują")?A może
to błędne koło? Moim zdaniem mała nie powinna miec komórki ( w końcu ma 9
lat), nie uleczy tym sytuacji i nie wkupi się w towarzystwo. Z drugiej strony
czy tak dzieci powinny uczyć się nawiązywania relacji z rówieśnikami? CZy może
to dobry moment żeby spróbować nauczyć dziecko asertywności, niezależności no
i pewności siebie i poczucia własnej wartości.Czy nie wydaje się Wam, że jeśli
ta sytuacja tak się będzie rozwijać jak teraz to wyrośnie z niej
materialistka? Prosze o opinię, bo jestem pewna, że będąc przeciw mam rację,
ale nie mam poparcia. A może nie mam racji i wyolbrzymiam??
Obserwuj wątek
    • mynia_pynia Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 04.02.06, 11:52
      Dla mnie to straszne co piszesz. Jeśli sprawienie dziecku przyjemności nie jest
      możliwe przez rodziców,a nie ma kłopotu dla kogoś z rodziny to czemu nie.
      U mnie w domu na prezenty zawsze się daje rzeczy które ktoś by chciał a nie
      jest to priorytetem w kupnie. Moja siostra zawsze dziedziczy fajne telefony po
      ciotkach, wujkach itp. Mama by jej nigdy nie kupiła tel za 1000zł, ja mam tak
      samo jak tylko jest okazja to biore, samej też by mi było szkoda wydać tyle
      kasy.
      Pomyśl że dorośli bardzo często kupują rzeczy na które ich nie stać. Po to są
      raty.
      • deindra Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 04.02.06, 12:11
        Dobrze, ale czy rzeczywiście posiadanie komórki przez 9latkę jest priorytetem?
        CZy komórka to zabawka, która ma podnieść opinię w oczach innych dzieci? Mnie
        nie chodzi o to, że ktoś powinien żałować biedniejszemu dziecku jesli go na to
        stać. Pytanie tylko o to, co takiemu dziecku rzeczywiście potrzebne. Z drugiej
        strony powinniśmy się chyba juz przyzwyczaić, że na komunię daje się prezenty
        niczym na ślub. Patrzeć tylko kiedy samochody będą ludzie kupować.
      • karolina_29 Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 04.02.06, 14:09
        Zgadzam się z inicjatorką wątku, że sytuacja jest chora. Tu nie chodzi o to, że
        dziecko 9 letnie nie powinno miec komórki - moim zdaniem rzeczywiście raczej
        nie powinno - ale o wymuszanie przez dziecko zakupu czegokolwiek w takiej
        formie. Dlaczego ona MUSI mieć komórkę? Bo dzieci się śmieją? Czasem dzieci
        śmieją się również, bo ktoś na imprezie nie chce wypić, zapalić, bo ktoś nie
        chce przyłączyć się do dokuczania osobie niepopularnej w klasie, bo ktoś się
        uczy zamiast obijać.
        Dziecko, które nie umie różnić się od grupy - to jest prawdziwy problem, nie
        komórka.
        • lola211 Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 04.02.06, 16:28
          > Dziecko, które nie umie różnić się od grupy - to jest prawdziwy problem, nie
          > komórka

          Nieprawda.To normalny etap w rozwoju czlowieka- najwazniejsza jest
          przynaleznosc do grupy.Na indywidualizm przyjdzie czas poźniej.Nie tylko
          dzisiejsze dzieci takie sa, ja sama pamietam, jak wazne bylo posiadanie pewnych
          rzeczy, takich samych jak maja kolezanki.I jak wspolczulam kolezance, ktorej
          matka nie kupila modnych spodni- nie dlatego ze nie miala kasy, ale dlatego ze
          jej sie nie podobaly(tak jakby sama miala w nich chodzic), ona to strasznie
          przezyla.I jakos daleko mi dzis do materialistki.
    • monia145 Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 04.02.06, 20:01
      W tym wieku dla dziecka najważniejsza jest akceptacja rówieśników, dopiero w
      późniejszym wieku lubią podkreślać swoją indywidualność np. poprzez robienie
      czegoś innego niż grupa. Z drugiej strony 9-letnia dziewczynka powinna
      zrozumieć trudną sytuację rodziny a rodzice powinni rozmawiać z nią o tym. Bez
      tego nasze dzieci rosną w przekonaniu, że świat kręci się wokół nich a
      pieniądze bierze się z " bankomatu". Dzieci są mądre tzreba im tylko dać szansę
      podjęcia samodzielnej decyzji. Czy rodzice rozmawiali z córką o swoich
      możliwościach finansowych?
      • cynta Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 04.02.06, 21:02
        Czy wszystkie dzieci w Polsce maja komorki w wieku 9 lat? a moze ta dziewczynka
        powinna sie kolegowac z inna grupa ludzi? jezeli tak jest to potem beda tylko
        wyzsze wymagania i drozsze prezenty potrzebne. Czesto jest tak jak opisujesz
        kiedy dzieci nie orientuja sie w sytuacji finansowej rodzicow no bo jak maja
        wiedziec co sie dzieje jezeli kazde ich prosby sa spelniane? Moje nastoletnie
        juz dziewczyny takie drogie prezenty dostaja na urodziny czy Gwiazdke i czakaja
        a na inne musza zapracowac. Swoja droga to strasznie duzo pieniedzy 1000zl za
        telefon! wychodzi o.k. 300 $US, nikt z nas nie ma tak drogiego telefonu,
        najdrozszy jest za 150$ i byl to prezent na urodziny
          • cynta Re: To widzę bieda w tej Ameryce :) 05.02.06, 15:16
            Bieda, bieda... Acorns, jak w niedalekiej przyszlosci uslyszysz o wschodzacej
            gwiezdzie polityki, nauki czy show businessu wywodzacej sie ze srodowiska
            polskiej imigracji to sobie przypomnij ten post: to pewnie bedzie o jednym z
            moich dzieci ;o)) A swoja droga tak sie stawku dorobic to piekna rzecz,
            gratuluje, trzeba w zyciu dazyc do realizacji swoich marzen, to bardzo wazne...
            i dzieciom ten model przekazac....
            Jasnie Pani amerykanka nie narzekala na brak pieniedzy tylko na brak rozsadku w
            wyzwolonym i nowoczesnym spoleczenstwie polskim. Jezeli myslisz ze tutaj
            amerykanskie 9-letnie dzieci maja komorki za 300$ to sie grubo mylisz....
            • acorns Re: To widzę bieda w tej Ameryce :) 07.02.06, 12:05
              Ja mam swoją opinię o polskiej emigracji. Ci, którzy emigrują są po roku
              bardziej amerykańscy niż Amerykanie. Ja też mam rodzinę w USA. Moja siostra
              cioteczna wyjechała mając 29 lat. Posiedziałą tam 10 lat, po czym przyjechała i
              zwraca mi uwagę, że za szybko jadę bo mam ponad 100 na liczniku. "Zapomniała",
              że w Polsce mierzymy szybkość w kilometrach a nie w milach na godzinę. Już nie
              jeździła na działkę tylko na cottage, ja miałem w samochodzie skrzynię manual
              zamiast automatic i takie tam. Moja córka na zaproszenie pojechała na wakacje
              do nich to wróciła po 3 tygodniach bo nie wytrzymała. Kraj jako kraj jej się
              podobał, ale ludzie i jedzenie nie. Moja córka jest bowiem przyzwyczajona do
              świeżego, smacznego polskiego jedzenia a nie plastikowego amerykańskiego
              odgrzewanego przez kilka dni bo Jaśnie Paniom Amerykankom nie chce się ugotować
              codziennie świeżego. Młoda prawie nic nie jadła, bo ona byle czego nie ruszy.
              Tak samo raził ją brak gościnności. W Polsce prawie że stół się ugina od
              jedzenia, picia i wódki a w Ameryce co było? Jakaś kawka z ekspressu i
              niejadalne kupne ciasteczka i tyle gościny. Dla mnie brak rozsądku widać w
              społeczeństwie amerykańskim a nie tu. U nas dzieci nie muszą w wakacje szorować
              garów w McDonalds dla zasady. Jeśli pracują, pomagają np. w gospodarstwie to z
              konieczności a nie dlatego że rodzice nie dadzą dziecku na obóz tylko musi
              sobie dorobić. Wystarczy jak przyjechała do nas córka tej mojej wspomnianej
              przed chwilą kuzynki. Szkoda, że nie widziałaś jak ona płakała bo chciała
              zostać z nami w Polsce i nie wracać do USA do kochanych rodziców. Może dałoby
              Ci coś do myślenia w którym kraju jest lepiej i gdzie ludzie są lepsi.

              Proszę Cię, nie odbieraj tego jako atak personalny na Ciebie. Nie mam żadnego
              celu żeby na Ciebie napadać. Ja tylko mówię dlaczego nie przekonuje mnie
              argument Amerykanki o braku rozsądku w polskim społeczeństwie. Ja gdybym mógł
              się urodzić ponownie, wybrałbym Polskę albo Rosję. Nigdy Amerykę choćby mi tam
              od razu willę z basenem i nowego Cadillaca dawali.

              Ale w jednym masz rację - trzeba w życiu dążyć do realizacji marzeń i dzieciom
              ten model przekazać.
              • cynta Re: To widzę bieda w tej Ameryce :) 07.02.06, 14:04
                Jak bedziemy tak dalej dyskutowac co lepsze Ameryka czy Polska to nas usuna bo
                to nie to forum, moze na " Z dala od Polski" mozesz taki watek zalozyc, i ja
                chetnie wezme udzial w dyskusji. Ja wogole nawiazalam do USA w tym watku bo
                wydaje mi sie ze Polacy czesto nasladuja amerykanskie obyczaje zaobserwowane w
                TV np. I z tym telefonem komorkowym wydawalo mi sie tez tak jest. A prawda jest
                inna bo realia sa inne: tutaj wiele dzieci musi miec komorke bo nie mogloby sie
                skontaktowac z rodzicami, kiedy ich odebrac ze szkoly, gdzie sa itp. W
                niektorych stanach prawie wogole nie ma transportu miejskiego, nawet chodnikow
                nie ma , nikt tu nigdzie nie chodzi, trzeba byc wozonym i trzeba miec mozliwosc
                dogadania sie na ten temat. Wydaje mi sie ze w Polsce nie ma az takiej
                koniecznosci. Tutaj w US istnieje caly szereg promocji z ktorych mozna dostac
                telefon za darmo albo za niewielka oplata (20-50$), to nie sa telefony ostatniej
                mody ale sa i dzialaja i spelniaja w/w funkcje. No i tutaj jest szpanem i super
                moda nabyc cos tanio, na przecenie, za darmo z jakims serwisem itp., jak ktos ma
                cos potencjalnie drogiego to zaraz sie tlumaczy jakim to cudem dostal to za np.
                20$, a wydaje mi sie ze w Polsce zawsze bylo i jest na odwrot: pokazac ze sie
                ma najdrozsza mozliwa rzecz chocby czlowiek nic innego nie posiadal, pokaz i
                zycie ponad stan. I teraz nawet male dzieci sie w to wciagaja. Czy tej
                dziewczynce jest potrzebny telefon? jezeli tak to kupic tani a jezeli nie to nie
                kupic wogole.
        • deindra Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 04.02.06, 22:13
          Nie znam środowiska 9 latków, ale znam doskonale środowisko gimnazjalistów - tam
          KAŻDE dziecko ma komórkę. W szkołach telefony grają podczas lekcji, przerw,
          szkolni koledzy kradną te cudeńka z plecaków i szafek szkolnych, płacą rodzice.W
          jednym z seriali tv w nagrodę matka kupuje synkowi komórkę. A ja pytam jaki sens
          kupować dziecku komórkę? Gdy dojeżdża z daleka - zgoda,bo trzeba po rodzica
          zadzwonić, zameldować gdzie się jest i dlaczego tak długo, ale w innych
          przypadkach? Czy współczesni rodzice, chrzestni, wujkowie, ciocie i babcie nie
          prześcigają się w psuciu dzieci?
          --
          Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
      • deindra Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 04.02.06, 22:07
        A no właśnie, rozmowa rodziców z dzieckiem. Czy takowa "na poważnie" jest to nie
        wiem, ale myślę, a nawet jestem pewna że mała zna sytuację z autopsji - nie raz
        słyszała gdy jej mama prosiła swoją mamę o pieniądze bo "nie mają co do garnka
        włożyć". Tu problem jest właśnie w tzw. mądrych rodzicach, takich, którzy czują
        potrzebę i chcą rozmawiać z dzieckiem,nauczyć je czegoś ważnego a nie jedynie
        liczą na dotacje rodziny.Dzieci nie wiedzą, że pieniądze nie biorą się ze ściany
        gdzieś na mieście, ale to trzeba im wyjaśniać.
        --
        Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
        • stypkaa Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 06.02.06, 10:43
          To co napiszę nie będzie przyjemne, ale sorki, takie jest moje zdanie. Jeśli
          dziecko słyszy jak jej mama prosi swoją mamę o pieniądze to czemu ona sama nie
          miałaby poprosić kogś o coś co by chciała mieć? Tym bardziej, że "dobry wujek"
          od razu prośbę spełnił.
          Tylko, jak napisał, ktoś wyżej to w ogóle nie rozwiązuje problemu. Owszem,
          macie rację, że w tym wieku grupa to podstawa egzystencji, ale to WCALE NIE
          ZNACZY, że wszyscy musza mieć to samo. I trzeba z dzieckiem rozmawiać,
          rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać.
          • deindra Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 12.02.06, 09:29
            Tak jest ROZMAWIAĆ. Szkoda tylko, że matka tej dziewczynki i jeszcze dwójki
            innych dzieci nie wychowuje ich, lecz chowa. Tam nie ma rozmów na temat "tak nie
            wolno", "tego się nie robi" itp. A gdy wujkowi bezpośrednio powiedziałam, że źle
            robi to on mi odparował, że on w dzieciństwie tez nie miał wielu rzeczy, który
            mieli jego oledzy i przez to czuł się nieszczęśliwy, zatem chce jej chociaz
            trochę "uszczęśliwić" dzieciństwo. Jak zapytałam wtedy "komórką?". On sobie nie
            da przegadać,widocznie nasze wizje szczęśliwego dzieciństwa znacznie odbiegają
            od siebie.
            Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
    • kol.3 Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 04.02.06, 22:04
      Prawda leży gdzieś pośrodku. Komórka jest dziś artykulem dość powszechnym,można
      ją kupić w komisie, w końcu dziecko nie zażądało wyjazdu na Karaiby.
      Z jednej strony dziecko powinno się orientować jaka jest sytuacja materialna
      rodziny, na co ją stać i dostosować się do tego, z drugiej jednak strony czasem
      dziecko ciągle słyszy, że tego nie może mieć, bo nie ma pieniędzy, tego też
      nie, czegoś innego też nie, bo pieniędzy nie ma na nic oprócz podstawowych
      potrzeb. Budzi to frustrację, poczucie krzywdy i kompleksy. Jeżli ktoś w
      rodzinie mógł obdarować dziecko to czemu robić z tego problem.
      Prawda jest taka, że nie wystarczy napłodzić dzieci, a potem powiedzieć im, że
      tatuś i mamusia na nic nie mają pieniędzy.
      • deindra Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 04.02.06, 22:19
        > w końcu dziecko nie zażądało wyjazdu na Karaiby.
        komórkę nie wystarczy kupić, trzeba też ją karmić, a czym jeśli się rodziny nie
        ma czym wyżywić?

        > dziecko ciągle słyszy, że tego nie może mieć, bo nie ma pieniędzy, tego też
        > nie, czegoś innego też nie, bo pieniędzy nie ma na nic oprócz podstawowych
        > potrzeb.
        dzieciom jawyraźniej nie wystarczają już takie typowo dziecinne uciechy i zabawki...

        > Prawda jest taka, że nie wystarczy napłodzić dzieci, a potem powiedzieć im, że
        > tatuś i mamusia na nic nie mają pieniędzy.
        Bingo.

        --
        Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
    • triss_merigold6 Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 05.02.06, 10:33
      Owszem dziecko fatalnie się czuje będąc biedniejsze i gorsze. W tym wieku
      akceptacja rówieśników jest konieczna i nie czas na nonkonformizm oraz uczenie
      asertywności w postaci pogardy dla dóbr materialnych.
      Może czas aby nigdy nie pracująca mamusia dziecka zamiast żebrać po rodzinie
      ruszyła się do pracy?
      Z dzieci, którym odmawiano wszystkiego tłumacząc to brakiem kasy wyrastają
      materialiści i w dorosłym życiu rekompensują sobie niespełnione marzenia z
      dzieciństwa.
      • deindra Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 05.02.06, 11:29
        Nikt nie mówił, że odmawiano wszystkiego. Dzieci chyba też mają jakieś zwykłe,
        dziecinne potrzeby nie wkraczające w świat zabawek dla dorosłych, no bo
        wybaczcie, ale nikt mnie nie przekona, że dziecku komórka jest rzeczą potzrebną
        do rozwoju i elementem szczęśliwego dzieciństwa. Może warto zaczczepić w
        latorośli przekonanie, że są fajniejsze rzeczy, które sprawiają dzieciom radość
        np. nartki, fajna książeczka.
        --
        Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
          • karolina_29 Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 05.02.06, 15:25
            Ależ takie dzieci są! W mojej rodzinie chociażby.
            Ja sama jako dziecko dzieliłam prezenty na dwie kategorie: książki i nie-
            książki. Nie-książki otwierałam na końcu i bez wielkiego zainteresowania.
            Podobnie moje rodzeństwo. W życiu by mi nie przyszło do głowy płakać, że mi
            mamusia modnych spodni nie kupiła.
            A w Polsce niestety mamusie prędzej dziecku kupią modne spodnie / komórkę niż
            sobie porządne buty.
    • izabela_741 Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 06.02.06, 11:43
      Jesli chcesz Deindra to zwroc uwage Mamusi i Szwagrowi, ze najlepiej jest
      zarobic i na podstawowe rzeczy i na "ekstra". Licz sie jednak z tym, ze Mama
      dziecka Cie co najmniej nie zrozumie albo wprost schrzani. Mialam taka
      sytuacje, kiedy to dowiedzialam sie kilka cieplych slow o sobie...
      Co do wymagan dziecka to zawsze takie nadazanie za moda i naciaganie rodzicow
      mialo miejsce. Ja tez tak robilam 20 lat temu. Nie demonizowalabym tego
      zjawiska, zazwyczaj sie z tego wyrasta.
      W kazym razie niezaleznie od tego ile licytowac sie bedziemy co bysmy, komu i
      za ile kupili/nie kupili jak rodzina dziecka uwaza, ze sa ok. i nie ma zamiaru
      tego przemyslec to nie ma co przezywac (i podniecac sie, ze w Polsce czy nie w
      Polsce).
      • acorns Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 07.02.06, 12:07
        setorika napisała:
        > A co do wujka: powinien NAJPIERW zapytać rodziców, co sądzą o jego pomyśle.

        A czemu? To nie rodzice płacą, więc co to ich obchodzi. To sprawa między
        wujkiem a ich córką. Jak dla mnie to Młoda może codziennie dostawać od wujków
        prezenty za 1000 zł. Jak sobie tak załatwi to tylko plus dla niej.
          • acorns Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 07.02.06, 21:47
            > A o takcie słyszalaś?

            SłyszaŁEŚ. Ja jestem facet. I słyszałem smile

            > Ja bym sie czuła zakłopotana

            A co to niby ten telefon to dla Ciebie czy co?

            > Skoro nie wyrażam zgody na taki prezent dla mojego dziecka, to pieprzony
            > wujek powionien uszanowac moja decyzję!

            Ja bym na przykład nie uszanował, bo skoro siostrzenica mnie poprosiła to
            znaczy że chce, a mnie stać więc jej kupuję. A co? Nie mogę? Jak mamusia ma z
            tym problem to nich porozmawia z psychoanalitykiem a nie zatruwa życia dziecku
            i nie wnosi do mnie pretensji.
            • deindra Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 08.02.06, 11:37
              Oj takiego tatusia to ja bym nie chciała mieć na dłuższą metę sad Wprawdzie w
              oczach dziecka to był by super tatuś czy wujek, na pewno zaskarbił by sobie
              dozgonną miłość takimi prezencikami. Straszne. Dziecko o ile dobrze wiem
              potrzebuje czegoś innego do wycowania. Poza tym własnie, sprzyjamy do rozwijania
              postawy rozczeniowej do zycia i ludzi "ja to chcę". Super.
              --
              Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
            • setorika Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 08.02.06, 18:27
              Nie rozumiesz o co chodzi??? Telefon to nie kolejna lalka czy grzechotka, tylko
              dosyć kosztowna zabawka.Wiem, wiem, są komisy itp. Czyli jak dziecko zażyczy
              sobie tipsy w wieku 6 lat, to zawieziesz dziewczynke do kosmetyczki????

              Człowieku, w życiu sa ważniejsze rzeczy niż szastanie kasą. Na wszystko
              przyjdzie czas w odpowiednim wieku.
              Znam dziewczynkę, której w wieku 2 lat rodzice kupowali Barbie na kilogramy.
              Teraz ma 7 lat i jesli coś nie jest firmowe, czy drogie, to nie jest warte jej
              uwagi. A i tak kosztownym zachciankom poswieca nie dłuzej niż 2 dni uwagi.

              Swoja postawa uczysz dziecko, że wymagania w życiu są spełniane na pstrykniecie
              palcem. A życie to nie bajka. Kiedyś trzeba zacząć być samodzielnym i może się
              okazać, że wcale nie jest tak kolorowo, a marzenia nie spełniają się jak za
              dotknieciem czarodziejskiej różdżki.
              I jeśli ktoś tu potrzebuje psychoanalityka, to z pewnością Ty.
              --
              Opowieści Wstecz
              Gaduły i Psotniki
      • deindra Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 08.02.06, 11:32
        Mam wrażenie, że mama dziewczynki zdziwiła by się gdyby ją zapytano czy to dobry
        pomysł dać jej córce taki czy inny prezent - to jest raczej mama, która lubi gdy
        jej dzieci dostaja prezenty (ODNOSZE TAKIE WRAŻENIE).Troszeczkę w tej rodzince
        jest na bakier z wychowaniem, już widzimy w rodzinie, że ta mama będzie miała
        problemy z tą córką (w ogóle nie ma u niej autorytetu, nie słucha się,
        niechetnie wykonuje jakiekolwiek zajęcia, nie uczy się).
        --
        Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
    • kulju Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 06.02.06, 23:18
      Nawet jesli mialabym pieniadze to i tak dziecku komorki bym nie kupila. Sama nie
      mam i nie wydaje mi sie, ze 9 letniemu dziecku jest potrzebna. W rodzinie
      powinny byc ustalone priorytety finansowe - to co jest wazne i to co jest
      zbedne. Chyba lepiej dziecko wyslac na wakacje czy na zajecia jezykowe. A moze
      tez warto wprowadzic male kieszonkowe - jesli dziecko przez rok/dwa na komorke
      nazbiera i nadal bedzie chcialo wydac swoje wszystkie pieniadze na telefon to
      prosze bardzo.
      W przeciwnym razie nawet nie ma mowy. My mieszkamy w Kanadzie i nastolatki musza
      same sobie zarobic jesli chca komorki/bajery itp. Mysle ze sytuacja w wielu
      rodzinach w Polsce jest paradoksalna - rodzice nie maja, ale dzieci tak.
      Pozd,
      Magda
      • acorns RATUNKU!!! Znowu Amerykanka!!!! 07.02.06, 12:20
        Przeczytaj to co napisałem przed chwilą do Cynty. Czy wy wszysce w tej Ameryce
        tak bardzo nie lubicie swoich dzieci? "Nawet jesli mialabym pieniadze to i tak
        dziecku komorki bym nie kupila" A co byś kupiła? Sobie nowe buty, a dziecko jak
        coś chce to niech samo sobie zarobi? Dla mnie to podchodzi pod patologię
        społeczną.

        > W przeciwnym razie nawet nie ma mowy. My mieszkamy w Kanadzie i nastolatki
        > musza
        > same sobie zarobic jesli chca komorki/bajery itp. Mysle ze sytuacja w wielu
        > rodzinach w Polsce jest paradoksalna - rodzice nie maja, ale dzieci tak.

        A jak to niby ma być? Mamusia wystrojona a córka jak dziadówa? Ja mogę chodzić
        obdarty, ale córka ma mieć dobrze. Bo to jest moje dziecko i to dla niej żyję i
        robię to co robię. Ale amerykańskie społeczeństwo jest zbyt tępe żeby to pojąć.
        dlatego wracaj do Polski póki jeszcze się tym nie zaraziłaś do końca. Bo to
        jest zaraźliwe.
        • kulju Re: RATUNKU!!! Znowu Amerykanka!!!! 07.02.06, 14:09
          Po pierwsze nie Amerykanka, a Polka mieszkajaca w Kanadzie, a to roznica.
          >Przeczytaj to co napisałem przed chwilą do Cynty. Czy wy wszysce w tej Ameryce
          > tak bardzo nie lubicie swoich dzieci? "Nawet jesli mialabym pieniadze to i tak
          > dziecku komorki bym nie kupila" A co byś kupiła? Sobie nowe buty, a dziecko jak
          >coś chce to niech samo sobie zarobi? Dla mnie to podchodzi pod patologię
          > społeczną.
          Nie wiem kto lubi swoje dzieci, a kto nie. Ja swoje bardzo kocham i dlatego nie
          kupilabym komorki. Nie kupilabym sobie nowych butow, ale np. ksiazki i pewnie
          gdybys widzial biblioteke moich dzieci to zrozumialbys priorytety w naszych
          zakupach.
          > A jak to niby ma być? Mamusia wystrojona a córka jak dziadówa? Ja mogę chodzić
          > obdarty, ale córka ma mieć dobrze. Bo to jest moje dziecko i to dla niej żyję
          i robię to co robię.
          Uwazam, ze jesli mamusia jest wystrojona, to corka tez byc moze, ale jesli ja
          czegos nie mam, bo mnie na to nie stac, albo uwazam to za zbedne, to dzieci tez
          nie powinny tego miec. Ja nie zyje dla swoich dzieci, owszem teraz najwazniejsza
          dla mnie rola to rola matki i ich wlasciwe wychowanie, ale dbam tez o siebie i
          swoje zainteresowania. Ciuchy, komorki, gadzety to ostatnia rzecz na naszej
          liscie priorytetow finansowych.
          Jesli dzieci natomiast beda mnie o nowe ksiazki, to prosze bardzo. Tu nie ma
          limitow.
          Pozdr,
          Magda
          • acorns Re: RATUNKU!!! Znowu Amerykanka!!!! 07.02.06, 21:53
            > gdybys widzial biblioteke moich dzieci to zrozumialbys priorytety w naszych
            > zakupach.

            W to nie w nikam. Tylko czy to są priorytety Twoich dzieci, czy Twoje
            priorytety w zakupach dla nich?

            > ale jesli ja
            > czegos nie mam, bo mnie na to nie stac, albo uwazam to za zbedne, to dzieci
            > tez nie powinny tego miec.

            Jak nie stać no to wiadomo że nie kupisz. Ale chyba w pierwszej kolejności się
            kupuje dla dzieci nawet kosztem swoich potrzeb. Przynajmniej ja bym tak robił
            gdyby zaszła taka konieczność. Ja mógłbym jeść nawet kaszankę albo salcefix czy
            nawet paczkowane pyzy marki Tesco Korzystny Zakup, ale córce kupowałbym szynkę,
            baleron, dobre sery, kiełbasy itd.
            • magic00 Re: RATUNKU!!! Znowu Amerykanka!!!! 11.02.06, 19:39
              Jak nie stać no to wiadomo że nie kupisz. Ale chyba w pierwszej kolejności się
              acorns napisał:
              kupuje dla dzieci nawet kosztem swoich potrzeb. Przynajmniej ja bym tak robił
              > gdyby zaszła taka konieczność. Ja mógłbym jeść nawet kaszankę albo salcefix
              czy awet paczkowane pyzy marki Tesco Korzystny Zakup, ale córce kupowałbym
              szynkę, baleron, dobre sery, kiełbasy itd.

              Bardzo piękna deklaracja poświęcenia, tylko że dzieci żadko takie poświęcenie
              doceniają, raczej uważają je za rzecz naturalną i trudno im zrozumieć, że
              ktokolwiek oprócz nich może mieć jakieś potrzeby.
              To trochę takie odreagowywanie, my mieliśmy czekoladę na kartki, niech nasze
              dzieci mają wszystko.
              Osobiście nie żałuję mojemu dziecku, ale nie spełniam na zawołanie wszystkich
              zachcianek. Rezygnuję z tego czy owego, aby synkowi jemu kupić coś fajnego, ale
              nie może być tak, że ja i mąż trzeci rok w tych samych butach, a dziecko
              dostaje piąty kolejny najmodniejszy zestaw Lego za 150 zł, bo wszyscy mają.
              • krychaw Re: RATUNKU!!! Znowu Amerykanka!!!! 17.02.06, 20:18
                Ludzie! czytam posty i włos mi na głowie staje! u mnie w domu było raczej
                biednie, ale rodzice zawsze starali się zapewnic nam jak najwięcej kosztem
                siebie.Owszem-na wiele rzeczy musiałam zarobic sobie sama(np.na pierwszą
                komórkę),ale np.wyjazd na wakacje opłacali rodzice(a jeździłam zawsze).Dziękuję
                im za to ,bo nauczyłam się szacunku dla pieniędzy,ale mam i "żal",bo widzę,że
                poświęcając dla nas każdą złotówkę nie dbali zupełnie o siebie.Praca "dla
                zasady" nie jest zła,a zapewnienie,że odda się dziecku każdą złotówkę,może
                doprowadzic do tego ,że dzieciak będzie miał wyrzuty sumienia.NAPRADWĘ.Mnie
                było żal ,kiedy mama zamiast kupic sobie nową kieckę wysyłała nas na kolejne
                wycieczki szkolne.Dziś ja staram się wynagrodzic rodzicom te lata,kiedy
                wszystko poświęcali nam,bo wiem,że im też było ciężko.Ale przede wszystkim
                jestem im wdzięczna,że ze mną ROZMAWIALI.Nie rozpuścili mnie,a nauczyli dobrze
                gospodarowac pieniędzmi.
          • deindra Re: RATUNKU!!! Znowu Amerykanka!!!! 08.02.06, 11:43
            Znowu popieram. I 2 pytania do wszystkich nastawionych za kupowaniem komórek i
            innych bzdur: mieliście komórkę mając 9, 10, 11 czy więcej lat?; czy przez to
            nie potrafiliście funkcjonować? żyć?
            No i jeszcze jedno: gdzie będzie wydzwaniać 9latka ?
            --
            Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
            • lola211 Re: RATUNKU!!! Znowu Amerykanka!!!! 09.02.06, 23:34
              > Znowu popieram. I 2 pytania do wszystkich nastawionych za kupowaniem komórek i
              > innych bzdur: mieliście komórkę mając 9, 10, 11 czy więcej lat?; czy przez to
              > nie potrafiliście funkcjonować? żyć?

              Co za porównanie- to byly inne czasy, wowczas komórki nie mial nikt, a teraz ma
              ja prawie kazdy.

              > No i jeszcze jedno: gdzie będzie wydzwaniać 9latka ?

              Zaraz wydzwaniac.Moja bedzie mogla conajwyzej odbierac polaczenia, najczesciej
              ode mnie;0.
              • deindra Re: RATUNKU!!! Znowu Amerykanka!!!! 12.02.06, 09:37
                "Czasy" nie mają tu nic do rzeczy, a to że każdy ma komórkę nie jest żadnym
                argumentem. Dziecko ma się nauczyć książki czytać, a nie pstrykac smsy na
                klawiaturze.
                --
                Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
                • acorns XXI wiek... 13.02.06, 13:40
                  > "Czasy" nie mają tu nic do rzeczy, a to że każdy ma komórkę nie jest żadnym
                  > argumentem. Dziecko ma się nauczyć książki czytać, a nie pstrykac smsy na
                  > klawiaturze.

                  Wybacz, ale to brzmi jak gdakanie starej kwoki. Wprawne pisanie SMSów jest w
                  XXI wieku bardziej potrzebne niż czytanie książek. Młoda nie musi sobie
                  zaśmiecać głowy niepotrzebnymi informacjami bo ma internet. Niedługo dostępny
                  będzie wszędzie na wyciągnięcie ręki. Wpisuje w wyszukiwarkę i ma informacje
                  jakich potrzebuje. Zawsze i wszędzie. Pamiętam jak musiałem w ramach zaliczenia
                  z języka polskiego napisać coś o Felicjanie Faleńskim. Kilka dni w bibliotekach
                  i udało mi się napisać tylko kilka zdań o nim. A teraz wrzuciłem hasło w Google
                  i mam wszystko - życiorys, utwory, co chcę. Co jest medium przyszłości?
                  Książki, czy Internet? Gdy ja to musiałem pisać, internetu w polskich domach
                  nie było. Korzystałem więc z bibliotek. Ale czy to jest powód, żebym Młodej nie
                  kupił komputera i nie podłączył do internetu? Nie. Po prostu wtedy było
                  inaczej, teraz jest inaczej i trzeba iść z postępem a nie sztucznie wszystko
                  opóźniać.
        • cynta Re: RATUNKU!!! Znowu Amerykanka!!!! 07.02.06, 14:12
          Niestety acorns nam sie wydaje ze to twoje podejscie jest patologiczne. Dzieci
          trzeba wychowywac a nie obdarzac dobrami. A wychowanie polega miedzy innymi na
          nauce odpowiedzniego podejcia do rzeczy materialnych. Tutaj w tej okropnej
          Ameryce jest zatrzesienie wszystkiego i trzeba uwaznie wiezc dziecko przez zycie
          zeby sie nauczylo ze fajne dorosle zycie nie polega na nabywaniu tego co sie da.
          Jest ci cos potrzebne to kupujesz, nie masz na to to trzeba zarobic, a nie
          prosic wujka zeby ci dal. jezeli w Polsce rodzice ledwo zipia finansowo a
          dzieciak ma wszystko to to nie jest wlasciwa forma wychowania i napewno nie
          wyrosnie z tego dzieciaka odpowiedzialny i madry dorosly. Znow, to chyba
          dyskusja na inny watek, miedzynarodowy, ale moze bedzie pouczajaca
          • kol.3 Re: wszystko jest względne 07.02.06, 22:03
            Padło sformułowanie, że komórka to zbędny gadżet i niekoniecznie trzeba ją
            kupować. Niby prawda. Ale rozumując w ten sposób, można dojść do absurdu -
            usiąść na podłodze na gazecie, bo krzesło jest niekonieczne i gazeta zupełnie
            wystarczy, po co jeść chleb z masłem, albo z szynką jak suchy lub tylko z
            margaryną wystarczy a wszystko inne jest zbędnym luksusem i rozpieszczaniem.
            Ludzie opanujcie się. Nie rozmawiamy o kupnie dziecku prywatnego odrzutowca,
            tylko o nieużywanej przez wujka komórce (pewnie starszy model).
            Powiem więcej - jestem za rozpieszczaniem dzieci i kupowaniem im wszystkiego co
            się da. Kupuję mojemu dziecku tyle na ile mnie stać - nowe komórki, bajerne
            ciuchy, sprawiamy sobie dni szałowych zakupów. I on wcale nie jest przez to
            gorszy ani egoistycznie nastawiony do świata. Jest wspaniałym młodym facetem -
            dobrym i wielkodusznym. Lubi mieć, ale może i nie mieć. Ma dystans.
            Co do oburzenia rodaków z Ameryki - drodzy krajanie Wy jesteście w innej
            sytuacji. Ameryka nurza się w konsumpcjoniźmie od wiekow. My - dopiero od 16
            lat, więc pozwólcie nam się nacieszyć konsumpcją.
            • deindra Re: wszystko jest względne 08.02.06, 11:46
              Ale za siedzenie na krześle, które raz kupiłeś/aś jest bezpłatne. W
              przeciwieństwie do komórki, która raz kupiona zobowiązuje na conajmniej 2 lata.
              --
              Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
          • acorns Re: RATUNKU!!! Znowu Amerykanka!!!! 07.02.06, 22:11
            > Niestety acorns nam sie wydaje ze to twoje podejscie jest patologiczne.

            Ja swojej córki nawet gdy będzie miała 20 lat nie wyślę do pracy ani nie każę
            jej się wyprowadzać. A z pewnych źródeł wiem że w Ameryce to norma. Ale to ja
            jestem przecież patologiczny smile

            > Dzieci
            > trzeba wychowywac a nie obdarzac dobrami. A wychowanie polega miedzy innymi na
            > nauce odpowiedzniego podejcia do rzeczy materialnych.

            No ale nie poprzez ograniczanie dostępu do nich. Ja swoją też uczę ale w taki
            sposób, żeby ona wiedziała, że dobra materialne służą do realizacji danego celu
            a nie są celem samym w sobie.

            > Tutaj w tej okropnej
            > Ameryce jest zatrzesienie wszystkiego

            A u nas w Polsce mamy nawet Malucha, który osiąga setkę w 5,5 sekundy. Na WP
            przed chwilę czytałem.

            > Jest ci cos potrzebne to kupujesz, nie masz na to to trzeba zarobic, a nie
            > prosic wujka zeby ci dal.

            ALE NIE DZIEWIĘCIOLATKA!!!!! Co ona niby ma robić? To że ja miałem możliwość
            załatwienia mojej córce wówczas dziewięcioletniej prac z agencji reklamowej
            gdzie pracowałem to nie znaczy, że wszyscy taką możliwość mają. A jak nie mają
            to co? Pozostaje tylko dobry wujek.

            > jezeli w Polsce rodzice ledwo zipia finansowo a
            > dzieciak ma wszystko to to nie jest wlasciwa forma wychowania i napewno nie
            > wyrosnie z tego dzieciaka odpowiedzialny i madry dorosly.

            Zapewniam Cię, że nie jest w tej polsce tak źle. My tu przynajmniej wiemy jak
            smakuje truskawka, marchew, jabłko, poziomka, mięso, miód, dżem itd. Córka w
            USA chodziła głodna bo tego świństwa jeść nie mogła. Do Rosji i na Ukrainę
            natomiast jeździ chętnie. Ciekawe dlaczego... Ale zgoda - to są moje
            prywatne "anse" do USA i Kanady.
            Jeśli taka sytuacja jak wspomniałas ma miejsce, to dziecko przekaże taki
            wzorzec dalej. Będzie dobrym rodzicem dla swoich dzieci, bo od ust sobie
            odejmie a dzieciom da to co najlepsze. Jeśli jest bieda, to niech te dzieci
            chociaż dzieciństwo mają szczęśliwe.
            • cynta Re: RATUNKU!!! Znowu Amerykanka!!!! 08.02.06, 00:12
              Ja swojej córki nawet gdy będzie miała 20 lat nie wyślę do pracy ani nie każę
              > jej się wyprowadzać. A z pewnych źródeł wiem że w Ameryce to norma. Ale to ja
              > jestem przecież patologiczny smile

              Tak niestety uwazam: 20 -letnia osoba jest w pelni dorosla i powinna realizowac
              swoje zycie za swoje pieniadze i powinna tego juz chciec, jezeli ciagle woli
              siedziec na garnuszku rodzicow to to tez jest patologiczne w/g mnie. Nikt nikogo
              nie wyrzuca, mlodzi po prostu moga sie wyprowadzic i robia to, chca zyc sami na
              wlasnym i robia to. Rodzice ich w tym wspieraja zwlaszcza na poczatku, a to
              pranie dadza wyprac u siebie a to na obiad zaprosza a to kupia cos do domu na co
              jeszcze mlodego nie stac. Chodzi jednak o to ze mlodzi sie tego po nich nie
              spodziewaja, to sie nie nalezy.

              No ale nie poprzez ograniczanie dostępu do nich. Ja swoją też uczę ale w taki
              > sposób, żeby ona wiedziała, że dobra materialne służą do realizacji danego celu

              Tu nie chodzi o ograniczanie ale o takie wychowywanie dziecka zeby ono nawet nie
              pomyslalo o tym ze mogloby dostac ta juz przyslowiowa tutaj komorke za 300$.
              Mowilam moim nastolatkom o tej rozmowie tutaj, obie sie oburzyly po co 9-latce
              telefon komorkowy? i dlaczego ma byc taki drogi

              A u nas w Polsce mamy nawet Malucha, który osiąga setkę w 5,5 sekundy. Na WP
              > przed chwilę czytałem.

              Ciesze sie bardzo ;o)) ale mysle ze wiesz co mialam na mysli. Tutaj jak nowy dom
              kupujesz to juz ci pokazuja jaki moglbys sobie kupic za nastepne pare lat,
              ciagle cos nowego, ciagle smaka ludzia robia, no ale jakos ta gospodarka musi
              przeciez sie kulac...

              ALE NIE DZIEWIĘCIOLATKA!!!!! Co ona niby ma robić? To że ja miałem możliwość
              > załatwienia mojej córce wówczas dziewięcioletniej prac z agencji reklamowej
              > gdzie pracowałem to nie znaczy, że wszyscy taką możliwość mają. A jak nie mają
              > to co? Pozostaje tylko dobry wujek.

              Kazde dziecko moze pracowac, chocby w domu, chocby przy wyprowadzaniu psa
              sasiada czy pozamiataniu u sasiadki. Wlasnie o to chodzi zeby dzieci uczyc ze
              dobra materialne zdobywa sie praca a nie proszeniem wujka. A od wielkich
              prezentow i tych rozpiszczajacych sytuacji sa swieta, urodziny, imieniny..

              Zapewniam Cię, że nie jest w tej polsce tak źle. My tu przynajmniej wiemy jak
              > smakuje truskawka, marchew, jabłko, poziomka, mięso, miód, dżem itd. Córka w
              > USA chodziła głodna bo tego świństwa jeść nie mogła. Do Rosji i na Ukrainę
              > natomiast jeździ chętnie. Ciekawe dlaczego... Ale zgoda - to są moje
              > prywatne "anse" do USA i Kanady.

              Wiem ze wiele ludzi ma w Polsce lepiej ale widzialam i takich z mojej
              najblizszej rodziny co pomidorki na straganie kupowali z tej lekko nadgnilej
              kupki. Nie kazdy ma lepiej niz kiedys. Z jednym sie zgodze w 200%: z jedzeniem.
              Takiego jak w Polsce nie ma nigdzie, to ma zapewne zwiazek ze wspomnieniami
              dziecinstwa ale przyznam ze jak jade do Polski to jem caly czas, trzeba chudnac
              przed wyjazdem, na wyrost...
              Radze odwiedzic ta okropna Ameryke niekoniecznie stajac u kuzynki, pobyc pogadac
              z ludzmi, moze jakis inny obraz sie wyloni

              eśli taka sytuacja jak wspomniałas ma miejsce, to dziecko przekaże taki
              > wzorzec dalej. Będzie dobrym rodzicem dla swoich dzieci, bo od ust sobie
              > odejmie a dzieciom da to co najlepsze. Jeśli jest bieda, to niech te dzieci
              > chociaż dzieciństwo mają szczęśliwe.

              Niestety dzieci czasciej doceniaja madrosc rodzicow niz ich poswiecenie, ktore
              czesto odbierane jest jako slabosci i nieudacznosc..

              • acorns Re: RATUNKU!!! Znowu Amerykanka!!!! 08.02.06, 13:12
                > Chodzi jednak o to ze mlodzi sie tego po nich nie spodziewaja, to sie nie
                > nalezy.

                Się należy smile Rodzice powinni zapewnić dziecku dobry start w życiu. Owszem -
                dzieci powinny się usamodzielnić i zacząć żyć na własny rachunek. Ale to nie
                oznacza, że moja córka ma kiedyś tam wynajmować jakąś obleśną klitkę albo
                ruderę w nieciekawej okolicy, bo jej się ode mnie należy mieszkanie albo dom i
                to jej zapewnię.

                > Tu nie chodzi o ograniczanie ale o takie wychowywanie dziecka zeby ono nawet
                > nie pomyslalo o tym ze mogloby dostac ta juz przyslowiowa tutaj komorke za
                > 300$.

                Dlaczego ma o tym nie myśleć? Przecież te komórki za $300 są produkowane dla
                ludzi.

                > Mowilam moim nastolatkom o tej rozmowie tutaj, obie sie oburzyly po co 9-latce
                > telefon komorkowy? i dlaczego ma byc taki drogi

                Może jej potrzebny? Może jej nawet niepotrzebny a go chce mieć "bo tak". To
                prywatna sprawa tej 9 latki i jej sponsorów.

                > Tutaj jak nowy dom kupujesz to juz ci pokazuja jaki moglbys sobie kupic za
                > nastepne pare lat

                Kto pokazuje?

                > Kazde dziecko moze pracowac, chocby w domu, chocby przy wyprowadzaniu psa
                > sasiada czy pozamiataniu u sasiadki.

                A więc moja córka ma być służącą u sąsiadki podczas gdy ja mógłbym sobie kupić
                jej gospodarstwo razem z całym jej dobytkiem (niecałe 20 arów i mały domek w
                kiepskim stanie z pustaków żużlowych) i nie bardzo uderzyłoby mnie to po
                kieszeni? No nie. Tak nie będzie. Może w Ameryce mentalność jest inna, ale ja
                tak bym nie potrafił. Dla mnie to byłaby obraza żeby moje dziecko sobie
                dorabiało w taki sposób. Czego niby miałaby ją nauczyć taka praca? Młoda
                chętnie umyje okna prawie 80 letniej sąsiadce czy pomoże jej przy sprzątaniu,
                ale zrobi to bo czuje taką potrzebę, żeby jej pomóc, wyręczyć ją. Na pewno nie
                dla pieniędzy. Gdyby ktoś zaproponował jej 5 czy 10 zł za umycie okien, to by
                usłyszał od niej tekst, którego tu nie przytoczę bo moderatorka wytnie.

                > Wlasnie o to chodzi zeby dzieci uczyc ze dobra materialne zdobywa sie praca a
                > nie proszeniem wujka. A od wielkich prezentow i tych rozpiszczajacych
                > sytuacji sa swieta, urodziny, imieniny..

                Jak widać proszenie wujka też może być skutecznym sposobem smile I naprawdę nie ma
                w tym niczego niewłaściwego. Po to są dzieci, żeby je rozpieszczać a nie ganiać
                do pracy. Jeszcze zdążą się napracować. A tymczasem niech spędzają czas na
                przyjemnościach i nie martwią się o pieniądze.
            • setorika Re: RATUNKU!!! Znowu Amerykanka!!!! 08.02.06, 18:38
              acorns napisał:


              Ja swoją też uczę ale w taki sposób, żeby ona wiedziała, że dobra materialne
              służą do realizacji danego celu
              > a nie są celem samym w sobie.

              Z tego, co napisałeś wyżej wyrażnie wynika, że przeczysz sam sobie smile
              >
              > ALE NIE DZIEWIĘCIOLATKA!!!!! Co ona niby ma robić? To że ja miałem możliwość
              > załatwienia mojej córce wówczas dziewięcioletniej prac z agencji reklamowej
              > gdzie pracowałem to nie znaczy, że wszyscy taką możliwość mają. A jak nie mają
              > to co? Pozostaje tylko dobry wujek.

              Tylko, że nie każdemu zarobienie dobrych pieniędzy przychodzi łatwo. A jeśli
              nawet, to trzeba uczyć dziecko, że pieniądze z nieba nie spadają i wszelkiej
              pracy należy się szacunek.
              >

              > Jeśli taka sytuacja jak wspomniałas ma miejsce, to dziecko przekaże taki
              > wzorzec dalej. Będzie dobrym rodzicem dla swoich dzieci, bo od ust sobie
              > odejmie a dzieciom da to co najlepsze. Jeśli jest bieda, to niech te dzieci
              > chociaż dzieciństwo mają szczęśliwe.

              A potem co? Oby jak najlepiej, ale jeśli sie nie uda, bo życie lubi płatać
              figle, to wielkie rozczarowanie, bo nie ma na pasemka? Na lakier, na
              kosmetyczkę, na ciuchy, na modny gadżet???
              I pozostaje psychoanalityk, na którego też nie ma kasy.
              Mówiąc dziecku 'nie" , uczysz je tym samym, że ono też powinno umieć odmówić w
              danej sytuacji. Napisałam to bardzo ogólnikowo, ale mam nadzieję, że kumasz, o
              co chodzi.
              Szczęśliwe dzieciństwo to niekoniecznie dostatek materialny. To przede wszystkim
              umysłowy! I miłość, która nie znaczy tylko brać, ale dawać innym.


              --
              doczytanianastarosc.blox.pl
    • acorns Do Deindry 08.02.06, 13:41
      U mnie nie panuja zasada "przez pieniądze do serca". Ja po prostu uważam, że to
      jest bardzo szkodliwe takie wojowanie z dzieckiem i sprzeciwianie mu się. No bo
      gdybym tak z Młodą wojował o każdą rzecz, jaką chce mieć to byłaby wieczna
      wojna. Ja jej po prostu dałem odpowiednio wysokie kieszonkowe i ona sobie
      odkłada albo nie odkłada, zależy jaki ma cel. Dzięki temu rozumie zależność
      między dochodem a wydatkiem, musi jakoś sobie stworzyć tę hierarchię potrzeb bo
      przecież na wszystko nie starczy ani jej ani mi.
      Ogólnie nie obchodzi mnie czy ona wydaje na coś bo ma taką potrzebę czy wydaje
      bo ma taką zachciankę. Mi do poruszania się wystarczyłby np. Opel Corsa palący
      6 l. na setkę a jeżdżę samochodem, który mi pali ok 14 litrów przy spokojnej
      jeździe, bo mam wstręt do silników poniżej 220-250 KM. A jeśli ja mam takie
      prawo to Młoda też i nie musi mi uzasadniać dlaczego chce daną rzecz i ja przed
      nią też nie muszę. Chce i już i w ogóle nie ma problemu.
      Dla mnie nie jest głupotą to, że Młoda jak dorwie sponsora to mu uszczupli
      portfel. Głupotą byłoby gdyby tego nie zrobiła. A ona potrafi robić ładne oczka
      i słodkie minki, a wujkowie miękną przy tym smile
      • cynta Re: Acorns 08.02.06, 14:03
        Bzdury brachu piszesz i robisz (jezeli to prawda) ale twoja sprawa i twojej
        Mlodej. Wole nie myslec co bedzie jak ona bedzie miala te 20 lat i "dorwie
        sponsora". Powodzenia
            • kulju sponsorzy 08.02.06, 21:56
              Wiecie, to mi przypomnialo artykul, ktory jakis czas czytalam... O dziewczynach,
              studentkach, ktore maja "sponsorow" bo np. lubia dobre kosmetyki, czy dobre
              ciuchy. I az mna wstrzasnelo, ale teraz widze jakim sposobem dziewczyny w takiej
              sytuacji sie znalazly. 9 latka sie usmiechnie i zrobi slodka mine, 16 latka sie
              rozbierze...Chyba szkoda czasu na dyskusje, bo wydaje mi sie, ze to prowokacja.
              Nie wyobrazam sobie, ze istnieja tacy ograniczeni tatusiowie.
              Pozdr,
              • maksimum Re: sponsorzy 08.02.06, 22:26
                kulju napisała:

                > Wiecie, to mi przypomnialo artykul, ktory jakis czas czytalam... O
                dziewczynach,
                > studentkach, ktore maja "sponsorow" bo np. lubia dobre kosmetyki, czy dobre
                > ciuchy. I az mna wstrzasnelo, ale teraz widze jakim sposobem dziewczyny w
                >takiej sytuacji sie znalazly.

                Przyklad zawsze idzie z domu,a jak bedzie trzeba,to tatko podwiezie swoja
                bryczka corke do sponsora.

                > 9 latka sie usmiechnie i zrobi slodka mine, 16 latka sie
                > rozbierze...

                W jakim Ty swiecie zyjesz?
                13 latki sie rozbieraja,a 16 latki juz ciezko pracuja cialem.

                > Chyba szkoda czasu na dyskusje, bo wydaje mi sie, ze to prowokacja.

                Moderatorka traktuje go powaznie i jego postow nie wycina tak jak moich.
                Widocznie wlasnie to jej pasuje i imponuje.

                > Nie wyobrazam sobie, ze istnieja tacy ograniczeni tatusiowie.

                Bo sie narazisz moderatorce i zacznie twoje posty wycinac!

                > Pozdr,
              • acorns Re: sponsorzy 08.02.06, 23:18
                Może to Ty jesteś ograniczona? Bo ja nie. To czysta karkulacja i tyle:
                Wujek Marek kupił jej GTA San Andreas - wartość około 250 zł
                Wujek Siergiej kupił jej wielką roślinę doniczkową do pokoju - chyba coś około
                500 zł.
                Mój tata jako dobry dziadek dał jej 200 zł
                Moja mama jako dobra babcia dała jej tyle samo
                Nasz kapitał wzrósł więc tylko w ciągu tego roku o około 1200 zł I ja mam
                protestować? Musiałbym chyba być idiotą. Jak chcą jej dawać proszę bardzo.
                Niech jej nawet basen wybudują i kupią limuzynę z kierowcą. Pałac niech jej
                postawią z kryształowymi żyrandolami i złotymi wrotami. Najlepsza zasada - jak
                dają to bierz smile I tyle. Jak wujkowie i dziadki każde jej zdanie "ja bym
                chciała....." traktują jako rozkaz a za punkt honoru biorą jego spełnienie, to
                naprawdę ich problem a nie córki ani tym bardziej mój.

                To co czytałaś o studentkach, które dorabiają sobie w ten sposób to nie tyczy
                się mojej córki. Powód jest prosty - to ja jej będę sponsorował studia jeśli
                zechce na nie iść. Na razie się nie zanosi, ale nigdy nic nie wiadomo. Może jej
                się odmieni. Nie będzie musiała obsługiwać starszych panów. Te studentki tak
                robią bo rodzice im albo nie chcę dawać kasy albo nie dają bo nie mają. Smutne
                to, ale tak jest.
                • setorika Re: sponsorzy 08.02.06, 23:32
                  acorns napisał:

                  Powód jest prosty - to ja jej będę sponsorował studia jeśli
                  > zechce na nie iść. Na razie się nie zanosi, ale nigdy nic nie wiadomo. Może jej
                  >
                  > się odmieni.
                  Przy takim ojcu to nie ma sie co dziwić, że sie nie zanosi.


                  Nie będzie musiała obsługiwać starszych panów.

                  Żebyś sie nie zdziwił.


                  --
                  doczytanianastarosc.blox.pl
                  • maksimum Re: sponsorzy 09.02.06, 05:22
                    setorika napisała:

                    > acorns napisał:
                    >
                    > Powód jest prosty - to ja jej będę sponsorował studia jeśli
                    > > zechce na nie iść. Na razie się nie zanosi, ale nigdy nic nie wiadomo. Mo
                    > >że jej się odmieni.

                    > Przy takim ojcu to nie ma sie co dziwić, że sie nie zanosi.
                    >
                    >
                    > >Nie będzie musiała obsługiwać starszych panów.
                    >
                    > Żebyś sie nie zdziwił.

                    Zatai przed rodzina i rodzina ja bedzie w dalszym ciagu wspomagac wraz ze
                    starszymi panami.
                    • marcepanna Re: sponsorzy 09.02.06, 13:29
                      strasi panowie sa cool
                      zwlaszcza z forsa rzecz jasna, w moich czasach byli bardzo modni na poczatek
                      moj tata popieral i akceptowal takich facetow a rowiesnikow tepil
                      pani penderecka sie chwycila za za kolege swego tatusia
                      to wlasnie bylo kiedys bardzo trendy
                    • cynta Re: sponsorzy 09.02.06, 13:40
                      No bo to przeciez: "czysta karkulacja i tyle: " tak mozna miec 2x tyle ile bez
                      starszych panow. A swoja droga szokujace ze sie Acorns nie oburzyl na supozyjce
                      ze jego corka bedzie zarabiac cialem, i to zanim bedzie pelnoletnia....
                      • acorns Re: sponsorzy 09.02.06, 14:09
                        > A swoja droga szokujace ze sie Acorns nie oburzyl na supozyjce
                        > ze jego corka bedzie zarabiac cialem, i to zanim bedzie pelnoletnia....

                        Bo Acorns nie jest członkiem żadnej Brygady Moherowych Beretów ani w żaden
                        sposób ograniczony presją społeczną. A takie sugestie nie świadczą źle ani o
                        mnie, ani o córce, tylko o poziomie osoby, która takie coś sugeruje.
      • deindra Re: Do Deindry 09.02.06, 20:05
        Dawanie dziecku kieszonkowego, jeszcze mogę się zgodzić, pod warunkiem że jest z
        czego.
        A jeśli ja mam takie
        > prawo to Młoda też i nie musi mi uzasadniać dlaczego chce daną rzecz i ja przed
        > nią też nie muszę.
        To jest konsumpcyjne podejście do świata. Kompletnie niepedagogiczne.

        > Dla mnie nie jest głupotą to, że Młoda jak dorwie sponsora to mu uszczupli
        > portfel. Głupotą byłoby gdyby tego nie zrobiła. A ona potrafi robić ładne oczka
        > i słodkie minki, a wujkowie miękną przy tym smile

        Od małego uczyć zasad sponsoringu? No to równie dobrze można by nie wysyłać
        małej do szkół tylko dbac o jej ładny wygląd od poczatku, przecie im lepszy
        wygląd, tym więcej sponsorów.
        --
        Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
        • karolina_29 Re: Do Deindry 09.02.06, 21:12
          Hej hej
          Jestem pełna podziwu, jak nasz współforumowicz rozgrzał dyskusję smile
          Nie ma to jak kontrowersyjne poglądy, bez tego forum byłoby nudne.
          Moja bliska osoba twierdzi nawet, że admini zatrudniają na etacie osoby
          nakręcające kontrowersyjne wątki - ja co prawda do końca w to nie wierzę, ale
          kto to wie...

          JEden cytat wydał mi się znaczący kilka postów wyżej

          CYTAT
          Ale chyba w pierwszej kolejności się kupuje dla dzieci nawet kosztem swoich
          potrzeb. Przynajmniej ja bym tak robił gdyby zaszła taka konieczność. Ja
          mógłbym jeść nawet kaszankę albo salcefix czy nawet paczkowane pyzy marki Tesco
          Korzystny Zakup, ale córce kupowałbym szynkę, baleron, dobre sery, kiełbasy itd.
          KONIEC CYTATU

          Podzielę się swoim doświadczeniem z dzieciństwa: tak właśnie postępowali moi
          Rodziciele. Do czasu.
          Do dnia mianowicie, kiedy (w czasach ciężkiej komuny) nasza Rodzina dostała z
          darów kosz z bananami. I padło pamiętne zdanie jednego z dzieci:
          Jak to???? To rodzice TEŻ jedzą banany??!!

          Dziecko uczy się zycia od nas, dorosłych. Jeśli traktujemy córkę jak królewnę,
          będzie uważała, że jest królewną. Po prostu od zawsze tak było, że dostawała
          to, co najlepsze i ona podświadomie będzie tego oczekiwać.

          Stawianie dzieciom granic jest bardzo ważnym elementem wychowania.

          Pozdrawiam smile
          • acorns Re: Do Deindry 09.02.06, 22:29
            > Moja bliska osoba twierdzi nawet, że admini zatrudniają na etacie osoby
            > nakręcające kontrowersyjne wątki - ja co prawda do końca w to nie wierzę, ale
            > kto to wie...

            A to dobre by było smile No to będę musiał do Mai45 napisać, że od dziś życzę
            sobie 10 zł za posta i wtedy każdy wątek rozbujam smile
        • acorns Re: Do Deindry 09.02.06, 22:27
          > To jest konsumpcyjne podejście do świata. Kompletnie niepedagogiczne.

          Nie w tym rzecz. Chodzi o to, że np. ja bym jej powiedział "jak Młoda chcesz
          mieć Sony Ericsson W900i to najpierw mi wyjaśnij po co ci taki telefon i
          uzasadnij potrzebę jego posiadania. Do komunikowania wystarczy ci stary Siemens
          C35". A ona by mnie w tym momencie zapytała "to w takim razie po co ci taki
          silnik w samochodzie? Do jeżdżenia wystarczyłoby ci seryjne Seicento albo
          Corsa". I co ja miałbym jej odpowiedzieć? Że lubię mocne silniki? No to ona mi
          powie że ona lubi dobre telefony i taka będzie rozmowa. Nie mogę wymagać od
          dziecka tego czego sam nie robię. Stać mnie na eksploatację silnika prawie 300
          KM to takim będę jeździł i dalej będę go tuningował jak tylko czasu starczy. Bo
          lubię jak w fotel wciska nawet przy 150 km/h i więcej. Bo lubię szybką jazdę a
          nienawidzę słabych silniczków i małych "kobiecych" samochodów. I wolno mi to.
          Nikomu nie muszę się tłumaczyć dlaczego, ani robić sobie żadnych wyrzutów, że
          uprawiam konsumpcjonizm. Zwłaszcza, że mój samochód kosztuje mniej niż byle
          Fiacik Panda albo Citroen C2, a Młoda wcale nie ma ww. Sony Ericssona tylko o
          wiele tańszą Nokię 9300 i chciała ją tylko ze względu na pełną klawiaturę, bo
          ona dużo SMSów pisze.

          > No to równie dobrze mozna by nie wysylac malej do szkól tylko dbac o jej
          > ladny wyglad od poczatku, przecie im lepszy wyglad, tym wiecej sponsorów.

          O szkole bardzo dużo się wypowiadałem w innych wątkach, ponieważ jest to mój i
          Młodej punkt zapalny. Mogłaby nie chodzić w ogóle i nic by nie straciła. Poziom
          lekcji jest zbyt niski, bo musi być dostosowany do możliwości najmniej zdolnych
          uczniów, a to dla mojej córki oznacza stratę czasu i tyle. A o wygląd swój ona
          dba i to bardzo. Zawsze dbała. To chyba dobrze? Jako współczesna kobieta, z
          pewnością dbasz o swój wygląd. Czy to w takim razie jest na zasadzie "im lepszy
          wygląd tym więcej sponsorów"?
          • deindra Re: Do Deindry 10.02.06, 10:12
            Nie, ja bym zapytała: po co ci komórka???
            I proszę nie karm nas gadkami typu "przeciez rodzic musi wiedzieć gdzie jest ich
            dziecko i do tego celu są komórki" - a jak wiedzieli nasi rodzice gdzie my
            byliśmy? Tak, tak, czasy są cieżkie, trudne, tere-fe-re, ale to jest pójście na
            łatwiznę. KUpowanie dziecku czego ono sobie zażyczy to nie wychowanie, ale
            chowanie i to w poczuciu takim że wszystko się nalezy.
            "To rodzice też jedzą banany?" - super! smile
            --
            Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
            • angasc2 Re: Do Deindry 10.02.06, 10:25
              Moja córka mało nastoletnia ma SONY ERICSSON P910i (to właściwie palmofon) i czy z tego wynika coś poza tym,że chcielismy jej taki dać?
            • acorns Re: Do Deindry 10.02.06, 12:12
              > Nie, ja bym zapytala: po co ci komórka???

              A ona by wtedy zapytała "a po co ci silnik V8?". W sprawach motoryzacyjnych
              jest bardzo zorientowana i dobrze wie co pod maską siedzi smile

              > I prosze nie karm nas gadkami typu "przeciez rodzic musi wiedziec gdzie jest
              > ich dziecko i do tego celu sa komórki" - a jak wiedzieli nasi rodzice gdzie my
              > bylismy?

              Jak rozumiem z innych zdobyczy cywilizacji także nie korzystasz dla samej idei
              nie korzystania? Z Internetu jak widzę korzystasz choć Twoja mama nie
              korzystała mając tyle lat co Ty, więc tu widzę pewną nieścisłość.

              > Tak, tak, czasy sa ciezkie, trudne, tere-fe-re, ale to jest pójscie na
              > latwizne.

              Podobnie jak korzystanie z pralki automatycznej jest pójściem na łatwiznę.
              Przecież można prać w poczciwej Frani albo nawet w balii? Nasze babcie tak
              prały i dobrze było. Jeżdżenie samochodem to też pójście na łatwiznę. Są PKSy,
              pociągi, komunikacja miejska. Używanie odkurzacza to też pójście na łatwiznę.
              Przecież można zwinąć dywan i go wytrzepać. Prysznic to też jest pójście na
              łatwiznę. Przecież można się w misce umyć. Tylko czy tu o to chodzi, żeby sobie
              utrudniać życie? Jeśli tak to jestem chyba w błędzie, bo ja sobie je ułatwiam.

              > KUpowanie dziecku czego ono sobie zazyczy to nie wychowanie, ale chowanie i
              > to w poczuciu takim ze wszystko sie nalezy.

              Niniejszym pragnę poinformować, że Młoda chce mieć stuningowaną Hondę Legend z
              silnikiem tak około 400 koni, z podtlenkiem i dwoma subwooferami w bagażniku.
              Chciała też symulator samolotu, który kiedyś sprzedawali na Allegro za ok 30
              tysięcy. Chce też skuter wodny, o paralotni coś też wspominała. No i co z tego?
              Nie dostanie przecież tego wszystkiego, bo nie stać mnie. Więc nie ma poczucia,
              ze wszystko jej się należy. I nie robi z tego powodu żadnych problemów. Na
              pewno należy jej się to na co mnie stać i będziemy żyć na takim poziomie, jaki
              jestem w stanie zapewnić. Obojętne czy komuś się to podoba, czy nie.

              > Proponuje abys w takim razie sam zajal sie edukacja córki, bo pewnie lepiej to
              > zrobisz niz wyksztalceni w tym kierunku nauczyciele.

              Od przyszłego roku będzie miała indywidualne nauczanie. Ja z pewnością zrobię
              to lepiej niż wychowawczyni, która zatrzymała się w rozwoju w czasach Gierka.
              Lepiej niż pan od informatyki, który nie ma pojęcia do czego służy choćby <br>
              w HTML, a Młoda robi całkiem nieźle strony www. Kto tu kogo powinien uczyć?
              Nauczyciel ją czy ona nauczyciela? Na angielski muszę ją i tak zapisać
              prywatnie bo trzeci rok jadą na tym samym poziomie i Młoda jest ostro
              wkur***na, bo tylko traci czas na tych lekcjach. Przykładów jest wiele. Przy
              nauczaniu indywidualnym ja mogę płacić kompetentnemu nauczycielowi, a nie
              starej raszpli, która dawno powinna być na emeryturze i trzymać się z dala od
              dzieci i młodzieży.
                • acorns Re: Do Deindry 10.02.06, 12:42
                  Musisz zgłosić to do dyrektora szkoły i odpowiednio umotywować (czyli
                  naściemniać). W razie potrzeby możesz iść do wyższej instancji, czyli
                  kuratorium. Przepisy są tu mało precyzyjne, więc każdy to może interpretować na
                  swój sposób.

                  Art. 16 p.8 Ustawy o Systemie Oświaty z września 1991 r: "Na wniosek rodziców
                  dziecka dyrektor szkoły publicznej, w której obwodzie dziecko mieszka, może
                  zezwolić na spełnianie przez dziecko obowiązku szkolnego poza szkołą oraz
                  określić jego warunki. Dziecko spełniające obowiązek szkolny w tej formie może
                  otrzymać świadectwo ukończenia poszczególnych klas szkoły podstawowej lub
                  ukończenia tej szkoły na podstawie egzaminów klasyfikacyjnych przeprowadzonych
                  przez szkołę, której dyrektor zezwolił na taką formę spełniania obowiązku
                  szkolnego".

                  Z pewnością będzie Ci łatwiej umotywować jeśli masz wyższe wykształcenie. Ale
                  najłatwiej to załatwić pod pretekstem różnych schorzeń wymagających
                  rehabilitacji w innym mieście. Ja na przykład będę miał na podkładkę orzeczenie
                  lekarskie, że Młoda ma bolesne zwyrodnienia stawów kolanowych i musi jeździć we
                  wtorki i czwartki prywatnie na rehabilitację do Warszawy.

                  Zajrzyj też na tę stronę: www.edukacjadomowa.piasta.pl Jest na niej sporo
                  ciekawych informacji, które Cię zainteresują.
                  • angasc2 Re: Do Acornsa 10.02.06, 13:03
                    Dzięki, tą strone znalazlam jakis czas temu.Strasznie żałuję że nie miałam tych informacji jakiś czas temu zanim przeniosłam córkę do szkoły prywatnej.
                    Ile lat do końca podstawówki będzie miała w przyszłym roku Twoja córka?
                    • acorns Re: Do Acornsa 10.02.06, 13:07
                      W tym roku kończy podstawówkę. Tyle dobrze, że nawet gdyby się nie udało
                      załatwić indywidualnego nauczania to może iść do prywatnego gimnazjum a tam
                      zawsze łatwiej się dogadać.
                        • acorns Re: Do Acornsa 10.02.06, 13:58
                          No i tu właśnie jest problem, bo w okolicy nie ma sensownego prywatnego
                          gimnazjum. Przecież nie będę z nią codziennie jeździł do Olsztyna 2 razy
                          dziennie. Niby dzięki temu mam jeszcze jedno porządne uzasadnienie chęci
                          indywidualnego nauczania, bo Młoda ma spore umiejętności i pewne prace
                          udokumentowane i chcę jej stworzyć warunki, a nie jestem w stanie zapewnić jej
                          transportu do Olsztyna. Tylko znając polskie realia to prędzej przejdzie numer
                          ze zwyrodnieniami stawów. Dobro ucznia jest bowiem mało ważne dla całego
                          systemu oświaty.
                          • angasc2 Re: Do Acornsa 10.02.06, 14:43
                            A to jeżdzenie to ile czasu by wam zajmowało? My teraz mamy w jedną stronę (jak bez korków) ok 30 min samej jazdy.W szczycie korkowym to potrafi byc nawet do prawie połtorej godziny - horror.Szkoda,że w Polsce nie można przez net w cześci robić szkoły ale tak bez kombinowania.Powodzenia Wam życzę.
                            PS. z innego formu odniosłam wrażenie,że jesteś z w-wy.
                            • acorns Re: Do Acornsa 10.02.06, 14:52
                              Ponad godzinę w jedną stronę. To jakieś 73 kilometry. A zimą nie zawsze dałoby
                              się dojechać.

                              W Polsce owszem można się uczyć w systemie e-learning, ale tylko w kilku
                              wyższych uczelniach. Możnaby wykorzystać Internet do podwyższenia poziomu
                              edukacji. Ale nie ma dobrej woli, żeby to zrobić.

                              Byłem z Warszawy, teraz już się wynieśliśmy na Mazury.
                              • angasc2 Re: Do Acornsa 10.02.06, 15:40
                                no to faktycznie dla was najlepiej chyba byłoby w domu.To jeden z powodów dla jakiego na razie odrzuciliśmy przeprowadzkę gdzieś dużo dalej. Mamy tylko ok 30 km w jedna stronę.Szkołę wiejską nie tylko z nazwy trenowalismy niepełny rok, totalna porażka.A nie będziesz ze wzgledu na odlegośc miał problemów z ewentualnymi nauczycielami? My mamy stres nawet z kimś do języków kto by przyjeżdzał do domu. A pobyt w szkole chcemy zminimalizować czasowo jak tylko się da. Nie trawię jak ktos upycha dziecko w szkole od 7.30 do 17.30 bo tak mu wygodniej pomimo że często mamusia nie musi zasuwać na etacie
                                • acorns Re: Do Acornsa 10.02.06, 16:38
                                  Mi też chodzi mi o to, żeby ona nie marnowała czasu w szkole. Co jej może dać
                                  lekcja informatyki w szkole, gdzie nauczyciel umie mniej od niej i komputery są
                                  sprzed około 8 lat? Po co jej Windows Millenium skoro w domu na jednym kompie
                                  mamy Win XP Professional a na drugim Mac OS X? Nauczyciel informatyki nawet by
                                  pewnie nie wiedział jak włączyć Macintosha ani jak go wyłaczyć, nie wie co to
                                  jest FireWire, po co są obudowy FireWire do dysków IDE i w ogóle niewiele wie.
                                  I czego on uczy Młodą? Przygotowuje ją do pracy w Muzeum Informatyki? Jeśli tak
                                  to ja mogę to zrobić lepiej bo mam działający XT z 1981 roku.

                                  Otworzyłem teraz jej podręcznik "A to historia" na str. 91. I co mamy? Wielka
                                  wojna z zakonem krzyżackim, na stronie 2 fotografie zrobione na zamku w
                                  Malborku, dalej Bitwa pod Grunwaldem i przedruk obrazu Matejki a po drugiej
                                  stronie mapka gdzie jest Grunwald. A ja chcę wsiąść w samochód i pojechać z
                                  Młodą do Grunwaldu, stamtąd do Malborka, a jak starczy czasu to jeszcze
                                  zahaczyć o Radzyń Chełmiński. Taka wycieczka przynajmniej coś jej da, będzie
                                  dla niej czymś ciekawym i ona o wiele więcej się nauczy niż na nudnej lekcji
                                  pod presją niezapowiedzianej kartkówki.

                                  Zajrzyj tu: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=35171103 To
                                  wszystko jest w 80% wymyślone przez Młodą. I tak też moim zdaniem powinna
                                  wyglądać szkoła. Gdyby jeszcze wykorzystać możliwości jakie daje internet,
                                  byłoby to jeszcze bardziej funkcjonalne.
                                  • angasc2 Re: Do Acornsa 11.02.06, 07:04
                                    Zgadzam się z Tobą, tylko jak to zrobić.Jak na razie koncentruję sie w y ł ą cz n i e na Własnym dziecku bo nikt tego za mnie nie zrobi. Mam brdzo niepopularne poglądy.Jak ktoś chciał mieć dziecko to powinien nim się zajac a nie zwalac to na innych i nie wazne czy to babcia niania czy szkoła.To rodzice są odpowiedzialni za dzieci. A niektórzy po prostu ich (dzieci ) mieć nie powinni a na pewno nie kilkoro.
                                    pozdrawiam Ciebie i Młodą
                                    • acorns Re: Do Acornsa 13.02.06, 14:57
                                      > Zgadzam się z Tobą, tylko jak to zrobić

                                      Protestować. Każdy komu się coś w systemie nie podoba powinien protestować,
                                      próbować przeforsować lepsze rozwiązania. Inaczej nic się nie zmieni. Ludzie
                                      nie mogą godzić się na wszystko bo to jest forma zniewolenia. Ale ludzie
                                      nauczeni są tak żyć. Inaczej nie potrafią. Pokolenia niewolników muszą umrzeć.
                                      Niestety, nadal rodzice kierują się starymi zasadami wychowania, czyli dziecko
                                      ma być karne, posłuszne, grzeczne, ma się uczyć itd. Każdy myśli że wie co
                                      dziecko powinno, ale nie ma tu miejsca na indywidualność tego dziecka i na jego
                                      zdanie, jego wolę. I wychowuje kolejnego niewolnika. Bo przecież takie
                                      nastawienie młody człowiek skądś musi wziąć.
                                  • karolina_29 projekt Młodej 11.02.06, 19:28
                                    Fajny projekt smile Szkoda, że nie chodziłam do takiej szkoły.

                                    Ale proszę, wytłumacz jeszcze, o co chodzi z Twoim przykładem komórka/samochód.
                                    Jeśli Młoda nie musi Ci tłumaczyć, dlaczego chce mieć "X", czy to znaczy, że
                                    kupujesz / dajesz jej wszystko, o co poprosi? Czy po prostu nie każesz sobie
                                    tłumaczyć, ale dajesz albo nie?
                                    • angasc2 Re: projekt Młodej 11.02.06, 19:57
                                      Ale Acorns już to wyżej tłumaczył ,że zacytuję:
                                      @Niniejszym pragnę poinformować, że Młoda chce mieć stuningowaną Hondę Legend z
                                      silnikiem tak około 400 koni, z podtlenkiem i dwoma subwooferami w bagażniku.
                                      Chciała też symulator samolotu, który kiedyś sprzedawali na Allegro za ok 30
                                      tysięcy. Chce też skuter wodny, o paralotni coś też wspominała. No i co z tego?
                                      Nie dostanie przecież tego wszystkiego, bo nie stać mnie. Więc nie ma poczucia,
                                      ze wszystko jej się należy. I nie robi z tego powodu żadnych problemów. Na
                                      pewno należy jej się to na co mnie stać i będziemy żyć na takim poziomie, jaki
                                      jestem w stanie zapewnić. Obojętne czy komuś się to podoba, czy nie.@
                                    • acorns Re: projekt Młodej 13.02.06, 14:30
                                      Młoda wie na jakim poziomie żyjemy i zna priorytety typu "najpierw muszę
                                      wybrukować podjazd i ogrodzić całość, a potem dopiero możemy myśleć o
                                      laptopie". Rozmawiamy na temat konieczności posiadania danej rzeczy, ale ta
                                      rozmowa nie jest w żadnym wypadku decydująca o tym czy ona dostanie coś czy
                                      nie. Bo ja daję jej kieszonkowe 500 zł (czyli tyle ile wydaję na nią
                                      miesięcznie - ciuchy itd.), któryś wujek, babcia albo dziadek też czasem jej da
                                      jakąś kasę i ona sobie może spokojnie odłożyć na laptopa. Jak odłoży to nie
                                      musi mi się tłumaczyć po co coś kupuje. A jak chce ode mnie niezależnie od
                                      swojej kasy, to wtedy negocjujemy. Nie ma sztywnych zasad. Tzn. jest jedna -
                                      oboje dążymy do tego, żeby coś było a nie na odwrót. Nasze rozmowy mają
                                      charakter rzeczowy a nie jakiś filozoficzny ani mentorski (a ja jak miałem 11
                                      lat to...). Rzeczowy, czyli czy potrzebny ci PowerBook G4 czy też wystarzy
                                      jakiś Celeron 800 albo iBook. I przy okazji rozmów o laptopie wyszło na to, że
                                      na razie ona go wcale nie potrzebuje. I jest dobrze. Gdybym tak jak Deindra
                                      mówił "moim zdaniem mała nie powinna miec laptopa" to byłaby awantura i bunt,
                                      bo niby jakim prawem ja wiem lepiej co ona powinna a czego nie? Niby wiem, ale
                                      mówiąc w ten sposób nadepnąłbym jej na odcisk. Dlatego wolę pogadać i ją
                                      próbować przekonać w rozmowie a nie od razu "nie i już bo ja tak powiedziałem".
              • deindra Re: Do Deindry 12.02.06, 09:48
                No ale czekaj, czekaj JA płacę sobie za internet? czy moja mama? JA jestem na
                swoim utrzymaniu od X lat i sobie na to zapracowałam, bo tak mnie mama i tata
                uczyli, czy ona oddaje mi swoja część emerytury na serfowanie? Nie porównuj mnie
                do swojej córki, która wszystko co ma ma od Ciebie.

                Tak w ogóle to mi się wydaje, że nie rozumiesz o czym jest wątek - ja o kozie Ty
                o wozie (z silniekiem V8). Mówimy o uczeniu dzieci szacuknku do pracy i
                pieniędzy, które zarabiają ich rodzice, a nie o kupnie pralki czy innych rzeczy
                które dorośli kupują by ułatwić sobie zycie i życie całej swojej rodziny, bo
                niejednokrotnie czas który spędzili by na praniu ręcznym przeznaczają na pracę
                czy opiekę nad domem, dziećmi.

                --
                Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
                • acorns Re: Do Deindry 13.02.06, 14:05
                  > No ale czekaj, czekaj JA płacę sobie za internet? czy moja mama? JA jestem na
                  > swoim utrzymaniu od X lat i sobie na to zapracowałam, bo tak mnie mama i tata
                  > uczyli, czy ona oddaje mi swoja część emerytury na serfowanie? Nie porównuj
                  > mnie do swojej córki, która wszystko co ma ma od Ciebie.

                  Przyjmująć taki tok myślenia to zamiast wydawać 40 zł na fryzjera dla Młodej,
                  powinienem jej włożyć garczek na głowę i równiutko ostrzyc i niech się gó..ara
                  cieszy, że w ogóle ma włosy obcięte a nie jeszcze ma jakieś wymagania względem
                  fryzury. Jak przejdzie na swoje utrzymanie to będzie sobie wydawać i po 200 zł
                  tygodniowo na fryzjera, a póki ja ją utrzymuję to będzie tak jak chcę JA - JEJ
                  PAN I WŁADCA.
                  Ja kocham swoje dziecko, liczę się z jej zdaniem, staram się ją wspierać a nie
                  stawać jej na drodze. Takie bzdety jak posiadanie komórki - coś naturalnego w
                  XXI wieku w cywilizowanym kraju nie będą nam zakłócały porozumienia. Nie wiem
                  ile lat mają Twoje dzieci. Zresztą nieważne ile. I tak czeka Cię bunt. Bo
                  przyjdzie taki czas, że dziecko się zbuntuje i skieruje ten bunt przeciw Tobie.
                  A swoją postawą i mentalnością sprzed kilkudziesięciu lat sama się o ten bunt
                  prosisz. "Proście, a będzie wam dane" (Mt 7,7).

                  > Tak w ogóle to mi się wydaje, że nie rozumiesz o czym jest wątek - ja o kozie
                  > Ty o wozie (z silniekiem V8)

                  Rozumiem to bardzo dobrze, bo podobne teksty głosi moja mama. Ten sposób
                  myślenia sprawia, że ona zatrzymała się na przełomie lat 60/70 ubiegłego wieku
                  i dalej ani rusz. Nic więcej. Nie jest dla mnie żadnym wzorcem. Niczego się nie
                  dorobiła bo bała się nowych technologii jak diabeł święconej wody. I Ty też jak
                  widzę.

                  > Mówimy o uczeniu dzieci szacuknku do pracy i
                  > pieniędzy, które zarabiają ich rodzice, a nie o kupnie pralki czy innych
                  > rzeczy
                  > które dorośli kupują by ułatwić sobie zycie i życie całej swojej rodziny, bo
                  > niejednokrotnie czas który spędzili by na praniu ręcznym przeznaczają na pracę
                  > czy opiekę nad domem, dziećmi.

                  A taki samochód na przykład. No czy on jest w mieście potrzebny? Dłużej się nim
                  jedzie niż komunikacją miejską bo tramwaj i metro w korkach nie stoi. Czas,
                  który zaoszczędziłabyś jadąc tramwajem i metrem przeznaczyłabyś na pracę czy
                  opiekę nad domem, dziećmi. Posiadanie samochodu jest więc czystym wygodnictwem.
                  Nie trzeba dorabiać żadnej ideologii do faktu, bo każdy ma prawo do wygodnictwa
                  (nawet dziecko) i nie ma w tym niczego złego. Kogoś nie stać na samochód to
                  jeździ komunikacją miejską. Kogo stać na Seicento to je kupuje. Kogo stać na
                  nowe BMW to kupuje. Kogo stać na helikopter to kupuje. I nikt nie musi się
                  nikomu z tego tłumaczyć. Ty swoją postawą nie nauczysz ich niczego, a tylko
                  wywołasz u nich blokadę psychiczną przez zakupem różnych gadżetów, bo będą
                  kupować tylko to, co jest im potrzebne. A realnie patrząc to nawet nie potrzeba
                  bieżącej wody ani prądu w mieszkaniu i też można żyć. Tylko czy na tym polega
                  życie?
                  • deindra Re: Do Deindry 13.02.06, 20:22
                    Widzę że dyskusja z Tobą jest jałowa. Nie chce mi się udowadniać, że śnieg jest
                    biały, bo Ty i tak masz swoje racje. I bardzo proszę. Ta dyskusja jest beznadziejna.
                    --
                    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
                    • acorns Re: Do Deindry 14.02.06, 11:31
                      Ale co Ty chcesz mi udowodnić? Na razie negujesz wszystko co mówię i
                      wypowiadasz się autorytarnie wobec wszystkich dziewięciolatek tego świata.
                      Proszę, nie mów mi co powinna a czego nie powinna mieć dziewięciolatka, bo
                      zapytam "która dziewięciolatka?". Jest ich na świecie kilkadziesiąt milionów, a
                      Ty autorytarnie twierdzisz, że żadnej z nich komórka nie jest potrzebna.

                      I jeszcze jako argument podajesz to, że jako dzieci nie mieliśmy tego czy
                      tamtego. To nie jest żaden argument. Ja w tym momencie pytam: Czy miałaś
                      internet w wieku lat 9, 10, 11? Czy to, że nie miałaś jest powodem, żeby Twoje
                      dzieci też nie miały? Idąc tym torem także Twoje wnuki nie będą miały i
                      prawnuki i praprawnuki. Gdyby ludzkość od początku tak myślała, to jeszcze
                      byśmy z maczugami ganiali bo "skoro ja nie miałem dzidy, to i moje dzieci jej
                      mieć nie muszą". Nie przekonasz mnie takimi argumentami bo ja idę z postępem.

                      Ale w jednym Ci przyznam rację - trzeba uczyć dziecko asertywności,
                      niezależności i pewności siebie bo to mu pozwoli radzić sobie w sytuacji gdy
                      inne dzieci śmieją się, że czegoś nie ma. Jeśli komórka ma służyć tylko temu,
                      żeby dzieci się nie śmiały to nie jest to właściwy sposób rozwiązania tej
                      sytuacji.
                      • a_weasley Sutanna na wysokości!!! 14.02.06, 13:11
                        acorns napisał:

                        > Ale w jednym Ci przyznam rację - trzeba uczyć dziecko asertywności,
                        > niezależności i pewności siebie bo to mu pozwoli radzić sobie w sytuacji gdy
                        > inne dzieci śmieją się, że czegoś nie ma. Jeśli komórka ma służyć tylko temu,
                        > żeby dzieci się nie śmiały to nie jest to właściwy sposób rozwiązania tej
                        > sytuacji.

                        A to, OIR, była istota sporu na początku. "Wszystkie mają, a ja nie mam" to nie
                        jest argument. Tym bardziej "On ma, a ja nie mam", skąd prosta droga do "Ja mam,
                        a ty nie, więc ja jestem lepszy" (tudzież "Moich rodziców stać, a twoich nie,
                        więc moi są lepsi"). A do udziału w tym wyścigu, mam nadzieję, nikt z moich
                        przedmówców się nie wyrywa, niezależnie od tego, czy dziecko miałoby załapać się
                        w klasowej rywalizacji na podium czy znaleźć się w ogonie.
                        Czasy mamy niełatwe pod tym względem. Rozwarstwienie dochodów wzrosło i rośnie,
                        ze wszystkich stron pcha się reklama rozmaitych gadżetów, także adresowanych do
                        dzieci. Mówiąca, jawnie lub w podtekście, dziecku "musisz to mieć", a rodzicom
                        "jak wasze dziecko tego nie będzie miało, to co z was za rodzice".
                        Nasi rodzice pod wieloma względami mieli ciężkie życie, ale akurat tego raczej
                        nie, a przynajmniej w bez porównania mniejszym stopniu. Różnice dochodów były
                        nieduże, nadwyżka na zabawki zostawała nie za duża, oferta handlu mało
                        urozmaicona, a reklamy wcale.

                        --
                        Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
                      • deindra Re: Do Deindry 14.02.06, 15:36
                        > Ale w jednym Ci przyznam rację - trzeba uczyć dziecko asertywności,
                        > niezależności i pewności siebie bo to mu pozwoli radzić sobie w sytuacji gdy
                        > inne dzieci śmieją się, że czegoś nie ma. Jeśli komórka ma służyć tylko temu,
                        > żeby dzieci się nie śmiały to nie jest to właściwy sposób rozwiązania tej
                        > sytuacji.
                        To powyżej jest dowodem na to, że albo nie czytasz dyskusji od początku (mojego
                        intro w szczególności) albo nie rozumiesz o czym ja cały czas piszę - po
                        dwutygodniowych moich przekonaniach o uczeniu asertywności i tego, że komórka
                        czy ki diabeł nie nauczy dziecka radzić sobie w takich sytuacjach jak brak
                        pieniędzy, (a Twoich ciągłych tego negacjach )przyznajesz mi rację smile)))

                        Druga rzecz, że ta dyskusja jest bezsensowna, bo przerodziła się w Twoją
                        bałwochwalczą paplaninę na temat Twoich mozliwości finansowych, a temat jest
                        inny ("wymagania dzieci a BRAK pieniędzy" a nie "mam kupę kasy i chcę się nią
                        dzielić z dziećmi, bo tak"). Nie wiem czy chcesz komus na tym forum zaimponowac
                        tymi silnikami i 500zł kieszonkowego dla dziecka (?). Może zmień forum na
                        motoryzację po prostu. My tu chcemy mówić o wychowaniu, szczególnie w rodzinach,
                        w których ono jest na pierwszym bądx ostatnim (w zależności od rodziny) miejscu
                        i gdzie często brak funduszy jest jakimś tam problemem dla dzieci, może punktem
                        zapalnym nawet.
                        --
                        Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
              • deindra Re: Do Deindry 12.02.06, 09:51
                Ciekawe tylko jak załatwisz nauczanie indywidualne? Dasz w łapę? No chyba że
                "załatwisz" dziecku jakieś orzeczonko lekarskie że nie oże realizowac obowiązku
                szkolnego w szkole smile)
                --
                Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
                • acorns Re: Do Deindry 13.02.06, 14:07
                  Albo tak albo tak. Bo normalnie się w tym kraju nie da. Muszę uczyć dziecko
                  kłamać, bo do tego nas zmuszają chore ustawy płodzone w wielkiej ilości przez
                  bandę kmiotów zwanych posłami.
                  • mallard Re: Do Acorna 17.02.06, 14:44
                    acorns napisał:

                    > To co? Adoptować Cię? smile

                    A Młodą pytałeś, czy chce mieć siostrę? No i z paru "koników" w silniku może
                    trzeba by zrezygnować... wink

                    Pozdro.
                    • acorns Re: Do Acorna 17.02.06, 21:42
                      Z koników to nie mogę. Młoda by mi tego nie wybaczyła smile Ona też uwielbia jak
                      ją w fotel wciska na starcie. A rodzeństwo owszem chce. Nawet
                      sobie "adoptowała" trzyletnią siostrę mjej dziewczyny. Karmi ją, kąpie, ubiera,
                      usypia, na sanki ją zabiera. Czas chyba pomyśleć o rodzeństwie dla niej.
                      • deindra Re: Do Acorna 18.02.06, 09:08
                        To juz wiem skąd ta cała afera i przesadne rozpieszczanie Twojej córki -
                        rodzinka nie w komplecie sad
                        --
                        Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
          • deindra Re: Do Deindry 10.02.06, 10:14
            Proponuję abyś w takim razie sam zajął się edukacją córki, bo pewnie lepiej to
            zrobisz niż wykształceni w tym kierunku nauczyciele.
            --
            Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
          • mallard Re: Do Deindry 10.02.06, 11:46
            acorns napisał:

            Stać mnie na eksploatację silnika prawie 300
            > KM to takim będę jeździł i dalej będę go tuningował jak tylko czasu starczy.

            Acorns, -a nie myślałeś o lokomotywie? Byle manewrówka bez tunningu ma 800
            KM! wink

            Pozdro!
            • acorns Re: Do Deindry 10.02.06, 12:27
              SM42 to nie jest taka sobie byle manewrówkasmile A ja potrzebuję pojazdu który
              będzie jeździł nie tylko po szynach.
              Mały samochód małolitrażowy jest nawet dobry ale w mieście. W trasie stwarza
              tylko zagrożenie. Ja wyprzedzając swoim wozem mogę zrobić to bardzo szybko i
              sprawnie przy szybkości 120. A teraz zobacz jakie zagrożenie stwarza jakiś
              Matiz, który próbuje przy tej szybkości wyprzedzać. Sił już mu brakuje koczą mu
              się możliwości i potrzebuje długiej drogi wyprzedzania. A jak w międzyczasie
              jakiś burak zorientuje się, że go Matiz wyprzedza i zacznie przyspieszać to już
              w ogóle jest wesoło.
    • u_la_la Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 13.02.06, 15:42
      zawsze tak jest, że ludzie czegoś sobie zazdroszczą, dzieci też.
      Sama pamiętam jak w podstwaówce zazdrościłam koleżance wranglerów z Pewexu, na
      które moich rodziców nie było stać.

      Muślę że nawet jak ma się pieniądze trzeba przemyśleć zakupy dla dziecka.
      Komórka dla 9 latki, to chyba za wcześnie.

      --
      Rodzice Szalonych Nastolatków

      tiny.pl/mqmq
      • maksimum POWINIENEM JEJ WLOZYC GARCZEK NA GLOWE 14.02.06, 00:30
        acorns napisał:

        > Przyjmująć taki tok myślenia to zamiast wydawać 40 zł na fryzjera dla Młodej,
        > powinienem jej włożyć garczek na głowę i równiutko ostrzyc i niech się
        >gó..ara cieszy,

        To tylko wtedy,gdy nie masz zdolnosci i wyobrazni.
        Ja obcinam sam swoja corke,ze o synu nie wspomne i zle na zdjeciach nie
        wychodza.

        > że w ogóle ma włosy obcięte a nie jeszcze ma jakieś wymagania względem
        > fryzury. Jak przejdzie na swoje utrzymanie to będzie sobie wydawać i po 200
        zł tygodniowo na fryzjera, a póki ja ją utrzymuję to będzie tak jak chcę JA -
        >JEJ PAN I WŁADCA.

        Tak jak wczesniej mowilem,przyklad z domu idzie.
          • maksimum Re: POWINIENEM JEJ WLOZYC GARCZEK NA GLOWE 14.02.06, 14:23
            acorns napisał:

            > > Ja obcinam sam swoja corke,ze o synu nie wspomne i zle na zdjeciach nie
            > > wychodza.
            >
            > A ja nie umiem więc się za to nie biorę. Wolę zostawić to fachowcom.

            A ile to lat trzeba miec studiow za soba,zeby byc fachowcem od obcinania wlosow?
            Raz mnie fryzjer zle obcial,to po przyjsciu do domu poprawilem to co om
            spartaczyl i tak sie zaczela moja kariera fryzjerska na prywatny uzytek.
            Pozniej matce podcialem wlosy i rodzina byla juz uniezalezniona od fryzjera.
    • karolcia44 Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 14.02.06, 14:47
      Wracając do głównego tematu...Chciałabym podzielić się pewnym dylematem. A
      mianowicie, owszem nie uważam żeby kupowanie wszelkich zachcianek dzieciom było
      bardzo mądre. Zwłaszcza jeśli brakuje do pierwszego...Zastanawiałam się jednak
      nad kupnem komórki już siedmioletniemu dziecku...

      [Wiem..wiemsmileSama byłam oburzona gdy moi rodzice młodszemu bratu
      kupili "komórę" w gimnazjum. Obecnie zainstalowali mu nawet jakieś urządzenie
      namierzające (ma 18l. i wie o tym), bo miał parę "wyskoków"]

      Ostatnio straszne rzeczy się słyszy o ,np. porwaniach dzieci...
      Wydaje mi się, że jednak w sytuacjach awaryjnych może ta komórka b. przydać.
      Oprócz tego, że nauczy się dziecko pewnych zasad bezpieczeństwa może, gdy ma
      telefon, w razie czego zadzwonić do rodziców (lub rodzice do niego) i upewnić
      się czy wszystko w porzadku. Już nie mówię nawet o sposobie namierzania moich
      rodzicówwink.
      Tylko zastanawiam się, jak wytłumaczyć małemu dziecku, że telefon nie służy
      do "szpanerstwa" tylko do (nie wiem-może i złudnego) poczucia większego
      bezpieczeństwa. Właściwie to chyba nie powinno chwalić się kolegom, że w ogóle
      ma i trzymać w plecaku włączony (oczywiście bez sygnału)tylko "na wszelki
      wypadek".
      Moje dziecko póki co jeszcze długo nie będzie chodzić nigdzie samo bo jest
      zamałe ale słysząc historię,np. chłopca z Rybnika, zastanawiam się czy nie
      chuchać na zimne...Co myślicie o właśnie takim rozwiązaniu?
      • a_weasley Nie dajmy się zwariować 14.02.06, 16:14
        Wypłynął motyw komórki i względów bezpieczeństwa.
        Trzeba trafu, żeśmy ostatnio rozmawiali ze znajomą, której syn, obecnie IV
        klasa, jeszcze na początku roku wymagał odprowadzania do szkoły, chyba
        odbierania tyż. Rejonowa podstawówka, po drodze jedne światła, dobra dzielnica.
        Chłopiec się bał. Jego ojciec w tym wieku wracał ze szkoły do pustego domu, a za
        jakiś czas rodzice wracali z pracy (rodzeństwa nie miał).
        Chłopca nie można wieczorem zostawić w domu, żeby pilnował siostry (telefon,
        dwie linie domofonu, podwójne drzwi, przy czym żadni bogacze - dwa pokoje z
        kuchnią, nastoletni samochód).
        Może ma to jakiś związek z tym, że matka chłopca przywiązuje bardzo dużą wagę do
        bezpieczeństwa i te lęki przekazała dziecku - tak samo jak tenże młodzieniec boi
        się psów, bo jego babcia na spacerze ciągle powtarzała "nie podchodź do pieska,
        bo może ugryźć".
        Niestety jest konflikt między bezpieczeństwem i wolnością... i między
        bezpieczeństwem a samodzielnością. Wiadomo, że najwyższy poziom bezpieczeństwa
        byłby, gdyby wszystkich obywateli umieścić w pojedynczych celach (najlepiej
        wykładanych materacami). Wiadomo, że bezpieczniej jest dziecko odwozić do
        szkoły, ze szkoły, na basen, z basenu, niż miałoby chodzić piechotą czy, uchowaj
        Boże, jechać autobusem. Tylko jak długo tak można?

        > Zastanawiałam się jednak nad kupnem komórki już siedmioletniemu dziecku...

        A siedmiolatek to z kolei nie powinien chyba poruszać się poza kontrolą znanych
        rodzicom dorosłych?

        > Ostatnio straszne rzeczy się słyszy o ,np. porwaniach dzieci...

        A czarnej wołgi ktoś ostatnio pod szkołą nie widział?
        Porwania... ileż to jest, na miły Bóg, tych porwań? Kogo się porywa, dzieci z
        przeciętnie sytuowanych rodzin? I czy aby porywacze w pierwszych słowach swego
        listu nie zabiorą właśnie komórki?

        > Wydaje mi się, że jednak w sytuacjach awaryjnych może ta komórka b. przydać.

        A takoż stale aktywny nadajnik z gps-em w tornistrze? Podgląd w dziecinnym
        pokoju, żebyś w pracy mogła stale obserwować, czy nic się nie dzieje? Idąc tym
        torem, nie wiadomo, gdzie się zatrzymać, a za każdym kolejnym pomysłem stoją
        przykłady z życia wzięte, że gdyby było to czy tamto, obecnie jak najbardziej
        technicznie do zrobienia, toby się to czy owo nie zdarzyło.

        > zadzwonić do rodziców (lub rodzice do niego)

        Hmm. Gdzieś mówiłaś o wyłączonym sygnale. Możesz się nie dodzwonić.

        > i upewnić się czy wszystko w porzadku.

        Jassne. Dziecko nie ma komórki, spóźnia się skądś dziesięć minut - zdarza się,
        jak przyjdzie, to nakrzyczysz. Dziecko ma komórkę i spóżnia się pięć minut -
        zawał murowany, na pewno coś się stało, przecież ma komórkę, gdyby żył, na pewno
        by zadzwonił!
        A mały komórkę zgubił, albo się rozładowała, albo leży wraz z plecakiem w kącie
        boiska...

        > Tylko zastanawiam się, jak wytłumaczyć małemu dziecku, że telefon nie służy
        > do "szpanerstwa" tylko do (nie wiem-może i złudnego) poczucia większego
        > bezpieczeństwa. Właściwie to chyba nie powinno chwalić się kolegom,

        Zapomnij. Wygada się. I będzie jedna więcej rzecz do gubienia i do kradzenia.

        --
        Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
        • karolcia44 Re: Nie dajmy się zwariować 15.02.06, 09:07
          Masz rację. Nie dajmy się zwariować, ale tak różne myśli czasem przychodzą do
          głowy....Wszyscy rodzice chcieliby chyba zapewnić swoim pociechom "maximum"
          bezpieczeństwa. Niestety nie da sięsad Dzięki za "otrzeźwienie"
        • deindra Re: Nie dajmy się zwariować 15.02.06, 19:40
          > A mały komórkę zgubił, albo się rozładowała, albo leży wraz z plecakiem w kącie
          > boiska...
          O taaaaak.

          > Zapomnij. Wygada się. I będzie jedna więcej rzecz do gubienia i do kradzenia.
          Hmmm, masz całkowitą rację, bo nie możemy wymagać od dzieci że są takie mądre
          jak my dorośli.
          --
          Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
      • deindra Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 15.02.06, 19:36
        Tu wszystko rozbija się o to jaki jest cel posiadania takiej komórki przez
        dziecko, bo ja zaczynając wątek wyraźnie mówiłam o 9latce bez pieniędzy i bez
        potrzeby komunikacji z rodzicami/rodziną (gwoli wyjaśnienia mała jest
        zaprowadzana do szkoły i przyprowadzana z niej, oprócz tego po szkole od razu
        idzie do swoich dziadków, którzy mieszkają pod samą szkołą). U niej akurat jest
        potrzeba posiadania gadżetu "bo inni mają", nie będzie dzwonić, no bo wybaczcie
        do kogo.

        Zgadzam się jednak że w sytuacjach "sztucznego" bezpieczeństwa komórka może się
        okazać potrzebna. Dlaczego "sztucznego"? ano dlatego, że jeśli tak jak mówisz
        dziecko uzna to za świetną okazję do chwalenia się wśród kolegów może paść
        ofiara kradzieży lub po prostu napaści (mało się o tym nie słyszy). Idealna
        sytuacja była by gdyby maluch nosił komórkę schowana gdzieś głęboko w torbie
        bądź w jakimś bardziej bezpiecznym miejscu, nr do rodziców miał na 1. miejscu w
        swojej książce telefonicznej itp. Natomiast to już chyba wychowanie rodziców
        powinno wpłynąć na to, że dziecko wie jak z komórki korzystać i przede wszystkim
        jako z narzędzia uatwiającego życie, bezpieczeństwa a nie mrygającego i
        kosztownego obiektu szpanu.
        --
        Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
        • acorns Re: wymagania dzieci a brak pieniędzy 16.02.06, 00:22
          > U niej akurat jest potrzeba posiadania gadżetu "bo inni mają", nie będzie
          > dzwonić, no bo wybaczcie do kogo.

          Ale mówisz to dopiero teraz. To co napisałaś na początku to było autorytarne
          stwierdzenie tyczące się wszystkich dziewięciolatek na tym świecie. Nie każda
          dziewięciolatka ma do kogo dzwonić, ale niektóre mają. Młoda na przykład ma
          ponad 100 numerów w komórce. Wiem bo robiłem jej transfer książki kontaktów na
          drugi telefon. Co prawda ma 11 lat a nie 9, ale część znajomych jest od dawna.

          > ano dlatego, że jeśli tak jak mówisz dziecko uzna to za świetną okazję do
          > chwalenia się wśród kolegów

          Co Ty z tym chwaleniem się? Mi zarzucałaś chwalenie się, a silnik V8 to był
          tylko przykładem a nie powodem do chwalenia się. I tak całość kosztowała dużo
          mniej niż byle Citroen C2 więc co to miałby być za szpan?. Teraz sugerujesz, że
          dzieci mają komórki do chwalenia się. Zwłaszcza te kupione w promocji za 1 zł.
          Ale szpan...