Dodaj do ulubionych

wymagania dzieci a brak pieniędzy

04.02.06, 10:46
9 letnia siostrzenica mojego męża powiedziała, że ona chce komórkę, bo dzieci
się z niej śmieją, że nie ma. Dobry wujek, a mój szwagier pobiegł po starter
do sklepu i dał siostrzenicy swoją nieuzywaną już komórkę. Ja uważam, że to
zły pomysł, ale nikt się ze mną nie zgadza argumentując, że dziecko się źle
czuje jak się z niego smieją. A co bedzie chciała za miesiąc, dwa, trzy?
Zaznaczam, że jej rodzina ledwo koniec z końcem wiąże będąc wciąż na pomocy
matek i ojców. Matka dziewczynki nigdy nie podjęła się pracy, ojciec pracuje
od rana do nocy, mają trójkę dzieci. Czy rodzina powinna nadążać za
wymaganiami współczesnych dzieci i w miarę potrzeb uzupełniać gadżety których
nie ma mała tym samym pozbawiając ją szykan ze strony dzieci ("wiadomo jakie
dzisiejsze dzieci są, jak czegoś nie masz, to się z toba nie kolegują")?A może
to błędne koło? Moim zdaniem mała nie powinna miec komórki ( w końcu ma 9
lat), nie uleczy tym sytuacji i nie wkupi się w towarzystwo. Z drugiej strony
czy tak dzieci powinny uczyć się nawiązywania relacji z rówieśnikami? CZy może
to dobry moment żeby spróbować nauczyć dziecko asertywności, niezależności no
i pewności siebie i poczucia własnej wartości.Czy nie wydaje się Wam, że jeśli
ta sytuacja tak się będzie rozwijać jak teraz to wyrośnie z niej
materialistka? Prosze o opinię, bo jestem pewna, że będąc przeciw mam rację,
ale nie mam poparcia. A może nie mam racji i wyolbrzymiam??
Edytor zaawansowany
  • mynia_pynia 04.02.06, 11:52
    Dla mnie to straszne co piszesz. Jeśli sprawienie dziecku przyjemności nie jest
    możliwe przez rodziców,a nie ma kłopotu dla kogoś z rodziny to czemu nie.
    U mnie w domu na prezenty zawsze się daje rzeczy które ktoś by chciał a nie
    jest to priorytetem w kupnie. Moja siostra zawsze dziedziczy fajne telefony po
    ciotkach, wujkach itp. Mama by jej nigdy nie kupiła tel za 1000zł, ja mam tak
    samo jak tylko jest okazja to biore, samej też by mi było szkoda wydać tyle
    kasy.
    Pomyśl że dorośli bardzo często kupują rzeczy na które ich nie stać. Po to są
    raty.
  • deindra 04.02.06, 12:11
    Dobrze, ale czy rzeczywiście posiadanie komórki przez 9latkę jest priorytetem?
    CZy komórka to zabawka, która ma podnieść opinię w oczach innych dzieci? Mnie
    nie chodzi o to, że ktoś powinien żałować biedniejszemu dziecku jesli go na to
    stać. Pytanie tylko o to, co takiemu dziecku rzeczywiście potrzebne. Z drugiej
    strony powinniśmy się chyba juz przyzwyczaić, że na komunię daje się prezenty
    niczym na ślub. Patrzeć tylko kiedy samochody będą ludzie kupować.
  • karolina_29 04.02.06, 14:09
    Zgadzam się z inicjatorką wątku, że sytuacja jest chora. Tu nie chodzi o to, że
    dziecko 9 letnie nie powinno miec komórki - moim zdaniem rzeczywiście raczej
    nie powinno - ale o wymuszanie przez dziecko zakupu czegokolwiek w takiej
    formie. Dlaczego ona MUSI mieć komórkę? Bo dzieci się śmieją? Czasem dzieci
    śmieją się również, bo ktoś na imprezie nie chce wypić, zapalić, bo ktoś nie
    chce przyłączyć się do dokuczania osobie niepopularnej w klasie, bo ktoś się
    uczy zamiast obijać.
    Dziecko, które nie umie różnić się od grupy - to jest prawdziwy problem, nie
    komórka.
  • lola211 04.02.06, 16:28
    > Dziecko, które nie umie różnić się od grupy - to jest prawdziwy problem, nie
    > komórka

    Nieprawda.To normalny etap w rozwoju czlowieka- najwazniejsza jest
    przynaleznosc do grupy.Na indywidualizm przyjdzie czas poźniej.Nie tylko
    dzisiejsze dzieci takie sa, ja sama pamietam, jak wazne bylo posiadanie pewnych
    rzeczy, takich samych jak maja kolezanki.I jak wspolczulam kolezance, ktorej
    matka nie kupila modnych spodni- nie dlatego ze nie miala kasy, ale dlatego ze
    jej sie nie podobaly(tak jakby sama miala w nich chodzic), ona to strasznie
    przezyla.I jakos daleko mi dzis do materialistki.
  • krzys111 04.02.06, 20:17
    Dzieci w tym wieku takie sa - jedno ma to drugie tez chce, u mojej corki w
    klasie wszystkie panienki kupuja gazetke Witch (strasznie powazna sprawa!),
    wszystkie chca miec nagle 'przezroczysty piornik z Didolem' albo bluzeczke z
    cekinami etc... Czasem ulegam, czasem nie NAJCZESCIEJ ostro negocjuje niewielka
    doplate z kieszonkowego. To zwykle powoduje powtorne przmyslanie decyzji i
    czasami mala nawet odpuszcza wink

  • mallard 06.02.06, 11:14
    krzys111 napisał:

    > wszystkie chca miec nagle 'przezroczysty piornik z Didolem'

    Z Diddlem Krzysiu, z Diddlem, a nie Didolem! Chcesz, żeby Cię córka
    wyśmiała?! smilesmilesmile
  • krzys111 06.02.06, 11:57
    'diddle' w polskiej wersji szkolnej wczesno-podstawowej to 'didol' i juz wink
  • mallard 06.02.06, 14:36
    krzys111 napisał:

    > 'diddle' w polskiej wersji szkolnej wczesno-podstawowej to 'didol' i juz wink

    No niech będzie! Ja już nie jestem na bieżąco, bo moja kózka chyba z tego
    wyrosła. Pamiętam jednak, że mówiła na to "Didelka"

    Pozdrawiam.
  • monia145 04.02.06, 20:01
    W tym wieku dla dziecka najważniejsza jest akceptacja rówieśników, dopiero w
    późniejszym wieku lubią podkreślać swoją indywidualność np. poprzez robienie
    czegoś innego niż grupa. Z drugiej strony 9-letnia dziewczynka powinna
    zrozumieć trudną sytuację rodziny a rodzice powinni rozmawiać z nią o tym. Bez
    tego nasze dzieci rosną w przekonaniu, że świat kręci się wokół nich a
    pieniądze bierze się z " bankomatu". Dzieci są mądre tzreba im tylko dać szansę
    podjęcia samodzielnej decyzji. Czy rodzice rozmawiali z córką o swoich
    możliwościach finansowych?
  • cynta 04.02.06, 21:02
    Czy wszystkie dzieci w Polsce maja komorki w wieku 9 lat? a moze ta dziewczynka
    powinna sie kolegowac z inna grupa ludzi? jezeli tak jest to potem beda tylko
    wyzsze wymagania i drozsze prezenty potrzebne. Czesto jest tak jak opisujesz
    kiedy dzieci nie orientuja sie w sytuacji finansowej rodzicow no bo jak maja
    wiedziec co sie dzieje jezeli kazde ich prosby sa spelniane? Moje nastoletnie
    juz dziewczyny takie drogie prezenty dostaja na urodziny czy Gwiazdke i czakaja
    a na inne musza zapracowac. Swoja droga to strasznie duzo pieniedzy 1000zl za
    telefon! wychodzi o.k. 300 $US, nikt z nas nie ma tak drogiego telefonu,
    najdrozszy jest za 150$ i byl to prezent na urodziny
  • acorns 04.02.06, 22:03
    Zapraszam do Polski. Na wiosnę będę miał stawek do wykopania, złapiecie się
    Jaśnie Państwo Amerykany za łopatę, to sobie trochę $US dorobiciebig_grin
  • cynta 05.02.06, 15:16
    Bieda, bieda... Acorns, jak w niedalekiej przyszlosci uslyszysz o wschodzacej
    gwiezdzie polityki, nauki czy show businessu wywodzacej sie ze srodowiska
    polskiej imigracji to sobie przypomnij ten post: to pewnie bedzie o jednym z
    moich dzieci ;o)) A swoja droga tak sie stawku dorobic to piekna rzecz,
    gratuluje, trzeba w zyciu dazyc do realizacji swoich marzen, to bardzo wazne...
    i dzieciom ten model przekazac....
    Jasnie Pani amerykanka nie narzekala na brak pieniedzy tylko na brak rozsadku w
    wyzwolonym i nowoczesnym spoleczenstwie polskim. Jezeli myslisz ze tutaj
    amerykanskie 9-letnie dzieci maja komorki za 300$ to sie grubo mylisz....
  • acorns 07.02.06, 12:05
    Ja mam swoją opinię o polskiej emigracji. Ci, którzy emigrują są po roku
    bardziej amerykańscy niż Amerykanie. Ja też mam rodzinę w USA. Moja siostra
    cioteczna wyjechała mając 29 lat. Posiedziałą tam 10 lat, po czym przyjechała i
    zwraca mi uwagę, że za szybko jadę bo mam ponad 100 na liczniku. "Zapomniała",
    że w Polsce mierzymy szybkość w kilometrach a nie w milach na godzinę. Już nie
    jeździła na działkę tylko na cottage, ja miałem w samochodzie skrzynię manual
    zamiast automatic i takie tam. Moja córka na zaproszenie pojechała na wakacje
    do nich to wróciła po 3 tygodniach bo nie wytrzymała. Kraj jako kraj jej się
    podobał, ale ludzie i jedzenie nie. Moja córka jest bowiem przyzwyczajona do
    świeżego, smacznego polskiego jedzenia a nie plastikowego amerykańskiego
    odgrzewanego przez kilka dni bo Jaśnie Paniom Amerykankom nie chce się ugotować
    codziennie świeżego. Młoda prawie nic nie jadła, bo ona byle czego nie ruszy.
    Tak samo raził ją brak gościnności. W Polsce prawie że stół się ugina od
    jedzenia, picia i wódki a w Ameryce co było? Jakaś kawka z ekspressu i
    niejadalne kupne ciasteczka i tyle gościny. Dla mnie brak rozsądku widać w
    społeczeństwie amerykańskim a nie tu. U nas dzieci nie muszą w wakacje szorować
    garów w McDonalds dla zasady. Jeśli pracują, pomagają np. w gospodarstwie to z
    konieczności a nie dlatego że rodzice nie dadzą dziecku na obóz tylko musi
    sobie dorobić. Wystarczy jak przyjechała do nas córka tej mojej wspomnianej
    przed chwilą kuzynki. Szkoda, że nie widziałaś jak ona płakała bo chciała
    zostać z nami w Polsce i nie wracać do USA do kochanych rodziców. Może dałoby
    Ci coś do myślenia w którym kraju jest lepiej i gdzie ludzie są lepsi.

    Proszę Cię, nie odbieraj tego jako atak personalny na Ciebie. Nie mam żadnego
    celu żeby na Ciebie napadać. Ja tylko mówię dlaczego nie przekonuje mnie
    argument Amerykanki o braku rozsądku w polskim społeczeństwie. Ja gdybym mógł
    się urodzić ponownie, wybrałbym Polskę albo Rosję. Nigdy Amerykę choćby mi tam
    od razu willę z basenem i nowego Cadillaca dawali.

    Ale w jednym masz rację - trzeba w życiu dążyć do realizacji marzeń i dzieciom
    ten model przekazać.
  • cynta 07.02.06, 14:04
    Jak bedziemy tak dalej dyskutowac co lepsze Ameryka czy Polska to nas usuna bo
    to nie to forum, moze na " Z dala od Polski" mozesz taki watek zalozyc, i ja
    chetnie wezme udzial w dyskusji. Ja wogole nawiazalam do USA w tym watku bo
    wydaje mi sie ze Polacy czesto nasladuja amerykanskie obyczaje zaobserwowane w
    TV np. I z tym telefonem komorkowym wydawalo mi sie tez tak jest. A prawda jest
    inna bo realia sa inne: tutaj wiele dzieci musi miec komorke bo nie mogloby sie
    skontaktowac z rodzicami, kiedy ich odebrac ze szkoly, gdzie sa itp. W
    niektorych stanach prawie wogole nie ma transportu miejskiego, nawet chodnikow
    nie ma , nikt tu nigdzie nie chodzi, trzeba byc wozonym i trzeba miec mozliwosc
    dogadania sie na ten temat. Wydaje mi sie ze w Polsce nie ma az takiej
    koniecznosci. Tutaj w US istnieje caly szereg promocji z ktorych mozna dostac
    telefon za darmo albo za niewielka oplata (20-50$), to nie sa telefony ostatniej
    mody ale sa i dzialaja i spelniaja w/w funkcje. No i tutaj jest szpanem i super
    moda nabyc cos tanio, na przecenie, za darmo z jakims serwisem itp., jak ktos ma
    cos potencjalnie drogiego to zaraz sie tlumaczy jakim to cudem dostal to za np.
    20$, a wydaje mi sie ze w Polsce zawsze bylo i jest na odwrot: pokazac ze sie
    ma najdrozsza mozliwa rzecz chocby czlowiek nic innego nie posiadal, pokaz i
    zycie ponad stan. I teraz nawet male dzieci sie w to wciagaja. Czy tej
    dziewczynce jest potrzebny telefon? jezeli tak to kupic tani a jezeli nie to nie
    kupic wogole.
  • deindra 04.02.06, 22:13
    Nie znam środowiska 9 latków, ale znam doskonale środowisko gimnazjalistów - tam
    KAŻDE dziecko ma komórkę. W szkołach telefony grają podczas lekcji, przerw,
    szkolni koledzy kradną te cudeńka z plecaków i szafek szkolnych, płacą rodzice.W
    jednym z seriali tv w nagrodę matka kupuje synkowi komórkę. A ja pytam jaki sens
    kupować dziecku komórkę? Gdy dojeżdża z daleka - zgoda,bo trzeba po rodzica
    zadzwonić, zameldować gdzie się jest i dlaczego tak długo, ale w innych
    przypadkach? Czy współczesni rodzice, chrzestni, wujkowie, ciocie i babcie nie
    prześcigają się w psuciu dzieci?
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • fatalna_jendza 18.02.06, 18:50
    W mojej klasie połowa osób nie ma komórki. Mówią, że im niepotrzebna. Dla nikogo
    nie jest to obciach. Ja też mam dopiero rok i mi też prawdę mówiąc niepotrzebna.
    tongue_out Ale przydatna.
  • deindra 04.02.06, 22:07
    A no właśnie, rozmowa rodziców z dzieckiem. Czy takowa "na poważnie" jest to nie
    wiem, ale myślę, a nawet jestem pewna że mała zna sytuację z autopsji - nie raz
    słyszała gdy jej mama prosiła swoją mamę o pieniądze bo "nie mają co do garnka
    włożyć". Tu problem jest właśnie w tzw. mądrych rodzicach, takich, którzy czują
    potrzebę i chcą rozmawiać z dzieckiem,nauczyć je czegoś ważnego a nie jedynie
    liczą na dotacje rodziny.Dzieci nie wiedzą, że pieniądze nie biorą się ze ściany
    gdzieś na mieście, ale to trzeba im wyjaśniać.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • stypkaa 06.02.06, 10:43
    To co napiszę nie będzie przyjemne, ale sorki, takie jest moje zdanie. Jeśli
    dziecko słyszy jak jej mama prosi swoją mamę o pieniądze to czemu ona sama nie
    miałaby poprosić kogś o coś co by chciała mieć? Tym bardziej, że "dobry wujek"
    od razu prośbę spełnił.
    Tylko, jak napisał, ktoś wyżej to w ogóle nie rozwiązuje problemu. Owszem,
    macie rację, że w tym wieku grupa to podstawa egzystencji, ale to WCALE NIE
    ZNACZY, że wszyscy musza mieć to samo. I trzeba z dzieckiem rozmawiać,
    rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać.
  • deindra 12.02.06, 09:29
    Tak jest ROZMAWIAĆ. Szkoda tylko, że matka tej dziewczynki i jeszcze dwójki
    innych dzieci nie wychowuje ich, lecz chowa. Tam nie ma rozmów na temat "tak nie
    wolno", "tego się nie robi" itp. A gdy wujkowi bezpośrednio powiedziałam, że źle
    robi to on mi odparował, że on w dzieciństwie tez nie miał wielu rzeczy, który
    mieli jego oledzy i przez to czuł się nieszczęśliwy, zatem chce jej chociaz
    trochę "uszczęśliwić" dzieciństwo. Jak zapytałam wtedy "komórką?". On sobie nie
    da przegadać,widocznie nasze wizje szczęśliwego dzieciństwa znacznie odbiegają
    od siebie.
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • kol.3 04.02.06, 22:04
    Prawda leży gdzieś pośrodku. Komórka jest dziś artykulem dość powszechnym,można
    ją kupić w komisie, w końcu dziecko nie zażądało wyjazdu na Karaiby.
    Z jednej strony dziecko powinno się orientować jaka jest sytuacja materialna
    rodziny, na co ją stać i dostosować się do tego, z drugiej jednak strony czasem
    dziecko ciągle słyszy, że tego nie może mieć, bo nie ma pieniędzy, tego też
    nie, czegoś innego też nie, bo pieniędzy nie ma na nic oprócz podstawowych
    potrzeb. Budzi to frustrację, poczucie krzywdy i kompleksy. Jeżli ktoś w
    rodzinie mógł obdarować dziecko to czemu robić z tego problem.
    Prawda jest taka, że nie wystarczy napłodzić dzieci, a potem powiedzieć im, że
    tatuś i mamusia na nic nie mają pieniędzy.
  • deindra 04.02.06, 22:19
    > w końcu dziecko nie zażądało wyjazdu na Karaiby.
    komórkę nie wystarczy kupić, trzeba też ją karmić, a czym jeśli się rodziny nie
    ma czym wyżywić?

    > dziecko ciągle słyszy, że tego nie może mieć, bo nie ma pieniędzy, tego też
    > nie, czegoś innego też nie, bo pieniędzy nie ma na nic oprócz podstawowych
    > potrzeb.
    dzieciom jawyraźniej nie wystarczają już takie typowo dziecinne uciechy i zabawki...

    > Prawda jest taka, że nie wystarczy napłodzić dzieci, a potem powiedzieć im, że
    > tatuś i mamusia na nic nie mają pieniędzy.
    Bingo.

    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • triss_merigold6 05.02.06, 10:33
    Owszem dziecko fatalnie się czuje będąc biedniejsze i gorsze. W tym wieku
    akceptacja rówieśników jest konieczna i nie czas na nonkonformizm oraz uczenie
    asertywności w postaci pogardy dla dóbr materialnych.
    Może czas aby nigdy nie pracująca mamusia dziecka zamiast żebrać po rodzinie
    ruszyła się do pracy?
    Z dzieci, którym odmawiano wszystkiego tłumacząc to brakiem kasy wyrastają
    materialiści i w dorosłym życiu rekompensują sobie niespełnione marzenia z
    dzieciństwa.
  • deindra 05.02.06, 11:29
    Nikt nie mówił, że odmawiano wszystkiego. Dzieci chyba też mają jakieś zwykłe,
    dziecinne potrzeby nie wkraczające w świat zabawek dla dorosłych, no bo
    wybaczcie, ale nikt mnie nie przekona, że dziecku komórka jest rzeczą potzrebną
    do rozwoju i elementem szczęśliwego dzieciństwa. Może warto zaczczepić w
    latorośli przekonanie, że są fajniejsze rzeczy, które sprawiają dzieciom radość
    np. nartki, fajna książeczka.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • lola211 05.02.06, 11:37
    Chcialabym zobaczyc dziecko ktore przedlozy ksiazke nad jakis modny gadzet.
  • karolina_29 05.02.06, 15:25
    Ależ takie dzieci są! W mojej rodzinie chociażby.
    Ja sama jako dziecko dzieliłam prezenty na dwie kategorie: książki i nie-
    książki. Nie-książki otwierałam na końcu i bez wielkiego zainteresowania.
    Podobnie moje rodzeństwo. W życiu by mi nie przyszło do głowy płakać, że mi
    mamusia modnych spodni nie kupiła.
    A w Polsce niestety mamusie prędzej dziecku kupią modne spodnie / komórkę niż
    sobie porządne buty.
  • deindra 05.02.06, 19:09
    Dokładnie.W całej rozciągłości zgadzam się z Twoimi słowami.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • lola211 05.02.06, 19:12
    Wniosek z tego taki, ze dzieci sa rózne.Jedno uszczesliwi ksiazka(ktora nota
    bene tez stanowi niemaly wydatek)a inne gadzet typu komórka.
    > A w Polsce niestety mamusie prędzej dziecku kupią modne spodnie / komórkę niż
    > sobie porządne buty.
    Nie wiedzialam, ze to polska specyfika.Ja tam buty sobie zawsze kupiewink.
  • izabela_741 06.02.06, 11:43
    Jesli chcesz Deindra to zwroc uwage Mamusi i Szwagrowi, ze najlepiej jest
    zarobic i na podstawowe rzeczy i na "ekstra". Licz sie jednak z tym, ze Mama
    dziecka Cie co najmniej nie zrozumie albo wprost schrzani. Mialam taka
    sytuacje, kiedy to dowiedzialam sie kilka cieplych slow o sobie...
    Co do wymagan dziecka to zawsze takie nadazanie za moda i naciaganie rodzicow
    mialo miejsce. Ja tez tak robilam 20 lat temu. Nie demonizowalabym tego
    zjawiska, zazwyczaj sie z tego wyrasta.
    W kazym razie niezaleznie od tego ile licytowac sie bedziemy co bysmy, komu i
    za ile kupili/nie kupili jak rodzina dziecka uwaza, ze sa ok. i nie ma zamiaru
    tego przemyslec to nie ma co przezywac (i podniecac sie, ze w Polsce czy nie w
    Polsce).
  • setorika 06.02.06, 19:16
    Wszyscy poniekąd macie rację. Trzeba jedynie wyważyć i wyposrodkować.
    Przeginanie w żadną stronę nie jest dobre.
    A co do wujka: powinien NAJPIERW zapytać rodziców, co sądzą o jego pomyśle.
    --
    Opowieści Wstecz
    Gaduły i Psotniki
  • acorns 07.02.06, 12:07
    setorika napisała:
    > A co do wujka: powinien NAJPIERW zapytać rodziców, co sądzą o jego pomyśle.

    A czemu? To nie rodzice płacą, więc co to ich obchodzi. To sprawa między
    wujkiem a ich córką. Jak dla mnie to Młoda może codziennie dostawać od wujków
    prezenty za 1000 zł. Jak sobie tak załatwi to tylko plus dla niej.
  • setorika 07.02.06, 14:14
    Tak, a potem się dziwić, że dziecko ma roszczeniową postawę wobec życia!
    A o takcie słyszalaś? Ja bym sie czuła zakłopotana. Skoro nie wyrażam zgody na
    taki prezent dla mojego dziecka, to pieprzony wujek powionien uszanowac moja
    decyzję!
    --
    doczytanianastarosc.blox.pl
  • acorns 07.02.06, 21:47
    > A o takcie słyszalaś?

    SłyszaŁEŚ. Ja jestem facet. I słyszałem smile

    > Ja bym sie czuła zakłopotana

    A co to niby ten telefon to dla Ciebie czy co?

    > Skoro nie wyrażam zgody na taki prezent dla mojego dziecka, to pieprzony
    > wujek powionien uszanowac moja decyzję!

    Ja bym na przykład nie uszanował, bo skoro siostrzenica mnie poprosiła to
    znaczy że chce, a mnie stać więc jej kupuję. A co? Nie mogę? Jak mamusia ma z
    tym problem to nich porozmawia z psychoanalitykiem a nie zatruwa życia dziecku
    i nie wnosi do mnie pretensji.
  • deindra 08.02.06, 11:37
    Oj takiego tatusia to ja bym nie chciała mieć na dłuższą metę sad Wprawdzie w
    oczach dziecka to był by super tatuś czy wujek, na pewno zaskarbił by sobie
    dozgonną miłość takimi prezencikami. Straszne. Dziecko o ile dobrze wiem
    potrzebuje czegoś innego do wycowania. Poza tym własnie, sprzyjamy do rozwijania
    postawy rozczeniowej do zycia i ludzi "ja to chcę". Super.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • setorika 08.02.06, 18:27
    Nie rozumiesz o co chodzi??? Telefon to nie kolejna lalka czy grzechotka, tylko
    dosyć kosztowna zabawka.Wiem, wiem, są komisy itp. Czyli jak dziecko zażyczy
    sobie tipsy w wieku 6 lat, to zawieziesz dziewczynke do kosmetyczki????

    Człowieku, w życiu sa ważniejsze rzeczy niż szastanie kasą. Na wszystko
    przyjdzie czas w odpowiednim wieku.
    Znam dziewczynkę, której w wieku 2 lat rodzice kupowali Barbie na kilogramy.
    Teraz ma 7 lat i jesli coś nie jest firmowe, czy drogie, to nie jest warte jej
    uwagi. A i tak kosztownym zachciankom poswieca nie dłuzej niż 2 dni uwagi.

    Swoja postawa uczysz dziecko, że wymagania w życiu są spełniane na pstrykniecie
    palcem. A życie to nie bajka. Kiedyś trzeba zacząć być samodzielnym i może się
    okazać, że wcale nie jest tak kolorowo, a marzenia nie spełniają się jak za
    dotknieciem czarodziejskiej różdżki.
    I jeśli ktoś tu potrzebuje psychoanalityka, to z pewnością Ty.
    --
    Opowieści Wstecz
    Gaduły i Psotniki
  • deindra 08.02.06, 11:34
    >Jak dla mnie to Młoda może codziennie dostawać od wujków
    > prezenty za 1000 zł. Jak sobie tak załatwi to tylko plus dla niej.

    To by była dopiero głupota...
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • deindra 08.02.06, 11:32
    Mam wrażenie, że mama dziewczynki zdziwiła by się gdyby ją zapytano czy to dobry
    pomysł dać jej córce taki czy inny prezent - to jest raczej mama, która lubi gdy
    jej dzieci dostaja prezenty (ODNOSZE TAKIE WRAŻENIE).Troszeczkę w tej rodzince
    jest na bakier z wychowaniem, już widzimy w rodzinie, że ta mama będzie miała
    problemy z tą córką (w ogóle nie ma u niej autorytetu, nie słucha się,
    niechetnie wykonuje jakiekolwiek zajęcia, nie uczy się).
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • kulju 06.02.06, 23:18
    Nawet jesli mialabym pieniadze to i tak dziecku komorki bym nie kupila. Sama nie
    mam i nie wydaje mi sie, ze 9 letniemu dziecku jest potrzebna. W rodzinie
    powinny byc ustalone priorytety finansowe - to co jest wazne i to co jest
    zbedne. Chyba lepiej dziecko wyslac na wakacje czy na zajecia jezykowe. A moze
    tez warto wprowadzic male kieszonkowe - jesli dziecko przez rok/dwa na komorke
    nazbiera i nadal bedzie chcialo wydac swoje wszystkie pieniadze na telefon to
    prosze bardzo.
    W przeciwnym razie nawet nie ma mowy. My mieszkamy w Kanadzie i nastolatki musza
    same sobie zarobic jesli chca komorki/bajery itp. Mysle ze sytuacja w wielu
    rodzinach w Polsce jest paradoksalna - rodzice nie maja, ale dzieci tak.
    Pozd,
    Magda
  • andaba 07.02.06, 11:31
    Sama nie mam komórki i gdyby syn mnie o takową poprosił, to bym sie w czoło
    popukała. Na szczęście nie jest niedorozwinięty i zdaje sobie sprawe z tego, że
    to droga rzecz. I nie zabawka dla dzieci.
    --
    Smerfy na wakacjach oraz... najmłodszy w rodzinie.
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=24145783&a=33263190
  • acorns 07.02.06, 12:20
    Przeczytaj to co napisałem przed chwilą do Cynty. Czy wy wszysce w tej Ameryce
    tak bardzo nie lubicie swoich dzieci? "Nawet jesli mialabym pieniadze to i tak
    dziecku komorki bym nie kupila" A co byś kupiła? Sobie nowe buty, a dziecko jak
    coś chce to niech samo sobie zarobi? Dla mnie to podchodzi pod patologię
    społeczną.

    > W przeciwnym razie nawet nie ma mowy. My mieszkamy w Kanadzie i nastolatki
    > musza
    > same sobie zarobic jesli chca komorki/bajery itp. Mysle ze sytuacja w wielu
    > rodzinach w Polsce jest paradoksalna - rodzice nie maja, ale dzieci tak.

    A jak to niby ma być? Mamusia wystrojona a córka jak dziadówa? Ja mogę chodzić
    obdarty, ale córka ma mieć dobrze. Bo to jest moje dziecko i to dla niej żyję i
    robię to co robię. Ale amerykańskie społeczeństwo jest zbyt tępe żeby to pojąć.
    dlatego wracaj do Polski póki jeszcze się tym nie zaraziłaś do końca. Bo to
    jest zaraźliwe.
  • kulju 07.02.06, 14:09
    Po pierwsze nie Amerykanka, a Polka mieszkajaca w Kanadzie, a to roznica.
    >Przeczytaj to co napisałem przed chwilą do Cynty. Czy wy wszysce w tej Ameryce
    > tak bardzo nie lubicie swoich dzieci? "Nawet jesli mialabym pieniadze to i tak
    > dziecku komorki bym nie kupila" A co byś kupiła? Sobie nowe buty, a dziecko jak
    >coś chce to niech samo sobie zarobi? Dla mnie to podchodzi pod patologię
    > społeczną.
    Nie wiem kto lubi swoje dzieci, a kto nie. Ja swoje bardzo kocham i dlatego nie
    kupilabym komorki. Nie kupilabym sobie nowych butow, ale np. ksiazki i pewnie
    gdybys widzial biblioteke moich dzieci to zrozumialbys priorytety w naszych
    zakupach.
    > A jak to niby ma być? Mamusia wystrojona a córka jak dziadówa? Ja mogę chodzić
    > obdarty, ale córka ma mieć dobrze. Bo to jest moje dziecko i to dla niej żyję
    i robię to co robię.
    Uwazam, ze jesli mamusia jest wystrojona, to corka tez byc moze, ale jesli ja
    czegos nie mam, bo mnie na to nie stac, albo uwazam to za zbedne, to dzieci tez
    nie powinny tego miec. Ja nie zyje dla swoich dzieci, owszem teraz najwazniejsza
    dla mnie rola to rola matki i ich wlasciwe wychowanie, ale dbam tez o siebie i
    swoje zainteresowania. Ciuchy, komorki, gadzety to ostatnia rzecz na naszej
    liscie priorytetow finansowych.
    Jesli dzieci natomiast beda mnie o nowe ksiazki, to prosze bardzo. Tu nie ma
    limitow.
    Pozdr,
    Magda
  • acorns 07.02.06, 21:53
    > gdybys widzial biblioteke moich dzieci to zrozumialbys priorytety w naszych
    > zakupach.

    W to nie w nikam. Tylko czy to są priorytety Twoich dzieci, czy Twoje
    priorytety w zakupach dla nich?

    > ale jesli ja
    > czegos nie mam, bo mnie na to nie stac, albo uwazam to za zbedne, to dzieci
    > tez nie powinny tego miec.

    Jak nie stać no to wiadomo że nie kupisz. Ale chyba w pierwszej kolejności się
    kupuje dla dzieci nawet kosztem swoich potrzeb. Przynajmniej ja bym tak robił
    gdyby zaszła taka konieczność. Ja mógłbym jeść nawet kaszankę albo salcefix czy
    nawet paczkowane pyzy marki Tesco Korzystny Zakup, ale córce kupowałbym szynkę,
    baleron, dobre sery, kiełbasy itd.
  • deindra 08.02.06, 11:44
    Jaka jest konieczność w kupowaniu komórki 9latce???
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • magic00 11.02.06, 19:39
    Jak nie stać no to wiadomo że nie kupisz. Ale chyba w pierwszej kolejności się
    acorns napisał:
    kupuje dla dzieci nawet kosztem swoich potrzeb. Przynajmniej ja bym tak robił
    > gdyby zaszła taka konieczność. Ja mógłbym jeść nawet kaszankę albo salcefix
    czy awet paczkowane pyzy marki Tesco Korzystny Zakup, ale córce kupowałbym
    szynkę, baleron, dobre sery, kiełbasy itd.

    Bardzo piękna deklaracja poświęcenia, tylko że dzieci żadko takie poświęcenie
    doceniają, raczej uważają je za rzecz naturalną i trudno im zrozumieć, że
    ktokolwiek oprócz nich może mieć jakieś potrzeby.
    To trochę takie odreagowywanie, my mieliśmy czekoladę na kartki, niech nasze
    dzieci mają wszystko.
    Osobiście nie żałuję mojemu dziecku, ale nie spełniam na zawołanie wszystkich
    zachcianek. Rezygnuję z tego czy owego, aby synkowi jemu kupić coś fajnego, ale
    nie może być tak, że ja i mąż trzeci rok w tych samych butach, a dziecko
    dostaje piąty kolejny najmodniejszy zestaw Lego za 150 zł, bo wszyscy mają.
  • krychaw 17.02.06, 20:18
    Ludzie! czytam posty i włos mi na głowie staje! u mnie w domu było raczej
    biednie, ale rodzice zawsze starali się zapewnic nam jak najwięcej kosztem
    siebie.Owszem-na wiele rzeczy musiałam zarobic sobie sama(np.na pierwszą
    komórkę),ale np.wyjazd na wakacje opłacali rodzice(a jeździłam zawsze).Dziękuję
    im za to ,bo nauczyłam się szacunku dla pieniędzy,ale mam i "żal",bo widzę,że
    poświęcając dla nas każdą złotówkę nie dbali zupełnie o siebie.Praca "dla
    zasady" nie jest zła,a zapewnienie,że odda się dziecku każdą złotówkę,może
    doprowadzic do tego ,że dzieciak będzie miał wyrzuty sumienia.NAPRADWĘ.Mnie
    było żal ,kiedy mama zamiast kupic sobie nową kieckę wysyłała nas na kolejne
    wycieczki szkolne.Dziś ja staram się wynagrodzic rodzicom te lata,kiedy
    wszystko poświęcali nam,bo wiem,że im też było ciężko.Ale przede wszystkim
    jestem im wdzięczna,że ze mną ROZMAWIALI.Nie rozpuścili mnie,a nauczyli dobrze
    gospodarowac pieniędzmi.
  • deindra 08.02.06, 11:43
    Znowu popieram. I 2 pytania do wszystkich nastawionych za kupowaniem komórek i
    innych bzdur: mieliście komórkę mając 9, 10, 11 czy więcej lat?; czy przez to
    nie potrafiliście funkcjonować? żyć?
    No i jeszcze jedno: gdzie będzie wydzwaniać 9latka ?
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • lola211 09.02.06, 23:34
    > Znowu popieram. I 2 pytania do wszystkich nastawionych za kupowaniem komórek i
    > innych bzdur: mieliście komórkę mając 9, 10, 11 czy więcej lat?; czy przez to
    > nie potrafiliście funkcjonować? żyć?

    Co za porównanie- to byly inne czasy, wowczas komórki nie mial nikt, a teraz ma
    ja prawie kazdy.

    > No i jeszcze jedno: gdzie będzie wydzwaniać 9latka ?

    Zaraz wydzwaniac.Moja bedzie mogla conajwyzej odbierac polaczenia, najczesciej
    ode mnie;0.
  • deindra 12.02.06, 09:37
    "Czasy" nie mają tu nic do rzeczy, a to że każdy ma komórkę nie jest żadnym
    argumentem. Dziecko ma się nauczyć książki czytać, a nie pstrykac smsy na
    klawiaturze.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • acorns 13.02.06, 13:40
    > "Czasy" nie mają tu nic do rzeczy, a to że każdy ma komórkę nie jest żadnym
    > argumentem. Dziecko ma się nauczyć książki czytać, a nie pstrykac smsy na
    > klawiaturze.

    Wybacz, ale to brzmi jak gdakanie starej kwoki. Wprawne pisanie SMSów jest w
    XXI wieku bardziej potrzebne niż czytanie książek. Młoda nie musi sobie
    zaśmiecać głowy niepotrzebnymi informacjami bo ma internet. Niedługo dostępny
    będzie wszędzie na wyciągnięcie ręki. Wpisuje w wyszukiwarkę i ma informacje
    jakich potrzebuje. Zawsze i wszędzie. Pamiętam jak musiałem w ramach zaliczenia
    z języka polskiego napisać coś o Felicjanie Faleńskim. Kilka dni w bibliotekach
    i udało mi się napisać tylko kilka zdań o nim. A teraz wrzuciłem hasło w Google
    i mam wszystko - życiorys, utwory, co chcę. Co jest medium przyszłości?
    Książki, czy Internet? Gdy ja to musiałem pisać, internetu w polskich domach
    nie było. Korzystałem więc z bibliotek. Ale czy to jest powód, żebym Młodej nie
    kupił komputera i nie podłączył do internetu? Nie. Po prostu wtedy było
    inaczej, teraz jest inaczej i trzeba iść z postępem a nie sztucznie wszystko
    opóźniać.
  • cynta 07.02.06, 14:12
    Niestety acorns nam sie wydaje ze to twoje podejscie jest patologiczne. Dzieci
    trzeba wychowywac a nie obdarzac dobrami. A wychowanie polega miedzy innymi na
    nauce odpowiedzniego podejcia do rzeczy materialnych. Tutaj w tej okropnej
    Ameryce jest zatrzesienie wszystkiego i trzeba uwaznie wiezc dziecko przez zycie
    zeby sie nauczylo ze fajne dorosle zycie nie polega na nabywaniu tego co sie da.
    Jest ci cos potrzebne to kupujesz, nie masz na to to trzeba zarobic, a nie
    prosic wujka zeby ci dal. jezeli w Polsce rodzice ledwo zipia finansowo a
    dzieciak ma wszystko to to nie jest wlasciwa forma wychowania i napewno nie
    wyrosnie z tego dzieciaka odpowiedzialny i madry dorosly. Znow, to chyba
    dyskusja na inny watek, miedzynarodowy, ale moze bedzie pouczajaca
  • kol.3 07.02.06, 22:03
    Padło sformułowanie, że komórka to zbędny gadżet i niekoniecznie trzeba ją
    kupować. Niby prawda. Ale rozumując w ten sposób, można dojść do absurdu -
    usiąść na podłodze na gazecie, bo krzesło jest niekonieczne i gazeta zupełnie
    wystarczy, po co jeść chleb z masłem, albo z szynką jak suchy lub tylko z
    margaryną wystarczy a wszystko inne jest zbędnym luksusem i rozpieszczaniem.
    Ludzie opanujcie się. Nie rozmawiamy o kupnie dziecku prywatnego odrzutowca,
    tylko o nieużywanej przez wujka komórce (pewnie starszy model).
    Powiem więcej - jestem za rozpieszczaniem dzieci i kupowaniem im wszystkiego co
    się da. Kupuję mojemu dziecku tyle na ile mnie stać - nowe komórki, bajerne
    ciuchy, sprawiamy sobie dni szałowych zakupów. I on wcale nie jest przez to
    gorszy ani egoistycznie nastawiony do świata. Jest wspaniałym młodym facetem -
    dobrym i wielkodusznym. Lubi mieć, ale może i nie mieć. Ma dystans.
    Co do oburzenia rodaków z Ameryki - drodzy krajanie Wy jesteście w innej
    sytuacji. Ameryka nurza się w konsumpcjoniźmie od wiekow. My - dopiero od 16
    lat, więc pozwólcie nam się nacieszyć konsumpcją.
  • deindra 08.02.06, 11:46
    Ale za siedzenie na krześle, które raz kupiłeś/aś jest bezpłatne. W
    przeciwieństwie do komórki, która raz kupiona zobowiązuje na conajmniej 2 lata.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • acorns 07.02.06, 22:11
    > Niestety acorns nam sie wydaje ze to twoje podejscie jest patologiczne.

    Ja swojej córki nawet gdy będzie miała 20 lat nie wyślę do pracy ani nie każę
    jej się wyprowadzać. A z pewnych źródeł wiem że w Ameryce to norma. Ale to ja
    jestem przecież patologiczny smile

    > Dzieci
    > trzeba wychowywac a nie obdarzac dobrami. A wychowanie polega miedzy innymi na
    > nauce odpowiedzniego podejcia do rzeczy materialnych.

    No ale nie poprzez ograniczanie dostępu do nich. Ja swoją też uczę ale w taki
    sposób, żeby ona wiedziała, że dobra materialne służą do realizacji danego celu
    a nie są celem samym w sobie.

    > Tutaj w tej okropnej
    > Ameryce jest zatrzesienie wszystkiego

    A u nas w Polsce mamy nawet Malucha, który osiąga setkę w 5,5 sekundy. Na WP
    przed chwilę czytałem.

    > Jest ci cos potrzebne to kupujesz, nie masz na to to trzeba zarobic, a nie
    > prosic wujka zeby ci dal.

    ALE NIE DZIEWIĘCIOLATKA!!!!! Co ona niby ma robić? To że ja miałem możliwość
    załatwienia mojej córce wówczas dziewięcioletniej prac z agencji reklamowej
    gdzie pracowałem to nie znaczy, że wszyscy taką możliwość mają. A jak nie mają
    to co? Pozostaje tylko dobry wujek.

    > jezeli w Polsce rodzice ledwo zipia finansowo a
    > dzieciak ma wszystko to to nie jest wlasciwa forma wychowania i napewno nie
    > wyrosnie z tego dzieciaka odpowiedzialny i madry dorosly.

    Zapewniam Cię, że nie jest w tej polsce tak źle. My tu przynajmniej wiemy jak
    smakuje truskawka, marchew, jabłko, poziomka, mięso, miód, dżem itd. Córka w
    USA chodziła głodna bo tego świństwa jeść nie mogła. Do Rosji i na Ukrainę
    natomiast jeździ chętnie. Ciekawe dlaczego... Ale zgoda - to są moje
    prywatne "anse" do USA i Kanady.
    Jeśli taka sytuacja jak wspomniałas ma miejsce, to dziecko przekaże taki
    wzorzec dalej. Będzie dobrym rodzicem dla swoich dzieci, bo od ust sobie
    odejmie a dzieciom da to co najlepsze. Jeśli jest bieda, to niech te dzieci
    chociaż dzieciństwo mają szczęśliwe.
  • cynta 08.02.06, 00:12
    Ja swojej córki nawet gdy będzie miała 20 lat nie wyślę do pracy ani nie każę
    > jej się wyprowadzać. A z pewnych źródeł wiem że w Ameryce to norma. Ale to ja
    > jestem przecież patologiczny smile

    Tak niestety uwazam: 20 -letnia osoba jest w pelni dorosla i powinna realizowac
    swoje zycie za swoje pieniadze i powinna tego juz chciec, jezeli ciagle woli
    siedziec na garnuszku rodzicow to to tez jest patologiczne w/g mnie. Nikt nikogo
    nie wyrzuca, mlodzi po prostu moga sie wyprowadzic i robia to, chca zyc sami na
    wlasnym i robia to. Rodzice ich w tym wspieraja zwlaszcza na poczatku, a to
    pranie dadza wyprac u siebie a to na obiad zaprosza a to kupia cos do domu na co
    jeszcze mlodego nie stac. Chodzi jednak o to ze mlodzi sie tego po nich nie
    spodziewaja, to sie nie nalezy.

    No ale nie poprzez ograniczanie dostępu do nich. Ja swoją też uczę ale w taki
    > sposób, żeby ona wiedziała, że dobra materialne służą do realizacji danego celu

    Tu nie chodzi o ograniczanie ale o takie wychowywanie dziecka zeby ono nawet nie
    pomyslalo o tym ze mogloby dostac ta juz przyslowiowa tutaj komorke za 300$.
    Mowilam moim nastolatkom o tej rozmowie tutaj, obie sie oburzyly po co 9-latce
    telefon komorkowy? i dlaczego ma byc taki drogi

    A u nas w Polsce mamy nawet Malucha, który osiąga setkę w 5,5 sekundy. Na WP
    > przed chwilę czytałem.

    Ciesze sie bardzo ;o)) ale mysle ze wiesz co mialam na mysli. Tutaj jak nowy dom
    kupujesz to juz ci pokazuja jaki moglbys sobie kupic za nastepne pare lat,
    ciagle cos nowego, ciagle smaka ludzia robia, no ale jakos ta gospodarka musi
    przeciez sie kulac...

    ALE NIE DZIEWIĘCIOLATKA!!!!! Co ona niby ma robić? To że ja miałem możliwość
    > załatwienia mojej córce wówczas dziewięcioletniej prac z agencji reklamowej
    > gdzie pracowałem to nie znaczy, że wszyscy taką możliwość mają. A jak nie mają
    > to co? Pozostaje tylko dobry wujek.

    Kazde dziecko moze pracowac, chocby w domu, chocby przy wyprowadzaniu psa
    sasiada czy pozamiataniu u sasiadki. Wlasnie o to chodzi zeby dzieci uczyc ze
    dobra materialne zdobywa sie praca a nie proszeniem wujka. A od wielkich
    prezentow i tych rozpiszczajacych sytuacji sa swieta, urodziny, imieniny..

    Zapewniam Cię, że nie jest w tej polsce tak źle. My tu przynajmniej wiemy jak
    > smakuje truskawka, marchew, jabłko, poziomka, mięso, miód, dżem itd. Córka w
    > USA chodziła głodna bo tego świństwa jeść nie mogła. Do Rosji i na Ukrainę
    > natomiast jeździ chętnie. Ciekawe dlaczego... Ale zgoda - to są moje
    > prywatne "anse" do USA i Kanady.

    Wiem ze wiele ludzi ma w Polsce lepiej ale widzialam i takich z mojej
    najblizszej rodziny co pomidorki na straganie kupowali z tej lekko nadgnilej
    kupki. Nie kazdy ma lepiej niz kiedys. Z jednym sie zgodze w 200%: z jedzeniem.
    Takiego jak w Polsce nie ma nigdzie, to ma zapewne zwiazek ze wspomnieniami
    dziecinstwa ale przyznam ze jak jade do Polski to jem caly czas, trzeba chudnac
    przed wyjazdem, na wyrost...
    Radze odwiedzic ta okropna Ameryke niekoniecznie stajac u kuzynki, pobyc pogadac
    z ludzmi, moze jakis inny obraz sie wyloni

    eśli taka sytuacja jak wspomniałas ma miejsce, to dziecko przekaże taki
    > wzorzec dalej. Będzie dobrym rodzicem dla swoich dzieci, bo od ust sobie
    > odejmie a dzieciom da to co najlepsze. Jeśli jest bieda, to niech te dzieci
    > chociaż dzieciństwo mają szczęśliwe.

    Niestety dzieci czasciej doceniaja madrosc rodzicow niz ich poswiecenie, ktore
    czesto odbierane jest jako slabosci i nieudacznosc..

  • acorns 08.02.06, 13:12
    > Chodzi jednak o to ze mlodzi sie tego po nich nie spodziewaja, to sie nie
    > nalezy.

    Się należy smile Rodzice powinni zapewnić dziecku dobry start w życiu. Owszem -
    dzieci powinny się usamodzielnić i zacząć żyć na własny rachunek. Ale to nie
    oznacza, że moja córka ma kiedyś tam wynajmować jakąś obleśną klitkę albo
    ruderę w nieciekawej okolicy, bo jej się ode mnie należy mieszkanie albo dom i
    to jej zapewnię.

    > Tu nie chodzi o ograniczanie ale o takie wychowywanie dziecka zeby ono nawet
    > nie pomyslalo o tym ze mogloby dostac ta juz przyslowiowa tutaj komorke za
    > 300$.

    Dlaczego ma o tym nie myśleć? Przecież te komórki za $300 są produkowane dla
    ludzi.

    > Mowilam moim nastolatkom o tej rozmowie tutaj, obie sie oburzyly po co 9-latce
    > telefon komorkowy? i dlaczego ma byc taki drogi

    Może jej potrzebny? Może jej nawet niepotrzebny a go chce mieć "bo tak". To
    prywatna sprawa tej 9 latki i jej sponsorów.

    > Tutaj jak nowy dom kupujesz to juz ci pokazuja jaki moglbys sobie kupic za
    > nastepne pare lat

    Kto pokazuje?

    > Kazde dziecko moze pracowac, chocby w domu, chocby przy wyprowadzaniu psa
    > sasiada czy pozamiataniu u sasiadki.

    A więc moja córka ma być służącą u sąsiadki podczas gdy ja mógłbym sobie kupić
    jej gospodarstwo razem z całym jej dobytkiem (niecałe 20 arów i mały domek w
    kiepskim stanie z pustaków żużlowych) i nie bardzo uderzyłoby mnie to po
    kieszeni? No nie. Tak nie będzie. Może w Ameryce mentalność jest inna, ale ja
    tak bym nie potrafił. Dla mnie to byłaby obraza żeby moje dziecko sobie
    dorabiało w taki sposób. Czego niby miałaby ją nauczyć taka praca? Młoda
    chętnie umyje okna prawie 80 letniej sąsiadce czy pomoże jej przy sprzątaniu,
    ale zrobi to bo czuje taką potrzebę, żeby jej pomóc, wyręczyć ją. Na pewno nie
    dla pieniędzy. Gdyby ktoś zaproponował jej 5 czy 10 zł za umycie okien, to by
    usłyszał od niej tekst, którego tu nie przytoczę bo moderatorka wytnie.

    > Wlasnie o to chodzi zeby dzieci uczyc ze dobra materialne zdobywa sie praca a
    > nie proszeniem wujka. A od wielkich prezentow i tych rozpiszczajacych
    > sytuacji sa swieta, urodziny, imieniny..

    Jak widać proszenie wujka też może być skutecznym sposobem smile I naprawdę nie ma
    w tym niczego niewłaściwego. Po to są dzieci, żeby je rozpieszczać a nie ganiać
    do pracy. Jeszcze zdążą się napracować. A tymczasem niech spędzają czas na
    przyjemnościach i nie martwią się o pieniądze.
  • deindra 12.02.06, 09:36
    Sorrki, ale Twoje podejście do wychowywania dzieci nadaje się do psychologa...
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • setorika 08.02.06, 18:38
    acorns napisał:


    Ja swoją też uczę ale w taki sposób, żeby ona wiedziała, że dobra materialne
    służą do realizacji danego celu
    > a nie są celem samym w sobie.

    Z tego, co napisałeś wyżej wyrażnie wynika, że przeczysz sam sobie smile
    >
    > ALE NIE DZIEWIĘCIOLATKA!!!!! Co ona niby ma robić? To że ja miałem możliwość
    > załatwienia mojej córce wówczas dziewięcioletniej prac z agencji reklamowej
    > gdzie pracowałem to nie znaczy, że wszyscy taką możliwość mają. A jak nie mają
    > to co? Pozostaje tylko dobry wujek.

    Tylko, że nie każdemu zarobienie dobrych pieniędzy przychodzi łatwo. A jeśli
    nawet, to trzeba uczyć dziecko, że pieniądze z nieba nie spadają i wszelkiej
    pracy należy się szacunek.
    >

    > Jeśli taka sytuacja jak wspomniałas ma miejsce, to dziecko przekaże taki
    > wzorzec dalej. Będzie dobrym rodzicem dla swoich dzieci, bo od ust sobie
    > odejmie a dzieciom da to co najlepsze. Jeśli jest bieda, to niech te dzieci
    > chociaż dzieciństwo mają szczęśliwe.

    A potem co? Oby jak najlepiej, ale jeśli sie nie uda, bo życie lubi płatać
    figle, to wielkie rozczarowanie, bo nie ma na pasemka? Na lakier, na
    kosmetyczkę, na ciuchy, na modny gadżet???
    I pozostaje psychoanalityk, na którego też nie ma kasy.
    Mówiąc dziecku 'nie" , uczysz je tym samym, że ono też powinno umieć odmówić w
    danej sytuacji. Napisałam to bardzo ogólnikowo, ale mam nadzieję, że kumasz, o
    co chodzi.
    Szczęśliwe dzieciństwo to niekoniecznie dostatek materialny. To przede wszystkim
    umysłowy! I miłość, która nie znaczy tylko brać, ale dawać innym.


    --
    doczytanianastarosc.blox.pl
  • deindra 08.02.06, 11:40
    No bez przesady... jak widać u tego pana panuje inny system wychowania. Do serca
    przez pieniążki?
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • deindra 08.02.06, 11:38
    Dziękuję za fantastyczne podsumowanie smileDokładnie to o czym cały czas mówię. Nic
    dodac , nic ująć.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • acorns 08.02.06, 13:41
    U mnie nie panuja zasada "przez pieniądze do serca". Ja po prostu uważam, że to
    jest bardzo szkodliwe takie wojowanie z dzieckiem i sprzeciwianie mu się. No bo
    gdybym tak z Młodą wojował o każdą rzecz, jaką chce mieć to byłaby wieczna
    wojna. Ja jej po prostu dałem odpowiednio wysokie kieszonkowe i ona sobie
    odkłada albo nie odkłada, zależy jaki ma cel. Dzięki temu rozumie zależność
    między dochodem a wydatkiem, musi jakoś sobie stworzyć tę hierarchię potrzeb bo
    przecież na wszystko nie starczy ani jej ani mi.
    Ogólnie nie obchodzi mnie czy ona wydaje na coś bo ma taką potrzebę czy wydaje
    bo ma taką zachciankę. Mi do poruszania się wystarczyłby np. Opel Corsa palący
    6 l. na setkę a jeżdżę samochodem, który mi pali ok 14 litrów przy spokojnej
    jeździe, bo mam wstręt do silników poniżej 220-250 KM. A jeśli ja mam takie
    prawo to Młoda też i nie musi mi uzasadniać dlaczego chce daną rzecz i ja przed
    nią też nie muszę. Chce i już i w ogóle nie ma problemu.
    Dla mnie nie jest głupotą to, że Młoda jak dorwie sponsora to mu uszczupli
    portfel. Głupotą byłoby gdyby tego nie zrobiła. A ona potrafi robić ładne oczka
    i słodkie minki, a wujkowie miękną przy tym smile
  • cynta 08.02.06, 14:03
    Bzdury brachu piszesz i robisz (jezeli to prawda) ale twoja sprawa i twojej
    Mlodej. Wole nie myslec co bedzie jak ona bedzie miala te 20 lat i "dorwie
    sponsora". Powodzenia
  • acorns 08.02.06, 14:18
    > co bedzie jak ona bedzie miala te 20 lat i "dorwie sponsora".

    A to problem sponsora a nie mój.
  • setorika 08.02.06, 18:40
    Tylko, że może się okazać, że sponsor znajdzie sobie lepszą do sponsorowania,
    hehehe.
    Śmieszny jesteś.
    --
    Forum TVN Style
  • kulju 08.02.06, 21:56
    Wiecie, to mi przypomnialo artykul, ktory jakis czas czytalam... O dziewczynach,
    studentkach, ktore maja "sponsorow" bo np. lubia dobre kosmetyki, czy dobre
    ciuchy. I az mna wstrzasnelo, ale teraz widze jakim sposobem dziewczyny w takiej
    sytuacji sie znalazly. 9 latka sie usmiechnie i zrobi slodka mine, 16 latka sie
    rozbierze...Chyba szkoda czasu na dyskusje, bo wydaje mi sie, ze to prowokacja.
    Nie wyobrazam sobie, ze istnieja tacy ograniczeni tatusiowie.
    Pozdr,
  • maksimum 08.02.06, 22:26
    kulju napisała:

    > Wiecie, to mi przypomnialo artykul, ktory jakis czas czytalam... O
    dziewczynach,
    > studentkach, ktore maja "sponsorow" bo np. lubia dobre kosmetyki, czy dobre
    > ciuchy. I az mna wstrzasnelo, ale teraz widze jakim sposobem dziewczyny w
    >takiej sytuacji sie znalazly.

    Przyklad zawsze idzie z domu,a jak bedzie trzeba,to tatko podwiezie swoja
    bryczka corke do sponsora.

    > 9 latka sie usmiechnie i zrobi slodka mine, 16 latka sie
    > rozbierze...

    W jakim Ty swiecie zyjesz?
    13 latki sie rozbieraja,a 16 latki juz ciezko pracuja cialem.

    > Chyba szkoda czasu na dyskusje, bo wydaje mi sie, ze to prowokacja.

    Moderatorka traktuje go powaznie i jego postow nie wycina tak jak moich.
    Widocznie wlasnie to jej pasuje i imponuje.

    > Nie wyobrazam sobie, ze istnieja tacy ograniczeni tatusiowie.

    Bo sie narazisz moderatorce i zacznie twoje posty wycinac!

    > Pozdr,
  • acorns 08.02.06, 23:18
    Może to Ty jesteś ograniczona? Bo ja nie. To czysta karkulacja i tyle:
    Wujek Marek kupił jej GTA San Andreas - wartość około 250 zł
    Wujek Siergiej kupił jej wielką roślinę doniczkową do pokoju - chyba coś około
    500 zł.
    Mój tata jako dobry dziadek dał jej 200 zł
    Moja mama jako dobra babcia dała jej tyle samo
    Nasz kapitał wzrósł więc tylko w ciągu tego roku o około 1200 zł I ja mam
    protestować? Musiałbym chyba być idiotą. Jak chcą jej dawać proszę bardzo.
    Niech jej nawet basen wybudują i kupią limuzynę z kierowcą. Pałac niech jej
    postawią z kryształowymi żyrandolami i złotymi wrotami. Najlepsza zasada - jak
    dają to bierz smile I tyle. Jak wujkowie i dziadki każde jej zdanie "ja bym
    chciała....." traktują jako rozkaz a za punkt honoru biorą jego spełnienie, to
    naprawdę ich problem a nie córki ani tym bardziej mój.

    To co czytałaś o studentkach, które dorabiają sobie w ten sposób to nie tyczy
    się mojej córki. Powód jest prosty - to ja jej będę sponsorował studia jeśli
    zechce na nie iść. Na razie się nie zanosi, ale nigdy nic nie wiadomo. Może jej
    się odmieni. Nie będzie musiała obsługiwać starszych panów. Te studentki tak
    robią bo rodzice im albo nie chcę dawać kasy albo nie dają bo nie mają. Smutne
    to, ale tak jest.
  • setorika 08.02.06, 23:32
    acorns napisał:

    Powód jest prosty - to ja jej będę sponsorował studia jeśli
    > zechce na nie iść. Na razie się nie zanosi, ale nigdy nic nie wiadomo. Może jej
    >
    > się odmieni.
    Przy takim ojcu to nie ma sie co dziwić, że sie nie zanosi.


    Nie będzie musiała obsługiwać starszych panów.

    Żebyś sie nie zdziwił.


    --
    doczytanianastarosc.blox.pl
  • maksimum 09.02.06, 05:22
    setorika napisała:

    > acorns napisał:
    >
    > Powód jest prosty - to ja jej będę sponsorował studia jeśli
    > > zechce na nie iść. Na razie się nie zanosi, ale nigdy nic nie wiadomo. Mo
    > >że jej się odmieni.

    > Przy takim ojcu to nie ma sie co dziwić, że sie nie zanosi.
    >
    >
    > >Nie będzie musiała obsługiwać starszych panów.
    >
    > Żebyś sie nie zdziwił.

    Zatai przed rodzina i rodzina ja bedzie w dalszym ciagu wspomagac wraz ze
    starszymi panami.
  • marcepanna 09.02.06, 13:29
    strasi panowie sa cool
    zwlaszcza z forsa rzecz jasna, w moich czasach byli bardzo modni na poczatek
    moj tata popieral i akceptowal takich facetow a rowiesnikow tepil
    pani penderecka sie chwycila za za kolege swego tatusia
    to wlasnie bylo kiedys bardzo trendy
  • cynta 09.02.06, 13:40
    No bo to przeciez: "czysta karkulacja i tyle: " tak mozna miec 2x tyle ile bez
    starszych panow. A swoja droga szokujace ze sie Acorns nie oburzyl na supozyjce
    ze jego corka bedzie zarabiac cialem, i to zanim bedzie pelnoletnia....
  • acorns 09.02.06, 14:09
    > A swoja droga szokujace ze sie Acorns nie oburzyl na supozyjce
    > ze jego corka bedzie zarabiac cialem, i to zanim bedzie pelnoletnia....

    Bo Acorns nie jest członkiem żadnej Brygady Moherowych Beretów ani w żaden
    sposób ograniczony presją społeczną. A takie sugestie nie świadczą źle ani o
    mnie, ani o córce, tylko o poziomie osoby, która takie coś sugeruje.
  • deindra 09.02.06, 20:09
    Szkoda gadać.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • deindra 09.02.06, 20:06
    Tez uwazam, że to prowokacja, bądź tatuś-duże i nieprzygotowane dziecko.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • deindra 09.02.06, 20:05
    Dawanie dziecku kieszonkowego, jeszcze mogę się zgodzić, pod warunkiem że jest z
    czego.
    A jeśli ja mam takie
    > prawo to Młoda też i nie musi mi uzasadniać dlaczego chce daną rzecz i ja przed
    > nią też nie muszę.
    To jest konsumpcyjne podejście do świata. Kompletnie niepedagogiczne.

    > Dla mnie nie jest głupotą to, że Młoda jak dorwie sponsora to mu uszczupli
    > portfel. Głupotą byłoby gdyby tego nie zrobiła. A ona potrafi robić ładne oczka
    > i słodkie minki, a wujkowie miękną przy tym smile

    Od małego uczyć zasad sponsoringu? No to równie dobrze można by nie wysyłać
    małej do szkół tylko dbac o jej ładny wygląd od poczatku, przecie im lepszy
    wygląd, tym więcej sponsorów.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • karolina_29 09.02.06, 21:12
    Hej hej
    Jestem pełna podziwu, jak nasz współforumowicz rozgrzał dyskusję smile
    Nie ma to jak kontrowersyjne poglądy, bez tego forum byłoby nudne.
    Moja bliska osoba twierdzi nawet, że admini zatrudniają na etacie osoby
    nakręcające kontrowersyjne wątki - ja co prawda do końca w to nie wierzę, ale
    kto to wie...

    JEden cytat wydał mi się znaczący kilka postów wyżej

    CYTAT
    Ale chyba w pierwszej kolejności się kupuje dla dzieci nawet kosztem swoich
    potrzeb. Przynajmniej ja bym tak robił gdyby zaszła taka konieczność. Ja
    mógłbym jeść nawet kaszankę albo salcefix czy nawet paczkowane pyzy marki Tesco
    Korzystny Zakup, ale córce kupowałbym szynkę, baleron, dobre sery, kiełbasy itd.
    KONIEC CYTATU

    Podzielę się swoim doświadczeniem z dzieciństwa: tak właśnie postępowali moi
    Rodziciele. Do czasu.
    Do dnia mianowicie, kiedy (w czasach ciężkiej komuny) nasza Rodzina dostała z
    darów kosz z bananami. I padło pamiętne zdanie jednego z dzieci:
    Jak to???? To rodzice TEŻ jedzą banany??!!

    Dziecko uczy się zycia od nas, dorosłych. Jeśli traktujemy córkę jak królewnę,
    będzie uważała, że jest królewną. Po prostu od zawsze tak było, że dostawała
    to, co najlepsze i ona podświadomie będzie tego oczekiwać.

    Stawianie dzieciom granic jest bardzo ważnym elementem wychowania.

    Pozdrawiam smile
  • acorns 09.02.06, 22:29
    > Moja bliska osoba twierdzi nawet, że admini zatrudniają na etacie osoby
    > nakręcające kontrowersyjne wątki - ja co prawda do końca w to nie wierzę, ale
    > kto to wie...

    A to dobre by było smile No to będę musiał do Mai45 napisać, że od dziś życzę
    sobie 10 zł za posta i wtedy każdy wątek rozbujam smile
  • acorns 09.02.06, 22:27
    > To jest konsumpcyjne podejście do świata. Kompletnie niepedagogiczne.

    Nie w tym rzecz. Chodzi o to, że np. ja bym jej powiedział "jak Młoda chcesz
    mieć Sony Ericsson W900i to najpierw mi wyjaśnij po co ci taki telefon i
    uzasadnij potrzebę jego posiadania. Do komunikowania wystarczy ci stary Siemens
    C35". A ona by mnie w tym momencie zapytała "to w takim razie po co ci taki
    silnik w samochodzie? Do jeżdżenia wystarczyłoby ci seryjne Seicento albo
    Corsa". I co ja miałbym jej odpowiedzieć? Że lubię mocne silniki? No to ona mi
    powie że ona lubi dobre telefony i taka będzie rozmowa. Nie mogę wymagać od
    dziecka tego czego sam nie robię. Stać mnie na eksploatację silnika prawie 300
    KM to takim będę jeździł i dalej będę go tuningował jak tylko czasu starczy. Bo
    lubię jak w fotel wciska nawet przy 150 km/h i więcej. Bo lubię szybką jazdę a
    nienawidzę słabych silniczków i małych "kobiecych" samochodów. I wolno mi to.
    Nikomu nie muszę się tłumaczyć dlaczego, ani robić sobie żadnych wyrzutów, że
    uprawiam konsumpcjonizm. Zwłaszcza, że mój samochód kosztuje mniej niż byle
    Fiacik Panda albo Citroen C2, a Młoda wcale nie ma ww. Sony Ericssona tylko o
    wiele tańszą Nokię 9300 i chciała ją tylko ze względu na pełną klawiaturę, bo
    ona dużo SMSów pisze.

    > No to równie dobrze mozna by nie wysylac malej do szkól tylko dbac o jej
    > ladny wyglad od poczatku, przecie im lepszy wyglad, tym wiecej sponsorów.

    O szkole bardzo dużo się wypowiadałem w innych wątkach, ponieważ jest to mój i
    Młodej punkt zapalny. Mogłaby nie chodzić w ogóle i nic by nie straciła. Poziom
    lekcji jest zbyt niski, bo musi być dostosowany do możliwości najmniej zdolnych
    uczniów, a to dla mojej córki oznacza stratę czasu i tyle. A o wygląd swój ona
    dba i to bardzo. Zawsze dbała. To chyba dobrze? Jako współczesna kobieta, z
    pewnością dbasz o swój wygląd. Czy to w takim razie jest na zasadzie "im lepszy
    wygląd tym więcej sponsorów"?
  • deindra 10.02.06, 10:12
    Nie, ja bym zapytała: po co ci komórka???
    I proszę nie karm nas gadkami typu "przeciez rodzic musi wiedzieć gdzie jest ich
    dziecko i do tego celu są komórki" - a jak wiedzieli nasi rodzice gdzie my
    byliśmy? Tak, tak, czasy są cieżkie, trudne, tere-fe-re, ale to jest pójście na
    łatwiznę. KUpowanie dziecku czego ono sobie zażyczy to nie wychowanie, ale
    chowanie i to w poczuciu takim że wszystko się nalezy.
    "To rodzice też jedzą banany?" - super! smile
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • angasc2 10.02.06, 10:25
    Moja córka mało nastoletnia ma SONY ERICSSON P910i (to właściwie palmofon) i czy z tego wynika coś poza tym,że chcielismy jej taki dać?
  • acorns 10.02.06, 12:12
    > Nie, ja bym zapytala: po co ci komórka???

    A ona by wtedy zapytała "a po co ci silnik V8?". W sprawach motoryzacyjnych
    jest bardzo zorientowana i dobrze wie co pod maską siedzi smile

    > I prosze nie karm nas gadkami typu "przeciez rodzic musi wiedziec gdzie jest
    > ich dziecko i do tego celu sa komórki" - a jak wiedzieli nasi rodzice gdzie my
    > bylismy?

    Jak rozumiem z innych zdobyczy cywilizacji także nie korzystasz dla samej idei
    nie korzystania? Z Internetu jak widzę korzystasz choć Twoja mama nie
    korzystała mając tyle lat co Ty, więc tu widzę pewną nieścisłość.

    > Tak, tak, czasy sa ciezkie, trudne, tere-fe-re, ale to jest pójscie na
    > latwizne.

    Podobnie jak korzystanie z pralki automatycznej jest pójściem na łatwiznę.
    Przecież można prać w poczciwej Frani albo nawet w balii? Nasze babcie tak
    prały i dobrze było. Jeżdżenie samochodem to też pójście na łatwiznę. Są PKSy,
    pociągi, komunikacja miejska. Używanie odkurzacza to też pójście na łatwiznę.
    Przecież można zwinąć dywan i go wytrzepać. Prysznic to też jest pójście na
    łatwiznę. Przecież można się w misce umyć. Tylko czy tu o to chodzi, żeby sobie
    utrudniać życie? Jeśli tak to jestem chyba w błędzie, bo ja sobie je ułatwiam.

    > KUpowanie dziecku czego ono sobie zazyczy to nie wychowanie, ale chowanie i
    > to w poczuciu takim ze wszystko sie nalezy.

    Niniejszym pragnę poinformować, że Młoda chce mieć stuningowaną Hondę Legend z
    silnikiem tak około 400 koni, z podtlenkiem i dwoma subwooferami w bagażniku.
    Chciała też symulator samolotu, który kiedyś sprzedawali na Allegro za ok 30
    tysięcy. Chce też skuter wodny, o paralotni coś też wspominała. No i co z tego?
    Nie dostanie przecież tego wszystkiego, bo nie stać mnie. Więc nie ma poczucia,
    ze wszystko jej się należy. I nie robi z tego powodu żadnych problemów. Na
    pewno należy jej się to na co mnie stać i będziemy żyć na takim poziomie, jaki
    jestem w stanie zapewnić. Obojętne czy komuś się to podoba, czy nie.

    > Proponuje abys w takim razie sam zajal sie edukacja córki, bo pewnie lepiej to
    > zrobisz niz wyksztalceni w tym kierunku nauczyciele.

    Od przyszłego roku będzie miała indywidualne nauczanie. Ja z pewnością zrobię
    to lepiej niż wychowawczyni, która zatrzymała się w rozwoju w czasach Gierka.
    Lepiej niż pan od informatyki, który nie ma pojęcia do czego służy choćby <br>
    w HTML, a Młoda robi całkiem nieźle strony www. Kto tu kogo powinien uczyć?
    Nauczyciel ją czy ona nauczyciela? Na angielski muszę ją i tak zapisać
    prywatnie bo trzeci rok jadą na tym samym poziomie i Młoda jest ostro
    wkur***na, bo tylko traci czas na tych lekcjach. Przykładów jest wiele. Przy
    nauczaniu indywidualnym ja mogę płacić kompetentnemu nauczycielowi, a nie
    starej raszpli, która dawno powinna być na emeryturze i trzymać się z dala od
    dzieci i młodzieży.
  • angasc2 10.02.06, 12:23
    Co trzeba zrobić aby mieć indywidualne nauczanie (jak wolisz to odpowiedz na priv)
  • acorns 10.02.06, 12:42
    Musisz zgłosić to do dyrektora szkoły i odpowiednio umotywować (czyli
    naściemniać). W razie potrzeby możesz iść do wyższej instancji, czyli
    kuratorium. Przepisy są tu mało precyzyjne, więc każdy to może interpretować na
    swój sposób.

    Art. 16 p.8 Ustawy o Systemie Oświaty z września 1991 r: "Na wniosek rodziców
    dziecka dyrektor szkoły publicznej, w której obwodzie dziecko mieszka, może
    zezwolić na spełnianie przez dziecko obowiązku szkolnego poza szkołą oraz
    określić jego warunki. Dziecko spełniające obowiązek szkolny w tej formie może
    otrzymać świadectwo ukończenia poszczególnych klas szkoły podstawowej lub
    ukończenia tej szkoły na podstawie egzaminów klasyfikacyjnych przeprowadzonych
    przez szkołę, której dyrektor zezwolił na taką formę spełniania obowiązku
    szkolnego".

    Z pewnością będzie Ci łatwiej umotywować jeśli masz wyższe wykształcenie. Ale
    najłatwiej to załatwić pod pretekstem różnych schorzeń wymagających
    rehabilitacji w innym mieście. Ja na przykład będę miał na podkładkę orzeczenie
    lekarskie, że Młoda ma bolesne zwyrodnienia stawów kolanowych i musi jeździć we
    wtorki i czwartki prywatnie na rehabilitację do Warszawy.

    Zajrzyj też na tę stronę: www.edukacjadomowa.piasta.pl Jest na niej sporo
    ciekawych informacji, które Cię zainteresują.
  • angasc2 10.02.06, 13:03
    Dzięki, tą strone znalazlam jakis czas temu.Strasznie żałuję że nie miałam tych informacji jakiś czas temu zanim przeniosłam córkę do szkoły prywatnej.
    Ile lat do końca podstawówki będzie miała w przyszłym roku Twoja córka?
  • acorns 10.02.06, 13:07
    W tym roku kończy podstawówkę. Tyle dobrze, że nawet gdyby się nie udało
    załatwić indywidualnego nauczania to może iść do prywatnego gimnazjum a tam
    zawsze łatwiej się dogadać.
  • angasc2 10.02.06, 13:30
    To moja trochę młodsza. Ale sensownego gimnazjum już zaczęłam szukać.Ciekawa jestem co wybierzesz Ty i Twoja córka.
  • acorns 10.02.06, 13:58
    No i tu właśnie jest problem, bo w okolicy nie ma sensownego prywatnego
    gimnazjum. Przecież nie będę z nią codziennie jeździł do Olsztyna 2 razy
    dziennie. Niby dzięki temu mam jeszcze jedno porządne uzasadnienie chęci
    indywidualnego nauczania, bo Młoda ma spore umiejętności i pewne prace
    udokumentowane i chcę jej stworzyć warunki, a nie jestem w stanie zapewnić jej
    transportu do Olsztyna. Tylko znając polskie realia to prędzej przejdzie numer
    ze zwyrodnieniami stawów. Dobro ucznia jest bowiem mało ważne dla całego
    systemu oświaty.
  • angasc2 10.02.06, 14:43
    A to jeżdzenie to ile czasu by wam zajmowało? My teraz mamy w jedną stronę (jak bez korków) ok 30 min samej jazdy.W szczycie korkowym to potrafi byc nawet do prawie połtorej godziny - horror.Szkoda,że w Polsce nie można przez net w cześci robić szkoły ale tak bez kombinowania.Powodzenia Wam życzę.
    PS. z innego formu odniosłam wrażenie,że jesteś z w-wy.
  • acorns 10.02.06, 14:52
    Ponad godzinę w jedną stronę. To jakieś 73 kilometry. A zimą nie zawsze dałoby
    się dojechać.

    W Polsce owszem można się uczyć w systemie e-learning, ale tylko w kilku
    wyższych uczelniach. Możnaby wykorzystać Internet do podwyższenia poziomu
    edukacji. Ale nie ma dobrej woli, żeby to zrobić.

    Byłem z Warszawy, teraz już się wynieśliśmy na Mazury.
  • angasc2 10.02.06, 15:40
    no to faktycznie dla was najlepiej chyba byłoby w domu.To jeden z powodów dla jakiego na razie odrzuciliśmy przeprowadzkę gdzieś dużo dalej. Mamy tylko ok 30 km w jedna stronę.Szkołę wiejską nie tylko z nazwy trenowalismy niepełny rok, totalna porażka.A nie będziesz ze wzgledu na odlegośc miał problemów z ewentualnymi nauczycielami? My mamy stres nawet z kimś do języków kto by przyjeżdzał do domu. A pobyt w szkole chcemy zminimalizować czasowo jak tylko się da. Nie trawię jak ktos upycha dziecko w szkole od 7.30 do 17.30 bo tak mu wygodniej pomimo że często mamusia nie musi zasuwać na etacie
  • acorns 10.02.06, 16:38
    Mi też chodzi mi o to, żeby ona nie marnowała czasu w szkole. Co jej może dać
    lekcja informatyki w szkole, gdzie nauczyciel umie mniej od niej i komputery są
    sprzed około 8 lat? Po co jej Windows Millenium skoro w domu na jednym kompie
    mamy Win XP Professional a na drugim Mac OS X? Nauczyciel informatyki nawet by
    pewnie nie wiedział jak włączyć Macintosha ani jak go wyłaczyć, nie wie co to
    jest FireWire, po co są obudowy FireWire do dysków IDE i w ogóle niewiele wie.
    I czego on uczy Młodą? Przygotowuje ją do pracy w Muzeum Informatyki? Jeśli tak
    to ja mogę to zrobić lepiej bo mam działający XT z 1981 roku.

    Otworzyłem teraz jej podręcznik "A to historia" na str. 91. I co mamy? Wielka
    wojna z zakonem krzyżackim, na stronie 2 fotografie zrobione na zamku w
    Malborku, dalej Bitwa pod Grunwaldem i przedruk obrazu Matejki a po drugiej
    stronie mapka gdzie jest Grunwald. A ja chcę wsiąść w samochód i pojechać z
    Młodą do Grunwaldu, stamtąd do Malborka, a jak starczy czasu to jeszcze
    zahaczyć o Radzyń Chełmiński. Taka wycieczka przynajmniej coś jej da, będzie
    dla niej czymś ciekawym i ona o wiele więcej się nauczy niż na nudnej lekcji
    pod presją niezapowiedzianej kartkówki.

    Zajrzyj tu: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=35171103 To
    wszystko jest w 80% wymyślone przez Młodą. I tak też moim zdaniem powinna
    wyglądać szkoła. Gdyby jeszcze wykorzystać możliwości jakie daje internet,
    byłoby to jeszcze bardziej funkcjonalne.
  • angasc2 11.02.06, 07:04
    Zgadzam się z Tobą, tylko jak to zrobić.Jak na razie koncentruję sie w y ł ą cz n i e na Własnym dziecku bo nikt tego za mnie nie zrobi. Mam brdzo niepopularne poglądy.Jak ktoś chciał mieć dziecko to powinien nim się zajac a nie zwalac to na innych i nie wazne czy to babcia niania czy szkoła.To rodzice są odpowiedzialni za dzieci. A niektórzy po prostu ich (dzieci ) mieć nie powinni a na pewno nie kilkoro.
    pozdrawiam Ciebie i Młodą
  • acorns 13.02.06, 14:57
    > Zgadzam się z Tobą, tylko jak to zrobić

    Protestować. Każdy komu się coś w systemie nie podoba powinien protestować,
    próbować przeforsować lepsze rozwiązania. Inaczej nic się nie zmieni. Ludzie
    nie mogą godzić się na wszystko bo to jest forma zniewolenia. Ale ludzie
    nauczeni są tak żyć. Inaczej nie potrafią. Pokolenia niewolników muszą umrzeć.
    Niestety, nadal rodzice kierują się starymi zasadami wychowania, czyli dziecko
    ma być karne, posłuszne, grzeczne, ma się uczyć itd. Każdy myśli że wie co
    dziecko powinno, ale nie ma tu miejsca na indywidualność tego dziecka i na jego
    zdanie, jego wolę. I wychowuje kolejnego niewolnika. Bo przecież takie
    nastawienie młody człowiek skądś musi wziąć.
  • karolina_29 11.02.06, 19:28
    Fajny projekt smile Szkoda, że nie chodziłam do takiej szkoły.

    Ale proszę, wytłumacz jeszcze, o co chodzi z Twoim przykładem komórka/samochód.
    Jeśli Młoda nie musi Ci tłumaczyć, dlaczego chce mieć "X", czy to znaczy, że
    kupujesz / dajesz jej wszystko, o co poprosi? Czy po prostu nie każesz sobie
    tłumaczyć, ale dajesz albo nie?
  • angasc2 11.02.06, 19:57
    Ale Acorns już to wyżej tłumaczył ,że zacytuję:
    @Niniejszym pragnę poinformować, że Młoda chce mieć stuningowaną Hondę Legend z
    silnikiem tak około 400 koni, z podtlenkiem i dwoma subwooferami w bagażniku.
    Chciała też symulator samolotu, który kiedyś sprzedawali na Allegro za ok 30
    tysięcy. Chce też skuter wodny, o paralotni coś też wspominała. No i co z tego?
    Nie dostanie przecież tego wszystkiego, bo nie stać mnie. Więc nie ma poczucia,
    ze wszystko jej się należy. I nie robi z tego powodu żadnych problemów. Na
    pewno należy jej się to na co mnie stać i będziemy żyć na takim poziomie, jaki
    jestem w stanie zapewnić. Obojętne czy komuś się to podoba, czy nie.@
  • acorns 13.02.06, 14:30
    Młoda wie na jakim poziomie żyjemy i zna priorytety typu "najpierw muszę
    wybrukować podjazd i ogrodzić całość, a potem dopiero możemy myśleć o
    laptopie". Rozmawiamy na temat konieczności posiadania danej rzeczy, ale ta
    rozmowa nie jest w żadnym wypadku decydująca o tym czy ona dostanie coś czy
    nie. Bo ja daję jej kieszonkowe 500 zł (czyli tyle ile wydaję na nią
    miesięcznie - ciuchy itd.), któryś wujek, babcia albo dziadek też czasem jej da
    jakąś kasę i ona sobie może spokojnie odłożyć na laptopa. Jak odłoży to nie
    musi mi się tłumaczyć po co coś kupuje. A jak chce ode mnie niezależnie od
    swojej kasy, to wtedy negocjujemy. Nie ma sztywnych zasad. Tzn. jest jedna -
    oboje dążymy do tego, żeby coś było a nie na odwrót. Nasze rozmowy mają
    charakter rzeczowy a nie jakiś filozoficzny ani mentorski (a ja jak miałem 11
    lat to...). Rzeczowy, czyli czy potrzebny ci PowerBook G4 czy też wystarzy
    jakiś Celeron 800 albo iBook. I przy okazji rozmów o laptopie wyszło na to, że
    na razie ona go wcale nie potrzebuje. I jest dobrze. Gdybym tak jak Deindra
    mówił "moim zdaniem mała nie powinna miec laptopa" to byłaby awantura i bunt,
    bo niby jakim prawem ja wiem lepiej co ona powinna a czego nie? Niby wiem, ale
    mówiąc w ten sposób nadepnąłbym jej na odcisk. Dlatego wolę pogadać i ją
    próbować przekonać w rozmowie a nie od razu "nie i już bo ja tak powiedziałem".
  • deindra 13.02.06, 20:17
    Śmieszny prowokator z Ciebie smile)))))
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • deindra 12.02.06, 09:53
    Ślicznie dziecko uczysz kłamać - BRAWO.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • deindra 12.02.06, 09:48
    No ale czekaj, czekaj JA płacę sobie za internet? czy moja mama? JA jestem na
    swoim utrzymaniu od X lat i sobie na to zapracowałam, bo tak mnie mama i tata
    uczyli, czy ona oddaje mi swoja część emerytury na serfowanie? Nie porównuj mnie
    do swojej córki, która wszystko co ma ma od Ciebie.

    Tak w ogóle to mi się wydaje, że nie rozumiesz o czym jest wątek - ja o kozie Ty
    o wozie (z silniekiem V8). Mówimy o uczeniu dzieci szacuknku do pracy i
    pieniędzy, które zarabiają ich rodzice, a nie o kupnie pralki czy innych rzeczy
    które dorośli kupują by ułatwić sobie zycie i życie całej swojej rodziny, bo
    niejednokrotnie czas który spędzili by na praniu ręcznym przeznaczają na pracę
    czy opiekę nad domem, dziećmi.

    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • acorns 13.02.06, 14:05
    > No ale czekaj, czekaj JA płacę sobie za internet? czy moja mama? JA jestem na
    > swoim utrzymaniu od X lat i sobie na to zapracowałam, bo tak mnie mama i tata
    > uczyli, czy ona oddaje mi swoja część emerytury na serfowanie? Nie porównuj
    > mnie do swojej córki, która wszystko co ma ma od Ciebie.

    Przyjmująć taki tok myślenia to zamiast wydawać 40 zł na fryzjera dla Młodej,
    powinienem jej włożyć garczek na głowę i równiutko ostrzyc i niech się gó..ara
    cieszy, że w ogóle ma włosy obcięte a nie jeszcze ma jakieś wymagania względem
    fryzury. Jak przejdzie na swoje utrzymanie to będzie sobie wydawać i po 200 zł
    tygodniowo na fryzjera, a póki ja ją utrzymuję to będzie tak jak chcę JA - JEJ
    PAN I WŁADCA.
    Ja kocham swoje dziecko, liczę się z jej zdaniem, staram się ją wspierać a nie
    stawać jej na drodze. Takie bzdety jak posiadanie komórki - coś naturalnego w
    XXI wieku w cywilizowanym kraju nie będą nam zakłócały porozumienia. Nie wiem
    ile lat mają Twoje dzieci. Zresztą nieważne ile. I tak czeka Cię bunt. Bo
    przyjdzie taki czas, że dziecko się zbuntuje i skieruje ten bunt przeciw Tobie.
    A swoją postawą i mentalnością sprzed kilkudziesięciu lat sama się o ten bunt
    prosisz. "Proście, a będzie wam dane" (Mt 7,7).

    > Tak w ogóle to mi się wydaje, że nie rozumiesz o czym jest wątek - ja o kozie
    > Ty o wozie (z silniekiem V8)

    Rozumiem to bardzo dobrze, bo podobne teksty głosi moja mama. Ten sposób
    myślenia sprawia, że ona zatrzymała się na przełomie lat 60/70 ubiegłego wieku
    i dalej ani rusz. Nic więcej. Nie jest dla mnie żadnym wzorcem. Niczego się nie
    dorobiła bo bała się nowych technologii jak diabeł święconej wody. I Ty też jak
    widzę.

    > Mówimy o uczeniu dzieci szacuknku do pracy i
    > pieniędzy, które zarabiają ich rodzice, a nie o kupnie pralki czy innych
    > rzeczy
    > które dorośli kupują by ułatwić sobie zycie i życie całej swojej rodziny, bo
    > niejednokrotnie czas który spędzili by na praniu ręcznym przeznaczają na pracę
    > czy opiekę nad domem, dziećmi.

    A taki samochód na przykład. No czy on jest w mieście potrzebny? Dłużej się nim
    jedzie niż komunikacją miejską bo tramwaj i metro w korkach nie stoi. Czas,
    który zaoszczędziłabyś jadąc tramwajem i metrem przeznaczyłabyś na pracę czy
    opiekę nad domem, dziećmi. Posiadanie samochodu jest więc czystym wygodnictwem.
    Nie trzeba dorabiać żadnej ideologii do faktu, bo każdy ma prawo do wygodnictwa
    (nawet dziecko) i nie ma w tym niczego złego. Kogoś nie stać na samochód to
    jeździ komunikacją miejską. Kogo stać na Seicento to je kupuje. Kogo stać na
    nowe BMW to kupuje. Kogo stać na helikopter to kupuje. I nikt nie musi się
    nikomu z tego tłumaczyć. Ty swoją postawą nie nauczysz ich niczego, a tylko
    wywołasz u nich blokadę psychiczną przez zakupem różnych gadżetów, bo będą
    kupować tylko to, co jest im potrzebne. A realnie patrząc to nawet nie potrzeba
    bieżącej wody ani prądu w mieszkaniu i też można żyć. Tylko czy na tym polega
    życie?
  • deindra 13.02.06, 20:22
    Widzę że dyskusja z Tobą jest jałowa. Nie chce mi się udowadniać, że śnieg jest
    biały, bo Ty i tak masz swoje racje. I bardzo proszę. Ta dyskusja jest beznadziejna.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • acorns 14.02.06, 11:31
    Ale co Ty chcesz mi udowodnić? Na razie negujesz wszystko co mówię i
    wypowiadasz się autorytarnie wobec wszystkich dziewięciolatek tego świata.
    Proszę, nie mów mi co powinna a czego nie powinna mieć dziewięciolatka, bo
    zapytam "która dziewięciolatka?". Jest ich na świecie kilkadziesiąt milionów, a
    Ty autorytarnie twierdzisz, że żadnej z nich komórka nie jest potrzebna.

    I jeszcze jako argument podajesz to, że jako dzieci nie mieliśmy tego czy
    tamtego. To nie jest żaden argument. Ja w tym momencie pytam: Czy miałaś
    internet w wieku lat 9, 10, 11? Czy to, że nie miałaś jest powodem, żeby Twoje
    dzieci też nie miały? Idąc tym torem także Twoje wnuki nie będą miały i
    prawnuki i praprawnuki. Gdyby ludzkość od początku tak myślała, to jeszcze
    byśmy z maczugami ganiali bo "skoro ja nie miałem dzidy, to i moje dzieci jej
    mieć nie muszą". Nie przekonasz mnie takimi argumentami bo ja idę z postępem.

    Ale w jednym Ci przyznam rację - trzeba uczyć dziecko asertywności,
    niezależności i pewności siebie bo to mu pozwoli radzić sobie w sytuacji gdy
    inne dzieci śmieją się, że czegoś nie ma. Jeśli komórka ma służyć tylko temu,
    żeby dzieci się nie śmiały to nie jest to właściwy sposób rozwiązania tej
    sytuacji.
  • a_weasley 14.02.06, 13:11
    acorns napisał:

    > Ale w jednym Ci przyznam rację - trzeba uczyć dziecko asertywności,
    > niezależności i pewności siebie bo to mu pozwoli radzić sobie w sytuacji gdy
    > inne dzieci śmieją się, że czegoś nie ma. Jeśli komórka ma służyć tylko temu,
    > żeby dzieci się nie śmiały to nie jest to właściwy sposób rozwiązania tej
    > sytuacji.

    A to, OIR, była istota sporu na początku. "Wszystkie mają, a ja nie mam" to nie
    jest argument. Tym bardziej "On ma, a ja nie mam", skąd prosta droga do "Ja mam,
    a ty nie, więc ja jestem lepszy" (tudzież "Moich rodziców stać, a twoich nie,
    więc moi są lepsi"). A do udziału w tym wyścigu, mam nadzieję, nikt z moich
    przedmówców się nie wyrywa, niezależnie od tego, czy dziecko miałoby załapać się
    w klasowej rywalizacji na podium czy znaleźć się w ogonie.
    Czasy mamy niełatwe pod tym względem. Rozwarstwienie dochodów wzrosło i rośnie,
    ze wszystkich stron pcha się reklama rozmaitych gadżetów, także adresowanych do
    dzieci. Mówiąca, jawnie lub w podtekście, dziecku "musisz to mieć", a rodzicom
    "jak wasze dziecko tego nie będzie miało, to co z was za rodzice".
    Nasi rodzice pod wieloma względami mieli ciężkie życie, ale akurat tego raczej
    nie, a przynajmniej w bez porównania mniejszym stopniu. Różnice dochodów były
    nieduże, nadwyżka na zabawki zostawała nie za duża, oferta handlu mało
    urozmaicona, a reklamy wcale.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • deindra 14.02.06, 15:41
    Acorns po prostu nie czyta watków ani dyskusji. Albo czytanie ze zrozumieniem
    nawala wink
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • deindra 14.02.06, 15:36
    > Ale w jednym Ci przyznam rację - trzeba uczyć dziecko asertywności,
    > niezależności i pewności siebie bo to mu pozwoli radzić sobie w sytuacji gdy
    > inne dzieci śmieją się, że czegoś nie ma. Jeśli komórka ma służyć tylko temu,
    > żeby dzieci się nie śmiały to nie jest to właściwy sposób rozwiązania tej
    > sytuacji.
    To powyżej jest dowodem na to, że albo nie czytasz dyskusji od początku (mojego
    intro w szczególności) albo nie rozumiesz o czym ja cały czas piszę - po
    dwutygodniowych moich przekonaniach o uczeniu asertywności i tego, że komórka
    czy ki diabeł nie nauczy dziecka radzić sobie w takich sytuacjach jak brak
    pieniędzy, (a Twoich ciągłych tego negacjach )przyznajesz mi rację smile)))

    Druga rzecz, że ta dyskusja jest bezsensowna, bo przerodziła się w Twoją
    bałwochwalczą paplaninę na temat Twoich mozliwości finansowych, a temat jest
    inny ("wymagania dzieci a BRAK pieniędzy" a nie "mam kupę kasy i chcę się nią
    dzielić z dziećmi, bo tak"). Nie wiem czy chcesz komus na tym forum zaimponowac
    tymi silnikami i 500zł kieszonkowego dla dziecka (?). Może zmień forum na
    motoryzację po prostu. My tu chcemy mówić o wychowaniu, szczególnie w rodzinach,
    w których ono jest na pierwszym bądx ostatnim (w zależności od rodziny) miejscu
    i gdzie często brak funduszy jest jakimś tam problemem dla dzieci, może punktem
    zapalnym nawet.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • deindra 12.02.06, 09:51
    Ciekawe tylko jak załatwisz nauczanie indywidualne? Dasz w łapę? No chyba że
    "załatwisz" dziecku jakieś orzeczonko lekarskie że nie oże realizowac obowiązku
    szkolnego w szkole smile)
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • acorns 13.02.06, 14:07
    Albo tak albo tak. Bo normalnie się w tym kraju nie da. Muszę uczyć dziecko
    kłamać, bo do tego nas zmuszają chore ustawy płodzone w wielkiej ilości przez
    bandę kmiotów zwanych posłami.
  • cveta 16.02.06, 14:29
    Ja też chcę mieć takiego tatę. buhuhu
  • acorns 17.02.06, 14:14
    To co? Adoptować Cię? smile
  • mallard 17.02.06, 14:44
    acorns napisał:

    > To co? Adoptować Cię? smile

    A Młodą pytałeś, czy chce mieć siostrę? No i z paru "koników" w silniku może
    trzeba by zrezygnować... wink

    Pozdro.
  • acorns 17.02.06, 21:42
    Z koników to nie mogę. Młoda by mi tego nie wybaczyła smile Ona też uwielbia jak
    ją w fotel wciska na starcie. A rodzeństwo owszem chce. Nawet
    sobie "adoptowała" trzyletnią siostrę mjej dziewczyny. Karmi ją, kąpie, ubiera,
    usypia, na sanki ją zabiera. Czas chyba pomyśleć o rodzeństwie dla niej.
  • deindra 18.02.06, 09:08
    To juz wiem skąd ta cała afera i przesadne rozpieszczanie Twojej córki -
    rodzinka nie w komplecie sad
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • deindra 10.02.06, 10:14
    Proponuję abyś w takim razie sam zajął się edukacją córki, bo pewnie lepiej to
    zrobisz niż wykształceni w tym kierunku nauczyciele.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • mallard 10.02.06, 11:46
    acorns napisał:

    Stać mnie na eksploatację silnika prawie 300
    > KM to takim będę jeździł i dalej będę go tuningował jak tylko czasu starczy.

    Acorns, -a nie myślałeś o lokomotywie? Byle manewrówka bez tunningu ma 800
    KM! wink

    Pozdro!
  • acorns 10.02.06, 12:27
    SM42 to nie jest taka sobie byle manewrówkasmile A ja potrzebuję pojazdu który
    będzie jeździł nie tylko po szynach.
    Mały samochód małolitrażowy jest nawet dobry ale w mieście. W trasie stwarza
    tylko zagrożenie. Ja wyprzedzając swoim wozem mogę zrobić to bardzo szybko i
    sprawnie przy szybkości 120. A teraz zobacz jakie zagrożenie stwarza jakiś
    Matiz, który próbuje przy tej szybkości wyprzedzać. Sił już mu brakuje koczą mu
    się możliwości i potrzebuje długiej drogi wyprzedzania. A jak w międzyczasie
    jakiś burak zorientuje się, że go Matiz wyprzedza i zacznie przyspieszać to już
    w ogóle jest wesoło.
  • mallard 10.02.06, 13:21
    1.) Rzeczywiście SM42, to nie byle manewrówka, bo zdarza się, że prowadzi
    osobowe, ale tylko latem, bo nie ma możliwości ogrzewania składu (to a'propos
    tematu wątka smilesmilesmile)
    2.) Matiz i spółka to nie są samochody do wyprzedzania... to znaczy są, ale
    przez inne.
    3.) Zaraz przyjdzie Maja i nas ścignie za to, że bredzimy nie na temat!
  • maja45 10.02.06, 13:31
    Bredzicie nie na tematsmile
    Forum Motoryzacja też pewnie gdzieś jest.
    Pozdrawiam.
    M.
  • mallard 10.02.06, 16:08
  • maksimum 21.02.06, 18:21
    maja45 napisała:

    > Bredzicie nie na tematsmile
    > Forum Motoryzacja też pewnie gdzieś jest.

    Sciagajcie majtki i zaraz dostaniecie linijka przez doope.

    > Pozdrawiam.
    > M.
  • acorns 10.02.06, 13:42
    SM42 nie ma możliwości ogrzewania, ale jest wersja SP42. Od SM różni się tylko
    posiadaniem kotła parowego do ogrzewania składu. Ale już nic nie mówię, bo Maja
    już przyszła i nas ścignęła smile
  • u_la_la 13.02.06, 15:42
    zawsze tak jest, że ludzie czegoś sobie zazdroszczą, dzieci też.
    Sama pamiętam jak w podstwaówce zazdrościłam koleżance wranglerów z Pewexu, na
    które moich rodziców nie było stać.

    Muślę że nawet jak ma się pieniądze trzeba przemyśleć zakupy dla dziecka.
    Komórka dla 9 latki, to chyba za wcześnie.

    --
    Rodzice Szalonych Nastolatków

    tiny.pl/mqmq
  • maksimum 14.02.06, 00:30
    acorns napisał:

    > Przyjmująć taki tok myślenia to zamiast wydawać 40 zł na fryzjera dla Młodej,
    > powinienem jej włożyć garczek na głowę i równiutko ostrzyc i niech się
    >gó..ara cieszy,

    To tylko wtedy,gdy nie masz zdolnosci i wyobrazni.
    Ja obcinam sam swoja corke,ze o synu nie wspomne i zle na zdjeciach nie
    wychodza.

    > że w ogóle ma włosy obcięte a nie jeszcze ma jakieś wymagania względem
    > fryzury. Jak przejdzie na swoje utrzymanie to będzie sobie wydawać i po 200
    zł tygodniowo na fryzjera, a póki ja ją utrzymuję to będzie tak jak chcę JA -
    >JEJ PAN I WŁADCA.

    Tak jak wczesniej mowilem,przyklad z domu idzie.
  • acorns 14.02.06, 11:38
    > Ja obcinam sam swoja corke,ze o synu nie wspomne i zle na zdjeciach nie
    > wychodza.

    A ja nie umiem więc się za to nie biorę. Wolę zostawić to fachowcom.
  • maksimum 14.02.06, 14:23
    acorns napisał:

    > > Ja obcinam sam swoja corke,ze o synu nie wspomne i zle na zdjeciach nie
    > > wychodza.
    >
    > A ja nie umiem więc się za to nie biorę. Wolę zostawić to fachowcom.

    A ile to lat trzeba miec studiow za soba,zeby byc fachowcem od obcinania wlosow?
    Raz mnie fryzjer zle obcial,to po przyjsciu do domu poprawilem to co om
    spartaczyl i tak sie zaczela moja kariera fryzjerska na prywatny uzytek.
    Pozniej matce podcialem wlosy i rodzina byla juz uniezalezniona od fryzjera.
  • karolcia44 14.02.06, 14:47
    Wracając do głównego tematu...Chciałabym podzielić się pewnym dylematem. A
    mianowicie, owszem nie uważam żeby kupowanie wszelkich zachcianek dzieciom było
    bardzo mądre. Zwłaszcza jeśli brakuje do pierwszego...Zastanawiałam się jednak
    nad kupnem komórki już siedmioletniemu dziecku...

    [Wiem..wiemsmileSama byłam oburzona gdy moi rodzice młodszemu bratu
    kupili "komórę" w gimnazjum. Obecnie zainstalowali mu nawet jakieś urządzenie
    namierzające (ma 18l. i wie o tym), bo miał parę "wyskoków"]

    Ostatnio straszne rzeczy się słyszy o ,np. porwaniach dzieci...
    Wydaje mi się, że jednak w sytuacjach awaryjnych może ta komórka b. przydać.
    Oprócz tego, że nauczy się dziecko pewnych zasad bezpieczeństwa może, gdy ma
    telefon, w razie czego zadzwonić do rodziców (lub rodzice do niego) i upewnić
    się czy wszystko w porzadku. Już nie mówię nawet o sposobie namierzania moich
    rodzicówwink.
    Tylko zastanawiam się, jak wytłumaczyć małemu dziecku, że telefon nie służy
    do "szpanerstwa" tylko do (nie wiem-może i złudnego) poczucia większego
    bezpieczeństwa. Właściwie to chyba nie powinno chwalić się kolegom, że w ogóle
    ma i trzymać w plecaku włączony (oczywiście bez sygnału)tylko "na wszelki
    wypadek".
    Moje dziecko póki co jeszcze długo nie będzie chodzić nigdzie samo bo jest
    zamałe ale słysząc historię,np. chłopca z Rybnika, zastanawiam się czy nie
    chuchać na zimne...Co myślicie o właśnie takim rozwiązaniu?
  • a_weasley 14.02.06, 16:14
    Wypłynął motyw komórki i względów bezpieczeństwa.
    Trzeba trafu, żeśmy ostatnio rozmawiali ze znajomą, której syn, obecnie IV
    klasa, jeszcze na początku roku wymagał odprowadzania do szkoły, chyba
    odbierania tyż. Rejonowa podstawówka, po drodze jedne światła, dobra dzielnica.
    Chłopiec się bał. Jego ojciec w tym wieku wracał ze szkoły do pustego domu, a za
    jakiś czas rodzice wracali z pracy (rodzeństwa nie miał).
    Chłopca nie można wieczorem zostawić w domu, żeby pilnował siostry (telefon,
    dwie linie domofonu, podwójne drzwi, przy czym żadni bogacze - dwa pokoje z
    kuchnią, nastoletni samochód).
    Może ma to jakiś związek z tym, że matka chłopca przywiązuje bardzo dużą wagę do
    bezpieczeństwa i te lęki przekazała dziecku - tak samo jak tenże młodzieniec boi
    się psów, bo jego babcia na spacerze ciągle powtarzała "nie podchodź do pieska,
    bo może ugryźć".
    Niestety jest konflikt między bezpieczeństwem i wolnością... i między
    bezpieczeństwem a samodzielnością. Wiadomo, że najwyższy poziom bezpieczeństwa
    byłby, gdyby wszystkich obywateli umieścić w pojedynczych celach (najlepiej
    wykładanych materacami). Wiadomo, że bezpieczniej jest dziecko odwozić do
    szkoły, ze szkoły, na basen, z basenu, niż miałoby chodzić piechotą czy, uchowaj
    Boże, jechać autobusem. Tylko jak długo tak można?

    > Zastanawiałam się jednak nad kupnem komórki już siedmioletniemu dziecku...

    A siedmiolatek to z kolei nie powinien chyba poruszać się poza kontrolą znanych
    rodzicom dorosłych?

    > Ostatnio straszne rzeczy się słyszy o ,np. porwaniach dzieci...

    A czarnej wołgi ktoś ostatnio pod szkołą nie widział?
    Porwania... ileż to jest, na miły Bóg, tych porwań? Kogo się porywa, dzieci z
    przeciętnie sytuowanych rodzin? I czy aby porywacze w pierwszych słowach swego
    listu nie zabiorą właśnie komórki?

    > Wydaje mi się, że jednak w sytuacjach awaryjnych może ta komórka b. przydać.

    A takoż stale aktywny nadajnik z gps-em w tornistrze? Podgląd w dziecinnym
    pokoju, żebyś w pracy mogła stale obserwować, czy nic się nie dzieje? Idąc tym
    torem, nie wiadomo, gdzie się zatrzymać, a za każdym kolejnym pomysłem stoją
    przykłady z życia wzięte, że gdyby było to czy tamto, obecnie jak najbardziej
    technicznie do zrobienia, toby się to czy owo nie zdarzyło.

    > zadzwonić do rodziców (lub rodzice do niego)

    Hmm. Gdzieś mówiłaś o wyłączonym sygnale. Możesz się nie dodzwonić.

    > i upewnić się czy wszystko w porzadku.

    Jassne. Dziecko nie ma komórki, spóźnia się skądś dziesięć minut - zdarza się,
    jak przyjdzie, to nakrzyczysz. Dziecko ma komórkę i spóżnia się pięć minut -
    zawał murowany, na pewno coś się stało, przecież ma komórkę, gdyby żył, na pewno
    by zadzwonił!
    A mały komórkę zgubił, albo się rozładowała, albo leży wraz z plecakiem w kącie
    boiska...

    > Tylko zastanawiam się, jak wytłumaczyć małemu dziecku, że telefon nie służy
    > do "szpanerstwa" tylko do (nie wiem-może i złudnego) poczucia większego
    > bezpieczeństwa. Właściwie to chyba nie powinno chwalić się kolegom,

    Zapomnij. Wygada się. I będzie jedna więcej rzecz do gubienia i do kradzenia.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • karolcia44 15.02.06, 09:07
    Masz rację. Nie dajmy się zwariować, ale tak różne myśli czasem przychodzą do
    głowy....Wszyscy rodzice chcieliby chyba zapewnić swoim pociechom "maximum"
    bezpieczeństwa. Niestety nie da sięsad Dzięki za "otrzeźwienie"
  • maksimum 15.02.06, 17:52
    karolcia44 napisała:

    > Masz rację. Nie dajmy się zwariować, ale tak różne myśli czasem przychodzą do
    > głowy....Wszyscy rodzice chcieliby chyba zapewnić swoim pociechom "maximum"
    > bezpieczeństwa. Niestety nie da sięsad Dzięki za "otrzeźwienie"

    A zamiast tego,trzeba wyrabiac w nich instynkt samozachowawczy.
  • deindra 15.02.06, 19:41
    O!
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • deindra 15.02.06, 19:40
    > A mały komórkę zgubił, albo się rozładowała, albo leży wraz z plecakiem w kącie
    > boiska...
    O taaaaak.

    > Zapomnij. Wygada się. I będzie jedna więcej rzecz do gubienia i do kradzenia.
    Hmmm, masz całkowitą rację, bo nie możemy wymagać od dzieci że są takie mądre
    jak my dorośli.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • deindra 15.02.06, 19:36
    Tu wszystko rozbija się o to jaki jest cel posiadania takiej komórki przez
    dziecko, bo ja zaczynając wątek wyraźnie mówiłam o 9latce bez pieniędzy i bez
    potrzeby komunikacji z rodzicami/rodziną (gwoli wyjaśnienia mała jest
    zaprowadzana do szkoły i przyprowadzana z niej, oprócz tego po szkole od razu
    idzie do swoich dziadków, którzy mieszkają pod samą szkołą). U niej akurat jest
    potrzeba posiadania gadżetu "bo inni mają", nie będzie dzwonić, no bo wybaczcie
    do kogo.

    Zgadzam się jednak że w sytuacjach "sztucznego" bezpieczeństwa komórka może się
    okazać potrzebna. Dlaczego "sztucznego"? ano dlatego, że jeśli tak jak mówisz
    dziecko uzna to za świetną okazję do chwalenia się wśród kolegów może paść
    ofiara kradzieży lub po prostu napaści (mało się o tym nie słyszy). Idealna
    sytuacja była by gdyby maluch nosił komórkę schowana gdzieś głęboko w torbie
    bądź w jakimś bardziej bezpiecznym miejscu, nr do rodziców miał na 1. miejscu w
    swojej książce telefonicznej itp. Natomiast to już chyba wychowanie rodziców
    powinno wpłynąć na to, że dziecko wie jak z komórki korzystać i przede wszystkim
    jako z narzędzia uatwiającego życie, bezpieczeństwa a nie mrygającego i
    kosztownego obiektu szpanu.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • acorns 16.02.06, 00:22
    > U niej akurat jest potrzeba posiadania gadżetu "bo inni mają", nie będzie
    > dzwonić, no bo wybaczcie do kogo.

    Ale mówisz to dopiero teraz. To co napisałaś na początku to było autorytarne
    stwierdzenie tyczące się wszystkich dziewięciolatek na tym świecie. Nie każda
    dziewięciolatka ma do kogo dzwonić, ale niektóre mają. Młoda na przykład ma
    ponad 100 numerów w komórce. Wiem bo robiłem jej transfer książki kontaktów na
    drugi telefon. Co prawda ma 11 lat a nie 9, ale część znajomych jest od dawna.

    > ano dlatego, że jeśli tak jak mówisz dziecko uzna to za świetną okazję do
    > chwalenia się wśród kolegów

    Co Ty z tym chwaleniem się? Mi zarzucałaś chwalenie się, a silnik V8 to był
    tylko przykładem a nie powodem do chwalenia się. I tak całość kosztowała dużo
    mniej niż byle Citroen C2 więc co to miałby być za szpan?. Teraz sugerujesz, że
    dzieci mają komórki do chwalenia się. Zwłaszcza te kupione w promocji za 1 zł.
    Ale szpan...
  • mynicolas 16.02.06, 15:17
    Dla mnie wzorem jest moja przyjaciolka, samotna matka, mieszkajaca w 35-
    metrowej kawalerce z 14-letnia corka, utrzymujaca je obie ze skromnej pensji
    akademickiej.
    Dziewczynka wychowana bez TV (chodza za to na wszystkie ogladalne filmy w
    kinach), nie majaca wiele dobr i gadzetow co jej rowiesnicy i to od
    zawsze, ..... odmawiajaca kieszonkowego od mamy, bo "przeciez Ty nie masz
    pieniedzy". Jest od wielu lat laureatka olimpiad jezykowych, (z ang. zdala juz
    egzamin FCE, chociaz lekcje pobierala cale zycie w EMPIK-u, i wlasciwie juz
    zagawarantowala sobie wstep bez egzaminow do kazdego liceum), z biologii i j.
    polkiego. Jest przy tym b. lubiana i popularna w klasie, jest przewodniczaca
    klasy. Jak jej kiedys chcialam kupic zabawke w wieku 8-lat, bo widzialam na
    wystawie, to mi powiedziala, ze "to tylko na wystawie tak ladnie wyglada, jak
    sie juz to ma, to atrakcyjnosc spada"
    Za to matka na ile mogla pokazala jej kawalek Europy, zabierala do bibliotek,
    muzeow, kosciolow, opowiadala o historii.
    Owszem maja w domu komputer-skladak, komorke na karte miala w 4-klasie, a to ze
    wzgledu na mnostwo zajec pozalekcyjnych, mama nie chciala zeby wracala sama
    wieczorem obok parku, gdzie roi sie od ekshibicjonistow itd. wiec musialy sie
    koordynowac, poza tym nie mialy stacjonarnego tel. w domu, ale ona nigdy swoich
    przywilejow posiadania komorki nie naduzywala i o to chodzi.

    Ale przyklad idzie z gory, to rodzice sa modelami dziecka i na nich modeluje
    swoj system wartosci i z domu wynosi wzorce i zachowania. Zaden gadzet,
    komputer, ciuch, najnowsza fryzura nie zastapi czasu i uwagi jaki powinny miec
    dzieci z rodzicami, rozmow, obcowania, dzielenia sie, emocjonalnej bliskosci.

    Jak dziecko jest wychowane w domu, w ktorym widzi rodzicow czytajacych ksiazki,
    rozmawiajacych codziennie przy stole, przy kolacji, ktorzy w weekendy zamiast
    do sklepow wyruszaja w gory, to taki model wyniosa z domu, tak samo jak inne
    wartosci: szacunek do ludzi, zwierzat, srodowiska w ktorym zyjemy, i tego, ze
    nie sa pepkiem swiata gromadzacego co tylko mozna skonsumowac.

    To nie chodzi o to,zeby zabraniac i nie korzystac ze zdobyczy technologii,
    medycyny i cywilizacji, ale trzeba to robic madrze i w ten spobob dzieci od nas
    sie naucza i nie bedzie im trzeba tlumaczyc, ze jego szczescie nie zalezy od
    najnowszego notebooka, bo samo do tego dojdzie.

    Nas na wiele stac, ale nie kupujemy i nabywamy najlepszego i najdrozszego,
    tylko dlatego, ze mozemy, to glupie i niedojrzale i szczerze, szczescia nie
    przynosi, i z pewnoscia nie to chce przekazac i nauczyc mojego syna. Rodzinie i
    dziadkom tez powiedzielismy, zeby nie rozpieszczali dziecka rzeczami, zabawkami
    (ksiazek to nie dotyczy).

    Przepraszam za dlugi post.
  • acorns 17.02.06, 14:28
    Trudno się z Tobą nie zgodzić smile Żaden przedmiot nie zastąpi dziecku dobrych
    kontaktów z rodzicami. To co dziecko wynosi z rodzinnego domu, z tym idzie
    dalej przez życie. Rozsądne korzystanie ze zdobyczy techniki to podstawa.
    Kupowanie czegoś powinno mieć jakiś cel a nie celem ma być kupowanie. Ja tak
    zawsze robiłem. Cel jakiś zawsze musi być, nawet jeśli jest nim tylko czysta
    przyjemność własna. Nie uczyłem córki nigdy odmawiania sobie przyjemności tak
    dla zasady. Życie nie polega na wyrzeczeniach. Ale Młoda nie jest zachłanna.
    Ona wybiera dla siebie to, co jej pasuje bez względu na to czy kosztuje to 2 zł
    czy 200 zł. Zależy jak finanse pozwalają. Zauważyłem, że ona nigdy nie
    sugerowała się ceną tylko użytecznością. Tylko teraz czasami ma problemy z
    dobraniem właściwego produktu do swoich potrzeb smile Jak była mała, chciałem jej
    kupować Barbie, akcesoria, domki, vany, a ona nie chciała się tym bawić.
    Natomiast potrafiła cały dzień z dzieciakami buszować po starej szopie i z tego
    co tam znaleźli budowali sobie jakiś pojazd albo samolot, statek czy co tam
    sobie wymyślili. Po prostu wolała tak się bawić i już.
  • deindra 17.02.06, 19:10
    > To co dziecko wynosi z rodzinnego domu, z tym idzie
    > dalej przez życie.
    I ja Cię złapię przy okazji za słowo, bo przypominając sobie wpis na temat
    indywidualnego toku nauczania i tego, że Twoja córa uważa że obecni nauczyciele
    niczego jej nie uczą, a pani od angielskiego jest do luftu, bo mała się dofa, no
    to sorry, ale widocznie masz w zwyczaju podkopywac autorytet jej nauczycieli w
    jej oczach )"nie martw się, załatwimy ci indywidualne"?).

    A w ilu rodzinach właśnie padają stwierdzenia typu "ona/on się nie zna", "ta
    baba jest głupia", " ja tam pójdę do szkoły i jej pokażę"? Gdzie tu uczenie
    szacunku do starszych, pokory jakiejś?
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • acorns 17.02.06, 21:39
    > Gdzie tu uczenie
    > szacunku do starszych, pokory jakiejś?

    "Niech będą błogosławieni śmiali, albowiem staną się panami tego świata. Niech
    będą przeklęci cnotliwi i pokorni, albowiem zostaną rozdeptani pod
    rozszczepionymi kopytami" A. Sz. La Vey

    Czemu miałbym nie podkopywać autorytetu nauczycieli? Na autorytet i szacunek
    trzeba sobie zasłużyć. Nikt nie zasługuje na to tylko dlatego, że jest starszy.
    Nie na szacunek mojej córki ani mój. Odnosimy się do ludzi grzecznie, ale jeśli
    wychowawczyni drze mordę na Młodą, to jest to brak szacunku wobec niej. Młoda
    nie jest w tym momencie zobowiązana do szacunku wobec wychowawczyni. Ja nie
    chciałbym mieć pokornego dziecka ze spuszczoną głową słuchającego wrzasków i
    inwektyw pod swoim adresem. To już nie te czasy. Tym się niczego nie zdziała.
    Młoda nazwie idiotę idiotą, chama chamem bez względu na wiek tego idioty albo
    chama. Ja w tym niczego złego nie widzę. Tak mi się wydaje, że jeszcze
    wyznajesz starą zasadę "dzieci i ryby głosu nie mają".
  • acorns 17.02.06, 21:39
    > Gdzie tu uczenie
    > szacunku do starszych, pokory jakiejś?

    "Niech będą błogosławieni śmiali, albowiem staną się panami tego świata. Niech
    będą przeklęci cnotliwi i pokorni, albowiem zostaną rozdeptani pod
    rozszczepionymi kopytami" A. Sz. La Vey

    Czemu miałbym nie podkopywać autorytetu nauczycieli? Na autorytet i szacunek
    trzeba sobie zasłużyć. Nikt nie zasługuje na to tylko dlatego, że jest starszy.
    Nie na szacunek mojej córki ani mój. Odnosimy się do ludzi grzecznie, ale jeśli
    wychowawczyni drze mordę na Młodą, to jest to brak szacunku wobec niej. Młoda
    nie jest w tym momencie zobowiązana do szacunku wobec wychowawczyni. Ja nie
    chciałbym mieć pokornego dziecka ze spuszczoną głową słuchającego wrzasków i
    inwektyw pod swoim adresem. To już nie te czasy. Tym się niczego nie zdziała.
    Młoda nazwie idiotę idiotą, chama chamem bez względu na wiek tego idioty albo
    chama. Ja w tym niczego złego nie widzę. Tak mi się wydaje, że jeszcze
    wyznajesz starą zasadę "dzieci i ryby głosu nie mają".
  • deindra 18.02.06, 09:06
    I tu się mylisz, bo osoby starsze z zasady zasługują na szacunek,to wynika z
    savoir vivre. Nie ma tu zasady czy ktoś jest chamski czy jest idiotą. Zauważ, że
    nawet przestępcy nie ciągnie się jak krowy na łanćuchu, a ludzie nie obrzucają
    go w sądzie epitetami czy broń boże przedmiotami (od razu zostali by usunięci z
    sali). Chamy spodziewają się takiego samego ich traktowania i tu właśnie warto
    pokrzyżować im szyki - to działa.

    Jest tu jednak pewna nieścisłość, bo uważasz że nauczyciele młodej są do bani, a
    tymczasem okazuje się, że 'tylko' wychowawczyni i pani od anglika są "złe". A
    reszta jest do bani tak juz z zasady czy wygodnictwa?

    Sądząc po Twoich wypowiedziach Twoja córka jest już w tym wieku niezłą pyskulą,
    a w szkole takich nie lubią (nauczyciele). Bo to nie o to chodzi, aby drzec się
    na kogos jesli ten ktoś sie na nas drze, oddać mu z nawiązką jesli nasz kopnie,
    ale od tego czy i jak dzieci nasze potrafią w kulturalny sposób dochodzić swoich
    praw nie zapominając przy tym o obowiązkach. A jednym z obowiązków tych samych
    dzieci jest szacunek i posłuszeństwo nauczycielom szkoły do której chodzą.
    Poza tym zawsze jeszcze jest pedagog.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • acorns 19.02.06, 14:03
    > I tu sie mylisz, bo osoby starsze z zasady zasluguja na szacunek,to wynika z
    > savoir vivre.

    Każdy zasługuje na szacunek. Nie tylko osoba starsza, ale także małe dziecko.
    Zasada szacunku działa w obie strony. Brak szacunku z jednej strony
    automatycznie upoważnia drugą stronę do takiego samego braku szacunku. Ja nie
    mogę wymagać od Młodej szacunku dla staruszki, która na chama i jeszcze z
    pretensjami wpycha się przed nią w kolejkę do kasy w hipermarkecie. Młoda wtedy
    nie ustąpi na pewno. Gdyby staruszka stanęła za nią i nic nie powiedziała,
    wówczas Młoda by ją przepuściła. Gdyby staruszka grzecznie i z uśmiechem
    poprosiła Młodą o przepuszczenie, wtedy by też ustąpiła. Niestety, najczęściej
    grzeczność i uśmiech to zbyt wiele dla niektórych.

    > Chamy spodziewaja sie takiego samego ich traktowania i tu wlasnie warto
    > pokrzyzowac im szyki - to dziala.

    Chama można uziemić tylko będąc jeszcze gorszym chamem niż on. Tak wynika z
    mojego doświadczenia. Cham nie zrozumie jak będziesz do niego kulturalnie
    mówić. Zrozumiesz jak będę do Ciebie mówił po mongolsku? Pewnie nie, bo to nie
    Twój język (chyba, że akurat znasz mongolski). Tak samo cham nie zrozumie
    kulturalnej mowy bo to nie jego język.

    > Jest tu jednak pewna niescislosc, bo uwazasz ze nauczyciele mlodej sa do
    > bani, a
    > tymczasem okazuje sie, ze 'tylko' wychowawczyni i pani od anglika sa "zle". A
    > reszta jest do bani tak juz z zasady czy wygodnictwa?

    Jest jeszcze pan od informatyki, który powinien brać korepetycje u Młodej bo w
    swojej branży zatrzymał się kilka lat temu a w międzyczasie dokonał się ogromny
    postęp. Od matematyki nie potrafi tłumaczyć, mąci, kręci, komplikuje
    najprostsze rzeczy. Reszta jest chyba w porządku. Ale Młodej bardziej nie
    pasuje system edukacji niż nauczyciele. To w systemie edukacji jest problem.
    Młoda sobie wymyśliła swój własny, który niedawno opublikowałem na tym forum.
    Obecnie przekazałem go do dalszych prac osobie, która jest dużo bardziej
    wykształcona ode mnie i może jakaś inicjatywa społeczna powstanie.

    > Sadzac po Twoich wypowiedziach Twoja córka jest juz w tym wieku niezla
    > pyskula, a w szkole takich nie lubia (nauczyciele).

    No to akurat prawda. Jak trzeba to jest strasznie pyskata i wulgarna i nieraz
    do bicia się rwie. Ale to rzadko i zawsze jest to w odpowiedzi na skierowany w
    jej stronę atak słowny lub fizyczny. Najczęściej nie pyskuje tylko na jedno
    Twoje słowo ona powie swoje trzy i bardzo ciężko ją przegadać. Nauczyciele
    najczęściej ją lubią. Tylko wychowawczyni nie, bo Młoda po prostu zawsze ją
    przegada i przez to podkopuje jej autorytet w klasie. No i nie daje się
    zastraszyć wrzaskami.

    > A jednym z obowiazków tych samych dzieci jest szacunek i posluszenstwo
    > nauczycielom szkoly do której chodza.

    Masz rację. Ale obowiązkiem nauczyciela jest szacunek wobec uczniów. Młoda
    wykona polecenie pod warunkiem, że nauczyciel wyda je normalnym tonem i
    grzecznie i polecenie to nie będzie ograniczało jej wolności osobistej. Na
    przykład jeśli chce wyjść do klopa na lekcji to po prostu wstaje, idzie w
    kierunku drzwi, przechodząc koło nauczyciela powie "przepraszam, muszę wyjść na
    chwilę" i wychodzi. Jeśli nauczyciel każe jej wracać na miejsce to ona
    powtórzy "ale ja naprawdę muszę wyjść" i po prostu wyjdzie. Bo dobrze wie, że
    nikt nie ma prawa zabronić jej zrobić siusiu. A nauczycielom się wydaje, że
    dziecku można zabronić, niech wstrzymuje, niech się nawet posiusia w majtki
    bo "mogła się wysikać na przerwie". Ciekawe czy osobie dorosłej też tak by
    powiedział? Pewnie nie, bo dorosłemu się przecież należy szacunek, a dziecko
    można traktować jak śmiecia. Tak niestety myślą nauczyciele, zwłaszcza starej
    daty. Ale ja mam na ten temat inne zdanie i nie pozwolę mojego dziecka tak
    traktować. I ona też się nie pozwoli tak traktować.

    > Poza tym zawsze jeszcze jest pedagog.

    No i co z tego? To wszystko jest jedna klika, nieraz jedna rodzina, razem wódę
    chleją. Czy myślisz, że pedagog szkolny będzie bronił ucznia a nie swojej
    koleżanki od kieliszka?
  • deindra 19.02.06, 14:19
    > bo "mogła się wysikać na przerwie".
    No tak jest rzeczywiście. A czy nauczyciel ma możliwość wyjść z klasy na siusiu
    w czasie lekcji? Pewnie nie, bo co poniektórzy "mądrzy" gimnazjaliści rozwalili
    by klasę w pył (tylko mi nie mów teraz że nauczyciel może trzymać siusiu, bo
    jest starszy i lepiej u niego/niej zwieracze funkcjonują big_grin)

    > > Poza tym zawsze jeszcze jest pedagog.
    >
    > No i co z tego? To wszystko jest jedna klika, nieraz jedna rodzina, razem wódę
    > chleją. Czy myślisz, że pedagog szkolny będzie bronił ucznia a nie swojej
    > koleżanki od kieliszka?
    Taka jest jego (pedagoga) rola: rozwiązywac szkolne konflikty, być mediatorem
    pomiędzy nauczycielem a uczniem, rodzicem a uczniem itp. (teraz się okazuje, że
    do tej kliki nauczycieli do bani dochodzi jeszcze pedagog, który nota bene ino z
    nauczycielami chleje - czy Ty nie masz jakiegoś traumatycznego wspomnienia z
    dzieciństwa i przekazujesz tą swoją bojaźń córce? w koncu dzieci przykład z
    rodziców biorą).

    A szacunek bezwzględnie należy się wszystkim.Bijąc chama jego własną bronią
    (zdwojoną) stajesz się jeszcze większym chamem. Inteligencja człowieka polega na
    tym, że w pewnych sytuacjach , które nie mają wpływu na nasze dalsze życie
    trzeba nauczyć się i dzieci trudnej sztuki ustępowania (chyba jeśli córka ustapi
    pchajacej się staruszce, która uważa, że z racji tego że jest starsza wszystko
    się jej należy (są okropne, to prawda...)korona jej z głowy nie spadnie?).
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • acorns 20.02.06, 16:21
    > A szacunek bezwzglednie nalezy sie wszystkim.Bijac chama jego wlasna bronia
    > (zdwojona) stajesz sie jeszcze wiekszym chamem.

    Dobrze mówisz. Tak właśnie jest. Aby pokonać chama muszę stać się jeszcze
    gorszym chamem.

    > Inteligencja czlowieka polega na tym, ze w pewnych sytuacjach , które nie
    > maja wplywu na nasze dalsze zycie trzeba nauczyc sie i dzieci trudnej sztuki
    > ustepowania

    Taką postawą dajesz po prostu przyzwolenie na chamstwo. Cham czuje się
    zwycięzcą i dalej kroczy tą samą drogą. Chamstwo i głupota powinna być
    piętnowana na każdym kroku. Gdyby nic nie dało się w ten sposób uzyskać to nikt
    by tak nie postępował. Nawet agresywna staruszka nabrałaby ogłady gdyby
    przyszło jej kilka razy postać w autobusie albo w długiej kolejce bo nikt
    chamki nie przepuści właśnie za chamstwo. Obejrzyj "Dzień Świra". To jest
    naprawdę bardzo mądry film. "Gdybym był chamem ze sztachetą, przynajmniej ktoś
    by się ze mną liczył". Racja. Ale czy tak być powinno? To od nas zależy czy tak
    będzie czy nie.
  • deindra 20.02.06, 20:40
    Ogladałam. Nie raz.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • cynta 19.02.06, 15:28
    Acorns, to twoja corka ma 11 lat? a ja myslalam ze ze 20?? I naprawde jet lepsza
    od nauczyciela od informatyki? a rozmawiales z gosciem? moze on nie ma
    pozwolenia na nauczanie tego co ty myslisz ze powinien? Ale ogolnie to sie z
    toba zgadzam ze na szacucenk nauczyciele musza sobie zpracowac umiejetnosciami,
    postawa indywidualna i dobrymi metodami wychowawczymi. Ja z pierwsza corka
    bardzo ostro interweniowalam w szkolach, nie beda glupot mojemu dziecku wciskac,
    ale sie tez nauczylam ze swiata nie zmienie wiec tylko w stosunku do moich
    dzieci beda sie mieli na bacznosci. I sie maja... A krytyczna postawa do
    narzucanych autorytetow wyrobiona w starszej corce bardzo korzystnie owocuje w
    jej zyciu studenckim i juz widac w niej dobrego obronce praw tylko jeszcze nie
    wiadomo czyich :o)) Tyle tylko ze ja jej powtarzam, i sugeruje Acrons podobne
    podejscie u twojej corki, zeby zawsze byla grzeczna, stanowcza ale bez krzykow i
    unoszenia sie bo wtedy zarzucaja im niegrzeczne zachowanie a prawdziwy kontekst
    sprawy ginie pod ta wlasnie przykrywka. Czyli grzecznie i stanowczo, wiedzac ze
    sie ma poparcie rodzica..
    I drobna historyjka:
    Moja wowczas 11-letnia Zuza opowiedziala mi ze nauczycielka od pewnego czsu
    przetrzymuje ich przez cale przerwy by nadrobic program (bo sie obijala reszte
    roku). Ustalilysmy ze to trzeba zglosic dyrekcji. Kiedy znow nastepnego dnia nie
    wyszli na przerwe, dziecko moje wyszlo "siku", poszlo prosto do dyrektora
    zglaszajac sprawe, ja zadzwonilam 20 min pozniej i.... dzieci poszly natychmiast
    na przerwe, pani musiala sie grubo tlumaczyc i juz nigdy nie miala nikogo o tych
    charaktrystycznym polskim nazwisku w swojej klasie...
  • acorns 20.02.06, 16:35
    > Acorns, to twoja corka ma 11 lat? a ja myslalam ze ze 20?? I naprawde jet
    > lepsza od nauczyciela od informatyki? a rozmawiales z gosciem? moze on nie ma
    > pozwolenia na nauczanie tego co ty myslisz ze powinien?

    Gdybym nie rozmawiał z nim to nie wiedziałbym, że moja córka jest od niego
    lepsza. Ona po prostu ma w domu dwa porządne komputery, PCta i Macintosha,
    pracuje na obydwu. Lubi projektować, jak chcesz to mogę Ci podesłać jej pracę w
    Photoshopie na konkurs Frugo. Jak ją robiła miała 9 lat. Nauczyciel
    informatyki "coś tam słyszał" o tym programie ale go nie widział. Teraz Młoda
    uczy się robienia stron www. Jest na etapie JavaScriptu i podstaw PHP.
    Nauczyciel informatyki nie wie nawet do czego służą znaczniki <BR> <I> <B> w
    HTML, a to jest absolutna podstawa tworzenia stron internetowych. Nie obchodzą
    mnie jego pozwolenia ani wykształcenie. Dla mnie on może mieć trzy klasy
    podstawówki tylko skończone. Aby umiał to czego uczy i to jest najważniejsze.
    Ale nie umie. Młoda traci czas na jego lekcjach. Jej siedzenie tam nie ma
    sensu. A ja ją uczę, że jak robić coś, to z sensem. Cała nasza walka ze szkołą
    wynika właśnie z tego konfliktu interesów. Bo to nie tylko informatyka. To jest
    też angielski niezmiennie od 3 lat na tym samym poziomie, a Młoda mogłaby już
    spokojnie zdawać FCE gdyby naprawdę się mogła uczyć angielskiego przez te lata.
    To jest też historia, matematyka, przyroda. A przede wszystkim zabijanie
    inicjatywy w dzieciach od samego początku. Już nawet nie będę wyliczał ile
    rzeczy Młoda chciała zrobić z pożytkiem dla szkoły i dla innych uczniów. No i
    co z tego? Do tanga trzeba dwojga. Robi się nam chyba mały Off Topic. Zaraz
    Maja przyjdzie i będzie mnie ścigać smile

    > Tyle tylko ze ja jej powtarzam, i sugeruje Acrons podobne podejscie u twojej
    > corki, zeby zawsze byla grzeczna, stanowcza ale bez krzykow i unoszenia sie
    > bo wtedy zarzucaja im niegrzeczne zachowanie a prawdziwy kontekst sprawy
    > ginie pod ta wlasnie przykrywka.
    > Czyli grzecznie i stanowczo, wiedzac ze sie ma poparcie rodzica..

    Masz 100% racji. Jednak aby dyskusja była na pewnym poziomie, obie strony muszą
    do tego dążyć. Młoda na pewno nie zaczyna z grubej rury. Tylko co ona ma zrobić
    jak ktoś do niej od razu z grubej rury? Czy woźna nie mogła poprosić jej
    grzecznie o zmianę butów tuż przy drzwiach bo chlapa na zewnątrz, bo
    posprzątane? Czy musiała od razu drzeć mordę i wyzywać Młodą od gó..ar? Gdyby
    poprosiła grzecznie, Młoda by zmieniła buty przy drzwiach i byłoby po sprawie.
    A tak to wywiązała się zupełnie niepotrzebna pyskówka. Woźna powinna za to
    wylecieć z pracy z odpowiednią adnotacją w papierach. A tymczasem to Młoda ma
    adnotację w dzienniczku.
  • deindra 20.02.06, 20:42
    Skoro masz geniusza w domu, to nie rozumiem dlaczego jeszcze trzymasz ją w tej
    szkole? Dziecko się marnuje.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • acorns 20.02.06, 21:19
    Ale to nie jest żaden geniusz. To zwykła jedenastolatka tym rózniąca się od
    sporej części rówieśników, że chce coś robić i ma szersze zainteresowania niż
    osiedlowa ławka i ploteczki z życia gwiazd. Taki potencjał jak ona ma bardzo
    wielu uczniów. Tylko co z tego jak jest on marnowany w szkole?

    > nie rozumiem dlaczego jeszcze trzymasz ją w tej szkole?

    Dobre pytaniesmile A czy ja mam wyjście? Czy system na to pozwala? Aby mogła mieć
    nauczanie indywidualne, muszę oszukać system czyli jak twierdziłaś
    wcześniej "nauczyć dziecko kłamać".
  • deindra 21.02.06, 17:18
    Niekoniecznie oszukać. Jeśli dziecko jest ponad przeciętną mozna rozpocząć tzw.
    indywidualizację nauczania czyli taki indywidualny tok z poszerzoną podstawą
    programową. Niestety prawdopodobnie nie wyjdzie to z wszystkich przedmiotów, ale
    z tych, w których dziecko "się nudzi". Np. w dobrej szkole tacy uczniowie sa na
    wagę złota, ale wpierw musi zaistnieć jakaś nazwę to "długoterminowa
    prezentacja" tzn. uczeń taki powinien brać udział w konkursach, olimpiadach,
    przedstawić dodatkowe certifikaty itp. Przy takiej indywidualizacji uczeń ma
    samodzielne lekcje znauczycielem i uczy się np. z innych książek. Nie wiem tylko
    czy u Twojej córki by to wypaliło, bo skoro żaden nauczyciel nie spełnia jej
    wymogów to chyba pozostaje jej zmienić szkołe (nawet jeśli "załatwisz" zwykłe
    indywidualne nauczanie na tle chorobowym to uczyć ją będą nauczyciele z tej
    samej szkoły czyli w tym momencie błędne koło).

    "Trochę" zboczyłąm z tematu, bo wątek jest o dzieciach przeciętnych z problemami
    finansowymi w rodzinie, a nie o Twojej córce...
    Tytułowa 9letnia siostrzenica zaniedługo ma dostać swój pokój (wow) i w tym
    momencie uważam, że mogę kupić jej coś do pokoiku np. fajną "dziewczęcą" lampkę,
    półeczkę na drobiazgi itp. Ona o to nie prosi, ja nic nie obiecuję,a le w tym
    momencie ja daję prezent, a nie spełniam bzdurne zachcianki na temat rzeczy któe
    sa jej niepotrzebne - takie jest moje stanowisko od samego początku.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • deindra 17.02.06, 19:04
    > Nas na wiele stac, ale nie kupujemy i nabywamy najlepszego i najdrozszego,
    > tylko dlatego, ze mozemy, to glupie i niedojrzale i szczerze, szczescia nie
    > przynosi, i z pewnoscia nie to chce przekazac i nauczyc mojego syna. Rodzinie i
    >
    > dziadkom tez powiedzielismy, zeby nie rozpieszczali dziecka rzeczami, zabawkami
    >
    > (ksiazek to nie dotyczy).

    Kwintesencja moich odczuć i opinii na ten temat, ale niestety nie wszyscy
    rodzice najwyraxniej to rozumieją sad
    Wujkowi, który kupił rzeczoną komórkę będącą tylko pretekstem do tej dyskusji
    ostatnio powiedziałam tylko, żetojest wg mnie element wychowania, chociaż zdaję
    sobie sprawę, że ja jej nie wychowam i swiata nie zmienię, bo to praca należąca
    do rodziców, którym, przykro to mówić, daleko niestety do ideału.
  • deindra 17.02.06, 18:58
    Widzę, że jednak te czytanie ze zrozumieniem u Ciebie nawala acorns, więc po
    prostu wkleję fragmenty coby Ci ułatwić uncertain
    > 9 letnia siostrzenica mojego męża powiedziała, że ona chce komórkę, bo dzieci
    > się z niej śmieją, że nie ma.
    Gdzie tu mowa o innych 9latkach?

    > Zaznaczam, że jej rodzina ledwo koniec z końcem wiąże będąc wciąż na pomocy
    > matek i ojców. Matka dziewczynki nigdy nie podjęła się pracy, ojciec pracuje
    > od rana do nocy, mają trójkę dzieci.
    Dalej konkretny przykład.

    Moim zdaniem mała nie powinna miec komórki ( w końcu ma 9
    > lat), nie uleczy tym sytuacji i nie wkupi się w towarzystwo.
    A piać to samo na temat konkretnej małej.

    > Nie każda
    > dziewięciolatka ma do kogo dzwonić, ale niektóre mają.
    Do kontrachentów czy bosów?

    > Co Ty z tym chwaleniem się?
    Oj nie znasz Ty dzieci, chłopie, nie znasz. Nie wiesz tez jak zachowują się poza
    domem, wśród rówieśników - nie jeden rodzic by się zdziwił. To co Tobie może
    wydawać się bzdurą i żadnym powodem do chwalenia się, u nich potrafi urosnąć do
    rangi wojny nuklearnej. Powiedz mi po jakiego grzyba nastolatki traktują komórkę
    jak maskotkę, a w szkole trzymają te swoje "cuda" na ławkach przy zeszycie i
    długopisie? Przy czym książki do polskiego czy biologii czasem zapomni w domu, a
    komórki nigdy.


    Nie wmawiaj mi proszę czegoś co nie istnieje.


    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • acorns 17.02.06, 21:47
    > Powiedz mi po jakiego grzyba nastolatki traktują komórkę
    > jak maskotkę, a w szkole trzymają te swoje "cuda" na ławkach przy zeszycie i
    > długopisie? Przy czym książki do polskiego czy biologii czasem zapomni w
    > domu, a komórki nigdy.

    Nie wiem. Może ta komórka to cały ich dobytek? Może się licytują kto ma lepszą
    i od tego zależy ich hierarchia w stadzie? Może chłopaki nie patrzą na urodę
    dziewczyn tylko na model posiadanej przez nią komórki. Może dla nich
    użyteczność komórki polega na max. ilości dzwonków albo logów (log, lóg, logo,
    nie wiem jak to odmienić)? Ale zapewniam Cię, że nie wszedzie takie obyczaje
    panują.
  • deindra 18.02.06, 08:55
    > Może ta komórka to cały ich dobytek?
    Daj spokój, o jakim dobytku możemy mówić myśląc o dzieciach.

    > Może się licytują kto ma lepszą
    > i od tego zależy ich hierarchia w stadzie?
    No i o tym cała rozmowa. Jeśli rodzice juz w takim wieku dzieci nie reagują i
    nie uczą co się naprawdę w życiu liczy, to później, gdy owe dzieci dorosna będą
    się ścigac w tym kto ma lepszy samochód, dom, żonę, więcej pieniędzy. Nie
    chciałabym wychować takich pustaków.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • acorns 24.02.06, 18:04
    No ale można to przecież jakoś pogodzić. Ja Młodej tłumaczę, że nie o to chodzi
    kto ma droższy, ładniejszy i bardziej błyszczący samochód tylko kto jak nim
    potrafi jeździć. I tak samo z komputerami i ze sprzętem sportowym, wędkarskim i
    ogólnie ze wszystkim. Sprzęt służy do osiągania jakiegoś celu a nie jest celem
    samym w sobie.
  • litorija 18.02.06, 18:46
    z tymi komórkami to jakiś horror.
    jeśli taki mały dzieciak, zaczyna już używać aparatu, które w długim czasie
    stosowania, może źle wpływać na zdrowie to co będzie za 10-15 lat.. chyba
    wszyscy męźczyźni będą bezpłodni...
    --
    Koronę zdobywa się w walce
  • zwiatrem 19.02.06, 14:45
    u nas -w szkole moich dzieci wszedł zakaz używania odtwarzaczy mp3 komórek i
    innych cywilizowanych dowartościowywaczy podpisany przez 98% rodziców-wyjatkiem
    są dzieci niepełnosprawne, które taki telefon przy sobie wręcz muszą mieć do
    dyspozycji
    --
    nigdy nie mów nigdy
  • deindra 19.02.06, 20:43
    Popieram i podpisałabym się obiema rękoma.
    --
    Licz się z własnym zdaniem. /Leszczyński Jerzy/
  • maksimum 21.02.06, 18:20
    acorns napisał:

    > > Acorns, to twoja corka ma 11 lat? a ja myslalam ze ze 20?? I naprawde jet
    > > lepsza od nauczyciela od informatyki? a rozmawiales z gosciem? moze on ni
    > e ma pozwolenia na nauczanie tego co ty myslisz ze powinien?
    >
    > Gdybym nie rozmawiał z nim to nie wiedziałbym, że moja córka jest od niego
    > lepsza. Ona po prostu ma w domu dwa porządne komputery, PCta i Macintosha,
    > pracuje na obydwu. Lubi projektować, jak chcesz to mogę Ci podesłać jej pracę
    w Photoshopie na konkurs Frugo. Jak ją robiła miała 9 lat. Nauczyciel
    > informatyki "coś tam słyszał" o tym programie ale go nie widział. Teraz Młoda
    > uczy się robienia stron www. Jest na etapie JavaScriptu i podstaw PHP.
    > Nauczyciel informatyki nie wie nawet do czego służą znaczniki <BR> 
    > 0;I> <B> w
    > HTML, a to jest absolutna podstawa tworzenia stron internetowych. Nie
    obchodzą
    > mnie jego pozwolenia ani wykształcenie. Dla mnie on może mieć trzy klasy
    > podstawówki tylko skończone. Aby umiał to czego uczy i to jest najważniejsze.

    A na jakim poziomie jest reszta klasy twojej corki??
    Bo jesli on jest wystarczajaco dobry dla reszty klasy a za slaby dla twojej
    corki,to powinienes corke wyslac do lepszej szkoly.
    Dobrych szkol na prowincji nie ma i jak pracujesz w Warszawie ,to i tam corka
    powinna chodzic do dobrego gimnazjum.
    Moj syn byl jednym z najlepszych w J.H. i teraz chodzi do jednej z najlepszych
    jesli nie najlepszej J.H. w NYC i nie ma mowy o tym,zeby w czymkolwiek byl
    lepszy od nauczycieli.
    W dobrej szkole jest dobry uczen i dobry nauczyciel.
    Wprawdzie nauczyciel muzyki Strauss powiedzial mnie na ostatniej wywiadowce,ze
    syn gra od niego lepiej na trabce,ale Strauss nie gra w ogole na detych i
    specjalizuje sie w gitarze i keybordzie.
    Powiedzial,ze powinienem synowi zorganizowac prywatne lekcje poza szkola z
    nauczycielem od detych i to dotyczy twojej corki jesli przerosla w czyms
    nauczyciela.

    > Ale nie umie. Młoda traci czas na jego lekcjach. Jej siedzenie tam nie ma
    > sensu. A ja ją uczę, że jak robić coś, to z sensem. Cała nasza walka ze
    szkołą
    > wynika właśnie z tego konfliktu interesów. Bo to nie tylko informatyka. To
    >jest też angielski niezmiennie od 3 lat na tym samym poziomie,

    Bo jest to slaba szkola na prowincji.
    W Ozarowie w gimnazjum dzieciaki dosc biegle mowia po angielsku.

    > a Młoda mogłaby już
    > spokojnie zdawać FCE gdyby naprawdę się mogła uczyć angielskiego przez te
    lata.
    >
    > To jest też historia, matematyka, przyroda. A przede wszystkim zabijanie
    > inicjatywy w dzieciach od samego początku. Już nawet nie będę wyliczał ile
    > rzeczy Młoda chciała zrobić z pożytkiem dla szkoły i dla innych uczniów. No i
    > co z tego? Do tanga trzeba dwojga.

    Dlatego ja nie wysylam dzieci do szkoly w uroczej Pensylwanii,gdzie jest
    mnostwo lasow i jezior lecz w NYC,gdzie jest wysoki poziom nauczania.


    > Robi się nam chyba mały Off Topic. Zaraz
    > Maja przyjdzie i będzie mnie ścigać smile

    Nie boj zaby,ta vredna hamca uwziela sie tylko na mnie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.