Dodaj do ulubionych

Tak mi źle, takie mama wyrzuty sumienia

10.05.06, 12:18
Wymiękam, mam ochotę uciec jak najdalejod mojego syna. Czy to możliwe że
dopuściłam do sytuacji kiedy to on ustala reguły i nami rządzi? Nie wiem, ma
2,7 i to co się z nim dzieje przechodzi moje najśmielsze wyobrażenia. Fazę na
nie przebrnęliśmy, teraz jest faza pisków, krzyków aż do utraty tchu i
płaczu. Jak tylko jest coś nie po jego myśli krzyczy, podnosi na mnie rękę,
za chwile przeprasza/lub nie. Staram się go nie bić, raz jeden dostał w dupę
ale efekt był marny, bo od tamtej pory jak coś zbroi mówi klap i pokazuje
pupę. Newry mi puszczaja coraz bardziej, mam ochotę go udusić, uciec. Jego
histerie kiedy idziemy do domu, kiedy nie pozwalam mu sypać piaskiem, kiedy
każe mi iść tam a ja idę tu. Wszystko ma być po jego myśli. Nie pozwalam mu
na wszystko a jednak odnosze wrażenie że nie ma jasno wyznaczonych granic, że
kiedy płacze zaraz przybiega babcia z pytanie: Ojej co się dzieje mój wnusiu,
może Cię pohuśtać, nie chcesz? No dobrze to moze porysujemy? Nie chcesz no
dobrze i tak wkółko. Michas od urodzenia jest przyzwyczajony, że jest osoba ,
która mu poświęca cały swój czas kiedy się nim opiekuje (obie babcie na
zmianę). Ja w weekend nie mogę nic zrobić bo sam się nie zajmie sobą, muszę
przy wszystkim mu asystować. Najbardziej męczą mnie te jego piski, skąd w nim
tyle agresji? Wczoraj wyzwałam go od wstrętnych bachorów, powiedziałam że juz
nie mogę z nim wytrzymać i sobie poszłam, on oczywiście po chwili biegiem i
rykiem za mną ale to przecież nie o to chodzi. Chyba poniosłam porażkę, boję
się bo od września chcę go posłac do przedszkola i jak Panie z nim sobie
poradzą i boję się że każa mi go zabrac.
Straciłam nadzieję, że wyrośnie, że mu to minie. Dodatkowo Michał ma bardzo
cieżką mowę, robi postępy bo powtarza wyrazy ale nie potrafi powiedzieć: chce
mi się pić, daj mi piłkę, więc jest tu jeszcze bariera porozumienia. Jeśli po
wakacjach nic się nie ruszy z tą mową jesteśmy zapisani doaudiologa, foniatry
i logopedy.
Eh, strasznego mam doła, nie nadaję sie na matkę(:
Edytor zaawansowany
  • 10.05.06, 12:36
    Spokojnie, wyluzuj. Na pewno nadajesz się na matkę.
    Ja Ci niestety nic nie doradzę, bo moja Klara jest jeszcze malutka. Ale wysyłam
    Ci pozytywne wibracje.
    Może jak Michać pójdzie do przedszkola, to na lepsze się zmieni?

    --
    ---
    Zdjęcia Klary
  • 10.05.06, 12:53
    ja Ci też nic nie poradzę, ale spróbuję pocieszyć: na tym forum co rusz widzę wątki: moje dziecko 2+: ryczy, bije, histeryzuje, nie słucha, rzuca się na ziemię, robi wszystko po swojemu. Chyba duuuużo dzieci tak ma.
    Oczywiście nie oznacza to, że trzeba się na godzić, ale nie załamuj się smile

    --
    Ajkciątko II
  • 10.05.06, 13:11
    a może masz rację z tym że chłopak jest po prostu przyzwyczajony że cały świat
    się koło niego kręci? Przedszkole może wtedy - paradoksalnie - pomóc, ale to
    nie rozwiąże problemów w domu. Moja rada - dać mu rodzeństwosmile))
    --
    -------------------------------------------------
    ta odpowiedź jest na temat ale tylko ja znam sens
  • 10.05.06, 13:17
    jakiś czas temu o drugim dziecku bo baardzo chciałam, ale w obecnej sytuacji
    kiedy mój syn tak mnie absorbuje jak dam sobie radę?
    Wymiękam i tyle a najgorsze jest to że cała rodzina wkoło mówi że to moja wina
    bo go rozpuściłam, moze rzeczywiście to tylko moja wina? Może gdybym mieszkała
    sama z dala od mamy i teściowej i byłabym zdana sama na siebie już od chwil
    narodzin siłą rzeczy synek byłby bardziej samodzielny bo nie poświęcałabym mu
    całej uwagi ze względu na obowiązki domowe. Normalnie ryczeć mi sie chce i nie
    chce wracać do domu bo boję się znowu popołudnia krzyków i histerii, że wkońcu
    dostanę zaćmienia umysłu i coś temu mojemu dziecku zrobię(:
  • 10.05.06, 13:52
    wiesz co? to jest tak samo jak z pracami domowymi. Nawet jeśli nie pracujesz
    zawodowo to i tak masz cały dzień zajęty, bo zawsze jest coś do zrobienia. I
    zachodzisz w głowę, jak kobiety pracujące godzą to wszystko. A potem sama
    idziesz do pracy i okazuje się że obiad niekoniecznie trzeba robić trzy
    godziny, a prasowanie może poczekaćsmile). I też dajesz sobie radę.

    A babciom trzeba rzucić krótką piłkę - że nie sama wychowujesz dziecko tylko z
    ich pomocą, więc niech mają pretensje do siebie.
    --
    -------------------------------------------------
    ta odpowiedź jest na temat ale tylko ja znam sens
  • 10.05.06, 13:39
    Spokojnie kobieto u mnie identyko z córcią. Zauwazyłam iz jest to wina
    niekosekwencji a dziecko wie z kim na co moze sobie pozwolić i wie ze z babcia
    moze to i to a zmama to nie przejdzie. Nie martw sie tylko sama sobie zdaj
    pytanie czy zawsze postepujesz tak samo??? CZy nie masz gorszego dnia i dla
    swietego spokoju mu nie ustepujesz??? Jesli tak to on nie rozumie że raz było
    tak a teraz inaczej dzieci lubia powtarzalność. Np. Babcia kiedy od niej
    wychodzilismy dała małej żelka na droge no i teraz za kazdym razem młoda jak
    wychodzimy pyta czy dostanie zelka. Cwane nie te dzieciaki he he he
    Ania
  • 10.05.06, 13:57
    a odnośnie mówienia

    dziecko do lat 3 może nie mówić
    jeśli rozumie, co się do niego mówi, to jest ok

    Mały też tylko powtarza słowa
    a nie kwapi się sam do mówienia


    --
    Mały skończył 2,5 roku
    to już wrześniowy przedszkolak
    MAŁY
  • 10.05.06, 14:08
    Do września jest jeszcze trochę czasu, więc macie jescze sznsę go "
    ucywilizować". Po pierwsze zaobserwuj w jakich sytuacjach Twój syn dostaje
    ataku, moze babcie rzeczywiście pozwalaja mu na wszystko i kiedy Ty czegoś
    zabraniasz on reaguje krzykami bo nie rozumie: babcia pozwala a mama nie? Nie
    wiem, czy jest to możliwe ale musicie iść zwartym frontem, dziecko musi
    zrozumieć, ze są granice pewnych zachowań i każde przekroczenie ich musi wiazać
    się z przykrymi konsekwencjami.
    Poza tym te weekendowe " przylepianie się" moze świadczyć o tym, ze mu Ciebie
    brakuje, więc kiedy jesteś to chce abyś poświęcała mu cały czas. W tygodniu
    możesz z nim pobyć czy wracasz późno?
    Wyobrażam sobie jak musi Ci byc ciężko, moja sąsiadka ma tez takiego syna, jego
    wrzaski są tak pzrejmujące, że mój 6 letni syn nie chce w ogóle do nich chodzić
    bo sie tego BOI!!!!!!!

    "Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa"
  • 10.05.06, 14:48
    teraz zwłaszcza, od dłuższego już czasu. Babcia tłumaczy ze on jeszcze nie
    rozumie, a chwlai go przed sąsiadkami jaki to on mądry bo wszystko rozumie,
    każde polecenie wykona.
    Mnie nie ma średnio 0d 8.00 - 17.30, i jak tylko wracam z pracy rzucam
    wszystko przebieram się w dresy i zajmuję Młodym, ogólny bajzel w tygodniu
    sprzątam jak pójdzie spać a w sobotę muszę zrobić zakupy, prasowanie i
    gruntowniejsze sprzątanie.Staram sie go w te porządki włączać, zdejmuję
    wszystkie zabawki z półek i on je wyciera. Ja chyba mientka jestem, jak był
    malutki to wręcz odgadywałam co by może mój synek chciał, to teraz mam. Tylko
    czy da się to odwrócić? Czy nie jest za późno?
  • 10.05.06, 15:02
    Trenuj tę konsekwencję, trenuj, może z tego treningu coś wyjdzie. Kiedy mówisz
    nie, to trzymaj sie tego, nawet żeby sąsiadki, kolezanki i babcie miały Cie za
    wyrodna matkę, która dręczy " nierozumiejące" dziecko. Wszystkie dzieci
    przechodzą kryzysy - kwestia tylko z jaką intensywnośćią. Ja nie mam zbyt
    duzego doświadczenia w poskramianiu takiego dziecka jak Twój synek, mój ma 6
    lat ale ja nie wiem co to histeria, piski, krzyki, bicie mamy itd. Pewnie, ze
    były konflikty ale takie mizerniutkie.....
    Jednak nie trać ducha, z czasem syn zacznie funkcjonować w granicach świata,
    które mu wyznaczycie.
    --
    "Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa"
  • 10.05.06, 15:19
    Hej!!!
    Mam podobną sytuację do Twojej,więc coś ci poradzę jeśli mogę.
    Nie tłumacz sobie zachowania dziecka czymś takim "on z tego wyrośnie",bo to
    nieprawda.Jeśli dziecko od małego nie jest kierowane to tak jak z
    samochodem,jak by nie było znaków to każdy by jezdził jak chce i tak jest z
    dzieckiem,jak będziesz ciągle ustępowała to "wejdzie ci na głowę".Dziecko można
    porównać do dzewka,jeśli nie jest podcinane to dziczeje i tak jest z dziećmi
    musi znać granice.Mam córę ma teraz 7 lat,jest prawie tak jak z Twoim
    synkiem,od małego wychowywały ją niańki bo ja i mąż pracujemy a babcie daleko i
    córka od małego robiła co chciała bo obca kobieta nie krzyknie na cudze
    dziecko.Mam książkę o takim wychowaniu i takiemu dziecku rozpieszczonemu i
    upartemu nie wolno ustępować,popuszczać i przełamywać się bo robi się
    agresywne.To nic nie da tak jak pisze w poście wyżej,że trzeba się postarać o
    drugie dziecko-NIE.Ja mam drugą córę,ma teraz 2 latka (starsza 7 lat)i fakt
    mają siebie do zabawy,ale starszej to nie dało pokory.Teraz wiem,że najpierw
    trzeba pierwsze dziecko "przywołać" do dobrego zachowania i uczyć,uczyć i
    jeszcze raz uczyć zanim się zaplanuje drugie bo drugie dziecko to nie terapia
    dla starszego dziecka,tylko więcej pracy dla mamy.
    Nie dobieraj sobie do głowy,że gdyby nie babcie to było by inaczej,wierz mi nie
    było by a wręcz jeszcze gorzej.Ciągle być wracała biegiem z pracy,aby zwolnić
    nianię,szybko robić obiad,pranie porządki,dziecko też by ciągle było uwieszone
    twojej nogi bo chce to i tamto a Ty ciągle być była kłębkiem nerwów i odbijało
    by sie to na rodzinie.
    Musisz być stanowcza dla swojego malca,raz powiedzianego słowa nie
    znieniać,jeśli krzyczy i tupie to powiedz mu,że pobawisz się z nim lub
    porozmawiasz jak się uspokoi i tak do skutku.Jak moje dzieci się kłócą o
    zabawki lub jest coś nie tak to mówię im "albo się uspokoisz i pobawisz
    się,albo idziesz do kąta" i stoi w kącie tyle czasu ile ma lat czyli np.
    starsza córa stoi 7 minut.
    Babciom też musisz powiedzieć,tylko spokojnie bez emocji aby się nie
    obraziły,żeby też nie pozwalały na wszystko małemu bo ty wracasz z pracy i nie
    możesz go opanować.
    Ja ze starszą córką chodzę na wizyty do psychologa bo właśnie jest taka
    złośliwa,uparta i wszystko chce robić po swojemu i wiem od pani psycholog to,że
    dziecku nie wolno ustępować bo wtedy zaczyna żądzić,nie wolno wyręczać go w
    niczym chyba że widzić że sobie nie razi już sam przez parę minut i jeśli coś
    powiesz raz np. "nie oglądasz dziś bajki bo byłeś niegrzeczny" to tak musisz
    trzymać,nie możesz tego zdania znienić.
    Bądz stanowcza a zobaczycz mały pozna kto w domu ma więcej do powiedzenia,a
    jeśli już masz doła i jest ci naprawdę ciężko kup sobie magnez troszkę cię
    wyciszy i pomoże przetrwać te postanowienia.
    Głowa do góry.
    Pozdrawiam Cię i wszystki e-mamy.
  • 10.05.06, 14:49
    Ja tez przez to przechodzilam i przechodze...
    Miki jak mial 10 miesiecy zaczał nas testowac, jak mowilam NIE to kladl sie na
    podlodze i zaczynal płakac, ryczał jak wsciekły a ja szłam sobie do kuchni i
    mowiłam do niego: "z mamusią sie nie dyskutuje, powiedziałam nie i koniec";
    patrzylam oczywiscie czy nie robi sobie krzywdy ale byłam nieugieta jezeli
    chodzi o takie fochy. Efekt? Pierwszy raz lezał i płakał 20 minut, potem ok 5 a
    po tygodniu zrezygnował z tej formy "kontaktu". Potem czasami miewał taki
    tydzien szantarzu ale mama i tata wiedzieli ze dla wlasnego dobra nie mozna
    reagowac.
    Teraz Miki ma 25 miesiecy, jak mowie ze idziemy do domu to tez zaczynaja sie
    piski, krzyki, pada plackiem na ziemi i krzyczy NIEEEEEEE a ja biore go za reke
    lub na rece, przypominam ze z mamusia sie nie dyskutuje i ide do domu. W domu na
    szczescie mam juz luzik bo jak przyjdzie i powie: mama daj ciu ciu a mama
    odpowie nie ma ciu ciu to jest spokoj, czasami zada to pytanie kilka razy,
    czasami glosniej ale jak za karzdym razem slyszy ze nie ma to nie ma i wraca do
    zabawy.
    Babcie to inna historia, te pozwalaja na wszystko na co nie pozwalaja rodzice i
    zabraniaja wszystkiego co rodzice robic pozwalaja...
    Mysle ze musisz byc konsekwentna, nie przejmowac sie ze jak wyciagasz synka z
    placu zabaw a on robi histerie to ludzie patrza i moze komentuja. To Twoje
    dziecko i wychowujesz je jak najlepiej potrafisz i jak sama chcesz. Ja zupelnie
    nie przejmuje sie uwagami typu: no niech mu pani kupi tego lizaka, jak mozna
    pozwolic by dziecko az tak plakalo itp Lizakow jeszcze sie naje w swoim zyciu.
    Moje kolezanki uwazaja ze jestem dziwna matka, bo nie karmie go tonami slodyczy,
    jak mowie ze nie wolno to tego pilnuje i egzekwuje swoje zakazy. Moze i dziwna
    jestem ale za to moj syn w wiekszosci przypadkow wykonuje polecenia, przestrzega
    zakazow i nie urzadza histerii przy wszystkich stoiskach ze slodyczami w
    supermarketach...
    zycze powodzenia
  • 10.05.06, 15:18
    W zupełności zgadzam się z de_la_hoya. Moja Córka ma 18 miesięcy i zdarza się,
    że próbuje coś na nas wymusić. Jednak jesteśmy z mężem konsekwetni i nie znaczy
    nie. Totez ona to wie i rozumie, więc wie, że nie ma po co histeryzować, bo i
    tak nie postawi na swoim. Jednak wiem, że Dziadkowie mogą nieźle namieszać. My
    mieszkamy w innym mieście, ale jak jedziemy do nich to na wszystko Córce
    pozwalają. Potem jak wracamy po dłuższym pobycie od Dziadków to czasami jest po
    prostu cyrk. Córka wrzeszczy, tupie, ale pozostajemy nieugięci i po paru dniach
    jej mija.
    Moja rada to przede wszystkim trzeba byc twardym, choć serce pęka jak dziecko
    wyje.
  • 10.05.06, 15:24
    de_la_hoya bardzo mądre słowa,ja tez tak postępuję z dwujką dzieci,nie jesteś
    sama.Pozdrawiam cię.
  • 10.05.06, 15:28
    przepraszam za błąd,dwójka oczywiście "ó" to z szybkości.
  • 10.05.06, 15:34
    tydzień w domu (urlop w pracy) pierwsze dwa dni to był koszmar, potem
    przyzwyczaił sie że jestem w domu, w dzień i w nocy spał spokojnie i długo, nie
    wybudzał się, nie pozwalał zabrać sie na spacer przez babcie wszystko ze mną.
    Jak jestem z nim zupełnie sama, wydaje mi sie że bardziej się słucha, jest
    grzeczniejszy, jak tylko pojawia sie tata, babcia, sąsiad z Mają w Michała
    wstępuje istny diabeł, biega, wygłupia sie, przewraca. Ze mną też się wygłuia
    ale nie szuka poklasku.
    Ale wszystkie się zgadzacie co do konsekwencji, ja będę, to już postanowione i
    czeka mnie rozmowa z babciami. A wiecie jak jest z babciami: ja mówie Michał do
    domu - on dom nie, babia z ogródka krzyczy: no dobrze to nie jeszcze 5 minut.
    A mnie ogarnia furia: po pierwsze to ja mam decydować, po drugie on nie wie co
    to 5 minut bo nie ma poczucia czasu. Jak widzę że jeszcze chwilę może pobyć to
    mówię: jeszcze dwa razy zjedziesz ze zjeżdzalni i idziemy do domu.
    Fajnie jest mieć babcie blisko, ale czasami wysłałabym je w kosmos.
  • 10.05.06, 15:45
    i chciałam jeszcze dodać, że na placu zabaw gdzie jeździmy samochodem (tylko ja
    i on) też zachowuje się grzeczniej. Nie ma pisków, nie bije dzieci nie wpada w
    histerie, potrafi sie zezłościć ale nie tak jak u siebie na podwórku czy w
    domu.Dlaczego? Bo to obce miesjce, obcy ludzie? Nie ma audytorium złożonego z
    bliskich?
    Moja mama mówi, że on jest nerwowy bo my (ja i mąż)na niego krzyczymy, co nie
    jest do końca prawdą, najpierw prosimy, raz drugi trzeci, potem stanowczym
    tonem zabraniamy, zabieramy np do domu/pokoju aż wkońcu któreś z nas podnosi
    głos. Wkońcu jesteśmy tylko ludzmi. Przypomniałam mojej mamie jak mnie sprała w
    dupę jak wysiadłam z autobusu w którym biegałam jak opętana i zaczepiałam ludzi
    i żyję, nie umarłam. Krzyczeć nie,bić nie, szturchanie nie, niecenzuralne
    odzywki uwłaczają godności dziecka - nie, to co wkońcu? Na mnie nie raz
    wrzeszczał ojciec a i przylał jak na drzwiach od kierowcy aż do baku
    narysowałam sobie tylko znany szlaczek - gwoździem.A teraz mama poucza jak go
    wychowywać bo wyrosnie, gucio, a jak nie wyrośnie to co?
  • 10.05.06, 20:27
    mamisio napisała:

    A wiecie jak jest z babciami: ja mówie Michał do
    > domu - on dom nie, babia z ogródka krzyczy: no dobrze to nie jeszcze 5 minut.


    Pogadaj z babciami ze jak Ty jestes w domu to obowiazuja Twoje zasady.
    Jak wołasz syna a on mowi nie to wyjdz po niego i powiedz normalnym tonem ale
    stanowczo idziemy do domu, jak powie nie albo zacznie jazde wez go za reke (lub
    na rece) i zaprowadz do domu. Na poczatku beda krzyki ale w koncu zrozumie kto
    tu rzadzi...
  • 10.05.06, 15:38
    Założę się, że w przedszkolu będzie grzeczniutki. Ale w domu się nie zmieni
    jeśli Wy nie zmienicie swojego zachowania wobec niego. Polecam
    program "Niesforne aniołki". Leci rano w sobotę lub w niedzielę na jedynce albo
    dwójce.
  • 10.05.06, 16:03
  • 10.05.06, 16:24
    witaj i wiesz, bardzo się cieszę, że o tym piszesz, bo sam fakt, że to robisz
    jest wystarczający, aby nazwać Cię dobrą, troskliwą i myślącą mamą smile Znam
    wiele mam, które nie przyznają się do posiadania wymagających dzieci, lub nie
    zauważają tego, że ich dzieci należą do tej sporej grupy. Ty jednak szukasz
    rozwiązań i wyjścia a to ogromny krok do przodu smile)) Jestem mamą dwóch
    dziewczynek - 3,5 i 1,5 letniej o ogromnych temperamentach wink Ze starszą
    Jagódką jeszcze do niedawna toczyłam boje o wszystko, a młodsza uważnie
    obserwowała zachowanie swojej siostry i uczyła się pilnie .... Jagódka w
    przedszkolu była baaaardzo grzeczna (to dla Ciebie dobra wiadomość - generalnie
    tak właśnie łobuziaki reagują na nowe otoczenie, konsekwentne panie opiekunki i
    rygor przedszkolny) - w domu - istny szatan !!! Wszystko załatwiała krzykiem,
    ataki histerii i takie tam - generalnie tragedia !!! I wtedy zaczęłam
    przyglądać się uważnie SOBIE i słuchać SIEBIE ..... I wiesz co zauważyłam ???
    Ja się ciągle na nią darłam !!! Nie mówiłam spokojnie ale krzyczałam !!! Nie
    miałam czasu na nic, byłam ciągle zmęczona i dodatkowo podirytowana zachowaniem
    Jagódki .... Po takiej obserwacji uważnej postanowiłam zacząć od siebie - to
    znaczy kontrolować swoje zachowanie, zmienić się. Koniec z krzykami (no nie tak
    z dnia na dzień - ale powoli i stopniowo - staram się do dziś), konsekwencja
    nawet gdyby to miało się oznaczać atak histerii połączony z rykiem przez pół
    godziny, który niesie się na siedem pięter... Wierz mi było ciężko, bo to małe
    kroczki i tak powoli .... wracałam z pracy i już pod drzwiami domu powtarza
    łam: spokój i konsekwencja - jak mantra! ZADZIAŁAŁO !!! Dzisiaj widzę, że jest
    lepiej - jasne zdarza się, że krzyczy - ale ja staram się panować nad sobą. I
    jeszcze dobra rada - nie przejmuj się ludźmi - to że dziecko narobi Ci obciachu
    w publicznym miejscu, bo akurat ma jeden z ataków histerii ("ja to chcę !!!!") -
    ludzie są najmniej ważni, uwierz mi!!! A z babciami jest tak - moja mama
    opiekuje się moimi dziewczynami i pozwala im prawie na wszystko...Dzieci jednak
    doskonale wiedzą, ile mogą wymagać od określonych osób - do mnie Jagoda nie
    przyjdzie po mambę we środę czy piątek - wprowadziłam zasadę, że niedziela jest
    dniem słodyczy - babcia będzie nagabywana dzień w dzień...Jeśli babcia się
    ugnie, to działa na swoją niekorzyść - dzieci wejdą jej na głowę - tak jest u
    nas w domu. Jagoda jest innym dzieckiem, kiedy jest ze mną - inaczej zachowuje
    się przy babci - to czy babcia zaakceptuje Twoje metody wychowania, zależy
    tylko od niej - Twój synek jest myślącym i wrażliwym małym człowiekiem i będzie
    doskonale wiedział jakie są Wasze zasady (przyjęte przez Ciebie i omówione z
    nim) - zobaczysz (to ta słynna konsekwencja czyniąca cuda smileAle się
    rozpisałam, mam jednak nadzieję, że coś z tego mojego niewielkiego
    doświadczenia wykorzystasz u siebie - a na koniec pamiętaj - ucz swoje dziecko,
    że oprócz obowiązków, ma też swoje prawa !!! Ja tak uczę Jagódkę - ma zwracać
    mi uwagę jak zaczynam na nią krzyczeć (ja albo ktoś inny rzecz jasna) - mówi do
    mnie wtedy: "nie krzycz na mnie, jeśli powiesz mi to spokojnie, też zrozumiem" -
    i ta formułka działa cuda - ja się wyciszam i jest mi wstyd a ona wie, że
    krzyk to zła metoda na załatwianie spraw smile Pozdrawiam bardzo serdecznie i
    pamiętaj takie zmiany to ewolucja a nie rewolucja - wszystko będzie się działo
    powoli ale będzie się działo naprawdę !!!
    Ania
  • 10.05.06, 18:32
    Głowa do góry!!! Małemu przejda piski i jęki. Mój syn podobnie piszczy i to na
    obrotach które mnie potrafia wyprowadzić z równowagi. Na tym etapie jeszcze nie
    możesz mówić o porażce w wychowaniu. Daj sobie i synkowi szanse. Wsłuchaj się w
    jego rzeczywiste potrzeby.
    To że chodzi za Toba i chce się bawić tylko z Tobą to wynik i wieku i potrzeby
    bycia blisko ukochanej osoby. On jest małym wrażliwym potrzebującym ciebie
    chłopcem. U mnie synek msui sie bawić albo z doroslym albo blisko niego,
    natomiast córcia nie ma takiej potrzeby i sama potrafi na długi czas oddać się
    zabawie.
    Spróbuj umawiać się z Małym , np. idziecie tu i tylko tu, dalej nie. Możesz
    zawsze przyponieć o umowie. Teraz nie pomoże, ale później zaprocentuje.
    Sposób na "kąt" też może się sprawdzi. Najpierw ostrzeżenie, jesli nie ma
    efektu przerywasz zabawę i stawiasz do "kąta"- czyli nudnego miejsca. Tu
    Konsekwencja. Cierpliwość. Szukanie dobrych stron. Mały wypad relaksacyjny. Oto
    to czego potrzebujesz.
    Ja się zawsze w duchu śmiałam, gdy lekarze mówili, że dwulatki to okres trudny.
    Nie dodawali dla kogo - dla rodziców.
  • 10.05.06, 19:33
    Podstawą skutecznego wychowania jest konsekwencja i ustalenie granic,
    umożliwiających dziecku orientację w otaczającym świecie. Twój syn, na podstawie
    tego, co się dookoła niego dzieje, nie wie, co jest w porządku, kto kontroluje
    sytuację, jak daleko może się posunąć. Nie wie, czy posłuszeństwo to obowiązek,
    a może tylko zalecenie (bo babcia "odwoła" twoje decyzje, albo pod wpływem jego
    "występów" sama ustąpisz))? Jest taka świetna książka, przy pomocy której udało
    mi się zaprowadzić porządek z moimi dziećmi, a i mi było dużo łatwiej z nimi się
    porozumieć (w końcu zaczęłam z nimi rozmawiać, a nie na nich krzyczeć). Autorem
    jest Robert MacKenzie, tytuł: "Kiedy pozwolić? kiedy zabronić?" - książkę
    kupiłam w księgarni ( jest wydana przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne),
    ale pewnie jest też dostępna przez internet. Pozdrawiam.
  • 10.05.06, 21:37
    Jak na dłoni widać, że problemy zawdzięczasz nadgorliwej babci.
    --
    liczba literówek odzwierciedla poziom irytacji
  • 11.05.06, 09:19
    Wczoraj byłam z synem na podwórku, poprosił czy może wejść na ogródek: ja tak
    ale jak będziesz chodził po ścieżkach i nie deptał posianych warzyw. Pierwsze
    pięć minut Młody ostrożnie stawiał kroki, po kolejnych 5 minutach zaczął
    taranować posiane warzywa. Mówię: albo będziesz chodził ścieżkami albo
    wychodzimy z ogródka. Dostosował się na kilka minut po czym historia się
    powtórzyła. Ze stoickim spokojem mówię: Wychodzimy z ogródka, on: nie, ja
    dalej :prosze do mnie podejść bo wychodzimy, on: krzyk. Ponownie ja: proszę
    wyjść i młody mimo że pod nosem coś tam burczał dał się wyprowadzić.
    Kolejne zdarzenie: podlewamy konewką kwiatki przy czym Michał podlewa sobie
    nogi: mówię synku jeszcze 2 razy napełnię konewkę i koniec wody, on:tak.
    Podlaliśmy jeszcze 2 razy a on domaga się kolejnego: ja spokojenie mówię: 2
    razy już były, woda się skończyła, on standardowo w krzyk, ale ja postawiłam na
    swoim i wiecie co? Wcale te histerie nie trwaja tak długo, mama z balkonu: nod
    pozwól mu jeszcze raz, na co ja powiedziałam że ma się nie wtrącac bo za klika
    lat przeniose Michała do niej na piętro i ona będzie się z nim użerać.
    I jeszcze jedno moje spostrzeżenie: kiedyś nakazywałam/zakazywałam Michałowi
    krzykiem i podniesionym głosem a on reagował z jeszcze większą agresją, wczoraj
    mimo że mój ton był stanowczy takiej agresji nie było. Jeszcze przed drzwiami
    wejściowymi do domu po powrocie z pracy powtarzałam: spokój i konsekwencja.
    Wiem, że jeszcze długa droga przede mną........
  • 11.05.06, 10:01
    BRAWO! Widzisz, to nie jest takie trudne jakby sie mogło wydawac...
    Gratuluje odwagi!
    Pogadaj jeszcze z babciami i powiedz im ze zabraniasz wtrącania sie w Twoje
    wychowanie. Jak one chca to niech pozwalaja mu wchodzic sobie na głowe ale będąc
    z Tobą czy z mężem ma wiedziec to tu ustala zasady...
    Oby tak dalej, pisz na forum jak idą postępy...
  • 11.05.06, 11:01
    i w przypływie dobroci i lepszego humoru nie zmieniać ustalonych zasad.
    Od wczoraj zanim przekroczę próg domu będę sobie powtarzać: spokój i
    konsekwencja.
  • 11.05.06, 10:02
    > mimo że mój ton był stanowczy takiej agresji nie było. Jeszcze przed drzwiami
    > wejściowymi do domu po powrocie z pracy powtarzałam: spokój i konsekwencja.
    > Wiem, że jeszcze długa droga przede mną........

    najważniejszy pierwszy kroksmile))))
    i najtrudniejszysmile
    życzę powodzenia!

    Ps. bardzo podobało mi to co jedna z forumek napisała wcześniej o uczeniu
    dziecka, że ono też ma prawa i zwracaniu uwagi na krzyk

    --
    -------------------------------------------------
    ta odpowiedź jest na temat ale tylko ja znam sens
  • 11.05.06, 11:07
    Mamisio - wielki ukłon w Twoją stronę big_grin Widzisz nie taki straszny diabeł, jak
    go malują !!! Te ataki nie są takie okropne, jak jesteś na nie przygotowana - i
    ta już legandarna konsekwencja !!! Brawo brawo brawo !!! Ja wczoraj znowu nie
    sprawdziłam się w roli zrównoważonego rodzica sad zaczęłam krzyczeć na Jagodę i
    wszystko skończyło się jednym wielkim wrzaskiem i awanturą .... Tym razem to ja
    przegrałam, mam nadzieję, że następnym razem nie dam się ponieść emocjom. A i
    jeszcze coś mi się przypomniało - jest jeszcze jeden patent wychowawczy, który
    działa... Dzieci doceniają, jak traktuje się je poważnie i z szacunkiem. Moje
    dzieci lubią, kiedy daję im możliwość dokonania wyboru. To niesamowite, jak się
    tym cieszą - spróbuj, bo to kolejny ukłon w stronę naszych dzieci. Na śniadanie
    zawsze pytam czy chcą chrupki miodowe czy kukurydziane do mleka...One są
    zachwycone !!! Wiesz - tak sobie myślę, że do tej pory proces wychowania wiązał
    się z głównie z ograniczaniem naszych pociech ("tego nie wolno" "nie tak
    głośno" "nie tak szybko" itd) - zapominamy, że dzieci trzeba przede wszystkim
    słuchać uważnie i traktować POWAŻNIE. Każde ich zachowanie, a zwłaszcza to
    uważane powszechnie za złe i naganne - to wołanie o pomoc i próba ustalania
    reguł, które nie są jasne. Trzeba być przy takim małym człowieku i nie niszczyć
    w nim tego wszystkiego, co niesie dzieciństwo (spontaniczność i szczerość,
    ogromne uczucia i ich okazywanie - także złości!) - ale wzmacniać w nim
    poczucie własnej wartości, jego niepowtarzalność i cieszyć się tym, że mamy
    siebie i możemy się nawzajem tyle nauczyć smile)) pozdrawiam bardzo serdecznie -
    Ania z Jagódką i Kalisią
  • 11.05.06, 11:37
    żandarmem co to tylko wydaje komendy: tak nie rób, nie wolno, nie biegaj bo się
    przewrócisz, chcę aby moje dziecko mogło wybrać, na spacerze pytam idziemy w te
    czy w tamtą stronę? Chcesz rysować czy czytać.
    Jestem niesamowitą choleryczka, łatwo sie denerwuję ale wczoraj jak Misio
    poszedł spać pomyslałam sobie: Boże więcej cierpliwości, ciesz sie że masz
    zdrowe dziecko, inni rodzice poświęcają całe życie sowim dzieciom ciężko chorym
    i wymagającym nieustannej opieki.
    Ja mam syndrom poporodowy kiedy to z Michałem było bardzo źle (nie oddychał,
    nie ruszał się - niedotlenienie) poza tym jest bardzo żywym dziciaczkiem i po
    ostatnim upadku kiedy to ząb mu się ruszał, warga na wulot przebita patyczkiem
    od lizaka mam fobię, jak szybciej biegnie, jak szybciej jedzie na rowerku boję
    się jego kolejnego upadku, że coś mu sie stanie.
    Ale musze mu pozwolić na bycie samodzielnym i kochac go mądrze i będe się
    starac panować nad emocjami, ja jestem dorosła i mnie jest łatwiej niż jemu.
    Pozdrowionka dla Ciebie i dziewczynek.
  • 11.05.06, 12:15
    Mamisio - podajmy sobie wirtualnie dłonie !!! Też należę do choleryczek,
    histeryczek i nadopiekuńczych mam !!! Za wszelką cenę chciałabym uchronić moje
    dzieci przed wszystkimi nieszczęściami tego świata (zbite kolano i złamana
    rączka - ostatnio sad brzydkie potraktowanie w piaskownicy i inna takie tam
    drobiazgi ...)Trzęsę się z niepokoju, kiedy widzę jak pędzi przed siebie z
    prędkością ponaddzwiękową i nie słyszy mojego ostrzeżenia "przewrócisz się!!!",
    boję się kaszlu w nocy i bezobjawowej gorączki (u nas zapalenie układu
    moczowego-fobia)Pracuję nad sobą i staram się ograniczać moje ataki matczynej
    nadopiekuńczości, powoli sama się uczę i odzwyczajam....często z trudem i
    ogromną chęcią angażowania się po raz koleny w piaskownicową awanturę moich
    dzieci ... A więc uczmy się razem, Ty, ja i inne mamy ... to bardzo ważne,
    żebyśmy nie zostały na zawsze na tych samych ławeczkach z tymi samymi poglądami
    na wychowanie naszych skarbów. Ja zaczęłam obserwować uważnie siebie i moje
    dzieci po narodzinach Kaliny...wtedy też zaczęłam próbować coś zmieniać i nie
    bać się prosić o pomoc, jeśli to konieczne (psycholog, mądre książki). Tak jak
    napisałaś - mamy zdrowe, cudne i najwspanialsze na świecie dzieci i to jest
    najważniejsze !!! Dzięki za pozdrowienia i do następnego spotkania w sieci smile
  • 12.05.06, 10:19
    Brawo Mamamisio!!!
    Miło przeczytać, że oboje jesteście zadowoleni.
  • 12.05.06, 12:33
    i po raz kolejny uświadomiłam sobie siłę spokoju i konsekwencji. Macie
    wszystkie racje: spokojny stanowczy głos i konsekwencja dają dziecku poczucie
    bezpieczeństwa i wyznaczają naszą rolę w jego wychowaniu.
  • 12.05.06, 22:36
    Musiasz być stanowcza kiedy trzeba i nie ulegać, musicie trzymać sie jednej
    wersji, a przede wszystkim zachować spokój kiedy on ma napady agresji, łagodzić
    jego wybuchy gniewu, takie zachowanie go rozproszy.Troche to potrwa zanim go
    poskromnicie, ale efekty będą, ja to przerabiałam z moja córka. Wie ze jest dla
    nas bardzo wazna i ja kochamy, ale nie tylko wokół niej świat sie kreci.Polecam
    jak najwiecej kontaktu z innymi dziecmii, chwalić za dobre zachowanmie.
  • 13.05.06, 17:09
    u mnie identycznie- ma 2,5 r.. Od 2 tygodni jakby diabel w stapil, zwlaszcza
    jak jest zmeczony. Czasami sie boje, ze sasiedzi zaalarmuja policje, ze sie
    znecamy nad dzieckiem smile. Zaczyna sie od blahostki, a potem to jest lawina. Sam
    nie wie czego chce i jest ryk przez pol godziny. Poglebia to jeszcze fakt, ze
    jest alergikiem i jak go cos uczuli, to mam takie zachowanie x 2. Zadne
    argumenty nie dochodza. Zostawiam go takiego ryczacego i staram sie nie zwracac
    uwagi. Najgorzej jest z mezem, bo jest nerwusem i sie zaczyna awanturowac przy
    dziecku. A jego komentarze jeszcze bardziej poglebiaja sytuacje, rozmawialam z
    nim, zeby nie krzyczal i nie rzucal sie w takiej sytuacji, bo to jeszcze
    poglebia sprawe. A maly obserwuje i nasladuje. Zreszta juz zauwazyl, ze jak
    zaczyna plakac to jest poruszenie w domu i czasami z powodu jakiejs blahostki
    rzuca sie na ziemie i udaje, ze placze. No ale tu ewidentnie nie reaguje-
    przemysli sprawe i wstaje. Nie wiem, co robic w takiej sytuacji. Zreszta nie
    wiem czy sie da cokolwiek zrobic, bo to wcale nie wynika z tego, ze dziecko nie
    ma ustalonych regul, tylko chyba bardziej z racji wieku. Zauwazylam, ze
    ostatnio maly celowo omija zakazy i sprawdza na co sobie moze pozwolic. Jak ma
    cos zakazane, to nawet nie pisnie jak mu zabraniam przy probie pogwalcenia
    zakazu. Ale np. ile mozna myc zeby i ile mozna zuzyc pasty do tego. Wiem, ze
    dla niego to jest dobra zabawa w "doroslych" i nie rozumie, ze nie zjada sie
    polowy pasty w czasie jednego mycia. I wlasnie w takich szczegolach jest pies
    pogrzebany.
  • 13.05.06, 22:44
    Przy kolejnych piskach - kopiuj dzieciaka.Zobaczysz jak sie zdziwi.Tupie nozka -
    ty tez.Dzieciak piszczy - ty tez - uwierz potrafisz glosniej.On sie rozplacze -
    postaraj sie i ty tez.
    Znam przypadek w ktorym zacytowana metoda pomogla i dzieciak sie wyleczyl z
    rzucania na ziemie, wrzaskow i innych wyskokow.
  • 21.05.06, 15:09
    Hej!!!
    mamisio napisz czy wytrwałaś przy swoim,czy pomogły nasze rady e-mam i jak po
    rozmowie z babciami.Batrdzo mnie ciekawy czy się nie poddałaś.pozdrawiam cię
    cieplutko.
  • 23.05.06, 10:05
    Dzięki, powolutku, narazie się trzymam, choć ostatnimi czasy parę razy nerwy mi
    puściły i nawrzeszczałam na niego. Staram sie jednak kontrolować, ale ponieważ
    jestem tylko człowiekiem więc sama wiesz(:
    Młody najbardziej wariuje jak jesteśmy z mężem oboje w domu, przy jednym albo
    drugim osobno zachowuje sie inaczej, jest grzeczniejszy, samodzielniejszy i
    mimo, że mamy z mężem jeden front i tak nas testuje.
  • 23.05.06, 20:52
    Witam
    Tak konsekwencja i spokój, to najważniejsze podstawy wychowania, choć wcale nie
    znaczy, że tylko jakiś czas musimy nad tym pracować. Jasne, że najtrudniejszy
    jest początek, ale później co jakiś czas dziecko mimo, że zna
    zasady, "próbuje", a może tym razem uda mu się postawić na swoim.
    Ja mam dwoje dzieci synek 5 lat i córeczka 2,8 lata. Postanowiliśmy z mężem
    wychowywać ich bez agresji (bicia, szarpania, krzyku - nad tym ostatnim
    najtrudniej mi zapanować i nie zawsze oczywiście się udaje) i bez karania, co
    nie znaczy, że na wszystko im pozwalamy. Np. gdy biegają w supermarkecie między
    półkami daję wybór mogą iść ze mną za rękę lub jechać w koszyku innych
    możliwości nie ma, jeśli to za mało ostrzegam, że następnym razem zostaną w
    domu i jeśli przestroga nie skutkuje tak właśnie robię, organizuję wyjście na
    zakupy najdalej za dwa dni i zostawiam ich z tatusiem przypominając, że nie
    idziemy wszyscy razem, bo źle się ostatnio zachowywali - czyli konsekwencja.
    Ale nie widzę sensu w zabronieniu dziecku oglądania bajki, bo nie zjadło obiadu
    lub nie chciało wracać z placu zabaw do domu. Owszem zabronię oglądania bajki
    np. gdy stoi tuż przed telewizorem zasłaniając mi go, gdy ja oglądam wiadomości
    i wydaje mi się to konsekwencją. Kara, jaki ma skutek? jest nie związana z
    czynem i dziecko owszem ustąpi, ale w dziecku rodzi się bunt do rodzica,
    strach, a ja nie chcę ani walczyć z moimi dziećmi ani żeby się mnie bały, bo
    zamierzam mieć z nimi dobrą więź przez całe życie.
    Poza tym w czasie występku staram się zawsze podkreślać, że to nie oni są źli
    tylko ich zachowanie. Bardzo ważne jest zwracanie uwagi na uczucia dziecka i
    moje. W trakcie sprzeciwu z jakiegoś powodu staram się najpierw zacząć od
    uczuć, staram się wyobrazić sobie co ono może czuć w takiej chwili i mówię to
    głośno np. widzę, że świetnie się bawiłaś w piaskownicy i bardzo chciałabyś
    pobawić się dłużej, ale teraz musimy iść do domu i pewnie jest ci bardzo
    przykro że musisz to zostawić, może nawet czujesz się zawiedziona że tak krótko
    się bawiłaś (dla małych dzieci w piaskownicy zawsze jest za krótko), córeczka
    zwykle przestaje płakać i słucha co do niej mówię, a ponieważ trafiam z
    niektórymi uczuciami to przytakuje lub czasami mówi, że "nie" gdy nie trafię w
    jakieś jej odczucie, ale gdy da w ten sposób upust swoim uczuciom to grzecznie
    wstaje daje rączkę i wychodzi z piaskownicy. Jeśli wciąż grymasi znaczy to, że
    jeszcze nie wszystkie jej uczucia zostały nazwane i muszę się trochę nawysilać,
    ale efekty są rewelacyjne! Uczuciom nie możemy zaprzeczać ani ich duciś w
    sobie, bo wtedy gdy się skumulują to wybuchają. Musimy pozwolić przeżywać
    dzieciom różne uczucia i złość i zazdrość i strach, ale musimy je nazywać, bo
    dzieci nie wiedzą co się z nimi dzieje, nie umieją ich nazywać. Co innego jest
    z zachowaniem nie na każde możemy pozwolić, uczucie - tak, zachowanie - nie. I
    może warto podsunąć jakiś pomysł na zachowanie lub sprowokować dziecko do
    wymyślenia pomysłu np.gdy dziecko bije kogoś wrzeszcząc i płacząc przy tym,
    chwytam za rękę nie pozwalając na ciosy i mówię, że nie można bić, widzę że
    chyba jesteś bardzo bardzo zły, ale nie podoba mi się to co robisz, (tu
    wyrzucam różne uczucia które jak mi się wydaje targają dzieckiem)i gdy
    przestaje płakać i się uspokaja, pytam jaka ta złość jest, jak duża, albo
    idziemy ją narysować itd. a gdy już całkiem minie, zastanawiamy się jak inaczej
    możemy tą złość wygonić. Ważne aby być przy dziecku, starać się je zrozumieć i
    więcej je słuchać, one naprawdę mają nam do powiedzenia ważne rzeczy.
    Ale się rozpisałam, przepraszam i pozdrawiam.
  • 23.05.06, 22:32
    naprawdę. Mój też tak miał. Po prostu staraj się postępowac konsekwentnie.
    Ryczy - może ryczec, trudno. ma ataki złości - trudno tak ma. W tyłek nie lej -
    z takimi dziemi to nie daje efektów (wierz mi na słowo). Widziałem dziecko
    które rzucało się na ziemię i waliło głową w podłogę. Tak miało. Matka wtedy
    wychodziłą bo mówiła że nie może na to patrzec wink Po paru razach jak dzieciak
    się zorienotwał ze to nie działa przestał. Więc staraj sie zeby takie rzeczy
    nie działały. Nie daj się wyprowadzi z równowagi. Nie wzmacniaj jego
    nieporzadanych zachowań.
    Łatwo sie pisze co? Tak, Łatwo ale ja miałem takie dziecko więc cię rozumiem.
    Dasz sobie radę. Pogódź sie z tym że może trafił ci się mały czowiek który
    wymaga dużo więcej uwagi niz przecietnie. (ja sie musiałem pogodzic).

    I najważniejsze - nie daj sobie wmówic że to twoja wina bo jesteś zlą matką.
    takie głupoty to pieprzą ludzie którzy mieli szczęście posiadac grzeczne dzieci
    (albo nie mieli w ogóle dzieci). Możesz poradzi sie psychologa jak masz
    jakiegoś porządnego w pobliżu.
    Sukcesów.
  • 01.06.06, 14:48
    U mnie jest podobnie, no może nie az tak ale dobrze wcale. Różnica polega na tym
    ze ja wychowuje synka praktycznie sama (mąż całymi dniami pracuje) i non stop
    jesteśmy razem. Z babciami ma mały kontakt. I ja też mam nieraz dosyć jakies
    głupoty mi do głowy przychodzą i wtedy też myśle sobie ze nie ma sie czym
    martwić bo to mu z czasem przejdzie a najważniejsze jest to ze jest zdrowym
    ślicznym chłopczykiem. Nie wiem jak Ty ale ja jestem bardzo młoda i nie
    planowałam dziecka, on zmieniła załe moje zycie, nikt mi nie pomaga w jego
    wychowaniu dosłownie nikt wszystko robie sama i tak od początku teraz ma 2,5
    roku. Ale mimo to jestem postrzegana jako dobra mama, chociaż nie raz i nie dwa
    wydrę sie na niego bo nie sposób tego nie zrobić przy jego zachowaniu.
    Rozmawiając z innymi mamami słyszę wkółko ze to taki wiek i ze przejdzie. No to
    cóż poczekam. I Tobie też radzę.
  • 02.06.06, 09:41
    Bardzo dziekuje za naprawde ciekawa dyskusje, o granicach wolnosci rodzicow i dzieci, o tym, jak nie
    tylko wyznaczac granice dzieciom ale i sobie. Czy oznacza to, ze w tym najwczesniejszym okresie
    rozwoju dzieci powinny uczyc sie przestrzegac regul a dopiero w okresie dojrzewania naucza sie, jak je
    lamac i jakie sa tego konsekwencje?
    Mam kilka watpliwosci: krzyk to tez rodzaj komunikacji - kiedy przestac go tolerowac (w jakim wieku)?
    W jakim wieku dziecko jest juz zdolne do dialogu i negocjacji (wybor kaszki, zabawki w sklepie) a do
    kiedy warto samemu ustalac te reguly? Mam wrazenie ze niektore dzieci gubia sie majac zbyt szeroki
    wybor - czy wtedy nalezy go zawezic czy raczej uczyc jego dokonywania?
    Czy dziadkowie nie powinni slyzyc do rozpieszczania a rodzice do wychowywania? U nas jest racze
    niedobor dziadkow (a raczej babc) i nikt naszego dziecka nie rozpieszcza nadmiernie, stad moje
    wrazenie.
    Przerazaja mnie te opowiesci o buzi przebitej patyczkiem - sa reguly, ktore musza byc przestrzegane
    PRZEZ RODZICOW - opiekunow, przez nas.
    jeszcze raza dziekuje

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.