• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Tak mi źle, takie mama wyrzuty sumienia Dodaj do ulubionych

  • 10.05.06, 12:18
    Wymiękam, mam ochotę uciec jak najdalejod mojego syna. Czy to możliwe że
    dopuściłam do sytuacji kiedy to on ustala reguły i nami rządzi? Nie wiem, ma
    2,7 i to co się z nim dzieje przechodzi moje najśmielsze wyobrażenia. Fazę na
    nie przebrnęliśmy, teraz jest faza pisków, krzyków aż do utraty tchu i
    płaczu. Jak tylko jest coś nie po jego myśli krzyczy, podnosi na mnie rękę,
    za chwile przeprasza/lub nie. Staram się go nie bić, raz jeden dostał w dupę
    ale efekt był marny, bo od tamtej pory jak coś zbroi mówi klap i pokazuje
    pupę. Newry mi puszczaja coraz bardziej, mam ochotę go udusić, uciec. Jego
    histerie kiedy idziemy do domu, kiedy nie pozwalam mu sypać piaskiem, kiedy
    każe mi iść tam a ja idę tu. Wszystko ma być po jego myśli. Nie pozwalam mu
    na wszystko a jednak odnosze wrażenie że nie ma jasno wyznaczonych granic, że
    kiedy płacze zaraz przybiega babcia z pytanie: Ojej co się dzieje mój wnusiu,
    może Cię pohuśtać, nie chcesz? No dobrze to moze porysujemy? Nie chcesz no
    dobrze i tak wkółko. Michas od urodzenia jest przyzwyczajony, że jest osoba ,
    która mu poświęca cały swój czas kiedy się nim opiekuje (obie babcie na
    zmianę). Ja w weekend nie mogę nic zrobić bo sam się nie zajmie sobą, muszę
    przy wszystkim mu asystować. Najbardziej męczą mnie te jego piski, skąd w nim
    tyle agresji? Wczoraj wyzwałam go od wstrętnych bachorów, powiedziałam że juz
    nie mogę z nim wytrzymać i sobie poszłam, on oczywiście po chwili biegiem i
    rykiem za mną ale to przecież nie o to chodzi. Chyba poniosłam porażkę, boję
    się bo od września chcę go posłac do przedszkola i jak Panie z nim sobie
    poradzą i boję się że każa mi go zabrac.
    Straciłam nadzieję, że wyrośnie, że mu to minie. Dodatkowo Michał ma bardzo
    cieżką mowę, robi postępy bo powtarza wyrazy ale nie potrafi powiedzieć: chce
    mi się pić, daj mi piłkę, więc jest tu jeszcze bariera porozumienia. Jeśli po
    wakacjach nic się nie ruszy z tą mową jesteśmy zapisani doaudiologa, foniatry
    i logopedy.
    Eh, strasznego mam doła, nie nadaję sie na matkę(:
    Zaawansowany formularz
    • 10.05.06, 12:36
      Spokojnie, wyluzuj. Na pewno nadajesz się na matkę.
      Ja Ci niestety nic nie doradzę, bo moja Klara jest jeszcze malutka. Ale wysyłam
      Ci pozytywne wibracje.
      Może jak Michać pójdzie do przedszkola, to na lepsze się zmieni?

      --
      ---
      Zdjęcia Klary
    • 10.05.06, 12:53
      ja Ci też nic nie poradzę, ale spróbuję pocieszyć: na tym forum co rusz widzę wątki: moje dziecko 2+: ryczy, bije, histeryzuje, nie słucha, rzuca się na ziemię, robi wszystko po swojemu. Chyba duuuużo dzieci tak ma.
      Oczywiście nie oznacza to, że trzeba się na godzić, ale nie załamuj się smile

      --
      Ajkciątko II
    • 10.05.06, 13:11
      a może masz rację z tym że chłopak jest po prostu przyzwyczajony że cały świat
      się koło niego kręci? Przedszkole może wtedy - paradoksalnie - pomóc, ale to
      nie rozwiąże problemów w domu. Moja rada - dać mu rodzeństwosmile))
      --
      -------------------------------------------------
      ta odpowiedź jest na temat ale tylko ja znam sens
      • 10.05.06, 13:17
        jakiś czas temu o drugim dziecku bo baardzo chciałam, ale w obecnej sytuacji
        kiedy mój syn tak mnie absorbuje jak dam sobie radę?
        Wymiękam i tyle a najgorsze jest to że cała rodzina wkoło mówi że to moja wina
        bo go rozpuściłam, moze rzeczywiście to tylko moja wina? Może gdybym mieszkała
        sama z dala od mamy i teściowej i byłabym zdana sama na siebie już od chwil
        narodzin siłą rzeczy synek byłby bardziej samodzielny bo nie poświęcałabym mu
        całej uwagi ze względu na obowiązki domowe. Normalnie ryczeć mi sie chce i nie
        chce wracać do domu bo boję się znowu popołudnia krzyków i histerii, że wkońcu
        dostanę zaćmienia umysłu i coś temu mojemu dziecku zrobię(:
        • 10.05.06, 13:52
          wiesz co? to jest tak samo jak z pracami domowymi. Nawet jeśli nie pracujesz
          zawodowo to i tak masz cały dzień zajęty, bo zawsze jest coś do zrobienia. I
          zachodzisz w głowę, jak kobiety pracujące godzą to wszystko. A potem sama
          idziesz do pracy i okazuje się że obiad niekoniecznie trzeba robić trzy
          godziny, a prasowanie może poczekaćsmile). I też dajesz sobie radę.

          A babciom trzeba rzucić krótką piłkę - że nie sama wychowujesz dziecko tylko z
          ich pomocą, więc niech mają pretensje do siebie.
          --
          -------------------------------------------------
          ta odpowiedź jest na temat ale tylko ja znam sens
    • 10.05.06, 13:39
      Spokojnie kobieto u mnie identyko z córcią. Zauwazyłam iz jest to wina
      niekosekwencji a dziecko wie z kim na co moze sobie pozwolić i wie ze z babcia
      moze to i to a zmama to nie przejdzie. Nie martw sie tylko sama sobie zdaj
      pytanie czy zawsze postepujesz tak samo??? CZy nie masz gorszego dnia i dla
      swietego spokoju mu nie ustepujesz??? Jesli tak to on nie rozumie że raz było
      tak a teraz inaczej dzieci lubia powtarzalność. Np. Babcia kiedy od niej
      wychodzilismy dała małej żelka na droge no i teraz za kazdym razem młoda jak
      wychodzimy pyta czy dostanie zelka. Cwane nie te dzieciaki he he he
      Ania
    • 10.05.06, 13:57
      a odnośnie mówienia

      dziecko do lat 3 może nie mówić
      jeśli rozumie, co się do niego mówi, to jest ok

      Mały też tylko powtarza słowa
      a nie kwapi się sam do mówienia


      --
      Mały skończył 2,5 roku
      to już wrześniowy przedszkolak
      MAŁY
    • 10.05.06, 14:08
      Do września jest jeszcze trochę czasu, więc macie jescze sznsę go "
      ucywilizować". Po pierwsze zaobserwuj w jakich sytuacjach Twój syn dostaje
      ataku, moze babcie rzeczywiście pozwalaja mu na wszystko i kiedy Ty czegoś
      zabraniasz on reaguje krzykami bo nie rozumie: babcia pozwala a mama nie? Nie
      wiem, czy jest to możliwe ale musicie iść zwartym frontem, dziecko musi
      zrozumieć, ze są granice pewnych zachowań i każde przekroczenie ich musi wiazać
      się z przykrymi konsekwencjami.
      Poza tym te weekendowe " przylepianie się" moze świadczyć o tym, ze mu Ciebie
      brakuje, więc kiedy jesteś to chce abyś poświęcała mu cały czas. W tygodniu
      możesz z nim pobyć czy wracasz późno?
      Wyobrażam sobie jak musi Ci byc ciężko, moja sąsiadka ma tez takiego syna, jego
      wrzaski są tak pzrejmujące, że mój 6 letni syn nie chce w ogóle do nich chodzić
      bo sie tego BOI!!!!!!!

      "Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa"
      • 10.05.06, 14:48
        teraz zwłaszcza, od dłuższego już czasu. Babcia tłumaczy ze on jeszcze nie
        rozumie, a chwlai go przed sąsiadkami jaki to on mądry bo wszystko rozumie,
        każde polecenie wykona.
        Mnie nie ma średnio 0d 8.00 - 17.30, i jak tylko wracam z pracy rzucam
        wszystko przebieram się w dresy i zajmuję Młodym, ogólny bajzel w tygodniu
        sprzątam jak pójdzie spać a w sobotę muszę zrobić zakupy, prasowanie i
        gruntowniejsze sprzątanie.Staram sie go w te porządki włączać, zdejmuję
        wszystkie zabawki z półek i on je wyciera. Ja chyba mientka jestem, jak był
        malutki to wręcz odgadywałam co by może mój synek chciał, to teraz mam. Tylko
        czy da się to odwrócić? Czy nie jest za późno?
        • 10.05.06, 15:02
          Trenuj tę konsekwencję, trenuj, może z tego treningu coś wyjdzie. Kiedy mówisz
          nie, to trzymaj sie tego, nawet żeby sąsiadki, kolezanki i babcie miały Cie za
          wyrodna matkę, która dręczy " nierozumiejące" dziecko. Wszystkie dzieci
          przechodzą kryzysy - kwestia tylko z jaką intensywnośćią. Ja nie mam zbyt
          duzego doświadczenia w poskramianiu takiego dziecka jak Twój synek, mój ma 6
          lat ale ja nie wiem co to histeria, piski, krzyki, bicie mamy itd. Pewnie, ze
          były konflikty ale takie mizerniutkie.....
          Jednak nie trać ducha, z czasem syn zacznie funkcjonować w granicach świata,
          które mu wyznaczycie.
          --
          "Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa"
      • 10.05.06, 15:19
        Hej!!!
        Mam podobną sytuację do Twojej,więc coś ci poradzę jeśli mogę.
        Nie tłumacz sobie zachowania dziecka czymś takim "on z tego wyrośnie",bo to
        nieprawda.Jeśli dziecko od małego nie jest kierowane to tak jak z
        samochodem,jak by nie było znaków to każdy by jezdził jak chce i tak jest z
        dzieckiem,jak będziesz ciągle ustępowała to "wejdzie ci na głowę".Dziecko można
        porównać do dzewka,jeśli nie jest podcinane to dziczeje i tak jest z dziećmi
        musi znać granice.Mam córę ma teraz 7 lat,jest prawie tak jak z Twoim
        synkiem,od małego wychowywały ją niańki bo ja i mąż pracujemy a babcie daleko i
        córka od małego robiła co chciała bo obca kobieta nie krzyknie na cudze
        dziecko.Mam książkę o takim wychowaniu i takiemu dziecku rozpieszczonemu i
        upartemu nie wolno ustępować,popuszczać i przełamywać się bo robi się
        agresywne.To nic nie da tak jak pisze w poście wyżej,że trzeba się postarać o
        drugie dziecko-NIE.Ja mam drugą córę,ma teraz 2 latka (starsza 7 lat)i fakt
        mają siebie do zabawy,ale starszej to nie dało pokory.Teraz wiem,że najpierw
        trzeba pierwsze dziecko "przywołać" do dobrego zachowania i uczyć,uczyć i
        jeszcze raz uczyć zanim się zaplanuje drugie bo drugie dziecko to nie terapia
        dla starszego dziecka,tylko więcej pracy dla mamy.
        Nie dobieraj sobie do głowy,że gdyby nie babcie to było by inaczej,wierz mi nie
        było by a wręcz jeszcze gorzej.Ciągle być wracała biegiem z pracy,aby zwolnić
        nianię,szybko robić obiad,pranie porządki,dziecko też by ciągle było uwieszone
        twojej nogi bo chce to i tamto a Ty ciągle być była kłębkiem nerwów i odbijało
        by sie to na rodzinie.
        Musisz być stanowcza dla swojego malca,raz powiedzianego słowa nie
        znieniać,jeśli krzyczy i tupie to powiedz mu,że pobawisz się z nim lub
        porozmawiasz jak się uspokoi i tak do skutku.Jak moje dzieci się kłócą o
        zabawki lub jest coś nie tak to mówię im "albo się uspokoisz i pobawisz
        się,albo idziesz do kąta" i stoi w kącie tyle czasu ile ma lat czyli np.
        starsza córa stoi 7 minut.
        Babciom też musisz powiedzieć,tylko spokojnie bez emocji aby się nie
        obraziły,żeby też nie pozwalały na wszystko małemu bo ty wracasz z pracy i nie
        możesz go opanować.
        Ja ze starszą córką chodzę na wizyty do psychologa bo właśnie jest taka
        złośliwa,uparta i wszystko chce robić po swojemu i wiem od pani psycholog to,że
        dziecku nie wolno ustępować bo wtedy zaczyna żądzić,nie wolno wyręczać go w
        niczym chyba że widzić że sobie nie razi już sam przez parę minut i jeśli coś
        powiesz raz np. "nie oglądasz dziś bajki bo byłeś niegrzeczny" to tak musisz
        trzymać,nie możesz tego zdania znienić.
        Bądz stanowcza a zobaczycz mały pozna kto w domu ma więcej do powiedzenia,a
        jeśli już masz doła i jest ci naprawdę ciężko kup sobie magnez troszkę cię
        wyciszy i pomoże przetrwać te postanowienia.
        Głowa do góry.
        Pozdrawiam Cię i wszystki e-mamy.
    • 10.05.06, 14:49
      Ja tez przez to przechodzilam i przechodze...
      Miki jak mial 10 miesiecy zaczał nas testowac, jak mowilam NIE to kladl sie na
      podlodze i zaczynal płakac, ryczał jak wsciekły a ja szłam sobie do kuchni i
      mowiłam do niego: "z mamusią sie nie dyskutuje, powiedziałam nie i koniec";
      patrzylam oczywiscie czy nie robi sobie krzywdy ale byłam nieugieta jezeli
      chodzi o takie fochy. Efekt? Pierwszy raz lezał i płakał 20 minut, potem ok 5 a
      po tygodniu zrezygnował z tej formy "kontaktu". Potem czasami miewał taki
      tydzien szantarzu ale mama i tata wiedzieli ze dla wlasnego dobra nie mozna
      reagowac.
      Teraz Miki ma 25 miesiecy, jak mowie ze idziemy do domu to tez zaczynaja sie
      piski, krzyki, pada plackiem na ziemi i krzyczy NIEEEEEEE a ja biore go za reke
      lub na rece, przypominam ze z mamusia sie nie dyskutuje i ide do domu. W domu na
      szczescie mam juz luzik bo jak przyjdzie i powie: mama daj ciu ciu a mama
      odpowie nie ma ciu ciu to jest spokoj, czasami zada to pytanie kilka razy,
      czasami glosniej ale jak za karzdym razem slyszy ze nie ma to nie ma i wraca do
      zabawy.
      Babcie to inna historia, te pozwalaja na wszystko na co nie pozwalaja rodzice i
      zabraniaja wszystkiego co rodzice robic pozwalaja...
      Mysle ze musisz byc konsekwentna, nie przejmowac sie ze jak wyciagasz synka z
      placu zabaw a on robi histerie to ludzie patrza i moze komentuja. To Twoje
      dziecko i wychowujesz je jak najlepiej potrafisz i jak sama chcesz. Ja zupelnie
      nie przejmuje sie uwagami typu: no niech mu pani kupi tego lizaka, jak mozna
      pozwolic by dziecko az tak plakalo itp Lizakow jeszcze sie naje w swoim zyciu.
      Moje kolezanki uwazaja ze jestem dziwna matka, bo nie karmie go tonami slodyczy,
      jak mowie ze nie wolno to tego pilnuje i egzekwuje swoje zakazy. Moze i dziwna
      jestem ale za to moj syn w wiekszosci przypadkow wykonuje polecenia, przestrzega
      zakazow i nie urzadza histerii przy wszystkich stoiskach ze slodyczami w
      supermarketach...
      zycze powodzenia
      • 10.05.06, 15:18
        W zupełności zgadzam się z de_la_hoya. Moja Córka ma 18 miesięcy i zdarza się,
        że próbuje coś na nas wymusić. Jednak jesteśmy z mężem konsekwetni i nie znaczy
        nie. Totez ona to wie i rozumie, więc wie, że nie ma po co histeryzować, bo i
        tak nie postawi na swoim. Jednak wiem, że Dziadkowie mogą nieźle namieszać. My
        mieszkamy w innym mieście, ale jak jedziemy do nich to na wszystko Córce
        pozwalają. Potem jak wracamy po dłuższym pobycie od Dziadków to czasami jest po
        prostu cyrk. Córka wrzeszczy, tupie, ale pozostajemy nieugięci i po paru dniach
        jej mija.
        Moja rada to przede wszystkim trzeba byc twardym, choć serce pęka jak dziecko
        wyje.
      • 10.05.06, 15:24
        de_la_hoya bardzo mądre słowa,ja tez tak postępuję z dwujką dzieci,nie jesteś
        sama.Pozdrawiam cię.
        • 10.05.06, 15:28
          przepraszam za błąd,dwójka oczywiście "ó" to z szybkości.
          • 10.05.06, 15:34
            tydzień w domu (urlop w pracy) pierwsze dwa dni to był koszmar, potem
            przyzwyczaił sie że jestem w domu, w dzień i w nocy spał spokojnie i długo, nie
            wybudzał się, nie pozwalał zabrać sie na spacer przez babcie wszystko ze mną.
            Jak jestem z nim zupełnie sama, wydaje mi sie że bardziej się słucha, jest
            grzeczniejszy, jak tylko pojawia sie tata, babcia, sąsiad z Mają w Michała
            wstępuje istny diabeł, biega, wygłupia sie, przewraca. Ze mną też się wygłuia
            ale nie szuka poklasku.
            Ale wszystkie się zgadzacie co do konsekwencji, ja będę, to już postanowione i
            czeka mnie rozmowa z babciami. A wiecie jak jest z babciami: ja mówie Michał do
            domu - on dom nie, babia z ogródka krzyczy: no dobrze to nie jeszcze 5 minut.
            A mnie ogarnia furia: po pierwsze to ja mam decydować, po drugie on nie wie co
            to 5 minut bo nie ma poczucia czasu. Jak widzę że jeszcze chwilę może pobyć to
            mówię: jeszcze dwa razy zjedziesz ze zjeżdzalni i idziemy do domu.
            Fajnie jest mieć babcie blisko, ale czasami wysłałabym je w kosmos.
            • 10.05.06, 15:45
              i chciałam jeszcze dodać, że na placu zabaw gdzie jeździmy samochodem (tylko ja
              i on) też zachowuje się grzeczniej. Nie ma pisków, nie bije dzieci nie wpada w
              histerie, potrafi sie zezłościć ale nie tak jak u siebie na podwórku czy w
              domu.Dlaczego? Bo to obce miesjce, obcy ludzie? Nie ma audytorium złożonego z
              bliskich?
              Moja mama mówi, że on jest nerwowy bo my (ja i mąż)na niego krzyczymy, co nie
              jest do końca prawdą, najpierw prosimy, raz drugi trzeci, potem stanowczym
              tonem zabraniamy, zabieramy np do domu/pokoju aż wkońcu któreś z nas podnosi
              głos. Wkońcu jesteśmy tylko ludzmi. Przypomniałam mojej mamie jak mnie sprała w
              dupę jak wysiadłam z autobusu w którym biegałam jak opętana i zaczepiałam ludzi
              i żyję, nie umarłam. Krzyczeć nie,bić nie, szturchanie nie, niecenzuralne
              odzywki uwłaczają godności dziecka - nie, to co wkońcu? Na mnie nie raz
              wrzeszczał ojciec a i przylał jak na drzwiach od kierowcy aż do baku
              narysowałam sobie tylko znany szlaczek - gwoździem.A teraz mama poucza jak go
              wychowywać bo wyrosnie, gucio, a jak nie wyrośnie to co?
            • 10.05.06, 20:27
              mamisio napisała:

              A wiecie jak jest z babciami: ja mówie Michał do
              > domu - on dom nie, babia z ogródka krzyczy: no dobrze to nie jeszcze 5 minut.


              Pogadaj z babciami ze jak Ty jestes w domu to obowiazuja Twoje zasady.
              Jak wołasz syna a on mowi nie to wyjdz po niego i powiedz normalnym tonem ale
              stanowczo idziemy do domu, jak powie nie albo zacznie jazde wez go za reke (lub
              na rece) i zaprowadz do domu. Na poczatku beda krzyki ale w koncu zrozumie kto
              tu rzadzi...
    • 10.05.06, 15:38
      Założę się, że w przedszkolu będzie grzeczniutki. Ale w domu się nie zmieni
      jeśli Wy nie zmienicie swojego zachowania wobec niego. Polecam
      program "Niesforne aniołki". Leci rano w sobotę lub w niedzielę na jedynce albo
      dwójce.
    • 10.05.06, 15:54
      • 10.05.06, 16:03
    • 10.05.06, 16:24
      witaj i wiesz, bardzo się cieszę, że o tym piszesz, bo sam fakt, że to robisz
      jest wystarczający, aby nazwać Cię dobrą, troskliwą i myślącą mamą smile Znam
      wiele mam, które nie przyznają się do posiadania wymagających dzieci, lub nie
      zauważają tego, że ich dzieci należą do tej sporej grupy. Ty jednak szukasz
      rozwiązań i wyjścia a to ogromny krok do przodu smile)) Jestem mamą dwóch
      dziewczynek - 3,5 i 1,5 letniej o ogromnych temperamentach wink Ze starszą
      Jagódką jeszcze do niedawna toczyłam boje o wszystko, a młodsza uważnie
      obserwowała zachowanie swojej siostry i uczyła się pilnie .... Jagódka w
      przedszkolu była baaaardzo grzeczna (to dla Ciebie dobra wiadomość - generalnie
      tak właśnie łobuziaki reagują na nowe otoczenie, konsekwentne panie opiekunki i
      rygor przedszkolny) - w domu - istny szatan !!! Wszystko załatwiała krzykiem,
      ataki histerii i takie tam - generalnie tragedia !!! I wtedy zaczęłam
      przyglądać się uważnie SOBIE i słuchać SIEBIE ..... I wiesz co zauważyłam ???
      Ja się ciągle na nią darłam !!! Nie mówiłam spokojnie ale krzyczałam !!! Nie
      miałam czasu na nic, byłam ciągle zmęczona i dodatkowo podirytowana zachowaniem
      Jagódki .... Po takiej obserwacji uważnej postanowiłam zacząć od siebie - to
      znaczy kontrolować swoje zachowanie, zmienić się. Koniec z krzykami (no nie tak
      z dnia na dzień - ale powoli i stopniowo - staram się do dziś), konsekwencja
      nawet gdyby to miało się oznaczać atak histerii połączony z rykiem przez pół
      godziny, który niesie się na siedem pięter... Wierz mi było ciężko, bo to małe
      kroczki i tak powoli .... wracałam z pracy i już pod drzwiami domu powtarza
      łam: spokój i konsekwencja - jak mantra! ZADZIAŁAŁO !!! Dzisiaj widzę, że jest
      lepiej - jasne zdarza się, że krzyczy - ale ja staram się panować nad sobą. I
      jeszcze dobra rada - nie przejmuj się ludźmi - to że dziecko narobi Ci obciachu
      w publicznym miejscu, bo akurat ma jeden z ataków histerii ("ja to chcę !!!!") -
      ludzie są najmniej ważni, uwierz mi!!! A z babciami jest tak - moja mama
      opiekuje się moimi dziewczynami i pozwala im prawie na wszystko...Dzieci jednak
      doskonale wiedzą, ile mogą wymagać od określonych osób - do mnie Jagoda nie
      przyjdzie po mambę we środę czy piątek - wprowadziłam zasadę, że niedziela jest
      dniem słodyczy - babcia będzie nagabywana dzień w dzień...Jeśli babcia się
      ugnie, to działa na swoją niekorzyść - dzieci wejdą jej na głowę - tak jest u
      nas w domu. Jagoda jest innym dzieckiem, kiedy jest ze mną - inaczej zachowuje
      się przy babci - to czy babcia zaakceptuje Twoje metody wychowania, zależy
      tylko od niej - Twój synek jest myślącym i wrażliwym małym człowiekiem i będzie
      doskonale wiedział jakie są Wasze zasady (przyjęte przez Ciebie i omówione z
      nim) - zobaczysz (to ta słynna konsekwencja czyniąca cuda smileAle się
      rozpisałam, mam jednak nadzieję, że coś z tego mojego niewielkiego
      doświadczenia wykorzystasz u siebie - a na koniec pamiętaj - ucz swoje dziecko,
      że oprócz obowiązków, ma też swoje prawa !!! Ja tak uczę Jagódkę - ma zwracać
      mi uwagę jak zaczynam na nią krzyczeć (ja albo ktoś inny rzecz jasna) - mówi do
      mnie wtedy: "nie krzycz na mnie, jeśli powiesz mi to spokojnie, też zrozumiem" -
      i ta formułka działa cuda - ja się wyciszam i jest mi wstyd a ona wie, że
      krzyk to zła metoda na załatwianie spraw smile Pozdrawiam bardzo serdecznie i
      pamiętaj takie zmiany to ewolucja a nie rewolucja - wszystko będzie się działo
      powoli ale będzie się działo naprawdę !!!
      Ania
    • 10.05.06, 18:32
      Głowa do góry!!! Małemu przejda piski i jęki. Mój syn podobnie piszczy i to na
      obrotach które mnie potrafia wyprowadzić z równowagi. Na tym etapie jeszcze nie
      możesz mówić o porażce w wychowaniu. Daj sobie i synkowi szanse. Wsłuchaj się w
      jego rzeczywiste potrzeby.
      To że chodzi za Toba i chce się bawić tylko z Tobą to wynik i wieku i potrzeby
      bycia blisko ukochanej osoby. On jest małym wrażliwym potrzebującym ciebie
      chłopcem. U mnie synek msui sie bawić albo z doroslym albo blisko niego,
      natomiast córcia nie ma takiej potrzeby i sama potrafi na długi czas oddać się
      zabawie.
      Spróbuj umawiać się z Małym , np. idziecie tu i tylko tu, dalej nie. Możesz
      zawsze przyponieć o umowie. Teraz nie pomoże, ale później zaprocentuje.
      Sposób na "kąt" też może się sprawdzi. Najpierw ostrzeżenie, jesli nie ma
      efektu przerywasz zabawę i stawiasz do "kąta"- czyli nudnego miejsca. Tu
      Konsekwencja. Cierpliwość. Szukanie dobrych stron. Mały wypad relaksacyjny. Oto
      to czego potrzebujesz.
      Ja się zawsze w duchu śmiałam, gdy lekarze mówili, że dwulatki to okres trudny.
      Nie dodawali dla kogo - dla rodziców.
      • 10.05.06, 19:33
        Podstawą skutecznego wychowania jest konsekwencja i ustalenie granic,
        umożliwiających dziecku orientację w otaczającym świecie. Twój syn, na podstawie
        tego, co się dookoła niego dzieje, nie wie, co jest w porządku, kto kontroluje
        sytuację, jak daleko może się posunąć. Nie wie, czy posłuszeństwo to obowiązek,
        a może tylko zalecenie (bo babcia "odwoła" twoje decyzje, albo pod wpływem jego
        "występów" sama ustąpisz))? Jest taka świetna książka, przy pomocy której udało
        mi się zaprowadzić porządek z moimi dziećmi, a i mi było dużo łatwiej z nimi się
        porozumieć (w końcu zaczęłam z nimi rozmawiać, a nie na nich krzyczeć). Autorem
        jest Robert MacKenzie, tytuł: "Kiedy pozwolić? kiedy zabronić?" - książkę
        kupiłam w księgarni ( jest wydana przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne),
        ale pewnie jest też dostępna przez internet. Pozdrawiam.
    • 10.05.06, 21:37
      Jak na dłoni widać, że problemy zawdzięczasz nadgorliwej babci.
      --
      liczba literówek odzwierciedla poziom irytacji
      • 11.05.06, 09:19
        Wczoraj byłam z synem na podwórku, poprosił czy może wejść na ogródek: ja tak
        ale jak będziesz chodził po ścieżkach i nie deptał posianych warzyw. Pierwsze
        pięć minut Młody ostrożnie stawiał kroki, po kolejnych 5 minutach zaczął
        taranować posiane warzywa. Mówię: albo będziesz chodził ścieżkami albo
        wychodzimy z ogródka. Dostosował się na kilka minut po czym historia się
        powtórzyła. Ze stoickim spokojem mówię: Wychodzimy z ogródka, on: nie, ja
        dalej :prosze do mnie podejść bo wychodzimy, on: krzyk. Ponownie ja: proszę
        wyjść i młody mimo że pod nosem coś tam burczał dał się wyprowadzić.
        Kolejne zdarzenie: podlewamy konewką kwiatki przy czym Michał podlewa sobie
        nogi: mówię synku jeszcze 2 razy napełnię konewkę i koniec wody, on:tak.
        Podlaliśmy jeszcze 2 razy a on domaga się kolejnego: ja spokojenie mówię: 2
        razy już były, woda się skończyła, on standardowo w krzyk, ale ja postawiłam na
        swoim i wiecie co? Wcale te histerie nie trwaja tak długo, mama z balkonu: nod
        pozwól mu jeszcze raz, na co ja powiedziałam że ma się nie wtrącac bo za klika
        lat przeniose Michała do niej na piętro i ona będzie się z nim użerać.
        I jeszcze jedno moje spostrzeżenie: kiedyś nakazywałam/zakazywałam Michałowi
        krzykiem i podniesionym głosem a on reagował z jeszcze większą agresją, wczoraj
        mimo że mój ton był stanowczy takiej agresji nie było. Jeszcze przed drzwiami
        wejściowymi do domu po powrocie z pracy powtarzałam: spokój i konsekwencja.
        Wiem, że jeszcze długa droga przede mną........
        • 11.05.06, 10:01
          BRAWO! Widzisz, to nie jest takie trudne jakby sie mogło wydawac...
          Gratuluje odwagi!
          Pogadaj jeszcze z babciami i powiedz im ze zabraniasz wtrącania sie w Twoje
          wychowanie. Jak one chca to niech pozwalaja mu wchodzic sobie na głowe ale będąc
          z Tobą czy z mężem ma wiedziec to tu ustala zasady...
          Oby tak dalej, pisz na forum jak idą postępy...
          • 11.05.06, 11:01
            i w przypływie dobroci i lepszego humoru nie zmieniać ustalonych zasad.
            Od wczoraj zanim przekroczę próg domu będę sobie powtarzać: spokój i
            konsekwencja.
        • 11.05.06, 10:02
          > mimo że mój ton był stanowczy takiej agresji nie było. Jeszcze przed drzwiami
          > wejściowymi do domu po powrocie z pracy powtarzałam: spokój i konsekwencja.
          > Wiem, że jeszcze długa droga przede mną........

          najważniejszy pierwszy kroksmile))))
          i najtrudniejszysmile
          życzę powodzenia!

          Ps. bardzo podobało mi to co jedna z forumek napisała wcześniej o uczeniu
          dziecka, że ono też ma prawa i zwracaniu uwagi na krzyk

          --
          -------------------------------------------------
          ta odpowiedź jest na temat ale tylko ja znam sens
        • 11.05.06, 11:07
          Mamisio - wielki ukłon w Twoją stronę big_grin Widzisz nie taki straszny diabeł, jak
          go malują !!! Te ataki nie są takie okropne, jak jesteś na nie przygotowana - i
          ta już legandarna konsekwencja !!! Brawo brawo brawo !!! Ja wczoraj znowu nie
          sprawdziłam się w roli zrównoważonego rodzica sad zaczęłam krzyczeć na Jagodę i
          wszystko skończyło się jednym wielkim wrzaskiem i awanturą .... Tym razem to ja
          przegrałam, mam nadzieję, że następnym razem nie dam się ponieść emocjom. A i
          jeszcze coś mi się przypomniało - jest jeszcze jeden patent wychowawczy, który
          działa... Dzieci doceniają, jak traktuje się je poważnie i z szacunkiem. Moje
          dzieci lubią, kiedy daję im możliwość dokonania wyboru. To niesamowite, jak się
          tym cieszą - spróbuj, bo to kolejny ukłon w stronę naszych dzieci. Na śniadanie
          zawsze pytam czy chcą chrupki miodowe czy kukurydziane do mleka...One są
          zachwycone !!! Wiesz - tak sobie myślę, że do tej pory proces wychowania wiązał
          się z głównie z ograniczaniem naszych pociech ("tego nie wolno" "nie tak
          głośno" "nie tak szybko" itd) - zapominamy, że dzieci trzeba przede wszystkim
          słuchać uważnie i traktować POWAŻNIE. Każde ich zachowanie, a zwłaszcza to
          uważane powszechnie za złe i naganne - to wołanie o pomoc i próba ustalania
          reguł, które nie są jasne. Trzeba być przy takim małym człowieku i nie niszczyć
          w nim tego wszystkiego, co niesie dzieciństwo (spontaniczność i szczerość,
          ogromne uczucia i ich okazywanie - także złości!) - ale wzmacniać w nim
          poczucie własnej wartości, jego niepowtarzalność i cieszyć się tym, że mamy
          siebie i możemy się nawzajem tyle nauczyć smile)) pozdrawiam bardzo serdecznie -
          Ania z Jagódką i Kalisią
          • 11.05.06, 11:37
            żandarmem co to tylko wydaje komendy: tak nie rób, nie wolno, nie biegaj bo się
            przewrócisz, chcę aby moje dziecko mogło wybrać, na spacerze pytam idziemy w te
            czy w tamtą stronę? Chcesz rysować czy czytać.
            Jestem niesamowitą choleryczka, łatwo sie denerwuję ale wczoraj jak Misio
            poszedł spać pomyslałam sobie: Boże więcej cierpliwości, ciesz sie że masz
            zdrowe dziecko, inni rodzice poświęcają całe życie sowim dzieciom ciężko chorym
            i wymagającym nieustannej opieki.
            Ja mam syndrom poporodowy kiedy to z Michałem było bardzo źle (nie oddychał,
            nie ruszał się - niedotlenienie) poza tym jest bardzo żywym dziciaczkiem i po
            ostatnim upadku kiedy to ząb mu się ruszał, warga na wulot przebita patyczkiem
            od lizaka mam fobię, jak szybciej biegnie, jak szybciej jedzie na rowerku boję
            się jego kolejnego upadku, że coś mu sie stanie.
            Ale musze mu pozwolić na bycie samodzielnym i kochac go mądrze i będe się
            starac panować nad emocjami, ja jestem dorosła i mnie jest łatwiej niż jemu.
            Pozdrowionka dla Ciebie i dziewczynek.
            • 11.05.06, 12:15
              Mamisio - podajmy sobie wirtualnie dłonie !!! Też należę do choleryczek,
              histeryczek i nadopiekuńczych mam !!! Za wszelką cenę chciałabym uchronić moje
              dzieci przed wszystkimi nieszczęściami tego świata (zbite kolano i złamana
              rączka - ostatnio sad brzydkie potraktowanie w piaskownicy i inna takie tam
              drobiazgi ...)Trzęsę się z niepokoju, kiedy widzę jak pędzi przed siebie z
              prędkością ponaddzwiękową i nie słyszy mojego ostrzeżenia "przewrócisz się!!!",
              boję się kaszlu w nocy i bezobjawowej gorączki (u nas zapalenie układu
              moczowego-fobia)Pracuję nad sobą i staram się ograniczać moje ataki matczynej
              nadopiekuńczości, powoli sama się uczę i odzwyczajam....często z trudem i
              ogromną chęcią angażowania się po raz koleny w piaskownicową awanturę moich
              dzieci ... A więc uczmy się razem, Ty, ja i inne mamy ... to bardzo ważne,
              żebyśmy nie zostały na zawsze na tych samych ławeczkach z tymi samymi poglądami
              na wychowanie naszych skarbów. Ja zaczęłam obserwować uważnie siebie i moje
              dzieci po narodzinach Kaliny...wtedy też zaczęłam próbować coś zmieniać i nie
              bać się prosić o pomoc, jeśli to konieczne (psycholog, mądre książki). Tak jak
              napisałaś - mamy zdrowe, cudne i najwspanialsze na świecie dzieci i to jest
              najważniejsze !!! Dzięki za pozdrowienia i do następnego spotkania w sieci smile
    • 12.05.06, 10:19
      Brawo Mamamisio!!!
      Miło przeczytać, że oboje jesteście zadowoleni.
      • 12.05.06, 12:33
        i po raz kolejny uświadomiłam sobie siłę spokoju i konsekwencji. Macie
        wszystkie racje: spokojny stanowczy głos i konsekwencja dają dziecku poczucie
        bezpieczeństwa i wyznaczają naszą rolę w jego wychowaniu.
        • 12.05.06, 22:36
          Musiasz być stanowcza kiedy trzeba i nie ulegać, musicie trzymać sie jednej
          wersji, a przede wszystkim zachować spokój kiedy on ma napady agresji, łagodzić
          jego wybuchy gniewu, takie zachowanie go rozproszy.Troche to potrwa zanim go
          poskromnicie, ale efekty będą, ja to przerabiałam z moja córka. Wie ze jest dla
          nas bardzo wazna i ja kochamy, ale nie tylko wokół niej świat sie kreci.Polecam
          jak najwiecej kontaktu z innymi dziecmii, chwalić za dobre zachowanmie.
          • 13.05.06, 17:09
            u mnie identycznie- ma 2,5 r.. Od 2 tygodni jakby diabel w stapil, zwlaszcza
            jak jest zmeczony. Czasami sie boje, ze sasiedzi zaalarmuja policje, ze sie
            znecamy nad dzieckiem smile. Zaczyna sie od blahostki, a potem to jest lawina. Sam
            nie wie czego chce i jest ryk przez pol godziny. Poglebia to jeszcze fakt, ze
            jest alergikiem i jak go cos uczuli, to mam takie zachowanie x 2. Zadne
            argumenty nie dochodza. Zostawiam go takiego ryczacego i staram sie nie zwracac
            uwagi. Najgorzej jest z mezem, bo jest nerwusem i sie zaczyna awanturowac przy
            dziecku. A jego komentarze jeszcze bardziej poglebiaja sytuacje, rozmawialam z
            nim, zeby nie krzyczal i nie rzucal sie w takiej sytuacji, bo to jeszcze
            poglebia sprawe. A maly obserwuje i nasladuje. Zreszta juz zauwazyl, ze jak
            zaczyna plakac to jest poruszenie w domu i czasami z powodu jakiejs blahostki
            rzuca sie na ziemie i udaje, ze placze. No ale tu ewidentnie nie reaguje-
            przemysli sprawe i wstaje. Nie wiem, co robic w takiej sytuacji. Zreszta nie
            wiem czy sie da cokolwiek zrobic, bo to wcale nie wynika z tego, ze dziecko nie
            ma ustalonych regul, tylko chyba bardziej z racji wieku. Zauwazylam, ze
            ostatnio maly celowo omija zakazy i sprawdza na co sobie moze pozwolic. Jak ma
            cos zakazane, to nawet nie pisnie jak mu zabraniam przy probie pogwalcenia
            zakazu. Ale np. ile mozna myc zeby i ile mozna zuzyc pasty do tego. Wiem, ze
            dla niego to jest dobra zabawa w "doroslych" i nie rozumie, ze nie zjada sie
            polowy pasty w czasie jednego mycia. I wlasnie w takich szczegolach jest pies
            pogrzebany.
    • 13.05.06, 22:44
      Przy kolejnych piskach - kopiuj dzieciaka.Zobaczysz jak sie zdziwi.Tupie nozka -
      ty tez.Dzieciak piszczy - ty tez - uwierz potrafisz glosniej.On sie rozplacze -
      postaraj sie i ty tez.
      Znam przypadek w ktorym zacytowana metoda pomogla i dzieciak sie wyleczyl z
      rzucania na ziemie, wrzaskow i innych wyskokow.
    • 21.05.06, 15:09
      Hej!!!
      mamisio napisz czy wytrwałaś przy swoim,czy pomogły nasze rady e-mam i jak po
      rozmowie z babciami.Batrdzo mnie ciekawy czy się nie poddałaś.pozdrawiam cię
      cieplutko.
      • 23.05.06, 10:05
        Dzięki, powolutku, narazie się trzymam, choć ostatnimi czasy parę razy nerwy mi
        puściły i nawrzeszczałam na niego. Staram sie jednak kontrolować, ale ponieważ
        jestem tylko człowiekiem więc sama wiesz(:
        Młody najbardziej wariuje jak jesteśmy z mężem oboje w domu, przy jednym albo
        drugim osobno zachowuje sie inaczej, jest grzeczniejszy, samodzielniejszy i
        mimo, że mamy z mężem jeden front i tak nas testuje.
    • 23.05.06, 20:52
      Witam
      Tak konsekwencja i spokój, to najważniejsze podstawy wychowania, choć wcale nie
      znaczy, że tylko jakiś czas musimy nad tym pracować. Jasne, że najtrudniejszy
      jest początek, ale później co jakiś czas dziecko mimo, że zna
      zasady, "próbuje", a może tym razem uda mu się postawić na swoim.
      Ja mam dwoje dzieci synek 5 lat i córeczka 2,8 lata. Postanowiliśmy z mężem
      wychowywać ich bez agresji (bicia, szarpania, krzyku - nad tym ostatnim
      najtrudniej mi zapanować i nie zawsze oczywiście się udaje) i bez karania, co
      nie znaczy, że na wszystko im pozwalamy. Np. gdy biegają w supermarkecie między
      półkami daję wybór mogą iść ze mną za rękę lub jechać w koszyku innych
      możliwości nie ma, jeśli to za mało ostrzegam, że następnym razem zostaną w
      domu i jeśli przestroga nie skutkuje tak właśnie robię, organizuję wyjście na
      zakupy najdalej za dwa dni i zostawiam ich z tatusiem przypominając, że nie
      idziemy wszyscy razem, bo źle się ostatnio zachowywali - czyli konsekwencja.
      Ale nie widzę sensu w zabronieniu dziecku oglądania bajki, bo nie zjadło obiadu
      lub nie chciało wracać z placu zabaw do domu. Owszem zabronię oglądania bajki
      np. gdy stoi tuż przed telewizorem zasłaniając mi go, gdy ja oglądam wiadomości
      i wydaje mi się to konsekwencją. Kara, jaki ma skutek? jest nie związana z
      czynem i dziecko owszem ustąpi, ale w dziecku rodzi się bunt do rodzica,
      strach, a ja nie chcę ani walczyć z moimi dziećmi ani żeby się mnie bały, bo
      zamierzam mieć z nimi dobrą więź przez całe życie.
      Poza tym w czasie występku staram się zawsze podkreślać, że to nie oni są źli
      tylko ich zachowanie. Bardzo ważne jest zwracanie uwagi na uczucia dziecka i
      moje. W trakcie sprzeciwu z jakiegoś powodu staram się najpierw zacząć od
      uczuć, staram się wyobrazić sobie co ono może czuć w takiej chwili i mówię to
      głośno np. widzę, że świetnie się bawiłaś w piaskownicy i bardzo chciałabyś
      pobawić się dłużej, ale teraz musimy iść do domu i pewnie jest ci bardzo
      przykro że musisz to zostawić, może nawet czujesz się zawiedziona że tak krótko
      się bawiłaś (dla małych dzieci w piaskownicy zawsze jest za krótko), córeczka
      zwykle przestaje płakać i słucha co do niej mówię, a ponieważ trafiam z
      niektórymi uczuciami to przytakuje lub czasami mówi, że "nie" gdy nie trafię w
      jakieś jej odczucie, ale gdy da w ten sposób upust swoim uczuciom to grzecznie
      wstaje daje rączkę i wychodzi z piaskownicy. Jeśli wciąż grymasi znaczy to, że
      jeszcze nie wszystkie jej uczucia zostały nazwane i muszę się trochę nawysilać,
      ale efekty są rewelacyjne! Uczuciom nie możemy zaprzeczać ani ich duciś w
      sobie, bo wtedy gdy się skumulują to wybuchają. Musimy pozwolić przeżywać
      dzieciom różne uczucia i złość i zazdrość i strach, ale musimy je nazywać, bo
      dzieci nie wiedzą co się z nimi dzieje, nie umieją ich nazywać. Co innego jest
      z zachowaniem nie na każde możemy pozwolić, uczucie - tak, zachowanie - nie. I
      może warto podsunąć jakiś pomysł na zachowanie lub sprowokować dziecko do
      wymyślenia pomysłu np.gdy dziecko bije kogoś wrzeszcząc i płacząc przy tym,
      chwytam za rękę nie pozwalając na ciosy i mówię, że nie można bić, widzę że
      chyba jesteś bardzo bardzo zły, ale nie podoba mi się to co robisz, (tu
      wyrzucam różne uczucia które jak mi się wydaje targają dzieckiem)i gdy
      przestaje płakać i się uspokaja, pytam jaka ta złość jest, jak duża, albo
      idziemy ją narysować itd. a gdy już całkiem minie, zastanawiamy się jak inaczej
      możemy tą złość wygonić. Ważne aby być przy dziecku, starać się je zrozumieć i
      więcej je słuchać, one naprawdę mają nam do powiedzenia ważne rzeczy.
      Ale się rozpisałam, przepraszam i pozdrawiam.
    • 23.05.06, 22:32
      naprawdę. Mój też tak miał. Po prostu staraj się postępowac konsekwentnie.
      Ryczy - może ryczec, trudno. ma ataki złości - trudno tak ma. W tyłek nie lej -
      z takimi dziemi to nie daje efektów (wierz mi na słowo). Widziałem dziecko
      które rzucało się na ziemię i waliło głową w podłogę. Tak miało. Matka wtedy
      wychodziłą bo mówiła że nie może na to patrzec wink Po paru razach jak dzieciak
      się zorienotwał ze to nie działa przestał. Więc staraj sie zeby takie rzeczy
      nie działały. Nie daj się wyprowadzi z równowagi. Nie wzmacniaj jego
      nieporzadanych zachowań.
      Łatwo sie pisze co? Tak, Łatwo ale ja miałem takie dziecko więc cię rozumiem.
      Dasz sobie radę. Pogódź sie z tym że może trafił ci się mały czowiek który
      wymaga dużo więcej uwagi niz przecietnie. (ja sie musiałem pogodzic).

      I najważniejsze - nie daj sobie wmówic że to twoja wina bo jesteś zlą matką.
      takie głupoty to pieprzą ludzie którzy mieli szczęście posiadac grzeczne dzieci
      (albo nie mieli w ogóle dzieci). Możesz poradzi sie psychologa jak masz
      jakiegoś porządnego w pobliżu.
      Sukcesów.
    • 01.06.06, 14:48
      U mnie jest podobnie, no może nie az tak ale dobrze wcale. Różnica polega na tym
      ze ja wychowuje synka praktycznie sama (mąż całymi dniami pracuje) i non stop
      jesteśmy razem. Z babciami ma mały kontakt. I ja też mam nieraz dosyć jakies
      głupoty mi do głowy przychodzą i wtedy też myśle sobie ze nie ma sie czym
      martwić bo to mu z czasem przejdzie a najważniejsze jest to ze jest zdrowym
      ślicznym chłopczykiem. Nie wiem jak Ty ale ja jestem bardzo młoda i nie
      planowałam dziecka, on zmieniła załe moje zycie, nikt mi nie pomaga w jego
      wychowaniu dosłownie nikt wszystko robie sama i tak od początku teraz ma 2,5
      roku. Ale mimo to jestem postrzegana jako dobra mama, chociaż nie raz i nie dwa
      wydrę sie na niego bo nie sposób tego nie zrobić przy jego zachowaniu.
      Rozmawiając z innymi mamami słyszę wkółko ze to taki wiek i ze przejdzie. No to
      cóż poczekam. I Tobie też radzę.
    • 02.06.06, 09:41
      Bardzo dziekuje za naprawde ciekawa dyskusje, o granicach wolnosci rodzicow i dzieci, o tym, jak nie
      tylko wyznaczac granice dzieciom ale i sobie. Czy oznacza to, ze w tym najwczesniejszym okresie
      rozwoju dzieci powinny uczyc sie przestrzegac regul a dopiero w okresie dojrzewania naucza sie, jak je
      lamac i jakie sa tego konsekwencje?
      Mam kilka watpliwosci: krzyk to tez rodzaj komunikacji - kiedy przestac go tolerowac (w jakim wieku)?
      W jakim wieku dziecko jest juz zdolne do dialogu i negocjacji (wybor kaszki, zabawki w sklepie) a do
      kiedy warto samemu ustalac te reguly? Mam wrazenie ze niektore dzieci gubia sie majac zbyt szeroki
      wybor - czy wtedy nalezy go zawezic czy raczej uczyc jego dokonywania?
      Czy dziadkowie nie powinni slyzyc do rozpieszczania a rodzice do wychowywania? U nas jest racze
      niedobor dziadkow (a raczej babc) i nikt naszego dziecka nie rozpieszcza nadmiernie, stad moje
      wrazenie.
      Przerazaja mnie te opowiesci o buzi przebitej patyczkiem - sa reguly, ktore musza byc przestrzegane
      PRZEZ RODZICOW - opiekunow, przez nas.
      jeszcze raza dziekuje
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.