Dodaj do ulubionych

Wandalizm - i co Wy na to?

11.10.06, 08:29
Miejsce akcji: gimnazjum
Czas akcji: nieznany
Bohaterowie : 2 gimnazjaliści - w tym jeden z ubiegiej rodziny
Nauczyciele
Rodzice

Jeden z gimnazjalistów kupił sobie bardzo drogie i bajerackie buty.
Oszczędzał z tygodniówek, dołozyli dziadkowie. Buty miałę tę zaletę, że nie
przemakały. Od 15 latka trudno wymagać, aby postawił je w szafie więc założył
na nogi i poszedł do szkoły. Tam jak wiadomo obuwie należy zostawić w szatni.
Tym nie mniej ich właściciel zdążył się nimi pochwalić. Nie podobało się to
koledze z klasy, który o takich butach nawet nie może marzyć. Matka
rencistka, ojciec zarabia grosze, 2 rodzeństwa. Ze złości i zawiści zrobił
ostrym narzędziem dziury w podeszwach. Takie nie do naprawienia, a w każdym
razie naprawa powoduje, że buty przestają być nieprzemakalne i bajeranckie.
Niszczyciel miał pecha. Został złapany na gorącym uczynku.
W szkole afera, awantura, wezwani jedni i drudzy rodzice.
Wychowawczyni proponuje, aby winowajca ( zniszczenie celowe) zapłacił lub
odkupił buty. Matka poszkodowanego pokazuje rachunek.
"O Jezu"- krzyczy rodzicielka winowajcy. Nie zapłacę, bo nie mam.
A co pani proponuje? - pyta matka poszkodowanego.
"Przepraszam" - odpowiada ze łzami w oczach matka wandala. "Mój Jaś to takie
dobre dziecko, nie wiem co mu wpadło do głowy".
Wychowawczyni nie bardzo radzi sobie z rolą mediatora. Matka Bartka- tego,
który postradał buty- nie zadawala się słowem "przepraszam", żąda
rekompensaty finansowej.
Dochodzi do awantury, która , prócz nerwów, nic nie daje.
Co o tym sądzicie Drogie Panie? Ja, okrzyknięta tu na forum prawie sadystką,
doradzałam zgłoszenie na policję, jako celowe zniszczenie mienia wartości
około 1000 złotych. Są świadkowie, sprawca się przyznał. Uważam, że musi
ponieść karę i to nie upomnienie.
Edytor zaawansowany
  • weronikarb 11.10.06, 08:36
    Trudno stwierdzic nie znajac dziecka-wandalisty, bo moze to jednak popchnac go
    w kierunku zlym (zgloszenie na Policje).
    Moze warto znalesc prace mu i niech to odpracuje, a reszte doloza rodzice?
    Jesli nie to wtedy tez bym zglosila, albo niech Dyrektor w ostatecznośco
    policja przejmie role mediatora.
    Tak drogie obuwie zniszczone to trzeba odkupic, to nie jest zeszyt czy
    dlugopis, a chlopiec musi ponieść kare aby wiedzial na przyszlosc ze za bledy
    sie placi
    --
    Dominik na wczasach smile

    img215.imageshack.us/my.php?image=im005282bg1.jpg
  • mama_kotula 11.10.06, 08:44
    Przyznam, że zwykłe "przepraszam" też mi by nie wystarczyło, niezależnie od
    tego, jak ubogie i "dobre" dziecko zniszczyłoby mi buty warte 1000zł.
    Jeśli rodziców nie stać na odkupienie, warto pomyśleć o możliwościach
    odpracowania wartości zniszczonego mienia przez samego niszczyciela. Co do
    znalezienia pracy, wiadomo, że to nie takie proste, ale może choćby - sprzątać
    posesję domu, w którym mieszkają rodzice pokrzywdzonego chłopca, (w zimie
    odśnieżać), nie wiem, w każdym razie powinien ponieść konsekwencje swojej
    bezmyślności, aby zwrócić przynajmniej część pieniędzy.

    --
    Kotulątko nr 3
    Nas Troje
    wytrzyj kąciki ust bo Ci jad na klawiaturę kapie i głupoty wypisujesz - by Ninaa5
  • weronikarb 11.10.06, 09:22
    Mamo-Kotula o taką pracę mi chodziło jak piszesz, pozatym napewno ktos sie
    zgodzi na sprzatanie posesji za pieniądze, lub wyprowadzanie psa itd.
    Niech poczuje na wlasnej skórze co zrobil.
    Policja i kurator moze go popchanc do dalszych zniszczen, moze zadzialac
    odwrotnie niz powinien.
    Jednak nie podarowalaby za przepraszam
    --
    Dominik na wczasach smile

    img215.imageshack.us/my.php?image=im005282bg1.jpg
  • mama007 11.10.06, 09:27
    zdecydowanie dzieciak powinien sam zapracowac te pieniadze - wykonujac prace za
    10-20zl zobaczy jak ciezko uzbierac taka sume. bedzie mial nauczke, ktora nie
    bedzie tylko czyms na papierze, ale na pewno ja zapamieta.
    wmieszanie w to policji przyniesie moim zdaniem tylko zle skutki - mowie z
    doswiadczenia...
    --
    Maleństwo
    i
    matka-polka na prawym w C Saxo
  • stypkaa 11.10.06, 09:25
    Co do tego, że niszczyciel powinien oddać pieniądze lub w jakiś sposób
    odpracować nikt nie ma chyba wątpliwości. Zniszczył - nie ważne z jakich
    pobudek - musi ponieść konsekwencje.
    Natomiast ja zauważam tu drugą stronę medalu. I pewnie za to co zaraz napiszę,
    posypią się na mnie gromy, ale trudno wink
    Moim skromnym zdaniem chodzenie przez 15 latka do szkoły w butach za 1000 pln
    jest totalną głupotą (nawet może nie jego, bo wiadomo, że małolat chciał pewnie
    zaszpanować, ale rodziców). Trzeba chyba nie znać realiów naszych polskich
    szkół, żeby sądzić, że te buty będzie miał długo smile Albo mu je zniszczą (co
    nastąpiło) albo ukradną.
    Zresztą ja bym się bała w takich butach wyjść na ulicę, a co dopiero zostawić
    je gdzieś (np. w szatni).
  • nisar 11.10.06, 09:34
    Jak słusznie zauważyła Stypkaa, w tej sytuacji są dwie różne sprawy: pierwsza,
    jaki sens mają buty za 1000 zł., zwłaszcza dla piętnastolatka. Bzdura, głupota
    i, przykro mi, ale trudno mi się obronić przed uczuciem, że obliczone głównie
    na efekt właśnie typu żeby mi zazdrościli.
    Druga sprawa to umyślne zniszczenie komuś jego własności. Odpracowanie wartości
    butów powinno być oczywiste. Co stałoby się ze światem, gdyby każdy uważał za
    usprawiedliwione niszczenie innym tego, czego sami nie mają.
    Ale uczucia mam mieszane, to fakt. Mam nadzieję, że "naukę" wyciągną obie
    strony.


    --
    W kostnicy powiedzieli że jeszcze leżysz w szpitalu
  • stypkaa 11.10.06, 09:40
    Ufff wink
  • agawamala 11.10.06, 10:06
    Buty są do noszenia! Jaki jest cel, aby stały w szafie? Idąc dalej tym tokiem
    rozumowania nie powinno się kupować drogich samochodów - bo ukradną, biżuterii
    itp. Nosi© trepy obcierajáce nogi za 20 zøotych - no bo jak ktoß zniszczy to
    mala strata.
    Zaß sprawca dobrowolnie(!) nie podejmie sié pracy, bo mamußka nie wyraæa na to
    zgody.
  • judytak 11.10.06, 12:44
    drogie samochody wyposaża się w alarmy, immobilizery itp., ubezpiecza się je od
    kradzieży, a i tak nie parkuje się ich tam, gdzie się nie powinno

    drogą biżuterię zakłada się na przyjęcie, do opery, a nie paraduje się z drogą
    biżuterią na wierzchu na ulicy czy w tramwaju

    buty za 1000 zł, jak ma się ochotę koniecznie zakładać do szkoły, i się wie, że
    w danej szkole są wspólne szatnie, a nie szafki na klucz, to się wsadza do
    torby i nosi się ze sobą

    jest to owszem mało wygodne, ale też takich butów normalnie nie nosi się do
    szkoły, najwyżej od czasu do czasu (bo sa nowe, bo jedziemy prosto po szkole na
    wycieczkę, bo coś tam)

    pozdrawiam
    Judyta
  • agawamala 11.10.06, 12:52
    Czyli rozgrzeszamy wandala!
  • stypkaa 11.10.06, 13:07
    > Czyli rozgrzeszamy wandala!
    NIE!
    To po prostu racjonalne podejście do życia w dzisiejszym świecie smile
    Co z tego że tego czy tamtego się nie powinno robić skoro różni ludzie robią?
    Nie wolno kraść - kradną, nie wolno zabijać - zabijają, nie wolno niszczyć -
    niszczą etc.
    I racjonalnym podejściem jest przynajmniej próba zabezpieczenia sie przed
    ewentualnym czynem, a zabezpiecznie się przed ew. kradzieżą czy zniszczeniem
    BARDZO DROGICH BUTÓW nie jest zostawianie ich we wspólnej szatni i jeszcze
    chwalenie się nimi przedtem.
    Life is brutal, jak to mówią smile
  • judytak 11.10.06, 13:56
    agawamala napisała:

    > Czyli rozgrzeszamy wandala!

    czy ja powiedziałam coś takiego?
    co powinno się dziać z wandalem, zostało powyżej napisane z 10 razy
    poniżej też
    natomiast dla mnie, jako osobie związanej z poszkodowanym dzieckiem (rozumiem,
    że ty raczej w tej roli tu występujesz) ważniejsze w tym momencie byłoby to,
    żeby to właśnie dziecko dobrze rozumiało, co się stało, i odpowiednie wnioski z
    tego na przyszłość wyciągnęło

    niezależnie od ewentualnej sprawy sądowej o odszkodowanie

    pozdrawiam
    Judyta
  • jacksparrow1 11.10.06, 16:03
    Dokladnie Stypkaa, gdzie byli rodzice jak dzieciak wybieral sie w tych butach
    do szkoly?Trzeba byc slepym i jakims przymulonym zeby nie przewidziec ze albo
    buty zmienia wlasciciela, albo zostana zniszczone.Mlodzieniec co to chcial sie
    pochwalic na co to go nie stac ma takze nauczke.Oczywiscie nie jest to
    wytlumaczeniem ze ma chodzic w lachmanach do szkoly, ale powiedzmy sobie
    szczerze buty za 1000 zl to troche przesada.Podejrzewam ze byly to gorske buty
    i nie koniecznie MUSIAL je zabierac do szkoly.Ale szpan to szpan.
    I niszczyciel MUSI poniesc konsekwencje swojego czynu i musi zrekompensowac
    straty.I nie jestem pewna czy nie powinno sie to jednak odbyc droga oficjalna
    zeby mlodzieniec wiedzial ze za swoje czyny ponosi sie konsekwencje.Jest cos
    takiego jak dobrowolne poddanie sie kaze.Mysle ze rodzice poszkodowanego pojda
    na uklad ze rozloza na raty splaca nie dlugu.to takze nauczy dzieciaka zeby
    rozsadnie kozystal ze swoich rzeczy.
  • mallard 11.10.06, 09:30
    agawamala napisała:

    Ja, okrzyknięta tu na forum prawie sadystką,
    > doradzałam zgłoszenie na policję, jako celowe zniszczenie mienia wartości
    > około 1000 złotych. Są świadkowie, sprawca się przyznał. Uważam, że musi
    > ponieść karę i to nie upomnienie.

    Taaa! Najlepiej teraz chłopaka wdeptać w ziemię! Policja?! CBŚ proponuję od
    razu! I KGB - tak na wszelki wypadek! wink

    Niewątpliwie chłopak powinien ponieść konsekwencje, bo "przepraszam" nie
    wystarczy. Jednak zrobić to należy bardzo, ale to bardzo rozsądnie, bo robiąc
    raban na całą UE, z powiadamianiem policji włącznie, można chłopaka, który i
    tak jak widać ma ze sobą problemy zniszczyć. Kładzenie na jednej szali psychiki
    tego "durnego" chłopca a na drugiej nawet dziesięciu "baniek", bez oglądania
    się na konsekwencje, to błąd! Mimo wszystko! (Tutaj kłania się np ubezpieczenie
    od odpowiedzialności cywilnej, choć nie wiem, czy w tym przypadku by działało)

    Agwamala, zostałaś okrzyknięta powiadasz? Może coś w tym jest...

    Pozdr.


    --
    Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu nieudolność istot
    żywych...
  • apocalipsaa 11.10.06, 09:42
    Uważam, że powinien odpracować te pieniądze. I to nie tylko
    sprzątając/zamiatając/odśnieżając u rodziny poszkodowanego chłopaka, ale też
    roznosząć na przykład ulotki, płacą 5 zlotych za godzinę i zatrudniają już od
    15 roku życia. Jak popracuje sobie w kilka/naście najbliższych weekendów i po
    lekcjach (w granicach normy) to mu się odechce niszczyć cudzą własność.
    I chyba jako jedyna powiem, że nie jest dla mnie głupotą chodzenie w drogich
    butach do szkoły. Buty jednak są do chodzenia, a nie do stania na półce. Sama
    mając lat szesnaście kupiłam bardzo drogie, bajeranckie, nieprzemakalne glany.
    Suma była ciut mniejsza, ale chodziłam w nich wszędzie, do szkoły również.
    --
    Dowiedz się więcej
  • agatka_s 11.10.06, 10:05
    Pieniadze powinni oddac rodzice i sprawa powinna zostac zalatwiona miedzy
    rodzicami (mozna sie dogadac jak, np w ratach-rodzice wandala moga cos
    zaproponowac-ale oczywiscie rodzice poszkodowani moga sie nie zgodzic)-nie ma
    sensu w awantury o pieniadze angazowac dzieci.

    Kara powinna byc wyznaczona przez rodzicow winowajcy, i oprocz zwrotu
    finansowego-ktory jest oczywisty ! (poprzez dodatkowa prace, zabranie
    kieszonkowego, prezentow na wszelkie okazje, az do pokrycia kosztu ktory
    poniesli rodzice), chlopak powinien jeszcze poniesc jakas "kare"
    resocjalizacyjna-moze np jakies prace na rzecz szkoly, jakas praca spoleczna
    (nie wiem czy na rzecz poszkodowanych to najlepszy pomysl, moze byc to
    traktowane jako zemsta !!!).

    Policja-kompletnie zbedna, bo sprawa powinna zostac zalatwiona na poziomie
    doroslych, i udzial policji jest zbedny. Madry Dyrektor da sobie rade i
    doprowadzi do konsensusu miedzy rodzicami. Policja to nieprzyjemna sprawa dla
    kazdej ze stron (lacznie z Dyrekcja !!!) nalezy ja traktowac jak ostateczna
    ostatecznosc.

    Chodzenie w butach za 1000 zl w szkole uwazam za skrajnie prymitywne i glupie.
    Rozumiem gdyby to byla szkola prywatna, gdzie wszystkich stac na buty za 1000
    zl (choc nadal uwazam ze takie buty sa zwyczajnie glupota, no ale
    ostatecznie....), natomiast szpanowanie w miejscu gdzie wiadomo ze malo kogo
    stac na drogie rzeczy jest malo eleganckie i glupie i jak widac ryzykowne (to
    tak samo jak epatowanie na ulicy droga komorka, ja bym sie bala ze mi ktos te
    buty razem z nogami sciagnie...). Kiedy moj syn chodzil do szkoly publicznej
    nigdy nie pozwalalam mu nosic drogich rzeczy do szkoly, wlasnie tlumaczac mu ze
    nie wszystkich stac na takie rzeczy i moze byc komus zwyczajnie przykro. Jak
    sie jest czescia jakies wspolnoty to poprostu nalezy sie jakos do tej wspolnoty
    dostosowac, biorac pod uwage uczucia i odczucia innych (no ale to wynosi sie z
    domu).
  • agawamala 11.10.06, 10:11
    Agatko, rozumiem, ze do szkoly powinno sie nosic trepy!!!! O porozumieniu
    miedzy rodzicami sprawcy i ofiary nie ma mowy. Rodzice sprawcy nie maja
    pieniedzy i nie zaplaca, nie godza sie na jakakolwiek prace. Ot stalo sie
    Bartek przeprosil i nalezy przejsc do porzadku dziennego. Dyrektorka takze nie
    podejmuje sie dalszych mediacji.
    _______________________________
    Przepraszam za brak polskiej czcionki.
  • agatka_s 11.10.06, 10:28
    nie nie nalezy chodzic w trepach (chociazby dlatego ze to niezdrowe).

    Dobre sportowe buty np Nike, kosztuja 200 zl. Takie same nie firmowe do 100 zl.
    Dobre damskie buty kupione np w sklepie Gino Rossi kosztuja 300 zl max, moja
    najwieksza "butowa" ekstrawagancja lakierki firmy Bally, kupione jakies 6 lat
    temu i uzywane od wielkiego dzwonu kosztowaly okolo 700 zl 9dzis pewnie wiecej,
    no ale te 1000 zl to pewnie max).

    Mam futro z norek za spore pieniadze-ale nie chodze w nim kupowac marchewki.
    Mam plaszcz Max Mary za ponad 5000 zl -ale nie przyszloby mi w nim wystepowac
    np gdybym pracowala z ludzmi ktorzy ledwo wiaza koniec z koncem, co nie znaczy
    ze chodzialbym w worku pokutnym...

    A ja zarabiam, a ja pracuje ciezko mam wiec prawo korzystac ze swoich
    pieniedzy, ale mimo wszystko nie epatuje bogactwem. Mam rzeczy drogie i dobrej
    jakosci ale uzywam je stosownie do okazji. Jak lece na zakupy to mam buty za
    100 zl i kurtke za 200, a nie plaszcz za ponad 5000...

    Tak samo jak gdy syn chodzil do szkoly w ktorej byly dzieci z roznych rodzin
    nie pozwalalam mu np zabierac ipoda (choc byli tacy co nosili i ipody i
    gameboye-ja nie pozwalalam). Teraz jest inaczej, bo w szkole w ktorej czesne
    wynosi 1000 zl, sa raczej dzieci zamozne i niestety (!!!) mp3 i inne komorki za
    kilkaset zlotych to standard.


    A co do samej sprawy. Jesli postawa rodzicow jest tak zamknieta to ja bym
    rzeczywiscie uzyla srodkow prawnych, tylko nie wobec chlopca tylko jego
    rodzicow. Osoba poszkodowana ma prawo domagac sie pokrycia szkody, nie ma
    prawa natomiast domagac sie tego od dziecka, tak samo jak sama nie ma prawa
    karac.
  • neomia 11.10.06, 11:08
    Moim zdaniem samo slowo "Przepraszam" w takiej sytuacji jest niewystarczające.
    Dziecko powinno odpracować szkodę. A rodzice sprawcy powinni czuć się w
    obowiązku spłacić zaistniałe straty. Może być to spłata na raty, ale to kwestia
    dogadania się.
    Zbulwersowana jestem postawą rodziców sprawcy, którzy nie chcą podjąć dialogu i
    uważają, że słowo przepraszam wystarczy. Dają jasny sygnał swojemu dziecku, że
    jego postepowanie nie jest naganne, że krzywdząc kogoś nie ponosi się
    odpowiedzialności,że można nie szanować czyjejś własności. W takiej sytuacji
    podjęłabym ostrzejsze kroki... W końcu nadal rodziece ponoszą odpowiedzialność
    za swoje dziecko i żadna sytuacja finansowa nie zwalnia ich od tego.
  • jacksparrow1 11.10.06, 16:19
    No to przepraszam, rodzice poszkodowanego takze maja przejsc do porzadku
    dziennego z ta sprawa?Nie chca zeby dzieciak odpracowal, nie chca oddac
    pieniedzy za zniszczone buty?No to nie pozostaje nic innego jak zglosic na
    policje zniszczenie mienia, bo to nie jest zeszyt czy olowek.Dzieciak ktoremu
    zniszczono buty ma nauczke bo podejrzewam ze szybko rodzice mu takich samych
    butow nie kupia a jak kupia to juz ich sprawa, nie nam w to wnikac.
    Nigdy nie popieralam niszczenia i marnowania dobrych rzeczy.Nie potrafilam
    wyrzucic ciuchow z ktorych moje dzieciaki wyrosly - zawsze szlam i oddawalam
    gdzies dla biednych - teraz regularnie przyjezdzaja i odbieraja mi spod domu.Po
    prostu jezeli mi juz jest nie potrzebne , a jest to w b. dobrym nbadz dobrym
    stanie to dlaczego ktos kogo nie stac nie moze tego wyk.
    I zawsze moim dzieciom wpajalam zeby do szkoly nie zabieraly rzeczy ktore sa
    drogie - zarowno zabawek jak i ciuchow( dzieki Bogu teraz maja uniformy wiec
    nikt nie odstaje od ogolu; no jedynie tylko tym ze ten biedniejszy ma bardzie
    sprany, ten bardzie sytuowany ma kazdego roku nowe rzeczy), zeby nie odstawac,
    zeby nie wzbudzac niepotrzebnej agresji u innych.Bo dzieci sa dziecmi i bardzo
    latwo o zazdrosc.Ale jak ktos to ladnie napisal - pewne rzeczy wynosi sie z
    domu.Moje dzieci nie zwracaja bacznej uwagi na to w co inny jestubrany, patrza
    na to jakim jest czlowiekiem, nie jaki zasobny portfel maja jego rodzice.
  • stypkaa 11.10.06, 13:10
    > Kara powinna byc wyznaczona przez rodzicow winowajcy, i oprocz zwrotu
    > finansowego-ktory jest oczywisty ! (poprzez dodatkowa prace, zabranie
    > kieszonkowego, prezentow na wszelkie okazje, az do pokrycia kosztu ktory
    > poniesli rodzice),

    Dziewczyno o czym Ty piszesz? Przeczytałaś w poście autorki, że matka jest na
    rencie, ojciec zarabia grosze, a w domu jeszcze dwójka dzieci??
    Myślisz, że ten chłopak w ogóle dostaje kieszonkowe?? Myślisz, że pięc razy do
    roku dostaje prezenty, które można spieniężyć??
    NIE SĄDZĘ...
  • agawamala 11.10.06, 13:41
    Czyli, skoro w domu bieda w oczy zagląda może niszczyć.
  • stypkaa 11.10.06, 15:25
    agawamala napisała:

    > Czyli, skoro w domu bieda w oczy zagląda może niszczyć

    BOże, skąd taki wniosek???
    Chodziło mi tylko o to, że rodzice nie mają kasy żeby zapłacić za wybryki
    synka. A 15 latek to już nie jest przedszkolak, którego wybryki rodzice
    wszędzie i zawsze kontrolują.
    Zresztą jakby miał parę m-cy więcej to przecież od 16 lat już chyba może
    odpowiadać jako dorosły, przynajmniej w przypadku niektórych przestępstw.
    Moim zdaniem to on powinien odpracować jakoś te pieniądze. Przykłady pracy
    podały już dziewczyny wyżej. I tyle...
    Nigdy nie twierdziłam i nie twierdzę, że sytuacja usprawiedliwia działania.
    Może być ew. jakimś elementem łagodzącym, ale na pewno nie usprawiedliwieniem.
    Więc proszę mi takich słów w usta nie wkładać wink
  • agawamala 11.10.06, 15:59
    Czyli mamy pat. 15 latek to nie przedszkolak, więc ie da się go upilnować.
    Rodziciele nie mają kasy, więc nie zapłacą. Pozostaje ewentualnie sąd dla
    nieletnich, z tym, że szansa i na inny niż papierowy wynik jest równa zeru.
    Chłopak odpracować nie chce i nikt go nie zmusi. Rodzice się nie poczuwają, bo
    są biedni, więc pod ochroną.
    Szkoła umywa ręce usiłując zwalić winę na siostrzeńca, który miał czelność
    włożyć do szkoły porządne buty.
  • mallard 11.10.06, 16:22
    agawamala napisała:

    > Czyli mamy pat.

    Mamy. Nie pierwszy i nie ostatni na tym "ziemskim padole", a mogłoby być na
    przykład tak:
    Uczeń I - Zniszczyłeś mi buty ale jako chrześcijanin wybaczam ci i nic od
    ciebie nie żądam!
    Uczeń II - Ależ nie! Ja również jestem chrześcijaninem, uświadomiłem sobie,
    jakie zło ci wyrządziłem i chcę je naprawić. Bedę pracował i kupię ci nowe buty!

    Brzmi jak bajka, ale czemu nie?

    Pozdro.
    --
    Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu nieudolność istot
    żywych...
  • agatka_s 11.10.06, 16:36
    Moim zdaniem to nie musi byc pat.

    Moim zdaniem trzeba uruchomic procedure odzyskania pieniedzy za zniszczone buty.
    Aha a dzialanie szkoly uwazam za skandaliczne, chyba bym tak tego nie
    odpuscila. Ja rozumiem ze jest to dla Dyrektora nieprzyjemne, ale bycie
    Dyrektorem szkoly to niestety nie tylko przyjemne rzeczy. Taki Dyrektor-jako
    wychowawca powinien miec przede wszystkim tzw sprawiedliwosc i to jaki ta
    sprawa daje przyklad uczniom. To Dyrektor wszelkimi srodkami powinien walczyc
    o to aby na terenie jego szkoly, sprawy byly zalatwiane w sposob sprawiedliwy i
    tak aby winowajajca ponisl zasluzona kare, a poszkodowany otrzymal
    zadoscuczynienie. No ale widac ze pan Dyrektor, raczej bardziej dba o swoje 4
    litery niz o aspekty wychowawcze tego typu konfliktow...Bardzo smutne i moim
    zdaniem raczej nie do pozostawienia tak sobie, chyba bym sie jednak "czepiala"
    zadnej reakcji szkoly.
  • lola211 11.10.06, 16:19
    Ale kogo obchodzi, ze nie maja kasy? Sorry, ale to ich problem.Odpowiadaja za
    swoje dzieci i koniec tematu.Z tego co wiem, do ukonczenia 15 lat legalnie
    pracowac nie wolno.
  • stypkaa 11.10.06, 16:30
    > Ale kogo obchodzi, ze nie maja kasy? Sorry, ale to ich problem.
    Jasne, ich problem.
    Ale idąc tym tropem rozumowania można też by powiedzieć, że chłopak wziął do
    szkoły super drogie buty, ktoś mu je zniszczył - sorki, jego problem, mógł nie
    brać wink

    Z tego co wiem, do ukonczenia 15 lat legalnie
    > pracowac nie wolno.
    Nawet jeśli tak jest to można poczekać te parę m-cy, aż skończy 15 lat.

    Problem leży najwyraźniej gdzie indziej - on w ogóle nie odczuwa potrzeby, żeby
    za te buty oddać kasę.
    No i tutaj faktycznie rozważałabym ewentualność załatwienia sprawy formalnie -
    tzn. poprzez policję.
  • lola211 12.10.06, 12:07
    Nie, ten trop jest błedny- nie jest wystepkiem posiadanie drogich butów i
    chodzenie w nich do szkoly.Jest to co najwyzej lekkomyslnosc.Zas zniszczenie
    cudzego mienia podpada pd paragraf a fakt, ze rodziny wandala nie stac na
    naprawienie szkody nie ma tu nic do rzeczy.Rodzice za syna ponosza
    odpowiedzialnosc- gdy stłucze szybe, porysuje komus auto czy zniszczy buty- oni
    za to bekna.
    Brak kasy nie moze zwalniac od odpowiedzialnosci, to byłby absurd.

    > Nawet jeśli tak jest to można poczekać te parę m-cy, aż skończy 15 lat.

    I sprawa sie rozmyje, jak znam zycie.
  • vharia 11.10.06, 10:22
    Napewno nie "przpraszam", bądźmy poważni. Rozumiem, ze chociaż poszkodowanych na
    takie buty stać, to nie jest to coś, co kupuja codzinnie rano i wyrzucają
    wieczorem.
    Matka niszczyciela moze sobie nie wyrażac zgody na pracę (którą mógłby pomóc
    zorganizować pedagog szkolny na przykład), ale jesli tak- to oddaje pieniadze.
    Dobra wola poszkodowanych w tym, ze się mogą zgodzic na raty.
    Zdecydowanie złym pomysłem jest dla mnie praca u poszkodowanych, bo to zrodzi
    tylko spięcia, wrażenie poniżania biedniejszego chłopaka. Od strony praktycznej:
    różne rzeczy będzie on mógł naopowiadać na temat tego, co się w czasie tego
    odpracowywania działo. Lepiej nie.

    Mam jeszcze troche wątpliwości, czy poszkodowany jest całkiem bez winy.
    "Pochwalenie" sie butami za tysiaka niekoniecznie wyglada tak uprzejmie i
    cywilizowanie u 15-latków jak analogiczna sytuacja u dorosłych. Nie wiadomo co i
    JAK powiedział szczęsliwy posiadacz bajeranckich butów koledze. Ja wiem, ze buty
    po to są bajeranckie, zeby sie nimi chwalić (to dla rodziców są
    "nieprzemakalne", dla niego raczej "takie, jak nikt w klasie nie ma i mieć nie
    będzie"). Moze warto to wziąć pod uwagę.
    Dla mnie tez buty są do chodzenia, ale jak się chodzi w takich za 1000, to
    trzeba też się liczyć się z realiami...
    --
    liczba literówek odzwierciedla poziom irytacji
  • triss_merigold6 11.10.06, 11:27
    Domagałabym się wyegzekwowania pieniędzy od sprawcy czy jego rodziców mając
    gdzieś czy są ubodzy czy posiadają złote klamki w kiblu. Niech odpracuje, niech
    spłaca w ratach. "Przepraszam" jest w tej sytuacji śmieszne.
  • agawamala 11.10.06, 12:10
    Rodzice chłopaka nie zapłacą. Mtka powiedziała, że taką sumę to ma na miesiąc
    życia dla 5 osób. Nie zapłaci także w ratach, bo jej nie stać. Użyła argumentu,
    że jak się nosi drogie buty to trzeba liczyć się z ich zniszczeniem ( ten
    argument jest podnoszony przez forumowiczki).
    Nie godzi się na podjęcie przez chłopaka jakiejkolwiek pracy, bo "to jeszcze
    dziecko, ma się uczyć, ewentualnie pomagać w domu, a nie pracować, bo zdąży się
    w życiu napracować".
    Wychowawczyni może najwyżej obniżyć ocenę z zachowania.
    Poszkodowany chłopak fatalnie się czuje - oszukany, wykorzystany.
    Sprawca natomiast jest wielce zadowolony, bo nie poniesie konsekwencji.
    Dom nie ma ochoty karać, bo nie widzi niczego złego - raczej doszukuje się
    sprawiedliwości ( mój syn nie ma, więc niech i tamten też nie ma).
    Ja doradzam policję ze wszystkimi konsekwencjami; ktoś inny - celowe
    zniszczenie najcenniejszej rzeczy jaką ma sprawca.
  • agatka_s 11.10.06, 12:18
    Ja nie uwazam ze noszac drogie rzeczy nalezy wziac pod uwage ze zostana one
    celowo zniszczone i jak zostana to ze tak powiem "widzialy galy co braly>
    NIE !!!!

    Nawet noszac drogie rzeczy mamy prawo oczekiwac ze nic im sie nie stanie, ze
    ich nikt nie ukradnie, nie zniszczy. mamy do tego pelne prawo. A jak ktos
    zniszczy czy ukradnie nasza wlasnosc to niezaleznie od wartosci mozna oczekiwac
    zwrotu za poniesiona szkode.

    Ja negatywnie oceniam samo noszenie takich butow do szkoly, niezaleznie czy
    zostaly one zniszczone czy nie. Nawet gdyby wlasciciel epatowal nimi i chwalil
    sie 24 godziny na dobe, wkurzajac tym wszystkich-nikt nie ma prawa tych butow
    zniszczyc.

    Ja bym wniosla chyba sprawe o odszkodowanie (chyba do Sadu grodzkiego ?), jesli
    do tego jest potrzebna policja aby byl jakis protokol, to tak. Oczywiscie
    sprawa przeciwko rodzicom, nie niepelnoletniemu. Absolutnie sytuacja
    materialna nie jest zadna okolicznoscia lagodzaca.

    Kiedys przy windach wisialy takie napisy "za szkody spowodowane przez
    maloletnie dzieci odpowiedzialnosc ponosza rodzice"-no i to jest wlasnie taka
    sytuacja.

  • apocalipsaa 11.10.06, 12:19
    Oko za oko sobie darujmy,w ten sposób cały świat chodziłby ślepy. Policja może
    jeszcze bardziej popsuć chłopca, może uznać to za sprawę do chwalenia przed
    kolegami albo pokazać że on to jeszcze da wam popalić.
    Jestem zszokowana, że szkoła nie interweniuje i szczerze powiem, że nie wiem co
    zrobiłabym w tej sytuacji.
    --
    Dowiedz się więcej
  • agawamala 11.10.06, 13:01
    Szkola nie chce mieć problemu. Lepiej uznać, że go nie ma. Sprawca nie
    poniesie, prawdopodobnie kary, bo szkoda jest taka jaka jest i będzie się
    starało ją bagatelizować.
    Żal mi mojego siestrzeńca, bo on padł ofiarą wandala.
    Wandal natomiast ma się dobrze i dostal wyraźny sygnał, że może niszczyć. Dziś
    zniszczył mojemu sistrzeńcowi buty ( pewnie zostaną odkupione przez dziadków),
    jutro zniszczy samochód, bo rozzłości go fakt, że ktoś inny ma auto a on nie.
    Pojutrze włamie się do sklepu/mieszkania i ukradnie to co będzie mu potrzebne.
    Ot i mamy skutki pobłażania. A tak na marginesie wcale bym się nie zdziwiła,
    gdyby mój sistrzeniec widząc bezkarność kolegi za celowe zniszczenie drogich
    butów, skutecznie zniszczył mu zimowy płaszcz ( jedyny jaki ten posiada) , a
    którego wartość materialna jest znacznie niższa. I wtedy , zgodnie z zasadą
    róności, nie powinna go również spotkać kara. Jakakolwiek kara.
    P.S. Nie sądzę, żeby się do tego posunął, ale nie byłabym zdziwiona ani
    zaskoczona. Sistrzeniec postradał buty - on płaszcz. Rachunki wyrównane. Oj
    zaraz mi się dostanie.
  • apocalipsaa 11.10.06, 13:18
    Rozumiem Twoje zdenerwowanie. Ja pewnie postąpiłabym tak (zaraz też mi się
    oberwie wink). Pójście do dyrektora szkoły i rozmowa na ten temat, gdy dyrektor
    rozloży ręce (bo oni ne mają pieniędzy, no a przecież twoja siostra musi za
    przeproszeniem tymi pieniędzmi s..ć, skoro stac ich na drogie buty), to
    poinforowałabym go o moim zamiarze zgłoszenia doniesienia do sądu. W którym to
    doniesienie nie omieszkam wpisać, że rzecz miała miejsce na terenie szkoły.

    Kompletnie nie rozumiem dlaczego ten wątek przeistoczył się w nagonkę 'Jak
    można dziecku pozwolić nosić do szkoły taaakie drogie buty?'. Czemu
    kategorycznie nie potępiacie chłopaka, który zniszczył cudzą własność. Nie
    pojmuje tego. Może mi ktoś wytłumaczy. To, że on nie ma, nie znaczy że inny też
    ma nie mieć. Mocno teraz przejaskrawie ale jak następnym razem zabije
    dziewczyne tego chłopaka, bo on chciał z nią chodzić a nie mógł.
    Sprawca powinien zostać ukarany i jak dla mnie powinien trafić do psychologa,
    bo niszczene cudzej własności z zadrości nie jest normalne. Możliwe, że właśnie
    rodzice tego chłopca wywarli na nim taką a nie inną postawę snując wizję jak to
    inni mają dobrze a oni źle.
    --
    Dowiedz się więcej
  • stypkaa 12.10.06, 08:46
    Czemu
    > kategorycznie nie potępiacie chłopaka, który zniszczył cudzą własność. Nie
    > pojmuje tego. Może mi ktoś wytłumaczy.
    Nie zauważyłam ani jednego postu pochwalnego na temat wandala. Każdy pisał, że
    powinien ponieść karę i co do tego nie ma wątpliwości.
    Nie ma zgody co do rodzaju kary, bo jedni sądzą, że policja to za dużo, inni że
    to jedyne wyjście w tej sprawie skoro nie ma woli współpracy ani ze strony
    rodziców, ani ze strony wandala, ani ze strony szkoly.

    Ja natomiast kompletnie nie mogę zrozumieć po co 15-latek nosi do szkoły buty
    za 1000 pln?? Bo są nieprzemakalne?? Nie zauważyłam żebyśmy mieli jakąś
    straszną porę deszczową wink Trochę może jest ironii w moim stwierdzeniu, ale
    jakoś nie moge się oprzeć wrażeniu (zresztą już ktoś o tym pisał), że miało to
    na celu tylko i wyłącznie zaszpanowanie, tym bardziej jeszcze to bezmyślne
    pochwalenie się butami przed zostawieniem ich w szatni.
    Trzeba kompletnie nie znać polskich realiów, żeby sądzić, że będzie sobie tak
    przez następnych parę m-cy zostawiał te buty w szatni, chwalił się nimi na
    prawo i lewo, i że jeszcze będzie je miał smile
    Sorry, ale taki mamy dziś świat i trzeba się do niego umiec dostosować.
    Jak tu ktoś słusznie napisał nie nosi się futra z norek za 5 tyś. pln jak idzie
    się do warzywniaka. Po prostu.


  • zuza2be 12.10.06, 12:26
    tu się niestety zgadzam, Polska to nie Szwajcaria gdzie nie trzeba wpłacać
    vadium za wypożyczony sprzet narciarski albo otrzymuje się zamówiony towar z
    fakturą na 2 tyg termin płatności
  • apocalipsaa 12.10.06, 19:42
    stypkaa napisała:

    > Nie zauważyłam ani jednego postu pochwalnego na temat wandala.

    A czy ja napisałam, że tu ktoś napisał hymn pochwalny na jego cześć? Nie. Ja po
    prostu jestem załamana, że chłopaczek, który kupił sobie wymarzone buty jest
    besztany bo jak śmiał kupił tak drogie wymarzone buciory i do tego ba! w nich
    chodzić!
    --
    Dowiedz się więcej
  • titta 11.10.06, 20:01
    Wyraznie zapowiedziec matce tego chlopca, ze "przpraszam" nie wystarczy, to ,
    ze buty byly drogoie nie usprawiedliwie tego, ze je zniszczyl celowo (co
    innego, gdyby byl to wypadek), konsekwencje trzeba poniesc. Jesli sie na
    odpracowanie nie zgodzi, zawiadamiacie policje (i przdstawic jej konsekwencje
    takiego kroku, w tym mozliwosc deprawacji chlopca).
  • judytak 11.10.06, 12:51
    agawamala napisała:

    > jak się nosi drogie buty to trzeba liczyć się z ich zniszczeniem ( ten
    > argument jest podnoszony przez forumowiczki).

    nie o to chodzi
    chodzi o zwykły zdrowy rozsądek, który bardzo dużo pomaga w życiu

    > Sprawca natomiast jest wielce zadowolony, bo nie poniesie konsekwencji.

    to źle
    sprawca powinien sie wstydzić i odczuć konsekwencje
    jeśli szkoła nic nie jest w stanie zrobić, to pozosaje sąd
    (nie policja, bo policja nie sprawi, że szkoda zostaje naprawiona)

    pozdrawiam
    Judyta
  • lola211 11.10.06, 13:08
    W takim wypadku zglaszam sprawe na policje.Jest to celowe zniszczenie mienia i
    jest karalne.Tym durnym rodzicom dojda jeszcze koszty sadowe, beda mieli za
    swoje.Za dzieciaka odpowiadaja rodzice i maja obowiazek naprawic szkode.
  • ankagoz 11.10.06, 13:29
    Nic im nie zrobią, bo i tak kasy nie mają. Komornik nie weźmie- bo z czego.
    Szkoda czasu i nerwów. A ten płaszcz to nie głupi pomysł - tylko nie sam - to
    dzikie prawo już malutkich dzieci. Sam moze jeszcze oberwać.
  • lola211 11.10.06, 16:17
    Chyba z czegos zyja , no nie? A nawet jesli nie bedzie z czego sciagnac, bo
    przynajmniej im sie lekko zycie uprzykrzy.Wezwania na policje, do sadu, od
    komornika mile nie sa.
  • titta 11.10.06, 20:04
    Czyli jak bedny, to moze krasc itp. bo i tak mu nic nie zrobia? Mysle, ze
    puszczenie czegos takiego plazem jest gleboko niewychowawcze. Niech w zamian
    pieli ogrodek, zamiata, wyprowadza psa. Moze przy okazji czegos sie nauczy
    (wartosci pracy) i sam kiedys nie wyladuje na zasilku. I to trzeba matce tego
    chlopca jasno powiedziec.
  • edytek1 11.10.06, 13:44
    Czytam czytam i nie wierzę... To nie mozna kupic dziecku drogich butów nawet
    pieruńsko drogich? Moja 4 lataka nosi buty za prawie 300 zł jesienne za zimowe
    zapąłcę tyle ile będzie trzeba. Ba wyrośnie z nich za chwilę i postawię je
    potem pod śmietnikiem. To moze mam nie kupić dziecku roweru, hulajnogi, fajnej
    czapki lalki bo inni nie maja i moga zniszczyć... Owszem nie daję dziecku
    zabrać do przedszkola lalki co placze, sika itp i kosztuje 200zł (głownie w
    trosce o zdrowie psychiczne pań ) ale pluszaka za 100 dałam i kiedy wpadł do
    barszczu czerwonego i się uczerwinił to upłałam wyczyściałam w pralni na swoj
    koszt i nic nie powiedziałam, ale gdyby został tam wrzucony celowo to niestety
    wyciągnęłabym konsekwencje od rodziców winowajcy ( za szkody wyządzone przez
    dzieci odpowiadają rodzice i koniec. Tu dziecko jest duże a wina bezsprzeczna.
    Gdyby zrobiło to moje dziecko odalabym odrazu i ukarała surowo.
    --
    Karolinka jest już przedszkolakiem. smile
  • mallard 11.10.06, 13:54
    edytek1 napisała:

    > Czytam czytam i nie wierzę... To nie mozna kupic dziecku drogich butów nawet
    > pieruńsko drogich?

    Bo nie czytasz ze zrozumieniem! wink Nikt tu niczego takiego nie sugeruje. Co
    najwyżej tylko tyle, że nie warto ich wszędzie nosić, bo jak widać różnie bywa.
    To nie musi być przecież zawistny i złośliwy kolega, jak w tym przypadku. Takie
    buty można też upaprać farbą, bo w szkole będzie malowanie (na przykład).

    Pozdro.

    P.S. Poczekajmy, aż Karolinka będzie gimnazjalistką... wink


    --
    Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu nieudolność istot
    żywych...
  • mama_kotula 11.10.06, 20:21
    mallard napisał:

    > Bo nie czytasz ze zrozumieniem! wink Nikt tu niczego takiego nie sugeruje. Co
    > najwyżej tylko tyle, że nie warto ich wszędzie nosić, bo jak widać różnie
    bywa. To nie musi być przecież zawistny i złośliwy kolega, jak w tym przypadku.
    Takie buty można też upaprać farbą, bo w szkole będzie malowanie (na przykład).

    Idąc takim tokiem rozumowania:
    W takich butach można też wdepnąć w psie łajno, można też niechcący przejść po
    świeżo wylanym asfalcie, można zaczepić nimi o gwóźdź wystający z futryny na
    progu własnego domu, można zahaczyć o wystającą płytkę chodnikową i zerwać pół
    podeszwy, można wpaść w nich do Wisły. Mogą ulec zniszczeniu wszędzie.
    Najlepiej niech stoją pod wieszakiem w domu.
    Gdzie dzieciak ma w nich chodzić? Wyłącznie na spacer w niedzielę?


    --
    Kotulątko nr 3
    Nas Troje
    wytrzyj kąciki ust bo Ci jad na klawiaturę kapie i głupoty wypisujesz - by Ninaa5
  • vharia 11.10.06, 21:01
    ...a potem będzie trzęsienie ziemi i zostaną zniszczone razem z szafa do której
    zostały schowane i całym domem.

    Nie odebrałam żadnego postu jako głosu, że nie należy używać butów za 1000
    złotych oraz że jeśli ktoś takowych używa to jest idiotą i dobrze, ze ma za swoje.
    To raczej ubolewania nad realiami, które są, jakie są. Zwrócmy uwagę na jedno:
    ta cała afera jest BO GO ZŁAPALI. Gdyby miał minimalnie wiecej szczęscia, to
    poszkodowany znalazłby w szatni podziurawione buty i g*** mógł zrobić oraz
    dochodzić. Takie życie: nie musi zachwycać, ale wiedzieć o tym trzeba.
    --
    liczba literówek odzwierciedla poziom irytacji
  • mallard 12.10.06, 08:32
    mama_kotula napisała:

    > Gdzie dzieciak ma w nich chodzić? Wyłącznie na spacer w niedzielę?

    Niech się nawet wspina na Mount Everest, ale niech się liczy z konsekwencjami!




    --
    Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu nieudolność istot
    żywych...
  • mama_kotula 12.10.06, 09:33
    mallard napisał:

    > mama_kotula napisała:
    >
    > > Gdzie dzieciak ma w nich chodzić? Wyłącznie na spacer w niedzielę?
    >
    > Niech się nawet wspina na Mount Everest, ale niech się liczy z konsekwencjami!

    Mallard, chcesz mi powiedzieć, że żyjemy w takim po...banym świecie, że
    naturalną konsekwencją założenia drogich butów do szkoły jest ich zniszczenie?
    No nie żartuj.
    W podstawówce, jako pierwsza w klasie miałam supermodną jasnobrązową zamszową
    kurtkę przywiezioną ze zgniłego zachodu, diabelnie drogą. Gdy podczas lekcji
    powiesiłam ją na krześle, na którym siedziałam (pamiętam, że szatnia była w
    remoncie i wszyscy trzymali kurtki w klasie), dupek siedzący za mną pomazał mi
    ją długopisem, złośliwie i bezmyślnie. Nie odpuściłam, jego rodzice musieli
    zwrócić pieniądze, mimo, że argumentowali podobnie "po co nosić taką kurtkę do
    szkoły". A do cholery, gdzie ją miałam nosić, w domu? Miejsce, w które dziecko
    się udaje najczęściej, to - o dziwo - szkoła. Argument "trzeba się liczyć z
    konsekwencjami" w ogóle do mnie nie przemawia. To znaczy inaczej bym go
    sformułowała - trzeba się liczyć z n.a.t.u.r.a.l.n.y.m.i _przypadkowymi_
    konsekwencjami, i tak - zakładając dwulatkowi wypasiony dresik Fila do żłobka,
    liczę się z tym, że zostanie od wypaćkany obiadem bądź farbami - ale jednak
    ubieram dziecko w ten dres, bo jakbym wychodziła z założenia, że nie warto
    zakładać dziecku drogich i porządnych rzeczy, to wisiałyby w szafie aż dziecko
    by z nich wyrosło.



    --
    Kotulątko nr 3
    Nas Troje
    wytrzyj kąciki ust bo Ci jad na klawiaturę kapie i głupoty wypisujesz - by Ninaa5
  • mallard 12.10.06, 09:42
    Mamo Kotula, -zaprzeczyłaś moim słowom, poczym je potwierdziłaś.
    Nic nie rozumiem...
    Pozdr.
    --
    Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu nieudolność istot
    żywych...
  • mama_kotula 12.10.06, 10:17
    mallard napisał:

    > Mamo Kotula, -zaprzeczyłaś moim słowom, poczym je potwierdziłaś.
    > Nic nie rozumiem...
    > Pozdr.

    Już wyjaśniam (sorry za chaotyczność wypowiedzi, mam chyba ciążowe odmóżdżenie).
    Chodzi mi o to, że w ramach naturalnych konsekwencji noszenia drogich rzeczy do
    szkoły czy przedszkola NIE uwzględniam celowego zniszczenia ich przez wandala
    (uwzględniam przypadkowe zniszczenie typu zachlapanie, zabrudzenie itp.). I nie
    zamierzam odpuścić sobie noszenia drogich butów tylko dlatego, że ktoś jest na
    tyle głupi, że jest wandalem. Dlatego mówienie i pisanie, że chłopak, któremu
    zniszczono buty "też ma nauczkę na przyszłość, aby nie nosił drogich butów do
    szkoły" (gdzieś to wyczytałam wyżej/niżej) w ogóle do mnie nie dociera.

    --
    Kotulątko nr 3
    Nas Troje
    wytrzyj kąciki ust bo Ci jad na klawiaturę kapie i głupoty wypisujesz - by Ninaa5
  • lola211 12.10.06, 12:16
    > Mallard, chcesz mi powiedzieć, że żyjemy w takim po...banym świecie, że
    > naturalną konsekwencją założenia drogich butów do szkoły jest ich zniszczenie?
    Jest to wysoce prawdopodobne.Jak rowniez kradziez.I tak sie dzieje nie od dzis-
    15 lat temu w mojej szkole znikaly kurtki i buty- mnie ukradziono nowe kozaki,
    wcale nie super drogie, ale ladne.i co ? I nic.Mimo ze szatnia byla pilnowana,
    nikt w tej sprawie nic nie zrobil, wrecz sugerowano, ze sama te buty sobie
    ukradlam, zeby pokatnie (chyba przed rodzicami)sprzedac(sic!).Do domu wracalam
    taksówka przez pol miasta, bo zima sroga byla, a ja zostalam w tenisowkachsmile
  • stypkaa 12.10.06, 08:58
    Owszem nie daję dziecku
    > zabrać do przedszkola lalki co placze, sika itp i kosztuje 200zł (głownie w
    > trosce o zdrowie psychiczne pań ) ale pluszaka za 100 dałam i kiedy wpadł do
    > barszczu czerwonego i się uczerwinił to upłałam wyczyściałam w pralni na swoj
    > koszt i nic nie powiedziałam, ale gdyby został tam wrzucony celowo to
    niestety
    > wyciągnęłabym konsekwencje od rodziców winowajcy ( za szkody wyządzone przez
    > dzieci odpowiadają rodzice i koniec

    Jezuuuuu, mam nadzieję, że moje dziecko nie będzie chodziło do przedszkola z
    dzieckiem takiego rodzica. Smutne jest to co napisałaś.
    Ja sama biedna nie jestem, pewnie niektórzy nawet sądzą, że zarabiamy kupę
    kasy, ale mimo tego została mi jeszcze umiejętność empatii i wczucia się w
    sytuację drugiego człowieka.
    W przedszkolu dzieciaki robią różne rzeczy, chodzą tam też dzieci z bardzo
    różnych rodzin, i bardzo bogatych i biednych. I nie dałabym mojemu synowi do
    przedszkola jakiejś drogiej zabawki, nie dlatego, żeby dbać o zdrowie
    psychiczne pań tylko dlatego, zeby innym dzieciom nie sprawiać przykrości. Po
    prostu.
    I z tego co wiem to w naszym przedszkolu obowiązuje zasada, że dzieci nie mogą
    przynosić drogich zabawek, co najwyżej jakiś drobiazg z którym się nie mogą
    rozstać, a którym przynajmniej na początku ich przedszkolnej drogi pomoże im
    znieść rozłąkę z domem.

    I o ile wymaganie od gimnazjalisty pewnych zachowań lub powstrzymania się od
    pewnych zachowań jest jak najbardziej ok, o tyle wyciąganie konsekwencji bo 4-
    latek wrzucił pluszaka do barszczu (skąd będziesz wiedziała, że celowo?, a
    nawet jeśli) jest... hmmm... nawet nie wiem jak to nazwać...
    Przykre...

    A tak z ciekawości jak byś ukarała swoją 4-latkę za wrzucenie pluszaka do
    barszczu?? Surowo tzn. jak??

  • zlamacocha 12.10.06, 09:04
    Czy ja dobrze zrozumiałam?
    Czy wracamy do epoki, w której każdemu po równo, aby inny nie miał przykrości?
    Już Chińczycy odeszli od mundurków!
    W takim razie wprowadźmy dla wszystkich jednakowe pensje, bo zarabiający mniej
    będzie miał przykrość.
    I koniecznie identyczne mieszkania, bo ten co mieszka w willi będzie sprawiał
    przykrość temu co mieszka w ruderze.
    Komunizm dla niektórych to dobra rzecz.
  • mallard 12.10.06, 09:08
    zlamacocha napisała:

    > Czy ja dobrze zrozumiałam?

    Źle.
    --
    Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu nieudolność istot
    żywych...
  • stypkaa 12.10.06, 09:22
    > Czy ja dobrze zrozumiałam?
    Źle.

    > Czy wracamy do epoki, w której każdemu po równo, aby inny nie miał przykrości?
    > Już Chińczycy odeszli od mundurków!
    > W takim razie wprowadźmy dla wszystkich jednakowe pensje, bo zarabiający
    mniej
    > będzie miał przykrość.
    > I koniecznie identyczne mieszkania, bo ten co mieszka w willi będzie sprawiał
    > przykrość temu co mieszka w ruderze.
    > Komunizm dla niektórych to dobra rzecz.
    A czy ja napisałam gdziekolwiek, żeby nie kupować 15-latkowi butów za 1000 pln
    czy 4-latce pluszaka za 100 pln???? NIE!!
    Napisałam, że nie rozumiem po co takie drogie rzeczy zabierać do szkoły czy do
    przedszkola...
    Jesli nadal nie rozumiesz o co mi chodzi no to cóż - chyba nie jestem w stanie
    jaśniej wytłumaczyć.
  • zlamacocha 12.10.06, 10:34
    Chyba jednak się nie porozumiemy. Ubranie kupuje się po to, aby je n.o.s.i.ć.
    tak nosić, a nie żeby zdobiło szafę.
    Gimnazjalista większość wyjść ma do szkoły lub ze szkolnymi kolegami np. do
    kina, na zajęcia sportowe. Rzadko wychodzi do cieci na imieniny.
    Czy w związku z tym na nie nosić butów na wycieczkę, bo koledzy mu je np. w
    nocy zniszczą?
    Ma nie nosić ich do szkoły (j.w. tylko w szatni)?
    Na zajęcia sportowe (jw.)?
    Gdzie wobec tego ma je nosić? Po domu? Tam lepsze są kapcie.
    W związku z tym wniosek jest jeden nie kupować drogich rzeczy, bo komuś może
    zrobić się przykro i je zniszczyć. A rozumując dalej pomysł Giertycha jest
    genialny - mundurki - dla wszystkich jednakowe, nikomu nie będzie przykro,
    każdy będzie wyglądał tak samo.
  • mallard 12.10.06, 10:58
    zlamacocha napisała:

    > A rozumując dalej pomysł Giertycha jest
    > genialny - mundurki - dla wszystkich jednakowe, nikomu nie będzie przykro,
    > każdy będzie wyglądał tak samo.

    A żebyś wiedziała!
    Słyszałem rozmowę dwóch dziewcząt, kórym pomysł ten się PODOBA! Myślę, że nie
    są one odosobnione wśród młodzieży ze swoim zdaniem.
    Natomiast buty do mundurka można nosić różne tak a'propos wink.


    --
    Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu nieudolność istot
    żywych...
  • edytek1 12.10.06, 11:30
    Niekoniecznie buty można nosić dowolne w niektórych szkołach to jest ściśle
    określone.www.cpz.edu.pl/sp/index.php?strona=nasz_stroj. Są szkoły gdzie
    mundurek zawsze był, ale wszystkie szkoły bez prawa wyboru ( w tym szkoły
    publiczne)na zasadzie obowiązku to kiepski pomysł, ale to dyskusja na inny
    wątek. W tej dyskusji nie chodzi o przedmiot czy jego wartość ,ale o celowe
    zniszczenie i fakt ,że winny nie dostanie kary...
    --
    Karolinka jest już przedszkolakiem. smile
  • agatka_s 12.10.06, 11:04
    zlamacocho, to jest kwestia elementarnego taktu i dobrego smaku.

    Jedni bogaci kupuja zlote lancuchy i nosza na wierzchu, inni (np dawny
    wlasciciel Optimusa-pan Kluska) zyja skromnie (w kazdym razie nie epatujac
    zewnetrznymi oznakami swej zamoznosci ) i jeszcze po cichu pomagaja innym.

    Sa ludzie dla ktorych wazne jest, aby dziecko na komunii mialo najdrozsza
    sukienke, rekawiczki i tiare ze sztucznych brylantow, a sa tacy rodzice ktorzy
    mimo ze ich stac , wrecz blagaja ksiedza, aby wszystkie dzieci szly w
    jednakowych albach.


    Sa tacy dla ktorych pojscie dziecka do szkoly w butach za 1000 zl (=pensja
    lekarza np) uwazaja za swietnie, niech dziecko nosi takie buty (a co stac
    mnie !!!!), a sa tacy ktorzy uwazaja to za prostackie, i glupie.


    To tylko kwestia taktu i smaku , niczego innego....

  • mama_kotula 12.10.06, 11:24
    agatka_s napisała:


    > Sa tacy dla ktorych pojscie dziecka do szkoly w butach za 1000 zl (=pensja
    > lekarza np) uwazaja za swietnie, niech dziecko nosi takie buty (a co stac
    > mnie !!!!), a sa tacy ktorzy uwazaja to za prostackie, i glupie.

    Ja dorzucę tu trzecią grupę, która do chodzenia w butach za 1000zł nie dorabia
    sobie ideologii, nie robią z tego ani halo "a co, stać mnie!!!!", ani nie
    uważają tego za prostackie czy głupie. Tylko: mam buty, są wygodne i fajne,
    podobają mi się, więc je noszę.




    --
    Kotulątko nr 3
    Nas Troje
    wytrzyj kąciki ust bo Ci jad na klawiaturę kapie i głupoty wypisujesz - by Ninaa5
  • agatka_s 12.10.06, 11:32
    ja powiem tak: Ja nie widzialam butow za 1000 zl dla dziecka(dobre , firmowe,
    wygodne buty ktore kupuje dla syna kosztuja maksymalnie 300 zl i tez sa one
    wedlug mnie drogie, ale coz za to na ciut dluzej starczaja..). Przepraszam ale
    po prostu nie ma zadnego, ale to zadnego racjonalnego wytlumaczenia placenia
    takiej kwoty oprocz szpanu (rozumiem jesli bylyby to jakies specjal8istyczne
    buty, np narciarskie z najnowsza technologia itp, ale buty do szkoly ?). Moim
    skromnym zdaniem buty dla dziecka za 1000 zl, to to samo co Maybach posla
    Misztala i tyle.

    Ale oczywiscie nikt nie zabroni panu Misztalowi jezdzic Maybachem (tylko ze ja
    sobie o tym mysle, co sobie mysle i juz !)


  • edytek1 12.10.06, 11:45
    Masz racje kotula. Idąc tokiem myślenia agatka_s nie powinno się kupować rzeczy
    drogich, bo to tylko szpan. To nic, że 15 latkowi owe buty służyłyby długi
    czas, że byłoby w nich wygodnie ciepło i sucho.( rodzice nie wydaliby na leki
    podszas choroby) Powinien mieć do szkoły buciosze za max 50 złoty, bo innym tym
    ktorym bedzie przykro moga zniszczyć i postać bez kary. Nie wszyscy maja tak
    samo też chciałabym mieć więcej czy jesli porysuję sąsiadowi bmw, bo on ma i
    nim jeżdzi a ja nie to też powinnam zostać bez kary? Przecież jego bmw kosztuje
    wiecej niż my mamy rocznie! On sobie jeżdzi bmw a ja córkę z przedszkola
    autobusem przywożę... Tak mi przykro wink. Nie wszyscy mamy tak samo zawsze
    znajdziesie ktoś kto ma mniej a wrzucane przez Ciebie rzeczy do koszyka w
    sklepie są luksusem .AGATko_s pomyśl o tym wrzucając do koszyka jogurt danone
    zamiast zwykłego proszek vizir zamiast Dosi bądź szarego mydła czy kupująć
    ciuchy w noramlnym sklepie a nie szmateksie.
    --
    Karolinka jest już przedszkolakiem. smile
  • agatka_s 12.10.06, 12:02
    Demagogia.


    Ja nie mam nic przeciwko kupowaniu drogich rzeczy-sama kupuje drogie i dobrej
    jakosci (wedlug przyslowia ze "mnie nie stac na tanie rzeczy"). Tu chodzi o
    proporcje. Drogie i dobre dziecinne buty-to buty za 300 zl, no moze za 500
    (jaks super ekstrawagancja), takie za 1000 to mowiac jezykiem mlodziezowym
    przegiecie.

    Dobry, bezpieczny samochod to taki za 100.000 no moze za 200.000 (jesli ktos ma
    duza rodzine, duzo podrozuje i musi miec vana np). Ale samochod za milion
    zlotych-to nie jest dobry, bezpieczny samochod-to szpan i epatowanie swoja
    zamoznoscia tylko i wylacznie.

    Tak jak bezpieczenstwo i wygoda nie uzasadnia kupna sam9ochodu za milion, tak
    samo zaden racjonalny powod nie uzasadnia kupna butow za 1000 zl.


    Co oczywiscie nie zmienia faktu ze jak ktos ma ochote to moze kupowac samochod
    za milion i buty dziecinne za 1000 zl. Tylko ja oba przypadki uwazam za
    prymitywne, "nowouryszowskie" i tyle.


    Przypadek z butami uwazam za bardzo naganny jeszcze z 2 powodow-ze buty sa
    noszone na terenie szkoly gdzie dzieci sa z roznych domow (czasem wiazacych
    koniec z koncem), a 2 buty sa dla dziecka-dziecko nie zapracowalo na te buty
    (no bo nawet jesli odkladalo z kieszonkowego, to jednak nie to samo co ciezka
    praca). Noszenie bardzo drogich rzeczy w zamoznym srodowisku tak by mnie nie
    razilo, i kupno jakiejs bardzo, bardzo drogiej rzeczy przez kogos kto na to
    zarobil tez nie.


    Tak sobie tylko mysle co ten 15 latek bedzie chcial miec w przyszlosci, jesli
    dzis ma buty za 1000 zl. Chyba tylko tego Mybacha...smutne !!!!!


    Natomiast w zaden, ale to zaden sposob nie usprawiedliwia to tego ze ktos by
    zniszczyl takie buty za tysiac czy samochod za milion. To sa dwie zupelnie,
    zupelnie odrebne rzeczy. Wandal powinien zostac ukarany, niezaleznie czy
    zniszczy buty za 50 czy za 1000, czy Maybacha posla Misztala.


  • alfama_1 12.10.06, 12:14
    Drogie i dobre dziecinne buty-to buty za 300 zl, no moze za 500
    > (jaks super ekstrawagancja), takie za 1000 to mowiac jezykiem mlodziezowym
    > przegiecie.
    > Dobry, bezpieczny samochod to taki za 100.000 no moze za 200.000 (jesli ktos
    ma> duza rodzine, duzo podrozuje i musi miec vana np). Ale samochod za milion
    > zlotych-to nie jest dobry, bezpieczny samochod-to szpan i epatowanie swoja
    > zamoznoscia tylko i wylacznie.
    >
    > Tak jak bezpieczenstwo i wygoda nie uzasadnia kupna sam9ochodu za milion, tak
    > samo zaden racjonalny powod nie uzasadnia kupna butow za 1000 zl.

    Nie rozumiem jakie mamy prawo zaglądać ludziom do kieszeni a w dodatku
    oczekiwać od nich racjonalnych powodów decyzji o zakupie? Może się zdziwisz ale
    większość tzw.decyzji konsumenckich (również Twoich) jest irracjonalna a
    powodem nie musi być wcale chęć epatowania zamożnością. Z badań konsumenckich
    wynika, że nawet rzeczy z górnej półki cenowej zaspokajają inne, bardziej
    ukryte potrzeby niż tylko chęć pochwalenia się kasą. Oczywiście Twoje prawo
    widzieć w tych, którzy kupują buty droższe niż 500 złotych nuworyszy ale
    ciekawa jestem dlaczego ustawiłaś granicę nowobogactwa właśnie na takiej
    wysokości.
  • agatka_s 12.10.06, 12:25
    zeby bylo jasne, dla mnie to sa kompletnie 2 odzielne sprawy:

    1. odpowiedzialnosc wandala za zniszczenie butow (nizaleznie czy wartych 100
    czy 200 czy 5000 butow)- wandal musi pieniadze zwrocic a sam zostac ukarany.

    2. noszenie do publicznej szkoly butow (innych rzeczy) drastycznie
    odbiegajacych w swojej wartosci od pewnego standardu dla danej spolecznosci-
    ktore jako zbedne epatowanie zamoznoscia (na dodatek niezapracowana) negatywnie.


    Pisze o pewnym standardzie, bo inaczej jest w szkolach wiejskich, inaczej
    miejskich, inaczej w prywatnych inaczej w spolecznych itp. Ale kazdy mniej
    wiecej wie jaki ten standard w jego srodowisku jest i grzecznie, taktownie i
    empatycznie byloby, szczegolnie gdy dotyczy to dzieci, ten standard
    respektowac.

    Mysle ze w wiejskiej szkolce w Bieszczadach gdzie wiekszosc dzieci pochodzi z
    rodzin gdzie jest np 10-ro dzieci , ktore maja bochenek chleba za jedzenie na
    caly dzien, to buty nawet i za 300 zl wydaja sie nie na miejscu. Mnie w kazdym
    razie byloby glupio posylac do takiej szkoly dziecko w butach za tysiac zlotych.

    Natomiast nie dziwilyby mnie tak bardzo (aczkolwiek uwazalabym to za zbedne i
    nadal glupie) takie buty w naszej prywatnej szkole, z czesnym 1000 zl.

    Tak samo jak nie draznilby mnie Maybach ktorym podjezdza pan Kulczyk na
    spotkanie najbogatszych swiata, tak ciut irytuje mnie gdy podjezdza nim posel
    na Sejm, ktory reprezentuje tam obywateli, w tym i te rodzine z Bieszczad. No
    ale to juz inna inszosc, i jak juz powiedzialam kwestia taktu , kwestia smaku.

  • edytek1 12.10.06, 12:29
    Agatko ty ustalasz kwotę 300 zł 500 zł jako granice rozsądku a dla kogos innego
    to 150 zł czy 100zł...a ty wydając aż tyle na buty przesadzasz i koniec.
    Samochód to dla 100 tyś czy 200 tyś a 250 tyś to już za dużo? Nie za dużo to
    moze 300 tyś 350 tyś 400 tyś .. i tak dalej...
    Agatko zawsze i wszędzie sa dzieci z różnych domów od przedszkola przez szkołę
    plac zabaw zajecia dodakowe wakacje itp...( nie ważne czy publiczne czy nie ,
    bo znam takich co prywatną szkołę sklada się cała rodzina i takich co na
    angielską szkołę wydają jakieś grosze w ich mniemaniu) Dzieci zawsze tak jak
    dorośli mają różne bardzo rózne rzeczy...
    A co do tego, że 15 latek nie zarobił 1000zł na buty a jakie to ma znaczenie
    oszczędził na nie i już, a gdyby kupili mu rodzice to co? A twoje dziecko co
    bedzie chciało mieć jak mają lat kilka ma buty za 300zł( wtedy gdy noga szybko
    rośnie) no chyba, że samo na nie zarobiło.
    --
    Karolinka jest już przedszkolakiem. smile
  • stypkaa 12.10.06, 12:19
    Powinien mieć do szkoły buciosze za max 50 złoty, bo innym tym
    >
    > ktorym bedzie przykro moga zniszczyć i postać bez kary

    Przesadzasz i to grubo. Może nie popadajmy z jednej skrajności w drugą?
    Między BUTAMI za 1000 pln a bucioszami za 50 pln jest jeszcze cała rozpiętność
    naprawdę dobrych butów w cenie średniej.
    I nikt mi nie wmówi, że nie da się np. za 400 pln kupić dobrych,
    nieprzemakalnych butów górskich, bo sama takie mam.
    A co do pozostania bez kary to NIKT na tym forum nic takiego nie twierdzi.
    Jakoś strasznie naciągasz...
  • alfama_1 12.10.06, 12:26
    > Przesadzasz i to grubo. Może nie popadajmy z jednej skrajności w drugą?
    > Między BUTAMI za 1000 pln a bucioszami za 50 pln jest jeszcze cała
    rozpiętność
    > naprawdę dobrych butów w cenie średniej.

    ...która i tak jest wysoka dla rodziny, która ma 1000 złotych na miesiąc. Moim
    zdaniem większym problemem jest tutaj zazdrość chłopca, który zapewne nie może
    sobie pozwolić na żadne szaleństwa zakupowe, nawet buty za 200 złotych, a nie
    zbyt wysoka cena zniszczonych butów.
  • agatka_s 12.10.06, 12:32
    no dobrze to zrobmy test, przestanmy dywagowac teoretycznie:

    ktora z mam kupilaby swojemu dziecku buty za 1000 zl ?

    tylko tak szczerze, zastanowcie sie:przychodzi dziecko i mowi "mamo kup mi"-i
    co wy dziecku odpowiadacie ?

    Ja: Nigdy w zyciu ! Chyba upadles na glowe.
  • stypkaa 12.10.06, 12:37
    Ja też nie!
    Mało tego, sama bym sobie takich nie kupiła big_grin
  • mama_kotula 12.10.06, 12:51
    agatka_s napisała:

    > no dobrze to zrobmy test, przestanmy dywagowac teoretycznie:
    >
    > ktora z mam kupilaby swojemu dziecku buty za 1000 zl ?
    >
    > tylko tak szczerze, zastanowcie sie:przychodzi dziecko i mowi "mamo kup mi"-i
    > co wy dziecku odpowiadacie ?
    >
    > Ja: Nigdy w zyciu ! Chyba upadles na glowe.

    Jakby moje dziecko mówiło, że marzy o takich butach bo... i (tu szereg
    argumentów racjonalnych), i jakby mnie na to było stać, kupiłabym, nie robiąc z
    tego wielkiego halo.
    Moja mama tak podeszła do moich wymarzonych glanów za 600zł, które chciałam mieć
    (akurat takie, a nie inne tańsze, bo miały takie, a nie inne wzorki, sznurówki i
    bajery - po prostu się w nich zakochałam). Kupiła bez słowa, bez dorabiania
    ideologii i po sprawie. Przy zarobkach zdecydowanie wyższych od średniej
    krajowej nie upierała się, aby kupić tańsze buty "bo drogie buty to szpan i
    nietakt".
    Ot, taki lajf. Jeśli potrzebuję czegoś, to kupuję to. Jeśli nie potrzebuję, nie
    kupuję (i tak np. gdyby było mnie stać na wózek dla dziecka za 5000zł, z
    wodotryskiem, cyfrowym termometrem i miernikiem dni płodnych u matki, to i tak
    bym go nie kupiła, ponieważ go nie potrzebuję).

    --
    Kotulątko nr 3
    Nas Troje
    wytrzyj kąciki ust bo Ci jad na klawiaturę kapie i głupoty wypisujesz - by Ninaa5
  • agatka_s 12.10.06, 12:56
    >>
    > Jakby moje dziecko mówiło, że marzy o takich butach bo... i (tu szereg
    > argumentów racjonalnych),


    No widzisz tylko ja nie znam zadnego, ale to absolutnie zadnego racjonalnego
    argumentu uzasadniajacego kupno butow dziecku za 1000 zl (wybacz ale rodzaj
    sznurowek-nie jest dla mnie argumentem racjonalnym, tak samo jak nie jest nim
    czesto prezentowany przez moje dzieck: "bo X takie ma")
  • mama_kotula 12.10.06, 13:00
    agatka_s napisała:

    > >>
    > > Jakby moje dziecko mówiło, że marzy o takich butach bo... i (tu szereg
    > > argumentów racjonalnych),
    >
    >
    > No widzisz tylko ja nie znam zadnego, ale to absolutnie zadnego racjonalnego
    > argumentu uzasadniajacego kupno butow dziecku za 1000 zl (wybacz ale rodzaj
    > sznurowek-nie jest dla mnie argumentem racjonalnym, tak samo jak nie jest nim
    > czesto prezentowany przez moje dzieck: "bo X takie ma")

    Agatka, no dobrze.
    Obie nie wzięłyśmy pod uwagę jednego: bohater wątku sam zaoszczędził pieniądze
    na takie buty, rodzice mogli mu ewentualnie odradzić ich kupno, ale nie
    odradzili, bo facet marzył o takich właśnie butach, a nie innych (jakby nie
    marzył o nich, nie oszczędzałby imho). Ok, z własnej woli nie kupiłabyś dziecku
    takich butów i masz do tego prawo. Czy zabroniłabyś także kupić ich za własne
    zaoszczędzone pieniądze? Owszem, mogłabyś pokazać, że są inne, być może
    fajniejsze i ciekawsze sposoby na wywalenie 1000zł, ale co w przypadku, gdy
    dziecko się uprze "moje pieniądze wydam na właśnie TE buty i koniec"? Zabronisz,
    zabierzesz pieniądze?



    --
    Kotulątko nr 3
    Nas Troje
    wytrzyj kąciki ust bo Ci jad na klawiaturę kapie i głupoty wypisujesz - by Ninaa5
  • agatka_s 12.10.06, 13:18
    no ja mialam taki przypadek niejednokrotnie.

    Zawsze sie staram przekonac. W przypadku np kupna gameboya-udalo mi sie (choc
    tu nawet nie chodzilo o cene, raczej o irracjonalnosc zakupu-bo syn i tak ma
    pol godziny dziennie grania, i maly zakres gier ktore sa dozwolone, wiec ten
    gameboy byl kompletnie po grzyba-skoro juz ma i komputer i gry na komorce).

    Natomiast przyklad z ostatnich kilku dni kolejana edycja gry Fifa (juz chyba
    szosta z kolei, dla mnie kazda nastepna IDEALNIE taka sama jak poprzednia)-
    niestety nie udalo sie przekonac, musze miec kupie za swoje i juz!!! i syn
    kupil. Ale to sa wciaz kwoty jakos racjonalne-100-200 zl...

    Natomiast gdyby chcial kupic jakas gre ktora kosztowalaby te przyslowiowe
    tysiac zlotych ? tak zabronilabym. Po za tym on nie ma takich pieniedzy. To
    znaczy ma ale one sa przeznaczone na wazne cele. Na takie rozne glupoty to ma
    w puszcze i to jest kwota max do 500 zl.
  • mama_kotula 12.10.06, 13:39
    agatka_s napisała:

    > no ja mialam taki przypadek niejednokrotnie.
    >
    > Zawsze sie staram przekonac. W przypadku np kupna gameboya-udalo mi sie (choc
    > tu nawet nie chodzilo o cene, raczej o irracjonalnosc zakupu-bo syn i tak ma
    > pol godziny dziennie grania, i maly zakres gier ktore sa dozwolone, wiec ten
    > gameboy byl kompletnie po grzyba-skoro juz ma i komputer i gry na komorce).

    Ok, twój syn dał się przekonać.
    A jakby się nie dał przekonać? Pytam, bo sama byłam uparta jak przysłowiowy
    osioł, i jak uparłam się na coś wydać kieszonkowe, to wydawałam. Owszem, moja
    mama mnie przekonywała, że to niemądra decyzja, ale w końcu - gdy ja się
    oczywiście nie dawałam przekonać - pozwalała mi na idiotyczny zakup, licząc, że
    wyciągnę z tego wnioski. I owszem, wyciągałam. Kupiłam w pierwszej klasie
    ogólniaka przecudne, jak mi się wydawało, wymarzone buty na niebotycznych
    szpilach, za zaoszczędzone pieniądze (też coś ok. 500zł). Włożyłam je raz w
    życiu, na jakąś imprezę u koleżanki, potem stały w szafie, bo stało się to, co
    mi argumentowała mama - nie będę miała wielu okazji ich nosić, nie nadają się na
    nasze chodniki, są na dłuższą metę niewygodne i nie pasują do większości moich
    ciuchów. Matko, jak ja potem klęłam, patrząc na te okropne szpilki w szafie i
    żałując, że tak głupio wydałam kupę kasy. I wiesz co? To był praktycznie ostatni
    raz, kiedy wydałam duże pieniądze na coś, co było zdecydowanie idiotycznym pomysłem.

    > Natomiast przyklad z ostatnich kilku dni kolejana edycja gry Fifa (juz chyba
    > szosta z kolei, dla mnie kazda nastepna IDEALNIE taka sama jak poprzednia)-
    > niestety nie udalo sie przekonac, musze miec kupie za swoje i juz!!! i syn
    > kupil. Ale to sa wciaz kwoty jakos racjonalne-100-200 zl...
    Kwestia racjonalności kwoty zależy od sytuacji materialnej. Dla ciebie 100 zł to
    jest racjonalna kwota na grę komputerową, dla innej osoby jest to koszt 3 par
    butów dla dzieci w CCC i wydanie ich na grę jest niepojęte.

    > Natomiast gdyby chcial kupic jakas gre ktora kosztowalaby te przyslowiowe
    > tysiac zlotych ? tak zabronilabym.
    No widzisz, a ja nie zabroniłabym, na zasadzie - patrz powyżej pt. "moja mama,
    ja i buty na szpili".

    Po za tym on nie ma takich pieniedzy. To
    > znaczy ma ale one sa przeznaczone na wazne cele. Na takie rozne glupoty to ma
    > w puszcze i to jest kwota max do 500 zl.

    No ok, ale jakby przez załóżmy rok nie wydawał pieniędzy na głupoty, nazbierałby
    tam sumę większą niż te 500 zł, zgadza się? Czy może - kiedy ta kwota w puszce
    przekracza 500 zł, limitujesz kieszonkowe, aby nie daj Boże nie nazbierało się
    "na głupoty" więcej? Czy każesz wpłacić nadwyżki na konto pt. "ważne cele"?

    --
    Kotulątko nr 3
    Nas Troje
    wytrzyj kąciki ust bo Ci jad na klawiaturę kapie i głupoty wypisujesz - by Ninaa5
  • agatka_s 12.10.06, 14:01
    cena gry 100 zl-tak wiem ze to jest dla niektorych bardzo duzo. Dlatego moj
    syn z tego typu "gadzetami" nie chodzil do szkoly publicznej (do ktorej
    uczeszczal przez 3 pierwsze lata), wlasnie po to aby komus nie zrobic
    przykrosci (choc i tak akurat w tej szkole raczej dzieci byly z domow
    zamoznych, coz taka dzielnica). teraz w prywatnej nie mam takich oporow, bo to
    co tam dzieci przynosza do szkoly i czym sie potrafia licytowac , to juz lepiej
    nie mowic...

    A co do przeznaczania pieniedzy. Moj syn sam jakos umie oszczedzac na wazne
    cele. Tak jakos zaczelo sie odkad zaczal zbierac na wyjazd na Mistrzostwa
    Swiata w Pilce Noznej-to bylo jego wielkie marzenie i on i cala rodzina na to
    sie skladalismy przez jakies 4 lata wstecz (wszystkie prezenty, itp). Nic nie
    wyszlo z wyjazdu bo mimo bardzo aktywnego uczestniczenia w losowaniu biletow-
    nie udalo sie nam.

    Te pieniadze sa jego (uzbierala sie calkiem pokazna kwota)-ale umowilismy sie
    ze poki nie znajdziemy jakiegos dobrego celu to sobie leza i czekaja
    (oczywiscie sa dobrze zainwestowane, w koncu ja jestem bylym bankierem
    inwestycyjnym...).


    Teraz syn posmakowal w wyjazdach zagranicznych (w tym roku byl we Wloszech i
    Wielkiej Brytanii, a za tydzien jedzie do Rumunii ze szkola) i zwiedzaniu, i
    chce zebysmy pojechali to tu to tam i poprostu stara sie odkladac na
    podrozowanie (bo ja mu powiedzialam ze jesli chce podrozowac to musi sie do
    tego dolozyc).

    Mamy taka zasade ze tyle ile on odklada na podroze, to dokladnie tyle samo ja
    dokladam do tej puli, wiec jak on tylko czuje ze w swojej puszcze ma juz "za
    duzo"-to odklada do innej "puszki".

    Ja mysle ze ja przekonalabym syna ze jesli ma wybrac buty za 1000 zl a np
    weekend w Portugalii-gdzie bardzo chce pojechac, to wybor bylby dla niego
    prosty ! Aczkolwiek on jest teraz w 5-klasie, nie wiem jakie priorytety beda w
    gimnazjum....

  • mama_kotula 12.10.06, 14:09
    agatka_s napisała:


    > Ja mysle ze ja przekonalabym syna ze jesli ma wybrac buty za 1000 zl a np
    > weekend w Portugalii-gdzie bardzo chce pojechac, to wybor bylby dla niego
    > prosty !

    Agatko, no właśnie - twój syn bardzo chce pojechać do Portugalii, dlatego
    odkładanie na ten wyjazd jest dla niego ważne, i przekonanie do niekupowania
    butów jest zbędne, bo większy priorytet ma jednak wyjazd (dla ciebie, ale przede
    wszystkim dla niego) i wybór jest oczywisty. Mnie cały czas chodzi o
    przekonywanie w sytuacji, gdy rodzic uważa, że to, na co oszczędza dziecko to
    zbędny, niepotrzebny wydatek, a dziecko jest przeciwnego zdania. Czyli: dziecko
    odkłada na wymarzony wyjazd do Portugalii, a ty uważasz, że jest to głupia
    decyzja, i lepiej kupić coś trwałego, czyli te słynne buty za 1000 zł smile

    --
    Kotulątko nr 3
    Nas Troje
    wytrzyj kąciki ust bo Ci jad na klawiaturę kapie i głupoty wypisujesz - by Ninaa5
  • agatka_s 12.10.06, 14:18
    Tylko ze moim zdaniem (nie chcialabym aby to teraz zabrzmialo jak wypowiadane z
    pycha, czy cos takiego !!!) to jest rola rodzica, aby tak kierowac dzieckiem
    aby on widzial bezsens wydania 1000 zl na szpanerskie buty, versus wydania na
    wyjazd zagraniczny, ksiazki czy np narty.

    Moim zdaniem sa rzeczy warte tych tysiaca zlotych a sa rzeczy nie warte, bo ich
    jedyna wartoscia jest to ze sa drogie i mozna sie tym faktem pochwalic (to jest
    ten brak racjonalnych argumenrow). To rodzic powinien tego dziecka uczyc, jak
    odroznic jedno od drugiego, dlatego jesli moje dziecko wystartowaloby do mnie
    ze chce buty za 100 zl, to bez wahania odpowiedzialabym ze upadl na glowe
    (natomiast nie mialabym zadnych oporow gdyby przyszedl i powiedzial ze chce w
    wakacje pojechac na oboz z kolegami do RPA, ale on kosztuje ....jakas duza
    kwota). Gorzej jak rodzic w stylu posla Misztala...
  • mama_kotula 12.10.06, 14:33
    agatka_s napisała:

    > Tylko ze moim zdaniem (nie chcialabym aby to teraz zabrzmialo jak wypowiadane
    z pycha, czy cos takiego !!!) to jest rola rodzica, aby tak kierowac dzieckiem
    > aby on widzial bezsens wydania 1000 zl na szpanerskie buty, versus wydania na
    > wyjazd zagraniczny, ksiazki czy np narty.

    Agatka, i znowu wracamy do punktu wyjścia.
    Buty za 1000 zł są dla ciebie "szpanerskie", dla kogoś mogą być po prostu
    wygodne, fajne i posiadające szereg innych zalet, a znowu wyjazd zagraniczny
    może być dla tego kogoś czymś "szpanerskim" i mało praktycznym (bo nietrwałym).
    Kwestia priorytetów.

    > Moim zdaniem sa rzeczy warte tych tysiaca zlotych a sa rzeczy nie warte, bo
    ich jedyna wartoscia jest to ze sa drogie i mozna sie tym faktem pochwalic (to
    jest ten brak racjonalnych argumenrow)

    Agawamala podała szereg racjonalnych argumentów przemawiających za kupnem owych
    słynnych butów za tysiaka, chyba czytałaś?

    > To rodzic powinien tego dziecka uczyc, jak
    > odroznic jedno od drugiego, dlatego jesli moje dziecko wystartowaloby do mnie
    > ze chce buty za 1000 zl, to bez wahania odpowiedzialabym ze upadl na glowe
    > (natomiast nie mialabym zadnych oporow gdyby przyszedl i powiedzial ze chce w
    > wakacje pojechac na oboz z kolegami do RPA, ale on kosztuje ....jakas duza
    > kwota)

    Jeszcze raz - kwestia priorytetów i tyle.
    Cały czas o niej piszę.

    I o nastawieniu, które ci umknęło - że można kupować coś drogiego bez dorabiania
    sobie do tego kompletnie żadnej ideologii (typu "mogę poszpanować" czy "mogę się
    pochwalić"), po prostu ze zwykłej p.o.t.r.z.e.b.y posiadania takiej a nie innej
    rzeczy. Potrzebuję buty za 1000 zł bo... (itd.), mam pieniądze, więc kupuję te
    buty i nie zastanawiam się, jakie inni będą mi przypisywać intencje, a potem po
    prostu cieszę się, że mam fajne buty.


    --
    Kotulątko nr 3
    Nas Troje
    wytrzyj kąciki ust bo Ci jad na klawiaturę kapie i głupoty wypisujesz - by Ninaa5
  • agawamala 12.10.06, 13:07
    Ja bym kupiła. W przypadku mojego siostrzeńca buty zostały kupione z
    kilkumiesięcznych OSZCZĘDNOŚCI + dofinansowane przez dziadków.
    Ja jednak widząc walory tych butów sama bym sięgnęła do portmonetki. A walory i
    argumenty za są następujące: buty są dobrej firmy, lekkie, nieprzemakalne,
    wysokie ( można schować do cholweki spodnie), mają dobrą wentylację i są
    trwałe. Idealnie nadają się na jesienne wypady, chronią nogi przed zmarznięciem
    i przemoczeniem ( a więc i przeziębieniem). Są ładne, modne. Wystarczy.
    Cena 999 PLN za buty, które, gdyby nie padły ofiarą wandala mogłyby służyć
    przez 2-3 lata to nie jest cena wygórowana.
  • alfama_1 12.10.06, 16:02
    > ktora z mam kupilaby swojemu dziecku buty za 1000 zl ?

    Ja bym kupiła, też za 2000 (gdybym tyle kasy miała). I nie zawsze prosiłabym o
    racjonalne uzasadnienie, czasem ważniejsze by było, że dziecko baaaardzo czegoś
    chce. Zrobiłabym tylko próbę czasu żeby zobaczyć czy to nie wybitnie chwilowa
    zachcianka.
    Mój syn (4 lata) ma już swoje zakupowe marzenia i nigdy nie wie, czy dana rzecz
    jest droga czy tania. Chodzi do prywatnego przedszkola, niektórzy nasi znajomi
    są bardzo zamożni więc może się naoglądać różnych zabawek. Nie wiem jak to
    będzie za 10 lat ale na razie kwestia ceny się nie pojawia. Syn ma rzeczy tanie
    i drogie i zupełnie nie ma tej świadomości. Kiedy chce coś bardzo (naszym
    zdaniem) bezsensownego, czekamy. Chciał bionicla, poczekaliśmy i kiedy zaczął
    sobie go sobie budować ze zwykłych klocków, kupiliśmy.
    Moim zdaniem trzeba traktować przysłowiowe buty za 1000 złotych właśnie jak
    marzenie i zachęcać dziecko do tego, żeby przybliżało się do jego spełnienia.
    Niech wie, że może.
    Uprzedzam - wiem, że:
    1. marzenia nie są tylko materialne
    2. czasami zdecydowanie nie stać nas na coś więc po prostu tego nie kupujemy
  • stypkaa 12.10.06, 12:35
    Moim
    > zdaniem większym problemem jest tutaj zazdrość chłopca, który zapewne nie
    może
    > sobie pozwolić na żadne szaleństwa zakupowe, nawet buty za 200 złotych, a nie
    > zbyt wysoka cena zniszczonych butów.
    Tak, zapewne tak jest.
    Ale nawet dla poszkodowanego zniszczenie butów za 200 czy 400 pln będzie
    mniejszą stratą (materialną) niż tych za 1000 pln, nieprawdaż?
  • stypkaa 12.10.06, 12:13
    > Chyba jednak się nie porozumiemy
    No chyba faktycznie nie smile


    Ubranie kupuje się po to, aby je n.o.s.i.ć.
    > tak nosić, a nie żeby zdobiło szafę.
    No tak, święta racja. Ale skoro nosi się takie rzeczy do szkoły i do tego
    jeszcze zostawia w szatni to trzeba się liczyć z tym, że ktoś mi to może
    ukraść/zniszczyć. A nie zdawanie sobie z tego sprawy uważam za całkowity brak
    znajomości realiów naszego kraju smile Niestety...

    Natomiast zabieranie bardzo drogich zabawek do przedszkola uważam za jak to
    ktoś napisał "brak taktu" i tyle.

  • edytek1 12.10.06, 12:43
    Proszę o podanie ceny od której zabawka jest droga a jako matka pozwalająca
    zabrać dziecku zabawkę robię się nietaktowna. Jednocześnie proszę o
    przelicznik zużycia, bo zabawki też się starzeją z uwgledeniem, że niektóre są
    po mnie( zanim dostała je moja córka przeszły przez kilka rąk) tym proszę
    podnieść cenę ze względu na wartość kolekcjonerską (stara już jestem). A i
    proszę nie pozbawiać mojego dziecka i jek koleżakek z grupy przyjemności
    zabierania do przedszkola muminka którego przwiózł tatuś z Finlandii (
    kosztował 40 euro czyli około 160 zł)a jest wypełniony kulkami i zawsze
    dziewczynki gotują zupki muminkowe... A corka chodzi do publicznego
    przedszkola w centrum warszawy. ( może jakiś dodatek stołeczny)
    --
    Karolinka jest już przedszkolakiem. smile
  • agatka_s 12.10.06, 12:52
    ta granica jest twoje czyste sumienie...


    jesli czujesz ze taka zabawka nie jest zbyt droga w porownaniu z tym czym
    zazwyczaj bawia sie kolezanki twojego dziecka to ok. jesli zas sama czujesz ze
    twoje dziecko zaczyna sie juz wyrozniac kosztownymi zabawkami, to mnie
    zapaliloby sie czerwone swiatelko. No chyba ze o to Ci chodzi, aby sie
    wyroznialo o wtedy granic nie ma.
  • edytek1 12.10.06, 13:03
    Sumienie mam czyste a dużo fajnych i drogich zabawek przynoszą dzieci z Domu
    Dziecka które chodzą z moją córka do przedszkola.
    --
    Karolinka jest już przedszkolakiem. smile
  • stypkaa 12.10.06, 14:00
    ta granica jest twoje czyste sumienie...
    >
    >
    > jesli czujesz ze taka zabawka nie jest zbyt droga w porownaniu z tym czym
    > zazwyczaj bawia sie kolezanki twojego dziecka to ok. jesli zas sama czujesz ze
    >
    > twoje dziecko zaczyna sie juz wyrozniac kosztownymi zabawkami, to mnie
    > zapaliloby sie czerwone swiatelko. No chyba ze o to Ci chodzi, aby sie
    > wyroznialo o wtedy granic nie ma.

    Z ust mi to wyjęłaś smile
  • edytek1 12.10.06, 10:04
    A co oznacza droga zabaka dla jednych to powyżej 100 zł dla drugich powyżej 500
    a dla jeszcze innych powyżej 30zł. Podano u was w przedszkolu do jakiej
    wartości można przynosić zabawki? U nas nie. Nie daje przecież dziecku motarak
    na akumulator czy roweru tylko pluszaka. A co z zabawkami za zł kilka majacymi
    dla dziecka wartość sentymanetalną.( bo lalka jest od zawsze i w dodatku
    dostana od babci najukochańsza mojej córki nie kosztowałą więcej niż 15zł).
    Płacz był o zawieruszoną łyżeczkę autko dawaną do płatków. Moje dziecko bierze
    do przedszkola drogie zabawki, ale dzieli sie z nimi i bawi z innymi dziećmi
    niektore nocują nawet w przedszkolu mieszkają tam jakiś czas i córka to
    akceptuje. Może mam pozwolić jej sie bawić drogimi rzeczami tylko w domu ,aby
    innym nie było przykro? Naprawdę drogie rzeczy nie mają wytatułowanej ceny i
    uzytkuje sie je sie noramalnie. Gdyby 4 latek wzucił CELOWO do zupy lub
    zniszczył zabawkę mojego dziecka za x zł to zadzwoniłabym do rodzicow i
    opwiedziała o sprawie i oczekiwała zadośćuczynienienia( przeprosin oddania
    jakieś własej zabawki do ustalenia z rodzicami winowajcy) wszytsko zależąłoby
    od okoliczności zajścia...
    Gdyby moje dziecko w złosci zniszczyło cudzą własność zosatałoby ukarane tak
    samo jak za pobicie zakaz przyjenności (tv, komupter, lody, kino) + odkupienie
    zabawki za pieniadze ze skarbonki( córka zbiera pieniażki na rózne rzeczy
    zwykle cele są ambitne.
    Kiedy moje dziecko zniszczyło koleżance okulary siadając na nie na ławce
    (właścielka okularlarów zostawiła je nieopatrznie) to ustaliliśmy z rodzicami
    dziecka , ze daję połowę kasy choć oni uważali, że nie powinnam. Wobec córki
    nie było konsewencji karowo-fiansowych tylko powiedziała, aby patrzyła na co
    siada, bo tym rzem były tam okulary innym razem moży być swieżo malowane
    jeszczeinnym któś moze zostawić jakieś śmieci.
    A co do mojego dziecka ne jest małym egoistą bo ma drogie zabawki. Szanuje
    rzeczy nie niszczy zabawek dba o porządek w swoich rzeczach.
    Wracając do meritum wątku to własciel butów dostał lekcje, że nie warto
    oszczedzać , bo guzik z tego bedzie( zniszczone buty) a jak sie narozrabia to
    łatwo się winąć nie mam kasy i koniec po sprawie...Zero konsekencji.
    My stramy sie być wobec corki konsekwentni i kiedy ja wyprałam pluszaka i
    zmienił kolor to z godnośćia przyjełam karę zadaną przez córkę ( trzy dni bez
    tv i kompa)i konieczność kupienia nowej zabawki. Tu kasa nie ma nic do rzeczy
    tylko sposób wychowania Moje dziecko jest nauczone dzielenia się i kiedy
    widzimy , że wyrasta z jakieś zabawki to razem z córką wkładamy ją do pudła i
    oddajemy do mniejszych dzieci( czasem do jej przedszkola czasem do szpiala
    dzieciecgo a czasem do domu małego dziecka.Dzięki temu mam miejsce na inne
    nowe smile
    --
    Karolinka jest już przedszkolakiem. smile
  • stypkaa 12.10.06, 12:30
    Gdyby 4 latek wzucił CELOWO do zupy lub
    > zniszczył zabawkę mojego dziecka za x zł to zadzwoniłabym do rodzicow i
    > opwiedziała o sprawie i oczekiwała zadośćuczynienienia( przeprosin oddania
    > jakieś własej zabawki do ustalenia z rodzicami winowajcy) wszytsko zależąłoby
    > od okoliczności zajścia...

    A jak przychodzą do Was goście z małymi dziećmi i coś te dzieci zniszczą - nie
    ważne czy celowo czy nie, może w zabawie, może w złości - to też żądasz od
    rodziców zadośćuczynienia?
    Ja sobie jakoś tego nie wybrażam. Ale cóż - może mało asertywna jestem smile

    A co do zabierania drogich zabawek do przedszkola - cóż, każdy ma jakieś swoje
    zdanie. Dobrze, że Twoja córka dzieli się zabawkami i to jest jak najbardziej
    ok. Ale są dzieci, które przynoszą jakąś super zabawkę, a potem nawet jej
    dotknąć nie dadzą innym. A dziecko jak dziecko, nie zrozumie, że nie może się
    pobawić. Tylko będzie płacz i będzie mu przykro. I po co?
    I ja wcale nie twierdzę, że dzieci które mają drogie zabawki są egoistami smile
  • mama_kotula 12.10.06, 12:55
    stypkaa napisała:
    > A jak przychodzą do Was goście z małymi dziećmi i coś te dzieci zniszczą - nie
    > ważne czy celowo czy nie, może w zabawie, może w złości - to też żądasz od
    > rodziców zadośćuczynienia?

    Myślę, że jednak trzeba rozróżniać, czy zniszczenie jest celowe, czy nie.
    Jeśli gość moich dzieci w złości, z zazdrości rozwali im komputer, będę
    oczekiwać od niego (a raczej jego rodziców) zadośćuczynienia. Jeśli zrobi to
    przypadkiem - trudno, zdarza się.

    --
    Kotulątko nr 3
    Nas Troje
    wytrzyj kąciki ust bo Ci jad na klawiaturę kapie i głupoty wypisujesz - by Ninaa5
  • edytek1 12.10.06, 12:57
    Widzisz jakoś nasze drogie zabawki nie uległy jeszcze zniszczeniu ( widziałaś
    kiedyś zniszczony klocek lego, drewniany klocek) baby borna nie da się
    uszkodzić nawet jak się na niego nasika. Dzieci zabawkami sie bawią użytkują je
    normalnie bez mojego batoszka nad głową. Raz się udało zniszczyć dzieciakom
    drewniany domek dla lalek, ale w zabawie więł nie było sprawy ( coś tam odpadło
    przykleiłam wieć na kropelkę). córka pozwala dzieciom na placu zabaw jeżdzić na
    rowerze hulajnodze itp.. ( przypomina o kasku) i kiedy jedący pościera bok to
    nic nie mówię nie jestem neurotyczna , ale gdyby dziecie poprzebijało opony
    celowo nawet widelcem to obciążyłabym rodzicow kosztami i już. Dla mnie i moich
    znajomych oczywiste.
    Gdybym dostała choć mały sygnał od pani, ze dziecko wzięło zabawkę i bawiło się
    nia samo i nikomu nie dało to bym zabroniła zabierać zabawki proste jak
    rogalikwink

    --
    Karolinka jest już przedszkolakiem. smile
  • sir.vimes 11.10.06, 13:35
    No właśnie - gdyby rodzice wandala kiedykolwiek potraktowali go po partnersku a
    nie jak małe bobo, które sie biedne musi uczyć a nie harować, pogadali z nim
    kiedykolwiek jak z człowiek sam by w dyrdy leciał upraszać się o mozliwość
    odpracowania swojego chamstwa. Albo raczej nigdy by sie takiego czynu nie dopuścił.
  • berek_76 11.10.06, 13:47
    Przestudiowałam całość.

    Rozumiem, że szkoła umywa ręce, matka umywa ręce. Winowajca się cieszy, ale on
    ma prawo jeszcze, młody to i głupi. uncertain

    Szczerze mówiąc, ponowiłabym rozmowę z matką winowajcy. Wyjaśniłabym, że to, co
    syn zrobił, jest ewidentną szkoda materialną i to, jak się do niej odniesiesz,
    zalezy tylko i wyłącznie od Twojej dobrej woli i postawy winowajcy. jeśli
    zachowa się jak należy - tzn. postanowi naprawic wyrządzoną szkodę -
    odpuściłabym uruchamianie policji. Natomiast jeśli winowajca nie wykaże się
    dobrą wolą, powiadomienie policji będzie jak najbardziej uzasadnione.
    Starałabym się też, żeby rozmowa odbyła się z udziałem samego winowajcy. Żeby mu
    uświadomic, że oto z głupoty postawił się w sytuacji poważnego zagrożenia i może
    je albo zlikwidować, albo ponieść dość bolesne konsekwencje. Notowanie jest
    notowaniem.
    Tłumaczyłabym, jak sołtys krowie, że chodzi ci o to, żeby Twój syn widział, że
    krzywda mu wyrządzona nie pozostała bez zadośćuczynienia i że uważasz, że
    winowajca też powinien taką lekcję dostać. Że dla ciebie najważniejsze jest
    dobro dziecka, że nie jest to kwestia kasy, tylko sprawy wazniejszej, wychowania
    mianowicie i wpojenia odpowiednich wartości. I dlatego, jeśli inne drogi
    zawiodą, zawiadomisz policję.
    I zawiadomiłabym. gdyby kroki poprzednie nic nie dały.
    -----------------------
    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
  • nchyb 11.10.06, 20:19
    podpisuję się pod opinią berek_76.
    Gdyby sprawa dotyczyła kogoś mojego bliskiego, tak właśnie postąpiłabym...

    --
    Kryminały i sensacje
  • aka10 11.10.06, 20:47
    Berek_76 ma racje.Nie mozna sprawy po prostu zostawic,bo matka wandala
    przeprosila.Wandal musi jakies konsekwencje poniesc,inaczej z biegiem lat ma
    szanse stac sie jeszcze gorszym wandalem.Gdyby matka owego byla madrzejsza,na
    pewno po dowiedzeniu sie o sprawie,kazala np.mlodemu np. roznosic
    ulotki,gazety,zeby pieniadze oddac.Gdyby raz musial odpracowac,to by sie mu raz
    na zawsze odechcialo niszczyc.To by bylo najbardziej pedagogiczne.Dziecko ma 15
    lat a nie 5 i jest definitywnie zle wychowane,jak mu w ogole cos takiego,jak
    niszczenie cudzego mienia przychodzi do glowy.
    Co do poszkodowanego,to rozumiem chlopaka,ze sie chcial butami pochwalic.
    To,co sie obecnie dzieje,to zupelnie "chora" sytuacja,zeby mlody czlowiek nie
    mogl nic porzadnego do szkoly ubrac,bo mu zaraz zniszcza,czy ukradna.
    Poza szkola,wieczorami,tez lepiej nie chodzic w porzadnych butach,czy z
    nowa "komorka",bo nie dosyc,ze jakas banda zabierze,to jeszcze mozna pobitym do
    szpitala trafic...
    Gdyby nic innego nie poskutkowalo,to bym sprawe zglosila na Policji.

    --
    Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
  • shady27 12.10.06, 10:32
    guzik by mnie obchodzilo, czy to dziecko z biednej rodziny czy nie. Zniszczyl buty matka niech odkupuje, nie wzruszylyby mnie jej krokodyle lzy. Jak wychowala tak synalka niech placi
    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=42532
  • verdana 12.10.06, 12:37
    Cały czas zastanawiam się nad jedna sprawą - dyskusja toczy się wokół ceny
    butów. Tymczasem nie ma kompletnie znaczenia dla ukarania 15-latka fakt, czy
    zniszczył nowe i drogie buty, czy stare i zjechane. Ma zostać ukarany za
    zniszczenie cudzej własności. Teraz pytanie - czy kara powinna być jednakowa -
    niezależnie od ceny butów, czy tez być zróznicowana - zniszczyles buty za 50
    zł, płacisz i po sprawie, zniszczyłeś buty za 1000 zł - nie masz kasy, wzywamy
    policję.
    Dla mnie przestępstwo jest identyczne. Nie ma odmiennych kar np. za porysowanie
    drogiego i taniego samochodu.
    Myślę, ze wandal powinien bezwzględnie ponieść karę. Tylko za zniszczenie
    butów, a nie za zniszczenie "drogich butów".
    Zaraz pewnie zostanę zlinczowana, ale moim zdaniem, przed wymierzeniem kary
    powinno odbyc się jednak "śledztwo" - chyba, ze ten chłopak znany jest z
    niszczenia mienia. Pytanie, dlaczego zniszczył buty jest jednak istotne. Co
    innego, gdy zrobił to na złość, z zazdrości, bo nie lubi kolegi, a co innego
    gdy np. własciciel butów powiedział "Widzisz, ja kupiłem sobie super drogie,
    fajne buty, a ty jak zwykle chodzisz w starych łachach i wszyscy się z ciebie
    śmieją. No, ale tak jest, jak sie ma rodziców-głupków, co na koszt opieki
    społecznej żyją" (nie posądzam chłopaka o taką wypowiedź, ale wszystko jest
    możliwe).
    Prawo przewiduje złagodzenie kary za zbrodnie w afekcie.
    --
    Mops w naturalnym środowisku

    img182.imageshack.us/my.php?image=dsc06454rq.jpg
  • agatka_s 12.10.06, 12:48
    verdano, 100% racji ze dyskusja na temat kolosalnej ceny butow, nijak ma sie do
    kwestii odpowiedzialnosci za zniszczenie.

    Co do kary i jej uzaleznienia od wartosci ? Mysle ze wartosc ma jednak pewne
    znaczenie, bo mowimy o chlopcu 15 letnim, ktory byl swiadomy jakiej wartosci
    rzecz niszczy i powinien byc swiadomy, ze wobec tego taka wartosc bedzie musial
    oddac.

    Co innego 2 latek ktory nawet swiadomie moze zniszczyc kolie brylatowa za
    milion dolarow, a co innego 15 latek ktory taka kolie zniszczy...

    Co innego jak 15 latek lamie koledze olowek (nawet na zlosc !) za 10 zl, a co
    innego jak niszczy buty o ktorych wie ze sa bardzo drogie.


    Oczywiscie zbadanie okolicznosci jest istotne i niewatpliwie zloczynca powinien
    miec sznse przedstawic swoja wersje. Niemniej to moze byc tylko jakas
    okolicznosc lagodzaca (np jesli szkola bedzie miala do wyboru ocene negatywna
    ze sprawowania a np relegowanie, to ta okolicznosc przemawia za lagodniejsza
    kara). Nic nie usprawiedliwia zniszczenia cudzej wlasnosci, chocby nie wiem
    jak wlasciciel nas obrazil czy urazil. 15 latek powinien juz nad soba panowac.


    Natomiast fakt pozostaje faktem ze pieniadze musza byc zwrocone, a osoba
    poszkodowana powinna zostac przeproszona (dobrze by;loby tez pomyslec o jakims
    innym zad9oscuczynieniu, ale to juz powinno byc dobrowolne).

    Kara powinna wyjsc ze szkoly i od rodzicow chlopca-wandala , albo jesli sprawa
    trafi da sadu zaskarzy ja sad.
  • verdana 12.10.06, 13:00
    Dla mnie jest jasne, ze kara być musi.
    Ale czy sprawca znał dokładną cenę butów? Przyznam, że mnie by do głowy nie
    przyszło, że 15-latek może mieć buty za 1000 zł. Zniszczył coś, o czym
    prawdopodobnie nie wiedział, ze ma tak dużą wartość - co jak pisałam wcześniej,
    wg. mnie akurat wcale go nie usprawiedliwia. Natomiast nie wiem, czy
    odszkodowanie powinno wynosić cenę tych butow, czy przeciętną cenę bardzo
    porządnych butów. (A jak znał dokładnie cenę butów, to oznacza, ze własciciel
    butów musiał wyjątkowo nachalnie się nimi chwalić).
    Wracając do przykładu z ołówkiem - nastolatek na złość łamie ołówek koledze - a
    tu kolega stwierdza, ze był to wyjątkowy ołówek, za 300 zł. Czy wtedy sprawca
    powinien byc ukarany surowiej, niz gdyby złamał zwykły ołówek? Sama nie wiem,
    ale mam wątpliwosci.
    --
    Mops w naturalnym środowisku

    img182.imageshack.us/my.php?image=dsc06454rq.jpg
  • agatka_s 12.10.06, 13:09
    verdana napisała:

    > > tu kolega stwierdza, ze był to wyjątkowy ołówek, za 300 zł. Czy wtedy
    sprawca
    > powinien byc ukarany surowiej, niz gdyby złamał zwykły ołówek? Sama nie wiem,
    > ale mam wątpliwosci.


    No wlasnie i wracamy znow do pytania: po co dziecku w szkole olowek za 300
    zl ? Przeciez nie jest architektem potrzebujacym profesjonalnego sprzetu...


    Ja sobie mysle tak. Zniszczyl, niestety musi oddac 100% (jesli to byly buty
    nowe, bo gdyby to byly buty kupione za 1000 zl ale po 2-3 latach noszenia, to
    co ? chyba jakas czesc, to tak jak z wyplata odszkodowania za samochod, jak ma
    kilka lat to sie odlicza jego zuzycie).

    Natomiast, absolutnie dobrym obyczajem w szkole powinno byc nie noszenie zbyt
    drogich rzeczy, niezaleznie czy ubran, czy butow czy wyposazenia. Wlasnie aby
    takich sytuacji unikac. A pojecie "zbyt drogie" jest oczywiscie umowne, ale
    kazdy w miare rozsadny czlowiek umie to sobie na wlasny uzytek zdefiniowac-to
    sie zwyczajnie czuje.

    Innym rozwiazaniem byloby ubezpieczanie sie od takich sytuacji. Tak to dziala
    z OC w samochodach. Jak zniszczych samochod za 10000 to szkoda jest od tych
    10000 ale jak drozszy to musisz pokryc wyzsza szkode-abys mogl byc wyplacalnym
    to sie ubezpieczasz. Moze to jest pomysl ?










  • zdral 12.10.06, 14:09
    To, że szkoła umywa ręce to się "zemści".
    Uczyłam kiedyś w pewnej szkole podstawowej (jeszcze wtedy ośmioletniej). Chłopak
    (z tzw. ubogiej rodziny) razem z bratem ukradł komputer (szkolny). Włamali się
    do szkoły i wynieśli.
    Przyjechali panowie policjanci i chlopak tak się (jeszcze wtedy) przejął, że od
    razu się przyznał. Dostał kuratora i na tym koniec.
    Co zrobiła pani dyrektor?? Kazała nauczycielom milczeć. Nic nie mówimy bo będą
    chłopakowi dokuczać , bo będzie wytykany i biedny.
    I co się stało?? Zanim skończył ową podstawówkę zrobił się z niego niezły (nie
    wiem jakich słów użyć) "bandzior" przy tym cholernie dumny z faktu, że ów
    komputer ukradł. Sam sie zaczął tym chwalic jak i tym, że nikt mu nic nie zrobi.
    Wbić chłopaka w poczucie bezkarności to najgorsze co można zrobić.
    Zastanawiam się czy pani dyrektor też nie możnaby jakoś "zmusić" do interwencji
    ale nie mam na to pomysłu.
  • mallard 12.10.06, 16:28
    verdana napisała:

    > Pytanie, dlaczego zniszczył buty jest jednak istotne. Co
    > innego, gdy zrobił to na złość, z zazdrości, bo nie lubi kolegi, a co innego
    > gdy np. własciciel butów powiedział "Widzisz, ja kupiłem sobie super drogie,
    > fajne buty, a ty jak zwykle chodzisz w starych łachach i wszyscy się z ciebie
    > śmieją. No, ale tak jest, jak sie ma rodziców-głupków, co na koszt opieki
    > społecznej żyją" (nie posądzam chłopaka o taką wypowiedź, ale wszystko jest
    > możliwe).
    > Prawo przewiduje złagodzenie kary za zbrodnie w afekcie.

    Jest jak najbardziej możliwe!
    Modzież potrafi być wobec siebie okrutna, szczególnie słownie! Są takie
    koszmarne typy, co wręcz energię życiową czerpią z upokarzania innych.
    Oczywiście ja również podkreślę - my tego nie wiemy czy w tym przypadku tak
    było. Ba! Myślę, że nie było.

    Pozdr.


    --
    Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu nieudolność istot
    żywych...
  • iwoniaw 19.10.06, 10:56
    > Dla mnie przestępstwo jest identyczne. Nie ma odmiennych kar np. za porysowanie
    >
    > drogiego i taniego samochodu.

    Nie wiem, skąd ci to w ogóle przyszło do głowy? Oczywistym jest, że w przypadku
    uszkodzenia mienia za więĸszą kwotę rekompensata jest większa niż w przypadku
    zniszczenia czegoś taniego? Bo nie tylko o karę chodzi, ale i o zadośćuczynienie
    pokrzywdzonemu...

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • agawamala 12.10.06, 13:18
    Będzie, niestety, zamieszana w to policja. Siostrzeniec jest bardzo rozżalony,
    i oświadczył, że jeżeli zobaczy, i przekona się, że można niszczyć cudzą
    własność nie ponosząc kary sam własnoręcznie przy nastaniu pierwszych mrozów
    potnie koledze jedyny paltocik. Na paseczki. ( Zaraz go zmieszacie pewnie z
    błotem).
    Dziadek- adwokat usiłował go odwieśc od tego pomysłu. Podjął się mediacji.
    Proponował rózne rozwiązania, w tym odpracowanie szkody w sposób symboliczny .
    Wmieszał się szkolny psycholog i inni rodzice. Przy okazji wyszło na jaw, że
    chłopak był już dwa razy podejrzany o zniszczenie cudzego mienia ( raz
    zniszczył notatki i książki koleżance tuż przed klasówką po to, aby dostała
    pałę- jest wzorową uczennicą, a drugi raz zostały zniszczone dwie szkolne mapy
    ścienne).
    Siostrzeniec pochwalił się bajeranckimi butami, ale nie przed tym chłopakiem.
    Nigdy go też nie upokarzał z powodu sytuacji finansowej rodziców. Przenigdy.
    Do mojej siostry ma dziś wieczorem zatelefonować jeszcze jedna mama. Podobno
    jej córka widziała coś istotnego.
  • agatka_s 12.10.06, 13:22
    agawa

    A co na to szkola ?

    Czy kompletnie umywa rece ?
  • verdana 12.10.06, 13:31
    Właśnie. Tym bardziej, ze to nie pierwszy raz.
    Widzę tu poważny problem. Wcale się nie dziwię rozzaleniu chłopaka - ma prawo,
    ale z drugiej strony w ostatecznym rozrachunku oberwie on.
    Bo będzie znany w całej szkole jako szpaner, co chodzi w butach za 1000 zł, a
    potem leci na policję, jak mu buciki zniszczą.
    Obawiam się, ze dzieciaki wcale nie będa mu współczuły. One nie będa znały
    historii tych butów, nie beda wiedzialy, ze dlugo na nie zbierał, tylko uznają
    go za rozpuszczonego, bogatego g..., który ma kupe kasy, a nie umie odpuścić.
    To absolutnie nieprawda, ale obawiam się, ze tak będzie.
    Namawiaj dziadka-adwokata do dalszych mediacji.
    --
    Mops w naturalnym środowisku

    img182.imageshack.us/my.php?image=dsc06454rq.jpg
  • agawamala 12.10.06, 14:32
    Szkoła umywa ręce i koniec. "Załatwiajcie do państwo między sobą i ble,ble,
    ble".
    Ojciec ( mój, dziadek siostrzeńca) proponował rózne formy rozwiązania - każda
    spotykała sie z odmową . Proponował, aby rodzina zwróciła 100 złotych w
    miesięcznych ratach wynoszących 10 złotych. Przyznacie, że jest to symboliczne
    zadośćuczynienie.
    Proponował odpracowanie w mało angażujący czas sposób ( chodziło o
    wyprowadzanie psa pewniej pani i zbieranie po nim odchodów. Miał to robić przez
    3 miesiące).
    Rodzicom zaproponowano umycie okien w 2 kancelariach - też nie wyrazili zgody.
    Matka wandala oświadczyła, że policja i tak "dzieciakowi" nic nie zrobi.
    A swoją drogą jestem ciekawa, kiedy ów "dzieciak" zamorduje matkę. Dla 5
    złotych na piwo.
  • sir.vimes 12.10.06, 14:37
    Wyhodowali sobie zwierzątko...
    Wcale bym się nie zdziwiła , gdyby twój siostrzeniec próbował się jakoś mścić.
    (Chociaż pocięcie kurtki bardziej uderzyło by w rodziców bachora ).
  • agatka_s 12.10.06, 14:46
    no tak sytacja rzeczywiscie kiepska...

    Pal szesc te pieniadze, te buty , ale teraz to siostrzeniec ma sygnal jasny, ze
    nic sie nie da zrobic poza "oko za oko". Trzeba chlopakowi tlumaczyc ze to nic
    nie da (ten wet za wet), ze da sie sprowokowac i sprowadzic do poziomu
    wandala. Trzeba, bo chlopak w koncu narobi sobie sporych klopotow, wiadomo
    moga byc emocje, jeszcze dojdzie do jakiegos nieszczescia (jak ktos umie pociac
    buty to moze i gorzej zrobic)

    Mysle ze trzeba teraz duzo z siostrzencem rozmawiac, zeby nie czul
    sie "przegrany". Tak nie moze poprostu byc, i dorosli musza tu pomoc.


    No ja chyba bym sie zaangazowala na powaznie, na kilku frontach:

    -Sad i policja
    - Szkola- (wystosowalabym pismo)- a potem jesli nadal brak reakcji, to
    przelozeni Dyrektora szkoly-w sprawie reakcji szkoly ( wszystko na pismie, bo
    na gebe to sie nie liczy i nic nie daje !!!!!)

    Rodzicow wandala juz bym olala, nic sie z nimi nie wskora, z tego co piszesz,
    mysle ze aktow dobrej woli bylo juz wystarczajaco duzo.
  • berek_76 12.10.06, 15:11
    Agatka, zgadzam się z Tobą.

    -----------------------
    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
  • stypkaa 12.10.06, 15:20
    Zachowanie szkoły - beznadziejne.
    Zachowanie rodziców tego wandala - też beznadziejne.
    Dlatego trzeba załatwić wszystko oficjalnie - ale o tym w szczegółach napisała
    już poniżej Agatka.

  • stypkaa 12.10.06, 14:06
    Siostrzeniec jest bardzo rozżalony,
    > i oświadczył, że jeżeli zobaczy, i przekona się, że można niszczyć cudzą
    > własność nie ponosząc kary sam własnoręcznie przy nastaniu pierwszych mrozów
    > potnie koledze jedyny paltocik. Na paseczki. ( Zaraz go zmieszacie pewnie z
    > błotem).

    I ja mu się wcale nie dziwię.
    Bo mimo tego co napisałam, że głupotą dla mnie jest noszenie takich butów do
    szkoły, to rozumiem doskonale że sam sobie na nie uzbierał i że ma żal.
    Ja też bym miała.
    Ale może wyciągnie z tego wnioski (jeszcze inne niż te które do tej pory
    wyciągnął).
    Ja np. jak jadę autobusem i siedzą koło mnie jakieś podejrzane typki to nie
    wyjmuję w tym momencie mojego portfela i nie oglądam kart, czy nie bawię się
    nowoczesną komórką, ba, boję sie nawet słuchać muzyki z telefonu, żeby nie
    zwracać na siebie uwagi.
    Ale mnie już kiedyś próbowali okraść. I z tego wydarzenia wyciągnęłam wnioski smile
    Niestety, ale w takim świecie żyjemy sad
  • mallard 12.10.06, 16:32
    agawamala napisała:

    Przy okazji wyszło na jaw, że
    > chłopak był już dwa razy podejrzany o zniszczenie cudzego mienia ( raz
    > zniszczył notatki i książki koleżance tuż przed klasówką po to, aby dostała
    > pałę- jest wzorową uczennicą, a drugi raz zostały zniszczone dwie szkolne
    mapy
    > ścienne).
    > Siostrzeniec pochwalił się bajeranckimi butami, ale nie przed tym chłopakiem.
    > Nigdy go też nie upokarzał z powodu sytuacji finansowej rodziców. Przenigdy.
    > Do mojej siostry ma dziś wieczorem zatelefonować jeszcze jedna mama. Podobno
    > jej córka widziała coś istotnego.

    No, to zmienia postać rzeczy! Nie czytałem tego jeszcze, gdy odpisywałem na
    post Verdany.


    --
    Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu nieudolność istot
    żywych...
  • agatka_s 12.10.06, 14:33
    zalatwic.

    Moj syn spiewa w chorze. Tam sa rozne dzieci (bogate, biedne, rodzice
    wyksztalceni i mniej-ot taki caly przekroj spoleczny).

    Na obozie zdarzyla sie kradziez-jeden kolega ukradl drugiemu pieniadze. Sprawa
    na 100% czysta, nie bylo zadnych watpliwosci, chlopiec sie przyznal.

    Winowajca zostal z choru relegowany. Zostalo zorganizowane zebranie na ktorym
    byli wszyscy rodzice ale tez i chlopcy. Pan profesor poinformowal o tym ze
    taka sytuacja miala miejsce (z imienia i nazwiska), poinformowal ze chlopiec
    zostal wyrzucony. Zapowiedzial tez ze kazdy nastepny taki przypadek bedzie
    traktowany dokladnie tak samo, bo w chorze nie ma miejsca dla zlodziei.

    Uwazam ze bylo to bardzo dobre-nam rodzicom dalo poczucie bezpieczenstwa, ze sa
    zdrowe zasady, a dzieciom ktorym moze cos czasem w glowie swita dalo do
    myslenia na przyszlosc.

    Tym bardziej uwazam to za cenne, ze chor boryka sie z problemem malej ilosci
    spiewakow, wiec kazdy chlopiec mniej, to strata. Mozna bylo probowac sprawie
    leb ukrecic, ale nie to sa "zasady przedwojenne"(bo nasz pan profesor to taki
    starej daty nauczyciel)-proste i jasne. Mnie to sie bardzo podoba.
  • mama_kotula 12.10.06, 14:51
    1) ogłosić winowajcę z imienia i nazwiska na apelu szkolnym
    2) wywalić go ze szkoły
    ????

    --
    Kotulątko nr 3
    Nas Troje
    wytrzyj kąciki ust bo Ci jad na klawiaturę kapie i głupoty wypisujesz - by Ninaa5
  • agatka_s 12.10.06, 14:58
    mama_kotula napisała:

    > 1) ogłosić winowajcę z imienia i nazwiska na apelu szkolnym
    > 2) wywalić go ze szkoły
    > ????
    >

    Nie wiem czy wywalic ze szkoly (bo szkola jest obowiazkowa, chor nie). W
    szkole nie mozna chciec trzymac tylko takich uczniow ktorzy nam odpowiadaja, w
    chorze tak mozna.


    Natomiast uwazam ze publiczne podanie do wiadomosci jakiego czynu ktorego
    iksinski sie dopuscil na terenie szkoly i ogloszenie jakie z tego tytulu
    poniosl konsekwencje-tak !

    Ewentualnie "wyrok w zawieszeniu"-czyli szkola mowi ze tak nie zrobi tym razem,
    ale przy jakimkolwiek najmniejszym przewinieniu -tak upubliczni i to
    wykroczenie wstecz-wymierza kare, ale nie informuje poki co publicznie.

    Ale szkola powinna kare wymierzyc-obnizenie sprawowania do nagannego (no bo
    kurcze to jest co zrobil NAGANNE !!!) !!!! (tym bardziej jesli rodzice sie nie
    poczuwaja)



  • turzyca 12.10.06, 15:10
    Nagana publiczna na forum szkoly rowniez jest kara, wpisana zazwyczaj do
    regulaminu szkoly. O ile pamietam moje regulaminy to byla to kara dosc powazna.
    Jednak skoro szkola umywa rece od mediacji to od kary tez pewnie umyje.

    Swoja droga ja chyba jestem staroswiecka, bo dla mnie sytauacja jest jasna,
    zniszczone mienie nalezy odpracowac. Umowmy sie ze nawet z prac dorywczych po
    pewnym czasie jakas czesc tej sumy by sie uzbierala. A ze na prace nalezy
    poswiecic czas? Przeciez on sie nie uczy bez przerwy, jedno popoludnie w
    tygodniu moze poswiecic na cos innego niz ogladanie telewizji.

  • stypkaa 12.10.06, 15:14
    1) ogłosić winowajcę z imienia i nazwiska na apelu szkolnym
    TAK

    > 2) wywalić go ze szkoły
    NIE

    Ale zmusić go w jakiś sposób (nie wiem czy taki jest, nie jestem prawnikiem) do
    odpracowania, chociażby na cele społeczne.
  • blanqua 12.10.06, 15:36
    Uwazam, ze powinna szybko zostac wplatana w calosc policja
    przesluchanie to nic milego
    dowiedzialabym sie o mozliwosc zlozenia doniesienia o popelnieniu przestepstwa
    do prokuratury. w koncu zniszczone zostalo mienie znacznej wartosci
    absolutnie nie mozna tego zostawic tak
    bo skoro nie chcieli isc na ugode, odpracowac to trzeba zadzialac przymusowo
    i mamusia wandala sie zdziwi, ze jednak dziecku mozna cos zrobic
    juz samo przesluchanie na policji, spisywanie, sparwa w sadzie dla nieletnich to
    juz cos
    moze tez dostac kuratora
    naparwde zrobcie cos z tym, nie ma co sie litowac
    ucze w szkole i wiem jak jest. jak sie takiemu popusci jeden raz to nastepnym
    razem bedzie gorzej. tylko trzeba isc na policje, zeznac no i potem do prokuratury
    mysmy w szkole teraz przyjeli zasade - zero poblazania
    uczen wczoraj rzucil kulka papieru, kulka trafila w moje ramie. od razu
    zglosilam sprawe wychowawcy, do dyrektora. uczen ma wstawiona nagane i jeszcze
    jedna a zobaczymy... no i ponformowani beda rodzice. uczen najadl sie strachu i
    wstydu, teraz podobno siedzi cichutko jak myszka
    niestety poczawszy od poziomu gimnazjum zero poblizliwosci
    prawdopodobnie to rodzie mu powiedzieli, ze jest bezkarny trzeba go wyprowadzic
    z tego przekonania
    policja, prokuratura, jest wydzial dla nieletnich
    bo inaczej bedzie bandzior
    Blanka
  • kropkacom 12.10.06, 15:48
    Co to za buty za 1000zł dla nastolatka?
  • triss_merigold6 12.10.06, 15:59
    A jakie to ma znaczenie? IMO żadnego.
  • shady27 12.10.06, 16:05
    dokladnie. nawet jakby kosztowaly 10 zl zaden obrzydliwy bachor nie ma prawa ich niszczyc. Skoro mamusia tego dzieciatka nie chce placic poszlabym z tym do sadu, ladnie wychowala synusia nie ma co. Wiadomo juz kim bedzie w przyszlosci. Bandziorem ot co
    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=42532
  • kropkacom 12.10.06, 16:10
    Macie racje. Chłopak jest winny. Tylko jeśli by kosztowały 10 zł to tego watku
    by nie było.
  • aka10 12.10.06, 16:44
    Nie ma znaczenia,co i za ile zniszczyl,ale ZE zniszczyl i to-jak widac-juz nie
    pierwszy raz.Gdyby te buty kosztowaly 10 zlotych,to latwiej by bylo kupic
    nastepne.No,a ze kosztowaly 1000,to duzo trudniej bedzie nastepny 1000 zebrac i
    kupic takie same nowe (jesli w ogole to bedzie mozliwe).
    --
    Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
  • bunny.tsukino 12.10.06, 18:41
    Rozmawiamy o 15-latkach, tak?? Jedno tu chyba nie zostało powiedziane, że to
    nie są już DZIECI, a nastolatkowie z duzym parciem na bycie dorosłym. To jest
    taki hmm... dziwny wiek. Wszystko staje się bardziej pokręcone, zagmatwane i
    niejasne.
    Moje uwagi
    1. wezwanie policji i notowanie chłopaka, może być dla niego nagrodą a nie karą
    (tak!! tak!!). Większe poważanie wsród kolegów, respekt, itp.
    2. ten chłopak od butów może dostać ksywkę kapusia, gogusia, konfidenta i
    delikatnie mówiąc może mieć przerąbane bardziej na dłuższą metę.
    Nie wiem, co bym zrobiła. Pat. Może mediacja?? Policja to imho bardzo złe
    rozwiązanie, doleje tylko oliwy do ogniasad

    Z drugiej strony pamiętam jak boli brak modnych ciuchów, gadzetow itp. I wiecie
    żal mi tego wandalasad gdzies jego rodzice popelnili blad, ze zalosc, zazdrosc
    wziela gore. Nie zapominajmy ze to juz duzy chlop i jego matka moze za
    przeproszeniem mu nagwizdac. --
    romansinaczej.blox.pl/html
  • agawamala 13.10.06, 07:38
    Masz prawo żałować wanadala. Mnie jest żal, cholernie żal mojego sistrzeńca.
    Czy , gdy mój rozżalony sistrzeniec potnie na paseczki jeyny ciepły lichy
    paltocik wandala, a ten zimą- być może będą mrozy będzie chodził do szkoły w
    jesiennej wiatrówce to kogo będziesz żałowała - sprawcy czy ofiary ?
  • nchyb 12.10.06, 21:22
    > uczen wczoraj rzucil kulka papieru, kulka trafila w moje ramie. od razu
    > zglosilam sprawe wychowawcy, do dyrektora. uczen ma wstawiona nagane i jeszcze
    > jedna a zobaczymy... no i ponformowani beda rodzice. uczen najadl sie strachu
    i
    > wstydu, teraz podobno siedzi cichutko jak myszka
    a to już chyba lekka przesada...
    rzucał tak sobie, czy tak by w Ciebie trafić? rzucał w kogoś innego i
    przypadkiem w ciebie trafił, czy specjalnie celował?
    pierwszy raz, czy dzień w dzień, mimo pouczeń stale?
    Była to zwykła kartka zgnieciona w kulkę, czy też cegła owinięta papierem?

    jeżeli nie były to działania celowe mające na celu ośmieszenie Ciebie,
    okaleczenie, czy wręcz wyeliminowanie ze społeczności tej szkoły, to z reakcją
    chyba przesadziliście...
    --
    Kryminały i sensacje
  • archi_joa 12.10.06, 18:51
    Moim zdaniem rodzicom wandala należy dać kilka alternatywnych rozwiązań: godzą
    się na pracę chłopaka w celu odpracowania szkody albo oddają pieniądze... skoro
    pieniędzy ne mają rozwiązanie oczywiste... a jeśli się nie zgadzają moim zaniem
    należy ostrzec raz czy drugi, jeśli to nie skutkuje zawiadomić policję..tym
    bardziej jeśli są dowody wandalizmu.
  • kura17 12.10.06, 19:46
    przeczytalam caly (chyba wink watek.
    co do absolutnej koniecznosci zadoscuczynienia i kary dla winowajcy chyba nie ma
    tutaj watpliwosci.
    natomiast jesli chodzi o zarliwa dyskusje na temat butow za 1000 zl i
    stwierdzenia "w pewnien sposob sam sie prosil o zniszczenie/kradziez", to mam
    uczucia ambiwalentne...
    ... z jednej strony latwo jest mi pomyslec "nic nie usprawiedliwia wandalizmu,
    ale jednak sam sobie w pewnym stopniu winien", ale z drugiej strony mam taka
    refleksje:

    ... argument "sama sie prosila" jest jednym z najbardziej znienawidzonych przeze
    mnie punktow w rozmowach o gwaltach. dostaje "szalu", jesli ktos mowi
    "oczywiscie NIC nie usprawiedliwia gwalciciela, ALE gdyby kierowala sie zdrowym
    rozsadkiem i nie pila/nie chodzila noca po ulicy/nie zadawala sie z
    nieznajomymi/nie ubierala sie wyzywajaco/... , to gwalt by ja nie spotkal"... po
    takim argumencie nie potrafie uwierzyc w dobra wole tego, kto go wypowiada, nie
    wierze, ze wg tej osoby wine za gwalt ponosi tylko i wylacznie gwalciciel...
    taka wypowiedz ma dla mnie wszelkie znamiona przypisania czesci winy osobie
    zgwalconej... a stierdzenie "oczywiscie NIC nie usprawiedliwia gwalciciela, ALE
    ..." uwazam za perfidne i nieszczere...

    to taka dygresja, nie zeby podgrzewac atmosfere, ale zeby popatrzec na podobna
    argumenacje z zupelnie innego punktu widzenia

    ps. swoja droga - bardzo ciekawa dyskusja smile

    ``````````````````
    kurczak: 03.03.05
  • maksimum 13.10.06, 08:09
    agawamala napisała:

    > Jeden z gimnazjalistów kupił sobie bardzo drogie i bajerackie buty.
    > Oszczędzał z tygodniówek, dołozyli dziadkowie. Buty miałę tę zaletę, że nie
    > przemakały. Od 15 latka trudno wymagać, aby postawił je w szafie więc założył
    > na nogi i poszedł do szkoły. Tam jak wiadomo obuwie należy zostawić w szatni.
    > Tym nie mniej ich właściciel zdążył się nimi pochwalić. Nie podobało się to
    > koledze z klasy, który o takich butach nawet nie może marzyć. Matka
    > rencistka, ojciec zarabia grosze, 2 rodzeństwa. Ze złości i zawiści zrobił
    > ostrym narzędziem dziury w podeszwach. Takie nie do naprawienia, a w każdym
    > razie naprawa powoduje, że buty przestają być nieprzemakalne i bajeranckie.
    > Niszczyciel miał pecha. Został złapany na gorącym uczynku.
    > W szkole afera, awantura, wezwani jedni i drudzy rodzice.

    Zglosilbym na policje i domagal sie zwrotu kosztow.

    > Wychowawczyni proponuje, aby winowajca ( zniszczenie celowe) zapłacił lub
    > odkupił buty. Matka poszkodowanego pokazuje rachunek.
    > "O Jezu"- krzyczy rodzicielka winowajcy. Nie zapłacę, bo nie mam.
    > A co pani proponuje? - pyta matka poszkodowanego.
    > "Przepraszam" - odpowiada ze łzami w oczach matka wandala. "Mój Jaś to takie
    > dobre dziecko, nie wiem co mu wpadło do głowy".
    > Wychowawczyni nie bardzo radzi sobie z rolą mediatora. Matka Bartka- tego,
    > który postradał buty- nie zadawala się słowem "przepraszam", żąda
    > rekompensaty finansowej.
    > Dochodzi do awantury, która , prócz nerwów, nic nie daje.
    > Co o tym sądzicie Drogie Panie? Ja, okrzyknięta tu na forum prawie sadystką,
    > doradzałam zgłoszenie na policję, jako celowe zniszczenie mienia wartości
    > około 1000 złotych. Są świadkowie, sprawca się przyznał. Uważam, że musi
    > ponieść karę i to nie upomnienie.

    Oczywiscie,ze tak,bo to jest zwykly wandalizm.
    Z drugiej strony kupowanie dzieciakowi butow za 1.000 zlotych to wielka
    przesada.
    Ja kupuje dzieciakom buty za 30-40 doll. i nigdy mnie do glowy nie
    przyszlo,zeby wydac na buty 300 doll.
    Jest mnostwo innych wydatkow jak rakiety tenisowe,rowery itd.
    Ja wiem,ze w Stanach wszystko jest tansze niz w Polsce a przy okazji ludzie tu
    nie szpanuja,ale za 300 doll to bym kupil 2 rowery,2 rakiety tenisowe i 2 pary
    butow. I wtedy gdy sie buty rozleca po pol roku czy wczesniej,to bez zalu je
    wyrzucam.
  • nchyb 13.10.06, 18:36
    > Z drugiej strony kupowanie dzieciakowi butow za 1.000 zlotych to wielka
    > przesada.
    > Ja kupuje dzieciakom buty za 30-40 doll. i nigdy mnie do glowy nie
    > przyszlo,zeby wydac na buty 300 doll.
    Maksimum, nie doczytałeś,. To nie rodzice kupili dziecku drogie buty, ale
    dziecko sobie je klupiłóo oszczędzając na nie długo i dokładnie. Toie do głowy
    zakup drogich rzeczy może nie przyjdzie, dzieciom przychodzi i jeżeli na to
    oszczędzą, mogą sobie kupić i nic w tym niewłaściwego nie ma...
    --
    Kryminały i sensacje
  • maksimum 13.10.06, 21:55
    nchyb napisała:

    > > Z drugiej strony kupowanie dzieciakowi butow za 1.000 zlotych to wielka
    > > przesada.
    > > Ja kupuje dzieciakom buty za 30-40 doll. i nigdy mnie do glowy nie
    > > przyszlo,zeby wydac na buty 300 doll.
    > Maksimum, nie doczytałeś,. To nie rodzice kupili dziecku drogie buty, ale
    > dziecko sobie je klupiłóo oszczędzając na nie długo i dokładnie. Toie do
    głowy
    > zakup drogich rzeczy może nie przyjdzie, dzieciom przychodzi i jeżeli na to
    > oszczędzą, mogą sobie kupić i nic w tym niewłaściwego nie ma...

    No tak,ale on oszczedzil z kieszonkowego,ktore daja mu rodzice.
    Gdyby poszedl do pracy w supermarkecie jak to robia 15 letnie dzieci
    amerykanskie i tam przestal iles tam godzin za minimalna place,to by mu do
    glowy nie przyszly buty za 300 doll.
  • nchyb 14.10.06, 07:20
    a może by i przyszło...
    Sama pamiętam, jak przez prawie całe wakacje w ramach tzw. OHP-ów pracowałam w
    sklepie. Caluteńka wypłata, co do grosza poszła na dżinsową cudną spódnicę z
    Pewexu... Można było kupić za jedną 50-tą tej sumy texasową lub inną z bazarku,
    ale to już nie było to. I prawie dwa miesiące fizycznej pracy zaowocowały
    przeraźliwie drogą spódnicą. Warto było smile
    Na szczęście nikt mi jej z tyłka nie ściągał, by pociąć na paseczki...
    --
    Kryminały i sensacje
  • maksimum 16.10.06, 03:39
    Ja takich pomyslow nie mialem.
    Najdrozszy prezent jaki dostalem w szkole sredniej,to byl rower wyscigowy i
    jezdzilem nim z 15 lat ,albo i wiecej.
    Wczoraj kupilem sobie rakiete tenisowa.Szukalem takiej,zeby miala slaby
    naciag,nie wiecej niz 50-60 lbs,bo wiekszosc rakiet ma standardowo naciag ok 70
    lbs..Przy slabszym naciagu sa mniejsze wibracje i nie potrzeba az tyle sily
    przy uderzeniach.Jedyne ze slabym naciagiem byly za 20 doll. i takie wlasnie
    kupilem.Rakieta jest zazwyczaj na 1 sezon,a nie chce kupowac samej drozszej ramy
    i oddawac do naciagniecia.Zreszta ,tyle juz rakiet zniszczylem,ze mialbym
    wyrzuty sumienia,ze niszcze droga.
  • nchyb 16.10.06, 06:30
    > Ja takich pomyslow nie mialem.
    > Najdrozszy prezent jaki dostalem w szkole
    a to już nie wiem, współczuć, czy widzieć w tym powód do dumy...

    Dla mnie pieniądze nie są istotne same w sobie, nawet te bardzo ciężko
    zarobione. Celem prędzej mogą stać się dobra, usługi i radości, które za też
    środki nabyć można.
    I dlatego potrafię zrozumieć wydanie ciężko zarobionych czy też uciułanych
    groszy na rzecz drogą i przez innych uważaną, za niewartą takiej góry
    pieniędzy...

    A co do oszczędzania.
    Przypomina mi się fragment Martuina Edena kacka Londona. Panna Ruth, chcąc
    skłonić Martina do pracy "poważnej" za pieniądze, opowiadała narzeczonemu o
    pewnym panu, zdaje się urzędniku, czy księgowym,. Który to pan cężko pracował,
    głodował, żył biednie lecz oszczędzał, odkładał każdy grosik. W końcu uzbierał
    tak wiele, że stał się bogaty...
    I najbardziej podobała mi się martinowska konkluzja. Po latach tegoż
    oszczędzania i umartwiania się miał pewnie takie wrzodyżołądka i tak już
    wyjałowiony umysł, że ani fizycznie, ani duchowo pewnie nie potrafił korzystać
    ze zgromadzonych bogactw...

    Przyznaję, że mi bliższa jest radość życia Martina i chłopca który wydaje
    uciułane tysiąc złotych na wymarzone buty, niż wielu napływowych purytan,
    którzy pracują praca dla pracy, oszczędzają dla oszczędności itp ale korzystać
    z tego radośnie i pełną piersią nie potrafią smile
    --
    Kryminały i sensacje
  • maksimum 16.10.06, 07:39
    > Przyznaję, że mi bliższa jest radość życia Martina i chłopca który wydaje
    > uciułane tysiąc złotych na wymarzone buty, niż wielu napływowych purytan,
    > którzy pracują praca dla pracy, oszczędzają dla oszczędności itp ale
    >korzystać z tego radośnie i pełną piersią nie potrafią smile

    Nie ma tak,zeby byly tylko dwie skrajnosci.Musi byc cos po srodku rowniez.
    Moj znajomy ma rower za 400 doll i jezdzi nim raz w roku.Ja mam rower za 100
    doll. i jezdze nim codziennie.Ja mam tania rakiete tenisowa,ale gram dwa razy w
    tygodniu.Pilek do kosza ma chyba z 6,tak jak i rakiet i tez gram 2x w tyg.
    Gdybym kupil rakiete za 100-180 doll. nie gralbym lepiej niz teraz.
    Sa ludzie,ktorzy kupuja najdrozsze,bo mysla,ze da im to przewage nad reszta
    ludzi,ale to jest o tyle zludne,ze przewaga lezy w umiejetnosci korzystaniu z
    tego co sie ma ,a nie w posiadaniu tegoz.
    Co z tego,ze ja bede mial obraz za pol miliona doll. i cala dzielnica bedzie
    szczeki opuszczala,jak ja zupelnie nie przepadam za malarstwem.
    Ja mysle,ze nawet nie odroznilbym obrazu za 100 tys od tego za 1 mln.
    No, moze tu przesadzilem,na tyle to sie znam.
    Kupujesz nie po to,zeby miec lecz po to,zeby najlepiej to mienie wykorzystac.
    Co z tego,ze bedziesz miala rozlegla posiadlosc na Florydzie ,jesli pojedziesz
    tam tylko na dwa tygodnie co drugi rok?
  • nchyb 16.10.06, 17:37
    > Gdybym kupil rakiete za 100-180 doll. nie gralbym lepiej niz teraz.
    > Sa ludzie,ktorzy kupuja najdrozsze,bo mysla,ze da im to przewage nad reszta
    > ludzi,ale to jest o tyle zludne,ze przewaga lezy w umiejetnosci korzystaniu z
    > tego co sie ma ,a nie w posiadaniu tegoz.
    są też ludzie, którzy myślą, ze o ile wandal im tego nie popsuje, to te buty za
    tysiaka dłużej posłużą niż te za dychę...
    Nie zawsze, ale jednak często cena przekłada się na jakość.
    Cio nie zmienia rzeczy, że nie chodzi tu o skrajności przesadne.
    Powtórzę raz jeszcze dziecko uzbierało sobie i kupiło pieniądze. Kieszonkowe
    mogło przepalić, przepić, albo na słodycze wydać. Jednal dziecko oszczędziło.
    Miało prawo. I miało prawo te właśnie butki kupić. jego wyłącznie sprawa...
    --
    Kryminały i sensacje
  • maksimum 17.10.06, 05:22


    > są też ludzie, którzy myślą, ze o ile wandal im tego nie popsuje, to te buty
    >za tysiaka dłużej posłużą niż te za dychę...

    To tez prawda,ale w wieku 15 lat noga ma to do siebie,ze jeszcze rosnie i albo
    kupil o numer za duze,albo pochodzi tylko pol roku i wyrosnie.
    Uwazam,ze w decyzji o zakupie czegos za 1.000 zl powinni pomoc mu rodzice,bo to
    byla wyrazna chec polecenia na blyskotke,zeby zaszpanowac,a jakiemus biednemu
    przyglupowi nerwy nie wytrzymaly i zaczal sie problem.
    Generalnie problemow nalezy unikac,a nie borykac sie nad tym kto mial racje.
    Ja synowi butow za 300 doll nie kupie ,gdy bedzie mial 15 lat.

    > Nie zawsze, ale jednak często cena przekłada się na jakość.

    Zalezy od rynku i mody.W wiekszosci wypadkow placi sie wygorowane ceny za cos
    nowego i modnego na rynku i wtedy cena nie odzwierciedla jakosci.

    > Cio nie zmienia rzeczy, że nie chodzi tu o skrajności przesadne.
    > Powtórzę raz jeszcze dziecko uzbierało sobie i kupiło pieniądze. Kieszonkowe
    > mogło przepalić, przepić, albo na słodycze wydać.

    Tez prawda,jak i prawda jest,ze syn Anny Nicole Smith nie musial sie zacpac na
    smierc.Trzeba troche panowac nad instynktami by nie stac sie ich niewolnikami.

    > Jednal dziecko oszczędziło.
    > Miało prawo. I miało prawo te właśnie butki kupić. jego wyłącznie sprawa...

    Sprawa nie potoczyla sie jednak po jego mysli i jak myslisz,czy kupi jeszcze
    raz buty za 1.000 zl. ?
  • nchyb 17.10.06, 06:41
    > Sprawa nie potoczyla sie jednak po jego mysli i jak myslisz,czy kupi jeszcze
    > raz buty za 1.000 zl. ?

    Ja na jego miejscu kupiłambym. Ale wandalowi bez świadków bym zapowiedziała, że
    jeżeli się do tych butów chociaż na metr zbliży to morde tak u obiję, że nie
    tylko rodzona matka, ale i święty Piotr w niebie go nie rozpoznają...
    I przy okazji zapowiedziałabym dotkliwe zniszczenie jakiejść szczególnie cennej
    rzeczy wandala...
    Ale tak, ja bym zbierała dalej i kupiła raz jeszcze to, na czym mi zależy...
    Więc może i ten chłopiec będzie zbierał, ale już w szatni nie zostawi...
    --
    Kryminały i sensacje
  • turzyca 17.10.06, 11:20
    "To tez prawda,ale w wieku 15 lat noga ma to do siebie,ze jeszcze rosnie i albo
    kupil o numer za duze,albo pochodzi tylko pol roku i wyrosnie."

    O ile dobrze pamietam buty ktore kupilam w szkole podstawowej naszalam jeszcze
    na studiach (nietypowe wiec rzadko uzywane). Konczylam podstawowke majac 14 lat.


    Ogolnie rzecz biorac pieniadze sa po to, zeby je wydawac. Wydawac w taki sposob
    jaki nam sprawia przyjemnosc.
  • mallard 17.10.06, 16:15
    turzyca napisała:

    > Ogolnie rzecz biorac pieniadze sa po to, zeby je wydawac. Wydawac w taki
    sposob
    > jaki nam sprawia przyjemnosc.

    Sprawianie sobie przyjemności - głównym celem!
    Znak czasu...


    --
    Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu nieudolność istot
    żywych...
  • nchyb 17.10.06, 19:07
    > Sprawianie sobie przyjemności - głównym celem!
    > Znak czasu...
    nie czasów...
    znak pewnego pojmowania sensu istnienia smile
    Zawsze byli tacy, dla których celem były pieniądze same w sobie, tacy, którzy
    wszystko mieli gdzieś i tacy, którzy pieniądze wydawali bądź na niezbędne
    sprawy, bądź po to by sprawić sobie przyjemność...

    W mojej rodzinie z tego co wiemn, i co jest udokumentowane, na przyjemności już
    w baroku wydawano smile
    I tak nam zostało...

    i jeszcze co do celów, może nie głównym, ale jednym z wazniejszych na pewno!
    --
    Kryminały i sensacje
  • turzyca 17.10.06, 21:14
    Dziekuje za dopowiedzenie.
    Swoja droga nie znak czasu, ale znak historii, ktora nauczyla moja rodzine, ze
    wszystkie dobra trwale moga przepasc. Uczucia, wiezy miedzyludzkie zostaja, wiec
    ja wole wydac pieniadze np na prezent dla kogos i sprawic mu radosc (a sobie
    przyjemnosc, bo takie uczucie odczuwam gdy ktos mi bliski sie cieszy) niz ciulac
    w nieskonczonosc.
  • mallard 18.10.06, 08:35
    turzyca napisała:

    > ja wole wydac pieniadze np na prezent dla kogos i sprawic mu radosc (a sobie
    > przyjemnosc, bo takie uczucie odczuwam gdy ktos mi bliski sie cieszy) niz
    > ciulac w nieskonczonosc.

    Ooo, to jest jak najbardziej dozwolone (a nawet wskazane!) źródło przyjemności!
    Turzyca! Widzę, że dobrze przeczytałaś między wierszami wink

    Pozdrowionka smile


    --
    Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu nieudolność istot
    żywych...
  • maksimum 18.10.06, 04:41
    > Zawsze byli tacy, dla których celem były pieniądze same w sobie,

    To bedzie Ci bardzo trudno udowowdnic.
    Bo dlaczego B.Gates mimo ze jest najbogatszy na swiecie caly czas pracuje i to
    czesto 7 dni w tygodniu?
    To ze ma sie pieniedzy wiecej niz mozna wydac na sprawunki biezace,nie
    znaczy,ze celem zycia i pracy sa tylko pieniadze.

    > tacy, którzy
    > wszystko mieli gdzieś i tacy, którzy pieniądze wydawali bądź na niezbędne
    > sprawy, bądź po to by sprawić sobie przyjemność...

    Ludzie ,ktorzy maja problemy z wlasciwym ocenieniem swojej wartosci sprawiaja
    sobie przyjemnosc poprzez czeste zakupy.
    W ten sposob utrzymuja nerwy na wodzy.

    > W mojej rodzinie z tego co wiemn, i co jest udokumentowane, na przyjemności
    >już w baroku wydawano smile
    > I tak nam zostało...

    Zalezy to oczywiscie od ilosci kasy.
    Zalozmy,ze ci ktorym sie dobrze powodzi 10% kasy wydaja na przyjemnosci,to przy
    wiekszej ilosci kasy,sa to wieksze przyjemnosci.
    Ja wole wydawac pieniadze na rzeczy mnie potrzebne.
    Np na tv kablowa wydaje 80 doll miesiecznie i dla mnie to jest koniecznosc a
    nie przyjemnosc.
  • maksimum 18.10.06, 04:23

    > O ile dobrze pamietam buty ktore kupilam w szkole podstawowej naszalam jeszcze
    > na studiach (nietypowe wiec rzadko uzywane). Konczylam podstawowke majac 14
    >lat.

    Wiekszosc dziewczynek przestaje rosnac w wieku 13 lat i nie dziwie sie,ze buty
    kupione w wieku 14 lat nosilas jeszcze na studiach.
    Ja np roslem do 17 roku zycia i wiekszosc chlopcow rosnie po osiagnieciu 15
    roku zycia.

    > Ogolnie rzecz biorac pieniadze sa po to, zeby je wydawac. Wydawac w taki
    >sposob jaki nam sprawia przyjemnosc.

    Nie mam nic przeciwko przyjemnosciom,ale modne ciuchy nigdy mnie nie imponowaly.
  • turzyca 18.10.06, 14:20
    "Wiekszosc dziewczynek przestaje rosnac w wieku 13 lat i nie dziwie sie,ze buty
    kupione w wieku 14 lat nosilas jeszcze na studiach."
    Fascynujace. Bo wedlug karty lekarskiej miedzy 14 a 19 rokiem zycia uroslam
    jeszcze 6 centymetrow.

    Nie mam sily urzadzac ankiety wsrod znajomych celem sprawdzenia, czy urosla im
    stopa. Ale moge sobie dac reke uciac przynajmniej, jesli chodzi o jednego, ze od
    czasu kiedy sie poznalismy (mielismy po 14 lat) do teraz stopa mu nie urosla ani
    o numer - bo pamietam zarty na temat rozmiaru naszych butow (roznica dokladnie o
    10 numerow, ja nosze 35, on 45). Przepraszam, jest jeszcze drugi, ktoremu na
    poczatku studiow rozpadly sie ukochane glany kupione przez rodzicow w nagrode za
    bardzo dobrze zdane egzaminy do liceum.

  • zgagusia 19.10.06, 19:47
    > Ja np roslem do 17 roku zycia i wiekszosc chlopcow rosnie po osiagnieciu 15
    > roku zycia

    rosnie ale wzwyż smile A tak to juz jest ze stopy zawsze rosna pierwsze (zanim
    urosnie sie w gore, zeby podstawa 'wielkoluda' byla stabilna) i pierwsze tez
    przestaja rosnac. Tak wiec w przypadku 15-latka nie jest wielkim ryzykiem kupno
    drogich butow, z duzym prawdopodobienstwem stopa juz mu nie urosnie. A do
    zupelnych wyjatkow chyba naleza dziewczynki ktorym po 15 roku zycia urosla
    stopa (bo to by znaczylo ze ta dziewczynka jeszcze przez rok - dwa bedzie rosla
    a to sie rzadko zdarza)

    Aga
    Ps. Temat sledze z wielkim zainteresowaniem - jestem za ukaraniem sprawcy a
    sprawa zwrotu kosztow (przynajmniej jakichs 70% z uwagi na sytuacje materialna)
    dla mnie w ogole nie podlegalaby negocjacji - jak sobie rodzinka poradzi ich
    sprawa. Nie bulwersuje mnie fakt ze chlopak do publicznej szkoly zalozyl takie
    buty, nie uwazam zeby w ten sposob sprowokowal wandala. A dyskusja czy jest
    sens kupuwac takie czy inne buty jest tu chyba calkiem nie na miejscu...
  • turzyca 20.10.06, 21:49
    Bardzo madry post smile
    tez czekam z zaciekawieniem na final sprawy



    P.S. Nie jestem lekarzem, wiec moja wypowiedz nie jest super-fachowa, ale
    pamietam jeszcze moja klase. Wiekszosc dziewczyn urosla w liceum 2-6 cm. Za to
    chlopcy nawet po dwadziescia pare smile
  • sylwia06_73 13.10.06, 12:14
    Uważam że sprawcy rodzice powinni poniesc karę.Brak kasy niczego nie
    usprawiedliwia.Ja też nie jestem kasiasta a jednak nosze co miesiąc do komornika
    po 200 zl za długi po bezrobociu.Mąż zarabia nieraz tylko 1000 na miesiąc.Niby
    matka dzieciaka nie winna bo nim nie sterowała ale konsekwencje prawne są
    jasne:za dzieci są odpowiedzialni rodzice.Jak nie mają kasy to mogą dorobic do
    renty.Zostaną przyjęci z pocałowaniem ręki prawie do każdej pracy a przecież nie
    chcieli,żeby synalek odpracowywał swoją głupote.Ja tez dorabiam i żyję,chociaż
    wolałabym siedziec w domu bo mi w nim dobrze.
  • bunny.tsukino 13.10.06, 18:44
    Mi żal tego dzieciaka, bo
    1. rodzice nie nauczyli go dystansu do pieniędzy i rzeczy materialnych.
    2. muszą drzemać w nim ogromne pokłady złości, zawiści i zalu.
    a nie dlatego, że poniesie karę. Kara musi być, tylko czy będzie nią wezwanie
    na policję?? To może być dla nuiego nagroda, gloria wśród kolegów, o wiele
    dotkliwsze byłoby odpracowanie pieniędzy.

    --
    romansinaczej.blox.pl/html
  • agawamala 13.10.06, 20:50
    Ależ on odpracować NIE CHCE, i jego matka bardzo go w tym wspiera. Na żadną
    (sic!) propozycję zadośćuczynienia ani on ani matka nie wyrażają zgody.
    Przeprosili , a raczej wydukali słowo "przepraszam", i......sprawę uznali za
    załatwioną.
    Matka twierdzi, że policja mu nic nie zrobi. I pewnie tak będzie. A jeśli okaże
    się, że chłopak jest bezkarny, mój siostrzeniec solennie obiecał , że z
    premedytacją zniszczy mu to co ma najcenniejszego. Niech przez cała zimę
    marznie bez płaszcza, niech chodzi do szkoły w tenisówkach.
    Nie jestem zwolenniczką takiego rodzaju postępowania, ale rozumiem go.
  • judytak 13.10.06, 23:34
    agawamala napisała:

    > A jeśli okaże
    > się, że chłopak jest bezkarny, mój siostrzeniec solennie obiecał , że z
    > premedytacją zniszczy mu to co ma najcenniejszego.

    znając życie, on nie będzie wtedy bezkarny...

    pozdrawiam
    Judyta
  • agnieszkas72 14.10.06, 08:40
    Obawiam się,że po zniszczeniu rzeczy sprawcy musielibyscie załatwic stałego
    ochroniarza dla chłopaka.
    Uważam,że rodzice odpowiadają za szkody wyrządzone przez dziecko i sprawa
    powinna byc zgłoszona na policję.Rodzice wandala mogą sprzedac telewizor albo
    żywić go samymi ziemniakami przez pół roku.To obojętne co zrobią,ale zapłacic
    niestety trzeba.
    Jednoczesnie bardzo się dziwię,że ludzie posyłajacy dzieciaka do publicznego,jak
    sądzę, gimnazjum,pozwalają jednoczesnie piętnastolatkowi na noszenie do szkoły
    butów za 1000 zł.Uważam,że tego typu rzeczy można sobie kupowac będąc na własnym
    rozrachunku-gimnazjalista dorosły nie jest,pieniądze ma,jesli je dostanie i
    powinien byc jeszcze wychowywany,a nie tylko utrzymywany.
  • shady27 16.10.06, 08:38
    dlaczego wszystkie wypowiedzi tocza sie wokol ceny butow??? co to ma do rzeczy?? fakt, ze buty zostaly zniszczone to jest najwazniejsze, wiec wandal ma zaplacic i koniec. Nie wruzszyloby mnie, ze jest z biednej rodziny. Biedota nie upowaznia do wandalizmu. JEsli nie chcialby zaplacic, zawiadomilabym policje i oddala sprawe do sadu.
    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=42532
  • agawamala 16.10.06, 13:25
    A jednak policja została zawiadomiona. Zadne, ale to żadne argumenty nie
    trafiały ani do wandala, ani do jego rodziny. Podniesiony został, także
    ulubiony w tym wątku, argument, "po co komu buty za 1000 złotych i kto je nosi
    do szkoły". Nie było miło, ale w przeciwieństwie do większości forumowiczek,
    które uważają, że mój siostrzeniec jest współwinny zniszczenia butów ( agrument
    j.w), klasa stanęła murem przeciwko wandalowi. Wyciągnięto jego mniejsze i
    większe zniszczenia - własności innych kolegów i szkolnego mienia.
  • maksimum 17.10.06, 05:26
    agawamala napisała:

    > A jednak policja została zawiadomiona. Zadne, ale to żadne argumenty nie
    > trafiały ani do wandala, ani do jego rodziny. Podniesiony został, także
    > ulubiony w tym wątku, argument, "po co komu buty za 1000 złotych i kto je
    nosi
    > do szkoły". Nie było miło, ale w przeciwieństwie do większości forumowiczek,
    > które uważają, że mój siostrzeniec jest współwinny zniszczenia butów (
    agrument
    > j.w), klasa stanęła murem przeciwko wandalowi. Wyciągnięto jego mniejsze i
    > większe zniszczenia - własności innych kolegów i szkolnego mienia.

    No dobra,ale czy wyrzucili go przynajmniej ze szkoly?
    Bo do sadu powinien byc podany.
  • agnieszkas72 16.10.06, 13:30
    We wszystkich wypowiedziach przewija się cena butów bo sama autorka wątku
    specjalnie te cenę podkresla.Jesli chodzi o mnie, wandal,a dokładnie rodzice
    wandala,powinni zapłacic za zniszczoną rzecz, niezaleznie od tego, czy byłyby to
    buty za 1000 czy za 100 zł.
    Cena butów pojawia się takze dlatego,że kupno dla 15 latka butów za 1000 zł do
    uzytku szkolnego określa w pewien sposób tego piętnastolatka i jego rodzinę.
  • agawamala 17.10.06, 08:00
    Jeden wydaje pieniądze na papierosy, drugi na wódkę, trzeci oszczędza. Tak samo
    jest z dziećmi( nastolatkami). Jedno wydaje kieszonkowe na gry komputerowe,
    drugie na dyskoteki i narkotyki ( kosztowwna zabawa), trzecie na super ciuchy,
    w tym bajeranckie buty.
    Buty mojego sistrzeńca w dużej mierze zostały kupione Z JEGO WŁASNYCH
    OSZCZĘDNOŚCI, resztę dodali dziadkowie. Zgadza się, struktura zakupów określa
    rodzinę.
  • sylwia06_73 19.10.06, 10:38
    Napisz co policja na to.Pewnie od razu zbagatelizowali sprawe tylko sobie
    popisali.Z powodztwa cywilnego od razu skarżyc.Jak nie mają kasy to przynajmniej
    pismami i wezwaniami ich pognębią a zapewniam cię ze to jest stres ciężki do
    opanowania.Przerabialismy to zanim zaczelismy spłacac swoje długi.
  • iwokon 22.10.06, 21:30
    Ja kazałabym odpracować i oddać pieniadze za zniszczone buty ,rozumiem ze matka
    może nie mieć ale chłopak jest na tyle duzy ze moze na nie sam zapracować
    Pozdrawiam
    IWokon
  • turzyca 31.10.06, 00:56
    Agawo? jakies postepy?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.