Dodaj do ulubionych

Nie chce być katoliczką...

29.10.06, 12:26
Moje dziecko (17 lat) dziś mi zakomunikowało, że nie chce już być katoliczką.
Podobno nie chciała już od piątej klasy podstawówki, ale postanowiła mi
powiedziec dopiero do bierzmowaniu. Bała się, więc powiedziała dopiero teraz.
Wszyscy w rodzinie są katolikami. Co mam zrobić, żeby zmieniła zdanie?
Obserwuj wątek
    • alfika Re: Nie chce być katoliczką... 29.10.06, 12:45
      odczepić się od niej
      jest ma tyle dorosła, z edrogę znajdzie sama - również do Boga

      zmusisz czy namówisz do wyznawania religii?
      nie da się
      uszanuj jej wybór, zapytaj o uzasadnienie wyboru (i tak to nazwij, to jej
      wybór) -i nic więcej bym nie robiła

      --
      Sygnaturka jaka jest każdy widzi smile
    • aluc Re: Nie chce być katoliczką... 29.10.06, 12:46
      a dlaczego ma zmienić zdanie? bo wszyscy w rodzinie są katolikami? to chyba nie
      jest wystarczający powód, zwłaszcza dla siedemnastolatki... na twoim miejscu
      raczej próbowałabym z nią porozmawiać, co ją do tego skłoniło, skoro się tak
      długo z tym nosiła, to widocznie ma to nieźle przemyślane - ale raczej po to,
      żeby ją zrozumieć, a nie po to, żeby namówić do zmiany

      BTW, ja złożyłam takie oświadzczenie zaraz po I komunii smile
    • patrycja0 Re: Nie chce być katoliczką... 29.10.06, 12:59
      Wiesz, chyba powinnać się cieszyć że Twoja córka MYŚLI.
      Religia katolicka jest dość trudna dla kogoś kto stawia pytania, niestety
      myślę, że większość katolików raczej ich nie stawia, tylko chodzi do kościoła z
      przyzwyczajenia, bo instynkotownie lepiej się czuje po odbędnionej niedzielnej
      mszy.
      Twoja córka jest na tyle dojrzała, że pewnych rzeczy nie przyjmuje
      bezkrytycznie. Może ma inny pomysł na filozofię życia, a może to kryzys który
      minie.
      Pozwól jej na to. Rozmawiaj z nią.
    • echtom Re: Nie chce być katoliczką... 29.10.06, 14:29
      Ja swojej córce odpuściłam. Do pierwszej komunii przystąpiła z przekonaniem,
      ale w szóstej klasie przestała chodzić do kościoła, a w gimnazjum na religię.
      Do bierzmowania też nie przystąpiła. Przykro mi z tego powodu, ale uważam, że
      religia jest zbyt poważną i głęboką sprawą, żeby ją sprowadzać do wymuszonych
      rytuałów. Może wróci kiedyś do Kościoła, może odnajdzie się w innej religii -
      ma na to czas do końca życia i nie będę jej poganiać.
      --
      Dogs look up to us. Cats look down to us.
      Pigs treat us as equals.
      Winston Churchill
    • 0golone_jajka Re: Nie chce być katoliczką... 29.10.06, 16:15
      Widzisz co się stało?! Córka przez wiele lat nie chciała być katoliczką bo jej to nie odpowiadało, ale BAŁA SIĘ PRZYZNAĆ. To się nazywa prześladowanie religijne. W końcu się uwolniła, zrzuciła z siebie ten ciężar, jest szczęśliwa. Zaakceptuj to i nie próbuj jej namawiać ani broń boże szantażować, grozić czy coś bo stracisz córkę.
      --
      Zapraszam na Kościół, religia bez cenzury oraz Mężatki i żonaci (znudzeni)
    • barbara76 Re: Nie chce być katoliczką... 29.10.06, 17:28
      Niestety Twoja corka jest juz na tyle dorosla by sama mogla decydowac jaka
      wiare chce praktykowac. môim zdaniem nie ma sensu jej do czegokolwiek zmuzac,
      bo efekt bedzi eodwrotny. Porozmawiaj z corka dlaczego tak zdecydowala i co
      dalej. Rozmowa jest dobra na wszystko
      • gabrysia1232 Re: Nie chce być katoliczką... 29.10.06, 20:54
        O powód zapytałam - powiedziała, iż uważa, że religia katolicka jest pełna
        nieścisłości (podała tu kilka przykładów z Biblii, które, jak się okazało,
        przez lata gromadziła na tę rozmowę) i nie daje człowiekowi prawa do wolnego
        wyboru i samodzielnego myślenia (fragment naszej rozmowy: "Zgrzeszyć podobno
        można myślą, mową i uczynkiem. Z uczynkiem jeszcze mogę się pogodzić, z mową
        też, o ile są to wulgaryzmy lub kłamstwa, które komuś szkodzą, bo, wbrew
        pozorom, pochwalenie paskudnej sukienki cioci to też kłamstwo. Ale myśl?!
        Przecież to już jest czysty despotyzm, gdy nie można nawet samodzielnie
        MYŚLEĆ!"). Poza tym, powiedziała, że księża dają rozgrzeszenie mordercom i
        dzieciobójcom, ale rozwodnikom już nie ("a co jeśli mąż maltretował żonę i ona
        w końcu odeszła, żeby chronić siebie i dzieci?! Ma być za to potępiona?!").
        Stwierdziła, że woli poszukać innej drogi, która daje większe pole do życia.
        Nie wiem już, co robić... odpuścić? Ale jak to przyjmie reszta rodziny?!
        I jest też paradoks: córka nałogowo słucha religijnych piosenek. Nawet, co dość
        śmieszne, jak na jej wiek, "Arki Noego". Gdy zwróciłam jej a to uwagę,
        powiedziała, że lubi je za nutę, nie za treść. To już mi się wydaje po prostu
        DZIWNE.
        Może jestem staroświecka, ale... bardzo trudno mi to zaakceptować.
          • gabrysia1232 Re: Mas zmądrą córkę 29.10.06, 21:27
            Powiedziała, że wierzy, iż człowiek nie jest do końca sam, ale powinien być
            wierny przede wszystkim sobie i sam sobie być sterem, trzymając się tylko norm
            przyzwoitości przyjętych w społeczeństwie. Gdy spytałam ją, gdzie, według niej,
            idziemy po śmierci, odparła, że każdy idzie tam, gdzie wierzy, że pójdzie.
            Chyba wygrała.
            • magdalena18 Re: Mas zmądrą córkę 30.10.06, 10:21
              Cóż, mnie osobiście wydaje się że masz mądrą córkę z której powinnaś być dumna.
              ona nie powiedziała że nie pójdzie do kościoła bo czasu jej szkoda w związku z
              imprezą u Tadka albo dyskoteką. Ona się do tej rozmowy PRZYGOTOWYWAŁA, zbierała
              argumenty, to znaczy, że ona myślała nad tą kwestią. A to już bardzo dużo! W tym
              wieku człowiek dopiero zaczyna tworzyć swój własny świat, a żeby go stworzyć dla
              siebie, to najpierw musi zburzyć i dopiero stworzyć go na nowo. Wiesz tak
              najzwyczajniej w świecie porozkładać na elementy pierwsze, przyjrzeć się im,
              część wymienić i złożyć na nowo. im szybciej jej na to pozwolisz tym szybciej
              zakończy ten proces. Ni bój się myślę że masz mądre dziecko któremu możesz
              zaufać, ostatecznie uszanowała Twoje uczucia, powiedziała Ci o tym a nie
              stosowała trików typu idę do kościoła, a tak naprawdę nie idę.
              Cóż presja rodziny i do tego katolickiej pewnie sprawia Ci duży problem, ale nie
              prezejmuj się zbytnio tym, każdy ma prawo do swoich opinii i wyborów, nawet katolik.
              Podam Ci jeszcze mój przykład - moja matka terroryzowała nas bardzo długo
              chodzeniem do kościoła, przestrzeganiem postów i tego typu różnych spraw. Do
              dziś udaje jej się terroryzować ojca. Mnie i brata niestety nie. Brat obecnie
              wyznaje buddyzm - o ironio ku wielkiej radości mojej matki, że chociaż coś robi
              ze swoim życiem duchowym. Ja również. Ale do katolicyzmu mamy bardzo dalką drogę.
              Jeśli Twoja córka ma być katoliczką to nią będzie, jeśli nie to nie. Koniec
              końców wierzysz w Boga, więc dlaczego mu nie ufasz? Pozwól jemu się tym zająć.
              Pozdrawiam
              • maksimum Re: Mas zmądrą córkę 09.06.14, 06:28
                magdalena18 napisała:

                > Cóż, mnie osobiście wydaje się że masz mądrą córkę z której powinnaś być dumna.
                > ona nie powiedziała że nie pójdzie do kościoła bo czasu jej szkoda w związku z
                > imprezą u Tadka albo dyskoteką. Ona się do tej rozmowy PRZYGOTOWYWAŁA, zbierała
                > argumenty, to znaczy, że ona myślała nad tą kwestią. A to już bardzo dużo! W tym
                > wieku człowiek dopiero zaczyna tworzyć swój własny świat, a żeby go stworzyć dla
                > siebie, to najpierw musi zburzyć i dopiero stworzyć go na nowo.
                ----------------
                Niestety nie masz madrej corki,bo normalni ludzie NICZEGO nie burza by cos innego zbudowac.
                Koegzystencja polega na tym,ze budujesz cos nowego obok tego starego i czas pokaze czy mialas racje.
                To co twoja corka robi,to jest zwykly bunt na wzor rewolucji pazdziernikowej,a pozniej trzeba bedzie 60 lat czekac az ktos to naprawi.



                • nangaparbat3 Re: Mas zmądrą córkę 21.07.14, 19:10
                  Maksiu, Sloneczko nasze, musisz miec nad podziw dobrze ulozone dzieci, ze tę dziewczynke uwazasz za zbuntowaną. Pozazdrościc.
                  --
                  "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
          • mallard Re: Mas zmądrą córkę 30.10.06, 12:01
            0golone_jajka napisał:

            > Ciekawi mnie tylko czy ona jeszcze wierzy w jakichś bogów czy ten etap też
            już ma za sobą.

            Ty zapewne już masz?



            --
            Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu nieudolność istot
            żywych...
        • triss_merigold6 Re: Nie chce być katoliczką... 29.10.06, 22:01
          Interesujące, że bardziej przejmujesz się zdaniem reszty rodziny niż zdaniem
          córki.
          Do wiary jej nie zmusisz, to juz prawie dorosła kobieta. Może oczywiście pod
          presją chodzić na msze ale chyba jej do spowiedzi siłą nie zmusisz?
            • echtom Re: Nie chce być katoliczką... 30.10.06, 09:50
              To chyba naturalne, że rodzice chcieliby, aby dzieci wyznawały te same wartości
              co oni, bo to najcenniejsza rzecz, jaką mogą im przekazać. Matka może i powinna
              uszanować odmienny wybór dziecka, ale to wcale nie znaczy, że jest z tego
              powodu szczęśliwa. Ja bym bardzo chciała, by moje dzieci wróciły do religii -
              niekoniecznie do kk, bo mam raczej ekumeniczne poglądy, ale nie chciałabym, by
              przeżyły swoje życie bez wiary w Boga.
              --
              Dogs look up to us. Cats look down to us.
              Pigs treat us as equals.
              Winston Churchill
        • guderianka dzielna! 30.10.06, 09:45
          dzielna dziewczyna-powinnas byc dumna ze swojej córki ze ma odwagę i chęc
          poszukiwac własnej drogi, ze ma wolne myslenie nie spaczone niczymi poglądami
          jest taki tekst kahil gibran z 1923 "twoje dzieci nie są twoją własnością są
          synami i córkami tesknoty za swym życiem i mimo że przez ciebie przychodzą nie
          do ciebie należą/możesz dac im swą miłość ale nie poglądy.....bo mają własne...
          • croyance Re: dzielna! 13.06.14, 12:33
            www.katsandogz.com/onchildren.html caly tekst w oryginale

            Your children are not your children.
            They are the sons and daughters of Life's longing for itself.
            They come through you but not from you,
            And though they are with you yet they belong not to you.

            You may give them your love but not your thoughts,
            For they have their own thoughts.
            You may house their bodies but not their souls,
            For their souls dwell in the house of tomorrow,
            which you cannot visit, not even in your dreams.
            You may strive to be like them,
            but seek not to make them like you.
            For life goes not backward nor tarries with yesterday.

            You are the bows from which your children
            as living arrows are sent forth.
            The archer sees the mark upon the path of the infinite,
            and He bends you with His might
            that His arrows may go swift and far.
            Let your bending in the archer's hand be for gladness;
            For even as He loves the arrow that flies,
            so He loves also the bow that is stable.
        • jola_ep Re: Nie chce być katoliczką... 03.11.06, 09:00
          Wydaje mi się, że normalnym procesem dorastania jest myślenie, negowanie, zadawanie pytań.
          Także w dorastaniu w wierze.

          > O powód zapytałam - powiedziała, iż uważa, że religia katolicka jest pełna
          > nieścisłości (podała tu kilka przykładów z Biblii, które, jak się okazało,
          > przez lata gromadziła na tę rozmowę)

          Pamiętam pewną długą rozmowę w pociągu. Ja jeszcze studiowałam, kobieta była już w starszym wieku. Ona była świadkiem Jehowy i próbowała mnie nawrócić. Bardzo miło nam się rozmawiało (serio): ona wysuwała różne argumenty - ja odpowiadałam. Wtedy uświadomiłam sobie, że ta kobieta odchodząc od katolicyzmu nic tak naprawdę o nim nie wiedziała. To była tylko powierzchowna wiedza, tylko przyzwyczajenie i tradycja.

          Twoja córka myśli, ma wątpliwości i szuka. To dobrze. A jeszcze lepiej, gdy ktoś mądrze potafi odpowiedzieć.

          Czy Twoja córka rozmawiała z Tobą, czy tylko stawiała pytania? Czy umiałaś jej odpowiedzieć? Czy jej pytania nie są trudne także dla Ciebie?

          > i nie daje człowiekowi prawa do wolnego
          > wyboru i samodzielnego myślenia

          Ależ daje. Wolna wola to podstawa. Nawet Bóg nie narzuca nam siebie. Możemy wierzyć lub nie. Możemy go przyjąć lub nie. I ty, jako matka, też nie możesz tego narzucać swojemu dorosłemu już przecież dziecku.

          >cryingfragment naszej rozmowy: "Zgrzeszyć podobno
          > można myślą, mową i uczynkiem.

          Moim zdaniem dziewczyna pyta, czy rzeczywiście nasz rachunek sumienia to tylko sztampowa wyliczanka: pytanie - odpowiedź. Kłamałeś? Kolejny grzech do odfajkowania na liście. A tak przecież nie jest. To długi temat na długie rozmowy smile Czasem dużo łatwiej zakreślać kolejne pozycje zamiast dokładnie przyjrzeć się sobie. Bo przecież to właśnie na tym polega.

          > Poza tym, powiedziała, że księża dają rozgrzeszenie mordercom i
          > dzieciobójcom, ale rozwodnikom już nie

          Jakby siebie widziała sprzed lat smile
          No bo niby rozumiem różnicę między trwaniem w grzechu i planowaniem jego kontynuacji (małżeństwo niesakramentalne) a porzuceniem go i chęcią poprawy.
          Ale ...
          nie da się ukryć, że wiara katolicka jest trudna. Nie można jej przyjąć częściowo: wybieram to i tamto, a kradzież odłożę na razie, bo planuję trochę malwersacji wink
          Dlatego ją się _wybiera_, a nie narzuca.
          A jak się wybierze i wiejdzie z wiarą, to wiele rzeczy nabiera sensu. Bo coś tracimy, ale dużo więcej zyskujemy.

          > Nie wiem już, co robić... odpuścić?

          A co możesz zrobić? Chyba tylko to, co poradziła Ci Judytatak. Jesteś przecież osobą wierzącą? (czy tylko katoliczką?)

          >Ale jak to przyjmie reszta rodziny?!

          Pamiętam rekację, mojej mamy, gdy mój brat radykalnie stwierdził, że odchodzi od Kościoła. "Trudno mu będzie żyć bez wiary". Pamiętam to, bo uderzyło mnie to, że ona nie martwiła się o resztę rodziny, a o niego (może niepotrzebnie, ale tak dyktowało jej serce) a także to, że mówiła o _wierze_ a nie konkretnie katolicyźmie.

          > I jest też paradoks: córka nałogowo słucha religijnych piosenek.

          Bo może ma wątpliwości, szuka i czeka, aż ktoś wskaże jej drogę?
          Czy ja byłabym osobą wierzącą, gdyby nie pewnien chłopak, z którym korespondowałam w młodości? Nie ksiądz w naszej parafii, który nie bał się pytań młodzieży? Gdyby nie wspaniałe rekolekcje w duszpasterstwie akademickim? (m.in. pamiętam J. Górę i jego porażająco wtedy odmienne dla mnie spojrzenie na kobietę i jej rolę) Albo nie magazyn "W drodze" w którym zdarzały się mądre odpowiedzi na kontrowersyjne problemy? No i oczywiście wiersze i słowa ks. Jana Twardowskiego. Kto to wie smile))

          > Może jestem staroświecka, ale... bardzo trudno mi to zaakceptować.

          " O wierze

          Jak często trzeba tracić wiarę
          Urzędową
          Nadętą
          zadzierającą nosa do góry
          asekurującą
          głoszoną stąd do dotąd
          żeby odnaleźć tę jedyną
          wciąż jak węgiel jeszcze zielony
          tę która jest po prostu
          spotkaniem po ciemku
          kiedy niepewność staje się pewnością
          prawdziwą wiarę bo całkiem nie do wiary

          Jan Twardowski"

          Pozdrawiam
          Jola
          PS
          wpk.p.lodz.pl/~sebekmez/t/text0011.html
        • edyta-1975 Re: Nie chce być katoliczką... 07.06.14, 03:23
          24.I.14


          WOLNA WOLA


          Zgodnie z nauczaniem i doktryną kościoła katolickiego człowiek dysponuje tzw. wolną wolą. Wolna wola oznacza możliwość podejmowania przez każdą osobę niezawisłych, suwerennych i swobodnych decyzji. Krótko mówiąc, przystępując do wszelkich działań, mamy wybór. Według tego twierdzenia, stając przed jakąkolwiek decyzją moralną, w następstwie której nasze czyny przyjmują określony kształt, możemy wybrać czy postąpimy dobrze i uczciwie, czy źle i grzesznie.
          Wedle nauki kościoła wybór należy do nas i od nas zależy to czy popełniamy uczynki szczytne i chwalebne, czy grzeszne i niegodne. Zatem z punktu widzenia wyznania katolickiego konsekwencją powyższej autonomii człowieka jest również to, że indywidualne zbawienie ludzi wydaje się być w ich własnych rękach. Jeśli w wyniku podejmowanych decyzji nasze czyny są zgodne z nakazami bożymi, ostatecznie zapewniamy sobie zbawienie. Z kolei "aktywność" wbrew przykazaniom bożym skazuje na potępienie. Czy jednak według Pisma Świętego działania człowieka rzeczywiście zależą od niego samego, czy w istocie posiada on wolną wolę?

          W Biblii wielokrotnie przedstawiane są sytuacje, kiedy to Jezus przepowiada przyszłość lub zapowiada precyzyjnie sposób postępowania (złego/dobrego) osób, a jego słowa następnie spełniają się.

          Mt 26:31-34
          31. Wówczas Jezus rzekł do nich: "Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy. Bo jest napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada.
          32. Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei".
          33. Odpowiedział Mu Piotr: "Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię".
          34. Jezus mu rzekł: "Zaprawdę, powiadam ci: Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz".
          (BT)

          J 13:21-26
          21. To powiedziawszy Jezus doznał głębokiego wzruszenia i tak oświadczył: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi".
          22. Spoglądali uczniowie jeden na drugiego niepewni, o kim mówi.
          23. Jeden z uczniów Jego - ten, którego Jezus miłował - spoczywał na Jego piersi.
          24. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: "Kto to jest? O kim mówi?"
          25. Ten oparł się zaraz na piersi Jezusa i rzekł do Niego: "Panie, kto to jest?"
          26. Jezus odparł: "To ten, dla którego umaczam kawałek [chleba], i podam mu". Umoczywszy więc kawałek [chleba], wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty
          (BT)

          Mk 14:17-21
          17. Z nastaniem wieczoru przyszedł tam razem z Dwunastoma.
          18. A gdy zajęli miejsca i jedli, Jezus rzekł: "Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie zdradzi, ten, który je ze Mną".
          19. Zaczęli się smucić i pytać jeden po drugim: "Czyżbym ja?"
          20. On im rzekł: "Jeden z Dwunastu, ten, który ze Mną rękę zanurza w misie.
          21. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził".
          (BT)
          Skoro więc sposób postępowania ludzi jest z góry ustalony, skoro Bóg wie, kiedy uczynimy źle, a kiedy dobrze, skoro nasze wybory są zdecydowane wcześniej, gdzie tu wolna wola? Funkcjonują różne przekonania na ten temat. Koncepcja predestynacji zdaje się wykluczać wolną wolę. Natomiast zwolennicy indeterminizmu przyznają sobie wolną wolę, uznając ją za immanentną cechę natury człowieka. Opierając się jednak na Piśmie Świętym - chociażby na przedstawionych fragmentach, wiele wskazuje na to, że wolna wola nie istnieje. Wydaje się, że jest ona jedynie złudzeniem, a my pełnimy tylko rolę pionków w planie Boga. Próżny więc trud człowieka w staraniach o właściwe postępowanie i nabożne działanie. Bezcelowy trud w wysiłkach o prawe i bezgrzeszne życie. Jeśli nasze czyny - co wynika z Biblii - są znane i zdeterminowane wcześniej, jeśli wiadomo, kiedy postąpimy źle, a kiedy dobrze, jeżeli z góry znany jest nasz bilans życiowy, to tym samym nie ma tu miejsca na wolną wolę. I nie ma przestrzeni na swobodne decyzje moralne przy wyborze dobrych lub złych dróg życiowych. Zgodnie z Pismem Świętym przesądzone i od nas niezależne wydaje się być również nasze zbawienie lub potępienie.
          • asia_i_p Re: Nie chce być katoliczką... 08.06.14, 08:24
            Widzisz kogoś biegnącego w wyścigu. Widzisz, że do mety zostało mu 2 metry, a najbliższy biegacz jest za nim o 10 metrów i stwierdzasz "wygra".
            Twoje przewidywanie się sprawdza. Czy to ogranicza wolną wolę wygrywającego albo pozostałych biegaczy?
            --
            Ręce za lud walczące sam lud poobcina.
            Imion miłych ludowi lud pozapomina.
            Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie
            Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.
            • jotde3 Re: Nie chce być katoliczką... 11.06.14, 09:51
              asia_i_p napisała:

              > Widzisz kogoś biegnącego w wyścigu. Widzisz, że do mety zostało mu 2 metry, a n
              > ajbliższy biegacz jest za nim o 10 metrów i stwierdzasz "wygra".
              > Twoje przewidywanie się sprawdza. Czy to ogranicza wolną wolę wygrywającego alb
              > o pozostałych biegaczy?

              przewidywanie to nie wszechwiedza . wszechwiedza to jak byś widziała koniec filmu na jego początku . to pewność a nie szacunki.
        • maksimum Re: Nie chce być katoliczką... 09.06.14, 06:24
          gabrysia1232 napisała:

          > "Zgrzeszyć podobno
          > można myślą, mową i uczynkiem. Z uczynkiem jeszcze mogę się pogodzić, z mową
          > też, o ile są to wulgaryzmy lub kłamstwa, które komuś szkodzą, bo, wbrew
          > pozorom, pochwalenie paskudnej sukienki cioci to też kłamstwo. Ale myśl?!
          > Przecież to już jest czysty despotyzm, gdy nie można nawet samodzielnie
          > MYŚLEĆ!").

          Cos twoja corka nie jest za bardzo rozgarnieta.
          Zawsze mozna myslec samodzielnie.Problem w tym,ze ZANIM sie cos zlego zrobi to najpierw sie o tym mysli,a pozniej tylko realizuje czyli wprowadza mysl w czyn.

          > Poza tym, powiedziała, że księża dają rozgrzeszenie mordercom i
          > dzieciobójcom, ale rozwodnikom już nie

          Moga dac ale nie musza.W normalnych krajach jest kara smierci i tam rozgrzeszenie w niczym nie pomaga.


    • orald Re: Nie chce być katoliczką... 30.10.06, 09:58
      Proponuję porozmawiać z księdzem-dobrodziejem. Z pewnością ci coś szlachetnego
      podpowie.
      Przy okazji zapytaj go o krucjatę dziecięcą z 1212 r.
      Katolicy mają piękne tradycje wprowadzania wiary mieczem.
      • maksimum Re: Nie chce być katoliczką... 09.06.14, 06:34
        orald napisał:

        > Katolicy mają piękne tradycje wprowadzania wiary mieczem.

        A czy ty to pamietasz,czy tylko gdzies wyczytales?
        Kiedys tak bylo,ze wszyscy mieli bron i uzywali jej dosc czesto.

        Bo muzulmanie na naszych oczach terrorem wprowadzaja swoje mysli w czyn.
    • titta Re: Nie chce być katoliczką... 30.10.06, 10:44
      Ktos kiedys powiedzial. ze Bog nie ma wnukow. Ma tylko dzieci. I kazdy
      osobiscie musi podjac decyzje, czy chce byc Jego dzieckiem czy nie. Nie moga
      zrobic to za niego rodzice. Rodzice moga natomias (i powinni!) pomoc dziecku
      poznac Boga.
      Co ma do rego opinia rodziny? Robienie czegos do czego nie jesr sie przekonanym
      (bo co pomysla inni) to czysta hipokryzja. Najwieksza wada Katolicyzmu jest
      wlasnie jego dziedzicznosc: rodzina jest katolicka wiec ja tez. W efekcie
      wiekszasc katolikow nie jest nawet chrzescijanami. Owszem, sa religijni, chodza
      do kosciola ale Bog jest dla nich abstrakcja. Tymczasem chrzescijanin to uczen
      i nasladowca Chrystusa. A do tego trzeba po pierwsze Go poznac, po drugie
      dojrzec. Z tego co piszesz twoja corka jest niedojrzala. Pozwol jej stawiac
      pytania, negowac to co slyszy i widzi i szukac drogi. Przy okazji mozesz sie
      zastanowic jak jest z Twoja wiara. Czy do kosciola chodzisz dlatego, zeby
      rodzina sobie nic nie pomyslala? Cy jest to cos wiecej? Jesli jest wiecej i
      wierzysz w Boga, w osobistego Boga, ktory Cie kocha i za ciebie umarl, to
      wiesz, ze nie sa mu obojetne losy twojej corki. Co mozesz wiec zrobic? Modlic
      sie (o znalezienie wlasciwej drogi, ktora przeciez nie musi byc przynaleznosc
      do Kosciola Katolickiego), czytac Biblie i rozmawiac z corka na ten temat. Bog
      naprawde nie zabrania myslec i miec wlasnych opini. Nakazuje wiec szukac. Jesli
      ktos robi to szczerze (czyli szuka z pokora, a nie z przekonaniem, ze i tak ma
      racje) to znajdzie. Pozdrawiam.
      • mallard Titta! 30.10.06, 12:10
        Brawo! Nic dodać, nic ująć!

        Pozdrawiam
        --
        Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu nieudolność istot
        żywych...
    • paupau Re: Nie chce być katoliczką... 30.10.06, 11:11
      Ja tez w wieku 17 lat powiedzialam mojej mamie to samo. Mama wtedy byla na mnie zla, nawet mowila, ze wyrzuci mnie z domu , ze przeciez to religia naszych przodkow...itp.
      Teraz mam prawie 30 lat i nie zmienilam zdania, jestem szczesliwa. Mysle, ze jest to osobisty wybor kazdego dojrzalego czlowieka, i nalezy mu na to pozwolic. Na szczescie zyjemy w takim kraju, gdzie za zmiane wiary nie zabijaja.
      --
      chcesz czy nie chcesz,chcesz czy nie chcesz, bardzo dobrze sie zastanow...
    • jacksparrow1 Re: Nie chce być katoliczką... 30.10.06, 23:09
      Zostawilambym corke samej sobie.JEst dorosla moze podjac samodzielna
      decyzje.Czy to wazne czy bedzie katoliczka czy jezeli bedzie chciala sie
      przechcic na inne wyznanie?Najwazniejsze zeby byla dobrym czlowiekiem , z
      otwartym sercem na krzywde innych i zeby w ostatnim dniu swojego zycia mogla
      powiedziec ze godnie przezyla swoje zycie.
      Porozmawiaj z nia co ja do tego sklonilo ale nie naciskaj na zmiane zdania.
      Znam rodzine - katolicka- co niedziele do kosciola i w ogole.Syn w wieku chyba
      16 lat czy nawet wczesniej zglebil tajniki innej religii i chcial sie
      przechrzcic.Z poczatku go pogonili, ale jak byl namolny to go przyjeli do
      wspolnoty, ale jak osiagnal pelnoletniosc.Teraz jest wysoko postawionym
      duchownym i wszyscy go szanuja a jeszcze wiekszy szacunek okazuja jego rodzicom.
    • judytak Re: Nie chce być katoliczką... 02.11.06, 11:38
      gabrysia1232 napisała:

      > Co mam zrobić, żeby zmieniła zdanie?

      przede wszystkim pozbyć się tego nastawienia, bo tylko ją "rozjuszysz"
      potem pomyśleć o tym, co tak naprawdę sie stanie, jak ona nie będzie
      katoliczką - chyba nic strasznego?
      poetem podejść do niej z ciekawością (prawdziwą, nie udawaną), dowiedzieć sie,
      dlaczego nie chce być katoliczką, kim w takim razie jest, i co to konkretnie
      znaczy
      zapytać o to, co ciebe martwi w kontekście rodziny (tzn. czy musi o tym mówić
      babci, która jest stara, chora, i tak nie zrozumie, i nigdy nie przeboleje? czy
      pójdzie na ślub kuzynki, na komunię kuzyna? itp.itd.)

      sądzę, że jak to wyjaśnisz, uspokoisz się :o)

      a co ma być, to będzie

      wszak wiara, to łaska, nie od niej zależy, z tego, co się orientuję...

      więc może modlić się o łaske wiary dla córki, i pozostawić sprawę Najwyższemu?

      pozdrawiam
      Judyta
    • ullena2 Re: Nie chce być katoliczką... 04.11.06, 20:23
      jestem ofiarą ojca tyrana który od wielu lat zmusza mnie do wiary katolickiej a
      raczej próbuje bo wszystko co robi tylko mnie zniechęca do kościoła.

      wiara powinna być indywidualną sprawą każdego człowieka.
    • olusia19 Re: Sprawdź... 06.11.06, 13:07
      Witam
      Mimo tylu mniej lub więcej kompetentnych lub zażartych wypowiedzi Forumowiczów
      o dorosłości i mądrości Twojej córki obserwuj i sprawdzaj czy podłożem całego
      rozumowania nie jest:
      - krzywe towarzystwo,
      - sekta,
      - seks z kimś tam, może starszym, kto próbuje uzasadnić i tłumaczyć.

      W takim wieku czułość na "prawdę" może być szczególnie wybujała i chęc
      prostolinijności szczególnie wielka. Wówczas zatajenie, czy wręcz kłamstwa dla
      wierzącej, praktykującej osoby są grzechem. "Uwolnienie od kościoła" wydaje się
      jedynym sensownym wyjściem - nie ma kościoła i Boga, nie ma grzechu...

      W dalszej rodzinie miałam identyczną sytuację. Podłożem był seks dziewczyny już
      od 14-lat jej życia - szarpała się więc pomiędzy grzechem, spowiedzią itd.
      Ale to tylko czubek góry lodowej. Jej rodzice dawno powinni żyć osobno, żyli w
      pozorach, niby dla dobra dzieci, one w rezultacie opuszczone i samotne
      poszukały jakby "opieki" wśród obcych, tłumacząc swoje grzechy na różne
      sposoby. Miedzy innymi zanegowały istnienie Boga, co jakoby miało ich uwolnić
      od grzechu.

      Mieszkam obok ludzi, których syn najpierw oświadczył, że Boga nie ma, a potem
      oni tak mniej więcej po upływie roku szukali go przez TV, bo sekta tak wyprała
      mu mózg i wpoiła jedynie słuszne racje, że ktoś dopiero go rozpoznał w
      łachmanach płóciennych na Starym Mieście w W-wie i teraz od 4 lat leczy się w
      Tworkach i chyba nie ma już dla niego powrotu do normalności. Oni budowali dom,
      ojciec pracował za granicą, ona sama latami pracowała za dwoje i dzieći gdzieś
      poszukały "mniej konsumpcyjnych" celów.

      To oczywiście są jedne z możliwości, bo w Twoim przypadku może być to jeszcze
      inne podłoże. Jak nie patrzeć, gdzieś masz jako matka jakieś błędy za sobą,
      których może teraz nie dostrzegasz. Dzieci są dziećmi i po prostu nie wiedzą,
      co dla nich dobre, a co złe. Rodzice mają im to pokazać. Wiara nic nie
      wspólnego z katolikami od ślubów i pogrzebów, nic wspólnego z żonatymi księżmi,
      ani gorszeniem się jakimiś wypowiedziami grubasów z elity kościelnej.
      Wielu z nich odebrało już tutaj swoją nagrodę, upasło się, otoczyło zbytkiem.
      Są jak Faryzeusze, ale to ich rozrachunek z Bogiem, ich prywatny.

      Rodzice mało się modlą z dziećmi, modlitwa to nie klepanie pacierzy, więc mało
      się modlą, jeśli nawet są wierzący, a potem to już tak się wszystko samo toczy
      w złym kierunku, a szkoda.
      Szkoda, że ktoś mądrością nazywa odejście od Boga - jeśli żyje po to by go
      zakopali na końcu, albo spalili, jego problem, ale lepiej chyba zasłużyć na
      zbawienie wieczne.

      Sprawdzaj więc Gabrysiu, dokąd zmierza Twoje dziecko, mimo wszystko.
    • ivonna Re: Nie chce być katoliczką... 07.11.06, 14:37
      Moim zdaniem Twoja córka "przechodzi" od tzw. religijności naturalnej do
      religijności dojrzałej, o czym świadczą zadawane pytania. To normalne.
      Najczęściej takie przejście odbywa się w wieku młodzieńczym, gdy rytuał
      przestaje wystarczać, pojawiają się wątpliwości, rośnie potrzeba doznania
      prawdziwej relacji z Bogiem. Ona jej szuka - to bardzo dobrze. Pozwól jej na
      to. Rozmawaiaj z Nią, ale się nie narzucaj i módl się za Nią.
    • martamaria10 Re: Nie chce być katoliczką... 09.11.06, 16:13
      Pytanie zasadnicze: nie chce być katoliczką czy przestała wierzyć w Boga? Bo to
      różnica. Jeśli nie chce być katoliczką, to jej się nie dziwię. Wstyd należeć do
      Kościoła, gdzie toleruje się radio Maryja czy ukrywa pedofilstwo. Argumenty,
      których użyła w rozmowie świadczą o tym, że dziewczyna posiada „kręgosłup”.
      Używa co prawda argumentów dziecinnych, ale ma dopiero 17 lat. Zmuszanie jej do
      czegokolwiek byłoby głupotą. Osobista relacja z Bogiem to najważniejsze w życiu
      człowieka wierzącego, a nie ramy, ja mu się narzuca np. w postaci nakazu
      pójścia na Mszę. Mam córkę i będę jej przekazywać to co najlepsze (moim zdaniem)
      w chrześcijaństwie. Sama zdecyduje, do jakiego Kościoła będzie chciała
      przynależeć, jeśli w ogóle będzie chciała. Postawa Twojej córki świadczy
      również o tym, jak bardzo powierzchowna i czasem nielogiczna jest religia
      prowadzona w szkołach, skoro nie przynosi odpowiedzi na tak ważne pytania w
      życiu młodego człowieka.
      Marta
    • xkx2 Re: Nie chce być katoliczką... 11.11.06, 13:16
      Nic. Bo to i tak nic nieda. Zresztą religijniość na siłe do nieczego nie
      prowadzi. Sugeruje tylko się zainteresować co jest powodem tej decyzji i co
      planuje dalej. Chodzi mi jedynie o to aby faktycznie powodem odejscia od religi
      katolickiej nie była jakaś sekta. Lepiej dmuchać na zimne niż sie oparzyć.
      Natomiast jest postanowiła sama z siebie zostać ateistką lub zmienić religie (
      i jej wyborem nie jest sekta) to sugeruje uszanować jej wole. Interwencje
      dopuszczam jedynie w sytuacji kiedy by sie okazało iż córka wpadła w ręce sekty
      w każdym innym przypadku jakakolwiek interwencja jest niedopuszczalna. I to
      wszystko.
    • nangaparbat3 wątek sprzed ośmiu lat 21.07.14, 19:16
      Kto to wyciaga i po co?
      Ale jeśli Autorka tu zagląda, moze zechce napisać, jak sie potoczylo?
      --
      "...od czasu jak na obronie student nie pamiętał, którą pracę kupił, to mnie już niewiele zdziwi" - Verdana
      • maksimum Samodzielne dzieci w Polsce. 01.08.14, 03:38
        nangaparbat3 napisała:

        > Maksiu, Sloneczko nasze, musisz miec nad podziw dobrze ulozone dzieci, ze tę dz
        > iewczynke uwazasz za zbuntowaną. Pozazdrościc.
        ----------
        Oczywiscie ,ze tak.
        A jak by w wieku 17 lat dziewczyna zdecydowala ze nie bedzie juz do szkoly chodzic,to co byscie poradzili?
        17 latki sa za glupie zeby decydowac o sobie i nikt w zadnym kraju nie pozwoli im glosowac w wyborach-to chyba dosadnie swiadczy,ze decyzja podjeta przez 17-klatke jest goovno warta.
        Jak mnie 17 letnia corka zaczela samodzielne decyzje w domu podejmowac-to jej powiedzialem,ze jak tylko skonczy 18 lat to ma sie z domu wyprowadzac,bo ja na takie glupoty w swoim domu sobie nie pozwole.
        Nagle zmadrzala i zaczyna mnie sie pytac o zdanie zanim podejmie jakas glupia samodzielna decyzje.
        Jej sie tacy a nie inni koledzy i kolezanki podobaja,ktorzy akurat mnie sie nie podobaja.
        Rozwiazanie bardzo proste-wyprowadzasz sie do nich jak tylko skonczysz 18 lat i oni beda placic za twoje utrzymanie i za twoje studia.
        Nagle zaczyna trzezwiec i powoli zaczyna jej sie podobac to co mnie sie podoba.
        Jak chcesz podejmowac samodzielne decyzje-to musisz sie umiec samodzielnie utrzymac.
        I nie ma innego wyjscia.
        Poza tym do religii trzeba dorosnac a taka 17 letnia smarkata NIC z zycia nie kuma poza tym ze rodzice musza ja utrzymywac.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka