Dodaj do ulubionych

Różnicowanie postawy rodzicielskiej ze względu na płeć dziecka.

IP: *.* 22.08.02, 12:16
Może temat zabrzmiał zbyt poważnie, ale dręczy mnie ta sprawa od kilku dni. Chciałabym poznać Wasze zdanie w tej kwestii.Teraz do rzeczy.Spotkałam się z poglądem, że chłopców należy wychowywać inaczej, niż dziewczynki. Na pewno jest to racja, tyle, że każdy może to "inaczej" zinterpretować po swojemu.Prawie 5-letni chłopiec, rodzice wykształceni, nauczyciele.Matka wychodzi z założenia, że skoro mąż jest typem spolegliwym (nie jest to jednak tzw. pantoflarz), ona musi przejąć rolę ojca. W czym się to przejawia?W surowości i karach fizycznych.Poza tym jest mamą, jak wiele innych - trochę nadopiekuńczą, przewrażliwioną na punkcie chorób i bezpieczeństwa, kochającą całym sercem.Dba o rozwój swego synka, uczy go wrażliwości, dba, by miał kontakt z przyrodą itd.Chłopiec jest energicznym, bystrym dzieckiem. Czasem zajmuje go kilka spraw na raz, innym razem jest rozkojarzony i nie docierają do niego prośby rodziców np. o to, by pozbierał zabawki do pudełka. Trochę pozbiera, a za chwilę znowu coś go zajmuje. Mama stosuje wówczas metodę odliczania. Chłopiec wie, że gdy mama doliczy do trzech, w ruch pójdzie pasek. Czasem wystarczy "jeden" i dziecko sprząta. Zdarza się, że mama doliczy do trzech - wtedy dzieciak ze strachem w oczach migiem podnosi resztę zabawek.Inna sytuacja - posiłek.Chłopiec podczas posiłku zajmuje się różnymi sprawami. Wstaje od stołu, sięga po samochodziki, zagląda pod stół szukając psa. Mama postanowiła, że jedzenie nie będzie wyrzucane, więc pilnuje chłopca, by dokończył jeść. Trwa to czasem godzinę i dłużej. Towarzyszą temu nerwy i odliczanie.Mama twierdzi,chce wychować silnego męczyznę, a nie jakiegoś lalusia. Uważa, że takie "krótkie trzymanie" jest odpowiednią metodą na jej syna.A jak reaguje syn?Po wymierzeniu kary nie buntuje się. Przyjmuje ją. NIe ma odruchów oddawania. NIgdy nie podniósł ręki na rodzica. Dzieci też nie bije.Matka chłopca to osoba mądra, bogata wewnętrznie. Dlaczego uważa, że pasek pomoże jej wychować prawdziwego mężczyznę?Zastanawia mnie jedno - czy to, że karę małemu mężczyźnie wymierza kobieta może mieć szkodliwy wpływ na jego psychikę,emocje, późnejsze relacje z kobietami?Czy przypadkiem takim postępowaniem nie zabije w nim tego prawdziwego mężczyzny?Druga sprawa:Model współczesnej rodziny.Jaki on jest? Potraficie go określić?Czy mężczyzna i kobieta mają w nim określone role do spełnienia? Jakie?I na tytułowy temat:Jak wychowywać dziewczynki, a jak chłopców?Czekam z niecierpliwością na wszystkich rodziców i przyszłych rodziców.Dorkamama Sikory i Ślimaczka
Edytor zaawansowany
  • Gość edziecko: Berenika IP: *.* 22.08.02, 13:14
    wydaje mi się, że to zróżnicowanie niestety jest. ostatnio dużo o tym myślałam, bo jakoś tak mój mąż chciał synka, jak to mąż, a urodziła się córeczka. Robert teraz świata za nią nie widzi. I pomyślałam sobie tak - on właściwie chyba chciął miec synka jako kogoś, z kim będzie mógł oglądać mecze, myś samochód, uczyć go prowadzić, żeglować... ja jestem płeć słaba i nie do wszystkieg się nadaję, chociaz próbuję. A potem pomyślałam sobie - a dlaczego, do licha, nie miałby myć samochodu w towarzystwie córki, jesli by tylko chciała? No właśnie. Ale jakoś tak założyliśmy, że co innego z synem, a co innego z córką. teraz postaramy się żeby nie robić takich podziałów. Ale na przykład obserwuję rodzinę swojego brata i to jest dokładnie tak - od Moniki wymaga się zupełnie innych rzeczy, niż wymagało się od Marka w jej wieku. Zabawki mają inne. Wyznacza się jej inne zadania. Co więcej, mój brat wpada w furię, kiedy Monika chce się ubierać jak chłopiec, bo chce być do Marka podobna. bo mój brat chce mieć w niej "prawdziwą córeczkę".No i jednak, kiedy myślimy o kupieniu prezentu dla małego - powiedzmy czteroletniego - dziecka, to nie kupujemy samochodu dziewczynce ani lalki chłopcu. Chociaż ja wiem z doświadczenia, że najchętniej bawiłam się żołnierzykami i samochodami brata, a lalki miałam w nosie. Czyli podziały są.A inna sprawa to metody wychowawcze i kwestia tego, co to jest prawdziwy mężczyzna. Myślę, że nie ma znaczenia, czy to matka wymaga, czy ojciec. Ważniejsze, jakie predyspozycje ma dziecko. jeżeli nie ma tych zadatków na twardego mężczyznę, to bicie pasem, awantury, przemowy, czy co tam kto zastosuje, tak czy owak nie odniosą pożądanego skutku. A niestety jakiś odniosą na pewno.Tyle moich wstępnych przemyśeń, chętnie porozmawiam dalej na ten temat.Berek mama Żaby :bounce:, zwanej "córkiem" :) :)
  • Gość edziecko: eBeata IP: *.* 22.08.02, 13:57
    Różnicowanie występuje, występowało zawsze.Inne role ma kobieta, inne mężczyzna.W latach wcześniejszych /od czasów plemiennych, a może nawet nadrzewnych :-)/ różnica między tymi rolami była większa.Dzieci były przygotowywane do określonych ról. Wkładane w określone ramy.Dziewczynki grzeczne, miłe, uległe. Chłopcy energiczni, twardzi /płacz nie przystoi/ itp.Czasy się zmieniły. Role wymieszały. Mama pracuje a tata siedzi na wychowawczym. Uczymy dzieci okazywania emocji.Dziewczynki chodzą w spodniach i przychodzą do domu z siniakami. Chłopcy bawią się lalkami.W sumie temat ciekawy, bo jesteśmy pierwszym pokoleniem w takiej transformacji.Mój synek miał okres przejściowy fascynacji wózkami dla lalek. Na podwórku pożyczał wózek i jeździł. Młodzi rodzice nie zwracali na to w ogóle uwagi. Dla nich było to normalne. Za to babcie były oburzone - jak tak można, trzeba Mu zabrać wózek, bo zostanie homoseksualistą :-) Jak już nie dało się przemilczeć /znacie natarczywość starszych Pań / - spokojnieb tłumaczyłam, że przygotowuję synka do roli dobrego ojca.Co do metod wychowawczych Twojej znajomej.Są różne metody. Każdy ma wolny wybór.Na pewno jestem przeciwko tak częstym karom cielesnym i straszeniem nimi dziecka. Wychowyjemy dziecko na pozór posłuszne. Na pozór. Co będzie później jak mały podrośnie i zabraknie straszaka? Robi co mama prosi, bo się boi kary a nie dlatego, że tak trzeba.Chce wychować twardego mężczyznę.Ale taki mężczyzna w przyszłości może być nieszczęśliwy.Kobiety szukają ciepła, uczuć, pomocy, partnerstwa.Niepotrzebny im Rambo.
  • Gość edziecko: kn IP: *.* 22.08.02, 20:14
    Temat jest złożony, od razu zaznaczam, że będzie pewnie nieco chaotycznie.Wózek jest tu dobrym przykładem: chyba zdecydowana większość naszych mężów przynajmniej od czasu do czasu wychodzi na spacer z dzieckiem - również małym, w wózku; nie jest to widok - już - który kogokolwiek szokuje... Dlaczego zatem tak dziwi (a dziwi) widok małego chłopca z wózkiem dla lalek? Ja synkowi zakupiłam taki wózek, ponieważ prosił o to, a ja nie widzę w tym nic złego, wręcz przeciwnie - on też kiedyś bedzie tatą (mam nadzieję), niech się wprawia za młodu :) Krzyś (3 l.) nadal co jakiś czas zabiera w wózku na spacer swojego Puchatka, wzbudzając w nalepszym wypadku lekko zdziwione uśmiechy, w najgorszym komentarze w formie pytania "a dlaczego ty chłopczyku bawisz się wózeczkiem?" Wózek ani lalka (którą też nabyliśmy w swoim czasie) nie przeszkadzają mu w fascynacji motoryzacją ani w zamiłowaniu do narzędzi wszelkiego rodzaju - uważam, że to dobrze, dlaczego ma być jednokierunkowy, dlatego, że jest chłopcem? Role męskie i kobiece ulegają swoistej ewolucji, jak już któraś z Was słusznie zauważyła, w momencie dorosłości naszych dzieci sprawy pójdą pewnie jeszcze dalej.Co do podziału ról między matką a ojcem - myślę, że w pewnym stopniu taki podział jest naturalny, podobnie jak różnica między kobietą a mężczyzną ;) W wychowaniu przejawia sie to na ogół tym, że innych spraw "pilnuje" mama, innych tata; na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że ja dbam m.in. o to, żeby synek umiał mówić o swoich uczuciach, żeby potrafił powiedzieć "kocham cię" (werbalizacja uczuć jest słabą stroną mojego męża i chyba wielu mężczyzn), tata natomiast pilnuje sprawności i dokładności we wszelkich czynnościach manualnych (jeśli coś robisz, rób dobrze), w czym ja z kolei jestem do niczego (dwie lewe ręce :) ) Z drugiej strony, staramy się dbać o to, żeby np. w pracach domowych, żadna czynność nie była przypisana zwyczajowo mamie albo tacie: gotujemy oboje, sprzątamy, prasujemy też, w zależności od tego, kto akurat ma czas (pracujemy zawodowo też oboje). Sądzę, że dziecko w największym stopniu uczy się przez obserwację i bardzo bym chciała, żeby mój syn rósł w przekonaniu, że mężczyzna może i potrafi wykonać każdą pracę domową, a z czasem nabył w tej dziedzinie stosowne umiejętności. Gdybym miała dziewczynkę, chciałabym, żeby umiała zmienić koło w samochodzie i wbijać gwoździe.Co do wychowania "silnego faceta" - co to znaczy? Czy silny, to taki, który się nie boi? Nie boją się tylko ludzie bez wyobraźni - a tego braku ani własnemu dziecku ani żadnemu innemu nie życzę. Czy silny to taki, który nie okazuje uczuć? No to takiemu grozi samotność i frustracja - też nie życzę. Natomiast jeżeli silny - człowiek, niekoniecznie facet - to taki, który może być dla kogoś oparciem, to do tego potrzebna jest wrażliwość, której wszystkim chłopcom i dziewczynkom życzyłabym w dużych ilościach. Ale wątpię czy zaszczepi się ją metodami typu "odliczanie" opisane przez Dorkę, pachnącymi - moim zdaniem - tresurą.:hello: Kasia
  • Gość edziecko: onka IP: *.* 22.08.02, 23:50
    WitamCo do pierwszego problemu: wydaje mi się, że ta matka robi najgorszą z możliwych robót. W synku - zamiast wychowywac go na "twardziela" - stłamsiła chyba już poczucie własnej wartości. Biciem i musztrą zmusiła go do posłuszeństwa. Ale czy wie, co się kotłuje w jego głowie? Może tam rośnie nienawiść do niej. A może kompleksy i poczucie własnej bezsilności - czy ktoś taki będzie potem silnym facetem? Raczej cichutkim chłopiną, co się boi odezwać i przedstawić swoje zdanie. Przecież to dziecko jest zastraszone!Kiedyś czytałam (chyba w Dziecku), że im więcej synowie są tuleni i im bardziej jest im okazywana miłość (chyba przez matki, ale nie mam pewności na 100%), na tym pewniejszych siebie i silnych psychicznie mężczyzn wyrastają.Model rodziny i podział obowiązków hmmm... coraz częściej wygląda to tak, że kto ma czas, ten robi to, co konieczne. Z tym, że kobiety bardziej ciążą ku "babskim", a mężczyźni ku "męskim" zajęciom. Może to wynika z wrodzonych predyspozycji (np. większa siła u mężczyzn, a u kobiet podzielność uwagi pozwalająca na równoczesne sprzątanie, gotowanie i czytanie gazety), na pewno częściowo z tradycji i stereotypów. Jednak czasami role ulegają zamianie i takie przykłady też znam.Wydaje mi się, że psychiczną konstrukcję w dziedzinie życia rodzinnego mamy podobną z facetami, a ważne decyzje podejmuje się wspólnie - tak jest w większości znanych mi przykładów, ale raczej nie w latynoskim modelu rodziny.Co do różnic w wychowaniu dziewczynek i chłopców. W tym względzie doświadczenie mam jednostronne (bo tylko syn i udział w wychowywaniu siostrzeńca), ale uważam za przeżytek takie rozgraniczanie. Najwięcej zależy od charakteru dziecka, zwłaszcza we wczesnym dzieciństwie -jedno jest ruchliwe i biega, łazi po drzewach i płotach, tapla się w błocie i bije z kolegami; drugie siedzi przy mamie i obserwuje, co ona robi, ogląda książeczki itp. Ostatnio mój mały poszedł do sąsiadki (4-letniej) i bardzo go zainteresował komplet plastikowych "naczyń". Po paru dniach babcia kupiła podobny. Ze starszym kuzynem (4 lata, a mój mały 1,5 roku) świetnie się bawili niby "dziewczyńską" :-)) zabawką, nalewając wymyśloną herbatę i pijąc z tych kubków. No i co? Psychika im się spaczy od tego? Na co dzień bawią się pistoletami i samochodami, a lalki sąsiadeczki ich nie interesują.Kiedyś widziałam film dokumentalny o parze chłopców bliżniąt. Przy obrzezaniu jednemu tak uszkodzili siusiaka, że postanowili go całkiem obciąć (!!!), i chłopca przerobić na dziewczynkę! Był wychowywany bardzo tradycyjnie na dziewczynkę, drugi na chłopca. I ciągle były problemy z jego osobowościa. Chciał się bawić zabawkami brata i zachowywał się jak chłopczyk, krótko mówiąc. W wieku dojrzewania były już takie problemy, że rodzice powiedzieli mu prawdę. Dopiero po tym zostały przeprowadzone operacje przywracające mu jego właściwą płeć i wreszcie zaczął żyć normalnie, na ile to możliwe w tych okolicznościach. Jaki wniosek - wychowanie nie ma decydującego wpływuna zachowania wiązane z określoną płcią. W filmie mówili też o jakimś obszare w mózgu, różnym u mężczyzn i kobiet, np. transwestyci też mają zmieniony ten obszar.Bardzo przepraszam za takie długie wywody, ja już tak mam, że jak piszę, to długo ;-).Jeszcze do pytania 3-go:W wychowaniu chłopców kładłabym nacisk na zachowania "domowe" i odpowiedzialność, żeby nie wychować lenia, koło którego żona ma wszystko zrobić i dopiero po ślubie go tego uczyć. A dziewczynki - żeby nie wychować pustej kokietki, tylko osobę o różnych zainteresowaniach i ciekawą świata.A poza tym chyba tak samo... Te same wartości, te same umiejętności, te same zajęcia. Ale nie na siłę (jak w przypadku opisanej przez Dorkę musztry). No i dobry (he he) przykład rodziców.Zobaczę, jak nam sie uda.pozdrawiam onka
  • Gość edziecko: ruda IP: *.* 23.08.02, 08:05
    Może też będzie chaotycznie, ale: moja teściowa to typ kochającej mamuśki tulącej i zagłaskujacej na śmierć. żaden z jej synów nie jest pewny siebie, obaj wrażliwi, nie przeczę, ale może troszkę za bardzo. I obaj egocentryczni, co bywa męczące. Natomist mój były chłop to wiem na 100% nie był tulony i rozpieszczany a był pewny siebie do bólu (jak ja nie przymierzając). Ale oczywiście 4 jaskółki nie stanowią wiosny.Temat zaś mi się spodobał, bo kiedyś własnie w rozmowie z teściową zwróciłam jej uwagę, że gdyby miała córkę, to "przyuczyłaby" ją do prac domowych, jako że ma dwóch synów, to sama była służącą wszystkich. I ona przyznała mi rację. Zresztą pewnie jej mąż a ojciec tychże synków, który preferuje zimny wychów na twardych facetów (co mu się jak pisałam wyżej nie udało) dostałby pewnie zawału widząc ich szorujących kibel. No bo przecież jakby facet mógł robić coś takiego?Podobnie mój szwagier zachwycał się rodziną swojej już byłej teraz dziewczyny, że są w domu 3 córki i ojciec wracając po pracy ma pełną obługę, nic nie musi robić.Co do zabawy zabawkami "dziewczyńskimi" moja córka nie jest zainteresowana lalkami, za to lubiła od małego bawić się samochodami, jej niedoszła matka chrzestan kupiła jej ze dwa, co spowodowało oburzenie mojego szwagra, że powinna mieć wózek i lalki. Zgasiłam go mówiąc - to jej kup, na pewno się ucieszy (bo on jej nigdy nic nie kuił), natomiast wkurzyło mnie to jak każdy przejaw schematycznego myślenia.Aha, jeszcze co do wyrastania na twardego mężczyzne: to chyba naprawdę nie od tulenia. Raczej wierzę w to, że mamy to zapisane w genotypie (albo w duszy jak kto woli).kasia
  • Gość edziecko: Gosia_wiecznie_mŁoda IP: *.* 23.08.02, 08:55
    Los mnie naznaczyl samymi dziewczynkami, ale jak pamietacie (albo i nie) w ciazy po trzech babach lekko obawialam sie chlopaka. I moje obawy wynikaly wlasnie z faktu ze byc moze ukrzywdze faceta postepujac z nim jak z dziewczynkami.Mysle ze pewne ukierunkowanie w wychowaniu jest dobre- w koncu nie jestesmy tacy sami. Rodzimy sie juz z siusiakiem albo bez i mysle ze juz jestesmy jakos tam zdeterminowani. Ale zla jest kazda przesada. Wychowywanie dziewczynki na slodka niunie nie jest dobre tak samo jak chlopaka na twardziela co kibla nie myje. Moze to trywialne ale chyba najlepiej wychowamy nasze dzieci obserwujac je. pomagajac dozwijac zainteresowania, a jednoczesnie wlaczajac w wir obowiazkow domowych na ich miare.Moi rodzice wychowywali mnie z dala od kuchni i domu. Uczylam sie, uprawialam sporty, ale do kuchni nie wchodzilam. U meza w akademiku wdziecznie serwowalam mu kanapki z serem jedynie wtedy gdy kupil juz pokrojony. Szczerze prac domowych nie cierpie i odwalam niezbedne minimum, chociaz moja umiejetnosc gotowania powiekszyla sie nieco. Uwazam ze rodzice nieco przegieli, ale wole ze przegieli w te strone a nie zamykajac mnie w kuchni. Bo koniec koncow nauczylam sie gotowac. Zas po wyjsciu z kuchni moglabym sie nie nauczyc zyc.
  • Gość edziecko: KvM IP: *.* 23.08.02, 22:39
    He, he.Naszą trójkę mama wychowywała wg schematu.Bracia mieli być lekarzem i prawnikiem, a ja gospodynią domową, czyli kurą. Tak więc ode mnie mama oczekiwała działania, a nawet inwencji w dbaniu o dom. A gdy skarżyłam się, że ja najczęściej odkurzam, mówiła, że chłopcy są mężczyznami więc nie muszą tego robić. Tak więc w wieku 13 lat gotowałam zupy, robiłam poważne zakupy, pomagałam myć okna, odkurzałam, szczotkowałam dywany itd. Sama też prałam ręcznie moją bieliznę, podczas gdy skarpetki i slipy chłopców prała mama.O jednym rodzice nie pomyśleli. Że będę chciała studiować. Nie przyszło im do głowy, żeby mnie przygotować na taką ewentualność. I nie chodzi tu o umiejętność samodzielnego uczenia się, lecz o poruszanie się w tym środowisku - o wielu rzeczach nie miałam pojęcia, nie wiedziałam gdzie szukać rzeczowych informacji. Brakowało mi też przekonania co do tego, czym chciałabym się zająć, jaki kierunek studiować. Nie miałam wsparcia rodziców polegającego na rozmowach, pytaniach o przyszłość i zainteresowania.Miałam przecież wychowywać dzieci i dbać o dom i męża.Wychowywanie dzieci wg z góry założonych schematów raczej przyniesie im szkodę. A ignorancja dla ich potrzeby bycia słuchanym, rozumianym i zauważanym będzie wielką krzywdą.Moja mama przegięła właśnie w tę stronę, że chciała zamknąć mnie w domu, w kuchni. Dobrze, że miałam inne zapędy i nie dałam się zamknąć całkowicie.Dorka
  • Gość edziecko: joannabo IP: *.* 23.08.02, 17:04
    Zaraz, zaraz, Gosiu. Koniecznie trzeba rozróżnić UCZENIE dziecka pewnych umiejętności i KSZTAŁTOWANIE dziecka (jego cech), żeby odpowiadało jakiemuś założonemu modelowi.Jeżeli chodzi o pierwsze, to uczyć trzeba po prostu wszystkiego, zapominając co "kobiece" a co "męskie" i właśnie bardzo się starać, żeby dziecko wszystkiego spróbowało. Nie narzucać mu nic, nie zdradzać własnych preferencji i zatykać w miarę możliwości cudze buzie, żeby czuło się wolne w swoich wyborach, ale też nie rezygnować z podsuwania mu od nowa czgoś co kiedyś odrzuciło, bo dziecko się przecież zmienia.Natomiast w drugiej kwestii trzeba sobie naprawdę głęboko uświadomić, że nie mamy prawa kształtować naszych dzieci. Że w ogóle nie mamy wobec dzieci żadnych praw a tylko obowiązki. Mamy jeden obowiązek, który polega na działaniu - musimy przekonać dziecko do dobrego postępowania, czyli pomóc mu, żeby z własnej woli wybierało dobro. (Tym się właśnie różni wychowanie od tresowania, polegającego na skłanianiu dziecka różnymi METODAMI do wybierania dobra z CUDZEJ woli.) Cała reszta naszych zadań to powstrzymywanie się od działania, żeby nie zakłócić jego samodzielnego rozwoju. Nikt nam nie dał prawa kształtować, lepić, naginać, wtłaczać w schematy, ograniczć wolności dziecka, które jest po prostu drugim, osobnym człowiekiem. Skąd pomysł, że umiemy to zrobić dobrze? Tak dobrze nam wychodzą inne rzeczy?. Nie mamy prawa i wystarczy zapytać siebie , ale tak naprawdę uczciwe, czy dawaliśmy to prawo swoim rodzicom? (Te wszystkie wykrzykniki to akurat nie do Was, tylko do tych , co tu nie napisali, a myślą tak jak kobieta z postu Dorki).Jeżeli się w ten sposób rozumuje, to łatwo dostrzec, że nie tylko chłopców i dziewczynki wychowuje się tak samo ale i tak samo dzieci inteligentne i nieinteligentne, żywe i spokojne, śmiałe i nieśmiałe, wrażliwsze i mniej wrażliwe itd. Trzeba robić swoje i przyjąć postawę oczekiwania. Tak bym ujęła problem, od którego się ta dyskusja zaczęła: nie mam pojęcia, jaki to jest "prawdziwy mężczyzna", ale mam szansę się dowiedzieć. Mam dwóch synów i jeżeli uda mi się niczego im nie narzucić, nie zniszczyć ich autonomii i świadomości, że jedynymi kryterimi oceny własnych wyborów życiowych są kryteria moralne i racjonalne (a nie cudze opinie lub utarte schematy), to wtedy wychowam dwóch prawdziwych mężczyzn i sobie zobaczę, jacy będą.joanna
  • Gość edziecko: KvM IP: *.* 23.08.02, 22:07
    Dzięki Joanno,żywiłam cichą nadzieję, że się odezwiesz.Trudno jest pojąć w pełni to, co piszesz "...nie mamy prawa kształtować naszych dzieci".A to dlatego, że zbyt dużo czytałam i słyszałam o "kształtowaniu, obrabianiu umysłu, osobowości dziecka". Siedzi to teraz we mnie i zakłóca percepcję.Wyjaśnij, proszę, jak powinno wyglądać wychowywanie bez kształtowania. Czy chodzi o to, by dziecko samo przyjmowało dobre postawy z obserwacji rodziców? Czyli nie naginanie (poprzez nakazy, lanie, szantaż, przekupstwo, zastraszanie), lecz życie wg zasad, które chcemy przekazać dziecku i obserwacja dziecka? Metodą przykładu?Czyli dajemy poniekąd dziecku wolną rękę?Dorka
  • Gość edziecko: joannabo IP: *.* 24.08.02, 07:53
    Dorko! szybko Ci nie odpowiem, bo właśnie wyjeżdżam z dziećmi na ostatni kawałek wakacji i nie będę miała internetu. Za to może staranniej napiszę.Pozdrowienia, joanna

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.