Dodaj do ulubionych

Czy chodzicie ze swoimi dziećmi do kościoła !!!

17.01.07, 22:17
Mam dwoje dzieci córka 5 lat,synek 2 latka,chciałabym się was zapytać czy
chodzicie ze swoimi dziećmi do kościoła,ja jestem wierząca lecz nie
praktykująca ale myślę że dzieci powinny chodzić do kościoła i się z tym
miejscem oswoić(bo kiedyś trzeba)no to więc byłam dobrej myśli i zabrałam je w
niedziele na mszę św.Myślałam że nie wysiedzę tam do końca mszy i tak też się
stało,córka była już nie raz w kościele i za każdym razem to samo"mamo kiedy
idziemy do domu,kiedy koniec,nudzi mi się"mówi to tak głośno że ludzie patrzą
na mnie jak na wariatkę,ale to jeszcze nic mój synek na ogół grzeczne dziecko
chodził sobie grzecznie,akurat staliśmy koło ładnie zrobionego żłobka gdy
podszedł do małego Jezuska chwycił go na rączki,sianko wyleciało i w nogi a
ja za nim,ludzie zaczeli szeptać,a ja myślałam że się ze wstydu
spalę,odłożyłam dziecię na miejsce i stoję dalej a on jak gdyby nigdy nic
chodził dalej,na rękach nie chciał,siedzieć też,i w pewnym momencie podszedł
do księdza(siedzieliśmy w pierwszej ławce)ksiądz skupiony kazanie prawi a mój
synek uśmiechnięty podchodzi do niego i daje mu cześć,a ksiądz jak gdyby nigdy
nic daje mu rękę głaszcze po głowie,niektórzy ludzie(większość młodych)się
uśmiecha,a te stare babcie miny miały takie że aż strach patrzeć,no to ja
synka na rękę córkę za rękę i wychodzimy z kościoła,córka szczęśliwa że jedzie
do domu,a synuś chce z powrotem do środka.Nie wiem kiedy teraz znów pójdę z
nimi do kościoła może jak mały podrośnie.A wy drogie mamy chodzicie z takimi
małymi dziećmi do kościoła?
Edytor zaawansowany
  • ibulka 17.01.07, 22:30
    Chodzimy z Mężem wspólnie i z całą Trójką Dzieci, tylko że nie na normalne msze
    rzecz jasna, a na takie przeznaczone dla Dzieci. Nikomu nie przeszkadza
    chodzenie, bieganie, gadanie itd., a jak komuś przeszkadza, to delikatnie
    mówię, iż to jest msza DLA DZIECI, dla dorosłych jest 5 innych i zapraszamy
    później/wcześniej :o)
    A sam Pan Jezus powiedział: 'Dopuście do mnie dzieci, nie zabraniajcie im
    przychodzić do Mnie!' :o)

    Oczywiście wykluczam darcie się, piszczenie, włażenie do prezbiterium itd., ale
    bez przesady - niech sobie łażą, gadają :o)


    --
    Julia - 2 października 2003; Daria i Łukasz - 21 sierpnia 2004 smile
    ---
    www.ibulka.blox.pl -
    zapraszamy na naszego bloga smile Nowa notka z 16 grudnia 2006 roku! smile
  • monikaj101 17.01.07, 22:35
    Masz rację, nawet nie pomyślałam o takich mszach dla dzieci,teraz w niedziele z
    nimi na pewno pójdę.
  • ibulka 17.01.07, 22:46
    U nas w kościele niestety odchodzi się już od tej tradycji, bo coraz mniej
    Dzieci przychodzi do kościoła... :o(
    W innych parafiach dalej jest to praktykowane. Takie msze są zazwyczaj trochę
    krótsze, a zamiast kazania ksiądz wychodzi do Dzieci i rozmawia z Nimi na temat
    przeczytanych Ewangelii.
    Oprócz tego Dzieciaczki nie są uziemione w wózku, ławce czy u Rodzica na rękach
    i msza wygląda zupełnie inaczej.
    A jeśli traficie na fajnego księdza z podejściem, to może być z tego fajna
    zabawa - modlitwa z trzymaniem się za łapki, śpiew do mikrofonu, uczenie
    modlitw po kawałku, 'zadania domowe' dla starszych Dzieci i nagrody, różne
    konkursy... :o)

    Powodzenia! :o)


    --
    Julia - 2 października 2003; Daria i Łukasz - 21 sierpnia 2004 smile
    ---
    www.ibulka.blox.pl -
    zapraszamy na naszego bloga smile Nowa notka z 16 grudnia 2006 roku! smile
  • mamachlopakow 18.01.07, 10:33
    Miałam ten sam problem z 3-letnim wówczas synem. Straszliwie się nudził i
    rozrabiał. W końcu jak przestał sypiać w dzień i mogłam iść z nim obojętnie na
    którą godzinę to wybrała mszę dla dzieci. Chodzimy do kapucynów, śpiewa schola,
    są gitary, perkusja... Synek patrzy jak zaczarowany! Jak kiedyś byłam chora i
    powiedziałam, że dziś do kościółka nie pójdziemy to był straszny płacz... Są też
    konkursy z nagrodami, ksiądz wychodzi na kazanie do dzieci włączają je aktywnie
    w różne "scenki", dzieci same mówią za kogo i o co chcą się modlić. Super
    msza!!!!!!!! Aż miło chodzić.
    --
    Moje chłopaki kochane...
    tiny.pl/wwrn
  • jeshua 20.01.07, 03:07
    Jak można w waszym katolickim społeczeństwie mieć jakiekolwiek wątpliwości w tej sprawie? Oczywiście, że chodzić, i to jak najczęściej! Przecież dziecko musi wyrosnąć na katolika, który stanowczo i twardo będzie bronił swojego Kościoła przed atakami laickiego, żydomasonokomunohomoliberalnego żywiołu. Takie zadanie stawiają przed wami dzisiejsze, niełatwe czasy, a wy musicie sprostać temu zadaniu.

    --
    Kocham was,
    Jezus
  • sybir 20.01.07, 08:10
    Ja z moim synkiem nie chodzę - myślę,że to może powodować złą karmę wink

    Isus
  • ap 21.01.07, 09:16
    Przerażające, co to za wypowiedź i....podpis. SKANDAL
  • barwaldi 22.01.07, 11:58
    Dziecko należy wychować na przyzwoitego człowieka. Otwartego na świat i innych
    ludzi niezaleznie od tego kim są i jakie maja poglady, tolerancyjnego dla
    odmiennosci i róznorodności. Z Twojej wypowiedzi wieje nienawiscią tak typową
    dla prawdziwych katolików. Boje się, że wychowasz swoje dzieci w nienawiści , a
    nie w miłosci bliźnich.
  • justa_79 22.01.07, 15:55
    chyba źle zrozumiałaś wypowiedź joshua, nie dostrzegłaś ironii. przecież on
    wyśmiewa się z katolików, więc sam nie może nim być!

    a co do mszy, to u nas w kościele jest taka dla dzieci, myślę, że dla nich to
    najlepsze rozwiązanie, chociaż ja sama wolę msze zwykłe. nie spodobało mi się
    tylko, gdy ksiądz zasugerował rodzicom dziecka płaczącego na zwykłej mszy, że
    kościół to nie przedszkole i że jest msza dla dzieci surprised każdy przychodzi, na
    jaką mszę mu się podoba i ksiądz nie ma prawa sugerować, aby nie przychodzić z
    dzieckiem na mszę zwykłą.
    --
    Katalog Oriflame nr 2/2007 do pobrania
    Salonik kosmetyczny
    Forum Nu Skin
  • skrzynka67 23.01.07, 18:31
    To nie jest wypowiedź typowa dla prawdziwych katolików, tylko dla tych, którzy
    uważają się za jedynych prawdziwych katoloków. Prawdziwi katolicy nie zieją
    nienawiścią do otaczającego świata ani innych ludzi, nawet jeśli ludzie ci mają
    odmienne poglądy. W każdym razie w moim Pismie Świętym jest mowa o miłości i
    miłosierdziu, a nie o nienawiści.
    --
    Skrzynka67
  • czousen 25.01.07, 15:40
    <załamka>, mowi im tez ze zostana podwojnie zbawione? niektorzy nie maja wcale
    szacunku dla tradycji
  • foczusia85 23.01.07, 12:12
    Ja mam 4-miesięcznego synka i uważam, że trzeba z dziećmi chodzić do kościoła.
    Nawet jeżeli ktoś nie wierzy, albo powiedzmy - tak średnio, to i tak Kościół
    jest najlepszym sposobem na przekazanie dziecku wartości. No bo w jaki inny
    sposób wytłumaczymy im pewne zjawiska, że ma być dobry i grzeczny, itd.? Msze
    dla dzieci są prawie we wszystkich kościołach. Grają tam zespoły, można
    klaskać. Dzieciom wtedy aż tak się nie nudzi. Oczywiście wszystko zależy też od
    księdza. Są czasem świetne kazania, konkursy z nagrodami dla dzieci. Trzeba
    poszukać odpowiedniego kościoła. Pozdrawiam
  • aiczka 25.01.07, 11:52
    Jeśli ktoś nie jest wierzący a mimo to jest uczciwy, uprzejmy etc. to widocznie
    znalazł sobie jakies powody takiego postępowania i może je przekazać dziecku.
  • nchyb 18.01.07, 12:50
    a czy Ty poszłaś na mszę dla dzieci, czy dla dorosłych?
    --
    Kryminały i sensacje
  • nela1111 18.01.07, 13:43
    msza dla malego dziecka to NU-DY-NA-PU-DY!!!
    Miejcie litosc na tymi dzieciaczkami, sama pamietam te koszmarne godziny
    spedzone w kosciele sad "no bo przeciez DO KOSCIOLA TRZEBA CHODZIC")
    dZIECI TAKIEJ POTRZEBY JESZCZE NIE WYCZUWAJA - SA PO PROSTU CIAGANE CZESTO
    WBREW WLASNEJ WOLI
    ja na szczescie z PL wyjechalam, tu sie troche inaczej podchodzi do wiary i
    religii i nikomu by nie przyszlo do glowy ciagac 2-3 letnie dzieci po
    kosciolach i tam je jeszcze uciszac i pilnowac zeby siedzialy w miejscu...
    Ale na szczesci w PL to tez sie juz zmienia, za pare lat ta cala schiza i
    histeria wiary sie unormuje i bedzie jak w pozostalych krajach Europy
    Patrzac na obecne cyrki w kosciele to sie nawet ciesze: wielu ludziom to
    wreszcie otworzy oczy i troche to glupie zaslepienie zacznie znikac
  • malamadziaaa 18.01.07, 14:00
    Oboje z mężem chodzimy do Kościoła i zawsze zabieramy ze sobą dzieci.Nie
    wyobrażam sobie iść do Kościoła i wstydzić się za własne dzieci tak jak to
    czytałam w postach wyżej.Moje dzieci są uczone,że Kościół jest miejscem gdzie
    przez godzinkę nie można rozmawiać i wygłupiać się.Moje dwie córki (3 i 8lat)
    wiedzą od maleńkiego,że nawet jak im się nudzi to nie ma mowy o chodzeniu po
    Kościele.Tego im nie muszę tłumaczyć-wiedzą i już.Ale dla mnie jest
    niewyobrażalne takie zachowanie jak wyżej w postach,idę do Koscioła po to aby
    wynieść coś z tej Mszy.Dziecko musi wiedzieć czym różni się zachowanie w domu,w
    piaskownicy i w Kosciele.
  • andaba 18.01.07, 19:44
    Tak.
    Ostatnio na msze dla dzieci, bo synowie są zobowiązani służyć na tych mszach, ale u nas ta msza niczym się nie różni od normalnych. Jak proboszcz wyjdzie, to 1h i 20min murowane.
    Tyle, że chodzimuy z dzićmi od zawsze, a nie nagle...
    --
    ---
  • balahala 21.01.07, 14:24
    Tylko maluchom nie nudziło się w czasie kazania
    stale mieli coś do roboty
    oswajali sterczące z ławek zdechłe parasole
    klękali nad upuszczonym przez babcię futerałem jak szczypawką
    pokazywali różowy język
    grzeszników drapali po wąsach sznurowadeł
    dziwili się że ksiądz nosi spodnie
    że ktoś zdjął koronkową rękawiczkę i ubrał tłustą rękę w wodę
    święconą
    liczyli pobożne nogi pań
    urządzali konkurs kto podniesie szpilkę za łepek
    niuchali co w mszale piszczy
    pieniądze na tacę odkładali na lody
    tupali na zegar z którego rozchodzą się osy minut (...)
    wymawiali jak fonetyk otwarte zdziwione "O"
    kiedy ksiądz zacinał się na ambonie
    - ale Jezus brał je z powagą na kolana.

    Jan Twardowski.

    kobieto, której dzieci muszą siedzieć przez godzinę spokojnie, to wiersz swietej
    pamięci ks. Jana Twardowskiego dla takich jak TY i babć patrzących na
    rozrabiające maluchy ze zgorszeniem....
  • ebk123 21.01.07, 21:53
    podpisuję się pod ty obiema rękami!
  • ja20034 19.01.07, 19:57
    Mozesz mnie oswiecic ile 3-letnie dziecko rozumie ("wynosi") ze mszy?
  • papryczka_ag 25.01.07, 12:13
    A wspomniane wyżej czteromiesięczne???
    --
    Polarize me, Sensitize me, Criticize me, Civilize me,
    Compensate me, Animate me, Complicate me, Elevate me...
  • narod.ovviec 20.01.07, 22:00
    > Nie wyobrażam sobie iść do Kościoła i wstydzić się za własne dzieci tak jak to
    > czytałam w postach wyżej.Moje dzieci są uczone,że Kościół jest miejscem gdzie
    > przez godzinkę nie można rozmawiać i wygłupiać się ...

    Słusznie i mądrze. Jak dziecko w kościele rozrabia to należy je po mszy zlać
    pasem na gołe dupe, niech wie, że obowiązkiem każdego Polaka jest uczestnictwo
    we mszy świętej w każda niedzielę bez znaczenia czy jest się obłożnie chorym czy
    nie. Tylko katolickie wychowanie daje szansę wyjść na ludzi.

    --
    Silna Polska. Trzeba tylko chcieć
  • gaiaa 22.01.07, 12:11
    Dzięki za linka, dawno się tak nie ubawiłam. Pisz częściej!!! smile))))

    --
    "To wielkie błogosławieństwo mieć natarczywych i zdeterminowanych przyjaciół,
    którzy nie pozwalają człowiekowi popaść w trwałe milczenie."
    J.R.R. Tolkien
  • koloratura1 21.01.07, 08:03
    malamadziaaa napisała:

    >
    > Nie
    > wyobrażam sobie iść do Kościoła i wstydzić się za własne dzieci tak jak to
    > czytałam w postach wyżej.Moje dzieci są uczone,że Kościół jest miejscem gdzie
    > przez godzinkę nie można rozmawiać i wygłupiać się.Moje dwie córki (3 i 8lat)
    > wiedzą od maleńkiego,że nawet jak im się nudzi to nie ma mowy o chodzeniu po
    > Kościele.Tego im nie muszę tłumaczyć-wiedzą i już.

    Biedne te Twoje dzieci...

    **************************

    A z gatunku ciekawostek:

    Moja jedna nieżyjąca już ciocia, która dzieckiem była jeszcze przed drugą wojną
    światową, miała zwyczaj ganiać po kościele i wybijać modlącym się książeczki z
    rąk. I nie było na nią mocnych.

    To tak, a'propos, wychowania: surowego - przedwojennego i obecnego -
    bezstresowego...
  • wujo_prezio 19.01.07, 18:26
    Sytuacja na zchodzie europy nie jest zadnym przykladem godnym powielania, abstrahujac od laicyzacjispoleczenstwa dzieci sa tak wychowywane ze strach na to wszystko patrzec,mieszkam od kilku lat w niemczech i obserwujac tutejsza mlodzierz coraz barzdiej nie moge sie doczekac powrotu do Polski, jak tylko sobie pomylse ze moje dzieci beda sie wychowywac w takim "klimacie"
    a co do zabieraia dzieci do kosciola uwazam to za bardzo dobry pomysl, dzieci musza od najmlodszych lat wiedziec ze w roznych miejscach nalezy sie roznie zachowywac, a Ty nela chyba za bardzo jestes zachlysnieta "zachodem" czyz nie?
  • piwi77 19.01.07, 20:20
    Nie ma fanatyzmu katolickiego w takim wydaniu jak w Polsce, mozna to nazywać
    laicyzacją, ale w tym sensie to zjawisko pozytywne. Nie wiem też co tak Cię
    razi w zachowaniu tamtejszej młodzieży, jest zadbana, życzliwa, ambitna i wiele
    innych dobrych rzeczy można o niej powiedzieć. Nie wiem skąd wyniosłeś (-aś)
    swoj pogląd. Czyżby nie z Radia Maryja?
  • wujo_prezio 19.01.07, 22:04
    Nie wiem czy zadbana mozna okreslic dziewczynke majaca 13 lat i wysmarowana makijarzem jak 50 letnia baba, nie wiem zyczliwoscia mozna okreslic np w dublinie rzucanie kamieniami w samochody, rozbijanie okiena dla zabawy przez guwnazerje majaco po 16 lat nie bojaca sie niczego, nie wiem czy ambitnosci mozna okreslic mlodziez zaczynajaca studia w wieku lat 26 i studiujaca do grubo ponad 30 lat, majaca brak ambicji i myslaca jedynie o imprezkach.
    Chyba zyjesz na ksiezycu, albo widzisz to co chcesz ogladac albo nigdy za granica nie bylas (es). Nie wiem ze wszyscy w polsce placza jaki tu fanatyzm katolicki, zmusza cie ktos do czegos na sile??
  • piwi77 19.01.07, 22:10
    obracam sie wsród normalnych ludzi, wcale nie tych z najwyższej półki, i
    opisanych przez Ciebie zdarzeń nigdy nie spotkałem. Nie wiem z kim Ty trzymasz.
    Bardziej podejrzewam jednak, że nawaliłeś sie bredniami z Radia Maryja.
  • wujo_prezio 19.01.07, 23:04
    Najwidoczniej nie chcesz widziec albo slabo patrzysz, ja obracam sie wsrod roznych ludzi i widze takie obrazki niejednokrotnie i nie sa to jaies odosobnione zjawiska.
    a co ty tak z tym radiem maryja? jakis kompleks masz czy co?
  • piwi77 20.01.07, 09:52
    w Polsce nagannych zachowań wśród młodzieży? A co do RM, to własnie ono
    wyspecjalizowało sie w udowadnianiu dogmatu, że zachodnie jest złe bo
    niekatolickie, a polskie doskonałe bo klęczące. Wielu wie więcej o Zachodzie
    ode mnie, chociaż nigdy tam nie byli.
  • wujo_prezio 20.01.07, 10:52
    Nie brakuje mi w pl naganych zachowan, ale ty stwierdzilas ze zachod jest godzien nasladowania a nie jest
  • piwi77 20.01.07, 11:03
    Nie wszystko jest godne naśladowania, w ogóle nie ma powodu, zebysmy
    nasladowali innych, mamy w koncu swój rozum, ale potępianie wszystkiego, co
    zachodnie, w czambuł, jest prymitywne.
  • wujo_prezio 20.01.07, 12:35
    JA wcale nie potepiam, uwazam tak jak Ty ze jest wiele rzeczy godnych nasladowana ale jest tez bardzo wiele niegodnych nasladowania, dyskutuje tylko z Twoja opinia ze " Sytuacja na Zachodzie może byc właśnie przykładem" bo uwazam ze sytuacja w tej materii nie jest dobrym przykladem
  • koloratura1 21.01.07, 08:09
    wujo_prezio napisał:

    > Nie brakuje mi w pl naganych zachowan, ale ty stwierdzilas ze zachod jest godzi
    > en nasladowania a nie jest

    Pod niektórymi względami - jest, np gdy idzie o laickość państwa.
  • wujo_prezio 21.01.07, 10:50
    Laickosc juz kilaka razy doprowadzila do upadku europy, obawiam sie ze w 90% przypadkow laickosc sprowadza sie do braku jakichkolwiek zasad a to dobre nie jest. Naturalnie nie jestem za panstwem wyznaniowym, ale na pewno totalen zlaicyzowanie spoleczenstwa do niczego dobrego nie doprowadzi.
  • kropkacom 21.01.07, 12:01
    wujo_prezio napisał:
    > Laickosc juz kilaka razy doprowadzila do upadku europy, obawiam sie ze w 90% pr
    > zypadkow laickosc sprowadza sie do braku jakichkolwiek zasad a to dobre nie jest

    O ile wiem to właśnie religia była i jest motorem napędowym większości
    konfliktów na świecie. A już zdanie ze niewierzący w Boga nie mają zasad jest
    zupełnym nadużyciem. Chrześcijanie i inne religie nie mają monopolu na tworzenie
    i wprowadzanie w życie zasad moralnych. Ateiści maja kręgosłup moralny a
    katolicy 10 przykazań.

    > Naturalnie nie jestem za panstwem wyznaniowym, ale na pewno totalen zlaicyzo
    > wanie spoleczenstwa do niczego dobrego nie doprowadzi.

    Czechy są laickim krajem i jakoś nie widze żeby wychodziło im to na złe.
  • wujo_prezio 21.01.07, 18:28
    > Czechy są laickim krajem i jakoś nie widze żeby wychodziło im to na złe.
    in na dobre tez nie bardzo, pozatym czechy to taki narod ze co im kto powoe to zrobia, nie wazne czy zle czy dobrze, jakby im wladza powedziala ze maja wierzyc to by wierzyli. Laickosc czech wynika z tego ze w czasazch komunizmu kosciol byl stlamszony przez wladze a czesi sie temu ni eopierali, jak zreszta niczemu.
  • piwi77 21.01.07, 18:52
    z małej litery. Twój szacunek do blizniego ogranicza się chyba do własnego
    kręgu światopoglądowego. Katolickie, smutne i warte jedynie współczucia.
  • wujo_prezio 21.01.07, 19:59
    to akurat nie ma nic do rzeczy, zwykle posty pisze ,malymi literami i nie ma to zwiazku z szacunkiem do innych osob z mojej strony. Do bliznich mam duzy szacunek. Obracam sie w bardzo roznych kregach. odmiennosc pogladow nie znaczy ze nie mamy dyskutowac
  • jacek226311 22.01.07, 00:38
    wiekszosc wojen na swiecie wybuchalo w imie Boga. Cala Ameryka Srodkowa i
    Poludniowa zdobyta byla w imie tegoz Boga. W jednym reku niesiono krzyz a w
    drugim miecz
  • koloratura1 22.01.07, 13:39
    wujo_prezio napisał:

    > Laickosc juz kilaka razy doprowadzila do upadku europy,

    W jaki sposób?
    Pomijając drobny fakt, że jeszcze nic nigdy nie doprowadziło "do upadku Europy",
    skoro ta Europa wciąż trwa i ma się nienajgorzej.

    > obawiam sie ze w 90% pr
    > zypadkow laickosc sprowadza sie do braku jakichkolwiek zasad

    Niesłusznie się obawiasz.

    Skoro "laickość sprowadz się do braku jakichkolwiek zasad", to czy możesz
    wyjaśnić, w czym gorsza jest Francja (państwo laickie) od Polski (państwo
    katolickie)?

    a to dobre nie jes
    > t. Naturalnie nie jestem za panstwem wyznaniowym, ale na pewno totalen zlaicyzo
    > wanie spoleczenstwa do niczego dobrego nie doprowadzi.

    Nie podzielam Twego zdania.
    Złem, i to ogromnym, są - w równym stopniu - próby odgórnej laicyzacji jak i
    klerykalizacji.
  • bomola 21.01.07, 17:52
    w Polsce młodzież jest taka sama jak na zachodzie i to niezależnie od tego czy
    do kościoła chodzi czy nie.. tak jak ci wspaniali katolicy wkościele na kolanach
    a jak tylko z niego wyjdą to by sąsiadowi oczy wydłubali za cokolwiek
    To nie kościół i religia wychowuje dzieci to my dorośli i przykład jaki im dajemy
  • myszka_kiszka3 24.01.07, 10:26
    Przede wszystkim "makijażem" , nie "makijarzem"!!! O innych błędach nie wspomnę.
  • aurita 19.01.07, 19:54
    To dziwne co mowisz , mieszkalam w Tunezji, we Francji i w Kanadzie, odwiedzalam
    czesto Niemcy i wszedzie dzieci tam na msze chodzily. (natomiast tych surowych
    babc bylo mniej)
    To nie zalezy od kraju w ktorym zyjesz tylko od Ciebie


    > ja na szczescie z PL wyjechalam, tu sie troche inaczej podchodzi do wiary i
    > religii i nikomu by nie przyszlo do glowy ciagac 2-3 letnie dzieci po
  • zaraki_kenpachi 20.01.07, 01:09
    aurita napisała:

    > To dziwne co mowisz , mieszkalam w Tunezji, we Francji i w Kanadzie, odwiedzala
    > m
    > czesto Niemcy i wszedzie dzieci tam na msze chodzily.

    "wszystkie dzieci chodziły" powiadasz?? pięknie generalizujesz... a ja Ci
    powiem, że byłem w zeszłym roku w Niemczech, w małej miejscowośći (ok. 1000
    mieszkańców) i tam NIKT do kościoła nie chodzi, bo kościół jest zamknięty (w
    gablotce obok wejścia wisi plakat "rekolekcje 1999") a najbliższy czynny jest w
    mieście (15 tys. mieszkańców) - odległym o 10 kilometrów... rozuniem, że będąc w
    Tunezji (tam to napewno "wszyscy" walą kupą do kościoła, biorąc pod uwagę, że to
    kraj arabski <rotfl>wink, Francji, Kanadzie, Niemczech odwiedzałaś tylko duże
    miasta i tam pewnie "ktoś" do Kościoła chodził, bo na pewno nie "wszyscy"... w
    innym wypadku opowiadasz po prostu bajki a jedyna granica, za którą byłaś to
    pewnie granica gminy, bo w Niemczech w Niedziele to ludzie idą na spacer, do
    knajpy, jeżdzą na rowerach, rolkach itp., ale kościół to raczej mało kogo
    interesuje... czego i Polsce życzę big_grin
  • zaraki_kenpachi 20.01.07, 01:14
    errata: na początku miało być "wszędzie dzieci chodziły" a nie "wszystkie"
  • wujo_prezio 21.01.07, 18:29
    a dlaczego tego zyczysz polsce, przeszkadza Ci w jakis sposob ze ludzie do Kosciola chodza?
  • wujo_prezio 21.01.07, 18:33
    Pewenie bylas w ddr
  • aurita 22.01.07, 10:05
    zaraki_kenpachi napisał:
    > "wszystkie dzieci chodziły" powiadasz?? p


    sloneczko kochane, naucz sie czytac, napisalam WSZEDZIE a nie WSZYSTKIE. Co to
    ja w statystykach robie?
    W Tunezji chrzescijan jest malo ale sasmile
  • arius5 19.01.07, 23:06
    2 i 5 latek nie sa swiadome wielu rzeczy, tym bardziej religii, do tego trzeba
    dojrzec wiekowo i mentalnie.
    Niech zaczna chodzic na religie, moze wtedy zrozumia, po co sie idzie do kosciola.
    Bo na razie to nie widze sensu.
    Mam znajomego, bardzo wierzacy czlowiek, ale nie chrzcil swoich dzieci, dopoki
    nie skonczyly 16 lat, twierdzil, ze kazdy musi to zrozumiec i sam zdecydowac,
    czy tego chce.
  • mis22 20.01.07, 01:56
    arius5 napisał:
    > 2 i 5 latek nie sa swiadome wielu rzeczy, tym bardziej religii, do tego trzeba
    > dojrzec wiekowo i mentalnie. Niech zaczna chodzic na religie, moze wtedy
    > zrozumia, po co sie idzie do kosciola. Bo na razie to nie widze sensu.

    Aby mieć wierzące i praktykujące dzieci to trzeba je do tego wdrożyć tak
    wcześnie jak to jest możliwe. Muszą być przekonane, że tak jak człowiek musi
    oddychać, jeść, pić, tak samo musi chodzić do kościoła i wierzyć w Boga. W
    przeciwnym razie zobaczy, że można do kościoła nie chodzić i będzie jak na
    zochodzie Europy - puste kościoły.

    W krajach muzułmańskich takich jak Arabia Saudyjska, Pakistan, Iran - dzieci
    wysyła się do szkółek religijnych. Spędzają znaczną część swego czasu ucząc się
    religii i wdrażając do modlitwy. Dzięki temu te kraje mają ponad 95% wierzących
    muzułmanów, którzy swoje życie są gotowi oddać za swoją wiarę. Poza tym w
    Arabii Saudyjskiej za odejście od wiary ścina się głowę. W ten sposób nie ma
    problemu z odchodzeniem od religii.
  • arius5 20.01.07, 02:33
    Po co zmuszac je do chodzenia do kosciola i do uprawiania bzdurnej wiary ?
    Co w tym zlego, ze koscioly w Europie sa puste ?
    Po co komu sa potrzebne wierzace i praktykujace dzieci ?
    Czlowiek NIE musi chodzic do kosciola, zeby zyc.
    Chcecie zrobic z Polski to samo co zrobiono z Iranu lub Arabii Saudyjskiej ?
  • sen.dzia.li 20.01.07, 05:39
    > Po co zmuszac je do chodzenia do kosciola i do uprawiania bzdurnej wiary ?

    > Co w tym zlego, ze koscioly w Europie sa puste ?



    To wielkie zło. Jak Kościół ma prowadzić swoją misję na Czarnym Lądzie, kiedy
    najlepiej wykształceni, a więc najzamożniejsi mieszkańcy Europy Zachodniej nie
    wspierają go finansowo, bo w ogóle go nie wspierają?

    Jak Kościół poradzi sobie w swoich działaniach na skalę globalną, kiedy kasa
    zacznie prześwitywać pustkami?




    > Po co komu sa potrzebne wierzace i praktykujace dzieci ?
    > Czlowiek NIE musi chodzic do kosciola, zeby zyc.
    > Chcecie zrobic z Polski to samo co zrobiono z Iranu lub Arabii Saudyjskiej ?
  • koloratura1 21.01.07, 08:17
    sen.dzia.li napisał:

    >
    > To wielkie zło. Jak Kościół ma prowadzić swoją misję na Czarnym Lądzie, kiedy
    > najlepiej wykształceni, a więc najzamożniejsi mieszkańcy Europy Zachodniej nie
    > wspierają go finansowo, bo w ogóle go nie wspierają?
    >
    > Jak Kościół poradzi sobie w swoich działaniach na skalę globalną, kiedy kasa
    > zacznie prześwitywać pustkami?

    Rozumiem, że żartujesz...

    Choć, zapewne, w tym kraju znalazłby się niejeden, który coś takiego napisałby
    serio.

  • kryszal87 21.01.07, 23:13
    Wiec, ja należe do tego niejednego bo mam nadzieje, że ironią to nie było.
    Dzisiaj niestety wszędzie są potrzebne pieniądze.

    A ty koloratura1 pewnie należysz do tej częsci społeczeństwa którzy we wszystkim widzą zło, jest im źle w życiu, chcą się dowartościować będąc modnymi czyli homofilami, antykatolikami, są antykoscielni..itd. to wszystko sprawia, że są przecież "wyjątkowi".
    Niektórzy tylko tak potrafią zabłysnąć.
  • sen.dzia.li 22.01.07, 04:29
    Zbadajmy to. Czy rozumienie koloratury1 ("Rozumiem, że żartujesz") było
    bardziej realistyczne, czy też wyrażane tu

    > bo mam nadzieje, że ironią to nie było

    nadzieje były bardziej realistyczne. By nie narażać wyszukiwarki na nazbyt
    intensywną pracę, podam sam link do wątku, w którym pojawiają się moje
    wypowiedzi.
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=55193650
  • koloratura1 22.01.07, 14:16
    kryszal87 napisał:

    > Wiec, ja należe do tego niejednego bo mam nadzieje, że ironią to nie było.
    > Dzisiaj niestety wszędzie są potrzebne pieniądze.

    Zgadzam się, że "wszędzie potrzebne są pieniądze".

    Natomiast ironii dopatrzyłam się w rzekomym "rozdzieraniu szat" przez autora
    sen.dzia.li nad kłopotami Kościoła, gdy idzie o "działania na skalę globalną".
    Choć nie wykluczałam, że znajdą się nawiedzeni, którzy to wezmą serio.
    I się nie pomyliłam...

    > A ty koloratura1 pewnie należysz do tej częsci społeczeństwa którzy we wszystki
    > m widzą zło, jest im źle w życiu, chcą się dowartościować będąc modnymi czyli h
    > omofilami, antykatolikami, są antykoscielni..itd. to wszystko sprawia, że są pr
    > zecież "wyjątkowi".
    > Niektórzy tylko tak potrafią zabłysnąć.

    Znasz mnie?
    Mogę Cię zapewnić, że w swych opiniach na mój temat mlisz się kompletnie.
  • dorota.m1976 19.01.07, 11:16
    Witam
    Moim zdaniem zuełnie niepotrzebnie wyszłaś z Kościoła.
    Czy naprawdę stało się coś strasznego , ze dziecko podało księdzu cześć
    czy tez dotkneło rączki figurki Pana Jezusa.
    Moj syn ma 6 lat i różnie to bywało w kościele.
    Pierwsza zasada - siadamy zawsze w pierwszych ławkach aby dzieci widziały
    ołtarz i to co się dzieje zamiast nóg i tyłków stojacych ludzi.
    Jeszcze w tamtym roku Jakub prowadził polglosem dialog z księdzem .W
    czasie kazania potrafilo paść pytanie : a dlaczego ten samarytyn tak
    zrobił ? a kto mu kazał ... Oczywiście upomnialam go ze pytania zadajemy po
    mszy i na wszystkie odpowiem ,ale nie wychodzę w trakcie.
    Nie przejmuj sie co inni powiedza
  • mysz56 19.01.07, 11:46
    do Nela111-dajesz przykład Europy-tam według mnie za bardzo dba się o komfort
    wszystkich naokoło dzieci nie chodzą do kościoła bo nuda dorośli też efekt jest
    taki że np w takim podparyskim mieście w niedzielę jest 1 msza i kościł do
    połowy wypełniony,tam jest po prostu daleko posunęta ateizacja życia,żaden
    przykład jak dla mnie,my z dziećmi chodzimy do kościoła co niedzielę oczywiście
    na msze dla dzieci,początki były trudne a teraz dzieci traktują to jak chleb
    powszedni 8 i 5 lat
  • bomola 21.01.07, 18:00
    a czy dzięki temu sa lepsi od swoich rówieśniów nie śadzę
  • juliapol 20.01.07, 16:43
    jasne, nie przejmuj sie co powiedza inni, twoje dziecko jest najwazniejsze!
  • aniemczak 19.01.07, 13:34
    Ja od niedawna zaczęłam chodzić z małym do Kościoła (1,5 roku) i jestem
    całkowicie za mszą dla dzieci. Ja się nie stresuję, mały zadowolony, mnóstwo
    dzieci. Gdy jesteśmy u babci i tam idziemy do Kościoła, to ani ja nic nie
    wynoszę z tej mszy, ani dziecko nie czuje się ok, tylko babcie mają temat do
    obgadywania "jak to teraz wychowuje się dzieci". Mały co prawda nie szaleje
    jakoś szczególnie w Kościele, ale od czasu do czasu ma ochote się przejść, cos
    głośniej powiedzieć, zaczepiać dzieciaki i na Mszy dla dzieci jest to normalne.
    Jestem zdecydowanie za wprowadzeniem we wszystkich Kościółach mszy dla
    dzieciaków, gdzie kazanie będzie zrozumiałe i gdzie dzieciaki same będą chciały
    przychodzić.
  • madbet 19.01.07, 14:23
    zdecydowanie polecam msze św. dla dzieci, jeśli nie ma takowych w kościele
    parafialnym, w ramach spaceru przejść się, podjechać dalej

    w mojej parafii funkcjonuje nawet coś takiego jak msza dla rodziców z małymi
    dziećmi - bez kazania, bez zbędnego przedłużania, b. krótka

    a gapiącymi ludźmi nie ma się co przejmować - często, niby słuchając z uwagą,
    nie potrafią powtórzyć o czym była ewangelia... jak wyuczone papużki powtarzają
    kolejne kwestie

  • preta 19.01.07, 17:53
    Kazdy oczywiscie ma swoj poglad na ten temat.
    Ja uwazam, ze do kosciola z dziecmi nalezy chodzic od najmlodszych lat i
    oswajac je z atmosfera tam panujaca. Bo to wyjatkowe miejsce, wiec i wyjatkowe
    zachowanie obowiazuje. Dzieciak uczony tego od malenkosci nie ma z tym
    wiekszych problemow. Oczywiscie optymalnie byloby chodzic na msze dla dzieci,
    albo uczestniczyc we mszy w specjalnych salkach dla rodzicow z dziecmi, ale nie
    wszedzie takowe istnieja.
    Nella ze swoimi teoriami na temat nudy w kosciele jest na dobrej drodze do
    ateizacji. Moze to i dobrze, ze zasila resze niewierzacych poza Polska a nie w
    kraju...
    Z obserwacji wsrod znajomych jasno wynika - jesli od malego konsekwentnie nie
    wymaga sie od dziecka uczestniczenia we mszy przez ta niecala godzinke, to w
    pozniejszym wieku latwiej dziecku przychodzi odchodzenie od kosciola.
  • piwi77 19.01.07, 21:39
    preta napisała:

    > Z obserwacji wsrod znajomych jasno wynika - jesli od malego konsekwentnie nie
    > wymaga sie od dziecka uczestniczenia we mszy przez ta niecala godzinke, to w
    > pozniejszym wieku latwiej dziecku przychodzi odchodzenie od kosciola.

    Rozumiem, że aby dorosły człowiek chciał chodzić do Kościoła musi mieć od
    małego wyrobiony odruch Pawłowa. Ciekawe to usłyszeć własnie od katolika...
  • mis22 20.01.07, 02:02
    piwi77 napisał:
    > Rozumiem, że aby dorosły człowiek chciał chodzić do Kościoła musi mieć od
    > małego wyrobiony odruch Pawłowa. Ciekawe to usłyszeć własnie od katolika...

    Pawłow nie był katolikiem ale jego odkrycie odnosi się do wszystkich. Jeśli
    chcesz mieć dzieci dobrze wychowane to musisz je wdrożyć do tego od kołyski. W
    przeciwnym razie jego przekonania potoczą się przypadkową drogą niezależną od
    woli rodziców. Im dziecko jest starsze tym trudniej jest je zmienić.
  • piwi77 20.01.07, 09:41
    W naszym katolickim kraju jest jakies powszechne przekonanie, ze dzieci z
    natury mają skłonność do rzeczy złych i przez trud wychowania należy to
    zmienić. Jestem niewierzący, Kościół nie ma na mnie szkodliwego wpływu i moze
    dlatego jestem zwolennikiem tezy, że właśnie dzieci mają naturalna skłonność do
    dobrego i przez natrętne procesy wychowawcze łatwo to stłumić. Dzieci trzeba
    kochać i najlepiej niczego w nich nie zmieniać, żeby niczego nie zepsuć.
  • andrzej9927 21.01.07, 12:15
    Z niektórych wypowiedzi wynika, że wszyscy muszą chodzić do kościoła,
    niezależnie od wieku, bo inaczej są, albo staną się złymi ludźmi. Niektórzy dają
    przykłady wschodniego zaangażowania w uczestnictwo w nabożeństwach. Ja,
    zauważyłem z pomocą podręczników historii, że większość wojen, podbojów i maskar
    powstało z pobudek religijnych czyli tak zw. obrony wiary. Więc, do luftu z
    takim głoszeniem miłości i szacunku do człowieka, a reszta z wykładów i świętych
    nauk zupełnie mnie nie interesuje. Pomijam przykłady kar za grzechy jakimi
    obarcza się dzieci przy pomocy nauki religii. Zanim mały człowiek zrozumie
    zależność między zdarzeniem a odpowiedzialnością, poznaje zło jakie człowiek
    jest w stanie wyrządzić drugiemu człowiekowi oraz nakaz miłości ze strachu. A
    najgorsze jest wpajanie przekonania, że jest marnym prochem, który niezależnie
    od starań, żyje wg. zapisanego w górze programu. Człowiek ma rozum i należy
    uczyć się z niego korzystać. To oczywiste. Ale nie przesadzajmy z tym religijnym
    wychowaniem. Wśród ludzi trwających zawodowo najbliżej ołtarza jest sporo
    negatywów, co dowodzi, że nie tam tkwi siła.
  • bomola 21.01.07, 18:03
    jeśli chceszmieć dobrze wychowane to musisz je tak wychowac i dac mu dobry
    przykład anie ciągać do kościoła 1 godz w tyg nie wychowa twojego dziecka !!
  • critto 22.01.07, 00:22

    > Pawłow nie był katolikiem ale jego odkrycie odnosi się do wszystkich. Jeśli
    > chcesz mieć dzieci dobrze wychowane to musisz je wdrożyć do tego od kołyski.

    Co to znaczy 'dobrze wychowane' w tym wypadku?? Twoim zdaniem nie mozna dobrze
    wychowac BEZ Kosciola? A co, jesli ktos wyznaje inna religie (np. judaizm,
    buddyzm czy hinduizm) albo nie wyznaje zadnej?? Myslisz, ze tacy rodzice nie
    moga porzadnie wychowac dziecka?? Poza tym, GDZIE wolnosc przekonan? Nawet
    osmioletnie dziecko moze zaczac filozofowac, miec swoje poglady, rozwazac sprawy
    mistyki. Co, jezeli beda one niezgodne z tym, co glosi Kosciol? Zmusisz je do
    zmiany pogladow? Sorry, ale tego nawet Bog nie potrafi, a jesli potrafi, to nie
    robi, bo nie uwaza za sluszne.

    Wiesz, ja do Kosciola chodzilem, rodzice mnie tam prowadzali... Ale z czasem mi
    przeszlo. Nie poszedlem do Bierzmowania, bo nie chcialem. Mam prawie 30 lat i
    swoje wlasne poglady na temat wiary (nie jestem ateista ani tym bardziej
    materialista). I jakos jestem porzadnym czlowiekiem - nie morduje, nie kradne,
    nie obrazam innych.
  • koloratura1 21.01.07, 08:23
    piwi77 napisał:

    >
    > Rozumiem, że aby dorosły człowiek chciał chodzić do Kościoła musi mieć od
    > małego wyrobiony odruch Pawłowa. Ciekawe to usłyszeć własnie od katolika...

    Może nie tyle - odruch Pawłowa, ile podlegać brainwashingowi od
    najwcześniejszych lat.
    Choć to - mniej-więcej na jedno wychodzi.
  • kryszal87 21.01.07, 23:32
    koloratura1 napisała:

    > Może nie tyle - odruch Pawłowa, ile podlegać brainwashingowi od
    > najwcześniejszych lat.
    > Choć to - mniej-więcej na jedno wychodzi.


    !!! Dla Ciebie wpajanie od małego wartości moralnych to pranie mózgu??
    Mnie od małego wychowywała babcia ucząc modliwy i dobrych zachowań.
    Teraz, mimo, że jestem jeszcze stosunkowo "świeżym" dorosłym to i tak czuje się dumny z samego siebie. Wiem, że moje życie ma cel. I inni wokół mnie też to widzą.
    I też mam zamiar swoimi dziećmi się chwalić wśród znajomych. Bardzo prawdopodobne, że Twoje jeżeli już masz spędzają popołudnia pod blokiem na paleniu trawki.(Jeżeli tak nie jest to gratuluje zdolności wychowawczych i rozumu dzieci) A gdy będziesz umierał(a) na łóżku w szpitalu podczas świąt, to będziesz musiał(a) zrobić to samotnie ze łzami w oczach.
    Niestety świadkiem takiej sytuacji byłem dzisiaj w szpitalu gdzie mój dziadek przechodził zabieg. Codziennie(bez wyjątku) odwiedza go kilka osób i nie tylko rodzinna. Jego sąsiad (w bardzo podeszłym wieku) rozpłakał się z żalu, że najwyżej go syn czasem odwiedzi z obowiązku....
  • critto 22.01.07, 00:25
    wpajanie wartosci moralnych to jedno, a wciskanie na sile religii i wiary to
    drugie. Mozna zyc zgodnie z moralnoscia nie bedac wierzacym. Albo wierzac w
    zupelnie inna religie. Prawie kazda religia uwaza, ze tylko ona ma racje;
    dlaczego mialbym ufac akurat Katolicyzmowi, jesli -- z calym szacunkiem dla tej
    religii -- sie z nim nie zgadzam??
  • kryszal87 22.01.07, 00:57
    Tak, ale post wyżej stwierdzono, że chodzenie do kośioła o pranie mózgu -a to według mnie wielka brednia.

    Jeśli chodzi o wciskanie wiary na siłe to myśle, że to też jest znaczne wyolbrzyminie. Jeśli dziecko bierzemy do kośioła to wiarę mu pokazujemy, bo przecież gdy ktoś ma kilkanaście lat i choć minimalnie próbuje się zastanawiać nad życiem i światem to już jest wtedy świadom czy chce wierzyć w to czego go uczą czy nie. Jeżeli się nad tym nie zastanawia to znaczy, że jego wiara nie ma głębszego sensu. Chrześcijaninem stajemy się w chiwili *świadomego* zawierzenia swojego życia Bogu a nie w wyniku chrztu (czyli chrzest małego dziecka jest mało istotny pod tym względem) czy rozpoczęcia wizyt w kościele.
    Pozatym myślę, że jednak nie zgadzasz się głównie z *kościołem* a nie *katolicyzem*. Niestety czasami ciężko nam zauważyć co jest dziełem samej, czystej religii a co kościła i jego formy.
  • critto 22.01.07, 01:46
    kryszal87 napisał:

    > Tak, ale post wyżej stwierdzono, że chodzenie do kośioła o pranie mózgu -a to w
    > edług mnie wielka brednia.

    oczywiscie ze takie stwierdzenie byloby brednia, ale czy na pewno o to chodzilo?
    Nie wiem, nie znam autora tej wypowiedzi, ale np. ja sie odnosilem do "odruchu
    Pawlowa", o ktorym z takim entuzjazmem mowila mis22. Uwazam, ze wyrabianie
    takiego odruchu w dziedzinie religii jest nie do przyjecia: to ma byc swiadomy
    wybor (jak sam zreszta mowisz), a nie programowanie, ktore moznaby nazwac
    'praniem mozgu'. Dla mnie najwazniejsze jest, aby ludzie sie *nawzajem*
    szanowali, bez wzgledu na religie lub jej brak. Podziwiam Kosciol katolicki tam,
    gdzie tego szacunku uczy. Podziwiam szczegolnie s.p. Papieza Jana Pawla II za
    jego wklad w ekumenizm.

    > Pozatym myślę, że jednak nie zgadzasz się głównie z *kościołem* a nie *katolicy
    > zem*. Niestety czasami ciężko nam zauważyć co jest dziełem samej, czystej relig
    > ii a co kościła i jego formy.

    Moze troche; ale z drugiej strony mam tyle opinii niezgodnych z nauczaniem
    Kosciola, ze smialo moznaby mnie nazwac heretykiemsmile Zgadzam sie co do
    najwazniejszych spraw etycznych - milosci blizniego, milosierdzia i pomocy
    slabszym. Nie akceptuje natomiast np. typowego dla religii bliskowschodnich
    (Judaizmu, Chrzescijanstwa i Islamu) uznania seksualnosci ludzkiej za grzeszna;
    nie akceptuje akcentowania w Katolicyzmie (w Protestantyzmie juz nie) "sensu"
    cierpienia; gdy slysze, ze 'cierpienie to dar wielkiej milosci Boga do
    czlowieka', to flaki sie we mnie wywracaja; nie akceptuje doslownego rozumienia
    wielu spraw, ktore ja wole rozwazac. Interesuje sie mistyka, religiami (Zachodu
    i Wschodu) i filozofia i mam raczej nature filozofa (ew. mistyka-poszukiwacza),
    niz wiernego jakiejkolwiek religii; pod zadna z nich nie moglbym sie podpisac
    obydwiema rekami, ale kazda z nich szanuje.
  • kryszal87 22.01.07, 10:01
    >nie akceptuje doslownego rozumienia
    wielu spraw, ktore ja wole rozwazac

    Zacząłem się spotykac z ludzmi właśnie w celu zgłębiania religii. I szybko się przekonałem, że wiele rzeczy jest źle odbierane przez nas na co dzień. Ktoś coś przekręci, przekoloruje a dopiero dokładna analiza Pisma Świętego daje nam obraz problemu. Niestety i sami księża się do tego przyczyniają. Ja już odkryłem tyle ciekawych rzeczy w katolicyźmie, że na co dzień dają mi one siłę do życia. Np. świadomość, że nawet gdy będę grzeszył zdając sobie sprawę z Boga(czyli będę w niego wierzył) to i tak jestem zbawiony.
  • prorok_abraham 22.01.07, 12:38
    kryszal87 napisał:

    Ja już odkryłem t
    > yle ciekawych rzeczy w katolicyźmie, że na co dzień dają mi one siłę do
    życia.
    > Np. świadomość, że nawet gdy będę grzeszył zdając sobie sprawę z Boga(czyli
    będ
    > ę w niego wierzył) to i tak jestem zbawiony.

    Cholera, rzeczywiście odkryłeś Amerykę! Właśnie tu tkwi cała obłuda
    katolicyzmu: Nie ważne co robisz i jak postępujesz, ważne że wierzysz w tzw.
    Boga Ojca i jest wszystko OK.
  • koloratura1 22.01.07, 15:01
    kryszal87 napisał:

    >
    > Chrześcijaninem stajemy się w chiwili *świadomego* zawierzenia swojego ż
    > ycia Bogu a nie w wyniku chrztu (czyli chrzest małego dziecka jest mało istotny
    > pod tym względem)

    Wprawdzie jestem niewierząca, ale muszę Ci powiedzieć, że wygłaszasz herezję.
    To właśnie sakrament chrztu świętego robi z człowieka chrześcijanina.
    Spytaj księdza, jak mi nie wierzysz.
  • the_dzidka 22.01.07, 21:05
    > Wprawdzie jestem niewierząca, ale muszę Ci powiedzieć, że wygłaszasz herezję.
    > To właśnie sakrament chrztu świętego robi z człowieka chrześcijanina.
    > Spytaj księdza, jak mi nie wierzysz.

    I na tym polega jednostronne postrzeganie sprawy przez zbyt wielu katolików.
    Zamiast myśleć - pytają księdza. A wszelkie przejawy myslenia traktuja jako
    herezję.
    Idąc twoim tokiem rozumowania - twoje dziecko stanie się chrześcijaninem
    podczas aktu chrztu, którego będzie nieswiadome, a rodzice zdecyduja za nie. Bo
    przeciez nikt takiego niemowlęcia o zdanie nie pyta. Natomiast gdyby ochrzczony
    nie został, a mając np. lat 15 uwierzył w boga - to sie nie liczy, bo nie
    było "pokropku"?
    Ręce opadają. Własnie dlatego katolicy mówią, że jest ich w Polsce ponad 90%...

    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • koloratura1 26.01.07, 04:07
    the_dzidka napisała:

    > > Wprawdzie jestem niewierząca, ale muszę Ci powiedzieć, że wygłaszasz here
    > zję.
    > > To właśnie sakrament chrztu świętego robi z człowieka chrześcijanina.
    > > Spytaj księdza, jak mi nie wierzysz.
    >
    > I na tym polega jednostronne postrzeganie sprawy przez zbyt wielu katolików.
    > Zamiast myśleć - pytają księdza. A wszelkie przejawy myslenia traktuja jako
    > herezję.
    > Idąc twoim tokiem rozumowania - twoje dziecko stanie się chrześcijaninem
    > podczas aktu chrztu, którego będzie nieswiadome, a rodzice zdecyduja za nie.
    >
    > Bo przeciez nikt takiego niemowlęcia o zdanie nie pyta. Natomiast gdyby ochrzczony
    >
    > nie został, a mając np. lat 15 uwierzył w boga - to sie nie liczy, bo nie
    > było "pokropku"?
    > Ręce opadają. Własnie dlatego katolicy mówią, że jest ich w Polsce ponad 90%...

    Ależ ja się z Tobą zgadzam w 100%!
    Też uważam, że jest to skrajna bzdura, ale tak właśnie JEST w kościelnych
    (katolickich) "przepisach": jeśli Cię ochrzcili, jesteś chrześcijaninem, czy
    chcesz, czy nie; do śmierci. Nawet, gdybyś dokonał aktu apostazji.
    Podobnie, jak bycie księdzem czy mężem/żoną ( nie ma rozwodu, może być tylko
    UNIEWAŻNIENIE - uznanie, za niebyłe).

    Jeśli mi nie wierzysz,poczytaj, co głosi Kościół na temat tzw. Sakramentów
    Świętych (ze szczególnym uwzględnieniem Sakramentu Chrztu Świętego).
    >
  • kryszal87 26.01.07, 18:51
    Po raz kolejny pisze, że się nie znasz na rzeczy.
    Już pisałem kim jest chrześcijanin a teraz pisze, że sakrament chrztu sprawia, że jesteśmy ochrzczeni i stajemy się członkami Kościła. Z tego członkowstwa zrezygnować możemy zawsze. Chrześcijanami stać się możemy tylko na własną prośbę.
    Ale Pani jest uparta...
  • kryszal87 22.01.07, 23:31
    Nie, to ty wypowiadasz tutaj głupotę, jeśli jestes niewierząca to pewnie o wielu rzeczach nie wiesz.
    Słowo "chrześcijanin" oznacza wyznawcę Chrystusa, osobę podążającą jego śladem. Chrzest ma mało z tym wspólnego. Słowo to zostało źle przetłumaczone na nasz język. W innych krajach jest OK. Prawidłowo powinno ono brzmieć "chrystianie".
    Zgodnie z Pismem Świętym chrześcijanin to właśnie osoba świadomie oddająca życie Bogu. W kilku fragmentach się to pojawia.
  • koloratura1 22.01.07, 14:53
    kryszal87 napisał:

    > koloratura1 napisała:
    >
    > > Może nie tyle - odruch Pawłowa, ile podlegać brainwashingowi od
    > > najwcześniejszych lat.
    > > Choć to - mniej-więcej na jedno wychodzi.
    >
    >
    > !!! Dla Ciebie wpajanie od małego wartości moralnych to pranie mózgu??

    Oczywiście, że wpajanie wartości moralnych jest jak najbardziej słuszne.

    Brainwashingiem nazwałam wtłaczanie dziecku - od niemowlęcia nieledwie - do
    głowy różnych dogmatów, kłócących się ze zdrowym rozsądkiem.

    > Mnie od małego wychowywała babcia ucząc modliwy i dobrych zachowań.
    > Teraz, mimo, że jestem jeszcze stosunkowo "świeżym" dorosłym to i tak czuje
    > się dumny z samego siebie.

    Gratuluję samopoczucia! smile))

    > Wiem, że moje życie ma cel. I inni wokół mnie też to widzą.

    WIDZĄ, że Twoje życie ma cel?! Ciekawość...
    >
    > I też mam zamiar swoimi dziećmi się chwalić wśród znajomych.

    A czy ja Ci bronię?
    Na szcęście nie należę do kręgu Twoich znajomych...

    > Bardzo prawdopodob
    > ne, że Twoje jeżeli już masz spędzają popołudnia pod blokiem na paleniu trawki.
    > (Jeżeli tak nie jest to gratuluje zdolności wychowawczych i rozumu dzieci)
    > A gdy
    > będziesz umierał(a) na łóżku w szpitalu podczas świąt,

    Ojejku, dlaczego - podczas Swiąt?!

    > to będziesz musiał(a)
    > zrobić to samotnie ze łzami w oczach.

    Jednego Ci odmówić nie sposób: wyobrażni. Jakiejś takiej trochę spaczonej, ale
    zawsze...

    > Niestety świadkiem takiej sytuacji byłem dzisiaj w szpitalu

    "Takiej" to znaczy - jakiej? Jak ktoś umierał "na łóżku w szpitalu podczas
    świąt"? Dzisiaj? A jakie to świeto? Bo już mnie tak skołowałeś, że nie wiem...

    > gdzie mój dziadek przechodził
    > zabieg. Codziennie(bez wyjątku) odwiedza go kilka osób i nie tylko rodzinna.
    > Jego sąsiad (w bardzo podeszłym wieku) rozpłakał się z żalu, że najwyżej
    > go syn czasem odwiedzi z obowiązku....

    Może jakby miał córkę... smile))

  • kryszal87 22.01.07, 23:25
    Pewnie jesteś dużo starsza ode mnie...tyle, że jak czytam twoje głupie odpowiedzi to mam wrażenie jakbym z dzieciakiem rozmawiał.
  • papryczka_ag 25.01.07, 12:23
    A jaka wartość moralną czterolatkowi wpoi np. kazanie o tym że źle się dzieje w
    radzie miasta?
    --
    Polarize me, Sensitize me, Criticize me, Civilize me,
    Compensate me, Animate me, Complicate me, Elevate me...
  • otzky 19.01.07, 17:53
    Moiniko, nie traktuj tego jako potępienie - nie jestem z tych - ale sama
    piszesz, że jesteś "wierzącą niepraktykującą", skąd więc Twoje dzieci mają
    wiedzieć, że uczestnictwo w mszy jest czymś ważnym i poważnym, skoro nie jest
    (nie było) ważne dla Ciebie samej? Moim zdaniem nie da się rozdzielić wiary i
    praktyki - jedno bez drugiego jest puste. "Praktykowanie" będzie miało dla
    dzieci sens, jeśli wskażesz im jego związek z wiarą (i z życiem!). "Chodzenie
    do kościoła" nie wyczerpuje owego praktykowania, tym bardziej że dla dziecka
    godzinna wizyta na mszy raz na tydzień jest czymś mało zrozumiałym. Czy modlisz
    się z dziećmi? Opowiadasz im Bogu? Świadomy, a więc i spokojniejszy (mimo
    oczywistych przeszkód ze strony dziecięcego temperamentu)udział w mszy
    przyjdzie sam z czasem - ale również i w tej kwestii trzeba być dla dziecka
    autorytetem i wzorem. Niezależnie jednak od tego, jak byśmy się nie starali,
    dziecko zawsze pozostanie dzieckiem - trzeba wiele cierpliwości...
    Wszystkiego dobrego!
  • kbl 19.01.07, 18:19
    Religa ostrzega: unikac wszelkich zgromadzen z dziecmi( tez : kina, teatry itp.)
  • alleluja_i_do_przodu 19.01.07, 18:23
    i w dodatku ciągać tam dzieci? Chcesz żeby z potomstwa wyrośli ci TW ??
    --
    Ziobro
    i Kaczyński
    czyli IV RP w akcji
  • czerwony_pazdziernik 19.01.07, 18:41
    ja byłam w dzieciństwie "ciągan" na nudne msze.
    I wyrósł ze mnie ateusz jak sie patrzy smile

    I dlaczego piszesz, że trzeba dzieci oswoić z Kosciołem, bo "kiedyś tzreba"?
    Tylko dlatego? Myśłalam, że do koscioła ludzie chodza bo czuja potrzebę a nie
    dlatego, że trzeba ....

    Ja żyje bez kościoła, nic mi on nie wadzi ani ja jemu te ż staram sie nie
    wchodzi8ć w paradę.
    Jak widać jednak nie "trzeba" oswajać sie z kościołem i chodzić do niego bez
    przekonania.

    ps) Mam córeczke, 2,5 roku i do kościoła nie chodzimy.
    Jak urośnie i będzie chciał niech sobie chodzi.
    Beze mnie niech sie nudzi smile
  • aga_tomek 19.01.07, 19:04
    ja kiedys jak moje dziecko mialo 2 lata chodzilam do kosciola i zaznaczam ze na
    msze dla dzieci, po ktorejs mszy ksiadz mi powiedzial zebym nie przychodzila z
    dzieckiem do kosciola bo ona jest zbyt rozkojarzona i sie nie skupia calkowicie
    na mszy a wrecz przeszkadza innym uczestnikom we mszy sw, a przeszkazala tylko
    tym ze probowala spiewac tylko nie wbijala sie w chor kosciely a spiewala poza
    nim wiec dziekuje bardzo za takiego ksiedza... po takich slowach przestalam
    chodzic do koscola jak moje dzicko bedzie mialo potrzebe to sama znajdzie
    odpowiednia chwile
  • wj_2000 19.01.07, 23:13
    Odpowiadasz na :
    czerwony_pazdziernik napisała:

    Jak napisałem w temacie jestem niewierzący. Od czasu do czasu na śluby i
    pogrzeby chodzę do koscioła. Jako niewierzącemu, słowa kapłana wydaja mi się
    bełkotem! Czystym dżwiękiem, przypadkowym zlepkiem słów - no może mową w
    zupełnie nieznanym, obcym języku.
    Tak samo zapewne odbierane jest to wszystko przez małe dziecko (osoba dorosła i
    wierząca - nie wątpię - rozumie ten język i kazanie rezonuje w jego mózgu, jest
    odbierane jako sygnał niosący informację). Toteż jego odczucia muszą byc
    identyczne z moimi POTWORNYMI cierpieniami.
    A juz szczególną torturą jest, gdy wydaje mi się że to już prawie koniec, a tu
    nagle, jakby nowy akapit, czy nowy rozdział się otwiera. I sie to ciągnie,
    ciągnie, ciągnie.
    Jeśli kochacie swoje dzieci - oszczędźcie im to.
    --
    Gdybym miał wybierac między dżumą a cholerą, wolałbym już PO niz PiS.
  • framp 19.01.07, 19:19
    bo nawet dziecka nie ochrzciliśmy, więc co ono miałoby tam robić? mnie kiedyś
    tak właśnie ciągano do kościoła i dziś mam alergię na całą tą instytucję! do
    kościoła chodzi się z potrzeby duchowej, jeżeli ktoś tak czuje a nie dlatego że
    "trzeba", a ciągnięcie tam dzieci, które wogóle nie rozumieją o co tam chodzi to
    już absurd! w ten sposób tylko je zniechęcisz i kościół będzie im się kojarzył
    podobnie jak mnie - z instytucją narzucaną wbrew mojej woli i dlatego, że "inni
    chodzą"!
  • kreedka 20.01.07, 21:22
    Skoro cię "ciągano" to sie nie dziwie , że masz alergie na kościół. Rodzice
    powinni zaprowadzic i wytłumaczyć oraz byc przykladem, jesli ktoś jest
    katolikiem wierzącym to skąłda przysięge, że potomstwo jakie Bóg go obdarzy
    przyjmie i po katolicku wychowa. Ciekawa jestem ja dzieci szybko załapuja po co
    sie idzie do supermaketu, tu rodzice nie maja problemów z tlumaczeniem bo sie
    nie trzeba wysilac.
    --
    Bilans zawsze wychodzi na zero
  • koloratura1 21.01.07, 08:33
    kreedka napisała:

    >
    > Ciekawa jestem ja dzieci szybko załapuja po co
    > sie idzie do supermaketu, tu rodzice nie maja problemów z tlumaczeniem bo sie
    > nie trzeba wysilac.

    W końcu supermarket znacznie ciekawszy!
    I mama kupi jakiegoś Marsa...
  • kobieta_rakieta 19.01.07, 19:34
    kobiety zastanowcie sie powaznie nad tym co robicie swoim dzieciom,
    ja jako maluch bylam zmuszana do chodzenia do kosciola w kazda niedziele, na
    roraty, naborzenstwa majowe itd. efekt jest taki, ze dzisiaj jak slysze o
    chodzeniu do kosciola to mnie przechodza ciarki.

    a jak sobie policze z ilu godzin mojego dziecinstwa zoastalam okradziona na
    rzecz bezsensownego sterczenia w kosciele to mam potezny zal do moich rodzicow.

    dzieci powinny decydowac o tym czy chce byc katolikami, krisznowcami czy
    buddystami jak osiagna pelnoletnosc. rodzice nie maja prawa zmuszac malych
    dzieci do chodzenia do kosciola i praktykowania jakiejkolwiek religii.


  • ag65 19.01.07, 20:06
    ciekawe, czy jak Twoje dziecko wybierze jakąś sektę i zerwie z Tobą kontakt też
    tak będziesz mówić. jasne, nie można kazać chodzić i nie tłumaczyć dlaczego.
    ale dziecko powinno wiedzieć, co jest dobre a co złe.
  • snowbabe 19.01.07, 20:26
    Sugerujesz, że tylko w kościele można naczyć się tego co dobre a co złe??
  • lukjab12 19.01.07, 20:28
    Jestem Ceremoniarzem i z mojego punktu widzenia nie powinno się dzieci w wieku
    0-5 lat przyprowadzać do kościoła. Ponieważ w jakimś celu się do kościoła chodzi
    . Dzieci tego celu nie znają bo są poprostu za małe.
    Do kościoła nie chodzi się po to aby popatrzeć na żłóbek czy coś innego. Dzieci
    nic z tej mszy nie wynoszą, a tylko "przeszkadzają" ludziom. Gdy sobie chodzi po
    kościele i powie coś głośniej to "pół-biedy". Gorzej jak płacze i wydziera się w
    niebogłosy. Wtedy msza nie ma sensu ani dla dziecka ani dla rodzica, ani dla
    ludzi obok. Można dzieci uczyć jak sie powinnni zachowywać w kościele i gdy są
    do tego "gotowe" to powinno się je zaprowadzić do kościoła. Ale to jest moje zdanie.

    I absolutnie nie powinno się zostawiać wybór wiary dzieciom. Do rodziców należy
    pokazania dobra i zła. A poza tym na na ślubie przyrzeka się: "[...]i wychowam
    dziecko w wierze katolickiej jakim mnie Bóg obdarzy". Więc łamiemy przysięgę
    Ślubu pozwalając dziecku w wieku np: 10-15 lat wybrać wiarę.

    A już największy absurd to jest ktoś kto się nazywa: "wierzący, ale nie
    praktykujący". Skoro ktoś się deklaruje, że jest wierzący (w wierze
    chrześcijańskiej) Jest zobowiązane do przestrzegania przykazań: 3. Pamiętaj abyś
    dzień święty święcił. Tu nie tylko chodzi o chodzenie do kościoła ale także o
    powstrzymania się od prac niekoniecznych...

    Coś mi długo to wyszło... ;D
    --
    piszcie: lukjab12@op.pl
  • koloratura1 21.01.07, 08:40
    ...kto to taki: "Ceremoniarz"?
  • bomola 21.01.07, 18:20
    nie chodzę do kościoła bo nie wierzę w tą instytucję w takiej formie w jakiej
    funkcjonuje ona teraz w naszym kraju tu liczy się tylko kaska kaska kaska!!!
    modlę się codziennie i zyję zgodnie z zasadami kościoła no może poza ta jedną
    nie czuję sie gorszą katoliczką od tych tłumów wkościołach bo o tym jakim jestem
    człowiekiem katolikiem mówią moje czyny w dniu codziennym a nie to czy od czasu
    do czasu poklęcze w kościele
  • kryszal87 21.01.07, 23:45
    Znajdź sobie swój własny kościółek gdzie nie odczujesz tych wad. Uwierz, że są takie prawdziwe kośioły, z prawdziwymi księżmi gdzie chodzą prawdziwi ludzie. Jeśli nie chcesz dawać na tace, po prostu nie daj. To nie jest przykazaniem żadnym, choć jałumużna jest napewno OK. Mimo wszystko księża to też ludzie którzy chcą mieć kablówke na plebani.
  • kryszal87 21.01.07, 23:40
    > A już największy absurd to jest ktoś kto się nazywa: "wierzący, ale nie
    > praktykujący". Skoro ktoś się deklaruje, że jest wierzący (w wierze
    > chrześcijańskiej) Jest zobowiązane do przestrzegania przykazań.

    Jednak nie.
    Są ludzie którzy wierzą w Boga (że takowy istnieje, że stworzył świat) ale nic sobie z tego nie robią -za dużo wysiłku(wobec całego życia które doskonale wiedzą, że dostali właśnie od Boga). Nad dekalogiem zastanawiać się będą dopiero wobec oblicza Boga, a to już napewno będzie za późno.
    Z logicznego punktu widzenia lepiej być ateistą i "mieć z głowy" niż wierzyć a nie praktykować tej wiary. Bóg jednak nawet samą wiarę sobie ceni -lepiej dla nich.
  • aor 27.01.07, 00:54
    lukjab12 napisał:

    > Jestem Ceremoniarzem i z mojego punktu widzenia nie powinno się dzieci w wieku
    > 0-5 lat przyprowadzać do kościoła. Ponieważ w jakimś celu się do kościoła
    chodz
    > i
    > . Dzieci tego celu nie znają bo są poprostu za małe.
    > Do kościoła nie chodzi się po to aby popatrzeć na żłóbek czy coś innego.
    Dzieci
    > nic z tej mszy nie wynoszą, a tylko "przeszkadzają" ludziom. Gdy sobie chodzi
    p
    > o
    > kościele i powie coś głośniej to "pół-biedy". Gorzej jak płacze i wydziera
    się
    > w
    > niebogłosy. Wtedy msza nie ma sensu ani dla dziecka ani dla rodzica, ani dla
    > ludzi obok. Można dzieci uczyć jak sie powinnni zachowywać w kościele i gdy są
    > do tego "gotowe" to powinno się je zaprowadzić do kościoła. Ale to jest moje
    zd
    > anie.
    >
    > I absolutnie nie powinno się zostawiać wybór wiary dzieciom. Do rodziców
    należy
    > pokazania dobra i zła. A poza tym na na ślubie przyrzeka się: "[...]i
    wychowam
    > dziecko w wierze katolickiej jakim mnie Bóg obdarzy". Więc łamiemy przysięgę
    > Ślubu pozwalając dziecku w wieku np: 10-15 lat wybrać wiarę.
    >
    > A już największy absurd to jest ktoś kto się nazywa: "wierzący, ale nie
    > praktykujący". Skoro ktoś się deklaruje, że jest wierzący (w wierze
    > chrześcijańskiej) Jest zobowiązane do przestrzegania przykazań: 3. Pamiętaj
    aby
    > ś
    > dzień święty święcił. Tu nie tylko chodzi o chodzenie do kościoła ale także o
    > powstrzymania się od prac niekoniecznych...
    >
    > Coś mi długo to wyszło... ;D

    Ty ceremoniarz pocałuj mnie w trabkę. Z dzieckiem pójdę do chrztu dla papieru,
    żeby nie był napietnowany w tym dzikim, poj.....nym kraju. Zasady moralne wpoję
    mu uniwersalne, zeby był człowiekiem z zasadami , ale też z charakterem, żeby
    umiał ocenić co to zabobon, co smierdzi hipokryzją. Niech żyje wolność
    przekonań.
  • iza33 28.01.07, 19:37
    Polecam msze dla przedszkolaków. Mieszkam w Krakowie i w kościele przy ul.
    Kobierzyńskiej o godz. 10 jest msza dla przedszkolaków i młodszych dzieci.
    Nikomu nie przeszkadza jak jakiś szkrab wejdzie na ołtarz (czasem raczkując),
    zacznie płakać itp. Kazanie jest przeznaczone dla dzieci w tym wieku i zwykle
    poprzez bohaterów bajek ksiądz omawia jakiś problem z czytania na mszy. całość
    trwa ok 35 min. Tylko podziwiam księdza jak w takim rumorze może się biedak
    skupić, bo jak jest brzudka popgoda (zwłaszcza niż lub halny) to dzieciaki
    wariują na potęgę
  • kropkacom 19.01.07, 20:36
    Do ag65. Mam dwa pytania. Innej alternatywy poza kościołem na pokazanie co dobre
    a co złe w życiu, nie widzisz? Czy jak ktoś za młodu na msze nie uczęszczał to
    od razu musi później wpaść w ręce sekty?
  • symbolique 21.01.07, 17:00
    aga czyli jak nie chodzisz do kościoła to nie potrafisz wytłumaczyć dziecku co
    jest dobre a co złe? czy twoim jedynym moralnym drogowskazem jest ksiądz który z
    reguły przekazuje ludziom informacje o których sam nie mam pojęcia lub, w ktorte
    sam nie wierzy? chyba niepotrzebnie sugerujesz, ze jak w zyciu moim i moich
    dzieci zabraknie nauki głoszonej (jedynej słusznej) przez kościól to zostaną
    sekciarzami .
  • bomola 21.01.07, 18:11
    toniby inne religie są złe? i wszyscy co nie myśła jak ty też?
  • magdarak 19.01.07, 20:34
    Pewnie dlatego nie umiesz napisać "nabożeństwo"! A poważnie, to zgadzam się z
    postami, że dziecko od małego powinno się uczyć, że inaczej zachowuje się na
    placu zabaw, inaczej w kościele, a jeszcze inaczej w kinie. Na pewno mu to nie
    zaszkodzi, pomoże skupić się później w szkole. Niech sobie ogląda wklejone do
    książeczki święte obrazki
  • piwi77 19.01.07, 20:59
    maluchów do koscioła chcesz ich nauczyć dyscypliny. Dziwię się, że nikt z
    piszących tu rodziców nie widzi prostej i jedynej recepty, aby dziecko
    rozwijało się prawidłowo. Dzieci trzeba kochać i im to okazywać, a reszta sama
    się ułoży.
  • wujo_prezio 19.01.07, 23:07
    tak na pewno sie sama ulozy, dzieci oprocz kochania trzeba jeszcez wychowywac a nie czekas az sie samo ulozy. w takiej sytuacji nigdy nic dobrego nie wychodzi
  • inzynier2 20.01.07, 02:14
    piwi77 napisał:
    > Dzieci trzeba kochać i im to okazywać, a reszta sama się ułoży.

    Jeśli Ty będziesz dziecko kochać i mu to okazywać to jest duża szansa, że też
    Ciebie będzie kochać i Ci to okazywac. Natomiast w sprawie religii powie Ci -
    mamo, przecież każdy samodzielnie myślący człowiek wie, że boga nie ma -
    dlaczego mam chodzić do kościoła? Musisz dziecko wdrożyć aby samodzielnie nie
    myślało, uchronić je przed niepożądanymi wpływami - wtedy jest szansa, że
    będzie katolikiem jak o. Rydzyk przykazał.
  • komorka25 19.01.07, 22:28
    magdarak napisała:

    > Pewnie dlatego nie umiesz napisać "nabożeństwo"!

    A co to ma do rzeczy? Poza tym autorce wątku chodziło o mszę, a nie
    nabożeństwo. Tylko czy ty to odróżniasz?


    >A poważnie, to zgadzam się z
    > postami, że dziecko od małego powinno się uczyć, że inaczej zachowuje się na
    > placu zabaw, inaczej w kościele, a jeszcze inaczej w kinie.

    Owszem, tylko dlaczego uczyć tego w kościele podczas mszy - kosztem tych,
    którzy chcą w skupieniu sie pomodlić?


    >Na pewno mu to nie
    > zaszkodzi, pomoże skupić się później w szkole. Niech sobie ogląda wklejone do
    > książeczki święte obrazki

    Szczerze wątpię w to skupienie w szkole po bywaniu na mszy ze stadem
    innych "rozkosznych dzieciątek". A poza tym nie wklejam obrazków w książeczkę.
    Mam zbyt wielki szacunek dla każdej książki.
  • koloratura1 21.01.07, 08:56
    komorka25 napisał:

    > autorce wątku chodziło o mszę, a nie
    > nabożeństwo. Tylko czy ty to odróżniasz?

    Ja odróżniam, chociażem niewierząca i - w konsekwencji - niepraktykująca:

    - msza św. to takie coś z czytaniem ewangelii, podniesieniem i komunią św., na
    pamiątkę męczeńskiej śmierci Chrystusa, zwana również Eucharystią (mylące, bo
    "eucharystia" to również opłatek, połykany przy przyjmowaniu komunii),
    - nabożeństwo to "uroczystość specjalna", np: majowe, czerwcowe, różańcowe,
    nieszpory...

    Tylko ciekawi mnie, jaka ma być ta różnica w (dopuszczalnym) zachowaniu się
    dzieci na mszy i na nabożeństwie.



  • koloratura1 21.01.07, 08:42
    magdarak napisała:

    >
    > Niech sobie ogląda wklejone do
    > książeczki święte obrazki

    Najlepiej takie do kolorowania...
    I nie zapomnij wziąć mu ze sobą kredek!

  • mama_domika 19.01.07, 21:40
    przecież gdy chrzcimy dziecko to obiecujemy Panu Bogu że je po katolicku
    wychowamy i mnie ta obietnica bardzo zobowiązuje !!!!!!!!!!!
    --
    Te małe istotki stworzone są do miłości i wesela
    fotoforum.gazeta.pl/72,2,621,52692644.html
  • koloratura1 21.01.07, 09:03
    mama_domika napisała:

    > przecież gdy chrzcimy dziecko to obiecujemy Panu Bogu że je po katolicku
    > wychowamy i mnie ta obietnica bardzo zobowiązuje !!!!!!!!!!!

    A może niektórzy traktują ślub kościelny, chrzest dzieci, jako ukłon pod adresem
    pewnej tradycji i uroczystość z nią związaną?

    W końcu nie trzeba wierzyć w Kupałę i go czcić, żeby w nocy z 23-go na 24-ty
    czerwca palić ogniska i puszczać wianki na wodę.
  • kryszal87 21.01.07, 23:50
    No niestety czasami to prawda. Być może właśnie aby dziecko samo w pewnym wieku się na to decydowało.
  • beatus7 21.01.07, 00:07
    Ja z innej beczki nie możnba być wierzącym niepraktykującym, takie bzdury to
    wymysł komunistów " Pamiętaj abyś dzień święty święcił "
  • critto 22.01.07, 00:27
    mozna, bo wiara to sprawa serca, a nie nakazow. Poza tym mozna swiecic Dzien
    Swiety po swojemu, rowniez poza kosciolem; mozna spedzic go na rozmyslaniach o
    wierze, na spotkaniu z przyjaciolmi, na wyprawie w nieznane z rodzina -- tam,
    gdzie w pieknie przyrody widac potege Stworcy. Nie mam nic przeciwko chodzeniu
    do kosciola, ale nie uwazam, aby bylo to jedyna forma wyrazenia swojej wiary.
  • kryszal87 22.01.07, 01:00
    beatus7 napisał:

    > Ja z innej beczki nie możnba być wierzącym niepraktykującym, takie bzdury to
    > wymysł komunistów " Pamiętaj abyś dzień święty święcił "

    Też uważam, że można. Wierzący wierzy w Boga ale nie praktykuje jego nakazów. Czyli nie święci dnia świętego.
    Jest masa osób które uznają Boga, ale po prostu go olewają bo tak jest wygodniej.
  • ekumeniczny 22.01.07, 12:03
    Re: nie mozna byc wierzacym niepraktykujacym

    Droga inicjatorko dyskusji
    W pismie swietym pisze: " sama wiara nie wystarczy. Diabel tez wierzy (i to
    bardzo mocno) w istnienie Boga ".
    Nawet jesli ty nie dbasz o to co sie z toba stanie po smierci, nie masz
    moralnego prawa prowadzic ta sama droga swoich dzieci. Dlatego jesli kochasz
    swoje dzieci, powinnas je prowadzic do Kosciola. Nie badz naiwna. Komunisci i
    ich nastepcy globalisci wywodza sie z tego samego zrodla. Ich odwieczna
    przewrotnosc jest w Biblii doskonale udokumentowana.
    Pamietaj autorko, jeden Kosciol wiecej dobrego czyni dla spolecznosci niz dwa
    posterunki policji.
  • bibbi5 19.01.07, 20:33
    chyba trochę przesadzasz. Czy ojciec Twoich dzieci był z Wami w tym Kościele?
    Mam również małe dzieci i uważam, że masz problem ze sobą, ok?
  • weronia17 19.01.07, 20:34
    Jestem wierząca lecz niepraktykująca. Nie chodzę z dzieckiem do kościoła. Moje
    dziecko chodzi do I klasy, chodzi na religię i w przyszłym roku pójdzie do I
    komunii świętej.I wiecie co wkurza mnie najbardziej???? To że w szkole do
    której uczęszcza jest jedna lekcja agielskiego w tygodniu, basen co dwa
    tygodnie, a RELIGIA ? Otóż 2 lekcje religii w tygodniu? PO CO?
  • inzynier2 20.01.07, 02:19
    weronia17 napisała:
    > w szkole do której uczęszcza jest jedna lekcja agielskiego w tygodniu, basen
    > co dwa tygodnie, a RELIGIA ? Otóż 2 lekcje religii w tygodniu? PO CO?

    Głupie pytanie! Po to jest są niezbędne lekcje religii aby dzieci do niej
    wdrożyć. Uważam, że dwie lekcje tygodniowo to za mało - to nie będzie
    skuteczne. Powinny mieć minimum jedną lekcję religii dziennie jeśli chcemy aby
    Polska była krajem katolickim.


  • koloratura1 21.01.07, 09:08
    weronia17 napisała:

    > Jestem wierząca lecz niepraktykująca. Nie chodzę z dzieckiem do kościoła. Moje
    > dziecko chodzi do I klasy, chodzi na religię i w przyszłym roku pójdzie do I
    > komunii świętej.I wiecie co wkurza mnie najbardziej???? To że w szkole do
    > której uczęszcza jest jedna lekcja agielskiego w tygodniu, basen co dwa
    > tygodnie, a RELIGIA ? Otóż 2 lekcje religii w tygodniu? PO CO?

    Oprócz 2 lekcji religii w szkole będzie miało "trening" (nie wiem, ile godzin w
    tygodniu) w kościele, jak ma wyglądać uroczystość komunijna.
  • kryszal87 21.01.07, 23:59
    buahaha...bardzo inteligentnie...
  • kryszal87 21.01.07, 23:57
    weronia17 napisała:
    >I wiecie co wkurza mnie najbardziej???? To że w szkole do
    > której uczęszcza jest jedna lekcja agielskiego w tygodniu, basen co dwa
    > tygodnie, a RELIGIA ? Otóż 2 lekcje religii w tygodniu? PO CO?

    Ja basenu nigdy nie miałem -jestem dobrze wysportowany
    Ja angielskiego w podstawówce nie miałem -posługuje się nim bardzo komunikatywnie
    Te rzeczy o mojej przyszłosci raczej nie zadecydowały, choć mogły pomóc.
    Religia pomogła mi odróżniać dobro od zła. Do dzisiaj jestem temu wdzięczny, bo tego bym pewnie nie nadrobił.
  • medor11 19.01.07, 20:45
    My z żoną i naszym dwulatkiem chodzimy na msze do kościoła pod wezwaniem św
    Jakuba na Placu Narutowicza. Obok kościoła jest kaplica, gdzie w niedziele o
    11.30 są msze dla dzieci. Są krótsze, a poza tym dzieciaku teraz (jest
    karnawał) przynoszą instrumenty (bębenki, tamburyny, grzechotki, flety i co kto
    ma i grają same podczas mszy). Ksiądz tylko prosi, żeby nie zagłuszać liturgii.
    Msza jest w klimacie dla DZIECI. Po mszy wszystkie dzieci biegną do księdza po
    błogosławieństwo i zostają pod ołtarzem śpiewać kolędy. Ksiądz śpiewa razem z
    nimi. Na najbliższej mszy może być problem, bo człowiek który grał podczas mszy
    na gitarze ma jakieś inne zobowiązania ale szukał zastępstwa. Pod ołtarzem
    stale siedzi z dziesiątka dzieciaków. Dzieci też same zbierają na tacę.
    POLECAM.
  • komorka25 19.01.07, 22:31
    medor11 napisał:

    > ... są msze dla dzieci. Są krótsze, a poza tym dzieciaku teraz (jest
    > karnawał) przynoszą instrumenty (bębenki, tamburyny, grzechotki, flety i co
    kto ma i grają same podczas mszy). Ksiądz tylko prosi, żeby nie zagłuszać
    liturgii.
    > Msza jest w klimacie dla DZIECI. Po mszy wszystkie dzieci biegną do księdza
    po błogosławieństwo i zostają pod ołtarzem śpiewać kolędy. Ksiądz śpiewa razem
    z nimi. ... Pod ołtarzem
    > stale siedzi z dziesiątka dzieciaków. Dzieci też same zbierają na tacę.

    No i to jest cos takiego, co mnie odstrasza. Nie znoszę przedstawień
    niesłusznie nazywanych mszami dla dzieci i w "klimacie dla DZIECI".
  • waclaw_grzyb 19.01.07, 21:03
    Nie mam bacha więc na cholere sie mnie pytasz??
  • justyna1110 19.01.07, 21:26
    u nas jest msza dla rodziców z dziećmi i nikomu nie przeszkadzają ani krzyki czy
    chodzenie po kościele ksiądz jest cierpliwy kazanie jest przeznaczone dla dzieci
    niezadługie i jest bardzo miło.....
  • artbloo 19.01.07, 22:50
    ew. istnieje tylko w celu wytłumaczenia swojego lenistwa czy po prostu braku
    wiary. Zapewne Twoi rodzice wyganiali Cię do kościoła i tak już zostało. Co do
    zachowania Twoich dzieci... no nie ma czym się chwalić na forum. To też
    świadczy o Tobie. Z Twojego wywodu wyczytałem między wierszami, że Twoje dzieci
    są takie niewinne a reakcja ludzi w kościele (moherów) jest .... dziwna.
    Krótko: nie chodź z dziećmi do kościoła. Pozostałe matki zachęcam.
  • arius5 19.01.07, 23:13
    Mozna wierzyc w Boga, ale nie w oszustwa, jakie nam wciska kosciol katolicki.
    Mozna polaczyc sie z Bogiem pomijajac ludzi w sutannach, ktorzy nic wiecej nie
    wiedza o Bogu niz kazdy inny czlowiek.
    Nie przyszlo to nikomu do glowy ?
  • koloratura1 21.01.07, 09:13
    artbloo napisał:

    > Z Twojego wywodu wyczytałem między wierszami, że Twoje dzieci
    > są takie niewinne a reakcja ludzi w kościele (moherów) jest .... dziwna.
    > Krótko: nie chodź z dziećmi do kościoła. Pozostałe matki zachęcam.

    A co z niewinnymi duszyczkami JEJ dzieci?
    Mają być już na zawsze potępione?!

  • marta_ratajczak 19.01.07, 23:06
    Moim zdaniem.. jeżeli teraz nie nauczysz chodzenia dzieci do Kościoła.. to
    szczerze wątpie, żeby to w póżniejszym czasie kiedykolwiek się udało.. a poza
    tym nawet sobie nie zdajesz sprawy ile sprawiasz Jezusowi radości, że
    przyprowadzasz do Jego Domu Twoje małe owieczki- a zarazem Jego.. My- ludzie-
    tej radości nie pojmiemy, ale ona naprawdę istnieje.. i każdego dnia jest coraz
    to bardziej silniejszasmile także- uwierzcie mi- WARTO!
  • zapomnialamhasla 20.01.07, 21:31
    Moim zdaniem nie masz racji. Nie znasz dzieci autorki wątku, więc skąd
    przekonanie, że jak nie teraz, to nigdy? Wszystkie dzieci idą do szkoły w wieku
    7 lat ale nie wszystkie są emocjonalnie do tego dojrzałe. Na szczęście kościół
    nie jest obowiązkowy i każy rodzic może sam zdecydować o tym, kiedy zacząć. Mój
    syn zaczął regularnie chodzić do kościoła w czasie przygotowań do 1. komunii. I
    tak mu zostało. Ma 15 lat. Ja do kościoła chodzę raczej okazjonalnie. Nigdy nie
    zmuszaliśmy go do pójścia na mszę, ani nie zabranialiśmy, ewentualnie
    przypominaliśmy. Słabej wiary jesteście ludzie jeśli sądzicie, że potrzeba
    chodzenia na spotkanie z Panem, to wasza zasługa tj. waszego treningu od
    kołyski.
  • gluczniewski 19.01.07, 23:40
    Powiem szczerze, że już nie chodzę - jestem rozwiedziony i żyję samotnie.
    Jednak kiedy byłem z rodziną, co tydzień byłem w kościele z dziećmi. Wiem, że
    ludzie (tzw. wierzący) potrafią skutecznie zniechęcić innych do wiary. Jednak
    kiedy idziesz do kościoła na MĄDRĄ msze dla dzieci wszystko wygląda inaczej. W
    Warszawie polecałbym Ci św. Jacka - Dominikanów na Freta. Na 10 jest msza na
    którą przychodzą rodziny z dziećmi i dopóki Twoje dzieci nie zaczną wyjmować
    cegieł z konstrukcji nośnej dachu kościoła - chyba wszystko inne będzie im
    wybaczone. Ponadto zawsze będą mogły pobawić się z innymi dziećmi. To bardzo
    pomaga i samym dzieciom i rodzicom. Uwierz mi. Pozdrawiam
  • minka5 20.01.07, 00:58
    Do szalu doprowadzaja mnie bachory! Masza jest momentem wyciszenia sie, a nie
    ryku dziciaka. Sama mam dzieci i wlasnie od momentu, gdy bylo to mozliwe
    uczylam ich zroznicowania zachowan w Kosciele i na placu zabaw. Gdy byly bardzo
    malutkie i nie potrafily tego zrozumiec, chodzilismy z mezem osobno na Msze. I
    powoli zaczely sie Msze rodzinne (nie mylic z tymi dla dziecmi, bo nie zawsze
    pasowaly z innymi planami). Dzieci oswojone z Kosciolem i nie ma latania po
    Kosciele, konfesjonalach, brania czegos, ryku, itp.To nie jest prywatne miejsce
    i nie widze potrzeby, aby wlasnie MOJE dzieci zaklocaly skupienie innych. Nie
    zawsze i nie wszedzie musza byc PEPKIEM swiata. zy to w pewnym wieku az tak
    trudno nauczyc?
  • kaffeebohne 20.01.07, 01:56
    Większość ludzi chyba nie rozumie sensu mszy św. Tam się nie chodzi, żeby
    "odbębnić" wizytę, tylko, żeby coś z tego wynieść (teoretycznie). W mszy należy
    uczestniczyć świadomie. Poco zatem przychodzić z dzieckiem, które i tak tego nie
    rozumie, nudzi się i co gorsza, przeszkadza tym, co przyszli do kościoła z
    prawdziwej potrzeby, i chcą nawet usłyszeć co ten ksiądz ma do powiedzenia
    (czasem się zdarza, że mówi do rzeczy...). Lepiej dziecku kupić biblię w
    obrazkach, opowiadać biblię, i w ten sposób wprowadzać w świat religii. Potem,
    świadome w czym rzecz, mogą wziąć udział w mszy, która ma być przeżyciem
    duchowym a nie przesiedzeniem godziny w kościele. Przez takie przymuszane
    wyjścia na msze dziecko nauczy się tylko, że musi chodzić do kościoła, że ma być
    tam cicho, ale nie dowie sie, że chodzi się tam nie z obowiązku a z potrzeby.
    Rodzice, podejdźcie do tego z rozsądkiem!!!!
  • vulpe_cula 20.01.07, 12:00
    Dla mnie sprawa jest jasna. Albo ktoś wierzy w to, co przekazuje Kościół (uznaje
    to za prawdę) albo nie. Osoba wierząca nie ma wątpliwości, że uczęszczanie na
    msze święte jest bezpośrednio związane ze zbawieniem i chcąc dobra swoich dzieci
    zabiera je ze sobą na msze. Wiadomo, że msza, to nie pogadanka księdza, o czym,
    wielu ludzi jest przeświadczonych, ale liturgia, w której można się oczyścić z
    grzechów powszednich, po drodze jest jeszcze kilka ważnych momentów, a na koniec
    można zabrać ze sobą do domu błogosławieństwo. Często dzieci dostają je
    indywidualnie.
    W drugim przypadku nie ma sensu chodzić do kościoła.
    Ja mam pięciomiesięczną córeczkę i na razie nie chodzę z nią do kościoła w
    obawie, że prędzej, czy później zacznie płakać. Natomiast z chęcią będę ją
    zabierać na msze dla dzieci i przyznam, że mi takie msze też bardziej
    odpowiadają, bo mam wrażenie, że niestety nasi księża nie są przygotowywani do
    pracy z dorosłymi. Często traktują dorosłych jak ludzi nie odznaczających się
    własnym rozumem i wygadują takie głupoty, że uszy więdną. Natomiast to, co
    przekazują dzieciom jest jak najbardziej pożyteczne, wychowawcze i choćby przez
    to podnoszące mnie również na duchu.
    Pozdrawiam
  • kaffeebohne 20.01.07, 15:14
    >Osoba wierząca nie ma wątpliwości, że uczęszczanie na
    > msze święte jest bezpośrednio związane ze zbawieniem ...
    Polemizowałabym. Od samego chodzenia, bez zaangażowania intelektualnego, nikt
    nie będzie zbawiony. I lepiej dzieci tego nie uczyć. Przede wszystkim mają się
    stosować w życiu do przykazań biblijnych, a tylko na marginesie chodzić do
    kościoła.
  • vulpe_cula 20.01.07, 17:52
    Osoba wierząca w sensie jak napisałam wyżej. Jak ktoś wierzy w coś innego, to
    tego mój komentarz nie dotyczy. Uważam, że nawet bez intelektualnego
    zaangażowania danej osoby Bóg może udzielić jej łaski w trakcie mszy. Inaczej
    np. nie miałoby sensu uczestnictwo w niej osób upośledzonych umysłowo. Pozdrawiam
  • kaffeebohne 20.01.07, 20:08
    Bóg podobno jest wszechobecny i nie potrzebuje gromadzić ludzi w kościele. Jeśli
    będzie chciał kogoś pobłogosławić, to zrobi to przecież nawet poza kościołem.
    Wiara to nie czysty rytuał. Ludzie często mylą wiarę w Boga z rytuałami
    kościelnymi. Instytucję Kościoła utożsamia się z Bogiem, a to błąd. Nie
    chciałabym nikogo urazić. Uważam, że jeśli ktoś potrzebuje w pewien sposób
    bliższego kontaktu z Bogiem, z dala od szarego świata, to może udać się do
    kościoła, ale chodzenie tam wbrew woli (w znaczeniu - osoby nie wykazujące
    specjalnej chęci uczestniczenia w obrzędach religijnych - dzieci,
    niepełnosprawni umysłowo) mija się z celem.
    Kościół to nie maszynka do udzielania łaski.
  • pofur 20.01.07, 23:43
    Jeśli nie "zaszczepisz" wiary w dziecku, będzie podchodzić do religii jako do
    przymusu czy czegoś bez sensu. Wszystko można, tylko trzeba to robić z głową.

    A ustawienie dzieci i osób niepełnosprawnych umysłowo w jednym sznurku - to było
    przegięcie. A odmowa prawa uczestniczenia w mszy tylko dlatego, że wydaje Ci
    się, ąe tego nie rozumieją - to brak wiedzy.

    Co Ty wiesz o dzieciach? A co o osobach niepełnosprawnych umysłowo? Skąd wiesz,
    co mają w głowach, co myślą, co czują? Może potrzebują tego bardziej niż inni?

    A dlaczego chodzi się do kościoła, skoro Bóg jest wszędzie? Filmy kinowe można
    oglądać również w tv, nawet na telefonie komórkowym. Ale ile wtedy masz z tego
    filmu?
  • kaffeebohne 21.01.07, 00:04
    > Jeśli nie "zaszczepisz" wiary w dziecku, będzie podchodzić do religii jako do
    > przymusu czy czegoś bez sensu.
    "Zaszczepianie" na siłę to nie przymus? Zmuszanie dziecka do udziału w mszy nie
    nauczy ich wiary.

    > A ustawienie dzieci i osób niepełnosprawnych umysłowo w jednym sznurku - to
    > było przegięcie.
    Bynajmniej. Poziom pojmowania, rozumienia, otaczającego ich świata jest podobny.
    Nie wymawiam im uczuć, twierdzę tylko, że nie wszystką rozumieją. Wcale nie jest
    to obrażanie nikogo. Tak jest. Umysł dziecka się rozwija. Na początku dziecko
    wielu rzeczy nie rozumie. Religia i wiara to wyjątkowo trudne pojęcia. Niektórzy
    dorośli ich nie rozumieją - dla tych religia to wyłącznie odbębnianie
    niedzielnej mszy...

    > A dlaczego chodzi się do kościoła, skoro Bóg jest wszędzie?
    Chodzenie do kościoła ma sens dla osób, które mają taką potrzebę, by w pewien
    sposób być bliżej Boga. Jak ktoś (dziecko), które nie rozumie czym jest Bóg
    (stawia go na równi ze świętym Mikołajem, wielkanocnym króliczkiem i supermanem)
    ma czuć potrzebę uczestnictwa w mszy?
  • pofur 21.01.07, 07:54
    Widzę, że Ciebie ktoś kiedyś chyba źle potraktował, jeśli Ty wszystko traktujesz
    jako przymus.

    Dziecka do niczego nie wolno zmuszać, jedynie zachęcić. A od tego jesteśmy my -
    rodzice - aby rzeczy trudne dziecku tłumaczyć. Tłumaczyć w taki sposób, żeby
    zrozumiało choćby namiastkę. Bo to jest ten początek.
  • koloratura1 21.01.07, 10:19
    pofur napisał:

    >
    > A dlaczego chodzi się do kościoła, skoro Bóg jest wszędzie?

    No właśnie!

    > Filmy kinowe można
    > oglądać również w tv, nawet na telefonie komórkowym. Ale ile wtedy masz z tego
    > filmu?

    Ja tam do kina nie chodzę wogóle.
    Wolę gorszą jakość w telewizorze, ale za to bez towarzyszenia szelestu papierków
    oraz głupiego chichotu dużej części publczności i to w momentach najmniej
    właściwych.

  • kaffeebohne 20.01.07, 22:24
    > Uważam, że nawet bez intelektualnego
    > zaangażowania danej osoby Bóg może udzielić jej łaski w trakcie mszy. Inaczej
    > np. nie miałoby sensu uczestnictwo w niej osób upośledzonych umysłowo.

    Czy zatem muzułmański terrorysta wchodząc do kościoła na mszę również zostanie
    obdarzony łaską przez sam fakt siedzenia na mszy?
    Mój przykład jest oczywiście przesadny. Chodzi mi o jedynie zilustrowanie
    poglądu, że od samego chodzenia na msze jeszcze nikt świętym nie został...
  • opt 21.01.07, 02:19
    Oczywiście ,że muzułmański terrorysta dostąpi łask i to od tego samego Boga,a
    szczególnie będą to wielkie łaski,gdy kilku niewiernych wyśle do tej samej
    bozi.Kochani,czy wy jeszcze macie zdolność myślenia,czy tylko tak dla fasonu
    przelewacie puste do pustego.
  • merops 20.01.07, 02:25
    Piszę bo jednej sprawy dość istotnej jakoś nikt nie poruszył. To rozum, którym Pan Bóg nas obdarował - fakt, że niezbyt sprawiedliwie, ale jednak, i każdy w minimalnym chociaż stopniu obowiązany jest korzystać z niego.
    Zacznijmy od tego, że należałoby zdawać sobie sprawę czym jest msza, po co i w jaki sposób przyjęte jest w naszej kulturze w niej uczestniczyć. A zatem po co zmuszamy, czy też zaprowadzamy tak małe dzieci na mszę? Jak już z tym się uporamy, to zróbmy krok następny: czy ona jest dla kilkudziesięciu lub często kilkuset osób zainteresowanych uczestniczeniem w skupieniu (tak! w skupieniu!) w tym misterium, czy też dla naszej rodziny tylko, przy udziale wcześniej wspomnianych "widzów", którzy powinni podziwiać rozkoszne występy naszego najcudowniejszego na świecie aniołka. Msze dla dzieci raczej nie nadają się do tego, gdyż konkurencja duża i zbyt prawdopodobne, by jakiś inny "niesforny dzieciak" bardziej rozrabiał i zabierał splendor naszemu.
    Pozostaje tylko jeszcze jedno wyjaśnienie tego zjawiska - nieświadomość, że się po prostu bardzo przeszkadza uczestnikom nabożeństwa... może z wyjątkiem tych, którzy "zmuszani i ciągani" okropnie się nudzą.
    A co do księdza - a miał Cię ochrzanić, powiedzieć to na co zasłużyłaś? W innej sytuacji pewnie powiedziałby, bardziej lub mniej delikatnie, że tu nie plac zabaw, ani sala przedszkolna! Akurat miał moment, jeden z niewielu we mszy, który nie jest doskonale już zapamiętanym, powtarzanym kolejny raz obrzędem, tylko na ten jeden raz przygotowywanym wystąpieniem. Starał się najlepiej jak mógł, a Tyś w jego trakcie, w swej nieświadomości z głupotą graniczącej, skutecznie zapewne mu przeszkodziła. Żeby więc jeszcze cos uratować, łagodnie zareagował i nie powiedział Ci nic złego, bo wtedy całkiem rozwaliłby cel i sens tego "kazania".
    Zapewne poczujesz się urażona, ale zapewniam Cię że starałem się delikatnie to ująć, choć podejrzewam, że mogłaś na to pozwolić również dla rozweselenia dziwnie spokojnego, nudzącego się i niezrozumiale na czymś skupionego tłumu. "Dla jaj" jak to się teraz czasem ładnie w tv mówi. Ale nie zakładam takich intencji, bo reakcja byłaby mniej delikatna i wtedy to już chyba admin by mnie wybanował smile
    Proszę więc tylko o chwilkę refleksji i ułożenia sobie - co najpierw, a co mniej ważne i dlaczego, a reszta jakoś może się wyklaruje.
    PS. Ach i żeby nie było… - moje doświadczenia z dwójką dorosłych juz teraz dzieci są takie, że jeśli małe dziecko nie wytrzymywało, to się po prostu wychodziło, większe chodziły na msze dla dzieci, a już starsze miały wybór - religia lub nie. I z przerwami jednak niezbyt długimi dotrwały do końca edukacji religijnej. Nie zmuszanie, ani nakazywanie, a głównie rozmowa i kształtowanie świadomości podparte także własną postawą. No, oczywiście w jakimś koniecznym tutaj skrócie.
  • juliapol 20.01.07, 16:38
    zgadzam sie w 100%
    pozdrawiam
  • star105 20.01.07, 03:01
  • cynta 20.01.07, 05:51
    I znow polskie pomieszanie z poplataniem: chodzic TAK, przejmowac sie starymi
    kwokami dookola NIE. Jezeli chcesz zeby twoje dzieci mialy jako podstawowe
    wartosci wiare katolicka do kosciola trzeba je czasem zabrac, usiasc z tylu (nie
    w pierwszej lawce), pozwolic dziecku chodzic, zabrac zabawki, ksiazki, jedzenie
    i tak dlugo jak sie da wytrzymac, jak sie nie da, wyjsc, wrocic potem znow wyjsc
    itp. Tak mozesz postepowac tak dlugo jak twoje dziecko-nie dziecko zacznie
    rozumiec co ksiadz mowi na kazaniu i potem dojdzie do wniosku za albo bylo to o
    niczym albo bylo to straszenie pieklem albo ksiadz zgubil watek zaraz na
    poczatku bo poprzedniego dnia za duzo wypil, i wtedy twoje wlasne dziecko samo
    zdecyduje ze nie widzi potrzeby sluchania tego... Osobiscie uwazam ze wszyscy ci
    ksieza tu opisani (plus wszyscy wyslani do Poloni) odpowiedza co najmniej
    czysccem za te bledy. :o))
  • merops 20.01.07, 10:23
    Eeech, zapomniałas o nocniczku i małym telewizorku. Przecież dziecko nie może się nudzic! A samochodzikiem może jeżdzić tylko do połowy kościoła, bo tamci ludzie przychodzą tak jak Ty posiedzieć, popatrzeć na kolorowo przebranego faceta co jakimiś fajnymi pucharkami obraca i do mikrofonu coś tam gada. Czasami tylko te organy zagłuszają nasze dziecię, ale to się jakoś wytrzyma. A kto się nami nie zachwyca to stara kwoka. Prawda? Acha i jeszcze skwitować to jako budowanie podstawowych wartości katolickich.
    I to jest własnie poplątanie (niech Ci będzie że polskie), to jest właśnie bezrozumna paranoja! A później dziwić się bedziesz, że to dziecko wypisuje tak sprawy traktuje jak ten poniżej. Duzo zdrowia!
  • cynta 20.01.07, 13:32
    A mozesz mi powiedziec jak chcesz "utrzymac" w kosciele 2-letnie dziecko ktore
    ma moze 5-minutowa koncentracje? lepiej nie przyjsc czy lepiej zakneblowac i
    przywiazac do krzesla, dyskretnie przykrywajac sznury ubrankiem zeby sie tacy
    katolicy jak ty nie wzburzyli o maltretowanie dziecka....
    A moze byloby lepiej jakby sie jakis nasz klecha przejechal na zachod (moze byc
    dziki) i popatrzyl jak tam koscioly buduja? Zobaczylby ze maja one osobna
    oszklona sale (jedna nawa czy wneka kosciola) z pelnym naglosnieniem ale
    zupelnie odizolowana gdzie oferuje sie dzieciom kredki i papiery do rysowania a
    w czasie mszy jest tam siostra ktora usiluje prowadzic jakies zajecia , raczej
    kolorowanie ale juz "swietych" obrazkow itp. Mieszcza sie tam wszyscy: rodzice i
    dzieci
  • magdalenamaria11 21.01.07, 10:50
    Witam! Jestem chora i dlatego zamiast w kosciele byc o kosciele postanowilam
    poczytac...Chyba dostalam wiekszej goraczki!! O czym Wy wogole mowicie?? To
    straszne!! Ludzie niewierzacy, uwazam, nie powinni sie chyba w tej kwestii
    wypowiadac... A ludzie wierzacy... hmmm... gdzie Wasza wiara? co to za
    dziwne "kodeksy" sobie wymyslacie?? (..do 5 lat - nie, potem tak, usiadz z
    przodu, usiadz z tylu, baw sie, nie baw sie....itp.) Jezus
    powiedzial: "pozwolcie DZIECIOM przyjsc do mnie!" Koniec.Kropka.
    Pozdrawiam serdecznie
  • merops 21.01.07, 18:50
    To pytanie jest chyba zaproszeniem do udzielenia odpowiedzi. Choć wcale pewności nie mam, że jej oczekujesz, ale nadzieję tylko, ze tak jest, więc żeby nie być nieuprzejmym, nie bacząc na próby spłycania problemu do kwalifikowania mnie do "takich katolików" - wybaczam i piszę.
    Nie utrzymywać po prostu. A dlaczego "utrzymać"? Powiedz mi - po co? Jeśli chciałabyś takiego maluszka oswajać z ... no własnie z czym? Ale mniemam, że z religią i wiarą katolicką - rób więc to dla niego, a nie dla siebie, czy też "otoczenia". Czyli zapoznawaj, oswajaj, przyspasabiaj, ale stosownie do jego wieku, czyli zdolności koncetracji, rozumienia, reagowania na symbole, czy ogólniej plastyczny wystrój świątyni itd. Bądź z nim w kościele tyle, ile ono wytrzyma, na ile dla niego jest do zniesienia.
    A powiedz mi, jaki jest powód, ze narażając się choćby tylko na nieprzychylne spojrzenia innych (czyżby na pewno nie mieli racji?) - trwać tam, i ciągle uważać i pilnować maluszka, aby w czymś nie przesadziło? Dla dziecka nie, bo ono nic, a nic już stamtąd nie wyniesie, dla Ciebie - nie wierzę, bo jakże można uczestniczyć w jakikolwiek stopniu we mszy, ciągle pilnując, zajmując, uciszając, itd... nie zakładam, że odbębniasz jakiś tam niezrozumiały i obojętny Ci duchowo obowiązek. Tak więc ani dla Ciebie, ani dla dziecka. Czy sie mylę?
    Ale wracam do odpowiedzi - to poza mszą mozna wziąć za rączkę, oprowadzić dookoła, podejść do ołtarza, żłóbka, opowiedzieć co tam jest, kto, dlaczego, dlaczego takie a nie inne dekoracje, oprawy (to juz może za jakiś czas) - nikt do Ciebie pretensji mieć nie będzie, a może nawet ten napotkany "klecha", choć już nie tak kolorowy jak podczas obrządku, już bardziej prywatnie, przyjaźniejszy i milszy co najmniej uśmiechnie się z uznaniem, a kto wie - i porozmawia i pomoże.
    A jeśli Ty chciałabyś jednak w całej uczestniczyć mszy - to po prostu idź sama. Tu oczywiście mogą się pojawić problemy z pozostawieniem z kimś dziecka, ale to już zapewne całkiem inna historia.
    Kilka wpisów wczesniej ustosunkowałem się ogólniej do tego problemu - wypraktykowanego już i zapewniam Cię z niezłymi rezultatami. Ach mam nadzieję, że zmieniłem Twój pogląd na moje preferencje co do uciszania, krzesła i przykrywania? smile Powodzenia życzę.
    A do tej Pani co poniżej się wpisała uwaga - bardzo ryzykowna jest kwalifikacja kto jest, a kto nie jest wierzący, a zatem odbieranie prawa do wypowiadania się tutaj. Myślę, że wszyscy pewnie są, kwestia, w jakimi doświadczeniami. To mi przypomina język Radyjowych, tam wie się wszystko i kropka, więc tej klasyfikacji nie biorę pod uwagę. Pani magdalenomario11 - "koniec, kropka" i podgłośnić Tę, co to jedyna na świecie prawdę mówi. smile
    Pozdrawiam obie Panie smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.