Dodaj do ulubionych

dzieci i stres w szkole...

02.02.07, 08:41
hej..mam takie pystanie..
dlaczego dzieci, rodzice itd ciagle narzekaja na stres w szkole?
ze teraz jest gorzej, ze dzeici sie stresuja i ciagle biegaja do lekarzy.
Przeciez kiedys wcale nie bylo lepiej w szkolach, nawet bym powiedzial gorzej.
Teraz nauczyciel nie ma prawa nawet krzyknac na dziecko, kiedys dostawalo
sie "lapy" linijka. Wylatywalo z klasy. Byly po 3-4 klasowki
dziennie..niezapowiedziane sprawdziany. Odpytywanie z trylogii o takie
szczegole, ze szkoda gadac.. wie cnie wiem czemu kiedys ludzie jakos sobie
radzili a teraz nie..??

jedna roznica..przed 20 latay rodzice konczyli prace o 15-16 szli do domu
ipilnowali zeby lekcje byly odrobione. Nie bylo komputerow wiec chcodzilo sie
wyszalec do parku, ogrodu,nad rzecke. teraz ... corka mojej kuzynki spedza 2-
3 godziny dziennie przed ekranem kompa. ma 12 lat--- uczy sie dobrze, wiec
nei ma co narzekac, ale tez zaczyna mowiec, ze nie ma czasu na to czy na
tamto... podobnie jej kolezanki.. Moze to rodzice sa winni tych stresow??

--
BERLIN BERLIN!!!
forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
Edytor zaawansowany
  • 02.02.07, 08:57
    Są stresy i płacz bo dziecki nie mają przez rodziców tłumaczone,że z nikogo nie
    wolno się naśmiewać.U mojej córki w klasie jest tak,że jak jest dziecko lepsze
    to wręcz jest wyśmiewane i odtrącane np. ty masz coś żle,brzydko,ty się nie
    odzywaj,ty się nie bawisz z nami itp.Takie dziecko się stresuje,traci poczucie
    wartości i zniechęca się do szkoły,a rodzice....no właśnie teraz wszyscy są
    zabiegani i nikt nie widzi problemu aby porozmawić ze swoim dzieckiem i
    cokolwiek wytłumaczyć.
    Pozdrowienia.
  • 02.02.07, 09:35
    no ale kiedys tez tak bylo...

    nasmiewanie sie z "kujonow" z "grubasow" i "wiez eifla".
    Nawet z faruchow sie nasmiewano. Standartem byly granatowe lub biale. Czasem
    ciezko bylo je kupic i rodzice kupowiali takie buraczkowe..to byl koszmar... i
    kolejny powod do nasmiewania.
    Nie wiem,, jak dla mnei to to wszytsko jest jakies "wymyslone"... Mam czasem
    wrazenie, ze dorosli zapomnieli, ze to ich rola jest wychowac dziecko i zsuwaj
    te role na szkole, panstwo tylko nie na siebie.





    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 02.02.07, 10:00
    Nauczyciele nie krzyczą? Jaasne, a krowy latają. I nie mów, że mamy mniej
    klasówek i obowiązków. Ja mam w swojej szkole codziennie kartkówki ze
    wszystkich przedmiotów które tego dnia są. Do tego 6 klasówek tygodniowo. No
    faktycznie nie ma czym się stresowac...
  • 02.02.07, 11:23
    > Ja mam w swojej szkole codziennie kartkówki ze
    > wszystkich przedmiotów które tego dnia są.

    to kiedy masz lekcje skoro masz same kartkowki i klasowki? cos chyba pokrecilas
    lekko.

    Szkola to nie podworko..a przygotowanie zycie ci i tak da takiego kopa, ze
    bedziesz tylko marzyla, zeby do szkoly na 6 kartkowek wrocic.



    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 02.02.07, 12:53
    Kartkówka trwa 5-10 min a nie całą lekcje. A klasówki mamy raz w miesiącu ale
    kiedy już są to przez cały tydzień codziennie.

    A kopa to ja już dostałam w moim "cudownym" gimnazjum, na szczęcie jestem już w
    liceum.

    Nie wiesz jak jest w dzisiejszych szkołach to się nie wypowiadaj.
  • 02.02.07, 14:07
    natalio nie denerwuj sie -mlode osoby sa wszedzie mile widziane ,ale twoja
    wypowiedz swiadczy o tym,ze wychowalismy sobie baaardzo malo odporne
    pokolenie.Nie bede ci opowiadac ile mysmy mieli klasowek itd (tak nawiasem
    mowiac 5-10 min kartkowka z poprzedniej lekcji nie powinna byc stresem-czyzby
    stresem byla koniecznosc przygotowania sie do lekcji? Czyli odrobienie pracy
    domowej i powtorzenie tego co bylo poprzednio???)
    ewidentne jest, ze szkola -dziesci lat temu byla o wiele bardziej stresujaca -
    nikt nie zawracal sobie wowczas glowy z tzw prawami ucznia,dysleksjami i ADHD
    co oczywiscie tez bylo fatalne.A jak tobie sie wydaje -rzeczywiscie dla
    przecietnie imteligentnego mlodego czlowieka szkola jest stresem? Moim zdaniem
    dzieci bardziej rozwiniete intelektualnie,jesli nie trafia do grupy podobnie
    inteligentnych i do tego z super nauczycielem,ktory sie za bardzo nie przejmuje
    szkolna biurokracja,nie tylko nie sa zestresowane ale po prostu nudza sie w
    szkole.Wydaje mi sie rowniez,ze na skutek wychowania typu "pepek swiata" dzieci
    sa kompletnie nieodporne nawet nie na stres ale na najmniejsze proby oceny ich
    pracy (ktore przenosza natychmiast na swoja osobe) stopnie,nawet wczesni
    licealisci traktuja jak cukierki-kompletnie nie umiejac powiazac przyczyny ze
    skutkiem czyli stosunku pracy wlozonej do otrzymanej oceny,nieustannie chwaleni
    w domu za byle co ,pozbawieni wszelkich obowiazkow i jakiejkolwiek
    odpowiedzialnosci za cokolwiek ,kazda najmniejsza krytyke czy brak aprobaty
    odbieraja jako zamach na ich godnosc osobista.Zbyt duza dawka TV komputera itd
    powoduje kompletny brak refleksji,potrzeby zglebienia czegokolwiek,itd itd -po
    prostu rosnie pokolenie,ktorego nie rozumiemy i mysle ze na tym to polega
    --
    Bo jesli kochac to nie indywidualnie.....
  • 02.02.07, 14:59
    Ok, to powiem Ci że ja nie jestem wcale chwalona nie jestem pępkiem świata i
    mam od groma obowiązków domu. Gdybym nie była odporna to nie przetrwałabym tego
    nieszczęsnego gimnazjum.

    Może nie wiesz ale jest coś takiego jak szkoła o dużych wymaganiach i bardzo
    wysokim poziomie ( tak nawet w tych czasach się zdażają) i ja właśnie do takiej
    uczęszczam więc pracy i nauki też mam sporo.
    I tyle.
  • 02.02.07, 15:50
    > Może nie wiesz ale jest coś takiego jak szkoła o dużych wymaganiach i bardzo
    > wysokim poziomie ( tak nawet w tych czasach się zdażają) i ja właśnie do
    > takiej uczęszczam więc pracy i nauki też mam sporo.

    Nie odbieraj tego co napiszę jako atak na swoją osobę, bo nie mam zamiaru Cię
    atakować ani krytykować. Pytam tylko w czym masz problem? Są szkoły, gdzie
    podejście jest pieprząco - olewające zarówno ze strony uczniów jak i
    nauczycieli. Takie szkoły to tylko przechowalnie, bo edukacja jest niestety
    obowiązkowa do 18 roku życia. Ale sa też szkoły takie jak Twoja, gdzie trzeba
    włożyć sporo wysiłku i stresu. Mogłaś wybrać szkołę w której jest lżej, jednak
    tego nie zrobiłaś. Masz więc i kierat i stres na własne życzenie. Szkoła nie
    widzi potrzeby zmiany podejścia, ponieważ są do niej chętni - między innymi Ty.
    Każdy jest kowalem swojego losu. Jeśli wybrałaś taką szkołę i do niej chodzisz,
    znaczy że Ci odpowiada. I władze szkoły też tak myślą, więc nie widza niczego
    złego w 6 klasówkach tygodniowo. Ja uważam, ze klasówki, kartkówki, odpytywania
    są w ogóle niepotrzebne i wystarczyłyby sprawdziany semestralne. Wtedy
    Nauczyciele nie traciliby czasu na sprawdzanie wiedzy. Ale to temat na kolejną
    reformę systemu edukacji.
  • 02.02.07, 16:46
    Ludzie tu piszą, że nie wiadomo dlaczego młodzież dziś taka zestresowana, bo do
    roboty ma niewiele, życie łatwe, lekkie i przyjemne, szkoła to pestka w
    porównaniu z tym co "za naszych czasów" bywało. No więc lewa jakaś ta młodzież,
    bo dlaczego mówi, że ma trudno jak ludzie tłumaczą, że łatwo.

    Natalia pisze, że akurat lekko nie ma, ale inni tutaj wiedzą lepiej, bo za
    komuny panie, to komputerów do przesiadywania nie było. Powiem więcej -za
    dzieciństwa moich dziadków telewizji nie było. I komu to przeszkadzało?

    Natalia nie pisze, że chce iść do przechowalni zamiast do szkoły. Pisze, że
    zasuwa i w związku z tym ma prawo i powody być zestresowana, zmęczona,
    zniechęcona. Jak każdy człowiek.

    A camel to ze 100 lat musi mieć, tak tetryczy. I ze 200 lat frustracji.
  • 02.02.07, 17:23
    > Natalia pisze, że akurat lekko nie ma, ale inni tutaj wiedzą lepiej, bo za
    > komuny panie, to komputerów do przesiadywania nie było.

    Wiesz, akurat teksty typu "za moich czasów to..." brzmią jak pierdzenie starego
    dziada i tym nie ma co się przejmować. Najgorsze jest to, że nikt nie czuje
    potrzeby uczynienia systemu edukacji bardziej przyjaznym. Po co ten kierat?
    Czemu to ma służyć? Dlacego Natalia traci najlepsze lata życia? Tak naprawdę
    ona poświęcać musi nauce po kilkanaście godzin dziennie, żeby ze wszytkim
    zdążyć. To stanowczo za dużo, za duże obciążenie dla młodego organizmu.
  • 02.02.07, 17:13
    > Ja uważam, ze klasówki, kartkówki, odpytywania
    >
    > są w ogóle niepotrzebne i wystarczyłyby sprawdziany semestralne. Wtedy


    I to by byl dopiero stres. Nauka materialu z 5 miesiecy i kilku przedmiotow na
    raz..to dla 13-14 -latka jakis koszmar.
    Zapomniej Byloby olewanie, mlodzi ludzie sa jeszcze na tyle nieodpowiedzialni,
    ze na 100% nauka zostalaby na boku. Potem bylby zgrzyt i placze. Bieganie do
    nauczycieli i zaliczenia.. Nie..to by w przypadku dzieci i mlodziezy nie
    przeszlo.





    > Nauczyciele nie traciliby czasu na sprawdzanie wiedzy. Ale to temat na
    kolejną
    > reformę systemu edukacji.


    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 02.02.07, 17:31
    Niekoniecznie. Taki system oceniania ma sens przy modułowym systemie nauki,
    czyli w danym semestrze uczeń ma 1, 2, 3 lub więcej przedmiotów w zależności
    ile sobie wybierze, a to ile sobie wybierze, zależeć będzie od jego możliwości
    i tempa. Jak sobie weźmie np. polski i geografię, to w ciągu semestru ma
    zaliczenie tylko z tych 2 przedmiotów. W celu zaliczenia przygotowuje
    sprawdzian, czyli taką większą pracę domową, a na koniec semestru pisze
    egzamin, czyli taką większą klasówkę. I ocena jest średnią za sprawdzian i
    egzamin. Zalicza 40 pounktów na 100 możliwych, warunkiem jest zaliczenie i
    sprawdzianu i egzaminu. Taki system z powodzeniem funkcjonuje w krakowskiej
    Wyższej Szkole Zarządania gdzie studiował mój znajomy. Pod względem
    systematyczności, przeciętny trzynasto czy czternastolatek nie różni się od
    przeciętnego studenta niczym. I jedni i drudzy będą pisali i oddawali
    sprawdziany na 2 dni przed terminem smile Ale to postresują się i będą mieli młyn
    przez kilka dni a nie przez cały czas. No i nie traci się godzin lekcyjnych na
    sprawdanie wiedzy.
  • 03.02.07, 14:23
    ma sens..ale jak Ty sobie wyobrazasz 2-3 przedmioty na pol roku???? np
    matematyka i polski sa obowiazkowe caly czas..i co? do tego 1 przedmiot co pol
    roku ma sie zmeiniac? To by byla produkcja niedoksztalconych dzieciakow.
    Takie cos przechodzi na studiach (mialem modulowe i indywidualny tok)..ale w
    podstawokach na 100% nie.


    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 06.02.07, 17:18
  • 04.02.07, 10:52
    Jak miałeś modułowy tryb nauczania to wiesz jak jest. To nic innego tylko
    alternatywny sposób rozpisania programu nauczania. Matma i polski nie muszą być
    obowiązkowe przez cały czas. Niech bedzie obowiązkowe np. 5 semestrów, czyli
    minimum programowe, a więcej to już program rozszerzony - dla chętnych. Taki
    system naprawdę ma sens, bo umożliwiłby dostosowanie programu nauczania do
    zdolności i predyspozycji każdego ucznia. Mniej stresu, mniej nerwów i efekt
    lepszy. Jak ktoś nie czuje poezji, bo ma umysł ścisły, techniczny to naprawdę
    nie ma sensu katować go dorobkiem naszej kultury. Lepiej niech poświęca czas
    temu co lubi i czego chce się uczyć a nie tylko tego, co zapomni wkrótce po
    zaliczeniu.
  • 04.02.07, 22:00
    ee..jak ty sobie wyobrazasz 5 semestrow matmy w podstwowce? toz to dzieciaki by
    konczyly nauke na poziomie polrocza trezciej klasy!
    No sory, to juz jakis koszmar. ..i myslisz, ze z takim poziomoem stres na
    egzaminie koncowym z podstwowki bylby mniejszy? ..nie..na 100% nie.
    A 5 semestrow w gimnazjum?? przeciez gimnazjum trwa 2 lata..wiec 4 semestry...
    No moze w liceum to mialoby sensn bo tam ludzie mniej wiecej wiedza co
    zamierzaja robic w przyszlosci, wiec mogliby sie skoncentrowac na nauce
    wybranych przedmioto , natomiac czesciowo zrezygnowac z kilku mniej istotnych.

    Taki
    > system naprawdę ma sens, bo umożliwiłby dostosowanie programu nauczania do
    > zdolności i predyspozycji każdego ucznia.

    raczej nie..bo to wymagalo by 10 klas z 10 poziomami. To raczej podzieliloby
    uczniow jeszcze bardziej i wymagaloby wiekszej ilosci nauczyczieli. np dla 4
    grup..podstawowa matematyk, sredniozawawansowana, zaawansowana i itd.

    >Mniej stresu, mniej nerwów i efekt
    > lepszy.

    wiesz nie wiem, podobny system jest w USA..pewnei dlatego spoleczenstwo sklada
    sie glownie z glabow intelektualnyc. Fakt maja b. duzo specjalistow...ale
    jeszcze wiecej sciagaja z Europy.

    >Jak ktoś nie czuje poezji, bo ma umysł ścisły, techniczny to naprawdę
    > nie ma sensu katować go dorobkiem naszej kultury.

    Oczywicie ze nie, dlatego idzei do klasy mat-fiz. Polski powinien miec na
    pozioie umozliwiajacym mu przynajmneij znajomosc jakichs rozsadnych podstww
    literatury. Zeby potem nie mowil.."a mickiewicz? tez od anzygony?..tak..podoba
    mi sie ta opera"...
    Szczerze mowiac, ja jestem za wzbogaceniem materialu klas profilowanych a
    czesciowym okrojeniem materialu z przedmiotow mniej znaczacych.

    Lepiej niech poświęca czas
    > temu co lubi i czego chce się uczyć a nie tylko tego, co zapomni wkrótce po
    > zaliczeniu.

    Fajnie jest jak ludzie przynajmniej potrafia gramatycznie sie wypowiadac..
    I fajnie jest jak humanista potrafi przynajmniej policzyc ile wyplaty mu sie
    nalezy.
    Glupio by bylo gdyby nagle po liceach wychodzili ludzie z poziomem gramatyki na
    poziomie dawnych zawodowek, lub z takim poziomem matematyki...



    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 04.02.07, 23:16
    > ee..jak ty sobie wyobrazasz 5 semestrow matmy w podstwowce? toz to dzieciaki
    > by konczyly nauke na poziomie polrocza trezciej klasy!

    Ja tak tylko od czapy napisałem 5. Równie dobrze mogłem napisać 11, 7, 2 czy
    jakakolwiek inną liczbę. Tu nie chodzi w tym momencie o szczegóły tylko o
    zasadę.

    > raczej nie..bo to wymagalo by 10 klas z 10 poziomami.

    Klas to akurat przy takim systemie by nie było. Klasa to jest tylko sztuczny
    twór ograniczający możliwości i czyniący system edukacji niewydolnym. Zawalisz
    jeden przedmiot - powtarzasz klasę, a więc wszystkie przedmioty bez względu na
    to czy miałeś z nich mierny czy celujący. Paranoja jakaś. I tempo nauki
    dostosowane jest do klasowego ogona, więc tenże ogon ogranicza czołówkę klasy.
    Przy systemie modułowym jak uczeń zawali moduł, to go powtarza bez względu na
    pozostałe. Jak jest zdolny, to narzuca sobie szybsze tempo nauki i na odwrót.

    > wiesz nie wiem, podobny system jest w USA..pewnei dlatego spoleczenstwo sklada
    > sie glownie z glabow intelektualnyc

    No ale to USA ze swoimi głąbami intelektualnymi jest światowym liderem a nie
    Polska. Spójrz prawdzie w oczy - ile razy wykorzystasz wiedzę z zakresu
    twórczości Mickiewicza, a ile razy znajomość języka Delphi? Czego jako
    pracodawca będziesz wymagał od programisty? Znajomości literatury antycznej czy
    znajomości języków programowania? Szkoła powinna pokazywać uczniom różne
    rzeczy, ale nie zmuszać do nich. Katowali mnie w szkole poezją i co z tego? Co
    to dało? Jak poezji "nie czułem" tak nie czuję jej nadal. Ale gdyby były tylko
    2 lekcje polskiego tygodniowo, a 6 godzin ZPT, to dopiero bym skorzystał, bo
    mam umysł techniczny a nie humanistyczny.

    > Glupio by bylo gdyby nagle po liceach wychodzili ludzie z poziomem gramatyki
    > na poziomie dawnych zawodowek, lub z takim poziomem matematyki...

    Przez spory kawałek czasu poszukiwałem dobrego spawacza do pospawania
    konstrukcji. Oczekiwałem od niego umiejętności spawania, bo go wezwałem do
    pospawania konstrukcji, a nie do napisania dyktanda albo dyskusji na temat
    twórczości Sofoklesa. Wbrew pozorom gramatyka i znajomość dorobku polskiej
    kultury nie jest najważniejsza.
  • 05.02.07, 00:30
    acorns napisał:

    >Tu nie chodzi w tym momencie o szczegóły tylko o
    > zasadę.

    Ano zasada jest jedna: w podstawówce dzieci muszą mieć przez cały rok (najlepiej
    codziennie: j. polski, matematykę, j. obcy, w-f.

    A resztę to juz sobie rozdzielaj na te moduły...(ile Ci zostało? bo przyroda to
    też właściwie funkcjonujące już modułowe nauczanie biologii, fizyki, geografii)

    > Klasa to jest tylko sztuczny
    > twór ograniczający możliwości i czyniący system edukacji niewydolnym.

    Ja rozumiem, że (z tego, co piszesz) Twoja Młoda to super-hiper nadrozwinięta
    panienka, inteligentna, samodzielna, towarzyska, itp, itd, ale my tu dyskutujemy
    o ZWYKŁYCH DZIECIACH z podstawówkismile

    >Zawalisz
    > jeden przedmiot - powtarzasz klasę, a więc wszystkie przedmioty bez względu na
    > to czy miałeś z nich mierny czy celujący.

    Ja bym poszła dalej: masz 2 - też powtarzasz klasę (piszę cały czas o podstawówce)

    > Paranoja jakaś. I tempo nauki
    > dostosowane jest do klasowego ogona, więc tenże ogon ogranicza czołówkę klasy.

    Ja juz zostałam zlinczowana za pomysł segregacji. Póki co, najlepiej średniakom.
    W podstawówce natomiast męczą się okrutnie zarówno ci zdolni, których żółwie
    tempo powala, jak i ci, którym Bozia poskąpiła zdolności, tudzież przypisała
    wolniejsze tempo rozwoju pewnych funkcji.

    >Ale gdyby były tylko
    > 2 lekcje polskiego tygodniowo, a 6 godzin ZPT, to dopiero bym skorzystał, bo
    > mam umysł techniczny a nie humanistyczny.

    A tak ładnie piszeszsmile
    Czyli albo masz jednak umysł i humanistyczny, albo te lekcje polskiego nie
    poszły w las (a może jedno i drugie?)


  • 05.02.07, 00:58
    > Ano zasada jest jedna: w podstawówce dzieci muszą mieć przez cały rok
    > (najlepiej codziennie: j. polski, matematykę, j. obcy, w-f.

    Czy możesz to jakoś uzasadnić? Językiem polskim na poziomie komunikatywnym
    posługują się bez problemu dzieci 4-5 letnie, a więc ZANIM jeszcze pójdą do
    szkoły. Jeśli dziecko czytać i pisać już umie, to po co mu lekcje polskiego? To
    nie jest przecież nauka języka jako taka, tylko literatura i gramatyka. Uwierz
    mi - nie znam nawet pół zasady gramatycznej, a błędów nie robię. O co więc
    chodzi? O to żeby znać zasady co się na co wymienia i jakie są wyjątki, czy też
    o to żeby pisać bezbłędnie?

    > Ja rozumiem, że (z tego, co piszesz) Twoja Młoda to super-hiper nadrozwinięta
    > panienka, inteligentna, samodzielna, towarzyska, itp, itd, ale my tu
    > dyskutujemy o ZWYKŁYCH DZIECIACH z podstawówkismile

    Tu nie chodzi o Młodą. Powiedz mi czemu służy klasa? Jaki jest sens istnienia
    klas?

    > Ja bym poszła dalej: masz 2 - też powtarzasz klasę (piszę cały czas o
    > podstawówce)

    Dwóję z czego? Załóżmy, że z matematyki. A z biologii 4, z polskiego 5, z
    plastyki 6, z geografii 3. Jaki jest sens powtarzania biologii, polskiego,
    plastyki i geografii z powodu oceny niedostatecznej lub miernej z matematyki?
    To tak samo jakbym rozbił się motorem, a zezłomował oprócz motoru także
    samochody, motorówkę, quada i skuter wodny, pomimo że w pełni sprawne.

    > Ja juz zostałam zlinczowana za pomysł segregacji. Póki co, najlepiej
    > średniakom

    Przy takim systemie nauczania jaki ja proponuję (tak naprawdę to Młoda
    wymyśliła coś, co już wymyślono dość dawno), selekcja dokonywałaby się w sposób
    naturalny a nie poprzez jakieś testy psychologiczne. Uczen powinien pisać tylko
    sprawdziany kwalifikacyjne. Jak Młodą zapisałem prywatnie na angielski, to
    pisała placement test określający poziom od którego powinna kontynuować naukę.
    I to wystarczyłoby do wstępnej kwalifikacji uczniów na poszczególne poziomy z
    danych przedmiotów. Bo gdyby teraz rosyjski był obowiązkowy, to Młoda musiałaby
    tracić czas na lekcjach rosyjskiego pomimo, że posługuje się rosyjskim tak jak
    polskim, a w Rosji nie odróżniają jej po akcencie od Rosjanki.

    > A tak ładnie piszeszsmile
    > Czyli albo masz jednak umysł i humanistyczny, albo te lekcje polskiego nie
    > poszły w las (a może jedno i drugie?)

    To nie to. Ja piszę mniej więcej tak jak mówię, a gadkę wyrobiłem sobie na
    bazarze Różyckiego, a potem na stadionie X-lecia. Szkoła mi tylko skutecznie
    przeszkadzała w działaniach zarobkowych w ww. przybytkach smile
  • 05.02.07, 08:48

    >
    > Klas to akurat przy takim systemie by nie było. Klasa to jest tylko sztuczny
    > twór ograniczający możliwości i czyniący system edukacji niewydolnym.
    Zawalisz
    > jeden przedmiot - powtarzasz klasę, a więc wszystkie przedmioty bez względu
    na
    > to czy miałeś z nich mierny czy celujący.

    no akurat tu sie zgodze. tylk onie bardzo widze..rozwiazanie. Zalozmy, ze masz
    z matmy 1 i nie musisz powtarzac roku tylko sama matme. Po 6 klasach
    podstawowki..masz 6 lat materialow z innych przedmiotow zaliczonych ..a matme
    5..i co wtedy? egzamin do gimnazjum jest tez z matmy..czyli..1 rok musisz i
    tak si edouczyc...




    Paranoja jakaś. I tempo nauki
    > dostosowane jest do klasowego ogona, więc tenże ogon ogranicza czołówkę
    klasy.
    > Przy systemie modułowym jak uczeń zawali moduł, to go powtarza bez względu na
    > pozostałe. Jak jest zdolny, to narzuca sobie szybsze tempo nauki i na odwrót.
    >
    > > wiesz nie wiem, podobny system jest w USA..pewnei dlatego spoleczenstwo s
    > klada
    > > sie glownie z glabow intelektualnyc
    >
    > No ale to USA ze swoimi głąbami intelektualnymi jest światowym liderem a nie
    > Polska. Spójrz prawdzie w oczy - ile razy wykorzystasz wiedzę z zakresu
    > twórczości Mickiewicza, a ile razy znajomość języka Delphi? Czego jako
    > pracodawca będziesz wymagał od programisty? Znajomości literatury antycznej
    czy
    >
    > znajomości języków programowania? Szkoła powinna pokazywać uczniom różne
    > rzeczy, ale nie zmuszać do nich. Katowali mnie w szkole poezją i co z tego?
    Co
    > to dało? Jak poezji "nie czułem" tak nie czuję jej nadal. Ale gdyby były
    tylko
    > 2 lekcje polskiego tygodniowo, a 6 godzin ZPT, to dopiero bym skorzystał, bo
    > mam umysł techniczny a nie humanistyczny.
    >
    > > Glupio by bylo gdyby nagle po liceach wychodzili ludzie z poziomem gramat
    > yki
    > > na poziomie dawnych zawodowek, lub z takim poziomem matematyki...
    >
    > Przez spory kawałek czasu poszukiwałem dobrego spawacza do pospawania
    > konstrukcji. Oczekiwałem od niego umiejętności spawania, bo go wezwałem do
    > pospawania konstrukcji, a nie do napisania dyktanda albo dyskusji na temat
    > twórczości Sofoklesa. Wbrew pozorom gramatyka i znajomość dorobku polskiej
    > kultury nie jest najważniejsza.


    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 05.02.07, 08:58

    > No ale to USA ze swoimi głąbami intelektualnymi jest światowym liderem a nie
    > Polska.

    To wlasnie grupa informatykow z Polski zostala uznana za najleszych na swiecie.
    Poza tym jak wspomnialem USA sciaga do siebie naukowcow z calego swiata i
    dlatego jest liderem... Problem polega na tym, ze w USA wiedza, ze nauke i
    badania trzeba dofinansowywac, w Polsce nie... Tu naukowcy zyje z glodowych
    pensji..wiec jezeli maja propozycje z USA o 20-30 wyzsza to wyjezdzaja...

    A porownaj poziom intelektualny przecietnego amerykanina z przecietnym
    europejczykiem..zobaczysz roznice.




    >Spójrz prawdzie w oczy - ile razy wykorzystasz wiedzę z zakresu
    > twórczości Mickiewicza, a ile razy znajomość języka Delphi? Czego jako
    > pracodawca będziesz wymagał od programisty? Znajomości literatury antycznej
    czy
    >
    > znajomości języków programowania?

    to nie ma znaczenie ile razy wykorzystasz..znaczenie ma to, ze wiesz kim byl i
    co napisal. Poza tym, jak wspomnialem dzeici tak plus minus do 15...(a czasem
    i pozniej) roku zycia nie koniecznie wiedza co chca robic w zyciu.. wiec
    wyksztalcenie ogolnie jest konieczne. Poza tym...coz..to ze ktso jest polonista
    nie znaczy, ze nie musi umiec liczyc.


    >Szkoła powinna pokazywać uczniom różne
    > rzeczy, ale nie zmuszać do nich. Katowali mnie w szkole poezją i co z tego?

    ja to co? wiesz co to jest poezja i nie wyjdziesz na kretyna... proste prawda?
    poza tym potrafisz pisac gramatycznie..to tez zasluga katowania.


    > to dało? Jak poezji "nie czułem" tak nie czuję jej nadal. Ale gdyby były
    tylko
    > 2 lekcje polskiego tygodniowo, a 6 godzin ZPT

    co to jest ZPT??

    >
    > Przez spory kawałek czasu poszukiwałem dobrego spawacza do pospawania
    > konstrukcji. Oczekiwałem od niego umiejętności spawania, bo go wezwałem do
    > pospawania konstrukcji, a nie do napisania dyktanda albo dyskusji na temat
    > twórczości Sofoklesa.


    w liceum nie ucza spawania..a zawodowek juz nie ma (chyba)... a jak ktos chce
    byc spawaczem to ni emusi isc do liceum.


    >Wbrew pozorom gramatyka i znajomość dorobku polskiej
    > kultury nie jest najważniejsza.

    nie jest najwazniejsza, ale jest wazna.



    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 05.02.07, 11:28
    > Po 6 klasach podstawowki..masz 6 lat materialow z innych przedmiotow
    > zaliczonych ..a matme 5..i co wtedy? egzamin do gimnazjum jest tez z
    > matmy..czyli..1 rok musisz i tak si edouczyc...

    Pomysł na reformę systemu edukacji miała moja córka i to ona chce wprowadzić
    system modułowy. Jej pomysł jest znacznie bardziej sensowny od tego co wymyśłił
    rząd Jerzego Buzka (jak dla mnie jeden z największych nieudaczników na polskiej
    scenie politycznej). System modułowy nie funkcjonowałby w otoczeniu obecnego
    systemu. To byłaby cała kolejna reforma. Jedno z założeń jakie Młoda przyjęła,
    było połączenie przedszkola i podstawówki i tam funkcjonowałoby to co
    dotychczas - nauczanie zintegrowane z większym naciskien na edukację poprzez
    zabawę. Gimnazjum zaczynałoby się od obecnej 4 klasy podstawówki i tam by
    funkcjonował system modułowy. Każdy z przedmiotów byłby obowiązkowy do pewnego
    poziomu. Dalej uczniowie wybieraliby te przedmioty, które im odpowiadają. To
    byłaby wiedza ogólna, ale dostosowana do zainteresowań i predyspozycji uczniów,
    bo masz w 100% rację, że zdecydowana większość dzieciaków i młodzieży nie
    bardzo wie co chce w życiu robić. Całkiem sporo dorosłych także tego nie wie.
    Tak więc wiedza, którą by zdobywali byłaby wiedzą ogólną.

    > to nie ma znaczenie ile razy wykorzystasz..znaczenie ma to, ze wiesz kim byl
    > i co napisal.

    Posiadanie wiedzy a umiejętność jej spożytkowania to dwie różne sprawy. To tak
    jak masz dużo cegieł, ale nie wiesz, że z nich można postawić dom. Jakie więc
    jest sens posiadania tych cegieł? Szkoła powinna kłaść większy nacisk na
    umiejętność stosowania wiedzy w życiu niż na przyswajanie wiedzy
    encyklopedycznej. Dziś wpisuję w wyszukiwarkę hasło "Mickiewicz" i mam
    wszystko. Teoretyk musi znać jego życiorys i twórczość. Praktyk musi wiedzieć
    gdzie o tym napisano.

    > ja to co? wiesz co to jest poezja i nie wyjdziesz na kretyna... proste
    > prawda?
    > poza tym potrafisz pisac gramatycznie..to tez zasluga katowania.

    Jak mi ktoś wytknie kretynizm z powodu np. uznania "Antygony" za operę, to ja
    go od razu zaprowadzę do warsztatu, założę mel na tokarkę, bo się jeszcze pan
    magister przedźwiga i mu żyłka pierdząca pęknie, a następnie każę dotoczyć
    element według rysunku technicznego. Nie umie? No to mu przyniosę "Sonety
    Krymskie", "Ludzi bezdomnych", tomik poezji K.K. Baczyńskego i każę mu czytać -
    może gdzieś tam napisali jak włączyć tokarkę i odczytać rysunek techniczny. Nie
    napisali? Jak mi przykro... No to zawołam Młodą, która założy kieł, ustawi
    obroty i wstępnie ustawi maszynę. I poinformuję delikwenta kto tu jest kretynem
    i to takim, że nie potrafi nawet tego, co dwunastolatka, poinformuję ile
    kosztuje dotoczenie takiego elementu i gdzie stoi piec w którym kretyn może
    sobie spalić swoje dyplomy, bo przy mnie to on jest Cienki Bolek. Ja ze swojej
    wiedzy przynajmniej czerpię korzyści.

    Moje pisanie gramatycznie to wcale nie zasługa katowania. Po prostu nie robiłem
    błędów nigdy. Mam pamięć wzrokową i pamiętam jak były pisane poszczególne
    wyrazy i tak je piszę.

    > co to jest ZPT??

    Zajęcia Praktyczno - Techniczne. To było, bo teraz już nie ma ponieważ jakiś
    tłuk w garniturku uznał, że wiedza z zakresu pisma technicznego, BHP, obsługi
    wiertarki kolumnowej, szlifierki, umiejętność posługiwania się narzędziami
    ręcznymi, obróbki drewna i metalu, obwodów elektrycznych nie jest chłopakom do
    niczego potrzebna. Dziewczyny miały szycie, szydełkowanie, gotowanie i takie
    drobiazgi. W ramach równouprawnienia na miesiąc się zamienialiśmy i chłopaki
    szyli, robili sałatki, a dziewczyny wierciły, piłowały, szlifowały, co było dla
    obu płci katorgą. Ale z pożytkiem, bo przynajmniej dziewczynom odechciewało się
    męskich zabawek jak zyskały parę odcisków na delikatnych rączkach albo któraś
    sobie palec przytłukła młotkiem. A chłopaki wiedzieli, że gotowanie i szycie to
    nie taka prosta sprawa i wcale nie relaks dla kobiety. Zwłaszcza jak ktoś sobie
    wbił igłę pod paznokieć smile Ale niestety, ZPT już nie ma.

    > w liceum nie ucza spawania..a zawodowek juz nie ma (chyba)... a jak ktos chce
    > byc spawaczem to ni emusi isc do liceum.

    No właśnie. System edukacji jest niespójny i nie odpowiada potrzebom rynku
    pracy. Służy nadprodukcji magistrów i innych garniturków biurowych, a fachowców
    brak. Na ogłoszenie o jakiejkolwiek pracy biurowej zwali mi się cały tłum
    chętnych, z czego większość się nadaje. A na stanowisko spawacza CO2 brak
    ludzi. Polikwidowali zawodówki, więc nie mają gdzie się szkolić. Niby mógłby
    iść na kurs, ale przecież ciąży mu obowiązek edukacji do 18 roku życia, a kurs
    sięnie liczy jako edukacja. Kretyni, którzy obecny system wymyślili nadają się
    co najwyżej do powożenia furmanką, bo tam przynajmniej koń będzie za nich
    myślał.
  • 05.02.07, 11:56
    acorns napisał:

    > Pomysł na reformę systemu edukacji miała moja córka i to ona chce wprowadzić
    > system modułowy.

    A mówisz, że to nie o Młodą w tych wywodach chodzismile

    > Jej pomysł jest znacznie bardziej sensowny

    Rodzice są od tego, aby zachwycali się własnymi dziećmi; inni już nie muszą
    podzielać ich złotych myślismile Mam nadzieję, że w pajdokracji nie dojdziemy do
    tego, że dzieci z podstawówki będą nam reformować powszechną szkołę podstawową.


    > Polikwidowali zawodówki, więc nie mają gdzie się szkolić.

    Tak, to jest błąd ogromny (na szczęście nie wszystkie)

    > Niby mógłby
    > iść na kurs, ale przecież ciąży mu obowiązek edukacji do 18 roku życia, a kurs
    > sięnie liczy jako edukacja.

    Cały czas mam nadzieje, że któraś "góra" przejrzy kiedyś na oczy i obniży ten
    wiek do 16 lat.

  • 05.02.07, 14:43
    > A mówisz, że to nie o Młodą w tych wywodach chodzismile

    Nie ona jedna do szkoły chodzi.

    > Rodzice są od tego, aby zachwycali się własnymi dziećmi; inni już nie muszą
    > podzielać ich złotych myślismile

    Nie muszą. Ale wciąż nie uzasadniłaś dlaczego w podstawówce dzieci muszą mieć
    przez cały rok, najlepiej codziennie polski, matematykę, język obcy i wf.

    > Mam nadzieję, że w pajdokracji nie dojdziemy do tego, że dzieci z podstawówki
    > będą nam reformować powszechną szkołę podstawową.

    Jak mam to rozumieć? Jedenastolatka nie może mieć racji tylko dlatego, ze jest
    jedenastolatką? Czy może dzieci i ryby głosu nie mają? I mało tego - nie mają
    prawa głosu w sprawach szkoły, a więc tego co ich bezpośrednio dotyczy?
  • 05.02.07, 15:20

    > Nie muszą. Ale wciąż nie uzasadniłaś dlaczego w podstawówce dzieci muszą mieć
    > przez cały rok, najlepiej codziennie polski, matematykę, język obcy i wf.


    a. zeby umialy poprawnie pisac, czytac i sie wyslawiac.
    b. zeby uczyly sie logicznie myslec
    c zeby byly sparwne fizycznie

    zeby nie byly zestresowanesmile



    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 05.02.07, 16:10
    acorns napisał:

    > Nie ona jedna do szkoły chodzi.

    Zgadza się, jednak jej wymaganiom (inteligencji?)chcesz podporządkować system.

    > Ale wciąż nie uzasadniłaś dlaczego w podstawówce dzieci muszą mieć
    > przez cały rok, najlepiej codziennie polski, matematykę, język obcy i wf.

    Acorns, ja lubię Twoje wypowiedzi, nawet te kontrowersyjnesmileMasz ciekawe
    spostrzeżenia i warto nad nimi też się zastanowić. Jednak szkoda mi czasu na
    tłumaczenie, dlaczego wrzątek jest bardziej gorący od wody o temp. np 60%, skoro
    ktoś twierdzi, że jest inaczej.

    Powiem więc krótko: małe dzieci wymagają ogromnej systematyczności, ciagłych
    powtórek. Jeśli Ty przez rok nie zglądniesz do żadnego tekstu pisanego, sam nic
    nie napiszesz, sadzę, że Twoje umiejętności nie obniżą się w ogóle. Spróbuj taki
    eksperyment przeprowadzić na 7-latku (który Twoim zdaniem opanował już
    umiejętności językowe w stopniu wystarczającym); będziesz musiał zaczynać
    nauczanie prawie od nowa. Wystarczą wakacje, aby niejeden 9-latek zapomniał
    tabliczkę mnożenia. Z kolei 7-latki całkowicie wyrwane ze swojego ojczystego
    środowiska szybciutką zapominają mowę, którą posługiwały się i czasami nawet po
    kilku miesiącach nie potrafią się już dogadać, czego nie można powiedzieć o
    dorosłych, czy chociażby 15-latkach. Po prostu inny jest mechanizm uczenia,
    utrwalania i pamiętania . Moduły o których piszesz mozna rozwazyć w liceum (i to
    nie do wszystkich przedmiotów). Na studiach tez sprawdzają się znakomicie i nikt
    tego nie kwestionuje.

    > Jak mam to rozumieć? Jedenastolatka nie może mieć racji tylko dlatego, ze jest
    > jedenastolatką?

    Może,jak najbardziej problem w tym, że jej w tym wypadku nie masad

    >Czy może dzieci i ryby głosu nie mają? I mało tego - nie mają
    > prawa głosu w sprawach szkoły, a więc tego co ich bezpośrednio dotyczy?

    Dyskutować wszyscy możemy,podsuwać pomysły również. Niemniej lepiej byłoby,
    gdyby dzieci mówiły o swoich konkretnych odczuciach, a cały system pozwoliły
    opracowywać starszymsmile Ja rozumiem, że Młoda się w szkole nudzi (na
    "pocieszenie" powiem Ci, że moje dziecię też niejednokrotnie oznajmiało mi :
    mamo, wiesz, ile ja czasu tracę w szkole? a w tym czasie można by ...), ale
    stawiać wszystko na głowie, wbrew predyspozycjom rozwojowym przeciętnych uczniów
    do niczego dobrego nie prowadzi. W ostateczności zawsze pozostaje Ci domowe
    nauczanie: wprowadzisz sobie moduły, nie będzie klas, po prostu sielankawink
  • 05.02.07, 16:54
    > Powiem więc krótko: małe dzieci wymagają ogromnej systematyczności, ciagłych
    > powtórek.

    Małe dziecko to jest przedszkolak. Ewentualnie można tak powiedzieć o
    ośmiolatku, dziewięciolatku nawet. Ale w pewnym momencie ta granica "malości"
    się kończy i przychodzi czas na nieco poważniejsze rzeczy niż równe pisanie
    słówek w zeszycie. A do III klasy masz nauczanie zintegrowane, czyli ciągłe
    powtarzanie itd. Modułowy system wprowadzić bym chciał gdzieś od 10 roku życia,
    czyli od obecnej klasy IV. Ogólnie jest tak, że wiedza nie użytkowana wylatuje
    z pamięci. Czy myślisz, że ja wszystko pamiętam czego się uczyłem nawet
    nastolatkiem będąc? Zresztą system nauczania zwłaszcza w młodszych klasach
    powinien przede wszystkim zawierać tematy związane z życiem codziennym, jak
    choćby wychowanie komunikacyjne, żeby nie łazili po ulicach, po jezdniach, po
    galeriach handlowych jak stado baranów i żeby pamiętali, że samochód może im
    zrobić kuku, bo prowadząc ponad dwutonowy wóz zrobię miazgę z dziewięcioletniej
    panienki jak się spotkamy twarzą w twarz nawet przy przepisowych 50 km/h, a
    szansa takiego spotkania jest wprost proporcjonalna do intensywności i
    częstotliwości zabaw w przepychanki, ganianki i bitwę na snieżki na wąskim
    chodniku. W tym roku już jednej takiej cipie około 8-9 letniej dużo nie
    brakowało jakbym ją trafił, bo uciekając tyłem przed śnieżką wlazła na jezdnię
    ignorując całkowicie moją tam obecność. Ale w szkole oczywiście o tym nie uczą,
    nie tłumaczą, bo przecież najważniejsze dla dziecka to wiedzieć jak pieprzą się
    motylki i zapylają kwiatki i ile to jest siedem razy siedem. A że dziecko może
    nie dożyć następnej klasówki, bo gania się jak oszalałe z kolegami przy
    ruchliwej jezdni, to już nikogo nie obchodzi.

    > ale stawiać wszystko na głowie, wbrew predyspozycjom rozwojowym przeciętnych
    > uczniów do niczego dobrego nie prowadzi. W ostateczności zawsze pozostaje Ci
    > domowe nauczanie: wprowadzisz sobie moduły, nie będzie klas, po prostu
    > sielankawink

    Ale na razie to przeciętniaki korzystają, a zdolniejsi tracą. A ja chcę aby
    system był dostosowany i do jednych i do drugich. Twoje dziecko ma rację, bo w
    szkole traci się mnóstwo czasu. Edukacji do 18 roku życia to jest około 13
    tysięcy godzin lekcyjnych. Ty wiesz ile można w tym czasie zrobić i się nauczyć
    jeśli nie traci się czasu bezproduktywnie?
  • 05.02.07, 15:18
    aaa..widzisz, mloda ma 12 lat i jesj sie juz uczyc nie chce..bo i tak bedzie
    tokarzemsmile))) dlatego sobie reforme wymyslilasmile))




    > acorns napisał:
    >
    > > Pomysł na reformę systemu edukacji miała moja córka i to ona chce wprowad
    > zić
    > > system modułowy.
    >
    > A mówisz, że to nie o Młodą w tych wywodach chodzismile
    >
    > > Jej pomysł jest znacznie bardziej sensowny
    >
    > Rodzice są od tego, aby zachwycali się własnymi dziećmi; inni już nie muszą
    > podzielać ich złotych myślismile Mam nadzieję, że w pajdokracji nie dojdziemy do
    > tego, że dzieci z podstawówki będą nam reformować powszechną szkołę
    podstawową.
    >
    >
    > > Polikwidowali zawodówki, więc nie mają gdzie się szkolić.
    >
    > Tak, to jest błąd ogromny (na szczęście nie wszystkie)
    >
    > > Niby mógłby
    > > iść na kurs, ale przecież ciąży mu obowiązek edukacji do 18 roku życia, a
    > kurs
    > > sięnie liczy jako edukacja.
    >
    > Cały czas mam nadzieje, że któraś "góra" przejrzy kiedyś na oczy i obniży ten
    > wiek do 16 lat.
    >


    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 05.02.07, 17:02
    > aaa..widzisz, mloda ma 12 lat i jesj sie juz uczyc nie chce..bo i tak bedzie
    > tokarzemsmile))) dlatego sobie reforme wymyslilasmile))

    Pudło. Nie chce być tokarzem pomimo, że wie do czego służy która dźwignia,
    przycisk i kręcioł w tokarce. Nawet nauczyła się gdzie tokarka ma łoże,
    support, gniazdo siodłowe. Taka zdolna smile Nawet potrafi dotoczyć na małej
    tokarce mniej skomplikowany element, np. koncówkę śruby przetoczyć z 12 na 8 mm
    z gwintem metrycznym. Trochę ją uczyłem, pracownicy też ją uczyli. Nie
    zaszkodzi jej jak będzie umiała. Ale tokarzem nie chce być, ponieważ woli
    bardziej twórcze zajęcia w czym szkoła ją mocno ogranicza.
  • 05.02.07, 17:14
    > z gwintem metrycznym. Trochę ją uczyłem, pracownicy też ją uczyli. Nie
    > zaszkodzi jej jak będzie umiała. Ale tokarzem nie chce być, ponieważ woli
    > bardziej twórcze zajęcia w czym szkoła ją mocno ogranicza.

    ttaa.. a co ja takbardzo ciekawi, ze szkola ja ogranicza?



    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 05.02.07, 18:45
    > ttaa.. a co ja takbardzo ciekawi, ze szkola ja ogranicza?

    Przede wszystkim ona lubi coś robić, organizować, mieć wpływ na miejsce w
    którym przebywa. Szkoły najczęśćiej są niechętne uczniowskimm inicjatywom (choć
    ostatnio podobno zaczyna się to powoli zmieniać na lepsze).

    Druga sprawa, to chciałaby być zwolniona z angielskiego ze względu na kiepski
    poziom i ciągłe powtórki bo jakiś tępak ma problem z zapamiętaniem kilku
    słówek. Chodzi więc na angielski poza szkołą, więć chciałabybyć zwolniona z
    lekcji w szkole. Chciałaby również być zwolniona z informatyki, ponieważ ona w
    tej szkole może uczyć informatyki i powinna się z nauczycielem zamienić
    miejscami, to skorzystaliby na tym i uczniowie i sam nauczyciel. Wcześniej
    chciała być sprawiedliwie oceniana z plastyki, ponieważ tworzy grafikę
    komputerową na dość przyzwoitym poziomie, a wydzieranki, wydrapywanki i inne
    takie to dobre dla przedszkolaków. Karykatura pana woźnego mimo że udana,
    również nie spotkała się z aprobatą nauczycielki od plastyki. Młoda nie
    zamierza niczego płodzić pod dyktando, bo to nie PRL i socrealizm (choć go
    lubię) nie jest jedynym słusznym kierunkiem w sztuce. Sporo takich właśnie
    rzeczy Młodej nie pasuje i ona czuje się przez to ograniczana.
  • 05.02.07, 13:45

    >
    > Pomysł na reformę systemu edukacji miała moja córka i to ona chce wprowadzić
    > system modułowy. Jej pomysł jest znacznie bardziej sensowny od tego co
    wymyśłił
    >
    > rząd Jerzego Buzka (jak dla mnie jeden z największych nieudaczników na
    polskiej
    >
    > scenie politycznej). System modułowy nie funkcjonowałby w otoczeniu obecnego
    > systemu. To byłaby cała kolejna reforma. Jedno z założeń jakie Młoda
    przyjęła,
    > było połączenie przedszkola i podstawówki i tam funkcjonowałoby to co
    > dotychczas - nauczanie zintegrowane z większym naciskien na edukację poprzez
    > zabawę. Gimnazjum zaczynałoby się od obecnej 4 klasy podstawówki i tam by
    > funkcjonował system modułowy. Każdy z przedmiotów byłby obowiązkowy do
    pewnego
    > poziomu. Dalej uczniowie wybieraliby te przedmioty, które im odpowiadają. To
    > byłaby wiedza ogólna, ale dostosowana do zainteresowań i predyspozycji
    uczniów,
    >

    > bo masz w 100% rację, że zdecydowana większość dzieciaków i młodzieży nie
    > bardzo wie co chce w życiu robić. Całkiem sporo dorosłych także tego nie wie.
    > Tak więc wiedza, którą by zdobywali byłaby wiedzą ogólną.

    no to przeciez wlasnei taka wiedze ogolna zdobywa sie szkole podstawowej do 6
    klasy. Potem masz gimnazjum. Przykro mi al enie wiem do konca jakie sa gimnazja
    i jaki jest material. Potem liceum lub szkola zawodowa. I tu przeczet tez JUZ
    TERAZ mozesz sobie wybrac klase profilowane lub nie. Mozesz wybrac liceum o
    lepszym i gorszym poziomie. Nikt nie kazde nikomu chodzic do DOBREGO liceum.
    Poza tym nie widze sensu laczenia przedszkola i szkoly podstawoewej do 4
    klasy... Nie wiem czy taki system gdzies funkjonuje..moze..nie mam pojecia.
    POza tym nie jestem pewien czy do 10 roku zycia dziecko ma sie uczyc przez
    zabawe... a potem nagle ma wybierac przedmioty ktore go interesuja i wcale nie
    bedzie to zabawa. Na zabawe jest kilka lat przedszkola.


    >
    > Posiadanie wiedzy a umiejętność jej spożytkowania to dwie różne sprawy. To
    tak
    > jak masz dużo cegieł, ale nie wiesz, że z nich można postawić dom.


    gorzej jest maj chcesz postawic dom, a nie masz cegiel.



    >Jakie więc
    > jest sens posiadania tych cegieł?

    Bo wiesz do czego ci te cegly i ewentualnie zbudujesz sobie maly domek.


    >Szkoła powinna kłaść większy nacisk na
    > umiejętność stosowania wiedzy w życiu niż na przyswajanie wiedzy
    > encyklopedycznej.


    Zgadza sie. Pytanie tylko jakiej wiedzy i na jakim poziomie. Czy np tabliczka
    mnozenia wystarczy? Moze wystarczy sama nauka pisania i czytania..wystarczy
    zeby zapoznac sie z instrukcja obslugi suszarki. Bo w sumie po co mi wiedziec,
    ze Egipt lezy w Afryca, skoro ide do biura turystycznego, mowie ze chce do
    egipu, a oni mie tam zabiora..



    >Dziś wpisuję w wyszukiwarkę hasło "Mickiewicz" i mam
    > wszystko. Teoretyk musi znać jego życiorys i twórczość.

    Najpierw musisz wiedzeic, ze ktos taki byl... Poza tym spotykasz sie z kims i
    nie masz pod reka internetu. Wyjdzesz na .nuiedouczona.... nie jest to
    najlepsze. No chyba ze w takim srodowisku sie obracasz.


    >Praktyk musi wiedzieć
    > gdzie o tym napisano.


    Praktyk musi wiedziec, ze ktos taki byl. Czyli prferujesz poziom intelektualny
    ludzi po zawodowkach. Wiedza ze byl, tylko nie wie co napisal. No to wlanie
    produkcja takich jelopow. Nie..jestem zdecydwoanie przciwny.


    >
    > Jak mi ktoś wytknie kretynizm z powodu np. uznania "Antygony" za operę, to ja
    > go od razu zaprowadzę do warsztatu, założę mel na tokarkę, bo się jeszcze pan
    > magister przedźwiga i mu żyłka pierdząca pęknie, a następnie każę dotoczyć
    > element według rysunku technicznego.

    No i po to sa zawodowki. Zeby ludzie ktorzy nie wiedza kim byl Mickiewicz i co
    napisal pracowali na tokarkach.smile Tu mozna skonczyc edukacje na szkole
    podstawieej.



    >Nie umie? No to mu przyniosę "Sonety
    > Krymskie", "Ludzi bezdomnych", tomik poezji K.K. Baczyńskego i każę mu
    czytać -
    >
    > może gdzieś tam napisali jak włączyć tokarkę i odczytać rysunek techniczny.

    no a on w zamian za to zaprosi cie na spotkanie, gdzie wiekszosc ludzi to
    ludzie wykszatleni i inteligentni..i zaczna rozmawiac z toba. Bedziesz czul sie
    jak chlopo-robotnik na salonachsmile)) wiesz jaki to obciach ujc za glupka.


    >
    > napisali? Jak mi przykro... No to zawołam Młodą, która założy kieł, ustawi
    > obroty i wstępnie ustawi maszynę. I poinformuję delikwenta kto tu jest
    kretynem i to takim, że nie potrafi nawet tego, co dwunastolatka,

    widzisz...czlowiekinteligenty nie doposzcza 12 letnich dzieci do maszyn.... bo
    jezeli jej sie cos stanie to ty za to bekniesz. Magister by nie zaprosil
    dziecko do tokarki, bo wie ze to niebezpieczne. A chlop nawet do mlockarki
    zatrudni dzieciakawink


    > kosztuje dotoczenie takiego elementu i gdzie stoi piec w którym kretyn może
    > sobie spalić swoje dyplomy, bo przy mnie to on jest Cienki Bolek.

    Ale ty bedziesz szawsze TYLKO tokarzem....


    > wiedzy przynajmniej czerpię korzyści.


    Ja jestem magistrem i tez se swoej wiedzy czerpie korzysci. Byc moze mniejsze
    niz ty, ale mnie to wystarcza.

    > Moje pisanie gramatycznie to wcale nie zasługa katowania. Po prostu nie
    robiłe błędów nigdy. Mam pamięć wzrokową i pamiętam jak były pisane
    poszczególne wyrazy i tak je piszę.

    a widzisz...to o czym ty mowisz to ortografia, a gramatyk to troche inna bajka.


    > > co to jest ZPT??


    > Zajęcia Praktyczno - Techniczne. To było, bo teraz już nie ma ponieważ jakiś
    > tłuk w garniturku uznał, że wiedza z zakresu pisma technicznego, BHP, obsługi
    > wiertarki kolumnowej, szlifierki, umiejętność posługiwania się narzędziami
    > ręcznymi, obróbki drewna i metalu, obwodów elektrycznych nie jest chłopakom
    do
    > niczego potrzebna.

    Przeciez sa w dlaszym ciagu zawodowki? czy juz nie ma? Ja tam nie uwazam, ze
    jest niepotrzebna. Uwazam tylko ze nie kazdy musi isc na studia i moze szkole
    zakonczyc na podstawowce i zaczac nauke zawodu.


    >
    > No właśnie. System edukacji jest niespójny i nie odpowiada potrzebom rynku
    > pracy. Służy nadprodukcji magistrów i innych garniturków biurowych, a
    fachowców
    >
    > brak.

    a moze wlasnie nie wiele osob chce byc spawaczami?


    >Na ogłoszenie o jakiejkolwiek pracy biurowej zwali mi się cały tłum
    > chętnych, z czego większość się nadaje. A na stanowisko spawacza CO2 brak
    > ludzi.

    Bo moze ludzie nie chca takich zawodow sie uczyc. Ja bym nie chcial byc
    spawaczem... wole prace biurowasmile))

    >Polikwidowali zawodówki, więc nie mają gdzie się szkolić. Niby mógłby
    > iść na kurs, ale przecież ciąży mu obowiązek edukacji do 18 roku życia, a
    kurs
    > sięnie liczy jako edukacja.
    >

    Kretyni, którzy obecny system wymyślili nadają się
    > co najwyżej do powożenia furmanką, bo tam przynajmniej koń będzie za nich
    > myślał.


    wiesz, kiedys byla nadprodukcja tokarzy, slusarzy, spawaczy i gornikow, ktorych
    teraz sie masowo zwalnia. Mlodzi ludzie mimo ze zapotrzebowanie na takie zawody
    niby jest nie chca sie babrac w olejach, smarach i cieczach chlodzacych...



    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 05.02.07, 16:28
    > no to przeciez wlasnei taka wiedze ogolna zdobywa sie szkole podstawowej do 6
    > klasy. Potem masz gimnazjum. Przykro mi al enie wiem do konca jakie sa
    > gimnazja i jaki jest material.

    Gimnazjum to jest odpowiednik dawnej klasy VII i VIII. Tylko potrzeba było
    stanowisk dla kolesi ekipy wówczas rządzącej, więc dokonali tego sztucznego
    podziału, dzięki czemu utworzyło się kilkanascie tysięcy stanowisk dyrektorów
    gimnazjów i innej biurokracji. Połączenie wychowania przedszkolnego z
    podstawówką ma sens z uwagi na specyfikę systemu nauczania. W IV klasie kończy
    się nauczanie zintegrowane, a zaczynają lekcje rozdzielne i inny system ocen.

    > POza tym nie jestem pewien czy do 10 roku zycia dziecko ma sie uczyc przez
    > zabawe... a potem nagle ma wybierac przedmioty ktore go interesuja i wcale
    > nie bedzie to zabawa.

    One się uczą przez zabawę. Dzieci rosną, rozwijają się, dojrzewają. Nie można
    ośmiolatka traktować jak trzylatka, a dwunastolatka jak ośmiolatka. Poza tym
    system nauczania byłby zaprojektowany w taki sposób, żeby nie rzucać
    dziecięciolatka na głęboką wodę od razu.

    > gorzej jest maj chcesz postawic dom, a nie masz cegiel.

    I o to właśnie chodzi trzeba mieć i cegły i wiedzieć do czego one służą. Tak
    też powinna wyglądać edukacja - dawać wiedze i jednocześnie pokazywać do czego
    ona służy. Choćby to, że fizyka nie dzieje się w podręczniku ani na szkolnej
    tablicy, tylko wokół nas. Tak samo jak i przyroda, chemia, geografia. Wtedy to
    ma jakikolwiek sens.

    > Zgadza sie. Pytanie tylko jakiej wiedzy i na jakim poziomie. Czy np tabliczka
    > mnozenia wystarczy? Moze wystarczy sama nauka pisania i czytania..

    Jak już wcześniej mówiłem, musiałoby istnieć pewne minimum programowe. Nie
    będziemy tu teraz go wyznaczać, bo nie o to chodzi. W systemie modułowym chodzi
    głónie o dostosowanie programu nauczania do predyspozycji uczniów. Wiesz jakie
    niektórzy maja problemy z matematyką albo z historią? Jak trzeba zapamiętywać
    daty, nazwiska, fakty. Jak ktoś ma problemy nawet z prostymi rachunkami w
    zakresie 1000, to chcesz mu wciskać graniastosłupy, trygonometrię albo układy
    równań? To i tak bez sensu - zmarnowany wysiłek, a często ocena mierna to
    fikcja, bo chodzi o to, żeby ucznia przepchnąć do następnej klasy żeby nie
    zawalał roku. Dużo większy pożytek będzie jak taki uczeń z matematyki opanuje
    tylko minimum, a zamiast tego przerobi rozszerzony program np. przyrodniczo -
    geograficzny. I tylko o to tu chodzi.

    > Najpierw musisz wiedzeic, ze ktos taki byl... Poza tym spotykasz sie z kims i
    > nie masz pod reka internetu. Wyjdzesz na .nuiedouczona.... nie jest to
    > najlepsze. No chyba ze w takim srodowisku sie obracasz.

    Na niedouczoNEGO. Ja facet jestem smile Ogólnie to obracam się w środowisku
    mieszanym. Tafiają sie i intelektualiści i "Nowi Ruscy" i księża i robotnicy i
    pijaki i handlarze z targowisk różnych. Nigdy nie miałem problemów z powodu
    nieznajomości np. dzieł Szekspira.

    > Czyli prferujesz poziom intelektualny
    > ludzi po zawodowkach. Wiedza ze byl, tylko nie wie co napisal. No to wlanie
    > produkcja takich jelopow. Nie..jestem zdecydwoanie przciwny.

    Czy ludzie po zawodówkach oczekują od Ciebie znajomości zagadnień z dziedziny
    elektrotechniki przemysłowej? A z czym literatura jest lepsza od
    elektrotechniki przemysłowej? Ja twierdze, że łatwiej zrozumieć
    np. "Ferdydurke" Gombrowicza niż np. napięcie fazowe i międzyfazowe albo
    indukcję elektromagnetyczną.

    > No i po to sa zawodowki. Zeby ludzie ktorzy nie wiedza kim byl Mickiewicz i
    > co napisal pracowali na tokarkach.smile Tu mozna skonczyc edukacje na szkole
    > podstawieej.

    I o to właśnie chodzi.

    > no a on w zamian za to zaprosi cie na spotkanie, gdzie wiekszosc ludzi to
    > ludzie wykszatleni i inteligentni..i zaczna rozmawiac z toba. Bedziesz czul
    > sie jak chlopo-robotnik na salonachsmile)) wiesz jaki to obciach ujc za glupka.

    Jeszcze się taki człowiek nie urodził, żeby wszystko wiedział i wszystko umiał.
    Gdyby tacy ludzie wykształceni, inteligentni zostali zaproszeni na spotkanie
    hydraulików, to też by wyszli na głupków nie odróżniających niekiedy wodociągu
    od kanalizacji.

    > Magister by nie zaprosil dziecko do tokarki, bo wie ze to niebezpieczne. A
    > chlop nawet do mlockarki zatrudni dzieciakawink

    To jest właśnie mentalność magistrów - myśli że jak ma ten świstek zwany
    dyplomem to już wszystko wie. Nie odróżni tokarki od frezarki, ale najlepiej
    wie co jest bezpieczne a co nie. Nawet lepiej od tokarza czy frezera. Akurat
    tokarka jest maszyną dość bezpieczną dla operatora, a Młoda zasady BHP zna, bo
    znać musi jak ma dostęp do zakładu obróbki metali i często w nim przesiaduje
    dla towarzystwa. Poza tym podczas zakładania kła maszyna NIE pracuje.

    > Ale ty bedziesz szawsze TYLKO tokarzem....

    Ty natomiast zawsze będziesz TYLKO magistrem, piekarz będzie zawsze TYLKO
    piekarzem, śmieciarz TYLKO śmieciarzem. Ale przynajmniej ludzie powinni sobie
    okazywać, a nie traktować siebie nawzajem lekceważąco bo jedni bez drugich
    mieliby ciężko. Jak Ci kibel pęknie, to szybko wezwiesz TYLKO hydraulika aby
    założył nowy. Jak gdzieś zrobi się zwarcie i będzie wywalało bezpiecznik, to
    wezwiesz TYLKO elektryka. Bo jak nie, to sr.. pójdziesz pod śmietnik, albo
    pracę naukową pisać będziesz przy lampie naftowej albo świeczce.

    > Uwazam tylko ze nie kazdy musi isc na studia i moze szkole
    > zakonczyc na podstawowce i zaczac nauke zawodu.

    O to właśnie chodzi smile

    > Bo moze ludzie nie chca takich zawodow sie uczyc. Ja bym nie chcial byc
    > spawaczem... wole prace biurowasmile))

    Rynek już brutalnie pokazuje pracownikom biurowym, że jest ich nadmiar. Skoro
    ja na dotoczeniu i oszlifowaniu tylko jednego wału i zamocowaniu na nim kilku
    przekładni zębatych zarabiam więcej niż pracownik biura w ciągu 2 miesięcy, to
    chyba jest to wyraźny sygnał kogo na rynku pracy potrzeba. To znaczy nie tyle
    ja sam jako ja zarabiam, bo to zarabia zakład. Muszę opłacić pracowników, prąd
    i takie tam pomniejsze koszty.

    > Mlodzi ludzie mimo ze zapotrzebowanie na takie zawody
    > niby jest nie chca sie babrac w olejach, smarach i cieczach chlodzacych...

    Ja i bracia mojej dziewczyny bardzo się z tego powodu cieszymy. Chłopaki się
    uczą babrania w olejach, smarach, cieczach chłodzących, kaleczą sobie łapy na
    ostrych metalowych krawędziach. A jeszcze bardziej będziemy się cieszyć jak
    takiemu magistrowi co to nie chce sibie rączek brudzić, pęknie rura CO i będzie
    musiał wezwać spawacza i parę stówek mu pęknie, a dla spawacza roboty będzie na
    niecałą godzinę.
  • 05.02.07, 17:42
    > Gimnazjum to jest odpowiednik dawnej klasy VII i VIII. Tylko potrzeba było
    > stanowisk dla kolesi ekipy wówczas rządzącej, więc dokonali tego sztucznego
    > podziału, dzięki czemu utworzyło się kilkanascie tysięcy stanowisk dyrektorów
    > gimnazjów i innej biurokracji. Połączenie wychowania przedszkolnego z
    > podstawówką ma sens z uwagi na specyfikę systemu nauczania. W IV klasie
    kończy
    > się nauczanie zintegrowane, a zaczynają lekcje rozdzielne i inny system ocen.


    no czyli to i tak przedluzenie przedszkola..skor do 4 klasy i tak jest
    nauczanie zintegrowane.. choc szczerze mowiac ja nie pamietam zebym mial
    kiedykolwiek nauczanie zintegrowane. Zawsze byl podzial na poszczegolne
    przedmioty tylko ocena na koniec roku byla srednia. Ale od 1 klasy mialem
    osobno matematyk, polski, srodowisko itp.


    > One się uczą przez zabawę. Dzieci rosną, rozwijają się, dojrzewają. Nie można
    > ośmiolatka traktować jak trzylatka, a dwunastolatka jak ośmiolatka.

    no to skoro polaczy sie przedszkole i szkole..to edzie wlasnie traktowanie 10
    latkow jak 3 latkow...

    Poza tym
    > system nauczania byłby zaprojektowany w taki sposób, żeby nie rzucać
    > dziecięciolatka na głęboką wodę od razu.


    dlaczego na gleboka wode? przeciesz zna szkole i nauczyieli od 1 klasy..wiec
    nie wiem czy to gleboka woda. Gleboka woda byloby nauczanie "przedszkolne" i
    traktowanie wszystkiego przez pryzmat zabawy, a potem wyslanie do szkoly i
    nagle koniecznosc okreslenia, ktore przedmioty sa interesujaca, a ktore
    nie..ktore moga si eprzydac w przyszlosci, a ktore nie..itd.. To dopiero
    rzucenia na wode. Skad 10 latek moze wiedziec co tak naprawde go interesuje.

    >
    > > gorzej jest maj chcesz postawic dom, a nie masz cegiel.
    >
    > I o to właśnie chodzi trzeba mieć i cegły i wiedzieć do czego one służą. Tak
    > też powinna wyglądać edukacja - dawać wiedze i jednocześnie pokazywać do
    czego
    > ona służy.

    przeciez tak jest. No moze (wedlug mnie) poza nauka historii, albo ja mialem
    beznadziejna nauczcielke i musielismy uczyc sie jakich koszmarnych ilosci dad
    na pamiec..bez koniecznosci rozumienia sensu, przyczyn i konsekwencji...



    >Choćby to, że fizyka nie dzieje się w podręczniku ani na szkolnej
    > tablicy, tylko wokół nas. Tak samo jak i przyroda, chemia, geografia. Wtedy
    to
    > ma jakikolwiek sens.


    ale to wymaga od nauczycieli wyjscia na zewnatrz..id...to za duzosmile))


    > Jak już wcześniej mówiłem, musiałoby istnieć pewne minimum programowe. Nie
    > będziemy tu teraz go wyznaczać, bo nie o to chodzi. W systemie modułowym
    chodzi
    >
    > głónie o dostosowanie programu nauczania do predyspozycji uczniów. Wiesz
    jakie
    > niektórzy maja problemy z matematyką albo z historią?


    trudno..wlasnie szkol apodstawowa to takie minimum programowe.
    i co by dala taka zmiania. Jak sobie wyobrazasz np nauke 25 dzieci, w jednej
    klasie na 25 roznych poziomach zaawansowania.



    >Jak trzeba zapamiętywać
    > daty, nazwiska, fakty. Jak ktoś ma problemy nawet z prostymi rachunkami w
    > zakresie 1000, to chcesz mu wciskać graniastosłupy, trygonometrię albo układy
    > równań?


    jak ma problemy z liczeniem do 1000 to powinno sie wyslac dziecko do szkoly
    specjalnej. Uklady rownan, graniastoslupy itp..to prostota. Zeby wytoczyc cos
    na tokarce tez musisz wiedzic jak czytac rysunek techniczna. A juz wogole co to
    jest promien, srednicha posuw itd.... po to wlasnie ci to wszystkopotrzebne.


    >To i tak bez sensu - zmarnowany wysiłek, a często ocena mierna to
    > fikcja, bo chodzi o to, żeby ucznia przepchnąć do następnej klasy żeby nie
    > zawalał roku.

    przeciez to to samo co zaliczenie matematyki na poziomie dennym. czyli
    zaliczenie najgorszego modulu "2" npsmile


    >Dużo większy pożytek będzie jak taki uczeń z matematyki opanuje
    > tylko minimum,


    i bedzie mial na swiedectwie: matematyka: 2 (oznacza to poziom)..
    a inny: matematyka 5 (oznacza poziom ktory opanowal)....
    na to samo wychodzi.


    >a zamiast tego przerobi rozszerzony program np. przyrodniczo -
    > geograficzny. I tylko o to tu chodzi.


    no to bedzie mial te przedmioty na poziomie "5" a inne na "2"...
    co za roznica... czy na koniec dostanie z tych dwoch przedmioto bdb a z
    pozostalych mierny?


  • 05.02.07, 18:35
    > choc szczerze mowiac ja nie pamietam zebym mial
    > kiedykolwiek nauczanie zintegrowane.

    Ja też nie miałem. To dopiero po reformie oświaty to wprowadzili. Ja też miałem
    podział.

    > no to skoro polaczy sie przedszkole i szkole..to edzie wlasnie traktowanie 10
    > latkow jak 3 latkow...

    Niezupełnie. Ja chodziłem do podstawówki z 8 klasami i nikt nie traktował
    siedmiolatka jak czternastolatka i na odwrót.

    > Gleboka woda byloby nauczanie "przedszkolne" i
    > traktowanie wszystkiego przez pryzmat zabawy, a potem wyslanie do szkoly i
    > nagle koniecznosc okreslenia, ktore przedmioty sa interesujaca, a ktore
    > nie..ktore moga si eprzydac w przyszlosci, a ktore nie..itd.. To dopiero
    > rzucenia na wode. Skad 10 latek moze wiedziec co tak naprawde go interesuje.

    Chodzi mi o to, żeby system modułowy był tak zaprojektowany, żeby taki
    dziesięciolatek się w nim odnalazł. Jest to możliwe i stwierdził to człowiek,
    który ma ukończone studia i dobrą praktykę zawodową w dziedzinie projektowania
    systemów. Na początku trzeba okreśłić predyspozycje każdego ucznia, a potem
    dopiero przyjdzie czas na wybór przedmiotów. Krótko mówiąc- wszystko wyjdzie w
    praniu. Taki dziesięciolatek nie musi wiedzieć, że lubi geografię. Tą geografią
    ma go spróbować zainteresować szkoła i w tym momencie piłka jest po stronie
    nauczyciela i na tym należałoby się skupić na początku systemu modułowego.

    > ale to wymaga od nauczycieli wyjscia na zewnatrz..id...to za duzosmile))

    Jak się sprywatyzuje szkolnictwo i szkoły teoretycznie nie będą wisieć na
    budżecie, to nauczyciele zaczną więcej zarabiać, bo rynek szkolnictwa stanie
    się konkurencyjny. Bo wtedy ja sobie mogę otworzyć szkołę, wyposażyć, zatrudnić
    porządnych nauczycieli za dobrą kasę dzięki której bedą mieli motywację do
    wyjścia na zewnątrz i do wielu innych działań. I sobie kupię trzy gimbusy,
    zatrudnię trzech kierowców i do mojej szkoły będą uczęszczały dzieciaki w
    promieniu 20 kilometrów na przykład jeśli szkoła będzie na wsi, bo konkurencję
    bezlitośnie skoszę. I to będzie z pożytkiem dla uczniów, bo ja o ucznia wtedy
    walczyc muszę, bo inaczej to konkurencja skosi mnie.

    > Jak sobie wyobrazasz np nauke 25 dzieci, w jednej
    > klasie na 25 roznych poziomach zaawansowania.

    Nie ma żadnych klas. Zapomnij o czymś takim co się nazywa klasa. Jest 500
    dzieci i po 4-10 poziomów zaawansowania z każdego przedmiotu. Każde dziecko
    zapisuje się na któryś poziom z danego przedmiotu i tworzą się grupy na ten
    konkretny przedmiot na tym konkretnym poziomie. I skończyłbym wreszcie z tą
    idiotyczną zależnością między wiekiem a programem nauczania, bo to kolejny
    sztuczny, ograniczający podział.

    > jak ma problemy z liczeniem do 1000 to powinno sie wyslac dziecko do szkoly
    > specjalnej.

    A jak pisze np. opowiadania albo wiersze i jest w tym coraz lepszy to też go do
    szkoły specjalnej, bo akurat Bozia poskąpiła mu zdolności matematycznych?

    > Zeby wytoczyc cos na tokarce tez musisz wiedzic jak czytac rysunek
    > techniczna. A juz wogole co to jest promien, srednicha posuw itd.... po to
    > wlasnie ci to wszystkopotrzebne.

    Się zgadza. Tego też uczyli w zawodówkach i technikach. Ktoś kto był z
    matematyki bardzo cienki nie miał szans w zawodówce ani w zawodzie wymagającym
    przeprowadzania bardziej skomplikowanych obliczeń. Jednym z takich zawodów jest
    tokarz. Oczywiście orłem matematycznym też nie trzeba być, ale pewne zdolności
    bardzo się przydają.

    > i bedzie mial na swiedectwie: matematyka: 2 (oznacza to poziom)..
    > a inny: matematyka 5 (oznacza poziom ktory opanowal)....
    > na to samo wychodzi.

    Ocena w takim systemie byłaby punktowo - opisowa. Punkty (0-100) do
    klasyfikowania, a opis dla ucznia, żeby wiedział co zrobił dobrze, co źle, a
    nad czym powinien popracować. I nie byłoby to samo, bo matematyka zaliczona na
    minimum programowe oznacza np. tylko 4 semestry nauki, a nie np. 12. Mniej
    stresu i mniej zmarnowanego wysiłku. Ja na przykład ucząc się w takim systemie
    zaliczałbym informatykę, ZPT, matematykę, fizykę na najwyższych możłiwych
    poziomach, geografię, biologię i chemię na średnich (raczej starałbym się na
    jak najwyższych) a z polskiego, ruskiego, historii, plastyki, muzyki tylko
    niezbędne minimum.
  • 05.02.07, 22:47

    >
    > Chodzi mi o to, żeby system modułowy był tak zaprojektowany, żeby taki
    > dziesięciolatek się w nim odnalazł. Jest to możliwe i stwierdził to człowiek,
    > który ma ukończone studia i dobrą praktykę zawodową w dziedzinie projektowania
    > systemów.


    a gdzie? bo w Polsc eto to zjawisko wystepuja tylko na studiach i niektorych
    lepszych liceach.

    > Na początku trzeba okreśłić predyspozycje każdego ucznia, a potem
    > dopiero przyjdzie czas na wybór przedmiotów. Krótko mówiąc- wszystko wyjdzie w
    >
    > praniu.

    O jakich predyspozycjach mowisz?


    >Taki dziesięciolatek nie musi wiedzieć, że lubi geografię. Tą geografią
    >
    > ma go spróbować zainteresować szkoła i w tym momencie piłka jest po stronie
    > nauczyciela i na tym należałoby się skupić na początku systemu modułowego.


    a jak ma go zainteresowac skoro on nie wybierze sobei takiego modulu?..albo ja
    czegos nie rozumiem.


    > Jak się sprywatyzuje szkolnictwo i szkoły teoretycznie nie będą wisieć na
    > budżecie, to nauczyciele zaczną więcej zarabiać, bo rynek szkolnictwa stanie
    > się konkurencyjny.

    Bo wtedy ja sobie mogę otworzyć szkołę, wyposażyć, zatrudnić
    >
    > porządnych nauczycieli za dobrą kasę dzięki której bedą mieli motywację do
    > wyjścia na zewnątrz i do wielu innych działań.

    przepraszam, a pieniazki dla nauczycieli to skad wiezmiesz? No chyba ze
    otworzysz szkole prywatna, ale te dosc roznie sobie radza. Szkola prywatna,
    ktora byla w moim rodzinnym miescie padla po 6 latach dzialanosci. Caly czas
    reklamowala sie jako nowoczesna z nowoczesnym programem itp. Niestey po upadku
    uczniowie musieli poprzenosic sie do innych podstawowek i okazalo sie, ze ich
    poziom wiedzy byl rozny..ale nie byl wyzszy niz standardowy.
    Wiec, moze nowoczesne metody..nie sa az tak dobre?


    >I sobie kupię trzy gimbusy,
    > zatrudnię trzech kierowców i do mojej szkoły będą uczęszczały dzieciaki w
    > promieniu 20 kilometrów na przykład jeśli szkoła będzie na wsi

    Pod warunkiem, ze rodzicow bedzie stac na twoje szkole. to dosc istotny element.
    No i nie znaczy, ze dzieciaki nei beda stermowane i zestresowane. Bo niestey nie
    ma kraju, gdzie nie ma stresu w szkole. Zeby nie wiem jaki system tam byl.
    Problemem w polskim systemie jest, jak wspomniales upychanie wiedzy, a brak
    nauczenia jak z niej korzystac.

    , bo konkurencję
    > bezlitośnie skoszę. I to będzie z pożytkiem dla uczniów, bo ja o ucznia wtedy
    > walczyc muszę, bo inaczej to konkurencja skosi mnie.

    "abo" i nie.. to zalezy co twoja szkola bedzie oferowala i za ile.



    >I skończyłbym wreszcie z tą
    > idiotyczną zależnością między wiekiem a programem nauczania, bo to kolejny
    > sztuczny, ograniczający podział.


    no czyli mialbys poziom afrykanskiej szkoly gdzie w jednej klasie /tu na jeden
    modul) uczeszczaja dzieci 8-12 i 14 letnie. Czyli albo musisz traktowac 14 latka
    jak 8 latka, albo 8 latka, jak 14 latka. A przeciez wlasnie tego chciales uniknac...

    > A jak pisze np. opowiadania albo wiersze i jest w tym coraz lepszy to też go do
    >
    > szkoły specjalnej, bo akurat Bozia poskąpiła mu zdolności matematycznych?

    Niestety tak. bo samo pisanie wierszy nie jest elementem wystarczajacym do
    uczeszczania do normalnej szkoly. Zdarzaja sie dzieci ktore wybitnie maluja..ale
    sa uposledone..i niestety mimo swoich cudownych zdolnosci nie maja szans na ASP.
    Lub piknie graja i komponuja..ale poza tym nic...tu tez normalny szkola jest
    niewskazana.
    Jak sam wspomniales szkola musi nauczyc niezbednego minimum. Liczenie do 100 to
    popziom ponizej jakiegokolwiek minimum.




    > Się zgadza. Tego też uczyli w zawodówkach i technikach. Ktoś kto był z
    > matematyki bardzo cienki nie miał szans w zawodówce ani w zawodzie wymagającym
    > przeprowadzania bardziej skomplikowanych obliczeń.

    No sorry, ale te z tymi skomplikowanymi obliczeniami w zawodowce to
    wyskoczylessmile)Przykro mi , mialem 2 kolego w zawodowkach (jeden tokarz) i wiem
    byl poziom tych obliczen..poziom matematyki byl na prawde kiepski. Ludzie,
    ktorzy byli dobrzy z matematyki szli co najmniej do technikum...Zawodoka byla dl
    atakich wlasnie ponizej przecietnej, zeby mieli zawod.


    > Ocena w takim systemie byłaby punktowo - opisowa. Punkty (0-100) do
    > klasyfikowania, a opis dla ucznia, żeby wiedział co zrobił dobrze, co źle, a
    > nad czym powinien popracować.


    no a czym sie to rozni od systemu 1-6? przeciez jak ktos ma 20 punktow na 100 o
    i tak wyjdzei na glaba... a roznica do 100 wydaje sie wtedy kolosalna.

    > I nie byłoby to samo, bo matematyka zaliczona na
    > minimum programowe oznacza np. tylko 4 semestry nauki, a nie np. 12.

    4 semestry to 2 lata. Spoczelo by dziecie na laurach..hmm...na poziomie 6
    klasy..super...wroze niezla przyszlosc.

    >Mniej
    > stresu i mniej zmarnowanego wysiłku. Ja na przykład ucząc się w takim systemie
    > zaliczałbym informatykę, ZPT, matematykę, fizykę na najwyższych możłiwych
    > poziomach, geografię, biologię i chemię na średnich (raczej starałbym się na
    > jak najwyższych) a z polskiego, ruskiego, historii, plastyki, muzyki tylko
    > niezbędne minimum.

    a tak dostales np z muzyki na koniec 3 i to oznacza wlasnie, ze opanowales
    niezbedne minium. W czym problem.


    Mysle ze te modulowe systemy sa o kant... w przypadku podstawowek. Takie system
    sa dobre w przypadku szkol srednich i studiow.

    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 06.02.07, 18:45
    > a gdzie? bo w Polsc eto to zjawisko wystepuja tylko na studiach i niektorych
    > lepszych liceach.

    Znaczy się co? Gdzie studiował czy gdzie pracował?

    > O jakich predyspozycjach mowisz?

    Czy ma zdolności humanistyczne, czy matematyczne, czy też tak pól na pół. No i
    czym się interesuje.

    > a jak ma go zainteresowac skoro on nie wybierze sobei takiego modulu?..albo ja
    > czegos nie rozumiem.

    Każdy przedmiot masz podzielony na kilka modułów. Każdy przedmiot ma niezbędne
    minimum, które zaliczyć trzeba aby ukończyć szkołę. Niezbędne minimum jest
    obowiązkowe, reszta nie. To znaczy uczeń musiałby sobie i tak wybrać kilka
    przedmiotów w wersji rozszerzonej, ale na pewno nie wszystkie jak dotychczas.
    Tak więc jak każdy by poznał to mógłby stwierdzić czy mu to pasuje czy nie.

    > przepraszam, a pieniazki dla nauczycieli to skad wiezmiesz? No chyba ze
    > otworzysz szkole prywatna, ale te dosc roznie sobie radza.

    Napisałem, że szkoły TEORETYCZNIE przestaną wisieć na budżecie. W praktyce
    jednak wisieć na nim bedą jednak bez ograniczeń z tego wynikających. Każdy
    uczeń będzie miał voucher odpowiadający wydatkom budżetowym na edukację. Bo te
    pieniądze i tak idą i tak. Voucher byłby wypłacany szkołom. Czyli w moim
    interesie jako jej właściciela jest zgromaczenie jak największej ilości uczniów
    u siebie, bo wtedy moje zyski rosną. Jak uczeń się ode mnie wyniesie, to
    voucher będzie dostawać inna szkoła.

    > No i nie znaczy, ze dzieciaki nei beda stermowane i zestresowane. Bo niestey
    > nie ma kraju, gdzie nie ma stresu w szkole. Zeby nie wiem jaki system tam byl.

    Zawsze jest jakiś tam stres. Ale dążyć należy do eliminowania niepotrzebnych
    czynników stresogennych jak na przykład niezapowiedziane kartkówki,
    odpytywania. Tak, wiem, uczeń ma być systematyczny itd. Łatwo tak gadać jak się
    samemu zapomniało jak to w szkole było. Systematyczność niestety powoduje wiele
    stresu u uczniów, bo materiału do opanowania jest naprawdę dużo. Naucz się
    choćby do 3 klasówek na jutro i jeszcze odrób prace domowe. A gdzie jest czas
    na jakieś życie towarzyskie? Na pogranie na kompie?

    > Czyli albo musisz traktowac 14 latka jak 8 latka, albo 8 latka, jak 14 latka.
    > A przeciez wlasnie tego chciales uniknac...

    Ośmiolatek ma jeszcze nauczanie zintegrowane. Jeżeli już to 10 i 14 latek.
    Jeśli obaj są wystarczająco dojrzali, żeby uczyć się w tej samej grupie, to
    mogą być traktowani tak samo.

    > no a czym sie to rozni od systemu 1-6? przeciez jak ktos ma 20 punktow na 100
    > o i tak wyjdzei na glaba... a roznica do 100 wydaje sie wtedy kolosalna.

    Zadania na kartkówkach i klasówkach są punktowane. Następnie punkty są
    przeliczane na ocenę w skali 1-6, która jest z przyczyn oczywistych dużo mniej
    precyzyjna. Oceny są de facto podwójne - punktowa "robocza" i 1-6 oficjalna.
    Wprowadzając klasyfikację na podstawie średniej oceny punktowej 0-100 za
    sprawdzian i egzamin, upraszczamy znacznie ten system, czynimy go bardziej
    precyzyjnym, oraz eliminujemy czynnik stresogenny w postaci nieprzewidywalności
    szkoły (odpytywania, niezapowiedziane kartkówki, wyrywkowa kontrola prac
    domowych). Uczeń ma w terminie oddać sprawdzian i na określony dzień nauczyć
    się na egzamin. A czy będize to robił systematycznie w ciągu całego semestru,
    czy na szybko przez ostatnie 3 dni to już jego sprawa.

    > 4 semestry to 2 lata. Spoczelo by dziecie na laurach..hmm...na poziomie 6
    > klasy..super...wroze niezla przyszlosc.

    Spocznie albo nie spocznie. Każdy jest kowalem swojego losu. System ma wymuszać
    realizowanie kilku przedmiotów na rozszerzonym poziomie, żeby nie było tak, że
    odpuści sobie wszystko po zaliczeniu minimum.

    > a tak dostales np z muzyki na koniec 3 i to oznacza wlasnie, ze opanowales
    > niezbedne minium. W czym problem.

    W tym, że tę muzykę miałem rozłożoną na 5 lat zamiast na jeden semestr
    pozwalający mi opanować obowiązkowe minimum.
  • 02.02.07, 17:09

    > Ok, to powiem Ci że ja nie jestem wcale chwalona nie jestem pępkiem świata i
    > mam od groma obowiązków domu. Gdybym nie była odporna to nie przetrwałabym
    tego
    >
    > nieszczęsnego gimnazjum.

    jasne..biedactwo..to skoro inni by przetrwali aty nie to znaczy, ze kiepska
    jestes... proste.

    > Może nie wiesz ale jest coś takiego jak szkoła o dużych wymaganiach i bardzo
    > wysokim poziomie ( tak nawet w tych czasach się zdażają) i ja właśnie do
    takiej
    >
    > uczęszczam więc pracy i nauki też mam sporo.
    > I tyle.

    ja uczesczalem do klasy ekperymantalnej, ciagle kontrolowanej i ucznoowie z
    wynikami ponizej przecieznej byli z niej usuwani. I mimo to nikt nie mowil, ze
    zyje w ciaglym stresie.

    > Może nie wiesz ale jest coś takiego jak szkoła o dużych wymaganiach i bardzo
    > wysokim poziomie ( tak nawet w tych czasach się zdażają) i ja właśnie do
    takiej

    jak na uczennice szkoly, o duzych wymaganiach, robisz sporo bledow (glownie
    interpuncyjnych)


    poza tym, na pewno nie masz wiecej pracy niz my mielismy w szole.


    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 03.02.07, 01:27
    natalia414 napisała:

    > Ok, to powiem Ci że ja nie jestem wcale chwalona nie jestem pępkiem świata i
    > mam od groma obowiązków domu. Gdybym nie była odporna to nie przetrwałabym
    tego
    >
    > nieszczęsnego gimnazjum.
    > n
    > Może nie wiesz ale jest coś takiego jak szkoła o dużych wymaganiach i bardzo
    > wysokim poziomie ( tak nawet w tych czasach się zdażają) i ja właśnie do
    takiej
    >
    > uczęszczam więc pracy i nauki też mam sporo.
    > I tyle.


    --
    Bo jesli kochac to nie indywidualnie.....
  • 03.02.07, 01:32
    natalia414 napisała:

    > Ok, to powiem Ci że ja nie jestem wcale chwalona nie jestem pępkiem świata i
    > mam od groma obowiązków domu. Gdybym nie była odporna to nie przetrwałabym
    tego
    >
    > nieszczęsnego gimnazjum.
    > natalia dzieki za odpowiedz -moje uwagi mialy charakter ogolny i nie odnosily
    sie do twojej osoby zapytalam cie co sadzisz o tym ze zdolni w szkole sie
    nudza.To co napisalas potwierdza moja teze ,ze dziecko wychowane "normalnie"
    przetrwa najgorsza szkole i najglupszych nauczycieli bo ma baze
    >
    Może nie wiesz ale jest coś takiego jak szkoła o dużych wymaganiach i bardzo
    > wysokim poziomie ( tak nawet w tych czasach się zdażają) i ja właśnie do
    takiej
    >
    > uczęszczam więc pracy i nauki też mam sporo.
    > I tyle.

    Wiem,ale dajesz rade jak sie domyslam czyli te kartkowki nie sa ci takie
    straszne .Moja rada starej belfrzycy jest taka -nie dac sie zwariowac skupic
    sie na tym co czlowieka naprawde interesuje i KORZYSTAC z wysokiego poziomu
    szkoly ,a reszte zaliczac i tyle .Pozdrawiam cie serdecznie zyczac samozaparcia
    bo wygladasz na madra dziewczyne
    --
    Bo jesli kochac to nie indywidualnie.....
  • 02.02.07, 17:03
    a skad wiesz, ze nie wiem jak jest w szkolach? na pewno nie jest gorzej niz
    bylo.

    > A kopa to ja już dostałam w moim "cudownym" gimnazjum, na szczęcie jestem już
    w
    >
    > liceum.

    to poczekaj az sie "zycie" zacznie.




    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 02.02.07, 11:54
    Dziecko jak ja przejrzałam książki do szkoły to stwierdziłam że właściwie co
    roku uczycie się tego samego, a wasz materiał jest o połowę okrojony. Rok temu
    chłopakowi z I liceum dawałam korki z chemii . Potrafił szybko pomnożyć w
    pamięci dwie duże liczby ale jak miał 35x=58 to już nie wiedział co robić.
    Poziom nauczania się mocno obniżył więc nie mów że się męczyć, tylko weź się do
    nauki zamiast siedzieć przy necie
  • 02.02.07, 12:55
    Widze, że młode osoby nie są tu mile widziane. Nie ucze się bo mam ferie, a
    jeśli chodzi o oceny to naprawde są bardzo dobre.
  • 02.02.07, 17:18
    mlode osoby sa mile widziane. tylko nie patrz na swiat wylacznie przez swoja
    osobe. skoro si euczysz to plus dla ciebie. sters byl w szole zawsze tylko
    sposoby radzenia sobie z nim troche sie zmienily. Nie wiem co teraz sie robi
    zeby ukarac ucznia. My dostawalismy "lapy" czyli kablem lub linijka po
    dloniach. Teraz to za taki numer bylby wielki artykul o maltretowaniu dzieci w
    szkole..i pewnie kilkoro by sie powiesilo. Zreszta, jak ci nie odpwoada "stres"
    wtwojej szkole, zawsze mozesz zmienic ja na szkole o nizszym poziomie. nic za
    darmo. nie ma cudownego srodka na nauke. nawet w cudownej amerycesmile))





    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 02.02.07, 20:30
    >ja uczesczalem do klasy ekperymantalnej, ciagle kontrolowanej i ucznoowie z
    >wynikami ponizej przecieznej byli z niej usuwani. I mimo to nikt nie mowil, ze
    >zyje w ciaglym stresie.

    Ładnie Ci się stres skumulował w tym eksperymencie.
    Jeśli to w celu autoterapii- płyń dalej. Forum wszystko zniesie w ramach
    uzdrowienia nadszarpniętej psyche.

    >jak na uczennice szkoly, o duzych wymaganiach, robisz sporo bledow (glownie
    >interpuncyjnych)

    A jak z pisaniem u absolwenta "powyżej przeciętnej" ?

    >mlode osoby sa mile widziane. tylko nie patrz na swiat wylacznie przez swoja
    >osobe. skoro si euczysz to plus dla ciebie. sters byl w szole zawsze tylko
    >sposoby radzenia sobie z nim troche sie zmienily. Nie wiem co teraz sie robi
    >zeby ukarac ucznia. My dostawalismy "lapy" czyli kablem lub linijka po
    >dloniach. Teraz to za taki numer bylby wielki artykul o maltretowaniu dzieci w
    >szkole..i pewnie kilkoro by sie powiesilo. Zreszta, jak ci nie
    odpwoada "stres"
    >wtwojej szkole, zawsze mozesz zmienic ja na szkole o nizszym poziomie. nic za
    >darmo. nie ma cudownego srodka na nauke. nawet w cudownej amerycesmile))

    Mówiłam, że frustracja nieutulona. Traktowali Cię jak śmiecia, to teraz musisz
    wątki autoterapeutyczne zakładać.
    Jasne, niech Natalia nie marudzi i jak się nie podoba- spada z głównego toru.
    Nie to co camel, który pławił się w wysiłku i męce, nadstawiał łapki do
    bicia : "mocniej, mocniej, dzięki tym sińcom będę lepszy niż następne
    pokolenia, przyjmę kopy od życia z uśmiechem i grzecznie za nie podziękuję".
    Dbaj o zdrowie, bo to świetna droga do zawału, hero.

    Dzieciaki wieszały się zawsze. Tylko w gazetach o tym nie pisali, a politycy
    nie windowali na tym swojej kariery.
  • 03.02.07, 14:37

    > Ładnie Ci się stres skumulował w tym eksperymencie.
    > Jeśli to w celu autoterapii- płyń dalej. Forum wszystko zniesie w ramach
    > uzdrowienia nadszarpniętej psyche.

    sorry, ale nie zrozumialem Twojej aluzji..jakas niezbyt jasna byla.

    > A jak z pisaniem u absolwenta "powyżej przeciętnej" ?

    teraz gorzej, bo od kilku lat mam maly kontakt z j. polskim.


    > Mówiłam, że frustracja nieutulona. Traktowali Cię jak śmiecia, to teraz musisz
    > wątki autoterapeutyczne zakładać.


    sorry, nikt nie traktowal mnie jak smiecia. nie wiem skad ci to do glowy
    przyszlo..no ale przyszlo..trudno..rozni ludzi, roznie mysla.


    > Jasne, niech Natalia nie marudzi i jak się nie podoba- spada z głównego toru.

    Skoro jej szkola nie odpowiada..i jest dla neij stresem. moj nauczyciel od
    fizyki zawsze mawial: jak ci szkola w zyciu prywatnym przeszkadza, zmien szkole.
    proste prawda?

    > Nie to co camel, który pławił się w wysiłku i męce, nadstawiał łapki do
    > bicia : "mocniej, mocniej, dzięki tym sińcom będę lepszy niż następne
    > pokolenia, przyjmę kopy od życia z uśmiechem i grzecznie za nie podziękuję".

    Nic, prawie kazdy w klase zaliczyl raz czy dwa "lapki"..nikt psychicznie na tym
    nie ucierpial. a kolezanka jak widze ma jakies upodobania sado-maso, bo tak ze
    znajomoscia "tematu" o tym pisze.


    > Dbaj o zdrowie, bo to świetna droga do zawału, hero.

    dbam. mam malo stresujaca prace wiec nie boje sie o zawal.

    > Dzieciaki wieszały się zawsze. Tylko w gazetach o tym nie pisali, a politycy
    > nie windowali na tym swojej kariery.

    Taaa..wojny tez byly zawsze.



    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 02.02.07, 09:30
    Jestem młodą matką, ale miałam okazję spojrzeć na szkołę trochę z boku. Czasami
    chodziłam na wywiadówki do mojego 11 lat młodszego brata (chodził do tej samej
    szkoły co ja i moje rodzeństwo i w większości uczyli go ci sami nauczyciele).
    Czasami szlak mnie trafiał na tych wywiadówkach, rodzice często są głusi na
    uwagi nauczyciela, większość z nich wybierała postawę moje dziecko jest super ,
    tylko jest niezrozumiane przez innych. Ja wręcz przeżywałam szok bo widziałam
    nauczycieli którzy za moich czasów budzili respekt, z którymi każdy się liczył w
    sytuacjach gdzie już nie wiedzieli co robić. Winę za taką sytuację wydaje mi
    się, że ponosimy my rodzice. Zbyt mało czasu poświęcamy dzieciom, oczywiście
    dużo pracujemy i na to nie możemy nic poradzić. Kochamy nasze dzieci lecz tak
    naprawdę nie mamy czasu na to by się z nimi naprawdę pobawić, szczerze
    porozmawiać, zgłębić problem. To powoduje, że dzieci bardzo szybko oddalają się
    od nas, a mając świadomość, że rodzic zawsze będzie im wierzył więc winą za
    swoje błędy obarczają innych. Niestety my przez swoją bezgraniczną ufność i
    braku głębszego przestudiowania tematu, wyrządzamy im największą krzywdę
  • 02.02.07, 09:39
    wydaje mi się, że trochę za dużo doszukujemy się rozwiązań psychologicznych,
    dziecko jest niegrzeczne to ma ADHD, pisze z błędami to ma dysortografię. Od
    samego początku uczymy dzieci poszukiwania prostego wyjaśnienia, a nie uczymy
    ich poszukiwania przyczyn i rozwiązywania problemów. Ile dzieci z ADHD chodzi na
    terapię i dodatkowo ćwiczy w domu, ile dzieci z dysleksją , dysortografią
    ćwiczy. Zazwyczaj jest tak, że jak już rodzić znajdzie wytłumaczenie dla
    problemów dziecka, to już nic z tym nie robi, bo może z czystym sumieniem
    powiedzieć, że to nie jego wina. Problem w tym, że dzieci bardzo szybko uczą się
    łatwych rozwiązań
  • 02.02.07, 09:52
    mysle, ze to usilne ulatwianie sobie zycia. Wmawiamy sobie, ze dziecko ma ADHD
    zamiast konsekwetnie wychowac dziecko, Mowimy za ma dysgrafie bo nam si enie
    chce ciwiczyc .. masz racje. Dlaczego nagle co 2 dziecko ma ADHD i co 2
    dysgrafie? Moze po prostu rodzice sa przemeczeni praca i nie maja czasu zeby
    posiedziec z dzieckiem i go przypilnowac?..albo ochoty...albo sily.
    Mysle, ze wiele "stresow" daloby sie uniknac, gdyby jedno z rodzicow
    zdecydowalo si ena prace na pol etatu - pod warunkiem oczywiscie, ze obje
    pewnsje wystarczyly ba na zycie. Tylko pytanie na jakie zycie.....



    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 02.02.07, 10:13
    wiesz wydaje mi się , że nie musi decydować się na pół etatu czy rezygnację z
    pracy , tylko czas spędzony w domu w miarę rozsądnie rozdzielić i całkowicie
    wykorzystać. Mnie np wkurza, że mój partner wraca i często odbiera pełno
    telefonów zamiast w tym czasie pobawić się z małą. Patrząc też, na moje
    rodzeństwo i na siebie widzę, że w dążeniu do polepszenia pozycji materialnej
    stajemy się coraz większymi egoistami , zamkniętymi w szczelnej skorupie.
    Problemem nie jest chyba praca bo nasz babki pracowały więcej niż my, tylko może
    niedojrzałość, może egoizm, a może po prostu chęć świętego spokoju. Nie
    potrafimy sobie poradzić z wyścigiem w pracy, i przez to nie czujemy się
    zniechęceni i wolimy odrzucić od siebie myśl jakichkolwiek problemów domowych, a
    psychologia nam bardzo w tym pomaga. Kiedyś kobiety nie zastanawiały się czy
    szybkie nocnikowanie, szybkie czytanie wpłynie na psychikę dziecka , teraz to
    prawie norma. Z rzeczy prostych robimy bardzo skomplikowane
  • 02.02.07, 14:57
    camel_3d napisał:

    > hej..mam takie pystanie..
    > dlaczego dzieci, rodzice itd ciagle narzekaja na stres w szkole?
    Może dlatego, że nie mają kota w domu? smile)
  • 02.02.07, 16:26
    może dlatego, że kiedyś pierwsza cezura - egzamin do liceum - była w wieku 14-
    15 lat, teraz jest dwa lata wcześniej. Rodzice w piątej klasie nie panikowali,
    że stopnie, świadectwo itp, bo dziecko miało jeszcze dwa lata, żeby dojrzeć do
    tego, że trzeba się uczyć (i jak pamiętam, wszyscy chłopcy w mojej klasie
    zaczynali mieć dobre stopnie w klasie siódmej i ósmej - oczywiście, jeśli w
    ogóle zaczynali je mieć; co innego dziewczynki, tu wiele było z piątkami od
    pierwszej klasy, ale z chłopcami było inaczej). A jak rodzice panikują, to
    dziecko się stresuje - dziwne?
    Może dlatego, że kiedyś dziecka 12-13-letniego nie wyrywało się ze znanego mu
    środowiska, nie musiało walczyć o coś, czego albo do końca nie rozumie (że
    dobre gimanzjum to lepsza przyszłość itd.) albo go ta świadomość przytłacza.
    Nie musiało na poziomie dawnej siódmej klasy być "nowym", "kotem" itd. Nie
    musiało walczyć o pozycję w grupie, bo karty i role dawno były rozdane. I nie
    musiało przechodzić tej samej paranoi po raz drugi (czyli na przełomie
    gimnazjum/liceum) już po trzech latach.
    Kiedyś liczyła się wiedza, teraz liczy sie wstrzelenie się w klucz odpowiedzi.
    Mnie by tam też stresowało, gdybym zamiast na tym, co umiem, a czego się muszę
    nauczyć, koncentrowała się na "czy odpowiem tak, jak tego ode mnie oczekują".
    Taak, nauka życiowego konformizmu może być cholernie stresująca....
  • 02.02.07, 19:02
    Może dlatego, że kiedys widziało się w dziecku człowieka, a nie tylko ucznia?
    Widać to chocby na tym forum - wypowiada się dziewczyna, ma rację (spróbujcie
    wy pracować w ciąglym stresie, gdy kontrola szefa następuje regularnie co
    godzina, a zobaczymy jakie będą wyniki)- no i oczywiscie ktoś musi napisać, ze
    ma się uczyć, a nie marudzić, że tak w życiu będzie zawsze (nieprawda), ze robi
    błędy ortograficzne, ze pewnie za dużo czasu przed komputerem. Czyli młoda
    osobo - masz się uczyc i nie narzekać, uczyć i nic poza tym. Powiedzcie
    pracownikom, ze powinni cały czas po pracy poswiecac na pracę - a zobaczymy,
    czy będą zachwyceni.
    Uczniowie w dzisiejszych czasach są przeciążeni - oprócz zajęć szkolnych mają
    na ogół mnóstwo dodatkowych, począwszy od przedszkola. Programy szkolne są zaś
    tragicznie przeciążone - w dodatku egzamin gimnazjalny i matura są testami
    opartymi na nieznanych z góry podręcznikach. Nie ma absolutnie możliwości, by
    przeciętnie, a nawet często wybitnie zdolne dziecko opanowało w całości program
    szkolny, ponieważ jest to technicznie niewykonalne, a tego sie od
    gimnazjalistów wymaga. Kiedys podręczniki liczyły sobie kilkadziesiąt-sto
    stron, teraz kilkaset. Do matury z historii należy pamięciowo opanowac ok. 1000
    stron, nabitych datami i faktami.
    Do tego dochodzi postawa rodziców, dla których liczy się tylko jedno - średnia
    i czerwony pasek. Od pierwszych klas dzieci sa strofowane, nakłaniane do nauki
    i tylko do nauki , podejrzliwie patrzy się na czas wolny i straszy uczniow
    podstawówki bezrobociem. Znam sporo takich dzieci "wzorowych uczniów" z dobrych
    rodzin, wypaliły sie gdzieś na drugim roku studiów. Dzieciństwo i młodość to
    powinien byc także czas odkrywania świata, pierwszych miłosci, głupiego
    patrzenia w chmury, a nie tylko liczenia, czy srednia wystarczy na świadectwo z
    wyróznieniem.
    Żeby nie było - nie jestem malolatą z liceum, jestem byłą nauczycielką, autorką
    podręcznikow i programów - zgodnie z "minimum programowym" kompletnie
    niedostosowanych do wieku dzieci.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 02.02.07, 23:13
    Że dawniej program był łatwiejszy, to jedna sprawa, a że linijką po łapach, to druga...
    Z to dawniej zdecydowanie więcej dzieci miało obowiązki - w domu, w polu, a w miastach (i nie tylko) stanie w kolejkach. A zastanówmy się, co teraz robią dzieci: prać nie muszą, prace domowe ułatwione przez sprzęt, w piecach palić nie muszą (albo rzadko), gospodarstw rolnych coraz mniej, a jak są to zmechanizowane, kolejek nie ma... przypomnijcie sobie jak wy zaiwaniałyście po przyjściu ze szkoły...
    --
    ---
  • 03.02.07, 14:56
    no ja mialem szczescie.. niemialem strasznym obowiazkow..na szczescie.
    poza oczywiscie staniem w kolejcesmile))) no i po materialy biegalo sie do
    biblioteki, a nie szukalo po interneciesmile)


    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 03.02.07, 05:34

    > Do tego dochodzi postawa rodziców, dla których liczy się tylko jedno -
    >średnia i czerwony pasek.

    A alternatywa jest pasek przez doope.

    > Od pierwszych klas dzieci sa strofowane, nakłaniane do nauki
    > i tylko do nauki , podejrzliwie patrzy się na czas wolny i straszy uczniow
    > podstawówki bezrobociem. Znam sporo takich dzieci "wzorowych uczniów" z
    >dobrych rodzin, wypaliły sie gdzieś na drugim roku studiów.

    Bo studia powinny byc dla najlepszych,a nie dla wszystkich,a pozniej niektorzy
    sie wypalaja.

    > Dzieciństwo i młodość to
    > powinien byc także czas odkrywania świata, pierwszych miłosci, głupiego
    > patrzenia w chmury,

    U nas jest zdecydowanie wiecej dni slonecznych,ale do Polski to pasuje.
  • 03.02.07, 14:53
    >Powiedzcie
    > pracownikom, ze powinni cały czas po pracy poswiecac na pracę - a zobaczymy,
    > czy będą zachwyceni.

    pracownicy nie musza byc zachwyceni. pracownicy maja swoje 8 godzin poswiecic
    pracy. za to im sie placi. a po godzinych to moga sobie nago po ulicach chodzic.


    > Uczniowie w dzisiejszych czasach są przeciążeni - oprócz zajęć szkolnych mają
    > na ogół mnóstwo dodatkowych, począwszy od przedszkola.


    jasne, bo dawnij to bylo lekko i przyjemnie.

    Programy szkolne są zaś tragicznie przeciążone - w dodatku egzamin gimnazjalny
    i matura są testami
    > opartymi na nieznanych z góry podręcznikach.

    Obawiam sie ze nie masz racji. Mam w rodzinie 4 nauczycieli i przed 2 laty byli
    przerazeni ile ciac jest w materiale szolnym. Mowie o matematyce... Wiec nie
    przewiduje ze jest material az tak przeciazony. Poza tym..no coz..my
    zaczynalismy szkole jeszcze z 1 dniem wolnym - niedziela. 1-2 klasa chodzilismy
    rowniez w soboty. Prosze nie mow o przeladowanym materiale szkolnym. Akurat tu
    mam poglad i wiem, ze WOGOLE nie jest przeladowany... jest odessany i to bardzo.
    Niestey problem z nauka jest taki jak z cwiczeniami na sali. Im wiecej cwiczysz
    tym sprawniejsza jestes. Im mniej tym masz wieksze problemy z kolejnymi etapami.
    Z nauka tak samo. Im wiecej wiedzy przyswajasz tym latwiej si euczyc kolejnych
    rzeczy..im mniej tym gorzej wchodzi nauka.

    >Nie ma absolutnie możliwości, by
    > przeciętnie, a nawet często wybitnie zdolne dziecko opanowało w całości program
    >
    > szkolny, ponieważ jest to technicznie niewykonalne, a tego sie od


    Nigdy nie bylo takich mozliwosci. Pogram ma slozyc glwonie rozwojowi dziecka a
    nei zapamietaniu wszystkiego na cale zycie. Poza tym widzialem testy do
    gimnazjum z ubieglego roku..wiesz...kazdy przecietny uczen z mimimum wiedzy
    sobie z tym poradzi. NIDY nikt nie opanowal materailu w 100% i kazdy nauczyciel
    o tym wie.


    > gimnazjalistów wymaga. Kiedys podręczniki liczyły sobie kilkadziesiąt-sto
    > stron, teraz kilkaset. Do matury z historii należy pamięciowo opanowac ok. 1000
    >
    > stron, nabitych datami i faktami.



    Kochana, tak bylo zawsze. Zobacz sobie Podreczniki do np polskiego z (np 1995
    roku ).. do kazdej epoki byla jedna ksiazka po 250-300 stron. Prosze nie mowi ze
    dzieci z podstawowki maja ksiazki po 1000 stron bo to brednie.

    > Do tego dochodzi postawa rodziców, dla których liczy się tylko jedno - średnia
    > i czerwony pasek.

    A myslisz, ze kiedys rodzicomnatym nie zalezalo? Tez zalezalo.

    >Od pierwszych klas dzieci sa strofowane, nakłaniane do nauki
    > i tylko do nauki , podejrzliwie patrzy się na czas wolny i straszy uczniow
    > podstawówki bezrobociem.

    A kiedy sto byly dzieci naklaniane do pracy fizycznej w kamieniolomach. CO ty
    bredzisz. Dziecko ma jeden obowiazek. Uczyc sie. Straszy sie bezrobociem? ..
    coz..bo to prawda. Kiepskei wyniki,kiepkie gimnazjum, kiepskie
    liceum,....coz...praca prz kurach w GBsmile Gdyby rodzice naklaniali dzieci do
    nauki bylo by ok. Obawiam sie ze wlasnie problem tkwi w tym, ze rodzice nie maja
    czasu zeby dzeici naklaniac i przypilnowac.



    >Znam sporo takich dzieci "wzorowych uczniów" z dobrych
    >
    > rodzin, wypaliły sie gdzieś na drugim roku studiów. Dzieciństwo i młodość to
    > powinien byc także czas odkrywania świata, pierwszych miłosci, głupiego
    > patrzenia w chmury, a nie tylko liczenia, czy srednia wystarczy na świadectwo z
    >
    > wyróznieniem.

    czywiscie, tylko po tem nie mow, ze masz dzeidko, ktore nie zdalo egzaminow na
    studia..bopatrzylo w chmury..albo nei dostaje pracy, bo kiepsko liczy i nie
    potrafi wyliczyc 7% z 49. Obawiam sie ze nadeszly czase, kiedy nauka ma duzo
    wiekszy wplyw na przyszlosc dziecka. Fakt system szkolnictw zrobil sie troche
    porypany..ale coz..nigdy nie byl idealny.



    > Żeby nie było - nie jestem malolatą z liceum, jestem byłą nauczycielką, autorką
    >
    > podręcznikow i programów - zgodnie z "minimum programowym" kompletnie
    > niedostosowanych do wieku dzieci.

    nie mowie. ja nie jestem aczycielem, ale mam (jak wsponmnielme) nauczycieli w
    rodzinie i caly czas narzekaja, ze w porownaniu z materialem przed np 5 lat,
    wspolczesny jest wychudzony do max.




    >


    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 03.02.07, 21:11
    Nie mowię o podręcznikach z 1995, tylko o podręcznikach sprzed lat trzydziestu,
    osiemdziesieciu i stu. Akurat na podręcznikach znam się, bowiem przeczytałam
    niemal wszystkie podręczniki do szkół podstawowych od roku 1773. I znam zakres
    programowy, obszerność programów szkolnych od 200 lat. I zareczam Ci, ze biorąc
    wszystkie przedmioty razem, tak źle jeszcze nigdy nie było.
    Kazdy nauczyciel patrzy na swój przedmiot i biada nad cięciami. Zapomina tylko -
    drobiazg - ze takich przedmiotów jest kilkanaście. Cięcia są owszem, tylko
    absolutnie sprzeczne z logiką - obejmują wyjaśnienia, nie fakty - tak jest np,
    w historii. Moim zdaniem lepszy mniej obszerny materiał, a dobrze opanowany,
    niz szeroki i po łebkach. Skoro programu nie da się opanować - trzeba ostosować
    program do dzieci, nie dzieci do programu.
    Moi znajomi historycy też biadają nad cięciami - bo wydaje im sie, ze kazdy
    musi doskonale opanować kolejność wszystkich wladców dzielnicowych. Tymczasem
    dla większosci osób to zbędne - lepiej byłoby znać doskonale podstawy, niż
    chaos dat i faktow, nie rozumiejac z nich nic - a tak dokładnie jest teraz.
    Prowadzę kursy dla maturzystów. na pytanie "W ktorym roku było... (tu
    trzeciożędne wydarzenie) grupa odpowiada chórem. Po pytaniu "Dlaczego?" -
    zapada martwa cisza.
    Kiedyś dzieci z pierwszych klas miały czas na uczenie się ortografi, arytmetyki
    i czytania. Teraz program nie przewiduje powtorzeń. Małe dziecko nie jest
    przygotowane na uczenie się tylko raz - i już opanowanie materiału. Bez
    powtorzeń większość dzieci nie jest w stanie nadążyć. Z nauką jest rzeczywiscie
    jak z świczeniami na sali gimnastycznej - pewna ilość ćwiczeń doskonale robi,
    po przekroczeniu pewnej ilości zaczynają się kontuzje i spadek formy, a zbyt
    wczesne rozpoczynanie intensywnych treningów moze zniszczyć zdrowie zawodnika.
    Porównywałam kiedyś podręczniki dla klasy 8 i II gimnazjalnej. Te pierwsze były
    nie tylko pisane znacznie prostszym językiem, ale nawet drukowane wiekszą
    czcionka. A przeciez to podręczniki dla dzieci w tym samym wieku.
    Rozumiem, ze dorosły człowiek ma prawo do czasu wolnego po pracy, a dziecko
    nie? Ciekawe skad pomysł, ze dorosły człowiek ma prawo po pracy robić co chce,
    a dziecko ma pracę kontynuować i wyjdzie mu to na dobre? Jak widać na pierwszy
    rzut oka - nie wychodzi.
    Jeśli chodzi o testy po gimnazjum, to przeciętny uczeń poradzi sobie wyłącznie
    z częścia humanistyczną, która rzeczywiscie nie wymaga niemal wcale wiedzy,
    tylko myslenia. Część matematyczna jest znacznie trudniejsza. Mamy wiec bardzo
    niedobra sytuację. Dobrzy matematycy dostaja się do dobrych liceów, dobrzy, a
    nawet wybitni humanisci bez zdolnosci matematycznych - dostają się do marnych.
    A powiedzenie, ze dziecko ma jeden tylko obowiazek - uczyć się - to właśnie
    dokładnie to myślenie rodziców o ktorym wspomniałam. Nieważne, co dziecko robi
    poza tym - zajmuje się młodszą siostra, pisze opowiadania, osiaga sukcesy
    sportowe, czyta książki o życiu owadów. Liczy się tylko nauka -a nawet nie
    nauka, tylko stopnie. Bo co komu po dziecku , które umie bardzo dużo, skoro nie
    ma piątek? obowiazek to nauka, poza tym dziecko może być leniwe, aroganckie,
    egoistyczne, ale skoro sie uczy, to jest udane. Bo z tego można rozliczyc
    rodziców. "Moje dziecko ma czerwony pasek" oznacza "mam dziecko najwyższego
    gatunku". "Moje dziecko jet dobrym człowiekiem" nie jest powodem do chwały, bo
    liczy się sukces, nie człowiek.
    Skoro od pierwszej klasy uczymy dzieci, że ich wartość to wartość ich stopni,
    to zapominamy o tym, ze dzieci nie wychowuje się jedynie do pracy zawodowej.
    Oprócz tego powinny założyć rodzinę, mieć przyjaciół, zainteresowania - ale o
    to jakos rodzice nie dbają, bo to nie jest "przeliczalne".
    Obawiam się,ze wiekszość rodziców woli, aby ich dziecko osiagnęło w
    życiu "sukces" niż było szczęśliwe. Bo szczęściem dziecka nie można się
    pochwalić przed znajomymi, a dziecko ma być nie sobą, ale wizytówka
    wychowawczych kompetencji rodziców.
    I cóż sie dziwić, ze dziecko, w ktorym rodzice cenią ucznia, nie człowieka ,
    jest znerwicowane? Wystarczy wyobrazić sobie męża czy żonę, ktorych
    współmałżonek ceni tylko za to, czym sa w pracy, a za każdą przykrość w pracy
    czeka awantura w domu...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 03.02.07, 22:03
    > Obawiam się,ze wiekszość rodziców woli, aby ich dziecko osiagnęło w
    > życiu "sukces" niż było szczęśliwe.

    Ooooooo,to teraz szczescie oznacza brak sucesow?

    > Bo szczęściem dziecka nie można się pochwalić przed znajomymi,

    Dlaczego nie?
    Syn powtarza 6 klase,ale za to jest szczesliwy!

    > a dziecko ma być nie sobą, ale wizytówka wychowawczych kompetencji rodziców.

    Tak zawsze bylo.Gdyby bylo inaczej,to prawo do glosowania mialyby dzieci juz 12
    letnie.Rodzic wie lepiej i jak nie przekaze tej wiedzy dzieciom,to jest to jego
    porazka.

    > I cóż sie dziwić, ze dziecko, w ktorym rodzice cenią ucznia, nie człowieka ,
    > jest znerwicowane?

    Znerwicowanie wynika ze zwiekszonych oczekiwan,bo obecnie konkurujemy nie tylko
    wewnatrz kraju czy wojewodztwa,ale juz w ramach EU.Sprawdza sie ten,kto po
    studiach sprawdzi sie w EU,a nie w Bialymstoku.

    > Wystarczy wyobrazić sobie męża czy żonę, ktorych
    > współmałżonek ceni tylko za to, czym sa w pracy, a za każdą przykrość w pracy
    > czeka awantura w domu...

    Ja mysle,ze przykrosc w pracy wynika z braku przystosowania do wymagan w tejze.
    To dlaczego w domu nagradzac brak przystosowania w pracy?
    Osoba slabo przystosowana w pracy bedzie rowniez slabo przystosowana w domu.
  • 03.02.07, 22:08
    Zgadzam się w 100% z verdaną. Jako pedagog powinnam miec obsesję na punkcie
    szkoły, stopni itd... Tymczasem jestem przerazona presją wywieraną przez
    rodziców na nauczycieli by "szli szybciej z programem" i "a czemu mój syn zna
    tylko 20 liter choc ma 7 lat i dlaczego jeszcze nie kuma pierwiastków?". Jakas
    chora obsesja sukcesu - dzieci znerwicowane bo maja rodziców leczących swoje
    własne kompleksy za pomocą naukowych sukcesów swoich dzieci! Hodowanie trybików
    dla wielkich machin korporacyjnych, a nie - szcześliwych ludzi, którzy potrafią
    się cieszyc ze śpiewu słowika. Też kiedyś chodziłam do szkoły, też jestem
    rodzicem i (też) pedagogiem. I możecie gadac co chcecie: takiej presji wiedzy
    encyklopedycznej i pędu do kariey nie było nigdy ani tak przeładowanych
    programów. Ponadto aktualnie testy bardzo często są nieadekwatne do wiedzy,
    którą dzieci faktycznie nabywają w szkole (co spowodowane jest wielką ilościa
    podręczników i ciągłą dezorientacją nauczycieli)- to nie dzieci są głupie czy
    leniwe i otrzymują mała ilośc punktów. Dzieci mają prawo byc dziecmi, maja prawo
    byc zmęczone i maja prawo miec swoje zainteresowania. Sama jestem matką, moje
    dzieci są jeszcze małe ale nie wyobrażam sobie, że kazałabym im np. studiowac
    tylko dlatego, że ja - mamusia skończyłam studia choc oni pragnęliby byc
    cyrkowcem czy cukiernikiem. Wolę by kiedys powiedzieli mi, ze mama i ojciec
    wspierali ich w ich dążeniach niż mieliby zapijac swoje niespełnione marzenia,
    dusic się w zawodzie, który nie daje im satysfakcji w jakiejs np. kancelarii
    adwokackiej bo "matka twierdziła, że adwokat to dobry zawód" i "muszę się jej
    odwdzięczyc bo tyle dla mnie zrobiła (czytaj: zainwestowała kasy i oczekiwań)".

    Szkoła jest OGOLNODOSTEPNA. Zwykły Kowalski - junior nie musi byc dobry we
    wszystkim. Takiej ilosci wiedzy encyklopedycznej nie ma chyba w żadnym kraju na
    świecie, może jeszcze tylko w Japonii. Jeszcze trochę i w liczbie samobójstw
    będziemy tk "dobrzy" jak Japończycy - czego nikomu nie zyczę.
  • 03.02.07, 22:34
    jestem nauczycielem w gimnazjum i wydaje mi się, ze najwiekszym błedem bylo ich
    utworzenie.Szkoła podst. 8-letnia sprawdza sie w tym wieku lepiej.według mnie
    problemem jest to ze dzieci zaczynaja uwazac sie za b.dorosłe i zwracas ogromna
    uwage na wyglad. natomiast uczenie sie schodzi na dalszy plan...a stres jest
    ale czesto dlatego ze sie nie nauczyli.przeciez nauczyciel to tez czlowiek i
    naprawde zrozumie ze np.z jego przedmoitu w dany dniu nie moze byc sprawdzianu
    bo pisza z innego. ale musi widziec ze uczniowie sie staraja...a uczniowie
    uwazaja ze egzamin i tak sie zda a do technikum teraz przyjmuja z tak mala
    iloscia punktów ze szkoda gadać i nie ma po co się wysilac.potem prywatne
    studia i mgr jest..- "starych"egzaminów 80% by nie zdało. to jest smutne ale
    uczniowie po prostu przestali sie uczyc(sa oczywiscie wyjatki ale jest ich
    coraz mniej...)
    --
    fotoforum.gazeta.pl.//5,2,mamaigiiemilki.html
  • 04.02.07, 00:00
    > rodzicem i (też) pedagogiem. I możecie gadac co chcecie: takiej presji wiedzy
    > encyklopedycznej i pędu do kariey nie było nigdy ani tak przeładowanych
    > programów.



    nie bylo tez EU, takiej konkurencji na ryku i jeszcze masy innych rzeczy. czasy
    sie zmienily.

    Dzieci mają prawo byc dziecmi, maja praw
    > o
    > byc zmęczone i maja prawo miec swoje zainteresowania. S

    i obowiazki. to ze dziecko neilubi matematyki, nie znaczy ze ma przestac sie
    jej uczyc.

    > Szkoła jest OGOLNODOSTEPNA. Zwykły Kowalski - junior nie musi byc dobry we
    > wszystkim.

    no i prawidlowo..dlatego jedni beda lekarzami a inni cukrownikami, a jeszcze
    inni smieciarzami... byloby dziewnie gdyby nagle wszyscy byli informatykami i
    lekarzami.

    >Takiej ilosci wiedzy encyklopedycznej nie ma chyba w żadnym kraju na
    > świecie, może jeszcze tylko w Japonii.

    a skad wiesz? bylas w innych krajach? Polecam kraje arabskie, gdzei sie
    dzieciaki koranu na pamiec uczasmile)))

    > świecie, może jeszcze tylko w Japonii. Jeszcze trochę i w liczbie samobójstw
    > będziemy tk "dobrzy" jak Japończycy - czego nikomu nie zyczę.


    .coz naturalna selekcja. W przyrodzie jednoscki slabe i nieprzystosowane ..gina.



    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 04.02.07, 00:25
    "nie bylo tez EU, takiej konkurencji na ryku i jeszcze masy innych rzeczy. czasy
    sie zmienily."
    - Szwedzi, Holendrzy, Duńczycy, Finowie tez są w UE i dawno przekonali się, że
    konkurencja i chory pęd do wielkiej wiedzy nie jest jednoznaczny ani z
    subiektywnym odczuwaniem szczęście przez człowieka, ani ze wzrostem
    gospodarczym. Dzieci znają tam co najmniej angielski poza swoim ojczystym
    językiem, osiagają świetne wyniki we wszystkich miedzynarodowych testach i nie
    sa to wyniki okupione jakimkolwiek stresem. A u nas jest i stres, i analfabetyzm
    funkcjonalny. Ponadto tam postawiono na wspóldziałanie a nie na konkurencję.

    Dzieci mają prawo byc dziecmi, maja praw
    > o
    > byc zmęczone i maja prawo miec swoje zainteresowania. S

    i obowiazki. to ze dziecko neilubi matematyki, nie znaczy ze ma przestac sie
    jej uczyc.

    Nie musi przestawac się jej uczyc. Ale nie musi - mając np. inteligencję
    muzyczną lepiej rozwiniętą, uczyc się matmy na poziomie takim jaki mamy,
    wysokim, niedostosowanym do jego mozliwosci. Nie kazdy musi byc super -
    matematykiem. W innych krajach dzieci maja wybór co do poziomu uczenia się
    danego przedmiotu i wybierają je zgodnie z preferencjami intelektualnymi.

    > Szkoła jest OGOLNODOSTEPNA. Zwykły Kowalski - junior nie musi byc dobry we
    > wszystkim.

    no i prawidlowo..dlatego jedni beda lekarzami a inni cukrownikami, a jeszcze
    inni smieciarzami... byloby dziewnie gdyby nagle wszyscy byli informatykami i
    lekarzami.

    Bingo! I nie oznacza to, że jeśli będzie smieciarzem, to bedzie mniej szczęsliwy
    od lekarza, który więcej np. zarabia.

    >Takiej ilosci wiedzy encyklopedycznej nie ma chyba w żadnym kraju na
    > świecie, może jeszcze tylko w Japonii.

    a skad wiesz? bylas w innych krajach? Polecam kraje arabskie, gdzei sie
    dzieciaki koranu na pamiec uczasmile)))

    Byłam. I musiałam zdawac egzamin z programów nauczania funkcjonujacych w róznych
    krajach swiata bo inaczej bym oblała i nie skończyła studiów.
    U nas Koran się dzieciom do niczego nie przyda. Wystarczy , że zakuwaja na
    pamięc tę ilośc szkolnej wiedzy na zasadzie "3 razy Z." Tylko ciekawe, co z tego
    wynika.

    > świecie, może jeszcze tylko w Japonii. Jeszcze trochę i w liczbie samobójstw
    > będziemy tk "dobrzy" jak Japończycy - czego nikomu nie zyczę.


    .coz naturalna selekcja. W przyrodzie jednoscki slabe i nieprzystosowane ..gina.

    Tak, bo istnieje jeszcze coś takiego jak norma kulturowa, która generuje
    postawy, dążenia i czyny. Kto powiedział, że wszystkie normy są dobre i służą
    człowiekowi? Jeżeli ktos się zabija bo nie wytrzymuje presji, i nie jest w tym
    odosobniony to bo zjawisko masowe, to znak, ze to norma kulturowa jest zła a nie
    ludzie nieprzystosowani.
  • 04.02.07, 00:27
    "nie bylo tez EU, takiej konkurencji na ryku i jeszcze masy innych rzeczy. czasy
    sie zmienily."
    - Szwedzi, Holendrzy, Duńczycy, Finowie tez są w UE i dawno przekonali się, że
    konkurencja i chory pęd do wielkiej wiedzy nie jest jednoznaczny ani z
    subiektywnym odczuwaniem szczęście przez człowieka, ani ze wzrostem
    gospodarczym. Dzieci znają tam co najmniej angielski poza swoim ojczystym
    językiem, osiagają świetne wyniki we wszystkich miedzynarodowych testach i nie
    sa to wyniki okupione jakimkolwiek stresem. A u nas jest i stres, i analfabetyzm
    funkcjonalny. Ponadto tam postawiono na wspóldziałanie a nie na konkurencję.

    Dzieci mają prawo byc dziecmi, maja praw
    > o
    > byc zmęczone i maja prawo miec swoje zainteresowania. S

    i obowiazki. to ze dziecko neilubi matematyki, nie znaczy ze ma przestac sie
    jej uczyc.

    Nie musi przestawac się jej uczyc. Ale nie musi - mając np. inteligencję
    muzyczną lepiej rozwiniętą, uczyc się matmy na poziomie takim jaki mamy,
    wysokim, niedostosowanym do jego mozliwosci. Nie kazdy musi byc super -
    matematykiem. W innych krajach dzieci maja wybór co do poziomu uczenia się
    danego przedmiotu i wybierają je zgodnie z preferencjami intelektualnymi.

    > Szkoła jest OGOLNODOSTEPNA. Zwykły Kowalski - junior nie musi byc dobry we
    > wszystkim.

    no i prawidlowo..dlatego jedni beda lekarzami a inni cukrownikami, a jeszcze
    inni smieciarzami... byloby dziewnie gdyby nagle wszyscy byli informatykami i
    lekarzami.

    Bingo! I nie oznacza to, że jeśli będzie smieciarzem, to bedzie mniej szczęsliwy
    od lekarza, który więcej np. zarabia.

    >Takiej ilosci wiedzy encyklopedycznej nie ma chyba w żadnym kraju na
    > świecie, może jeszcze tylko w Japonii.

    a skad wiesz? bylas w innych krajach? Polecam kraje arabskie, gdzei sie
    dzieciaki koranu na pamiec uczasmile)))

    Byłam. I musiałam zdawac egzamin z programów nauczania funkcjonujacych w róznych
    krajach swiata bo inaczej bym oblała i nie skończyła studiów.
    U nas Koran się dzieciom do niczego nie przyda. Wystarczy , że zakuwaja na
    pamięc tę ilośc szkolnej wiedzy na zasadzie "3 razy Z." Tylko ciekawe, co z tego
    wynika.

    > świecie, może jeszcze tylko w Japonii. Jeszcze trochę i w liczbie samobójstw
    > będziemy tk "dobrzy" jak Japończycy - czego nikomu nie zyczę.


    .coz naturalna selekcja. W przyrodzie jednoscki slabe i nieprzystosowane ..gina.

    Tak, bo istnieje jeszcze coś takiego jak norma kulturowa, która generuje
    postawy, dążenia i czyny. Kto powiedział, że wszystkie normy są dobre i służą
    człowiekowi? Jeżeli ktos się zabija bo nie wytrzymuje presji, i nie jest w tym
    odosobniony to bo zjawisko masowe, to znak, ze to norma kulturowa jest zła a nie
    ludzie nieprzystosowani.
  • 04.02.07, 01:46
    za to podobają mi się wypowiedzi camel

    tumajo napisał:

    > Bingo! I nie oznacza to, że jeśli będzie smieciarzem, to bedzie mniej
    >szczęsliwy od lekarza, który więcej np. zarabia.

    Pod warunkiem, że rodzice nie będą prezentować postawy typu: moje dziecko
    śmieciarzem??? takie mądre, inteligentne, tak ma skończyć ? -nigdy!!


  • 05.02.07, 16:22
    camel_3d napisał:

    > a chcesz zeby Twoje dziecko bylo smieciarzem?

    Wiesz, każdy woli być piękny, zdrowy, mądry i bogaty i takimi chcemy widzieć
    nasz latorośle. Jednak ktoś tym smieciarzem musi być. I dokąd moje dziecko nie
    będzie czuło się gorsze (i tu moja rola ogromna) dlatego, że owym śmieciarzem
    zostanie, mnie to nie przeszkadza w ogóle.

    Motywując dzieci do nauki NIGDY nie używam słów: ucz się bo zostaniesz ..., bo
    skończysz jak .... Pokazuję natomiast piękno nauki, satysfakcję płynacą z
    wiedzy, większe możliwości wyboru pracy przez osobę wykształconą, a przede
    wszystkim staram się robić wszystko, aby ambicje dziecka i moje wymagania szły w
    parze z możliwościami, jakie dała mu natura. I opowiadam przypowieść o talentach ...
  • 04.02.07, 22:18
    > - Szwedzi,

    mylisz sie, Szwecja nie jest w EU...

    >Dzieci znają tam co najmniej angielski poza swoim ojczystym
    > językiem, osiagają świetne wyniki we wszystkich miedzynarodowych testach i nie
    > sa to wyniki okupione jakimkolwiek stresem.

    POlak wygral miedzynarodowy test astronomiczny, 2 zajelo w ubieglym roku
    pierwsze miejsce w matematycznych a zdeje sie ze takze w ubieglym roku wlasnie
    polak zostal uznany za najlepszego programise na swiecie..lub grupa polakow z
    warszawy... wiec?...
    nic nie stoi na przeszkodzie, zeby Polskie dzieci takze znaly angielski..zdaje
    sie, ze jest od 1 klasy w szkolach podstawowych. No al epoziom jest slabszy...
    Tyle ze podniesienie poziomu oznaczaloby dodatkowy stres..dla biednych
    dzieci....a i tak si juz zestresowane.


    >A u nas jest i stres, i analfabetyz
    > m funkcjonalny.

    Polecam wyniki Holandii,, jest jeszcze gorzej..lub Niemiec.. szczegolnie w
    miastach gdzie jest duzy odsetek obcokrajowcow wyniki sa koszmarnme.

    >Ponadto tam postawiono na wspóldziałanie a nie na konkurencję.

    taaaaaaaaaa.... widze to w tutejszych szkolach... W ubieglym roku dyrektorka
    szkoly w Berlinie poprosila kuratorium o rozwiazanie szkoly, bo dzieciaki to
    mali przestepcy i zastraszaja nauczycieli... Bomba...


    > Nie musi przestawac się jej uczyc. Ale nie musi - mając np. inteligencję
    > muzyczną lepiej rozwiniętą, uczyc się matmy na poziomie takim jaki mamy,
    > wysokim, niedostosowanym do jego mozliwosci.

    tzn na jakim poziomie ma sie jej uczyc? poznac tabliczke mnozenia?..a co jezeli
    okaze sie, ze w wieku 13 lat przestanie go interesowac muzyka? Za doborem
    poziomo jestem od szkol srednich. Podstawowka ma kszatlcic ogolnie i
    wszechstronnie. A na zainteresowania jest czas po szkole. Szkola nei moze
    organizowac kazdemu dziecku z osobna zajec zgodnych z jego zainteresowaniami.


    >Nie kazdy musi byc super -
    > matematykiem. W innych krajach dzieci maja wybór co do poziomu uczenia się
    > danego przedmiotu i wybierają je zgodnie z preferencjami intelektualnymi.

    taa.. i dzeiki temu wicemiss niemiec sprzed 2 lat stwierdzila, ze polska lezy
    nad berlinem poczym narysowala kolo oznaczajace polske, na terenie
    niemiec..wielkosci warszawysmile))
    Jasne, ze niekt nie musi byc super matematykiem. Dlatego mamy szkole PODSTAWOWA,
    ktora uczy podstaw, a potem gimnazjum... i liceum gdzie w klasach profilowanych
    mozesz rozwijac swojee zainteresowanie. Oczywiscie nikt nie bedzie tworzyl klasy
    profilowanej dla dzeicka, ktore interesuje sie zuczkami gnojarkami...

    >
    > Bingo! I nie oznacza to, że jeśli będzie smieciarzem, to bedzie mniej szczęsliw
    > y
    > od lekarza, który więcej np. zarabia.

    byc moze, ale tez nie oznacza, ze jego dziecko bedzie dume, kiedy powie ze tata
    jest smieciarzemsmile)) lekarz brzmi lepiej.


    > U nas Koran się dzieciom do niczego nie przyda.


    Niedlugo Biblii beda sie uczycsmile)


    >Wystarczy , że zakuwaja na
    > pamięc tę ilośc szkolnej wiedzy na zasadzie "3 razy Z." Tylko ciekawe, co z teg
    > o
    > wynika.


    wynika aktywnosc umyslu.

    >
    > Tak, bo istnieje jeszcze coś takiego jak norma kulturowa, która generuje
    > postawy, dążenia i czyny. Kto powiedział, że wszystkie normy są dobre i służą
    > człowiekowi?


    >Jeżeli ktos się zabija bo nie wytrzymuje presji, i nie jest w tym
    > odosobniony to bo zjawisko masowe, to znak, ze to norma kulturowa jest zła a ni
    > e
    > ludzie nieprzystosowani.


    na razie nie ma masowych samobojstw.
    wiecje samobojst jest z powodu zawiedzionej milosci...a niekt nie stara sie
    mimo to obnizyc jej poziomu, blo mlodzi ludzie sie stresuja zawiedziona milosciasmile
  • 03.02.07, 23:50
    Nie mowię o podręcznikach z 1995, tylko o podręcznikach sprzed lat trzydziestu,
    >
    > osiemdziesieciu i stu.

    a wogole przed tysiacami to juz genialnie bylo. dzieci wogole nei musialy
    chodzic do szkoy i sie stresowac. .a co najwyzej pisaly na glinianych tabliczkach.

    1773. I znam zakres
    > programowy, obszerność programów szkolnych od 200 lat. I zareczam Ci, ze biorąc
    >
    > wszystkie przedmioty razem, tak źle jeszcze nigdy nie było.
    wiesz...w 1773 nie bylo jeszcze historii rozbioro polski, I i II wojny swiatowej
    z masa durnowatych dat i wydarzen. Nie bylo 50 lat komunizmu, solidarnisci itp.
    Nie bylo literatury wojny i okupacji, fizyka byla w powijakach, matematyka
    tez..a za 200 lat jakas nauczycielka powie.."o..ja czytalam podreczniki z 2005 ,
    tan nie bylo tyle rzeczy" czy to znaczy ze mamy wrocic do poiomu z 1773
    roku??? bo dzieci sie stresuja???
    No naprawde..


    > Kazdy nauczyciel patrzy na swój przedmiot i biada
    nad cięciami. Zapomina tylko
    > -
    > drobiazg - ze takich przedmiotów jest kilkanaście.

    Fakt, ze niektore przedmioty mogly by byc dla "zainteresowanych"... Zawsze
    uwazalem, ze przedmiotow w szkole podstawowej jest za duzo..ale z drugiej strny
    ska dzeicko mialoby wiedziec, ze lubi fizyke, gdyby fizyka nie byla obowiazkowa.
    Masz racje, kazdy naucciel uwaza, ze jego przedmiot jest wazny... My mielismy
    PO..Boze..nei wiem po co..smile ale sie strzelac nauczylemsmile))

    > program do dzieci, nie dzieci do programu.
    > Moi znajomi historycy też biadają nad cięciami - bo wydaje im sie, ze kazdy
    > musi doskonale opanować kolejność wszystkich wladców dzielnicowych.

    No akurat tu si ez Toaba zgadze, nie kazdy musi znac kazdego wladce i ksiacia..
    No al eprzynjmniej zarys by sie przydal..bopotem si emowi o powrocie do
    Kolobrzegu do maciarzy i o ziemiach odzyskanychsmile))

    > Kiedyś dzieci z pierwszych klas miały czas na uczenie się ortografi, arytmetyki
    >
    > i czytania.

    Kiedys nauka literek zaczynala sie w 1 klasie, a teraz juz w przedszkolu.
    Poza tym, nauka czytania nie polega na siedzeniu przed TV tylko czytaniu.
    Rodzice niestety o tym zapominaja i parkuja dzieci przed TV lub komputerem. Nie
    przewiduje, zeby potem dziecko potrafilo plynnie czytac.

    A wiesz, kilka miesiecy temu przejzalem zeszyty mojej chrzestnicy (5 klasa) i
    porownalem do moich z 5...prawie to samo maja, troche inne metody..tylko
    zaskoczylo mnie ze ulamki maja w 5 kiedy my mielismy w 4. ....

    > Porównywałam kiedyś podręczniki dla klasy 8 i II gimnazjalnej. Te pierwsze były
    >
    > nie tylko pisane znacznie prostszym językiem, ale nawet drukowane wiekszą
    > czcionka. A przeciez to podręczniki dla dzieci w tym samym wieku.


    teraz sie oszczedza na papierze , bo ksiazki sa drogie. Masz racje..byly wieksza
    czcionka.. to tez zauwazylem.


    > Rozumiem, ze dorosły człowiek ma prawo do czasu wolnego po pracy, a dziecko
    > nie? Ciekawe skad pomysł, ze dorosły człowiek ma prawo po pracy robić co chce,
    > a dziecko ma pracę kontynuować i wyjdzie mu to na dobre? Jak widać na pierwszy
    > rzut oka - nie wychodzi.

    No nie do konca z trymi doroslymi.. dorosly przychodzi do domu i pracuje
    dalej..asprzatanie, gotowanie, dzieci itp.
    TZn co? przestajemy zadawac prace domowe?

    > tylko myslenia. Część matematyczna jest znacznie trudniejsza. Mamy wiec bardzo
    > niedobra sytuację. Dobrzy matematycy dostaja się do dobrych liceów, dobrzy, a
    > nawet wybitni humanisci bez zdolnosci matematycznych - dostają się do marnych.

    to tez nie do konca prawda. matematyka jest potrzebna w zyciu i musi byc na
    pewnym poziomie utzymana. Poza tym..no coz..przyszlosc nalezy do informatyki i
    przedmiotow scislych a nie kultoroznawcow.
    O ile zdolnsci matematyczne bez dorego nauczyciela cioezko rozwijac..tozdolnosci
    humanistyczne mozna. Klasy mat-fiz, chem-biol zawsze byly "lepsze".
    z tego co pamietam ostatnie egzaminy nie wypadly AZ tak koszmarnie, wiec
    najwyrazniej przecietni tez sobie poradzili.

    > nauka, tylko stopnie. Bo co komu po dziecku , które umie bardzo dużo, skoro nie
    >
    > ma piątek?

    a co komu po dziecku z piatkami, ktore jest glupie jak but?
    stonie sa wazne, nie zwasze pokazuja prawdziw wiedze dziecka. To ze dziecko
    czyta ksiazki o owadach nie znaczy, ze trzeba mu z matematyki oposcic poziom.
    Fajnie, ze czyta. Ma zainteresowania i wie wiecej. Brawo, super..i? z matmy same
    1 ..a to znaczy, ze trzeba mu 5 stawic bo owadami sie interesuje?

    . "Moje dziecko jet dobrym człowiekiem" nie jest powodem do chwały, bo
    > liczy się sukces, nie człowiek.

    alez skad. liczy sie czlowiek. czerwony pasek do powod do dumy rozicow, zawsze
    tak bylo.

    > Skoro od pierwszej klasy uczymy dzieci, że ich wartość to wartość ich stopni,
    > to zapominamy o tym, ze dzieci nie wychowuje się jedynie do pracy zawodowej.

    a..do czego?... bez pracy beda na bezrobociu..a t grozi alkoholizmem, zejsciem
    na margines, odsunieciem od spoleczenstwa. Dzieci to przyszli dorosli..sa fajne,
    ale za kilka lat przestana byc dziecmi i nagle si eokaze, ze musimy je
    utrzymywac do 40 roku zycia..bo sa dobrymi ludzmi..tyle ze bez pracy.


    > Obawiam się,ze wiekszość rodziców woli, aby ich dziecko osiagnęło w
    > życiu "sukces" niż było szczęśliwe.

    moze, a nie mozna byc szczesliwym i z sukcesem? no i to zalezy co to jest sukces.
    a mozna byc takze biednym i nieszczesliwym.


    > I cóż sie dziwić, ze dziecko, w ktorym rodzice cenią ucznia, nie człowieka ,
    > jest znerwicowane?

    a to juz wina rodzicow..czyli wracamy do punktu wyjscia. RODZINE WINNI..a nei
    szkola.
    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 04.02.07, 07:38
    camel_3d napisał:

    >sorry, ale nie zrozumialem Twojej aluzji..jakas niezbyt jasna byla.

    Żadna aluzja. Konstatacja.
    Wyraźniej : założyłeś niby-wątek żeby podyskutować o kondycji polskiego
    społeczeństwa. A tak naprawdę wątek miał tytuł : "moc camela i dlaczego a
    miękusowatość dzisiejszej dziatwy (z naciskiem na trudy i osiągnięcia dwu bądź
    jednogarba)"

    >teraz gorzej, bo od kilku lat mam maly kontakt z j. polskim.

    Po co robisz uwagi innym, skoro sam sadzisz błędy?

    >sorry, nikt nie traktowal mnie jak smiecia.

    Wyparcie to bardzo użyteczny mechanizm.

    >Skoro jej szkola nie odpowiada..i jest dla neij stresem.

    Szkołę swoją zachwalałeś, a nie nauczyli czytać ze zrozumieniem.

    >Nic, prawie kazdy w klase zaliczyl raz czy dwa "lapki"..nikt psychicznie na tym
    >nie ucierpial. a kolezanka jak widze ma jakies upodobania sado-maso, bo tak ze
    >znajomoscia "tematu" o tym pisze.

    Oj garbny, przecież Ty sam to napisałeś, tylko innymi słowy. Nie podejrzewałam
    Cię wprawdzie o sado-maso.

    >> Dzieciaki wieszały się zawsze. Tylko w gazetach o tym nie pisali, a politycy
    >> nie windowali na tym swojej kariery.

    >Taaa..wojny tez byly zawsze.

    Myślisz, że jak o czymś nie wiesz, to nie istnieje, prawda? Typowe dla
    tych "powyżej średniej". Widzisz, odpytka ze szczegółów Trylogii, nawet w
    klasie eksperymentalnej, nie gwarantuje niezbędnych w życiu umiejętności, ani
    też z pewnością zapoznania się z całą dostępną wiedzą.

    ***
    Oczywiście wiesz więcej i lepiej niż osoby z doświadczeniem pedagogicznym, niż
    nauczyciele doskonale znający system, a także rozumiejący jego przemiany( a
    raczej ich brak). Ty zajrzałeś do jednego zeszytu i wiesz wszystko.
    Wiedzy przybywa w postępie geometrycznym. Stąd cięcia w programach, bo
    informacji jest nieporównanie więcej. Program polskiej szkoły nie jest
    dostosowany do przyspieszenia, które się na naszych oczach dokonuje. Żeby
    dziecko (a także dorosły)było w stanie poruszać się w świecie, konieczna jest
    zmiana sposobu nauczania z odtwórczego na twórczy, z powielającego informacje
    na aktywne ich poszukiwanie. Dzieci muszą być uczone jak te informacje
    przetwarzać, a także filtrować -odrzucać co kompletnie zbędne; jak podejmować
    decyzje, na co położyć nacisk, bo wszystkiego zwyczajnie się nie da. Czy
    zdajesz sobie sprawę ile choćby w biologii zmieniło się od kiedy Ty strzelałeś
    na PO? Tej wiedzy sprzed kilku dekad nie da się nawet porównać. A więc
    potrzebna jest *baza*, która pozwoli pewne dziedziny naprawdę zgłębić. Stąd na
    świecie bierze się tak wąska specjalizacja.
    Nie spotkałam kraju(tylko nie pisz o Chinach!), w którym katowałoby się dzieci
    kształtnością pisma tak jak w Polsce. To jest naprawdę szkodliwa obsesja, która
    tak często zabija u uczniów radość z samego przelewania myśli na papier.

    Upierasz się, że młodzież słaba, bo ma za dobrze. Jesteś tą młodzieżą? Sam
    piszesz, że czasy się zmieniają, ale nie rozumiesz co to znaczy. Ta dzisiejsza
    młodzież żyje DZIŚ, nie wtedy. Problemy ma na miarę TYCH, nie tamtych czasów.
    Bzdurą jest więc robienie porównań z poziomem stresu sprzed 30-tu lat,
    bo "stresy" były inne. Inne też były stresy naszych rodziców i dziadków.
    Wtedy mieliśmy 7% społeczeństwa z wyższym wykształceniem, dziś będzie 40%. Czyż
    to możliwe żeby presja większa była? Oczywiście, nie każdy musi i może
    studiować, tylko problem w tym, że na rynku światowym nie będziemy żadną
    konkurencją ze stopniem wykształcenia sprzed kilkudziesięciu lat. Wszystkie
    kraje rozwinięte uważają poziom edukacji za priorytet, bo jest to baza dla
    prosperity i rozwoju państwa, a w międzyczasie- baza dla rozwoju jednostek. I
    stąd ta masa zajęć dodatkowych, douczania, poszerzania, poprawiania i często
    płynącego z tego przepracowania. A po co i dlaczego? Bo np. trzeba znać języki
    (no dziś po prostu trzeba), a mało która szkoła potrafi języka obcego nauczyć.
    A jeśli szkoła nie uczy też dobrze innych przedmiotów- korepetycje. Kluczem
    jest taka placówka ( już ktoś słusznie wspominał) jak w systemie skandynawskim,
    która nie tylko jest przyjazna dziecku(wbrew Twojemu absurdalnemu twierdzeniu,
    że kupa stresu wzmacnia), ale i doskonale kształcąca.

    Zdajesz się też dokumentnie zapominać o transformacji ustrojowej, o ludziach,
    którzy nie odnaleźli się w nowej rzeczywistości, o przekształceniach
    społecznych, utracie poczucia bezpieczeństwa, o tym, że dziś zwykle pracuje się
    więcej -za to wszystko przecież się płaci. A że stan młodych jest odbiciem
    stanu całego społeczeństwa, na który to wpływ mają dość złożone czynniki,
    niepoważne jest stwierdzenie, że dzieci mają lepiej, bo nauczyciel ich nie
    leje. Mają inaczej i w tych innych warunkach radzą sobie lepiej lub gorzej i
    tak było jak świat światem. I jak świat światem w starszym pokoleniu znajdują
    się zawsze tacy, którzy przynudzają o "naszych czasach" i nie takiej jak trzeba
    młodzieży.
  • 04.02.07, 01:20
    verdana napisała:

    > Kiedyś dzieci z pierwszych klas miały czas na uczenie się ortografi,
    >arytmetyki i czytania. Teraz program nie przewiduje powtorzeń.

    Zdolne dzieci zawsze miały czas na wszystko, te z problemami (chociażby
    polegającymi na wolniejszym rozwoju) musiały się męczyć i dawniej, i teraz.
    Proza życia.

    >Małe dziecko nie jest
    > przygotowane na uczenie się tylko raz - i już opanowanie materiału. Bez
    > powtorzeń większość dzieci nie jest w stanie nadążyć.

    Odnośnie powtórek, wałkuje się niektóre partie do znudzenia i wychodzą bokiem
    również całkiem przeciętnym uczniom (np ileż miesięcy można uczyć się dodawania
    i odejmowania w zakresie 20???)

    >Bo co komu po dziecku , które umie bardzo dużo, skoro nie
    > ma piątek?

    Verdano, mam wrażenie, że leczysz własne kompleksy, tudzież ...
    Dla mnie może istnieć takie dziecko, może nie mieć piątek, byle było szczęśliwe.

    > Skoro od pierwszej klasy uczymy dzieci, że ich wartość to wartość ich stopni

    Kto tak uczy? Ja? Ty?



  • 04.02.07, 10:59
    > Straszy sie bezrobociem? ..
    > coz..bo to prawda. Kiepskei wyniki,kiepkie gimnazjum, kiepskie
    > liceum,....coz...praca prz kurach w GBsmile

    Bzdura kompletna. Ja do szkoły chodziłem z takim zapałem, że więcej mnie w niej
    nie było niż byłem, przy kurach nie robię i nie chwaląc się mam jacuzzi w domu,
    teraz w nim buduję basen i Land Cruiserem śmigam. Miałbym dokładnie to samo bez
    względu na to czy zakonczyłbym edukację na zerowce czy na studiach
    doktoranckich.

    Mój kolega chodził do kiepskiej podstawówki, kiepskiego liceum, rodzice mu
    studia opłacali i dostał dobrą robotę. Kosił nieraz po kilkadziesiąt tysięcy
    miesięcznie jak mu fuchy wpadały albo jakieś nagrody. Dziś kolega ma kasę w
    funduszach inwestycyjnych, z tego żyje i jest klasycznym menelem, bo tendencje
    do pijaństwa miał zawsze.
  • 05.02.07, 09:40

    > Bzdura kompletna. Ja do szkoły chodziłem z takim zapałem, że więcej mnie w
    niej
    >
    > nie było niż byłem, przy kurach nie robię i nie chwaląc się mam jacuzzi w
    domu,
    >
    > teraz w nim buduję basen i Land Cruiserem śmigam.

    no..a walesa wogole nic nie skonczyl i tez mu zle nie jest..co nie znaczy ze to
    bedzie standardem i kazdy przyuczony elektryk bedzie prezydentemsmile)


    >Miałbym dokładnie to samo bez
    >
    > względu na to czy zakonczyłbym edukację na zerowce czy na studiach
    > doktoranckich.


    to zelez.. gdybys zakonczyl edukacje na zerowce to bys nawet tego mail anie
    potrafil napisc.. po drugie nie potrafilbys czytac..wiec prawa jadz bys nie
    zrobil a tym samym land cruisera bys nie mogl prowadzic...

    >
    > Mój kolega chodził do kiepskiej podstawówki, kiepskiego liceum, rodzice mu
    > studia opłacali i dostał dobrą robotę.

    nie wszystkich rodzicow stac na lapowki i oplacanie studiow dzieciom. niektroe
    dzieciaki musza same sobie radzic.

    > miesięcznie jak mu fuchy wpadały albo jakieś nagrody. Dziś kolega ma kasę w
    > funduszach inwestycyjnych, z tego żyje i jest klasycznym menelem, bo
    tendencje
    > do pijaństwa miał zawsze.

    No i swietnie, skor mu sie udalo i zyje jak chce..ale szczerze ci powiem, ze
    nie bylbym dumny maja takiego kolege...z ktorym nie wiele mozna pogadac. Wole
    chyba normalnych, z mniejsza kasa, ale inteligentnych.




    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 03.02.07, 01:34
    kkos lepiej tego nie mozna bylo ujac
    --
    Bo jesli kochac to nie indywidualnie.....
  • 03.02.07, 18:59
    to teraz moze jeszcze kilka uwag z perspektywy 20 letniej studentkismile
    jestem na II roku, wiec pamietam jeszcze doskonale czasy gimnazjum i liceum...
    ciezko mi porownac jak bylo dawniej- moge tylko powtorzyc za moja mama, ze moje
    pokolenie wg niej ma ciezej- i mowila mi to i w czasach mojego liceum, i teraz
    jako ze studiuje to, co ona...
    ale ad rem- nt programow wiele nie powiem, bo i w gimnazjum i w liceum (to
    pierwsze bylo specyficzne, bo prywtane, drugie natomiast najlepsze w Krakowie i
    panstwowe) mialam duzo lekcji prowadzonych wg tzw programow autorskich- roboty
    mase, choc faktem jest, ze czesto gesto bylo to ciekawsze niz wiedza z
    podrecznikow.
    Stres moze byc wynikiem oczekiwan- rodzicow, spoleczenstwa, nauczycieli (chore
    rankingi szkol pod wzgledem wynikow, olimpijczykow etc) oraz presji srodowiska.
    Pierwszy przyklad- w I klasie liceum mialam srednia nizsza o 0,02 niz wynosila
    srednia ogolna klasy- po rozdaniu swiadectw 'kolega' podszedl i powiedzial,
    zebym wziela sie do roboty, bo poziom im zanizam.
    Stres wynika tez z braku czasu- nie dlatego, ze stoimi w kolejkach czy pierzemy
    recznie, bo w dobie zautomatyzowania malo kto nie ma pralki, ale... jest presja
    spoleczna, ktorej ulega i mlodziez, i przede wszystkim rodzice, by robic cos
    ponad szkole- stad mase zajec dodatkowych- pomijajac nauke jezykow, dochodzi do
    tego basen, tenis, lyzwy etc.
    Ja w podstawowce umialam napisac wlasna strone www, w gimnazjum zaczynalam
    lekcje o 7.30 i najwczesniej konczylam o 15.30, bo co dzien mialam cos ekstra-
    ja nie narzekam, bo to lubilam, ale... jednoczesnie bylam stawiana za wzor na
    zebraniach, ze taka zorganizowana, zdolna, olimpijczyk i jeszcze reprezentant
    szkoly na nartach etc... potem rodzice kolegow wracali do domu i padalo
    pytanie, czemu moi znajomi nie sa tacy jak ja? I tu albo czesc probowala i
    czesto dorownywala (ale do tego trzeba bylo sporo samozaparcia i zdolnosci-
    mialam szczescie i te cechy mam, aczkolwiek tez to czasem przyplacam, bo np
    nadmierny perfekcjonizm bywa przeklenstwem) albo... w stresie wciaz nie mogla z
    czyms nadazyc, co odbijalo sie i na nich, i na naszych stosunkach...
    w liecum bylo podobnie- stres jest wynikiem tez tego, ze od poczatku mowi nam
    sie, ze MUSIMY sie czyms wyrozniac, bo ludzi z mgr przed nazwiskiem jest od
    groma... stad w okresie liceum wszyscy biegali na jezyki (ja mialam np 6 godzin
    tyg ekstra), co skutkuje tym, ze przy 14 przedmiotach, kartkowkach,
    sprawdzianach, idiotycznych (!!!) pracach domowych typu jakies plakaty etc
    czlowiek zaczyna sie wypalac, bo nie wie w co wsadzic rece.
    Jedno musze przyznac- i gimnazjum, i liceum mnie tak zahartowaly, ze obecna
    sesja z 14 egzaminami (prawo, UJ, zeby nie bylo, ze jakas prywatna uczelnia,
    gdzie za obecnosc sie ma zaliczenie) mnie nie przeraza...
  • 03.02.07, 22:54
    Ja też w liceum i gimnazjum zaharowywałam się na śmierć ( po cześci na własne
    życzenie bo nikt mi nie kazał po lekcjach chodzić na dodatkowy niemiecki i
    karate) i muszę przyznać że nie wyszło mi to na dobre. oczywiście dostałam się
    na studia ( państwowe i prywatne) ale nerwic jakich nabrałam w szkole się nie
    oduczyłam. Sesja egzaminacyjna nie przeraża mnie dlatego że mam w niej dużo
    egzaminów ale dlatego że szkoła wytworzyła we mnie idiotyczny odruch że musze
    się starać o najlepsze stopnie a nie zdanie będzie świadczyło nie tyle o mojej
    nie wiedzy ale o mnie jako o człowieku. nie jest to bynajmniej winą moich
    rodziców którzy nigdy nie wymagali odemnie samych piątek i chcieli tylko żebym
    z czegoś była dobra. Szkoła nauczyła mnie tylko tyle że niezaleznie jak bardzo
    się uczysz i starasz na apelu szkolnym pochwalą kogoś kto spędził dodatkową
    godzinę nad lekcjami z fizyki zamiast zajmować się czymś ciekawym. Szkolny
    stres bierze się w moim przkonaniu więc z dwóch żródeł : wmawiania uczniom że
    powinni poświęcić cały swój czas i energie na zdobywanie jak najlepszych ocen
    nieżaleznie czy dany przedmiot ich interesuje i czy mają do niego
    predyspozycje. Oraz ciągłe wmawianie nawet dobrym uczniom że są od nich lepsi,
    którzy dosatną się do lepszych liceów a potem zajmą im miejsce na studiach ( z
    własnego doświadczenia wiem że nie jest to do końca prawda). Nie wiem czy
    kogokolwiek to motywuje a stresuje zapewnie wszystkich.
    --
    Moje forum dla wszystkich z dysfunkcjami. ZAPRASZAM!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=42552
  • 04.02.07, 00:37
    ...lubią biadolić, albo ...

    Nie porównujmy obecnych programów szkolnych do tych sprzed 200 czy 100 latsmile
    Chyba że dla zabawy, tudzież w celach naukowo-badawczychwink
    Obciążenie szkolne 20-30 lat temu nie było mniejsze niż dzisiaj! Ja wiem, czas
    leczy rany i szczegóły zamazuje, albo miłość rodzicielska nakazuje nam
    współuczestniczyć w traumie młodego pokolenia...
  • 04.02.07, 00:59
    ratyzbona napisała:

    > Ja też w liceum i gimnazjum zaharowywałam się na śmierć

    Podobnie, jak wielu zaharowywało się 10-20-30-40 lat temu.

    > szkoła wytworzyła we mnie idiotyczny odruch że musze
    > się starać o najlepsze stopnie

    Ciekawe, szkoła powiadasz?

    >a nie zdanie będzie świadczyło nie tyle o mojej
    > nie wiedzy ale o mnie jako o człowieku. nie jest to bynajmniej winą moich
    > rodziców którzy nigdy nie wymagali odemnie samych piątek i chcieli tylko żebym
    > z czegoś była dobra.

    Może jednak podświadomie chciałaś im udowodnić swą wielkość?

    >Szkoła nauczyła mnie tylko tyle że niezaleznie jak bardzo
    > się uczysz i starasz na apelu szkolnym pochwalą kogoś kto spędził dodatkową
    > godzinę nad lekcjami z fizyki zamiast zajmować się czymś ciekawym.

    Zazdrość zawsze powiązana jest ze stresemsad
    A w życiu na podium stają tylko nieliczni. I w tym sensie szkoła bywa niezłą
    szkołą zycia.

    > Szkolny
    > stres bierze się w moim przkonaniu więc z dwóch żródeł : wmawiania uczniom że
    > powinni poświęcić cały swój czas i energie na zdobywanie jak najlepszych ocen
    > nieżaleznie czy dany przedmiot ich interesuje i czy mają do niego
    > predyspozycje.

    Chwileczkę! Wybór szkoły jest dobrowolny, zawsze można naukę odpuścić, przejść
    do zawodówki. Bicze czy gnębienie za to nie grożą (zakładam dobrą sytuację
    rodzinną, o czym zapewniono wyżej).

    > Oraz ciągłe wmawianie nawet dobrym uczniom że są od nich lepsi,
    > którzy dosatną się do lepszych liceów a potem zajmą im miejsce na studiach ( z
    > własnego doświadczenia wiem że nie jest to do końca prawda).

    Samo życie: są lepsi i gorsi, a porównywania nie uniknie się. Tu potrzebna jest
    dojrzałość, pokora.
    Stres bierze się z życia, przerostu AMBICJI, środowiska, genów, kompleksów,itp.
    Innymi słowy jedni (zarówno piątkowi, jak i dwójkowi)przechodzą przez szkołę
    zestresowani inni - nie. Z pewnością tych pierwszych jest więcej. I tak jest już
    od wielu lat.


  • 04.02.07, 06:53
    mamaigiiemilki napisała:

    > jestem nauczycielem w gimnazjum i wydaje mi się, ze najwiekszym błedem bylo
    ich
    > utworzenie.Szkoła podst. 8-letnia sprawdza sie w tym wieku lepiej.według mnie
    > problemem jest to ze dzieci zaczynaja uwazac sie za b.dorosłe i zwracas
    >ogromna uwage na wyglad. natomiast uczenie sie schodzi na dalszy plan...

    Gimnazjum jest bardzo dobrym pomyslem,pod warunkiem ze dostajesz sie do dobrego
    gimnazjum na pods dobrych wynikow w podstawowce.
    Nastepnie do dobrego liceum na pods dobrych wynikow w gimnazjum.
    Tylko selekcja a nie przepychanie sila do nastepnej klasy.


    >a stres jest
    > ale czesto dlatego ze sie nie nauczyli.przeciez nauczyciel to tez czlowiek i
    > naprawde zrozumie ze np.z jego przedmoitu w dany dniu nie moze byc
    sprawdzianu
    > bo pisza z innego. ale musi widziec ze uczniowie sie staraja...a uczniowie
    > uwazaja ze egzamin i tak sie zda a do technikum teraz przyjmuja z tak mala
    > iloscia punktów ze szkoda gadać i nie ma po co się wysilac.potem prywatne
    > studia i mgr jest..- "starych"egzaminów 80% by nie zdało. to jest smutne ale
    > uczniowie po prostu przestali sie uczyc(sa oczywiscie wyjatki ale jest ich
    > coraz mniej...)

    Ktos,komu wydawalo sie,ze jest madry doszedl do wniosku,ze w Polsce jest za
    malo ludzi z wyzszym wyksztalceniem i stad wlasnie wniosek by mogli sobie
    kupowac mgr na prywatnych uczelniach za sama obecnosc w tych szkolach"wyzszych".
    Wskaznik umagistrowienia pojdzie mocno w gore,a poziom nauczania mocno w dol.
    Teraz dosc powszechnie ludzie po "studiach" robia bledy ortograficzne i to
    czesto 2 w jednym zdaniu,ale kwity maja i moga w urzedach zasiadac.

    PS.Kiedy Renka Beger idzie na studia?
  • 05.02.07, 09:08
    > Ktos,komu wydawalo sie,ze jest madry doszedl do wniosku,ze w Polsce jest za
    > malo ludzi z wyzszym wyksztalceniem i stad wlasnie wniosek by mogli sobie
    > kupowac mgr na prywatnych uczelniach za sama obecnosc w tych
    szkolach"wyzszych"
    > .
    > Wskaznik umagistrowienia pojdzie mocno w gore,a poziom nauczania mocno w dol.
    > Teraz dosc powszechnie ludzie po "studiach" robia bledy ortograficzne i to
    > czesto 2 w jednym zdaniu,ale kwity maja i moga w urzedach zasiadac.

    Tu sie nie do konca zgodze. Pierszy kierunek robilem na prywatnej uczelni i
    musze powiedzec, ze musialem sie wiecej uczyc niz pozniej na UW. To zalezy od
    uczelni. Niektorym zalezy na utrzymaniu poziomu, sa w rankingach najlepsze i
    przyciagaja ludzi, ktorym zalezy na wykszatlceniu, a nie tylko na tytule.
    A sa tez takie, ktore "sprzedaja" tytuly.
    W firmie, w ktorej pracowalem podania od studnetow prywantych uczelni byly w
    przedbiegach odrzucane (chyba, ze mieli juz spore doswiadczenie zawodowe)...
    oprocz 2 uczelni (w tym mojej). Dobre platne uczelnie maja pieniadza na
    dodatkowe laboratoria i warszataty..wiec daja dodatkowe mozliwosci.
    Zajecia byly swietnie prowadzone i organizowane, nie polegaly wylacznie na
    monologu wykladowcy..jak to pozniej bylo na UW, gdzie wyklady i zajecia byly
    nuden..poza kilkoma...


    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 04.02.07, 07:12
    linka9 napisała:

    > Samo życie: są lepsi i gorsi, a porównywania nie uniknie się. Tu potrzebna
    >jest dojrzałość, pokora.
    > Stres bierze się z życia, przerostu AMBICJI, środowiska, genów,
    kompleksów,itp.
    > Innymi słowy jedni (zarówno piątkowi, jak i dwójkowi)przechodzą przez szkołę
    > zestresowani inni - nie. Z pewnością tych pierwszych jest więcej. I tak jest
    >już od wielu lat.

    Tak trzymaj linka!
    Moj syn jest w gimnazjum i nie pamietam kiedy uczyl sie wiecej niz 2 godz
    dziennie.Jest jednym z najlepszych w najlepszym gimnazjum i zawsze ma czas na
    tenisa czy hokeja.
    Ze szkola daje sobie rade dobrze,a ja nie nakladam na niego za duzo obowiazkow
    poza szkolnych.
    Za to u Kowalskiej jest istna sodoma!
    Ona cwiczy swoje corki tak,ze prace domowe sa dla nich niczym w porownaniu z
    pracami domowymi zadawanymi im przez mamusie.W soboty polska szkola a po niej
    korepetycje.
    Musze dodac,ze dziewczynki bardzo dobrze sie ucza,ale to mnie przypomina oboz
    koncentracyjny.
  • 05.02.07, 09:35

    > Tak trzymaj linka!
    > Moj syn jest w gimnazjum i nie pamietam kiedy uczyl sie wiecej niz 2 godz
    > dziennie.Jest jednym z najlepszych w najlepszym gimnazjum i zawsze ma czas na
    > tenisa czy hokeja.

    cos ty...inni by powiedzieli, ze to stresujace zajecia dodatkowe....po
    lekcjach.. bo zamiast tych 2 godin nauki..moglby robic jeszcze cos innegosmile))


    > Ze szkola daje sobie rade dobrze,a ja nie nakladam na niego za duzo
    obowiazkow
    > poza szkolnych.

    i prawidlowo.

    > Musze dodac,ze dziewczynki bardzo dobrze sie ucza,ale to mnie przypomina oboz
    > koncentracyjny.

    moze kowalska nei chce, zeby dziewczynki skonczyly tak jak onasmile hehehe


    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 08.02.07, 06:30

    > moze kowalska nei chce, zeby dziewczynki skonczyly tak jak onasmile hehehe

    To tez.
    Ale okazuje sie,ze Kowalska moze miec racje z tym domowym szkoleniem dzieci,bo
    w tym roku moja corka ma beznadziejna nauczycielke i dobrze,ze wylapalem sprawe
    w czas,czyli przed testami stanowymi z matematyki.
    Nauczycielka nie dosc,ze jest tlusta,to jeszcze nie ma pojecia o matematyce.
    Po prostu zgroza.
  • 04.02.07, 22:28
    Szkoła podstawowa rzeczywiście była "bezstresowa". Udzielałam się w
    harcerstwie, w zespole wokalno-tanecznym, i byłam prymuską.
    Czar "bezstresowej szkoły" prysł, kiedy poszłam do liceum. Najlepsze liceum w
    mieście, klasa o autorskim programie. Musiałam zrezygnować ze wszystkich
    dotychczasowych zajęć dodatkowych, żeby dostać przynajmniej "dobry". Co więcej -
    szkoła wymuszała branie korepetycji! Nauczyciel tak prowadził zajęcia, że
    trzeba było chodzić na korki (lekcja - easy cheesy, sprawdzian - śruba
    podkręcona na maksa, pytania z podręczników dla studentów). Tak więc śmigało
    się na korki, które tak naprawdę były lekcjami (angielski, niemiecki,
    francuski, fizyka, matematyka).
    Do tego dochodził tenis, jakieś narty, basen. Ten basen zamiast wfu to istny
    pożeracz czasu, bo na wfie to człowiek się przebrał, poskakał, ubrał i po
    krzyku, a tutaj trzeba dotrzeć na ten basen, rozebrać, ubrać, a potem wysuszyć
    się, więc trwało to znacznie dłużej.
    I przeładowany program, siedzenie w szkole po 7-8 godzin, a potem nauka w domu.
    Wątpiących zapytam, czy mieli w szkole takie przedmioty jak informatyka (z
    programowaniem), astrologia, czy matematyka prowadzona po angielsku. Plus
    wyjazdy na imprezy kulturalne po lekcjach (opera, operetka, teatr).
    Z ogólniaka zapamiętałam dziewczyny wymiotujące ze stresu w szkolnej
    toalecie...
  • 05.02.07, 09:02
    no ale sama zdecydowalas si ena najlepsze liceum..wiec to Twoj wlasny wybor.
    Zawsze moglas pojsc do gorszego lub wogole zrezygnowac ze szkoly i miec mniej
    stresu. Ktos ktos wybiera najlepsze liceum w miescie wie, ze nauka tam nie jest
    latwa..i ze tylko masa pracy dodatkowej da szanse przetrwania. I pewnei wlasnie
    dlatego to liceum jest najlepsze prawda?





    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • 06.02.07, 10:48
    B.Z (dla niewtajemniczonych - ten skrot oznacza bylych ziemian) po II wojnie
    wpajali w swoje dzieci jedna maksyme:" Wyksztalcenie jest najwazniejsze". Na
    swoim przykladzie wiedzieli, ze ziemie, majatki mozna stracic w kazdej chwili a
    wyksztalcenia nikt nikomu jeszcze nie odebral.

    --
    "Gdy lud nie ma głosu, poznaje się to nawet przy śpiewaniu hymnu." S.J Lec
  • 08.02.07, 06:36
    anmanika napisała:

    > B.Z (dla niewtajemniczonych - ten skrot oznacza bylych ziemian) po II wojnie
    > wpajali w swoje dzieci jedna maksyme:" Wyksztalcenie jest najwazniejsze". Na
    > swoim przykladzie wiedzieli, ze ziemie, majatki mozna stracic w kazdej chwili
    >a wyksztalcenia nikt nikomu jeszcze nie odebral.

    Niby prawda,ale nie za bardzo.
    Komuna nie dopuszczala do stanowisk kierowniczych ludzi,ktorzy nie byli
    lewicowcami.
    Poza tym biznes rodzinny pozostawal i pozostaje w rodzinie,choc mozesz sie w
    niego wzenic.

    PS.Popatrz jak Radek Sikorski plakal jak stracil prace!
    Przeciez dobry fachowiec,z dobrym wyksztalceniem bez trudu znajdzie sobie
    inna.
    Okazuje sie,ze nie!

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.