dzieci i stres w szkole... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • hej..mam takie pystanie..
    dlaczego dzieci, rodzice itd ciagle narzekaja na stres w szkole?
    ze teraz jest gorzej, ze dzeici sie stresuja i ciagle biegaja do lekarzy.
    Przeciez kiedys wcale nie bylo lepiej w szkolach, nawet bym powiedzial gorzej.
    Teraz nauczyciel nie ma prawa nawet krzyknac na dziecko, kiedys dostawalo
    sie "lapy" linijka. Wylatywalo z klasy. Byly po 3-4 klasowki
    dziennie..niezapowiedziane sprawdziany. Odpytywanie z trylogii o takie
    szczegole, ze szkoda gadac.. wie cnie wiem czemu kiedys ludzie jakos sobie
    radzili a teraz nie..??

    jedna roznica..przed 20 latay rodzice konczyli prace o 15-16 szli do domu
    ipilnowali zeby lekcje byly odrobione. Nie bylo komputerow wiec chcodzilo sie
    wyszalec do parku, ogrodu,nad rzecke. teraz ... corka mojej kuzynki spedza 2-
    3 godziny dziennie przed ekranem kompa. ma 12 lat--- uczy sie dobrze, wiec
    nei ma co narzekac, ale tez zaczyna mowiec, ze nie ma czasu na to czy na
    tamto... podobnie jej kolezanki.. Moze to rodzice sa winni tych stresow??

    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
    • Są stresy i płacz bo dziecki nie mają przez rodziców tłumaczone,że z nikogo nie
      wolno się naśmiewać.U mojej córki w klasie jest tak,że jak jest dziecko lepsze
      to wręcz jest wyśmiewane i odtrącane np. ty masz coś żle,brzydko,ty się nie
      odzywaj,ty się nie bawisz z nami itp.Takie dziecko się stresuje,traci poczucie
      wartości i zniechęca się do szkoły,a rodzice....no właśnie teraz wszyscy są
      zabiegani i nikt nie widzi problemu aby porozmawić ze swoim dzieckiem i
      cokolwiek wytłumaczyć.
      Pozdrowienia.
      • no ale kiedys tez tak bylo...

        nasmiewanie sie z "kujonow" z "grubasow" i "wiez eifla".
        Nawet z faruchow sie nasmiewano. Standartem byly granatowe lub biale. Czasem
        ciezko bylo je kupic i rodzice kupowiali takie buraczkowe..to byl koszmar... i
        kolejny powod do nasmiewania.
        Nie wiem,, jak dla mnei to to wszytsko jest jakies "wymyslone"... Mam czasem
        wrazenie, ze dorosli zapomnieli, ze to ich rola jest wychowac dziecko i zsuwaj
        te role na szkole, panstwo tylko nie na siebie.





        --
        BERLIN BERLIN!!!
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
      • Nauczyciele nie krzyczą? Jaasne, a krowy latają. I nie mów, że mamy mniej
        klasówek i obowiązków. Ja mam w swojej szkole codziennie kartkówki ze
        wszystkich przedmiotów które tego dnia są. Do tego 6 klasówek tygodniowo. No
        faktycznie nie ma czym się stresowac...
        • > Ja mam w swojej szkole codziennie kartkówki ze
          > wszystkich przedmiotów które tego dnia są.

          to kiedy masz lekcje skoro masz same kartkowki i klasowki? cos chyba pokrecilas
          lekko.

          Szkola to nie podworko..a przygotowanie zycie ci i tak da takiego kopa, ze
          bedziesz tylko marzyla, zeby do szkoly na 6 kartkowek wrocic.



          --
          BERLIN BERLIN!!!
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
          • Kartkówka trwa 5-10 min a nie całą lekcje. A klasówki mamy raz w miesiącu ale
            kiedy już są to przez cały tydzień codziennie.

            A kopa to ja już dostałam w moim "cudownym" gimnazjum, na szczęcie jestem już w
            liceum.

            Nie wiesz jak jest w dzisiejszych szkołach to się nie wypowiadaj.
            • natalio nie denerwuj sie -mlode osoby sa wszedzie mile widziane ,ale twoja
              wypowiedz swiadczy o tym,ze wychowalismy sobie baaardzo malo odporne
              pokolenie.Nie bede ci opowiadac ile mysmy mieli klasowek itd (tak nawiasem
              mowiac 5-10 min kartkowka z poprzedniej lekcji nie powinna byc stresem-czyzby
              stresem byla koniecznosc przygotowania sie do lekcji? Czyli odrobienie pracy
              domowej i powtorzenie tego co bylo poprzednio???)
              ewidentne jest, ze szkola -dziesci lat temu byla o wiele bardziej stresujaca -
              nikt nie zawracal sobie wowczas glowy z tzw prawami ucznia,dysleksjami i ADHD
              co oczywiscie tez bylo fatalne.A jak tobie sie wydaje -rzeczywiscie dla
              przecietnie imteligentnego mlodego czlowieka szkola jest stresem? Moim zdaniem
              dzieci bardziej rozwiniete intelektualnie,jesli nie trafia do grupy podobnie
              inteligentnych i do tego z super nauczycielem,ktory sie za bardzo nie przejmuje
              szkolna biurokracja,nie tylko nie sa zestresowane ale po prostu nudza sie w
              szkole.Wydaje mi sie rowniez,ze na skutek wychowania typu "pepek swiata" dzieci
              sa kompletnie nieodporne nawet nie na stres ale na najmniejsze proby oceny ich
              pracy (ktore przenosza natychmiast na swoja osobe) stopnie,nawet wczesni
              licealisci traktuja jak cukierki-kompletnie nie umiejac powiazac przyczyny ze
              skutkiem czyli stosunku pracy wlozonej do otrzymanej oceny,nieustannie chwaleni
              w domu za byle co ,pozbawieni wszelkich obowiazkow i jakiejkolwiek
              odpowiedzialnosci za cokolwiek ,kazda najmniejsza krytyke czy brak aprobaty
              odbieraja jako zamach na ich godnosc osobista.Zbyt duza dawka TV komputera itd
              powoduje kompletny brak refleksji,potrzeby zglebienia czegokolwiek,itd itd -po
              prostu rosnie pokolenie,ktorego nie rozumiemy i mysle ze na tym to polega
              --
              Bo jesli kochac to nie indywidualnie.....
              • Ok, to powiem Ci że ja nie jestem wcale chwalona nie jestem pępkiem świata i
                mam od groma obowiązków domu. Gdybym nie była odporna to nie przetrwałabym tego
                nieszczęsnego gimnazjum.

                Może nie wiesz ale jest coś takiego jak szkoła o dużych wymaganiach i bardzo
                wysokim poziomie ( tak nawet w tych czasach się zdażają) i ja właśnie do takiej
                uczęszczam więc pracy i nauki też mam sporo.
                I tyle.
                • > Może nie wiesz ale jest coś takiego jak szkoła o dużych wymaganiach i bardzo
                  > wysokim poziomie ( tak nawet w tych czasach się zdażają) i ja właśnie do
                  > takiej uczęszczam więc pracy i nauki też mam sporo.

                  Nie odbieraj tego co napiszę jako atak na swoją osobę, bo nie mam zamiaru Cię
                  atakować ani krytykować. Pytam tylko w czym masz problem? Są szkoły, gdzie
                  podejście jest pieprząco - olewające zarówno ze strony uczniów jak i
                  nauczycieli. Takie szkoły to tylko przechowalnie, bo edukacja jest niestety
                  obowiązkowa do 18 roku życia. Ale sa też szkoły takie jak Twoja, gdzie trzeba
                  włożyć sporo wysiłku i stresu. Mogłaś wybrać szkołę w której jest lżej, jednak
                  tego nie zrobiłaś. Masz więc i kierat i stres na własne życzenie. Szkoła nie
                  widzi potrzeby zmiany podejścia, ponieważ są do niej chętni - między innymi Ty.
                  Każdy jest kowalem swojego losu. Jeśli wybrałaś taką szkołę i do niej chodzisz,
                  znaczy że Ci odpowiada. I władze szkoły też tak myślą, więc nie widza niczego
                  złego w 6 klasówkach tygodniowo. Ja uważam, ze klasówki, kartkówki, odpytywania
                  są w ogóle niepotrzebne i wystarczyłyby sprawdziany semestralne. Wtedy
                  Nauczyciele nie traciliby czasu na sprawdzanie wiedzy. Ale to temat na kolejną
                  reformę systemu edukacji.
                  • Ludzie tu piszą, że nie wiadomo dlaczego młodzież dziś taka zestresowana, bo do
                    roboty ma niewiele, życie łatwe, lekkie i przyjemne, szkoła to pestka w
                    porównaniu z tym co "za naszych czasów" bywało. No więc lewa jakaś ta młodzież,
                    bo dlaczego mówi, że ma trudno jak ludzie tłumaczą, że łatwo.

                    Natalia pisze, że akurat lekko nie ma, ale inni tutaj wiedzą lepiej, bo za
                    komuny panie, to komputerów do przesiadywania nie było. Powiem więcej -za
                    dzieciństwa moich dziadków telewizji nie było. I komu to przeszkadzało?

                    Natalia nie pisze, że chce iść do przechowalni zamiast do szkoły. Pisze, że
                    zasuwa i w związku z tym ma prawo i powody być zestresowana, zmęczona,
                    zniechęcona. Jak każdy człowiek.

                    A camel to ze 100 lat musi mieć, tak tetryczy. I ze 200 lat frustracji.
                    • > Natalia pisze, że akurat lekko nie ma, ale inni tutaj wiedzą lepiej, bo za
                      > komuny panie, to komputerów do przesiadywania nie było.

                      Wiesz, akurat teksty typu "za moich czasów to..." brzmią jak pierdzenie starego
                      dziada i tym nie ma co się przejmować. Najgorsze jest to, że nikt nie czuje
                      potrzeby uczynienia systemu edukacji bardziej przyjaznym. Po co ten kierat?
                      Czemu to ma służyć? Dlacego Natalia traci najlepsze lata życia? Tak naprawdę
                      ona poświęcać musi nauce po kilkanaście godzin dziennie, żeby ze wszytkim
                      zdążyć. To stanowczo za dużo, za duże obciążenie dla młodego organizmu.
                  • > Ja uważam, ze klasówki, kartkówki, odpytywania
                    >
                    > są w ogóle niepotrzebne i wystarczyłyby sprawdziany semestralne. Wtedy


                    I to by byl dopiero stres. Nauka materialu z 5 miesiecy i kilku przedmiotow na
                    raz..to dla 13-14 -latka jakis koszmar.
                    Zapomniej Byloby olewanie, mlodzi ludzie sa jeszcze na tyle nieodpowiedzialni,
                    ze na 100% nauka zostalaby na boku. Potem bylby zgrzyt i placze. Bieganie do
                    nauczycieli i zaliczenia.. Nie..to by w przypadku dzieci i mlodziezy nie
                    przeszlo.





                    > Nauczyciele nie traciliby czasu na sprawdzanie wiedzy. Ale to temat na
                    kolejną
                    > reformę systemu edukacji.


                    --
                    BERLIN BERLIN!!!
                    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
                    • Niekoniecznie. Taki system oceniania ma sens przy modułowym systemie nauki,
                      czyli w danym semestrze uczeń ma 1, 2, 3 lub więcej przedmiotów w zależności
                      ile sobie wybierze, a to ile sobie wybierze, zależeć będzie od jego możliwości
                      i tempa. Jak sobie weźmie np. polski i geografię, to w ciągu semestru ma
                      zaliczenie tylko z tych 2 przedmiotów. W celu zaliczenia przygotowuje
                      sprawdzian, czyli taką większą pracę domową, a na koniec semestru pisze
                      egzamin, czyli taką większą klasówkę. I ocena jest średnią za sprawdzian i
                      egzamin. Zalicza 40 pounktów na 100 możliwych, warunkiem jest zaliczenie i
                      sprawdzianu i egzaminu. Taki system z powodzeniem funkcjonuje w krakowskiej
                      Wyższej Szkole Zarządania gdzie studiował mój znajomy. Pod względem
                      systematyczności, przeciętny trzynasto czy czternastolatek nie różni się od
                      przeciętnego studenta niczym. I jedni i drudzy będą pisali i oddawali
                      sprawdziany na 2 dni przed terminem smile Ale to postresują się i będą mieli młyn
                      przez kilka dni a nie przez cały czas. No i nie traci się godzin lekcyjnych na
                      sprawdanie wiedzy.
                      • ma sens..ale jak Ty sobie wyobrazasz 2-3 przedmioty na pol roku???? np
                        matematyka i polski sa obowiazkowe caly czas..i co? do tego 1 przedmiot co pol
                        roku ma sie zmeiniac? To by byla produkcja niedoksztalconych dzieciakow.
                        Takie cos przechodzi na studiach (mialem modulowe i indywidualny tok)..ale w
                        podstawokach na 100% nie.


                        --
                        BERLIN BERLIN!!!
                        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
                        • W liceum nr 4 w Zielonej Górze coś takiego funkcjonuje, podobno całiem nieźle,bo
                          to chyba 2 z najlepszych liceów tego miasta. Tu jest notka o systemie:
                          www.lo4.zgora.pl/11/1/dzial.php?kat=lo&id=system&str=eksperyment
                          --
                          Moja linka w Pajęczynie
                        • Jak miałeś modułowy tryb nauczania to wiesz jak jest. To nic innego tylko
                          alternatywny sposób rozpisania programu nauczania. Matma i polski nie muszą być
                          obowiązkowe przez cały czas. Niech bedzie obowiązkowe np. 5 semestrów, czyli
                          minimum programowe, a więcej to już program rozszerzony - dla chętnych. Taki
                          system naprawdę ma sens, bo umożliwiłby dostosowanie programu nauczania do
                          zdolności i predyspozycji każdego ucznia. Mniej stresu, mniej nerwów i efekt
                          lepszy. Jak ktoś nie czuje poezji, bo ma umysł ścisły, techniczny to naprawdę
                          nie ma sensu katować go dorobkiem naszej kultury. Lepiej niech poświęca czas
                          temu co lubi i czego chce się uczyć a nie tylko tego, co zapomni wkrótce po
                          zaliczeniu.
                          • ee..jak ty sobie wyobrazasz 5 semestrow matmy w podstwowce? toz to dzieciaki by
                            konczyly nauke na poziomie polrocza trezciej klasy!
                            No sory, to juz jakis koszmar. ..i myslisz, ze z takim poziomoem stres na
                            egzaminie koncowym z podstwowki bylby mniejszy? ..nie..na 100% nie.
                            A 5 semestrow w gimnazjum?? przeciez gimnazjum trwa 2 lata..wiec 4 semestry...
                            No moze w liceum to mialoby sensn bo tam ludzie mniej wiecej wiedza co
                            zamierzaja robic w przyszlosci, wiec mogliby sie skoncentrowac na nauce
                            wybranych przedmioto , natomiac czesciowo zrezygnowac z kilku mniej istotnych.

                            Taki
                            > system naprawdę ma sens, bo umożliwiłby dostosowanie programu nauczania do
                            > zdolności i predyspozycji każdego ucznia.

                            raczej nie..bo to wymagalo by 10 klas z 10 poziomami. To raczej podzieliloby
                            uczniow jeszcze bardziej i wymagaloby wiekszej ilosci nauczyczieli. np dla 4
                            grup..podstawowa matematyk, sredniozawawansowana, zaawansowana i itd.

                            >Mniej stresu, mniej nerwów i efekt
                            > lepszy.

                            wiesz nie wiem, podobny system jest w USA..pewnei dlatego spoleczenstwo sklada
                            sie glownie z glabow intelektualnyc. Fakt maja b. duzo specjalistow...ale
                            jeszcze wiecej sciagaja z Europy.

                            >Jak ktoś nie czuje poezji, bo ma umysł ścisły, techniczny to naprawdę
                            > nie ma sensu katować go dorobkiem naszej kultury.

                            Oczywicie ze nie, dlatego idzei do klasy mat-fiz. Polski powinien miec na
                            pozioie umozliwiajacym mu przynajmneij znajomosc jakichs rozsadnych podstww
                            literatury. Zeby potem nie mowil.."a mickiewicz? tez od anzygony?..tak..podoba
                            mi sie ta opera"...
                            Szczerze mowiac, ja jestem za wzbogaceniem materialu klas profilowanych a
                            czesciowym okrojeniem materialu z przedmiotow mniej znaczacych.

                            Lepiej niech poświęca czas
                            > temu co lubi i czego chce się uczyć a nie tylko tego, co zapomni wkrótce po
                            > zaliczeniu.

                            Fajnie jest jak ludzie przynajmniej potrafia gramatycznie sie wypowiadac..
                            I fajnie jest jak humanista potrafi przynajmniej policzyc ile wyplaty mu sie
                            nalezy.
                            Glupio by bylo gdyby nagle po liceach wychodzili ludzie z poziomem gramatyki na
                            poziomie dawnych zawodowek, lub z takim poziomem matematyki...



                            --
                            BERLIN BERLIN!!!
                            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
                            • > ee..jak ty sobie wyobrazasz 5 semestrow matmy w podstwowce? toz to dzieciaki
                              > by konczyly nauke na poziomie polrocza trezciej klasy!

                              Ja tak tylko od czapy napisałem 5. Równie dobrze mogłem napisać 11, 7, 2 czy
                              jakakolwiek inną liczbę. Tu nie chodzi w tym momencie o szczegóły tylko o
                              zasadę.

                              > raczej nie..bo to wymagalo by 10 klas z 10 poziomami.

                              Klas to akurat przy takim systemie by nie było. Klasa to jest tylko sztuczny
                              twór ograniczający możliwości i czyniący system edukacji niewydolnym. Zawalisz
                              jeden przedmiot - powtarzasz klasę, a więc wszystkie przedmioty bez względu na
                              to czy miałeś z nich mierny czy celujący. Paranoja jakaś. I tempo nauki
                              dostosowane jest do klasowego ogona, więc tenże ogon ogranicza czołówkę klasy.
                              Przy systemie modułowym jak uczeń zawali moduł, to go powtarza bez względu na
                              pozostałe. Jak jest zdolny, to narzuca sobie szybsze tempo nauki i na odwrót.

                              > wiesz nie wiem, podobny system jest w USA..pewnei dlatego spoleczenstwo sklada
                              > sie glownie z glabow intelektualnyc

                              No ale to USA ze swoimi głąbami intelektualnymi jest światowym liderem a nie
                              Polska. Spójrz prawdzie w oczy - ile razy wykorzystasz wiedzę z zakresu
                              twórczości Mickiewicza, a ile razy znajomość języka Delphi? Czego jako
                              pracodawca będziesz wymagał od programisty? Znajomości literatury antycznej czy
                              znajomości języków programowania? Szkoła powinna pokazywać uczniom różne
                              rzeczy, ale nie zmuszać do nich. Katowali mnie w szkole poezją i co z tego? Co
                              to dało? Jak poezji "nie czułem" tak nie czuję jej nadal. Ale gdyby były tylko
                              2 lekcje polskiego tygodniowo, a 6 godzin ZPT, to dopiero bym skorzystał, bo
                              mam umysł techniczny a nie humanistyczny.

                              > Glupio by bylo gdyby nagle po liceach wychodzili ludzie z poziomem gramatyki
                              > na poziomie dawnych zawodowek, lub z takim poziomem matematyki...

                              Przez spory kawałek czasu poszukiwałem dobrego spawacza do pospawania
                              konstrukcji. Oczekiwałem od niego umiejętności spawania, bo go wezwałem do
                              pospawania konstrukcji, a nie do napisania dyktanda albo dyskusji na temat
                              twórczości Sofoklesa. Wbrew pozorom gramatyka i znajomość dorobku polskiej
                              kultury nie jest najważniejsza.
                              • acorns napisał:

                                >Tu nie chodzi w tym momencie o szczegóły tylko o
                                > zasadę.

                                Ano zasada jest jedna: w podstawówce dzieci muszą mieć przez cały rok (najlepiej
                                codziennie: j. polski, matematykę, j. obcy, w-f.

                                A resztę to juz sobie rozdzielaj na te moduły...(ile Ci zostało? bo przyroda to
                                też właściwie funkcjonujące już modułowe nauczanie biologii, fizyki, geografii)

                                > Klasa to jest tylko sztuczny
                                > twór ograniczający możliwości i czyniący system edukacji niewydolnym.

                                Ja rozumiem, że (z tego, co piszesz) Twoja Młoda to super-hiper nadrozwinięta
                                panienka, inteligentna, samodzielna, towarzyska, itp, itd, ale my tu dyskutujemy
                                o ZWYKŁYCH DZIECIACH z podstawówkismile

                                >Zawalisz
                                > jeden przedmiot - powtarzasz klasę, a więc wszystkie przedmioty bez względu na
                                > to czy miałeś z nich mierny czy celujący.

                                Ja bym poszła dalej: masz 2 - też powtarzasz klasę (piszę cały czas o podstawówce)

                                > Paranoja jakaś. I tempo nauki
                                > dostosowane jest do klasowego ogona, więc tenże ogon ogranicza czołówkę klasy.

                                Ja juz zostałam zlinczowana za pomysł segregacji. Póki co, najlepiej średniakom.
                                W podstawówce natomiast męczą się okrutnie zarówno ci zdolni, których żółwie
                                tempo powala, jak i ci, którym Bozia poskąpiła zdolności, tudzież przypisała
                                wolniejsze tempo rozwoju pewnych funkcji.

                                >Ale gdyby były tylko
                                > 2 lekcje polskiego tygodniowo, a 6 godzin ZPT, to dopiero bym skorzystał, bo
                                > mam umysł techniczny a nie humanistyczny.

                                A tak ładnie piszeszsmile
                                Czyli albo masz jednak umysł i humanistyczny, albo te lekcje polskiego nie
                                poszły w las (a może jedno i drugie?)


                                • > Ano zasada jest jedna: w podstawówce dzieci muszą mieć przez cały rok
                                  > (najlepiej codziennie: j. polski, matematykę, j. obcy, w-f.

                                  Czy możesz to jakoś uzasadnić? Językiem polskim na poziomie komunikatywnym
                                  posługują się bez problemu dzieci 4-5 letnie, a więc ZANIM jeszcze pójdą do
                                  szkoły. Jeśli dziecko czytać i pisać już umie, to po co mu lekcje polskiego? To
                                  nie jest przecież nauka języka jako taka, tylko literatura i gramatyka. Uwierz
                                  mi - nie znam nawet pół zasady gramatycznej, a błędów nie robię. O co więc
                                  chodzi? O to żeby znać zasady co się na co wymienia i jakie są wyjątki, czy też
                                  o to żeby pisać bezbłędnie?

                                  > Ja rozumiem, że (z tego, co piszesz) Twoja Młoda to super-hiper nadrozwinięta
                                  > panienka, inteligentna, samodzielna, towarzyska, itp, itd, ale my tu
                                  > dyskutujemy o ZWYKŁYCH DZIECIACH z podstawówkismile

                                  Tu nie chodzi o Młodą. Powiedz mi czemu służy klasa? Jaki jest sens istnienia
                                  klas?

                                  > Ja bym poszła dalej: masz 2 - też powtarzasz klasę (piszę cały czas o
                                  > podstawówce)

                                  Dwóję z czego? Załóżmy, że z matematyki. A z biologii 4, z polskiego 5, z
                                  plastyki 6, z geografii 3. Jaki jest sens powtarzania biologii, polskiego,
                                  plastyki i geografii z powodu oceny niedostatecznej lub miernej z matematyki?
                                  To tak samo jakbym rozbił się motorem, a zezłomował oprócz motoru także
                                  samochody, motorówkę, quada i skuter wodny, pomimo że w pełni sprawne.

                                  > Ja juz zostałam zlinczowana za pomysł segregacji. Póki co, najlepiej
                                  > średniakom

                                  Przy takim systemie nauczania jaki ja proponuję (tak naprawdę to Młoda
                                  wymyśliła coś, co już wymyślono dość dawno), selekcja dokonywałaby się w sposób
                                  naturalny a nie poprzez jakieś testy psychologiczne. Uczen powinien pisać tylko
                                  sprawdziany kwalifikacyjne. Jak Młodą zapisałem prywatnie na angielski, to
                                  pisała placement test określający poziom od którego powinna kontynuować naukę.
                                  I to wystarczyłoby do wstępnej kwalifikacji uczniów na poszczególne poziomy z
                                  danych przedmiotów. Bo gdyby teraz rosyjski był obowiązkowy, to Młoda musiałaby
                                  tracić czas na lekcjach rosyjskiego pomimo, że posługuje się rosyjskim tak jak
                                  polskim, a w Rosji nie odróżniają jej po akcencie od Rosjanki.

                                  > A tak ładnie piszeszsmile
                                  > Czyli albo masz jednak umysł i humanistyczny, albo te lekcje polskiego nie
                                  > poszły w las (a może jedno i drugie?)

                                  To nie to. Ja piszę mniej więcej tak jak mówię, a gadkę wyrobiłem sobie na
                                  bazarze Różyckiego, a potem na stadionie X-lecia. Szkoła mi tylko skutecznie
                                  przeszkadzała w działaniach zarobkowych w ww. przybytkach smile

                              • >
                                > Klas to akurat przy takim systemie by nie było. Klasa to jest tylko sztuczny
                                > twór ograniczający możliwości i czyniący system edukacji niewydolnym.
                                Zawalisz
                                > jeden przedmiot - powtarzasz klasę, a więc wszystkie przedmioty bez względu
                                na
                                > to czy miałeś z nich mierny czy celujący.

                                no akurat tu sie zgodze. tylk onie bardzo widze..rozwiazanie. Zalozmy, ze masz
                                z matmy 1 i nie musisz powtarzac roku tylko sama matme. Po 6 klasach
                                podstawowki..masz 6 lat materialow z innych przedmiotow zaliczonych ..a matme
                                5..i co wtedy? egzamin do gimnazjum jest tez z matmy..czyli..1 rok musisz i
                                tak si edouczyc...




                                Paranoja jakaś. I tempo nauki
                                > dostosowane jest do klasowego ogona, więc tenże ogon ogranicza czołówkę
                                klasy.
                                > Przy systemie modułowym jak uczeń zawali moduł, to go powtarza bez względu na
                                > pozostałe. Jak jest zdolny, to narzuca sobie szybsze tempo nauki i na odwrót.
                                >
                                > > wiesz nie wiem, podobny system jest w USA..pewnei dlatego spoleczenstwo s
                                > klada
                                > > sie glownie z glabow intelektualnyc
                                >
                                > No ale to USA ze swoimi głąbami intelektualnymi jest światowym liderem a nie
                                > Polska. Spójrz prawdzie w oczy - ile razy wykorzystasz wiedzę z zakresu
                                > twórczości Mickiewicza, a ile razy znajomość języka Delphi? Czego jako
                                > pracodawca będziesz wymagał od programisty? Znajomości literatury antycznej
                                czy
                                >
                                > znajomości języków programowania? Szkoła powinna pokazywać uczniom różne
                                > rzeczy, ale nie zmuszać do nich. Katowali mnie w szkole poezją i co z tego?
                                Co
                                > to dało? Jak poezji "nie czułem" tak nie czuję jej nadal. Ale gdyby były
                                tylko
                                > 2 lekcje polskiego tygodniowo, a 6 godzin ZPT, to dopiero bym skorzystał, bo
                                > mam umysł techniczny a nie humanistyczny.
                                >
                                > > Glupio by bylo gdyby nagle po liceach wychodzili ludzie z poziomem gramat
                                > yki
                                > > na poziomie dawnych zawodowek, lub z takim poziomem matematyki...
                                >
                                > Przez spory kawałek czasu poszukiwałem dobrego spawacza do pospawania
                                > konstrukcji. Oczekiwałem od niego umiejętności spawania, bo go wezwałem do
                                > pospawania konstrukcji, a nie do napisania dyktanda albo dyskusji na temat
                                > twórczości Sofoklesa. Wbrew pozorom gramatyka i znajomość dorobku polskiej
                                > kultury nie jest najważniejsza.


                                --
                                BERLIN BERLIN!!!
                                forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488

                              • > No ale to USA ze swoimi głąbami intelektualnymi jest światowym liderem a nie
                                > Polska.

                                To wlasnie grupa informatykow z Polski zostala uznana za najleszych na swiecie.
                                Poza tym jak wspomnialem USA sciaga do siebie naukowcow z calego swiata i
                                dlatego jest liderem... Problem polega na tym, ze w USA wiedza, ze nauke i
                                badania trzeba dofinansowywac, w Polsce nie... Tu naukowcy zyje z glodowych
                                pensji..wiec jezeli maja propozycje z USA o 20-30 wyzsza to wyjezdzaja...

                                A porownaj poziom intelektualny przecietnego amerykanina z przecietnym
                                europejczykiem..zobaczysz roznice.




                                >Spójrz prawdzie w oczy - ile razy wykorzystasz wiedzę z zakresu
                                > twórczości Mickiewicza, a ile razy znajomość języka Delphi? Czego jako
                                > pracodawca będziesz wymagał od programisty? Znajomości literatury antycznej
                                czy
                                >
                                > znajomości języków programowania?

                                to nie ma znaczenie ile razy wykorzystasz..znaczenie ma to, ze wiesz kim byl i
                                co napisal. Poza tym, jak wspomnialem dzeici tak plus minus do 15...(a czasem
                                i pozniej) roku zycia nie koniecznie wiedza co chca robic w zyciu.. wiec
                                wyksztalcenie ogolnie jest konieczne. Poza tym...coz..to ze ktso jest polonista
                                nie znaczy, ze nie musi umiec liczyc.


                                >Szkoła powinna pokazywać uczniom różne
                                > rzeczy, ale nie zmuszać do nich. Katowali mnie w szkole poezją i co z tego?

                                ja to co? wiesz co to jest poezja i nie wyjdziesz na kretyna... proste prawda?
                                poza tym potrafisz pisac gramatycznie..to tez zasluga katowania.


                                > to dało? Jak poezji "nie czułem" tak nie czuję jej nadal. Ale gdyby były
                                tylko
                                > 2 lekcje polskiego tygodniowo, a 6 godzin ZPT

                                co to jest ZPT??

                                >
                                > Przez spory kawałek czasu poszukiwałem dobrego spawacza do pospawania
                                > konstrukcji. Oczekiwałem od niego umiejętności spawania, bo go wezwałem do
                                > pospawania konstrukcji, a nie do napisania dyktanda albo dyskusji na temat
                                > twórczości Sofoklesa.


                                w liceum nie ucza spawania..a zawodowek juz nie ma (chyba)... a jak ktos chce
                                byc spawaczem to ni emusi isc do liceum.


                                >Wbrew pozorom gramatyka i znajomość dorobku polskiej
                                > kultury nie jest najważniejsza.

                                nie jest najwazniejsza, ale jest wazna.



                                --
                                BERLIN BERLIN!!!
                                forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
                                • > Po 6 klasach podstawowki..masz 6 lat materialow z innych przedmiotow
                                  > zaliczonych ..a matme 5..i co wtedy? egzamin do gimnazjum jest tez z
                                  > matmy..czyli..1 rok musisz i tak si edouczyc...

                                  Pomysł na reformę systemu edukacji miała moja córka i to ona chce wprowadzić
                                  system modułowy. Jej pomysł jest znacznie bardziej sensowny od tego co wymyśłił
                                  rząd Jerzego Buzka (jak dla mnie jeden z największych nieudaczników na polskiej
                                  scenie politycznej). System modułowy nie funkcjonowałby w otoczeniu obecnego
                                  systemu. To byłaby cała kolejna reforma. Jedno z założeń jakie Młoda przyjęła,
                                  było połączenie przedszkola i podstawówki i tam funkcjonowałoby to co
                                  dotychczas - nauczanie zintegrowane z większym naciskien na edukację poprzez
                                  zabawę. Gimnazjum zaczynałoby się od obecnej 4 klasy podstawówki i tam by
                                  funkcjonował system modułowy. Każdy z przedmiotów byłby obowiązkowy do pewnego
                                  poziomu. Dalej uczniowie wybieraliby te przedmioty, które im odpowiadają. To
                                  byłaby wiedza ogólna, ale dostosowana do zainteresowań i predyspozycji uczniów,
                                  bo masz w 100% rację, że zdecydowana większość dzieciaków i młodzieży nie
                                  bardzo wie co chce w życiu robić. Całkiem sporo dorosłych także tego nie wie.
                                  Tak więc wiedza, którą by zdobywali byłaby wiedzą ogólną.

                                  > to nie ma znaczenie ile razy wykorzystasz..znaczenie ma to, ze wiesz kim byl
                                  > i co napisal.

                                  Posiadanie wiedzy a umiejętność jej spożytkowania to dwie różne sprawy. To tak
                                  jak masz dużo cegieł, ale nie wiesz, że z nich można postawić dom. Jakie więc
                                  jest sens posiadania tych cegieł? Szkoła powinna kłaść większy nacisk na
                                  umiejętność stosowania wiedzy w życiu niż na przyswajanie wiedzy
                                  encyklopedycznej. Dziś wpisuję w wyszukiwarkę hasło "Mickiewicz" i mam
                                  wszystko. Teoretyk musi znać jego życiorys i twórczość. Praktyk musi wiedzieć
                                  gdzie o tym napisano.

                                  > ja to co? wiesz co to jest poezja i nie wyjdziesz na kretyna... proste
                                  > prawda?
                                  > poza tym potrafisz pisac gramatycznie..to tez zasluga katowania.

                                  Jak mi ktoś wytknie kretynizm z powodu np. uznania "Antygony" za operę, to ja
                                  go od razu zaprowadzę do warsztatu, założę mel na tokarkę, bo się jeszcze pan
                                  magister przedźwiga i mu żyłka pierdząca pęknie, a następnie każę dotoczyć
                                  element według rysunku technicznego. Nie umie? No to mu przyniosę "Sonety
                                  Krymskie", "Ludzi bezdomnych", tomik poezji K.K. Baczyńskego i każę mu czytać -
                                  może gdzieś tam napisali jak włączyć tokarkę i odczytać rysunek techniczny. Nie
                                  napisali? Jak mi przykro... No to zawołam Młodą, która założy kieł, ustawi
                                  obroty i wstępnie ustawi maszynę. I poinformuję delikwenta kto tu jest kretynem
                                  i to takim, że nie potrafi nawet tego, co dwunastolatka, poinformuję ile
                                  kosztuje dotoczenie takiego elementu i gdzie stoi piec w którym kretyn może
                                  sobie spalić swoje dyplomy, bo przy mnie to on jest Cienki Bolek. Ja ze swojej
                                  wiedzy przynajmniej czerpię korzyści.

                                  Moje pisanie gramatycznie to wcale nie zasługa katowania. Po prostu nie robiłem
                                  błędów nigdy. Mam pamięć wzrokową i pamiętam jak były pisane poszczególne
                                  wyrazy i tak je piszę.

                                  > co to jest ZPT??

                                  Zajęcia Praktyczno - Techniczne. To było, bo teraz już nie ma ponieważ jakiś
                                  tłuk w garniturku uznał, że wiedza z zakresu pisma technicznego, BHP, obsługi
                                  wiertarki kolumnowej, szlifierki, umiejętność posługiwania się narzędziami
                                  ręcznymi, obróbki drewna i metalu, obwodów elektrycznych nie jest chłopakom do
                                  niczego potrzebna. Dziewczyny miały szycie, szydełkowanie, gotowanie i takie
                                  drobiazgi. W ramach równouprawnienia na miesiąc się zamienialiśmy i chłopaki
                                  szyli, robili sałatki, a dziewczyny wierciły, piłowały, szlifowały, co było dla
                                  obu płci katorgą. Ale z pożytkiem, bo przynajmniej dziewczynom odechciewało się
                                  męskich zabawek jak zyskały parę odcisków na delikatnych rączkach albo któraś
                                  sobie palec przytłukła młotkiem. A chłopaki wiedzieli, że gotowanie i szycie to
                                  nie taka prosta sprawa i wcale nie relaks dla kobiety. Zwłaszcza jak ktoś sobie
                                  wbił igłę pod paznokieć smile Ale niestety, ZPT już nie ma.

                                  > w liceum nie ucza spawania..a zawodowek juz nie ma (chyba)... a jak ktos chce
                                  > byc spawaczem to ni emusi isc do liceum.

                                  No właśnie. System edukacji jest niespójny i nie odpowiada potrzebom rynku
                                  pracy. Służy nadprodukcji magistrów i innych garniturków biurowych, a fachowców
                                  brak. Na ogłoszenie o jakiejkolwiek pracy biurowej zwali mi się cały tłum
                                  chętnych, z czego większość się nadaje. A na stanowisko spawacza CO2 brak
                                  ludzi. Polikwidowali zawodówki, więc nie mają gdzie się szkolić. Niby mógłby
                                  iść na kurs, ale przecież ciąży mu obowiązek edukacji do 18 roku życia, a kurs
                                  sięnie liczy jako edukacja. Kretyni, którzy obecny system wymyślili nadają się
                                  co najwyżej do powożenia furmanką, bo tam przynajmniej koń będzie za nich
                                  myślał.
                                  • acorns napisał:

                                    > Pomysł na reformę systemu edukacji miała moja córka i to ona chce wprowadzić
                                    > system modułowy.

                                    A mówisz, że to nie o Młodą w tych wywodach chodzismile

                                    > Jej pomysł jest znacznie bardziej sensowny

                                    Rodzice są od tego, aby zachwycali się własnymi dziećmi; inni już nie muszą
                                    podzielać ich złotych myślismile Mam nadzieję, że w pajdokracji nie dojdziemy do
                                    tego, że dzieci z podstawówki będą nam reformować powszechną szkołę podstawową.


                                    > Polikwidowali zawodówki, więc nie mają gdzie się szkolić.

                                    Tak, to jest błąd ogromny (na szczęście nie wszystkie)

                                    > Niby mógłby
                                    > iść na kurs, ale przecież ciąży mu obowiązek edukacji do 18 roku życia, a kurs
                                    > sięnie liczy jako edukacja.

                                    Cały czas mam nadzieje, że któraś "góra" przejrzy kiedyś na oczy i obniży ten
                                    wiek do 16 lat.

                                    • > A mówisz, że to nie o Młodą w tych wywodach chodzismile

                                      Nie ona jedna do szkoły chodzi.

                                      > Rodzice są od tego, aby zachwycali się własnymi dziećmi; inni już nie muszą
                                      > podzielać ich złotych myślismile

                                      Nie muszą. Ale wciąż nie uzasadniłaś dlaczego w podstawówce dzieci muszą mieć
                                      przez cały rok, najlepiej codziennie polski, matematykę, język obcy i wf.

                                      > Mam nadzieję, że w pajdokracji nie dojdziemy do tego, że dzieci z podstawówki
                                      > będą nam reformować powszechną szkołę podstawową.

                                      Jak mam to rozumieć? Jedenastolatka nie może mieć racji tylko dlatego, ze jest
                                      jedenastolatką? Czy może dzieci i ryby głosu nie mają? I mało tego - nie mają
                                      prawa głosu w sprawach szkoły, a więc tego co ich bezpośrednio dotyczy?

                                      • > Nie muszą. Ale wciąż nie uzasadniłaś dlaczego w podstawówce dzieci muszą mieć
                                        > przez cały rok, najlepiej codziennie polski, matematykę, język obcy i wf.


                                        a. zeby umialy poprawnie pisac, czytac i sie wyslawiac.
                                        b. zeby uczyly sie logicznie myslec
                                        c zeby byly sparwne fizycznie

                                        zeby nie byly zestresowanesmile



                                        --
                                        BERLIN BERLIN!!!
                                        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
                                      • acorns napisał:

                                        > Nie ona jedna do szkoły chodzi.

                                        Zgadza się, jednak jej wymaganiom (inteligencji?)chcesz podporządkować system.

                                        > Ale wciąż nie uzasadniłaś dlaczego w podstawówce dzieci muszą mieć
                                        > przez cały rok, najlepiej codziennie polski, matematykę, język obcy i wf.

                                        Acorns, ja lubię Twoje wypowiedzi, nawet te kontrowersyjnesmileMasz ciekawe
                                        spostrzeżenia i warto nad nimi też się zastanowić. Jednak szkoda mi czasu na
                                        tłumaczenie, dlaczego wrzątek jest bardziej gorący od wody o temp. np 60%, skoro
                                        ktoś twierdzi, że jest inaczej.

                                        Powiem więc krótko: małe dzieci wymagają ogromnej systematyczności, ciagłych
                                        powtórek. Jeśli Ty przez rok nie zglądniesz do żadnego tekstu pisanego, sam nic
                                        nie napiszesz, sadzę, że Twoje umiejętności nie obniżą się w ogóle. Spróbuj taki
                                        eksperyment przeprowadzić na 7-latku (który Twoim zdaniem opanował już
                                        umiejętności językowe w stopniu wystarczającym); będziesz musiał zaczynać
                                        nauczanie prawie od nowa. Wystarczą wakacje, aby niejeden 9-latek zapomniał
                                        tabliczkę mnożenia. Z kolei 7-latki całkowicie wyrwane ze swojego ojczystego
                                        środowiska szybciutką zapominają mowę, którą posługiwały się i czasami nawet po
                                        kilku miesiącach nie potrafią się już dogadać, czego nie można powiedzieć o
                                        dorosłych, czy chociażby 15-latkach. Po prostu inny jest mechanizm uczenia,
                                        utrwalania i pamiętania . Moduły o których piszesz mozna rozwazyć w liceum (i to
                                        nie do wszystkich przedmiotów). Na studiach tez sprawdzają się znakomicie i nikt
                                        tego nie kwestionuje.

                                        > Jak mam to rozumieć? Jedenastolatka nie może mieć racji tylko dlatego, ze jest
                                        > jedenastolatką?

                                        Może,jak najbardziej problem w tym, że jej w tym wypadku nie masad

                                        >Czy może dzieci i ryby głosu nie mają? I mało tego - nie mają
                                        > prawa głosu w sprawach szkoły, a więc tego co ich bezpośrednio dotyczy?

                                        Dyskutować wszyscy możemy,podsuwać pomysły również. Niemniej lepiej byłoby,
                                        gdyby dzieci mówiły o swoich konkretnych odczuciach, a cały system pozwoliły
                                        opracowywać starszymsmile Ja rozumiem, że Młoda się w szkole nudzi (na
                                        "pocieszenie" powiem Ci, że moje dziecię też niejednokrotnie oznajmiało mi :
                                        mamo, wiesz, ile ja czasu tracę w szkole? a w tym czasie można by ...), ale
                                        stawiać wszystko na głowie, wbrew predyspozycjom rozwojowym przeciętnych uczniów
                                        do niczego dobrego nie prowadzi. W ostateczności zawsze pozostaje Ci domowe
                                        nauczanie: wprowadzisz sobie moduły, nie będzie klas, po prostu sielankawink
                                        • > Powiem więc krótko: małe dzieci wymagają ogromnej systematyczności, ciagłych
                                          > powtórek.

                                          Małe dziecko to jest przedszkolak. Ewentualnie można tak powiedzieć o
                                          ośmiolatku, dziewięciolatku nawet. Ale w pewnym momencie ta granica "malości"
                                          się kończy i przychodzi czas na nieco poważniejsze rzeczy niż równe pisanie
                                          słówek w zeszycie. A do III klasy masz nauczanie zintegrowane, czyli ciągłe
                                          powtarzanie itd. Modułowy system wprowadzić bym chciał gdzieś od 10 roku życia,
                                          czyli od obecnej klasy IV. Ogólnie jest tak, że wiedza nie użytkowana wylatuje
                                          z pamięci. Czy myślisz, że ja wszystko pamiętam czego się uczyłem nawet
                                          nastolatkiem będąc? Zresztą system nauczania zwłaszcza w młodszych klasach
                                          powinien przede wszystkim zawierać tematy związane z życiem codziennym, jak
                                          choćby wychowanie komunikacyjne, żeby nie łazili po ulicach, po jezdniach, po
                                          galeriach handlowych jak stado baranów i żeby pamiętali, że samochód może im
                                          zrobić kuku, bo prowadząc ponad dwutonowy wóz zrobię miazgę z dziewięcioletniej
                                          panienki jak się spotkamy twarzą w twarz nawet przy przepisowych 50 km/h, a
                                          szansa takiego spotkania jest wprost proporcjonalna do intensywności i
                                          częstotliwości zabaw w przepychanki, ganianki i bitwę na snieżki na wąskim
                                          chodniku. W tym roku już jednej takiej cipie około 8-9 letniej dużo nie
                                          brakowało jakbym ją trafił, bo uciekając tyłem przed śnieżką wlazła na jezdnię
                                          ignorując całkowicie moją tam obecność. Ale w szkole oczywiście o tym nie uczą,
                                          nie tłumaczą, bo przecież najważniejsze dla dziecka to wiedzieć jak pieprzą się
                                          motylki i zapylają kwiatki i ile to jest siedem razy siedem. A że dziecko może
                                          nie dożyć następnej klasówki, bo gania się jak oszalałe z kolegami przy
                                          ruchliwej jezdni, to już nikogo nie obchodzi.

                                          > ale stawiać wszystko na głowie, wbrew predyspozycjom rozwojowym przeciętnych
                                          > uczniów do niczego dobrego nie prowadzi. W ostateczności zawsze pozostaje Ci
                                          > domowe nauczanie: wprowadzisz sobie moduły, nie będzie klas, po prostu
                                          > sielankawink

                                          Ale na razie to przeciętniaki korzystają, a zdolniejsi tracą. A ja chcę aby
                                          system był dostosowany i do jednych i do drugich. Twoje dziecko ma rację, bo w
                                          szkole traci się mnóstwo czasu. Edukacji do 18 roku życia to jest około 13
                                          tysięcy godzin lekcyjnych. Ty wiesz ile można w tym czasie zrobić i się nauczyć
                                          jeśli nie traci się czasu bezproduktywnie?
                                    • aaa..widzisz, mloda ma 12 lat i jesj sie juz uczyc nie chce..bo i tak bedzie
                                      tokarzemsmile))) dlatego sobie reforme wymyslilasmile))




                                      > acorns napisał:
                                      >
                                      > > Pomysł na reformę systemu edukacji miała moja córka i to ona chce wprowad
                                      > zić
                                      > > system modułowy.
                                      >
                                      > A mówisz, że to nie o Młodą w tych wywodach chodzismile
                                      >
                                      > > Jej pomysł jest znacznie bardziej sensowny
                                      >
                                      > Rodzice są od tego, aby zachwycali się własnymi dziećmi; inni już nie muszą
                                      > podzielać ich złotych myślismile Mam nadzieję, że w pajdokracji nie dojdziemy do
                                      > tego, że dzieci z podstawówki będą nam reformować powszechną szkołę
                                      podstawową.
                                      >
                                      >
                                      > > Polikwidowali zawodówki, więc nie mają gdzie się szkolić.
                                      >
                                      > Tak, to jest błąd ogromny (na szczęście nie wszystkie)
                                      >
                                      > > Niby mógłby
                                      > > iść na kurs, ale przecież ciąży mu obowiązek edukacji do 18 roku życia, a
                                      > kurs
                                      > > sięnie liczy jako edukacja.
                                      >
                                      > Cały czas mam nadzieje, że któraś "góra" przejrzy kiedyś na oczy i obniży ten
                                      > wiek do 16 lat.
                                      >


                                      --
                                      BERLIN BERLIN!!!
                                      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
                                      • > aaa..widzisz, mloda ma 12 lat i jesj sie juz uczyc nie chce..bo i tak bedzie
                                        > tokarzemsmile))) dlatego sobie reforme wymyslilasmile))

                                        Pudło. Nie chce być tokarzem pomimo, że wie do czego służy która dźwignia,
                                        przycisk i kręcioł w tokarce. Nawet nauczyła się gdzie tokarka ma łoże,
                                        support, gniazdo siodłowe. Taka zdolna smile Nawet potrafi dotoczyć na małej
                                        tokarce mniej skomplikowany element, np. koncówkę śruby przetoczyć z 12 na 8 mm
                                        z gwintem metrycznym. Trochę ją uczyłem, pracownicy też ją uczyli. Nie
                                        zaszkodzi jej jak będzie umiała. Ale tokarzem nie chce być, ponieważ woli
                                        bardziej twórcze zajęcia w czym szkoła ją mocno ogranicza.
                                        • > z gwintem metrycznym. Trochę ją uczyłem, pracownicy też ją uczyli. Nie
                                          > zaszkodzi jej jak będzie umiała. Ale tokarzem nie chce być, ponieważ woli
                                          > bardziej twórcze zajęcia w czym szkoła ją mocno ogranicza.

                                          ttaa.. a co ja takbardzo ciekawi, ze szkola ja ogranicza?



                                          --
                                          BERLIN BERLIN!!!
                                          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
                                          • > ttaa.. a co ja takbardzo ciekawi, ze szkola ja ogranicza?

                                            Przede wszystkim ona lubi coś robić, organizować, mieć wpływ na miejsce w
                                            którym przebywa. Szkoły najczęśćiej są niechętne uczniowskimm inicjatywom (choć
                                            ostatnio podobno zaczyna się to powoli zmieniać na lepsze).

                                            Druga sprawa, to chciałaby być zwolniona z angielskiego ze względu na kiepski
                                            poziom i ciągłe powtórki bo jakiś tępak ma problem z zapamiętaniem kilku
                                            słówek. Chodzi więc na angielski poza szkołą, więć chciałabybyć zwolniona z
                                            lekcji w szkole. Chciałaby również być zwolniona z informatyki, ponieważ ona w
                                            tej szkole może uczyć informatyki i powinna się z nauczycielem zamienić
                                            miejscami, to skorzystaliby na tym i uczniowie i sam nauczyciel. Wcześniej
                                            chciała być sprawiedliwie oceniana z plastyki, ponieważ tworzy grafikę
                                            komputerową na dość przyzwoitym poziomie, a wydzieranki, wydrapywanki i inne
                                            takie to dobre dla przedszkolaków. Karykatura pana woźnego mimo że udana,
                                            również nie spotkała się z aprobatą nauczycielki od plastyki. Młoda nie
                                            zamierza niczego płodzić pod dyktando, bo to nie PRL i socrealizm (choć go
                                            lubię) nie jest jedynym słusznym kierunkiem w sztuce. Sporo takich właśnie
                                            rzeczy Młodej nie pasuje i ona czuje się przez to ograniczana.

                                  • >
                                    > Pomysł na reformę systemu edukacji miała moja córka i to ona chce wprowadzić
                                    > system modułowy. Jej pomysł jest znacznie bardziej sensowny od tego co
                                    wymyśłił
                                    >
                                    > rząd Jerzego Buzka (jak dla mnie jeden z największych nieudaczników na
                                    polskiej
                                    >
                                    > scenie politycznej). System modułowy nie funkcjonowałby w otoczeniu obecnego
                                    > systemu. To byłaby cała kolejna reforma. Jedno z założeń jakie Młoda
                                    przyjęła,
                                    > było połączenie przedszkola i podstawówki i tam funkcjonowałoby to co
                                    > dotychczas - nauczanie zintegrowane z większym naciskien na edukację poprzez
                                    > zabawę. Gimnazjum zaczynałoby się od obecnej 4 klasy podstawówki i tam by
                                    > funkcjonował system modułowy. Każdy z przedmiotów byłby obowiązkowy do
                                    pewnego
                                    > poziomu. Dalej uczniowie wybieraliby te przedmioty, które im odpowiadają. To
                                    > byłaby wiedza ogólna, ale dostosowana do zainteresowań i predyspozycji
                                    uczniów,
                                    >

                                    > bo masz w 100% rację, że zdecydowana większość dzieciaków i młodzieży nie
                                    > bardzo wie co chce w życiu robić. Całkiem sporo dorosłych także tego nie wie.
                                    > Tak więc wiedza, którą by zdobywali byłaby wiedzą ogólną.

                                    no to przeciez wlasnei taka wiedze ogolna zdobywa sie szkole podstawowej do 6
                                    klasy. Potem masz gimnazjum. Przykro mi al enie wiem do konca jakie sa gimnazja
                                    i jaki jest material. Potem liceum lub szkola zawodowa. I tu przeczet tez JUZ
                                    TERAZ mozesz sobie wybrac klase profilowane lub nie. Mozesz wybrac liceum o
                                    lepszym i gorszym poziomie. Nikt nie kazde nikomu chodzic do DOBREGO liceum.
                                    Poza tym nie widze sensu laczenia przedszkola i szkoly podstawoewej do 4
                                    klasy... Nie wiem czy taki system gdzies funkjonuje..moze..nie mam pojecia.
                                    POza tym nie jestem pewien czy do 10 roku zycia dziecko ma sie uczyc przez
                                    zabawe... a potem nagle ma wybierac przedmioty ktore go interesuja i wcale nie
                                    bedzie to zabawa. Na zabawe jest kilka lat przedszkola.


                                    >
                                    > Posiadanie wiedzy a umiejętność jej spożytkowania to dwie różne sprawy. To
                                    tak
                                    > jak masz dużo cegieł, ale nie wiesz, że z nich można postawić dom.


                                    gorzej jest maj chcesz postawic dom, a nie masz cegiel.



                                    >Jakie więc
                                    > jest sens posiadania tych cegieł?

                                    Bo wiesz do czego ci te cegly i ewentualnie zbudujesz sobie maly domek.


                                    >Szkoła powinna kłaść większy nacisk na
                                    > umiejętność stosowania wiedzy w życiu niż na przyswajanie wiedzy
                                    > encyklopedycznej.


                                    Zgadza sie. Pytanie tylko jakiej wiedzy i na jakim poziomie. Czy np tabliczka
                                    mnozenia wystarczy? Moze wystarczy sama nauka pisania i czytania..wystarczy
                                    zeby zapoznac sie z instrukcja obslugi suszarki. Bo w sumie po co mi wiedziec,
                                    ze Egipt lezy w Afryca, skoro ide do biura turystycznego, mowie ze chce do
                                    egipu, a oni mie tam zabiora..



                                    >Dziś wpisuję w wyszukiwarkę hasło "Mickiewicz" i mam
                                    > wszystko. Teoretyk musi znać jego życiorys i twórczość.

                                    Najpierw musisz wiedzeic, ze ktos taki byl... Poza tym spotykasz sie z kims i
                                    nie masz pod reka internetu. Wyjdzesz na .nuiedouczona.... nie jest to
                                    najlepsze. No chyba ze w takim srodowisku sie obracasz.


                                    >Praktyk musi wiedzieć
                                    > gdzie o tym napisano.


                                    Praktyk musi wiedziec, ze ktos taki byl. Czyli prferujesz poziom intelektualny
                                    ludzi po zawodowkach. Wiedza ze byl, tylko nie wie co napisal. No to wlanie
                                    produkcja takich jelopow. Nie..jestem zdecydwoanie przciwny.


                                    >
                                    > Jak mi ktoś wytknie kretynizm z powodu np. uznania "Antygony" za operę, to ja
                                    > go od razu zaprowadzę do warsztatu, założę mel na tokarkę, bo się jeszcze pan
                                    > magister przedźwiga i mu żyłka pierdząca pęknie, a następnie każę dotoczyć
                                    > element według rysunku technicznego.

                                    No i po to sa zawodowki. Zeby ludzie ktorzy nie wiedza kim byl Mickiewicz i co
                                    napisal pracowali na tokarkach.smile Tu mozna skonczyc edukacje na szkole
                                    podstawieej.



                                    >Nie umie? No to mu przyniosę "Sonety
                                    > Krymskie", "Ludzi bezdomnych", tomik poezji K.K. Baczyńskego i każę mu
                                    czytać -
                                    >
                                    > może gdzieś tam napisali jak włączyć tokarkę i odczytać rysunek techniczny.

                                    no a on w zamian za to zaprosi cie na spotkanie, gdzie wiekszosc ludzi to
                                    ludzie wykszatleni i inteligentni..i zaczna rozmawiac z toba. Bedziesz czul sie
                                    jak chlopo-robotnik na salonachsmile)) wiesz jaki to obciach ujc za glupka.


                                    >
                                    > napisali? Jak mi przykro... No to zawołam Młodą, która założy kieł, ustawi
                                    > obroty i wstępnie ustawi maszynę. I poinformuję delikwenta kto tu jest
                                    kretynem i to takim, że nie potrafi nawet tego, co dwunastolatka,

                                    widzisz...czlowiekinteligenty nie doposzcza 12 letnich dzieci do maszyn.... bo
                                    jezeli jej sie cos stanie to ty za to bekniesz. Magister by nie zaprosil
                                    dziecko do tokarki, bo wie ze to niebezpieczne. A chlop nawet do mlockarki
                                    zatrudni dzieciakawink


                                    > kosztuje dotoczenie takiego elementu i gdzie stoi piec w którym kretyn może
                                    > sobie spalić swoje dyplomy, bo przy mnie to on jest Cienki Bolek.

                                    Ale ty bedziesz szawsze TYLKO tokarzem....


                                    > wiedzy przynajmniej czerpię korzyści.


                                    Ja jestem magistrem i tez se swoej wiedzy czerpie korzysci. Byc moze mniejsze
                                    niz ty, ale mnie to wystarcza.

                                    > Moje pisanie gramatycznie to wcale nie zasługa katowania. Po prostu nie
                                    robiłe błędów nigdy. Mam pamięć wzrokową i pamiętam jak były pisane
                                    poszczególne wyrazy i tak je piszę.

                                    a widzisz...to o czym ty mowisz to ortografia, a gramatyk to troche inna bajka.


                                    > > co to jest ZPT??


                                    > Zajęcia Praktyczno - Techniczne. To było, bo teraz już nie ma ponieważ jakiś
                                    > tłuk w garniturku uznał, że wiedza z zakresu pisma technicznego, BHP, obsługi
                                    > wiertarki kolumnowej, szlifierki, umiejętność posługiwania się narzędziami
                                    > ręcznymi, obróbki drewna i metalu, obwodów elektrycznych nie jest chłopakom
                                    do
                                    > niczego potrzebna.

                                    Przeciez sa w dlaszym ciagu zawodowki? czy juz nie ma? Ja tam nie uwazam, ze
                                    jest niepotrzebna. Uwazam tylko ze nie kazdy musi isc na studia i moze szkole
                                    zakonczyc na podstawowce i zaczac nauke zawodu.


                                    >
                                    > No właśnie. System edukacji jest niespójny i nie odpowiada potrzebom rynku
                                    > pracy. Służy nadprodukcji magistrów i innych garniturków biurowych, a
                                    fachowców
                                    >
                                    > brak.

                                    a moze wlasnie nie wiele osob chce byc spawaczami?


                                    >Na ogłoszenie o jakiejkolwiek pracy biurowej zwali mi się cały tłum
                                    > chętnych, z czego większość się nadaje. A na stanowisko spawacza CO2 brak
                                    > ludzi.

                                    Bo moze ludzie nie chca takich zawodow sie uczyc. Ja bym nie chcial byc
                                    spawaczem... wole prace biurowasmile))

                                    >Polikwidowali zawodówki, więc nie mają gdzie się szkolić. Niby mógłby
                                    > iść na kurs, ale przecież ciąży mu obowiązek edukacji do 18 roku życia, a
                                    kurs
                                    > sięnie liczy jako edukacja.
                                    >

                                    Kretyni, którzy obecny system wymyślili nadają się
                                    > co najwyżej do powożenia furmanką, bo tam przynajmniej koń będzie za nich
                                    > myślał.


                                    wiesz, kiedys byla nadprodukcja tokarzy, slusarzy, spawaczy i gornikow, ktorych
                                    teraz sie masowo zwalnia. Mlodzi ludzie mimo ze zapotrzebowanie na takie zawody
                                    niby jest nie chca sie babrac w olejach, smarach i cieczach chlodzacych...



                                    --
                                    BERLIN BERLIN!!!
                                    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
                                    • > no to przeciez wlasnei taka wiedze ogolna zdobywa sie szkole podstawowej do 6
                                      > klasy. Potem masz gimnazjum. Przykro mi al enie wiem do konca jakie sa
                                      > gimnazja i jaki jest material.

                                      Gimnazjum to jest odpowiednik dawnej klasy VII i VIII. Tylko potrzeba było
                                      stanowisk dla kolesi ekipy wówczas rządzącej, więc dokonali tego sztucznego
                                      podziału, dzięki czemu utworzyło się kilkanascie tysięcy stanowisk dyrektorów
                                      gimnazjów i innej biurokracji. Połączenie wychowania przedszkolnego z
                                      podstawówką ma sens z uwagi na specyfikę systemu nauczania. W IV klasie kończy
                                      się nauczanie zintegrowane, a zaczynają lekcje rozdzielne i inny system ocen.

                                      > POza tym nie jestem pewien czy do 10 roku zycia dziecko ma sie uczyc przez
                                      > zabawe... a potem nagle ma wybierac przedmioty ktore go interesuja i wcale
                                      > nie bedzie to zabawa.

                                      One się uczą przez zabawę. Dzieci rosną, rozwijają się, dojrzewają. Nie można
                                      ośmiolatka traktować jak trzylatka, a dwunastolatka jak ośmiolatka. Poza tym
                                      system nauczania byłby zaprojektowany w taki sposób, żeby nie rzucać
                                      dziecięciolatka na głęboką wodę od razu.

                                      > gorzej jest maj chcesz postawic dom, a nie masz cegiel.

                                      I o to właśnie chodzi trzeba mieć i cegły i wiedzieć do czego one służą. Tak
                                      też powinna wyglądać edukacja - dawać wiedze i jednocześnie pokazywać do czego
                                      ona służy. Choćby to, że fizyka nie dzieje się w podręczniku ani na szkolnej
                                      tablicy, tylko wokół nas. Tak samo jak i przyroda, chemia, geografia. Wtedy to
                                      ma jakikolwiek sens.

                                      > Zgadza sie. Pytanie tylko jakiej wiedzy i na jakim poziomie. Czy np tabliczka
                                      > mnozenia wystarczy? Moze wystarczy sama nauka pisania i czytania..

                                      Jak już wcześniej mówiłem, musiałoby istnieć pewne minimum programowe. Nie
                                      będziemy tu teraz go wyznaczać, bo nie o to chodzi. W systemie modułowym chodzi
                                      głónie o dostosowanie programu nauczania do predyspozycji uczniów. Wiesz jakie
                                      niektórzy maja problemy z matematyką albo z historią? Jak trzeba zapamiętywać
                                      daty, nazwiska, fakty. Jak ktoś ma problemy nawet z prostymi rachunkami w
                                      zakresie 1000, to chcesz mu wciskać graniastosłupy, trygonometrię albo układy
                                      równań? To i tak bez sensu - zmarnowany wysiłek, a często ocena mierna to
                                      fikcja, bo chodzi o to, żeby ucznia przepchnąć do następnej klasy żeby nie
                                      zawalał roku. Dużo większy pożytek będzie jak taki uczeń z matematyki opanuje
                                      tylko minimum, a zamiast tego przerobi rozszerzony program np. przyrodniczo -
                                      geograficzny. I tylko o to tu chodzi.

                                      > Najpierw musisz wiedzeic, ze ktos taki byl... Poza tym spotykasz sie z kims i
                                      > nie masz pod reka internetu. Wyjdzesz na .nuiedouczona.... nie jest to
                                      > najlepsze. No chyba ze w takim srodowisku sie obracasz.

                                      Na niedouczoNEGO. Ja facet jestem smile Ogólnie to obracam się w środowisku
                                      mieszanym. Tafiają sie i intelektualiści i "Nowi Ruscy" i księża i robotnicy i
                                      pijaki i handlarze z targowisk różnych. Nigdy nie miałem problemów z powodu
                                      nieznajomości np. dzieł Szekspira.

                                      > Czyli prferujesz poziom intelektualny
                                      > ludzi po zawodowkach. Wiedza ze byl, tylko nie wie co napisal. No to wlanie
                                      > produkcja takich jelopow. Nie..jestem zdecydwoanie przciwny.

                                      Czy ludzie po zawodówkach oczekują od Ciebie znajomości zagadnień z dziedziny
                                      elektrotechniki przemysłowej? A z czym literatura jest lepsza od
                                      elektrotechniki przemysłowej? Ja twierdze, że łatwiej zrozumieć
                                      np. "Ferdydurke" Gombrowicza niż np. napięcie fazowe i międzyfazowe albo
                                      indukcję elektromagnetyczną.

                                      > No i po to sa zawodowki. Zeby ludzie ktorzy nie wiedza kim byl Mickiewicz i
                                      > co napisal pracowali na tokarkach.smile Tu mozna skonczyc edukacje na szkole
                                      > podstawieej.

                                      I o to właśnie chodzi.

                                      > no a on w zamian za to zaprosi cie na spotkanie, gdzie wiekszosc ludzi to
                                      > ludzie wykszatleni i inteligentni..i zaczna rozmawiac z toba. Bedziesz czul
                                      > sie jak chlopo-robotnik na salonachsmile)) wiesz jaki to obciach ujc za glupka.

                                      Jeszcze się taki człowiek nie urodził, żeby wszystko wiedział i wszystko umiał.
                                      Gdyby tacy ludzie wykształceni, inteligentni zostali zaproszeni na spotkanie
                                      hydraulików, to też by wyszli na głupków nie odróżniających niekiedy wodociągu
                                      od kanalizacji.

                                      > Magister by nie zaprosil dziecko do tokarki, bo wie ze to niebezpieczne. A
                                      > chlop nawet do mlockarki zatrudni dzieciakawink

                                      To jest właśnie mentalność magistrów - myśli że jak ma ten świstek zwany
                                      dyplomem to już wszystko wie. Nie odróżni tokarki od frezarki, ale najlepiej
                                      wie co jest bezpieczne a co nie. Nawet lepiej od tokarza czy frezera. Akurat
                                      tokarka jest maszyną dość bezpieczną dla operatora, a Młoda zasady BHP zna, bo
                                      znać musi jak ma dostęp do zakładu obróbki metali i często w nim przesiaduje
                                      dla towarzystwa. Poza tym podczas zakładania kła maszyna NIE pracuje.

                                      > Ale ty bedziesz szawsze TYLKO tokarzem....

                                      Ty natomiast zawsze będziesz TYLKO magistrem, piekarz będzie zawsze TYLKO
                                      piekarzem, śmieciarz TYLKO śmieciarzem. Ale przynajmniej ludzie powinni sobie
                                      okazywać, a nie traktować siebie nawzajem lekceważąco bo jedni bez drugich
                                      mieliby ciężko. Jak Ci kibel pęknie, to szybko wezwiesz TYLKO hydraulika aby
                                      założył nowy. Jak gdzieś zrobi się zwarcie i będzie wywalało bezpiecznik, to
                                      wezwiesz TYLKO elektryka. Bo jak nie, to sr.. pójdziesz pod śmietnik, albo
                                      pracę naukową pisać będziesz przy lampie naftowej albo świeczce.

                                      > Uwazam tylko ze nie kazdy musi isc na studia i moze szkole
                                      > zakonczyc na podstawowce i zaczac nauke zawodu.

                                      O to właśnie chodzi smile

                                      > Bo moze ludzie nie chca takich zawodow sie uczyc. Ja bym nie chcial byc
                                      > spawaczem... wole prace biurowasmile))

                                      Rynek już brutalnie pokazuje pracownikom biurowym, że jest ich nadmiar. Skoro
                                      ja na dotoczeniu i oszlifowaniu tylko jednego wału i zamocowaniu na nim kilku
                                      przekładni zębatych zarabiam więcej niż pracownik biura w ciągu 2 miesięcy, to
                                      chyba jest to wyraźny sygnał kogo na rynku pracy potrzeba. To znaczy nie tyle
                                      ja sam jako ja zarabiam, bo to zarabia zakład. Muszę opłacić pracowników, prąd
                                      i takie tam pomniejsze koszty.

                                      > Mlodzi ludzie mimo ze zapotrzebowanie na takie zawody
                                      > niby jest nie chca sie babrac w olejach, smarach i cieczach chlodzacych...

                                      Ja i bracia mojej dziewczyny bardzo się z tego powodu cieszymy. Chłopaki się
                                      uczą babrania w olejach, smarach, cieczach chłodzących, kaleczą sobie łapy na
                                      ostrych metalowych krawędziach. A jeszcze bardziej będziemy się cieszyć jak
                                      takiemu magistrowi co to nie chce sibie rączek brudzić, pęknie rura CO i będzie
                                      musiał wezwać spawacza i parę stówek mu pęknie, a dla spawacza roboty będzie na
                                      niecałą godzinę.
                                      • > Gimnazjum to jest odpowiednik dawnej klasy VII i VIII. Tylko potrzeba było
                                        > stanowisk dla kolesi ekipy wówczas rządzącej, więc dokonali tego sztucznego
                                        > podziału, dzięki czemu utworzyło się kilkanascie tysięcy stanowisk dyrektorów
                                        > gimnazjów i innej biurokracji. Połączenie wychowania przedszkolnego z
                                        > podstawówką ma sens z uwagi na specyfikę systemu nauczania. W IV klasie
                                        kończy
                                        > się nauczanie zintegrowane, a zaczynają lekcje rozdzielne i inny system ocen.


                                        no czyli to i tak przedluzenie przedszkola..skor do 4 klasy i tak jest
                                        nauczanie zintegrowane.. choc szczerze mowiac ja nie pamietam zebym mial
                                        kiedykolwiek nauczanie zintegrowane. Zawsze byl podzial na poszczegolne
                                        przedmioty tylko ocena na koniec roku byla srednia. Ale od 1 klasy mialem
                                        osobno matematyk, polski, srodowisko itp.


                                        > One się uczą przez zabawę. Dzieci rosną, rozwijają się, dojrzewają. Nie można
                                        > ośmiolatka traktować jak trzylatka, a dwunastolatka jak ośmiolatka.

                                        no to skoro polaczy sie przedszkole i szkole..to edzie wlasnie traktowanie 10
                                        latkow jak 3 latkow...

                                        Poza tym
                                        > system nauczania byłby zaprojektowany w taki sposób, żeby nie rzucać
                                        > dziecięciolatka na głęboką wodę od razu.


                                        dlaczego na gleboka wode? przeciesz zna szkole i nauczyieli od 1 klasy..wiec
                                        nie wiem czy to gleboka woda. Gleboka woda byloby nauczanie "przedszkolne" i
                                        traktowanie wszystkiego przez pryzmat zabawy, a potem wyslanie do szkoly i
                                        nagle koniecznosc okreslenia, ktore przedmioty sa interesujaca, a ktore
                                        nie..ktore moga si eprzydac w przyszlosci, a ktore nie..itd.. To dopiero
                                        rzucenia na wode. Skad 10 latek moze wiedziec co tak naprawde go interesuje.

                                        >
                                        > > gorzej jest maj chcesz postawic dom, a nie masz cegiel.
                                        >
                                        > I o to właśnie chodzi trzeba mieć i cegły i wiedzieć do czego one służą. Tak
                                        > też powinna wyglądać edukacja - dawać wiedze i jednocześnie pokazywać do
                                        czego
                                        > ona służy.

                                        przeciez tak jest. No moze (wedlug mnie) poza nauka historii, albo ja mialem
                                        beznadziejna nauczcielke i musielismy uczyc sie jakich koszmarnych ilosci dad
                                        na pamiec..bez koniecznosci rozumienia sensu, przyczyn i konsekwencji...



                                        >Choćby to, że fizyka nie dzieje się w podręczniku ani na szkolnej
                                        > tablicy, tylko wokół nas. Tak samo jak i przyroda, chemia, geografia. Wtedy
                                        to
                                        > ma jakikolwiek sens.


                                        ale to wymaga od nauczycieli wyjscia na zewnatrz..id...to za duzosmile))


                                        > Jak już wcześniej mówiłem, musiałoby istnieć pewne minimum programowe. Nie
                                        > będziemy tu teraz go wyznaczać, bo nie o to chodzi. W systemie modułowym
                                        chodzi
                                        >
                                        > głónie o dostosowanie programu nauczania do predyspozycji uczniów. Wiesz
                                        jakie
                                        > niektórzy maja problemy z matematyką albo z historią?


                                        trudno..wlasnie szkol apodstawowa to takie minimum programowe.
                                        i co by dala taka zmiania. Jak sobie wyobrazasz np nauke 25 dzieci, w jednej
                                        klasie na 25 roznych poziomach zaawansowania.



                                        >Jak trzeba zapamiętywać
                                        > daty, nazwiska, fakty. Jak ktoś ma problemy nawet z prostymi rachunkami w
                                        > zakresie 1000, to chcesz mu wciskać graniastosłupy, trygonometrię albo układy
                                        > równań?


                                        jak ma problemy z liczeniem do 1000 to powinno sie wyslac dziecko do szkoly
                                        specjalnej. Uklady rownan, graniastoslupy itp..to prostota. Zeby wytoczyc cos
                                        na tokarce tez musisz wiedzic jak czytac rysunek techniczna. A juz wogole co to
                                        jest promien, srednicha posuw itd.... po to wlasnie ci to wszystkopotrzebne.


                                        >To i tak bez sensu - zmarnowany wysiłek, a często ocena mierna to
                                        > fikcja, bo chodzi o to, żeby ucznia przepchnąć do następnej klasy żeby nie
                                        > zawalał roku.

                                        przeciez to to samo co zaliczenie matematyki na poziomie dennym. czyli
                                        zaliczenie najgorszego modulu "2" npsmile


                                        >Dużo większy pożytek będzie jak taki uczeń z matematyki opanuje
                                        > tylko minimum,


                                        i bedzie mial na swiedectwie: matematyka: 2 (oznacza to poziom)..
                                        a inny: matematyka 5 (oznacza poziom ktory opanowal)....
                                        na to samo wychodzi.


                                        >a zamiast tego przerobi rozszerzony program np. przyrodniczo -
                                        > geograficzny. I tylko o to tu chodzi.


                                        no to bedzie mial te przedmioty na poziomie "5" a inne na "2"...
                                        co za roznica... czy na koniec dostanie z tych dwoch przedmioto bdb a z
                                        pozostalych mierny?


                                        • > choc szczerze mowiac ja nie pamietam zebym mial
                                          > kiedykolwiek nauczanie zintegrowane.

                                          Ja też nie miałem. To dopiero po reformie oświaty to wprowadzili. Ja też miałem
                                          podział.

                                          > no to skoro polaczy sie przedszkole i szkole..to edzie wlasnie traktowanie 10
                                          > latkow jak 3 latkow...

                                          Niezupełnie. Ja chodziłem do podstawówki z 8 klasami i nikt nie traktował
                                          siedmiolatka jak czternastolatka i na odwrót.

                                          > Gleboka woda byloby nauczanie "przedszkolne" i
                                          > traktowanie wszystkiego przez pryzmat zabawy, a potem wyslanie do szkoly i
                                          > nagle koniecznosc okreslenia, ktore przedmioty sa interesujaca, a ktore
                                          > nie..ktore moga si eprzydac w przyszlosci, a ktore nie..itd.. To dopiero
                                          > rzucenia na wode. Skad 10 latek moze wiedziec co tak naprawde go interesuje.

                                          Chodzi mi o to, żeby system modułowy był tak zaprojektowany, żeby taki
                                          dziesięciolatek się w nim odnalazł. Jest to możliwe i stwierdził to człowiek,
                                          który ma ukończone studia i dobrą praktykę zawodową w dziedzinie projektowania
                                          systemów. Na początku trzeba okreśłić predyspozycje każdego ucznia, a potem
                                          dopiero przyjdzie czas na wybór przedmiotów. Krótko mówiąc- wszystko wyjdzie w
                                          praniu. Taki dziesięciolatek nie musi wiedzieć, że lubi geografię. Tą geografią
                                          ma go spróbować zainteresować szkoła i w tym momencie piłka jest po stronie
                                          nauczyciela i na tym należałoby się skupić na początku systemu modułowego.

                                          > ale to wymaga od nauczycieli wyjscia na zewnatrz..id...to za duzosmile))

                                          Jak się sprywatyzuje szkolnictwo i szkoły teoretycznie nie będą wisieć na
                                          budżecie, to nauczyciele zaczną więcej zarabiać, bo rynek szkolnictwa stanie
                                          się konkurencyjny. Bo wtedy ja sobie mogę otworzyć szkołę, wyposażyć, zatrudnić
                                          porządnych nauczycieli za dobrą kasę dzięki której bedą mieli motywację do
                                          wyjścia na zewnątrz i do wielu innych działań. I sobie kupię trzy gimbusy,
                                          zatrudnię trzech kierowców i do mojej szkoły będą uczęszczały dzieciaki w
                                          promieniu 20 kilometrów na przykład jeśli szkoła będzie na wsi, bo konkurencję
                                          bezlitośnie skoszę. I to będzie z pożytkiem dla uczniów, bo ja o ucznia wtedy
                                          walczyc muszę, bo inaczej to konkurencja skosi mnie.

                                          > Jak sobie wyobrazasz np nauke 25 dzieci, w jednej
                                          > klasie na 25 roznych poziomach zaawansowania.

                                          Nie ma żadnych klas. Zapomnij o czymś takim co się nazywa klasa. Jest 500
                                          dzieci i po 4-10 poziomów zaawansowania z każdego przedmiotu. Każde dziecko
                                          zapisuje się na któryś poziom z danego przedmiotu i tworzą się grupy na ten
                                          konkretny przedmiot na tym konkretnym poziomie. I skończyłbym wreszcie z tą
                                          idiotyczną zależnością między wiekiem a programem nauczania, bo to kolejny
                                          sztuczny, ograniczający podział.

                                          > jak ma problemy z liczeniem do 1000 to powinno sie wyslac dziecko do szkoly
                                          > specjalnej.

                                          A jak pisze np. opowiadania albo wiersze i jest w tym coraz lepszy to też go do
                                          szkoły specjalnej, bo akurat Bozia poskąpiła mu zdolności matematycznych?

                                          > Zeby wytoczyc cos na tokarce tez musisz wiedzic jak czytac rysunek
                                          > techniczna. A juz wogole co to jest promien, srednicha posuw itd.... po to
                                          > wlasnie ci to wszystkopotrzebne.

                                          Się zgadza. Tego też uczyli w zawodówkach i technikach. Ktoś kto był z
                                          matematyki bardzo cienki nie miał szans w zawodówce ani w zawodzie wymagającym
                                          przeprowadzania bardziej skomplikowanych obliczeń. Jednym z takich zawodów jest
                                          tokarz. Oczywiście orłem matematycznym też nie trzeba być, ale pewne zdolności
                                          bardzo się przydają.

                                          > i bedzie mial na swiedectwie: matematyka: 2 (oznacza to poziom)..
                                          > a inny: matematyka 5 (oznacza poziom ktory opanowal)....
                                          > na to samo wychodzi.

                                          Ocena w takim systemie byłaby punktowo - opisowa. Punkty (0-100) do
                                          klasyfikowania, a opis dla ucznia, żeby wiedział co zrobił dobrze, co źle, a
                                          nad czym powinien popracować. I nie byłoby to samo, bo matematyka zaliczona na
                                          minimum programowe oznacza np. tylko 4 semestry nauki, a nie np. 12. Mniej
                                          stresu i mniej zmarnowanego wysiłku. Ja na przykład ucząc się w takim systemie
                                          zaliczałbym informatykę, ZPT, matematykę, fizykę na najwyższych możłiwych
                                          poziomach, geografię, biologię i chemię na średnich (raczej starałbym się na
                                          jak najwyższych) a z polskiego, ruskiego, historii, plastyki, muzyki tylko
                                          niezbędne minimum.

                                          • >
                                            > Chodzi mi o to, żeby system modułowy był tak zaprojektowany, żeby taki
                                            > dziesięciolatek się w nim odnalazł. Jest to możliwe i stwierdził to człowiek,
                                            > który ma ukończone studia i dobrą praktykę zawodową w dziedzinie projektowania
                                            > systemów.


                                            a gdzie? bo w Polsc eto to zjawisko wystepuja tylko na studiach i niektorych
                                            lepszych liceach.

                                            > Na początku trzeba okreśłić predyspozycje każdego ucznia, a potem
                                            > dopiero przyjdzie czas na wybór przedmiotów. Krótko mówiąc- wszystko wyjdzie w
                                            >
                                            > praniu.

                                            O jakich predyspozycjach mowisz?


                                            >Taki dziesięciolatek nie musi wiedzieć, że lubi geografię. Tą geografią
                                            >
                                            > ma go spróbować zainteresować szkoła i w tym momencie piłka jest po stronie
                                            > nauczyciela i na tym należałoby się skupić na początku systemu modułowego.


                                            a jak ma go zainteresowac skoro on nie wybierze sobei takiego modulu?..albo ja
                                            czegos nie rozumiem.


                                            > Jak się sprywatyzuje szkolnictwo i szkoły teoretycznie nie będą wisieć na
                                            > budżecie, to nauczyciele zaczną więcej zarabiać, bo rynek szkolnictwa stanie
                                            > się konkurencyjny.

                                            Bo wtedy ja sobie mogę otworzyć szkołę, wyposażyć, zatrudnić
                                            >
                                            > porządnych nauczycieli za dobrą kasę dzięki której bedą mieli motywację do
                                            > wyjścia na zewnątrz i do wielu innych działań.

                                            przepraszam, a pieniazki dla nauczycieli to skad wiezmiesz? No chyba ze
                                            otworzysz szkole prywatna, ale te dosc roznie sobie radza. Szkola prywatna,
                                            ktora byla w moim rodzinnym miescie padla po 6 latach dzialanosci. Caly czas
                                            reklamowala sie jako nowoczesna z nowoczesnym programem itp. Niestey po upadku
                                            uczniowie musieli poprzenosic sie do innych podstawowek i okazalo sie, ze ich
                                            poziom wiedzy byl rozny..ale nie byl wyzszy niz standardowy.
                                            Wiec, moze nowoczesne metody..nie sa az tak dobre?


                                            >I sobie kupię trzy gimbusy,
                                            > zatrudnię trzech kierowców i do mojej szkoły będą uczęszczały dzieciaki w
                                            > promieniu 20 kilometrów na przykład jeśli szkoła będzie na wsi

                                            Pod warunkiem, ze rodzicow bedzie stac na twoje szkole. to dosc istotny element.
                                            No i nie znaczy, ze dzieciaki nei beda stermowane i zestresowane. Bo niestey nie
                                            ma kraju, gdzie nie ma stresu w szkole. Zeby nie wiem jaki system tam byl.
                                            Problemem w polskim systemie jest, jak wspomniales upychanie wiedzy, a brak
                                            nauczenia jak z niej korzystac.

                                            , bo konkurencję
                                            > bezlitośnie skoszę. I to będzie z pożytkiem dla uczniów, bo ja o ucznia wtedy
                                            > walczyc muszę, bo inaczej to konkurencja skosi mnie.

                                            "abo" i nie.. to zalezy co twoja szkola bedzie oferowala i za ile.



                                            >I skończyłbym wreszcie z tą
                                            > idiotyczną zależnością między wiekiem a programem nauczania, bo to kolejny
                                            > sztuczny, ograniczający podział.


                                            no czyli mialbys poziom afrykanskiej szkoly gdzie w jednej klasie /tu na jeden
                                            modul) uczeszczaja dzieci 8-12 i 14 letnie. Czyli albo musisz traktowac 14 latka
                                            jak 8 latka, albo 8 latka, jak 14 latka. A przeciez wlasnie tego chciales uniknac...

                                            > A jak pisze np. opowiadania albo wiersze i jest w tym coraz lepszy to też go do
                                            >
                                            > szkoły specjalnej, bo akurat Bozia poskąpiła mu zdolności matematycznych?

                                            Niestety tak. bo samo pisanie wierszy nie jest elementem wystarczajacym do
                                            uczeszczania do normalnej szkoly. Zdarzaja sie dzieci ktore wybitnie maluja..ale
                                            sa uposledone..i niestety mimo swoich cudownych zdolnosci nie maja szans na ASP.
                                            Lub piknie graja i komponuja..ale poza tym nic...tu tez normalny szkola jest
                                            niewskazana.
                                            Jak sam wspomniales szkola musi nauczyc niezbednego minimum. Liczenie do 100 to
                                            popziom ponizej jakiegokolwiek minimum.




                                            > Się zgadza. Tego też uczyli w zawodówkach i technikach. Ktoś kto był z
                                            > matematyki bardzo cienki nie miał szans w zawodówce ani w zawodzie wymagającym
                                            > przeprowadzania bardziej skomplikowanych obliczeń.

                                            No sorry, ale te z tymi skomplikowanymi obliczeniami w zawodowce to
                                            wyskoczylessmile)Przykro mi , mialem 2 kolego w zawodowkach (jeden tokarz) i wiem
                                            byl poziom tych obliczen..poziom matematyki byl na prawde kiepski. Ludzie,
                                            ktorzy byli dobrzy z matematyki szli co najmniej do technikum...Zawodoka byla dl
                                            atakich wlasnie ponizej przecietnej, zeby mieli zawod.


                                            > Ocena w takim systemie byłaby punktowo - opisowa. Punkty (0-100) do
                                            > klasyfikowania, a opis dla ucznia, żeby wiedział co zrobił dobrze, co źle, a
                                            > nad czym powinien popracować.


                                            no a czym sie to rozni od systemu 1-6? przeciez jak ktos ma 20 punktow na 100 o
                                            i tak wyjdzei na glaba... a roznica do 100 wydaje sie wtedy kolosalna.

                                            > I nie byłoby to samo, bo matematyka zaliczona na
                                            > minimum programowe oznacza np. tylko 4 semestry nauki, a nie np. 12.

                                            4 semestry to 2 lata. Spoczelo by dziecie na laurach..hmm...na poziomie 6
                                            klasy..super...wroze niezla przyszlosc.

                                            >Mniej
                                            > stresu i mniej zmarnowanego wysiłku. Ja na przykład ucząc się w takim systemie
                                            > zaliczałbym informatykę, ZPT, matematykę, fizykę na najwyższych możłiwych
                                            > poziomach, geografię, biologię i chemię na średnich (raczej starałbym się na
                                            > jak najwyższych) a z polskiego, ruskiego, historii, plastyki, muzyki tylko
                                            > niezbędne minimum.

                                            a tak dostales np z muzyki na koniec 3 i to oznacza wlasnie, ze opanowales
                                            niezbedne minium. W czym problem.


                                            Mysle ze te modulowe systemy sa o kant... w przypadku podstawowek. Takie system
                                            sa dobre w przypadku szkol srednich i studiow.

                                            --
                                            BERLIN BERLIN!!!
                                            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
                                            • > a gdzie? bo w Polsc eto to zjawisko wystepuja tylko na studiach i niektorych
                                              > lepszych liceach.

                                              Znaczy się co? Gdzie studiował czy gdzie pracował?

                                              > O jakich predyspozycjach mowisz?

                                              Czy ma zdolności humanistyczne, czy matematyczne, czy też tak pól na pół. No i
                                              czym się interesuje.

                                              > a jak ma go zainteresowac skoro on nie wybierze sobei takiego modulu?..albo ja
                                              > czegos nie rozumiem.

                                              Każdy przedmiot masz podzielony na kilka modułów. Każdy przedmiot ma niezbędne
                                              minimum, które zaliczyć trzeba aby ukończyć szkołę. Niezbędne minimum jest
                                              obowiązkowe, reszta nie. To znaczy uczeń musiałby sobie i tak wybrać kilka
                                              przedmiotów w wersji rozszerzonej, ale na pewno nie wszystkie jak dotychczas.
                                              Tak więc jak każdy by poznał to mógłby stwierdzić czy mu to pasuje czy nie.

                                              > przepraszam, a pieniazki dla nauczycieli to skad wiezmiesz? No chyba ze
                                              > otworzysz szkole prywatna, ale te dosc roznie sobie radza.

                                              Napisałem, że szkoły TEORETYCZNIE przestaną wisieć na budżecie. W praktyce
                                              jednak wisieć na nim bedą jednak bez ograniczeń z tego wynikających. Każdy
                                              uczeń będzie miał voucher odpowiadający wydatkom budżetowym na edukację. Bo te
                                              pieniądze i tak idą i tak. Voucher byłby wypłacany szkołom. Czyli w moim
                                              interesie jako jej właściciela jest zgromaczenie jak największej ilości uczniów
                                              u siebie, bo wtedy moje zyski rosną. Jak uczeń się ode mnie wyniesie, to
                                              voucher będzie dostawać inna szkoła.

                                              > No i nie znaczy, ze dzieciaki nei beda stermowane i zestresowane. Bo niestey
                                              > nie ma kraju, gdzie nie ma stresu w szkole. Zeby nie wiem jaki system tam byl.

                                              Zawsze jest jakiś tam stres. Ale dążyć należy do eliminowania niepotrzebnych
                                              czynników stresogennych jak na przykład niezapowiedziane kartkówki,
                                              odpytywania. Tak, wiem, uczeń ma być systematyczny itd. Łatwo tak gadać jak się
                                              samemu zapomniało jak to w szkole było. Systematyczność niestety powoduje wiele
                                              stresu u uczniów, bo materiału do opanowania jest naprawdę dużo. Naucz się
                                              choćby do 3 klasówek na jutro i jeszcze odrób prace domowe. A gdzie jest czas
                                              na jakieś życie towarzyskie? Na pogranie na kompie?

                                              > Czyli albo musisz traktowac 14 latka jak 8 latka, albo 8 latka, jak 14 latka.
                                              > A przeciez wlasnie tego chciales uniknac...

                                              Ośmiolatek ma jeszcze nauczanie zintegrowane. Jeżeli już to 10 i 14 latek.
                                              Jeśli obaj są wystarczająco dojrzali, żeby uczyć się w tej samej grupie, to
                                              mogą być traktowani tak samo.

                                              > no a czym sie to rozni od systemu 1-6? przeciez jak ktos ma 20 punktow na 100
                                              > o i tak wyjdzei na glaba... a roznica do 100 wydaje sie wtedy kolosalna.

                                              Zadania na kartkówkach i klasówkach są punktowane. Następnie punkty są
                                              przeliczane na ocenę w skali 1-6, która jest z przyczyn oczywistych dużo mniej
                                              precyzyjna. Oceny są de facto podwójne - punktowa "robocza" i 1-6 oficjalna.
                                              Wprowadzając klasyfikację na podstawie średniej oceny punktowej 0-100 za
                                              sprawdzian i egzamin, upraszczamy znacznie ten system, czynimy go bardziej
                                              precyzyjnym, oraz eliminujemy czynnik stresogenny w postaci nieprzewidywalności
                                              szkoły (odpytywania, niezapowiedziane kartkówki, wyrywkowa kontrola prac
                                              domowych). Uczeń ma w terminie oddać sprawdzian i na określony dzień nauczyć
                                              się na egzamin. A czy będize to robił systematycznie w ciągu całego semestru,
                                              czy na szybko przez ostatnie 3 dni to już jego sprawa.

                                              > 4 semestry to 2 lata. Spoczelo by dziecie na laurach..hmm...na poziomie 6
                                              > klasy..super...wroze niezla przyszlosc.

                                              Spocznie albo nie spocznie. Każdy jest kowalem swojego losu. System ma wymuszać
                                              realizowanie kilku przedmiotów na rozszerzonym poziomie, żeby nie było tak, że
                                              odpuści sobie wszystko po zaliczeniu minimum.

                                              > a tak dostales np z muzyki na koniec 3 i to oznacza wlasnie, ze opanowales
                                              > niezbedne minium. W czym problem.

                                              W tym, że tę muzykę miałem rozłożoną na 5 lat zamiast na jeden semestr
                                              pozwalający mi opanować obowiązkowe minimum.

                • > Ok, to powiem Ci że ja nie jestem wcale chwalona nie jestem pępkiem świata i
                  > mam od groma obowiązków domu. Gdybym nie była odporna to nie przetrwałabym
                  tego
                  >
                  > nieszczęsnego gimnazjum.

                  jasne..biedactwo..to skoro inni by przetrwali aty nie to znaczy, ze kiepska
                  jestes... proste.

                  > Może nie wiesz ale jest coś takiego jak szkoła o dużych wymaganiach i bardzo
                  > wysokim poziomie ( tak nawet w tych czasach się zdażają) i ja właśnie do
                  takiej
                  >
                  > uczęszczam więc pracy i nauki też mam sporo.
                  > I tyle.

                  ja uczesczalem do klasy ekperymantalnej, ciagle kontrolowanej i ucznoowie z
                  wynikami ponizej przecieznej byli z niej usuwani. I mimo to nikt nie mowil, ze
                  zyje w ciaglym stresie.

                  > Może nie wiesz ale jest coś takiego jak szkoła o dużych wymaganiach i bardzo
                  > wysokim poziomie ( tak nawet w tych czasach się zdażają) i ja właśnie do
                  takiej

                  jak na uczennice szkoly, o duzych wymaganiach, robisz sporo bledow (glownie
                  interpuncyjnych)


                  poza tym, na pewno nie masz wiecej pracy niz my mielismy w szole.


                  --
                  BERLIN BERLIN!!!
                  forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
                • natalia414 napisała:

                  > Ok, to powiem Ci że ja nie jestem wcale chwalona nie jestem pępkiem świata i
                  > mam od groma obowiązków domu. Gdybym nie była odporna to nie przetrwałabym
                  tego
                  >
                  > nieszczęsnego gimnazjum.
                  > n
                  > Może nie wiesz ale jest coś takiego jak szkoła o dużych wymaganiach i bardzo
                  > wysokim poziomie ( tak nawet w tych czasach się zdażają) i ja właśnie do
                  takiej
                  >
                  > uczęszczam więc pracy i nauki też mam sporo.
                  > I tyle.


                  --
                  Bo jesli kochac to nie indywidualnie.....
                • natalia414 napisała:

                  > Ok, to powiem Ci że ja nie jestem wcale chwalona nie jestem pępkiem świata i
                  > mam od groma obowiązków domu. Gdybym nie była odporna to nie przetrwałabym
                  tego
                  >
                  > nieszczęsnego gimnazjum.
                  > natalia dzieki za odpowiedz -moje uwagi mialy charakter ogolny i nie odnosily
                  sie do twojej osoby zapytalam cie co sadzisz o tym ze zdolni w szkole sie
                  nudza.To co napisalas potwierdza moja teze ,ze dziecko wychowane "normalnie"
                  przetrwa najgorsza szkole i najglupszych nauczycieli bo ma baze
                  >
                  Może nie wiesz ale jest coś takiego jak szkoła o dużych wymaganiach i bardzo
                  > wysokim poziomie ( tak nawet w tych czasach się zdażają) i ja właśnie do
                  takiej
                  >
                  > uczęszczam więc pracy i nauki też mam sporo.
                  > I tyle.

                  Wiem,ale dajesz rade jak sie domyslam czyli te kartkowki nie sa ci takie
                  straszne .Moja rada starej belfrzycy jest taka -nie dac sie zwariowac skupic
                  sie na tym co czlowieka naprawde interesuje i KORZYSTAC z wysokiego poziomu
                  szkoly ,a reszte zaliczac i tyle .Pozdrawiam cie serdecznie zyczac samozaparcia
                  bo wygladasz na madra dziewczyne
                  --
                  Bo jesli kochac to nie indywidualnie.....
            • a skad wiesz, ze nie wiem jak jest w szkolach? na pewno nie jest gorzej niz
              bylo.

              > A kopa to ja już dostałam w moim "cudownym" gimnazjum, na szczęcie jestem już
              w
              >
              > liceum.

              to poczekaj az sie "zycie" zacznie.




              --
              BERLIN BERLIN!!!
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
        • Dziecko jak ja przejrzałam książki do szkoły to stwierdziłam że właściwie co
          roku uczycie się tego samego, a wasz materiał jest o połowę okrojony. Rok temu
          chłopakowi z I liceum dawałam korki z chemii . Potrafił szybko pomnożyć w
          pamięci dwie duże liczby ale jak miał 35x=58 to już nie wiedział co robić.
          Poziom nauczania się mocno obniżył więc nie mów że się męczyć, tylko weź się do
          nauki zamiast siedzieć przy necie
          • Widze, że młode osoby nie są tu mile widziane. Nie ucze się bo mam ferie, a
            jeśli chodzi o oceny to naprawde są bardzo dobre.
            • mlode osoby sa mile widziane. tylko nie patrz na swiat wylacznie przez swoja
              osobe. skoro si euczysz to plus dla ciebie. sters byl w szole zawsze tylko
              sposoby radzenia sobie z nim troche sie zmienily. Nie wiem co teraz sie robi
              zeby ukarac ucznia. My dostawalismy "lapy" czyli kablem lub linijka po
              dloniach. Teraz to za taki numer bylby wielki artykul o maltretowaniu dzieci w
              szkole..i pewnie kilkoro by sie powiesilo. Zreszta, jak ci nie odpwoada "stres"
              wtwojej szkole, zawsze mozesz zmienic ja na szkole o nizszym poziomie. nic za
              darmo. nie ma cudownego srodka na nauke. nawet w cudownej amerycesmile))





              --
              BERLIN BERLIN!!!
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
              • >ja uczesczalem do klasy ekperymantalnej, ciagle kontrolowanej i ucznoowie z
                >wynikami ponizej przecieznej byli z niej usuwani. I mimo to nikt nie mowil, ze
                >zyje w ciaglym stresie.

                Ładnie Ci się stres skumulował w tym eksperymencie.
                Jeśli to w celu autoterapii- płyń dalej. Forum wszystko zniesie w ramach
                uzdrowienia nadszarpniętej psyche.

                >jak na uczennice szkoly, o duzych wymaganiach, robisz sporo bledow (glownie
                >interpuncyjnych)

                A jak z pisaniem u absolwenta "powyżej przeciętnej" ?

                >mlode osoby sa mile widziane. tylko nie patrz na swiat wylacznie przez swoja
                >osobe. skoro si euczysz to plus dla ciebie. sters byl w szole zawsze tylko
                >sposoby radzenia sobie z nim troche sie zmienily. Nie wiem co teraz sie robi
                >zeby ukarac ucznia. My dostawalismy "lapy" czyli kablem lub linijka po
                >dloniach. Teraz to za taki numer bylby wielki artykul o maltretowaniu dzieci w
                >szkole..i pewnie kilkoro by sie powiesilo. Zreszta, jak ci nie
                odpwoada "stres"
                >wtwojej szkole, zawsze mozesz zmienic ja na szkole o nizszym poziomie. nic za
                >darmo. nie ma cudownego srodka na nauke. nawet w cudownej amerycesmile))

                Mówiłam, że frustracja nieutulona. Traktowali Cię jak śmiecia, to teraz musisz
                wątki autoterapeutyczne zakładać.
                Jasne, niech Natalia nie marudzi i jak się nie podoba- spada z głównego toru.
                Nie to co camel, który pławił się w wysiłku i męce, nadstawiał łapki do
                bicia : "mocniej, mocniej, dzięki tym sińcom będę lepszy niż następne
                pokolenia, przyjmę kopy od życia z uśmiechem i grzecznie za nie podziękuję".
                Dbaj o zdrowie, bo to świetna droga do zawału, hero.

                Dzieciaki wieszały się zawsze. Tylko w gazetach o tym nie pisali, a politycy
                nie windowali na tym swojej kariery.

                • > Ładnie Ci się stres skumulował w tym eksperymencie.
                  > Jeśli to w celu autoterapii- płyń dalej. Forum wszystko zniesie w ramach
                  > uzdrowienia nadszarpniętej psyche.

                  sorry, ale nie zrozumialem Twojej aluzji..jakas niezbyt jasna byla.

                  > A jak z pisaniem u absolwenta "powyżej przeciętnej" ?

                  teraz gorzej, bo od kilku lat mam maly kontakt z j. polskim.


                  > Mówiłam, że frustracja nieutulona. Traktowali Cię jak śmiecia, to teraz musisz
                  > wątki autoterapeutyczne zakładać.


                  sorry, nikt nie traktowal mnie jak smiecia. nie wiem skad ci to do glowy
                  przyszlo..no ale przyszlo..trudno..rozni ludzi, roznie mysla.


                  > Jasne, niech Natalia nie marudzi i jak się nie podoba- spada z głównego toru.

                  Skoro jej szkola nie odpowiada..i jest dla neij stresem. moj nauczyciel od
                  fizyki zawsze mawial: jak ci szkola w zyciu prywatnym przeszkadza, zmien szkole.
                  proste prawda?

                  > Nie to co camel, który pławił się w wysiłku i męce, nadstawiał łapki do
                  > bicia : "mocniej, mocniej, dzięki tym sińcom będę lepszy niż następne
                  > pokolenia, przyjmę kopy od życia z uśmiechem i grzecznie za nie podziękuję".

                  Nic, prawie kazdy w klase zaliczyl raz czy dwa "lapki"..nikt psychicznie na tym
                  nie ucierpial. a kolezanka jak widze ma jakies upodobania sado-maso, bo tak ze
                  znajomoscia "tematu" o tym pisze.


                  > Dbaj o zdrowie, bo to świetna droga do zawału, hero.

                  dbam. mam malo stresujaca prace wiec nie boje sie o zawal.

                  > Dzieciaki wieszały się zawsze. Tylko w gazetach o tym nie pisali, a politycy
                  > nie windowali na tym swojej kariery.

                  Taaa..wojny tez byly zawsze.



                  --
                  BERLIN BERLIN!!!
                  forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
    • Jestem młodą matką, ale miałam okazję spojrzeć na szkołę trochę z boku. Czasami
      chodziłam na wywiadówki do mojego 11 lat młodszego brata (chodził do tej samej
      szkoły co ja i moje rodzeństwo i w większości uczyli go ci sami nauczyciele).
      Czasami szlak mnie trafiał na tych wywiadówkach, rodzice często są głusi na
      uwagi nauczyciela, większość z nich wybierała postawę moje dziecko jest super ,
      tylko jest niezrozumiane przez innych. Ja wręcz przeżywałam szok bo widziałam
      nauczycieli którzy za moich czasów budzili respekt, z którymi każdy się liczył w
      sytuacjach gdzie już nie wiedzieli co robić. Winę za taką sytuację wydaje mi
      się, że ponosimy my rodzice. Zbyt mało czasu poświęcamy dzieciom, oczywiście
      dużo pracujemy i na to nie możemy nic poradzić. Kochamy nasze dzieci lecz tak
      naprawdę nie mamy czasu na to by się z nimi naprawdę pobawić, szczerze
      porozmawiać, zgłębić problem. To powoduje, że dzieci bardzo szybko oddalają się
      od nas, a mając świadomość, że rodzic zawsze będzie im wierzył więc winą za
      swoje błędy obarczają innych. Niestety my przez swoją bezgraniczną ufność i
      braku głębszego przestudiowania tematu, wyrządzamy im największą krzywdę
    • wydaje mi się, że trochę za dużo doszukujemy się rozwiązań psychologicznych,
      dziecko jest niegrzeczne to ma ADHD, pisze z błędami to ma dysortografię. Od
      samego początku uczymy dzieci poszukiwania prostego wyjaśnienia, a nie uczymy
      ich poszukiwania przyczyn i rozwiązywania problemów. Ile dzieci z ADHD chodzi na
      terapię i dodatkowo ćwiczy w domu, ile dzieci z dysleksją , dysortografią
      ćwiczy. Zazwyczaj jest tak, że jak już rodzić znajdzie wytłumaczenie dla
      problemów dziecka, to już nic z tym nie robi, bo może z czystym sumieniem
      powiedzieć, że to nie jego wina. Problem w tym, że dzieci bardzo szybko uczą się
      łatwych rozwiązań
      • mysle, ze to usilne ulatwianie sobie zycia. Wmawiamy sobie, ze dziecko ma ADHD
        zamiast konsekwetnie wychowac dziecko, Mowimy za ma dysgrafie bo nam si enie
        chce ciwiczyc .. masz racje. Dlaczego nagle co 2 dziecko ma ADHD i co 2
        dysgrafie? Moze po prostu rodzice sa przemeczeni praca i nie maja czasu zeby
        posiedziec z dzieckiem i go przypilnowac?..albo ochoty...albo sily.
        Mysle, ze wiele "stresow" daloby sie uniknac, gdyby jedno z rodzicow
        zdecydowalo si ena prace na pol etatu - pod warunkiem oczywiscie, ze obje
        pewnsje wystarczyly ba na zycie. Tylko pytanie na jakie zycie.....



        --
        BERLIN BERLIN!!!
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
        • wiesz wydaje mi się , że nie musi decydować się na pół etatu czy rezygnację z
          pracy , tylko czas spędzony w domu w miarę rozsądnie rozdzielić i całkowicie
          wykorzystać. Mnie np wkurza, że mój partner wraca i często odbiera pełno
          telefonów zamiast w tym czasie pobawić się z małą. Patrząc też, na moje
          rodzeństwo i na siebie widzę, że w dążeniu do polepszenia pozycji materialnej
          stajemy się coraz większymi egoistami , zamkniętymi w szczelnej skorupie.
          Problemem nie jest chyba praca bo nasz babki pracowały więcej niż my, tylko może
          niedojrzałość, może egoizm, a może po prostu chęć świętego spokoju. Nie
          potrafimy sobie poradzić z wyścigiem w pracy, i przez to nie czujemy się
          zniechęceni i wolimy odrzucić od siebie myśl jakichkolwiek problemów domowych, a
          psychologia nam bardzo w tym pomaga. Kiedyś kobiety nie zastanawiały się czy
          szybkie nocnikowanie, szybkie czytanie wpłynie na psychikę dziecka , teraz to
          prawie norma. Z rzeczy prostych robimy bardzo skomplikowane
    • camel_3d napisał:

      > hej..mam takie pystanie..
      > dlaczego dzieci, rodzice itd ciagle narzekaja na stres w szkole?
      Może dlatego, że nie mają kota w domu? smile)
    • może dlatego, że kiedyś pierwsza cezura - egzamin do liceum - była w wieku 14-
      15 lat, teraz jest dwa lata wcześniej. Rodzice w piątej klasie nie panikowali,
      że stopnie, świadectwo itp, bo dziecko miało jeszcze dwa lata, żeby dojrzeć do
      tego, że trzeba się uczyć (i jak pamiętam, wszyscy chłopcy w mojej klasie
      zaczynali mieć dobre stopnie w klasie siódmej i ósmej - oczywiście, jeśli w
      ogóle zaczynali je mieć; co innego dziewczynki, tu wiele było z piątkami od
      pierwszej klasy, ale z chłopcami było inaczej). A jak rodzice panikują, to
      dziecko się stresuje - dziwne?
      Może dlatego, że kiedyś dziecka 12-13-letniego nie wyrywało się ze znanego mu
      środowiska, nie musiało walczyć o coś, czego albo do końca nie rozumie (że
      dobre gimanzjum to lepsza przyszłość itd.) albo go ta świadomość przytłacza.
      Nie musiało na poziomie dawnej siódmej klasy być "nowym", "kotem" itd. Nie
      musiało walczyć o pozycję w grupie, bo karty i role dawno były rozdane. I nie
      musiało przechodzić tej samej paranoi po raz drugi (czyli na przełomie
      gimnazjum/liceum) już po trzech latach.
      Kiedyś liczyła się wiedza, teraz liczy sie wstrzelenie się w klucz odpowiedzi.
      Mnie by tam też stresowało, gdybym zamiast na tym, co umiem, a czego się muszę
      nauczyć, koncentrowała się na "czy odpowiem tak, jak tego ode mnie oczekują".
      Taak, nauka życiowego konformizmu może być cholernie stresująca....
      • Może dlatego, że kiedys widziało się w dziecku człowieka, a nie tylko ucznia?
        Widać to chocby na tym forum - wypowiada się dziewczyna, ma rację (spróbujcie
        wy pracować w ciąglym stresie, gdy kontrola szefa następuje regularnie co
        godzina, a zobaczymy jakie będą wyniki)- no i oczywiscie ktoś musi napisać, ze
        ma się uczyć, a nie marudzić, że tak w życiu będzie zawsze (nieprawda), ze robi
        błędy ortograficzne, ze pewnie za dużo czasu przed komputerem. Czyli młoda
        osobo - masz się uczyc i nie narzekać, uczyć i nic poza tym. Powiedzcie
        pracownikom, ze powinni cały czas po pracy poswiecac na pracę - a zobaczymy,
        czy będą zachwyceni.
        Uczniowie w dzisiejszych czasach są przeciążeni - oprócz zajęć szkolnych mają
        na ogół mnóstwo dodatkowych, począwszy od przedszkola. Programy szkolne są zaś
        tragicznie przeciążone - w dodatku egzamin gimnazjalny i matura są testami
        opartymi na nieznanych z góry podręcznikach. Nie ma absolutnie możliwości, by
        przeciętnie, a nawet często wybitnie zdolne dziecko opanowało w całości program
        szkolny, ponieważ jest to technicznie niewykonalne, a tego sie od
        gimnazjalistów wymaga. Kiedys podręczniki liczyły sobie kilkadziesiąt-sto
        stron, teraz kilkaset. Do matury z historii należy pamięciowo opanowac ok. 1000
        stron, nabitych datami i faktami.
        Do tego dochodzi postawa rodziców, dla których liczy się tylko jedno - średnia
        i czerwony pasek. Od pierwszych klas dzieci sa strofowane, nakłaniane do nauki
        i tylko do nauki , podejrzliwie patrzy się na czas wolny i straszy uczniow
        podstawówki bezrobociem. Znam sporo takich dzieci "wzorowych uczniów" z dobrych
        rodzin, wypaliły sie gdzieś na drugim roku studiów. Dzieciństwo i młodość to
        powinien byc także czas odkrywania świata, pierwszych miłosci, głupiego
        patrzenia w chmury, a nie tylko liczenia, czy srednia wystarczy na świadectwo z
        wyróznieniem.
        Żeby nie było - nie jestem malolatą z liceum, jestem byłą nauczycielką, autorką
        podręcznikow i programów - zgodnie z "minimum programowym" kompletnie
        niedostosowanych do wieku dzieci.

        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • Że dawniej program był łatwiejszy, to jedna sprawa, a że linijką po łapach, to druga...
          Z to dawniej zdecydowanie więcej dzieci miało obowiązki - w domu, w polu, a w miastach (i nie tylko) stanie w kolejkach. A zastanówmy się, co teraz robią dzieci: prać nie muszą, prace domowe ułatwione przez sprzęt, w piecach palić nie muszą (albo rzadko), gospodarstw rolnych coraz mniej, a jak są to zmechanizowane, kolejek nie ma... przypomnijcie sobie jak wy zaiwaniałyście po przyjściu ze szkoły...
          --
          ---

        • > Do tego dochodzi postawa rodziców, dla których liczy się tylko jedno -
          >średnia i czerwony pasek.

          A alternatywa jest pasek przez doope.

          > Od pierwszych klas dzieci sa strofowane, nakłaniane do nauki
          > i tylko do nauki , podejrzliwie patrzy się na czas wolny i straszy uczniow
          > podstawówki bezrobociem. Znam sporo takich dzieci "wzorowych uczniów" z
          >dobrych rodzin, wypaliły sie gdzieś na drugim roku studiów.

          Bo studia powinny byc dla najlepszych,a nie dla wszystkich,a pozniej niektorzy
          sie wypalaja.

          > Dzieciństwo i młodość to
          > powinien byc także czas odkrywania świata, pierwszych miłosci, głupiego
          > patrzenia w chmury,

          U nas jest zdecydowanie wiecej dni slonecznych,ale do Polski to pasuje.
        • >Powiedzcie
          > pracownikom, ze powinni cały czas po pracy poswiecac na pracę - a zobaczymy,
          > czy będą zachwyceni.

          pracownicy nie musza byc zachwyceni. pracownicy maja swoje 8 godzin poswiecic
          pracy. za to im sie placi. a po godzinych to moga sobie nago po ulicach chodzic.


          > Uczniowie w dzisiejszych czasach są przeciążeni - oprócz zajęć szkolnych mają
          > na ogół mnóstwo dodatkowych, począwszy od przedszkola.


          jasne, bo dawnij to bylo lekko i przyjemnie.

          Programy szkolne są zaś tragicznie przeciążone - w dodatku egzamin gimnazjalny
          i matura są testami
          > opartymi na nieznanych z góry podręcznikach.

          Obawiam sie ze nie masz racji. Mam w rodzinie 4 nauczycieli i przed 2 laty byli
          przerazeni ile ciac jest w materiale szolnym. Mowie o matematyce... Wiec nie
          przewiduje ze jest material az tak przeciazony. Poza tym..no coz..my
          zaczynalismy szkole jeszcze z 1 dniem wolnym - niedziela. 1-2 klasa chodzilismy
          rowniez w soboty. Prosze nie mow o przeladowanym materiale szkolnym. Akurat tu
          mam poglad i wiem, ze WOGOLE nie jest przeladowany... jest odessany i to bardzo.
          Niestey problem z nauka jest taki jak z cwiczeniami na sali. Im wiecej cwiczysz
          tym sprawniejsza jestes. Im mniej tym masz wieksze problemy z kolejnymi etapami.
          Z nauka tak samo. Im wiecej wiedzy przyswajasz tym latwiej si euczyc kolejnych
          rzeczy..im mniej tym gorzej wchodzi nauka.

          >Nie ma absolutnie możliwości, by
          > przeciętnie, a nawet często wybitnie zdolne dziecko opanowało w całości program
          >
          > szkolny, ponieważ jest to technicznie niewykonalne, a tego sie od


          Nigdy nie bylo takich mozliwosci. Pogram ma slozyc glwonie rozwojowi dziecka a
          nei zapamietaniu wszystkiego na cale zycie. Poza tym widzialem testy do
          gimnazjum z ubieglego roku..wiesz...kazdy przecietny uczen z mimimum wiedzy
          sobie z tym poradzi. NIDY nikt nie opanowal materailu w 100% i kazdy nauczyciel
          o tym wie.


          > gimnazjalistów wymaga. Kiedys podręczniki liczyły sobie kilkadziesiąt-sto
          > stron, teraz kilkaset. Do matury z historii należy pamięciowo opanowac ok. 1000
          >
          > stron, nabitych datami i faktami.



          Kochana, tak bylo zawsze. Zobacz sobie Podreczniki do np polskiego z (np 1995
          roku ).. do kazdej epoki byla jedna ksiazka po 250-300 stron. Prosze nie mowi ze
          dzieci z podstawowki maja ksiazki po 1000 stron bo to brednie.

          > Do tego dochodzi postawa rodziców, dla których liczy się tylko jedno - średnia
          > i czerwony pasek.

          A myslisz, ze kiedys rodzicomnatym nie zalezalo? Tez zalezalo.

          >Od pierwszych klas dzieci sa strofowane, nakłaniane do nauki
          > i tylko do nauki , podejrzliwie patrzy się na czas wolny i straszy uczniow
          > podstawówki bezrobociem.

          A kiedy sto byly dzieci naklaniane do pracy fizycznej w kamieniolomach. CO ty
          bredzisz. Dziecko ma jeden obowiazek. Uczyc sie. Straszy sie bezrobociem? ..
          coz..bo to prawda. Kiepskei wyniki,kiepkie gimnazjum, kiepskie
          liceum,....coz...praca prz kurach w GBsmile Gdyby rodzice naklaniali dzieci do
          nauki bylo by ok. Obawiam sie ze wlasnie problem tkwi w tym, ze rodzice nie maja
          czasu zeby dzeici naklaniac i przypilnowac.



          >Znam sporo takich dzieci "wzorowych uczniów" z dobrych
          >
          > rodzin, wypaliły sie gdzieś na drugim roku studiów. Dzieciństwo i młodość to
          > powinien byc także czas odkrywania świata, pierwszych miłosci, głupiego
          > patrzenia w chmury, a nie tylko liczenia, czy srednia wystarczy na świadectwo z
          >
          > wyróznieniem.

          czywiscie, tylko po tem nie mow, ze masz dzeidko, ktore nie zdalo egzaminow na
          studia..bopatrzylo w chmury..albo nei dostaje pracy, bo kiepsko liczy i nie
          potrafi wyliczyc 7% z 49. Obawiam sie ze nadeszly czase, kiedy nauka ma duzo
          wiekszy wplyw na przyszlosc dziecka. Fakt system szkolnictw zrobil sie troche
          porypany..ale coz..nigdy nie byl idealny.



          > Żeby nie było - nie jestem malolatą z liceum, jestem byłą nauczycielką, autorką
          >
          > podręcznikow i programów - zgodnie z "minimum programowym" kompletnie
          > niedostosowanych do wieku dzieci.

          nie mowie. ja nie jestem aczycielem, ale mam (jak wsponmnielme) nauczycieli w
          rodzinie i caly czas narzekaja, ze w porownaniu z materialem przed np 5 lat,
          wspolczesny jest wychudzony do max.




          >


          --
          BERLIN BERLIN!!!
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
          • Nie mowię o podręcznikach z 1995, tylko o podręcznikach sprzed lat trzydziestu,
            osiemdziesieciu i stu. Akurat na podręcznikach znam się, bowiem przeczytałam
            niemal wszystkie podręczniki do szkół podstawowych od roku 1773. I znam zakres
            programowy, obszerność programów szkolnych od 200 lat. I zareczam Ci, ze biorąc
            wszystkie przedmioty razem, tak źle jeszcze nigdy nie było.
            Kazdy nauczyciel patrzy na swój przedmiot i biada nad cięciami. Zapomina tylko -
            drobiazg - ze takich przedmiotów jest kilkanaście. Cięcia są owszem, tylko
            absolutnie sprzeczne z logiką - obejmują wyjaśnienia, nie fakty - tak jest np,
            w historii. Moim zdaniem lepszy mniej obszerny materiał, a dobrze opanowany,
            niz szeroki i po łebkach. Skoro programu nie da się opanować - trzeba ostosować
            program do dzieci, nie dzieci do programu.
            Moi znajomi historycy też biadają nad cięciami - bo wydaje im sie, ze kazdy
            musi doskonale opanować kolejność wszystkich wladców dzielnicowych. Tymczasem
            dla większosci osób to zbędne - lepiej byłoby znać doskonale podstawy, niż
            chaos dat i faktow, nie rozumiejac z nich nic - a tak dokładnie jest teraz.
            Prowadzę kursy dla maturzystów. na pytanie "W ktorym roku było... (tu
            trzeciożędne wydarzenie) grupa odpowiada chórem. Po pytaniu "Dlaczego?" -
            zapada martwa cisza.
            Kiedyś dzieci z pierwszych klas miały czas na uczenie się ortografi, arytmetyki
            i czytania. Teraz program nie przewiduje powtorzeń. Małe dziecko nie jest
            przygotowane na uczenie się tylko raz - i już opanowanie materiału. Bez
            powtorzeń większość dzieci nie jest w stanie nadążyć. Z nauką jest rzeczywiscie
            jak z świczeniami na sali gimnastycznej - pewna ilość ćwiczeń doskonale robi,
            po przekroczeniu pewnej ilości zaczynają się kontuzje i spadek formy, a zbyt
            wczesne rozpoczynanie intensywnych treningów moze zniszczyć zdrowie zawodnika.
            Porównywałam kiedyś podręczniki dla klasy 8 i II gimnazjalnej. Te pierwsze były
            nie tylko pisane znacznie prostszym językiem, ale nawet drukowane wiekszą
            czcionka. A przeciez to podręczniki dla dzieci w tym samym wieku.
            Rozumiem, ze dorosły człowiek ma prawo do czasu wolnego po pracy, a dziecko
            nie? Ciekawe skad pomysł, ze dorosły człowiek ma prawo po pracy robić co chce,
            a dziecko ma pracę kontynuować i wyjdzie mu to na dobre? Jak widać na pierwszy
            rzut oka - nie wychodzi.
            Jeśli chodzi o testy po gimnazjum, to przeciętny uczeń poradzi sobie wyłącznie
            z częścia humanistyczną, która rzeczywiscie nie wymaga niemal wcale wiedzy,
            tylko myslenia. Część matematyczna jest znacznie trudniejsza. Mamy wiec bardzo
            niedobra sytuację. Dobrzy matematycy dostaja się do dobrych liceów, dobrzy, a
            nawet wybitni humanisci bez zdolnosci matematycznych - dostają się do marnych.
            A powiedzenie, ze dziecko ma jeden tylko obowiazek - uczyć się - to właśnie
            dokładnie to myślenie rodziców o ktorym wspomniałam. Nieważne, co dziecko robi
            poza tym - zajmuje się młodszą siostra, pisze opowiadania, osiaga sukcesy
            sportowe, czyta książki o życiu owadów. Liczy się tylko nauka -a nawet nie
            nauka, tylko stopnie. Bo co komu po dziecku , które umie bardzo dużo, skoro nie
            ma piątek? obowiazek to nauka, poza tym dziecko może być leniwe, aroganckie,
            egoistyczne, ale skoro sie uczy, to jest udane. Bo z tego można rozliczyc
            rodziców. "Moje dziecko ma czerwony pasek" oznacza "mam dziecko najwyższego
            gatunku". "Moje dziecko jet dobrym człowiekiem" nie jest powodem do chwały, bo
            liczy się sukces, nie człowiek.
            Skoro od pierwszej klasy uczymy dzieci, że ich wartość to wartość ich stopni,
            to zapominamy o tym, ze dzieci nie wychowuje się jedynie do pracy zawodowej.
            Oprócz tego powinny założyć rodzinę, mieć przyjaciół, zainteresowania - ale o
            to jakos rodzice nie dbają, bo to nie jest "przeliczalne".
            Obawiam się,ze wiekszość rodziców woli, aby ich dziecko osiagnęło w
            życiu "sukces" niż było szczęśliwe. Bo szczęściem dziecka nie można się
            pochwalić przed znajomymi, a dziecko ma być nie sobą, ale wizytówka
            wychowawczych kompetencji rodziców.
            I cóż sie dziwić, ze dziecko, w ktorym rodzice cenią ucznia, nie człowieka ,
            jest znerwicowane? Wystarczy wyobrazić sobie męża czy żonę, ktorych
            współmałżonek ceni tylko za to, czym sa w pracy, a za każdą przykrość w pracy
            czeka awantura w domu...
            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
            • > Obawiam się,ze wiekszość rodziców woli, aby ich dziecko osiagnęło w
              > życiu "sukces" niż było szczęśliwe.

              Ooooooo,to teraz szczescie oznacza brak sucesow?

              > Bo szczęściem dziecka nie można się pochwalić przed znajomymi,

              Dlaczego nie?
              Syn powtarza 6 klase,ale za to jest szczesliwy!

              > a dziecko ma być nie sobą, ale wizytówka wychowawczych kompetencji rodziców.

              Tak zawsze bylo.Gdyby bylo inaczej,to prawo do glosowania mialyby dzieci juz 12
              letnie.Rodzic wie lepiej i jak nie przekaze tej wiedzy dzieciom,to jest to jego
              porazka.

              > I cóż sie dziwić, ze dziecko, w ktorym rodzice cenią ucznia, nie człowieka ,
              > jest znerwicowane?

              Znerwicowanie wynika ze zwiekszonych oczekiwan,bo obecnie konkurujemy nie tylko
              wewnatrz kraju czy wojewodztwa,ale juz w ramach EU.Sprawdza sie ten,kto po
              studiach sprawdzi sie w EU,a nie w Bialymstoku.

              > Wystarczy wyobrazić sobie męża czy żonę, ktorych
              > współmałżonek ceni tylko za to, czym sa w pracy, a za każdą przykrość w pracy
              > czeka awantura w domu...

              Ja mysle,ze przykrosc w pracy wynika z braku przystosowania do wymagan w tejze.
              To dlaczego w domu nagradzac brak przystosowania w pracy?
              Osoba slabo przystosowana w pracy bedzie rowniez slabo przystosowana w domu.
            • Zgadzam się w 100% z verdaną. Jako pedagog powinnam miec obsesję na punkcie
              szkoły, stopni itd... Tymczasem jestem przerazona presją wywieraną przez
              rodziców na nauczycieli by "szli szybciej z programem" i "a czemu mój syn zna
              tylko 20 liter choc ma 7 lat i dlaczego jeszcze nie kuma pierwiastków?". Jakas
              chora obsesja sukcesu - dzieci znerwicowane bo maja rodziców leczących swoje
              własne kompleksy za pomocą naukowych sukcesów swoich dzieci! Hodowanie trybików
              dla wielkich machin korporacyjnych, a nie - szcześliwych ludzi, którzy potrafią
              się cieszyc ze śpiewu słowika. Też kiedyś chodziłam do szkoły, też jestem
              rodzicem i (też) pedagogiem. I możecie gadac co chcecie: takiej presji wiedzy
              encyklopedycznej i pędu do kariey nie było nigdy ani tak przeładowanych
              programów. Ponadto aktualnie testy bardzo często są nieadekwatne do wiedzy,
              którą dzieci faktycznie nabywają w szkole (co spowodowane jest wielką ilościa
              podręczników i ciągłą dezorientacją nauczycieli)- to nie dzieci są głupie czy
              leniwe i otrzymują mała ilośc punktów. Dzieci mają prawo byc dziecmi, maja prawo
              byc zmęczone i maja prawo miec swoje zainteresowania. Sama jestem matką, moje
              dzieci są jeszcze małe ale nie wyobrażam sobie, że kazałabym im np. studiowac
              tylko dlatego, że ja - mamusia skończyłam studia choc oni pragnęliby byc
              cyrkowcem czy cukiernikiem. Wolę by kiedys powiedzieli mi, ze mama i ojciec
              wspierali ich w ich dążeniach niż mieliby zapijac swoje niespełnione marzenia,
              dusic się w zawodzie, który nie daje im satysfakcji w jakiejs np. kancelarii
              adwokackiej bo "matka twierdziła, że adwokat to dobry zawód" i "muszę się jej
              odwdzięczyc bo tyle dla mnie zrobiła (czytaj: zainwestowała kasy i oczekiwań)".

              Szkoła jest OGOLNODOSTEPNA. Zwykły Kowalski - junior nie musi byc dobry we
              wszystkim. Takiej ilosci wiedzy encyklopedycznej nie ma chyba w żadnym kraju na
              świecie, może jeszcze tylko w Japonii. Jeszcze trochę i w liczbie samobójstw
              będziemy tk "dobrzy" jak Japończycy - czego nikomu nie zyczę.
              • jestem nauczycielem w gimnazjum i wydaje mi się, ze najwiekszym błedem bylo ich
                utworzenie.Szkoła podst. 8-letnia sprawdza sie w tym wieku lepiej.według mnie
                problemem jest to ze dzieci zaczynaja uwazac sie za b.dorosłe i zwracas ogromna
                uwage na wyglad. natomiast uczenie sie schodzi na dalszy plan...a stres jest
                ale czesto dlatego ze sie nie nauczyli.przeciez nauczyciel to tez czlowiek i
                naprawde zrozumie ze np.z jego przedmoitu w dany dniu nie moze byc sprawdzianu
                bo pisza z innego. ale musi widziec ze uczniowie sie staraja...a uczniowie
                uwazaja ze egzamin i tak sie zda a do technikum teraz przyjmuja z tak mala
                iloscia punktów ze szkoda gadać i nie ma po co się wysilac.potem prywatne
                studia i mgr jest..- "starych"egzaminów 80% by nie zdało. to jest smutne ale
                uczniowie po prostu przestali sie uczyc(sa oczywiscie wyjatki ale jest ich
                coraz mniej...)
                --
                fotoforum.gazeta.pl.//5,2,mamaigiiemilki.html
              • > rodzicem i (też) pedagogiem. I możecie gadac co chcecie: takiej presji wiedzy
                > encyklopedycznej i pędu do kariey nie było nigdy ani tak przeładowanych
                > programów.



                nie bylo tez EU, takiej konkurencji na ryku i jeszcze masy innych rzeczy. czasy
                sie zmienily.

                Dzieci mają prawo byc dziecmi, maja praw
                > o
                > byc zmęczone i maja prawo miec swoje zainteresowania. S

                i obowiazki. to ze dziecko neilubi matematyki, nie znaczy ze ma przestac sie
                jej uczyc.

                > Szkoła jest OGOLNODOSTEPNA. Zwykły Kowalski - junior nie musi byc dobry we
                > wszystkim.

                no i prawidlowo..dlatego jedni beda lekarzami a inni cukrownikami, a jeszcze
                inni smieciarzami... byloby dziewnie gdyby nagle wszyscy byli informatykami i
                lekarzami.

                >Takiej ilosci wiedzy encyklopedycznej nie ma chyba w żadnym kraju na
                > świecie, może jeszcze tylko w Japonii.

                a skad wiesz? bylas w innych krajach? Polecam kraje arabskie, gdzei sie
                dzieciaki koranu na pamiec uczasmile)))

                > świecie, może jeszcze tylko w Japonii. Jeszcze trochę i w liczbie samobójstw
                > będziemy tk "dobrzy" jak Japończycy - czego nikomu nie zyczę.


                .coz naturalna selekcja. W przyrodzie jednoscki slabe i nieprzystosowane ..gina.



                --
                BERLIN BERLIN!!!
                forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
                • "nie bylo tez EU, takiej konkurencji na ryku i jeszcze masy innych rzeczy. czasy
                  sie zmienily."
                  - Szwedzi, Holendrzy, Duńczycy, Finowie tez są w UE i dawno przekonali się, że
                  konkurencja i chory pęd do wielkiej wiedzy nie jest jednoznaczny ani z
                  subiektywnym odczuwaniem szczęście przez człowieka, ani ze wzrostem
                  gospodarczym. Dzieci znają tam co najmniej angielski poza swoim ojczystym
                  językiem, osiagają świetne wyniki we wszystkich miedzynarodowych testach i nie
                  sa to wyniki okupione jakimkolwiek stresem. A u nas jest i stres, i analfabetyzm
                  funkcjonalny. Ponadto tam postawiono na wspóldziałanie a nie na konkurencję.

                  Dzieci mają prawo byc dziecmi, maja praw
                  > o
                  > byc zmęczone i maja prawo miec swoje zainteresowania. S

                  i obowiazki. to ze dziecko neilubi matematyki, nie znaczy ze ma przestac sie
                  jej uczyc.

                  Nie musi przestawac się jej uczyc. Ale nie musi - mając np. inteligencję
                  muzyczną lepiej rozwiniętą, uczyc się matmy na poziomie takim jaki mamy,
                  wysokim, niedostosowanym do jego mozliwosci. Nie kazdy musi byc super -
                  matematykiem. W innych krajach dzieci maja wybór co do poziomu uczenia się
                  danego przedmiotu i wybierają je zgodnie z preferencjami intelektualnymi.

                  > Szkoła jest OGOLNODOSTEPNA. Zwykły Kowalski - junior nie musi byc dobry we
                  > wszystkim.

                  no i prawidlowo..dlatego jedni beda lekarzami a inni cukrownikami, a jeszcze
                  inni smieciarzami... byloby dziewnie gdyby nagle wszyscy byli informatykami i
                  lekarzami.

                  Bingo! I nie oznacza to, że jeśli będzie smieciarzem, to bedzie mniej szczęsliwy
                  od lekarza, który więcej np. zarabia.

                  >Takiej ilosci wiedzy encyklopedycznej nie ma chyba w żadnym kraju na
                  > świecie, może jeszcze tylko w Japonii.

                  a skad wiesz? bylas w innych krajach? Polecam kraje arabskie, gdzei sie
                  dzieciaki koranu na pamiec uczasmile)))

                  Byłam. I musiałam zdawac egzamin z programów nauczania funkcjonujacych w róznych
                  krajach swiata bo inaczej bym oblała i nie skończyła studiów.
                  U nas Koran się dzieciom do niczego nie przyda. Wystarczy , że zakuwaja na
                  pamięc tę ilośc szkolnej wiedzy na zasadzie "3 razy Z." Tylko ciekawe, co z tego
                  wynika.

                  > świecie, może jeszcze tylko w Japonii. Jeszcze trochę i w liczbie samobójstw
                  > będziemy tk "dobrzy" jak Japończycy - czego nikomu nie zyczę.


                  .coz naturalna selekcja. W przyrodzie jednoscki slabe i nieprzystosowane ..gina.

                  Tak, bo istnieje jeszcze coś takiego jak norma kulturowa, która generuje
                  postawy, dążenia i czyny. Kto powiedział, że wszystkie normy są dobre i służą
                  człowiekowi? Jeżeli ktos się zabija bo nie wytrzymuje presji, i nie jest w tym
                  odosobniony to bo zjawisko masowe, to znak, ze to norma kulturowa jest zła a nie
                  ludzie nieprzystosowani.
                  • "nie bylo tez EU, takiej konkurencji na ryku i jeszcze masy innych rzeczy. czasy
                    sie zmienily."
                    - Szwedzi, Holendrzy, Duńczycy, Finowie tez są w UE i dawno przekonali się, że
                    konkurencja i chory pęd do wielkiej wiedzy nie jest jednoznaczny ani z
                    subiektywnym odczuwaniem szczęście przez człowieka, ani ze wzrostem
                    gospodarczym. Dzieci znają tam co najmniej angielski poza swoim ojczystym
                    językiem, osiagają świetne wyniki we wszystkich miedzynarodowych testach i nie
                    sa to wyniki okupione jakimkolwiek stresem. A u nas jest i stres, i analfabetyzm
                    funkcjonalny. Ponadto tam postawiono na wspóldziałanie a nie na konkurencję.

                    Dzieci mają prawo byc dziecmi, maja praw
                    > o
                    > byc zmęczone i maja prawo miec swoje zainteresowania. S

                    i obowiazki. to ze dziecko neilubi matematyki, nie znaczy ze ma przestac sie
                    jej uczyc.

                    Nie musi przestawac się jej uczyc. Ale nie musi - mając np. inteligencję
                    muzyczną lepiej rozwiniętą, uczyc się matmy na poziomie takim jaki mamy,
                    wysokim, niedostosowanym do jego mozliwosci. Nie kazdy musi byc super -
                    matematykiem. W innych krajach dzieci maja wybór co do poziomu uczenia się
                    danego przedmiotu i wybierają je zgodnie z preferencjami intelektualnymi.

                    > Szkoła jest OGOLNODOSTEPNA. Zwykły Kowalski - junior nie musi byc dobry we
                    > wszystkim.

                    no i prawidlowo..dlatego jedni beda lekarzami a inni cukrownikami, a jeszcze
                    inni smieciarzami... byloby dziewnie gdyby nagle wszyscy byli informatykami i
                    lekarzami.

                    Bingo! I nie oznacza to, że jeśli będzie smieciarzem, to bedzie mniej szczęsliwy
                    od lekarza, który więcej np. zarabia.

                    >Takiej ilosci wiedzy encyklopedycznej nie ma chyba w żadnym kraju na
                    > świecie, może jeszcze tylko w Japonii.

                    a skad wiesz? bylas w innych krajach? Polecam kraje arabskie, gdzei sie
                    dzieciaki koranu na pamiec uczasmile)))

                    Byłam. I musiałam zdawac egzamin z programów nauczania funkcjonujacych w róznych
                    krajach swiata bo inaczej bym oblała i nie skończyła studiów.
                    U nas Koran się dzieciom do niczego nie przyda. Wystarczy , że zakuwaja na
                    pamięc tę ilośc szkolnej wiedzy na zasadzie "3 razy Z." Tylko ciekawe, co z tego
                    wynika.

                    > świecie, może jeszcze tylko w Japonii. Jeszcze trochę i w liczbie samobójstw
                    > będziemy tk "dobrzy" jak Japończycy - czego nikomu nie zyczę.


                    .coz naturalna selekcja. W przyrodzie jednoscki slabe i nieprzystosowane ..gina.

                    Tak, bo istnieje jeszcze coś takiego jak norma kulturowa, która generuje
                    postawy, dążenia i czyny. Kto powiedział, że wszystkie normy są dobre i służą
                    człowiekowi? Jeżeli ktos się zabija bo nie wytrzymuje presji, i nie jest w tym
                    odosobniony to bo zjawisko masowe, to znak, ze to norma kulturowa jest zła a nie
                    ludzie nieprzystosowani.
                  • za to podobają mi się wypowiedzi camel

                    tumajo napisał:

                    > Bingo! I nie oznacza to, że jeśli będzie smieciarzem, to bedzie mniej
                    >szczęsliwy od lekarza, który więcej np. zarabia.

                    Pod warunkiem, że rodzice nie będą prezentować postawy typu: moje dziecko
                    śmieciarzem??? takie mądre, inteligentne, tak ma skończyć ? -nigdy!!


                    • a chcesz zeby Twoje dziecko bylo smieciarzem?

                      --
                      BERLIN BERLIN!!!
                      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
                      • camel_3d napisał:

                        > a chcesz zeby Twoje dziecko bylo smieciarzem?

                        Wiesz, każdy woli być piękny, zdrowy, mądry i bogaty i takimi chcemy widzieć
                        nasz latorośle. Jednak ktoś tym smieciarzem musi być. I dokąd moje dziecko nie
                        będzie czuło się gorsze (i tu moja rola ogromna) dlatego, że owym śmieciarzem
                        zostanie, mnie to nie przeszkadza w ogóle.

                        Motywując dzieci do nauki NIGDY nie używam słów: ucz się bo zostaniesz ..., bo
                        skończysz jak .... Pokazuję natomiast piękno nauki, satysfakcję płynacą z
                        wiedzy, większe możliwości wyboru pracy przez osobę wykształconą, a przede
                        wszystkim staram się robić wszystko, aby ambicje dziecka i moje wymagania szły w
                        parze z możliwościami, jakie dała mu natura. I opowiadam przypowieść o talentach ...
                  • > - Szwedzi,

                    mylisz sie, Szwecja nie jest w EU...

                    >Dzieci znają tam co najmniej angielski poza swoim ojczystym
                    > językiem, osiagają świetne wyniki we wszystkich miedzynarodowych testach i nie
                    > sa to wyniki okupione jakimkolwiek stresem.

                    POlak wygral miedzynarodowy test astronomiczny, 2 zajelo w ubieglym roku
                    pierwsze miejsce w matematycznych a zdeje sie ze takze w ubieglym roku wlasnie
                    polak zostal uznany za najlepszego programise na swiecie..lub grupa polakow z
                    warszawy... wiec?...
                    nic nie stoi na przeszkodzie, zeby Polskie dzieci takze znaly angielski..zdaje
                    sie, ze jest od 1 klasy w szkolach podstawowych. No al epoziom jest slabszy...
                    Tyle ze podniesienie poziomu oznaczaloby dodatkowy stres..dla biednych
                    dzieci....a i tak si juz zestresowane.


                    >A u nas jest i stres, i analfabetyz
                    > m funkcjonalny.

                    Polecam wyniki Holandii,, jest jeszcze gorzej..lub Niemiec.. szczegolnie w
                    miastach gdzie jest duzy odsetek obcokrajowcow wyniki sa koszmarnme.

                    >Ponadto tam postawiono na wspóldziałanie a nie na konkurencję.

                    taaaaaaaaaa.... widze to w tutejszych szkolach... W ubieglym roku dyrektorka
                    szkoly w Berlinie poprosila kuratorium o rozwiazanie szkoly, bo dzieciaki to
                    mali przestepcy i zastraszaja nauczycieli... Bomba...


                    > Nie musi przestawac się jej uczyc. Ale nie musi - mając np. inteligencję
                    > muzyczną lepiej rozwiniętą, uczyc się matmy na poziomie takim jaki mamy,
                    > wysokim, niedostosowanym do jego mozliwosci.

                    tzn na jakim poziomie ma sie jej uczyc? poznac tabliczke mnozenia?..a co jezeli
                    okaze sie, ze w wieku 13 lat przestanie go interesowac muzyka? Za doborem
                    poziomo jestem od szkol srednich. Podstawowka ma kszatlcic ogolnie i
                    wszechstronnie. A na zainteresowania jest czas po szkole. Szkola nei moze
                    organizowac kazdemu dziecku z osobna zajec zgodnych z jego zainteresowaniami.


                    >Nie kazdy musi byc super -
                    > matematykiem. W innych krajach dzieci maja wybór co do poziomu uczenia się
                    > danego przedmiotu i wybierają je zgodnie z preferencjami intelektualnymi.

                    taa.. i dzeiki temu wicemiss niemiec sprzed 2 lat stwierdzila, ze polska lezy
                    nad berlinem poczym narysowala kolo oznaczajace polske, na terenie
                    niemiec..wielkosci warszawysmile))
                    Jasne, ze niekt nie musi byc super matematykiem. Dlatego mamy szkole PODSTAWOWA,
                    ktora uczy podstaw, a potem gimnazjum... i liceum gdzie w klasach profilowanych
                    mozesz rozwijac swojee zainteresowanie. Oczywiscie nikt nie bedzie tworzyl klasy
                    profilowanej dla dzeicka, ktore interesuje sie zuczkami gnojarkami...

                    >
                    > Bingo! I nie oznacza to, że jeśli będzie smieciarzem, to bedzie mniej szczęsliw
                    > y
                    > od lekarza, który więcej np. zarabia.

                    byc moze, ale tez nie oznacza, ze jego dziecko bedzie dume, kiedy powie ze tata
                    jest smieciarzemsmile)) lekarz brzmi lepiej.


                    > U nas Koran się dzieciom do niczego nie przyda.


                    Niedlugo Biblii beda sie uczycsmile)


                    >Wystarczy , że zakuwaja na
                    > pamięc tę ilośc szkolnej wiedzy na zasadzie "3 razy Z." Tylko ciekawe, co z teg
                    > o
                    > wynika.


                    wynika aktywnosc umyslu.

                    >
                    > Tak, bo istnieje jeszcze coś takiego jak norma kulturowa, która generuje
                    > postawy, dążenia i czyny. Kto powiedział, że wszystkie normy są dobre i służą
                    > człowiekowi?


                    >Jeżeli ktos się zabija bo nie wytrzymuje presji, i nie jest w tym
                    > odosobniony to bo zjawisko masowe, to znak, ze to norma kulturowa jest zła a ni
                    > e
                    > ludzie nieprzystosowani.


                    na razie nie ma masowych samobojstw.
                    wiecje samobojst jest z powodu zawiedzionej milosci...a niekt nie stara sie
                    mimo to obnizyc jej poziomu, blo mlodzi ludzie sie stresuja zawiedziona milosciasmile
            • Nie mowię o podręcznikach z 1995, tylko o podręcznikach sprzed lat trzydziestu,
              >
              > osiemdziesieciu i stu.

              a wogole przed tysiacami to juz genialnie bylo. dzieci wogole nei musialy
              chodzic do szkoy i sie stresowac. .a co najwyzej pisaly na glinianych tabliczkach.

              1773. I znam zakres
              > programowy, obszerność programów szkolnych od 200 lat. I zareczam Ci, ze biorąc
              >
              > wszystkie przedmioty razem, tak źle jeszcze nigdy nie było.
              wiesz...w 1773 nie bylo jeszcze historii rozbioro polski, I i II wojny swiatowej
              z masa durnowatych dat i wydarzen. Nie bylo 50 lat komunizmu, solidarnisci itp.
              Nie bylo literatury wojny i okupacji, fizyka byla w powijakach, matematyka
              tez..a za 200 lat jakas nauczycielka powie.."o..ja czytalam podreczniki z 2005 ,
              tan nie bylo tyle rzeczy" czy to znaczy ze mamy wrocic do poiomu z 1773
              roku??? bo dzieci sie stresuja???
              No naprawde..


              > Kazdy nauczyciel patrzy na swój przedmiot i biada
              nad cięciami. Zapomina tylko
              > -
              > drobiazg - ze takich przedmiotów jest kilkanaście.

              Fakt, ze niektore przedmioty mogly by byc dla "zainteresowanych"... Zawsze
              uwazalem, ze przedmiotow w szkole podstawowej jest za duzo..ale z drugiej strny
              ska dzeicko mialoby wiedziec, ze lubi fizyke, gdyby fizyka nie byla obowiazkowa.
              Masz racje, kazdy naucciel uwaza, ze jego przedmiot jest wazny... My mielismy
              PO..Boze..nei wiem po co..smile ale sie strzelac nauczylemsmile))

              > program do dzieci, nie dzieci do programu.
              > Moi znajomi historycy też biadają nad cięciami - bo wydaje im sie, ze kazdy
              > musi doskonale opanować kolejność wszystkich wladców dzielnicowych.

              No akurat tu si ez Toaba zgadze, nie kazdy musi znac kazdego wladce i ksiacia..
              No al eprzynjmniej zarys by sie przydal..bopotem si emowi o powrocie do
              Kolobrzegu do maciarzy i o ziemiach odzyskanychsmile))

              > Kiedyś dzieci z pierwszych klas miały czas na uczenie się ortografi, arytmetyki
              >
              > i czytania.

              Kiedys nauka literek zaczynala sie w 1 klasie, a teraz juz w przedszkolu.
              Poza tym, nauka czytania nie polega na siedzeniu przed TV tylko czytaniu.
              Rodzice niestety o tym zapominaja i parkuja dzieci przed TV lub komputerem. Nie
              przewiduje, zeby potem dziecko potrafilo plynnie czytac.

              A wiesz, kilka miesiecy temu przejzalem zeszyty mojej chrzestnicy (5 klasa) i
              porownalem do moich z 5...prawie to samo maja, troche inne metody..tylko
              zaskoczylo mnie ze ulamki maja w 5 kiedy my mielismy w 4. ....

              > Porównywałam kiedyś podręczniki dla klasy 8 i II gimnazjalnej. Te pierwsze były
              >
              > nie tylko pisane znacznie prostszym językiem, ale nawet drukowane wiekszą
              > czcionka. A przeciez to podręczniki dla dzieci w tym samym wieku.


              teraz sie oszczedza na papierze , bo ksiazki sa drogie. Masz racje..byly wieksza
              czcionka.. to tez zauwazylem.


              > Rozumiem, ze dorosły człowiek ma prawo do czasu wolnego po pracy, a dziecko
              > nie? Ciekawe skad pomysł, ze dorosły człowiek ma prawo po pracy robić co chce,
              > a dziecko ma pracę kontynuować i wyjdzie mu to na dobre? Jak widać na pierwszy
              > rzut oka - nie wychodzi.

              No nie do konca z trymi doroslymi.. dorosly przychodzi do domu i pracuje
              dalej..asprzatanie, gotowanie, dzieci itp.
              TZn co? przestajemy zadawac prace domowe?

              > tylko myslenia. Część matematyczna jest znacznie trudniejsza. Mamy wiec bardzo
              > niedobra sytuację. Dobrzy matematycy dostaja się do dobrych liceów, dobrzy, a
              > nawet wybitni humanisci bez zdolnosci matematycznych - dostają się do marnych.

              to tez nie do konca prawda. matematyka jest potrzebna w zyciu i musi byc na
              pewnym poziomie utzymana. Poza tym..no coz..przyszlosc nalezy do informatyki i
              przedmiotow scislych a nie kultoroznawcow.
              O ile zdolnsci matematyczne bez dorego nauczyciela cioezko rozwijac..tozdolnosci
              humanistyczne mozna. Klasy mat-fiz, chem-biol zawsze byly "lepsze".
              z tego co pamietam ostatnie egzaminy nie wypadly AZ tak koszmarnie, wiec
              najwyrazniej przecietni tez sobie poradzili.

              > nauka, tylko stopnie. Bo co komu po dziecku , które umie bardzo dużo, skoro nie
              >
              > ma piątek?

              a co komu po dziecku z piatkami, ktore jest glupie jak but?
              stonie sa wazne, nie zwasze pokazuja prawdziw wiedze dziecka. To ze dziecko
              czyta ksiazki o owadach nie znaczy, ze trzeba mu z matematyki oposcic poziom.
              Fajnie, ze czyta. Ma zainteresowania i wie wiecej. Brawo, super..i? z matmy same
              1 ..a to znaczy, ze trzeba mu 5 stawic bo owadami sie interesuje?

              . "Moje dziecko jet dobrym człowiekiem" nie jest powodem do chwały, bo
              > liczy się sukces, nie człowiek.

              alez skad. liczy sie czlowiek. czerwony pasek do powod do dumy rozicow, zawsze
              tak bylo.

              > Skoro od pierwszej klasy uczymy dzieci, że ich wartość to wartość ich stopni,
              > to zapominamy o tym, ze dzieci nie wychowuje się jedynie do pracy zawodowej.

              a..do czego?... bez pracy beda na bezrobociu..a t grozi alkoholizmem, zejsciem
              na margines, odsunieciem od spoleczenstwa. Dzieci to przyszli dorosli..sa fajne,
              ale za kilka lat przestana byc dziecmi i nagle si eokaze, ze musimy je
              utrzymywac do 40 roku zycia..bo sa dobrymi ludzmi..tyle ze bez pracy.


              > Obawiam się,ze wiekszość rodziców woli, aby ich dziecko osiagnęło w
              > życiu "sukces" niż było szczęśliwe.

              moze, a nie mozna byc szczesliwym i z sukcesem? no i to zalezy co to jest sukces.
              a mozna byc takze biednym i nieszczesliwym.


              > I cóż sie dziwić, ze dziecko, w ktorym rodzice cenią ucznia, nie człowieka ,
              > jest znerwicowane?

              a to juz wina rodzicow..czyli wracamy do punktu wyjscia. RODZINE WINNI..a nei
              szkola.
              --
              BERLIN BERLIN!!!
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
              • camel_3d napisał:

                >sorry, ale nie zrozumialem Twojej aluzji..jakas niezbyt jasna byla.

                Żadna aluzja. Konstatacja.
                Wyraźniej : założyłeś niby-wątek żeby podyskutować o kondycji polskiego
                społeczeństwa. A tak naprawdę wątek miał tytuł : "moc camela i dlaczego a
                miękusowatość dzisiejszej dziatwy (z naciskiem na trudy i osiągnięcia dwu bądź
                jednogarba)"

                >teraz gorzej, bo od kilku lat mam maly kontakt z j. polskim.

                Po co robisz uwagi innym, skoro sam sadzisz błędy?

                >sorry, nikt nie traktowal mnie jak smiecia.

                Wyparcie to bardzo użyteczny mechanizm.

                >Skoro jej szkola nie odpowiada..i jest dla neij stresem.

                Szkołę swoją zachwalałeś, a nie nauczyli czytać ze zrozumieniem.

                >Nic, prawie kazdy w klase zaliczyl raz czy dwa "lapki"..nikt psychicznie na tym
                >nie ucierpial. a kolezanka jak widze ma jakies upodobania sado-maso, bo tak ze
                >znajomoscia "tematu" o tym pisze.

                Oj garbny, przecież Ty sam to napisałeś, tylko innymi słowy. Nie podejrzewałam
                Cię wprawdzie o sado-maso.

                >> Dzieciaki wieszały się zawsze. Tylko w gazetach o tym nie pisali, a politycy
                >> nie windowali na tym swojej kariery.

                >Taaa..wojny tez byly zawsze.

                Myślisz, że jak o czymś nie wiesz, to nie istnieje, prawda? Typowe dla
                tych "powyżej średniej". Widzisz, odpytka ze szczegółów Trylogii, nawet w
                klasie eksperymentalnej, nie gwarantuje niezbędnych w życiu umiejętności, ani
                też z pewnością zapoznania się z całą dostępną wiedzą.

                ***
                Oczywiście wiesz więcej i lepiej niż osoby z doświadczeniem pedagogicznym, niż
                nauczyciele doskonale znający system, a także rozumiejący jego przemiany( a
                raczej ich brak). Ty zajrzałeś do jednego zeszytu i wiesz wszystko.
                Wiedzy przybywa w postępie geometrycznym. Stąd cięcia w programach, bo
                informacji jest nieporównanie więcej. Program polskiej szkoły nie jest
                dostosowany do przyspieszenia, które się na naszych oczach dokonuje. Żeby
                dziecko (a także dorosły)było w stanie poruszać się w świecie, konieczna jest
                zmiana sposobu nauczania z odtwórczego na twórczy, z powielającego informacje
                na aktywne ich poszukiwanie. Dzieci muszą być uczone jak te informacje
                przetwarzać, a także filtrować -odrzucać co kompletnie zbędne; jak podejmować
                decyzje, na co położyć nacisk, bo wszystkiego zwyczajnie się nie da. Czy
                zdajesz sobie sprawę ile choćby w biologii zmieniło się od kiedy Ty strzelałeś
                na PO? Tej wiedzy sprzed kilku dekad nie da się nawet porównać. A więc
                potrzebna jest *baza*, która pozwoli pewne dziedziny naprawdę zgłębić. Stąd na
                świecie bierze się tak wąska specjalizacja.
                Nie spotkałam kraju(tylko nie pisz o Chinach!), w którym katowałoby się dzieci
                kształtnością pisma tak jak w Polsce. To jest naprawdę szkodliwa obsesja, która
                tak często zabija u uczniów radość z samego przelewania myśli na papier.

                Upierasz się, że młodzież słaba, bo ma za dobrze. Jesteś tą młodzieżą? Sam
                piszesz, że czasy się zmieniają, ale nie rozumiesz co to znaczy. Ta dzisiejsza
                młodzież żyje DZIŚ, nie wtedy. Problemy ma na miarę TYCH, nie tamtych czasów.
                Bzdurą jest więc robienie porównań z poziomem stresu sprzed 30-tu lat,
                bo "stresy" były inne. Inne też były stresy naszych rodziców i dziadków.
                Wtedy mieliśmy 7% społeczeństwa z wyższym wykształceniem, dziś będzie 40%. Czyż
                to możliwe żeby presja większa była? Oczywiście, nie każdy musi i może
                studiować, tylko problem w tym, że na rynku światowym nie będziemy żadną
                konkurencją ze stopniem wykształcenia sprzed kilkudziesięciu lat. Wszystkie
                kraje rozwinięte uważają poziom edukacji za priorytet, bo jest to baza dla
                prosperity i rozwoju państwa, a w międzyczasie- baza dla rozwoju jednostek. I
                stąd ta masa zajęć dodatkowych, douczania, poszerzania, poprawiania i często
                płynącego z tego przepracowania. A po co i dlaczego? Bo np. trzeba znać języki
                (no dziś po prostu trzeba), a mało która szkoła potrafi języka obcego nauczyć.
                A jeśli szkoła nie uczy też dobrze innych przedmiotów- korepetycje. Kluczem
                jest taka placówka ( już ktoś słusznie wspominał) jak w systemie skandynawskim,
                która nie tylko jest przyjazna dziecku(wbrew Twojemu absurdalnemu twierdzeniu,
                że kupa stresu wzmacnia), ale i doskonale kształcąca.

                Zdajesz się też dokumentnie zapominać o transformacji ustrojowej, o ludziach,
                którzy nie odnaleźli się w nowej rzeczywistości, o przekształceniach
                społecznych, utracie poczucia bezpieczeństwa, o tym, że dziś zwykle pracuje się
                więcej -za to wszystko przecież się płaci. A że stan młodych jest odbiciem
                stanu całego społeczeństwa, na który to wpływ mają dość złożone czynniki,
                niepoważne jest stwierdzenie, że dzieci mają lepiej, bo nauczyciel ich nie
                leje. Mają inaczej i w tych innych warunkach radzą sobie lepiej lub gorzej i
                tak było jak świat światem. I jak świat światem w starszym pokoleniu znajdują
                się zawsze tacy, którzy przynudzają o "naszych czasach" i nie takiej jak trzeba
                młodzieży.
            • verdana napisała:

              > Kiedyś dzieci z pierwszych klas miały czas na uczenie się ortografi,
              >arytmetyki i czytania. Teraz program nie przewiduje powtorzeń.

              Zdolne dzieci zawsze miały czas na wszystko, te z problemami (chociażby
              polegającymi na wolniejszym rozwoju) musiały się męczyć i dawniej, i teraz.
              Proza życia.

              >Małe dziecko nie jest
              > przygotowane na uczenie się tylko raz - i już opanowanie materiału. Bez
              > powtorzeń większość dzieci nie jest w stanie nadążyć.

              Odnośnie powtórek, wałkuje się niektóre partie do znudzenia i wychodzą bokiem
              również całkiem przeciętnym uczniom (np ileż miesięcy można uczyć się dodawania
              i odejmowania w zakresie 20???)

              >Bo co komu po dziecku , które umie bardzo dużo, skoro nie
              > ma piątek?

              Verdano, mam wrażenie, że leczysz własne kompleksy, tudzież ...
              Dla mnie może istnieć takie dziecko, może nie mieć piątek, byle było szczęśliwe.

              > Skoro od pierwszej klasy uczymy dzieci, że ich wartość to wartość ich stopni

              Kto tak uczy? Ja? Ty?



          • > Straszy sie bezrobociem? ..
            > coz..bo to prawda. Kiepskei wyniki,kiepkie gimnazjum, kiepskie
            > liceum,....coz...praca prz kurach w GBsmile

            Bzdura kompletna. Ja do szkoły chodziłem z takim zapałem, że więcej mnie w niej
            nie było niż byłem, przy kurach nie robię i nie chwaląc się mam jacuzzi w domu,
            teraz w nim buduję basen i Land Cruiserem śmigam. Miałbym dokładnie to samo bez
            względu na to czy zakonczyłbym edukację na zerowce czy na studiach
            doktoranckich.

            Mój kolega chodził do kiepskiej podstawówki, kiepskiego liceum, rodzice mu
            studia opłacali i dostał dobrą robotę. Kosił nieraz po kilkadziesiąt tysięcy
            miesięcznie jak mu fuchy wpadały albo jakieś nagrody. Dziś kolega ma kasę w
            funduszach inwestycyjnych, z tego żyje i jest klasycznym menelem, bo tendencje
            do pijaństwa miał zawsze.

            • > Bzdura kompletna. Ja do szkoły chodziłem z takim zapałem, że więcej mnie w
              niej
              >
              > nie było niż byłem, przy kurach nie robię i nie chwaląc się mam jacuzzi w
              domu,
              >
              > teraz w nim buduję basen i Land Cruiserem śmigam.

              no..a walesa wogole nic nie skonczyl i tez mu zle nie jest..co nie znaczy ze to
              bedzie standardem i kazdy przyuczony elektryk bedzie prezydentemsmile)


              >Miałbym dokładnie to samo bez
              >
              > względu na to czy zakonczyłbym edukację na zerowce czy na studiach
              > doktoranckich.


              to zelez.. gdybys zakonczyl edukacje na zerowce to bys nawet tego mail anie
              potrafil napisc.. po drugie nie potrafilbys czytac..wiec prawa jadz bys nie
              zrobil a tym samym land cruisera bys nie mogl prowadzic...

              >
              > Mój kolega chodził do kiepskiej podstawówki, kiepskiego liceum, rodzice mu
              > studia opłacali i dostał dobrą robotę.

              nie wszystkich rodzicow stac na lapowki i oplacanie studiow dzieciom. niektroe
              dzieciaki musza same sobie radzic.

              > miesięcznie jak mu fuchy wpadały albo jakieś nagrody. Dziś kolega ma kasę w
              > funduszach inwestycyjnych, z tego żyje i jest klasycznym menelem, bo
              tendencje
              > do pijaństwa miał zawsze.

              No i swietnie, skor mu sie udalo i zyje jak chce..ale szczerze ci powiem, ze
              nie bylbym dumny maja takiego kolege...z ktorym nie wiele mozna pogadac. Wole
              chyba normalnych, z mniejsza kasa, ale inteligentnych.




              --
              BERLIN BERLIN!!!
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
      • kkos lepiej tego nie mozna bylo ujac
        --
        Bo jesli kochac to nie indywidualnie.....
    • to teraz moze jeszcze kilka uwag z perspektywy 20 letniej studentkismile
      jestem na II roku, wiec pamietam jeszcze doskonale czasy gimnazjum i liceum...
      ciezko mi porownac jak bylo dawniej- moge tylko powtorzyc za moja mama, ze moje
      pokolenie wg niej ma ciezej- i mowila mi to i w czasach mojego liceum, i teraz
      jako ze studiuje to, co ona...
      ale ad rem- nt programow wiele nie powiem, bo i w gimnazjum i w liceum (to
      pierwsze bylo specyficzne, bo prywtane, drugie natomiast najlepsze w Krakowie i
      panstwowe) mialam duzo lekcji prowadzonych wg tzw programow autorskich- roboty
      mase, choc faktem jest, ze czesto gesto bylo to ciekawsze niz wiedza z
      podrecznikow.
      Stres moze byc wynikiem oczekiwan- rodzicow, spoleczenstwa, nauczycieli (chore
      rankingi szkol pod wzgledem wynikow, olimpijczykow etc) oraz presji srodowiska.
      Pierwszy przyklad- w I klasie liceum mialam srednia nizsza o 0,02 niz wynosila
      srednia ogolna klasy- po rozdaniu swiadectw 'kolega' podszedl i powiedzial,
      zebym wziela sie do roboty, bo poziom im zanizam.
      Stres wynika tez z braku czasu- nie dlatego, ze stoimi w kolejkach czy pierzemy
      recznie, bo w dobie zautomatyzowania malo kto nie ma pralki, ale... jest presja
      spoleczna, ktorej ulega i mlodziez, i przede wszystkim rodzice, by robic cos
      ponad szkole- stad mase zajec dodatkowych- pomijajac nauke jezykow, dochodzi do
      tego basen, tenis, lyzwy etc.
      Ja w podstawowce umialam napisac wlasna strone www, w gimnazjum zaczynalam
      lekcje o 7.30 i najwczesniej konczylam o 15.30, bo co dzien mialam cos ekstra-
      ja nie narzekam, bo to lubilam, ale... jednoczesnie bylam stawiana za wzor na
      zebraniach, ze taka zorganizowana, zdolna, olimpijczyk i jeszcze reprezentant
      szkoly na nartach etc... potem rodzice kolegow wracali do domu i padalo
      pytanie, czemu moi znajomi nie sa tacy jak ja? I tu albo czesc probowala i
      czesto dorownywala (ale do tego trzeba bylo sporo samozaparcia i zdolnosci-
      mialam szczescie i te cechy mam, aczkolwiek tez to czasem przyplacam, bo np
      nadmierny perfekcjonizm bywa przeklenstwem) albo... w stresie wciaz nie mogla z
      czyms nadazyc, co odbijalo sie i na nich, i na naszych stosunkach...
      w liecum bylo podobnie- stres jest wynikiem tez tego, ze od poczatku mowi nam
      sie, ze MUSIMY sie czyms wyrozniac, bo ludzi z mgr przed nazwiskiem jest od
      groma... stad w okresie liceum wszyscy biegali na jezyki (ja mialam np 6 godzin
      tyg ekstra), co skutkuje tym, ze przy 14 przedmiotach, kartkowkach,
      sprawdzianach, idiotycznych (!!!) pracach domowych typu jakies plakaty etc
      czlowiek zaczyna sie wypalac, bo nie wie w co wsadzic rece.
      Jedno musze przyznac- i gimnazjum, i liceum mnie tak zahartowaly, ze obecna
      sesja z 14 egzaminami (prawo, UJ, zeby nie bylo, ze jakas prywatna uczelnia,
      gdzie za obecnosc sie ma zaliczenie) mnie nie przeraza...
      • Ja też w liceum i gimnazjum zaharowywałam się na śmierć ( po cześci na własne
        życzenie bo nikt mi nie kazał po lekcjach chodzić na dodatkowy niemiecki i
        karate) i muszę przyznać że nie wyszło mi to na dobre. oczywiście dostałam się
        na studia ( państwowe i prywatne) ale nerwic jakich nabrałam w szkole się nie
        oduczyłam. Sesja egzaminacyjna nie przeraża mnie dlatego że mam w niej dużo
        egzaminów ale dlatego że szkoła wytworzyła we mnie idiotyczny odruch że musze
        się starać o najlepsze stopnie a nie zdanie będzie świadczyło nie tyle o mojej
        nie wiedzy ale o mnie jako o człowieku. nie jest to bynajmniej winą moich
        rodziców którzy nigdy nie wymagali odemnie samych piątek i chcieli tylko żebym
        z czegoś była dobra. Szkoła nauczyła mnie tylko tyle że niezaleznie jak bardzo
        się uczysz i starasz na apelu szkolnym pochwalą kogoś kto spędził dodatkową
        godzinę nad lekcjami z fizyki zamiast zajmować się czymś ciekawym. Szkolny
        stres bierze się w moim przkonaniu więc z dwóch żródeł : wmawiania uczniom że
        powinni poświęcić cały swój czas i energie na zdobywanie jak najlepszych ocen
        nieżaleznie czy dany przedmiot ich interesuje i czy mają do niego
        predyspozycje. Oraz ciągłe wmawianie nawet dobrym uczniom że są od nich lepsi,
        którzy dosatną się do lepszych liceów a potem zajmą im miejsce na studiach ( z
        własnego doświadczenia wiem że nie jest to do końca prawda). Nie wiem czy
        kogokolwiek to motywuje a stresuje zapewnie wszystkich.
        --
        Moje forum dla wszystkich z dysfunkcjami. ZAPRASZAM!

        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=42552
        • ...lubią biadolić, albo ...

          Nie porównujmy obecnych programów szkolnych do tych sprzed 200 czy 100 latsmile
          Chyba że dla zabawy, tudzież w celach naukowo-badawczychwink
          Obciążenie szkolne 20-30 lat temu nie było mniejsze niż dzisiaj! Ja wiem, czas
          leczy rany i szczegóły zamazuje, albo miłość rodzicielska nakazuje nam
          współuczestniczyć w traumie młodego pokolenia...
        • ratyzbona napisała:

          > Ja też w liceum i gimnazjum zaharowywałam się na śmierć

          Podobnie, jak wielu zaharowywało się 10-20-30-40 lat temu.

          > szkoła wytworzyła we mnie idiotyczny odruch że musze
          > się starać o najlepsze stopnie

          Ciekawe, szkoła powiadasz?

          >a nie zdanie będzie świadczyło nie tyle o mojej
          > nie wiedzy ale o mnie jako o człowieku. nie jest to bynajmniej winą moich
          > rodziców którzy nigdy nie wymagali odemnie samych piątek i chcieli tylko żebym
          > z czegoś była dobra.

          Może jednak podświadomie chciałaś im udowodnić swą wielkość?

          >Szkoła nauczyła mnie tylko tyle że niezaleznie jak bardzo
          > się uczysz i starasz na apelu szkolnym pochwalą kogoś kto spędził dodatkową
          > godzinę nad lekcjami z fizyki zamiast zajmować się czymś ciekawym.

          Zazdrość zawsze powiązana jest ze stresemsad
          A w życiu na podium stają tylko nieliczni. I w tym sensie szkoła bywa niezłą
          szkołą zycia.

          > Szkolny
          > stres bierze się w moim przkonaniu więc z dwóch żródeł : wmawiania uczniom że
          > powinni poświęcić cały swój czas i energie na zdobywanie jak najlepszych ocen
          > nieżaleznie czy dany przedmiot ich interesuje i czy mają do niego
          > predyspozycje.

          Chwileczkę! Wybór szkoły jest dobrowolny, zawsze można naukę odpuścić, przejść
          do zawodówki. Bicze czy gnębienie za to nie grożą (zakładam dobrą sytuację
          rodzinną, o czym zapewniono wyżej).

          > Oraz ciągłe wmawianie nawet dobrym uczniom że są od nich lepsi,
          > którzy dosatną się do lepszych liceów a potem zajmą im miejsce na studiach ( z
          > własnego doświadczenia wiem że nie jest to do końca prawda).

          Samo życie: są lepsi i gorsi, a porównywania nie uniknie się. Tu potrzebna jest
          dojrzałość, pokora.
          Stres bierze się z życia, przerostu AMBICJI, środowiska, genów, kompleksów,itp.
          Innymi słowy jedni (zarówno piątkowi, jak i dwójkowi)przechodzą przez szkołę
          zestresowani inni - nie. Z pewnością tych pierwszych jest więcej. I tak jest już
          od wielu lat.


          • mamaigiiemilki napisała:

            > jestem nauczycielem w gimnazjum i wydaje mi się, ze najwiekszym błedem bylo
            ich
            > utworzenie.Szkoła podst. 8-letnia sprawdza sie w tym wieku lepiej.według mnie
            > problemem jest to ze dzieci zaczynaja uwazac sie za b.dorosłe i zwracas
            >ogromna uwage na wyglad. natomiast uczenie sie schodzi na dalszy plan...

            Gimnazjum jest bardzo dobrym pomyslem,pod warunkiem ze dostajesz sie do dobrego
            gimnazjum na pods dobrych wynikow w podstawowce.
            Nastepnie do dobrego liceum na pods dobrych wynikow w gimnazjum.
            Tylko selekcja a nie przepychanie sila do nastepnej klasy.


            >a stres jest
            > ale czesto dlatego ze sie nie nauczyli.przeciez nauczyciel to tez czlowiek i
            > naprawde zrozumie ze np.z jego przedmoitu w dany dniu nie moze byc
            sprawdzianu
            > bo pisza z innego. ale musi widziec ze uczniowie sie staraja...a uczniowie
            > uwazaja ze egzamin i tak sie zda a do technikum teraz przyjmuja z tak mala
            > iloscia punktów ze szkoda gadać i nie ma po co się wysilac.potem prywatne
            > studia i mgr jest..- "starych"egzaminów 80% by nie zdało. to jest smutne ale
            > uczniowie po prostu przestali sie uczyc(sa oczywiscie wyjatki ale jest ich
            > coraz mniej...)

            Ktos,komu wydawalo sie,ze jest madry doszedl do wniosku,ze w Polsce jest za
            malo ludzi z wyzszym wyksztalceniem i stad wlasnie wniosek by mogli sobie
            kupowac mgr na prywatnych uczelniach za sama obecnosc w tych szkolach"wyzszych".
            Wskaznik umagistrowienia pojdzie mocno w gore,a poziom nauczania mocno w dol.
            Teraz dosc powszechnie ludzie po "studiach" robia bledy ortograficzne i to
            czesto 2 w jednym zdaniu,ale kwity maja i moga w urzedach zasiadac.

            PS.Kiedy Renka Beger idzie na studia?
            • > Ktos,komu wydawalo sie,ze jest madry doszedl do wniosku,ze w Polsce jest za
              > malo ludzi z wyzszym wyksztalceniem i stad wlasnie wniosek by mogli sobie
              > kupowac mgr na prywatnych uczelniach za sama obecnosc w tych
              szkolach"wyzszych"
              > .
              > Wskaznik umagistrowienia pojdzie mocno w gore,a poziom nauczania mocno w dol.
              > Teraz dosc powszechnie ludzie po "studiach" robia bledy ortograficzne i to
              > czesto 2 w jednym zdaniu,ale kwity maja i moga w urzedach zasiadac.

              Tu sie nie do konca zgodze. Pierszy kierunek robilem na prywatnej uczelni i
              musze powiedzec, ze musialem sie wiecej uczyc niz pozniej na UW. To zalezy od
              uczelni. Niektorym zalezy na utrzymaniu poziomu, sa w rankingach najlepsze i
              przyciagaja ludzi, ktorym zalezy na wykszatlceniu, a nie tylko na tytule.
              A sa tez takie, ktore "sprzedaja" tytuly.
              W firmie, w ktorej pracowalem podania od studnetow prywantych uczelni byly w
              przedbiegach odrzucane (chyba, ze mieli juz spore doswiadczenie zawodowe)...
              oprocz 2 uczelni (w tym mojej). Dobre platne uczelnie maja pieniadza na
              dodatkowe laboratoria i warszataty..wiec daja dodatkowe mozliwosci.
              Zajecia byly swietnie prowadzone i organizowane, nie polegaly wylacznie na
              monologu wykladowcy..jak to pozniej bylo na UW, gdzie wyklady i zajecia byly
              nuden..poza kilkoma...


              --
              BERLIN BERLIN!!!
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
          • linka9 napisała:

            > Samo życie: są lepsi i gorsi, a porównywania nie uniknie się. Tu potrzebna
            >jest dojrzałość, pokora.
            > Stres bierze się z życia, przerostu AMBICJI, środowiska, genów,
            kompleksów,itp.
            > Innymi słowy jedni (zarówno piątkowi, jak i dwójkowi)przechodzą przez szkołę
            > zestresowani inni - nie. Z pewnością tych pierwszych jest więcej. I tak jest
            >już od wielu lat.

            Tak trzymaj linka!
            Moj syn jest w gimnazjum i nie pamietam kiedy uczyl sie wiecej niz 2 godz
            dziennie.Jest jednym z najlepszych w najlepszym gimnazjum i zawsze ma czas na
            tenisa czy hokeja.
            Ze szkola daje sobie rade dobrze,a ja nie nakladam na niego za duzo obowiazkow
            poza szkolnych.
            Za to u Kowalskiej jest istna sodoma!
            Ona cwiczy swoje corki tak,ze prace domowe sa dla nich niczym w porownaniu z
            pracami domowymi zadawanymi im przez mamusie.W soboty polska szkola a po niej
            korepetycje.
            Musze dodac,ze dziewczynki bardzo dobrze sie ucza,ale to mnie przypomina oboz
            koncentracyjny.

            • > Tak trzymaj linka!
              > Moj syn jest w gimnazjum i nie pamietam kiedy uczyl sie wiecej niz 2 godz
              > dziennie.Jest jednym z najlepszych w najlepszym gimnazjum i zawsze ma czas na
              > tenisa czy hokeja.

              cos ty...inni by powiedzieli, ze to stresujace zajecia dodatkowe....po
              lekcjach.. bo zamiast tych 2 godin nauki..moglby robic jeszcze cos innegosmile))


              > Ze szkola daje sobie rade dobrze,a ja nie nakladam na niego za duzo
              obowiazkow
              > poza szkolnych.

              i prawidlowo.

              > Musze dodac,ze dziewczynki bardzo dobrze sie ucza,ale to mnie przypomina oboz
              > koncentracyjny.

              moze kowalska nei chce, zeby dziewczynki skonczyly tak jak onasmile hehehe


              --
              BERLIN BERLIN!!!
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488

              • > moze kowalska nei chce, zeby dziewczynki skonczyly tak jak onasmile hehehe

                To tez.
                Ale okazuje sie,ze Kowalska moze miec racje z tym domowym szkoleniem dzieci,bo
                w tym roku moja corka ma beznadziejna nauczycielke i dobrze,ze wylapalem sprawe
                w czas,czyli przed testami stanowymi z matematyki.
                Nauczycielka nie dosc,ze jest tlusta,to jeszcze nie ma pojecia o matematyce.
                Po prostu zgroza.
    • Szkoła podstawowa rzeczywiście była "bezstresowa". Udzielałam się w
      harcerstwie, w zespole wokalno-tanecznym, i byłam prymuską.
      Czar "bezstresowej szkoły" prysł, kiedy poszłam do liceum. Najlepsze liceum w
      mieście, klasa o autorskim programie. Musiałam zrezygnować ze wszystkich
      dotychczasowych zajęć dodatkowych, żeby dostać przynajmniej "dobry". Co więcej -
      szkoła wymuszała branie korepetycji! Nauczyciel tak prowadził zajęcia, że
      trzeba było chodzić na korki (lekcja - easy cheesy, sprawdzian - śruba
      podkręcona na maksa, pytania z podręczników dla studentów). Tak więc śmigało
      się na korki, które tak naprawdę były lekcjami (angielski, niemiecki,
      francuski, fizyka, matematyka).
      Do tego dochodził tenis, jakieś narty, basen. Ten basen zamiast wfu to istny
      pożeracz czasu, bo na wfie to człowiek się przebrał, poskakał, ubrał i po
      krzyku, a tutaj trzeba dotrzeć na ten basen, rozebrać, ubrać, a potem wysuszyć
      się, więc trwało to znacznie dłużej.
      I przeładowany program, siedzenie w szkole po 7-8 godzin, a potem nauka w domu.
      Wątpiących zapytam, czy mieli w szkole takie przedmioty jak informatyka (z
      programowaniem), astrologia, czy matematyka prowadzona po angielsku. Plus
      wyjazdy na imprezy kulturalne po lekcjach (opera, operetka, teatr).
      Z ogólniaka zapamiętałam dziewczyny wymiotujące ze stresu w szkolnej
      toalecie...
      • no ale sama zdecydowalas si ena najlepsze liceum..wiec to Twoj wlasny wybor.
        Zawsze moglas pojsc do gorszego lub wogole zrezygnowac ze szkoly i miec mniej
        stresu. Ktos ktos wybiera najlepsze liceum w miescie wie, ze nauka tam nie jest
        latwa..i ze tylko masa pracy dodatkowej da szanse przetrwania. I pewnei wlasnie
        dlatego to liceum jest najlepsze prawda?





        --
        BERLIN BERLIN!!!
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
        • B.Z (dla niewtajemniczonych - ten skrot oznacza bylych ziemian) po II wojnie
          wpajali w swoje dzieci jedna maksyme:" Wyksztalcenie jest najwazniejsze". Na
          swoim przykladzie wiedzieli, ze ziemie, majatki mozna stracic w kazdej chwili a
          wyksztalcenia nikt nikomu jeszcze nie odebral.

          --
          "Gdy lud nie ma głosu, poznaje się to nawet przy śpiewaniu hymnu." S.J Lec
          • anmanika napisała:

            > B.Z (dla niewtajemniczonych - ten skrot oznacza bylych ziemian) po II wojnie
            > wpajali w swoje dzieci jedna maksyme:" Wyksztalcenie jest najwazniejsze". Na
            > swoim przykladzie wiedzieli, ze ziemie, majatki mozna stracic w kazdej chwili
            >a wyksztalcenia nikt nikomu jeszcze nie odebral.

            Niby prawda,ale nie za bardzo.
            Komuna nie dopuszczala do stanowisk kierowniczych ludzi,ktorzy nie byli
            lewicowcami.
            Poza tym biznes rodzinny pozostawal i pozostaje w rodzinie,choc mozesz sie w
            niego wzenic.

            PS.Popatrz jak Radek Sikorski plakal jak stracil prace!
            Przeciez dobry fachowiec,z dobrym wyksztalceniem bez trudu znajdzie sobie
            inna.
            Okazuje sie,ze nie!

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.