Dodaj do ulubionych

dzieci, klocki LEGO i mąż

24.02.07, 11:10
Mam problem, kilka miesięcy temu kupiliśmy synowi na urodziny zestaw klocków
LEGO (taki zwykły -dużo klocków). Potem dostał dość drogi zestaw jakiegoś
helikoptera. I tu zaczął się problem, tylko nie wiem z kim. Ponieważ córka też
lubi klocki, to też dostała na urodziny. Od tego czasu mój mąz wyszukuje na
stronach Allegro wszystko z klaockami Lego zamawia zestawy i od kilku miesięcy
wydaje co miesiąc kilkaset złotych na klocki!!!!!!. Dzieci są ciągle przez
niego obdarowywane klockami, czasem się ucieszą, ale najczęściej , po godzinie
mają je w nosie. A chłop dalej szaleje. Zaznaczam- zarabiamy normalne
pieniądze (średnia krajowa), a nie kokosy. Z mężem rozmawiałam kilkakrotnie,
na spokojnie, na nerwy, na żart nic nie pomaga. Ostatnio zaciągnął nawet
niewielki kredyt ( i wydał na klocki!!!!). Według mnie upadł na głowę, albo ma
jakiś problem z dzieciństwa- ale on jest zdania że poroblem to mam ja i że się
czepiam , bo on tylko dzieciom przyjemność chce zrobić (za 1/4 pensji !!!! co
miesiąc). W dodatku uważam że to fatalnie wpływa na dzieciaki. Tatuś kupuje im
prezent ( po godzinie przestają się nim interesować) a ta mama -wstrętne
babsko- się czepia i robi wymówki. Boję się że dzieciaki, po pierwsze będą
uważały że prezenty im się nalężą, nie będą rozumiały prawdziwych potrzeb
rodziny ( mąż kupił im w pażdzierniku klocki- bez mojej wiedzy oczywiście-, a
ja się głowiłam za co mam kupić kurtkę zimową dla córki, donaszała wyrośniętą
po bracie, o butach zimowych dla syna nie wspomnę-dobrze że zima w tym roku do
bani). One mają 5 i 6 lat. Argument klocki są drogie i zestaw kosztuje
150zł(właście tyle, albo i więcej)i mama nie ma pieniędzy, a muszę kupić mięso
na obiad, do dzieci nie bardzo jeszcze trafia. Jak wytłumaczyć dzieciom, że
nie zgadzam się na klocki, nie dlatego że im żałuję, ale dlatego że są drogie
, a ja mam obowiązek najpierw zadbać o ich zdrowie ( dobre jedzenie , ciepłe
ubranie), oraz o inny rozwój (angielski, ksiązki, rysowanki, wyklejanki-to też
kosztuje)- i że obecnie dwa wielkie pudła klocków są wystarczające. I co
zrobić z chłopem -może wystąpić o alimenty, albo na obiad zamiast jedzenia dać
mu klocków. Nie mam pomysłów. A , jeszcze jedno, w lutym w akcie desperacji
poprosiłam o pomoc teściową (niech porozmawia z synem), ale też niewiele
pomogło - wczoraj listonosz znów przyniósł pakę z klockami. Kto tu zwariował????
Edytor zaawansowany
  • lola211 24.02.07, 12:12
    Kto tu zwariował???

    Odpowiedz znasz- maz.
    Ja bym te klocki odsprzedala na allegro.
  • andaba 24.02.07, 14:31
    A bawi się nimi chociaż? czy jak ta Wandzia?
    --
    ---
  • symplegada 24.02.07, 14:58
    Podaruj mi męża wink ja też kocham lego big_grinD
  • mili_vanili 24.02.07, 15:54
  • carmelaxxx 24.02.07, 16:55
    nie dziwie sie mezowi bo lego to u nas fascynacja rodzinna ktora preszla tez na
    synka, fakt nie nadwyrezamy budzetu domowego a wieksze zostawy najczesciej
    kupuje babcia badz jakas skladke robimy.Dodatkowo bawimy sie klockami cala
    rodzina a jak dorosli nie maja czasu albo ochoty to synek sobie dobrze sam daje
    rade, i potrafi cierpliwie i dlugo sie bawic. sam wlasciwie zamawia na prawie
    kazda okazje klocki lego.
  • jola_ep 24.02.07, 19:01
    > Od tego czasu mój mąz wyszukuje na
    > stronach Allegro wszystko z klaockami Lego zamawia zestawy i od kilku miesięcy
    > wydaje co miesiąc kilkaset złotych na klocki!!!!!!.

    A mój od roku namiętnie kupuje klocki K`nex-y. Jakość odpowiadająca Lego, a zabawa na nieco wyższym poziomie smile Potem bawią się wspólnie smile))
    Bo jak na razie pomoc taty przy co trudniejszych konstrukcjach jest niezbędna.

    Tylko, że mój mąż "poluje na okazję" wink Śledzi eBay, czasem, bardzo rzadko jest coś na Allegro. Głównie eBay amerykański, choć koszty przesyłki są ogromne (np. 20$ - 30$). Ale przy odrobinie polowania można kupić fajny, duży, zestaw za 9$ smile)
    Żadna sztuka i satyfakcja kupić coś drogiego, trzeba poszukać coś, co normalnie kosztuje dużo, a ktoś sprzeda (nawet jeśli używany) za 1$ wink) (ostatnio udało się).

    Zaleta: okazje nie bywają często smile
    I jest oszczędniej smile

    Być może Lego też można kupić taniej na eBay-u? Ale mąż świadomie zrezygnował z Lego, bo jego zdaniem cena jest zawyżona, a klocki przereklamowane.

    > Dzieci są ciągle przez
    > niego obdarowywane klockami

    Paczuszki są skrzętnie chowane do szafy. Dzieci dostają przy okazji: urodziny, święta. Choć z ostatnim zestawem mąż nie wytrzymał, ściągnął zaskórniaki syna (bo to typ oszczędny i woli kisić kieszonkowe wink licząc na sponsoring rodziców) i dostały od razu po przyjściu paczki smile)
    Niektóre odsprzedamy pewnie na Allegro, bo wydają się już mało atrakcyjne w porównaniu z tym, co przyszło potem.

    Może też chomikujcie? Jak dzieci dostają za często, to przestają się bawić. A jak mąż nie wytrzyma, to niech wyciągnie sobie lego jak dzieci pójdą spać i się pobawi.

    > mama nie ma pieniędzy, a muszę kupić mięso
    > na obiad, do dzieci nie bardzo jeszcze trafia.

    To Twoja sprawa, co im kupujesz. Ja swoim nie kupuję zabawek. Wiedzą o tym i zaakceptowały to. Synek (7 lat) ostatnio się dziwił, że inne mamy dają się naciągać wink

    > Jak wytłumaczyć dzieciom

    Nie tłumacz się. Albo daj im wybór: zamiast dobrego obiadu dostaną coś mało smacznego i zbieramy na klocki. Może to raczej wybór dla męża wink

    > ksiązki

    z bilioteki

    > rysowanki, wyklejanki

    wcale tak bardzo nie rozwijają. Można też taniej wydrukować z Internetu.

    > I co
    > zrobić z chłopem

    Nie wiem. To, co opisujesz, jest chyba dość typową cechą facetów, choć niektórzy umieją to zwalczyć. A niektórzy... wykazują się wielką niedojrzałością. Ty najlepiej wiesz, czy da się coś zrobić. Bo jeśli te klocki to taki odosobniony wybryk, to jest nadzieja na wytłumaczenie. Szczególnie jak minie pierwszy entuzjazm.

    Pozdrawiam
    Jola
  • mmgos 24.02.07, 19:13
    Przesada w każdej dziedzinie jest szkodliwa, wydaje mi się że w tym przypadku
    również, może niech mąż znajdzie sobie jakieś własne hobby, w końcu chyba jest
    już dużym chłopcem... wink


    nowe forum rodzinne: www.forum.rodzinna.eu - zapraszam, ciekawe wątki i porady
  • jola_ep 24.02.07, 20:04
    >może niech mąż znajdzie sobie jakieś własne hobby

    A co jeśli klocki są właśnie jego hobby?
    Poza tym takie hobby może być jeszcze bardziej kosztowne.

    Całe sedno więc chyba tkwi tylko w tej przesadzie.

    Pozdrawiam
    Jola
  • edyta.ewa 24.02.07, 21:08
    dzięki. macie rację, ze to jego hobby, bo tak jak pisałam dzieciaki w większości
    tracą zainteresowanie średni po godzinie, wolą te wycinanki i wyklejanki.Mąż do
    tej pory wydał dobrze około 2,5 tysiąca- ostatni zestaw ponad 230 zł ( w lutym
    już ponad 400zł). Poprzednie hobby to było godzinami siedzenie przed komputerem
    i graniem. wychodziło zdecydowanie taniej. Natomiast jeżeli chodzi o klocki to
    mąż się nimi interesuje do pierwszego złożenia danego zestawu - oczywiście razem
    z synkiem. Potem zestaw idzie w kąt i są poszukiwania następnego. Dzieci się
    czasem pobawią, ale synek woli sam sobie składać wymyślone małe samochodziki.
    Większość zestawów albo leży rozkompletowana, albo stoi za szybką, bo dzieci się
    nimi nie bawią, a jak stał na wierzchu, to kot próbował zjadać poszczególne klocki.























  • bajaderka1 26.02.07, 00:10
    Edyto! Chyba jesteś nieźle roztrzęsiona sytuacją, bo duzo i emocjonalnie
    napisałas, ale mało precyzyjnie!
    Czy Twój mąz kupuje ciągle nowe zestawy?
    Składa je i na półkę? Potem następny i znowu na półkę? I następny?
    Czy zadłuża sie, czyli bierze kredyt, zeby kupic kolejny zestaw?
    Jeśli tak, to wyglada to na psychiczne uzalecznienie - tak jak pokerzysta musi
    grać, a zakupoholik musi kupowac, chocby setne buty z kolei.
    Czy mąż uzgadnia z Tobą inne wydatki? Czy macie wspólne konto?
    Czy te klocki Lego rujnują finansowo wasz budżet domowy?
    Jeśli tak i zadne sposoby nie pomagaja (rozmowy, prosby, żarty, itp), to spróbuj
    go namówic na terapie u psychologa, chocby w poradni małżeńskiej.
    Jesli nie wyrazi zgody (na zasadzie - wariata ze mnie robisz?), to raczej na
    pewno jest uzalezniony i wymaga terapii.
    Jesli sam sie nie zgodzi, możesz wystąpic do Sadu Rodzinnego i prosić Sąd :
    - o skierowanie męża na obserwację psychiatryczną i terapię,
    - o wprowadzenie rozdzielności majątkowej miedzy wami,
    - o zasadzenie na rzecz dzieci przyzwoitych alinmentów, w celu zabezpieczenia
    ich prawdziwych potrzeb,
    - o przelewanie części pensji męża na Twoje konto, z powodu jego hulaszczego
    wydawania pieniędzy na własne zachcianki.
    Sąd Rodzinny i psycholog sądowy moze doradzic jeszcze inne rozwiazania!
    A na początek zlikwiduj wspólne konto !
    Zakupione dotychczas zestawy spróbuj sprzedać, chocby za ćwierć ceny, lub dawaj
    je jako prezenty jego rodzinie ! Zamiast innych prezentów, oczywiście!
    W ostateczności mozesz mu przy wszystkich podać na niedzielny obiad talerz z
    najnowszym zestawem Lego, przy jego mamie oczywiście!
    Masz dzieci, więc walcz o normalne warunki dla dzieci! Dzieciom lepiej by
    zrobiła rozmowa z tatą, wspólny spacer, czytanie, nauka przez zabawę, itp, a nie
    kolejne klocki,które, jak piszesz, juz im sie dawno znudziły.
    Facet, moim zdaniem, wymaga leczenia!
    Trzymaj sie, bo czeka Cie chyba ciężka i długa przeprawa. Pozdrawiam.







  • eska1234 26.02.07, 19:34
    > Czy Twój mąz kupuje ciągle nowe zestawy?
    > Składa je i na półkę? Potem następny i znowu na półkę? I następny?
    > Czy zadłuża sie, czyli bierze kredyt, zeby kupic kolejny zestaw?
    > Jeśli tak, to wyglada to na psychiczne uzalecznienie - tak jak pokerzysta musi
    > grać, a zakupoholik musi kupowac, chocby setne buty z kolei.
    > Czy mąż uzgadnia z Tobą inne wydatki? Czy macie wspólne konto?
    > Czy te klocki Lego rujnują finansowo wasz budżet domowy?
    > Jeśli tak i zadne sposoby nie pomagaja (rozmowy, prosby, żarty, itp), to spróbu
    > j
    > go namówic na terapie u psychologa, chocby w poradni małżeńskiej.

    Na wszystkie pytania odpowiedź brzmi "tak", a co do psychologa, to jak mu
    zaproponowałam to jedynie usłyszałam "że sama sobie mogę iść , bo on może swoje
    pieniądze wydać na co chce, a w ogóle to żebym się odwa...."
    Faktycznie mamy wspólne konto. Dlatego z wyciągów wiem , ile ma pensji i ile
    przeznacza na klocki (to co wykonuje przelewem ), nie jestem w stanie
    kontrolować jeżeli płaci gotówką. Obawiam się tylko, że gdyby miał całkiem
    odrębne konto , to dopiero wydzielałby mi ochłapki ze swojej pensji, a ja
    prowadziłabym dom ze swojej pensji- niestety sporo niższej niż jego.
    Prezentów w rodzinie nie mam robić komu, nie ma dzieci w odpowiednim wieku.
    Ale boję się, ze jak wystąpię do sądu o alimenty, to on dopiero stanie na
    głowie. Wywalczy niskie, a potem ze swojej pensji dopiero będzie dzieci
    zasypywał. Już teraz dzieci się chwalą, że prezenty to im tatuś kupuje, bo mama
    to nie chce (aż mi się czasami płakać chce). One jeszcze nie znają wartości
    pieniędzy.
  • eska1234 26.02.07, 19:40
    zmieniłam login, bo tam musiałm ostatnio zmieniać wszystkei hasła - także w
    pracy i wywalając tajemną kartkę z hasłami, tamto też niechcący wywaliłam,
    więc założyłam konto od początku.
  • jola_ep 27.02.07, 10:12
    > Już teraz dzieci się chwalą, że prezenty to im tatuś kupuje, bo mama
    > to nie chce (aż mi się czasami płakać chce). One jeszcze nie znają wartości
    > pieniędzy.

    Może się mylę, ale jeszcze to zwróciło moją uwagę.
    Otóż mam wrażenie, że te Lego dodatkowo stało się elementem przepychanki między
    Wami o dzieci. Twój mąż wkupuje się w łaski dzieci i mam wrażenie pośrednio
    pokazuje, kto tu jest "dobry" i podbudowuje swoje ego.
    To nieprawda, że dla dzieci najważniejsza jest cena zabawki. Skoro jak piszesz,
    że bawią się tym Lego krótko, to może jednak nie jest to dla nich aż tak dobra
    zabawka. Czujesz się gorsza, bo ofiarowujesz im coś taniego, ale co sprawia
    równie wielką frajdę? Ja też nie kupowałam zabawek, ale z kupowania książeczek
    robiłam wielką zabawę: wybieranie, ja się "naciągałam" z trudem itd. wink Wcale
    nie byłam przez to gorsza i mniej kochana smile Myślisz, że dzieci nie czują, kto
    ich kocha tak naprawdę i się o nich troszczy?? Nie przejmuj się jakąś tam
    chwilową dezaprobatą, masz prawo mieć inne zdanie, a Twoje dzieci tak naprawdę
    wiedzą, do kogo się zwrócić, gdy bardzo potrzbują opieki, czułości,
    pocieszenia, pomocy. Czyż tak nie jest?

    Gdyby chodziło tylko o radość/przymus kupowania (choć to też), to kupione Lego
    moglibyście dawać wspólnie, jako prezent od _rodziców_. Albo schować zestaw i
    dać z okazji Wielkanocy od "zajączka". Ale to by nie przeszło, prawda? Może
    więc chodzi też i o to, że Twój mąż chce chwil chwały...
    Ale kupowana chwała i miłość jest ulotna. Ta prawdziwa pozostaje i dzieci ją
    wyczują. Nawet jeśli chwilowo będą okazywać co innego. Zaufaj swoim dzieciom i
    sobie.

    Pozdrawiam
    Jola
  • aleksandrynka 27.02.07, 11:00
    eska, pieniądze w małżeństwie (przynajmniej teoretycznie) są wspólne. I nie
    ważne, że na przykład on zarabia tysiąc a ty pięć, czy odwrotnie. Pensja
    wchodzi do majątku wspólnego. Tak więc to nie tak hop-siup, żeby on po
    wyodrębnieniu Twojego konta wydzielał Ci ochłapy... Ma hobby? OK, to niech
    sobie na nie oddzielnie dorobi, bo z tego, co piszesz, stan Waszych finansów
    nie pozwala na taką rozrzutność. Jeśli na półce stoi kolejny zestaw za dwie
    stówki a dzieci nie mają nowych butów, to już nie mówimy o hobby a o poważnym
    problemie. Z resztą Ty go dostrzegasz, mąż nie - to dowód, że ma on poważny
    problem. Wpadł w jakąś pętlę, uzależnienia są różne, jeden pensję przepije,
    inny przegra w casino, jeszcze ktoś wyda na setną parę butów. A twój mąż kupuje
    LEGO. Może to brzmi śmiesznie - uzależnić się od klocków, ale jak brakuje na
    mięso a na półce stoi kolejny wóz strażacki to już się mniej zabawnie robi...
    Ja miłość do tych klocków rozumiem, przez ostatnie pół roku składałam i
    uzupełniałam kolekcję z mojego i brata dzieciństwa. Kupiłam też kilka nowych
    zestawów "dla synka", hahaha, nie wiem, kto miał większą frajdę smile Ale wszystko
    w granicach rozsądku. W Waszym przypadku sprawa jest poważna bo nałóg męża
    naraża całą rodzinę na problemy. Mąż się świetnie bawi i nie chce dostrzec
    zagrożenia, to chyba dość typowe w uzależnieniach. Nie wiem, od czego bym na
    Twoim miejscu zaczęła, pomysł z psychologiem nie jest zły - nawet jeśli mąż nie
    ma zamiaru się z nim spotykać to Ty sama możesz pójść żeby przyjrzeć się
    sprawie z dystansu. Może podczas takiej rozmowy dostrzeżesz inny aspekt tej
    sprawy albo po prostu wzmocnisz się, bo chyba jesteś trochę zagubiona.
    Jeśli chodzi o same klocki... Może najpierw postaw mężowi ultimatum - kończy z
    kosztownym hobby albo występujesz o alimenty - sprawą pierwszorzędną staje się
    bowiem zapewnienie dla Was środków do życia. Jeśli mąż to wyśmieje wtedy bez
    skrupułów sprzedaj klocki. I niekoniecznie za ćwierć ceny, jak to ktoś napisał.
    Jeśli masz duże zestawy to ludzie chętnie je kupią (małe też, ale te są
    oczywiście tańsze) - klocki są mało używane, raz złożone, nowe. Wystaw je na
    allegro, wyznacz cenę minimalną i pogoń plastik z domu (dopilnuj, żeby zestawy
    były kompletne!). W ten sposób odzyskasz znaczną część pieniędzy a ktoś będzie
    zadowolony, że okazyjnie kupił. Mąż może się wściekać, ale pamiętaj - oboje
    jesteście odpowiedzialni za rodzinę i nie można przedkładać pasji/uzależnienia
    męża nad Wasze podstawowe potrzeby i prawa. Oczywiście sprzedaż klocków to nie
    sposób na poradzenie sobie z problemem, a jedynie na odzyskanie pieniędzy. O
    ile mąż w porę nie otrzeźwieje kwestia się sama nie rozwiąże - jeśli to na
    prawdę uzależnienie a nie chwilowe klapki na oczach to pewnie ciężkie chwile
    przed Wami. Zrób pierwszy krok i patrz, jak się sytuacja rozwija. No i pisz,
    coś może uradzimy, razem raźniej smile
    --
    Jak komuś się nie chce to drugiemu będzie MUSIAŁO się chcieć. A jak się
    drugiemu MUSI chcieć jedno, to odechciewa się wszystkiego innego.
  • bajaderka1 26.02.07, 23:00
    Obgadałam temat z koleżankami i masz problem, dziewczyno!
    Kroki ostre rzeczywiście mogą byc przez męża potraktowane jak niszczenie go!
    Najpierw próbuj polubownie! Idź sama do psychologa w poradni małżeńskiej i
    przedstaw problem. Może psycholog cos fajnego podpowie.A jedzenie w domu
    ogranicz do zalewajki - bo przeciez na wiecej nie starcza!
  • camel_3d 27.02.07, 12:18
    powiedz dziaciom, zeby zrobily z klockow kartofelki, kotlecika i jakas surowkesmile
    no i poloz to mezowi na talerz..bedzie jazdasmile



    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • eska1234 27.02.07, 19:53
    >To nieprawda, że dla dzieci najważniejsza jest cena zabawki. Skoro jak piszesz,
    >że bawią się tym Lego krótko, to może jednak nie jest to dla nich aż tak dobra
    >zabawka. Czujesz się gorsza, bo ofiarowujesz im coś taniego, ale co sprawia
    >równie wielką frajdę?

    NIe pisałam, że się czuję gorsza, bo prezenty odemnie są tanie. Po prostu często
    muszę odmówić ich kupienia: ostatnio w hipermarkecie była sytuacja: ja z córką
    na kosmetykach wybierałam jakiś papier toaletowy i mydła, a mąż z synkiem na
    akcesoriach komputerowych mieli wybrać jakieś płyty. Nagle na kosmetykach
    pojawia się mój synuś z zestawem LOGO (jakieś wikingi)i tekstem " Tata mówi że
    by to kupił , ale ty się na pewno nie zgodzisz". No pewnie cena tego zestawu
    ponad stówa. Mówię, że nie kupimy tego bo jest za drogie i żeby to odniósł.
    Oczywiście ryk, bo przecież kochany tatuś już powiedział , że by to kupił.
    Spytałam męża dlaczego w ogóle poszedł z dzieckiem na dział zabawek. Usłyszałam
    tylko, że synuś sam poszedł. Akurat, zapewniam że jak są ze mną to idą na te
    stoiska , na które ja chcę, natomiast z tatą zawsze trafią na zabawki.
    Oczywiście synek był obrażony na mnie. Ostatnio przed pójściem do hipermarketu
    zawożę dzieciaki do dziadków - żeby w ogóle uniknąć takich sytuacji.
    Na pomysł, żeby te zakupione zestawy dać wspólnie od rodziców, też wpadłam.
    Zrobiliśmy tak z Gwiadką. nie zmienia to jednak faktu, że dwa drogie zestawy na
    każde dziecko uważam za mocną przesadę i normalnie bym tego nie zrobiła
    -przecież jeszcze dostały prezenty od dziadków, chrzestnych, wujków. Po prostu
    te zestawy i tak ginęły w tłumie .
    Tylko się zastanawiam o tym co piszecie: czy faktycznie dorosły facet, któremu
    bliżej do 40 niz do 30, na poważnym stanowisku w pracy, może za ulubione hobby
    mieć klocki, tak bardzo że zapomina o podstawowych potrzebach rodziny???
  • jola_ep 27.02.07, 20:15
    > NIe pisałam, że się czuję gorsza, bo prezenty odemnie są tanie.

    Chodziło mi o to, że przecież Ty też im robisz fajne prezenty smile I trzeba to podkreślać. Nie jesteś taka zła smile - masz po prostu swoją "specjalizaję".

    > " Tata mówi że
    > by to kupił , ale ty się na pewno nie zgodzisz".

    Czyli jednak chyba tata kreuje się na tego "lepszego"?

    Trudno. Ja czasem każę dzieciom myć zęby, albo iść spać itp. i też okazuje się, że jestem niedobra. Trudno. Takie jest życie. Ale mimo wszystko można chyba dzieciom trochę wytłumaczyć znaczenie pieniędzy. Raczej są już w tym wieku, że pewne sprawy docierają. Bunt swoją drogą, ale jak emocje opadną, dzieci się podgodzą i nie będzie to dla nich tragedia. Ja myślałam, że moje tłumaczenia do mojego 5-6 latka nie trafiają (u nas chodziło o niekupowanie reklamowanych rzeczy), a tu nagle rok później oznajmia, że właśnie doszedł do wniosku i kropka w kropkę powtarza to, co mu wcześniej klarowałam.

    Spróbuj dzieciom tłumaczyć, na przykładach i nie zrażaj się, że wygląda na to, że nie rozumieją. Oczywiście rozmowa ma sens, gdy emocje opadną - więc nie w supermarkecie.

    > Tylko się zastanawiam o tym co piszecie: czy faktycznie dorosły facet, któremu
    > bliżej do 40 niz do 30, na poważnym stanowisku w pracy, może za ulubione hobby
    > mieć klocki, tak bardzo że zapomina o podstawowych potrzebach rodziny???

    Może być w miarę dobrze, jak u mnie. Mąż jakieś tam granice trzyma, na szczęście wybrał k`nexy - mają tę zaletę, że do każego zestawu jest instrukcja na kilka - kilkanaście modeli. Więc raz złożony, można rozłożyć i zbudować coś innego. A w dodatku jak się nazbiera bazę klocków, wystarczy kupować instrukcje wink Dogadać się jakoś można - nawet jak się trafi niesamowita okazja, bez problemu mąż czeka z rozpakowaniem i ofiarowaniem dzieciom (nawet pół roku). Na święta też tylko jeden zestaw.

    A może być tak źle, jak u męża mojej znajomej. Ale tam dołożyła się raczej pewna cecha charakteru (uzleżnienie od kupowania, ale też pewność, że kredyt nie ma znaczenia, że się spłaci, że taka okazja itp.)

    Ja osobiście nie bardzo umiem Ci doradzić. Może wybierz się sama do specjalisty i pogadaj?

    Pozdrawiam
    Jola
  • eska1234 27.02.07, 20:37
    Dzięki Ci Jolu_ep za dobre słowa. Od razu mi się lepiej zrobiło.

    > Trudno. Ja czasem każę dzieciom myć zęby, albo iść spać itp. i też okazuje się,
    > że jestem niedobra.
    Co do zdania powyżej , faktycznie w tych sprawach też jestem "nieugięta" i też
    nie są dzieciaki tym zachwycone, i faktycznie wtedy mi ich obrażanie nie
    przeszkadza.

    Pozostałe rady (alimenty i to co piszecie o wspólności majatkowej, a także tą z
    klockami na talerzu) musze dobrze przemyśleć i chyba podejmę jakieś kroki. Za
    wszystkie rady wszystkim bardzo dziękuję.
  • moninia2000 27.02.07, 21:07
    ´powodzenia.....
    Moni
    --
    Och zycie kocham Cie, kocham Cie nad zycie!
  • bajaderka1 27.02.07, 23:22
    Cieszę sie, że pomysł z klockami na talerzu sie spodobał. Ale ta scena w
    supermarkecie - koszmar! Takie gadanie do dzieci - "ja bym ci kupił" (czyt. bo
    jestem dobry tatuś!), "ale mamusia sie nie zgodzi" (czyt.mamusia jest gorsza!),
    to przekracza granice normalnej przyzwoitości!
    To jest psychiczne manipulowanie dziećmi i chyba bym chłopu w pysk strzeliła,
    oczywiście później, sam na sam.
    To równie dobrze moze powiedziec - ja bym nie kazał wam myc sie codziennie, ale
    mamusia....itp.
    Pójda do szkoły, to tatus powie - ja bym nie zmuszał was do nauki...?
    Czy ten facet całkiem zdurniał? I on jest blisko 40-tki ? Myslałam, ze to jakis
    młodziutki tata, góra dwadzieścia pare latek!
    Ty, Eska idź do psychologa jak najszybciej, moze cos podpowie. Teraz sa rozmaite
    uzależnienia,bo wszystko jest dostepne, ci słabsi na głowe dostają kręćka.
    A tak na serio - to ile Twój mąż juz w sumie wydał na te klocki?
    Podsumuj to i wypisz mu, co moglibyscie mieć za te pieniadze?
    Jezeli to nie przemówi, pokaż tę listę jego rodzicom! Jesli on tak zdziecinniał,
    to może mamusi posłucha?
    A posiadane zestawy sprzedaj i juz! Sama uzgodnij z dziecmi, które zestawy one
    chca zatrzymac, i wytłumacz im, ze resztę musicie sprzedać, bo pieniadze sa
    potrzebne na... i tu wymień wszystko tylko dla dzieci.
    Dzieci potrafią zrozumiec wiecej, niz myślimy.
    Pozdrawiam.












  • hippotam 28.02.07, 15:40
    eska1234 napisała:
    > Tylko się zastanawiam o tym co piszecie: czy faktycznie dorosły facet, któremu
    > bliżej do 40 niz do 30, na poważnym stanowisku w pracy, może za ulubione hobby
    > mieć klocki, tak bardzo że zapomina o podstawowych potrzebach rodziny???

    Esko, to bardzo smutne co piszesz. Nie potrafię Ci doradzić, mogę za to
    wypowiedzieć się kompetentnie o klockach Lego. Można mieć takie hobby i
    jednocześnie odpowiedzialnie planować budżet domowy, te dwie rzeczy się (na
    szczęście) nie kłócą.

    Może to będzie marnym pocieszeniem, ale warto wiedzieć że klocki Lego bardzo
    mało tracą na wartości, nawet po latach. Jeśli uda się męża przekonać do zmiany
    zachowania, sporą część klocków możecie sprzedać na allegro odzyskując całość
    włożonych pieniędzy. Przy odrobinie zachodu nawet więcej, sprzedając zestawy na
    części.


    --
    Klocki Lego dla dorosłych
  • pasjonat_afol 28.02.07, 23:11
    Witam, jestem tu nowy i czytam sobie o podobnym przypadku do mojego.
    Jestem mężem rodziny (żona + dwóch synów) i klocki LEGO są moją pasją od dawna,
    właściwie od dzieciństwa.
    U mnie sprawa wygląda inaczej gdyż klocki kupuję zasze dla siebie i nigdy nie są
    taryfą przetargową w udowadnianiu kto jest lepszym rodzicem.
    Na klocki przeznaczam wszystkie pieniądze jakie zarobię z innych źródeł dochodu
    niż praca zawodowa - taka jest niepisana umowa z moją żoną. Poprostu pieniędzy z
    budżetu domowego nigdy nie ruszam. Naturalnie bawię się klockami sam ale
    najczęściej ze starszym 8 letnim synem. Młodszy bawi się DUPLO. Oczywiście jest
    to moje hobby i to bardzo kosztowne ale najgorsze jest to że nie mam już gdzie
    trzymać tych wszystkich skrzyń, segregatorów, zmontowanych zestawów i innych
    akcesorii związanych bezpośrednio z klockami LEGO, co znacznie podnosi ciśnienie
    mojej małżonce. Ja również mam pozaciągane kredyty które wydałem na klocki bo
    czasami wysyp nowych zestawów jest tak obfity ze kilka tysięcy by brakło żeby
    wszystko skompletować. Muszę cię załamać bo na czerwiec jest przewidziana
    premiera kilkunastu nowych zestawów z zupełnie nowych serii więc pieniądze
    trzeba już zbierać.
    Moja propozycja jest taka abyś porozmawiała z mężem aby zaczął prowadzić mały
    interes na allegro np: niech kupuje okazyjnie zestawy a następnie niech je
    odsprzedaje na części z zyskiem. Za zarobione pieniądze niech sobie kupi takie
    zastawy których nie będzie chciał odsprzedawać. Lub też nich zacznie zarabiać
    sobie na to LEGO z poza tzw wypłaty. Jeśłi twój mąż jest uzależniony od
    kupowania klocków a ma smykałkę do interesów to nie powinno stanowić to dla
    niego problemu aby mieć tyle LEGA ile zdoła a wasz budżet domowy nic na tym nie
    straci.
    Myślę również, że powinnaś przekonać męża żeby klocki zaczął kupować sobie a nie
    dzieciom bo to tania wymówka. Jeśli chce kupić coś dziecom to niech to będzie na
    jakąś okazję (np mikołaj lub inne), dzieci w tej rozgrywce nie powinny być
    mięsem armatnim.
    U mnie w domu syn wie że lego jest taty oprócz kilku zestwów które syn dostał na
    różne okazje a oprócz tego i tak zawsze się mówi że klocki są wspólne.
    Jeszcze jedna rada:
    Powinnaś przekonać męża że nad tak dużą kolekcją klocków trzeba zacząć panować i
    zaproponuj mu aby zaczął się zastanawiać nad systemem ich segregacji, gdyż
    klocki wrzucone do jednego pudła się szybko niszczą (rysują) i tracą na wartości
    . Zobaczysz że pochłonie to twojego męża na długie tygodnie w celu poszukiwania
    odpowiedniego systemu. (niektórzy fani lego szukają tego rozwiązania przez całe
    życie).
    Cóż pozostaje mi tylko życzyć ci owocnych negocjacji bo wiem co to znaczy
    rozmawiać z uzależnionym człowiekiem, uzależnionym od kupowania klocków.
    Pozdrawiam pasjonat_AFOL
  • bajaderka1 01.03.07, 19:11
    Jak to miło, że do dyskusji włączył sie prawdziwy pasjonat klocków lego! Ty z
    pewnościa rozumiesz problem. Ale mysle, że Twojej żonie mozna pozazdrościć
    takiego rozumnego pasjonata. Kupujesz z oddzielnych pieniedzy, nie manipulujesz
    dziećmi itp. Człowieku! Przecież mąż Eski rujnuje rodzinę, nie chce nawet o tym
    z żoną porozmawiać, do tego nastawia dzieci przeciwko mamie.
    Myslę, że tamtemu facetowi brak kultury, rozumu i takiego poziomu intelektu,
    jaki masz Ty.
    Pozdrawiam Ciebie i cała fajna Rodzinę.
  • eska1234 01.03.07, 22:43
    >Muszę cię załamać bo na czerwiec jest przewidziana
    >premiera kilkunastu nowych zestawów z zupełnie nowych serii więc pieniądze
    >trzeba już zbierać.

    Załamać mnie?? To mnie dobija!!!!!
  • bajaderka1 01.03.07, 22:58
    Hej, Eska! Ty sie nie dobijaj, tylko pogadaj z Pasjonatem. Mądry facet, może coś
    jeszcze podpowie! Jego wypowiedź jest chyba najlepsza ze wszystkich.
    Żal mi Ciebie i Twoich dzieci i tak tu zagladam, ale niczego nowego nie wymyśliłam.
    Pozdrawiam.
  • pasjonat_afol 02.03.07, 13:01
    Jeśli tylko zdołam to pomogę na ile będę w stanie.

    Tak jak napisałem wcześniej proponuję rozmowę aby przekonać męża, że jego nowe
    hobby jest akceptowalne ale nie powinno być uciążliwe dla budżetu rodziny.
    Sprawy finansowe w każej rodzinie są zawsze problemem i powodem do kłótni. Ja z
    moją żoną często spieramy się o priorytety finansowe ale dotyczą one jedynie
    spraw rodziny, klocki LEGO nigdy nie były tematem nawet poruszanym przeze mnie.
    Mój starszy syn jest zawsze podniecony i szczęśliwy jak jakiś nowy zestaw do
    domu przynosi listonosz czy kurier, bo wie że będziemy go wspólnie składać ale
    wie że to co przyszło nie jest jego. Syn wierzy wciąż (za naszą sprawą) w Św.
    Mikołaja i napisał list w którym poprosił o kolejkę LEGO. Było to dla mnie
    nielada wyzwanie aby w kosztach pozabudżetowych znaleźć około 1000 zł na kolejkę
    dla syna. Ale udało się i syn niczego nie przeczuwając znalazł pod choinką swoją
    wymarzoną kolejkę. Kolejka jest jego i jest z tego dumny. Choć w domu jest
    kilkadziesiąt tysięcy klocków to jednak jego kolejka jest dla niego
    najważniejsza. Myślę, że jeśli uda Ci się porozmawiać z mężem aby sam się
    przyznał do tego że kupuje LEGO sobie a nie pod pretekstem, ze niby dla dzieci
    to już mały sukces. Dzieci też po jakimś czasie nie będą pragnęły więcej chyba
    ze takie będzie ich własne życzenie (nie sterowane). Dzieci są zmienne i często
    lubią się bawić różnymi zabawkami. Natomiast do twojego męża będzie zależało jak
    bardzo przerodzi swoją pasję w hobby czy tylko przejściowe zauroczenie. Jak
    będzie musiał mocno się napocić by zarobić na lego za 450 zł to może mu ochota
    przejdzie. Nie problemem jest kupowanie drogich klocków a jedynie zdobywanie na
    nie funduszy. Jeśli twój mąż będzie ostro stawiał sytuację ze kupuje nie sobie
    tylko dzieciom bo on się przecież klockami nie bawi to spróbuj go świadomie
    obgadywać przed znajomymi ale w jego toważystwie. Jeśli jest taki twardy żeby
    się nie przyznać do własnego hobby to bedzie mu ciśnienie skakało jak się bedą
    znajomi dziwić lub zartować z jego zainteresowań. To klasyczne zagranie na
    ambicji - (co ja się przecież nie zajmuję zabawkami) może ci pomóc. Natomist
    jeśli się pogodzi i przyzna że robi to dla siebie to nie naśmiewaj się nigdy z
    tego, bo to go zrani.
    Problem demoralizowania dzieci w taki sposób, że jestem lepszym rodzicem bo
    kupuję im więcej zabawek jest śmieszny bo mozna łatwo temu zaradzić.
    Jeśli mąż kupuje lego (niby dla dzieci) i przez to dzieci go uwielbiają to Ty
    droga mamo poprostu baw się z dziećmi tymi klockami.
    Dla dzieci równie ważne (a może nawet ważniejsze) niż posiadanie jest to ze ktoś
    poświęca im czas i się z nimi bawi. Dzieci będą cię uwielbiać za to, i nawet nie
    dostrzegną kiedy do domu zapuka kolejny listonosz. Mąż bedzie marnował czas
    siedząc nad allegro a ty będziesz rozwijać dzieci manualnie i intelektualne.
    Jeśli nie znasz klocków lub nie potrafisz ich składać to zaproponuj dzieciom aby
    cię nauczyły (najlepiej z instrukcji) a zobaczysz że zabawa przerodzi się w
    samozadowolenie. A jeśli znowu syn czy córka przybiegnie do ciebie z nowym
    zestawem w hipermarkecie z nadzieją że to kupisz to zaproponuj im że zmontujecie
    w domu lepszy zestaw z głowy wzorując się tematyką lub darmowym katalogiem,
    którego można sobie wziąć w każdym sklepie z klockami. Dzieci będą zadowolone że
    nowy pojazd mozna zbudować smamemu z tych elementów które posiadacie w domu. Nie
    mówię tu o jakiś niesamowitych konstrukcjach ale o prostych i łatwych, od czego
    jest wyobraźnia. Pozatym trzeba dziecom wskazać właściwy kierunek rozwoju a same
    go zrealizują.

    Na razie to by było na tyle. Jeśli coś to zawsze mogę pomóc.
    Pozdrawiam Pasjonat_AFOL
  • hippotam 02.03.07, 16:14
    pasjonat_afol napisał:

    > Tak jak napisałem wcześniej proponuję rozmowę aby przekonać męża, że jego nowe
    > hobby jest akceptowalne ale nie powinno być uciążliwe dla budżetu rodziny.

    To zadziała tylko wtedy, jeśli to jest tylko hobby. Jeśli to uzależnienie, to
    chyba trzeba walczyć z tym tak jak z każdym innym uzaleznieniem - od internetu,
    od hazardu, czy zakupoholimem. Czyli terapia.

    > Jak będzie musiał mocno się napocić by zarobić na lego za 450 zł to może mu
    > ochota przejdzie

    Albo rodzina straci kontakt z ojcem, który będzie zasuwał po godzinach żeby
    zdobyć środki finansowe na kontynuację swojego uzależnienia.

    > Jeśli twój mąż będzie ostro stawiał sytuację ze kupuje nie sobie
    > tylko dzieciom bo on się przecież klockami nie bawi to spróbuj go świadomie
    > obgadywać przed znajomymi ale w jego toważystwie.

    To jest eskalacja agresji! Obgadywanie partnera przed znajomymi, zawstydzanie go
    i stawianie w niezręcznej sytuacji to prosta droga do utraty zaufania drugiej
    strony. Myślę że mąż eski potrzebuje wsparcia w rozwiązaniu jego problemów, a
    nie napiętnowania.

    Eska, może udałoby się wciągnąć męża do zarządzania budżetem domowym? Zróbcie
    plan wydatków na marzec, wypiszcie wydatki "obowiązkowe": opłaty, jedzenie,
    ubrania dla dzieci. Z tego co zostaje, wyznaczcie część na hobby i rozrywkę,
    połowa dzieci, reszta na Twoją i męża. I ma się chłop zmieścić w tym budżecie i
    koniec.

    hippotam

    --
    Klocki Lego dla dorosłych
  • eska1234 02.03.07, 20:09
    Wszystkim bardzo dziękuje, szczególnie Pasjonatowi_AFOL (dzięki Tobie mogłam
    spojrzeć na to trochę od strony męża). Rozmawiałam z mężem: na razie
    ustaliliśmy, iż w miesiącu będzie miał do dyspozycji na swoje wydatki dodatkowo
    150zł.(No cóż, trochę muszę pójść na ustępstwo -chociaż będę musiała
    zaoszczędzić na innych wydatkach. Pewnie kot zamiast Royala dostanie Whiskas).
    Nie jest to dla mnie mała kwota, ale dla męża duża to ona też nie jest.
    Umówiliśmy się że to musi mu wystarczyć. Jeżeli będzie chciał droższy zestaw, to
    po prostu musi odkładać. Chyba że w pracy dostanie jakąś ekstra premię, to
    wówczas obgadamy ( w pierwszej kolejności potrzeby dla dzieci, ewentualnie
    odłożenie na wakacje i to co wogóle potrzeba dla domu, i wtedy część jeszcze
    zostanie mu na hobby. Na razie po Waszych wypowiedziach postanowiłam potraktować
    to jako hobby, a nie jako nałóg). Postanowiłam tylko warunek, iż obdarowywanie
    dzieci ma się odbywać po wcześniejszym omówieniu tego i tylko w przypadku
    prezentu (Gwiazdka, urodziny itd) lub nagrody za coś, a nie ot tak sobie , bo
    było w sklepie. Postaram się też więcej bawić tymi klockami z dziećmi, chociaż
    przez tę całą historię patrzeć się na te klocki nie mogę - a kiedyś je naprawdę
    lubiłam. I pomyśleć , że ten nieszczęsny pierwszy zestaw kupiony na urodziny to
    był MÓJ pomysł!!!
  • karolinapedziwiatr33 01.06.18, 16:41
    uważam że mąz nie ma racji, dzieciom trzeba tłumaczyc że co miesiąc też kupujecie jedzenie . Klocki mogą dostać na dzień dziecka, Mikołaja czy urodziny. Ty bardziej lego uzależnia do kupowania. Popieram twoją postawę mąż musi dostać kubeł zimnej wody. Też mam problem ze synem co miesiąc żąda kasy ( ma 10 lat!) na gazetki, lego. też mam problem jak go na ziemię sprowadzić. Zabawkami się nie nakarmią, dzieci w każdym wieku szukają przygód,

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.