> Odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że nastolatek włóczący się gdzieś bez
> rodziców (nie każdy, ma się rozumieć) najchętniej zapomniałby o ich istnieniu i
> jeżeli dzwoni do rodziców, że ma problem, to musi to być problem poważny.
>
z tym sie zgadzam w pelni
ale widzisz, co innego, jesli nastolatek, powiedzmy, idzie do kolegi na impreze,
a w drodze powrotnej cos mu sie przytrafia i dzwoni do rodzicow po pomoc.
wyjscie do kolegi na impreze jest sytuacja zupelnie normalna, kazdy czlowiek
potrzebuje przeciez do szczescia i normalnego rozwoju miec satysfakcjonujace
zycie towarzyskie.
natomiast co innego, jesli nastolatek z premedytacja pakuje sie z wysoce
ryzykowna sytuacje (wakacje autostopem), a matka mowi mu ze prosze bardzo, pelne
blogoslawienstwo, niech robi co chce, a ona jakby co z oddaniem i poswieceniem
zerwie sie w srodku nocy i pojedzie ratowac go z tarapatow. wakacje autostopem
nie sa nikomu do szczescia i rozwoju potrzebne, sa po prostu kaprysem, w dodatku
ryzykownym. takie zachowanie matki moim zdaniem srednio uczy dziecko
odpowiedzialnosci za swoje czyny i szacunku do innych, no i przy okazji robi z
niej usluzna i darmowa taksowkarke swojego dziecka. co nie wydaje mi sie ukladem
zdrowym.