Komentarze do artykułu
Duże dzieci, duży kłopot
Trzeba dziecko 'uwodzić' - być kimś takim, żeby chciało mieć z nami bliski kontakt. I nie chodzi o nadskakiwanie i przypodobanie się. Chodzi o to, by postępować z dziećmi tak jak z innymi ludźmi, na których sympatii, miłości i przyjaźni nam zależy
Re: Duże dzieci, duży kłopot
Myślę, że problem to nie brak miłości tylko szacunku dla dzieci i samych siebie.
Dzieci nie szanują rodziców nudnych, bez zainteresowań, niechlujnych, dzieci nie
wybaczają. Jeśli matka zachowuje się jak służąca - jak służąca będzie traktowana
(żona tak samo). Dziecko, które mamusia i tatuś wychowali na pasożyta, który
tylko wymaga i korzysta, nie zastanowi się przez chwilę, czy ich krzywdzi. Oni
przecież kochają bezwarunkowo jak psy. Oni nigdy nie potrafili ukarać. Są
cieniarze. Oni usprawiedliwią wszystko, kupią każde kłamstwo. Jestem matką
nastolatka i przez lata słyszałam, że go "tresuję". To takie miłe określenie na
moje surowe wychowanie - wymaganie szacunku dla ludzi, karanie (kar fizycznych
nie stosowałam - nie potrafię uderzyć człowieka), nie pozwalanie na używanie
wulgarnego języka, brudzenia itp. Przede wszystkim tępiłam kłamstwo. Wymagania
stawiałam wysokie - nauka, czytanie książek. Mam w domu świetnego młodego faceta
, którego ci sami krytykanci mi zazdroszczą. Moje surowe wychowanie zaowocowało
zaradnym, mądrym dzieckiem z otwartą głową, upartym i odważnym. Dlatego, moim
zdaniem, wychowanie to rzecz prosta: wystarczy zamienić słowo "dziecko" na
"człowiek" "matka" na "człowiek" i już wiadomo co robić a czego nie. spróbujcie.