Dodaj do ulubionych

Poradźcie prosze -problem z 20-latkiem

13.04.07, 12:30
Piszecie o problemach z mniejszymi dziecmi, pwnie mnie wysmiejecie, ale mimo to proszę o szczere, nie złośliwe wypowiedzi. Ja nie miałam nigdy problemów z dziećmi-mam za to teraz problem z synem, który ma 20 lat i jest na I roku studiów. Na studia wyjechał z domu-ponad 600km od miejsca zamieszkania. Mieszka w akademiku, te studia to spore wyrzeczenie dla mnie-ojciec nie daje za wiele, pomaga moja mama i brat, Przed wyjazdem, w wakacje syn się zakochał. I byłoby wszystko dobrze, ale nie jest. jego dziewczyna jest bardzo zaborcza, nie wiem czy tak bardzo zakochana , czy tak egoistyczna? Wymaga od niego ciągłych maili, sms-ów, telefonów, przyjazdów. Syn, chociaż za bilety płaci 74 zł (w obydwie strony) chce przyjeżdżać do domu co 2 tygodnie. Na razie staneło na 3 tygodniach, ale to i tak duże obciażenie finansowe, zeby podołać, to po prostu przestał jeść-schudł 20m kilogramów, przy wzroście 190 waży 67 kilo. jestem przertzażona i załaman. Ddiewczynie nie wystarczą maile, on ma jeszcze dzwonic, pisać, nawt odpisywac na kazde jedno słowo , które ona do niego wyśle. W domu jak przyjedzie, jest nieobecny-zrozumiałabym to, ale mamżal, bo ja pracuję a syn niewiele pomaga, bo umycie kilku talerzy nie jest hyba wyczynem., Nie mam co marzyć o wytrzepaniu dywanów, naprawieniu, sprzetu, czy dźwiganiu zakupów-bo jego ciągle nie ma w domu. Nie wystarczy im spotkanie 3-4 godziny, oni muszą się widzieć przez 10 godzin. W święta postawiłam sprawę jasno-spędzamy je rodzoinnie-ledwie wytrzymał, co chwila dzwoniła komórka, zamiast przy stole siedział przy komputerze, na drugi dzień musiał się spotkac z dziewczyna 2 razy-11-tej do 16 -tej i potem od 18-tej do 22-giej. On już po prostu u nas nie mieszka. I jeszcze machnełabym na to rekę, ale ostatnio wiedział,że ma się pakowaćź, miał przyjśc o 22-giej, wrócił o 12-tej w nocy. Spakował się tak,ze nie wziął indeksu, książeczki zdrowia (tam zachorował, miał problem z pójściem do lekarza), indeks musiałam wysłać kurierską pocztą, bo miał zaliczenie zaraz po powrocie. Zachowuje się nieodpowiedzialnie, Wiem, że dziewczyna ciągle ma pretensje do niego,że za mało są razem, ona nie akceptuje jego hobby, jego kierunu studiów, uważa,że to nienormalne, że on uwielbia horrory, namawia go,żeby zaczał studia na gorszej,ale bliższej uczelni, (syn tam, gdzie studiuje sobie wymarzył, dostał się jako laureat olimpiady) jestem po prostu wściekła-nie rozumiem takiej miłości, takiej zaborczości-[rzeciez miłość to akceptacja, ona powinna go wpierać i cieszyć się,że studiuje to, co lubi. taka chora zazdrość zjadła moje małżeństwo. Syn nawet w moje urodziny poszedł z domu na spotkanie, było mi przykro, bo byłąm sama-mama była chora, drugi syn wrócił do piero około 20-tej z uczelni, z mężem jesteśmy osobno. A oni oboje nie wzięli w ogóle pod uwagę,że to moje świeto. dziewczyna napisała mi sms-a,że jej przykro,że byłam sama,No i co z tego,że jej przykro. Nie wiem do kogo bardziej miec pretensje-do syna?Czy do niej, bo on jest tak zakochany, że dla niej odwróciłby się nawet od samego siebie. Czy dobrze wróży taka miłość, gdzie dziewczyna wymaga,żeby on zrezygnował ze swojego hobby,\robi wymówki,że "taki nienormalny " kierunek studiuje. Ona zdawała na tę samą uczelnię i się nie dostała. Kiedy ona ma egzaminy, to siedzi w domu i się z nim nie spotyka, kiedy ma on zaliczenia-to oczywiście muszą sięmwidzieć, W efekcie jeden przedmiot syn zdwała w sesji poprawkowej. Wiem,że ona pisze do niego maile i smsy-o po nocach i robi wymówki,że on nie ospisuje om 4-tej rano. dziewczyny z jego uczelni nazywa kur...ami, Ja nie wiem, co robić, Póbowałam syna troszkę od niej odciągnąc, chciałam,żeby wyjechał na wakacje do pracy za granicą, żeby trochę wspomógł finansowo. On nie chce. W złości powiedziała,że nie przyjazdów co 2-tygodnie, wystrczy co półtorej miesiąca, bo nie damy rady. A syn i tak wsiadł w pociąg i przyjechał. Mówi,że mnie dodatkowo nie obciąży finansowo-dziennie na wyżywienie wydaje 5-7,zł. Wyglada jak własna śmierć, nie wiem, co robic, boję się,że to się chorobą skończy. Chciał iść do pracy w czasie studwo, dostałam sms-a od dziewczyny,ze on nie powinien pracowac, bo jest za chudy io za słaby. Po,prostu szlag mnie już trafia. Syn mówi,że popracuje w wakacje, niby poszedł szukac już pracy, ale ja wiem,że kłamał, powieział,że w upatrzonym miejscu (związanym z zawodem) powiezieli mu,że za wczesnie jeszcze) Potempewnie powie, że za późno. Nie wiem, jak mam wpłynac na niego. Czuję się źle z tym,że wymagam pracy w wakacje, ale tyle młodzieży pracuje. Czy to krzywda. Ja nawet nie mam na leczenie zębów. Dziewczyna jest "bez pardonu" Np. w dzień wyjazdu,spotykają się , sa ze soba 10 godzin. Syn wraca o 22- do domu, o 223.30 ma pociąg i ona już na dworcu sterczy. uwiesi się na nim i w kółko terkocze, nawet moja mam, czy brat nie maja możliwości porozmawiania z nim, bo ona w kółko go obcałowywuje. Nie chcę się zachowywac jak zazdrosna teściowa, chciałabym się cieszyć jego szcześciem,a le nie potrafię. Jej rodzice zachowują się tak, jakby na siłę chłopa łapali-po półtorej miesiąca znajomości, pozwolili i w łóżu razem nocować, ja mam wrażenie,że oni chcą ją na siłę za mąż wydać. Jak dziewczyna przychodzi do nas, to siedzi do ostatniego autobusu, Syn ja za każdym razem odwozi, wraca nocnymi, okolic jest naprawdę podłą, prosiłam ja więc, żeby jechała tak,żeby on chociaz na sój ostatni zdążył, ale nic nie poskutkowało. To w złości powiedziałam synowi,zeby nie przychodziła w ogóle, jak nie potrafi wyjsc o przyzwoitej porze, nawet jak przyjdzie o 10 rano, to do 22-giej siedzi. Proszę Was o jakieś szczere uwagi, co o tym sądzicie, bo ja chyba nie myslę racjonalnie, a nie chciałabym żadnego z nich skrzywdzić
Edytor zaawansowany
  • martucha90 13.04.07, 13:18
    Wydaje mi się, że masz wartościowego syna. Laureat olimpiady, studiuje, ma
    hobby i marzenia, realizuje swoje plany, potrafi oszczędzać pieniądze, jak mu
    na czymś zależy. Wydaje mi się, że to fajny młody człowiek smile A to znaczy, że
    dobrze go wychowywałaś, skoro ma hobby i zainteresowania i na studia się dostał
    w taki sposób - z sukcesem. Ta dziewczyna nie bardzo mi się podoba... Cóż,
    trzeba mieć nadzieję, że chłopak nie zrezygnuje pochopnie z uczelni ani nie
    porzuci dla niej zainteresowań. W 100% zgadzam się z Tobą, że miłość ma polegać
    na wspieraniu, a nie na odbieraniu czy wyszydzaniu zaiteresowań.
    A czy coś możesz zrobić?... Chyba nie, niestety. Przetrzymać...
  • jagaa 13.04.07, 13:28
    Niesamowicie wciągneło mnie to co napisałaś. Z reguły nie czytam tak długich listów.

    Chcę Ci napisać, że jesteś dobrą matką, rozumiem Twój żal i ból.
    Nie możesz jednak syna odciągać od dziewczyny, bo jakakolwiek ona by nie była ,
    obróci się to przeciwko Tobie.
    Musisz przeczekać. Nic nie mówić, nie komentować, nie narzekać, nie kwękać. Po
    prostu przy nim bądz, jak filar. Wspieraj.
    Syn w końcu przejrzy na oczy. I wtedy bedzie Ci wdzieczny, nie bedzie sie na
    Tobie wyładowywał, że to Twoja wina, że nie są już razem.

    Przeczekaj. Spokojnie. Długo to już nie potrwa.

    Pozdrawiam ciepło, Jagaa
  • verdana 13.04.07, 14:36
    Jesli ktoś tu jest zazdrosny i zaborczy, to Ty, nie dziewczyna. Oczywiscie, ze
    syn chce spotykac sie z dziewczyną. Oczywiscie, ze nie wystarczają im maile.
    Oczywiscie, ze 20-latek woli iść na randkę, niż siedzieć z mamusią w domu. To
    normalne i tak powinno być - nie wychowuje się dzieci po to, by dotrzymywały
    nam towarzystwa, tylko po to, by znalazły sobie partnera i zalozyły wlasna
    rodzinę. Trzeba się pogodzić z tym, ze w pewnym momencie nie jest się już dla
    syna równie atrakcyjnym towarzystwem, co ukochana dziewczyna - i ze wybierze
    ja, a nie mamusię. I dobrze.
    No i nie traktuj doroslego człowieka jak dziecko. Co to znaczy, ze ma byc w
    domu o 22 , zeby się spakować? Niech się pakuje kiedy chce, to juz nie jest
    sprawa, ktora powinna interesować rodziców.
    jedyna kwestia, z ktora bym sie zgodziła - to pieniądze. Skoro Cię nie stać, to
    syn sam powinien zarabiać na bilety, aby zobaczyć sie z dziewczyną.
    I nie rozumiem, dlaczego syn ma "przejrzeć na oczy". Tak przejawia sie często
    ostra forma zakochania, ktora czasem konczy się nie przjejrzeniem na oczy,
    tylko stalym związkiem. I nikt matce na pewno nie będzie wdzięczny za to, ze
    próbowała ten zwiazek zniszczyć, domagajac się wiecej czasu dla siebie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • jagaa 13.04.07, 14:39
    To chyba prawda, ze wiele osob ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem.
  • jozi1978 13.04.07, 14:46
    Całkowicie sięz tym zgadzam!
  • aka10 13.04.07, 16:39
    No,coz,w duzej mierze popieram Verdane.Syn jest dorosly,zakochany i wcale sie
    nie dziwie,ze z Toba w urodziny nie chce siedziec (od swego dziecka bym nawet
    tego nie wymagala).Pakowac,niech sie pakuje,kiedy chce-jak sie kiedys spozni na
    pociag i uczelnie,to sie nauczy.
    Sprawa pieniedzy,to oczywiscie problem w tym wypadku.Nie musisz sie wcale zle
    czuc z tym,ze chcesz,zeby w wakacje popracowal.W wielu krajach to norma,ze
    dzieci juz od 15-16-tego roku zycia kilka tygodni wakacji przeznaczaja na jakas
    tam prace.Fakt,ze zaden rodzic nie utrzymuje studiujaceego dziecka-dziecko
    bierze pozyczke i sie uczy,potem pozyczke splaca.Szkoda,ze syn nie moze na
    takiej zasadzie studiowac.Wtedy by zrozumial,ze praca latem pozwala na mniejsza
    pozyczke.Ja bym w kazdym razie bezwzglednie wymagala od 20-latka rozgladniecia
    sie za praca.Przez trzy czy cztery miesiace wakacji nie musi wcale lezec
    odlogiem.A Ty nie masz obowiazku placic za bilety,zeby on mogl sie czesciej z
    dziewczyna spotykac.Ona tez w koncu chyba moze do niego raz czy drugi pojechac.
    Zastanawiam sie,czy to tylko ta dziewczyna jest taka zaborcza,czy synowi
    rowniez zalezy na tak czestych kontaktach.Daj im troche czasu,a na pewno w
    ktoras strone sprawa sie wyklaruje.Pozdrawiam.
    --
    Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
  • anilah777 13.04.07, 21:44
    Nie zrozumiałaś mnie-ja nie chcę,żeby mój syn sieział ze mna. I nie dlatego nie poluiłam dziewczyny,z on teraz jej głównie poświęca czas. Nie polubiłam jej, bo ona nie akceptuje jego hobby, bo próbuje hamować jego rozwój. To wygląda tak,że ona wybrała sobie obojetnie jakiego chłopaka, a teraz próbuje zrobić z niego takiego, jaki jej odpowiada. Syn jest ateistą, ona żąda,żeby chodził do kościoła. Ogląda horrory, bo lubi i takie same pisze opowiadania, które zresztą już są drukowane-ona mówi,że to nienormalne lubić przemoc,ze ona nie będzie mogła z nim być, jak on coś takiego ma w głowie. Narzeka na kierunek studiów, który wybrał, sama zresztą nie jest zadowolona ze swojego. czy na tym miłość polega? Na walce ciągłej? Czy na akcptacji? Ja mam swoje towarzystwo, hobby, zaintresowania i nóstwo pracy w domu, a ponieważ jestem sama, mam prawo wymagac,zeby synowie uczestniczyli w pracach domowych, zwłaszcza tych cięższych. tak myślę, ale może się myle, dlatego poprosiłam o sugestie.
  • kasiapfk 15.04.07, 17:18
    hmm znowu się zgodze z verdaną, wyjatkowo znowu.

    Czy ja nie umiem czytac, czy twój syn jest już DOROSŁY. Czas odpępowić. Czas
    najwyższy. I nauczyć się,ze mamusia przestała być najważniejsza osobą w życiu
    syneczka. Czas moze zając isę swoim życiem i postawić jasne grnaice. Cięzko ci
    dfinansowo, zaproponuj żeby część finansowania wziął na siebie. Bez wrzasków,
    bez nerwów tylko normalnie.

    22.00 w domu? -smiechu warte, to nie piętnastolatek, tylko dorosły facet.

    CZeka mnie to samo ,tylko ja nie m,am zamiaru "naprowadzać" swoich synow
    na "otrzeźwienie".
    Życzę dystansu do życia i wyrośnięcia z roli wiecznej mamuni.
    smile
  • jozi1978 13.04.07, 14:44
    Hmm... jestem trochę starsza od Twojego syna, mam 29 lat. Moja opinia będzie
    się trochę różniła od tych co przed chwilą przeczytałam.
    Mam wrażenie, że trochę przesadzasz mówiąc, że masz problem z synem. Jaki
    problem? Chłopak się uczy - 1 egzamin poprawkowy to jest nic! Rewelacja.
    Chłopak się zakochał i tyle. Tak to jest z młodzieńczą szaloną miłością. Gdybyś
    była moją mamą byłabym trochę zła na Ciebie, że chcesz ingerować w moje życie,
    w to co robię i z kim i kiedy się spotykam. Musisz pamiętać, że dzieci nie
    wychowuje się dla siebie, a mam wrażenie, że Ty chciałabyś mieć synka dla
    siebie. Za bardzo się przejmujesz. Ciesz się, że syn chce przyjeżdżać do domu
    bo nie wiesz co studenci wyprawiają w weekendy. Dopiero mogłabyś się martwić.
    Też tak nie idealizuj swojego syna. Że ma takie hobby, studiuje itd. a ta
    dziewczyna tak zła. Też go kocha poprostu i chcą jak najdłużej być razem. Że
    razem w łózku spali? smile Daj spokój! A wiesz z kim śpi Twój syn w akademiku czy
    na stancji!? Pojęcia nie masz co może wyprawiać. Dobrze, że ma jedną dziewczynę
    a nie całą kolekcję.To już nie te czasy, że dopiero po ślubie. Jak mogłaś
    powiedzieć, żeby w ogóle do Was nie przychodziła, jeśli ma siedziec tak długo?
    Szczerze Ci powiem, że na jego miejscu nieźle bym Cię opieprzyła. Że indeksu
    zapomniał? Banał! normalna rzecz, zdarza się.
    Jeszcze pamiętam jak ja się spotykałam z moim obecnym mężem. Żyć bez siebie nie
    mogliśmy. Oboje studiowaliśmy, jesteśmy z jednego miasta. Też u mnie
    przesiadywał do nocy a później i spał. Oboje studiowaliśmy. Oboje studiowaliśmy
    i chodziliśmy niewyspani na zajęcia. Ale co z tego? Młodość ma swoje prawa.
    Tak jest i tego nie zmienisz, więc radze Ci więcej luzu, bo tylko go
    zniechęcisz do wizyt w domu i tyle z tego będzie. A nie wspomnę, że jak
    podpadniesz synowej to póxniej w ogóle w święta będziesz tylko syna i wnuczki
    widywać. I nie pisze tego złośliwie. Dobrze Ci życzę ale spójrz na tą sprawę z
    innej perspektywy. Swojego syna, młodego człowieka.
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za porozumienie.

  • sabciasal 13.04.07, 15:41
    "taka chora zazdrość zjadła moje małżeństwo. Syn nawet w moje urodziny poszedł
    z domu na spotkanie, było mi przykro, bo byłąm sama-mama była chora, drugi syn
    wrócił do piero około 20-tej z uczelni, z mężem jesteśmy osobno. A oni oboje
    nie wzięli w ogóle pod uwagę,że to moje świeto. dziewczyna napisała mi sms-a,że
    jej przykro,że byłam sama,No i co z tego,że jej przykro. Nie wiem do kogo
    bardziej miec pretensje-do syna?Czy do niej, bo on jest tak zakochany, że dla
    niej odwróciłby się nawet od samego siebie."

    fakt, że z zazdrością masz chyba dalej problem.
    rozumiem, ze syn pamietał o urodzinach. A ty oczekiwałas, ze będzie z tobą cały
    dzien siedział w domu. A dlaczego miał tak warować? Czy gdyby nie poszedł do
    dziewczyny a do kolegów tez miałabys pretencję, że cię opuścił?
    Strasznie dużo masz oczekiwan i roszczen w stosunku do tego syna. A on jest
    dorosły i zakochany. Normalny 20-latek nie wybierze mamusi, tylko dziewczynę.
    Nawet jeśli matkę kocha. Czyli pomimo zaborczości udało ci się wychować
    świetnego chłopaka,.
  • asidoo 13.04.07, 17:29
    Za chudy jest ten chłopak. Jedyne, co możesz zrobić, to nie dać mu pieniędzy w
    wakacje, jeśli nie znajdzie pracy, której nie szuka.
    Resztą się nie interesuj, bo nic nie wskórasz.
    --
    Wielkie to nieszczęście, że w naszych czasach nie ma już głupca, który by się
    trochę nie poduczył.
  • makbyt 13.04.07, 17:29
    po pierwsze to jest Twój dom i Twoje życie. Twój syn za dużo od Ciebie oczekuje.
    Ja rozumiem wspieranie, bycie tolerancyjną i bycie dobrą matką ale chyba już
    najwyższy czas żebyś zaczeła myśleć także o sobie. Porozmawiaj z nim i z nią.
    Powiedz że jej dluższe wizyty Cię krępują i naruszają Twoją swobodę osobistą.
    Syn musi usłyszeć że już dłużej nie będziesz tolerować takiej sytuacji.
    I KONIEC. nie traktować go jak dziecko tylko jak mężczyznę skoro i tak już nim
    jest.
  • ginny22 13.04.07, 21:16
    1. Dziewczyny, ja się może nie znam, ale mnie byłoby przykro, gdyby bliscy
    olali moje urodziny - nie dziwię się autorce wątku, że jej było. I ogólnie -
    nawet stan zakochania nie upoważnia do ignorowania bliskich.
    2. Jeżdżenie do domu co dwa tygodnie jest przesadą. Nawet nie chodzi o to, że
    kasy szkoda, ale czasu. Zwłaszcza jak w domu ma się czas w taki sposób
    wypełniony. A kiedy syn się zamierza uczyć, czytać coś, rozwijać się?
    3. Nie musisz go finansować. Co to znaczy, że on nie chce jechać za granicę
    trochę dorobić? Powiedz, że wobec tego ty nie chcesz go finansować.
    4. Dziewczynę przeczekaj, jeśli zaczniesz się do niej czepiać, syn stanie po
    jej stronie i to tylko pogorszy sytuację.
    5. Jestem tylko trochę starsza od twego syna. smile
  • sabciasal 11.04.18, 10:19
    on nie jeżdzi do domu co dwa tygodnie, a do dziewczyny, w której jest zakochany
  • burza4 13.04.07, 21:19
    on układa sobie życie pod kątem jej - i to jest normalne na etapie zakochania.
    Nic z tym nie zrobisz - i nie powinnaś.

    natomiast masz prawo oczekiwać, że jeśli przyjeżdża do domu - to nie na
    zasadzie hotelu - że zostawi brudne ciuchy, zje posiłek i wyjdzie nie zmywając
    po sobie. Co do reszty spraw - hmm, on jest już gościem w tym domu, więc pomocy
    oczekuj raczej od drugiego syna, który jak rozumiem z tobą mieszka.

    Normalne jest, że woli spędzać czas z dziewczyną niż z rodziną. Cała reszta to
    tez kwestia jego wyborów. Tylko te wybory powinny być podyktowane jakąś
    bardziej realną oceną warunków, a nie tylko patrzeniem przez pryzmat
    dziewczyny. Zmienić uczelnię na gorszą nie sztuka, trudniej po niej znaleźć
    pracę - ale to jego życie. Natomiast nie ma nic złego w tym, że powinien w
    czasie wakacji pracować, skoro wam jest cięzko. Jak zarobi - to może te
    pieniądze wydawać jak chce.

    nie lubisz dziewczyny, ale jakiś kontakt z nią masz. Przedstawiłabym jej na
    spokojnie swoje racje - że ta uczelnia to szansa na lepszy start w życiu, więc
    jeśli myśli o przyszłości i tym, co jest dobre DLA NIEGO - musi to brać pod
    uwagę. Że zwyczajnie was nie stać na opłacanie tylu podróży i chyba sama widzi,
    że on oszczędza na jedzeniu, żeby mieć na bilet. Że to trzeba inaczej
    rozwiązać - czemu ona nie zmobilizuje go do szukania pracy w wakacje tak aby
    choć na te bilety na resztę roku sobie zarobił? mogą coś znaleźć razem, tak aby
    przy okazji spędzić ze sobą wakacje. Może dziewczę ma trochę oleju w głowie?

    i specjalnie ci się nie dziwię, że jesteś rozgoryczona masz chyba wrażenie, że
    zawładnęła nim całkowicie a tobie zostawiła rolę sponsora. Poza tym - miłośc
    miłością a jakaś kultura osobista obowiązuje - i w czasie choćby świątecznego
    śniadania czy obiadu się nie wydzwania, ani nie wysiaduje u nikogo całymi
    dniami.
  • anilah777 13.04.07, 22:00
    Bardzo Wam wszystkim dziękuję za opinie, poczytam uważnie i postaram się jakieś racjonlne wnioski wyciagnąć. Chciałabym dodac jeszcze tylko jedno-moze niezbyt zręcznie przedstawiłam swoje stanowisko-ja nie chcę,żeby mój syn ze mną przesiadywał. Ja tylko chcę,zeby szanował takie dni jak moje urodziny, czy urodziny babci, która nam mnóstwo pomogła. U nas w rodzinie przestrzega sie takich świąt, tak nas wychowała moja mama, a ją jej mama. I taką tradycję wpajałam synom. Syn zawsze mówił,że jestem "wyluzowana" -nie robię tragedii z tego,że oni ze soba sypiają-drażni mnie ścielenie łóżeczka przez jej mamę chłopakowi, którego dobrze nie zna (po 1,5 miesiąca znajomości).A moje przeczulenie na temat jej ciągłych pretensji o czas spędzony z kolegami, o studia w innym mieście wynika ztego,że mam męża, który w ten sposób zniszczył mi zycie-też wymagał niewidywania się z przyjaciółmi, rzucenia studiów, nieodwiedzania rodziny. I doprowadził mnie prawie do depresji. dziś jestem sama i dopiero niedawno udało mi się odnowić młodzieńcze znajomosci. Z trudem, bo wiele osób ma do mnie żal,że się od nich odsunęłam. Nie chcę,żeby mój syn powielił moje życie.Jeszcze raz Wam wszystkim serdecznie dziękuję.
  • anilah777 13.04.07, 22:07
    Ja już z dziewczyną na ten temat rozmawiałam-potakiwała, a jakże, ale nic się nie zmieniło-dlaej robi synowi awantury o to,ze za mało dzwoni, że za mało pisze sms-ów. Syn ma komputer w pokoju-przeciez maile i gg są darmowe. Kiedy jej napisał,że skończyła mu się karta, odpowiedziała,że jej też się skończyła.W wakacje ona nie ma zamiaru pracować-bo jest zbyt zmęczona. Ona chce się umawiać, bywać na imprezach, w domu nie robi nic, mama jej włosy po umyciu rozczesuje, a wyniki , czy się dostała na studia sprawdzał tatuś, bo ona była poprzedniego dnia na działce i dwie godziny pracowała, więc nie miała siły.
  • zofijkamyjka 13.04.07, 22:41
    anilah777 napisała:

    > Ja już z dziewczyną na ten temat rozmawiałam-potakiwała, a jakże, ale nic się
    n
    > ie zmieniło-dlaej robi synowi awantury o to,ze za mało dzwoni, że za mało
    pisze
    > sms-ów.

    Nie żartuj, naprawdę aż tak brak Ci szacunku dla swojego dorosłego syna że
    bawisz sie w jego adwokata czy jak to tam inaczej nazwać.
    A on oczywiscie strasznie wzbrania sie przed tymi telefonami i SMS-ami - dobrze
    że ma w Tobie wsparcie.
    Kobieto, przestań sie wtracac w telefony, SMS-y i ogólnie zycie - dorosłego,
    zakochanego faceta. Jak sie sparzy to na własny rachunek
  • dlania 13.04.07, 22:46
    Własny rachunek? Super, tylko że płaci mamusia...
    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,dlania.html
  • zofijkamyjka 13.04.07, 22:54
    dlania napisała:

    > Własny rachunek? Super, tylko że płaci mamusia...

    A po co i dlaczego placi to ja juz naprawde nie wiem
  • de_m0nika 18.04.07, 22:21
    dlatego płaci, że ma obowiązek otrzymywać uczącego się syna. Nie ma natomiast
    obowiązku opierać go, fundować mu rozrywek oraz opłacać zachcianek. Nie ma prawa
    również wtrącać się w jego sprawy intymne oraz kontakty towarzyskie. On z kolei
    nie ma prawa narzucac jej nieakceptowanego towarzystwa oraz wykorzystywać finansowo.
    Jak się dogadają- zależy od klasy i dojrzałości obojga. Może wystarczyłoby
    POROZMAWIAć.

  • zofijkamyjka 13.04.07, 21:53
    Nie rozumiem Cię w ogóle.
    Mówisz o swoim synu jak o jakims bezwolnym stworzeniu omotanym przez okropną i
    perfidną dziewuchę
    Spytaj go czy jest szcześliwy z ta dziewczyną i czy jest mu z nia dobrze, jesli
    tak to ciesz sie jego szczęściem. To dorosły mężczyzna i to jego wybory.
    Przestan sie zadręczac że nie jest tak jak Ty bys chciała żeby było.
  • mgla_jedwabna 13.04.07, 22:22
    Najlepiej miec nadzieje, że facet sam bedzie miał wkrótce dosyć takiej namolnej laski...

    Sama kończe studia i raczej należe do grupy uważającej, że rodzice powinni dać dzieciom spokój, ale...

    1. nie zauważyłam, żebyś miała wygórowane oczekiwania- ostatecznie każdy chce, żeby bliscy pamiętali o jego urodzinach itp. albo żeby poświęcili im trochę czasu skro tak rzadko się widują.

    2. Za to ta panienka ma zwyczajnie tupet- jak źle trzeba być wychowanym, żeby siedziec u kogoś w domu 12 godzin? No, chyba, że gospodarze (wszyscy!) wyraźnie sobie tego życzą. Poza tym jak można wymagać od kogoś ciągłych smsów, telefonów itp? Po pierwsze kontakty powinny być dobrowolne, po drugie, jak można tak beztrosko narażać kogoś na koszty (zwłaszcza kogoś, kto nie zarabia sam na siebie)?

    3. ciekawa jestem jak długo twój syn wytrzyma z osobą, która:
    - nie dorasta do niego intelektualnie
    - nie akceptuje jego światopoglądu, kierunku studiów, hobby
    - nie szanuje jego (?) pieniędzy

    Na mój gust, to każdy gość z jajami prędzej czy później ma takiej dziewczyny dosyć.

    4. Twój syn jest dorosły- powinien ci też pomagać a nie tylko ty jemu. Skoro nie kwapi się np. do pomocy w zakupach, to przestań mu np. prać skarpetki- w myśl zasady "dom nie hotel".

    5. A może porozmawiaj z nim na temat KULTURY OSOBISTEJ? Do której zaliczają się m.in.
    - wracanie o tej porze, o której się obiecało
    - poświęcanie uwagi i czasu rodzinie
    - odpowiedzialne wydawanie pieniędzy zarobionych zapewne przez CIEBIE

    Ewentualnie mozesz postawić sprawę na ostrzu noża i powiedziec coś w rodzaju "następnym razem jak przyjedziesz do (wasze miasto) to zatrzymaj się u swojej dziewczyny bo i tak juz tam mieszkasz". Ale to grozi niekonstruktywna awanturą.

    Generalnie zastanów się co możesz zmienić (np. kwestia pomagania w domu, godziny wizyt dziewczyny- chyba można je zredukować do np. 3 dziennie?) a czego nie (poglądy jego dziewczyny, zachowanie jej rodziców). Jak syn się odnosi do jej pomysłów? Ma zamiar zmieniać uczelnię? Daje się zaciągnąć do kościoła? nic o tym nie piszesz.

    I na pociechę przysłowie: Co z oczu, to z serca. Syn ma pewnie teraz na studiach towarzystwo na swoim poziomie i o podobnych zainteresowaniach i niewykluczone, że wkrótce znajdzie tam bardziej pasującą do niego dziewczynę.
    --
    Niech powstanie gałąź psychologii dla tych, którzy nie popadają w okresowe depresje, albowiem świadczy to o kompletnej znieczulicy!
  • dlania 13.04.07, 22:34
    Jestes bardzo fajna babką. Chciałabym kiedyś byc taką matką dla swoich córek,
    jak Ty jestes dla synów.
    Dziewczyna Twojego syna nie wzbudza za to we mnie ani cienia sympatii, ale...
    chyba lepiej sie nie wtrącać.
    Albo dziewczę przestanie zmieniac chłopaka według swego widzimisię i
    zaakceptuje go takim, jaki jest (bez tego chyba trudno tu mówić o miłości), albo
    to on za jakis czas da sobie spokój (faceci w TAKIM wieku myśla raczej hm...,
    hm.., tego – niz głową. Całe szczęście ta choroba jest uleczalnawink).
    Pozdrawiam serdecznie
    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,dlania.html
  • bi_scotti 14.04.07, 00:51
    Jakas nieszczesliwa albo glupia milosc trzeba przezyc. I to jest akurat czas
    Twojego syna na taka wlasnie milosc. Nic nie poradzisz, to jak choroba. Jedyne
    co wazne w trakcie trwania takiej choroby to zabezpieczanie sie przed ciaza, bo
    dziecko w takim ukladzie skomplikowaloby sytuacje niewyobrazalnie. Twoj syn
    jest pewnie przekonany, ze zaborczosc ukochanej dowodzi sily Jej uczucia - sam
    musi dojsc do tego, ze zaborczosc niszczy zwiazek a nie buduje. Cierpliwosci Ci
    zycze smile
  • annamarianna1 14.04.07, 01:06
    Ja też mam nadzieję, ale czuję,że jak zacznie miec dosyć, to się okaże,że trzeba się żenić. Dziewczyna nie dostała się na tę uczelnię, co on, chociaż próbowała.Ja rozmawiałam z nią i z nim o tym,że nie podoba mi się jej przesiadywanie do późnej nocy. Nie poskutkowało. Kiedy wychodzi kolejny raz za późno, mówi "przepraszam,że znów się zasiedziałam". I tyle. A mnie nie chodzi o to,z tylko,zeby dorosły chłopak wracał o godz. 22-iej do domu. Autobusy nocne są droższe, to raz, dwa- ja często pracuję na 6 rano. Wtedy wstaję o 4.30. Syn często nie zabiera klucza i kiedy śpię, budzi mnie dzwonkiem np. o godzinie 1-2 w nocy Potem nici już ze spania. Po nocnej zmianie muszę się przespać-wstaję np. o 12-tej w południe-jestem w szlafroku i piżamie, a tu na trasie pannica-źle się z tym czuję. Syn, niestety rozważał zmiane uczelni, tylko zdawał sobie sprawę, że to będzie trudna sprawa do przewalczenia-te studia to dla mnie duże wyrzeczenie, dużó na ten temat rozmawialiśmy, uprzedzałam,że podróże drogie,ze nie będzie mógł często przyjeżdżać. Na wszystko był gotów, ale potem zaczęli się spotykać i teraz już taki gotowy nie jest. Po prostu wsiada w pociąg i przyjeżdża. kiedyś na dworcu dziewczyna powiedziała-do zobaczenia za 2 tygodnie-ja na to,ze teraz to chyba za miesiąc Piotrek przyjedzie, a jak chcą się zobaczyć, niech ona pojedzie teraz do niego-pojechała, ale tylko raz, bo okazało się,że pieniążków za dużo poszło. A ona ma obydwoje rodziców. I znów była w sms-ach "ściana płaczu",że ona tu sama,że ona się pośięca dla niego, bo "wytrzymuje" itp.,ze jej nie docenia.Po prostu taka mała szczypawka. jemu, oczywiście przeszkadza,że ona nie akceptuje jego pasji, ciągle się o to kłócą, ale widac hormony mocniejsze, syn jest po prostu okropnie zakochany. Mnie boli,ze właśnie dom traktuje jak hotel, zauważyłam,że on chciałby,żeby traktować go jak gościa z dalekiej podróży, a ja chcę go traktować jak domownika.Niestety, odwrócił się przeciwko mnie. Doskonale wiem, jak żyje sę z osobą, która nas ogranicza. Kiedy próbowałam wyrwac się i pójść do pracy-zapisałam się ponownie na studia-wtedy mąż pozmieniał konta,żebym nie miała dostepu do pieniędzy. U niej widzę to samo. A na razie syn ,niestety, daje się do Kościółka zapędzić, ona wymusza kolejne wyrzeczenia i on to robi. Po każdym spotkaniu z kolegami jest gniew i wymówki. Niestety, mój syn chyba "jaja stracił", bo jakoś na razie to znosi. I coraz rzadziej spotyka się z przyjaciółmi.Jeśli chodzi o pasję- to tutaj jet uparty, ale kto wie, jak długo...
    Próbowałam ustalić z nim pewne zasady które dotąd respektował-teraz obiecuje, ale niestety słowa nie dotrzymuje. W mońcu powiedziałam,że jak nie potrafią uszanować mojego prawa do spokoju, snu itp. to niech sie spotykają u niej. Ale ona mieszka z siostrą w jednym pokoju, która zdaje w tym roku maturę, więc jest niewygodnie. Oboje mają pretensję do mnie.
  • anilah777 14.04.07, 01:11
    Ten ostatni post napisałam korzystajac z laptopa kolezanki i z jej nicka, bo moja poczta jakis czas nie chciała się otworzyćW wpisywałam nic i hasło i odpowiadało,że błęne), ale teraz jest o.k Jeszcze raz dziękuję wszystkim i za krytyke i za poparcie.bardzo mi pomogliście/łyście
  • maksimum 14.04.07, 02:51
    chlopaka na d.... zlapac.Twoj syn nie ma doswiadczenia z dziewczynami i dlatego
    jej sie daje tak wodzic za nos.A jak syn sie kapnie o co bryka i zechce
    wolnosci,to ta jego narzeczona w ciaze zajdzie i postawi go przed faktem
    dokonanym.Niestety twoj syn jest troche niemotowaty z dziewczynami i dlatego
    nie wie jak sprawe rozegrac.
  • mgla_jedwabna 14.04.07, 11:17
    a nie próbowałaś mu na ambicji zagrać? że co z niego za dzieciak, jesli panna nim kręci jak chce?

    poza tym uświadom go, żeby używał gumek, jeśli nie chce na drugim roku studiów zostac tatusiem. Takim dziewczynom jak jego nie można wierzyć w kwestiach zabezpieczenia, bo nawet jak mówia, że uzywają tabletek, to pewnie karmią nimi rybki w akwarium. A potem będzie "zdziwienie", że "nie zadziałała".
    --
    Niech powstanie gałąź psychologii dla tych, którzy nie popadają w okresowe depresje, albowiem świadczy to o kompletnej znieczulicy!
  • anilah777 14.04.07, 19:39
    Próbowałam chyba wszystkiego. Teraz wiem, co czuła moja mama, kiedy związałam
    się z moim eks mężem-ona wiedziała w co się pakuję, ja dopiero miałam się
    dowiedzieć. I żałuję,ze tylko cierpiała w milczeniu, że nie była bardziej
    stanowcza. Myślę,że bym jej posłuchała, gdyby energiczniej się zabrała do
    wybijania mi go z głowy-byłam mocno z rodzicami związana.To jest pierwsza
    dziewczyna mojego syna i chyba dlatego tak to jest. Boję się tylko,że jej nigdy
    nie potrafię polubić i zaakceptować.
  • maksimum 14.04.07, 20:21
    anilah777 napisała:

    > To jest pierwsza
    > dziewczyna mojego syna i chyba dlatego tak to jest. Boję się tylko,że jej
    >nigdy nie potrafię polubić i zaakceptować.

    To,ze to jego pierwsza dziewczyna,to nie musisz pisac,bo to widac golym okiem
    ze chlopak jest zupelnie nieobyty wsrod plci przeciwnej.
    Mala szansa na to,ze zmadrzeje,bo schudnac 20 kilo,to rzeczywiscie sztuka.
  • asidoo 14.04.07, 20:33
    Czy on zwariował? Każ mu nosić ten klucz albo nie otwieraj drzwi, to się nauczy
    go nosić.
    --
    Wielkie to nieszczęście, że w naszych czasach nie ma już głupca, który by się
    trochę nie poduczył.
  • nchyb 14.04.07, 11:58
    > Ten ostatni post napisałam korzystajac z laptopa kolezanki i z jej nicka, bo
    mo
    > ja poczta jakis czas nie chciała się otworz

    >pracuję na 6 rano. Wtedy wstaję o 4.30. Syn często nie zabiera klucza i kiedy
    >śpię, budzi mnie dzwonkiem np. o godzinie 1-2
    >w nocy Potem nici już ze spania.

    To jak masz problemy ze spaniem, to nie lataj po nocy do koleżanek, by z ich
    laptopów wypisywać odpowiedzi na forum. Kładź się i spij byś wyspana byla... wink
    Bo to pewnie z niewyspaia jednak zapomniałaś się przelogować?...
    --
    Kryminały i sensacje
  • annamarianna1 14.04.07, 15:54
    jakie to ma znaczenie-wiem akurat, co sugerujesz-nie latam po nocach do kolezanek, tylko własnie goszczę kolezankę z Poznania u siebie. A nawet jeśli uzywałabym 3 nicków, to co z tego? jakiś problem?Po prostu chciałam,żeby było wiadomo, któ to pisze, bo zaczełam wątek na swoim nicku.
  • nchyb 15.04.07, 10:13
    > ek, tylko własnie goszczę kolezankę z Poznania u siebie. A nawet jeśli
    uzywałab
    > ym 3 nicków, to co z tego? jakiś problem?
    Kompletnie nic z tego, używaj dalej kilku nicków jeżeli Ci to sprawia
    satysfakcję. Tylko pilnuj by nie zapominać się przelogować smile.
    To Twoja sprawa, jako kto piszesz i co piszesz. Podobnie jak coraz bardziej
    sprawą syna jest to, co on robi ze swoim życiem...
    Nie pozwól by robił to tylko za Twoje pieniądze, ale jeżeli go kochasz, to
    pozwól mu uczyć się a jego własnych błędach...
    --
    Kryminały i sensacje
  • kinda5 14.04.07, 09:26
    Tfu, ale obłuda! Teściowa wraca z kościoła i ścieli łóżeczko dla córci ???
  • mamapiotra 14.04.07, 21:26
    tak czytam sobie i doszłam do tego, jak twojego syna wysłać do pracy. weź go na poważną rozmowę i wyjaśnij, że ciężko pracujesz, że nie starcza ci na własne potrzeby, i chyba nie starczy ci na ubrania dla niego smile. Powiedz mu, ze oczekujesz, ze wspomoze cię trochę w twoich wysiłkach i poszuka sobie pracy na lato, bo inaczej zwyczajnie nie dasz rady. Nie mów nic o dziewczynie. najczęściej takie znajomości na odległość kończą się samoistnie. trochę to potrwa. Mogła byś też wspomnieć o stypendium naukowym, żeby zdobył. Zawsze to jakaś kasa.
  • eska1234 14.04.07, 21:47
    Faktycznie problem. Z całości widać, iż chłopak się zakochał i ma na oczach
    klapki. A dziewczyna tak na oko nie wie czego chce. Czy jest jeszcze dzieckiem i
    ma nową zabawkę ( w postaci chłopaka), czy też jest dorosła i chce dorosłego
    związku. Skoro rok ma 365 dni , to można poświęcić te kilka dla rodziny
    (urodziny, dzień Matki, Babci itp.). Czy jak była jakaś impreza w rodzinie tej
    dziewczyny, to też to olewała?? Zarabiać można w rózny sposób. pisząc horrory
    też. Jeżeli Twój syn zrezygnuje ze swojego hooby- mało prawdobodobne żeby tego
    nie żałował. Syn jest faktycznie bardzo szczupły.
    Miałam kilka podobnych związków wśród znajomych. Tylko jeden zakończył się ponoć
    szczęśliwym małżeństwem, reszta się rozpadła. Piszę "ponoć" bo przecież jak jest
    to wiedzą tylko oni, a ja tylko to co widzę. Mają dwoje dzieci , pobrali się gdy
    chłopak skończył 21 lat (wtedy jeszcze wymagane)i są już 17 lat po ślubie. Ale
    chłopak niestety wymarzonych studiów nie skończył, a na uczelni wróżyli mu
    karierę naukowca. Prowadzi jakąś prywatną firmę , mają kupę szmalu. A dziewczyna
    skończyła swoje wymarzone studia i pracuje zarabiając grosze, ale się realizuje,
    a zarabiać dużo nie musi , bo przecież mąż...
    Kiedy spotykałam się z moim obecnym ślubnym ,też odprowadzał mnie wieczorem do
    domu. Raz odprowadził mnie tak póżno , że musiał wracać nocnymi i częściowo na
    piechotę. Moja mama zwróciła mi wóczas uwagę( a zaznaczę , że nie była
    zachwycona moim wybrankiem). Uważała, że jeżeli tak go kocham , to chyba powinno
    mi zależeć na jego bezpieczeństwie-a nie żeby się tułał po nocach. I skoro rano
    idzie do pracy, to też mogłabym (ja!!) o tym pomyśleć. Czułam się wtedy głupio,
    bo faktycznie jak zamykałam drzwi za lubym to nie myślałam , że on przez 2
    godziny będzie się do domu telepał, a ja kąpiel i lulu.
    To, że młodzi sypiają ze sobą po trzech randkach, to nic dziwnego w dzisiejszych
    czasach. Tyle, że mogliby to robić dyskretniej-ostatecznie nie trzeba pisac tego
    na czole, ani wywieszać transparentu. Mamusia ścieląca łóżeczko córce z
    fatygantem to przegięcie. Jeżeli tak jest w rzeczywistości , to dziewczyna
    wygląda na taką co jest przyzwyczajona , ze jest w centrum zainteresowania,
    oczko w głowie rodziców, chłopaka itd. Jeżeli to jest jego pierwsza dziewczyna,
    to będzie mu szczególnie trudno ustawić relacje w związku. Życzę mu jak
    najlepiej, przecież dziewczyna moze być wartosciowa tylko jeszcze trochę dziecinna.
  • anilah777 15.04.07, 05:10
    Dziekuję Ci bardzo za tę opinię. Przeczytałam ją bardzo uważnie, Pogubiłam się trochę w osądach.Syn walczy usilnie o to,zebym nic nie komentowała, ani się nie wtrącała, czasem sama nie wiem, czy mam rację, dlatego chciałam się dowiedzieć, co inni sadzą o tej sytuacji. Nie wiem już, co o dziewczynie myśleć-czy jest dziecinna, czy taka "bez pardonu" Z moich obserwacji wynika,że jest oczkiem w głowie rodziców, tatuś wszystko za nią zrobi-gdy ona go na dworzec odprowadza, to nigdy nie puścił jej samej-ani razu, a odprowadza syna za każdym razem, kiedy on wyjeżdża. Nie wyolbrzymiam tego "odprowadzania" tylko,ze my mieszkamy na obrzeżach miasta i powrót jest naprawdę kiepski, Z tego, co wiem, to Agnieszka ciągle napomina syna,kiedy on na studiach idzie na jakąś imprezę, że jak to niebezpiecznie po nocach wracać, a on mieszka w samym centrum, nawet tramwajem nie musi jeździć. I tam jest niebezpiecznie, a tutaj- o.k?
    Rozmawiałam z nią, prosiłam,zeby się wcześniej umawiali,żeby Marcin wceśniej wracał-owszem, zaczęli sie wczesniej umawiać, ale jeśli chodzi o powrót, to nic się nie zmieniło.Z synem rozmawiałam na temat pracy-owszem, on ma zamiar iść, ale czuję że to się skończy na niczym, panna wymaga ciągłej adoracji, przecież wysłała mi sms-a,że według niej Marcin nie powinien pracować,bo jest za szczupły-ona już chyba zaplanowała wakacje-po prostu ma jakąś silna potrzebę trzymania go przy sobie non stop. JA tutaj widzę raczej zaborczość niż miłość-zabrania mu na dyskoteki chodzić, z kolegami na piwo też nie-ona jak idzie na dyskotekę to tylko z siostrą. Koleżanke z roku, która pracowała jako hostessa i zwierzyła się synowi,ze źle trafiła, bo szefowa dała jej o zrozumienia,ze wymaga więcej "uległości" w stosunku do klientów, Marcina dziewczyna nazwała prostytutka. A tak nie jest, dziewczyna sama utrzymuje się na prestiżowych studiach-po prostu źłe trafiła.Sama nie pracuje, to znaczy pracowała przez 2 tygodnie w wakacje-roznosiła gazetę dwie godziny dziennie, przy czym wózek z gzetą codziennie pomagał jej pchac mój syn, a panienka po takiej wyczerpującej pracy nie miala siły nawet sprawdić, czy na studia ją przyjęli (zresztą kierunek wybierał tatuś-ona nie wiedziała, co chce studiować. Po prostu nie ma żadnej pasji. Mam wrażenie,że jej jedyna pasją jest wychowywanie mojego syna.
    To łózko, i scielenie, o którym pisałam denerwuje mnie dlatego,że to jest dla mnie taki tani chwyt-jakby mamuśia chciała go do niej "przywiązac"ooficjalnie u nas sypiasz, więc jesteś już jakby domownikiem. Zresztą mama jej napisała mi w sms-ie,że Agnieszkę jej ciocie nazywaja już "Marcinową". Ja uważam,że na takie plany jeszcze duuuzo za wczesnie.Tylko,ze jakoś nikt nie rozumie moich intencji-a najmniej syn i jego dziewczyna. Dziekuję Ci jeszcze raz za mądre rady i sugestie, na pewno skorzystam.To dobrze spojrzeć na swój problem oczami życzliwych i bezstronnych osób.
  • bea116 15.04.07, 14:06
    to Piotrek czy Marcin? bo przestaje się to kupy trzymać...
  • aka10 15.04.07, 15:26
    "Po prostu wsiada
    w pociąg i przyjeżdża. kiedyś na dworcu dziewczyna powiedziała-do zobaczenia za
    2 tygodnie-ja na to,ze teraz to chyba za miesiąc
    Piotrek przyjedzie, a jak chcą się zobaczyć, niech ona pojedzie teraz do niego-
    pojechała, ale tylko raz, bo okazało się,że
    pieniążków za dużo poszło."

    Piotr Marcin?
    --
    Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
  • anilah777 16.04.07, 12:04
    jak powyżej-gdyby chciała zmienić dane dla niepoznki, zrobiłabym to na pewno zręcznie. Dobrze operuję i piórem i komputerem.
  • anilah777 16.04.07, 11:52
    i tak i tak-jedno imie metrykowe, drugie uzywane przez większość bliskich
  • wieczna-gosia 15.04.07, 18:54
    ja sie jak zwykle zgadzam z verdana. Dorosly czlowiek to dorosly czlowiek. MOze
    spotykac sie z kim che, wracac kiedy chce. Bladzic tez ma prawo i to z kim chce.

    Ty z kolei masz prawo odciac mu zasilanie finansowe, oczekiwac ze pojdzie do
    pracy by wydawac na ekstrasy. A to ze dziewczyna sie domaga olalabym cieplym
    moczem- jak on bedzie musial isc do pracy to pojdzie, albo zmieni dziewczyne.

    moi rodzice tez niestety uznali ze wiedza lepiej ode mnie. Ze ja jestem naiwna
    nieletnia, ze on mnie wykorzysta i porzuci a ja gowniara ze pod mostem skoncze i
    z kupa dzieci. Skonczylam nie pod mostem, z kupia dzieci, a on mnie wykorzystuje
    od 15 lat prawie. A rodzicom czkawka odbija sie te wszystkie "on jest taki,
    siaki, nie dorasta inteketualnie" sraty taty. Moja tesciowa nie pomagala nam na
    starcie. Ale kibicowala- chociaz sama mi sie caliem niedawno przyznala ze
    starala sie nie przywiazywac do mnie za bardzo bo sadzila ze malzenstwo sie
    rozpadnie. Ale sadzila a nie wyluszczala mi swoje opinie. I zbiera plon. Rodzice
    tez zbieraja- moj maz ich akceptuje i oplatkiem sie podzieli, rozmowe zdawkowa
    wymieni- ale pewnych rzeczy sie nie zapomina i tyle.

    proponuje co wieczor mowic sobie mantre to nie moje zycie. Okreslic jasno na co
    pieniadze dajesz. I dawac tyle ile mozesz i chcesz. A syn prawdopodobnie jest w
    milosnym amoku, wyjdzie i sie pozbiera a pewnych rzeczy ci nie zapomni. To ze ty
    uwazasz ze panna nieodpowiednia i za wczesnie- to se uwazaj. Jak sie rypnie to
    se mozesz w duszy zamruczec "a nie mowilam"- i tyle twojego. A bron Boze pewnych
    rzeczy dzieciom wygadywac z "a nie mowialm" na czele.
    --
    opsesyjna.blox.pl/html

    gosklec@poczta.onet.pl
  • fikolka1 16.04.07, 13:16
    wieczna-gosia napisała:

    > ja sie jak zwykle zgadzam z verdana. Dorosly czlowiek to dorosly czlowiek.
    MOze
    > spotykac sie z kim che, wracac kiedy chce.

    absolutnie sie z tym nie zgadzam. Dorosły człowiek, bo ma dowód osobisty?
    Jezeli chce robic co chce, wracac kiedy chce i nikomu sie nie tłumaczyc, to
    powinien usciskac mamusię, spakowac tobołek, wynając sobie pokoik, czy
    kawalerkę, zarabiac na siebie i robic co ma ochotę, byc dorosłym (a jakże!!) i
    życ na własny rachunek. Natomiast dopóki jest na garnuszku u mamy to mimo
    swoich 20-stu lat powinien przestrzegac reguł panujących w domu rodzinnym. Mało
    z krzesła nie spadłam jak przeczytałam, że budzi matke w nocy bo kluczy nie
    wziął. To ma byc dorosły człowiek!!!!!!!!????????????????????????
    Z resztą wypowiedzi poprzedniczki z grubsza się zgadzam. Zwłaszcza z koncówką i
    z tym, że syn pewnych rzeczy nie zapomni.
    Droga mamo 20-sto letniego, dorosłego dziecka, rozumiem twoje zdenerwowanie i
    rozgoryczenie ale w sprawie dziewczyny niewiele da sie zrobic. Wszystko co
    powiesz o niej obróci sie przeciwko tobie. Tak więc staraj sią zaakceptowac
    sytuacje, a synowi jasno powiedz czego od niego oczekujesz: nauki i zaliczen na
    studiach, pracy bo musi ci pomóc finansowo, szacunku dla ciebie i bliskich i
    przestrzegania pewnych reguł w domu.
    Pozdrawiam ciepło
  • verdana 16.04.07, 14:45
    Czyli dorosły jest facet, ktory się nie uczył, olał szkołę i poszedł pracować
    łopatą, bo mu się nic nie chciało. Nawet jak będzie brał zasilek, to będzie
    dorosly - bo ma swoją kase i może rodzine olewać. natomiast student nie będzie
    dorosły, bo zazwyczaj nie stać go na to by utrzymać się na studiach bez pomocy
    rodziny.
    Czyli - kto ma kase ma wladzę. Nalezy przestrzegac zasad rodzinnych, bo jak sie
    nie ma pieniedzy, to się nie ma prawa, nie można decydowac wlasnym życiu,.
    mamusia daje jeść, to mamusia ma prawo kazać, bym zerwał z dziewczyną, wracał
    o 21 - bo tylko ci, co zarabiają sa wazni. Proponuje wprowadzic tę samą zasadę
    do niepracujacych żon - nie zarabiasz - słuchaj męża, bo jestes na jego
    garnuszku.
    najlepszy sposób nauczenia mlodego człowieka, ze uczucia się nie liczą - liczy
    sie kasa. Kiedy mama będzie stara, na pewno wykorzysta te wiedzę. Ona bedzie
    na jego garnuszku, niech sobie nie myśli, ze będzie mogła robić co chce.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • bi_scotti 16.04.07, 18:29
    I czym wiec jest doroslosc? Numerem w metryce czy numerem na koncie bankowym? A
    moze jeszcze czyms innym niekoniecznie definiowanym przy pomocy liczb?
  • to-wlasnie-ja 16.04.07, 19:10
    Wg. mnie doroslosc jest umiejetnoscia podejmowania przemyslanych decyzji i ich konsekwencji. Nie jest tak, ze kto ma kase ten jest dorosly, ba! czesto ludzie powiedzmy 40- stoletni posiadajacy niezle wypchany portfel wcale nie sa dorosli. Ale mysle, ze ta samodzielnosc , do ktorej tak bardzo nasze dzieci daza jednak wiaze sie z praca i kasa. Mlody czlowiek po prostu musi umiec sie sam utrzymac. Wowczas dopiero podejmuje sam wszystkie lub wiekszosc decyzji , od codziennych zakupow ( bo inaczej nie zje obiadu ) po wlasna przyszlosc. Dopoki jednak mieszka z rodzicami powinien stosowac sie do zasad ustalonych w domu. Czesto jednak okazuje sie , ze latwo jest korzystac z tej doroslosci tylko wtedy, gdy jest to wygodne. Tutaj syn uwaza , ze mama nie ma prawa narzucac mu swojego zdania lub uwag , opinii chocby o dziewczynie czy sposobie odzywiania , terminie przyjazdow ale jednoczesnie pozostawia tylko na jej glowie zakupy , finansowanie studiow i innych rzeczy, nie przestrzega zwyklych zasad wspolnego zamieszkiwania . Czy tak naprawde wiec jest dorosly?
    --
    Od przyjaciół Boże strzeż, z wrogami sobie poradzę... Richelieu
  • mama303 16.04.07, 21:22
    to-wlasnie-ja napisała:

    Mlody czlowiek po prostu musi umiec sie sam u
    > trzymac. Wowczas dopiero podejmuje sam wszystkie lub wiekszosc decyzji , od
    cod
    > ziennych zakupow ( bo inaczej nie zje obiadu ) po wlasna przyszlosc.

    Kto wie czy ten człowiek nie umie sie sam utrzymać, skoro jednak ma
    nadopiekuńczą matkę, której wygodnie wykładać na faceta kasę bo uzurpuje sobie
    wtedy prawo do decydowania co dla niego dobre a co nie, to korzysta......

    Dopoki jednak mieszka z rodzicami powinien stosowac sie do zasad ustalonych w
    domu.


    A jak nie to co? lanie?

  • anilah777 17.04.07, 08:23
    Utrzymuję go, bo i tak rodzice mają obowiązek łożenia na studia dziecka. I wcale nie stosuję zasady-kto ma kasę , ten ma władzę. Po prostu uważałam,że dopóki nie jest wydolny finansowo-mam prawo decydować,na ile przyjazdów do domu może sobie pozwolić i komentować fakt,ze przesadnie częste przyjazdy, rozmowy komórkowe itp. wydatki pokrywa odmawiając sobie jedzenia. Również bywałam zakochana, ale w dobie, gdzie można porozumiewać się prawie za darmo, mogłyby wystarczyć maile, gg, skype. Syn ma w akademiku własny laptop i swobodny dostęp do internetu. Niestety, dziewczynie jest za mało-ona go bombarduje wciąż wymaganiami-masz przyjeżdżać, masz dzwonić, bo inaczej mnie nie szanujesz, jestem dla ciebie służącą, ja się poświęcam (poświęceniem jest to,że ona "zgodziła" się być dziewczyną chłopaka studiującego w innym mieście. urządza histerie za to,że nie odpowiada jej na każde (dosłownie) każde zdanie w mailu. Dla mnie to jest chora miłość i zaborczość. I dziewczyna doskonale wie, że ja jestem sama i w sprawach domowych, codziennych moge tylko liczyć na pomoc dzieci-nota bene dorosłych już facetów. Syn używa argumentów,że on ma dosyć siedzenia w wolne dni w akademikach, a przecież zaproponowałam inną możliwość-wynajęcie pokoju z kimś-koszt około 450 zł. Za akademik płaci około 300. Czyli wystarczy dorobić 150 zł. i sprawa załatwiona. Ale on nie może iść do pracy , bo musiałby pracować w sobotę lub niedzielę (godziny na uczelni sa niewygodne dla pracy w tygodniu)a przecież w sobotę i niedzielę trzeba do domu przyjeżdżać. Rozmawiałam już z dziewczyną-tłumaczyłam jej,że syn musi się angażować , przynajmniej częściowo w życie domowe, bo taka jest nasza sytuacja.
    Prosiłam,żeby w miarę możliwości umawiali się wcześniej ,żeby nie jeździł nocnymi autobusami (koszty biletów, bezpieczeństwo-osiedle do bezpiecznych nie należy). W ogóle nie wzięła tego pod uwagę. Przecież mam chyba prawo jakoś zorganizować życie domowe,zeby wszystko funkcjonowało jak należy i żeby wszyscy w tym zyciu brali udział. Póki co to syn stosuje zasadę "jestem młody i mam prawo się wyszumieć". Nic nie poradzę na to,że moja sytuacja życiowa tak się ułozyła. Znam bogatrszych, którzy dzieci trzymają "bardziej krótko". I nie chciałabym w żadnym wypadku wybierać mu dziewczyny-nie było stwierdzenia-masz zerwać z nią, bo Ci kasy nie dam. Po prostu zwracam mu uwagę na pewne fakty, staram się uczulić,że ona nie ma prawa żądać od niego zmiany uczelni, tylko dlatego,że tam się nie dostała, nie ma prawa wymagac zmiany zainteresowań i pasji, bo ona ich nie podziela. Owszem to jego sprawa i wybór, ale on jest jak zaczadzony. Wydawało mi się,że rodzic ma prawo uświadomić dziecku mankamenty drugiej osoby, jeśli ten jest ślepy i głuchy. Nawet, jak to nic nie da, to mam poczucie,że przynajmniej próbowałam. Zresztą może to moje takie "zboczenie". Mój maż zachowywał się tak jak ona-moi znajomi byli fatalni, rodzina też, studia niepotrzebne-bo on przecież zarobi na nas, to,że chciałam iść do pracy było naganne i podyktowane wygodnictwem, (niechęć do zajmowania się domem i dziećmi). Tak spędziłam zycie, a teraz jestm sama. Wiem, co to życie z tak zaborczą osobą (i wtedy tę zaborzcość też brałam za zakochanie)Być może jestem przewrazliwiona, ale ...raczej n ie sądzę.
  • iwucha 17.04.07, 10:49
    Mój maż zachowywał się tak jak
    > ona-moi znajomi byli fatalni, rodzina też, studia niepotrzebne

    Wiem, co to życie z tak zaborczą osobą

    Wydawało mi si
    > ę,że rodzic ma prawo uświadomić dziecku mankamenty drugiej osoby,

    Niestety, pretensje możesz miec tylko do siebie. Bo "uświadamianiem" dorosłemu
    facetowi mankamentów drugiej osoby nic nie osiagniesz. Bo dzieci nie uczą się
    poprzez glądzenie i słuchanie ale poprzez wsiąkanie postaw i wzorców. No i
    wsiąknął układ małżeński Twój i Twojego męża. Takie rzeczy dzieją się
    podświadomie i bardzo trudno to zmienić. Trzeba było pomyśleć o tym wcześniej
    gdy syn był mały.

    Niestety, dziewczynie jest za mało-ona go bombarduje wciąż wymaganiami

    Często przypisuje się innym to wszystko, co dotyczy nas samych. Mam wrażenie,
    że dziewczyna to Twoje lustrzane odbicie. Rózne sa może wymagania, priorytety,
    ale mechanizmy manipulowania żywcem te same. Nie dziw się, że chłopakk wchodzi
    w chory związek, jesli miał zaborczego ojca, ma zaborczą matkę - nie zna nic
    innego i nie pozna dopóki wszyscy sobie z tym nie poradzicie na terapii.


    Nic nie poradzę na to,że moja sytuacja życiowa tak się ułozyła.

    Twój syn tym bardziej nic nie poradzi. Nie miał wpływu na to, w jakiej
    atmosferze wyrasta, na to maja wpływ rodzice. I jak widać płaci cały czas za
    to, że Ty sobie nie radzisz.

    Tak spędziłam zycie, a teraz
    > jestm sama.

    Poszukujesz w synu oparcia takiego, jakie powinien dawać zonie mąż, którego Ty
    nie masz. Twoje postawa zazdrości przypomina bardzo postawę zazdrosnej żony.
    Nie szukaj w synu rozpaczliwie substytutu brakujacego męża. Im bardziej
    będziesz się wpijać w jego zycie, tym większe szanse na Twoja coraz większą
    samotność.

    urządza histerie za to,że nie odpowiad
    > a jej na każde (dosłownie) każde zdanie w mailu
    Prosiłam,żeby w miarę możliwości umawiali się wcześniej ,żeby nie jeździł nocny
    > mi autobusami

    To są sprawy młodych a nie mamusi. Mamusi, która ma swoje własne zycie,
    znajomych, hobby, nie przyszłoby do głowy zajmować się takimi pierdołami. Bo
    zyje swoim zyciem a nie życiem swoich dorosłych dzieci. Syndrom "ofiary", w
    który się wtłoczyłaś bardzo Ci pomaga przy realizacji swoich celów związanych z
    synem. Grasz swoją rolę matki-meczennicy perfekcyjnie i nie przyjedzie Ci
    pewnie do głowy by zagrać inną.

    Ale on nie może iść do pracy , bo musiałby pracować w sobotę lub niedzi
    > elę (godziny na uczelni sa niewygodne dla pracy w tygodniu)a przecież w
    sobotę
    > i niedzielę trzeba do domu przyjeżdżać.

    A dlaczego miałby przez 7 dni w tygodniu uczyć się i pracować? Normalne, że
    chce wrócić spotkac się z dziewczyną, odpocząć. Ma tyrać ponad siły bo Tobie
    się nie ułożyło z mężem? On jest temu winien i teraz ma za to płacić? Ja mu się
    wcale nie dziwię, że walczy o własne życie.

    A może gdyby siedział te weekendy z dala od dziewczyny celem zarobienia 150 na
    pokój, to poprzez swoja nieobecność przy niej "rozwiązałby" Twój problem, jakim
    jest owa dziewczyna?
  • anilah777 18.04.07, 20:25
    W życiu nie słyszałam większych bzdur-nie prosiłm co prawda o chwalenie mnie, ale nie potrzebuję cytowania podręcznika psychologii, z którego laik próbuje coś dopasować. Nigdy nie próbowałam zrobic sobie z syna namiastki męża i nic takiego z mojej wypowiedzi nie wynika. Mój syn nigdy nie narzekał na to,że jestem staroświecka, zakłamana itp, przeciwnie. Owszem nie miał wzoru odpowiedzialności w postaci ojca,co nie znaczy ,że nie mam prawa wymagać od niego odpowiedzialności. Jesteś chyba młodą osobą, bo nie rozumiesz tego, co piszesz, kompletnie. Czy ty uważasz,że od 20-latka nie można wymagać zrobienia zakupów, czy pomocy w pracach domowych, podczas, gdy ja pracuję na 2 etaty,żeby on mógł studiować, dlatego,że biedaczek spędzi przez to 2 godziny mniej z ukochaną, to może sama skorzystaj z psychologa. Żądanie pomocy nie jest zamachem na cudzą wolność. Nie mam syndromu ofiary, wizyty u psychologa mam już dawno za sobą (i tobie polecam), nie użalam się nad swoim losem, tylko mając już pewną mądrość życiową i zdolność rozpoznawania ludzi, określanych przez psychologię "przemocowcami" próbowałam uświadomić synowi,że właśnie z taką osobą ma do czynienia.
  • verdana 16.04.07, 21:08
    na peeno nie jest wyłacznie mozliwoscia samodzielnego utrzymywania się. Bo
    wtedy wiele kobiet nie byłoby nigdy doroslych. A i nie jest tak, ze zarabiajacy
    16-latek jest dorosly.
    Doroslość to m.in. podejmowanie decyzji, nawet błędnych, bez zastanawiania się,
    co rodzice o tym powiedzą.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • to-wlasnie-ja 16.04.07, 23:44
    Nie napisalam, ze jest wylacznie mozliwoscia samodzielnego utrzymywania sie. Napisalam ,ze w chwili gdy ktos moze juz sie sam utrzymac , moze sie rowniez wyprowadzic i wowczas kazda decyzja podjeta przez niego bedzie nalezala faktycznie do niego. I co wazniejsze sam bedzie ponosil jej konsekwencje. Dopoki bedzie sam. Bo juz zakladajac rodzine bedzie musial sie liczyc ze zdaniem tej drugiej osoby. Przeciez kazdy z nas mieszkajac w rodzinie liczy sie z jej czlonkami. I powinien szanowac prawa i uczucia tychze. Czy sie myle?
    > Doroslość to m.in. podejmowanie decyzji, nawet błędnych, bez zastanawiania się,
    >
    > co rodzice o tym powiedzą.
    Dodalabym jeszcze - i ponoszenie ich konsekwencji bez wyreczania sie chocby mama , jak to mam miejsce w tym przypadku.
    --
    Od przyjaciół Boże strzeż, z wrogami sobie poradzę... Richelieu
  • fikolka1 17.04.07, 11:49
    Kompletnie nie zrozumiałas!
    Po pierwsze zaprzeczasz sama sobie, bo uważasz 20-latka za osobę dorosłą, która
    wszystko może i żyje na własny rachunek, a kawałek wczesniej piszesz, że biedny
    student (także 20-letni) nie poradzi sobie bez rodziny. Więc się zdecyduj!
    Po drugie nie pisałam, że ma słuchac mamy we wszystkim i wracac o 21 do domu.
    Uważam, że dosc dramatyczne mogłoby byc zmuszanie syna do rzucena dziewczyny. I
    beznadziejnie głupie. Przeczytaj dokładnie - w ogóle niewiele pisałam o jego
    dziewczynie i relacjach między nimi. Zgodziłam się z poprzedniczką, że nie
    należy w to ingerowac, więc nie wiem czemu się zaperzyłas tak bardzo.
    Jedyne co napisałam zdecydowanie i napiszę ponownie (i nie atakuj mnie tak
    mocno, proszę, bo mogę miec swoje zdanie) to to, że osoba młoda, 20-letnia,
    mieszkająca z rodzicami powinna przestrzegac reguł panujących w domu. I
    naprawdę nie chodzi o to, żeby słuchac mamusi bo ona ma pieniądze. Raczej o to,
    żeby szanowac matke, która wstaje bladym switem, żeby synkowi zapewnic
    wykształcenie!!!!!
    Napisałas: "najlepszy sposób nauczenia mlodego człowieka, ze uczucia się nie
    liczą - liczy
    > sie kasa."
    No wydaje mi się, że chwilowo to on ma takie podejscie - wpada do domu jak do
    hotelu, po czyste ciuchy, jedzenie i pieniążki, a z mamą nawet urodzin czy tam
    imienin nie może spędzic. I uważasz że on liczy się z cudzymi uczuciami??
    Jest młody i zakochany, dlatego wiele można mu wybaczyc, ale to nie znaczy, że
    można mu na wszystko pozwolic.
    Tak uważam ja. Ty możesz inaczej, ale nie rzucaj sie na mnie z pazurami, bo nie
    ma takiej potrzeby smile
    Pozdrawiam


  • to-wlasnie-ja 17.04.07, 14:32
    To chyba nie bylo do mnie ?
    --
    Od przyjaciół Boże strzeż, z wrogami sobie poradzę... Richelieu
  • anilah777 17.04.07, 07:58
    Bardzo Ci dziękuję-rozumem czuję,że mam rację, oburzając się na jego nieodpowiedzialność, ale serce podrzucało inny scenariusz. Wasze wypoewiedzi (większość )pomogły mi wytrwać w konsekwencji, bo już miałam się złamać i odpuścić
  • anilah777 17.04.07, 08:02
    Powyższa odpowiedź Podziękowanie) była skierowana głównie do fiolki
  • fikolka1 17.04.07, 11:57
    Mam wrażenie, że sporej częsci forumowiczek łatwiej zrozumiec dziewczynę
    twojego syna bo są niewiele od niej starsze (i nie krzyczcie na mnie!! To
    komplement!! Jestescie młode, cudna sprawa). Mnie chyba łatwiej jest spojrzec
    na sprawę Twoimi oczami. Naprawdę rozumiem co czujesz. Ja co prawda mam
    dzieciaki jeszcze małe, ale niedawno podobny problem "przerabiałam" w bliskiej
    rodzinie i dosc dobrze wtedy zrozumiałam punkt widzenia matki. Tak więc życzę
    Ci wytrwałosci i cierpliwosci. I na pewno wszystko będzie dobrze. Wymagaj
    trochę od tego twojego dzieciątka (hihihihi), a w sprawie dziewczyny się nie
    wtrącaj, bo chłopak Ci nie wybaczy.
    Pozdrawiam
    PS. O Boże boże!!!! Mnie też to czeka???????? Mam dwóch chłopów. Czyżby racje
    miała moja tesciowa, która kiedys wyjechała mi z tekstem: "Jeszcze kiedys
    zobaczysz jaki to DRAMAT MIEC SYNOWą!!!!" smile Urocze, nie sądzicie?
  • karola1008 17.04.07, 13:38
    Kurczę, Verdana, czytając wielokrotnie Twoje wypowiedzi na forach, myślałam, że
    jesteś raczej osobą w moim wieku, tj.niewiele powyżej trzydziestki. TRaktuj to
    jako komplement. Muszę przyznać, że nie zawsze się z Tobą zgadzałam, ale lubię
    czytać Twoje posty.
    A teraz do Anilah. Może nie powinnam się wypowiadać, bo mój syn ma dopiero 4
    lata. Ale wiele razy zastanawiałam się, co bym zrobiła, gdyby jego druga połowa
    mi się nie podobała. Obawiam się, że musiałabym jednak zacisnąć zęby i
    przyglądać się, co robi moje dziecko. Choć wyobrażam sobie, że dupa by mi aż
    cierpła, a na widok panienki miałabym czerwone kółka przed oczami. Bo niestety
    nie mam łagodnego usposobienia.
    Sama byłam w podobnej sytuacji jak Twoj syn. Moi rodzice słusznie uważali, że
    mój facet zachowuje się w sposob niedopuszczalny-a konkretnie mowiąc bardzo
    mnie lekceważy. Mieli rację po stokroć. W końcu ja sama to dostrzeglam. Ale
    sposob w jaki usiłowali mnie zniechęcić do tego związku-ciągłe gadanie, teksty
    typu-póki Cię utrzymujemy masz postępować jak sobie tego życzymy, spowodowały
    tylko tyle, że po prostu przestałam do nich przyjeżdżać (mieszkałam osobno na
    studiach) i znalazłam pracę, dzięki której mogłam zarobić, a nie tylko jak
    wówczas dorobić i obywalam się bez dotacji od nich. Jeździłam za to do mamy
    chłopaka, bo taka już jest natura człowieka, że ciągnie go tam, gdzie głaszczą,
    nie tam gdzie chłoszczą (choćby tylko słownie). Faceta i tak puściłam kantem,
    gdy przestałam na niego patrzeć jak na biedna ofiarę prześladowaną przez moich
    rodziców. Może Ci się wyda to głupie, ale do tej pory mam do rodziców żal, że
    wtrącali się w moje życie osobiste i traktowali po prostu bez szacunku, jak
    gó..arza. Rozumiem, że chcesz uchronić swoje dziecko. Ale ono jest już dorosłe
    i musisz pozowlić mu ponosić konsekwencje jego czynów i wyborów. Bo syn i tak
    Ciebie nie posłucha. A jesli posłucha, to do końca zycia będzie mieć pretensje.
    A jeśli chodzi o jego zdrowie, to z jednej stony z głodu raczej się tak szybko
    nie umiera, a z drugiej-ja przez całe studia wracalam z zajęć i spotkań
    towarzyskich b. późno, czasem sama, i choć nie było to rozsądne, to jakoś nigdy
    po łbie nie dostałam.
    Moja sytuacja jest może trochę inna, bo ja nie rościłam sobie nadmiernych praw
    do korzystania z zasobów finansowych moich rodziców i odkąd skonczyłam 18 lat
    zawsze sobie jakoś tam dorabialam, choć nie musiałam tego robić i rodzice tego
    ode mnie nie wymagali. NIe masz obowiązku spełniać zachcianek finansowych
    swojego dorosłego i zdrowego syna. Niech zakasuje rękawki i do roboty. Ktoś już
    słusznie Ci doradził, żebyś po prostu powiedziała, że finansowo nie wyrabiasz.
    A najlepiej powiedz mu, że chcesz ukończyc jakiś ciekawy kurs, wspomagać
    potrzebujących itp. A jeszcze lepiej-zrób to. Będziesz miała jakąś odskocznię
    od problemów z synem.
  • anilah777 18.04.07, 15:55
    Dziękuję Ci-masz chyba rację, własnie postanowiłam popatrzeć na to z boku-gdyby było mnie na to stać, zafundowałabym im mieszkanie-kazała wspólnie robić opłaty i gospodarować-i jestem przekonana,ze p 3 miesiącach uciekłby gdzie pieprz rośnie, nie wytrzymując ciągłych wymówek i tej zaborczości. Czy dziewczyna w tym wieku może zabraniać chłopakowi spotykania się z przyjaciółmi, czytania tego, co lubi i pisania tego, w czym jest dobry? Jego przyszły zawód będzie wymagał bywania na pokazach, premierach, spotkaniach z ludźmi. Ona tego nie zniesie. Na razie to funduje mu wspólny kościółek i trzymanie za rączkę w domciu lub parku.No i oczywiście ciągłe "nawracanie" z niewłaściwych pasji. Ale to, co napisałaś dało mi wiele do myślenia-boję się,że już wiele zepsułam, ale mam nadzieję,że ze swoim syaem jakos się dogadam.Ale w jednym ustąpię-mam zamiar egzekwować pomoc w domu i większą odpowiedzialność a nie bawienie się w dorosłość. Właśnie dlatego tu napisałam,żeby ktoś spojrzał na mnie i sprawę chłodnym okiem i potwierdził albo obalił mój tok rozumowania. Większość z Was zgadza się,że mam prawo od chłopaka wymagać okrślonych rzeczy, ja zgadzam się,że za duż się wtrącam.I dziekuję, tym,którzy potrafili zrozumieć moje intencje i nie moralizowali jak psycholog na terapii, jak powinno być "książkowo" tylko szczerze przedstawili swoje zdanie.
  • echtom 17.04.07, 13:40
    Jak to dobrze, że mam same córki i cieszę się na myśl o przyszłych zięciach.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • marioladabr 19.04.07, 14:22
    echtom napisała:

    > Jak to dobrze, że mam same córki i cieszę się na myśl o przyszłych zięciach

    Nie wiem czy Twoja radość jest uzasadniona - najlepiej wie to moja
    mama...podobno małe dzieci mały problem, duże dzieci duży problem. Mam 3 braci
    z którymi rodzice nie mieli problemów... a ja jedynaczka dałam czadu... Po
    maturze wyprowadziłam się z domu i zaczęłam pracować, żeby się usamodzielnić
    (nie wiem jak można ciągnąć kasę od rodziców). Rodzice baaardzo nie akceptowali
    mojego wybranka, tak bardzo że nie byli na ślubie, ani chrzcinach swojego
    wnuka. Mama ciągle ciosała kołki na głowie... jednym uchem wchodziła drugim
    wychodziło... Trzeba przeczekać, każdy niestety uczy się na własnych błędach.
    Moi rodzice już przekonali się do mojego męża a i ja też w tej chwili inaczej
    ich traktuję (nawet jak przyjeżdżam w odwiedziny to np. odkurzę mieszkanie)
    Taki 20 latek musi sam swoje przeżyć i nikt, zupełnie nikt mi niczego nie
    wytłumaczy a już na pewno nie rodzice.
  • aurita 20.02.08, 13:37
    hmmm chyba wiekszosc jednak uwaza ze nie masz racji...
  • numenorejka 17.04.07, 13:02
    Może moja opowieść trochę Ci pomoże - zrozumieć pewne rzeczy.Są pewne
    podobieństwa. Nie bronię dziewczyny Twojego syna, nie znam jej. Po prostu z
    drugiej strony wyglądać to może inaczej...
    Od wielu lat jesteśmy razem szczęśliwi, od lat po ślubie - wbrew matce mojego
    męża, teść mnie lubi i szanuje - dobrze się rozumiemy.
    Był zahukanym, nieśmiałym, zakompleksionym i niewierzącym w siebie chłopakiem z
    maleńkiego miasteczka, źle ubranym i uczesanym. Zakochał się bez pamięci we
    mnie. Kiedyś miał w liceum dziewczynę, ale to było takie "szkolne uczucie" -
    byłam pierwsza. Nie chciałam początkowo z nim być, ale on był cierpliwy - zdobył
    mnie.Ku wielkiemu niezadowoleniu matki do domu przyjeżdżał raz na miesiąc,
    zmienił uczesanie na nowoczesne i bardziej twarzowe oraz styl ubierania.
    Porzucił flanelowe koszule i podniszczone dżinsy. Zmienił oprawki okularów z
    takich a`la lata 50 (grube plastikowe) na twarzowe "druciaki". Wyprzystojniał
    niesamowicie, uwierzył w siebie, rozkwitł, podjął dorywczą pracę, żeby nie być
    zależnym. Postanowiliśmy ułożyć sobie życie w mieście, gdzie studiowaliśmy.
    A jego mama była wściekła - traciła ukochanego najmłodszego, zawsze posłuszny i
    oddany matce zaczął poświęcać czas i uwagę innej kobiecie. Na pozór miła i
    słodka, potrafiła być złośliwa i podła. Całe życie mu powtarzała: a po co
    idziesz na studia, nie dasz sobie rady, nie uda ci się, twoja dziewczyna to taka
    i owaka itp. Pochodzę z raczej skromnie żyjącej rodziny - na życie i akademik
    zarabiałam w jednej z sieci fastfoodów, miałam stypendium socjalne i naukowe,
    pracowałam jako opiekunka do dzieci. Usłyszałam od niej,że żeruję na jej synu i
    jak nie mam pieniędzy to mogę iść przed ich dom - tam jest na rogu latarnia,
    jeżdżą tiry to sobie dorobię. Powiedziała to w towarzystwie kolegów i koleżanek
    jej syna oraz kilku osób z rodziny...
    Bo ona już wszystko ułożyła, a ja zniszczyłam jej plany. Bez jego zgody i wiedzy
    załatwiła mu pracę w pobliżu domu. Poczyniła spore przygotowania, żeby go
    wyswatać z siostrą jego szkolnego kolegi, a córką jej przyjaciółki. Ustaliły
    prawie wesele, mieszkanie młodych itp. Smaczku sprawie dodawał fakt, że ta
    dziewczyna też nie miała pojęcia o knowaniach obu pań. Zadenuncjowała go na WKU,
    żeby go wzięli do wojska (wymeldował się z domu i na razie nie mogli go
    "namierzyć")- miało to nas rozdzielić i osłabić związek. Nie udało się, dostał
    odroczenie i zastępczą.
    Dziś to ja pilnuję, aby mój mąż zadzwonił czy napisał do matki. On ją kocha i
    zawsze jej pomoże, ale dlatego że jest matką, że to obowiązek. Nie może
    zapomnieć krzywd, które nam wyrządziła i nadal robi. Teściowa chciała go tak
    bardzo mieć tylko dla siebie i zatrzymać, że straciła go...
  • edytek1 20.03.08, 18:56
    Strasznie smutne to co napisalaś. sad
    --
    Karolinka jest już przedszkolakiem. smile
  • fikolka1 17.04.07, 16:36
    Tak naprawde to wszystkie jestesmy młode smilesmilesmile
  • karola1008 18.04.07, 18:15
    Absolutnie się z Tobą zgadzam, Fiolka. Pozdrawiam
  • karola1008 18.04.07, 18:20
    Powyższe oczywiście było do Fikolki.
  • news21 18.04.07, 22:50
    Przeczytałam list autorki wątku i znalazłam liczne podobieństwa do losu mojego
    kuzyna.Jego dziewczyna była identyczna, wymagająca dla siebie, trzymająca go na
    krótkiej smyczy, narzucająca co ma zrobić. Po kilku latach znajomości wyszło
    się z tego małżeństwo. Dziewczyna a poźniej małżonka, uważna za ciężką cholerę
    nie za bardzo się w rodzinie podobała, ale wszyscy wiedzieli że jemu jest z tym
    dobrze. I z czasem machnęli ręką. Facet zrobił karierę i dziś twierdzi, że
    wiele zawdzięcza właśnie żoneczce. Idealni to oni pewnie nie są jako
    małżonkowie, ale inni też nie.
  • gabriel51 03.05.07, 21:44
    uważam, że nie ma co panikowac, pewnie pamiętasz jak to było z pierwszymi
    miłościami. Uważam, że powinnas byc z niego dumna robi to co chciał robić
    studiuje kierunek studiów o jakich marzył a to ważne. Nie dajecie rady
    finansowo, może syn powinien sie trochę usamodzielnićl. Domniemam że studiuje w
    jakims dużym mieście skoro to taka elitarna uczelnia. Student wielkiego miasta
    jest w stanie utrzymać się sam, więc może troszkę ukrucic mu fundusze a
    znajdzie siły i czas na dorabianie do płatności za akademik a tym samym nauczy
    się samodzielniości i dziewczyna nie będzie na nim ciągle wisiała. Nie wiem co
    o tym myślisz ale takie jest moje zdanie
  • eevvaa 04.05.07, 08:46

    -Nie wtrącać się do syna i jego dziewczyny.Syn wtedy będzie miał możliwość
    przejrzenia na oczy. Sprawdzone w praktyce.Pomagać synowi w miarę swoich
    możliwości...

    Uśmiech wędruje daleko...
  • anilah777 07.05.07, 09:00
    Wiesz, ja jakoś podświadomie wiem, że gdybym sie odsunęła, może sam by przejrzał, ale boję się,że zanim to się stanie, to bedę musiała wesele organizować i bedzie za późno.
  • anilah777 07.05.07, 09:14
    Cały czas mu sugeruję,że powinien pracować-w wakacje to oczywiste-teraz w ciągu roku , ponieważ jest to I rok-ustalilismy,że spróbuje mieć dobre wyniki, tak,żeby stypendium za nauke dostać. Ponieważ jednak idzie mu bardzo dobrze, przyszła nam (i jemu głównie) do głowy myśl,że mógłby popracować. Niestety-zaraz się z tego dziewczynie zwierzył i już miałam sms-a,ze on jest za chudy,żeby pracować, żenie powinien itp. Podłożem tej troski był oczywiście strach,że jak zacznie tam pracować, to oczywiście nie będzie już tak często przyjeżdżał.Jasne,że mogłabym mu i tak to nakazać, tylko się boję,że on spróbuje sprostac wszystkiemu-i to marnie się skończy. Na razie nie potrafi jej powiedzieć,że nie przyjdzie, bo po prostu jest zmęczony-efekt jednego nie przyjścia opisałam poniżej -panna wysyłała do niego sms-y co 10 minut, potem dzwoniła do mnie od 22.30-00.10 nad ranem, a potem do mojej babci, przyznając się ,że zadzwoniła też do moich sąsiadów,zeby sprawdzili, co u nas, na szczęście to mądrzy ludzie i nie zareagowali tak, jak chciała.Trudno mi cokolwiek przeprowadzić skutecznie,bo on chce,żeby ona na nim wisiała, widzi jej wady, jej zachowanie, ale jest po prostu zakochany i tyle. Chyba spróbuję się nie wtrącac, ale to trudne, ona sama jak coś nie idzie po jej myśli, to angazuje nas w ich sprawy.
  • volta2 05.05.07, 00:10
    co do historii to się nie wypowiem, część tego typu problemów już za mną, a ta
    druga część za jakieś 10 lat się zacznie(mam dwóch synówsmile)

    ja tylko się zastanawiam, dlaczego nikt z was nie myśli o ojcu tego 20 letniego
    studenta, z tego co się orietnujemy to głównym problemem dla ciebie/dla was są
    pieniądze, bo rozumiem, że gdyby były, to wolałabyś jednak syna widzieć w domu
    częściej niż rzadziej, nawet przelotem?
    czemu nie zwócicie się do ojca - ty tyrasz na dwa etaty, syn wychudł, od syna
    roboty w soboty/niedziele/wakacje wymagasz, a ojcu odpuszczacie?
  • anilah777 07.05.07, 08:58
    Ojciec olewa nas wszystkich totalnie. Nawet sądownie przyznane alimenty nie rozwiążą naszych problemów finansowych na tyle,żeby syn mógł przyjeżdżać do domu co 2 tygodnie, dzwonic do dziewczyny trzy razy dziennie i wysyłać po kilkanaście sms-ów.A dziewczyna nie ma zbytnich skrupułów. Ostatnio zażądała od niego skserowania kilku książek,oczywiście na jego koszt-i nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby nie to,że sama mogła to zrobić przez miejscową bibliotekę-zapłaciłaby 15 zł plus ksero. Ale po co, jak można miec za darmo?Ona doskonale wie, jaka jest nasza sytuacja finansowa, mimo to nie płaci ani za kino, ani za wspólne imprezy (tzn. nie płaci za siebie)
    Ostatnio zażądałam od syna pomocy przy większych porządkach-trzepanie dywanów, itp. Dosłownie jeden dzień się nie widzieli i jaki był efekt? Panna zadzwoniła do mnie 0 22.30. Nie dałam rady odebrać, bo zasnęłam po dwóch nockach w pracy, po kolejnym dzwonku obudziłam się, ale jak zobaczyłam,kto dzwoni to po prostu nie odebrałam. Miałam za soba kilkanaście godzin bez snu. I wyobraźcie sobie,że ona dzwoniła od godziny, 22.30 do oo.10 non stop. To na komórkę, to na domowy. Już patrzyłam na ten telefon i nie odbierałam z ciekawości, jak długo tak będzie. A powodem było to,ze r a z się nie spotkali, oprócz tego wszyscy bylismy zmeczeni i zasnęliśmy, no i oczywiście syn też nie odpisywał na sms-y, więc w końcu zadzwoniła do mojej mamy i opowiadała jakieś bzdury-że syn powinien jak najczesciej do domu przyjeżdżać,że nie powinien pic piwa ani chodzić na jakiekolwiek imprezy studenckie,że ona go zapisała do psychologa, bo on jakieś "mroczne" opowiadania pisze. Moja mam powieziała jej,że jak ktoś tu potrzebuje psychologa to na pewno nie jej wnuk. Nie przejeła się tym w ogóle, na dworcu, gdy wyjeżdżał oczywiście wisiała na nim jak zawsze, nawet nie przeprosiła za te nocne telefony.
  • femian 07.05.07, 11:09
    Anilah, myślę, ze syn w końcu deostrzeże, że ta dziewczyna ma coś niepokolei w
    głowie. Nikt normalny by nie dzwonił non stop przez całą noc a tym bardziej nie
    robiła by tego normalna dziewczyna do matki jej chłopaka. Chłopak jest jeszcze
    w wieku, kiedy to niby dorosły, ale w rzeczywistości dzieciak, nie do końca
    zdaje sobie sprawę w gierek "babskich". Ta dziewczyna to klasyczny pasożyt
    Potrafi się uczepić jak rzep, bez godności będie wysysać z Twojego syna całą
    energię i co jeszcze się da. Będzie chciała zawładnąć nim całkowicie i przejąć
    go spod władzy matki. Obawiam się, że chłopak będący przez całe życie pod Twoją
    władzą, poznał dziewczynę która ma podobny sposób oddziaływania na niego jak
    Ty. Biedak ma pecha. Wygląda też na to, że jest człowiekiem o słabym
    charakterze, skoro tak daje się manipulować i najperw pozwalał sobą rządzic
    Tobie a teraz pozwala sobą rządzić tej dziewczynie. Współczuję mu. Chłopak może
    źle skończyć. Życzę mu, aby odważył się być wolny i kiedyś zrozumiał, że nie
    matka i nie dziewczyna powinny kierować jego życiem i wymuszać na nim różne
    rzeczy lecz on sam powinien wziąść odpowiedzialność za swój los. Współczuję tym
    bardziej, bo mam wrażenie, że Twój syn nigdy nie będzie samodzielnym, zaradnym
    człowiekiem.
  • anilah777 12.05.07, 09:37
    A kto miał go nauczyć samodzielności, kiedy ojca nic nie obchodziło-wiele rzeczy mi sie udało, ale nie wszystko, niestety, nie usprawiedliwiam się, mam poczucie jakiejś przegranej, ale ja przynajmniej się starałam, tatuś sobie synó odpuścił, zawsze mówił, że on się nie wtrąca, bo za rzadko jest w domu. Potem olał nas całkowicie.
  • volta2 07.05.07, 12:02
    To, że ojciec nie może to rozumiesz, i piszesz o tym w jednym zdaniu. To, że
    syn nie może (pracować w łikendy/wakacje) nie rozumiesz i rozwodzisz się nad
    tym jaką to on ma dziewczynę złą( tu cały elaborat o tym jaka to niedobra
    dziewucha)

    Ja gdy byłam taką panienką 18-22 lata, to też szukałam chłopaków, którzy
    spełnią moje oczekiwania - najlepiej bezkompromisowo. Również finansowe. Bo
    facet, który nie zapewniłby mi odpowiedniego poziomu już wtedy - nie byłby w
    stanie zapewnić odpowiedniego poziomu mnie i mojej/naszej rodzinie. Wiadomo, że
    dzieci, życie i dom kosztują - może lalka sprawdza na ile chłoptaś jest zaradny
    i tak nim kręci. To ile ma ona sama/jej rodzice nie jest tu żadnym
    usprawiedliwieniem niechęci dokładania się do wszystkiego na pół.

    Sama miałam za sobą związek na odległość, i wtedy faktycznie dojeżdżaliśmy do
    siebie jakoś tak w miarę regularnie, raz ja a raz on. Ale to dlatego że ja
    miałam więcej kasy i to mnie więcej zależało. A jak mi przestało zależeć to i
    wyjazdy się skończyłysmile
    Generalnie nie nakręcaj się przeciwko dziewczynie, możesz mieć żal do siebie,
    że syna wychowałaś na mało asertywnego - teraz możesz go utemperować tylko
    kasą - ja na twoim miejscu wysłałabym go po kasę do ojca.
  • anilah777 12.05.07, 09:35
    Wysłałam go po kase do ojca-zadzwonił do niego-ojciec jest teraz w morzu-tatuś jak usłyszał, że chozi o pieniądze, wykręcił się brakiem czasu na rozmowę i od tej pory milczy. Łatwo jest mówić-idź po kasę do ojca-wiesz, ile dostaje moja koleżanka od pływającego meza na 2 studiujące córki? po 450 zł na każdą, sama zarabia 850 zł do ręki. Po prostu sądy przyznają takie alimenty-ktoś, kto miał z tym do czynienia, dobrze zrozumie, ze wyegzekwować pieniądze od ojca dziecka, jak sam nie chce płacić to nie taka prosta sprawa, a sady wcale nie stają po stronie matek.
  • vharia 12.05.07, 22:43
    Zacznę od tego, ze nie piszę złośliwiesmile

    Czyżbyć uważała syna z osobnika upośledzonego umysłowo, którym można sterować, obcałowywać wbrew jego woli, do przyjazdów a nawet do pisania SMSów zmuszać???
    Dla mnie jest jasne, że chłopak jest zawrotnie szczęśliwy, oszczędza każdy grosz, żeby pędzić do dziewczyny, spędza z nią całe dnie kiedy tylko może.
    Niepotrzebnie sugerujesz się własnyi negatywnymi doświadczeniami z zawistnym partnerem. To dwoje innych ludzi, w innych okolicznosciach. Poza tym sama biologia (o tradycjach społeczeństwa nie wspominając) decyduje o tym, że w związku to kobieta bywa "usadzana". Facet- wyjątkowo, nie widzę tego technicznie. Da sobie radę, nic mu nie będzie. Poza tym ludzie się rozwijaja, dorośleją. Daj im poustawiać związek, jak synowi się nie będzie podobała, to się z niego ewakuuje bez Twojej pomocy (!!!).


    --
    "3 000 000 mieszkań"?
    To pomyłka, naród źle zrozumiał, miało być:
    "mieszkania po 3 000 000"
  • magdusinska 14.05.07, 13:45
    Przypominasz mi moja teściową. Ja tu rządzę, ja jestem najważniejsza i ja będę
    mówić co jest dobre a co nie. Bo ja się martwie o synusia, bo on jest taki
    chudy, bo ta zła baba tak go omotała. Tylko, że to ta zła baba pierze jego
    gacie, gotuje obiady, a mamusia odwiedziła synusia w tamtym roku na jesieni.
    Więc daj spokój kobieto, bo mozesz usłyszeć od syna to co moja teściowa wczoraj
    i gwarantuje, że od razu przyjdziesz po rozum do głowy.
    --
    Życie jest piękne! Jeśli prawidłowo dobierze się środki antydepresyjnesmile
  • anilah777 25.05.07, 18:45
    Nie myl mnie ze swoją teściową- póki co, to dziewczyna mojego syna ani mu nie pierze, ani nie wspiera-przeciwnie dołuje, wymaga rezygnacji z prestiżowej uczelni, ma pretensje, że po przyjeździe rodzina chce się z nim zobaczyć, że ja wymagam pomocy w domu, odwiedzenia schorowanej babci, która go wychowała czy wujka, który w zasadzie zastąpił mu ojca
  • shamsa 14.05.07, 14:11
    nie pozostaje ci nic innego jak wspierac syna, pomagac mu i zapewniac go, ze
    zawsze moze na ciebie liczyc. badz szczera w opiniach, ale nie atakuj tej
    dziewczyny, skoro mu na niej zalezy. naprawde jako matka wiecej nie powalczysz
    bez krzywdzenia syna.
    --
    www.flatcoatedretriever.prv.pl
  • mamotek 14.05.07, 23:04
    Witam,
    czytam i włosy dęba stają...wiem, wiem... matka może być stronnicza, przekaz z
    jednej strony, nie znam drugiej... ale doprawdy Pani syn jest pełnoletni ma
    prawa ale też obowiązki. Moje dzieci są małe, sama jednak nie tak znowu dawno
    byłam studiującą, usamodzielniającą się córką ubogich rodziców. Domyślam się, że
    syn studiuje w dużym ośrodku akademickim i wiem z własnego doświadczenia - nie
    ma dużych problemów ze znalezieniem pracy gdy ma się status studenta i odrobinę
    dobrej woli by popracować. Pani syn ma prawo kochać i rozpieszczać ukochaną ale
    nie bardzo rozumiem dlaczego ma być Pani sponsorem. Nie jest Pani teściową, jest
    Pani obcą kobietą dla dziewczyny syna, chyba zostały nieco przekroczone granice
    zażyłości...bo niby dlaczego to dziewczę wysyła smsy do Pani i Pani Matki?
    Bielmo na oczach syna powoli zacznie schodzić, koledzy i uczelnia zaczną ciągnąć
    w innym kierunku, siła uczuć raczej osłabnie, bo to jeszcze b. młodzi studiujący
    ludzie (nieco inaczej sprawy się mają w przypadku pracujących, niezależnych
    ludzi - ci szybciej dorastają). Jestem jednak zdania, że o swoim związku
    najlepiej zadecyduje syn sam, Pani natomiast ma prawo wymagać od niego większej
    samodzielności w dziedzinie ekonomii i nieco większej powściągliwości w
    kontaktach od jego sympatii. Co ten miły młody mężczyzna zrobi gdy niechcący
    zostanie ojcem, jaką wizję dalszego życia roztoczy przed swoją ukochaną, co
    zapewni swojej rodzinie?
    pozdrawiam ciepło
  • slawek73 16.05.07, 08:38
    ulalala...ależ sie mamuska rozpędziłaś winkrany, ty wszystko wiesz co u nich w
    związku piszczy.. z twej epopei wynika ze syn zwiazał sie z istną
    diablicą..panie broń te dziewczynę przed małżeństwem z tym chłopakiem, bo
    tesciową bedzie miała iście przysłowiową.
    Pozdr.
  • anilah777 25.05.07, 18:30
    Mylisz się-nie jestem zołzą, wiem , co u nich "w trawie piszczy" przez ich nieostrozność, a nie jakieś śledzenie zajadłe-nigdy nie zamierzałam być przysłowiową teściową-po prostu wiem, co znaczy związek z człowiekiem, który nie szanuje Ciebie, Twoich pasji, zainteresowań, który Twoje koleżanki nazywa "prostytutkami", a kolegów głupcami. Wiem, jak to żyć z człowiekiem, który Cię ogranicza, dołuje, wybiera co masz czytać i ogladać, bo to jest "cacy" a tamto "be". A od przyszłej synowej oczekuje tylko dwóch rzeczy: żeby kochała n a p r a w d ę mojego syna i nie zapomniała, że on żeniąc się z nią, nie przestaje być czyims synem, bratem, wnukiem. I tyle. A może to za dużo?
  • aurita 20.02.08, 13:39
    > ", a kolegów głupcami. Wiem, jak to żyć z człowiekiem, który Cię ogranicza, doł
    > uje, wybiera co masz czytać i ogladać, bo to jest "cacy" a tamto "be".

    to jest dokladnie to co ty robisz: jego dziewczyna nie jest cacy i ma pracowac a
    nie sie z nia spotykac.
    Zal mi Twojego syna: z jego zdaniem NIKT (ani jego matka ani jego dziewczyna)
    sie nie liczy
    A facet ktory probowal popelnic samobojstwo potrzebuje pomocy psychologicznej
  • anilah777 25.05.07, 18:42
    MAsz rację, wiem, że syn musi zam zdecydować, to wszystko, co napisałam było pod wpływem silnego stresu. Wszyscy, którzy mnie znają nie mają o mnie opinii zołzy, która chce synusia przy swojej spódnicy zachować. I zawsze wiedziałam, że nie chowam syna dla siebie wyłącznie. Ale zbieżność zachowań jej i mojego męża jest tak ogromna-te same zagrywki, manipulacje, po prostu opadły mi ręce. Jeśli syn by zarabiał-w ogóle nie byłoby tego tematu, że on jej coś finansuje-ale niestety, moja sytuacja jest taka, że on będzie musiał pójść do pracy, żebysmy mogli normalnie się odżywiać-proponowałam wyjazd za granicę-oczywiście nie wyjedzie, bo ona nie wyjedzie, a ona nie wyjedzie, bo jej mamusia nawet włoski po umyciu rozczesuje, Syn już miał iśc do pracy-byłam za, ale dziewczyna nie tylko odradziła mu (bo to by się wiązało z pracą w sobotę i w niedzielę-a więc odpadłyby wyjazdy), ale jeszcze napisała do mnie sms-sa z pretensjami, że on nie powinien pracować, bo jest za szczupły! Opadły mi ręce!
  • alpepe 16.05.07, 16:07
    mam 31 lat, ale absolutnie jestem po twojej stronie.
    A co do moich rad: dajesz miesięcznie mu tyle i tyle i ani grosza więcej, choćby
    miał spać pod mostem i żreć trawę. Odcinasz pępowinę, jak syn jest w domu, to ma
    się zachowywać jak domownik, a jak nie, to przecież ma miejsce w akademiku.
    Dziewczyną się nie przejmuje, jeśli tylko ona go nie wkopie w dziecko, to on
    wreszcie przejrzy na oczy.
    Dziewczyny nie wspominaj, nie nawiązuj rozmowy o niej, nic. Jeśli faktycznie
    jest tak, jak napisałaś, to po paru latach chłopak z nią zerwie, bo do niego
    dotrze, z kim się związał.
    Mój brat był z dziewczyną b. zaborczą przez trzy lata, ostatni rok mieszkali
    razem u moich rodziców. Dziewczyna niby fajna, ale np. jak on spóźnił się na
    pociąg (ona wiedziała, ze on taki jest), to ona zagroziła, że sobie coś zrobi.
    Miarka się przebrała, teraz dziewczyna jeszcze mieszka u niego, bo ma pracę tam
    bodajże do końca czerwca, ale już finito.
    Mój brat mimo wyzwisk i ciężkich ochrzan w sumie bez powodu, przetrwał z nią
    dobrych parę lat, pewnie twojego syna tez to czeka, ale niech nie wymaga od
    ciebie, byś finansowała jego fanaberie. Chce być dorosły, niech sobie finansuje
    sam dodatkowe wypady do panny.
    --
    'Mężczyzna ma zawsze ostatnie słowo. Brzmi ono: » Tak jest, żono! «'
  • anilah777 25.05.07, 18:26
    dziękuję Ci bardzo, zresztą wszystkim, którzy zabrali głos. Wiesz Alpepe własnie tego się boję-wpakowania w dziecko. I jeszcze jednego-w razie kłopotów zdrowotnych- a one już się pojawiły na horyzoncie-to przeciez ja będę musiała leki sfinansowac. No, bo jak powiedzieć choremu synowi,że mam go gdzieś, albo wysłac do dziewczyny po pieniądze? A zaznaczam, że te kłopoty mają ścisły związek z jego odżywianiem się.I jak mam wyegzekwować od syna to zachowywanie sie jak domownik, kiedy jego całe dnie w domu nie ma? A jak jest to zajęty odpowiadaniem na sms-y, maile, telefony itp. I co z tego, że powiedziałam dziewczynie, że nie życzę sobie nocnych telefonów od niej, jej mamy i wogóle takiej ingerencji-nie skutkuje. dziewczyna jak gdyby nigdy nic robi swoj, ba, ostatnio powiedziała na dworcu, kiedy syn już odjechał że jeszcze nie wiadomo, co z syna studiami poza rodzinnym miastem będzie.Mówiąc szczerze jakoś już nie potrafię lekceważyć tych jej zapowiedzi. Ale zrobiłam własnie tak, jak mówisz- przestałam w ogóle o niej cokolwiek mówić, przestałam zabiegac o jego sprawy-te studenckie, powiedziałam tylko, że jak zawali studia, to na następne sobie będzie musiał zarobić sam, jak się trafi dziecko, to idzie do pracy-ja nie zamierzam za niego płacić, jak jeszcze raz nie wieźmie klucza a wróci, kiedy ja już będę spać-to nocuje na klatce, obojetnie gdzie. Na razie trochę zaczął uważać bardziej, zobaczę, co będzie dalej.
    I mam nadzieję, że TWoje słowa się sprawdzą-że on przejrzy na oczy.
  • violek4 22.02.08, 00:16
    Moj syn ma prawie 19 lat i takze przechodzi ostra faze zakochania. Patrze na to jego szczescie i tak bardzo sie ciesze, ze on kogos kocha i ta dziewczyna kocha jego. W koncu jest to jeszcze jedna osoba ktora kocha mojego syna. Mojego syna praktycznie nie ma w domu przez pol tygodnia, poniewaz w tym czasie mieszka u niej( niedawno otrzymala mieszkanie) a gdy jest w domu to oczywiscie caly czas przesylaja sobie esemesy. I jakos mnie to nie drazni, bo to dla mnie jest normalne. Wczesniej takze wracal po nocy do domu lub nad ranem i do glowy mi nie przyszlo, ze mam mu wyznaczac pore przyjscia. Oczywiscie ma nosic ze soba wlasny klucz do domu i tyle.
    Wydaje mi sie , ze masz do tego zwiazku niewlasciwe podejscie. Czy naprawde nie umiesz sie cieszyc tym, ze jeszcze jedna osoba kocha Twoje dziecko?
    Troche dziwne wydaje mi sie takze to, ze jestes tak dobrze poinformowana o tym co sie w tym zwiazku dzieje, na co jego dziewczyna sie zgadza a na co nie. Po co Ci te informacje, przeciez to jest ich zwiazek , ich ewentualne problemy i oni beda sie musieli z nimi uporac, albo tez sie nie uporaja i sie rozejda, ale to musi byc ich decyzja. Dzieki temu oni ucza sie byc z druga osoba, ucza sie kiedy i dlaczego warto isc na kompromis lub tego jak wyznaczac granice.To zaprocentuje w tym zwiazku lub w innych jezeli ich zwiazek nie przetrwa.
    Nie rozumiem w ogole po jakie licho potrzebna Ci byla wiedza o tym kiedy zaczeli ze soba sypiac.Twoj syn jest doroslym czlowiekiem i ma prawo do zycia intymnego, ma tez prawo do tajemnic ktore dotycza tego zycia. Nigdy bym o to nie wypytywala mojego syna, bo to jest jego sprawa , tak samo jak on nie wypytuje mnie o moje sprawy zwiazane z seksem.
    Jezeli chodzi o pieniadze, wydatki na podroze itp, to syn po prostu musi zaczac pracowac. Ale nie dlatego, ze nie slucha Cie i jest z kims kto Tobie nie odpowiada ,bo to nie ma byc dla niego kara ani takze nie dlatego aby odciagnac go od dziewczyny tylko dlatego , ze nie dajesz rady finansowo. Jezeli dobrze pamietam to masz 2 prace, dla mnie to zgroza bo jakas granica poswiecenia musi byc.Zrezygnuj z jednej i niech syn idzie do pracy a Ty bedziesz miala czas na wlasne zycie. Tylko czy Ty Anilah masz wlasne zycie, czy tez wszystkie twoje mysli i dzialania kreca sie wokol syna? Jezeli nie masz to naprawde najlepsza pora by je miec, bo jesli nie teraz to kiedy?
    A z ta zmiana uczelni, odciaganiem go od znajomych i od jego pasji to przeciez wlasciwie nic sie jeszcze nie stalo a wszystkie Twoje
    leki sa w Twojej wyobrazni.

    Przypomnialo mi sie jak niedawno przytulilam mojego syna i pocalowalam w czubek glowy (oczywiscie siedzacego, bo duzy wyrosl) a on powiedzial,ze jego dziewczyna tez tak robi. Niewiele mowi o ich zwiazku a i ja sie nie dopominam aby mowil cos wiecej, ale to jedno zdanie bylo dla mnie takie wazne, bo poczulam radosc. Radosc bo jest ktos kto takze okazuje mu czulosc , kto go kocha i z kim on jest szczesliwy.
    Anilah czy nie moglabys odbierac zwiazku swojego syna w ten sposob?
    Ty mialabys o wiele mniej zmartwien i oni rowniez.
    Jakis dlugi mi ten post wyszedl, a jeszcze nigdy nie pisalam na forum smile Pozdrawiam.
  • marta13sar 23.02.08, 10:42
    Nie, żebym się czepiała, ale skąd wiesz co ona w tych sms pisze?
    Skąd wiesz że ona ciągle mu robi wymówki (przy tobie tak mówi?) Skąd
    wiesz że mamusia łóżko ścieliła, syn ze wszystkiego Ci się spowiada?
    Skąd wiesz co pisze w mailach i na gg? O tym kserowaniu ksiązek też
    Ci się wyspowiadali i kto płaci za imprezy, kino, podsłuch jakiś
    masz czy co?
    Nie powiem że podoba mi się postępowanie dziewczyny, albo kogoś
    kocham takim jakim jest i nie zmieniam go, albo nadal szukam ideału
    który by mi odpowiadał. To samo hobby, zainteresowania. Nie uznaję
    zmieniania kogoś, bo to już nie była by osoba którą pokochałam.
    Kocha się osobę, a nie wyobrażenie o niej.
  • mamatomama 19.03.08, 00:50
    to syn nie może spędzać u niej czasu w ciągu dnia bo są problemy
    lokalowe a sypiać może?
  • mamatomama 19.03.08, 01:16
    "przeciez to jest ich zwiazek , ich ewentualne problemy i oni beda
    sie musieli z nimi uporac, albo tez sie nie uporaja i sie rozejda,
    ale to musi byc ich decyzja. Dzieki temu oni ucza sie byc z druga
    osoba, ucza sie kiedy i dlaczego warto isc na kompromis lub tego jak
    wyznaczac granice.To zaprocentuje w tym zwiazku lub w innych jezeli
    ich zwiazek nie przetrwa"
    dokladnie tak. moj związek "młodzieńczy" był podobnie szaleńczy i
    podobnie toksyczny .Dodatkowo nasi rodzice nie akceptowaliy tego -
    po prostu znali sie i byli przeciwnikami politycznymi (właściwie to
    było im strasznie głupio, że to dopadło właśnie ich dzieci)I tak
    przez 5 lat nam się przyglądali i zagryzali wargi, żeby nie chlapnąć
    niczego niepotrzebnie. Gdyby walczyli z nami to prawdopodobnie
    bylibyśmy razem im na przekór a tak mieliśmy już dosyć niszczenia
    siebie nawzajem w imie naszej wspaniałej miłości. Ale takie
    doświadczenia są konieczne aby w przyszłości umieć stworzyć dobry
    partnerski związek i trzeba to samemu przetrawić. Gdyby moi rodzice
    probowali ingerować w tamten związek - do dziś miałabym do nich żal,
    że zniszczyli taką piekną miłość - dziś - mając fajnego faceta przy
    boku i dwie dorodne córy dziekuje opatrzności, że nie wpadłam z
    tamtym kolesiem i nie przegrałam swojego życia. A więc cała nadzieja
    w przeczekaniu (dla Ciebie) i skutecznej antykoncepcji (dla nich)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.