Bądź świadoma i bezpieczna w ciąży! Moja Ciąża z eDziecko.pl

     

czy moge zmusic corke do nocnika? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • czy moge zmusic corke zeby usiadla na tym cholernym nocniku mam juz w domu
    cala kolekcje nie dlugo bede sprzedawac rozne modele... corka ma 18miesiecy i
    nawet nie tyle boi sie co robi nam nazlosc i nie chce usiasc potrafi podejsc
    do niego i zrobic siku obok albo na mnie kupilam juz ksiazke o kamyczku na
    nocniczku i nic w ubraniu usiadzie oczywiscie na wybrane modele...a na
    golasa na zadnym
    • Mój syn ma 27 miesięcy i nie mam zamiaru zmuszać go do siadania na nocnik.
      Prawie codziennie siada na nim ale nic z tego nie wychodzi. ja poczekam. Bo
      zmuszanie może przynieść odwrotny skutek.
      danka
    • Ho, ho, "spokojnym leszczem" dziecko może z nocnikiem zaczekać z pół roku albo
      i dłużej. Jeśli Ci tak bardzo na tym zależy, to latem puszczaj ją bez pieluchy,
      ale pamiętaj, że to, czy na czas dojdzie do nocnika i co tam zostawi, to jedna
      wielka niewiadoma - równie dobrze w nocnkiu mogą spać misie, a kupa zostanie
      zrobiona za kanapą wink
      Im bardziej będziesz pokazywać, że to ma dla Ciebie znaczenie, tym bardziej
      dziecko będzie się bronić. Co jakiś czas są w "Dziecku" artykuły na ten temat -
      polecam. W większości współczesnych poradników dla rodziców podkreśla się, że
      zmuszanie dziecka do siadania na nocniku może mieć bardzo poważne skutki nawet
      w jego dorosłym życiu.
      Poza tym nie myśl, że kupa w nocniku = czysta pupa. Często wręcz przeciwnie.
      Nie musisz mieć kolekcji nocników - wystarczy jeden zwykły, wygodny nocnik -
      niech sobie stoi na widocznym miejscu. Nie wspominaj o nim, najwyżej czasem
      rzuć "mama robi siusiu do sedesu, a dziecko do nocnika", albo bierz go ze sobą
      do łazienki i niech mała Ci asystuje - czyli Ty na sedesie, a nocnik stoi obok.
      Po jakimś czasie chcąc Cię naśladować siądzie na nim - już za to ją pochwal,
      nawet jeśli nic nie zrobi.
      To, że kupiłaś jej książkę, nic jeszcze nie znaczy - ona może coś kojarzyć, ale
      jest za mała, żeby to wykorzystać - nie myśli jeszcze abstrakcyjnie.

      Życzę cierpliwości i powodzenia!
      Monika
    • Chi Chi! Obok nocnika albo na ciebie? Fajnie... wink))
      Ja też bym nie zmuszała. Ola ma 25 m-cy i czasem zawoła i zrobi siusiu, za 30
      minut ma pampersa po kolana wiszącego. Tak to jest. Niestety trwa.A woła od
      jakiegos tygodnia moze... Bo wytłumaczylam jej, jak to teraz ma byc i gdzie Ola
      siusiu ma robic. Takie asystowanie dziecka tobie w lazience tez jest dobre bo
      przyzwyczaja, jednak niczego nie przyspiesza (dziecko po prostu nie będzie bać
      sie nocnika czy sedesu). Do tego musi dojrzeć. Ola asystuje mi niemal od zawsze
      (taka sytuacja nasza) i mimo to nie jest gotowa tak zupełnie. A kupka, no cóż.
      Absolutnie nie nocnik, nie podkładka. Pod stołem, za firanką, pod biurkiem...
      Nawet próbuje na nocnik - widać (posadzona w momencie wiadomym wink ), ale nic
      nie zrobi sad
      Na razie faktycznie niech ci towarzyszy w łazience jak najczęściej...

      A wiesz co moja znajoma zrobiła??? Nie pamiętam ile wtedy miała jej córeczka.
      Ale to ona (znajoma mama) usiadla na nocnik i zrobiła siusiu smile))) Też tak
      można. Potem ponoć jej córeczka nie miała oporów... Ja nie próbowalam, bo moja
      Ola wie do czego sluży nocnik i nie boi się.

      Życzę powodzenia i pozdrawiam!I cierpliwości!

      Majka, mama Oli.
    • NieStety nic nie możesz poradzić, ona jest po prostu ZA MAŁA na siadanie na
      nocnik. Przerobiłam to już na dwójce łobuzów - na każdego przyszła pora ok. 22 -
      24 miesiąca, za to wtedy "załapali" o co chodzi w ciągu 1-2 tyg. (rzeczywiście
      bardzo pomaga puszczanie z goła pupą i wyłapywanie "momenty , ale myślę, że i
      na to musisz trochę poczekać). A poza tym, jak już nie będziesz musiała myc
      ubrudzonej pupy, to będziesz opróżniała i myła ubrudzony nocnik - w sumie na
      jedno wychodzi.
      • Nie do końca zgadzam się z tym, że dzieci są aż tak nierozumne i nie wiedzą do
        czego służy nocnik. Wiem, że poradniki...itp., ale moje 8-mies. dzieciątko
        siadając na nocnik zaczynało stękać koncertowo i zawsze coś wykręcało z
        flaczków lub pęcherza, potrafiła też wołać, że chce kupę stękając i czekając
        później nawet do godziny na naszą reakcję. Póżniej przyszła epoka awersji do
        nocnika trwająca od 11 mies. życia do dziś (czyli 4 miesiące).
        Inne znane mi dziecko wyrosło z pieluch mając rok. Później wołał na nocnik i
        nie było to żadnym problemem, ja osobiście nauczyłam się tego mając ok. półtora
        roku.
        Myślę więc, że jest to sprawą wysoce indywidualną i nie ma co tak nisko oceniać
        możliwości swoich maleństw. Z drugiej zaś strony są dzieci, których do pewnego
        wieku się do tego nie przekona, tak jak i do reygnacji z piersi, smoczka,
        butelki, nocnych karmień, kołysania itp. Póki co, sama poszukuję odpowiedzi na
        pytanie: Co zrobić, żeby Natalka zechciała używać nocniczka? Bo ewidentnie nie
        chce.
        Karolina
    • A ja czegoś nie rozumiem. Czy patrząc przez pryzmat całego życia, ba,
      wystarczy, że nawet dzieciństwa, ma to takie wielkie znaczenie, czy dziecko
      zacznie sikać na nocnik parę miesięcy wcześniej czy później? W swoim życiu dośc
      się będzie musiało naginać do zasad, czy zmuszać do różnych rzeczy. Czy to
      siusianie nie może być jego wyborem?
      Może są 8-miesięczne niemowlaki, które choćby z zimna zrobią siusiu siedząc na
      nocniku, ale to niczego nie dowodzi, bo i tak mają niedojrzałe zwieracze. A o
      sukcesie nocnikowym można mówić wtedy, kiedy dziecko świadomie poczuje parcie
      na mocz, będzie umiało powstrzymać się na kilka sekund i choćby samo się do
      nocnika zbliży, pokazując, że chce tam usiąść. "Łapanie" siusiu czy kupy to
      sprawa przypadku albo mocnego kręgosłupa dziecka, które bez płaczu wytrzyma
      tyle na nocniku.
      Tylko po co? Ledwie te dzieci urodziłyście, a już byście chciały mieć
      niezależne, samowystarczalne, odpowiedzialne byty ludzkie. Za wcześnie, moje
      panie wink Jeszcze z 15 lat, albo i dłużej, bo macierzyństwo nie kończy się na
      porodzie i przez pierwsze lata polega niestety w dużej mierze na tej "brudnej
      robocie", jaką jest zmiana pieluszek.
      • Chcę się tylko pochwalić jeszcze. Moja Ola (2L) wlaśnie się przebudzila, wypila
        mleczko i zawołała, że chce siusiu, nie czekając na moją reakcję, pobiegła
        trzymając się za pampersa ("trzymaj siusiu, trzymaj!") do łazienki i SAMA
        rozebrała się, no i zrobiła siusiu.
        Ja bardzo się cieszę,że czekałam na to,aż będzie gotowa. To takie przyjemne,
        widzieć, jakie dziecko jest z siebie dumne, a łapanie siusiu, to chyba
        faktycznie nie to. Już parę dni tak siusia z rana i potem do południa też się
        pilnuje, niestety później zapomina... A na pytanie, czy chce siusiu mówi "nie".
        Ale pampers pełny. Zresztą wychodzimy na spacer i nie wyobrażam sobie bez
        pieluszki. Musiałabym zabrać ze sobą tuzin majteczek! A może tak wlaśnie
        trzeba?????

        Jak to zrobić z tym spacerem? Może ktoś już to przerabiał?
        • Hej
          Moja Kasia (dwa lata) też dopiero niedawno zaczęła robić siusiu do nocniczka
          (miesiąc przed drugimi urodzinami). Nie było żadnych problemów. Wytłumaczyłam
          jej, że zdejmujemy pieluchę i siusiu trzeba robić do nocnika. Załapała o co
          chodzi. Potem po około trzech tygodnich zaczęła znowu robić siusiu w
          majteczki. Teraz jest dobrze. W domu kiedy chodzi bez pieluchy woła. Natomiast
          na spacer zakładam jej pieluszkę i ona chyba czuła, że ją ma i siusiała w
          pampersa. Tłumaczyłam, że powinna wołać, że możemy zrobić siusiu na trawkę,
          ale i tak pielucha po powrocie była pełna. Od dwóch dni wychodzimy na spacer
          tylko w sukience i majteczkach. Staram się być blisko domu. Zabieram ze sobą
          na zmanę dwie pary majteczek. Czasami popuści, ale ogólnie nie jest najgorzej.
          Chcę, żeby czuła, że ma mokro wtedy może szybciej się nauczy. Oczywiście
          natychmiast ją przebieram w suche majteczki.

          Pozdrawiam Pyza
    • Coz sprawy nocnikowe nie sa takie proste jakby sie wydawalo. Moje panny
      zaczelam szkolic, jak mialy 25 m-cy - stalo sie to przypadkiem bo zabraklo w
      domu pieluch. Przedtem oczywiscie zetknely sie z nocnikiem teoretycznie (staly
      w domu od okolo roku). Wszystko poszlo pieknie i po ok. tygodniu dziewczynki
      pieknie siusialy na nocnik. Ale miesiac pozniej zaczely znowu sikac w majty i
      trwa to juz 3 m-ce. Mam zasikane cale mieszkanie, zestresowane dzieci (Zosia
      jakos sobie juz radzi, z powrotem sie nauczyla, ale Ewelinka ma ewidentnie
      uraz). Coz nie poddalam sie i nie wrocilam do pieluch, wraz z ciepla pogoda
      zaczelysmy tez wychodzic na spacery bez pieluch, zakladamy je tylko na wizyty i
      do Klubu Przedszkolaka i zastanawiam sie, co jeszcze moge zrobic, zeby oduczyc
      Ewelinke od sikania w majtki. Kamyczka na nocniczku znaja na pamiec.
      ech, te dzieci.
    • to tak jakbyś pytała czy mogę zmusić układ nerwowy mojej córki, jej zwieracze
      do tego, żeby dojrzały szybciej, działały lepiej BO JA TAK CHCĘ
      dziecko staje się gotowe do treningu czystości ok 24msc
      przedwczesny trening / w odległych konsekwencjach/ może prowadzic do nocnego
      moczenia się, chronicznego napięcia mięśni miednicy i trudnościami w
      osiągnięciu satysfakcji sexualnej w życiu dorosłym;
      a łamanie przekory u 18msc malucha w konsekwencjach może zaowocować brakiem
      pewności sebie, niewiarą we własne możliwości, reagowaniem silną frustracją na
      niepowodzenia.
      Niedowiarkom radzę zajrzeć do podręczników psychologii rozwojowej
      mądrych decyzji
      • maak3 napisała:

        > to tak jakbyś pytała czy mogę zmusić układ nerwowy mojej córki, jej zwieracze
        > do tego, żeby dojrzały szybciej, działały lepiej BO JA TAK CHCĘ
        > dziecko staje się gotowe do treningu czystości ok 24msc
        > przedwczesny trening / w odległych konsekwencjach/ może prowadzic do nocnego
        > moczenia się, chronicznego napięcia mięśni miednicy i trudnościami w
        > osiągnięciu satysfakcji sexualnej w życiu dorosłym;
        > a łamanie przekory u 18msc malucha w konsekwencjach może zaowocować brakiem
        > pewności sebie, niewiarą we własne możliwości, reagowaniem silną frustracją
        na
        > niepowodzenia.


        dobre dobre,
        Nie ma jak dogmatyczne trzymanie sie slow poradnikow. Przeczytalam kilka
        podrecznikow psychologii rozwojowej i nigdzie nie wyczytalam, ze dziecko ma
        niedojzale zwieracze do 24 mca. Jedynie, ze SREDNIO dziecko dojzewa do
        korzystania z nocnika w tym wieku. Tak samo jak tabele rozwojowe mowia o
        siadaniu dziecka w wieku 12 mcy. I co? Czy chocby WIEKSZOSC dzieci zaczyna
        siadac w okolicach roczku? NIE. To jest srednia, czyli sa i takie, ktore
        siadaja w wieku 4 miesiecy i takie, ktore siadaja w wieku 14 miesiecy.
        I to samo dotyczy korzystania z nocnika. Doprowadza mnie to do szalu, gdy
        ludzie oczytani w poradnikach twierdza, ze patologia sa dzieci sikajace na
        nocnik w wieku 8 miesiecy. A dlaczego do diabla nie maja tego robic? Jezeli
        robia to nie od przypadku do przypadku, kiedy po godzinach przesiadywania na
        nim wreszcie cos poleci, ale regularnie po posadeniu, to znaczy, ze ich
        zwieracze sa juz do tego dojzale. To, ze jest to promil dzieci nic nie znaczy.
        Tych siadajacych w wieku 4 miesiecy tez jest promil. Sorry, ale tak
        samo "dziwne" jak sikanie w wieku 8 miesiecy wydaje mi sie korzystanie z
        pieluch w wieku lat 4. Tylko, ze w tym drugim wypadku mowi sie o indywidualnym
        rozwoju i tym, ze do 24 miesiaca... itd, itd.
        Dziecko staje sie gotowe do korzystania z nocnika, wtedy, kiedy staje sie
        gotowe, a nie wtedy, kiedy oczekuje tego rodzic, albo wtedy, kiedy usankcjonuja
        to poradniki.
        Moje dziecko zaczelo SAMO sikac w wieku 18 miesiecy, mimo, ze nie mialo
        nocnika, tylko nakladke na kibel, a ja mialam to, czy ona bedzie w pieluchach
        czy nie w glebokim powazaniu, bo nie chcialo mi sie za nia biegac z przyrzadami
        do sikania, wygodniej bylo mi zmieniac jej pieluchy. Przypadkiem ona uznala, ze
        bedzie inaczej. Natomiast, kiedy juz po dluzszym czasie sikania do kibla
        zaczela sikac w majtki, nie zgadzalam sie na to i po tygodniu zaczela znowu
        korzystac z ubikacji. Jakos nie obserwuje u niej "braku
        pewności sebie, niewiary we własne możliwości, reagowania silną frustracją na
        niepowodzenia.".

        Troche na marginesie tematu, ale w koncu to tez forum dyskusyjne, a nie tylko
        kacik porad.

        --
        pozdr.
        acha
        • maak3 napisala o treningu czystosci czyli o swiadomej nauce zalatwiania sie na
          nocnik a nie o indywidualnym wyborze dziecka co do sposobu zalatwiania sie.a
          Ty na nia naskoczylas.poradniki mowia o tym o czym mowia i najogolniej
          traktuja o jakiejs sredniej statystycznej zaznaczajac przy tym odstepstwa od
          tej sredniej i indywidualny rozwoj.po za tym dyskusja toczy sie na temat
          zmuszania do siadania na nocnik.

          to co maak3 napisala o przedwczesnym treningu przy niedojrzalych zwieraczach
          jest prawda.jesli dziecko samo zalatwia sie wczesniej nalezy sadzic,ze te
          zwieracze funkcjonuja juz prawidlowo (?).

          acha nie przeczytalam nigdzie u Ciebie,ze zmuszalas swoje dziecko do
          sikania.rzecz tutaj byla nie o tym kiedy dziecko samo siada na nocnik bo tego
          chce ale kiedy rodzice zmuszaja dziecko do sikania na nocnik bo oni tego chca.

          nie widzisz roznicy?

          Nana

          • nanai napisała:

            > maak3 napisala o treningu czystosci czyli o swiadomej nauce zalatwiania sie
            na
            > nocnik a nie o indywidualnym wyborze dziecka co do sposobu zalatwiania sie.a
            > Ty na nia naskoczylas.
            Po pierwsze na niko nie naskoczylam, tylko odnioslam sie do wypowiedzi,
            wyrazajac swoje zdanie. po drugie - zadne dziecko nie usiadzie samona nocnik,
            czy toalete, jezeli rodzic nie pokaze mu do czego to sluzy. Zwlaszcza na
            przyklad dziecko 8, czy 9 miesieczne. Zeby wogole wiedzialo do czego to sluzy,
            rodzic musi rozpoczac z nim ow "trening czystosci" co nie jest rownoznazne ze
            zmuszaniem do czegokolwiek. Kwestia polega na tym, zeby ocenic potem, czy
            odpuscic bo dziecko jeszcze nie dojzalo do tego, czy tez kontynuowac.


            poradniki mowia o tym o czym mowia i najogolniej
            > traktuja o jakiejs sredniej statystycznej zaznaczajac przy tym odstepstwa od
            > tej sredniej i indywidualny rozwoj.po za tym dyskusja toczy sie na temat
            > zmuszania do siadania na nocnik.
            Zmuszanie to dzialanie silowe. Proby wysadzania nie musza nosic znamion
            przymusu. jezeli natomiast na tym tle dochodzi do awantur i frustracji zarowno
            rodzica jak i dziecka mozna stwierdzic, ze moze jeszcze za wczesnie i sprobowac
            ponownie z jakis czas.


            >
            > to co maak3 napisala o przedwczesnym treningu przy niedojrzalych zwieraczach
            > jest prawda.jesli dziecko samo zalatwia sie wczesniej nalezy sadzic,ze te
            > zwieracze funkcjonuja juz prawidlowo (?).
            Samo-sie. Czy dziecko paro, lub paronastomiesieczne bedzie umialo samo-sie
            zalatwiac - oto jest pytanie. Raz jeszcze - bez wskazania rodzica na ow
            przedmiot zastepujacy pieluche nie ma mowy, zeby samo-sie. Bez tego natomiast
            nie mamy mozliwosci stwierdzic, czy juz dziecko doroslo do odstawienia
            pieluchy, czy nie. Mozemy oczywiscie czekac do owego usankcjonowanego 24
            miesiaca nie podejmujac takich prob. A potem sprobowac. Czy sie powiedzie? Nie
            wiem. Ale znam wiele dzieci, ktore do 4 roku zycia lataja w pieluchach, bo ich
            zwieracze sa jeszcze "niedojzale".
            Rodzice podejmuja (I SLUSZNIE) proby nauczenia korzystania z nocnika dzieci
            niepelnosprawnych. I wielu z nich sie to udaje. Chociaz patrzac na dane dziecko
            mozemy z duzym prawdopodobienstwem przyjac, ze uklad nerwowy tego dziecka nie
            dojzal jeszcze do tak skomplikowanej czynnosci jak kontrola zwieraczy. Jak
            zatem mozliwe jest to osiagniecie? Czasem nie da sie tego osiagnac bez pewnego
            rodzaju "przymusu", czyli konsekwentnego wysadzania dziecka bez ogladania sie
            na jego protest, lub dlugi okres w ktorym wydaje sie, ze ono tego nie rozumie.
            Tylko, ze moze nigdy nie zrozumiec, bo po prostu potrzebuje duuuuzo czasu, by
            pojac zwiazek przyczynowo-skutkowy. Czy to jest przymuszanie? Moim zdaniem
            jedynie oddzialywanie wychowawcze majace na celu usamodzielnienie sie dziecka
            przynajmniej w zakresie korzystania z toalety.


            >
            > acha nie przeczytalam nigdzie u Ciebie,ze zmuszalas swoje dziecko do
            > sikania.
            Oczywiscie, ze nie, ale musialam gdzies tam w ktoryms momencie pokazac mojemu
            dziecku do czego sluzy toaleta. Zatem zanim "sama" zaczela z niej korzystac
            kilka razy na niej zasiadala. Nieregularnie, jak sobie przypomniala o istnieniu
            nakladki na toalete. Ale w momencie w ktorym samodzielne korzystanie z toalety
            przestalo byc dla niej atrakcyjna "nowoscia" i stwierdzila, ze jednak fajnie
            jest sikac tam gdzie sie stoi - wowczas juz z pelna premedytacja odprowadzalam
            ja do toalety. I ganilam za posikane majtki. Zatem zastosowalam przymus. Miala
            wowczas jakies 21 miesiecy. Moglam oczywiscie stwierdzic, ze fakt
            wczesniejszecgo sikania przez 3 miesiace na kibel to fraszka i nie ma po co jej
            zmuszac, bo zarzucenie tej umiejetnosci swiadczy jednak o niedojzalosci
            zwieraczy, po czym spokojnie zapieluchowac i czekac na kolejny przeblysk
            samodzielnosci w wieku moze 4 lat. Ale jakos dokonalam tego wysilku i po
            krotkim czasie moje dziecko zaczelo ponownie uzywac toalety.
            Dalej - niedawno corka przeszla bardzo ciezka chorobe. Po wyjsciu z tygodniowej
            spiaczki nie umiala doslownie nic - cofnela sie do etapu 4miesiecznego
            niemowlecia. Przez tydzien uczyla sie przewracac z boku na bok, pelzac,
            raczkowac, siadac, chodzic, mowic. Poniewaz miala potworne odparzenie na pupie
            postanowilismy podjac probe zbierania moczu do badan nie w podklejany woreczek,
            ale do nocniczka. Po pierwszej nieudanej probie mozna bylo odpuscic, wszystko
            wskazywalo na to, ze uszkodzenia CUN jakie pozostawila choroba uniemozliwiaja
            jej kontrole zwieraczy. A jednak probowalismy dalej. Spokojnie i cierpliwie.
            Dosc szybko zrozumiala o co chodzi. I nosilismy dziecko z pompa dozujaca leki
            do toalety. efekt byl taki, ze po kilku dniach mozna bylo zrezygnowac z pieluch
            w ciagu dnia.
            Podaje ten przyklad tylko po to, zeby pokazac, ze bez pomocy rodzica dziecko
            samo nie zacznie korzystac z toalety. I dlatego irytuje mnie dogmatyczne
            traktowanie tych 24 miesiecy. Po prostu po co wczesniej probowac, skoro dziecko
            nie ma jeszcze 2 lat. A mozna to robic i to bez przymusu. Rozsadnie sprawdzac,
            moze juz?

            >rzecz tutaj byla nie o tym kiedy dziecko samo siada na nocnik bo tego
            > chce ale kiedy rodzice zmuszaja dziecko do sikania na nocnik bo oni tego chca.
            > nie widzisz roznicy?

            owszem widze. tylko tyle, ze zeby wogole sprobowac kiedykolwiek z dzieckiem
            tego "treningu czystosci" trzeba najpierw chciec. Rodzic musi chciec. Dziecko
            jeszcze dlugo po "dojzeniu zwieraczy" moze nie chciec. Bo woli sie bawic,
            biegac, jesc i nie przerywac sobie tych czynnosci tak prozaiczna rzecza jak
            udanie sie do toalety. Duzo pozniej niz w wieku 2 lat dziecko zaczyna pojmowac
            takie subtelnosci spolecznego pozycia jak to, ze nie sika sie tam gdzie sie
            stoi, bo takie sa normy spoleczne. To nie ma nic wspolnego z dojzaloscia ukladu
            nerwowego, ale z rozumieniem tychze norm.


            --
            pozdr.
            acha
            • życzę Ci dużo sukcesów wychowawczych w wyniku przymuszania dziecka i Twojej
              żelaznej konsekwencji

              to co spakujemy do "walizeczki" naszego dziecka, to wcześniej czy póżniej
              zobaczymy w jego zachowaniu.. i wieku dojrzewania na pewno nam wyrzyga wink)

              masz rację - w starszych podręcznikach psychologii rozwojowej dziecka normą
              jest trening czystości w wieku 10 miesięcy, ale warto zajrzeć do nowszych
              opracowań... a o konsekwencjach przymuszania dzieci do nocnika można poczytać
              w klinicznych studiach przypadków, chociaż to już raczej literatura dla
              profesjonalistów
              co do poradników to wiedzę swoją nie czerpię z nich wyłącznie, bo robię
              specjalizację z psychologii klinicznej dziecka i moja wiedza nie jest stricte
              gazetowo-poradnikowa
              z drugiej strony ileż emocji w Tobie to wywołało..........
              pozdrowienia
              i
              • maak3 napisała:

                > życzę Ci dużo sukcesów wychowawczych w wyniku przymuszania dziecka i Twojej
                > żelaznej konsekwencji
                dzieki piekne.
                Do niczego nie przymuszam z zasady, jezeli tak rozumiesz moje slowa to zycze
                sukcesow w pracy psychologa, wymagajacej dosc duzej zdolnosci do rozumienia
                cudzych wypowiedzi. A jezeli chodzi o konsekwencje to wole to niz jej brak i
                dzieci wychowywane bezstresowo.

                >
                > to co spakujemy do "walizeczki" naszego dziecka, to wcześniej czy póżniej
                > zobaczymy w jego zachowaniu.. i wieku dojrzewania na pewno nam wyrzyga wink)
                na pewno. Obserwuje to w poradni moja tesciowa, ktora wlasnie niedawno miala
                przyjemnosc z rodzicami pewnej nastolatki... Kiedy ladnych 10 lat temu
                proponowala tym samym rodzicom zaprowadzenie nieco wiekszej dyscypliny w domu,
                bo trafili do terapii z dzieckiem przekraczajacym wszelkie granice jezeli
                chodzi o zdolnosc ( a raczej jej brak) do wspolzycia w grupie jaka jest rodzina
                i szkola rodzice wychowujacy dziecko "bezstresowo" odmowili wspolpracy (moze
                poszukali sobie innego, lepszego psychologa...). W gronie rodzinnym powiedziala
                tesciowa wowczas, ze nie zdziwi sie, jezeli panienka za kilka lat zacznie lac
                rodzicow. I wlasnie z tego powodu zrozpaczeni i bezradni rodzice po latach
                wrocili. Juz nie oponuja. Tyle, ze musztarda po obiedzie. Panienka ich leje az
                milo, pluje ojcu w twarz a jej stosunek do swiata mozna okreslic tylko slowem
                roszczeniowy. Zrozpaczona matka pyta:" co ja zle zrobilam, przeciez zawsze jej
                wszystko stralam sie tlumaczyc".
                To tak a'propos walizeczki. Roznie moze byc. Moim zdaniem "konsekwencja" nie
                rowna sie "przymus". A tym bardziej przemoc...

                >
                > masz rację - w starszych podręcznikach psychologii rozwojowej dziecka normą
                > jest trening czystości w wieku 10 miesięcy, ale warto zajrzeć do nowszych
                > opracowań...
                Brrrrrrr.... Czy ja pisalam o treningu czystosci w wieku 10 miesiecy? Nie.
                Pisalam o tym, ze dzieci sa rozne. I, ze statystycznie czlowiek ma 3 nogi.


                a o konsekwencjach przymuszania dzieci do nocnika można poczytać
                > w klinicznych studiach przypadków, chociaż to już raczej literatura dla
                > profesjonalistów
                > co do poradników to wiedzę swoją nie czerpię z nich wyłącznie, bo robię
                > specjalizację z psychologii klinicznej dziecka i moja wiedza nie jest stricte
                > gazetowo-poradnikowa
                Na szczescie moja tez nie. Ale co fakt to fakt. Piaget to juz strasznyy staroc,
                nieprawdzaz? A dla mnie to klasyka jezeli chodzi o psych. rozw. Co prawda o
                treningu czystosci nic pan Piaget nie pisal. Wygotski, Gunzburg tez w sumie
                niekoniecznie. No, ale to tez starocie. Za to Schoenebeck zapewne mialby sporo
                do powiedzenia na temat przyzwolenia na pieluchy chocby i w wieku lat 7wink No
                wiem wiem... Ze dziecko w tym wieku juz na pewno samo sie nauczy. A pewnie i
                wczesniej.

                > z drugiej strony ileż emocji w Tobie to wywołało..........
                smile)))))))) nooo.... bo ja to wogole emocjonalna jestem. pewnie mam z tym
                problem. Moze mam podswiadome wspomnienia z okresu niemowlecego, kiedy to
                rodzice zapewne katowali mnie nocnikiem, pewnie i bili za mokra pieluche.. A
                moze moj tato (mama???) byl/a alkocholikiem (to teraz dosc modne) albo... o
                nie! Ale moze jednak to wyparlam, moze bylam wykorzystywana seksualnie!!!!!!!!
                Tak, to jest mysl. Zglosze sie do psychologa. dzieki.



                --
                pozdr.
                acha
            • droga aacha!
              w ostatnim poscie piszesz, że nie rozumiem Twoich słów, a jednak skoro piszesz
              przymus to ja rozumiem przymus
              biorąc pod uwagę temperaturę Twoich wypowiedzi na wszelki wypadek cytuję:

              >stoswanie "przymusu", czyli konsekwentnego wysadzania dziecka bez ogladania
              sie
              > na jego protest, lub dlugi okres w ktorym wydaje sie, ze ono tego nie
              rozumie.
              >I ganilam za posikane majtki. Zatem zastosowalam przymus. Miala
              > wowczas jakies 21 miesiecy.
              >Do niczego nie przymuszam z zasady, jezeli tak rozumiesz moje slowa to zycze
              sukcesow w pracy psychologa, wymagajacej dosc duzej zdolnosci do rozumienia
              cudzych wypowiedzi. A jezeli chodzi o konsekwencje to wole to niz jej brak i
              dzieci wychowywane bezstresowo.

              ja równiez cenię sobie konsekwencję w wypowiedziach własnych wink)), ale w
              wychowaniu szczególnie i jasno wyznaczamy granice naszemu synkowi i pokazujemy
              normy... a wychowanie bezstresowe w potocznym i niepotocznym rozumieniu uważam
              za błąd, beztroskę i zwyczajne lenistwo rodziców

              pozdrawiam

              • maak3 napisała:

                > droga aacha!
                > w ostatnim poscie piszesz, że nie rozumiem Twoich słów, a jednak skoro
                piszesz
                > przymus to ja rozumiem przymus
                > biorąc pod uwagę temperaturę Twoich wypowiedzi na wszelki wypadek cytuję:
                >
                > >stoswanie "przymusu", czyli konsekwentnego wysadzania dziecka bez ogladania
                >
                > sie
                Wyrwane z kontekstu. Demagogiczne. Co wlasciwie ma udowodnic? Ze stosuje
                przymus? heh. Skoro tak rozumiesz moje slowa...
                Slowo "przymus" w cudzyslowiu. cytat:

                "Czasem nie da sie tego osiagnac bez pewnego
                rodzaju "przymusu", czyli konsekwentnego wysadzania dziecka /niepelnosprawnego/
                bez ogladania sie na jego protest /nie mowie o szarpaniu sie z dzieckiem, ale o
                konsekwentnym wysadzaniu w zgodzie ze wszelkimi zasadami tzw. treningu
                czystosci/, lub dlugi okres w ktorym wydaje sie, ze ono tego nie rozumie.
                (...) Czy to jest przymuszanie? Moim zdaniem
                jedynie oddzialywanie wychowawcze majace na celu usamodzielnienie sie dziecka
                przynajmniej w zakresie korzystania z toalety."
                Czy ma to miejsce w wieku lat 6, czy 7 czy 4 czy nawet 9? roznie. Zalezy, kiedy
                RODZICE podejma taka probe ze swoim niepelnosprawnym dzieckiem. Oczywiscie sa
                dzieci ktore nigdy tego etapu nie osiagna. nie szkodzi, nie musza. Ale znam
                kilkoro dzieci z grupy niepelnosprawnych w stopniu glebszym, ktore swietnie
                sobie radza z wolaniem do toalety, oraz jeszcze wieksza grupe dzieci
                niepelnospr. w stopniu umiarkowanym ktore sa w pelni samodzielne w korzystaniu
                z toalety. Jednak, gdyby nie dzialania rodzicow, wiele z nich nadal korzystalo
                by z pieluch. W swietle podejscia "dziecko_musi_samo" zatem owi rodzice
                stosowali "przymus". Czy tak? Ja to rozumiem i widze inaczej




                > >I ganilam za posikane majtki. Zatem zastosowalam przymus. Miala
                > > wowczas jakies 21 miesiecy.
                Znowu wyrwane z kontekstu. Znowu demagogia. tym razem slowo "przymus" bez
                cudzyslowiu. Zapomnialam, ze trzeba takie rzeczy jak sarkazm jasno i wyraznie
                akcentowac, bo moga nie zostac zauwazone. Tlumacze: jezeli dziecko przez kilka
                miesiecy korzysta w pelni sprawnie z toalety a osiagnelo ten etap, bez treningu
                czystosci jako takiego, a jedynie z pomoca w postaci wsazania, do czego sluzy
                toaleta - uwazam, ze dziecko kontroluje zwieracze. I odejscie od tego zwyczaju
                na rzecz kolejnego pieluchowania uwazam za przyzwolenie na rodzaj
                NIESWIADOMEGO "lenistwa". Po prostu czynnosc traci na nowosci, a zatem
                atrakcyjnosci i dziecko uznaje, ze jednk szybciej i wygodniej jest siusiac tam,
                gdzie sie stoi, bawi itd. Nie widze zadnego powodu, by mu na to zezwalac. Kilka
                razy zmieniam posikane ubranie i spokojnie napominam, ze uzywa sie do tego celu
                toalety. Oraz wysadzam. Po krotkim czasie dziecko ponownie zaczyna samo wolac.
                "Przymus" ? jak tam sobie chcesz. mamy zatem inna definicje tego slowa.


                >
                > ja równiez cenię sobie konsekwencję w wypowiedziach własnych wink)), ale w
                > wychowaniu szczególnie i jasno wyznaczamy granice naszemu synkowi i
                pokazujemy
                > normy...
                My robimy to samo. Kwestia nazewnictwa. Tyle, ze dodatkowo wlaczamy
                konsekwencje w tym wyznaczaniu granic. na szczescie poza internetowymi
                pogaduszkami, ktore koniec koncow i tak sprowadzaja sie do tego, ze ktos komus
                probuje udowadniac, ze ten ktos jest "be" poniewaz ma nieco inne poglady a jego
                dziecko z pewnoscia jest:
                1) biednym, osaczonym, sterroryzowanym psychicznie maluszkiem
                2) rozpuszczonym, wyrachowanym, terrorysta
                ... na szczescie poza takimi dyskusjami czlowiek ma sporo czasu i mozliwosci na
                obserwowanie swojego dziecka i obserwowaniu reakcji swiata na to dziecko. I nie
                ma potrzeby przywiazywania sie do opinni internetowych rozmowcow, bylo nie bylo
                calkowicie obcych.
                osobiscie traktuje je w sposob czysto akademicki. Co polecam i Tobie.

                >a wychowanie bezstresowe w potocznym i niepotocznym rozumieniu uważam
                > za błąd, beztroskę i zwyczajne lenistwo rodziców
                ja tez. Podobnie jak probe absolutnie niedyrektywnego podejscia do wychowania.
                jak i wychowywanie dziecka w sztywnym systemie kar i nagrod ( tresure)



                --
                pozdr.
                acha
                • Hihi, sikanie a sprawa polska smile))))))))))))

                  Może tak: z postu autorki(tego pierwszego) przebija wielkie zniecierpliwienie -
                  no kiedy do cholery dziecko zacznie sikać na nocnik - a mowa o dziecku 1,5-
                  rocznym. Dlatego dla mnie to zniecierpliwienie to przesada, bo samo kupienie
                  nocnika i książki o Kamyczku nie załatwi sprawy.Dziecko może być w okresie
                  przekory albo najzwyczajniej w świecie rozumieć, o co chodzi, ale nie być w
                  stanie za tym podążyć "fizycznie". Kiedy moja córka była w tym wieku, miała już
                  nocnik od paru miesięcy, ale zaczęliśmy go używać dopiero kiedy miała właśnie
                  1,5 roku. I te pierwsze próby nie zawsze były udane, ale po prostu pozwalałam
                  jej chodzić nie tylko bez pieluchy, ale i na golasa (bo do takiego stanu wg
                  niej trzeba bylo się rozdziać, żeby siąść na nocniku. Do tego rysowałam jej
                  setki dzidziusiów siedzących na nocniku i pokazywałam obrazek z sikającym
                  dzieckiem w jakiejś encyklopedii dla rodziców. I jakoś tak....samo przyszło, że
                  się nauczyła - żadnego przymusu - psychicznego czy fizycznego nie stosowałam.
                  Z Jędrkiem była inna sprawa, bo ma on bardzo mocno rozwinięte poczucie humoru
                  (od urodzenia, naprawdę) i dla niego ciekawsze od sikania na nocnik, gdzie
                  siusiu ma zawsze ten sam kształt było sikanie na podłogę, gdzie można było np.
                  wysiusiać Teletubisia smile)))) Poza tym jego nauka sikania zbiegła się z objawami
                  cukrzycy, o czym wtedy nie wiedziałam, a co bardzo zaważyło na jego zachowaniu
                  (oddawanie wielkich ilości moczu). Kiedy znaleźliśmy się w szpitalu (a objawy
                  przed wykryciem trwały juz dobre 3-4 miesiące, jeśli nie dłużej)wróciliśmy do
                  pieluchy, bo nie chciałam dodawać mu stresu. Aha, a przedtem nawet posikane
                  majtki czy rajstopy nie robiły na nim wrażenia i nie dawał ich sobie zdjąć
                  (czasem wręcz wysychały na nim). Jednak po powrocie ze szpitala zabrałam się za
                  to i...tak, ja w pewnym sensie (a nawet nie w pewnym) zastosowałam przymus.
                  Ponieważ tak lubił siusiać na podłogę albo w majtki, wiedząc, że nie powinien,
                  zapowiedziałam, że za każde takie zachowanie dostanie po pupie - bo wiedziałam,
                  ze to nie wpadki, tylko premedytacja. I...ani razu chyba tej groźby nie
                  musiałam spełnic smile

                  Jednak robienie afery z powodu braku zrozumienia u 18-miesięcznej dziewczynki
                  uważam za nieporozumienie, zwłaszcza, że jej mama ma też nadzieję, że w ten
                  sposób skończy się jej "czarna robota" czyli wycieranie brudnej pupy itd. A
                  wycierać pupę i myć nocnik będzie jeszcze długo, długo, więc chyba zbyt wiele
                  oczekuje po nauce siusiania wink Przecież ona nie oznacza, że od tej pory dziecko
                  pójdzie cichutko do łazienki, zrobi swoje, samo się "opatrzy" i wróci jak gdyby
                  nigdy nic do pokoju.
                  Och, wiem, kręcę niesamowicie. Ale Acha ma trochę racji - dziecku (w
                  odpowiednim wieku) nic się nie stanie, jeśli okażemy mu swoje niezadowolenie z
                  zasikanych majtek. Moja Ola przestała siusiać w pieluchę w nocy kiedy była
                  chora i dostawała zastrzyki w pupę - pielucha więc boleśnie ją obcierała.
                  Początkowo parę razy razy posiusiała łóżko, ale cały czas mówiłam jej, ze to
                  nic nie szkodzi. Jednak kiedy wyzdrowiała i kolejną "wpadkę nocną" skomentowała
                  słowami "to nic nie szkodzi, prawda?" odpowiedziałam "Olu, szkodzi, nie wolno
                  sikać do łóżka" - nic jej się od tego nie stało, a dało na tyle do myślenia, że
                  zaczęła wstawać w nocy na nocnik.

                  smile MOnika
                  • ehhermiona napisała:

                    > Hihi, sikanie a sprawa polska smile))))))))))))
                    >
                    > Może tak: z postu autorki(tego pierwszego) przebija wielkie
                    zniecierpliwienie -
                    >
                    > no kiedy do cholery dziecko zacznie sikać na nocnik - a mowa o dziecku 1,5-
                    > rocznym. Dlatego dla mnie to zniecierpliwienie to przesada, bo samo kupienie
                    > nocnika i książki o Kamyczku nie załatwi sprawy.
                    To fakt. Dlatego tez ja napisalam, ze to co pisze, pisze niejako na poboczu
                    watku glownego. po kiego grzyba powtarzac w niskonczonosc to samo? Z drugiej
                    strony nie wiemy tak na prawde co dzieje sie w domu mamy ktora zainicjowala ten
                    watek. Napisala swoj post tak jak napisala, ale ja uwazam, ze na podstawie paru
                    slow nie da sie zwizualizowac sobie stanu emocjonalnego autorki. Czy jest tak
                    na prawde zniecierpliwiona faktem nie korzystania z nocnika corki? Moze tak.
                    Ale wydaje mi sie, ze skoro poruszyla ten problem na forum w formie prosby o
                    rade, to szuka jakiegos sensownego wyjscia z tego problemu. I moze juz nie jest
                    zniecierpliwiona? kto wie... Itd. itd.

                    > jakoś tak....samo przyszło, że
                    > się nauczyła - żadnego przymusu - psychicznego czy fizycznego nie stosowałam.
                    no widzisz. I o to chodzi. Ze mozna okazuje sie sprawic, ze dziecko zrozumie o
                    co chodzi z tym nocnikiem. Jednak, niestety.. Musisz w swietle DOGMATYCZNEGO
                    traktowania tej "zasady rozowojwej" mowiacej o tym, ze dziecko do 24 miesiaca
                    itd. przyjac, ze Twoje oddzialywania wychowawcze na corke byly forma przemocy,
                    hue hue. Tak jak i moje, kiedy corce kilka razy NA JEJ PROSBE tlumaczylam do
                    czego sluzy nakladka na kibelwink Trudno, ja juz zaakceptowalam fakt, ze stosuje
                    przemoc wobec mojego dzieckawink

                    > Kiedy znaleźliśmy się w szpitalu (a objawy
                    > przed wykryciem trwały juz dobre 3-4 miesiące, jeśli nie dłużej)wróciliśmy do
                    > pieluchy, bo nie chciałam dodawać mu stresu.
                    Naturalne i normalne. Moja corka tez w pierwszych tygodniach pobytu w szpitalu
                    korzystala z pieluch bez ograniczen. Jednak kiedy mozliwe juz bylo z nia
                    porozumienie werbalne, postanowilismy jej przypomniec(!) ze mozna korzystac z
                    nocnika. Jak wspomnialam nalozyl sie na to stan jej pupy ( z reszta nie tylko -
                    w kazdym miejscu, gdzie cokolwiek delikatnie (lub nie - plastry) dotykalo jej
                    ciala miala poterzne odlerzyny i krwiaki, czesc z nich leczymy do dzis) co
                    sklonilo nas tak na prawde do podjecia tej proby. Kiedy okazalo sie,
                    ze "zaskoczyla" bez problemu, wolelismy zdobyc sie na ten wysilek i kiedy
                    mowila, ze chce siusiu nosic ja do toalety z pompa, niz przekonywac, ze
                    pielucha wystarczy. zastanawiam sie, czy to tez ma cos wspolnego z "przemoca i
                    przymusem"....


                    > to i...tak, ja w pewnym sensie (a nawet nie w pewnym) zastosowałam przymus.
                    > Ponieważ tak lubił siusiać na podłogę albo w majtki, wiedząc, że nie
                    powinien,
                    > zapowiedziałam, że za każde takie zachowanie dostanie po pupie - bo
                    wiedziałam,
                    > ze to nie wpadki, tylko premedytacja. I...ani razu chyba tej groźby nie
                    > musiałam spełnic smile
                    No i widzisz - Ty znasz swoje dziecko, ale ktos, kto nie zna Ciebie i Twojego
                    syna, moglby latwo stwierdzic, ze go sterroryzowalas i przywolac iles tam
                    tragicznych rzeczy, ktore go z tego tytulu spotkaja w przyszlosci. I Ciebie
                    tez, kiedy on siegnie do swojej "walizeczki". Bo przeciez matka jest z zasady
                    glupia i nie potrafi zrozumiec, ze tak male dziecko nie kieruje sie
                    premedytacja. Ja tam nie wiem... I z literatury i praktyki wynika mi, ze moze
                    byc roznie...


                    > pójdzie cichutko do łazienki, zrobi swoje, samo się "opatrzy" i wróci jak
                    >gdyby nigdy nic do pokoju.
                    smile))))))

                    > słowami "to nic nie szkodzi, prawda?" odpowiedziałam "Olu, szkodzi, nie wolno
                    > sikać do łóżka" - nic jej się od tego nie stało, a dało na tyle do myślenia,
                    >że zaczęła wstawać w nocy na nocnik.
                    No my jeszcze do tego nie doszlismy. Jeszcze wyglada na to, ze hehe, dziecko po
                    prostu nie jest na to gotowe. Serio. Ja, wyrodna i glupia matka jakims cudem
                    jednak to dostrzeglam. wink


                    --
                    pozdr.
                    acha
                    • Acha! Sterroryzować mojego syna wzmianką o klapsie???? Ja nie wiem, czy on się
                      do tej pory dał w swoim życiu czymkolwiek sterroryzować - mnie w każdym
                      razie smile)))))))))) Ja mu tylko spokojnie to oświadczyłam. Ponieważ miałam
                      serdecznie dość zasikanej wykładziny - w tym samym czasie trening czystości
                      przechodzili Jędrek i pies - i słowo daję, ale siusianie psa to naprawdę "małe
                      piwo" w porównaniu z tym, co robił Jędrek smile)))

                      smile Monika
                      • ehhermiona napisała:

                        > Acha! Sterroryzować mojego syna wzmianką o klapsie???? Ja nie wiem, czy on
                        się
                        > do tej pory dał w swoim życiu czymkolwiek sterroryzować - mnie w każdym
                        > razie smile)))))))))) Ja mu tylko spokojnie to oświadczyłam. Ponieważ miałam
                        > serdecznie dość zasikanej wykładziny - w tym samym czasie trening czystości
                        > przechodzili Jędrek i pies - i słowo daję, ale siusianie psa to
                        naprawdę "małe
                        > piwo" w porównaniu z tym, co robił Jędrek smile)))

                        hue hue hue ubawilam sie jak norkawink))) Ładnesmile)))))
                        Piekna puentawink))))


                        --
                        pozdr.
                        acha
                        • Na początek chciałam się posolidaryzować wink z Achą i stwierdzić, że też wydaje
                          mi się dziwnym podejrzewanie o terror i tresurę rodziców, którzy zaczęli
                          wcześniej. Nie będę tego rozwijać, powiedziano chyba wszystko.

                          Natomiast mam pytanie - twierdzi się, że zbyt wczesna nauka korzystania z
                          nocniczka prowadzi do zaburzeń psychicznych, fizjologicznych, seksualnych - czy
                          czytałyście może o jakichś badaniach na ten temat? Czy to są hipotezy
                          pediatrów, czy stwierdzone fakty? Jestem tego naprawdę ciekawa - byłabym
                          wdzięczna za podrzucenie źródeł.

                          --
                          Bóg umarł [Nietzsche}
                          Nietzsche umarł [Bóg]
                          • adzia_a napisała:


                            > Natomiast mam pytanie - twierdzi się, że zbyt wczesna nauka korzystania z
                            > nocniczka prowadzi do zaburzeń psychicznych, fizjologicznych, seksualnych -
                            czy
                            >
                            > czytałyście może o jakichś badaniach na ten temat? Czy to są hipotezy
                            > pediatrów, czy stwierdzone fakty? Jestem tego naprawdę ciekawa - byłabym
                            > wdzięczna za podrzucenie źródeł.

                            Witam

                            czekalam az osoby, moim zdaniem bardziej kompetentne w temacie zaburzen u
                            dzieci "zbyt wczesnie" uczonych korzystania z nocnika zasypia nas bibliografia.
                            nie doczekalam sie. Tak to juz bywa.

                            Poniewaz osobiscie nigdy mnie ten temat specjalnie nie zajmowal, nie siegalam
                            tez do owych "studiow przypadku, czyli literatury dla specjalistow" o ktorych
                            pisala maak. Dlatego nie moge nic na pewnosmile. jednak z lektury opracowan wielu
                            mniej i bardziej znanych psychologow dzieciecych wynika mi, ze opisuje sie
                            takie zaburzenia u tych z dzieci wczesnie uczonych korzystania z toalety u
                            ktorych istotnie stosowano przemoc fizyczna lub psychiczna. podobnie jak u
                            dzieci ktore na przyklad bito niekoniecznie w zwiazku z nocnikiem. Faktycznie u
                            dzieci wczesnie uczonych czystosci czesciej zdarzaja sie moczenia nocne w
                            okresie przedszkolnym, czasem szkolnym. Tu jednak tez nie jest tak, ze u
                            wszystkich dzieci. Nalezaloby sie zatem moim zdaniem przyjzec blizej takim
                            zmiennym jak:
                            1) istotny wiek dziecka w momencie rozpoczecia treningu czystosci
                            (okreslenie "wczesnie" jest dosc malo precyzyjne)
                            2) metody jakimi poslugiwali sie rodzice dzieci (kary? jezeli tak, to jakie?
                            nagrody? jezeli tak... itd.)
                            3) warunki domowe dziecka (czy uznana met. wychowawcza jest np. bicie? czy w
                            domu wystepuja takie dysfunkcje jak na przyklad alkocholizm? ITP ITP. Dokladny
                            wywiad)

                            I dopiero po ustaleniu tychze danych (a byc moze takze i innych, to sa tylko te
                            pierwsze, ktore przychodza mi na mysl) po zebraniu obszernego materialu
                            badawczego (proba 10, czy 20 przypadkow nie jest miarodajna w takim temacie),
                            mozna by pokusic sie o opracowanie rzetelnych badan na ten temat.
                            Nie wiem, moze juz takie sporzadzono? Jak pisalam - nie jest to temat, ktory od
                            strony naukowej frapowalby mnie szczegolnie. jezeli ktos juz podobne badania
                            przeprowadzil, i jest tu ktos kto takowe zna - ja dolaczam sie do prosby adzi o
                            podanie bibliografii. Chetnie sobie przestudiuje.

                            Na zakonczenie - nie zebym kwestionowala w ogole taka mozliwosc. Absolutnie.
                            Tylko tyle, ze wlasnie te zmienne, ktroe wymienilam wyzej wydaja mi sie
                            niezmiernie wazne dla okreslenia co jest najistotniejsze dla wystepowalnosci u
                            dzieci zaburzen, ktore z pewnym prawdopodobienstwem mozemy okreslic jako
                            pochodne ZLE przeprowadzonego treningu czystosci. O - i wlasnie to - moze
                            nalezalo by nacisk polozyc na "ZLE przeprowadzony" trening czystosci, a
                            niekoniecznie na "WCZESNIE przeprowadzony"? Oczywiscie nie sadze by nie bylo
                            takich, ktorzy stwierdza, ze "wczesnie=zle" ale coz, na potrzebe prawd
                            dogmatycznych u ludzi nikt jeszcze lekarstwa nie wymyslilwink))

                            --
                            pozdr.
                            acha
                            • hmm
                              nie zaglądałam do tego wątku dawno, więc pierwsze co mi się przypomina to o
                              trudnościach wynikajacych ze zbyt wczesnego treningu czystości mozna poczytać
                              w Dobrej miłości (rozmowa z Samsonem i Eichelbergerem) - oni opierają sie na
                              doświadczeniach klinicznych i mam do nich zaufanie, nie spotkałam sie z
                              żadnymi badaniami naukowymi , jedynie z doświadczeniami klinicznymi terapeutów

                              nie pisałam nic o tym,że wczesny trening powoduje zaburzenia psychiczne( co
                              brzmi baardzoo poważnie), prędzej staje się przyczynkiem do trudności
                              emocjonalnych i seksualnych, co najwcześniej może objawić się moczeniem nocnym.
                              To nie jest tak, ze kazde dziecko wcześnie wysadzane na nocnik ma przerąbane,
                              ale że wczesne wysadzanie moze być predyktorem do licznych trudności,
                              popytajcie się swoich kolezanek dookoła ile ma trudności z długim trzymaniem
                              moczu i że kiedy wychodzi z domu to obmyśla plan, gdzie po drodze sa toalety

                              wiem,ze jedna ksiązka to mało na podparcie moich argumentów, ale aktualnie mam
                              ograniczony czas i nie mogę poświęcić go na przeszukiwanie literatury pod tym
                              kątem, ale obiecuję, ze kiedy sie na coś ponownie natknę napisze o tym i jesli
                              będzie to nie przekraczało kilku stron zeskanuję i wyślę zainteresowanym
                              • przypomniało mi się "Ciałko" W. Eichelbergera cytuję:
                                cokolwiek nami powoduje: fobie, wygodnictwo, lenistwo,oszczędność, tradycja -
                                musimy wiedzieć,że zbyt wczesne sadzanie dziecka na nocniku jest dla dziecka
                                zmorą i torturą.Do końca 2 r.ż. nie jest ono w stanie ani kontrolować
                                zwieraczy, ani poprawnie identyfikować subtelnych sygnałów potrzeby
                                wypróżnienia (...)
                                Rozwoju fizjologii nie da się przyspieszy. Jeśli się uprzemy, zafundujemy
                                dziecku potężny uraz.
                                Dziecko tak jak my wszyscy na sytuację nadmiernych wymagań reaguje napięciem,
                                poczuciem winy i wstydu.(...)
                                Nadmiar kontroli i napięcia w kroczu oraz związany z wydalaniem lęk pwoduje
                                nocne moczenie się, zbyt częste nerwowe wypróżnienia, albo wręcz wstrzymywanie
                                się, zatwardzenia, zaparcia itp.
                                Tworzy się neurotyczne błędne koło niedomagań, wstydu, upokorzeń i napięcia,
                                które zwiększają te niedomagania, co powoduje jeszcz ewiększy wstyd i
                                napięcie, i tak dalej, i tak dalej.
                                W ten sposób miednicę pełną życia i szczęścia możemy szybko zamienić w
                                przestrzeń szczelnie wypełnioną napięciem, winą i wstydem - jak to jest
                                udziałem tak wielu spośród nas"
                                • Zgadzam się - przemoc fizyczna czy psychiczna powoduje różnorakie urazy, ale po
                                  pierwsze - ta przemoc nie musi być związana z nocnikiem, po drugie zaś - nocnik
                                  nie musi być związany z przemocą.
                                  Dlatego demagogią wydaje mi się podawanie jako jedynego kryterium gotowości
                                  dziecka - wieku właśnie.
                                  Jeśli rodzic jest nadambitny, to może zwichnąć dziecku osobowość na tysiące
                                  rónych sposobów, nocnik to małe piwo wink - a zmuszanie do nauki czytania czy w
                                  ogóle zmuszanie do jakiejkolwiek nauki "na wyrost"? A ubieranie dziecka w ładne
                                  ciuchy, których ono nienawidzi? I tak dalej i tak dalej...
                                  A jeśli rodzic nie jest nadambitny, to na prawdę nie widzę przeszkód, żeby
                                  wysadzał nawet 10-miesięczne dziecko. Pod warunkiem, że nie musi stosować
                                  właśnie owej przemocy.
                                  Pewnie parę osób powie, że to jest tresura, ale w takim razie - co nie jest
                                  tresurą?

                                  --
                                  W końcu historia zapomina
                                  czy Kain Abla, czy Abel Kaina
                                • maak3 napisała:

                                  > przypomniało mi się "Ciałko" W. Eichelbergera cytuję:
                                  (..)

                                  bardzo to ładne, jak z reszta wszystkie dzieła Pana Eichelbergera. Zawsze z
                                  przyjemnościa czytuje Jego książki, artykuły, etc.
                                  Niestety, pozostają one dla mnie w swerze tak głęboko emocjonalnej że nie
                                  mającej żadnego przełożenia na skomplikowaną, zindywidualizowana kwestię
                                  rozwoju dziecka. O ile mozna wiele z Jego spostrzeżeń przyjac jako otwierające
                                  inny sposób patrzenia na zjawisko jakim jest dziecko "w ogole", o tyle trudno
                                  jest mi zrozumiec jak można interpretować je jako zbiór informacji o rozwoju i
                                  wychowaniu dziecka " w szczególe". Poza osławionym juz przez prasę wszelaką
                                  Panu Eichelbergerze sa jeszcze i inni autorzy majacy podobne podejscie do
                                  wychowania, nazywam je na wlasny uzytek "pro dziecku". Zawsze uważam, ze sa to
                                  niezwykle istotne glosy jako ze pozwalaja na oderwanie sie od stereotypu
                                  patrzenia na kwestie dziecinstwa. Takze dziecinstwa zaburzonego, trudnego...
                                  (olechnowicz). Jednak koniec koncow... gdzies tam jeszcze jest rodzic, rodzina,
                                  spoleczentwo. I albo dziecko ma to szczescie, ze zyje w serdecznym, kochajacym
                                  i patrzacym na jego potrzeby otoczeniu, ktore jednoczesnie dysponuje zdrowym
                                  rozsadkiem i poza dzieckiem widzi jeszcze reszte swiata, albo nie. I wtedy
                                  nawet najpiekniejsza literatura nie pomoze.

                                  Moim zdaneim rozwoj dziecka wymaga wspomagania. Rozsadnego, serdecznego,
                                  szczerego i zgodnego z jego mozliwosciami. Ani sytuacja w ktorej dziecko jest
                                  roslina, na ktora patrzymy i radujemy sie jej wzrostem swobodnym i
                                  nieskrepowanym przez doroslego (spoleczenstwo), ani ta w ktorej dziecko zaczyna
                                  przypominac wysoko wyspecjalizowany i czuly sprzet komputerowy ktory
                                  programujemy wg. wlasnego (spoleczenstwa) widzi mi sie nie jest, moim zdaniem,
                                  korzystny. Ani dla dziecka, ani dla spoleczenstwa, ani w koncu znowu dla
                                  dziecka, ktore kiedys tam ponownie, juz samodzielnie zetknie sie z informacja
                                  zwrotna od spoleczenstwa.

                                  To tak na marginesie kwestii nocnikowej.
                                  A juz zupelnie na marginesie... Pisanie Pana Eichelbergera jest wyjatkowo
                                  dobrze wycelowane w Kobiety, jako istoty wybitnie emocjonalne. maja one
                                  tendencje do emocjonalnych tekstow podchodzic z wyjatkowym zaufaniem. No i w
                                  sumie czemu nie....

                                  Acha... gdy kiedys z zapartym tchem bronilam, jako studentka 1go roku
                                  pedagogiki na zajeciach romantycznej, "naturalistycznej" wizji pedagogicznej,
                                  pewna madra osoba mi powiedziala, ze to dobrze, ze tak musi byc. Ze pedagog
                                  (rodzic) ktory nigdy nie przeszedl przez okres glebokiej fascynacji tym nurtem
                                  pedagogicznym, nigdy nie wzbudzal jej zaufania jako dobry pedagog. Ze nie ma z
                                  czego sie odbic do pracy z dzieckiem. Bo to jest swego rodzaju basis -
                                  fascynacja dzieckiem. A pozniej dopiero przychodzi czas na cos, co w nieco
                                  innym kontekscie M. Koscielska nazwala "miloscia rozumna". Mozna to jeszcze
                                  nazwac pedagogika personalistyczna, czy psychologia wspomagania rozwoju,
                                  czy.... na tysiac innych sposobow. Istota jest ta sama - dziecko rozwija sie na
                                  wlasny sposob przy wspoludziale aktywnym doroslego, takim by dac dziecku szanse
                                  na rozwoj jak najpelniejszy. Aby dobrze to opisac musialabym jeszcze dlugo
                                  dlugo pisac...


                                  --
                                  pozdr.
                                  acha
                                  • aacha napisała:

                                    > maak3 napisała:
                                    >
                                    > > przypomniało mi się "Ciałko" W. Eichelbergera cytuję:
                                    > (..)
                                    >
                                    > bardzo to ładne, jak z reszta wszystkie dzieła Pana Eichelbergera. Zawsze z
                                    > przyjemnościa czytuje Jego książki, artykuły, etc.
                                    > Niestety, pozostają one dla mnie w swerze tak głęboko emocjonalnej że nie
                                    > mającej żadnego przełożenia na skomplikowaną, zindywidualizowana kwestię
                                    > rozwoju dziecka.
                                    nie rozumiem o czym piszesz... dla Ciebie emocjonalne = nieobiektywne?
                                    wieloletnie doświadczenie kliniczne nie przekłada się na rzeczywistość?
                                    O ile mozna wiele z Jego spostrzeżeń przyjac jako otwierające
                                    > inny sposób patrzenia na zjawisko jakim jest dziecko "w ogole", o tyle
                                    trudno
                                    > jest mi zrozumiec jak można interpretować je jako zbiór informacji o rozwoju
                                    i
                                    > wychowaniu dziecka " w szczególe". Poza osławionym juz przez prasę wszelaką
                                    > Panu Eichelbergerze sa jeszcze i inni autorzy majacy podobne podejscie do
                                    > wychowania, nazywam je na wlasny uzytek "pro dziecku". Zawsze uważam, ze sa
                                    to
                                    > niezwykle istotne glosy jako ze pozwalaja na oderwanie sie od stereotypu
                                    > patrzenia na kwestie dziecinstwa. Takze dziecinstwa zaburzonego, trudnego...
                                    > (olechnowicz). Jednak koniec koncow... gdzies tam jeszcze jest rodzic,
                                    rodzina,
                                    >
                                    > spoleczentwo.
                                    czy chcesz powiedzieć,( bo w końcu my chyba ciągle o nocniczku), że odbiór
                                    rodziców, rodziny, społeczeństwo jest ważniejszy od jego rozwoju układu
                                    nerwowego..
                                    I albo dziecko ma to szczescie, ze zyje w serdecznym, kochajacym
                                    > i patrzacym na jego potrzeby otoczeniu, ktore jednoczesnie dysponuje zdrowym
                                    > rozsadkiem i poza dzieckiem widzi jeszcze reszte swiata, albo nie. I wtedy
                                    > nawet najpiekniejsza literatura nie pomoze.
                                    >
                                    > Moim zdaneim rozwoj dziecka wymaga wspomagania. Rozsadnego, serdecznego,
                                    > szczerego i zgodnego z jego mozliwosciami. Ani sytuacja w ktorej dziecko
                                    jest
                                    > roslina, na ktora patrzymy i radujemy sie jej wzrostem swobodnym i
                                    > nieskrepowanym przez doroslego (spoleczenstwo), ani ta w ktorej dziecko
                                    zaczyna
                                    >
                                    > przypominac wysoko wyspecjalizowany i czuly sprzet komputerowy ktory
                                    > programujemy wg. wlasnego (spoleczenstwa) widzi mi sie nie jest, moim
                                    zdaniem,
                                    > korzystny. Ani dla dziecka, ani dla spoleczenstwa, ani w koncu znowu dla
                                    > dziecka, ktore kiedys tam ponownie, juz samodzielnie zetknie sie z
                                    informacja
                                    > zwrotna od spoleczenstwa.
                                    >
                                    > To tak na marginesie kwestii nocnikowej.
                                    > A juz zupelnie na marginesie... Pisanie Pana Eichelbergera jest wyjatkowo
                                    > dobrze wycelowane w Kobiety, jako istoty wybitnie emocjonalne. maja one
                                    > tendencje do emocjonalnych tekstow podchodzic z wyjatkowym zaufaniem. No i w
                                    > sumie czemu nie....
                                    czy sugerujesz,że emocjonalny odbiór = bezrefleksyjny...
                                    > Acha... gdy kiedys z zapartym tchem bronilam, jako studentka 1go roku
                                    > pedagogiki na zajeciach romantycznej, "naturalistycznej" wizji
                                    pedagogicznej,
                                    > pewna madra osoba mi powiedziala, ze to dobrze, ze tak musi byc. Ze pedagog
                                    > (rodzic) ktory nigdy nie przeszedl przez okres glebokiej fascynacji tym
                                    nurtem
                                    > pedagogicznym, nigdy nie wzbudzal jej zaufania jako dobry pedagog. Ze nie ma
                                    z
                                    > czego sie odbic do pracy z dzieckiem. Bo to jest swego rodzaju basis -
                                    > fascynacja dzieckiem. A pozniej dopiero przychodzi czas na cos, co w nieco
                                    > innym kontekscie M. Koscielska nazwala "miloscia rozumna". Mozna to jeszcze
                                    > nazwac pedagogika personalistyczna, czy psychologia wspomagania rozwoju,
                                    > czy.... na tysiac innych sposobow. Istota jest ta sama - dziecko rozwija sie
                                    na
                                    >
                                    > wlasny sposob przy wspoludziale aktywnym doroslego, takim by dac dziecku
                                    szanse
                                    >
                                    > na rozwoj jak najpelniejszy. Aby dobrze to opisac musialabym jeszcze dlugo
                                    > dlugo pisac...
                                    >
                                    ok, ale skoro już czytujesz Olechnowicz czy Kościelską to wiesz,że w
                                    szczególny sposób mówią one o poszanowaniu dziecka, o nie przeskakiwaniu za
                                    wszelką cenę jego możliwości (np. treningu czystośći dzieci głęboko
                                    upośledzonych za wszelką cenę lub walki o sprawność dziecka, której raczej już
                                    nie będzie, za cenę jego dobrej kondycji emocjonalnej)
                                    Nie wiem, czym dla Ciebie jest "naturalistyczna " koncepcja pedagogiki ( może
                                    to steinerowskie ujecie, które b. sobie cenię), nie jestem pedagogiem, ale mi
                                    zawsze będzie bliższe podążanie za dzieckiem, rytmem jego rozwoju niż
                                    wymuszanie na nim jakichś sprawności, do których nie jest jeszcze gotowe;
                                    dla mnie "przyuczanie" dziecka do nocnika przed osiągnięciem dojrzałości
                                    panowania nad swoimi zwieraczami, bo "takie jest oczekiwnie społeczne
                                    vide:babcia, sąsiadka" to po prostu głupota
                              • Nie wiedziałam, że ten temat wywołuje tyle emocji, ale widzę że panie mało podają konkretów, jak to wszystko praktycznie załatiwć, a polemizują ze sobą na szczytach intelektualnych. Ja właśnie przerabiam ten problem ze starszym synem - 2 lata i 8 miesięcy i wcale nie mam wyrzutów sumienia, że nie zabrałam się za to wzceśniej. Czekałam na lato. Mikołaj zna nocnik i nakładkę na klozet od ponad roku - fajne i tyle. Teraz kiedy jest ciepło skończyłam tłumaczyć, pokazywać, demonstrować itd. Po prostu zdjęłam pieluchę i założyłam majtki. Nie puszczałam go na golasa, bo podobno tylko nieprxyjemnie mokre spodnie dają efekty. Umówiłam się z nim, że pieluchy są już teraz tylko dla młodszego brata, a on za dzień w pełni uwieńczony sukcesem dostanie samochód. Miałam dylematy, co ze spacerem, ale po prostu zabierałam trzy zmiany majtek i spodni. Przez trzy tygodnie próbował sikać do klozetu na stojąco i na siedząco i na nocnik, kupę zrobił może ze dwa razy sam bez informowania na nocnik, potem nastąpił chwilowy regres czyli zasikane ubranie i kupa w majtkach, ale myślę, że to raczej brak mojej i męża konsekwencji, bo parę razy złamaliśmy się i założyliśmy mu pieluchę. Jednak od soboty postnowiliśmy - żadnych pieluch, tylko na razie na noc, kupiliśmy samochód-nagrodę za całe 13 zł, ale za to taki, który się synowi podobał. Mikołaj samochód obejrzał i auto powędrowało na najwyższą półkę. Zawarliśmy układ. Po każdej wpadce syn przytulał sie do mnie i mówił "Mama, samochód jutro", aż do dzisiaj. Przez cały dzień pilnował sie bardzo, szybko sam biegł do nocnika i siadał kiedy czuł potrzebę, a potem tryumfalnie przynosił i pokazywał mi jego zawartość. Dostał auto i był tak dumny z siebie, że nawet nie chciał założyć pieluchy na noc, ale z tym jeszcze trochę poczekamy. Zobaczymy co będzie jutro.
                                Życzę powodzenia w zmaganiu się z problemem i proponuję mniej moralizatorstwa, a więcej przktycznych rad do wykorzystania.
                                • Popieram! Ja właśnie starałam się to zrobić a spotkałam sie z krytyką. Z tego
                                  co widzę, a właściwie czytam nauka "nocnikowania" wygląda podobnie u mam, które
                                  zaczęły robić to później ,jak i u mnie. Sposób mniej więcej ten sam. I nie
                                  wierzę, że to przychodzi z dnia na dzień. Wiosna i ściągnięcie pieluchy to
                                  najlepsze metody, gdybym nie spróbowała tego, gdy dzieci miały jakieś półtora
                                  roku, musiałabym czekać cały długi rok na następne ciepłe dni. Udało mi się, od
                                  jesieni pieluch używamy tylko na noc. A i o nocniku już zapomnieliśmy, bo to
                                  przecież "dorośli" mężczyźni.
                                • bsola napisała:

                                  > Nie wiedziałam, że ten temat wywołuje tyle emocji, ale widzę że panie mało
                                  poda
                                  > ją konkretów, jak to wszystko praktycznie załatiwć, a polemizują ze sobą na
                                  szczytach intelektualnych.

                                  bo dyskutujemy o czasie, a nie sposobie przeprowadzania treningu
                                  nocniczkowego, dla mnie oczywiste jest, że kiedy dziecko gdzieś ok. 20 , 24
                                  msc (niektore wczesniej niektore później - tak jak Twój syn gotowe, bo na to
                                  składają się różne czynniki, np. czy jest młodsze rodzeństwo) dorastają do
                                  tego, żeby nosić majteczki i siku robić do nocniczka , z mniejszymi lub
                                  większymi sukcesami,ale z rodzicielskim szacunkiem stanowczością, ale i
                                  elastycznością do możliwości rozwojowych dzieci

                                  Ja właśnie przerabiam ten problem ze starszym synem - 2
                                  > lata i 8 miesięcy i wcale nie mam wyrzutów sumienia, że nie zabrałam się za
                                  to
                                  > wzceśniej. Czekałam na lato.
                                  no i bardzo dobrze
                                  mój mały, co prawda z nocnika zaczą korzystać, ale na stojąco, kiedy miał 27
                                  miesięcy, a dopiero pół roku póżniej kupkę na nocnik
                                  i spokojnie czekałam na to,aż syn do tego dojrzeje
                                  lepsze czekanie niż zaparcia nawykowe u dzieci z powodu lęku przed zrobieniem
                                  kupki na nocnik
    • Moja Ola zaczęła siusiać na nocnik jak miala dwa lata i dwa miesiące. Wcześniej
      na okrągło się zastanawiałam, jak to przeprowadzić, a to okazało się naprawdę
      proste. Było lato, więc po prostu zdjeliśmy jej pampersa i już nie zakładaliśmy
      wcale, tylko na noc i na długie wyjścia. Nocniczek miała zawsze w poblizu,
      wiedziała do czego służy, a nawet jak nie zdążyła, to nie było tragedii, tylko
      przebieraliśmy majteczki i cześć. Zresztą jak się kilka razy zlała, to dopiero
      się mogła przekonać w czym rzecz i ze lepiej jest siusiać do nocniczka, bo
      wtedy pupcia jest sucha. A jak się tak wstępnie przekonała do nocnika, to
      zaczęliśmy ją regularnie wysadzac co mniej więcej 45 minut (pytaliśmy, czy chce
      siusiu) i wypadki już się nie zdażały. Szybko i bezboleśnie. smile
    • Acha jeszcze jedno. Myślę, że jeśli twoja córeczka wykazuje do tej zabawy
      niechęć, to lepiej sobie odpuścić na jakiś, i to dłuższy, czas, bo taka awersja
      może sie utrwalić. Moja siostra przecholowała i teraz jej prawie trzyletni
      synek tak niecierpi nocnika, że nawet jak mu zdejma pieluchę, to potrafi nie
      sikać przez pół dnia aż mu nie założą. Na nocnik nie usiadzie za zadne skarby
      świata, a jest już naprawdę sprytny i trudno to będzie zmienić.
    • Ja mam dwóch synków, starszy kilka pierwszych prób nauki korzystania z nocnika
      ignorował (w żłobku gdzie wszystkie dzieci są wysadzane - czasem coś zrobił
      częściej nie - wg mnie ewidentnie nie był gotowy na takie zachowania), ja i mąż
      nie robiliśmy z tego problemu - za którymś podejściem okazało się, że przyszedł
      czas - i przez pierwsze kilka dni mieliśmy kilkanaście zmian bielizny, a nagle
      okazało się, że synek zaczął kontrolować sprawę i po prostu sporadycznie
      zdarzały się mu różne wpadki. Nigdy nie był za nie ganiony - wystarczającym
      stydem dla niego było, że zdarzyło mu się nie zdążyć do toalety. Miał wtedy dwa
      i pół roku. Natomiast młodszy synek (mieliśmy już przecież jakieś
      doświadczenia) sam, niespełna wówczas dwuletni, widocznie patrząc na starszego
      brata, chciał siusiać do nocnika. Poszliśmy z nim do sklepu, sam sobie wybrał
      kolor tegoż, i od tamtej pory nie korzystamy z pieluch. Na noc przestaliśmy
      zakładać po jakichś dwóch - trzech miesiącach. Ale teraz (ma trzy lata) to jak
      się bawi z przyjaciółmi w przedszkolu, to potrafi się sporadycznie załatwić w
      gatki.
      Jestem zwolenniczką dostosowywania się do dziecka wtej materii (nocniczkowej) -
      jedne dzieciaki uczą się wcześniej, inne później i dobrze jest to przyjąć. I
      nie zmuszać, czasmi wystarczy odczekać dwa - trzy tygodnie i "coś" zaskakuje i
      problem znika.
      Życzę Ci dużo cierpliwości i dystansu do problemu.
      --
      Lila
      mama Pawełka (14.09.1998r.) i Andrzejka (09.06.2000r.)
      • No, nareszcie jakaś mama chłopca (nawet dwóch!). Mam pytanko natury
        technicznej: czy chłopcy mają siadać na nocniczek, czy podstawiasz im nocnik
        pod siusiaka?
        Bo mój Kubuś siada dosłownie tylko na sekundkę i leci dalej. Może mu
        niewygodnie na nim siedzieć? Bo o co chodzi w "nocnikowaniu" to już wie i
        rozumie, ale nie woła. Nie robię z tego problemu, chodzi po domu bez majteczek,
        ja go co jakiś czas wysadzam (ale nie da się dłużej przetrzymać na nocniku niż
        tę sekundę, więc nie zdąży nic zrobić), nie przeszkadza mu, że zrobi sobie po
        nogach... Taki typ człowieczka! Czy mu odpuścić, aż zacznie wołać sam, czy też
        go trochę "potrenować"?
        --
        The grass is always greener on the other side...
        • U mnie ten sam problem. Synek ma skończone 20 miesięcy, wie, ze do nocniczka
          się siusia, nawet kupiliśmy taki z melodyjką (bo synek jest bardzo muzykalny),
          ale za nic nie chce siedzieć na nocniku dłużej niż trzy sekundy. Też nie wiem
          czy go przetrzymywać na siłę (nie chcę go zniechęcać), z drugiej strony w trzy
          sekundy nidgy nie zdąży się wysiusiać. Po domu (u nas i u babci) chodzi czasami
          w pieluchach czasami w majtkach. Niestety jak ma same majteczki to często
          zdarzają mu się wpadki. Bardzo się wetdy przejmuje i pokazuje, że się zsikał.
          Ale nie zawoła, ani nie pokaże, ze chce siusiu.
          Co robić? Może to jeszcze nie jego pra na nocnik?
          Pozdrawiam
          Magda-mama Filipa
          • Myślę, że to po prostu nie ich pora na nocnik.
            Ola też taka była. I nadal jest, na wszystko co robi daje sobie "3
            sekundy" wink))) Ale na nocniczku potrafi usiedzieć chwileczkę, zeby się
            wysiusiac. Jednak dopiero w 25 mcu, z dnia na dzień, zaczeła tak robić.
            zwyczajnie musi dojrzeć. Bo jesli chłopczykowi nie przeszkadza, że siusia po
            nóżkach, to widocznie nawet "tego nie zauważa", a to znaczy, że jeszcze nie
            pora. Tak myślę.

            Majka
        • Chłopcy wołają, że chcą do łazienki (młodszemu trzeba zapalić światło - starszy
          jest samoobsługowy) i lecą. Na nocniku siedzą tyle ile potrzebują, starszy
          zaczyma mieć frajdę siusiając na stojąco do sedesu, młodszy zaczyna podstawiać
          sobie "schodek" i też zaczyna próbować takiej metody - to zasługa męża, bo ja
          nie jestem autorytetem w sprawie "siusiaka" tylko tata. Sprawdź nocnik - my
          jednego pięknego nocniczka - pieska z przykryweczką przestaliśmy używać bo
          okazał się niewygodny, co odkryliśmy przez przypadek (w domu Teściów
          zafundowaliśmy dziecku drugi, żeby nie wozić nocnika w te i wewte, a nie
          mieliśmy jeszcze wtedy samochodu i korzystaliśmy z pociągów. Taki sam problem
          mieli nasi znajomi - ich synek też nie wytrzymywał długo na nocniku dopóki nie
          wypróbowali innego. Może też być tak, że Twój synek jest ruchliwy i ciekawy
          świata i zatrzymanie się na dłużej jest dla niego stratą czasu.
          --
          Lila
          mama Pawełka (14.09.1998r.) i Andrzejka (09.06.2000r.)
    • Czy wy troszeczkę nie przesadzacie z tą całą psychologią?
      Moi chłopcy zaczęli siusiać do nocnika w wieku ok. 18-20 miesiąca.
      Po prostu jak zrobiło się ciepło zdjęliśmy pieluchę i po ok. miesiąca
      udawało się wytrzymać w jednych majtkach prawie cały dzień. Gorzej w nocy,
      starszy spał z pieluchą do prawie 3 lat. Młodszy nadal (ma 31 m-cy).

      Na miejscu basis1 schowałabym nocnik na jakiś czas, ale tak, żeby dziecko
      wogóle go nie widziało. Może o nim zapomni i po jakimś czasie znowu spróbować.
      Co do wygodnych nocników, uważam,że najlepsze są te zwykłe z kaszuszką (której
      bardzo chce się pić i bardzo lubi siusiu). Chłopców sadzałam tyłem do przodu,
      bo najczęściej fontanny strzelały na podłogę.
      Życzę sukcesów i naprawdę nie przejmujcie się tym tak bardzo!
      • Ale po co tyle nerwów wink))?? Miesiąc czasu to długo ...i po miesiącu prawie
        cały dzien udało się wytrzymać. U nas córeczka wprawdzie zaczęła korzystać z
        nocnika w 25 mcu, ale z dnia na dzień i bez późniejszych wpadek (sama się
        dziwiłam). Więc jednak coś jest w tej całej psychologii wink))) Ja pozwoliłam
        sobie zaczekać, aż mała sama będzie gotowa wink (wprawdzie wcześniej próbowałam
        ją czasem posadzic na nocnik - ZAWSZE nasiusiała - ale to nie miało sensu, po
        pół godzinie pampers był prawie pełny wink)

        Maja
        • Ależ ja się wcale nie denerwuję i nie denerwowałam się wtedy. Bo czym? Że
          musiałam przez pierwsze kilka dni zamiast pieluchy przebrać obsikane majtki?
          Było ciepło, większość czasu dzieci spędzały na dworze, nie musiałam się więc
          martwić o zasikane dywany. Uważam, że dużo trudniej byłoby zrealizować to zimą.
          Zaoszczędziłam natomiast trochę kasy, za którą mogłam zafundować dzieciom jakąś
          inną przyjemność niż pieluchy. Nie zauważyłam też, żeby moje dzieci były przez
          to w jakiś sposób pokrzywdzone. Przecież nie robiłam nic na siłę- nie biłam,
          nie krzyczałam, same wiedziały, że chodzenie w mokrych majtkach nie należy do
          przyjemności. Poza tym dzieci uwielbiają "być dorosłe", bardzo szybko zaczęły
          mówić, potrafiły nazwać części ciała i powiedzieć, że chcą siusiu.
          Moje koleżanki też rozpoczynają tą "naukę" w tym wieku, zazwyczaj z
          powodzeniem. I tylko tu spotkałam się z negatywnymi opiniami na ten temat.
    • Absolutnie nie zmuszaj do nocnika.Mój synek ma obecnie 26 miesiecy.w kwietniu
      skończył 2 latka i wtedy postanowiliśmy że od 1 maja dostaje majtki(zawsze wcze
      śniej panicznie bał się nocnika!!!)Przekupiliśmy go słodyczami żeby usiadł i
      udało się ale wtedy siedział po 1,5 godziny na nocniczku bo sam tak chciał a
      dzisiaj? Sam leci po nocnik do łazienki po nocnik i narobi w minutkę i powraca
      do zabawy.Nie słuchaj mamy ani teściowej że takie dziecko musi już robić do
      nocniczka przyjdzie na dziecko pora i ty będziesz wiedziała kiedy. POZDRAWIAM
    • hej Basiu
      Jesli uwazasz ze corka jest gotowa do korzystania z tej calej kolekcji
      nocnikowej no i rozumie do czego one sluza to mozesz ja trenowac juz teraz. Ja
      Rysia sadzalam wczesniej (mniej wiecej od 1,5 roku) i czasem z wiekszym,
      czasem z mniejszym skutkiem. Pamietam slowa znajomej - poczekaj do lata,
      pobiega na golaska i od razu zaskoczy o co chodzi. Miala racje - Rys 2 lata i
      4 miesiace od 2 tygodni siusia grzecznie na nocnik, poza domem korzysta z
      roznych toalet (czasem mu sie jakas nie podoba, ale potrafi poczekac) i od
      jakiegos tygodnia przesypia noce na sucho. Oczywiscie zdarzylo sie kilka
      wpadek, zwlaszcza jak po bieganiu na golaska zaczal nosci majtki i zapomnial
      ze je mial ubrane i bez sciagania usiadl na nocnik, ale wszystko idzie dobrze,
      czego i tobie zycze

      pozdrawiam Ania
    • Moją córunię zaczęłam sadzać na nocniku w 10-tym miesiącu w celach oswojenia
      się z tym urządzeniem. Przez cztery miesiace wysadzałam ją o okreslonych porach
      i przez ten okres nie miałam kupy w pieluchach.
      Teraz zaprotestowała, nie chce siedzieć lub posiedzi, wstaje i robi siku lub
      kupkę.
      Nie twierdzę, że Ją w jakikolwiek krzywdzę wczesnym wysadzaniem, jeżeli nie ma
      w tym przymusu, straszenia, krzyków itp., to dlaczego nie?
      Zdaje sobie sprawę, że wszystko co w nocniku to mój sukces bardziej niż Jej,
      chociaż tak do końca nie jestem przekonana, ze dziecko w tym wieku zupełnie nie
      wie o co chodzi.

      Myslę, że ostatnimi czasy zbyt wiele zachowań, czynności itp. przybiera zbyt
      ideologiczną postać. Troche więcej miłości, cierpliwości i matczynego instynktu
      zamiast wczytywania się w publikacje i roztrząsanie, jaki wpływ na dorosłe
      życie ma odstawienie od piersi w 8 a jaki w 28 miesiącu, sadzanie na nocniku,
      zabranie smoczka itp.

      Pozdrawiam

      Magda

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.