Dodaj do ulubionych

czy moge zmusic corke do nocnika?

21.05.03, 20:23
czy moge zmusic corke zeby usiadla na tym cholernym nocniku mam juz w domu
cala kolekcje nie dlugo bede sprzedawac rozne modele... corka ma 18miesiecy i
nawet nie tyle boi sie co robi nam nazlosc i nie chce usiasc potrafi podejsc
do niego i zrobic siku obok albo na mnie kupilam juz ksiazke o kamyczku na
nocniczku i nic w ubraniu usiadzie oczywiscie na wybrane modele...a na
golasa na zadnym
Edytor zaawansowany
  • 21.05.03, 21:34
    Mój syn ma 27 miesięcy i nie mam zamiaru zmuszać go do siadania na nocnik.
    Prawie codziennie siada na nim ale nic z tego nie wychodzi. ja poczekam. Bo
    zmuszanie może przynieść odwrotny skutek.
    danka
  • 21.05.03, 22:05
    wow dobra jestes tak dlugo czekasz ja juz nie mam cierpliwosci czasem najgorsze
    sa kupy przeciez to juz nie kupeczki to mega kupy a moja corka nie lubi
    przewijania kryje sie i wola ee nie da... no ale poczekam no coz
  • 21.05.03, 22:21
    Ho, ho, "spokojnym leszczem" dziecko może z nocnikiem zaczekać z pół roku albo
    i dłużej. Jeśli Ci tak bardzo na tym zależy, to latem puszczaj ją bez pieluchy,
    ale pamiętaj, że to, czy na czas dojdzie do nocnika i co tam zostawi, to jedna
    wielka niewiadoma - równie dobrze w nocnkiu mogą spać misie, a kupa zostanie
    zrobiona za kanapą wink
    Im bardziej będziesz pokazywać, że to ma dla Ciebie znaczenie, tym bardziej
    dziecko będzie się bronić. Co jakiś czas są w "Dziecku" artykuły na ten temat -
    polecam. W większości współczesnych poradników dla rodziców podkreśla się, że
    zmuszanie dziecka do siadania na nocniku może mieć bardzo poważne skutki nawet
    w jego dorosłym życiu.
    Poza tym nie myśl, że kupa w nocniku = czysta pupa. Często wręcz przeciwnie.
    Nie musisz mieć kolekcji nocników - wystarczy jeden zwykły, wygodny nocnik -
    niech sobie stoi na widocznym miejscu. Nie wspominaj o nim, najwyżej czasem
    rzuć "mama robi siusiu do sedesu, a dziecko do nocnika", albo bierz go ze sobą
    do łazienki i niech mała Ci asystuje - czyli Ty na sedesie, a nocnik stoi obok.
    Po jakimś czasie chcąc Cię naśladować siądzie na nim - już za to ją pochwal,
    nawet jeśli nic nie zrobi.
    To, że kupiłaś jej książkę, nic jeszcze nie znaczy - ona może coś kojarzyć, ale
    jest za mała, żeby to wykorzystać - nie myśli jeszcze abstrakcyjnie.

    Życzę cierpliwości i powodzenia!
    Monika
  • 21.05.03, 23:26
    Chi Chi! Obok nocnika albo na ciebie? Fajnie... wink))
    Ja też bym nie zmuszała. Ola ma 25 m-cy i czasem zawoła i zrobi siusiu, za 30
    minut ma pampersa po kolana wiszącego. Tak to jest. Niestety trwa.A woła od
    jakiegos tygodnia moze... Bo wytłumaczylam jej, jak to teraz ma byc i gdzie Ola
    siusiu ma robic. Takie asystowanie dziecka tobie w lazience tez jest dobre bo
    przyzwyczaja, jednak niczego nie przyspiesza (dziecko po prostu nie będzie bać
    sie nocnika czy sedesu). Do tego musi dojrzeć. Ola asystuje mi niemal od zawsze
    (taka sytuacja nasza) i mimo to nie jest gotowa tak zupełnie. A kupka, no cóż.
    Absolutnie nie nocnik, nie podkładka. Pod stołem, za firanką, pod biurkiem...
    Nawet próbuje na nocnik - widać (posadzona w momencie wiadomym wink ), ale nic
    nie zrobi sad
    Na razie faktycznie niech ci towarzyszy w łazience jak najczęściej...

    A wiesz co moja znajoma zrobiła??? Nie pamiętam ile wtedy miała jej córeczka.
    Ale to ona (znajoma mama) usiadla na nocnik i zrobiła siusiu smile))) Też tak
    można. Potem ponoć jej córeczka nie miała oporów... Ja nie próbowalam, bo moja
    Ola wie do czego sluży nocnik i nie boi się.

    Życzę powodzenia i pozdrawiam!I cierpliwości!

    Majka, mama Oli.
  • 23.05.03, 19:21
    NieStety nic nie możesz poradzić, ona jest po prostu ZA MAŁA na siadanie na
    nocnik. Przerobiłam to już na dwójce łobuzów - na każdego przyszła pora ok. 22 -
    24 miesiąca, za to wtedy "załapali" o co chodzi w ciągu 1-2 tyg. (rzeczywiście
    bardzo pomaga puszczanie z goła pupą i wyłapywanie "momenty , ale myślę, że i
    na to musisz trochę poczekać). A poza tym, jak już nie będziesz musiała myc
    ubrudzonej pupy, to będziesz opróżniała i myła ubrudzony nocnik - w sumie na
    jedno wychodzi.
  • 26.05.03, 22:07
    Nie do końca zgadzam się z tym, że dzieci są aż tak nierozumne i nie wiedzą do
    czego służy nocnik. Wiem, że poradniki...itp., ale moje 8-mies. dzieciątko
    siadając na nocnik zaczynało stękać koncertowo i zawsze coś wykręcało z
    flaczków lub pęcherza, potrafiła też wołać, że chce kupę stękając i czekając
    później nawet do godziny na naszą reakcję. Póżniej przyszła epoka awersji do
    nocnika trwająca od 11 mies. życia do dziś (czyli 4 miesiące).
    Inne znane mi dziecko wyrosło z pieluch mając rok. Później wołał na nocnik i
    nie było to żadnym problemem, ja osobiście nauczyłam się tego mając ok. półtora
    roku.
    Myślę więc, że jest to sprawą wysoce indywidualną i nie ma co tak nisko oceniać
    możliwości swoich maleństw. Z drugiej zaś strony są dzieci, których do pewnego
    wieku się do tego nie przekona, tak jak i do reygnacji z piersi, smoczka,
    butelki, nocnych karmień, kołysania itp. Póki co, sama poszukuję odpowiedzi na
    pytanie: Co zrobić, żeby Natalka zechciała używać nocniczka? Bo ewidentnie nie
    chce.
    Karolina
  • 26.05.03, 22:49
    A ja czegoś nie rozumiem. Czy patrząc przez pryzmat całego życia, ba,
    wystarczy, że nawet dzieciństwa, ma to takie wielkie znaczenie, czy dziecko
    zacznie sikać na nocnik parę miesięcy wcześniej czy później? W swoim życiu dośc
    się będzie musiało naginać do zasad, czy zmuszać do różnych rzeczy. Czy to
    siusianie nie może być jego wyborem?
    Może są 8-miesięczne niemowlaki, które choćby z zimna zrobią siusiu siedząc na
    nocniku, ale to niczego nie dowodzi, bo i tak mają niedojrzałe zwieracze. A o
    sukcesie nocnikowym można mówić wtedy, kiedy dziecko świadomie poczuje parcie
    na mocz, będzie umiało powstrzymać się na kilka sekund i choćby samo się do
    nocnika zbliży, pokazując, że chce tam usiąść. "Łapanie" siusiu czy kupy to
    sprawa przypadku albo mocnego kręgosłupa dziecka, które bez płaczu wytrzyma
    tyle na nocniku.
    Tylko po co? Ledwie te dzieci urodziłyście, a już byście chciały mieć
    niezależne, samowystarczalne, odpowiedzialne byty ludzkie. Za wcześnie, moje
    panie wink Jeszcze z 15 lat, albo i dłużej, bo macierzyństwo nie kończy się na
    porodzie i przez pierwsze lata polega niestety w dużej mierze na tej "brudnej
    robocie", jaką jest zmiana pieluszek.
  • 27.05.03, 05:48
    Chcę się tylko pochwalić jeszcze. Moja Ola (2L) wlaśnie się przebudzila, wypila
    mleczko i zawołała, że chce siusiu, nie czekając na moją reakcję, pobiegła
    trzymając się za pampersa ("trzymaj siusiu, trzymaj!") do łazienki i SAMA
    rozebrała się, no i zrobiła siusiu.
    Ja bardzo się cieszę,że czekałam na to,aż będzie gotowa. To takie przyjemne,
    widzieć, jakie dziecko jest z siebie dumne, a łapanie siusiu, to chyba
    faktycznie nie to. Już parę dni tak siusia z rana i potem do południa też się
    pilnuje, niestety później zapomina... A na pytanie, czy chce siusiu mówi "nie".
    Ale pampers pełny. Zresztą wychodzimy na spacer i nie wyobrażam sobie bez
    pieluszki. Musiałabym zabrać ze sobą tuzin majteczek! A może tak wlaśnie
    trzeba?????

    Jak to zrobić z tym spacerem? Może ktoś już to przerabiał?
  • 27.05.03, 13:57
    Hej
    Moja Kasia (dwa lata) też dopiero niedawno zaczęła robić siusiu do nocniczka
    (miesiąc przed drugimi urodzinami). Nie było żadnych problemów. Wytłumaczyłam
    jej, że zdejmujemy pieluchę i siusiu trzeba robić do nocnika. Załapała o co
    chodzi. Potem po około trzech tygodnich zaczęła znowu robić siusiu w
    majteczki. Teraz jest dobrze. W domu kiedy chodzi bez pieluchy woła. Natomiast
    na spacer zakładam jej pieluszkę i ona chyba czuła, że ją ma i siusiała w
    pampersa. Tłumaczyłam, że powinna wołać, że możemy zrobić siusiu na trawkę,
    ale i tak pielucha po powrocie była pełna. Od dwóch dni wychodzimy na spacer
    tylko w sukience i majteczkach. Staram się być blisko domu. Zabieram ze sobą
    na zmanę dwie pary majteczek. Czasami popuści, ale ogólnie nie jest najgorzej.
    Chcę, żeby czuła, że ma mokro wtedy może szybciej się nauczy. Oczywiście
    natychmiast ją przebieram w suche majteczki.

    Pozdrawiam Pyza
  • 27.05.03, 15:37
    Coz sprawy nocnikowe nie sa takie proste jakby sie wydawalo. Moje panny
    zaczelam szkolic, jak mialy 25 m-cy - stalo sie to przypadkiem bo zabraklo w
    domu pieluch. Przedtem oczywiscie zetknely sie z nocnikiem teoretycznie (staly
    w domu od okolo roku). Wszystko poszlo pieknie i po ok. tygodniu dziewczynki
    pieknie siusialy na nocnik. Ale miesiac pozniej zaczely znowu sikac w majty i
    trwa to juz 3 m-ce. Mam zasikane cale mieszkanie, zestresowane dzieci (Zosia
    jakos sobie juz radzi, z powrotem sie nauczyla, ale Ewelinka ma ewidentnie
    uraz). Coz nie poddalam sie i nie wrocilam do pieluch, wraz z ciepla pogoda
    zaczelysmy tez wychodzic na spacery bez pieluch, zakladamy je tylko na wizyty i
    do Klubu Przedszkolaka i zastanawiam sie, co jeszcze moge zrobic, zeby oduczyc
    Ewelinke od sikania w majtki. Kamyczka na nocniczku znaja na pamiec.
    ech, te dzieci.
  • 13.06.03, 10:15
    to tak jakbyś pytała czy mogę zmusić układ nerwowy mojej córki, jej zwieracze
    do tego, żeby dojrzały szybciej, działały lepiej BO JA TAK CHCĘ
    dziecko staje się gotowe do treningu czystości ok 24msc
    przedwczesny trening / w odległych konsekwencjach/ może prowadzic do nocnego
    moczenia się, chronicznego napięcia mięśni miednicy i trudnościami w
    osiągnięciu satysfakcji sexualnej w życiu dorosłym;
    a łamanie przekory u 18msc malucha w konsekwencjach może zaowocować brakiem
    pewności sebie, niewiarą we własne możliwości, reagowaniem silną frustracją na
    niepowodzenia.
    Niedowiarkom radzę zajrzeć do podręczników psychologii rozwojowej
    mądrych decyzji
  • 01.07.03, 11:06
    maak3 napisała:

    > to tak jakbyś pytała czy mogę zmusić układ nerwowy mojej córki, jej zwieracze
    > do tego, żeby dojrzały szybciej, działały lepiej BO JA TAK CHCĘ
    > dziecko staje się gotowe do treningu czystości ok 24msc
    > przedwczesny trening / w odległych konsekwencjach/ może prowadzic do nocnego
    > moczenia się, chronicznego napięcia mięśni miednicy i trudnościami w
    > osiągnięciu satysfakcji sexualnej w życiu dorosłym;
    > a łamanie przekory u 18msc malucha w konsekwencjach może zaowocować brakiem
    > pewności sebie, niewiarą we własne możliwości, reagowaniem silną frustracją
    na
    > niepowodzenia.


    dobre dobre,
    Nie ma jak dogmatyczne trzymanie sie slow poradnikow. Przeczytalam kilka
    podrecznikow psychologii rozwojowej i nigdzie nie wyczytalam, ze dziecko ma
    niedojzale zwieracze do 24 mca. Jedynie, ze SREDNIO dziecko dojzewa do
    korzystania z nocnika w tym wieku. Tak samo jak tabele rozwojowe mowia o
    siadaniu dziecka w wieku 12 mcy. I co? Czy chocby WIEKSZOSC dzieci zaczyna
    siadac w okolicach roczku? NIE. To jest srednia, czyli sa i takie, ktore
    siadaja w wieku 4 miesiecy i takie, ktore siadaja w wieku 14 miesiecy.
    I to samo dotyczy korzystania z nocnika. Doprowadza mnie to do szalu, gdy
    ludzie oczytani w poradnikach twierdza, ze patologia sa dzieci sikajace na
    nocnik w wieku 8 miesiecy. A dlaczego do diabla nie maja tego robic? Jezeli
    robia to nie od przypadku do przypadku, kiedy po godzinach przesiadywania na
    nim wreszcie cos poleci, ale regularnie po posadeniu, to znaczy, ze ich
    zwieracze sa juz do tego dojzale. To, ze jest to promil dzieci nic nie znaczy.
    Tych siadajacych w wieku 4 miesiecy tez jest promil. Sorry, ale tak
    samo "dziwne" jak sikanie w wieku 8 miesiecy wydaje mi sie korzystanie z
    pieluch w wieku lat 4. Tylko, ze w tym drugim wypadku mowi sie o indywidualnym
    rozwoju i tym, ze do 24 miesiaca... itd, itd.
    Dziecko staje sie gotowe do korzystania z nocnika, wtedy, kiedy staje sie
    gotowe, a nie wtedy, kiedy oczekuje tego rodzic, albo wtedy, kiedy usankcjonuja
    to poradniki.
    Moje dziecko zaczelo SAMO sikac w wieku 18 miesiecy, mimo, ze nie mialo
    nocnika, tylko nakladke na kibel, a ja mialam to, czy ona bedzie w pieluchach
    czy nie w glebokim powazaniu, bo nie chcialo mi sie za nia biegac z przyrzadami
    do sikania, wygodniej bylo mi zmieniac jej pieluchy. Przypadkiem ona uznala, ze
    bedzie inaczej. Natomiast, kiedy juz po dluzszym czasie sikania do kibla
    zaczela sikac w majtki, nie zgadzalam sie na to i po tygodniu zaczela znowu
    korzystac z ubikacji. Jakos nie obserwuje u niej "braku
    pewności sebie, niewiary we własne możliwości, reagowania silną frustracją na
    niepowodzenia.".

    Troche na marginesie tematu, ale w koncu to tez forum dyskusyjne, a nie tylko
    kacik porad.

    --
    pozdr.
    acha
  • 01.07.03, 13:43
    maak3 napisala o treningu czystosci czyli o swiadomej nauce zalatwiania sie na
    nocnik a nie o indywidualnym wyborze dziecka co do sposobu zalatwiania sie.a
    Ty na nia naskoczylas.poradniki mowia o tym o czym mowia i najogolniej
    traktuja o jakiejs sredniej statystycznej zaznaczajac przy tym odstepstwa od
    tej sredniej i indywidualny rozwoj.po za tym dyskusja toczy sie na temat
    zmuszania do siadania na nocnik.

    to co maak3 napisala o przedwczesnym treningu przy niedojrzalych zwieraczach
    jest prawda.jesli dziecko samo zalatwia sie wczesniej nalezy sadzic,ze te
    zwieracze funkcjonuja juz prawidlowo (?).

    acha nie przeczytalam nigdzie u Ciebie,ze zmuszalas swoje dziecko do
    sikania.rzecz tutaj byla nie o tym kiedy dziecko samo siada na nocnik bo tego
    chce ale kiedy rodzice zmuszaja dziecko do sikania na nocnik bo oni tego chca.

    nie widzisz roznicy?

    Nana

  • 01.07.03, 14:25
    nanai napisała:

    > maak3 napisala o treningu czystosci czyli o swiadomej nauce zalatwiania sie
    na
    > nocnik a nie o indywidualnym wyborze dziecka co do sposobu zalatwiania sie.a
    > Ty na nia naskoczylas.
    Po pierwsze na niko nie naskoczylam, tylko odnioslam sie do wypowiedzi,
    wyrazajac swoje zdanie. po drugie - zadne dziecko nie usiadzie samona nocnik,
    czy toalete, jezeli rodzic nie pokaze mu do czego to sluzy. Zwlaszcza na
    przyklad dziecko 8, czy 9 miesieczne. Zeby wogole wiedzialo do czego to sluzy,
    rodzic musi rozpoczac z nim ow "trening czystosci" co nie jest rownoznazne ze
    zmuszaniem do czegokolwiek. Kwestia polega na tym, zeby ocenic potem, czy
    odpuscic bo dziecko jeszcze nie dojzalo do tego, czy tez kontynuowac.


    poradniki mowia o tym o czym mowia i najogolniej
    > traktuja o jakiejs sredniej statystycznej zaznaczajac przy tym odstepstwa od
    > tej sredniej i indywidualny rozwoj.po za tym dyskusja toczy sie na temat
    > zmuszania do siadania na nocnik.
    Zmuszanie to dzialanie silowe. Proby wysadzania nie musza nosic znamion
    przymusu. jezeli natomiast na tym tle dochodzi do awantur i frustracji zarowno
    rodzica jak i dziecka mozna stwierdzic, ze moze jeszcze za wczesnie i sprobowac
    ponownie z jakis czas.


    >
    > to co maak3 napisala o przedwczesnym treningu przy niedojrzalych zwieraczach
    > jest prawda.jesli dziecko samo zalatwia sie wczesniej nalezy sadzic,ze te
    > zwieracze funkcjonuja juz prawidlowo (?).
    Samo-sie. Czy dziecko paro, lub paronastomiesieczne bedzie umialo samo-sie
    zalatwiac - oto jest pytanie. Raz jeszcze - bez wskazania rodzica na ow
    przedmiot zastepujacy pieluche nie ma mowy, zeby samo-sie. Bez tego natomiast
    nie mamy mozliwosci stwierdzic, czy juz dziecko doroslo do odstawienia
    pieluchy, czy nie. Mozemy oczywiscie czekac do owego usankcjonowanego 24
    miesiaca nie podejmujac takich prob. A potem sprobowac. Czy sie powiedzie? Nie
    wiem. Ale znam wiele dzieci, ktore do 4 roku zycia lataja w pieluchach, bo ich
    zwieracze sa jeszcze "niedojzale".
    Rodzice podejmuja (I SLUSZNIE) proby nauczenia korzystania z nocnika dzieci
    niepelnosprawnych. I wielu z nich sie to udaje. Chociaz patrzac na dane dziecko
    mozemy z duzym prawdopodobienstwem przyjac, ze uklad nerwowy tego dziecka nie
    dojzal jeszcze do tak skomplikowanej czynnosci jak kontrola zwieraczy. Jak
    zatem mozliwe jest to osiagniecie? Czasem nie da sie tego osiagnac bez pewnego
    rodzaju "przymusu", czyli konsekwentnego wysadzania dziecka bez ogladania sie
    na jego protest, lub dlugi okres w ktorym wydaje sie, ze ono tego nie rozumie.
    Tylko, ze moze nigdy nie zrozumiec, bo po prostu potrzebuje duuuuzo czasu, by
    pojac zwiazek przyczynowo-skutkowy. Czy to jest przymuszanie? Moim zdaniem
    jedynie oddzialywanie wychowawcze majace na celu usamodzielnienie sie dziecka
    przynajmniej w zakresie korzystania z toalety.


    >
    > acha nie przeczytalam nigdzie u Ciebie,ze zmuszalas swoje dziecko do
    > sikania.
    Oczywiscie, ze nie, ale musialam gdzies tam w ktoryms momencie pokazac mojemu
    dziecku do czego sluzy toaleta. Zatem zanim "sama" zaczela z niej korzystac
    kilka razy na niej zasiadala. Nieregularnie, jak sobie przypomniala o istnieniu
    nakladki na toalete. Ale w momencie w ktorym samodzielne korzystanie z toalety
    przestalo byc dla niej atrakcyjna "nowoscia" i stwierdzila, ze jednak fajnie
    jest sikac tam gdzie sie stoi - wowczas juz z pelna premedytacja odprowadzalam
    ja do toalety. I ganilam za posikane majtki. Zatem zastosowalam przymus. Miala
    wowczas jakies 21 miesiecy. Moglam oczywiscie stwierdzic, ze fakt
    wczesniejszecgo sikania przez 3 miesiace na kibel to fraszka i nie ma po co jej
    zmuszac, bo zarzucenie tej umiejetnosci swiadczy jednak o niedojzalosci
    zwieraczy, po czym spokojnie zapieluchowac i czekac na kolejny przeblysk
    samodzielnosci w wieku moze 4 lat. Ale jakos dokonalam tego wysilku i po
    krotkim czasie moje dziecko zaczelo ponownie uzywac toalety.
    Dalej - niedawno corka przeszla bardzo ciezka chorobe. Po wyjsciu z tygodniowej
    spiaczki nie umiala doslownie nic - cofnela sie do etapu 4miesiecznego
    niemowlecia. Przez tydzien uczyla sie przewracac z boku na bok, pelzac,
    raczkowac, siadac, chodzic, mowic. Poniewaz miala potworne odparzenie na pupie
    postanowilismy podjac probe zbierania moczu do badan nie w podklejany woreczek,
    ale do nocniczka. Po pierwszej nieudanej probie mozna bylo odpuscic, wszystko
    wskazywalo na to, ze uszkodzenia CUN jakie pozostawila choroba uniemozliwiaja
    jej kontrole zwieraczy. A jednak probowalismy dalej. Spokojnie i cierpliwie.
    Dosc szybko zrozumiala o co chodzi. I nosilismy dziecko z pompa dozujaca leki
    do toalety. efekt byl taki, ze po kilku dniach mozna bylo zrezygnowac z pieluch
    w ciagu dnia.
    Podaje ten przyklad tylko po to, zeby pokazac, ze bez pomocy rodzica dziecko
    samo nie zacznie korzystac z toalety. I dlatego irytuje mnie dogmatyczne
    traktowanie tych 24 miesiecy. Po prostu po co wczesniej probowac, skoro dziecko
    nie ma jeszcze 2 lat. A mozna to robic i to bez przymusu. Rozsadnie sprawdzac,
    moze juz?

    >rzecz tutaj byla nie o tym kiedy dziecko samo siada na nocnik bo tego
    > chce ale kiedy rodzice zmuszaja dziecko do sikania na nocnik bo oni tego chca.
    > nie widzisz roznicy?

    owszem widze. tylko tyle, ze zeby wogole sprobowac kiedykolwiek z dzieckiem
    tego "treningu czystosci" trzeba najpierw chciec. Rodzic musi chciec. Dziecko
    jeszcze dlugo po "dojzeniu zwieraczy" moze nie chciec. Bo woli sie bawic,
    biegac, jesc i nie przerywac sobie tych czynnosci tak prozaiczna rzecza jak
    udanie sie do toalety. Duzo pozniej niz w wieku 2 lat dziecko zaczyna pojmowac
    takie subtelnosci spolecznego pozycia jak to, ze nie sika sie tam gdzie sie
    stoi, bo takie sa normy spoleczne. To nie ma nic wspolnego z dojzaloscia ukladu
    nerwowego, ale z rozumieniem tychze norm.


    --
    pozdr.
    acha
  • 01.07.03, 17:18
    życzę Ci dużo sukcesów wychowawczych w wyniku przymuszania dziecka i Twojej
    żelaznej konsekwencji

    to co spakujemy do "walizeczki" naszego dziecka, to wcześniej czy póżniej
    zobaczymy w jego zachowaniu.. i wieku dojrzewania na pewno nam wyrzyga wink)

    masz rację - w starszych podręcznikach psychologii rozwojowej dziecka normą
    jest trening czystości w wieku 10 miesięcy, ale warto zajrzeć do nowszych
    opracowań... a o konsekwencjach przymuszania dzieci do nocnika można poczytać
    w klinicznych studiach przypadków, chociaż to już raczej literatura dla
    profesjonalistów
    co do poradników to wiedzę swoją nie czerpię z nich wyłącznie, bo robię
    specjalizację z psychologii klinicznej dziecka i moja wiedza nie jest stricte
    gazetowo-poradnikowa
    z drugiej strony ileż emocji w Tobie to wywołało..........
    pozdrowienia
    i
  • 01.07.03, 20:21
    maak3 napisała:

    > życzę Ci dużo sukcesów wychowawczych w wyniku przymuszania dziecka i Twojej
    > żelaznej konsekwencji
    dzieki piekne.
    Do niczego nie przymuszam z zasady, jezeli tak rozumiesz moje slowa to zycze
    sukcesow w pracy psychologa, wymagajacej dosc duzej zdolnosci do rozumienia
    cudzych wypowiedzi. A jezeli chodzi o konsekwencje to wole to niz jej brak i
    dzieci wychowywane bezstresowo.

    >
    > to co spakujemy do "walizeczki" naszego dziecka, to wcześniej czy póżniej
    > zobaczymy w jego zachowaniu.. i wieku dojrzewania na pewno nam wyrzyga wink)
    na pewno. Obserwuje to w poradni moja tesciowa, ktora wlasnie niedawno miala
    przyjemnosc z rodzicami pewnej nastolatki... Kiedy ladnych 10 lat temu
    proponowala tym samym rodzicom zaprowadzenie nieco wiekszej dyscypliny w domu,
    bo trafili do terapii z dzieckiem przekraczajacym wszelkie granice jezeli
    chodzi o zdolnosc ( a raczej jej brak) do wspolzycia w grupie jaka jest rodzina
    i szkola rodzice wychowujacy dziecko "bezstresowo" odmowili wspolpracy (moze
    poszukali sobie innego, lepszego psychologa...). W gronie rodzinnym powiedziala
    tesciowa wowczas, ze nie zdziwi sie, jezeli panienka za kilka lat zacznie lac
    rodzicow. I wlasnie z tego powodu zrozpaczeni i bezradni rodzice po latach
    wrocili. Juz nie oponuja. Tyle, ze musztarda po obiedzie. Panienka ich leje az
    milo, pluje ojcu w twarz a jej stosunek do swiata mozna okreslic tylko slowem
    roszczeniowy. Zrozpaczona matka pyta:" co ja zle zrobilam, przeciez zawsze jej
    wszystko stralam sie tlumaczyc".
    To tak a'propos walizeczki. Roznie moze byc. Moim zdaniem "konsekwencja" nie
    rowna sie "przymus". A tym bardziej przemoc...

    >
    > masz rację - w starszych podręcznikach psychologii rozwojowej dziecka normą
    > jest trening czystości w wieku 10 miesięcy, ale warto zajrzeć do nowszych
    > opracowań...
    Brrrrrrr.... Czy ja pisalam o treningu czystosci w wieku 10 miesiecy? Nie.
    Pisalam o tym, ze dzieci sa rozne. I, ze statystycznie czlowiek ma 3 nogi.


    a o konsekwencjach przymuszania dzieci do nocnika można poczytać
    > w klinicznych studiach przypadków, chociaż to już raczej literatura dla
    > profesjonalistów
    > co do poradników to wiedzę swoją nie czerpię z nich wyłącznie, bo robię
    > specjalizację z psychologii klinicznej dziecka i moja wiedza nie jest stricte
    > gazetowo-poradnikowa
    Na szczescie moja tez nie. Ale co fakt to fakt. Piaget to juz strasznyy staroc,
    nieprawdzaz? A dla mnie to klasyka jezeli chodzi o psych. rozw. Co prawda o
    treningu czystosci nic pan Piaget nie pisal. Wygotski, Gunzburg tez w sumie
    niekoniecznie. No, ale to tez starocie. Za to Schoenebeck zapewne mialby sporo
    do powiedzenia na temat przyzwolenia na pieluchy chocby i w wieku lat 7wink No
    wiem wiem... Ze dziecko w tym wieku juz na pewno samo sie nauczy. A pewnie i
    wczesniej.

    > z drugiej strony ileż emocji w Tobie to wywołało..........
    smile)))))))) nooo.... bo ja to wogole emocjonalna jestem. pewnie mam z tym
    problem. Moze mam podswiadome wspomnienia z okresu niemowlecego, kiedy to
    rodzice zapewne katowali mnie nocnikiem, pewnie i bili za mokra pieluche.. A
    moze moj tato (mama???) byl/a alkocholikiem (to teraz dosc modne) albo... o
    nie! Ale moze jednak to wyparlam, moze bylam wykorzystywana seksualnie!!!!!!!!
    Tak, to jest mysl. Zglosze sie do psychologa. dzieki.



    --
    pozdr.
    acha
  • 01.07.03, 21:03
    droga aacha!
    w ostatnim poscie piszesz, że nie rozumiem Twoich słów, a jednak skoro piszesz
    przymus to ja rozumiem przymus
    biorąc pod uwagę temperaturę Twoich wypowiedzi na wszelki wypadek cytuję:

    >stoswanie "przymusu", czyli konsekwentnego wysadzania dziecka bez ogladania
    sie
    > na jego protest, lub dlugi okres w ktorym wydaje sie, ze ono tego nie
    rozumie.
    >I ganilam za posikane majtki. Zatem zastosowalam przymus. Miala
    > wowczas jakies 21 miesiecy.
    >Do niczego nie przymuszam z zasady, jezeli tak rozumiesz moje slowa to zycze
    sukcesow w pracy psychologa, wymagajacej dosc duzej zdolnosci do rozumienia
    cudzych wypowiedzi. A jezeli chodzi o konsekwencje to wole to niz jej brak i
    dzieci wychowywane bezstresowo.

    ja równiez cenię sobie konsekwencję w wypowiedziach własnych wink)), ale w
    wychowaniu szczególnie i jasno wyznaczamy granice naszemu synkowi i pokazujemy
    normy... a wychowanie bezstresowe w potocznym i niepotocznym rozumieniu uważam
    za błąd, beztroskę i zwyczajne lenistwo rodziców

    pozdrawiam

  • 02.07.03, 10:42
    maak3 napisała:

    > droga aacha!
    > w ostatnim poscie piszesz, że nie rozumiem Twoich słów, a jednak skoro
    piszesz
    > przymus to ja rozumiem przymus
    > biorąc pod uwagę temperaturę Twoich wypowiedzi na wszelki wypadek cytuję:
    >
    > >stoswanie "przymusu", czyli konsekwentnego wysadzania dziecka bez ogladania
    >
    > sie
    Wyrwane z kontekstu. Demagogiczne. Co wlasciwie ma udowodnic? Ze stosuje
    przymus? heh. Skoro tak rozumiesz moje slowa...
    Slowo "przymus" w cudzyslowiu. cytat:

    "Czasem nie da sie tego osiagnac bez pewnego
    rodzaju "przymusu", czyli konsekwentnego wysadzania dziecka /niepelnosprawnego/
    bez ogladania sie na jego protest /nie mowie o szarpaniu sie z dzieckiem, ale o
    konsekwentnym wysadzaniu w zgodzie ze wszelkimi zasadami tzw. treningu
    czystosci/, lub dlugi okres w ktorym wydaje sie, ze ono tego nie rozumie.
    (...) Czy to jest przymuszanie? Moim zdaniem
    jedynie oddzialywanie wychowawcze majace na celu usamodzielnienie sie dziecka
    przynajmniej w zakresie korzystania z toalety."
    Czy ma to miejsce w wieku lat 6, czy 7 czy 4 czy nawet 9? roznie. Zalezy, kiedy
    RODZICE podejma taka probe ze swoim niepelnosprawnym dzieckiem. Oczywiscie sa
    dzieci ktore nigdy tego etapu nie osiagna. nie szkodzi, nie musza. Ale znam
    kilkoro dzieci z grupy niepelnosprawnych w stopniu glebszym, ktore swietnie
    sobie radza z wolaniem do toalety, oraz jeszcze wieksza grupe dzieci
    niepelnospr. w stopniu umiarkowanym ktore sa w pelni samodzielne w korzystaniu
    z toalety. Jednak, gdyby nie dzialania rodzicow, wiele z nich nadal korzystalo
    by z pieluch. W swietle podejscia "dziecko_musi_samo" zatem owi rodzice
    stosowali "przymus". Czy tak? Ja to rozumiem i widze inaczej




    > >I ganilam za posikane majtki. Zatem zastosowalam przymus. Miala
    > > wowczas jakies 21 miesiecy.
    Znowu wyrwane z kontekstu. Znowu demagogia. tym razem slowo "przymus" bez
    cudzyslowiu. Zapomnialam, ze trzeba takie rzeczy jak sarkazm jasno i wyraznie
    akcentowac, bo moga nie zostac zauwazone. Tlumacze: jezeli dziecko przez kilka
    miesiecy korzysta w pelni sprawnie z toalety a osiagnelo ten etap, bez treningu
    czystosci jako takiego, a jedynie z pomoca w postaci wsazania, do czego sluzy
    toaleta - uwazam, ze dziecko kontroluje zwieracze. I odejscie od tego zwyczaju
    na rzecz kolejnego pieluchowania uwazam za przyzwolenie na rodzaj
    NIESWIADOMEGO "lenistwa". Po prostu czynnosc traci na nowosci, a zatem
    atrakcyjnosci i dziecko uznaje, ze jednk szybciej i wygodniej jest siusiac tam,
    gdzie sie stoi, bawi itd. Nie widze zadnego powodu, by mu na to zezwalac. Kilka
    razy zmieniam posikane ubranie i spokojnie napominam, ze uzywa sie do tego celu
    toalety. Oraz wysadzam. Po krotkim czasie dziecko ponownie zaczyna samo wolac.
    "Przymus" ? jak tam sobie chcesz. mamy zatem inna definicje tego slowa.


    >
    > ja równiez cenię sobie konsekwencję w wypowiedziach własnych wink)), ale w
    > wychowaniu szczególnie i jasno wyznaczamy granice naszemu synkowi i
    pokazujemy
    > normy...
    My robimy to samo. Kwestia nazewnictwa. Tyle, ze dodatkowo wlaczamy
    konsekwencje w tym wyznaczaniu granic. na szczescie poza internetowymi
    pogaduszkami, ktore koniec koncow i tak sprowadzaja sie do tego, ze ktos komus
    probuje udowadniac, ze ten ktos jest "be" poniewaz ma nieco inne poglady a jego
    dziecko z pewnoscia jest:
    1) biednym, osaczonym, sterroryzowanym psychicznie maluszkiem
    2) rozpuszczonym, wyrachowanym, terrorysta
    ... na szczescie poza takimi dyskusjami czlowiek ma sporo czasu i mozliwosci na
    obserwowanie swojego dziecka i obserwowaniu reakcji swiata na to dziecko. I nie
    ma potrzeby przywiazywania sie do opinni internetowych rozmowcow, bylo nie bylo
    calkowicie obcych.
    osobiscie traktuje je w sposob czysto akademicki. Co polecam i Tobie.

    >a wychowanie bezstresowe w potocznym i niepotocznym rozumieniu uważam
    > za błąd, beztroskę i zwyczajne lenistwo rodziców
    ja tez. Podobnie jak probe absolutnie niedyrektywnego podejscia do wychowania.
    jak i wychowywanie dziecka w sztywnym systemie kar i nagrod ( tresure)



    --
    pozdr.
    acha
  • 02.07.03, 11:12
    Hihi, sikanie a sprawa polska smile))))))))))))

    Może tak: z postu autorki(tego pierwszego) przebija wielkie zniecierpliwienie -
    no kiedy do cholery dziecko zacznie sikać na nocnik - a mowa o dziecku 1,5-
    rocznym. Dlatego dla mnie to zniecierpliwienie to przesada, bo samo kupienie
    nocnika i książki o Kamyczku nie załatwi sprawy.Dziecko może być w okresie
    przekory albo najzwyczajniej w świecie rozumieć, o co chodzi, ale nie być w
    stanie za tym podążyć "fizycznie". Kiedy moja córka była w tym wieku, miała już
    nocnik od paru miesięcy, ale zaczęliśmy go używać dopiero kiedy miała właśnie
    1,5 roku. I te pierwsze próby nie zawsze były udane, ale po prostu pozwalałam
    jej chodzić nie tylko bez pieluchy, ale i na golasa (bo do takiego stanu wg
    niej trzeba bylo się rozdziać, żeby siąść na nocniku. Do tego rysowałam jej
    setki dzidziusiów siedzących na nocniku i pokazywałam obrazek z sikającym
    dzieckiem w jakiejś encyklopedii dla rodziców. I jakoś tak....samo przyszło, że
    się nauczyła - żadnego przymusu - psychicznego czy fizycznego nie stosowałam.
    Z Jędrkiem była inna sprawa, bo ma on bardzo mocno rozwinięte poczucie humoru
    (od urodzenia, naprawdę) i dla niego ciekawsze od sikania na nocnik, gdzie
    siusiu ma zawsze ten sam kształt było sikanie na podłogę, gdzie można było np.
    wysiusiać Teletubisia smile)))) Poza tym jego nauka sikania zbiegła się z objawami
    cukrzycy, o czym wtedy nie wiedziałam, a co bardzo zaważyło na jego zachowaniu
    (oddawanie wielkich ilości moczu). Kiedy znaleźliśmy się w szpitalu (a objawy
    przed wykryciem trwały juz dobre 3-4 miesiące, jeśli nie dłużej)wróciliśmy do
    pieluchy, bo nie chciałam dodawać mu stresu. Aha, a przedtem nawet posikane
    majtki czy rajstopy nie robiły na nim wrażenia i nie dawał ich sobie zdjąć
    (czasem wręcz wysychały na nim). Jednak po powrocie ze szpitala zabrałam się za
    to i...tak, ja w pewnym sensie (a nawet nie w pewnym) zastosowałam przymus.
    Ponieważ tak lubił siusiać na podłogę albo w majtki, wiedząc, że nie powinien,
    zapowiedziałam, że za każde takie zachowanie dostanie po pupie - bo wiedziałam,
    ze to nie wpadki, tylko premedytacja. I...ani razu chyba tej groźby nie
    musiałam spełnic smile

    Jednak robienie afery z powodu braku zrozumienia u 18-miesięcznej dziewczynki
    uważam za nieporozumienie, zwłaszcza, że jej mama ma też nadzieję, że w ten
    sposób skończy się jej "czarna robota" czyli wycieranie brudnej pupy itd. A
    wycierać pupę i myć nocnik będzie jeszcze długo, długo, więc chyba zbyt wiele
    oczekuje po nauce siusiania wink Przecież ona nie oznacza, że od tej pory dziecko
    pójdzie cichutko do łazienki, zrobi swoje, samo się "opatrzy" i wróci jak gdyby
    nigdy nic do pokoju.
    Och, wiem, kręcę niesamowicie. Ale Acha ma trochę racji - dziecku (w
    odpowiednim wieku) nic się nie stanie, jeśli okażemy mu swoje niezadowolenie z
    zasikanych majtek. Moja Ola przestała siusiać w pieluchę w nocy kiedy była
    chora i dostawała zastrzyki w pupę - pielucha więc boleśnie ją obcierała.
    Początkowo parę razy razy posiusiała łóżko, ale cały czas mówiłam jej, ze to
    nic nie szkodzi. Jednak kiedy wyzdrowiała i kolejną "wpadkę nocną" skomentowała
    słowami "to nic nie szkodzi, prawda?" odpowiedziałam "Olu, szkodzi, nie wolno
    sikać do łóżka" - nic jej się od tego nie stało, a dało na tyle do myślenia, że
    zaczęła wstawać w nocy na nocnik.

    smile MOnika
  • 02.07.03, 12:21
    ehhermiona napisała:

    > Hihi, sikanie a sprawa polska smile))))))))))))
    >
    > Może tak: z postu autorki(tego pierwszego) przebija wielkie
    zniecierpliwienie -
    >
    > no kiedy do cholery dziecko zacznie sikać na nocnik - a mowa o dziecku 1,5-
    > rocznym. Dlatego dla mnie to zniecierpliwienie to przesada, bo samo kupienie
    > nocnika i książki o Kamyczku nie załatwi sprawy.
    To fakt. Dlatego tez ja napisalam, ze to co pisze, pisze niejako na poboczu
    watku glownego. po kiego grzyba powtarzac w niskonczonosc to samo? Z drugiej
    strony nie wiemy tak na prawde co dzieje sie w domu mamy ktora zainicjowala ten
    watek. Napisala swoj post tak jak napisala, ale ja uwazam, ze na podstawie paru
    slow nie da sie zwizualizowac sobie stanu emocjonalnego autorki. Czy jest tak
    na prawde zniecierpliwiona faktem nie korzystania z nocnika corki? Moze tak.
    Ale wydaje mi sie, ze skoro poruszyla ten problem na forum w formie prosby o
    rade, to szuka jakiegos sensownego wyjscia z tego problemu. I moze juz nie jest
    zniecierpliwiona? kto wie... Itd. itd.

    > jakoś tak....samo przyszło, że
    > się nauczyła - żadnego przymusu - psychicznego czy fizycznego nie stosowałam.
    no widzisz. I o to chodzi. Ze mozna okazuje sie sprawic, ze dziecko zrozumie o
    co chodzi z tym nocnikiem. Jednak, niestety.. Musisz w swietle DOGMATYCZNEGO
    traktowania tej "zasady rozowojwej" mowiacej o tym, ze dziecko do 24 miesiaca
    itd. przyjac, ze Twoje oddzialywania wychowawcze na corke byly forma przemocy,
    hue hue. Tak jak i moje, kiedy corce kilka razy NA JEJ PROSBE tlumaczylam do
    czego sluzy nakladka na kibelwink Trudno, ja juz zaakceptowalam fakt, ze stosuje
    przemoc wobec mojego dzieckawink

    > Kiedy znaleźliśmy się w szpitalu (a objawy
    > przed wykryciem trwały juz dobre 3-4 miesiące, jeśli nie dłużej)wróciliśmy do
    > pieluchy, bo nie chciałam dodawać mu stresu.
    Naturalne i normalne. Moja corka tez w pierwszych tygodniach pobytu w szpitalu
    korzystala z pieluch bez ograniczen. Jednak kiedy mozliwe juz bylo z nia
    porozumienie werbalne, postanowilismy jej przypomniec(!) ze mozna korzystac z
    nocnika. Jak wspomnialam nalozyl sie na to stan jej pupy ( z reszta nie tylko -
    w kazdym miejscu, gdzie cokolwiek delikatnie (lub nie - plastry) dotykalo jej
    ciala miala poterzne odlerzyny i krwiaki, czesc z nich leczymy do dzis) co
    sklonilo nas tak na prawde do podjecia tej proby. Kiedy okazalo sie,
    ze "zaskoczyla" bez problemu, wolelismy zdobyc sie na ten wysilek i kiedy
    mowila, ze chce siusiu nosic ja do toalety z pompa, niz przekonywac, ze
    pielucha wystarczy. zastanawiam sie, czy to tez ma cos wspolnego z "przemoca i
    przymusem"....


    > to i...tak, ja w pewnym sensie (a nawet nie w pewnym) zastosowałam przymus.
    > Ponieważ tak lubił siusiać na podłogę albo w majtki, wiedząc, że nie
    powinien,
    > zapowiedziałam, że za każde takie zachowanie dostanie po pupie - bo
    wiedziałam,
    > ze to nie wpadki, tylko premedytacja. I...ani razu chyba tej groźby nie
    > musiałam spełnic smile
    No i widzisz - Ty znasz swoje dziecko, ale ktos, kto nie zna Ciebie i Twojego
    syna, moglby latwo stwierdzic, ze go sterroryzowalas i przywolac iles tam
    tragicznych rzeczy, ktore go z tego tytulu spotkaja w przyszlosci. I Ciebie
    tez, kiedy on siegnie do swojej "walizeczki". Bo przeciez matka jest z zasady
    glupia i nie potrafi zrozumiec, ze tak male dziecko nie kieruje sie
    premedytacja. Ja tam nie wiem... I z literatury i praktyki wynika mi, ze moze
    byc roznie...


    > pójdzie cichutko do łazienki, zrobi swoje, samo się "opatrzy" i wróci jak
    >gdyby nigdy nic do pokoju.
    smile))))))

    > słowami "to nic nie szkodzi, prawda?" odpowiedziałam "Olu, szkodzi, nie wolno
    > sikać do łóżka" - nic jej się od tego nie stało, a dało na tyle do myślenia,
    >że zaczęła wstawać w nocy na nocnik.
    No my jeszcze do tego nie doszlismy. Jeszcze wyglada na to, ze hehe, dziecko po
    prostu nie jest na to gotowe. Serio. Ja, wyrodna i glupia matka jakims cudem
    jednak to dostrzeglam. wink


    --
    pozdr.
    acha
  • 02.07.03, 12:50
    Acha! Sterroryzować mojego syna wzmianką o klapsie???? Ja nie wiem, czy on się
    do tej pory dał w swoim życiu czymkolwiek sterroryzować - mnie w każdym
    razie smile)))))))))) Ja mu tylko spokojnie to oświadczyłam. Ponieważ miałam
    serdecznie dość zasikanej wykładziny - w tym samym czasie trening czystości
    przechodzili Jędrek i pies - i słowo daję, ale siusianie psa to naprawdę "małe
    piwo" w porównaniu z tym, co robił Jędrek smile)))

    smile Monika
  • 02.07.03, 15:42
    ehhermiona napisała:

    > Acha! Sterroryzować mojego syna wzmianką o klapsie???? Ja nie wiem, czy on
    się
    > do tej pory dał w swoim życiu czymkolwiek sterroryzować - mnie w każdym
    > razie smile)))))))))) Ja mu tylko spokojnie to oświadczyłam. Ponieważ miałam
    > serdecznie dość zasikanej wykładziny - w tym samym czasie trening czystości
    > przechodzili Jędrek i pies - i słowo daję, ale siusianie psa to
    naprawdę "małe
    > piwo" w porównaniu z tym, co robił Jędrek smile)))

    hue hue hue ubawilam sie jak norkawink))) Ładnesmile)))))
    Piekna puentawink))))


    --
    pozdr.
    acha
  • 03.07.03, 08:23
    Na początek chciałam się posolidaryzować wink z Achą i stwierdzić, że też wydaje
    mi się dziwnym podejrzewanie o terror i tresurę rodziców, którzy zaczęli
    wcześniej. Nie będę tego rozwijać, powiedziano chyba wszystko.

    Natomiast mam pytanie - twierdzi się, że zbyt wczesna nauka korzystania z
    nocniczka prowadzi do zaburzeń psychicznych, fizjologicznych, seksualnych - czy
    czytałyście może o jakichś badaniach na ten temat? Czy to są hipotezy
    pediatrów, czy stwierdzone fakty? Jestem tego naprawdę ciekawa - byłabym
    wdzięczna za podrzucenie źródeł.

    --
    Bóg umarł [Nietzsche}
    Nietzsche umarł [Bóg]
  • 06.07.03, 09:47
    adzia_a napisała:


    > Natomiast mam pytanie - twierdzi się, że zbyt wczesna nauka korzystania z
    > nocniczka prowadzi do zaburzeń psychicznych, fizjologicznych, seksualnych -
    czy
    >
    > czytałyście może o jakichś badaniach na ten temat? Czy to są hipotezy
    > pediatrów, czy stwierdzone fakty? Jestem tego naprawdę ciekawa - byłabym
    > wdzięczna za podrzucenie źródeł.

    Witam

    czekalam az osoby, moim zdaniem bardziej kompetentne w temacie zaburzen u
    dzieci "zbyt wczesnie" uczonych korzystania z nocnika zasypia nas bibliografia.
    nie doczekalam sie. Tak to juz bywa.

    Poniewaz osobiscie nigdy mnie ten temat specjalnie nie zajmowal, nie siegalam
    tez do owych "studiow przypadku, czyli literatury dla specjalistow" o ktorych
    pisala maak. Dlatego nie moge nic na pewnosmile. jednak z lektury opracowan wielu
    mniej i bardziej znanych psychologow dzieciecych wynika mi, ze opisuje sie
    takie zaburzenia u tych z dzieci wczesnie uczonych korzystania z toalety u
    ktorych istotnie stosowano przemoc fizyczna lub psychiczna. podobnie jak u
    dzieci ktore na przyklad bito niekoniecznie w zwiazku z nocnikiem. Faktycznie u
    dzieci wczesnie uczonych czystosci czesciej zdarzaja sie moczenia nocne w
    okresie przedszkolnym, czasem szkolnym. Tu jednak tez nie jest tak, ze u
    wszystkich dzieci. Nalezaloby sie zatem moim zdaniem przyjzec blizej takim
    zmiennym jak:
    1) istotny wiek dziecka w momencie rozpoczecia treningu czystosci
    (okreslenie "wczesnie" jest dosc malo precyzyjne)
    2) metody jakimi poslugiwali sie rodzice dzieci (kary? jezeli tak, to jakie?
    nagrody? jezeli tak... itd.)
    3) warunki domowe dziecka (czy uznana met. wychowawcza jest np. bicie? czy w
    domu wystepuja takie dysfunkcje jak na przyklad alkocholizm? ITP ITP. Dokladny
    wywiad)

    I dopiero po ustaleniu tychze danych (a byc moze takze i innych, to sa tylko te
    pierwsze, ktore przychodza mi na mysl) po zebraniu obszernego materialu
    badawczego (proba 10, czy 20 przypadkow nie jest miarodajna w takim temacie),
    mozna by pokusic sie o opracowanie rzetelnych badan na ten temat.
    Nie wiem, moze juz takie sporzadzono? Jak pisalam - nie jest to temat, ktory od
    strony naukowej frapowalby mnie szczegolnie. jezeli ktos juz podobne badania
    przeprowadzil, i jest tu ktos kto takowe zna - ja dolaczam sie do prosby adzi o
    podanie bibliografii. Chetnie sobie przestudiuje.

    Na zakonczenie - nie zebym kwestionowala w ogole taka mozliwosc. Absolutnie.
    Tylko tyle, ze wlasnie te zmienne, ktroe wymienilam wyzej wydaja mi sie
    niezmiernie wazne dla okreslenia co jest najistotniejsze dla wystepowalnosci u
    dzieci zaburzen, ktore z pewnym prawdopodobienstwem mozemy okreslic jako
    pochodne ZLE przeprowadzonego treningu czystosci. O - i wlasnie to - moze
    nalezalo by nacisk polozyc na "ZLE przeprowadzony" trening czystosci, a
    niekoniecznie na "WCZESNIE przeprowadzony"? Oczywiscie nie sadze by nie bylo
    takich, ktorzy stwierdza, ze "wczesnie=zle" ale coz, na potrzebe prawd
    dogmatycznych u ludzi nikt jeszcze lekarstwa nie wymyslilwink))

    --
    pozdr.
    acha
  • 06.07.03, 11:47
    hmm
    nie zaglądałam do tego wątku dawno, więc pierwsze co mi się przypomina to o
    trudnościach wynikajacych ze zbyt wczesnego treningu czystości mozna poczytać
    w Dobrej miłości (rozmowa z Samsonem i Eichelbergerem) - oni opierają sie na
    doświadczeniach klinicznych i mam do nich zaufanie, nie spotkałam sie z
    żadnymi badaniami naukowymi , jedynie z doświadczeniami klinicznymi terapeutów

    nie pisałam nic o tym,że wczesny trening powoduje zaburzenia psychiczne( co
    brzmi baardzoo poważnie), prędzej staje się przyczynkiem do trudności
    emocjonalnych i seksualnych, co najwcześniej może objawić się moczeniem nocnym.
    To nie jest tak, ze kazde dziecko wcześnie wysadzane na nocnik ma przerąbane,
    ale że wczesne wysadzanie moze być predyktorem do licznych trudności,
    popytajcie się swoich kolezanek dookoła ile ma trudności z długim trzymaniem
    moczu i że kiedy wychodzi z domu to obmyśla plan, gdzie po drodze sa toalety

    wiem,ze jedna ksiązka to mało na podparcie moich argumentów, ale aktualnie mam
    ograniczony czas i nie mogę poświęcić go na przeszukiwanie literatury pod tym
    kątem, ale obiecuję, ze kiedy sie na coś ponownie natknę napisze o tym i jesli
    będzie to nie przekraczało kilku stron zeskanuję i wyślę zainteresowanym
  • 06.07.03, 13:53
    przypomniało mi się "Ciałko" W. Eichelbergera cytuję:
    cokolwiek nami powoduje: fobie, wygodnictwo, lenistwo,oszczędność, tradycja -
    musimy wiedzieć,że zbyt wczesne sadzanie dziecka na nocniku jest dla dziecka
    zmorą i torturą.Do końca 2 r.ż. nie jest ono w stanie ani kontrolować
    zwieraczy, ani poprawnie identyfikować subtelnych sygnałów potrzeby
    wypróżnienia (...)
    Rozwoju fizjologii nie da się przyspieszy. Jeśli się uprzemy, zafundujemy
    dziecku potężny uraz.
    Dziecko tak jak my wszyscy na sytuację nadmiernych wymagań reaguje napięciem,
    poczuciem winy i wstydu.(...)
    Nadmiar kontroli i napięcia w kroczu oraz związany z wydalaniem lęk pwoduje
    nocne moczenie się, zbyt częste nerwowe wypróżnienia, albo wręcz wstrzymywanie
    się, zatwardzenia, zaparcia itp.
    Tworzy się neurotyczne błędne koło niedomagań, wstydu, upokorzeń i napięcia,
    które zwiększają te niedomagania, co powoduje jeszcz ewiększy wstyd i
    napięcie, i tak dalej, i tak dalej.
    W ten sposób miednicę pełną życia i szczęścia możemy szybko zamienić w
    przestrzeń szczelnie wypełnioną napięciem, winą i wstydem - jak to jest
    udziałem tak wielu spośród nas"
  • 07.07.03, 08:41
    Zgadzam się - przemoc fizyczna czy psychiczna powoduje różnorakie urazy, ale po
    pierwsze - ta przemoc nie musi być związana z nocnikiem, po drugie zaś - nocnik
    nie musi być związany z przemocą.
    Dlatego demagogią wydaje mi się podawanie jako jedynego kryterium gotowości
    dziecka - wieku właśnie.
    Jeśli rodzic jest nadambitny, to może zwichnąć dziecku osobowość na tysiące
    rónych sposobów, nocnik to małe piwo wink - a zmuszanie do nauki czytania czy w
    ogóle zmuszanie do jakiejkolwiek nauki "na wyrost"? A ubieranie dziecka w ładne
    ciuchy, których ono nienawidzi? I tak dalej i tak dalej...
    A jeśli rodzic nie jest nadambitny, to na prawdę nie widzę przeszkód, żeby
    wysadzał nawet 10-miesięczne dziecko. Pod warunkiem, że nie musi stosować
    właśnie owej przemocy.
    Pewnie parę osób powie, że to jest tresura, ale w takim razie - co nie jest
    tresurą?

    --
    W końcu historia zapomina
    czy Kain Abla, czy Abel Kaina
  • 07.07.03, 12:16
    maak3 napisała:

    > przypomniało mi się "Ciałko" W. Eichelbergera cytuję:
    (..)

    bardzo to ładne, jak z reszta wszystkie dzieła Pana Eichelbergera. Zawsze z
    przyjemnościa czytuje Jego książki, artykuły, etc.
    Niestety, pozostają one dla mnie w swerze tak głęboko emocjonalnej że nie
    mającej żadnego przełożenia na skomplikowaną, zindywidualizowana kwestię
    rozwoju dziecka. O ile mozna wiele z Jego spostrzeżeń przyjac jako otwierające
    inny sposób patrzenia na zjawisko jakim jest dziecko "w ogole", o tyle trudno
    jest mi zrozumiec jak można interpretować je jako zbiór informacji o rozwoju i
    wychowaniu dziecka " w szczególe". Poza osławionym juz przez prasę wszelaką
    Panu Eichelbergerze sa jeszcze i inni autorzy majacy podobne podejscie do
    wychowania, nazywam je na wlasny uzytek "pro dziecku". Zawsze uważam, ze sa to
    niezwykle istotne glosy jako ze pozwalaja na oderwanie sie od stereotypu
    patrzenia na kwestie dziecinstwa. Takze dziecinstwa zaburzonego, trudnego...
    (olechnowicz). Jednak koniec koncow... gdzies tam jeszcze jest rodzic, rodzina,
    spoleczentwo. I albo dziecko ma to szczescie, ze zyje w serdecznym, kochajacym
    i patrzacym na jego potrzeby otoczeniu, ktore jednoczesnie dysponuje zdrowym
    rozsadkiem i poza dzieckiem widzi jeszcze reszte swiata, albo nie. I wtedy
    nawet najpiekniejsza literatura nie pomoze.

    Moim zdaneim rozwoj dziecka wymaga wspomagania. Rozsadnego, serdecznego,
    szczerego i zgodnego z jego mozliwosciami. Ani sytuacja w ktorej dziecko jest
    roslina, na ktora patrzymy i radujemy sie jej wzrostem swobodnym i
    nieskrepowanym przez doroslego (spoleczenstwo), ani ta w ktorej dziecko zaczyna
    przypominac wysoko wyspecjalizowany i czuly sprzet komputerowy ktory
    programujemy wg. wlasnego (spoleczenstwa) widzi mi sie nie jest, moim zdaniem,
    korzystny. Ani dla dziecka, ani dla spoleczenstwa, ani w koncu znowu dla
    dziecka, ktore kiedys tam ponownie, juz samodzielnie zetknie sie z informacja
    zwrotna od spoleczenstwa.

    To tak na marginesie kwestii nocnikowej.
    A juz zupelnie na marginesie... Pisanie Pana Eichelbergera jest wyjatkowo
    dobrze wycelowane w Kobiety, jako istoty wybitnie emocjonalne. maja one
    tendencje do emocjonalnych tekstow podchodzic z wyjatkowym zaufaniem. No i w
    sumie czemu nie....

    Acha... gdy kiedys z zapartym tchem bronilam, jako studentka 1go roku
    pedagogiki na zajeciach romantycznej, "naturalistycznej" wizji pedagogicznej,
    pewna madra osoba mi powiedziala, ze to dobrze, ze tak musi byc. Ze pedagog
    (rodzic) ktory nigdy nie przeszedl przez okres glebokiej fascynacji tym nurtem
    pedagogicznym, nigdy nie wzbudzal jej zaufania jako dobry pedagog. Ze nie ma z
    czego sie odbic do pracy z dzieckiem. Bo to jest swego rodzaju basis -
    fascynacja dzieckiem. A pozniej dopiero przychodzi czas na cos, co w nieco
    innym kontekscie M. Koscielska nazwala "miloscia rozumna". Mozna to jeszcze
    nazwac pedagogika personalistyczna, czy psychologia wspomagania rozwoju,
    czy.... na tysiac innych sposobow. Istota jest ta sama - dziecko rozwija sie na
    wlasny sposob przy wspoludziale aktywnym doroslego, takim by dac dziecku szanse
    na rozwoj jak najpelniejszy. Aby dobrze to opisac musialabym jeszcze dlugo
    dlugo pisac...


    --
    pozdr.
    acha
  • 07.07.03, 20:13
    aacha napisała:

    > maak3 napisała:
    >
    > > przypomniało mi się "Ciałko" W. Eichelbergera cytuję:
    > (..)
    >
    > bardzo to ładne, jak z reszta wszystkie dzieła Pana Eichelbergera. Zawsze z
    > przyjemnościa czytuje Jego książki, artykuły, etc.
    > Niestety, pozostają one dla mnie w swerze tak głęboko emocjonalnej że nie
    > mającej żadnego przełożenia na skomplikowaną, zindywidualizowana kwestię
    > rozwoju dziecka.
    nie rozumiem o czym piszesz... dla Ciebie emocjonalne = nieobiektywne?
    wieloletnie doświadczenie kliniczne nie przekłada się na rzeczywistość?
    O ile mozna wiele z Jego spostrzeżeń przyjac jako otwierające
    > inny sposób patrzenia na zjawisko jakim jest dziecko "w ogole", o tyle
    trudno
    > jest mi zrozumiec jak można interpretować je jako zbiór informacji o rozwoju
    i
    > wychowaniu dziecka " w szczególe". Poza osławionym juz przez prasę wszelaką
    > Panu Eichelbergerze sa jeszcze i inni autorzy majacy podobne podejscie do
    > wychowania, nazywam je na wlasny uzytek "pro dziecku". Zawsze uważam, ze sa
    to
    > niezwykle istotne glosy jako ze pozwalaja na oderwanie sie od stereotypu
    > patrzenia na kwestie dziecinstwa. Takze dziecinstwa zaburzonego, trudnego...
    > (olechnowicz). Jednak koniec koncow... gdzies tam jeszcze jest rodzic,
    rodzina,
    >
    > spoleczentwo.
    czy chcesz powiedzieć,( bo w końcu my chyba ciągle o nocniczku), że odbiór
    rodziców, rodziny, społeczeństwo jest ważniejszy od jego rozwoju układu
    nerwowego..
    I albo dziecko ma to szczescie, ze zyje w serdecznym, kochajacym
    > i patrzacym na jego potrzeby otoczeniu, ktore jednoczesnie dysponuje zdrowym
    > rozsadkiem i poza dzieckiem widzi jeszcze reszte swiata, albo nie. I wtedy
    > nawet najpiekniejsza literatura nie pomoze.
    >
    > Moim zdaneim rozwoj dziecka wymaga wspomagania. Rozsadnego, serdecznego,
    > szczerego i zgodnego z jego mozliwosciami. Ani sytuacja w ktorej dziecko
    jest
    > roslina, na ktora patrzymy i radujemy sie jej wzrostem swobodnym i
    > nieskrepowanym przez doroslego (spoleczenstwo), ani ta w ktorej dziecko
    zaczyna
    >
    > przypominac wysoko wyspecjalizowany i czuly sprzet komputerowy ktory
    > programujemy wg. wlasnego (spoleczenstwa) widzi mi sie nie jest, moim
    zdaniem,
    > korzystny. Ani dla dziecka, ani dla spoleczenstwa, ani w koncu znowu dla
    > dziecka, ktore kiedys tam ponownie, juz samodzielnie zetknie sie z
    informacja
    > zwrotna od spoleczenstwa.
    >
    > To tak na marginesie kwestii nocnikowej.
    > A juz zupelnie na marginesie... Pisanie Pana Eichelbergera jest wyjatkowo
    > dobrze wycelowane w Kobiety, jako istoty wybitnie emocjonalne. maja one
    > tendencje do emocjonalnych tekstow podchodzic z wyjatkowym zaufaniem. No i w
    > sumie czemu nie....
    czy sugerujesz,że emocjonalny odbiór = bezrefleksyjny...
    > Acha... gdy kiedys z zapartym tchem bronilam, jako studentka 1go roku
    > pedagogiki na zajeciach romantycznej, "naturalistycznej" wizji
    pedagogicznej,
    > pewna madra osoba mi powiedziala, ze to dobrze, ze tak musi byc. Ze pedagog
    > (rodzic) ktory nigdy nie przeszedl przez okres glebokiej fascynacji tym
    nurtem
    > pedagogicznym, nigdy nie wzbudzal jej zaufania jako dobry pedagog. Ze nie ma
    z
    > czego sie odbic do pracy z dzieckiem. Bo to jest swego rodzaju basis -
    > fascynacja dzieckiem. A pozniej dopiero przychodzi czas na cos, co w nieco
    > innym kontekscie M. Koscielska nazwala "miloscia rozumna". Mozna to jeszcze
    > nazwac pedagogika personalistyczna, czy psychologia wspomagania rozwoju,
    > czy.... na tysiac innych sposobow. Istota jest ta sama - dziecko rozwija sie
    na
    >
    > wlasny sposob przy wspoludziale aktywnym doroslego, takim by dac dziecku
    szanse
    >
    > na rozwoj jak najpelniejszy. Aby dobrze to opisac musialabym jeszcze dlugo
    > dlugo pisac...
    >
    ok, ale skoro już czytujesz Olechnowicz czy Kościelską to wiesz,że w
    szczególny sposób mówią one o poszanowaniu dziecka, o nie przeskakiwaniu za
    wszelką cenę jego możliwości (np. treningu czystośći dzieci głęboko
    upośledzonych za wszelką cenę lub walki o sprawność dziecka, której raczej już
    nie będzie, za cenę jego dobrej kondycji emocjonalnej)
    Nie wiem, czym dla Ciebie jest "naturalistyczna " koncepcja pedagogiki ( może
    to steinerowskie ujecie, które b. sobie cenię), nie jestem pedagogiem, ale mi
    zawsze będzie bliższe podążanie za dzieckiem, rytmem jego rozwoju niż
    wymuszanie na nim jakichś sprawności, do których nie jest jeszcze gotowe;
    dla mnie "przyuczanie" dziecka do nocnika przed osiągnięciem dojrzałości
    panowania nad swoimi zwieraczami, bo "takie jest oczekiwnie społeczne
    vide:babcia, sąsiadka" to po prostu głupota
  • 09.07.03, 03:14
    Nie wiedziałam, że ten temat wywołuje tyle emocji, ale widzę że panie mało podają konkretów, jak to wszystko praktycznie załatiwć, a polemizują ze sobą na szczytach intelektualnych. Ja właśnie przerabiam ten problem ze starszym synem - 2 lata i 8 miesięcy i wcale nie mam wyrzutów sumienia, że nie zabrałam się za to wzceśniej. Czekałam na lato. Mikołaj zna nocnik i nakładkę na klozet od ponad roku - fajne i tyle. Teraz kiedy jest ciepło skończyłam tłumaczyć, pokazywać, demonstrować itd. Po prostu zdjęłam pieluchę i założyłam majtki. Nie puszczałam go na golasa, bo podobno tylko nieprxyjemnie mokre spodnie dają efekty. Umówiłam się z nim, że pieluchy są już teraz tylko dla młodszego brata, a on za dzień w pełni uwieńczony sukcesem dostanie samochód. Miałam dylematy, co ze spacerem, ale po prostu zabierałam trzy zmiany majtek i spodni. Przez trzy tygodnie próbował sikać do klozetu na stojąco i na siedząco i na nocnik, kupę zrobił może ze dwa razy sam bez informowania na nocnik, potem nastąpił chwilowy regres czyli zasikane ubranie i kupa w majtkach, ale myślę, że to raczej brak mojej i męża konsekwencji, bo parę razy złamaliśmy się i założyliśmy mu pieluchę. Jednak od soboty postnowiliśmy - żadnych pieluch, tylko na razie na noc, kupiliśmy samochód-nagrodę za całe 13 zł, ale za to taki, który się synowi podobał. Mikołaj samochód obejrzał i auto powędrowało na najwyższą półkę. Zawarliśmy układ. Po każdej wpadce syn przytulał sie do mnie i mówił "Mama, samochód jutro", aż do dzisiaj. Przez cały dzień pilnował sie bardzo, szybko sam biegł do nocnika i siadał kiedy czuł potrzebę, a potem tryumfalnie przynosił i pokazywał mi jego zawartość. Dostał auto i był tak dumny z siebie, że nawet nie chciał założyć pieluchy na noc, ale z tym jeszcze trochę poczekamy. Zobaczymy co będzie jutro.
    Życzę powodzenia w zmaganiu się z problemem i proponuję mniej moralizatorstwa, a więcej przktycznych rad do wykorzystania.
  • 09.07.03, 09:52
    Popieram! Ja właśnie starałam się to zrobić a spotkałam sie z krytyką. Z tego
    co widzę, a właściwie czytam nauka "nocnikowania" wygląda podobnie u mam, które
    zaczęły robić to później ,jak i u mnie. Sposób mniej więcej ten sam. I nie
    wierzę, że to przychodzi z dnia na dzień. Wiosna i ściągnięcie pieluchy to
    najlepsze metody, gdybym nie spróbowała tego, gdy dzieci miały jakieś półtora
    roku, musiałabym czekać cały długi rok na następne ciepłe dni. Udało mi się, od
    jesieni pieluch używamy tylko na noc. A i o nocniku już zapomnieliśmy, bo to
    przecież "dorośli" mężczyźni.
  • 09.07.03, 13:07
    bsola napisała:

    > Nie wiedziałam, że ten temat wywołuje tyle emocji, ale widzę że panie mało
    poda
    > ją konkretów, jak to wszystko praktycznie załatiwć, a polemizują ze sobą na
    szczytach intelektualnych.

    bo dyskutujemy o czasie, a nie sposobie przeprowadzania treningu
    nocniczkowego, dla mnie oczywiste jest, że kiedy dziecko gdzieś ok. 20 , 24
    msc (niektore wczesniej niektore później - tak jak Twój syn gotowe, bo na to
    składają się różne czynniki, np. czy jest młodsze rodzeństwo) dorastają do
    tego, żeby nosić majteczki i siku robić do nocniczka , z mniejszymi lub
    większymi sukcesami,ale z rodzicielskim szacunkiem stanowczością, ale i
    elastycznością do możliwości rozwojowych dzieci

    Ja właśnie przerabiam ten problem ze starszym synem - 2
    > lata i 8 miesięcy i wcale nie mam wyrzutów sumienia, że nie zabrałam się za
    to
    > wzceśniej. Czekałam na lato.
    no i bardzo dobrze
    mój mały, co prawda z nocnika zaczą korzystać, ale na stojąco, kiedy miał 27
    miesięcy, a dopiero pół roku póżniej kupkę na nocnik
    i spokojnie czekałam na to,aż syn do tego dojrzeje
    lepsze czekanie niż zaparcia nawykowe u dzieci z powodu lęku przed zrobieniem
    kupki na nocnik
  • 15.06.03, 12:46
    Moja Ola zaczęła siusiać na nocnik jak miala dwa lata i dwa miesiące. Wcześniej
    na okrągło się zastanawiałam, jak to przeprowadzić, a to okazało się naprawdę
    proste. Było lato, więc po prostu zdjeliśmy jej pampersa i już nie zakładaliśmy
    wcale, tylko na noc i na długie wyjścia. Nocniczek miała zawsze w poblizu,
    wiedziała do czego służy, a nawet jak nie zdążyła, to nie było tragedii, tylko
    przebieraliśmy majteczki i cześć. Zresztą jak się kilka razy zlała, to dopiero
    się mogła przekonać w czym rzecz i ze lepiej jest siusiać do nocniczka, bo
    wtedy pupcia jest sucha. A jak się tak wstępnie przekonała do nocnika, to
    zaczęliśmy ją regularnie wysadzac co mniej więcej 45 minut (pytaliśmy, czy chce
    siusiu) i wypadki już się nie zdażały. Szybko i bezboleśnie. smile
  • 15.06.03, 12:50
    Acha jeszcze jedno. Myślę, że jeśli twoja córeczka wykazuje do tej zabawy
    niechęć, to lepiej sobie odpuścić na jakiś, i to dłuższy, czas, bo taka awersja
    może sie utrwalić. Moja siostra przecholowała i teraz jej prawie trzyletni
    synek tak niecierpi nocnika, że nawet jak mu zdejma pieluchę, to potrafi nie
    sikać przez pół dnia aż mu nie założą. Na nocnik nie usiadzie za zadne skarby
    świata, a jest już naprawdę sprytny i trudno to będzie zmienić.
  • 02.07.03, 09:08
    Ja mam dwóch synków, starszy kilka pierwszych prób nauki korzystania z nocnika
    ignorował (w żłobku gdzie wszystkie dzieci są wysadzane - czasem coś zrobił
    częściej nie - wg mnie ewidentnie nie był gotowy na takie zachowania), ja i mąż
    nie robiliśmy z tego problemu - za którymś podejściem okazało się, że przyszedł
    czas - i przez pierwsze kilka dni mieliśmy kilkanaście zmian bielizny, a nagle
    okazało się, że synek zaczął kontrolować sprawę i po prostu sporadycznie
    zdarzały się mu różne wpadki. Nigdy nie był za nie ganiony - wystarczającym
    stydem dla niego było, że zdarzyło mu się nie zdążyć do toalety. Miał wtedy dwa
    i pół roku. Natomiast młodszy synek (mieliśmy już przecież jakieś
    doświadczenia) sam, niespełna wówczas dwuletni, widocznie patrząc na starszego
    brata, chciał siusiać do nocnika. Poszliśmy z nim do sklepu, sam sobie wybrał
    kolor tegoż, i od tamtej pory nie korzystamy z pieluch. Na noc przestaliśmy
    zakładać po jakichś dwóch - trzech miesiącach. Ale teraz (ma trzy lata) to jak
    się bawi z przyjaciółmi w przedszkolu, to potrafi się sporadycznie załatwić w
    gatki.
    Jestem zwolenniczką dostosowywania się do dziecka wtej materii (nocniczkowej) -
    jedne dzieciaki uczą się wcześniej, inne później i dobrze jest to przyjąć. I
    nie zmuszać, czasmi wystarczy odczekać dwa - trzy tygodnie i "coś" zaskakuje i
    problem znika.
    Życzę Ci dużo cierpliwości i dystansu do problemu.
    --
    Lila
    mama Pawełka (14.09.1998r.) i Andrzejka (09.06.2000r.)
  • 02.07.03, 12:13
    No, nareszcie jakaś mama chłopca (nawet dwóch!). Mam pytanko natury
    technicznej: czy chłopcy mają siadać na nocniczek, czy podstawiasz im nocnik
    pod siusiaka?
    Bo mój Kubuś siada dosłownie tylko na sekundkę i leci dalej. Może mu
    niewygodnie na nim siedzieć? Bo o co chodzi w "nocnikowaniu" to już wie i
    rozumie, ale nie woła. Nie robię z tego problemu, chodzi po domu bez majteczek,
    ja go co jakiś czas wysadzam (ale nie da się dłużej przetrzymać na nocniku niż
    tę sekundę, więc nie zdąży nic zrobić), nie przeszkadza mu, że zrobi sobie po
    nogach... Taki typ człowieczka! Czy mu odpuścić, aż zacznie wołać sam, czy też
    go trochę "potrenować"?
    --
    The grass is always greener on the other side...
  • 02.07.03, 12:41
    U mnie ten sam problem. Synek ma skończone 20 miesięcy, wie, ze do nocniczka
    się siusia, nawet kupiliśmy taki z melodyjką (bo synek jest bardzo muzykalny),
    ale za nic nie chce siedzieć na nocniku dłużej niż trzy sekundy. Też nie wiem
    czy go przetrzymywać na siłę (nie chcę go zniechęcać), z drugiej strony w trzy
    sekundy nidgy nie zdąży się wysiusiać. Po domu (u nas i u babci) chodzi czasami
    w pieluchach czasami w majtkach. Niestety jak ma same majteczki to często
    zdarzają mu się wpadki. Bardzo się wetdy przejmuje i pokazuje, że się zsikał.
    Ale nie zawoła, ani nie pokaże, ze chce siusiu.
    Co robić? Może to jeszcze nie jego pra na nocnik?
    Pozdrawiam
    Magda-mama Filipa
  • 02.07.03, 16:35
    Myślę, że to po prostu nie ich pora na nocnik.
    Ola też taka była. I nadal jest, na wszystko co robi daje sobie "3
    sekundy" wink))) Ale na nocniczku potrafi usiedzieć chwileczkę, zeby się
    wysiusiac. Jednak dopiero w 25 mcu, z dnia na dzień, zaczeła tak robić.
    zwyczajnie musi dojrzeć. Bo jesli chłopczykowi nie przeszkadza, że siusia po
    nóżkach, to widocznie nawet "tego nie zauważa", a to znaczy, że jeszcze nie
    pora. Tak myślę.

    Majka
  • 03.07.03, 07:38
    Chłopcy wołają, że chcą do łazienki (młodszemu trzeba zapalić światło - starszy
    jest samoobsługowy) i lecą. Na nocniku siedzą tyle ile potrzebują, starszy
    zaczyma mieć frajdę siusiając na stojąco do sedesu, młodszy zaczyna podstawiać
    sobie "schodek" i też zaczyna próbować takiej metody - to zasługa męża, bo ja
    nie jestem autorytetem w sprawie "siusiaka" tylko tata. Sprawdź nocnik - my
    jednego pięknego nocniczka - pieska z przykryweczką przestaliśmy używać bo
    okazał się niewygodny, co odkryliśmy przez przypadek (w domu Teściów
    zafundowaliśmy dziecku drugi, żeby nie wozić nocnika w te i wewte, a nie
    mieliśmy jeszcze wtedy samochodu i korzystaliśmy z pociągów. Taki sam problem
    mieli nasi znajomi - ich synek też nie wytrzymywał długo na nocniku dopóki nie
    wypróbowali innego. Może też być tak, że Twój synek jest ruchliwy i ciekawy
    świata i zatrzymanie się na dłużej jest dla niego stratą czasu.
    --
    Lila
    mama Pawełka (14.09.1998r.) i Andrzejka (09.06.2000r.)
  • 03.07.03, 09:40
    Czy wy troszeczkę nie przesadzacie z tą całą psychologią?
    Moi chłopcy zaczęli siusiać do nocnika w wieku ok. 18-20 miesiąca.
    Po prostu jak zrobiło się ciepło zdjęliśmy pieluchę i po ok. miesiąca
    udawało się wytrzymać w jednych majtkach prawie cały dzień. Gorzej w nocy,
    starszy spał z pieluchą do prawie 3 lat. Młodszy nadal (ma 31 m-cy).

    Na miejscu basis1 schowałabym nocnik na jakiś czas, ale tak, żeby dziecko
    wogóle go nie widziało. Może o nim zapomni i po jakimś czasie znowu spróbować.
    Co do wygodnych nocników, uważam,że najlepsze są te zwykłe z kaszuszką (której
    bardzo chce się pić i bardzo lubi siusiu). Chłopców sadzałam tyłem do przodu,
    bo najczęściej fontanny strzelały na podłogę.
    Życzę sukcesów i naprawdę nie przejmujcie się tym tak bardzo!
  • 03.07.03, 22:37
    Ale po co tyle nerwów wink))?? Miesiąc czasu to długo ...i po miesiącu prawie
    cały dzien udało się wytrzymać. U nas córeczka wprawdzie zaczęła korzystać z
    nocnika w 25 mcu, ale z dnia na dzień i bez późniejszych wpadek (sama się
    dziwiłam). Więc jednak coś jest w tej całej psychologii wink))) Ja pozwoliłam
    sobie zaczekać, aż mała sama będzie gotowa wink (wprawdzie wcześniej próbowałam
    ją czasem posadzic na nocnik - ZAWSZE nasiusiała - ale to nie miało sensu, po
    pół godzinie pampers był prawie pełny wink)

    Maja
  • 04.07.03, 11:05
    Ależ ja się wcale nie denerwuję i nie denerwowałam się wtedy. Bo czym? Że
    musiałam przez pierwsze kilka dni zamiast pieluchy przebrać obsikane majtki?
    Było ciepło, większość czasu dzieci spędzały na dworze, nie musiałam się więc
    martwić o zasikane dywany. Uważam, że dużo trudniej byłoby zrealizować to zimą.
    Zaoszczędziłam natomiast trochę kasy, za którą mogłam zafundować dzieciom jakąś
    inną przyjemność niż pieluchy. Nie zauważyłam też, żeby moje dzieci były przez
    to w jakiś sposób pokrzywdzone. Przecież nie robiłam nic na siłę- nie biłam,
    nie krzyczałam, same wiedziały, że chodzenie w mokrych majtkach nie należy do
    przyjemności. Poza tym dzieci uwielbiają "być dorosłe", bardzo szybko zaczęły
    mówić, potrafiły nazwać części ciała i powiedzieć, że chcą siusiu.
    Moje koleżanki też rozpoczynają tą "naukę" w tym wieku, zazwyczaj z
    powodzeniem. I tylko tu spotkałam się z negatywnymi opiniami na ten temat.
  • 07.07.03, 20:53
    Absolutnie nie zmuszaj do nocnika.Mój synek ma obecnie 26 miesiecy.w kwietniu
    skończył 2 latka i wtedy postanowiliśmy że od 1 maja dostaje majtki(zawsze wcze
    śniej panicznie bał się nocnika!!!)Przekupiliśmy go słodyczami żeby usiadł i
    udało się ale wtedy siedział po 1,5 godziny na nocniczku bo sam tak chciał a
    dzisiaj? Sam leci po nocnik do łazienki po nocnik i narobi w minutkę i powraca
    do zabawy.Nie słuchaj mamy ani teściowej że takie dziecko musi już robić do
    nocniczka przyjdzie na dziecko pora i ty będziesz wiedziała kiedy. POZDRAWIAM
  • 12.07.03, 01:30
    hej Basiu
    Jesli uwazasz ze corka jest gotowa do korzystania z tej calej kolekcji
    nocnikowej no i rozumie do czego one sluza to mozesz ja trenowac juz teraz. Ja
    Rysia sadzalam wczesniej (mniej wiecej od 1,5 roku) i czasem z wiekszym,
    czasem z mniejszym skutkiem. Pamietam slowa znajomej - poczekaj do lata,
    pobiega na golaska i od razu zaskoczy o co chodzi. Miala racje - Rys 2 lata i
    4 miesiace od 2 tygodni siusia grzecznie na nocnik, poza domem korzysta z
    roznych toalet (czasem mu sie jakas nie podoba, ale potrafi poczekac) i od
    jakiegos tygodnia przesypia noce na sucho. Oczywiscie zdarzylo sie kilka
    wpadek, zwlaszcza jak po bieganiu na golaska zaczal nosci majtki i zapomnial
    ze je mial ubrane i bez sciagania usiadl na nocnik, ale wszystko idzie dobrze,
    czego i tobie zycze

    pozdrawiam Ania
  • 16.07.03, 14:29
    Moją córunię zaczęłam sadzać na nocniku w 10-tym miesiącu w celach oswojenia
    się z tym urządzeniem. Przez cztery miesiace wysadzałam ją o okreslonych porach
    i przez ten okres nie miałam kupy w pieluchach.
    Teraz zaprotestowała, nie chce siedzieć lub posiedzi, wstaje i robi siku lub
    kupkę.
    Nie twierdzę, że Ją w jakikolwiek krzywdzę wczesnym wysadzaniem, jeżeli nie ma
    w tym przymusu, straszenia, krzyków itp., to dlaczego nie?
    Zdaje sobie sprawę, że wszystko co w nocniku to mój sukces bardziej niż Jej,
    chociaż tak do końca nie jestem przekonana, ze dziecko w tym wieku zupełnie nie
    wie o co chodzi.

    Myslę, że ostatnimi czasy zbyt wiele zachowań, czynności itp. przybiera zbyt
    ideologiczną postać. Troche więcej miłości, cierpliwości i matczynego instynktu
    zamiast wczytywania się w publikacje i roztrząsanie, jaki wpływ na dorosłe
    życie ma odstawienie od piersi w 8 a jaki w 28 miesiącu, sadzanie na nocniku,
    zabranie smoczka itp.

    Pozdrawiam

    Magda

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.