• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

dałyście kiedyś klapsa/lanie swoim dzieciom? Dodaj do ulubionych

  • 02.11.07, 22:06
    zastanawia mnie czy tylko ja jestem taka''wyrodna matka'' w
    mniemaniu niektorych forumowiczek... czy naprawde nigdy nie
    zaswedziała Was reka i nie dalyscie swojemu dziecku klaspa? naprawde
    nie chce mi sie w to wierzyc... a czy same dostawalyscie w
    dziecinstwie tego rodzaju kary? ja odpowiem szczerze i uczciwie
    kilka klapsow dalam i kilka dostalam...
    Edytor zaawansowany
    • 02.11.07, 22:30
      Nie, nigdy nie dałam klapsa i nigdy mnie nie zaswędziała ręka. Bez
      kitu, naprawdę nigdy. Moja córka ma dopiero dwa lata, więc przede
      mną jeszcze mnóstwo wyzwań, ale jeśli kiedyś mi się zdarzy wyładować
      na niej swoją własną złość (a klap to przecież nic innego jak upust
      własnej złości) to będę się czuła ze sobą paskudnie. Jak zawsze, gdy
      w jakichś okolicznościach tracę panowanie nad emocjami i na przykład
      powiem za dużo niż trzeba.
      --
      Klusia ma już
      • 02.11.07, 22:37
        Bez kitu, dałam - klapsa, lanie nie.
        Czasem miałam wyrzuty sumienia, czasem nie. Nie wtedy jak przylalam
        dziecku, ktore mi sie wyrwalo i wbiegło na jezdnie.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
      • 03.11.07, 00:07
        Parę klapsow w pampersa dalam - podnosiła dziki wrzask oburzenia.
        Lanie - aż mnie ręka rozbolała - miala rowno dwa lata, trzasnęła kolegę
        kamieniem w potylicę (jedna ręką rzucała, drugą trzymała za ręke mamusie) -
        myslałam, ze go zabiła - nie płakała, nie protestowała, więcej kamieniem nigdy w
        nikogo nie rzuciła.
        I drugie lanie - miała cztery i urzadziła drakę w sprawie butów (20 stopni mrozu
        i postanowiła iść w lakierowanych pantofelkach), tez jej przyłozyłam, ale chyba
        glownie dlatego, ze stałam w kozuchu, dusiłam sie z gorąca, i bylismy juz
        spoźnieni. Tego lania wstydzę się do dzisiaj, i to był ostatni raz jak ja uderzyłam.
        --
        Zamykamy się tak bardzo na innych, tak się boimy, tak strzeżemy swej
        prywatności, tak bardzo jesteśmy nastawieni na siebie, że możemy przegapić
        najważniejszy moment w naszym życiu. Ks. Bogdan Bartołd
        • 03.11.07, 00:26
          klapsa - owszem. lanie - nie.


          --
          Julia - 2 października 2003; Daria i Łukasz - 21 sierpnia 2004 smile
          ---
          30 lipca 2007r - 3000 postów stuknęło big_grin
          • 03.11.07, 08:20
            Nie dałam klapsa ani lania za to czasem zdarzy mi sie wrzasnąć albo
            przytrzymać np mocniej za rękę.
            Sama również nie dostałam lania ani klapa.
    • 03.11.07, 08:33
      Dałam klapsa kilka razy. W sytuacjach ekstremalnych. NIe jest to
      moja metoda wychowawcza ale czasem tylko to skutkuje. Pewnie na
      palcach jednej reki policzyłabym te klapsy.
    • 03.11.07, 09:28
      Mała ma 4,5 roku i bywa czasami małym szatanem. Nigdy nie dalam jej
      nawet klapsa. Stosuję inne metody.
      • 03.11.07, 14:13
        MOja mala uchowala sie bez klapsow...i jestem przeciwko takiemu postepowaniu.
        Wiadomo, ze jest to wyraz bezradnosci i zlosci rodzica, choc nie zawsze. A
        najgorzej jest wtedy, kiedy dziecko obrywa za cos niepsrawiedliwie. Dla
        porownania przytocze dwie historyjki, jedna moja, druga mojego meza.

        Jesli chodzi o mnie to raz dostalam lanie i to porzadne, pamietam to do dzis i
        wcale nie mam zalu o to do mojej mamy. Nie wiem ile mialam wtedy lat, gdzies
        pewnie w okolicy 3-4, robilam wtedy na zlosc mojemu bratu. Ten poskarzyl sie
        mamie, mama przyszla, powiedziala, ze nie powinnam tak robic i zapytala czy juz
        nie bede, na co ja odpowiadam: bede. Mama nakrzyczala na mnie jeszcze raz i pyta
        czy bede a ja mowie, ze bede. Po czym wyciagnela pasa i powiedziala, ze uderzy
        mnie tym pasem a ja dalej twardo mowie, ze bede. No wiec dostalam pasem i
        odpowiadam, ze bede. Pamietam jak lezalam na podlodze, mama mnie bila a ja sie
        darlam, ze bede. W koncu spasowalam. Pamietam swoja zlosc, ale nie dlatego, ze
        dostalam i ze bolalo, ale dlatego, ze nie moglam postawic na swoim. Po latach
        mama opowiadala mi, ze bila mnie i miala wyrzuty, ale wiedziala, ze jesli
        powiedziala, ze pasem dostane to musi byc konsekwenta bo inaczej ja wygram.
        Myslala, ze jak tylko postraszy to bedzie zalatwione, a tu sie okazalo, ze
        twardsza sztuka bylam. W kazdym razie akurat to lanie, jesli mozna tak
        powiedziec, bylo wychowawcze i jak pisalam wczesniej nie mam o nie pretensji.
        Nauczyo mnie tez troche moresu, bo juz od tej pory wiedzialam, ze z mama nie
        nalezy przesadzac...i ze upieranie sie przy swoim czasem nie ma sensu.

        Natomiast moj maz tez dostal tylko raz w zyciu, kiedy to przypadkiem znalazl
        swoj prezent pod choinke...no to uwazam juz za szczyt bezsensu bo w tym
        przypadku bicie nie mialo zadnego celu wychowawczego, a sluzylo tylko temu, zeby
        ojciec wyladowal swoje zle emocje.

        Ja w kazdym razie staram sie raczej zrozumiec, dlaczego dziecko jest
        niegrzeczne, i zastanowic sie czy to przypadkiem ja nie robie czegos nie tak.
        Kara? ocywiscie ze tak, ale adekwatnie do wieku i na pewno nie klaps. Moja
        coreczka ma prawie dwa latka i o karach raczej nie moge mowic, ale o
        konsekwencjach niegrzecznych zachowan. Czyli: jesli rzuca zabawkami, albo bierze
        rzeczy niedozwolone - zabieram. Jesli marudzi przy zabawie bo cos jej sie nie
        podoba - przestaje sie z nia bawic. Jesli marudzi przy ubieraniu to mowie, ze
        nie bedzie spaceru...etc. Ostatnio mnie rozbawila bo zlapala jakis plyn do
        kapieli z wanny, otworzyla go sobie i troche sie upaprala (a wie, ze nie wolno),
        wystarczylo, ze tylko na nia spojrzalam i patrze jak mi go daje i mowi - mama
        zabierze smile
        • 03.11.07, 14:46
          Dawno nie czytalam o czymś bardziej okrutnym i bezsensownym niż
          wymuszanie na dziecku laniem zmiany zdania...
          Powiedz mi, czy teraz potrafisz upierać się przy swoim zdaniu, czy
          grzecznie godzisz się z opinia innych osób?
          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • 03.11.07, 15:54
            "Wymuszanie na dziecku zmiany zdania...." - no dobre, rozbawilo mnie to. Czyli
            jesli dziecko robi na zlosc to trzeba sie cieszyc, ze ma wlasne zdanie?!?!?
            Rozumiem, ze mama miala mnie pochwalic za to, ze mialam w nosie jej uwagi i
            postanowilam dalej robic bratu na zlosc? Oczywiscie zgodze sie z tym, ze mogla
            zrobic cos innego, np. postawic mnie do kata, ale coz, impuls, chwila; myslala,
            ze jak postraszy pasem to wystarczy...
            Pytasz tutaj o to czy potrafie upierac sie przy wlasnym zdaniu. Jesli ktos ma
            inne od mojego to stosuje walke na argumenty a nie upieranie sie! To jest
            bardziej konstruktywne! A jesli spotkam kogos, kto chce upieraniem sie na mnie
            cos wymusic to reaguje alergicznie na takiego osobnika.
        • 03.11.07, 17:13
          jajbluszko napisała:


          > Jesli chodzi o mnie to raz dostalam lanie i to porzadne, pamietam
          to do dzis i
          > wcale nie mam zalu o to do mojej mamy. Nie wiem ile mialam wtedy
          lat, gdzies
          > pewnie w okolicy 3-4, robilam wtedy na zlosc mojemu bratu. Ten
          poskarzyl sie
          > mamie, mama przyszla, powiedziala, ze nie powinnam tak robic i
          zapytala czy juz
          > nie bede, na co ja odpowiadam: bede. Mama nakrzyczala na mnie
          jeszcze raz i pyt
          > a
          > czy bede a ja mowie, ze bede. Po czym wyciagnela pasa i
          powiedziala, ze uderzy
          > mnie tym pasem a ja dalej twardo mowie, ze bede. No wiec dostalam
          pasem i
          > odpowiadam, ze bede. Pamietam jak lezalam na podlodze, mama mnie
          bila a ja sie
          > darlam, ze bede. W koncu spasowalam. Pamietam swoja zlosc, ale nie
          dlatego, ze
          > dostalam i ze bolalo, ale dlatego, ze nie moglam postawic na
          swoim. Po latach
          > mama opowiadala mi, ze bila mnie i miala wyrzuty, ale wiedziala,
          ze jesli
          > powiedziala, ze pasem dostane to musi byc konsekwenta bo inaczej
          ja wygram.
          > Myslala, ze jak tylko postraszy to bedzie zalatwione, a tu sie
          okazalo, ze
          > twardsza sztuka bylam. W kazdym razie akurat to lanie, jesli mozna
          tak
          > powiedziec, bylo wychowawcze i jak pisalam wczesniej nie mam o nie
          pretensji.
          > Nauczyo mnie tez troche moresu, bo juz od tej pory wiedzialam, ze
          z mama nie
          > nalezy przesadzac...i ze upieranie sie przy swoim czasem nie ma
          sensu.

          Aż mi się włos na głowie zjeżył, szczerze!
          Mama nauczyła Cię moresu?
          Czy raczej tego, że masz byc miła dla brata, bo inaczej pasior?
          Wydaje mi się, że lepiej byc miłym dla brata z własnej woli i
          potrzeby, a nie z obawy przed laniem, a tego można nauczyc bez
          użycia siły.

          Ciekawa jestem, czy po tym laniu Twoje stosunki z bratem się
          polepszyły? Kochałaś go bardziej?




          --
          Ejka i Zuzia (15 lutego 2005)
          • 05.11.07, 08:47
            Zapewniam Cie, lanie nia mialo zadnego wplywu na moje stosunki z bratem. Mam
            wrazenie, ze mylisz dwie sprawy - celem tego lania nie bylo to, zebym byla mila
            dla brata (cos takiego tez uwazalabym za absurd), ale zebym nie upierala sie, ze
            moge i bede mu robic na zlosc...Tak jak pisalam wczesniej, najbardziej z tej
            calej historii zapamietalam, to, ze bylam wsciekla, ze nie moge postawic na
            swoim. Przez postawic na swoim rozumiem taka sytuacje, ze moge i bede robic mu
            na zlosc. Nie mialam tez poczucia niesprawiedliwosci.
    • 03.11.07, 15:29
      Coreczka ma 3,5 roku : lania nie dostala nigdy , klapsa raz i tylko
      jednego, ale ja nawet tego zalowalam , bo w zasadzie wtedy na pewno
      na niego nie zasluzyla : byl on glownie wynikiem mojego
      zmeczenia ... Krzycze natomiast na Malutka ... moze nawet zbyt
      czesto ... Ale chce przy tym wszystkim dodac , ze nie uwazam klapsa
      za jakies nieodwracalne zlo czy "smiertelny grzech" rodzica . Ja
      kilka klapsow w zyciu dostalam i nie mam o to zadnego zalu do mojej
      mamy. Lania nie dostalam nigdy .
      • 03.11.07, 18:04
        ja też nie mam żalu do rodziców o te kilka klapsów. były zasłużone.


        --
        Julia - 2 października 2003; Daria i Łukasz - 21 sierpnia 2004 smile
        ---
        30 lipca 2007r - 3000 postów stuknęło big_grin
        • 03.11.07, 22:17
          Nigdy.
          • 03.11.07, 22:56
            dlaczego żart, dlaczego podpucha?
            nigdy nie słyszałaś o czymś takim, jak klaps?


            --
            Julia - 2 października 2003; Daria i Łukasz - 21 sierpnia 2004 smile
            ---
            30 lipca 2007r - 3000 postów stuknęło big_grin
    • 03.11.07, 22:50
      Ja parę klapsów w życiu dostałam, ale pamiętam najbardziej sytuację,
      kiedy mama mnie za karę ignorowała (i do dziś ma takie zapędy). Było
      to straszne uczucie...
      Klapsy dałam kilka razy córce (5lat) i to w okresie buntu dwulatka,
      ale maiałm wyrzuty sumienia. Staram się nie dawać klapsów.
      Jeżeli jestem zirytowana zachowaniem dziecka i proszę aby coś tam
      zrobiła/zmieniła/ a ona to lekceważy pytam czy mnie słyszy, jak
      potwierdza to proszę o powtórzenie mojej prośby...i wiecie, że ona
      mnie przeważnie nie słyszy. Oglądając bajkę lub bawiąc się z dziećmi
      jest w takim jakby amoku, że nie docierają do niej sygnały
      z "świata". Wyrywa ją z tego moje pytanie czy słyszy. Poza tym
      jeżeli znęca się w jakiś sposób nad swoim bratem (nie bije, ale np.
      pokazuje i chowa zabawkę, żeby się denerwował) to ja staram się
      zająć ofiarą. Nie zwracam jej uwagi tylko mówię czule do Tomka jak
      to pewnie mu jest przykro, że tak się dzieje. Przeważnie sama
      przychdzi przeprosić. I odwrotnie również tak robię - jeżeli młodszy
      ją uszczypnie lub coś zrobi to zajmuje się tym drugim. Kazania robię
      później.
      Z młodszym postępuję tak jak któraś pisała z forumek - konsekwencja.
      Jeżeli coś robi nie tak z zabawką to zabieram, jeżeli się nad czymś
      upiera czego nie może to wychodzimy do drugiego pomieszczenia itp.
      Póki co działa a cierpliwości uczę się codziennie smile
      Uff ale się opisałam
      --
      Im lepiej poznaje ludzi tym bardziej kocham zwierzęta
      • 03.11.07, 23:32
        Rewelacyjny pomysł z tym powtarzaniem- aż żąłuje, ze mam starsze
        dzieci i nie da sie wypróbować.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • 04.11.07, 05:33
          Nigdy nie uderzylam mojego dziecka - ma teraz 2 lata i 8 miesiecy.
          Kilka razy zdarzylo mi sie krzyczec na niego - czego zawsze
          zalowalam. Staram sie raczej panowac nad soba. Moim zdaniem klap,
          krzyk nic nie uczy sprawia tylko przykrosc obu strona.
          Sama w dziecinstwie dostawalam i klapsy i bicie w lazience paskiem
          przez mame tez pamietam. Wiem, ze mama teraz zaluje i podziwia wink
          mnie, ze ja synka nie klapsuje i raczej nie krzycze na niego.
          Ja nie musze sie od bicia jakos powstrzymywac - po prostu nawet do
          glowy mi nie przychodzi.

          ------
          graniasta
          • 04.11.07, 08:29
            Klapsa tak. Lania nie było nigdy.
            --
            "Gdyby budować autostrady z PiS-owskim tempem, to zapowiadane przez PiS 1140 km
            autostrad zostałoby zbudowane w ciągu 2280 lat"- Donald Tusk (PO)
          • 04.11.07, 18:47
            Wiem, ze mama teraz zaluje i podziwia wink
            > mnie, ze ja synka nie klapsuje i raczej nie krzycze na niego.
            No właśnie to jest do zastanowienia. Moja mama (która już nie żyje)
            miała rękę ciężką, pamiętam jak waliła i to w dodatku pięścią,
            natomiast nie mogła zupełnie znieść że siostrzenica czyli jej
            wnuczka dostała niegroźnego w sumie (ale z pewnością zbędnego klapsa
            otwartą dłonią raz czy drugi w zyciu) i podsuwała siostrze jakieś
            artykuły jak to nie wolno bić dzieci. Niestety - takie zachowanie
            się wynosi z domu - ci co nie byli bici - nie biją. Mi się kilka
            odruchowych klapsów w wychowaniu zdarzyło, głównie w jakiś
            ekstremalnych sytuacjach, kiedy np. byłam chora i dziecko mnie
            pierwsze uderzyło od tyłu, albo kot o mało nie został przytrzaśnięty
            ze złością głową w drzwiach ale zawsze było mi głupio i bardzo córkę
            przepraszałam. Mój mąż setki razy twierdził że córa jest bardzo
            niegrzeczna i należy ją bić (ja zawsze byłam innego zdania, choć był
            z niej diabełek), ale nigdy tego nie zrobił - bo nie miał
            zakodowanych takich zachowań.
            • 04.11.07, 18:59
              > Mi się kilka
              > odruchowych klapsów w wychowaniu zdarzyło, głównie w jakiś
              > ekstremalnych sytuacjach, kiedy np. byłam chora i dziecko mnie
              > pierwsze uderzyło od tyłu, albo kot o mało nie został przytrzaśnięty
              > ze złością głową w drzwiach ale zawsze było mi głupio > i bardzo córkę
              przepraszałam.

              Bo klaps to nic innego jak nasza złość i bezsilność. Ja tez mam na koncie
              klapsa. I nie oszukuje sie że to coś dało mojemu dziecku, ze coś zrozumiał.
              Zrobił wtedy źle ale to że dostał klapsa nic nie pomogło. W wychowaniu nie biorę
              klapsa w ogóle pod uwagę, nie zostawiam go nawet na sytuacje ekstremalne.
    • 04.11.07, 10:04
      dałam klapsa raz, kiedy sąsiad przyprowadził synusia do domu i
      poinformował, że mój synuś z kolegami przy pomocy rozpuszczalnika
      rozpalał ognisko .
      Inne równie genialne pomysły mojego dobrze rozwijającego się dziecka
      znosiłam z większą cierpliwością (np. kąpiel w rzece w styczniu
      przy -15 stopniach - przyszedł do domu sztywny)i własciwie to nie
      wiem, dlaczego akurat za ten rozpuszczalnik klapsnęłam.

      --
      "Polska to jest państwo, a nie państwo Kaczyńscy"
    • 04.11.07, 19:37
      > zastanawia mnie czy tylko ja jestem taka''wyrodna matka'' w
      > mniemaniu niektorych forumowiczek... czy naprawde nigdy nie
      > zaswedziała Was reka i nie dalyscie swojemu dziecku klaspa? naprawde
      > nie chce mi sie w to wierzyc... a czy same dostawalyscie w
      > dziecinstwie tego rodzaju kary? ja odpowiem szczerze i uczciwie
      > kilka klapsow dalam i kilka dostalam...

      zalezy z jakim nastawieniem sie te klapsy daje, a ie o samobiczowanie czy ktos
      dal czy nie.
      --
      opsesyjna.blox.pl/html

      gosklec@poczta.onet.pl
    • 05.11.07, 00:25
      klapsa dałam i to nie raz.Syn ma 4 lata. Krzyki, prośby i groźby
      nie pomagają.Klaps tez czasem nie, ale częściej jest skuteczny niz
      pozostałe perswazje.Pilnuje się, by nie przesadzić, bo o to nie
      trudno-wiem z doswiadczenia swojego dzieciństwa.Ale klaps czasem
      jest x3 lub x4.Czy to juz lanie?
    • 05.11.07, 05:38
      klapsa jeszcze nie dalam,bo jeszcze czekam na moj skarb,ale nie wykluczam...
      sama dostawalam i klapsy i wiem,ze lanie tez mi sie przytrafilo jak przebieglam
      przez ulice -bardzo ruchliwa ulice- mimo wyraznego zakazu ze strony taty...
      jednak nie pamietam ani klapsow ani tego lania... wiem o nich tylko z opowiadan
      mamy,ze dostawalam....
    • 05.11.07, 10:27
      To chyba jakies przegiecie.
    • 05.11.07, 12:34
      nie bardzo widze różnicę między laniem a klapsem - jedno i drugie
      bezsensowna przemoc. dający jedynie dowód jak bardzo dorosły nie
      potrafi poradzić sobie ze swoimi emocjamim a od małego dziecka
      oczekuje, że będzie sobie radziło ze wszystkim.
      nigdy nie uderzyłam dziecka, mimo, że czasem była bardzo trudna
      (obecnie 3,5 roku).
      dodam, że w dzieciństwie sama bywałam bita (nie było to katowanie,
      ale chyba własnie klapsy/lanie, o których pisze autorka postu) -
      kompletnie nie nie pamiętam dziś za co - pamiętam tylko co wtedy
      czułam... za wszelką cenę oszczędzę tego moim dzieciom...
      • 05.11.07, 18:58
        przesada? no nie wiem ;]
        i nie rozumiem tego zdziwienia krwawej - że w XXI wieku...

        kiedy prośby nie pomagają, groźby też nie, tłumaczenie tymbardziej, to co
        innego? i nie mówię tu o sytuacji, kiedy dziecko płacze w sklepie o zabawkę,
        tylko o trochę bardziej niebezpiecznych chwilach, np. kiedy dziecko się wyrywa,
        wbiega na ulicę, bije inne dzieci, drażni psa...

        nie spuszczam lania swoim dzieciom, ale kiedy po raz setny powtarzam, że NIE
        GRZEBIEMY W KONTAKCIE, NIE GRYZIEMY SIOSTRY, NIE BAWIMY SIE KUCHENKA, NIE
        ZAGLADAMY TACIE DO PORTFELA, NIE BIEGAMY PO ULICY itd itp, to dostają klapsa na
        otrzeźwienie.
        wolę, żeby dostały w tyłek, niż żeby drażniony pies im ten tyłek wygryzł.


        --
        Julia - 2 października 2003; Daria i Łukasz - 21 sierpnia 2004 smile
        ---
        30 lipca 2007r - 3000 postów stuknęło big_grin
    • 05.11.07, 13:12
      Nie biję ani nawet nie klapsuję. Czy ręka swędzi? Swędzi - i co
      z tego! Założyłam sobie, że nie uderzę, to nie uderzę. A jak już
      wychodzę z ciężkiej sytuacji, to się niebywale cieszę, że nie
      uderzyłam, jestem przeszczęśliwa, że sobie założyłam, że nigdy nie
      uderzę. Owszem, byłam bita. Kolejne - i co z tego? Mam się mścić?
      Mnie bili, to ja też?
      "Szczerze i uczciwie"? Co to w ogóle za słowa? Taka się czujesz ok,
      bo się przyznałaś?
      Bijesz, bo byłaś bita, bo takie sposoby reagowania na sytuacje
      stresowe masz wdrukowane. Ciebie bili rodzice, tych rodziców
      dziadkowie itd. w głąb rodziny. Ale przecież człowiek ma rozum i
      wolną wolę po to, by przekraczać przyzwyczajenia i wdrukowane
      sposoby reagowania. Bijesz, bo Cię "zaswędziała ręka"? Żałosne.
      Jak się swędzi, to się podrap, a poza tym użyj rozumu oraz wolnej
      woli. No chyba, że Ci dobrze z tym biciem dzieci. Wiem, że niektórym
      dobrze, bo mam taką koleżankę - mówiłam jej, że nie biję, że się da,
      opowiadałam o tym jak sobie radzę inaczej. A ona mi na to, że _chce_
      dawać klapsy. Że chce, gdy ją ręka swędzi, przylać małej. No skoro
      tak, to cóż można więcej powiedzieć.
      --
      Mama Antosia (2 lata i 5 m-cy)
      Dla Trójmiasta i Krakowa: www.akademia30plus.pl/
    • 05.11.07, 14:26
      Klapsa - dałem. Ile razy? dwa? trzy? nie pamiętam - to było tak dawno...
      Uważam, że bicie dzieci to... podłość ale wyraźnie rozróżniam bicie od klapsów.
      Klapsy to też nic dobrego ale kaliber sprawy inny zupełnie.
      Wydaje mi się, że wiele zależy od samego dziecka. Moich nie trzeba upominać
      "ręcznie". I w zdecydowanej większości przypadków - sądzę, że nie trzeba. Jestem
      jednak w stanie wyobrazić sobie, że bywa to konieczne.
      Jeszcze raz: bicie - przenigdy. Klaps = klaps bez płaczu

      Lehó.
      www.boost.i15.eu/przedpokoj
      • 05.11.07, 16:50
        Ja się zawsze boje jednej rzeczy. W nas się gotuje, ręka swędzi,
        mamy odruch dania klapsa.
        No, ale nie dajemy - i słusznie poniekąd. Tylko byłoby dobrze, aby
        tego klapsa nie zastępować innymi karami, wymyśonymi przez gotującą
        się w środku matkę, ktora nie "rozładowała" agresji klapsem. Myślę o
        tym od dawna, od czasu gdy w "Twoim Dziecku" przeczytalam, aby
        zamiast dawać klapsa, schowac na parę dni dziecku ulubionego misia.
        Wtedy zrozumialam, do czego doprowadza nierozladowana agresja. Klaps
        dziecka nie wychowa, ale pomoze o tyle, że mama nie będzie się nad
        nim znecać w sposób bardziej wyrafinowany.
        Tak więc - jestem absolutną przeciwniczka lania, a za lanie "na
        zimno" po prostu bym karała, nie jestem zwolenniczką klapsów, jako
        metody wychowawczej, bo to nie jest metoda. Ale czasem klaps jest
        mniejszym złem, niż to co "zamiast".
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • 05.11.07, 17:45
          > Ja się zawsze boje jednej rzeczy. W nas się gotuje, ręka swędzi,
          > mamy odruch dania klapsa.

          A ja się boje ze jak w końcu damy sobie upust i damy tego klapsa to możemy nie
          zapanować nad jego intensywnością. Mam w rodzinie przykład gdzie po jednym
          klapsie maluch przez tydzień chodził z sinym tyłkiem. Jeden klaps nie lanie. Tak
          wiec im większy nerw tym szybciej rezygnujmy z klapsowania. I wtedy wszystko
          "zamiast" będzie tym mniejszym złem.
          • 05.11.07, 19:46
            Nie wszystko.
            Wczoraj widzialam, jak wsciekla matka mowila swojej 5-latce "Jesteś
            złe, już Cie wcale nie kocham, zmarnowałas mi zycie, głupolu".


            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
            • 05.11.07, 20:46
              E tam, co to za przykład???na co???
              I to przytoczone przez Ciebie zachowanie i klaps jest zły.
              • 05.11.07, 22:52
                Przykład Verdany dotyczył tego, czym może się skończyć
                nierozładowana agresja. Gdyby ta matka dała klapsa, rozładowałaby
                się, dziecko by się uspokoiło, bo wściekłość matki była skądinąd
                zapewne uzasadniona, dziecko wiedziałoby, że źle zrobiło i poniosło
                karę i sprawa by się zakończyła. A taki tekst dziecko zapamięta do
                końca życia
                • 05.11.07, 23:21
                  > Przykład Verdany dotyczył tego, czym może się skończyć
                  > nierozładowana agresja. Gdyby ta matka dała klapsa, rozładowałaby
                  > się, dziecko by się uspokoiło, bo wściekłość

                  Ja bardzo dobrze rozumiem czego tyczył się przykład. Ale nie jestem przekonana
                  czy wszystko skończyło by sie tak pięknie jak piszesz. Nie jestem. Poza tym
                  klaps jest ok bo pozwala nam rozładować agresję?

                  • 05.11.07, 23:33
                    Poza tym
                    > klaps jest ok bo pozwala nam rozładować agresję?
                    Pozwala szybko zakończyć sprawę. Nie twierdzę, że jest OK, ale jeśli
                    już do niego dojdzie, to sprawa się kończy. Natomiast kara
                    wymyślana "na zimno" albo tłumiona agresja wyciekająca z matki mogą
                    być dużo bardziej dotkliwe dla dziecka. I pamiętajmy jeszcze o
                    jednym: cała dyskusja prowadzona jest tak, jakby dzieci w ogóle
                    nigdy nie były niczemu winne, nie ponosiły żadnej odpowiedzialności
                    za swoje zachowanie, a tylko matki stale muszą przed sobą i
                    koleżankami z forum tłumaczyć się, że nie krzywdzą dziecka, i żyją w
                    ciągłym poczuciu winy wobec własnych dzieci. To jest stawianie
                    sprawy na głowie. Wychowanie polega m. in. na tym, by dziecko uczyć
                    poczucia odpowiedzialności za swoje czyny i odczuwania winy wtedy,
                    gdy postąpiło źle, oczywiście adekwatnie do jego możliwości
                    postąpienia i rozumienia. Więc dziecko np 5letnie, jak w przykładzie
                    Verdany, które regularnie uczono, że czegoś nie wolno, powinno
                    wiedzieć np., że nie wolno bić młodszych, wbiegać na jezdnię, głośno
                    krzyczeć, gdy ktoś śpi etc. etc. I jeśli mimo wielokrotnych zakazów
                    postąpi źle, powinno zostać ukarane i mieć poczucie, że zawiniło. A
                    kara polega na doznaniu przykrości. Oczywiście lepiej, żeby to nie
                    był klaps, ale jeśli jest, to może być adekwatny do przewiny
                    dziecka. Zaś powiedzenie dziecku, że zmarnowało matce życie, jest
                    obarczaniem dziecka odpowiedzialnością za coś, za co nie może być
                    odpowiedzialne. Ale niestety dziecko może to sobie zapamiętać i
                    poczuć się winne, że jest kłopotem dla matki.
                    • 06.11.07, 00:43
                      No i zgadzam się.
                      Inny problem - nie przesadzić z siłą tego "klapsa". A tak o to czasem łatwo. Te
                      wszystkie sytuacje dzieją się "na gorąco" i zdarza się często, że trzeźwe
                      myślenie jest przytłumione wink Niebezpieczna sprawa. Dlatego m.in. jestem raczej
                      przeciwny klapsowaniu, zwłaszcza z byle powodu. Jak już wcześniej napisałem -
                      zdarzyło mi się to parę razy i teraz po latach sądzę, że wtedy nie przegiąłem
                      ale - to z pewnością nie był mój Sukces Wychowawczy. Czy można było inaczej? Ja
                      nie umiałem.

                      Lehó
                      www.boost.i15.eu/przedpokoj
                • 06.11.07, 19:22
                  srebrnarybka napisała:

                  > Przykład Verdany dotyczył tego, czym może się skończyć
                  > nierozładowana agresja.

                  No bez przesady! jak ktos ma problemy z nierozładowana agresją to
                  niech sie zgłosi do psychologa. Sa na to rózne sposoby, można sobie
                  np kupić worek treningowy
          • 05.11.07, 19:49
            W nas się gotuje, ręka swędzi - ale to normalne przecież. Rodzice
            nie mogą byc cały czas spokojni i cierpliwi, mają prawo do
            wściekania się - rzecz w tym, żeby pokazali dziecku swą złośc, ale
            bez obrażania dziecka i bez bicia.
            Zawsze można powiedziec: ależ jestem wściekła!!! kiedy patrzę na to,
            co narobiłeś/narobiłaś, gotuje się we mnie!!! postąpiłeś
            głupio/okropnie głupią rzecz zrobiłeś!
            Człowiekowi zrobi się lżej, a dziecku zwróci się uwagę bez zniewag
            pod jego adresem. Ja bym taką metodę wybrała.
            Bo przecież rodzic też mają prawo złośc odczuwac, a dlaczego dziecko
            miałoby o tym nie wiedziec? Sęk w tym, by tę złośc wyrazic we
            właściwy sposób.
            --
            Ejka i Zuzia (15 lutego 2005)
            • 05.11.07, 20:06
              Ja złość wyrażam najczęsciej wrzaskiem, ale kiedys, drąc sie na małą,
              uswiadomiłam sobie, ze nie dlatego się drę, ze muszę, tylko dlatego, ze daje
              sobie prawo. Od tamtego czasu - minelo juz 7 lat - wrzeszczałam moze kilka razy,
              albo i to nie.

              Natomiast zgadzam sie z Verdana - często to, co robimy "zamiast" (klapsa czy
              wrzasku, roznica wcale nie taka duża) jest jeszcze gorsze - mnie na przykład
              przeraża istna moda karania izolacją - sadzę, że to jedna z najgorszych rzeczy,
              jakie mozna zrobic dziecku.
              --
              Zamykamy się tak bardzo na innych, tak się boimy, tak strzeżemy swej
              prywatności, tak bardzo jesteśmy nastawieni na siebie, że możemy przegapić
              najważniejszy moment w naszym życiu. Ks. Bogdan Bartołd
              • 05.11.07, 20:17
                Prawda jest taka że przy każdej karze można sie "zapędzić" i skrzywić dziecko.
                Jednak przy klapsie można zrobić namacalną fizyczną krzywdę. Ktoś powie "nie
                prawda panuje nad tym" a ja twierdze że nikt do końca nad tym nie panuje.
                • 05.11.07, 20:52
                  kropkacom napisała:

                  > Prawda jest taka że przy każdej karze można sie "zapędzić" i
                  skrzywić dziecko.
                  > Jednak przy klapsie można zrobić namacalną fizyczną krzywdę.

                  Oczywiscie, to jest najwieksze zagrożenie przyzwolenia sobie na
                  klapsy.
                  I jeszcze ta okrotna historyjka z dzieciństwa przytoczona przez
                  kogoś - matka dała klapa a dziecko sie postawiło więc lała dotad
                  aż "sie poddało". Okropne i tego tez bym sie bała, tego typu
                  sytuacji.
                • 06.11.07, 00:02
                  Prawda jest taka że przy każdej karze można sie "zapędzić" i
                  skrzywić dziecko.
                  > Jednak przy klapsie można zrobić namacalną fizyczną krzywdę.
                  Można, tak samo jak i przy każdym innym postępowaniu wobec dziecka.
                  Ale gdyby to było bardzo prawdopodobne, to pokolenie dzisiejszych 40-
                  50 latków składałoby się z samych kalek, bo w tym pokoleniu bicie
                  dzieci, najczęściej pasem, za różne przewinienia było jeszcze
                  powszechnie akceptowane i stosowane we wszystkich środowiskach,
                  także przez ludzi kulturalnych i wykształconych. Dziesiaj pobicia, a
                  nawet zatłuczenia dzieci na śmierć zdarzają się, jak wynika z
                  wiadomości podawanych od czasu do czasu w onecie, w rodzinach
                  patologicznych, które i tak nie czytają tego forum i gdzie leje się
                  dzieci (i dorosłych), jak popadnie. I oto paradoks: starająca się
                  jak najlepiej wychować dziecko matka wpada w poczucie winy, że raz
                  nie wytrzymała i dała klapsa, i zaczyna czuć się zbrodniarką, a
                  rodzice, którzy rzeczywiście byłoby nieźle, gdyby zaprzestali, albo
                  chociaż ograniczyli bicie dzieci, nic sobie z tego nie robią. Nie
                  zalecam klapsów, ale przesada i fanatyzm w każdej sprawie jest
                  nonsensem.
                  • 06.11.07, 00:11
                    P.S. Zdecydowanie niedopuszczalne jest bicie czy nawet klapsy
                    nastolatków, bo one są zdolne zrozumieć znacznie więcej i kara taka
                    jest dla nich większym upokorzeniem niż dla małego dziecka, wobec
                    którego i tak nieraz używa siły bez intencji karania (gdy trzymamy
                    dziecko za rękę, by nie wypadło na ulicę, albo odciągamy od
                    niebezpiecznego przedmiotu). Sama byłam w dzieciństwie strasznie
                    bita, przeważnie pasem. I pamiętam, że do jakiegoś 5-6 roku życia
                    nie czułam się tym urażona, jeśli wiedziałam, że przewiniłam, tylko
                    odczuwałam ból, ale wiedziałam przecież, że kara mi się należy i
                    przyjmowałam to jako przejaw "sprawiedliwości". Natomiast później,
                    jako 12-13 latka, czułam się straszliwie upokorzona i uważam, że
                    tłuczenia w tym wieku usprawiedliwić nie można.
          • 05.11.07, 20:32
            Nie bije dziecka (syn 3,8 lat) z zalozenia i dla bicia nie widze
            zadnego usprawiedliwienia. Nie znecam sie tez nad dzieckiem
            psychicznie i nie wymierzam zadnych kar. Wychowuje dziecko od
            urodzenia sama (tzn. bez pomocy babc czy opiekunek) i mam z nim
            dobra realacje. Wystarczy moja niezadowolona mina albo ustne
            ostrzezenie. W sytuacjach awaryjnych zawsze pomaga rozmowa. Tacie,
            ktory niestety bywa w domu rzadziej jest gorzej, bo syn probuje
            wejsc mu na glowe.
            W kazdym razie syn nie jest agresywny, nie wpada w histerie ani nie
            jest rozkapryszony. A jedyne klapsy jakie dostaje to te wymierzane
            w czasie zabawy w "duszenie mamusi albo tatusia", z ktorej to
            rodzice zwykle wychodza pokonani.
            p.s. a wszystkim niewyzytym proponuje dla rozladowania energii
            pojcie na silownie albo sprzatanie w domu - na mnie zawsze dziala smile
            • 06.11.07, 10:07
              wszystkim niewyzytym proponuje dla rozladowania energii
              > pojcie na silownie albo sprzatanie w domu - na mnie zawsze dziala;
              Wychowuje dziecko od
              > urodzenia sama (tzn. bez pomocy babc czy opiekunek)
              W takim razie kiedy chodzisz na siłownię i sprzątasz? Przeczytaj
              sobie wątek Ewci, udręczonej absorbującym dzieckiem, i wypowiedzi
              mamuś, które gromią ją za to, że ośmiela się np. chcieć ugotować
              obiad.
              mam z nim
              > dobra realacje. Wystarczy moja niezadowolona mina albo ustne
              > ostrzezenie
              To jest relacja bliska, ale brutalnie powiem, że nie wiem, czy to
              jsst DOBRA relacja. Dziecko od urodzenia wie, że ma robić tylko to,
              co matce sprawia przyjemność, a nie to, co czego sam chce. Może mieć
              kłopoty z odróżnieniem siebie od matki, bo nie będzie umiał
              sformułować własnych pragnień i planów i pokierować swoim życie.
              Zawsze będzie dążył do tego, żebyś Ty była z jego postępowania
              zadowolona. Natomiast dziecko, któremu ustala się jakieś zasady i
              egzekwuje ich wypełnianie, także wymierzając kary, byle
              sprawiedliwe, adekwatne do wykroczeń i nieokrutne, uczy się
              samodzielnego podejmowania decyzji zgodnych z zasadami. Na tym
              polega wychowanie, a nie na tym, by dziecko stanowiło możliwie
              najpełniejszą jedność z matką.
              • 06.11.07, 10:32
                > W takim razie kiedy chodzisz na siłownię i sprzątasz? Przeczytaj
                > sobie wątek Ewci, udręczonej absorbującym dzieckiem, i wypowiedzi
                > mamuś, które gromią ją za to, że ośmiela się np.
                > chcieć ugotować obiad.

                Nie wiem o kim piszesz i co inne mamusie na to ale jeśli owa Ewcia nie znajdzie
                czasu dla siebie to czarno to widzę. Dziecko nie może obrywać za to że mamy
                kiepski dzień lub cierpliwość na wykończeniu. Jestem mama bliźniaków i wiem że w
                codziennym natłoku trzeba mieć czas tylko dla siebie.
                • 06.11.07, 11:12
                  wiem że
                  > w
                  > codziennym natłoku trzeba mieć czas tylko dla siebie.

                  1. Ja też tak uważam. Spróbuj przekonać o tym dyskutantki wątku
                  podpisanego ew-cia77, który jest parę pozycji niżej. Tam udręczona
                  matka prawie 2 letniego dziecka prosi o radę inne matki, jak wyrwać
                  trochę czasu dla siebie albo choćby na to, by ugotować obiad, na co
                  uczestniczki tego forum zbiorowo i solidarnie flekują ją za to, że
                  jest złą matką i zalecają, by jeszcze intensywniej i więcej
                  zajmowała się dzieckiem. Generalnie chodziło mi o poetykę całego
                  forum: większość dystkutantek tutaj flekuje inne matki za to, że są
                  złymi matkami i chwali się tym, jak same są cudowne i jakie mają
                  wspaniałe dzieci, zamiast udzielić rzeczowej rady.
                  2. Pozostaje pytanie praktyczne: jeżeli autorka nie korzysta z
                  żadnej zastępczej opieki, a mąż przebywa w domu rzadko, to kiedy
                  chodzi na siłownię (sprzątanie przy dziecku jest możliwe)? To jej
                  prywatna sprawa, ale wolałabym, żeby odpowiedż była realna, a nie
                  science fiction.
                  3. Jeżeli dziecko obrywa tylko za to, że matka nie wytrzymuje
                  psychicznie stałego zajmowania się małym dzieckiem, to należy
                  generalnie zmienić sposób opieki nad dzieckiem i tyle. Nie ma o czym
                  dyskutować. Natomiast myślę, że dyskusja dotyczy braku cierpliwości
                  z innego powodu: wyraźnego, poważnego, świadomego i systematycznego
                  przekroczenia przez dziecko granic, które były mu wyznaczone (o ile
                  oczywiście były, a być powinny) i złości na dziecko ZAWINIONEJ przez
                  dziecko. Oczywiście i w takim wypadku lepiej zachować zimną krew, a
                  przede wszystkim nie obrażać dziecka. Ale cała dyskusja nie
                  uwzględnia w ogóle faktu, że dziecku od najmłodszych lat należy
                  wyznaczać zasady postępowania, oczywiście adekwatne do jego wieku, i
                  uczyć odpowiedzialności za swoje postępowanie. Dziecko może być
                  winne wobec rodziców, czego dyskusja w ogóle nie uwzględnia. Dziecko
                  nie jest winne temu, że matka nie przesypia nocy, bo karmi piersią,
                  że musi podcierać mu pupę, co do przyjemności nie należy i że nie
                  może wyjść z domu, bo dziecko musi mieć opiekę, ale jest winne
                  wtedy, gdy mając np. 5 lat złośliwie hałasuje, gdy matka chce spać,
                  bije rodzeństwo albo inne dzieci, wyskakuje na jezdnię, rusza rzeczy
                  rodziców np. na biurku, mimo, że wie, że tego robić nie wolno, a ma
                  własne miejsce do zabawy i dostatecznie dużo zabawek, kłamie etc.
                  Dziecko powinno być uczone, że ponosi odpowiedzalność za swoje
                  decyzje, w takim zakresie, w jakim jest to możliwe.
              • 06.11.07, 11:06
                Sprzatam codziennie smile a synek od malenkosci mi w tym pomaga.
                Gotuje tez codziennie a wtedy moj syn bawi sie sam w pokoju smile W
                kuchni nie ma drzwi wiec mam go na oku caly czas.
                Wychodne na rozne babskie przyjemnosci mam w weekendy kiedy tatus
                przejmuje opieke smile
                Nie rozumiem o co ci chodzi z tym "robieniem tego co matce sprawia
                przyjemnosc" i "odroznieniem siebie od matki" nie wiem, gdzie takie
                bzdury wyczytalas, ale zapewniam cie moje dziecko jak kazde inne
                robi to co chce, w wyznaczonych przeze mnie rozsadnych granicach. Bo
                o to chyba w wychowaniu chodzi. Jesli zaczyna przekraczac te granice
                probujac np. kogos popchnac lub uderzyc spotyka sie z moja oczywista
                dezaprobata, ale nie z biciem. Kara dla niego to niezadowolenie mamy
                i np. przerwanie wspolnej zabawy. Ja nie potrzebuje go bic lub
                wstawiac do kata, po to zeby wyegzekwowac posluszenstwo.
                Dobre relacje polegaja na wzajemnym zrozumieniu i poszanowaniu
                godnosci. Nie oznacza to bynajmniej "jednosci" bo ta skonczyla sie w
                czasie porodu smile Moj syn od maja chodzi do przedszkola i jest jednym
                z bardziej energicznych i ruchliwych dzieciakow. Jednakze spokoj
                wyniesiony z domu procentuje brakiem agresji i dobrymi relacjami z
                rowiesnikami i nauczycielami.
                Jesli rodzic ma wystarczajaco duzy autorytet u dziecka nie
                potrzebuje uciekac sie do przemocy ani psychicznej ani fizycznej w
                procesie wychowawczym. Wszystko jednakze zalezy od tego jak duzo
                czasu poswieci dziecku i jak duzo ma cierpliwosci dla
                niedoskonalosci malego czlowieka. Bo kazdy z nas jest przeciez
                niedoskonaly i kazdy robi czasem cos co zasluguje na przyslowiowe
                lanie.
                p.s. wychowywanie bez bicia nie oznacza wychowania bez zasad i
                ponoszenia konsekwencji ich lamania. Zycze wiecej wiary w
                inteligencje malego czlowiekasmile
                • 06.11.07, 11:17
                  Problem polega na tym, ze dziecko, ktore pozytywnie reaguje na kazdą
                  spokojną uwagę rodzica, wykonuje bez szemrania polecenia i ogolnie
                  stara się być "grzeczne" - to dziecko idealne dla rodziców i niezbyt
                  idealne dla siebie samego. Niepokoiły by mnie tez dobre relacje ze
                  wszystkimi - zwykly czlowiek ma dobre relacje z wiekszościa osób,
                  ale z częścią jest skłócony, nie lubi ich. Ktos, kto żyje dobrze ze
                  wszystkimi musi zrezygnować z części swoich pogladów i upodobań, na
                  rzecz przystosowania się.
                  Dla swego zdrowia psychicznego dziecko powinno czasem umieć pozwolić
                  sobie na przekroczenie rodzicielskich czy szkolnych zasad. Dziecko,
                  ktore jest z rodzicami bardzo związane, nie pozwala sobie na to, nie
                  w obawie przed karą, ale dlatego, ze chce być zawsze akceptowane, we
                  wszystkich swoich poczynaniach. To niestety, wcale nie jest dobrze -
                  aby dziecko mogło rozwijać swoją osobowość musi być, choć w
                  niewielkim stopniu niezalezne i umiec machnąć ręka na to, ze "mama
                  bedzie ze mnie niezadowolona". Jezeli dostosowuje wszystkie swoje
                  dzialania do akceptacji mamy, nie potrafi powiedzieć nie, nie
                  posłuchać, przeciwstawić się poleceniom, jesli nigdy, ale to nigdy
                  nie trzeba egzekwować posłuszeństwa to znaczy, ze jest zdecydowanie
                  zbyt mało niezalezne - jest sterowane "z zewnątrz" w wieku gdy
                  powinno już być sterowane "od wewnątrz".
                  Autorytet to niezastapiona rzecz w wychowaniu. Ale nadmiar
                  autorytetu przytłacza, nie pozwala dziecku wypracować własnych
                  pogladów, norm i stylu zycia.
                  --
                  Mops i kot

                  img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                  • 06.11.07, 19:45
                    verdana napisała:

                    > Autorytet to niezastapiona rzecz w wychowaniu. Ale nadmiar
                    > autorytetu przytłacza, nie pozwala dziecku wypracować własnych
                    > pogladów, norm i stylu zycia.

                    Moim zdaniem nie ma czegos takiego jak nadmiar autorytetu w
                    przypadku kilkulatka. Dziecko nawet jak sie próbuje przeciwstawić to
                    paradoksalnie tego silnego autorytetu bardzo poprzebuje.
                    Bez silnego autorytetu rodzica dziecko może czuc sie zagubione i
                    własnie wtedy robi sie agresywne, niegrzeczne itd.
                    Na własne poglady, normy i styl życia przyjdzie jeszcze czas, a
                    silny autorytet rodzica jest do tego bardzo dobrym początkiem.
                  • 06.11.07, 19:48
                    verdana napisała:

                    > Problem polega na tym, ze dziecko, ktore pozytywnie reaguje na kazdą spokojną uwagę rodzica, wykonuje bez szemrania polecenia i ogolnie stara się być "grzeczne" - to dziecko idealne dla rodziców i niezbyt idealne dla siebie samego.

                    Zgadzam się.


                    > Dla swego zdrowia psychicznego dziecko powinno czasem umieć pozwolić
                    > sobie na przekroczenie rodzicielskich czy szkolnych zasad. Dziecko,
                    > ktore jest z rodzicami bardzo związane, nie pozwala sobie na to, nie w obawie przed karą, ale dlatego, ze chce być zawsze akceptowane, we wszystkich swoich poczynaniach.

                    Tu również się zgadzam.

                    Problem w tym, że taka sytuacja następuje, gdy dziecko żyje w permanentnym stresie. Z opisu Fogitu raczej nie wynika, że jej dziecko żyje w takich warunkach. Raczej w atmosferze jasnych zasad.

                    Takie skrajnie grzeczne zachowanie dziecka wobec całego świata wynika z:
                    - niskiej samooceny dziecka,
                    - przerostu empatii.

                    Te cechy występują na przykład u dzieci z rodzin, gdzie systematycznie (np. codziennie) organizowane są ostre kłótnie/awantury. Czy z innych rodzin, gdzie panują warunki ciągłego poczucia zagrożenia.

                    IMHO do wychowania bardzo ugrzecznionego dziecka potrzeba dużo dużo więcej niż zasady przerywania zabawy w ramach kary za złe zachowanie.
                    --
                    Fasola
                    • 06.11.07, 19:52
                      w poprzednim poście
                      --
                      Fasola
                    • 06.11.07, 22:02
                      Odpowiadam Tobie, ale to bedzie odpowiedz rowniez dla verdana.

                      smile)) Pedze uspokoic wszystkich... Moj synek nie jest dzieckiem
                      idealnym, bo takich dzieci ani ludzi nie ma. Nie zawsze pozytywnie
                      reaguje na moje "spokojne" uwagi. Czasami wyprowadza mnie z
                      rownowagi tak bardzo, ze az mnie reka swedzi, nie wspominajac o
                      jezyku ;/ Bardzo czesto pozwala sobie na probe przekraczania
                      domowych granic - ostatnio czesciej, bo dorosleje smile Nie zmienia to
                      jednak faktu, ze jest wystarczajaco inteligentny, zeby zrozumiec, ze
                      pewnych rzeczy nie nalezy robic z zalozenia np. bic. Nie jest
                      agresywny, bo nie styka sie z agresja w domu. Nie zyje w zadnym
                      permanentnym stresie, w domu otoczony jest miloscia i zrozumieniem.
                      Jak mowi moj maz to "happy kid" a ja sama nazywam go Malym Ninją, bo
                      trudno dotrzymac mu kroku. Od maja chodzi do przedszkola montessori
                      i swietne sobie radzi - jest towarzyski - to po tacie, wiecznie
                      usmiechniety, nie grymasi, nie histeryzuje, nie plakal kiedy poszedl
                      tam pierwszy raz. To taki typ, ktory niczego sie nie boi, a do mamy
                      przychodzi tylko naladowac baterie. Nauczycielka mowi, ze uwielbia z
                      nim pracowac, bo potrafi sie rewelacyjnie skupic nad kazda
                      wykonywana czynnoscia. I mowi tez, ze do niczego go nie mozna
                      zmusic, bo facet ma charakterek, ale tez na szczescie w montessori
                      dzieci sie do niczego nie zmusza, bo pracuja wlasnym trybem.
                      Reasumujac moj syn nie jest typem dziecka zastraszonego, ktore boi
                      sie groznych spojrzen surowej matki. Jest bardzo grzeczny, choc
                      oczywiscie zdarzaja mu sie wyskoki jak kazdemu. Ostatnio
                      wprowadzilam minutnik do naszego domu, bo 5 minut zaczynalo trwac
                      cala wiecznosc i super sie u nas sprawdza takie wyznaczanie czasu.
                      Minutnik dzwoni, a dziecko potem wstaje sprzata, myje zeby i
                      maszeruje do lozka na czytanie ksiazeczek. I ja naprawde nie musze
                      nawet glosu podnosic, zeby wyegzekwowac poszczegolne czynnosci, bo
                      to Maly pilnuje zeby bylo sprzatniete i wszystko zrobione wedlug
                      planu.
                      A autorytet rodzica jest malemu dziecku niezbednie potrzebny do
                      zycia, bo to taka kotwica i wyznacznik bezpieczenstwa.
                      Dziecko jest jak pusta szuflada - to co do niej wlozysz to pozniej z
                      niej wyjmiesz - jak ktos madry kiedys powiedzial.

                      W kazdym razie chyba juz dosyc tych peanow na czesc mojego Malego
                      rozbojnika, ktory nieswiadomy powagi sytuacji zasnal spokojnie snem
                      sprawiedliwego.
                      pozdrawiam i przywoluje haslo z kampanii spolecznej "Kocham, nie
                      bije"
                • 06.11.07, 11:34
                  Sprzatam codziennie smile a synek od malenkosci mi w tym pomaga.
                  > Gotuje tez codziennie a wtedy moj syn bawi sie sam w pokoju smile W
                  > kuchni nie ma drzwi wiec mam go na oku caly czas.
                  > Wychodne na rozne babskie przyjemnosci mam w weekendy kiedy tatus
                  > przejmuje opieke smile
                  Oczywiście robisz słusznie, ale uważaj, bo dostanie Ci się od
                  dyskutantek z wątku Ewci, parę pięter niżej, a niektóre nicki
                  powtarzają się i w tym wątku. Z wątku Ewci możesz się
                  dowiedziedzieć, że to, co robisz, to skandaliczne zaniedbywanie
                  dziecka.
                  Nie rozumiem o co ci chodzi z tym "robieniem tego co matce sprawia
                  > przyjemnosc" i "odroznieniem siebie od matki" nie wiem, gdzie
                  takie
                  > bzdury wyczytalas,
                  Nie wyczytałam. Mam trochę lat i trochę doświadczenia, pamiętam też
                  własne dzieciństwo. Uważam, że dziecko powinno wiedzieć, co mu
                  wolno, czego chce samo, czego chce matka i uczyć sie podejmować
                  decyzje w obrębie tego. Nie jest dobrze, jeśli dziecko ma zawsze
                  takie samo zdanie, taki sam gust i takie same pragnienia, jak matka,
                  bo to znaczy, że nie ma ogóle żadnych pragnień. Dziecko powinno
                  wiedzieć także, że lubi pewne rzeczy, których mu nie wolno, albo na
                  które pozwala mu się rzadko, bo są np. kłopotliwe dla rodziców (np.
                  malowanie farbami - bo trzeba odpowiednio zabezpieczyć stanowisko
                  pracy. Kredki ma do stałej dypozycji, farby wtedy, kiedy poprosi i
                  matka ma czas mu to zorganizować. Przyjemność wtedy większa).
                  Naprawdę nie zalecam bicia ani klapsów, tylko uważam, że sporadyczne
                  wymierzenie klapsa, jeżeli dziecko jest bardzo niegrzeczne, nie jest
                  poważnym problemem i nie warto o tym dyskutować i czynić z tego
                  centrum dyskusji. Autorytet, o którym piszesz, wypracwuje się m. in.
                  dzięku sprawiedliwemu i konsekwentnemu rozdzielaniu nagród, ale i
                  kar. A co do przemocy: czy jeżeli dziecko ucieka na jezdnię (to się
                  może zdarzyć, chyba, że jest tak totalnei uczepione matczynej
                  spódnicy, że się boi) i siłą odciągnę dziecko, to nie jest przemoc?
                  Czy jeżeli wyciągam dziecku rękę z kontaktu, to nie jest przemoc? I
                  czy nie jest w ogóle tak, że wszystko jest przemocą, bo po prostu
                  rodzce są dojrzali, a dziecko nie, i to oni je kształtują świadomie,
                  a nie na odwrót.
                  Wzajemne zrozumienie i poszanowanie polecam, ale wątpię, czy opisana
                  przez Ciebie sytuacja to wzajemne zrozumienie, jeżeli wystarczy
                  Twoje niezadowelenie, żeby synek zrezgnował z czegoś. Zrozum, że to
                  nie jest sytuacja symetryczna i on od maleńkości uczy się nie tego,
                  że ma wypełniać jakieś zasady, ale, że mama ma być zadowolona. Nie o
                  to chodzi w wychowaniu.
                  • 06.11.07, 12:12
                    Jeżu Kolczasty, przeciez to niemozliwe zeby dziecko mialo "zawsze
                    takie samo zdanie, taki sam gust i takie same pragnienia jak matka".
                    To absurd, bo dziecko jest odrebnym bytem i ja nigdy bym nie
                    chciala, zeby tak bylo.
                    Moj syn zarowno farby jak i kredki ma w zasiegu reki, wiec rysuje i
                    maluje, kiedy tylko chce, bo sztalugi stoja rozloozne przez caly
                    czas. Moja rola ogranicza sie do zalozenia fartucha ochronnego i
                    pomocy przy sprzataniu smile
                    Oczywiscie, ze sa sytuacje, kiedy trzeba przytrzymac dziecko na
                    ulicy, zeby nie wpadlo pod samochod, albo zlapac w locie reke, ktora
                    chce uderzyc, ale ja bym tego nie nazwala przemoca, tylko wczesna
                    interwencja. Moj syn nie jest i nigdy nie byl spokojniutkim
                    dzieckiem, ale w sprawach waznych jest bardzo rozsadny i bardzo duzo
                    mozna mu wytlumaczyc. Sa sytuacje kiedy mamusia reaguje podniesionym
                    glosem, sa tez takie, w ktorych wystarczy zmarszczenie czola, albo
                    wyjscie z pokoju i zakonczenie zabawy. W sytauacjach ekstremalnych
                    pomaga przytulenie i spokojna rozmowa, albo odejscie od dziecka na
                    kilka minut w celu ochloniecia. Sytuacja sa rozne i wachlarz reakcji
                    matki tez rozny, ale nie oznacza to wcale, ze trzeba uciekac sie do
                    przemocy czyli bicia lub krzyku.
                    ps. I na pewno moj syn nie zrezygnuje ze skakania po lozku widzac
                    moja marsowa mine. Jedynie ostrzezenie, ze zaraz trafi do szpitala
                    ze zlamana noga na niego dziala i zwykle konczy skakanie predzej czy
                    pozniej.
                    ps2 i nie sadze, zeby matki, ktore bija mialy przy tym usmiechniete
                    buzie. Wydaje mi sie, ze tak czy siak odczucia rodzicow zawsze sa
                    widoczne na ich twarzach, wiec dziecko wie jakie zachowania nie
                    spotykaja sie z akceptacja
                    • 06.11.07, 12:41
                      "Jeżu Kolczasty, przeciez to niemozliwe zeby dziecko mialo "zawsze
                      > takie samo zdanie, taki sam gust i takie same pragnienia jak
                      matka".
                      > To absurd, bo dziecko jest odrebnym bytem i ja nigdy bym nie
                      > chciala, zeby tak bylo."
                      No, ale piszesz, że tak jest u Ciebie i podajesz to jako wzorzec
                      postępowania innym matkom.
                      "Moj syn zarowno farby jak i kredki ma w zasiegu reki, wiec rysuje i
                      > maluje, kiedy tylko chce, bo sztalugi stoja rozloozne przez caly
                      > czas. Moja rola ogranicza sie do zalozenia fartucha ochronnego i
                      > pomocy przy sprzataniu smile"
                      Farby i kredki to był przykład, chodziło mi o pokazanie sytuacji, w
                      której dziecko chce czegoś, co jest dobre wyłącznie dla niego
                      samego, a nie dla matki, dla której stanowi to dodatkowy kłopot. I
                      wtedy, poprzez negocjacje (np. farby raz w tygodniu, kiedy mama jest
                      wolniejsza, farby tuż przed dobranocką, bo potem zaraz jest mycie i
                      pójście spać, a wcześniej trzebaby dodatkowo się myć po farbach)
                      dziecko uczy się artykułować własne pragnienia i uzgadniać je z
                      innymi osobami, a zarazem uświadamia sobie, że to ONO chce malować,
                      a nie matka. To uczy samodzielnego rozwijania osobowości.
                      O"czywiscie, ze sa sytuacje, kiedy trzeba przytrzymac dziecko na
                      > ulicy, zeby nie wpadlo pod samochod, albo zlapac w locie reke,
                      ktora
                      > chce uderzyc, ale ja bym tego nie nazwala przemoca, tylko wczesna
                      > interwencja."
                      Szczerze mowiąc, różnica jest dla mnie zbyt subtelna. Tak czy owak
                      siłą fizyczną wymuszasz na dziecku pożądane zachowanie i zreztą
                      całkiem słusznie.
                      "nie sadze, zeby matki, ktore bija mialy przy tym usmiechniete
                      > buzie. Wydaje mi sie, ze tak czy siak odczucia rodzicow zawsze sa
                      > widoczne na ich twarzach, wiec dziecko wie jakie zachowania nie
                      > spotykaja sie z akceptacja"
                      Jeżeli rodzice karzą za coś dziecko, to wyrażają w ten sposób brak
                      akceptacji dla takiego zachowania i dziecko powinno to wiedzieć. Ale
                      zastosowanie kary innej, niż tylko niezadowolona mina matki,
                      pokazuje dziecku jasno, że złamanie jakiejś zasady jest złe DLA
                      NIEGO SAMEGO, a nie tylko dlatego, że robi przykrość matce. Jezeli
                      jedyną karą dla dziecka jest świadomość, że zrobiło przykrość matce,
                      to znaczy, że dziecko nie ma własnej tożsamości. Sensem kary jest
                      to, że dziecko doznało jakiejś przykrości OSOBIŚCIE, a nie, że
                      doznała jej matka zawiedziona zachowaniem dziecka.
                      Oczywiście wcale nie namawiam do karania w postaci klapsów, kary
                      mogą być różne, powinny być adekwatne do przewin i poziomu
                      zrozumienia dziecka, ale powinny pokazać dziecku, że to ONO traci na
                      tym, że przekracza zasady, a nie matka, której wyrządza przykrość.

                      • 06.11.07, 20:19
                        Bardzo madrze piszesz smile ale troszeczke mijasz sie z prawda a propos
                        cytowania moich nigdy nie napisanych slow.
                        Co do ostrzegawczej miny mamy - ja nie traktuje tego jako kary ani
                        tez syn tego tak nie postrzega. Mina to ostrzezenie. A kara w
                        potocznym rozumieniu tego slowa - to zwykle zaprzestanie zabawy i
                        pozostawienie syna samego na kilka minut i pozniej powazna rozmowa.
                        Dziecko naprawde duzo rozumie i nie trzeba go bic, zeby wychowac na
                        dobrego czlowieka.
                        • 06.11.07, 21:05
                          Nie wiem, gdzie cytowałam Twoje nigdy nienapisane słowa. Wklejam je
                          z postów, więc są dokładnie przepisane.
                          Kara polegająca na zaprzestaniu zabawy jest dobrą karą.
                          Co do miny: cały czas widać, że Twój synek boi się najbardziej tego,
                          że będziesz niezadowolona z niego, a nie tego, że zostanie ukarany.
                          I to jest ten problem, który widzę. Moim zdaniem on się do tego
                          stopnia utożsamił z Tobą, że nie potrafi sobie wyobrazić tego, że
                          mógłby Ci sprawić zawód. I to nie jest autorytet. Autorytet polega
                          na uznaniu kompetencji jakiejś innej osoby w jakiejś dziedzinie, ale
                          przedtem trzeba widzieć tę dziedzinę i tę osobę odrębnie. Zatem jest
                          świat, który rządzi się jakimiś zasadami, i mama, która te zasady
                          zna. Z tego, co piszesz, nie wynika jednak, że synek uznaje Ciebie
                          za przewodniczkę, która pozwala mu odnaleźć się w świecie, bo on
                          tego nie próbuje. On chce tylko Ciebie zadowolić, a świat wokół Was
                          jest mu niepotrzebny. I w tym dostrzegam niebezpieczeństwo.
                          • 06.11.07, 21:11
                            srebrnarybka napisała:

                            > Nie wiem, gdzie cytowałam Twoje nigdy nienapisane słowa. Wklejam je
                            > z postów, więc są dokładnie przepisane.
                            > Kara polegająca na zaprzestaniu zabawy jest dobrą karą.
                            > Co do miny: cały czas widać, że Twój synek boi się najbardziej tego,
                            > że będziesz niezadowolona z niego, a nie tego, że zostanie ukarany.
                            > I to jest ten problem, który widzę. Moim zdaniem on się do tego
                            > stopnia utożsamił z Tobą, że nie potrafi sobie wyobrazić tego, że
                            > mógłby Ci sprawić zawód. I to nie jest autorytet. Autorytet polega
                            > na uznaniu kompetencji jakiejś innej osoby w jakiejś dziedzinie, ale
                            > przedtem trzeba widzieć tę dziedzinę i tę osobę odrębnie. Zatem jest
                            > świat, który rządzi się jakimiś zasadami, i mama, która te zasady
                            > zna. Z tego, co piszesz, nie wynika jednak, że synek uznaje Ciebie
                            > za przewodniczkę, która pozwala mu odnaleźć się w świecie, bo on
                            > tego nie próbuje. On chce tylko Ciebie zadowolić, a świat wokół Was
                            > jest mu niepotrzebny. I w tym dostrzegam niebezpieczeństwo.

                            Ten post to jest żart, tak ?
                            Proszę wskaż mi dziecko, które czując że właśnie przekracza granicę nie zerka na minę rodzica próbując odczytać jego reakcję ... Wskaż mi też rodzica, który nie robi groźnej miny, kiedy dziecko "czai się" do przekroczenia granicy ...
                            I wszystkie te biedne dzieci tych okrutnych rodziców mają problemy z własną tożsamością ...

                            ;DDDDDD

                            --
                            Fasola
                            • 06.11.07, 21:28
                              gaja78 napisała:


                              > ie robi groźnej miny, kiedy dziecko "czai się" do przekroczenia
                              granicy ...

                              Niektórzy rodzice nie potrafia zrobic groźnej miny, nie potrafia
                              nawet stanowczo czegoś powiedzieć /zabronić/dziecku. Naprawdę!!
                              I stąd często wynika bezradność wobec dzieci i klapsy i kary.
                          • 06.11.07, 21:23
                            srebrnarybka napisała:

                            > Kara polegająca na zaprzestaniu zabawy jest dobrą karą.
                            > Co do miny: cały czas widać, że Twój synek boi się najbardziej
                            tego,
                            > że będziesz niezadowolona z niego, a nie tego, że zostanie
                            ukarany.
                            > I to jest ten problem, który widzę.

                            Nie zgadzam się z tym zupełnie i dodatkowo uważam to za
                            niedorzeczność. Z karą czy bez kary wyrażasz swoje niezadowolenie,
                            czyż nie tak?
                            Natomiast reagowanie na groźna minę mamy moim zdaniem jest
                            świadectwem że dziecko liczy sie z matką, bierze matkę pod uwagę,
                            wie że gożna mina mamy to naprawde coś i nie potrzebne klapsy aby
                            wzmocnic to przekonanie. Dodatkowo zdaje sobie sprawe że postepuje
                            żle /skoro matka ma groźna minę a jest dla dziecka autorytetem/,
                            strach przed kara nie zawsze uczy tej świadomosci zwłąszcza jesli
                            matka nie wyrobiła sobie autorytetu i wychowuje karami. jest ponadto
                            zagrożenie że dziciak nauczy sie kombinować jak uniknąc kary.
                            Ja generalnie jestem przeciwniczka kary. Wole stosować "groźne
                            spojrzenie"
                          • 06.11.07, 22:11
                            Odwoluje co napisalam wczesniej - ty wcale madrze nie piszesz surprised

                            Tresci powyzszej nie skomentuje, bo te pseudopsychologiczne wnioski
                            sa po prostu zenujace.
                            Ale jesli mialabys po nocach nie spac to uspokajam, ze jedyna osoba,
                            ktora chce mnie zadowolic jest moj maz - choc nie zawsze mu sie to
                            udaje smile))) Juz sie boje jaki wniosek z tego wyciagniesz - run
                            Forrest run!
                            • 06.11.07, 22:20
                              dzieki za wasze opinie, bo juz zaczynalam sie zastanawiac jaka
                              straszna krzywde wyrzadzam dziecku tymi spojrzeniami surprised
                              Juz prawie zdecydowalam sie walnac go z usmiechem przy nastepnej
                              okazji dla oczyszczenia atmosfery... zartuje oczywiscie smile
                              Ale i tak szczeka mi opadla po przeczytaniu doglebnej analizy mojego
                              zycia domowego - dobrze, ze przynajmniej placic nie musze uncertain
              • 06.11.07, 19:34
                srebrnarybka napisała:


                > To jest relacja bliska, ale brutalnie powiem, że nie wiem, czy to
                > jsst DOBRA relacja. Dziecko od urodzenia wie, że ma robić tylko
                to,
                > co matce sprawia przyjemność, a nie to, co czego sam chce.

                Moim zdaniem zupełnie nie masz rację, to bardzo dobrze jak matka
                jest takim autorytetem dla dziecka /a powinna być przez pierwsze
                lata życia/ że wystarczy groźne spojrzenie lub jakas
                inna "bezkrwawa" metoda.
                Klapy nie służą budowaniu tego autorytetu.
                • 06.11.07, 20:58
                  Nie zachęcam nikogo do dawania klapsów dzieciom. Twierdzę tylko, że
                  jeśli klaps się zdarzy, to nie jest to rzecz straszna, godna takiego
                  bicia piany, jakie tu odchodzi. Zdecydowanie negatywne jest też
                  utożsamianie jednego klapsa z katowaniem dzieci, bo zupełnie
                  niepotrzebnie wpędza matki, którym się to zdarzyło, w poczucie winy
                  wobec własnych dzieci, a to na pewno nie sprzyja budowaniu
                  autorytetu. Ci zaś, którzy rzeczywiście dzieci katują, nie czytają
                  tego formu.
                  A co do autorytetu: matka, z którą dziecko utożsamia się całkowicie,
                  nie jest autorytetem, bo autorytetem może być tylko odrębna osoba.
                  Jeżeli matka ma autorytet, to dziecko będzie zasadniczo jej
                  słuchało, ale niekiedy ze świadomością, że wcale nie ma ochoty z
                  czegoś zrezygnować, i z żalem. Natomiast synek Fogito nie rezygnuje
                  z niczego, on wie, czego chce matka i chce tego samego, nie ma w
                  ogóle własnych pragnień. Trudno tu mowić o autorytecie, bo własna
                  głowa nie może być dla nikogo autorytetem.
                  • 06.11.07, 21:13
                    srebrnarybka napisała:

                    > Nie zachęcam nikogo do dawania klapsów dzieciom. Twierdzę tylko,
                    że
                    > jeśli klaps się zdarzy, to nie jest to rzecz straszna, godna
                    takiego
                    > bicia piany, jakie tu odchodzi.

                    jakie tam bicie piany?? Chyba nie czytałas innych wątków na temat
                    bicia. Tam sie dopiero działo smile
                    Zdecydowanie negatywne jest też
                    > utożsamianie jednego klapsa z katowaniem dzieci, bo zupełnie
                    > niepotrzebnie wpędza matki, którym się to zdarzyło, w poczucie
                    winy
                    > wobec własnych dzieci,
                    Nie zauważyłam aby ktoś tu utożsamiał te dwie sprawy. Katowanie nie
                    podlega dyskusji chyba, natomiast klaps tez jest czymś złym i moim
                    zdaniem groźnym kiedy ktos pozwala sobie na takie rozładowanie
                    złości.

                    > Jeżeli matka ma autorytet, to dziecko będzie zasadniczo jej
                    > słuchało, ale niekiedy ze świadomością, że wcale nie ma ochoty z
                    > czegoś zrezygnować, i z żalem. Natomiast synek Fogito nie
                    rezygnuje
                    > z niczego, on wie, czego chce matka i chce tego samego, nie ma w
                    > ogóle własnych pragnień.

                    Nie odniosłam takiego wrażenia z wypowiedzi Fogito że jej synek nie
                    ma własnych pragnień, cos sobie dośpiewujesz.
                  • 06.11.07, 21:18
                    srebrnarybka napisała:

                    > Nie zachęcam nikogo do dawania klapsów dzieciom. Twierdzę tylko, że jeśli klaps się zdarzy, to nie jest to rzecz straszna, godna takiego bicia piany, jakie tu odchodzi. Zdecydowanie negatywne jest też utożsamianie jednego klapsa z katowaniem dzieci, bo zupełnie
                    > niepotrzebnie wpędza matki, którym się to zdarzyło, w poczucie winy
                    > wobec własnych dzieci, a to na pewno nie sprzyja budowaniu
                    > autorytetu.

                    No tak. Matka, która usłyszy że dawanie klapsa jest karygodne, poczuje takie wyrzuty sumienia za jednego czy dwa klapsy, które jej się zdarzyły, ze zapadnie się w sobie jak czarna dziura i już nigdy nie będzie potrafiła być autorytetem dla swojego dziecka ... tongue_out

                    > Natomiast synek Fogito nie rezygnuje
                    > z niczego, on wie, czego chce matka i chce tego samego, nie ma w
                    > ogóle własnych pragnień. Trudno tu mowić o autorytecie, bo własna
                    > głowa nie może być dla nikogo autorytetem.

                    Co jeszcze wydedukowałaś z postów Fogito na temat jej życia rodzinnego ? Może być ciekawie big_grinDDDD
                    A tak na serio to myślę że masz poważny problem z zapędzaniem się w nadinterpretacje.
                    --
                    Fasola
                    • 06.11.07, 23:31
                      Krótko i szybko do wszystkich dyskutantek, bo niestety czasu nie mam.
                      1. twierdzcie, że nikt nie utożsamia klapsa z katowaniem - proszę
                      poczytać tarsze wypowiedzi - roją się od obaw, że się spowoduje
                      klapsem uszczerbek na zdrowiu dziecka, bo trudno postawić granicę.
                      2. No tak. Matka, która usłyszy że dawanie klapsa jest karygodne,
                      poczuje takie wy
                      > rzuty sumienia za jednego czy dwa klapsy, które jej się zdarzyły,
                      ze zapadnie s
                      > ię w sobie jak czarna dziura i już nigdy nie będzie potrafiła być
                      autorytetem d
                      > la swojego dziecka .. - przecież z Waszych postów to wynika.
                      Autorki dzielą się na takie, które z dumą opowiadają, że nigdy nie
                      uderzyły dziecka, oburzają się, że może się to komuś zdarzyć, i
                      podkreślają, że to nie buduje autorytetu, i na te, które się
                      samooskarżają,że raz im się zdarzyło, ale przeprosiły dziecko, w
                      wersji hard nawet za to, że na nie krzyknęły, wstydzą się, czują się
                      winne i tę winę rozdrapują. Te drugie nie mają poczucia własnej
                      wartości, więc nie mogą mieć autorytetu u dzieci, a dyskusja na
                      formum w tym je utwierdza, te pierwsze, jeśli im się mimo wszystko
                      klaps zdarzy, także stracą poczucie własnej wartości i załamie im
                      się misternie budowany system.
                      3. Cytat z pierwszego postu Fogito, przeklejony z postu, więc z
                      pewnością nie jest to nieprawdziwe cytowanie słów nienapisanych, co
                      mi zarzuca:
                      "Nie bije dziecka (syn 3,8 lat) z zalozenia i dla bicia nie widze
                      zadnego usprawiedliwienia. Nie znecam sie tez nad dzieckiem
                      psychicznie i nie wymierzam zadnych kar. Wychowuje dziecko od
                      urodzenia sama (tzn. bez pomocy babc czy opiekunek) i mam z nim
                      dobra realacje. Wystarczy moja niezadowolona mina albo ustne
                      ostrzezenie. W sytuacjach awaryjnych zawsze pomaga rozmowa." - jeśli
                      prawie 4 letni chłopiec nigdy nie zrobił niczego takiego, co
                      wymagałoby kary, bo wystarczy niezadowolona mina mamy, to znaczy, że
                      kompletnie nie ma jakiejkolwiek własnej inicjatywy i osobowości i
                      całkowicie z mamą się utożsamia.
                      4. Ktoś mnie skrytykował, że moim zdaniem rodzice powinni karać
                      dzieci nie okazując jednocześnie niezadowolenia. Nie o to mi
                      chodziło. Chodziło mi o to, że niezadowolenie matki nie może być
                      jedyną karą. Dziecko powinno wiedzieć, że istnieją pewne zasady
                      niezależne od osoby matki, których przekraczać nie wolno, a matka
                      może uzyskać autorytet przez konsekwentne ich egzekwowanie.
                      Natomiast dla synka Fogito zasada jest jedna: utrzymać zadowolenie
                      matki. Jak wynika z dalszej części postu, ojciec już nie może
                      wyegzekwoować żadnych zasad, bo rzadziej bywa w domu i synek nie
                      jest z nim związany, więc nie potrzebuje aż tak bardzo jego
                      akceptacji. Gdyby natomiast wiedział, że są jakieś zasady, to by
                      starał się ich przestrzegać dla nich samych, a nie tylko dlatego, by
                      nie zdenerwować matki.
                      Do bicia i klapsów nikogo nie zachęcałam i nie zachęcam.
                      Bardzo też proszę o powstrzymanie się przez panie, które nie biją
                      dzieci, by ich nie poniżyć, by nie poniżały też mnie zarzucając mi
                      kłamstwo i patologie psychiczne. Dobrze jest agresji nie okazywać
                      nie tylko dzieciom, ale w ogóle innym osobom. To taka cecha ludzi
                      kulturalnych, a człowiek kulturalny łatwiej powtrzyma się od agresji
                      i poniżania własnego dziecka.
                      • 07.11.07, 00:03
                        czytam ,to wszystko o tym biciu i jestem w szoku,jak moze matce
                        przyjsc do glowy,aby nawet mocniej klepnac swoje dziecko,ja bym
                        umarla zanim bym to zrobila.mam czteroletnia corke,po jej urodzeniu
                        oddalam prowadzenie wlasnej firmy swoim pracownikom,totalnie
                        poswiecilam sie dla corki i nie oddala bym tego czasu za nic na
                        swiecie, od czterech lat jestem 24 na dobe praktycznie tylko z
                        nia,maz rano wychodzi wieczorem wraca bo tez prowadzi swoja firme,i
                        nigdy nawet nie bylam zla na moje dziecko,fakt ulegam jej zawsze
                        robie to co ona chce potrafie spelnic wszystkie jej zachcianki i
                        moje kolezanki twierdza ,ze przesadzam,corka nie odstepuje mnie na
                        krok obydwie jestesmy zle gdy ktos do nas przychodzi,potrafimy
                        godzinami razem siedziec,bawic sie,nigdy nie spotkalam sie z jakims
                        agresywnym zachowaniem u niej.
                        jestem przeciwna biciu ,krzyczeniu,ja nigdy nie podnioslam,nawet
                        glosu na moja corke.a tak przyokazji to moze ktos mi powie co tak
                        oburza moje kolezanki w moim zachowaniu,powinnam wydzierac sie na
                        swoja corke? toczyc awantury o jedna lalke wiecej w sklepie?to
                        wlasnie mnie denerwuja zachowania tych kolezanek np.gdy idziemy
                        razem na zakupy i ta wieczna walka z dziecmi o 10zl,za np.misia.lub
                        to wieczne upominanie gdy sa np. u mnie w domu,zostaw,usiadz,a juz
                        super jest gdy dziecko placze a matka jeszcze na nie krzyczy,wtedy
                        mam ochote wyprosic taka pania razem z jej dzieckiem.wyznaje zasade
                        przyjazni moje dziecko jest wolne tak jak ja moze robic to na co ma
                        ochote,mowic to co ma do powiedzenia,jesc kiedy chce ,spac kiedy
                        chce,a ja jestem matka i mam zapewnic jej totalny komfort,co w tym
                        zlego?skoro ten uklad dla nas obu sie sprawdza.
                        • 07.11.07, 00:09
                          "ja jestem matka i mam zapewnic jej totalny komfort"
                          Ty masz ją wychować, tzn. przygotować do życia, w którym są pewne
                          zasady, w którym nie chodzi się spać, o której się chce, są ustalone
                          pory posiłków, nie zawsze ma się pieniądze na to, co się chce i
                          trzeba na nie zarabiać, nie spadają z nieba. Kiedyś Twoja córka
                          zetknie się z tym światem i będzie na to kompletnie nieprzygotowana,
                          a wtedy będzie bardzo biedna. Współczuję jej i tyle.
                          • 07.11.07, 00:21
                            a kto chodzi spac o ustalonych porach,kto je regularne posilki w
                            dzisiejszym swiecie,czy wychowanie polega na zakazach i nakazach?
                            rozmowa,czuloscia,miloscia mozna wiecej przekazac nie tylko dziecku,
                            a czteroletnia dziewczynka to male dziecko i ma miec cudowne
                            dziecinstwo,ma miec super mame, fajna, ciepla i taka na ktora zawsze
                            mozna liczyc ktora ja zawsze rozumie,nie krzyczy nie bije i zawsze
                            mowi"nic sie nie stalo kochanie"nawet jesli dla mnie sie stalo bo
                            zostal np.zniszczony jakis cenny dla mnie przedmiot,a tylko dlatego
                            bo nic nie jest wazniejsze od spokoju i dobrego samopoczucia mojego
                            dziecka.takie jest moje zdanie i go nie zmienie.
                            • 16.11.07, 19:16
                              > zawsze
                              > mowi"nic sie nie stalo kochanie"nawet jesli dla mnie sie stalo bo
                              > zostal np.zniszczony jakis cenny dla mnie przedmiot

                              Czy Ty jedziesz na psychotropach? Bo obawiam się, że każdy, nawet
                              bardzo spokojny, człowiek bez używania silnych środków
                              uspokajających lekko by się zdenerwował, widząc, że dziecko właśnie
                              rozbiło telewizor, podarło zdjęcia ze ślubnego albumu czy pocięło
                              najlepszy garnitur ojca. wink
                              • 16.11.07, 19:21
                                angazetka napisała:

                                > > zawsze
                                > > mowi"nic sie nie stalo kochanie"nawet jesli dla mnie sie stalo
                                bo
                                > > zostal np.zniszczony jakis cenny dla mnie przedmiot
                                >
                                > Czy Ty jedziesz na psychotropach? Bo obawiam się, że każdy, nawet
                                > bardzo spokojny, człowiek bez używania silnych środków
                                > uspokajających lekko by się zdenerwował, widząc, że dziecko
                                właśnie
                                > rozbiło telewizor, podarło zdjęcia ze ślubnego albumu czy pocięło
                                > najlepszy garnitur ojca. wink

                                nie,cnie jade na psychotropach ,ok,jesli ktos musi ukarac dziecko bo
                                uzna ,ze w danej sytuacji powinien,niech to zrobi ,ale nie w ten
                                sposob,wszedzie mowia,ze nie wolno bic dzieci,nie istotne czy
                                lyzka,pasem,reka nie wolno i juz.to nic nie daje pozwala mamusi
                                tatusiowi sie wyladowac,a gdzie w tym wszystkim dziecko.
                                • 16.11.07, 19:38
                                  Czy ja napisałam, że popieram bicie? Tylko mnie przeraziła matka-
                                  cyborg, która nie jest w stanie powiedzieć dziecku, że niszczenie
                                  cennych przedmiotów jest złe i to w imię dziwnie pojętego dobra
                                  dziecka. Nauczycielka czy inne dzieci w szkole (chyba że do szkoły
                                  też jej nie poślecie?) mogą mieć inne zdanie na temat swojej
                                  własności.
                        • 07.11.07, 19:30
                          ania1500 napisała:

                          > chce,a ja jestem matka i mam zapewnic jej totalny komfort,co w tym
                          > zlego?skoro ten uklad dla nas obu sie sprawdza.

                          Wybacz ale przesadzasz w drugą stronę. Moim zdaniem rola matki nie
                          polega na zapewnianiu dziecku totalnego komfortu.
                          • 07.11.07, 19:41
                            niektorzy faceci uwazaja, ze taka jest rola żony smile))
                          • 07.11.07, 20:00
                            a na czym polega wedlug ciebie? wogole dlaczego przesadzam? wedlug
                            mnie jest ok.moje dziecko nie budzi sie w nocy z krzykiem,nie wali
                            mnie po twarzy,nie awanturuje sie ze mna to co jest nie tak?
                            • 07.11.07, 20:23
                              ania1500 napisała:

                              > a na czym polega wedlug ciebie?
                              Ogólnie rzecz ujmujac na przygotowaniu do życia, które między innymi
                              polega na stawianiu wymagań, uczeniu zasad.
                              Niektórmi prośbami /np o kolejna lalke w sklepie/dziecko tylko
                              wystawia Cie na próbę. Nie jest przeciez tak że wszystko i zawsze
                              bedzie mogła otrzymać i nie wszystko będzie w zyciu po jej myśli,
                              musisz ją zatem nauczyc także radzic sobie z własnymi frustracjami,
                              złymi emocjami. Nie unikać ich tylko pomóc stawic im czoła itd, itp.

                              A po za tym nie zapomnij jej nauczyc że mama tez człowiek, ma swoje
                              potrzeby i jej rola nie sprowadza sie do zapewnienia przyjemnosci i
                              komfortu dziecku.
                              • 07.11.07, 20:49
                                masz racje kobieta nie jest w zyciu tylko matka,ale ja cztery lata
                                temu sama swiadomie zrezygnowalam ze wszystkiego praca ,ktora byla
                                moja pasja poszla w odstawke do tego stopnia ,ze dzisiaj gdy ktos
                                przychodzi do mnie z dokumentami do podpisania jestem juz zla.
                                jednak jesli chodzi o moje inne potrzeby to corka nie przeszkadza mi
                                w ich zaspakajaniu wrecz przeciwnie,potrafimy wszystko robic
                                razem,jest mi przykro gdy bawi sie sama przez dluzej niz 20 min i
                                nie przychodzi do mnie,wiem to jest dziwne,ale ja nie potrafie bez
                                niej zyc.wizyta u kosmetyczki czy fryzjera wydaje mi sie wiecznoscia
                                pomimo tego,ze wiem ,ze przy malej jest moj maz,nie dlatego ,ze boje
                                sie o nia tylko zwyczajnie tesknie,bardzo tesknie.
                                • 07.11.07, 21:16
                                  ania1500 napisała:

                                  > potrafimy wszystko robic
                                  > razem,jest mi przykro gdy bawi sie sama przez dluzej niz 20 min

                                  Moim zdaniem to nie jest dobre ani dla Ciebie ani tym bardziej dla
                                  niej, naucz ja jak najszybciej robic cos samej, bawic sie samej. Ona
                                  jest w tym wieku że pewnie tego potrzebuje tylko nie umie. To tez
                                  należy do wychowania
                                  • 07.11.07, 21:58
                                    no to ja jednak wyrodna matka jestem, bo ja sie ciesze kiedy moj
                                    synek bawi sie sam i mam chwile - czytaj godzinke - na gotowanie i
                                    sprzatanie. A najszczesliwsza jestem jak go odwoze do przedszkola na
                                    cztery godziny i moge w spokoju wziac prysznic i sie wysikac bez
                                    swiadkow smile Co nie zmienia faktu, ze uwielbiam spedzac z nim czas i
                                    przez prawie cztery lata zostawilam go z tata tylko na dwie noce,
                                    kiedy nie moglam go zabrac do babci do szpitala.
                                    • 07.11.07, 22:29
                                      wicie zaczynam sie zastanawiac sama nad soba nie bede niczego
                                      zmieniac nie chce denerwowac swojego dziecka,ale po tym co czytam to
                                      przychodzi mi do glowy kilka refleksji,zawsze bylam szczesliwa bo to
                                      moje dziecko nie musialo klocic sie ze mna o nic,wiedzialo ,ze
                                      zrobie wszystko co zechce,ostatnio o 1 w nocy jezdzialm po wawie
                                      samochodem bez celu bo maja corka chciala sie przejechac,ona
                                      zadecydowala ,ze nie chce isc do przedszkola bo wydawalo mi sie,ze
                                      ma prawo zadecydowac co dalej,moj maz postepuje dokladnie tak samo
                                      jak ja wystarczy jeden telefon oli do taty i on zostawia wszystko w
                                      pracy i jedzie do domu bo ona go poprosila aby przyjechal na
                                      chwile,wchodzi do domu a corka mowi "chcialam cie tylko pocalowac" a
                                      on jest najszesliwszy na swiecie mi to sie podobalo,ale czytam
                                      wypowiedzi tutaj i zaczynam sie zastanawiac czy dobrze
                                      robimy,wlasnie moj maz powiedzial "przestan czytac te glupoty,ola to
                                      aniol".tak aniol jest grzeczna fajna,ale moze jest gdzies jakis blad
                                      skoro wszyscy tutaj chyba inaczej mysla niz ja.wiem,ze teraz nie
                                      wolno mi niszczyc tego co juz zbudowalam,to by byl szok dla mojego
                                      dziecka,ale zastanowic sie chyba moge,prawda?
                                      • 08.11.07, 09:29
                                        Aniu, a nie myślisz czasami jak to będzie jak córeczka dorosnie ? Nie boisz się, że nie będzie potrafiła radzić sobie z sytuacjami, w któych jej potrzeby nie będą zaspakajane ? Że pierwsza porażka w dorosłym czy prawie dorosłym życiu wpędzi ją w jakąś cholerną depresję ?
                                        Nie chcę ci niczego narzucać, to po prostu takie rozważania.

                                        --
                                        Fasola
                                        • 08.11.07, 15:17
                                          gaja78 napisała:

                                          > Aniu, a nie myślisz czasami jak to będzie jak córeczka dorosnie ?
                                          Nie boisz się
                                          > , że nie będzie potrafiła radzić sobie z sytuacjami, w któych jej
                                          potrzeby nie
                                          > będą zaspakajane ? Że pierwsza porażka w dorosłym czy prawie
                                          dorosłym życiu wpę
                                          > dzi ją w jakąś cholerną depresję ?
                                          > Nie chcę ci niczego narzucać, to po prostu takie rozważania.
                                          >
                                          pewnie masz racje,postaram sie ja chronic tak dlugo jak sie da ,a
                                          potem zobaczymy chyba naprawde troche przesadzilam w jedna
                                          strone,ale teraz zostalo mi tylko dalej tak postepowac,bo byla by
                                          tragedia a co bedzie dalej zobaczymy.
                                      • 08.11.07, 11:54
                                        Ojej niezle przegieliscie w druga strone. Spelnianie wszystkich
                                        zachcianek kilkulatka to chyba nie jest madre postepowanie rodzicow.
                                        Mam wrazenie, że ze strachu przed jej reakcja - placzem/krzykiem -
                                        wolicie po prostu zrobic wszystko co chce. Przy okazji wyrzadzacie
                                        jej krzywde, bo dziecko tak naprawde do tej pory nie przekonalo sie
                                        gdzie sa postawione granice i co jest dla niej dobre. Jezdzenie po
                                        nocy autem na pewno dobre nie jest i tego powinna sie dowiedzec od
                                        mamy, ktora mowi "nie" nocnym przejazdzkom. Decyzje o pojsciu do
                                        przedszkola powinni podjac rodzice, bo skad dziecko ma wiedziec, czy
                                        to bedzie dobre czy zle doswiadczenie. I mysle, ze wlasnie od
                                        wyslania corki do przedszkola na kilka godzin powinniscie zaczac.
                                        Jesli bedziecie czekac jeszcze dwa lata do obowiazkowej zerowki moze
                                        sie okazac, ze zetkniecie z prawdziwym swiatem moze byc bardzo
                                        bolesne dla dziecka, bo na pewno ani nauczyciel ani koledzy nie beda
                                        sie z nia cackac tak jak tatus z mamusia.
                                        Zachowujac sie jak sluzacy udzielnej ksiezniczki wyrzadzacie
                                        nieswiadomie krzywde corce. I to nie ona jest aniolem tylko Wy.
                                        Lepiej byloby chyba jednak, gdyby czasami tata powiedzial Kochanie
                                        dostaniesz buziaka jak wroce z pracy, a mama odmowila wyjechania z
                                        domu po polnocy surprised
                                        Bo to ona jest dzieckiem a Wy rodzicami a nie odwrotnie.
                                        Zycze powodzenia.
                                        • 08.11.07, 15:41
                                          fogito napisała:

                                          > Ojej niezle przegieliscie w druga strone. Spelnianie wszystkich
                                          > zachcianek kilkulatka to chyba nie jest madre postepowanie
                                          rodzicow.
                                          > Mam wrazenie, że ze strachu przed jej reakcja - placzem/krzykiem -
                                          > wolicie po prostu zrobic wszystko co chce. Przy okazji wyrzadzacie
                                          > jej krzywde, bo dziecko tak naprawde do tej pory nie przekonalo
                                          sie
                                          > gdzie sa postawione granice i co jest dla niej dobre. Jezdzenie po
                                          > nocy autem na pewno dobre nie jest i tego powinna sie dowiedzec od
                                          > mamy, ktora mowi "nie" nocnym przejazdzkom. Decyzje o pojsciu do
                                          > przedszkola powinni podjac rodzice, bo skad dziecko ma wiedziec,
                                          czy
                                          > to bedzie dobre czy zle doswiadczenie. I mysle, ze wlasnie od
                                          > wyslania corki do przedszkola na kilka godzin powinniscie zaczac.
                                          > Jesli bedziecie czekac jeszcze dwa lata do obowiazkowej zerowki
                                          moze
                                          > sie okazac, ze zetkniecie z prawdziwym swiatem moze byc bardzo
                                          > bolesne dla dziecka, bo na pewno ani nauczyciel ani koledzy nie
                                          beda
                                          > sie z nia cackac tak jak tatus z mamusia.
                                          > Zachowujac sie jak sluzacy udzielnej ksiezniczki wyrzadzacie
                                          > nieswiadomie krzywde corce. I to nie ona jest aniolem tylko Wy.
                                          > Lepiej byloby chyba jednak, gdyby czasami tata powiedzial Kochanie
                                          > dostaniesz buziaka jak wroce z pracy, a mama odmowila wyjechania z
                                          > domu po polnocy surprised
                                          > Bo to ona jest dzieckiem a Wy rodzicami a nie odwrotnie.
                                          > Zycze powodzenia.


                                          przedszkole odpada,zreszta chyba nie da sie tu juz nic zrobic
                                          tymbardziej,ze ja chyba nie chce nic zmieniac,bo bedzie koszmar u
                                          mnie w domu,zreszta moj maz twierdzi ,ze powinnam przestac to
                                          czytac,ale pewnie macie troche racji,tylko jakiekolwiek zmiany
                                          narazie nie wchodza w gre.
                                          • 08.11.07, 20:25
                                            ... jaki koszmar masz na mysli. Moze okazac sie, ze corka zakocha
                                            sie w przedszkolu i bedzie tam biegla w podskokach. Bo panie beda
                                            fajne i kolezanki... Mozecie sie naprawde zdziwic jesli tylko
                                            sprobujecie.
                                            Jesli "nie wolno" Ci czytac forum to kup sobie jakikolwiekj poradnik
                                            o wychowaniu dziecka w ksiegarni albo zadaj pytanie na forum
                                            eksperckim "wychowanie bez porazek" i na pewno uzyskasz te same
                                            porady tylko podane w madrzejszej formie.
                                            A ja bym zaczela zmiany wprowadzac jak najszybciej, bo im dalej w
                                            las tym bedzie gorzej. Jesli lezy Ci na sercu dobro dziecka to
                                            musisz byc zarowno matka kochajaca jaki wymagajaca. Zreszta ojciec
                                            powinien Cie wspierac w tych dzialaniach, bo jak piszesz bardzo
                                            kocha corke.
                                            Milosc rodzicielska to milosc madra smile Powodzenia
                                            ps. no bo chyba nie chcecie trafic do programu "Super niania", w
                                            ktorym roi sie od takich rozkapryszonych ksiezniczek surprised
                                            • 08.11.07, 20:32
                                              moja corka wbrew pozorom nie jest rozkapryszona ,a do przedszkola
                                              nie pojdzie bo nie chce,a ja nie bede robic rewolucji w domu ,serce
                                              mi peknie jak bedzie plakac przezemnie,rozumiem,ze cos moze byc nie
                                              tak w moim postepowaniu,ale niech zostanie jak jest potem zobaczymy.
                                              • 08.11.07, 21:51
                                                trudno stwierdzic, czy nie jest rozkapryszona skoro zawsze robicie
                                                to co chce. Pewnie nia ma wielu powodow do protestow, skoro nawet
                                                potrafi wyciagnac Cie z domu o 1;00 w nocy. Ja bym sie ruszyla tylko
                                                gybym musiala pedzic do szpitala.
                                                Pojscie do przedszkola to nie rewolucja tylko konsekwencja
                                                dorastania dziecka. Wydaje mi sie, ze to Ty masz wiekszy problem z
                                                rozstaniem z nia niz odwrotnie. I chyba na sile chcesz przedluzyc
                                                jej okres uzaleznienia od mamusi.
                                                Moj syn tez "nie chcial" pojsc do przedszkola a jak go zaprowadzilam
                                                pierwszy raz to poszedl do dzieci jak w dym i nawet mi nie pomachal.
                                                Wydaje mi sie, ze ona nie chce, bo nie wie jak jest w przedszkolu.
                                                Dla jej wlasnego zdrowia psychicznego powinnas umozliwic jej kontakt
                                                z rowiesnikami chociaz przez kilka godzin dziennie.
                                                W kazdym razie twoje dziecko i twoja decyzja.
                                                • 08.11.07, 22:20
                                                  nie ma powodow do protestow to fakt,jak bys tak bala sie placzu
                                                  swojego dziecka jak ja to bys sie ruszyla o 3 w nocy,zreszta dla
                                                  mnie to nie problem pojezdzic godzine samochodem a ona to lubi,ale
                                                  mam inny problem,moja corka widzi,ze ja inaczej sie zachowuje do
                                                  niej ,niz np.moje kolezanki do swoich dzieci i mowila mi
                                                  wczesniej,ze np.ewa jest niedobra dla igi,fakt laska wydziera sie
                                                  caly czas na swoja corke,ale dzisiaj gdy do mnie przyszla po ktoryms
                                                  jej wystapieniu moja corka jej wykrzyczala"przestan sie drzec glowa
                                                  mnie boli,jestes okropna",w pewnym stopniu potwierdzilam slowa
                                                  corki,a kolezanka wyszla,nie martwie sie tym,ze wyszla znam ja jutro
                                                  wroci,ale ta sytuacja,bo prawda jest taka ,ze szkoda mi tej jej
                                                  corki zawsze jest mi przykro jak musze sluchac jej placzu,i martwie
                                                  sie,ze to denerwuje moje dziecko.nie wiem co mam jutro powiedziec
                                                  ewie.
                                                  • 08.11.07, 23:13
                                                    No coz obie przeginacie, tylko w roznych kierunkach. Ty pozwalasz
                                                    corce na wszystko i boisz sie powiedziec "nie" a twoja kolezanka
                                                    tylko na dziecko wrzeszczy. Moze usiadzcie razem i zastanowcie sie
                                                    jak zastosowac zasade zlotego srodka.
                                                    To, ze pozwalsz corce krzyczec na kogos w ten sposob, to tez jest
                                                    duzy blad. Wkrotce ona wydrze sie na Ciebie, bo nie zdazysz na czas
                                                    wstac z lozka albo cos innego.
                                                    Ja nie wiem skad u Ciebie ten brak racjonalnego podejscia do
                                                    dziecka, ale moze powinnas porozmawiac z jakims specjalista. Tak na
                                                    oko, to twoja relacja z corka jest chora i wkrotce obróci sie
                                                    przeciwko tobie. A najgorzej na tym wyjdzie dziecko.
                                                    Oczywiscie nieustanne krzyki to tez nie jest metoda wychowawcza.

                                                    ps. ja nigdy nie ruszylabym sie z lozka o 3:00 nad ranem bez powodu.
                                                    To jakis absurd. Moje dziecko spedzilo trzy doby na OIOM'ie dwa lata
                                                    temu i to co przezylam wtedy to koszmar. Przez rok nie bylam w
                                                    stanie usnac normalnie i nieustannie nasluchiwalam, czy Maly
                                                    oddycha. Jeszcze teraz ciagle wstaje kilka razy w nocy ze strachu.
                                                    Jednakze pomimo ciaglego leku o dziecko nie wyobrazam sobie, zebym
                                                    mogla stac sie jego niewolnica i spelniac wszystkie zachcianki
                                                    czterolatka. Dla mnie - wybacz - to chore. No i na pewno nie
                                                    pozwolilabym mu krzyczec na ludzi, bo to jest kwestia wychowania.
                                                    Moze po prostu nie zapraszaj do domu kolezanki skoro nie akceptujesz
                                                    jej zachowania.
                                                  • 09.11.07, 01:24
                                                    ej no bez przesady nie jest to chore poprostu tak nam sie
                                                    ulozylo,ale my z mezem mamy swietny kontakt z dzieckiem do mnie
                                                    corka nie krzyczy nie wscieka sie,jest ok, atmosfera w domu super.
                                                    a co do specjalisty to nieskorzystam,nie przesadzaj.
                      • 07.11.07, 00:36
                        A żeś pojechała ...
                        Fanfary raz proszę ! I kwiaty i oklaski !
                        big_grinDDD
                        --
                        Fasola
                      • 07.11.07, 14:41
                        dla uczczenia powyzszych glupot jakie wypisuje srebrnarybka
                        .....................................................

                        Amen

                        p.s. to byl taki listopadowy akcent smile
    • 06.11.07, 10:03
      nigdy nie uderzyłam, żeby bolało, nie dałam 'wychowawczego klapsa'.
      córka ma 4 lata i 3 miesiące...
      dostałam nie raz - klapsa niezliczoną ilość razy, lanie - kilka.
      chyba z bezradności matki, bo ojciec nigdy w życiu mnie nie uderzył -
      potrafił wychowywać innymi metodami.
      --
      - Ma pan prawo do korzystania ze szpitalnego garażu, panie Wyman.
      - Tak, dziękuję - odparł doktor Lecter. Zaparkował już samochód
      Wymana w garażu, z Wymanem w bagażniku. /T.H./
      • 06.11.07, 11:50
        klapsa jak mały w pamersie siedział czasami dostał,ale staram sie
        bardzo opanowac swoje nerwy
        • 18.11.07, 23:17
          ja mam nadzieję, że swojemu dzieciaczkowi nigdy klapsa nie dam…. jak cos mnie
          wkurza to wychodze do drugiego pokoju i staram się opanować…
          • 18.11.07, 23:37
            Właśnie opanowanie i cierpliwość, to tych cech brakuje tym ,którzy dają klapsy
            dzieciakom, one nic nie rozwiązują, bo nie uczą niczego oprócz starchu.
            • 19.11.07, 00:25
              Ej, ale czemu tak wszystko do skrajności, oczywiście nie mówię o katowaniu
              dziecka, ale klaps, który nie boli, ale jest klapsem? Czytam ostatnio o tym
              sporo, bo rozmawialam o tym ze znajoma i ja bym się mogła zgodzic z anna z forum
              smyka na ten temat:
              smyk.com/index.php?option=com_forum&action=thread&id=3323&Itemid=0
    • 06.11.07, 12:34
      Nigdy nie dałam klapsa,zdzarzyło mi się dwukrotnie dać "po łapach" i
      bardzo się potem z tym paskudnie czułam.Zdarza mi sie czasem
      podnieść głos (niestety) i też mi się to nie podoba. Za to potrafię
      być do bólu konsekwentna (i często wydaje mi się, że w takim
      przypadku jestem strasznie wyrodna).W jakiejś książce kiedyś
      wyczytałam zdanie (mniej więcej takie):"Jeżeli uważasz, że dzieci
      należy wychowywać bez bicia(a my- czyli autorzy się z tym absolutnie
      zgadzamy), to znaczy, że uderzysz swoje dziecko tylko tyle razy ile
      naprawdę będzie to konieczne"
      Mnie jakoś na szczęście "ręka nie swędzi", ale jeżeli kiedyś zdarzy
      mi się dać klapsa, to jednak postaram się z tym zyć. Kochamy z mężem
      nasze dziecko nad życie, ona o tym wie.Patrzę na nią i widzę bardzo
      szczęśliwe dziecko.
      • 06.11.07, 13:49
        a owszem zdarzyło się
        z bezsilnosci i wygodnictwa
        bo przylać jest najprościej, najłatwiej, najszybciej

        strach w jej oczach dał mi sporo do myślenia.
        Więcej sie nie powtórzyło



        --
        Homo sapiens non urinat in ventum
    • 06.11.07, 19:31
      Nie, nigdy. I nie zamierzam.
      W krytycznych sytuacjach stosuję wykrzyknięcie imienia dziecka naprawdę mocno podniesionym głosem. Takim prawdziwym krzykiem, który jest zarezerwowany tylko dla tych krytycznych momentów. Nie zdarzyło się jeszcze, żeby nie zadziałało.

      --
      Fasola
      • 16.11.07, 15:25
        dostałam raz, trzy razy ręką w tyłek od taty, a że rękę miał mocną,
        więcej nie było trzeba, wtedy dostała też moja siostra, tak
        samo...oglądałyśmy film, a brat, którego miałysmy pilnować spadł ze
        schodów..chyba byłam w zerówce, siostra rok młodsza...nie mam zalu
        do taty, stosunki sa miedzy nami bardzo dobre...

        córeczka moja dostała dwa razy klapsa (ale nie głaskanie po
        pampersie, ale tak, żeby pupa poczuła), w obu przypadkach za
        gryzienie i szczypanie...i o dziwo podziałało, jak ręką
        odjął...wyrzutów nie miałam, bo było to przemyslane, inne metody nie
        pomogły, a nie miałam zamiaru czekać aż wyrośnie..

        metody typu karny jeżyk, zamknięcie w pokoju, przytrzymywanie, jak
        ma histerię uważam za gorsze kary niż klaps, dla mnie to jest
        znęcanie się psychiczne nad dzieckiem...klaps jest szybki, dziecko
        wie, za co go dostało (no przynajmniej powinno wiedzieć), chwile
        popłacze i już...jakoś nie wyobrażam sobie zamnkiecia córeczki w
        pokoju, dla mnie to przerażające by było, dla małego dziecka chyba
        tak samo....

        aha, klapsów nie naduzywam, bo to też byłaby przesada, ale są
        sytuacje, kiedy dziecko robi coś którys raz, świadomie, z
        premedytacją, kiedy krzywdzi kogoś innego, wtedy uważam, że
        zasługuje na klapsa...jeśli tak po prostu jest niegrzeczne, wygłupia
        się, nie chce czegoś zrobić, 15 raz wyrzuca rzeczy z szafki...to nie
        jest powodem dla mnie do kary...dziecko też ma swoje prawa i mały
        rozumek jeszcze...

        --
        Julia
    • 07.11.07, 22:44
      ależ dałam i to nie raz. Jakoś nie mam wyrzutów sumienia.
      • 07.11.07, 22:57
        burza4 napisała:

        > ależ dałam i to nie raz. Jakoś nie mam wyrzutów sumienia.


        raczej powinnas miec i to ciagle bez przerwy ciekawe co za kilka lat
        powie ci na to twoje dziecko.
        • 07.11.07, 23:56
          Pewnie nic nie powie. Jezeli poza tym była dobrą matką i dziecko sie
          jej nie bało.
          Dla mnie wszelkie metody siłowe, w tym obecnie modny "karny jeżyk"
          sa z jednej bajki. Uważam odizolowanie dziecka, a szczególnie
          wymaganie od niego, aby sie nie ruszalo z wyznaczonego miejsca - a
          jesli nie to sadzanie siłą - za dokladnie taka saa metode jak laps.
          Czyli wykorzystanie siły doroslego do poskromienia dziecka.
          Raz w życiu odizolowałam corke- na minute. Nie powtorzylam tego
          nigdy wiecej, pierwszy raz widziałam dziecko, ktore było tak
          zrozpaczone , ze nie wiedziało co ze soba zrobić.
          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • 08.11.07, 12:20
            oj powie powie. Ja nigdy nie uderze wlasnie dlatego, ze do tej pory
            pamietam bicie z dziecinstwa. Nie pomoglo mi to zbudowac relacji z
            matka i caly czas mam do niej zal.
            Wszystko zalezy od wrazliwosci dziecka. Jedno zniesie 100 klapsow, a
            drugie nie wytrzyma kilku. Ja mialam depresje jako kilkulatka i to
            byl koszamr. Balam sie pojsc spac wiedzorem, bo myslalam, ze nigdy
            sie nie obudze. A problem z nocnym moczeniem trwal do poznych lat
            podstawowki. Do tego mialam ciagle bole glowy i problemy z
            zoladkiem. I oczywicie w tamtych czasach nikomu nie przyszlo zabrac
            dziecko do psychologa albo zmieniec "metody wychowawcze", bo
            przeciez nie bylismy rodzina patologiczna. W koncu podobo kilka
            klapsow jszcze nikomu nie zaszkodzilo. No coz mnie zaszkodzilo
            bardzo i dlatego nigdy nie uderze swojego dziecka.
    • 08.11.07, 01:05
      dostawalam
      nigdy nie dalam malemu klapsa. mam nadzeje ze jesli tak sie stanie w
      przyszlosci ze uniose reke na niego, reka ta mi uschnie ...
      --
      Maciek 07.03.2006
      Marcowa niespodzianka
    • 08.11.07, 21:04
      Nigdy nie dalam i mam nadzieje, ze nie dam. Poki co reka mnie nie
      swedzi, jakos nie mam takiego odruchu.
      Zlapalam za reke ze dwa razy, bo ostatnio (ma 2,5 roku) na topie
      jest rzucanie.

      Sama dostalam pare razy (2 razy duze oficjalne lanie).
    • 15.11.07, 17:26
      Nie biję i nie krzyczę, bo traktuję swoje dziecko tak, jak sama chcę
      być traktowana. Jak juz jestem baaaardzo zła, to liczę do 10, albo i
      dłużej, żeby "para" ze mnie zeszła. Doskonale bowiem wiem, że w
      złości można naprawdę zrobić krzywdę, a potem żałować tego do końca
      życia.
    • 16.11.07, 10:25
      Mi również zdażyło się dać pare klapsów mojemu starszemu synowi,a
      robiłam to bardzo wyjątkowych sytułacjah np;gdy bije młodszego brata
      i mie mam tu na myśli sytułacje gdy starszy zabiera mu zabawki tylko
      dostaje w tyłek gdy próbujego zepchnąć z swojego łóżka takich
      zachowań nie wolno tolerować bo komóś może stać się krzywda.Zawsze
      gdy starszy syn dostanie przez tyłek to mam ogromne wyrzuty sumienia
      i obiecuje sobie że więcej tego nie zrobie ale czasami mi nie
      wychodzi bo mój syn jest strasznym urwisem i przychodzom mu do głowy
      coraz to bardziej ciekawsze pomysły nie zawsze bezpieczne.
      • 16.11.07, 12:02
        ja terz nie chcialam bic mojej corki tlumaczylam jej non stop az glos stracilam
        i wieczorem nie mialam sily mowic,pewnego dnia corka zrobila numer stanela na
        glowie ,na fotelu i odepchnela sie nogami i poleciala ,ja mialam przy piersi
        malego.Wczesniej mowilam jej zeby tak nie robia z 10 razy,wlalam jej drewniana
        lyzka 3 razy co prawda rozumu jej to nie wbilo do glowy bo za 5min zrobila w
        drugim pokoju to samo ale na widok lyzki troche sie uspokaja ,teraz nie musze
        jej bic wystarczy ze zobaczy ze zobaczy lyzke .Po tym wypadku nie mialam
        wyrzutow sumienia ,czasem lepiej dac w dupe niz ma sie stac cos gorszego.Bardzo
        kocham moja corke i jest moim najwiekszym skarbem .

        • 16.11.07, 12:15
          Jak komuś odpowiada straszenie, wychowywanie łyżką to jego sprawa. Mi nie
          odpowiada.
          • 16.11.07, 15:21
            Co proponujesz w tej sytuacji?
            • 16.11.07, 19:11
              srebrnarybka napisała:

              > Co proponujesz w tej sytuacji?
              jak mowila 10 razy,to niech to powtorzy 100 razy a nie bije
              dziecko ,nie istotne czym ,istotne,ze bije.
              • 16.11.07, 19:48
                Kiedy będzie powtarzała 11ty raz, dziecko spadnie znowu i zabije
                się. Ale nie dozna poniżenia, jakie powoduje uderzenia łyżką.
                • 16.11.07, 19:49
                  P.S. proszę tego nie traktować jako zachęty do bicia. Postawiłam
                  pytanie, co w opisanej sytuacji powinno się zrobić i jak na razie
                  nie otrzymałam zadowalającej odpowiedzi
            • 16.11.07, 19:51
              > Co proponujesz w tej sytuacji?

              Wszystkie inne metody wychowawcze. No chyba ze ktoś ma tylko łyżkę w zanadrzu.
              • 16.11.07, 19:58
                wszystkie inne, czyli np. wychowanie bezstresowe? Czyli pozwolić
                dziecku, niech wlezie na fotel i się zabije? I czy mogłabyś pokazać
                praktyczne zastodowanie jakiejś innej metody wychowawczej w tej
                konkretnej sytuacji, a nie uciekać się do ogólników?
                I złośliwie, przyznaję, że cholernie złośliwie, jak na mnie, nawiążę
                do dyskusji, którą ze sobą prowadzimy w innym wątku: dlaczego za
                poniżające i absolutnie niedopuszczalne uznajesz danie bardzo
                niegrzecznemu dziecku jednorazowego klapsa, który nie zostawia
                żadnych skutków na ciele, a jednocześnie za zupełnie naturalne
                kalecznie uszu małym dziewczynkom bez żadnego sensownego powodu,
                wyłącznie dla widzimisię ich matek? Czy to nie jest zniewolenie i
                pozbawienia godności ludzkiej tych dzieci?
                • 16.11.07, 20:08
                  Czy wszystko co nie jest poparte klapsem jest wychowaniem bezstresowym?

                  Wziąć dziecko na bok wytłumaczyć obrazowo konsekwencje w odpowiednio intonując
                  głos. Jeśli nie zadziała przejść do bardzo stresowej metody czyli wyznaczyć karę.

                  PS. srebrnarybka, wrzuć na luz. Czy myślisz że skoro się z Tobą nie zgadzam to
                  Cię atakuje?
                • 16.11.07, 20:10
                  > poniżające i absolutnie niedopuszczalne uznajesz danie bardzo
                  > niegrzecznemu dziecku jednorazowego klapsa, który nie zostawia
                  > żadnych skutków na ciele

                  Akurat w tym momencie nie o śladach na ciele myślałam. Po prostu metoda
                  przedstawiona przez forumke działa średnio.
                  • 16.11.07, 20:27
                    Kropko, ja NIE PROPAGUJĘ BICIA jako metody wychowawczej. Nie uważam
                    też, że nie ma innych metod niż całkiem bezstresowa a la ania1500 i
                    tłuczenie dziecka. Po prostu zapytałam, jaką konkretną inną metodę
                    proponujesz, skoro metoda opisana w poście Ci się nie podoba? (Mnie
                    też, szczególnie użycie łyżki, co dodatkowo "odczłowiecza" całą
                    operację).
                    Poza tym naprawdę nie mogę pojąć sprzeczności między Twoim
                    radykalnym sprzeciwem wobec samej myśli o udezeniu dziecka w
                    ekstremalnej sytuacji a aprobatą i uznaniem za normalne kaleczenia
                    uszu małym dziewczynkom wyłącznie dla dobrego samopoczucia (???) ich
                    matek. Piszesz, że tradycja. OK, bicie dzieci przez wieki też było
                    tradycją, a obecnie jest potępiane. Więc mnie nie przekonuje
                    magiczne słowo tradycja jako usprawiedliwienie kolczykowania
                    nieświadomych dziewczynek. Jest to przecież istotna ingerencja w
                    cielesną integralność dziecka, jeszcze mniej uzasadniona, niż bicie,
                    które może być sprawiedliwą, chociaż surową karą, za naganne
                    zachowanie. A w wypadku kolczykowania matka decyduje o tym, czy
                    dziecko będzie miało trwałe ślady na ciele w ogóle nie pytając go o
                    zdanie i dziecko nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia. Czy to nie
                    jest poniżenie?
                    • 16.11.07, 22:50
                      ja akurat bym nie porownywala bicia do przekuwania uszu.a co do
                      innej metody,wedlug mnie kazda inna byla by lepsza od bicia.ja bym
                      podeszla wziela dziecko na rece i po mojemu bylo by"kochanie mowilam
                      zrobisz sobie krzywde",wiem,powinno byc"mowilam nie rob tak bo sobie
                      zrobisz krzywde",powiedziala bym jaka to moze byc krzywda.wedlug
                      mnie powinno wystarczyc,oczywiscie nikt mi nie przyzna racji no ale
                      to moje zdanie.
                      P.S.jesli autentycznie istnialo w tej sytuacji prawdopodobienstwo
                      nieszczescia to mysle,ze tak mozna bylo to zalatwic,i tak mama
                      musiala sie podniesc i zareagowac,ale czy musiala bic,wedlug mnie
                      napewno nie.cos w tym musi byc jesli wszyscy do okola lacznie ze
                      specjalistami glosno i wyraznie mowia ze bic nie wolno.
                      • 16.11.07, 23:11
                        .ja bym
                        > podeszla wziela dziecko na rece i po mojemu bylo by"kochanie
                        mowilam
                        > zrobisz sobie krzywde",wiem,powinno byc"mowilam nie rob tak bo
                        sobie
                        > zrobisz krzywde",powiedziala bym jaka to moze byc krzywda.wedlug
                        > mnie powinno wystarczyc,oczywiscie nikt mi nie przyzna racji no
                        ale
                        > to moje zdanie.
                        > P.S.jesli autentycznie istnialo w tej sytuacji prawdopodobienstwo
                        > nieszczescia to mysle,ze tak mozna bylo to zalatwic,i tak mama
                        > musiala sie podniesc i zareagowac,ale czy musiala bic,wedlug mnie
                        > napewno nie.cos w tym musi byc jesli wszyscy do okola lacznie ze
                        > specjalistami glosno i wyraznie mowia ze bic nie wolno.

                        bardzo wygodnie jest wziąć na ręce jedno dziecko, jak się drugie
                        karmi piersią. Wiem, że "każda inna" metoda byłaby lepsza, ale
                        ogłaszam konkurs na wskazanie konkretnej i sposób jej zastosowania,
                        a nie zbywanie sprawy ogólnikami typu "każda inna". Tam trzeba było
                        zastosować konkretną metodę.
                        • 17.11.07, 07:21
                          > Wiem, że "każda inna" metoda byłaby lepsza, ale
                          > ogłaszam konkurs na wskazanie konkretnej i sposób jej zastosowania,
                          > a nie zbywanie sprawy ogólnikami typu "każda inna". Tam trzeba było
                          > zastosować konkretną metodę.

                          Jestem mamą bliźniaków więc wiem o co to znaczy dwójka dzieci. Może warto było
                          odwrócić uwagę dziecka od tej zabawy na fotelu. Jeśli przychodzi karmienie
                          młodszego maluszka znaleźć córce jakieś maksymalnie absorbujące zajęcie inne niż
                          zabawy z fotelem.

                          Nie wiem dokładnie jak wyglądała sytuacja u forumki. Czy karmiła w innym pokoju
                          niż była córka czy w tym samym. W każdym razie trzeba było przerwać
                          niebezpieczną zabawę. Czy to przez nakaz posiedzenia chwile w innym pokoju czy
                          bezpośrednio przy mamie.

                          > bardzo wygodnie jest wziąć na ręce jedno dziecko, jak się drugie
                          > karmi piersią.

                          Nie sadzisz że żeby dać dziecku lanie trzeba mieć tez wolne ręce?

                    • 16.11.07, 22:54
                      wlasnie o to chodzi nie chcialas uderzyc dziecka tylko puscily ci
                      nerwy,dlatego pisalam ze to jest wyladowanie sie rodzicow.
              • 16.11.07, 20:01
                > wlalam jej drewniana
                > lyzka 3 razy co prawda rozumu jej to nie wbilo do glowy bo za 5min
                > zrobila w drugim pokoju to samo ale na widok lyzki troche sie
                > uspokaja

                Widać metoda średnia. To że na widok łyżki córka grzeczniała znaczy tylko tyle
                że jak mamy nie było robiła swoje.
                • 16.11.07, 20:10
                  Ja nie chwaliłam metody bicia łyżką, tylko prosiłam o zaproponownie
                  lepszej. Jak na razie, nikt w tej sprawie nie ma nic do powiedzenia
                  poza gromami rzucanymi na mamę, która użyła owej łyżki.
                  • 17.11.07, 13:32
                    srebrnarybka napisała:

                    > Ja nie chwaliłam metody bicia łyżką, tylko prosiłam o zaproponownie
                    > lepszej. Jak na razie, nikt w tej sprawie nie ma nic do powiedzenia
                    > poza gromami rzucanymi na mamę, która użyła owej łyżki.

                    Zakaz jakichkolwiek zabaw z użyciem fotela. Zakaz wchodzenia na niego. Złamanie zakazu = nieobejrzenie dobranocki. Jeśli dziecko dobranocki nie ogląda, może to być odebranie jakiegokolwiek innego rytuału powtarzanego codziennie (może wieczorne czytanie bajki ?).

                    --
                    Fasola
    • 16.11.07, 22:50
      Dziewczyny zrobilyscie ze mnie okropna matke,ja jestem przeciwna biciu wtedy
      jabylam sama caly dzien z corka ktora jest bardzo energicznym dzieckiem i z
      miesiecznym synem moje nerwy naprawde poscily co wiecej sie nie przydarzylo.Fakt
      ze corka za 5min zrobila to samo i jeszcze pozniej probowala ukratkiem patrzac
      na mnie czy patrze ale ja jej tylko przypomnialam tamten wieczor i jak to sie
      moglo skonczyc teraz juz nie staje na glowie.Teraz przynajmniej jestem spokojna
      ze karku sobie nie zlamie.Ijeszcze jedno mala lubi jak jaj sie cos kupuje
      cokolwiek karteczki czy spinki i ona bardzo stara sie byc grzeczna co rzadko jej
      sie udaje wytrzymac do wieczora.
      Nie czuje sie "wyrodna matka'przez to ze raz dostala mocniej po dupce
      a teraz ja strasze ta owa nieszczesna lyzka .


      • 16.11.07, 23:13
        Dziewczyno, nie przejmuj się. Wszyscy Cię krytykują, ale nikt nie
        zaproponował lepszej metody, mimo, żę od paru godzin wszystkich
        męczę tym pytaniem.
        • 17.11.07, 07:26
          > Dziewczyno, nie przejmuj się. Wszyscy Cię krytykują, ale nikt nie
          > zaproponował lepszej metody, mimo, żę od paru godzin wszystkich
          > męczę tym pytaniem.

          Może nikt Cię nie czyta i stąd nikły odzewsmile? A tak poważnie, sama mam na koncie
          klapsa więc nie demonizuje mami5. Jednakowoż z doświadczenia wiem że to w niczym
          nie pomaga. Rozładowuje jakieś tam emocje rodzica. A kiedy mamy nie ma w pobliżu
          dziecię robi swoje.
        • 17.11.07, 09:02
          W powyzszym przypadku jesli starsze dziecko probuje "popelnic
          samobojstwo" na fotelu a matka karmi mlodsze proponuje:
          1) Uzyc wyobrazni przed karmieniem - ktore z zalozenia trwa dlugo -
          i znalezc dla starszego dziecka jakies interesujace zajecie - np.
          rysowanie, klocki lub cokolwiek co dziecko lubi, w najgorzym razie
          bajka w telewizji - co i tak jest lepsze niz skakanie po fotelu.

          2) Jesli jednak zdarzy sie, ze dziecku strzeli cos do glowy i
          zacznie robic sobie krzywde podczas karmienia malucha, to nie
          pozostaje nic innego jak odlozyc na chwile malucha i porozmawiac ze
          starszym o konsekwencjach popelnianego czynu i ewentualnie znalezc
          dziecku inne zajecie. Skoro matka oderwala sie od karmienia, zeby
          przywalic corce mogla rownie dobrze z nia powaznie pogadac.
          Nie wiem w jakim jest wieku starsza dziewczynka, a od tego zalezy
          postepowanie - na mlodszego dziala odwrocenie uwagi a nastarszego
          zapowiedz np. "zero bajki na dobranoc" - przynajmniej u mojego
          dziala.

          No i chyba nie nalezy przesadzac z tym robieniem sobie krzywdy na
          fotelu, bo moj syn skacze po fotelach nieustannie i jakos sie
          jeszcze nie zabil a ma juz prawie 4 lata. Oczywiscie gdy przesadza
          to go pytam, czy chce jechac do szpitala - nigdy nie chce wiec
          zaprzestaje zabawy.

          Male dzieci wbrew pozorom duzo rozumieja i po prostu trzeba z nimi
          rozmawiac, a jeszcze czesciej trzeba po prostu uzywac wyobrazni i
          przewidywac niektore sytuacje - wtedy latwiej jest im zapobiec.
      • 17.11.07, 07:32
        > Dziewczyny zrobilyscie ze mnie okropna matke,ja jestem przeciwna
        > biciu wtedy...

        Nie jesteś okropną matką. Mi też kiedyś nerwy puściły. Często byłam sama z
        dwójką dzieci. Zadbaj jednak o to żeby córka się nie nudziła kiedy karmisz
        drugie dziecko. A unikniesz takich sytuacji.


        • 17.11.07, 09:36
          Dziękuję, o takie konstruktywne odpowiedzi mi właśnie chodziło.
    • 19.11.07, 09:17
      nie/nie
    • 20.11.07, 13:29
      witam

      oj zaswędziała ręka i to nie raz ale trzeba radzić sobie z
      sytuacjami kiedy jesteśmy wyprowadzone z równowagi
      tylko czy klapsy coś dają???
      a co powiecie dziecku które zostanie wyprowadzone z równowagi przez
      was, ciocię , babcię itd. - mogę się załozyć, że będzie wam głupio ,
      przykro i powiecie mu , że tak nie wolno robić - a z kogo brało
      przykład????
      pozdrawiam
      • 20.11.07, 14:30
        > a co powiecie dziecku które zostanie wyprowadzone z równowagi przez
        > was, ciocię , babcię itd. - mogę się załozyć, że będzie wam głupio ,
        > przykro i powiecie mu , że tak nie wolno robić - a z kogo brało
        > przykład????

        Bardzo trafne spostrzeżenie. To my dziecku pokazujemy jak radzić sobie ze
        złością. A potem nie dziwota że dziecko w napadzie szału łapska na matkę wyciąga.
        • 20.11.07, 20:35
          Swieta racja! I potem sie ludzie dziwuja skad te dzieci takie
          agresywne.
          Moj nie bije, bo nigdy nie byl bity. I mam nadzieje, ze tak zostanie
          • 20.11.07, 21:30
            NIE- bicie to tylko wyrazanie wlasnej bezradnosci.....
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.