Dodaj do ulubionych

Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsypałam

13.11.07, 10:06
psychicznie. Najpierw ten kurator. Potem się dowiedziałam, że
najstarszą córkę na 99% wyrzucą z liceum plastycznego po I semestrze
za brak klasyfikacji z wiodącego przedmiotu. Wczoraj wieczorem
ostatecznie pożegnałam się na gg z moim przybranym "synem" i mam
poczucie ogromnej straty. Nie mam męża, rodzeństwa, rodziców (81-
letnia mama stała się właściwie moim 4. dzieckiem). Znajomych też
niewielu, bo przy tylu obowiązkach nie miałam zbyt wiele czasu na
pielęgnowanie przyjaźni, a trudno mi odstręczać garstkę tych, co
pozostali, wiecznymi żalami i narzekaniem. I, co najgorsze, nie mam
już nadziei, a zawsze mimo trudności wierzyłam w swoją szczęśliwą
gwiazdę. Wstydzę się własnego egocentryzmu, bo wiem, że inni mają
gorzej. Nie oczekuję od Was więcej wsparcia, bo dostałam go już
bardzo dużo w wątku o kuratorze, a ile w końcu można. Mam prośbę:
może ktoś mi podsunie ksiązkę, jakiś poradnik czy coś w tym rodzaju,
której lektura może przywrócić nadzieję na to, że jeszcze kiedyś
zaświeci słońce. I prośbę do admina, by nie przenosił mojego wątku,
choć jest nie całkiem na temat, bo nie na każdym forum znajdę taką
życzliwą ekipę.

--
Dogs look up to us. Cats look down to us.
Pigs treat us as equals.
Winston Churchill
Edytor zaawansowany
  • srebrnarybka 13.11.07, 10:24
    Problem kuratora omówiliśmy juz wystarczająco - chyba wiesz, co
    robić. Starszą córke wywalą z liceum plastycznego - trudno, skończy
    inne. Skoro nie jest klasyfikowana z wiodącego przedmiotu
    (plastyka?), to widocznie jej to nie interesuje i nie ma sensu robić
    tego na siłę. Poza tym ma już 16 lat, więc jest już za siebie w
    duzym stopniu odpowiedzialna. Zrozum, że nie Ty nie jesteś już w
    100% odpowidzialna za swoje dzieci, one są coraz bardziej
    odpowiedzialne.
    A poza tym - co Ci już radziłam - zajmij się trochę sobą. Na to, aby
    normalnie funkcjonować, musisz BYĆ i być w zgodzie sama ze sobą -
    teraz nie jesteś. Praktyczne kroki, jakich możesz dokonać w tym
    kierunku: uaktywnij córki w pracach domowych, żebyś Ty miała trochę
    czasu dla siebie. Nie wiem, jakie mają obowiązki w domu, ale są
    dostatecznie duże, żeby już miały, w końcu jedzą, brudzą siebie i
    ubrania etc. - dlaczego tylko Ty masz sprzątać, prać, gotować,
    zmywać i robić zakupy? A stosowne umiejętności im się w życiu
    przydadzą. Więc np. dyżury zmywania, a Ty czytasz dobrą powieść albo
    przed TV. I nie wolno Ci mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.
    Poza tym w ogóle - jakaś zmiana. Ufarbuj włosy, zrób trwałą, zmień
    fryzurę - nie wiem, co masz na głowie, ale to jest dobra metoda. Kup
    sobie nowego ciucha - w używniaku można za 5 zł, a humor poprawi.
    Kino, teatr, wycieczka na weekend ze znajomymi, a bez córek -
    przecież gimnazjalistki mogą zostać bez opieki.
    I radzę Ci wzmocnić (odnowić, podtrzymać) kontakty, które masz.
    Wydaje mi się, że znajomi wirtualni to jednak nie jest najlepszy
    podtrzymywacz. Poszukaj sobie żywych - są bardzo potrzebni. Wiem to
    z dwóch stron: sama wygrzebuję się z różnych trudnych sytuacji
    dlatego, że zadręczam żywych znajomych (czasem za pomocą maili, ale
    to są konkretne osoby), i sama regularnie daję się zadręczać. W
    środowisku (dużym) jestem czymś pośrednim między konfesjonałem i
    psychoterapeutą - jak ktoś ma problem, to dzwoni i mi opowiada. Ja
    na ogół tylko słucham, ale widocznie ludziom to pomaga, skoro
    dzwonią. A dzięki temu ja też mogę bez skrępowania zadzwonić, jak
    potrzebuję.
    3maj się i nie załamuj, musi być dobrze
  • olamazur 13.11.07, 10:25
    Nie bardzo się znamy, ale może uda mi się Cię pocieszyć wink
    A więc tak:

    > Potem się dowiedziałam, że najstarszą córkę na 99% wyrzucą z
    > liceum plastycznego po I semestrze za brak klasyfikacji z
    > wiodącego przedmiotu.

    To dobra wiadomość! Nie ma zdolności, po co się męczyć. Szkoda czasu
    i wiecznego poczucia bycia gorszą. Niech trafi do szkoły, gdzie
    będzie w czymś lepsza od innych.

    > Wczoraj wieczorem ostatecznie pożegnałam się na gg z moim
    > przybranym "synem" i mam poczucie ogromnej straty.

    Nie wiem, co to za syn, ale jeśli znajomość wyłącznie internetowa,
    to dobrze, że się skończyła. Znajdziesz miejsce w życiu, by myśleć o
    realnych ludziach, przyjaciołach odsuniętych z powodu wiertualnego
    rozmówcy.

    > Nie mam męża, rodzeństwa, rodziców (81-letnia mama stała się
    > właściwie moim 4. dzieckiem).

    Pogratulować mamie, że wolisz na starość sama się nią opiekować
    niż zlecać to innym. To Cię wzbogaca jako człowieka, możesz być z
    siebie dumna, że dajesz radę. Jak mama kiedyś odejdzie, to będziesz
    się cieszyła, że zdecydowałaś się być z nią do końca.

    > Znajomych też niewielu, bo przy tylu obowiązkach nie miałam zbyt
    > wiele czasu na pielęgnowanie przyjaźni, a trudno mi odstręczać
    > garstkę tych, co pozostali, wiecznymi żalami i narzekaniem.

    Napisz maile do nich, zazdzwoń, poumawiaj się! Co stoi na
    przeszkodzie? Wróć do czytania, kina, teatru, a tematy same się
    znajdą...

    > I, co najgorsze, nie mam już nadziei, a zawsze mimo trudności
    > wierzyłam w swoją szczęśliwą gwiazdę.

    Będzie dobrze. Masz dzieci, nie jesteś sama.
    --
    Mama Antosia (2 lata i 6 m-cy)
    Dla Trójmiasta i Krakowa: www.akademia30plus.pl/
  • lina37 13.11.07, 10:40
    alejka.pl/c/motywacyjne.html moze tam znajdziesz jakas
    ksiazke
  • echtom 13.11.07, 10:51
    Dzięki za linka, widzę po tytułach, że na pewno coś znajdęsmile.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • echtom 13.11.07, 11:14
    Rzecz w tym, że ma zdolności, jest jedną z lepszych w klasie i lubi
    tę szkołę. Dramat w tym, że ma trudności z porannym wstawaniem i
    stąd mnóstwo godzin opuszczonych. A specjalizacja (fotograficzna)
    jest w piątki na 8.00.
    Przybrany "syn" to znajomość z realu - były chłopak córki (pisałam o
    tym w paru wątkach), z którym była dość długo i którego traktowałam
    prawie jak własne dziecko, a rozstali się w okolicznościach
    wykluczających dalszy kontakt. "Wielkie mi uczynił pustki w domu
    moim" i bardzo mi go brakuje.
    Mama to bardziej mój wyrzut sumienia niż powód do dumy. Jest w
    depresji z powodu śmierci ojca i postępującej utraty wzroku, a ja w
    tym stanie psychicznym nie mogę jej dać wiele wsparcia.
    Znajomych się wstydzę - nie chcę, by zaczęli mnie postrzegać
    wyłącznie jako "wampira energetycznego". najbliższa przyjaciółka o
    wszystkim już wie i trudno mi ja katować wałkowaniem w kółko tych
    samych tematów. W sieci trochę lepiej się to rozkłada, a poza tym
    każdy może mnie zignorować, jeśli chce.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • verdana 13.11.07, 11:20
    W sprawie córki wałczylabym - moze sie uda. Bardzo rzadko wywala sie
    dobrych uczniów. Z drugiej strony jej chyba jednak niespecjalnie
    zalezy - jakby jej zalezalo, to by wstawala. Może wiec i dobrz, jak
    zobaczy, jak jej marzenia wala się w gruzy z powodu lenistwa.
    Wiele oob mowilo mi, ze błędem jest przywiazywanie sie do chlopakow
    czy dziewczyn naszych dzieci. Mam wrazenie, ze tu popełnilaś błąd.
    Twoje dziecko nie powinno zrywajac mieć żadnych obciążeń
    typu "zmartwienie mamusi".
    Wstydzić się znajomch nie masz powodu, o ile za bardzo ich nie
    zadreczasz. Większość ludzi lubi sluchac o problemach innych, pomoc,
    pocieszyc.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • echtom 13.11.07, 11:37
    Walczyłam o promocję córki w I klasie - mam tak walczyć do matury
    czy do końca studiów? Trudno, musi ponieść konsekwencje za lenistwo,
    choć to dla mnie też bolesne: szkoda dobrej szkoły dającej maturę i
    zawód i, last but not least, szkoda sporych pieniędzy, jakie
    zainwestowałam w sprzęt, materiały, plenery, dojazdy itp.
    To przywiązanie przyszło samo - do innych sympatii moich dziewczyn
    podchodziłam z dystansem. Ten chłopak ujął mnie swoim emocjonalnym
    ciepłem i, jak mi się wydawało, sporą jak na jego wiek dojrzałością.
    Poza tym związek ten rokował przynajmniej na parę lat. Wyszło jak
    wyszło. Staram się nie rozmawiać z córką na ten temat, jeżeli sama
    nie chce, i nie obciążać jej swoim zmartwieniem. Ale boli jak
    cholera, choć mało kto to rozumie.
    Co do znajomych - problem w wyznaczeniu granicy, by nie było "za
    bardzo".
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • verdana 13.11.07, 11:43
    Mojemu synowi doskonale zrobilo nie walczenie. Ale w tym wypadku
    córka powinna spróbowac sama - nie chce, trudno. Jej sprawa.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sir.vimes 13.11.07, 12:47
    Córce może zależeć.

    Ja też niemal zawaliłam ważną sprawę przez wstawanie rano - problemem były jak
    się okazało nie lenistwo tylko kłopoty ze zdrowiem. Podobnie miała znajoma
    (zawaliła szkołę sportową w podobny sposób co córka Echtom swoja plastyczną).


    Echtom, zbadaj córkę na tarczycę, cukrzycę, pogadaj z lekarzem pierwszego
    kontaktu. Upewnij sie też czy córa je!! Początki anoreksji to często m.im.
    sennosć uniemożliwiająca normalne życie.

    Poza tym - jej jest trudno nagle się zjawić na zajeciach, jeżeli tyle opuściła.

    Nie chcę dokładać ci obowiązków ale nie wiem czy nie poszłabym za nią świecić
    oczami, mimo wszystko. Oczywiście, jeżeli okaże się , że mała (no, nie taka
    mała) ma problemy ze zdrowiem sprawa będzie jasna i nie powinni jej wywalić.

    Niemiło sie czuję pisząc to wszystko - i tak masz sporo na głowie.
  • echtom 13.11.07, 14:21
    Dzięki za rzeczowy post. Też podejrzewałam tarczycę, miała badania
    we wrześniu i wynik jest w normie. Mogę sprawdzić poziom cukru, choć
    na cukrzycę mi to nie wygląda. Obawiam się, że ma kompletnie
    przestawiony rytm dobowy (kładzie się między 1 a 3, to nic dziwnego,
    że trudno jej wstać o 6) i za nic nie chce tego zmienić.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • triss_merigold6 13.11.07, 14:29
    To mi przypomina brata przyjaciółki. Ledwie przebrnął przez liceum,
    bo zwyczajnie nie chodził na pierwsze lekcje, z trudem zdążał na
    jakąś 10:30-11. Potem w pracy bywało, że przychodził koło południa
    albo później i siedział do wieczora. Optymistycznie - chłopak mial
    pracę związaną z giełdą i pisaniem raportów giełdowych, firmę waliło
    o której to zrobi i czy w biurze czy u siebie w domu, pieniądze
    zarabiał sensowne tylko żył (żyje nadalwink) w innym rytmie dobowym.
    Mieszka sam i nikomu jego dziwaczne pory chodzenia spać nie
    przeszkadzają.
  • sir.vimes 13.11.07, 14:39
    Podejrzewam jednak, że niemożnośc doarcia na ósmą nie wynika z lenistwa ani z
    głupoty (bo swiadomie zarywać nocki, jeśli wie się , że ranek bedzie katorga to
    głupota).
    Może ona nie myśli rano? Zostawia wszystkie oowiązki na późny wieczór?
    Ja w jej wieku zaczynałam dzień od dwóch kaw - szatanów. Inaczej chyba
    wyleciałabym ze szkoły.
    Przebadaj ją na cukier - a jeśli nie ma problemów ze zdrowiem , pomóż jej uporać
    sie z tym co narobiła do tej pory no i niech ze sobą walczy.

  • zapomnialamnicka 14.11.07, 02:45
    to i ja sie dolacze do tej litanii

    nigdy nie moge zasnac wczesniej niz 2 nad ranem
    i nie daje rady na rano niestety - odkad pamietam
    w czasach licealnych spalam - na przystanku, na przerwach' w autobusie

    na studiach mialam poprzestwiane godziny zajec na jak najpozniejsze i jakos sie dalo

    powod??
    klade sie do lozka i nie moge zasnac do tej cholernej 2 conajmniej



    --
    Illusion is the first of all pleasures
  • srebrnarybka 13.11.07, 11:47
    Mama to bardziej mój wyrzut sumienia niż powód do dumy. Jest w
    > depresji z powodu śmierci ojca i postępującej utraty wzroku, a ja
    w
    > tym stanie psychicznym nie mogę jej dać wiele wsparcia.
    Dlaczego wyrzut sumienia? Nietety takie jest życie. Możesz mamie dać
    troche ciepła, ale aie jesteś w stanie sprawić, żeby mama była
    młodsza i zdrowsza i żeby była z ojcem. Przyczyny jej złego
    samopoczucia wynikają z opisanych przez ciebie okoliczności, a nie z
    tego, że Ty za mało z siebie dajesz mamie. Nie wiń siebie za rzeczy,
    których nie jesteś winna. Wobec mamy masz oczywiście pewne
    obowiązki, ale musisz mieć świadomość, że nawet idealne ich
    wypełnianie niewiele, niestety, pomoże. Ty chyba w ogóle bardzo
    łatwo przypisujesz sobie winę za wszystkie nieszczęścia Twoich
    bliskich. Wyprostuj się i do pionu!!!!
    Pojutrze czekam na post, w którym opowiesz, na jakim filmie byłaś
    dzisiaj albo jutro (może być teatr, koncert, wystawa, ewentualnie
    nowy ciuch albo fryzura). Jeżeli nie będzie takiego postu, więcej
    nie będę odpowiadała na Twoje posty. Zrozumiano - odmaszerować!!!!
    P.S. mam nadzieję, że się nie obraziłaś?
  • echtom 13.11.07, 11:58
    W przyszłą sobotę wybieram się na zwiedzanie meczetu z kołem
    przewodnickim. W najbliższy weekend też może coś wykombinuję, ale
    rozrywka na dzisiaj to wizyta z mamą u okulisty. Dzięki, Rybko, na
    pewno się nie obraziłamsmile
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • srebrnarybka 13.11.07, 14:29
    W przyszłą sobotę wybieram się na zwiedzanie meczetu z kołem
    > przewodnickim - Kruszyniany czy Bohoniki? Oba znam, bardzo ładne i
    ciekawe, warto, tylko pogoda trochę nie halo na takie wycieczki.
    Ale w sobotę możesz pójść do kina (nie wiem, gdzie mieszkasz, meczet
    sugeruje mi, że gdzieś na wschodzie, chociaż to musi być większe
    miasto, skoro jest liceum plastyczne, Whitestok?, ale kino pewnie
    tam jest, albo umów się chociaż na ploty ze znajomymi). Koniecznie.
  • echtom 13.11.07, 14:32
    Zajrzyj do wizytówki! Szkoła w Gdyni-Orłowie, meczet w Gdańsku-
    Oliwiesmile
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • srebrnarybka 13.11.07, 15:11
    W takim pięknym miejscu, jak 3miasto, masz możliwości sympatycznej
    rozrywki aż nadto. Fajnie jest mieszkać w takim miejscu. Możesz się
    nawet zapisać do klubu morsów albo pójść do zoo obejrzeć
    niedźwiedzie polarne, o ile takie macie (ale to nie jest warunek
    konieczny, żebym odpisywała na Twoje posty, lepiej znajdź sobie
    jakąś cieplejszą rozrywkę). Pozdrawiam cieplutko
  • srebrnarybka 13.11.07, 10:48
    Co do odpowiedzialności nastolatka za siebie taki przykład z
    historii:
    Roman Dmowski, przywódca endecji, był synem ciężko pracującego
    brukarza. Jako gimnazjalista niezbyt dobrze się uczył, aż nie zdał
    do następnej klasy. Ze strachem szedł do domu, obawiając się gniewu
    surowego ojca. I oto, co usłyszał: od dziś nie będę cię już bił (to
    był koniec XIX w., bicie było powszechną i niekwestionowaną metodą
    wychowawczą), nie będę nawet oglądał twoich świadectw. Ja ci tylko
    radzę, żebyś skończył gimnazjum (to się wtedy tak nazywało) i nie
    musiał w przysżłości tak ciężko pracować jak ja. I tak się też
    stało, młody Dmowski wziął się za naukę, zrobił maturę, doktorat z
    biologii i stał się ideologiem endencji.
    Ja jestem zdecydowaną przeciwniczką endecji, więc wolałabym, żeby
    Dmowski nie zrobił matury i został brukarzem, ale metody wychowawcze
    jego ojca bardzo mi się podobają. Porozmawiaj w ten sposób z
    córkami, mam nadzieję, że nie zostaną wskutek tego politykami
    endeckimi, ale wystarczy, żeby zostały odpowiedzialnymi ludźmi i
    zdobyły ciekawy i pożyteczny zawód.
    A poza tym 3maj się ciepło, chociaż na dworze jest cholernie zimno.
  • echtom 13.11.07, 11:25
    Dzięki za opowieśćsmile Sama czytałam dużo biografii i w życiorysach
    sławnych ludzi sprzed wojny czy z XIX wieku często pojawia się
    motyw, że ktoś wcześnie stracił ojca i musiał zarabiać na swoje
    utrzymanie. Tym bardziej dobijają mnie dzisiejsze nastolatki,
    rozpieszczone i otumanione przez psychologów wmawiających im, że nie
    mogą funkcjonować bez ojca i wielu innych rzeczy, bez których
    wcześniejsze pokolenia radziły sobie znakomicie (moja babcia sama
    wychowywała przed wojną 4 córki i żadnych cyrków jej nie robiły).

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • verdana 13.11.07, 11:50
    E, nie. To jednak zupenie nie tak. Ojca może nie być, bo umarł - i
    wbrew pozorom tak dla dzieci jest lepiej. Bo zostaje pamieć o ojcu,
    on jest jakims przywolywanym wzorem, matka jest zrozpaczona, ale nie
    wsciekła. Ten ojciec nadal jest dobrym ojcem i dobrym mężem - choć
    nie ma go na codzień. Dzieci moga się na nim wzorowac, a co
    najwazniejsze "połowa" ich, ta pochodząca od ojca, jest w ich oczach
    i w oczach matki całkowicie wartościowa i daje prawo do dumy.
    Ojciec rozwiedziony to często ktos, kto nie wywiazuje sie z
    obowiazków. Albo nie jest wzorem, albo jesli jest - budzi to
    sprzeciw matki. Czyli dziecko jest pozbawione nie tylko ojca, ale i
    jego pozytywnego wzoru. Jest wciągniete zazwyczaj w jakiś spór i
    wie, ze matka nie akceptuje "połowy" jego osobowosci pochodzacej od
    ojca - jest więc w oczach matki zazwyczaj "w połowie" nieudane albo
    co najmniej podejrzane. Podobnie często w oczach ojca. A więc traci
    wenetrzna spójność, przestaje samo siebie akceptowac.
    Tak więc psychologowie mają dużo racji - można zyć bez ojca, ale
    trudno zyc ze świadomoscia, ze ojciec jest niedobry. No chyba, ze
    rozwod być bardzo kulturalny, a stosunki miedzy rodzicami dobre.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • triss_merigold6 13.11.07, 12:39
    Jakiś czas temu był w "Dużym Formacie" reportaż o dzis mocno
    starszych dzieciach ojców, którzy zginęli w Katyniu. Ci ojcowie
    zostali przez babki i matki postawieni na takim piedestale, że
    dzieci miały przez wiele lat ciężką traumę, że nigdy nie dorównają
    heroicznemu ojcu, wiele kobiet nie ułozyło sobie życia osobistego,
    bo kandydaci odpadali w porównaniu z nieżyjącym mitem rodzinnym. IMO
    horror, że postać nieżyjącego od wielu lat (nie wiadomo jaki byłby
    na co dzień) człowieka wisiała cieniem nad dziećmi i zmuszała do
    porównywania się. Idealizacja to błąd.
    A ojcowie po rozwodzie i niedostatecznie/niewłaściwie obecni?
    Właśnie obserwuję u dwojga znajomych 30+ latków proces wybaczania
    ojcom błędów z ich dzieciństwa i nawiązywania relacji dorosły-
    dorosły.
  • srebrnarybka 13.11.07, 15:01
    Wszystkie trzy macie rację, tylko każda z Was mówi o czym innym, jak
    w życiu rodzinnym. Ja zaczęłam tym Dwowskim, Echtom to podtrzymała.
    Uważam, że jest tak, że dzisiaj lansuje się wychowanie w ten sposób,
    że dziecko jest
    a) zabawką dla rodziców. Póki małe - jest to duża mówiąca maskotka,
    która ma jeszcze tę zaletę, że zwalnia matkę z wszelkich innych
    obowiązków i można się tłumaczyć, że np. nie zrobiło się doktoratu,
    bo dziecko, a nie dlatego, że się nie potrafi. Jak maskotka
    podrośnie, to posyła się ją do szkoły, na angielski, chiński, judo,
    balet, basen, kółko teatralne, koszykówkę, zajęcia plastyczne,
    muzyczne i komputerowe jednocześnie oraz 7 olimpiad przedmiotowych,
    by chwalić się w towarzystwie, jaką to zdolną pociechę się posiada.
    Żeby osiągnąć te wyniki, trzeba z(czytaj: za) dzieckiem (czytaj:
    dziecko) odrabiać lekcje, robić mu prace na zajęcia plastyczne,
    pisać programy komputerowe, szyc stroje do teatru, odrabiać
    dodatkowy chiński i angielski, czytać lektury na olimpiady etc.
    Zatrudnia się tym oboje rodziców i wszystkie ciocie i znajomych, bo
    przecież to dla dziecka ...
    b) kruchym naczyniem z kryształu, które należy pieczołowice chronić
    przed wszelkimi wstrząsami, bo może się rozsypać na kawałki. Wobec
    tego mamy prześcigają się w opowieściach o tym, na co pozwalają
    dzieciom, jak bardzo są luzackie, jakie robią dzieciom przyjemności,
    ile na to wydały i ile poświęciły czasu, byleby tylko dzieci były
    zadowolone. A dzieciom ciągle mało i biedni rodzice oskarżają sami
    siebie i nnych nawzajem, że widać są złymi rodzicami
    Taki model wychowania nie uczy dojrzałości i odpowiedzialności, bo
    nie to jest jego celem. Celem jest satysfakcja rodziców z tego, że
    są w swym mniemaniu dobrymi rodzicami i że mają taka wspaniałą
    maskotkę do zaprezentowania znajomym. To jest karykatura, ale
    nieodległa od rzeczywistości. Poczytajcie sobie choćby forum. Ania
    1500 nie wzięła się z powietrza. Wedle tego dzisiejszego modelu
    ojciec Dmowskiego co najmniej wpadłby w depresję, straciłby pracę
    przy brukowaniu ulic, rodzina nie miałaby z czego żyć, ojciec
    rozpiłby się i zmarł na ulicy z zimna i na udar, a młody poszedłby
    kraść i został zamknięty za napad na przypadkowego przechodnia. A w
    XIX w. jednak rodzina sobie poradziła, a Dmowski wyszedł na ludzi
    (czego, jako przeciwniczka endecji, żałuję).
    Szczegółową sprawą jest wychowanie bez ojca. Oczywiście Verdana ma
    rację, opisując negatywne skutki utraty ojca (to samo dotyczy matki)
    w wyniku rozwodu, rację ma też triss_merigold6, ale to jest przykład
    jeszcze bardziej szczegółowy. Mam daleką kuzynkę, której ojciec
    zginął w Charkowie, gdy ona miała lat 3, dlatego nie było go na
    liście katyńskiej, bo rozstrzelano go gdzie indziej, więc matka z 10
    lat po wojnie czekała na jego powrót, wychowana w atmosferze tego
    rodzinnego grobowca kuzynka do dzisiaj jest osobą niedojrzałą
    emocjonalnie i nieszczęśliwą. Całe jej dziecińtwo jej ojciec był w
    jej życiu aż za bardzo obecny i wszystko było mu podporządkowane.
    Ale to jest szczególny przypadek, generalnie oczywiście rozwód jest
    większym złem dla dziecka niż śmierć rodzica, z tym się jak
    najbardziej zgadzam. Ale anegdota o Dmowskim i odpowiedź Echtom
    dotyczyły tego, że nie wychowuje się dzisiaj dzieci do
    odpowiedzialności. I to jest niestety prawda. Mści się to potem
    zarówno na dzieciach, jak i na dorosłych.
  • triss_merigold6 13.11.07, 15:17
    No bez jaj. Nie uważam, żeby rozwód był dla dziecka gorszym złem niż
    śmierć rodzica tym bardziej, że - o ile rodzice są przytomni i
    potrafia poskromić własne urazy - dziecko po rozwodzie może mieć
    normalne kontakty z ojcem. Coraz częściej spotykam się z sytuacjami
    kiedy to para rozstaje się przed narodzinami dziecka ale wychowuje
    je wspólnie - mieszkania w pobliżu, ojciec obecny praktycznie na co
    dzień, decyzje wychowawczo-opiekuńcze podejmowane razem.
  • croyance 13.11.07, 15:33
    Oczywiscie. Po rozwodzie dziecko ma nadal dwoje kochajacych
    rodzicow. Jak mozna mowic, ze lepiej, zeby jedno nie zylo?
    Ja bym osobiscie tez wolala, zeby maz mnie zostawil, a nie umarl.
  • echtom 13.11.07, 16:47
    croyance napisał:

    >> Ja bym osobiscie tez wolala, zeby maz mnie zostawil, a nie umarl.

    No ja też wolę, bo przynajmniej od paru lat sensowną kasę
    podrzucasmile. A co do reszty - towarzystwo kolegów uważa za bardziej
    interesujące od własnej rodziny, więc wpadnie czasem jak meteor, a
    sprawy niewygodne i nieprzyjemne omija szerokim łukiem. Rozstaliśmy
    się, kiedy dzieci były bardzo małe, więc niewiele pamiętają.
    Utrzymujemy poprawne, wręcz przyjazne kontakty, nigdy nie
    pogrywaliśmy dziećmi i nie robimy sobie nawzajem czarnego PR. To, co
    boli dzieci, to jego minimalne nimi zainteresowanie i nie ma w tym
    mojej złej roboty, bo nigdy nie utrudniałam mu kontaktów, a wręcz
    delikatnie do nich zachęcałam.


    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • srebrnarybka 13.11.07, 15:36
    Akurat się nie zgadzam z przyczyn, o których pisała Verdana. Może
    trochę inaczej jest, jeżeli rodzice rozstaną się przed urodzeniem
    dziecka i ono od zawsze zna taką stytuację, że nie są razem i nie
    przeżywa świadomie traumy rozpadu rodziny. Chociaż oczywiście
    rodzina utrzymywana sztucznie "dla dobra dziecka" też jest
    nieskuteczna, poza tym często jeden rodzic nic na to poradzić nie
    może, że drugi go opuścił, a żyć trzeba. Ale to są uwagi ogólne i o
    zbawieniu świata, a na razie mamy tutaj naszą koleżankę, która nas
    potrzebuje i lepiej skupmy się na jej problemach.
  • srebrnarybka 13.11.07, 15:36
    Akurat się nie zgadzam z przyczyn, o których pisała Verdana. Może
    trochę inaczej jest, jeżeli rodzice rozstaną się przed urodzeniem
    dziecka i ono od zawsze zna taką stytuację, że nie są razem i nie
    przeżywa świadomie traumy rozpadu rodziny. Chociaż oczywiście
    rodzina utrzymywana sztucznie "dla dobra dziecka" też jest
    nieskuteczna, poza tym często jeden rodzic nic na to poradzić nie
    może, że drugi go opuścił, a żyć trzeba. Ale to są uwagi ogólne i o
    zbawieniu świata, a na razie mamy tutaj naszą koleżankę, która nas
    potrzebuje i lepiej skupmy się na jej problemach.
  • triss_merigold6 13.11.07, 12:45
    Echtom, szczerze Ci poradzę - proś o pomoc. Nie narzekając tylko
    wprost, nie musisz być zawsze dzielna, zwarta, gotowa i heroiczna.
    Proś znajomych, krewnych, może ktoś Ci pomoże w opiece nad matką.
    Nie miej wyrzutów, że nie wspierasz jej dostatecznie w czasie
    żałoby, ze śmiercią wieloletniego partnera każdy musi uporać się
    sam. Ty masz prawo do cierpienia po stracie ojca.

    Co do kuratora, wiesz, znam też parę przypadków pozytywnych kiedy
    młodzi ludzie z dużo głębszej demoralizacji niż wagary wyszli na
    prostą, fakt, że zajęło im to ładnych parę lat ale wyszli.

    Nigdy nie angażuj się emocjonalnie w znajomości męsko-damskie
    dzieci. Nigdy. Dystans.
  • echtom 13.11.07, 14:30
    triss_merigold6 napisała:


    > Nigdy nie angażuj się emocjonalnie w znajomości męsko-damskie
    > dzieci. Nigdy. Dystans.

    Łatwo powiedzieć, trudniej programować emocje. To tak, jakby
    powiedzieć: "Nigdy nie przywiązuj się do swoich zwierząt, bo żyją
    krócej od ciebie".


    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • triss_merigold6 13.11.07, 14:53
    No to nie przenoś zaangażowania/przyzwyczajenia na kontakty
    towarzyskie. Sorry ale gdyby moja matka rozmawiała z którymś z moich
    wieloletnich partnerów na gg (w jakikolwiek towarzyski sposób poza
    mną) to byłabym w ciężkim szoku. Nigdy, przenigdy nie
    zaprzyjaźniałam się z rodzinami swoich chłopaków/facetów, zawsze
    trzymałam dystans a wszelkie próby wejścia w układ "córcia" budziły
    we mnie panikę.
  • echtom 13.11.07, 17:10
    No ja nie przesadzałam z tymi układami - nie siedziałam z nimi w
    pokoju, na te 9 miesięcy, kiedy do nas przychodził, rozmawiałam z
    nim może 3 razy, tzn. z nimi w trójkę. Epizod rozmów na gg zaczął
    się od życzeń urodzinowych, które mu w tej formie złożyłam. Nawet
    było mu to na rękę - wyjaśnił parę spraw, których nie miałby odwagi
    powiedzieć mi w realu, i zakończylismy wszelkie kontakty.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • wieczna-gosia 13.11.07, 23:53
    > No to nie przenoś zaangażowania/przyzwyczajenia na kontakty
    > towarzyskie. Sorry ale gdyby moja matka rozmawiała z którymś z moich
    > wieloletnich partnerów na gg (w jakikolwiek towarzyski sposób poza
    > mną) to byłabym w ciężkim szoku. Nigdy, przenigdy nie
    > zaprzyjaźniałam się z rodzinami swoich chłopaków/facetów, zawsze
    > trzymałam dystans a wszelkie próby wejścia w układ "córcia" budziły
    > we mnie panikę.

    no ale to TY Triss, a ty jestes inna i pewnie masz poczucie ze towarzysko jestes
    raczej niekonwencjonalna smile
    ja bardzo lubie bycie "corcia" mojej tesciowej i bardzo czesto nasze kontakty
    odbywaja sie poza moim mezem.
    --
    opsesyjna.blox.pl/html

    gosklec@poczta.onet.pl
  • makurokurosek 13.11.07, 13:59
    dopiero jak wytłumaczyłaś, że twój "przybrany syn" to były chłopak córki ,
    skojarzyłam ciebie z wątkiem o rozstaniu córki z wspaniałym chłopakiem , który
    okazał sie niedojrzałym alkoholikiem.
    Wydaje mi się , że masz poważny problem i popełniałaś poważny błąd wychowawczy,
    który bardzo trudno będzie ci naprawić.
    Bardzo wcześnie zrobiłaś ze swoich córek dojrzałe i odpowiedzialne kobietki,
    obdarzyłaś je zaufaniem i obowiązkami którymi niestety nie są wstanie sprostać.
    efekt jest taki jaki jest czyli niedojrzałe nastolatki pogubiły sie w dorosłym
    świecie, bo nie były przygotowane na to by stać się dorosłe.
    Z twoich postów (i z tego co pamiętam z nich) to twój model rodziny wygląda jak
    wolna amerykanka, w którym czternastolatka może całkowicie decydować o sobie,
    swojej seksualności, o tym o której wraca do domu i co robi, stworzyłaś dom w
    których nie ma żadnych granic a niedojrzałe dzieciaki otrzymały role dorosłych
    osób. Niestety czternastolatek to nie jest dorosła osoba, czternastolatek to
    niedojrzały dzieciak, który czuje sie dorosłym ale konsekwencje dorosłości go
    przerażają. Tak naprawdę pozostawiłaś w najtrudniejszym momencie życia swoje
    córki same sobie, zrobiłaś z nich dorosłe choć tak naprawdę nie dojrzały do tego
    by całkowicie decydować o sobie .
    Wiem ,i to w dużej mierz tłumaczy ciebie, że samotne wychowywanie dzieci jest
    bardzo trudne, często kobieta potrzebuje wsparcia i poszukuje go u dzieci robiąc
    z nich partnerów, jednak nie każde dziecko jest już na tyle dojrzałe aby być
    partnerem i stać sie osobą dorosłą.
    Sądzę, że prawdziwą pomoc możesz uzyskać u psychologa i dobrze , że tam jej szukasz.
    Według mnie problem przede wszystkim tkwi w tobie, w tym że nie potrafisz
    odnaleźć się jako osoba niezależna i samodzielna , decydująca o całej rodzinie.
    Ty czujesz sie zagubiona i bezradna, potrzebująca wsparcia, nie mogąc udźwignąć
    odpowiedzialności jaka spadała na ciebie po rozstaniu z mężem przerzuciłaś ją
    na swoje córki. Niestety czasu nie cofniesz i z dorosłych dzieci nie zrobisz
    beztroskich dzieciaków.
  • makurokurosek 13.11.07, 14:20
    jeszcze jedno, może właśnie z powodu strachu przed odpowiedzialnością za cała
    rodzinę tak bardzo przywiązałaś się do chłopaka córki,może podświadomie szukałaś
    w nim wsparcia i dlatego tak bardzo zraniło cię ich rozstanie, bo tak naprawdę
    było to również twoje rozstanie.
    niestety nikt nie rozwiąże twoich problemów, ale czasami warto zatrzymać sie i
    przeanalizować pewne sprawy ułożyć sobie wszystko na nowo.
  • echtom 13.11.07, 14:26
    Czyli wszystko przepadło i nie mam już o co walczyć.
    Odpowiedzialności akurat nigdy się nie bałam, skoro wzięłam jeszcze
    na siebie dodatkową za starych rodziców, ale pewnie mylę się w
    ocenie.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • sir.vimes 13.11.07, 14:34
    Niewiarygdne, jak różnie można interpretować fakty... Moja ocena Echtom jest
    zupełnie inna, choć tak samo nieproszona (bo nie prosi nas ona o ocenę tylko
    raczej o wsparcie czy radę - a to rzecz zupełnie inna).

    Kilka razy zdarzyło mi się dyskutować z Echtom na innych forach , miedzy innymi
    o różnych aspektach macierzyństwa i kobiecości.
    Odebrałam ją jako osobę o poglądach konserwatywnych, madrą matkę, która jednak
    trzyma dzieci na krótszej "smyczy" niż ja planuję w przyszłości.
    Piszę to tylko i wyłacznie ze zdziwienia. No może też po to by Echtom nie
    przejęła się twoją naganą:
    "> Wydaje mi się , że masz poważny problem i popełniałaś poważny błąd wychowawczy,
    > który bardzo trudno będzie ci naprawić."
  • triss_merigold6 13.11.07, 14:55
    BTW wydaje mi się, że na nastolatka rodzice mają niewielki wpływ,
    znacznie większy ma grupa rówieśnicza i obłęd hormonalny w
    organizmie + wewnętrzny przymus robienia po swojemu nawet jeśli to
    nieracjonalne, szkodliwe i sprzeczne z postawą rodziców. Taki wiek.

  • sir.vimes 13.11.07, 15:00
    + wewnętrzny przymus robienia po swojemu nawet jeśli to
    > nieracjonalne, szkodliwe i sprzeczne z postawą rodziców.

    Sądzę, że to niezbędny etap.
    Ci, którzy się bez tego obeszli to raczej wyjątki.

    Tradycyjnie polecam "Ocalić Ofelię" Mary Pipher - moją biblię wychowywania
    dziewczynekwink
  • echtom 13.11.07, 15:09
    Dzięki, że dzielisz interpretacje Makurokuroska przez dwa. Ta
    kobieta mnie nienawidzi - albo mnie zna, albo skrzywdziłam ją w
    poprzednim wcieleniu. Rozjechała mnie niedawno na innym forum. Ile
    razy widzę jej nicka w swoim wątku, mam skurcz żołądka. Trudno, to
    są skutki uboczne forum. Przemilczałam rewelacje o swobodzie
    seksualnej 14-latki - chodziło o 16-latkę, która przeżyła swój
    pierwszy raz po 7 miesiącach chodzenia z chłopakiem, na 3 miesiące
    przed 17. urodzinami.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • sir.vimes 13.11.07, 15:21
    wpis Makurakurosek za wielkie faux pas po prostu. Niezależnie od kontekstu tzn.
    rzeczywistych czy urojonych krzywd, jakie jej wyrządziłaś wink
    Ale zadziwiło mnie jak bardzo różne wnioski można wyciagać z tych samych danych...

    Oczywiście, to co piszesz o prywatnych niechęciach tej forumowiczki do ciebie
    wyjąsni mi skąd bierze się to imputowanie ci zrzucenia odpowiedzialności na córki.

    Swoją drogą - mam nadzieję, że mnie pamiętasz z długich obyczajowych wątków na
    Wysokich Obcasach wink




  • makurokurosek 13.11.07, 16:40
    autorka postu nigdy nie wyrządziła mi krzywdy, różnica w naszych poglądach
    wynika z różnicy w podejściu do wychowywania dzieci. Dla mnie, obecna sytuacja
    córek autorki wynika ze zbyt dużej swobody jaką autorka im dała, ze zbyt dużej
    odpowiedzialności jaka na nich spoczywała. Ja w przeciwieństwie do autorki postu
    nie traktuję czternastolatki jako dorosłej odpowiedzialnej osoby gdyż doskonale
    pamiętam swoje własne wyskoki w tym wieku.
    Do autorki mówiąc o czternastolatce , nie miałam na myśli twojej starszej córki
    tylko dojrzałą miłość twojej młodszej córki, z której ostatnio byłaś tak dumna.
    Wszystkie pocieszacie autorkę, głaszczecie ją po głowie, ale przyciesz kwestia
    nadzoru kuratorskiego czy wyrzucenie licealistki ze szkoły to nie decyzje
    podjęte ot tak , na to trzeba było sobie zapracować. Kuratora nie otrzymuj się
    za nieobecność na kilku lekcjach , ale za ostre wagarowanie, czyżby autorka
    postu nie była świadoma wagarów córki, a jeżeli była świadoma to co do tej pory
    zrobiła aby zapobiec temu. Czemu tak bardzo autorka przejmuje sie sprawami
    damsko męskimi swoich wszystkich córek , a nie potrafi sie przejąć ich głębszymi
    problemami. Czemu czternastolatka swobodnie może chodzić na randki ale nie
    chodzi do szkoły.
    Dodam , że nie powiedziałam, że w tej sytuacji nic sie nie da zrobić, a jedynie,
    że jest to bardzo trudna sytuacja.
  • echtom 13.11.07, 16:56
    Sorki, ale z tą dojrzałą miłością 14-latki coś Ci się pomieszało.
    Opisałam to raz jako nieporadne nastolatkowe chodzenie z rozstaniami
    i powrotami. Kwestie szkolne wyjaśniłam w wątku o kuratorze, więc
    nie będę się powtarzać. A co do nadmiernej swobody - być może
    przeginam, ale wynika to z tego, że sama odebrałam bardzo surowe i
    autorytarne wychowanie i chciałam, żeby moje dzieci miały
    radośniejszą młodość. Pamiętam też siebie w ich wieku i wiem, że
    gdyby dano mi większą swobodę, nie popełniłabym głupstw, jakie
    stereotypowo zakładali rodzice, bo byłam dość rozsądną młodą osobą i
    zakładałam, że z dziećmi będzie podobnie.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • makurokurosek 13.11.07, 17:28
    są czternastolatkowie którzy potrafią być dojrzali , ale niestety twoja córka
    raczej do nich nie należy. Ja byłam uczona najpierw obowiązki , później
    przyjemności uważam to za słuszną zasadę. Twoja córka nie wywiązuje się ze
    swoich obowiązków, a ty nie nie potrafisz ich od niej wyegzekwować. To samo
    tyczy sie twojej siedemnastoletniej córki. W ogóle nie rozumiem jak możesz tak
    bardzo przejmować sie jej sprawami sercowymi, a całkowicie olewać sprawę
    bardziej przyziemną jaką jest szkoła. Twoje córki zapracowały na konsekwencje
    które je spotykają, a co ty zrobiłaś aby je przed tym uchronić. Co zrobiłaś aby
    zmobilizować córki, aby wyegzekwować ich obowiązki
  • srebrnarybka 13.11.07, 17:36
    Kobieto, daj jej spokój, przecież ona martwi się właśnie tym, że
    córki mają problemy w szkole i ma z tego powodu wyrzuty sumienia,
    chociaż wcale nie jest powiedziane, że słusznie. Jeżeli będzie się
    tylko gryzła i na forum będziemy ją dodatkowo flekować, to nikomu
    nic z tego nie przyjdzie. A jak stanie do pionu, to będzie mogła coś
    sensownego przedsięwziąć w tej sytuacji. Poza tym na prawdę nie
    demonizowałabym tego, co robią jej córki. Na wagary młodzież
    chodziła jak świat światem, nie jest to nic nadzwyczajnego.
  • echtom 13.11.07, 17:47
    Makurokurosek ma misję sprowadzenia mojej samooceny do parteru, nie
    pionu.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • srebrnarybka 13.11.07, 17:55
    Olej to i już. Masz dostatecznie dużo zajęć, żeby się tym nie
    przejmować, wyprostuj sie i rób swoje.
  • echtom 13.11.07, 19:00
    Rybka, ja wiem, że powinnam to olać, ale trochę przykro, jak ktoś mi
    najpierw imputuje, że chciałam licealistkę bogato wydać za mąż, a
    teraz, że zachęcam 14-latkę do bzykania i olewam szkołę (która, jak
    na ironię, zawsze była dla mnie priorytetem)

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • echtom 13.11.07, 18:04
    Zgoda, że popełniłam błędy, ale teraz potrzebuję dużo wewnętrznej
    siły, by je naprawić. Dołowanie na pewno mi jej nie da.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • makurokurosek 13.11.07, 19:09
    jeszcze jedno ciekawi mnie jakie konsekwencje ponosiły twoje córki za
    wagarowanie, bo chyba o wagarach wiedziałaś na bieżąco.
    Mamy inne poglądy wychowawcze, to fakt ale najbardziej mnie zaskakuje że miesiąc
    temu twoim głównym problemem była nowa dziewczyna byłego chłopaka twojej córki,
    obrzucałaś całkowicie nieznajomą dziewczynę inwektywami pokazałaś ją z jak
    najgorszej strony, a nie przejmowałas się prawdziwymi problemami córek.
    Może moje ostre słowa skierowane do ciebie wynikają z tego, że dwoje z moich
    znajomych w wieku nastu lat popełniło samobójstwo bo rodzice olali ich problemy,
    kolejna dwójka straciła swoje szanse bo nie miał kto im pomóc gdy naprawdę
    potrzebowali pomocy bo nawet ucieczka z domu jednej z bliźniaczek nie byłą
    wstanie poruszyć rodziców, którzy wysłali po nią drugą bliźniaczkę.
    Często problemy dzieci i niestety czasem smutne zakończenia wynikają z
    ignorowania przez rodziców problemów . Głaskanie rodziców po główce nie
    rozwiąże problemów, nie zmieni ich postępowania , nie przywróci życia tym
    dzieciakom
    Twoje córki przez długi czas wysyłały tobie sygnał , że coś dzieje się nie tak,
    że jest problem, co zrobiłaś aby im pomóc.
    Może oceniam cię zbyt surowo, ale za dużo widziałam połamanych nastolatków,
    których rodzice tak jak ty problem zauważali gdy zaczął ich przerastać. Kobieto
    weź sie w garść, walczysz o życie swoich córek
  • echtom 13.11.07, 19:20
    O wagarach dowiedziałam się na zebraniu rodziców pod koniec
    października, kiedy uzbierało się 100 godzin - wcześniej nikt mi
    tego nie sygnalizował. Nie ignoruję problemów moich dzieci - po
    prostu czasem czegoś w porę nie wyłapię, co zdarza się zdecydowanej
    większości rodziców. Moi byli bardzo kontrolujący i nadopiekuńczy, a
    nie wyłapali, że przez 2 lata miałam poważny problem z alkoholem -
    tzn. czasem coś nieśmiało napomknęli, ale nie drążyli, gdy mówiłam,
    że wszystko jest OK. A dziewczyna, za którą mnie tak znienawidziłaś,
    miesiąc temu rzeczywiście była największym problemem najstarszej
    córki, choć masz prawo tego nie rozumieć. Kiedy człowiek, któremu
    bezgranicznie zaufałaś, robi coś takiego, przeżywasz szok
    niezależnie od tego, czy masz lat 37, 27 czy 17.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • makurokurosek 13.11.07, 19:40
    w takim razie albo twoja córka chodzi do bardzo kiepskiej szkoły, albo nie
    chodziłaś na zebrania , albo ignorowałaś problem. Nie wierzę że szkoła
    zdecydowała się na zgłoszenie sprawy do prokuratury bez wcześniejszej próby
    polubownego załatwienia sprawy. Dwa razy w dwóch różnych szkołach miałam okazję
    obserwować w jaki sposób sprawę wagarów rozwiązuje szkołą i wierz mi w żadnej
    nie rozpoczynało się od prokuratury czy wyrzucenia ucznia lecz od ciągłego
    wzywania rodziców do szkoły i na bieżąco informowania ich o problemach dziecka.
    .
    Jak to możliwe , że dwie różne szkoły do których chodzą twoje córki wybrały
    najbardziej drastyczne rozwiązania bez podjęcia jakiejkolwiek próby pomocy
    córką. Jeżeli faktycznie nie masz sobie nic do zarzucenia i szkoły nie
    informowały ciebie o problemach córek może powinnaś zgłosić do kuratorium ten
    problem. Szkoła ma obowiązek przekazywać rodzicom informacje o wagarach czy
    innych problemach dziecka i nie może tego zrobić chwilę przed wprowadzeniem
    drastycznych rozwiązań .
    Nie znienawidziłam ciebie, po prostu uważam , że jako osoba dorosła nie powinnaś
    sie tak emocjonalnie mieszać w sprawy sercowe córki oraz że nie powinnaś tak
    obraźliwie wypowiadać sie o osobie której nie znasz
  • echtom 13.11.07, 20:16
    Łagodne rozwiązania - ostrzeżenia, wzywanie mnie do szkoły -
    zastosowano w poprzednim półroczu. Sytuacja się nie poprawiła, więc
    szkoły sięgnęły po ostrzejsze.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • makurokurosek 13.11.07, 21:10
    twój błąd,jeżeli twoja córka rok temu wagarowało to powinnaś w tym roku
    kontrolować sytuacje od początku roku. W tym przypadku wykazałaś się brakiem
    zainteresowania problemami córki. A jakie konsekwencje w poprzednim półroczu
    ponosiła córka za wagary? Jak twoje córki wyobrażają sobie dorosłe życie, jaki
    mają pomysł na życie. są przecież na tyle duże, że wiedzą że do życia potrzebne
    są pieniądze . Może powinny zacząć pracować w wakacje. Napisałam że sytuacja
    jest trudna bo sama nie wiem czy umiałabym sobie z nią poradzić .
  • nangaparbat3 13.11.07, 18:22
    > Dodam , że nie powiedziałam, że w tej sytuacji nic sie nie da zrobić, a jedynie
    > ,
    > że jest to bardzo trudna sytuacja.


    Da się, da, kajdanki i do kaloryfera taką nastolatkę, a co!
    --
    Tylko nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy.
  • echtom 13.11.07, 16:48
    Pewnie, że pamiętamsmile
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • echtom 13.11.07, 16:49
    j/w
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • sir.vimes 13.11.07, 16:55
    smile
  • srebrnarybka 13.11.07, 15:25
    Nie przejmuj się ocenami innych osób. Na pewno popełniłaś jakieś
    błędy wychowawcze, nie wiem, jakie, bo z tego, co teraz piszesz, to
    nie wynika, a poprzednich wątków z Twoim udziałem nie czytałam albo
    nie pamiętam. Ale nie myli się tylko ten, który nic nie robi. Każdy
    popełnia jakieś błędy. Ty wzięłaś na swoje barki ponadnormatywne
    zadanie, bo wychowujesz samotnie 3 dzieci i jeszcze opiekowałaś się
    rodzicami, więc nie można mówić o ucieczce od odpowiedzialności.
    Wzięłaś jej więcej na siebie, niż inni ludzie. Ale teraz nie ma co
    drążyć, jakie błędy popełniłaś, tylko trzeba myśleć o tym, jak
    poprawić sytuację Twoją i Twoich córek. I dlatego musisz a) stanąć
    do pionu, b) w pozycji pionowej przemyśleć, jak możesz wspierać
    córki. Przy czym wiadomo, że finał zkolnej kariery nie tylko od
    Ciebie zależy. Ty oczywiście musisz nad tym czuwać i je wspierać,
    ale nie zagryzaj się odpowiedzialnością, bo nastolatki są już (współ)
    odpowiedzialne za swoje decyzje.
    Jeżeli czytałaś mój elaborat, gdzie dyskutuję z Tobą, Verdaną i
    tris_merigold (może przekręcam nick, przepraszam), to nie bierz go
    do siebie, to jest ogólna refleksja o zbawieniu świata, do której
    mnie Wasze posty sprowokowały.
    Pozdrawiam Ciebie i foki w zatoce
  • echtom 13.11.07, 16:57
    Też Cię pozdrawiam. A foki to na Helu, nie w Trójmieściesmile Btw. skąd
    jesteś?
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • srebrnarybka 13.11.07, 17:07
    Najbardziej banalnie, jak można, czyli z Wwy, pół kilometra od
    Pałacu Kultury, jak się wychyliłam z okna, to widzę podświetloną
    szpicę. Z tej odległości dla mnie zatoka jest jedna i foki są
    wszędzie, zresztą taka foka to chyba może sobie popływać, jak jej
    przyjdzie ochota. Ale mam ogromny sentyment do morza, bo w
    dzieciństwie co roku jeździłam na wakacje w miejsce, którego już nie
    ma, czyli do Jastrzębiej Góry. Klify spadły do morza, wrzosowiska
    zabudowano ohydnymi budynkami i ja mogę sobie tylko powpominać, jak
    tam kiedyś było fajnie. Trzymaj się ciepło, chociaż u Was pewnie
    jeszcze gorzej wieje, niż w Wwie.
  • echtom 13.11.07, 17:17
    Foki są w helskim fokarium, a te, co pływają luzem, to na otwartym
    morzu, nie w zatoce.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • srebrnarybka 13.11.07, 17:30
    przyjmuję do wiadomości pudło. Dawno nie byłam na Helu, chyba od
    dzieciństwa, a wtedy jeszcze nie było tam fokarium. 3maj się
  • echtom 13.11.07, 17:13
    wiedziałam, że na Ciebie zawsze mozna liczyćsmile

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • guderianka 13.11.07, 19:03
    no. a jak już masz na kogo liczyć to taka całkiem samotna nie
    jestes wink nawet jeśli ten ktoś to jakaś tam baba po drugiej stronie
    szklanego ekranu. Będzie dobrze. Po prostu twoje koło fortuny jest
    teraz na dole. To co przeżywasz-co nazywasz porażką-to kolejne
    DOŚWIADCZENIE-i od ciebie tylko zależy czy odpowiednio je przerobisz
    i wyciągniesz korzysci czy też zaprzepaścisz szansę przed jakąs tam
    wiedzą

    p.s. szklanka nie jest w połowie pusta, ona jest w połowie pełna smile
    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • echtom 13.11.07, 19:09
    Którą książkę polecasz na początek?
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • guderianka 13.11.07, 19:12
    Rozmowy z bogiem


    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • echtom 13.11.07, 19:22
    Tak myślałam. Dziękismile
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • guderianka 13.11.07, 19:25
    smile
    Nie ma za co...
    życzę udanej lektury..
    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • nangaparbat3 13.11.07, 18:28
    Moje dziecko przed rokiem dokładnie tak samo przestawiło sobie pory snu i
    czuwania. To zreszta typowe - proszę Cię, jeśli nie wyrzucilaś, przeczytaj
    jeszcze raz moj list przysłany na priva - myslę, ze w konteksscie najstarszej
    corki jest trafiony.
    Sama nienawidze porannego wstawania i juz sie pogodziłam z faktem, że nigdy sie
    nie przyzwyczaję. Ale nigdy nie zawaliłam z tego powodu szkoły, studiów, pracy -
    tu naprawdę chodzi o cos innego i dziewczynie po prostu potrzebna jest pomoc
    fachowca - ona jest bardzo wrażliwa, zostawił ja chłopak, więc przezywa swego
    rodzaju żalobę, Ty skupiłaś sie na jej mlodszej siostrze i jestes obciążona
    ponad miarę, jest listopad, ktory sam z siebie obniza nastrój. Jeśli jest w
    klasie maturalnej (tak mi się zdaje) - to dodatkowy czynnik obciażajacy, i to
    bardzo silnie.
    --
    Tylko nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy.
  • echtom 13.11.07, 18:56
    Jest w 2. klasie - szkoła 4-letnia, więc do matury jeszcze trochę
    czasu. Przez ostatnie 2 lata najwięcej zajmowałam się nią, więc
    teraz muszę trochę wyrównać i skupić na młodszych, zwłaszcza że, jak
    wspomniałam w wątku o kuratorze, to nierówne rozłożenie uwagi było
    istotną przyczyną buntu średniej.
    Listu nie wyrzuciłam - a czy Ty dostałaś moją odpowiedź?
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • nangaparbat3 13.11.07, 19:02
    Tak, bardzo Ci dziękuję. Napiszę jeszcze wieczorem na priva, teraz muszę stąd
    odejść.
    --
    Tylko nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy.
  • sir.vimes 13.11.07, 21:05
  • verdana 13.11.07, 21:14
    Echtom - ja przezywalam cos podobnego, moj syn sie nie uczył. I
    jedno wiem - nikt mi nie wytłumaczy, ze jest inaczej.
    Jak dziecko się nie uczy, to rodzice sa bezsilni. Olej rady
    typu "powinnas pilnowac". Nie da się.
    Ale jak wiesz, u mnie był happy end. Dzis właśnie mój nieuczacy się
    10 lat syn odbił mi w kalendarzyku pieczątke "XY mgr psychologii". W
    przyszlym miesiącu zaczyna staz w jednym z najlepszych szpitali.
    Nam (jemu?) pomogl psycholog - czwarty z kolei. Moze spróbujesz?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • echtom 13.11.07, 21:18
    Próbuję od jakiegoś czasu - psycholog indywidualnie, a od niedawna
    terapia rodzinna.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • makurokurosek 13.11.07, 21:42
    ze względu na to że sama sprawiałam problemy( co prawda nie z nauką)dlatego
    określiłam że sytuacja jest trudna i że konieczna jest pomoc psychologa.
    Olej rady
    > typu
    "powinnas pilnowac". Nie da się.

    Z tym sie nie zgodzę, jeżeli dziecko sprawia jakieś problemy powinniśmy baczniej
    sie mu przyjrzeć , zwłaszcza jeżeli jest to nastolatek. jeżli nie jesteśmy w
    stanie nawiązać z nim kontaktu , nie potrafimy wpłynąć na niego powinniśmy udać
    sie do psychologa. Verdena twój syn miał o ile sie nie mylę problemy z
    nadpobudliwością i brakiem koncentracji, a to jednak coś zupełnie innego niż
    problemy nastolatków. Ty nie mogłaś wpłynąć na syna , to że sie nie uczył nie
    zależało ani od niego anie od ciebie. Zresztą co ja ci będę mówiła jesteś chyba
    psychologiem, wiec chyba wiesz najlepiej.
    Za moich czasów bardzo wielu moich rówieśników popełniło samobójstwo , jedna ze
    szkól zdobyła haniebną nazwę "szkoły spadochroniarzy" bo w jednym roku w ten
    sposób straciła trzech swoich uczniów. W przeciągu pięciu lat mojej nauki w
    technikum każda włocławska średnia szkołą pożegnała co najmniej jednego swojego
    ucznia, który targał sie na swoje życie. Większości tych samobójstw można było
    uniknąć gdyby tylko rodzice zaczęli zwracać uwagę na prawdziwe problemy tych ludzi.
  • echtom 13.11.07, 21:57
    jeżeli np. rozpad związku, w który dziewczyna bardzo się
    zaangażowała, uważasz za bzdet.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • makurokurosek 13.11.07, 22:23
    Nie znam prawdziwych problemów twoich córek, bo nigdy nie miałam możliwości ich
    poznać i porozmawiać z nimi. Ponieważ twoja starsza córka ( czyli ta od
    pechowego związku) już rok temu miała problemy w szkole z tego wnioskuje,że
    rozpad związku ,nie wpłynął na jej szkolne problemy. Problemy szkolne twojej
    młodszej córki też ciągną sie już jakiś czas. Cofnij sie w czasie, przeanalizuj
    kiedy nastąpiły zmiany,czy obydwie córki zaczęły sprawiać problemy w podobnym
    czasie a wówczas dojdziesz do przyczyny.
    Nie twierdzę , że rozpad związku jest błahym problemem, twierdzę jdynie ze jest
    to problem tej pary ludzi a nie matki, to oni wiedza co tak naprawdę sie
    wydarzyło i twoje zaangażowanie emocjonalne jest dla mnie całkowicie
    niezrozumiałe. Szybkość z jaką twoja córka pocieszyła sie po tej stracie nie
    wskazuje aby tak bardzo emocjonalnie podchodziła do tego rozstania
  • echtom 13.11.07, 22:27
    Ja Cię pytałam o obiektywne, prawdziwe problemy nastolatków, a nie
    konkretnie moich córek. A pocieszenie było pozorne - działało przez
    2 tygodnie, a teraz znów jest w punkcie wyjścia.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • srebrnarybka 13.11.07, 22:36
    przepraszam za obcesowość, ale jeśli wolno radzić, daj sobie spokój
    z tą dyskusją. Dyskutantki nie przekonasz, a sama wbijasz sie coraz
    bardziej w glebę wymyślając kolejne usprawiedliwienia, a w tej
    chwili na prawdę nie ma sensu, żebyś rozważała swoje domniemane czy
    rzeczywiste winy czy zaniedbania, zwłaszcza, że faktycznie nie
    rozumiem, o co Twojej rozmówczyni chodzi. Nawet gdybyś była bardzo
    winna (a moim zdaniem nie jesteś), to samobiczowanie i biczowanie
    Cię przez innych forumowiczów nic nie da i nie rozwiąże problemów
    Twojej rodziny. Ileś osób na forum trzyma za Ciebie kciuki, odpręż
    się, może w TV jest coś do rzeczy (to się rzadko zdarza, ale może
    wyjątkowo), albo poczytaj ksiązkę, włącz muzykę czy cokolwiek
    innego, żeby sie odprężyć, zamiast tracić czas na to irytujące bicie
    piany. Trzymaj się, ja na razie się wyłączam z dyskusji, bo jutro
    mam 7 godzin zajęć ze studentami i muszę się zająć trochę swoją
    osobą. Przepraszam, jeżeli pojechałam zbyt ostro, trzymaj się
  • makurokurosek 14.11.07, 00:12
    problemy i przyczyn problemów nastolatków są takie same jak w przypadku osób
    dorosłych najczęstszymi są brak akceptacji, brak zrozumienia, brak wsparcia w
    rodzinie,śmierć bliskiej osoby, rozwód rodziców czyli wszystko to co w jakiś
    sposób niszczy nasze poczucie bezpieczeństwa i dotychczasowy świat .
    Nie odpowiedziałaś jakie konsekwencje ponosiły twoje córki za wagary, jak
    rozwiązałaś ten problem w poprzednim semestrze.
  • sir.vimes 14.11.07, 00:16
    "> problemy i przyczyn problemów nastolatków są takie same jak w przypadku osób
    > dorosłych najczęstszymi są "
  • echtom 14.11.07, 06:44
    Jakie konsekwencje? Chodzi ci o kary?

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • makurokurosek 14.11.07, 08:24
    możesz nazwać to karami czy jak tylko chcesz. Więc jakie kary za niewypełnianie
    swoich obowiązków szkolnych ponosiły twoje córki ?
  • echtom 14.11.07, 08:49
    Wakacje zepsute przygotowaniami do poprawki wystarczą? Czy Twoim
    zdaniem powinnam była odciąć im internet albo posyłać do łóżka bez
    kolacji, jak w wiktoriańskiej Anglii? Naście lat to chyba nie jest
    wiek na tresowanie mechanicznymi karami, lecz na uświadamianie
    konsekwencji swoich czynów, a przede wszystkim wyrabianie pozytywnej
    motywacji.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • makurokurosek 14.11.07, 09:09
    czyli nauczyłaś córki, że nie ponoszą konsekwencji swoich czynów, bo i tak twoja
    córka przeszła do następnej klasy tylko dzięki twojemu wyżebraniu tego od
    nauczycieli. Jeżeli uznałaś, że konsekwencją jest nauka do egzaminu to powinnaś
    odpuścić sobie chodzenie do szkoły i proszenie o przepuszczenie córki. Twoja
    córka nie odczuła żadnych konsekwencji swojego postępowania, nie uczyła sie nie
    chodziła do szkoły a mamusia poszła i wypłakała promocje do następnej klasy.
    Starszą córkę pozostawię w spokoju powinna być już na tyle dojrzała aby zdawać
    sobie sprawę, ze bez szkoły nawet jeżeli znajdzie bogatego chłopaka będzie
    nikim, ale za młodsza ponosisz całkowitą odpowiedzialność i tak naprawdę ty
    odpowiadasz za to że w przeciągu dwóch miesięcy twoja córka opuściła prawie
    jeden miesiąc nauki. Mając z nią problemy rok wcześniej nie zainteresowałaś się
    czy problemy sie nie powtórzyły, zostawiłaś ja samą sobie . Nie wiem jak można
    nie zauważyć miesięcznej nieobecności córki w szkole.
  • echtom 14.11.07, 09:27
    Widać można - przecież nie odprowadzam jej za rączkę i nie czekam,
    aż skończy lekcje, by ją odebrać. Szkoła niczego nie zgłaszała przez
    2 miesiące, a na zebraniu, wbrew Twoim insynuacjom, byłam i wtedy
    się o tym dowiedziałam (masz krótką pamięć, więc przypominam -
    koniec października).
    Co do konsekwencji, mam prostą zasadę - pierwszy błąd się wybacza,
    recydywy nie. Odsyłam do drugiego wątku po szczegóły.
    PS. Skąd Twój kompleks na punkcie bogatego męża, że znów wracasz do
    tej bzdury? Nie udało Ci się takiego złowić?

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • makurokurosek 14.11.07, 09:39
    w przeciwieństwie do ciebie nie szukam bogatego męża ani dla siebie ani dla
    córki, jestem całkowitą przeciwniczką ślubów.
    A dlaczego powracam do bogatego męża, dlatego że ostatnio utrata majętnego
    chłopaka córki byłą dla ciebie ciosem trudnym do przeżycia podczas gdy
    zdecydowanie mniej przejęłaś sie jej problemami szkolnymi. Czyży dla ciebie
    bogaty chłopak był ważniejszy od dobrego wykształcenia, co za tym idzie
    możliwości uzyskania dobrze płatnej pracy i uzyskania samodzielności ?
    P.S Jedna z moich koleżanek miała matkę której ambicją było bogato wydać córkę
    za mąż, w obecnej chwili ta dziewczyna żyje co prawda na wysokim standardzie ,
    ma dwójkę dzieci i zdradzającego oraz nie kryjącego tego faktu męża. Dziewczyna
    skończyła liceum , bez doświadczenia bez męża jest nikim,niestety w dużej
    mierze dzięki swojej mamie której tak jak tobie bardziej zależało na bogatym
    wydaniu córki za mąż niż daniu jej wykształcenia
  • guderianka 14.11.07, 10:06
    makurokurosek -ale pieprzysz


    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • sir.vimes 14.11.07, 10:08
    podpisuję się smile
  • echtom 14.11.07, 10:10
    Kobieto, odpuść sobie te brednie, bo całe forum się z Ciebie
    podśmiewa. Na szczęście są tu w większości inteligentni ludzie i
    potrafią odróżnić prawdę od oszczerstwa.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • makurokurosek 14.11.07, 10:57
    są też ludzie którzy podobnie jak ja odebrali twój wątek o rozstaniu córki z
    bogatym odpowiedzialnych chłopakiem. nie byłam jedyną która odebrała twoja
    postawę jako żal za utratą majętnego zięcia . Może jestem w tej dyskusji jedyną
    która uważa,że olałaś poważne problemy córek. Jednak ani moja ocena ( szczerze
    wole aby była bledną), ani ocena pozostałych foremek nie zmieni faktu, że jedna
    z twoich córek za brak zaliczenia przedmiotu prowadzącego oraz nieobecności
    wyleci ze szkoły a druga będzie miała nadzór kuratorski. Możesz wmawiać innym że
    to one zadecydowały, że to ich wybór, że nie miałaś na to wpływu, ale czy jesteś
    wstanie to wmówić sobie i z czystym sumieniem patrzyć na to co się dzieje z ich
    życiem?
  • echtom 14.11.07, 11:08
    Mam czyste sumienie, bo nauka zawsze była dla mnie priorytetem i one
    o tym wiedziały. Zbuntowały się przeciw temu w okresie dojrzewania -
    trudno, najwyżej im na złość mamie uszy zmarzną. W najgorszym
    wypadku uzupełnią edukację później - większym wysiłkiem i na własny
    koszt. Ja zapewniłam im ku temu wszelkie warunki - nie chcą z nich
    korzystać, ich strata.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • makurokurosek 14.11.07, 11:50
    no cóż można jedynie podziwiać idealną matkę, która nic nie ma sobie do
    zarzucenia. widzę że jesteś zwolenniczką teorii :nie ważne skutki i przyczyny
    ważne, że czuję sie dobrze.
  • echtom 14.11.07, 11:57
    Do mniej inteligentnych trzeba krócej i prościej - nie mam sobie nic
    do zarzucenia w k w e s t i i s z k o ł y.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • echtom 14.11.07, 23:55
    Chyba mam problem ze sobą, bo przykładam do swoich dzieci miarę z
    własnej młodości i w ogóle nie rozumiem dzisiejszych czasów. Byłam
    wychowana surowo, kontrolowana itp. - miałam 100 % frekwencji i
    dobrze się uczyłam. Moja przyjaciółka miała dużo swobody; gdy była w
    7. klasie, urodził jej się brat i rodzice w ogóle przestali się
    interesować jej życiem - dalej miała 100 % frekwencji, dobrze się
    uczyła i do głowy jej nie przyszło, by zwrócić na siebie uwagę
    wagarami czy złymi ocenami. Moją sytuację i problemy z dziećmi
    znacie. Ona ma dobrego męża, 17-letniego syna - jedynaka, który nie
    musi rywalizować o miłość i uwagę rodziców, jest zdolny, ma wszelkie
    warunki do nauki i co? Totalna olewka. Opuszcza mniej godzin niż
    moje, ale uczy się bardzo słabo i ledwo przeszedł do 2. klasy LO. I
    jaka w tym ich wina? Ja nie wiem.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • makurokurosek 15.11.07, 08:50
    predyspozycje naukowe dziecka nie zależą od rodziców. Rodzic nie ma wpływu na to
    czy dziecko jest ścisłowcem czy humanistą, czy jest inteligentne czy ma problemy
    z opanowaniem prostego materiału , to wszystko wynika z predyspozycji dziecka.
    Rodzic ma wpływ na wychowanie dziecka, uczenie go,że każdej akcji towarzyszy
    reakcja, ponoszenia konsekwencji za swoje czyny, uczenia odpowiedzialności. To
    czy dziecko jest odpowiedzialne nie zależy w tak dużej mierze od jego intelektu
    co od wychowania.
    Mylisz dwa pojęcia odpowiedzialność z możliwościami intelektualnymi. To że
    dziecko nie jest w stanie opanować pewnego materiału nie koniecznie musi wynikać
    z lenistwa lecz częściej z braku predyspozycji do tego, natomiast to że dziecko
    olewa swoje obowiązki wynika raczej z błędów wychowawczych.

    > Chyba mam problem ze sobą, bo przykładam do swoich dzieci miarę z
    > własnej młodości i w ogóle nie rozumiem dzisiejszych czasów.
    Sądzę, że to całkowicie normalne że porównujesz córki z tym co znasz, jednak
    ludzie sa rożni i rożnymi drogami możesz do nich dotrzeć.
  • echtom 15.11.07, 09:18
    Niczego nie mylę - wyraźnie piszę o z d o l n y c h dzieciach,
    którym po prostu n i e c h c e się uczyć, niezależnie od sytuacji
    rodzinnej, wychowania itp. Za tzw. moich czasów tego zjawisko nie
    było - słabo uczyły się dzieci ze środowisk skrajnie zaniedbanych,
    mało sprawne intelektualnie lub dyslektycy, których nie umiano wtedy
    diagnozować. W ogóle nie znałam zjawiska dziecka bez dysfunkcji, z
    normalnego domu, gdzie nauka jest wartością, które ostentacyjnie
    lekceważyłoby obowiązki szkolne. Dlatego trudno mi znaleźć
    rozwiązanie problemu, który przekracza moją zdolność pojmowania.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • makurokurosek 15.11.07, 09:45
    zawsze były osoby które pomimo możliwości finansowych, intelektualnych staczały
    sie na dno, problem ten była opisany w " Nocach i dniach".

    "W ogóle nie znałam zjawiska dziecka bez dysfunkcji, z
    > normalnego domu, gdzie nauka jest wartością, które ostentacyjnie
    > lekceważyłoby obowiązki szkolne. Dlatego trudno mi znaleźć
    > rozwiązanie problemu, który przekracza moją zdolność pojmowania."

    Dlatego sądzę, że psycholog może pomóc ci rozwiązać tą zagadkę ( byle dobry, bo
    kiepski to jeszcze bardziej ja pogmatwa ). problem jest i to chyba duży skoro
    dwie twoje córki w podobny sposób zaczęły sie buntować. Możliwe że młodsza nie
    buntuje sie a jedynie naśladuje zachowanie starszej, ale zawsze jest jakaś
    przyczyna dla której zdolne ,rozsądne, dobrze uczące się dziewczyny zaczynają
    olewać obowiązki szkolne. jeszcze raz poradzę cofnij sie do czasu gdy ich
    postępowanie zaczęło sie zmieniać, może to ci coś pomoże, nakieruje .
  • echtom 15.11.07, 10:01
    To właśnie młodsza się buntuje - taka nonkonformistka z natury,
    szuka własnej, niekonwencjonalnej drogi. Starsza rozumie
    teoretycznie wartość nauki, ale sobie odpuszcza ze względu na
    trudności z porannym wstawaniem. Moja przyjaciółka nie odpuszczała,
    choć też była klasyczną "sówką" i lubiła spać do południa. Nie umiem
    po prostu wejść w psychikę nastolatka, dla którego szkoła nie jest
    priorytetem, i stąd moja bezradność.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • makurokurosek 15.11.07, 13:04
    nikt nie każe wchodzić ci w psychikę nastolatki. Sama jednak pisałaś, że młoda
    kilka lat temu uczyła się dobrze, nie wierzę w nagłą zmianę bez przyczyny. Coś
    musiało sie stać,że zmieniły sie jej hierarchie wartości. Większość normalnych
    nastolatków przeżywa bunt, ale nie oznacza to że wszyscy zaczynają olewać
    szkołę, idą ćpać czy uciekają z domu. Wiem , że trudno wpłynąć na nastolatka ale
    jest to możliwe, jednak do tego trzeba poznać problem. Nie zmienisz jej
    zachowania jeżeli nie znajdziesz jego przyczyny.
    Nie mówię, że jesteś całkowicie odpowiedzialna za tą sytuację, według mnie za
    późno ( a po co niektórych twoich wypowiedziach można zastanawiać się czy w
    ogóle) zauważyłaś że coś złego sie dzieje.
  • echtom 15.11.07, 16:23
    Wiem, co się dzieje - jedna abuliczka ze skłonnościami depresyjnymi,
    druga - klasyczny "rebel". W pierwszym przypadku pomagają leki i
    psycholog, trudniej natomiast znaleźć lekarstwo na "rebela". Może za
    kilka lat będę musiała zaakceptować, że jestem matką gwiazdy rockasad
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • nangaparbat3 17.11.07, 00:27
    nie znasz tamtej sytuacji rodzinnej.
    za fasadą wlaściwie kazda rodzina pieknie wyglada - wewnątrz moze dziać się aż
    zbyt wiele.
    --
    Tylko nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy.
  • echtom 17.11.07, 00:35
    To było do postu o kłopotach mojej przyjaciółki? Wiesz, mam z nią
    bliski kontakt od 35 lat, jej męża znam od 18 i nie sądzę, że ich
    rodzina kryje jakieś mroczne tajemnice.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • sir.vimes 14.11.07, 10:02
    W książce o której Ci pisałam, "Ocalic ofelię" , opisany jest przypadek
    dziewczynki młodszej od twojej córki, która uparcie odmawiała chodzenia do szkoły.
    Były kary, przymusy, nawet psychlog kazał dziecko zmuszać. Dziewczynak uważana
    była za "niegrzeczną", rodzice odwozili ją jak przedszkolaka, niemalże wnosili
    na siłe do szkoły - mała zaczęła chorować, symulowała choroby. Słowem robiła
    wszystko by do szkoły nie chodzić.
    Rodzice karali, zmuszali, błagali...Dokładnie opisane sa ich obawy - że córka ma
    zaburzone priorytety, że może byc leniem czy tchórzem.
    Okazało się, że dziewczynka była w szkole prześladowana - nie potrafiła tego
    zwerbalizować bo nie była to przemoc "wprost". Dopiero którys z kolejnych
    psychologów odkrył, że dziewczynka była silna, odważną osoba - potrafiła
    sprzeciwić się krzywdzie jaka ją spotykała, poprzez odmowę przebywania w
    wiążącym się z tą krzywdą miejscu.
    Rodzice odkryli, ze córka jest dokładnie taka jak chcieli ją wychować - dzielna,
    sprawiedliwa, szanująca siebie i innych. Po prostu za mocno zaufali przekonaniu
    , że to ich rodzina jest dysfunkcyjna - a wszystko inne "gra". Im bardziej
    wierzyli w ten prosty scenariusz - tym bardziej zamykali drogę ku porozumieniu.
    Gdyby zaufali sobie jako rodzicom - wiedzieli by, że córka na pewno nie jest
    "zdeprawowanym leniem" i że ma powody by zachowywać ię tak, jak się zachowuje.
    Akurat ta sprawa skończyła się dobrze, ale ile dzieci jest karanych za wiernośc
    sobie, wierność zasadom wpojonym przez rodziców?
  • sir.vimes 14.11.07, 10:07
    Nie zawsze kara i "konsekwencje" są dobrym wyjściem - najpierw należy
    przeanalizować czy napewno to my, rodzice i nasze dzieci jesteśmy dysfunkcyjni.
    Często okazuje sie , że dysfunkcyjna jest szkoła, dysfunkcyjna jest kultura
    masowa, która tak bardzo wpływa na dzieci.

    Najłatwiej jest ukarać dziecko - czy ukarać rodzica poprzez np. nasłanie na
    niego kuratora.
  • nangaparbat3 15.11.07, 00:00
    Dzięki za przypomnienie tej historii.
    --
    Tylko nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy.
  • sir.vimes 13.11.07, 21:58
    "Większości tych samobójstw można było
    > uniknąć gdyby tylko rodzice zaczęli zwracać uwagę na prawdziwe problemy tych lu
    > dzi. "

    W wielu przypadkach rodzice mogą żywcem wypruć sobie serce i niewiele to zmieni.
    Są, oczywiście, sytuacje w których dzieci sa zwyczajnie olewane ale na 100% nie
    jest to przypadek Echtom.
  • makurokurosek 13.11.07, 22:37
    jesteś jej córką lub rodziną, że wiesz jakie panują relacje u niej w domu.
    > W wielu przypadkach rodzice mogą żywcem wypruć sobie serce i niewiele to zmieni
    >
    Przykłady kilku włocławskich nastoletnich samobójców , których znałam osobiście
    lub których znało moje rodzeństwo , którym można było zapobiec
    -pierwsza która rozpoczęła serię samobójczych skoków -dziewczyna popełniła
    samobójstwo ze względu na zbyt wygórowane ambicje rodziców, nie byłą wstanie im
    sprostać, była rok starsza, , zginęła w wieku 17 lat chodziła do Włocławskiego LZK
    - kumpel mojego brata rok starszy ode mnie chodził do mechanika , - problemy w
    domu, - miał 19 lat - powiesił sie.
    - dziewczyna z chemika - zawód miłosny - miała 18 lat ( skok )
    - chłopak z LZK - brak porozumienia z rodzicami, problemy w domu - 17 lat
    - cztery lata temu znajomy - powiesił sie ( 20 lat) - miał dość matki która sie
    nie interesowała ani nim ani jego młodszym bratem

    Po więcej przykładów idź na policję, o motywy zapytaj najbliższe osoby zmarłych,
    często pozostają listy w których ostatni raz próbuja przekazać co ich boli
  • sir.vimes 13.11.07, 23:07
    Znałam kilku samobójców - w tym 14 latkę, która skoczyła z okna.
    Żadna z tych osób nie była krzywdzona/lekceważona przez rodziców.

    SŁYSZAŁAM o kilku znajomych znajomych, którzy zabili się z powodu postępowania
    rodziców - było to
    1) molestowanie seksualne przez kilka lat
    2,3,4) długotrwała przemoc fizyczna

    Oczywiście, ani twoi ani moi znajomi nie są żadnym argumentem.

    Wyjaśnij tylko jaki twój post o samobójstwach ma związek z problemami Echtom?

  • echtom 14.11.07, 06:41
    >Wyjaśnij tylko jaki twój post o samobójstwach ma związek z
    problemami Echtom?


    Też się nad tym zastanawiałam. To chyba aluzja, że swoim brakiem
    zainteresowania popycham dzieci do samobójstwa.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • oldrena1 14.11.07, 11:00
    Verdano, czy ta psycholog, o której czasem wspominasz pracuje w
    Warszawie?
    Mogę się odezwać na priv?

    --
    Old
  • echtom 13.11.07, 21:19
    Dzięki - przeczytałam i odpowiedziałam.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • sir.vimes 13.11.07, 21:59
    odpisz.
  • echtom 13.11.07, 22:19
    Ja też.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • verdana 13.11.07, 22:23
    Nie jestem psychologiem i nigdy nim nie bylam. jestem za to matka
    trzeciego w zyciu nastolatka - i nastolatka "dopilnować" się nie da.
    Można mu pomagać, ale i tak zrobi, co zechce.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nangaparbat3 13.11.07, 22:32
    Amen.
    --
    Tylko nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy.
  • srebrnarybka 14.11.07, 22:27
    cześć, rozumiem, że nie ma Cię teraz na forum, bo jesteś w teatrze,
    (na koncercie, czytasz książkę, ogladasz film, plotkujesz z
    przyjaciółką, słuchasz muzyki, rozwiązujesz krzyżówkę - niepotrzebne
    skreślić) i jutro dostaniemy z tego raport. Mówię całkiem poważnie.
    3maj się
  • echtom 14.11.07, 22:32
    Pudło, odpytuję małą z angielskiego przed testemsmile Ale coś planuję
    na weekend i obiecuję, że złożę z tego raportsmile

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • srebrnarybka 14.11.07, 22:34
    OK, w takim razie nie przeszkadzam, powodzenia
  • annakate 15.11.07, 00:21
    Good luck!

    Trochę obok tematu - ja kryzys "naukowy" przeszłam w II klasie podstawówki,
    poznałam nowa koleżankę i ona przekonująco wytłumaczyła mi, że nauka jest nudna
    i do niczego nie prowadzi, i bez tego jesteśmy świetne. Do dziś pamiętam okrągłe
    ze zdziwienia oczy mojej mamy, jak objawiłam zdumionej rodzinie, że dalsza
    edukację uważam za stratę czasu, ponieważ "podpisać się już umiem i dyrektorem
    być mogę". Na szczęście zostałam ustawiona na właściwy tor, co było daleko
    łatwiejsze niż w przypadku twoich córek, bo miałam 8 lat - w każdym razie po
    kryzysie uczyłam sie jeszcze 20 lat do uzyskania pełnych uprawnień w zawodzie -
    kilkomiesięczną obsuwę miałam tylko na urodzenie dziecka.
    Trzymam kciuki za happy end także u Was.
  • echtom 15.11.07, 00:33
    Dzięki. Jak one miały 8 lat, to mi do głowy by nie przyszło, że
    kiedykolwiek stanę wobec problemu, o którym piszę. 3-4 lata później
    też jeszcze nie. Starsze miały czerwony pasek do końca podstawówki,
    mała jest trochę mniej zdolna, więc w 4. klasie spadła na czwórki,
    ale nic nie zapowiadalo szkolnego dramatu. Życie jest pełne
    niespodzianek.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • mama.malenstwa 15.11.07, 10:58
    Ja byłam trochę podobna do twojej córki. Cała podstawówka czerwone
    paski na świadectwie, początki liceum to samo. Byłam otwarta,
    wesoła, bardzo kreatywna. Potem nagle przestało mi zależeć. Nic się
    nie zmieniło obiektywnie, ale dla mnie nic już nie miało sensu.
    Nawet sprawy, które uważałam za ważne, po zastanowieniu okazywały
    się bez sensu. Z jednej strony strasznie się męczyłam, ale
    jednocześnie podobało mi się to i sama wprowadzałam się w takie
    nastroje, otaczałam się ludźmi do mnie podobnymi. Oczywiście
    starsznie wagarowałam, nie uczyłam się prawie wcale. Jak mi się nie
    podobały oceny na koniec roku, albo byłam zagrożona, to zdawałam
    egzaminy komisyjne i poprawiałam. No, kompletnie niemądrze. Rodzice
    mogli sobie gadać i gadać,próbować mnie zaciągnąć do psychologa,
    zmieniać szkołę i tak nic to nie dało. Czułam, że jesteśmy z innych
    planet i porozumienie między nami jest niemożliwe. Wyrosłam z tego
    naszczęście, tak tuż po 20 mi przeszło. Ale niestety w moim
    przypadku sprawdziło się przysłowie "czego Jaś się nie nauczył...."
    Nie dostałam się na wymarzone studia, musiałam strasznie nadrabiać z
    językiem obcym, bo przecież wtedy to też oleałam i wiele innych
    rzeczy. Życzę twojej córce, żeby szybciej się obudziła niż ja, ale
    musi do tego sama dojrzeć.

  • echtom 15.11.07, 11:35
    mama.malenstwa napisała:

    >Z jednej strony strasznie się męczyłam, ale
    jednocześnie podobało mi się to i sama wprowadzałam się w takie
    nastroje, otaczałam się ludźmi do mnie podobnymi.<

    Chyba trafiłaś w sedno. Coś w tym jest - poczucie dyskomfortu, a
    jednocześnie pielęgnowanie takich "odmiennych stanów świadomości" -
    nie wiem, może dają poczucie, że jest się kimś wyjątkowym. Wiem, że
    córka musi sama dojrzeć do przebudzenia, ale jednocześnie mam
    świadomość, że pewne straty mogą być nieodwracalne. Powtarzam
    dzieciom, że mają w życiu tylko jedną szansę, by dostać się do
    dobrej szkoły średniej i ją ukończyć, że uzupełnianie braków w
    wykształceniu w systemie wieczorowym lub zaocznym to zupełnie inna
    jakość. Niby się z tym zgadzają, ale jak jest w praktyce, każdy
    widzi.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • e-ftalo 16.11.07, 16:46
    Wstawanie w południe(albo później),chodzenie spać po północy to znak
    dezorganizacji życia i tego że coś jest nie tak.Twoja córka być może jest w
    depresji,albo z jakiegoś innego powodu straciła motywację do realizacji
    marzeń,planów życiowych,szkoły.
    U mnie to nastąpiło gdy w skutek błędu wyprowadziłem sie z domu na
    studia,których nigdy nie ukończyłem,żadnej pracy ani zawodu nie zdobyłem,kontakt
    z rodzicami niemal zupełnie.
    Mój dzień wygląda dziś tak ,wstanie o 14 ,spanie o 3,brak znajomych do
    rozmowy,brak nadziei na zmianę,jest tylko internet,sam nie umiem pokonać pewnej
    bariery,choć wiem gdzie ona tkwi.Sam chętnie bym przerobił świat żeby wszyscy
    zaczynali pracę po południu a kończyli o 3 w nocy,ale się nie da...szkoda

    U ciebie jest podobnie,teraz nie wolno ci się załamać,jesteś jedyną osobą która
    może wyprowadzić z tego stanu córkę.Być może w waszym regionie(nie wiem skąd
    jesteście) funkcjonują grupy wsparcia,a jak nie jest kilka fundacji,stowarzyszeń
    wspierające takie rodziny.Na forum możesz co najwyżej pogadać,jednak forum samo
    w sobie NIE MOŻE pomóc,potrzebujesz realnej pomocy(ja zresztą też,tyle że ja
    jestem jeden a u ciebie jest rodzina).Żyjemy w trudnych czasach,takie rzeczy sie
    zdarzają coraz częściej,tak rozpadają się rodziny.

    forumowiczki zdają się tego nie rozumieć i wszystkim tutaj się wydaje że
    wszystko samemu się robi,a to tylko marne pisanie...

    --
    obrońmy nasz pomniczek przed rękami barbarzyńców
    pomnik.rzeszow.net/petycja.php
  • verdana 16.11.07, 17:35
    Jeden z najwybitniejszych profesorów historii, jakich znam wstaje o
    14, klodzie sie o 4 nad ranem.
    Dezorganizacji zycia nie stwierdzono - ma prace, żonę i syna.
    O ile wiem nie ma grup wsparcia dla osób, ktore lubią późno chodzić
    spać.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • echtom 16.11.07, 18:13
    Tak, problem w tym, że wybitny naukowiec może sobie pozwolić na taki
    tryb życia, uczennica nie. Jeżeli córka skończy szkołę i zdobędzie
    jakieś umiejętności, jako artysta czy technik plastyk będzie mogła
    pracować nad projektami w najdziwniejszych porach dnia i nocy.
    Właśnie, jeżeli... W systemie wieczorowym tego nie uczą. Dzisiaj
    znowu nie poszła na specjalizację, więc powoli godzę się z tym, że
    sprawa jest przesądzona.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • guderianka 16.11.07, 18:42
    echtom-znasz tekst z 1923 roku Kahil Gibran?

    Zaczyna sie od słów:

    "Twoje dzieci nie są Twoją własnością, są synami i córkami za swym
    życiem i mimo że przez Ciebie przechodzą to nie do ciebie należą.."


    Ty już naładowałaś akumulator swojej córki- teraz czas na to by
    patrzec czy został naładowany dobrze czy też nie, czy wychowanie -
    całe dziecinstwo, wszystkie dobre i złe chwile, przyniosą efekt.
    Bądź przy niej. Ale wyluzuj. To JEJ zycie
    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • echtom 16.11.07, 19:18
    Teoretycznie masz rację, ale niełatwo patrzeć, jak dziecko odrzuca
    wszystkie przekazane mu wartości i schodzi na złą drogę. Nie
    pamiętam, czy masz jedno, czy dwoje dzieci - na pewno córkę w wieku
    wczesnoszkolnym. Taki fajny wiek, kiedy jesteś dla dziecka
    autorytetem i ono robi wszystko, co T y uważasz za słuszne, nawet
    jeśli czasem po dziecinnemu się buntuje. Nie sądzę, że tak lekko
    zacytowałabyś te słowa, gdyby starannie wychowane dziecko zostało
    np. prostytutką czy narkomanką. Myślę, że normalnemu rodzicowi
    trudno pogodzić się z tym, że cała miłość i trud, jaki włożył w
    wychowanie dziecka, nie przyniosły efektu. Najłatwiej wtedy oskarżyć
    rodzica, że gdzieś popełnił błąd... ale wszyscy rodzice popełniają w
    dobrej wierze jakieś błędy i nie zawsze kończy się to źle.
    Takie mnie dzisiaj naszły refleksje, że wielka szkoda, że moje
    dzieci odrzucają wyniesiony z domu, jak to ładnie nazywają
    socjologowie, "kapitał kulturowy", jakiego wielu rówieśników mogłoby
    im pozazdrościć. Pomyślałam z rozgoryczeniem, że za pieniądze, które
    wtopiłam w ich edukację, mogłabym uszczęśliwić kilkoro zdolnych,
    ambitnych dzieci z biednych rodzin, których nie stać na opłacenie
    studiów.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • guderianka 16.11.07, 19:32
    Tak, mam dwoje dzieci w tym jedno w wieku wczesnoszkolnym. Póki co
    buntuje sie od zawsze-co stwierdzili psychologowie. Gdy miała 2lata
    określona została mianem inteligentnego manipulatora więc łatwo nie
    jest. W dodatku jest niepełnosprawna-zatem nie wszystkie jej
    problemy i bunty są takie jak u innych dzieci
    ale..
    dokładnie pamietam swoje nastoletnie życie- ten tekst miałam nad
    swoimi drzwiami i wielokrotnie dawałam go do czytania rodzicom. Gdy
    miałam 14-15naście lat tata powiedział że albo będę wielkim
    człowiekiem albo skonczę jako margines społeczny.Powiedział też że
    on ładował mój akumulator przez te naście lat i teraz czas by sie
    okazalo czy zrobił to dobrze. Zatem : w wieku 14lat pociełam sie-
    sznyty, w wieku 15 zaczełam palić papierosy czasem trawkę przy czym
    rodzice wiedzieli że palę odkąd skonczyłam 17lat-sama im
    powiedziałam. Tuż po 18 zrobiłam sobie pierwszy tatuaż oraz
    wychodziłam na całe noce z domu (pierwszy raz nie wróciłam na noc w
    wieku 16lat). Rodzice domyślali sie co i z kim robię. Ciągle
    rozmawialiśmy, miałam z tatą świetny kontakt, był moim przyjacielem.
    Byłam trudną nastolatką i czasem dom był dla mnie jak hotel. Teraz
    po latach rodzice cięzko wspominają tamten okres jako okres prób.
    Ale wiesz za co ich cenię ? Za to że pozwolili mi zyć moim życiem
    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • echtom 17.11.07, 00:23
    Taką mi się wydajesz mądrą i poukładaną osobą, że trudno mi uwierzyć
    w to, co o sobie napisałaś. Czy nie wymyśliłaś tej swojej biografii,
    żeby mnie podnieść na duchu?smile
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • guderianka 17.11.07, 10:05
    Echtom. Mój tata właśnie to miał na myśli. Nie mógł zrozumieć jak
    taka inteligenta, świetnie ucząca sie dziewczyna, jeżdząca na
    olimpiady z różnych przedmiotów, elokwentna, umiejąca pomagać innym
    i mająca dobre serce (jako 16-17latka byłam np. wolontariuszką w
    ośrodku rehabilitacji i domu dziecka, zajmowałam sie dziećmi z mpdz)-
    więcej kompelmentów na swój temat nie powiem-może zarazem robić
    rzeczy tak płytkie, tak wydaje sie niepotrzebne i puste. Tłumaczyłam
    tacie że ja doświadczam w ten sposób życia, że muszę wszystkiego
    sporóbowac, dośwoadczyć , dostać kopa w tyłek żeby pojąć. A ojczulek
    nie mógł zrozumiec po co wystawiać rekę do ognia skoro ma się
    swiadomość że on parzy...
    BYłam-jestem-jednostką bardzo niezależna, z cechami autokraty.
    Niecierpię narzucania mi woli innych i czasem kosztem siebie nie
    ugnę sie chociaz wiem ze byłoby to słuszne
    Echtom-to tlyko część mojej biografii, mojego doswiadczania
    duchowego i fizycznego życia- jeszcze mogłabym dużo pisać o kółku
    dziennikarskich w którym uczestniczyłam, o organizacji
    paramilitarnej w której byłam, o karach które dali mi rodzice za nie
    przyjście na noc do domu a które ja olałam i ...wyszłam z domu.
    Miałam cudownych rodziców którzy szybko mnie zdiagnozowali i
    wiedzieli że więcej zyskają daniem wolności i zaufaniem niż
    pilnowaniem, marudzeniem. Na dobrą sprawę niewiele mogli mi zarzucic-
    świetnie sie uczyłam, paliłam papierosy ale za zarobione przez
    siebie pieniadze, ubierałam punkowe lumpy kupione za swoje pieniadze
    (pisałam kolegom wypracowania z polskiego, rysunku z plastyki )itepe.
    Do czego zmierzam- mądrość moich rodziców polegała na tym, że
    pozwolili mi żyć swoim życiem. Bali sie-ale wiedzieli jaki potencjał
    we mnie załadowali, wiedzieli że ja mam swoje wewnętrzne granice
    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • echtom 17.11.07, 10:41
    Ale Ty przynajmniej dobrze się uczyłaś. Mi też w takiej sytuacji
    łatwiej byłoby zaakceptować nastoletnie eksperymenty, bo rozumiem,
    że młodzież potrzebuje życia towarzyskiego i rozrywek. Ja w liceum
    nie miałam żadnego życia, odbiłam to sobie na studiach - i nie
    przeszkadzało mi to w ciągnięciu 2 fakultetów jednocześnie i
    zaliczaniu egzaminów w pierwszych terminach. To, co mnie przeraża,
    to kompletny brak motywacji i woli u moich córek - gdybym im
    zabroniła wyjść i kontaktów z rówieśnikami, siedziałyby cały dzień
    przed komputerem albo czytały czasopisma, a z nauką nic by się nie
    poprawiło. Metody typu odcinanie internetu czy zabieranie komórki
    uważam za uwłaczające i dziecku, i rodzicowi - a przykład znajomej
    rodziny wykazał, że są zupełnie nieskuteczne, tylko nasilają bunt i
    skłaniają do oszukiwania i kłamstwa.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • guderianka 17.11.07, 11:28
    uczyłam-i to jeszcze badziej niepokoiło rodziców bo obawaili się że
    przez "zielone lata" wszystko zawalę

    Bądź dla swoich córek, bądź blisko, obserwuj i zaakcpetuj fakt ze na
    pewne rzeczy nie masz wpływu. Może warto podpowiedzieć im by
    poszukały jakiegoś ważnego zajęcia- praca w hospicju, domu dziecka,
    pomaganie starcom..ciężkie doświadczenia innych pozwalają z innej
    perspekty spojrzeć na swoje problemy..


    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • echtom 17.11.07, 12:11
    guderianka napisała:


    > Może warto podpowiedzieć im by
    > poszukały jakiegoś ważnego zajęcia- praca w hospicju, domu
    dziecka,
    > pomaganie starcom..ciężkie doświadczenia innych pozwalają z innej
    > perspekty spojrzeć na swoje problemy..
    >
    >
    Wiem z doświadczenia, że jak człowiek jest w dołku, to taka terapia
    nie działa - mi na przykład na obecnym etapie reszta świata jest
    zupełnie obojętna. Trzeba najpierw trochę odbić się samemu, by
    dostrzec problemy innych i próbować im pomóc.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • guderianka 17.11.07, 14:23
    może masz rację

    ja mam wrażenie że połowe życia nastoletniego byłam w dołku wink
    Siadałam w moim pokoju pomalowanym nam czarno z plakatmi i
    czaszkami, gasiłam światło, właczałam muze i płakałam....
    oj jaka ja fajna byłam ..wink
    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • echtom 17.11.07, 14:37
    Tak, miałaś poczucie, że jesteś kimś zupełnie wyjątkowymsmile
    Nastolatki to lubią.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • guderianka 18.11.07, 09:42
    Nie tylko nastolatki smile Każdy człowiek-od wieku dziecięcego aż po
    starczy wink
    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • echtom 18.11.07, 09:52
    Tak, ale w pewnym wieku szczególnie. Swoją drogą zawsze mnie bawiło,
    że poszukiwanie oryginalnego i wyjątkowego image'u u nastolatków
    sprowadza się de facto do podporządkowania ścisłym regułom wybranej
    subkultury. A tam panuje większa dyscyplina niż w domu czy szkolesmile

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • guderianka 18.11.07, 09:58
    Odkryłam to również w tym moim "cudownym okresie". Ubierałam się
    punkowo-grungowo (do dziś mi troche pozostało), słuchałam rocka i
    punk rocka i miałam kolegów którzy sami siebie nazywali punkami,
    nosili na szyi "anarchie", mieli irokezy i tworzyli zgraną ścisłą
    grupę. Pewnego pięknego dnia podczas rozważań na temat "wolności"
    stwierdziłam , że szumnie wykrzykiwana "anarchia"-niesie za sobą
    takie same zasady i ograniczenia jak jej brak. Wszystko rządzi się
    swoimi prawami i zasadami, od tego da się uciec. Ja to rozumiałam i
    nie czułam się "punkiem" moi znajomi tego nie rozumieli i "olewali
    system " nie chodząc do szkoły, nie kasując biletów, nie kupując
    papierosów (wybierali ze śmieci ) itp. A wystarczyło pomyśleć i
    ułatwić sobie zycie
    Niestety -w przypadku subkultur występuje tzw "presja tłumu"
    i "barani ped" . Subkultura akcpetuje cie takim jesteś i nikt nie
    pyta kim są twoi rodzice i ile zarabiają. Niestety -wielu moich
    znajomych pochodziło z rozbitych, czasem patologicznych rodzin. Ci
    co mieli troche oleju w głowie po latach ścieli irokeza i stali się
    przykładnymi mężami i pracownikami, inni do dziś chleją wina
    w "punowskim lasku" a jeszcze inni siedzą za kratkami. Cóż..prawa
    natury-przeżywa zawsze najsilniejszy
    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • echtom 18.11.07, 10:04
    guderianka napisała:

    Ci
    > co mieli troche oleju w głowie po latach ścieli irokeza i stali
    się
    > przykładnymi mężami i pracownikami, inni do dziś chleją wina
    > w "punowskim lasku" a jeszcze inni siedzą za kratkami. Cóż..prawa
    > natury-przeżywa zawsze najsilniejszy

    I właśnie dlatego martwię się o dzieci, bo nie wiem, w jakiej grupie
    znajdą się w przyszłości - ile z tego, co kiedyś im wpoiłam, a
    dzisiaj kontestują, zostanie w nich na zawsze.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • guderianka 18.11.07, 10:07
    Rozumiem że się martwisz-i będziesz się martwić pólki nie umrzesz.
    Ja porównuję macierzyństwo (swoje przynajmniej ) do planety (to ja)
    wokół której krążą księżyce (dzieci ). Nawet jak będą sie oddalać -w
    myślach mentalnie wciąż będą przy mnie, nawet gdy znikną z mojego
    wzorku, nie będę umiała o nich nie mysleć, nawet gdy ulegną
    unicestwieniu (umrą ) nie zmieni to faktu że po ich krążeniu wokół
    mnie jako planety zostanie ślad i...dalej będę myśleć

    Takie jesteśmy-matki- można dawać ci złote rady, pomagać-ale i taki
    nie zmieni to faktu że będziesz na swej orbicie miała 3 ciała
    niebieskie, które zawsze będą w twej głowie. Mogę cię jedynie
    wspierać wink
    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • echtom 18.11.07, 10:38
    Dzięki - postaram Ci się odwdzięczyć za parę lat wink
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • guderianka 18.11.07, 10:46
    smile
    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • makurokurosek 17.11.07, 10:48
    nie zgodzę sie do końca z tobą. Ty jesteś przykładem osoby niezależnej, pewnej
    siebie i silnej, starsza córka autorki jest osobą depresyjną , o słabej
    psychice. Pozostawieni jej ze swoimi problemami, z konsekwencjami swoich czynów
    prawdopodobnie będzie miało zupełnie inne skutki niż w twoim przypadku. Osoba
    słaba psychicznie błędów nie traktuje jak nauki lecz jako porażkę, bardzo trudno
    takim osobą jest samodzielnie powstać i wyjść na prostą. Bardziej takie
    rozwiązanie pasowałaby mi do drugiej córki, tylko ona jest chyba na to za młoda,
    według mnie nie jest tak dojrzała by rozumieć konsekwencje.
  • echtom 17.11.07, 11:03
    Tu akurat masz rację - i to w przypadku obu córek. O młodszą martwię
    się o tyle, że jej błędy powodują na tym etapie nieprzyjemne
    konsekwencje prawne, natomiast sądzę, że poradzi sobie w życiu i nie
    wpadnie po drodze w nałogi czy inne nieprzyjemne historie. U
    starszej martwi mnie najbardziej jej brak wytrwałości i silnej woli,
    który może dać w przyszłości znacznie gorsze skutki.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • srebrnarybka 16.11.07, 19:41
    Nie sądzę, że tak lekko
    > zacytowałabyś te słowa, gdyby starannie wychowane dziecko zostało
    > np. prostytutką czy narkomanką.
    Ale przecież Twojej córce do tego daleko. Opuszcza zajęcia
    specjalizacyjne i grozi jej wyrzucenie ze szkoły plastycznej -
    szkoda, bo mogłaby coś fajnego skończyć. Ale jeśli nie chce, to
    przecież może skończyć inne liceum i stać się wartościowym i
    wykształconym człowiekiem.
    Dobrze, że starałaś się dzieciom zapewnić wykształcenie i sądzę, że
    nawet jeśli w tej chwili źle się uczą, to "kapitał kulturowy" nie
    pójdzie na marne - przecież coś z domu wyniosły, co wchłonęły przez
    skórę w czasie rozmów przy kolacji i zawsze będzie to procentowało,
    nawet jeżeli niżej, niż byś chciała. Owszem, sytuacja Twoich córek
    wymaga mobilizacji, bo tak czy owak trzeba uregulować przyszłość
    starszej, tzn. spróbować oswoić się z myślą, że wyleci z tej szkoły
    plastycznej (ja jej i Tobie tego, broń Boże, nie życzę, ale jest
    takie prawdopodobieństwo) i rozejrzeć się nad wyjściem awaryjnym,
    czyli inną sensowną szkołą. A może jest jakaś metoda budzenia:
    komórka z przeraźliwym jazgotem, budzenie telefoniczne, są jakieś
    radia z budzikami, może niechęć do wstawania na 8 uda się
    przewalczyć i szkołę plastyczną uda się uratować. Co młodszej - w
    zasadzie już wszystkich rad praktycznych Ci udzielono, nie będę się
    powtarzała. Poza tym może warto przyjrzeć się, dlaczego ona nie chce
    do tej szkoły chodzić - może poza ogólnym lenistwem jest jakaś
    konkretna przyczyna, którą warto byłoby wyeliminować albo
    zneutralizować. Ale to wszystko wymaga tylko wzmożonej gotowości
    bojowej, ale nie alarmu, że przypomnę terminologię znaną Ci ze
    studium wojskowego. Jest kłopot, duży kłopot, ale nie tragedia.
    Postępowanie Twoich córek jest dość typowe - jak świat światem,
    uczniowie chodzili na wagary. Poczytaj sobie Wyznania św. Augustyna -
    dowiesz się, że i jego studenci spóźniali się na wykłady, dokładnie
    tak, jak moi, chociaż ja nie jestem taka mądra.
    Twoje córki mają jeszcze szanse być mądrymi, wykształconymi i
    wartościowymi ludźmi - to, co teraz robią, to nie jest jeszcze
    koniec świata. A Ty się zmobilizuj i spróbuj delikatnie im w tym
    pomóc. Poza tym czekam na raport o rozrywkach weekendowych - to jest
    konieczne.
    I trzymaj się do pionu, cały czas do pionu
  • echtom 17.11.07, 00:29
    melduję posłusznie, że pół godziny temu wróciłam z babskich plotek.
    Tych, którzy mogą mi wypomnieć, że powinnam była przeznaczyć ten
    czas na wychowywanie córek, informuję, że córki były w tym czasie z
    tatą w teatrze.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • srebrnarybka 17.11.07, 09:34
    I tak być powinno. Ja Ci próbuję tłumaczyć cały czas, że NIE WOLNO
    Ci mieć wyrzutów sumienia z tego powodu, że masz swoje rozrywki i
    czas dla Ciebie. To jest potrzebne nie tylko Tobie, ale i Twoim
    córkom.
  • echtom 17.11.07, 09:59
    Ale ja to rozumiem - same mnie do tego zachęcają. Większym
    ograniczeniem jest dla mnie mama.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • guderianka 17.11.07, 10:06
    Echtom. Rozwiń tę myśl :

    Większym
    > ograniczeniem jest dla mnie mama.


    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • echtom 17.11.07, 10:32
    Wiesz, starsza, niesprawna osoba, boję się ją zostawiać na dłużej
    samą. Zwykle ustalam z dziećmi, żeby były w domu, kiedy ja wychodzę,
    gorzej ze wspólnymi wyjazdami. Nie mamy na miejscu nikogo z rodziny.
    Wynajęłam kiedyś na kilka dni opiekunkę, ale mamie się nie spodobała
    i wydzwaniała codziennie z pretensjami, kiedy wrócę. Teraz jest
    trochę lepiej, ale mam jakieś wewnętrzne ograniczenie, że nigdy nie
    zostawiam jej dłużej niż na dwa dni, a i wtedy nie mam pełnego
    komfortu.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • guderianka 17.11.07, 11:30
    echtom-ty po prostu jestes matka teresa, gdybyś mogła to byś całym
    światem się zajeła, ukochała, pomogła, rozmawiała...-i dlatego
    cierpisz gdy widzisz że coś idzie nie po twojej myśli

    Jak pisze srebrna rybka- pomyśl O SOBIE, TYLKO O SOBIE. Ale nie na
    zasadzie że wychodzisz gdziesz i robisz coś miłego a w glowie nadal
    układasz puzzle "co robią dzieci" smile
    Może jakieś warsztaty psychologiczne?

    p.s. kupiłaś rozmowy z bogiem?
    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • echtom 17.11.07, 12:06
    guderianka napisała:

    > echtom-ty po prostu jestes matka teresa, gdybyś mogła to byś całym
    > światem się zajeła, ukochała, pomogła, rozmawiała...

    Skąd wiesz? smile))

    Kiedy wychodzę, nie myślę o tym, co robią dzieci - taką zasadę
    przyjęłam od początku.
    Do książki jeszcze nie dotarłam, ale szukam. Jak znajdę, dam znać.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • srebrnarybka 17.11.07, 16:29
    fajnie, że się prostujesz. Trzymaj tak dalej, za tydzień czekam na
    sprawozdanie z meczetu. A poza tym w trakcie też więcej pogody
    ducha, jest jak jest, ale przecież są we wszystkim jasne strony.
  • echtom 17.11.07, 16:44
    Kurczę, z tymi sprawozdaniami to jesteś gorsza niż kuratorsmile)
    Mam Ci podać swój nr gg na priva, żeby nie nudzić sprawozdaniami
    całego forum?
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • srebrnarybka 17.11.07, 17:16
    Cześć, mam nadzieję, że nie jesteś obrażona. Po prostu nie jesteś
    pierwszą podłamaną osobą, z różnych powodów, z którą mam do
    czynienia, więc staram się użyć zdobytego doświadczenia, żeby Ci
    pomóc. Nr możesz mi podesłać, tylko nie wiem, czy będę umiała go
    odebrać, bo ja nie do końca sprawnie posługuję się tą zabawką. 3maj
    się
  • echtom 17.11.07, 20:32
    No chyba widzisz te przyjazne uśmieszki - czy ja wyglądam na
    obrażoną? Btw. - doświadczenie masz ze studiów psychologicznych czy
    takie z życia?
    PS. Nie wierzę, że młoda, wykształcona osoba z Warszawy posługuje
    się mniej sprawnie gg niż stara baba z prowincjismile) Zaraz napiszę na
    priva.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • donna28 17.11.07, 19:38
    Nie nudzisz smile trzymamy kciuki (przynajmniej ja), dzielna mamo smile
    --
    Inga Alicja ur. 13.05.2007
  • echtom 17.11.07, 20:33
    Dobra, to się odezwę od czasu do czasu, nawet nie pytanasmile.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • guderianka 18.11.07, 09:43
    ja tam też sie nie nudzę smile
    Przygotowuje się do wieku nastoletniego moich dzieci smile Ze starszą
    moge mieć problemy-ma charakterek
    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • echtom 18.11.07, 09:46
    Masz jeszcze przed sobą parę lat, które później będziesz wspominać
    jak sielankę. Nie nastawiaj się na gorsze, tylko ciesz chwilą, póki
    możesz smile
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • guderianka 18.11.07, 09:50
    Ewa-ja się cieszę chwilą. Ale nastoletnie życie nauczyło mnie, że
    czasem trzeba się nauczyć od bardziej doświadczonych, zbierać
    zyciową wiedzę bez zbuntowanego " ja wiem lepiej ". Wolę być
    przygotowana na każdą ewentualność wink
    --
    By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
  • e-ftalo 19.11.07, 16:51
    >Jeden z najwybitniejszych profesorów historii, jakich znam wstaje o
    >14, klodzie sie o 4 nad ranem.
    >Dezorganizacji zycia nie stwierdzono - ma prace, żonę i syna.
    >O ile wiem nie ma grup wsparcia dla osób, ktore lubią późno chodzić
    >spać.

    Rozumiem że bawią cie czyjeś problemy,baw się dalej...


    --
    obrońmy nasz pomniczek przed rękami barbarzyńców
    pomnik.rzeszow.net/petycja.php

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka