Dodaj do ulubionych

7 latek-potrzebuje konkretnych rad

24.04.08, 18:35
hej
mam 3 dzieci,pierwsze ma prawie 7 lat,drugie 4,trzecie 3 miesiace.I to właśnie
z tym 7-latkiem mam problemy.Od zawsze był dzieckiem wymagającym dużo
uwagi,nie potrafił się sobą zająć,dużo się buntował i zawsze chciał postawić
na swoim(nawet jak był jedynakiem).Prosze poradzcie mi jak mam postepowac w
kilku konkretnych sytuacjach.
1.Śniadanie chce jeść w szlafroku.Ustaliłam,że w soboty i niedziele jak nie ma
zerówki to możemy tak robić,jednak w pozostałe dni na śniadanie przychodzimy
ubrani.Tak jest po prostu szybciej.Każdego ranka musze mu przypominać a on
zaczyna bunty,nie i już.Jestem konsekwentna ale te poranne boje każdego dnia
bardzo mnie męczą.
2.Prosze,mówie jak wróci ze szkoły by się przebrał,nie i już!Tłumacze że sie
pobrudzi przy zupie i na podwórku,jestem spokojna,nie pomaga.Dopiero jak nie
chce mu dać zupy dopóki się nie przebierze to z łaską to zrobi,pyskują
strasznie.Czy mam to pyskowanie ignorować?posyłac do kąta na wyciszenie?
3.Jak do niego mówie,pokazuje mi palcem kółko na głowie(zwariowałaś}wie że
mnie to wkurza.
4.Kradnie nam pieniądze i kupuje chipsy w szkolnym sklepiku.Dostaje co miesiąc
5 złotych i nie wtrącam się na co je wydaje.Tyle,że on wyda je juą w 2
dni....na chipsy.Ja nie pozwalam im jeśc chipsów tylko czasem,a drugie
śniadanie ma zawsze i zazwyczj dokładam coś słodkiego lub owoc.
5.Próbowałam zostawiać ich samych na podwórku,mamy ogród jest bezpiecznie i do
ulicy dość daleko.Wiedzą,że nie można tam wychodzić i oczywiście nie
słuchają.Starszy ciągnie za sobą małego i wogóle podburza go przeciwko
mnie.Teraz dni są takie ładne chciałabym żeby chodzili na dwór ale nie zawsze
mogę z nimi iśc razem.Choc zazwyczaj chodzę codziennie.
Naczytałam sie już dużo na temat wychowania,ale tu nic nie działa.Poświęcam mu
każdego dnia sporo czasu,rozwiązujemy krzyzówki dla dzieci bo lubi,gramy w
zabawy słowne i domino,rozmawiamy.Gdzie popełniam błąd? Jak do niego dotrzeć?
Pozdrawiam serdecznie.
Obserwuj wątek
    • jola_ep Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 24.04.08, 19:15
      Odniosę się tylko do niektórych rzeczy, z którymi miałam jakieś tam doświadczenie.

      > 1.Śniadanie chce jeść w szlafroku.Ustaliłam,że w soboty i niedziele jak nie ma
      > zerówki to możemy tak robić,

      Dlaczego? Ja śniadanie od zawsze jem w szlafroku, z wyjątkiem wolnych sobót i niedziel. Rano rozkręcam się wolno i ten czas spędzony leniwie w szlafroku na jedzeniu śniadania jest dla mnie bardzo ważny. Ubieranie się wymaga energii, której rano nie posiadam.
      Tu bym odpuściła.

      > 2.Prosze,mówie jak wróci ze szkoły by się przebrał,nie i już!Tłumacze że sie
      > pobrudzi przy zupie i na podwórku,jestem spokojna,nie pomaga.Dopiero jak nie
      > chce mu dać zupy dopóki się nie przebierze to z łaską to zrobi,pyskują
      > strasznie.Czy mam to pyskowanie ignorować?

      To zależy jak jest straszne. Czasem przymykałam oczy, czasem upominałam, ale generalnie pomysł: nie ma jedzenia bez przebrania się jest dobry. Jasna konsekwencja bez konieczności wdawania się w jakiekolwiek dyskusje.

      > 4.Kradnie nam pieniądze i kupuje chipsy w szkolnym sklepiku.Dostaje co miesiąc
      > 5 złotych

      Co do kradzieży nie wiem, ale moim zdaniem w tym wieku powinien dostawać kieszonkowe częściej - np. co tydzień. Kwota 5zł/miesiac jest też nieco za mała. Niech to będzie np. 3zł na tydzień (ja dawałam 5zł tygodniowo)

      > 5.Próbowałam zostawiać ich samych na podwórku

      Domyślam się, że 7-latek wydaje Ci się duży i odpowiedzialny. O ile samego 7-latka puszczałam w pobliżu domu "samopas", to w żadnym razie nie odważyłabym się tego zrobić w młodszym towarzystwie. Wtedy dużo łatwiej o głupie pomysły.

      Wspólne spędzanie nawet dużej stosunkowo ilości czasu nie chroni przed zazrością i potrzebą zwracania na siebie nieco większej rodzicielskiej uwagi. Pamiętaj, że 7 latek to naprawdę jeszcze małe dziecko, zrozumiesz to, gdy Twoje najmłodsze dziecko osiągnie ten wiek smile

      Pozdrawiam
      Jola
    • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 24.04.08, 19:32
      Po pierwsze zaczełabym wzmacniać fakt, ze jest najstarszy,
      najmądrzejszy i pozostałe rodzeństwo bierze z niego przykład.
      Wyznaczyłabym obowiązki i przywileje (jednym z nich jest już
      kieszonkowe).wytłumaczyłabym jakich zachowań sobie nie życzę i czego
      od niego oczekuję a czego będę wymagać.Najlepiej zrobic to w
      spokojnej rozmowie w cztery oczy..może na wspólnym spacerze gdy
      pozostałe dzieci będą pod opieką taty.. Znalazłabym takie rzeczy czy
      zabawy, które są dla niego ważne..i ich bym uzywała do
      dyscyplinowania..na zasadzie: nie zastosowałeś się zostanie Ci to
      odebrane na czas okreslony..
      ad.1 jeżeli są codzienne utarczki..zlikwidowałabym przywilej jadania
      w szlafroku w dni "wolne" a sniadanie podawała kiedy stawiłby się
      ubrany.
      ad2. podobnie..obiad podaję kiedy syn przebrany..ma wybór wykonac
      polecenie lub nie jeść..nie da się zagłodzic z tego co piszesz a
      nawet gdyby sie "zaparł" to kilka godzin do kolacji na głodniaka
      krzywdy mu nie zrobi..i to wszystko bez dyskutowania z
      synem..dostaniesz jeśc jak stawisz sie przy stole odpowiednio ubrany.
      ad3. ignorowałabym i za wszelka cenę nie pokazałabym, że mnie to
      obchodzi a tym bardziej wkurza..w sytuacji szczególnej, np. takie
      zachowanie przy "obcych" zadałabym karę po uprzednim oznajmieniu, że
      skoro Ty go nie obrażasz to masz prawo nie życzyć sobie tego z jego
      strony..np. wcześniej do łóżka kiedy Ty z pozostałymi dziecmi się
      bawisz
      ad5. Kieszonkowe jest do dyspozycji i własnościa dziecka..mozesz
      sugerować na co ma wydac ale to ono o tym decyduje..paczka czy dwie
      chipsów nie zrujnuje jego zdrowia..za to jeżeli tak bardzo je lubi
      to wykorzystałabym małe paczki jako nagrody za pozytywne
      zachowanie!! Za udowodnioną(!!) kradzież ukarałabym bezwzględnie
      odebraniem kieszonkowego lub inna dokuczliwą dla syna karą (sama
      musisz sie dowiedzieć co to może być ale nie naduzywać zeby działało
      w szczególnych przypadkach..czasem jest to zakaz oglądania telewizji
      na jakis czas lub korzystania z komputera)
      ad5. w takiej sytuacji nie zostawiałabym dzieci samych a dla nich
      karą za takie zachowanie będzie to (co bym im powiedziała), ze bedą
      wychodzić tylko ze mna i to wtedy kiedy będe miała na to
      czas..jeżeli nie mozesz ich zostawic na podwórku bez opieki to oni
      musza siedzieć w domu zamiast sie tam bawić, kiedy Ty bedziesz robic
      pranie..
      Co do "pyskowania" rozumiem, ze to w sytuacjach kiedy Ty podejmujesz
      jakąś decyzję, która nie podlega dyskusji (bo czasem mozna z dziećmi
      ustalic co robimy, w co się bawimy czy gdzie idziemy). W
      sytuacjach "bezdyskusyjnych" po prostu oznajmiłabym swiją decyzje i
      koniec..nie wdawałabym sie w gadki i co najważniejsze postarałabym
      sie by dzieci nie widziały ile czasem musze powstrzymac emocji kiedy
      słysze ich reakcję..tylko spokój i konsekwencja moze Cię uratować..
      Czasem w tym wieku chłopcy tak to mają..z jednej strony stracił
      prawa jedynaka z drugej czuje się juz "duży"..i chyba sprawdza gdzie
      są granice jego zachowania, do których moze sie posunąć To co
      napisałam powyżej trochę wygląda oschle i na lekką tresure, ale
      musisz mu wyznaczyc te granice a z drugiej strony obserwować go i za
      kazde pozytywne zachowanie chwalic i nagradzać..świetną formą jest
      chwalenie dziecka w jego obecności przed Tatą, którego nie było przy
      danej sytuacji lub przed babcią..jeżeli jeszcze ta osoba wyrazi swój
      podziw..masz plusa u syna a on potwierdzenia, że dobrze postąpił.
      Może postarać sie tez byś w miarę mozliwości Ty lub Tata czasem
      sobili tylko z synkiem jakieś wypady..do kina, na mecz..czy co go
      tam cieszy..i żeby to było tylko dla niego jako tego najstarszego a
      w ten sposób wyjątkowego..to tez moze byc sposobem nagradzania a
      przy okazji poczuje sie ważny i kochany
    • lila1974 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 24.04.08, 21:26
      Moja 7 będzie miała we wrześniu.
      Co zauważyłam - nie buntuje się, gdy za wczasu umówimy się co do
      następnego dnia. Wieczorem, gdy kładziemy się spać umawiamy się co
      do formy, jaką będzie prezentowała następnego dnia. I o dziwo, jeśli
      mi obieca, że postara się wstać w dobrym humorze i obsłużyć się
      samodzielnie w zwyczajnych porannych czynnościach, to dotrzymuje
      słowa. Wystarczy, że się wieczorem nie umówimy, ona jakby czuje się
      zwolniona z wszelkich obowiązków a ponad to marudzi niemożebnie.

      Może zastosuj to samo w kwestii szlafroka rano i przebierania się po
      przyjściu ze szkoły?

      Podsunę jeszcze inną metodę.
      Usiądź wspólnie z synem, wyciągnij kartkę i olówek, a potem zapytaj
      dlaczego upiera się przy tym szlafroku, nastęnie wytłumacz, dlaczego
      Ty chciałabyś widzieć go od razu ubranego. Następnie zapisujcie na
      kartce wasze wspólne pomysły na to, co można w tej kwestii zmienić,
      ulepszyć. Pomysły mogą być najbardziej absurdalne - Twoje i jego. W
      trakcie ich zapisywania nie komentuj, czy są do zrealizowania, czy
      też nie. Dopiero, gdy się wyczerpią, wspólnie listę prześledźcie i
      zacznijcie z niej wykreślać rzeczy, o których nie może być mowy.
      Wspólnymi siłami dojdziecie do kompromisu. Moze, kiedy Twoj syn
      odczuje, że jest współodpowiedzialny za siebie poczuje się lepiej i
      będzie bardziej chętny do współpracy?

      Kradzież pieniędzy - czy został na tym przyłapany, czy tylko się
      domyślacie?



      --
      "Mama szczęśliwa, to mama trochę leniwa"
      Koni i Kornelka
      zapraszam na forum Pędraki 2004
        • guderianka Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 25.04.08, 07:57
          Punkt 1-2
          A pytałaś syna dlaczego nie chce się przebrać ?
          I -dlaczego ma się przebrać? Bo się wybrudzi? Jak się wybrudzi to
          niech chodzi wybrudzony -wtedy można mowę zapodać , że lepiej się
          przebrać zanim coś się ubrudzi, bo wtedy nie trzeba się wstydzić
          nieładnego wyglądu.
          3.Kieszonkowe bym odebrała -na jakiś czas, z dokładnym wyjaśnieniem
          dlaczego tak postępuje.(brak szacunku dla cudzej
          własności,kradzieże, niezdrowe jedzenie).A chipsy lubi jeść czy
          kupować ? Bo jeśli jeść, to może orgniazmowi czegoś brakuje (chipsy
          sa mocno przyprawiane, może jakiś smak szczególnie mu przypasował ),
          może zrobić badanie krwi na wszelki wypadek?
          4. Gdybym była 7letnim chlopcem również nie chciałabym iść na dwór z
          kulą u nogi-bratem małolatem wink
          --
          ..I rozpocznij wędrówkę w stronę najwyższej góry, którą ujrzysz. I
          bądź jak ta góra, nieustępliwy i twardy. I jasny jak wszystkie
          światła słońc..
          • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 25.04.08, 14:43
            dlaczego ma się przebrać? Bo się wybrudzi? Jak się wybrudzi to
            > niech chodzi wybrudzony -wtedy można mowę zapodać , że lepiej się
            > przebrać zanim coś się ubrudzi, bo wtedy nie trzeba się wstydzić
            > nieładnego wyglądu.
            -dla dziecka fakt, ze sie wybrudził może nie mieć żadnego znaczenia
            za to moze skutecznie zniszczyc(zaplamić) ubranie w którym chodzi do
            szkoły a to moze byc kosztowne w przypadku np. mundurka..pozatym jak
            juz to po wybrudzeniu ubrania w czasie jedzenia kazałabym
            własnoręcznie uprać by widział, że nic sie "samo" nie robi i należy
            uszanować czas i wysiłek mamy..tym bardziej, że na drugi dzień to
            ubranie może mu być potrzebne do szkoły a dla jednej sztuki nie ma
            sensu zapuszczac pralki..no i pranie tez kosztuje
    • d.o.s.i.a Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 25.04.08, 14:12
      1.Śniadanie chce jeść w szlafroku.

      Wiele ludzi jada sniadania w szlafroku. Jak juz ktos napisal
      powyzej, rano czlowiek pracuje na innych obrotach i potrzebuje
      chwili na rozruch. Sniadanie to wlasnie taki czas, zeby usiasc w
      szlafroku, pomarudzic troche, a nie od razu sie ubierac. Chyba nie
      warto psuc sobie i synowi poranka kazdego dnia...?

      > 2.Prosze,mówie jak wróci ze szkoły by się przebrał,nie i już!

      No to niech sie nie przebiera, skoro chce latac w szkolnych ciuchach
      i tak mu wygodnie. A ze sie pobrudzi - od czego sa proszki do
      prania?

      > 3.Jak do niego mówie,pokazuje mi palcem kółko na głowie
      (zwariowałaś}wie że mnie to wkurza.

      No to nie pokazuj, ze Cie wkurza.

      > 4.Kradnie nam pieniądze i kupuje chipsy w szkolnym
      sklepiku.Dostaje co miesiąc 5 złotych i nie wtrącam się na co je
      wydaje.Tyle,że on wyda je juą w 2 dni....na chipsy.Ja nie pozwalam
      im jeśc chipsów tylko czasem,a drugie śniadanie ma zawsze i zazwyczj
      dokładam coś słodkiego lub owoc.

      A mi rodzice nie pozwalali pic picia w woreczkach (bo niezdrowe). I
      zgadnij co robilam jak tylko jakis grosz wpadl mi do reki...?
      Kupowalam picie w woreczku! Czipsy nie sa zdrowe, to oczywiste - ale
      musisz z ta wiedza trafic do syna inaczej niz zakazujac bezwglednie.
      Owoc zakazany zawsze smakuje najlepiej - truizm.
      Kieszonkowe wydaje mi sie razaco za niskie. 5 zl na miesiac??? Nic
      dziwnego, ze chlopak podkrada.
      • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 25.04.08, 14:51
        Sniadanie to wlasnie taki czas, zeby usiasc w
        > szlafroku, pomarudzic troche, a nie od razu sie ubierac. Chyba nie
        > warto psuc sobie i synowi poranka kazdego dnia...?
        -to tez moze być wyjście z sytuacji jeżeli potaem nie ma problemu z
        ubraniem sie do szkoły na czas..no i nie wypaćka ubrania przy
        jedzeniu..
        > No to niech sie nie przebiera, skoro chce latac w szkolnych
        ciuchach
        > i tak mu wygodnie. A ze sie pobrudzi - od czego sa proszki do
        > prania?
        -ale tu sie nie zgodzę, bo to jest nie tylko kwestia wybrudzenia sie
        ale również uszanowania pracy mamy i pieniedzy, które trzeba wydac
        na samo pranie lub kupienie nowego ubrania gdyby sie nieodwracalnie
        zabrudziło
        Chipsów i ich szkodliwości bym nie demonizowała..za to
        wykorzystałabym małe paczuszki(czasem, w wyjątkowych sytuacjach)
        jako nagrodę za pozytywne zachowanie, jeżeli tak bardzo je lubi
        • jola_ep Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 25.04.08, 16:24
          > Chipsów i ich szkodliwości bym nie demonizowała..za to
          > wykorzystałabym małe paczuszki(czasem, w wyjątkowych sytuacjach)
          > jako nagrodę za pozytywne zachowanie, jeżeli tak bardzo je lubi

          A ja nie. Traktowanie chipsów jako nagrody sprawia, że zaczynają się przyjemnie
          kojarzyć i zupełnie niepotrzebnie wzmacniamy na nie ochotę. Stają się
          przedmiotem pożądania, nagrodą.

          Lepiej już chyba od czasu do czasu kupić wielką paczkę chipsów i najeść się do
          sytości smile

          Pozdrawiam
          Jola
          • verdana Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 25.04.08, 16:54
            Twój post należaloby wydrukowac pod tytulem "jak na wlasna prośbę
            zepsuc sobie stosunki z dzieckiem".
            Wyznaczylas kilka zasad, ktore nie maja żadnego wlasciwie znaczenia -
            owszem, możesz się domagać, aby dziecko szybko sie ubralo i zdążyło
            do zerówki, ale po co kłócić się o nieistotne, kompletnie nieistotne
            drobiazgi. Kwestia, w kjakim ubraniu je się posiłki nie jest warta
            psucia sobie kontaktow z dzieckiem, naprawdę. Nie mówiąc juz o tym,
            ze nie jest powiedziane, ze mama ma z definicji rację i 7-latek musi
            się we wszystkim dostosowywac. Ja stracilam parę glupich lat na
            wrzeszczeniu, aby dziecko nosiło kapcie, po czym poszlam po rozum do
            glowy - nie moje to nogi i nie moje kapcie.
            Od razu lepiej, dwie awantury dziennie mniej.
            5 zł na miesiąc to gorzej niż nic. dziecko ma niby wlasne pieniadze,
            ale absolutnie nie może nic rozsadnego za nie kupić. Zdecydowanie
            jest to zaproszenie do kradzieźy. Nie popieram kradzieży, ale ja
            raczej podwyższyłabym tygodniowke, niż zabierala dziecku pieniądze.
            To kara, ktora na 99% doprowadzi do tego, ze dziecko zacznie kraść.
            Na dworze starszy chce zaimponować mlodszemu. Zdecydowanie jest za
            mały, aby go puszczać z mlodszym bratem.
            Radze więc dac dziecku trochę wiecej wolnosci w wyborze tego, jak
            chce zyć - czy być w szlafroku, bluzie , czy chce czasem zjeść coś
            niezdrowego (nie za kradzione!).
            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
            • jola_ep Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 25.04.08, 17:28
              > Wyznaczylas kilka zasad, ktore nie maja żadnego wlasciwie znaczenia

              Ja przekonałam się, że jeśli nie jestem w stanie wytłumaczyć sensu jakiegoś
              ustalenia, to lepiej sobie dać z nim spokój, albo przeznaczyć daną zasadę do
              wspólnej negocjacji.

              Wytłumaczyć to nie znaczy powiedzieć dziecku prostymi słowami wink
              Trzeba daną zasadę bardzo dobrze uzasadnić.
              Na przykład jedzenie posiłków w ubraniu "wyjściowym".

              U nas w zasadzie obowiązuje. A czasem nie. Generalnie przebieramy się w
              "domowe". Uzasadnienie? Raz - wygoda. Dwa - oszczędność. Mój synek lubi
              "firmowe" ubranka wink Ma swój gust i to staram się akceptować. Ma kilka szkolnych
              rzeczy, wybranych, w miarę dobrej jakości. Jak poplami i nie odpierze się, to do
              szkoły nie założy. (ja nie pozwalam, bo jemu generalnie plamy nie przeszkadzają
              wink ).
              Jeśli widzę w czasie prasowania, że plamy "nie zeszły", to tłumaczę - nie
              chciało się zdjąć, masz jedną bluzę do szkoły mniej.

              (być może są proszki, co to odpiorą każdą plamę, ale ja jeszcze się z takimi nie
              spotkałam...)

              Zasada jest więc w miarę uzasadniona. Jeśli jednak mój syn wraca ze szkoły, je
              obiad, a potem znowu gdzieś wyrusza, to pozwalam mu samemu zdecydować jak je.
              Może w "wyjściowym", ale ma uważać i nie poplamić się. Bo nie chodzi o "zasadę",
              ale o jej sens. A sensem jest czyste ubranie. Jeśli problem przebierania
              rozwiążecie w inny sposób, to też dobrze.

              > Nie mówiąc juz o tym,
              > ze nie jest powiedziane, ze mama ma z definicji rację i 7-latek musi
              > się we wszystkim dostosowywac.

              Warto rozmawiać z dzieckiem i go słuchać. Bywa tak, że moje dzieci przekonują
              mnie do tego, na co w pierwszej chwili trudno jest mi wyrazić zgodę. Czasem idę
              na ustępstwa. W przytoczonych przykładach byłoby to tak: zgadzam się na
              śniadanie w szlafroku, ale potem musisz się szybko i sprawnie ubrać. Jak marudzi
              przy ubieraniu wystarczy przypomnieć "zdecydowałeś, że będziesz się sprawnie
              przebierał". Na mojego to słówko niesłychanie pomaga smile

              Pozdrawiam
              Jola
            • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 25.04.08, 18:12
              wychodzi mi metoda dedukcji, że odpowiadasz autorce wątku ale wtracę
              swoje 3 grosze..życie to nie jest bajka i kazdy podlega jakims
              ograniczeniom czy nakazom..7-mio latek, który już zaczął naukę i
              musi dostosowywac sie na codzień do szkolnych wymogów powinien o tym
              wiedzieć. Nie ma nic złego w konsekwentnym egzekwowaniu od niego
              posłuszeństwa w sprawach jakie rodzic uznał za zasadne. Nie znam
              warunków materialnych autorki ale nie sadze by stac ją było na
              nieustanne odnawianie zniszczonej garderoby..a gdyby nawet, brak
              poszanowania u dziecka dla rzeczy, których zdobycie okupione zostało
              wysiłkiem rodziców nie jest chyba pozytywny..pozatym zamiast na
              kupowanie zniszczonej garderoby mozna srodki przeznaczyć na cos
              potrzebniejszego czy przyjemności..nie ma nic pozytywnego w braku
              poszanowania wysiłku matki w utrzymanie tych rzeczy w czystosci,
              szczególnie jeżeli zabrudzeniu mozna zapobiec (nie pisze o
              przypadkowym upadku czy zabawie..ale jedzenie może zniszczyc ciuchy
              bezpowrotnie). Siedmioletnie dziecko staje sie juz członkiem
              społeczności i takich rzeczy nalezy je uczyć i wrecz wymagać.
              Co do kieszonkowego to faktycznie kwota jest za mała by miała
              sens,raczej tyle powinien dostawac co tydzień.. ale z drugiej strony
              wstrzymanie kieszonkowego np.na tydzień w razie kradzieży(do których
              juz doszło) czy b.poważnego wykroczenia to jeden z lepszych sposobów
              na dyscyplinowanie młodego człowieka i to nawet 17-toletniego..a co
              do tego na co wydaje..w starszym wieku warto się zainteresować bo
              w grę mogą wejść używki, ale 7-miolatek ma prawo wydać wg swego gustu
              • guderianka Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 25.04.08, 18:19
                Nie ma nic złego w konsekwentnym egzekwowaniu od niego
                > posłuszeństwa w sprawach jakie rodzic uznał za zasadne

                Matka może uznać za zasadne,że na dworze jest zimno i wychodzić nie
                można. I może wpierać dziecku że zimno jest. A dziecko powie że JEMU
                jest ciepło. I co ? Dziecko kłamie czy matka ?
                Trzeba wiedzieć o co walczyć-walka o to, by dziecko przebierało się
                do posiłku tylko dlatego,że tak chce matka uważam za bezsensowne


                Nie znam
                > warunków materialnych autorki ale nie sadze by stac ją było na
                > nieustanne odnawianie zniszczonej garderoby..

                Jeju-przecież syn autorki babciu kochana nie je jak 2latek. A nawet
                jakby -to ja po 2ltace wszystko odpieram. Nie je smoły,
                smarów,atramentu,nie leje tłuszczu na ubrania. Wniosek-ubrania przez
                to,że dziecko zje w nich posiłek nie ulegną jakiejś mega degradacji
                po której trzeba będzie iść do sklepu i zakupić nowe

                nie ma nic pozytywnego w braku
                > poszanowania wysiłku matki w utrzymanie tych rzeczy w czystosci,

                Babciu-ale czasy pralki Frani są już za nami wink Nie pierze sie
                również odzieży na kamieniach w potoku. A jakiś to wysiłek wrzucić
                do pralki, wsypać detergentów, rozwiesić ? A jakiż to problem
                nauczyć dziecko jak się robi pranie?

                Nie demonizuj problemuwink

                Siedmioletnie dziecko staje sie juz członkiem
                > społeczności i takich rzeczy nalezy je uczyć i wrecz wymagać.

                ..i jako członek tejże społeczności ma prawo być wysłuchane, jego
                racje rozważone a chęci wzięte pod uwagę. Mam wrażenie,że w tej
                konkretnej sytuacji dziecko ma się przebierać BO TAK. Zupełnie jak w
                Gombrowiczu "Bo Słowacki wielkim poetą był". I basta. Rodzic zawsze
                ma rację

                E.eee tak nie można


                ale z drugiej strony
                > wstrzymanie kieszonkowego np.na tydzień w razie kradzieży(do
                których
                > juz doszło) czy b.poważnego wykroczenia to jeden z lepszych
                sposobów
                > na dyscyplinowanie młodego człowieka i to nawet 17-toletniego..a
                co
                > do tego na co wydaje..w starszym wieku warto się zainteresować bo
                > w grę mogą wejść używki, ale 7-miolatek ma prawo wydać wg swego
                gustu

                hehehe-mówisz ,że na 17latka podziała wstrzymanie kieszonkowego ?
                Hehe wink




                --
                ..I rozpocznij wędrówkę w stronę najwyższej góry, którą ujrzysz. I
                bądź jak ta góra, nieustępliwy i twardy. I jasny jak wszystkie
                światła słońc..
                • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 25.04.08, 19:19
                  droga Guderianko..pisząc o konsekwentnym egzekwowaniu mam na mysli
                  zasady przyjęte w danym domu jako obowiązujące i ustalone..mozna
                  wszystko negocjować..ale majac trójke dzieci mozna zanegocjować sie
                  na smierć..napewno nawet w Twoim domu sa rzeczy ustalone, których
                  się nie zmienia co 5 minut bo komus się odwidziało..
                  Co do upaćkania sie przy jedzeniu mam juz duzo wiecej niż 2 lata
                  ale "potrafię"..a nie każda rzecz da sie odeprać czy wywabic z niej
                  plamy..jedna z mam pisze powyzej o markowych ciuchach, w których
                  dziecko chodzi do szkoły..mi sie udało jedwabną bluzke wykonczyc
                  sokiem z granatów..a 7-miolatek moze i nie je jak prosiaczek ale
                  moze się upaćkać sosem czy owocami..a po co?
                  Mam wrażenie,że w tej
                  > konkretnej sytuacji dziecko ma się przebierać BO TAK
                  niekoniecznie..mnie nie było stać na nieustanne odnawianie
                  garderoby, więc wytłumaczyłam dlaczego i byłam konsekwentna..dla
                  mnie był powazny powód czy mam kupić nowa bluzę, bo młody dla
                  kaprysu ją zniszczył czy opłacic rachunki..żeby nam wody czy pradu
                  nie odcieli..dziecko ma prawo byc wysłuchane, kiedy można sobie na
                  to pozwolic.. ale też ma obowiązek wysłuchac kiedy sprawa jest
                  poważna i nie podlega dyskusji..
                  > hehehe-mówisz ,że na 17latka podziała wstrzymanie kieszonkowego ?
                  u mnie działało i było wystarczająco dokuczliwe..ale zakaz włączania
                  kompa był skuteczniejszy, tym bardziej, ze już potrafiłam zablokować
                  dostęp nawet na czas gdy byłam w pracy smile) kazdy ma swoją skalę
                  spraw ważnych lub ważniejszych..smile
                  • guderianka Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 26.04.08, 09:25
                    kazdy ma swoją skalę
                    > spraw ważnych lub ważniejszych..smile


                    O to to ! Własnie o to chodzi
                    --
                    Cóż dziwnego, że świat się cofa, że zło coraz bardziej świat zalewa,
                    kiedy wzrasta nuda świata, a nuda jest korzeniem wszelkiego zła.
                    Bogowie nudzili się, a więc stworzyli człowieka. Adam się nudził w
                    samotności, powstała więc Ewa (...)

                    Kierkegaard
              • d.o.s.i.a Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 25.04.08, 18:29
                > Nie znam warunków materialnych autorki ale nie sadze by stac ją
                było na nieustanne odnawianie zniszczonej garderoby..a gdyby nawet,
                brak poszanowania u dziecka dla rzeczy, których zdobycie okupione
                zostało wysiłkiem rodziców nie jest chyba pozytywny..

                No, tak, ale to jest jednak troche walka z wiatrakami. Moze lepiej
                odpuscic jednak. Te kilka ciuchow, ktore sie nie odpiora w praniu
                warte jest chyba poswiecenia na rzecz dobrych stosunkow z
                dzieckiem? Przeciez to tez nie jest tak, ze ciuchy sie az tak
                niszcza. A jak dziecko zauwazy, ze nie ma co na siebie wlozyc i
                wszystko w plamach, samo dojdzie do wniosku, ze nie warto ubran
                niszczyc.

                Co do kieszonkowego, to wydaje mi sie, ze kara za kradziez bedzie
                tylko nakrecaniem blednego kolka. Bo dziecko nastepnym razem
                ukradnie koledze, albo gdzie indziej... Kieszonkowe w rozsadnej
                wysokosci, wyplacane regularnie to jest rozsadne rozwiazanie. I
                swiadomosc, ze jezeli chce cos drozszego, to zawsze mozna z mama
                porozmawiac na ten temat.
                • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 25.04.08, 19:01
                  "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" a ciuchy dla dzieci sa
                  tak koszmarnie drogie, ze ja bym jednak stawiała na
                  poszanowanie..ale to juz decyzja kazdej mamy z osobna i jej
                  mozliwości finansowych..ja nie miałam problemów z wytłumaczeniem
                  tego u swoich synów, tym bardziej, że sama po przyjsciu do domu
                  zawsze przebierałam sie w rzeczy wygodniejsze no i przeznaczone
                  do "wybrudzenia" przy zajęciach domowych
                  Kradzież musi byc zawsze ukarana i to surowo!! Dla mnie było
                  to "przestepstwo" którego nie wolno bagatelizować tym bardziej że
                  zasada "nie kradnij" obowiązuje we wszystkich kulturach, religiach i
                  dotyczy każdego porządnego człowieka. Mam doswiadczenie w wychowaniu
                  2 synów (juz dorośli) i ukaranie zabraniem kieszonkowego na okres
                  proporcjonalny do przewinienia i w wyjątkowych sytuacjach (bez
                  naduzywania oczywiście) nie zaowocowało kradzieżami z ich strony za
                  to było wystarczajaco dokuczliwe..Wyzej pisałam, ze każda mama zna
                  swoje dziecko i wie co dla niego jest ważne lub dotkliwe..karę
                  należy stopniować i stosować umiejetnie, dostosowując do stopnia
                  przewinienia..czasem wystarczy przerwanie wspólnej zabawy, czasem
                  trzeba zabronic dostepu do komputera na jakis czas a w innym
                  przypadku zawiesić wypłatę kieszonkowego Dziecko musi wiedzieć, że w
                  pewnych sytuacjach coś straci jeżeli złamie panujące zasady..z
                  drugiej strony trzeba miec tez całą game nagród, które stosuje się
                  kiedy zachowuje sie pozytywnie i dobrze to wzmocnić przez nagrodę:
                  pochwałę, pochwałę przed osobą "trzecią", smakołyk, wspólne wyjscie
                  tam gdzie dzieco lubi czy nowa zabawka..
                  • d.o.s.i.a Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 25.04.08, 20:05
                    Chodzilo mi o to, ze nie ma sensu karac zabraniem kieszonkowego za kradziez, a
                    raczej szukac innego rodzaju kary. Skoro dziecko kradnie gdy ma do dyspozycji 5
                    zl, to tym bardziej bedzie kradlo jak bedzie mialo zero. A wtedy jaka bedzie
                    kara, skoro juz nic zabrac sie nie da? Po co kreowac takie sytuacje? Zabranie
                    kieszonkowego nie jest w tej sytuacji rozwiazaniem, a poglebianiem problemu i
                    "naklanianiem" dziecka do popelniania tego samego przestepstwa ponownie.
                    Dlatego, najpierw usiasc z dzieckiem i zapytac go jaka kwota by go
                    satysfakcjonowala, zaproponowac kwote jaka jestesmy w stanie przeznaczyc, dojsc
                    do porozumienia i sie tego trzymac. Dziecko nie bedzie wtedy musialo krasc.
                    • ignasiab Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 26.04.08, 07:41
                      Moi drodzy...
                      ciesze sie ze tak rozjasniacie mi sytuacje.Dodam jednak,ze zyjemy tylko z pensji
                      meza za 1200 zl miesiecznie!Trudno mi przeznaczyc wiecej niz 4 zl tygodniowo na
                      kieszonkowe,zreszta uwazam ze wcale mu nie potrzebne bo wszystko do jedzenia ma
                      w domu i w szkolnym sniadaniu.Dodatkowo pije kakao codziennie w szkole.Syn ma
                      nadwage,wiec czy na 5 godzin ktore spedza w szkole 2 kromki chleba,owoc lub
                      batonik i kakao to nie wystarcza a jeszcze paczka chipsow do tego?
                      A te wszystkie rzeczy ktore powiedzmy wymagam to nie tak ze nakazuje!Raczej
                      prosze.Tylko w tym miesiacu moj chlopiec zatluscil 3 bluzki(te zmienione)tak ze
                      po praniu plamy nie zeszly!Oczywiscie moze w nich latac po dworze...ale
                      wolalabym zeby sie uczyl ze wszedzie musimy wygladac zadbanie wiec nie chodzimy
                      w potluszczonych bluzach.Plamy z podworka sie zawsze spieraja....z jedzenia gorzej.
                      Jesli chodzi o chodzenie na dwor z mlodszym bratem to mieszkam na wsi mam ogrod
                      wiec on sam nawet nie chce chodzic na dwor bo sie tam nudzi i nie ma towarzystwa.
                      • ignasiab Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 26.04.08, 07:49
                        Jescze jedno...
                        Chcialam wyroznic go ze jest starszy wiec poslalam go do sklepu,mial liste
                        krotka co ma kupic i wszystko wytlumaczylam twierdzil ze rozumie.Pozwolilam mu
                        za reszte ok 5 zl kupic co chce nawet chipsy.Wrocil....kupil tylko 1 rzecz z
                        listy- pierogi z kapusta choc mialy byc ruskie i ...pelno chipsow i slodyczy!Na
                        pytanie czemu kupil z kapusta pierogi powiedzial,ze na ruskie mu nie starczylo
                        jak kupil te wszystkie slodkosci...
                        Uznalam ze jest za maly do tej czynnosci ale tak mnie prosil,obiecywal ze 3
                        tygodnie pozniej znow go poslalam i ...znow zrobil to samo!
                        • ignasiab Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 26.04.08, 07:54
                          Mnie sie cos wydaje ze te wszystkie problemy wynikaja ztego,ze on doskonale
                          wie,ze mama inaczej mysli niz tata!Taty slucha bo potrafi huknac z nim wogole
                          nie dyskutuje ale kocha go calym sercem...a ja lagodna jestem i nie bardzo
                          popieram hukniecia.
                          • d.o.s.i.a Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 26.04.08, 13:02
                            Mi sie raczej wydaje, ze syn moze nigdy nie mial okazji nauczyc sie
                            gospodarowania pieniedzmi. Wysylalas go juz po zakupy wczesniej? Zachecalas do
                            omawiania listy zakupow? A teraz oczekujesz, ze bedzie dojrzaly i kupi wszystko
                            jak trzeba. To pewnie troche potrwa zanim sie nauczy, bo przeciez skad on moze
                            wiedziec co jest wazne, a co nie? Rzeczy, ktore nam doroslym wydaja sie
                            naturalne, dla dzieci nie musza takie byc.

                            Dziecku widocznie brakuje tych czipsow i slodyczy - traktuje to jako owoc
                            zakazany i jako najwazniejsze na liscie potrzeb. To Tobie sie wydaje, ze
                            kieszonkowe niepotrzebne, bo przeciez on wszysto dostaje. To nie tak. Przeciez
                            nie wszystkie potrzeby musza byc racjonalne.

                            Sluchaj, moze ustalcie z synem, ze raz, czy dwa razy w tygodniu robicie
                            slodyczowo/chipsowa uczte - moze zjesc tyle ile mu sie zmiesci. Piszesz, ze syn
                            ma nadwage - zwroc uwage na jego diete, bo cos mi sie wydaje, ze ten glod
                            slodyczy wynika z diety nieracjonalnej, ale trudno mi sie wypowiadac w tym
                            zakresie.
                        • scher Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 26.04.08, 15:34
                          ignasiab napisała:

                          > Pozwolilam mu za reszte ok 5 zl kupic co chce nawet chipsy.
                          > Wrocil....kupil tylko 1 rzecz z listy- pierogi z kapusta choc
                          > mialy byc ruskie i ...pelno chipsow i slodyczy! Na pytanie czemu
                          > kupil z kapusta pierogi powiedzial,ze na ruskie mu nie starczylo
                          > jak kupil te wszystkie slodkosci...

                          Jakie zastosowałaś konsekwencje?

                          Ja bym słodycze na jego oczach wyrzucił do kosza, a do sklepu po
                          rzeczy z listy chodziłby tego dnia do skutku.

                          --
                          Ne puero gladium!
                          • jola_ep Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 26.04.08, 16:03

                            > Ja bym słodycze na jego oczach wyrzucił do kosza, a do sklepu po
                            > rzeczy z listy chodziłby tego dnia do skutku.

                            Uczę dzieci, że jedzenia (a słodycze mimo wszystko zalicza się do tej kategorii) do kosza się nie wyrzuca.
                            Więc jeśli już, to zwyczajnie bym zabrała. Jak przyniesie ze sklepu co trzeba, to można wydzielić to, na co się początkowo umawialiście.

                            Początkowo wysyłałam dzieci po jedną, góra dwie rzeczy.

                            Są dzieci, które można wysyłać w wieku 7 lat z listą zakupów, a są takie, których jeszcze nie można. Mój brat zaliczał się do tej pierwszej kategorii, a ja zdecydowanie do tej drugiej wink

                            Pozdrawiam
                            Jola
                            • verdana Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 26.04.08, 17:39
                              Mam wrazenie, ze najwiekszym problemem jest to, ze siedmioltaek ma
                              dwoje mlodszego rodzeństwa i jest traktowany jak osoba znacznie
                              starsza. Z jednej strony ma sporo odpowiedzialnych zadań (zakupy,
                              opieka nad młodszym bratem), z drugiej - jest traktowany na poziomie
                              dziecka mlodszego (przebierz się, jak mama kaze), z trzeciej - nie
                              może zachowywac się jak typowy siedmiolatek (czyli brudzić się i
                              jeść rzeczy niedozwolone).
                              zacznij go traktować jako dziecko, jeszcze - jak rozumiem -
                              przedszkolne , a nie jak kogoś jednoczesnie odpowiedzialnego jak
                              dorosły i mającego prawa małego dziecka.
                              --
                              Mops i kot

                              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                            • lolinka2 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 26.04.08, 17:48
                              OK, dziecko zrobiło nieplanowane zakupy.
                              Wobec powyższego dziecko wraca do rzeczonego sklepu, towary
                              niezamówione zwraca, odzyskuje pieniądze, po czym kupuje wg listy.

                              Moja córka po dwóch spacerach powrotnych nauczyła się trzymać listy
                              i baaaaardzo mocno dziękować, kiedy może do tej listy dołożyć lizak
                              szt 1 lub gumę szt 1.

                              Aha, jeśli on te słodycze potem zjadł... to dałaś mu dokładnie
                              odwrotną lekcję... że da się CIEBIE wychować i urobić, co niechybnie
                              będzie czynił.
                              --
                              Tkaninka z zabawkami
                              Tkanina Siedzi
                              Chore myśli
                              • verdana Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 26.04.08, 21:13
                                Obawiam się, ze zwrot towarów dla siedmiolatka to o wiele za trudne
                                zadanie. To czesto trudne nawret dla dorosłego. Sa sklepy, gdzie
                                odbywa się to bez problemu i sa takie, gdzie - slusznie zreszta -
                                nie przyjmuje się zwrotu towarów spozywczych.
                                Ucząc dziecko pewnych zadań trzeba liczyć się z tym, ze zostana
                                zrobione xle - to są koszty wlasne nauki. Wysylajac dziecko, aby
                                zwróciło towar możemy się spodziewać awantury w sklepie i tego, ze
                                będą to ostatnie zakupy zrobione dla nas przez dziecko przed
                                osiągnieciem doroslości...
                                --
                                Mops i kot

                                img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                  • wieczna-gosia Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 13:34
                                    bez
                                    > awantury zupełnie było - po prostu dziecko poszło skruszone,
                                    > powiedziało co nabroiło, i że musi to teraz odkręcić bo rodzice
                                    > wściekli są smile

                                    zawszemozna pojsc z dzieckiem i wytlumaczyc pani ekspedientce ze slodycze
                                    niesmigane a cala akcja w celach edukacyjnych. Mozna za te sama sume wymienic na
                                    zakupy bardzij przydatne, bo nie zawsze z kasy mozna zdjac wydatki i tyle.

                                    Ale ogolnie uwazam to za dobra metode.
                                    --
                                    opsesyjna.blox.pl/html
                                    przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez
                                    następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się zamknęły
                          • sir.vimes Ja poszłabym oddać słodycze do sklepu 28.04.08, 14:17
                            i zdecydowanie zgadzam sie z tobą, Scher, egzekwowałabym zakupy z listy do skutku.

                            Na 100% nie pozwoliłabym by taka sytuacja się rozeszła po kościach - zreszta, to
                            jest własnie kradzież. Moim zdaniem milion razy bardziej bezczelna niz
                            wyciąganie drobniaków z , powiedzmy, słoików na monety czy innych takich.

                            Poza tym - dziecko zostało WYRÓŻNIONE odpowiedzialnym zadaniem - jakim cudem nie
                            wykonało polecenia z dumą tylko zadysponowało pieniędzmi jak własnymi?

                            Czy kiedykolwiek coś od niego WYEGZEKWOWANO? Czy nigdy?

                            Jestem za rozmową , dyskusją itp ale nie wyobrażam sobie sytuacji w której o
                            każdą duperelę muszę dziecko prosić , nigdy nie wiem czy postąpi tak jak sobie
                            zażyczyłam, każdą zasadę codziennie uzasadniam i tłumaczę milion razy to samo 7
                            letniemu dziecku.

                            Moja córka dokładnie wie , że są zasady nie podlegajace dyskusji - np. te ,
                            których nie dotrzymywanie generuje dodatkową pracę innych domowników (np.
                            malowanie bez kitla - efektem jest dodatkowe pranie , czasem nieodwracalnie
                            zniszczone ciuchy) lub te, które wprowadziłam , bo tak (np. niesłuchanie głośnej
                            muzyki, kiedy pracuję). Uważam, ze nieogranicz to jej wolności ani godności
                            natomiast wydatnie zwiększa wspólny komfort życiowy wszystkich domowników
                            (dodatkowa góra prania i wydatki to wspólny problem, wściekła i zdenerwowana
                            hałasem mama to głównie problem dziecka - można się np. pożegnać z wieczorną
                            partyjką makao.) Oczywiście - te same zasady obowiązują i mnie. Przyłapana na
                            sprayowaniu bez kitelka musiałam ponieść odpowiednie konsekwencjewink






                    • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 16:25
                      są rodziny gdzie na codzienne zakupy wydaje sie 5,-..znam takie!!..
                      a o kieszonkowym nie ma wogóle mowy z powodów finansowych..fakt że
                      dziecko dostaje za małe lub nie dostaje kieszonkowego w tym wieku (i
                      późniejszym) to żadne wytłumaczenia kradzieży. Kradzież jako taka to
                      (moim zdaniem, ale chyba nie tylko moim) przestepstwo, które zawsze
                      powinno się spotkać z natychmiastową i surową karą, szczególnie
                      nałożoną przez rodziców!!
                      • triss_merigold6 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 17:04
                        A prawo może znasz? Czyn zabroniony popelniony przez osobę poniżej
                        13 roku życia nie jest przestępstwem, ponieważ nie można mówić o
                        winie i świadomości czynu w rozumieniu procesowym.
                        Interesuje mnie co można kupic za 5 zł dziennie żeby wszyscy się
                        najedli... wczorajszy chleb? budyń? ryż z tesco?
                        • scher Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 17:15
                          triss_merigold6 napisała:

                          > A prawo może znasz? Czyn zabroniony popelniony przez osobę poniżej
                          > 13 roku życia nie jest przestępstwem

                          Wydaje mi się, że babcia nie pisała o rozumieniu procesowym.

                          --
                          Ne puero gladium!
                          • triss_merigold6 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 17:30
                            Bo babcia ogólnie rzecz biorąc nie wie o czym pisze tylko odwołuje
                            się do mitycznych starych dobrych czasów.wink
                            Dziecko jest biedne, zwyczajnie biedne, ma 7 lat i wkoło mnóstwo
                            pokus konsumpcyjnych. Pochodzi z biednej rodziny w której
                            zabrudzenie byle ciucha przez siedmiolatka przyprawia mamusię o
                            palpitacje serca na myśl o wydatku.
                            Mam dosyć politycznej poprawności więc napiszę wprost: jak ktoś jest
                            biedny to powinien się zastanowić nad kolejnymi dziećmi zamiast
                            radośnie rozmnażać, bo dzieci już żyjące mają jeszcze gorzej.
                            • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 18:10
                              wbrew nickowi babcia jestem..bo mnie dzieci ubabciły..a zasady do
                              których powinien sie stosować kazdy porzadny człowiek są
                              uniwersalne, były uznawane wczesniej niz powstał jakikolwiek system
                              prawny..i jedną z tych zasad był i jestt zakaz kradzieży..jezeli nie
                              rozumiesz tego jako rodzic i nie zamierzasz tego przekazać swojemu
                              dziecku..to mu normalnie współczuję.. a Ty juz zacznij gromadzic
                              dobra, które będziesz nosic w paczkach na "widzenia"..przy okazji
                              jest jeszcze kilka zasad..ale to chyba rodzice powinni Ci je
                              przekazać tak jak Ty swoim dzieciom, ja swoim i wszystkie inne mamy
                              swoim dzieciom..system prawny jest jedynie od ich
                              egzekwowania..jeżeli jednak bedziesz czekać na jego skuteczność w
                              stosunku do swojego dziecka..to szykuj paczki..
                              Pierwszym i najskuteczniejszym nauczycielem w kwestii zasad
                              współżycia społecznego i zasad wychowania są rodzice i na nich
                              głównie spoczywa odpowiedzialność i obowiązek skutecznej nauki!!!
                            • sir.vimes Triss , ale co to ma do rzeczy? 28.04.08, 14:25
                              Ja mam jedynaczkę z szafą większą od mojej i co z tego? też nie widzę opcji by
                              radośnie jadała pierogi z jagodami w jedwabiu. Czy np. w białej bluzce.

                              I nie o kasę mi chodzi tylko głównie o mój/męża czas - niby uruchomić pralkę i
                              rozwiesić czy przeprać tenże jedwab ręcznie to 10 minut ale TO MOJE 10 MINUT.

                              Moze wolę przez ten czas posiedzieć na forum? Albo popolerować paznokcie?

                              Mam prawo.

                              Dziecko będzie samo wszystko prało - będzie sobie mogło spawać, fugować i paćkać
                              się jagodami nawet w sukni ślubnej, nie wzruszy mnie to.
                        • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 18:19
                          ps. dziecko poniżej 13 roku życia nie ma zdolnosci do czynności
                          prawnych w zwiazku z tym całkowita odpowiedzialnośc za jego
                          postepowanie i koniecznośc zadośćuczynienia spada na jego opiekunów
                          prawnych np. rodziców..w wieku powyżej 13 lat dziecko posiada
                          ograniczona zdolnośc do czynnosci prawnych moze byc ukarane w
                          zależnosci od stopnia zawinienia i mozliwosci rozumienia..a raczej
                          poddane resocjalizacji jezeli opiekunowie prawni/rodzice nie sa w
                          stanie wywiązać się z obowiązków wychowawczych w stosunku do dziecka
                          przez umieszczenie go w zakłądzie wychowawczym lub
                          poprawczym..jednak obowiazek zadośćuczynienia nadal spoczywa na
                          opiekunach!! Piszac przestepstwo miałam na mysli przestepstwo wobec
                          obowiazujacych i wymaganych praw moralnych..jeżeli rodzic nie
                          zareaguje na kradziez w rodzinie(gdzie nie siega jeszcze system
                          prawny)..jak wytłumaczy, że nie mozna robic tego wobec osób obcych?
                        • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 18:40
                          > Interesuje mnie co można kupic za 5 zł dziennie żeby wszyscy się
                          > najedli... wczorajszy chleb? budyń? ryż z tesco?
                          obyś nie mysiała sie dowiadywać i ćwiczyć sztuki przetrwania tak jak
                          te rodziny..a tak a'propos kiedy budowałam się w czasach kryzysu i
                          (bywało) prawie wszystkie pieniądze tuz po pierwszym szły na płyty
                          stropowe czy cement, który włąśnie "rzucili" przekonałam sie że
                          chlebem z dżemem można zaspokoić równie skutecznie głód jak kanapką
                          z łososiem..a przepisy jakie mi "sprzedały" osoby, które wydają te
                          5,- dziennie są nie tylko pożywne ale i bardzo smaczne..sama czasem
                          korzystam..takie np. placuszki z kurzych piersi..tanie i "niebo w
                          gębie"
            • sir.vimes Pieniądze 28.04.08, 14:02
              też mam wrażenie, ze odbieranie pieniędzy to najgorsza możliwa kara w obliczu
              kradzieży. Da mu dodatkową motywację i tyle.

              Wymyśliłabym karę, dotyczącą innej sfery.

              Co do ciuchów - jeżeli przez przesiadywanie w szlafroku spóźniacie sie do szkoły
              - ustaliłabym, ze kto sie nie zdąży ubrać przed godziną zero - jedzie w tym w
              czym jest i przebiera się po drodze lub w szatni. Raz wystarczy. Oczywiście -
              realne to tylko kiedy jest ciepło i jeżeli jedziecie samochodem. A najlepiej
              nastawić budzik dodatkowo na 20 minut przed wyjściem - jako ostatni sygnał na
              dokończenie mycia, ubierania itp.

    • rycerzowa Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 00:07
      A pamiętacie "Dzieci z Bullerbyn" i kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej?
      smile
      Przypomnę:
      Dwie siedmiolatki robiły zakupy...
      E, lepiej same poczytajcie, znów uśmiejecie się.

      Mój syn tez miał 7 lat, gdy wysłałam go po jajka. Widzę przez okno,że wraca i
      kręci siatką (robi młynka).
      - Nie było jajek?
      - Były.
      Ojej! :-0

      Z czym ma problem siedmiolatek Iganib?
      Z tym,że ma dopiero 7 lat.
      Jest jeszcze małym chłopcem, dziecinnym po prostu.
      Owszem, zdarzają się dzieci w jego wieku, które są rozsądne i dojrzałe (tzn.
      słyszałam, że są), ale inne są dziecinne, i mają do tego prawo.
      Taki dzieciak nie ma wystarczająco silnej woli, zwyczajnej dojrzałości, by
      sprostać wszystkim wymaganiom dorosłym.
      Co robić? Uczyć, i stopniować wymagania.
      Skoro widzisz, że z tym czy z tamtym nie daje rady, to spasuj, bo jakie masz
      inne wyjście?

      1. Zapisuj te wszystkie przygody, nie tylko zakupowe. Za 20 lat uśmiejecie się.

      2. Nie wódź go na pokuszenie. Skoro nie dojrzał do zakupów, niech na razie nie
      chodzi sam do sklepu. Niech zaczyna od kupowania pod twoją opieka, potem wyślij
      go po jedną rzecz. Chodzi o to, by myślał tylko o tym , co ma kupić, nie o
      słodyczach. Myśl o słodyczach szybko zajmie całą siedmioletnia główkę.
      Po ewentualne słodycze niech chodzi oddzielnie.
      Faceci już tacy są, że trudno im myśleć o dwóch rzeczach na raz.

      3. Ja nie byłam w stanie wyegzekwować od syna, by się przebierał po przyjściu ze
      szkoły. Co rano ubierał czyste rzeczy, wieczorem wszystko było do prania.
      To jest mały chłopiec, ma prawo chodzić umorusany, z plamą i z dziurą w
      dżinsach. Na tym polega urok chłopięcości.
      Lubisz lalusiów?
      A że pranie kosztuje? Dzieci kosztują, niestety.

      4. Dałabym mu też spokój z tym ubraniem przy śniadaniu.
      Masz troje dzieci, aby wszystko jako tako grało, często wydajesz polecenia,
      jesteś takim domowym żandarmem. Jest to konieczne, ale dzieci nie lubią, gdy
      ktoś nimi za bardzo komenderuje.
      Dlatego "komendy" należy ograniczyć do niezbędnego minimum.

      Masz w domu typowe chłopaczydło, chciałaś syna, no to go masz.
      Matkom z synami łatwo nie jest, takie życie.

      5.Mali chłopcy rzadko mają instynkt opiekuńczy wobec młodszego rodzeństwa.
      Często za to mają niesamowite, niebezpieczne pomysły.
      Naprawdę, lepiej nie ryzykować.

      6. Ale kradzież to bardzo poważna sprawa. Owszem, dzieciom to się zdarza, bo
      nie maja na tyle charakteru, by opanować żądzę konsumpcji.
      W rozmowie z nim traktujcie go jak mężczyznę. To znaczy nie wrzeszczeć, nie
      wyzywać, ale potraktować czyn jako coś strasznego,aby obudzić sumienie. Mów mu o
      godności, o tym, że k.. i złodziej to w naszej kulturze największe obelgi.
      Rozmawiajcie z nim poważnie oboje, tłumaczcie, tłumaczcie, tłumaczcie.

    • triss_merigold6 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 16:11
      5 zł miesięcznie to jakaś żenada, gorzej niż nic. Nie dziwię się
      chłopcu, że kasę na zakupy wydał na słodycze, skoro ma ciągle
      ograniczenia.
      Zamiast narzekać na siedmiolatka weźcie się za jakąś normalnie
      płatną pracę, bo 1200 zł na 5 osób to pogranicze śmierci głodowej i
      zwyczajna nędza.
      BTW mam 34 lata i śniadania jem w szlafroku, bo tak mi wygodniej.
      Moje dziecko może jeść nawet gołe jesli ma takie życzenie.
      • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 16:36
        no cóż należało się spodziewać, ze prędzej czy później trafi sie i
        taka wypowiedź na forum..wyobraź sobie kochana, że na tzw. prowincji
        jest to "normalne" wynagrodzenie i ktoś kto nie mieszka w Warszawce
        czy duzym miescie musi sie takim czesto zadowolić..lub
        zadnym..pozatym autorka wątku mieszka na wsi..i juz w stosunku do
        Ciebie jest o tysiące złotych do przodu z racji tego, ze ma
        możliwośc uprawiania ogrodu, horowania drobiu itp...pozatym na wsi i
        w małych miasteczkach na szczęście koszty utrzymania sa
        proporcjonalnie niższe..więc zanim zaczniesz komus
        udzielac "mundrych rad" podziekuj losowi, ze dał Ci dobre warunki i
        przepros..bo los, Bóg, Fortuna ma to do siebie, ze bywa złosliwa i
        czasami daje mozliwość zapoznania sie z warunkami życia osoby, którą
        się wysmiewa..
        > BTW mam 34 lata i śniadania jem w szlafroku, bo tak mi wygodniej.
        > Moje dziecko może jeść nawet gołe jesli ma takie życzenie.
        Twój cyrk, Twoje małpy!..ale mi sie to jakos nie kojarzy z
        wychowaniem..najwyżej z hodowlą..
        • triss_merigold6 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 16:54
          Nie, nawet na prowincji 1200 zł dochodu dla mężczyzny to żenada. Na
          byle budowie przy kopaniu rowów dostanie więcej. Niższe koszty
          utrzymania? Ciekawe, na forach czytuję bardzo podzielone zdania na
          ten temat, głównie dlatego, że zaopatrywanie się w małych sklepach
          zamiast w marketach jest droższe. Własnoręczne wyprodukowanie
          czegokolwiek w ogrodzie zajmuje czas i też nieco kosztuje.

          Nie wysmiewam jej, współczuję głęboko najstarszemu dziecku, bo ma
          niezaradnych rodziców z oczekiwaniami od czapy. Osobiście wolę
          podejmować racjonalnie decyzje niż zdawać się na los.
          • lolinka2 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 17:26
            nie znasz życia triss, zdecydowanie nie znasz. W rejonach, z których
            pochodzę 1200 to autentycznie maksimum osiągów finansowych, o ile
            ktoś nie jest nauczycielem mianowanym big_grin lub wyżej.
            Na budowie otrzymuje się właśnie tyle. Przy rowach ok 800 PLN.
            Ekspedientka w sklepie 700 - 800. Krawcowa w szwalni ok 800.
            To jest wschód Polski, gdzie do dużego miasta daleko, więc państwo
            pracodawcy ustalają takie stawki, jakie im odpowiadają.
            --
            Tkaninka z zabawkami
            Tkanina Siedzi
            Chore myśli
              • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 17:56
                kochanie, może ja mieszkam na takiej prowincji ale mój stan
                posiadanie i koszt jego utrzymania moze byc taki o jakim Ty jeszcze
                mozesz jedynie pomarzyć..koszty utrzymania to nie tylko żywnośc ale
                równiez poziom opłat (stałych kosztów) jakie ponosi sie z decyzji i
                łaskawości władz lokalnych..z drugiej strony tzw. "Młodym
                małzeństwom", na dorobku łatwiej ponieść koszty utrzymania jeżeli sa
                nizsze niz w Warszawce a przenoszenie sie całą rodziną by zyskać
                300,- na pensji płacąc 500,- za podwyższone koszty utrzymania..to
                głupota..pomalutku i tutaj sie poprawia, ale 1200,- ma inna wartośc
                w małym mieście i w duzym o czym Cię niniejszym informuję..i
                odnoszenie sie do kogos, kto taka kwotą w gotówce dysponuje
                miesiecznie jako do "nędzarza" jest co najmniej niegrzeczne..a w
                ogródku warzywa posadzone..prawie same rosną i do tego prawie za
                darmo smile)
              • lolinka2 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 17:57
                Wdzisz, ja z rodziną wyjechałam, żeby się nie frustrować właśnie.

                Niemniej znając rzeczywistość, możliwości startowe wiem, że ruszyć
                się nie mając grosza przy duszy, zaczynać wszystko od zera z trójką
                dzieci na karku, gdzie matka pracy nie podejmie bo ma niemowlaka do
                obsługi, a tatuś np zawodówkę skończył w nieatrakcyjnej profesji,
                jest koszmarnie ciężko, o ile to w ogóle możliwe, np uwzględniając
                ceny wynajmu mieszkań w takiej - załóżmy - stolicy.
                Jest jeszcze kwestia ubóstwa przekazywanego niemalże w genach z
                pokolenia na pokolenie, kwestia permanentnej niewiary we własne
                możliwości, braku znajomości, tzw. pleców, i mnóstwa innych rzeczy
                które zebrane razem stanowią o takiej przykrej całości. A dziecko
                temu przecież winne nie jest...

                I może pokrzykując jowialnie na forum odciążysz własne sumienie, na
                większe bowiem skutki nie liczyłabym...
                --
                Tkaninka z zabawkami
                Tkanina Siedzi
                Chore myśli
                • ignasiab Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 18:31
                  do terris merigold
                  1.oj kobieto kobieto!nie znasz faktow a oceniasz!Moj maz ma tak jak ty(domyslam
                  sie)wyzsze wyksztalcenie,ale w Polsce za zawod nauczyciela wiele sie nie
                  zarabia.W dodatku gdyby nie szeregi takich nauczycieli w Twoim zyciu bylabys
                  nikim!Bo bez nauczycieli szkoly i studiow nie ma!
                  2.Nie samymi slodyczmi czlowiek zyje!Zaloze sie ze Twoje dziwecko nie zna smaku
                  domowych krowek cukierkow,domowych lizakow bez zadnej chemi robionych wspolnie z
                  mama!Nam te 1200 zl spokojnie starcza,nie odczuwam biedy.
                  3.Sama mam wyzsze wyksztalcenie ale swiadomie poswiecilam sie dzieciom
                  tymczasowo.Uwazam,ze to jest dla nich dobre!I nawet pomimo klopotow
                  wychowawczych uwazam, ze moja 3 jest slodka i nie wyobrazam sobie bez nich zycia!
                  4.Ciekawe czy za 20 lat bedziesz miala takie samo zdanie?Jak ci to twoje jedyne
                  dziecko powie nie mam czasu dla ciebie!Mam duzo pracy,musze duzo zarabiac by
                  moje dziecko nie bylo frustratem.
                  A moje nawet jak ktores nie bedzie mialop czasu to inne jeszcze dzieci beda.
                  Nigdy nie poznasz jak cudownie jest w 5 spacerowac,bawic sie,jak to daje duzo
                  radosci,jak kazde dzieciatko ma duzo pomyslow!
                  5.To,ze ktos ma wiecej niz 2 dzieci i niskie zarobki nie znaczy,ze to patologia!
                  6.A babcia ma racje!Ja miesiecznie place 380 zl z woda i opalem i czynszem i mam
                  domek 100 metrow kwadratowych.Ty pewnie krocie wiecej!
                  • triss_merigold6 Znowu gloryfikacja bidy? 27.04.08, 22:36
                    W branży edukacyjnej pracuję od 9 lat. Za znacznie większe
                    pieniądze. Skoro nauczyciel zarabia tylko 1200 zł to może czas
                    skończyć z byciem Siłaczką i pomyśleć o bardziej godnych zarobkach?

                    Oczywiście, że nie samymi słodyczami człowiek żyje ale moje dziecko
                    na słodkie się nie rzuca a ja na szczęście nie muszę mu wydzielać.
                    Ciekawe czy Twoje dzieci też w przyszłości będą uważały, że 1200 zł
                    na wszystko wystarcza? Ideałów na d..ę człowiek nie założy ani nie
                    wyjedzie za nie na fajne, relaksacyjne wakacje, nie opłaci różnych
                    usług i nie kupi przyzwoitych butów.

                    Cherie, mam nadzieję, że za 20 lat będę mieć własne
                    satysfakcjonujące życie i dziecko również, okazjonalne spędzanie
                    czasu z rodzicem uważam za jak najbardziej naturalne. Okazjonalne
                    podkreślam. Drugie planuję, owszem, ale za jakiś czas, powierzchnię
                    lokalową muszę powiększyć i sfinalizować rozwód.

                    Nie twierdzę, że bieda = patologia. Niemniej żal mi dzieci biednych.

                    BTW opłaty mieszkaniowe mam niewiele wyższe niż Ty, za mieszkanie
                    76m2, oczywiście dochodzą rachunki za net, kablówkę i telefony.
                    Summa summarum oczywiście placę wiecej ale stać mnie więc nie
                    marudzę.
                    • lolinka2 Re: Znowu gloryfikacja bidy? 27.04.08, 23:33
                      triss_merigold6 napisała:

                      > W branży edukacyjnej pracuję od 9 lat. Za znacznie większe
                      > pieniądze. Skoro nauczyciel zarabia tylko 1200 zł to może czas
                      > skończyć z byciem Siłaczką i pomyśleć o bardziej godnych zarobkach?
                      >
                      > Oczywiście, że nie samymi słodyczami człowiek żyje ale moje dziecko
                      > na słodkie się nie rzuca a ja na szczęście nie muszę mu wydzielać.
                      > Ciekawe czy Twoje dzieci też w przyszłości będą uważały, że 1200 zł
                      > na wszystko wystarcza? Ideałów na d..ę człowiek nie założy ani nie
                      > wyjedzie za nie na fajne, relaksacyjne wakacje, nie opłaci różnych
                      > usług i nie kupi przyzwoitych butów.
                      >
                      > Cherie, mam nadzieję, że za 20 lat będę mieć własne
                      > satysfakcjonujące życie i dziecko również, okazjonalne spędzanie
                      > czasu z rodzicem uważam za jak najbardziej naturalne. Okazjonalne
                      > podkreślam. Drugie planuję, owszem, ale za jakiś czas, powierzchnię
                      > lokalową muszę powiększyć i sfinalizować rozwód.
                      >
                      > Nie twierdzę, że bieda = patologia. Niemniej żal mi dzieci
                      biednych.
                      >
                      > BTW opłaty mieszkaniowe mam niewiele wyższe niż Ty, za mieszkanie
                      > 76m2, oczywiście dochodzą rachunki za net, kablówkę i telefony.
                      > Summa summarum oczywiście placę wiecej ale stać mnie więc nie
                      > marudzę.


                      no dobra... pesel, nip i skan zeznania podatkowego za ubiegły rok
                      też zaprezentujesz?? Trochę żenujący PR, sądziłam, że stać cię na
                      wyższy poziom triss...
                      --
                      Tkaninka z zabawkami
                      Tkanina Siedzi
                      Chore myśli
                    • babcia47 Re: Znowu gloryfikacja bidy? 28.04.08, 00:52
                      nawet mając duzo wieksze zarobki (choć przy 9-letnim stazu w
                      szkolnictwie trudno w to uwierzyc nawet jeżeli masz "funkcyjne" i
                      uczysz kilku przedmiotów) możesz mieć relatywnie mniej, żyjac w
                      duzym mieście niż Ignasiab mieszkając na wsi..mam troche klientów
                      wśród "nauczycielstwa"..a mój małż mimo, ze był nauczycielem
                      mianowanym i miał najwyzszą z mozliwych dla niego stawek..zwiał
                      do "przemysłu" ze wzgledu na marne dochodytongue_out
                      • triss_merigold6 Re: Znowu gloryfikacja bidy? 28.04.08, 12:29
                        A kto Ci kobieto powiedział, że jestem nauczycielką? Sorry ale praca
                        w szkole to zabawa dla charytatywnie nastawionych pasjonatów. Branża
                        edukacyjna to na szczęście nie tylko publiczne szkolnictwo.
                        Ignasiab ma 1200 zł na 5 osób. No comments, relatywnie czy
                        nierelatywnie jest to poziom biedy, poniżej minimum biologicznego.
                  • kali_pso Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 23:11
                    ale swiadomie poswiecilam sie dzieciom
                    tymczasowo.Uwazam,ze to jest dla nich dobre!I nawet pomimo klopotow
                    wychowawczych uwazam, ze moja 3 jest slodka i nie wyobrazam sobie
                    bez nich zycia!
                    4.Ciekawe czy za 20 lat bedziesz miala takie samo zdanie?Jak ci to
                    twoje jedyne
                    dziecko powie nie mam czasu dla ciebie!Mam duzo pracy,musze duzo
                    zarabiac by
                    moje dziecko nie bylo frustratem.
                    A moje nawet jak ktores nie bedzie mialop czasu to inne jeszcze
                    dzieci beda.
                    Nigdy nie poznasz jak cudownie jest w 5 spacerowac,bawic sie,jak to
                    daje duzo
                    radosci,jak kazde dzieciatko ma duzo pomyslow!



                    O rany, co za egzaltacja i garść banałów.
                    Równie dobrze można powróżyć, że jak Ci dzieci podorastają to zajmą
                    się uzupełnianiem braków konsumpcyjnych z lat dziecięcychwinkP Wśród
                    wszelkiej maści frustratów, którzy gro życia trawią na dorabianiu
                    się dóbr materialnych, którym wciąż mało i mało, jest zapewne jakaś
                    ilość tych, którym w dzieciństwie wszystko ograniczano.

                    P.S. Czym spacery w 5 różnią się od tych w 3, że są tak wyjątkowe,
                    aby podkreślać ich rangę?winkP
                    --
                    "(...) większość naszych polityków wierzy, że jak się zamówi mszę w
                    intencji płodności, to Polska dziećmi stanie niczym kościołami"

                    Magdalena Środa
                    • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 00:10
                      w odróżnieniu od ignasiab..ja moge Ci juz odpowiedziec nie na
                      zasadzie oczekiwań a "faktów historycznych".. zycie to nie jest
                      bajka i na różne sytuacje człowiek trafia niezależnie od tego czy
                      dzieci posiada na stanie 1, 2, 3 czy wiecej..i od niego tylko zależy
                      na ile poradzi sobie w życiu i czego nauczy swoje dzieci..tzn na
                      ile będą sobie umiały w życiu poradzić. Moje sobie radzą i to
                      niźle..a to było moim zadaniem..bywały lata bardzo tłuste i bardzo
                      chude..i jakos w ramach rekompensaty, po dojsciu do samodzielnosci
                      nie zajeły sie uzupełnianiem braków konsumpcyjnych..jeden z synów
                      zarabia "pod niebo" mimo, ze jeszcze konczy studia (na toku
                      indywidualnym), ma firme, rodzinę: niepracujacą żonę..bo akurat
                      potomek się pojawił..i mimo, że przez połowę miesiąca nie ma go w
                      domu..zajmuje się dzieckiem tak, ze obserwując ich (tate i synka) i
                      słuchając synowej co ma na jego temat do powiedzenia (jak co, to
                      pierwsza słyszę i dobre i złe..takie mamy układy) serce
                      rośnie..zycze Ci byś za dwadziescia pare lat mogła również napisac
                      takiego posta..młodszy zapowiada się równie dobrze..Ps.Kumpela
                      (oboje po studiach, ona z stadem różnych zainteresowań i funkcji) ma
                      4 własnych dzieci, adoptowała piąte, mimo ograniczonych srodków
                      wszystkie studiują na wybranych kierunkach, niektóre na elitarnych
                      uczelniach, zdobywanie wykształcenia nie jest dla nich problemem,
                      wszystkie również dorabiają na własne potrzeby, i nie jest to
                      zmywanie garów w knajpie..zwiedziły cały świat..jak to robią
                      pozostaje dla mnie tajemnicą, bo jako jej doradca finansowy znam jej
                      i męża dochody..Europa, Chiny, Iran, USA, Argentyna, Kanada..nie ma
                      dla nich miejsc gdzie by nie dotarli, ona pozatym jest kuratorem i
                      zajmuje się dziecmi z "problemami", widziałam ją nieraz w akcji i to
                      jak sobie z tymi małolatami radzi, jaki ma wśród nich mir i
                      autorytet wali mnie na kolana..ale to co jest dla niej
                      charakterystyczne to "kasa" jest jedną z ostatnich rzeczy do której
                      przykłada wagę..mój ojciec tez zawsze mnie uczył, że człowiekowi tak
                      naprawdę do zycia niewile potrzeba: ciepełko, jadełko i spiczek..jak
                      mówił..i ja też tego uczyłam swoje dzieci!! Jeżeli rodzić przekaże
                      dziecku, ze szeroko pojęta komercja moze rządzić jego życiem..to
                      będzie powielał przekazane wzorce
                  • mama_kotula Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 21:38
                    ignasiab napisała:


                    > 2.Nie samymi slodyczmi czlowiek zyje!Zaloze sie ze Twoje dziwecko nie zna
                    smaku domowych krowek cukierkow,domowych lizakow bez zadnej chemi robionych
                    wspolnie z mama!Nam te 1200 zl spokojnie starcza,nie odczuwam biedy.

                    Ale twój syn odczuwa. Na przykład odczuwa zbyt niskie kieszonkowe i jak widać,
                    ma gdzieś domowe krówki, ponieważ woli chipsy tongue_out

                    --
                    Agnes nie rozumiała istoty powszechnie celebrowanego macierzyństwa. Przecież to
                    takie... nieuniknione. Nawet nie za bardzo trudne. Nawet koty były do tego
                    zdolne. Jednak kobiety zachowywały się, jakby dostawały odznaczenie, które
                    upoważniało je, by rządzić wszystkimi dookoła. Działo się tak zawsze, kiedy
                    otrzymywały etykietkę „MATKA".
                    • triss_merigold6 Czipsy drobiazg 28.04.08, 21:48
                      Jeszcze bardziej będzie odczuwał kiedy wycieczkę, kino i teatr z
                      klasą będzie mu finansował Komitet Szkolny (ze składek tych bardziej
                      zaradnych rodziców). Albo kiedy będzie chciał mieć jakąś fajną
                      markową rzecz nie z lumpeksu albo gadżet muzyczny. Jeszcze
                      ewentualnie można wkodować dziecku, że bieda uszlachetnia a ci,
                      którzy twierdzą inaczej to wstrętni materialiści - przykłady takich
                      postaw liczne są na forum.PPP
                      • babcia47 Re: Czipsy drobiazg 28.04.08, 21:55
                        wow! Triss odezwała sie w Tobie Kasandra..juz wywróżyłąś i oceniłaś
                        jak będzie..a jak tam z tym basenem w przedszkolu??? dowiedziałaś
                        się czy za odpowiednią opłatą, pod odpowiednią opieką z opłaconym
                        dodatkowym ratownikiem moze jednak Twój młody uczęszczać??..bo chyba
                        jeżeli w moim małym mieście było to mozliwe 20 lat temu to u Ciebie
                        chyba też..ewentualnie co za problem znaleźć lepsze przedszkole?
                        • triss_merigold6 Re: Czipsy drobiazg 28.04.08, 22:09
                          Aktualne mi pasi. Nie sil się na złośliwości kobieto bo powoli
                          stajesz się żałosna.
                          Na regularną naukę pływania dziecko poczeka aż trzeci migdał się
                          wytnie, nie będę ryzykować kolejnych infekcji. Wiesz, pracodawcy w
                          czasach kapitalizmu nie są fanami rodziców będących wciąż na
                          zwolnieniach. Pamiętam postudenckie czasy kiedy miałam epizod życia
                          z ołówkiem w ręku i ścisłego planowania budżetu co do złotówki. Nie
                          wspominam z sentymentem. Głodu nie miałam ale niemożność kupienia
                          sobie ksiązki, ciucha czy pójścia do kosmetyczki była niemiła.
              • kropkacom Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 19:15
                Triss, nie pieprz (nie mogę sie powstrzymać niestety). Gdyby to było takie
                proste to by dziś połowa Polaków wyjechała z miejsca urodzenia. Z mojej klasy z
                ogólniaka 80 procent ludzi nadal mieszka w moim rodzinnym mieście. Czemu? Bo
                lubią to miasteczko?

                Żeby rozpocząć życie w nowym miejscu trzeba mieć dużą kasę. Na przeprowadzkę,
                wynajęcie mieszkania, ewentualne urządzenie itd. A jak są dzieci to i dużo
                samozaparcia. Rodzina daleko itd. Owszem na dłuższą metę wszystko jest do
                przejścia ale to jest trudne.
                • verdana Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 19:37
                  Triss, wybacz, zwykle sie z toba zgadzam, ale tym razem piszesz
                  niewiarygodne bzdury. Mlode małżeństwa czesto startuja z niskiego
                  poziomu, potem dopiero się dorabiają. Biorac pod uwage Twoje poglady
                  dzieci w ogóle powinno mieć 10% spoleczenstwa i to raczej po 40-ce.
                  Wiesz, decydowac o swoim życiu tylko pod katem dziecka (zmienić
                  prace, przeprowadzic się)to trochę dziwne akurat w Twoich ustach. To
                  ostatecznie nie dla dobra dziecka rozstalas się z facetem, ktory
                  jest doskonalym ojcem, ale srednim mężem.
                  --
                  Mops i kot

                  img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                  • mama_kotula Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 21:42
                    verdana napisała:
                    > Biorac pod uwage Twoje poglady
                    > dzieci w ogóle powinno mieć 10% spoleczenstwa i to raczej po 40-ce.

                    Verdana, wszystko ok.
                    Weź jednak pod uwagę, że ty piszesz o młodych ludziach, którzy się dorabiają.
                    Ok, oczywiście mogą się zdecydować na dziecko. Ale na trójkę? Częściowo więc
                    zgodzę się z Triss, a częściowo z tobą smile



                    --
                    Agnes nie rozumiała istoty powszechnie celebrowanego macierzyństwa. Przecież to
                    takie... nieuniknione. Nawet nie za bardzo trudne. Nawet koty były do tego
                    zdolne. Jednak kobiety zachowywały się, jakby dostawały odznaczenie, które
                    upoważniało je, by rządzić wszystkimi dookoła. Działo się tak zawsze, kiedy
                    otrzymywały etykietkę „MATKA".
                      • mama_kotula Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 21:51
                        babcia47 napisała:

                        > a sprawdziłaś na ile jajek Kinder stać Cie przed poczeciem drugiego
                        > dziecia?

                        Babcia, nie chodzi o to.
                        Generalnie chodzi o to, aby znaleźć złoty środek.
                        Natomiast jeśli ktoś dorabia ideologię do biedy - sorry, ale mnie to śmieszy.
                        Sama żyłam za 600zł na 4 osoby, nie płacąc rachunków, z odciętym gazem - z
                        kilkumiesięcznym dzieckiem. I nie twierdzę, że było mi zajebiście, a dziecię
                        uczyło się szacunku do pieniądza. Tylko wkur..ło mnie to, że nie mogę zrobić
                        ksero notatek, tylko muszę przepisywać (bo na pieprzone ksero mnie nie było
                        stać) i nie doszukiwałam się pozytywów w tym, że muszę piechotą na uczelnię
                        lecieć (taaak, wiem, dla zdrowia lepsze), podczas gdy mogłabym autobusem (ale
                        nie mam na bilet).

                        Nie znoszę gloryfikowania bidy.
                        A jeszcze bardziej nie znoszę, jak się komuś wkłada w usta to, czego nie
                        powiedział. A tak jest w tym wątku z Triss.

                        --
                        "Nie wiem jakie masz doświadczenie z portalem GW ale ogólnie jest to urządzenie
                        działające na ślinę i zapałki oraz szmatę umoczoną w nafcie" - Jan.Kran.
                        • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 22:07
                          Kota..spokojnie.. autorka nie musi wydawać na komunikację miejska,
                          bo mieszka na wsi, sielskiej, anielskiej..zarełko ma, jak znam zycie
                          za pół darmo w stosunku do tego co Ty wydajesz, opłaty stałe ma na
                          niskim poziomie..mogłaby pójść do pracy..ale po co?..żeby nianię
                          opłacić?..im wystarcza na wszystko z tego co pisała a młody
                          ma "chopla" na punkcie chipsów bo mu sie generalnie
                          zabrania..radziłam, zeby w takim razie zrobiła z nich rodzaj nagrody
                          (małe paczki)..bardziej tu działa urok owocu zakazanego niz
                          faktyczna potrzeba czy brak srodków na zaspokojenie zachcianki..w
                          sumie czuje sie odpowiedzialna za zboczenie z głównego tematu watku
                          na temat finansów, bo mimo niezłej sytuacji finansowej nigdy nie
                          trawiłam niepotrzebnego marnotrawstwa (ufaflane ciuchy przy
                          jedzeniu - jeden z watków w tym temacie) tego tez uczyłam swoje
                          dzieci..poszanowania..i może dlatego mam teraz spory majątek, bo
                          niepotrzebnie nie marnotrawiłam smile)
                          Ps. uprzedzajac potencjalne ataki..kiedy pracowałam w banku, osoba,
                          która dziennie operowała kilkuset tysiacami złotych, kiedy miała za
                          przelew zapłacić 2 zł..a po odczekaniu 10 min i przelaniu tej kasy
                          na inne konto płaciła 1,-..zawsze czekała mimo, ze musiał razem z ta
                          osoba odczekać ochroniarz, kierowca..z złotówek składają się
                          milionysmile))
                            • mama_kotula Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 22:14
                              triss_merigold6 napisała:

                              > Sknerstwo to choroba. Taka odmiana ciężkiej nerwicy.

                              Ależ Triss, jak ona takich przelewów 20 w miesiącu zrobi, to już oszczędza 20
                              zł. A po roku ma 240. A po dziesięciu latach to może sobie za to tydzień na
                              Mazurach spędzić (nie może zbierać na Karaiby, bo to passe i materializm tongue_out).

                              --
                              "Nie wiem jakie masz doświadczenie z portalem GW ale ogólnie jest to urządzenie
                              działające na ślinę i zapałki oraz szmatę umoczoną w nafcie" - Jan.Kran.
                              • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 22:18
                                mnie to też bawiło jako "odbicie" w drugą stronę..ale widać
                                wyznawała zasadę, że szanuje się każdy grosz, by nie przegapić
                                zmarnowanie tysiecy..ot takie przyzwyczajenie, zasada do której sie
                                stosowała..a z tego co wiem niezły kawałek Mazur miała na
                                własnośc..smile
                                • mama_kotula Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 22:20
                                  babcia47 napisała:

                                  > ...ale widać
                                  > wyznawała zasadę, że szanuje się każdy grosz, by nie przegapić
                                  > zmarnowanie tysiecy..

                                  Zasada sama w sobie jest ok. Ale wyłącznie wtedy, kiedy jest stosowana bez
                                  niepotrzebnych przegięć smile
                                  Jak każda zasada zresztą smile



                                  --
                                  - Jak można złamać obie nogi spadając z osła? - zadumała się.
                                  - To się stało w górach, na wąskiej ścieżce na zboczu - wyjaśniła Agnes. - Spadł
                                  z sześćdziesięciu stóp.
                                  - Tak? - nie dowierzała Niania. - Tak. To musiał być cholernie wysoki osioł.
                              • mama_kotula Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 22:19
                                babcia47 napisała:

                                > za to bezsensowna rozrzutność to cecha ..właśnie kogo?..bo dla mnie
                                > to czysta głupota..

                                Ja mam poczucie, że tu jest takie niewielkie niezrozumienie.
                                Bo każdy ma inne poczucie "bezsensownej rozrzutności". Dla ojca moich dzieci
                                bezsensowną rozrzutnością było kupowanie jabłek na targu, skoro w ogródku rośnie
                                wpółdzika jabłonka. A już kompletnym burżujstwem było kupowanie wody mineralnej,
                                jak można się napić przegotowanej.
                                I tak dalej.
                                Różne wychowanie, różne postawy = różne poglądy na to, co jest rozrzutnością, w
                                dodatku bezsensowną.


                                --
                                Agnes nie rozumiała istoty powszechnie celebrowanego macierzyństwa. Przecież to
                                takie... nieuniknione. Nawet nie za bardzo trudne. Nawet koty były do tego
                                zdolne. Jednak kobiety zachowywały się, jakby dostawały odznaczenie, które
                                upoważniało je, by rządzić wszystkimi dookoła. Działo się tak zawsze, kiedy
                                otrzymywały etykietkę „MATKA".
                                • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 22:27
                                  ja to przekładałam..przynajmniej tłumacząc dzieciom, na mój czas
                                  poswiecony na zdobycie jakiegoś dobra..jeżeli (licząc abstrakcyjnie)
                                  użerałam sie z czyms tam w pracy za 12,- za godzinę, musiałam dać
                                  odpór Gł. Ksiegowej z macierzystego oddziału czy trafiłam na
                                  klienta, który podniósł mi cisnienie ..to usyfienie nieodwracalne
                                  ciucha wartego 100,- było zmarnotrawieniem jednego mojego dnia w
                                  tej pracy i cały wysiłek szedł na marne, wszystko to zniosłam lub
                                  znosiłam "za frajer".
                                  • mama_kotula Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 22:35
                                    babcia47 napisała:

                                    > ..to usyfienie nieodwracalne
                                    > ciucha wartego 100,- było zmarnotrawieniem jednego mojego dnia w
                                    > tej pracy i cały wysiłek szedł na marne

                                    Ja to rozumiem, jeśli jest w pewnych granicach. Tak, jak w tym wątku - jeśli
                                    chce się wyegzekwować przebieranie się po pracy/szkole/przedszkolu. Ok, wiadomo,
                                    że ma się rzeczy lepsze i gorsze, że te lepsze są do przedszkola, gorsze po domu
                                    (hyhh, przypomina mi się, jak trafiłam z zarotawirusowanym ośmiomiesięczniakiem
                                    do szpitala - pielęgniarki sugerowały mi, abym zakładała mu gorsze ciuchy, bo
                                    wszystkie za przeproszeniem przesrywał - a cały problem był w tym, że ja nie
                                    miałam "gorszych" ciuchów tongue_out).

                                    Bo jeśli jest to wtłaczane do głowy jak mantra "mamusia na to ciężko pracowała,
                                    nie zabrudź!!", to taki siedmiolatek, któremu zdarzy się przypadkiem usyfić
                                    ciuch warty 100 zł - będzie się tylko bał.

                                    --
                                    - Jak można złamać obie nogi spadając z osła? - zadumała się.
                                    - To się stało w górach, na wąskiej ścieżce na zboczu - wyjaśniła Agnes. - Spadł
                                    z sześćdziesięciu stóp.
                                    - Tak? - nie dowierzała Niania. - Tak. To musiał być cholernie wysoki osioł.
                                    • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 22:42
                                      Ok moze usyfić jeden ciuch, nawet drugi..ale przy trzecim..jak
                                      pomyslałam, że nie mogę sobie kupić upatrzonej bluzki, ksiązki, albo
                                      trzeba będzie sięgnąć do zasobów przeznaczonych na wycieczkę..to
                                      mnie delikatnie mówiąc jasny szlag trafiał..ale byłam na tyle
                                      perfidna, że wynajdywałam w takiej sytuacji oszczędności na
                                      przyjemnosciach Młodego..szybko się wtedy uczył tzw. poszanowania..
                                      • mama_kotula Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 22:51
                                        babcia47 napisała:

                                        > Ok moze usyfić jeden ciuch, nawet drugi..ale przy trzecim..jak
                                        > pomyslałam, że nie mogę sobie kupić upatrzonej bluzki, ksiązki, albo trzeba
                                        będzie sięgnąć do zasobów przeznaczonych na wycieczkę..to
                                        > mnie delikatnie mówiąc jasny szlag trafiał..ale byłam na tyle
                                        > perfidna, że wynajdywałam w takiej sytuacji oszczędności na
                                        > przyjemnosciach Młodego..szybko się wtedy uczył tzw. poszanowania..

                                        W sumie się nie dziwię smile
                                        Mój młody ma brak koordynacji ruchowej i nie ma bata, zawsze się musiał w
                                        przedszkolu czymś zapaprać. Jako, że dziecię rozumne jest - ustaliliśmy
                                        wspólnie, że szkoda jego ulubionych rzeczy (bez poruszania aspektu finansowego,
                                        bo jedną z ulubionych jest np. jest bluzka z marketu za jakieś 4,50 tongue_out) - czyli
                                        albo do przedszkola zakłada nieulubione, albo podczas posiłków w przedszkolu
                                        nosi plastikowy fartuszek.

                                        Wybrał, o dziwo, fartuszek.

                                        Ja miałam obawy, czy aby dzieci w przedszkolu nie uznają go za dzidziusia tongue_out, że
                                        niby śliniak nosi. Gdzieżby. Po kilku dniach paru innych rodziców zaopatrzyło
                                        dziecięta w takie same fartuszki suspicious

                                        Moja mama uczyła mnie poszanowania w późniejszym wieku - dostawałam określoną
                                        pulę na ciuchy, i nie było zmiłuj, kiedy rozpieprzyłam np. 300 zł na ciuch tzw.
                                        jednorazowy, który założyłam raz na imprezę, a potem leżał w kącie i nie mogłam
                                        na niego patrzeć - mogłam miauczeć,
                                        jęczeć, błagać na kolanach - na nowy nie dostałam. smile
                                        Podobnie było jak - w wieku ok. 12 lat - pod wpływem chwili pocięłam sobie
                                        modnie nogawki dżinsów w wystrzępione dziury. Kolana mi wyłaziły w całości, ale
                                        cóż - chciałam być modna, to teraz mam wink


                                        --
                                        Agnes nie rozumiała istoty powszechnie celebrowanego macierzyństwa. Przecież to
                                        takie... nieuniknione. Nawet nie za bardzo trudne. Nawet koty były do tego
                                        zdolne. Jednak kobiety zachowywały się, jakby dostawały odznaczenie, które
                                        upoważniało je, by rządzić wszystkimi dookoła. Działo się tak zawsze, kiedy
                                        otrzymywały etykietkę „MATKA".
                                        • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 23:16
                                          cały widz polega na tym, że ja sie przy jedzeniu potrafię uświnić
                                          jak mało kto i nawet nie wiem jak mi sie to udaje..moje dziecki też
                                          potrafiły..bo w końcu po kimś to musiały mieć..jeżeli ja uznałam za
                                          stosowne przebierac sie po przyjściu do domu w
                                          rzeczy "odpieralne"..to niby czemu oni nie mieli tego robic? korona
                                          by im z głowy spadła? Raz i drugi się zaparli, mimo, ze nie było
                                          sensownego wytłumaczenia potem zadziałało..teraz nawet maja u mnie w
                                          chaupie swoje ciuchy do chodzenia "na luzie"..bo w nich im po prostu
                                          wygodniej..nie pakują takowych wybierając sie "do domu"
                                          • mama_kotula Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 23:21
                                            babcia47 napisała:
                                            > jeżeli ja uznałam za stosowne przebierac sie po przyjściu do domu w
                                            > rzeczy "odpieralne"..to niby czemu oni nie mieli tego robic?

                                            Bo mają na ten temat inne zdanie? wink Czy zawsze muszą robić wszystko bo ty to
                                            robisz? wink

                                            To, że ja po przyjściu do domu rozpuszczam włosy, bo mnie bolą od gumek, nie
                                            znaczy, że moja córka ma robić to samo - jeśli ma życzenie chodzić w kucach do
                                            wieczora, jej sprawa (ja jej tylko delikatnie przypominam, że wieczorem będzie
                                            ją głowa bolała - ma tak samo wrażliwą skórę głowy jak ja, a co ona z tym
                                            przypomnieniem zrobi, to już jej sprawa).
                                            To, że ja zmieniam dżinsy na bojówki - bo tak mi wygodniej - nie znaczy, że mój
                                            syn ma uważać tak samo - być może jemu w dżinsach jest równie wygodnie, co w
                                            bojówkach.
                                            I tak dalej smile



                                            --
                                            Agnes nie rozumiała istoty powszechnie celebrowanego macierzyństwa. Przecież to
                                            takie... nieuniknione. Nawet nie za bardzo trudne. Nawet koty były do tego
                                            zdolne. Jednak kobiety zachowywały się, jakby dostawały odznaczenie, które
                                            upoważniało je, by rządzić wszystkimi dookoła. Działo się tak zawsze, kiedy
                                            otrzymywały etykietkę „MATKA".
                                            • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 23:33
                                              no.. ale za rozpuszczenie włosów lub nie nie zapłacisz a za nowa
                                              bluzę markowej firmy..moje dziecki miały dwie, w których lubili
                                              chodzić do szkoły, a nie były z tych za kilka złotych..nie pamietam
                                              juz nazw..jednak trzeba będzie wyłozyc kasę..
                                              • mama_kotula Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 23:39
                                                babcia47 napisała:
                                                > no.. ale za rozpuszczenie włosów lub nie nie zapłacisz a za nowa
                                                > bluzę markowej firmy..moje dziecki miały dwie, w których lubili
                                                > chodzić do szkoły, a nie były z tych za kilka złotych..nie pamietam
                                                > juz nazw..jednak trzeba będzie wyłozyc kasę..

                                                Trzeba będzie?
                                                A nie. Wcale nie trzeba będzie. Zapaprasz bluzę za 300zł, dostaniesz oczywiście
                                                nową - bo goły chodzić przecież nie będziesz - ale na taką za 300 już nie licz,
                                                wybierz sobie do 50 (75zł, 100 zł, zależy od tego, ile na bluzę możesz przeznaczyć).

                                                --
                                                Agnes nie rozumiała istoty powszechnie celebrowanego macierzyństwa. Przecież to
                                                takie... nieuniknione. Nawet nie za bardzo trudne. Nawet koty były do tego
                                                zdolne. Jednak kobiety zachowywały się, jakby dostawały odznaczenie, które
                                                upoważniało je, by rządzić wszystkimi dookoła. Działo się tak zawsze, kiedy
                                                otrzymywały etykietkę „MATKA".
                                                  • mama_kotula Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 23:47
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > normalnie mnie cytujesz!!!

                                                    Nom. Bo my się co do meritum przeważnie zgadzamy, tylko szczegóły trza dograć wink))

                                                    Aaaa, jeszcze jedno - takie metody (jak zniszczysz, kupujemy nową, ale tańszą i
                                                    nie markową) wydają mi się odpowiednie dla nastolatka. Dla 7-latka niekoniecznie.

                                                    --
                                                    - Jak można złamać obie nogi spadając z osła? - zadumała się.
                                                    - To się stało w górach, na wąskiej ścieżce na zboczu - wyjaśniła Agnes. - Spadł
                                                    z sześćdziesięciu stóp.
                                                    - Tak? - nie dowierzała Niania. - Tak. To musiał być cholernie wysoki osioł.
                                                  • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 23:54
                                                    dzaaała..ma wybór, zrozumieć ..albo usłyszec "przebieraj się i to
                                                    już!"..kochane miałam te moje syny ale czasem się
                                                    nie "piórkałam"..coby wiedzieli kto tu rządzi..szczególnie jak sobie
                                                    przypomniałam tą upatrzoną bluzkę, której zakup się oddalał na czas
                                                    dłuzszy, blizej nieokreslony..moje potrzeby były tez ważne..a co?
                                      • d.o.s.i.a Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 23:17
                                        Ale przeciez dziecko nie musi latac caly czas w super drogich ciuchach. Dziecko
                                        7letnie chyba nie ma jeszcze zachcianki chodzenia w ciuchach od Guciego, ani w
                                        sweterkach z moheru, a raczej nosi zwykle, niedrogie ubrania. Ile takich ubran
                                        upapra nieodwracalnie, w smarze do silnikow? Pare bluz na rok? To pewnie mniej
                                        niz ja niszcze ciuchow, a ja nawet gotuje bez fartucha. Nie wierze, ze syn
                                        zalozycielki watku codziennie upapra sie czyms, czego nie da sie doprac, tak ze
                                        az fabryka nie nadaza z produkcja. Mam wrazenie, ze ta dyskusja jest
                                        bezprzedmiotowa. Ja nie wiem w jakich proszkach pierzecie, ale u mnie jakos w 30
                                        stopniach schodzi najgorszy brud (np. z dzinsow upapranych w blocie).
                                        Dziecko sie z czasem nauczy, ze wygodniej przebrac sie w dres i podkoszulke,
                                        zamiast latac w mundurku szkolnym. Ja tez pamietam, ze niechetnie sie
                                        przebieralam i mama mnie "gonila". Natomiast wiem teraz, ze mialam racje, bo nie
                                        lubie chodzic w rozwleczonych, starych ciuchach po domu... Ja uwazam, ze to
                                        nieeleganckie i nieestetyczne, a mama uwaza, ze to chwalebne dbanie o ubranie.
                                        Nawet jak zaloze moja najostatniejsze, najgorsze dzinsy, to dla niej
                                        najchetniej, zebym sie w podarte getry przebrala... Ja tego nie uznaje.
                                        • mama_kotula Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 23:23
                                          d.o.s.i.a napisała:

                                          > Nie wierze, ze syn zalozycielki watku codziennie upapra sie czyms, czego nie
                                          da sie doprac, tak ze az fabryka nie nadaza z produkcja.

                                          Ja wierzę, że plamy się nie dopierają. Nikt mi nie powie, że pranie w "Dosi"
                                          jest tak samo skuteczne, jak pranie w proszku z wyższej półki cenowej (z
                                          autopsji wiem - Vizir dopierał mi plamy ze słoiczków marchwekowych, Dosia nie
                                          dopierała niczego).


                                          --
                                          Agnes nie rozumiała istoty powszechnie celebrowanego macierzyństwa. Przecież to
                                          takie... nieuniknione. Nawet nie za bardzo trudne. Nawet koty były do tego
                                          zdolne. Jednak kobiety zachowywały się, jakby dostawały odznaczenie, które
                                          upoważniało je, by rządzić wszystkimi dookoła. Działo się tak zawsze, kiedy
                                          otrzymywały etykietkę „MATKA".
                                            • mama_kotula Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 29.04.08, 00:26
                                              d.o.s.i.a napisała:

                                              > Dosia niczego nie dopiera... wink
                                              > Zasada jest prosta. Drozszy proszek = wieksze oszczednosci na ubraniach. A z
                                              wlasnych doswiadczen, polecam zel do prania - wychodzi trzy razy taniej niz
                                              Dosia, a pierze doskonale.

                                              Ale mówisz o takim zwykłym płynie do prania, czy takim typu Persil w żelu? Bo
                                              tego zwykłego to do pralki nie wleję, niestety sad
                                              A ręcznie sięmi nie uśmiecha suspicious


                                              --
                                              - Jak można złamać obie nogi spadając z osła? - zadumała się.
                                              - To się stało w górach, na wąskiej ścieżce na zboczu - wyjaśniła Agnes. - Spadł
                                              z sześćdziesięciu stóp.
                                              - Tak? - nie dowierzała Niania. - Tak. To musiał być cholernie wysoki osioł.
                                        • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 23:28
                                          a kto mówi o rozwleczonych ciuchach?..jednak bieganie po kuchni czy
                                          ogródku w jedwabnej garsonce jest lekką przesadą, pomijając brak
                                          wygody..no i trzeba by cały czas w szpilkach..to ja wolę dobry dres
                                          i adidaski..z dresów mi schodzi wszystko, nawet w banalnym
                                          praniu..jednak jedwabnej bluzki upapranej sokiem z granatów nie
                                          udało mi sie odratowac mimo stosowania "cudów wianków"
                                          • mama_kotula Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 28.04.08, 23:37
                                            babcia47 napisała:

                                            >jednak jedwabnej bluzki upapranej sokiem z granatów nie
                                            > udało mi sie odratowac mimo stosowania "cudów wianków"

                                            Sok z granatów nie schodzi niczym, niestety smile
                                            Można ewentualnie gustowny ażurek sobie wyciąć albo aplikację naszyć tongue_outPPP

                                            --
                                            Agnes nie rozumiała istoty powszechnie celebrowanego macierzyństwa. Przecież to
                                            takie... nieuniknione. Nawet nie za bardzo trudne. Nawet koty były do tego
                                            zdolne. Jednak kobiety zachowywały się, jakby dostawały odznaczenie, które
                                            upoważniało je, by rządzić wszystkimi dookoła. Działo się tak zawsze, kiedy
                                            otrzymywały etykietkę „MATKA".
      • babcia47 Re: 7 latek-potrzebuje konkretnych rad 27.04.08, 20:06
        i jeszcze jedno..kieszonkowe w tym wieku raczej chyba powinno uczyc
        gospodarowania pieniedzmi czyli spełniać rolę wychowawczą niż
        zabezpieczać jakies tam potrzeby dziecka...bo te zazwyczaj są
        zaspokajane przez rodziców w 100%..tzn. pozywienie, słodycze itd.
        Autorka wątku wprowadziła to wcześnie i moim zdaniem dobrze, co do
        kwoty może powinna byc wyzsza..ale dla celów wychowawczych właśnie a
        nie po to by dziecko miało za co "zaszaleć"..wyzsza kwota (jak
        pisała moze to być 4 zł tygodniowo)rozłożona na tygodniówki da
        dziecku większa mozliwośc manewru..a z drugiej strony dla rodzica
        bedzie lepszym sposobem motywacji..ale jedynie dlatego uważam, ze
        dobrze było by tak to ustalić..bo wbrew temu co piszesz dzieci,
        nawet bąbardowane pokusami komercyjnymi wcale nie musza tych
        zachcianek (komercyjnych) zaspokajac..a nawet gdyby ustalenie
        kieszonkowego miało byc z tego powodu..to ja bym
        protestowała!..rodzić ma WYCHOWYWAĆ a nie zaspokajać zachcianki
        szczególnie wywołane przez komercyjne reklamy..ja dostawałam
        kieszonkowe kiedy skończyłam 15 lat..wcześniej sama nie odczuwałam
        takiej potrzeby..moje dzieci dostawały w podstawówce..od dziadków
        (nie miałam na to wpływu)a była to kwota porównywalna do obecnych
        20,- miesięcznie..ale moje dzieci, kiedy wylądowałam na bezrobotnym..
        (6 i 8 lat) przyszły do mnie i wspólnie oznajmiły, że do kiedy bede
        na bezrobotnym, to one mi bedą przekazywać tą kwotę, zeby było "na
        chlebek"..same to wymysliły (sprawdziłam!)..i to był moim zdaniem
        powód do zadowolenia i sukces wychowawczy, bo dzieci mimo
        takie "małe" poczuły sie współodpowiedzialne za
        rodzinę...korzystałam, ale zwróciłam z takimi odsetkami, że chyba
        krzywdy nie miały..ale dumna byłam i jestem... i co ważniejsze,
        zostało im to dziś kiedy są dorośli!!
          • kropkacom Re: ups..sorki oczywiscie bombardowane.. 28.04.08, 08:17
            Triss, reprezentuje wizje popularną na innym forum. Dzieci mniej wtedy kiedy
            masz dobrą pracę, własne mieszkanie, samochód i stać cię na wakacje na
            Karaibach. Potem zrezygnuj z Karaibów i masz pieniądze na dziecko. Oczywiście w
            idealnym świecie powinny zostać te Karaiby i na żądanie zabawka Spiderman.
            Inaczej Twoje dziecko będzie biednym sfrustrowanym człowiekiem i będzie Cię
            nienawidzić jak każdego nieudacznika.
            • kali_pso Re: ups..sorki oczywiscie bombardowane.. 28.04.08, 08:43
              Dzieci mniej wtedy kiedy
              masz dobrą pracę, własne mieszkanie, samochód i stać cię na wakacje
              na
              Karaibach.


              Ty również reprezentujesz wizję z tamtego forum, oczywiście zupełnie
              innąwinkP Polegającą na nadinterpretacji tego, co czytasz.....
              Dzieci powinno się mieć w najbardziej odpowiednim momencie swojego
              życia- emocjonalnym ale również finansowym. To optymalne wyjście. Bo
              jakby się przed tym nie bronić podniosłymi odruchami naszego sercawink-
              finanse są istotne. To, że często dzieje się inaczej, wpływa na
              życie naszych dzieci, czasami negatywnie. Zaprzeczysz?

              I tylko tyle wynika z wypowiedzi Triss.
              --
              "(...) większość naszych polityków wierzy, że jak się zamówi mszę w
              intencji płodności, to Polska dziećmi stanie niczym kościołami"

              Magdalena Środa
              • babcia47 Re: ups..sorki oczywiscie bombardowane.. 28.04.08, 12:02
                ja zaprzeczę!! bo co to znaczy odpowiednie warunki finansowe? Kiedy
                dzieci bedą się miały w co ubrac co jeść i gdzie mieszkać ..czy
                kiedy będą mogły na wakacje z rodzicami wyjechac na Karaiby,
                codziennie zniszczyc ciuch za 200,- czy przyszpanować kieszonkowym
                tak, żeby innym dzieciom oczy wyszły? I zapomniałaś jeszcze dodać,
                że rodzicom tych pierwszych powinno sie zakazać płodzenia pod karą
                dożywocia..niestety w Polsce było by to ok 50% młodych małżeństw,
                chyba że pozwolimy na rozmnażanie jedynie osobom po czterdziestce i
                to po przedstawieniu rozliczenia dochodów za pięć lat wstecz..
                • triss_merigold6 Ciekawa nadinterpretacja 28.04.08, 12:26
                  Między Karaibami a ciuchami z lumpeksu i karmą z Biedronki jest
                  spore pole manewru, zauważyłaś?
                  Dzieci źle odżywione i mieszkające w złych warunkach częściej
                  chorują, są niższe, drobniejsze i mają niższe IQ a tym samym gorszy
                  start w dorosłość.
                  IMO dzieciństwo powinno być okresem w miarę beztroskim i dziecko ma
                  prawo do lodów, jajka z niespodzianką, kina, cyrku, zoo, waty
                  cukrowej, zabawy w wesołym miasteczku, bluzy z kiczowatym bohaterem
                  z bajki, plastikowych gadżetów (ktore dorosłym wydają się zbędne i
                  bez sensu). Dzieciństwo to niewkręcanie dzieci w odpowiedzialność
                  finansową za rodzinę. Dzieciństwo w ktorym małe dzieci wspomagają
                  bezrobotną matkę własną drobną gotowką, bo boją się, że w domu
                  będzie głód (gdzie tatuś pociech wowczas był?) to jakiś horror.

                  Potem dzieci sobie odbiją nieustanne wyrzeczenia, zobaczysz.
                  Najbardziej ksobne i materialistycznie nastawione osoby jakie znam
                  pochodzą z bidy. Konieczność oszczędzania na wszystkim, bo rodzice
                  byli niewydolni spowodowała dość specyficzne podejście do kasy i
                  bynajmniej nie uszlachetniła.D
                  • kropkacom Re: Ciekawa nadinterpretacja 28.04.08, 12:48
                    Chodzę do lumpeksu a w dyskontach tez robie zakupy mimo że nie muszę. Były czasy
                    że miałam masę używanych rzeczy i nikt nie twierdził że biedne te moje dzieci.
                    Co do chorób to muszę przyznać że mimo tych wszystkich dobrodziejstw w lodówce
                    dzieci chorują jeszcze bardziej.

                    Tak, dzieciństwo to beztroska. Tylko że nie w ilości jajek niespodzianek liczona.
                  • babcia47 Re: Ciekawa nadinterpretacja 28.04.08, 13:00
                    ja w odróżnieniu od Ciebie juz poznałam skutki takiego a nie innego
                    wychowania..co mozesz poczytac sobie w moim wpisie wyżej..
                    z moich obserwacji: zabawki kupione za ciężkie pieniadze
                    przez "dziadków" samobieżne kolejki, jeżdżące, błyskajace
                    itd.wylądowały po godzinie, ku ich zmartwieniu w kącie a prosta
                    układanka za 7 zł, którą przyniosła im w prezencie koleżanka była
                    hitem przez długie tygodnie..na wczasach nudziły sie jak mopsy..za
                    to na całe życie zapamietali wakacje pod namiotem czy na żaglach
                    mimo spartańskich warunków..za to nauczyli się rozpalać ogień,
                    gotowac na ognisku, myc w jeziorze..i dowiedzieli sie ze chleb ze
                    smalcem czy z cebulą, dobrze "przyprawiony głodem" nie tylko go
                    zaspokaja ale moze smakować lepiej niż jedzenie w najlepszej
                    knajpie.."komercyjnych" zachowań uczą sami rodzice.. a czego nauczą
                    to dziecko przyjmuje za normę!
                    Dzieciństwo to niewkręcanie dzieci w odpowiedzialność
                    > finansową za rodzinę. Dzieciństwo w ktorym małe dzieci wspomagają
                    > bezrobotną matkę własną drobną gotowką, bo boją się, że w domu
                    > będzie głód (gdzie tatuś pociech wowczas był?) to jakiś horror.
                    Dzieciństwo to tez czas wychowywania dzieci.."czym skorupka za młodu
                    nasiąknie tym na starośc trąci"..widać ta "kasa" nie była im
                    niezbędna..zreszta wszystko, łącznie z słodyczami i zabawkami mieli
                    zapewniane..a kieszonkowe miało służyć nauce gospodarowania nimi,
                    poznania ich wartości..i umiejetnego gospodarowania..tu moim zdaniem
                    zdały na szóstkę egzamin..
                    i dla Twojej wiadomości..jak pisałam bywało różnie, były lata chude
                    i tłuste..ale moje dzieci zwiedziły całą Polske i większośc Europy,
                    Starszy opłynął całą Europę, byli i w Legolandzie i we Włoszech w
                    Małej Europie i nigdy nie słyszałam z ich strony, ze czegos im
                    brakowało.. nigdy nie robili mi też "jazd" w stylu musze to mieć, bo
                    inni mają..a wręcz zauważyłam, ze u nich i wśród ich kolegów i
                    koleżanek była to postawa osmieszana a wręcz obśmiewana..Bardziej
                    liczyło sie co kto soba reprezentował, czy był fajnym kolegą, miał
                    ciekawe pomysły niz co miał i za ile! "Biedaczek", którego rodzice
                    tak wychowali i początkowo szpanował..długo musiał sie starac by
                    przyjęto go do klasowej paczki..
                    • babcia47 Re: Ciekawa nadinterpretacja 28.04.08, 13:21
                      i jeszcze dodam, ze chude lata i problem z moim "bezrobotnym"
                      wynikał z tego że się budowaliśmy w czasie "kryzysu"...dzieci
                      słysząc, ze się zastanawiamy nad tym, ze wszystko sie
                      opóźni..postanowiły sie włączyć..Wychowały sie w duzym domu 320 m.kw
                      z ogrodem, z zwierzakami(wcześniej wynajmowalismy duże
                      mieszkanie)..jedząc zdrowe, wychodowane na działce lub dostarczone
                      przez wujka, rolnika, warzywa i owoce..mięso dla nich było
                      zawsze..za to fastfudów i innej sklepowej "chemii" zawsze
                      unikalismy..dla zasady, choć nie rygorystycznie..chyba jednak moje
                      dzieci były wychowane "zdrowiej"..oczym świadczy fakt, ze wyrośli na
                      sporych "chłopów"..a co do IQ, to zawsze byli prymusami w szkołach..
                  • d.o.s.i.a Re: Ciekawa nadinterpretacja 28.04.08, 13:11
                    A ja sie musze z Triss zgodzic. Moze dosadnie pisze, ale mam
                    nadzieje, interpretuje dobrze jej intencje.
                    Dla mnie sytuacja, w ktorej dziecko dostaje 5 zl za miesiac i
                    najwiekszym jego marzeniem jest kupic za to czipsy nie jest niestety
                    oznaka beztroskiego dziecinstwa i swiadczy o tym, ze rodzina ma
                    trudne warunki.

                    I nie chodzi tu wcale o uczenie dzieci szacunku do pieniedzy,
                    wartosci itp. itd. bo tych naprawde mozna nauczyc takze dziecko,
                    ktore nie rozdziawia buzi na widok czipsow.

                    Uwazam, ze dziecko zalozycielki watku ma troche zbyt wysrubowane
                    obowiazki, jak na siedmiolatka. W tym wieku dziecko ma prawo i do
                    czipsow i do pobrudzenia bluzy. Takie sa prawa dziecinstwa.
                    Natomiast w tym przypadku nie podejrzewam, zeby bylo nawet
                    informowane o sytuacji finansowej rodziny, zapraszane do ustalania
                    listy zakupow - nie ma szansy zrozumiec w jakich warunkach zyje
                    rodzina i dlaczego nie moze sobie kupic tych chipsow. To powoduje
                    tylko frustracje i ewentualne dalsze problemy w zyciu doroslym, a
                    nie dojrzalosc.
                      • d.o.s.i.a Re: Ciekawa nadinterpretacja 28.04.08, 13:26
                        A to tez fakt. Rzeczywiscie sens watku zaczyna sie chyba powoli nam
                        wymykac, a dyskusja schodzi na tory poboczne.
                        Ja rowniez uwazam, ze w tym konkretnym przypadku chipsy sa raczej
                        owocem zakazanym, a nie wynikiem biedy w rodzinie.
                      • sir.vimes Czipsy - owoc zakazany 28.04.08, 14:43
                        Chłopczyk ma nadwagę - czipsów jeść nie powinien . Niezależnie od tego ile kasy
                        mają rodzice i czy bardzo te czipsy lubi.

                        U mnie w domu tez czipsów nie kupujemy, nie jadamy. Jak sa u kogoś - moje
                        dziecko nie częstuje się. Tak jakby nie istniały. Nie ma syndromu zakazanego
                        owocu. Kilka próść we wczesym dzieciństwie kwitowałam krótkim nie - moze raz
                        spróbowała. jakos żyje bez czipsów i poczucia krzywdy nie ma. Nie uważam tez by
                        brak czipsów tudzież innych "łakoci" w stylu pewnej uroczej szkockiej
                        restauracyjki był dla niej traumą lub pozbawianiem niezwykle istotnego dla
                        istoty ludzkiej doświadczenia.

              • kropkacom Re: ups..sorki oczywiscie bombardowane.. 28.04.08, 13:11
                Kalipso, z wypowiedzi Triss wyziera pogarda dla drugiego człowieka który nie ma
                w ręku fortuny. Dla niej wyrazem szczęścia dziecka są jajka Kinder a wyrazem
                nieodpowiedzialnej biedy zakupy w Biedronce. No wybacz. Wobec tego kto ma mieć
                dzieci? Ci co robią zakupy w Piotrze i Pawle?

                PS. Żeby było śmiesznie, Ci co mają duże pieniądze w Polsce albo nie decydują
                się na potomstwo albo mają jedno, dwójkę dzieci. Może wystawiajmy zaświadczenia
                z US czy ktoś może się rozmnażać czy nie. Bo o ile biedni powinni bardziej
                myśleć czy stać ich na dzieci to bieda dla każdego jest czymś innym. Dla wielu
                dziewczyn z forum ja też pewnie przymieram głodem i mieszkanie wciąż wynajmuje.
                • d.o.s.i.a Re: ups..sorki oczywiscie bombardowane.. 28.04.08, 13:23
                  A ja musze sie nie zgodzic. Mysle, ze nadinterpretowujecie to co
                  pisze Triss. Nigdzie przeciez nie napisala, ze dziecko ma sie plawic
                  w luksusie. Nigdzie nie pisala, ze ma miec kupowane bluzy za 200 zl,
                  jezdzic na Karaiby i dostawac drogie zabawki - same wlozylyscie jej
                  to w usta.

                  Napisala tylko tyle, ze szczesliwe dziecinstwo to takze mozliwosc
                  kupienia Kinder niespodzianki i generalnie "nieszczypanie" sie z
                  malymi wydatkami - to chyba nie jest jakas przesada???

                  Ja rozumiem to tak, ze kazda rodzina ma swoj budzet i tym budzetem
                  sie musi kierowac. Ale potrzeby dziecka TEZ musza byc w nim
                  uwzglednione, po to, aby wlasnie te nieszczesne chipsy nie stawaly
                  sie najwiekszym, niedoscignionym pragnieniem dziecka. Jezeli tego
                  brakuje to to nie jest szczesliwe dziecinstwo. I intelektualne
                  wywody o tym jak to bieda ksztaltuje charakter sa idiotyczne. Bo
                  rownie wartosciowe dzieci wyrastaja w niebiednych, przecietnych i
                  bogatych rodzinach. A na biwak pod namiot mozna pojechac takze w
                  bogatej rodzinie - to nie tylko przywilej mniej uposazonych...
                  Takze, dziewczyny nie dorabiajcie do biedy ideologii i nie
                  wkladajcie w usta Triss slow, ktorych nie wypowiedziala. Nie piszcie
                  tez, ze bogata rodzina rowna sie zepsucie charakteru dziecka, bo to
                  bzdura.
                  • kropkacom Re: ups..sorki oczywiscie bombardowane.. 28.04.08, 13:31
                    Dobrotki dla dzieci nie muszą kosztować dużo. Ja nie kupuje chipsów bo to nie
                    jest coś smacznego dla dziecka. Jajka Kinder tak ale nie codziennie. Takie mam
                    zasady i to niezależnie od finansów. Moje małe mają taki okres że co zobaczą to
                    chciały by mieć. Czy odmówienie dziecku kolejnego Pony jest czymś złym?

                    Bogactwo nie psuje charakteru jak się ma rozsądnych rodziców a nie Sw. Mikołajów
                    każdego dnia. Podobnie jest z rodzicami którym sie pieniądz nie przelewa przez
                    ręce.
                  • babcia47 Re: ups..sorki oczywiscie bombardowane.. 28.04.08, 13:37
                    > Napisala tylko tyle, ze szczesliwe dziecinstwo to takze mozliwosc
                    > kupienia Kinder niespodzianki i generalnie "nieszczypanie" sie z
                    > malymi wydatkami - to chyba nie jest jakas przesada???
                    ..a ja z uporem twierdzę, że szczęśliwe dzieciństwo nie jest
                    uzależnione od spełniania każdej zachcianki dziecka..
                    I intelektualne
                    > wywody o tym jak to bieda ksztaltuje charakter sa idiotyczne.
                    ..nie "bieda" tylko właściwe ustawianie hierachii wartości..czy
                    ważniejsze jest zaspokojenie własnej zachcianki czy dobro całej
                    rodziny..a na przykładzie moich dzieci widać, ze nie są one takie
                    głupiutkie i SAME!! potrafia to odróżnić mimo młodego wieku i podjąć
                    decyzję, na która czasem dorosły by sie nie zdobył
                    > Takze, dziewczyny nie dorabiajcie do biedy ideologii
                    juz kilka osób wspomniało na tym wątku, ze bieda to pojecie
                    relatywne..dla każdego znaczy coś innego..i każdy ma swoje pomysły
                    na gospodarowanie finansami..dla mnie wydawanie na "pierdoły" i
                    uczenie dziecka tego jako cos pozytywnego jest bzdurą i uważam, że
                    każda matka ma prawo nakładac tego typu ograniczenia..a spełnianie
                    kazdej zachcianki..podkreslam zachcianki!! a nie potrzeby dziecka
                    jest po prostu niewychowawcze
                    Nie piszcie
                    > tez, ze bogata rodzina rowna sie zepsucie charakteru dziecka, bo
                    to
                    > bzdura.
                    błąd w interpretacji..nie "bogata rodzina" tylko taka, która dziecku
                    poza "bogactwem" nie daje nic więcej..a raczej wychowanie zastepuje
                    hodowlą w cieplarnianych warunkach
                    • d.o.s.i.a Re: ups..sorki oczywiscie bombardowane.. 28.04.08, 13:49
                      Ale chyba nikt tu nie twierdzi, ze spelnianie kazdej zachcianki
                      dziecka jest super. I nikt tego nie postuluje. Wiec po co w ogole o
                      tym dyskutowac? Kupienie kinder niespodzianki od czasu do czasu tez
                      ma sie nijak do spelniania "kazdej zachcianki".
                      Ja po prostu odnioslam wrazenie, z Twoich postow, ze w bogatej
                      rodzinie to juz generalnie tylko Karaiby, spelnianie zachcianek, a
                      dzieci nie naucza sie jak rozpalic ogien na kempingu.
                      Ja jestem zdania, ze przegiecie w obie strony jest niebezpieczne.
                      Tylko, o ile rozpieszczenie dziecka finansowo zaowocuje conajwyzej
                      wychowaniem zadufanego, zakochanego w sobie doroslego (co raczej
                      szkody dla niego nie niesie, wrecz przeciwnie pewnie), o tyle
                      wychowywanie dziecka we wspolnym przezywaniu spacerow, bo na nic
                      wiecej nie stac, moze niestety zaowocowac tym, ze dziecko ciagle
                      bedzie zylo w poczuciu braku czegos. Potwornie sie moze to na nim
                      zemscic. Od poczucia nizszosci, do totalnego materializmu wlacznie.
                      Ja rowniez znam wiecej materialistow wychowanych w biednych
                      rodzinach, niz w bogatych.
                      • triss_merigold6 Re: ups..sorki oczywiscie bombardowane.. 28.04.08, 13:59
                        Pani babcia obraz bogatych rodzin zna z "Dynastii" czy innego
                        serialu, nie ma natomiast pojęcia o życiu na średnim poziomie.
                        Średnim, bez szału wydatków ale bez specjalnego oszczędzania co do
                        grosza. Wyjazdy na wczasy nie wykluczają wyjazdów pod namiot,
                        pamiętam z własnego dzieciństwa i młodości, płodozmian wrażeń i
                        doświadczeń uważam za cenny.
                        Zabawki też mogą być urozmaicone, od zestawów lego po tanie
                        drobiazgi z kiosku. Spacer po lesie - bardzo kul ale nie jako jedyna
                        atrakcja. Moje dziecko ma zapewnione wycieczki do muzeów, kina, zoo,
                        małpich gajów, parku, na basen i znakomita większość z tych rozrywek
                        jest płatna więc trzeba mieć jakieś luźne fundusze na atrakcje.
                      • babcia47 Re: ups..sorki oczywiscie bombardowane.. 28.04.08, 14:05
                        te "karaiby" pojawiły sie tu jako symbol i sa reakcja na dośc
                        ponizające dla autorki wątku wypowiedzi Triss..Gdzybyś ponownie
                        przeczytała wszystkie wpisy Ignasiab..doczytałabyś, że dziecko
                        głodne nie chodzi, oprócz kieszonkowego mama czasem Młodemu pozwala
                        wydac "resztę" z zakupów..a ograniczanie jego ulubionych chpsów
                        wynika z nadwagi a nie tego, ze ich nie stać na ten zakup..Triss
                        potraktowała niegrzecznie autorkę, ponieważ ta napisała, że żyja na
                        wsi, ona zajmuje sie dziećmi a mąż ma pensję w wysokości 1200,-..co
                        dla Triss jest oznaką zkrajnej nędzy..nie bierze przy tym pod uwage,
                        ze te 1200,- ma inna wartośc gdy mieszka sie na wsi..a inną w dużym
                        mieście, gdzie wszystkie opłaty sa wyższe, żywność (co wynika z
                        wyższego popytu)..no i dochodzi sporo innych wydatków niespotykanych
                        na wsi..np. koszty komunikacji miejskiej itp. Ignasiab pisze, ze jej
                        rodzinie to wystarcza i nie odczuwają niedostatku, ona na razie
                        podjeła decyzje, że bedzie sie zajmować wychowaniem dzieci..mimo, że
                        ma wyższe wykształcenie ale dla niej w tej chwili dzieci sa
                        ważniejsze niz dodatkowa pensja..I dla mnie to jest prawidłowe
                        podejście, bo dodatkowa "kasa" nie zastapi dzieciom obecnosci i
                        opieki matki..nawet gdyby stac ich było na wszystkie słodycze świata
                        i wszelkie przyjemności..za to okupione nieobecnościa rodziców i w
                        sumie zostawienie dzieci "samopas" nawet gdyby miały zapewniona
                        opieke najlepszej "niani"..Ignasiab woli byc z dziećmi niz mieć..i
                        nie widze tu powodu do ataków na nią a tym bardziej jej obrażania!!
                        A że ma problemy z siedmiolatkiem..wiekszośc mam je ma i to w
                        najbogatszych rodzinach..a kieszonkowe jest jedynie jednym z nich..i
                        raczej oczekiwała podzielenia sie doswiadczeniami..a nie obrażania i
                        wyzywania od "nędzarzy"
                        • d.o.s.i.a Re: ups..sorki oczywiscie bombardowane.. 28.04.08, 14:14
                          Wydaje mi sie, ze Triss troche nie doczytala tego co napisala
                          autorka i zaczela dyskusje na troszke inny temat. No i wyszlo, jak
                          wyszlo.
                          Jednakze musze zgodzic sie z nia, juz poza tym watkiem, ze dziecko
                          powinno sie wychowywac w "jako takich" warunkach, bo sama miloscia
                          zyc sie nie da smile Decydowanie sie na dzieci przy niezbyt dobrych
                          warunkach finansowych jest troszke robieniem im krzywdy. Ale to
                          naprawde temat na inny watek. Nie ten.
                          • babcia47 Re: ups..sorki oczywiscie bombardowane.. 28.04.08, 14:22
                            to zadm Ci tu inne pytanie a'propos warunków..co zrobić z
                            progenitura kiedy sytuacja materialna gwałtownie sie pogorszy? Oddać
                            do Domu Dziecka czy wydusić?
                            ps. wiem że przeginam tym pytaniem, ale swoje juz przezyłam, sporo
                            widziałam i nauczyłam sie na własnym przykładzie i obserwacji
                            innych, że nigdy nie ma rozwiązań czarno-białych..nigdy nie ma tak
                            źle by nie mogło być gorzej..i nigdy nie spotkałam człowieka, który
                            by powiedział, ze ma wszystkiego duzo i mu wystarczy..a człowiekowi
                            do życia i dziecku do szczęścia tak naprawde niewiele
                            potrzeba..częsciej to rozbuchane "chciejstwo" rodziców sprawia, ze
                            dziecko nie potrafi się cieszyc tym co ma, bo to oni tak naprawdę
                            kształtują postawy dzici
                            • d.o.s.i.a Re: ups..sorki oczywiscie bombardowane.. 28.04.08, 14:32
                              Pogorszyc sie moze kazdemu. Sztuka, aby tak wychowac dziecko,
                              aby "pomimo" szczesliwego dziecinstwa, nauczylo sie empatii i
                              uczestniczenia w zyciu rodziny. Wtedy zrozumie kazda sytuacje.
                              Jednakze decydowanie sie na dziecko juz w sytuacji, gdy nie stac nas
                              na zapewnienie mu dobrego dziecinstwa, chociazby wyjazdu pod namiot,
                              jest egoistyczne.

                              To nie tylko chciejstwo rodzicow sprawia, ze dziecko ulega czarowi
                              pieniadza. To takze koledzy w szkole, to takze reklama, to takze
                              telewizja i kolorowe magazyny. Tak naprawde wszyscy temu ulegamy,
                              czy chcemy czy nie. Dzieci tym bardziej. Tak juz jest czlowiek
                              zaprogramowany, ze rzadko kogo z nas stac na decyzje o zyciu
                              pustelicznym, wypasie koz i wpatrywaniu sie w gwiazdy.

                              Uwazam, ze im wiecej bezpieczenstwa materialnego w rodzinie,
                              normalnego zycia, tym mniejsze ryzyko, ze dziecko bedzie mialo
                              nadnaturalne pragnienia - zapewnienie potrzeb na satysfakcjonujacym
                              poziomie to lepsza gwarancja wychowania niematerialnie nastawionego
                              dziecka, niz wychowywanie go w ciaglym niedostatku i tlumaczeniu, ze
                              spacer jest fajniejszy od basenu. Dlatego zachcianki dzieci, w
                              rozsadnych granicach nalezy zaspakajac.
                          • kropkacom Re: ups..sorki oczywiscie bombardowane.. 28.04.08, 14:26
                            Dosiu, jesteś delikatna. Ale naprawdę nie widzisz że Triss ma głęboko gdzieś
                            rozrywki i przyjemności dziecięce za które nie trzeba płacić. Czy do muzeum nie
                            można pójść kiedy są wystawy niepłatne? Bo ja się nie zapłaci to sie nie liczy?
                            Jak się kupi lizaka za 50gr. to sie nie liczy bo powinno sie kupić chipsy za
                            3zł.? I to da dziecku szczęście? Nie widzisz tego?