Dodaj do ulubionych

Córka powinna dopłacać do domu?

05.10.08, 12:49
Moja córka ma 20 lat. Poszła właśnie na studia zaoczne i do pracy. W
domu nie jest lekko, uważam więc, że córka, która zarabia 1500zł
netto powinna dokładac się do domu. Uznałam, że 400zł to odpowiednia
suma pieniędzy, tym bardziej, że ze swojej pensji córka stałych
opłat ma jedynie studia (500zł miesięcznie) i bilet miesięczny i
kartę do telefonu (100zł), więc zostanie jej 500zł, co i tak jest
dużą sumą na ciuchy, kosmetyki i rozrywki (ja tyle na siebie nie
mam), zresztą ona czasami też dorabia roznoszeniem ulotek itp.

Czy któraś z Was ma podobną sytuację? Ile złotych wnoszą do domowego
budżetu Wasze dorosłe dzieci?
Pozdrawiam
I.
Edytor zaawansowany
  • inus_123 05.10.08, 13:32
    Bez jaj. Ona już wnosi do domowego budżetu 500 zł, które sama opłaca
    sobie za studia, a Ty nie musisz już tego robić, pomimo tego, ze
    wykształcenie dziecka jest obowiązkiem rodziców, 100 zł bilet
    miesięczny, który kupuje sobie sama i Tobie też to już odpada. No po
    prostu bez przesady.
  • griswold79 05.10.08, 13:52
    Zgadzam się całkowicie z przedmówcą. Powinnas byc dumna z córki ze
    się uczy weekendami i pracuje w tygodniu. I szczerze, ze jesli ma 20
    lat i zarabia tyle ile napisałas to tylko pogratulować jej
    obrotności i charakteru. A tobie, że dobrze (tak zakładam po tym co
    pisałas) ją wychowałaś.
    Dlaczego wybrała studia zaoczne? Moze pomyslała o was? Założyla ze
    pojdzie do pracy i nie bedzie was obciążać finansowo za studia
    dzienne. No chyba ze nie dała rady z dziennymi.
    Uważam, że dopóki nie przymierasz głodem i nie wchodzicie na debet
    na koniec miesiaca powinnas dać jej spokój. A to ze mniej
    oszczędzasz niż ona to już nie jej wina tak po prawdzie i żaden
    argument. Zakładam ze czasem sama z siebie przyniesie cos do domu.
    Czy spozywke czy proszek do prania.

    Na marginesie masz odłożone jakies pieniazki przeznaczone na pomoc
    jej gdy bedzie się wyprowadzać czy szukac mieszkania? Jesli nie to
    tym bardziej powinnas dac jej spokoj. Pozdrawiam.
  • verdana 05.10.08, 14:21
    500 zlotych na wszystko - ubranie, obiady na miescie w dni studiow,
    drugie śniadanie itd. to nie jest duzo. Jesli dochodza do tego
    podreczniki akademickie - po prostu nie starczy. Corka nie bedzie
    mogla iść na żadna imprezę, wypic kawy itd.
    Wlasciwie w tej sytuacji powinna znaleźć sobie pół etatu za 600
    zlotych.
    Masz rację tylko pod warunkiem, ze bez pieniedzy corki będziecie
    glodowali.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ib_k 05.10.08, 14:37
    A dlaczego uważacie że karmienie (opieranie itp)dorosłej córki jest
    obowiązkiem rodziców?
  • marajka 31.10.08, 13:59
    Bo takie mamy prawo- rodzić ma obowiązek utrzymywać uczące się
    dziecko, które samo nie da rady finansowo.
    --
    "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" W.Szymborska
  • iloona1960 05.10.08, 14:43
    Bez przesady, że ktoś sobie kupuje ubrania miesiąc w miesiąc. A
    obiad można jeść w domu, to samo z drugim śniadaniem - kanapki. Jak
    ktoś chce się stołować na mieście to i 1000zł nie wystarczy.
    Podręczniki się kseruje.
    Ja na imprezy też nie chodzę i kawy w mieście nie pijam.
  • aiczka 06.10.08, 02:48
    > Podręczniki się kseruje.
    Uh, ale to dopiero wtedy jest przebicie w cenie. Chyba, ze ktos wykorzystuje
    sluzbowe ksero. Metoda na obnizenie kosztow jest wypozyczenie z bilbioteki,
    jesli wydzial jest na to przygotowany (na szczescie moj byl, ale wiem ze nie
    wszystkich to dotyczy).
  • sir.vimes 06.10.08, 10:37
    na których książki trzeba sprowadzać z zagranicy - bo np. jest jedna sztuka w
    bibliotece wydziałowej i jedna do wypożyczania w BUWie. A osoba normalnie
    pracująca nie ma jednak za wiele czasu by siedzieć pod biblioteka i czekać na
    oddającego książkę... Zresztą - na te książki bywają rezerwacje na cały rok naprzód.

  • mallard 06.10.08, 11:30
    iloona1960 napisała:

    > Podręczniki się kseruje.

    Czyli kradnie...
    --
    Jeżeli mijasz się z prawdą, to jej się przynajmniej ukłoń!

    fotoforum.gazeta.pl/3,0,597179,2,1.html
  • triss_merigold6 06.10.08, 21:00
    Yyy sorry i co z tego? U mnie biblioteka byla obficie zaopatrzona w
    skrypty i podręczniki z lat 70-tych, ciężko nieaktualne. Z nowych
    pozycji pojedyncze sztuki a korzystali studenci wszystkich typów
    studiów czyli kilkaset osób. Kupowanie nowej ksiązki po to, żeby
    skorzystać z jednego rozdziału na jedne zajęcia było nieopłacalne.
  • mamciulka-nikulka 18.10.08, 20:35
    iloona1960 napisała:

    > Ja na imprezy też nie chodzę i kawy w mieście nie pijam.

    Twoja młodość minęła bezpowrotnie, a córka jak najbardziej powinna korzystać z
    życia póki jeszcze może wink
    A tak poważnie to uważam, że masz bardzo odpowiedzialną i obrotną córkę. U mnie
    w domu było też krucho z pieniędzmi, ale jak mój starszy brat poszedł do pracy
    rodzice powiedzieli mu wtedy, że dopóki będzie studiował nie będą brali od niego
    pieniędzy. Jak tylko skończył szkołę i nie miał żadnych wydatków, dokładał się
    do życia 500zł. Ja bym umówiła się z córką, że raz w tygodniu zrobi jakieś
    zakupy do domu, nie będzie się czuła opodatkowana, a będzie miała jakiś wpływ na
    to co jest w lodówce. Poza tym może porozmawiaj najpierw z córką jakie ma plany,
    bo może ona chce odkładać pieniądze na jakiś kurs, albo mieszkanie?
    --
    Jako rodzice zawsze musimy mieć skrzydła wystarczająco duże, aby otoczyć nimi
    dzieci i osłonić je przed krzywdą czy bólem. To figuruje w naszym kontrakcie z
    Bogiem, kiedy bierzemy na siebie odpowiedzialność za ich życie - Jonathan Carroll
  • marina111 29.11.08, 03:06
    teraz takie zycie prowadzisz i takie bedziesz prowadzić. jak ci
    pasuje to dobrza ale dziewczyna jest młoda nie ma dzieci na które
    trzeba wydac to niech poszaleje. jeszcze się w zyciu na oszczedza
  • attiya 03.12.08, 18:06
    iloona1960 napisała:

    > Bez przesady, że ktoś sobie kupuje ubrania miesiąc w miesiąc. A
    > obiad można jeść w domu, to samo z drugim śniadaniem - kanapki.
    Jak
    > ktoś chce się stołować na mieście to i 1000zł nie wystarczy.
    > Podręczniki się kseruje.
    > Ja na imprezy też nie chodzę i kawy w mieście nie pijam.rozumiem,
    że skoro Ty nie chodzisz na imprezy, to Twoja córka też ma nie
    chodzić....Czy Ty jak miałaś 20 lat też nigdzie nie chodziłaś? Też
    kawy na mieście nie pijałaś? Sama nie korzystasz i innemu bronisz?
  • kasja06 15.01.09, 18:41
    Taaaa...pięknie...i kto tu przesadza?smile
    Nauczmy dzieci tylko brać,brać i brać i wychowajmy
    darmozjadów.Uważam,że córka powinna sama wyjść z taką
    propozycją,jeśli nie,to spokojnie z nią porozmawiać o domowym
    budżecie,mieszka ,więc powinna być świadoma sytuacji.
    Pzd
  • araukaria29 05.10.08, 14:58
    więc zostanie jej 500zł, co i tak jest
    > dużą sumą na ciuchy, kosmetyki i rozrywki (ja tyle na siebie nie
    > mam), zresztą ona czasami też dorabia roznoszeniem ulotek itp.

    Ona też tyle na siebie nie ma. Czesne 500 zł, tel 100zł, miesięczny ile?100? do
    tego te Twoje hipotetyczne 400 i ile dziewczynie zostaje?400 zł. 400 nie 500.
    Czy Ty masz pojęcie ile kosztuje studiowanie?Wybaczcie, ale ja na ksero
    wydawałam majątek i drugi majątek na książki. Dorabia sobie rozdawaniem ulotek?W
    roku akademickim? Czyli pracuje, uczy się i jeszcze powinna sobie
    dorabiać...Obowiązkiem rodziców jest wykształcenie dzieci. Tak sądzę. Nie
    napisałaś jaka jest Wasza sytuacja, ale na internet jak rozumiem Was stać?I
    jeszcze nie wiadomo co robi, jeśli musi jeszcze się odpowiednio ubrać to ma
    przechlapane. Uważam, że źle zadałaś pytanie. Ile wnoszą do domowego budżetu
    Wasze dorosłe, ALE JESZCZE UCZąCE SIE DZIECI, byłoby bardziej na miejscu. Jakoś
    w tym wszystkim nie zauważyłam tych, wskazanych przez Ciebie pieniędzy na
    rozrywki, ciuchy i kosmetyki prawdę mówiąc....
  • verdana 05.10.08, 15:16
    Czesne bywa wyzsze - bo kazda poprawka (a w tym stanie rzeczy
    poprawki moga się pojawić) to 100 zł. Kserowanie kosztuje majątek -
    książka skserowana jest drozsza od kupionej.
    Masz obowiazek utrzymywac córkę do 26 roku zycia, skoro jeszcze sie
    uczy.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • bugmenot2008_2 05.10.08, 15:37
    nie podoba mi się takie rozliczanie, bo jest w rodzinie nienaturalne i wskazuje
    na dość formalne stosunki mamy i córki
    jak studiowałam i pracowałam mieszkając u rodziców nie było "dokładasz 400 a
    reszta dla ciebie", tylko jakoś normalnie wychodziło,że raz ja płacę za zakupuy,
    raz rodzice inikt mnie nie rozliczał ani nie wypominał ze idę sobie wypić kawę
    na mieście. dokładałam tyle ilemogłam, tyle ile było potrzbne.
  • araukaria29 05.10.08, 15:37
    Jasne, że kserowana kosztuje majątek. Bywa, że jest konieczne. Do tego dentysta,
    włosy też czasami trzeba podciąć, bo w pracy jednak trzeba jakoś wyglądać,
    przecież pracuje, więc od mamusi nie dostanie...
    Uważam, że dzieci, mieszkające z rodzicami, po skończeniu studiów powinny się
    dokładać to jasne. Kwota powinna zależeć od zarobków i ogólnej sytuacji, to też
    jasne. Tutaj te 400 zł byłoby właściwe gdybyście faktycznie przymierali głodem...
  • iloona1960 05.10.08, 15:52
    Czyli uważacie, że ona - dwudziestolatka - powinna mieć do
    dyspozycji prawie 1000zł, podczas kiedy ja na swoje własne
    przyjemności mam może 100?? Śmieszne. Niby z jakiej racji?
  • idac_swoja_droga 05.10.08, 15:58
    Kiedyś słyszałem tekst odnosnie kogos bez pieniędzy: "Trzeba było
    się uczyć" i mi się przypomniał. Ciekawi mnie czy ty jesteś po
    studiach? Uważam, że większość ludzi sama jest odpowiedzialna za
    swój los. Jak pokierowałaś swoim życiem że masz 100zł na
    przyjemności? A może boli cię, że córka w wieku 20 lat jest bardziej
    cwana od ciebie i lepiej sobie radzi niż ty w jej wieku?

    Ktos napisał wczesniej - dlaczego poszła na zaoczne, a nie dzienne?

    Ps. Uważam, że to prowokacja.
  • iloona1960 05.10.08, 16:01
    Poszła na zaoczne, żeby zarabiać na siebie. Ja ze swojej strony
    mogłabym dorosłemu dziecku dać jeść, kupić lekarstwa czy coś w tym
    rodzaju, ale nie fundowałabym mu imprez, wakacji, modnych ubrań itp.
    A skoro córka chciała to mieć, to musiała iśc do pracy, a więc na
    studia zaoczne. A skoro chce być dorosła, to czemu nie miałaby
    płacić swojej części rachunków? Też używa prądu, gazu, wody.
  • annamariamuff 05.10.08, 16:10
    iloona1960 napisała:

    > Poszła na zaoczne, żeby zarabiać na siebie. Ja ze swojej strony
    > mogłabym dorosłemu dziecku dać jeść, kupić lekarstwa czy coś w tym
    > rodzaju, ale nie fundowałabym mu imprez, wakacji, modnych ubrań
    itp.
    Twoja corka mogla pojsc na dzienne spokojnie oczekiwac od Ciebie ,ze
    bedziesz pokrywala koszty wszystkich wydatkow zwiazanych z jej
    studiami plus dodatkowo utrzymanie
    Poszla na zaoczne i musisz pokryc TYLKO koszty zwiazane z
    utrzymaniem a Tobie nie pasuje bo ma wiecej pieniedzy na swoje
    wydatki. To Twoja corka nie cieszy Cie ,ze ma na przyjemnosci ?
    Jakies dziwne ulkady panuja w Waszej rodzinie.
    Chyba ,ze glodujecie wtedy rozumiem ,ze corka powinna sie dorzucic
    jesli zas chodzi tylko o zazdrosc ,ze ona ma 500 zl (trzeba jeszcze
    zobaczyc ile tak naprawde z tych 500 zl jej zostanie odliczajac
    ksero, poprawki i inne) a ty 100zl na wydatki, mam rade idz sobie
    dorobic wtedy bedziesz miala wiecej.

    > A skoro córka chciała to mieć, to musiała iśc do pracy, a więc na
    > studia zaoczne. A skoro chce być dorosła, to czemu nie miałaby
    > płacić swojej części rachunków? Też używa prądu, gazu, wody.

    Szczerze mysle ,ze z takim podejsciem corka szybko pojdzie na swoje
    jak tylko trafi sie okazja.
  • iloona1960 05.10.08, 17:02
    W chwili obecnej nie pokrywam żadnych kosztów związanych z córką,
    poza jedzeniem i rachunkami za media, które zużywa.
    Sama płaci za lekarstwa, fryzjera, dentyste, ubrania, książki - bo
    jest dorosła i pracuje, i nie widzę w tym nic dziwnego. To, jak się
    rozporządza swoimi pieniędzmi to jej sprawa. Życie jest drogie,
    nauczy się oszczędzać.
    A skoro jest dorosła i ma pracę lepiej płatną niż ja (ja 1200zł!) to
    czemu ja mam pokrywać jej używanie prądu, gazu, wody i czynszu?
  • araukaria29 05.10.08, 17:34
    W chwili obecnej nie pokrywam żadnych kosztów związanych z córką,
    > poza jedzeniem i rachunkami za media, które zużywa.
    > Sama płaci za lekarstwa, fryzjera, dentyste, ubrania, książki - bo
    > jest dorosła i pracuje, i nie widzę w tym nic dziwnego. To, jak się
    > rozporządza swoimi pieniędzmi to jej sprawa. Życie jest drogie,
    > nauczy się oszczędzać.
    > A skoro jest dorosła i ma pracę lepiej płatną niż ja (ja 1200zł!) to
    > czemu ja mam pokrywać jej używanie prądu, gazu, wody i czynszu?

    Bo Twoim obowiązkiem jest wypuścić w świat dziecko wykształcone!I za
    wykształcenie płacić powinnaś Ty...I wybacz, ale zamiast tu margolić może
    poszukałabyś sobie lepszej pracy?Powinna uczyć się oszczędzać dając Ci pieniądze
    pomimo, że sama płaci za swoje studia?Hehehehe ona umie oszczędzać, nie mam co
    do tego najmniejszych wątpliwości, bo wiem ile studiowanie kosztuje.
    Kosztuje!Może w końcu przyjmiesz do wiadomości ten prosty fakt? Powtórzę:studia
    kosztują!Powinnaś płacić za studia, utrzymywać ją, dawać na dentystę, leki,
    ciuchy itp...Dziewczyna poszła do pracy, sama płaci za czesne itd a matce
    jeszcze źle...Zarabiając 1200 zl nie zapewnisz dziecku startu, znaczy mieszkania
    itp...Możesz dać tylko wykształcenie.
    Prawda jest taka, że nie przyszłaś tutaj, żeby poznać nasze opinie, tylko
    upewnić się we własnych sądach...
  • mama_kotula 05.10.08, 18:22
    CytatA skoro jest dorosła i ma pracę lepiej płatną niż ja (ja 1200zł!) to czemu ja mam pokrywać jej używanie prądu, gazu, wody i czynszu

    Trzeba było od razu napisać, że żyjecie na skraju minimum biologicznego, to w ogóle tematu by nie było.
    Nie martw się, Ilonko - jestem pewna córka się wyprowadzi w mgnieniu oka i nie będziesz musiała pokrywać jej używania prądu, gazu, wody i czynszu smile))

    PS. ten post ostatecznie utwierdził mnie w przekonaniu, że to prowokacja trolla.

    --
    "Ty nie marudź tylko słuchaj Kotuli, ona jest stara wielodzietna
    patologia z tradycjami, wie co mówi!wink" - by Dlania
  • chalsia 06.10.08, 10:23
    > W chwili obecnej nie pokrywam żadnych kosztów związanych z córką,
    > poza jedzeniem i rachunkami za media, które zużywa.
    > Sama płaci za lekarstwa, fryzjera, dentyste, ubrania, książki -
    bo
    > jest dorosła i pracuje, i nie widzę w tym nic dziwnego. To, jak
    się
    > rozporządza swoimi pieniędzmi to jej sprawa. Życie jest drogie,
    > nauczy się oszczędzać.
    > A skoro jest dorosła i ma pracę lepiej płatną niż ja (ja 1200zł!)
    to
    > czemu ja mam pokrywać jej używanie prądu, gazu, wody i czynszu?

    Ty się kopnij mocno w mózg, kobieto.
    Zamiast się CIESZYĆ, że jest tak jak jest, to jeszcze Ci mało. Czy
    do Ciebie nie dociera, że gdyby córka poszła na dzienne studia to
    musialabyć opłacać nie tylko to co teraz (czyli jedzenie, prąd,
    wodę, gaz) ale i lekarstwa, fryzjera, dentyste, ubrania, książki,
    telefon, bilet miesięczny córki. Czyli miałabyś JESZCZE mniej niz
    teraz. De facto praca córki i to, że płaci za wiele własnych spraw
    dało Ci więcej wolnej Twojej własnej kasy. A Tobie mało.
    Szczerze, to radze udać się do psychoterapeuty, bo TAKA zazdrość
    wobec własnej córki jest chorobliwa.
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • sir.vimes 06.10.08, 10:53
    > Sama płaci za lekarstwa, fryzjera, dentyste, ubrania, książki - bo
    > jest dorosła i pracuje, i nie widzę w tym nic dziwnego. To, jak się
    > rozporządza swoimi pieniędzmi to jej sprawa. Życie jest drogie,
    > nauczy się oszczędzać.
    > A skoro jest dorosła i ma pracę lepiej płatną niż ja (ja 1200zł!) to
    > czemu ja mam pokrywać jej używanie prądu, gazu, wody i czynszu?

    Leczenie kanałowe jednego zęba może sięgnąć i 700 zet. Niech oszczędza. W końcu
    straszne by było gdyby miała zęby w lepszym stanie niż matka. Chciało się być
    dorosłą w końcu i niech ma za swoje.
  • hany3 09.10.08, 15:35
    iloona1960 napisała:
    > rozporządza swoimi pieniędzmi to jej sprawa. Życie jest drogie,
    > nauczy się oszczędzać.
    > A skoro jest dorosła i ma pracę lepiej płatną niż ja (ja 1200zł!)
    to
    > czemu ja mam pokrywać jej używanie prądu, gazu, wody i czynszu?
    I TU CIĘ BOLI!!!! ZARABIA WIĘCEJ NIŻ TY!!!
    TRZEBA BYŁO SIĘ UCZYĆ!!! JAK NIE BYŁO CIĘ STAĆ, TO TRZEBA BYŁO SIĘ
    ZACHOWAĆ JAK TWOJA CÓRKA!!! MĄDRA DZIEWCZYNA, PEWNIE PO TACIE, BO
    MAMA JAKAŚ NIEŻYCIOWA!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • blankairadek 20.10.08, 23:58
    To znajdź sobie jakąś dorywczą pracę to będziesz miała więcej na
    swoje wydatki, pamiętaj że Ty wiecznie nie będziesz mloda i kiedyś
    będziesz potrzbeowała jej pomocy. Wtedy też będziesz jej dorzucała
    do opieki nad Tobą?
  • mama_ameleczki 22.10.08, 11:26
    iloona1960 napisała:


    > A skoro jest dorosła i ma pracę lepiej płatną niż ja (ja 1200zł!)
    to
    > czemu ja mam pokrywać jej używanie prądu, gazu, wody i czynszu?


    bo jest twoim dzieckiem ktore sie uczy i powinans sie cieszyc ze
    mas ztakie dziecko, ktore zarabia i dzieki temu tylko te koszty
    ponosisz
  • baz12 27.10.08, 13:05
    Współczuję twojej córce takiej matki! Zamiast cieszyć się że
    dziewczyna dobrze zarabia i nie ciągnie kasy od ciebie to ty jestes
    zazdrosna ze ona zarabia wiecej! To mi sie w glowie nie miesci. Poki
    jest mloda niech imprezuje. Naprawde wspolczuje relacji rodzinnych.
  • kolia24 24.11.08, 23:47
    a ja mysle,ze to dobry pomysl aby corka sie dokladala do domowego
    budzetu , tylko moze nie 400 zl tylko 200 zl- to by bylo ok, ale to
    moje zdanie
  • marina111 29.11.08, 03:27
    Ty ja kobieto ciagniesz w dół. Jak corka moze pracowac w dwuch
    pracach i studiowac to ty niemozesz sobie do tych 1200 dorobić tylko
    z własnego dziecka musisz zedrzec? Co z ciebie za matka???
  • attiya 03.12.08, 18:13
    iloona1960 napisała:

    > W chwili obecnej nie pokrywam żadnych kosztów związanych z córką,
    > poza jedzeniem i rachunkami za media, które zużywa.
    > Sama płaci za lekarstwa, fryzjera, dentyste, ubrania, książki - bo
    > jest dorosła i pracuje, i nie widzę w tym nic dziwnego. To, jak
    się
    > rozporządza swoimi pieniędzmi to jej sprawa. Życie jest drogie,
    > nauczy się oszczędzać.
    > A skoro jest dorosła i ma pracę lepiej płatną niż ja (ja 1200zł!)
    to
    > czemu ja mam pokrywać jej używanie prądu, gazu, wody i czynszu?

    skoro piszesz, że nie pokrywasz żadnych kosztów zwiazanych z
    utrzymaniem córki, to o co Ci jeszce chodzi? Powinnaś się cieszyć,
    że ma dobrą pracę. Az tak dużo zużywa tej wody i prądu?
  • a.nancy 06.10.08, 00:09
    iloona1960 napisała:

    > Poszła na zaoczne, żeby zarabiać na siebie. Ja ze swojej strony
    > mogłabym dorosłemu dziecku dać jeść, kupić lekarstwa czy coś w tym
    > rodzaju, ale nie fundowałabym mu imprez, wakacji, modnych ubrań itp.
    > A skoro córka chciała to mieć, to musiała iśc do pracy, a więc na
    > studia zaoczne.

    - czyli przyznajesz, ze poszla do pracy po to, zeby miec SWOJE pieniadze na
    SWOJE potrzeby (poza podstawowym utrzymaniem)

    > A skoro chce być dorosła, to czemu nie miałaby
    > płacić swojej części rachunków?

    - a jednoczesnie okazuje sie, ze ma sie dokladac do tego, co - gdyby nie
    pracowala - dostalaby za darmo.
    dlaczego chcesz UKARAC corke za to, ze poszla do pracy?

    --
    cenie swoja ignorancje w tym temacie
    Tak, ale o co w tym wszystkim naprawdęchodzi? Ale tak naprawdę, skoro juz o tym mowa.
  • joanna35 18.10.08, 01:46
    Chce być dorosła czy ją do tego zmusiłaś?
  • mama_ameleczki 22.10.08, 11:23
    iloona1960 napisała:

    > Poszła na zaoczne, żeby zarabiać na siebie. Ja ze swojej strony
    > mogłabym dorosłemu dziecku dać jeść, kupić lekarstwa czy coś w tym
    > rodzaju, ale nie fundowałabym mu imprez, wakacji, modnych ubrań
    itp.
    > A skoro córka chciała to mieć, to musiała iśc do pracy, a więc na
    > studia zaoczne. A skoro chce być dorosła, to czemu nie miałaby
    > płacić swojej części rachunków? Też używa prądu, gazu, wody.


    Gdyby studiowala dziennie, towim zakichanym obowizakiem bylo by
    corke utrzymac, bo obowiazek jest nie do 18 lat tylko do kiedy
    dziecko sie uczy, wtedy musialabym dawac jej jeszcze na ciuchy,
    kosmetyki, na wszystko bo wogole nie zarabialaby swoich piweniedzy
  • babcia47 22.10.08, 12:24
    > Gdyby studiowala dziennie, towim zakichanym obowizakiem bylo by
    > corke utrzymac, bo obowiazek jest nie do 18 lat tylko do kiedy
    > dziecko sie uczy, wtedy musialabym dawac jej jeszcze na ciuchy,
    > kosmetyki, na wszystko bo wogole nie zarabialaby swoich piweniedzy
    ..na utrzymanie, czyli jedzenie i podstawowe potrzeby (ciuchy by
    dupka nie marzła, srodki czystości by brudem nie zarosła) to
    obowiazek..ale nie najmodniejsze "ciuszki", kosmetyki i kase na
    balangi..to nie obowiazek to ewentualnie prezent!
    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii (by kawka74)
  • marzeka1 05.10.08, 15:59
    A dlaczego masz tylko 100 zł. na własne przyjemności? córka sama opłaca sobie studia, bilet miesięczny. Jest też młodą kobietą i nie pisz, że skoro ty nie chodzisz na kawę na mieście i imprezy, ona jako 20-latka ma robić to samo.
  • verdana 05.10.08, 16:10
    Rozumiem zatem, ze córka ma pracowac, by oplacać Twoje przyjemnosci.
    I jak sama piszesz, poszła do pracy, by zarabiac na siebie, nie na
    Ciebie.
    jesli kazesz jej placic , a ona jest rozsadna, najmadrzej zrobi
    rezygnujac z tej pracy i zarabiajac dokladnie tyle, by oplacić
    studia. po co się ma zaharowywac, aby placić Tobie za przyjemnosci -
    bo jak sama mowisz, uwazsz że dawanie jedzenia czy lekarz jej się
    należą - wiec pieniadze będą dawane przez corke nie na wlasne
    utzymanie, tylko na Twoje rozrywki.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • griswold79 05.10.08, 17:17
    A co twój mąż na to? Ile on ma na przyjemności? Co mysli na temat
    córki? Ja byłbym dumny, że sobie sama radzi.
    Zazdrość o córkę? Pytanie dlaczego? Masz męża czy jesteś samotną
    matką (w tej sytuacji zazdrość zrozumiem). Córka młoda, studiuje,
    juz w wieku 20 lat wiecej zarabia niż matka, oprócz tego sobie
    dorabia. Ale jak pisałem: twoja córka mysli o przyszlosci, ty jak
    widac w jej wieku za duzo nie myślałaś skoro jest tak jak jest.
    Chore to trochę.
  • araukaria29 05.10.08, 16:12
    To jest dobre pytanie, czy skończyłaś studia...Wybacz, ale 800 zł to nie to samo
    co 1000. I drugie pytanie, chyba o wiele ważniejsze...Czy Ty zdajesz sobie
    sprawę, ile Twoje dziecko wydaje na studia?Książki jak rozumiem spadają jej z
    nieba, ksera wszelakie itp także. Zeszyty i notatniki też...Też bym tak chciała
    podczas moich studiów, ale jakoś wszystkie musiałam kupić. Twoim obowiązkiem
    jest wykształcenie córki. Ale nie ...Ty całe czas swoje, 1000 zł na swoje
    przyjemności...Jasne, bo w podręcznik się ubierze itp... Szlag mnie trafia bo
    jeszcze niedawno sama studiowałam i wiem jak to wygląda. Cieszę się, że mam
    rodziców w porządku...Stać Cię na 100 zł na przyjemności miesięcznie? Znaczy, że
    stać Cię na utrzymanie córki na studiach. I chyba racja, że to jakieś
    trollowanie...sad
  • mama_kotula 05.10.08, 16:10
    iloona1960 napisała:

    > Czyli uważacie, że ona - dwudziestolatka - powinna mieć do
    > dyspozycji prawie 1000zł, podczas kiedy ja na swoje własne
    > przyjemności mam może 100?? Śmieszne. Niby z jakiej racji?

    Aha. Czyli zamierzasz rozegrać to tak, abyście na przyjemności miały po równo,
    czyli po 500zł? smile
    Myślę, że powinnaś uzgodnić to z córką, a nie z obcymi ludźmi z forum smile

    PS. Też uważam, że to prowokacja smile
    --
    http://kitty.cat/images/tiger.gif
  • kasiak37 05.10.08, 18:43
    Kobieto Ty najzwyczajniej w swiecie jestes zazdrosna ze corka zarabia wiecej od
    Ciebie,zawisc przez Ciebie przemawia,ot co.
    Jestes po studiach?Studiowalas kiedys?Widze ze nie,skoro nie masz najmniejszego
    pojecia ile co kosztuje.Powinnas sie cieszyc ze Ciebie odciaza placac za swoje
    studia i reszte i faktem jest ze na Tobie spoczywa obowiazek wzgledem uczacych
    sie dzieci do 26 roku zycia.
    Moj syn wlasnie zaczyna studia w Niemczech(semestr kosztuje 603 euro),ma 20
    lat,bedzie mieszkal w akademiku,ktory miesiecznie kosztuje 246 euro i w zyciu by
    mi nie przyszlo do glowy zeby wyciagac od niego jakakolwiek kase bo "mam za malo
    na swoje przyjemnosci-100 pln".I nie wymagam od niego nawet zeby na siebie
    pracowal bo to do mnie nalezy go wyksztalcic i wyzywic w czasie studiow.
    --
    Landryna
  • a.nancy 06.10.08, 00:04
    iloona1960 napisała:

    > Czyli uważacie, że ona - dwudziestolatka - powinna mieć do
    > dyspozycji prawie 1000zł, podczas kiedy ja na swoje własne
    > przyjemności mam może 100?? Śmieszne. Niby z jakiej racji?

    wiesz co? mam wrazenie, ze tu nie chodzi o kase. to znaczy, nie chodzi o to, ze
    NAPRAWDE POTRZEBUJESZ tych 400 zl. ty po prostu jestes zazdrosna.

    --
    cenie swoja ignorancje w tym temacie
    Tak, ale o co w tym wszystkim naprawdęchodzi? Ale tak naprawdę, skoro juz o tym mowa.
  • sir.vimes 06.10.08, 10:51
    ksero, podręczniki, koszulki do prac, jakieś segregatory, zeszyty, materiały
    biurowe tzw, drukarka lub drukowanie na mieście, ubranie w którym nie wstyd iść
    do pracy, bilet miesięczny, telefon, płyty czy dyskietki itp to są przyjemności???

    Poza tym - tak, jak najbardziej uważam, ze dziecko może mieć więcej kasy na
    przyjemności niż rodzice. Szczególnie, ze to jej pieniądze. Mogła w końcu iść
    na dzienne studia uniemożliwiające nawet dorabianie (są takie kierunki) i
    dzielić czas tylko na naukę i rozrywki. Sama zarabia pieniądze - ODCIĄŻAJĄC Was
    w ten sposób. Dziecko w jej wieku może nawet pozwać rodziców o alimenty jeśli
    się uczy.
  • aurita 07.10.08, 20:59
    z takiej racji ze ona pracuje i nie ma dzieci, czyli mniej obowiazkow niz Ty....

  • hany3 09.10.08, 15:29
    Kobieto idź sobie dorób, to też będziesz miała!!!!
  • mamciulka-nikulka 18.10.08, 20:44
    iloona1960 napisała:

    > Czyli uważacie, że ona - dwudziestolatka - powinna mieć do
    > dyspozycji prawie 1000zł, podczas kiedy ja na swoje własne
    > przyjemności mam może 100?? Śmieszne. Niby z jakiej racji?

    A niby z jakiej racji ona ma odpowiadać za to, że mało zarabiasz?
    Jak sobie ułożyłaś życie to twoja sprawa, ale nie powinnaś podcinać dziecku
    skrzydeł na samym starcie tylko dlatego, że ty masz mniej. Skoro wogóle masz na
    swoje przyjemności, to znaczy, że nie przymieracie głodem, a od córki chcesz
    pieniądze, by mieć więcej na przyjemności, tak?
    --
    Czy byłem wystarczająco uprzejmy, Asteriksie? [Obelix]
    fotoforum.gazeta.pl/a/21581,0.html
  • jesse_82 25.10.08, 23:25
    iloona1960 napisała:

    > Czyli uważacie, że ona - dwudziestolatka - powinna mieć do
    > dyspozycji prawie 1000zł, podczas kiedy ja na swoje własne
    > przyjemności mam może 100?? Śmieszne. Niby z jakiej racji?

    Czyli kosztem ciężko pracującej córki (przecież nie ma wolnego - 5 dni w
    tygodniu praca, weekend - szkoła) chcesz mieć pieniądze na własne przyjemności?
    ŻENUJĄCE!
    Pogadaj z nią, może odda Ci swoją fuchę w postaci roznoszenia ulotek. Zawsze na
    fryzjera będziesz miała.
    --
    Adasiowo
  • meaby 29.10.08, 21:47
    choćby dlatego, że jest od Ciebie obrotniejsza..
    wink
    pozdr
    --
    Bartosz: 12 kwiecień 2008r
    Oleńka: 1 listopad 2002r
  • marajka 31.10.08, 14:03
    Z takiej, że PRACUJE. Nie kradnie. Sama sobie dorabiaj. Ulotki-10
    zł. za godzinę. Niania- 8-12 zł.
    --
    "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" W.Szymborska
  • marina111 29.11.08, 03:17
    a niby z jakiej ty masz jej zabierac?? To ile zarabiasz nie jest jej
    wina tylko twoja. Trzeba było sie uczyc albo znalezc bogatego meza.
    Wydaje mi się ze to ty masz kompleks. Jesli ja dobrze wychowałas to
    sama coś dorzuci. My z moja siostra nie musimy oddawac rodzicom
    zarobionych pieniedzy ale jak robimy im prezenty gwiadkowe itp to
    zawsze wybieramy takie na jakie oni by sobie nie pozwolili alnbo
    takie na jakie ich do tej pory nie było stac (bo zawsze było cos
    wazniejszego). Moja mam nie musiał nam powiedziec ze chce po Xzł od
    kazdej. ja mam inne studia i bardzo drogie ale moja siostra zarabia
    3000 a za szkołe płaci 300zł. Moja mama nic od niej nie chce i
    cieszy się ze ja stac sobie laptopa kupic na wakacje zagraniczne
    wyjechać. Pewnie ze łatwiej było by jej zabrac czesc ale ona umie
    cieszyc się zaradnościa corki
  • kol.3 05.10.08, 20:20
    Skoro zarabiasz tak mało, czemu Ty nie dorabiasz, żeby mieć więcej
    pieniędzy? Gdyby moje dziecko pracowało, byłabym za tym, żeby sobie
    coś odłożyło na przyszłość, a nie dokładało do domu. W końcu skoro
    tyle lat córka była utrzymywana z domowego budżetu, to jeszcze te 5
    lat chyba można wytrzymać.
  • delecta 05.10.08, 21:16
    Rodzice NIE MAJĄ obowiązku finansowej pomocy pracującemu
    dziecku.Także wtedy, gdy nie ukończyło jeszcze 26 lat.

    A czy czasem dziewczyna poszła na studia niestacjonarne tylko
    dlatego, że słabo zdała maturę?
  • kasiak37 05.10.08, 21:20
    Ale tu chodzi o pomoc pracujego dziecka matce bo ma za malo na swoje wydatki w
    porownaniu do zarabiajacej corki.
    A obowiazek maja,tak samo jak maja obowiazek np.placic alimenty mimo ze dziecko
    jest na studiach zaocznych i mimo ze sobie dorabia.

    --
    Landryna
  • delecta 05.10.08, 21:35

    > A obowiazek maja,tak samo jak maja obowiazek np.placic alimenty
    mimo ze dziecko
    > jest na studiach zaocznych i mimo ze sobie dorabia.

    Nie mają takiego obowiązku!
    (KRiO: Art. 133. § 1. Rodzice obowiązani są do świadczeń
    alimentacyjnych względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie
    utrzymać się samodzielnie, chyba że dochody z majątku dziecka
    wystarczają na pokrycie kosztów jego utrzymania i wychowania.

    § 2. Poza powyższym wypadkiem uprawniony do świadczeń
    alimentacyjnych jest tylko ten, kto znajduje się w niedostatku.)

    Myślę, że jak matka zarabia ta nieszczęsne 1.200 ( i możliwe, że ma
    nawet wyższe wykształcenie - nie pisze, gdzie mieszka i gdzie
    pracuje), to ma grosze na swoje przyjemności i zapewne ograniczają
    sie one do wizyty u osiedlowej fryzjerki, taniej gazetki i zakupu
    podróbki perfum na bazarze. To tak dużo?

    Kwestia płatnych poprawek na płatnych studiach w ogóle nie powinna
    być tu poruszana.

    Zakładam jednak, że matka robiła WSZYSTKO - w miarę swoich
    możliwości, żeby pomóc córce w kwestii nauki (języki, inne zajęcia,
    a także niespychanie córki do roli darmowej gosposi w domu.



  • verdana 05.10.08, 21:48
    Mylisz się - istnieje obowiazek alimentacyjny wobec dziecka, ktore
    sie uczy. Nie mozna utrzymac się samodzielnie placąc za studia,
    wynajmujac mieszkanie i jeszcze jedzac za 1200 zł.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • osmanthus 06.10.08, 01:19
    Tak, ale chyba tylko gdy dziecko studiuje full time (studia dzienne).
    Na studia zaoczne i wieczorowe ida ci, ktorzy w ciagu dnia pracuja.
    A czy zarobki pozwalaja im na studiowanie i niezalezne egzystowania to
    inna para kaloszy...
  • diamondbeach 06.10.08, 16:09
    przepisy prawne nie uzależniają obowiązku alimentacyjnego od trybu studiów.
    Istotna jest kwestia mozliwości samodzielnego utrzymania sie.
  • ib_k 06.10.08, 08:24
    verdana napisała:

    > Mylisz się - istnieje obowiazek alimentacyjny wobec dziecka, ktore
    > sie uczy. Nie mozna utrzymac się samodzielnie placąc za studia,
    > wynajmujac mieszkanie i jeszcze jedzac za 1200 zł.

    Oj można, można!
  • sir.vimes 06.10.08, 10:45
    dentystę, leki w razie choroby, programy do komputera, dyski, płyty, papier do
    drukarki, naprawy sprzętu, ksero itp podobne rzeczy niezbędne osobie uczącej się
    zaocznie (czyli potrzebującej dużo więcej materiałów do nauki znaleźć i
    "stworzyć" samodzielnie) opłacacie Wy, rodzice?
    Jeśli nie - to nie wiem gdzie ty widzisz kasę na ciuchy, kosmetyki i rozrywki.
    400z na kserówki, kawę przed egzaminem raz na jakiś czas, książki, komputerowe
    gadżety to nie jest za wiele... Poza tym - fajnie byłoby gdzieś czasem pojechać,
    pójść do teatru, kupić książkę nie związaną z nauką...
    Córka jest niesłychanie samodzielna jak na 20 latkę.

    Czy przymieracie głodem, ze potrzebujecie by dziecko dokładało Wam się do domu?
    Czy nie jest wystarczającym aż nadto "dokładanie się" sam fakt , że nie studiuje
    dziennie i dzięki temu może pracować i zarabiać na bilet miesięczny , telefon,
    kserówki????
  • kotek15 06.10.08, 12:15
    a ja uważam że przesadzacie naskakując tak na matkę, ja pracowałam i
    studiowałam zaocznie , dokładałam rodzicom do "życia" i jakoś zyję.
    a oddanie 1/4 pensji to nie jest dużo.

    Jak brakuje Ci pieniędzy to uważam ze powinnaś brać od córki , może
    narazie np 200 zł, a jak Ci wystarcza to możesz nie brać.

    teraz pewnie usłyszę ze mam strasznych rodziców wink od brata też
    brali, sama uwazam ze utrzymywać 2 dzieci dwudziestokilkuletnich jak
    mają dochód to przesada.
    rodzicom od zycia też sie cos należy wink

    pzdr M
  • araukaria29 06.10.08, 12:35
    1/4 to nie jest mało pod warunkiem, że pozostała kwota pozwala na studiowanie.
    400 zł nie wystarczy wszystko co potrzebne do studiów oraz to co dziewczynie do
    życia potrzeba z wyjątkiem jedzenia.Ja rozumiem, że można się obejść bez jadania
    na mieście, kina, kawy itp. Ale bez książek, kserówek, segregatorów, papieru do
    drukarki lub drukowania, dezodorantu i czasami butów i dentysty to się raczej
    nie da. Studia dla mnie są priorytetem i tyle. Jak rozumiem, gdy córka chodziła
    do szkoły średniej to kasa na podręczniki, dentystę i czasami buty to była?I
    nagle co?Po skończeniu studiów powinna się dokładać bez dwóch zdań. Jeśli
    podczas studiów zarabiałaby dobrze, to też pewnie wypadałoby się dorzucić. Ale
    dla mnie normą jest, że rodzice finansują studia dziecku lub przynajmniej
    pomagają. Taki mają obowiązek. I ja tu nie mówię zasadniczo o obowiązku
    prawnym, tylko o takiej zwykłej rodzicielskiej troski o dziecko i o chęci
    zapewnienia mu tego co najlepsze. Tutaj wchodzi w grę tylko utrzymanie w domu, a
    i to jak widzę za dużo...Ja tam myślę, że mamusia postawi na swoim, a dziewczyna
    jak jest obrotna, znajdzie sobie pracę płatną parę groszy więcej i zwieje z
    domu. Za granicę np...Zupełnie też nie rozumiem uporu matki w stwierdzeniach "na
    przyjemności" Czy Ty kobieto tak zwyczajnie zapytałaś ile Twoja córka wydała na
    książki i ile jej jeszcze na to będzie potrzeba? Pewnie nie...Jest dorosła i co
    Cię to w sumie obchodzi...Smutne. Cieszmy się, że mamy normalnych rodziców. I
    tyle w tej kwestii.
  • alabama8 06.10.08, 12:26
    Uważam że "zjebka" zafundowana autorce wątku jest jak najbardziej
    nie na miejscu. Funkcjonowanie rodziny zasadza się na wspólnocie i
    solidarności. Uważam, że zarabiająca córka powinna dokładać się do
    budżetu domowego, więcej - uważam że to ona powinna wyjść z tą
    inicjatywą żeby odciążyć matkę.
    Priorytetem jest utrzymanie domu i kasa na "życie" a nie na
    przyjemności. Gdy dziecko mieszka z rodzicami to nigdy nie zdaje
    sobie sprawy i nie zastanawia się ile tak naprawdę kosztuje czynsz,
    woda, gaz czy inne stałe opłaty. Mieszka z "rozpędu" i uważa że wikt
    i opierunek mu się należy. Ale każde dziecko dorasta, zaczyna
    zarabiać na siebie i NA RODZINĘ. Córka jest już dorosła, podjeła
    pracę a studia zaoczne są tylko dodatkiem. Jest więc w stanie
    samodzielnie się utrzymiać i matka nie ma już obowiązku do
    alimentowania swojego dziecka poprzez np. urzymywanie go.
    Poza tym zwykła przyzwoitość nakzauje dokładanie się do budżetu.
    Chyba że panie chcą się zamienić rolami. Matka utrzymywała przez 20
    lat, teraz córka płaci za wszystko przez 20 lat. Sprawiedliwe? Tak.
  • mama_kotula 06.10.08, 12:37
    Alabama, ale tu nawet nie chodzi o fakt samego dokładania sie - bo dokładanie jest ok, jest jak najbardziej na miejscu i jest w sumie czymś normalnym. Chodzi o ton, którego używa matka i o argumentację, sugerującą zwykłą zawiść o to, że córka zarabia więcej niż matka, o rozliczanie się z dzieckiem co do grosza, o decydowanie na co córka ma wydać swoje pieniądze i w jakich proporcjach. I o deklaracje, że gdyby córka nie pracowała, to matka by jej zapewniła utrzymanie w całości, ale skoro pracuje, to ją wydójmy - sprzeczność imho, deklaracje wyłącznie na papierze.
    Myślę, że córka sama zaproponowałaby dołożenie się do utrzymania, gdyby stosunki w domu były ok. A nie są, jestem pewna, że nie są - jak również jestem pewna tego, że córka sie migusiem wyprowadzi.



    --
    "A ja nie prowokator tylko mówię co myślę. W sieci łatwiej smile Normalnie też to mówię. Ale w myślach smile" - by 0golone_jajka
  • araukaria29 06.10.08, 12:40
    alabama8 napisała:

    > Uważam że "zjebka" zafundowana autorce wątku jest jak najbardziej
    > nie na miejscu. Funkcjonowanie rodziny zasadza się na wspólnocie i
    > solidarności. Uważam, że zarabiająca córka powinna dokładać się do
    > budżetu domowego, więcej - uważam że to ona powinna wyjść z tą
    > inicjatywą żeby odciążyć matkę.
    > Priorytetem jest utrzymanie domu i kasa na "życie" a nie na
    > przyjemności. Gdy dziecko mieszka z rodzicami to nigdy nie zdaje
    > sobie sprawy i nie zastanawia się ile tak naprawdę kosztuje czynsz,
    > woda, gaz czy inne stałe opłaty. Mieszka z "rozpędu" i uważa że wikt
    > i opierunek mu się należy. Ale każde dziecko dorasta, zaczyna
    > zarabiać na siebie i NA RODZINĘ. Córka jest już dorosła, podjeła
    > pracę a studia zaoczne są tylko dodatkiem. Jest więc w stanie
    > samodzielnie się utrzymiać i matka nie ma już obowiązku do
    > alimentowania swojego dziecka poprzez np. urzymywanie go.
    > Poza tym zwykła przyzwoitość nakzauje dokładanie się do budżetu.
    > Chyba że panie chcą się zamienić rolami. Matka utrzymywała przez 20
    > lat, teraz córka płaci za wszystko przez 20 lat. Sprawiedliwe? Tak.

    Nie. Niesprawiedliwe. Rodzice decydując się na dziecko zdają sobie sprawę, że
    będą ponosić koszty. I to przez długie lata. Córka też będzie ponosić koszty
    wychowując własne dziecko. Nie byłabym w stanie skończyć studiów bez pomocy, i
    to przez pierwsze lata baaaaardzo znacznej moich rodziców. I nawet przez myśl im
    nie przyszło żądać ode mnie pieniędzy, kiedy gdzieś dorabiałam. Studia to
    priorytet. Moje dzieci też na moją pomoc będą mogły liczyć.
  • sir.vimes 06.10.08, 12:51
    "Córka jest już dorosła, podjeła
    pracę a studia zaoczne są tylko dodatkiem. "

    Niestety, częsty.
  • mama_kotula 06.10.08, 13:36
    sir.vimes napisała:

    > "Córka jest już dorosła, podjeła
    > pracę a studia zaoczne są tylko dodatkiem. "
    >
    > Niestety, częsty.

    Bo jest dokładnie na odwrót. Praca jest dodatkiem do studiów i warunkiem ich
    ukończenia.

    --
    "Ech ech, jaką Azjateczkę? Ma być ruda, piegowata i umieć tańczyć te irlandzkie
    hopki ;D" - by Trus
  • bi_scotti 06.10.08, 14:26
    Ja to w ogole nie rozumiem takiego rozmawiania o pieniadzach bez
    konkretow. Przeciez to mozna sobie wszystko policzyc bez emocji: ile
    kazdy z doroslych czlonkow rodziny przynosi pieniedzy do domu, jakie
    sa typowe miesieczne wydatki, ile mniej-wiecej zostaje. I
    proporcjonalnie, z tego, co zostaje, kazdy sobie zachowuje swoje
    extra. Zadna filozofia. Skoro mloda kobieta pracuje i mieszka w domu
    to naturalne jest, ze sie do wydatkow domowych bedzie dokladac ale
    po co zaraz robic o to wojne. Usiasc przy stole, policzyc te
    wszystkie czynsze, gazy, prady i cala reszte, dogadac sie w kwestii
    zakupow jedzeniowo-mydlanych i bedzie dzialalo. Rodzice moze i maja
    obowiazek wyksztalcic dziecko ale nigdzie nie jest powiedziane, ze
    to musi byc wyksztalcenie uniwersyteckie - maja dziecku zapewnic
    tyle wyksztalcenia, by sie moglo utrzymac wiec juz nie przesadzajmy,
    ze ta mama MUSI corce oplacac studia - jak na to nie ma, to i nie
    oplaci. Z proznego i Salomon... Skoro corka pracuje to znaczy, ze ta
    matka juz Jej to wyksztalcenie zapewnila a wszystko, co dziewczyna
    robi ponad to Jej wlasna wolna wola. Swietnie, ze chce sie dalej
    ksztalcic, chwala Jej za to ale skoro mieszka w domu i pracuje to
    obowiazuja Ja takie same reguly jak innych pracujacych doroslych.
    Zawsze moze sie wyprowadzic i zyc na swoim. Z kolei nie ma co
    wyzylowywac corki do ostatniego grosza, bo wtedy faktycznie straci
    motywacje i do pracy, i do nauki. To wszystko warto zbalansowac a
    najlepiej po prostu wziac kawalek papieru i policzyc przychody i
    rozchody - wtedy wszystko jest jasne co, kto, ile. Czy nikt juz nie
    robi domowych budzetow?
  • alabama8 06.10.08, 15:23
    No w końcu jakiś rozsądny głos.
    Weźmy pod uwagę fakt że połączone zarobki obu pań (1.200 + 1.500) to
    są niskie kwoty. Nie mówimy tu o matce zarabiającej 3-5.000 - wtedy
    dyskusja miałaby sens. Ta kobita tak naprawdę klepie biedę więc
    naturalne jest że córka powinna trochę tej biedzie ulżyć.
    Jakim tonem się wypowiada nie ma najmniejszego znaczenia. Ton wynika
    z faktu że zapewne kochająca córka nie ma najmniejszej ochoty płacić
    za siebie. Obowiązki rodzica - obowiązkami - ale niech ma choć
    odrobinę przyzwoitości.
  • araukaria29 06.10.08, 15:55
    alabama8 napisała:

    > No w końcu jakiś rozsądny głos.
    > Weźmy pod uwagę fakt że połączone zarobki obu pań (1.200 + 1.500) to
    > są niskie kwoty. Nie mówimy tu o matce zarabiającej 3-5.000 - wtedy
    > dyskusja miałaby sens. Ta kobita tak naprawdę klepie biedę więc
    > naturalne jest że córka powinna trochę tej biedzie ulżyć.
    > Jakim tonem się wypowiada nie ma najmniejszego znaczenia. Ton wynika
    > z faktu że zapewne kochająca córka nie ma najmniejszej ochoty płacić
    > za siebie. Obowiązki rodzica - obowiązkami - ale niech ma choć
    > odrobinę przyzwoitości.


    Podsumujmy. Dziewczyna, która poszła do pracy, żeby nie obciążać rodziców
    kosztami, sama płacąca za swoje studia i całą resztę, z wyjątkiem opłat domowych
    i jedzenia ma mieć odrobinę przyzwoitości. Ale matka mająca na opłatę za
    internet i 100 zł na przyjemności, to przyzwoitości mieć nie musi?Nie łudźmy
    się. Przyjemności ma się wtedy, gdy opłaci się wszystko inne. Skoro stać ją na
    przyjemności za 1oo zł i na net to wybaczcie, może na kasie nie śpi, ale dramatu
    nie ma. Mąż pewnie zarabia. Pomysł z robieniem budżetu jest doskonały tylko co,
    jeśli to, co dziewczynie zostanie nie starczy na studiowanie?No tak, ale mamusia
    ma to gdzieś. Jej kalkulacja ma sie nijak do kosztów utrzymania. Odniosła się
    tylko do tego, że córce zostaje taaaaaki majątek na przyjemności....Hmmmm
    stwierdzenie, ze rodzice maja obowiązek kształcić dzieci na tyle, żeby były w
    stanie sie utrzymać jest porażające dla mnie. Ostatecznie po gimnazjum do prac
    fizycznych też potrzebują...Albo do sprzątania.
    Więc jeszcze raz.
    Dziewczyna poszła do pracy. Sama płaci za czesne, dentystę, podręczniki,
    drukowanie, zeszyty, czasami buty, kartę telefoniczną i miesięczny. Obawiam się
    że z przyjemności to zostaje jej raz na miesiąc lakier do paznokci i czekoladawink
    Mamusia, która dotąd płaciła za podręczniki, dentystę, buty, kartę itp już tego
    nie robi, chociaż wykształcenie dziecka należy do jej obowiązków i jeszcze chce
    od dziewczyny haraczu, który, moim zdaniem praktycznie uniemożliwi jej
    studiowanie. Argumentuje te żądania tym, że ona ma 100 zł na przyjemności a
    córka ma tak wielką kasę na przyjemności. Czyli po oddaniu działki mamusi aż 400
    zł. 400 nie 500.400 zł na podręczniki, które są horrendalnie drogie, zeszyty,
    drukowanie, dentystę i czasami buty...I ja się pytam....KTO TU POWINIEN MIEC
    ODROBINE PRZYZWOITOSCI????

  • kasiak37 06.10.08, 19:37
    Alabama,hdyby ta kobieta faktycznie klepala biede to po pierwsze nie byloby jej
    stac na internet a po drugie na 1000% nie mialaby tej 100pln na swoje zachcianki!
    --
    Landryna
  • babcia47 07.10.08, 08:58
    hdyby ta kobieta faktycznie klepala biede to po pierwsze nie byloby
    jej
    > stac na internet
    ..hmm internet to juz dawno nie jest żaden luksus a jego posiadanie
    pozwala sporo zaoszczędzić..wiec argument delikatnie mówiąc śmieszny
    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii (by kawka74)
  • hankam 11.10.08, 01:09
    Może internet ma w pracy....
  • inus_123 06.10.08, 14:04
    alabama8 napisała:

    > Uważam że "zjebka" zafundowana autorce wątku jest jak najbardziej
    > nie na miejscu.

    Jest jak najbardziej na miejscu.

    > Priorytetem jest utrzymanie domu i kasa na "życie" a nie na
    > przyjemności.

    Priorytetem są studia.

    > Mieszka z "rozpędu" i uważa że wikt
    > i opierunek mu się należy.

    Bo mu się należy w 100%.

    > Córka jest już dorosła, podjeła
    > pracę a studia zaoczne są tylko dodatkiem.

    Wprost przeciwnie, to praca jest dodatkiem do studiów. Dziewczynie
    należy się uznanie za to, że podjęła pracę i sama opłaca sobie
    studia, bo miała pełne prawo do tego, aby pójść na studia i wymagać
    od rodziców ich opłacenia, bowiem obowiązek wykształcenia dziecka
    spoczywa na rodzicach, a nie na nim samym.

    > matka nie ma już obowiązku do
    > alimentowania swojego dziecka poprzez np. urzymywanie go.

    Owszem ma taki obowiązek, bo jest to dziecko uczące się. Sytuacja
    byłaby inna, gdyby dziewczyna nie studiowała, ale podjęła juz pracę
    i nadal mieszkała z rodzicami lub gdyby w wieku 30 lat zdecydowała
    się na studia. Wtedy jak najbardziej jako osoba samodzielna i
    dorosła powinna pokrywać część kosztów, ale w takim przypadku jak
    tutaj absolutnie. To, że podjęła pracę świadczy tylko o jej dobrej
    woli wobec rodziców i chęci ich odciążenia oraz o jej zaradności. W
    sytuacji gdy dziecko się uczy "psim obowiązkiem" rodziców jest
    zapewnienie dziecku wykształcenia, wiktu i opierunku, a nie karanie
    go za życiową zaradność.
  • alina66 06.10.08, 15:07
    nie chcę mi się wierzyć, żeby pytanie autorki wątku , albo raczej
    sposób przedstawienia problemu, dość dla mnie kontrowersyjny -
    "przyjemności" itd, było na poważnie, ale napiszę.

    Moj syn też ma 20 lat, poszedł po maturze na dzienne studia, z
    których zrezygnował, poszedł do pracy i na zaoczne. Właśnie je
    zaczyna. Pracuje i dość dobrze na swój wiek zarabia, bo jest
    wielojęzyczny. Dostaje ode mnie pieniądze, bo się uczy, a to
    kosztuje, bo uważam to za swój naturalny obowiązek, bo nie chcę,
    żeby myślał, że chcę go ukarać za przejście na zaoczne.

    Myślę sobie, że jeśli autorka wątku jest naprawdę w skrajnie
    ciężkiej sytuacji życiowej, to powinna POROZMAWIAĆ z córką, zarówno
    na temat sytuacji jak i ewentualnie kwoty, którą córka miałaby
    dokładać- ale nie tonem, którego użyła w swoim poście i nie z taką
    argumentacją. Bo brzmi to dla mnie tak - ja nie mam na przyjemności,
    to niech ona nie ma. Pomijam sam fakt, czy i jakie przyjemności może
    mieć za podaną kwotę studiująca osoba...

    Mam podobną,roszczeniowo nastawioną matkę i brrrrrrrrr
  • alina66 06.10.08, 15:12
    aha.

    Argument, że muszę dawać pieniądze mojej matce, bo ona na mnie
    łożyła, prała, wycierała tyłek, chodziła do lekarza, i że jakby mnie
    nie urodziła to byłaby piękna jak Sophia Loren i bogata jak
    Rockefeller słyszę od 42 lat.
    Nie przemawia do mnie.
    Jest obrzydliwy
  • sir.vimes 06.10.08, 15:17
    jasne, ze obrzydliwy. I zapewne niezgodny z prawdą.

    Trzymaj się , Alinasmile
  • majenkir 06.10.08, 19:53
    Ciesze sie, ze nie jestes moja mama smile.
    Kiedy ja zaczelam pracowac (na caly etat, juz PO szkole), a jeszcze
    mieszkalam z rodzicami, mama brala ode mnie 200 zl/miesiac ,mnie
    zostawalo 500 zl (bylo to ponad 10 lat temu). Kiedy wychodzac za
    maz wyprowadzalam sie z domu dala mi cala ta kase! Trzymala ja po
    prostu, bo wiedziala, ze u mnie by sie rozeszla na nic smile). A potem
    sie przydalo smile.
    --
    Charty
    Ola i Wiktor
  • kasiak37 06.10.08, 20:05
    no w sumie fajnie zrobila Twoja mama ale w sumie dala Ci Twoja kase
    wlasnorecznie zarobiona a nie od siebietongue_out.A tutaj autorce watku chodzi o to ze
    ona ma na swoje przyjemnosci tylko 100 pln a corce AZ 500!
    --
    Landryna
  • triss_merigold6 06.10.08, 21:04
    Ciekawe gdzie tatuś dziewczyny. Czyżby spłynął w siną dal a pani nie
    potrafi/nie chce wyegzekwować alimentów?

    Cały wątek ślicznie pokazuje jakie kto miał dzieciństwo i co w
    pakiecie dali mu rodzice na nową drogę życia.
  • mamciulka-nikulka 18.10.08, 21:31
    A tutaj autorce watku chodzi o to ze
    > ona ma na swoje przyjemnosci tylko 100 pln a corce AZ 500!

    A tak naprawdę chodzi o zazdrośc, no bo pomyślcie tak: jest 5 październik, córka
    pewnie zaczęła pracę od września, dopiero dostała pierwszą wypłatę, opłaciła
    pierwsze czesne, pewnie jeszcze wpisowe, a matka jeszcze nawet nie wie ile mniej
    wydaje na córkę, bo ta dopiero zaczęła studia, ale w głowie ma cały czas te
    1500. Odejmijmy od nich 500 na czesne, 100 na telefon, 78 na miesięczny to już
    ma 820zł. Lekarstwa, dentysta, pewnie jakieś pigułki antykoncepcyjne, jakieś
    picie w szkole, zeszyty, kosmetyki to już spokojnie 400zł. I zostaje 400, które
    chce zabrać jej matka, więc młoda nie ma już nic, a matka prócz 100 na
    przyjemności ma jeszcze 400 do rozdysponowania według własnego uznania.
    --
    Jako rodzice zawsze musimy mieć skrzydła wystarczająco duże, aby otoczyć nimi
    dzieci i osłonić je przed krzywdą czy bólem. To figuruje w naszym kontrakcie z
    Bogiem, kiedy bierzemy na siebie odpowiedzialność za ich życie - Jonathan Carroll
  • triss_merigold6 06.10.08, 21:19
    Niech zgadnę: jestes samotną matką, zaliczylaś wpadę a pan upłynnił
    się przed albo tuż po narodzinach dziecka. Grosza na dziecko nie
    płacił i nie płaci, bo w innym przypadku miałabys dochód większy niż
    1200 zł. Skończyłas edukację najwyżej na maturze w technikum i nie
    kształcilaś się dalej, bo kod rodzinny kazał Ci iść do roboty i
    pracować na skutki braku antykoncepcji. Młodości nie miałas stąd
    wyjście na kawę wydaje Ci się dziką fanaberia, podobnie jak ciuchy
    nie pochodzące ze szmateksu.

    Niczego córce nie dasz - ani motywacji, ani wykształcenia ani
    mieszkania czy innego zabezpieczenia finansowego przyszłości. Jest
    duża szansa na to, że jak tylko dziewczyna zacznie zarabiać te 2
    tysiące na rękę to wynajmie byle stancję na mieści aby tylko uwolnić
    się od roszczeniowej i zazdrosnej matki.

  • guderianka 06.10.08, 21:25
    Miałam 19lat gdy zaczęłam pierwszą poważną pracę. I studia. Rodzice
    od razu zapowiedzieli mi,że nie muszę dokładać nic do domowego
    budżetu,że moim obowiązkiem jest przede wszystkim nauka. Sama
    opłacałam studia i wszystko co z nimi jest związane
    Jestem za to im bardzo wdzięczna-dzięki temu miałam poczucie,że
    mieszkam w domu a nie w hotelu..
    --
    Twój głos może zmienić świat niepełnosprawnych. Podpisz się pod petycją
  • triss_merigold6 06.10.08, 21:30
    Ja miałam stypendia naukowe od II roku + prace dorywcze od końca
    liceum, wszystko puszczałam na studia (ksiązki, ksero) i na siebie,
    bardzo miło wspominam studenckie czasy, bardzo.
  • izabela1976 06.10.08, 22:22
    Przesadzacie i to strasznie.

    Córka jest dorosła. Matka zapewniła jej wykształcenie, takie na jakie było ją stać.

    Idąc Waszym tokiem rozumowania rodzice powinni dziecku opłacać studia, potem
    studia doktoranckie, potem jeszcze jakieś i jeszcze jakieś. Bo przecież dziecko
    się uczy. Ale tak to może się uczyć i do 40.

    Dziewczyna jest pełnoletnia. Ma przynajmniej 19 lat. Na dobrą sprawę powinna się
    wyprowadzić z domu i żyć na własny rachunek.

    Ja będąc na studiach pracowałam. Mamie oddawałam połowę pensji, za drugą połowę
    opłacałam studia, bilet. Jeśli chciałam mieć kasę na swoje przyjemności
    pracowałam po godzinach. Moja mama nie miała kasy by opłacać za mnie studia. Na
    to i na siebie musiałam zarobić sama. I z tego powodu jakoś nie czuję się gorsza.
  • kasiak37 06.10.08, 22:36
    "Idąc Waszym tokiem rozumowania rodzice powinni dziecku opłacać studia, potem
    studia doktoranckie, potem jeszcze jakieś i jeszcze jakieś. Bo przecież dziecko
    się uczy. Ale tak to może się uczyć i do 40. "

    Bzdury prawisz.Poczataj dobrze wszystkie posty w tym watku.I co ciekawe mamunia
    nagle ucichla...
    --
    Landryna
  • sir.vimes 07.10.08, 08:06
    Jeżeli ktoś nie widzi różnicy miedzy 20 latką na pierwszym roku a 40 latką na
    doktoranckich - to chyba ma jakiś problem...

    > Idąc Waszym tokiem rozumowania rodzice powinni dziecku opłacać studia, potem
    > studia doktoranckie, potem jeszcze jakieś i jeszcze jakieś. Bo przecież dziecko
    > się uczy. Ale tak to może się uczyć i do 40.

    Moja mama nie miała kasy by opłacać za mnie studia. Na
    > to i na siebie musiałam zarobić sama. I z tego powodu jakoś nie czuję się gors
    > za.

    Ta dziewczyna tez na to zarabia - opłaca sobie życie , studia i nie wiem skąd
    mniemanie , ze w ogóle jej coś zostaje. Dla mnie podręcznik, buty na zimę ,
    segregator czy papier do drukarki to nie są zbędne pracującej studentce luksusy.
  • triss_merigold6 07.10.08, 09:00
    "Matka zapewniła jej wykształcenie takie na jakie było ją stać" -
    buahahaha. W tym kraju istnieje obowiązek nauki do 18 roku życia
    więc matka łaski nie robiła, że dziewczyna chodziła do szkoły
    zamiast do fabryki. Nie robiła jej również łaski, że kupowała
    podręczniki, przybory szkolne, dawała jeść, opłacała szkolne
    wycieczki i wyjścia z klasą.
  • jakw 06.10.08, 23:35
    Wiesz, może powinna się dokładać - ale jednak na miarę swoich
    możliwości. Bo z tych 500 złotych to musi sobie kupić czy skserować
    jakieś podręczniki. Więc z tych 500 złotych, które jej twoim zdaniem
    zostaną, to się pewnie zrobi sporo mniej. A na dorabianie
    roznaszaniem ulotek to nie licz: praca w tygodniu + studia w
    weekendy dużo czasu jej nie zostawią. Imho najlepiej by było
    porozmawiać z córką, przedstawić sytuację taką jaka jest i wysłuchać
    jak ona to widzi.
  • alabama8 07.10.08, 09:02
    Tak mi się wydaje że towarzystwo nie doczytało.
    Córka zarabia 1500.
    Za szkołę buli 500 + 100 bilet = zostaje jej 900 PLN
    Jeśli się dołoży do miszkania w kwocie 400 PLN to i tak zostanie jej
    500 na "życie".
    Po drugie - od kiedy horrendalnie drogie podręczniki kupuje się co
    miesiąc?


  • guderianka 07.10.08, 09:16
    Alabama-to nie chodzi o skrupulatne wyliczenia, ile córce zostanie a
    ile odda matce. Chodzi o stosunki panujące rodzinie i stawianie
    sprawy na ostrzu noża. "Zarabia-niech dopłaca do domu ". Dopłacanie
    powinno wynikać z dobrej woli, z naturalnej kolei rzeczy , z chęci
    pomocy itp. a nie z nakazu..
    Jak wspomniałam ja nie musiałam płacić za wyżywienie i opierunek,
    ale jeśli mogłam-starałam się odwdzięczyć rodzicom, a to kupiłam coś
    extra do jedzenia i przygotowałam kolację, a to mamie firmowe
    perfumy sprezentowałam, a to prezenty na wigilię były "wypasione"
    itp. I wszyscy byliśmy zadowoleni bo nikt nie czuł nad sobą
    jakiegokolwiek przymusu, który sprawiałby że w rodzinie powstają
    kwasy
    --
    Twój głos może zmienić świat niepełnosprawnych. Podpisz się pod petycją
  • sir.vimes 07.10.08, 09:35
    Raz podręczniki, raz ginekolog, raz leczenie kanałowe, raz spodnie do pracy, raz
    płaszcz zimowy i sweter, raz naprawa kompa, raz papier d drukarki i koszulki...

    majątkiem to ona nie dysponuje jednak a wydatków ma sporo.
  • sir.vimes 07.10.08, 09:37
    wszystko
    co potrzebne do jako takiego funkcjonowania pokrywa sama studentka, wiec o co
    chodzi , Alabamo?

    Myślę, ze gdyby matka postulowała dokładanie się do rachunków za gaz i prąd
    wypowiedzi byłyby nieco inne, ale matka postuluje by córka finansowała jej
    przyjemności , bo ona ma na nie tylko 100 zł.
  • kasiak37 07.10.08, 10:23
    "Za szkołę buli 500 + 100 bilet = zostaje jej 900 PLN
    Jeśli się dołoży do miszkania w kwocie 400 PLN to i tak zostanie jej
    500 na "życie". "

    Alabama a czy Ty iedykolwiek studiowalas?Jakie 900 i jakie 500 na zycie???Wiesz
    co i ile kosztuje???A o cenach ksiazek to nie masz pojecia.
    --
    Landryna
  • malenstwo123 07.10.08, 12:33
    A może to matka powinna zmienić pracę. W MC Donalds by więcej
    zarobiła niż 1200! albo niech sama idzie roznosić ulotki.
    Matka zapomniała albo nie jest świadoma, że na studiach trzeba się
    uczyć i że za ładne i modne ciuchy 5 czy 4 nie dostanie na
    egzaminie. A kiedy córa ma się uczyć? Nawet na zaocznych jest dużo
    nauki, dużo trzeba robić samemu a gorzej jest jak brakuje czasu i
    motywacji. A zmęczenie po pracy nie jest dobrą motywacją.

    Jestem może starsza od tej dziewczyny bo mam 24 lata. Kończę studia
    w tym roku, podejrzewam że jedne z cięższych (tak się uważa
    powszechnie). Moja sytuacja wygląda bardziej "klasycznie" smile bo nie
    mieszkam z rodzicami przyjechałam do stolicy na studia. Od rodziców
    nie dostaję na utrzymanie nic (w zasadzie czasem czuje się jak
    sierota), ale mam kredyt studencki (z trudem dostałam bo rodzice nie
    byli moimi żyrantami), stypendium naukowe (niezbyt wysokie ale skoro
    się udało to fajnie)wcześniej też miałam socjalne (wyszłam za mąż w
    sierpniu i już mi nie przysługuje). Pomimo studiów dziennych staram
    się pracować popołudniami i w weekendy (umowa zlecenie).

    Trochę pieniędzy więc mam na swoje utrzymanie ale ilości pieniędzy
    które wydaję na ksero i książki są ogromne. Do tego czasem trzeba
    coś zjeść na mieście między zajęciami albo przed pracą...pieniądze
    się rozchodzą momentalnie. Na robiemie kanapek w domu już mi czasu
    nie stracza bo albo nie ma chleba albo mam 5 min do pociągu. Moze
    nie mam tak źle bo mąż już pracuje i płaci główne rachunki i na
    razie nie wymaga bym się dokładała. Ja poprostu czasem zrobię zakupy
    lub kupię jakiś szampon czy proszek do prania i tak na koniec
    miesiąca wychodzę na zero.

    Współczuję tej dziewczynie bo wiem jak ciężko jest mieć takich
    rodziców. Moi nie wymagają bym im coś dawała ale ja od nich też nic
    nie dostałam (nawet kwiatka czy kartki z życzeniami z okazji ślubu)
    Najgorsze jednak jak słyszę ile ja zawdzięczam swojej matce, jaka
    jest dumna że ma zdolne córki, że to jej zasługa, że
    studiowałyśmy/studiujemy na tka prestiżowych kierunkach(aż płakać
    się chce) Tylko że nie miałam ani kasy ani wsparcia, nikt mnie się
    nie zapytał: "córko czy jadłaś dziś coś na ciepło". Nie zrobiła mi
    obiadu, nie uprała spodni, nie pomogła zmienić pościeli gdy
    zakuwałam do sesji... Wiedziałam, że mam liczyć na siebie. Z głodu
    nie umarłam i sobie poradziłam ale przynajmniej mi nie wypominała,
    że kupiłam sobie nową bluzkę czy poszłam na pizzę.

    Na pewno dziewczyna ma łatwiej, niż gdyby mieszkała sama w obcym
    mieście. Przynajmniej na zupę może liczyć, ma gdzie mieszkać i ma
    pewność że będzie tam mieszkać za miesiąc lub dwa (wynajmując pokój
    nigdy się tej pewności nie ma).

    Ale ze ma 400-500zł dokładać się...troche dużo jak na to że mieszka
    u matki. Myślę, że najlepiej by było gdyby jeszcze matka jej się
    dorzuciła smile (żartuję!)
    Powinny porozmawiać ze sobą.Matka ewidentnie jej zazdrości. Ale
    córka nie zarabia majątku.
    Gratuluję córki smile rozsądna dziewczyna tylko aby matka jej nie
    zmarnowała!
  • paszczakowna1 07.10.08, 14:26
    Dla mnie jest sprawa oczywista, ze gdy wspolne gospodarstwo domowe prowadzi
    kilka osob zarabiajacych, kazdy sie do niego doklada. I stosunki pokrewienstwa
    nie maja tu nic do rzeczy.

    Ja ze swojego stypendium naukowego polowe oddawalam rodzicom (co i tak zdaje sie
    nie pokrywalo kosztow mojego utrzymania), wtedy gdy mieszkalam z nimi w domu.
    Nikt mnie o to nie prosil, ale uwazalam to za rzecz zrozumiala sama przez sie. I
    jakos z tego, co mi zostawalo, swoje wydatki pokrywalam spokojnie, a zarobione
    pieniadze moglam odkladac na wakacje.

    Ataku na autorke watku nie rozumiem. Ton nie ton, ma prawo oczekiwac, ze
    mieszkajaca w domu zarabiajaca corka sie do wspolnego budzetu dolozy. Ile, to
    rzecz do ustalenia, ale 400 zl nie wydaje mis sie kwota wygorowana.
  • verdana 07.10.08, 14:38
    Owszem, ale o ile córka dołozy się do budzetu powinna liczyć na to,
    ze lekarza np. opłaci matka. A nie, ze córka się dołozy, a w zamian
    nie dostanie niemal nic.
    Bo zywienie i dach nad glową matka ma obowiazek uczacej się córce
    zapewnić.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • paszczakowna1 07.10.08, 15:05
    > Owszem, ale o ile córka dołozy się do budzetu powinna liczyć na to,
    > ze lekarza np. opłaci matka. A nie, ze córka się dołozy, a w zamian
    > nie dostanie niemal nic.

    OK, zgoda, ze wydatki wyjatkowe oplacaja w tym ukladzie rodzice.

    > Bo zywienie i dach nad glową matka ma obowiazek uczacej się córce
    > zapewnić.

    No niby tak, ale na miejscu tej corki czulabym sie mocno nieswojo wiedzac, ze
    zarabiam wiecej niz matka, a jeszcze oczekuje od niej utrzymania.
  • emilly4 07.10.08, 15:08
    A co tam niech 20-latka dorzuca sie do chleba, wody i pradu...
    Jak slysze takie wypowiedzi, to wlosy deba staja.
    Niektore z 20 latkow, ba 25 latkow nie wiedza co to znaczy pracowac, Twoja corka
    w wieku 20 lat jest na studiach zaocznych, w tygodniu wstaje rano i idzie do
    pracy, dodatkowo zajmuje sie jeszcze roznoszeniem ulotek (co nie jest
    przyjemnoscia), uczy sie, aby jej czesne nie poszlo na marne, a Ty wstretna
    materialistko jeszcze chcesz wyludzac od niej 400zl na wode????!!!!
    Lepiej pociesz sie faktem, ze nie wydajesz 500zl na czesne, 100zl na telefo,
    300zl na ciuchy, 100zl na fryzjera, 50 zl na piwo i co tam jeszcze twoje dziecie
    zapragnie!
  • znowuniedziela 07.10.08, 15:26
    a ja uwazam, ze skoro mieszka w domu mimo pracowania i studiowania
    powinna dolozyc sie do budzetu domowego-korzysta wszak z dobr
    domowych. Jest obrotna to plus a to niech nie idzie na marne. Ale
    400 to za duzo uwazam-skoro pracuje i studiuje i jeszcze dorabia to
    200 wystarczy-wszak wcale nie ma jej w domu.
  • emilly4 07.10.08, 15:55
    Masz oczywiscie racje i pani iloonka rowniez, ale styl i charakter podejscia do
    tematu jest zdecydowanie niesmaczny. Jesli matka faktycznie jest pod kreska, to
    mile byloby dolozenie 100-200zl do rachunkow, badz kupowanie wlasnego jedzenia i
    gotowanie-skoro, jak powiedziala Pani iloonka ona taka obrotna i dorosla.
    Z drugiej jednak strony, ostatnio ogladalam "Rozmowy w Toku" o rodzicach tzw.
    dojnych krowach, gdzie dzieciaki wysysaja z rodzicow kase, nie zastanawiajac sie
    skad rodzice maja brac na ich wydatki i kaza im dzieciom placic za sprzatnie,
    nauke itp. Corka Pani iloonki sama szybko zorientowala sie, ze na matke z
    pewnych okolicznosci nie ma co liczyc jesli chodzi o "darmowa' kase i zadbala
    sama o siebie, placi czesne, bilety, telefon, ubrania, lekarzy i lekarstwa..jak
    na 20 letnia osobe to naprawde fajna i wpelni dojrzala postawa. I ja bedac na
    jej miejscu, nie powinnam zazdroscic mojej corce, ze ma o 300zl wiecej ode mnie,
    ale byc z niej dumna jak c.h.o.l.e.r.a..a z zadnej z wypowiedzi owej Pani, takie
    slowa nie padly i dlateko foremki na nia najechaly smile
    I jeszcze jedno, zamiast pytac sie na forum ile jej wlasna corka ma dorzucac do
    domowego budzetu, sama powinna usiasc z corka i porozmawiac o ciezkiej sytuacji
    materialnej matki.
  • mamagapka 29.12.08, 22:23
    rodzice mają obowiązek utrzymywać uczące się dziecko ale NIE na studiach
    zaocznych. Muszą to być studia dzienne ewentualnie szkoła policealna dzienna.
    dziewczyna nie powinna sama płacić za leki, natomiast powinna dokładać się do
    mieszkania skoro zarabia. może być symbolicznie ale powinna się dokładać.
  • e_r_i_n 10.01.09, 16:21
    mamagapka napisała:

    > rodzice mają obowiązek utrzymywać uczące się dziecko ale NIE na
    > studiach zaocznych.

    Nigdzie nie ma takiego zapisu.
    --
    (Przy)biegli rewidenci
    Bliżej niż dalej
  • tracja4 07.10.08, 17:02
    Mam taką sytuację w domu, ja jestem córką.
    Takie coś rodzi frustrację. Bo po oddaniu rodzicom pieniędzy (mimo
    że jak ktoś wyżej zauważył nie dostaję w zamian kasy na dentystę,
    buty na zimę czy ksiązkę) stać mnie na swoje utrzymanie - tzn. mogę
    sobie co miesiąc kupić spódniczkę albo jakiś kosmetyk i niewiele
    ponadto, ale NIE MOGĘ ZMIENIĆ SWOJEJ SYTUACJI.

    Nie mogę iść na kurs językowy, na prawo jazdy, więc z głodu i chłodu
    nie umrę, ale i pracy lepszej nie znajdę, kwalifikacji nie podniosę.
    Błędne koło. Ewentualnie mogę odkładać grosz do grosza, ale za tych
    kilka miesięcy oszczędności pewnie zjedzą podwyżki gazu i prądu, ot
    co.

    Przykro mi, że pracujące mniej koleżanki mogą gdzieś wyjechać, a ja
    tylko palcem po mapie, bo mimo wstawania cały miesiąc o 6 i wracania
    do domu o 18 - nie mogę sobie pozwolić na jednodniowy wypad w góry.
    Mimo, że jestem młoda, nie zaliczyłam wpadki, nie mam dzieci na
    utrzymaniu, powinnam chodzić na kursy, zwiedzać kraj, a tu nic...

  • aurita 07.10.08, 20:58
    > ponadto, ale NIE MOGĘ ZMIENIĆ SWOJEJ SYTUACJI.


    Bo to chyba o to chodzi: zebyscie sobie nie pomyslaly czasami ze mozecie bez
    mamus obejsc. Kontrola musi byc... sad

    fakt ze dzieci pomagaja rodzicom pochwalam. Ale tutaj pani nie zyje w biedzie bo
    MA 100 zl na przyjemnosci (w biedzie by nie miala nawet 5 zl). Zreszta nie
    skarzy sie ze zyje w nedzy. Nie mowi ze corka trwoni kase na prawo i nalewo,
    jest tylko zla ze corka ma wiecej od niej... OBRZYDLIWE!!!
  • croyance 16.10.08, 15:29
    Mnie sie wydaje, ze glowny problem autorki watku to nie tyle
    zazdrosc o pieniadze, ale o wyksztalcenie. Corka nie miala pewnie
    mozliwosci pojscia na studia dzienne, musiala wiec wybrac zaoczne i
    prace. Matka nie spodziewala sie tego pewnie, i teraz kombinuje, jak
    by tu corce utrudnic zycie, by ta doszla do wniosku, ze sie jednak
    na studia nie nadaje. Mysli, ze jest od matki madrzejsza, gowniara
    jedna, nie?

    Autorko watku, powinnas byc dumna z corki, bo w tej chwili pracuje
    na to, zeby miec zycie lepsze niz Twoje. Powinnas sie tym cieszyc, a
    nie zazdroscic.
    --
    'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
    violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
    thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
    rejection and pain and misery and loss'
  • biedro_neczka 07.10.08, 19:16
    raaaaaaany jak ja współczuję twojej córce, że ma taką matkę
    materialistkę!
    Kobieto jak czytam to co ty tutaj wypisujesz to włos mi sie jeży na
    głowie. Ty nie kochacz córki, tylko najważniejsze dla ciebie są jej
    pieniądze. Zazdrościsz jej, że zarabia? Ma do tego prawo, ma prawo
    wydawać na siebie, a jak jest mądra to i ona o czasu do czasu do
    czegoś się dołoży! Ona nie ma takiego obowiązku. Równie dobrze
    mogłaby iść na stancję.
    Ja też w młodym wieku zaczęłam pracować i zarabiałam trzy razy
    więcej niż moja mama miała renty. Nigdy w życiu mi nie powiedziała,
    że powinnam dołożyć się do wody, gazu, czy prądu! Sama czasami
    robiłam zakupy. I to mamę cieszyło. Zarobione pieniądze wydawałam
    wyłącznie na siebie (czasami coś z ubrań kupiłam mamie), kupowałam
    ubrania, drogie kosmetyki, perfumy. Było mnie stać. Teraz mam
    rodzinę i pieniądze przeznaczam na inne rzeczy.
    To co Ty piszesz jest po prostu straszne! Nie chciałabym mieć takiej
    matki! Bo mamą to ty nie jesteś!
    --
    mój suwaczek
    mój suwaczek
    i6.photobucket.com/albums/y208/martabox/wilma.gif
  • paszczakowna1 08.10.08, 10:11
    > Ja też w młodym wieku zaczęłam pracować i zarabiałam trzy razy
    > więcej niż moja mama miała renty.
    [...]
    > Zarobione pieniądze wydawałam
    > wyłącznie na siebie (czasami coś z ubrań kupiłam mamie), kupowałam
    > ubrania, drogie kosmetyki, perfumy. Było mnie stać.

    Nie wytrzymalam. Naprawde uwazasz, ze jest sie czym chwalic?
  • sir.vimes 08.10.08, 15:09
    Podejrzewam , że poprzednia wypowiedź powstała ku ośmieszeniu obrończyń córki.
    Ale może się mylę?


    > > Zarobione pieniądze wydawałam
    > > wyłącznie na siebie (czasami coś z ubrań kupiłam mamie), kupowałam
    > > ubrania, drogie kosmetyki, perfumy. Było mnie stać.
    >
    > Nie wytrzymalam. Naprawde uwazasz, ze jest sie czym chwalic?
  • kamelia04.08.2007 08.10.08, 14:37
    skoro córka jest dorosła i pracuje, a twoja (wasza?) sytuacja jest
    przecietna (masz w koncu troche pieniedzy na przyjemnosci), to
    uzasadnione jest by córka w jakims stopniu dokładala do kosztów
    utrzymania.
    Oczywiscie schody sie zaczynaja w miejscu oszacowania wysokosci tej
    sumy.
    To jest jedna strona medalu - tutaj troche masz racje i tu sie
    konczy twoja racja.

    Druga strona medalu - córka sie uczy za własne pieniadze, choc to
    twoim obowiazkiem jest jej zapewnic wykształcenie.
    Z postu wynika, że jestes najprawdopodobniej samotna matką - to
    twoim psim obowiazkiem jest zatroszczyc sie o aliemnty od ojca DLA
    córki.
    Wpakowałas siebie i córke w samotne macierzynstwo, ciekawe czemu
    winna córka, ze nie potrafilas zadbac o antykoncepcje. Wiaze sie to
    z trudniejsza sytuacja materialną.

    Uzasadnienie dokładania sie córki do budzetu domowego tym, że lepiej
    zarabia od ciebie i ze ma wiecej pieniedzy na przyjemnosci jest
    poniezej pasa. Żenada i wskazuje tylko na to, ze zazdroscisz
    dziewczynie, że ma wyzsza pensję. Zamiast liczyc JEJ pieniadze, to
    powinnas sama zabrac sie za robote i poszukac lepszej pracy, a nie
    kombinowac jak zrobic by córka nie miała lepeij niz ty.
    Ciesz sie, ze jest bardziej zaradna niz ty i ze sie chce uczyc i
    placi za to sama (mimo że to nalezy do twoich obowiazków).
    Przy takiej postawie nie spodziewaj sie, ze dłużej z toba pomieszka,
    znajdzie jakis pokój na miescie, gdzie niekt nie bedzie zagladał jej
    do portfela i rozliczał na co wydaje własne pieniadze. Na pewno nie
    bedzie ci sie zwierzać z tego ile zaraobiła, bo po prostu sie jej to
    nie opłaca, bo ty zaraz jej to wyrwiesz.
  • sir.vimes 08.10.08, 15:13
    "a nie
    kombinowac jak zrobic by córka nie miała lepeij niz ty. "

    Jak można zazdrościć czegokolwiek własnym dzieciom, ludziom własnej produkcji???
    Urody, pieniędzy, pracy, studiów, czegokolwiek..?

    Zawsze jak czytam, słucham przepełnionych zazdrością wobec WŁASNYCH dzieci słów
    to przypomina mi się pewna staruszka z Agaty Christie, która truła posiłki
    dzieciom , z obawy, że jak umrze pierwsza to potomstwo będzie się dobrze bawić.
  • kawka74 08.10.08, 17:44
    Generalnie pani sprawia wrażenie, jakby nie lubiła własnego dziecka. Smutne.

    przypomina mi się pewna staruszka z Agaty Christie, która truła posiłki
    > dzieciom , z obawy, że jak umrze pierwsza to potomstwo będzie się dobrze bawić.

    Czekaj, czekaj, a gdzie to było? Bo nie mogę skojarzyć...?
    --
    Zamknij się! To napad a nie lekcja botaniki. A teraz przyjaciele żadnych
    gwałtownych ruchów. Oddajcie mi wszystek łubin.
  • edytka991 08.10.08, 21:58
    Ja jeszcze studiuję mam 22lata niedługo zostanę matką, mój przyszły
    mąż mnie utrzymuje bo studiuję dziennie (niestety moich stódiów nie
    da się studiować zaocznie) ale moi rodzice powiedzieli mi jedno
    studia oni będą mi opłacać, abym tylko ich nie rzuciła bo muszę iść
    do pracy aby wychować własne dziecko.
    A przecież Twoim zdaniem jestem już dorosła więc chciałam mieć
    rodzinę to będę ją miała i muszę sama się utrzymywać.
    Tylko moi rodzice chcą żebym miała jakieś wykształcenie, znalazła
    dobrą pracę, te pieniądze które pójdą na moje studia abym odłożyła
    dla maluszka (na jego puźniejsze krztałcenie)
    Bo to jest obowiązek rodziców.
  • srebrnarybka 08.10.08, 22:31
    stódiów puźniejsze krztałcenie

    - mam nadzieję, że nie studiujesz polonistyki, bo w takim razie
    pieniądze wydane przez Twoich rodziców byłyby zmarnowane.
  • jansen25 08.10.08, 22:32
    edytka991 napisała:

    ...stódiów...
    ...puzniejsze krztałcenie...

    Ręce opadająsad
  • dobrakobieta3 21.10.08, 22:33
    Większość z was to jakaś subkultura chyba...

    Co wy z tymi obowiązkami rodziców??? Zadbać o wykształcenie dzieci
    to muszą bodajże do poziomu gimnazjum - no, ja uważam, że po prostu
    do poziomu szkoły średniej. Od tego momentu, jeżeli dzieciak pracuje
    i mieszka z rodziną ZAWSZE ma święty obowiązek dokładać się do
    rachunków. Jeśli sobie nie życzy - do widzenia, proszę sobie wynająć
    kąt i się utrzymywać.

    A jaką łaskę córka robi, że płaci za swoją naukę i bilet, skoro ma z
    czego a rodzice średnio? Głupia byłaby matka pozwalając jej
    wyłącznie hulać i podrzucać do pralki gacie do uprania czy wyjadać z
    lodówki rzeczy zakupione za własną pracę.

    Poczytajcie sobie uważnie powyższe wypociny w całym wątku i
    przyznajcie sami przed sobą, co wyrośnie z waszych dzieci.

    A do edytki991 - chciałaś mieć rodzinę, Twój problem. Rodzice mogą
    pomóc - ok, ale NIE MAJĄ TAKIEGO OBOWIĄZKU!!! Czy wy nauczycie się
    odróżniać miłość i wychowanie od blichtru i obłudy...? Brrr.
  • chalsia 21.10.08, 23:12
    > Co wy z tymi obowiązkami rodziców??? Zadbać o wykształcenie
    dzieci
    > to muszą bodajże do poziomu gimnazjum - no, ja uważam, że po
    prostu
    > do poziomu szkoły średniej. Od tego momentu, jeżeli dzieciak
    pracuje
    > i mieszka z rodziną ZAWSZE ma święty obowiązek dokładać się do
    > rachunków. Jeśli sobie nie życzy - do widzenia, proszę sobie
    wynająć
    > kąt i się utrzymywać.


    he he he he, nieznajomośc prawa nie zwalnia ze stosowania się do
    niego.
    Owszem, rodzice mają obowiązek kształcić dzieci do poziomu szkoły
    średniej, Potem już nie muszą. ALE MUSZĄ utrzymywać swoje dzieci,
    jesli te dalej kontynuują naukę. Jakby dziewczyna poszła na dzienne
    studia np. medyczne (przy których naprawde nie bardzo jest jak
    dorobić więcej niż na kawę i ciacho), to matka do ich końca (a
    trwają 5 lat) musiałaby utrzymywać córke w całości. A jakby nie
    chciała, to córka poszłaby do sądu i dostała od rodziców alimenty
    na pokrycie 100% kosztów jej utrzymania.
    Myślę więc, że aktualna sytuacja autorki wątku jest zdecydowanie
    lepsza niz wyżej opisana.
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • babcia47 22.10.08, 09:45
    A jakby nie
    > chciała, to córka poszłaby do sądu i dostała od rodziców alimenty
    > na pokrycie 100% kosztów jej utrzymania.
    hmm..zauważ, ze sąd nie zabrałby matce całego dochodu, bo tego
    zrobic nie moze i musiałby zostawić jej srodki na własne
    utrzymanie..z kwoty, która by zasądził na rzecz córki raczej nie
    stac by jej było na studiowanie i samodzielne utrzymanie..wiekszośc
    wpisów na tym wątku ustawia potomstwo w roli parozyta żerujacego na
    swoich rodzicach! Dorosła córka ma prawo zniszczyć swojego
    rodziciela kosztem własnej wygody..a nawet przyjemnosci, które
    sądząc po postach należą jej sie jak psu miska, nawet jeżeli reszta
    rodziny (matka) bedzie życ na skraju nędzy..dla mnie 1200,- na
    utrzymanie dwóch dorosłych osób to pokrycie tylko bierzących
    wydatków i to na b. niskim poziomie. Owszem rodzic jest zobowiązany
    utrymać uczace się, dorosłe dziecko..ale w ramach swoich mozliwości
    a nie swoim kosztem, szczególnie jeżeli córka jest w stanie sama sie
    utrzymać czyli otrzymała juz od matki wykształcenie niezbedne do
    samodzielnego utrzymania. W zasadzie w tej sytuacji sąd wogóle nie
    zasądziłby alimentów na rzecz córki, chyba, ze przeniosła by sie na
    studia dzienne..ale i w tej sytuacji tylko w takiej wysokości jaka
    jest mozliwa do zapłacenia przez matkę. My utrzymywalismy synów na
    studiach..ale na swoje przyjemnosci i zachcianki musieli zarobić
    sami! PS. podręczniki pozyczali z bibliotek lub kserowali potrzebne
    strony na własnej drukarko-kopiarce..za grosze..kopiarka to był
    jednorazowy, niezbyt duzy koszt (ok 300,-), sporo materiałów
    sciągali z netu..jego koszt jest niewielki (ja płacę ok 30,-) w
    porównaniu z osiąganymi oszczędnosciami i bawi mnie argument, ze
    ktoś ma mało kasy ale korzysta z netu bo bez niego musiałby na wiele
    rzeczy, w tym zdobycie informacji, bieganie po urzedach, kupowanie
    prasy, poradników, rozmowy telefoniczne itp. wydac znacznie wiecej
    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii (by kawka74)
  • chalsia 22.10.08, 10:13
    > samodzielnego utrzymania. W zasadzie w tej sytuacji sąd wogóle
    nie
    > zasądziłby alimentów na rzecz córki, chyba, ze przeniosła by sie
    na
    > studia dzienne..ale i w tej sytuacji tylko w takiej wysokości
    jaka
    > jest mozliwa do zapłacenia przez matkę.

    no przeciez taką tylko sytuację opisuję - studia dzienne i to
    takie, które de facto uniemożliwiają zarobienie więcej niż na kino,
    kawę i ciacho.

    Ponadto wykształcenie dziecka w liceum ogólokształcącym nie jest
    poziomem wykształcenia umożliwiającym samodzielne utrzymanie - w
    ocenie sądu. Wykształcenie zawodowe - owszem - tak.
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • babcia47 22.10.08, 12:15
    > Ponadto wykształcenie dziecka w liceum ogólokształcącym nie jest
    > poziomem wykształcenia umożliwiającym samodzielne utrzymanie - w
    > ocenie sądu. Wykształcenie zawodowe - owszem - tak.
    znam przypadek z zycia mojego znajomego gdzie sąd w podobnej
    sytuacji nie zasądził od ojca alimentów (odrzucił wniosek), na córke
    która znalazła zatrudnienie po ogólniaku, niźle płatne i podjęła
    nauke na studiach zaocznych..dopiero gdy córka zrezygnowała z pracy
    i przeniosła się na studia dzienne uzyskała alimenty, lecz w takiej
    wysokosci jaką ojciec mógł zapłacic po uwzglednieniu środków
    niezbednych na utrzymanie siebie, nowej rodziny i alimenty na brata
    tej dziewczyny, syna z poprzedniego małżeństwa..w rezultacie nie
    była w stanie utrzymac się na studiach dziennych (poza miejscem
    zamieszkania) a na porzucony etat juz wrócić nie mogła..sytuacja o
    tyle paskudna, ze córkę "podpusciła" matka cięta na exa..a za to
    zapłaciła córka..bo ojciec mimo najlepszych chęci wiecej dac jej nie
    mógł, matka sama utrzymywała się z niskiej renty i alimentów
    płaconych na młodsze dziecko, córka też była regularnie "zasilana"
    przez ojca w ramach studiów zaocznych tyle, że nie w formie
    uregulowanej prawnie
    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii (by kawka74)
  • sir.vimes 22.10.08, 11:27
    do bodajże 24 roku życia.
    Znam osoby , które były alimentowane na studiach ZAOCZNYCH.

  • babcia47 22.10.08, 12:19
    > do bodajże 24 roku życia.
    obecnie nie ma ograniczeń wiekowych jeżeli dziecko się uczy a
    rodzica stać na jego alimentowanie..w zasadzie to w ten sposób i
    profesurę mozna zrobić i być na garnuszku rodziców do emerytury..dla
    mnie to z lekka chore
    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii (by kawka74)
  • sir.vimes 22.10.08, 22:01
    A dla mnie z lekka chore jest utrudnianie dziecku życia na samym starcie dla
    własnego kaprysu .

    20 laka do profesury ma naprawdę daleko, Babciu.
  • babcia47 23.10.08, 10:04
    > A dla mnie z lekka chore jest utrudnianie dziecku życia na samym
    starcie dla
    > własnego kaprysu .
    w czym utrudnia?..tym, ze pokrywa wszystkie potrzeby życiowe córki
    ale równiez spodziewa sie jej wkładu finansowego w rodzinne
    zycie? ..od córki, która jest w stanie zarobić wiecej niż
    matka? ..jak widać matka zadbała o dotychczasowe wykształcenie i nie
    wyrzuca jej z domu, nie każe samej sobie radzić..a teoretycznie
    mogłaby to zrobić, bo dziecko dorosłe i samodzielne finansowo.
    Jeszcze dwa pokolenia temu naturalnym było, ze dzieci "odchodziły" z
    domu po podstawówce, jadąc do oddalonych szkół srednich (moi rodzice
    i ich rodzeństwo w wieku 14 lat!!), rodziców nie było stac na to by
    utrzymywac i kształcic piecioro czy siedmioro dzieci..i jakos im to
    nie przeszkodziło w zdobyciu wykształcenia (w tym wyższego) przy
    pomocy stypendiów i własnej pracy. Ja również w wieku 21 lat stałam
    sie samodzielna finansowo (pracowałam i uczyłam się), owszem rodzice
    pokrywali moje potrzeby codzienne, ale w zyciu nie przyszło mi do
    głowy by rządać od nich kasy, która pozwoliła mi na balowanie i
    inne "przyjemnosci" jak ciuchy, kosmetyki czy kawki na mieście..mało
    tego, sama uznawałam za naturalne, ze ze swoich dochodów robiłam
    kilka razy w tygodniu podstawowe zakupy do domu..jeżeli rodzice
    chcieli mi sfinasować jakis wiekszy zakup (korzuch, maszynę do
    szycia) czy dać kasę na inne wydatki to była to tylko ich dobra wola
    i prezent..w ramach tego na co ich było stać, a nie "psi" obowiazek
    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii (by kawka74)
  • babcia47 23.10.08, 10:12
    ps."20 laka do profesury ma naprawdę daleko, Babciu." zgodnie z
    obecnym prawem dopóki dziecko sie uczy, nie ma z tym problemów
    (dziekanki)a wykształcenie moze podnieść jego poziom wiedzy i zycia
    rodzic ma obowiazek go utrzymywać niezależnie od wieku..to jak się
    dobrze dziecko postara rodzic może finansować jego naukę do
    emerytury..ciekawe tylko kto bedzie utrzymywać jego dzieci i wnuki?
    chyba też ten rodzic..w tym przypadku matka z swojej pensji w
    wysokości 1200,-. Rozumiem, ze rodzic ma obowiązek pomóc swojemu
    dziecku, w ramach własnych mozliwości..ale chyba własne plany i
    marzenia finansować powinien przede wszystkim zainteresowany..jeżeli
    córka bedzie sie starać i dobrze uczyc ma np. mozliwośc uzyskania
    stypendium naukowego (od jakiegoś czasu na zaocznuch też przysługuje)
    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii (by kawka74)
  • sir.vimes 23.10.08, 12:14
    Rozumiem, że według ciebie zarabiające na multum wydatków dziecko na 1 czy 2
    roku to dokładnie taka sama sytuacja jak pasożyt na pięćdziesiątych z kolei
    studiach nie zarabiający złamanego grosza.



    > ps."20 laka do profesury ma naprawdę daleko, Babciu." zgodnie z
    > obecnym prawem dopóki dziecko sie uczy, nie ma z tym problemów
    > (dziekanki)a wykształcenie moze podnieść jego poziom wiedzy i zycia
    > rodzic ma obowiazek go utrzymywać niezależnie od wieku..to jak się
    > dobrze dziecko postara rodzic może finansować jego naukę do
    > emerytury..ciekawe tylko kto bedzie utrzymywać jego dzieci i wnuki?
    > chyba też ten rodzic..w tym przypadku matka z swojej pensji w
  • chalsia 23.10.08, 10:27
    > w czym utrudnia?..tym, ze pokrywa wszystkie potrzeby życiowe
    córki
    > ale równiez spodziewa sie jej wkładu finansowego w rodzinne
    > zycie? ..

    się zagalopowałaś - autorka watku pokrywa jedynie jedzenie, pranie
    i opłaty stałe (czynsz, media) a to nie są wszystkie potrzeby
    życiowe
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • sir.vimes 23.10.08, 12:10
    córka ma i to ogromny. Samo zdjęcie z matki głowy ciężaru wydatków na dentystę i
    lekarza (nie wiem jak jej się to udaje, szczerze mówiąc) to jest ogromny wkład w
    budżet domowy.

    > w czym utrudnia?..tym, ze pokrywa wszystkie potrzeby życiowe córki
    > ale równiez spodziewa sie jej wkładu finansowego w rodzinne
    > zycie?

    jak widać matka zadbała o dotychczasowe wykształcenie i nie
    > wyrzuca jej z domu

    Nie wyrzuca z domu? Babciu, ja na miejscu tej dziewczyny wolałabym mieszkać w
    wynajętym pokoju z koleżanką. Dobra koleżanka się makaronem z apetytem podzieli,
    spódnicę pożyczy i nie będzie wilkiem patrzeć na kupioną na zajęciach kawęwink

    I zapewne dziewczyna tak właśnie zrobi - wyprowadzi się i już.
  • sir.vimes 09.10.08, 00:18
    o tym, a w której książce to już nie pamiętam...

    >
    > przypomina mi się pewna staruszka z Agaty Christie, która truła posiłki
    > > dzieciom , z obawy, że jak umrze pierwsza to potomstwo będzie się dobrze
    > bawić.
    >
    > Czekaj, czekaj, a gdzie to było? Bo nie mogę skojarzyć...?
  • sir.vimes 09.10.08, 00:19
    > Generalnie pani sprawia wrażenie, jakby nie lubiła własnego dziecka. Smutne.
  • kawka74 09.10.08, 10:22
    Ano.
    Ja rozumiem - nie przelewa mi się, ledwo wiążę koniec z końcem, chciałabym pomóc
    córce, ale nie bardzo mam jak; kurna, cieszyłabym się, gdyby zarabiała na
    siebie, a mnie zostałyby stosunkowo niewielkie koszta. Gdybym jednak i tak nie
    była w stanie ich ponieść, porozmawiałabym z córką jak z człowiekiem, zamiast
    szukać na forach internetowych argumentów, jak wymusić na niej te 400 złotych.
    --
    Przepraszam. Czas minął, panie Puny. Przegrywa pan mieszkanie i najmłodszą córkę.
  • burza4 09.10.08, 13:45
    chyba was ludzie lekko pogięło z tą nagonką. Owszem - obowiązkiem
    rodziców jest wykształcić dziecko - ale NA MIARĘ MOŻLIWOŚCI
    finansowych, jakimi dysponują. Trudno oczekiwać, że dozorca wyśle
    dziecko na Oksofrd, choćby bardzo zdolne było.

    przesadzacie z tymi potrzebami, jadanie na mieście, książki,
    leczenie. Kto przy tak niskich zarobkach funduje sobie prywatnego
    dentystę? studia skończyłam nie kupując żadnego podręcznika,
    pożyczało się po znajomych w razie potrzeby i tyle. Zresztą w
    większości przedmiotów wystarczyły solidnie prowadzone notatki z
    zajęć. A tu? matko boska, lista, drogie książki, dodatkowa
    literetura ściągana z zagranicy - gdzie, po co? na studiach
    zaocznych na których nic nie wymagają? śmiech na sali.

    smutne jest jedynie to, że 20-latka sama nie uważa że matkę
    należałoby odciązyć, skoro tyle lat matka od ust sobie odejmowała.
    Nie zna sytuacji domowej? nie widzi, że matkę na nic nie stać?
    sama powinna zaproponować pokrywanie części kosztów.
  • kawka74 09.10.08, 14:12
    Owszem - obowiązkiem
    > rodziców jest wykształcić dziecko - ale NA MIARĘ MOŻLIWOŚCI
    > finansowych, jakimi dysponują. Trudno oczekiwać, że dozorca wyśle
    > dziecko na Oksofrd, choćby bardzo zdolne było.

    Toteż bystra dziewczyna sama sobie zapewnia fundusze i, o ile dobrze widzę, nie
    oczekuje niczego od matki poza dachem nad głową i jedzeniem. I to matka jest w
    stanie jej zapewnić.
    Natomiast matce nie podoba się, że córka ma więcej pieniędzy na przyjemności,
    niż ona. Na PRZYJEMNOŚCI, nie na prąd, gaz, wodę. Kumasz?

    studia skończyłam nie kupując żadnego podręcznika,
    > pożyczało się po znajomych w razie potrzeby i tyle.

    Kiedyś ludzie prali na tarze i tyle. I dobrze było, jak jedna tara obskakiwała
    całą wieś. A teraz się, cholera, panie, rozbestwili i każden jeden chce mieć
    pralkę automatyczną w domu.
    Głupoty piszesz, Burzo, i tyle. Twoje metody studiowania nie są, o ile wiem,
    obowiązujące.

    > Nie zna sytuacji domowej? nie widzi, że matkę na nic nie stać?

    Na jakie 'nic'?
    --
    Zamknij się! To napad a nie lekcja botaniki. A teraz przyjaciele żadnych
    gwałtownych ruchów. Oddajcie mi wszystek łubin.
  • mallard 09.10.08, 14:50
    od dość dawna nie odzywa się twórczyni wątka...
    --
    Jeżeli mijasz się z prawdą, to jej się przynajmniej ukłoń!

    fotoforum.gazeta.pl/3,0,597179,2,1.html
  • paszczakowna1 09.10.08, 15:10
    A to wyjaśnijcie mi proszę jedną rzecz.

    Jak dorosła córka mieszka wspólnie z rodzicami, i pracuje i zarabia, powinna
    finansowac swoje utrzymanie, tak?

    Teraz jak ta sama córka raz na tydzień w sobotę pójdzie na 3h do Europejskiej
    Głównej Szkoły Wyższej Tego i Owego, o dokładaniu się do utrzymania nie ma mowy,
    a rodzice mają być szczęśliwi, że czesnego i podręczników nie muszą płacić, tak?

    Czy ja może czegoś nie zrozumiałam...
  • kawka74 09.10.08, 15:39
    > a rodzice mają być szczęśliwi, że czesnego i podręczników nie muszą płacić, tak

    ja bym była szczęśliwa
    Hipotetycznych chciałabym wykształcić, a jeśli do tego hipotetyczni zechcieliby
    sami finansować swoje wykształcenie, ubranie, kawę na mieście, obiad w barze,
    podręczniki, zeszyciki, xero, buty i lekarzy, upiłabym się z radości, bo nie
    dość, że nie muszę za nic płacić, to jeszcze mam zaradne i bystre dzieci. Gdybym
    była w gigantycznej potrzebie i nie miała co do gara włożyć, zapewne
    poprosiłabym hipotetycznych o wsparcie, a nie wypisywała głupoty na forum.
    --
    Zamknij się! To napad a nie lekcja botaniki. A teraz przyjaciele żadnych
    gwałtownych ruchów. Oddajcie mi wszystek łubin.
  • sir.vimes 09.10.08, 15:45
    chyba nie zrozumiałaś...

    > Czy ja może czegoś nie zrozumiałam...
  • paszczakowna1 10.10.08, 20:46
    Aha. To uprzejmie prosze o wyjasnienie, czego mianowicie nie zrozumialam.
    Sytuacji a czy b?
  • delecta 09.10.08, 17:59
    Paszczakowna, też mam jakieś przeczucie, że dziewczyna była za
    słaba, żeby się dostać na porządną uczelnię, na porządne studia w
    trybie stacjonarnym.

    Zresztą, niezależnie od trybu, są stypendia naukowe i socjalne i
    nawet na studiach dziennych można zarobić.

    Nie dziwię się, że autorka zapytania już się nie odzywa. Nie pisała,
    że toczy z córką wojnę na noże, że musi jej wyrywać kasę siłą, tylko
    grzecznie pytała, jak jest w innych rodzinach. Myślę, ze obie Panie
    całkiem dobrze ze sobą żyją, bo w przeciwnym wypadku córka
    wyprowadziłaby się, a strasznie uratowałoby ją 400 zł, które teraz
    daje matce, na samodzielne utrzymaniesad
  • croyance 16.10.08, 15:34
    A ja mysle, ze matka wscieklizny dostaje, ze corka moze byc bardziej
    wyksztalcona od niej, i studia zaoczne byly dla dziewczyny jedyna
    mozliwoscia, by dalej sie uczyc.
    --
    'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
    violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
    thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
    rejection and pain and misery and loss'
  • babcia47 10.10.08, 16:20
    > Kiedyś ludzie prali na tarze i tyle. I dobrze było, jak jedna tara
    obskakiwała
    > całą wieś. A teraz się, cholera, panie, rozbestwili i każden jeden
    chce mieć
    > pralkę automatyczną w domu.
    Jeżeli juz mówimy o "kiedyś"..to kiedys dzieci wyjeżdżały z domu po
    podstawówce (7 klas, 14-ty rok zycia) i praktycznie utrzymuwały sie
    juz same z szkolnych stypendiów, jak moi rodzice. Ich rodzice mieli
    na utrzymaniu kilkoro dzieci, żyli z gospodarki..i gotówką "nie
    śmierdzieli"..mogli własnego potomka wspomóc co najwyzej paczką
    żywnosciową a w posagu dać na drogę posciel z pierza i jakiś
    garnek..czasem również tą tarę. I jakos nie przeszkodziło to moim
    rodzicom szkoły pokończyć, zrobic studia itd.(m.in. zarabiając
    korepetycjami lub praca w wakacje), podobnie było z pozostałym
    rodzeństwem. Owszem, rodzice maja obowiazek alimentacyjny wobec
    uczacego się dziecka..ale nikt nie każe im oddawać całego
    wynagrodzenia (1200,-) na jego utrzymanie i samemu iść pod most.
    Dziecko, które na siebie jest w stanie zarobić, czyli dostało
    wykształcenie pozwalajace na utrzymanie się..w zasadzie w świetle
    prawa jest juz samodzielne i matka nie musi łożyć na utrzymanie
    córki, może jej pomóc i to stara sie zrobic..w ramach swoich
    mozliwości. Nie dziwie się, ze chce by córka dokładała się do
    mieszkania..a reakcje na tekst o tym, ze ma na swoje wydatki "tylko"
    100,- i napaści na nią są poważnym naduzyciem..bo jak sądzę, te
    wydatki dotyczą zakupu podstawowej odzieży czy niezbednych
    drobiazgów do domu a nie wywalania na przyjemnosci, kawki czy
    kosmetyki. W sytuacji w jakiej jest autorka wątku (nie wiemy co z
    tatusiem) córka nie miałaby szans na studia dzienne..ale z drugiej
    strony tylko "zwarcie szyków" i podzielenie się odpowiedzialnością
    za wspólne gospodarstwo domowe pozwoli obu kobietom przetrwać i
    dobrnąć do konca studiów zaocznych córki, co pozwoli jej na
    podniesienie swojego standardu zycia, lepsza pracę..no chyba, ze o
    to chodzi by matka grzebała po śmietnikach i chodziła w łachmanach,
    za karę, że kiedys zdecydowała się na urodzenie córki..a córka miała
    na wszelkie przyjemności (kawki, imprezki, ciuszki)..gdyby
    zdecydowała sie na odejście z domu lub matka by zeszła śmiertelnie
    to te 1500,- też na wiele by jej nie starczyło..
    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii (by kawka74)
  • kawka74 10.10.08, 16:44
    ale nikt nie każe im oddawać całego
    > wynagrodzenia (1200,-) na jego utrzymanie i samemu iść pod most.

    A czy ta pani mieszka pod mostem? Brakuje jej na chleb? Nie sądzę.

    > Dziecko, które na siebie jest w stanie zarobić, czyli dostało
    > wykształcenie pozwalajace na utrzymanie się..w zasadzie w świetle
    > prawa jest juz samodzielne i matka nie musi łożyć na utrzymanie
    > córki, może jej pomóc i to stara sie zrobic..w ramach swoich
    > mozliwości.

    Płaci za wyżywienie córki i za media, które córka zużywa. Sama tak napisała.
    Resztę wydatków na siebie pokrywa sama córka.

    ak sądzę, te
    > wydatki dotyczą zakupu podstawowej odzieży czy niezbednych
    > drobiazgów do domu a nie wywalania na przyjemnosci, kawki czy
    > kosmetyki.

    Ależ troskliwa matka napisała, że córka ma na przyjemności 300 czy 400 złotych,
    a ona tylko 100. Na PRZYJEMNOŚCI. Czaisz?

    ze o
    > to chodzi by matka grzebała po śmietnikach i chodziła w łachmanach,
    > za karę, że kiedys zdecydowała się na urodzenie córki..a córka miała
    > na wszelkie przyjemności (kawki, imprezki, ciuszki).

    Babciu, no proszę Cię, bez taniego sentymentalizmu.
    --
    Przepraszam. Czas minął, panie Puny. Przegrywa pan mieszkanie i najmłodszą córkę.
  • babcia47 10.10.08, 17:19
    > Ależ troskliwa matka napisała, że córka ma na przyjemności 300 czy
    400 złotych,
    > a ona tylko 100. Na PRZYJEMNOŚCI. Czaisz?
    > Babciu, no proszę Cię, bez taniego sentymentalizmu.
    no nie wiem czy to tani sentymentalizm czy trzeźwa ocena
    sytuacji..ile moze pozostać kobiecie z tej kwoty (1200,-) po
    zapłaceniu czynszu, mediów, kupienia zarełka..bo nie sadzę by
    gotowała tylko dla siebie a lodówke trzymała zamkniętą na kłódkę
    przed córką..musi pewnie zaopatrzyc gospodarstwo domowe w tzw.
    chemię i podstawowe kosmetyki(drogie)..pomyśl sama czy byłabyś po
    poniesieniu powyższych kosztów kupić sobie chocby niezbedną
    garderobę? Jeżeli córka stołuje sie "na mieście" to jest to
    delikatnie mówiąc rozrzutność w ich sytuacji..a nie podejrzewam by
    córka kupowała dla siebie osobno proszki i płyny do prania, płaciła
    za drobne naprawy czy wieksze awarie, które w domu się jednak
    zdarzają i to w najmniej korzystnej chwili, by pokrywała koszty
    remontu..a co do przyjemności to jest to pojęcie relatywne..dla
    jednego to będą wydatki z gatunku "niepotrzebnych" dla drugiego
    przyjemnoscia może być kupienie sobie herbatników do kawy i lepszego
    gatunkowo mięsa na objad..lub lepszych gatunkowo rajstop, które
    wytrzymaja dłuzej niż dwa dni..albo jeden na miesiąc czy dwa bilet
    do kina..
    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii (by kawka74)
  • kawka74 10.10.08, 17:27
    A co by było, gdyby matka musiała kupować córce ubrania z tych 1200 złotych,
    dawać pieniądze na xero czy podręczniki, na lekarzy, na buty? Czyli na to, co
    córka kupuje sobie sama?

    Poza tym sama matka napisała, że jej z tych 1200 złotych ZOSTAJE na
    przyjemności. Problem leży w tym, że jej córka na przyjemności ma więcej, w
    związku z czym należy jej te pieniądze zarekwirować: matka nawet sobie
    wyliczyła, ile. Co dla kogo jest przyjemnością, nie interesuje mnie, bo nie to
    jest istotne dla sprawy.
    Robisz z matki męczennicę, nie wiem, na jakiej podstawie.
    --
    Zamknij się! To napad a nie lekcja botaniki. A teraz przyjaciele żadnych
    gwałtownych ruchów. Oddajcie mi wszystek łubin.
  • burza4 10.10.08, 19:33
    Kobieto, ocknij się - jakie ubrania można kupować mają 1200 zł na
    dwie osoby??? przy takich dochodach ubrań się nie kupuje, póki z
    grzbietu nie zlecą! to samo z butami, do lekarzy się chodzi z NFZ.

    w tym kraju nie ma obowiązku kończenia studiów, jest to potrzeba z
    gatunku luksusowych, jak rodziny nie stać - to dziecko idzie do
    pracy, albo zarabia sobie samo.

    coście się z tymi podręcznikami tak uparli? która kończyła studia
    zaoczne TERAZ, bo ja jestem na bieżąco w temacie i na większości
    uczelni jest to sorry, odwalanie chałtury, która nie wymaga prawnie
    żadnych nakładów. Po co kupować podręczniki, skoro program jest po
    łebkach?

    Normalne dziecko, mające choć trochę empatii widząc że matka chodzi
    w znoszonym paletku (bo tak być po prostu musi przy takich
    dochodach) sama by wpadła na to, żeby matce pomóc. Jakie
    przyjemności można sobie sprawić z tak żałosnej kwoty po opłaceniu
    rachunków i kupieniu jedzenia? krem Nivea sobie kupi? jogurcik?
    takie są przyjemności w wykonaniu kogoś, kto ma takie dochody.
  • kawka74 10.10.08, 19:36
    Kobieto, czy Ty rozumiesz, co napisałam, czy tak nie do końca?
    --
    Zamknij się! To napad a nie lekcja botaniki. A teraz przyjaciele żadnych
    gwałtownych ruchów. Oddajcie mi wszystek łubin.
  • delecta 09.10.08, 17:50
    Wreszcie jakiś rozsądny głos, co mnie nie dziwi, bo Burza zawsze
    pisze rozsądnie.
  • araukaria29 09.10.08, 18:31
    burza4 napisała:

    > chyba was ludzie lekko pogięło z tą nagonką. Owszem - obowiązkiem
    > rodziców jest wykształcić dziecko - ale NA MIARĘ MOŻLIWOŚCI
    > finansowych, jakimi dysponują. Trudno oczekiwać, że dozorca wyśle
    > dziecko na Oksofrd, choćby bardzo zdolne było.
    >
    > przesadzacie z tymi potrzebami, jadanie na mieście, książki,
    > leczenie. Kto przy tak niskich zarobkach funduje sobie prywatnego
    > dentystę? studia skończyłam nie kupując żadnego podręcznika,
    > pożyczało się po znajomych w razie potrzeby i tyle. Zresztą w
    > większości przedmiotów wystarczyły solidnie prowadzone notatki z
    > zajęć. A tu? matko boska, lista, drogie książki, dodatkowa
    > literatura ściągana z zagranicy - gdzie, po co? na studiach
    > zaocznych na których nic nie wymagają? śmiech na sali.
    >
    > smutne jest jedynie to, że 20-latka sama nie uważa że matkę
    > należałoby odciązyć, skoro tyle lat matka od ust sobie odejmowała.
    > Nie zna sytuacji domowej? nie widzi, że matkę na nic nie stać?
    > sama powinna zaproponować pokrywanie części kosztów.
    NO cóż. Gratuluję kontaktu z rzeczywistością. Studia zaoczne, których nic nie
    wymagają?O matulu...Na uniwerku, te studia, które ja skończyłam,zaoczne,
    wieczorowe i dzienne miały i mają ten sam program z wyjątkiem w-f i ilości
    wykładów. Nauczyć wszyscy się musieliśmy tyle samo. Egzaminy były u tych samych
    ludzi. Naprawdę chciałabym wierzyć, że można skończyć studia nie kupując ani
    jednego podręcznika. Do niektórych egzaminów lista pozycji liczyła kilkanaście
    sztuk...Ciekawe jak wyobrażasz sobie robienie z nich wszystkich
    notatek...Zwłaszcza, że wiele z nich to były kobyły...
    A dentysta...No cóż ewidentnie sama masz prywatnego, bo jakbyś chodziła do
    takiego, który ma podpisaną umowę z z NFZ to byś wiedziała, że dopłaca on jakieś
    grosze do plomb światłoutwardzalnych/ od stycznia tego roku/, białe plomby w
    zębach 1-3, ale nie te utwardzane lampą tylko jakiś inny typ, w kilku
    przypadkach znieczulenie i wyrywanie. Przegląd co jakiś czas i raz na 5 lat
    zdejmowanie kamienia. I koniec. Kanałówki wszelakie, plomby białe itp wszystkie
    są normalnie płatne.No chyba, że chcesz paradować z tymi ciemnymi plombami....W
    zeszłym tygodniu założono mi w końcu plombę u lekarza mającego podpisaną umowę z
    NFZ. ZA trucie, czyszczenie kanałów, prześwietlenie 2 razy, znieczulenie itp
    płaciłam sama. Razem wszystko wyszło sporo ponad 300 zł. No ale co tam, można
    wyrwać na kasę...
    Nikt tu nie mówi o Oksfordzie tylko o danie dziewczynie spokoju. Albo da jej
    jeść i miejsce do spania albo dziewczyna nie będzie w stanie skończyć studiów.
    Tak sądzę. Wszystko sprowadza się do tego wyboru. Skoro matka ma na internet i
    100 na przyjemności to głodem nie przymiera. Proste. No chyba, że traktujemy
    dziecko jak lokatora i obcego człowieka. I nikt tu nie robi nagonki. Wyrażamy
    tylko swoje zdanie. O to chyba pani, zakładającej ten wątek chodziło...O nasze
    zdanie i o to, że córka w jej mniemaniu ma tyyyyylllleeeee kasy, że na niej
    śpi...Nie chodziło o skrajny brak pieniędzy na jedzenie i utrzymanie tylko o
    jakąś zazdrość i brak kontaktu z rzeczywistością /w kwestii realnych kosztów
    studiowania/. Ja ponawiam swoje pytanie. Pani Ilono, czy rozmawiała Pani z córką
    i normalnie zapytała ile te studia naprawdę kosztują, tak całościowo?
  • dont_call_me_baby 10.10.08, 12:31
    Nie czytałam wszystkich postów, przebrnęłam przez kilkanaście i tak sobie myślę:
    dlaczego rodzice mają OBOWIĄZEK wykształcić dzieci (do 26 roku życia)??? Osoba
    idąca na studia ma 19 lat, decyduje sama o sobie. Obowiązek jest w podstawówce.
    Nie chcę oceniać ani mamy ani córki, ale jeśli ja byłabym w takiej sytuacji -
    studiowała i mieszkała u rodziców - bez prośby mamy bym się dokładała.
    Niekoniecznie określoną kwotą, ale zapłaconym rachunkiem, zakupami itd.
    W ogóle denerwuje mnie, że większość osób na forach nie umie dyskutować tylko
    napada na pytających i miesza ich z błotem.

    Pozdrawiam.
  • verdana 10.10.08, 16:47
    Dlatego, ze inaczej studiowałyby tylko dzieci zamożnych i troskliwych rodziców.
    reszta zostałaby wysłana do pracy - i tyle. Jest to próba umozliwienia
    studiowania osobom, ktorych rodzice wolą kase od wyksztalcenia.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • yamamototakeru 10.10.08, 19:20
    Nie sluchaj tych komentarzy w wiekszosci napisanych przez osoby nie majace dzieci na utrzymaniu!Zostaly one napisane raczej z perspektywy studenta a nie rodzica.Jesli macie w domu ciezka sytuacje,to rzeczywiscie corka powinna dorzucac sie do rachunkow.Ale wydaje mi sie,ze 400zl to troszke duzo.Kiedy ja studiowalam( i rowniez pracowalam oplacajac sobie studia) mialam uklad z mama,ze place rachunek za prad i gaz (czyli to wychodzilo jakies 300zl co dwa miesiace-o ile dobrze pamietam) plus kupowalam do domu srodki czystosci(proszek do prania,plyn do naczyn itp).Mysle,ze to odciazalo w duzym stopniu moich rodzicow a jednoczesnie nie obciazalo mnie zbyt mocno.Mysle,ze bylo to uczciwe rozwiazanie i wszyscy byli zadowoleni.
  • verdana 10.10.08, 20:08
    Mialam na utrzymaniu dwoch studentow, teraz mam jedną. I wobec
    tego,ze na niej mi zalezy bardziej niż na pieniadzach, chcę, aby
    skoncentrowala się na studiowaniu, swoje pieniądze przeznaczyła dla
    siebie, a nie pracowala, aby dolozyc mi do przyjemnosci.
    Gdyby mi nie starczało na jedzenie - to co innego. Ale brac od corki
    kasę dla siebie? Żenada.
    Mam sporo studentow, ktorzy studiuja i pracują. Sporo z nich owszem,
    dostanie dyplom. Ale to nie jest studiowanie, to odwalanie studiow
    byle zdać, byle nie poswiecic im za duzo czasu. Rozumiem, ze czasami
    się musi, trudno. Ale zarabiać dla mamusi na przyjemności, zamiast
    zadbać o swoją przyszlość? Dno.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mikro_ekonomia 10.10.08, 20:13
    Zastanawia mnie jakie Pani ma wykształcenie - zapewne podstawowe.
  • hankam 11.10.08, 01:53
    > W chwili obecnej nie pokrywam żadnych kosztów związanych z córką,
    poza jedzeniem i rachunkami za media, które zużywa.

    Córka jako koszt?
    Trzeba bylo nie mieć dzieci, zostałoby więcej w budżecie.

    Tak sobie myślę, że naprawdę wiele zależy od miłości w rodzinie.
    Moja ciocia, utrzymująca się z renty po mężu, pieczenia ciast,
    szycia, prowadzenia domu kobiecie biznesu itd. fundowała kurs
    księgowości swojej jak najbardziej dorosłej córce, matce trójki
    nastolatków, którą zostawił mąz (kuzynka ma dużą wadę słuchu, miała
    tylko maturę i nigdy w życiu nie pracowała. Dała jej wędkę, można
    powiedzieć.
    Dzieci kuzynki, studiujące zaocznie i pracujące dokładały się do tak
    zwanego życia, wspomagały też babcię. Ale im się naprawdę nie
    przelewało, a wszystko odbywa się na zasadzie wzajemnej pomocy i
    wspierania się. A nie rozliczania kosztów.

    Wydaje mi się, że córka iloony1960 d.o.k.ł.a.d.a. się do domowego
    budżetu opłacając wszystkie k.o.s.z.t.y., jak pisze założycielka
    wątku, poza jedzeniem i mediami.
  • kulju 11.10.08, 03:04
    Ja uwazam, ze corka powinna dokladac do domu. Nie podpowiem Ci ile - porozmawiaj
    z nia i ustalcie wspolnie. Ja mam 4 rodzenstwa, wszyscy skonczyli studia,
    rodzice ciezko pracowali i dawali nam na to studiowanie pieniadze. Cos tam
    dorabialismy, ale glownie to rodzice je nam finansowali. Z wlasnego
    doswiadczenia uwazam, ze to nie jest dobre podejscie.
    Jesli dziecko jest juz dorosle i mieszka z rodzicami, to moim zdaniem powinno
    ponosic koszty utrzymania domu.
    Mam meza Kanadyjczyka - podczas studiow placil rodzicom "za wyzywienie i pokoj",
    mimo ze na studia musial wziasc pozyczke. Rodzice chcieli go nauczyc szacunku do
    pracy i do pieniadza. I chwala im za to.
    Jesli moje dzieci beda pracowaly, to beda dokladaly sie do kosztow mieszkania i
    utrzymania. Nie odbiore im wszystkiego, ale przeciez nie moze byc tak, ze
    rodzicom jest ciezko, a dzieci jezdza na wakacje, czy chodza na imprezy.
    Nie bierz sobie do serca tych wszystkich kasliwych komentarzy - porozmawiaj z
    corka i wspolnie zadecydujcie - jesli nie brakuje Ci na chleb, to odkladaj, to
    co Ci da, a jak skonczy studia i bedzie chciala sie wyprowadzic to mozesz wtedy
    jej sprezentowac na dorosle, samodzielne zycie.
    Magda
  • araukaria29 11.10.08, 08:58
    Nie odbiore im wszystkiego,

    No cóż za łaskawość...

    ale przeciez nie moze byc tak, ze
    rodzicom jest ciezko, a dzieci jezdza na wakacje, czy chodza na imprezy.

    Jasne. Dziewczyna za 400 zł po zakupie potrzebnych do studiowania rzeczy,
    dezodorantu i dwóch par rajstop będzie chodziła na imprezy i wyjeżdżała do
    Honolulu na wakacje....Za te 400 zł... Nie kpij, co?
  • e_r_i_n 11.10.08, 14:11
    kulju napisała:

    > ale przeciez nie moze byc tak, ze rodzicom jest ciezko, a dzieci
    > jezdza na wakacje, czy chodza na imprezy.

    No nie moze, w koncu to takie straszne, jesli dziecku jest lepiej,
    niz rodzicowi.
    Ja sie bede bardzo cieszyla, jesli moj syn bedzie sobie w stanie
    zapewnic wszystko, czego potrzebuje i chce.
    I mam nadzieje, ze go tak wychowam, jak wychowali mnie rodzice - ze
    nikt nie musi nikogo prosic o pomoc. Ta pomoc rozumie sie sama przez
    się. Tylko do tego trzeba uczuc - na poczatku wylacznie ze strony
    rodzicow.


    --
    (Przy)biegli rewidenci
    Bliżej niż dalej
  • sir.vimes 11.10.08, 19:23
    "Nie odbiore im wszystkiego, ale przeciez nie moze byc tak, ze
    > rodzicom jest ciezko, a dzieci jezdza na wakacje, czy chodza na imprezy."

    A dlaczego tak być nie może?
    Przecież nawet opieka społeczna stawia rodziców w takich właśnie ,
    niedopuszczalnych twoim zdaniem, sytuacjach? Regułą jest, ze to
    kilkunastoletniemu dziecku (które przecież jeszcze 80 lat temu poszłoby po
    prostu do roboty zamiast do liceum) opieka czy parafia funduje wyjazd na wakacje
    - a rodzice muszą obejść się smakiem.

    To jest złe?

    Źli są tez rodzice, którzy rezygnują np. z lepszych niż najtańsze butów wysyłają
    dziecko na kurs językowy? A już kompletnymi kretynami zapewne są ludzie którzy
    utrzymują swoje pełnoletnie potomstwo studiujące dziennie mimo słabych zarobków
    i na 35 m2 ?

    Rodzice sami chcieli mieć dzieci - i normalne jest, że ludzie posiadający dzieci
    mają ciężej (finansowo) niż jakby tych dzieci nie mieli.

    To, że dziecko pracuje, ubiera się, uczy i leczy za swoje (niezły wyczyn zresztą
    jak na 20 latkę) i jeszcze zostaje mu grosik na kawę z koleżanką po egzaminie to
    naprawdę nie znaczy, że ZABIERA coś rodzicom. Albo , że jest u tych rodziców w
    jakiś sposób zadłużone. Wręcz przeciwnie.





  • nupik 15.10.08, 07:26
    absolutnie nie powinna się dokładać. to jest chore i taka sytyacja ma miejsce
    chyba tylko w Polsce. Nie mówię tu o sytuacjach krańcowych (choroba, wypadek,
    utrata mienia). Zamiast byc dumna z córki, która mogłaby nic kompletnie nie
    robić i w weekendy studiowac to jeszcze pani mama narzeka. Poszła do pracy i
    powinna byc za to chwalona a nie jeszcze karana.Multum ludzi w jej wieku
    przewala się na kanapie cały tydzień a w weekend ma szkołę. To są jej pieniądze
    i niczego nie "powinna". Dzieci nie są dłużnikami swoich rodziców. Oddadzą ten
    dług swoim dzieciom. I jak ktoś tego nie rozumie to dzieci mieć nie powinien.
    Córka to nie bankomat .
  • jsolt 22.10.08, 19:46
    nupik napisała:

    > absolutnie nie powinna się dokładać. to jest chore i taka sytyacja
    ma miejsce chyba tylko w Polsce.


    dokładnie tak, tylko w Polsce 20-latki i starsze studenciaki
    mieszkają wciąż z rodzicami, gdzie indziej regułą jest rozpoczęcie
    normalnego samodzielnego życia, co jest o wiele zdrowsze dla obu
    stron.

    choć ton wypowiedzi autorki wątku nie podoba mi się, i te obliczenia
    400 stówki czy 500 stówek trochę nie na miejscu,
    zresztą córka sama powinna zaproponować jakiś symboliczny grosik,
    ale w tym domu jakieś dziwne układy
  • marajka 31.10.08, 14:26
    dokładnie tak, tylko w Polsce 20-latki i starsze studenciaki
    mieszkają wciąż z rodzicami, gdzie indziej regułą jest rozpoczęcie
    normalnego samodzielnego życia, co jest o wiele zdrowsze dla obu
    stron.
    Przeciętny Włoch wyprowadza się od mamusi po trzydziestce. Mam 21
    lat, utrzymują mnie rodzice, bo studia mi na prace nie pozwalają.
    Weekendy też odpadają, studiuję dziennie i zaocznie. Pracuję w
    wakacje. Jakbym mogła zarobić na swoje utrzymanie, to bym tak
    robiła. Niestety, z dorywczej pracy mogłabym wyciagnąć góra 600
    zł/msc. Tyle na mieszkanie z rachunkami wydaję.
    --
    "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" W.Szymborska
  • sebekbiker 15.10.08, 13:43
    A ja powiem tak:
    Jeżeli córka stara się oszczędzać i próbuje odkładać pieniądze na przyszłość to dałbym jej spokój. Jeżeli jednak wszystko co zarobi traci (z własnych zachcianek) wtedy powedziałbym że ma się dokładać.
  • verdana 15.10.08, 15:29
    Ciekawa jestem ile można odłozyc miesiecznie z 400 zł, borac pod
    uwage konieczność oplaty lekarzy, podrecznikow, ksero itd. No chyba,
    ze karygodne jest czasem pójscie na kawę z kolegami i te pieniadze
    nalezy bezwzglednie córce odebrać.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mara_jade73 15.10.08, 13:54
    Nigdy w życiu nie wymagałabym od syna żeby dokładał mi się do domu.
    Uważam, że tacy rodzice są żałośni.
  • joko5 15.10.08, 19:13
    Znam pewną rodzinę, gdzie córka musi płacić dokładnie 1/3 wszystkich
    opłat, dokładnie co do 10 groszy, a gdy przyszła nadpłata za CO to
    matka zataiła to przed córką. Mam dwójkę dzieci i z pewnością nie
    będą musiały się dokładać do rachunków, tak wychowali mnie rodzice i
    tak samo wychowam swoje dzieci, a dumna będę z dzieci jak sobie
    dorobią na studiach, to będzie ogromne odciążenie naszego budżetu.
    --
    moja galeria

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka