Dodaj do ulubionych

Jak rozwiązywać problemy w przedszkolu

16.10.08, 15:43
Po prawdzie, to posylanie trzylatka do przedszkola to tylko wygodnictwo rodzicow.

Dzieciom to nie pomaga (wg badan ktorych zytalem, im wczesniej dzieci ida do
przedszkola tym nieco szybciej przyswajaja slownictwo, za to nieco wiecej
sprawiaja klopotow wychowawczych, ale wszelkie roznice i tak znikaja w ciagu
kilku lat).
Obserwuj wątek
    • salommea Re: Jak rozwiązywać problemy w przedszkolu 16.10.08, 16:19
      wygodnictwo?? bo w dzisiejszych czasach każdy może sobie pozwolić na
      czteroletnią przerwę w pracy albo pełnoetatową nianię? A prowadzanie
      dziecka do przedszkola to rzeczywiście wielka wygoda. Poza tym
      trzylatek jest już w tym wieku, kiedy powinien nabyć umiejetnosci
      przebywania w grupie i zabawy z innymi dziećmi wspólnie. To jest
      bardzo dobry czas na tę naukę.
      • titta Re: Jak rozwiązywać problemy w przedszkolu 16.10.08, 17:40
        Powinien, ale nie kazde jest w stanie. Sa dzieci niesmiale lub
        nadpobudliwe majace problemy w zrozumieniu otoczenia i znacznie
        wolniej dorastajace do kontaktow z nim. Takie potrzebuja duzo
        poczucia bespieczestwa, zeby nie stracic poczucia wlasnej wartosci i
        zaczac normalnie funkcjonowac. Wymuszenie na nich kontaktow z
        rowiesnikami moze byc trauma ciagnaca sie za nimi przez wiele lat.
        Ja jestem przykladem. Przedszkole - choc na dobra sprawe nic sie nie
        dzialo (poza tym ze 1 wychowawczyni na 30 osob nie miala nawet szans
        interweniowac w stosunki pomiedzy dziecmi)- pamitam jako niekonczacy
        sie stres i poczucie zagrozenia.
        No ale rodzice musza isc do pracy...
        Az drze na mysl co bedzie jak moje dziecko odziedziczy "to cos" po
        mnie... Ale do przedszkola na sile nie posle.
        • agava00 Re: Jak rozwiązywać problemy w przedszkolu 16.10.08, 21:21
          jedna opiekunka na 30 dzieci - to juz nie te czasy
          z mojego doswiadczenia: 3 panie na max. 20 dzieci

          poza tym teraz jest inne podejscie do dziecka niz 20 lat temu
          jak ktos widzi, ze jego syn czy corka sobie nie radzi emocjonalnie w
          przedszkolu, to pewnie znajduje inne wyjscie

          przedszkola tez "nie chca" zajmowac sie takimi dziecmi - wlasnie dla ich dobra

          no najlepiej zwalic wszystko na feminizm i chore ambicje kobiet - no w koncu
          naszym jedynym celem jest rodzenie i opieka na dziecmi i domem

          a jak sobie znajdziesz gorzej zarabiajacego faceta - to sama sobie jestes winna
          frajerko ;P

          ech...

          -----------
          Mistrzyni Igły i Druta znów w akcji
          Zuzia i Paweł
    • agava00 to moje "wygodnictwo", to 16.10.08, 17:10
      prawie polowa mojej pensji - dokladnie 42%

      mysle, ze znalazlo by sie kilka mam, ktore w takich warunkach wola zostac w domu
      - i nic dziwnego...

      dziecka nie nauczysz wielu zachowan spolecznych, kiedy bedzie przebywalo tylko z
      rodzicami - do tego potrzebna jest grupa i dostep do roznorodnosci

      ja bym mojemu dziecku tego nie zabrala...

      -----------
      Mistrzyni Igły i Druta znów w akcji
      Zuzia i Paweł
      • frusto Re: to moje "wygodnictwo", to 17.10.08, 08:48
        To nieprawda, ze dziecko nie nauczy sie zachowan spolecznych nie idac do
        przedszkola. No, chyba ze nigdy nie wychodzi na podworko, nie ma zadnych
        kolegow, nie ma zadnej rodziny, w domu nie ma zadnego zwierzatka itd.

        I powtarzam: to wygodnictwo. Kobieta lub mezczyzna nie chce rezygnowac z
        kariery, boi sie ryzyka (ze po jakims czasie bedzie musiala/musial szukac nowej
        pracy) wiec woli poslac dziecko do przedszkola, nastepnie na sile szukajac do
        tego usprawiedliwien.
        • monika19782 Re: to moje "wygodnictwo", to 17.10.08, 09:40
          Z tym wygodnictwem to chyba przesada są różne sytuacje w życiu i
          rodzic czasem nie ma wyjścia bo zwyczajnie gdyby nie pracował
          rodzina nie miała by za co żyć, ale ja również zgadzam się że 3
          latek nie jest jeszcze gotowy na tak wielką zmianę jakim jest
          przedszkole są oczywiście wyjątki.Jedna te sceny rozpaczy histerii
          itp coś jednak obrazują. Moja siostrzenica trzeci rok chodzi do
          przedszkola i codziennie do wieczora ma czerwone od płaczu oczy,
          rodzice muszą pracować, zarabiaja niewiele, jej przedszkole to
          naprawdę dobra placówka a panie są dobrze przygotowane, a dziecko
          jednak od trzech lat przeżywa traumę.
          • azile.oli Re: to moje "wygodnictwo", to 17.10.08, 10:30
            Nie uważam ,aby posyłanie dziecka do przedszkola było
            wygodnictwem,czasami po prostu mama musi wrócić do pracy, różnie się
            w życiu plecie. dziwię się jednak matkom , które nie pracują, a mimo
            to posyłają dzieci do przedszkola.Zwłaszcza małe dzieci.I nie zgodzę
            się z tym , że matka nie jest w stanie dać dziecku tego, co
            przedszkole. Ja byłam w tej komfortowej sytuacji, że nie musiałam
            pracować. Moje dzieci(różnica wieku rok)wcale nie były gorzej
            rozwinięte emocjonalnie ani społecznie od dzieci chodzących do
            przedszkola, gdy w wieku 6 lat poszły do zerówki. powiem nawet,że
            radziły sobie dużo lepiej,a już pod względem edukacyjnym wyprzedzały
            inne dzieci o lata świetlne.Były też o dziwo, jednymi z najbardziej
            śmiałych dzieci w swoich grupach, radziły sobie znakomicie w
            sytuacjach konfliktowych, wiedziały co to przestrzeganie
            dyscypliny,zawsze były chwalone we wszelkich placówkach
            oświatowych.Tak więc jeśli matka może zostać w domu z dzieckiem i
            chce się nim naprawdę zająć, może osiągnąć naprawdę lepsze rezultaty
            wychowawcze,niż gdyby dziecko chodziło do przedszkola. Oczywiście
            nie izolowałam swoich dzieci od rówieśników. Miały kontakt z innymi
            dziećmi, miały też jednak możliwość wyspania się rano, miały lata, w
            czasie których były edukowane bez udziału placówki oświatowej, co
            akurat im wyszło na dobre.
            • monika19782 Re: to moje "wygodnictwo", to 17.10.08, 10:35
              azile.oli - masz 100% racji, matka, babcia może bardzo wiele, nawet
              więcej od przedszkola jeżeli chce, moja córka też nie przedszkolak
              jako jedyna w zerówce płynnie czyta i poza tym ma ogromna wiedzę, co
              innego jest gdy dziecko siedzi cały czas przed telewizorem wtedy
              przedszkole może spełnić pozytywne funkcje. W tej sprawienie nie
              można generalizować.
        • agava00 Re: to moje "wygodnictwo", to 19.10.08, 16:27
          ok, jesli jest opiekun dla dzieckana na caly dzien to moze z nim chodzic na
          spacery i nawiazywac przyjaznie na podworku

          ale nie zawsze opiekun zapewnia dziecku kontakt z rowiesnikami i wtedy co?

          wszyscy pisza, ze rodzice posylaja dzieci do przedszkola bo nie zawsze maja
          mozliwosc, zeby nie pracowac, ze trzeba zarabiac itp...

          Ale wielu rodzicow po prostu chce robic cos wiecej, niz tylko zajmowac sie domem
          i potomstwem. Ja przynajmniej, poza rodzina mam swoja "bajke" i swoje ambicje.
          Ciesze sie z tego...

          I ciesze sie, ze moje dzieci bez problemu odnajdują sie w grupie (w zlobku,
          przedszkolu, szkole). Ciesze sie, ze nie marudza, lubia te placowki, przynosza
          do domu wiele nowinek, maja kolegow, wiedza, ze sa elementami wiekszej grupy a
          nie pepkami swiata.



          --
          -----------
          Mistrzyni Igły i Druta znów w akcji
          Zuzia i Paweł
          • frusto Re: to moje "wygodnictwo", to 20.10.08, 09:27
            agava00 napisała:
            > Ale wielu rodzicow po prostu chce robic cos wiecej, niz tylko zajmowac sie dome
            > m
            > i potomstwem. Ja przynajmniej, poza rodzina mam swoja "bajke" i swoje ambicje.
            > Ciesze sie z tego...


            No super argumentacja. JA mam swoje ambicje, wiec niewazne co dobre dla dziecka.
            Kiedys to sie nazywalo samolubstwo i egoizm, a obecnie chyba asertywnosc.

            > I ciesze sie, ze moje dzieci bez problemu odnajdują sie w grupie (w zlobku,
            > przedszkolu, szkole). Ciesze sie, ze nie marudza, lubia te placowki, przynosza
            > do domu wiele nowinek, maja kolegow, wiedza, ze sa elementami wiekszej grupy a
            > nie pepkami swiata.

            Wszystko fajnie, ale po co do tego przedszkole?
            • agava00 Re: to moje "wygodnictwo", to 20.10.08, 13:31
              Wiesz co... od 7 lat mam nieprzerwany kontakt ze zlobkami i przedszkolami.
              Naogladalam sie dzieciakow w szatni, na podworku i w sali.
              Do tego dochodza przyjecia urodzinowe w roznych bawialniach, gdzie rodzice,
              ktorzy czesto sie nie znaja, musza ze soba o czyms pogadac i prawie wylacznie sa
              to sprawy dot. dziecka i przedszkola.
              Jeszcze mi sie nie zdazylo spotkac z taka sytuacja, ze do przedszkola chodzi
              dziecko, ktore ma problem z przystosowaniem sie.
              Nie neguje, ze takie dzieci w Polsce sa, ale tak jak wczesniej pisalam, uwazam,
              ze kiedy problem ten wystepuje, rodzice szukaja innego wyjscia, niz przedszkole.

              Dzieci, ktore przez te kilka lat w mniejszym lub wiekszym stopniu poznalam
              lubia przedszkole i wszystko, co tam na nie czeka. Widze jak szaleja, smieja
              sie, kloca, placza, godza, zawiazuja sie przyjaznie...

              Przykro mi ze masz traume, ale nie wypisuj fazmazonow, ze przedszkole to wymysl
              i egoizm rodzicow. Naprawde zdecydowana wiekszosc dzieci swietnie spedza czas w
              przedszkolu. Wystarczy na nie popatrzec.

              Ja mam swoje ambicje i bylabym idiotka, gdybym z nich zrezygnowala, tylko
              dlatego, ze ktos uwaza: masz dzieci - to masz "siedziec z nimi w domu". Nie
              robie jakiejs zawrotnej kariery, marnie zarabiam ale mam stysfakcje i licze, ze
              kiedys bede miala jakas pozycje. Moje dzieci tez pewnie beda w przyszlosci
              dumne, ze ich mama jest tym kim jest. Przeciez to, ze sie w jakis sposob
              realizuje, nie znaczy, ze z nimi nie spedzam czasu. Moi rodzice sa mlodzi i tez
              pracuja, wiec nie ma opcji "mamo zajmij sie moimi dziecmi". Z reszta, nawet
              gdyby taka mozliwosc byla, uwazam ze przedszkole jest zdecydowanie lepsze.

              Naprawde ciezko Ci zrozumiec, ze dzieci pracujacych rodzicow, spedzajace w
              przedszkolu czy zlobku 8 lub wiecej godzin moga byc szczesliwe?

              Dobra, kazdy ocenia przez pryzmat wlasnych doswiadczen. Fajnie, ze moje,
              zwiazane z pobytem w przedszkolu sa jak najbardziej pozytywne.

              --
              -----------
              Mistrzyni Igły i Druta znów w akcji
              Zuzia i Paweł
              • frusto Re: to moje "wygodnictwo", to 22.10.08, 11:19
                Pani agavo,
                Prosze wybaczyc, jezeli poczula Pani sie urazona moimi postami. Moze faktycznie
                nie powinienem pisac o egoizmie.

                Pani argumentacja nie mowi jednak o tym, ze przedszkole jest potrzebne, czy tez
                o tym, ze trzylatek MUSI isc do przedszkola.
                Widac, ze MOZE isc do przedszkola, i ze wiekszosci dzieci to nie szkodzi.


                > Przykro mi ze masz traume, ale nie wypisuj fazmazonow, ze przedszkole to wymysl
                > i egoizm rodzicow. Naprawde zdecydowana wiekszosc dzieci swietnie spedza czas w
                > przedszkolu. Wystarczy na nie popatrzec.
                Zdecydowana wiekszosc dzieci swietnie spedzala czas w przeszlosci nie chodzac do
                przedszkoli. Ja nie chodzilem do przedszkola i swietnie sie zawsze bawilem,
                nawiazywalem przyjaznie itp.

                > Ja mam swoje ambicje i bylabym idiotka, gdybym z nich zrezygnowala, tylko
                > dlatego, ze ktos uwaza: masz dzieci - to masz "siedziec z nimi w domu".
                Rezygnacja z ambicji nie oznacza bycia idiotka. Tak samo jak posiadanie ambicji
                nie oznacza bycia idiotka. Zawsze czlowiek po prostu ma do wyboru, co uwaza za
                wazniejsze.
                > Z reszta, nawet
                > gdyby taka mozliwosc byla, uwazam ze przedszkole jest zdecydowanie > lepsze.
                Dlaczego?

                > Naprawde ciezko Ci zrozumiec, ze dzieci pracujacych rodzicow, spedzajace w
                > przedszkolu czy zlobku 8 lub wiecej godzin moga byc szczesliwe?
                Alez ja nie twierdza, ze nie moga. Ja twierdze, ze przedszkole nie jest do tego
                potrzebne.

                A zlobki to juz w ogole masakra. Jeszcze dla przedszkoli sa rozne badania
                pokazujace rozny wplyw na dzieci i mozna znalezc pozytywy, ale dla zlobkow nie
                znam zadnego wiarygodnego badania pokazujacego pozytywny wplyw zlobka.
                • agava00 Re: to moje "wygodnictwo", to 22.10.08, 14:57
                  A miales jakikolwiek, osobisty kontakt ze zlobkiem?

                  Bo ja mialam - z dwoma dokladnie i co moge stwierdzic : opiekunek jest
                  odpowiednio duzo, lezace jeszcze niemowleta sa pielegnowane a "strasze" dzieci
                  maja normalne zajecia typu: panie z nimi tancza, spiewaja piosenki, czytaja,
                  dzieci rysuja, nawet wychodza na podworko.

                  To nie te czasy, ze dziecko jest przedmiotem w takiej placowce...

                  Jesli nie chodziles do przedszkola, to nie neguj jego pozytywnego wplywu na
                  dziecko. Naprawde nie rozumiem, jakimi doswiadczeniami mozesz sie podeprzec dla
                  potwierdzenia swojej tezy, ze przedszkola nie sa potrzebne...

                  Frusto, czy ty w ogole kiedykolwiek przekroczyles prog przedszkola?

                  -----------
                  Mistrzyni Igły i Druta znów w akcji
                  Zuzia i Paweł
                  • frusto Re: to moje "wygodnictwo", to 23.10.08, 12:16
                    Pani Agavo

                    Moje slowa podpieram przeczytanymi tu i owdzie badaniami prowadzonymi w roznych
                    krajach. Z badan tych (a nie z doswiadczen tej czyinnej osoby) wynika, ze:
                    Osoby chodzace do przedszkola nieco szybciej ucza sie czytac.
                    Osoby chodzace do przedszkoli nieco szybciej rozbudowuja slownictwo.
                    Osoby chodzace do przedszkoli maja nieco wieksze klopoty wychowawcze w szkolach,
                    WSZELKIE ROZNICE ZNIKAJA przed 16 rokiem zycia (mniej wiecej, nie pamietam
                    dokladnie czy to byl 16 czy 15 rok).
                    Najwiekszy wplyw ma nie jakosc przedszkola, przedszkole, zlobek itp ALE RODZICE.

                    Moja corka chodzila do przedszkola od 4 roku zycia, mimo moich protestow (zona
                    chciala). Pierwszy rok to byl koszmar. Jedno co dobre, to ze corka nauczyla sie
                    pazurami (doslownie) bronic, i w ostatnim roku nie przychodzila juz tak czesto
                    zaplakana do domu. Nie nauczyla sie tam NICZEGO, czego jej sam nie nauczylem sam
                    wczesniej w domu, jesli nie liczyc okazjonalnych aspolecznych zachowan.
                    • agava00 Re: to moje "wygodnictwo", to 23.10.08, 17:24
                      wink
                      wiec poruszamy sie po przeciwleglych biegunach "problemu"

                      analizuja z drugiej strony:
                      moje obserwacje dzieci, ktore zamiast chodzic do przedszkola sa pod opieka baci:
                      dzieci w wiekszosci samolubne, znacznie bardziej problematyczne (w porownaniu do
                      przedszkolakow) w kontaktach z innymi ludzmi, krzykliwe, wymuszajace, malo
                      samodzielne, silnie skoncentrowane na wlasnych potrzebach, czasem nawet bezczelne...

                      no i co moje obserwacje znacza?
                      nic
                      tak jak te ksiazkowe badania...

                      --
                      -----------
                      Mistrzyni Igły i Druta znów w akcji
                      Zuzia i Paweł
        • kurczak1 Re: to moje "wygodnictwo", to 20.10.08, 13:11
          Jeszczze może babcia i dziadek i 15 sąsiadek?...Bierzesz pod uwagę
          tylko osoby które robią kariere, tak? A takie które muszą zarobić na
          chleb? I są same? To nie jets wybór kariera albo dzieci. To czesto
          jest wybór życie albo żebranie po MOPS ach. Takie czasy, ze nawet na
          świtlicę szkolną wymagane jest zaświadczenie ze oboje rodzice
          pracują i nie mogą dziecka odebrac. Uderza mnie doprawdy twój brak
          horyzontów myślowych. Klapki na oczach
          --
          A mój syn chce wygrać na loterii kilka dni wolnego czasu - takie
          czasy
          • frusto Re: to moje "wygodnictwo", to 22.10.08, 11:20
            kurczak1 napisała:

            > Jeszczze może babcia i dziadek i 15 sąsiadek?...Bierzesz pod uwagę
            > tylko osoby które robią kariere, tak? A takie które muszą zarobić na
            > chleb? I są same? To nie jets wybór kariera albo dzieci. To czesto
            > jest wybór życie albo żebranie po MOPS ach.

            Z tego co wiem, przedszkole jest platne.
            • elkas3 Re: to moje "wygodnictwo", to 22.10.08, 13:12
              frusto napisał:

              >
              > Z tego co wiem, przedszkole jest platne.
              Ale kosztuje mniej niż pensja.
              Nie wiem w jakim kraju żyjesz, ale Polska jest krajem na dorobku i niewielki
              odsetek osób stać na utrzymanie rodziny z jednej pensji.

              A przedszkole nie jest żadnym wygodnictwem tylko placówką, która dzieci ma uczyć
              w formie zabawy.
              Niewielu rodziców ma takie kompetencje i chęci, żeby uczyć dzieci w domu.
              Rodzice są różni, nie wszyscy są wykształconymi pedagogami i dla nich
              przedszkole jest miejscem, gdzie ich dzieci mogą nauczyć się wielu rzeczy pod
              okiem osób specjalnie do tego wykształconych. Tacy rodzice również kochają swoje
              dzieci, tylko po swojemu i w inny sposób pokazują swoje uczucia. Nie możesz ich
              piętnować za to, że nie spełniają Twoich oczekiwań w sprawie rodzicielstwa.
              • frusto Re: to moje "wygodnictwo", to 23.10.08, 12:26
                elkas3 napisała:
                > A przedszkole nie jest żadnym wygodnictwem tylko placówką, która dzieci ma uczy
                > ć
                > w formie zabawy.
                Trzyletnie dzieci, wbrew temu co probuje nam sie wmawiac, nie powinny sie
                jeszcze uczyc, a tylko i wylacznie bawic, czytac itp.

                > przedszkole jest miejscem, gdzie ich dzieci mogą nauczyć się wielu rzeczy pod
                > okiem osób specjalnie do tego wykształconych.
                Na przyklad, czego?

                >Tacy rodzice również kochają swoj
                > e
                > dzieci, tylko po swojemu i w inny sposób pokazują swoje uczucia.
                Alez ja nie pietnuje takich rodzicow. Natomiast nie cierpie takiego postawienia
                sprawy, jakby dzieci TRZYLETNIE koniecznie musialyby byc przedszkolakami,
                przedszkole jest konieczne dla rozwoju dziecka, przedszkola daje cos czego nie
                dadza rodzice itd. A taki ton przejawia sie z wielu artykulow ktore czytalem i
                tutaj, i w roznych powazanych czasopismach. Moze niepotrzebnie napisalem nieco
                zbyt ostra wypowiedz, ale podtrzymuje teze, ze
                "Przedszkole nie jest dla DZIECI. Przedszkole nie daje nic takiego, czego by nie
                mozna bylo osiagnac bez przedszkola. Przedszkole jest dla RODZICOW"
                Zauwaz prosze, ze wszyscy tutaj de facto godza sie z teza, ze "przedszkole jest
                dla rodzicow". Posylam dziecko do przedszkola, pisza, bo: "musze isc do pracy",
                "mam swoje ambicje" a nie dlatego, ze "przedszkole da mojemu dziecku cos, czego
                nie bede w stanie dac mu ja".

                Nie jestem ani jakims specjalnie ksztalconym pedagogiem, ani kims wyjatkowym,
                ale moja corka NICZEGO sie nie nauczyla w przedszkolu, czego by sie wczesniej
                nie dowiadywala ode mnie (za wyjatkiem lekcji religii, bo ja jestem ateista..
                skomplikowana sprawa, nie pytajcie). No moze nauczyla sie tego, ze jak sie nie
                drapie, nie bije, to nikt ci nie pomoze. Nie jest to cos, czego bym chcial uczyc
                moje dziecko i nie tak rozumiem "spolecznego wychowania".
                • elkas3 Re: to moje "wygodnictwo", to 23.10.08, 13:12
                  frusto napisał:


                  > nie bede w stanie dac mu ja".
                  >
                  > Nie jestem ani jakims specjalnie ksztalconym pedagogiem, ani kims wyjatkowym,
                  > ale moja corka NICZEGO sie nie nauczyla w przedszkolu, czego by sie wczesniej
                  > nie dowiadywala ode mnie.
                  To oznacza, że Twoje rodzicielstwo jest świadome, poświęcasz czas dziecku,
                  uczysz je przy okazji zabawy, bawisz się z dzieckiem. Są ludzie, którzy tego nie
                  potrafią.
                • kurczak1 Re: to moje "wygodnictwo", to 23.10.08, 14:41
                  Takimi sformułowaniami jak wygodnictwo oceniasz. Uogólniasz to co
                  dotyczy Twojej córki. Nie zawsze tak jest. Znam kilkoro dzieci które
                  po pójsciu do przedszkola przestały być dzikusami.
                  --
                  A mój syn chce wygrać na loterii kilka dni wolnego czasu - takie
                  czasy
                  • frusto Re: to moje "wygodnictwo", to 23.10.08, 14:06
                    Ja swojej opiekunce jeszcze niedawno placilem 3zlote za godzine. Wynosilo to
                    mnie kolo 500 zlotych miesiecznie. Dostalem podwyzke ostatnio, wiec jej tez
                    dalem podwyzki i wychodzi mi kolo 600 zlotych, plus place jej za karte MPK.
                    Poznan, wielkopolska.
                    • kurczak1 Re: to moje "wygodnictwo", to 23.10.08, 14:55
                      Wynajęcie mieszkania plus życie to z tych 2 tys. niewiele zostaje. I
                      naprawdę 200 zł ma znaczenie.
                      Moj syn jest dzieckiem szkolnym już. Sytuacja też mi się zmieniła,
                      bo zarabiam nieco wiecej i mam swoje mieszkanie. Chodził do
                      przedszkola (do żłobka) od kiedy babcia się na nas wypięła a facet
                      nie wykazywał żadnej inicjatywy, żeby zapewnić nam byt. W sumie
                      niczego nie żałuję. Młody jest bardzo empatyczny, radzi sobie
                      społecznie nie potrzebuje używać przemocy.
                      Punkt widzenia zależy do punktu siedzenia. Znam też kobietę która
                      spedza z córką mnóstwo czasu. Stoi z nią na ulicy handlując jajkami.
                      Pod rozwage
                      --
                      A mój syn chce wygrać na loterii kilka dni wolnego czasu - takie
                      czasy
                    • peresia Re: to moje "wygodnictwo", to 23.10.08, 19:59
                      frusto napisał:

                      > Ja swojej opiekunce jeszcze niedawno placilem 3zlote za godzine.
                      Wynosilo to
                      > mnie kolo 500 zlotych miesiecznie. Dostalem podwyzke ostatnio,
                      wiec jej tez
                      > dalem podwyzki i wychodzi mi kolo 600 zlotych, plus place jej za
                      karte MPK.
                      > Poznan, wielkopolska.


                      To się nazywa wykorzystywanie i brak szacunku dla czyjejś pracy.
                      Czy ludzie Cię lubią?
                      --
                      "Rozpacz osłabia nam wzrok i zamyka uszy. Nie dostrzegamy nic poza
                      widmem zguby, słyszyny tylko podniecone bicie naszych serc"
                      CHALIL DŻUBRAN
                      • frusto Re: to moje "wygodnictwo", to 24.10.08, 09:17
                        peresia napisała:
                        > To się nazywa wykorzystywanie i brak szacunku dla czyjejś pracy.
                        Bez przesady. Czy Ty jestes moze czlonkiem partii komunistycznej? Praca jest
                        warta tyle, ile ktos chce za nia zaplacic. Umowa z opiekunka jest umowa z
                        dorosla osoba, ktora SAMA podejmuje decyzje, czy sie na nia godzi czy nie.

                        > Czy ludzie Cię lubią?
                        Nie mam pojecia. W rankingach na uczelni studenci raz wytypowali mnie jako
                        najlepszego wykladowce na roku.
                        • peresia Re: to moje "wygodnictwo", to 24.10.08, 09:54
                          Praca jest
                          > warta tyle, ile ktos chce za nia zaplacic. Umowa z opiekunka jest
                          umowa z
                          > dorosla osoba, ktora SAMA podejmuje decyzje, czy sie na nia godzi
                          czy nie.

                          Jest jeszcze coś takiego jak honor, uczciwośc i empatia, ale widzę
                          że te pojęcia są Ci obce...
                          Komunizm nie ma tu nic do rzeczy...


                          Jes> > Czy ludzie Cię lubią?
                          > Nie mam pojecia. W rankingach na uczelni studenci raz wytypowali
                          mnie jako
                          > najlepszego wykladowce na roku.

                          Ach studenci...rozumiem...
                          Już wszystko jasne...
                          --
                          "Rozpacz osłabia nam wzrok i zamyka uszy. Nie dostrzegamy nic poza
                          widmem zguby, słyszyny tylko podniecone bicie naszych serc"
                          CHALIL DŻUBRAN
                          • frusto Re: to moje "wygodnictwo", to 27.10.08, 09:51
                            Owszem, ma. Aczkolwiek to Ty napisalas o komunizmie. Jezeli np opiekunka zazada
                            1800 na reke, to napiszesz wtedy, ze mnie wyzyskuje? Za prace nalezy zaplacic
                            tyle, ile jest ona warta. A kto najlepiej wie, ile jest warta jego praca?
                            Placimy za WARTOSC pracy. Zas pisanie, ze "WYZYSKUJE" dorosla osobe, ktora moze
                            przeciez poszukac innej pracy, co rusz wszedzie sa ogloszenia "OPIEKUNKI
                            SZUKAM", to nie jest tak ze ona MUSI pracowac u mnie! - takie pisanie to przejaw
                            myslenia typowego dla homo sovieticus. Moglbym napisac, ze slowo "logika",
                            "uczciwosc" i "sprawiedliwosc" sa Ci zupelnie obce, ale nie bede Ciebie malpowal.
                            • peresia Re: to moje "wygodnictwo", to 29.10.08, 14:57
                              Wolę być homo sovieticus, niż homo polonicus 'dorobkiewiczus' żyjący
                              kosztem czyjejś pracy i na dodatek w pogardzie dla pracownika i jego
                              pracy.
                              Bleeee...
                              Poza tym słoma w butach trzeszczy, że hej...

                              Ludzie (jak nie muszą) pewnie omijają Cię szerokim łukiem...
                              No chyba tylko studenci są łaskawi..., co mnie wcale dziwi...

                              Moglbym napisac, ze slowo "logika",
                              > "uczciwosc" i "sprawiedliwosc" sa Ci zupelnie obce, ale nie bede
                              Ciebie malpowa
                              > l.

                              I vice versa, z naciskiem na słowo >>logika<<.
                              --
                              "Rozpacz osłabia nam wzrok i zamyka uszy. Nie dostrzegamy nic poza
                              widmem zguby, słyszyny tylko podniecone bicie naszych serc"
                              CHALIL DŻUBRAN
                              • frusto Re: to moje "wygodnictwo", to 03.11.08, 11:00
                                SLoma w butach trzeszczy Tobie. Rozpoczelas atakiem na mnie. gadasz bzdury - jak
                                pisalem, jezeli zdrowa kobieta pracuje u mnie za taka wlasnie kwote, majac do
                                wyboru dziesiatki innych prac, takze jako opiekunka (ogloszenia "opiekunki
                                szukam" sa na kazdym przystanku) to znaczy, ze placa jest uczciwa. Ja sam jestem
                                tez pracownikiem najemnym, jakbym mial placic 1800 opiekunce (na przyklad) to
                                sam bym nie mial isc po co do pracy. Chamstwem jest proba imputowania mi
                                "pogardy pracownika" i "zycia kosztem czyjes pracy". Gadasz po prostu glupoty.
                                Czy ja gardze moja opiekunka? Gdybym ja gardzil, nie dalbym jej pod opieke
                                najcenniejszego skarbu jaki mam, wlasnego dziecka. Zyje jej kosztem? Dostaje
                                tyle, ile sie zgodzila.

                                Czy jezeli idziesz do sklepu, i kupujesz tam chleb gdzie jest tanszy, to
                                prowadzisz wyzysk? I jestes "homo dorobkiewiczus"? Jak przychodzi do Ciebie
                                dwoch majstrow, i jeden chce zrobic remont lazienki za 1000, a drugi zrobi za
                                500, to bierzesz tego za 1000, tylko po to, zeby "nie wyzyskiwac"? Wedlug Ciebie
                                nalezy ludziom placic tyle, ile potrzebuja, czy tyle, ile warta jest ich praca?
                                A kto ma prawo ustalac, ile warta jest czyjas praca? TYLKO TEN, KTO JA WYKONUJE.

                                A studenci sa laskawi w ANONIMOWYCH ankietach, skladanych na ZAKONCZENIE ROKU
                                juz PO UZYSKANIU ZALICZENIA. Pewnie o tym nie wiesz, bo zadnych studiow nie
                                konczylas.

                                EOT. Nie mam o czym rozmawiac z kobieta, ktora wysysa z palca oskarzenia, na
                                sile probuje mi wmawiac cos, czego nie powiedzialem, i obraza mnie w kazdym
                                wyslanym liscie.
                    • elkas3 Re: to moje "wygodnictwo", to 24.10.08, 10:24
                      frusto napisał:

                      > Ja swojej opiekunce jeszcze niedawno placilem 3zlote za godzine. Wynosilo to
                      > mnie kolo 500 zlotych miesiecznie. Dostalem podwyzke ostatnio, wiec jej tez
                      > dalem podwyzki i wychodzi mi kolo 600 zlotych, plus place jej za karte MPK.
                      > Poznan, wielkopolska.
                      No cóż, widać są osoby nieporadne życiowo, które podejmują się pracy opiekunki
                      za tak niską stawkę. Ja bym się jednak bała z tak nieporadną życiowo osobą
                      zostawić dziecko. Wszystkie opiekunki, z którymi miałam do czynienia na różnych
                      placach zabaw zwyczajnie swoich dzieci nie lubiły, a swoją pracę uważały za karę
                      od najwyższego.
                      • frusto Re: to moje "wygodnictwo", to 27.10.08, 09:52
                        elkas3 napisała:
                        > No cóż, widać są osoby nieporadne życiowo, które podejmują się pracy opiekunki
                        > za tak niską stawkę.

                        Uwazam, ze nieporade zyciowe sa te osoby, ktore wola siedziec na bezrobotnym w
                        domu, a nie te, ktore podejmuja sie pracy.

                        Z szacunkiem
                • kurczak1 Re: to moje "wygodnictwo", to 23.10.08, 14:45
                  Po pierwsze wiecej, co ważne. Zwaszcza jeśli się chce wpuścić do
                  domu i do dziecka osobe z referencjami. Po drugie, co dziecku da
                  opiekunka (jakby nie było obca osoba i dorosła) czego nie dostanie w
                  przedszkolu?
                  --
                  A mój syn chce wygrać na loterii kilka dni wolnego czasu - takie
                  czasy
                  • frusto Re: to moje "wygodnictwo", to 24.10.08, 09:18
                    kurczak1 napisała:

                    > Po pierwsze wiecej, co ważne. Zwaszcza jeśli się chce wpuścić do
                    > domu i do dziecka osobe z referencjami. Po drugie, co dziecku da
                    > opiekunka (jakby nie było obca osoba i dorosła) czego nie dostanie w
                    > przedszkolu?
                    Czy w przedszkolu jest lepiej, jak jest jedna pani na 20 dzieci, czy jak jest 1
                    pani na piecioro dzieci? A moze jeszcze lepiej, jak jest jedna pani na jedno
                    dziecko?
                    • kurczak1 Re: to moje "wygodnictwo", to 24.10.08, 09:51
                      No nie wiem, z tego co wiem to dzieci, u których wykształcone są
                      odruchy społeczne zwyczajnie nudzą się stale z jedną i tą sama osobą
                      i w pewnym momencie preferują towarzystwo innych dzieci. Mój syn
                      kiedyś w niedzielę chciał isć do przedszkola bo mu sie w domu
                      nudziło. Mimo ze duzo mu czytam i rozmawiam
                      --
                      A mój syn chce wygrać na loterii kilka dni wolnego czasu - takie
                      czasy
        • elkas3 Re: to moje "wygodnictwo", to 20.10.08, 21:45
          frusto napisał:

          > To nieprawda, ze dziecko nie nauczy sie zachowan spolecznych nie idac do
          > przedszkola. No, chyba ze nigdy nie wychodzi na podworko, nie ma zadnych
          > kolegow, nie ma zadnej rodziny, w domu nie ma zadnego zwierzatka itd.
          Tak jest w rodzinach patologicznych, gdzie kobieta co prawda nie pracuje, ale
          zająć się dzieckiem nie potrafi, co pokazują chociażby głośne ostatnio przypadki
          znęcania się nad dziećmi ze skutkiem śmiertelnym niestety- jak wykazało śledztwo
          policji dzieci takie nie wychodziły na dwór, sąsiedzi prawie ich nie widzieli, a
          w domu nie było ani jednej zabawki. Chyba lepiej by było dla nich gdyby jednak
          do tego przedszkola trafiły?
          > I powtarzam: to wygodnictwo. Kobieta lub mezczyzna nie chce rezygnowac z
          > kariery, boi sie ryzyka (ze po jakims czasie bedzie musiala/musial szukac nowej
          > pracy) wiec woli poslac dziecko do przedszkola, nastepnie na sile szukajac do
          > tego usprawiedliwien.
          Czy uważasz, że wiszenie na rodzicach i korzystanie z ich dorobku jest właściwe?
          Przecież jedna osoba w Polsce nie jest w stanie zarobić na rodzinę. No chyba, że
          jest się prezesem odpowiedniej spółki państwowej.
          Nie znam osób, które nie korzystając z pomocy rodziców mogą sobie pozwolić na
          urlop wychowawczy, ale może obracam się w niewłaściwych kręgach?
          • azile.oli Re: to moje "wygodnictwo", to 20.10.08, 22:58
            Wiesz co, mój mąż jest w stanie zarobić na rodzinę. I nie jest
            prezesem państwowej spółki, ale prywatnym przedsiębiorcą, który
            doszedł do wszystkiego własną pracą, od zera, zanim nie urodziły się
            dzieci z moją pomocą. I nigdy nie wisieliśmy na rodzicach. To raczej
            my im pomagamy.A ja nie pracowałam nie dlatego, że chciałam z kolei
            wisieć na mężu,ale dlatego, że jestem nauczycielką, kokosów bym nie
            zarobiła, przedszkole też trzeba opłacić, a ja mając do wyboru
            wychowywanie cudzych dzieci, a swoich, wybrałam swoje.Na złe im to
            nie wyszło.Ja nie neguję, że w większości przypadków musi pracować
            oboje rodziców.Wtedy przedszkole jest naturalne. Rozumiem także
            potrzebę samorealizacji matek.I nie twierdzę, że przedszkole
            zaszkodziło ich dzieciom. Może przeciwnie, okazało się lepsze niż
            siedzenie ze sfrustrowaną mamą w domu. Ale w tym przypadku matka
            jako nadrzędne stawia swoje ambicje.I twierdzi, że dziecko jest
            szczęśliwe, siedząc 8 godzin w przedszkolu. Może.Nie jest w stanie
            jednak stwierdzić, czy nie byłoby szczęśliwsze, spędzając pierwsze
            lata życia w domu z mamą, a nie pędząc codziennie rano do
            przedszkola, gdzie jest tylko jednym z wielu wychowanków i nikt nie
            poświęci mu tyle czasu, ile mogłaby mama.Bo dziecko szybko rośnie i
            spędzenie z nim czasu, kiedy kształtuje się jego charakter powinno
            być dla matki wartością nadrzędną.Czasem po prostu trzeba iść do
            pracy i tu nie ma się co zastanawiać.Potrzeba samorealizacji- rzecz
            ważna. Ale nikt mi nie wmówi,że trzylatek,zaprowadzony do
            przedszkola jest dumny, że mamusia robi karierę. Takie uczucia
            pojawiają się później i wtedy mama może z czystym sumieniem wrócić
            do pracy, bo dziecko przechodzi na inny etap socjalizacji. Nie jest
            już bezbronne.Staram się zrozumieć matki, które chcą się realizować,
            mimo posiadania małych dzieci.Przyjmuję argumenty, że liczy się nie
            ilość, ale jakość wspólnie spędzanego czasu.Ale dla mnie dzieci były
            i są wartością nadrzędną. I wiecie co, mimo, że to już nastolatki
            potrafią to docenić.
            • elkas3 Re: to moje "wygodnictwo", to 21.10.08, 09:10
              azile.oli napisała:

              > Wiesz co, mój mąż jest w stanie zarobić na rodzinę. I nie jest
              > prezesem państwowej spółki, ale prywatnym przedsiębiorcą, który
              > doszedł do wszystkiego własną pracą, od zera, zanim nie urodziły się
              > dzieci z moją pomocą.
              A w jaki wieku urodziłaś dzieci i ile lat ma Twój mąż? Pytam z ciekawości.
                • agava00 Re: to moje "wygodnictwo", to 21.10.08, 10:14
                  czyli swietnie zrobilas smile maz byl juz jakby.. doswiadczony i samodzielny

                  gdybym miala cudze dzieci uczyc, tez bym wolala siedziec w domu z wlasnymi

                  za kilka lat, kiedy moje dzieci beda pisaly wypracowania z cyklu "kim sa twoi
                  rodzice" nie beda musialy pisac "Moja mama nie pracuje, jest tylko sprzataczka,
                  praczka i kucharka naszej rodziny"

                  wprawdzie kucharka i sprzataczka i tak jestem ale oprocz tego robie cos jeszcze

                  sa rozni ludzie
                  jednym pasuje siedzenie w domu i ograniczanie sie do wychowywania dzieci a inni
                  jakos potrafia polaczyc opieke nad domem z praca zawodowa
                  kwestia charakteru...
                  skoro jest tak wiele przedszkoli i tak wielu rodzicow pracuje, to znaczy, ze w
                  tej calej sytuacji nie ma nic nagannego

                  oczywiscie powinnam sie wtydzic, ze do pracy chodze nie tylko w celach zarobkowych
                  toz to przeciez karygodne, miec ambicje

                  i zeby nie bylo watpliwosci - sa mamy, ktore zostaja w domu, bo zyja w
                  przekonaniu, ze tylko one sa w stanie zapewnic dziecku dobra opieke itp ( i
                  super smile niech robia jak uwazaja) i sa mamy, ktorym sie po prostu nie chce
                  chodzic do pracy bo np. za malo zarobi, w porownaniu z tym co wyda na
                  przedszkole ( i tez super! nic mi do tego)

                  siedziec na dupsku i patrzec jak swiat dookola sie rozwija podczas kiedy jedyne
                  co mi dane, to sprawdzenie czy nowy plyn do naczyn rzeczywiscie jest wydajny to
                  nie dla mnie - sory


                  --
                  -----------
                  Mistrzyni Igły i Druta znów w akcji
                  Zuzia i Paweł
      • elkas3 Re: Jak rozwiązywać problemy w przedszkolu 21.10.08, 09:47
        azile.oli napisała:

        > Dodam jeszcze, że córkę urodziłam po czwartym roku studiów, a syna
        > po piątym, miesiąc po obronie pracy magisterskiej.
        A co byście zrobili bez wsparcia rodziców, gdyby własny interes się nie powiódł?
        Podobno 80% firm pada po pierwszym roku działalności.
        Czy ludzie, którzy nie prowadzą swojej działalności nie powinni mieć dzieci, bo
        nie zapewnią im odpowiedniego poziomu życia - mama w domu itp.?
        • azile.oli Re: Jak rozwiązywać problemy w przedszkolu 21.10.08, 10:44
          Na wsparcie rodziców nigdy nie liczyliśmy,bo niespecjalnie mogą jej
          udzielić.Mąż nigdy nie ryzykuje, więc nie władował w interes
          wszystkich pieniędzy, poza tym wybrał branżę, która w tamtych latach
          dobrze się rozwijała i wszystkiego osobiście pilnował.Więc nie było
          opcji, że lądujemy na garnuszku rodziców, Pomijając, że teść już nie
          żył , teściowa miała groszową rentę, a moi rodzice pracowali i nie
          byli w stanie pomóc mi przy dzieciach. Oczywiście, że gdyby była
          taka potrzeba, poszłabym do pracy, a dzieci do przedszkola. oboje z
          mężem mamy zasadę, że liczymy tylko na siebie i całkiem nieźle na
          tym wychodzimy. A gdzie ja napisałam, że rodzice , którzy muszą
          oboje pracować nie powinni mieć dzieci. Jak najbardziej powinni i
          takich rodziców jest większość.Ale są też takie matki, które nie
          pracują, a mimo to posyłają 3-latka do przedszkola, bo rzekomo
          lepiej się rozwinie.Mam taką kuzynkę, nie pracuje, bo nie może
          znaleźć pracy, finansowo pomaga im teść. I młodszą córkę prowadzi
          codziennie do przedszkola i podkreśla ,jak to ona wspaniale się
          rozwija.No ja niestety żadnego wspaniałego rozwoju nie dostrzegam.
          Mało mówi, słabo rysuje. Dodam, że ich starszy syn nie chodził do
          przedszkola,zajmowała się nim mama, potem dziadek i wcale nie był w
          tym wieku gorzej rozwinięty od siostry, a ja bym powiedziała, że
          lepiej.Ale mamie się już nie chce siedzieć z córką w domu, to znaczy
          mama siedzi w domu, tyle, że ma święty spokój.Za przedszkole płaci
          teść, któremu się szczerze dziwię.
          • elkas3 Re: Jak rozwiązywać problemy w przedszkolu 22.10.08, 09:42
            Ale są też takie matki, które nie
            > pracują, a mimo to posyłają 3-latka do przedszkola, bo rzekomo
            > lepiej się rozwinie.Mam taką kuzynkę, nie pracuje, bo nie może
            > znaleźć pracy, finansowo pomaga im teść. I młodszą córkę prowadzi
            > codziennie do przedszkola i podkreśla ,jak to ona wspaniale się
            > rozwija.
            Jeżeli kuzynka czuje, że nie ma siły robić z dzieckiem tych wszystkich
            wspaniałych rzeczy, które Tobie jako pedagogowi z wykształcenia przychodzą
            zdecydowanie łatwiej, to lepiej, że dziecko chodzi do przedszkola i uczy się
            zasad społecznych, rysowania, wierszyków i paru innych fajnych rzeczy. Dobre
            przedszkola mają bardzo dobrą opiekę , domowe jedzenie, uczą dzieci poprzez
            zabawę itd. Wiem bywają różne placówki i różni pracujący w nich ludzie. Ale tak
            samo jest z mamami - ja akurat lubię siedzieć z dziećmi i rysować, wychodzić z
            nimi na place zabaw i w różne fajne miejsca dla dzieci, czego mój mąż po prostu
            nie znosi. Za to potrafi z dziećmi bawić się klockami i gra z nimi w gry
            planszowe. Rodzice też są różni i nie wszyscy lubią i potrafią zajmować się
            małymi dziećmi. Później trafiają do zerówki dzieci, które nie potrafią trzymać
            nożyczek, czy ołówka, albo nie jedzą same.
      • agava00 Re: Jak rozwiązywać problemy w przedszkolu 21.10.08, 10:29

        a ja urodzilam corke w polowie drugiego roku i dalam rade skonczyc studia bez
        najmniejszej obsuwy, z dobrym wynikiem, i w duzej mierze dzieki rodzicom, ktorzy
        nas przez 4 lata finansowali

        moj maz - moj rownolatek
        nie dalo sie pracowac i studiowac jednoczesnie

        kiedy bylam na piatym roku, moje dziecko chodzilo juz do przedszkola - poszla w
        wieku niespelna 3 lat
        przedszkole i zlobek oplacalam ze stypendium naukowego
        reszte dawali rodzice

        bez pomocy rodzicow nie dalibysmy rady
        z reszta... oni tez by nie pozwolili, zeby ktores z nas przerwalo nauke

        --
        -----------
        Mistrzyni Igły i Druta znów w akcji
        Zuzia i Paweł
        • azile.oli Re: Jak rozwiązywać problemy w przedszkolu 21.10.08, 11:13
          I ja to rozumiem.Skoro rodzice zaoferowali pomoc, można z niej
          skorzystać, choć dla mnie decydowanie się na dziecko w sytuacji,
          gdzie przynajmniej jedno z rodziców nie pracuje i nie może podjąć
          tej pracy ze względu na studia(co rozumiem) jest trochę
          nieodpowiedzialne. Ale żeby nie było, że kogoś oceniam. Różnie się w
          życiu plecie i czasem tak wychodzi.W kochającej się rodzinie rodzice
          są wsparciem dla dzieci i jest to naturalne.W twojej sytuacji
          normalne było oddanie dziecka do przedszkola, trudno, żebyś
          zabierała je na zajęcia.Konieczność pracy jak i ukończenia studiów
          jest dla mnie w pełni zrozumiała, sama kończyłam stydia mając dwójkę
          dzieci.Na szczęście żadne nie musiało chodzić do żłobka.Załatwiłam
          sobie indywidualny tok studiów, kiedy szłam na zajęcia z dziećmi
          zostawał mąż.Nie korzystaliśmy z pomocy babć, bo ustaliliśmy, że
          sami będziemy wychowywać nasze dzieci.Ale różne są sytuacje. I każdy
          robi tak,jak uważa.Dyskusja niepotrzebnie zeszła na tematy
          finansowe, bo od początku podkreślałam,że sytuacja, gdzie musi
          pracować oboje rodziców jest normalna i najczęstsza.Miałam raczej na
          myśli mamy, które męczy ciągłe przebywanie z dzieckiem i oddając je
          do przedszkola tłumaczą się dobrem dziecka. Dla mnie dbają one
          przede wszystkim o swoje dobro.Pewna doza egoizmu jest nawet
          zdrowa,ale w odniesieniu do własnego dziecka trochę nie w
          porządku.Zresztą jeśli ktoś uczciwie przyzna, że musi trochę
          emocjonalnie odpocząć od dziecka, to nawet jestem w stanie go
          zrozumieć, bo to ludzkie, nawet własnego dziecka można mieć czasami
          dość.Ale wkurza mnie , gdy ktoś dorabia do tego ideologię w postaci
          jakichś niezwykle edukacyjnych i wychowawczych dobrodziejstw ,
          płynących z przedszkola.Może wpłynąć pozytywnie, może też
          negatywnie, zależy od wielu czynników.
    • dilmahh Re: Jak rozwiązywać problemy w przedszkolu 21.10.08, 20:04
      Policzmy jak to wygląda w przeciętnej rodzinie. Rodzice pracują na
      cały etat, więc jest to osiem godzin plus dwie godziny na dijazd.
      Piszę tu o dużych miastach, na wsiach dzieci, jak wynika z licznych
      danych rzadko uczęszczają do przedszkola. Tak więc trzylatek spedza w
      przedszkolu najmniej dziewięc a często dziesięc godzin. Biorąc pod
      uwagę jakie są potrzeby wypoczynku nocnego takiego dziecka, to dla
      rodziców zostaje około trzech, góra czterech godzin "obcowania" z
      własnym dzieckiem. Na cały dzień. Ja rozumiem, że większość ludzi w
      Polsce po prostu musi posyłać trzylatki do przedszkola. Tylko, na
      Boga, nie dorabiajcie do tego ideologii, że dziecko na tym korzysta.
      Korzystałoby, gdyby było oddawane na godzin pięć. A tak jest to po
      prostu smutna konieczność. I z pewnością dla tak małego dziecka nie
      jest to żadna atrakcja ani korzyść.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka