Dodaj do ulubionych

Jak nauczyć małe dziecko czytać

23.03.09, 14:11
Wiem, ze ten temat byl juz poruszany na forum , ale nie znalazlam
odpowiedzi, ktora by opisywala konkretne efekty nauki u malych
dzieci. Czy ktos pracowal ta metoda i widzial efekty u dzieci w
wieku np 1,5 do 3 lat? moja corka ma 16 msc i mowi 7 slow, wiec
zastanawiam sie w jaki sposob mozna by bylo praktycznie ustalic czy
ona by cos z takiej nauki wiedziala.Szczegolnie, ze jeszcze nie zna
nazewnictwa wszystkich przedmiotow.Czy ktos pracowal ta metoda w
rodzinie, w ktorej sie mowi dwoma jezykami?
Edytor zaawansowany
  • asia.sthm 23.03.09, 14:43
    A co na to Julka, chce juz czytac?
    --
    po prostu, prosto z mostu....
  • atena12345 23.03.09, 15:03
    według mnie uczyć czytać 1,5 roczne dziecko to troche bez sensu. Po
    co? będzie miała jeszcze czas. Moja córcia jak miała 20 miesięcy
    umiała nazwać poszczególne literki. Nauczyła się "przypadkiem" na
    takich literkach-magnesach na lodówkę. Bawiło ja to, pytała, ja
    odpowiadałam. I tyle. Wszyscy oczywiście podziwiali, że takie
    dziecko to na pewno zacznie niedługo czytać. Ale czytanie ją nie
    interesowało, więc nie uczyliśmy się. Nauczyła się w wieku 5 lat w
    ciągu 2 tygodni. Teraz ma równe 6 i czyta płynnie bez sylabizowania.
    Więc po co aż tak się spieszyć?
  • truscaveczka 23.03.09, 14:59
    Noooo, ale spóźniliście się! Literki to z mlekiem matki, a teraz to już
    przechlapane, nie da rady sie nauczyć...*



    *ironia
    --
    "Nie zgadzam się z tobą, ale nie było moim celem zrobienie ci przykrości." /by
    Idomeneo/
    http://i102.photobucket.com/albums/m89/mmharia/th_strawberry1.jpgWięcejmnie
  • kasiak1004 23.03.09, 15:44
    nie wydaje mi sie, zeby tak male dziecko moglo sie nauczyc czytac.
    ale mowic w innym jezyku czemu nie. my mamy kilka miedzynarodowych
    rodzin i tak: 3-latek mowil plynnie w dwoch, trzeci jezyk rozumial
    ale mniej mowil; pieciolatka 6-latka mowi w czterech jezykach w tym
    z dwojch juz czyta i troche pisze.
    zadne z tych dzieci z tego co mi wiadomo do niczego nie bylo
    przymuszanych, uczyly sie od poszczegolnego rodzica, rozmowy
    rodzicow i tv czyli uczyly sie ze sluchu. u nas w domu mlody tez
    slyszy 4 jezyki wiec mam nadzieje ze pojdzie w slady starszych
    kolegowtongue_out
    POZDROWIENIA
  • kasiak1004 23.03.09, 15:50
    aha corka mojego brata w wieku ok 3 lat znala na pamiec cala
    Lokomotywe Tuwima, bo jej codziennie czytali. wiec jak ktos ja
    odwiedzil to recytowala wiersz z ksiazka w reku i do tego
    przewracala strony. wygladalo jakby naprawde umiala czytac i wszyscy
    byli w szoku hehhe

    ale to tak na marginesie, tak mi sie przypomnialo jaka male dzieci
    moga mic pamiec
    nadal uwazam jednak ze takie male dziecko jednak nie bedzie czytac
  • angazetka 23.03.09, 16:10
    Dlaczego chcesz nauczyć czytać półtoraroczne dziecko? Toż to
    znęcanie się czystej wody. Nauczyłam się czytać, gdy miałam 4 latka -
    bo chciałam, a nie dlatego, że miałam rodziców z przerostem
    ambicji.
  • ewa_mama_jasia 23.03.09, 18:28
    Nauczycie czytać, a co potem? Jak zabronicie dziecku np. dwuletniemu
    czytania informacji dla niego nieprzeznaczonych? Np. o aktach
    przemocy w gazecie? Chyba, że to nie ma dla Was znaczenia.
    Ja zastanawiałam się nad nauczeniem dziecka czytania w wieku dwóch
    lat, szczególnie że już w wieku 20 miesięcy operował
    osiemdziesięcioma słowami, ale przeszło mi. Będzie miał cztery lata,
    wtedy pomyśle.
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • verdana 23.03.09, 19:12
    Mozna tez nauczyć dziecko tabliczki mnozenia - tylko po co?
    Dziecko w tym wieku nie potrafi, a moze i nie powinno samo czytać.
    Nawet książeczki dla dzieci wymagaja objasnień doroslego. Dziecko
    moze technicznie umiec czytać, ale tresci nie zrozumie - zly wstęp
    do poznawania literatury...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kropkaa 27.03.09, 15:53
    Kur matematyki też jest, spokojnie wink
  • kropkaa 27.03.09, 15:54
    KurS
  • kasiak37 23.03.09, 22:08
    hehe,a, moze w lazience leza stale gazety to jak dzieciak idzie na "posiedzenie"
    to co sie ma nudzic?Poczyta sobie a to wiadomosci ze swiata,gielde albo sporttongue_out
    --
    Landryna
  • zapinka_ak 23.03.09, 22:22
    generalnie 1,5 letnie dziecko jako tako nauczyć można...tzn.dziecko będzie
    umiało rozpoznawać nauczone wyrazy, ale nie literki, nie złoży z literek
    wyrazu,ale nauczy się całego...na pamięć po prostu..mozg dziecka w wieku 2 lat
    jest bardziej podatny na naukę, chłonny niż u 6 latka dlatego to się
    sprawdza....polega to na pokazywaniu już nawet półtora rocznemu dziecku wyrazów
    napisanych dużymi literami na kartce...i głośne wypowiadanie-nie
    sylabizujemy..pokazujemy około kilku sekund bo dziecko tylko na tyle jest się w
    stanie skopić...po 2-3 wyrazy dziennie....i tak co w kolko...w końcu jak
    pokażemy dziecku tabliczkę to odczyta wyraz..po prostu pamięta...zapis graficzny....
  • zapinka_ak 23.03.09, 22:24
    właśnie zauważyłam, że została stronka podana do tego tematu i tam jest wszystko
    wyjaśnionesmile
  • donkaczka 24.03.09, 11:16
    paniom dywagujacym obok tematu polecam lekture: glenn doman "jak nauczyc male
    dziecko czytac" a potem dyskusje po co, rozmowy i czym czego sie nie zna sa
    pustym klepaniem


    przeszukaj forum podajac slowo kluczowe "doman" takze forum "male dziecko" i
    "niemowle" i napisz na priv do dziewczyn ktore metode stosuje, zwlaszcza do tych
    ze starszych watkow, ktore konkretnie pisaly ze stosuja, chetnych do ebooka
    dlugie listy byly ale pewnie ulamek w koncu to robil


    ja stosuje zrywami z braku czasu i dosc krotko, wiec o efektach trudno mowic
    teraz zaczne znowu, skasowalam sobie nieco obowiazkow wiec moze wytrwam w
    regularnosci smile

    nie kupujcie zadnych cudow na allegro i na stronach internetowych

    ksiazke za 25pln kupicie w fundacji, napisz do nich

    www.fundacja-dom.opole.pl/metodyreh/doman.php
    i sama rob karty, zestaw slow jest bardzo indywidualny i zmienny, te gotowce sa
    bez sensu

    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • aniucha333 24.03.09, 11:35
    > paniom dywagujacym obok tematu polecam lekture: glenn doman "jak
    nauczyc male
    > dziecko czytac" a potem dyskusje po co, rozmowy i czym czego sie
    nie zna sa
    > pustym klepaniem
    >

    Donkaczka - brawo za ten komentarz!!!
  • donkaczka 24.03.09, 11:18
    aha u nas beda dzieci dwujezyczne, tylko polskiego ucze, niemiecki i tak im
    wejdzie w mowie i pismie, to polski wymaga u nas pracy
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • aniucha333 24.03.09, 11:31
    rodzicejulki:

    ale nie znalazlam
    > odpowiedzi, ktora by opisywala konkretne efekty nauki u malych
    > dzieci.

    Ano takie ze twoje dziecko bedzie bardziej rozwiniete i
    spokojniejsze niz jego rowiesnicy. Zdaniem moim i jeszcze pary
    innych, frustracja u dzieci (te rzucanie sie na podloge, placze,
    etc) czestokroc sie bierze z tego ze ich ciekawosc swiata i ped do
    nauki (taak drodzy krytykanci i malkontenci - wasze pociechy sa
    wybitne i to tylko od was zalezy czy in stworzycie odp. warunki
    rozwoju) - pamietaj dziecko jest produktem swojego srodowiska. Jesli
    to srodowisko jest do czterech liter bo chce maluchowi
    zapewnic 'dziecinstwo' czyli kolejny frazes wyglaszany przez
    doroslych leni, nieukow i tumiwisizmow - to niestety i taki bedzie
    jeog produkt. I nie nalezy plakac potem ze pociecha niecierpi nauki,
    nie chce sie uczyc i kojarzy wszelkie czytanie, uczenie sie,
    zwiedzanie muzeow za dopust bozy.

    moja corka ma 16 msc i mowi 7 slow, wiec
    > zastanawiam sie w jaki sposob mozna by bylo praktycznie ustalic
    czy
    > ona by cos z takiej nauki wiedziala.

    prostym sposobem - pokazesz jej, np. 2 rozne slowa - jedno
    mowiace 'pies' a drugie 'kot', i zapytasz gdzie jest napisane 'kot'.
    Padniesz z wrazenia jak twoja pociecha ci wskaze na to slowo.

    Czy ktos pracowal ta metoda w
    > rodzinie, w ktorej sie mowi dwoma jezykami?

    Ja tak robie. Ucze i po ang. i po pol. Nic trudnego bo robi 2
    zestawy tych samych slow tylko ze w dwoch roznych jezykach. toche
    wiecej pracy ot tyle.

    Tu masz strony Instytutu Domana (oferuja tez kursy w Europie):
    www.iahp.org/Upcoming-Courses.237.0.html
    tu masz linki do polskie strony sprzedajacej materialy:
    www.genialnymaluch.pl

    a tu ksiazke Rojkowskiej omawiajaca ta metoda "Naucz male dziecko
    mysle i czuc" (kosztuje 25 zl).

    pozdrawiam

    jak chcesz wiedziec wiecej to pisz na mojego maila. Na razie
  • donkaczka 24.03.09, 13:32
    genialnego malucha odradzam

    karty robi sie samemu, indywidualnie pod dziecko i dynamicznie zmienia zestawy,
    wydawanie kasy na gotowca jest bez sensu, bo ani ilosc ani zakres slow nie jest
    wystarczajaca


    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • aniucha333 24.03.09, 15:33
    > genialnego malucha odradzam

    Ja zamawiam od nich tylko puste gotowe kartki do nauki czytania.
    Nigdy nie zamawialam ich zestawow do czytania. Bo i po co? Sama
    robie lepsze smile

  • aniucha333 24.03.09, 15:44
    dynamicznie zmienia zestawy,
    > wydawanie kasy na gotowca jest bez sensu, bo ani ilosc ani zakres
    slow nie jest
    > wystarczajaca
    >

    Dokladnie - jesli wprowadzisz 5 zestawow dziennie kazdy po 10 slow.
    Zakladajac ze po 5 dniach trzeba codziennie do kazdego zestawu
    wprowadzac nowe slowo to sporo slow miesiecznie ci wyjdzie.

    Oto moja rada: zanim zaczniesz robic jakiekolwiek slowa, przejdz sie
    po domu z kartka papieru i dlugopisem i zapisz wszystko co macie w
    domu (np. lodowka, stol, tablica, okno, etc), potem poza domem (np.
    trawnik, ulica, rower, lampa, etc) a potem mozesz tez brac slowa z
    ksiazek dla maluchow. W pozniejszym okresie bedziesz ponownie uzywac
    slow juz przerobionych i budowac z nich zwroty dwuwyrazowe, frazy,
    zdanie, etc.

    Potem jak juz uzbierasz na tej kartce z tak 600 slow, siadz wez
    gruby czerwony permanentny pisak i przenies te slowa na arkusze.
    Czcionka musi byc b. duza. Ja tak robie i zrobienie tak z 1000 slow
    zabiera mi moze 1 do 2 godz raz na miesiac. Moj znajomy kiedys
    zrobil swojemu dziecku 6,000 slow w 3 dni (tzn. nie siedzac caly
    dzien ale pare godzin dziennie) i nie musial nic robic przez dlugi
    okres czasu bo mial mnostwo materialu.

    I wiem brzmi to przerazajaco ze skad ja tyle slow wezme smile Hmm, z
    glowy, z ksiazek ktore TY czytasz (tak, tak nie przerazaj sie ze
    dziecko nie rozumie) z TV. Moja dziecinka teraz przerabia slowa
    takie jak np. przedyskutowac, popyt, podaz, polityka monetarna,
    idiom, onomatopeja, etc. Za kazdym razem jak jej takie slowa
    pokazuje to jej tlumacze co one oznaczaja. I prosze nie linczujcie
    mnie ze taaaakie truuudne slowa 3 letnie dziecko zna smile Zna je bo
    wszystkie proste juz dawno poznala smile

    Ucze ja od tak prawie 2 lat i efekty mnie naprawde zadziwija kazdego
    dnia smile

    zycze owocnej nauki czytania smile
  • verdana 24.03.09, 17:24
    Małe dziecko powinno sie uczyć - ale nie czytania. Małe dziecko - 2-
    3 letnie powinno wlasnie biegac, skakać, budowac z klockow, a nie
    byc "spokojniejsze". Owszem, warto dziecku czytać - ale kompletnie
    nie rozumiem, po co tracic miesiace na cos, czego trochę starsze
    dziecko nauczy się w miesiac - i bedzie miało z tego pozytek.
    Jaki pozytek ma dwu-trzy latek z przeczytania słowa "lampa?" I czy
    bedzie umało przeczyytac tez "lampami" "lampie" itd - czy też - bo
    polski to nie angielski- nauczy sie wyłącznie czytać słowa w
    mianowniku???

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • donkaczka 24.03.09, 18:21
    dlatego wlasnie polecam przeczytanie ksiazki, ebooki sa w necie, nie bedzie Cie
    dreczyc wizja katowanego nauka czytania dwulatka smile
    glenn doman jest specjalista rehabilitacji dzieci z porazeniem mozgowym, lektura
    jest bardzo ciekawa

    nie o nauczenie, a o nauke idzie
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • verdana 24.03.09, 18:59
    Naprawde, dwulatka warto uczyć, ale tego co jest potrzebne
    dwulatkowi. A nie tego, z czego mu nic nie przyjdzie, za wyjątkiem
    chwaly jego rodziców. Znacznie wiecej da mu czytanie przez mame na
    głos niz uczenie się czytania metoda wyrazową, kiedy nic sobie nie
    poczyta...
    Znam metode Domana - i słusznie piszesz - jest ona przeznaczona dla
    chorych dzieci nie zdrowych dwulatków. I co wiecej uzwgledna
    specyfikę jezykow, gdzie wyrazy raczej się nie odmieniają.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 25.03.09, 09:02
    > Znam metode Domana - i słusznie piszesz - jest ona przeznaczona
    dla
    > chorych dzieci nie zdrowych dwulatków. I co wiecej uzwgledna
    > specyfikę jezykow, gdzie wyrazy raczej się nie odmieniają.


    Nic o tej metodzie nie wiesz. Jak bys wiedzial to bys nie pisala
    takich dyrdymal. Pomysl jak to jest nielogiczne to co piszesz.
    Twierdzisz ze nauki czytania wg Domana jest tylko dla dzieci
    chorych. Tak? I pamietaj my nie mowimy tu o dzieciach z alergiami
    czy zwichnieta noga. My tu mowimy o dzieciach z tak duzymi
    uszkodzeniami mozgu ze lekarze nie daja takim dzieciom szans na
    normalne zycie. Wiec jesli dziecko ktorego mozg prawie ze w 3/4
    uszkodzony potafi sie nauczyc czytac to metoda to dlaczego dziecko
    ktore jest zdrowe jak ryba nie moze???? Wg tego co mowisz zdrowe
    dzieci sa mniej zdolne do nauki czytania ta metoda. Kompletny
    bezsens.

    I zdrowe i chore dzieci korzystaja na nuce czytania ta metoda. Nie
    dajcie sobie wmowic inaczej. A przede wszystkim przeczytajcie
    ksiazki napisane przez Domana i ta Rojkowskiej.
  • verdana 25.03.09, 16:51
    Te dzieci uczy się rónież chodzić. Dziecka zdrowego takimi metodami
    nie uczysz, prawda?
    A ono i tak chodzi... O wiele sprawniej, niż gdybyc przyspieszajac w
    drugim miesiacu zycia zaczęła go uczyć chodzic metodami
    zarezerwowanymi sla starszych dzieci z porazeniem mózgowym. I
    niewiele by na tym skorzystało...
    Metody stosowane dla dzieci chorych nie zawsze sa dobre dla
    zdrowych. I tyle.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • anja0123 01.04.09, 15:24
    Aniucha, a Ty piszesz o uczeniu dziecka czytania i mowienia w jezyku
    polskim? Jesli tak, to troche mnie to dziwi, bo czytajac Twoje posty
    niestety odnosze wrazenie, ze Ty sama nie wladasz tym jezykiem zbyt
    dobrze...
  • mak-111 24.03.09, 20:07
    dlatego wlasnie polecam przeczytanie ksiazki, ebooki sa w necie, nie
    bedzie Cie
    > dreczyc wizja katowanego nauka czytania dwulatka smile
    > glenn doman jest specjalista rehabilitacji dzieci z porazeniem
    mozgowym, lektur
    > a
    > jest bardzo ciekawa

    w takim razie zapewne orientujesz sie, ze nie wszsycy terapeuci i
    psychologowie w pelni popieraja te metode i nie uwazaja tego za "nie
    katowanie"???
    zapewne tez poczytalas na temat czytania ze zrozumieniem i jego
    znaczeniu w procesie nauki?
  • aniucha333 25.03.09, 08:57
    > zapewne tez poczytalas na temat czytania ze zrozumieniem i jego
    > znaczeniu w procesie nauki?

    I ty mi powiesz ze starsze dzieci czy nawet mlodziez rozumie
    wszystko co czyta? Ja jak czytam nowe pozycje z mojej dziedziny
    czesto musze je przeczytac pare razy by zrozumiec dany koncept/nowy
    przepis. I co powinnam je rzucic bo nie zrozumialam za pierwszym
    razem?

    A czy proces uczenia sie na tym nie polega ze uczysz sie rzeczy
    ktore sa nieznane, nowe, trudne by potem staly sie dla ciebie
    chlebem powszednim?

    I dlaczego zakladasz ze nie jest tak samo z dzieckiem? Czy nauka
    chodzenia nie jest jednym z najwieszych wyznan dla dzieci? A co a
    propos nauki mowienia? Czy nie jest to arcytrudne an poczatku? A
    potem po wielu probach staje sie najlatwiejsza rzecza pod sloncem.
    I tak to sie ma do wszystkiego w zyciu.

  • mak-111 25.03.09, 13:34
    I ty mi powiesz ze starsze dzieci czy nawet mlodziez rozumie
    > wszystko co czyta? Ja jak czytam nowe pozycje z mojej dziedziny
    > czesto musze je przeczytac pare razy by zrozumiec dany
    koncept/nowy
    > przepis. I co powinnam je rzucic bo nie zrozumialam za pierwszym
    > razem?


    nie mowie, ze wszyscy rozumieja to co czytaja od poczatku, ale
    jednym z aspektow czytania prawidlowego jest czytanie ze
    zrozumienim. nie chodzi o to aby 6-7 latek rozumial np.freuda, ale
    teksty dostosowane do jego wieku.
    nie wszystkie teksty specjalistyczne rozumie sie od pierwszego razu,
    ale dzieki roznym umiejetnosciom (skladania sylab, wyrazow w calosc,
    zapamietywania i wychwytywania sensu itp.)jednak potrafimy to
    zrozumiec.
    "czytanie" calych wyrazow przez dziecko jest tylko rozpoznawaniem
    ich graficznego obrazu, ktore zapewne swietnie rozwija pamiec,
    koncentracje i umiejetnosci jezykowe, ale nie jest prawdziwym
    CZYTANIEM.
  • donkaczka 25.03.09, 18:38
    > "czytanie" calych wyrazow przez dziecko jest tylko rozpoznawaniem
    > ich graficznego obrazu, ktore zapewne swietnie rozwija pamiec,
    > koncentracje i umiejetnosci jezykowe, ale nie jest prawdziwym
    > CZYTANIEM.

    dziewczyno co ty wypisujesz?
    czytanie tekstu bez zrozumienia to zupelnie inna funkcja, smiem twierdzic ze w
    twoich kryteriach to polowa spoleczenstwa nie umie czytac

    jak mozna twierdzic ze umiejetnosc przeczytania tekstu czytaniem nie jest?? tzn
    jak dziecko przeczyta"kamyczek powiedzial nie" to co? niezrozumietego??
    zapetlilas sie tak ze mi z wrazenia wszystko opadlo
    a juz chwalenie sylabizowania, no comments
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • angazetka 25.03.09, 18:54
    > czytanie tekstu bez zrozumienia to zupelnie inna funkcja, smiem
    twierdzic ze w
    > twoich kryteriach to polowa spoleczenstwa nie umie czytac

    Przecież nie umie. Poszukaj sobie badań na ten temat - analfabetyzm
    funkcjonalny, nieumiejętność zrozumienia prognozy pogody czy
    rozkładu jazy autobusów.
    I nie wiem, co Cię tak dziwi: wyobraź sobie, że masz teraz
    przeczytać tekst z kompletnie obcej Ci dziedziny. Owszem,
    przeczytasz go, ale nie zrozumiesz. Tak ma małe dziecko, które
    znaczeń wielu słów jeszcze nie zna.
  • donkaczka 25.03.09, 20:05
    dzizas, ale tak sie czlowiek rozwija, czyta nie rozumie, docieka
    sama pamietam, ze czasem czytalam ksiazki i czegos nie kumalam, slow lub sytuacji
    doroslam, zrozumialam

    zreszta srednio sobie wyobrazam dziecko czytajace ksiazki poza jego zasiegiem,
    to w koncu rodzic podsuwa

    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • jakw 26.03.09, 12:33
    aniucha333 napisała:
    > Czy nauka chodzenia nie jest jednym z najwieszych wyznan dla
    dzieci? A co a propos nauki mowienia?

    Hm, a uczysz chodzić dziecko 3-miesięczne, a od roczniaka
    oczekujesz, że będzie mówiło pełnymi zdaniami?
  • donkaczka 25.03.09, 09:37
    smile

    podaj mi jedna teorie/metode co do ktorej sie sceptyczni fachowcy nie znajda smile
    zawsze sa za i przeciw, w kazdej dziedzinie, a co dopiero w tak subiektywnej
    jaka jest psychologia

    paszczakowna - to samo chcialam napisac - dla mnie to kolejna z zabaw, mimo
    puzzli, gier, rozmaitych cudow zawsze cos nowego sie przyda

    verdano, nie chodzi o nauczenie, a o uczenie, przynajmniej dla mnie

    mozg dziecka jest oblednie chlonny i plastyczny, jesli moge troche wplynac na
    jego ksztaltowanie, to chetnie
    a w 3latku umiejacym czytac nic zlego nie widze, ze wspolnego czytania i tak nie
    zrezygnujemy

    i rozbawila mnie uwaga o tresciach nieodpowiednich - no mnie sie dzieci nie
    urywaja do kolegow i nie szperaja po polkach w kiosku bez kontroli, a juz na
    pewno nie trzylatki smile a pieciolatki juz i tak umieja czytac czesto i takich
    dylematow jakos ludzie nie maja

    klasyczny objaw - nie znam, nie rozumiem, szukam dziury w calym


    aniucha, wyluzuj troche, takim napadowym pisaniem ludzie sie zniecheca i
    nastawia niekorzystnie




    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • aniucha333 25.03.09, 11:06
    > aniucha, wyluzuj troche, takim napadowym pisaniem ludzie sie
    zniecheca i
    > nastawia niekorzystnie
    >

    No to sorry bo ja na nikogo nie napadam tylko widze tylko
    nielogicznosci w tym co niektorzy pisza i tylko to wskazuje.

    Mi to naprawde rybka czy ktos uczy czy nie uczy. Tylko dlaczego
    pozwalac obrzucac blotem cos co tak swietnie dziala? Niewiedza czy
    zwykla zazdrosc?

    O metodzie Suzuki ktora dokladnie to samo robi co Doman z tym ze
    uczy maluczy grac na skrzypcach nikt tak nie pisze. Dlaczego?!
  • kropkaa 27.03.09, 16:15
    > nie wszsycy terapeuci i psychologowie w pelni popieraja te metode
    i nie uwazaja tego za "nie katowanie"???

    A wiesz ilu ja rzeczy w wychowaniu nie popieram? A ilu pedagogów
    jest dennymi, leniwymi i głupimi ludźmi, którzy poszli na WSP i
    nauczanie początkowe, bo nigdzie indziej by się nie dostali i była
    to ich jedyna szansa na jakiekolwiek studia? Sorry, jak patrzę na
    moje koleżanki z klasy (z podstawówki), które teraz są
    nauczycielkami (niektóre ćwoki nawet w lo uczą i każą się tytułować
    per pani profesor...) to powiem szczerze, acz niepoprawnie - gdyby
    taka Kasia czy Dorota miała moje dziecko uczyć, to rzucam pracę,
    żyję w biedzie i zaczynam edukację domową, bo nie chcę, by półgłówek
    uczył moje dziecko. Oczywiśnie znam też bardzo dobrych nauczycieli,
    z powołaniem i chęcią, i na takich mam nadzieję, trafi moje dziecko.
  • paszczakowna1 24.03.09, 22:46
    A czy znane są badania wynikow polskich dzieci uczonych w ten sposob w szkole?
    Obawialabym sie problemow w nauce pisania. Czesc dzieci czytajacych wyrazowo na
    pewno nauczy sie literowac i sylabizowac, ale czy wszystkie? Nie lepiej to,
    uwzgledniajac specyfike jezyka polskiego, laczyc czytanie wyrazowe i sylabowe (i
    nieco pozniej, raczej po 3-cim roku zycia)?

    Jesli (JESLI) to nieszkodliwe, to moim zdaniem zaden problem. Dla dziecka to
    zabawa, a nie tak latwo wymyslac zabawy dla dzieci w tym wieku.
  • aniucha333 25.03.09, 08:49
    Czesc dzieci czytajacych wyrazowo na
    > pewno nauczy sie literowac i sylabizowac, ale czy wszystkie?

    literowanie czy sylabizowanie to najprostszy sposob na wolne
    czytanie.

    Nie lepiej to,
    > uwzgledniajac specyfike jezyka polskiego, laczyc czytanie wyrazowe
    i sylabowe (
    > i

    Doman uczy czytanie globalnego, calych wyrazow, fraz, zdan. Tak tez
    ucza na kursach szybkiego czytania. Wiec to ze kiedys tam plugiem
    ziemie orano i nie latano samolotami tylko wozem z koniem nie
    oznacza ze tak jest lepiej. Tak samo to sie ma do czytania
    tradyacyjnego - stara bezsensowna metoda ktorej wszyscy kurczowo sie
    trzymaja nie wiedziec czemu.

    Nie lepiej to,
    > uwzgledniajac specyfike jezyka polskiego, laczyc czytanie wyrazowe
    i sylabowe (
    > i

    A co w tym jest szkodliwego? To tak samo jak czytanie z mama tylko
    ze tutaj dziecko ma duze litery ktore WIDZI. I mam mu je czyta na
    glos wskazujac palcem. Ot tyle.

  • angazetka 25.03.09, 10:52
    Piszesz trochę jak członek sekty, wiesz? wink
  • aniucha333 25.03.09, 11:00
    Moj maz jeszcze do niedawna tak mowil. Po pol roku uczenia dziecka
    ta metoda przestal big_grin Tylko patrzy na dziecko i mowi ze to co ona
    umie przerasta jego najsmielsze marzenia big_grin

    czy tych co walczyli o Doline Rospudy tez nazywasz sekciarzami albo
    ekoterrorystami? Bo maja pasje i walcza o nia?
  • angazetka 25.03.09, 11:18
    > czy tych co walczyli o Doline Rospudy tez nazywasz sekciarzami
    albo ekoterrorystami? Bo maja pasje i walcza o nia?

    Co ma do tego Dolina Rospudy? Akurat walkę o nią popieram - choć nie
    bezkrytycznie.
    A sekciarzem mogę nazwać osobę, która nie rozumie, że jej pogląd na
    życie nie musi całego świata wprawiać w zachwyt (np. ekolog od
    Rospudy, który bagatelizuje koszmar ludzi w Augustowie, albo pani na
    forum, która nie rozumie, że nie dla każdego celem nadrzędnym jest
    czytający półtoraroczniak, a mózg dziecka można stymulować na 100
    innych sposobów).
  • aniucha333 25.03.09, 13:00
    pani na
    > forum, która nie rozumie, że nie dla każdego celem nadrzędnym jest
    > czytający półtoraroczniak, a mózg dziecka można stymulować na 100
    > innych sposobów).


    Pani na forum tylko sie wypowiada na jeden waziutki temat dot.
    dzieci. Gdybys sobie zadala trudu zapytac tej pani cos wiecej to bys
    odkryla milion innych rzeczy ktore ta pani wie i ktore ta pania
    pasjonuja. Metoda Domana jest jedna z miliona innych smile

    (np. ekolog od
    > Rospudy, który bagatelizuje koszmar ludzi w Augustowie

    A kto ten koszmar tym ludziom stworzyl? Ekolodzy czy zwykla ludzka
    bezmyslnosc ktora drogi im kiedys tam pobudowala nie myslac o
    skutkach?

    I sorry nie ze mam cos do ciebie ale ostatnio czytalam komentarze
    ludzi wypowiadajacych sie na ten temat i rece mi opadly. Wolelby
    miec droge i zniszczyc unikalne srodowisko natury. Skad w ludziach
    az taka krotkowzrocznosc?
  • angazetka 25.03.09, 13:22
    > Gdybys sobie zadala trudu zapytac tej pani cos wiecej to bys
    > odkryla milion innych rzeczy ktore ta pani wie i ktore ta pania
    > pasjonuja.

    No i? Mnie też pasjonuje milion rzeczy, to bardzo prawidłowe smile

    > A kto ten koszmar tym ludziom stworzyl?

    A czy ja mówię, że ekolodzy? Rozumiem dobro, jakim jest środowisko
    naturalne, rozumiem dobro, jakim jest bezpieczeństwo przy poruszaniu
    się po własnym mieście. Warto szukać rozwiązania, które te dwa dobra
    pogodzi, a nie krzyczec, że ważne jest tylko jedno z dóbr.
  • aniucha333 25.03.09, 14:04
    > No i?

    no i nic.

    Warto szukać rozwiązania, które te dwa dobra
    > pogodzi, a nie krzyczec, że ważne jest tylko jedno z dóbr.

    wydaje mi sie ze to co teraz uwazamy za metody extremalne za pare
    lat stanie nie norma. Niszczejace srodowisko naturalne w takim
    stopniu w jakim to sie obecnie dzieje na swiecie wymaga niestety
    uzycia 'ostrych' srodkow. ZA 20 lat bedziemy tym
    tzw. 'ekoterrorystom' wdzieczni za to ze ochronili cos co moglo
    zniknac bezpowrotnie. A ludzie czy tak czy siak marudzic beda bo
    taka ich natura.

  • angazetka 25.03.09, 14:29
    > A ludzie czy tak czy siak marudzic beda bo taka ich natura.

    O tym właśnie pisałam - brak zainteresowania perspektywą inną niż
    własna. Pomieszkaj w Augustowie (uzdrowisku!), w którym zwykłe ulice
    są rozjeżdżane przez tiry i potem oceń, czy to takie zwykłe
    marudzenie, czy może jednak obwodnica dla tych ludzi to zbawienie.
  • ewanka 25.03.09, 14:59
    Mam tylko jedno pytanie do mam uczących dzieci czytać w tak młodym
    wieku (2 lata i okolice): czego Wasze dzieci będą się uczyły w
    szkole jeśli już opanują czytanie? Będą siedziały znudzone na
    lekcji, bo one już wszystko potrafią i albo rozrabiać i rozpraszać
    inne dzieci? Potem będą problemy typu: dlaczego moje dziecko nie
    słucha na lekcji? Może ma ADHD? A może będzie już miało nerwicę, bo
    matka trochę przegięła z edukacją na początku jego życia.

    Gdyby dzieci powinny uczyć się czytać jak tylko zaczną mówić, to
    takie zajęcia byłyby w żłobku i postępy byłyby kontrolowane przy
    okazji bilansu np dwulatka. A jakoś się tak nie dzieje i to nie z
    winy leniwych rodziców, opiekunów i lekarzy ale kolejności rozwoju
    dziecka. Więc może lepiej skupić się na tym, czy dziecko w tym wieku
    nie sika jeszcze w pieluchy i czy potrafi podzielić się swoimi
    zabawkami z innymi dziećmi w piaskownicy.

    Pozdrawiam
    E.
  • aniucha333 25.03.09, 16:20
    Więc może lepiej skupić się na tym, czy dziecko w tym wieku
    > nie sika jeszcze w pieluchy

    I tu cie zdziwie - moje juz nie sika od pol roku. Przestalo w wieku
    2.3 lat.

    i czy potrafi podzielić się swoimi
    > zabawkami z innymi dziećmi w piaskownicy.

    I to takze potrafi i to b. dobrze. Uwazam ze jest wrecz za grzeczna.

    czego Wasze dzieci będą się uczyły w
    > szkole jeśli już opanują czytanie?

    Robic tysiace bardziej ciekawych rzeczy niz nauka. A moze i
    przeskoczy z trzy klasy? smile Bedzie mi milobig_grin

    Albo jeszcze lepiej bedzie miec nauczanie indywidualne big_grin

    Ja czytac za bardzo nie potrafialam ale i tak umieralam z nudow na
    wiekszosci lekcji. Potem zaczelam czytac po kryjomu pod lawka na
    wiekszosci lekcji i dzieki temu jestem oczytana wink

  • verdana 25.03.09, 16:55
    No i kluczowe zdanie jest w tym "Bedzi mi miło". Bo bedziesz miala
    superdziecko. A że będzie w klasie z dziecmi o wiele starszymi, z
    ktorymi nie będzie miał normalnego kotaktu, albo że w ogóle
    pozbawisz go kolegów - to pestka. Wazne, ze mama będzie dumna, ze ma
    w domu geniuszka.
    Naprawde, Tobie chyba nie zalezy na dziecku, jako dziecku, tylko
    dziecku - jako okazie inteligencji.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 25.03.09, 22:50
    > No i kluczowe zdanie jest w tym "Bedzi mi miło". Bo bedziesz miala
    > superdziecko. A że będzie w klasie z dziecmi o wiele starszymi, z
    > ktorymi nie będzie miał normalnego kotaktu, albo że w ogóle
    > pozbawisz go kolegów - to pestka. Wazne, ze mama będzie dumna, ze
    ma
    > w domu geniuszka.

    Verdana - czy ty znasz jakas matke ktora nie lubi sie chwalic swoim
    dzieckiem? Bo ja nie. Moja wlasna matka mna sie wciaz chwalila jak
    polalam polrocze w moim liceum smile

    Moje dziecko jest geniuszkiem dla mnie, bo jest moje, bo jest takie
    kochane, bo jest takie moje smile



  • verdana 26.03.09, 09:22
    Owszem, chwalić się dzieckiem mogę. Ale nie bedę izolowac go od
    kolegów i zalatwiac mu domowa edukację - tylko dla własnej
    satysfakcji, nie patrzac na to, czy jest to dla dziecka dobre czy
    nie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 26.03.09, 10:46
    Ale nie bedę izolowac go od
    > kolegów i zalatwiac mu domowa edukację - tylko dla własnej
    > satysfakcji, nie patrzac na to, czy jest to dla dziecka dobre czy
    > nie.


    Domowa edukacja? No to chyba przedszkolna ale w domu? I izolowac?

    A gdzie ja to napisalam? Moje dziecko chodzi na grupowa rytmike,
    skrzypce, basen, ma znajome kolezanki. Na brak przyjaciol nie
    narzeka. Nie wspomne o rodzinie z ktora sie spotyka.

    I dlaczego ty tak usilnie starasz sie mi wciskac ze dzieci
    stymulownae przez rodzicow musza ale to musza byc aspoleczne??? Ja
    znam aspolecznych nieukow jak i wybitnie spolecznych doktorantow. To
    jak to sie ma do rzeczy? to najczesciej sa cechy charakteru a nie
    wyksztalcenia czy IQ.
  • verdana 26.03.09, 13:45
    Sama napisałaś, że możesz dziecko posłac o trzy klasy wyżej, albo
    załatwić indywidualną naukę. jesli dziecko nie jest jeszcze
    aspoleczne, to po takich doswiadczeniach będzie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 26.03.09, 15:46
    > Sama napisałaś, że możesz dziecko posłac o trzy klasy wyżej, albo
    > załatwić indywidualną naukę.

    przeciez kiedys tak uczono naszych przodkow - INDYWIDULANIE. I to
    jeszcze nie tak dawno. Mniej bylo wsrod owczesnych osob psychopatow,
    mordercow, socjopatow. Patrzac na dzisiejsze statystyki i to co sie
    dzieje w niektorych szkolach na swiecie mam wrecz wrazenie ze to
    szkoly wrecz 'hoduja' jednostki aspoleczne.

  • angazetka 26.03.09, 16:20
    > Mniej bylo wsrod owczesnych osob psychopatow, mordercow,
    socjopatow.

    Jakieś dane na potwierdzenie tej ryzykownej tezy?
  • verdana 27.03.09, 15:05
    Kompletna bzdura...
    jako historyk zapewniam , ze szkoły powszechne byly juzw
    starożytnym Rzymie, a dzieci uczono indywidualnie w późniejszych
    wiekach tylko do okreslonego wieku - potem zas wysylano do szkół.
    Albo nie uczono w ogole - większość spoleczenstwa była analfabetami.
    Jesli zaś chodzi o psychopatow, itd. to zareczam, ze wystarczy
    poczytac dzienniki z lat 30 XX wieku, co wlasnie teraz robię, aby
    zobaczyć w jak spokojnym i grzecznym spoleczeństwie żyjemy.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 25.03.09, 23:08
    > O tym właśnie pisałam - brak zainteresowania perspektywą inną niż
    > własna.

    Moja perspektywa jest chronic srodowisko dla moich dzieci. Nie zyje
    wg. tego przyslowia 'a po mnie chocby potop'.

    Pomieszkaj w Augustowie (uzdrowisku!), w którym zwykłe ulice
    > są rozjeżdżane przez tiry i potem oceń, czy to takie zwykłe
    > marudzenie, czy może jednak obwodnica dla tych ludzi to zbawienie.

    Mam znajomych ktorzy mieszkaja w domach przy torach tramwajowych.
    Dzien w dzien tylko slysza walenie kol po torach. Nie protestuja,
    nie wychodza na ulice, nie placza ze po wojnie przez srodek miasta
    wzdluz historycznych kamienic ktos im tory tramwajowe polozyl.

    A czy ci mieszkancy moze tak lamentuja bo kola nosa im przeszla ta
    gruba kasa na jaka liczyli ze dostana za sprzedaz ziemi pod budowe
    autostrady? Moze ich prywata byla wazniejsza niz te jak to oni
    nazwali 'ptaszki, zabki i kwiatki'?

    A przeciez nowa trasa autostrady sprawi ze te tiry i tak przez
    Augustow im jezdzic nie beda. To w czym problem? Nad czym teraz beda
    dalej lamentowac? Ta unijna kasa ktora im przeszla kolo nosa za ta
    ich ziemie?

  • angazetka 25.03.09, 23:53
    > Moja perspektywa jest chronic srodowisko dla moich dzieci. Nie
    zyje wg. tego przyslowia 'a po mnie chocby potop'.

    Żyjesz. 'Potop' jest obok Ciebie, a się nim nie przejmujesz.

    > A czy ci mieszkancy moze tak lamentuja bo kola nosa im przeszla ta
    > gruba kasa na jaka liczyli ze dostana za sprzedaz ziemi pod budowe
    > autostrady?

    A może ci ekolodzy tak protestują, by wyciągnąć łapówki, jak to
    miało miejsce w przypadku budowy centrów handlowych w Warszawie?

    > A przeciez nowa trasa autostrady sprawi ze te tiry i tak przez
    > Augustow im jezdzic nie beda. To w czym problem?

    W tym, że przez ostatnie dwa lata nic się w sprawie nie działo, bo
    na wariant proponowany przez ekologów, bardzo kosztowny, nie było
    kasy, a budowę tego niszczącego doline Rospudy wstrzymano. A oni
    żyli przy autostradzie.
    Myśl czasem o innych ludziach, to nie boli. Nie tylko ptaszki
    zasługują na godziwe warunki życia.
  • aniucha333 26.03.09, 08:55
    A oni
    > żyli przy autostradzie.

    Jak miliony innych ludzi zyjacych przy trasach prowadzacych do W-wy,
    Katowic, Lodzi i innych. I zyja.

    > Myśl czasem o innych ludziach, to nie boli.

    Mysle i dlatego jestem tak szczesliwa ze moje dziecko i wnuki beda
    mialy Doline Raspudy a nie smierdzaca trase.


    Nie tylko ptaszki
    > zasługują na godziwe warunki życia.

    Te ptaszki nikogo nie krzywdza, nic nie niszcza, nie zawadzaja
    nikomu a takie typy jak ty zyja w jakies bajce z lat 70 kiedy to
    pestycydy, niszczenie srodowiska i myslenie a po nas to chocby potop
    byly uwazane za postepowe.

    Obudz sie i spojrz na to co sie dzieje na swiecie. Swiat chroni
    srodowisko a nie chce je niszczyc majac swoja wygode na mysli.
  • angazetka 26.03.09, 11:26
    > Te ptaszki nikogo nie krzywdza, nic nie niszcza, nie zawadzaja
    > nikomu a takie typy jak ty zyja w jakies bajce z lat 70

    I Ty mnie pytasz, kogo uważam za sekciarza - otóż własnie osoby,
    które w d... mają innych ludzi, widzą tylko Ideę, a kto przeciw
    niej, tego zniszczyć, obrazić, wyśmiać. W końcu to tylko inny
    człowiek.
  • aniucha333 26.03.09, 12:56
    > I Ty mnie pytasz, kogo uważam za sekciarza - otóż własnie osoby,
    > które w d... mają innych ludzi, widzą tylko Ideę

    Nic a nic nie zrozumialas z tego co napisala. W d... to ty masz
    ludzi a moze raczej dobro publiczne. Ty opowiadasz sie za waska
    grupa spoleczna (mieszkancami Augustowa). A co a propos mieszkancow
    duzych miast? Czy oni nie powinni narzekac na poziom decybeli, kurzu
    i brudu?

    Dobrem publicznym jest zachowac srodowisko naturalne, zabytki,
    wiedze, sztuke, antyki, etc. Jesli WASKA grupa spoleczna tego nie
    chce zrozumiec to niestety ICH problem. Spoleczenstwo musi chronic
    slabszych - czyli dzieci, starych ludzi, matki, chorych, srodowisko
    naturalne.

    widzą tylko Ideę, a kto przeciw
    > niej, tego zniszczyć, obrazić, wyśmiać. W końcu to tylko inny
    > człowiek.

    I dalej powtarzam ze Rospuda to nie idea. To jest jedne z
    nielicznych miejsc na ziemi. Trzeba to chronic tak samo jak trzeba
    chronic slabszych.

    W Europie i na swiecie to jest tak oczywiste ze nie ma dyskusji. U
    nas jest sie sekciarzem, aspolecznym typem, etc.
  • angazetka 26.03.09, 14:28
    > Nic a nic nie zrozumialas z tego co napisala. W d... to ty masz
    > ludzi a moze raczej dobro publiczne.

    A zaczęłam dyskusję od tego, że napisałam, że popieram ochronę
    doliny Rospudy - choć nie powinna ona polegać na tym, że nie robi
    się nic, by pomóc ludziom z Augustowa.

    > A co a propos mieszkancow
    > duzych miast? Czy oni nie powinni narzekac na poziom decybeli,
    kurzu i brudu?

    A nie narzekają? Poza tym jak ktoś świadomie się wprowadza np. do
    mnieszkania między torami kolejowymi a tramwajowymi, to WIE, gdzie
    będzie mieszkać. Ludzie z Augustwoa (uzdrowiska wszak) nie
    wiedzieli, co się bedzie dziać w ich miescie.

    > Spoleczenstwo musi chronic
    > slabszych - czyli dzieci, starych ludzi, matki, chorych,
    srodowisko naturalne.

    Brawo! Czyli ma też chronić dzieci, starców i matki z Augustowa,
    prawda?

    > W Europie i na swiecie to jest tak oczywiste ze nie ma dyskusji. U
    > nas jest sie sekciarzem, aspolecznym typem, etc.

    Nie, postawa "A co mnie obchodzą ludzie z Augustowa" jest społeczna
    aż miło wink
  • aniucha333 26.03.09, 15:59
    > A zaczęłam dyskusję od tego, że napisałam, że popieram ochronę
    > doliny Rospudy - choć nie powinna ona polegać na tym, że nie robi
    > się nic, by pomóc ludziom z Augustowa.
    >

    Ile lat ta budowa tam sie ciagnie? Ok. 20 na pewno. Zaden rzad nic
    nie robil a rozwiazanie nastapilo w tym roku. Czyli i ekolodzy i
    mieszkancy wreszcie cos SAMI zrobili. Ani jedni ani drudzy na pewno
    nie osiagneli w 100% swoich celow. Ale to ze Rospuda jest nietknieta
    jest najwazniejsze.

    > Brawo! Czyli ma też chronić dzieci, starców i matki z Augustowa,
    > prawda?
    >
    Tak jak i 'zabki, kwiatki' z Rospudy - one sie same nie obronia.

    > A nie narzekają? Poza tym jak ktoś świadomie się wprowadza np. do
    > mnieszkania między torami kolejowymi a tramwajowymi, to WIE, gdzie
    > będzie mieszkać. Ludzie z Augustwoa (uzdrowiska wszak) nie
    > wiedzieli, co się bedzie dziać w ich miescie.

    Znam pare miast w Polsce (i tez sa uznawane za uzdrowiska) gdzie
    jakis czas po wojnie mieszkancom postawiono kolej/tramwaje za oknem.
    I oni tez nie WIEDZIELI. Przyszlo im tak zyc. Zyja i sie
    przyzwyczaili. Sama dorastalam w takim miescie i moze dlatego dbam o
    srodowisko.

    Nie mow mi ze nie wiedzieli bo ta sprawa ciagnie sie juz z 20 lat.

    > Nie, postawa "A co mnie obchodzą ludzie z Augustowa" jest
    społeczna
    > aż miło wink

    Nigdzie tak nie napisalam. Czestokroc 'dobro publiczne' jest
    sprzeczne z interesami jednostki. I tak tez bywa.

    Ale dalej twierdze ze Rospuda i jej ochrona jest celem nadrzednym.
    Moze kiedys wszyscy ci mieszkancy ktorzy czuja sie tak pokrzywdzeni
    to zrozumieja i podziekuja tym 'ekoterrorystom' za to ze ocalili
    miejsce jedyne w swoim rodzaju dla ich dzieci, wnukow i innych
    pokolen.


  • jakw 28.03.09, 12:21
    Aniucha, rozwiązanie to nastąpi wtedy, kiedy drogę zbudują. Na razie
    został ustalony przebieg - teraz będzie wykup gruntów (i pewnie
    trochę prostestów, procesy etc), potem budowa. A jeśli dopatrzą się
    gdzieś jeszcze unikatowych żabek czy jaszczurek (a o to tam
    nietrudno) to zabawa zacznie się pewnie od początku.
    Nie wiem, czy jechałaś kiedykolwiek tą drogą - ja jechałam i było to
    doświadczenie ciut traumatyczne ze względu na ilość jeżdżących
    tamtędy tirów. Przejazd przez Augustów był koszmarny - wąsko, korek
    i tir za tirem. Obok ulicy kawałek chodnika i zaraz domy. Nie
    Porównanie z tramwajem jest o tyle nie trafione, że tramwaj nie
    wypuszcza spalin, i w dodatku przejedzie i już. W Augustowie mają
    tiry w korku cały dzień (a i pewnie w nocy też jeżdzą, w dodatku
    częściej niż jakiekolwiek tramwaje). Nie dziw się, że ludzie w
    Augustowie się wkurzają i uważają, że zostali poświęceni w imię
    ochrony traszek. I co im po "nieskażonej" Rospudzie "dla dzieci i
    wnuków", skoro te dzieci dostaną raka płuc albo wpadną pod samochód?
  • kropkaa 28.03.09, 12:38
    Tyle, że nikt nie neguje, że tam obwodnica jest potrzebna. Ale
    niekoniecznie musi biec Doliną Rospudy. Nie rozumiem o co to wielkie
    halo, skoro w tym przypadku i wilk może być syty i owca cała, co nie
    tak często się zdarza. Nikt przecież nie mówi, że drogi ma nie być.
    Nie rozumiem ludzi, którzy tego nie rozumieją.
  • jakw 28.03.09, 12:59
    kropkaa napisała:

    > Tyle, że nikt nie neguje, że tam obwodnica jest potrzebna. Ale
    > niekoniecznie musi biec Doliną Rospudy.
    Hm, masz jakiś wariant całkowicie omijający Rospudę? Bo ten
    przedstawiony ostatnio także Rospudę przecina - tylko w innym
    miejscu. Może mniej szkodliwym ale tak czy siak sama Rospuda na tym
    ucierpi. I wcale nie jest powiedziane, że na budowie tej drogi nie
    ucierpi teren w dolinie rzeki poniżej (czyli ten o który rozbił się
    poprzedni wariant). Btw ktoś już zrobił badania, czy w okolicach
    nowego wariantu trasy nie mieszka jakiś unikatowy gatunek komarów,
    który należy chronić za wszelką cenę?
  • kropkaa 28.03.09, 13:27
    > Btw ktoś już zrobił badania, czy w okolicach nowego wariantu trasy
    > nie mieszka jakiś unikatowy gatunek komarów, który należy chronić
    > za wszelką cenę?

    Najlepiej wszystko wybić, wyrwać, unicestwić i zamiast pięknych
    storczyków zalać wszystko betonem i asfaltem, postawić drogę,
    supermarket i apartamentowiec...
    Brzydota, która nas otacza już zbiera pierwsze żniwa - poczucie
    estetyki i piękna będzie niedługo taką samą ekstrawagancją jak
    czytanie z dzieckiem stosując metodę Domana.

    --
    a może by tak urodzić w domu?
  • angazetka 28.03.09, 14:00
    > Najlepiej wszystko wybić, wyrwać, unicestwić i zamiast pięknych
    > storczyków zalać wszystko betonem i asfaltem, postawić drogę,

    Nie da się mieć wszystkiego: i wszystkich stanowisk storczyków, i
    cywilizacji. Niestety. Trzeba iść na kompromisy.
  • jakw 28.03.09, 11:14
    aniucha333 napisała:

    > A kto ten koszmar tym ludziom stworzyl? Ekolodzy czy zwykla ludzka
    > bezmyslnosc ktora drogi im kiedys tam pobudowala nie myslac o
    > skutkach?
    Większość dróg ma przebieg nader podobny do przebiegu gościńców czy
    ulic powstałych w czasach gdy ludzie poruszali się pieszo, konno czy
    w pojazdach zaprzężonych w konie czy woły. Potem je brukowano,
    kładziono asfalt i nie było specjalnych powodów, żeby droga omijała
    daną miejscowość - samochodów było jakby mniej, więc pewnie nie
    przeszkadzały. To "kiedyś" wydaje mi się na tyle dawno, że
    zarzucanie bezmyślności budowniczym akurat tej drogi jest imho
    nieuzasadnione.
  • jakw 26.03.09, 11:58
    aniucha333 napisała:

    > czy tych co walczyli o Doline Rospudy tez nazywasz sekciarzami
    albo
    > ekoterrorystami? Bo maja pasje i walcza o nia?
    Hm, ale jak nazwać takich gości, którzy blokują remont wiaduktu w
    centrum dużego miasta. Potem wiadukt się wali, z 1/3 miasta stoi w
    korkach - i będzie stało przez najbliższe 2 lata. W obu przypadkach
    działała ta sama organizacja.
  • tawananna 25.03.09, 13:08
    > Doman uczy czytanie globalnego, calych wyrazow, fraz, zdan. Tak tez
    > ucza na kursach szybkiego czytania. Wiec to ze kiedys tam plugiem
    > ziemie orano i nie latano samolotami tylko wozem z koniem nie
    > oznacza ze tak jest lepiej. Tak samo to sie ma do czytania
    > tradyacyjnego - stara bezsensowna metoda ktorej wszyscy kurczowo sie
    > trzymaja nie wiedziec czemu.

    Bo język polski rządzi się innymi prawami niż język angielski - w angielskim nauka czytania globalnego znajduje większe zastosowanie z co najmniej dwóch względów: pisownia jest w znacznie mniejszym stopniu fonetyczna (więc trudno odczytać wyraz po jego przeliterowaniu), a z drugiej strony - wyrazy niemal się nie odmieniają (nie ma potrzeby czytania iluś końcówek - z apple może się zrobić co najwyżej apples).

    Faktycznie przydałyby się badania na temat późniejszych wyników polskich dzieci, które uczyły się czytania metodą Domana (nie wiem, może takie badania już są...?) - np. czy nie mają później problemów z odczytywaniem nieznanych wyrazów albo z poprawną pisownią.
  • aniucha333 25.03.09, 14:19
    - np. czy nie mają później problemów z odczytywaniem nieznanych
    wyrazów al
    > bo z poprawną pisownią.

    W sumie nawet dzieci uczone tradycyjnie czytac czyli literki etc.
    maja spore problemy z pisownia.

    > Bo język polski rządzi się innymi prawami niż język angielski - w
    angielskim na
    > uka czytania globalnego znajduje większe zastosowanie z co
    najmniej dwóch wzglę
    > dów: pisownia jest w znacznie mniejszym stopniu fonetyczna (więc
    trudno odczyta
    > ć wyraz po jego przeliterowaniu),To zeby rozwiac twoje watpliwosci
    odsylam do Rojkowskiej i jej ksiazki - swietnie to opisala a propos
    jez. pol.

    Metoda Domana nie jest tylko uczona po ang. Na kursie na ktorym
    bylam poznalam ludzi z calego swiata - Francja, Hiszpania, Arabia
    Saudyjska, Indie, Rosja, etc. Te jezyki jak wiem maja tez odmieniane
    wyrazy przez przypadki a wiec ten sam problem co jez. pol. Jez. ang.
    ma ten sam problem ale z czasownikami ktore w zaleznosci od czasu
    maja inna forme.

    a z drugiej strony - wyrazy niemal się nie od
    > mieniają (nie ma potrzeby czytania iluś końcówek - z apple może
    się zrobić co n
    > ajwyżej apples).

    I tu w jez. pol. zmienaja sie w wiekszosci przypadkow tylko koncowki
    czyli czlon slowa jest taki sam. Jesli dzieciak zna slowo "babcia'
    to i bez problemu odczytac slowo 'babci', 'babciny', etc.

    Przeciez w tradycyjnej metodzie nauki czytania nikt nie przerabia
    kazdego slowa w innej odmianie. Poznaje sie gramatyke, zapamietuje
    reguly i wyjatki i uzywa sie do slow nowo poznanych czy nieznanych.

    Nie pamietam zebym w szkole uczyla sie odmieniac przez przypadki
    kazdy wyraz jaki tylko byl w podreczniku...A czytac umiem big_grin

    I oto co mowi Doman: 'Jesli dziecko rozpoznaje slowo "doing" to i
    rozpozna 'done', 'do', 'did', 'undone', 'overdone', etc.
  • tawananna 25.03.09, 15:03
    > Metoda Domana nie jest tylko uczona po ang. Na kursie na ktorym
    > bylam poznalam ludzi z calego swiata - Francja, Hiszpania, Arabia
    > Saudyjska, Indie, Rosja, etc.

    Nie twierdzę, że metoda Domana jest wykorzystywana tylko w języku angielskim - wręcz przeciwnie. Tylko pytanie, czy dla języków innych niż angielski jest optymalna... W języku polskim nie ma po prostu potrzeby zapamiętania wzrokowo tysięcy wyrazów na etapie nauki czytania (co nie znaczy, że nie można tego zrobić).

    > Przeciez w tradycyjnej metodzie nauki czytania nikt nie przerabia
    > kazdego slowa w innej odmianie. Poznaje sie gramatyke, zapamietuje
    > reguly i wyjatki i uzywa sie do slow nowo poznanych czy nieznanych.

    > Nie pamietam zebym w szkole uczyla sie odmieniac przez przypadki
    > kazdy wyraz jaki tylko byl w podreczniku...A czytac umiem big_grin

    Różnica polega na tym, że w tradycyjnej metodzien nauki czytania dziecko dostaje narzędzie, przy pomocy którego jest w stanie odczytać, czy końcówka wyrazu to -i czy -iny (nawet jeśli nigdy wcześniej nie widziało danego wyrazu).

    > I oto co mowi Doman: 'Jesli dziecko rozpoznaje slowo "doing" to i
    > rozpozna 'done', 'do', 'did', 'undone', 'overdone', etc.

    Między "doing" i "overdone" jest spora różnica... Nawet większa niż między "overdone" i "overdrawn" albo "overdone" i "overdose".
  • aniucha333 25.03.09, 22:59
    > Między "doing" i "overdone" jest spora różnica... Nawet większa
    niż między "ove
    > rdone" i "overdrawn" albo "overdone" i "overdose".

    czyli przyznajesz ze jez. ang. jest trudniejszy? dzieki.

    a tak a propos - "overdone" pochodzi od slowa 'do'
    czyli 'robic', "overdrawn" od slowa 'draw'
    czyli 'rysowac', "overdose" od 'dose' czyli dawkowac.

    Nie wiem czy zdajesz sobie sprawe ze kazde z tych slow cos innego
    znaczy. Ja podalam przyklad tylko czasownika 'to do' i jego
    mozliwych odmian/uzyc. Gdzie ty po prostu pomylilas rozne czasowniki
    uzywajac tylko tego samego przedrostka "over". Kompletnie to
    nielogiczne.
  • angazetka 25.03.09, 23:03
    LOL Nie zrozumiałaś przekazu.
    Verdanie chodziło o to, że gdy dziecko jest uczone "czytania", a w
    zasadzie zapamiętywania formy graficznej słowa, nie umie wpaść na
    to, że "overdone" pochodzi od "do", skoro o wiele bliżej mu -
    graficznie - do np. "overdose".
  • aniucha333 25.03.09, 23:13
    nie umie wpaść na
    > to, że "overdone" pochodzi od "do", skoro o wiele bliżej mu -
    > graficznie - do np. "overdose".

    zrozumialam o tym co mowisz ale wy nie rozumiecie o czy jest ta
    metoda. Slowa "overdone" sklada sie z "over" i formy przeszlej
    czas. "do". Jesli dziecko zna slowo "over" i "do" to pozniej
    przeczytanie slowa "overdone" nie sprawia mu zadnej przeszkody. To
    tylko kolejny krok w nauce czytania. simple, prawda? smile
  • tawananna 26.03.09, 19:43
    > Slowa "overdone" sklada sie z "over" i formy przeszlej
    > czas. "do". Jesli dziecko zna slowo "over" i "do" to pozniej
    > przeczytanie slowa "overdone" nie sprawia mu zadnej przeszkody

    To duży optymizm, biorąc pod uwagę, że mówimy o naprawdę małym dziecku... Doman opiera się na wzrokowym rozpoznawaniu wyrazów, a naprawdę łatwiej jest "przeczytać" "overdose" zamiast "overdone" (zakładając, że dziecko zna ten pierwszy wyraz wink) niż przeprowadzić skomplikowaną analizę i syntezę.
  • tawananna 26.03.09, 19:44
    Dziękuję, Angazetko! (Ktoś mnie zrozumiał smile BTW, nie tylko Verdana polemizuje w tym wątku wink).
  • angazetka 26.03.09, 23:19
    Ups, przepraszam za pomyłkę smile
  • jakw 26.03.09, 11:49
    aniucha333 napisała:

    > Przeciez w tradycyjnej metodzie nauki czytania nikt nie przerabia
    > kazdego slowa w innej odmianie. Poznaje sie gramatyke, zapamietuje
    > reguly i wyjatki i uzywa sie do slow nowo poznanych czy
    nieznanych.
    >
    W tradycyjnej metodzie nauki czytania dzieci umieją już odmieniać
    różne słowa. I razem z nowo poznanym słowem nie uczą się odmiany
    typu: babcia, babci, babci, babci... babcie, babciom. Przecież one
    już wiedzą, że to jest to samo słowo. Chyba coś ci się pomyliło.
  • verdana 25.03.09, 15:02
    Tak. Dzieci te mają problemy z ortografią. Ale tak naprawde, to
    dzieci, ktore nauczyly sie później czytać i czytaja nie wyrazami,
    azdaniami - tez takie problemy miewają. A to akurat bardzo dobry
    sposób czytania.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 25.03.09, 08:44
    Sluchajcie cos zle wczoraj tu obliczylam sad

    Wczoraj przez 2 godz. zrobilam 200 slow. Wiec tak mozna zrobic 1000
    slow ale to tak z dwa albo i 3 wieczory Wam zajmie.
  • verdana 25.03.09, 15:07
    Ktos nie mogł uwierzyć w rewelacyjne efekty po roku nauki...
    I to zdanie ostatecznie mnie przekonuje. Rok nauki na coś, na co
    nieco starsze dziecko musi poswięcić góra dwa-trzy miesiące, a
    czesto mniej. I co wiecej, jak sadze, nieczytającemu, a umiejącemu
    rozpoznawac wyrazy dziecku trzeba cały czas przypominac znane
    wyrazy, podczas gdy nauczony czytania 4-5-6 latek po prostu zacnie
    czytac i już tego nie zapomni.
    Te wszystkie godziny, na ktore składają się minuty poswięcone przez
    rok na uczenie czytania dziecka, ktoremu ta umiejetność jest
    niepotrzebna, mozna by spozytkować na uczenie czegoś znacznie
    bardziej twórczego.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 25.03.09, 16:23
    Verdana

    Ale ja nie mam najmniejszego zamiaru cie przekonywac. Bo i po co?

    Nie chce mi sie po raz kolejny tlumaczyc co ta metoda daje... radze
    przeczytac ksiazke Rojkowskiej i Domana.
  • verdana 25.03.09, 16:52
    Czytałam. Doman nie uczy czytać 1,5 roczniakow..
    I powiedz mi, co Twoje dziecko sobie czyta, co czyta i jak czesto?
    Bo skoro umie, to rozumiem, ze potrafi czytac książki, a nie tylko
    ma bierną umiejetność czytania słów, które mu pokzaujesz.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • anika.777 25.03.09, 19:35
    Masz verdano absolutną rację.
    Kiedyś też mi odbiło, naczytałam się o metodzie Domana i chciałam
    ćwiczyć swoje dziecko. Ale jak zaczęłam liczyć ile tych kartek z
    napisami potrzeba i ile naprawdę czasu zajmuje ta nauka, to zadałam
    sobie pytanie, po co to? Czy moje dwu-trzyletnie dziecko przeczyta
    sobie książeczkę? NIE, bo w tej metodzie rozpoczyna się czytanie od
    książeczek zrobionych według schematu Domana, czyli to nie są
    pierwsze lepsze książeczki z półki, tylko takie specjalne.
    Po co tracić tyle czasu z dwulatkiem na coś, co mu się kompletnie
    nie przyda w tym wieku, a za trzy lata zajmie mu ta nauka może pół
    roku, rok?
  • donkaczka 25.03.09, 20:10
    kurde dziewczyny
    to ja chyba z kosmosu jestem, bo mi o nauczenie czytania nie idzie
    raczej o rozrywke umyslu, mozg w tym wieku chlonie, ma najwieksze mozliwosci
    tworzenia polaczen, dlatego chocby rehabilitacja dzieci i doroslych ma zupelnie
    rozne efekty

    ja licze tylko na to, ze jakies ekstra gigabajty sie doprodukuja wink ze beda
    cwiczyc pamiec i tyle
    i tak im czytam i lubie

    zreszta, ja marzylam zeby umiec czytac, nauczylam sia okolo 5-6 roku zycia i
    chlonelam ksiazki, umiejetnosc czytanie kojarzy mi sie milo po prostu, gdyby
    faktycznie sie nauczyly, to super, ale bez cisnienia


    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • verdana 25.03.09, 22:06
    Mimo wszystko - ta postawę ja nawet rozumiem, tylko zastanów się -
    czy rzeczywiscie malutkie dziecko uczone "czytania" się rozwija? Ono
    nie uczy się tak naprawde czytac, poznaje wyrazy jak poznawałoby
    kolory czy przedmioty - ale tylko poznaje. Z tą wiedzą nic zrobić
    samo nie moze, uczy się rzeczy, ktorej nie jest w stanie w żaden
    sposób twórczo wykorzystać.
    Ja bym już raczej dla cwiczenia pamieci uczyła dziecko wierszykow -
    niemodne to, a doskonale rozwija pamięć i rozwiazywała zagadki typu -
    na stoliku leżą trzy przedmioty, zakrywasz je chustką i kazesz
    sobie przypomniec co to było. To jest zajęcie tworcze, angażujące
    umysł dziecka naprawdę, uczenie się widoku poszczególnych wyrazów -
    nie.
    Czytanie koło 4-5 lat to zupełnie inna bajka - wtedy juz dziecku ta
    wiedza się przydaje, może sobie przeczytać prostą książeczkę,
    rozumie po co mu to. Dwulatek -nie rozumie, a nie uczony krótki
    czas - zapomni. Sporo dzieci trochę starszych uczy sie czyatac bez
    zadnego wysilku. Pyta o literki, pokazujesz mimochodem - i nagle
    okazuje się,że dziecko czyta. Bez żadnej metody. Mój syn czytał w II
    grupie przedszkolnej, ja mając 5 lat, a mąż - tez nie uczony
    czytania - w wieku 3 lat. Na dobre mu to nie wyszło, niestety...
    No i ta metoda - naprawde nie pozwala sprawnie czytać w języku
    polskim, gdzie kazde slowo ma mnóstwo form.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 25.03.09, 22:45
    Dwulatek -nie rozumie, a nie uczony krótki
    > czas - zapomni.

    nie wiem czy zapomni ale wiem ze moje dziecko uwielbia jak jej
    czytam. A jak jestem zajeta to bierze ksiazeczki ktore jej robie i
    jej sobie 'czyta'. Jak jej pytam co robi to odpowiada: "Mama, ja
    citam". Jak pare dni nie robimy nic to SAMA mi przynosi ksiazeczki
    ktore jej zrobilam i prosi mnie zebysmy to robily.

    Mam jej zabronic?

    > No i ta metoda - naprawde nie pozwala sprawnie czytać w języku
    > polskim, gdzie kazde slowo ma mnóstwo form.
    >

    Nieprawda. Jesli by tak bylo to Rojkowska ktora zaadoptowala ta
    metode na jez. pol. by nie odniosla takiego sukcesu.


    I nie wiem dlaczego tak watpisz w umiejetnosci 2 czy 3 latkow. Moje
    dziecko uczy sie grac na skrzypcach a ma 3 lata. I fakt Vivaldiego
    jeszcze nie gra ale wychodzi na scene, gra swoje proste kawalki,
    wrecz 'kwitnie' na scenie. Zajecia grupowe ze skrzypiec po prostu
    uwielbia. A jak sie potrafi skoncentrowac. I tez moglabym
    powiedziec "Ach, za mloda jeszcze jest", ale tak nie robie. Pan
    ktory ja uczy powiedzial ze u malych dzieci (3-3 lata) sa male
    postepy, ale to jak potem te maluchy sie rozwijaja w wieku 4-5 lat
    to jest nie do pobicia. I wierze jemu bo czlowiek ma ponad 20 lat
    doswiadczenia pedagogicznego z dziecmi w wieku przedszkolnym.

    A to jak te dzieci potrafia grac na koncercie i to kazdy jeden to po
    prostu powala mnie z nog. I wiekszosc z tych dzieci profesjonalnymi
    muzykami nie bedzie ale bedzie grac na jakims instrumencie, znac sie
    na muzyce i stanie sie lepszymi ludzmi czego Wam i sobie zycze smile
  • mmk9 26.03.09, 09:01
    zaadoptowala ta
    metode

    co zrobiła z metodą ????
  • aniucha333 26.03.09, 09:11
    > co zrobiła z metodą ????

    ooops, kolejna pani ktora lapie nas za slowa. I zrobi halo z
    drobnego przejezyczenia bo ja durna zapomnialam ze na forum to nie
    pisze sie szybko, sprawdzajac kazde slowa, edytujac je prze
    PUBLIKACJA. Tu pisze sie prace doktoranckie!

    Co za wnikliwosc i obserwacja! I jak ci musialo sie samopoczucie
    poprawic bo znalazlas BLAD u innej forumowiczki! amazing, truly
    amazing big_grin
  • verdana 26.03.09, 09:27
    Czyli, jak zrozumialam - Twoje dziecko od roku jest uczone czytania,
    a czytać kompletnie nie umie - bo żadnej zwykłej książeczki sobie
    nie przeczyta.
    Czyli Twoje dzieci nie umie czytać, umie tylko dosyć bezmyslnie
    rozpoznawać wyrazy i to tylko te, ktore zna. Nie potrafi , jak
    dziecko uczone normalna metodą przeczyac niczego, czego wczesniej
    nie zostało nauczone.
    No i szczerze mówiac, wizja dwulatki uczonej czytania i gry na
    skrzypcach jednoczesnie mnie powala - bo oba te zajęcia wymuszają
    bezruch.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 26.03.09, 10:58

    > Czyli, jak zrozumialam - Twoje dziecko od roku jest uczone
    czytania,
    > a czytać kompletnie nie umie - bo żadnej zwykłej książeczki sobie
    > nie przeczyta.

    nie czyta na glos, bo slabo rozwiniety aparat mowy. Zapytana o dany
    wyraz w zdaniu pokaze palcem. Wiec czytac i rozpoznawac slowa
    potrafi.


    > No i szczerze mówiac, wizja dwulatki uczonej czytania i gry na
    > skrzypcach jednoczesnie mnie powala - bo oba te zajęcia wymuszają
    > bezruch.

    ok, wyjasniam zeby nie slyszec juz takich komentarzy - moje dziecko
    chodzi na basen, codziennie na dlugie spacery na ktorych biega, bawi
    sie z dziecmi, chodzi na rytmike na ktorej maja taniec.

    wiec bardzo prosze mi nie wciskac ze ona ma zajecia bezruchowe.
  • verdana 26.03.09, 13:48
    Czyli - nie potrafi czytać, tylko wskazuje palcem. Warto było przez
    rok uczyć czytania dzieka, ktore rozpoznaje po prostu kształty
    wyrazów, ale czytać nie umie???
    A czy Twoje dziecko ma jakis czas dla siebie, czy cały czas je
    stymulujesz, uczysz itd. Taka ilość zajęć powalilaby siedmiolatka.
    No i ja widze problem. Przecietne, niestymulowane dziecko,
    szczególnie dziewczynka w wieku dwóch lat może nie mowic zdaniami,
    ale pojedyncze słowa "kot", "pis", "mama" - powinno mowic, a zatem
    jak je rozpoznaje - i czytać. .... Zaczęłabym od logopedy. Zamiast
    nauki czytania przydałaby się nauka mówienia - tez pożyteczna
    umiejetność.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • jakw 26.03.09, 11:43
    donkaczka napisała:


    > ja licze tylko na to, ze jakies ekstra gigabajty sie
    doprodukuja wink
    1 litera to góra 2 bajty. Czyli nasz szanowny alfabet daje
    kilkadziesiąt bajtów. Znacznie więcej pamięci zajmują same obrazki -
    może to o te obrazki właśnie chodzi? A tak na serio to mózg można
    stymulować na wiele różnych sposobów: czytanie książek (dziecku
    przez rodzica), malowanie, śpiewanie, mówienie wierszyków i liczenie
    dżdżownic.
  • kropkaa 27.03.09, 20:27
    Rok tej nauki to zaledwie 3-4 godz. razem...
    --
    a może by tak urodzić w domu?
  • jakw 26.03.09, 11:38
    aniucha333 napisała:

    > prostym sposobem - pokazesz jej, np. 2 rozne slowa - jedno
    > mowiace 'pies' a drugie 'kot', i zapytasz gdzie jest
    napisane 'kot'.
    > Padniesz z wrazenia jak twoja pociecha ci wskaze na to slowo.
    >
    Hm, dlaczego ktoś miałby padać z tego powodu z wrażenia. Napisane
    słowo PIES i słowo KOT różnią si wyglądem - więc dlaczego dzieci nie
    miałyby odróżniać - tak jak odróżniają kwadrat od koła czy łyżkę od
    widelca?
  • aniucha333 26.03.09, 13:41
    > Hm, dlaczego ktoś miałby padać z tego powodu z wrażenia.

    jak to mi robila moja w wieku 18 m-scy to usiadlam z wrazenia.

    Ostatnio kupilam jej puzzle z zegarem. Na jednej czesci byl zegar a
    na drugiej czesci cyfra z godzina ktora wskazywal zegar. Trzeba bylo
    polaczyc zegar z godzina na tych puzzlach. Bawilam sie z nia tym tak
    z 3 czy 4 razy. Potem sama od poczatku do konca bezblednie mi
    zlozyla te puzzle. I wtedy po raz kolejny mi opadla szczeka.

    Juz tak mam jestem szczeko-opadajaca widzac genialnosc dzieci. Tak
    juz mam i dobrze mi z tym big_grin

    Napisane
    > słowo PIES i słowo KOT różnią si wyglądem - więc dlaczego dzieci
    nie
    > miałyby odróżniać - tak jak odróżniają kwadrat od koła czy łyżkę
    od
    > widelca?

    dobrze myslisz i litera/slowo czy kwadrat sa tylko znakami
    graficznymi. Nabieraja kontekstu w slowie, frazie czy zdaniu.
    Dlatego w tak wczesnym wieku pokazywanie im tylu znakow graficznych
    stymuluje ich wzrok i mozg.
  • verdana 26.03.09, 14:30
    Jeszcze lepiej by stymulowało, gdyby dzieco wiedziało, co widzi...
    na przyklad gdyby umialo wskazywac bardzo różne rzeczy na obrazkach.
    W wypadku poznawania graficznie słów - poznaje abstrakcyjne wzorki,
    ktorymi nie umie sie poslugiwac...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 26.03.09, 15:28
    > Jeszcze lepiej by stymulowało, gdyby dzieco wiedziało, co widzi...
    > na przyklad gdyby umialo wskazywac bardzo różne rzeczy na
    obrazkach.

    przeciez powiedzialam ze wskazuje. Widze ze za wszelka cene nie chce
    to do ciebie dotrzec.

    > W wypadku poznawania graficznie słów - poznaje abstrakcyjne
    wzorki,
    > ktorymi nie umie sie poslugiwac...

    a skad to wiesz?
  • myelegans 26.03.09, 15:35
    aniucha333 napisała:
    > > W wypadku poznawania graficznie słów - poznaje abstrakcyjne
    > wzorki,
    > > ktorymi nie umie sie poslugiwac...

    > a skad to wiesz?

    To popros, zeby ulozyla 3-4 wyrazowe zdanie z tych wyrazow.

  • aniucha333 26.03.09, 15:43
    > To popros, zeby ulozyla 3-4 wyrazowe zdanie z tych wyrazow.

    i to robi. To tez jest jeden z krokow w uczeniu czytania. dajesz
    dziecku kilkanascie wyrazow i dziecko tworzy zdania, ktore potem
    czytamy.
  • verdana 26.03.09, 15:45
    To podaj zdanie, ktore Twoja córka ulozyła.
    I nie "czytacie" - tylko Ty czytasz, bo jak pisałas, Twoja córka
    czytac nie moze, bo nie umie mowić.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 26.03.09, 16:02
    > To podaj zdanie, ktore Twoja córka ulozyła.
    > I nie "czytacie" - tylko Ty czytasz, bo jak pisałas, Twoja córka
    > czytac nie moze, bo nie umie mowić.
    >

    np. Mam domek zielony big_grin

    Myslisz czytanie na glos z czytaniem. Umie mowic ale ma opoznienia
    mowy zwiazane z dorastaniem w dwujez. srodowisku - slowa logopedy.
  • verdana 26.03.09, 15:44
    Bo a. czytac nie umie
    b. chyba nie umie ulozyć z tych wyrazów zdania.
    tylko, jesli umie te dwie rzeczy oznacza, ze nauczylas dziecko
    czytac, a nie wskazywać znaki graficzne.
    Czyli jesli tych dwoch rzeczy nie potrafi- nie ma pojecia do czego
    te wzorki slużą, choć umie je rozpoznać.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 26.03.09, 16:06
    > Czyli jesli tych dwoch rzeczy nie potrafi- nie ma pojecia do czego
    > te wzorki slużą, choć umie je rozpoznać.

    Twoim zdaniem.

    Jesli dziecko zapytane o to co czyta, tlumaczy mi ze o tym i o tym
    smiem twierdzic ze rozumie to co czyta.

  • malinova14 31.03.09, 09:00

    Niektorzy rodzice ucza dziecko czegos specjalnie na pokaz ,popisy
    przed znajomymi jakie to madre dziecko majasmile
    Wczesne czytanie ,recytowanie itp jeszcze o niczym nie swiadczy ze
    dziecko bedzie potem wybitnie zdolne i pomimo takich zdolnosci w
    wieku np 3 lat nauka pozniejsza moze wogole byc ciezkawink
    Dajmy dzieciombycdziecmi niech sie bawia beztrosko na nauke
    obowiazki bedzie czas cale zycie to pozniej mus!
  • fogito 29.03.09, 12:37
    Zgadzam się z verdana w całej rozciągłości. Takie uczenie 'czytania'
    poprzez rozpoznawanie wyglądu poszczególnych wyrazów, to - sorki za
    porównanie - ale nauka szympansa. Małpa też się nauczy, ale po co.
    Zawsze mi się wydawało, że wystarczy nauczyc się alfabetu, żeby
    przeczytać wszystko. A w tym wypadku to prawie jak orka na ugorze -
    tysiące plansz z wyrazami. To prawie jak przepisywanie słownika. Nie
    wiem po co to, skoro za dwa, trzy lata dziecko używając poprawnie
    znanych liter bedzie w stanie przeczytać każdą książke. Jedyny plus
    jaki widzę to czas spędzony z mamą lub tatą na zabawie smile
    Oczywiście nie neguję metody w terapii neurologicznej. Poza tym
    faktycznie taka metoda bardziej sprawdza się w angielskim, gdzie
    wyrazy się nie odmieniaja i wiele z nich trzeba się nauczyc na
    pamięć, bo wymowa jest zupełnie inna.
  • jakw 26.03.09, 20:25
    aniucha333 napisała:

    > Dlatego w tak wczesnym wieku pokazywanie im tylu znakow
    graficznych
    > stymuluje ich wzrok i mozg.
    No dobra - ale równie dobrze zamiast tych wyrazów można dzieciakom
    pokazywać milion innych obrazków czy znaków graficznych. Chodzi mi o
    to, że dzieciaki można stymulować na wiele różnych sposobów -
    niekoniecznie metodą Domana. I też będzie dobrze. Imho nie ma
    potrzeby przywiązywać aż takiej uwagi do nauki czytania w wieku 2
    czy 3 lat. Normalne dziecko z w miarę normalnej rodziny da sobie
    radę z tym czytaniem.
  • mika_p 26.03.09, 10:52
    Mnie zastanawia jedno:
    skąd przekonanie, że umiejętnosć odczytania słowa "pies" jest cenniejsza od
    umiejętności rozpoznania psa w ratlerku, pudlu czy jakiejś egzotycznej rasie.

    Żeby nie było, ze się nie znam - moja córka w wieku dwóch lat rozpoznała markę
    nowego telewizora wuja. Metodą Domana uczyła jej telewizja z blokami reklamowymi wink

    --
    mamy siedem dziurek z przodu i jedna z tylusmile (by travka1)
  • aniucha333 26.03.09, 11:02
    umiejętnosć odczytania słowa "pies" jest cenniejsza od
    > umiejętności rozpoznania psa w ratlerku, pudlu czy jakiejś
    egzotycznej rasie.

    LOL. dobre, dobre. Zadziwia mnie jak malo dajecie kredytu dzieciom smile

    zadziwia.

    Metodą Domana uczyła jej telewizja z blokami reklamowym
    > i wink

    brawo - wychowasz super konsumentke wink
  • leli1 26.03.09, 11:37
    aniucha333, skąd przekonanie, że postępujesz właściwie?
    Czy są jakiś badania nad dziećmi starszymi, wykazujące, że te dzieciaki, które "czytały" met.D w wieku lat 2 są lepiej rozwiniete/bardziej inteligentne/łatwiej się uczą/czyli generalnie "są mądrzejsze" od tych nie uczonych?
    Bo rozumiem, że robisz to po to, aby dziecko miało lepszy start?, no chyba że są inne powody?

    osobiście, do mnie to co opisujesz jakoś nie przemawia. Podejrzewam, że młody znudziłby się w 5 minut.
  • aniucha333 26.03.09, 13:11
    > Bo rozumiem, że robisz to po to, aby dziecko miało lepszy start?,
    no chyba że s
    > ą inne powody?

    Powody sa takie ze chce zeby nauka kojarzyla jej sie z przyjemnoscia
    a nie jakim strasznym obowiazkeim. W naszym wydaniu (matka - corka)
    jest to zabawa na calego. Jesli ja zaszczepie w niej milosc do
    uczenia sie to wierze ze jej to zostanie na cale zycie. Zaden
    nauczyciel ani szkola (mam nadzieje) tego w niej nie zniszczy.

    Nie wiem o takowych, ale znam dzieci ktore byly tak stymulowane od
    dziecka i sa nad wiek rozwiniete. W muzyce, np. kazdy wie ze wczesna
    nauka gry na instrumencie cwiczy pamiec, koncentracje, etc. Ta samo
    jak metoda Domana to metoda Suzuki uczy gry na instrumencie od
    najmlodszych lat. Efekty sa zadzwiajace.

    Ja gleboko wierze ze dziecko jest produktem swojego srodowiska. Geny
    oczywiscie graja spora role ale to srodowisko ostatecznie ksztaltuje
    dziecko.

    Nie potrafie swietnie pisac ani argumentowac i dlatego polecam
    czocby z ciekawosci przeczytac ktoras z ksiazek Domana czy Rojkowska
    czy dr Suzuki "Karmieni miloscia".

  • jakw 26.03.09, 12:30
    Hm, tak przejrzałam trochę ten wątek i doszłam do wniosku, że z
    czytaniem w bardzo młodym wieku jest trochę tak jak z
    tzw. "nocnikowaniem" - i wzbudza podobne kontrowersje.
    Część osób uważa, że im wcześniej dziecko usiądzie na nocniku, tym
    wcześniej z tego nocnika będzie korzystało. Czasem udaje osiągnąć
    się jakiś sukces - zwykle okupiony wielomiesięczną czujnością mamy,
    a czasem na jakimś forum "małodzieciowym" pojawiają się wątki
    typu:"ma 13 m-cy, wie, że siusiu robi się do nocnika, a i tak robi
    obok - nie mam już siły". Albo powstaje problem gdy zamiast mamy
    zostaje mniej czujna babcia i przy niej dziecko nagle zaczyna robić
    w majtki (hm, to na pewno wina tej okropnej teściowej wink) Dziecko
    nieco starsze i dojrzalsze opanowuje sztukę "nocnikowania" w kilka
    dni.
    Trochę podobnie jest z czytaniem. Można oczywiście trudzić się kilka
    lat, aż dziecko rzeczywiście przeczyta swoją pierwszą książkę
    samodzielnie. Moja starsza zainteresowała się "literkami" na
    bardziej poważnie jak miała 5,5-6 lat. Pytała się czasem "a jaka to
    litera?". Po czym mając 6,5 roku nagle zaczęła czytać. Po prostu. A
    ja miałam problem co zrobić, żeby nie czytała mi gazet, bo tam
    tylko pożar w X, wojna w Y czy koniec świata w 2012 - strasznie
    się przejmowała i spać potem nie mogła. Btw 2-3-latkowi umiejętność
    czytania nie jest jakoś specjalnie potrzebna - i tak jest chyba za
    mały na zostawienie sam na sam z książką, w której Baba Jaga chce
    zjeść Jasia, a wilk połyka Babcię i Czerwonego Kapturka.
  • verdana 26.03.09, 13:43
    Bardzo trafne porównanie. Dodam jeszcze, ze dzieci wczesnie
    nocnikowane i nabywajace , dzieki treningowi tej umiejetnosci
    wczesniej niż rówieśnicy, znacznie częściej zaczynają moczyć się w
    starszym wieku, niż dzieci, ktorym pozwolono doczekać do wieku, gdy
    sa dojrzałe do nabycia tej umiejetnosci.
    Myslę, ze z czytaniem jest podobnie. Dziecko uczone wczesnie i
    intensywnie, ale nie dojrzałe, aby czytać (nie rozróżniać wyrazy),
    moze wcale nie wyosnąć na czytelnika. Bo wiele lat poswięciło na
    uczenie się rzeczy, z ktorej ono samo pożytku nie widzi. Natomiast
    dziecko, ktore doroslo samo do nauki czytania, czesto uczy się
    blyskawicznie, z własnej inicjatywy i nagle okazuje się, ze po
    prostu czyta...
    To, ze moje dziecko czyta odkryla przedszkolanka, gdy miał troche
    ponad cztery lata. Starsze dzieci nauczyły się czytać w zerowce. Nie
    ma absolutnie żadnej róznicy w ilosci i jakosci czytanie między
    nimi.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • myelegans 26.03.09, 13:50
    > Myslę, ze z czytaniem jest podobnie. Dziecko uczone wczesnie i
    > intensywnie, ale nie dojrzałe, aby czytać (nie rozróżniać wyrazy),
    > moze wcale nie wyosnąć na czytelnika.

    Dokladnie. Trafniej bym tego nie ujela. Ja chce, zeby moje dziecko
    kochalo ksiazki i kochalo czytac, tak jak my, ale czy bedzie to
    robilo w wieku 6 czy 10 lat nie ma juz az takiego znaczenia.

    Ja tez nauczylam sie czytac sama z.... gazet (elementarza w domu nie
    bylo) jak mialam 5 lat, bo chcialam dostac karte do biblioteki,
    ktora byla dla mnie magicznym miejscem i mialam cisnienie na bycie
    czytelniczo niezalezna
  • myelegans 26.03.09, 13:46
    Uczenie 2-3 latka czytania, to nie jest nauka czytania ze
    zrozumieniem, tylko rozpoznawanie znakow takich jak litery, czy
    wyrazy. Dziecko nawet rozpoznajac wyrazy, nie bedzie czytalo ze
    zrozumieniem.
    Mam w domu egzemplarz, ktory mial parcie na litery i czytanie od
    zawsze, litery znal jak mial 1.5roku duze i male. Pozniej po jakims
    czasie okazalo sie, ze sporo rozpoznaje i potrafi "czytac" po ang.
    co jest latwiej ze wzgledu na brak odmian.
    Teraz 4-latek wlasciwie potrafi przeczytac prosta ksiazke dla
    pierwszaka, ale .... wcale nie chce, nie jest zainteresowany, bo
    widze, ze rzeczywiscie skoncentrowany na rozpoznawaniu wyrazow, nie
    koncentruje sie na tresci. Efekt.... frustracja. Nadal chce zebysmy
    my mu czytali i tak robimy. Za to bardzo lubi bawic sie literami w
    ukladanie, tworzenie nowych wyrazow, zamienianie liter, ale to
    zabawa taka jak puzzlami.
    Najlepiej po prostu isc za dzieckiem, chce, uczyc, nie chce zostawic.
    Gdzies tam czytalam, ze wczesne czytanie slabo przeklada sie na
    pozniejsze szkolne sukcesy.

    Ania, przeciez my dzieciom caly czas przekazujemy wiedze,
    niekoniecznie trzeba z fiszkami siedziec i przepytywac ze slowek.
    Rozmawiasz, pokazujesz, zabierasz w rozne miejsca, podrozujesz,
    pieczesz ciastka, sadzisz rosliny, pokazujesz mrowki i wode ze stawu
    pod mikroskopem, robisz model ukladu slonecznego itd. Wszyscy jakos
    maja parcie na te nauke czytania, jakby od tego zalezalo teraz na
    jaki uniwersytet dziecko sie dostanie.
  • verdana 26.03.09, 13:50
    Masz racje - to, o czym tu mowa nie jest nauka czytania, tylko nauka
    rozpoznawania znaków graficznych. Z czytaniem ma to, jak widać, zero
    wspólnego.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 26.03.09, 15:40
    > Ania, przeciez my dzieciom caly czas przekazujemy wiedze,
    > niekoniecznie trzeba z fiszkami siedziec i przepytywac ze slowek.
    > Rozmawiasz, pokazujesz, zabierasz w rozne miejsca, podrozujesz,
    > pieczesz ciastka, sadzisz rosliny, pokazujesz mrowki i wode ze
    stawu
    > pod mikroskopem, robisz model ukladu slonecznego itd. Wszyscy
    jakos
    > maja parcie na te nauke czytania, jakby od tego zalezalo teraz na
    > jaki uniwersytet dziecko sie dostanie.

    OK, moi drodzy czestokroc brzmie jednoznacznie. Moze dlatego ze
    piszac b. szybko czesto 'polykam' moje watki.

    Uscislijmy - ja nie twierdze ze metoda Domana jest jedyna sluszna
    metoda w rozwijaniu talentow dziecka. Absolutnie nie. U nas w domu
    jest to tylko jedna z metod. Oprocz czytanie Mloda ma basen ktory
    uwielbia, rytmike na ktorej szaleje tanecznie i rytmicznie, w domu
    uwielbia bawic sie Lego (rano jak tylko wstanie i zje sniadanie to
    robi), ogladac Ulice Sezamkowa, Barney'go, sluchac muzyki (nie
    cierpi pop-u i innych wspolczesnych rytmow ale uwielbia klasyke -
    moze to byc efekt tego ze ja sama tylko tego slucham sad; razem
    czytamy (i to nie tylko ksiazki ktore robie jej sama wg metody
    Domana; uwielbia grac na skrzypcach (choc i tak sa to tylko 3 proste
    melodie), uwielbia gotowac ze mna czy piec ciastka (ma swoje foremki
    ktorymi wycina rozne ciasteczka); chodzi ze mna regularnie do
    filharmonii i na przedstawienia baletowe; chodzimy do muzeow, etc,
    etc, etc. Jest tego tysiace rzeczy.

    W naszym domu czytanie jest tylko jedna z rzeczy ktore robimy.
    Pisalam glownie o tym z prostej przyczyny - zalozycielka watku tylko
    o to pytala smile

  • grazynanowa 27.03.09, 08:28
    aniucha333 napisała:



    > U nas w domu
    > jest to tylko jedna z metod. Oprocz czytanie Mloda ma basen ktory
    > uwielbia, rytmike na ktorej szaleje tanecznie i rytmicznie, w domu
    > uwielbia bawic sie Lego (rano jak tylko wstanie i zje sniadanie to
    > robi), ogladac Ulice Sezamkowa, Barney'go, sluchac muzyki (nie
    > cierpi pop-u i innych wspolczesnych rytmow ale uwielbia klasyke -
    > moze to byc efekt tego ze ja sama tylko tego slucham sad; razem
    > czytamy (i to nie tylko ksiazki ktore robie jej sama wg metody
    > Domana; uwielbia grac na skrzypcach (choc i tak sa to tylko 3
    proste
    > melodie), uwielbia gotowac ze mna czy piec ciastka (ma swoje
    foremki
    > ktorymi wycina rozne ciasteczka); chodzi ze mna regularnie do
    > filharmonii i na przedstawienia baletowe; chodzimy do muzeow, etc,
    > etc, etc. Jest tego tysiace rzeczy.

    Wszystko zaplanowane ,perfekt!! Dobrze byloby gdybys w tym
    wszystkim mogla jeszcze oddzielic swoje ambicje od potrzeb malego
    dziecka,bo wyrosnie na tzw. MALEGO DOROSLEGO


  • aniucha333 27.03.09, 09:50
    > Wszystko zaplanowane ,perfekt!!

    a moze raczej zdolnosc ciaglej improwizacji?

    Dobrze byloby gdybys w tym
    > wszystkim mogla jeszcze oddzielic swoje ambicje od potrzeb malego
    > dziecka,bo wyrosnie na tzw. MALEGO DOROSLEGO

    jakie ambicje? Ze dziecko wrecz placze jak nie idziemy na basen albo
    ze nie znosi jak jej chce zabrac skrzypce? Albo isc z nia na
    comiesieczne przedstawienia dla dzieci do filharmonii lub opery? i
    co w tym zlego? swietnie sie bawi i to najwazniejsze smile
  • verdana 27.03.09, 16:52
    Nie, waznie jest także to, aby umiala sie bawić bez stalych
    atrakcji, aby nauczyć ja, ze trzeba zająć się czesto samym sobą - a
    Twoja corka, o ile rozumiem, niemal cale dznie ma organizowane przez
    doroslych.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 27.03.09, 20:52
    aby nauczyć ja, ze trzeba zająć się czesto samym sobą

    jak pisalam powyzej moje dziecko uwielbia klocki Lego ktorymi
    potrafi sie zajac przez pare godzin. zdziwiona?

    kolejna rzecza ktora uwielbia jest Ulica Sezamkowa i Barney -
    moglaby ogladac ich na DVD przez pol dnia.

    Gry komputerowe - tak samo.

    Bawi sie SAMA bo ja nie mam czasu ciagle jej zabawiac.

    I tak mamy b. duzo rzeczy ktore razem robimy bo trudno wymagac od 3-
    letniego dziecka by samo pojechalo samochodem do swojej rodziny czy
    znajomych albo samo poszlo na spacer.
  • kropkaa 27.03.09, 20:48
    Aniuch, nawet się nie staraj, bo i tak wszystko co zrobisz,
    będzie źle... Rozwijasz dziecko to źle, bo jesteś wyrodna matką,
    która zabiera biedaczkowi dzieciństwo, nie rozwijasz, jeszcze
    gorzej, bo marnujesz mu przyszłe sznse i życie. Uczysz czytać to
    okropne - jak możesz? Nie będzie umiało czytać w wieku 4 lat, gdy
    wszystkie okoliczne dzieci będą dukać literki - wyrodna matka,
    piekła ciasteczka, gdy inne dbały o swoje latorośle... I tak dalej x
    1 000 000. Matki, które sadzają dziecko na 5 godz. przed tv są złymi
    matkami, ale jeszcze gorszymi matkami są te, które robią coś z
    dzieckiem, nie daj Panie czytają metodą Domana. I niezwykle mnie
    ciekawi jak zajmują dziecku czas te mamusie, które robią "tysiąc
    innych rzeczy"... Doman zły, basen zły, skrzypce be, muzeum,
    filharmonia a fuj!, Lego dla snobów. Chyba tylko Minimini jest
    akceptowalne...

    --
    a może by tak urodzić w domu?
  • aniucha333 27.03.09, 21:09
    kropkaa

    Masz racje. Jest mi przykro czasami tego sluchac i to nie tylko na
    forum ale i w realu. Mam naprawde malo czasu - bo pracuje zawodowo
    (raczej lajtowo ale wciaz), przygotowuje sie do kolejnych egzaminow
    zawodowych, mam male dziecko o ktore dbam z calego serca, mamy taka
    wiez i milosc ze az milo(codziennie tak z tysiac razy slysze od
    niej 'Mamo kocham cie"), dziecko kochane, madre, dobre, mile, zdrowe
    i ciagle zle.

    Jak mialam przerwe w pracy to slyszalam ze co ja sobei mysle jak
    wszyscy pracuja a ja TYLKO z dzieckiem siedze. Mimo ze z Mloda
    robilam tyle rzeczy czy watpie jakiekolwiek przedszkole by tyle jej
    dalo. Teraz jak mam milion rzeczy na glowie i WCIAZ sie nia zajmuje
    jak najlepiej potrafie to slysze ze przesadadzam etc. Skad takie
    komentarze??? CO ja zlego robie? Przeciez sa przedstawienia dla
    maluchow w kazdym wiekszym miescie (baletowe, muzyczne, teatralne),
    przeciez sa ksiazki, sa filmy, sa CDs z muz. klasyczna... Przeciez
    to jest dla ludzi. I co w tym zlego ze moja Mala uwielbia muz.
    klasyczna? Juz tak ma. I co z tego ze jej Mama jej pokazuje jakies
    slowa czy ksiazki ktore dla niej robi???

    Przeciez KAZDY tak moze. Zamiast stekac, jekac, i wymyslac tysiace
    powodow tak zorganizwac sobie czas i zrobic cos z dzieckiem?
    Traktowac je jak rownorzednego partnera a nie smiesznego maluszka?
    Co w tym zlego? Chce miec niezalezne, silne i samodzielne dziecko
    dla ktorego nauka i wiedza beda pasja a nie kara. Ktore bedzie
    madrym, swiatlym czlowiekiem dbajacym o innych, srodowisko i siebie
    i swoja rodzine. Co w tym zlego? Co w tym zlego dac dziecku
    narzedzia ktore pomoga mu usamodzielnic sie jak najszybciej? Co
    zlego w dbaniu o rozwoj dziecka? Co???

    I jakie ambicje mi tu niektorzy chca wmowic? Jakie? Ja jestem b. niz
    spelniona zawodowo, nie jestem rozgoryczona, jestem szczesliwym
    czlowiekiem co wiecej chciec? Chyba tylko zeby moje dziecko mialo
    tak samo smile

    I naprawde cenie bardzo komentarze niektorych z Was mimo ze nie
    zawsze macie racje.

    Kropkaa - jestes niesamowita. Robisz to co stanie sie za pare lat
    codziennoscia smile
  • jakw 28.03.09, 10:45
    No dobra - jak nie masz czasu to młoda bawi się SAMA. Nie ma żadnych
    szans na to, żeby wciągnąć cię w zabawę o jakiś bzdurnych
    księżniczkach czy pieskach. Jak masz czas to chyba cały czas jej
    organizujesz za pomocą czytania, gry na skrzypcach, basenu itp.
    Piaskownicę na placu zabaw uznajesz pewnie za niegodną uwagi, bo tam
    przebywają dzieci, które nie mają zielonego pojęcia co to jest
    polityka monetarna. Czy pozwolisz potem młodej na zachwyty nad
    Rhianną lub jakimś heavy metalem, czy uznasz, że tylko Szopen,
    Beethoven i Bach? Imho jesteś na dobrej drodze do tego, żeby
    wychować pannę, która w wieku lat 7 będzie w stanie dyskutować z
    tobą na tematy typu: "wpływ obniżenia przez FED stóp procentowych na
    cenę oliwek w pobliskim sklepie", a która będzie miała problem w
    porozumieniu się z koleżanką odnośnie pożyczenia ołówka.
  • aniucha333 28.03.09, 22:14
    Nie ma żadnych
    > szans na to, żeby wciągnąć cię w zabawę o jakiś bzdurnych
    > księżniczkach czy pieskach. Jak masz czas to chyba cały czas jej
    > organizujesz za pomocą czytania, gry na skrzypcach, basenu itp.

    My robimy wszystko. Nie robie starej malenkiej z mojego dziecka.
    Moze dopisac ci jeszcze grafik jej zajec. Czy ty naprawde myslisz ze
    my CODZIENNIE chodzimy na basen albo do teatru? Wiec, nie - nie
    codziennie.

    Owszem czytanie jest codziennie, jak i zabawy z jej lalkami, Lego,
    gonitwy po domu, gilgotki, przytulanki, rysowanie (uwielbia to robic
    i zadziwia mnie jak dlugo potrafi sie na tym skupic - czasami mija 1
    godz a ona sleczy nad kartka i zawziecie cos rysuje),etc.

    Pieski ma dwa w domu i sa bardzo zgrani wiec o pieskach jej
    opowiadac nie musze bo wie co to jest. Dzieki niej oba pieski maja
    juz lekka nadwage big_grin

    Czy pozwolisz potem młodej na zachwyty nad
    > Rhianną lub jakimś heavy metalem, czy uznasz, że tylko Szopen,
    > Beethoven i Bach?

    Uwielbiamy U2 i jazz. Czy za to tez nasz bedziecie krytykowac?

    Imho jesteś na dobrej drodze do tego, żeby
    > wychować pannę, która w wieku lat 7 będzie w stanie dyskutować z
    > tobą na tematy typu: "wpływ obniżenia przez FED stóp procentowych
    na
    > cenę oliwek w pobliskim sklepie",

    Mam nadzieje big_grin Tak jak mam nadzieje ze nasze wszystkie dzieci stana
    sie swiatlymi ludzmi i ochrona ten swiat od samozniszczenia - zaczna
    dbac o srodowisko, wymysla lepszy system gospodarczy niz obecnie nam
    znane, zaprzestana bezmyslnych wojen, etc.


    a która będzie miała problem w
    > porozumieniu się z koleżanką odnośnie pożyczenia ołówka.

    Czy ty naprawde wierzysz ze sie taki narodzil ktory by wszystkim
    dogodzil? Ze jest tam jakas osoba na swiecie ktora radzi sobie i
    jest uwielbiana przez wszystkich?? Watpie.
  • grazynanowa 28.03.09, 13:25
    aniucha333 napisala:

    Przeciez KAZDY tak moze. Zamiast stekac, jekac, i wymyslac tysiace
    powodow tak zorganizwac sobie czas i zrobic cos z dzieckiem?
    Traktowac je jak rownorzednego partnera a nie smiesznego maluszka?
    Co w tym zlego? Chce miec niezalezne, silne i samodzielne dziecko
    dla ktorego nauka i wiedza beda pasja a nie kara.

    Twoje dziecko ma trzy lata!!! nie watpie ,ze chcesz jak
    najlepiej ,ale to nie najlepsze rozwiazanie traktowac male dziecko
    jako partnera!!!Skutki takiej metody wychowawczej mozesz czerpac za
    pare lat ,ale niestety negatywne.Piszesz ze Twoje dziecko mowi, Mamo
    kocham Cie ,ale zapominasz o jednym , wszystkie male dzieci kochaja
    swoich rodzicow automatycznie.Pozwol jej byc dzieckiem ,maluszkiemsmile
    nie probuj na sile stworzyc geniusza ,dlaczego ma byc silna?dlaczego
    musi usamodzielnic sie jak najszybciej?
  • aniucha333 28.03.09, 22:39
    ale to nie najlepsze rozwiazanie traktowac male dziecko
    > jako partnera!!!Skutki takiej metody wychowawczej mozesz czerpac
    za
    > pare lat ,ale niestety negatywne

    czyli co lepiej je bic i krzyczec na nie niz pozwolic stawac sie
    mala osobowoscia? I nie zrozum mnie zle wiem ze dzieci musza znac
    swoje granice ale nie mam ochoty byc matka autorytatywna bo to nie
    ja. Chce zeby mnie sluchala ale nie bede w niej zwalczac jej
    osobowosci, tego kim jest.

    Pozwol jej byc dzieckiem ,maluszkiemsmile

    Alez ja jej pozwalam. Dlaczego mowisz takie rzeczy?

    dlaczego ma byc silna?dlaczego
    > musi usamodzielnic sie jak najszybciej?

    A dlaczego nie? Czyz wiedza i umiejetnosci to nie sila?

    A usamodzielnic - nie mowie o zadnej najblizszej przyszlosci tylko o
    tak 20 latach od dzisiaj smile Mam w rodzinie przypadki 30-letnich
    pasozytow (mowiac lagodnie) zyjacych na koszt swoich rodzicow,
    oczekujacych na gwiazdke z nieba i majacych pretensje do calego
    swiata ze nie widza jacy to oni sa cudowni. Patrzac na takie 'cuda'
    przechodza mi ciarki po plecach. Autentycznie. I dlatego o tym
    wspomnialam.
  • verdana 27.03.09, 22:29
    Tak, bo nie jest dobrze nie znac umiaru. Oba krance skali - tzn,
    rodzice, ktorzy nie robia z dzieckiem NIC, sadzają przed telewizorem
    i tyle na pewno nie robia dobrze. Ale rodzice, ktorzy dwulatka uczą
    grania na skrzypcach, czytania, pływania, matematki i dziesiątkach
    innych rzeczy - tez popełniają błąd. Bo nie znaja umiaru i wydaje im
    się,z e dziecko rozwija sie tylko wtedy, gdy jest czegoś konkretnego
    uczone - tymczasem dziecko rozwija się także w swobodnej zabaiwe, w
    czasie wolnym i od zorganizoawanych zajęć i od rodziców.
    To trochę tak jak z jedzeniem - jak nie dasz dziecku jeść, to
    zachoruje, a moze i umrze, jak będziesz dawała bez umiaru - to
    będzie otyłe i chore.
    Umiar, umiar we wszystkim - to jest jedyna dobra wskazówka
    wychowawcza.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 27.03.09, 23:48
    umiar to jest dobry w jedzeniu, ale nie w zyciu. Pasji do czegos tam
    w zyciu bym nie nazwala umiarem ani intensywnej pracy zawodowej tez.

    Wiec daruj sobie te komentarze.

  • angazetka 28.03.09, 00:07
    Widać nie słyszałas o przebodźcowaniu. Szkoda.
  • kropkaa 28.03.09, 12:01
    > Widać nie słyszałas o przebodźcowaniu.
    Przebodźcowanie dzieci dostają w prezencie od rodziców, którzy
    najpierw zabierają je na rundkę do centrum handlowego (widok
    noworodka nie jest niczym niecodziennym), a potem włączają telewizor
    na cały wieczór i dziecko ogląda jingle, zapowiedzi, reklamy i
    zmieniające się kanały o różnym poziomie głośności.

    Nie wiem jakim cudem jedna minuta dziennie zabawy z dzieckiem
    rozłożona na 3 części ma przebodźcować dziecko. Tak samo nikt nie
    lata codziennie z dziekiem od opery do muzemu poprzez Zachętę,
    Muzeum Narodowe i poranek w filharmonii. Zaczynając od basenu
    oczywiście i kończąc na jeździe konnej.
    Na początku miałam wiele wątpliwości i pomimo, że przeczytałam
    oprócz dyskusji, o jaką prosiłam na forum 'Metody szybkiego uczenia
    się', obie książki Domana i Rojkowską, cały czas się wahałam. Aż
    zobaczyłam "naukę" w akcji - poprosiłam koleżankę, by mi pokazała
    jak to wygląda w rzeczywistości. I oniemiałam. Dwuletnie dziecko z
    radością bawi się z matką, śmieje się, jest zadowolone, gdy widzi
    plansze z czerwonymi literami. A moje dziecko na to woła "jesce,
    jesce!" Oczywiście nie ma żadnego jeszcze, bo następne za min. pół
    godz. Moja więc prosi "to moze coś innego?" Natychmiast zamówiłam
    zestaw i jak tylko kurier go dostarczył zaczęłyśmy czytanie.

    To, że tzw. autorytety nie pochwalają wielu rzeczy, wisi mi i
    powiewa, bo ja, jeśli chodzi o wychowanie, prawie nie mam
    autorytetów. Padają jeden po drugim jak muchy - ostatni bastion i
    moja wielka wyrocznia - Paweł Z., któremu wiele wybaczałam, stracił
    w moich oczach zbyt wiele, by być dla mnie wiarygodnym. Teraz tylko
    to, co zgadza się z tym, co czuję, jest dla mnie ważne. Jakoś nie
    mam wrażenia, że wyjdę na tym jak Zabłocki na mydle.

    --
    a może by tak urodzić w domu?
  • angazetka 28.03.09, 14:05
    > Przebodźcowanie dzieci dostają w prezencie od rodziców, którzy
    > najpierw zabierają je na rundkę do centrum handlowego (widok
    > noworodka nie jest niczym niecodziennym), a potem włączają
    telewizor
    > na cały wieczór i dziecko ogląda jingle, zapowiedzi, reklamy i
    > zmieniające się kanały o różnym poziomie głośności.

    Tak, takie dzieci też są przebodźcowane. Podobnie jak te, którym
    rodzice starają się przekazać wszystko od razu i zaprogramować ich
    dzień od a do z. Koleżanka, udzielająca korepetycji z angielskiego
    dzieciom z podstawówek, opowiadała, jak jej żal tych uczniów:
    szkoła, jeden język, drugi język, rytmika, konie, skrzypce, judo,
    teatr szkolny... Niektórzy, widać, robią to z dziećmi jeszcze
    młodszymi.
  • aniucha333 28.03.09, 22:27
    a potem włączają telewizor
    > na cały wieczór i dziecko ogląda jingle, zapowiedzi, reklamy i
    > zmieniające się kanały o różnym poziomie głośności.

    znam takie domy. Po pol godzinnej wizycie w takim domu glowa mi peka
    w szwach. Nie wiem jak mozna tak zyc. Przeciez to tworzy taki chaos
    w glowie - ta ciagla sieczka w mediach, brrr sad

    >
    > To, że tzw. autorytety nie pochwalają wielu rzeczy, wisi mi i
    > powiewa, bo ja, jeśli chodzi o wychowanie, prawie nie mam
    > autorytetów.

    big_grin Mam tak samo. Tak naprawde to tylko my rodzice wiemy swiadomie
    czy podswiadomie co jest dla naszych maluchow dobre. Tak jak piszesz
    tylko to co my czujemy jest ok.

    U nas jest dokladnie tak samo - Mloda jak zacznie ze mna
    cwiczyc/czytac to ja czestokroc mam dosyc bo ona tylko wola 'jesce'
    tak i u was. Smieszne jak dzieci sa podobne jak cos lubia.

    Padają jeden po drugim jak muchy - ostatni bastion i
    > moja wielka wyrocznia - Paweł Z

    a kto to jest ten Pawel? Znajomy czy jakas postac z mediow?

    Kropkaa - pozdrawiam smile
  • verdana 29.03.09, 11:42
    To nie podobieństwo, tylko chęć przyciagnięcia uwagi. dziecko wie,
    ze skoro zawola "jesce' to będziesz z nia, a jesli nie - to sobie
    pójdziesz. Traktujesz swoją dwulatke jak dziecko bez porwniania
    starsze i przypisujesz jej motywy działania, ktore chciałabyś, żeby
    byly prawdziwe.
    Absolutnie nie jest prawdą, ze tylko rodzice wiedza, co dla ich
    dzieci jest dobre. Bardzo czesto rodzice krzywdza bezwiednie swoje
    dzieci, ponieważ wydaje im się, ze wiedza co jest dobre - a myla się
    i to bardzo. Gdybyś miala rację, to wszystkie dzieci byłyby
    doskonale wychowywane, a nie sa.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kropkaa 29.03.09, 13:14
    Pozwolę się z Tobą nie zgodzić, Verdano.
    Nie pójdę sobie od dziecka, tylko będę z nią lub koło niej, z tego
    prostego powodu, że jestem na wychowawczym, a ponieważ do pomocy nie
    mam babć, odpada wariant 'chwila czytania i mama znika na pół dnia'.
    Jeśli zaś chodzi o rady, to jestem osobą, która o wychowaniu czyta
    non stop i to nie byle jakie poradniki, tylko książki polecane przez
    psychologów i inne matki. Są to wartościowe rzeczy, z których
    baardzo dużo się dowiaduję i dzięki nim dużo rozumiem z zachowania
    dziecka. Tyle, że na szczęście posiadłam zdolność filtrowania tego
    wszystkiego i odnoszenia rad do rzeczywistości i wspomagania się
    intuicją. Wystarczy wziąć dwie pierwsze z brzegu książki i od razu
    znajdzie się cała lista rzeczy wykluczających się. Od najprostszych
    (jedzenie, spanie, smoczek) do poglądów nt. klapsów - niektórzy
    nadal piszą, że w klapsie raz na jakiś czas nie ma nic złego.
    Nie jestem doskonałą matką i nigdy nie będę, być wystarczająco dobrą
    matką mi wystarczy.
    Są autorytety, które nadal uwielbiam (Penelope Leach, Sheila
    Kitzinger), ale wspomniany Paweł Z. (szukać należy na TVN czy na
    forum eksperckim "Opieka i pielęgnacja a rozwój noworodka") jest dla
    mnie przykładem, że nikomu nie należy ufać ślepo (spadł z piedestału
    po dyskusji nt. podania butelki i mieszanki noworodkowi i
    wcześniakowi, którego matka chciała karmić naturalne). Tak samo jest
    z Domanem - owszem, gdy się czyta jego książki, to nieźle człowiek
    jest nakręcony i na "wow!", ale poza zachwytem na geniuszem i
    nieskończonymi możliwościami ludziego mózgu zauważyłam inne rzeczy,
    które wydają mi się sensowne. Np. metoda czytania wyrazami - ile
    dzieci w trzeciej czy czwartej klasie ma problem z czytaniem, bo
    sylabizują w myślach? Dostosowanie materiału do wieku dziecka - u
    nas siedmiolatki czytaja bzdety typu "Ala ma Asa", gdy powinny
    czytać materiał na poziomie czwatroklasistów, bo to jest dla nich
    interesujące.
    Nadal nie znam odpowiedzi na pytanie "co może czytać dwuletnie
    dziecko?" - IMO nic. Tak samo jak nie przekonuje mnie ta zabawa z
    roczniakiem. Zaczęłam, gdy byłam do tego przekonana, choć mam rok w
    plecywink i traktuję to nie jako sposób na wyprodukowanie geniusza,
    tylko jako zabawę. Ponieważ I etap trwa ok. roku, to do prostych
    zdań i tak nie dojdziemy wcześniej, niż ok. trzech lat. Potem proste
    zdania - i suma sumarum dziecko będzie mieć lat 4, czyli tyle, ile
    zwykle mają dzieci, gdy zaczynają czytać.
    I jeszcze raz napiszę - dziennie cały ten zgiełk zajmuje ok. jednej
    minuty podzielonej na trzy części.
    A co do wychowania jeszcze - gdy zobaczyłam kiedyś wywiad z Rafałem
    Blechaczem w telewizorze, to autentycznie zamarzyłam, by mieć tak
    wspaniałe, kulturalne, skromne, mądre i elokwentne dziecko. Jakoś
    nie widać, by był nieszczęśliwy, że niezliczoną ilość godzin musiał
    poświęcić na życie przy fortepianie. Gdyby nie to, że brak mi
    miejsca, już bym dawno kupiła pianinowink
    --
    a może by tak urodzić w domu?
  • paszczakowna1 29.03.09, 15:19
    > Np. metoda czytania wyrazami - ile
    > dzieci w trzeciej czy czwartej klasie ma problem z czytaniem, bo
    > sylabizują w myślach?

    Czytanie wyrazami (czy całymi związkami frazeologicznymi) jest oczywiście
    pożądane. I u normalnie czytającej osoby rozwija się samo przez się. Ale
    sylabizowanie daje możliwość przeczytania słowa nieznanego (a na początku
    kariery czytelniczej większość jest taka), czyli daje podstawowe, uniwersalne
    narzędzie. Ponadto, sprzyja nauce pisania. (Literowanie to zgoła inna rzecz, i
    to czytanie wręcz utrudnia.) Problem, o którym piszesz wynika, IMHO, ze zbyt
    małego kontaktu tych dzieci z książką - jak dziecko czyta sporo (i na początku
    np. czyta się mu pokazując tekst), sylabizowanie szybko zanika.

    Czytanie globalne jest fajne, ale mi się wydaje, ze powinno być uczone łącznie z
    czytaniem sylabami - najbardziej pospolite słowa globalnie, sylaby, żeby dać
    sobie radę na początku z resztą.
  • verdana 01.04.09, 18:53
    No to wytłumacz mi, po co uczyć dziecko trzy lata tego, czego mozna
    nauczyć błyskawicznie po tych trzech latach? I w dodatku uczyć ze
    świadomoscią, ze na razie to dziecku do niczego nie jest potrzebne?
    Nie obawiasz się, ze dziecko, zanim dotrze do etapu "poczytania
    sobie" dla przyjemnosci, nie bardzo bedzie rozumialo zwiazek
    pomiedzy tym, czego się uczyło bez zrozumienia celu przez pare lat,
    a zwykłą, nieksztalcąca rozrywką? Że nie będzie znudzone?
    Bo długa nauka tego samego, bez szybkich efektów, nudzi. Tak juz
    jest.
    Dlatego, jak widać, nie "protestuję" przeciw nauce grania na
    skrzypcach, chcoć same bym tego dziecku nie fundowala. Bo tu dziecko
    sie uczy i od razu może grać - widzi efekty, ma przyjemność, moze
    tworczo wykorzystać umiejetność. A w czytaniu - nie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • jakw 28.03.09, 09:47
    aniucha333 napisała:

    > umiar to jest dobry w jedzeniu, ale nie w zyciu.
    W życiu też się często sprawdza.

    >Pasji do czegos tam w zyciu bym nie nazwala umiarem
    Młoda pasjonuje się grą na skrzypcach, basenem etc? Czy może to
    lubi? A może nie ma innego wyjścia?

    >ani intensywnej pracy zawodowej tez.
    Czasami nazywa się to pracoholizmem...

  • aniucha333 28.03.09, 22:03
    > Młoda pasjonuje się grą na skrzypcach, basenem etc? Czy może to
    > lubi? A może nie ma innego wyjścia?
    >

    Wyobraz sobei ze tak. A jak to wyglada? A no tak ze jak tylko
    sluchamy/ogladamy czegokolwiek w radiu/TV - i uslyszy/zobaczy
    skrzypce to leci po swoj instrument i sie zaczyna. Czyli co mam jej
    wyrwac instrument z reki i powiedziec ze nie?!

    I owszem ma dni ze nic nie robi ale i tak zawsze SAMA znudzona Lego
    czy tam bajkami czy grami siega po instrument i mi mowi 'mam graj'.
    Wiec razem gramy.

    Czy ty masz dzieci? Znasz jakiegolwiek trzylatka ktorego mozna do
    czegos zmusic? Hmm, nie moje. Jak sie uprze to nie ma sily i koniec.
    Wiec wyjscie ma.

    >
    > >ani intensywnej pracy zawodowej tez.
    > Czasami nazywa się to pracoholizmem...

    A moze dobra etyka pracy? A moze ja jestem z jakies innej gliny
    ulepiona, bo ja po prostu lubie byc zajeta, lubie miec cos tworczego
    czy odtworczego do robienia. Bezczynnosc mnie dobija. Moze moje
    dziecko ma to samo? A moze ja mam ADHD? Nie wiem. Jedno wiem, ze
    lubie byc zajeta.

  • jakw 29.03.09, 00:22
    aniucha333 napisała:

    >
    > I owszem ma dni ze nic nie robi ale i tak zawsze SAMA znudzona
    Lego
    Hm, a wiesz, że układanie klocków może być pewnie bardziej
    rozwijające niż "nauka" czytania?

    > > >ani intensywnej pracy zawodowej tez.
    > > Czasami nazywa się to pracoholizmem...
    >
    > A moze dobra etyka pracy?
    Myślisz, że o dobrze wykonanej pracy świadczy czas czy intensywność
    wykonywania tej pracy?

    A moze ja jestem z jakies innej gliny
    > ulepiona, bo ja po prostu lubie byc zajeta, lubie miec cos
    tworczego
    > czy odtworczego do robienia.Bezczynnosc mnie dobija.
    No cóż, widocznie umiejętność dumania o niebieskich migdałach nie
    każdemu jest dana wink
  • aniucha333 29.03.09, 23:25
    > No cóż, widocznie umiejętność dumania o niebieskich migdałach nie
    > każdemu jest dana wink

    po co wdajesz sie w dyskusje jak nie czytasz kompletnie wypowiedzi
    innych tylko farmazonisz wciaz o jednym i tym samym? Samouwielbienie
    czy zwykla bezmyslnosc?
  • jakw 01.04.09, 11:56
    aniucha333 napisała:

    >
    > po co wdajesz sie w dyskusje jak nie czytasz kompletnie wypowiedzi
    > innych tylko farmazonisz wciaz o jednym i tym samym?
    Samouwielbienie
    > czy zwykla bezmyslnosc?

    Hm, biorę przykład z ciebie? :-p
  • atena12345 27.03.09, 09:02
    > Uscislijmy - ja nie twierdze ze metoda Domana jest jedyna sluszna
    > metoda w rozwijaniu talentow dziecka. Absolutnie nie. U nas w domu
    > jest to tylko jedna z metod. Oprocz czytanie Mloda ma basen ktory
    > uwielbia, rytmike na ktorej szaleje tanecznie i rytmicznie, w domu
    > uwielbia bawic sie Lego (rano jak tylko wstanie i zje sniadanie to
    > robi), ogladac Ulice Sezamkowa, Barney'go, sluchac muzyki (nie
    > cierpi pop-u i innych wspolczesnych rytmow ale uwielbia klasyke -
    > moze to byc efekt tego ze ja sama tylko tego slucham sad; razem
    > czytamy (i to nie tylko ksiazki ktore robie jej sama wg metody
    > Domana; uwielbia grac na skrzypcach (choc i tak sa to tylko 3
    proste
    > melodie), uwielbia gotowac ze mna czy piec ciastka (ma swoje
    foremki
    > ktorymi wycina rozne ciasteczka); chodzi ze mna regularnie do
    > filharmonii i na przedstawienia baletowe; chodzimy do muzeow, etc,
    > etc, etc. Jest tego tysiace rzeczy.
    >


    WOW..! dobre smile
    a moje dziecko mimo iż umie już czytać i tak najbardziej uwielbia
    biegać z rówieśnikami i grzebać patykiem w błocie.
    Dbam równiez o jej wykształcenie muzyczne: słucha radia w
    samochodzie wink

    Dodam, że była już w muzeum i kilka razy w teatrze, ale i tak
    najbardziej uwielbia "dziecinne" zabawy.
    I niech dzieckiem bedzie jak najdłużej..
  • kropkaa 27.03.09, 01:22
    Moje dziecko dość szybko zaczęło mówić i to sporo, dość szybko też
    mówiła zdaniami bardziej rozwiniętymi niż "dzidzi am". No i się
    zastanawiałam nad tym czytaniem (dość ciekawa dyskusja była tu:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=1114&w=82327261 ) bardzo
    długo. Zaczęłam, gdy miała już skończone 2 lata. Nie wiem, czy to
    późno czy nie - dla mnie optymalnie, bo przede wszystkim ja
    zobaczyłam w tym sens. Oczywiście nie mogłam nie sprawdzićsmile
    Klasóweczka pierwsza była dość szybko i trochę bardziej rozbudowana
    niż możnawink - położyłam kilka (5 czy 6) kart i zaczęłam przepytywać
    gdzie co jest napisane - źle wskazała tylko jeden wyraz. Doman,
    jeśli już, to każe wybierać z dwóch plansz. Byłam pod wrażeniem, że
    jednak coś kuma i zostaje jej to w łepetynce malutkiejsmile
    Wszytskie te sratytaty o zabieraniu dzieciństwa to jedna wielka
    BZDURA - łącznie cała zabawa zajmuje dziennie ok. JEDNEJ MINUTY.
    Przeczytanie 3 x dziennie 5 wyrazów/zwrotów powinno trwać jak
    najkrócej. Podoba mi się też stwierdzenie Domana, że podważanie
    sensu nauki czytania wyrazami to tak jak pytanie w jaki sposób
    dziecko nauczyło się słyszeć: "Można zadać sobie pytanie 'Czy
    nauczyłem moje dziecko słyszeć mowę metodą 'fonetyczną' czy
    metodą 'posłuchaj-usłysz', czy też po prostu wystawiłem je na
    oddziaływanie mowy?' Jeżeli nauczyło się całkiem dobrze mówić i
    rozumieć, to może system, jakim się posłużyłeś był niezły."
    Ja uzywam kart wg programu Rojkowskiej - kupiłam gotowe, bo w życiu
    nie zrobiłabym tego tak idealnie i dokładnie jak są wydrukowane. No
    i szkoda mi czasu na ślęcznie i ręczne robótki - dość skutecznie by
    mnie to zniechęciło po miesiącu, podejrzewam.
    Mam też matematykę, ale jeszcze nie zaczęłam i chyba przed latem nie
    zacznę, bo kropki pokazuje się po 2 zestawy dziennie, czyli 6 razy -
    nie będę siedzieć w domu, by machać planszami co pół godz. przez
    cały dzień, tylko będę na placu zabaw czy w parku.
    Moja rada jest taka - jeśli coś Cię przekonuje, to RÓB TO i się nie
    zastanawiaj. Zawsze możesz przerwać i tyle. Mam doskonale w
    pamięci "dobre" rady, które słyszałam nt. choćby migania z
    niemowlęciem. Jak na tym wyszłam? Rewelacyjnie! Dziecko komunikowało
    się długo przed wypowiedzeniem pierwszego słowa, szybko zaczęła
    mówić i gdy jej rówieśnicy byli na etapie wskazywania palcem i
    krzyczenia "yyy", ona budowała pierwsze proste zdania. Gdy
    rówieśnicy byli (i są) na poziomie kilkunastu słów, ona jest na
    poziomie zdań i słów typu: oczywiście, niestety, przecież. A co ja z
    tego mam? Super zabawę, radość z wychowywania dziecka, żarty i
    poczucie humoru, brak frustracji i płaczu, bo co dziecko chce, to
    przekaże słownie.

  • leli1 27.03.09, 09:01
    a ja nie migałam z niemowlęciem, a mimo to synuś jak miał 18 m-cy mówił całymi zdaniami. Jako 2, 3 latek potrafił pieknie pokonwersować z dorosłym, używając takiej gamy słów, że niejednemu "szczeka opadała" smile
    Nauka, ok....ale wydaje mi się, że niektórzy myslą, że w ten sposób dziecko będzie zdolniejsze/mądrzejsze, a to wcale tak nie musi być.
  • fogito 29.03.09, 13:08
    Pomijając metodę Domana, o której wypowiedziałam się wyżej, uważam,
    że jednak umiar jest wskazany również w wychowywaniu dzieci.
    Owszem nie pozostawiamy ich na pastwę telewizji ale też nie
    zarzucami zajęciami od góry do dołu.
    Jak wyżej napisała leli1 - dziecko, które ma zadatki na geniusza tym
    geniuszem bedzie prędzej czy później i niekoniecznie potrzebna mu
    ciągła stymulacja.
    Może faktycznie problemem w tym wypadku jest 'ADHD' matki, która nie
    wyobraża sobie życia bez ciągłej stymulacji dziecka. Jaki to będzie
    miało efekt przekona się w przyszłości.
    Ja byłam dzieckiem matki ambitnej, która ciągle powtarzała, żebym
    się uczyła. I robiłam to - miałam średnia 5,0 od momentu
    przekroczenia szkoły do jej ukończenia w klasie maturalnej. Zdałam
    na studia i również byłam kujonem. A potem nastapił moment
    wypalenia, bo byłam juz tak wykończona ciągłą nauką, że nie chciało
    mi się pracować. Dalsze bycie najlepszą było ponad moje siły. Długo
    zabrało mi przekonanie samej siebie, że nie muszę być we wszystkim
    najlepsza. I niestety okupiłam to depresją.
    Mam nadzieję, że w tym wypadku tak nie będzie, ale ja nie potrafiłam
    obronić się przed wymaganiami matki i dzieciństwa nie wspominam
    najlepiej.
    A z 5-letnim synem chodzimy do teatru, kina, parku, do logopedy...
    Czasami bawimy się literkami a czasami nudzimy się lub też robimy
    pranie i sprzątamy. Różnie i zależnie od sytuacji i nastroju.
  • aniucha333 29.03.09, 23:18
    > Może faktycznie problemem w tym wypadku jest 'ADHD' matki, która
    nie
    > wyobraża sobie życia bez ciągłej stymulacji dziecka. Jaki to
    będzie
    > miało efekt przekona się w przyszłości.

    tak sobie czytam was moje drogie i tak sobie mysle - za kogo wy sie
    macie? Te dywagacje, ta tanie psychologia rodem z brukowcow
    albo 'Rozmow w toku' czy 'Oprah'...

    czy zadnej ale to zadnej z was do glowy nie wpadlo ze nikt robotem
    nie jest? Ze i ja mam dni ze padam na twarz ze zmeczenia ale z
    zwyklej przyzwoitosci i milosci do mojego dziecka - bawie sie z nia
    i zajmuje. I stac by mnie bylo poslac ja do najdrozszych przedszkoli
    gdzie za gruba kase mialby dokladnie to samo co ja z nia robie.

    I ta hyporkyzja niektorych z was powala. Nic a nic nie wiecie o
    Domanie, dr Suzuki, czytaniu globalnym ale prawie kazda swoje trzy
    grosze doda.

    Fogito - czy to nie twoje dziecko chodzi do przedszkola
    amerykanskiego w W-wie, ktore kosztuje fortune. Pamietam ze o tym
    wspominalas i ty mi tu piszesz ze ty swojego malucha w klimaty a la
    wysig szczurow nie wpuszczasz??? Jesli jestes taka przeciw za
    jakimkowiek stymulwoaniem - to po co ty te pieniadze tak wyrzucasz
    na to jego przedszkole?

    Czy ty widzisz jakie ty masz 'double standards'? A moze to po prostu
    taka zwyczajna zawisc?

    I Verdana - czy ty zdajesz sobie sprawe z tego co piszesz? Nie
    pierwszy raz spierasz sie z matkami a propos wszystkiego. Czy ty
    naprawde myslisz ze fakt ze ty tam z dziecmi malo (tak sie domyslam)
    co robilas ozancza ze my tez tak musimy. PAmietam jak kiedys
    wspomnialas ze nigdy sie ze swoimi dziecmi nie bawilasbig_grin A mi i inne
    krytykujesz ze sie ze swoimi maluchami bawimy. Powiedz tak uczciwie
    o co ci chodzi? Jesli wymiane argumentow - nie ma sprawy. Jesli o
    dawanie rad - prosze cie przestan bo nie jestes wiarygodna.


    > Jak wyżej napisała leli1 - dziecko, które ma zadatki na geniusza
    tym
    > geniuszem bedzie prędzej czy później i niekoniecznie potrzebna mu
    > ciągła stymulacja.

    hmm - KAZDE dziecko rodzi sie geniuszem. To od srodowiska zalezy co
    z tym geniuszem sie stanie. Juz w Biblii pisano o tych talentach
    pogrzebanych w ogrodzie. Czytalas? Jak nie to polecam - bo to co ty
    mowisz i ta lel1 to najobrzydliwsze klamstwo. Geniusz to trzeba
    pielegnowac, dbac o niego, rozwijac, stymulowac. Zapytaj sie matek
    ktore takowych wychowaly. Mialy stymulacje srodowisko od dziecka.

    I robiłam to - miałam średnia 5,0 od momentu
    > przekroczenia szkoły do jej ukończenia w klasie maturalnej.

    Oceny o czyjes genialnosci nie swiadcza. A raczej o sumiennosci.

    Wypalenie u sporej grupy ludzi bierze sie tez ze zwyklego
    przepracowania. Zwalanie calej winy na rodzicow moze tez swiadczyc o
    czyims wygodnictwie i szukaniu winnych. Trudniej jest wziasc sie w
    garsc.

    Zdałam
    > na studia i również byłam kujonem.

    widzisz ty bylas kujonem. Tobie nauka i zdobywanie wiedzy radosci
    nei sprawialy. I dlatego wszelka 'zabawa w czytanie' kojarzy ci sie
    po prostu z meczarnia. Tylko wspolczuc.

    > A z 5-letnim synem chodzimy do teatru, kina, parku, do logopedy...
    > Czasami bawimy się literkami a czasami nudzimy się lub też robimy
    > pranie i sprzątamy. Różnie i zależnie od sytuacji i nastroju.

    i ty naprawde myslisz ze ty tylko jedna to robisz?
  • grazynanowa 30.03.09, 00:12
    Jesli ty jestes ta aniucha333 z forum ,kobieta ,to nie bede dalej
    komentowac.Najpierw poczytaj swoje posty ,a potem krytykuj innych.
  • aniucha333 30.03.09, 14:42
    Najpierw poczytaj swoje posty ,a potem krytykuj innych.

    Ja nie krytykuje nikogo. Bronie swoich racji. To ty i niektore inne
    wciskacie innym slowa ktore tu nie padly.

    > Jesli ty jestes ta aniucha333 z forum ,kobieta ,to nie bede dalej
    > komentowac.

    i??? co ma piernik do wiatraka? Kolejna pani Dulska? Albo moherowy
    berecik - lezacy krzyzem w kosciele ale nie tolerujacy nikogo i nic
    co nie jest im znajome?
  • grazynanowa 30.03.09, 17:05
    Zalosna jestes , wieczorami placzesz w samotnosci w poduszke i nie
    mozesz sie doczekac nastepnego dnia ,zeby swoja madroscia zablysnac
    na forum big_grin
  • aniucha333 31.03.09, 01:43
    grazynanowa napisała:

    > Zalosna jestes , wieczorami placzesz w samotnosci w poduszke i nie
    > mozesz sie doczekac nastepnego dnia ,zeby swoja madroscia
    zablysnac
    > na forum big_grin

    LOL. Dobre, dobre. Ten watek staje sie coraz bardziej personalny big_grin

    a wiec primo - odpisuje na posty rano bo najczesciej wtedy mam wolna
    chwile przy kawie big_grin

    secundo - pisze np. teraz wieczorem (zamiast plakac jak ty to
    opisalas) bo jutro nie musze rano wstawacbig_grin no i wlasnie skonczylam
    sprzatac chate. A jako ze pozna noc jest jedyna pora kiedy moge
    posprzatac (zaznaczam ze nie odkurzam po nocach zebys mi zaraz nie
    wciskala ze zaklocam sasiadom nocny wypoczynek) bez trucia dziecka
    smrodem produktow chemicznych oraz dlatego ze wieczorem mam
    najwiecej energii. Zaraz uslysze ze jestem wapirem big_grin

    tertio - za chwile ide spac big_grin a wiec wampirem nie jestem big_grin
  • fogito 30.03.09, 16:14
    Nie staram się być psychologiem - to ty sama o sobie napisałaś, że
    pewnie masz ADHD i stąd ta nieodparta chęć do wypełniania czasu po
    brzegi. Ja tylko zacytowałam.

    Moje dziecko chodzi do angielskiego przedszkola z prostej przyczyny.
    Tata jest Amerykaninem i dziecko musi znać ten język, skoro kilka
    miesiecy w roku przebywa w środowisku anglojęzycznym. A to, że
    kosztuje fortunę to już inna sprawa i tego zmienić nie mogę.
    I nigdzie nie napisałam, że jestem przeciwna stymulowaniu. Jestem
    przeciwna wpadaniu w obłęd, czyli przepisywaniu słownika na
    tysiącach karteczek.

    Nie wiem też, w którym miejscu widzisz u mnie zawiść. Nie
    doświadczam tego uczucia w stosunku do nikogo a już na pewno nie do
    ciebie.

    "zabawa w czytanie' nie kojarzy mi się z męczarnią. Jak napisałam
    widzę plus w spędzaniu czasu z rodzicem. Ale jak sama zauważyłaś nie
    jest to normalne czytanie ze zrozumieniem. Uczyć się można poprzez
    zabawę na milion sposobów. W tym wypadku nie przemawia do mnie nauka
    wyglądu wyrazów i nazywanie tego czytaniem. Pomijam już fakt straty
    czasu na przepisywanie tysięcy wyrazów surprised

    Co do mojej osobistej nauki i relacji z matka. Ja tylko sygnalizuję
    ci, do czego może doprowadzić nadambitna matka nakręcona jedynie na
    nauke. Ty możesz zrobić ze swoim dzieckiem co chcesz, ale jest ono
    jeszcze małe i dopiero za naście lat dowiesz się jakie skutki ma
    taka presja.
    Ja byłam wystarczająco zdolna, żeby ze wszystkiego mieć zawsze 5 -
    nawet z fizyki i chemii, których nie cierpiałam. Na początku
    podstawówki cieszyłam się, że chodzę do szkoły, ale szybko entuzjazm
    opadł, bo według matki zawsze musiało być 5. Potem chciałam zdawać
    do liceum plastycznego i rozwijać zdolności rysunkowe, ale
    usłyszałam, że to liceum nie jest wystarczająco dobre. Poszłam do
    klasy biologiczno-chemicznej i miałam się uczyć na lekarza, bo tak
    chciała mama. A ja starałam się ja zadowolić i nie potrafiłam się
    przeciwstawić. I rozwiązywałam przez 5 lat testy na medycynę. Ale
    lekarzem nie zostałam. Kilka tygodni przed maturą postanowiłam
    zdawać na historie sztuki, żeby choć częściowo spełnić marzenia.
    Oczywiście wszystko to ku rozpaczy matki surprised A teraz wiele lat po
    studiach zaczęłam uczyć się rysunku i malarstwa i żałuję tylko
    straconych lat, kiedy to byłam małym robotem nastawionym na
    usatysfakcjonowanie ambitnej matki.

    Dziecko to mały plastyczny twór, z którym można zrobić prawie
    wszystko. Pamiętaj tylko w feworze nauki, że dziecko po jakimś
    czasie nie będzie odróżniało własnych pragnień od pragnień matki,
    która ma jakąs konkretna wizję. I dlatego jak wiele dziewczyn tutaj
    sugeruje umiar, bo zaczęłaś wcześniej niż moja mama i bardzo mi ja
    niestety przypominasz.

    A mój syn póki co pięknie maluje i rysuje. Jest dobry z matematyki,
    ale nie cierpi literek. Nie zmuszam go jednak i czekam na rozwój
    wydarzeń. Bo najważniejsze jest, żeby robił to co chce w życiu i
    umiał się przeciwstawić. Co mu świetnie idzie już w wieku 5 lat. Ja
    tego nie potrafiłam i bardzo żałuje. Ale to pewnie dlatego, że
    dziewczynki z założenia są bardziej uległe uncertain
  • aniucha333 31.03.09, 02:18
    fogito napisała:

    > Nie staram się być psychologiem - to ty sama o sobie napisałaś, że
    > pewnie masz ADHD i stąd ta nieodparta chęć do wypełniania czasu po
    > brzegi. Ja tylko zacytowałam.
    >

    a propos mojego ADHD to byl atak ironiczna uwaga a propos komentarzy
    paru osob. Nie cierpie sie nudzic, jak mam za duzo wolengo czasu
    wydaje mi sie ze to juz koniec mojego zycia i ze teraz tylko starosc
    mnie czeka. Autentycznie tak mysle sad I dlatego tez nie tylko Mlodej
    ale i sobie ciagle cos wymyslam.

    > Moje dziecko chodzi do angielskiego przedszkola z prostej
    przyczyny.
    > Tata jest Amerykaninem i dziecko musi znać ten język, skoro kilka
    > miesiecy w roku przebywa w środowisku anglojęzycznym.

    Moje dziecko tez nie urodzilo sie w kraju, jego pierwszym jez. byl
    jez. ang., po polsku mowi od tak paru miesiecy ale to i tak dlatego
    ze tu teraz jestesmy.

    > I nigdzie nie napisałam, że jestem przeciwna stymulowaniu. Jestem
    > przeciwna wpadaniu w obłęd, czyli przepisywaniu słownika na
    > tysiącach karteczek.

    Nei wiem skad ten komentarz. Widzisz moze jeszcze po raz kolejny
    powiem co mi sie podoba w Domanie - to ze on jako jeden z
    nielicznych dostrzega ze male dzieci nie widza to co czytaja bo
    litery sa po prostu za male. Dlatego tez trzeba slowa czy historyjki
    przepisywac na kartki w duzych literach. Dzieki temu dziecka wzrok
    sie usprawnia i moze powoli zaczac rozpoznawac znaki graficzne.

    W tym wypadku nie przemawia do mnie nauka
    > wyglądu wyrazów i nazywanie tego czytaniem. Pomijam już fakt
    straty
    > czasu na przepisywanie tysięcy wyrazów surprised

    A ja nie uwazam tego za strate czasu smile Uwielbiam robic rzeczy dla
    moejgo malucha - czy to sa jakies rysunki, nowe slowa, ksiazeczki,
    prezenty, etc. Zawsze bylam dobra w pracach manualnych typu rysunek,
    szydelkowanie, szycie, rysowanie i lubie to robic do dzis. Tak tez
    postrzegam robienie dla mojego dziecka nawet tych ksiazeczek wg
    Domana jako robotki reczne smile

    > Co do mojej osobistej nauki i relacji z matka. Ja tylko
    sygnalizuję
    > ci, do czego może doprowadzić nadambitna matka nakręcona jedynie
    na
    > nauke. Ty możesz zrobić ze swoim dzieckiem co chcesz, ale jest ono
    > jeszcze małe i dopiero za naście lat dowiesz się jakie skutki ma
    > taka presja.

    Ja nie mam presji. Dalej podkreslam ze my poprzez zabawe sie uczymy
    czytac, rysowac, grac na instrumencie, etc. Dzisiaj po raz kolejny
    Mloda wprawial mnie w najszczerszy zachwyt. Na dzwonkach czesto
    gramy jakies rozne dzwieki i potem zgadujemy co to za dzwiek (np. C,
    D, A, etc). Dzisiaj to ona postanowila mnie sprawdzic - i zgrala mi
    dwa dzwieki. Oczywiscie nie wiedzialam a ona na to 'Mami to C i D'.
    Wiec mam tu dwie teorie - albo odczytala litere z kazdego klawisza
    albo po prostu pamietala z naszych porzednich zabaw big_grin I powiedz jak
    to nie bawic sie z nimi w takie rzeczy? Przeciez to az szkoda tak
    zostawic.

    Co do mojej osobistej nauki i relacji z matka.

    Troche inna niz moja i tak masz absolutnie racje ze takie relacje
    nasz ksztaltuja i maja wplyw na nasze zycie. Moje wspomnienia sa
    inne. Mam cudowna matke, ktora mi zawsze duzo czytala ale prawie
    nigdy nie odrabiala ze mna lekcji. Uwilebiala za to mnei odpytywac i
    nie robila tego zle raczej w formie zabawy. Jak ja kiedys poprosilam
    o pomoc w pracy domowej to potem szybko pozalowalam bo ona nie maial
    kompeltnei cierpliwosci cokowliek tlumaczyc.

    Uwielbialam czytac po nocach to wlazila mi do pokoju i wylaczala
    swiatlo.

    Jak ja prosilam o pomoc w podjeciu decyzji to mi mowila 'Nie wiem co
    ci radzic. A co ty sama myslisz i uwazasz ze powinnas zrobic?'.

    No wiec tak - za to wylaczanie mi swiatla jak czytalam mialam ochote
    ja czasami udusic. Doprowadzalam mnei tym do lez.

    Za ten brak pomocy w momentach krytycznych a moze raczej pomoc w
    podjeciu decyzji do dzis doprowadza mnie do granic wytrzymalosci.

    No coz taka jest i mam jej za zle rozne inne rzeczy ale sumie jestem
    jej wdzieczna ze jest moja matka a ja jej corka.

    Na pewno znasz to powiedzenie 'everything's for a reason'. Tak mysle
    jest z dziecmi, rodzicami, rzeczami ktore nas spotykaja w zyciu.
    Dostajemy od losu takich a nie innych rodzicow, takie a nie inne
    dzieci, spotykamy takich a nie innych partnerow. I jest w tym jakis
    cel - chyba...

    Kazdy z nas popelnia bledy - moim moze bedzie ze daje za duzo mojemu
    dziecku a twoim ze moze moglabyc wiecej. Nie wiem to sie okaze ale
    na razie trzeba sprobowac tego co na nas czeka za rogiem, bo jak nie
    to do konca zycia bedziemy zalowac. A nie ma chyba nic gorszego niz
    zalowac ze sie czegos nie zrobilo smile

    oki, pozdrawiam.




  • nangaparbat3 30.03.09, 09:45
    Ja co prawda zaczęłam córkę uczyć jak miał równo półtoraroku (znała wtedy już
    kilkadzieśiąt slów), w ciągu jednego dnia nauczyła się czytać słowa: mama, tata,
    baba i kicia - była zachwyciona, do wieczora.
    Nie było mowy o pójsciu spac, jeździła w środku nocy wózkiem dla lalki, latała
    po całym domu okropnie pobudzona, wreszcie udało nam się zaciągnąć ją do naszego
    łóżka i ułożyć miedzy nami. Jakiś czas była spokojna, kiedy MY zaczęliśmy
    zasypiać usiadła nagle wyprostowana i wrzasnęła: Buła!!!!!!!
    Uznałam, ze z powodu uczenia czytania mózg jej się przegrzał, i zaniechałam.
    Nauczyła się czytać praktycznie diopiero w zerówce, i dobrze - nic nie wskazuje,
    by jej to zaszkodziło, na odwrót.
    Ja w ogóle uważam teraz (doszłam do tego z biegiem lat, sama umiałam czytać
    mając lat 5, i w rodzinie czytanie było zawsze jedną z najwyższych wartości, a
    jakże), że warto dać dziecku czas "bez czytania" - ale też bez komputera i bez
    telewizora, na pobycie troche w świecie rzeczywistym, trójwymiarowym, pełnym
    faktur, zapachów i żywych stworzeń, w tym ludzi.
    --
    "W Chinach dziewczynki nadal otrzymują takie imiona jak Zbyt Wiele lub Mała
    Pomyłka, żeby odzwierciedlic ich wartosc, ale kiedyś były warte jeszcze mniej".
    Steve Jones
  • leli1 30.03.09, 11:17
    no bo sa matki, które maja misję. I np. dla takiej matki z misją, uczenie dziecka świata i życia polega na szybkiej nauce czytania/pisania/rzeźbienia/spiewu i co tylko jeszcze, bombardowaniu go informacjami, wprowadzania w świat dorosłych rzekomo dla jego dobra.
    Ale tak jak wczesniej pisałam, nie ma zadnych dowodow na to, iż takie postepowanie przynosi konkretne, spodziewane efekty w przyszłości. Mysle ze to prawda, ale dla tej aniuchy333, to najobrzydliwsze kłamstwo jak raczyła napisac.
    Talenty oczywiscie kazdy z nas posiada, ale niekoniecznie musza to byc te talenty, ktore akurat matka z misja chce rozwinac u swego dziecka. wezmy taka aniuche i gre na skrzypcach....a moje jej dziecko ma talent np. do śpiewu, albo to umysł ścisły....a mama tego u niej nie rozwija? talent zostanie zaprzepaszczony!

    Mam czasem wrazenie, ze niektore matki czułyby sie źle, jesli by tego wszystkiego dla swoich dzieci nie robiły.

  • aniucha333 30.03.09, 11:58
    wezmy taka aniuche i gre na skrzypcach....a moje jej dziecko ma
    talent np. do śpiewu, albo to um
    > ysł ścisły....a mama tego u niej nie rozwija? talent zostanie
    zaprzepaszczony!

    I po raz kolejny piszesz dyrdymaly. Czy wiesz ze granie na
    jakimkolwiek instrumencie cwiczy pamiec tak swietnie, ze prawie
    kazdy muzyk jest swietny w matmie? Sa na to badania naukowe. I o
    czym ty mowisz?

    A czy ty wogole slyszalas o ludziach grajacych na jakims
    instrumencie i konczacych kierunki takie jak ekonomia? No ty
    najwyrazniej nie a ja tak. Znam takie 2 osoby z pracy - obydwoje
    skonczyli szkoly muz. I i II stopnia a potem poszli na ekonomie.

    .a moje jej dziecko ma talent np. do śpiewu, albo to um
    > ysł ścisły....a mama tego u niej nie rozwija? talent zostanie
    zaprzepaszczony!

    A wiesz ile jest instrumentalistow ktorzy sa zawodowymi spiewakami?
    Mnostwo. I jak bys cokolwiek wiedziala a propos glosu ludzkiego i
    jak sie on rozwija to takich dyrdymal bys nie pisala? Profesjonalnie
    uczyc sie spiewu mozna - u dziewczat od 16 lat (chociaz i tak to
    jest dosc wczesnie) u chlopcow - dopiero po 18 roku zycia. A to ze
    wzgledu na nasza anatomie. Dzieci mowga spiweac ale w okresie
    przekwitania powinni przestac ze wzgeldu na dojrzewanie.

    I wiesz co - do tego czasu nawet jest wskazane uczyc sie grac na
    instrumencie biorac pod uwage ze na akademi muz. fortepian jest
    obowiazkowy na wszystkich kierunkach - nawet na spiewie solowym.

    Na ale ty najwidoczniej o tym nie wiesz.

    Acha jeszcze jedno, mam paru znajomych z POlitechniki ktorzy uczyli
    sie spiewac zawodowo i to robia. Wiec jak widac i muzyka i technika
    moga isc w parze.
  • nangaparbat3 30.03.09, 12:41
    aniucha333 napisała:


    > I po raz kolejny piszesz dyrdymaly. Czy wiesz ze granie na
    > jakimkolwiek instrumencie cwiczy pamiec tak swietnie, ze prawie
    > kazdy muzyk jest swietny w matmie? Sa na to badania naukowe. I o
    > czym ty mowisz?

    Jasne. Dla matematyka najważniejsza dobra pamięć.



    >
    > A czy ty wogole slyszalas o ludziach grajacych na jakims
    > instrumencie i konczacych kierunki takie jak ekonomia? No ty
    > najwyrazniej nie a ja tak. Znam takie 2 osoby z pracy - obydwoje
    > skonczyli szkoly muz. I i II stopnia a potem poszli na ekonomie.
    >

    NAprawdę - ekonomia to nie jest marzenie kazdego z nas........




    --
    "W Chinach dziewczynki nadal otrzymują takie imiona jak Zbyt Wiele lub Mała
    Pomyłka, żeby odzwierciedlic ich wartosc, ale kiedyś były warte jeszcze mniej".
    Steve Jones
  • leli1 30.03.09, 14:42
    aniucha333, a czy Ty w ogóle jestes w stanie pojąć, że nie dla wszystkich met.
    Domana jest taka genialna. Może są osoby, które jej nie uznają, bo się z nią po
    prostu nie zgadzają, a nie dlatego, że:
    nic o niej nie wiedzą, nic nie rozumieją, lub gorszy kaliber - są głupie lub zle
    wychowuja swoje dzieci, albo jeszcze gorzej-w ogole nic im sie z dziecmi nie
    chce robic przez co te biedaczyska będą mialy strasznie zle w zyciu, bo byc moze
    będą średniakami, albo nawet ponizej, będą pracowac przy kopaniu dołów, albo
    jeszcze gorzej.....naprawde nie wiesz jak sie potoczą losy dzieci, które w tej
    chwili mają mnostwo bodźców, rodzice organizuja im czas od dechy do dechy,
    serwują atrakcje niekoniecznie na ten wiek, od tych, które takich bodźców nie
    otrzymują.
    Był dzis na onecie fajny opis, co się stało z dzieckiem, które jako maluch było
    bardzo mądre. Niestety dosc dołujący.

    wiem wiem......pisze dyrdymały.....
  • aniucha333 31.03.09, 01:46
    aniucha333, a czy Ty w ogóle jestes w stanie pojąć, że nie dla
    wszystkich met.
    > Domana jest taka genialna.

    jestem - przeczytaj moje wczesniejsze posty. To ty usilnie mi
    wciskasz ze tak jest. Ja naprawde tak nie twierdze.
  • problemkind 30.03.09, 22:30
    Ale czytanie, jako umiejetnosc, jest jakby 'skutkiem uboczynym' tej
    metody. Nie rozumiem dlaczego tak drazycie, to czy dziecko dwuletnie
    potrafi czytac samodzielnie gazete przy sniadaniu, nie o to tu
    chodzi.

    Ja te metode traktuje jako cwiczenie pamieci, itd. nic wiecej, nie
    mam parcia na to, zeby moje dziecko samo sobie czytalo. Bawimy sie
    slowami.

    I polecam lekture ksiazki Rojkowskiej, naprawde.
    --
    (mala300)
    Schlawiner

    Rodzynka?
  • kropkaa 31.03.09, 01:17
    Gdybym zatrudniła osobę, która choć w połowie by robiła z moim
    dzieckiem to, co ja, to zwałaby się ona guwernantką lub boną,
    kazałaby sobie płacić 2500zł/m-c i mieć samochód do dyspozycji w
    godzinach pracy, płatne 2-3 tyg. urlopu, niekoniecznie pokrywającego
    się z urlopem moim. I każdy piałby z zachwytu jakie to miałam
    nieziemskie szczęście znaleźć tak wspaniałą opiekunkę.
    A tak jestem tylko cierpiącą na (chory) przerost ambicji matką,
    która tresuje swoje własne dziecko i już od maleńkości wichruje mu
    życie...

    Inne uwagi:
    1. Nie piszę kart, tylko kupiam (to do sensu przepisywanie
    słownika) - IMHO świetne (Rojkowska) - szkoda mi było czasu na coś,
    czego i tak bym nie zrobiła tak, jak to jest wydrukowane. Ale
    niektórzy robią i wtedy mają święty spokój, bo odpada zarzut "a ile
    to kosztuje";
    2. W rodzinach dwujęzycznych dziecko i tak będzie dwujęzyczne, jeśli
    rodzice mówią do niego w swoich językach - przedszkole językowe nie
    jest konieczne, to tak na marginesie;
    3. Raczej to ADHD to był żart, ale może nie zrozumiałam;
    4. Jako osoba piątkowa/szóstkowa miałam w zyciu szkolnym baaardzo
    dobrze - nauczyciele mnie nie męczyli, bo i tak wiedziałamwink,
    jechałam na opinii, co ułatwia życie, nie tylko pisałam wypracowania
    czy dawałam ściągać, ale jako wzorowa uczennica mogłam tu i ówdzie
    pomóc jakiemuś wagarowiczowi od czasu do czasu - nie widzę nic złego
    w tym, by i moje dziecko nie miało problemów w szkole, z wyborem
    takiego liceum, jakie chce (i by się do niego dostało) i dostało się
    na takie studia i uczelnię, jaką sobie wybierze. Nie przepłaciłam
    swoich wyborów edukacyjnch i zawodowych depresją ani nawet
    załamaniem nerwowym; są takie przypadki.
    4. Koleżanki mamy znajoma kilkanaście lat temu uczyła syna czytać
    metodą Domana - dobrze mu się wiedzie, zero problemów z nauką, ma
    zainteresowania tematyczne, brał udział w olimpiadach, z jakimiś
    sukcesami (szczegółów nie znam). Nie cierpi na żadne przypadłości
    typy przerost mózgu i wylew zwojów uszami, nie przechodził żadnych
    stanów załamania, nie ma pretensji do całego świata, że trafił do
    matki, która usiłowała zniszczyć mu osobowość, zabić ducha i
    zniszczyła mu dzieciństwo. Co gorsza, jest ponoć bardzo sympatycznym
    młodym człowiekiem.
    --
    a może by tak urodzić w domu?
  • aniucha333 31.03.09, 02:33
    kropkaa napisała:

    > Gdybym zatrudniła osobę, która choć w połowie by robiła z moim
    > dzieckiem to, co ja, to zwałaby się ona guwernantką lub boną,
    > kazałaby sobie płacić 2500zł/m-c i mieć samochód do dyspozycji w
    > godzinach pracy, płatne 2-3 tyg. urlopu, niekoniecznie
    pokrywającego
    > się z urlopem moim. I każdy piałby z zachwytu jakie to miałam
    > nieziemskie szczęście znaleźć tak wspaniałą opiekunkę.
    > A tak jestem tylko cierpiącą na (chory) przerost ambicji matką,
    > która tresuje swoje własne dziecko i już od maleńkości wichruje mu
    > życie...

    Kropkaa - uwielbiam cie smile Juz trafniej tego nei moglas opisac smile

    2. W rodzinach dwujęzycznych dziecko i tak będzie dwujęzyczne,
    jeśli
    > rodzice mówią do niego w swoich językach - przedszkole językowe
    nie
    > jest konieczne, to tak na marginesie;

    prawda, i jeszcze raz prawda. Mam w rodzinie paru takich i mowia w
    obu jezykach. Troche gorzej z pisaniem po polsku bo nie chodzili do
    pol. szkoly.


    3. Raczej to ADHD to był żart, ale może nie zrozumiałam;

    to byl zart jak najbardziej big_grin


    Nie przepłaciłam
    > swoich wyborów edukacyjnch i zawodowych depresją ani nawet
    > załamaniem nerwowym; są takie przypadki.

    wreszcei ktos uczciwie cos powiedzial. A tak a propos, mialam kolege
    ktory przyplacil zalamaniem nerwowym fakt ze nie zostal dopuszczony
    do matury. Do dzis nie wiem dlaczego skoro mial same troje i mierne
    to w sumei mogl sie tego spodziewac sad I tu mam przyklad kogos kto
    byl krotko mowiac nieukiem a depresji nie uniknal.


    > 4. Koleżanki mamy znajoma kilkanaście lat temu uczyła syna czytać
    > metodą Domana - dobrze mu się wiedzie, zero problemów z nauką, ma
    > zainteresowania tematyczne, brał udział w olimpiadach, z jakimiś
    > sukcesami (szczegółów nie znam). Nie cierpi na żadne przypadłości
    > typy przerost mózgu i wylew zwojów uszami, nie przechodził żadnych
    > stanów załamania, nie ma pretensji do całego świata, że trafił do
    > matki, która usiłowała zniszczyć mu osobowość, zabić ducha i
    > zniszczyła mu dzieciństwo. Co gorsza, jest ponoć bardzo
    sympatycznym
    > młodym człowiekiem.

    Dokladnie - wiedza to szczescie i radosc. Ci ktorzy tak sadze sa
    szczesliwymi ludzmi, maja ciekawsze zycie, no i wiecej frajdy smile

    Kropkaa - serdecznie pozdrawiam i szczerze podziwiam smile
  • kura17 31.03.09, 10:53

    >> 2. W rodzinach dwujęzycznych dziecko i tak będzie dwujęzyczne,
    >> jeśli rodzice mówią do niego w swoich językach - przedszkole
    >> językowe nie jest konieczne, to tak na marginesie;
    >
    > prawda, i jeszcze raz prawda. Mam w rodzinie paru takich i mowia w
    > obu jezykach. Troche gorzej z pisaniem po polsku bo nie chodzili do
    > pol. szkoly.

    takie przedszkole nie jest konieczne, ale na pewno jest bardzo pomocne. mowie to
    jako mama dzieci dwojezycznych.
    mieszkamy w niemczech, moj maz jest niemcem. kazde z nas mowi do dzieci w swoim
    ojczystym jezyku. oczywscie oboje rozumieja i polski i niemiecki, starszy mowi w
    obu jezykach (mlodszy mowi jeszcze bardzo malo, tez w obu jezykach wink.
    ale jestesmy niejako zanurzeniu w niemieckim, dzieci chodza do niemieckiego
    przedszkola. i starszy synek na poczatku, mimo ze ja rozmawialam z nim wylacznie
    po polsku i on swietnie rozumial, mowil w zasadzie tylko po niemiecku. bo ja
    bylam jedyna osoba na dluzsza mete, ktora mowila do niego po polsku (nie mamy
    tutaj polskiej rodziny, ani duzo polskich znajomych). dopiero jak mial ok 2.5
    roku (sporo ponad rok po tym, jak zaczal mowic po niemiecku), zaczal tez uzywac
    polskich zda (slowa mowil juz wczesniej, ale wybiorczo) i to duzo, duzo
    prostszych niz te, ktore wtedy mowil po niemiecku! teraz ma 4 lata, ladnie mowi
    po polsku, ale wciaz widac przewage niemieckiego (nie wspomne juz nawet o
    akcencie, bo ba dosc mocny, niestety).
    jestem pewna, ze gdyby chodzil do polskiego przedszkola, lub chocby na jakas
    polska grupe, to mowilby po polsku wczesnie i lepiej.

    i mysle, ze to dobrze, ze ktoras tam dziewczyna poslyla dziecko do
    anglojezycznego przedszkola. wtedy jest dziecku latwiej nasiaknac jezykiem.
    ja wuidzialam u mojego synka niesamowite skoki jezykowe, gdy bylismy w polsce z
    wizyta, lub gdy moja rodzina przyjedzala. za kazdym razem robil postepy po polsku!

    poczytalam troche fora dla dzieci wielojezycznych i tam czesto wieksze dzieci
    odmawiaja mowienia w jezyku "obcym" w danym kraju. rozumieja, owszem, ale nie
    chca mowic... mysle, ze przedszkole/szkola itp w takich wypadkach pomagaja,
    dziecko chlonie niejako jezyk samym soba.



    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • fogito 31.03.09, 16:13
    Dokładnie tak jak napisałaś. Mieszkamy w Polsce więc z założenia
    polski powinien dominować. Z chwilą posłania syna do przedszkola
    angielskiego jego angielski zaczął się bardzo poprawiać i po dwóch
    latach w przedszkolu zaczyna dominować. Ja staram się utrzymać oba
    języki na równym poziomie, ale tata anglojęzyczny pracujący do nocy
    z założenia ma mniej czasu na zabawę z dzieckiem literkami itp. To
    zadanie wykonuje za niego szkoła. Natomiast ja + polski logopeda do
    którego chodzimy od prawie trzech lat pracujemy nad językiem
    polskim. Trzymając się zasady OPOL nigdy nie wtrącam się do nauki
    angielskiego jeśli dziecko bezpośrednio o coś nie zapyta.
    I tak jak już napisałam przygotowujemy go do studiów w Stanach, więc
    jakby z założenia jest to szkoła angielska.
  • d.o.s.i.a 31.03.09, 18:54
    Aniucho333.

    Tak czytam Twoje wypowiedzi i widac, ze bardzo jestes skoncentrowana na swoim
    dziecku i jego tworczym rozwoju. Choc nie traktuj tego jako zarzut.

    Opisujesz, ze cieszysz sie gdy coreczka gra na skrzypcach i to lubi, ze
    genialnie rozpoznaje nazwy dzwiekow, ze opada Ci szczeka raz po raz, bo coreczka
    zrobila cos bardziej lub mniej genialnego. Ze lubi muzyke klasyczna i w ogole
    jest taka dojrzala i madra. Powiem szczerze, do glowy by mi nie wpadlo, zeby
    uczyc male dziecko NAZW dzwiekow. Po co? jakie to ma w ogole znaczenie? Ale to
    tak na marginesie.

    A jednak sie zastanawiam. Co zrobisz, gdy okaze sie pewnego dnia, ze po tym
    calym dobrym starcie Twoja coreczka jest zwyklym, najzwyklejszym dzieckiem? Ze
    okaze sie zwyczajnie przecietna? Madra, ale przecietna. Ze nagle przestanie Ci
    opadac szczeka, ze inne dzieci zaczna ja doganiac w rozwoju (bo tak
    niejednokrotnie przeciez bedzie). Co wtedy zrobisz? Gdy skrzypce pojda w kat,
    gdy zniknie zainteresowanie muzyka? Gdy corka stwierdzi, ze czytanie jej nie
    interesuje?

    Nie przyszlo Ci do glowy, ze corka "interesuje" sie tymi rzeczami, bo Ty ja tego
    uczysz? Ze taki ma wzorzec zabawy? Bo innego nie zna? Piszesz, ze uwielbia
    muzyka klasyczna i jazz - no sorki, ale usmialam sie do lez smile)

    Co bedzie, gdy jak bedzie miala 10 lat odkryje trzepak pod blokiem i nagle
    stwierdzi, ze nie ma to jak wisiec na nim 10 godzin dziennie? Ze, za
    przeproszeniem, pie.przyc skrzypce, bo fajniej grac w karty z kolegami (i daj
    jej to Boze!)? Ze odkryje, ze istnieje takze nicnierobienie, robienie czegos
    tylko i wylacznie dla przyjemnosci a nie edukacji? I ze jest to cholernie jej
    potrzebne, tak jak kazdemu normalnemu czlowiekowi.

    Ciekawa jestem co wtedy zrobisz? Boje sie, ze czeka Cie duzy duzy szok smile)

    Aha. I jeszcze jedna rzecz mi sie skojarzyla. Wiekszosc ludzi, ktorych znam i
    ktorzy naprawde duzo w zyciu osiagneli, wcale nie zaczynala wczesnie. Gdy z nimi
    rozmawiam to okazuje sie, ze wiekszosc w ogole nie byla zainteresowana typowa
    wiedza, wkuwaniem i wprawianiem w oslupienie swoich rodzicow wlasna
    genialnoscia. Nikt ich tez specjalnie nie stymulowal intelektualnie w wieku 2
    lat. Najbardziej zdolne osoby, ktore znam, dosc pozno zaczely. Cos nagle (czasem
    dopiero na studiach) przeskakiwalo im w glowach i od tej pory cala energia szla
    w rozwoj wlasnie tej pasji.

    Ja z kolei bylam dzieckiem bardzo zdolnym, z tych co to chodza po psychologach
    na testy inteligencji, przeskakuja klasy, wprawiaja w zachwyt rodzicow itp. -
    specjalnym geniuszem nie zostalam, a przy niektorych moich znajomych mizernie
    sie prezentuje smile
  • aniucha333 31.03.09, 22:02
    Powiem szczerze, do glowy by mi nie wpadlo, zeby
    > uczyc male dziecko NAZW dzwiekow. Po co? jakie to ma w ogole
    znaczenie? Ale to
    > tak na marginesie.

    po to ze w szkole muzycznej za rok czy dwa jest cos takiego jak
    SOLFEZ gdzie takie rzeczy sie robi. I czemu nie jak ona uwielbia sie
    w to bawic???

    > A jednak sie zastanawiam. Co zrobisz, gdy okaze sie pewnego dnia,
    ze po tym
    > calym dobrym starcie Twoja coreczka jest zwyklym, najzwyklejszym
    dzieckiem? Ze
    > okaze sie zwyczajnie przecietna? Madra, ale przecietna.

    Nic bo caly czas jest moim dzieckiem i dla mnie i tak jest
    najwspanialsza.

    A tak a propos - na zajeciach muz. u mojego dziecka sa dzieci ktore
    sa duuuuzo lepsze od niej. Mloda nie jest jakims tam super talentem
    ale sprawia jej to radosc to wspolne muzykowanie. I jeszcze nie
    padlam z rozpaczy ze najlepsza nie jest.

    Piszesz, ze uwielbia
    > muzyka klasyczna i jazz - no sorki, ale usmialam sie do lez smile)

    wiec moze ci DOKLADNIE opisze jak to wyglada. W samochodzie
    jakakowliek proba wlaczenia czegokolwiek innego niz klasyka konczy
    sie jej rykiem ze 'nie ce'. Nie mam wyboru. W domu to samo
    jakkolwiek proba posluchania czegos poza klasyka czy jazzem konczy
    sie tym ze leci na leb na szyje do odtwarzacza i go wylacza albo
    zmienia plyte. Jako ze nie mam ochoty sie z nia wyklocac i sama
    lubie taka muzyke to jest ok.

    > Ciekawa jestem co wtedy zrobisz? Boje sie, ze czeka Cie duzy duzy
    szok smile)

    oj kochana malo o mnie wiesz. Szok to ja moge przezyc jak sie na
    nowo zakocham tak jak w Harlequinach, albo jak wygram w totolotka,
    albo jak zostane prezesem ale to ze moje dziecko ma swoje wlasne
    marzenia? raczej bede ja podziwiac ze ma swoje zdanie.

    Gdy z nim
    > i
    > rozmawiam to okazuje sie, ze wiekszosc w ogole nie byla
    zainteresowana typowa
    > wiedza, wkuwaniem i wprawianiem w oslupienie swoich rodzicow wlasna
    > genialnosci

    ich problem powiem krotko.

  • d.o.s.i.a 01.04.09, 00:41
    > po to ze w szkole muzycznej za rok czy dwa jest cos takiego jak
    > SOLFEZ gdzie takie rzeczy sie robi. I czemu nie jak ona uwielbia sie
    > w to bawic???

    Czyli jednak zakladasz wyslanie dziecka do szkoly muzycznej (co oczywiscie nie
    jest zle samo w sobie) i juz wtlaczasz jej w glowe nazwy, nazwy, nazwy. Kochana,
    z muzyka to nie ma nic wspolnego. Czy takie dziecko naprawde UWIELBIA bawic sie
    w zgadywanie nazw nut? Szczerze watpie. To jest tresura, a nie nauka muzyki, z
    zabawa nie ma to nic wspolnego. Jej nie bawi to, ze dobrze umie nutki - ona
    szuka Twojej akceptacji, ktora zdobywa tylko wtedy gdy zrobi cos extra. Szkoda,
    ze tego nie widzisz.

    Mysle, ze wychowujesz corke w sposob, ktory uczy ja, ze jakakolwiek aktywnosc
    musi byc intelektualnie produktywna, bo jak nie, to nie zasluguje na pochwale i
    jest niewiele niewarta. Szczeka opada Ci tylko wtedy gdy corka czegos dokona,
    czegos ponad jej wiek. Ona to wie i uczysz jej tego, ze nie zrobi na Tobie
    wrazenia jej nieintelekutalny bieg przez przeszkody, albo taplanie sie w kaluzy,
    ale to, ze wlasciwie nazwie dzwiek, prawidlowo odczyta slowo itp. itd.

    Twoje dziecko zrobi w zyciu wszystko, zeby mamusi opadala szczeka jak
    najczesniej i na tym bedzie budowalo swoja wartosc. Bedzie czulo sie nieswojo
    zajmujac sie czyms malo produktywnym, bo wtedy nie zasluzy na brawa od mamusi.

    > Nic bo caly czas jest moim dzieckiem i dla mnie i tak jest
    > najwspanialsza.

    Mam wrazenie, ze Twoje dziecko jest najwspanialsze wlasnie dlatego, ze ladnie
    zgaduje wyrazy i nazwy nutek, a nie dlatego, ze po prostu jest.

    > wiec moze ci DOKLADNIE opisze jak to wyglada. W samochodzie
    > jakakowliek proba wlaczenia czegokolwiek innego niz klasyka konczy
    > sie jej rykiem ze 'nie ce'. Nie mam wyboru. W domu to samo
    > jakkolwiek proba posluchania czegos poza klasyka czy jazzem konczy
    > sie tym ze leci na leb na szyje do odtwarzacza i go wylacza albo
    > zmienia plyte. Jako ze nie mam ochoty sie z nia wyklocac i sama
    > lubie taka muzyke to jest ok.

    Sorry, ale fantazjujesz. Ryki, zmienianie plyty, wyklocanie sie. No, genialne to
    Twoje dziecko, nie ma co. Wiekszosc normalnych dzieci slucha na tym etapie bajki
    o czarownicy. No, ale przeciez Twoja to intelektualistka smile

    > ich problem powiem krotko.

    Nie zrozumialas przeslania. Chodzilo o to, ze Twoja corka MA JESZCZE CZAS na
    wszystko w zyciu i takim wychowaniem ani nic nie przyspieszysz, ani nic
    nadzwyczajnego w niej nie rozwiniesz.
  • aniucha333 01.04.09, 14:52
    . Czy takie dziecko naprawde UWIELBIA bawic sie
    > w zgadywanie nazw nut? Szczerze watpie. To jest tresura, a nie
    nauka muzyki, z
    > zabawa nie ma to nic wspolnego. Jej nie bawi to, ze dobrze umie
    nutki - ona
    > szuka Twojej akceptacji, ktora zdobywa tylko wtedy gdy zrobi cos
    extra. Szkoda,
    > ze tego nie widzisz.

    po prostu rozbawia mnie do lez ta tania analiza psychologiczna rodem
    z Harlequinow czy 'Rozmow w toku'. Nic nie rozumiesz z tego co
    pisze, wybiorczo bierzesz jakies frazy/slowa ktore potem przekrecasz
    i urabiasz do tego cala teorie no i oczywiscie przyszlosc moja i
    mojej pociechy. Obca kobieta ktora nas nigdy na oczy nie widziala,
    nic o nas nie wie, wyrokuje o naszej przyszlosci - o totalnej
    arogancji nie wspomne bo to jest bardziej niz oczywiste, o twoim
    byciu zielona z zawiscie tez nei wspomne bo to jest bardziej niz
    oczywiste, o twoim braku jakichkolwiek elementarnej wiedzy a propos
    dzieci tez nie wspomne bo to widac, slychac i czuc. Pozwol mi
    zgadnac - dzieci jeszcze tez nie masz?

    > Sorry, ale fantazjujesz. Ryki, zmienianie plyty, wyklocanie sie.
    No, genialne t
    > o
    > Twoje dziecko, nie ma co.

    I po raz kolejny udowdniasz mi ze dzieci nie masz a jesli moze by
    sie okazalo przez przypadek ze je masz wyobrazam sobei jak musza byc
    przez ciebie zastraszone jesli tobie do glowy nie wpada ze dziecko
    SAMO moze zmieni plyte CD.. Dramat.


    Wiekszosc normalnych dzieci slucha na tym etapie bajk
    > i
    > o czarownicy.

    nie znam takowych. Wiekszosc dzieci znajomych OGLADA bajki w TV albo
    na kompie.


    > Nie zrozumialas przeslania. Chodzilo o to, ze Twoja corka MA
    JESZCZE CZAS na
    > wszystko w zyciu i takim wychowaniem ani nic nie przyspieszysz,
    ani nic
    > nadzwyczajnego w niej nie rozwiniesz.

    no tak taka rada to na wage zlota. dzizaz - kon by sie usmial skad
    ludzie takie 'madrosci' biora. Ja nic nie przyspieszam to co my
    robimy to sa ZABAWY. Ale i tak tego nie zrozumiesz bo dzieci nie
    masz i basta.

    d.o.s.i.a. - czy to nie nowy nick Verdany? Piszesz tak niesamowicie
    podobnie do niej ze jest to az zastanawiajace.
  • kura17 02.04.09, 19:14
    aniucha333 napisała:


    > Wiekszosc normalnych dzieci slucha na tym etapie baji
    > > o czarownicy.
    >
    > nie znam takowych. Wiekszosc dzieci znajomych OGLADA bajki w TV
    > albo na kompie.

    zapraszam do nas, to poznasz! smile
    nasz synek mial 4 lata, gdy zaczal ogladac bajki w tv.
    na kompie nie ogladal bajki NIGDY.
    za to sluchal czytanych/opowiadanych przez nas prawie od urodzenia.
    teraz, gdy oglada piaskowego dziadka na dobranoc (to jedyna tv, jaka oglada),
    wcale mu to nie przeszkadza sluchac bajek.

    nie bardzo rozumiem Twoje zdziwienie?
    czyzby tv i komp byl obowiazkowym punktem programu w wychowaniu dzieci?


    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • d.o.s.i.a 01.04.09, 17:21
    Moze przygotowala sobie plansze metoda Damona i macha je matce przed oczami...?
  • nangaparbat3 01.04.09, 17:38
    Właśnie chcialam powiedziec, że pisze na karteczkach.
    Ech.....
    --
    "W Chinach dziewczynki nadal otrzymują takie imiona jak Zbyt Wiele lub Mała
    Pomyłka, żeby odzwierciedlic ich wartosc, ale kiedyś były warte jeszcze mniej".
    Steve Jones
  • aniucha333 02.04.09, 08:54
    > I ja nie rozumiem - jak corka sie wykłóca, skoro jeszcze prawie
    nie
    > mowi?

    nigdzie nie mowilam ze nie mowi. Powiedzialam ze ma slabo rozwiniety
    aparat mowy czyli mowi malo.
  • fogito 31.03.09, 16:05
    odniosę się tylko do jednego - przedszkole i szkoła angielska jest
    potrzebne dziecku, które będzie studiować w Stanach.

    ps. ja też miałam w szkole dobrze jako wzorowa uczennica, ale
    oczekiwania matki spowodowały rezygnację z własnych marzeń i nie
    skończyło się to najlepiej. We wszystkim potrzebny jest umiar -
    nawet w stymulowaniu własnego dziecka od kołyski.
  • aniucha333 31.03.09, 22:13
    fogito napisała:

    > odniosę się tylko do jednego - przedszkole i szkoła angielska jest
    > potrzebne dziecku, które będzie studiować w Stanach.

    Ja tez skonczylam studia w Stanach a do szkoly ang. nie chodzilam.
    Do zwyklej polskiej. Mialam tez fajna stype i moglam dorabiac na
    campusie.

    We wszystkim potrzebny jest umiar -
    > nawet w stymulowaniu własnego dziecka od kołyski.


    nie wiem czemu tak duzo tu sie uzywa slowa 'stymulowanie'. Przeciez
    to co robimy jako matki z naszymi dziecmi to po prostu wspolme
    spedzanie czasu. Jak bym byla jakim madrym naukowcem to bym ja
    uczyla tanlicy Mendelejewa, albo przerabiala anatomie czlowieka,
    albo mogla jej wytlumczyc zjawiska fiz. czy chem. Skoro nei jestem
    spedzam z nia czas jak najlepiej potrafie bawiac sie w to co
    najlepiej potrafie i mi samej sprawia radosc.

    Miala kiedys chlopaka ktorego matka byla chirurigiem. Pamietam taka
    scenke z ich gotowania. On zakupil kurczaka w sklepie, ktorego matka
    patroszyla w kuchni. PO kolei wyjmowala kazda czesc kurczaka i
    mowila fachowym medycznym jezykiem jaka to czesc ciala. On patrzyl i
    pytal sie nawet o sciegna sad I tak sobie zrecznie dyskutowali o
    czesciach ciala kurczaka a ja z przerazeniem/obrzydzeniem to
    wysluchiwalam. I taka to oto sugestia mi sie nasuwa - czy to jest
    stymulacja wg was czy raczej domowa konwersacja? Mi szczerze mowiac
    do glowy nie wpadlo ze to byla jakkolwiek stymulacja ale teraz po
    tylu sugestiach widze ze go matka zdrowo stymulwala zeby jej sie
    medycznie ksztalcil sad
  • d.o.s.i.a 01.04.09, 00:48
    Nie, to nie byla stymulacja. To bylo normalne przekazywanie dziecku wlasnych
    pasji i zainteresowan.

    Stymulacja jest natomiast sytuacja gdy rodzic, ktory zna sie na jednym, wtlacza
    w glowe dziecka sto roznych innych dziedzin "na wszelki wypadek", albo zeby
    "umialo wczesniej niz inni". Szybciej pisalo, szybciej czytalo, wczesniej znalo
    tabliczke mnozenia i nazwy wszystkich stolic, mowilo czterema jezykami, gralo na
    fortepianie, dzialalo w kolku teatralnym, jezdzilo konno (bo zawsze sie przyda),
    sluchalo tylko Mozarta (bo sie przyda w szkole muzycznej). Wszystko szybko,
    szybciej, im wiecej tym lepiej, bo zainteresowania trzeba rozwijac, a najlepiej
    wszystkie naraz. Itp. itd.

    Czujesz roznice?
  • kura17 01.04.09, 10:29
    ales sie czepnela tego przedszkola.
    opisalam wyzej, jakie sie pojawiaja problemy, gdy kilkujezyczne dziecko ma
    wyrazna przewage jednego jezyka. sama chetnie bym poslala dzieci do polskiego
    przedszkola, gdyby byla takie gdzies wygodnie w okolicy...

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • fogito 01.04.09, 18:00
    A jaka to jest zwykła polska szkoła... smile Ja syna wysłałam do
    angielskiej, żeby w każdym momencie życia w razie wyjazdy z kraju
    był w stanie pójśc do szkoły bez specjalnych egzaminów i
    ewentualnych problemów.
    Metoda Domana to dla mnie stymulowanie dziecka. Można by nim również
    nazwać pokazywanie dziecku slajdów z historii sztuki i egzekwowanie
    ich rozpoznawania smile
  • angazetka 31.03.09, 17:49
    > 4. Koleżanki mamy znajoma kilkanaście lat temu uczyła syna czytać
    > metodą Domana - dobrze mu się wiedzie, zero problemów z nauką, ma
    > zainteresowania tematyczne, brał udział w olimpiadach, z jakimiś
    > sukcesami (szczegółów nie znam).

    Nie wiem, czy uwierzysz, ale taki sam los spotyka też dzieci,
    których nie uczono czytać jedynie sluszną metodą. Np. mnie smile
  • fogito 31.03.09, 19:28
    Mnie też, ale wtedy to o Domanie jeszcze słychać nie było smile
  • aniucha333 31.03.09, 22:21
    fogito napisała:

    > Mnie też, ale wtedy to o Domanie jeszcze słychać nie było smile

    prawda jest taka ze zadna z nas szybko nie czyta. To co my uwazamy
    za szybkie czytanie takim nie jest. Metoda Domana to dokladnie to co
    ucza na kursach szybkiego czytania.

    Najszybciej czytaja Azjaci a my Europejczycy jestesmy b. wolni.
    Czemu tego nei poprawic? Sama niejednokrotnie w pracy jak musialam
    przeczytac na czesto gesto drugi dzien tak z 1000 stron jakiego
    przepisu i potem jeszcze memo z tego zrobic powaznie zastanwialam
    sie nad wzieciem takiego kursu. Ile to czasu by mi zaoszczedzalo...
  • d.o.s.i.a 01.04.09, 01:32
    > Czemu tego nei poprawic?

    Wszystko mozna, tylko po co? Zeby na koniec zostac robotem?


    Sama niejednokrotnie w pracy jak musialam
    > przeczytac na czesto gesto drugi dzien tak z 1000 stron jakiego
    > przepisu


    Tak, jasne 1000 stron na drugi dzien... czyli 3/4 strony na minute przez 24
    godziny non stop. Skad Ty te fantazje bierzesz?
  • aniucha333 01.04.09, 14:32
    > Tak, jasne 1000 stron na drugi dzien... czyli 3/4 strony na minute
    przez 24
    > godziny non stop. Skad Ty te fantazje bierzesz?

    a slyszalas ty alfo i omego o czyms takim jak CONSULTING? Popytaj
    zanjomych takich co pracuja dla GLOBALNYCH firm po ile godzin
    pracuja na duzych projektach. Praca po 90 godz tyg. w consultingu
    nie jest zadna fantazja. Jak klient ma IPO (Initial Public Offering
    czyli ze jako firma stanie sie spolka akcyjna co wymaga
    przygotowania miliona rzeczy wg przepisow SEC) pracuje sie
    praktycznie non stop. Spi po 4-5 godz na dobe a potem w niedziele
    odsypia. No ale jak taka alfa i omega tego nie mogla wiedziec.
    Olaboga.

    > Wszystko mozna, tylko po co? Zeby na koniec zostac robotem?

    nie lebku okuty zelazem - po to zeby miec czas na inne rzeczy w
    zyciu (np takie jak pitolenie z takim zakutymi lebkami na forum,
    polezenie do gory brzuchem, podrapanie sie po nosie) a nei tylko
    pracowanie non-stop.
  • d.o.s.i.a 01.04.09, 15:27
    Kochana. Jezeli wybralas sobie zawod w "Consulting" i prace non-stop to CIERP smile
    Na marginesie: tak, tak, Twoj opis przepisow SEC i tego jak klient ma IPO
    powalil mnie na kolana i zagryzlam poduszke z zazdrosci jaka to Ty jestes "mondra".

    Nie kazdy jest takim idiota (mocne slowo zamierzone, bo tak wlasnie mysle), zeby
    podporzadkowywac swoje zycie w globalnej firmie na takich obrotach. Twoj wybor.
    Zaden to tez powod do chwaly - znam takich idiotow na peczki, bo sama pracuje w
    firmie jak to nazwalas "GLOBALNEJ" (z duzej litery, ha ha). Na zdrowie. Jesli to
    jest celem Twojego zycia i powodem do dumy i chwaly, to na zdrowie i niech Ci
    Bozia wynagradza... Jesli taki tez masz cel w wychowywaniu corki, aby stala sie
    kolejnym bezwolnym robotem podobnym do mamusi, to moze od razu zamiast "polityki
    monetarnej" i "onomatopeji" wkuj jej do glowy jakis maly prospekt emisyjny? A
    co, jak szalec to szalec!

    Ja na szczescie mam w zyciu inne piorytety niz zapirzac jak bezwolny robocik i
    czerpac chwale z 4 godzin snu na dobe i pracy w niedziele. Jak widzisz wiec,
    czytanie z predkoscia mikroprocesora jest mi kompletnie, ale to zupelnie,
    zbedne. Czytam na tyle szybko, aby rozwijac sie zawodowo, czytac ksiazke (dla
    przyjemnosci!), a takze (olaboga) czasem napisy w kinie (tak, tak, nie nauczylam
    sie jeszcze wszystkich jezykow swiata - rodzice zaprzepascili moje genialne
    zdolnosci w tym kierunku i znam dobrze tylko jeden (aaaaaaa!!!!), ktorego
    zreszta nauczylam sie nie bedac dzieckiem w kolysce - straszne!).

    Zycie swe uwazam za spelnione i satysfakcjonujace i nie placze w poduszke
    kazdego dnia, ze moglam byla zostac slawnej klasy fizykiem jadrowym, gdyby mi
    tylko tatus w kolysce demonstrowal budowe atomu na planszach metoda Damona. Bo
    pewnie jakbym chciala to i bez tego bym nim zostala. Osiagnelam zawodowo sporo i
    rozwijam sie dalej zgodnie z zainteresowaniami w takim tempie jakiego JA chce.

    PS. W dalszym ciagu twierdze, ze czytanie 1000 stron "na drugi dzien" jest z
    kosmosu wziete i wile duzych projektow w zyciu widzialam i bajkami karmic mnie
    nie musisz.
  • d.o.s.i.a 01.04.09, 19:25
    Verdano. Zdaje sobie sprawe, ze sa ludzie, ktorzy potrafia przeczytac Ulyssesa w
    jeden dzien. Niewatpliwie. Nie neguje tego.

    Podwazam jedynie koniecznosc czytania opracowan merytorycznych wielkosci
    Ulyssesa z dnia na dzien w pracy nad projektami w korporacjach. Wiele widzialam
    w korporacjach, ale szybkoczytajacych prawnikow zmuszanych do zaznajamiania sie
    z taka iloscia mertytorycznego materialu, nigdy. Dziewczyna popadla w totalna
    megalomanie i czestuje nas fantazjami.

    Nie atakuje nauki szybkiego czytania jako takiej (sama bardzo szybko czytam,
    nigdy nie przechodzilam fazy literowania, ani sylabizowania, czytam calymi frazami).
  • verdana 01.04.09, 19:40
    A, to tak.
    Chyba, ze ktos jest nadgorliwy. CBDO, jak kazał konczyć dowodzenie
    twierdzeń moj matematyk.
    Zwracam też uwagę (nie Twoja, nie Twoja!), ze aby niezwykle szybko
    czytać, nie trzeba ani umieć czytać bardzo wczesnie, ani uczyć się
    metod szybkiego czytania. Czasem, o dziwo, wystarczy bardzo dużo
    czytac, bo się lubi. I tyle.
    Ja umiem czytać, choć nikt nigdy mnie nie uczył - moj mąż oraz
    najmlodszy syn takoz.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 02.04.09, 09:07
    > Kochana. Jezeli wybralas sobie zawod w "Consulting" i prace non-
    stop to CIERP :
    > )

    ja tego cierpieniem nie nazywam bo lubie to co robie. Zawod sobie
    wybralam swiadomie i jest mi z tym dobrze.

    > Na marginesie: tak, tak, Twoj opis przepisow SEC i tego jak klient
    ma IPO
    > powalil mnie na kolana i zagryzlam poduszke z zazdrosci jaka to Ty
    jestes "mond
    > ra".

    O my Lord, jaka ty jestes zalosna. Skad tyle jadu/zolci do ludzi? Co
    cie tak boli?

    Jesli taki tez masz cel w wychowywaniu corki, aby stala sie
    > kolejnym bezwolnym robotem podobnym do mamusi, to moze od razu
    zamiast "polityk
    > i
    > monetarnej" i "onomatopeji" wkuj jej do glowy jakis maly prospekt
    emisyjny? A
    > co, jak szalec to szalec!

    Nic ci do tego i odczep sie od nas raz na zawsze. I tak jeszcze
    jedna rzecz mi sie nasuwa a propos ciebie - jak ktos ktorego
    komentarze wrecz wskazuje na zachowania aspoleczne smie komukolwiek
    udzielac rad a propos wychowywanie dzieci? No chyba ze sie chce
    wychowac socjopate...

    > Zycie swe uwazam za spelnione i satysfakcjonujace i nie placze w
    poduszke
    > kazdego dnia, ze moglam byla zostac slawnej klasy fizykiem
    jadrowym, gdyby mi
    > tylko tatus w kolysce demonstrowal budowe atomu na planszach
    metoda Damona.

    Kochana a kogo to intersi? Idz sobie pogadaj i wylej swoje
    starowinkowe zale na fora do takich ludzi przeznaczone. Mnie nie
    intersuja 'przemyslenia' doroslej kobiety i jeszcze na dodatek
    bezdzietnej (lol - jednak mialam racjebig_grin.


    > PS. W dalszym ciagu twierdze, ze czytanie 1000 stron "na drugi
    dzien" jest z
    > kosmosu wziete i wile duzych projektow w zyciu widzialam i bajkami
    karmic mnie
    > nie musisz.

    to malo jeszcze w tym swoim 'zyciu' widzialas big_grin
  • angazetka 01.04.09, 19:29
    > nie lebku okuty zelazem

    Kulturą powiało. Tego metoda Domana nie uczy? smile
  • aniucha333 02.04.09, 09:09
    >
    > Kulturą powiało. Tego metoda Domana nie uczy? smile

    och nie moja droga - ja sie ucze tego od ciebie i jeszcze paru
    innych big_grin
  • angazetka 02.04.09, 14:05
    To mi pokaż, gdzie Ciebie - czy kogoś innego - w tym wątku
    obraziłam.
  • fogito 01.04.09, 20:06
    Ale ja nie chcę szybko czytać, bo wtedy nie mam żadnej przyjemności
    z czytania. Ja lubię się wczytywać, zaczytywać i chłonąć książkę a
    nie ścigać, kto pierwszy sończy. Na szczęście w pracy nikt ode mnie
    czegoś takiego nie wymagał surprised
  • kropkaa 31.03.09, 21:28
    1. Pisząc o tym chłopaku, chciałam pokazać, że jest normalnym
    człowiekiem, bo tutaj wizje się pojawiają, jakby z takich dzieci
    miały wyrosnąć sfrustrowane, nieszczęśliwe stare-mleńkie nie wiadomo
    co.
    2. Fogito - ok, rozumiem teraz to przedszkole.

    3. Aniucha, serdecznie pozdrawiam! smile
  • aniucha333 31.03.09, 22:28
    > 3. Aniucha, serdecznie pozdrawiam! smile

    Ja ciebie tez smile Bardzo mi milo ze jest ktos na tyle uczciwy jak i
    ty i szczerze mowi o wspolnym spedzaniu czasu z dzieckiem bawiac sie
    w czytanie smile
  • donkaczka 01.04.09, 07:26
    dziewczyny nie lamcie sie
    ile ja sie natluklam w dyskusjach o rzeczach,ktore forumki ledwo liznely, ale
    teorie mialy na ten temat rozbudowanie - to szkoda gadac

    moja kolezanka wrocila z konferencji domana w usa, mam nadzieje, ze znajdzie
    czas i podzieli sie w watku, o ile go zmoze smile
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • aniucha333 01.04.09, 14:34
    > moja kolezanka wrocila z konferencji domana w usa, mam nadzieje,
    ze znajdzie
    > czas i podzieli sie w watku, o ile go zmoze smile

    ten kurs jest tez oferowany w wakacje w Italii smile Popros ja zeby
    tu 'wskoczyla' i sie podzielila troche wiedza smile
  • nangaparbat3 01.04.09, 13:07
    i sprawa jest prosta: to metoda świetnie przygotowująca dzieci do zdawania
    testów tzw. zdolności ogólnych czyli inteligencji. Bardzo schematycznie i w
    ograniczony sposób pojmowanej (że zacytuję: inteligencja to w zasadzie produkt
    trzech zjawisk:

    ü umiejętności czytania,
    ü umiejętności matematyki,
    ü pewien zasób wiedzy encyklopedycznej. ).

    A tu macie linka: przedszkolanka.republika.pl/strony/doman.htm

    Jest tam opisana sesja metodą Domana, podczas której malutkie dziecko uczy się
    czytac słowo: piłka.
    Naprawdę stokroć lepiej dla dziecka tą piłką się pobawić, na sto róznych
    sposobów - tu dopiero jest pole do popisu dla twórczych matek.
    Jest tam też bardzo mądrze o SPRAWDZANIU. Ale to się kwalifikuje na osobny wątek.

    Żeby podsumować - coraz mniej rozumiem świat, w którym jedni uczą nimowleta
    czytać, inni zakładają komitety obrony sześciolatków przed szkołą, a coś mi
    podpowiada, że często są to jedni i ci sami.

    --
    "W Chinach dziewczynki nadal otrzymują takie imiona jak Zbyt Wiele lub Mała
    Pomyłka, żeby odzwierciedlic ich wartosc, ale kiedyś były warte jeszcze mniej".
    Steve Jones
  • d.o.s.i.a 01.04.09, 13:31
    Juz tak postawiona definicja inteligencji moze zjezyc wlos na glowie... smile

    Teza, ze kazdy rodzi sie z mozliwosciami wiekszmi niz Leonardo da Vinci,
    rozwalila mnie na lopatki smile Oczywiscie Doman zapewne znal Leonarda od
    kolyski... Po drugie teza ta w oczywisty sposob okazuje sie mylna, gdy popatrzy
    sie chociazby na rodzenstwo - czesto zdarza sie, ze jedno z dzieci okazuje sie
    miec wybitne zdolnosci matematyczne, drugie nie. A przeciez pewnie wychowywano i
    stymulowano je w ten sam sposob.

    Ciekawa jestem tez skad wg. pana Domana nadzwyczajne zdolnosci matematyczne
    czerpia np. Aspergerowcy smile Kurcze, zapomnialam, Leonardo prawdopodobnie tez nim
    byl - wniosek, wszyscy rodzimy sie z zespolem Aspergera tylko potem nas glupi
    rodzice niewystarczajaco stymuluja planszami z wyrazami big_grin

    Jezeli dla kogos wazne jest tylko to, aby jego dziecko posiadlo malpie zdolnosci
    czyli szybko czytalo, znalo nazwy wszystkich stolic na pamiec i zaginalo inne
    dzieci na testach, to prosze bardzo, niech sobie ten mozg dziecka bombarduje
    zbednymi informacjami. Z inteligencja i tak to nic wspolnego nie ma. Korzysci z
    tego rodzaju wiedzy sa zerowe w zyciu, w karierze, w rozwijaniu zainteresowan i
    rzeczywistego potencjalu intelektualnego - co pokazuja rzesze noblistow i
    zwyczajnie inteligentnych ludzi, ktorzy nigdy taka metoda stymulowani nie byli i
    nie musieli byc. Natomiast dziecinstwo spedzili wiszac na trzepaku glowa w dol i
    zajmujac sie tworczymi zabawami.

    Co z tego, ze ktos umie szybko czytac, czy ma duzy zasob wiedzy
    encyklopedycznej, skoro jego mozg nie wyksztalcil tworczego i elastycznego
    myslenia, aby ta wiedze wykorzystac? Dziecinstwo jest wlasnie po to, aby uczyc
    sie kreatywnosci, zwiekszac plastycznosc mozgu. Na wiedze i dane statystyczne
    przyjdzie pora.
  • nangaparbat3 01.04.09, 13:37
    d.o.s.i.a napisała:


    rzesze noblistow i
    > zwyczajnie inteligentnych ludzi, ktorzy nigdy taka metoda stymulowani nie byli
    > i
    > nie musieli byc. Natomiast dziecinstwo spedzili wiszac na trzepaku glowa w dol
    > i
    > zajmujac sie tworczymi zabawami.
    statystyczne

    Dosia, wisiałam całe lata na trzepaku głową w dół - a Nobla ni dudu. Chociaż...
    I tak nie narzekam smile
    --
    "W Chinach dziewczynki nadal otrzymują takie imiona jak Zbyt Wiele lub Mała
    Pomyłka, żeby odzwierciedlic ich wartosc, ale kiedyś były warte jeszcze mniej".
    Steve Jones
  • d.o.s.i.a 01.04.09, 14:05
    No dobra troche polecialam z tym Noblem smile

    Znam kilka przypadkow wybitnie zdolnych ludzi. Jeden - zainteresowania
    informatyczne "od kolyski". Sam. Nagle. Bez zadnych stymulacji ze strony
    rodzicow (zajetych wlasna praca naukowa), uczenia metoda Damiana i innych
    podobnych bdzur. Jego siostra - duzy talent, ale... pisarski. Wychowani przez
    tych samych rodzicow. Typ dzieci wychowujacych sie nawzajem i "wiszacych glowa w
    dol na trzepaku".

    Kilku mam naukowcow w otoczeniu - jeden jest dobrym przykladem, stypendium
    Cambridge za osiagniecia w wirusologii ponad swoj wiek, praca z autorytetami w
    dziedzinie. Dziecinstwo? Dwa razy zmienial szkole bo odbiegal poziomem...
    Biotechnologia zainteresowal sie... przed matura. Typ dziecinstwa i wczesnej
    mlodosci: "latanie po podworku, zdzieranie spodni i palenie papierosow po katach".

    To tyle. Chodzi mi o to, ze inteligencja stymulowana jest w rozny, nie do konca
    znany nam sposob. I nieprawda jest to, ze kazdy rodzi sie z podobnymi
    mozliwosciami intelektualnymi. Metoda Damiana niczego nie przyspiesza i nie
    gwarantuje. Najprawdopodobniej jest zwykla strata czasu.
  • aniucha333 01.04.09, 14:41
    Metoda Damiana niczego nie przyspiesza i nie
    > gwarantuje. Najprawdopodobniej jest zwykla strata czasu.

    Dla kogos wybitnie leniwego nawet wstanie z lozka jest strata czasu -
    no bo po co jak mozna lezac w wyrze zrobic wiekszosc rzeczy w
    zyciu. Prawda?

    Skad ty te teorie bierzesz? Z patrzenia w sufit czy picia kolejnej
    kawy u znajomej w biurze? Dramat.

    Nie wspomne o prostym kojarzeniu faktow - nie nie rozumiesz z tego
    co napisalas. Nie jestes nawet w stanie zauwazyc prostych korelacji
    w tym ze dziecko dorastajace w domu gdzie rodzice ciagle sie ucza
    czy duzo czytaja czy graja na czymkoliwek mimochodem samo to bedzie
    robic. Poprzez proste nasladownictwo. Tak samo jest i w Domanie,
    metodzie Suzuki czy czymkolwiek. Dziecko jest produktem swojego
    srodowiska - czyms o czym ty sama piszesz a nie jestes w stanie tego
    zauwazyc.
  • d.o.s.i.a 01.04.09, 15:35
    Napisalam Ci juz wyzej czym rozni sie wyrabianie inteligencji i zainteresowan
    poprzez nasladownictwo rodzicow, nasiakniecie atmosfera w domu oraz wyrabianie
    zwyklej ciekawosci swiata, od "wyrabiania" pseud-malpianej-inteligencji
    sztucznym wtlaczaniem do glowy plansz, schematow i rozwijania dziecka w stu
    innych dziedzinach "na wszelki wypadek".

    Historia nauki zna setki wybitnych ludzi, ktorzy urodzili sie w biednych,
    nieinteligenckich rodzinach - nie sadzisz chyba, ze byli oni przez swoich
    rodzicow wybitnie stymulowani. Jak wobec tego tlumaczyc ich zdolnosci?

    Beda tez ludzie, ktorzy sami nie posiadajac odpowiednich zasobow inteligencji
    beda uczyc swoje dziecko czytania od kolyski, zeby miec "powod do dumy" z
    nadzieja, ze wychowaja geniusza. Nie sadze, aby mieli szczegolne na tym polu
    osiagniecia.

    Jezeli dalej nie rozumiesz, to coz, nic nie poradze.
  • nangaparbat3 01.04.09, 16:52
    co sie malp czepiasz?
    lepiej byc małpą niz najdoskonalszym produktem, nie?
    --
    "W Chinach dziewczynki nadal otrzymują takie imiona jak Zbyt Wiele lub Mała
    Pomyłka, żeby odzwierciedlic ich wartosc, ale kiedyś były warte jeszcze mniej".
    Steve Jones
  • nangaparbat3 01.04.09, 16:50
    1. Dlaczego obrazasz Dosię? Rodzice nie uczyli, że grzeczne dziewczynki tak nie
    robią?
    2. Dziecko nie jest produktem. I to jest chyba clou całej sprawy, ze nie wszyscy
    maja tego świadomosc.
    --
    "W Chinach dziewczynki nadal otrzymują takie imiona jak Zbyt Wiele lub Mała
    Pomyłka, żeby odzwierciedlic ich wartosc, ale kiedyś były warte jeszcze mniej".
    Steve Jones
  • verdana 01.04.09, 19:41
    Otóż to. Mimochodem. I pocóz się męczyć? Mój syn nauczył się czytać
    sam w wieku 4 lat - ilez oszczędzonych godzin...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kropkaa 01.04.09, 22:36
    To nie jest męka. Jeśli by była nie bawiłabym się w to. To jest
    wydatek czasu rzędu 1 minuta dziennie. Czy między 2 a 4 lata to pi
    razy drzwi mniej niż 8 godzin. Przez 2 lata!
    Kurczę, Dziewczyny, zachowujecie się momentami, jakbyście pozjadały
    wszystkie rozumy - Wy wiece, jaka to jest męczarnia, jakie to jest
    straszne dla dzieci, jak to źle, okropnie i strasznie wpłynie na
    pozorną(!) inteligencję dziecka. Oczywiście bardzo się cieszę, że
    Wasze dzieci są tych traumatycznych przeżyć pozbawione i mają
    piękne, wspaniałe i radosne dzieciństwo. I niech mają, daj im Panie.
    Ale ja naprawdę nie widzę, by moje dziecko cierpiało, miało koszmary
    nocne i bym musiała wołami zaciągać do, jak to nazywacie, nauki. Do
    tego mówi, śpiewa, maluje, rysuje, bawi się klockami, słucha bajek,
    chodzi na spacery/plac zabaw itp., itd. - jednym słowem robi
    wszystko to, co robią miliony dzieci w jej wieku. Z wyjątkiem tej
    jednej minuty dziennie podzielonej na trzy części, kiedy to w
    ekspresowym tempie pokazuję jej 5 plansz.
    Nie znam powodów, dla których chcecie się na nas powyżywać, ale
    jeśli ma to pomóc Waszemu samopoczuciu, to jakoś to przełknę.
    I może zanim tak zajadle znowu będziecie nas krytykować, napiszcie
    sobie parę plansz i wypróbujcie to, co z taką pasją negujecie.
    Dobrej zabawy!
  • verdana 01.04.09, 23:11
    Nikt tu nie mowi, ze to męczarnia. Mówimy mo prostu, ze jest to
    zbędny wydatek energii, skoro dziecko nieco starsze nauczy się tego
    samego nie w trzy lata, ale gora - trzy miesiące, albo i w trzy
    tygodnie.
    Problem w tym, ze uczysz dziecko czynnosci, ktora jest dla niego
    nieprzydatna - w zwiazku z tym moze być znudzone czytaniem, zanim
    potrafi sobie naprawde poczytać.
    A jesli chodzi o późniejsza nauke - moje dziecko czytało w wieku 4
    lat. I co z tego? Nie jest wcale wybitnym uczniem. Inteligentnym -
    tak, ale uczniem bardzo srednim.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • feniks_z_popiolu 05.04.09, 06:52
    Czy to jest istotne dla dziecka?
    Czy raczej ważne dla jego rodziców?

    Często im młodsze dziecko (bo nie koniecznie e-matka) tym większa skłonność do
    eksperymentów. Z biegiem czasu większość matek jednak odpuszcza, stawiając na
    normalność. I to jest, w świetle powyższej dyskusji, pocieszającesmile.
  • leli1 01.04.09, 13:40
    Wg mnie , tak zaciekłe obrończynie met.D, nie są w stanie przyjąć do wiadomoci
    tego, ze inni mogą tej metody nie akceptowac. Nie musi ona sie wszystkim podobac
    i nie musza sie wszyscy z nia zgadzac, a juz na pewno nie musza doceniac jej
    walory. Wcale nie dlatego, że nic nie wiedzą na jej temat.
    Naprawde nie widzę jakis szczegolnych uzdolnien u syna kolezanki, ktory uczony
    jest ta met. od 2 lat. Co wiecej (byc moze nie jest to spowodowane stosowaniem
    tej metody), ale ma dosc spore problemy z mową. Mimo ponad 4 lat, nie jest w
    stanie zbudowac poprawnie calego zdania. Porownujac do mojego mlodego, ma
    zdecydowanie mniejszy zasob slow i np. moja kolezanka nie moze wyjsc z podziwu
    jak moj mlody zaczyna zdanie od "nie sądzisz mamo, że ....", lub "przepraszam
    bardzo, ale czy uwazasz ze....." albo ostatnie "chciałbym się mylić, ale wydaje
    mi się, że.....". Uwielbia czytac, teraz zaczyna sie uczyc literek (z malym
    powodzeniem, ale mysle ze zaskoczy smile) i podejrzewam, ze zacznie czytac metoda
    "tradycyjną", bo ja akurat uwazam, ze umiejetnosc czytania po literce a potem
    sylabizowania bedzie mu przydatna.
  • verdana 01.04.09, 16:24
    Ciekawe, o ile dobrze przeczytalam, dziewczyna uczona metoda Domana
    czytania tez nie mowi...
    To nie musi być przypadek. Małe dziecko uczy się niezwykle szybko,
    ale też ma ograniczenia. Nie nauczy się wszystkiego na raz - dzieci,
    ktore w tym wieku ucza sie przede wszystkim mowic, moga być tak
    skoncentrowane na czym innym, ze na nauke mowienia (nie stymulowaną)
    nie starcza im juz czasu.
    IMO bez porownania lepiej rowijac inteligencję dziecka przed
    spacery, odpowwiadanie na tysiace pytań, zadawanie pytan,
    pokazywanie jak co działa - i pozostawienie dziecku czasu na to, aby
    potrafiło rozwijac wlasne zainteresowania, a nie powielac
    zainteresowania mamy.
    Bo jak wlasciwie stwierdzić, co tak naprawde interesuje dziecko,
    ktore ma mnostwo zorganizowanych zajęć ? oczywiscie, ono tymi
    zabawami się interesuje, bo nic innego nie zna - ale szans na
    rozwinięcie wlasnych talentow duzo nie ma.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nangaparbat3 01.04.09, 17:00
    Kiedy pierwszy raz przyszla do nas nasza niania, byla bardzo spieta i
    oniesmielona. Corka miała wtedy niecale dwa lata. Ja cała w nerwach, jak sie
    uda. Kręcilam sie po obejsciu i nagle przez szybę zobaczyłam z balkonu, ze corka
    i niania siedzą na kanapie, w skupieniu patrzą na siebie i unosza w gorę brwi,
    naśladujac siebie nawzajem.
    W tym momencie juz wiedzialam, ze niania jest taka jaka byc powinna, i nie
    myliłam sie. Zapewne nie ma dotąd badan na ten temat, ale zalożę sie że wszelkie
    zabawy wymyślone spontanicznie wspólnie z dzieckiem nieskonczenie bardziej
    sprzyjaja rozwojowi dwulatki niz diabli wiedzą jakie metody.

    BTH z tego co piszą wynika, ze metoda zostala stworzona jako metoda
    rehabilitowania dzieci z porażeniem mozgowym. Ale to by juz byla zupelnie inna
    kwestia.
    --
    "W Chinach dziewczynki nadal otrzymują takie imiona jak Zbyt Wiele lub Mała
    Pomyłka, żeby odzwierciedlic ich wartosc, ale kiedyś były warte jeszcze mniej".
    Steve Jones
  • kura17 02.04.09, 19:41
    Verdana, ja wlasnie u swoich dzieci obserwuje takie uczenie sie "jednej rzeczy
    na raz". jak juz sie naucza - przechodza do nastepnej. uczenia sie rownoleglego
    wlasciwie nie obserwuje.

    starszy synek zaczal mowic wczesnie, mimo ze u nas w domu operuje sie 3
    jezykami. on rozumial dwa (a moze i 3?) oraz mowil dwoma w wieku 1.5 roku.
    natomiast... nie chodzil do 1.5 roku, raczkowal. i jak juz sie nauczyl calkiem
    ladnie mowic - zaczal uczyc sie chodzic smile

    mlodszy znowu mial odwrotna tendencje - dosc wczesnie zaczal chodzic, zrobil
    wielki skok rozwojowy w motoryce. za to "intelektualnie" sie nie rozwijal wtedy.
    nauczyl sie stabilnie chodzic i nagle, buch! skok rozwojowy intelektualny, az
    nas zatkalo smile

    po prostu robili swoje PO KOLEI. dokladnie tak, jak napisalas.

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • donkaczka 01.04.09, 23:13
    wiesz co ja mam wrazenie ze to osoby nie znajace metody domana (bo czytanie w
    necie, zamiast poznawanie u zrodla juz jest obarczone bledem) nie moga
    zrozumiec, ze to forma zabawy, jedna z wielu, tylko efekty sa fajne
    i jada po mamach od domana, doczepiajac rozne teorie, diagnozujac matki, dzieci itp

    dzieki domanowi dzieci lubia sie uczyc, bo nauka im sie z zabawa kojarzy, cwicza
    mozg, ktorego mozliwosci w mlodym wieku sa najwieksze

    fajnie powisiec na trzepaku, fajnie pograc w pilke, ale jesli mozna z tego urwac
    dziecku 2 minuty dziennie i poiskrzyc mu na stykach, to ja naprawde nie widze
    problemu

    a tu zaraz "meka" "wysilek" "zabieranie dziecinstwa"
    jedna z zasad domana jest - dziecko sie nudzi i nie chce, nie robimy i juz

    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • tawananna 02.04.09, 00:59
    Rzecz nie w tym, że czy dziecko się nudzi, czy nie. Jestem sobie w stanie świetnie wyobrazić, że pokazywanie tych plansz to i dla dziecka, i dla matki dobra (i kształcąca) zabawa, a całość faktycznie zajmuje minimalną ilość czasu.

    Ja bym raczej obawiała się o skojarzenia, jakie dziecko będzie miało z czytaniem (ale to są moje obawy, i wiele osób zapewne ich nie podziela). Dla mnie czytanie to przyjemność odkrywania nowych światów. Nauka czytania to trochę jak rozpoznawanie sekretnego kodu, "rozszyfrowanie" tajemniczych znaków po to, by dowiedzieć się tylu ciekawych rzeczy. Nie chciałabym, żeby czytanie kojarzyło się mojemu dziecku z rozpoznawaniem planszy z wyrazami.

    Wolałabym, żeby było jak w moim dzieciństwie - w domu zawsze dużo się czytało. Rodzice nie rezerwowali tej przyjemności tylko dla siebie - czytali również mnie. Nie wiem, jak się tego nauczyłam, ale zaczęłam czytać w wieku bodaj 3,5 roku, a jako pięciolatka czytałam i pisałam już bardzo dobrze.

    Swoją drogą, jako mała dziewczynka dorwałam się do jednej z książek z półki mamy i przeczytałam ją z wypiekami na twarzy. Była to książka... "Jak nauczyć małe dziecko czytać". wink
  • verdana 02.04.09, 18:00
    No zaraz - dwulatek nie wisi raczej na trzepaku, ani nie gra jeszcze
    raczej w piłkę. Bo brak mu zazwyczaj (z pojednynczymi wyjątkami)
    koordynacji ruchow.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • donkaczka 01.04.09, 23:20
    findarticles.com/p/articles/mi_pwwi/is_200711/ai_n21084992/
    www.triviumpursuit.com/blog/2006/05/13/a-review-of-glenn-doman-and-his-institutes-for-the-achievement-of-human-potential/
    mozg jest zadziwiajacym organem, mozg dzieci jest cudem niemal
    meody glena domana rozwijaja mozg i potencjal, nie robia szkody i nie niszcza
    dziecku dziecinstwa
    nie chcecie, nie robcie tego

    ale nie wmawiajcie matkom, ktorym sie chce, ze marnuja czas, ze robia krzywde
    dziecku
    moze ja wole marnowac te 3 minuty dziennie na nietypowa zabawe z dzieckiem niz
    na cos innego?
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • aniucha333 02.04.09, 09:19
    donkaczka

    Dzieki za linki. B. fajne artykuly.

    > ale nie wmawiajcie matkom, ktorym sie chce, ze marnuja czas, ze
    robia krzywde
    > dziecku

    Tak sobei mysle ze te osoby to sa po prostu gleboko nieszczesliwi
    ludzie. A poza tym, najlatwiej jest zaatakowac matki i ich dzieci -
    przeciez to najlatwiejszy lup. Zadna z nich by z facetem tak sie nie
    klocila bo sie po prostu boja. A tu na matki wylewaja swoja zolc,
    niespelnione zycie zawodowe, brak partera zyciowego, brak ambicji.
    Tak sobie mysle, ze to wlasnie ten bol ze to im cos kolo nosa
    przeszlo, ze to one nie slyszaly o czyms co przechodzi ich
    kwadratowy waski swiatek sprawia ze tak zawziecie neguja wszystko i
    wszystkich. Nic tylko wspolczuc takim nieszczesnikom.

  • d.o.s.i.a 02.04.09, 09:24
    > A tu na matki wylewaja swoja zolc,
    > niespelnione zycie zawodowe, brak partera zyciowego, brak ambicji.
    > Tak sobie mysle, ze to wlasnie ten bol ze to im cos kolo nosa
    > przeszlo

    Wez dziewczyno przestan bo na powaznie zaczynam watpic w Twoja inteligencje.
  • aniucha333 02.04.09, 09:29
    > Wez dziewczyno przestan bo na powaznie zaczynam watpic w Twoja
    inteligencje.

    kocie - twoje zdania mi tak gleboko lezy big_grin mysl sobie co chcesz.

    Ja juz jaki czas temu zaczelam watpic w twoje zdrowe zmysly big_grin
  • fogito 02.04.09, 09:50
    ??? zaczynamy popadać w tzw. przesadyzm smile
  • verdana 02.04.09, 10:11
    No tak. Ty wiesz, ze kazdy, kto nie uczy dziecka czytać, to po
    prostu frustrat.
    Akurat zycie zawodowe mam wyjatkowo spelnione, partner jest OK,
    dzieci udane. Mimo, ze nie uczone w niemowlectwie czytania, ani gry
    na skrzypcach.
    Co takiego jest w Tobie, ze ambicje dotyczace wyuczenia dziecka
    tego, czego nie umieja inne dzieci sa dla ciebie sensem istnienia?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • angazetka 02.04.09, 14:07
    > A tu na matki wylewaja swoja zolc,
    > niespelnione zycie zawodowe, brak partera zyciowego, brak ambicji.
    > Tak sobie mysle, ze to wlasnie ten bol ze to im cos kolo nosa
    > przeszlo, ze to one nie slyszaly o czyms co przechodzi ich
    > kwadratowy waski swiatek

    Jak mawia młodzież: żal pe el.
  • aniucha333 02.04.09, 09:26
    Nie wiem czy slyszalyscie o tej metodzie - Mother's Tongue Approach.
    Polecam do poczytania: Shinichi Suzuki "Ability development from age
    zero" oraz "Karmieni miloscia".

    A oto pare cytatow z jego ksiazki:
    "The responsibiliy for education is in the home"

    "Advanced abilities can be nurtured in any child"

    "Even a Mozart had the possibility of becoming tone deaf depending
    upon the way he was raised"

    Kwintesencja tego co my tu tak tlumaczylysmy. I jeszcze jedno
    rozbawia mnie do lez, ze tu sa bezdzietne kobiety (dosia) ktore daja
    nam rady a propos wychowywania dzieci, albo Verdana ktora nic a nic
    nie wie o zadnej z metod ale swoje zdanie ma big_grin



  • nangaparbat3 02.04.09, 10:41
    i odkrywczość kwintesencji w wykonaniu dr. Suzuki powaliła mnie na kolana. Co ja
    mówię - na kolana - na twarz, na twarz, leżę plackiem po prostu.
    I wiesz co? Ja nie chciałabym być matką Mozarta. Równie mocno jak mocno kocham
    jego muzykę - ale czytałam kilka jego biografii, poczytuje czasem listy - i
    wolałabym zwykłego, szczęśliwego człowieka. Ze szkodą dla ludzkości, fakt, ale
    jako matka nie wahałabym się. Za wielki artystyczny talent płaci się wielką cenę
    - nie tylko ciężkiej pracy i ćwiczeń.

    --
    "W Chinach dziewczynki nadal otrzymują takie imiona jak Zbyt Wiele lub Mała
    Pomyłka, żeby odzwierciedlic ich wartosc, ale kiedyś były warte jeszcze mniej".
    Steve Jones
  • aniucha333 02.04.09, 13:48

    > i odkrywczość kwintesencji w wykonaniu dr. Suzuki powaliła mnie na
    kolana. Co j
    > a
    > mówię - na kolana - na twarz, na twarz, leżę plackiem po prostu.


    bo to jest tak proste ze wiekszosc ludzi bierze to za banal. Bo
    wiekszosc ludzi mysli ze wszystko trzeba krwia, potem i znojem
    oplacic zeby cos tam wyszlo. Jak proste to na pewno zle.

    By cie powalilo jakbys przeczytala ktorakolwiek z jego ksiazek -
    prostym jezykiem a pelna spostrzezen dot. rozwoju dzieci.



    Ze szkodą dla ludzkości, fakt, ale
    > jako matka nie wahałabym się. Za wielki artystyczny talent płaci
    się wielką cen
    > ę
    > - nie tylko ciężkiej pracy i ćwiczeń.

    tak w pol., szkolach muz. na pewno. Nie jak w tej metodzie gdzie
    nauka gry na instrumencie jest zabawa, dzieci sa otoczone miloscia i
    szacunkiem i nikt ich nie wpedza w jakies chore klimaty tak jak w
    tradycyjnaych szkolach muz. I to nie jest tak ze tak jest taaaki
    wyskoi poziom. W szkolach muz. wiekszosc nauczycieli jest po prostu
    denna, sfrustrowana, etc. Jak wytlumaczyc nauczyciela w szkole muz.
    I stopnia, ktory po kazdej pomylce 7-latka wali jego raczka o
    klawisze? Bo tacy tez tam sa. W metodzie Suzuki - to jest nie do
    pomyslenia. Dzieci przed koncertem sie smieja, biegaja, wyglupiaja,
    a potem graja lepiej niz te ze szkoly muz. I tu nie tylko o to
    granie chodzi - tu chodzi o uksztaltowanie szczesliwych ludzi,
    madrych, wrazliwych poprzez muzyke.

    Mam wrazenie ze ty i pare innych tego nie zrozumie bo wasza gorycz i
    zolc zzera was od srodka. Nie ma sensu nawet komentowac tych
    niektorych wypowiedzi - bo mi was po prostu ZAL. Zal ze jestescie
    tak gleboko nieszczesliwe, ze jedyna rzecza na jak was stac to jest
    ublizac matkom, ich dzieciom, nasmiewac sie z wszystkiego,
    ironizowac. Naprawde wspolczuje ludziom tak gleboko nieszczesliwym,
    ktorzy musza obrazac innych by sami sie lepiej poczuc. I co wy
    wychowacie??? Przyszlych pacjentow gabinetow psychiatrycznych...
    dramat.





  • d.o.s.i.a 02.04.09, 14:52
    Co ma do cholery szkola muzyczna do planszy Damona, bo ni w zab nie
    kumam o co Ci chodzi.

    Jaki szloch, jakie lzy - czy ktos tu zabrania uczyc dzieci W OGOLE?
    Kwestionujemy jedynie sens uczenia rzeczy, ktore W TYM momencie sa
    nieprzydatne (czytanie), a ktore z LATWOSCIA dziecko nauczy sie w
    wieku 4-5 lat. Wszystko w poczuciu, ze jak sie dziecku zamacha
    plansza to mu troche istoty szarej w mozgu urosnie od tego, a
    dzieckiem bedzie mozna zaszpanowac przed znajomymi.

    Nikt tu nie pisze zeby nie rozwijac dzieci muzycznie, nie pozwalac
    im malowac, budowac, spiewac, tanczyc, grac na instrumencie czy Bog
    wie jeszcze co. Ale uczenie w tym wieku dziecka rozpoznawania NAZW
    dzwiekow jest idiotyczne, tak jak kazdej innej pamieciowej
    nieprzydatnej wiedzy.

    Ja nie wiem, czy Wy realizujecie jakies swoje niespelnione kompleksy
    czy co?
  • mariefurie 02.04.09, 15:21
    Ostro, Dosia wink

    Nie czytałam calego watku, tylko początek i koniec.
    I powiem tak. Dziecko, z natury, ma bardzo chłonny umysł. Taka tam tabula rasa.
    Cokolwiek wrzucisz, to wyjmiesz. Jak nie teraz, to za dziesięc lat, za
    dwadzieścia itp.
    Ni ewiem, na czym polega metoda Domana czy jak mu tam, ale swoje dziecko uczyłam
    od małego. W ogóle nie rozumowałam w ten sposób, że cos mu bedzie nieprzydatne.
    No bo jak? Wiedzy i umiejętności sie nie nosi na plechach. To się po prostu albo
    ma, albo ni9e ma. wiedza nie jest ciężarem. Ciężarem jest - brak wiedzy.
    Jak uczyłam? Normalnie. Jak tylko dziecko zaczęło chodzić - idziemy po schodach-
    liczymy stopnie. dziecko sie cieszy i powtarza. Raz, dwa, dziesies, sto razy.
    Proszę przełączyc telewizor (pilotem) i podaję cyfry. Mówię 69, dziecko: to
    znaczy jak? Mówię sześć i dziewieć. I tak raz, dwa, dziesięc, sto razy. Pokazuje
    dziecku literki. Odbiera to , nie jako literki, tylko jako znaki graficzne. Po
    prostu, gdzies, przy okazji. Reklama, nazwa sklepu, napis jakiś itp. W ten
    sposób, moje dziecko majac dwa lata znalo cały alfabet. Nie, zeby wyrecytowac,
    tylko graficznie - znało każdą lietere i potrafiło nazwac. stąd wynikła
    ciekawośc, zeby składac literki. Bez wysiilku. Bez CELOWEJ nauki. Idziemy,
    pamiętam gdzieś wzdłuz sciany na której graffitti i inne napisy. A dziecko
    czyta: moja d...to nie beczka nie zakisisz ogoreczka. Nie rozumiało kompletnie
    nic, z tego co przeczytało. Starsza pani, co to słyszała, wyraziła święte
    oburzeni w stylu: czego to rodzice uczą tak małe dzieci. Ze trzy lata miał
    wtedy. A dziecko sie cieszyło. A ze nie rozumiało? za rok zaczęło rozumiec i
    samo sobie ksiuązki czytac. ze zrozumieniem.
    Że się nauczyłby sie tego w ieku 5-6 lat? No ok. A ilez poznał do tego szóstego
    roku zycia. Mało tego. Nauka , jakakolwiek dla niego była (jest) nie że "musi",
    tylko chce. A przeciez dla iluz ludzi jakikolwiek wysiłek intelektualny stanowi
    problem nie do przezwyciężenia. I mamy potem Lepperów na pęczki i innych
    "karkołomnych" smile
    We wczesnej nauce, jak dla mnie, przede wszystkim istotne jest to, że dziecko
    potrafi niejako samoczynnie wsiorbać potężne dawki wiedzy i doświadczeń. To
    natomiast, w późniejszym etapie rozwoju, pozwala mu w sposób naturalny traktowac
    zdobywanie wiedzy. Nie jako przymus. Obowiązek (szkolny, przedszkolny). Rozwija
    tez ciekawość, bo małe dziecko jest ciekawe wszystkiego i grzechem jest marnowac
    taki potencjał. Nie. Nie z p widzenia rodziców. z p widzenia przyszłości tegoż
    dziecka.
    W tym wszystkim jednak najistotniejsze jest, by nauka przebiegała niejako
    "między innymi" i z uwzględnieniem osobowości, charakteru (jesli tak mozna
    nazwac) malucha, ale nie bron boze, nic na siłe i wg jakiś sztywnych programów i
    koncepcji.
  • verdana 02.04.09, 15:31
    Ależ chyba teo co Ty robisz nie zakwestionuje nikt zdrowy na umysle.
    Uczyłas dziecko tego, co akurat go w tej chwili interesowało, co
    dało się wykorzystać. Liczenie schodow jest fantastyczne.
    przełączanie pilota nad wyraz pożyteczne. Zrosumienie, ze nad
    skleprm, w ktorym dają pyszne lody jest napis "LODY" da się z
    pewnoscią wykorzystać, naciągając mamę na następnym spacerze. Tak,
    dokladnie tak uczy się dziecko, gdy się chce, aby dziecko było
    ciekawe świata.
    Zupełnie czym innym byloby, gdybys pokazywała te cyferki nie uczac,
    do czego slużą i cieszśc się, ze dziecko zna wszystkie, uczyła
    dziecko rcytować liczby od 1 do 100, bez uczenia, że słżą do
    policzenia czegoś, a zamiast pokazywać napis "ludy" przed cukiernią
    pokazywała go w domu, w czasie czasu specjalnie przeznaczonego na
    naukę czytania. Róznica jest kolosalna. W wypadku stosowanej przez
    Ciebie maetody nie "uczysz" dziecko, tylko pokazujesz mu różne
    rzeczy, zastosowanie tych rzeczy w praktyce, podążasz za tym, co
    wlasnie robie. Uczac go propagowana tu metoda uczysz go w oderwaniu
    od codziennosci, rzeczy dla niego abstrakcyjnych, nazucasz swoje
    zainteresowania, a nie pdążasz za jego.
    No i Twoje dziecko wobec tego świetnie rozumiało, PO CO jest
    liczenie i czytanie - bo od razu miało tego przyklad w praktyce.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 02.04.09, 15:44
    Uczac go propagowana tu metoda uczysz go w oderwaniu
    > od codziennosci, rzeczy dla niego abstrakcyjnych, nazucasz swoje
    > zainteresowania, a nie pdążasz za jego.

    Verdana - co za brak konsekwencji. I to tak z postu na post.
  • babcia47 02.04.09, 22:31
    aniucha333 napisała:

    > Uczac go propagowana tu metoda uczysz go w oderwaniu
    > > od codziennosci, rzeczy dla niego abstrakcyjnych, nazucasz swoje
    > > zainteresowania, a nie pdążasz za jego.
    >
    > Verdana - co za brak konsekwencji. I to tak z postu na post.
    zaden brak konsekwencji!! mam podobne spostrzezenia i chyba na ten
    temat juz kiedyś rozmawiałyśmy na wątku Maksia..zamiast uczyć
    dziecko pracowicie, metoda wzrokową czytania..lepiej uczyć
    go "świata" pokazywać, tłumaczyć wszelkie czynnosci, rozmawiać,
    poszerzać wiedzę i szerokim tego słowa znaczeniu..wtedy dziecko
    ucząć się czytać ędzie nie tylko rozpoznawało wyraz, ale równiez go
    rozumiało kojarzyło z czynnościami, przeznaczeniem..zaszczepiajac
    ciekawość świata dziecko samo szybko odkryje, ze wiedza jest
    ciekawa, zabawna, pożyteczna iscisle powiązana z życiem
    codziennym..samo będzie odczuwało potrzebe nauczenia się wielu
    rzecczy w tym czytania..tak jak moje dzieci, które czytania nauczyły
    się same..starszy gdy miał 3 lata, młodszy 4..starszy po roku
    czytywał nie bajeczki dla dzieci czy napisy na szyldach ale książki
    kilkusetstronnicowe, poczatkowo dla dzieci (przygody profesora
    gąbki) potem cały cykl Szklarskiego o przygodach Tomka Wolmowskiego
    (przed pójściem do szkoły)..i co najwazniejsze rozumiał co czyta,
    miał wystarczająca wiedzę z geografii, biologii..lub te ksiązki były
    ompulsem by dowiedzieć sie o rzeczy, których nie wiedział lub nie
    rozumiał..Ja mu lektur nie dobierałam, miał do dyspozycji duzy
    domowy księgozbiór w tym sporo ksiązek z mojego dzieciństwa,
    młodości..potem na prośbę synów dokupowaliśmy książki, które sobie
    wypatrzyli, starszy zapisany był do bibliotki od ok półtora
    roku..najpierw dlatego bo bajeczki "domowe" mieliśmy juz przeczytane
    po setki razy..potem gdy sam zaczął czytac..wypozyczał sobie do
    czytania to co go aktualnie interesowało..ale co
    najważniejsze..zanim syn nauczył się czytać wiedział np. co to jest
    jajko, skąd sie bierze, co to są ptaaki, co to są nieloty,
    udomowienie, co mozna zrobić z jajka, co z niego powstaje gdy
    zostawi sie je kurze do wysiedzenia..nawet wiedział co to jest
    zapłodnienie..i z tego wynikała jakościowa róznica jego czytania i
    samodzielnego pędu by się tej czynnosci nauczyć (mamusi te "czarne
    robaczki" na papierze opowiadają ciekawe, zabawne, fascynujące
    historie)..nawiasem mówiąc zajeło mu to tak mało czasu ze prawie
    tego nie zauwazyłam..zanim nie dostałam opieprzu od pani
    przedszkolanki, ze dziecko umie czytać..bo odczytał na zajęciach 3-
    latków słowo motyl i zostałam wezwana "na dywanik"..ale to było
    ponad ćwierć wieku temu
    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii (by kawka74)
  • aniucha333 03.04.09, 10:12
    > zaden brak konsekwencji!! mam podobne spostrzezenia i chyba na ten
    > temat juz kiedyś rozmawiałyśmy na wątku Maksia..

    pamietam, pamietam smile B. milo sie z toba rozmawia smile

    zamiast uczyć
    > dziecko pracowicie, metoda wzrokową czytania..lepiej uczyć
    > go "świata" pokazywać, tłumaczyć wszelkie czynnosci, rozmawiać,
    > poszerzać wiedzę i szerokim tego słowa znaczeniu..

    ok, musze pare rzeczy wyjasnic - uczenie czytania metoda wzrokowa
    nie wyklucza wszystkich tych rzeczy ktore tu opisalas. Przeciez
    mozna i pokazac slowo i wskazac na dany przedmiot ktory te slowo
    opisuje smile

    Naprawde, matki ktore ucza dzieci czytac ta metoda to nie sa jakies
    fanatyczki tylko to sa ludzie ktorzy oprocz tego czytania miliony
    innych rzeczy z dzieckiem robia. Spacery, granie w cokolwiek,
    bieganie po parku, zbieranie kwatkow czy lisci, gadanie i
    odpowiadanie na tysiace pytan dziecka, etc.

    Ja mu lektur nie dobierałam, miał do dyspozycji duzy
    > domowy księgozbiór w tym sporo ksiązek z mojego dzieciństwa,
    > młodości..

    Ale i w naszym domu tak jest. Mamy sporo ksiazek, czesto zagladamy
    do EMPIKu i na dziale dzieciecym poszukujemy z dzieckiem to co mu
    sie podoba. A jest w czym wybierac smile

    zanim syn nauczył się czytać wiedział np. co to jest
    > jajko, skąd sie bierze, co to są ptaaki, co to są nieloty,
    > udomowienie, co mozna zrobić z jajka, co z niego powstaje gdy
    > zostawi sie je kurze do wysiedzenia..nawet wiedział co to jest
    > zapłodnienie..

    zgadzam sie z toba ale robienie tych dowch rzeczy rownolegle czyli
    czytania wzrokowego i poznawania swiata wcale sie nie wyklucza.
    Mozna je robic wrecz w tym samym czasie. My ostatnio posialysmy
    rzezuche i teraz nasza rzezucha jest obcinana przez Mloda ktora bawi
    sie w ogrodnika. W zeszlym roku na dzialce pomagala mi siac rozne
    rosline, potem latem zbieralysmy te warzywa (niestety troche
    marchewek i pietruszek uleglo zniszczeniu przy okazji smile przy okazji
    poznajac z pierwszej reki co to jest za dane warzywo czy owoc. A nie
    tylko czytajac o nim z kartek czy ogladajac je w ksiazce na
    obrazkach.

    I to tylko jeden z przykladow ktore matki uczace dzieci czytac
    metoda wzrokowa robia. Znajac zycie jest tego zilion razy wiecej.

    bo odczytał na zajęciach 3-
    > latków słowo motyl i zostałam wezwana "na dywanik"..ale to było
    > ponad ćwierć wieku temu

    dobre smile I jak widac nic a nic przez te cwierc wieku w mentalnosci
    ludzi sie nie zmienilo skoro i dzis czytanie maluchow jest uwazane
    za cos horrendalnego sad

    serdecznie pozdrawiam

  • angazetka 03.04.09, 15:43
    > I jak widac nic a nic przez te cwierc wieku w mentalnosci
    > ludzi sie nie zmienilo skoro i dzis czytanie maluchow jest uwazane
    > za cos horrendalnego sad

    Na podstawie czego tak twierdzisz?
  • aniucha333 04.04.09, 22:29
    angazetka napisała:

    > > I jak widac nic a nic przez te cwierc wieku w mentalnosci
    > > ludzi sie nie zmienilo skoro i dzis czytanie maluchow jest
    uwazane
    > > za cos horrendalnego sad
    >
    > Na podstawie czego tak twierdzisz?

    poczatki dementii?
  • angazetka 05.04.09, 01:00
    DemenCJI nie mam, spokojna głowa smile
    Nie uważam - chyba nikt w tym wątku nie uważa - tego, że małe
    dziecko umie czytać, za coś horrendalnego. Sama nauczyłam się
    czytać, gdy miałam 4 latka, zajęło mi to kilka dni. Ale nauczyłam
    się czytać, bo tego chciałam i potrzebowałam, a nie dlatego, że moja
    mama uważała za celowe uczyć mnie rozpoznawania słów, gdy miałam
    półtora roku.
  • aniucha333 06.04.09, 13:54
    > DemenCJI nie mam, spokojna głowa smile

    right, uzylam eng. spelling - dementia sad

    Ale nauczyłam
    > się czytać, bo tego chciałam i potrzebowałam, a nie dlatego, że
    moja
    > mama uważała za celowe uczyć mnie rozpoznawania słów, gdy miałam
    > półtora roku.

    a ty pamietasz co robilas w wikeu 4 lat??? wow, co za pamiec ja
    prawie nic.

    to co ty uwazasz (i nie bierz tego personalnie mowie to w ramach
    przykladu) za twoja chec, nie bylo niczym innym niz wplywem
    srodowiska na ciebie. Dzieci wychowywane wsrod czytajacych "same"
    tez chca czytac. Na zasadzie nasladownictwa.

    I tu posluze sie cytatem dr Suzuki:"An excellen ability to have is
    the ability to learn. I would like to know the possibilities of a
    baby. [...] Superior or inferior ability is dependent upon the life
    force of a child. A baby will grow up in the way he is reared. [...]
    The consideration that all healthy children speak their own language
    indicates that every child can be educated". I on to odnosi do
    wszystkiego w zyciu. Tlumaczy tak jak i Doman, ze to tylko od
    srodowiska zalezy co dziecka rozwinie, czego sie nauczy i podkresla
    ze nie czegos takiego jak talent.



  • babcia47 06.04.09, 20:37
    > a ty pamietasz co robilas w wikeu 4 lat??? wow, co za pamiec ja
    > prawie nic.
    nic nadzwyczajnego..ja mam pamięć, że tak powiem ciągłą, czyli
    pamietam chronologicznie wydarzenia, topografię terenu w
    miejscach "obcych", ludzi i ich zwiazek ze mną od niespełna 2 lat i
    mam wczesniejsze, niejasne przebłyski, których nie potrafie umocowac
    w czasie, najwyżej za pomoca bliskich, ich informacji..był wacik na
    ten temat na e-mamie, sporo dziewczyn również pierwsze wspomnienia
    ma z okresu ok. 2 lat, w wieku 4-5 większość
    --
    Lady Sybil chrapała cicho. Małżeństwo zawsze jest związkiem dwojga
    ludzi gotowych przysiąc, że tylko to drugie chrapie...
  • aniucha333 06.04.09, 21:58
    był wacik na
    > ten temat na e-mamie, sporo dziewczyn również pierwsze wspomnienia
    > ma z okresu ok. 2 lat, w wieku 4-5 większość

    nie wiem skad takie dane... z wiekszosci ksiazek dot. dzieci
    pisanych przez pediatrow i psychologow - okres dzieciecy do 3 - 4
    roku zycia jest kompletnie przez dziecko nie pamietany ale ma
    najwiekszy wplyw na rozwoj jego osobowosci, charakteru, etc. I to ja
    to wymyslilam, powtarzam tylko to co czytalam.

    Moze jakies tam traumatyczne przezycia to jeszcze jest mozliwe
    pamietac z tak wczesnego okresu zycia, ale dokladnie co i jak chyba
    raczej nie jest to mozliwe...
  • aniucha333 06.04.09, 22:02
    chcialam powiedziec ze to nie ja to wymyslilam smile tylko parafrazuje
    to co wczesniej przeczytalam
  • mariefurie 06.04.09, 22:35
    aniucha333 napisała:

    >
    > nie wiem skad takie dane... z wiekszosci ksiazek dot. dzieci
    > pisanych przez pediatrow i psychologow - okres dzieciecy do 3 - 4
    > roku zycia jest kompletnie przez dziecko nie pamietany

    To jeszcze raz potwierdza tylko, że nie warto na slepo wierzyc wszystkiemu co
    sie w książkach wyczyta. Najlepiej zawierzyc sobie, swojej pamieci i intuicji.

    Zgadzam się z Babcią. Tez pamiętam siebie sprzed czwartego roku zycia. A to
    dlatego, ze ten okres mam umiejscowiony w czasie tak, że własnie jak miałam
    niecałe 4 laty to przeprowadzilismy się do innego mieszkania. Doskonale pamiętam
    , co wyprawiałam mając niecałe trzy lata. Bo tez to jest związane z pewnymi
    "punktami" odniecienia. O, rowerek na trzech kółkach dostałam po siostrze i jak
    zapitalałm na nim naokoło bloku. Cukierki w sklepie ukradłam (nawet pamiętam w
    jakich spodenkcah wtedy byłam i ze do kieszeni je wpychałam. pamiętam, jak
    siostra mnie miała pilnowac, a ja uciekałam do kolegi, a tam u niego chowalismy
    się pod łóżkiem i bawiliśmy się w kolejkę (miał elektryczną na bateryjki co na
    tamte czasy to rzadkosc była). pamietam jak siostra kiedy sama nie chciała jeśc
    zupy, to we mnie ją wpychała, a mamie mówiła, ze to ona zjadła smile)
    Pamietam jak jeden chłopak z podwórka wpadł do wielkiej beczki ze smołą jak
    robili asfalt pod blokiem, i zginął. pamiętam jak sąsiadka urodziła córeczkę, a
    ja lubiłam do niej chodzic i patrzyc jak karmi ją piersią. I bardzo wtedy
    chciałam tez miec mmłodszą siostryczkę. Pamietam, jak pojechalismy na grzyby i w
    lesie ugryzła mnie w palec wielka czerwona mrówa, a ja sie tak darłam w
    niebogłosy ze moje rodzice o mało nie osiwieli, zanim do mnie dobiegli.
    Pamiętam, jak złamałam nogę na huśtawce i jak mi gips załozyli, to mi sie noc w
    noc śłonie śniły, ze depczą po mojej nodze. Widzisz, nawet sny pamiętam. smile
    Pamiętam nawet, ze bardzo nie lubiłam żłobka. Do wejścia prowadziły jaskrawo
    niebieskie poręcze. I jak w póxniejszych latach, jako "młodzież" juz
    przechodziłam obok tego żłobka, to zawsze odczuwałam jakiś straszny niepokój.
    Choc nie pamiętam, dlaczego nie lubiłam.

    I tak wymieniac by można smile
    No to miałam wtedy jakiś ze trzy, albo niecałe trzy lata.
    to co działo sie pózniej jeszcze lepiej pamiętam, i juz w tych wspomnieniach
    nawet ciągłośc jest.
    Także nie ma co uogólniac.
  • verdana 07.04.09, 09:39
    ja pamiętam pojedyncze wydarzenia z okresu dwóch lat. A moja córka
    dokladnie pamieta wybory z 1989 roku, ktore odbywały się, gdy miała
    trzy lata, do tego stopnia, ze potrafi opisac, co robilismy tego
    dnia. Pamięta też wydarzenia wczesniejsze, z okresu, gdy jeździla
    jeszcze w wózku - i sa to rzeczy, ktore można zweryfikować.
    Wrecz zaskoczyło mnie, ze jakakolwiek ksiązka mogła podawac takie
    bzdury - większość moich znajomych pamięta np. pierwszy dzień
    przedszkola - a mieli wtedy trzy lata.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • angazetka 06.04.09, 23:03
    > Moze jakies tam traumatyczne przezycia to jeszcze jest mozliwe
    > pamietac z tak wczesnego okresu zycia,

    Nauka czytania to nie jest wydarzenie traumatyczne, ale za to tak
    doniosłe, że chyba nie ma nic dziwnego w tym, że je pamiętam?
  • babcia47 08.04.09, 14:43
    > Moze jakies tam traumatyczne przezycia to jeszcze jest mozliwe
    > pamietac z tak wczesnego okresu zycia, ale dokladnie co i jak
    chyba
    > raczej nie jest to mozliwe...
    moje najwcześniejsze wspomnienie jest przyjemne..zwiazane z
    pieskiem, którego ojcciec mi kupił..i który był w naszym domu bardzo
    krótko, nikt o nim nie opowiadał..inne zwiazane z podróżą do
    rodziców ojca (miałam niecałe 2 lata)..moja mama tez stwierdziła, ze
    zmyslam, az nie opowiedziałam jej szczegółów naszej wędrówki łacznie
    z tym ze kupiła cukierki, ile, jakich, że szliśmy w poprzeg pole
    pszenicy i ojciec niósł mnie na ramionach..co robiłam u dziadków. o
    tym jak "pomagałam" srogiemu dla innych wnuków dziadkowi w pracy w
    kuźni, jak wlazłam do budy suki ze szczeniakami i jak się z nimi
    bawiłam a wszyscy mnie szukali..doskonale pamietam przedszkole
    imiona pań, koleżanki, gdzie jeździliśmy na wycieczki, zabawy,
    przedstawienia, zrobywanie "sprawnosci", zajęcia plastyczne,
    nazwisko pani, która wwtedy po zamknieciu przedszkola zabierała mnie
    do siebie zanim mama wróciła z pracy..to nie są wspomnienia
    traumatyczne..a pozatym są ciągłe chronologicznie
    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii (by kawka74)
  • angazetka 06.04.09, 23:05
    > to co ty uwazasz (i nie bierz tego personalnie mowie to w ramach
    > przykladu) za twoja chec, nie bylo niczym innym niz wplywem
    > srodowiska na ciebie

    Ależ oczywiście, wyrosłam w domu pełnym książek. Dlatego tak szybko
    sama chciałam wejść do tego świata.
  • aniucha333 02.04.09, 15:51
    > Ostro, Dosia wink

    niektore bedzietnie kobiety tak maja. Albo moze raczej - aroganckie,
    pozbawione polotu jednostki big_grin

    Dosia - co ty robisz w pracy? Jestes sekretarka, pania z ZUSu lub
    Skarbowki, albo jeszcze inna osoba byczaca sie w pracy? big_grin


    > W tym wszystkim jednak najistotniejsze jest, by nauka przebiegała
    niejako
    > "między innymi" i z uwzględnieniem osobowości, charakteru (jesli
    tak mozna
    > nazwac) malucha, ale nie bron boze, nic na siłe i wg jakiś
    sztywnych programów
    > i
    > koncepcji.


    bardzo ladnie to opisalas ale odniose sie do tylko tego ost. zdania.
    to co nazywasz ty lub niektorzy "sztywne metody i koncepcje" jest
    niczym innym jak tylko prostymi zabawami z dziecmi. Z "metodami"
    malo co maja wspolnego oprocz chyba nazwy. Sa to raczej zestawy
    zabaw dla rodzicow - tak mniej wiecej to co ty robisz ze swoja
    pociecha albo supernianie pisza w swoich ksiazkach.
  • mariefurie 02.04.09, 16:20
    aniucha333 napisała:

    > to co nazywasz ty lub niektorzy "sztywne metody i koncepcje" jest
    > niczym innym jak tylko prostymi zabawami z dziecmi. Z "metodami"
    > malo co maja wspolnego oprocz chyba nazwy. Sa to raczej zestawy
    > zabaw dla rodzicow - tak mniej wiecej to co ty robisz ze swoja
    > pociecha albo supernianie pisza w swoich ksiazkach.

    Zaznaczyłam na początku pierwszego postu swojego, nie wnikam, bo nie czytałam o
    metodach, metodach sensu stricte. Zresztą, jak zwał tak zwał. Ja działam na
    intuicję. Słucham dziecko,patrzę i czuję. To wszystko.
    A dzięcię już duże. Efekty też widzę. Pozytywne.
  • d.o.s.i.a 02.04.09, 17:16
    > Dosia - co ty robisz w pracy? Jestes sekretarka, pania z ZUSu lub
    > Skarbowki, albo jeszcze inna osoba byczaca sie w pracy? big_grin

    Ano bycze sie. Kombinuje wlasnie jak poprawic moj kod w ABAPie, zeby
    ekstraktor nie zabieral tyle cennego czasu przy uploadzie z R3 do
    BW. Na razie zeszlam do 3561 sekund, ale to zdecydowanie za duzo. No
    i mi sie tak w miedzyczasie milo pisze na forum...

    A Ty lepiej wracaj do swoich prospektow emisyjnych, bo czeka Cie
    jeszcze z 1000 stron tekstu do przeczytania.
  • aniucha333 03.04.09, 09:33
    Kombinuje wlasnie jak poprawic moj kod w ABAPie, zeby
    > ekstraktor nie zabieral tyle cennego czasu przy uploadzie z R3 do
    > BW.

    czyli pracujesz w jakims centrum finansowym gdzie klepie sie faktury
    naplywajace z calego swiata. I co ty tam dziecko robisz? POmagasz im
    usprawnic dzialanie baz danych czy innych pie...

    no to strasznie sie pomadrzylas a teraz grzecznie idz do mamy niech
    ci zrobi obiadek.

    > A Ty lepiej wracaj do swoich prospektow emisyjnych, bo czeka Cie
    > jeszcze z 1000 stron tekstu do przeczytania.

    lol - kotku ja mam dziecko ja w konsulting juz sie nie bawie big_grin
    Teraz bawie sie w cos duuuzo prostszego co pozwala mi pracowac 3
    godz dziennie a przez pozostale 3 robic inne mniej zobowiazujace
    rzeczy.
  • aniucha333 03.04.09, 09:37
    > Kombinuje wlasnie jak poprawic moj kod w ABAPie, zeby
    > > ekstraktor nie zabieral tyle cennego czasu przy uploadzie z R3
    do
    > > BW.

    ach i zapomnialam dodac ty pracujesz na tym "super, trudnym i
    skomplikowanym" SAP. right? lol, soooo predictable.
  • asia.sthm 03.04.09, 09:47
    Wariatka
    --
    po prostu, prosto z mostu....
  • kura17 03.04.09, 09:49
    a tak zapytam z czystej ciekawosci - jaki zawod (badz rodzaj pracy), jest
    WYSTARCZAJACO dobry, wg Ciebie, zeby mozna sie bylo wypowiadac na forum
    "wychowanie"?...

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • aniucha333 03.04.09, 10:21
    > a tak zapytam z czystej ciekawosci - jaki zawod (badz rodzaj
    pracy), jest
    > WYSTARCZAJACO dobry, wg Ciebie, zeby mozna sie bylo wypowiadac na
    forum
    > "wychowanie"?...

    och nie zrozum mnie zle big_grin Ja tak nie twierdze. To wg "naszej" Dosi
    wszystko jest be, kazda proba wyjasnienia czegolwiek jest
    wysmiewana, wyszydzana i uwazana albo za megalomanie albo za probe
    madrzenia sie.

    Ja tak naprawde nie twierdze. I jak sama trafnie zauwazylas to jest
    forum "Wychowanie", ale to i tak bezdzietnej Dosi nie przeszkadza
    dawac "rad" a propos wychowywania dzieci big_grin
  • nangaparbat3 03.04.09, 12:06
    Jeden z największych geniuszy od wychowania dzieci jacy kiedykolwiek żyli,
    Korczak, też nie miał biologicznego potomstwa.I?
    --
    "W Chinach dziewczynki nadal otrzymują takie imiona jak Zbyt Wiele lub Mała
    Pomyłka, żeby odzwierciedlic ich wartosc, ale kiedyś były warte jeszcze mniej".
    Steve Jones
  • aniucha333 03.04.09, 14:52

    > Jeden z największych geniuszy od wychowania dzieci jacy
    kiedykolwiek żyli,
    > Korczak, też nie miał biologicznego potomstwa.I?

    Moze by mial gdyby nie zostal bestialsko zamordowany przez faszystow
    i nie oddal swojego zycia za te male aniolki. Kto to wie?

    I czy ty porownujesz Koraczak do Dosi? Wow czy to aby nie gruba
    przesada???
  • nangaparbat3 03.04.09, 15:55
    1. Miał 64 lata jak zginął.
    2. Pierwsze słyszę, żeby się zajmował jakimiś aniołkami. Powiedzialabym, ze
    wprost na odwrót.
    3. Jak dobitnie dowodzi lektura róznych for, mienie dziatek nie daje
    automatycznie madrości, niemienie nie uniemozliwa bynajmniej.
    --
    "W Chinach dziewczynki nadal otrzymują takie imiona jak Zbyt Wiele lub Mała
    Pomyłka, żeby odzwierciedlic ich wartosc, ale kiedyś były warte jeszcze mniej".
    Steve Jones
  • verdana 03.04.09, 18:26
    Żadnego zycia za "aniolki" nie oddal, bo "aniołki" zgnęły co do
    jednego, co warto by jednak wiedzieć. Jesli za cos oddał życie, to
    za ich nieco lepsza - byc może - smierć, nie samotną.
    Poza tym wiadomo, ze Korczak dzieci nie chciał mieć.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nangaparbat3 03.04.09, 21:21
    Verdana, czy Ty aby nie zawyzasz poziomu? wink
    --
    "W Chinach dziewczynki nadal otrzymują takie imiona jak Zbyt Wiele lub Mała
    Pomyłka, żeby odzwierciedlic ich wartosc, ale kiedyś były warte jeszcze mniej".
    Steve Jones
  • aniucha333 04.04.09, 22:27
    verdana napisała:

    > Żadnego zycia za "aniolki" nie oddal, bo "aniołki" zgnęły co do
    > jednego, co warto by jednak wiedzieć. Jesli za cos oddał życie, to
    > za ich nieco lepsza - byc może - smierć, nie samotną.
    > Poza tym wiadomo, ze Korczak dzieci nie chciał mieć.

    z tego co wiem mogl nie isc na pewna smierc skoro hitlerowcy mu
    oferowali wybor z ktorego zrezygnowal i zostal razem z dziecmi
    wywieziony do obozu i zginal. Ale wybral dzieci i poszedl z nimi na
    pewna smierc.

    I jedna z osob porownala Korczaka do jakies zapyzialej panienki. Co
    za czasy co za obyczaje.
  • angazetka 05.04.09, 00:58
    > Ale wybral dzieci i poszedl z nimi na pewna smierc.

    Ale to nie jest to samo, co "oddał za nie życie", bo ten zwrot
    oznacza, że umarł, by one mogły żyć. On umarł, żeby one miały trochę
    spokojniejszą śmierć.
  • verdana 05.04.09, 14:20
    Nic mu nie oferowali. Hitlerowcy- Żydowi? Podziemie oferowalo mu
    mozliwość ucieczki, to nie to samo. Trzeba wiedzieć, o czym się
    pisze.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aniucha333 06.04.09, 22:06
    Trzeba wiedzieć, o czym się
    > pisze.

    dzieki za info.