Dodaj do ulubionych

a propos wątku bezsilności

19.07.09, 14:46
Mam pytanie, zwłaszcza do tych osób które bardzo krytycznie odniosły
się do autorki wspomnianego wątku. Przerobiłam już n razy te
supernianiowe mądrości, że nie wolno dziecku krzywić psychiki
groźbami o porzuceniu, straszyć restrykcjami które są niemożliwe do
wprowadzenia, że klaps albo i grubsze lanie to porażka wychowawcza
rodziców itd. itp. Ale sama mam podobne diablątko w domu i
policzyłam już chyba do miliona powstrzymując się dzień w dzień żeby
nie stłuc smarkuli na kwaśne jabłko, i dlatego pytam jak postępować
w sytuacjach kiedy ustąpić albo przeczekać się nie da, a "brutalna
przemoc" owszem załatwiłaby (choćby doraźnie) problem. Już ilustruję
przykładami:
Gdy na dworze po serii upalnych dni jest marne 10 stopni a moja
dziecina urządza karczemną awanturę, że pójdzie do przedszkola w
krótkim rękawku i krótkich spodenkach. Ok, ktoś powie niech idzie i
zmarznie, ale ona naprawdę pójdzie, bo jest uparta jak dzik, i kto
potem będzie z nią latał po lekarzach i zarywał noce? Ja
oczywiście.
Gdy w środku nocy albo wieczorem drze się jak potłuczona, pretekst
dowolny, najchętniej w łazience (dobra akustyka) albo w pobliżu
kogoś śpiącego, kiedy okna i balkony są pootwierane i dobrze się
niesie, a wszelkie uwagi, że przeszkadza mniej więcej połowie
osiedla w wypoczynku nocnym oczywiście w ogóle do niej nie trafiają?
Gdy z premedytacją i złośliwie niszczy róźne rzeczy, które są dla
mnie w ten czy inny sposób cenne/ważne i bynajmniej nie mam chęci
poświęcać ich na ołtarzu matkocórkowych dobrych stosunków? A
młodociana na wszelkie uwagi czy groźby produkuje teatralnie
bezczelny rechocik i drze/plami/psuje nadal? W końcu nie schowam
przed nią całego domu.
Dodam jeszcze że dobrze ją rozumiem bo charakterek ma po mnie i
dlatego tym bardziej chciałabym ją "złamać" zanim zabrnie za daleko.
Moi rodzice nie za bardzo sobie ze mną poradzili i w sumie sama
musiałam dojść do tego, że nie opłaca się wylewać kompotu z wiśni na
biały obrus tylko po to żeby udowodnić światu że nikt nie jest w
stanie mnie przed tym powstrzymać.
Edytor zaawansowany
  • verdana 19.07.09, 15:13
    Primo - wystarczy wziąć ze soba kurtkę, a dziecko po dziesięciu
    krokach chetnie ja włozy. Albo nie - a zmoich doswiadczeń wynika, ze
    wcale się nie zaziębi.
    Pozostałe - łącze sie w bólu.
    Ale mam pytanie - czy jak dajesz klapsa, to dziecko przestaje?
    problem w tym, ze klaps czasem działa, pod warunkiem, ze jest
    stosowany bardzo, bardzo wyjatkowo, a nie jako metoda wychowawcza.
    jesli zas nie dziala, to po co?
    Jesli straszysz dziecko to masz tez dwa wyjscia - albo dziecko
    wierzy, a wtedy naprawde do zniszczenia psychiki jeden krok, bo
    dziecko, ktore straszysz oddaniem prawdopodobnie straci poczucie
    bezpieczenstwa, a na pewno nie będzie przekonane, ze go kochacie. A
    jak wiadomo kary wymierzane przez kogos, kto dziecka nie kocha sa
    znacznie mniej skuteczne. Albo dowie się, ze rodzice kłamia jak z
    nut i wierzyć im nie mozna - tez srednie rozwiązanie.
    Solidnym laniem wymierzanym rgularnie można podporzadkowac sobie
    dziecko, podobnie jak doroslego można podporzadkować sobie
    regularnymi torturami. Tylko wtedy niszczysz dziecko kompletnie i
    zadne dobre zachowanie nie jest tego warte.
    czasem człowiek nie widzi wlasnych błedów - gdy nie radzi sobie z
    dzieckiem czasem warto poszukac pomocy specjalisty. Bo prawde mówiac
    nie jest najwazniejsze, jak powstrzymac dziecko od wycia w nocy i
    systematycznego niszczenia, tylko dojscie do tego dlaczego dziecko
    wyje w nocy i systematycznie wszystko niszczy?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • zofijkamyjka 20.07.09, 22:35
    mama_biedronki napisała:

    > Mam pytanie, zwłaszcza do tych osób które bardzo krytycznie
    odniosły
    > się do autorki wspomnianego wątku. Przerobiłam już n razy te
    > supernianiowe mądrości, że nie wolno dziecku krzywić psychiki
    > groźbami o porzuceniu, straszyć restrykcjami które są niemożliwe
    do
    > wprowadzenia, że klaps albo i grubsze lanie to porażka wychowawcza
    > rodziców itd. itp. Ale sama mam podobne diablątko w domu i
    > policzyłam już chyba do miliona powstrzymując się dzień w dzień
    żeby
    > nie stłuc smarkuli na kwaśne jabłko

    Groźy o porzuceniu? czys Ty zwariowała? Albo dziecko straci poczucie
    bezpieczeństwa, które masz mu zapewnic jako matka i jest to podstawą
    wychowania albo kompletnie zacznie Cie lekceważyć bo przecież nie
    porzucisz czyli słowa rzucasz na wiatr!

    o kalpsach i laniach to mi sie nawet pisac nie chce - może i są
    skuteczne na krótką metę i bardzo "okazjonalnie" - na dłuższą metę
    nie wróżą nic dobrego bo Patrz powyżej czyli albo dziecko
    zastraszysz albo uodpornisz na klapy albo zacznie kombinować i
    okłamywać i będzie sie w tym udoskonalało!

    I tak jak pisze mądrze Verdana - postaraj się zrozumieć dlaczego
    Twoje dziecko np. drze się w nocy bo to normalne nie jest.
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko
    sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten
    drugi przyjmuje z miłością.
  • mruwa9 21.07.09, 02:21
    Przyklad pierwszy- gdy negocjcje i tlumaczenia nie pomagaja,
    pakujemy zapasowa zmiane odziezy (bluza, dlugie spodnie) do torbby i
    zabieramy do przedszkola. Gdy dziecko zmarznie, samo sie upomni o
    ubranie, albo laskawie pozwoli sie ubrac. Nie widze problemu. A
    bezposredni zwiazek miedzy zbyt cienka odzieza a chorobami,
    przeziebieniami, uwazam za przereklamowany, a tego typu obawy za
    mocno przesadzone. Przyklad drugi- przedszkolaki w nocy zwykle spia
    snem Sprawiedliwego, jesli zamiast spac, awanturuja sie w nocy w
    lazience, zastanawiam sie, dlaczego, z jakiego powodu i dzialam
    przyczynowo. Cenne przedmioty? Te naprawde cenne, wazne i
    wartosciowe sa schowane poza zasieg lapek dzieci. Poza tym dzieciom
    moze zdarzac sie cos zniszczyc niechcacy, ale celowo- to chyba
    dotyczy glownie dzieci, ktore za czesto, za duzo razy, nieustannie
    slysza: nie rusz! Nie wolno! Zostaw!, a za malo slysza pochwal za te
    zachowania , ktore sa warte wzmocnienia, Jaka akcja, taka reakcja.
    Ja sie na Superniani nie znam, nie czytalam, nie ogladalam, ale
    slucham, i obserwuje wlasne dzieci. I wyciagam wnioski z ich i moich
    zachowan, rowniez tych glupich.
  • agazuchwa 21.07.09, 06:56
    ja też mam w domu egzeplarz "mała mamusiasmile" więc uarte totot
    łorzeszku....i jakby nie był taki spokojny to powiem ci że mogłoby
    sie kalpem cięzkim na tyłek czasem skończyć, bo dziecko moze się
    uprzec (moim zdaniem) dla samego uparcia i udowodnienia że to ono
    jest góra i sie drzeć o 23 i dochodzenie przyczyn.....hmmmmm sam
    człowiek czasme nie wie czemu cos tam głupiego zrobi a co dopiero
    rozgryźć dziecko
    ale ja autorki wątku z kałuzą nie krytykowałam ja jej współczułam
    szcezrze
    --
    tiny.pl/dl2v
  • jola_ep 21.07.09, 12:03
    > Gdy na dworze po serii upalnych dni jest marne 10 stopni a moja
    > dziecina urządza karczemną awanturę, że pójdzie do przedszkola w
    > krótkim rękawku i krótkich spodenkach.

    Upiera się zwyczajnie, czy nie rozumie, że jest dużo zimniej?
    Niech się więc przekona. Można zacząć od balkonu (o ile macie),
    otworzyć okno, a jak nie pomoże, to wyjść z zapasowymi ubraniami w
    torbie. Albo pójść na kompromis: długie spodnie, choć krótki
    rękawek. Przeprowadzałam też test "zimnej ręki" - sprawdzałam, czy
    mój synek ma ciepłe ręce, albo kark. Jak nie były zbyt zimne, to
    pozwalałam mu iść z krótkim rękawem, choć ja byłam w swetrze.
    Zdarzało się potem latem, że w czasie takiego ochłodzenia on latał w
    spodenkach 3/4 i krótkim rękawku, gdy ja niemal marzłam w swetrze.
    Okresy przemarźnięcia nie wpływały na jego chorowanie.

    Na darcie niestety nie mam rady. Osobiście wdzięczna jestem głęboko
    moim wyrozumiałym sąsiadom. Dzięki nim mogłam wydzieranie z
    premedytacją spokojnie przetrwać pokazując, że w ten sposób na mnie
    nie wpłynie...

    > Gdy z premedytacją i złośliwie niszczy róźne rzeczy

    Pochować co najcenniejsze. Zostawić tylko to, co się da naprawić.
    Zastnanowić się nad przyczynami.

    Moje tylko czasem tak się zachowywały: zwykle wtedy, gdy ja byłam
    zbyt zajęta pracą, aby na nie zwracać uwagę. Okazało się, że moja
    córa doskonale wie, czym może mnie najbardziej zdenerwować. Pomogło,
    gdy zajęłam się nią w większym stopniu - wtedy, gdy była spokojna.
    Motywy niszczenia mogą być różne: mój syn w wieku 3 lat potajemnie
    ciął nożyczkami dziury w swoich ubrankach. Kary nie pomagały.
    Przeszło, gdy dałam mu wór starych ubranek i pozwoliłam na nich
    wyżywać się nożyczkami...

    > Dodam jeszcze że dobrze ją rozumiem bo charakterek ma po mnie i
    > dlatego tym bardziej chciałabym ją "złamać" zanim zabrnie za
    daleko.

    Po co zaraz "łamać"? Może raczej wydobyć co dobre i to wykorzystać?
    Mój synek jest fajnym, konskwentym dziewięciolatkiem. Jak coś
    postanowi, to wykona. Lubi mieć dużą przestrzeń do swoich decyzji
    (większą od jego siostry). Jak musi coś zrobić, to niech w tym
    będzie odrobina jego postanowienia: zrobi to, ale po swojemu
    (inaczej niż ja poprosiłam), albo wtedy, gdy sam uzna to za stosowne
    (nieco później - np. jak coś tam innego zrobi). Musi znać sens moich
    poleceń: nauczył się ubierać (czyli pozwalać mi na ubieranie jego)
    po tym, jak w wieku dwóch lat pozwoliłam mu latać półnago po domu
    niemal do jego zlodowacenia. Najlepiej jak sam odczuje
    konsekwenecje. Zakazów i nakazów było bardzo mało, świadomie
    ograniczałam się do tych, które potrafiłam upilnować.

    Klaps może odnieść jakiś skutek tylko wtedy, gdy nie jest to nasza
    metoda wychowawcza, tylko jakieś bardzo okazjonalne, uzasadnione
    zachowanie (mój synek oberwał ode mnie raz: gdy wszedł w okres bicia
    mnie, wtedy zwyczajnie straciłam ponowanie nad sobą, powiedziałam mu
    po fakcie, że go nie biję, ale jak mnie jeszcze raz uderzy to też
    oddam). Najważniejsze jest nie uzyskanie skutku doraźnego, ale
    długofalowego.

    Pozdrawiam
    Jola
  • lena.111 21.07.09, 13:24
    Witam. Jak się to wszystko czyta to niby takie logiczne: nie chce
    się ubrać , niech zmarznie a wtedy poprosi o bluzę... a jak nie?
    Moja nie poprosi co najwyżej zacznie wrzeszczeć, że jej zimno ale
    ubrać się nie chcesmile I co wtedy?
    Albo inny przykład: Ja mówię do niej,że jak chce obejrzeć bajeczkę
    to właśnie się zaczyna na co ona wrzeszczy, że się nie zaczyna ale
    musi ją obejrzeć. I co mam wtedy zrobić? Tłumaczę więc spokojnie że
    jak teraz nie pójdzie do domu to ta bajka się skończy i jednocześnie
    mówię jej ze zaraz po bajce znowu może na dwór wyjść no to ona wtedy
    okropna histeria,że ona nie chce,żeby się bajka skończyła.I tak o
    wszystkosmile Jestem zdania ,że bicie nie pomaga ale przyznam się Wam,
    że tak za 1000 razem zdarza mi się dać jej klapsa, jednego, nie
    więcej, później tego żałuję ale gdy już np to jest 3 miesiąc
    ciągłego wrzasku to po prostu nie wytrzymuję
    Uważacie to za moją klęskę? Pewnie tak. Nie chcę żeby ją ten klaps
    zabolał tylko żeby się opamiętała, że źle robi.Co sądzicie?
  • d.o.s.i.a 21.07.09, 13:53
    > Moja nie poprosi co najwyżej zacznie wrzeszczeć, że jej zimno ale
    > ubrać się nie chcesmile I co wtedy?

    Olac. A co niby masz zrobic? Stanac na rekach i podskoczyc?

    > to właśnie się zaczyna na co ona wrzeszczy, że się nie zaczyna ale
    > musi ją obejrzeć. I co mam wtedy zrobić?

    Przekazalas komunikat. Wystarczy. Nie chce isc to nie pojdzie.
    Wrzeszczy? Niech wrzeszczy. Olac. Klapsem chcesz ja zmusic, zeby
    poszla ogladac bajke, czy jak?

    Dziecko wrzeszczy bo widzi rekacje Twoja. I tlumaczenie. Po co to?
    Ignorowac wrzaski.
  • jola_ep 21.07.09, 16:47
    > Ignorowac wrzaski.

    Potwierdzam wszystko. Zwykle byłam głucha na wrzaski, otwarta na
    spokojną rozmowę, negocjację i kompromisy. Czasem zaś dziecko
    zwyczajnie musi sobie powrzeszczeć, aby wyładować swoje emocje.
    Pomogałam mu je nazwać ("widzę, że jesteś bardzo zły, poczkam, aż ci
    złość przejdzie") i czekałam aż się uspokoi.

    Jak marźnie, to mogę wyjaśnić (raz), że jak chce, to go ubiorę, jak
    nie chce - niech marźnie. Nowe doświadczenie. Jak nie chce wracać do
    domu na bajkę, a potem wrzeszczy, że chce bajkę, to mogę wyjaśnić
    (raz), że wolał plac zabaw (zresztą słusznie), a potem poczekać, aż
    złość mu przejdzie.

    Pozdrawiam
    Jola
  • mama_biedronki 22.07.09, 11:40
    Kiedy ja ignoruję wrzaski mojej córki to ona wrzeszczy jeszcze
    głośniej, nakręca się i wpada w taką histerię, że mi stają przed
    oczami sceny z "Egzorcysty". Miota się, tupie, kopie, pluje, rzuca
    czym popadnie - ma strasznie nieopanowany charakter. Mogę oczywiście
    poszukać pomocy specjalistów, zwłaszcza takich z zakładu
    zamkniętego, ale trochę to drastyczne mi się widzi. A jak młoda
    dostanie klapsa, to to ją jakoś wyrywa z tego transu, chwilę poryczy
    i robi się z powrotem "negocjowalna"
  • e-emma-e 22.07.09, 13:24
    mama_biedronki napisała:

    > Kiedy ja ignoruję wrzaski mojej córki to ona wrzeszczy jeszcze
    > głośniej, nakręca się

    Nie zawsze ignorowanie jest dobre. Trzeba być elastycznym i w miarę
    potrzeby i rozwoju sytuacji zmieniać "metody", np. na przytulenie,
    odwrócenie uwagi, czy nawet na klapsa. A czasem i odpuścić.

    Ważne, żeby dziecku pokazać, że wciąż panujesz nad sytuacją i nie
    jesteś bezradna, że jesteś zdecydowana i konsekwentna i jeśli już
    czegoś zakazujesz, czy nakazujesz, to nie odpuścisz. A może dziecko
    bardziej, niż ignorowanie, nakręca Twoje niezdecydowanie i
    bezsilność (choć po treści postów sądzę, że nie jest tak źle i że
    wiesz, jaki masz problem)?


    > A jak młoda
    > dostanie klapsa, to to ją jakoś wyrywa z tego transu, chwilę
    poryczy
    > i robi się z powrotem "negocjowalna"


    Widzisz? O to właśnie chodzi, żeby przerwać ten głupi trans. Jak się
    nie da łagodnie, to trzeba klapsem. Nie miej z tego powodu wyrzutów
    sumienia.

    I pamiętaj, że każde dziecko jest inne i że metody podawane na forum
    czy u superniani działały na tamte dzieci, niekoniecznie zadziałają
    na Twoje dziecko. Ty musisz wypracować własne metody, skoro te
    powszechne są nieskuteczne
  • jola_ep 22.07.09, 15:08
    > Kiedy ja ignoruję wrzaski mojej córki to ona wrzeszczy jeszcze
    > głośniej, nakręca się i wpada w taką histerię, że mi stają przed
    > oczami sceny z "Egzorcysty".

    Może zamiast słowa "ignorować" lepiej użyć: "przyjąć ze spokojem"?
    Rozumiem, że piszesz o takim ataku "histerii", nad którym samo
    dziecko już nie panuje?

    Ja wypracowałam sobie wtedy sposób, w którym spokojnie czekałam obok
    dziecka, aż mu przejedzie i zacznie "kontaktować". Wtedy można
    przystąpić już do pocieszania, odwracania uwagi, przejścia do nowego
    punktu dnia itp. Ważne jest, abyśmy przy tym zachowali pełny spokój,
    warto krótko pokazać, że je rozumiemy, że ma prawo do swoich uczuć,
    nazwać te uczucia i powiedzieć, że na pewno się uspokoi i my na to
    poczekamy. Ta metoda działała w przypadku mojego synka (średni czas
    trwania stanu "bezkontaktowego" w wieku 2,5 lat - około 20min, raz
    miał taki atak w wieku 4 lat - 1,5 godz)

    U mnie nie było mowy o jakimkolwiek przytrzymaniu, czy przytulaniu,
    rozmawianiu, zabawianiu w czasie ataku "histerii". Ale może właśnie
    Twoje dziecko tego wymaga?

    Czym innym zaś były wrzaski "wymszające". Z jednej strony byłam na
    nie odporna, z drugiej byłam otwarta na spokojnie wyrażone prośby.

    Warto też pamiętać o uczuciach dziecka. Jeśli "ignorujemy", to warto
    zacząć od "widzę, że jesteś na mnie wściekły, bo ...", "jesteś
    rozczarowany..." itd. itp. Pokazać, że je rozumiemy i akceptujemy
    jego uczucia. Można zapytać, jakie ma rozwiązanie, zamiast z góry
    je narzucać, można dać mu jakiś wybór.
    Czasem trochę pomaga.

    Pozdrawiam
    Jola
  • julamimi 27.07.09, 10:02
    a ja uderzę w taką mało popularną nutę...
    jak wygląda dieta dziecka? Nawet bez uczulenia, niektóre składniki
    mogą powodować nadpobudliwość. Na moją córkę (teraz 5,5 roku) tak
    działało jakies 2 lata temu mleko krowie w postaci pitnej oraz za
    duza ilosc slodyczy.
    Kolejny na liscie szukania przyczyn bylby u mnie telewizor - ile i
    co ogląda dziecko? Niektore z pozoru niewinne bajki potrafią dziecko
    niezle nakrecic (bo są za 'szybkie', bo dziecko ich nie rozumie, bo
    się boi - np. tego, że mrówki przechodzące przez strumyczek utopią
    się w 'Pszczólce Mai')...
    Kolejna rzecz - ogólna atmosfera w domu. Najlepszy przepis na
    zrobienie z mojej dwójki istot z ADHD - częste kłótnie w domu między
    mną i mężem. Jak się sprzeczamy/nie odzywamy do siebie itp, mam w
    domu dwójkę małych furiatów. Jak my dorośli pukniemy się w czoło i
    przestajemy odreagowywać w domu np. kłopoty z pracy, dzieci nagle
    jakieś spokojniejsze się robią...
    Rytm dnia - niektóre dzieciaki potrzebują naprawdę dużej rutyny,
    nawet odrobinę nudy, bo bycie ciągle na wysokich (z ich punktu
    widzienia) obrotach prowadzi do duzego pobudzenia. I 'wysokie
    obroty' to może być np. jedna zwykla wizyta znajomych albo pojscie
    na inny niz zwykle plac zabaw...
    PIszę ze swoich obserwacji, możliwe, że są dzieci, które się tak
    zachowują dla zasady, chociaz osobiscie z takim jeszcze nie mialam
    do czynienia...
    pozdr
  • jola_ep 27.07.09, 10:59
    Masz całkowitą rację smile
    > jak wygląda dieta dziecka? Nawet bez uczulenia, niektóre składniki
    > mogą powodować nadpobudliwość.

    Do słodyczy dodałabym jeszcze sztuczne dodatki do żywności (choć
    może tu mechanizm jest na tle alergii) - typu barwniki.
    Na dietę zwracają uwagę m.in. w książce "Rozwój psychiczny dziecka 0-
    10lat"

    Pozdrawiam
    Jola
  • mama_biedronki 28.07.09, 11:54
    No ja się z tym owszem zgadzam, ale nie bardzo się da wszystkie g...
    wyrugować z dzicięcej diety. Generalnie staramy się małą zdrowo
    żywić, słodycze ma ograniczone, raczej domowego wypieku, nie jada
    chipsów itp., pija tylko wodę, soki własnej roboty i mleko. Ale na
    przykład nad tym co jada w przedszkolu to już kontroli nie mam.
    A co do rutyny i bezpiecznych bajek to wydaje mi się że nie tędy
    droga. Czteroletnie dziecko nie może być całkowicie odcinane od
    wszelkich źródeł stresu bo wyrośnie na kompletnie nieodpornego
    psychicznie dorosłego. Nie będzie żyło w bezpiecznej bańce z
    kochającymi rodzicami do końca świata.
  • julamimi 28.07.09, 12:15
    ale ja nie o odcinaniu dziecka od zrodel stresu pisalam smile
    z mojego podworka - moja cora oglada tv, zreszta calkiem sporo, ale
    jak widze, ze jakas konkretna bajka ma na nia niekorzystny wplyw
    (wzmaga w niej agresje, strach, wywoluje moczenie itd.), to to
    cenzuruję. Na takiej samej zasadzie, jak nie zmuszam samej siebie do
    ogladania horrorów, mimo, że czasem mnie korcą, acz gatunku jako
    takiego nie trawię.
    Naprawde nie chodzi o stworzenie banki, od tego jestem daleka.
    Chodzi o stworzenie NORMALNYCH, a jednak kontrolowanych warunkow, w
    ktorych dzieciak moze DOBRZE funkcjonowac.
    Nie wiem, jaki rodzaj pracy wykonujesz, ja mam czasem na raz pare
    projektow do wykonania wg jakiegos harmonogramu. I jesli te
    harmonogramy i zakresy są ułożone z głową, to wszystko jest ok. A
    jak harmonogram przewiduje 3 razy za krotki czas na wykonanie
    czegos, to zaczynam stawac na glowie, chodzę napompowana, wulkan
    przed wybuchem.
    Chodzi mi raczej o porcjowanie bodzcow, niz ich odcinanie smile
    W kazdym razie na mojej corce sie to spradza, a odcieta od
    rzeczywistosci zdecydowanie nie jest smile
    Nie stosujemy zreszta również nic na kształt bezstresowego
    wychowania smile
    pozdr
  • mariefurie 21.07.09, 17:18
    Jeśli mówisz do dziecka (lub wariancje i tym podobvne teksty) "i kto
    > potem będzie z nią latał po lekarzach i zarywał noce? Ja
    > oczywiście. "
    ...no to sie Twojej córce nie dziwię. Bo dziecko łatwo wyczuje, ze Tobie nie o nią chodzi tak naprawdę, tylko o to że "bedziesz musiała latać po lekarzach".
    Od tego typu komunikatów bardzo niedaleka droga do:
    - znowu rajstopki podarłaś!
    - przewrociłam się.
    - same wydatki przez ciebie!kiedy nareszcie zaczniesz patrzeć pod nogi?!

    Albo:
    -znowu masz buty ubłocone!
    -no bo na podwórku jest błoto...
    - nie możesz się bawić jak czlowiek tam, gdzie błota nie ma? bo inne dzieci to potrafią...!....i blabla bla.

    Kapujesz czym to grozi? Ty będziesz martwiła się ze dziecko Ci doda roboty, a dziecko pod wpływem takich tekstów im starsze, tym bedzie się robiło co raz mniejsze i niewidoczne. Bylebys tylko z nią kłopotu nie miała. Lub, dla odmiany (w zależności od charakteru dziecka), dowali Ci takich klopotów, żebyś poczuła wreszcie i popamiętała, ze to dziecko JEST i żyje!
    A więc przestań się martwić sobą i nie traktuj dziecko jak, nie przymierzając, - kłopot.
    Przykre to jest do czytania. Twoj watek i wątek autorki o "bezsilności".
    Idźcie wy kobity do jakiego specjalisty, jak nie macie zwyczajnej babskiej i matczynej intuicji. Bo nic innego tu poradzić nie można.
  • mama_biedronki 22.07.09, 10:56
    Ciśnie mi się na usta kąśliwa uwaga o czytaniu ze zrozumieniem
    tudzież o niewyrywaniu z kontekstu...
    Nie mówię do dziecka w ten sposób i nie traktuję go jak kłopot. Jako
    natomiast wyrodna i wyprana z intuicji matka mam tą fanaberię, że
    nie zamierzam pozwolić mojej córce uczyć się na błędach które mogłby
    ją kosztować zdrowie lub życie. Nie twierdzę tu oczywiście że
    przemarznięcie spowoduje od razu zapalenie płuc z powikłaniami, ale
    rycząca zasmarkana czterolatka z wysoką gorączką raczej słabo
    kojarzy, że ten nieszczęśliwy stan jest konsekwencją jej
    wcześniejszego uporu w kwestiach ubraniowych. I wtedy do upojenia
    mogę sobie turczeć, że "dziecko kochane gdybyś się była ubrała jak
    cię mamusia prosiła...". Może lepiej powiem "a nie mówiłam"
    albo "masz za swoje" bo to takie wychowawcze.
  • sandra20071 24.07.09, 21:08
    "Jak to cudownie, że są wśród nas prawdziwe matki Polki, które nigdy nie
    podnoszą głosu na swoje dziecko, zawsze starannie dobierają słowa zwracając się
    do swoich pociech, nie popełniając błędów wychowawczych, mogą się ulitować nad
    tymi, które tracą cierpliwość, mając po kilka razy dziennie wyrywane włosy,
    kopane, gryzione przy próbie ubrania dziecka np. po kąpieli. Czy chodzi o to,
    żeby specjalista nafaszerował je prochami, to pomoże okiełznać uparciucha, który
    musi postawić na swoim, a każdy zakaz kończy zdaniem:Będę bić mamę, co zaraz
    wcielone zostaje w życie.. Nie wiem skąd ta agresja w domu, w którym nie bije
    się dzieci!
  • epreis 22.07.09, 08:12

    > Gdy na dworze po serii upalnych dni jest marne 10 stopni a moja
    > dziecina urządza karczemną awanturę, że pójdzie do przedszkola w
    > krótkim rękawku i krótkich spodenkach. Ok, ktoś powie niech idzie i
    > zmarznie, ale ona naprawdę pójdzie, bo jest uparta jak dzik, i kto
    > potem będzie z nią latał po lekarzach i zarywał noce? Ja
    > oczywiście.

    tak zwyczajnie wzięłabym dwa sweterki i powiedziała "który?"
    na odpowiedź "ja nie chcę żadnego", krótko "masz wybór, który?"
    i tak konsekwentnie- w końcu wybór podejmie...
    ewentualnie w trudniejszej sytuacji zostawiłabym w odosobnionym miejscu, samą ztymi sweterkami i powiedziała "pomyśl w spokoju, który chcesz założyć, jak podejmiesz wybór przyjdź i powiedz"

    > Gdy w środku nocy albo wieczorem drze się jak potłuczona, pretekst
    > dowolny, najchętniej w łazience (dobra akustyka) albo w pobliżu
    > kogoś śpiącego, kiedy okna i balkony są pootwierane i dobrze się
    > niesie, a wszelkie uwagi, że przeszkadza mniej więcej połowie
    > osiedla w wypoczynku nocnym oczywiście w ogóle do niej nie trafiają?

    znalazłabym takie miejsce w domu, w którym jest najgorsza akustyka, i gdzie przeszkadza najmniejszej ilości osób. tam wysyłam na "przemyślanie" swojego zachowania i wyciszanie się, zupełnie ignorując atak histerii

    > Gdy z premedytacją i złośliwie niszczy róźne rzeczy, które są dla
    > mnie w ten czy inny sposób cenne/ważne i bynajmniej nie mam chęci
    > poświęcać ich na ołtarzu matkocórkowych dobrych stosunków? A
    > młodociana na wszelkie uwagi czy groźby produkuje teatralnie
    > bezczelny rechocik i drze/plami/psuje nadal? W końcu nie schowam
    > przed nią całego domu.

    mój ma 4lata, za to, że nie szanuje swoich i nieswoich rzeczy nie dostaje nic nowego- rozumie to i się stara.
    ewentualnie bardziej drastyczną formą, której jeszcze4 nie użyłam- za zniszczenie mojej rzeczy ja niszczę jego (tylko tu mi coś nie pasuje i raczej tego nie zrobię ;/)


    konsekwencja i spokój....
    wiem, ze ciężko, wiem że czasem nerwy siadają..
    mój starszak był BARDZO grzecznym, spokojnym, ugotowym, wręcz "plastycznym wychowawczo' dzieckiem...dopóki nie urodził się mały żuk, który w sobie ma "wszystkie złe moce z całej rodzine"..czort wcielony który od małego wpadał na takie pomysły, że włos na głowie się jeżył..
    zaraziła brata i czasem nie tylko ręce ale wszystko co tylko może opada mi w dół...
    przetestowałam WSZYSTKIE metody, napewno te jak najmniej drastyczne- krzyki, nawet niestety któregoś razu po klapsie załapali- totalne akty bezsilności...
    i najlepiej działa spokój, konsekwencja- im bardziej widzą, że mnie wkurzają tym "lepsze" mają pomysły..
    więc schowałam "nerwy w konserwy" i wiecznie stoję na straży ;/


    --
    Ewelina-mama Kapselka(03.10.2005) i Hani(18.03.2008)
    "Byłam wspaniałą matką, zanim jeszcze miałam własne dzieci."
    (A.F.,E.M.)
  • lena.111 22.07.09, 09:25
    Witammamy "niesfornych" dzieciaczków. Napisałyście tu wiele mądrych
    zdań, z którymi zresztą się w 100% zgadzam i tak też postępuję z tym
    moim "diabląkiem".Przez niektórych zostałam skrytykowana, że np siłą
    dziecka do oglądania bajki nie zmuszę.... a przecież nie o to mi
    chodziło! Chciałam Wam tylko przdstawić zarys sylwetki mojej
    córeczki, jaka jest upaaaarrrtttttaaaaaaa......I pytam się Was
    kochane Mamy czy my Mamy nie mamy czasem prawa, żeby postąpić nie
    zgodnie z wpojonymi zasadami, że jak wrzeszczy to my mamy być
    spokojne itp, czy my nie mamy prawa tak po prostu się wkurzyć i nie
    być tymi idealnymi matkami? Pytam bo mam wrażenie ,że niektóre z Was
    nie mamją żadnych wpadek wychowawczych.Ja to wszystko wiem, że
    spokój, konsekwencja, opanowanie itp. to najważniejsze cechy w
    wychowaniu upartego dzieciaczka ale chciałam Wam sie tylko tak po
    prostu wyżalić jak matka matce , że czasem nerwy mi puszczają
    (chociaż i tak często słyszę od osób postronnych,że mnie podxziwiają
    że mam tyle spokoju i cierpliwości do "tego" dziecka)Pozdrawiam i
    gratuluję wszystkim mamom, Które zawsze są wzorowe. Aha, tak na
    koniec powiem Wam tylko, że przy pierwszej córce też byłam wzorowa.
    Jak oglądałam suoer nianie to miałam wrażenie ,że to wina rodziców,
    że tak wychowali takiego rozdzirka, że to niemożliwe,żeby dziecko
    miało normalny dom ,A było "takie". Przy drugim dziecku jednak wiem,
    że to możliwe....
  • mama_biedronki 22.07.09, 11:23
    Podpisuję się ręcami i nogami smile Ta cała piękna teoria co to ja ją
    znam i popieram, och jak ona się boleśnie nie sprawdza gdy moja
    córeczka zaczyna ją weryfikować. Gdy wrzeszczy po nocy bo pada już
    na pysk ale kocyk jest krzywo albo ściągnęłam nie tą co trzeba
    książeczkę z półki albo przysiadłam jej przytulaka, cokolwiek. A
    potem to już się nakręca i godzinne ryki gotowe, a pod nami starsi
    sąsiedzi, biedacy smile
    Teraz panuje poprawność polityczna, poszanowanie praw dzieci,
    bezstresowe wychowanie, a co z psychiką biednych rodziców? To tak
    łatwo zrzucać winę za złe zachowanie dzieci na błędne postępowanie
    rodziców, ale przeciez żaden rodzic nie jest przygotowany na
    konfrontację z małym diablęciem. Rodzicom marzą się dzieci idealne
    (idealne wcale nie rozumiem jako idealnie grzeczne) a jeśli trafią
    na egzemplarz wyjątkowo wredny to muszą wszystkiego uczyć się w
    biegu. I niby jaki specjalista tu pomoże? Ja przecież te wszystkie,
    skądinąd słuszne, pogadanki psychologiczne-pedagogiczne znam, tylko
    nie jestem robotem.
  • epreis 22.07.09, 11:38
    moja też krzyczy, dużo i często..
    mało tego obydwoje tworzą jedną armię, wpsólny front przeciwko mnie- wieć jak krzyczy jedno zaczyna drugie...

    no przykro mi bardzo..
    myślęo sąsiadahc- nie pozwalam w domu grać w piłkę, skakac, walić w podłogi ale krzyki? no nie rozpuszczę dla dobra sąsiadów jak dziadowskie bicze..niestety...oni też wychowywali swoje dzieci..myslę, że potrafią zrozumieć..
    --
    Ewelina-mama Kapselka(03.10.2005) i Hani(18.03.2008)
    "Byłam wspaniałą matką, zanim jeszcze miałam własne dzieci."
    (A.F.,E.M.)
  • epreis 22.07.09, 11:41
    strach przed sąsiadmi to nie wymówka...

    pozatym metoda i tak jest błedna, bo jak sama zauważyłaś młode krzyczy częściej i więcej widząc, ze dzięki temu może sporo osiągnąć ;/

    gdy zignorujesz pokrzyczy kilka razy , dużo, głośno, prządnie jak zobaczy, że efektów nie ma to i krzyczeć nie będzie- bo po co????


    --
    Ewelina-mama Kapselka(03.10.2005) i Hani(18.03.2008)
    "Byłam wspaniałą matką, zanim jeszcze miałam własne dzieci."
    (A.F.,E.M.)
  • srebrnarybka 06.08.09, 23:28
    Coraz lepiej rozumiem Twoją córkę. Jeżeli traktujesz ją
    jako "diablę", a takie sprawy, jak krzywy kocyk, wybór książeczki
    czy szacunek dla przytulanki uznajesz za nieważne, to się nie
    dziwię, że dziecko ma wybuchy złości. Dziecko to OSOBA, ma swoje
    przyzwyczajenia, ulubione sposoby zachowania, ulubione zabawki,
    książeczki etc. i trzeba to szanować. Tego rodzaju rytuały dla
    dzieci są ważne. Dla dorosłych już nie, bo my mamy wielokrotnie
    więcej innych spraw, ważniejszych, więc na krzywy kocyk patrzymy w
    odpowiedniej perspektywie. Dziecko dopiero za parę lat się dowie, że
    są większe zmartwienia, niż krzywy kocyk. Na razie krzywy kocyk albo
    przysiądnięcie przytulaka to dla niej koniec świata i zlekceważnie
    czegoś, co dla niej jest ważne. Cholernie ważne. Więcej szacunku dla
    młodej. To doprawdy nie jest diablątko, tylko młoda panna ze swoimi
    przyzwyczajeniami.
    Oczywiście rozumiem, że są sytuacje, w których nie da się użyć
    ulubionego kocyka, nie ma ukochanej przytulanki, a mama nie może
    opowiedzieć bajki, bo właśnie przyszli niezapowiedziani goście. Ale
    dziecko traktowane poważnie łatwiej te rzeczy zrozumie.
    Lekceważenie, z jakim wyrażasz się o krzywych kocykach i
    przytulankach świadczy, że sprawy, które dla Twojego dziecka są
    ważne, Ty uznajesz za nieważne i olewasz. I w tym problem. A
    wystarczy tak niewiele.
  • jola_ep 22.07.09, 14:39
    > zarys sylwetki mojej
    > córeczki, jaka jest upaaaarrrtttttaaaaaaa......I pytam się Was
    > kochane Mamy czy my Mamy nie mamy czasem prawa, żeby postąpić nie
    > zgodnie z wpojonymi zasadami, że jak wrzeszczy to my mamy być
    > spokojne itp, czy my nie mamy prawa tak po prostu się wkurzyć i
    nie
    > być tymi idealnymi matkami?

    Masz prawo. Ja też nie jestem i nie byłam idealna. Nie uważam
    również wkurzania się za straszną zbrodnię.

    Tylko myślałam, że ten wątek jest raczej do podzielenia się
    pomysłam, jak sobie w takich trudnych sytuacjach poradzić - bo
    czasem czyjeś spojrzenie z boku natchnie nas pomysłem, jak sobie
    poradzić w trudnej sytuacji.

    > Ja to wszystko wiem, że
    > spokój, konsekwencja, opanowanie itp. to najważniejsze cechy w
    > wychowaniu upartego dzieciaczka

    Nie zawsze. Napisałam wyżej, że byłam głucha na wrzaski, otwarta na
    spokojne negocjacje. Spokojnie wypowiedziane prośby rozważałam i
    potrafiłam nawet niekonsekwentnie zmienić nieco moje wymagania.
    Dzieci muszą wiedzieć dlaczego mają robić to, a nie co innego
    (przekonać się na własnej skórze), warto dać im możliwość
    decydowania. Muszą wiedzieć, że w pewnych sprawach jesteśmy
    niezłomni, ale niech to będą w miarę szerokie granice. Nie róbmy z
    gęby cholewy wink Wolałam nic nie mówić, niż potem zastanawiać się,
    jak tego dopilnować. Jak wracałam wieczorem z pracy i widziałam, że
    mi dzieciaki "chodzą po ścianach", to nawet nie próbowałam z nimi
    dojść do ładu, tylko zbierałam towarzycho i przepędzałam po
    podwórku wink

    > Jak oglądałam suoer nianie to miałam wrażenie ,że to wina
    rodziców,
    > że tak wychowali takiego rozdzirka

    Hm... Jak ja oglądałam supernianię (a w zasadzie tylko zajawki), to
    myślałam sobie, że jakby tak zmontować wybrane sceny z życia moich
    dzieci, to też niezły odcinek by powstał big_grin

    Pozdrawiam
    Jola
  • agazuchwa 03.08.09, 17:12
    a ja teksty w stylu chodź jest bajeczka a dziecko na to..nie masmile
    doskonale rozumie moje dziecko upiera się, ze ziemniak to nie
    ziemniak, nie jest grzeczny, nie idziemy do domu...itp zaraz po tym
    jak ja stwoerdze, ze idziemy albo że jets grzecznysmile
    wiem wiem wiem
    macie milion teoriii na ten tematsmile
    --
    tiny.pl/dl2v
  • mustardseed 22.07.09, 10:16
    Myślę, że mamy nie-uparciuszków NIGDY nie zrozumieją, że czasem nic
    nie pomaga, żadna logiczna argumentacja, nic. Być może nigdy nie
    doświadczyły 'jazd' fundowanych przez rozwrzeszczane bez
    zapamiętania dziecko.

    Ja natomiast przyznaję, że czasami 'odpuszczanie' prowadzi do
    jeszcze gorszych zachowań w przyszłości, np dziecko zaczyna się
    drzeć o 23.00 ze nie chce spać (choć zmęczony jak pies)i chce
    jeszcze bajkę, to matka włącza bajke jeszcze na 10 min, byleby tylko
    sąsiedzi policji nie wezwali. I co? Za 3 dni taka sama jazda, bo
    dziecko wie, ze jak będzie krzyzczec to dostanie co chce.
    Oczywiście, trzeba zignorować krzyki, ale co zrobić np. z
    potencjalnymi narzekajacymi sąsiadami, którzy wyciągają wnioski, że
    matka sobie nie radzi (to lajcik), albo że dziecko pewnie bite, bo
    po co tak wrzeszczy??
  • verdana 22.07.09, 10:40
    Ależ oczywiscie, że matka ma prawo, a nawet czasem powinna się
    wkurzyć, ukarać, nawrzeszczeć. Natomiast nie powinna uwazać tego za
    norme, podstawowy środek wychowawczy. Podobnie rozumiem danie klapsa
    za coś absolutnie niedopuszczalnego (np wyrwanie się na ulicy i nie
    zarzymanie), ale nigdy nie dopuszczam lania ani straszena.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • epreis 22.07.09, 11:34
    ależ oczywiście!
    tak samo jak mama z jednym dzieckiem nie zrozumie matki dwojga/trojga dzieci...

    mama dwojga dzieci z jakąś tam różnicą wieku,mamy bliżniaków itp itd...

    mas zrację- pierwszy synek, starszy tak jak pisałam był taki, że takich jak on mogłabym mieć 5, amoże i 10...
    wystarczyło raz, może dwa powiedzieć, zwrócić uwagę...
    wymagał mało energii, nerwów, cierpliwości...

    córeczka..urodziła się chyba po to, żeby wybić mi myśl o kolejnym dziecku/dzieciach z głowy - taki mały czort, szatan...
    do pół roku aniołek, chociaż i wtedy wszyscy żartowalio , ze w oczach ma iskry, groźbę "ja wam jeszcze pokażę"..
    i pokazała..w wieku 6 miesięcy zrzuciła mi z półki (położonej wysoko na barku) kwiatka, zbiła doniczkę..przechodziłam znią na rękach, sekunda-złapała i zbiła.
    czego się nie dotknie od razu zepsuje- zabawki którymi bawił się mój młodszy brat, kacper- w stanie idealnym przy niej zamieniają się w złom.
    jest rozbrajająco żywa, pełna nieoczekiwanych pomysłów i zachowań, krnąbrna, uparta i..złośliwa..
    tak tak..studiowałam pedagogikę i wiem- takie dzieci nie są wredne i złośliwe, tzn nie powinny być..
    teraz wiem, że takie przypadki się zdarzają..

    i owszem, nawet matka nie jest cyborgigem tylko człowiekiem, i nawet matce czasem mają prawo puścić nerwy ale "czasem" nie jest "codziennie/stałą metodą wychowawczą"..

    pozdrawiam!
    --
    Ewelina-mama Kapselka(03.10.2005) i Hani(18.03.2008)
    "Byłam wspaniałą matką, zanim jeszcze miałam własne dzieci."
    (A.F.,E.M.)
  • mariefurie 22.07.09, 15:52
    epreis napisała:

    > ależ oczywiście!
    > tak samo jak mama z jednym dzieckiem nie zrozumie matki dwojga/trojga dzieci...
    >


    Taki przykład, z zycia.
    Pierwsze dziecko, chłopak. drze sie w nibogłosy od urodzenia. Nieważne czy się
    budzi w nocy czy w dzien, pierwsze co - to wzmacniacz na full.
    Nie plakał po obudzeniu się tylko wtedy, gdy otworzył oczy a nad sobą widział
    matkę. wtedy było ok.
    Z zasypianiem , tez - maskara. Mama, tata, babcia , dziadek, ciocia, wujek - po
    kolei nosili dziecko na rekach (bo jedna osoba nie dałaby rady po prostu),
    tulili śpiewali, az biedne zaniemoglo i wreszcie zasnęło. Trwało to jakos do
    roku, może ciut dlużej.
    Rodzi się drugie dziecko. Dziewczynka. Oaza spokoju.
    Rodzice, niejako wytresowani przez pierworodnego, usypiją malutką, spiewaja i
    tp. Dziecko momentalnie - pada. W ogole tego nie potrzebuje. Spi i koniec. A jak
    sie budzi, to sama soba się zajmuje. Ale. rodzice juz tak nie mogą. Zaczęli
    biegać, sprawdzać, zagladać do pokoju itp. Dziecko spi godzinę, no to biega i
    zagłąda, dwie godziny, o! chyba za długo. Trzy godziny? Trzeba być w pokoju,
    kiedy się obudzi. No to przyzwyczaili bardzo szybko małą do tego (a ona tego
    wcale nie potrzebowala!), ze jak sie budzi, to trzeba być. Po pół roku, dziecko
    jak tylko sie budzilo zaczynało sie drzeć w niebogłosy, domagając się obecności
    rodzica tu i natychmiast.

    A rodzice potem się dziwią: taka byla spokojna, sama zasypiała, sama soba się
    zajmowała, a teraz to jak czort jaki w nia wstąpil.
    No i czemu się dziwią? Dziecku? Ze sie wzięło i zmienilo? Zmienilo się, no bo
    tak zosatalo wytresowane.
    A więc pretensje - do siebie, nie do dziecka.

    To jest jeden z przykładow na szybko, a takich sytuacji jest cała masa na co
    dzień w relacjach dziecko - rodzic, i warto je na co dzień analizować i
    obserwować dziecko od małego, jak zmiana naszego zachowania wpływa na zachowanie
    dziecka i jaka jest jego reakcja na nasze tzw metody wychowawcze.
  • srebrnarybka 06.08.09, 21:55
    czy zrzucenie kwiatka z półki przez półroczną dziewczynkę, która nie
    rozumie, co to kwiatek, co to rozbicie i że to dla Ciebie ważne, za
    przejaw złośliwości? Dla mnie to po prostu objaw żywotności.
    Kłopotliwy, bo trzeba pochować rzeczy cenne i tłukące, ale straty są
    wkalkulowane w koszty posiadania dzieci. Przecież absurdem jest
    obwiniać za coś takiego.
    Przypomina mi to historię mojego ciotecznego bratanka, który mając
    1,5 roku zamknął matkę na balkonie. Ona wyszła na balkon, młody
    został w pokoju i nie zdawał sobie sprawy, że jeśli zamknie drzwi od
    wewnątrz, to matka nie wyjdzie. Byli sami w mieszkaniu, ale piętro
    niżej mieszkanli teściowie. Matka poprosiła przechodniów, by
    zaalarmowali teściów, po paru minutach ktoś ją uwolnił. Wtedy nie
    było komórek, by w podobnej sytuacji mogła ją mieć z sobą na
    balkonie. W każdym razie młody ma 17 lat, a do dzisiaj mu się to
    wypomina jako przejaw niegrzeczności. A przecież on do cholery nie
    zrobił nic niegrzecznego. Bawił się klamką, matce nie starczyło
    wyobraźni, rzecz dobrze się skończyła. Potraktować jako przygodę i
    anegdotę, człowiek nie wszystkiego może dopatrzyć. Ale robić z
    dzieciaka chuligana rodzinnego? Bzdura. Podobnie z Twoją córeczką.
    przecież ona nie zdawała sobie sprawy.
  • epreis 22.07.09, 11:36
    a propos sąsiadów, wiem że trafiają się jakieś okropne typy ale myślę, że każdy miał dzieci i wie, ze dzieci czasem krzyczą, niektóre częściej niż czasem..

    jeśli nie masz nic sobie do zarzucenia, jeśli wiesz że nie maltretujesz swojego dziecka to policji bym się nie bała tylko zaprosiła do siebie.
    narzekającym sąsiadom powiedziałabym, ze dziecko ma twardy charakter, ja jestem zmęczona- może miałabym więcej pomysłów jak go ujarzmić gdyby zechcieli mi pomóc i od czasu do czasu pozwolili odpsapnąć zapraszając małego na ciasteczko lub zabierając na spacer ;ppp


    --
    Ewelina-mama Kapselka(03.10.2005) i Hani(18.03.2008)
    "Byłam wspaniałą matką, zanim jeszcze miałam własne dzieci."
    (A.F.,E.M.)
  • mama_biedronki 22.07.09, 12:25
    No ja akurat ciągle sobie zarzucam, że może są jakieś lepsze metody
    postępowania niż to co ja robię, dletego między innymi rozpoczełam
    ten wątek. Ostatnio powiedziałam córce przy jej kolejnym ataku
    furii, że jak będzie tak nieustannie wrzeszczeć to sąsiedzi w końcu
    zawiadomią policję i opiekę społeczną i mogą ją od nas zabrać (młoda
    cały czas wrzeszczała, że mamy sobie iść i że ona woli mieszkać
    sama). I tu pojawia się kwestia, czy to było powiedzenie prawdy czy
    krzywienie psychiki groźbami? Nie straszyłam, że ZABIORĄ tylko
    uświadomiłam, że MOGĄ... Impas i tyle.
    Przy okazji, epreis, moje diablątko też jest z 3.10.2005 smile
  • verdana 22.07.09, 12:53
    raczej jednak straszenie. prawdą yloby, gdybys powiedziała "i
    bedziemy mieli klopoty". Jesli straszys dziecko , ze zostanie
    odebrane/oddane to sa w tym wypadku dwa rozwiazania. Albo dziecko
    nie posłucha, nie zostanie odebrane i zrozumie, ze rzucasz
    bezpodstawne groxby 9czyli klamiesz), albo o gorsza poslucha, co
    oznacza, ze nie będzie krzyczeć nawet gdy będzie miała powód, bo
    uwierzyla Ci, ze jesli bedzie niegrzeczna, to ją zabiorą.
    Nie kazda prawda nadaje się dla dziecka - mozesz dziecku także
    powiedziec, ze moze w kazdej chwili dostac raka i umrzeć. Albo, ze
    ty mozesz wychodzac z domu wpaść pod samochód i powinna być
    grzeczna, bo być moze widzicie się po raz ostatni. To tez jest
    prawda, tylko co z tego?

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mama_biedronki 22.07.09, 13:33
    Ale ja jej nie straszyłam, że zostanie odebrana, tylko, że może
    zostać, a to jest jednak subtelna różnica. Chciałabym żeby
    zrozumiała że każde jej zachowanie pociąga za sobą określone
    konsekwencje, czasem też takie które trudno albo wręcz których się
    nie da odkręcić, i że nie wszyscy dookoła są tak wybaczliwi jak
    rodzina.
    Zachowanie młodej nie ma na bezpośredniego wpływu na raka czy wypadki
    (no może poza wybieganiem na jezdnię) natomiast na reakcje sąsiadów
    jak najbardziej.
    Niestety, z racji wybuchowego charakteru nader często zdarza mi się
    miotać w konfrontacji z córunią, ale nawet kiedy ją głupio postraszę
    albo coś chlapnę to zawsze przepraszam kiedy ochłonę i tłumaczę że
    źle postąpiłam i nie powinnam tak robić. Problem chyba w tym, że ona
    mnie tak wkurza bo jest do mnie podobna, w sumie aż mi jej żal
    czasami, będzie miała ciężkie życie z takim charakterem, a ja nie
    wiem jak jej pomóc uniknąć moich błędów.
  • verdana 22.07.09, 14:26
    I naprawde sądzisz, ze małe dziecko rozumie subtelnosci "może"
    czy "bedzie"??? nie mowiąc już o tym, ze nie mogła -żaden sad nie
    odbierze dziecka za to, ze ryczy. Owszem, dziecko powinno ponosić
    konsekwencjie - na miare swojego wieku. Tzn, jak zniszczy zabawke,
    to nie bedzie jej miala. Natomias wymaganie, aby czterolatka
    ponosila za swoje zachowanie dotyczace losow calej rodziny jest nie
    tylko śmieszne, ale i groźne. W dodatku nieprawdziwe, bowiem gdyby
    odebrali Ci dziecko to nie dlatego,z e dziecko zawinilo, ale
    dlatego, że matka nie potrafi sobie z dzieckiem poradzić. Zrzucasz
    więc konsekwencje wlasnego zachowania na barki malutkiego dziecka.
    Alez oczywiscie, ze zachowanie mlodej ma wplyw na raka - mozesz jej
    to np. mowic ile rzy zje frytkę czy chipsa - ze to grozi rakiem. A
    jak Cię zdenerwuje, to mozesz się nie rozejrzeć i wpaść pod
    samochód. dokladnie takie same prawdopodobienstwo jak odebranie praw
    rodzicielskich, bo dziecko ryczy.

    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mama_biedronki 22.07.09, 21:34
    Nie, no patrząc w ten sposób to machnięcie skrzydełka motyla w Peru
    ma wpływ na trzęsienie ziemi w Chinach wink
    A poza tym kto tu mówi o odebraniu praw rodzicielskich? Jeśli
    istnieje podejrzenie zagrożenia dla dziecka może ew. trafić do
    pogotowia opiekuńczego na jakiś czas. Ale w Polsce faktycznie taka
    znieczulica panuje że dziecko mogłoby się na śmierć zawrzeszczeć a
    nikt się nie wtrąci bo to "prywatne sprawy" uncertain
  • epreis 22.07.09, 13:09
    ja też nie jestem idealna, zawsze opanowana i cierpliwa-krzyczę na dzieci, dość często, moim zdaniem nawet za..
    ale w sytuacji gdy robią coś czego się nie spodziewam to jetsa moja pierwsza,niekontrolowana reakcja...

    i prostuje z 03.10.2005 to ja mam aniołka, diabełek jest z 13.08.2008-moje dzieci to niebo a ziemia ;D
    --
    Ewelina-mama Kapselka(03.10.2005) i Hani(18.03.2008)
    "Byłam wspaniałą matką, zanim jeszcze miałam własne dzieci."
    (A.F.,E.M.)
  • mama_biedronki 22.07.09, 13:39
    wiem wiem smile to było też, że też z 3.10 a nie że też diabełek smile
  • morekac 03.08.09, 13:40
    Na takie wrzaskle działa raczej tylko spokój... Też mam pannę - już 10 lat - z
    zamiłowaniem do efektów dramatycznych... Najlepiej robiło jej kilka chwil w
    spokoju - jak była mała, chodziła do wyzłaszczalni, gdzie mogła sobie wrzeszczeć
    do woli. teraz chodzi sobie dramatycznie szlochać do pokoju (szloch musi być
    głośny i rozdzierający...). Jak jej trochę przechodzi, to zaglądam do niej i
    rozmawiamy. Z reguły zagajenie jest typu "Widzę, że jesteś wkurzona..." i dalej
    jakoś idzie. Ale zanim doszłyśmy do tej metody, też było głośno...
  • kalosze2 22.07.09, 13:27
    Nawet nie wiesz, jak Cię rozumiem, mamo_biedronki. Ja też często czułam się
    bezsilna i bez żadnego pomysłu na jutro. Z perspektywy czasu dziś mogę poradzić
    dwie rzeczy. Po pierwsze- rzeczywiście ignorować złe zachowanie. To nigdy nie
    jest proste, bo im bardziej ignorujesz, tym bardziej dzieciak chce pokazać, że
    głośniejszy ma rację. Ale co ważne, ignorować z kamienną twarzą i (mozolnie
    wypracowanym) uśmiechem. Po prostu mama-relaks. Żaden dzieciak nie będzie tak
    uparty, żeby po raz któryś z rzędu wrzeszczeć tylko po to, żeby zobaczyć, że
    NAPRAWDĘ NIC SIĘ NIE DZIEJE. Uwierz, to działa, uzbrój się w cierpliwość, po
    jakimś czasie będzie działać i na Twoja córkę.
    Druga rzecz- trzeba dziecku pokazać inne grzeczne dzieci, inne domy, inne mamy,
    dobre relacje. Bardzo, bardzo działa, kiedy Twoje słowa kierowane do krnąbrnego
    dziecka poprze inna osoba. Ja zawsze miałam wrażenie, że nic się nie zmieni,
    póki nie zmieni się otoczenie, te same sytuacje, ten sam rytm dnia i ja sama z
    tym wszystkim. Mój syn nagle przestawał mieć fochy wśród innych członków
    rodziny, na wyjazdach, przy wizytach. Patrzył okrągłymi oczami na kuzynów,
    którzy słuchali swojej mamy. Być może Twoja córka naprawdę nie ma powodów do
    wrzasków, ale tak przywykła, że sobie ich nie odmawia. Życzę powodzenia : )
  • ana119 23.07.09, 16:46
    wrzaski ignorować ze spokojem na twarzy a kiedy zacznie kontaktować
    podjąć rozmowę na temat tego, że rozumiesz jej zdenerwowaniewink i
    dlaczego musiałaś odmawówić bo się o nią martwisz bo by jej
    zaszkodziło albo było to niebezpieczne itp. ale bez płaszczenia się.
    na moje dziecko to działa a wrzeszeć potrafiło DŁUUUUUUUUUUUGO
  • ana119 23.07.09, 16:50
    podczas wyjaśniania dlaczego odmawiasz nie obrażaj dziecka
  • misiaczekmoj 24.07.09, 17:49
    Przeczytalam tylko pierwszy post.
    Jesli probujesz zmienic swiat zacznij od siebie.Jesli probujesz zmienic swoje dziecko zacznij od siebie, nigdy nie jest sie za starym i pozytek bedzie dla wszystkich wokolo.
    To dluga droga i efekty nie sa od razu.
  • oolga78 25.07.09, 23:50
    HEJ big_grin
    przeczytałam wszystko i podniosłam się na duchu bo ja teoretycznie
    wiem o czym piszecie i jak się powinno postępować, czytałam
    słyszałam że nie jest łatwo wychowywać skarba, ale czasem
    człowiekowi opadają ręce, brakuje słów i staje przed murem
    samotnosci, a małe bin-ladeny budzą myśl " i po co mi to było "

    I jeszcze mąż wraca i pociesza"świtnie sobie radzisz, to normalne,
    dasz radę, tylko nie wyrywa się żeby na 3 dni je zabrać i wyjechać
    na koniec świata.

    tylko co ja bym sama robiła.......... wink)
    CI mali terroryści odbieraja man siłę ale za chwilę jednym uśmiechem
    oddają podwójną dawkę, więc....... DAMY RADĘ

    A CO DO KLAPSÓW - ODRADZAM!!!
    po co uczyć przemocy, pewnie rówieśnicy to zrobią. Ja raz nie
    wytrzymała i chciałam tak przerwać histeryczne wrzaski i obłapianie
    mojej nogi - nie pomogło, a tylko wrzosły decybele i usłyszłam co
    mi zrobiłaś,Ty stara babo, szczypie mnie, Ty łajdaczko ........
    I tak mi córka przywróciła jasność myślenia, więc jeśli tylko nie ma
    bezpiśredniego zagrożenia chyba trzeba przeczekać.

    Pozdrawiam i wspierajmy się
  • lunarei 03.08.09, 11:25
    jest tysiąc skutecznych kar i sposobów na uspokojenie, poza biciem i krzykiem.
    To że dzieciak wrzeszczy i urządza awantury to efekt wielu miesięcy zaniedbań
    wychowawczych a nie kwestia charakteru.
    "Zły" charakter w tym wieku to objaw bezsilności dziecka, które nie radzi sobie
    z emocjami i sytuacją i nie nauczone jest komunikacji. Dzieci biorą przykład z
    dorosłych.
    Proste metody na szybkie uspokojenie:
    - wyciszenie sie rodzica - wiem że trudne, mi samej czasem jest potwornie cięzko
    i bywa że mam ochotę udusić synkasmile Dziecko widząc wzburzenie rodzica jeszcze
    bardziej się nakręca. A wystarczy raz wybuchnąć i dzieciak wie, że kwestia
    wyprowadzenia rodzica z równowagi to odpowiednio długie darcie sięsmile
    - psuje coś w domu? - wyrzucić jakąs jego rzecz - u mnie to skutkuje
    natychmiastowo. Jak do kosza poleci kilka jego zabawek od razu zaczyna szanowac
    moją własność
    - tydzień na wyciszenie - zero bajek i słodyczy, atrakcji, duzo rozmow z
    dzieckiem, unikanie sytuacji stresujacych, po takim tygodniu mały złośnik
    wyciszy się, uspokoi i zacznie przypominać "normalne" dziecko
    - nagroda zamiast kary - umówić się z maluchem, że za dobre zachowanie bedzie
    zdobywac codziennie gwiazdki/punkty/serduszka/kuleczki itp a po tygodniu jak
    zbierze odpowiednia ilość pójdzie z rodzicami na lody, do kina itp.
    - z twoich przykładów: kompot na obrusie? natychmiastowe odejscie od stolu i
    brak bajki wieczorem, jesli wrzeszczy i sie awanturuje zabranie na tydzien
    ulubionej zabawki i polozenie na szafie na widoku. Dalsze kary nie maja sensu
    według mnie.
    - darcie się w środku nocy? a niech sie wydziera, kilka nocy zostanie olana, do
    tego rano jakas kara za zle zachowanie - np. brak slodyczy i "Złośnik" zrozumie,
    że nocne awantury się nie opłacają

    --
    Pani nie ma w domu.
  • lena.111 03.08.09, 19:04
    Witam. A może ktoś mądrze mi doradzi jak dziecko w chwili szału po
    prostu "włazi" na mnie. I jak tu zachować spokój? Wcześniej
    odstawiałam ja do jej pokoju zamykałam się w łazience i miałam czas,
    żeby sie wyciszyć i być jak to ktoś mądrze napisał MAMA-RELAKS.W tej
    chwili ona nie daje mi takiej możliwości.Właśnie jestem po takim
    wścieku i wynik taki, że mam potarganą bluzkę smile Doradżcie mi więc
    Kochane Mamy jak wtedy zachować spokój?Krzyczała przez godzinę tak
    głośno, że miałam wrażenie, że za chwilę nie będzie wstanie słowa
    powiedzieć bo po prostu straci głos.Dzisiaj jestem dumna z siebie bo
    nie zdenerwowałam się na nią a przynajmniej ona nie widziała , ale
    co będzie za kolejnym, powiedzmy 30 razem? Jak być spokojnym jak
    ziecko tak sie zachowuje? Z góry dziękuję za rady. Pozdrawiam
  • morekac 04.08.09, 09:35
    Po 5-tej aferze zaczniesz się przyzwyczajać i wrzaski młodej będa po
    tobie spływać...
  • lena.111 04.08.09, 16:47
    morekac napisała:

    > Po 5-tej aferze zaczniesz się przyzwyczajać i wrzaski młodej będa
    po
    > tobie spływać...


    hmmm... po 5-tej aferze? przeżyłam ich już z 1500 i przyzwyczaić
    się jednak trudno... za każdym razem tak samo boli...bo ja już nie
    mam sił. Szkoda mi jej bardzo bo kocham ją ponad wszystko ale czasem
    mam ochotę ją udusić. Dziś rozmawiałam z pediatrą na ten temat i
    powiedziała, że nie ma cudów,takiego dziecka się nie zmieni, ono
    musi z tego wyrosnąć.Wiedziała o czy mówi bo jej siostra też miała
    takiego rozdzirka smileA terapie z psychologiem poleciła jak
    najbardziej ale dla rodziców bo stwierdziła, że to się po prostu nie
    da wytrzymać i matka może złapać nawet stan depresyjny...I to chyba
    prawda bo ja już powoli zaczynam tracić ochotę na cokolwiek i ciągle
    tlko słyszę krzyki i młodszej i starszej nad którą moja buntowniczka
    się po prostu "pastwi" Tak jestem BEZSILNA!!!!
  • morekac 04.08.09, 17:22
    Za bardzo się przejmujesz... Zatyczki w uszy, a negocjacje wtedy, gdy będzie
    można zrozumieć o co chodzi bez narażenia własnych bębenków i odzienia... Potem
    rozdziera się coraz rzadziej... i rzadziej... co nie znaczy, że przestaje
    zupełnie... W takich sytuacjach musisz sobie chwilowo amputować swoją wielką
    miłość i patrzeć na swoje wrzeszczące dziecko jak na okaz przyrodniczy z wcale
    nierzadkiego gatunku wrzaskulus.
    Poza tym nawet sukces w dziedzinie komunikacji mama - córka nie gwarantuje, że
    młode nie będą się tłukły/kłóciły mniej lub bardziej potajemnie...
  • agramax 04.08.09, 13:10
    lunarei, z ciekawością przeczytałam złote mysli z cyklu "tysiąc
    skutecznych kar i sposobów na uspokojenie" i jakoś niewiele tam
    znajduję praktycznych rad dla mojej 6 latki;
    " tydzień na wyciszenie - zero bajek i słodyczy, atrakcji, duzo
    rozmow z dzieckiem, unikanie sytuacji stresujacych, po takim
    tygodniu mały złośnik wyciszy się, uspokoi i zacznie
    przypominać "normalne" dziecko"
    - bajki & TV na nią nie działają; słodyczy nie daję z zasady, ale ma
    do nich dostęp w przedszkolu, jak pójdzie sama do koleżanki, na
    podwórku itp.; jeżli moje dziecko jest rozdrażnione nie chce
    rozmaiać, nie zmuszę ją do siedzenia i rozmowy ze mną: co to sa
    sytuacje stresujace i jak ich unikać ?; co to jest "normalne"
    dziecko ?

    "nagroda zamiast kary - umówić się z maluchem, że za dobre
    zachowanie bedzie zdobywac codziennie
    gwiazdki/punkty/serduszka/kuleczki itp a po tygodniu jak zbierze
    odpowiednia ilość pójdzie z rodzicami na lody, do kina itp."
    na moją młodą takie rzeczy nie działają - lody czy kino to żadna
    motywacja; to co najbardziej lubi to basen, ale chodzimy tam
    regularnie, więc żadna z tego nagroda, co najwyżej kara, że nie
    pójdzie, ale nie o to chodzi;

    Czy na wasze dzieci też działają takie proste kary/nagrody jakie są
    udzielane na większości wątków typu:
    - brak słodyczy (co to za kara; czy na prawdę dziecko musi jesć
    słodycze a ich odebranie to jakiś dramat; i kto je przyzwyczaił do
    jedzenia tych słodyczy ?);
    - brak ogladania TV czy grana na komputerze (moja w ogóle nie
    zainteresowana);
    - wspólne wyjście do kina z rodzicami (przeciez to raczej standard,
    że weekend spędza się rodzinnie i wiele planów układa się pod katem
    dziecka; zwłaszcza gdy w tygodniu oboje rodzice zapracowani);

    co jeszcze macie w zestawie kar/nagród dla 6 latka/i ?
  • mama_biedronki 05.08.09, 13:56
    Rozczulające lunarei, gładko, prosto i poprawnie, kolejna kompilacja
    porad superniani uncertain Kwestie charakteru i błędów wychowawczych
    odłóżmy może na bok bo to można dyskutować w nieskończoność i każdy
    wie lepiej.
    Z tego "tysiąca skutecznych sposobów" akurat żaden się na mojej
    córce nie sprawdza. Słodyczy raczej nie dajemy, ale kochani
    teściowie plus przedszkole uzupełniają braki, tv młoda może nie
    oglądać i przez tydzień i jakoś jej to nie rusza. Na zabranie
    zabawki reaguje chwilowym wyciem po czym spokojnie bawi się innymi,
    a kiedy zagroziliśmy, że już jej tych zabranych zabawek nie oddamy
    tylko tata je wywiezie i odda potrzebującym dzieciom, a te które
    zniszczyła w złości wyrzucimy, to zgarnęła co miała pod ręką i
    poszła wyrzucić do kosza. Tyle.
    System punktów odłożyliśmy do lamusa bo każda awantura kończyła się
    dodatkową awanturą, że ona "była grzeczna i mamy jej nie rysować
    smutnej buźki" (u nas były smutne i uśmiechnięte buźki za złe i
    dobre zachowania). Kiedy jej obiecujemy atrakcyjną nagrodę za dobre
    zachowanie chodzi za nami i męczy że ona już teraz jest grzeczna i
    nijak nie można jej wytłumaczyć że musi "pobyć" grzeczna trochę
    dłużej, aż w koncu albo my ją ofukniemy żeby przestała piłować albo
    ona się obraża i olewa nagrodę bo jej za długo czekać.
    Wchodzenie na ambicję i chwalenie prowadzi do dialogów typu:
    -masz śliczne włoski (dała się uczesać bez awantur)
    -nie, mam brzydkie włoski

    -jesteś mój kochany pomocnik(pomogła przy obiedzie czy wieszaniu
    prania)
    -nie jestem żaden pomocnik
    etc.
    Jeśli chodzi o rozmowy to moja córka jest mistrzynią puszczania mimo
    uszu, i jeżeli nie ma ochoty rozmawiać to zwyczajnie nie porozmawia
    i już, no chyba że ją skatuję i przywiążę do krzesła, to owszem
    posiedzi i posłucha.
    Reasumując to my uprawiamy teraz partyzantkę, rozwiązujemy problemy
    na gorąco, ale to wyczerpująca psychicznie i fizycznie metoda, wiele
    przy tym zgrzytów. Z jednym tylko mogę się zgodzić, że spokój
    rodzica jest najlepszą postawą, ale ile można? Człowiek ma swoje
    ograniczenia
  • d.o.s.i.a 06.08.09, 12:16
    -masz śliczne włoski (dała się uczesać bez awantur)
    > -nie, mam brzydkie włoski
    >
    > -jesteś mój kochany pomocnik(pomogła przy obiedzie czy wieszaniu
    > prania)
    > -nie jestem żaden pomocnik


    Tez bym Ci tak odpowiedziala. Bez obrazy, ale dziecko wyczuwa
    nienaturalnosc i wazeliniarstwo. Do meza tez tak mowisz?
    Falszywoscia dziecka nie kupisz. Moze zamiast "moj kochany pomocnik"
    powiedz po prostu "dzieki kochanie". Normalnym tonem.
    Dzieci buntuja sie przede wszystkim przeciwko... traktowaniu ich jak
    dzieci. Mowienie do nich jak do nierozumnych stworzen, jakas
    sztuczna, przeslodzona mowa tylko je nakreca. I stad corka odpowiada
    Ci jak odpowiada.
  • srebrnarybka 06.08.09, 12:36
    100/100. Napisałam coś podobnego w oparciu o własne doświadczenia
    parę postów niżej.
  • morekac 05.08.09, 14:59
    Cóż, niedaleko pada jabłko od jabłoni... Sama piszesz, że ma po
    tobie i nie wiem, dlaczego musisz ją "złamać". Po prostu ty jesteś
    uparciuch, który nie ustąpi i ona także. Zapewne obie musicie
    nauczyć się chodzenia na kompromis.
    U mnie też nie skutkowały (i nie skutkują...) żadne słoneczka,
    punkty, afery są czasem do tej pory, zaś moje odpowiedzi mocno
    niepedagogiczne chwilami... Czy w waszym przypadku groźby o
    porzuceniu czy lanie czy jakiekolwiek rozwiązania siłowe cokolwiek
    załatwiły? Bo nie sądzę... Bo też jak mówiłam, że czegoś tam nie
    będzie, to słyszałam "To niech nie będzie!". Albo rechocik. Po
    prostu w pewnym momencie przestałam reagować na wycie i wrzaski,
    kłócić się o ubrania. Rzeczy rozmyślnie mi nie psuła. Wycie i
    wrzaski przerodziły się po pewnym czasie w afery mniejszego kalibru,
    z rozdzierającym chwilami szlochem i zamykaniem się w pokoju - ale
    wtedy wchodzę i mówię "Widzę, że jestes zła/wściekła/jest ci
    smutno". Krótka rozmowa pomaga - może się wtedy wyżalić i
    przedstawić swój punkt widzenia.
    Jeśli upiera się przy takim, a nie innym ubraniu, powiedz "Ok, ale
    bierzesz bluzę na wszelki wypadek." - i to już obywa się bez afer.
    Będzie jej zimno, to się ubierze.
    Rzeczy naprawdę cenne zlikwiduj z widoku i trzymaj pod kluczem - a
    jeśli cały dom masz bezcenny, to wybacz - nie da się mieć dziecka i
    nie mieć strat w sprzęcie.

    Wchodzenie na ambicję i chwalenie prowadzi do dialogów typu:
    > -masz śliczne włoski (dała się uczesać bez awantur)
    > -nie, mam brzydkie włoski
    >
    > -jesteś mój kochany pomocnik(pomogła przy obiedzie czy wieszaniu
    > prania)
    > -nie jestem żaden pomocnik
    A gdybyś zamiast tych tekstów o slicznych włoskach i kochanych
    pomocnikach po prostu powiedziała: "Stałaś spokojnie przy czesaniu,
    brawo." albo "Dziękuję za obranie ziemniaków/wieszanie prania,
    bardzo mi pomogłaś" etc? Bo wtedy raczej nie może ci odpowedzieć
    tak jak odpowiedziała...
  • mama_biedronki 06.08.09, 09:50
    Hmm, z tym ubraniem to nie jest takie proste; ostatnio faktycznie
    puściłam ją na żywioł i nie złamała się skubana smile Całą drogę do
    przedszkola dylała w krótkim rękawku sina z zimna i piszcząc, że
    uszy (sic!) jej marzną, ale bluzy sobie założyć nie dała. I jeszcze
    gdybyż jakieś wnioski z tego wyciągnęła, ale gdzie tam. Nadal nie
    daje się ubrać jak jest chłodniej. Kaszle, kicha, i przemarza,
    uparciuch.
    Natomiast z tym chwaleniem to też doszłam do tego, że może w
    niewłaściwy ton uderzam. Ona nie lubi czułostkowości ani cieciania,
    też ma to po mnie, może po prostu wyczuwa nutę fałszu w tych moich
    słodzeniach wink W każdym razie dzięki, morekac, za podpowiedź
  • ana119 06.08.09, 09:56
    kiedy na dworze zimno a ona idzie w krótkim rękawie bo tak CHCE to
    ja bym tylko krótko stwierdziła coś w stylu "widzę że masz gęsią
    skórkę na rękach" i dalej cisza w tym temacie. olać a sama zmieni
    zdaniewink
  • lena.111 06.08.09, 11:44
    mama_biedronki napisała:

    > Hmm, z tym ubraniem to nie jest takie proste; ostatnio faktycznie
    > puściłam ją na żywioł i nie złamała się skubana smile Całą drogę do
    > przedszkola dylała w krótkim rękawku sina z zimna i piszcząc, że
    > uszy (sic!) jej marzną, ale bluzy sobie założyć nie dała. I
    jeszcze
    > gdybyż jakieś wnioski z tego wyciągnęła, ale gdzie tam. Nadal nie
    > daje się ubrać jak jest chłodniej. Kaszle, kicha, i przemarza,
    > uparciuch.

    Moja też by się nie złamałasmile Mamo biedronki mam wrażenie ,że nasze
    małe są bardzo do siebie podobne.Moja potrafi być przez pieresze 5
    min urocza a przez następne przeistoczyć się w potworka smileI to już
    nawet nie jest tak ,że musi się coś zdarzyć, żeby uczynić histerię,
    Ona już po prostu taka jest, że wszystko jest na nie i ciągle jest
    skwaszona ( no chyba, że ma te akurat swoje 5 min bycia aniołkiem :-
    )) Moja też nie lubi czułostkowości- wczoraj np rozmawiamy coś o
    kobietkach no to ja jej mówię - "Ty jesteś moją najukochańszą
    kobietka: dając jej przy tym czułego buziak. na co Ona " ja nie
    jestem kobietką" tupiąc przy tym nogami i wrzeszcząc ile sił w
    płucach sad No i co Wy na to? Czasem po prostu nie wiem jak mam się
    odezwać, żeby nie obrazić mojej małej damy smilePsycholog radziła,
    żeby najlepiej unikać histerii i jej nie prowokować. Ale jak mam to
    robić skoro ja nie wiem co ją w danej chwili wkurzy?
  • srebrnarybka 06.08.09, 12:33
    Moja też nie lubi czułostkowości- wczoraj np rozmawiamy coś o
    > kobietkach no to ja jej mówię - "Ty jesteś moją najukochańszą
    > kobietka: dając jej przy tym czułego buziak. na co Ona " ja nie
    > jestem kobietką" tupiąc przy tym nogami i wrzeszcząc ile sił w
    > płucach sad

    - doskonale ją rozumiem i tak samo zachowałabym się na jej miejscu.
    Tak samo się zresztą zachowywałam, bo mój ojciec całe życie odzywał
    się do mnie w ten sposób. Chyba nigdy, a włóczę się już po tym
    świecie dobrych kilkadziesiąt lat, nie zwrócił się do mnie po
    imieniu, tyko np. aniołku. Póki byłam dzieckiem i młodą kobietą,
    reagowałam tak samo, dzisiaj patrzę z pobłażliwością na niedołężnego
    starca. Tego rodzaju czułostkowość denerwuje dzieci ze zrozumiałych
    powodów. Po pierwsze jest to nadmierne infantylizowanie, a dziecko
    wcale nie chce być traktowane infantylnie. Jest człowiekiem i
    oczekuje bycia traktowanym poważnie, zaś mówienie do dziecka
    per "kobietko", "piękne włoski", "kochany pomocnik" etc. wskazuje,
    że dziecko traktowane jest jako ktoś inny, młodszy, niedojrzały, że
    uczucie matki jest niesymetryczne. Dziecko nie jest głupie, by tego
    nie rozumieć. Po drugie - co to znaczy: jesteś moją naujukochańszą
    kobietką? Przecież to jest pusty frazes i dziecko też to rozumie.
    Moim zdaniem prawdziwa czułość polega na tym, że dziecko czuje, że
    rodzice traktują je poważnie i dostrzegają, że np. zrobią mu z
    zaskoczenia miłą niespodziankę, bo znają jego marzenia, bo chcą mu
    zrobić to, co ono lubi etc. A nie tylko rzucają pusty frazes o
    najukochańszej kobietce.
  • lena.111 06.08.09, 13:06
    Jest człowiekiem i
    > oczekuje bycia traktowanym poważnie, zaś mówienie do dziecka
    > per "kobietko", "piękne włoski", "kochany pomocnik" etc. wskazuje,
    > że dziecko traktowane jest jako ktoś inny, młodszy, niedojrzały,
    że
    > uczucie matki jest niesymetryczne. Dziecko nie jest głupie, by
    tego
    > nie rozumieć. Po drugie - co to znaczy: jesteś moją naujukochańszą
    > kobietką? Przecież to jest pusty frazes i dziecko też to rozumie.

    Myślę, że troszkę się zagalopowałas.... Przecież nie o to chodzi ,że
    do mojej córuni mowię tylko tak, chodziło o to ,że jak powiem coś w
    danym momencie co ona nie będzie chciała usłyszeć to awantura
    gotowa, a nie o tą kobietkę smileHisterie zrobi mi np za to że przed
    chwilą nie zdrobniłam jej imienia a ona właśnie chciała żeby je
    zdrobnić, i odwrotnie. Wydaje mi się ,że niektórzy za bardzo się
    doszukują jakiś ukrytychpod tekstów w zachowani takich małych
    diablątek, a one chyba po prostu TAKIE SĄ i nie ma co analizować, że
    żle je wychowujemy, za mało/dużo ciepła itp. Zastanawiam się czy Ty
    też srebrnarybko masz takiego diabełka w domu czy to czysta teoria?
    Wiem też ze ludzie mają skłonności do przesady jeśli chodzi o ich
    dzieciaczki ale uwierz mi moja malutka to naprawde da popalić.
    Starsza za to bardzo grzeczna , spokojna ale za to okrutny niejadek.
    i ostatnio rozmawiam z taką panią ,że jej córa to też
    strasznyniejadek no więc pytam to co je na co Ona : każdą zupę,
    mięso, ziemniaki tylko że wędlin nie je ani warzyw.Ręce mi opadly bo
    moja oprócz tych wędlin i warzyw nie je też zup, zemniaków i mięsa.
    Dlatego też pytam się czy Ty wiesz jakie to jest trudne dziecko czy
    ttylko tak Ci się wydaje bo Twoje Raz czy dwa z konkretnego powodu
    zrobiło histerię? Przepraszam jak kogoś uraziłam, ale troche mnie
    poniosło.
  • srebrnarybka 06.08.09, 14:39
    Napisałam Ci z perspektywy dziecka, bo doskonale pamiętam,
    dlaczego "histryzowałam" w dzieciństwie i co mi się nie podobało w
    czułostkowymm zachowaniu mojego ojca. Reakcja Twojej córki,
    Biedronki oraz past d.o.s.i. nieco wyżej, skomentowany też przeze
    mnie, świadczą, ze coś jest na rzeczy. Sprawę pamiętam dokładnie z
    dziecińswa - to nie była żadna histeria, tylko bezsilność wobec
    czułotkowości mojego ojca, której nie znosiłam. Brak protestu
    świadczyłby, że odpowiada mi ten sposób wyrażania uczuć czy też
    wręcz włączałby mnie w to jako córkę, też przecież kochającą ojca. A
    ja chciałam zupełnie innego sposobu wyrażania miłości między nami:
    chciałam, by ojciec postrzegał mnie nie jako aniołka, złotko etc.,
    tylko jako konkretną osobę ze swoimi marzeniami, poglądami i całą
    osobowością. Niestety nigdy do tego nie doszło i mój ojciec nigdy
    nie poznał mnie jako człowieka, ani 3letniego ani 45letniego. Kochał
    tylko wyimaginowanego aniołka czy złotko, produkt własnej wyobraźni.
    I ja, jako 3letni aniołek, naprawdę to rozumiałam, tylko nie
    potrafiłam tego wyrazić tak, jak dzisiaj.
    A swoją drogą - uderz w stół - nożyce się odezwą. Przeczytaj swój
    post. Ani razy nie użyłaś określenia "córka", naturalnego i
    powszechnie używanego. Piszesz "córunia", "córa", czyli nadal
    infantylizujesz nawet to neutralne określenie. Mój ojciec też nigdy
    nie określał mnie jako "córkę", zawsze mówił "córa", co mnie także
    irytowało, bo wiedziałam, jak brzmi po polsku nazwa tego stopnia
    pokrewieństwa. Mój ojciec też wie, językiem polskim posługuje się
    precyzyjnie choćby dlatego, że jest emerytowanym uniwersyteckim
    profesorem polonistyki. Doskonale wiedział, albo czuł, co chce
    wyrazić mówiąc o mnie "córa", a nie "córka" i zwracając sie do mnie
    nie po imieniu, tylko per "aniołku". Chciał wyrazić infantylne
    uczucie do "aniołka", a nie do normalnego człowieka, córki właśnie.
    I jeśli Twoją córkę drażnią Twoje czułostkowości - pomyśl o tym.
  • srebrnarybka 06.08.09, 14:44
    P.S. Podobny wydźwięk ma też dla mnie nazywanie dziecka, nad ktorym
    trudno zapanować "diablątkiem". To jest znowu infantylizowanie. Czy
    nie lepiej napisać, że dziecko jest uparte, nerwowe, ma skłonność do
    historii, przeczulone etc.? Tego rodzaju sformułowania są neutralnym
    opisem cech dziecka. Natomiast w słowie "diablątko" z jednej strony
    zawarte jest całkowite niezrozmienie zachowania dziecka,
    którego "wybuchyh" są spowodowane jakąś nieprzewidywalną przyczyną,
    jak u diabła, którego zachowań nie sposób przewidzieć, z drugiej
    strony, poprzez zdrobnienie, wyrażą się pobłażliwość dorosłego wobec
    dziecka, które nawet porządnym diabłem być nie może, jest tylko
    diablątkiem.
  • mama303 06.08.09, 20:11
    srebrnarybka napisała:

    > P.S. Podobny wydźwięk ma też dla mnie nazywanie dziecka, nad
    ktorym
    > trudno zapanować "diablątkiem". To jest znowu infantylizowanie

    A "diabełek" lepiej?
    Nie demonizujmy. Czułe i zdrobniałe nazywanie dziecka nie musi
    oznaczać lekceważenia lub pobłażania. U nas w domu rodzinnym moje i
    siostry imię rodzice zdrobniali na 100 sposobów, byłyśmy tez
    aniołkami, żabkami, gwiazdeczkami i co tam chcecie. Przyznam że
    wspominam to z rozrzewnieniem i nigdy nie poczułam sie przez to
    jakaś niedowartościowana czy infantylizowana. Zreszta ja
    słowo "mama" tez zdrabniam do dziesiaj na sto sposobów. No tak sie
    do siebie lubimy zwracać. Podobnie zwracam sie do swojej córki i ona
    do mnie a i do męża mam kilka zdrobnień wink.
    Sorry ale w Twoich relacjach z ojcem musiało być ogólnie coś nie tak
    jesli zdrobnienia tak Ci przeszkadzały.
  • srebrnarybka 06.08.09, 20:45
    A "diabełek" lepiej?

    - nie lepiej. Tak samo. Dziecko to CZŁOWIEK, a nie diabełek,
    aniołek, żabka, złotko czy skarbeczek. Takie określenie jest możliwe
    w chwilach jakiejś szczególnej czułości, ale nie wtedy, kiedy
    opisuje się poważny problem wychowawczy. Bo jeśli mamy diabełka czy
    diablątko, to zakładamy 1. że wybuchy złości są zupełnie
    nieracjonalne i jedyne, co można zrobić, to diabełka poskromić
    (polecam nowelkę Boccacia o poskramianiu diabła, ale ona nie nadaje
    się do omawiania na forum "Wychowanie"). 2. Zdrobnienie w sytuacji,
    gdy całe określenie dotyczy niepożądanych cech, jest protekcjonalnym
    lekceważeniem dziecka, które nie dość, że nie jest człowiekiem,
    tylko jakimś niezrozumiałym żywiołem, to jeszcze na dodatek jego
    złość czy inne zachowania nie są poważne, bo czy diabełka można
    traktować poważnie? W swoich postach starałam się dowodzić, że
    niektóre wybuchy złości mają swoje racjonalne powody i można tak
    postępować, by dziecka nie drażnić. Trzeba tylko w dziecku dostrzec
    nie nierozumnego diabełka, ale człowieka, który ma swoją
    indywidualność, przekonania, poglądy, przyzwyczajenia i ulubione
    sposoby zachowania. I np. nie ma żadnego powodu, żeby do dziecka,
    które nie lubi być zdrabniane albo nazywane aniołkiem zwracać się w
    ten sposób. I czy to jest wielkie wyrzeczenie dla rodzica, by zacząć
    mówić dziecku po imieniu zamiast aniołku?
    Jeśli Tobie i Twoim siostrom spieszczenia sprawiały przyjemność, to
    OK. Ale nie każdemu sprawiają, więc okazywanie miłości poprzez
    nazywanie kogoś w sposób, który sprawia mu przykrość, jest cokolwiek
    dziwnym okazywniem miłości. Chyba, że to nie chodzi o miłość do
    dziecka. Nie o to, że rodzic kocha dziecko, tylko jest w dziecku
    zakochany. A to pewna różnica.

    Sorry ale w Twoich relacjach z ojcem musiało być ogólnie coś nie tak
    > jesli zdrobnienia tak Ci przeszkadzały

    Napisałam przecież jasno, co było nie tak w relacjach ojca ze mną
    (nie moich z ojcem, bo to ojciec je tak ukształtował). Nie traktował
    mnie jak człowieka, tylko jak maskotkę, i sposób zwracania się do
    mnie znakomicie to wyrażał.
  • mama303 06.08.09, 22:16
    srebrnarybka napisała:

    ,
    > aniołek, żabka, złotko czy skarbeczek. Takie określenie jest
    możliwe
    > w chwilach jakiejś szczególnej czułości, ale nie wtedy, kiedy
    > opisuje się poważny problem wychowawczy.

    Poważny problem można opisywywać z czułoscią szczególnie gdy jest
    mowa o kims bardzo kochanym.

    >Bo jeśli mamy diabełka czy
    > diablątko, to zakładamy 1. że wybuchy złości są zupełnie
    > nieracjonalne i jedyne

    Alez oczywiscie że wybuchy u dziecka bywają nieracjonalne stąd to
    własnie okreslenie bardzo pasuje.

    > Trzeba tylko w dziecku dostrzec
    > nie nierozumnego diabełka, ale człowieka, który ma swoją
    > indywidualność, przekonania, poglądy, przyzwyczajenia i ulubione
    > sposoby zachowania.

    A czasem trzeba dostrzec także diabełka z małym rozumkiem który
    sobie nie radzie z emocjami i musi pokrzyczeć i nie rotrząsac
    kazdego wybuchu nieracjonalnego buntu czy sprzeciwu że akurat mama
    powiedziała "kobietko" czy krzywo spojrzała. Rodzice którzy zbyt
    przejmuja się buntami swoich kilkulatków właśnie mają skłonnośc do
    zbyt poważnego traktowania swoich dzieci i maja jakieś wygórowane
    oczekiwania, dlatego sobie nie radzą.

    >I np. nie ma żadnego powodu, żeby do dziecka,
    > które nie lubi być zdrabniane albo nazywane aniołkiem zwracać się
    w
    > ten sposób. I czy to jest wielkie wyrzeczenie dla rodzica, by
    zacząć
    > mówić dziecku po imieniu zamiast aniołku?

    Nie jestem przekonana czy akurat temu konkretnemu dziecku akurat
    ten "aniołek" tak przeszkadzał czy tez przeszkadzało mu wszystko. A
    za chwilę zdenerwowałby ją np. brak "aniołka" smile

    > Napisałam przecież jasno, co było nie tak w relacjach ojca ze mną
    > (nie moich z ojcem, bo to ojciec je tak ukształtował). Nie
    traktował
    > mnie jak człowieka, tylko jak maskotkę, i sposób zwracania się do
    > mnie znakomicie to wyrażał.

    Ale gdyby Cie nie traktował jak maskotke to pewnie zdrobienia nie
    byłyby Ci niemiłe.
  • srebrnarybka 06.08.09, 23:02
    Poważny problem można opisywywać z czułoscią szczególnie gdy jest
    > mowa o kims bardzo kochanym

    nie, bo się je w ten sposób bagatelizuje. Czy gdybym 4 lata temu
    powiedziała, że moja mamunieńka dostała raczka i grozi jej śmiertka
    (na szczęście już nie grozi), byłobo to adekwatne do powagi sytuacji?

    Alez oczywiscie że wybuchy u dziecka bywają nieracjonalne stąd to
    > własnie okreslenie bardzo pasuje.

    zapewne bywają, ale w sytuacji, którą dyskutujemy, są jak
    najbardziej racjonalne i mają określoną przyczynę, łatwą do
    wyeliminowania. Może i inne też są racjonalne, tylko rodzice zamiast
    uznawać dziecko, rzekomo kochanego aniołka, za diabełka,
    jednocześnie zasypując je infantylnymi czułościami, spróbowali
    lepiej poznać OSOBOWOŚĆ swojego dziecka, może znaleźliby więcej
    przyczyn i więcej wybuchów złości okazałoby się racjonalnych. Ale
    łatwiej jest powiedzieć do dziecka "aniołku" niż próbować je
    zrozumieć.

    A czasem trzeba dostrzec także diabełka z małym rozumkiem

    jeżeli ktoś traktuje swoje dziecko jako diabełka z małym rozumkiem,
    to nie dziwię się, że tak traktowane dziecko ma wybuchy złości.

    Rodzice którzy zbyt
    > przejmuja się buntami swoich kilkulatków właśnie mają skłonnośc do
    > zbyt poważnego traktowania swoich dzieci i maja jakieś wygórowane
    > oczekiwania, dlatego sobie nie radzą.


    na tym wątku pisały matki, które sobie nie radzą z wybuchami złości
    traktowanymi przez nie jak nieracjonalne zachowania diabełków, a nie
    te, które zbyt analizują te wybuchy. O dziwo takie jakoś o radę nie
    proszą.

    Ale gdyby Cie nie traktował jak maskotke to pewnie zdrobienia nie
    > byłyby Ci niemiłe


    gdyby mój ojciec traktował mnie jak człowieka, a nie jak maskotkę,
    to rozumiałby mnie na tyle, że w ogóle nie używałby zdrobnień.
  • lena.111 06.08.09, 22:18
    Czułe i zdrobniałe nazywanie dziecka nie musi
    > oznaczać lekceważenia lub pobłażania. U nas w domu rodzinnym moje
    i
    > siostry imię rodzice zdrobniali na 100 sposobów, byłyśmy tez
    > aniołkami, żabkami, gwiazdeczkami i co tam chcecie. Przyznam że
    > wspominam to z rozrzewnieniem i nigdy nie poczułam sie przez to
    > jakaś niedowartościowana czy infantylizowana. Zreszta ja
    > słowo "mama" tez zdrabniam do dziesiaj na sto sposobów. No tak sie
    > do siebie lubimy zwracać. Podobnie zwracam sie do swojej córki i
    ona
    > do mnie a i do męża mam kilka zdrobnień wink.
    Dziękuję Ci mama303za to stwierdzenie bo po postach srebrnarybki
    już zaczynałam myśleć ,że rodzice którzy używają pieszczotliwych
    zwrotów do dzieci (jak ja zreszta)traktują je infantylnie smile
  • srebrnarybka 06.08.09, 23:33
    Problem tylko w tym, że zwracasz się pieszczotliwie do dziecka, a
    ono reaguje wybuchem złości. Najwyraźniej mu to nieodpowiada. Jaki
    jest więc sens wyrażania miłości w sposób, który drażni kochaną
    osobę? Czy miłość wyraża się poprzez robienie kochanej osobie
    przykrości? Czemu ma służyć ta czułość, jeśli nei radości dziecka
    (bo temu najwyraźniej nie służy). Zatem sprawia przyjemność tylko
    rodzicowi. I tu jest sedno sprawy. Dzieci w ogóle nie są po to, by
    sprawiać rodzicom przyjemność i zaspokajać ich potrzeby emocjonalne.
    Dzieci są po to, by sensownie przeżyły życie, a rodzice - by je do
    tego przygotowali, I tyle.
  • d.o.s.i.a 07.08.09, 01:17
    Srebrnarybko. Podzielam w pelni Twoj tok rozumowania i mysle, ze obie "czujemy"
    problem b. podobnie - podejrzewam ze wynika to z podobnych doswiadczen z
    dziecinstwa i tego, ze dokladnie pamietamy jak czulysmy sie wtedy jako dzieci i
    dobrze rozumiemy mala Julke.

    Otoz, potwierdze. To co sie wydaje nieracjonalnym wybuchem zlosci u dziecka jest
    zawsze racjonalne. I ZAWSZE ma przyczyne. Mozna jej nie widziec, lub nie chciec
    zauwazyc, ale ta przyczyna istnieje. Nie ma czegos takiego jak nieracjonalne
    zachowanie. Po prostu.

    Ja ogolnie dziele rodzicow na trzy grupy. Pierwsza grupa, to grupa wyznajaca
    zasade, ze "dzieci i ryby glosu nie maja". Ulubionym zwrotem takiego rodzica
    jest "nie wolno" oraz "nie rusz". Generalnie dziecko ma byc podporzadkowane, ma
    sie zbyt duzo nie odzywac i generalnie jest "gowniarzem" nie majacym prawa do
    wlasnego zdania, bo co tez ono moze wiedziec. Rodzic generalnie decyduje we
    wszystkich sprawach, jest alfa i omega i dokladnie wie, czy dzis nalezy zalozyc
    kurteczke na spacerze, czy nie.

    Druga grupa, to przegiecie w druga strone - rodzic typu "aniolku kochany, masz
    tu soczek kochanie, och jak ja Cie kocham, tak Cie kocham, ze chyba Cie udusze z
    tej milosci". Dziecko w takim modelu traktowane jest jaka troche malo rozumna
    maskotka. Rodzic nie zauwaza, ze dziecko to myslace stworzenie.

    W obu grupach ulubionym zajeciem dzieci jest BUNT. Bo zaden z tych modeli (choc
    sa skrajne wobec siebie) tak naprawde nie szanuje dziecka jako rozumnej
    jednostki. I nie daje mu prawa do posiadania wlasnego rozumu.

    No i trzecia grupa - rodzic traktujacy swoje dziecko z szacunkiem. Widze po
    znajomych, ze tacy maja naprawde fajne dzieci. Ale traktuja je NORMALNIE. A
    dzieci nie maja powodu do buntu. W takich rodzinach kwestia tego, ze dziecko nie
    chce zalozyc kurteczki na spacerze nie urasta do rangi dramatu i proby sil.
    Acha, nie chcesz kurtki? OK. Na wszelki wypadek wezme, jakbys chcial pozniej to
    powiedz, to Ci dam. End of story. Wilk syty i owca cala, a dziecko nie musi
    marznac i oddawac zycia w obronie swego honoru, bo zwyczajnie poprosi o kurtke
    jak bedzie mu zimno bez poczucia, ze oto ponioslo kleske w starciu z rodzicem.
  • srebrnarybka 07.08.09, 08:43
    Miło mi, że mnie wspierasz, ale niestety obawiam się, że jestesmy w
    mniejszości. Idea, by trakować dziecko poważnie, nie jest zbyt
    popularna. Co do modeli, które opisałaś - pełna zgoda, z tym, żę
    zauważma jeszcze jeden: mieszankę modeli i 2. Tzn. jak rodzice mają
    ochotę pobawić się dzieckiem, to jest ono ukochanym aniołkiem,
    gwiazdeczką, złotkiem etc. Po czym, jak im mija, to wracają do
    modeli nr 1. Bo generalnie istotą obu modeli jest to, że dziecka nie
    traktuje się jak człowieka. A maskotki czasmai się nudzą.
    Najgorsze jest to, że możemy sobie pisać do upojenia. Foremki, które
    prosiły o radę, nic nie zrozumiały i wymiękły i dalej ruszą
    poskramiać swoje anołki/diabłeki. A Tobie polecam w ramach
    odprężęnia nowelkę Boccaccia o poskarmianiu diabła (DEkameron,
    nowelka pt. Diabeł i pieekło). Tylko nie czytaj jej dziecku.
    Pozdrawiam
  • lena.111 07.08.09, 08:46
    Druga grupa, to przegiecie w druga strone - rodzic typu "aniolku
    kochany, masz
    > tu soczek kochanie, och jak ja Cie kocham, tak Cie kocham, ze
    chyba Cie udusze
    > z
    > tej milosci". Dziecko w takim modelu traktowane jest jaka troche
    malo rozumna
    > maskotka. Rodzic nie zauwaza, ze dziecko to myslace stworzenie.
    >
    > W obu grupach ulubionym zajeciem dzieci jest BUNT. Bo zaden z tych
    modeli (choc
    > sa skrajne wobec siebie) tak naprawde nie szanuje dziecka jako
    rozumnej
    > jednostki. I nie daje mu prawa do posiadania wlasnego rozumu.

    Naprawdę nie mieści mi się to w głowie jak można rodzica- który
    zwraca się z czułością do małego dziecka- w ten sposób
    zaszeregować? Myślę,że to tego potrzebna jest bardziej wnikliwa
    obserwacja. Według tego modelu wszystkie rodziny jakie znam ( a
    uwierz mi w swojej pracy mam z nimi sporo do czynienia) to rodziny,
    które nie szanują swoich dzieci. Nie jestem wcale
    zwolenniczką "ciuciania" i jak np. podaje ten sok (z przykładu) to
    po prostu stwierdzam "proszę, mówiłaś JULECZKO, że chce Ci się pić"
    I co, to ,że zdrobniłam jej imie to oznaka braku szacunku z mojej
    strony? nie sądze. Jeszcze jedno- mam starszą córkę (8 lat) i ona
    zdrabnianie swojego imienia traktuje jako między innymi przejaw
    mojej miłości(piszę między innymi bo zaraz się posypie, że tylko tak
    okazuję miłość swoim dzieciom smile. Ja równiez nie mam z tym problemu
    i lubię gdy mąż czy inne bliskie mi osoby zdrabniają moje imie i
    czuło się do mnie zwracają, i nie czuję się wcale,żeby mnie olewali.
  • lena.111 07.08.09, 09:04
    Aaaa... i jeszcze jedno. Oczywiście zgadzam się z Tobą D.o.s.i.a ,
    że tego typu modele rodzin istnieją ( sama się o nich na studiach
    uczyłam smile), ale też uważam, że aby się już "zakwalifikować" do
    owej grupy to trzeba ju skrajnie "aniołkować" swoim dzieciom (czyli
    po prostu "słodycz" na każdym kroku) A mój przypadek czy pewnie 90%
    tego forum do tych skrajności sie nie zalicza.Pozdrawiam
  • d.o.s.i.a 07.08.09, 09:08
    Czy masz w takim razie inne wytlumaczenie na "nieracjonalne" zachowania swojej
    corki?
  • d.o.s.i.a 07.08.09, 09:07
    Leno. Ale to naprawde nie chodzi o to, ze nie wolno do dziecka zwracac sie
    pieszczotliwie. Ze nie mozna zdrobnic imienia. Kurcze, przeciez miedzy doroslymi
    tez to funkcjonuje. Chodzi o to, zeby wiedziec kiedy sie to robi. Zeby nie
    ciumkac dziecku bezprzytomnie i non stop. Zeby nie chodzic za nim i nie
    przytakiwac "ale sie slicznie ubrales, brawo, oj jaki piekny chlopczyk, oj jak
    sie ladnie bawisz sloneczko, ojej jaka mamusia jest dumna ze swojego aniolka".
    Zeby nie odpowiadac np. dziecku mowiacemu cos z przejeciem "tak, tak Juleczko, a
    mamusia Ci juz obiadek przygotuje, tak aniolku Ty moj kochany". Znac proporcje!
    Widocznie zle to opisuje, ale naprawde nie chodzi mi tu tylko o zdrobnianie.
    Raczej o caloksztalt zwracania sie do dziecka - ton, tresc. Uzywajmy zdrobnien,
    ale niech reszta wypowiedzi bedzie powazna, bez tej nadmiernej pieszczoty.

    Widzisz. Przepraszam, ze sie czepie, ale nawet ten tekst "proszę, mówiłaś
    JULECZKO, że chce Ci się pić" mnie wkurzyl smile Ja mam ochote tupnac noga i
    powiedziec "wcale nie mowilaaaaaaaaam!". Bo to zdanie samo w sobie jest
    protekcjonalne i sztuczne. Na zasadzie "dobra maskotka, ladnie dziecko
    poprosilo, oto prosze Twoja woda, o widzisz jak mamusia ladnie do Ciebie mowi".
    Dla mnie naprawde nie jest to jezyk dla dziecka. Jest sztuczny po prostu.
    Dlaczego nie dac wody i bez zbednego komentarza, NORMALNYM tonem powiedziec
    "prosze Juleczko, Twoja woda". I tyle. Dziecku wystarczy samo zdrobnienie, nie
    musi tego uslyszec slodkim glosikiem mamusi.
  • lena.111 07.08.09, 09:43
    Widzisz. Przepraszam, ze sie czepie, ale nawet ten tekst "proszę,
    mówiłaś
    > JULECZKO, że chce Ci się pić" mnie wkurzyl smile Ja mam ochote tupnac
    noga i
    > powiedziec "wcale nie mowilaaaaaaaaam!". Bo to zdanie samo w sobie
    jest
    > protekcjonalne i sztuczne. Na zasadzie "dobra maskotka, ladnie
    dziecko
    > poprosilo, oto prosze Twoja woda, o widzisz jak mamusia ladnie do
    Ciebie mowi".
    > Dla mnie naprawde nie jest to jezyk dla dziecka. Jest sztuczny po
    prostu.
    > Dlaczego nie dac wody i bez zbednego komentarza, NORMALNYM tonem
    powiedziec
    > "prosze Juleczko, Twoja woda". I tyle. Dziecku wystarczy samo
    zdrobnienie, nie
    > musi tego uslyszec slodkim glosikiem mamusi.

    A wiesz, że tu się zTobą zgadzamsmile też mnie wkurza ta forma :
    mówiłaś, prosiłaś itp., ale pani psycholog stwierdziła, że
    taki "tekst" lepiej do niej trafi smile ja lubię formę " siadaj Jula,
    jest obiad" czy po prostu "chodź na obiad" a nie "mówiłaś, że jesteś
    głodna więc chodź na obiad". Szczerze mówiąc jak bym do niej
    niepowiedziała ona idzie na ten obiad, ale faktycznie dla mnie ta
    forma jest b. sztuczna.

    P.s na jakiej podstawie stwierdzasz, że ja ciumkam dziecku non-
    stop?smile Też mnie to wkurza , a widzę czesto u mojej koleżanki,
    która wita swoje dziecko jak przychodzi po nie do przedszkola (
    oczywiście usta w dziubek) "uuuuu moja majutka dzieczynka, cio
    jadła, śpało moje śłonećko" Krew zalewa smile

  • srebrnarybka 07.08.09, 09:09
    Kochana, sama opisałaś, jak olałaś opowiadanie córki o lalkach-
    kobietkach, przerywająć jej czułym i infantylnym okrzykiem, bo Ty
    miałaś ochotę okazać jej czułość, a ona chciała w tym momencie,
    żebyś jej wysłuchała. Nie została wysłuchana, tylko potraktowana jak
    przytulak i dlatego wybuchła. To Ty miałaś potrzebę przytulanki, nie
    ona. Tłumaczymy Ci to od wieczora, ale Ty wolisz traktować swoje
    dziecko z jednej strony jak eterycznego aniołka, z drugiej - jak
    bezrozumną idiotkę, która drze się niewiadomo czego, chociaż powód
    widoczny, jak na dłoni. Jeśli będziesz ją tak dalej traktowała,
    będzie wybuchać, bo ona chce być wysłuchana, a nie tylko głaskana.
    Cała dyskusja dowodzi, że nie potrafisz dostrzec potrzeb Twojej
    córki, jeśli one nie są zbieżne z Twoimi. Jeśli córka ma ochotę się
    przytulić i nazywa siebie aniołkiem, to OK, bo to lubisz. Ale
    wysłuchać ważnej rzeczy, którą dziecko ma Ci do opowiedzenia i z
    której jest dumne - w życiu, bo Ty nie odczuwasz takiej potrzeby.
    Wcale się nie dziwię Twojej córce.
  • d.o.s.i.a 06.08.09, 17:02
    Srebrnarybko. Doskonale opisujesz to co i ja czuje. Moj ojciec
    odzywal sie do mnie tylko i wylacznie per "dziecko". "Dzieckiem"
    jestem do tej pory. I nawet teraz, gdy mam 30 pare lat, potrafi mnie
    to wyprowadzic z rownowagi, do tego stopnia, ze normalnie jak
    dziecko... tupie ze zlosci. Pamietam, gdy majac lat 20 pare zrobilam
    mu karczemna awanture z tego powodu. Pierwszy raz wtedy w jego
    obecnosci uzylam przeklenstw. Byl to wyraz bezsilnosci i niezgody na
    to, ze nie traktuje mnie jako NORMALNA osobe. On pewnie pomyslal, ze
    jestem rozwydrzona, niezrownowazona malolata, a dla mnie to byla
    walka po prostu.

    Jestem wyczulona na te kwestie. Dzieci trzeba traktowac jako rownych
    sobie, a nie infantylne przyglupy. Az tyle i tylko tyle. Dziecko sie
    za to potrafi doskonale odwdzieczyc.

    Ja tez zauwazylam w postach Leny ta maniere "coreczka, kobietka"
    itp. itd. I absolutnie nie dziwie sie, ze corka reaguje w taki
    sposob.
  • mama_biedronki 07.08.09, 12:54
    A wyjaśnij mi może, srebrnarybko, co to znaczy "napisałam ci z
    perspektywy dziecka"?? Od kiedy to masz monopol na znajomość
    perspektywy dzieci? Dziecko dziecku nierówne, a o perspektywie córki
    leny czy mojej możesz się wypowiadać wyłącznie w niewiele znaczących
    ogólnikach. Piszesz wyłącznie ze SWOJEJ WŁASNEJ perspektywy jako
    dziecka i to jak sama twierdzisz nieco skrzywionej traumą po takich
    a nie innych układach z ojcem
  • kura17 07.08.09, 13:02
    alez oczywiste jest, ze ona napisala z WLASNEJ perspektywy.
    niemniej jesdnak z wlasnej perspektywy DZIECKA.
    czyli pokazala, jak dziecko Lenki MOZE sie czuc.
    oczywiscie nie musi, ale moze.

    wiec czemu nie sprobowac popatrzyc na to z tej strony?
    przeciez Rybka i Dosia nie proponuja jakis radykalnych, nieodwracalnych srodkow
    (typu wszczepienie chipa, czy srodku uspokajajace dla dziecka wink). a raczej
    modyfikacje zachowania rodzicow. moze warto sie zastanowic i sprobowac? moze
    utrafily w sedno i bedzie poprawa? a jesli nie, jesli bedzie widac, ze nie tedy
    droga, to zawsze mozna dzialan zaniechac, nic sie nie stanie!

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • srebrnarybka 07.08.09, 13:04
    Napisałam, jak odczuwałam te sprawy jako dziecko. Ponieważ córka
    Leny reaguje podobnie na podobne zachowania, a nie ma innego pomysłu
    na wyjaśnienie tych zachowań, warto rozważyć, czy nie kieruje się
    tymi samymi motywami? Chyba lepiej przynajmniej to rozważyć, niż z
    góry założyć, że ma wybuchy złości, bo jest nierozsądnym diablątkiem.
  • morekac 06.08.09, 15:18
    Myślę, że powinnać zacząc jej uczucia i nazywać je po imieniu...
    twoja córka nie jest ani aniołkiem, ani diablątkiem, jest po prostu
    dzieckiem, które ma problem z wyrażaniem swoich emocji. Dzieci też
    mają swoje problemy, swoje emocje i czasami mają gorsze dni, a
    czasami lepsze. Popatrz na to z tej strony...
  • srebrnarybka 06.08.09, 15:49
    O to mi właśnie chodzi. Bardzo mądry post.
  • morekac 06.08.09, 16:13
    Tylko najgorsze jest to, że póki wrzeszczy, nie można z delikwentem
    porozmawiac, bo się nie słyszy własnych myśli... Wtedy trzeba sobie
    czasowo amputować empatię i wszelkie uczucia wobec wyjca (łącznie z
    chęcią popełnienia zbrodni w afekcie bądź też dokonania
    spektakularnego harakiri - nie łudźmy się, tu często obie strony
    mają zamiłowanie do efektów dramatycznych...), a dopiero po
    uspokojeniu się (najczęściej obu stron) można zacząć rozmawiać.
    A moja wrzaskula jest "niegrzeczna" kiedy jest zmęczona, głodna,
    źle się czuje albo tęskni, miała zły dzień w szkole (bo np.
    pokłóciła się z najlepszą przyjaciółką albo pani
    postawiła 'niesprawiedliwą' ocenę).
  • lena.111 06.08.09, 16:29
    Ok, teraz wyszło na to, że nie potrafię zwracać się do dziecka po
    prostu po imieniu ( Raz nazwałam ją tylko tą kobietką, ale to nie o
    to chodzi)Otóż zawsze mówię do niej po imieniu albo po prostu
    aniołku i myślę, że ona to lubi, ale jak ma akurat focha to wkurzyją
    że powiedziałam do niej "Julka" a nie "Jula". Myślę więc że nie ma
    tutaj problemu ze zwracaniem się do niej. Dla niej problemem jest
    też gdy np usiąde na fotelu a ona chciała ,żebym usiadła na kanapie.
    Ciekawa jestem do czego ten przypadek podporządkujecie? Że nie
    kieruje się potrzebami dziecka?
    Ps. To miało być "córka" a nie "córa" ale moja Juleczka właśnie
    ostro mnie potrząsała za ramię bo chciała, żebym stała a nie
    siedziała, i po prostu zjadłam literę. Pozdrawiam
  • morekac 06.08.09, 16:48
    Próbowałas kiedyś dociec dlaczego nie możesz nazywac jej Julka bądź
    siedzieć w tym fotelu?
  • lena.111 06.08.09, 17:48
    morekac napisała:

    > Próbowałas kiedyś dociec dlaczego nie możesz nazywac jej Julka
    bądź
    > siedzieć w tym fotelu?


    Ależ mogę, tylkoze np za 5min to w tej chwili wywoła to u niej
    nielada agresje smile jak np to, że ta bułeczka jest bardziej okrągła
    a ona chciała bardziej płaską, czy ,że kwiatek ma 2 listki a ona
    chciała, żeby miał 3 itp. itd
    Mam nadzieje,że już rozumiecie o co tu chodzi? Upaaarrrtttaaa jest i
    tylesmile
  • d.o.s.i.a 06.08.09, 17:58
    Jak dla Twoja corka wykazuje objawy dziecka, ktore w normalnym zyciu
    ma niewiele do powiedzenia w wazniejszych sprawach. Takich, ktore
    dla niej, jako dziecka, sa juz na tyle wazne, zeby mogla wyrazic o
    nich swoj poglad i zostac wysluchana bez protekcjonalneo
    potakiwania "tak, tak, aniolku, mamusia Cie slucha, oczywiscie
    skarbie".

    Z braku laku corka wyraza te poglady w sprawach malych i
    nieistotnych, w sposob taki, aby zaznaczyc swoja "waznosc". Daj jej
    odczuc, ze traktujesz ja jako rownorzednego partnera, rozmawiaj
    normalnym tonem, bez aniolkowania, Julkowania i przytakiwania.
  • d.o.s.i.a 06.08.09, 17:05
    No i widzisz. Znowu "Juleczka"...
  • d.o.s.i.a 06.08.09, 17:09
    Leno. Czy pytalas kiedys corke jak chce byc nazywana? Czy lubi gdy
    zwracasz sie do niej per aniolku? Daje sobie reke uciac, ze nie
    cierpi tego smile
  • lena.111 06.08.09, 17:43
    d.o.s.i.a napisała:

    > Leno. Czy pytalas kiedys corke jak chce byc nazywana? Czy lubi gdy
    > zwracasz sie do niej per aniolku? Daje sobie reke uciac, ze nie
    > cierpi tego smile

    Ona uwielbia być Juleczką! Sama tak o sobie mówi jak ją ktoś pyta
    jak ma na imię smileA co do aniołka to jak chce sie poprzytulać to
    podchodzi do mnie i mówi "jestem twoim aniołkiem"
    tu na prawdę nie ma problemu w tym jak do niej mówię. Gdybym
    wiedziała, że taką dysksję wywoła ta "kobietka" to ugryzłabym się w
    języksmile Chciałam Wam tylko pokazać że moją córkę potrafi
    doprowadzić do szału taka błahostka.
    A czemu nie mogę siedzieć na fotelu tylko na kanapie to już nie
    wiem smile Jak już po awanturze jej o to zapytam to odpowiada,że np
    swędziała ją noga i dlatego, a więc sama nie wie dlaczego.
    No cóż trudne to moje dziecie, ale kocham je ponad wszystko na
    świecie smile
  • d.o.s.i.a 06.08.09, 18:09
    > tu na prawdę nie ma problemu w tym jak do niej mówię. Gdybym
    > wiedziała, że taką dysksję wywoła ta "kobietka" to ugryzłabym się
    w języksmile

    To jeszcze raz ja smile Sorki, ze mimo wszystko sie uwiesze tej
    sytuacji z kobietka, ale to jest wydaje mi sie dobry przyklad, zeby
    pokazac Ci w jakich sytuacjach mozesz "czynic zle" i w ktorych
    mozesz sie spodziewac takiego wybuchu...

    Otoz, widzisz, rozmawiacie sobie powaznie z corka na temat tych
    kobietkowych spraw. Corka bierze to na serio, rozmowa jest powazna z
    jej punktu widzenia, nastepuje "dorosla" wymiana pogladow i... nagle
    Ty wypadasz z infantylnym (sorki, ale tak jest smile) "jestes moja
    najukochansza kobietka". Jednym takim zdaniem przekreslasz "powage"
    sytuacji. Mam nadzieje, ze wiesz o co mi chodzi?

    To nie chodzi o to, ze w ogole masz nie aniolkowac corce, ale o to,
    zebys umiala wyczuc moment. Jezeli corka podchodzi i mowi "jestem
    Twoim malym aniolkiem" to znaczy, ze ona jest w fazie aniolkowania i
    Ty mozesz poaniolkowac z nia. Ale jezeli jest powazna i rozmowa
    toczy sie wokol czegos powazniejszego, albo w ogole zycie sie
    normalnie toczy, to wtedy ton i zwroty musza byc odpowiednio
    powazne. Mam nadzieje, ze sie zrozumiale wyrazilam.
  • lena.111 06.08.09, 19:18
    Otoz, widzisz, rozmawiacie sobie powaznie z corka na temat tych
    > kobietkowych spraw. Corka bierze to na serio, rozmowa jest powazna
    z
    > jej punktu widzenia, nastepuje "dorosla" wymiana pogladow i...
    nagle
    > Ty wypadasz z infantylnym (sorki, ale tak jest smile) "jestes moja
    > najukochansza kobietka". Jednym takim zdaniem
    przekreslasz "powage"
    > sytuacji. Mam nadzieje, ze wiesz o co mi chodzi?

    wiem, wiem smileRozumię też ,że w niktórych domach/rodzinach to
    naprawdę jest problem (nie wyobrażam sobie mówc do dziecka "córko"
    czy jakoś tak smile) To ja może dokładnie opowiem Wam tą sytuację z tą
    nieszczęsną kobietką smile
    Jula przyniosła lalki i je układa, że ta taka ta owaka a ta jest jak
    najukochańsza kobietka. No i tak mi się już wyrwało, że dla mnie to
    ona jest tą najukochańszą kobietką. to był taki impuls,chwila smile
    Powiem Wam jeszcze dziewczyny, że byłam przed chwilą z nią na
    spacerku i sama zwróciłam uwagę ,że zwróciłam się do niej chyba w 20
    formach począwszy od Julki poprzez Juleczke, Julie, Julcyka a
    skończywszy na aniołku smile Bawiłyśmy się zresztą świetnie smile Tak,że
    dziewczyny możecie spać spokojnie bo na pewno swojej córki
    infantylnie nie traktujęsmile Ale dziękuję za odzew.
    Tak na marginesie to moja Jula dzisiaj w świetnym humorze, na
    wszystko dziś znajdujemy "złoty środek" to i mama humorem tryskasmile
    Pozdrawiam.
  • srebrnarybka 06.08.09, 20:08
    nie wyobrażam sobie mówc do dziecka "córko"
    > czy jakoś tak

    - i słusznie. Twoja córka ma imię i najwłaściwiej jest do niej
    zwracać się po imieniu. Szanujesz w tens sposób jej indywidualność i
    osobowość. Natomiast do osób, które jej nie znają, mówisz "córka", a
    nie "aniołek" albo "diablątko". Bo "córka" to określenie stopnia
    pokrewieństwa między LUDŹMI, a aniołki etc. to infantylne
    określenia, które mają być pseudoczułością.


    Jula przyniosła lalki i je układa, że ta taka ta owaka a ta jest jak
    > najukochańsza kobietka. No i tak mi się już wyrwało, że dla mnie
    to
    > ona jest tą najukochańszą kobietką. to był taki impuls,chwila smile

    - no i właśnie Dosi o to chodziło. Córka opowiada Ci z przejęciem
    coś, co sama wymyśliła, to jest dla niej ważne, chciała Ci to
    dokładnie i do końca opowiedzieć. I Ty przerywasz jej infantylną
    pseudopieszczotą, bo masz impuls. I kto tu nie panuje nad sobą: Ty
    czy ona? To Ty nie zapanowałaś nad swoim impulsem i nie pozwoliłaś
    córce dokończyć tego, co chciała Ci opowiedzieć i co było dla niej
    ważne. Pokazałaś jej, że jej zabawa, jej pomysł, jej dzieło, jej
    dokonania nie są dla Ciebie ważne. Nie interesuje Ciebie, co ona
    wymyśliła, czyli jej osobowość, tylko traktujesz ją jak maskotkę.
    Każdy by się wściekł.

    byłam przed chwilą z nią na
    > spacerku

    na pewno swojej córki
    > infantylnie nie traktuję

    Czyżby? A na czym byłaś? Z mężem też chodzisz na spacerki?

  • srebrnarybka 06.08.09, 21:30
    Wracając do sytuacji z kobietką, bo ona modelowo pokazuje, o co
    chodzi. Wyobraź sobie, że opowiadasz mężowi o czymś, co dla Ciebie
    niesłychanie ważne: problemy w pracy albo może w pracy dokonałaś
    czegoś bardzo ważnego i jest to wielkie osiągnięcie, obejrzałaś
    film, który Cię poruszył albo przeczytałaś mądrą książkę, którą
    chcesz z mężem przedystkuować, nurtują Cię sprawy Waszych wspólnych
    przyjaciół, chcesz rozmawiać o operze, polityce, jeździe figurowej,
    planach budowy metra, globalnym ociepleniu albo obyczajach
    szympansów, nie wiem, jaki jest Twój zawód i hobby, w każdym razie
    opowiadasz rzecz ważną dla Ciebie i zrozumiałą dla męża (zakładam,
    że będąc fizykiem jądrowym nie opowiadasz mężowi-humaniście o
    protonach, chociaż humanista mąż fizyczki jądrowj powinien choć
    trochę zainteresować się protonami) i mąż nie pozwala Ci dokończyć,
    tylko przytula i całuje, bo ma taki impuls. A Ty akurat nie miałaś
    ochoty w tym momencie się całować, tylko podzielić z nim tym, co
    przeżywasz. I co? Nie poczułabyś się olana?
    Pomyśl sobie, jak gigantyczny wysiłek umysłowy wykonała Twoja córka,
    by ponazywać te lalki, jak pracowała jej wyobraźnia, jak była z
    siebie dumna i jak bardzo chciała się tym z Tobą podzielić. I co?
    Olałaś jej pomysł i jej lalki, bo miałaś impuls. Doprawdy nie wiem,
    która z Was jest bardziej nieprzewidywalnym i dzikimi diabełkiem.
  • lena.111 06.08.09, 22:09
    Pomyśl sobie, jak gigantyczny wysiłek umysłowy wykonała Twoja córka,
    > by ponazywać te lalki, jak pracowała jej wyobraźnia, jak była z
    > siebie dumna i jak bardzo chciała się tym z Tobą podzielić. I co?
    > Olałaś jej pomysł i jej lalki, bo miałaś impuls. Doprawdy nie
    wiem,
    > która z Was jest bardziej nieprzewidywalnym i dzikimi diabełkiem.

    Dobrze, niech będzie już tak jak Ty to widzisz. Jestem dzikim
    diablątkiem i traktuję moje dziecko infantylnie, olewam je bo piszę,
    że byłam z mała córeczką na spacerku a nie z córką na spacerze smile
    Naprawde nie mam już sił, żeby z Tobą dyskutować na ten temat. Ty
    wiesz swojja swoje i niech tak zostanie smile
  • srebrnarybka 06.08.09, 23:05
    Nie musisz ze mną dyskutować. Będziesz do dziecka zwracała się, jak
    sprawia Ci przyjemność i traktowała je, jak chcesz. A skutki będą
    takie, jak piszę. No, i za 40 lat ono może napisać taki sam post, o
    ile wtedy jeszcze będzie się pisywało posty. Ale Twoje dziecko,
    Twoja sprawa.
  • mama_biedronki 07.08.09, 15:43
    Przepraszam, że ja tu machnę wszystko naraz, ale bujnie się
    rozkrzewia ta dyskusja a nie chce mi się skakać po wszystkich
    gałęziach.
    Wydaje mi się, że więcej dzieci cierpi na niedostatek czułości w
    wychowaniu, niż na jej nadmiar, i nic w tym złego, że z dzieckiem
    pójdę na spacerek czy dam mu zupkę. Wszystkiego w umiarze i
    stosownie do chwili. Z mężem też chadzam na spacerki i trzymamy się
    za rączki smile
    Nie cieciam się, nie ścielę córce do stóp, a to, że ją nazwę
    aniołkiem czy kochanym pomocnikiem nie jest zamachem na jej godność
    osobistą tudzież brakiem szacunku. Choć oczywiście rozumiem, że w
    kolczastym nastroju mi odpali, że nie jest niczym takim. Równie
    często jak po imieniu, czy słoneczkiem, nazywam ją córką, tak samo
    jak do mojej mamy zwracam się na ogół per matko. I tak wcale nie
    jest lepiej czy gorzej niż mamusiu/córuniu.
    Nie ma to bynajmniej zabrzmieć obraźliwie, ale, srebrnarybko,
    strasznie teoretyzujesz i jestes pryncypialna do bólu. Większość
    tego co piszesz się czyta jak bryk z podstaw psychologii a nie jak
    przemyślenia czy osobiste doświadczenia matki.
  • d.o.s.i.a 07.08.09, 16:17
    > aniołkiem czy kochanym pomocnikiem nie jest zamachem na jej
    godność
    > osobistą tudzież brakiem szacunku.

    Alez nikt Cie o to nie podejrzewa! Pisalysmy tu o konkretnych
    sytuacjach, mowiac co NAM SIE WYDAJE moglo pojsc w nich nie tak. W
    konkretnych sytuacjach (sytuacja z "kochanym pomocnikiem", nie takim
    co trzeba kwiatkiem oraz "mala kobietka"). Jezeli nie przeszkadza
    Ci, ze w "kolczastym nastroju" dziecko odpali, ze nie jest mala
    kobietka mamy, czy kochanym pomocnikiem (swoja droga glupie
    wyrazenie) to nie ma problemu, prawda?

    W sprawie z kurtka napisalam najlepiej jak umialam co JA bym w
    takiej sytuacji robila, oraz dlaczego moim zdaniem nastapila
    eskalacja problemu i dlaczego w ogole nalezalo od poczatku reagowac
    na problem inaczej. Masz prawo sie z ta "diagnoza" nie zgadzac i
    upierac sie przy tej kurtce i swoich metodach. Jesli znajdziesz
    przez to rozwiazanie to ok. Jezeli nie, zastanow sie w czym problem.
    Tylko tyle.

    Co do dzieci cierpiacych na niedostatek czulosci. Hmmm. Dzieci nie
    potrzebuja czulosci jako takiej, one potrzebuja zrozumienia i
    czulosci, z przewaga, smiem twierdzic, tego pierwszego. Nie
    potrzebuja ciumkania i cieciania, a zwyklej serdecznosci i
    przytulenia od czasu do czasu. Przyjazni ze strony rodzica. I to im
    w zupelnosci wystarczy. Nie musza byc nazywane "malymi kobietkami
    mamusi".

    Uwierz mi, ze znam pary, w ktorych wystepuje ciecianie w roznym
    stopniu natezenia. I te w ktorych ciecia i zdrobnia sie mniej (co
    nie oznacza malo czulosci dla dziecka) produkuja stabilniejsze,
    pewniejsze siebie dzieci. Nie wiem jak to jest. Po prostu wydaje mi
    sie, ze tacy ludzie sa na ogol sami bardziej stabilni emocjonalnie,
    nie potrzebuja tych wszystkich spacerkow, zupek, aniokow i ogolnie
    przymilania do dziecka, czy umierania z trwogi, bo wiaterek zawial i
    dziecko sie przeziebi itp. I dzieci tez maja stabilne.
  • mama_biedronki 07.08.09, 16:47
    Znaczy czekaj, czy ja dobrze rozumiem? jeżeli z dnia na dzień
    diametralnie zmieniła się pogoda, jest nie chłodno ale wręcz zimno,
    leje i wieje, a dziecko się upiera że skoro wczoraj było ciepło a w
    ogóle jest lato, to nie należy go przkonywać tylko pozwolić mu
    zmarznąć w ramach życiowej nauki? Przepraszam jesli przypisuję Ci
    opinie nie przez Ciebie wyrażone ale takie porady dominowały a już
    się trochę gubię co kto smile
    Osobiście też nie przepadam za ciecianiem, choć jak widać każda z
    nas co innego przez ciecianie rozumie. Ja akurat ani kochanego
    pomocnika ani małej kobietki za ciecianie nie uważam. Ot, zwyłe
    pieszczotliwe określenia. Prawie w każdym domu są jakieś słowa-
    klucze, utarte powiedzonka, prywatne, czasem durne do bólu, nazwy
    domowników, i to zarówno dorosłych, jak i dzieci. Nie wyklucza się
    to ani z przyjaźnią, ani ze zrozumieniem, ani z szacunkiem. A ja nie
    mam zamiaru uzurpować sobie prawa do wydawania sądów czy
    model "cieciający" czy "niecieciający" jest lepszy.

    > czy umierania z trwogi, bo wiaterek zawial i
    > dziecko sie przeziebi itp.
    a ten tekst bym nazwała brzydkim zagraniem gdybym sie miała czepiać


  • misiaczekmoj 08.08.09, 10:16
    Dzieci sa przekorne , wydaje mi sie ze sa bardziej przekorne gdy nie ufaja dostatecznie matce.
    Czy mozesz powiedziec czy dziecko Ci ufa?Pewnie nie zastanawialas sie bo zazwyczaj nie myslimy o tym.
    Popracuj nad zaufaniem swojego dziecka, a zobaczysz, ze juz nie bedzie trzeba usilnie dziecka prezkonywac.
  • mela-blonda 18.08.09, 14:07
    Bardzo chciałam przebrnąć przez cały wątek, ale na razie mi się nie
    udało. Ciekawie jest. Jestem matką dziecka 'wymagającego', nie
    nazywam go 'diablątkiem', bo pojęcie diabłów i aniołów jest mi
    dalekie, w przedszkolu nazywali go 'tygrysem'. Zdrabniam
    umiarkowanie. Wg podziału należę chyba do mieszanki grupy 3 z 2,
    cha cha cha, czy tak może być? Mój syn ma siedem lat przez które
    przeciągnął nas wzdłuż i wszerz, o mało co, a zostałby jedynakiem,
    bo myśleliśmy, że wszystkie dzieci są takie, czyli BARDZO
    ENERGOCHŁONNE. Na pewno po drodze popełniliśmy tysiące błędów, w
    sytuacjach ekstremalnych nerwy puszczają, ale nie dopuściliśmy się
    rzeczy niewybaczalnych. Z moich obserwacji wynika, że podobne
    dzieci potrzebują dużo ruchu, naprawdę dużo ruchu. Wiele problemów
    ze złością, nudą, czy nieposłuszeństwem znikają, gdy dziecko jest
    wybiegane, gdy ma co robić. My niestety mieszkamy w bloku, ale
    widzę, że wiele problemów uniknęlibyśmy, gdyby miał więcej
    przestrzeni. Ten typ potrzebuje dużo wolności i przestrzeni, dużo
    dziania się. Nie takich - pitu pitu - spacerków do parku lub po
    ziemniaki do warzywniaka, tylko dużo jazdy na rowerze, kopania w
    ogródku, wycieczek, itp itd. Niezła zadaniówka dla rodziców.
  • morekac 19.08.09, 00:26
    Super określenie: energochłonne...
  • mama_biedronki 19.08.09, 13:15
    Cóż, niektóre forumowiczki nie potrafią się powstrzymać od
    wpisywania komentarzy równie na temat co "wątek jest głupi a problem
    śmieszny". Takie zaśmiecanie wątku niestety zniechęca wiele osób i
    do lektury i do wypowiedzi smile
    Zgadzam się z Tobą, że "zmęczenie przeciwnika" bardzo pomaga przy,
    nazwijmy to, wymagających dzieciach. Ale zauważyłam też, że nasza
    córka kiedy ma za dużo atrakcji i jest przeczołgana robi się
    podwójnie nieznośna. Chyba najlepiej się sprawdza aktywna rutyna,
    widzę na przykład że teraz na wakacjach córce wyraźnie brakuje
    ustalonego rytmu przedszkola mimo że nie ma czasu się nudzić wink
  • srebrnarybka 07.08.09, 21:22
    srebrnarybko,
    > strasznie teoretyzujesz i jestes pryncypialna do bólu. Większość
    > tego co piszesz się czyta jak bryk z podstaw psychologii a nie jak
    > przemyślenia czy osobiste doświadczenia matki.

    - to, co piszę, to są przemyślenia CÓRKI. Mój ojciec zachowywał się
    przez całe moje życie dokłądnie tak, jak Wy, więc tłumaczę Wam, jak
    się czuje dziecko podobnie traktowane, bo dokładnie to pamiętam.
    Jestem pryncypialna do bólu, bo wiele bólu z tego powodu zaznałam i
    chciałabym oszczędzić go Waszym dzieciom. Nie jestem psychologiem z
    zawodu, podręczników psychologii nie czytuję i nie mam zbyt dobrego
    pojęcia o psychologach w ogóle, chociaż znam też chlubne wyjątki.
    To, co piszę, to moje osobiste przmyślenia.

    Dodam do sprawy jeszcze jeden szczegół. Te różne aniołki i
    skarbeczki drażniły mnie jeszcze z jednego powodu: z racji swojej
    konwencjonalności. Doskonale wiedziałam, że tak można zwrócić się do
    dowolnej osoby, bo aniołek czy skarbeczek to frazes (to słowo
    poznałam dość szybko, moi rodzice oboje są polonistami, więc pojęcia
    związane z językiem znałąm dość wcześnie). Można wobec tego nazwać
    aniołkiem osobę, której się kompletnie nie zna. I tak było w naszym
    przypadku. Szczytem wszystkiego, którego nie zapomnę, były życzenia,
    które ojciec złożył mi bodaj na 17te urodziny. "Wszystkie
    najlepszego, mój skarbeczku, moja ukochana 16latko".
    Złożył życzenia, używając czułych frazesów, a nie raczył się nawet
    dowiedzieć, ile lat ma jego córka, z którą mieszkał pod jednym
    dachem i wbrew pozorom spędzał sporo czasu.

    I tu zgodzę się z tym, co napisała Dosia w odpowiedzi na Twój post.
    Moim zdaniem dzieci także potrzebują zrozumienia, a dopiero potem
    czułości. Bo czułość bez zrozumienia, jak opisana w tym przypadku,
    jest psu na budę. I wrócę z uporem maniaka: klasycznym przykładem
    czułości bez zrozumienia była historia z najukochańszą kobietką.
    Córka Leny chciała jej opowiedzieć o lalkach, być wysłuchana. Lena
    dała jej sygnał, że sprawy ważne dla córki jej nie obchodzą, córka
    to dla niej przytulak, który też nie ma własnych zabaw i pomysłów.

    Przeraża mnie jeszcze jedno. Ja wielokrotnie prosiłam mojejgo ojca,
    by zmienił swój sposób zwracania się do mnie. I argumenty, których
    używał, były toczka w toczkę, jak Wasze. Uderz w stół, nożyce się
    odezwą.

    Oczywiście możesz uznać swoje dziecko za diablątko, Twoja sprawa.
    Ponieważ prosiłaś o radę, Dosia i ja napisałyśmy Ci, co myślimy.
    Uważasz, że nie mamy racji - trudno. Ale Ty nadal nie masz sposobu
    na wybuchy Twojej córki i nikt inny Ci go nie udzielił. Mogłoby Ci
    to dać do myślenia.
    Życzę dużo spokoju Twojej córce
  • lena.111 07.08.09, 22:48

    córka
    > to dla niej przytulak, który też nie ma własnych zabaw i pomysłów.

    Może Ty błaś przytulakiem dla własnego ojca bo na pewno nie moja
    ukochana córka dla mnie. Mam już dosyć tego, że tak mnie
    szufladkujesz. To, że Twój ojciec nie wiedział, które obchodzisz
    urodziny to chyba nie to samo, że nazwałam moją córkę kobietką. Po
    prostu wtedy wybuchła, tak jak czasem wybucha bo spinka inaczej
    przypięta ( chociaż identycznie). SZANUJE SWOJE DZIECKO I JEJ
    POTRZEBY.U nas w domu nie ma problemów ze zwracaniem się do siebie.
    Dziś np zwróciłam się do moich dziewczyn " laski,woda na kąpanie
    uszykowana" i co nie czuły się pokrzywdzone tylko obie ze śmiechem
    maszerowały powtarzając ze śmiechem "laski". Pewnie uznasz, że teraz
    jestem wulgarna i obraziłam swoje pociechy smile Znam swoje dzieci
    chyba lepiej niż Ty i uwierz mi to co jednemu przeszkadza innemu
    sprawia radość, a moje dziewczyny bardzo lubią to jak się do nich
    zwracam.Moje córki zawsze mogą na mnie liczyć i uwierz mi nie są dla
    mnie maskotkami.Starsza np pięknie śpiewa i osiąga sukcesy ale kiedy
    na jednym z występów podeszła do mnie i powiedziała "mamusiu wstydzę
    się, muszę dizś śpiewać?" odpowiedziałam jej, że oczywiście, że nie,
    że to miała być zabawa' nie przyszłyśmy tu żeby się stresowała tylko
    bawiła.Gdybym traktowała ja jak maskotkę pewnie tłumaczyłabym, że
    musi bo mama wtedy będzie dumna itp. Nie traktuje ich jak
    maskotek.Są dla mnie tak samo ważne kiedy zachowują się należycie
    (do wieku oczywiście) czy jak urzadzają histerię (tzn jedna bo druga
    nigdy tego nie czyniła)
    AAA... i jeszcze jedno : zwracając się do 17latki w ten sam sposób
    co do 4latki to może faktycznie brzmi troche sztucznie, ale wybacz
    nie będę mowić domałej dziewczynki (aczkolwiek bardzo ważnej) :
    Julio, umyj ręcę i zajmij miejsce przy stole bo będziemy teraz
    spożywać obiad"Wiem, że teraz trocghę przegięłam, ale uważam,że Ty
    tez przechylasz w jedną stronę aż do znudzenia.
    Ale Ty nadal nie masz sposobu
    > na wybuchy Twojej córki i nikt inny Ci go nie udzielił. Mogłoby Ci
    > to dać do myślenia.

    Owszem, ale Ty też jak chodziło o inny przykład niż ten z kobietką,
    nie umiałaś mi udzielić odpowiedzi dlaczego wybucha.

    Myślę, że pozostanę przy wskazówkach pani psycholog do której chodzę
    bo jej wskazówki sprawiają, że histerie są krótsze. a tak na
    marginesie- byłam u 3 psychologów i psychiatry i żadna z nich
    obserwując jak traktuje moje dziecko nie zarzuciła mi infantylności.
    a ja zawsze zachowuje się tak samo w stosunku do dzieci, nieważne
    czy zacisze domowe czy miejsce publiczne. Nienawidze łaśnie kiedy
    rodzice w miejscach publicznych wołają do swich pociech w sposób
    przesłodzony, żeby to pokazać jacy to oni wspaniali rodzice a dzieci
    och,ach a w czterech ścianach wyzywają niestosownymi epitetami.
    Myślę, że to jest właśnie traktowanie dziecka jak maskotki. Ot i
    tyle!

  • srebrnarybka 08.08.09, 00:55
    1. Odpowiadasz dokładnie, jak mój ojciec, który też twierdził, że
    mnie nie traktuje, jak maskotki, że mnie bardzo szanuje, że jestem
    jego ukochaną córą (oczywiście nie córką), jego chlubą i dumą etc.
    Tylko nie rmieni sposobu zwracania się do mnie per aniołku, mimo, że
    mnie rzekomo kocha i nie powienien mi robić przykrości, bo uważa, że
    nie powinno mi to sprawiać przykrości. Bo on wie lepiej, co sprawia
    mi przykrość, a co nie, a moje odczucia go nie interesują (tego
    ostaniego zdania już nie wypowiadał, ale to logiczna konsekwencja).
    Mój ojciec też był całe życie przekonany, że zwraca się do mnie
    właściwie, a tylko ja jestem jakiś dziwadłem, któremu się to z
    niezrozumiałych przyczyn nie podoba i histeryzuję, nawet podejrzewał
    mnie o chorobę psychiczną.
    2. To, że Twój ojciec nie wiedział, które obchodzisz
    > urodziny to chyba nie to samo, że nazwałam moją córkę kobietką.
    To samo, raz jeszcze Ci powtarzam. Nie chodzi o to, jak ją nazwałaś,
    ale KIEDY. Chodzi o to, że opwiadanie o lalkach było dla niej tak
    samo ważne, jak dla mnie te urodziny. I tak, jak mojemu ojcu było
    wszystko jedno, czy pocałuje 16 czy 17 letniego aniołka, bo całował
    aniołka, a nie konkretną osobę, tak Tobie było wszystko jedno, co
    Twoja córka chce Ci powiedzieć o swoich lalkach, bo całowałaś
    przytulaka, którego dokonania się nie liczą. Dokładnie tak samo
    zlekceważyłaś jej OSOBĘ, jak ojciec moje 17 urodziny.
    3, U nas w domu nie ma problemów ze zwracaniem się do siebie.
    - przecież piszesz, że jest.
    4. Dziś np zwróciłam się do moich dziewczyn " laski,woda na kąpanie
    > uszykowana" i co nie czuły się pokrzywdzone tylko obie ze śmiechem
    > maszerowały powtarzając ze śmiechem "laski". Pewnie uznasz, że
    teraz
    > jestem wulgarna i obraziłam swoje pociechy
    Nie, to mi się akurat podoba, bo to był żart czytelny nawet dla
    4latki. Poza tym tak czy owak musiałaś je w tym momencie oderwać od
    ich zajęć, więc użyte określenie nie ma wielkiego znaczenia. Słowo
    laska jest dla mnie rubaszne, ale nie wulgarne, z pewnością mniej,
    niż popularne na tym forum cycusie.
    5. nie będę mowić domałej dziewczynki (aczkolwiek bardzo ważnej) :
    > Julio, umyj ręcę i zajmij miejsce przy stole bo będziemy teraz
    > spożywać obiad"
    - oczywiście, że nie, bo to brzmi równie sztucznie, jak: Juleczko,
    umyj rączki i usiądż na krzesełku przy stoliku, bo będziemu teraz
    jeść smaczny obiadek, który mamusia dla ciebie ugotowała. Wystarczy
    chyba powiedzieć: Julka, umyj ręce i siądź do stołu, bo będzie obiad.
    5. Znam swoje dzieci
    > chyba lepiej niż Ty i uwierz mi to co jednemu przeszkadza innemu
    > sprawia radość, a moje dziewczyny bardzo lubią to jak się do nich
    > zwracam.
    Oczywiście, że znasz lepiej swoje dzieci. Tylko dlaczego piszesz, że
    jesteś bezsilna wobec wybuchów Julii i nie chcesz rozważyć
    interpretacji, którą podsuwany Ci z Dosią? Jedynej, jaka została
    sformuowana. Zamiast uznać, że Twoja relacja wobec córki jest
    nieprawidłowa, wolisz uznać, że córka zachowuje się jak nierozumny
    diabełeK? Czy to jej jednak nie obraża?

    6. Ty też jak chodziło o inny przykład niż ten z kobietką,
    > nie umiałaś mi udzielić odpowiedzi dlaczego wybucha

    podałam Ci trzy możliwe interpretacj.

    7. pani psycholog do której chodzę
    > bo jej wskazówki sprawiają, że histerie są krótsze

    Dosia i ja podpowiadamy Ci, co jak eliminować powody histerii. Wtedy
    nie trzeba będzie histerii skracać.

    8. agresja, z jaką mi odpowiadasz, świadczy, że jest coś na rzeczy,
    tylko nie chcesz się do tego przyznać sama przed sobą. Przede mną
    nie musisz.
  • d.o.s.i.a 08.08.09, 02:17
    Leno. Mysle, ze wiele juz slow i interpretacji padlo, wiec nie ma sensu
    rozdzielac juz zapalki na czworo i po raz kolejny analizowac konkretnych
    sytuacji. Mysle, ze zarowno ja, jak i srebrna rybka opisalysmy Ci pewien
    mechanizm, ktory moze dzialac w przypadku Twojej corki. My nie mowimy, ze caly
    czas traktujesz corke zle, zle sie do niej odzywasz i ciagle do niej ciumkasz
    itp. Po raz ktorys pisze Ci, ze odnosilysmy sie tylko i wylacznie do sytuacji z
    kobietka i kochanym pomocnikiem (po drodze byla sytuacja z kwiatkiem, ale to juz
    zostawmy, bo jest troche inna). Ty uwazasz, ze zachowalas sie w porzadku i ze w
    zaden sposob nie powinno to corki dotykac. My twierdzimy, ze owszem, widocznie
    dotknelo, bo uwagi byly nie na miejscu, albo zbyt wypieszczone. W TYCH
    konkretnych sytuacjach. Napisalysmy, ze jesli takich sytuacji jest wiecej,
    ciumkanie zdarza sie w nieadekwatnych sytuacjach (nie wiemy czy tak jest,
    zgadujemy na podstawie przykladow, ktore podalas), to moze to powodowac agresje
    corki. Nie napisalysmy, ze absolutnie nie mozesz sie odezwac do corki
    zdrobniale. Ale ze na to musi byc odpowiedni czas i odpowiednie miejsce.

    Nie przyjmujesz do wiadomosci, ze corka wlasnie dlatego sie gniewala w tych
    DWOCH sytuacjach, bo odezwalas sie do niej zbyt spoufale i w ogole nie w
    temacie. Uwazasz, ze zachowalas sie normalnie, a corka niewlasciwie zareagowala.

    My nie znamy WSZYSTKICH Twoich interakcji z corka. Opisalas dwa przyklady,
    niezrozumialej Twoim zdaniem reakcji i oba te przyklady my zinterpretowalysmy
    jako zupelnie zrozumiale. Nie chcesz tej interpretacji przyjac. OK. Masz do tego
    prawo. Mimo wszystko mam nadzieje, ze w czyms Ci ta nasza "diagnoza" pomoze. Ze
    skloni choc do refleksji.

    Smutkiem napawa mnie fakt, ze przypisujesz corce cechy diablatka, uwazasz, ze
    przesadza w reakcjach i sa one nieracjonalne, ciagasz ja (czy siebie) po 3 (!)
    psychologach i psychiatrze, ale sama jestes tak uparta, ze nie starasz sie
    spojrzec krytyczniej na wlasne zachowanie. Dlaczego? Dla mnie TWOJE zachowanie
    jest nieracjonalne. Mam wrazenie, ze jestes troche slepa i troche glucha w tym
    swoim uporze. Bo nawet jesli nie mamy racji, Ty mozesz przeciez to sprawdzic w
    praktyce, prawda? Ale nie chcesz tego zrobic. Dlaczego? Bo jestes przekonana, ze
    masz racje. A moze jednak nie masz?

    Aha. Tekst o laskach absolutnie fajny. Humor, a nie przeslodycz. I o to chodzi.
    Dziewczynom sprawilo to radosc. Ale potrafie sobie wybrazic, ze na tekst
    "Juleczko, aniolku, mowilas, ze chcesz sie wykapac, mamusia nalala Ci wody"
    Juleczka dostaje spazmow i histerii. I na tym polega roznica.

    Skoro nie przekonuje Cie nasza "diagnoza" zrob prosze eksperyment. Na tydzien,
    na probe, wyzbadz sie wszystkich zbednych zdrobnien. Zero aniolka, kochanej
    Juleczki, kochanych pomocnikow, ukochanych kobietek mamusi, slodszego tonu.
    Przejdz na ton "laski, idziemy sie kapac", "Juleczko, prosze Twoja woda". Duzo
    Cie to nie bedzie kosztowac, prawda? Zobacz co sie stanie.
  • srebrnarybka 08.08.09, 09:36
    Dosia już to napisała, a wczoraj w nocy ja już też dobrze nie
    jarzyłam, ale jednak podkreślę: Jeżeli całkiem normalną 4 latkę
    zdążyłaś już zawlec do 3 psychologów i 1 psychiatry, a nie chcesz
    zwyczajnie wysłuchać, co ona ma Ci do powiedzenia, to się nie
    dziwię, że ona wybucha.
  • lena.111 08.08.09, 10:54
    Jeżeli całkiem normalną 4 latkę
    > zdążyłaś już zawlec do 3 psychologów i 1 psychiatry, a nie chcesz
    > zwyczajnie wysłuchać, co ona ma Ci do powiedzenia, to się nie
    > dziwię, że ona wybucha.

    nie zawlekłam tylko chodzimy na terapie. Byłyśmy u 3 ponieważ
    najpierw jedna pani poszła na macierzyńskie, druga nie umiała
    nawiązać kontaktu a 3 ma świetny kontakt z Julką i do niej też
    chodzimy. Jak już chcesz wiedzieć na psychologa namówiła mnie pani z
    poradni, która obserwowała moje dziecko w przedszkolu. Bardzo jestem
    jej za to wdzięczna bo dużo z tych wizyt wynoszę.Do psychiatry
    natomiast pani psycholog mówiła, że dobrze byłoby się udać celem
    kontroli.Na szczęście skończyło się na jednej wizycie.Jak słyszę
    teksty na cholere zaciągnęłaś dziecko do psychologa to wybacz ale
    zakrawa mi to na ciemnotę....
  • d.o.s.i.a 08.08.09, 11:19
    Oj Leno. Widze, ze jestes uparta. My nie mowimy, ze psycholog jest BE, ale
    ciaganie normalnej corki po psychologach to nie jest najlepszy pomysl w sytuacji
    gdy TY sama nie jestes w stanie przyjac do siebie ZADNEJ sugestii.
    Stan przed lustrem, spojrz sobie w oczy i zadaj sobie pytanie "czy na pewno mam
    racje".
  • lena.111 08.08.09, 12:17
    > Stan przed lustrem, spojrz sobie w oczy i zadaj sobie pytanie "czy
    na pewno mam
    > racje".

    oj wiesz mi,że mam sobie sporo do zarzucenia i jako matka i jako
    zona i jako córka. niejednokrotnie już przyznałam Wam racje z
    traktowaniem swoich dzieci infantylnie.Jak czytam teraz ten
    przykład z kobietką dochodzę do wniosku, że tak faktycznie możi i
    mógł być odebrany. Może powinnam też dopisać, że kiedy palnęłam o
    tej kobietce to Jula juz znudzona zerkała na serial, który oglądała
    babcia (musiała to być "Moda na sukces") i nie wiem czy chciałam ją
    odciągnąć od tego czy po prostu zagadać wyskoczyłam z tą kobietką.
    A co do srebrejrybki i jej relacji z ojcem to tak przegrzebałam w
    pamięci jak było u mnie. I powiem Wam, że ja z rozczuleniem patrzę
    jak mój mąż woła do córki; Kochanie co tam się dzisiaj nowego
    nauczyłaś, przynieś zeszyt może i ja się coś od ciebie nauczę? Mnie
    co najwyżej tata zapytał wieczorem "lekcje odrobione?" brakowało mi
    chyba tego ale traumy z tego powodu nie mam bo mój tata wylewny nie
    jestsmile Dalej tez tn sam mąż zapyta to swoje kochanie od tych
    lekcji " baby, wy mnie ogołocicie ze wszystkich pieniędzy" i jest
    wesoło, chyba, że akurat najmniejsza "baba" ma muchy w nosie to
    wrzeszczy " nie jestem babą ,jestem Juleczką", za 15 minut natomiast
    zaśmiewa się do łez kiedy tata mówi "dziołchy zejdźcie ze mnie bo
    bardzo utyłyściesmileI znów jest wesoło.

    Kolejny przykład z przedwczoraj bo wczoraj była "do rany przyłóż"
    Układamy puzzle razem, ale takie nie obrazkowe tylko kolor do koloru
    itp. No i ona stwierdza, że dzisiaj najlepiej kolory dobierze ona
    natomiat ja najlepiej złączam je razem smile No i ukladamy zielony do
    zielonego, różowy do różowego itd. Zabawa super. Na koniec ona bije
    brawo mi za to, że jestem najlepsza w złączaniu smile a ja jej za to
    że jest najlepsza w dobieraniu. Woła więc "hurra, hurra jeszcze raz
    dobrze?" Układamy, mamy poważny problem bo jeden element poleciał
    pod fotel, ale na szczęscie z zastosowaniem latarki udaje na się go
    znaleźć.Jest oczywiście bardzo dumna z siebie i mówi o sobie, że
    jest najlepszym znaleźaczem puzzli smileWszystko więc idzie jak
    należy , podaje mi różowy i nagle krzyczy "to nie jest ten różowy,
    nie taki miał być" Staram się więc tłumaczyć, że w pokoju byłyśmy
    tylko my a więc nikt go nie zabrał i nie podmienił.To nie działa,
    więc rzucam krótkie,ze jak się uspokoi to spróbujemy jeszcze raz
    zastanowić się co się stało z właściwym różowym. Płacze nie dłużej
    niż 3 min, podchodzi do mnie i mówi : wiesz mamusiu to był ten
    różowy tylko mnie akurat komar ugryzł i dlatego tak krzyczałam wiesz?
    Oczywiście w komara wierzę w najbardziej poważny mi sposób, później
    nawet razem na niego polujemy i znów puzzle ułożone jak należy.
    Pytam się teraz Was bo tu nie bardzo wiem czy dobrze robie :
    powinnam zająć się tym nieszczęsnym komarem (bardzo często tak jest)
    czy starać sie debatować nad tym " nie tym różowym?
  • srebrnarybka 08.08.09, 13:14
    Przykład z puzzlami i komarem właśnie wskazuje, że dziecko masz
    najzupełniej normalne. Nie było powodu do histerii i sama z siebie
    wyciszyła histerię po 3 min. 3 min. od czasu do czasu chyba można
    wytrzymać?
    A co do psychologów - warto radzić się psychologa w sytuacjach
    nietypowych. Ale Twoja córka reaguje zupełnie normalnie na brak
    zrozumienia, więc potrzebne jej większe zrozumienie, a nie psycholog.
    Cieszę się, że mimo ostrego tony wymiany zdać bierzesz nasze opinie
    pod uwagę. Może jednak na coś się prrzydadzą?
  • lena.111 08.08.09, 13:38
    > Cieszę się, że mimo ostrego tony wymiany zdać bierzesz nasze
    opinie
    > pod uwagę. Może jednak na coś się prrzydadzą?

    owszem biorę, bo uważam, że ule osób by nie "obejrzało"
    bądź "obczytałosmile " ( jedno ze słów mojej Julki) to każdy coś
    zauważy, jakiś szczegół, z którym ja mogę się zgodzić bądz nie smile

    > Przykład z puzzlami i komarem właśnie wskazuje, że dziecko masz
    > najzupełniej normalne.

    Nigdy nie twierdziłam inaczej.. Toże chodzę z nią psychologa nie
    uznacza, że uważam ja za nienormalną smile To właśnie psycholog
    nauczyła mnie takiej umiejętności jakowym jest obustronny kompromis
    czy empatii ( problem zaginionego puzzla, \chociaż gołym okiem było
    widać gdzie\ jest czy wstrętnego komara). A wsześniej miałam z tym
    problem. Kompromis owszem ale uważałam, że tylko z jej stronywink
    Czemu mam więc zrezygnować z czegoś co daje i mnie i mojej córce
    korzyści
  • lena.111 08.08.09, 14:19
    Aa i jeszccze jedno to, że mam czasem ostrą wymianę zdań z rozmówcą
    nie oznacza, że jest on nie warty dyskusji ze mną. Na tym właśnie
    polega dyskusjasmile czyż nie? Pozdrwawiam
  • mama_biedronki 10.08.09, 12:14
    > - to, co piszę, to są przemyślenia CÓRKI. Mój ojciec zachowywał
    się
    > przez całe moje życie dokłądnie tak, jak Wy, więc tłumaczę Wam,
    jak
    > się czuje dziecko podobnie traktowane, bo dokładnie to pamiętam.
    > Jestem pryncypialna do bólu, bo wiele bólu z tego powodu zaznałam

    No to wiele, srebrnarybko, wyjaśnia, tylko wydaje mi się, że się
    zagalopowujesz w tej swojej krucjacie w obronie naszych dzieci.
    Przeczytałam uważnie całą powyższą wymianę poglądów z leną.111 i
    pierwsze co mi się rzuciło w oczy to to, że obie z dosią zarzucacie
    lenie upór i nieumiejętność dopuszczenia odmiennych p-któw widzenia,
    a popełniacie dokładnie to samo. Trochę to trąci zadufaniem.
    Mój ojciec był człowiekiem astralnym, pasjonatem swojej pracy (czyt.
    kiedy drzwi sie za nim zamykały zapominał że ma dzieci smile) i kiedyś
    na przykład kupił mi komplet podręczników do klasy 6 kiedy ja akurat
    szłam do 7. Albo odesłał moich kolegów z kwitkiem, kiedy przez
    domofon zapytali o mnie używając oczywiście mojego imienia a nie
    zdrobnienia którym nazwywano mnie w domu. Ojciec stwierdził,
    że "taka tu nie mieszka", nie wiedział o kim oni mówią wink Zwracał
    się do mnie różnie, traktował mnie różnie i tu dochodzę do meritum:
    otóż moim zdaniem było to jak najbardziej normalne, nie tylko w
    stosunkach rodzic-dziecko, ale w ogóle międzyludzkich. Czy Ty jesteś
    pewna, że zawsze jesteś na tyle wyczulona na drugiego człowieka, że
    wiesz na pewno kiedy chce on pogadać poważnie, kiedy coś ma dla
    niego szczególne znaczenie? że zawsze reagujesz w tonie adekwatnym
    do sytuacji? że nie wyolbrzymiasz drobiazgów a nie lekceważysz
    rzeczy ważnych? Przecież nigdy nie wiesz co w drugim człowieku
    siedzi, a jeśli wiesz to tylko ci się wydaje. Tak samo bywa w
    stosunkach z dzieckiem. Może i lena zlekceważyła córkę w tej
    nieszczęsnej historii z kobietką, może, a raczej na pewno ja też
    czasem nie traktuję mojej córki z należytą powagą, jestem
    protekcjonalna czy powierzchowna, ale skąd ta wasza (przepraszam, że
    tak skaczę między osobami ale część moich uwag odnosi się też do
    postów dosi) niewzruszona pewność, że jest to źródłem opisanych
    problemów na naszymi córkami? Na iluż to rozhisteryzowanych
    uparciuchach wypróbowałyście wasze recepty wychowawcze?
    Żeby było jasne, nie odrzucam z góry waszych uwag i sugestii,
    wszystkie posty wątku przeczytałam z uwagą i dałym mi całkiem sporo
    materiału do przemyśleń. Ale to teatralne współczucie, srebrnarybko,
    jakie okazujesz córce leny a w domyśle wszystkim dzieciom
    popapranych wg Ciebie rodziców słabo się wpisuje w tonację rzeczowej
    dyskusji. Ja mam zamiar popracować nad sobą, nad swoimi relacjami z
    córką, a do dyskusji proponuję wrócić za jakiś czas.
  • srebrnarybka 10.08.09, 13:10
    Nie twierdzę, że nie może być innych przyczyn wybuchów złości
    Waszych córek. Stwierdzam tylko, i Wasze reakcje (Lena zresztą
    stwierdziła, że niektóre moje przemyślenia warto wziąć pod uwagę),
    podobne do reakcji mojego ojca upewniają mnie w przekonaniu, że
    bardzo trudno jest przyjąć do wiadomości podaną przez Dosię i przeze
    mnie przyczynę akich wybuchów i że rodzice mają tendencję do
    uważania zachowań dzieci za nieracjonalne, gdy one są całkowicie
    nieracjonalne.
    Przy okazji: mój ojciec był bardzo podobny do Twojego, a pisałaś, że
    jako dziecko też miałaś wybuchy złości, ale Cię utemperowano. Czy
    coś Ci to nie sugeruje? I czy nie lepiej byyłoby, żeby ojciec
    zamamiast Cię temperować po prostu włożył trochę wysiłku w to, by
    pamiętać, jak masz na imię i w której jesteś klasie? Może wtedy
    rzadziej wylewałabyś kompot wiśniowy na biały obrus?

    kiedyś
    > na przykład kupił mi komplet podręczników do klasy 6 kiedy ja
    akurat
    > szłam do 7. Albo odesłał moich kolegów z kwitkiem, kiedy przez
    > domofon zapytali o mnie używając oczywiście mojego imienia a nie
    > zdrobnienia którym nazwywano mnie w domu. Ojciec stwierdził,
    > że "taka tu nie mieszka", nie wiedział o kim oni mówią wink Zwracał
    > się do mnie różnie, traktował mnie różnie i tu dochodzę do
    meritum:
    > otóż moim zdaniem było to jak najbardziej normalne, nie tylko w
    > stosunkach rodzic-dziecko, ale w ogóle międzyludzkich.

    I do meritum: to nie jes NORMALNE. Jeżeli ktoś decyduje się na
    dzieci, nawet pasjonat swojej pracy, to może się swoją pracą
    zajmować, nic się nie stanie, jeśli dziecko np. zostaje na jakiś
    czas pod opieką opiekunek czy babci, natomiast powinien mieć kontakt
    psychiczny z dzieckiem i jego światem. I to jest kwestia
    pierwszorzędna. Natomiast zagadywanie czułością braku kontaktu
    psychicznego z dzieckiem, bo to, o czym piszesz, to totalny brak
    kontaktu psychicznego z dzieckiem, może być wkurzające.

    Pozdrawiam i życzę poprawy kontaktów z córką.
  • mama_biedronki 10.08.09, 14:14
    > Przy okazji: mój ojciec był bardzo podobny do Twojego, a pisałaś,
    że
    > jako dziecko też miałaś wybuchy złości, ale Cię utemperowano

    Niczego podobnego nie pisałam. Nie tylko miałam, ale nadal miewam
    napady złości, kompletnie,z mojego punktu widzenia, irracjonalnej,
    ot bo tak, bo świat się nie kręci wg mojego widzimisię, ale z
    wiekiem nauczyłam się nad nimi panować, robić bilans zysków i strat,
    tzn. jak wyleję kompot na obrus to mi ulży i wszystkim pokażę ale a)
    zniszczę obrus b)przysporzę sobie pracy c) ośmieszę się. Właśnie
    dlatego, że moi rodzice zupełnie sobie nie poradzili z
    utemperowaniem tej paskudnej cechy mojego charakteru, mam obawy
    kiedy patrzę na moją córkę.
    A gdyby na dzieci dacydowali się tylko ci, którzy są pewni swoich
    talentów wychowawczych i gotowości emocjonalnej do opieki nad
    dziećmi, to ludzkość by wyginęła.
  • d.o.s.i.a 10.08.09, 14:22
    Nie rozumiem dlaczego na sile chcesz zmieniac corke. Troche
    temperamentu jeszcze nikomu nie zaszkodzilo. Czlowiek musi przejsc
    przez okres buntu na wszystko, po to aby zdefinowac siebie, swoje
    oczekiwania. Dopoki nie przekracza pewnych granic, nie rani swoim
    zachowaniem innych, ma prawo do manifestacji siebie.
    Ktos kto nigdy nie mial prawa wyrazac wolno swoich emocji, nigdy nie
    nauczy sie tego robic, a jego "nieracjonalne" zachowania tylko
    nasila sie wraz z wiekiem.
  • mama_biedronki 10.08.09, 14:39
    No i wreszcie dochodzimy do sedna problemu smile Nie chcę zmieniać
    córki, chcę - o czym od początku pisałam - znaleźć sposób, by
    nauczyła się opanowania nieco szybciej niż ja, i by nie musiała
    dostać przy tym tylu "cięgów od życia". To chyba normalne u
    rodziców, że chce dzieciom pewnych doświadczeń zaoszczędzić wink

    > Dopoki nie przekracza pewnych granic, nie rani swoim
    > zachowaniem innych, ma prawo do manifestacji siebie.
    Od tego zaczęła sie dyskusja - co robić, kiedy dziecko te granice
    przekracza.
  • d.o.s.i.a 10.08.09, 14:47
    To ja juz nie rozumiem. To, ze corka Leny denerwuje sie, ze nie jest
    mala kobietka, albo, ze kwiatek mial byc inny, albo ze nie jest
    malym pomocnikiem to sa te sytuacje, w ktorych dziecko granice
    przekracza?

    OK. Twoja wrzeszczy co sil. To troche inne sytuacje. Ale,
    abstrahujac od tego dlaczego wrzeszczy, jedynym sposobem na nauke
    opanowania jest przekazanie jej, ze Ty ja rozumiesz, ze jej emocje
    sa w porzadku, ze czasem masz ten sam problem, a jedynie obie
    musicie popracowac nad ich opanowaniem.

    To jest proces. Nie zrobisz tego w ciagu miesiaca. Czlowiek
    zrozumiany nie ma powodu wybuchac. Wiec daj to corce i pozwol zyciu
    toczyc sie dalej.

    A jezeli umiesz czasem przeanalizowac sytuacje i znalezc konkretny
    powod dlaczego mogla sie az tak zdenerwowac, to go staraj sie
    wyeliminowac. Praca jest po obu stronach.
  • mama_biedronki 10.08.09, 14:57
    Odsyłam do pierwszego postu. A sytuacji z kobietkami czy kwiatkiem
    nie moge uznac za przekroczenie czy nieprzekroczenie granic bo mnie
    przy tym nie było, nie znam szczegółów, nie wiem jak mała się
    zachowywała. Ze skrótowej relacji na forum trudno rozeznać sprawę.
  • morekac 10.08.09, 14:57
    Problem polega na tym, że swoich zachowań człowiek uczy się na
    błędach (i to niestety, tych osobistych, nie zaś na błędach swych
    rodziców) i przykładach (najczęściej złych...). Poza tym człowiek
    jest stworzeniem ze wszech miar racjonalnym - nie będzie stosował
    zachowań, które mu się nie opłacają. Jeśli wrzeszczenie będzie mniej
    skuteczne od negocjacji - młody ludź będzie rozwijał skłonność do
    negocjacji, nie zaś do wrzasku.
    Ale żeby negocjować, trzeba obu stron. Przy czym strona z definicji
    silniejsza nie może zakładać, że tylko ona ma rację i ma być tak,
    jak ona sobie życzy. Nie możesz więc z góry traktować wrzasków
    swojego dziecka jako totalnie nieracjonalnych, tylko starać się
    dociec, co właściwie było przyczyną tego wybuchu. Żeby zaś skrócić
    czas wrzasku, należałoby przyjąć zasadę "Nie mogę z tobą rozmawiać
    (i ci pomóc), bo nie rozumiem, co mówisz."
    Jeśli zaś wychodzi się z założenia, że "tylko ja-dorosły mam rację i
    ma być tak, jak ja mówię" to ma się w domu Bliski Wschód - jedna
    strona wysyła czołgi i rakiety, a druga zamachowców-samobójców. Nie
    ma mowy o rozwiązywaniu problemu, jest tylko eskalacja.
  • mama_biedronki 10.08.09, 15:03
    należałoby przyjąć zasadę "Nie mogę z tobą rozmawiać
    > (i ci pomóc), bo nie rozumiem, co mówisz."

    Taa, też już na to wpadliśmy. To jest chyba najczęstszy tekst mojego
    męża do córki wink Ostatnio, kiedy już wyhamowała na tyle żeby
    wyartykułować składnie o co chodzi, mąż zapytał o co właściwie ten
    ryk i dostał odpowiedź, "bo lubię"
  • morekac 10.08.09, 15:20
    A pytanie było dokładnie "O co ten ryk?" (i to jeszcze tonem
    zniecierpliwionym?). Bo może należałoby zacząć tak "Widzę, że jesteś
    zła..."
    Zresztą odpowiedź mogła być jak najbardziej szczera...

  • mama_biedronki 10.08.09, 15:59
    Nie, nic z tych rzeczy. Mój mąż ma świętą cierpliwość w takich
    pogwarkach, potrafi n razy powtórzyc tonem łagodnym jak
    zefir "uspokój się, porozmawiamy" aż ja mam ochotę wrzasnąć, że jak
    jeszcze raz to powtórzy to zacznę wyć smile Poprosił żeby powiedziała
    dlaczego ryczy, no to powiedziała
  • d.o.s.i.a 10.08.09, 16:05
    Czy gdyby corka, tonem lagodnym jak zefir odpowiedziala, ze ryczy bo
    lubi, to uznalabys taka odpowiedz za grzeczna?

    Uzycie slowa "ryczy" wyklucza z definicji szacunek dla rozmowcy.
    Mozna tonem lagodnym jak zefir zwracac sie do rozmowcy w sposob jak
    najbardziej lekcewazacy. W takim przypadku im bardziej ton lagodny,
    tym moze byc bardziej poblazliwy i lekcewazacy. Uzycie slowa "ryk"
    wyklucza jakiekolwiek szanse na rozmowe. Nie dziwie sie, ze corka
    odpowiedziala, ze "lubi".
  • mama_biedronki 10.08.09, 16:55
    Pouczę męża żeby następnym razem zapytał córko dlaczego wydajesz z
    siebie dźwięk ostry, przeciągły i przenikliwy przypominający ryk
    zwierzęcia (wedle słownika j.polskiego). Moja córka na szczęscie
    rozumie różnicę między rykiem a płaczem, ponadto ma wrodzone
    poczucie humoru, i odpowiedziała ani grzecznie ani niegrzecznie,
    natomiast jak sądzę szczerze.
  • morekac 10.08.09, 16:21
    Cierpliwość to może mieć i najwyższej klasy i być może powinien
    zostać wyznaczony na etatowego negocjatora, niemniej dla mnie
    pytanie "Dlaczego ryczysz?" jest innym pytaniem niż nawet "Dlaczego
    płaczesz?". Odpowiedzi dostaje się mniej więcej takie, jakie zadaje
    się pytania... A pytanie jest "Dlaczego wydajesz te głośne,
    przerażliwe krzyki?".
  • d.o.s.i.a 10.08.09, 15:56
    Ja tez bym tak odpowiedziala, gdyby ktos zapytal o co ten ryk.
    Nie mow mi, ze tego pytania nie mozna zadac inaczej.
  • morekac 10.08.09, 16:29
    Zresztą pewnie lubi, bo jest to sposób na rozładowanie napięcia.
    Poza tym to pytanie: "dlaczego" - zakłada totalną niewiedzę i
    zupełny brak powodu...
    -Dlaczego płaczesz? - spytałam czas temu jakiś
    -Powinnaś się domyslić, jeśli mnie kochasz!Od tego jesteś moją
    matką!- odpaliła mi panna
  • mama_biedronki 10.08.09, 16:59
    A to ja bym mojej pannie na takie dictum odpaliła, że jestem tylko
    człowiekiem i nie siedzę w jej głowie, i że własnie z takiego
    zakładania że sie wie co inni myslą to sie bierze najwięcej
    problemów w rodzinie. Po to się człowiek nauczył mówić żeby się nie
    musieć niczego domyślać
  • d.o.s.i.a 10.08.09, 17:20
    Alez to jest jak najbardziej szczera odpowiedz, traktujaca dziecko
    jak rozumna istote - ani lekcewazaca, ani poblazliwa. Normalna. Na
    pewno lepsza niz "dlaczego ryczysz".
  • morekac 11.08.09, 09:54
    Odpowiedziałam:
    -Niestety, nie wiem. Nie jestem tobą i nie wiem, co ci przeszkadza,
    dopóki mi nie powiesz.
    Widzisz różnicę pomiędzy twoim odpaleniem a moją odpowiedzią?
  • mama_biedronki 11.08.09, 10:42
    Przeogromną, Ty subtelnie i z szacunkiem, a ja prostacko i
    napastliwie, i właśnie dlatego Ty masz zapewne w domu chodzące cudo
    a ja stworzyłam potwora. Q.E.D.
  • morekac 11.08.09, 10:56
    Nie mam cuda... ale jak sama byś odpowiedziała na pytanie "Dlaczego
    ryczysz?" Nie wkurzyło by cię - tak troszeczkę?
    Bo mnie by wkurzyło... A jeśli cos wkurza mnie, czemu ma nie wkurzyć
    kogoś innego?
  • mama_biedronki 11.08.09, 11:31
    Kilkakrotnie podkreślałam, że rozumiem moją córkę w kwestii
    awanturnictwa. Oczywiście, że różne rzeczy mogą ją drażnić, mnie też
    by rozdrażniły. Ale rozumieć, nie znaczy aprobować. Nie chcę
    tresować córki, ale wychowywać owszem, a nieopanowane napady ryku,
    wrzasku, furii, zwał jak zwał, to moim zdaniem akurat coś co należy
    powolutku aż do skutku wykorzeniać.
    Siłą rzeczy na forum nie oddam tonacji jaką pytanie było zadane. Ale
    potrafisz sobie chyba wyobrazić, że pytanie "dlaczego ryczysz?"
    można zadać tonem łagodnym i bynajmniej nie obelżywym. Moja córka
    naprawdę rozumie różnicę między ryczeniem a płaczem.
  • d.o.s.i.a 11.08.09, 12:54
    > można zadać tonem łagodnym i bynajmniej nie obelżywym. Moja córka
    > naprawdę rozumie różnicę między ryczeniem a płaczem.

    Naprawde? To skad te wszystkie Twoje problemy? Aha, zapomnialam, z
    powietrza przeciez...

    Sorry, ze wzmocnie tresc swojej wypowiedzi, ale skoro naprawde nie
    potrafisz pojac, ze "dlaczego ryczysz" to jednak co innego
    niz "dlaczego placzesz", albo "dlaczego krzyczysz", to mysle, ze nie
    ma sensu, zebys szukala pomocy na tym forum. Skoro jestes tak uparta
    w tej kwestii, to nic tu po nas. Rozumiem, ze w chwilach Twojego
    gniewu bardzo lubisz, gdy maz pyta Cie z prawdziwa troska w
    glosie "dlaczego ryczysz". Super.

    > by rozdrażniły. Ale rozumieć, nie znaczy aprobować. Nie chcę
    > tresować córki, ale wychowywać owszem, a nieopanowane napady ryku,
    > wrzasku, furii, zwał jak zwał, to moim zdaniem akurat coś co
    należy powolutku aż do skutku wykorzeniać.


    No to oswiec nas maluczkich JAK chcesz to zrobic. Bo czekam, czekam,
    na te swiatle rady, i jakos ich, kurde, nie widze! Rozumiem, ze juz
    wdrazasz jakis program naprawczy i nie jest to bynajmniej eliminacja
    przyczyn i (takze) wlasnych bledow, bo w te przeciez nie wierzysz -
    blagam, podziel sie wiec osiagnieciami, bo mnie ciekawosc zzera.

    Skoro nie potrafisz przyznac, ze byc moze to TY robisz cos nie tak,
    skoro nie wierzysz w zrozumienie, w normalny dialog (bez uzycia slow
    takich jak "ryczysz"), to jak chcesz osiagnac cel? Ja naprawde
    jestem ciekawa JAK to chcesz osiagnac? Zamkniesz corke w ciemnej
    komorce?

    Przepraszam za ostry to, ale nie rozumiem juz po co w ogole
    zalozylas ten watek, skoro nie przyjmujesz do siebie zadnych
    argumentow.
  • mama_biedronki 11.08.09, 14:12
    > To skad te wszystkie Twoje problemy? Aha, zapomnialam, z
    > powietrza przeciez...

    Kiedy i gdzie ja to napisałam?

    > Przepraszam za ostry to, ale nie rozumiem juz po co w ogole
    > zalozylas ten watek, skoro nie przyjmujesz do siebie zadnych
    > argumentow.

    Wyjaśnij mi, jak Ty doszłaś do takich wniosków? Czytacie moje posty
    literalnie, czepiacie się każdego słówka, więc proszę podaj mi
    dokładny cytat z moich wypowiedzi, w którym stwierdzam, że ja jestem
    bez winy, że wszystkie awantury mojej córki są irracjonalne, że
    uważam, że wszystkie moje oponentki, w tym również Ty, w czambuł nie
    mają racji. Nie pojmuję doprawdy skąd te skłonności do wylewania
    dziecka z kąpielą. Jeżeli nie zgadzam się z Tobą czołobitnie w
    każdym słowie to znaczy że nie warto tracić czasu na dyskusję ze
    mną? I wy piszecie o szacunku w dyskusjach z dzieckiem...

    > ale skoro naprawde nie
    > potrafisz pojac, ze "dlaczego ryczysz" to jednak co innego
    > niz "dlaczego placzesz", albo "dlaczego krzyczysz"

    Potrafię pojąć, moja córka też potrafi. Przed chwilą zapytałam ją
    jaka jest różnica między tym kiedy płacze a kiedy ryczy. Powiedziała
    że jak płacze to jest jej smutno i lecą jej łzy, a ryczenie to "jak
    się wydzieram bo jestem zła o coś".

    > Bo czekam, czekam,
    > na te swiatle rady, i jakos ich, kurde, nie widze!

    Nie rozumiesz po co założyłam wątek? Własnie po to żeby mi ktoś rad
    udzielił, a nie żeby mi nachalnie narzucał swój punkt widzenia.
    Pisałam to już, ale powtórzę raz jeszcze, wszystkie posty
    przeczytałam uważnie i wszystkie konstruktywne porady wezmę pod
    głeboką, wierz mi, rozwagę. Powiem Ci zupełnie szczerze, że
    kilkakrotnie chciałam już poprosić srebrnąrybkę żeby przeniosła się
    ze swoją postraumatyczną obsesją na temat ojca na właściwe dla
    takich tematów forum, ale nie zrobiłam tego, bo ma ona pełne prawo
    wypowiadać swoją opinię. Mogę z nią polemizować, mogę ignorować, ale
    nie wykluczać z dyskusji. Ten mój okropny toksyczny ojciec zawsze mi
    powtarzał, że porad jakie by nie były należy wysłuchać wszystkich, a
    skorzystać tylko z tych które są tego warte.
  • d.o.s.i.a 11.08.09, 14:36
    Mamo_biedronki. Ty mnie najzwyczajniej w swiecie w ogole nie starasz
    sie zrozumiec.


    > Potrafię pojąć, moja córka też potrafi. Przed chwilą zapytałam ją
    > jaka jest różnica między tym kiedy płacze a kiedy ryczy. >
    Powiedziała
    że jak płacze to jest jej smutno i lecą jej łzy, a ryczenie to "jak
    się wydzieram bo jestem zła o coś".


    Ja nie mowie, ze Twoja corka nie rozumie roznicy miedzy placzem, a
    rykiem, ale o tym, ze w chwili gniewu, bez wzgledu na to jak mocno
    sie drze i RYCZY, ona oczekuje, ze ktos normalnie zapyta "dlaczego
    krzyczysz, wytlumacz co sie stalo", a nie lecewazaco "dlaczego
    ryczysz". Czy ty naprawde nie widzisz roznicy???

    Dla mnie w takiej chwili uzycie slowa ryczysz ESKALUJE konflikt.
    Rozumiesz? A wtedy trzeba NEGOCJOWAC, a nie wykazywac
    zniecierpliwienie, zlosliwosc, czy co tam jeszcze. "Dlaczego
    ryczysz" nawet jesli jest wypowiedziane anielskim tonem, niesie ze
    soba wydzwiek perjoratywny. Bo "ryczysz" jest takim samym zlym
    slowem, jak, za przeproszeniem "srasz", zamiast "robisz kupe". I
    naprawde nie ma znaczenia, ze corka wlasnie naprawde RYCZY, a nie
    placze. Zrozum, ze Ty nie uznajesz tego za lekcewazenie, bo to dla
    Ciebie normalne slowo, oddajace tresc sceny, ale dla corki jest to
    slowo lekcewazace w tej chwili, choc ona doskonale wie, ze ryczy, a
    nie placze. I nie ma tu czasu na trele morele slowne, bo tatusiowi
    sie moze wydaje, ze "ryczysz" jest takie dowcipne i w ogole. Dla
    dracego sie dziecka nie jest i kropka. Naprawde nie wiem jak to
    jasniej powiedziec.
  • agata055 11.08.09, 15:00
    > Ja nie mowie, ze Twoja corka nie rozumie roznicy miedzy placzem, a
    > rykiem, ale o tym, ze w chwili gniewu, bez wzgledu na to jak mocno
    > sie drze i RYCZY, ona oczekuje, ze ktos normalnie zapyta "dlaczego
    > krzyczysz, wytlumacz co sie stalo", a nie lecewazaco "dlaczego
    > ryczysz". Czy ty naprawde nie widzisz roznicy???

    A skąd Ty możesz wiedzieć jak ona chciałaby być zapytana??? Macie na
    to złoty środek czy co?
    Amelka też ryczy a zauważyła to moja 3 letnia córeczka , która już
    po prostu nie wytrzymała kolejnego napadu szału Amelki i wprost się
    jej zapytała : czego ty tak ryczysz???

    Ty i srebrnarybka mówicie tak przekonywująco o tym co czuje dziecko
    Leny czu mamy biedronki, że aż chwilami się zastanawiam czy to nie
    Wasze?

    AAA a zdyskusją to chyba nie ma zawiele wspólnego. Ja to widzę jako
    przepychankę słowną i przyklejanie etykiet.Ale nie przez Lene i mame
    biedronki swoim dzieciom ale przez Was (mam tu też na myśli
    srebrnarybkę) właśnie i Lenie i mamie biedronki. Uczepiłyście się
    jednego słowa i ślepo drążycie, no bo przecież już są
    zaszufladkowane , że mamami są popapranymi.
    Czy na podstawie jednego ,pojedyńczego badania można stwierdzić, że
    ktoś jest poważnie chory? nie, trzeba zlecić kolejne,dodatkowe
    badania. Niestety mama moja nie miała tyle szczęścia i też trafiła
    na takiego konowała co to po jednym badaniu z wyrokiem do onkologa
    wysyłał. Poszła do innego, zrobiła szereg badań i diagnoza okazała
    się wręcz bzdurna. zanim jednak poszła przeżyła piekło na ziemi.

    Mam nadzieję że przykład dotarł.
  • pam_71 11.08.09, 15:20
    Agato, ciesze się że Mama zdrowa wink Jest jednak cała masa "konowałów", którzy
    po jednym badaniu machają ręką "Jest Pan zdrowy", a po pół roku okazuje się że
    nowotwór nieoperacyjny ....
    Tak więc każdy przykład można odwrócić o 180 stopni wink
    Na szczęście mam w domu jedną sztukę z "umiarkowanymi" fochami, bez drastycznych
    wystąpień i do opanowania wink Może dlatego, że problem nie dotyczy mnie
    bezpośrednio czytam wypowiedzi bez emocji i wiele argumentów Srebrnejrybki do
    mnie trafia ... nie są to racje miłe i przyjemne, ale właśnie to , że pisze na
    bazie swoich przeżyć/uczuć daje gwarancje autentyczności ... a nie opiera się na
    poradnikach Super Niani (bo na to mam alergię wink)
    Pozdro
    Pam
    PS: W zasadzie nie powinnam się wypowiadać, ale przykład onkologiczny mnie
    poruszył. Trzy miesiące temu pochowaliśmy naszego Tatę. Chorował na rak trzustki
  • agata055 11.08.09, 17:16
    Współczuje bardzo z powodu śmierci TATY....

    Co do tez srebrnej rybki i dosi to powiem tak - niektóre śa jak
    najbardziej mądre, ale niektóre po prostu to czepianie się jednego
    słowa i robienie z niego użytku.....

    Mnie też na szczęście ten problem nie dotyczy osobiście ale wiem bo
    widze, że takie małe rozhisteryzowane dziecko potrafi naprawdę dać w
    kość i to bez powodu!
    no kurcze ten przykład z babcią... przecież ona nie kończyła
    akademii etyki zachowań dziecka...Skoro inne się nie obraziły to
    dlaczego Amelka była wściekła?

  • d.o.s.i.a 11.08.09, 17:29
    > akademii etyki zachowań dziecka...Skoro inne się nie obraziły to
    > dlaczego Amelka była wściekła?

    Wejdz sobie na forum kobieta i przeczytaj pierwszy z brzegu watek w
    stylu "on sie chyba do mnie zle odezwal, czy ja przesadzam?".
    Zobaczysz, skoro jeszcze tego nie wiesz, ze rozni ludzie roznie
    reaguja na rozne slowa. Co dla jednego jest nic nie znaczacym
    komentarzem, innego dotknie do zywego. A zrozumienie tego nazywa sie
    empatia.

    Jak ktos sie na mnie obraza, albo na mnie krzyczy, albo mi grozi
    piescia, to zazwczaj zastanawiam sie "co tez takiego moglam
    zrobic/powiedziec, ze wywolalam taka reakcje". Czasem, po
    przeanalizowaniu potrafie dojsc do najbardziej prawdopodobnje
    przyczyny, czasem sie po prostu zapytam, a nastepnym razem staram
    sie takiej osoby nie urazic. Albo zwyczajnie pozostaje w niewiedzy i
    tez sie dziwie. Znam osoby przeczulone i zbytnio reagujace (w moim
    mniamaniu). I czasem tez nie rozumiem czyjegos zachowania. A czasem
    sama sie obrazam na byle co. A tak.

    Na tym polega wspolzycie wsrod ludzi, ze czlowiek powinien czasem
    analizowac swoje zachowanie i je zmieniac, jesli uzna, ze taka
    zmiana przyniesie pozytywne skutki.

    Nie wiem dlaczego Amelka byla wsciekla. Ale na pewno zastanowilabym
    sie dlaczego.
  • pam_71 12.08.09, 08:34
    > no kurcze ten przykład z babcią... przecież ona nie kończyła
    > akademii etyki zachowań dziecka...Skoro inne się nie obraziły to
    > dlaczego Amelka była wściekła?

    W tym wypadku mój Duży powinien ryczeć non stop wink Od zawsze ma talent do
    "umazywania się" czymkolwiek popadnie.
    Szczerze to nie doszukałam się w "incydencie" z jagodami zamachu na godność
    osobistą Amelki ... widocznie dziecko odebrało to inaczej.
    Pozdro
  • d.o.s.i.a 11.08.09, 15:33
    Z calym szacunkiem Agato, chrzanisz jak potluczona. A pisze to tak
    dosadnie, bo akurat w tej calej dyskusji udalo sie nam uniknac jakos
    argumentow ad personam. Natomiast Ty od poczatku jestes niegrzeczna.

    > A skąd Ty możesz wiedzieć jak ona chciałaby być zapytana??? Macie
    na to złoty środek czy co?


    No z pewnoscia "dlaczego ryczysz". Przeciez to oczywiste !!! No,
    swietny zloty srodek, po prostu! Cudownie. Tak, wlasnie tak,
    zwracajmy sie do dzieci!

    A jakiz to problem, na Boga, przestac tak mowic i uzyc jezyka jakim
    posluguja sie zrownowazeni ludzie? Do mnie nikt nie mowi "czemu
    ryczysz", jak jestem wsciekla, co najwyzej. Dlaczego mialabym wiec
    tak mowic do dziecka???

    Nie wiem, czy autorce watku cos sie stanie jak sie powstrzyma? Jak
    powie normalnie? Bo ja naprawde nie kumam w czymze jest to taki
    problem zapytac normalnie, po ludzku, jak czlowiek.

    > srebrnarybkę) właśnie i Lenie i mamie biedronki. Uczepiłyście się
    > jednego słowa i ślepo drążycie, no bo przecież już są
    > zaszufladkowane , że mamami są popapranymi.

    Opanuj sie. Nikt nie powiedzial tu o nikim, ze jest popaprany.
    Srebrna_rybka, w dobrej intencji, zaproponowala mamie_biedronki aby
    ta przeanalizowala wlasne zachowanie z dziecinstwa i zastanowila sie
    DLACZEGO ona miala problem ze zloscia. Pomogloby to jej zrozumiec
    wlasna corke. Jak dla mnie, logiczne dla kazdego zdrowo myslacego
    czlowieka.

    Uczepilysmy sie jednego slowa, bo omawiamy tu KONKRETNE przyklady i
    probujemy w kolko tlumaczyc, dlaczego to jedno slowo moze miec AZ
    TAKIE ZNACZENIE. A jak widac, moze.
  • agata055 11.08.09, 17:27
    d.o.s.i.a napisała:

    > Z calym szacunkiem Agato, chrzanisz jak potluczona. A pisze to tak
    > dosadnie, bo akurat w tej calej dyskusji udalo sie nam uniknac
    jakos
    > argumentow ad personam. Natomiast Ty od poczatku jestes
    niegrzeczna.
    >

    AAA no tak ja chrzanie jak potłuczona...
    I to ja jestem niegrzeczna, może i troche jestem ale wisz poetką to
    ja nie jestem ( to do tego, że czasem niewłaściwe słowa dobieram)
    tylko zwykłą księgową smile
    Ps to ,że się z Wami nie zgadzam nie oznacza, że chce Was obrazić
    bądź być w stosunku do Was niegrzecznasmile
  • srebrnarybka 11.08.09, 15:35
    Mam dziś mało czasu, więc zbiorczo na różne posty.
    1. Do Agaty - brudne buzie i popapranie lodami. Jest gigantyczna
    różnica między wyśmiewaniem się przez dorosłą osobę z dziecka z tego
    powodu, że zachowało się ono dziecinnie i niedojrzale (dorosły
    przecież umiałby tak jeść jagody, żeby sobie nie zaświnić twarzy), a
    zwróceniem przez męża uwagi żonie, że się popaprała. W pierwszym
    wypadku jest to podkreślanie niedojrzałści dziecka i wskazywanie mu,
    że ono nie umie jeszcze tego i tamtego przez osobę dorosłą, która
    naturalnie to umie. Dziecko ma prawo poczuć się zawstydzone. W
    drugim rozmawiają ze sobą dwie osoby jednakowo dojrzałe, więc żona
    nie ma poczucia bycia mniej dojrzałą od męża, a zamówienie takiej
    porcji lodów, której nie da się zjeść bez upaprania było świadomą
    decyzją żony. Żona liczyła się więc i z tym, że mąż zauważy, że
    popaprała sobie buzię.
    2. Zwracanie się per "majster ukochany" do męża i "pomocnik kochany"
    do dziecka. Także jest różnica. Niektórzy ludzie (dzieci i dorośli)
    lubią, jak się do nich zwracać infantylnie (chociaż w wypadku
    dorosłych tego nie rozumiem). Ale mąż ma znacznie większe możliwości
    dania do zrozumienia żonie, że sobie takiego czy innnego określenia
    nie życzy. Biedronka też wyraźnie nie życzy sobie być
    nazywana "kochanym pomocnikiem", ale jej mama nie przyjmuje tego do
    wiadomości. Mąż i żona wspólnie tworzą swój intymny język i oboje
    decydują, jakich czułych określeń będą między sobą używać. Dzieciom
    często takie określenia są narzucane przez rodziców i wtedy często
    dzieci takie określenia odrzucają. I trzeba umieć to uszanować.
    3. Nie twierdzę, że geny czy jakieś cechy wrodzone nie mają wpływu
    na impulsywność. Zapewne mają i dlatego w pewnych sytuacjach jedno
    dziecko zareaguje tak, a drugie inaczej. Ale nawet fakt, że
    impulsywna reakcja na coś jest inspirowana genami nie znaczy, że
    tego "czegoś" nie ma.
    4. Znaczna część opisanych przez mamy skarżące się na histerię
    swoich dzieci wybuchów została sprowokowana zachowaniem dorosłych,
    wynikającym z niezrozumienia psychiki ich dzieci. Dlatego Dosia i ja
    podpowiadałyśm, jak takich, rzekomo nieracjonalnych, wybuchów unikać.
    5. Zdarzają się też wybuchy spowodowane przyczyną racjonalną, ale
    niezależną od dorosłyc, jak opisana tu historia z Amelką i pogodą.
    Przyczyna złości jest racjonalna, bo każdy ma prawo na wakacjach się
    wściec, że pogoda brzydka, tylko nie można temu nic zaradzić. Nie
    bardzo widzę inną możliwość rozładowywania takich wybuchów, niż
    rozwiązywanie problemu. Tzn. deszczu nie da się powstrzymać, ale
    można wobec tego wymyślić taką zabawę, że będzie jeszcze
    przyjemniejsza, niż byłaby na dworze w pogodny dzień. I w podobnych
    sytuacjach podobnie.
    6. Jestem dorosła i też zdarza mi się wściec albo, jak nikt nie
    słyszy, rzucać mięsem. Ale zawsze wiem, dlaczego. Ostatnie
    najczęściej takie ataki wściekłości wywołują we mnie awarie
    komputera, który jest już stary i rozklekotany, pracuje wolno i źle
    współpracuje z drukarką. Potrafię się tym strasznie zdenerwować, ale
    jedynym sposobem, w jaki mogę to opanować, jest doprowadzene
    komputera do porządku. Dopóki to mi się nie udaje, nie mam mowy o
    uspokojeniu i żadne techniki nie pomogą.
    7. Nie jestem zwolenniczką tego, co uchodzi za bezstressowe
    wychowanie (0 kar, 0 nakazów i zakazów i spełnianie wszystkich
    zachcianek), jestem, wbrew pozorom, raczej zwolenniczką surowego
    wychowania. A wychowania poprzez dialog z dzieckiem i dążenie do
    rozumienia jego potrzeb. I wtedy rzeczywiście unika się wielu
    stressów, nawet jeśli okrutnie nakazuje się dziecku pójść spać o
    20.30, a przedtem posprzątać zabawki. Dziecko, które czuje się
    zrozumianie, łatwiej zaakceptuje "stress" w postaci konieczności
    pójścia spać o 20.30. Natomiast stressu rzeczywistego wynikającego z
    przysiądnięcia misia przez mamę można dziecku nie fundować.
  • d.o.s.i.a 11.08.09, 16:08
    > 1. Do Agaty - brudne buzie i popapranie lodami.

    Mam podobne odczucia. Trudno ocenic jak wygladala scena. Jesli
    babcia na glos powiedziala "o jaka brudna buzia" w stosunku do
    jednego dziecka, w grupie innych dzieci, w dodatku moze z ciutka
    dezaprobaty, to jako dziecko nie bylabym chyba zadowolona. Bo to, ja
    wiem, brzmi troche jak... zarzut? Ze dziecko nie dopilnowalo, ze sie
    popapralo, a przeciez (w domysle) nie powinno (?). Co innego gdyby
    uwaga byla skierowana do wszystkich dzieci "ale sie towarzystwo
    popapralo", albo do samej Amelki "choc Ci wytre buzie kochanie, bo
    sie troszke ubrudzilas jagodami", to moze nie byloby takiej
    tragedii? nie wiem.

    Widocznie Amelka jest po prostu wrazliwszym dzieckiem, albo bardziej
    rozpieszczonym (smile)? Nie wiemy tego, ale chyba tak jest skoro jest
    taka "dotykalska".

    > 2. Zwracanie się per "majster ukochany" do męża i "pomocnik
    kochany" do dziecka. Także jest różnica. Niektórzy ludzie (dzieci i
    dorośli) lubią, jak się do nich zwracać infantylnie (chociaż w
    wypadku dorosłych tego nie rozumiem).

    Ja tez nie bardzo rozumiem. Ale rozumiem, ze ludzie moga byc rozni.
    Natomiast w momencie gdy widze, ze kogos moze to draznic,
    natychmiast przestalabym to robic.

  • agata055 11.08.09, 17:18
    Co innego gdyby
    > uwaga byla skierowana do wszystkich dzieci

    Ta uwaga była skierowana do wszystkich dzieci, ale tylko Amelka się
    wkurzyła....
  • d.o.s.i.a 11.08.09, 17:29
    > Ta uwaga była skierowana do wszystkich dzieci, ale tylko Amelka
    się
    > wkurzyła....


    "Ale brudna buzia" wskazuje, ze uwaga byla skierowana do JEDNEGO
    dziecka.
  • agata055 11.08.09, 17:41
    > "Ale brudna buzia" wskazuje, ze uwaga byla skierowana do JEDNEGO
    > dziecka.

    Ok tak to mogło wyglądać.smile
    dzieci szły w rządku a babcia do każdego mówiła :ale brudna buzia, o
    i znowu brudna buzia, a ta jaka brudna.
    Dziecko było upaprane jagodami, babcia nie mówiła tego złośliwie, po
    prostu rozczulił ją widok pięciu brudnych buziek swoich prawnuczątsmile

    Pewnie ,że jakby zacząc sięgać bardzo głeboko to doszłaby babcia do
    wniosku ,że wnuczęta obraziła.... ale ludzie opanujmy się
    troche...,nie popełniła przecież przestępstwasmile
  • srebrnarybka 11.08.09, 18:23
    Od początku podejrzewałam, że sytuacja musiała wyglądać mniej więcej
    tak, jak opisałaś,i teraz to dziwę się nie temu, że Amelka wybuchła,
    tylko temu, że inne dzieci zniosły to spokonie. Otóż babcia zrobiła
    wielkie wydarzenie z tego, że ubrudziły sobie buzie. I nie ma
    znaczenia, czy je skrzyczała, czy też rozczuliła się. Tak czy owak
    zupełnie naturalne wydarzenie, jakim jest ubrudzenie sobie buzi
    przez dziecko zbierające jagody, podniosła do jakiejś wielkiej rangi
    i mocno je wyeksponowała. A Amelka nie jest głupia, żeby nie
    rozumieć, że ubrudzona buzia to cecha dziecka, skutek jej
    niedojrzałości i nieporadności. I oto ten jej przejaw nieporadności
    podnosi się jako coś rozczulającego, co trzeba rozgłosić wszem i
    wobec. Doskonale rozumiem, że dziewczynka poczuła się zawstydzona i
    zareagowała krzykiem.
    Oczywiście z całego opisu wynika, że Amelka jest bardziej wrażliwa
    od rodzeństwa. Ale to nie znaczy, że nie miała powodu prostestować.
    Jeżeli babcia urządza sobie przedstawienie z tego, że dzieciom się
    buzie pobrudziły, to trudno się dziwić. A czy gdyby Amelka zrobiła
    kupę w majtki i babcię też by to rozczuliło, to rozgłosiłaby to
    publicznie? Amelka miała prawo także czuć się zawstydzona ubrudzoną
    buzią i zapewne wolałaby ją szybko umyć, a nie, żeby ktoś się tą
    buzią rozczulał.
    Babcię (pra) nawet trochę rozumiem: kiedyś był taki "trynd", żeby z
    dzieci, z ich nieporadności, niedojrzałości, wpadek, się śmiać, więc
    babcia tak właśnie się zachowała. Ale że Ty nie rozumiesz, że
    dziecko to nie rozśmieszacz i brudne buzie to nic do eksponowania,
    to pojąć nie mogę.
  • agata055 11.08.09, 19:43
    i teraz to dziwę się nie temu, że Amelka wybuchła,
    > tylko temu, że inne dzieci zniosły to spokonie. Otóż babcia
    zrobiła
    > wielkie wydarzenie z tego, że ubrudziły sobie buzie.

    Nie, srebrnarybko nie zrobiła z tego wydarzenia, po prostu
    stwierdziła faktsmile

    Ja też jako dziecko często słyszałam : A ty jak zwykle upaprana po
    pachy (taka byłam, historia zlodami to więc nie przypadek) i jakoś
    nie przypominam sobie, żebym wtedy czuła się zawstydzona czy
    poirytowana. Bo niby dlaczego moja ukochana mama,babcia czy dziadek
    chcieliby mnie upokorzyć?

    A Amelka nie jest głupia, żeby nie
    > rozumieć, że ubrudzona buzia to cecha dziecka, skutek jej
    > niedojrzałości i nieporadności.

    Tak,ona na pewno wtedy o tym myślała
  • agata055 12.08.09, 07:20
    I oto ten jej przejaw nieporadności
    > podnosi się jako coś rozczulającego, co trzeba rozgłosić wszem i
    > wobec. Doskonale rozumiem, że dziewczynka poczuła się zawstydzona
    i
    > zareagowała krzykiem.

    powiedz mi , ale tak szczerze : widziałaś kiedykolwiek 3-latka,
    który wstydzi się, że ma brudną buzie? Jeżeli tak to wybacz, ale
    nasza rozmowa faktycznie nie ma sensu bo my znajdujemy się i żyjemy
    w dwóch różnych światach.... W moim świecie obowiązuje zasada ,że
    brudne dziecko to szczęśliwe dzieckosmile Dlatego nie mam pojęcia
    dlaczego dziecko miało się poczuć wyśmiane, dla niego to nie powód
    do wstydu.


    A czy gdyby Amelka zrobiła
    > kupę w majtki i babcię też by to rozczuliło, to rozgłosiłaby to
    > publicznie?

    mieszasz zupełnie dwie różne sprawy. Wiesz kupa w majtkach u 3latka
    to jednak co innego niż brudna buzia. Tego faktycznie dziecko by się
    wstydziło i mogło poczuć się urażone.... Więc wiesz trochę szacunku
    dla babci, bo nie mart się ma na tyle taktu i zrozumienia, że to by
    ją nie rozczuliło.

    Żałuję, że inne matki już tu nie zaglądają bo chciałabym poznać
    opinię innych, a tak ta dyskusja nie ma sensu.
  • pam_71 12.08.09, 08:56
    Hm ... Moje dzieciaki ze swoją bandą siedzą nad jeziorem. Przedział wiekowy ciut
    starszy 4-10lat. Ulubiona zabawa to wiadomo - glajdy błotne, przelewy, zamki,
    fosy, tamy etc. A im więcej błotka tym lepiej wink Jak wyglądają po takiej
    zabawie ... no chyba nie muszę opisywać.
    Komentarze Matek w style "Ale się upaprałeś/aś ! Marsz do jeziora !" są na
    porządku dziennym. Najlepsza forma "Wszyscy Glajdziarze do wody marsz!" chyba
    nie jest praktykowana wink I mimo to ani jedno dziecko nigdy nie poczuło się
    urażone, tylko z radością pędziło do jeziora ... hihi Zastanawiam się czy mam
    wyciągnąć wniosek,że tym Dzieciom (w tym i moim) Rodzice skrzywili
    psychikę(całej ósemce), bo nie reagują oczywistą próbę ich zawstydzenia ?!
    Chyba jednak nastąpiła tu nadinterpretacja wink
  • agata055 12.08.09, 09:05
    > Chyba jednak nastąpiła tu nadinterpretacja wink

    Myślę,że raczej na pewno smile
    Cieszę się, że poznaliśmy opinie innej mamysmile
    Pozdrawiam
  • d.o.s.i.a 12.08.09, 09:45
    Interpretacji sytuacji z Amelka moze byc sto tysiecy. Przy zdarzeniu bylas tylko
    Ty, nikt inny. Wiec w jaki sposob my mamy rozszyfrowac zachowanie dziecka i
    udzielic Ci konkretnej przyczyny dlaczego Amelka zachowala sie tak, czy smak?
    Twoj opis jest sila rzeczy skrotowy i zadna miara nie moze oddawac wszystkich
    niuansow sytuacji, tembru glosu babci, kontekstu, innych wydarzen danego dnia,
    samopoczucia psycho-fizycznego dziewczynki, ani tego w jaki sposob Amelka byla
    wychowywana do tej pory. Oczekujesz od nas jasnowidztwa?

    My ZGADUJEMY co MOGLO sie wydarzyc, zgodnie z wyznawana przez nas zasada, ze nic
    nie dzieje sie bez przyczyny. Moze tembr glosu babci nie ten. Moze inne dzieci
    mialy czyste buzie, a tylko Amelce sie "dostalo". A moze Amelka chciala byc po
    prostu grzeczna, albo na przyklad starala sie z calych sil w swojej dzieciecej
    mocy, aby sobie tej buzi jagodami nie wysmarowac. Moze chciala sie pochwalic
    mamie, ze wszystkie dzieci sie pobrudzily tylko nie ona. I jej sie to nie udalo
    sie. Poprostu. Moze czuje latke tej "niegrzecznej" i "rozwrzeszczanej" (a na
    pewno czuje) i chciala dobrze, a wyszlo zle. Nie wiem.

    Jakich wiecej interpretacji oczekujesz? Nikt nie mowi, ze ktos krzywdzi psychike
    Amelki, ale to, ze moze trzeba zastanowic sie dlaczego ona taka rozwrzeszczana.
  • agata055 12.08.09, 09:58
    d.o.s.i.a napisała:

    > Interpretacji sytuacji z Amelka moze byc sto tysiecy. Przy
    zdarzeniu bylas tylk
    > o
    > Ty, nikt inny. Wiec w jaki sposob my mamy rozszyfrowac zachowanie
    dziecka i
    > udzielic Ci konkretnej przyczyny dlaczego Amelka zachowala sie
    tak, czy smak?

    Masz racjęsmile Poprzez taką pisaninę na forum nie da się oddać
    rzeczywistego obrazu sytuacji. Myślę więc, że należy już poprzestać
    tej rozmowy.
    Pozdrawiam
  • agata055 11.08.09, 17:47
    > Widocznie Amelka jest po prostu wrazliwszym dzieckiem, albo
    bardziej
    > rozpieszczonym (smile)? Nie wiemy tego, ale chyba tak jest skoro jest
    > taka "dotykalska".

    OOOO i to właśnie chciałam z Wami ustalić. Jest wrażliwa,typ
    tez "niedotykalski" (co zresztą wszyscy szanujemy, nie lubi jak się
    ją po główce czy po ramieniu głaska to trudno, nie dotykamy) i
    obrażalska z natury, tyle , a nie dlatego, że mama czy ktoś inny
    codziennie ją niszczysmile

    Przecież to, że taka jest nie sprawia, że mniej ją kochamy,
    prawda? smile
  • d.o.s.i.a 11.08.09, 18:06
    > Przecież to, że taka jest nie sprawia, że mniej ją kochamy,
    > prawda? smile

    A mimo to, odnioslam wrazenie, ze mowisz o niej z leciuchnym
    przekasem. Mniejsza o to.

    My ze srebrnarybka wcale nie mowimy o niszczeniu dziecka! Przeciez
    nie mowimy, ze "kochany pomocnik", czy "mala kobietka" to niszczenie
    dziecka. A jedynie, ze sa to okreslenia infantyle, ktore moga dzieci
    draznic. Aby ich unikac i odzywac sie do dziecka normalnie, jesli
    uzywanie tych okreslen powoduje wybuch gniewu i ten zwiazek jest
    widoczny. Mowimy, aby nie ignorowac malych problemow (przygnieciony
    pluszak), skoro widac ewidentny zwiazek takich zdarzen z wybuchem
    zlosci u dziecka. Ale czy my mowimy, ze to od razu niszczenie
    dziecka? Niszczenie nie, ale wkurzanie tak.

    Nikt nie kaze lazic wokol dziecka jak na paluszkach i wazyc kazde
    slowo, bo to taka sama sztucznosc jak i nadmierne pieszczenie. Caly
    czas mowimy, zeby mowic do dziecka zwyczajnie i szanowac jego
    zwyczaje. Nikt nie mowi, ze przysiadniecie pluszaka to niszczenie
    psychiki, a jedynie, zeby tego unikac.
  • morekac 11.08.09, 15:21
    Mamo.Biedronki - z tym ryczeniem to mam podobne odczucia jak
    d.o.s.i.a. Takie semantyczne niuanse - niby nic złego, a czasem
    wkurzy.
    Czy w takiej ryczącej sytuacji kiedykolwiek spróbowaliście np:
    -Hm, widzę, że coś jest nie tak. Jak się uspokoisz, to mi o tym
    powiesz. Na razie nie rozumiem słów.
  • mama_biedronki 11.08.09, 15:38
    > Mamo_biedronki. Ty mnie najzwyczajniej w swiecie w ogole nie
    starasz
    > sie zrozumiec

    I DOKŁADNIE to samo ja myślę o Tobie. Też cokolwiek mi odpowiesz to
    mam wrażenie, że albo kompletnie nie zrozumiałaś co chciałam napisać
    albo, że świadomie przekręcasz moje słowa tak aby lepiej pasowały do
    założonej przez Ciebie tezy. Wyrywasz z kontekstu jedno zdanie czy
    nawet fragment a do tłumaczeń których Ci w różnych sprawach
    udzieliłam nie odnosisz się wcale. Bardzo wygodne tylko to się nie
    nazywa dyskusja a moralizowanie.

    > w chwili gniewu, bez wzgledu na to jak mocno
    > sie drze i RYCZY, ona oczekuje, ze ktos normalnie zapyta "dlaczego
    > krzyczysz, wytlumacz co sie stalo", a nie lecewazaco "dlaczego
    > ryczysz".

    Jakie lekceważąco? I co to znaczy normalnie, bo szafujecie wszystkie
    tym słowem do upadłego? Masz monopol na normalność? Co to jest
    normalne dziecko, normalna mama, normalna rozmowa?

    Wyłupałabym to tłustym drukiem żeby wreszcie dotarło, ale to chyba
    nie pomoże. Mój mąż zapytał córkę łagodnie, spokojnie dlaczego ryczy
    w momencie kiedy ona nie płakała, nie histeryzowała tylko po prostu
    się darła. Ani jej nie obraził, ani nie był złośliwy. Wcześniej
    wielokrotnie pytaliśmy co się dzieje, aż się uspokoiła trochę. No i
    odpowiedziała na pytanie zupełnie uczciwie, ryczy bo lubi. Czasem
    widocznie musi, bo inaczej się udusi. I przestań wreszcie, proszę, z
    tą niezachwianą pewnością oznajmiać mi czego moje dziecko oczekuje
    czy co odczuwa. BYĆ MOŻE masz rację, BYĆ MOŻE ja się mylę, BYĆ MOŻE
    prawda leży gdzieś po środku, ale to Twoje (i nie tylko Twoje)
    zadufanie uniemożliwia wszelką dyskusję.
  • morekac 11.08.09, 15:50
    Niektórzy są już mniej lub bardziej wkurzeni - racjonalnie dla
    jednych, irracjonalnie dla drugich - i zaczynają ryczeć...
  • d.o.s.i.a 11.08.09, 15:53
    > nie pomoże. Mój mąż zapytał córkę łagodnie, spokojnie dlaczego
    ryczy

    Dla mnie jest to lekcewazace i tyle, i nie mam zamiaru tracic wiecej
    energii na tlumaczenie, skoro i tak wiesz lepiej. Ja bym sie do
    dziecka (do nikogo!) tak nie odezwala. Taka jest roznica miedzy
    nami. Masz prawo zrobic inaczej. Koniec kropka. Skonczmy ta dyskusje.

    > odpowiedziała na pytanie zupełnie uczciwie, ryczy bo lubi. Czasem
    > widocznie musi, bo inaczej się udusi.

    Tak jak kazdy inny czlowiek, ile razy mozna to jeszcze powtorzyc.
    Czasem czlowiek MUSI, bo sie UDUSI. Po prostu, co tu do rozumienia?

    Dajac do zrozumienia corce, ze to rozumiesz, a nie pytaj sie w
    kolko "czemu ryczysz", to i w koncu bedzie potrafila tak ryczec,
    zeby chociaz caly blok nie slyszal. Moze kup jej worek bokserski do
    wyladowania emocji?

    Koncze juz ta dyskusje, bo zaczyna mnie zwyczajnie wkurzac.
  • mama_biedronki 11.08.09, 19:49
    I tym samym udowadniasz wszystko o czym pisałam w poprzednim poście.
    Zero odniesienia do wyjaśnień wcześniejszych kwestii, skrzętne
    omijanie wątków które jakoś tak... nie pasują, brak argumentów
    zastąpiony namolnością w jednym temacie tudziż obelgami (wobec
    Agaty).
    Proponowałam już wczoraj czy przedwczoraj, wobec coraz ostrzejszego
    tonu panującego na forum i coraz mniejszej sensowności wymienianych
    uwag, zakończyć dyskusję. Podtrzymuję.
  • agata055 12.08.09, 07:27
    > Proponowałam już wczoraj czy przedwczoraj, wobec coraz
    ostrzejszego
    > tonu panującego na forum i coraz mniejszej sensowności
    wymienianych
    > uwag, zakończyć dyskusję. Podtrzymuję.


    Święta racja, już nie raz mówiłam, że to nie dyskusja a przepychanka
    słowna smile
    Chciałbym tylko, żebyś Ty mamo biedronki odniosła się do przykładu z
    brudną buzią. Pisałam ze srebrną rybką na ten temat.
    Też uważasz, że brudna buzia u 3latki mogła być powodem wstydu i
    dlatego dziecko poczuło się zawstydzone?
    Pozdrawiamsmile
  • morekac 12.08.09, 09:30
    Agato, sama zarzucałaś czy d.o.s.i czy srebrnejrybce nadmierne
    wchodzenie w odczucia tejże Amelki, a teraz sama przyjmujesz z góry,
    że wiesz lepiej od samej Amelki, co ona czuje...
    Wszystkim sfrustrowanym mamom polecam przeczytanie kilku książek -
    nie tylko o wychowaniu dzieci, ale również o emocjach -i dzieci, i
    ludzi dorosłych.
  • srebrnarybka 12.08.09, 10:14
    Myślę, że gdyby babcia zzywczajnie abrała umorusane dzieci do mycia,
    nie byłoby żadnej afery, bo jest normalne, że dzieci się brudzą na
    dworze i że się je myje. Ale Agata w ogóle nie pisze, że to akurat
    babcia miała myć dzieci albo zaprowadzić do łazienki. Agata pisze,
    że babcia "rozcuzliła się" na widok 5 umorusanych buź i do każdego
    dziecka zaczęła zagadywać, jakąż to ono ma brudną buzię, traktując
    to jako czułość. Jako coś w rodzaju "najukochanszej kobietki". I
    moim zdaniem tu jest pies pogrzbany. Amelka nie chciała z
    najnormalniejszego w świecie faktu ubrudzenia buzi czynić elementu
    czułośći. Co więcej, miała do tego świete prawo. Dlaczego? Ano
    dlatego, że w 5 umorusanych buziach nie ma nic bardziej
    rozczulającego niż w 5 czystych buziach. Rozczulający możę być widok
    5 wnucząt, ale nie to, że akurat ubrudziły się przy zbieraniu jagód.
    Jeżeli w ubrudzeniu jest cokolwiek szczególnego (poza koniecznością
    umycia), to to, że 5 dzieci z brudnymi buziami wygląda śmiesznie.
    Śmiesznie dlatego, żę są nieporadne i nie umiały jeść jagód tak, jak
    dorośły, który by się nie ubrudził. I Amelka ma święte prawo, by jej
    śmieszność i nieporadność była podnoszona do rangi czułości,, Ona
    zapewne chciałaby być kochaana przez babcię, ale nie za to, że jest
    śmiesznym dzieckiem, które nawet jagód zjeść nie potrafi nie brudząc
    się. I moim zdaniem problem polega na ty, że z rzeczy najzupełniej
    normalnej zrobiono coś nadzwyczajnego.
    Pytasz Agato, czy Amelka to wszystko myśłałą? Otóż niestety nie. Ona
    takie rzeczy czuła, ale nie potrafi ich zwerbalizować i stąd również
    bierze się agresja.
    Jestem przerażona czytając ten wątek, bo czuję cąły czas, żę czytam
    o własnym dzieciństwie. Też w podobny sposób reagowałam na podobne
    zachowania moich rodziców, a oni też twierdzili, że jestem wybuchową
    wariatką. Jako dziecko nie ptrafiłam im wytłumaczyć, o co mi chodzi,
    zresztą oni nie bardzo chcieli suchać, bo to przecież tak przyjemnie
    pośmiać się z małego gapcia albo powiedzieć do córki aniołku. Bolało
    mnie to też dlatego, żę wiedziałam, że rezygnacja z tych wszystkich
    idiotycznych drażniącyh mnie zachowań nie kosztowałaby rodziców nic.
    Nie wymuszałam histerią łakoci, zabawek, późniejszego pójcia spać,
    nie protestowałam, kiedy rodzice wychodzili, a nawet wyjeżdżali na
    kilka doni zostawiając mnie pod opieką, bo rozumiałam, że mają prawo
    być gdzieś indziej, a na zabawki i lody nie mają pieniędzy.
    Natomiast traktowanie mnie poważnie, niewyśmiewanie się z mojej
    niedojrzałości, zwracanie się po imieniu, okazywanie czułości w
    sposób, który i ja akceptowałam, szanowanie moich zwyczajów etc. nie
    kosztowałoby ich nic. Ani dodatkowego czasu, ani dodatkowych
    pieniędzy. Tylko trochę zrozumienia i potraktowania poważnie tego
    nie otrzymałam przez całe życie. Ale ja wychowywałam się w czasach,
    kiedy nikt nie słyszał o bezstressowym wychowaniu, o partnerstwie,
    lanie było karą ogólnie przyjętą etc. Teraz tyle mowi sie o prawach
    dziecka, o szanowaniu dziecka, o jgo odczuciach etc. I to szanowanie
    możnaby w opisanych tu przypadkach osiagnąć zupełnie łątwo. I co -
    zupełnie nic.
  • mama_biedronki 12.08.09, 16:16
    Nie wiem, Agato. Tak jak przedstawiasz to zadarzenie, ja nie widzę
    nic zdrożnego w zachowaniu prababci, ale jak wszystkie dosżłyśmy już
    do wniosku trudno rozeznać sprawę po skrótowym, siłą rzaczy,
    opisaniu na forum. Trzeba chyba uznać, że pewnych awantur z
    wybuchowym z natury dzieckiem po prostu nie da się uniknąć i
    wyjaśnić to babci, która pewnie przyzwyczajona jest do dzieci
    wychowanych w duchu "powinno się widzieć, nie słyszeć" wink Pisalaś
    wcześniej, że Amelka jak chce urządzić jazdę szuka byle pretekstu -
    ja to samo obserwuję u mojej córki. Wedle recept srebrnejrybki&co
    musiałabym stać jak słup milczący przez dzień cały jak moja dziecina
    wpada w ten nastrój, bo inaczej mur beton, że w końcu czymś młodej
    podpadnę wink
  • srebrnarybka 12.08.09, 16:39
    Wg recept srebrnejrybki należy do dziecka zwracać się po imieniu,
    unikać pieszczotliwych określeń, chyba, że sama zaproponuje, o
    normalnych sprawach rozmawiać normalnie, a nie rozczulać się
    ("idziemy umyć buzię", a nie "o jaka buzia brudna, a ta jeszcze
    jaka", "dziekuję za pomoc w nakryciu do stołu", a nie "mój kochany
    pomocnik") i traktować poważnie rozmaite przejawy "folkloru"
    dziecka: jego zabawki, jego ulubione książeczki, jego przytulanki,
    zwyczaje przy kąpieli, ulubiony sposób słania łóżka, wysłuchać, gdy
    jest czymś przejęte i ma nam do powiedzenia, nie przerywając
    idiotycznymi czułościai etc. Srebrnarybka nie gwarantuje, że dziecko
    przestanie dostawać wybuchów złości, ale przypuszcza, że będzie ich
    znacznie mniej. Srebrnarybka życzy w tym powodzenia.
  • d.o.s.i.a 12.08.09, 17:08
    > ja to samo obserwuję u mojej córki. Wedle recept srebrnejrybki&co
    > musiałabym stać jak słup milczący przez dzień cały jak moja
    dziecina wpada w ten nastrój, bo inaczej mur beton, że w końcu czymś
    młodej podpadnę wink

    Nie, nikt nie postuluje, abys stala jak slup milczacy caly dzien,
    ale, zebys nie nazywala corki "kochanym pomocnikiem" skoro widzisz,
    ze ja to denerwuje. Droga dedukcji mozesz wywnioskowac jakie jeszcze
    okreslenia moga ja denerwowac i w jakich sytuacjach i po prostu
    powstrzymywac sie przed nimi. Juz np. wiesz, ze "kobietka mamusi"
    tez nie nalezy do ulubionych okreslen Twojego dziecka, gdy jest
    zajete zabawa.

    Wiesz rowniez, ze nie nalezy przysiadac jej pluszakow. A to juz
    cenna wiedza.

    Dobrze bedzie gdy po wybuchu gniewu zadasz sobie pytane o przyczyne
    i nie bedziesz z gory zakladac nieracjonalnosci zachowania. I nie
    deprecjonuj uczuc corki - krzywa wsuwka wielkim problemem?
    Powiedz "masz racje, rzeczywiscie jakas krzywa, trzeba zalozyc
    jeszcze raz", zamiast sie zloscic i robic wielkie oczy.

    Powodzenia.
  • mama_biedronki 12.08.09, 18:29
    Agato, mam chwilę czasu (pociechy spacyfikowanewink ) więc rozwinę
    nieco wcześniejszą skrótową odpowiedź. Nie wiem czy wytknięcie (o
    ile stwierdzenie babci można określić wytknięciem) brudnej buzi
    zawstydziło Amelkę, wątpię szczerze mówiąc, mnie jako dziecko by nie
    zawstydziło. Odniosę się do zachowań własnej córki bo te znam
    najlepiej. Młoda oburza się na załóżmy "kochanego pomocnika" (bo to
    określenie jako infantylne zostało tu w tę i wewtę skrytykowane)
    choć wcześniej sama przyszła i oznajmiła że jest moim kochanym
    pomocnikiem. Wścieka się że nie założy spódniczki choć sekundę
    wcześniej sama ją wybrała, wrzeszczy że chce bajki w tv choć jej
    tłumaczę że już się skończyły a ja nie mam wpływu na program. Po
    prostu kiedy chce się poawanturować żadne zagadywanie, racjonalne
    argumentowanie, łagodne pytanie, ustępowanie czy pomijanie
    drażliwych tematów jej nie powstrzyma. Cokolwiek i w jakiejkolwiek
    formie zaproponuję będzie źle.
    Ostatnio, kierujęc się własnymi odczuciami, próbuję rozładowywać
    takie sytuacje śmiechem. Kiedy ja jestem wkuta żadne odwoływanie się
    do "wyższych uczuć" mnie nie uspokaja, wręcz przeciwie, ale
    wystarczy mnie rozśmieszyć i mija mi. Moja córka reaguje podobnie, z
    początku patrzy bykiem, nadąsana ale w końcu parska śmiechem, a tak
    jakoś nie da się awanturować i śmiać jednocześnie.
    W każdym razie życzę cierpliwości i chyba właśnie poczucia humoru w
    potyczkach z Amelką. I może za radą morekac, częściowej głuchoty smile
  • lena.111 13.08.09, 09:03
    Witamsmile nie byłmnie tu jakiś czas, ale wszystkie posty przeczytałam
    więc jestem na bieżącowink

    co do wątku z brudną buzią to hmmmm.... ja nic złego nie doszukałam
    się w zachowaniu babci, ale faktycznie nie było mnie tam więc
    upierać się nie będę wink
    wiem jednak jak wtedy pewnie (tzn przypuszczam) zachowałaby się moja
    Julka.... a więc gdyby już sam widok babci ją rozwścieczył to wtedy
    nie miałoby już żadnego znaczenia co by ta babcia do niej
    powiedziała smile
    gdyby natomiast Jula była w "pokojowym nastroju" i ucieszyłby ja
    widok babci to też nie miałoby znaczenia co babcia by do niej
    zagadnęła bo ona by ją po prostuu wtedy ściskała i szczebiotała do
    niej słodko smile( o brudną buzie by się wtedy na pewno nie
    obraziła... ona uwielbia być brudnasmile)

    Co do rady mamy biedronki, aby łagodzić histerie poprzez
    rozśmiesznie to też się zgadzam, ale u nas działa tylko wtedy jak
    histeria w wersji ligft, bo gdy jazda na maxa to ojojoj....

    U nas też pomaga "minutnik" i umawianie. tylko dzięki tej metodzie
    nie spóźniam się codziennie do pracysmile
    wiadomo, ubrać się nie chce, ale jak powiem" dobrze teraz nie, ja
    teraz pójdę do kuchni po coś tam i jak przyjdę to się ubierasz,
    umawiamy się tak? No i ona wtedy wie, że troche jest po jej myśli no
    bo jednak w TEJ chwili się nie ubiera, więc godzi sięsmile
    Warto spróbować, może na Wasze pociechy ( te z charrrakterkiem)
    zadziała smile

    Mam tylko jeszcze jeden problem z moim dzieckiem....
    Otóż w myśl zasady (wyczytanej zresztą na forum), że jak "nie chce
    to niech nie zakłada" bo nic jej się nie stanie - moja córka już
    dobry miesiąc nie zakłada majtek ( no oczywiście po podwórku tak
    chodzi, na wyjście z krzykiem zakłada, ale szarpie je strasznie,
    kończy się czasem na tym, że zakładam jej bawełniane krótkie
    spodenki, zamiast spódniczki i idzie bez....no ale co będzie z
    przedszkolem ? Przecież tam bez majtek nie pójdzie.
    Miałyście może taki problem?
    Dodam jeszcze ,że majtek mamy w domu "sto tysięcy", chyba w każdym
    fasonie i kolorze, większość wybrane przez nią smile
  • morekac 13.08.09, 09:35
    Dlaczego nie chce wkładać tych nieszczęsnych majtek? Rozważ
    zwłaszcza wariant drugi...
    Bo ja miałam swojego czasu problem majtkowo-skarpetkowy, który dało
    się sprowadzić do kilku podstawowych kwestii:
    - majtki/skarpetki się nie podobały (nieładne były i już - jej
    zdaniem)
    - odzienie było w jakiś sposób niewygodne - coś tam
    obcierało/ściągało się, były jakieś szwy w durnych miejscach - jak
    już wpadłyśmy na to, jaki fason skarpetek (w sumie chodziło o szwy
    nie w tym miejscu, jakieś aplikacje z olbrzymią ilością nitek od
    wewnetrznej strony i materiał - w rezultacie zanim nie dorwałysmy
    odpowiednich skarpetek, chodziła w skarpetkach na lewą stronę) oraz
    majtek jest ok - większość fum ubieraniowych się skończyła.
    - był okres, kiedy i majtki, i skarpetki, i bluzka (a czasem też
    spódniczka) musiały być w jednym kolorze - zdaniem młodej tylko to
    pasowało do siebie, potem zaczęła być mniej ortodoksyjna w kwestii
    kolorystyki - teraz zaś jest rodzinnym stylistą.
  • lena.111 13.08.09, 10:00
    > Dlaczego nie chce wkładać tych nieszczęsnych majtek?

    Bo mówi, że ją "swędzą"smile
    My jeszcze przerobiliśmy wariant zdrowotny ( oprócz tych dwóch co
    podałaś) ale ia tam się nic nie dzieje,może jedynie ciut
    zaczerwienione miejsce, ale na bieżąco smarowane i jest ok.
    W moim mniemaniu to ona nie lubi jak ją coś "tam" dotyka,
    ewidentnie jej przeszkkadzają,wiem ,że to na pewno nie foch czy
    kaprys.

    Ps. Skarpetki też przeszkadzały, ale doszłyśmy do tego, że wtedy
    przeszkadzają jak nie na tą stopę założoną smile Zmieniamy wtedy z
    prawej na lewą i git smile

    Ostatnio już nawet kupiłam bezszwowe majtki i też nie chce smile
  • morekac 13.08.09, 10:13
    Z majtkami to tak dziwnie bywa - niby wszystko cacy, a to cos
    obcierają, to wejdą w rowek między półdupkami, uwierają, ściągają
    się pod spodniami etc - koszmar po prostu z punktu widzenia
    nosiciela gatek. Sama piszesz, że coś zaczerwienione - moze skóra
    jeszcze wrażliwa i po prostu boli/drażni? Jak już kupiłam jedne
    dobre majtki, to zanim kupiłam następne - to przez tydzień prałam je
    codziennie, bo były jedyne akceptowane...
  • lena.111 13.08.09, 10:30
    > Z majtkami to tak dziwnie bywa - niby wszystko cacy, a to cos
    > obcierają, to wejdą w rowek między półdupkami, uwierają, ściągają
    > się pod spodniami etc - koszmar po prostu z punktu widzenia
    > nosiciela gatek.

    Zgadza sięsmile Dzięki za radysmile

    Bardzo jednak ta jej niechęć do tych majtek mnie niepokoi.
    Widzę,że nawet kiedy jest bardzo zaabsorbowana czymś to i tak ciągle
    się tam ciągnie za te majtki i jak wraca skąś ( gdzie była w
    majtkach) to od razu w drzwiach je ściąga...
    Pomijam już fakt,że na środku ulicy potrafi ściągnąć spódniczke,żeby
    poprawić te nieszczęsne majtkismile
  • morekac 13.08.09, 10:36
    Dobrych majtek się nie czuje... Może one ciut za duże lub ciut za
    małe? Może jaka nieszczęsna koronka gdzieś tam jest? Gumka gdzieś za
    ciasna? A może szorstkie (płyn do płukania). Trzeba eksperymentować,
    niestety, do skutku. Niektóre dzieci mają bardzo wrażliwą skórę.
  • mama_biedronki 14.08.09, 11:30
    Leno, moja córka jest na etapie wojny ubraniowej już od jakiegoś
    czasu. Do przedszkola musi czasem zakładać strój galowy, zawsze jest
    o to wściekła awantura. Teraz po prostu zanoszę ciuchy do
    przedszkola i tam już pani się przebiórką zajmuje.
    Poza tym młoda uznaje wyłacznie spodnie, koszulki nie zapinane,
    skarpetek najchętniej w ogóle by nie ściągała (nawet śpi w
    skarpetach i po plazy albo na placu zabaw chodzi w skarpetach - bez
    butów) jedynym ustępstwem jest codzienna zmiana na czyste wink No i
    zawsze, na kazde wyjście, zabieram przynajmniej trzy dodatkowe pary
    na zmianę, bo czasem nagle stwierdza, że cośtam i zaczyna sie bal wink
    Twoja córka już zapewne przywykła do awantur o ubieranie majtek,
    więc nawet znalezienie wygodnych może nie rozwiązać problemu. U nas
    ostatnio wprowadziłam system, jeden dzień ja wybieram córce ubranie,
    drugi dzień wybiera sama. Zaznaczyłyśmy dni w kalendarzu, troche
    próbuje szachrować ale generalnie system działa. Już nawet
    przemyciłam spódniczkę raz czy drugi smile
  • d.o.s.i.a 14.08.09, 12:34
    Ta dyskusja robi sie coraz ciekawsza smile

    Tak sobie mysle Mamo_Biedronki. Czy Twoja corka przypadkiem nie ma
    za malo rzeczy, w ktorych moze wyrazic swoje zdanie? Czlowiek, ktory
    ma poczucie kontroli nad wystarczajaca liczba rzeczy waznych, nie ma
    potrzeby manifestowania swojego zdania w sprawach mniej waznych. Byc
    moze corka czuje podswiadomie, ze nie ma wplywu na wiele, nazwijmy
    to, strategicznych rzeczy, to chociaz probuje zaznaczyc ta swoja
    niezaleznosc przy wyborze ciuchow. I stad te batalie?

    Znow powraca kwestia jak powaznie traktujecie corke. Czy pytacie ja
    o zdanie w sprawach ciut wazniejszych? Czy dajecie odczuc, ze jej
    zdanei jest wazne takze w bardziej strategicznych kwestiach. Czy
    czasem zdarza sie Wam np. zmienic zdanie pod wplywem jej opinii. Nie
    wiem, przykladowo: ja nie chce jechac na basen, tylko do lasu. Odp:
    a wiesz masz racje, las to chyba lepszy pomysl na dzisiaj.

    Mam nadzieje, ze wiesz o co mi chodzi?
  • morekac 14.08.09, 13:14
    U mnie też były dzikie awantury o majtki i skarpetki - skończyły się
    w momencie zaakceptowania, że dziecku może być z czymś niewygodnie,
    co poskutkowalo znalezieniem rozwiązania problemu. Więc może
    pomoże - a sama Lena pisze, że są jakieś obtarcia i zaczerwienienia
    na pupie. Może boleć, może skóra być za wrażliwa (może należy skórę
    na pupie należaloby zahartować częstym laniem, czyż nie?)
    Strój galowy jest z definicji niewygodny: zwłaszcza damski strój
    galowy. Te wstrętne rajstopy, które zawsze złapią oczko, durna
    bluzka z falbanką i guzikami - i jeszcze trzeba uważać, żeby się nie
    zabrudziło przy jedzeniu sniadania w przedszkolu czy szkole - bo to
    przecież strój galowy i nie ma prawa być na nim żadnej
    plamki.Przecież w troju galowym nie można iść na zjeżdżalnię ani się
    normalnie bawić...Ani nawet zjeść obiadu.
    Starsza córka była na zakończeniu roku szkolnego (kończyła
    podstawówkę, więc okazja była) - w spodniach. Bo uznała, że jej tak
    będzie lepiej. Nie ona jedna (z dziewczynek) była w spodniach.
    Co do strojów galowych - moje dziewczyny jak mają iść na galowo do
    szkoły, biorą sobie rzeczy na przebranie... I tak jest od lat - bo
    białe bluzki jakoś dziwnie szybko robiły się szare z brudy i w
    niezmywalnych plamach z sosu pomidorowego (bo jakoś dziwnie akurat w
    dniach galowych na obiad bywało spagetti...)- a i im bylo
    niewygodnie, więc rozsądnie było pójść na kompromis po wysłuchaniu
    zastrzeżeń strony katowanej owym strojem galowym. Bez dzikich
    awantur.
    Może twoje dziecko widzi siebie w spodniach od dresu i wygodnej
    bluzie zjeżdżającą na zjeżdżalni i hustającą się na huśtawce, ty zaś
    widzisz ją w eleganckiej bluzeczce na guziczki i przepięknej
    spódniczce, grzecznie krączącą przy mamie... U mnie ubrania
    dziewczyny wybierają sobie same - od lat. Takie na jakie mają
    ochotę, pod warunkiem, że jest to ubranie w miarę dostosowane do
    warunków pogodowych. Więc może po prostu ustal, że dzisiaj jest
    ciepło/zimno i pozwól jej wybrać samej odpowiednio do pogody. Nie
    będziesz musiała ani się awanturowac, ani przemycać spódniczek (w
    warunkach przedszkolnych/szkolnych też mogą być okropne - ze względu
    na zabawę, a w chłodniejszych porach roku - ze względu na wszelkie
    przebieranie się na zajęcia sportowe - zwykle głównie chodzi o
    rajstopy, co to się nie chcą łatwo włożyć). Co najwyżej będziesz
    przypominać, że za 5 minut wychodzicie.
  • mama_biedronki 14.08.09, 17:07
    Morekac, zgadzam sie absolutnie co do strojów galowych,z tym że
    akurat moja córka rajstopek nie nasza (w przedszkolu jest gorąco).
    Tym niemniej taki jest wymóg (dzieci obcują z kulturą wyższą) i w
    sumie dobrze, że młoda sie nauczy że strój trzeba dopasowywac do
    okazji. Oczywiście mozna chodzic do opery w dresie, ale przyjęte
    jest, że się nie chodzi. Natomiast do przedszkola w "galowe dni"
    córka i zresztą inne dzieci też dostaja ciuchy na przebranie i
    jedzą, bawią się już w cc, więc na pewno nie to jest przyczyną jej
    niechęci.

    > Więc może po prostu ustal, że dzisiaj jest
    > ciepło/zimno i pozwól jej wybrać samej odpowiednio do pogody.
    Z moją córką tak się nie da - patrz: pierwszy post w tym watku smile
    W ogóle odkąd córka nauczyła się ubierać samodzielnie(a nastąpiło to
    bardzo szybko, jakaś pojętna była w tym kierunku) zawsze wybierała
    sobie ciuchy sama. Po prostu chowałam te niedostosowane do pory roku
    żeby uniknąć scysji. Ubierała się sama, wybierając zawsze to co
    lubiła najbardziej czyli spodenki i t-shirt, no i stąd się wziął
    problem. Bo w którymś momencie gdy nadeszła jakaś tam okazja przy
    której trzeba się było ubrać elegancko, ona przyzwyczajona do
    swobody stanęła okoniem. Dlatego wprowadziłam system zmianowy.
  • morekac 14.08.09, 13:46
    a wiesz dlaczego dzieci przywykają do awantur o ubranie? Bo się
    rodzic z nimi awanturuje, czy dziecko może włozyć krótkie spodenki
    zamiast spódniczki i bluzeczkę z guziczkami zamiast t-shirta
    (współczynnik grzania praktycznie ten sam), zamiast spróbować
    zrozumieć, że spódniczka może byc niewygodna, zaś guziki trudno
    zapiąć. Czy ty swoim uporem w przypadku ubrania nie prowokujesz
    przypadkiem awantur - przynajmniej części?
  • morekac 14.08.09, 13:48
    Miało być: t-shirt zamiast bluzeczki...
  • verdana 14.08.09, 14:31
    Sedno problemu zawiera sie w króciutkim stwierdzeniu "juz nawet
    przemycilam spódniczke raz czy dwa". Dlaczego? Bo to jest
    kwintesencja trasktowania dziecka. Pozwala mu się wybrac strój,
    jednoczesnie majac absolutna, niiewzruszona pewność, ze wybór
    dokonany przez dziecko jest wyborem znacznie gorszym, niz ten, ktory
    dokonuje mama. Bo tak naprawde, to spodniczka jest dobra, i mama
    odnosi zwyciestwo, kiedy "przemyda" ja, zamiast oczywiscie gorszego
    stroju wybranego przez dziecko.
    czyli dziecko wybiera, ale wybiera xle. Ten wybor mama może
    zaakceptować, dla swietego spokoju, ale będzie dążyc do tego, aby
    dziecko jednak wybieralo "wlasciwie" tzn. zgodnie z tym, co mama
    uwaza za wlasciwe. Bo nie jest możliwe, aby to dziecko mialo racje,
    można tylko się z nim nie kłócić dla swietego spokoju.
    Takie rzeczy dziecko świetnie wyczuwa, chocby nawet mama nigdy nie
    wyrazila tego slowami - wyczuwa, ze mama uwaza, że jego decyzje sa
    głupie...
    Pewnie, ze czasem histeryzuje "bez powodu'.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • srebrnarybka 14.08.09, 15:42
    Popieram w całej rozciągłości, a przy okazji nie rozumiem, dlaczego
    akurat spódniczka ma być lepsza i trzeba ją przymycać. Jako 5latka
    odmówiłam noszenia spodni, bo kiedyś szłam ulicą w spodniach krótko
    ostrzyżona i jakaś pani powiedziała do mnie: Jaki jesteś śliczny,
    Jasiu. Odtąd darłam się przy zakładaniu spodni i na szczęście moja
    mama dość szybko ten wybór uszanowała. W wieku 10 lat mi się
    odmieniło: przeczytałam jakąś przygodową książkę i postanowiłam
    ubierać się sportowo, zwłąszcza, że dostąłam pierwsze w życiu
    pseudodżinsy. Chodziłam w spodniach, gdzie się tylko dało, do szkoły
    wtedy pozwalali niestety tylko zimą. Miałama nawet eleganckie
    spodnie na wyjścia typu teatr albo wizyta u cioci. Jako dorosła
    chodzę częściej w spodniach, chcciaż zdarza mi sie zakładać
    spódnicę. Mam spodnie na eleganckie okazje i spódnice do czarnych
    robót. I w zasadzie poza weselem (wtedy jednak jednoznaczenie
    wskazana spódnica) i wycieczką w góry (spodnie) nie ma dzisiaj
    przeciwskazań, by kobieta nosiła jedno lub drugie. Więc po
    kiego "przemycać" spódniczkę?
    A kwestia ważniejsza: całe zachowanie jest nieszczere. Albo uważamy,
    że dziecko jest niedojrzałe, by o czymś decydować (oczywiście jest
    wiele takich rzeczy) i wtedy mówimy mu szczerze, że o tym decydować
    nie może, bo nie jest przygotowane i ewentualnie dlaczego, albo
    zezwalamy na wybór, ale wtedy szanujemy ten wybór. W obu wypadkach
    dziecko trakowane jest poważnie. Można też wyraźnie zakreślić
    granice wyboru np. dzisiaj zakładasz spódniczkę, bo jest niedziela
    albo imieniny cioci, ale wybierz, którą chcesz (specjalnie nie widzę
    powodu zmuszania do spódniczki z takich okazji, ale wtedy sprawa
    jest czysta). Natomiast udawanie przed dzieckiem, że ma wybór, gdy
    staramy się wbrew uzgodnieniim ten wybór ograniczyć, dziecko musi
    odebrać jako oszustwo, łamanie reguł gry w trakcie. Cały czas
    odnoszę wrażenie, że Twoja córka ma prawo nie czuć się traktowana
    poważnie i dlatego protestuje.
  • d.o.s.i.a 14.08.09, 16:09
    Zgadzam sie w stu procentach. Ja tez zwrocilam uwage na
    to "przemycanie" spodniczki. Czyli dajemy dziecku tylko pozorne
    prawo do decydowania, tylko czasem, a w gruncie rzeczy i tak wiadomo
    kto tu rzadzi. Dzieci to wyczuwaja doskonale. Dziecko, ktore ma
    wolnosc w doborze ubran na codzien, samo nauczy sie tego, ze np.
    taka suknia balowa nie bardzo pasuje do przedszkola. Ale ono musi
    miec szanse dojscia do tego samodzielnie. Natomiast wciskanie na
    sily spodniczki nie rozumiem ani ani.

    Podobnie, w dalszym ciagu bede sie upierac, ze dziecko ktore ma
    szanse zmarznac na wlasne zyczenie, bez pretensji i biadolenia ze
    strony rodzica, znacznie szybciej pogodzi sie z faktem, ze trzeba
    czasem zalozyc sweterek, niz dziecko, ktore toczy o to boje z matka
    i jest wiecznie pouczane.
  • mama_biedronki 14.08.09, 16:49
    Sedno problemu leży chyba w czytaniu cudzych postów na chybcika a
    zatem bez zrozumienia. Napisałam wyraźnie, że ustaliłyŚMY z
    córką (NIE ja jej narzuciłam), że jednego dnia ja kompletuję jej
    strój, drugiego dnia ona. Kiedy jest jej dzień ubiera się od stóp do
    głów w co zechce, najwyżej sugeruję że coś nie pasuje albo że nie
    nadaje się ze względu na pogodę ale jeżeli się upiera, nie czepiam
    się. Lubi spodnie? Ok. Natomiast w "moje" dni przemycam spódniczki i
    robię to po to żeby córka oswoiła się z myślą, że czasem ze względu
    na okoliczności musi założyć coś innego niż sprane portki. Nie kupię
    czterolatce spodnium żeby mogła błyskać elegancją w zgodzie ze swą
    niechęcią do kiecek
  • verdana 14.08.09, 16:53
    Czyli jest dokładnie tak, jak pisalam. "Przemycasz" spódniczki,
    bowiem Ty wiesz, jak ona się powinna ubierać. I ze ma sie nauczyć
    Twojego stylu ubierania, bo on jest własciwy, a noszenie "starych
    portek' to juz nie to.
    Tymczasem dla mienie pomysł, ze czterolatka czasem 'musi" zalożyc
    spodniczke, bo najwazniejsza w życiu jest konwencja i ubranie
    stosowne do sytuacji jest znacznie bardziej dziecinne, niż noszenie
    starych portek.
    Ma jeszcze czas na konicznośc ubierania się stosownie do panujacych
    w świecie doroslym zasad.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mama_biedronki 14.08.09, 17:11
    Aha, czyli jeżeli do teatru albo na urodziny koleżanki córka chce
    się ubrać w wytarte spodnie z placu zabaw, mam jej na to pozwolić w
    poszanowaniu jej wolności wyboru, tak? No to rzeczywiście się nie
    dogadamy.
  • d.o.s.i.a 14.08.09, 17:11
    > zatem bez zrozumienia. Napisałam wyraźnie, że ustaliłyŚMY z
    > córką (NIE ja jej narzuciłam), że jednego dnia ja kompletuję jej
    > strój, drugiego dnia ona.


    Ja nie do konca rozumiem po co takie ustalanie. Albo pozwalasz corce
    decydowac w kwestii ubioru CODZIENNIE, ewentualnie sluzyc jej rada,
    albo to podejmowanie decyzji przez nia co drugi dzien mozna sobie o
    kant d... potluc. Bo prawda jest taka, ze corka w dalszym ciagu nie
    ma poczucia, ze panuja nad ta sytuacja. I dopoki takiej pewnosci
    miec nie bedzie, dopoty bedzie o ta wolnosc walczyc do upadlego.

    Twoja corka domaga sie traktowania jej powaznie. Pozwalania jej na
    podejmowanie pewnych decyzji SAMEJ, bez ciaglego nadzoru i kontroli.

    > robię to po to żeby córka oswoiła się z myślą, że czasem ze
    względu na okoliczności musi założyć coś innego niż sprane portki.

    MUSI??? Naprawde?

    Miedzy spranymi portami a eleganckim spodnium jest tysiac piecset
    fajnych rodzajow spodenek, ktore moglaby zalozyc bez problemu,
    zamiast spodniczki.

    Szczerze? Wydaje mi sie, ze masz bardzo dziecinny problem i nie ma
    on zadnego zwiazku z tym jaka jest Twoja corka.
  • verdana 14.08.09, 17:17
    Pytanie, dlaczego corka na imieninach u kolezanki nie może byc w
    starych spodniach. Albo bedzie się czuła w nch dobrze - i jest OK,
    albo źle - i wtedy SAMA nauczy sie, ze lepiej ubrac sie elegancko. A
    nie ma lepszej nauki, niz własne doswiadczenie, ktorego Ty
    najwyraxniej nie doceniasz.
    Niestety, chyba znam odpowiedź na to pytanie - cka nie moze iść na
    przyjecie w starych spodniach, bo Ty sie bedziesz z tym xle czula,
    bowiem Twoja córka jest przedlużeniem Ciebie i jej wyglad jest
    dowodem twoich rodzicielskich kompetencji. wazna jestes tu tylko Tu,
    nie córka. która nie jest jednak dla Ciebie kimś, kto ma prawo
    dokonywac wyboru, jesli ten wybor tobie nie odpowiada.
    Czyli - wybieraj dziecko, ale w ostatecznym rozrachunku masz sie
    zachowywac tak, jak matka ustali.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mama_biedronki 14.08.09, 18:00
    Jak mądrze, dla mnie bomba. Czyli jak będzie się źle czuła,
    zawstydzi się i bedzie się stosownie do tego zachowywać, zepsuje
    koleżance imprezę, bo nie będzie chciała ani zostać ani wyjść i jej
    rozterki będą bardzo głośne i spektakularne (tak, już to
    przerabiałam), to nieważne, bo grunt to nowe życiowe doświadczenie,
    koleżance też się przyda. Jak tak rozważam, to może najlepiej niech
    siedzi cały czas w domu, nie przyniesie mi wstydu. A na teatr,
    imieniny czy wesela przyjdzie czas jak dorośnie.
  • srebrnarybka 14.08.09, 18:14
    nie przyniesie mi wstydu

    - to też kluczowe wyrażenie dla Twojej relacji z córką. Czyli w
    zasadzie nie jest ważne, jak się będzie czuła, czego się w życiu
    nauczy, tylko, żeby Tobie nie przyniosła wstydu. Nie mówiąc o tyn,
    że nie bardzo rozumiem, na czym ten wstyd ma polegać, to raz. A
    drugie - Ty już się z góry nakręcasz, zamartwiając się, a co będzie
    na weselu, a co będzie na urodzinach. A może na to wesele bez
    problemu zgodzi sie założyć galowe ubranie? Jutro masz to wesele?
    Chyba nie. Dlaczego od razu zakłądasz, że będzie afera?
  • mama_biedronki 14.08.09, 20:44
    srebrnarybka napisała:

    > nie przyniesie mi wstydu
    >
    > - to też kluczowe wyrażenie dla Twojej relacji z córką. Czyli w
    > zasadzie nie jest ważne, jak się będzie czuła, czego się w życiu
    > nauczy, tylko, żeby Tobie nie przyniosła wstydu. Nie mówiąc o tyn,
    > że nie bardzo rozumiem, na czym ten wstyd ma polegać, to raz. A
    > drugie - Ty już się z góry nakręcasz, zamartwiając się, a co
    będzie
    > na weselu, a co będzie na urodzinach. A może na to wesele bez
    > problemu zgodzi sie założyć galowe ubranie? Jutro masz to wesele?
    > Chyba nie. Dlaczego od razu zakłądasz, że będzie afera?


    No ten post to jest absolutne mistrzostwo świata. Czy Wy wszystkie w
    czambuł czytać nie umiecie (bo do Was, dosiu i verdano, też to
    piszę)? Stwierdzenie "nie przyniesie mi wstydu" w moim poście to był
    sarkazm, odsyłam do słownika, poczytaj sobie, srebrnarybko, co to
    też za dziwo jest.
    Kiedy tak Was wszystkie czytam to mi się natrętnie nasuwa
    skojarzenie z pyszną sceną z Epoki lodowcowej: nacierające stado
    ptaków dodo z dzikim błyskiem w oku, skandujące "zginiesz marnie,
    zginiesz marnie". Jak skomentował mamut Maniek "ubaw po pachy i to
    za darmola". Nic dodać, nic ująć.
  • morekac 16.08.09, 10:44
    Ja już chyba wszystko rozumiem. Po prostu jesteś mamą
    typu "JA.WIEM.LEPIEJ.OD.CIEBIE.CO.JEST.DLA.CIEBIE.DOBRE.I.CO.TY.CZUJE
    SZ.KOCHANIE."
    Do koleżanki na imprezkę można pójść w czymś pomiędzy portkami z
    placu zabaw a super elegancką kreacją - i to też zależy, gdzie te
    urodziny są robione - czy jest to impreza raczej na dworze czy
    raczej "domowa". Na imprezę w ogrodzie czy też w jakiejś zabawowni
    dla dzieci nie należy puszczać dziecko w sukience z falbankami i
    najnowszych lakierkach...
    I czy nie można dziecku wytłumaczyć, że zależy nam na tym, żeby
    była ubrana elegancko, bo jest to bardzo szczególna okazja? Czy
    myślisz, że moje podrośnięte dziewczyny nie uznają strojów galowych?
    Na uroczystości rodzinne naprawdę potrafią się ubrać - aż wszystkim
    ciotkom oko bieleje... Sukienek "bardzo eleganckich" mają po jednej
    sztuce, ubrań "wyjściowych" też nie w nadmiarze - ale coś tam zawsze
    zamotają, dorzucą jakieś dodatki, pozmieniają. Szczerze mówiąć,
    gdyby nie ich własna inicjatywa w wyborze strojów i dodatków ,
    chodziłyby pewnie niemal jak sieroty/ w mundurkach "dla pani z
    sekretariatu", bo ja nadmiernej wagi do zakupu odzienia nie
    przywiązuję (ani też nie czuję się czasem kompetentna w tej
    kwestii...).
    Na weselu można być niegrzecznym z powodu tysiąca rzeczy - i moim
    zdaniem, jeśli rodzice mają się naprawdę dobrze bawić, i tak
    należałoby odesłać czterolatkę do domu przed północą - inaczej na
    100% będzie niegrzeczna. Ale ty już wiesz, że będzie niegrzeczna z
    powodu stroju, a nie z innych powodów.
  • srebrnarybka 14.08.09, 17:16
    Poza słowem "przemycanie" pisałaś jeszcze o tym, że
    trochę "szachrujsze". Czyli jednak usiłujesz wbrew ustalonym
    wspólnie zasadom przeprowadzić ubieranie pod Twoje dyktando. A poza
    tym, jeśli decyzje są pół na pół, to dlaczego w "swoje" dni musisz
    spódniczki "przemycać"? Teoretycznie ona powinna w Twoje dni
    przyjmować Twój wybór bez szemrania. Jeżeli nazywasz to
    przemycaniem, to znaczy, że wykorzystujesz Twoje dni do narzucania
    jej stroju, którego ona zdecydowanie nie lubi i który zdecydowanie
    nie pasuje do sytuacji (np. zabawa na świeżym powietrzu). Czyli tak
    czy owak usiłujez córkę "złamać". A co do elegancji: 4 latce nie
    jest potrzebny elegancki spodnium. Skoro lubi chodzić w spodniach,
    to po prostu wystarczy kupować jej więcej spodni niż spódniczek i w
    różnych kolorach - wtedy nie wszystkie będą stare, znoszone i
    sprane, a te nowsze będą równie eleganckie, jak spódniczka, a nawet
    bardziej, bo bardziej dopasowane do trybu życia 4latki. Podejrzewam,
    że nie zabierasz córki w najbliższym czasie na wesele w Marriocie
    albo na I Komunię siostrzenicy, kiedy istotnie pasowałaby
    spódniczka. Ale gdyby się taka okazja trafiła, to jako sytuację
    nazdwyczajną możnaby ją wyłączyć z grafiku i wskazać dziecku na
    wyjątkowy charakter tej imprezy. Poza tym zawsze można wtedy dać
    córce wzamian dodatkowy dzień wyboru stroju.
  • srebrnarybka 14.08.09, 17:27
    Opisałam już swoją niechęć do spodni, nabytą w wieku 5 lat,
    zamienioną 5 lat później na trwałą niechęć do spódnic. Wychowałam
    się w czasch, kiedy z dziećmi się nie dyskutowało i zasadniczo
    dzieci i ryby głosu nie miały, z pewnością dużo mniej, niż teraz.
    Specjalnie zresztą nie przywiązywałam wagi do ubrania, więc nie
    zależało mi na decydowaniu, w czym chodzę i jako 5-10 nie wybierałam
    sobie strojów, bo się tego nie domagałam. Ale mimo ówczesnych
    uwarunkowań moja matka uszanowała to, że nie chcę chodzić w
    spodniach i nie zmuszała mnie do tego poza jakimiś absolutnie
    szczególnymi okazjami (dres w bardzo zimny dzień na wakacjach czy
    coś w tym rodzaju, to chyba i ja rozumiałam). Było to dla mamy
    kłopotliwe także i ze względu na stały wtedy kłopot z kupnem
    rajstop, w których ciągle jechały oczka, a często także miały dziury
    na kolanach po przewróceniu się. Mimo to chodziłam w sukienkach i
    spódnicach, bo tak chciałam, potem mi się odmieniło i też nie było z
    tego afery. 4latce styl ubierania zmieni się jeszcze wielokrotnie,
    zanim wypracuje sobie swój własny. O co tyle hałasu?
  • mama_biedronki 14.08.09, 17:50
    Napisałam że trochę próbuje szachrować, ONA nie JA. Tzn. na przykład
    kiedy jest mój dzień ona się upiera że jej i na odwrót, ale bez
    jakichś szczególnych awantur. Albo pyta mnie o zdanie czy cos pasuje
    kiedy sama wybrała, albo nie chce załozyć tego co ja wybrałam, wtedy
    proponuję jej coś innego.
    Moja córka ma w zasadzie same wybrane przez siebie ubrania, poza
    prezentami oczywiście. Ostatnio w sklepie sama sobie wybrała
    sukienkę. Nie chcieliśmy jej kupić, wychodząc z założenia że
    porośnie mchem w szafie, ale się zarzekała że będzie nosić na pewno.
    I ostatnia, owszem wybieramy się na wesele, tylko wesele kuzynki i
    tylko w wiejskiej sali, a ja mam tę głupią fanaberię i dziecinny
    problem, że chciałabym żeby córka na tę okazje ubrała sie elegancko.
    I tak się składa (tu odpisuję wszystkim gremialnie), że nie
    pochodzimy z Rotszyldów i nie stać mnie żeby córce bez przerwy
    kupować nowe ubranka stosownie do jej widzimisię w danej chwili
    licząc na to że a nuż a widelec raczy je założyć.
  • verdana 14.08.09, 18:01
    Fakt, masz dziecinny problem. I nikt Cie nie namawia, abys corce
    kupowala wszystko co zechce - tylko, zebys pozwolila jej ubierać sie
    w co zechce.
    No i juz rozumiem - jestes taka doskonała matka, dogadujesz się z
    córka itd - a wszystkie klopoty wychowawcze wynikaja z tego, ze
    corka jest wadliwa, i cala wina za jej zachowanie lezy po jej
    stronie.
    Masz racje - to tylka ją trzeba ociosać, zmienić , utemperwoać,
    nauczyc - matka zmieniac sie nie musi, bo po co? Trochę bicia,
    troche straszenia, troche oszustwa - i uda ci się! Złamiesz (jak
    zapowiadasz w pierwszym poscie) charakter córce.
    To, ze zyc ze złamanym charakterem bywa trudno - to niewazne. Wazne
    jest nie szczęście dziecka, ale świety spokój w domu posluszenstwo
    mamie.
    A potm zdziwienie - dlaczego nastolatki pija, cpaja, buntują się i
    wyskakują oknem, skoro w domu bylo wlasciwie zupełnie normalnie.
    A to po prostu zlamany charakter...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • srebrnarybka 14.08.09, 18:05
    Przepraszam, zrozumiałam, że to Ty "szachrujesz".
    Myślę, że wesele to na tyle szczególna okazja, że można
    przygotowania do niego, także wybór stroju, potraktować jako coś w
    rodzaju teatru. Normalnie się tak nie ubieramy, ale na wesele
    przebieramy się, jak np. na jasełka albo bal przebierańców. Jako
    4latka grałam aniołka w jasełkach owinięta białym prześcieradłem z
    jakąś idiotyczną srebrną opaską z gwiazdą we włosach, a pod tym
    prześcieradłem, ponieważ w kościele było zimno, miałam założony
    włosem na wierzch góralski serdaczek mojej babci. Doskonale
    wiedziałam, że to nie jest strój normalny, tak na codzień się nie
    chodzi, tylko strój aniołka. Zaliczyłam też jakiś bal przebierańców
    jako muchomor w spódnicy z czerwonej gazy w białe kropki i też
    rozumiałam, że to okazja wyjątkowa. Więc i wesele można tak
    potraktować, zwłaszcza, jeśli córka sama wybrała sobie sukienkę.
    A genralnie nie uważam, żeby kupowanie spodni miało być droższe niż
    kupowanie spódniczek. 4latka i tego i tego musi mieć sporo, bo
    przecież się brudzi, więc skoro nie lubi spódniczek, to powinna mieć
    więcej niż jedne spodnie, stare i sprane. Spódniczek ma z pewnością
    więcej. A jeżeli w ciągu najbliższego roku jej się odmieni, to żaden
    problem, bo przecież z aktualnych strojów i tak wyrośnie i będziesz
    musiała kupić jej nowe.
  • d.o.s.i.a 14.08.09, 18:54
    > I tak się składa (tu odpisuję wszystkim gremialnie), że nie
    > pochodzimy z Rotszyldów i nie stać mnie żeby córce bez przerwy
    > kupować nowe ubranka stosownie do jej widzimisię

    O matusiu. No rzeczywiscie, zaiste trzeba byc bogaczem, zeby dziecku
    kupic dwie pary ladniejszych spodenek na okazje, a do tego np.
    dluzsza bluzeczke, zeby bylo elegancko.
    Nie rozumiem, nie pojmuje. To tylko spodniczki i sukienki sa
    odpowiednim strojem na wesele?

    Skad w Tobie taki osli upor, skoro widzisz, ze to nie dziala?
    Dlaczego Twoje dziecko nie moze o niczym decydowac?
  • mama_biedronki 14.08.09, 20:50
    Słuchaj dosiu, Twój post jest, przepraszam, że tak dosadnie, ale tak
    głupi i nie na temat, że ręce opadają. Najpierw przeczytaj dokładnie
    i ze zrozumieniem co napisałam a potam odpisuj, a najlepiej trzymaj
    się tego co postanowiłaś wcześniej i przestań już dyskutować, w
    każdym razie ze mną bo męcząca się robisz z tą nieustanną
    napastliwością. Nawet mając rację nikogo do niej nie przekonasz
    jeżeli go obrażasz. To aż takie proste.
  • verdana 14.08.09, 21:04
    Przeczytalam twoje posty ze zrozumieniem. Wynika z nich, ze lejesz
    dziecko, straszysz je porzuceniem (i to zwalajac na nia winę) i,
    manipulujesz nim, zalezy ci, aby nie przynosilo Ci wstydu, a
    ostatecznm celem jest złamanie charakteru corki poki jest na to czas.
    I w dodatku nic to nie daje - nie radzisz sobie z dzieckiem.
    Co będzie dalej - wole nie mysleć. Bo to jest bitwa miedzy Wami -
    albo t zlamiesz charakter corki i zniszczysz ja psychicznie - przede
    wszystkim straszac i pilnujac, aby ci nie przyniosla wstydu - i
    corka bedzie przez rszte zycia probowala przełamac traume
    teoksycznego rodzicielstwa (oswiadczenie dziecku, ze sie je odda to
    szczyt toksycznosci). Albo jej nie zlamiesz - i to, co bedzie się
    działo , gdy będzie nastolatka zlamie Ciebie.
    Jesli chcesz dogadac się z dzieckiem, to Ty sie masz zmienić. Nie
    tylko dziecko - ale Ty się zmieniac nie chcesz. Chcesz pokonac córkę
    i pokazac, ze jestes od niej silniejsza. Nie zalezy Ci na niej,
    tylko na wygranej. I tyle.
    Prawee mowiac, nie widze żadnej mozliwosci obrazenia kogokolwiek ,
    kto sam pisze, ze straszyl dziecko, ze jak bedzie niegrzeczne, to
    ktos je zabierze... piszac cos takiego sam sie obraza bardziej, niz
    ja moglabym go obrazic uzywajac w tym celu calego swojego slownictwa
    i wyobraźni.
    Sa rzeczy, ktorych awet w najwiekszym gniewie i zdenerwowaniu
    przyzwoity czlowiek i kochajaca matka nie zrobi i nie powie. I tyle.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • d.o.s.i.a 14.08.09, 22:27
    Przepraszam, ale moj post byl jak najbardziej na temat. Uwazasz za szczyt
    elegancji kiecki, ktorych Twoja corka nie lubi. Jako alternatywe widzisz jedynie
    sprane portki, a na sugestie, ze istnieja tez bardziej eleganckie spodnie,
    rzucasz, ze nie jestescie bogaczami.
    Widze, ze bedziesz bronic swoich metod do upadlego.
    Powodzenia w wychowaniu corki. Mam nadzieje, ze juz niedlugo uda Ci sie "zlamac"
    corke.
  • pam_71 19.08.09, 14:59
    Moja córka ma już 8lat, ale tez preferuje ubiory sportowe (żeby nie powiedzieć
    że najlepiej czuje się w dresach po starszym bracie ... )wink
    Był czas gdy ubolewałam, że spódniczek nie chce nosić, że kitek nie da sobie
    zapleść(dopiero teraz zapuściła włosy jako-tako, ale już się umawia z Panią
    Fryzjerką na ścięcie po Komunii wink) ... i tak ubolewałam, nakłaniałam,
    nakazywałam (chociaż na rozpoczęcie/koniec roku) ... aż pewnego dnia spojrzałam
    w lustro wink Hm ... próbowałam przypomnieć sobie kiedy ostatnio założyłam
    spódnicę (na ślub Kuzynki .. 2lata temu ?!) ... a Moje Dzieci nie pamiętają mnie
    z długimi włosami(mam cienkie i "sypiące się") ...
    Od tamtej pory "kurtuazyjnie" narzekam u Fryzjera ... "Pani Aniu ... kitek nie
    chce nosić .. bestia jedna no" hihi wink
  • d.o.s.i.a 14.08.09, 18:57
    Aha, jeszcze jedno. Rozumiem, ze wesele niedlugo. Czy pytalas corki
    co bedzie chciala zalozyc na ta szczegolna uroczystosc? Czy po
    prostu godzine przed wyjsciem zakomunikujesz jej, ze dzis to Ty
    wybierasz ubrania i kazesz jej zalozyc spodniczke? Skad takie
    zalozenie, ze corka jest zbyt... hmmm, glupia, zeby ubrac sie
    stosownie?
  • srebrnarybka 13.08.09, 10:25
    O tych nieszcześnych brudnych buziach - raz jeszcze, bo to się
    wyraźnie syntetyzuje. Chodzi o niepotrzebne rozczulanie się nad
    rzeczami normalnymi. Jak dziecko brudne, to trzeba umyć, a nie
    rozczulać się, podobnie, jak pomogło, to podziękować, a nie walić
    czułościami per "kochany pomocnik", jak opowiada o lalkach, to
    wysłuchać, a nie rozczulać się per "kochana kobietko" etc. Z
    opisanych historii wynika wyraźnie, że Wasze dzieci nie lubią zbędne
    roczulania się i ono jest bardzie potrzebne dorosłym niż dzieciom. A
    dzieci nie służą do zaspokajania potrzeb emocjonalnych mamy, czy
    babci, także potrzeby cuzłości. To dzieci mają rozmaite potrzeby i
    rodzice powinni je zaspokoić.
  • lena.111 13.08.09, 10:38
    Z
    > opisanych historii wynika wyraźnie, że Wasze dzieci nie lubią
    zbędne
    > roczulania się i ono jest bardzie potrzebne dorosłym niż dzieciom.

    Owszem, ale jak pewnie wyczytałaś nasze dzieci potrafią się wściec
    przez to ,że pada\nie pada deszcz, spinka przypięta nie tak (chociaż
    tak) ,u mnie jeszcze do histerii może ją doprowadzić dosłowne
    niechcące otarcie się o nią ( co ja piszę otarcie! Muśnięcie! ) No
    wybacz, ale nie których rzeczy po prostu nie da się uniknąć smile
  • srebrnarybka 13.08.09, 12:20
    Dziękuję za konstruktywną dyskusję. Jako jedyna matka wybuchowego
    dziecka rozważasz to, co pisałyśmy Ci z Dosią.
    To, że dziecko (ja i człowiek dorosły) denerwuje się z powodu
    milionów rzeczy od nas niezależnych (deszcz, etc.) to nie powód, by
    nie unikać tych przyczyn, które bez specjalnego wysiłku można
    usunąć. Zrezgynowanie z czułostkowości i zastąpienienie jej większą
    wrażliwością na folklor dziecka wydaje się możliwe (chyba, że dla
    niektórych, jak dla mojego ojca, było niemożliwe, bo on był tak
    skupiony na sobie i swoich potrzebach, w tym potrzebie czułości, że
    nie potrafił dostrzec moich potrzeb, chyba, że pokrywały się z jego,
    ale to wyraźnie on jest odpowiedzialny za to, że mnie zaniedbywał i
    nawet zdaje sobie z tego sprawę).
    Co spinki - nie byłam przy tym i nie widziałam, ale przypuszczam, że
    dla córki ta spinka była jednak przypięta inaczej. Dzieci potrafią
    dostrzec we własnym uczesaniu takie szczegóły, któych nie widzą
    dorośli. Jako 10-12 latka dostawałam szału, gdy spięte gumką w
    koński ogon włosy nie były ulizane, jak sobie życzyłam, ale jakiś
    kosmyk wysmyknął się i odstawał od reszty. Natychmiast czesałam się
    na nowo i po pół godzinie był kolejny problem. Tych kosmyków poza
    mną nikt nie widział i nikt nie uważał, że jestem potargana, ale ja
    tak uważałam. No, tyle, że czesałam się sama, więc nie miałam do
    nikogo pretensji, że mnie źle uczesał. Może spróbuj nauczyć córkę
    samodzielnego zakładania tej wsuwki?
    Nie twierdzę, że moje "światłe rady" zlikwidują wszelkie wybuchy
    złości. To jest niemożliwe, bo człowiekowi ciągle coś się nie udaje
    i coś go złości i ma prawo. Ale można pracować nad tym, by
    zachowanie rodziców nie było niepotrzebnym źródłem takich wybuchów.
    A co do wybuchów spowodowanych inną przyczyną: kiedy miałam 9 lat,
    musiałam zrobić jakąś idiotyczną lalkę z waty na zp-ty i nie bardzo
    mi to wychodziło. Wreszcie, gdy coś mi się rozleciało, zaczęłam
    ryczeć. I moja mama, zdenerwowana tym, że parę godzin robi się coś
    idiotycznego, ona mi pomaga, a jeszcze teraz ja na dodatek ryczę,
    zaczęła na mnie wrzeszczeć, żebym się uciszyła. Ja wtedy
    wykrzyczałam: ale lalka mi się nie udałaaaaa!!!! Na co mama: Ty mi
    się też nie udałaś i ja nie wrzeszczę. To ostatnie możnaby
    pozostawić bez komentarza. Jedyne, co mogło mi pomóc, to rozwiązanie
    problemu, czyli pomoc z lalką. Ale łatwiej nawrzeszczeć na dziecko,
    że jest złośnikiem, niż pomóc rozwiązać całkiem racjonalny problem.
    Bo oczywiście przyczyna mojego wybuchu była całkiem racjonalna.
    Aha, i jeszcze jedno, co pamiętam z dzieciństwa. Jeżeli płakałam, bo
    np. przewróciłam się i stłukłam kolano, mama natychmiast krzyczała
    na mnie, że rzekomo mam do niej o to pretensje, chociaż ja nie
    miałam do mamy żadnych pretensji, tylko musiałam sobie ulżyć. Ale
    tego rodzaju ulżenie sobie mama traktowała jako agresję skierowaną
    wobec siebie. O tym też warto pomyśleć, czy wybuchów złości dzieci
    nie traktujecie jako ataków na swoją osobę, gdy jest to zwyczajne
    dawanie upustu emocjom.
    Pozdrawiam
  • lena.111 13.08.09, 12:50
    > Co spinki - nie byłam przy tym i nie widziałam, ale przypuszczam,
    że
    > dla córki ta spinka była jednak przypięta inaczej. Dzieci potrafią
    > dostrzec we własnym uczesaniu takie szczegóły, któych nie widzą
    > dorośli. Jako 10-12 latka dostawałam szału, gdy spięte gumką w
    > koński ogon włosy nie były ulizane, jak sobie życzyłam, ale jakiś
    > kosmyk wysmyknął się i odstawał od reszty. Natychmiast czesałam
    się
    > na nowo i po pół godzinie był kolejny problem. Tych kosmyków poza
    > mną nikt nie widział i nikt nie uważał, że jestem potargana, ale
    ja
    > tak uważałam. No, tyle, że czesałam się sama, więc nie miałam do
    > nikogo pretensji, że mnie źle uczesał. Może spróbuj nauczyć córkę
    > samodzielnego zakładania tej wsuwki?

    Tylko widzisz, bo w takich przypadkach właśnie się nie możemy
    dogadać smile
    To nie jest tak, że ona twierdziła, że jest źle zapięta a ja z
    umiarem maniaka powtarzałam że jest ok. Ona już płakała w momencie
    jak jej tą spinkę chciałam wpiąć. Nie widziała więc czy i jak jest
    wpięta. Uwierz mi proszę, że ja bym jej bardzo chętnie poprawiła tę
    zakichaną spinke na sto tysięcy sposobów gdyby tylko mi pozwoliłasmile
    Naprawdę rozumię, że ona lubi mieć tak czy siak i za kazdym razem
    staram się aby miała już tak jak lubi. Ona mi się tak wtedy
    nakręciła, że jedyne co mogłam zrobić to zostawić ją aż się uspokoi:-
    ) I to nie tak,że ja się uparłam, że" albo tak albo wcale."
    Szanuje jej zdanie i kiedy mówi, że dziś chce tylko gumke to nie
    uoieram się że ze spinką będxzie lepiejsmile Ale wies ona wtedy
    przyszła do mnie z konkretną prośbą "mamusiu możesz przypiąć mi tą
    spinke jak rano była?" Nic jej więc nie narzucałam, nie zabraniałam,
    nie wyśmiewałam, po prostu bez słowa chciałam zrobić to o co prosiło
    mnie dziecko.Reszte już znacie. Skąd więc ta histeria ? ( niestety
    tak częsta i to właśnie z takich powodów)
  • srebrnarybka 13.08.09, 13:09
    Mogła już po sposobie, w jaki trzymasz rękę, uznać, że założysz jej
    wsuwkę nie tak. Jeżeli zaczęła płakać zanim w ogóle wzięłaś wsuwkę
    do ręki, to powiedziałabym, że płaczącemu dziecku wsuwki nei założę,
    bo nie rozumiem, jak ma być. Proszę, pokaż, ale najlepiej najpierw
    się uspokój. A jeżeli można ją nauczyć samodzielnego zakładania tej
    wsuwki, to lepiej to zrobić, pewne źródło wybuchów się wyeliminuje.
    Znowu nie twierdzę, że absolutnie wszystko da się wyeliminować. Ale
    myślę, że dobrze wyeliminować, co się da. I jeżeli dziecko genralnie
    będzie miało rzadziej powody do wybuchu, to powinno w ogóle się
    uspokajać.
    Skądinąd zauważ - w tej dyskusji ani razu nie padł problem, że
    dziecko wrzeszczy, bo nie chce pójść spać o wyznaczonej porze, umyć
    rąk, siąść do stołu, wstać od stołu czy wykonać jakiegoś innego
    polecenia. Problem dotyczy dzieci zasadniczo posłusznych, które
    akceptują granice wyznaczone im przez rodziców. Ale są widocznie
    wrażliwsze od innych i łatwo wpadają w złość, gdy coś jest nie po
    ich myśli. I nieźle wyeliminować te źródła wybuchów, które można.
    Pozdrawiam
  • lena.111 13.08.09, 13:40
    Problem dotyczy dzieci zasadniczo posłusznych, które
    > akceptują granice wyznaczone im przez rodziców. Ale są widocznie
    > wrażliwsze od innych i łatwo wpadają w złość, gdy coś jest nie po
    > ich myśli. I nieźle wyeliminować te źródła wybuchów, które można.

    Zasadniczo tak......ale to TAKIE TRUDNE!!!!!W zasadzie nie wiadomo
    kiedy i czym takiego nerwuska doprowadzi się do szału!!!

    Ja najbardziej drże kiedy ktoś do nas przychodzi..... powiedzy, że
    ja umię dostrzec kiedy moje dziecko ma "posępny humor" i schodzić
    z drogi, ale niestety przypadkowy gość nie jest w stanie tego
    ocenić sad
    Oczywiście bywa i tak, że humor znakomity, a czekoladka przyniesiona
    przez ciocię złasmile( chociaż jeszcze tydzień temu bardzo lubiana
  • d.o.s.i.a 13.08.09, 13:58
    > Oczywiście bywa i tak, że humor znakomity, a czekoladka
    przyniesiona
    > przez ciocię złasmile( chociaż jeszcze tydzień temu bardzo lubiana


    Wiesz, ale w takiej sytuacji, to uwazam, ze dziecko musi dostac
    jasny komunikat, ze takie zachowanie przy cioci jest
    niedopuszczalne. Co to znaczy, ze czekoladka zla? Do swojego pokoju
    na przemyslenie sprawy, potem mozna wyjsc przeprosic ciocie i
    podziekowac za prezent.
  • lena.111 13.08.09, 14:13
    Do swojego pokoju
    > na przemyslenie sprawy, potem mozna wyjsc przeprosic ciocie i
    > podziekowac za prezent.

    tak też praktykujemy, ale co się uryczy to się uryczy smile
  • srebrnarybka 13.08.09, 14:25
    co się uryczy to się uryczy smile

    - no, to niech ryczy. Zapewne wizyty cioci nie zdarzają się o 12 w
    nocy, więc nie budzi połowy osiedla. Przy okazji - wrzask przy
    cioci, że zła czekoladka, zamiast podziękowania, jest już
    przekroczeniem pewnej granicy, która powinna być postawiona, bo
    dziecko należy nauczyć kulturalnego zachowania wobec innych osób, w
    tym obcych, wobec których nie można zachowywać się tak
    spontanicznie, jak przy najbliższych. To już jest coś takiego, jak
    odmowa umycia rąk przed obiadem albo pójścia spać o przyjętej
    godzinie, i dziekco powinno zdawać sobie z tego sprawę.
  • lena.111 13.08.09, 14:58
    . Przy okazji - wrzask przy
    > cioci, że zła czekoladka, zamiast podziękowania, jest już
    > przekroczeniem pewnej granicy, która powinna być postawiona, bo
    > dziecko należy nauczyć kulturalnego zachowania wobec innych osób

    Zgadza sięsmile
    Wpajam to mojemu dziecku bardzo często więc czemu skutki takie
    opłakane?
  • d.o.s.i.a 13.08.09, 15:02
    > Zgadza sięsmile
    > Wpajam to mojemu dziecku bardzo często więc czemu skutki takie
    > opłakane?

    E tam oplakane. Troche przesadzasz chyba.
  • d.o.s.i.a 13.08.09, 14:34
    > tak też praktykujemy, ale co się uryczy to się uryczy smile

    Dziecko nie zna jeszcze wszystkich regul spolecznych, ono sie
    dopiero uczy. Dopoki sie nie nauczy, to bedzie prawdopodobnie ryczec
    i protestowac. Moim zdaniem to zupelnie normalne. Martwilabym sie
    gdyby robilo tak dziecko np. 6letnie.
    Chociaz i ja pamietam, ze sie kiedys rozplakalam, bo dostalam od
    mamy stanik, ktory mi sie nie podobal, a liczylam na inny. A mialam
    wtedy duzo wiecej lat smile Ot, zwyczajne rozczarowanie. Glupio mi
    bylo, ale nic nie moglam poradzic.
  • lena.111 13.08.09, 15:01
    > Chociaz i ja pamietam, ze sie kiedys rozplakalam, bo dostalam od
    > mamy stanik, ktory mi sie nie podobal, a liczylam na inny. A
    mialam
    > wtedy duzo wiecej lat smile Ot, zwyczajne rozczarowanie. Glupio mi
    > bylo, ale nic nie moglam poradzic.

    No ok, Ty się rozczarowałaś, liczyłaś na inny, a ona?Ani nie
    wiedziała, że coicia przyjdzie ani tamta jej nic wcześniej nie
    obiecała, że jak przyjdzie to przyniesie to czy tamto? Skąd więc ten
    bunt?
  • d.o.s.i.a 13.08.09, 15:28
    > obiecała, że jak przyjdzie to przyniesie to czy tamto? Skąd więc
    ten
    > bunt?

    Bo pannica chcialaby byc wiecznie w centrum uwagi (i jest, skoro
    reagujecie na krzyki) i uwaza, ze wszystko ma byc po jej mysli
    (cecha, skad inad przydatna w pozniejszym zyciu). Normalne,
    aczkolwiek dziecko musi nauczyc sie granic. W niektorych sytuacjach
    dziecko chce zwyczajnie rzadzic. O ile przyklad z kobietka, czy
    spinka nie wskazywal na taka ceche charakteru corki, to juz przyklad
    z ciocia pokazuje, ze dziewczynka lubi po prostu rzadzic smile

    Na takie sytuacje trzeba reagowac ostro, bez slowa sprzeciwu i byc
    gluchym na krzyki. "W tym domu jestesmy uprzejmi dla gosci, i nie ma
    od tych regul wyjatku, prosze sie uspokoic".

    I wracajac np. do zle wpietej spinki - przy pierwszym krzyku,
    powiedziec spokojnie np. "rzeczywiscie krzywo, trzeba przypiac
    jeszcze raz". Jezeli to nie pomoze, a panna sie nakreca i krzyczy na
    Ciebie, dobitnie powiedziec, ze "przekrzywiona spinka, nie jest
    powodem dla ktorego masz na mnie krzyczec".
  • srebrnarybka 13.08.09, 14:15
    Dosiu, chyba jesteśmy klonem. Oczywiście, że dziecko powinno
    wiedzieć, że za czekoladkę się dziękuje niezależnie czy zła czy
    dobra i nie wolno grymasić, że zła, bo to robi przykrość cioci.
    Koniec kropka. Wrzeszczy przy cioci: out z pokoju, idzie do
    wyzłaszczalni i dzieckiem nikt się nie interesuje, zwłaszcza, że
    interesujemy się ciocią, więc mamy co robić. Podejrzewam, że
    atrakcja w postaci wizyty cioci szybko pomoże pokonać histerię.
    Poza tym dzieci dość szybko rozumieją, na co mogą sobie pozwolić
    przy rodzicach, a na co przy cioci.
    Myślę, że łątwiej też dziecku raz i drugi wytłumaczyć potem: nie
    wolno tak zachowyać się przy cioci, a ciocia nie wiedziała, że nie
    lubisz być nazywana aniołkiem. My do Ciebie tak nie mówimy (ale to
    warunek absilutnie konieczny), a ciocia nie wiedziała. A swoją drogą
    ciocię, jeśli lepiej znamy, można uprzedzić, żeby nie mówiła per
    aniołku.
    Jako 4latka miałam fazę bawienia sie w mamę mojej dajmy na to Rybci
    (nie będę ujawniać swego imienia). Mama musiała do mnie
    mówić "mamo", a ja do niej "Rybciu". Wszytko było OK, byliśmy wtedy
    nad morzem. Mama ze swoją znajomą poszły na spacer, a ja zostałam w
    grajdole z 14 letniem synem znajomej. Bawiliśmy się super do
    momentu, gdy on zawołał "Rybciu, coś tam". Oczywiście ja w ryk, ja
    nie jestem Rybcia, ja jestem mama etc., chłopak zbaraniał, bo nie
    miał doświadczeń tego rodzaju. Szczęśliwie awanturę dosłyszała miła
    pani z sąsiedniego grajdołu, która miała małe dzieci i pojęła w czym
    rzecz, podeszła do nas, powiedziała: "mamo, uspokój się, chłopiec
    prosił cię o to i o tamto, więc mamo zrób". Łzy wyschły
    błyskawicznie. Afery by nie bylo, gdyby mama powiedziała chlopakowi,
    że jestem mamą, a nie Rybcią. Czasami warto o takich rzeczach
    uprzedzić.
    Nie rozwiąże to wszystkiego, ale zawsze pewien procent awantur
    odpada, a dziecko ma poczucie, że się je rozumie i traktuje poważnie.
  • agata055 13.08.09, 10:45
    Do mamy biedronki;
    Dziękuję za wypowiedz.Życzę Tobie i reszcie matek posiadających
    trudne dzieciaczki wiele sukcesów i .....spokoju przede wszystkim.
    Jak zaznaczyłam wcześniej dla mnie dyskusja jest zakończona.
    Dziękuję i pozdrawiam wszystkich uczestników tej debatysmile
  • morekac 11.08.09, 13:08
    Cóż, jak na razie to ty masz problem z ryczącą córką. Ja ze swoją
    płaczącą już nie mam. Co nie oznacza, że zawsze zachowuje się wg.
    ogólnie przyjętych norm. Ale to jest jej problem z wyrażaniem jej
    uczuć.
  • morekac 10.08.09, 14:27
    Nie tylko miałam, ale nadal miewam
    > napady złości, kompletnie,z mojego punktu widzenia, irracjonalnej,
    > ot bo tak, bo świat się nie kręci wg mojego widzimisię, ale z
    > wiekiem nauczyłam się nad nimi panować, robić bilans zysków i
    strat,
    > tzn. jak wyleję kompot na obrus to mi ulży i wszystkim pokażę ale
    a)
    > zniszczę obrus b)przysporzę sobie pracy c) ośmieszę się. Właśnie
    > dlatego, że moi rodzice zupełnie sobie nie poradzili z
    > utemperowaniem tej paskudnej cechy mojego charakteru, mam obawy
    > kiedy patrzę na moją córkę.

    I czego ty od dziecka chcesz?! Ile lat uczy się ona, a ile ty? ty
    się wściekasz, a oczekujesz od dziecka, że nie będzie się wściekać?
    Wzięła charakterek po tobie - a i pewnie przykład... Ona też nauczy
    się z wiekiem - na własnych błędach, że wrzaski się nie opłacają.
    Pod warunkiem, że rzeczywiscie się nie opłacają. Utemperuje ją życie
    i otoczenie.
    Możesz jej pomóc wyciszać się - po prostu nie nagradzając wrzasku.
    Nie rozmawiaj z nią, kiedy krzyczy - i tak nie dojdziesz do tego, o
    co naprawdę chodziło, a tylko nerwy sobie zszarpiesz. A jeśli
    wyleje kompot na obrus - to niechże sama ten obrus upierze.
  • morekac 10.08.09, 13:21
    mamo_biedronki - ale kochający, zainteresowany dzieckiem ojciec
    powinien wiedziec, jakiego jego córka używa imienia i jakie książki
    należy kupić (bo nawet jak nie jest pewien, mógłby się
    dowiedzieć...). Może sobie przebywać nawet na orbicie, jeśli mu tak
    wygodniej, ale jeśli tego nie wie - z reguły odbiera się to jako
    przejaw lekceważenia.
  • srebrnarybka 10.08.09, 13:48
    tak też sądzę. Ojciec mamy biedronki nie był człowiekiem astralnym,
    tylko po prostu zaniedbywał córkę. Znam wielu pasjonatów swej pracy,
    którzy mają dobry kontakt psychiczny ze swoimi dziećmi, nawet jeśli
    nie spędzają z nimi zbyt dużo czasu. Bo to jest przede wszystkim
    kwestia zrozumienia i chęci poznania drugiego człowieka. Mój ojciec
    też mnie zaniedbywał, chociaż spędzał ze mną sporo czasu. Ale zawsze
    to było na zasadzie wykonania konkretnego zadania: odprowadzić,
    przyprowadzić, kupić to, co mama zleciła, ewentualnie czytał mi
    książki, bo jako polonista to uwielbiał, i zabierał na wycieczki, bo
    to też lubił. I nawet fajne, że dzielił się ze mną w ten sposób
    jakąś częścią jego życia, ale ten kontakt też był taki bardo
    ograniczony. Tzn. np. na wycieczkach nigdy nie był w stanie dostować
    tempa do moich małych nóżek (4-5 latki), a w czasie lektury, ilekroć
    w książce ktokolwiek z kimkolwiek się całował, to mówił: no to my
    się teraz MUSIMY pocałować, i rzucał się na mnie z uściskami
    niezależnie do tego, czy miałąm ochotę czy nie. Więc zwykle kończyło
    się to awanturą, nie mówiąc już o tym, że czułąm się zlekceważona,
    bo słuchałam książki, przeżywałam to intelektualnie i przerywano mi
    z jakimiś czułościami, jak dla dzidziusa. Ale mój ojciec po pierwsze
    czułościami zastępował brak kontaktu psychicznego ze mną, po drugie
    sam miał (ma, na szczęście żyje) dużą potrzebę czułości i te
    wszystkie aniołki etc. zaspokajały jego potrzeby emocjonalne. Jego,
    a nie moje, i dlatego protestowałam.
  • mama_biedronki 10.08.09, 14:33
    Morekac, srebrnarybko, odpowiem wam razem. Mój ojciec wiedział jak
    mam na imię, sam to imię dla mnie wybrał. A że był nieco
    rozkojarzony i czasem trudno mu było wrócić do rzeczywistości to
    insza inszość. Kochał mnie i moje rodzeństwo, i był przy nas i dla
    nas, na tyle na ile umiał. Więcej nie można wymagać. W każdym razie
    my wspominamy i jego i nasze dzieciństwo wspaniale, bez tej goryczy
    z jaką srebrnarybka pisze o swoim ojcu. Mnie opisane sytuacje raczej
    rozbawiły, bynajmniej nie odebrałam ich jako lekceważenia. Dorosłe,
    czy podrosłe dzieci nader często mają tendencję do łatwego osądzania
    swoich rodziców, i w cieniu ich rodzicielstwa do odmawiania im
    człowieczeństwa, z wszystkim wpisanymi w nie potknięciami.
  • srebrnarybka 10.08.09, 19:26
    wiem, że ten post wzbudzi w Tobie sprzeciw, a może wywoła też wybuch
    złości i będzie on zupełnie racjonalny. Ale to, co chcę napisać,
    wydaje mi się tak ważne, że jednak się zdecyduję. Najpierw odpowiedź
    na ostatniego posta, potem wnioski.

    Mój ojciec wiedział jak
    > mam na imię, sam to imię dla mnie wybrał.

    - tyle, że nie potrafił z tej wiedzy uczynić użytku.

    Kochał mnie i moje rodzeństwo,

    - mój ojciec, który w dniu moich 17tych urodzin rzucił mi się na
    szyję z czułościami: mój skarbeczku kochany, moja 16letnia
    córo (jakoś dziwnie przypomina to sprawę kupna podręcnzików) też na
    swój sposób mnie kochał. Rozczulał się na mój widok, odczuwał wobec
    mnie sympatię i chciał dla mnie dobrze. Nie zmienia to jednak faktu,
    że nie widział we mnie indywidualnego CZŁOWIEKA, tylko
    abstrakcyjnego aniołka, nie dążył do tego, by poznać moją OSOBOWOŚĆ,
    wskutek tego często strzelał różne gafy, gdyż mnie kompletnie nie
    rozumiał i nie miał pojęcia, czym może mnie urazić, co wywoływano
    moje wybuchy złości, i że ja cierpiałam z tego powodu.

    i był przy nas i dla
    > nas, na tyle na ile umiał.

    wybacz, ale niespecjalnie umiał.

    Więcej nie można wymagać.

    Jak to więcej? Przecież ojciec, który nie kojarzy imienia córki i
    nie wie, w której jest ona klasie, w ogóle jej nie zna, więc to nie
    jest WIĘCEJ, ale głęboko PONIŻEJ jakichkolwiek standardów
    rodzicielstwa. Poza tym nie używajmy słowa "wymagać". Jeśli ojciec
    interesuje się córką tylko dlatego, że ona, czy ktoś inny
    tego "wymaga", to o czym mówimy? To chyba normalne, że ojciec
    interesuje się życiem osoby, którą kocha i nie potrzeba mu stawiać
    żadnych "wymagań".

    Dorosłe,
    > czy podrosłe dzieci nader często mają tendencję do łatwego
    osądzania
    > swoich rodziców, i w cieniu ich rodzicielstwa do odmawiania im
    > człowieczeństwa, z wszystkim wpisanymi w nie potknięciami.

    - to, o czym piszesz, to nie "potknięcie", to upadek w przepaść.
    Owszem, rodzice mają prawo do błędów, jak każdy człowiek, ale jednak
    błędy rodziców mają dla dzieci ogromne skutki. Dzieci łatwiej jest
    przy pomocy "potknięcia" wykrzywić.

    Ale, to, jakie miałaś dzieciństwo, nie miałoby wielkiego znaczenie,
    gdyby nie fakt, że doświadczenia własnego dzieciństwa stanowią dla
    Ciebie punkt wyjścia dla relacji z córką. Swoje dziecinstwo i
    relacje z ojcem uważasz za prawidłowe i jest to dla Ciebie pewnien
    wzorzec. Przyjrzyjmy się więc, jakie wnioski wyciągnęłaś ze swoich
    doświadczeń.

    1. Zachowanie Twojego ojca było prawidłowe i dla szczęścia dziecka
    nie jest konieczne, żeby rodzic interesował się takimi drobiazgami,
    jak imię dziecka, albo, do ktorej klasy chodzi.

    2. Uznajesz, że nie powodu krytykować swojego ojca, a moja krytyka
    podobnego postępowania jest nieuzasadnioną fanaberią dorosłego
    dziecka.

    3. Swoje wybuchy z dzieciństwa, których przyczyny nie rozumiesz lub
    nie chcesz zwerbalizować, uznajesz za swoją wadę, immanentną cechę
    charakteru, którą można utemprerować tylko poprzez wykazanie, że to
    się nie opłaca, a nie przez usunięcie przyczyn, bo takich przyczyn
    nie ma.

    Wybacz, ale moim zdaniem całe założenie jest błędne. Jeśli Twój
    ojciec poświęcał Ci tak mało uwagi, jak piszesz (podałaś tylko 2
    przykłady, porażające, ale rozumiem, że musiało być ich więcej), to
    wybuchy złości z Twojej strony były jak najbardziej racjonaln.
    Wołałaś o uwagę swojego ojca i miałaś do tego święte prawo. Jeśli
    nie zrozumiałaś tego, a jedynie dałaś sobie wmówić, że Twój ojciec
    byl wspaniałym ojcem i nie masz powodu mieć do niego żalu, a to
    tylko Ty masz w sobie -askudną cechę charakteru, którą należy
    zniszczyć, to trudno się dziwić, że podobne diagnozy przenosisz na
    swoje relacje z córką. Z pewnością poświęcasz jej więcej uwagi, niż
    Twój ojciec Tobie, bo mniej już nie można, więc nie zdajesz sobie
    sprawy, że zbyt mało ją rozumiesz. Ponieważ znasz jej imię i wiesz,
    do której grupy w przedszkolu chodzi, nie widzisz już potrzeby, by
    interesować się, jak ona chce mieć ułożony kocyk, jaką ksiażeczkę
    czytać jej na dobranoc (tu rytuały są bardzo ważne) czy gdzie leży
    przytulanka, by jej nie przysiąść. Oczywiście, że dla dorosłego
    człowieka takie rzeczy to bzdety, ale nie dla 4atki, dla której
    przytulanki, książeczki i rytuał zasypiania są całym jej światem.
    Zatem każde naruszenie tego świata wywołuje lęk i protest. Podobnie
    oczywiście ten kochany pomocnik i setki innych rzeczy. Spróbuj
    postarać się zrozumieć, czym żyje Twoja córka, co myśli, jakie ma
    zwyczaje, powiedzonka, która książeczka jest jej najbardziej
    ulubiona, która przytulanka, etc. Staraj sie zrozumieć Twoje dziecko.
    Piszesz, że chcesz je uchronić przed cięgami, jakie sama dostałaś za
    wybuchy. Wierzę. Ale ja proponuję program maksimum: spróbuj
    ograniczyć jej cierpienie, które te wybuchy powoduje. wtedy i cięgi
    też będą mniejsze.
    I rada praktyczna - dla dobrego ustalenia punktu wyjścia kup sobie
    książkę "Toksyczni rodzice" i przemyśl swoje relacje z ojcem. Może
    Ci to bardzo pomóc w ustawieniu relacji z córką.
    Wiem, że jesteś na mnie coraz bardziej wściekła. Może uznałaś, że
    obrażam Ciebie i Twojego ojca - nie mam takich intencji. Piszę, jak
    to widzę. Może jednak moje przemyślenia na coś Ci się przydadzą?
    Pozdrawiam Ciebie i Twoją córkę
  • mama_biedronki 10.08.09, 20:18
    Srebrnarybko, no będzie szczerze do bólu, bo już mnie jałowość
    naszej dyskusji poraża. Na wstępie, Twój post mnie po pierwsze
    znudził (wszystkie Twoje posty są przedługaśne w stosunku do
    wartości merytorycznej), po drugie rozbawił (tak się zastanawiałam
    czy Ty nie jesteś wyznawczynią "Toksycznych rodziców" a tu proszę,
    nawet mi polecasz lekturę). Sprzeciw, urazę, wściekłość czy
    cokolwiek tam jeszcze mi imputujesz może we mnie wywołać tylko ktoś
    o kogo dbam.
    Nie wiem czy po prostu inny mamy sposob myślenia czy świadomie
    przekręcasz wszystko co piszę, ale nawet nie bardzo chce mi się
    komentować Twoją odpowiedź i wnioski. Zresztą nie wiedziałabym
    jakich słów użyć żebyś ich nie zrozumiała zbyt dosłownie albo zbyt
    przenośnie dla odmiany (vide nieszczęne "wymagać" użyte przeze mnie
    w zwrocie retorycznym). Uznajmy więc na potrzebę zakończenia tej
    dyskusji, że mój ojciec był toksycznym popaprańcem i że ja mam
    skrzywioną psychikę tym daremnym wieloletnim wołaniem... o co tam? a
    tak, o uwagę mojego ojca, i że mojej córki nie zdołasz ocalić, ot
    kolejny wiatrak na Twej drodze. A ja zastosuję technikę wyparcia.
  • scher 10.08.09, 20:32
    mama_biedronki napisała:
    CytatUznajmy więc na potrzebę zakończenia tej dyskusji, że mój ojciec był toksycznym popaprańcem i że ja mam skrzywioną psychikę tym daremnym wieloletnim wołaniem... o co tam? a tak, o uwagę mojego ojca, i że mojej córki nie zdołasz ocalić, ot kolejny wiatrak na Twej drodze. A ja zastosuję technikę wyparcia.
    Masz rację. Internetowych pseudopsychologów ci u nas dostatek wink

    --
    Ne puero gladium!
  • mama_biedronki 10.08.09, 22:46
    Spoko, teraz wypieram, potem będzie negacja, a potem oczyszczające
    łzy i oświecenie. Porzucam lotkami w zdjęcie mego papy,i odtąd z
    córką będziemy żyły długo i szczęśliwie wink
  • srebrnarybka 10.08.09, 22:55
    Ważniejsze, byś zastanowiła się, co robić, by nie powtarzać jego
    błędów wobec córki. Tylko najpierw musisz sobie uświadomić, na czym
    te błędy polegały.
  • srebrnarybka 10.08.09, 22:18
    1. Nie ja tę dyskusję rozpoczęłam, ale Ty, prosząc o radę. Tylko
    Dosia i ja udzieliłyśmy Ci jakichś konkretnych rad, radząc próbować
    ZROZUMIEĆ Twoje dziecko. To, czy te rady weźmiesz pod uwagę, czy
    zlekceważysz, Twoja sprawa.
    2. Nie widzę nic śmiesznego w fakcie, że cenię książkę "Toksyczni
    rodzice", to bardzo dobra książka, która bardzo mi pomogła w życiu.
    3. Z Twoich postów wynika, że winę za zło w relacjach rodzice0-
    dzieci ponoszą zawsze dzieci, diablątka, które nie wiadomo, czego
    chcą, a nigdy rodzice, bo nawet Twój ojciec, który wyraźnie Cię
    olewał, był wspaniały. Ja mam inne obserwacje: znacznie rzadziej
    spotyka się rodziców, którym ich dzieci wypaczyłyby psychikę, niż
    dzieci, którym psychikę wypaczyli rodzice. Dlatego ta książka jest
    niezwykle potrzebna.
    3. Technikę wyparcia stosujesz, to oczywiste. Będę jeszcze bardziej
    brutalna: podświadomie wolisz obsinić siebie za wybuchy złości,
    które miałaś w dziecinstwie i uznać je za nieracjonalną fanaberię,
    niż przyznąć się przed sobą, że Twoj ojciec totalnie Cię olewał i
    nic go nie obchdziła Twoja OSOBA, bo inaczej nie można określić
    postępowania, które sama opisałać. I jeszcze gorzej, że taki obraz
    swojej osoby projektujesz na córkę, przypisując jej podobne rzekomo
    nieracjonalne zachowania.
    Twoje dziecko, Twoja sprawa.
    Pozdrawiam Ciebie i córkę
  • srebrnarybka 10.08.09, 22:21
    Oczywiście miało być "obwinić" a nie obsinić.
    Domyślam się, że nawet, jeśli się ze mną zgodzisz, nie przyznasz się
    do tego an forum. Ale nie po to przecież piszę.
    Pozdrawiam Ciebie i córkę
  • srebrnarybka 10.08.09, 22:58
    Rozsądnych rad udzialał(a? nie znam płci) także morekac, ale
    ponieważ one były mnie więcej w tej samej poetyce, co Dosi i moje,
    dlatego zapomniałam wspomieć. Ale się to morekac należy.
  • mama_biedronki 10.08.09, 23:03
    Chciałam już sobie, srebrnarybko, darować dalsze z Tobą pisanie ale
    przeczytałam raz jeszcze ostatniego posta i nieco mnie zatkało, tu
    cytat:
    Tylko
    > Dosia i ja udzieliłyśmy Ci jakichś konkretnych rad, radząc
    próbować
    > ZROZUMIEĆ Twoje dziecko. To, czy te rady weźmiesz pod uwagę, czy
    > zlekceważysz, Twoja sprawa.

    Otóż nie. Nie tylko Ty i Dosia (którą się niemiłosiernie podpierasz,
    a w której mimo różnicy zdań nie dostrzegam tego fanatyzmu co w
    Tobie) udzieliłyście mi rad. Oprocz Was jeszcze naście, dziesiąt
    mam, może bardziej skrótowo i do rzeczy.
  • agata055 11.08.09, 07:33
    Witam Panie smile Powiem tak - nigdy na forum nie piszę, o nic się nie
    radzę ale czytam bo lubię i szlag mnie trafia wink Otóż tak mam dwoje
    dzieci i muszę przyznać, że trafiły mi wyjątkowo grzeczne ( i nie
    mówcie, żebym to rozwijała ,są grzeczne i już smile), ale moja siostra
    już nie miała tego szczęscia, otóż posiada ona w sumie dwóch
    aniołków ( dosłownie) i jednego mega rozdzirka (dokładnie tak) a
    wiem co piszę gdyż w każde wakacje ja przez miesiąc zajmuję sie całą
    piątką a przez drugi miesiąc siostra ( i tylko to mnie trzyma przy
    życiu bo inaczej tą najbardziej rozwrzeszczana bym sprzedała ( to
    był żart, żebyście nie chcieli mnie przez satelitę namierzać i
    policję nasłać. Przejdę więc do sprawy. Mała Amelka ( bo tak ma na
    imię sprawzyni zamiesznia) potrafi wściec się na wszystko bez
    względu jak się człowiek do niej zwróci,czy da marchewkę do zupy czy
    nie ona wrzeszczy bo chyba lubi( tak jak córka mamy biedronki smile)
    Śmieszy mnie więc jak piszecie ,że a to płaczę bo nazwana została
    małym pomocnikiem czy kobietką. Moje dzieci nazywane są różnie w
    róznych sytuacjach i jakoś nie rzucają się na ziemię. Czasem jestem
    tak wyrodna , że przerywam im zabawe, żeby je ucałować, a one ....
    nie wściekają się smile i nie mówcie mi ,że w normalnym domu matka ma
    za każdym razem ważyć słowo czy odpowiednie będzie mały pomocnik
    czy :dziękuję, że mi pomogłaś. Nie da się. Załóżmy jednak, że mama
    da radę, tak będzie dobierać słowa, że uda jej się księżniczki nie
    urazić i tu przyjeżdża prababcia z tekstem ( było tak u mnie
    wczoraj) "o jaka bruda buzia" ( byłyśmy na jagodach , moje
    najmłodsze (3 lata tak samo jak i Amela rozbawione pobiegło do
    lustra) natomiast Amelka wrzeszczeć zaczęla "wcale nie , nie
    brudna !!!" tupiąc przy tym ochoczo.
    Narazie tyle bo się budzą muszę śniadanie robićsmile
  • srebrnarybka 11.08.09, 08:25
    Matka nie musi ważyć słów, zwracając się do dziecka. Wystarczy, że
    będzie sie zwracała do dziekcka NORMALNIE, bez tych udziwnień typ
    kochany pomocnik czy kobietka. Czy do męża, jeśli Ci pomoże, mówisz:
    keteś kochanym pomocnikiem, czy po prostu dziękujez za pomoc?
    Wystarczy tak samo zwracać się do dziecka.
    Do mamy biedronki: tych kilkunastu konkretnych rad innych matek nie
    widzę.
  • agata055 11.08.09, 09:26
    Czy do męża, jeśli Ci pomoże, mówisz:
    > keteś kochanym pomocnikiem, czy po prostu dziękujez za pomoc

    Ba, mówię nawet "mój kochny majstrze" a On w dowód wdzięczności
    całuje mnie w czołosmile I dla mnie to jest normalne, jak pewnie dla
    większości NORMALNYCH matek. Wybacz, ale ja postrzegam cię jako
    sfrustrowaną, zgorzkniałą kobietę, której nie do końca w życiu
    wyszło... moim zdaniem nie masz pojęcia o czym piszesz.

    no ,ale do rzeczy. Mam teraz chwilkę bo cała gromada właśnie bajkę
    ogląda (Boże, dzięki Ci za to smile)zarys Amelki jużWam przedstawiłam,
    może dodam jeszcze, że kiedy już ta prababcia wyskoczyła z tą brudną
    buzią a mała wrzeszczała,to owa prababcia spojrzała na mnie z miną ;
    Co ja takiego powiedziałam????A mnie było jej wtedy szkoda jak
    nikogo na świecie.... No bo co takiego powiedziała.Chciała się
    wściec i tylesmile
    Wierze Wam drogie mamy, że jest ciężko z takim dzieckiem. Wierze bo
    wiem bo widzę często zaczerwienione oczy mojej siostry, która często
    stara się nadrabiać żartując, że taki diabełek jej się trafiłsmile Ale
    a propo watku bezsilności wiem, że jest czasem bezsilna!
    Trzymajcie się, one z tego wyrosną smile za rok będzie lepiej!!!!Musi
    być bo ja wariuje na samą myśl, że za rok to samo smile
  • agata055 11.08.09, 09:44
    Jeszcze jednosmile Wasze porównania jak np. zerwany nie ten kwiatek z
    kupioną nie tą sukienką jest po prostu śmieszny smile Nie oszukujmy
    się, a mała miała taki zamiar, że zrobi jazdę , to i zrobiała. Jak
    znam życie to ona już wrzeszczała , jak kwiatek "się rwał" i go
    jeszcze nie widziała. Mam rację? sądząc po zachowaniu mojej
    siostrzenicy sądzę, że tak.

    Ps. Rano była jadka bo pada, a ona nie chciała, żeby padałowink
    Reszta też nie chciała, a jednak nie wiła się w złóości bo pogoda
    się popsuła.

    Dobrze, że nigdy się na forum nie radziłam.... Tu co najwyżej można
    być oplutym.... a nie pocieszonym.A przyszło Wam do głowy "mądre
    doradczynie", że te mamy po prostu chciały się wyżalić bo już po
    prostu nnie miały sił, a muszą je mieć.

    Musiałam to napisać bo już ze spokojem nie mogłam tego dłużej czytać.
    Pozdrawiam wszystkie NORMALNE MAMY!
  • morekac 11.08.09, 10:16
    Powiedz jej, że nie odpowiadasz za pogodę i niech ma pretensje do
    osób odpowiedzialnych za pogodę.
  • agata055 11.08.09, 11:03
    > Powiedz jej, że nie odpowiadasz za pogodę i niech ma pretensje do
    > osób odpowiedzialnych za pogodę.

    A uważasz, że ją wtedy przepraszałam? Oczywiście, że tak jej
    powiedziałam, ale to nie było to co Ona chciała usłyszeć smile

    Ps. Na pewno srebrna rybka by wiedziała co Amela chce usłyszećsmile
  • morekac 11.08.09, 11:11
    nawet mi przez myśl nie przeszło... trzeba mieć trochę dystansu do
    takich wrzaskli i sporo cierpliwości... inaczej człowiek
    oszaleje... A najlepiej być częściowo głuchym.
  • srebrnarybka 11.08.09, 09:49
    Mnie nie szkoda prababci. Mnie szkoda Amelki, z ktorej prababcia
    publicznie się wyśmiewała. Jak można wyśmiewać się z dziecka, że
    urbudzio sobie buzię przy zbieraniu jagód? Przecież dziecko tmeu nie
    winne i należy w takiej sytuacji albo umyś buzię, albo, jeśli na
    polanie leśnej to akurat niemożliwe, to nie zauważać, bo nic to
    przecież wielkiego. Ale wyśmiewać? Amelka zachowała się zupełnie
    normalnie, a reszta dzieci jest święta, albo dobrze wytresowana, że
    na takie rzeczy pozwala. Jeżeli Amelka jest w ten sposób wyśmiewana
    przez rodzinę, i nikt nie widzi problemu, to nie dziwię się, że jest
    takim zdzirkiem.
  • agata055 11.08.09, 10:12
    Amelka zachowała się zupełnie
    > normalnie, a reszta dzieci jest święta, albo dobrze wytresowana,
    że
    > na takie rzeczy pozwala.

    O Boże!!!!!!!!!!! No i wdałam się w tą bezsensowną dyskusję z Tobą.
    Ja nie dam się zapędzić w kozi róg tak jak próbujesz z innymi
    rozmówczyniami. BABCIA ZACHOWAŁA SIĘ NORMALNIE I KAŻA NORMALNA MAMA
    NIE BĘDZIE SIĘ TU DOSZUKIWAŁA JAKIŚ GŁĘBSZYCH INTENCJI!!!!.


    Co do tresuty dzieci...hmmm.... to chyba Ty jesteś tego świetnym
    przykładem...Czy Ty masz dzieci? tak pytam czysto teoretycznie ale
    jeśli tak i tak się do nich zwracasz jak NAM NORMALNYM MATKOM
    radzisz to z przykrością muszę stwierdić ,że Twoje dzieci, kiedy
    wypłyną na tzw. głęboką wodę będą miały bardzo ciężko......
    Współczuję....