Dodaj do ulubionych

dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie?

26.12.03, 20:24
Słuchajcie, mam taki problem:
Jesteśmy rodziną czteroosobową: ja, mąż, nasza Córeczka i pies. A dokładnie:
stara, poczciwa suka. Chodzę z nimi obydwoma do parku (mąż wiecznie w pracy ;-
( i spotykam się czasami z takimi reakcjami na psa, że włos mi się jeży na
głowie...
Żeby wszystko było jasne, zacznę od tego, że bardzo, bardzo staramy się
respektować ludzi mniej kochających psy, albo po prostu dzieci, które psów
nie znają i - naturalne - boją się ich. Nigdy (!) nie weszłam z psem na plac
zabaw, nie zbliżamy się też do żadnej piaskownicy. Po prostu wychodzimy na
dwa spacery - z psem i bez psa. Nie pozwalam psu zbliżać się do dzieci, jeśli
mama (opiekunka) wyraźnie nie pokaże, że ma na to ochotę. A mój pies jest
naprawdę wielkim przyjecielem ludzi - niezależnie od wieku. Mogę być tego
prawie pewna, bo nie chodzi tu o głupiutkiego szczeniaczka, a o dojrzałą (10
lat) suczkę, w dodatku taką, której "urodziło" się nasze dziecko, kiedy była
już psem siedmioletnim. Żadnej zazdrości, agresji, czy choćby warknięcia.
Nigdy! A należało się czasem naszej Córeczce, oj, należało!
Oczywiście, o tym wszystkim wiem ja, nasza rodzina i przyjaciele, ale nie
musi o tym wiedzieć pani z parku. Ale czy zasłużyłyśmy aż na taką agresję? A
ostanio usłyszłam: 1. "gdybym miała pistolet, to wystrzelałabym wszystkie psy
i ich właścicieli" (to od mamy z na oko dwulatkiem); 2. "jak jeszcze raz
zobaczę tego psa, to go zagazuję" (mama z dwójką dzieci). Jak ja mam w ogóle
reagować?! Dodam, że mój pies nawet nie zblizył się do tych mam, ani do ich
dzieci. Sunia chodzi bez smyczy i bez kagańca, co częśto jest zarzewiem
konfliktów, ale ZAWSZE reaguje natychmiast na moje wezwanie, więc smycz nie
jest konieczna, prawie nie oddala się odnas, a kagańcem na pewno nie będę jej
katować. Po prostu nie widzę najmniejszego powodu, dla którego miałbym to
robić.
Co Wy na to? Jak Wy reagujecie na takie rodziny jak nasza? Co powoduje
opisaną wyżej agresję? Jak ja mam wytłumaczyć mojemu dziecku, które
pyta: "czemu ta pani jest zła?" Bo przecież obserwacja całkiem słuszna!
Pozdrawiam,
Asia
Obserwuj wątek
    • lola211 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 26.12.03, 20:56
      Sunia chodzi bez smyczy i bez kagańca, co częśto jest zarzewiem
      > konfliktów, ale ZAWSZE reaguje natychmiast na moje wezwanie, więc smycz nie
      > jest konieczna, prawie nie oddala się odnas, a kagańcem na pewno nie będę
      jej
      > katować. Po prostu nie widzę najmniejszego powodu, dla którego miałbym to
      > robić.

      Własciciel ma obowiazek prowadzic psa na smyczy i nawet w kagancu, chocby był
      najłagodniejszy pod słoncem.Psom czasem odbija, sama mozesz byc zaskoczona, bo
      on przeciez zawsze taki łagodny był.Mnie takze wkurzaja psy biegajace luzem,
      skad mam wiedziec czy on nie zaatakuje mojego dziecka? Ludzi denerwują takze
      odchody zwierząt dosłownie wszedzie, na trawnikach, na chodnikach co krok to
      kupa, obrzydlistwo.Jak pies biega gdzie popadnie to i wali gdzie mu sie
      spodoba.


      > Co Wy na to? Jak Wy reagujecie na takie rodziny jak nasza? Co powoduje
      > opisaną wyżej agresję? Jak ja mam wytłumaczyć mojemu dziecku, które
      > pyta: "czemu ta pani jest zła?" Bo przecież obserwacja całkiem słuszna!
      > Pozdrawiam,

      Nie prowadzaj psa luzem tam, gdzie są dzieci, nie bedzie takich reakcji.
      • marina2 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 26.12.03, 21:29
        Lubie psy i miewałam psy.Lubię ludzi .Pies nie człowiek choć wielu uważa ,że
        jest bardziej "ludzki" od człowieka.Domagam się respektowania moich
        granic,szanuję cudze, a zatem : nie lubię kiedy pies podbiega do mnie , do
        moich dzieci i ja nie znam tego psa , a on warczy , przytupując , poszczekując
        zaczepia nas.Dwukrotnie psy rzuciły sie na moje najmlodsze dziecko-były bez
        kagańca i bez smyczy, bez właściciela.Właściciel zachował sie wówczas jak
        klasyczny struś.Nie życzę sobie ,zeby obcy pies stemplował mnie z miłości
        łapami, lizał mnie po nogach , wskakiwał mi na kolana.To są moje granice.Nie
        atakuję psów i lubię je , ale nie akceptuję psów z niefrasobliwymi
        właścicielami .Mam np po sąsiedzku rotwailera.Jego właściciele puszczają go
        bez kagańca i obroży.Jak się zdecuduję na psa na pewno nie będę zmuszała
        otoczenie ,zeby go kochało równie mocno jak ja.M
      • asik69 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 14:51
        lola211 napisała:

        >
        > Własciciel ma obowiazek prowadzic psa na smyczy i nawet w kagancu, chocby był
        > najłagodniejszy pod słoncem.

        Lola, daj spokój... A Ty zawsze ślepo stosujesz się do wszelkich reguł? No to
        gratuluję. Bo mnie natura wyposażyła w zdrowy rozsądek ,więc się cieszę z tego
        daru i go używam... Nie mam zamiaru przestać, bo ktoś mi kadzi o jakimś
        obowiązku.

        > on przeciez zawsze taki łagodny był.Mnie takze wkurzaja psy biegajace luzem,
        > skad mam wiedziec czy on nie zaatakuje mojego dziecka?

        A skąd wiesz, że nie zaatkuje Cię przechodzień? To demagogia...

        Ludzi denerwują takze
        > odchody zwierząt dosłownie wszedzie, na trawnikach, na chodnikach co krok to
        > kupa, obrzydlistwo.Jak pies biega gdzie popadnie to i wali gdzie mu sie
        > spodoba.

        No tak, tego jeszcze nie dodałam w swoim: ja sprzątam po moim psie! Sama mam
        dziecko i wiem, co to znaczy. A wiesz, co mi się czasem zdarza, kiedy idę z
        torebką po kupę? Ludzie mają pretensję, że depczę trawnik... Bo jak ktoś się
        chce przyczepić, to zawsze znajdzie powód...
        >
        >> Nie prowadzaj psa luzem tam, gdzie są dzieci, nie bedzie takich reakcji.

        Kolejna mądrala! Przeczytaj jeszcze raz mój post. Wyraźnie tam napisałam: nie
        widzę najmniejszego powodu, dla którego miałabym męczyć mojego psa. Zupełnie
        nie w tym leżał mój problem, ale widać nie zrozumiałaś...
        Napisałam też (równie wyraźnie), że nie prowadzam mojego psa w miejsca
        przeznaczone dla dzieci.

        Słuchajcie, przeczytałam te posty uważnie. Z większości wynika to samo: moje
        dziecko miało rację - wokół mnóstwo jest złych ludzi. Bo przecież stosunek do
        zwierząt jest miarą człowieczeństwa, czyż nie? Wypowiedź pani grożącej
        pistoletem chyba tylko na jednej z Was zrobiła negatywne wrażenie? Reszta
        pewnie by się przyłączyła?
        A swoją drogą - skąd od razu mowa o skakaniu ("stemplowaniu"), powarkiwaniu,
        szczekaniu? Czy ja coś takiego napisałam? No i oczywiście żelazny argument -
        rottweiler bez kagańca.... Mój pies to nie rottweiler, a Wy chyba za dużo
        telewizji oglądacie... Stąd te fobie...

        Pozdrawiamy tych, którzy mają życzliwy stosunek do naszych czworonożnych
        przyjaciół,
        Asik & sunia (szczęśliwa, bo bez smyczy i kagańca. I tak pozostanie!)
        • skarolina Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 15:12
          asik69 napisała:
          > Kolejna mądrala! Przeczytaj jeszcze raz mój post. Wyraźnie tam napisałam:
          nie
          > widzę najmniejszego powodu, dla którego miałabym męczyć mojego psa. Zupełnie
          > nie w tym leżał mój problem, ale widać nie zrozumiałaś...
          > Napisałam też (równie wyraźnie), że nie prowadzam mojego psa w miejsca
          > przeznaczone dla dzieci.
          >
          > Słuchajcie, przeczytałam te posty uważnie. Z większości wynika to samo: moje
          > dziecko miało rację - wokół mnóstwo jest złych ludzi. Bo przecież stosunek
          do
          > zwierząt jest miarą człowieczeństwa, czyż nie? Wypowiedź pani grożącej
          > pistoletem chyba tylko na jednej z Was zrobiła negatywne wrażenie? Reszta
          > pewnie by się przyłączyła?
          > A swoją drogą - skąd od razu mowa o skakaniu ("stemplowaniu"), powarkiwaniu,
          > szczekaniu? Czy ja coś takiego napisałam? No i oczywiście żelazny argument -
          > rottweiler bez kagańca.... Mój pies to nie rottweiler, a Wy chyba za dużo
          > telewizji oglądacie... Stąd te fobie...

          To po co w ogóle pytasz o zdanie, skoro i tak masz nasze opinie gdzieś??
          Niestety, nie masz racji - prawo nakłada na Ciebie obowiązek prowadzenia psa w
          kagańcu i na smyczy. Jeśli tego nie robisz, to się nie dziw, że ktoś ma Ci to
          za złe. Nie chcesz męczyć psa?? Skoro go wyprowadzasz na spacer, to nie
          mieszkasz raczej w domu z dużym ogrodem, więc i tak go męczysz w mieszkaniu
          dla własnej przyjemności - to Ci jakoś nie przeszkadza?? Ciekawe podejście.
          A swoją drogą - ja nie tyle strzelałabym do psów, co do głupich właścicieli.

          Chcesz robić z psem co Ci się podoba - wypuszczaj go na prywatną łąkę. Jeśli
          korzystasz z terenów publicznych, to albo się dostosuj, albo nie dziw, że ktoś
          ma odmienne zdanie, bo ma do tego prawo.

          Aha, rottweiler, nie rottweiler, mnie najdotkliwiej pogryzł mały, całkiem
          sympatyczny kundelek sąsiadki, ot tak, bo przechodziłam pod jej drzwiami,
          akurat otwartymi.
          --
          jeszcze 2 tygodnie smile
        • lola211 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 16:17
          Nie potrafisz jak widac przyjac do wiadomosci, ze ludzie mają odmienne zdanie
          niz ty.Uwazasz, ze postepujesz słusznie, ja zas, ze sie mylisz.
          Prowadzanie psa luzem jest karalne.Łamiesz prawo, ale jak widac masz to w
          głebokim powazaniu.Moje gratulacje.Moze jak zostaniesz pociagnieta do
          odpowiedzialnosci to zaczniesz podchodzic do obowiazujacego prawa z respektem.

          >A skąd wiesz, że nie zaatkuje Cię przechodzień? To demagogia...

          Ustawodawca ma inne zdanie.Nakazuje prowadzanie na smyczy psa, a nie ludzi.

          > Kolejna mądrala! Przeczytaj jeszcze raz mój post. Wyraźnie tam napisałam:
          nie
          > widzę najmniejszego powodu, dla którego miałabym męczyć mojego psa. Zupełnie
          > nie w tym leżał mój problem, ale widać nie zrozumiałaś...

          Nie, kompletnie nie rozumiem takiej postawy jak twoja- egoistycznej.Ty nie
          chcesz meczyc psa, a ja chce miec ten komfort, ze nie bede martwiła sie o
          siebie i dziecko gdy bedzie koło mnie latał pies, którego nie znam.
          Prawo jest po stronie takich jak ja- i wierz mi ze nie zawahałabym sie
          zadzwonic po słuzby, by przemówiły do rozsadku takim osobom jak ty.Widac ze
          masz w nosie innych, wygoda twojego pieska jest najwazniejsza.Nie dla
          wszystkich, naprawde.Sama miałam psa i zawsze wyprowadzany był na smyczy,tak
          robia odpowiedzialni ludzie.

          > Napisałam też (równie wyraźnie), że nie prowadzam mojego psa w miejsca
          > przeznaczone dla dzieci.

          Ale prowadzasz go miedzy ludzi, takze tam gdzie sa dzieci, bo skad wzieły sie
          te matki?

          moje
          > dziecko miało rację - wokół mnóstwo jest złych ludzi. Bo przecież stosunek
          do
          > zwierząt jest miarą człowieczeństwa, czyż nie?

          Ja widze, ze wokól jest mnóstwo nieodpowiedzialnych, a przez to głupich
          włascicieli psów.
        • urszk Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 28.12.03, 10:13
          Myślę, że rozwiązanie problemu nie jest takie proste, bo ludzie nie potrafią
          żyć w zgodzie ze zwierzętami. Boją się, być może, a może po prostu nie chcą i
          mają pretensje do ludzi, którzy wręcz przeciwnie, nie mogą patrzeć na krzywdę i
          znęcanie się nad zwierzętami. Dwa przykłady: 1. Mój pies zawsze biega luzem,
          nigdy nie ugryzł na podwórku i za to ręczę, mam sąsiadkę, która gdy go widzi z
          odległości kilometra drze się jak nieprzytomna, choć nigdy nic jej nie zrobił.
          2. Moja znajoma ma psa, przykładnie trzyma go w klatce lub na łańcuchu, nie
          kapie, nie czesze. Jak pies się urwie (tak bywa, domaga się wolności) i
          przeskoczy przez płot (nie mały) nie ma zielonego pojęcia, czy kogoś nie
          pogryzie.
          Kto ma rację? A kto trzyma się prawa? Gdyby ludzie WIEDZIELI jak postępować z
          psami, nie drażnili, nie zaczepiali nie byłoby wypadków pogryzienia. Dla
          przykładu: rodzina mego męża ma psa, mieszkają niedaleko szkoły podstawowej.
          dzieciątka w drodze do szkoły rzucają w niego różnymi rzeczami, drażnią. Ten
          pies NIENAWIDZI dzieci. I mamusie, które wpajają taki stosunek do zwierząt
          typu "pozabijać wszystkie psy i ich właścicieli" skazują swoje dzieci na takie
          ryzyko. Takie dzieci nie będą tolerancyjne i wrażliwe na cudzą krzywdę (słowa
          mojej znajomej do jej córki: "Czarni to brudasy"). Psy zyją razem z ludźmi, to
          mysmy je udomowili, musimy się z tym pogodzić, a nie walczyć (chyba już troszkę
          za późno wink.
          Oczywiście są pewne zasady: nie prowadzania na place zabaw, itp.
          • lola211 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 28.12.03, 11:14
            Czy prowadzanie psa na smyczy jest tak bardzo trudne, ze własciciel nie moze
            sie do tego zastosowac? Sprawia wam to wielki trud?

            Kto ma rację? A kto trzyma się prawa? Gdyby ludzie WIEDZIELI jak postępować z
            > psami, nie drażnili, nie zaczepiali nie byłoby wypadków pogryzienia.

            Ale czy ja musze byc potencjalnie narazona na ataki psów nad którymi znecają
            sie własciciele? Jesli pogryzie jego, to prosze bardzo, ale ofiarą moge byc
            ja. Mam prawo bac sie psów których nie znam, a na których obecnosc obok mnie
            nie mam wpływu.Ludzie przywiazują psy, takze duze przy wejsciu do sklepu,
            oczywiscie sa bez kaganca- ide z małym dzieckiem i naprawde czesto zastanawiam
            sie jak ten pies zareaguje jak przejde koło jego nosa.Jaką mam gwarancje, ze
            nic mi nie zrobi? Ja go nie znam, własciciela obok nie ma- mam czekac az
            przyjdzie i go zabierze? Problem w tym, ze taki własciciel psa znajac nie
            wpadnie na to, ze pies nie ma na mordzie wypisane- jestem łagodny i nic ci nie
            zrobie- stres innych ludzi kazdy ma w nosie.

            >Psy zyją razem z ludźmi, to
            > mysmy je udomowili, musimy się z tym pogodzić, a nie walczyć

            Ja z psami nie walcze, jak wiekszosc normalnych ludzi.Toleruje ich obecnosc,
            nie zaczepiam , w droge nie wchodze.Ale wymagam, by obecnosc psów nie zmuszała
            mnie do zastanawiania sie, czy na pewno z ich strony nic mi nie
            grozi.Wystarczy, by taki pies był prowadzony na smyczy, w koncu po to je
            wymyslono, czyz nie?

        • graid Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 30.12.03, 08:04
          > Lola, daj spokój... A Ty zawsze ślepo stosujesz się do wszelkich reguł? No
          to
          > gratuluję. Bo mnie natura wyposażyła w zdrowy rozsądek ,więc się cieszę z
          tego
          > daru i go używam... Nie mam zamiaru przestać, bo ktoś mi kadzi o jakimś
          > obowiązku.

          Wiesz co, sadze, ze powinni pojawic sie ludzie, ktorzy wlepialiby mandaty, za
          bezmyslnosc niektorych ludzi / z cala pewnoscia mam tutaj na mysli ciebie /.
          jest przepis i powinnismy sie do tego stosowac, bo on nie jest glupi i jest on
          ustanowiony z troska o ludzi. Kogo obchodzi to, ze twoj pies jest lagodny?
          Skad to maja inni ludzie wiedziec??? Ciekawe, czy twoj piesek tez
          tak "lagodnie wita listonosza...


          A skąd wiesz, że nie zaatkuje Cię przechodzień? To demagogia...
          bez komentarza.... Ludzie w porownaniu do psow maja wiecej oglady i rozsadku.
          Jesli boisz sie, by cie nie zaatakowal przechodzien, to po prostu nie wychodz
          z domu - bedziesz bezpieczniejsza.... /glupia odpowiedz, na glupie pytanie /

          Ta..., ty nie chcesz meczyc psa, za to inni ludzie maja sie bac, gratuluje
          podejscia ..... do zwierzaka. A co z ludzmi??

          jestes chora! Po co obrazasz ludzi??? Sama mam 2 psy i nie uwazam sie za"zlego
          czlowieka". myslisz, ze ty masz dobre podejscie- pomysl, skazujesz psa, by ten
          biedny mogl sie zalatwic jak ty wrocisz z pracy / mowie o sytuacji zanim
          pojawilo sie dziecko/. Mimo, ze mu sie chce, to musi trzymac mocz w pecherzu.
          Myslisz, ze takie zjawisko swiadczy o milosci do zwierzat??? Czy ty tez jestes
          w stanie zalatwiec sie na rozkaz??


          Mój pies to nie rottweiler - kazdy wlasciciel psow tak twierdzi, ale jak
          przyjdzie co do czego, to sie wykreca tym, ze pies ulozony, ze nigdy krzywdy
          nie zrobil itp itd

          a Wy chyba za dużo
          > telewizji oglądacie... Stąd te fobie... - to ty twierdzisz, ze to sa fobie,
          innego zdania bylabys, gdyby to twoje dziecko wyladowalo w szpitalu z
          rozszarpana reka i ukaszeniami na twarzy /nie zycze ci tego /


          Asik & sunia (szczęśliwa, bo bez smyczy i kagańca. I tak pozostanie!) -
          miejmy nadzieje, ze kiedys straz miejska wezmie sie za takich wlascicieli,
          ktorzy puszczaja swoje psy bez kaganca. Ja tez mam prawo czuc sie bezpieczna i
          szczesliwa, a nie bac sie za kazdym razem, gdy rozpedzony pies biegnie w moja
          strone-nie jestem jasnowidze i nie potrafie odczytac intencji psa i
          wlasciciele psow TEZ TO POWINNI ZROZUMIEC. Jak mozesz wymagac zrozumienia dla
          siebie, gdy sama nie rozumiesz zachowan ludzi?
          • psinka3 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 31.12.03, 15:15
            graid napisała:

            > A skąd wiesz, że nie zaatkuje Cię przechodzień? To demagogia...
            > bez komentarza.... Ludzie w porownaniu do psow maja wiecej oglady i rozsadku.
            > Jesli boisz sie, by cie nie zaatakowal przechodzien, to po prostu nie wychodz
            > z domu - bedziesz bezpieczniejsza....

            I O TO MI WLASNIE CHODZI! JESLI BOICIE SIE PSOW, TO NIE WCHODZCIE W DROGE ICH
            WLASCICIELOM!
            ta twoja odpowiedz jest tak glupia, ze nie zasluguje na inny komentaz. sama
            siedz w domu, jak sie trzesiesz na widok bogu duch winnego psa.
    • chalsia Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 26.12.03, 21:36
      Zachowanie wspomnianych mam - nawet szkoda słów. Tylko szkoda ich dzieci.
      Asik, to proste. Nie ważne jak świetny jest Twój pies - o tym wiesz tylko Ty i
      rodzina. Inni nie. I dlatego wystarczy, byś prowadziła go na smyczy i w
      kagańcu, i nie będzie wtedy takich komentarzy.
      Jak masz wątpy nt. standardowego kagańca, to kup bardziej wymyślny (taki gdzie
      pies może pysk cały otworzyć, etc).
      A psa jak chcesz puścić luzem - to idź tam gdzie nie chodzą mamy z dziećmi.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
    • skarolina Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 26.12.03, 21:54
      Niestety, te mamy może wyrażają się niesympatycznie i niekoniecznie
      kulturalnie, ale ja je rozumiem. Jako właścicielka psa jesteś zobligowana do
      zakładania mu kagańca i prowadzenia na smyczy, jeśli wyprowadzasz go w pobliże
      ludzi. Ty wiesz, że Twój pies nic nikomu nie zrobi (choć to też tylko
      przypuszczenie, bo to tylko zwierzę i kieruje się jednak instynktem),
      natomiast one tego nie wiedzą. Faktem jest, że mogłyby swoją dezaprobatę w
      inny sposób, ale niestety - prawo i przepisy są po ich stronie.
      Niestety, nie masz racji, pisząc, że nie masz najmniejszego powodu do
      zakładania smyczy - istnieją przepisy, które jako właścicielka psa masz
      obowiązek respektować.
      A gwoli wyjaśnienia - ja sama psów nie lubię, moja córka je uwielbia, więc
      pozwalam jej do nich podchodzić i pogłaskać, po uprzednim zapytaniu
      właściciela, czy wyraża na to zgodę i czy jest to bezpieczne. Ale powiem
      szczerze, że chętniej jej pozwalam, jeśli pies jest na smyczy i w kagańcu.
      --
      jeszcze 2 tygodnie smile
    • wieczna-gosia Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 26.12.03, 23:34
      Uwielbiam psy i sie ich nie boje. Moje dzieci tez ne, bowiem wychowaly sie z
      ogrrromniastym owczarkiem niemieckim. Lagodnym jak baranek. I zawsze na
      smyczy, nierzadko w kagancu. Nie dlatego ze JA nie bylam pewna reakcji psa.
      Bylam. Pies byl na 5 czy 6 szkoleniach i potrafil sikac na rozkaz. Potrafil
      nie zaatakowac drugiego psa tylko dac sie pogryzc. Ale szauje strach innych
      ludzi dlatego pies byl zawsze na smyczy. A raz dziennie chodzilam z nim na
      dluugasny spacer w chaszcze i ostepy gdzie latal luzem, przynosil patyki i
      straszyl pijaczkow wink bo innych ludzi tam nie bylo.
      I chociaz kochalam go strasznie- uwazam ze miasto nie jest dla psow. No
      ewentualnie dla maluchow, ktore jesli stqana sie agresywne- moge (przepraszam
      obroncow zwierzat) kopnac czy odrzucic narazajac sie co najwyzej na ugryzienie
      a nie oderwanie reki. Bo bulterriera nie kopne wink) Poza tym mnie tez jako mame
      zaczely wkurzac kupy psie wszedzie.
      Mies byl mojego meza z czasow mlodosci. Teraz mamy kotka- na kupy ludzie nie
      narzekaja na kupy bo kot robi w kuwete i nie musze tlumaczyc sie ze lagodna i
      nic nie zrobi.
      Komentarze mam- inna sprawa glupie byly. Ale sama sytuacje rozumiem, ja sama
      sie psow nie boje ale z dziecmi czuje sie nieswojo. Z tym ze ja prosze zeby
      psa przytrzymac, anie strasze gazem wink Strasznie nie lubie wtedy
      tekstow "lagodny nic nie zrobi" ja sie nie pytalam czy lagodny, tylko prosilam
      o przytrzymanie wink) Przyznaje sie ponadto ze 2 razy zdarzylo mi sie zadzwonic
      w parku po straz miejska- raz gdy duze psisko spacerowalo z trzesaca sie
      staruszka i ciagnelo ja gdzie chcialo i raz gdy niefrasobliwy mlodzian mnie
      poszczul za zwrocenie uwagi.
      --
      gosklec@poczta.onet.pl
      • asik69 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 15:01
        wieczna-gosia napisała:

        >> Komentarze mam- inna sprawa glupie byly.

        Dzięki chociaż za to...

        Ale sama sytuacje rozumiem, ja sama
        > sie psow nie boje ale z dziecmi czuje sie nieswojo. Z tym ze ja prosze zeby
        > psa przytrzymac, anie strasze gazem wink

        OK, kiedy ktos normalnie się do mnie odzywa, NATYCHMIAST normalnie reaguję.
        Zresztą na ogól nie jest to konieczne, pies nie oddala się od wózka.

        Przyznaje sie ponadto ze 2 razy zdarzylo mi sie zadzwonic
        > w parku po straz miejska- raz gdy duze psisko spacerowalo z trzesaca sie
        > staruszka i ciagnelo ja gdzie chcialo

        I co, aresztowali staruszkę? Ale musiałaś mieć ubaw! Gratuluję poczucia
        humoru... Ty sama nie widzisz wyraźnie, że przegięłaś? Bo rozumiem, że
        największym przewinieniem staruszki było to, że się trzęsła? Niech żyje młodość!

        PS
        Teksty o kopaniu psów pozostawiam bez komentarza...
        • chalsia Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 15:41
          No to o co Ci chodzi?
          Skoro pies nie oddala się od wózka, co Ci w takim razie za róźnica, żeby mu
          założyć smycz?? A wtedy nie było by idiotycznych (i złych wychowawczo)
          komentarzy innych ludzi.
          A jak pies jest już na smyczy i idzie przy nodze, to i ludzie nie zwracają tak
          uwagi na brak kagańca.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
        • wieczna-gosia Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 19:01
          Staruszce bardzo wspolczulam.
          Ale niestety uwazam to za zagrozenie dla bawiacych sie, wrzeszczacych i
          szalejacych dzieci w tym moich. Bo co z tego ze staruszke poprosze zeby psa
          przytrzymala jesli ona NIE JEST w stanie tego zrobic? I pies- nie malutki
          jamniczek tylko cos pod dobermana- zechce kogos zaczepic/ ugryzc/ czy po
          prostu pobiec szybciej?
          Staruszki nikt nie aresztowal wink) tylko panowie straznicy wyprowadzili ja z
          parku. Ich nie zbluzgala w odroznieniu ode mnie wink jednak mundur ma respekt.
          Wiesz dla mnie to proste- psy PRAWNIE powinny w miejscach uzytecznosci
          publicznej chodzic na smyczy. I koniec. I nie interesuje mnie przekonanie
          wlasciciela o tym ze pies od wozka nie odchodzi. Mam prawo czuc strach przed
          psem- ja akurat nie czuje o siebie i gdy ide sama to w ogole na psy nie
          zwracam uwagi a juz najmniej czy sa na smyczy czy nie. Natomiast o dzieci boje
          sie straszliwie.
          To w ogole ciekawie gdyz bylam wlascicielka wyjatkowo duzego psa. I NIGDY NIKT
          nie zwrocil sie do mnie inaczej niz z uwaga "jak duzy piesek a jaki ladny".
          Pies po prostu ZAWSZE byl na smyczy. Jesli przypadkowo byl bez smyczy- to
          ZAWSZE w kagancu. Sam wkladal wen pysk, chociaz za nim nie przepadal, ale byl
          nauczony ze to warunek spaceru.
          Teksty o kopaniu psow pozostawiaj bez komentarza wink) Psa ktory mnie nie
          zaatakuje- nie tkne. Psa ktory mnie zaatakuje- zaatakuje i ja. Humanzm tez ma
          swoje granice. A ty- jesli pis rzuci sie na dziecko czy na ciebie- nie
          kopniesz? Nie wierze. Najwyzej sie teraz do tego nie przyznasz. bedziesz
          patrzec na wlasciciela i prosic "niech pani wezmie piska"? Zadzwonisz na
          policje? Powodzenia. Ja sprobuje zlapac za obroze czy odepchnac- jasne, ale
          pozniej kopne i zdziele kijem. Taka jestem sadystka wink)
          --
          gosklec@poczta.onet.pl
    • lena99 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 16:48
      Droga Asiu! Przeczytałam twój list, odpowiedzi dziewczyn i twoje komentarze i
      zrobiło mi się naprawdę przykro... Z twoich odpowiedzi jasno wynika, że jako
      właścicielka psa jesteś niereformowalna. Spotykam takie osoby na każdym
      spacerze z dzieckiem. Życzę ci, aby twoje następne dziecko w wieku 2 lat
      naprawdę bało się psów, także tych spokojnych, które chodza przy wózku i
      reagują natychmiast na głos swojej pani. Myślę, że dopiero wtedy zrozumiesz,
      co czują inne mamy i dlaczego ich reakcje są czasem tak gwałtowne. Pozdrawiam,
      Lena
      • grazynka13 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 16:59
        Czytam te Wasze brednie nt. agresji psów (skąd w ogóle ten pomysł?!) i dochodzę
        do wniosku, że to ludzie są tysiąc razy bardziej agresywni niż psy. To
        jednoznacznie wynika z Waszych postów. Przecież w sytuacji opisanej przez Asię
        nie było NIC, co mogłoby spowodować taką agresję. A zakładam, że niczego nie
        przemilczała.
        I wiecie co? Szkoda mi czasu na czcze dyskusje. Raczej zabiorę rodzinę i pójdę
        do parku. Bez smyczy, oczywiście. I tym bardziej bez kagańca.
        A może spotka mnie niespodzianka? I - tak z okazji świąt - spotkam to i ówdzie
        agresywnego człowieka w kagańcu? Niektórym by się przydało...
        G.
        • lola211 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 17:13
          Tobie sie cos pomyliło.
          Odpisałysmy ze nie ma racji prowadzając psa bez smyczy.Niewazne jaki to jest
          pies, mały duzy, łagodny, czy nie, nas to nie musi w ogole
          interesowac.Własciciel psa ma obowiązek i tyle.
          Reakcje tych matek zostały tu potepione, ale postawa autorki watku tez nie
          zasługuje na uznanie.Bo liczy sie ona i jej pies, reszta niech sie
          dostosuje.Przez taka postawe prowokuje sie własnie agresje wobec zwierzat.

          Autorka wątku zareagowała agresywnie na posty tych które sie z nia nie
          zgadzaja, to swiadczy o tym, ze ma w nosie czyjes zdanie, sama wie lepiej i
          szuka potwierdzenia dla swoich poczynan.Kaganiec wiec potrzebny jest jej, a
          nie tym, które jej odpisały, bo nikt jej nie atakował.
          Miłosnicy zwierzat maja wkurzajaca maniere posadzania kazdego kto wymaga od
          nich odpowiedzialnosci o złe serce, brak człowieczenstwa i tym podobne bzdury.



          • asik69 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 17:48
            POSŁUCHAJCIE:
            MÓJ PIES TO MOJA RODZINA. NIE DZIWCIE SIĘ, ŻE BRONIĘ MOJEJ RODZINY.
            W swoim poście starałam się wyraźnie pokazać, że respektuję (choć nie rozumiem -
            fakt) strach innych przed psami. Ale Wy z tego listu wyciągnęłyście tylko to, co
            dało się obrócić przeciwko zwierzętom i ich właścicielom.
            Swoimi agresywnymi postami przekonałyście mnie, że zupełnie niepotrzebnie się
            fatygowałam... Teraz już przynajmniej wiem, że strach przed psem jest
            jednoznaczny z nienawiścią do zwierzęcia i do jego właściciela. Nauczyłyście
            mnie, że osoby nieżyczliwe wobec mojego psa nie zasługują ani na moią
            życzliwość, ani nawet na zrozumienie dla swoich fobii.
            Będę postępowała jak dotychczas. Żadnej smyczy, chyba że w pobliżu jest ulica -
            bo na bezpieczeństwie mojego psa mi zależy. Kagańca w życiu nie miałam, więc
            nie ma o czym mówić (lolu, sama też go sobie nie założę... nie tylko z tego
            powodu...)
            Jedno tylko się zmieni: przestanę traktować z szacunkiem rozhisteryzowane mamy.
            Bo już wiem, jak złymi mogą być ludźmi. Wam zawdzięczam tę naukę. Dziękuję za
            to, bo na pewno teraz będzie mi łatwiej.
            Asik

            • anatemka Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 18:33
              nie wiem dlaczego straż miejska nie wymaga od włascicieli psów przestrzegania
              przepisów: smycz, kaganiec, sprzatanie odchodów. Każdy pies jest zagrożeniem
              dla mojego dziecka. Według mnie oczywiscie. I mysle że mam prawo czuc się
              bezpiecznie na spacerze. Prawo mi to gwarantuje. Złymi mogą być ludzie.
              Zagryzać dzieci mogą łagodne psy (tv nie ogladasz?) No i bardzo nie lubię kiedy
              mój 2,5 letni synek nie może spokojnie pobiegac w parku, bo wszędzie sa psie
              odchody. A wystarczy posprzątać po swoim psie. Ja się nie załatwiam pod
              krzakiem. I zawsze mam torebkę na wypadek gdyby młodemu nagle zachciało się
              kupę (w zimie chodzi w pampersie na spacer). Nie martwisz się o cudze dzieci,
              bo wiesz że twój pies nic im nie zrobi. Ale może dostosujesz się do norm
              społecznych i założysz mu smycz. wtedy i twój pies bedzie bezpieczny: nie
              wpadnie pod samochód i nie kopnie go jakis tatuś w obronie swojego dziecka.
              --
              zamienię poczucie humoru na powód do śmiechu
            • cz.wrona Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 18:37
              Teraz już przynajmniej wiem, że strach przed psem jest
              > jednoznaczny z nienawiścią do zwierzęcia i do jego właściciela.

              Asiku! Tu nie masz racji!!!!

              Ja sama wychowałam sie z psami, mój tata miał hodowle owczrków kaukaskich
              (wieeeelkie bydleta smile)) najpierw zaczełam szczekac potem dopiero mówic
              (biedna moja mama). Psy kocham i nie wyobrazam sobie bez nich zycia.
              Jestem mama czteromiesiecznego Sławusia, gdy byłam w 6 mcu ciazy maz sprawił mi
              wielka niespodzianke- rocznego pinczerka. Pomimo zazdrosci pieska nie
              pozwoliłam go oddac. chodzimy razem na spacerki. jesli przy drodze to zaczepiam
              jego smycz przy wózku i tak sobie jedziemy a ludzie się śmieją (pozytywnie).
              jak jesteśmy na osiedlu to spuszczam skubańca i hulaj dusza!!! Od niedawna
              zakładam psu kaganiec bo zjada wszystko kotkom (przez co grozi mu wielkie
              niebezpieczeństwo ze strony dokarmiających je pań- jedna nawet go zaatakowała i
              SZCZEKAŁA na niego). Kaganiec założyłam dla dobrego samopoczucia mojego i
              ludzi.

              Mikuś nie lubi za bardzo tego kagańca ale ja wolę mu go zakładać ,że by ludzie
              czuli się spokojmiejsi jak on na nich szczeka (mała zadziora), a jak tylko
              zbliży się do jakiegoś dziecka to od razu go wołam- wolę chuchać na zimne smile))

              Tak sobie myślę po przeczytaniu tych wszystkich postów, że jak mój synek
              podrosnie i jak zblizy sie do niego jakis pies to mimo mojej wielkiej miłosci
              do czworonogów zła[pie synka i poprosze o zabranie psiaka. dopiero potem
              pogłaszcze...
              Człowiek przez całe zycie uczy sie pokory, zadnej z nas ona nie zaszkodzi...

              Ale sie rozpisałam!!! Pozdrawiam wszystkie emamy i epieski, hau hau!
              --
              Pozdrawiam Kasica_mamusia Sławusia
              cz.wrona@wp.pl

              nowiuśkie:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=9250352
            • marina2 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 19:10
              O rotweilarach wiedzy nie czerpię z tv tylko z życia koleżeństwa: jeden pies
              r. dziabnął swoją właścicielkę w twarz .Obudził sie kiedy weszła do domu i nie
              wiadomo czemu rzucił na nią.Po bodaj trzech operacjach ma prawie twarz , ale
              nieruchomą niestety.Drugi przypadek : znajomy lesnik ze swoim psem r. przez
              las i pies rzucił sie na faceta na komarku .Chłop dwa metry i 120kg wagi nie
              był w stanie go odciągnąć i na miejscu zastrzelił podkreślam SWOJEGO psa.Ten z
              komarka szyty nogi , klatka piersiowa.Mój syn zaatakowany został przez małe
              psy nie na smyczy "on tylko powącha i nic nie zrobi".Stemplowanie łapami "o
              jak panią polubił"-to sa moje doświadczenia.Nie masz powodu sąsidzic ,ze
              jestem wrogiem psów.Moja siostra ma hodowle airdalów.A Ty po prostu nie
              godzisz się z odmiennym zdaniem i nie respektujesz cudzych granic .M
            • wieczna-gosia Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 19:21
              Teraz już przynajmniej wiem, że strach przed psem jest
              > jednoznaczny z nienawiścią do zwierzęcia i do jego właściciela

              Bynajmniej. Mam kolezanke ktora ma uczulenie na koty. W zwiazku z tym bywa u
              mnie rzadko, krotko i wylacznie pod warunkiem ze kot bedzie zamkniety. I jest.
              Kiedy mialam psa byl on zamykany z okazji wizyt pewnej cioci, ktora psow bala
              sie panicznie. Zartowalismy sobie z cioci dobrodusznie, ale nikt nigdy nie
              zakwestionowal jej absurdalnego przekonania ze nasz pies to zawodowy morderca.
              Psa nie mam i miec nie bede bo nie mam domu z ogrodem na wsi a uwazam ze to
              jest psu do szczescia potrzebne i tyle. Ktos moze uwazac inaczej. Ale niech
              prawa przestrzega. Napisalas post z przekonaniem ze masz slusznosc. I pewnie
              masz w koncu znasz swojego psa. Ale rzecz nie rozbija sie o to czy masz te
              racje czy nie, ale czy rozumiesz racje innych. A prawo jest po stronie racji
              ludzi nie psow. Psy powinny byc na smyczy bo ktos absurdalnie moze sie psow
              bac. I pewnie nie chodzi o twojego psa- ale ja rozgladam ze po swoim osiedlu i
              widze ze Polacy w pewnym wieku kochaja sie w psach duzych. Ze na prosbe o
              przytrzymanie (nie przywolanie tylko przytrzymanie) potrafia strzelic
              tekst "on lagodny". A pies czuje strach czlowieka. Jesli twoj pies (zaluzmy
              hipotetycznie) ugryzie moje dziecko- TYLKO RAZ bo cos mu sie nie spodoba? To
              co- zaplacisz mi odszkodowanie? Powiesz "no ale on przeciez nigdy....."? Nie
              lepiej zawsze wziac w takich momentach psa na smycz, niz po takim razie napluc
              sobie w brode? Ja ze swoim nigdy nie zaryzykowalam, nie dlatego ze nie bylam
              pewna psa. Mje dzieci wkladaly mu rece do gardla i cuda z nim wyczynialy. Ale
              nie bylam pewna jak zachowa sie w kontakcie z obcym dzieckiem ktore nagle
              wrzasnie. Czy w kontakcie z doroslym, ktory wyraznie sie go boi. Nie wiem bo
              ani nie jestem obcym dzieckiem ani strachliwym doroslym. Dlatego wlasnie pies
              biegal w chaszczach nad Wisla, ganial po lakach na wakacjach i po polach- bez
              smyczy i kaganca, wolny jak ptak. Ale po miescie, osiedlu, parku, czy
              gdziekolwiek- chodzil na smyczy. I nie wiem jak fakt ze psow chodzacych bez
              smyczy nie lubie- swiadczy o tym ze nie lubie zwierzat- uwielbiam je chociaz
              odkad mam dzieci czyszczenie botow z psich odchodow podlamuje moja sympatie-
              do wlascicieli wlasnie wink))
              Jak ja lubie jak mi czasami ktos dolozy w dyskusji wink))
              I mnie nie lubi wink))))
              Chcociaz bardziej lubie jak doklada mi w postaci rzeczowych argumentow a nie
              osobistych wycieczek wink))
              Tak wiec pozdrawiam wink)
              --
              gosklec@poczta.onet.pl
            • chalsia Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 22:26
              Asik napisała "Jedno tylko się zmieni: przestanę traktować z szacunkiem
              rozhisteryzowane mamy. Bo już wiem, jak złymi mogą być ludźmi".

              Pozbędę się tym razem umiaru i nie będę się hamować w wydawaniu ocen, bo dałaś
              powyższym stwierdzeniem na to swoje przyzwolenie.

              Tym jednym zdaniem pokazałaś jak pozbawioną logiki osobą jesteś, a mówiąc
              wprost - bezmyślną. Skoro zrównujesz nas, piszące tutaj, z dwoma kobietami,
              których reakcje opisałaś. Nie szanujesz uczuć ANI PRAW innych ludzi więc i
              Tobie taki szacunek nie musi się należeć.
              Obraziłaś wszystkie tu piszące. Nie znasz nas, a pozwalasz sobie na takie sądy.

              Dla Twojej wiedzy - matka małego dziecka, która psów się nie boi, lubi je, nie
              reaguje nerwowo na widok psa luzem, bo zawodowo się na nich zna.

              Pozdrawiam,
              Chalsia
            • ekachna Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 22:42
              Wiesz asik, ja się psów nie boję, lubię je, choć nigdy raczej mieć nie będę. Z
              lenistwa po prostu, mimo że całe dzieciństwo wychowywałam sę z psami. Ale
              miałam wtedy domek z ogródkiem i nie musiałam ich wyprowadzać. Moja Michalina
              psów też się nie boi - mam odwrotny problem - każdego chce od razu pogłaskać i
              trudno jej wpoić, że bez zgody wlaściciela nie wolno. Mamy więc kontakty z
              obcymi psami jeśli właściciel na to pozwala i zapewnia o łagodności zwierzęcia.
              Mimo tego wszystkiego swoimi kolejnymi postami rozczarowałaś mnie bardzo. Bo
              rozumiem, że dziecko irracjonalnie może się bać. Dzieci boją się różnych
              rzeczy, np. ciemności. Mają też prawo do strachu przed zwierzętami. Ja na
              przykład panicznie bałam się kiedyś krów. I gdyby ktoś zostawił taką krowę bez
              łańcucha chybabym zemdlała ze strachu. A nawet obok przywiązanej przechodziłam
              w dużej odległości i zamykałam oczy. A czy ktoś kiedyś został pogryziony przez
              krowę?! A psy gryzą, to się po prostu zdarza.
              Ty natomias nie przyjmujesz żadnych argumentów i zarzucasz wszystkim, którzy
              chcą dla twojego pupila nałożyć kaganiec, fobie.
            • ekachna Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 22:53
              > Jedno tylko się zmieni: przestanę traktować z szacunkiem rozhisteryzowane
              mamy.
              >
              > Bo już wiem, jak złymi mogą być ludźmi. Wam zawdzięczam tę naukę. Dziękuję za
              > to, bo na pewno teraz będzie mi łatwiej.

              Zachowanie mam, które opisujesz w pierwszym poście było faktycznie niegrzeczne
              aczkolwiek nie znamy przecież dokładnych przyczyn. Natomiast wybacz, żadna z
              wypowiadających się tutaj nie zachowuje się histerycznie! Dlaczego oceniasz
              ludzi po paru słowach? Z jakich powodów nie zasługują na szacunek ci, którzy
              się boją o swoje dzieci? Na jakiej podstawie twierdzisz, iż mogą być złymi
              ludźmi?
              Wybacz, ale to Twoje posty świadczą o jakiejś histerii.
              • odalie źli ludzie? 28.12.03, 00:26
                Problem polega według mnie na tym, że polemizująca z dziewczynami
                wypowiadającymi się w wątku (z większoscią ich słów pozostaje mi się jedynie
                zgodzić) założycielka-autorka pierwszego postu myli, jak się wydaje, pojęcia.

                Ja uważam, że można być dobrym człowiekiem, można być człowiekiem lubiącym a
                nawet kochającym zwierzęta, ale niekoniecznie czynić ze zwierząt członków
                rodziny - poza domem.

                Jeśli komuś to odpowiada, voila, niech sobie w domu tak traktuje zwierzę. Ale
                poza domem, w miejscach publicznych, niech sznuje regulacje prawne i nie
                narzuca swoich preferencji innym wbrew ich woli.

                Wracając do "złych ludzi".

                Ja na ten przykład, z członkami mojej rodziny dzielę łóżko, talerz, bywa, że i
                wannę, i nie myję rąk, gdy głaskam ich po czuprynkach - a psa do mojej pościeli
                nie wpuszczę, nie będę mu wyjadać z miski, ani nie dopuszczę do talerza, nie
                pozwolę razem się kąpać i po głaskaniu zawsze myję dłonie. To taki mój mały
                pociągnięty do absurdu przykład - lekka prowokacja.

                Czy ja jestem złym człowiekiem? Żadnego psa ani kota w życiu nie ukrzywdziłam,
                jestem jaroszem, dziecku wpajam szacunek dla przyrody, uczę odpowiedniego
                zachowania przy zwierzętach. Raz z moim wtedy jeszcze niemężęm odwoziłam o
                trzeciej nad ranej zagłodzonego, zmarzniętego psiaka do schroniska - co nas
                studentów za nocną taksówkę trochę poszarpało (mieszkaliśmy w akademiku i sami
                nie mogliśmy zapewnić zwierzątku opieki, takie przepisy).

                Wolę psy na smyczy, ale to na polskiej ulicy rzadkość. Niestety, rzeczywistość
                wygląda tak, że to ja mam być jakby podwójnie odpowiedzialna za bezpieczeństwo
                mojego dziecka - i z tym się nie mogę pogodzić. Jest mi po prostu przykro.
                Pojawia się pies, luzem, biega, szczeka. Ja go nie znam, nie wiem, jak
                zareaguje. Córce mówię, aby nie machała rękami, odłożyła kijek (często zbiera
                na spacerze) albo trzymała go przy sobie, nie krzyczała. Zachowuję spokój, ale
                jednocześnie rozglądam się i rozważam, jak by tu się obronić, gdyby co... bo na
                właściela nie bardzo można liczyć.

                Chyba powinno być nieco inaczej - właściciel powinien na widok dziecka, czy w
                ogóle dlatego, że to powszechnie dostępny teren miejski, a zwłaszcza - że plac
                zabaw, park - wziąć psa (zakładam, że już w kagańcu) na smycz.

                A propos zagrożeń - chyba już pisałam o tym na form (w tym wątku na emamie) - w
                moim mieście był przykry wypadek - spory pies, biegający po trawniku pod okiem
                włascicielki, owszem - z kagańcem, wbiegł na małe dziecko (o ile pamiętam
                dwuletnie) idące kilka kroków przed mamą na pustym chodniku, tak przyjacielsko,
                żadnej agresji! i powalił na chodnik. Właścicielka zawołała psa i po prostu
                uciekła z miejsca wypadku. A dziecko miało wstrząs mózgu (łepek gruchnął o
                płyty chodnikowe).

                Ja bym nie popełniła błędu tej pechowej mamy - widząc biegającego psa, nawet w
                sporej odległości, wzięłabym córeczkę za rękę albo nawet, pod pozorem zabawy,
                na ręce.

                Ale czy naprawdę o to chodzi?

                Co do zachowania mam w parku/na ulicy, opisanego w pierwszym poście - brakuje
                nam kontekstu. Jeśli te kobiety wystartowały z takimi tekstami, że tak powiem,
                na dzień dobry - cóż, świadczy to o chamstwie, poza tym nie jest zbyt roztropne
                (zły przykład dla dziecka - które powinno uczyć się spokoju i opanowania w
                stosunku do psów, wprowadzanie nerwowej atmosfery).

                A może przydarzyło się to po kolejnych bliskich spotkaniach z suką? Kolejnych,
                których sobie nie życzyły, do czego miały prawo absolutne. Nie wiem, spekuluję.
                Bardziej prawdopodobne jest, że autorka postu oberwała, niejako na zasadzie
                odpowiedzialności zbiorowej, za innych właścicieli psów.

                Gdyby w naszych realiach było tak różowo, pewnie te chamsko się odzywające
                matki nie czuły by potrzeby takiego odgreagowania bezsilności. Bo ileż można
                usuwać się z parku czy placyku - bo biegają luzem psy, ile można ograniczać
                dzieci do chodników - bo na trawnikach same psie odchody, ile razy pilnować
                dziecka przed psem bo właściciel nie ma zamiaru, cienia zamiaru przypilnować
                swojego zwierzęcia...

                ....................

                Dziewczyny w wątku wypowiedziały się w sposób bardzo wyważony - dla porównania,
                warto by zajrzeć na podobny temat na emamie (nie pomnę tytułu wątku, ale
                traktował o psach na klatce schodowej...). Co mnie osobiście bardzo, ale to
                bardzo cieszy pojawiło się sporo głosów od mam-właścicielek psów - bardzo
                rozsądnych głosów. (Oby wszyscy ludzie sprawujący opiekę nad psami byli tacy!)

                --
                Jestem świrnięta, jestem świrnięta smile)))))))))
    • claire Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 27.12.03, 23:45
      Tak jak Ty asik, też jesteśmy czteroosobową rodziną:mąż,syn,ja i nasza suka.W
      porównaniu z Twoim psem,mój to małe kudłate stworzenie(jamnik
      szorstkowłosy).Podczas spacerów zawsze pies idzie na smyczy(kagańca nie
      mam).Rozumiem ludzi którzy mogą nie mieć zwyczajnie ochoty zostać obwąchani czy
      polizani przez mojego psa.Jeszcze nigdy nie zdarzyło się żeby kogoś pogryzła i
      prawdopodobnie nie zdarzy się ale...piszę prawdopodobnie bo tej pewności nie ma
      nikt,ani właściciel psa ani ten który jest w tej chwili
      obwąchiwany.Najzwyczajniej w świecie nie możesz komukolwiek dać 100%
      pewności,że Twój pies nagle nie zmieni zamiarów z pokojowych na
      agresywne.Piszesz,że omijasz place zabaw i piaskownice ale prawdopodobnie
      chodzisz parkowymi alejkami po których również przechadzają się rodzice z
      dziećmi,bo przecież dzieci nie bywają tylko w zamkniętych placach i
      teoretycznie stwarzasz dla nich zagrożenie.Przecież nie jest problemem zapiąć
      psa na smycz,skoro grzecznie spaceruje przy Was.Dzięki temu unikniesz
      złośliwych komentarzy i podejrzewam,że o brak kagańca nikt się nie
      przyczepi.Piszesz,że nie widzisz powodu dla którego miałabyś psa wiązać na
      smycz.Ja takich powodów widzę kilka.Przede wszystkim takie jest prawo
      obowiązujące KAŻDEGO właściciela psa,po drugie szacunek dla innych ludzi(i tych
      lubiących zwierzęta i tych bojących się ich).Piszesz,że rozumiesz i starasz się
      respektować tych ludzi i dzieci,więc skąd u Ciebie ten upór i wstręt do smyczy?
      Tego nie rozumiem.
      Pytasz jak reagujemy na taką rodzinę jak Wasza,różnie to u mnie bywa,albo biorę
      dziecko na ręce i czekam aż minie nas taki psiak,albo zdecydowanie proszę o
      zapięcie psa na smycz(to zdarza się coraz częściej),bo nie widzę powodu dla
      którego miałabym stać,czekać i mysleć:ugryzie czy nie?A powody agresji czy
      paniki u rodziców są chyba oczywiste.Zbyt dużo właścicieli psów przeceniło
      swoją wiarę w dobroduszność,tresurę czy ułożenie własnego psa.Zbyt wielu
      rodziców musi teraz patrzeć na swoje okaleczone lub martwe dzieci.Zbyt wielu
      mamy teraz właścicieli psów,którzy najzwyczajniej w świecie nie powinni nigdy
      posiadać żadnego zwierzęcia.Strach i panika są dla mnie zrozumiałe a że
      komentarze nie najwyższego polotu no cóż...różni są ludzie.Jedno jest
      pewne,Twoim(naszym) obowiązkiem jest prowadzać psa na smyczy czy to Ci(nam) się
      podoba czy nie.Pytałaś o zdanie,więc dopisuje się właścicielka psa i matka
      kochająca psy ale czująca respekt przed nimi.
      Pozdrawiam
      claire.

      --
      mama Michała ur.25.11.2002

      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=621&w=6092139&a=8351705
      • grzalka Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 28.12.03, 12:34
        Ja psy miałam od zawsze. Teraz mam dwuletnie dziecko, psa nie mam. Moi rodzice
        mają jamnika szorstkowłosego (zawsze bez smyczy i bez kagańca), mój brat ma
        owczarka niemieckiego (zawsze na smyczy). Z tym, że moi rodzice mieszkają w
        wieżowcu przy lesie, gdzie prawie 70% mieszkańców ma psa. I znaczna większość
        chodzi bez smyczy, nie mówiąc o kagańcu. Na trawniki nie da się wejść. Na
        placu zabaw trzeba wykonać niezły slalom, żeby dojść do huśtawki. Ja wiem,
        Asik, że Ty sprzątasz. Na osiedlu moich rodziców po prostu rządzą właściciele
        psów. Nie da sie im nic powiedzieć (ta mniejszość co ma dzieci nawet nie
        próbuje). Ja tez sie nauczyłam nie zwracać uwagi bo człowiek sie niepotrzebnie
        naraża na naprawde głupie komentarze. Widzisz Asik, mam dokładnie odwrotne
        doświadczenia niż Ty. Ja naprawdę nic nie mam do psów, lubię je, nie boję sie
        ich i na takie psy jak twój nie zwracam uwagi. No ale nie lubię jak pies do
        mnie podbiega, jak na mnie skacze, jak biega po placu zabaw, jak włazi do
        piaskownicy. A zawsze proba zwrócenia uwagi kończy sie agresja właściciela. I
        troche rozumiem, że u niektórych ta niechęć może się przenosić na wszystkie
        psy i wszystkich właścicieli. I może stąd te komentarze spotkanych przez
        ciebie kobiet. Takie odreagowanie zgromadzonej agresji akurat na Tobie.
        A moze Ty mi wytłumaczysz skąd taka agresja właścicieli psow na zwrócona uwagę?
        pozdrawiam
    • adzia_a Asik, a wyobraź sobie taką sytuację... 28.12.03, 12:02
      ...jest godzina 23:00, i nagle sąsiad z góry zaczyna zabawę wiertarką. budzi Ci
      dzieci, zakłóca spokój. idziesz do niego, aby go upomnieć i co słyszysz "Pani
      kochana, a pani to niby w porządku? Sam widziałem jak pani prowadzi swojego psa
      bez smyczy - jeśli pani wolno, to i mnie".

      Postępując tak, jak postępujesz, sama sobie odbierasz prawo do egzekwowania od
      innych przestrzegania przepisów. które wymyślono nie po to, żeby ludziom zatruć
      zycie, tylko własnie po to, aby sobie nie wchodzili nawzajem na głowę...

      A co do tych pań, które tak paskudnie Was traktują - zgadzam się, nie ma
      usprawiedliwienia dla takich zachowań, bo są zwyczajnie agresywne. Ale zarówno
      Ty, jak i inni właściciele psów powinni sobie uświadomić, że z takimi reakcjami
      będą spotykać się coraz częściej. A dlaczego? Ano, może zrobimy mały sondaż:
      ile razy widziałeś, żeby właściciel psa sprzątał to, co jego pupilek zostawi na
      trawniku lub chodniku? (dotyczy oczywiście Polski). Moja odpowiedź - 0, kto da
      więcej wink

      --
      "Bezpieczniej jest robic interesy z mafią, niż z wielkimi korporacjami. I tak
      jedni i drudzy zatrudniają tych samych prawników"
    • gruszka_edziecko Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 28.12.03, 20:16
      Sama mam psa. Małego, łagodnego i kochającego dzieci. W dodatku mieszkamy pod
      miastem, wiec pies może spacerować z daleka od terenów uczęszczanych przez
      ludzi.
      I co? NIGDY nie prowadzę psa bez smyczy, a na widok innej istoty ludzkiej
      ściągam sukę bliżej siebie. Zakładam, że ktoś może się psa bać, nie lubić. Nie
      mieć ochoty na kontakt z nim. Nikt nie ma obowiązku domyślać się właściwości
      charakteru mojej suki ani wierzyć w moje zapewnienia o jej łagodności. No
      chyba, że sam zapyta, bo chce pogłaskać. wink
      I choć nie rozumiem takiej agresji pań z parku, to rozumiem ich obawy... Sama
      zostałam pogryziona przez psa sąsiadów, co "to nigdy nikogo" (nie wsadziłam mu
      palca w oko itp, poprostu wybiegłam, a on się przestraszył).
      --
      Czyżby nadciągała zima? A Masia ma już 5 lat. smile
      gg 1530686
    • evee1 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 29.12.03, 12:13
      Psy nawet lubie - na odleglosc. Nie lubie, kiedy przybiegaja do mnie
      i szukaja blizszego kontaktu, lasza sie i mnie liza. Byc moze z tego
      samego powodu, dla ktorego moge tulic, calowac i byc obsliniona i
      obsmarkana przez swoje wlasne dzieci, ale przez dzieci innych juz
      niekoniecznie.
      Ja psow sie nie boje, moje dzieci - panicznie sie ich boja. Nie wiem
      dlaczego, bo nigdy zadnych nieprzyjemnych tekstow na ten temat nie
      wyglaszam.
      Ja bylam mala bylam dwa razy pogryziona przez psa. Raz na naszym
      podworku - wlasciciel cale szczescie sie znalazl. Drugi raz byl
      to w parku. Bardzo mily i maly piesek uzarl mnie w noge. Tym razem
      wlasciciel sie nie przyznal i musialam dostawac zastrzyki przeciw
      wsciekliznie. W brzuch, codziennie przez caly miesiac.
      Dlatego mimo, ze psow sie nie boje i dysze do nig agresja, ani do
      ich wlascicieli wole jak chodza na smyczy.
    • psinka3 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 29.12.03, 19:26
      Witajcie!
      Czesto tu zagladam, ale dotychczas nigdy nic nie pisałam . Ale tak mnie
      rozsierdził ten watek, że specjalnie zalozylam konto! oto, co o was mysle:
      Po pierwsze wy chyba nie przeczytalyscie pierwszego listu asika 69? Te wasze
      odpowiedzi jakby sie z choinki urawaly. Z kazdego postu przemawai nienawisc!
      Zlosc, strach, bo ja wiem, co jeszcze... A ten asik chyba wykazal sie dobra
      wola, przynajmniej mowila o respektowaniu praw innych... I o sprzataniu po psie
      tez dalej byla mowa. Nie zauwazylyscie?
      A dla was pies to tylko agresja, bród i smrod. O czym wy tu piszecie? O
      odgryzionych twarzach, zastrykach w brzuch, wstrzasach mozgu ... Zadna z was
      nie lubi psow, choc nie raz to deklarucjecie. Po co te klamstawa? Zeby wasze
      argumenty przeciw psom zabrzmialy wiarygodniej? No to sie nie udalo!

      A teraz po kolei:

      lola212
      "ja chce miec ten komfort, ze nie bede martwiła sie o
      siebie i dziecko gdy bedzie koło mnie latał pies, którego nie znam.
      Prawo jest po stronie takich jak ja- i wierz mi ze nie zawahałabym sie
      zadzwonic po słuzby, by przemówiły do rozsadku takim osobom jak ty."

      prawo czesto bywa glupie, nie wpadlas na to? a do strazy miejskiej mozesz sobie
      dzwonic, na pewno przyjada na sygnale... cha, cha, cha... Wysmieja cie, tak jak
      ja

      wieczna gosia:
      "Uwielbiam psy i sie ich nie boje.
      uwazam ze miasto nie jest dla psow. No ewentualnie dla maluchow, ktore jesli
      stqana sie agresywne- moge kopnac czy odrzucic"
      No to najlepszy dowod na to, jak bardzo je kochasz...
      "Przyznaje sie ponadto ze 2 razy zdarzylo mi sie zadzwonic
      w parku po straz miejska- raz gdy duze psisko spacerowalo z trzesaca sie
      staruszka i ciagnelo ja gdzie chcialo"
      A to dowod na twoj stosunek do ludzi. tez pewnie bardzo lubisz staruszki,
      prawda? Nie rozumiem, jak mozna byc tak podlym. Ta babunia prowdzila psa na
      smyczy, skoro ja ciagnal, prawda? wiec o co ci chodzilo? Bo chyba straz miejska
      nie sprawi, ze babcia nagle przestanie sie trząść? Wiecej nie napisze, bo slow
      mi brak...

      lena99:

      "Życzę ci, aby twoje następne dziecko w wieku 2 lat
      naprawdę bało się psów, także tych spokojnych, które chodza przy wózku i
      reagują natychmiast na głos swojej pani. "

      Oj, chyba twoje zyczliwie zyczenie sie nie spelni... Bo jesli dziecko wychowuje
      sie w normalnym domu, to nie boi sie psow. A na pewno nie histeryzuje na ich
      widok.
      A swoja droga - to bardziej do rodzicow, bo to oni wpajaja dziecku ten strach -
      fobie mozna, a nawet nalezy leczyc. Wszelkie fobie to choroby psychiczne.
      Pzrykro mi, ale to w pewnym sensie moj zawod, wiec wiem, co mowie.

      wieczna gosia raz jeszce:
      "Mam kolezanke ktora ma uczulenie na koty. W zwiazku z tym bywa u
      mnie rzadko, krotko i wylacznie pod warunkiem ze kot bedzie zamkniety"

      to akurat głupota. jesli naprawde ma uczulenie - zamykanie kota nic nie pomoze,
      bo alergeny sa w calym domu. A jesli jej akurat zamykanie kota pomaga, to
      znaczy, ze nie o uczelenie na kota tu chodzi, a o sprawe duzo glebsza. JA w
      kazdym razie nie zapraszalabym do domu kogoś, kto kazalby mi zamykac
      przyjaciol. Dosc nielojalna jest ta twoja przyjazsn. i wybiorcza dosc

      odalie:
      "Ja na ten przykład... psa do mojej pościeli nie wpuszczę, nie będę mu wyjadać
      z miski, ani nie dopuszczę do talerza, nie pozwolę razem się kąpać i po
      głaskaniu zawsze myję dłonie. To taki mój mały
      pociągnięty do absurdu przykład"
      Naprawde myjesz rece po glaskaniu wlasnego psa? To rzeczywiscie posuwasz sie do
      absurdu. A moze... slyszalaś coś o nerwicy natręctw. Poczytaj sobie o tym!
      A swoja droge: skad ten wszechobecny strach przed zarazeniem sie od psa? Bo
      niby czym? AIDS? Cha, cha... Toksoplazmoza - ok, to choroba odzwierzeca. Ale
      rzadko "odpsia" I powazna naprawde tylko wtedy, kiedy zlapie ja kobieta w
      ciazy. Dla kilkuletniej dziewczynki kontakt z toksoplazmowa jest wiec
      blogoslawienstwem - przeciwciala ochronia w przyslosci jej dziecko. Coz
      jeszcze? Moze pasozyty? Z mojego doswiadczenia wynika, ze czesciej dzieci
      zarazaja nimi zwierzeta, niz odwrotnie... Wiec myj raczej rece po kontakcie ze
      znajomymi, bo prawdopodobienstwo, ze to oni cie czyms zaraza, jest duzo wieksze.

      I tak dalej, i tak dalej....

      Mam wrażenie, że wiekszosc z was odreagowala tu jakies swoje ukrywane na
      codzien lęki. A, jeszce cos: kilka z was pisze, jak "zdecydowanie prosi", zeby
      wlaściciel wziąl psa na smycz. No to w koncu "prosi" czy "zdecydowanie"? Moim
      zdaniem jedno wyklucza drugie. "Prosze" to chyba nie odpowoednie slowa. Wydaje
      mi się, że odpowiedniejsze byloby: "ządam" A jakim prawem? Co predestynuje was
      do wydawania innym polecen? Dlaczego jakas obca baba, o ktorej nic nie wiem, ma
      mi mowić, co JA mam robic? I co ma robic MOJ pies?
      Juz widze, jak posypia sie na mnie gromy... A niech sie sypia. Chcialam wam
      jednak powiedziec, co mysle. Asik69 ma moim zdaniem zbyt malo wyraziste
      poglady. Powinna walczyc o prawa swojego psa z wiekszym zdecydowaniem. Tak jak
      wy nie tolerujecie jej, tak ona nie powinna tolerowac was. A z jej postu
      wynika, ze przez cale zycia swojego psa starala sie to robic. No i chyba w
      koncu zmadrzala He, he, he...
      • lola211 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 29.12.03, 20:30
        > prawo czesto bywa glupie, nie wpadlas na to? a do strazy miejskiej mozesz
        sobie
        >
        > dzwonic, na pewno przyjada na sygnale... cha, cha, cha... Wysmieja cie, tak
        jak
        >
        > ja
        Prawo w tym przypadku jest jak najbardziej w porzadku.Ma na celu zadbanie o
        porzadek i ochrone ludzi, którzy sa wazniejsi od psów( choc niektórym wydaje
        sie inaczej).Miałam juz okazje sprawdzic jak funkcjonuja nasze słuzby i
        własciciel konsekwencje poniósł.

        >Powinna walczyc o prawa swojego psa z wiekszym zdecydowaniem

        Cha, cha, cha, no tu sie popisałas na całego,psinko.



        • psinka3 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 29.12.03, 22:30
          lola211 napisała:

          >> Prawo w tym przypadku jest jak najbardziej w porzadku.Ma na celu zadbanie o
          > porzadek i ochrone ludzi, którzy sa wazniejsi od psów( choc niektórym wydaje
          > sie inaczej).Miałam juz okazje sprawdzic jak funkcjonuja nasze słuzby i
          > własciciel konsekwencje poniósł.
          >
          Poniósł konsekwencje? Głupi czy co? Straz miejska nic mi nie moze zrobic.
          Wystawiane przez nich mandaty sa niesciaglane. Na ulicy bez powodu nawet
          policja nie moze cie wylegitymowac, a co dopiero straz... Zreszta nie mam
          obowiazku nosic dokumentow. Podac adres, dane osobowe? Prosze bardzo! Nawet sto
          adresow zmysle na poczekaniu... innymi slowy: straz jest bezsilna. A tym samym:
          ty jestes bezsilna. Poza pyskowka nic ci nie pozostaje. I pamietaj, ze ja
          jestem z psem. Wiec na drugi raz lepiej od razu uciekaj, skoro tak bardzo sie
          boisz!
      • skarolina Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 29.12.03, 22:31
        psinka3 napisała:
        > mi się, że odpowiedniejsze byloby: "ządam" A jakim prawem?

        Poczytaj sobie psinko przepisy. Takim prawem, że pies w miejscach publicznych
        ma być w kagańcu i na smyczy. I żaden właściciel NIE MA PRAWA postępować
        inaczej.

        > Powinna walczyc o prawa swojego psa z wiekszym zdecydowaniem. Tak jak
        > wy nie tolerujecie jej, tak ona nie powinna tolerowac was.

        A mnie zawsze zadziwia tolerancja co poniektórych miłośników zwierząt. Na ogół
        tych, którzy wśród ludzi przyjaciół nie są w stanie sobie znaleźć, więc
        uczucia pozytywne przelewają na zwierzęta, w kierunku ludzi jednocześnie
        ujadając jak wściekłe psy. Ups, psinki.
        >
        A z jej postu
        > wynika, ze przez cale zycia swojego psa starala sie to robic. No i chyba w
        > koncu zmadrzala He, he, he...

        Hmm, czyżby zmądrzała i założyła sobie specjalnie inne konto?


        --
        jeszcze 2 tygodnie smile
          • grazynka13 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 30.12.03, 13:26
            lola211 napisała:

            > > Hmm, czyżby zmądrzała i założyła sobie specjalnie inne konto?
            >
            > He, he widze nie tylko ja o tym pomyslalam.

            No, jeśli macie rację, to robi to świetnie. Bo na pierwszy rzut oka - poglądy
            podobne, ale styl wypowiedzi, interpunkcja, w ogóle forma - całkiem różne. Więc
            jeśli użyła nowego nicku, to cwana z niej bestia...
            A wtajemniczeni wiedzą, że zwracam uwagę nie tylko na treść, ale i na formę
            wypowiedzi oraz że dużą wagę przywiązuję do ortografii wink))
            Grazka ortograficzna
            • grazynka13 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 30.12.03, 13:31
              PS
              Ale jeśli do takiego wniosku doszłyście tylko ze względu na podobno poglądy obu
              pań, to wniosek jest chyba zbyt pochopny. Bo - wierzcie mi - na świecie jest
              naprawdę wielu ludzi o takich (dość radykalnych? niech Wam będzie...)
              poglądach. Choć - przynajmniej statystycznie - z tego wątku to nie wynika...
              A szkoda!
              G.
              • lola211 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 30.12.03, 16:18
                Gdybym porównac posty psinki i 1 post asika, to niczego bym nie podejrzewała,
                ale juz atak przeprowadzony w 2 poscie asika wiele z psinka ma wspólnego.Na
                podstawie postów asika mozna miec wrazenie ze pisza je 2 rózne osoby-
                najpierw francja elegancja, a za chwila epitety, posadzenia, drwina z prawa.Z
                opisu wynika, ze ona bardzo respektuje prawa innych, za chwile okazuje sie, ze
                ma wszystkich w glebokim powazaniu.Niezła schiza.
      • wieczna-gosia Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 29.12.03, 22:40
        Tak cie psinko rozsierdzil ze poszczegolnych osob, ktore skomentowalas nie
        dalas rady ich przeczytac?
        Raz wyjasialam ale moge jeszcze raz.
        Zupelnie nie przeszkadzaja mi staruszki. Trzesace sie tym bardziej. Staruszki
        z psem tez w zasadzie nie.
        ALE
        Co mi daje ze pies byl na smyczy, jesli staruszka byla z nim w parku i NIE
        MOGLA go przytrzymac, bo... no nie mogla. Gdybym ja wyszla z psem ktorego
        posiadalam bez kolczatki- pewnie moglby to samo ze mna zrobic co piesek
        staruszki ze staruszka- czyli mowiac wprost- moglby moje proby przytrzymania
        olac. Pies staruszki to robil.
        Co do aresztowania- uwazam ze zarowno kare jak i opieprz powinna dostac nie
        sama staruszka tylko ktos kto z nia mieszka (pies byl mlody, silny nie
        wygladal jak pies staruszki) i kto ma tak niewiele wyobrazni ze wypuszcza
        takiego psa z kobieta ktora ledwie na nogach sie trzyma. Nie dosc ze stwarza
        zagrozenie dla dzieci w parku, to przede wszystkim dla owej staruszki-
        zlamania w tym wieku latwo sie nie lecza. Straznicy to rozumieli i staruszke
        po prostu wyprowadzili z parku, nikt na nia nie krzyczal i mandatu jej nie
        wlepial. Dziwi mnie to ze jakos wszyscy w tym watku to rozumieja, procz dwoch
        osob i calkiem przypadkowo te wlasnie dwie osoby maja gdzies czy ich pies
        chodzi na smyczy czy nie.
        Zas zamykanie kota pomaga bo wie wiem czy wiesz psinko ale cakiem przypadkowo
        wiekszosc alergenow znajduje sie na kocie wink Nie powiedzialam ze moja
        kolezanka wchodzi do mnnie i tryska zdrowiem, a jak kot nie zamkniety to
        odwozi ja pogotowie. Zawsze wychodzi ode mnie troszke spuchnieta, zakichana bo
        jak bystrze zauwazylas alergeny sa w calym mieszkaniu. Ale lubimy sie
        nadzwyczajnie i dlatego u mnie bywa (moglaby w koncu nie bywac i wymawiac sie
        kotem) a moj kot nie jest z gatunku co to na gosci patrzy z wyzszoscia, tylko
        z radosnym mruczeniem laduje sie im na kolana, myje i kazde drapac po
        brzuszku. I tak wypracowalysmy sobie model odwiedzin- kot idzie spac (zreszta
        czesciej to nie on jest zamykany tylko my sie zamykamy, kot bowiem zamkniety
        zaczyna odczuwac gwaltowna potrzebe skorzystania z kuwety, wody i zdradza
        wszystkie klasyczne objawy chorobiliwego wscibstwa wink))
        Dziekuje za podniesienie kwestii szczerosci mojej przyjazni, na szczescie
        przyslowie mowi "prawdziwych przyjaciol poznajemy w biedzie" nie
        zas "prawdzimy przyjaciel to ten ktory lubi twojego kota".
        No to w koncu "prosi" czy "zdecydowanie"? Moim
        > zdaniem jedno wyklucza drugie. "Prosze" to chyba nie odpowoednie slowa.
        Wydaje
        > mi się, że odpowiedniejsze byloby: "ządam" A jakim prawem? Co predestynuje
        was
        > do wydawania innym polecen? Dlaczego jakas obca baba, o ktorej nic nie wiem,
        ma
        >
        > mi mowić, co JA mam robic? I co ma robic MOJ pies?
        Nie mozna "bardzo prosze" lub "zdecydowanie prosze"? powiedziec?
        A prawem takim ze prawo nakazuje wlascicielom prowadzanie psow na smyczy.
        Ludzie w wielu krajach przyjmuja to prawo bez piany na twarzy. Tak samo jak
        zakaz hodowli pewnych ras, jak zakaz hodowania psow w blokach i jak wiele
        innych praw. U nas jak widac- tez ku mojej radosci wielu wlascicieli psow umie
        po prostu zrozumiec ze pies MA byc na smyczy. Nie wszyscy jednak wink) A ja tez
        bede walczyc o moje prawo do bezzzasadnej i absurdalnej obawy przed psami.
        --
        gosklec@poczta.onet.pl
      • odalie Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 29.12.03, 23:49
        Droga tak silnie identyfikująca się z psami Psinko!

        > Naprawde myjesz rece po glaskaniu wlasnego psa?

        Nie.

        Nie myję rak po głaskaniu włąsnego psa.

        Ponieważ nie mam psa.

        Myję dłonie po zabawie (także głaskaniu) psów znajomych. Naprawdę. Ciepłą wodą
        i mydłem. Oczywiście, jeśli mam dostęp do bieżącej ciepłej wody i mydła. Jeśli
        nie, to trudno.

        > A moze... slyszalaś coś o nerwicy natręctw. Poczytaj sobie o tym!

        Kochanie moje Ty zdenerwowane i rozsierdzone!!!

        smile)))))))))

        Tak się składa, że _już_ na ten OCD sporo, oj sporo-sporo czytałam - wiąże się
        to z moim zawodem, ale nie powiem Ci dlaczego, bo chyba nie muszę - to nie
        przesłuchanie, prawda?

        Biedactwo Ty moje, wyluzuj i nie dawaj takich nietrafionych porad smile))

        > A swoja droge: skad ten wszechobecny strach przed zarazeniem sie od psa?

        A gdzie ja, pieseczku, napisałam, że boję się _zarażenia_ czymś od psa?

        No, zacytuj mi.

        No, czekam, czekam (ech, jak zwykle się nie doczekam...)

        > Wiec myj raczej rece po kontakcie ze
        > znajomymi, bo prawdopodobienstwo, ze to oni cie czyms zaraza, jest duzo
        wieksze

        Psinko-dziecinko, znowu nietrafiona porada smile)))

        Skąd Ty kłębuszku futerka puszysty wiesz, że ja _nie_ myję dłoni po kontakcie
        ze znajomymi? (albo np. po przyjściu do domu, po podróży autobusem; przed
        posiłkami, przed przygotowaniem posiłków.)

        Zacytuj mnie, gdzie to napisałam smile))))

        --
        Jestem świrnięta, jestem świrnięta smile)))))))))
      • graid Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 30.12.03, 09:15
        Kobieto, ja tutaj nigdzie nie wyczytalam nienawisci do zwierzat. Kazdy ma
        prawo sie bac i nikt z tutaj piszacych NIE NAPISAL, ze pies to "to tylko
        agresja, bród i smrod ". Nie dopisuj rzeczy, ktorych nie ma i nie bylo, bo z
        tad sie biora pomowienia i plotki.

        Zadna ze stron nie chce sie wczuc w odwrotne sytuacje. Ja raz popelnilam
        blad /mimo, ze pies byl w kagancu /- chcialam, by psiak sie wyszalal,
        spuscilam go ze smyczy i tak sobie brykal, na terenie malo uczeszczanym przez
        ludzi. Niespodziewanie wylonila sie jakas postac, a pies pobiegl w jej
        kierunku jak oszalaly / lubi ludzi i cjhcial sie przywitac- ja to wiem, ale
        niekoniecznie wiedziala to tamta osoba/. Strachu w jej oczach nigdy nie
        zapomne. Co sobie pomyslalybyscie, gdyby rozpedzony, duzy pies pedzil na
        was??? Z daleka nie widac, czy jest w kagancu czy bez. Nie probujcie mi
        wmowic, ze nie wystraszyl by was.Ciekawe jaka bylaby pierwsza wasza
        reakcja... - moze zachwyt??
      • lena99 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 30.12.03, 18:21
        psinka3 napisała:

        > prawo czesto bywa glupie, nie wpadlas na to?

        Dura lex sed lex. Znasz to? A tak na marginesie, w Polsce psy (i ludzie) nie
        mogą narzekać na twarde prawo, spójrz na inne kraje zachodnie czy Japonię,
        gdzie trzymanie psa w bloku/mieszkaniu jest zabronione.


        a do strazy miejskiej mozesz sobie
        >
        > dzwonic, na pewno przyjada na sygnale... cha, cha, cha... Wysmieja cie, tak
        jak
        >
        > ja

        Przed chwilą właśnie zadzwoniłam, żeby dowiedzieć się jak straż traktuje takie
        zgłoszenia. Muszę cię rozczarować, nie tylko mnie nie wyśmiano, ale mogę
        liczyć na konkretną reakcję w podobnej sytuacji.

        Teraz o mniesmile
        > lena99:
        >
        > "Życzę ci, aby twoje następne dziecko w wieku 2 lat
        > naprawdę bało się psów, także tych spokojnych, które chodza przy wózku i
        > reagują natychmiast na głos swojej pani. "
        >
        > Oj, chyba twoje zyczliwie zyczenie sie nie spelni... Bo jesli dziecko
        wychowuje
        >
        > sie w normalnym domu, to nie boi sie psow. A na pewno nie histeryzuje na ich
        > widok.

        Przyznaję, że moje życzenie było złośliwe, chciałam aby asik wczuła się w
        położenie innych mam. No cóż, nie udało się...
        Uwagę o normalnym domu pozostawiam bez komentarza...


        > A swoja droga - to bardziej do rodzicow, bo to oni wpajaja dziecku ten
        strach -
        >
        > fobie mozna, a nawet nalezy leczyc. Wszelkie fobie to choroby psychiczne.
        > Pzrykro mi, ale to w pewnym sensie moj zawod, wiec wiem, co mowie.


        Jeśli masz taki zawód, to powinnaś też wiedzieć, że dzieci ok. 2 roku życia
        przeżywają naturalny strach wobec zwierząt (nie dotyczy tych, które wychowują
        się razem ze zwierzęciem).


        > Dlaczego jakas obca baba, o ktorej nic nie wiem, ma
        >
        > mi mowić, co JA mam robic? I co ma robic MOJ pies?


        A dlaczego jakiś obcy pies, o którym nic nie wiem, ma mnie wąchać i dotykać?
        Kotku, u siebie w domu możesz robić co tylko chcesz i nikt ci złego słowa nie
        powie. Ale w miejscu publicznym - to zupełnie inna bajka.


        > Asik69 ma moim zdaniem zbyt malo wyraziste
        > poglady. Powinna walczyc o prawa swojego psa z wiekszym zdecydowaniem.

        ??????

        Pozdrawiam, Lena
        • psinka3 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 31.12.03, 15:04
          lena99 napisała:

          > psinka3 napisała:
          >
          >
          > a do strazy miejskiej mozesz sobie
          > >
          > > dzwonic, na pewno przyjada na sygnale... cha, cha, cha... Wysmieja cie, ta
          > k
          > jak
          > >
          > > ja
          >
          > Przed chwilą właśnie zadzwoniłam, żeby dowiedzieć się jak straż traktuje
          takie
          > zgłoszenia. Muszę cię rozczarować, nie tylko mnie nie wyśmiano, ale mogę
          > liczyć na konkretną reakcję w podobnej sytuacji.
          >

          A ja przed chwilą wróciłam z parku. Byłam z mężem, dziećmi i psem. Nagle
          patrzymy, w alejce stoi samochod strazy. Blady strach na nas padl. Pytam meża:
          weźmiesz go na smycz? A on: żartujesz? Przeslismy 50 cm obok samochodu. Pan
          mial otwarte okno, palil paierosa. Mogl nam przynajmniej zwrocic uwage.
          Myslisz, ze zareagowal? guzik.
          Pewnie maja dzis akcje: petardy. Petardy plus psy to juz za wiele, o az tak
          podzielna uwage pracownikow strazy mieskiej bym nie podejzewala...
          Gratuluje sojusznikow.


          >
          > Jeśli masz taki zawód, to powinnaś też wiedzieć, że dzieci ok. 2 roku życia
          > przeżywają naturalny strach wobec zwierząt (nie dotyczy tych, które wychowują
          > się razem ze zwierzęciem).

          czyli mialam rację: dzieci z normalnych domow, nawet dwulatki, zachowuja sie
          normalnie.
          >
          >
          > A dlaczego jakiś obcy pies, o którym nic nie wiem, ma mnie wąchać i dotykać?

          A dlaczego nie?

          > Kotku, u siebie w domu możesz robić co tylko chcesz i nikt ci złego słowa nie
          > powie.

          A u siebie wparku? Tu tez czuje sie jak u siebie w domu!

          • skarolina Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 31.12.03, 15:22
            psinka3 napisała:

            >> czyli mialam rację: dzieci z normalnych domow, nawet dwulatki, zachowuja
            sie
            > normalnie.

            A to już jest chamstwo. Nie mam psa, ale nie uważam, żeby mój dom i moje
            dziecko były nienormalne. Troszkę kultury, psinko. A zresztą - czego się
            spodziewać po ujadającym czworonogu...

            > >
            > >
            > > A dlaczego jakiś obcy pies, o którym nic nie wiem, ma mnie wąchać i dotyka
            > ć?
            >
            > A dlaczego nie?

            Dlatego, że ktoś może sobie tego nie życzyć. Może mieć uraz po pogryzieniu
            przez rottweilera lub jamnika, albo alergię na sierść psa.
            Ty też podbiegasz do obcych ludzi i ich obwąchujesz?? A może lubisz, jak inni
            tak robią z Tobą?
            >
            > > Kotku, u siebie w domu możesz robić co tylko chcesz i nikt ci złego słowa
            > nie
            > > powie.
            >
            > A u siebie wparku? Tu tez czuje sie jak u siebie w domu!

            Posiadasz prywatny park?? To pozazdrościć. Ale jeśli ten park jest publiczny,
            to jednak obowiązują Cię jakieś normy. Wszak uważasz się za normalną -
            nieprawdaż??
            >


            --
            jeszcze 2 tygodnie smile
    • yagienka Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 29.12.03, 20:46
      niestety - albo kaganiec albo smycz.
      psa NIE WOLNO puszczać luzem!
      mój pies ma obowiązkowo ZAWSZE smycz lub kaganiec, bo ja obcych psów sie boję i
      nie życzę sobie żeby do mnie podchodziły, wąchały itp. a gdybym byłą z
      dzieckiem, tym bardziej nie miałabym na to ochoty, więc sama także nie zmuszam
      ludzi do kontaktu z moim psem.
      a że niektórzy ludzie takie teksty puszczają z wystrzelaniem itp. ... cóż...
      chamy i tyle!
      więc żeby tego uniknąć załóż psu smycz lub kaganiec, a luzem niech pobiega w
      lesie wink
      • grazynka13 spróbuję bez emocji... 29.12.03, 22:22
        No i zrobiło się gorąco.

        Kocham psy i mam do nich ogromne zaufanie. Mojego psiaka traktuję - podobnie
        jak Asik - niczym członka rodziny. Nie myję po nim rąk wink i nie każę tego
        robić mojemu dziecku. Nie otrząsam się z obrzydzeniem, kiedy tryknie mnie
        zimnym (mokrym!) noskiem. A przede wszystkim: często spuszczam go ze smyczy.
        Tym samym ustawiam się TEJ stronie barykady. Ale obiecałam, że postaram się
        wypowiedzieć bez emocji. Tak, żeby tych barykad nie budować niepotrzebnie.
        Tym bardziej, że moim zdaniem po OBU stronach pojawiło się zbyt dużo emocji.

        Wiecie, co mnie najbardziej drażni? Zbyt autorytarny ton u WIĘKSZOŚCI autorek
        zamieszczonych tu postów. To ciągłe: "nie wolno, bezwględnie, musisz, zakaz,
        nakaz, kara" etc. Bo ja tak ci każe i już. A przecież można sympatyczniej.
        Zamiast powiedzieć w parku: "Proszę natychmiast...!", można to ująć tak: "Czy
        mogłaby pani..." Ta sama treść, ale inna forma i właśnie ta forma sprawia, że
        odbiorca zupełnie inaczej się nastawia do autora wypowiedzi. Nie czuje się
        zaatakowany, lecz słyszy życzliwą prośbę i na tę prośbę reaguje również
        życzliwie. Tak przynajmniej robię ja. Odkąd pamiętam, zawsze miałam psy i
        kilkakrotnie spotykałam się z prośbą o przytrzymanie go, wzięcie na smycz etc.
        Reaguję natychmiast, z uśmiechem, często całe zajście kończy się miłą rozmową.
        Zupełnie inaczej, gdy ktoś mnie od razu atakuje. I KAŻE mi coś zrobić. Wtedy
        dopiero rodzi się we mnie przekora...
        Zbyt dużo tych poleceń w powyższych postach, zbyt mało chęci nawiązania
        dialogu - mimo odmiennych poglądów. Odmiennych, bo ja psu (nie tylko swojemu)
        ufam niemal bezgranicznie. Oczywiście nie mówię tu o rasach zaprogramowanych
        przez ludzi tak, aby właśnie były agresywne.
        Dochodzę tu tego, o czym tak naprawdę chciałam napisać.
        Psy to naprawdę nie tylko zagrożenie, agresja i kupy. Psy to nasi przyjaciele.
        Są z nami od tysiącleci - na własną prośbę. Mają wspaniały wpływ na naszą
        psychikę (dogoterapia! czy taki pies na szpitalnym łóżku też - Waszym zdaniem -
        może się nagle rzucić na małego pacjenta?). Pomagają wychowywać nasze dzieci.
        Dodają i im, i nam pewności, siebie. Są często jedynym towarzyszem starszych
        ludzi (i tu dygresja: śledzę posty wiecznej-gosi, miałam do niej dotychczas
        duży szacunek, ale tego, jak potrakowała staruszkę w parku nie mogę jej
        darować - szacunek prysł jak bańka mydlana; ktoś już o tym zresztą pisał).
        Ostatnio oglądałam w tv jakiś program o psach - przewodnikach niewidomych.
        Strasznie przykro mi się zrobiło, kiedy niewidomy opowiadał o tym, jak często
        jego pies jest wypraszany z miejsc publicznych. Przecież to tak, jakby
        wypraszli jego samego. No ale cóż: pies to pies, agresja, zagrożenie, kupy...
        Strasznie sztywne te poglądy...
        Dziewczyny, mnie w tych postach po prostu brakuje równowagi. To prawda, że pies
        może zaatakować. Sama nie wiem, czy ja kiedyś komuś nie przyłożę, choć do tej
        pory mi się nie zdarzyło wink)) Żartuję oczywiście, ale schemat mniej więcej ten
        sam. Patologiczna agresja u psa to jednak prawie zawsze nasza wina - wina
        ludzi. Pies straszony, bity, "zmodyfikowany" genetycznie rzeczywiście może
        zrobić krzywdę. I ja to mówię mojemu dziecku. Tłumaczę jej, żeby nie głaskała
        obcego pieska, jeśli właściciel nie wyrazi na to zgody, żeby nie pchała rączek
        przez płot do szczekającego tam pieska. Dziecko musi wiedzieć, żeby przy obcym
        psie lepiej nie robić nagłych ruchów, nie podbiegać, nie hałasować. To wszystko
        racja.
        Ale ja bardzo lubię, kiedy moja córeczka bawi się z obcym psem. Uważam, że ją
        to uczy sympatii do zwierząt, ludzi, świata. Staram się też mieć zaufanie do
        psich właścicieli (i do ludzi - w ogóle). I jeśli ktoś mi mówi, że dziecko może
        pogłaskać pieska, to pozwalam na to. Żadnej "spiskowej teorii dziejów". Żadnego
        myślenia: "gadaj sobiej, gadaj, a ja i tak wiem, że on może mnie ugryźć".
        Pewnie, że może. W końcu ma zęby. A jego właściciel może mnie okraść, albo
        raczej: zgwałcić. Bo i jego natura wyposażyła... Był kiedyś taki dowcip o
        bimbrowniku, pamiętacie? W puencie bimbrownik, u którego znaleziono aparaturę
        to pędzenia trunku, mówi: "To i za gwałt mnie sądźcie, bo i do tego mam
        aparaturę" Stąd mój pomysł na taką, dość frywolną, analogię.
        Kiedy widzę obcego psa, nie myślę, że zaraz mnie ugryzie. Nie zastanawiam się,
        czy go kopnąć (znów wieczna-gosia...), czy od razu uciekać. Nigdy w życiu żaden
        pies mnie nie ugryzł. Wierzę, że pies wyczuwa nasze do niego nastawienie (co
        oczywiście nie zawsze jest regułą). Może stąd tyle pogryzionych wśród osób
        lubiących psy, ale lubiących tylko - cytuję - na odległość? Czyli w ogóle
        nielubiących...

        I jeszcze słówko o prawie: jesteśmy dość specyficznym narodem... Same wiecie,
        jak to bywa z tym stosowaniem się do reguł. Spójrzcie choćby na ograniczenie
        prędkości w mieście... Ja nie chcę przez to powiedzieć, że łamanie prawa jest
        ok. Ale potrzeba kilku pokoleń, byśmy się stali w tej kwestii bardziej
        zasadniczy. Więc nie oczekujcie, że ktoś weźmie psa na smycz, bo przypomnicie
        mu, że tak nakazuje prawo. Moim zdaniem dużo skuteczniejsze są argumenty
        zupełnie innego rodzaju: po prostu otwarty (grzeczny! nie w tonie nakazu!)
        tekst. Na mnie to działa. Gdy wiem, że mój sąsiad boi się psa (choć troszkę
        mnie śmieszy, że facet jak dąb blednie na widok czworonoga, ale niech tam,
        podchodzę do tej jego słabości z pełną pobłażliwością i traktuję sprawę tak,
        jakbym też była przekonan, że mój pies jest dla niego wieeelkim zagrożeniem),
        ZAWSZE na jego widok ściągam psa na króciusieńką smycz. Facet jest sympatyczny,
        życzliwy, więc niby czemu ja mam postępować inaczej?
        Dziewczyny, nie rozkazujcie, bądźcie życzliwsze, a prędzej osiągniecie to, o co
        Wam chodzi. I postarajcie się czasem spojrzeć ponad psimi kupami, może uda się
        Wam wtedy zobaczyć, jakie te poczciwe stworzenia mają ogromne serca.
        Mam nadzieję, że nikogo nie zdenerwowałam. Strałam się trzymać emocje na
        krótkiej smyczy wink
        Grażka
        • wieczna-gosia Re: spróbuję bez emocji... 29.12.03, 23:20
          O matko no nie wiem czy moge sie jeszcze wypowiadac wink

          No wiec nie zwracam uwagi inaczej niz "czy moglaby pani....."
          A w przypadku odmowy przekory czy tekstow jak psinka wlasnie powyzej
          zaprezentowala czyli "ja mam psa wiec mam wladze a ty mnie w dupe mozesz
          pocalowac" znikam jak sen zloty z dzieckiem (uprzadnio jednak dzwoniac do
          strazy miejskiej, nie wszyscy ludzie to takie cwaniary wiekszosc mundur
          respektuje).
          Nie przypominam sobie teksow "czy moglaby pani" lub "przosze natychmiast" w
          stosunku do mnie bo moj pies byl po prostu na smyczy i juz. Tez duzo go
          spuszczalam ze smyczy ale tam gdzie dzieci, trzesacych staruszek oraz ludzi
          bojacych sie psow nie ma czyli w chaszczach i wadolach oraz na lakach gdzie co
          czlowiek to pies wink Tam nawet jak psy sie nam pozarly- nikt do nikogo nie mial
          pretensji, co najwyzej sie ldzie telefonami do trenerow wymienili lub
          weterynarzy wink)
          napisalam juz o co ze staruszka chodzilo. ale moge jeszcze raz i do skutku.
          Nie o to ze sie trzesla, co wy ludzie z tym trzesieniem- chodzilo mi o
          pokazanie kontrastu pomiedzy mlodym silnym psem w typie stafforda a osoba ktra
          po prostu nie ma sily. To akurat faktycznie byla staruszka. jednak na mloda
          osobe z duzym psem bez kolczatki jadaca za psem, kompletnie ja ignorujacym w
          strone placu zabaw- zareagowalabym tak samo. Niestey tak juz mam. Nie
          napisalam ze przeszkadzala mi staruszka z jamniczkiem, prawda? Staruszke nadal
          widuje zreszta, psa natomiast widuje z kims innym- jak sadze wlascicielem. I
          ow wlasciciel tez prowadza psa na smyczy i w dodatku ma sile go utrzymac.
          Niestety grazynko dla mnie wiek nie jest dostatecznym usprawiedliwieniem dla
          braku wyobrazni- nawet za cene straty szacunku wink)Mam kolege niewidomego z
          psem, jednak chcialam zauwazyc ze pies niewidomego po pierwsze przechodzi
          roczne szkolenie po drugie jest na smyczy. Asik niewidoma nie jest- pala
          niechecia do smyczy po prostu. Psy uzywane w dogoterapii tez sa szkolone i
          wybierane.
          Kiedy widze obcego psa tez nie zastanawiam sie czy go kopnac wink grazynko z
          emocjami sobie radzisz moze nad interpretacja popracuj wink))
          W zyciu psa nie kopnelam. Natomiast jesli pies na mnie skacze, szczerzy sie,
          warczy czy cokolwiek- rozwazam taka mozliwosc. Ze- jesli wlasciciel nie
          zareaguje/ zareaguje z opoznieniem- kopne. A moja uwaga o kopaniu wzial sie
          stad ze o ile kopne psa wobec ktorego JA czuje przewage fizyczna czyli
          jakiegos kundla- to przed staffordem, pitt bulem, rotwailerem- jedynie sie
          zaslonie, kopnac nie bede miala odwagi.
          powtorze jeszcze raz- ja sie psow nie boje.Piekne, zadbane psy mnie
          zachwycaja, kiedy widze szczeniaka w kartonie kraja mi sie serce. W moim
          rodzinnym domu wstep mialy wszystkie zwierzeta i jesli moje dziecko przyniesie
          pewnego dnia psa do domu- nie oddam go do schroniska. To ze teraz swiadomie
          nie mam psa a jedynie kotka- wynika z przekonania ze jednak pies u nas nie
          bylby szczesliwy. Szkolen w swoim zyciu przeszlam kilka i wiem jak sie w
          stosunku do psow zachowywac- jak ich nie prowokowac, jak wygrac z nimi
          pojedynki wzrokowe. Kiedy ide SAMA nawet nie specjalnie patrze czy pies jest
          na smyczy czy nie (jak stafford na smyczy nie jest i idze u boku tresiarza to
          sie niepewnie czuje) nie mowiac juz o tym ze ide po chodniku i kupa psia mi
          zwisa. Natomiast kiedy ida z dziecmi- jakos nagle zaczyna mnie obchodzic- czy
          pies jest duzy czy maly, czy rwie sie do skakania na dzieci czy nie, czy jest
          na smyczy czy nie, i dlaczego psy robia kupy na trawie.
          Mnie pies ugryzl, ale nadal sie ich nie boje, bo wiem doskonale dlaczego to
          zrobil- dlatego ze moj wlasny byl w kagancu i w dodatku byl szkolony jako
          obronca a nie agresor i psow nie gryzl nawet jak one gryzly jego. Tamten co
          mnie ugryzl mojego psa nie pokochal, a jego wlascicielka bala sie go (hehe)
          wiec to ja musialam go odciagnac. I odciagnelam, po czym nie pogryzlam pani a
          ni nie skopalam psa wink)) tylko przyjelam przeprosiny oraz poszlam z pania
          obejrzec na wlasne oczy ksiazeczke szczepien.
          To pisalam ja pogromca staruszek oraz psow ktore jak wiadomo kopie w ramach
          cwiczen po podwieczorku. Czytajac posty w piewien sposob z pacyfisty mozna
          zrobic hitlerowca wink) a ze ja z pacyfista nie mam duzo wspolnego, to i
          maszkara gorsza od Stalina ze mnie wychodzi wink)
          --
          gosklec@poczta.onet.pl
          • odalie Re: spróbuję bez emocji... 30.12.03, 00:03
            > Mam kolege niewidomego z
            > psem, jednak chcialam zauwazyc ze pies niewidomego po pierwsze przechodzi
            > roczne szkolenie po drugie jest na smyczy.

            Jeden z bliskich przyajciół mnie i mojego męża też jest niewidomy i ma psa. O,
            to jest jeden z tych psów, po głaskaniu których myję ręce wink

            A tak poważnie - faktem jest, że pies prowadzący niewidomego zawsze musi być na
            smyczy (albo w specjalnej uprzęży) i w kagańcu. Na spacerach tez ma smycz i
            kaganiec, zawsze. Jego pan zawsze musi mieć ze sobą aktualną książeczkę
            szczepień. Pies jest szkolony, długo i intensywnie - a co najważniejsze fachowo
            a nie tylko amatorsko czy raczej domorośle. Jest specjalnie wyselekcjonowany do
            tej pracy - odpowiednia rasa, odpowiedni osobnik.

            I faktem jest, że ma prawo wejść wszędzie.

            I kolejnym faktem jest, że ja sama musiałam dopomóc w ostrej interwencji, gdy
            nie chciano mojego przyjaciela wpuścić np. do pasażu handlowego - wbrew
            przepisom bo powtarzam, taki pies ma prawo wejść wszędzie.

            Największa jazda była na konferencji dotyczącej osób niewidomych - nie chciano
            wpuścić znajomego na salę obrad, bo był z psem!


            --
            Jestem świrnięta, jestem świrnięta smile)))))))))
        • graid Re: spróbuję bez emocji... 30.12.03, 09:47
          hmmm, jak ja juz napisalam,jestem wlascicielka 2 pieskow, uwielbiam je- mam
          tez warunki odpowiednie, by piesek sie nie meczyl. Mam ogrod, po ktorym
          biegaja do woli. Pieski same sie nauczyly zalatwiac w jednym miejsc, wiec
          teren nie jest "zaminowany". Sa miejsca w Warszawie, gdzie naprawde trudno
          jest przejechac z wozkiem, bo wszecie psie kupy. Zauwazylam, ze niektorzy /
          powtarzam:niektorzy/ wlasciciele wola wyprowadzic pieska pod okno sasiadki
          mieszkajacej na parterze czy pozwalaja zalatwic mu jego potrzebt fizjologiczne
          na chodniku. Gotuje sie we mnie, gdy taka wlascicielka nie sciagnie psa na
          fragment murawy, czy nawet na kraweznik / ba czasami nie ma malego paska
          zieleni/, lecz pozwala pieskowi zalatwic sie doslownie na srodku chodnika. Czy
          w domu tez mu na to pozwala???

          Dlaczego wole pieski na smyczy - od czasu, gdy zostalam pogryziona przez
          jamnika a wlascicielka powiedziala mi, ze sprowokowalam jej psa, bo on "taki
          spokojny jeszcze nikomu nie wyrzadzil krzywdy" i probowala zwiac. Nawet nie
          zapytala sie czy mi sie cos nie stalo. To ja jej zwrocilam uwage, ze jej pupil
          mnie ugryzl. Do dzisiaj mam przed oczami tego bufona - sorry tak wygladala.
          Malo tego dodam, ze pies potargal mi nowiutenkie spodnie, a wowczas nie
          przelewalo sie w mojej rodzinie, zwlaszcza, ze moje oszczednosci poszly na
          szukanie pracy w Warszawie. W takiej sytuacji nie czuje sie nienawisc do
          zwierzat, ale wscieklosc na ich wlascicieli. Wiem, ze sa pieski trzymane w
          blokach a nie szczepione. Jaka mam gwarancje, ze taki pies mnie nie
          zaatakowal - nigdy sie o tym nie dowiedzialam, bo kobieta zabrala psa i
          uciekla a ja nie bylam w stanie z bolaca noga za nia pobiec.

          Rozumiem ludzi, ktorzy prosza o zalozenie kaganca lub smyczy - tylko, ze ja na
          spacerze z dzieckiem zauwazylam, ze takie prosby sa odbierane jako atak i na
          ogol wlasciciele psow maja je gdzies. Rozumiem tez wlascicieli zwierzakow-
          chca im zapewnic troszeczke "luksusu" w postaci zabawy na dworze bez smyczy i
          kaganca, ktore by nie ograniczalo zwierzat. Przeciez taki zwierzak naprawde ma
          malo mozliwosci takiej zabawy w ciagu dnia. Dlatego ja jestem zwolenniczkom
          tego, by pies mieszkal z rodzina posiadajaca wlasny ogrod a nie na blokach, bo
          w mieszkaniach pies sie meczy. Meczy sie tym bardziej, ze musi kontrolowc swoj
          pecherz- musi wytrzymac az jego wlasciciel wroci z pracy by sie wysikac-
          straszne
    • odalie a ja miałam... 30.12.03, 00:15
      ...napisać coś niejako z drugiej strony.

      Tylko ta roszczeniowa postawa a la Asik czy Psinka nieco mnie wytrąciła z
      rytmu smile

      W pewnym sensie rozumiem Asika. Ona ma poczucie, że jest w porządku, że się
      stara, a znajda się osoby reagujące histerycznie i chamsko.

      Sama znam podobne zdarzenie:

      (o, będzie o kolejnym psie, po głaskaniu którego myję dłonie - a swoją drogą o
      alergiach i o drobinkach psiego naskórka nikt tu nie słyszał?... hmmm...)

      Moi znajomi, ich dziecię i moje dziecię oraz ja sama (z czystymi rękoma)
      byliśmy na spacerze. My oraz bardzo młody, ale już wielguśny pies. Pies zawsze
      na smyczy i przy nodze w terenie że tak powiem zabudowanym, ale myśmy juz
      wchodzili do lasu, w chaszcze (i nie był to park krajobrazowy czy rezerwat).

      Polną drogą szły dwie panie w wieku zaawansowanym średnim.

      Zobaczyła nas i biegającego radośnie psiaka.

      I zaczął się cyrk. Panie stanęły, dzikość w oczach, i nerwowo jedna prze
      drugą: "weźmie pan tego psa!!!"

      Znajomy zawoła psiaka, psiak posłusznie przybiegł i trzymał się nogi.

      Dalej afera.

      No, powiem Wam że nawet jak dla mnie, zachowanie tych pań było stanowczo
      przesadzone. Może miały jakiś uraz, nie wiem, ale zupełnie nie potrafiły
      odczytac mowy ciała psa, dopatrzyły się zagrożenia na wieeelką skalę.

      Dlatego w pewnym sensie rozumiem Asik.

      W pewnym bo jednak sytuacja inna. Dorosłe osoby, bez dzieci. Chaszcze, lasek,
      nie "cywilizowany" park. No i ta reakcja, może o czymś podobnym pisała Asik -
      mocno przesadzona, zresztą wręcz prowokująca psa do ataku a jego państwa do
      awanturki smile



      --
      Jestem świrnięta, jestem świrnięta smile)))))))))
      • grazynka13 Re: a ja miałam... 30.12.03, 13:20
        odalie napisała:

        >
        > Tylko ta roszczeniowa postawa a la Asik czy Psinka nieco mnie wytrąciła z
        > rytmu smile

        Zgoda, chociaż ja akurat roszczeniową postawę widzę bardziej po drugiej
        stronie "barykady". A że psinka się rozpędziła - fakt. Do asika nic nie mam...

        >
        > W pewnym sensie rozumiem Asika. Ona ma poczucie, że jest w porządku, że się
        > stara, a znajda się osoby reagujące histerycznie i chamsko.

        I stąd moje oburzenie (wyrażone w pierwszym poście, kilka dni temu) wobec
        niektórych osób odpowidających asikowi. To właśnie zwróciło moją uwagę - że
        asik się stara. A nie każdy chce to zobaczyć.

        >
        > Sama znam podobne zdarzenie:
        >
        > >
        > Moi znajomi, ich dziecię i moje dziecię oraz ja sama (z czystymi rękoma)
        > byliśmy na spacerze. My oraz bardzo młody, ale już wielguśny pies. Pies
        zawsze
        > na smyczy i przy nodze w terenie że tak powiem zabudowanym, ale myśmy juz
        > wchodzili do lasu, w chaszcze (i nie był to park krajobrazowy czy rezerwat).
        >
        > Polną drogą szły dwie panie w wieku zaawansowanym średnim.
        >
        > Zobaczyła nas i biegającego radośnie psiaka.
        >
        > I zaczął się cyrk. Panie stanęły, dzikość w oczach, i nerwowo jedna prze
        > drugą: "weźmie pan tego psa!!!"
        >
        > Znajomy zawoła psiaka, psiak posłusznie przybiegł i trzymał się nogi.
        >
        > Dalej afera.
        >
        > No, powiem Wam że nawet jak dla mnie, zachowanie tych pań było stanowczo
        > przesadzone. Może miały jakiś uraz, nie wiem, ale zupełnie nie potrafiły
        > odczytac mowy ciała psa, dopatrzyły się zagrożenia na wieeelką skalę.
        >
        > Dlatego w pewnym sensie rozumiem Asik.
        >
        I o to właśnie mi również chodzi. O przesadzone reakcje. Ja najczęściej
        spotykam się właśnie z takimi. Od razu atak. Wprawdzie nie aż tak chamski, jak
        ten opisany przez asika, ale równie niewybredny.
        Lecz zdarzyła mi się też zupełnie inna sytuacja ... Kilka miesięcy temu mój
        pies (rozmerdany!) zbliżał się do pani z kilkuletnią dziewczynką. Pani z
        uśmiechem odezwała się do mnie tak: "Przepraszam, to bardzo miły piesek, ale
        czy mogłaby go pani zabrać, bo moje dziecko się boi?" Zatkało mnie... Zabrałam,
        oczywiście, przeprosiłam, uśmiechnęłam się, pani też i poszłyśmy sobie. Długo
        nie mogłam wyjść z szoku. Pani na pewno podzielała Wasze poglądy: pies może być
        niebezpieczny. I osiągnęła zamierzony cel: zabrałam psa. Natychmiast. Zanim
        zdążył się do nich zbliżyć. Ale osiągnęła jeszcze coś: zdobyła moją sympatię.
        Choć nie podzielałam jej poglądów. Zagrała na najczulszej strunie: zamiast
        wrogości do mojego psa wykazała (przynajmniej werbalnie) sympatię do niego.
        Może wcale nie uważała, że mój pies jest sympatyczny, ale z psychologicznego
        punktu widzenia była to doskonała zagrywka.
        Wiecie, dlaczego odrobinę rozmijamy się w poglądach? Bo Wy więcej mówicie o
        literze prawa, o zasadach, obowiązkach. A ja o uczuciach. Dlatego tak dużo
        piszę o sposobie zwracania uwagi. Kiedy ktoś atakuje mojego psa, rani moje
        uczucia. Pamiętajcie o tym. Bo to nie jest konieczne, cel można osiągnąć
        również inaczej.

        I jeszcze słówko do addrii, która napisała: "Co jest ważniejsze dla każdego
        takiego rodzica GRZECZNOŚĆ, czy BEZPIECZEŃSTWO własnego dziecka?" Ależ Adrio,
        przecież to można pogodzić! Patrz dwa akapity wyżej. To nie albo - albo. Jeśli
        mogę być grzeczna, to jestem. Nie zaczynam od pyskowania. W żadnej sytuacji.
        Przynajmniej nie od razu...

        Grazka

        PS
        Gosiu, w przypadku Staruszki też nie chodziło mi o mandat, a o to, że zraniłaś
        jej uczucia.
        • wieczna-gosia Re: a ja miałam... 30.12.03, 13:42
          O super grazynka- bylas tam? Fantastycznie czemu wiec nie pomoglas staruszce?
          ja ci powiem czemu. Bo balas sie psa. Bo kiedy do staruszki sie podchodzilo-
          pies ostrzegawczo warczal. Staruszka rowniez warczala demencja starcza nie
          dotknela kobiety wink) Ale pies nadal robil swoje czyli ciagnal staruszke tam
          gdzie chcial. Bo byl od niej 2 jesli nie 3 razy silniejszy.
          Robaczki kochane- tyle wart jest wlasnie szacunek w necie. Jesli osoba, ktora
          podobno tak DOKLADNIE sledzi moje posty czyta o staruszce i nie wpada jej do
          glowy mysl (byc moze absurdalna) ze moze jakims cudem mialam prawo tak zrobic-
          ze moze istnialy jakies okolicznosci dodatkowe, gdyz jak powiedzialam na
          poczatku pies byl na smyczy. Wiec co- w watku sie wypowiadam ze psy NA SMYCZY
          mi nie przeszkadzaja, po czym nagle robie wioche staruszce z pieskiem na
          smyczy? Zapewne tez zrobilam to z wielka ochota gdyz jak wiadomo nie bije
          dzieci wiec po robocie przy sobocie lubie zgnoic jakiegos blizniego. Ot-
          naslac straz miejska na Bogu ducha winna staruszke.
          Staruszce lekcja sie przydala, a byc moze jej wnukowi czy synowi- i teraz oni
          owego psa wyprowadzaja. I oni nie jada bezradnie za psem, tylko widac kto tu
          kogo wyprowadzil. Wybitnie nie lubie urazac czyichs uczuc, net mi
          wystarcza wink) ale jesli ktos uraza moje oraz w mojej ocenie stanowi dla mojego
          dziecka zagrozenie- to zmieniam sie w hide'a wink) Pzecez gdyby nie dzieci- nie
          bylabym na placu zabaw wink) zawet gdybym byla- prawdopodobnie nie zawracalabym
          sobie glowy staruszka uczepiona smyczy duzego silnego psa ktory akurat
          postanowil poogladac sobie dzieci i nie byl sympatycznym jamniczkiem.
          --
          gosklec@poczta.onet.pl
          • graid Re: a ja sozumiem wieczna-gosie 30.12.03, 14:23
            Sama bylam swiadkiem podobnej sytuacji. Staruszka byla doslownie ciagnieta
            przez owczarka niemieckiego, a na koniec go puscila bez kaganca, ale za to ze
            smycza. Pies byl mlodziutki i dodam, ze glupiutki. Nie reagowal na zadne
            polecenie staruszki.

            Jesli chodzi o sytuacje staruszka - wieczna-gosia, to skad wiecie, jak ja
            potraktowala staruszka. Gosia napisala, ze ja zbluzgala. Sama nie wiem jakbym
            sie zachowala, gdyby na moja prosbe zabrania od dziecka psa pani zaczela
            krzyczec czy mi ublizac. Zdazaja sie takie sytuacjie. Tak samo jak niektore
            osoby zwracajace sie chamsko do wlascicieli psow sa tez i wlasciciele, ktorzy
            czworonogow, ktorzy nie przebieraja w slowach.
          • grazynka13 Re: a ja miałam... 30.12.03, 15:00
            wieczna-gosia napisała:

            > O super grazynka- bylas tam? Fantastycznie czemu wiec nie pomoglas staruszce?
            > ja ci powiem czemu. Bo balas sie psa.

            Nie boję się psów. I to nie są puste deklaracje. A już na pewno nie boję się
            psów, które powarkują w obronie swojej właścicielki. Po prostu nie zaczepiam
            bez powodu staruszek, unikając w ten sposób podobnych sytuacji. A pies... no
            cóż, może miał rację?
            Zresztą wydaje mi się, groza scenki ze Staruszką w każdym kolejnym Twoim poście
            narasta. Trzymasz nas w napięciu! Co będzie dalej?!

            Staruszka rowniez warczala demencja starcza nie
            > dotknela kobiety wink)

            A szkoda, chciałaś dodać?


            > Staruszce lekcja sie przydala,

            Nikt Ci nie wpoił szaczunku do osób w podeszłym wieku? Ja naprawdę musiałabym
            być zdesperowana, żeby pozwolić sobie na taką bezduszność... I raczej nie
            powiedziałabym, że starsza pani "się trzęsie", nie poruszałabym też kwestii
            demencji starczej (w niecie, czy w parku - nieważne). Sama nie wiem, jaka będę,
            jeśli dożyję sędziwego wieku. Ale młodość bywa harda, bezczelna...

            ale jesli ktos uraza moje oraz w mojej ocenie stanowi dla mojego
            > dziecka zagrozenie- to zmieniam sie w hide'a wink) Pzecez gdyby nie dzieci- nie
            > bylabym na placu zabaw wink) zawet gdybym byla- prawdopodobnie nie zawracalabym
            > sobie glowy staruszka uczepiona smyczy duzego silnego psa ktory akurat
            > postanowil poogladac sobie dzieci i nie byl sympatycznym jamniczkiem.

            Coś mi się wydaje, że to zasłanianie się dziećmi to coraz częściej
            jedynie "zasłanianie się".
            Gosiu, skończmy już kwestię Staruszki. Każdy z nas popełnia błędy. Ty chyba
            swój zrozumiałaś, bo choć otwarcie do tego się nie przyznajesz, bardzo gęsto
            tłumaczysz się z tego zdarzenia, wciąż dodajesz nowe szczegóły, więc wnoszę, że
            i Tobie "lekcja się przydała"?
            A osobom starszym należy się nasz szacunek. Choćby postępowały jawnie źle, nie
            pouczałabym ich. Patrzę na nich życzliwie, czasem pobłażliwie, z dużą
            cierpliwością - bo i tego czasem wymaga starość.

            G.
        • graid Re: a ja miałam... 30.12.03, 14:14
          wiesz, a ja mam inne doswiadczenia....
          bylam z dzieckiem na spacerze, siedzialam na laweczce a dziecko w wozku bylo
          zajete jedzeniem z butelki, nagle podbiega do niego pies i zaczyna je lizac w
          buzke, a w buzce dziecko mialo smoczek. Czekalam na reakcje pani wlascicielki-
          nie doczekalam sie. Poprosilam ja by zabrala pieska od dziecka, bo dziecko je
          a po drugie nigdy nie wychowywalo sie z psem i nadzwyczajnie sie go boi. Pani
          oburzona w zolwim tempie odciagnela psa i miala pretensje, ze smialam jej
          uwage na to zwrocic, bo piesek przeciez lagodny. Nie kwestionuje tego, moze i
          lagodny, lecz dziecko sie go balo, a wylizanie buzki dziecka przez psa-nie
          jest higieniczne, ani tez przyjemne, bo czasami pieskowi z pyszczka
          niezle "wali"
          • grazynka13 Re: a ja miałam... 30.12.03, 15:04
            graid napisała:

            > wiesz, a ja mam inne doswiadczenia....
            > bylam z dzieckiem na spacerze, siedzialam na laweczce a dziecko w wozku bylo
            > zajete jedzeniem z butelki, nagle podbiega do niego pies i zaczyna je lizac w
            > buzke, a w buzce dziecko mialo smoczek. Czekalam na reakcje pani wlascicielki-

            > nie doczekalam sie. Poprosilam ja by zabrala pieska od dziecka, bo dziecko je
            > a po drugie nigdy nie wychowywalo sie z psem i nadzwyczajnie sie go boi. Pani
            > oburzona w zolwim tempie odciagnela psa i miala pretensje, ze smialam jej
            > uwage na to zwrocic, bo piesek przeciez lagodny. Nie kwestionuje tego, moze i
            > lagodny, lecz dziecko sie go balo, a wylizanie buzki dziecka przez psa-nie
            > jest higieniczne, ani tez przyjemne, bo czasami pieskowi z pyszczka
            > niezle "wali"

            I miałaś rację! Widzisz, ja do takich sytuacji w ogóle staram się nie
            dopuszczać! A jeśli coś podobnego mojemu psu się zdarzy, PRZEPRASZAM, nie
            obrażam się.
            G.
            • graid Re: a ja miałam... 30.12.03, 15:26
              widzisz, ale nie wszyscy wlasciciele pieskow mysla tak jak ty. Obie strony
              powinny sie zrozumiec, nie moze byc tak, ze jedna strona straszy przepisami /
              chociaz ja uwazam, ze powinnismy je respektowac dla bezpieczenstwa ludzi/ a
              druga ze stron, gdy ktos ma odmienne zdanie oskarza ta pierwsza o nienawisc do
              zwierzat.

              Moze wielu osobom sie tutaj naraze, ale gdy widze jak piesek obsikuje
              samochody czy biegnie pod okno i sika sasiadom z parteru to grzecznie pytam,
              czy piesem moze zalatwiac sie w innym miejscu. Mieszkajac na Saskiej Kepie,
              obok jednego z blokow nie dalo sie przejsc - smrod psich sikow / zwlaszcza, ze
              psy znacza teren/ zwalal z nog. Dla mnie tym bardziej bylo to niepojetne, ze
              taki maly fragment murawy byl ogrodzony niskim plotkiem, a to przeciez o czyms
              swiadczy. Tak samo przykry jest widok, gdy psiak zasikuje cudzu samochod. Jak
              jest pies duzy, to potrafi zasikac drzwi - przerazajace jest to tym bardziej,
              ze wlascicielka trzyma pieska na smyczy i POZWALA mu sie w ten sposob
              zalatwic, i nie rusza jej np fotelik dzieciecy w samochodzie. Wiadomo, dziecko
              wszystkiego sie lapie, a potem wpycha paluszki do buzki.

              Tak jak napisalam, gdyby obie strony wykazaly troche zrozumienia, nie byloby
              takiego zamieszania
              • grazynka13 Re: a ja miałam... 30.12.03, 16:03
                graid napisała:

                > widzisz, ale nie wszyscy wlasciciele pieskow mysla tak jak ty. Obie strony
                > powinny sie zrozumiec, nie moze byc tak, ze jedna strona straszy przepisami /
                > chociaz ja uwazam, ze powinnismy je respektowac dla bezpieczenstwa ludzi/ a
                > druga ze stron, gdy ktos ma odmienne zdanie oskarza ta pierwsza o nienawisc
                do
                > zwierzat.
                >
                > > Tak jak napisalam, gdyby obie strony wykazaly troche zrozumienia, nie
                byloby
                > takiego zamieszania

                I o to własnie chodzi! O odrobine wzajemnego zrozumienia i wzajemnej
                życzliwości. Od razu będzie łatwiej obydwu stronom.
                Czego Wam i sobie życzę wink))
                Grazka
              • lola211 Re: a ja miałam... 30.12.03, 16:08
                > Tak jak napisalam, gdyby obie strony wykazaly troche zrozumienia, nie byloby
                > takiego zamieszania

                Problem w tym, ze zrozumienia oczekuje sie tylko z 1 strony- dla psów i ich
                włascicieli.Jesli go nie okazesz znaczy ze nienawidzisz psów.
                • grazynka13 Re: a ja miałam... 30.12.03, 16:14
                  lola211 napisała:

                  > > Tak jak napisalam, gdyby obie strony wykazaly troche zrozumienia, nie bylo
                  > by
                  > > takiego zamieszania
                  >
                  > Problem w tym, ze zrozumienia oczekuje sie tylko z 1 strony- dla psów i ich
                  > włascicieli.Jesli go nie okazesz znaczy ze nienawidzisz psów.

                  A ja mam wrażenie, że jest zupełnie odwrotnie... Twój powyższy komentarz na
                  moją (i nie tylko moją) próbe życzliwego załagodzenia sporu jest tego dowodem.
                  G
                  • lola211 Re: a ja miałam... 30.12.03, 17:40
                    > A ja mam wrażenie, że jest zupełnie odwrotnie... Twój powyższy komentarz na
                    > moją (i nie tylko moją) próbe życzliwego załagodzenia sporu jest tego
                    dowodem.

                    Jak na razie doszlismy do tego ze psy jak najbardziej mają prawo biegac luzem,
                    twój takze, bo własciciele ani mysla dostosowac sie do prawa (ono jest
                    przeciez głupie),poza tym kto w Polsce przestrzega prawa? ludzie mają
                    zyczliwie traktowac zwierzatka, nie zauwazac zanieczyszczen ktore
                    pozostawiają,w koncu tez mi problem, kupa sie przejmowac? szanowac uczucia
                    włascicieli do piesków.A jak pies podbiegnie , polize obcego, który sobie nie
                    zyczy kontaktu z czworonogiem to własciciel wspaniałomyslnie nie obrazi sie na
                    zwrócona mu uwage, by jednak tego pieska zabrał(!).Szanujesz sasiada, wiec psa
                    przy nim trzymasz krótko, ale juz w parku wobec obcych zgadujesz kto sie boi a
                    kto nie?Tak sie sklada ze w parku nie biega 1 piesek tylko co krok to pies,
                    trudno mi stwierdzic kto jest włascicielem którego, nie bardzo wiem, do kogo
                    sie zwrócic, by go zapiał na smycz.
                    I ty mówisz o wzajemnej zyczliwosci. A ja widze tylko jednostronne wymagania
                    wobec ogólu w stosunku do psów.O uszanowaniu innych mowa moze byc tylko
                    wówczas, gdy własciciele nie bedą narazac ich na niechciane kontakty z ich
                    pupilami oraz gdy bedą zbierac to, co ich pies pozostawił w miejscach, gdzie
                    przebywaja ludzie.Zareczam, ze wtedy stosunek ludzi do tych zwierzat zmieniłby
                    sie diametralnie na korzysc.Uwierz, ze kolejny raz czyszczenie butów dziecka z
                    odchodów moze skutecznie zniechecic człowieka do zwierzat przebywajacych w
                    miescie.Zaczynaja przeszkadzac, chocby nie wiem jak były sympatyczne.Ja wiem,
                    ze włascicielom zwierzat trudno jest pojąc, ze moga byc one nielubiane przez
                    innych, ale taka jest prawda.Zwierze jest wyjatkowe, ale tylko dla rodziny w
                    której przebywa, ja nie chce byc terroryzowana ich ujadaniem(co mam za sciana)
                    i ich brudem(kazdy skrawek trawnika).Dlatego tez mam nadzieje, ze w ramach
                    dobrej wspólpracy i wzajemnej zyczliwosci własciciele psów bedą dbac o
                    czystosc trawników oraz bezpieczenstwo osób postronnych.Wtedy nie bedzie juz
                    argumentów przeciw psom w miescie.
        • addria Re: Ależ grażynko, oczywiście że tak, ALE... 30.12.03, 14:26
          grazynka13 napisała:

          > I jeszcze słówko do addrii, która napisała: "Co jest ważniejsze dla każdego
          > takiego rodzica GRZECZNOŚĆ, czy BEZPIECZEŃSTWO własnego dziecka?" Ależ Adrio,
          > przecież to można pogodzić! Patrz dwa akapity wyżej. To nie albo - albo.
          Jeśli
          > mogę być grzeczna, to jestem. Nie zaczynam od pyskowania. W żadnej sytuacji.
          > Przynajmniej nie od razu...

          Tylko czekałam, aż ktoś mi to wytknie dokładnie nie czytając wink

          Grażynko, a gdzie napisałam o zaczynaniu od pyskowania i wogóle o pyskowaniu?
          Napisałam o grzeczności w innym konteksie, że tak powiem sytuacyjnym wink, a
          mianowicie (powtórzę się):
          wtedy grzeczność wsadzę do kieszeni jak ktoś, posiadający psa potencjalnie
          niebezpiecznego (w moim odczuciu oczwiście) po mojej grzecznej prośbie np.
          wzięcia na smycz, stwierdzi, że NIE, BO NIE, albo że nie, bo pies "nic nie
          zrobi", tylko np. sobie powarczy tudzież poujada i ten ktoś będzie miał w
          głębokim poważaniu moje (lub mojego dziecka) UCZUCIA, a jednocześnie stosowne
          PRZEPISY, to ja będę miała w poważaniu GRZECZNOSC w stosunku do tej osoby, bo
          ważniejsze wówczas będzie dla mnie BEZPIECZENSTWO moje i przede wszystkim
          mojego dziecka.

          Tak bowiem "skonstruowana" jest chyba (?) każda matka smile

          Ps. A każe jedne przepisy, jak to przepisy, są po to aby je przestrzegać (nie,
          nie łamać wink, czy nam się to podoba czy nie smile, bo jak stosować ich nie
          będziemy, to miejmy też świadomość tego, że ktoś może nam kogoś bardziej
          przekonywującego w odwiedziny przysłać.

          Tylko do kogo wtedy bądziemy mieć pretensję, hmm....?
          --
          addria
        • lola211 Re: a ja miałam... 30.12.03, 15:16
          > Wiecie, dlaczego odrobinę rozmijamy się w poglądach? Bo Wy więcej mówicie o
          > literze prawa, o zasadach, obowiązkach. A ja o uczuciach. Dlatego tak dużo
          > piszę o sposobie zwracania uwagi. Kiedy ktoś atakuje mojego psa, rani moje
          > uczucia. Pamiętajcie o tym. Bo to nie jest konieczne, cel można osiągnąć
          > również inaczej.

          Grazynko, a jak inaczej niz odwołujac sie do obowiązku wytłumaczyc asikowi, ze
          nie ma racji twierdzac ze ona jest ok w tym co robi, a wszyscy inni to źli
          ludzie? Napisałam ze wedlug mnie pies nie moze biegac luzem posród ludzi, bo
          on musi byc na smyczy.To "musi" po pierwsze wynika własnie z prawa, a po
          drugie jest całkowicie racjonalne.Od razu zostalam uznana za madrale,
          histeryczke i złego czlowieka, który nienawidzi psów.Takie podejscie asika
          utwierdziło mnie w przekonaniu, ze z nia jest cos nie tak, i prawde mówiac
          wątpie w te opowiesci o tych matkach które tak zupełnie bez powodu chciałyby
          ukatrupic ta kochana sunie.
          Zycie pokazuje, ze pies moze zrobic krzywde, a poza tym pozostaje problem
          odchodów, który własciciele psów starają sie lekcewazyc, ale który jest według
          mnie głownym powodem niecheci do tych zwierzat.Przeciez nie mając psa na
          smyczy nie panujemy nad tym, gdzie on kupe walnie.Na smyczy mozna poprowadzic
          go w odpowiednie miejsce.Asik później pisze ze ona sprzata.Ale 90 %
          włascicieli tego nie robi, co obserwuje w parku koło siebie.Szlag mnie trafia,
          bo park jest dla ludzi i dzieci, zeby mogły pobiegac, ale nic z tego- całe
          trawniki uwalane gównem.Z tego wniosek ze parki i trawniki są dla psów, a
          ludzie musza sie z tym pogodzic.Paranoja totalna.
          Co do próźb o uwiazanie psa- w zasadzie to moze ze 2 razy zdarzyło mi sie
          zwrócic komus uwage, za kazdym razem z mojej strony pełna kultura, bo nie
          naleze do awanturników, raz została sprawa załatwiona, raz zas zupełnie te
          moją prosbe olano.Bo nie kazdy własciciel psa to rozsadny i kulturalny
          człowiek, ten okazał sie chamem.I z takim poszło juz na ostro.Skoro taki
          własciciel ma w nosie moje uczucia to ja nie czuje sie zobowiązana do
          respektowania jego uczuc.
          Poza tym, co z sytuacja zostawiania psów przed sklepem bez kaganca? Jak mam
          prosic własciciela, którego nie ma obok?
          Czy własciciel papuzek moze i powinien w imie miłosci do ptaszków narazac inne
          osoby, gosci, na fruwanie im ponad głowami i za przeproszeniem sranie ?
          Papuzki potrzebuja polatac, ich własciciel bardzo je kocha, a ze inni tej
          miłosci nie podzielaja? Ich problem.Do takiego człowieka moge po prostu nie
          przychodzic, ale na ulicy nie da sie uniknąc kontaktu z psami, sa wszedzie.
    • graid Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 30.12.03, 07:48
      Nie dziwie sie reakcjom mam - jesli ja wychodze z moim pieskiem w kagancu, to
      tegoz samego wymagam od innych wlascicieli psow- albo smycz, albo kaganiec.
      Nie jestesmy w stanie przewidziec reakcji zwierzaczka- to tylko zwierze. Mnie
      zaatakowal pod sklepem jamnik / podobno bardzo grzeczny i ulozony . Nie bylam
      wowczas z psem, nie prowokowalam zwierzaka. Naprawde cholera mnie bierze na
      bezmyslnych ludzi-przeciez sa przepisy, dlaczego je lamiemy?? Jakby sie pani
      poczula, gdyby obcy pies wystraszyl / nie mowie juz o zaatakowaniu /pani
      dziecko??? Zadowolona to by pewnie pani nie byla i mysle, ze w chwili
      zdenerwowania i pani / mimo, ze pani kocha zwierzaki/ moglaby cos powiedziec,
      co niespodobaloby sie wlascicielom psow. Wystarczy wyjsc np na pola
      mokotowsie - tam malo kto zaklada smycz czy kaganiec zwierzakowi, a przeciez
      bardzo czesto widuje tam pania z dwoma psami mysliwskimi, ktore czesto nie
      reaguja na jej polecenia. Przyklad staruszki, ktora wychodzi /na oko/ z
      rocznym owczarkiem niemieckim- owa staruszka podpiera sie laska, gdy chodzi,
      pies glupiutki, bo nie tresowany a na dodatek bez kaganca, nie wspominajac juz
      o smyczy, bo podejrzewam, ze wlascicielka nie bylaby w stanie go utrzymac.
      Przyklad pani z bokserem, ktory atakuje inne psy ale takze mlodziutkie kaczki
      na sztucznym jeziorku. Do tych ludzi nie dociera, ze ich pupile moga zrobic
      krzywde innym. A, dochodzi jeszcze jedna rzecz - zalatwiania sie pieskow na
      chodniku. Ochyda! Gdy pies jest na smyczy, mozna go zaciagnac na trawke, a gdy
      jest puszczony w tzw "samopas" zalatwia sie gdzie popadnie. Prosze sie z
      czystym sumieniem przyznac, czy sprzatnela kiedykolwiek pani po piesku?? Ja
      jedna kobiete widzialam, ktora naprawde pozbierala kupy swojego psa - dodam,
      ze piesek byl na smyczy - tacy, odpowiedzialni ludzie powinni byc
      wlascicielami pieskow!
    • addria Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 30.12.03, 09:27
      Niewiarygodne jak człowiekowi mogą zmieniać się poglądy (to o mnie), ale po
      kolei.

      Po co tworzyć barykady i wrogie obozy tych podłych, co psów nienawidzą (hmm, a
      czy wogóle ktoś tu napisał, że nienawidzi psów?) i tych dobrych co je kochają?
      Problem wszak nie na tym polega. A więc może konstruktywnie znajdzmy ów problem?
      Moim zdaniem jest nim pewnien szereg czynników i zdarzeń związanym z
      posiadaniem zwierzęcia, tutaj: psa, w miejscach gdzie są duże skupiska ludzi
      (różnych ludzi). Czynników, które powodują, że niektórzy nieposiadający psów
      reagują na pewne ich zachowania lub na nie same z agresją, niechęcią lub
      ostrożnością, a posiadający psy ww. reakcje kierują w stronę odwrotną.

      Bez zbędnych emocji. Do właścicieli piesków.

      Czego głównie ludzie się boją i co ich denerwuje:
      1. Boją się o zdrowie swoje i swoich dzieci.
      2. Boją się niekontrolowanych reakcji zwierzęcia-psa, którego nie znają.
      3. Denerwują ich wszechobecne kupy, które muszą zmywać, zcierać itp. z obuwia,
      kół wózków, itp.

      Dlaczego się boją:
      Bo psy naprawdę mogą zachowywac się w sposób niekontrolowany, bo to nie wymysł,
      tylko suchy fakt, poparty wieloma przypadkami pogryzień dosrosłych i dzieci, a
      nawet śmiertelnych zagryzień dzieci przez psy, które niejednokrotnie
      były "dobrymi", nieagresywnymi pieskami. To może budzić lęk, nawet ogromny,
      zwłaszcza jeśli ktoś po prostu nie za specjalnie lubi zwierzęta.
      Przykład: każdy rodzic martwi się o swoje dziecko i po prostu w danym przypadku
      boi się, że właściciel nie zdąży złapać, odciągnąć, pies nie zareaguje na
      wołanie, pies się wystraszy, przewróci dziecko (nawet niecelowo, ale
      jednak),itp., a dziecku stanie się KRZYWDA. Będzie obwiniał siebie, że nic nie
      zrobił, bo przecież mógł zapobiec, zwrócić uwagę, nawet wezwać straż miejską,
      gdyby prośby nie pomogły, ale z grzeczności tego nie zrobił, no bo pan obiecał,
      że pies niegroźny, a tu jednak...
      Co jest ważniejsze każdego takiego rodzica GRZECZNOŚĆ, czy BEZPIECZEŃSTWO
      własnego dziecka? W tym konkretnym przypadku, chyba przyznacie, że to drugie.
      Temat kup ominę, bo jest nazbyt oczywisty.

      Szacunek dla Asik, nie wchodzi na place zabaw, ani do piaskownicy. Ale pisze o
      swojej suni:
      > kagańcem na pewno nie będę jej
      > katować. Po prostu nie widzę najmniejszego powodu, dla którego miałbym to
      > robić.

      Powody są wymienione wyżej, gdyby naprawdę SPRÓBOWAĆ to zrozumieć, to powód
      naprawdę się znajdzie, bez urazy i bez emocji. Prawo mówiące o obowiązku
      prowadzania na smyczy i w kagańcu nie jest bzdurnym prawem. Rzeczywiście, bez
      odpowiedniego uzasadnienia i przemyślenia DLACZEGO je wymyślono, może się takim
      dla właścicieli psów wydawać. Ale miejmy umysły otwarte, nie zamykajmy się
      ciasno we własnych sztywnych przekonaniach. Moje poglądy na wiele spraw ciągle
      ewoluują, tak było i z poglądami na temat psów. Zawsze je uwielbiałam, znosiłam
      do domu, głaskałam najbardziej zapchlone i rąk nie myłam nawet wink)) Ale, ale w
      miarę upływu czasu, z chwilą założenia rodziny i poszerzeniem horyzontów wink
      zdanie się zmieniło. A raczej właśnie poszerzyło. Nadal psy lubię, głaszczę,
      ale ręce myję wink, pozwalam zbliżać się do nich dziecku, ale tylko do tych
      które już znam (nawet malutki szczeniaczek potrafi dziabnąć ząbkami smile, życzę
      sobie pobożnie, aby właściciele przestrzegali ustanowionych praw i widzieli
      jednak powód do zakładania kagańca i smyczy oraz sprzątania kup. Owszem, to
      jest spory obowiązek i odpowiedzialność i dlatego właśnie, że zdaję sobie z
      tego sprawę, psa w bloku mieć nie będę, mimo że jest naprawdę jest przyjacielem
      człowieka i rzeczywiście korzystnie może wpływać na funkcjonowanie rodziny.

      Asik pyta:
      > Jak ja mam wytłumaczyć mojemu dziecku, które
      > pyta: "czemu ta pani jest zła?"

      Powiedz więc może, że pani jest zła, bo nie ma pieska i nie wie jak to jest,
      jak się go ma. Bo: np. jedni lubią pieski, bo sa miłe i kochane; lody, bo są
      słodkie i smaczne; jazdę na rowerze po parkowych alejkach, bo jest równo i
      fajnie oraz szybko się zjeżdza, a inni nie, bo: lody mogą zabrudzić ubranie
      albo spowodowac ból gardła; bo niektóre pieski mogą uzgyźć, albo przewrócić,
      więc ktoś się ich boi; jazda po parku na rowerze może skończyć się wjechaniem
      na jakiegoś pana lub panią i będzie to dla nich bardzo przykre, itp, itd...

      Pozdrawiam,
      --
      addria
      • wieczna-gosia Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 30.12.03, 09:59
        > boi się, że właściciel nie zdąży złapać, odciągnąć, pies nie zareaguje na
        > wołanie, pies się wystraszy, przewróci dziecko (nawet niecelowo, ale
        > jednak),itp., a dziecku stanie się KRZYWDA. Będzie obwiniał siebie, że nic
        nie
        > zrobił, bo przecież mógł zapobiec, zwrócić uwagę, nawet wezwać straż
        miejską,
        Dokladnie. Takie wlasnie pytanie zadalam asikowi- co ona by zrobila, gdyby
        jej lagodny pies jednak cos mojemu dziecku zrobil- nawet niecelowo. Odpowiedzi
        sie nie doczekalam. I wlasnie dlatego swojego duzego szkolonego psa
        prowadzalam na smyczy- 80 kilo lagodnego psa calkiem latwo robi krzywde
        przebegnieciem kolo dziecka.

        Owszem, to
        > jest spory obowiązek i odpowiedzialność i dlatego właśnie, że zdaję sobie z
        > tego sprawę, psa w bloku mieć nie będę, mimo że jest naprawdę jest
        przyjacielem

        Znowu moge napisac- dokladnie.

        Ja naprawde rozumiem ze sa ludzie ktorzy psom ufaja bezgranicznie, zwlaszcza
        swoim wink) Nie rozumiem tylko dlaczego ja mam tymze psom ufac z okolnika- w
        koncu wlasciciel psa trzyma go w domu bez smyczy i kaganca wink) ale na dworze?
        Prosze bardzo- dom z ogrodem. Za bramy ludziom nie zagladam wink)

        Byc moze moja reakcja na staruszke byla przereagowana- moze tak bardzo dlatego
        oburza. Chociaz z drugiwej strony- to ja tam bylam o ile sie nie myle i ja
        ocenialam sytuacje. Ale- jak napisala addera- co zrobie jesli krzywda sie
        stanie? Wole zareagowac zbyt gwaltownie 10 razy niz raz odpuscic.
        --
        gosklec@poczta.onet.pl
    • crazymary Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 30.12.03, 15:15
      Takich właśnie właścicieli psów jak asik się boję. Mam nadzieję, że nie będę
      nidy miała takich w sąsiedztwie. Ciekawa jestem czy asik chciałaby, aby w
      ogóle wszystkie psy biegały bez kagańców i smyczy, bo niby dlaczego tylko jej
      pies miałby...
      Niestety nie spotkałam się, żeby jakiś właściciel psa zrozumiał moją prośbę o
      zapięcie psa na smycz. Czasem już nawet nie chce mi się odzywac, bo wiem co
      usłyszę (on jest łagodny i nic nie zrobi), tylko biorę dziecko na ręce, a
      zadowolona właścicielka pieska idzie dalej spokojnie, a pies biega wesoło.
      Pamiętam, na wczasach, komentarze pewnej rodziny, dotyczącej matki, która
      zbliża się z dzieckiem do psa czekającego przed stołówką - że taka
      nieodpowiedzialna podchodzi do psa bez kagańca, a nie wiadomo, co pies moze
      zrobić. Pies był ich, ale uważali, ze to nie ich obowiązek dbanie o
      bezpieczeństwo dzieci, tylko matek. Moze smycze dla dzieci?

      I jeszcze jedno. Piszecie, żeby prosić grzecznie o wzięcie psa na smycz, Ja
      rozumiem, że nie chamsko, ale przecież, czy ja naprawdę muszę ślicznie prosić?
      To jest obowiązek, jest takie prawo. Jak zobaczę złodzieja, który włamuje się
      do samochodu, to nie będę go grzecznie prosiła, żeby moze tego nie robił. Skąd
      tak różne pojmowanie prawa?
      • lola211 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 30.12.03, 15:22
        Skąd
        > tak różne pojmowanie prawa?

        A stad, ze kazdy przestrzega prawa w taki sposób jak mu wygodnie.
        Spytaj złodzieja, czy on uwaza przepisy KK za własciwe? Na pewno dla niego
        przepisy dotyczące kradziezy sa głupie, tak jak psinka uwaza za głupie prawo
        prowadzania psa na smyczy.Przepisy sa dla niej niewygodne, wiec ani mysli
        przestrzegac.Mądre podejscie, nieprawdaz?
        • grzalka Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 30.12.03, 17:07
          Ja się nie boję takich właścicieli jak Asik, czy Grażynka. Co więcej, ja z
          takimi nie mam do czynienia, bo po pierwsze psów się nie boję (i moje dziecko
          też) i zwisa mi, czy są na smyczy i w kagańcu, czy nie, a po drugie takie
          osoby nie włażą z psami na plac zabaw i sprzątają po sobie. Czyli pełna
          sielanka i niewchodzenie sobie w drogę. Ale skoro już mowa o właścicielach
          psów, to jeszcze raz napiszę, że wszyscy właściciele psów przy próbie
          zwrócenia uwagi byli bardzo agresywni (głównie słownie) przy zwróceniu uwagi,
          żeby wyprowadzili czworonoga z placu zabaw itp. Dlaczego? Bo zwrócona uwaga
          była nie dość grzeczna? To mi się kłóci z obrazem człowieka, który lubi
          zwierzęta- stereotyp jest taki, że to dobry człowiek. Skąd więc ta agresja
          właścicieli psów, Grażynko i Asiku, napiszcie mi. Skąd ta agresja niejakiej
          Psinki?
          Co do tej nieszczęsnej staruszki sponiewieranej przez Wieczną Gosię- niestety,
          widać polityczna poprawność doszła i do nas, a jak ktoś jest osoba publiczną,
          to każde jego słowo jest analizowanewink)
          pozdrawiam
          --
          chyba czas zmienic sygnaturkę...
    • ligia76 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 31.12.03, 00:07
      Pomimo tego że mieszkam w dużym mieście, gdzie malutko jest miejsc na spacerki z psami, sytuacje wzbudzające grozę własciwie mi się nie przydarzają :-0
      Jest tylko jeden taki sobie rotweiller (nie mam pojęcia jak o się pisze), który jest postrachem wszystkich okolicznych mieszkańców. Sunia jest wyprowadzana zawsze bez smyczy i bez kagańca, pomimo tego że zdarzyło jej sie nieraz warknąć na dziecko (chyba nie lubi) i raz ciapnać nastoletnią dziewczynę. Po wypadku z dziewczyną ktoś wezwał policję, która i tak nic nie zrobiła. Pies jest nadal wyprowadzany bez smyczki i kagańca, a ja jak widzę go na horyzoncie zmykam szybciutko. To tylko jeden przypadek z mojego bujnego żywota.
      Reszta burków biegających bez smyczy i kagańca jest niezbyt groźna i uciekać nie muszę, a nawet pogłaszczę, bo psy uwielbiam.
      Na szczęście mój prawie 2 latek psów sie nie boi, tylko żywi względem nich jakąś nieziemską miłość.
      Na mój skromny gust jak pies groźny, to niech chodzi w kagańcu, a jak łagodny niczym baranek, to kagańca mozna mu oszczędzić, choć szczerze mówiąć (ktoś już to pisał) na widok pitbulka biegającego z zadresowanym panem czuję się troszkę niepewnie.

      Pozdrowienia
      Ligia
      P.S. Grazynko, wiem że nic nowego nie wnoszę, ale ja tak poprostu chciałam postukać w klawiaturkę. Wybacz.
      --
      Jeśli fakty świadczą przeciwko mnie, tym gorzej dla faktów.
      • grazynka13 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 02.01.04, 15:51
        ligia76 napisała:

        > Pomimo tego że mieszkam w dużym mieście, gdzie malutko jest miejsc na
        spacerki
        > z psami, sytuacje wzbudzające grozę własciwie mi się nie przydarzają :-0
        > Reszta burków biegających bez smyczy i kagańca jest niezbyt groźna i uciekać
        ni e muszę, a nawet pogłaszczę, bo psy uwielbiam.
        > Na szczęście mój prawie 2 latek psów sie nie boi, tylko żywi względem nich
        jaką
        > ś nieziemską miłość.
        > Na mój skromny gust jak pies groźny, to niech chodzi w kagańcu, a jak łagodny
        n
        > iczym baranek, to kagańca mozna mu oszczędzić, choć szczerze mówiąć (ktoś już
        t
        > o pisał) na widok pitbulka biegającego z zadresowanym panem czuję się troszkę
        n
        > iepewnie.
        >
        > Pozdrowienia
        > Ligia
        > P.S. Grazynko, wiem że nic nowego nie wnoszę, ale ja tak poprostu chciałam
        post
        > ukać w klawiaturkę. Wybacz.

        Ależ wnosisz, Ligio, wnosisz! Bardzo Ci dziękuję za ten najrozsądniejszy moim
        zdaniem z głosów w dyskucji. Najrozsądniejszy, bo najbardziej wyważony. Pewnie,
        że co innego rottweiler czy pitbul (swoją drogą mnie też przeraża moda na
        agresywne psy... a czasami jeszcze bardziej przerażają mnie ich
        właściciele...), a co innego łagodny labrador. "Psia patologia", o jakiej
        pisało tu większość dziewczyn, to na szczęście tylko niewielki margines.
        Problemem są na pewno również modne (niestety) rasy obronne, a więc groźne.
        Oczywiście rottweiler może być uroczym towarzyszem dziecięcych zabaw, ale
        wymaga mądrego wychowania, spokojnego, zrównoważonego właściciela etc. A kiedy
        widzę pitbula z dresiarzem (ktoś już o tym pisał), też mam pewne obawy... Z
        tym, że często bardziej się boję właściciela (lub tego, co wpoił swojemu), a
        nie samego psa. Ale jestem przekonana, że i te psiaki potrafią być miłe, a ich
        właściciele często - mimo stwarzanych pozorów - są dobrymi, łagodnymi ludźmi.

        Ale na szczęście w większości przypadków psy są bez wątpienia urocze, nawet do
        głowy im nie przyjdzie, żeby nam zrobić krzywdę (no, owszem, naszą kanapkę
        chętnie by ukradły wink, prowadzanie ich na smyczy i w kagańcu jest więc,
        delikatnie mówiąc, nadgorliwością. Mnie nawet nie przeszkadza, kiedy obcy,
        wesoły piesek liźnie mnie czy moje dziecko (dziecko reaguje salwami śmiechu!) -
        ale mojemu psu na takie zachowania wobec innych maluchów nie pozwalam. Jednak
        kaganiec - nie. Mój pies (i inne czworonogi!) sprawia dzieciom (również obcym!)
        wiele radości, czemu mam go za to karać kagańcem?

        Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim na Nowy Rok życzliwośći w kontaktach z
        ludźmi i... ich czworonożnymi przyjaciółmi,
        Grażka
        • ligia76 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 02.01.04, 23:30
          Hej smile
          Cieszę się że wreszcie coś wniosłam smile
          Sama myslę o kupnie uroczego labradorka, ale mam stracha że szczeniaczek z dwulatkiem mogą być dla mnie zbyt wybuchową mieszanką wink

          Pozdrowienia
          Ligia
          --
          Jeśli fakty świadczą przeciwko mnie, tym gorzej dla faktów.
          • grazynka13 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 03.01.04, 15:09
            ligia76 napisała:

            > Sama myslę o kupnie uroczego labradorka, ale mam stracha że szczeniaczek z
            dwul
            > atkiem mogą być dla mnie zbyt wybuchową mieszanką wink
            >

            Oj, chyba masz rację - mieszanka może się okazać dosć wybuchowa.. ;-/
            Labradorki to jedne z najkochańszych psiaków, ale szczeniak to szczeniak - jest
            jednak dość głupiutki. A i Twój dwulatek nie wydorosleje w mig, na
            widok "młodszego rodzeństwa". Musisz się liczyć z tym, że młody piesek w
            zabawie może drasnąć dziecko (a mleczne zęby są ostre jak szpileczki!). Na
            spacerach trzeba mieć oczy wokół głowy - czasami nie będziesz wiedziała, za kim
            biec: za dzieckiem czy za psem. Poza tym odpadną Ci wspólne wyprawy na place
            zabaw - psy są tam niemile widziane, nawet przemiłe labradory (zresztą czytałaś
            na pewno powyższe posty...) Jesli Twój mąż często wyjeżdża, albo bardzo dużo
            pracuje, będziesz musiała conajmniej trzy razy dziennie, nawet w środku mroźnej
            zimy albo w czasie, ubierać malucha w ciepłe ciuchy i ganiać na spacer.
            Widzisz, tych "utrudnień" jest pewnie jeszcze więcej... Ja wychowałam się z
            psami, miałam więc o tym wszystkim pojęcie. I co? I kiedy umarł nasz stary
            przyjaciel, po pewnym czasie znów zdecydowaliśmy się na psiaka. Chociaż
            mieliśmy małe dziecko. A może raczej: PONIEWAŻ mieliśmy małe dziecko?
            Nie rozstajemy się z naszym psem nawet w czasie wakacji. To kolejne
            utrudnienie. Ale my świadomie nie podrzucamy psiaka Dziadkom, tylko po prostu
            wybieramy takie miejsce na wakacje, żeby i dziecku i psu było tam dobrze. Żeby
            oboje mieli swobodę. Bo wakacje - naszym zdaniem - są udane tylko wtedy, kiedy
            spędza się je całą rodziną. A zdarzają się też miłe sytuacje: w tym roku
            szefowa knajpy w mazurskich Ogonkach wyszła do nas (usiedliśmy grzecznie na
            zewnątrz - pies, a akurat siąpiło) i ZAPROSIŁA NAS DO ŚRODKA.

            Ligio, przemyśl spokojnie wszystkie za i przeciw. O minusach posiadania psa
            należy pamietać - żeby w przyszłości było Wam razem dobrze.
            • grazynka13 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 03.01.04, 15:12
              Upss, jakimś cudem wysłało mi się za szybko. Chyba mój komputer chce mi
              powiedzieć: Weź się w końcu do roboty! Dobrze, ale najpierw dokończę:

              > Ligio, przemyśl spokojnie wszystkie za i przeciw. O minusach posiadania psa
              > należy pamietać - żeby w przyszłości było Wam razem dobrze.

              Ale - moim zdaniem - plusów jest dużo, dużo więcej. Życie z psem jest mniej
              wygodne, ok. Ale to troszkę tak jak z dziećmi - odkąd je mamy, żyjemy ciut
              inaczej, prawda? I chyba nie żałujemy tego? wink)))

              Pozdrawiam,
              Grażka
    • ligia76 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 03.01.04, 23:50
      Oj, ale chyba poczekam z tym psem np. do następnej gwiazdki.
      Bieganie - jednocześnie w obie strony nie nastraja mnie optymistycznie smile
      Prawie wszyscy moi znajomi na mój (i nie tylko mój) pomysł posiadania w tj chwili zwierza zareagowali popukaniem się czółko. Czasami trzeba się pogodzić z faktami, nawet jeśli przychodzi to z trudem.

      Pozdrowienia
      Ligia
      --
      Jeśli fakty świadczą przeciwko mnie, tym gorzej dla faktów.
        • grazynka13 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 05.01.04, 15:30
          kataszyna napisała:

          > a ja mysle ze asik = grazynka13 = psinka

          No jasne, bo miłość do psów i niechęć do smyczy to zjawisko tak rzadkie, że
          mogło się przydarzyć tylko jednej osobie. Więc wrzucasz mnie do jednego wora z
          każdym ,kto wyraża "propsie" poglądy. Nie mam nic przeciwko temu, że
          utożsamiasz mnie z asikiem, troszkę gorzej bym się czuła w skórze psinki, ale
          generalnie to mnie nie oburza. Oburza mnie natomiast pogląd typu: "ja psów nie
          lubię, więc niemożliwe, żeby ktoś je lubił. Wniosek: one muszą być jedną osobą,
          bo to wręcz niewiarygodne, żeby na jednym forum znalazły się aż trzy (!) osoby
          o zbliżonych poglądach! W dodatku innych niż moje."

          > ja bym zagazowala asika a nie jej psa.

          Wiesz, takie z kolei poglądy modne były za czasów Trzeciej Rzeszy. Sorki za
          mocne porównanie, ale żadne inne mi się nie nasuwa. W pewnym sensie masz rację,
          bliższa jestem asikowi czy nawet psince - żadna z nich nie mówiła o
          zagazowywaniu ludzi. Odrobinę zbyt robuchane emocje, krztynę (albo dwie)
          złośliwości - to łatwo wybaczyć (choć trudniej zrozumieć...). Natomiast takich
          poglądów, jakie zaprezentowałaś powyżej, nie usprawiedliwia ani nie tłumaczy
          nic.

          Grażka (we własnej osobie! wink)))
    • odalie ... 05.01.04, 23:38
      Ktoś kiedyś powiedział, że miłość do zwierząt uszlachetnia, powoduje, iż
      człowiek staje się lepszy.

      Do pewnej granicy.

      Po jej przekroczeniu, dzieje się akurat odwrotnie.

      (Byłbyż to Hłasko? Kto wie, kto wie smile ?)

      .........................

      W Nowym Roku życzę wszystkim umiejętnego stawiania sobie granic smile

      --
      Jestem świrnięta, jestem świrnięta smile)))))))))
    • haiku1 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 08.01.04, 19:46
      Trzy historyjki z cyklu "moje dziecko i pies"
      1. W parku : duży pies rzuca się na mojego 2,5 letniego syna,przewraca go,
      chwyta zębami za czapkę i wlecze po błocie. Reakcja właścicielki: on się tak z
      moimi wnukami bawi...
      2. Przed domem : wilczur opiera się łapami o ramiona mojego syna (5 lat) i liże
      go po buzi. Reakcja właścicielki: no uciekł z samochodu, młody jest jeszcze...
      3. Jakiś nieduży pies dobiegający do mojego biegnącego psa i chwytający go za
      nogawkę spodni. Reakcja właściciela: bo on się denerwuje, jak ktoś biegnie...
      Nigdy nie usłyszałam : przepraszam
      raczej - na moją grzeczną acz stanowczą prośbę o wzięcie psa na smycz - z pani
      to musi być zły człowiek, bo pani zwierząt nie lubi.
      a mój mąż - sam się na smyczę weż
      Piszę o tym bez emocji, bo to tylko malutki wycinek z jakości stosunków
      międzyludzkich w Polsce.
      Nie szanujemy się wzajemnie, a na jakąkolwiek uwagę reagujemy agresją.
      Niestety, nic się na to nie poradzi.
      • ligia76 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 10.01.04, 13:06
        haiku1 napisała:


        > 3. Jakiś nieduży pies dobiegający do mojego biegnącego psa i chwytający go za
        > nogawkę spodni. Reakcja właściciela: bo on się denerwuje, jak ktoś biegnie...

        Pies w spodniach ???????? A jaki krój ? wink
        Wiem że to pomyłka, ale śmieszna wink

        Pozdrowionka
        Ligia


        Jeśli fakty świadczą przeciwko mnie, tym gorzej dla faktów.
      • asik69 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 10.01.04, 15:26
        haiku1 napisała:

        > 2. Przed domem : wilczur opiera się łapami o ramiona mojego syna (5 lat) i
        liże
        >
        > go po buzi. Reakcja właścicielki: no uciekł z samochodu, młody jest jeszcze...

        To prawdziwy dramat! Szczeniak polizał (spore już!) dziecko! Ja bym wezwała
        FBI! Natychmiast!!!
        • chalsia Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 10.01.04, 15:30
          Asik,
          A jesli dziecko (akurat nie to ,bo samo ma psy) BOI się psów, to co ??? Uważasz
          to za OK zachowanie ze strony właścicielki.

          To dla mnie identyczna sytuacja jak by mnie napadł na ulicy z nienacka jakiś
          facet i klepnął w tyłek. Ja sobie po prostu tego nie życzę i JUŻ i oczekuję
          poszanowania moich praw. I czemu nie miałabym wezwać policji ?

          Pozdrówko,
          Chalsia
        • lola211 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 10.01.04, 22:04
          > To prawdziwy dramat! Szczeniak polizał (spore już!) dziecko! Ja bym wezwała
          > FBI! Natychmiast!!!


          Tak sie składa, ze dla niektorych osób lizanie po twarzy psim ozorem jest
          obrzydliwe- pies wczesniej wtykał nos w rózne swinstwa, poza tym pieski lubią
          lizac swoje genitalia- a potem tym samym jezorem twarz dziecka.
          Tobie jak widac sprawia przyjemnosc całowanie sie z psem, gratuluje.Są takze
          osoby, które wspólnie z psem liza lody, nic nie jest w stanie mnie zadziwic.

    • marsvolta Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 10.01.04, 23:27
      Nie wiem o co tu chodzi, chyba miałyśmy wyrazić swoją opinię a nie kłócić
      się...czy te kłótnie trwają od miesiąca? Mi osobiście nie przeszkadzają żadne
      psy puszczone luzem przy moim dziecku, nie jest powodem tego bezmyślność czy
      naiwność- sama zostałam pogryziona w wieku 7 lat przez psa z którym się
      wychowywałam. Doświadczenie nauczyło mnie jednak że im mniej uprzedzam swoją
      córkę do czegokolwiek tym ona jest mniej lękliwa, bardziej otwarta i
      zadowolona. Ostatnio byłam świadkiem takiego zajścia w parku: Kobieta szła z
      dzieckiem w spacerówce, podszedł do nich kundel, a kobieta zaczęła krzyczeć
      potwornie na cały park do właściciela żeby zabrał psa, itd.,wpadła w furię,
      darła się i darła, było to super nie przyjemne. W konsekwencji jej dziecko
      zaczęło płakać i tak to się skończyło. A na koniec chciałam zadać pytanie: Jak
      myślicie, co wyrośnie z dzieci których matki najchętniej zagazowały by psy i
      powystrzelały ich właścicieli?
          • grazynka13 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 11.01.04, 14:57
            cz.wrona napisała:

            > Może tę wymianę zdań podsumujemy tak:
            > 1. lubimy (niektóre bardzo- np. ja) psy,
            > 2. każdy ma prawo wyrażać własną opinię,
            > 3. podejście do psów mam i ich dzieci jest różne i może to nam się tylko
            > podobać lub nie...
            A ja bym dodała jeszcze punkt czwarty:
            4. ... ale staramy się tolerować tę odmienność, schodzić sobie uprzejmie z
            drogi i nie atakować myślących inaczej.
      • grazynka13 Re: dziecko + pies (obcy!) - jak reagujecie? 11.01.04, 14:53
        marsvolta napisała:

        > Doświadczenie nauczyło mnie jednak że im mniej uprzedzam swoją
        > córkę do czegokolwiek tym ona jest mniej lękliwa, bardziej otwarta i
        > zadowolona.

        Pewnie, że tak! Ogromny strach, jaki maluchy odczuwają przed psami, to często
        (choć oczywiście nie zawsze) wina rodziców. Bo to oni swoje własne lęki wpajają
        dziecku.
        A przecież można tu znaleźć złoty środek. Psy bywają agresywne i dziecko musi o
        tym wiedzieć, dla własnego bezpieczeństwa. Ale nie demonizujmy! Psia agresja to
        patologia, często w ten czy inny sposób zawiniona przez ludzi.

        Ostatnio byłam świadkiem takiego zajścia w parku: Kobieta szła z
        > dzieckiem w spacerówce, podszedł do nich kundel, a kobieta zaczęła krzyczeć
        > potwornie na cały park do właściciela żeby zabrał psa, itd.,wpadła w furię,
        > darła się i darła, było to super nie przyjemne. W konsekwencji jej dziecko
        > zaczęło płakać i tak to się skończyło.

        I ja często obserwuję takie reakcje. Oczywiście, że pies szarpiący malucha za
        nogawkę (czy powalajający go na ziemię), choćby najweselszy szczeniak, to nic
        przyjemnego. Podobnie jak wiele innych opisanych tu sytuacji. Ale ludzie często
        reagują histerycznie na sam widok psa, nawet na samą myśl o nim...

        A na koniec chciałam zadać pytanie: Jak
        > myślicie, co wyrośnie z dzieci których matki najchętniej zagazowały by psy i
        > powystrzelały ich właścicieli?

        No właśnie. Ja zakładam oczywiście, że od słów do czynów jeszcze bardzo daleko,
        ale jak takie słowa modelują psychikę dziecka...

        Marsvolta, dziękuję, w końcu jakiś rozsądny głos i - co moim zdaniem jest
        bardzo istotne - w pokojowym tonie. Bez obrażania innych, bez podtekstów.

        Serdeczności,
        Grażka

        PS
        Ale wiesz co? Ponieważ jesteś jedną z nielicznych osób, którym psy nie
        przeszkadzają, więc pewnie zaraz ktoś napisze, że asik, psinka, Ty i ja to
        jedna osoba pod wieloma nickami...
        • lola211 Re: 11.01.04, 15:14
          Grazynko, mialam juz nie pisac, bo temat wywałkowany w kazdą strone.
          Ale nie moge zgodzic sie z tym, co piszesz.
          Przesadzone histeryczne reakcje sa CZESTE? Nie wiem gdzie ty tak czesto
          spotykasz takich ludzi.Owszem, zdarza sie spotkac osobe przewrazliwioną, ale
          bez przesady- nie jest to zjawisko czesto wystepujace.Chyba ze za histerie
          uznamy jakikolwiek sprzeciw wobec obecnosci psów.
          Jestem była posiadaczka psa, miałam go 12 lat i doprawdy, z histeria spotkałam
          sie moze ze 2 razy.Często?
          A juz twój tekst, ze ludzie CZESTO reaguja na samą mysl o psie jest bardzo
          przesadzony.Skąd wiesz co ludzie mysla?
          • grazynka13 Re: 11.01.04, 15:22
            lola211 napisała:

            > Grazynko, mialam juz nie pisac, bo temat wywałkowany w kazdą strone.
            > Ale nie moge zgodzic sie z tym, co piszesz.
            >...
            > A juz twój tekst, ze ludzie CZESTO reaguja na samą mysl o psie jest bardzo
            > przesadzony.Skąd wiesz co ludzie mysla?

            Czytam Wasze posty.
            • chalsia Re: 11.01.04, 15:30
              No to trzeba mieć więcej niż bardzo wybujałą wyobrażnię by ocenić posty w tym
              watku jako histeryczne.
              Aczkolwiek niektórym nie było daleko do psiego ujadania.

              Pozdrawiam,
              Chalsia
            • grazynka13 Oto, z czym się pies może kojarzyć... 11.01.04, 15:57
              ...odchody zwierząt dosłownie wszedzie, na trawnikach, na chodnikach co krok to
              kupa, obrzydlistwo. Jak pies biega gdzie popadnie to i wali gdzie mu sie
              spodoba...

              ...pies r. dziabnął swoją właścicielkę w twarz .Obudził sie kiedy weszła do
              domu i nie wiadomo czemu rzucił na nią.Po bodaj trzech operacjach ma prawie
              twarz , ale nieruchomą niestety.Drugi przypadek : znajomy lesnik ze swoim psem
              r. przez las i pies rzucił sie na faceta na komarku .Chłop dwa metry i 120kg
              wagi nie był w stanie go odciągnąć i na miejscu zastrzelił podkreślam SWOJEGO
              psa.Ten z komarka szyty nogi , klatka piersiowa...


              ...w moim mieście był przykry wypadek - spory pies, biegający po trawniku pod
              okiem włascicielki, owszem - z kagańcem, wbiegł na małe dziecko ... i powalił
              na chodnik. A dziecko miało wstrząs mózgu (łepek gruchnął o płyty chodnikowe)...

              ...Ja bylam mala bylam dwa razy pogryziona przez psa. ...
              wlasciciel sie nie przyznal i musialam dostawac zastrzyki przeciw
              wsciekliznie. W brzuch, codziennie przez caly miesiac...

              ...Zbyt dużo właścicieli psów przeceniło
              swoją wiarę w dobroduszność,tresurę czy ułożenie własnego psa.Zbyt wielu
              rodziców musi teraz patrzeć na swoje okaleczone lub martwe dzieci...

              Teraz już rozumiesz, Lolo211? Autorka ostatniej z cytowanych wypowiedzi nie
              jest pewnie jedyną, u której działa błyskawiczne skojarzenie: pies - martwe
              dzieci. Mozna dyskutować, co to znaczy "często", ale że się zdarza - powyżej
              masz tego dowód. Czarno na białym. Wybrałam tylko kilka wypowiedzi, nie
              czytałam całości od deski do deski. Ale i w innych wypowiedziach przebija taki
              ton.
              G.
                • lola211 Re: Oto, z czym się pies może kojarzyć... 11.01.04, 16:32
                  Nie bardzo rozumiem jak mozna na podstawie tego co pisze sie na forum
                  uogólniac i twierdzic ze jest to czeste zjawisko.Posty pisza osoby, które z
                  problemem sie zetkneły, te które nie mają z psami stycznosci, którym to nie
                  przeszkadza, nie wypowiadaja sie.Gdyby wyciagac takie wnioski ja ty, to
                  nalezałoby stwierdzic, ze np.wszystkie ciaze sa patologiczne- po przeczytaniu
                  wątku o problemach w ciazy- wypowiada sie ta, która ma cos na temat do
                  powiedzenia, kobieta która donosila "normalnie" ciaze raczej nie zamiesci
                  postu, bo nie ma doswiadczenia w temacie.
                  Faktem jest, ze przegiecia zdarzaja sie zarówno po stronie miłosników psów jak
                  i tych, którym obce zwierzeta przeszkadzaja.Przegieciem jest takze próba
                  udowodnienia, ze przeciwnicy swobodnego, nieskrepowanego smycza łazenia psów
                  sa histerykami, zachowujacymi sie nieadekwatnie do sytuacji.
                  Jestem przekonana, ze wiekszosc ludzi, mimo ze razi ich zachowanie psów i ich
                  włascicieli, zaciska zeby i nie reaguje na robienie kupy na chodniku przez
                  psa, prowadzenie go luzem, ujadanie.


              • odalie nie tak 11.01.04, 18:23
                Grażynko, czuję się wywołana do odpowiedzi, ponieważ zacytowałaś fragment
                jednek z moich postów.

                O właśnie ten:

                > ...w moim mieście był przykry wypadek - spory pies, biegający po trawniku pod
                > okiem włascicielki, owszem - z kagańcem, wbiegł na małe dziecko ... i powalił
                > na chodnik. A dziecko miało wstrząs mózgu (łepek gruchnął o płyty
                chodnikowe)..


                Grażynko, wyrwałaś ten fragment z kontekstu i nadajesz mu znaczenia, których ja
                nie implikowałam!

                Nie chodziło mi o jakieś mgliste, podświadome skojarzenia, tylko o logiczny
                argument.

                Owszem, taki przypadek zdarzył się w moim mieście i ja podałam go jako argument
                za tym, że właściciele psów powinni być w każdych okolicznościach
                odpowiedzialni za swoje zwierzę.

                Opiekunowie dzieci owszem powini dbać, aby dziecko nie prowokowało i nie
                drażniło zwierzęcia, ale to na barkach opiekuna psa spoczywa - może i niestety -
                cały ciężar odpowiedzialności za zachowanie psa i skutki tego zachowania.

                Właścicielka zwierzęcia w przytoczonym przypadku nie dość, że nie trzymała psa
                na smyczy, to na dodatek całkowicie wyparła się jakiejkolwiek odpowiedzialności
                za zajście - nie udzieliła pomocy, po prostu uciekła. I właśnie to jest tak
                bardzo niesprawiedliwe i takie przykre.

                Pies nie jest odpowiedzialny za to, co się stało - to jest jedynie zwierzę, ale
                jego pani - jak najbardziej. I według mnie powinna 1. tak kontrolować psa, aby
                nie doszło do wypadku, 2. jeśli nie wyszło, stało się coś nieprzywidywalnego -
                wziąć odpowiedzialność za zdarzenie.

                Moim zdaniem jednak łatwiej i pewniej jest stosowac się do punkt 1. czyli
                zapobiegać, kontrolując psa. Czyli między innymi stosować się do przepisów i
                trzymać w miejscach publicznych psa (zwłaszcza sporych rozmiarów i bez kagańca)
                na smyczy.

                .................

                Tak jak autorka pierwszego postu opisała przypadek skrajny (wygrażające baby),
                tak ja i inne mamy opisałyśmy skrajne przypadki skutków nonszalancji
                właścicieli psów. Ot, retoryka - ale chyba nam wolno?

                ...............

                Jeśli chodzi o inne przypadki i przykłady - nie mogę się wypowiadać za inne
                dziewczyny, ale od siebie powiem - problem z psami leży w tym, że choćby
                człowiek bardzo nawet chciał nie wchodzić im w drogę (jak sugerowała Psinka w
                jednym z postów) to i tak się nie da. Nie da się nie zauważyć śladów moczu na
                śniegu, po którym akurat wypada droga saneczek z dzieckiem, nie da się uniknąć
                biegających luzem zwierzaków w parkach i te de.

                Stąd nasze usilne - i bezsilne - prośby do właścicieli psów - nie narzucajcie
                nam Waszych preferencji na siłę. W zaciszu swojego domu, ogrodu, na odludziu -
                róbta co chceta ze swoim zwierzakiem (oczywiście, nie krzywdząc go), ale nie
                zmuszajcie ogółu do entuzjastycznego podzielania Waszych fascynacji.

                Powinno wystarczyć po prostu "nie" - np. "nie chcę, aby ten pies lizał mnie po
                nogach" - i tyle, bez tłumaczeń, bez udowadniania że się nie jest wielbłądem i
                że wcale nie nienawidzi się zwierząt albo nie cierpią na OCD smile.

                Powinno wystarczyć grzeczne "nie" - a właściwie nawet i bez tego "nie".

                Ja i tak jestem zaskoczona niezwykle pozytywnie wypowiedziami sporej liczby
                osób, właścicielek (byłych czy obecnych) psów - bardzo odpowiedzialnymi
                wypowiedziami, które rozumieją, że tak powinno być.

                .................

                Ja się psów nie boję. Dziecku tłumaczę, jak psa nie drażnić, nie zaczepiać, ale
                bynajmniej nie przekazuje córeczce jakiejś obawy czy lęków. Nota benka mamy
                kilkoro znajomych z psami, lubimy te zwierzaki i moje dziecko też lubi je
                obserwować i bawić się z nimi.

                Ja się psów nie boję i nie mam wyłącznie złych skojarzeń z tymi zwierzętami.

                Tylko marzy mi się taki park, w którym moja młoda mogłaby pobiec sobie
                bezpiecznie alejką, machając znalezionym patykiem, nie brudząc butów...

                Marzą mi się psie toalety i wyodrębnione dla psów łączki-wybiegi, straż miejska
                kasująca mandaty za niesprzątanie po psie lub brak kagańca, wyższy podatek za
                psa-reproduktora i bardzo duże zniżki w podatku dla psów ubezpłodnionych,
                powszechny system oznaczania psów i te de.

                --
                Jestem świrnięta, jestem świrnięta smile)))))))))
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka