Dodaj do ulubionych

Zwolnienie ze szczepienia

23.05.06, 18:08
Witamy!

Zwracamy się z pytaniem do rodziców doświadczonych w batalii o zwolnienie ze
szczepienia/szczepień. Jest ku temu wyraźna podstawa, natomiast lekarz który
chciałby naszego syna zwolnić ze szczepienia DTP nie posiada uprawnień
umożliwiających takie zwolnienie. W związku z tym chcielibyśmy się upewnić:
Czy dziecko u którego wystąpił odczyn poszczepienny może zostać zwolnione ze
szczepienia tylko na podstawie opinii neurologa potwierdzonej na piśmie?

Po drugie (i chyba najważniejsze smile

Jeśli u Was znalazł się lekarz, który odważył się zwolnić dziecko ze
szczepienia, czy moglbyśmy poprosić o kontakt na priva?

Będziemy wdzięczni za Wasz odzew.

Pozdrawiamy,
Agnieszka, Mateuszek i Robert
Edytor zaawansowany
  • mami7 23.05.06, 19:07
    Sporo było o szczepieniach oststnio. Zobacz w wątku bodajże, odra-świnka-różyczka.
    O ile dobrze kojarzę, jeśli Ty jako rodzic nie wyrażasz zgody na szczepienie
    podpisujesz stosowne oświadczenie, które "chroni" od odpowiedzialności przychodnię.
  • mamma3 24.05.06, 10:43
    Dziękuję za poradę, jednakże u mego syna są poważne podstawy do zwolnienia go
    ze szczepienia przeciw krztuścowi. Lekarka z punktu Konsultacyjnego Szczepień
    stwierdziła iż jedynym sposobem jest uzyskanie zwolnienia od lekarza neurologa.
    Pisanie oświadczenia jest sposobem nieformalnym i czasami niehonorowanym przez
    Sanepid. Zależy od województwa. Niestety w Łodzi nie znam na razie na tyle
    odważnego neurologa. Może któraś z mam ma jakieś namiary. Niekoniecznie z
    Łodzi.
  • krtek7 24.05.06, 18:58
    Witam,
    Ja mam podobny problem, więc dobrze by było gdybyśmy były w kontakcie. Wkrótce
    napiszę więcej, na razie my też zostaliśmy wysłani do neurologa po
    zaświadczenie, żeby w przychodni mieli spokój NA JAKIŚ CZAS, bo to jest
    odroczenie nie zwolnienie - tak radziłabym Wam rozmawiać z lekarzem
    neurologiem. Ponadto przedstawcie mu objawy po oststnim szczepieniu, nie
    zapominając o niczym - to ważne. Powiedzcie że jeśli nie widzi przeciwwskazań
    do szczepienia to czy gotów jest wystawić zaświadczenie że jego zdaniem dziecko
    może być szczepione i (to ostateczność): czy w razie powikłań po kolejnej
    dawce jest gotów wypłacic Wam odszkodowanie uncertain

    Proszę pamiętać; prosić lekarza o odroczenie, nie o zwolnienie.

    Polecam forum HOMEOPATIA - tam jest bardzo dużo o zwolnieniach i odroczeniach.
  • mamaoliwiik 24.05.06, 15:37
    Jedynym sposobem zwolnienia ze szczepienia jest zaświadczenie od neurologa, a z
    tym nie jest łatwo. Moja Oliwia ma prawdopodobnie nadwrażliwośc na składniki
    szczepionki(drgawki bez gorączki po szczepieniu).Alergolog wystawił
    zaświadczenie, że dziecko nie może być szczepione, ale to za mało, musi po
    potwirrdzić neurolog, a on jest innego zdania.Właśnie planuję prywatną wizytę u
    neurologa, może ona coś nowego wniesie.Jak to się skończy dam wam znać.
  • agawa5 25.05.06, 08:44
    Zgodnie z karta praw pacjenta, masz prawo odmówic świadzcen medycznych i
    leczenia. Nikt nie moze Ci do nich zmusic. Takie jest prawo, a poniewaz Ty
    reprezentujesz własne dziecko - ikt nie moze go zaszczepic bez Twojej zgody.
    żaden lekarz z uprawnieiami jest niepotrzebny.
  • mruwa9 25.05.06, 09:34
    Pani prof. Ewa Bernatowska z Centrum Zdrowia Dziecka jest wielkim autorytetem w
    dziedzinie szczepien. Nie wiem i nie sadze, zeby prowadzila prywatna praktyke,
    ale jesli jestes z Warszawy warto poszukac lekarza w okolicach CZD (Klinika
    Immunologii).
    Z tym niezgadzaniem sie na obowiazkowe szzepienia nie jest tak latwo,
    przynajmniej teoretycznie. Jesli sa to szczepienia obowiazkowe, a rodzic
    odmawia zgody bez medycznego uzasadnienia, to teoretycznie mozna zaszczepic
    dzecko nawet z pomoca nakazu sadowego. Oczywiscie praktyka jest inna.
    Jesli problem lezy w skladniku krztuscowym, mozna ostroznie rozwazyc
    szczepionke acelularna (infanrix bodajze), lub zamiast DiTePer podac sama
    szczepionke DiTe, bez skladnika krztuscowego, w normalnym terminie szczepienia.
    Kontaktowalas sie z neurologiem? W przypadku mojego dziecka wystarczyl wpis
    neurologa w ksiazeczce zdrowia dziecka, czy mozna szczepic, czy nie.
  • agawa5 25.05.06, 12:21
    Nakaz sądowy? a kto mnie zmusi do szczepienia? To moje dziecko i ja decyduje.
    niech mi udowodnia 100% skuteczność szczepienia i 0% powikłan nawet w odległym
    okresie kilkudziesieciu lat to zaszczepie.
  • mruwa9 25.05.06, 15:54
    Jesli rodzic swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem, lub zachowaniem wynikajacym
    np. z przekonan religijnych, sprowadza na dziecko zagrozenie zycia czy zdrowia,
    jak to jest np. w przypadku swiadkow Jehowy, istnieja dyzury sedziow sadu
    rodzinnego, ktorzy na czas leczenia moga ograniczyc prawa rodzicielskie, aby
    moc przeprowadzic konieczne zabiegi. W przypadku szczepien nikt sobie tym
    najczesciej nie zawraca glowy, jesli nie ma wskazan zyciowych, dla ratowania
    zycia, ale taka mozliwosc istnieje. Dziecko nie jest Twoja wlasnoscia, jest
    podmiotem, wiec nie mozesz sobie z nim robic, co Ci sie podoba. W medycynie
    nikt Ci nigdy nie da 100% gwarancji skutecznosci i bezpieczenstwa. Ale obecna
    wiedza wykazuje, ze szczepienia sa waznym i skutecznym sposobem walki z
    groznymi chorobami, a niezaszczepienie dziecka bez medycznego uzasadnienia moze
    przyniesc wiecej zagrozen dla zdrowia i zycia dziecka, niz szczepienie. Zdrowia
    zycze.
  • 5_monika 26.05.06, 08:42
    no właśnie dziecko jest własnością matki i jak będzie chciała i będzie
    zdeterminowana, to nie ma szans, nikt go nie zaszczepi.
  • mruwa9 26.05.06, 10:07
    dziecko jest wlasnoscia matki, i jesli matka bedzie chciala, sprzeda je na
    Allegro, jak sie znudzi, albo zakisi w beczce sad
    Dziecko nie jest niczyja wlasnoscia. Rodzice sa opiekunami dziecka, a nie jego
    wlascicielami.
  • 5_monika 26.05.06, 13:46
    właśnie moje ma tyle lat,że musi mieć pisemną zgodę rodzica na szczepienie,
    czeka tężec i właśnie nie wyraże zgody, tak jak nie wyraziłam na zebranie
    wywiadu alergologicznego "wolność oddechu" a wtedy dziecko miało kaszel
    trwający b.długo i teraz pewnie brałby jakieś sterdy.
  • mruwa9 26.05.06, 14:00
    Akurat z tezcem to nie radze. Laseczki tezca naprawde wystepuja powszechnie, a
    jest to naprawde grozna i smiertelna choroba. W razie chociazby urazu na boisku
    szkolnym, na wycieczce czy- nie daj, Boze - w wypadku komunikacyjnym, rutynowo
    oprocz szczepionki osobom nieodpornym podaje sie surowice przeciwtezcowa. A
    podanie surowicy wiaze sie ze znacznie powazniejszymi powiklaniami (poszukaj
    sobie informacji o chorobie posurowiczej). Krztusiec i polio moga nas w zyciu
    ominac, natomiast trudno przezyc zycie bez skaleczenia zwiazanego z
    zanieczyszczeniem np. ziemia, zwlaszcza w wieku dzieciecym.
  • soprana 26.05.06, 14:17
    surowice przeciwtezcowa podadzą i tak bez wzgledu na odpornośc czy jej brak.
    Nie widzialam aby ktos po urazie dostawal najpierw skierowanie do laboratorium
    na oznaczenie poziomu przeciwciał tężcowych. I po co szczepic?
  • mruwa9 26.05.06, 15:10
    Nieprawda. Zalezy od czasu, jaki minal od ostatniego szczepienia (pelnego cyklu
    szczepienia): nie podaje sie nic, lub podaje sie szczepionke , lub podaje sie
    surowice+szczepionke. Nie oznacza sie przeciwcial, sprawdza tylko w ksiazeczce
    zdrowia czy w innej dokumentacji szczepienia (szczepienie musi byc
    udokumentowane). W Polsce wszystkie dzieci w zasadzie sa szczepione, wiec
    uznaje sie je za odporne. W przeciwienstwie do doroslych, poczawszy od ok.25
    roku zycia (w ostatniej klasie szkoly ostatni raz szczepi sie mlodziez przeciw
    tezcowi), ktorzy po urazie musza byc objeci profilaktyka przeciwtezcowa.
    Aha, na tezec zapada sie po kilku tygodniach od skaleczenia, czesto juz
    czlowiek o skaleczeniu zapomnial, gdy pojawia sie choroba. Umiera sie w pelnej
    swiadomosci i w niemoznosci kontaktu z otoczeniem ( paraliz miesni, zarowno
    ruchowych, jak i tych, dzieki ktorym mowimy. Paraliz miesni oddechowych =
    smierc).
  • soprana 26.05.06, 20:17
    powiedz mi ile osób w ostatnich latach zmarlo na tezec?
  • mruwa9 26.05.06, 22:07
    www.pzh.gov.pl/epimeld/2004/Ch_2004.pdf
    Co roku zapada na tezec ok. 30 osob, praktycznie wylacznie osoby nieszczepione.
    Polowa z tej grupy ginie.
  • agawa5 30.05.06, 13:03
    dzieki za link - ciekawe informacje.
    Niestety nigdzie nie jest napisane ze choruja osoby nieszczepione a juz
    zupełnie brak informacji na temat śmiertelnosci chorych.
  • mruwa9 31.05.06, 13:44
    www.mass.gov/dph/cdc/gsrman/tetanus.pdf
    PO angielsku. Nie potrafie skopiowac fragmentu, ale w akapicie B napisano:
    smiertelnosc wynosi od 10 do 90%, jest najwieksza u niemowlat, i zalezy od
    okresu inkubacji. Przechorowanie tezca nie daje odpornosci i jesli pacjent
    przezyje chorobe wskazane jest zaszczepienie pelna seria szczepionki (3 dawki).
  • agawa5 31.05.06, 15:30
    w tym polskim zestawieniu bylo podane 25 przypadków zachorowan w ciągu roku.
    Nic o śmiertelnym zakonczeniem. Mysle ze jesli dba sie o higiene rany, do teżca
    nie dochodzi. To jest wazniejsze niz szczepienia.
  • mruwa9 31.05.06, 16:12
    25 przypadkow bierze sie z powszechnosci szczepien, zwlaszcza wsrod dzieci i
    mlodziezy. Ostatnie szczepienie przypada na ostatnia klase szkoly (18-19 lat),
    dodajac do tego 10 lat odpornosci po szczepieniu, , mozna uznac wszystkie osoby
    ponizej 30 roku zycia za odporne. w Polsce choruja przede wszystkim osoby
    starsze, nieszczepione lub szczepione dawno. Poza tym wszystkie osoby po
    urazach zwiazanych z zanieczyszczeniem rany sa objete - OPROCZ toalety rany-
    profilaktyka (szczepienie, surowica). U dzieci zwykle tego sie nie robi, bo
    zaklada sie, ze wszystkie dzieci byly szczepione. Laseczki tezca, jako
    beztlenowce, potrafia tkwic gleboko w ranie i byc odporne na zwykle zabiegi
    higieniczne. Tak naprawde w ich unicestwieniu pomaga np. komora hiperbaryczna
    (kilka w Polsce? nie wiem, ile, ale sa to pojedyncze sztuki, wiec dostep do
    nich jest bardzo ograniczony). Choroba pojawia sie zwykle juz po wygojeniu rany
    i jej przebieg, zwlaszcza na poczatku, jest bardzo nieswoisty i nijak nie
    kojarzy sie ze zranieniem, dawno wygojonym, co zwykle opoznia rozpoznanie i
    leczenie. Nie zapomnij wspomniec lekarzowi, ze Twoje dziecko jest
    nieszczepione, jesli wywroci sie na rowerze czy skaleczy jakims patykiem.
    Glupio stracic dziecko przez wlasna nieodpowiedzialnosc i specyficzne (to taki
    eufemizm) poglady, niezgodne ze wspolczesna wiedza i nauka.
  • krtek7 01.06.06, 01:35
    Ja się tutaj powtarzam, ale: która z Was doszczepiała się p/tężcowi w ciągu
    ostatnich 5 lat? Jeżeli jest to poważny problem w naszym kraju to dlaczego
    lekarze nie przypominają o doszczepianiu??

    Ponieważ nie jest to aż tak "powszechna" choroba. Chociaż, oczywiście,
    b.groźna.
  • krtek7 01.06.06, 09:56
    Ale się czepiacie sad

    Monice chodziło przecież o to że dzieci są nasze- rodziców, a nie np. lekarzy.
    Dlatego użyła wyrażenia "własność".

    Moje dzieci są MOJE i to ja decyduję ostatecznie w ich imieniu!!!

  • soprana 26.05.06, 10:14
    skąd Ty wytrzasnęłas te rewelacje? A gdzie prawo wolnosci wyboru i jak to sie
    ma do karty praw pacjenta .
  • mruwa9 26.05.06, 10:23
    Dorosly ma prawo sie nie leczyc. W przypadku nieletnich i niepelnosprawnych
    intelektualnie, ktorzy nie sa w stanie sami swiadomie podjac dezyzji o leczeniu
    lub zaniechaniu leczenia, decyzje podejmuje opiekun prawny. Ale w przypadku,
    gdy zaniechanie leczenia (nie dotyczy stanow teminalnych) sprowadza na dziecko
    zagrozenie zycia i zdrowia, istnieje prawna mozliwosc ograniczenia praw
    rodzicielskich, aby decyzje o leczeniu mogl podjac np.sad rodzinny. Poszukam
    aktu prawnego o tym mowiacego.
  • soprana 26.05.06, 11:07
    A gdy leczenie sprowadza na dziecko wieksze zagrożenie niz kozysci to co?
    zauwaz ze nie wszystkie długoterminowe powikłania poszczepienne sa jeszcze
    odkryte i nie mozna jednoznacznie stwierdzic ze szczepienie jest bezpieczne tak
    samo jak trudno jest udowodnic skutecznosc szczepienia. Jak wobec tego
    obiektywnie okreslic co jest wiekszym zagrożeniem? Pokaz mi osobe która mi
    udowodni ze nie ma szans na powikłania. Mysle ze sa o wiele wieksze niz ryzyko
    choroby która nigdy nie przebiega z komplikacjami jesli jakis matoł nie leczy
    jej antybiotykami.
  • july64 28.06.06, 16:48
    Jeśli chodzi o temat Swiadków Jehowy i ich zdania na temat przetaczania krwii
    to nie porównujcie tego do niepodawania szczepionek! To tak jakby przeziębienie
    porównywać do grypy prawdziwej albo zapalenia płuc, co gorsze.
    W dzisiejszych czasach operacje, nawet te najtrudniejsze, na wcześniakach, z
    wadami serca na przykład, robione sa bez krwii. Przykład? Proszę bardzo - znam
    kilka takich dzieci operowanych w Katowicach na Ligocie na kardiochirurgii bez
    żadnej kropli krwii. Także proszę bez porównań i sądów (wyroków ograniczających
    władze rodzicielską na czas leczenia nie ma już w Polsce od kilku dobrych lat),
    bo te czasy się dawno skończyły Proszę Państwa.
  • anmala 26.05.06, 12:31
    Prof. Bernatowska przyjmuje w Lecznicy Alfa- Ordynacka. Wizyta ok 120 zł.
    --
    Moje dzieciaczki
  • soprana 26.05.06, 10:18
    A jak duze jest dziecko? jesli ma skonczone 6 lat musisz wyrazic pisemną zgode
    na szczepienie. Takie jest rozporządzenie dot. szczepien.
  • strega2 26.05.06, 11:12
    dokładnie zgadzam się z Tobą mruwa9. Kto to wymyślił że dziecko jest własnością?! Na własnosc mozna miec np samochód. A dziecko dorosnie i pujdzie z domu w swiat, załozy swoją rodzine. Przyznam ze stwierdzenie " dziecko jest moją własnoscią" brzmi ochydnie i tak przedniotowo. Jesli naprawde było by tak,to mozna by je przedac i zabic i wszystko z nim zrobic.
    Rozumie ze naszej kolezance chodziło o to ze ona jest rodzicem i powinna miec, ma, będzie miec- wpływ na to co sie dzieje z jej dzieckiem a znie z jej własnoscią.

    A moze w dowodzie osobistym zmienimy wpis z " imoina rodziców" na "imiona właścicieli" ......

    Wiem ze czepiam sie słówka, ale obok "własciciela " nie da sie spokojnie dalej czytac

    --
    www.strega2.bobasy.pl
  • mamma3 26.05.06, 11:30
    Dzięki za odzew. Mały ma 1,5 roku. Na krztusiec był szczepiony gdy miał 8
    tygodni. Szczepiony był od razu Infanrix DTPa. Dostał po niej wysokiej
    gorączki, miał tzw,. cienki pisk (nie do ukojenia-musieliśmy go nosić 6 godzin
    na zmianę z mężem)później robił się bezwładny i nie chciał w ogóle jeść. Nie
    chcę tego znowu przechodzić. Od ponad półtora roku razem z lekarzem z punktu
    szczepień zwlekamy z szczepieniem na krztusiec. Byłam już u neurologa prywatnie
    ale ten mi powiedział, że gwarancji że nic mu się nie stanie nikt mi nie da a
    ona ponieważ nie ma żadnych neurologicznych powikłań po poprzednim szczepieniu
    zaświadczenia mi nie da. Skandal. Jak dostanie padaczki lub coś w tym stylu to
    dopiero wtedy go zwolni. Bez komentarza. Nie chcę go szczepić na krztusiec,
    pojadę na koniec Polski, żeby mu go ktoś odroczył.
  • fala9 26.05.06, 12:26
    jak to nie ma powikłan neurologicznych po szczepieniu. A te kłopoty co
    mieliscie to co to było? co za kretyni Ci lekarze. Brak słów. Nie szczep
    dziecka, zrobisz mu krzywde ogromną a nic tym nie zyska. Mało jest
    prawdopodobne aby załapał krztusiec.
  • fala9 26.05.06, 12:27
    ja planuje wypisac sie z przychodni. I tak lecze dziecko prywatnie. NIkt mnie
    przynajmniej nie bedzie scigal ze szczepieniami.
  • ewikami25 27.05.06, 08:47
    ja nie miałam problemu z "nieszczepieniem " dziecka : zaliczyła tylko
    szczepienia w szpitalu i te obowiązkowe po 6 tygodniu życia -póżniej przez 1,5
    roku -zero szczepień ,a następnie w terminach i ilości dawek określonej przez
    prywatnego pediatrę( po badaniach przeciwciał)tylko te wg niego niezbędne
    (krztusiec nie).w przychodni mnie straszyli ,uświadamiali ,patrzyli jak na
    kosmitę ,ale dziecko ma już 4,5 roku ,a nikt nas jeszcze nie ściga .nie nosiłam
    żadnych zaświadczeń ,kłamałam jak mnie wzywali : dziecko miało w nocy
    temperaturę ,miało duszności itp. wy naprawdę macie jakieś poważne
    nieprzyjemności ,dlatego ,że nie chcecie szczepić ,czy chcecie być takie
    porządne i mieć wszystko formalnie uporządkowane?
  • krtek7 01.06.06, 01:43
    Dziecko nie jest własnością ani matki/ojca ani społeczeństwa ani tym bardziej
    lekarzy. Ale to rodzice są jego opiekunami i oni dbają o niego. Jeśli mają
    obawy co do szczepienia to powinno być to brane pod uwagę przede wszystkim. A
    nie to żeby pani w przychodni/Sanepidzie miała porządek w papierach!

    Może lekarze powinni zacząć podpisywać dokumenty gwarantujące odszkodowanie w
    przypadku powikłań po szczepieniu do którego są nakłaniani rodzice?

    Dziękuję Wam za informacje o tężcu, rozważam zaszczepienie moich dzieci 3 i 5
    lat ale jeszcze nie wiem na 100% bo się boję tej szczepionki sad
  • mruwa9 01.06.06, 06:17
    Jesli dzieci sa objete szczepieniami zgodnie z kalendarzem szczepien (
    szczepionki DTP, DT), na wlasna reke nie musisz nic robic, zadnego
    doszczepiania szczepionka przeciwtezcowa (dzieci otrzymuja je systematycznie,
    az do ukonczenia szkoly, czyli sa odporne co najmniej do 25-30.roku zycia).
    Jesli sama chcesz sie zaszczepic- nic trudnego- prosisz lekarza o recepte i
    kupujesz w aptece. Sama szczepionka jest tania jak barszcz, doszczepialam sie
    jakies 5 lat temu, i wowczas za 3 dawki placilam jakies...2.5 zl, wiec
    podejrzewam, ze teraz szczepionka nie bedzie kosztowac wiecej, niz 4-5 zlotych.
    Jesli od ostatniego szczepienia minelo ponad 10 lat, warto powtorzyc cala serie
    w schemacie 0-1-6 miesiecy. Przeciwcial sie nie oznacza przed szczepieniem, bo
    badanie wychodzi drozej, niz szczepionka.
  • krtek7 01.06.06, 09:52
    Ja nie szczepię dzieci od 2 lat ponieważ miały odczyny poszczepienne. Dlatego
    kategorycznie odmawiam szczepienia DiPerTe, inne szczepionki "bezkrztuscowe"
    też nie wchodzą w grę bo nikt nie wie na co moje dziecko (szczególnie jedno)
    tak gwałtownie zareagowało.
    I dlatego też waham się czy w ogóle zaszczepić (wyłącznie) p/tężcowi. P/polio,
    odrze, śwince, różyczce też już nie będziemy doszczepiać, bo po MMR też były
    komplikacje.

    Ja nie będę doszczepiać siebie, bo nie rozbijam często kolan wink i nie pracuję w
    ziemi. A dzieci... jeszcze nie wiem, rozważam.

    Czy szczepiłaś się szczepionką prod polskiej (BIOMED Kraków)? Pamiętasz może?
  • mruwa9 01.06.06, 18:08
  • krtek7 02.06.06, 09:14
    A czy orientujecie się może czy są inne szczepionki p/tężcowi? Bo mój starszy
    syn dostał DTP właśnie polskiej produkcji (ale nie wiem czy Biomed) i po tym
    NIE czuł się dobrze. W internecie nie potrafię znaleźć innej szczepionki
    p/tężcowi niż tej Biomedu.
  • mruwa9 02.06.06, 09:32
    ale skad wiadomo, ze powiklanie spowodowane bylo skladnikiem tezcowym?
    najczesciej jednak daje reakcje skladnik krztuscowy, dlatego mozna zaszczepic
    np. szczepionka acelularna (skladnik krztuscowy acelularny, np. Infanrix), choc
    jest to odplatne, a jesli rzeczywiscie reakcja stanowi przeciwskazanie do
    szczepienia przeciw krztuscowi, mozna zamiast DTP podac np. DT.A jesli chodzi o
    reakcje na szczepionke przeciwtezcowa, to czesto jest to efekt alergii na
    bialko jaka, nie pamietam, czy kurzego, czy kaczego. Tak w ogole warto
    porozmawiac z rozsadnym lekarzem (rodzinnym lub pediatra), ktory ma z tym do
    czynienia na co dzien, zeby znalezc optymalne rozwiazanie (zwolnienie ze
    szczepienia lub znalezienie odpowiedniej,mozliwie bezpiecznej, szczepionki).
  • metaphysics 27.05.06, 14:17


    chcialabym dolaczyc do grona mam - przeciwniczek szczepien, niewazne czy z
    powodu powiklan poszczepiennych czy z innych, zyjemy w wolnym kraju, mamy
    dostep do informacji na temat szczepionek i mamy prawo decydowac o tym, czy
    zaszczepic nasze dziecko czy nie, nikt nie moze nas do tego zmusic, mam cicha
    nadzieje, ze wkrotce i w polsce, tak jak np. w niemczech, rodzice - przeciwnicy
    szczepien beda traktowani na rowni z tymi, ktorzy chca zaszczepic swoje dziecko
  • renste 31.05.06, 11:39
    Ja nie szcczepię córki od urodzenia.Dostała tylko 2 dawki tężca i 1 polio
    zabite.Niestety po tym polio miała powikłania-nie mogła chodzić przez
    miesiąc.Wyobrażacie sobie???4letnie dziecko.A lekarze milczeli na moje pytanie
    retoryczne w zasadzie,że to powikłanie.a ile stresu czy to aby nie polio!!!
    W końcu jednego ortopedę przycisnełam i wykrzyczał,że tak,że to
    powikłanie.Cholera,za własne składki!!!
    Od tamtej pory nikt mnie nie zmusi do szczepień.
    Zresztą zrobiłam taki raban w przychodni,że juz mnie nawet nie ścigają.
    Teraz mam małego synka,którego też nie szczepię.Dostał tylko 1 dawkę WZW-i
    niektrórzy twierdzą ,że to juz daje jakąś odporność.Krztuśca na 100% nie będę
    szczepić.Może tężca jak będzie starszy(ma 11 mies.).
    Na homeopatii była dyskusja jak sobie radzić ze ściganiem i ktoś napisał,żeby
    prosić lekarza o pisemne zaświadczenie,że dziecko nie będzie miało powikłań.
    A przecież nikt takiego nie wyda,bo powikłań jest mnóstwo,tylko nikt ich nie
    zgłasza lekarzowi,a ci nie wysyłają do sanepidu.Ale popytajcie znajomych,zawsze
    coś się znajdzie.Przynajmniej u moich sad.

    --
    img144.imageshack.us/img144/1271/slicznybuilbi9tp.jpg
    img144.imageshack.us/img144/572/julka1maj20062ba.jpg
  • mami7 31.05.06, 23:15
    Reasumując, jesteście za odejsciem od szczepień? Ale masowym, bo nie jest wyjściem nie szczepienie wybrańców, no bo skoro szczepią się inni...
  • mamma3 02.06.06, 10:59
    Mnie pani neurolog napisała iż "pomimi grożących powikłań poszczepiennych
    proponuję kontynuować szczepienia". Myślę, że tu komentarz jest niepotrzebny.
    Na razie w poradni szczepień mamy strajk. Umówiłam się na wizytę do innego
    neurologa. Państwowo będę pewnie czekała do grudnia. Ale dla nas to lepiej.
    Dodam, że w poradni szczepień pani doktor całkowicie się ze mną zgadza ale
    ścigają mnie z poradni pediatrycznej małego.
    Na podsumowanie całej dyskusji powiem iż mały na razie nie ma żadnych zaburzeń
    neurologicznych ale jest alergikiem (skaza białkowa i alergiczne zap. spojówek-
    całą wiosnę z tym walczymy) oraz ma podejrzenie nietolerancji laktozy. Czy
    alergia od tego feralnego szczepieni? Na to pytanie nikt mi nie udzieli
    odpowiedzi.
    Cieszy mnie jednak coraz większa świadomość mam na forum. Ja niestety jej nie
    posiadałam przed szczepieniem i ostatnio pewien pediatra z innej miejscowości
    spytał się mojej mamy "po co w ogóle my go szczepiliśmy na krztusiec?" Bo oni w
    swoje przychodni szczepią tylko na błonicę i tężec.
    Poza tym jak można pisać o obowiązku szczepień skoro Ministerstwo Zdrowia
    szczepi takie maleństwa groźnymi dla życia szczepionkami. My mieliśmy trochę
    więcej "szczęścia" i kasy. Co by było gdybyśmy małego zaszczepili standardowymi
    szczepionkami? Nawet nie chcę o tym myśleć. Dzięki za odzew. Pozdrawiam.
  • mruwa9 02.06.06, 11:09
    Czy piszac "wieksza swiadomosc rodzicow" masz na mysli powszechny protest
    przeciwko szczepieniom? Bo ja- zachowanie zdrowego rozsadku i niewpadanie w
    histerie, trzezwe analizowanie korzysci i ryzyka.
    Piszesz: Co by było gdybyśmy małego zaszczepili standardowymi
    >
    > szczepionkam

    Moja odpowiedz: zapewne nic by sie nie stalo. Tak, jak nic sie nie dzieje w
    przypadku milionow dzieci szczepionych tymi szczepionkami w Polsce i na
    swiecie. Tak, jak nic sie nie stalo Tobie, Twojemu rodzenstwu, jesli posiadasz
    takowe, Twojemu mezowi/partnerowi, kuzynom, kolegom ze szkoly i z pracy...
    20-30 lat temu szczepiono dzieci np. w szkolach, w ogole nie informujac
    rodzicow o tym fakkcie, i narod jakos przezyl. Znasz kogos, kto trwale
    ucierpial z powodu szczepienia? Mam na mysli trwale kalectwo lub zgon. Ja znam
    jedna osobe, i wina szczepienia nie jest jednoznacznie potwierdzona, byc moze
    choroba jest genetyczna, bez zwiazku ze szczepieniem. A ludzi znam - pewnie
    podobnie, jak Ty - setki, tysiace moze. Wiekszosc obowiazkowo szczepiona w
    dziecinstwie standardowymi szczepionkami.
  • fala9 02.06.06, 11:48
    w dzisiejszych czasach sporo jest białaczek, nowotworów, przypadkow
    stwardnienia rozsianego - jest to efekt szczepienia zanieczyszczoną obcymi
    wirusami szczepionką Salka (polio) milionow ludzi. Kobiecie ktora to odkryła
    przed wprowadzeniem tego szczepienia zabrano tytul naukowy i dotacje na dalsze
    badania. Niestety przepowiedziala epidemie raka 20 lat temu i dzis ją mamy.
    Szczepionka nadal jest w uzytku a zawiera 40 wirusów innych chorób. Wirusolodzy
    twierdza ze nie ma szczepionki zywej ktora nie byłaby zainfekowana obcymi
    wirusami i ze najbezpieczniejsza jest ta szczepionka ktora nigdy nie zostala
    uzyta. Te informacje dotycza szczepionek zywych czyli: polio, odra, swinka,
    rózyczka
  • fala9 02.06.06, 11:57
    jeszcze jedno. Nie da sie wykryc niepożadanych wirusów obecnych w szczepionce
    poniewaz najczesciej sa one "uśpione" aktywuja sie nawet po kilku latach
    uśpienia w tkankach. A wiadomo ze wirusy sa namnazane w tkankach ludzkich lub
    zwierzęcych. Nikt nie wie ilu ludzi zachorowalo po wielu latach od szczepienia
    na choroby, ktorych nikt ze szczepieniem nie wiąże. Bo jesli cos sie wykluje po
    miesiacu od szczepienia to nikt tego juz ze szczepieneim nie wiąze. A co
    dopiero mówc o chorobie która rozwija sie kilka lat po szczepieniu.
  • agawa5 02.06.06, 11:59
    No własnie. I z tego względu stwierdzenie ze szczepionki sa bezpieczne jest
    zwyczajnym kłamstwem. Przeciez nikt nie panuje nad długoterminowymi
    powikłaniami.
  • mruwa9 02.06.06, 11:58
    co to za kobieta, co to za badania, co to za epidemia. Nie widac, zebysmy mieli
    jakas epidemie nowotworow. Zwieksza sie liczba zachorowan, bo wydluza sie
    srednia wieku ludzi, zwlaszcza w panstwach rozwinietych. Nowotwory sa
    najczesciech choroba ludzi starszych, wiec im wiecej staruszkow, tym wiecej
    nowotworow, nie ma w tym zadnej sensacji. Poza tym do dyspozycji sa lepsze
    metody diagnostyczne, wiec ludzie umierajac na raka, wiedza, na co umieraja.
    dawniej po prostu umierali, i tyle.
    A jesli wspomnianej przez Ciebie kobiecie odebrano tytul i pieniadze na
    badania, bo np. falszowala badania, naciagajac wyniki do z gory zalozonej tezy?
    Takie rzeczy sie zdarzaja na calym swiecie. Dlatego podaj konkrety i zrodla.
  • fala9 02.06.06, 12:13
    "Joumal of American Medical Association" w lutym 1988r opublikował pierwszy
    artykuł wykazujący, że już w roku 1961 wiedziano, że małpi wirus 40 [SV-40],
    czterdziesty według kolejności odkrycia małpi wirus, stanowił skażenie obydwu
    szczepionek przeciwko polio, zarówno Salka, jak i Sabina, które podano ponad
    100 milionom ludzi na całym świecie, głównie w Rosji. Według Hillemana, którego
    wywiad z Sorterem mamy nagrany na taśmie, dowcipem roku 1961 stało się
    powiedzenie, że rosyjscy atleci pojawią się na olimpiadzie pokryci nowotworami,
    ponieważ tą skażoną szczepionką zaszczepiono głównie Rosjan. Zatem jak pan
    widzi, nigdy ich nie oczyścili, to znaczy nie całkowicie. Do dziś podajemy
    ludziom małpie wirusy. Artykuł w JAMA omawia specyficzne typy raka - "unikalne
    raki", jak je nazywają - twierdząc przy tym, że społeczeństwo nie powinno się
    tym martwić. Jestem innego zdania. Uważam, że to powinno być powodem
    najwyższego niepokoju. Myślę, że należy wprowadzić oficjalne moratorium na
    stosowanie popieranych przez rząd Stanów Zjednoczonych szczepionek,
    przynajmniej do czasu, przeprowadzenia dogłębnego, niezależnego naukowego
    dochodzenia, jak również, miejmy nadzieję, dochodzenia z ramienia Kongresu
    obejmującego wszystkie udokumentowane fakty. Artykuł w JAMA mówi jednak, że
    tylko owe "unikalne" raki mają związek z SV-40. Jeden z wcześniejszych
    artykułów mówi, że 25 procent mieszkańców Włoch jest nosicielami tego małpiego
    wirusa. Uważam, że w Stanach Zjednoczonych ten procent jest wyższy. Dr
    bakteriologii Bernice Eddy odkryła [w 1954 roku wraz z badaczką raka Sarah
    Stewart] szczególnego wirusa, którego nazwano początkowo SE polyoma. Odkryła go
    w skażonych szczepionkach przeciwko polio i wykonała zdjęcia kilkunastu małp,
    które przewróciły się i zmarły lub zostały sparaliżowane po ich podaniu im. Jej
    przełożony z Narodowych Instytutów Zdrowia skonfiskował te zdjęcia, po czym
    zdegradował ją i odebrał fundusze. Po 10 latach dochodzenia sprawiedliwości w
    roku 1972 stanęła przed członkami Kongresu Stanów Zjednoczonych i
    powiedziała: "Jeśli nadal będziecie pozwalać na obecność na rynku tych
    skażonych szczepionek, to gwarantuję wam, że w ciągu 20 następnych lat
    będziecie mieli taką epidemię raka, jakiej świat dotąd nie widział".


    To powyżej to jest fragment wywiadu z dr Leonardem Horowitzem, absolwentem
    Harvardu, niezależnm badaczem i światowym autorytetem w dziedzinie edukacji
    zdrowia publicznego, autorem bestsellera Emerging Viruses: AIDS & Ebola
    (Pojawienie się wirusów AIDS i Ebola). Wywiad z 15 marca 1998
  • fala9 02.06.06, 12:17
    moge wkleic cały
  • 5_monika 02.06.06, 12:20
    nie ma "epidemii" nowotworów ?
    Jest dużo zwiększona zachorowalność i to właśnie wśród młodych ludzi.A
    umieralność niestety jest b.wysoka.
  • fala9 02.06.06, 12:31
    niech bedzie jak uwazasz. Zwiekszona zachorowalnosc poszczepienna na raka
  • fala9 02.06.06, 12:15
    wywiad byl opublikowany w czasopismie NEXUS, jest ono dostepne w naszym kraju
  • fala9 02.06.06, 12:35
    Zapis wywiadu przeprowadzonego 15 marca 1998 roku przez dra Rogera G. Mazlena,
    gospodarza programu stacji radiowej CFS, z drem Leonardem G. Horowitzem

    www.cfsaudio.4biz.net/cfsprev.htm

    Dr Roger G. Mazlen: Naszym gościem jest dr Leonard Horowitz, absolwent
    Harvardu, niezależny badacz i światowy autorytet w dziedzinie edukacji zdrowia
    publicznego, autor bestsellera Emerging Viruses: AIDS & Ebola (Pojawienie się
    wirusów AIDS i Ebola). Dlaczego rozmawiamy z drem Horowitzem? Otóż dlatego, że
    chorzy na zespół chronicznego zmęczenia1 mają osłabiony układ odpornościowy.
    Cierpią na brak odporności. Mają immunosupresję. Są łatwym łupem dla każdego
    nowego wirusa, zwłaszcza dla wirusów ze zdolnością do niszczenia układu
    odpornościowego. Tak więc nie wdając się w dalsze dywagacje witamy pana w
    naszym programie, drze Horowitz.


    Dr Leonard G. Horowitz: Dziękuję drze Mazlen. Udział w pana programie to dla
    mnie wielki zaszczyt i przyjemność.


    Dr Mazlen: Cieszymy się bardzo, że może pan dzisiaj z nami rozmawiać. Może
    zacząłby pan od ogólnego zapoznania nas ze swoją książką.


    Dr Horowitz: Zgoda. Spędziłem 3 lata na badaniu wniosku Ministerstwa Obrony z
    roku 1970 o wyasygnowanie 10 milionów dolarów na pięcioletnie badania, których
    celem miało być stworzenie mikroorganizmów niszczących system immunologiczny.
    Miały one służyć jako broń biologiczna. Z początku nie mogłem uwierzyć, że to
    naprawdę oficjalny dokument. Ostatecznie podążyłem tropem pieniędzy, literatury
    naukowej i dokumentów sądowych i odkryłem, że pieniądze trafiły do organizacji
    o nazwie Litton Bionetics. Czy słyszał Pan kiedykolwiek o kuchenkach
    mikrofalowych Littona?


    Dr Mazlen: Oczywiście.


    Dr Horowitz: Otóż, są oni również powiązani finansowo z wielkimi korporacjami
    zbrojeniowymi i mają firmę medyczną Litton Bionetics. W końcu lat
    sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych byli na szóstej miejscu listy
    firm związanych finansowo z producentami broni biologicznych. To oni
    dostosowali wiele mikroorganizmów niszczących system immunologiczny do celów
    wojny biologicznej. Otrzymywali ponad 2 miliony dolarów rocznie na badania i
    rozwój tego typu mikroorganizmów, a także na badania nad rakiem oraz
    szczepionkami. I to jest główny temat mojej książki. Emerging Yiruses: AIDS &
    Ebola opowiada o tym, kto doprowadził do powstania wirusów w rodzaju AIDS i
    Ebola, jak i dlaczego je wyprodukowano - cały proces ich tworzenia. A potem, co
    wydaje mi się najbardziej nieprawdopodobne, odkryłem i przedrukowałem w formie
    fotokopii kontrakty rządowe pokazujące, ile pieniędzy amerykańskich podatników
    idzie na te badania.


    Dr Mazlen: Ta sprawa bardzo interesuje naszych słuchaczy, zwłaszcza tych,
    którzy cierpią na zespół chronicznego zmęczenia, a także tych, którzy
    podejrzewają, że go mają, i tych, którzy nie są tego pewni, jako że każdy nowy
    wirus mający zdolność osłabiania odporności immunologicznej stanowi dla nich
    oraz dla całego społeczeństwa poważne zagrożenie. Na 134 stronie swojej książki
    pisze pan: "Składając te wszystkie fakty razem, rozumiem obecnie, jak łagodny
    dla ludzi małpi wirus DNA, taki jak SV-40... i inne pospolite retrowirusy
    zanieczyszczające szczepionki, takie jak SFV, mogły po dziesiątkach lat stać
    się retrowirusami RNA, które poprzez skażone szczepionki rozprzestrzeniły się
    na miliony ludzi na całym świecie". Czy mógłby Pan nieco rozwinąć tę sprawę i
    przybliżyć ją naszym słuchaczom?


    Dr Horowitz: Oczywiście. Istotą tej książki i zarazem zawartym w niej
    ostrzeżeniem jest to, że mamy Urząd ds. Leków i Żywności2, który nie mówi
    lekarzom naukowcom i lekarzom praktykom ani też społeczeństwu prawdy o
    skażonych szczepionkach oraz metodach ich produkcji. Na przykład doustna
    szczepionka przeciw polio [choroba Heinego-Medina] do dzisiaj przygotowywana z
    wykorzystaniem tkanek małpich nerek, które są skażone nie tylko małpimi
    wirusami, ale również wirusami opryszczki, takimi jak na przykład małpi
    cytomegalowirus, wirus choroby Epsteina-Barra czy wirus opryszczki typu B, o
    których wiadomo, że należą do grupy wirusów niszczących układ immunologiczny.
    Wiemy też, że szczepionką, która najprawdopodobniej przyniosła światu AIDS, a
    być może nawet syndrom chronicznego zmęczenia, gdyż obie te choroby pojawiły
    się w tym samym 1978 roku, była wyprodukowana w roku 1974 w laboratoriach firmy
    Merck, Sharpe & Dohme przy wsparciu Centrum Chorób Zakaźnych i Urzędu ds. Leków
    i Żywności eksperymentalna szczepionka przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby
    typu B. Szczepionka ta była przygotowana częściowo z wykorzystaniem zarażonych
    małp sprowadzonych przez firmę Litton pracującą nad broniami biologicznymi na
    zlecenie Ministerstwa Obrony. Wiemy już dziś na pewno, że małpy, które
    wykorzystano do przygotowania tej szczepionki, były zarażone. Mamy nawet
    stosowne oświadczenie na ten temat złożone przez człowieka, który stworzył te
    szczepionki. Nazywa się on dr Maurice Hilleman i był szefem produkcji
    szczepionek w firmie Merck, Sharpe & Dohme. Tak więc produkowali te szczepionki
    częściowo na zarażonych zwierzętach, a potem podawali je ludziom. W ten sposób
    doszło do tego, że mamy obecnie różne schorzenia związane z układem
    odpornościowym, a także dziwne odmiany raka oraz dziwne choroby
    autoimmunologiczne, których skala jest tak duża, że możemy już mówić o epidemii.


    Dr Mazlen: To wszystko rodzi wiele pytań, niemniej chciałbym ponownie wrócić do
    pana książki, w której przytacza pan wywiad dra Edwarda Shortera z drem
    Hillemanem [str. 484-485], podczas którego Hilleman powiedział: "w rzeczy samej
    w tych szczepionkach było 40 różnych wirusów, które były nieaktywne" - na co
    Shorter odrzekł: "Ale nie zneutralizowaliście [SV-403]..." "Tak, to prawda" -
    przytaknął Hilleman i nawet dodał: "A szczepionka przeciwko żółtej febrze
    zawierała wirusa białaczki, ale wie pan, to było w czasach, kiedy wiedza na ten
    temat była jeszcze bardzo niedoskonała". Z tego oświadczenia dowiadujemy się
    teraz, że w szczepionkach były nie tylko wirusy uszkadzające układ
    odpornościowy, ale wywołujące również białaczkę. Mówi pan o tym w swojej
    książce. Mówi pan o przypadkach białaczki dotyczącej limfocytów T. Co mógłby
    pan powiedzieć na ten temat? Czy nadal istnieje jakieś związane z tym ryzyko?


    Dr Horowitz: Uważam, że tak, drze Mazlen. Jestem głęboko przekonany, że to
    ryzyko nadal istnieje. Aby to uzasadnić, posłużę się przykładem. Urząd ds.
    Leków i Żywności, który ma chronić nasze zdrowie, musi przymykać oko na skażoną
    doustną szczepionkę przeciwko polio, którą musimy rzekomo zgodnie z prawem
    podawać naszym dzieciom, mimo iż każda jej dawka zawiera około 100 wirusowych
    zanieczyszczeń pochodzących od małp. Mówię "rzekomo", gdyż nie jest to prawda.
    Są bowiem od tego przymusu wyjątki podyktowane względami duchowymi i
    religijnymi, tak że w rzeczywistości to szczepienie nie jest obecnie
    obowiązkowe. Mimo to tworzy się atmosferę, że nie można wysłać swojego dziecka
    do szkoły lub nie można pracować np. w służbie zdrowia bez poddania się temu
    szczepieniu. Jest to oczywista nieprawda. Wie pan, Urząd ds. Leków i Żywności
    musi przymykać oko na te 100 wirusowych zanieczyszczeń każdej dawki tej
    szczepionki, ponieważ ma ręce związane prawami własności i umowami tajności
    narzuconymi przez przemysł farmaceutyczny. Innymi słowy, producenci leków
    nałożyli im kaganiec, w związku z czym nie mogą oni powiedzieć innym naukowcom,
    jaki jest prawdziwy rozmiar skażenia i ryzyko związane ze szczepionkami. Tym
    sposobem lekarze, których szkolenie medyczne opłacane jest w większości przez
    przemysł farmaceutyczny, nigdy nie poznają prawdy i w rezultacie widząc
    zakatarzonego pacjenta i mówiąc mu, że te szczepionki "są dla pańskiego dobra"
    lub "dla dobra pańskich dzieci", wierzą w to. Zostali po prostu poddani
    zwykłemu praniu mózgów. Są jak wyznawcy kultu, którzy w wielu przypa
  • fala9 02.06.06, 12:37
    Zostali po prostu poddani zwykłemu praniu mózgów. Są jak wyznawcy kultu, którzy
    w wielu przypadkach nie wiedzą nawet, kim są jego przywódcy.


    Dr Mazlen: Przyznaję, że na uczelniach medycznych nie podaje się żadnych
    istotnych informacji na temat technologii produkcji szczepionek. To znaczy,
    chcę powiedzieć, że nie ma nic na ten temat w programie. Nie pamiętam z
    programu nauczania niczego, co dałoby się tu zastosować. Mówi ci się po prostu,
    że masz to zrobić. Tak więc wiesz, że to jest dobre i robisz to. To zmienia
    cały obraz, gdyż w dobrej wierze nie podałbyś pacjentowi czegoś, o czym
    wiedziałbyś, że jest to skażone czymś szkodliwym. Pomówmy teraz trochę o pracy
    dra W. Johna Martina i o tym, dlaczego wspomina pan o niej w swojej książce. Dr
    W. John Martin napisał do niej przedmowę i jest w niej ustęp, w którym mówi pan
    o jego pracy w Urzędzie ds. Leków i Żywności, gdzie był on dyrektorem Wydziału
    Wirusologii Onkologicznej podległego Biuru Badań Biologicznych [obecnie Ośrodek
    Biologii, Oceny i Badań]. Twierdził, że był informowany o skażeniu szczepionek
    małpim cytomegalowirusem (CMV). Jest to ważne, gdyż donosił on o przypadkach
    wykrycia utajonego wirusa CMV z rodziny herpeswirusów w rejonie pustyni Mojave
    w Arizonie, który rozprzestrzeniał się we wszystkich kierunkach przenikając do
    głównych miast i centrów mieszkalnych. Czy mógłby pan to skomentować?


    Dr Horowitz: Oczywiście, drze Mazlen, bardzo chętnie. Informacje te pochodzą
    przede wszystkim z osobistych rozmów z drem Martinem. Dr Martin jest
    rzeczywiście autorem przedmowy do mojej książki Emerging Viruses i opowiedział
    mi o tym, czego był świadkiem, kiedy pracował na stanowisku testera szczepionek
    w Biurze Badań Biologicznych oraz na swoim obecnym stanowisku, gdzie jest
    odpowiedzialny za badanie ludzi zakażonych w wyniku szczepień prowadzonych w
    latach 1976-1980. Twierdzi, że nie ma powodu, aby te szczepionki pozostawały
    skażone, że władze mają możliwości i technologie ich oczyszczenia, ale nie
    robią tego. Widzę, że chyba zapuściłem się w socjopolityczne szczegóły tej
    sprawy, więc na tym poprzestanę, jako że z braku czasu nie chciałbym się
    dzisiaj nad tym rozwodzić w pana programie, niemniej pozwolę sobie przytoczyć
    jeden przykład. Kiedy dr Martin znalazł w szczepionkach niektóre z obcych
    wirusów DNA i RNA, poszedł do swojego przełożonego w Urzędzie ds. Leków i
    Żywności i powiedział: "Wie pan, mamy problem z tymi szczepionkami" - na co
    jego szef odrzekł: "Przestań się tym martwić. Za każdym razem, gdy zjadasz
    jabłko, połykasz obce DNA". Tak odpowiedział.


    Dr Mazlen: To nie jest zbyt pocieszające. Ten komentarz rzeczywiście może
    wzbudzić poczucie niepewności w stosunku do szczepionek. Któregoś razu
    gościliśmy w tym programie ludzi poważnie zastanawiających się, czy powinni
    podać szczepionkę swoim dzieciom lub osobom z zespołem chronicznego zmęczenia.
    I trudno mi było im coś doradzić, ponieważ naprawdę nie wiemy, jak to wszystko
    w rzeczywistości wygląda. Nie wdając się w szczegóły, dr Martin podaje, tak jak
    i pan w swojej książce, że nosicielstwo SV-40, który znajdował się w doustnej
    szczepionce przeciwko polio, jest obecnie szeroko rozpowszechnione w
    społeczeństwie i systematycznie rozprzestrzenia się.


    Dr Horowitz: To prawda. Nie dalej jak trzy tygodnie temu Joumal of American
    Medical Association opublikował pierwszy artykuł wykazujący, że już w roku 1961
    wiedziano, że małpi wirus 40 [SV-40], czterdziesty według kolejności odkrycia
    małpi wirus, stanowił skażenie obydwu szczepionek przeciwko polio, zarówno
    Salka, jak i Sabina, które podano ponad 100 milionom ludzi na całym świecie,
    głównie w Rosji. Według Hillemana, którego wywiad z Sorterem mamy nagrany na
    taśmie, dowcipem roku 1961 stało się powiedzenie, że rosyjscy atleci pojawią
    się na olimpiadzie pokryci nowotworami, ponieważ tą skażoną szczepionką
    zaszczepiono głównie Rosjan. Zatem jak pan widzi, nigdy ich nie oczyścili, to
    znaczy nie całkowicie. Do dziś podajemy ludziom małpie wirusy. Artykuł w JAMA
    omawia specyficzne typy raka - "unikalne raki", jak je nazywają - twierdząc
    przy tym, że społeczeństwo nie powinno się tym martwić. Jestem innego zdania.
    Uważam, że to powinno być powodem najwyższego niepokoju. Myślę, że należy
    wprowadzić oficjalne moratorium na stosowanie popieranych przez rząd Stanów
    Zjednoczonych szczepionek, przynajmniej do czasu, przeprowadzenia dogłębnego,
    niezależnego naukowego dochodzenia, jak również, miejmy nadzieję, dochodzenia z
    ramienia Kongresu obejmującego wszystkie udokumentowane fakty. Artykuł w JAMA
    mówi jednak, że tylko owe "unikalne" raki mają związek z SV-40. Jeden z
    wcześniejszych artykułów mówi, że 25 procent mieszkańców Włoch jest nosicielami
    tego małpiego wirusa. Uważam, że w Stanach Zjednoczonych ten procent jest
    wyższy. Dr bakteriologii Bernice Eddy odkryła [w 1954 roku wraz z badaczką raka
    Sarah Stewart] szczególnego wirusa, którego nazwano początkowo SE polyoma.
    Odkryła go w skażonych szczepionkach przeciwko polio i wykonała zdjęcia
    kilkunastu małp, które przewróciły się i zmarły lub zostały sparaliżowane po
    ich podaniu im. Jej przełożony z Narodowych Instytutów Zdrowia skonfiskował te
    zdjęcia, po czym zdegradował ją i odebrał fundusze. Po 10 latach dochodzenia
    sprawiedliwości w roku 1972 stanęła przed członkami Kongresu Stanów
    Zjednoczonych i powiedziała: "Jeśli nadal będziecie pozwalać na obecność na
    rynku tych skażonych szczepionek, to gwarantuję wam, że w ciągu 20 następnych
    lat będziecie mieli taką epidemię raka, jakiej świat dotąd nie widział". I to
    jest dokładnie to, co mamy dzisiaj.


    Dr Mazlen: To prawda, jeśli wliczy się w to wirusa AIDS. Nic ma co do tego
    wątpliwości. W swoich dociekaniach, które przedstawia pan w książce - myślę, że
    każdy, kto ją przeczyta, będzie pod wrażeniem ogromu pracy, jakiej pan dokonał -
    poświęcił pan sporo miejsca rozważaniom, z których wynika, że wirus AIDS mógł
    powstać na drodze syntezy, zmieszania kilku zabójczych wirusów w celu
    stworzenia wirusa niszczącego układ immunologiczny. Kiedy to się stało?


    Dr Horowitz: Badania te mające na celu zmutowanie i zhybrydyzowanie SV-40 i
    innych małpich wirusów ze zwierzęcymi wirusami rakotwórczymi zaczęły się we
    wczesnych latach sześćdziesiątych. Z umowy przedstawionej w Emerging Viruses
    wynika, że realizacja Specjalnego Programu Wirusów Rakowych rozpoczęła się 12
    lutego 1962 roku. Był to hojnie finansowany tajny program, którego efekty
    poznano po tym, jak ludzie z Narodowych Instytutów Zdrowia zdali sobie sprawę,
    że zaszczepili ponad 100 milionów ludzi na całym świecie szczepionkami
    zawierającymi wirusy raka. Kiedy do tego przystępowali, jawiło się to jako
    podstawa możliwości wielkiego interesu w tej dziedzinie, przeto rozpoczęli
    szeroko zakrojone badania nad mutowaniem małpich wirusów, aby zobaczyć, co
    będzie w połączeniu z nimi powodować raki, a potem zapewne jak można je leczyć
    szczepionkami lub w inny sposób. Tak więc w latach sześćdziesiątych, a
    zwłaszcza pod ich koniec, kierowani przez dra Roberta Gallo badacze Litton
    Bionetics oraz Narodowego Instytutu Raka zdobyli dużą biegłość w pobieraniu
    małpich wirusów i łączeniu ich z czymś takim jak koci wirus RNA białaczki, co
    wywoływało całą gamę objawów identycznych z objawami osób chorych na AIDS.
    Innym ich ulubieńcem, którego używali do mutowania małpich wirusów, był kurzy
    wirus leukaemii sarcoma RNA, który powodował wyniszczenie organizmu,
    immunosupresję i śmierć. Potem stwierdzili, że aby otrzymać wirusa, który
    mógłby łatwo przejść z jednego gatunku na drugi i zaodoptować się do ludzkich
    organizmów, w ramach jednych badań hodowali go w ludzkich białych krwinkach, a
    ramach innych w ludzkich płodach. Dzięki temu mógł on wytworzyć to, co nazywa
    się "aparatem zaczepienia". Są to unikalne białka, takie jak na przykład gpl20.


    Dr Mazlen: Zanim zakończymy dz
  • fala9 02.06.06, 12:38

    Dr Mazlen: Zanim zakończymy dzisiejszy program, chciałbym wspomnieć o kilku
    bardzo ważnych rzeczach. Pierwsza, czy krwiodawstwo jest bezpieczne, jeśli krew
    nie jest badana na obecność małpich wirusów SV-40 i CMV?


    Dr Horowitz: Nie sądzę. Uważam, że to bardzo nagląca sprawa, w której również
    powinno być przeprowadzone niezależne naukowe dochodzenie oraz dochodzenie z
    ramienia Kongresu. Widzi Pan, bankierzy krwi - międzynarodowi "banksterzy"
    krwi, jak ich zwykłem nazywać - to ludzie, którzy dopuścili do tego, że 10000
    chorych na hemofilię w USA otrzymało krew skażoną wirusem HIV. Ostatnio
    poinformowano nas także, że jeśli mieliśmy w latach 1997-1999 transfuzję krwi,
    to lepiej przebadajmy się na obecność rakowej bomby zegarowej, jaką jest wirus
    zapalenia wątroby typu C. To ci sami ludzie dopuścili do tego. Są oni mocno
    powiązani finansowo oraz w inny sposób z firmami produkującymi skażone
    szczepionki. Niepokoi mnie, że poprzez system ochrony zdrowia robią wielkie
    fortuny na ludzkim cierpieniu i że właśnie dlatego ludzie umierają na tej
    planecie. Co ciekawe, pokrywa się to z bardzo jasnym i wyraźnie sformułowanym,
    dobrze udokumentowanym programem redukcji ludzkiej populacji. Bardzo mnie to
    niepokoi.


    Dr Mazlen: Mam nadzieję , że spotkamy się jeszcze z panem innym razem, aby
    pomówić o niektórych z tych problemów. Ponieważ wiele osób będzie, jak sądzę,
    zainteresowanych pana książką i pana badaniami, pod jakim numerem telefonu mogą
    się z panem skontaktować?


    Dr Horowitz: Materiały można otrzymać dzwoniąc pod bezpłatny [w USA] numer
    18885084787. Łatwo go zapamiętać jako 1888-50-VIRUS. Miło mi również
    zakomunikować, że mimo iż przez ponad półtora roku wszystkie największe sieci
    sklepów odmawiały przyjęcia Emerging Viru-ses: AIDS & Ebola do sprzedaży,
    inaczej mówiąc bojkotowały ją, cztery miesiące temu jej wydanie w twardej
    oprawie zostało uznane za bestseller pod względem liczby sprzedanych
    egzemplarzy. W tym tygodniu Crown Books złożyło w końcu u nas pierwsze
    zamówienie. Prawdopodobnie dziś można już ją kupić w sieci księgarń tej firmy.


    Dr Mazlen: Proszę przyjąć nasze gratulacje. Chciałbym jednak zapytać pana, czy
    bada pan nadal, co się dzieje z niektórymi z tych rzeczy, które pan opisał? Dał
    pan do zrozumienia, że szczepionka przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu
    B mogła być w pewnym okresie skażona. Czy jest skażona nadal?


    Dr Horowitz: Oczywiście. Właśnie niedawno wróciłem z Francji, gdzie spotkałem
    jednego z czołowych wirusologów świata, który zajmuje się problemem raka i
    swego czasu współpracował z Gallo i Montagnierem. Nazywa się Merko Valjenski.
    Dał mi pewne naukowe dokumenty dowodzące, że obecnie stosowana szczepionka
    przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B nadal zawiera silnie rakotwórczy
    enzym, którego władze dotąd nie usunęły.


    Uwaga:

    Książka dra Leonarda G. Horowitza Emerging Viruses: AIDS & Ebola - Nature,
    Accident or Intentional? wydana została w roku 1996 przez Tetrahedron
    Publishing Group (adres: Tetrahedron Publishing Group, 20 Drumlin Road,
    Rockport, MA 01966, USA;

    strona internetowa: www.tetrahedron.org

  • mruwa9 02.06.06, 15:21
    zeby ustosunkowac sie do Twoich postow, ale moze dopiero wieczorem, albo po
    weekendzie. Teraz obowiazki wzywaja smile
  • misialski 02.06.06, 13:23
    Według książki Cynthii Cournoyer „O szczepionkach. Ujawnienie filozofii
    szczepionek ("What About Immunizations? Exposing The Vaccine Philosophy",
    1995): zagrożenie śmiercią spowodowane szczepionką DTP jest 94 razy większe niż
    w przypadku naturalnego zachorowania na chorobę, szacunki wskazują 10 zgonów
    rocznie wywołanych naturalnie przez krztusiec, a 943 zgony spowodowane przez
    szczepionkę.
  • mruwa9 02.06.06, 15:20
    Dzieki szczepionce nie mamy do czynienia z epidemiami i masowymi zachorowaniami
    na krztusca. Byc moze, gdyby nie powszechne szczepienia, zamiast 10 zgonow
    rocznie z powodu krztusca, mielibysmy 1000 zgonow rocznie? A moze 10000?
    Strzelam, ale przeciwnicy szczepien nie chca widziec tego, ze tak niskie
    wskazniki zachorowan na choroby zakazne w populacji sa efektem wlasnie
    powszechnych, masowych szczepien. I moge sie zalozyc, ze te 10 zgonow
    obejmowalo przede wszystkim, lub wylacznie , osoby nieszczepione.
  • metaphysics 02.06.06, 19:16

    rocznie na krzusca zapada ok. 3000 osob , tak naprawde jest on najbardziej
    niebezpieczny dla malych niemowlat, minimalna odpornosc uzyskac mozna jednak
    (jesli w ogole) po conajmniej 3 dawkach, czyli w wieku 6 miesiecy, czyli wtedy,
    gdy najwieksze zagrozenie juz minelo...natomiast sa dowody na to, ze mozna
    zarazic sie od "swiezo" zaszczepionego dziecka, wystarczy, ze maluch majacy
    kontakt z zaszczepionym jest troche oslabiony

    zamiast szczepic,lepiej dbac o to, by dziecko nie mialo kontaktu z chorym lub
    swiezo zaszczepionym
  • mruwa9 02.06.06, 20:46
    A zabierasz dziecko na zakupy, chocby do kiosku/malego sklepiku? Albo do
    kosciola? Do przychodni? Albo podrozujesz autobusami/pociagami?
    Trzeba by mieszkac na bezludnej wyspie, zeby miec pewnosc, ze nie stykasz sie z
    osoba potencjalnie (lub faktycznie) zarazajaca, nie tylko krztuscem.
  • metaphysics 03.06.06, 08:03


    moje dziecko bylo tylko raz w galerii handlowej w wieku 11 miesiecy, poza tym w
    przychodni i tu niestety mogla zlapac infekcje, uwazam za nierozsadne targac
    malucha mniej niz 6 miesiecznego w publiczne miejsca
  • renste 03.06.06, 11:21
    Cholera,dlaczego lekarze nie są w ogóle zainteresowani szkodliwością
    szczepień.Większość twierdzi,że to największe dobro.A mnóstwo jest rozmaitych
    NAUKOWYCH publikacji,że tak nie jest.O,a szczepionkę na gruźlicę wycofano
    ostatnio u nas.Dobrze ,że nie zaszczepiłam kolejnymi dawkami dzieciaków.
    --
    Ps.Wielkie dzięki za wklejenie wywiadu.Arcyciekawy i kolejny argument do walki
    z "białymi"smile)).
  • justinka2 03.06.06, 11:51
    ale przecież to nie lekarze z przychodni wprowadzili obowiązek szczepienia
    dzieci....

    to jest obowiązek ustawowy, który nakłada na społeczeństwo ustawodawca - w tym
    przypadku ministerstwo zdrowia i to z ministrem walczcie, a nie z "białymi"
    jeśli już...

    a o szczepieniach było już tyle razy! wiadomo, szczepienie, jak KAZDY
    inny "lek" jest jest bronią taką troszkę obosieczną, bo z jednej strony oddaje
    niewątpliwie wielką przysługę - odporność, ale z drugiej - może wywołać odczyn
    poszczepienny. trzeba po prostu skalkulować stosunek zysków do strat...

    ja nie jestem wielkim zwolennikiem szczepienia dzieci wszystkim, co dostępne na
    rynku. zaszczepiłam jednak moje dzieci wg. kalendarza obowiązkowymi
    szczepieniami (tylko krztusiec był acelularny) bo uważam, że jest to dla nich
    100 razy lepsze niż zachorowanie na którąkolwiek z chorób p/którym szczepi się
    w tym okresie.

    co do prezentowanych artykułów: zawsze znajdą się gdzieś takie "rewelacje", ale
    trzeba do nich podejść na spokojnie.
    obecnie żadnej gwałtownej "fali" zachorowań na raka nie ma (wg dco) smile

    who zaleca szczepienia i ma niepodważalne dowody na skuteczność szczepień z
    badań na całym świecie....
    odczyny poszczepienne mogą być - ale, jak pisałam powyżej, jak po KAŻDYM leku.
    nawet podając dziecku antybiotyk nie mamy nigdy gwarancji, że nie będzie po nim
    skutków ubocznych, a jednak często podajemy lek bo ryzyko powikłań po
    niepodaniu jest o wiele większe....

    pozdrawiam wszystkie mamy i ich szczepione i nieszczepione dzieci!
    --
    justinka + ♥zosia i hania♥
    mamy już......
  • mruwa9 03.06.06, 20:45
    Dlatego, ze korzysci wynikajace ze szczepien przewyzszaja mimo wszystko
    potencjalne powiklania i zagrozenia.
    Nie wycofano szczepionki przeciw gruzlicy, tylko wycofano obowiazkowe
    szczepienie 6-latkow, dlatego, ze oceniono zagrozenie epidemiologiczne gruzlica
    w Polsce i najwyrazniej doszli do wniosku, ze byc moze pojedyncze szczepienie
    noworodkow da wystarczajaca ochrone przed choroba w obecnej sytuacji
    epidemiologicznej w Polsce.
  • krtek7 04.06.06, 10:59
    Szczepienie noworodków szczegolnie karmonych piersią wydaje się bez sensu.
    Kiedys w innym wątku o szczepieniach pisała jedna emama mieszkająca we
    Włoszech - tam sie w ogóle nie szczepi dzieci przed ukończeniem 6 miesiąca
    życia z conajmniej 2 powodów: organizm jest za młody by wytworzyć odporność;
    organizm jest za młody by pozbyć się toksyn otrzymanych bezpośrednio do
    krwiobiegu. Organizm noworodka nie jest przygotowany do tak poważnej ingerencji
    w układ immunologiczny.
  • krtek7 04.06.06, 11:01
    Polio doustne też wycofano ale chyba zostały jakies zapasy bo w woj.śląskim
    jeszcze szczepi się przedszkolaki OPV sad
  • mami7 04.06.06, 11:08
    krtek7 napisała:

    > Polio doustne też wycofano ale chyba zostały jakies zapasy bo w woj.śląskim
    > jeszcze szczepi się przedszkolaki OPV sad

    w mazowieckim również, chyba, że coś sie zmieniło w ostatnich "dniach"?
    Skąd mogę wiedzieć, na co muszę według kalendarza zaszczepić 5 latka?
  • fala9 05.06.06, 09:46
    SYNDROM POTRZĄSANEGO DZIECKA

    Jak pokazują badania, uszkodzenia ciał wielu dzieci, które diagnozowane są
    rutynowo jako "syndrom potrząsanego dziecka", mogą być rezultatem szczepień.

    Ostatnio coraz częściej słyszy się o "epidemii", którą nazywa się "syndromem
    potrząsanego dziecka". Rodzice dzieci, a zwłaszcza ojcowie oraz opiekunowie
    dzieci jak na przykład nianie, bardzo często oskarżani są o tak silne
    potrząsanie dziećmi, że powstają u nich trwałe uszkodzenia mózgu, a w
    niektórych przypadkach nawet śmierć. Dlaczego tak się dzieje? Czyżby z jakiegoś
    powodu przybywało dzieciobójców lub osób, które lubią krzywdzić dzieci? A może
    przyczyna tego rodzaju wypadków leży gdzie indziej?

    Od pewnego czasu zgłaszają się do mnie prawnicy reprezentujący rodziców
    oskarżanych o rzekome krzywdzenie własnych dzieci w celu zasięgnięcia u mnie
    opinii. Po bliższym zapoznaniu się z genezą wszystkich opisywanych mi
    przypadków ujawniły one swoje drugie, groźniejsze oblicze. Otóż, w każdym z
    badanych przeze mnie przypadków opisywane przez rodziców objawy choroby dziecka
    pojawiały się zawsze po podaniu dziecku szczepionki.

    Analizując historie choroby każdego z tych dzieci, dzienniki sprawowanej nad
    nimi opieki oraz medyczne bazy danych szybko ustaliłam, że badane przeze mnie
    dzieci zostały poddane jednemu lub kilku z tak zwanych rutynowych szczepień -
    przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, DPT (dyfteryt, koklusz, tężec),
    polio (choroba Heinego-Medina) oraz HiB (Haemophilus influenzae1 typu B). W
    dość krótkim czasie po podaniu im tych szczepionek wystąpiły u nich objawy
    choroby, której rezultatem było poważne uszkodzenie mózgu lub ich śmierć.

    Dziecko zaraz po urodzeniu jest zazwyczaj zdrowe i w okresie dwóch miesięcy
    zostaje poddane pierwszej serii rutynowych szczepień. (Czasami szczepionka
    przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B zostaje podana w niedługim czasie
    po urodzeniu, kiedy dziecko i matka znajdują się jeszcze w szpitalu. Jednak w
    chwili obecnej dość duża liczba dzieci umiera w okresie kilku dni albo dwóch do
    czterech tygodni po urodzeniu i to po podaniu szczepionki przeciwko wirusowemu
    zapaleniu wątroby typu B. Zostało to udokumentowane w aktach działającego w
    Stanach Zjednoczonych VAERS [Vaccine Adverse Event Reporting System - System
    Raportowania Reakcji Ubocznych na Szczepionki]). Tak więc czasami po podaniu
    szczepionki dziecko przestaje się rozwijać i jego zdrowie zaczyna się
    pogarszać. Takie dziecko wykazuje zazwyczaj oznaki infekcji dróg oddechowych.
    Następnie otrzymuje drugą i trzecią serię szczepień i w tym momencie dochodzi
    do tragedii - dziecko zaczyna coraz intensywniej płakać, nie można go uspokoić
    ani pocieszyć, może przestać przyjmować pokarm, zaczyna wymiotować, ma
    trudności z połykaniem, zaczyna być przewrażliwione, ma kłopoty ze snem, może
    nawet dojść do konwulsji i pogorszenia jego stanu zdrowia, a także do
    upośledzenia funkcji mózgu.

    Pogorszenie stanu zdrowia dziecka może narastać bardzo szybko albo stopniowo,
    do momentu dopóki rodzice nie zauważą jakichś niepokojących zmian w jego
    zachowaniu. Dopiero wtedy śpieszą do lekarza albo do szpitala. Co ciekawe,
    lekarz zawsze pyta ich, kiedy dziecko było poddawane szczepieniu. Przypominając
    sobie, że ich pociecha jest "uodporniona", ich wątpliwości co do jego stanu
    ulegają z reguły rozproszeniu. Mają jednocześnie nadzieję, że wszystko szybko
    wróci do normy. Zwykle w takim momencie lekarz odsyła ich z dzieckiem do domu,
    udzielając im rady: "Dajcie mu Panadol". Jeśli jednak rodzice nadal upierają
    się, że z ich dzieckiem jest coś nie w porządku, traktuje się ich jako
    przesadnie przewrażliwionych lub kogoś, kto szuka kłopotów. Tak więc rodzice
    idą do domu, a ich dziecko pozostaje w tym samym stanie co poprzednio, a w
    skrajnych przypadkach umiera.

    Do niedawna śmierć dziecka z powodu podania mu szczepionki była określana
    jako "nagła śmierć noworodka", zwłaszcza gdy brak było wyraźnych symptomów oraz
    wyników badań patologicznych. Obecnie z uwagi na rosnącą liczbę przypadków
    przedwczesnej śmierci noworodków rodzice (głównie ojciec) często oskarżani są o
    spowodowanie śmierci dziecka z powodu zbyt mocnego potrząsania
    nim. "Uzasadnieniem" oskarżeń wysuwanych pod adresem rodziców jest domniemanie,
    że rodzice, widząc, że ich dziecko się nie porusza, nie oddycha, ma szkliste
    spojrzenie, zaczynają nagle odruchowo nim potrząsać, aby przywrócić je do
    życia. Czasami - co zakrawa trochę na ironię - chcąc ratować życie swojemu
    dziecku rodzice oskarżani są potem o spowodowanie obrażeń wewnętrznych, które
    doprowadziły rzekomo do utraty przez nie oddechu. W rzeczywistości obrażenia te
    istniały już wcześniej, przed potrząsaniem dziecka mającym na celu przywrócenie
    go do życia.

    Nieważne co powiedzą lub zrobią rodzice pokrzywdzonego dziecka. I tak wszystko
    świadczy przeciwko nim. Jeśli będą płakać i okazywać zbyt wiele emocji, sąd
    uzna to za oznakę ich winy. Jeśli będą zachowywać się spokojnie nie okazując
    żadnych emocji, sąd uzna, że są wyrachowani i winni.

    Innym razem przerażeni rodzice starają się opisać symptomy choroby dziecka
    towarzyszącemu im w szpitalu lekarzowi lub chirurgowi, zupełnie nie rozumiejąc,
    co tak naprawdę przytrafiło się ich dziecku. Zdezorientowani i będący w szoku
    dopiero po pewnym czasie odkrywają, że kiedy opisywali lekarzowi dostrzeżone
    przez siebie objawy, on albo inny członek zespołu lekarskiego diagnozował je
    jako syndrom potrząsanego dziecka.

    Wielu z tych rodziców oskarżanych jest często o spowodowanie obrażeń u swojego
    dziecka, a nawet osadzanych w więzieniu za coś, czego w rzeczywistości nie
    popełnili, a co było udziałem kogoś zupełnie innego. Niektóre z tego rodzaju
    przypadków kończą się uniewinnieniem w sądzie apelacyjnym lub zostają wygrane
    na podstawie opinii ekspertów, którzy dowodzą, że sprawcami śmierci dziecka nie
    byli rodzice, ale podana mu przez lekarza szczepionka. Jednak tylko dobry Bóg i
    jeszcze lepszy prawnik mogą pomóc rodzicom lub opiekunom, którym zdarzyło się
    nie wiedzieć o tym lub, co gorsze, mają kryminalną przeszłość związaną z
    przemocą wobec dziecka, bądź jakikolwiek związek z "nie wyjaśnionym"
    przypadkiem śmierci dziecka pozostającego pod ich opieką. Jednak
    najtrudniejszym do wybronienia przypadkiem nie wyjaśnionej śmierci dziecka jest
    sprawa, w której śmierć dziecka nastąpiła z powodu podania mu szczepionki i
    które miało ponadto złamaną rękę lub popękaną czaszkę. Coraz częściej tym
    niefortunnie doświadczonym przez los rodzicom proponuje się "układ" polegający
    na tym, że jeśli przyznają się do winy, to dostaną jedynie kilka lat odsiadki w
    więzieniu. Jeśli jednak tego nie zrobią, to mogą spędzić w nim nawet
    dwadzieścia lat.

    Od obeznanego z tym tematem pracownika socjalnego dowiedziałam się, że w
    Stanach Zjednoczonych wielu takich rodziców już odbywa karę w więzieniach.
    Najpierw zmuszono ich do zaszczepienia swoich dzieci, a kiedy pojawiły się
    groźne efekty uboczne lub kiedy ich dziecko zmarło, musieli ponieść za to karę.

    Oczywiście istnieje możliwość, że w niektóre tego rodzaju przypadki nie
    wyjaśnionej śmierci dziecka mogą być zamieszani dzieciobójcy lub osoby, które
    umyślnie krzywdzą dzieci. Niemniej brak jakiegokolwiek wyjaśnienia, dlaczego
    tak wielu rodziców czy też opiekunów dzieci miałoby zachowywać się w sposób
    grożący utratą przez ich podopiecznych zdrowia lub życia. Podejrzewanie i
    oskarżanie niewinnych rodziców o chęć zrobienia krzywdy swojemu dziecku bywa w
    takich przypadkach zwykłym okrucieństwem.


    Dowody medyczne

    Czy literatura medyczna mówi coś na temat syndromu potrząsanego dziecka?
    Przyjrzyjmy się pracom, w których uczeni starają się wyjaśnić ten niepokojący
    wiele osób problem.

    W swoich pracach z roku 1972 i 1974 Caffey2,3 traktuje "ostry syndrom
    potrząsanego noworodka" jako skutek silnego potrząsania kończ
  • fala9 05.06.06, 09:47
    W swoich pracach z roku 1972 i 1974 Caffey2,3 traktuje "ostry syndrom
    potrząsanego noworodka" jako skutek silnego potrząsania kończynami noworodka,
    które może doprowadzić do śródczaszkowych i sródocznych krwawień grożących
    trwałym uszkodzeniem mózgu i opóźnieniem w rozwoju umysłowym. Opis tego rodzaju
    objawów pojawił się już ponad trzydzieści lat temu i odnosił się do "sześciu
    zmaltretowanych dzieci w roku 1945". Do podstawowych symptomów pojawiających
    się w tym syndromie należały krwiaki podtwardówkowe, krwawienia śródoczne i
    wielorakie zmiany w kościach długich. Powyższe objawy były koronnym "dowodem"
    na to, że przed pojawieniem się tych zmian dziecko było mocno potrząsane.

    W roku 1993 Reece4 przeanalizował przypadki nieodpowiedniego obchodzenia się z
    dziećmi oraz tak zwany syndrom nagłej śmierci noworodka5 (SIDS), a także
    krytyczne decyzje lekarzy, którzy stawiali w tych sprawach diagnozy. Wskazał na
    konieczność rozróżniania nieoczekiwanej śmierci noworodka od przypadku syndromu
    nagłej śmierci noworodka oraz ustalenia związku, jaki mają nieoczekiwane
    śmierci noworodków z przypadkami niewłaściwego obchodzenia się z dziećmi.
    Stwierdził też, że pediatrzy, lekarze rodzinni, patolodzy oraz agencje
    zajmujące się ochroną dzieci powinni dokładniej zapoznać się z tym szeroko
    rozpowszechnionym problemem. Z jednej strony powinni informować o przypadkach,
    w których zachodzi podejrzenie o złe obchodzenie się z dzieckiem i chronić inne
    dzieci w danej rodzinie, z drugiej zaś wszyscy zgadzają się, że wiedza, jaką
    posiadamy na ten temat, jest niepełna i niejednoznaczna.

    Z tych wszystkich autorów jedynie Duhaime napisał w swojej pracy z roku 19926,
    że "pacjenci, u których wykryto krwotok wewnętrzny oraz ci, którzy nie wykazują
    żadnych oznak jakiegokolwiek urazu, muszą mieć także przeprowadzone badania
    kliniczne i radiograficzne w celu wykluczenia uderzeń w głowę, złamań kości
    długich lub obrażeń tkanek miękkich. Trzeba to zrobić w celu całkowitego
    wyeliminowania możliwości spontanicznego śródczaszkowego krwotoku, jaki może
    się czasem pojawić w wyniku zniekształceń naczyń krwionośnych lub skłonności do
    krwawień".

    Oczywiście może się zdarzyć, że niektórzy rodzice lub opiekuni dzieci mogą
    obchodzić się z nimi w sposób nieprawidłowy, co może powodować u nich różnego
    rodzaju obrażenia. Z drugiej strony jednak trzeba być bardzo ostrożnym w
    interpretowaniu podobnych zjawisk patologicznych, które wcale nie muszą mieć
    cokolwiek wspólnego z uszkodzeniami typu mechanicznego czy też złym
    traktowaniem dzieci.

    Nigdy nie zapomnę słów ojca dziesięciomiesięcznego niemowlaka. Po wygranej
    sprawie sądowej w sądzie apelacyjnym powiedział: "Nadal jednak nie wiemy, co
    naprawdę zabiło nasze dziecko". Ani ja, ani nikt inny nie powiedział im, że
    przyczyną śmierci ich dziecka mogła być szczepionka.

    Zatem co jeszcze może być przyczyną obrzęku mózgu, krwawień śródczaszkowych,
    krwotoku, jaki występuje na siatkówce oka, oraz pęknięć czaszki i innych kości?
    Od momentu rozpoczęcia masowych szczepień noworodków, periodyki poświęcone
    medycynie zaczęły zapełniać się doniesieniami na temat przypadków coraz
    częstszego występowania poważnych uszkodzeń mózgu, systemu krwionośnego,
    zaburzeń metabolizmu i innych uszkodzeń ciała.

    Szczepionki takie jak ta przeciwko kokluszowi są obecnie używane do wywoływania
    u zwierząt laboratoryjnych zapalenia mózgu i rdzenia (eksperymentalne
    alergiczne zapalenie mózgu i rdzenia). Badania te prowadzili Levine i Sowinski
    w roku 1973.7 Podanie tej szczepionki wywoływało obrzęk mózgu oraz krwotok
    porównywalny do tego, jaki może powstać podczas mechanicznego uszkodzenia mózgu
    (Iwasa i inni, 1985)8.

    W roku 1981 Munoz badał razem z innymi naukowcami9 biologiczną aktywność
    krystalicznego pertussigenu - toksyny produkowanej przez bakterie Bordetella
    pertussis, które wywołują koklusz i są aktywnym składnikiem, zarówno w postaci
    komórkowej, jak i bezkomórkowej, wszystkich typów szczepionek badanych na
    myszach laboratoryjnych. Twierdzili oni, że już niewielka ilość pertussigenu
    wywołuje nadwrażliwość na histaminę (wykrywaną nawet osiemdziesiąt cztery dni
    po podaniu), leukocytozę, zakłóca wytwarzanie insuliny, zwiększa wytwarzanie
    immunoglobuliny IgE i przeciwciał G1 na albuminę jaja kurzego, a także
    podatność na szok anafilaktyczny i naczyniową przepuszczalność mięśni
    prążkowanych. Podanie dawki pięciuset czterdziestu sześciu nanogramów
    pertussigenu dla jednej myszy spowodowało śmierć połowy myszy, którym ją
    podano. Typowe było też opóźnienie momentu nadejścia śmierci. Kiedy podano
    myszom dawkę wynoszącą pięć mikrogramów pertussigenu, większość z nich nie
    osiągnęła swojej typowej wagi i zdechła w ciągu pięciu dni. Ostatnia z nich
    zdechła w ósmym dniu eksperymentu. Jednomikrogramowa dawka tej substancji
    zabiła cztery z pięciu myszy poddanych testowi. Między drugim i piątym dniem
    myszy osiągnęły swoją wagę, jednak później ich ciężar pozostawał na stałym
    poziomie aż do momentu ich śmierci. Nawet jedna z nich, która przeżyła
    szesnaście dni i została później zabita, na własnej skórze doznała kryzysu
    (przestała przybierać na wadze) w dniach, w których zdychały jej koleżanki. Czy
    mysz, która została zabita, mogłaby żyć dłużej? Może przeżyłaby dwadzieścia
    cztery dni - jest to kolejny krytyczny dzień zidentyfikowany przez Cotwatcha w
    wyniku badań nad oddychaniem dzieci, w czasie którego mogą one mieć nawrót
    trudności z oddychaniem lub umrzeć po otrzymaniu szczepionki - a nie
    szesnaście?

    Interesujące jest to, że kiedy zwierzęta laboratoryjne wykazywały objawy
    chorobowe spowodowane podaniem szczepionki, a następnie umierały, nigdy nie
    uznawano tego za zbieg okoliczności. Kiedy jednak u dzieci, którym podawano tę
    samą szczepionkę, występowały podobne objawy lub śmierć, traktowano to jako
    przypadek bądź skutek nieodpowiedniego ich traktowania przez rodziców lub
    opiekunów. Kiedy te wyjaśnienia okazywały się niewystarczające, stwierdzano, że
    cała ta sprawa jest "zagadkowa".

    Opóźnienie w występowaniu niekorzystnych objawów na szczepionki jest raczej
    normą a nie wyjątkiem. Tłumaczono to jako skutek immunologicznej
    śródnaczyniowej złożoności antygenu (komórkowych lub bezkomórkowych organizmów
    wywołujących koklusz), co w roku 1988 opisał Wilkins10. Stwarza to ogromny
    problem dla lekarzy dokonujących szczepień i sprawia, że tworzą oni zależności
    czasowe mające wykazywać, że w przypadkowych relacjach między podawaniem
    szczepionek a występowaniem reakcji ubocznych występują określone
    prawidłowości. Zwykle okres ten wynosi od 24 godzin do 7 dni. W rzeczywistości
    większość niepożądanych reakcji na szczepionki występuje w późniejszym czasie i
    z reguły uważa się, że nie mają one z nimi związku.

    Wystarczy jednak tylko spojrzeć na ulotkę dołączaną do szczepionki przeciwko
    wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, aby stwierdzić, że oprócz miejscowych
    reakcji mogą wystąpić po niej znacznie groźniejsze objawy o neurologicznym
    charakterze, takie jak parastezja czy paraliż, a także zespół Guillaina-Barre
    a, zapalenie nerwu wzrokowego i stwardnienie rozsiane.

    W roku 1996 Devin11 opisał przypadki występowania krwotoku siatkówkowego, który
    spowodowany jest jego zdaniem nieodpowiednim obchodzeniem się z dzieckiem. Nie
    wiedział, jak widać, że te same objawy mogą, a nawet występują po podaniu
    szczepionki. W swojej pracy opublikowanej w roku 1990 Goetting i Sowa12 opisali
    przypadki występowania krwotoku siatkówkowego u dzieci nawet po reanimacji
    krążeniowo-oddechowej.

    Wybrzuszenie ciemiączka spowodowane obrzękiem mózgu zostało opisane w roku 1979
    przez Jacoba i Mannino13 jako bezpośrednia reakcja na szczepionkę DPT
    (przeciwko dyfterytowi, kokluszowi i tężcowi). Opisali oni przypadek
    siedmiomiesięcznego niemowlaka, u którego w dziewięć godzin po podaniu trzeciej
    serii szczepionki DPT doszło
  • fala9 05.06.06, 09:49
    Opisali oni przypadek siedmiomiesięcznego niemowlaka, u którego w dziewięć
    godzin po podaniu trzeciej serii szczepionki DPT doszło do wybrzuszenia
    ciemiączka przedniego, poza tym zaczął on gorączkować i stał się rozdrażniony.

    Siniaki i skłonność do krwawień są jedną z charakterystycznych cech choroby
    objawiającej się brakiem krzepliwości krwi, czyli małopłytkowości
    (thrombocytopenia). Tego typu objawy występują także jako efekt uboczny po
    wielu różnych szczepionkach. Pierwsze z nich to łatwo powstające siniaki,
    krwawienia i wysypki wybroczynowe. Małopłytkowość może doprowadzić do krwotoków
    w mózgu i innych narządach (Woerner, 1981)14.

    W swojej pracy z roku 1981 Cody15 podał, że w jednym przypadku na 1750
    szczepień przeciwko DPT występują konwulsje, które mogą spowodować nie
    wyjaśnione przypadki nagłych upadków dzieci, które potrafią już siedzieć lub
    stać. Upadki te mogą powodować podłużne pęknięcia czaszki lub złamania kończyn.
    Kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, że dzieciom podaje się trzy dawki szczepionek
    przeciwko DPT i OPV (doustna szczepionka przeciwko polio), wówczas okaże się,
    że ryzyko wystąpienia niekorzystnych objawów po szczepieniu wzrasta do jednego
    na 580 przypadków, a w przypadku pięciu dawek do jednego na 350. Oznacza to, że
    duża liczba dzieci dostaje konwulsji między drugim i szóstym miesiącem życia,
    około osiemnastego miesiąca oraz między piątym i szóstym rokiem. Konwulsje
    występują często w czasie, gdy rodzice lub opiekunowie dziecka tego nie widzą.
    Dziecko stojąc lub siedząc na podłodze, pada nagle do tyłu lub do przodu i
    łamie sobie rękę.

    Te zewnętrzne obrażenia fizyczne skłaniają wręcz do popełnienia błędu przy
    stawianiu diagnozy, zwłaszcza że lekarze wykonujący szczepienia nigdy nie
    przyznają, że szczepionka może doprowadzić u dziecka do poważnych obrażeń.
    Często rutynowe poddawanie dzieci osiemnastu szczepieniom w ciągu sześciu
    miesięcy od urodzenia może przyczynić się do wywołania u nich niebezpiecznych
    obrażeń ciała.

    Biorąc to pod uwagę system sądowniczy powinien być bardziej otwarty na
    alternatywne wyjaśnienia problemu, jakim są obrażenia doznawane przez dzieci
    pod wpływem szczepień. Sąd powinien być także bardziej rozważny, wysłuąc
    opinii "ekspertów", którzy wypowiadając się na temat szczepień twierdzą, że
    tylko intensywne potrząsanie dzieckiem może spowodować u niego krwotok
    siatkówkowy. To twierdzenie wskazuje jedynie na ich ignorancję. To właśnie
    tacy "eksperci" wciąż namawiają rodziców, aby szczepili swoje dzieci, bezkarnie
    przyczyniając się w ten sposób do wzrostu liczby przypadków obrażeń, jakie
    występują u dzieci po podaniu im szczepionki.


    Wielka Brytania i epidemia odry, której nigdy nie było

    Termin "syndrom Munchausena" odnosi się do osób, które zabijają lub krzywdzą
    dzieci w celu zwrócenia na siebie uwagi. W latach osiemdziesiątycz terminem tym
    określano także przypadki, w których dochodziło do nagłej śmierci noworodków.

    Według Meadowa (1995)16 termin "syndrom Munchausena" został początkowo
    stworzony na potrzeby dziennikarzy. Używano go też w stosunku do osób
    dorosłych, które miały skłonności do opowiadania nieprawdopodobnych historii na
    swój temat, podobnie jak czynił to fikcyjny baron von Munchausen, który
    twierdził, że latał balonem. Obecnie terminu "syndrom Munchausena" używa się
    też w stosunku do rodziców, którzy zmyślają różne historie na temat chorób
    swoich dzieci.

    Termin "syndrom Munchausena" może okazać się cenny i pomocny przy opisywaniu i
    dokumentowaniu przypadków umyślnego krzywdzenia dzieci przez rodziców, którzy
    trują lub wystawiają je na zbędną i często niebezpieczną terapię medyczną.
    Coraz częściej jest to dla niektórych lekarzy także sposób na kamuflowanie
    zauważonych przez nich prawdziwych efektów ubocznych podawanych w Wielkiej
    Brytanii szczepionek, w szczególności przeciwko odrze (M) odrze-śwince-różyczce
    (MMR) i odrze-różyczce (MR). Wiele tysięcy angielskich dzieci (według
    niektórych szacunków nawet piętnaście tysięcy) zaczęło wykazywać oznaki autyzmu
    w połączeniu z zaburzeniami jelitowymi po podaniu im w roku 1994 powyższych
    szczepionek.

    W roku 1994 i 1995 Biuletyn of Medical Ethics (Biuletyn etyki medycznej)
    opublikował na ten temat dwa artykuły. W październikowym artykule z roku 1994
    noszącym tytuł "Czy twoje dziecko rzeczywiście potrzebuje szczepionki przeciwko
    odrze?" podano, że w listopadzie 1994 roku rząd Wielkiej Brytanii chce
    rozpocząć akcję propagandową, której celem jest przekonanie ludzi do
    konieczności masowych szczepień przeciwko odrze wszystkich dzieci w wieku
    pięciu i sześciu lat.

    Rząd twierdził, że ma to na celu zapobieżenie epidemii, która może nastąpić w
    roku 1995. Jej skutkiem może być pięćdziesiąt zgonów na każde dwieście tysięcy
    zachorowań. Według autorów artykułu od roku 1990 w Walii i Anglii zanotowano
    łącznie zaledwie od ośmiu do dziesięciu tysięcy przypadków zachorowań na tę
    chorobę. Jedyna epidemia, jaka w tym czasie wystąpiła, miała miejsce zimą na
    przełomie roku 1993 i 1994 w Szkocji, gdzie odnotowano pięć tysięcy przypadków
    zachorowań na odrę. Jednak w okresie między majem i sierpniem 1994 roku
    wskaźnik zachorowań na tę chorobę gwałtownie zmalał. Tak więc nie istniały w
    rzeczywistości żadne przesłanki, które wskazywałyby na możliwość wybuchu
    epidemii.

    W dziewięciostronicowym artykule pochodzącym z sierpnia 1994 roku można było
    między innymi przeczytać, że 14 września 1992 roku Ministerstwo Zdrowia
    pośpiesznie wycofało z użycia dwa rodzaje szczepionek przeciwko MMR (odra-
    świnka-różyczka). Stało się to po przedostaniu się do prasy przecieku
    mówiącego, że po podaniu tych szczepionek wzrasta ryzyko zachorowania na
    zapalenie opon mózgowych. Obie szczepionki zawierały szkodliwe szczepy Urabe,
    które jak się okazało, powodowały w jednym na tysiąc czterdzieści cztery
    przypadki szczepień zachorowanie na zapalenie opon mózgowych (Yawata, 1994)17.

    Bazując na epidemiologicznym domniemaniu, że w roku 1995 może wybuchnąć
    epidemia odry, do której w rzeczywistości nie doszło, rząd Wielkiej Brytanii
    próbował przeprowadzić podobną akcję ze szczepionką przeciwko różyczce. Owa
    akcja masowych szczepień miała być eksperymentalną alternatywą dla dwuetapowego
    programu szczepień przeciwko odrze-śwince-różyczce. Rząd Wielkiej Brytanii
    umyślnie wprowadził w błąd rodziców w sprawie konieczności szczepień i ryzyka
    związanego z odrą i szczepionką przeciwko niej. Ministerstwo Zdrowia Wielkiej
    Brytanii złamało prawo Unii Europejskiej, które dokładnie określa sposoby
    zawierania kontraktów i gwarantowania określonym firmom farmaceutycznym
    możliwości prowadzenia kampanii związanych z masowym szczepieniem ludności.
    Gdyby akcja szczepień, jaką chciał przeprowadzić rząd Wielkiej Brytanii udała
    się, firmy farmaceutyczne mogłyby mówić o wielkim szczęściu. Stałoby się tak
    dlatego, że właśnie kończył się termin ważności wyprodukowanych w roku 1992
    szczepionek przeciwko odrze i różyczce, na które nie było praktycznie
    zapotrzebowania.

    Skutek akcji masowych szczepień był znikomy. I tak w roku 1995 w Anglii i Walii
    wystąpił dwukrotny wzrost zachorowań na różyczkę w stosunku do tego samego
    okresu z roku 1994 - 412 przypadków zachorowań w porównaniu do 217. Zanotowano
    również sześć przypadków zachorowań na różyczkę kobiet ciężarnych. Dane
    wskazywały, że w pierwszym kwartale roku 1995 odnotowano większą liczbę
    przypadków (11) w stosunku do pierwszego kwartału roku 1994 (9). Poza tym
    lekarze pracujący w szkołach informowali o ustaniu rozprzestrzeniania się odry
    wśród dzieci. Higson (1995)18 opisał przypadek dwóch przedstawicieli
    Ministerstwa Zdrowia Wielkiej Brytanii, którzy próbowali potwierdzić sukces
    masowej akcji szczepień przeciwko odrze i różyczce za pomocą fałszywych danych,
    które w ogóle nie odzwierciedlały rocznych raportów zawierających dane
    dotyczące przypadków za
  • fala9 05.06.06, 09:52
    fałszywych danych, które w ogóle nie odzwierciedlały rocznych raportów
    zawierających dane dotyczące przypadków zakażeń odrą. Stwierdził, że dane
    zebrane na ten temat przez Ministerstwo Zdrowia nie uzasadniają konieczności
    wyasygnowania aż tak wielkich kwot pieniędzy na prowadzenie tak drogiej akcji.
    Rząd Wielkiej Brytanii wydał około dwudziestu milionów funtów na szczepionki
    przeciwko odrze i różyczce, które miały stracić wkrótce ważność.

    Obecnie część z tysiąca pięciuset rodziców uczestniczy w zajęciach, których
    celem jest nauczenie ich, jak rodzić sobie z kłopotami, z jakimi borykają się
    ich dzieci (często są to dzieci autystyczne, które mają także problemy z
    jelitami).

    Wakefield i jego współpracownicy opublikowali w roku 1998 w prestiżowym
    magazynie medycznym Lancet artykuł, w którym opisali przypadki kilkunastu
    dzieci, u których wystąpiły po upływie od jednego do czternastu dni od chwili
    podania im szczepionek przeciwko M, MMR i MR objawy przewlekłego zapalenia
    jelita cienkiego i okrężnicy.19 Przedstawili w nim również swoją teorię na
    temat przyczyn zapadania dzieci na autyzm. Twierdzą oni, że autyzm jest
    spowodowany "nadmiarem opioidu". Ich zdaniem jest to rezultat niepełnego
    rozkładania się i nadmiernego wchłaniania peptydów jelitowych pochodzących z
    takich produktów spożywczych jak jęczmień, ryż, owies i kazeina znajdująca się
    we wszystkich produktach pochodzenia mlecznego będącego rezultatem uszkodzenia
    jelit przez szczepionki. Peptydy te mogą wywoływać efekty opioidowe
    bezpośrednio lub poprzez tworzenie ligandów z enzymami peptydowymi niezbędnymi
    do rozkładania endogennych opioidów znajdujących się w centralnym układzie
    nerwowym, prowadząc do rozregulowania prawidłowo działającego systemu
    neuroregulacji oraz zaburzeń rozwoju mózgu.

    W ostatnim czasie wielu brytyjskich rodziców zwracało się do mnie ze skargami,
    że ich dzieci zaczęły po otrzymaniu szczepionek zachowywać się inaczej oraz
    przejawiać podobne jak opisane powyżej problemy z jelitami. Lekarze, do których
    zwracali się z tymi problemami, mówili im, że te objawy, które opisują, po
    prostu sobie wymyślili, albo sami je spowodowali, aby zwrócić na siebie uwagę.
    Używali przy tym określenia "syndrom Munchausena". To zachowanie lekarzy
    przysparzało rodzicom jedynie cierpienia oraz wielu problemów rodzinnych, w
    niczym nie pomagając ofiarom szczepień. Ich opowieści były wręcz przerażające.


    Edukacja w sprawie zagrożeń wywoływanych przez szczepionki

    Podsumowując należy stwierdzić, że szkody wywoływane przez szczepienia stale
    rosną. Nie dość, że nie polepszają one zdrowia dzieci i innych pacjentów, to
    jeszcze wywołują u nich poważne kłopoty zdrowotne oraz stwarzają wiele
    problemów dla ich rodzin, czyniąc z nich ofiary ofiar.

    Rodzice małych dzieci, które czeka seria szczepień, sami powinni ocenić, czy
    warto je szczepić i narażać na poważne kłopoty zdrowotne. Powinni poznać
    prawdziwe niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą ta nienaukowa, bezużyteczna i
    szkodliwa procedura medyczna. Bez względu na ilość szczepionek, do których
    przyjęcia namawia się ludzi, szczepienia nie są w Australii obowiązkowe
    (chociaż liberalny minister zdrowia zapowiedział, że zamierza to zmienić w
    najbliższej przyszłości, co zabrzmiało mi wręcz jak groźba) i rodzice nie muszą
    poddawać im swoich dzieci. Rodzice, którzy ulegli tej politycznej propagandzie,
    mogą doświadczyć na sobie w pewnym momencie gorzkiej prawdy - mogą zostać
    oskarżeni o spowodowanie obrażeń u swojego dziecka, których rzeczywistą
    przyczyną jest szczepionka.

    Stale namawiam lekarzy, aby kierując się swoim doświadczeniem obserwowali i
    starali się ustalić, czy dana choroba nie została wywołana przez szczepionkę.
    Powinni uważnie słuchać, kiedy ich pacjenci, a zwłaszcza rodzice małych dzieci
    mówią o efektach ubocznych szczepień.

    Niezdolność do uważnego słuchania i obserwowania pacjentów może przyczynić się
    do wzrostu liczby lekarzy, którzy zamiast leczyć będą szkodzić, zamiast pomagać
    w rozwiązaniu problemu będą oskarżać i w końcu zatajać - nieważne czy będą to
    robić umyślnie, czy nie, co zdarza się coraz częściej - przyczyny powstania
    choroby z powodu swojej niekompetencji i niewiedzy. Zapewne "bumerang
    Munchausena" byłby dobrym terminem na określenie tych członków medycznej
    profesji, którzy mnożą ofiary swoich szkodliwych zabiegów, zwłaszcza szczepień.

    Chciałabym przypomnieć wszystkim, którzy nadal sądzą, że korzyści płynące ze
    szczepień znacznie przewyższają wywoływane przez nie szkody, że choroby
    zakaźne, przeciwko którym szczepimy nasze dzieci, są im potrzebne, aby ich
    system immunologiczny mógł dojrzeć. Przejście przez tego rodzaju choroby jest
    dla systemu immunologicznego małego dziecka przełomowym wydarzeniem.
    Zachorowanie na odrę powoduje w rezultacie powstanie ciał odpornościowych nie
    tylko na tę chorobę, ale powstanie nieswoistej odporności na inne, o wiele
    poważniejsze choroby, takie jak choroba zwyrodnieniowa kości i chrząstek
    stawowych, niektóre rodzaje guzów, choroby skóry oraz choroby atakujące system
    immunologiczny (Ronne, 1985)20. Przebycie świnki pozostawia z kolei w systemie
    immunologicznym przeciwciała przeciwko rakowi jajników (West, 1966)21. Tak więc
    nie ma potrzeby chronienia dzieci przed zachorowaniem na choroby zakaźne.

    Co więcej, prowadzone jakiś czas temu badania nad systemem immunologicznym
    dowiodły, że szczepionki wcale nie zwiększają odporności, a jedynie wyczulają
    organizm - zwiększają jego podatność na zapadnięcie na daną chorobę (Craighead,
    1975)22. Jak wiadomo, istnieją zaszczepione dzieci, które cierpią na chroniczne
    dolegliwości chorobowe, takie jak astma czy ciągła infekcja ucha środkowego,
    które są jednymi z wielu efektów ubocznych stosowania szczepionek; dzieci,
    które wykazują objawy uboczne takich chorób, jak zapalenie płuc czy atypowa
    odra, których wystąpienie kończy się w 12 do 15 procentach przypadków zgonami;
    czy wreszcie dzieci, które mogą mieć poważne problemy ze zwalczeniem tak
    pospolitej i nieszkodliwej choroby jak ospa wietrzna. Jest to skutek osłabienia
    ich systemu immunologicznego przez szczepionki.

    Kończąc, proszę wszystkich rodziców, aby zadali sobie kilka pytań. Czy
    zauważyliście, jak usilnie promuje się szczepienia, używając do tego gróźb,
    przymusu, różnego rodzaju oskarżeń oraz kar pieniężnych? Czy przytrafiło się
    wam coś podobnego w przypadku innego produktu? Czy nie bylibyście podejrzliwi i
    nie pytali, czy z produktem, który usilnie narzuca się konsumentom, jest
    wszystko w porządku? Dlaczego tak wielu dobrze poinformowanych rodziców, w tym
    również lekarzy, odmawia poddania swoich dzieci szczepieniom? Czy nie
    powinniście być podejrzliwi w stosunku do całego systemu medycznego, który tak
    bardzo na was naciska? Systemu, który nie chce wziąć odpowiedzialności za
    spowodowanie obrażeń, jakie mogą wystąpić po podaniu szczepionki, i który
    bezprawnie stara się pozbawić was waszego konstytucyjnego, demokratycznego i
    legalnego prawa do kontroli zdrowia zarówno waszego własnego, jak i waszych
    dzieci?

    Dr Viera Scheibner
    Tłumaczenie: Adrian Anaszczak
    "Nexus" nr 1 (3) 1999



  • krtek7 06.06.06, 16:40
    Fala9, wielkie Dziękuję!
  • fala9 07.06.06, 08:52
    nie ma za cosmile wyszperałam to niedawno w sieci
  • agawa5 06.06.06, 13:04
    moze jeszcze ktos cos ciekawego napisze?
  • piastka 28.06.06, 15:11
    Tutaj jest trochę o związkach szczepień z autyzmem:

    www.dzieci.bci.pl/strony/autism/index.html
    Między innymi dlatego nie zdecydowałam się zaszczepić dziecka potrójną
    szczepionką przeciw odrze/śwince/różyczce. Musiałąm tylko napisać oświadczenie.
    Podobnie nie zaryzykowałam szczepionki przeciw tężcowi u starszej córki, u
    której stwierdzono zaburzenia pracy tarczycy prawdopodobnie na tle
    autoimmunologicznym.

    ALe lektura powyższych tekstów jest strasznie przygnębiająca...
  • aga162 29.06.06, 19:53
    Może to trochę nie na temat, ale proszę pomóżcie. Przeczytałam z uwagą i
    przerażeniem szczególnie argumenty przytaczane przez fala. Jestem w strasznej
    rozterce co do szczepienia synka. Synek w wieku 2,5 miesięcy wylądował w
    szpitalu. Było to 18 dni od podania szczepionki (Infanrix, Hiberix, Engerix -
    czyli krztusiec, tężec, błonica, wirusowe zapalenie wątroby typu B). W szpitalu
    bylismy ponad trzy tygodnie i tak na prawdę wyszedł bez 100% diagnozy.
    Zdecydowano, że to rzadka choroba Kawasaki, ale nie wystapiło większość objawów
    tylko dwa główne - gorączka ponad 5 dni (pomimo paracetamolu i antybiotyków) i
    poszerzone naczynko wieńcowe w serduszku. Kiedy podali immunoglobuliny wszystko
    ustąpiło. Początkowo podejrzewali w ogóle sepsę, bo wyszło mu bardzo wysokie
    CRP w kierunku bakteryjnym, ale zadnych bakterii nie wyhodowano! Zanim lekarze
    wymyślili tą Kawasaki, to zdążył niestety dostać 3 antybiotyki. Czy myślicie,
    że mogła to być reakcja na szczepienie??? Lekarze sami do końca nie są pewni co
    to było. A przecież podanie immunoglobulin (czyli przeciwciał) zwiększyło
    odporność i mogło pomóc zwalczyć chorobę nie zależnie od tego co to za choroba.
    Teraz mam drugie szczepienie. I tak przesunęłam sobie termin ze względu na tą
    chorobę synka, ale zastanawiam się, czy wogóle powinnam szczepićsad
    Nie chcę znów przeżywać tego koszmaru. Czy to mogło byc od szczepionki????
    --
    Bartuś
  • anettaa1 29.06.06, 21:04
    moja córcia wtedy 2,5 miesięczna 2 dni po szczepieniu DPT zaczęła sie
    dusić,krztusić,nie mogła złapac oddechu,trzesły jej sie nogi,rączki,była blada
    jak ściana,trafilyśmy do szpitala,leżałyśmy 3 tygodnie,3 antybiotyki bo niby
    zapalenie płuc,ale objawó w w sumie nie było,oczywiście nikt nie przyzna ,że to
    po szczepieniu,ale ja wiem,że tak,bo to wyglądało ja atak.Nie szcepie
    narazie,nie wiem co robić,można sobie wybierac szczepienia,bo na teżca bym
    szczepiła,ale u nas chcą teraz znowu DPT.TEŻ JESTEM Z ŁODZI

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka