• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Zalecenia przed testami Dodaj do ulubionych

  • 08.05.12, 11:42
    Dziś byłam umówić synka na testy z krwi (chodzi głównie o alergeny pokarmowe) i lekarka powiedziała, żeby na kilka dni (7-5) przed testami jeść produkty które mamy sprawdzać w testach bo jeśli będę na takiej diecie jak teraz (kilka produktów) to nic nie wyjdzie bo organizm nie wytworzy przeciwciał. Boję się jak synek zareaguje, a jednocześnie już zastanawiam się co pojem - tyle czasu już na restrykcyjnej, wąskiej diecie jestem...
    Spotkałyście się z podobnymi zaleceniami? Niby się trzyma kupy takie tłumaczenie?
    Zaawansowany formularz
    • 08.05.12, 13:14
      Tak. Spotkałam się z takimi zaleceniami.
      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/17u93e5e8i7m4gbm.png
    • 08.05.12, 16:17
      Bzdura. Poszukałabym mądrzejszego lekarza.

      Kruffa
      • 08.05.12, 16:30
        To nie jest bzdura.
        Testy z krwi wykrywają we krwi przeciwciała, przeciwko określonym alergenom.
        Jeśli się czegoś nie je, to przeciwciał we krwi jest mało i test ich nie wykryje, albo klasa wyjdzie bardzo niska i będzie wprowadzać w błąd.
        Wszystkie testy należy robić po ekspozycji na alergen - inaczej mogą wyjść fałszywie ujemne.
        • 09.05.12, 11:23
          Bzdura. I to nie z teorii, ale z praktyki.
          Moje dziecko nigdy nabiału nie jadło (do chwili robienia testów). Ja byłam na diecie bezmlecznej w ostatnim trymestrze ciąży, a potem nabiału nie jadłam, a młody dostawał BP. I Ige na mleko wyszło mu w którejś tam klasie.
          Poza tym o testach pisałam już wiele razy - zarówno skórnych jak i z krwi. Mogą być tylko wskazówką. Córce wychodzi bardzo wysoka klasa na mleko, a cały nabiał (mleka nie dostaje) może jeść. Na jajko wychodzi niewielkie uczulenie - w cieście i naleśnikach może jeść, a jak zrobiłam jej odzywkę z żółtka to dostała bąbli na plecach.
          Podobnie wyszło na alergeny wziewne.

          Ogólnie wystarczy że matka je coś w czasie ciąży i dziecko dostaje alergen. A podawanie na czym ma polegać? Na tym żeby się dziecko uczuliło - czyli nabrało przeciwciał. Paranoja.
          Podawanie alergenu przed testami jest kretynizmem, bo można w skrajnych przypadkach doprowadzić wstrząsu anafilaktycznego.

          Kruffa
          • 09.05.12, 18:37
            kruffa napisała:

            > Bzdura. I to nie z teorii, ale z praktyki.

            Nie bzdura, tylko naukowy, potwierdzony wielokrotnie fakt - i w teorii i w praktyce prawdziwy.

            Wszystkie testy mogą wyjść fałszywie ujemne, gdy się je robi będąc na diecie, nawet te, które teoretycznie nie zależą od ilości przeciwciał, jak np. test alcat.
            Napisałam, że mogą, więc nie muszą.
            Testy mogą wyjść dodatnie, nawet wtedy, gdy się nigdy w życiu czegoś nie jadło.
            To zależy od tego ile i w jakim tempie organizm wytwarza przeciwciał i jak szybko one znikają, a to sprawa indywidualna każdego alergika. To jest tak, jak z objawami - jeden dostanie ataku anafilaksji, gdy powącha rybę, a drugi musi zjeść kilogram ryb, aby dostać kataru - ale jeden i drugi jest uczulony na ryby.

            Generalnie lepiej jest robić testy po prowokacji, gdy było się na diecie, albo przed rozpoczęciem wszelkich diet.
            Ale to nie znaczy, że za wszelką cenę trzeba dziecku podawać alergeny, jeśli wiemy, że to doprowadzi do znacznego pogorszenia stanu dziecka - matki będące na diecie zwykle wiedzą co można podać, a czego absolutnie nie powinno się dawać.

            Tak samo jest z testami wziewnymi - lepiej jest je robić po okresie pylenia, a nie przed, bo wtedy mogą wychodzić ujemne, pomimo dużej alergii.



            > Moje dziecko nigdy nabiału nie jadło (do chwili robienia testów). Ja byłam na d
            > iecie bezmlecznej w ostatnim trymestrze ciąży, a potem nabiału nie jadłam, a mł
            > ody dostawał BP. I Ige na mleko wyszło mu w którejś tam klasie.


            Jadło nabiał i to bardzo dużo:
            - przez dwa pierwsze trymestry jadłaś nabiał, więc dziecko też miało kontakt z alergenem
            - załóżmy, że potem była przerwa trzymiesięczna, w co nie bardzo wierzę, bo na pewno jadłaś mleko ukryte w gotowych wyrobach
            - potem dziecko dostało BP - to też nabiał, więc kontakt z alergenem był wystarczająco długi, żeby zdążyło nawytwarzać się odpowiednio dużo przeciwciał, aby klasa wyszła wysoka.



            > Poza tym o testach pisałam już wiele razy - zarówno skórnych jak i z krwi. Mogą
            > być tylko wskazówką.Córce wychodzi bardzo wysoka klasa na mleko, a cały nabia
            > ł (mleka nie dostaje) może jeść.


            Nie powinna jeść, bo to się kiedyś odbije na jej zdrowiu, ale oczywiście możesz czekać, aż jakaś konkretna choroba się pojawi i dopiero wtedy ją leczyć. Obyś miała szczęście i żeby nie okazało się, że na pełny powrót do zdrowia, będzie już wtedy za późno.


            Na jajko wychodzi niewielkie uczulenie - w cie
            > ście i naleśnikach może jeść, a jak zrobiłam jej odzywkę z żółtka to dostała bą
            > bli na plecach.

            Moim zdaniem bardzo ryzykujesz karmiąc dziecko czymś od czego dostaje bąbli, ale Twoje dziecko, Twoja sprawa.


            > Ogólnie wystarczy że matka je coś w czasie ciąży i dziecko dostaje alergen.


            Owszem, ogólnie wystarczy, ale nie u wszystkich, dlatego lepiej jest robić testy po prowokacji, bo wtedy ma się większą pewność, że więcej rzeczy wyjdzie.

            A p
            > odawanie na czym ma polegać? Na tym żeby się dziecko uczuliło - czyli nabrało p
            > rzeciwciał. Paranoja.

            Tak, właśnie na tym ma polegać, na tym, żeby wytworzyły się przeciwciała.
            Bez przeciwciał, nie można sprawdzić, czy alergia jest, czy jej nie ma.
            Może to i paranoja, ale póki co, innej metody nie ma.
            Żeby się dowiedzieć, że się ma alergię, to najpierw trzeba doprowadzić do pojawienia się objawów, a bez alergenu objawów nie ma, więc i alergii też nie ma.



            > Podawanie alergenu przed testami jest kretynizmem, bo można w skrajnych przypad
            > kach doprowadzić wstrząsu anafilaktycznego.


            Ano można, ale tak to już jest, że dopóki się do wstrząsu nie doprowadzi, to się nie wie, że można tak zareagować. Jeśli ktoś reaguje "wstrząsowo", na jakiś alergen, to i tak kiedyś ten wstrząs nastąpi. Nie można przecież unikać alergenów na zapas, bo niby jak? Skąd miałoby się wiedzieć, na co jest się uczulonym i czego unikać?
            A jak się już wie, to chyba nie sądzisz, że ktoś będzie takim kretynem, żeby dać dziecku coś, od czego reakcja jest taka gwałtowna, że może doprowadzić do wstrząsu.


            • 09.05.12, 23:48
              Znowu powołujesz się na fakty naukowe, tylko nie wiadomo dokładnie jakie.

              Testy wziewne ( na pyłki roślin, kurz domowy, alergeny zwierzęce) nie znikają. Jeżeli ktoś na nie uczulony na pyłki to niezależnie czy jest okres pylenia czy go nie ma , przeciwciała są obecne.

              Alergia pokarmowa może byc IgE zależna i IgE niezależna.
              Przy IgE niezależnej , jak sama nazwa wskazuje , przeciwciał nie ma.

              Kasia e-27 napisała:
              "Ano można, ale tak to już jest, że dopóki się do wstrząsu nie doprowadzi, to si
              > ę nie wie, że można tak zareagować. Jeśli ktoś reaguje "wstrząsowo", na jakiś a
              > lergen, to i tak kiedyś ten wstrząs nastąpi. Nie można przecież unikać alergenó
              > w na zapas, bo niby jak? Skąd miałoby się wiedzieć, na co jest się uczulonym i
              > czego unikać?

              Takiej głupoty już dawno nie czytałam. czy TY wiesz na czym polega wstrząs anafilkatyczny?
              Jest to stan zagrożenia życia.

              Wypisujesz takie głupoty że to przestaje być śmieszne tylko jest straszne.
              A najgorsze jest to że dajesz "autorytatywne" rady, które mogą przynieść więcej szkody niż pożytku.












              • 10.05.12, 09:36
                To alergikowi może nie powinno się wcale rozszerzać diety? Bo przecież nie ma w 100% bezpiecznego jedzenia, które nikogo na pewno nie uczuli.
                Ja jestem zdesperowana, osłabiona na skąpej diecie, że od południa czuję się jak bardzo chora osoba. Może dowiem się z tych testów czegoś, a może będę miała pecha i nic się nie dowiem.
                I tak lekarze zalecają rozszerzenie diety i mojej i dziecka więc tak czy tak prędzej zareaguje na coś. Oczywiście w ramach ekspozycji nie zjem słoiczka miodu czy kilograma pomidorów. Myślę, że wszystko po trochu.

                A dziecko po jedzeniu Pepti jak najbardziej mogło wytworzyć przeciwciała- bo on jest mniej shydrolizowany niż Nutramigen dla dzieci, które nie wszystkie te mleczne białka uczulają, a jedynie ich część.
                Na reszcie się nie znam i właściwie nie mam czasu szukać.
                Dziękuję za wszystkie opinie.
                • 10.05.12, 11:58
                  Testy zrób, ale nie podawaj żadnych alergenów przed nimi.
                  One mogą być dla ciebie wskazówką, ale nie będą wyrocznią. Jeśli na coś wyjdzie ci mniejsze uczulenie lub jego brak - możesz spróbować podać. Pamiętaj, ze nie będzie o w 100% oznaczało, że dziecko nie jest na coś uczulone.


                  Kruffa
                  • 10.05.12, 12:25
                    Kruffa, zgadzam sie z Toba. Dokladnie w taki sposob traktuje wyniki testow.
                    --
                    http://lb5m.lilypie.com/KyW2p2.pnghttp://lb3m.lilypie.com/dl7sp2.png
              • 11.05.12, 00:56
                parietaria napisała:

                > Znowu powołujesz się na fakty naukowe, tylko nie wiadomo dokładnie jakie.


                Nie powoływałam się na żadne fakty, tylko napisałam, że jest to fakt naukowy - to taka drobna różnica...
                Fakty naukowe to według internetowej encyklopedii: "pewne uogólnienia, oparte na wielu spostrzeżeniach dokonanych w trakcie pracy badawczej" - oparte na wielu spostrzeżeniach, więc nie można ich przypisać jednemu człowiekowi, który je odkrył, ale to nie oznacza, że są nieprawdziwe, bo jeśli wielu ludzi obserwuje to samo, to znaczy, że jest to prawda.



                >
                > Testy wziewne ( na pyłki roślin, kurz domowy, alergeny zwierzęce) nie znikają.
                > Jeżeli ktoś na nie uczulony na pyłki to niezależnie czy jest okres pylenia czy
                > go nie ma , przeciwciała są obecne.


                Więc jak wytłumaczysz, to że w mojej rodzinie wszyscy mają testy ujemne, gdy robią je w grudniu, a dodatnie z baaardzo dużym odczynem, gdy robią je w maju?
                Wymyślisz jakąś inną teorię, poza znikającymi przeciwciałami? Chętnie się z nią zapoznam.


                >
                > Alergia pokarmowa może byc IgE zależna i IgE niezależna.
                > Przy IgE niezależnej , jak sama nazwa wskazuje , przeciwciał nie ma.

                Nie ma przeciwciał IgE.
                A inne?


                >
                > Kasia e-27 napisała:
                > "Ano można, ale tak to już jest, że dopóki się do wstrząsu nie doprowadzi, to s
                > i
                > > ę nie wie, że można tak zareagować. Jeśli ktoś reaguje "wstrząsowo", na j
                > akiś a
                > > lergen, to i tak kiedyś ten wstrząs nastąpi. Nie można przecież unikać al
                > ergenó
                > > w na zapas, bo niby jak? Skąd miałoby się wiedzieć, na co jest się uczulo
                > nym i
                > > czego unikać?
                >
                > Takiej głupoty już dawno nie czytałam. czy TY wiesz na czym polega wstrząs anaf
                > ilkatyczny?
                > Jest to stan zagrożenia życia.


                Nie wiem, to może mnie oświeć i wytłumacz mnie i wszystkim innym, na czym polega wstrząs anafilaktyczny.
                A przy okazji może też wytłumacz, w jaki sposób można się dowiedzieć (przewidzieć?), że od czegoś wstrząs nastąpi, zanim jeszcze wystąpił?
                I jak można wstrząsu uniknąć, nie wiedząc nawet, na co się jest uczulonym - bo przecież to stan zagrażający życiu, więc taka wiedza, byłaby bardzo przydatna!
                Możesz wszystkich o tym poinformować?




                • 12.05.12, 00:23
                  e-Kasia 27 napisała:
                  > Nie powoływałam się na żadne fakty, tylko napisałam, że jest to fakt naukowy -
                  > to taka drobna różnica...

                  Chyba nie panujesz nad tym co piszesz.

                  W alergii IgE niezależnej jest tzw, mechanizm komórkowy ( sprawdź w wikipedii chociażby)

                  e-Kasia 27 napisała:
                  I jak można wstrząsu uniknąć, nie wiedząc nawet, na co się jest uczulonym - bo
                  > przecież to stan zagrażający życiu, więc taka wiedza, byłaby bardzo przydatna!

                  Na szczęście wstrząs anafilaktyczy nie jest powszechną reakcją alergiczną.
                  Można to przewidzieć wykonując specjalistyczne testy które wykazują na jakie białko alergizujace jest uczulenie.

                  Np. uczulenie na orzech ziemny: w zależności od tego na jaki komponent (białko)alergenu jest uczulenie , można przewidzieć wystąpienie silnych reakcji.

                  Alergologia nie stoi w miejscu, jest bardzo duży postęp w tej dziedzinie, wystarczy trochę poczytać. Lansowane przez Ciebie teorie są już trochę przestarzałe.








                  • 12.05.12, 09:28
                    Abstrahując od waszych różnic zdań - Pediatrzyca moich dzieci jest również alergologiem. W stosunku do nowych trendów zaleca ostrożność. Ponoć co jakiś czas wyskakują jakieś nowe teorie na temat postępowania, a po jakimś czasie wraca się do praktykowania według wcześniejszej wiedzy. Ta dyskusja wynikła właśnie po tym jak od jednej lekarki w szpitalu usłyszałam, że teraz zalecają jednak podawać trochę pokarmów, które uczulają. Ja nie byłam do tego przekonana bo jednym z objawów alergii u mojego dziecka są bóle brzucha więc rozmawiałam o tym jeszcze z pediatrą, która powiedziała jak wyżej opisałam.
                  • 14.05.12, 20:06
                    parietaria napisała:


                    > Na szczęście wstrząs anafilaktyczy nie jest powszechną reakcją alergiczną.

                    Skoro, to nie jest powszechnie występujące zjawisko, to dlaczego trzeba się go według Ciebie, aż tak bać, żeby dziecku przed testami nie podawać alergenów, które mają być sprawdzane?


                    > Można to przewidzieć wykonując specjalistyczne testy które wykazują na jakie bi
                    > ałko alergizujace jest uczulenie.

                    No, niby można, tyle że, nie ma testów na wszystkie występujące w przyrodzie białka, a nigdy nie wiadomo, na co jest się aż tak uczulonym, że aż nastąpi wstrząs.
                    Po drugie, nikt nie robi żadnemu alergikowi wszystkich, nawet tych testów, które są dostępne, bo jest to fizycznie nie możliwe, więc takie tłumaczenie, że można przewidzieć wstrząs na podstawie badan, to o kant... można potłuc.


                    > Np. uczulenie na orzech ziemny: w zależności od tego na jaki komponent (białko)
                    > alergenu jest uczulenie , można przewidzieć wystąpienie silnych reakcji.

                    Pokaż mi chociaż jeden gabinet alergologiczny, w którym przed wystąpieniem wstrząsu jakiś alergolog zleci wykonanie testów na poszczególne białka występujące w fistaszkach!
                    a i po wystąpieniu wstrząsu po fistaszkach, nie ma sensu takich badań robić, bo i po co - przecież i tak fistaszka, jako całości zjeść nie będzie można, więc po co wiedzieć, które białko jest tym uczulającym? Takie badania robi się w celach naukowych, a nie diagnostycznych!

                    Przecież tego się nie robi, bo nie ma takiej potrzeby!
                    Takie specjalistyczne badania, robią wtedy, gdy jest taka konieczność, czyli gdy u kogoś występują sytuacje zagrażające życiu.
                    A poza tym wstrząs może być po wszystkim, nie tylko po fistaszkach, więc takie twoje tłumaczenie jest sensu.




                    > Alergologia nie stoi w miejscu, jest bardzo duży postęp w tej dziedzinie, wysta
                    > rczy trochę poczytać. Lansowane przez Ciebie teorie są już trochę przestarzałe.

                    Tak, tak bardzo duży postęp w tej dziedzinie można zaobserwować, szczególnie w gabinetach alergologów!
                    Sterydzik i do domu!
                    Nawet testów nie chcą robić, bo są przecież niewiarygodne, więc nie mają sensu.

            • 10.05.12, 12:07
              Wiesz e-kasia27 jaka jest między nami różnica?
              Ja mam coraz zdrowsze dzieci (doskonale rozwijające się fizycznie i intelektualnie, córce cofnęła się nawet alergia wziewna, po AZS nie ma właściwie śladu) a twoje (z tego co piszesz) mają nieustające problemy z alergią.
              Nie chce mi się nawet komentować tego co napisałaś, bo sama sobie przeczysz.

              Pozostanę więc przy tym czego nauczyła mnie alergolog moich dzieci, bo dzięki temu mają się coraz lepiej i żyją prawie jak ich rówieśnicy.

              Kruffa
              • 10.05.12, 12:59
                Oczywiście, że testy nie będą wyrocznią, a jedynie wskazówką.
                Co do ekspozycji na alergeny to nie zamierzam nawet przez moment karmić nimi synka. On ma niespełna 9 m-cy i przez alergię nadal jest karmiony wyłącznie piersią. Jeśli miałoby miejsce podawania alergenów to tylko w formie bezpieczniejszej bo ja zamierzałam kosztować (nie objadać się) różności.
                Oczywiście dodam, że pytam by poznać wasze opinie i doświadczenia, które sobie cenię ale wiem, że decyzję muszę podjąć sama bo to na mnie ciąży odpowiedzialność.
                • 10.05.12, 14:13
                  Moim zdaniem nie powinnaś "kosztować". Podejrzewam, że w ciąży jadłaś niemal wszystko, więc jeśli coś miało dziecko zaalergizować to i tak już się to stało.
                  Jak teraz będziesz próbować, tylko rozwiniesz jego alergię, a przecież nie o to ci chodzi.

                  Dla pocieszenia: mojej córce nie udało się nic wprowadzić do końca 9 m-ca, uczulona była na najbardziej podstawowe produkty. Dziś żyje w sumie normalnie, z pokarmowych uczuleń zostało niewiele.

                  Kruffa
                  • 11.05.12, 01:37
                    kruffa napisała:

                    > Dziś żyje w sumie normalnie, z po
                    > karmowych uczuleń zostało niewiele.


                    Żyjesz złudną nadzieją. Twoje dzieci są jeszcze małe.
                    Nie życzę źle ani Tobie, ani Twoim dzieciom, ale może się okazać, że prawdziwe problemy dopiero przed Wami.

                    To, że u kilkulatka zanikają objawy, to zwykle standard i wtedy szczęśliwi rodzice wprowadzają (za namową alergologów zresztą!) do jedzenia wszystko, czego przedtem nie mogli, a potem po paru latach zaczyna się marsz po lekarzach z powodu pojawiających się kolejno chorób o podłożu alergicznym, których nikt już wtedy z alergią niestety nie wiąże, bo przecież dziecko wyrosło z alergii!
                    Nie wyrosło, bo z alergii się nie wyrasta, zmieniają się tylko objawy.
                    Jeżeli alergik je alergeny, to w jego organizmie cały czas toczy się destrukcyjny proces, chociaż go nie widać.
                    To taka loteria, rosyjska ruletka, nigdy nie wiadomo gdzie i kiedy trafi.
                    A może trafić we wszystko - nerki, serce, płuca, stawy, mózg, wątroba, trzustka....
                    • 12.05.12, 00:45
                      Kolejny histeryczny opis.

                      Po pierwsze, duża liczba dzieci faktycznie wyrasta z alergii pokarmowej.
                      Po drugie , to co nazywa się marszem alergicznym czyli : z wiekiem zmniejsza się reakcja na alergeny pokarmowe ale wzrasta wrażliwość na alergeny wziewne i te reakcje dominują.
                      Pewnie że u niektórych osób pozostaje w tle reakcja na alergeny pokarmowe. Ale po to jest diagnostyka żeby to sprawdzić.


                      • 14.05.12, 20:25
                        parietaria napisała:

                        > Kolejny histeryczny opis.
                        >
                        > Po pierwsze, duża liczba dzieci faktycznie wyrasta z alergii pokarmowej.

                        Nikt nigdy nie wyrasta z alergii pokarmowej.
                        U niektórych zanikają objawy - głównie takie, jak wysypki, bóle brzucha, wymioty, ciągłe chorowanie na gardło, oskrzela, płuca, czasem katar.


                        > Po drugie , to co nazywa się marszem alergicznym czyli : z wiekiem zmniejsza s
                        > ię reakcja na alergeny pokarmowe ale wzrasta wrażliwość na alergeny wziewne i
                        > te reakcje dominują.

                        Nic podobnego.
                        Marsz alergiczny to pojawianie się coraz to nowych chorób spowodowanych alergią.
                        Reakcje wziewne wcale nie muszą dominować.
                        Problem w tym, że reakcje powodowane przez alergeny pokarmowe są bagatelizowane przez pacjentów i lekarzy też, i traktowane na zasadzie, że przecież to jest normalne.
                        Normalne jest że boli głowa, normalne jest, że ma się wzdęcia, normalne jest, że ma się rozwolnienie, albo zaparcie, normalne jest, że boli brzuch, normalne jest, że ciągle boli gardło, że robią się afty, że ma się przerośnięte migdały, że ma się zapchany nos, że ma się ciągle kaszel, że puchną nogi i ręce, że ma się sucha pękającą skórę itp. itd. - a tymczasem, to wcale nie jest normalne, bo to są objawy alergii, których można nie mieć, gdy się wyeliminuje ze swojego życia alergeny pokarmowe.


                        > Pewnie że u niektórych osób pozostaje w tle reakcja na alergeny pokarmowe. Ale
                        > po to jest diagnostyka żeby to sprawdzić.

                        Czy Ty kiedyś próbowałaś zdiagnozować alergię!
                        Bo mam wrażenie, że chyba nie.
                        Brak testów na bardzo duża ilość alergenów.
                        Mała dostępność różnorodnych testów w gabinetach.
                        Bardzo mała człość większości testów nie przekraczająca zwykle 50% - czyli na dwoje babka wróżyła.

                        Faktycznie, diagnostyka może wszytko wyjaśnić!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



                        • 14.05.12, 23:26
                          Bredzisz kobieto.
                          Według Polskiego stanowiska Alergii pokarmowej dzieci i młodzieży :
                          "Większość dzieci z nadwrażliwością pokarmową rozpoznaną i leczoną w okresie niemowlęcym i wczesnodziecięcym "wyrasta" z tej choroby ( ok. 80% do 4-5 roku życia). U pozostałych chorych stan przetrwałych nadwrażliwości pokarmowej jest indywidualnie zróżnicowany w czasie. Podczas "wyrastania" z nadwrażliwości pokarmowej kilka czynników w którym za najważniejsze należy uznać: wiek pacjenta w którym rozpoznano chorobę i wdrożono leczenie ( w tym diete eliminacyjną) nasilenie objawów chorobowych i wyzwalające je mechanizmy patogenetyczne ( IgE zależny , IgE niezależny mieszany, komórkowy) oraz rodzinne obciążenie chorego atopią i/lub alergią.
                          Nabywanie tolerancji pierwotnie szkodliwego pokarmu szybciej i w większym odsetku u chorych z nadwrażliwością pokarmową IgE niezależną niż u chorych u których objawy chorobowe są wyzwalane z udziałem mechanizmu patogenetycznego IgE zależnego ( atopowego).

              • 11.05.12, 01:20
                kruffa napisała:

                > Wiesz e-kasia27 jaka jest między nami różnica?
                > Ja mam coraz zdrowsze dzieci (doskonale rozwijające się fizycznie i intelektual
                > nie, córce cofnęła się nawet alergia wziewna, po AZS nie ma właściwie śladu) a
                > twoje (z tego co piszesz) mają nieustające problemy z alergią.

                Musiałaś mnie z kimś pomylić, nigdy nie pisałam, że moje dzieci mają nieustające problemy z alergią. Nie mogłam tak napisać, bo moje dzieci nie mają żadnych problemów z alergią od wielu lat. Nie miały ich jeszcze na długo przed tym, jak zaczęłam pisać na tym forum i nie mają ich teraz.

                A różnic miedzy nami jest znacznie więcej niż tylko stan zdrowia naszych dzieci.
                (Nawiasem mówiąc w tej licytacji przegrywasz, bo Twoje dzieci dopiero są "coraz zdrowsze", co zresztą przy Twoim podejściu do alergii, może się okazać bardzo złudne, a moje są zdrowe od dawna.)
                Na przykład taka różnica, że ja nie piszę nikomu, że to co napisał, to bzdura bez wyjaśnienia dlaczego uważam, to za bzdurę, a Ty to robisz nagminnie.




                > Nie chce mi się nawet komentować tego co napisałaś, bo sama sobie przeczysz.

                Koronny argument Kruffy w każdej niemal dyskusji ze mną, jak zaczyna brakować argumentów to: "Nie chce mi się nawet komentować tego co napisałaś" - no cóż, skoro nie stać Cię na konstruktywna krytykę, to trudno, już się do tego przyzwyczaiłam.
                Ale innym w ten sposób też nie pomagasz, bo gdybyś się jednak postarała podyskutować rzeczowo i podać jakieś kontrargumenty, to może coś pozytywnego by z tego wynikło dla innych, którzy by to przeczytali.
                Może też by mieli szansę, aby uznać, to co ja napisałam za bzdurę, a tak zamykasz im drogę do wiedzy, bo piszesz, że to bzdura, a nie piszesz dlaczego.

                • 11.05.12, 09:09
                  Podjęłam decyzję, że wolę przez jeden tydzień narazić synka na alergeny (w moim mleku) bo może to pomoże nie narażać go na alergeny przez kolejne lata (taki bilansik zrobiłam).
                  Logicznie - rozszerzając mu dietę czy to w 9 czy 12 m-cu życia i tak narażałabym go na alergeny - zanim się połapę co mu szkodzi więc nie sądzę. A tak jak pisałam, sama moja dieta eliminacyjna doprowadziła mój organizm do stanu wyczerpania. Nie chcę ani szkodzić dziecku ani czekać na wypadnięcie moich włosów, zębów czy zawał...
                  Trzymajcie za nas kciuki, żeby testy wyszły wiarygodnie.
                • 11.05.12, 09:40
                  >Ale innym w ten sposób też nie pomagasz, bo gdybyś się jednak postarała podyskutować >rzeczowo i podać jakieś kontrargumenty, to może coś pozytywnego by z tego wynikło dla >innych, którzy by to przeczytali.

                  Ja na tym forum jestem od prawie 9 lat. Na początku sama dostałam wiele pomocy, potem sama pomagałam i gdy mam czas robię to do dziś, gdy mam czas. Więc argument o niepomaganiu jest trochę "od czapy".
                  Przykro mi, ale na dyskusję z twoimi tezami nie mam zwyczajnie czasu. Nie mam czasu ani siły przekonywać kogoś o tak radykalnym podejściu jak twoje, a które uważam za wręcz szkodliwe.
                  Wolę przekazać wiedzę, którą posiadam, a którą "nabyłam" od lekarki moich dzieci (kobieta leczy już dzieci swoich dawnych pacjentów i ma duże sukcesy w wyciąganiu dzieci z alergii) jak również tą którą zdobyłam sama w wyniku własnych doświadczeń.
                  Każda moja wizyta u lekarki to nie tylko badanie dzieci i "suche" zalecenia, ale też rozmowa z której zarówno ona jak i ja wyciągamy wnioski dotyczące leczenia moich dzieci.
                  A tak btw twoich poglądów:
                  Okazało się, że na świecie na konferencja coraz częściej dyskutują kwestię (gdy dziecko jest starsze - np. takie jak moje) podawanie bardzo małych ilości alergenu w ilości nie powodującej reakcji, ponieważ jego 100% wycofanie z diety na całe lata może spowodować po kilku latach (gdy organizm przypadkiem się z nim zetknie) wstrząs anafilaktyczny lub nawet śmierć. Odnotowywano już takie przypadki.

                  Kruffa
                  • 14.05.12, 20:56
                    kruffa napisała:


                    > Ja na tym forum jestem od prawie 9 lat. Na początku sama dostałam wiele pomocy,
                    > potem sama pomagałam i gdy mam czas robię to do dziś, gdy mam czas. Więc argum
                    > ent o niepomaganiu jest trochę "od czapy".

                    Argument o "nie pomaganiu" dotyczył tylko i wyłącznie tego jednego przypadku (gdy piszesz, że coś jest bzdurą i nie piszesz dlaczego), a nie Twojej działalności na forum w ogóle, bo tę popieram w całej rozciągłości i cenię. Chodziło m tylko o to, że jak się ze mną, czy z kimś innym nie zgadzasz, to mogłabyś napisać dlaczego i podać jakieś konkretne argumenty, na poparcie swojego niezgadzania się, bo to by innym mogło coś wyjaśnić i pomóc podjąć decyzję. W alergologi jeszcze bardzo dużo rzeczy jest niewiadomych, bo to dziedzina bardzo trudna i mało jeszcze zbadana.
                    Mnie nie musisz do niczego, przekonywać, bo ja mam swoje zdanie na określone tematy, wypracowane w toku wieloletnich doświadczeń i obserwacji - chodzi mi o innych, którzy czytają to forum, po to żeby sobie jakieś zdanie wyrobić - im z pewnością taka dyskusja pokazująca różne rozumienie tego samego zjawiska mogłaby się przydać.

                    > Przykro mi, ale na dyskusję z twoimi tezami nie mam zwyczajnie czasu. Nie mam c
                    > zasu ani siły przekonywać kogoś o tak radykalnym podejściu jak twoje, a które u
                    > ważam za wręcz szkodliwe.

                    Masz prawo uważać za szkodliwe, tak samo, jak ja mam prawo uważać za szkodliwe takie liberalne podejście, jak Twoje.



                    > A tak btw twoich poglądów:
                    > Okazało się, że na świecie na konferencja coraz częściej dyskutują kwestię (gdy
                    > dziecko jest starsze - np. takie jak moje) podawanie bardzo małych ilości aler
                    > genu w ilości nie powodującej reakcji, ponieważ jego 100% wycofanie z diety na
                    > całe lata może spowodować po kilku latach (gdy organizm przypadkiem się z nim z
                    > etknie) wstrząs anafilaktyczny lub nawet śmierć. Odnotowywano już takie przypad
                    > ki.


                    Mowa jest o małych ilościach alergenu, a nie o stałym jego jedzeniu.
                    To wcale nie kłóci się z moimi poglądami.
                    Małe ilości alergenu i tak człowiek zawsze zje, nawet, żeby się starał wcale nie jeść czegoś, bo 100% wykluczenie jest po prostu praktycznie niemożliwe z uwagi na zbyt rozbudowany przemysł spożywczy.

                    Wstrząs anafilaktyczny, to nie jest to, co w alergii jest najgorsze.
                    Wprawdzie jest on najgwałtowniejszą reakcją i może natychmiast doprowadzić do śmierci, ale jest to reakcja statystycznie bardzo rzadko występująca.
                    O wiele bardziej niebezpieczne jest podstępne działanie alergenów, które dotyczy bardzo wielu osób, którego właściwie nie widać, a kiedy już go widać, to zwykle człowiek( chociaż natychmiast nie umiera) pozostaje chory już czasem na całe życie i przez resztę życia musi się borykać z bardzo meczącą nieraz i kłopotliwą chorobą.
                    • 15.05.12, 08:06
                      Pozwolę sobie włączyć się do dyskusji. Ale nie po to, by z Wami polemizować, bo z moją wiedzą i doświadczeniem nawet do pięt wam nie dorastam, tylko po to, by zrozumieć…

                      e-kasia - Czy udało Ci się trafić na lekarza, którego zalecenia są zgodne z Twoimi przekonaniami?
                      Pytam, bo mi się nie udało. Spotykałam się głównie z ignorancją i bagatelizowaniem problemu. Schemat postępowania alergologów jest typowy.
                      - znaleźć alergeny
                      - wykluczyć je z diety
                      - poczekać, aż znikną wszelkie objawy
                      - wprowadzać alergeny ponownie do menu (i tu są różne opcje – po 3 miesiącach, po pół roku, po roku…wink
                      - pomijam tu takich, co każą się nie przejmować i czekać, aż dziecko wyrośnie

                      Sęk w tym, że jeśli przyjmiemy, że to Ty masz rację, to wychodzi na to, że wszyscy lekarze działają na szkodę pacjentów. Narażają zdrowie, a nawet życie naszych dzieci swoimi zaleceniami. Dlaczego? Dlaczego gro tęgich głów, jeżdżących na konferencje, sympozja i inne naukowe spotkania, robiące doktoraty z dziedziny alergologii nie wpadło na coś, co odkryła mama 3 alergików? Wiem, że alergologia jako nauka jest jeszcze w powijakach. Ale dlaczego zatem przyjęto najgorszy (wg Ciebie) z możliwych wariantów – nakłanianie pacjentów do spożywania alergenów. Dlaczego odmawia się dzieciom hydrolizatów i wysyła na badania, które mają udowodnić, że dziecku ww preparat nadal jest potrzebny, bo alergia mogła minąć. Muszą być jakieś podstawy naukowe, że został przyjęty taki, a nie inny schemat leczenia alergii…
                      • 15.05.12, 10:11
                        Domisar ciekawe pytanie.
                        Ja powiem ci coś z moich doświadczeń z trójką moich małych alergików.
                        Żaden lekarz (pediatra, alergolog, neonatolog) i żadna położna odwiedzająca nas w ramach patronażu nie powiedzieli mi, że moje dzieci nie mogą samoistnie się wypróżnić (bez np czopków glicerynowych itp- długo by opisywać jak kombinowałam, żeby mogły się wypróżnić) z powodu jakiegoś alergenu. Przy trzecim dziecku sama to zaobserwowałam i wymieniam to jako objaw alergii w rozmowach z lekarzami, żeby wiedzieli i mogli pomóc komuś kto tego potrzebuje. Dlaczego nie wiedzieli?!
                        Najstarsza córka ma 6 lat. Kiedy była niemowlęciem żaden lekarz , z którym się zetknęłam nie miał pojęcia, że można mieć uczulenie na marchewkę.
                        Mój najmłodszy dostał w wieku 6 m-cy skórkę od chleba w ramach ekspozycji na gluten i tak silnie zareagował, że ja musiałam przestać spożywać pszenicę w każdej postaci bo od tamtej pory na nią źle reagował - alergolog powiedziała" e...nie, to pewnie reakcja na jakieś konserwanty w chlebie" (a zrezygnować musiałam nie tylko z chleba ale z całej pszenicy).
                        Pediatrzyca (ze specjalnością z alergologii) sądziła, że do każdego chleba dodawane jest mleko...
                        Jak widzę, że moim córką wyskakują jakieś wysypki, czerwone plamy, pobolewają brzuchy, mają cuchnący oddech to leczę je na pasożyty i wszystko mija. Leczę nalewką Kapucyńską bo lekarze bagatelizują temat i nie umieją prawidłowo leczyć - u nich zaczyna się od badania kału na jaja pasożytów lub krwi na glisty (jakby istniała tylko jedna glista...) i one zawsze wychodzą ujemne,a poprawa, odziwo po przeleczeniu jest kolosalna.
                        To przecierz lekarze. Dlaczego przeczą obserwacjom mam? Bo mamy to nie naukowcy i nie obserwują swoich dzieci w labolatorium? Dlaczego same musimy decydować, które postępowanie dla naszych dzieci będzie najlepsze?
                        Pewnie można by tak jeszcze długo wymieniać i przytaczać przykłady.
                      • 15.05.12, 15:52
                        domisar napisała:

                        > Pozwolę sobie włączyć się do dyskusji. Ale nie po to, by z Wami polemizować, bo
                        > z moją wiedzą i doświadczeniem nawet do pięt wam nie dorastam, tylko po to, by
                        > zrozumieć…
                        >
                        > e-kasia - Czy udało Ci się trafić na lekarza, którego zalecenia są zgodne z Two
                        > imi przekonaniami?

                        Tak, nawet nie jednego.
                        Jeśli chodzi o polskich lekarzy, to najbliżej moich przekonań jest chyba dr Danuta Myłek, która niestety przez wielu ludzi (także alergologów i innych lekarzy) uznawana jest za "nawiedzoną wariatkę".




                        > Pytam, bo mi się nie udało. Spotykałam się głównie z ignorancją i bagatelizowan
                        > iem problemu. Schemat postępowania alergologów jest typowy.
                        > - znaleźć alergeny
                        > - wykluczyć je z diety
                        > - poczekać, aż znikną wszelkie objawy
                        > - wprowadzać alergeny ponownie do menu (i tu są różne opcje – po 3 miesią
                        > cach, po pół roku, po roku…wink
                        > - pomijam tu takich, co każą się nie przejmować i czekać, aż dziecko wyrośnie
                        >

                        To typowy schemat postępowania, chociaż trochę stary (żeby nie powiedzieć przestarzały!), ale nadal praktykowany.
                        Bazuje on na tym, że u większości dzieci początkowe objawy w postaci wysypek, bólu brzucha, biegunek ustępują zwykle po okresie niemowlęcym., najczęściej do trzeciego roku życia.
                        Innych chorób wynikających z alergii nie bierze się pod uwagę, lecząc je objawowo i nazywając idiopatycznymi, czyli pierwotnymi, o nieznanym podłożu, gdy tymczasem objawy tych chorób często ustępują po wykluczeniu z diety alergenów.

                        > Sęk w tym, że jeśli przyjmiemy, że to Ty masz rację, to wychodzi na to, że wszy
                        > scy lekarze działają na szkodę pacjentów.


                        Nie wszyscy.
                        Kiedy mój syn był mały obłaził ze skóry, wymiotował, nie chciał jeść, bolała go głowa i miał mnóstwo innych objawów, łaziłam od jednego lekarza, do drugiego, zlecali kolejne badania, z których nic nie wynikało(według mnie, bo dla lekarzy wynikało, że dziecko jest zdrowe i ....symuluje chorobę! - w związku z czym radzili udać się do psychiatry), przepisywali tony lekarstw, aż trafiłam do pani doktor(nawet nie pamiętam, jak ona się nazywała), która bardzo mi pomogła, chociaż nic nie zrobiła. Powiedziała mi, że jak chcę, to może mi zlecić kolejne badania, przepisać kolejne leki, ale jeśli naprawdę chcę mieć zdrowe dziecko, to muszę sama coś z tym zrobić, bo żaden alergolog mi nie pomoże - po pierwsze dlatego, że alergologia w Polsce jest w powijakach, po drugie dlatego, że nie ma możliwości ustalenia wszystkich alergenów metodą badań, po trzecie dlatego, że tylko ja jestem na co dzień z dzieckiem i widzę, jak ono i na co reaguje, i jak się czuje.

                        Narażają zdrowie, a nawet życie naszy
                        > ch dzieci swoimi zaleceniami. Dlaczego?


                        Może dlatego, że presja społeczeństwa jest zbyt duża.
                        Może dlatego, że większość ludzi (także lekarzy) nie wyobraża sobie, że można żyć, bez mleka, chleba, ziemniaków, marchewki, jabłek...
                        Może dlatego, że ludziom łatwiej jest przyjąć do wiadomości, to że można przeszczepić serce, bo to postęp medycyny jest, niż to, że jabłka mogą szkodzić i powodować choroby, bo to przecież jest jakiś idiotyzm.
                        Może dlatego, że gdyby nagle wszyscy uwierzyli w to, że jedzenie jest szkodliwe, to cały przemysł spożywczy, rolny, hodowlany, medyczny musiałby się załamać.


                        Dlaczego gro tęgich głów, jeżdżących na
                        > konferencje, sympozja i inne naukowe spotkania, robiące doktoraty z dziedziny
                        > alergologii nie wpadło na coś, co odkryła mama 3 alergików?


                        Wpadło, wpadło, tyle, że to się jeszcze nie przyjęło w oficjalnej medycynie, bo jest zbyt skrajnym poglądem, który wymagałby zmiany światopoglądu zakorzenionego od wieków w ludzkich umysłach.
                        Przeceniasz zbytnio moje odkrywcze możliwości.
                        Niczego nowego nie odkryłam, powtarzam tylko to, co wyczytałam w literaturze, a co w wielu przypadkach znane jest niektórym od co najmniej 30-stu lat.
                        Czytam, wyciągam wnioski, widzę, że to co napisali jest zgodne niemal w 100%-tach z moimi własnymi obserwacjami, więc staram się tę wiedzę przekazywać innym, aby też mogli skorzystać i wrócić do zdrowia.
                        To, czy ktoś woli jeść wszystko i chorować, czy nie jeść i być zdrowym, to tylko kwestia wyboru sposobu życia, bo alergia, to nie choroba, to sposób życia, bardziej świadomy, ze zwracaniem uwagi na to, co jest dla mnie dobre, a co nie.
                        Jedzenie jest szkodliwe dla wszystkich, ale alergicy z wyraźnymi objawami mają ten przywilej, że mają szansę wiedzieć o tym, że jest szkodliwe i mogą zdecydować, czy chcą być zdrowi, czy chorować.
                        Każdy ma prawo robić jak chce, ważne, żeby wiedział, że ma jakiś wybór że może decydować o tym, czy będzie miał katar, czy nie, czy będzie go bolała głowa, czy nie, czy będzie miał astmę, czy nie, itd...itp...


                        Wiem, że alergologi
                        > a jako nauka jest jeszcze w powijakach. Ale dlaczego zatem przyjęto najgorszy (
                        > wg Ciebie) z możliwych wariantów – nakłanianie pacjentów do spożywania al
                        > ergenów. Dlaczego odmawia się dzieciom hydrolizatów i wysyła na badania, które
                        > mają udowodnić, że dziecku ww preparat nadal jest potrzebny, bo alergia mogła m
                        > inąć. Muszą być jakieś podstawy naukowe, że został przyjęty taki, a nie inny sc
                        > hemat leczenia alergii…


                        Były podstawy naukowe może 100 lat temu, może 50!
                        Postęp w medycynie jest baaaardzo wolny, szczególnie jeśli chodzi o alergologię, niby ciągle się coś nowego odkrywa, ale to się tylko odkrywa teoretycznie, do praktyki może wejdzie to za 50 lat, a może wcale?

                        Dla przykładu, prędkości postępu w medycynie:
                        Bum na HIV to lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku.
                        A ja mam w domu starą przedwojenną książkę(właściwie tylko jej fragment) napisaną przez polskiego zresztą profesora onkologa, który już wtedy występowanie Mięsaka Kaposiego, charakterystycznego dla AIDS, wiązał z zakażeniem wirusowym.
                        Co z tego, że on wiedział, że taki wirus istnieje, skoro jeszcze nikt go oficjalnie nie odkrył?
                        Odkrycia dokonano dopiero 50 lat później i dopiero wtedy świat uwierzył w istnienie wirusa.
                        Chociaż zdaje się, że nadal wierzą, iż ten wirus powstał znacznie późnej, gdzieś w latach 50-tych.
                        • 15.05.12, 17:28
                          e-Kasia napisała:
                          Były podstawy naukowe może 100 lat temu, może 50!
                          > Postęp w medycynie jest baaaardzo wolny, szczególnie jeśli chodzi o alergologię
                          > , niby ciągle się coś nowego odkrywa, ale to się tylko odkrywa teoretycznie, do
                          > praktyki może wejdzie to za 50 lat, a może wcale?

                          Może postaraj się poczytać coś więcej niż jedną książkę. Nie wypowiadaj się w kwestach o których nie masz zielonego pojęcia. Nie kreuj się tutaj na eksperta po sto razy wygadując te same bzdury w nadziei że powtarzane wielokrotnie staną się prawdą.
                          To co wypisujesz jest po prostu żałosne.










                          • 16.05.12, 09:43
                            Powtarzasz się: "żałosne", "bzdura", "nie chce mi się komentować", "śmieszne" - jeśli nie stać Cię na konstruktywną krytykę, to może sobie daruj te komentarze, bo one nic nowego, ani nic ciekawego do dyskusji nie wnoszą.
                            • 16.05.12, 13:34
                              > jeśli nie stać Cię na konstruktywną krytykę, to może sobie daruj te komentarze
                              > , bo one nic nowego, ani nic ciekawego do dyskusji nie wnoszą.

                              Tyle, że z tobą się nie da dyskutować. Wygłaszasz swoje teorie, których nikt nigdy nie potwierdził, a gdy ktoś jest innego zdania - twierdzisz, że jeszcze zobaczy i niewiele wie.
                              Na szczęście świat i życie są we wszystkich odcieniach szarości a nie w systemie 0-1.

                              Kruffa
                              • 16.05.12, 15:12
                                Nie da się dyskutować , ponieważ uczepiłaś się jednej teorii i czas się dla Ciebie zatrzymał.
                                Mieszasz fakty, o testach piszesz w taki sposób że od razu wiadomo że Twoja wiedza na ten temat jest bardzo powierzchowna, co nie przeszkadza Ci pisać całych wywodów na ten temat.
                                A już wywody na temat braku postępów w dziedzinie alergologi są kuriozalne.
                                Tylko Ty masz monopol na prawdę i te swoje "prawdy" powtarzasz jak mantrę, niezależnie od sytuacji.

                                Więc o czym mam dyskutować?






                                • 16.05.12, 18:11
                                  Skoro nie ma o czym dyskutować, to po co tak w nieskończoność przedłużasz tę jałową rozmowę?
                                  Może już ją skończ.
    • 16.05.12, 20:55
      Mnie również alergolog z IMiDz w Wawie powiedziała aby przed badaniami nie wykluczać z jadłospisu produktów powodujących alergie. Konkretnie powiedziała mi to kierownik Zakładu Immunologii Klinicznej tego szpitala.
      --
      Maks
      • 20.05.12, 16:56
        My już po testach. Zawiodłam się strasznie bo okazało się,że z całej wielkiej litanii produktów na które mają odczynniki lekarka postanowiła zrobić mojemu synkowi tylko kilka. Bo po pierwsze nie bardzo ma objawy (tylko tydzień jadłam różności więc miał wysypkę na buzi i za uszami, którą co dzień smarowałam maścią od pediatry co by dziecka nie doprowadzić do stanu sfędzawki i łuszczenia; ulewania nie widziała, zaparcia nie widziała).
        Tyle co się dowiedziałam to,że reakcja pokarmowa osłabła. Za kilka dni będą wyniki to dowiem się czy coś wogule wykazały.
        A co do kompetencji lekarzy...kolejny raz spotykam się z komentarzem, że synek właściwie nie ma objawów (chociaż buzia zsypana) i nie trafia wyraźne tłumaczenie, że ja na diecie jestem. Trzeba by im przynieść dziecie zrzucające skórę, wijące się z bólu i wymiotujące na odległość, żeby...powiedzieli, że to matki wina.
    • 23.05.12, 10:07
      pozwolę sobie pominąć powyższą rozbudowaną dyskusję i zadać konkretne pytanie: czy przed wykonaniem testów alergicznych z krwi należy odstawić leki antyhistaminowe, czy można robić na lekach? lekarka powiedziała że nie trzeba odstawiać, pani w labie że nie powinno się brać, no i zgłupiałam smile
      • 23.05.12, 10:30
        leki antyhistaminowe typu: xyzal, zyrtec, clarytyna odstawiamy na minimum 7 dni przed testami. Uwaga na wapno-minimum 5 dni przed testami. Leki Wziewne na 24 godziny przed. Montelucasty nie trzeba w ogóle ostawiać. (info sprawdzone z izby przyjęć kliniki pneumonologii i alergologii)
      • 23.05.12, 19:35
        Nie musisz odstawiać.
        Leki antyhistaminowe nie wpływają na ilość przeciwciał we krwi, a w testach z krwi badana jest właśnie ilość przeciwciał IgE.
      • 24.05.12, 12:19
        Odstawia się jedynie przed testami skórnymi. Przed testami z krwi nie trzeba.

        Kruffa
      • 24.05.12, 21:29
        dzięki, dziś zrobiliśmy testy;
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.