• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Do sigvaris

  • 31.10.05, 13:15
    Napisałam na priv gazetowy. Dość pilne.
    Pozdrawiam!
    --
    Moja Juleńka
    Edytor zaawansowany
    • 31.10.05, 14:29
      Dopiero jutro będę miała dostęp do skrzynki. Jestem poza domem. Mam ograniczony
      dostęp do netu. Odpowiem natychmiast po przyjeździe.
      • 31.10.05, 14:30
        A może tutaj to wszystko wkleić? Zerkniesz?
        --
        Moja Juleńka
        • 31.10.05, 14:32
          Parę dni temu dowiedziałam się, że moja Julka ma lamblie.

          Mam w związku z tym parę pytań. Czy będziemy mogli zarazić małą? Ona jest już w
          trakcie leczenia. My z mężem dopiero w środę oddamy kał do badania. Na wyniki
          czeka się 2 tygodnie, czyli dostaniemy je po skończonym leczeniu małej. Minie
          trochę więcej niż tydzień. Załóżmy, że my również mamy lamblie. Czy możemy w
          tym czasie zarazić małą? Przyznam, że trochę się tego obawiam. A niestety nasza
          pani dr nie chce przeleczyć nas w ciemno (ma to niby sens). I wątpię, żeby
          przebadała w tym kierunku resztę rodziny. Dla mnie i męża dała skierowanie. Na
          własną rękę nie przebadam całej rodziny, która miała (ma) kontakt z małą - nie
          stać mnie. A jeżeli nawet, to na jaką skalę powinny być te badania
          przeprowadzone. Czy powinni zrobić je wszyscy: babcie, dziadkowie, ciotki,
          wujkowie i dzieci w rodzinie? Przecież wszyscy nieraz mieli i będą mieli z małą
          kontakt. Nikt w rodzinie nie mówi o złym samopoczuciu, objawów nie ma, my z
          mężem też na nic nie narzekamy. Jestem bardzo ciekawa, co wyjdzie w naszych
          wynikach. Pytam o to, bo ostatnio pani dr powiedziała mi, że mam nie popadać w
          paranoję. A ja po prostu spytałam, czy rzeczywiście (bo tak słyszałam) powinni
          się "wszyscy" przeleczyć. Człowiek chce jak najlepiej dla dziecka a ta
          wyskakuje z paranoją. Powiedziałabym Jej parę słów więcej (a mam, co
          powiedzieć), ale to siostra męża, dlatego kłótni staram się unikać.


          --
          Moja Juleńka
          • 31.10.05, 22:39
            Znów nie ma reguły.
            1. Możecie nie mieć lamblii. Są nawet tu na forum takie przypadki.
            2. Możecie, co częstsze też chorować (nie musicie mieć objawów). I możecie
            zarazić małą.
            Zasada jest taka:
            - leczy się wszystkich na raz, nie ma to nic wspólnego z paranoją, tylko z
            bezpieczeństwem dziecka. Zarażenie wtórne (tym samym szczepem) może być o tyle
            niebezpieczne (dany szczep jest już oporny na zastosowany lek), że mniejszym
            ryzykiem jest podanie leków wszystkim niż narażenie kogokolwiek na zarażenie
            wtórne!
            - konieczne jest sprzątanie! W końcówce podawania leku. Sprzątanie totalne.
            Piszę o nim w wątku najczęściej zadawane pytania (u góry strony głównej forum),
            w temacie "pasożyty a alergia". Zerknij tam.

            Oczywiście leczy się osoby, które mają bliski kontakt z dzieckiem. Nie
            wszystkich jak leci. Można pozostałych poinformować, że jest lamblia w
            rodzinie... ale nie sposób przeleczyć wszystkich.
            Dla porównania u nas było tak:
            - ja, mąż, dziecko - lamblia. Mąż zero objawów. My chore jak jasny gwint, ale
            objawy kompletnie różne.
            - moja mam i brat- lamblia, objawy u mamy kompletnie nie kojarzone z lamblią -
            serce. Po leczeniu nastąpiła poprawa wyników EKG!
            - teść - lamblia (bez objawów), teściowa - badanie nic nie wykazało (wzięła
            leki na wszelki wypadek,
            - lamblię miąła też moja koleżanka, która zajmowałą sie moim dzieckiem, jak ja
            byłam w szpitalu. Nie wiemy, czy miała lambiozę wcześniej? Czy zaraziła się od
            5-tygodniowej Martusi? Nie miała żadnych objawów.

            To pokazuje, ze problem może występować w rodzinie, bo rodzina ma ze sobą
            częste kontakty. Wspólna toaleta, sztućce, naczynia... Sama nie wiem, co
            jeszcze może na to wpływać.

            Nie wiem co Wam radzić, przy tym połowicznym leczeniu. Sprzątaj, sprzątaj, myj.
            Rób wszystko, żeby nie zarazić córki. Ale lekarz, który zdecydował o takim
            leczeniu ewidentnie nie nadaje się do leczenia pasożytów. Lekarze ogólni
            czasami tak mają, że się biora za coś, czego nie do końca wiedzą...

            Jeśli coś Cię jeszcze interesuje, pytaj.
            Pastaram się pomóc jak potrafię najlepiej. Ale wiedz, że nie jestem lekarzem.
            jedynie mamą "po przejściach", która dużo musiała czytać, żeby jakoś pomóc
            swojemu dziecku. Też trafiałam na takich "specjalistów", że ... no wyjścia nie
            było innego.
            Pozdrawiam.


            • 01.11.05, 13:35
              Szczerze Ci powiem, że obawiam się tego wszystkiego. Wątpię w to, że ktokolwiek
              z rodziny męża zrobi wyniki. Mam nadzieję, że uda mi się przekonać chociaż
              teściową, bo ona teraz też będzie zajmować się dzieckiem. Problem jest tego
              typu. Nasz lekarz rodzinny to siostra męża (już o tym pisałam) i wszyscy w
              rodzinie męża uważają Ją za "świętą". Jest tak, jak powie W. Skoro ona mówi, że
              to paranoja, to tak jest. A ja to sobie mogę mówić. Już od dawna ze wszystkim
              przesadzam. Nie wiem, co to będzie. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że pozostali
              członkowie rodziny męża są zdrowi i nigdy nie dojdzie do wtórnego zakażenia z
              ich winy. Niestety jestem w tej kwestii bezsilna.

              I jeszcze jedno pytanko. Może śmieszne, nie wiem. Wynika ono jednak z tego, że
              jestem totalnym laikiem, jeżeli chodzi o ten temat. Moja Julka uwielbia się ze
              wszystkimi całować. Czy powinnam to całowanie ukrócić przez wzgląd na kontakt z
              potencjalnymi (nie leczonymi) chorymi członkami rodziny męża?

              --
              Moja Juleńka
    • 31.10.05, 14:36
      Mam jeszcze jedno pytanie. Pisałaś, że w trakcie leczenia może nastąpić
      pogorszenie. Tzn. co może się dziać? Objawy danego dziecka mogą się nasilić,
      tak?
      --
      Moja Juleńka
      • 31.10.05, 22:20
        Ono może wystąpić, ale nie musi. Przy leczeniu pasożytów nie ma jednej reguły..
        Pogorszenie może być przeróżne:
        - wzmożenie dotychczasowych objawów,
        - wysypka, plamy,
        - gorączka,
        - wymioty,
        - biegunka lub zatwardzenie (nie można jednak dopuścić do dłuższego
        zatwardzenia, to "komasuje" toksyny z niszczonych lamblii),
        - bóle brzucha,
        - nadpobudliwość lub wręcz ospałość (sama widzisz zestaw skrajnych kompletnie
        objawów),
        - płaczliwość, nadwrażliwość na dźwięki, niewytłumaczalny strach,
        - utrata apetytu,
        - i wiele innych...Osobniczo różnych.

        Jednak jeszcze raz: ich wcale nie musi być. Jeśli jednak już są, to:
        - mogą wystąpić w czasie podawania leków,
        - w kilka dni po podaniu leków.

        Mogą utrzymywać się do kilku/ kilkunastu dni. Potem przychodzi poprawa.
        Generalnie trzeba wciskać dziecku dużo picia, nawet jeśli nie chce. Niech
        wypłukuje toksyny z organizmu. Można podawać też moczopędne warzywa lub owoce.
        Nawet przy braku pogorszenia.
        • 01.11.05, 14:02
          W jednym ze swoich wątków napisałaś: >Pasożytami
          zajmuja się lekarze o specjalizacji "choroby zakaźnie"<

          Siostra męża konsultowała się podobno z Ordynator oddziału Zakaźnego. A ta
          powiedziała Jej, że...

          "Lamblia dotyczy najczęściej dzieci. Nie leczy się rodziny, chyba że domownicy
          mają takie same objawy i wynik wyjdzie dodatni."

          Nic nie wspomniała o tym, że pozostali powinni zacząć leczenie razem z
          dzieckiem. Myślę, że dlatego W. upiera się przy swoim - to paranoja.



          --
          Moja Juleńka
    • 01.11.05, 15:29
      Powiem szczerze, że nie wiem co Ci radzić.
      Na dowód, że nie tylko ja piszę o leczeniu całej rodziny wklejam Ci wątek
      Mario999999:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=578&w=30799395
      Pisze tam m.in. ekspert, czyli skoro to forum pediatryczne - to LEKARZ.
      Pisze on, że leczyć trzeba wszystkich.
      Ja tę nieszczęsną wiedzę o pasożytach też nie wyczytałam z nudów, ale dlatego
      że miałam bardzo chore dziecko. Moja Martusia miała wtedy 6,5 miesiąca, jak
      doszliśmy, że to lamblie. Złe objawy zaczęły się jak miała jakieś 3,5 miesiąca.
      Na własnej skórze wiem, że objawów może nie być - mój mąż był i jest okazem
      zdrowia. Lub mogą byc skrajnie różne. U mnie rozpoznano wrzodziejące zapalenie
      jelita grubego, u dziecka porażenie mózgowe. Sama widzisz, że to kompletnie
      różne objawy.
      Spróbuj może pokazać szwagierce trochę info z forum?
      Jedyne jak moge Cię pocieszyć, to że nie trzeba miec lekarza w rodzinie, żeby
      mieć problemy z leczeniem... w tym kierunku. Jednak Ty masz wyjątkową sytuację.
      fakt.
      Może uda Ci sie jednak całą tą "operację" z leczeniem jakoś przeprowadzić.
      Co do całowania. Lamblia, a właściwie jej cysty przenoszone są głównie na
      rękach. Trudno powiedzieć, czy ręce zarażonego przed umyciem miały kontakt z
      twarzą. To jak wróżenie z fusów, nie wiemy tego ani Ty ani ja.
      Zerkinij na te wątki wklejone przez Mario może jeszcze znajdziesz tam jakieś
      argumenty, które przekonają szwagierkę.
      Jeśli wrzucisz w wyszukiwarkę hasło lamblia, też znajdziesz opisy medyczne, w
      których stanowczo zaleca się leczenie wszystkich członków rodziny i osoby
      mające stały kontakt z dzieckiem. Może to przekona... tą lekarkę? Może mąż
      wtedy Ci pomoże? Jemu z siostrą może być łatwiej...
      Serdecznie pozdrawiam i trzymam kciuki za efekt. Dobry efekt leczenia.
      • 05.11.05, 09:55
        Sigvaris orientujesz się może, jak długo cysta może żyć poza organizmem?
        Idę sprzątaćsmile; chociaż nie mam pojęcia, jak się za to zabrać, żeby nie
        poroznosić tego paskudztwa.

        Pozdrawiam!



        --
        Moja Juleńka
        • 05.11.05, 20:22
          przepraszam, ale nie pamiętam.. Jednak te wszystkie świństwa żyją dość
          długo..Jak pamiętam włosówkę i jej jaja, to 5 lat. Inne też raczej w latach,
          albo w miesiącach.
          Nie licz, że wymrą same... Sprzątanie zacznij od wysprzątania jednego miejsca.
          Potem możesz składac tam rzeczy już po myciu czy trzepaniu...
          I zabawki. To naprawdę ważne. Tak samo bielizna, pawlacze na bieliznę.
          • 11.11.05, 14:51
            Witaj!

            Moja mama wyczytała w internecie, że nie jest to aż tak długi okres - do 3
            tygodni. W wodzie trochę dłużej.

            Tak w ogóle to moja mama z tatą mają lamblie - są w trakcie leczenia. My z
            mężem nie mamy. Ja powtórzyłam badanie (dla pewności). Wyniki będę miała w
            środę. Oby tym razem też wynik był negatywny. Moja siostra też robiła i nie ma.
            Jej córka i mąż dopiero zrobią wyniki. Czyli u nas nie byłoby tak źle - ufff.
            Ze strony męża niestety nikt wyników nie zrobił i na pewno nie zrobi.sad Co za
            rodzina!!!

            Pozdrawiam!

            --
            Moja Juleńka
            • 11.11.05, 21:11
              To faktycznie nie tak długo. Nie pamiętałam. A że tkwiłam znów w robakach, to
              mi się źle skojarzyło. A tkwiłam, bo miałam jakiś robalowy problem do
              rozwiązania.

              Co za rodzina.. Ale męża mi żal, bo on chyba widzi, że "Twoi" stają na głowie,
              a rodzina z jego strony jakoś nie...
              • 13.11.05, 15:19
                Napiszę o tym tutaj, bo masz spore doświadczenie...

                To, że jesteśmy po leczeniu lamblii nie znaczy, że problemy się skończyły.
                Niestety. Od wczoraj mam problem z pupą małej. Jest zaczerwieniona, są też
                krostki - już kiedyś tak było. Dość długo się wtedy męczyłyśmy. Dopiero, gdy
                wyleczyłyśmy e.coli (miała w moczu) problem zniknął.

                Czy te krostki i zaczerwienienie może być związane jeszcze z leczeniem?
                Ostatnią dawkę mała dostała w poniedziałek rano. Czy to raczej coś innego? A
                winowajca by się znalazł, bo mała ma też gronkowca złocistego - wyszedł w
                posiewie z kału. Na pewno się nim zajmę. Muszę jeszcze do kompletu (wyników)
                zrobić wymaz z gardła. Gronkowiec, ale koagulazoujemny wyszedł też w posiewie z
                wymazu z przedsionka pochwy. Przypuszczam, że to raczej gronkowiec znów
                bardziej dokucza. Co o tym myślisz? Wczoraj przed snem bidulkę swędziała albo
                psitka albo te krostki (raczej one), bo próbowała się drapać, popłakiwała,
                zasypiała przez to 2 godziny. W nocy spała niespokojnie. Już nie raz miała
                czerwoną pupę, ale jeszcze nigdy tak Jej to nie przeszkadzało. Zaczęłam też
                zastanawiać się nad owsikami, bo mała ostatnio nie może na miejscu usiedzieć
                spokojnie - ciągle się kręci. A jest tak od jakiegoś tygodnia, góra dwóch.
                Dlatego łączę to też z lambliami.


                Wiem, że przez internet nie ustalimy, co powoduje to "swędzenie". Mam tylko
                pytanie, czy to może mieć jeszcze związek z lambliami, czy przyczyna jest inna.
                W tym tygodniu znów zrobię Jej wyniki - dam kupkę na posiew. Nie wiem, czy
                sprawdzać owsiki. Może i to sprawdzę. Dziś wieczorem, jeżeli znów będzie
                marudzić, przyjrzę się dupci, może coś dojrzę. Jeszcze raz pobiorę wymaz z
                pochwy. Tylko nie wiem, czy nie za wcześnie na te wszystkie wyniki. Jutro minie
                tydzień od skończenia leczenia. Lamblie sprawdzę dopiero 07.12 (robią to co dwa
                tygodnie), bo 23.11 byłoby za wcześnie, prawda (2 tyg. po leczeniu)?


                Pozdrawiam!


                --
                Moja Juleńka
                • 13.11.05, 21:34
                  Ja nie Sigvaris,ale sie wtracesmile
                  Czym leczylas lamblie u corci?Furazolidonem?Jesli tak,lek ten tez dziala na
                  gronkowca, wiec mogl pomoc rozprawic sie z ta bakteria. A te krostki moga byc
                  spowodowane obecnoscia drozdzy.Czy oslonowo w czasie leczenia podawalas jakies
                  probiotyki?
                  --
                  "W baśniach księżniczka całuje ropuchę, a ta zamienia się w pięknego księcia.
                  Zaś w życiu księżniczka całuje księcia, a on przeistacza się w ropuchę..."
                  • 13.11.05, 23:10
                    Dokładnie tak, jak pisze Dziunia.
                    To znaczy jest tak, że często lamblia nie jest w organiźmie sama. Osłabia
                    organizm i powoduje, że łapiemy wtedy inne .. np. e.coli (Marta tez miała).
                    gronkowca, owsiki itp.. Po Furazolidonie i przy osłabionym organiźmie ( a teraz
                    jest najgorszy/ "najsłabszy" moment) mogły uaktywnic się grzyby...

                    Badanie w kierunku grzybów i pleśni możesz zrobić prawie na już. Możesz też
                    zrobic prosty test (niegroźny i szybki). Kup clotrimazol - krem w aptece.
                    Posmaruj wieczorem (wtedy kiedy jej coś dokucza) pupę dziecka wokół odbytu
                    zwłaszcza- jeśli będzie ulga - bingo. Niestety ten krem nie leczy a daje
                    jedynie ulgę na kilka dni. W tym czasie czekaj na wyniki (kremu nie stosuj
                    przed pobraniem próbki!). Aaa i wietrz pupę małej kiedy tylko się da. Pomaga,
                    jeśli to grzyby.. Jeśli owsiki też przyniesię ulgę.

                    Jeśli nie będzie poprawy.. cóż i tak musisz dokładnie przyglądac się temu co
                    jest w pieluszce. Jeśli clotrimazol nie pomoże próbuj pupę na gęsto smarować
                    czymś bardzo tłustym (np. linomag maść) - to może być test w kierunku owsików.
                    Do tłustego nie mają się jak lepić jajeczka, które mają taki parzący klej, ale
                    ten "test" nie zawsze wychodzi...Owsiki składają jaja u Pań niestety także w
                    wejściu do pochwy.. Więc świąd może być i tam.

                    Co do badań lamblii, to minimum 3 tygodnie od zakończenia Furazolidonu. Co do
                    badań na robaki, odczekaj z 7 dni.

                    To zaczerwienienie i złe samopoczucie jest podobne jak u mojego dziecka. Nie
                    wiem czy Cię to pocieszy, ale było bardzo podobnie. Zakończyłam podawanie
                    Furazolidonu i pupa stanęła w ogniu (mimo leków przeciwgrzybicznych). Martusia
                    płakała i wiła się. Serce mi pękało. Wtedy zdecydowałam sie na podanie
                    Pyrantelum (na robaki) - bez badań. Mimo, że umierałam ze strachu. Ale pomogło.
                    Z tym, że ja wiedziałam, że to nie mogą być grzyby. Ty wypróbuj tę opcję na
                    początek. Tak Ci sugeruję.
                    • 17.11.05, 16:01
                      Mała dostawała lacidofil w trakcie leczenia. Może to i rzeczywiście grzyby,
                      chociaż pewności nie mam (oczywiście zrobię wyniki). Dwa dni były nieciekawe
                      (trochę się męczyła), ale jest już lepiej. Nie przestała się jednak drapać
                      w "pampersa". Myślę, że to z Jej psitunią jest coś nie tak. Ostatnio był tam
                      gronkowiec. Jutro znów pobiorę wymaz i wezmę się (najprawdopodobniej sama) za
                      leczenie, bo już mi Jej żal. Nasza pani dr (i nie tylko Ona problem
                      bagatelizuje). W środę idę z małą na szczepienie. Jeśli nie da mi recepty na
                      odpowiednie maści (zasugeruję, jakie), załatwi mi je jedna z dziewczyn z forum.
                      Co ja bym zrobiła, gdyby nie Wy dziewczyny - forumowiczkismile.
                      Dodam może jeszcze, że z dupcią jest już dobrze. Myślę, że to była bardziej
                      kwestia uczulenia. Już kiedyś tak było - dostała coś nowego i od tego dnia pupa
                      okropna. Teraz, kiedy pojawiły się krostki, mała dostała trochę białego serka
                      (kolejna próba). Myślę, że to jednak to.


                      Pozdrawiam!





                      --
                      Moja Juleńka
    • 21.11.05, 16:01
      Mam pytanie. Czy muszę jeszcze raz podać małej lek? Zerknęłam na parę postów
      odnośnie leczenia "robali" i często jest mowa o tym, że "kurację" trzeba
      powtórzyć. Jak to jest w przypadku lamblii i Furazolidonu? W środę idę na
      szczepienie i zanim porozmawiam z panią dr, chcę wiedzieć (bo Ona może nie mieć
      pojęcia), jak to jest.

      Pozdrawiam!


      --
      Moja Juleńka
      • 21.11.05, 21:26
        Nie przypominam sobie, zeby bylo na forum polaczony temat pasozytow z
        szczepieniami. Wydaje mi sie, ze moze to nie byc dobrym pomyslem, bo szczepienie
        niepotrzebnie obciaza dodatkowo uklad odpornosciowy. Jakie to szczepienie ?
        K.
        • 21.11.05, 22:47
          Zgadzam sie z Kerstink. Uklad immunologiczny po walce z lambliami jeszcze nie
          doszedl do siebie, jest poteznie oslabiony walka i szczepienie nie jest dobrym
          pomyslem.
          --
          "W baśniach księżniczka całuje ropuchę, a ta zamienia się w pięknego księcia.
          Zaś w życiu księżniczka całuje księcia, a on przeistacza się w ropuchę..."
        • 18.01.06, 08:14
          Nam wczoraj alergolog kazała nie pojawić się na szczepieniu. Uważa, że w
          trakcie leczenia (owsiki) obciążenie szczepieniem to trochę za dużo (u nas
          akurat jest to szczepienie ponowne na gruźlicę u 6-latka).
          --
          Aga
      • 22.11.05, 00:32
        Ja w kwestii drugiej dawki Furazolidonu. Nie, przy pierwotniakach nie musi być
        podana druga dawka. Jesli dziecko nie jest uodpornion na Furazolidon (ok. 10%
        populacji jest i Furazolidon u nich nie działa), nie ma takiej potrzeby. Jeśli
        Furazolidon nie zadziałał i tak czekałby Was inny lek.
        Co do szczepień...
        Myślę, ze tu powinno się "zastosować" minimum złapania odporności po leczeniu
        lub choćby czas, w którym można stwierdzić czy leczenie poskutkowało. To okres
        3-4 tygodni od ostatniej dawki leku (wtedy jest sens iść z próbką do
        laboratorium). Wtedy mając wynik, możesz od razu podejmować decyzję (z
        lekarzem) co do szczepień. Tak mi mój chłopski rozum podpowiada. I wzięłam pod
        uwage argumenty Dziuni.
        • 22.11.05, 06:11
          W takim razie nie wiem, co robić. Szczepienie konsultowałam już z panią dr i
          ona mówiła, że nie ma żadnych przeciwwskazań. Też wydawało mi się, że najpierw
          przynajmniej trzebaby było zrobić wyniki, dlatego poszłam do Niej i spytałam.
          Ona jendka twierdzi, że odkładać nie trzeba. Już nic nie wiem. A jest to
          kolejne szczepienie z obowiązkowych, jakie robi się w 16-18 miesiącu. Chyba
          pójdę spytać w przychodni, kiedy najpóźniej powinnam na nie iść.


          Dzieki!



          --
          Moja Juleńka
          • 22.11.05, 08:30
            Z tymi szczepieniami niestety jest tak, ze odpowiedz lekarza zalezy troche od
            horyzontu lekarza.
            To nie jest tak, ze szczepienie trzeba robic w konkretnym terminie. To nie jest
            tak, ze jak nie dajesz, ze dziecku cos grozi od razu. Zawsze mozna pozniej, no
            chyba ze to cykl szczepien, i kolejnej dawki juz nie mozna przesunac - wtedy
            moze glupio nie dokonczyc cyklu.
            Rzadko kiedy 'zwykli' lekarze zwracaja na to uwagi, ze szczepienia maja rowniez
            dzialania uboczne. Szczepionki zawieraja rowniez szkodliwe skladniki pomocnicze.
            Malo sie o tym mowi.

            Dodam moze, ze nasza pediatra mojej corce odradzil szczepienia do dwoch miesiecy
            po przechodzeniu ospy. Moze to jest jakies porownanie.

            K.
          • 22.11.05, 11:05
            Poszukalam jeszcze w ksiazkach immunologicznych i rzeczywiscie do przeciwskazan
            do szczepienia nalezy obnizenie odpornosci, a z takim niewatpliwie po leczeniu
            lamblii mamy do czynienia. Wstrzymaj sie, naprawde. Miedzy 16-18 miesiacem
            szczepi sie szczepionka MMR (lub Priorix). Szczepienie to jest obowiazkowe od
            roku, wczesniej bylo jedynie zalecane. Jest to szczepionka skojarzona przeciwko
            odrze, swince i rozyczce. W zwiazku z tym, ze uklad immunologiczny Twego
            dziecka nie doszedl jeszcze do siebie, jest wieksze prawdopodobienstwo
            wystapienia powiklan poszczepiennych. Powiem Ci, ze moj syn (2,5) do tej pory
            nie zostal zaszczepiony ta szczepionka. Oczywiscie z innych wzgledow niz Wasze
            (kilka miesiecy temu mial epizod rdgawek goraczkowych i zalecone jest
            przynamniej pol roku bez drgawek i dopiero szczepienie), wiec kuracja
            przeciwlambliowa tez powinna sugerowac lekarzowi odroczenie na jakis czas
            szczepienia.Pozdrawiam

            --
            "W baśniach księżniczka całuje ropuchę, a ta zamienia się w pięknego księcia.
            Zaś w życiu księżniczka całuje księcia, a on przeistacza się w ropuchę..."
            • 22.11.05, 15:41
              Dzięki dziewczyny! Wstrzymam się 2 tygodnie - do wyników.

              --
              Moja Juleńka
    • 23.11.05, 17:17
      Odebrałam dziś wyniki córki...

      1. posiew kału - jak poprzednio gronkowiec złocisty tyle że nie metylinooporny
      a metylinowrażliwy
      2. wymaz z przedsionka pochwy - candida albicans, pseudomonas aeruginosa

      Wymaz z przedsionka pochwy miała robiony też 25.10.05 i wtedy nie było
      pseudomonas... Czy to możliwe, żeby mała zaraziła się, skoro nie przebywała w
      tym czasie poza domem (nie liczę spacerów) i sika cały czas w pampersa? Jedna
      ze znajomych powiedziała mi, że to niemożliwe, żeby mała to miała i żebym
      powtórzyła wynik w innym laboratorium, bo to, w którym robiłam pewnie
      zanieczyściło próbkę.

      Załóżmy, że zanieczyścili próbkę. W takim razie grzybków też może nie mieć? Co
      o tym myślisz?



      Pozdrawiam!

      --
      Moja Juleńka
      • 23.11.05, 18:04
        Do lamblii lubią doklejać się różne inne paskudztwa. Inne pasożyty (np. grzyby)
        i bakterie (pseudomonas, gronkowiec).
        Jedno jest pewne jeśli grzyby są w pochwie, to są w przewodzie pokarmowym stąd
        to zarażenie, bo jedna końcówka jest blisko drugiej, przepraszam za
        bezpośredniość.
        Moim zdaniem powinnyscie złapać odporność po leczeniu. Do 3 tygodni -okres
        minimum. Wtedy powtórzyć badania. Jednak w tym czasie wprowadź dietę
        antygrzybową (zero słodkiego, mniej węglowodanów, więcej tłuszczy, zero mleka i
        mlekopochodnych rzeczy).
        Jeśli organizm się choć troche wzmocni i pomożesz mu dietą może wyniki będą
        lepsze. Mocniejszy organizm sam może poradzić sobie z grzybami.
        Co do laboratorium.
        Mogli w jednym się "walnąć", ale ze wszystkim?
        Nie rób badań teraz i tak jest zbyt wcześnie po kuracji anty-lambliowej żeby
        dawać dziecku coś znów (w sensie leki). Spróbuj te dni wykorzystać na maxa w
        celu wzmocnienia organizmu. Tak czy inaczej dieta może tylko wspomóc i nie
        zaszkodzi w żadnym przypadku.
        • 23.11.05, 21:21
          Zabronione
          ----------

          Cukier we wszystkich postaciach: dzem, miod, cukierki, ciasta, torty, slodkie
          pieczywo, drozdzowe buleczki i ciasta, soki i napoje gazowane z cukrem, budynie itd.
          Produkty z bialej maki: biale pieczywo, tosty, makarony, nalesniki, niektore
          wedliny, pierogi, rowniez chleb z maki mieszanej, zupy w proszku
          Drozdze i wszystkie produkty zawierajace drozdze
          Bialy ryz
          Alkohol slodkie wina, piwo
          Slodkie owoce banany, winogrona, pomarancze, mandarynki, brzoskwinie, morele,
          sliwki, gruszki, owoce suszone, kompoty
          Sery plesniowe i zolte, majonez, ketchup, produkty fermentowane (m.i. sos sojowy)
          Soki w kartonach i butelkach, przyprawy wieloskladnikowe (np. Vegeta), wszystkie
          dania gotowe przyrzadzane metodami przemyslowymi, artykuly spozywcze
          wysokoprzetworzone, konserwy

          Dozwolone
          ---------

          Ziemniaki
          Kasze, platki owsiane, kukurydza (oprocz kasz pszennych)
          Ryz ciemnie nieluskany
          Pieczywo zytnie, orkiszowe na zakwasie, ryzowe
          Ryby, mieso (z wyjatkiem wieprzowiny) - wedliny drobiowe lub wolowe, najlepiej
          pieczone w domu
          Jajka jesli nie alergen
          Warzywa
          Kwasne owoce - jablka, grapefruity, kiwi
          Oliwa z oliwek tloczona na zimno
          Ziarna dyni, slonecznika, siemie lniane
          Napoje - woda (niegazowana), herbata (najlepiej ziolowa, lub czarna slabo
          parzona), herbaty owocowe jednoskladnikowe, soki naturalne wyciskane z warzyw
          lub kwasnych owocow
          Produkty mleczne - najlepiej jogurt naturalny z zywymi kulturami bakterii -
          dopuszcza sie w drugiej fazie diety i gdy nie sa alergenem, preferowac raczej
          produkty z mleka koziego, owczego

          Unikac mleko pasteryzowane.

          K.
        • 24.11.05, 00:30
          >Jedno jest pewne jeśli grzyby są w pochwie, to są w przewodzie pokarmowym<

          Ale w posiewie z kału nie ma candidy (candida - ujemny).

          >wprowadź dietę antygrzybową (zero słodkiego, mniej węglowodanów, więcej
          tłuszczy, zero mleka i mlekopochodnych rzeczy<


          U mojej małej wprowadzenie jakiejkolwiek diety jest raczej niemożliwe. Ona tak
          mało potraw je (chodzi o ich rozmaitość), że nie mogę z niczego zrezygnować.
          Myślę jednak, że nie zaszkodzi Jej to, co je. Oprócz Nutramigenu mała je owoce
          (niecały słoiczek), kawałek wędliny, żółtko, kawałek chlebka lub bułki. Pije
          trochę soku. Nie są to duże ilości. Słodyczy nie je.


          Na pewno będę musiała powtórzyć wyniki - zrobię to za tydzień. Muszę to zrobić
          jak najszybciej ze względu na psitkę, z którą nie od dziś "mamy" problem. Nie
          mogę z tym dłużej zwlekać (szkoda mi już Jej), ale tydzień odczekam.



          --
          Moja Juleńka
          • 24.11.05, 10:27
            No to faktycznie jest zagwozdka... Obyś tylko miała jakiś wybór w tych
            laboratoriach, czyżby faktycznie wszystkie te wyniki były "nic nie warte"?
            Aż nie możliwe. Ale z tego co piszesz coś jest nie tak. Z grzybicami pochwy
            naprawdę jest tak jak napisałam..Więc o co tu chodzi?
            Nie wiem.

            Jeszcze jedno przy hodowli z kału grzybów jeśli nie trzymali próbki minimum 7
            dni (a najlepiej 14 dni!) mogło im nic nie wyjść. Te grzyby nie rosną jak
            zaczarowane. Żeby je czasami zobaczyc z hodowli potrzeba więcej czasu. Inaczej
            laborant nie ma szans na doszukanie się grzybni. W Wa-wie robi to kobita z
            doktoratem w kieszeni, ona nie musi hodowac, ale to wyższa szkoła jazdy...
            Trochę się tym też interesowałam (badaniami nad grzybami i pleśniami). Poza tym
            candid jest ok. 150 rodzajów. Niebezpieczne są też pleśnie i mucor (one też
            dają objawy chorobowe od czapy, kompletnie). Ale i pleśnie i mucor wymagają 14
            dni hodowli! Nie da rady ich wcześniej wypatrzeć przy metodzie posiewu (lub
            hodowlanej inaczej).To tyle co wiem o badaniach nad tym rodzajem pasożytów.
            Piszę o tym, bo może coś Ci się przyda.
            • 24.11.05, 14:04
              Sigvaris, ja mam do Ciebie pytanie: imponuje mi Twoja wiedza, powiedz mi czy to
              wynika ze szkoły jaką kończyłaś bądż kończysz , czy to Twoje hobby? Jestem
              naprawdę pełna podziwu. Ja miałam na studiach mikrobilogię, ale nawet nie wiem
              połowy tego co Tysmile
              pozdrsmile
              • 24.11.05, 15:23
                Miałam "tylko" chore dziecko. Długo wyczekiwane dziecko.
                I ze strasznymi podejrzeniami. Malutkie, chore i cierpiące strasznie.
                Miałam też dużo czasu, jak wylądowaliśmy w szpitalu. Prawie 2 miesiące
                bezsennych nocy przy dziecku. Chyba żeby nie zwariować musiałam coś robić.
                No to czytałam. Pytałam, rozmawiałam. I znów coś czytałam.
                I tak wyszło.
                Jak trafiłam na trop i uświadomiłam sobie, że problem nie dotyczy tylko nas -
                już chyba z przerażenia podrążyłam jeszcze dalej. Okazało się, że faktycznie to
                nie tylko nas dotyczą tzw. "błędy lekarskie" i owa LUKA w diagnostyce.
                Ale do dużej wiedzy to mi jeszcze duuuużo brakuje.
                • 24.11.05, 16:33
                  eeee, nie przesadzaj, jesteś na dobrej drodzesmile sama widzisz że mamy Cię
                  doceniają i to właśnie do CIEBIE kierują swoje pytania. Ja zresztą teżsmile
                  pozdr
                  • 25.11.05, 18:39
                    Witam!

                    Po wizycie u pani dr niczego nowego się nie dowiedziałam. Ona nie wie, co
                    robić. Postanowiłam więc za radą Małejdorotki zadziałać sama. Mam tylko
                    nadzieję, że po tej samowolce nie będzie gorzej. Muszę jednak coś robić, bo
                    mała za bardzo się męczy a nikt nie potrafi pomóc.

                    Jeżeli chodzi o gronkowca: aloes 90% i granulki homeopatyczne staphylococcinum
                    (nie znam dokładnej nazwy) nr 9 i 30. Mają mi na jutro sprowadzić.

                    A jeżeli chodzi o psitkę: flumycon w syropie) raz dziennie (mała już go kiedyś
                    brała), clotrimazol 2 x dziennie a na noc gentamycyna oczna (maść).

                    Wyniki powtórzę za ok. 3 tygodnie. Oby było lepiej. Trzymajcie kciuki!smile Za
                    niecałe dwa tygodnie będę robić powtórne wyniki na lamblie. Mam nadzieję, że
                    mamy już to za sobą.

                    Do karolcii111: Jak mała? Robiłaś jakieś wyniki? Nie mam ostatnio za bardzo
                    kiedy śledzić forum i prowadzić rozmowysmile.


                    Pozdrawiam!

                    --
                    Moja Juleńka
                    • 25.11.05, 21:24
                      odpisałam na gg
    • 03.12.05, 15:57
      Witam ponownie!

      Mam pytanko. Jedna z dziewczyn z forum zasugerowała mi, że jeżeli test Elisa
      wyszedł wcześniej pozytywnie, to już zawsze będzie wychodził pozytywnie.
      Mówiła, że teraz (w środę będę robić kontrolne wyniki) powinni zrobić
      wyniki "pod mikroskopem". Jak to jest Sigvaris? Wydaje mi się, że nie jest tak,
      jak Ona mówi. Dodam, że u nas jest tylko jedno labaratorium, które robi lamblie
      i robi to właśnie Elisa (nie pod mikroskopem). Przyznam, że wolałabym zrobić
      wyniki w tym samym miejscu.


      Pozdrawiam!

      --
      Moja Juleńka
      • 03.12.05, 23:12
        Niestetey ta dziewczyna ma "jakby rację", w sensie czasami MA. Test Elisa jest
        testem chemicznym, nie opisze Ci zasady jego działania, bo debil techniczny
        jestem... Ale chodzi o pewien proces chemiczny, który tam zachodzi. I może być
        tak, że on będzie wykrywał antygen lamblii mimo tego, że lamblii nie ma.
        Ale:
        1. Zdarza się to rzadko. No, bardzo rzadko.
        2. Badanie mikroskopowe kału w kierunku kału, jeśli robi je ktoś kto wie o co
        biega jest wogóle najlepszym z badań w szukaniu tego dziadostwa. Ale
        umiejętności w poszukiwaniu lamblii mikroskopowo ma w Polsce podejrzewam KILKU
        laborantów i nie zamartwiaj się, że nie masz nikogo takiego w okolicy, bo mało
        kto ma..
        3. Najbardziej kłamliwe badanie w kierunku lamblii to badanie z krwi. Zwłaszcza
        po przebytej lambiozie. Czuły test chemiczny z badania krwi w niektórych
        przypadkach wykrywał antygen lamblii 10 lat po zakończeniu leczenia u pacjenta,
        u którego na 100% już lamblii nie było.. (Wyczytałam to w książce - biblii
        parazytologicznej prof. Stefaniaka). Więc test Elisa w porównaniu z tym
        badaniem jest "orłem". Więc jeśli Cię to pocieszy to nie jest u Was tak źle z
        tym testem!

        Co radzę? Zrobić test, bo nie da rady inaczej. Jak będzie negatywny - cieszymy
        się jak gwizdki.
        Jak pozytywny - będziemy martwić się dalej.
        Przy okazji napisz, czy są już jakieś zmiany po leczeniu u dziecka?
        Dobrze?
        Bo to wiele nam podpowie do wyników tego testu...
        I nie martw się. Jest dobrze.
        • 04.12.05, 13:04
          Jeżeli chodzi o moją Julkę i leczenie...

          Jest niby lepiej. Piszę niby, bo nie do końca jest tak, jak bym chciałasmile Już
          2, czy 3 dnia leczenia mała bardzo ładnie zaczęła pić mleko - tak, jak kiedyś
          210ml. Czasem ma gorsze dni - jak dziś i pije np. 150ml, ale było tak, że ledwo
          wypijała te 150ml. Trochę lepiej je, ale nie tak, jak kiedyś (czyt. w marcu).
          Tylko że wychodzą Jej teraz 4-ki (w krótkim czasie wyszły 3, została jeszcze
          ostatnia) i nie jestem za bardzo w stanie stwierdzić, dlaczego czasami mniej
          je. W tym tygodniu będę robić małej wyniki: lamblie, wymaz z przedsionka pochwy
          i wymaz z gardła. Zobaczymy, co teraz Jej powychodzi. Na pewno dam znać. Acha,
          jeszcze jedno. Wydaje mi się, że objawy alergii są jakby mniejsze. Było tak, że
          mogła zjeść łyżeczkę... Co ja mówię! Łyżeczkę? Wystarczyło, że polizała coś
          nowego i zaraz buzia i brzuszek były w krostach. Teraz tylko za buźce czasami
          coś się pojawia. Nie wie, czy ta zmiana jest po leczeniu, czy po prostu z
          wiekiem jest lepiej. Tak, czy inaczej jest lepiej a to najważniejsze.




          --
          Moja Juleńka
          • 04.12.05, 14:40
            Po tym co piszesz, jestem dobrej myśli.
            Na pełną poprawę po lambliozie u małych dzieci czeka się od 6-12 miesięcy, a
            czasami jeszcze dłużej (regeneracja kosmków, całkowite oczyszczenie organizmu z
            toksyn)). Drobna poprawa po leczeniu może wskazywać, że JUŻ jesteście na dobrej
            drodze.
      • 21.12.05, 22:27
        Podałam Pyrantel jednego dnia,następnego i za tydzień mojej 6-letniej córce z
        objawami pasożytów(bladość,podkrążone oczy,bóle brzucha,nudności
        codzienne,śmierdzące kupy)W badaniach nic nie wyszŁo.Czekamy jeszcze na wynik
        badania mykologicznego.Kiedy myślisz,Sigvaris,powinna nastąpić jakaś
        poprawa,jeśli to robaki?Czy za kolejny tydzień mała powinna dostać następną dawkę?
        • 22.12.05, 00:11
        • 22.12.05, 00:18
          Wow, ledwie znalazłam ten post...
          Pyrantelum powinno podawać się w dawkach 3 dniowych, co 10 dni, 3 kolejne takie
          serie łącznie. Chyba, ze lekarz zdecyduje inaczej, ale ta dawka 3-krotna jest
          tu ważna ze względu na cykl rozwojowy robaków.
          U dorosłych W tym samym czasie powinno podać sie Zentel na zmianę z Vermoxem.
          Leczenie TYLKO dziecka (jednej osoby w rodzinie) jest bez sensu.
          Pamiętaj o porządkach też. Samymi lekami możesz nic nie zdziałać.
          Wiesz o czym piszę?

          Danusiu, ciężko mi czasami szukac w takich długich postach nowego pytania,
          które jest ukryte gdzieś w środku. Jakbyś miała jakieś pytania - pisz osobny
          wątek, proszę- jest mi łatwiej wtedy śledzić sprawę od początku do końca.
          • 22.12.05, 21:31
            Serdeczne dzięki.Oczywiście cała rodzina się leczy.I sprzątam jak wariat.Nasz
            lekarz zalecił dać Pyrantel jednego dnia,następnego i za dwa tygodnie.Coś mi się
            widzi,że mało.Ale poprawa kiedy jak sądzisz mogłaby nastąpić?
            • 23.12.05, 00:09
              Po zakończeniu leczenia, pod warunkiem, że będzie skuteczne. Tzn. wybijesz
              wszystko do końca. Że lek zadziała. Że nie będzie zarażenia wtórnego. Sama
              widzisz nie jest łatwo...
              Najpierw może być jednak pogorszenie - jakieś, czegoś (np. skóry,
              nadpobudliwość, utrata apetytu lub jeszcze inne objawy). To dobry znak. Jednak
              to pogorszenie tylko może być, nie musi.
              To dawkowanie, to faktycznie mało. O jedną dawkę.
              Dawaj dziecku dużo pić. To będzie pomagało oczyścić organizm i z toksyn i z
              leku. Lek nie musi zalegać w organiźmie, ma za zadanie sparaliżowac robaki, co
              robi szybko i "do widzenia".
              • 23.12.05, 19:11
                Dwa dni po podaniu pierwszej dawki wystąpiła w nocy gorączka i kaszel,córka była
                bardzo zaflegmiona.Gorączka ustąpiła następnego dnia,kaszel zostałprzez następne
                dwa dni.Dziecko wyglądało na bardzo osłabione i ospałe.Po ok tygodniu zniknęły
                objawy skórne(leczona była na AZS),ale dalej jest blada i czarne pod oczami,jest
                ciągle zmęczona.Skarży się że ją mdli i pobolewa brzuszek kilka razy dziennie.A
                my sie zamartwiamy.
                • 24.12.05, 14:57
                  Nie zamartwiaj się. Masz pogorszenie, czyli dowód na to, że leczenie DZIAŁA!
                  Przygotuj się do następnej dawki (przemyśl trzecie podanie leku, lepsze to niż
                  powtórka wszystkiego od początku) i obserwuj zmiany.
                  Przy drugim podaniu leku też może byc pogorszenie, wiedz, że jak podajesz leki
                  one NIE działają na jaja. Więc druga dawka ma podtruć kolejny lęg (trzecia
                  podobnie). Wtedy też może byc więcej toksyn w organiźmie (wybijane "gady"
                  wydzielają je nadprogramowo) i dlatego ważne żeby dziecku dawac więcej PIĆ. To
                  naprawdę ważne. Złe objawy szybciej ustąpią.
    • 04.12.05, 20:42
      Przeczytałam ten wątek pod kątem stanowiska lekarzy do leczenia całej rodziny i
      zajrzałam do starej pediatrii z 1974 roku (tylko taką mam w domu) i nawet tam
      było napisane, że przy lambliozie leczy się całą rodzinę. Więc chyba wielu
      lekarzom nawet nie chce się doczytać tego co nie wiedzą. dzięki bogu za to
      forum.
      • 04.12.05, 21:04
        Właśnie. Nawet nie wiem jak skomentowac to co napisałaś. WŁAŚNIE!
        Lekarze jakby nie czytali ... ale do leczenia się biorą.
        • 13.12.05, 16:23
          Odebrałam dziś wynik - wymaz z gardła. Jak przypuszczałam mała ma gronkowca
          złocistego. Ciekawa jestem, czy nasza pani gastroenterolog zrobi coś z nim, czy
          zostawi go. Myślę, że większość problemów (m.in. ciągłe zapalenia pochwy -
          teraz mała ma escherichia coli) jest właśnie przez niego. Od jakiegoś czasu
          mała robi brzydkie kupy i dochodzi do zapaleń.

          Od paru dni mała znów nie chce pić za bardzo mleka - na noc zaledwie 120ml. Mam
          nadzieję, że to przez wychodzące zęby.

          Na wyniki lamblii muszę czekać jeszcze tydzień.


          --
          Moja Juleńka
          • 13.12.05, 20:13
            Masz babo placek!
            Ale to jest to... Do lamblii lubi dołączać towarzystwo. Ja kiedyś jak zawaliłam
            się cała tą robalową wiedzą, to o gronkowcu zł. myślałam jak o pasożycie, nie o
            bakterii. Wiesz ja też miałm gronkowca. Wyleczyłam go autoszczepionką. Robi ja
            tylko kilka lab-ów w Polsce. W Wa-wie, w Poznaniu, w Kra-wie. Jeśli chcesz
            poszukam adresy. To skuteczne i chyba raz na zawsze ma się problem z głowy. Dla
            dzieci robią ją teraz nawet w tabletkach, więc bez kłucia!
            Tę autoszczepionkę miałam zrobioną prawie 15 lat temu jednak to dziadostwo już
            nie wróciło.
            • 16.12.05, 16:00
              >Wiesz ja też miałm gronkowca. Wyleczyłam go autoszczepionką. Robi ja tylko
              kilka lab-ów w Polsce. W Wa-wie, w Poznaniu, w Kra-wie. Jeśli chcesz poszukam
              adresy<

              Jeżeli byś mogła, byłabym wdzięczna. Najbliżej mamy do Poznania i pewnie tam
              wczesną wiosną się udamy (no, chyba że trzeba będzie wcześniej). Mam pytanie.
              Jak długo czeka się na taką szczepionkę? Czy trzeba jechać po nią do danego
              laboratorium, czy jakoś je przesyłają?

              Sigvaris, jakie Ty miałaś objawy gronkowca (jeśli można wiedzieć), że
              zdecydowano o autoszczepionce?



              --
              Moja Juleńka
              • 16.12.05, 20:15
                U mnie były nieustające zapalenia cewki moczowej. Ale tu tez jest tak, że
                każdy osobniczo ma inne objawy i wiele zależy od tego gdzie ta bakteria się
                umieści. Jest nieporównywalnie mniejsza od pasożytów więc czasami może być np.
                tylko na skórze, ale bywa i wprzewodzie pok., i w pochwie, i gdzie się da.

                Namiary. Jest Poznań na tej liście ( i wiem, ze ma BARDZO dobrą opinię):
                - Kraków Instytut Mikrobiologii przy UJ, ul.. Czysta (naprzeciwko AGH, róg al.
                Mickiewicza). Koszt 162 zł
                - Laboratorium "ALAB" we Wrocławiu przy szpitalu klinicznym. Trzeba mieć
                skierowanie od lekarza. Wrocław ul. Chałbińskiego 4 ( Akademia Medyczna ).
                - Liliana Jeżowa, Poznań, ul. Włodkowiaka 34-mikrobiolog. Specjalistyczny
                Gabinet Mikrobilogi Pediatrycznej ul. Włodkowica 34 60-334 Poznań tel (0 61)
                867-33-89
                - Dorota Kostrzeńska, gabinet- Warszawa, ul. Inżynierska 1/17, naprzeciwko
                studia TVp, tel.0226192394-bakteriolog
                - Katedra i Zakład Mikrobiologii Lekarskiej Akademii Medycznej im Prof.
                Feliksa Skubiszewskiego, Lublin, ul. Chodźki 1 tel.0817405839-zajmują się
                leczeniem przewlekłych zakażeń gronkowcowych i paciorkowcowych, wykonują
                autoszczepionki.
                - Pracownia Mikrobiologii Sl. Akademii Medycznej ul. Medyków, Katowice- Ligota.

                Procedura wygląda tak. Dzwonisz, umawiasz się. Opisujesz objawy. Pani laborant
                wie wtedy skąd pobrać wymazy. Jedziesz pobierają je. Potem chyba tylko trzeba
                zapłacić i jeśli coś jest, powiadamiają. Czekasz trochę i autoszczepionke z
                instrukcją stosowania wysyłają do domu pocztą (za pobraniem, czyli opłata 2).
                Tak to wyglądałao u mnie z tego co pamiętam.
                • 29.12.05, 16:46
                  Odebrałam dziś wyniki - w końcu. Musieliśmy drugi raz dać kupę, bo lodówka im
                  nawaliła. Niestety wynik jest dodatni. Hmmm... Lamblie cały czas są. Kurczę,
                  nie wiem, co o tym myśleć. Dlaczego? Czyżby lek nie zadziałał? A może od kogoś
                  złapała. Tylko moi rodzice mieli lamblie, ale widziała się z Nimi po Ich
                  leczeniu. Wydaje mi się, że wynik jest wiarygodny, bo mała znów pije mniej
                  mleka. Zastanawiam się, czy nie powtórzyć wyniku w jakimś innym laboratorium -
                  tak dla pewności. Co o tym myślisz Sigvaris? Zrobić to, czy ufać wynikom? Jak
                  sobie pomyślę o kolejnej dawce leku..... Mała tak nie chciała brać
                  Furazolidonu. Już mi Jej szkoda. No, ale jak trzeba, to trzeba. I znów
                  generalne porządki.


                  Nie podziękowałam Ci jeszcze za namiary na Poznań. Dzięki bardzo. Na pewno
                  pojadę z małą, tylko jeszcze dokładnie nie wiem, kiedy.


                  Pozdrawiam!
                  --
                  Moja Juleńka
                  • 29.12.05, 17:02
                    Przepraszam, ze sie wtrącam w Wasza dyskusjesmile Też miałam autoszczepionkę na
                    gronkowca, robioną w Krakowie( wtedy instytut mieścił sie jeszcze przy ulicy
                    Mikołajskiej). U mnie objawami gronkowca były nawracające zapalenia krtani i
                    zapalenie mieszków włosowych. Od szczeiopnki mineło już chyba z 8 lat, jak do
                    tej pory jest ok. Po dwóch latach w tym samym laboratiorum pobierali mi
                    (konrolnie) wymaz z gardła - gronkowca nie stwierdzono.pozdrawiam
                  • 29.12.05, 21:06
                    Sigvaris, miałabym prośbę a raczej pytanie. Znasz może nr telefonu laboratorium
                    w Gdańsku...? Nie znam dokładnie nazwy, ale chodzi o laboratorium medycyny
                    tropikalnej. Wydaje mi się, że gdzieś o tym pisałaś - czy tak? Nie mam jednak
                    za bardzo możliwości ani czasu na szukanie tego.


                    Znajoma mojej mamy, która pracowała w laboratorium doradziła, żeby wyniki
                    lamblii robić właśnie tam (nie zna jednak adresu i telefonu), bo tam są w tym
                    najlepsi.


                    Pozdrawiam!


                    --
                    Moja Juleńka
                    • 29.12.05, 22:18
                      Nie mam do nich telefonu. Jednak z tego co pamiętam, Instytut mieści się przy
                      tej głównej drodze, która prowadzi od Centrum Gdyni w kierunku Wejherowa. Jest
                      więc tam blisko od kolejki. Nazwy ulicy też już nie pamiętam... Ale to główna
                      ulica, łatwo do nich trafić.
                      • 30.12.05, 05:52
                        Adres do nich mam - znalazłam na forum. Telefon też gdzieś znajdę. Popytam
                        dziewczyn. Dzięki. Nie będę tam jechać, bo to za daleko (mieszkam w okolicach
                        Konina). Kał wyślę priorytetem. I tak ludzie robiąsmile. Tylko najpierw muszę do
                        nich zadzwonić, bo podobno nie robią wyników codziennie.

                        Sigvaris, czytałaś wcześniejszy post - z 16:46?

                        Pozdrawiam!

                        --
                        Moja Juleńka
                        • 30.12.05, 13:01
                          Przy wysyłce... cóż.. schłódź pojemniczek z zawartością i zawiń w taki
                          termiczny worek z supermarketu. Niech się to nie rozkłada. Jeśli tylko można
                          jakoś pomóc tym badaniom, warto.
                          • 30.12.05, 22:33
                            Napisz mi jeszcze Sigvaris, czy w przypadku "nawrotu" lamblii stosuje się ten
                            sam lek - u nas był Furazolidon, czy może lepiej próbować czegoś innego. Chcę
                            być przygotowana, gdy pójdę do lekarza.

                            Wydaje mi się, że jeżeli chodzi o Julkę to to nie jest nawrót, tylko po prostu
                            wszystkie te cholery się nie "wybiły". Zaczęło z Nią być gorzej równo miesiąc
                            (+ 2 dni) po skończeniu leczenia - stąd moje przypuszczenia. Czyli mniej więcej
                            po takim czasie, kiedy robi się wyniki.


                            --
                            Moja Juleńka
                            • 31.12.05, 01:13
                              Jasny gwint.
                              Leki .. z tego co wiem lepiej zastosować lek inny niż dotychczasowy.
                              Bo jeśli mimo leczenia wszystkich, mimo porządków dalej coś siedzi (jeszcze
                              tego nie wiemy, ale ...), znaczy ten szczep TEN lek ma w głębokim poważaniu i
                              używając języka niepotocznego: jest oporny na Furazolidon.
                              Nie daj się więc wkręcić w coś co już raz nie zadziałało, jeśli potwierdzi się
                              czarny scenariusz...
                              Jeśli chcesz badać ten kał w Instytucie i to w kierunku lamblii kombinuj jak im
                              go dać szybko (!!) i schłodzony, tym bardziej. To naprawdę ważne. Oni tez są
                              tylko ludźmi, a Ty musisz mieć PRAWIDŁOWY wynik.
                              Możesz napisać co się dzieje? Teraz, na bieżąco.
                              • 31.12.05, 11:12
                                Co do leku to... hmmm. On zadziałał, bo u małej było polepszenie. Zaczęła
                                lepiej jeść. W półtorej miesiąca przybrała mniej wiecej 500g. - jak na Nią to
                                bardzo ładnie. Mleka wypijała między 180 a 210 bez żadnego problemu. Dopiero
                                miesiąc po zaczęło być gorzej. Początkowo myślałam, że to zęby. Wychodziły Jej
                                4-ki. Gorzej zaczęła pić mleko, ale pozostałe rzeczy jadła, jak wcześniej. Od
                                paru dni nie ma jednak najlepszego apetytu. Robi coraz więcej i coraz brzydsze
                                kupki. Dziś ma już na koncie 3 i ta ostatnia (już daaawno takiej nie robiła) to
                                prawie sam śluz. Tylko mała zaczyna być przeziębiona. Zawsze u Niej jest tak,
                                że nakłada się parę rzeczy naraz i trudno stwierdzić od czego są takie, czy
                                inne objawy. Tak, czy inaczej lamblie wyszły. Żal mi Jej, bo nie dosyć, że pupa
                                jest czerwona, w krostach, to jeszcze ostatnio podleczona pipcia znów jest po
                                tych kupach tak czerwona... Znów nie pozwala mi się dotknąć. Muszę jak
                                najszybciej zrobić powtórne wyniki na lamblie i jechać, gdy już będę je miała
                                do naszej gastroenterolog. Muszę porozmawiać z nią o wszystkich naszych
                                problemach: lamblie, gronkowiec. Ciekawa jestem, co powie.

                                Jeszcze jeżeli chodzi o lamblie to my z mężem nie byliśmy leczeni, bo u nas
                                lamblii nie było. W mojej rodzinie tylko moi rodzice je mieli. Są już po
                                leczeniu, ale wyników jeszcze nie robili. Ciekawa jestem, jak będzie u nich.
                                Muszą po niedzieli zrobić. Ze strony męża tylko teściowa zrobiła wyniki
                                (zajmuje się dzieckiem), ale wynik też był ujemny. A co do porządków... Nie
                                wiem, czy można to zrobić tak, żeby wszystkie cysty zniknęły z otoczenia. Na
                                pewno się staraliśmy. Ja poszłam do pracy, więc mąż wziął urlop, żeby zrobić to
                                porządnie. Nie mam pojęcia, co zawiodło. Widocznie teraz musimy to zrobić
                                jeszcze dokładniej. O matko! A po świętach doszło tyle zabaweksmile Po niedzieli
                                postaram się wysłać wyniki, o ile uda mi się z nimi (laborantkami w Gdyni)
                                dogadać. Jeszcze nie mam nr tel., ale postaram się jeszcze dziś go zdobyć.
                                Wyniki zrobię też jeszcze raz sobie. Zobaczymy...

                                A co do schłodzenia kału... Laborantki w naszym laboratorium mówiły, że kał
                                musi trafić do laboratorium w ciągu 24 godzin od pobrania i nie ma znaczenia,
                                czy będzie on w lodówce, czy poza nią. Po prostu w ciągu 24 godzin musi być
                                dostarczony... Hmmm.... Coś chyba w tym jest, bo inaczej niemożliwe by było
                                wysłanie wyników do Gdyni. A wysyłały wyniki nawet pielęgniarki
                                z mojego rodzinnego miasta. Wysyłała je też była laborantka - znajoma mojej
                                mamy. W szpitalu w moim rodzinnym mieście mają sporą wykrywalność, ale i tak
                                dla pewności kobitki wysyłały do Gdyni wyniki.


                                --
                                Moja Juleńka
                                • 31.12.05, 13:15
                                  Ja sugeruję schłodzić. Nie wiesz w jakiej temperaturze będzie próbka, jeśli
                                  wysokiej (np w ciepłym pociągu) to zacznie się proces gnilny, zmniejszy się
                                  skuteczność badania w ten sposób.
                                  Ale zrobisz jak uważasz.
                                  Anita... nie bez kozery dobrzy parazytolodzy leczą całe rodziny - dla dobra
                                  dziecka. Ale teraz nie pora na rozstrząsanie. Zrób badania. Zobaczymy.
                                  Na odparzenia spróbuj smarowamnie galaretką z krochmalu.
                                  Co do objawów. I Twojego opisu. Wyglada na zarażenie wtórne. Lamblia albo jest
                                  albo nie ma - wariant, że jest trochę jest raczej niemożliwy. Jeśli jest są
                                  toksyny i są objawy - jeśli nie ma to nie ma.
                                  • 31.12.05, 14:08
                                    > Ja sugeruję schłodzić...... Ale zrobisz jak uważasz. <

                                    Zadzwonię w poniedziałek do nich i mam nadzieję, że powiedzą, jak najlepiej to
                                    zrobić.

                                    > Anita... nie bez kozery dobrzy parazytolodzy leczą całe rodziny - dla dobra
                                    dziecka. Ale teraz nie pora na rozstrząsanie. <

                                    Ja to wszystko wiem Sigvaris (oczywiście głównie od Ciebie), ale pisałam Ci już
                                    o naszej pani dr rodzinnej - siostrze męża. Skoro mamy dobre wyniki to Ona nie
                                    będzie nas leczyć. Pierwszy raz w życiu ścięłam się wtedy z Nią. Nie wiem, czy
                                    można dostać leki bez recepty. Nie ważne. Jakoś receptę się załatwi, jeżeli
                                    będzie taka potrzeba. Tym razem, bez względu na moje wyniki, przeleczę się. Mam
                                    nadzieję, że uda mi się namówić na leczenie męża.


                                    Dzieki!






                                    --
                                    Moja Juleńka
                                    • 03.01.06, 21:46
                                      Witaj Sigvaris ponownie.Jesteśmy w 4 tygodniu leczenia "na ślepo"(bo w badaniach
                                      nie wyszły) dziecko Pyrantelum,my zaś Vermoxem.Nastąpiła poprawa samopoczucia,c
                                      órka jest jakby mniej bledsza,nie skarży się na mdłości 10 razy dziennie,jest
                                      weselsza. Zemdliło ją do płatkach z mlekiem które dostala w przedszkolu.Jak
                                      długo nie podawać mleka,co robić żeby zabezpieczyć ją przed ponownym zarażeniem
                                      w przedszkolu?Czy mdłości po mleku mogą być związane z pasożytami?
                                      Podaję jej codziennie czosnek w kapsułkach.Je więcej kaupsty kiszonej.Ktoregoś
                                      dnia w stolcu zauwazyłam jakby ziarnka maku i bynajmniej nie jadła makowca .Co
                                      to mogło być? Wynik badania stolca w kierunku grzybicy negatywny.Niepokoją mnie
                                      jednak afty,ktore często zjawiają się po wewnętrznej stronie policzków.Czy
                                      sądzisz że powinnam badanie powtórzyć?Przepraszam za tyle pytań ,ale nie mam się
                                      już kogo radzić.
                                      • 04.01.06, 00:23
                                        NIE MLEKO! Przy pasożytach i po leczeniu nawet do kilku miesięcy nie powinno
                                        podawać się mleka i mlekopochodnych. Tłumaczyłam to juz kilkakrotnie o
                                        zniszczonych kosmkach jelitowych, a trawienie mleka wymaga zdrowych kosmków.
                                        Danusiu taki mak, to mogą być owsiki. Paradoksalnie nie białe, tylko takie jak
                                        czarny mak (chyba to "larwy", nie jaja, ale coś w rodzaju świeżego lęgu).

                                        Także ze względu na afty spróbuj odstawić mleko i mlekopochodne. Popytaj na
                                        forum , co dawać w zamian w córki wieku. Ja tu jestem cienka kulinarnie. Ze
                                        wzgledu na afty odstaw cukier i słodkie. Zrób to, wiem że trudne. Pogadaj w
                                        przedszkolu. Przedyskutuj z córką ten problem, wiem że dzieci potrafią
                                        współpracowac już w tym wieku (alergicy zwłaszcza, ale nie tylko!). Czyli mleko
                                        i słodkie WON!

                                        Na razie poza dietą nie walcz. Nie da rady na kilku frontach na raz. Dopóki nie
                                        zakończysz leczenia robaków i nie odczekasz z 10 dni - nic nie rób. Badań też,
                                        leki i ciągle wydalane toksyny po - robakowe mogą zakłamać wyniki.

                                        To co możesz zrobic to szukać na najbliższą przyszłość laboratorium, które
                                        przytrzyma Wam kał do badania grzybów i pleśni - 14 dni (nie krócej). Nawet
                                        jeśli masz im extra dopłacić. Wtedy niech ocenią próbkę. Zobaczymy co wyjdzie.
                                        Poza tym, po wyleczeniu robaków, jest szansa że organizm córki sam poradzi
                                        sobie z aftami. Dlatego poczekaj trochę. Skup się na jednym.
                                        Czosnek nawet w kapsułkach - świetny pomysł. Stosuj go także po zakończeniu
                                        kuracji. Może nawet zwłaszcza, profilaktycznie żeby nie było nawrotów.
                                        • 04.01.06, 22:25
                                          moj synek wlasnie dzis zakonczyl kuracje furazolidolem,i najlepsze jest to ze
                                          lekarka nie zalecila przeleczenia nim nas-rodzicow,nie wiem co teraz? co mam
                                          robic? sigvaris pomoz mi bo zwariuje!!!pozdrawiam
                                          • 05.01.06, 10:02
                                            A porządki? Robiłaś chociaz porządki? Przelewałaś zabawki wrzątkiem? Jeśli nie
                                            RÓB TO PILNIE.
                                            A u Was... Cóż masz lekarza rodzinnego (od dorosłych) z którym mogłabyś
                                            przedyskutowac pilnie problem i poprosić o recepty? Ograniczając trochę
                                            kontakty (bliskośc), izolując ręczniki, pościel - masz szanse szybko sie
                                            doleczyć z mężem bez szkody dla małego. Próbuj.
    • 05.01.06, 16:29
      Byłam dziś z wynikami małej u pediatry. Nie zleciła na razie leczenia. Mówiła,
      żebyśmy pojechały do gastroenterolog. Zobaczymy, co ona na to wszystko powie.
      Mam Jej powiedzieć o lambliach, gronkowcu, problemach z układem moczowym i
      zapaleniach pochwy. Widzę, że nasza padiatra już nie wiem, co z tym wszystkim
      robić, tzn. może boi się kolejnego antybiotyku. Mówiła, że najchętniej
      położyłaby małą do szpitala, żeby porządnie Ją zdiagnozować. W poniedziałek
      jedziemy do gastro... Co dalej, zobaczymy...

      Tak w ogóle to z małą jest coraz gorzej. Ma coraz gorszy apetyt. Zdarza Jej się
      troszkę zwymiotować. Nie często (w ciągu 2 ostatnich tyg. tylko 2 razy), ale
      jednak. Znów ledwo wypija po ok. 130ml mleka. Rzeczywiście jest tak, jak
      pisałaś Sigvaris - w przypadku nawrotu jest dużo gorzej. I u nas rzeczywiście
      tak jest. Zanim dowiedziałam się po raz pierwszy o tym, że mała ma lamblie,
      trochę czasu upłynęło od momentu, kiedy z małą nie było za rewelacyjnie.
      Przypuszczam, że mogła je mieć jakieś pół roku. I nie było tak, jak jest teraz.
      Teraz wyraźnie ma większe problemy z brzuszkiem.

      Nie chcę w ogóle myśleć o tym, co będzie jeżeli po raz drugi leczenie
      zawiedzie. Teraz pewnie dostanie Metronidazol. Podobno zdarza się, że jest
      bardzo źle tolerowany. Trochę się boję kolejnego leczenia, ale co zrobić.

      Acha, i jeszcze pani dr stwierdziła, że to w Jej przypadku nie jest nawrót,
      tylko raczej niedoleczenie - nie "wybiły się" wszystkie. Też jestem raczej za
      tym, ale to już nie jest istotne. Tak, czy inaczej są.

      Na pewno odezwę się po wizycie u gastroenterologa.



      --
      Moja Juleńka
      • 05.01.06, 18:46
        Anita! Czemu ta lekarka nie byla taka przejęta i nie przeleczyła Was
        wszystkich? O teorii bratowej nic nie wspomnę, bo tylko Cie pewnie rozłoszczę.
        Powiedz, czy wyniki przyszły z Instytutu w Gdyni?

        Drugi raz już nie daj się wrobić w Furazolidon. Metronidazol - fakt niektórzy
        źle tolerują - ja rzygałam jak kot. W szpitalu chyba nabrudziłam im nawet na
        sufit. Ale to nie wszyscy tak mają. Gdybym wtedy jednak się przemogła, nie
        zaraziłabym Marty!
        Znów pewnie zrobisz jak będziesz chciała, ale słowo o Furazolidonie. Muszę.
        Nieważne w jakiej konfiguracji jest znów lamblia. Rozważmy:
        1. wariant: wtórne zarażenie. Szczep już jest oporny na podany lek.
        2. wariant: niedoleczenie. Szczep był już oporny na ten lek.

        Jest jeszcze Tynidazol (mam nadzieję, ze nie skopałam nazwy, ale i tak jest
        blisko), ta nasza lekarka nie używa go. Nie wiem dlaczego, ale ona od 15 lat
        leczy lamblie i pewnie ma jakieś obserwacje. To, że mi o nich nie powiedziała,
        to jej sprawa, ale słowo, nie używa go.

        Czy możesz podawać małej czosnek? W małych ilościach, ale za to codziennie.
        Choć odrobinę.
        Próbuj włączyć też więcej cebuli (ale gotuj, nie smaż).
        I te tłuszcze. Przy zniszczonych kosmkach działają jak balsam. Próbuj dawać do
        wszstkiego: olej lniany, z oliwek, z orzechów.
        • 06.01.06, 07:10
          >Czemu ta lekarka nie byla taka przejęta i nie przeleczyła Was wszystkich?<

          Gdy wtedy pytałam, czy mamy wszyscy sie leczyć, powiedziała: tak, ale ja byłam
          święcie przekonana, że receptę da nam nasza lekarka, więc z pediatrą o naszym
          leczeniu nie rozmawiałam. Ciekawa jestem, co na ten temat powie gastro...

          >Drugi raz już nie daj się wrobić w Furazolidon<

          Na pewno nie. Skoro pediatra wie, że teraz powinna dostać Metronidazol, to tym
          bardziej gastro... bedzie wiedziała. Tak myślę.

          >Metronidazol - fakt niektórzy źle tolerują - ja rzygałam jak kot<

          Ja nie obawiam się o siebie. Ja, gdyby tak było, jakoś to zniosę. Ale Julka...
          Mam nadzieję, że będzie mogła go brać. Moi rodzice nie mieli żadnych
          dolegliwości przy nim. Oby z Nią tak było.

          >Jest jeszcze Tynidazol<

          Mogę mieć tylko nadzieję, że gastro... nie przepisze go. A jeśli tak będzie
          chciała zrobić, jak mam zareagować? Nie powiem Jej przecież, że chcę
          Metronidazol, bo "znajoma" z forum mówiła, żeby tym przeleczyć.

          Wiesz, to jest ten ból. Najbliższe miasto z lepszymi fachowcami to Poznań a to
          prawie 200km. Niestety wybranie się tam nie jest takie proste. Jak trzeba
          będzie, to podaję, ale wolę najpierw spróbować bliżej.

          >Czy możesz podawać małej czosnek?<

          Hmmm... Przypuszczam, że tak, chociaż nigdy go nie dostawała. Mam nadzieję, że
          nie będzie na niego uczulona. Tylko powiedz mi Sigvaris jak go najlepiej podać -
          chodzi o świeży. Zaznaczam, że w tej chwili apetyt jest kiepski i za bardzo
          obiadów nie chce jeść. A może kapsułki? Można je chyba otworzyć? Z czym wtedy
          podać zawartość?

          > Znów pewnie zrobisz jak będziesz chciała<

          Sorki, ale gdy to czytam (nie pierwszy raz w ten sposób piszesz), to mam
          wrażenie, że jestem złą matką, która nie chce dobrze dla dziecka. A jest tak,
          że gdyby nie mój upór, intuicja i nie wiem, co jeszcze, mała pewnie do tej pory
          nie byłaby zdiagnozowana jeżeli chodzi o sprawy neurologiczne,
          endokrynologiczne i inne. Od zawsze sama robię wyniki. W rodzinie męża od dawna
          uważana jestem za dziwadło, które przesadza, co chwilę coś wymyśla, pomimo
          tego, że jak na razie nic sobie nie wymyśliłam, tylko wszystko się potwierdza.
          Ale cóż... To moje dziecko i mogę być nawet dziwadłem, jeżeli to tylko Julce
          pomoże. Ale nie jest lekko, uwierz. Czasami teściowa i siostra męża tak mnie
          wkurzają... Szkoda gadać. Najgorsze jest to, że moją rodzinę mam dosyć daleko i
          jestem skazana, jeżeli chodzi o wyjazdy do lekarzy, czy jeżdżenie na wyniki, na
          teściów.

          > Powiedz, czy wyniki przyszły z Instytutu w Gdyni?<

          Nie wysłałam ich. Gdy mąż dzwonił, powiedzieli, że absolutnie nie, że trzeba w
          ciągu godziny dostarczyć świeży kał. Tylko, że On rozmawiał z paniami w
          przychodni i nie powiedział, żeby dały nr do laboratorium. Nie załatwił tego
          tak, jak należało, ale to jest tylko facet. Wczoraj jeszcze raz zadzwoniła tam
          moja mama - bezpośrednio do laboratorium i powiedzieli Jej, że owszem,
          najlepiej by było, gdyby kał był świeży, ale ludzie to wysyłanie do nich
          praktykują i żadnych reklamacji jeszcze nie mieli. Na razie jednak wstrzymam
          się z wynikami, bo nie chcę już czekać z leczeniem małej - z dnia na dzień może
          być jeszcze gorzej. A wiadomo, zanim zrobi w odpowiednim momencie kupę, zanim
          ona dotrze, zanim zrobią wyniki, przyślą... To trochę trwa. Wyniki zrobię
          dopiero po leczeniu. Objawy ma, więc nie ma na co czekać.


          Pozdrawiam!

          --
          Moja Juleńka
          • 06.01.06, 11:16
            Kontekst: "zrobisz i tak co będziesz.." Dotyczy bardziej tego, ze jako znajoma
            z forum mogę tylko radzić, nie narzucac sposobu leczenia.
            Nie chodzi więc tu o Ciebie, tylko raczej o mnie. Bo cóż z tego, że pisze
            leczyć wszystkich - lekarze i tak decydują. Nie można leczyć się wg. forum. Nie
            da rady. Można próbowac z nimi rozmawiać, ale to wiemy obie nie zawsze skutkuje.
            I tak jesteś dzielna przy ciśnieniu rodziny męża i szwgierki, która jak wiemy
            miała zgoła inne teorie.

            Trzymam kciuki za drugie podejście. Mam nadzieję, że tym razem to będzie bój
            ostatni. Pewnie dostaniecie Metronidazol - więc musi to byc ostatnia batalia.
            Wiem, że nie odpuścisz.

            Co do Instytutu - robią to z wielką wiedzą. Ile razy załamywałam ręce jak
            dziewczyny pisały, że kał zbierają kiedy popadnie, stoi na półce, a badania
            robią po kilku dniach...I jak im ma wyjść cokolwiek? Kał musi byc świeży lub co
            najmniej schłodzony, żeby się nie rozkładał dalej.
          • 06.01.06, 15:04
            Zapomniałam.
            Ja ze względu na Martusi wiek przemycam na różne sposoby. Wrzucam do warzyw, z
            których robię zupkę (ciut, ciut na samą końcówkę gotowania) i wszystko miksuję
            na koniec. Dodaję do "papek" ciut, ciut zmiażdżonego.
            Jeśli mas zstarsze dziecię to możesz dodawac do jakichś past na chleb, też do
            zup, do mięsa. Najlepszy jest świeży, ale może byc podgotowany i moga byc
            kapsułki.
            Na początek zrób próbę, czy faktycznie przejdzie.
            Zwiększ też ilość cebuli (podobnie jak z czosnkiem - przemycaj).
            I słynnych już kiszonek - one pomagają regulować prace jelit wogóle.

            Czosnku nie podawaj przy lekach (np. metronidazolu). Leki są wystarczającym
            obciązeniem dla wątroby. Ale jakieś 7-10 dni po (czy przed) możesz go śmiało
            dawać.
            Po leczeniu podawanie regularne czosku możesz stosowac zachowawczo przez 2-3
            miesięcy. Nie koniecznie codziennie, ale kilka razy w tygodniu.
            • 07.01.06, 10:04
              sigvaris! o sprzataniu nie zapomnialam(chociaz lekarka mi o tym tez nie
              powiedziala wiem to od ciebie)caly dzien przelewalam zabawki!a czy to ze my
              przeleczymy sie teraz to cos da,prawie 5 dni po zakonczeniu kuracji u synka?
              jeszcze dodam ze u synka leczenie zalecila alergolog bez zadnych objawow,pewnie
              profilaktycznie,wspomne tylko ze kuba ma czeste skurcze oskrzeli czy to byl
              powod to moglo byc powodem leczenia?
              • 07.01.06, 20:02
                Hhmmm, przy skórczach oskrzeli prędzej chyba podejrzewa się glistę ludzką niż
                lamblię. Przepraszam, ze ponowię pytanie, ale czy syn dostał Pyrantelum, czy
                Furazolidon? Możesz spisać z opakowania tak dla pewności. Wiesz pytam, bo na
                lamblię rzadko lekarze decydują się na leczenie w ciemno. Ale to ni eoznacza,
                że ten lekarz źle kombinuje!
                Poza tym, może to jeszcze inne objawy doprowadziły lekarza do takiej decyzji.

                Przeleczcie się. Nawet 5 dni później. Zmień pościele, ręczniki, bieliznę,
                piżamy. Wyszoruj pojemniki na pościel. Wyodkurzaj wszystko i zmywaj, zmywaj.
                Cysty lambli można usunąć tylko wodą (odkurzaczem), jest chlorooporna -
                domestos do kosza, nie działa. Skoro syn już dostał leki to lepiej to zrobić
                po "Bożemu" i tak, żeby nie było nawrotów. Wstrętnych nawrotów (nawet przy
                profilaktycznym leczeniu warto).
                Przy innych pasożytach nawroty nie są tak groźne. Przy lamblii jest
                prawdopodobne, że dany szczep tego pierwotniaka uodpornił się na lek. A plejady
                leków do wybijania lamblii nie ma. Są trzy strzały. A co potem, nie wiem...

                Wracając do oskrzeli. A może już tak na spokojnie pogadasz z tym alergologiem
                (za jakieś 3 tygodnie od zakończenai kuracji lambliowej), żeby profilaktycznie
                odrobaczyć syna (i Was wtedy też koniecznie). To bardziej do tych okrzeli
                pasuje. Syn Pyrantelum, Wy Zentel z Vermoxem na zmianę. Popytaj o kurację 3x co
                10 dni. Skoro on wie, ze coś "dzwoni", to może to dokończyć po "Bożemu", czyli
                po całości?
                Oczywiście zobaczysz czy jest jakaś poprawa po leczeniu lambliowym. Ale ten lek
                to napisz jaki to był, proszę.
                • 08.01.06, 10:39
                  zaczne jeszcze raz od poczatku,kuba dostal jednorazowa dawke zentolu 5 ml(bo o
                  tym nie napisalam) i potem furozalidon caly syrop do skonczenia po 8ml trzy
                  razy dziennie,dzieki sigvaris! co bysmy bez ciebie zrobily,pozdrawiam
                  • 08.01.06, 23:57
                    Tego Zentelu jednorazowo - nijak nie rozumiem... A furazolidonu dostaliście na
                    wybicie wszystkich lamblii w mieście! Ale może lekarz miał jakieś powody, o
                    których nie wiem.
                    • 09.01.06, 00:06
                      Zobacz jak dziecko się będzie czuło. Poobserwuj przez najbliższe dwa tygodnie -
                      trzy nawet. Daj znać.
                      Przejrzałam cały wątek z Kubą raz jeszcze. Wiesz dlaczego nie rozumiem Zentelu
                      jednorazowo, bo to lek na robaki. A robaków nigdy nie leczy się jedną dawką.
                      Żaden lek na robaki bowiem nie działa na jaja. Więc w jednym terminie wybija
                      się istniejące dorosłe osobniki, potem czeka sie ok.7-10 dni i wybija sie to co
                      wyrosło z jaj. Najczęściej ponieważ nie wiadomo, czy nie było więcej pokoleń,
                      powtarza się dawkę 3-i raz. Matki po przejsćiach nawet zalecają sobie 5-krotne
                      powtórzenia.

                      Ale też spotkałam sie z teorią, że Zenel może być używany do walki z lambliami.
                      Może dlatego lekarka go użyła jednokrotnie? Nie wiem co jej przyświecało, a
                      sama nie jestem lekarzem, więc nie mogę ot tak sobie podwarzać decyzji lekarza.

                      Obserwuj te oskrzela. Jeśli minie - ok. Jeśli nie tak jak Ci pisałam, zawsze
                      możesz z nią pogadać o idei odrobaczenia w cyklu np. tym trzykrotnym.
                      • 10.01.06, 19:00
                        a juz myslalam ze znalazlam dobrego lekarza!teraz nic nie rozumiem ale z tego
                        co piszesz sigvaris to ty masz pewnie racje,przerazilo mnie to co napisalas o
                        furazolidzie(masm nadzieje ze mu nie zaszkodzilo)co mam w takim razie teraz
                        zrobic? jeszcze odrobaczac?
    • 09.01.06, 20:04
      Jesteśmy po wizycie u gastroenterolog. Całe szczęście ta pani dr jest w temacie
      bardziej zorientowana. Wszyscy będziemy brać Metronidazol. Teściowa, która
      zajmuje się małą do południa również. Mała przez 7 dni będzie brała 2 x po pół
      tabletki a my - dorośli 2 x 2 tabletki. Obyśmy tylko tolerowali ten lek.


      --
      Moja Juleńka
    • 09.01.06, 20:11
      Jesteśmy po wizycie u gastroenterolog. Całe szczęście ta pani dr jest w temacie
      bardziej zorientowana. Wszyscy będziemy brać Metronidazol. Teściowa, która
      zajmuje się małą do południa również. Mała przez 7 dni będzie brała 2 x po pół
      tabletki a my - dorośli 2 x 2 tabletki. Obyśmy tylko tolerowali ten lek.

      --
      Moja Juleńka
      • 10.01.06, 00:26
        Prawie można krzyknąć HURRA! To ze względu na kompetencje lekarki.
        Strasznie bym chciała, żeby teraz to był koniec. Anita nie dajcie się!
        Wiedz nawet chwilowa nietolerancja leku, nie oznacza że nie da rady. Wymioty
        mogą się zdarzyć, ale nie muszą być trwałe. To może być tylko chwilowe.
        I to może być tak przy wielu lekach, nie tylko przy metronidazolu.
        • 10.01.06, 06:01
          Jeszcze o jednym zapomniałam napisać. Pani dr mówiła oczywiście o diecie
          bezmlecznej, ale ponieważ Julka jest już na diecie (mały alergik), nie trzeba
          jej stosować. Mówiła jednak, że może dostać naturalny jogurt. Hmmm... Dopytałam
          się, czy przy lambliach na pewno można. Powiedziała: "tak". Ja jednak nie będę
          dawać jogurtu, bo mała jeszcze nigdy go nie dostała i nie chcę wchodzić z czymś
          nowym, gdy nie jest najzdrowsza. Co o tym myślisz Sigvaris? Dać sobie z
          jogurtem spokój, czy spróbować dać?




          --
          Moja Juleńka
          • 10.01.06, 23:42
            Jasne że tak, dać sobie spokój. To najgorszy moment z możliwych na
            eksperymenty. Jakiekolwiek pogorszenie i co wtedy? Będziesz wróżyć z fusów, czy
            zaszkodziły toksyny, czy lek, czy jogurt? A może mała cos podjadła ukradkiem?
            I tak na cztery ewentualności z wymienionych zostaną Ci trzy. To po jasny gwint
            jeszcze samemu zwiększać ewentualną zagwozdkę?

            Czasami rady lekarzy są takie jakby nie mieli swoich dzieci. Ciekawi mnie, czy
            taka lekarka podałaby swojemu dziecku kompletnie nowy produkt (jeszcze mleczny)
            w takim momencie?
            Poza tym co raz częściej się mówi mleko i antybiotyki- nie. Nawet są głosy, że
            probiotyki podawać, tak, ale po leczenu antybiotykiem - nie w trakcie. A ta tu
            wyjeżdża z jogurtem...przy dziecku na diecie. Aneta, czy to sen?
            • 14.01.06, 18:06
              Droga Sigvaris,córka przeleczona Pyrantelum(5 tygodni),miewa jeszcze napady
              nudności ale rzadko.Czekam jeszcze dwa-trzy dni i zrobię jej badania kału.Jeśli
              chodzi o mnie ,jak cała rezsta rodziny przeleczyliśmy się Vermoxem.Przy
              ostatniej dawce w stolcu zauważyłam coś bialego obłego ok 2 cm,zapakowalam
              więc i do laboratorium.Ku mojemu zdumieniu wynik negatywny.Zadzonilam do
              laborantki podpisanej pod wynikiem,czy aby napewno wie co pisz.Twierdzi ,że
              gdyby były jaja lub pasożyt to z pewnościa by to zauważyła.Czy cholera wierzyć
              babie ?
              • 14.01.06, 18:39
                Nie wiem, czy jej wierzyć. Bo nie wiem co to mogło być.
                Danusiu. Zostaw sprawę. Nie dojdziemy. Nawet jakbys obie sterczały nad tą
                próbką "face to face". Napady nudności i inne objawy niewskazane moga się
                utrzymywac do ok. 2 tygodni od leczenia. Naprawdę niech dziecko dużo pije - to
                pomoże jej oczyścic się z toksyn. Nie bój sie jak będzie sie pocić. To
                prawidłowe.

                Badania rób najwcześniej jakieś 2,5/3 tygodnie od zakończenai kuracji.
                Wcześniej nie ma sensu, o tyle, że jeśli przetrwały jakieś jaja to i tak nie
                będą widoczne. Niestety bedą widoczne dopiero ich dzieci. Więc szkoda Twoich
                nerwów. I kasy.
    • 14.01.06, 21:33
      Witam!

      Dziś jest nasz 4 dzień leczenia (zostały 3). Mała na szczęście nie wymiotuje
      (tylko pierwsza dawka była niezaliczona), my też dobrze znosimy lek - ufff.
      Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że małej znów zaczyna coś w buzi
      przeszkadzać. Pomimo tego, że nie spała dziś w ciągu dnia, miała problemy z
      zaśnięciem (przeszło godzinę), ciągnęła się za język (tak było też przy
      Furazolidonie), popłakiwała. Lacidofil oczywiście dostaje - dwa razy dziennie
      kapsułkę. Co mogę jeszcze zrobić, żeby nie nabawiła się grzybicy jamy ustnej?

      No i żeby problemów było jeszcze mało, to dziś mała ma temperaturę - 37,7.
      Myślę, że to jakieś przeziębienie się przyplątało - póki co bez kataru i
      kaszlu. Oby jak najszybciej minęło, bo byłby wielki problem z dodatkowymi
      lekami.


      Pozdrawiam!

      --
      Moja Juleńka
      • 15.01.06, 00:08
        Myślisz, że to świąd języka? Przełyku? A masz szansę zajrzeć co tam się dzieje?
        Temperatura może być jednym z "objawów" pogorszenia.
        Ale spróbuj obejrzeć jamę ustną.
        • 15.01.06, 08:27
          Nie mam pojęcia Sigvaris, co to jest. Wątpię, żeby mała pozwoliła zajrzeć sobie
          w gardło. Ona teraz, przy Metronidazolu, w ogóle nie współpracuje. I wcale się
          nie dziwię. Do Tantum Verde bez problemu zawsze otwierała buźkę - lubiła to a
          teraz... Wczoraj chciałam Jej psiknąć i nie zrobiłam tego, bo za żadne skarby
          nie pozwoliła. Jeżeli temperatura nie minie do jutra, pójdę do padiatry, żeby
          Ją obejrzała, osłuchała. Zajrzy w gardło i zobaczy. Chociaż nie wydaje mi się,
          żeby język był bielszy niż do tej pory. Ale co to w takim razie mogłoby być?
          Czemu drapałaby się, ciągnęła za język? Hmm... Tak jest tylko przy
          antybiotykach i to tych na lamblie. Wcześniej tego nie było (brała dwa razy -
          bakterie w moczu).


          --
          Moja Juleńka
        • 15.01.06, 10:24
          Poprosiłam Julkę, żeby wytknęła język. Nalotu jest więcej i jest on biało -
          żółty.

          --
          Moja Juleńka
          • 15.01.06, 17:37
            Myślę, że to grzybica... Ale spoko, to Wasz jakby najmniejszy problem na tę
            chwilę.
            Wiesz wcześniej były jakieś antybiotyki, potem Furazolidon, brak poprawy a
            wiadomo, ze pasożyty zazwyczaj kupą (minimum we dwa) idą.

            Wiesz nie czuję się pewnie, zeby Ci coś radzić i nie spaprać przy tym
            Metronidazolu. Bo jedno jest pewne musicie go brać do końca.
            Nie wiem, czy można to zrobic przy antybiotyku, ale może szwagierka się wypowie
            i wspomoże? Przy świądzie spowodowanym np. pleśniawkami i także do walki z
            grzybem w jamie ustnej - stosuje się WODNY (nie alkoholowy) roztwór gencjany u
            dzieci. Sposób podania tzw. pędzelkowanie lub smarowanie miejscowe.

            Jednak co do tych jogurtów, mimo wszystko dalej nie polecam. Mleko nawet w tej
            formie będzie to dla grzyba pożywką.
    • 17.01.06, 23:12
      Już jesteśmy po leczeniu. Teraz tylko miesiąc odczekać i ... mam nadzieję, że
      zobaczę: Lamblie - wynik ujemny.

      Trochę zaczęliśmy się już źle czuć (jednak) przy tym Metronidazolu. Julka
      najlepszego apetytu nie ma. Pewnie, jak my, tzn. ja i mąż, ma mdłości. No i
      temperaturka utrzymuje się na poziomie 37,0 - 37,1. Dobrze, że już się
      skończyło leczenie. Obyśmy ten poblem mieli już z głowy.


      --
      Moja Juleńka
      • 17.01.06, 23:51
        No smak jest taki w ustach jakbyś ogrodzenie czyściła językiem. Porównanie
        adekwatne do samopoczucia....
        Wiem, też kiedyś brałam metronidazol.
        Temperatura OK - organizm widać z czymś walczy. Pić!! DUUUUUUŻO PIĆ!!
        WSZYSCY.
        Odczekaj kilka dni i pomyślcie o tej grzybicy. Języki obłożone? Jak Julka
        ciągnię się nadal? Teraz po leczeniu mogłabyś spróbować ulżyc tego wodnego
        roztworu gencjany - po antybiotyku mogę polecić bez wyrzutów sumienia. Daje
        ulgę.
        Najblizsze kilka dni nie licz na jakąś rewolucyjną poprawę samopoczucia. Chyba,
        że dacie czadu i będziecie pić po 5 litrów płynów....na dobę. Ale oczywiście to
        żart. Pijcie więcej niż normalnie. Starajcie się być dużo na powietrzu.
        • 19.01.06, 06:16
          Co do "grzybicy" to Julka już się nie ciągnie za język, to był tylko 1 dzień.
          Ale nalot ma - trochę więcej niż miała. Mąż narzeka na dziwny smak na końcu
          języka. Mówiłam, żeby brał lacidofil, ale facet jak to facet, nie brał. Mój
          język nie jest inny, niż do tej pory. Ja "od zawsze" mam brzydki - popękany i z
          nalotami rano. W ciągu dnia jest lepszy. Ja czuję się już dobrze. Do wczoraj
          rana miałam lekkie mdłości i łeb mnie strasznie bolał, ale jest już ok. Mąż
          wieczorem trochę jeszcze narzekał. Z Julką też jest lepiej. Kupy się unormowały
          (pewnie po Kreonie). Robiła ostatnio po nawet 4, 5 dziennie, teraz 1 na dwa dni
          (wydaje mi się, że za rzadko). Nawet dobrze wczoraj jadła. Na noc i dziś rano
          wypiła już 210ml, więc myślę, że będzie coraz lepiej. Tylko źle spała w nocy -
          kręciła się, popłakiwała. Pozostaje cierpliwie czekać, co będzie dalej. A ...
          No i oczywiście znów pojawiły się u małej upławy. Niewiele, ale jednak. Za
          jakieś 2 tyg. porobię wyniki - mocz, wymaz i wezmę się za to.



          --
          Moja Juleńka
          • 19.01.06, 09:54
            Moze zacznij pic miksture oczyszczajaca Sloneckiego.
            • 19.01.06, 10:09
              Za wcześnie na jakiekolwiek mikstury. Oni są po DRUGIM leczeniu lamblii i po
              metroniadazolu, świeżuteńko zakończonym. Za dwa tygodnie jak sie zdecydują to
              mogą brać wszystko. Teraz lekkie pokarmy, zero mleka (upieram się ale wiem, że
              mam rację), WIĘCEJ TŁUSZCZY!!! NIE DLA CUKRU!
              Myślę, ze nawet nie dawałabym czosnku (śladowe ilości) i troche cebuli. Możecie
              jeść kiszonki, ale też nie za dużo.
              Rosoły byłyby super z wsiowej kury, jak babcię... Na obiad i na kolację.
              • 19.01.06, 18:10
                A cóż to za mikstura? Pierwsze słyszę.


                --
                Moja Juleńka
                • 20.01.06, 09:25
                  MIKSTURA OCZYSZCZAJĄCA
                  1. 10 ml oleju (3 warianty):
                  – olej z oliwek (oliwę) w pierwszym 3-miesięcznym etapie stosują osoby
                  cierpiące na schorzenia żołądka i/lub dwunastnicy, nadkwaśność lub kamicę
                  żółciową. Osoby, które tych schorzeń nie mają oraz dzieci – pomijają ten
                  wariant.
                  – olej z kukurydzy w drugim 3-miesięcznym etapie stosują osoby, które skończyły
                  bądź pominęły etap pierwszy i cierpią na choroby trzustki i/lub wątroby, albo
                  mają podwyższony cholesterol. Osoby, które tych schorzeń nie mają oraz dzieci –
                  pomijają ten wariant.
                  – olej z pestek winogron jest dla tych, którzy skończyli bądź pominęli
                  poprzednie dwa etapy oraz dla dzieci, które raczej nie mają wymienionych w
                  powyższych dwóch wariantach dolegliwości. Przynajmniej nie powinny. Ten wariant
                  nie tylko pozwala wyleczyć się z trapiących nas chorób, ale jego systematyczne
                  stosowanie pozwala dalej dbać o zdrowie. Z tego względu wariant Mikstury
                  oczyszczające doskonale nadaje się dla zdrowych. Po co to zdrowym? Żeby zdrowi
                  pozostali!

                  Uwaga! Rodzaj oleju zależy wyłącznie od stanu przewodu pokarmowego, i każdy
                  musi dobrać go sobie sam kierują się objawami albo wynikami badań. Jeśli w
                  trakcie stosowania Mikstury oczyszczającej okaże się, że okres, w którym
                  stosowaliśmy dany wariant był zbyt krótki i dolegliwości, których on dotyczył,
                  nie zostały do końca wyleczone, albo przez pomyłkę (z braku dolegliwości)
                  pominęłliśmy go, to w każdej chwili możemy do niego powrócić.

                  2. 10 ml alocitu (2 warianty):

                  – alocit z aloesu W celu jego przygotowania należy sok z aloesu rozcieńczyć
                  przegotowaną, schłodzoną wodą w stosunku 1:1. Najlepiej w tym celu do litrowej
                  butelki z ciemnego szkła wlać ½ l soku z aloesu i ½ l wody i uzyskać w ten
                  sposób 1 l alocitu. Tak jest najlepiej, ponieważ tak zmieszany alocit lepiej
                  działa od tego, który jest przygotowywany codziennie.

                  – alocit z citroseptu Przygotowujemy go w ten sposób, że półlitrową butelkę z
                  ciemnego szkła napełniamy przegotowaną, schłodzoną wodą i dodajemy 35 kropli
                  citroseptu.

                  Obydwa warianty stosujemy zamiennie (nie obydwa na raz), czyli po trzech
                  miesiącach stosowania jednego wariantu, zmieniamy go na drugi, z tym, że
                  rozpoczynamy od wariantu soku z aloesu i ten pierwszy etap, wyjątkowo,
                  stosujemy przez pół roku.

                  3. 10 ml soku z cytryny, co odpowiada mniej więcej ½ średniej cytryny.

                  Wymienione składniki (10 ml oleju + 10 ml alocitu + 10 ml soku z cytryny)
                  należy wlać wieczorem do szklanki z ciemnego szkła lub porcelanowego
                  (ewentualnie glinianego) kubka, przykryć i pozostawić w temperaturze pokojowej
                  np. na parapecie albo (dla wygody) gdzieś przy łóżku. Nie mieszać.
                  . .Wypić rano na czczo. Nie jeść ani nie popijać co najmniej przez pół godziny,
                  a jeszcze lepiej przez godzinę – może być oczywiście dłużej.


                  • 20.01.06, 09:28
                    Jezeli masz troche czasu, to polecam strone www.bioslone.pl i ksiazke "Zdrowie
                    na wlasne zyczenie". Na forum Candida jest rowniez sporo na ten temat.
              • 20.01.06, 06:11
                Jeżeli chodzi o nie, w ogóle o zupy, to Julka za bardzo nie chce ich teraz
                jeść. W trakcie kuracji Metronidazolem przestała mnieć na nie apetyt, więc z
                tym jest trochę problem. Myślę, że może mieć zgagę, albo coś w tym rodzaju. Ja
                też po zupach miałam jeszcze 2 dni temu zgagę i na razie nie mam na nie ochoty.
                Z Nią też musi coś podobnego być. Za parę dni pewnie będzie lepiej. Ogólnie
                apetyt lepszy. Mleko pije już ładnie, w mig zjada kanapki z szyneczką, owoców
                też je więcej (poza wczorajszym dniem - nie chciała ich jeść babci).

                Jeżeli temperatura będzie się cały czas utrzymywać, to za jakiś tydzień pójdę
                do padiatry, żeby zajrzała Jej w gardło. Ostatnio miała trochę zaczerwienione -
                poprosiłam szwagierkę, żeby zerknęła. Pewnie Metronidazol podrażnił gardełko.




                --
                Moja Juleńka
    • 21.01.06, 15:02
      Sigvaris napisz mi jeszcze, po jakim czasie mogę zrobić Julce wyniki? Chodzi mi
      o krew - morfologia z rozmazem, próby wątrobowe, żeby były jak najbardziej
      wiarygodne. Chciałabym skontrolować wszystko, co tylko możliwe i ważne, gdy
      będzie miała pobieraną krew. A będzie miała w związku z hormonami - kontrola.


      Ile Twoja mała ma "lat"? Nie wiem, czy dobrze się orientuję. 16m., tak? Tak z
      czystej ciekawości pytam. Moja ma prawie 19m.


      Pozdrawiam!

      --
      Moja Juleńka
      • 21.01.06, 15:59
        Anitko, błagam nie dawaj dziecku MLEKA! W sensie krowiego. Wiem że to Twoje
        dziecko, a ja się tu wpier-papier, ale nie dawaj jeszcze przez kilka dni, może
        ze dwa tygodnie. Stąd gardełko, bo jak przystało na początek układu
        pokarmowego - jest podrażnienie i w tym miejscu. Wiem, szwagierka nie podtrzyma
        mojej opinii...

        Marta ma 16 msc. Była leczona prawie 10 msc temu (9,5 dokładnie). Do dziś dnia
        wychodzą poliki na maxa po podaniu mleka (suchy ogień). A wypiła ukradkiem
        actimel w gościach - było to w poniedziałek, w czwartek lekarz zwrócił
        mi "delikatnie" uwagę co ja daje dziecku jeść (???!!) bo zauważył policzki
        sam.... Nasze dzieci były za małe na lamblię... Mogą być jakieś uszkodzenia
        kosmków, one się zregeneruja, ale to kwestia czasu.

        Co do badań. Robiłam (kazali) tylko ASPAT i ALAT (to badania wątrobowe).
        Morfologie z rozmazem. I chyba nic więcej.
        Wiesz u nas było trochę afery z tym, ze onanizm (z werdyktu Pani profesor z
        CZD) okazał sie NIE BYC ONANIZMEM. CZD po leczeniu (do którego nawet nie
        przyłożyli paznokcia) - pod pozorem jakiejś "niby -kontroli" onanizmu (?)
        robiło Marcie badania krwi - wyszły tylko te próby (ALAT, ASPAT) powyżej
        normy. Reszta powiedziano mi OK. Na badaniach krwi nie znam sie wcale więc
        naprawdę nie wiem, czy jeszcze wtedy CZD coś robiło Marcie extra.
        Tam jest jedno laboratorium na całą placówkę więc u nich krew pobiera się raz.
        Byliśmy dwukrotnie zobligowani do zrobienia tych prób. Po ostatniej powiedziano
        nam, że są w górnej granicy i nie będą już kłuć Martusi.
        • 21.01.06, 16:28
          Żadne mleko. Spokojniesmile Moja mała to alergiczna. Jej mleczkowy przysmak to
          Nutramigen.

          --
          Moja Juleńka
        • 21.01.06, 16:41
          >Wiem że to Twoje dziecko, a ja się tu wpier-papier<

          No coś Ty! To przecież nie tak. Zadaję pytania, prawda? A Ty odpowiadasz na
          podstawie swoich doświadczeń. Naprawdę Sigvaris bardzo cenię sobie Ciebie i
          Twoje uwagi. Dlatego do Ciebie zwróciłam się z naszym problemem.

          >Wiem, szwagierka nie podtrzyma mojej opinii...<

          No, wyobraź sobie, że mówiła dokładnie to samosmile, że to pewnie przez leki.


          Mogłabyś napisać na jakim poziomie Martusia miała ALAT i ASPAT. Julka miała
          robione te wyniki przy okazji hormonów, gdy byłyśmy w Klinice w Poznaniu. I
          całe szczęście, że je robili, bo inaczej nawet nie wiedziałabym, że mała ma
          podwyższone - nieznacznie, ale ma. Miała mieć je już dawno temu ponownie
          sprawdzone, ale kobity w labaratorium pomyliły się i zamiast prób wątrobowych
          oznaczyły zupełnie inne rzeczy (kreatyninę, mocznik i coś tam jeszcze). Głupie
          babska. No a teraz, tym bardziej po lambliach trzeba będzie to sprawdzić.
          Wcześniej o lambliach nic mi nie było wiadomo, ale to pewnie przez nie te
          wyniki były podwyższone. Moja miała: ALAT - 43 U/l, ASPAT - 51 U/l. A wyniki
          były robione w czerwcu tamtego roku.



          --
          Moja Juleńka
          • 21.01.06, 21:50
            Ja ma z tym mlekiem obsesję. Czytam mleko i zapominam, że wcześniej kilka razy
            pisałaś Nutramigen. Obsesja jak nic. Poza tym wiesz jak to jest wiele matek nie
            lubi takich kategorycznych stwierdzeń pt. "nie podawaj", no to staram się jakoś
            to złagodzić.
            Co do prób. Nasze ostatnie są z sierpnia '05 - oba powyżej 50-ściu. 51 (ALAD
            teraz zobaczyłam, że tam tak jest napisane przez "d") i 53 ASPAD.
            Leczenie lamblii u nas było od 01 kwietnia '05. Ale wcześniej było chyba
            więcej, myślę w czerwcu tzn. chyba poniżej 60-ciu, ale wyżej od tych z lipca.
            Uznali, że spada więc powiedzieli koniec z badaniami, a ja sie ucieszyłam. To
            kłucie tych rączyn....Nie wyrabiam po tym wszystkim. Marta miała prawie
            miesiąc wenflony w rączkach. Więc sama rozumiesz.
    • 16.02.06, 22:25
      Witam po krótkiej przerwie!

      Wczoraj odebrałam wyniki na lamblie. Na szczęście są ujemne. Na razie nic (poza
      niespokojnym snem) nie wskazuje na to, żeby wynik nie był wiarygodny, więc może
      rzeczywiście problem jest już za nami. Z apetytem najlepiej nie jest, mam
      jednak nadzieję, że to się niebawem zmieni.

      Mam nadzieję, że więcej razy w sprawach lamblii radzić się nie będę.smile
      Serdeczne dzięki.


      --
      Moja Juleńka
      • 16.02.06, 23:30
        To napisz jeszcze czym się leczyliście ostatecznie. Meronidazolem? Jak
        wyglądało pogorszenie i czy było w trakcie leczenia? I co możesz powiedzieć
        porównując 1 próbę do 2-giej. Pytam niemalże jak dziennikarz, ale może się to
        komuś przyda.
        Ostateczne i ostatnie badania robiłaś w Instytucie Med. Trop.? W jakim terminie
        od zakończenia leczenia?
        Napisz, napisz wszyskie ważne spostrzeżenia. Przed czym przy lamblii Twoim
        zdaniem warto przestrzegac matki? Jak wyglądała wiedza lekarzy? I czy
        zdecydujesz się na profilaktykę (np. balsam k. albo cos innego).

        Apetyt u nas wrócił ale tylko trochę, na tyle żeby "nie zemrzeć z głodu". U
        Marty jakoś się utrwaliła niechęć do jedzenia. Ale może u Was będzie inaczej.
        Oby, bo to koszmar. Ja już tak z tym jedzeniem wojuję rok.
        Ale się cieszę, że u Was wreszcie spokój.
        I napisz jak szwagierka....
        • 17.02.06, 00:28
          Leczenie na Metronidazolu się skończyło. I oby już tak pozostało. Wyniki
          robiłam w miejscowym laboratorium, 4 tygodnie po zakończeniu leczenia. Nie
          wysyłałam do Gdyni. Gdyby wynik wyszedł dodatni, zrobiłabym to. Wyniki mam
          zamiar dla pewności powtórzyć za jakiś tydzień.

          Co do spostrzeżeń... Jeżeli chodzi o apetyt, to po Furazolidonie był lepszy,
          już 3 dnia leczenia. Po Metronidazolu trochę gorzej. Tylko nie wiem, na ile
          jest to spowodowane leczeniem a na ile przebytą anginą i wychodzącymi zębami.
          Wydaje się jednak, że apetyty z dnia na dzień jest lepszy. Zdecydowanie
          poprawiły się kupki, ale mała dostawała też Kreon. Niedługo mam zamiar zacząć
          wprowadzać nabiał (jogurt naturalny, serek wiejski). Napiszę jeszcze o tym, bo
          póki co nie wiem, jak zareaguje. Pogorszenia w trakcie leczenia nie było.
          Jedynie w gorszym stanie jest psitka, ale to normalne po dwóch antybiotykach
          (zaraz po skończeniu Metronidazolu dostała kolejny antybiotyk-angina). Pisałam,
          że mała niespokojnie śpi. Ale powodów może być kilka: bolący brzuszek, boląca
          psitka, wychodzące zęby, trochę negatywnych przeżyć związanych z anginą. Myślę,
          że za mało czasu upłynęło od leczenia, żeby wysnuwać już jakieś wnioski, tym
          bardziej, że ciągle coś u nas się dzieje. Jak nie zęby, to psitka, to jeszcze
          coś innego.

          Jeżeli chodzi o profilaktykę to - wiadomo - jeszcze bardziej zwracam uwagę na
          higienę. Poza tym na razie nic. Teraz chcę trochę zająć się apetytem małej.
          Daję Jej Kinder Biovital Gel - zawsze dobrze na niego reagowała.

          A co do szwagierki. Nie ma w ogóle rozmów na ten temat. Bardzo rzadko Ją
          widuję, więc nawet nie było okazji. Zresztą z Nią nie warto rozmawiać, bo
          kiepskie ma pojęcie na ten temat. Jej syn (7 lat) często ma bóle brzucha, spore
          wysypki (chociaż testy wykazały, że nie jest uczulony nawet na czekoladę, po
          której strasznie go wysypuje). Gdy teściowa zasugerowała, że może zrobiłaby Mu
          wyniki, powiedziała, że On tyle już brał antybiotyków, że nawet gdyby kiedyś
          miał lamblie, byłby wyleczony. Co za lekarz. Jakaś taka chyba niedouczona jest
          i trochę nielogicznie myśli. Mówiłam teściowej, że nie zgadzam się z tym, co
          Ona mówi, bo to, że kiedyś tam brał antybiotyk, który ewentualnie wybiłby to
          paskudztwo, nie znaczy, że nie mógł złapać lamblii np. od Julki. Ma pojęcie
          kobita. Zresztą w ogóle pojęcie na ten temat jest kiepskie wśród lekarzy i nie
          tylko. Pielęgniarka - znajoma tęsciowej, gdy mówiłyśmy, że mała miała lamblie,
          spytała zdziwiona, wręcz zszokowana: "Ale z czego? Z bananów?" smile Taaaa, z
          bananów. Zwłaszcza, że Julka ich nie je.

          Niebawem się odezwę i napiszę, co u nas.


          --
          Moja Juleńka
          • 17.02.06, 10:40
            Oj się uśmiałam z tych bananów do łez. Słowo!Ale taka jest wiedza, o lambliozie.
            Dzielna kobita jesteś. A pamiętam początki... byłaś troche tą szwagierką -
            lekarką zablokowana. Presja rodziny, te sprawy. Ale gdyby nawe ktoś prześledził
            ten watek - widać jak byłaś co raz bardziej pewna swego.
            Gdzieś za dalsze 1-2 msc dziecko "odpuści" z chorowaniem. U nas też tak było.
            Teraz Marta jest nie do zdarcia. Nie łapie przeziębień nawet od nas.

            Co do odparzenia. Bankowo po metronidazolu i po lamblii (a może zwłaszcza)
            rozwinęła się pewnie grzybica. U nas było dokładnie tak samo, ale na pupie.
            Swędziało Martę strasznie!
            Trzeba tą dietę:
            - zeo mleka i mlekopochodnych (nie wprowadzaj jeszcze mleka....)
            - zero cukru
            - więcej tłuszczy
            - więcej kiszonek w postaci np. zup, jeśli nie jesteś ich pewna surowych.
            To zaczerienienie obawiam się samo nie przejdzie.
            Ja używałam krochmal do złagodzenia skóry. Taki na gęsto, jak okład. Na zmiane
            z linomagiem - maść.
            Poza tym clotrimazol na noc, w kremie, ale nie dłuzej niż 10 dni (potem grzyb
            robi sobie z tego kremu pożywkę). Jeśli po clotrimazolu będzie pogorszenie -
            pisz. Ostatnie przypadki z forum wskazują, że wtedy siedzą tam poza grzybem
            bakterie. Tzreba bedzie robić wymaz. Ale to gdybanie.
            Jeśli clotrimazol zadziała - tym bardziej wspomóż organizm dietą i zobaczysz
            czy samo przechodzi czy trzeba pomocy lekarza.
            Wiesz przy takich zaczerwienieniach chodzi o to, żeby nie doszło do stanu
            zapalnego pochwy. Niestety i maluteńkim dziewczynkom może sie takie paskudztwo
            przypałętać. Zwłaszcza po takich przejściach.
            • 18.02.06, 13:25
              Jeszcze słówko odnośnie profilaktyki "lambliowej", bo zapomniałam o tym
              napisać. Zaczęłam znów gotować wodę mineralną. Na powyższy post odpowiem
              później, bo teraz nie mam za bardzo czasu.

              --
              Moja Juleńka
            • 18.02.06, 16:57
              >Ostatnie przypadki z forum wskazują, że wtedy siedzą tam poza grzybem
              bakterie. Tzreba bedzie robić wymaz. Ale to gdybanie.<

              To nie gdybanie Sigvaris. My problem z psitką i upławami (też się zdarzają)
              mamy od dawna (na pewno zauważony problem jest od maja tamtego roku) i
              podobnie, jak większość dziewczyn z forum, a raczej ich dzieci, męczymy się z
              tym do dziś. Ostatnio, gdy robiłam małej wymaz miała e.coli. Kiedyś tam
              wcześniej miała gronkowca, ale koagulazoujemnego a z nim podobno nic się nie
              robi. Za jakiś tydzień muszę zrobić wymaz, żeby zobaczyć, co tam znowu ma.
              Tylko nie wiem, czy na tak długo będę mogła odstawić maści, wątpię. Spróbuję
              jednak, bo w nieskończoność nie mogę Jej smarować. A z lekarzami jest tak, że
              oczywiście nie wiedzą, co robić. Każdy się wymądrza, ale na stałe nikt nie
              pomógł. Tym razem muszę się do tego wszystkiego lepiej przyłożyć i jechać do
              jakiegoś dobrego ginekologa. Pani gastoroenterolog (też wspominałam Jej o tym
              problemie), gdy zobaczyła psitkę, stwierdziła, że ładnie wygląda. Bo niby tak
              na wygląd, to nie jest tak źle, bo na zewnatrz nic nie widać, ale dokucza Jej.
              Za tydzień zrobię Jej posiew moczu i wymaz z pochwy i zobaczymy, co się dzieje.



              --
              Moja Juleńka
              • 19.02.06, 00:18
                Kolejna bzdura - sorry. Pamietasz jak pisałam Ci, że przy lamblii leczy się
                wszystkich i o zarażeniu wtórnym? Głupio pisać, ale miaam trochę racji....
                Teraz też pisze o gronkowcu zł. na podstawie WŁASNEJ skóry. Z KAZDYM GRONKOWCEM
                ZŁ. trzeba walczyć. To kolejna bzdura, którą nam wmawiają.
                Ty masz chyba blisko Poznań, tak? Tam jest laboratorium gdzie warto zrobic
                wymaz i potem autoszczepionke (ale to już masz w ramach jednego wyjazdu do
                nich). Problem dziecko będzie mialo z głowy. Chcesz namiary? Są chyba 4 osrodki
                w Polsce, które leczą skutecznie gronkowce. Daj znac czy Cię to interesuje.
                Mnie wyleczono 15 lat temu. Wcześniej gronkowiec latami powodował u mnie
                zapalenia ukł. moczowego, cewki, cuda wianki. Tony antybiotyków a on ciągle na
                kolejne się uodparniał. Dopiero po tym leczeniu przeszło..
                Dlatego też mała łapie e.coli. To bakteria normalnie występująca w kale. Jak
                system tam szwankuje ... to łapie "niegroźne" bakterie, które już w układzie
                rodnym i moczowym sa groźne. Będziesz się męczyc z tym... Więc przemyśl.

                Niedawno opisałam swoją historię choroby lambliowej. Wkleje Ci w następnej
                odpowiedzi.
                Tam przeczytasz i o gronkowcu. Napisałam tamten post kilka dni temu z innych
                powodów. Więc to nie dla Was, ale zobaczysz może pewne podobieństwa.
    • 18.02.06, 16:42
      Sigvaris, mam pytanko. Od paru dni mojej Julce znów nie za ciekawie pachnie z
      buzi. Bałam się, że może to być znów gardło, ale ma je w porządku. Dzisiaj ten
      zapach się zmienił. Czuć Jej z buzi... hm.... klejem. Co to może być za zapach?
      Gdy miała anginę ten zapach był inny. Kojarzy mi się, że już dwa razy (jakiś
      czas temu) mówiłam w domu, że pachnie Jej z buzi klejem.



      --
      Moja Juleńka
      • 19.02.06, 00:22
        Najpierw obiecany post:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=578&w=36510587&a=37002826
        Przeczytaj, proszę.
        A teraz o smrodku.
        Trzeba będzie powtórzyć badanie na lamblie. Za 3 tygodnie.
        Nawet nie chcę Cię irytować dalej.
        Jakie są inne objawy.
        Lepiej je?
        Lepiej śpi?
        A co jest nie tak, poza odparzeniem?
        • 19.02.06, 08:40
          Jezu, dziewczyno, ile Ty przeżyłaś. Już kiedyś czytałam podobny Twój opis całej
          tej sprawy, ale nie ten.

          Aż nie chcę mi się myśleć, że to mogą być lamblie.

          Z jedzeniem nie jest tak źle. Tzn. mleka pije raczej mało (przeważnie wypija
          150ml). Sporadycznie, jak wczoraj na noc, 200ml.
          Ale sen jest u Niej kiepski. Myślałam, że w weekend odpocznę sobie a nasza mała
          robi sobie równiutko 2,5 godzinne przerwy w spaniu w nocy. Dziś od 2:30 do
          5:00, wczoraj od 2:00 do 4:30. Narzeka na ból "ząbków" i każe sobie je
          smarować. Nic o brzuchu nie mówi. Ale zachowuje się tak, jakby też Ją bolał.
          Kręci się strasznie zanim zaśnie, sporadycznie "wije się". Myślę, że to też
          brzuch. I co ważne, ale tak jest od anginy... Gdy tak się na dobre w nocy
          wybudzi (bo to nie pierwsze razy), nie chce zasnąć. Myślę, że śnią Jej się
          jakieś "głupoty"-trochę ostatnio (w związku z anginą) przeżyła i dlatego tak
          się dzieje. Raczej stawiałam na złe sny i ból dziąseł. Nie wiem, naprawdę nie
          wiem, co się dzieje.
          Za 3 tygodnie, jak mówisz, powtórzę wyniki.


          --
          Moja Juleńka
        • 19.02.06, 09:02
          Dodam może jeszcze, że w ciągu dnia jest bardzo pogodnym, rozgadanym,
          rozbrykanym dzieckiem. Nikt by nie przypuszczał, z osób, które Ją sporadycznie
          widzą, że coś się dzieje. Owszem jest chuda, ale bardzo żywa. A my ciągle mamy
          problemy a apetytem i złymi nocami.

          Jeszcze słówko odnośnie przybierania na wadze. Przy pierwszym leczeniu bardzo
          ładnie jadła i sporo przybrała wtedy na wadze - w 1,5m. 500g. Teraz po kolejnym
          2 m. przybrała tylko 200g. Wszystko jednak zwaliłam na przebytą anginę.


          Zobaczymy... Na pewno dam znać, gdy będę miała już wyniki - zrobię Jej też
          krew, mocz.


          --
          Moja Juleńka
          • 19.02.06, 09:46
            Pisąłam Ci powyżej jeszcze o gronkowcu, zerknij;
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=578&w=31256451&a=37079919
            • 25.02.06, 14:59
              Pewnie dopóki nasze problemy się nie skończą, będę tu co jakiś czas pisała.

              Niepokoi mnie jedna sprawa. Małej zaczęły wychodzić włosy (dzieje się tak od
              jakichś 2 tyg.). Nie wychodzi ich dużo, ale jednak. Wcześniej tego na pewno nie
              było. Tak sobie myślę, że to może przez to, że nabrała się ostatnio leków i
              trochę chorowała. Apetyt wiadomo wtedy kiepski i wszystkiego w organizmie mało.
              Stresu też ostatnio u Niej więcej. Mam nadzieję, że to tylko to. Zaczęłam już
              robić wyniki. Na razie mąż zawiózł wymaz z pochwy. W poniedziałek zawiezie mocz
              na posiew. Pewnie niedługo pojadę z Nią na pobranie krwi. Na razie tego nie
              robię, bo chcę Jej oszczędzić płaczu, strachu. Jakaś taka ostatnio (po anginie)
              zrobiła się bardziej wrażliwa, płaczliwa w nocy. Za jakieś 2, 3 tygodnie
              sprawdzimy lamblie.

              Tak w ogóle to z apetytem nie jest źle. Myślę, że wychodząca 3-ka przeszkadzała
              w piciu mleka, bo od jakiegoś tygodnia, góra dwóch jest lepiej, tzn. do
              wczoraj, bo znów zaczęła mniej pić. Pewnie będzie wychodzić niedługo następna.

              Najgorsze są noce, bo w dzień jest pogodna, żywa, chociaż czasami (zazwyczaj w
              trakcie jedzenia albo po wspomina, że boli Ją brzuch, ale nie marudzi, nie
              płacze). W nocy już tak dobrze nie jest. Od anginy, czyli prawie od miesiąca
              chodzimy niewyspani. Bywa, że nie śpi po 2,5 godziny. A nawet jeżeli nie
              wybudzi się, pół nocy się kręci i marudzi, popłakuje, często mówi "NIE, NIE".
              Myślę, że bidulka ma też jakieś koszmary.


              Kiedy to wszystko się skończy...

              --
              Moja Juleńka
              • 25.02.06, 15:06
                Jeszcze słówko o gronkowcu. Na pewno pojadę do Poznania, żeby zrobić
                autoszczepionkę, ale nie wiem, kiedy. To dość daleko. Pewnie ze 3 (albo i
                więcej) godziny się jedzie. A mała tak źle znosi jazdę. Wiem, że powinnam
                jechać i zrobię to, ale potrzebuję jeszcze czasu, by przygotować się do tej
                podróży. Mała musi trochę odpocząć od tego wszystkiego: lekarzy, wyników.
                Planuję to wszystko na kwiecień, maj, no chyba, że trzeba będzie cześniej.


                --
                Moja Juleńka
                • 25.02.06, 22:41
                  Martwi mnie to wypadanie włosów i ten płacz w nocy.
                  Anita zrób jeszcze jedną rzecz.
                  Zaufaj mi tym razem "prawie w ciemno".
                  Kup w aptece, ale nie w sklepie - sodę oczyszczoną (3 torebki).
                  Przelicz sobie proporcje, ja na wanienkę niemowlęcą Martusi wsypywałam 1 łyżke
                  stołową - dostosuj to do swojej wanienki dla dziecka. Poza tym mała jest troche
                  starsza od wtedy chorej Marty (6,5 msc) - więc przelicz to także troche pod
                  kątem wieku.
                  Kąp małą od już - w wodzie z tą sodą, dwa dni pod rząd, potem przerwa 1 dzień.
                  W tym dniu przerwy stosuj coś natłuszczajego (np. oilatum)
                  Toksyny silnie zakwaszają organizm. Taka kąpiel pomaga mu sie odkwasić, przez
                  zmianę pH skóry i wypocenie się. Nie bój się, że soda oczyszczona jest jakaś
                  toksyczna, czy szkodliwa. Mojemu dziecku nic sie nie stało. Kąpałam je tak
                  dobre 3 miesiące.
                  Niech malutka sobie nawet w tej wodzie dłużej poleży, popluska się. Nie będzie
                  spektakularnego efektu, ale spróbuj jakiś czas. Dobrze?
                  • 26.02.06, 05:59
                    Z tą sodą to żaden problem. Tylko wtedy, gdy będzie soda zapewne nie może być
                    nic innego. Julka codziennie kapana jest w Balneum Hermal, smarowana
                    odpowiednimi maściami a i tak ma wysuszone ciałko. Jak trzeba, to trzeba.
                    Jeżeli to Jej pomoże. Najwyżej w ciągu dnia będę Ją częściej smarować.

                    Acha, i jeszcze pytanko. Czy po takiej kąpieli mogę smarować tym, czym do tej
                    pory. Chodzi tu tylko o samą kąpiel w sodzie?

                    A od wewnątrz? Może coś Jej dawać, żeby jak najszybciej pozbyć się tych toksyn?

                    --
                    Moja Juleńka
                  • 26.02.06, 07:03
                    Wiesz Sigvaris, tak sobie siedzę przy tym kompie, czytam różne rzeczy i
                    stwierdziłam, że mała może mieć też problem (pomimo tego, że w wynikach nie
                    wychodzi) z grzybem. Ja zresztą też. Muszę się tym zająć.




                    --
                    Moja Juleńka
                  • 26.02.06, 07:10
                    Jeszcze słówko o objawach małej. Ostatnio znów zaczęło Jej się przelewać (przy
                    piciu mleka) w brzuszku. Od urodzenia miała problemy z kupami (i nie tylko),
                    bulgotami, przelewaniami w brzuchu. Później przez jakiś czas nie było tego.
                    Kiedyś tam znów się pojawiło. Muszę chyba zacząć zapisywać to wszystko, żeby
                    pamiętać. Jakiś czas już tych bulgotów nie było. Ale znów się pojawiły.


                    --
                    Moja Juleńka
                    • 26.02.06, 09:30
                      Oczywiście po kąpieli smaruj Maleńką tym, co łagodzi ciałko.
                      Wewnętrznie .. hm.. przy suchej skórze i przelewaniu sie w brzuchu - oliwy
                      wszelkiego rodzaju. Do każdego posiłku np. łyżeczkę oleju lnianego, z oliwek, z
                      orzechów (wszystkiego co nie uczula).
                      Anita, ja znów musze dopytać - pisząc mleczko masz na myśli Nutramigen?
                      Sądzę, ze te objawy jakoś łączą się ze sobą. Dostaliście wszyscy silne leki.
                      Nie jestem specem od probiotyków, ale wrzuciałbym Was wszystkich w program
                      probiotykowy. Nie pytaj mnie jakie, bo tu już trudno mi radzić jak mało
                      wiem.Jak będziesz robiła posiew w kierunku bakterii, zazwyczaj te laboratoria
                      też sieją grzyby. To jest prawdobodobne, prawie wszystkie przypadki gronkowca,
                      z którymi miałam do czynienia na forum zawsze były w parze z grzybicą.
                      Np. ten post Annykamili pt. "historia leczenia" - też wpadłyśmy w końcu na to,
                      że nie możność wyleczenia grzybicy bierze się stąd, że jest gronkowiec. I nawet
                      dr M. sobie nie radziła z tą grzybicą przez 3 miesiące. Oni już są na
                      autoszczepionce, dostali ją w kropelkach. Robili tu w Wa-wie.

                      Bo tak kombinuję, że jednak lamblię żeście wytłukli, ale teraz
                      gronkowiec "dostał" przestrzeni życiowej...Też już spotkałam się z takim
                      obrotem sprawy. Wiesz, że to on własnie może byc jedynym powodem pojawienia się
                      grzybicy? Dostałam własnie taki fragment artykułu od Annykamili na maila. W
                      opracowaniu jakichś ginekologów, ale to opracowanie naukowe. Jednak patrząc na
                      wysiłki Annykamili i dr M. - nie zwalczyli grzyba mimo upływu miesięcy dopóki
                      nie zaczęli walczyć z gronkowcem złocistym.
                      • 26.02.06, 21:00
                        >Wewnętrznie .. hm.. przy suchej skórze i przelewaniu sie w brzuchu

                        Ale mi chodziło o toksyny. Jak pomóc organizmowi od wewnątrz w pozbyciu się
                        ich? Ostatnio zaczęłam dawać Jej witaminy na apetyt. Na pewno Jej pomogą,
                        jeżeli chodzi o toksyny. Znów kupię aloes i przez jakiś czas będę go dawać.
                        Chyba nic więcej na razie nie mogę zrobić. Czosnku nie mam w tej chwili z czym
                        dawać, bo mała coś od paru dni nie chce obiadów. Najchętniej jadłaby
                        tylko "paskudne" kiełbaski cielęce i szynkę. A jeżeli chodzi o gronkowca to na
                        razie wrócę do granulek homeopatycznych.

                        >Anita, ja znów musze dopytać - pisząc mleczko masz na myśli Nutramigen?

                        Tak Sigvaris, taksmile. To nasz ukochany Nutramigen.

                        >Wiesz, że to on własnie może byc jedynym powodem pojawienia się grzybicy?

                        Czy mała ma grzybicę, tego nie wiem. Ja tak tylko gdybam. Pewnie jednak ma i
                        skłonna byłabym powiedzieć, że od urodzenia. Bo ja mam z tym problem od 11 już
                        lat. Wieczne zapalenia pochwy, nalot na języku (język jest popękany). Należę do
                        zdrowych (poza sprawami kobiecymi) ludzi, praktycznie nie choruję, więc z
                        grzybem nic do tej pory nie robiłam (poza oczywiście zapaleniami pochwy). Z tym
                        ciągle walczę. W tej chwili jest już tak, że nigdy nie mogę doleczyć się.
                        Kiedyś bywało, że miałam spokój przez 3,4 miesiące. Teraz, od dłuższego już
                        czasu, nie mogę się doleczyć. Dopiero teraz, gdy zaczęłam częściej bywać na
                        forum, czytałam o diecie i wielu sposobach na pozbycie się przewlekłych
                        grzybic. Lekarze jak zwykle do dupy (sorki). Nigdy, żaden nie powiedział o
                        diecie a każdemu mówię, że to długoletni problem. Muszę znów iść do kolejnego
                        mądrego (poleciła znajoma), może nawet zabiorę wtedy ze sobą Julkę, żeby Ją też
                        obejrzał. Ale jeszcze troszkę. Niech odpocznie od lekarzy.

                        Muszę też z czystej ciekawości porobić sobie wyniki, przede wszystkim wymaz z
                        gardła. Cholera wie. Może ja też mam gronkowca, bo grzyby to na bank i to w
                        dużej ilości.


                        --
                        Moja Juleńka
                    • 26.02.06, 09:41
                      Podobnie do Sigvaris obstawiam teraz po leczeniu problemy na
                      Candido-gronkowcowe. Lamblia lubi towarzystwo. Sama wlasnorecznie izolowalam od
                      syna z lamblioza (nawracajaca i trudna w leczeniu lamblioza) Candide i
                      gronkowca. Jestesmy w trakcie leczenia. W Waszym przypadku powalczylabym z
                      dieta, probiotyki, kiszonki wlasnej roboty. Organizm Malej jest oslabiony po
                      kuracji i tych wszystkich przejsciach. Trzeba dac mu troche czasu na regeneracje
                      po lambliozie, wiec wkraczanie z kolejnymi lekami na razie niekoniecznie. Jesli
                      uda sie wzmocnic odpornosc, organizm lepiej poradzi sobie z Candida i
                      gronkowcem. Poza tym wydaje mi sie, ze Mala psychicznie musi odpoczac od tego
                      leczenia, dla dziecka to na pewno duzy stres...Pozdrawiam serdecznie
                      --
                      "W baśniach księżniczka całuje ropuchę, a ta zamienia się w pięknego księcia.
                      Zaś w życiu księżniczka całuje księcia, a on przeistacza się w ropuchę..."
                      • 26.02.06, 21:02
                      • 26.02.06, 21:12
                        >W Waszym przypadku powalczylabym z dieta, probiotyki, kiszonki wlasnej roboty.

                        Z tym niestety jest problem - z dietą. Mała ma raczej kiepski apetyt i na pewno
                        nie weźmie mi teraz do ust kiszonek (próbowałam nieraz). Dobrze, że chociaż nie
                        je nabiału (alergia) i słodyczy. A jeżeli chodzi o probiotyki. W grę może
                        wchodzić jedynie lacidofil, ale on gdy za długo go podaję powoduje też
                        pogorszenie. Tak przynajmniej było ostatnio, gdy go dawałam. Po jego
                        odstawieniu robiła lepsze kupki.


                        >Poza tym wydaje mi sie, ze Mala psychicznie musi odpoczac od tego leczenia,
                        dla dziecka to na pewno duzy stres

                        Niestety ogromny. Znów zaczęła badziej bać się ludzi. Ostatnio w przychodni
                        powiedzieli, że nie muszę przychodzić na bilans dwulatka, skoro to ma być dla
                        Niej taki stres. A już zdąrzyła się do pani dr przyzwyczaić... W grudniu, gdy
                        byłysmy na szczepieniu płakała, bo nie chciała stamtąd wychodzić, do pani dr
                        uśmiechała się, nawet buzię otworzyła. A teraz... Zaczynamy wszystko od
                        początku. Bidulka boi się nawet co niektórych z rodziny, których rzadko widzi.
                        W sobotę urządziła taki płacz, bo przyjechał po nas wujek a nie dziadzia. Cała
                        się trzęsła ze strachu. Wiem, że powinnam odwiedzić z Nią parę miejsc i
                        lekarzy, ale jakoś tak nie mogę się zebrać. Tak mi Jej szkoda.

                        W końcu będzie lepiej. Musi być.


                        --
                        Moja Juleńka
                        • 26.02.06, 21:21
                          Wspolczuje... Sporo przeszlyscie. Ale na szczescie wychodzicie na prosta. My
                          wciaz walczymy niestety. A zaczynalysmy pierwsze leczenie lamblii u naszych
                          dzieci wspolnie. U nas niestety tez sie nie powiodlo no i walczymy, wciaz
                          walczymy. Wiec doskonale Cie rozumiem, Twoje i Malej stresy. Ale mysle, ze
                          wszystko co najgorsze juz za Wami. Powolutku wszystko sie unormuje, trzymam za
                          Was kciuki. Pozdrawiam cieplo
                          --
                          "W baśniach księżniczka całuje ropuchę, a ta zamienia się w pięknego księcia.
                          Zaś w życiu księżniczka całuje księcia, a on przeistacza się w ropuchę..."
    • 28.02.06, 13:48
      Najprawdopodobniej ma zapalenie gardła. Jutro pójdziemy do lekarza. Już w
      niedzielę miała 37,3. Rano w poniedziałek 37,2; miałam nadzieję, że to tylko
      małe przeziębienie... Niestety dziś w nocy miała już 39. Rano 38. Teraz śpi,
      ale czuję, że ma większą. A ja zamiast siedzieć w robocie i starać się o stałą
      pracę (jak na razie pracuję do końca kwietnia), znów siedzę w domu. Jutro
      jednak zamierzam iść. Teściowa powiedziała, że sobie poradzi. Poprzednim razem,
      przy anginie, było dużo gorzej. Teraz po czopkach temp. spada Jej. Oby za długo
      nie męczyło Jej to choróbsko.


      --
      Moja Juleńka
      • 01.03.06, 16:02
        Mała od dziś dostaje Ospam. A taką miałam nadzieję, że poradzi sobie z tą
        chorobą sama. Dawać Jej równocześnie lacidofil, prawda? Coś ostatnio
        wyczytałam, że nie przy każdym antybiotyku daje się osłonowe leki.


        --
        Moja Juleńka
        • 01.03.06, 16:18
          Aneta to jest kwestia szkoły. U nas są dwie: otwocka i ta druga.
          Ja probiotyki podaję zawsze po antybiotykach. Bo razem to z tego co czytałam to
          jak solenie ze słodzeniem na raz. Ale wiesz ja tu nie jestem jakimś mega-
          doradcą. Po prostu u nas przyjęłam taką zasadę. Szkoła otwocka bardziej mnie
          przekonała od tej drugiej.
          Nie podoba mi się, że mała znów chora. Oj nie podoba mi się.
          • 01.03.06, 16:58
            Gdy człowiek się nad tym zastanowi to rzeczywiście nie ma sensu dawać, gdy
            dostaje antybiotyk. Pewnie lepiej po leczeniu, ale ja tak boję się o psitkę, z
            którą jeszcze sobie nie poradziłyśmy; jeszcze bardziej Ją wyjałowi ten
            antybiotyk. Kurcze, nie wiem, co robić. Zaszkodzić Jej nie zaszkodzi. Może nie
            pomoże, ale nie zaszkodzi, prawda? Chyba jednak będę dawać, chociaż jedną
            kapsułkę dziennie.


            --
            Moja Juleńka
            • 01.03.06, 18:25
              Anita, dolegliwości małej spróbować z wietrzeniem pupy?
              A co do probiotyków, już Ci napisałam. Są dwie szkoły. Obie dobre.
              • 02.03.06, 16:24
                Oj źle znosi antybiotyk mała. Dzisiaj zasnęła dopiero po 3 w nocy. Nie mogła
                zasnąć, bo bolał Ją brzuch i psitka. Wiesz, jeżeli chodzi o psitkę, to jej
                wietrzenie niewiele pomoże. Na zewnątrz nie wygląda to źle. Pupa ładna, psitka
                zazwyczaj też. Mimo wszystko narzeka. Jednak gorszy od psitki okazał się
                brzuch. Bolał Ją dziś w nocy bardzo. Biedna wymęczyła siebie i nas. Po ok. 2
                godzinach snu musiałam iśc do pracy. Ledwo tam wytrzymałam. Muszę dawać Jej
                lacidofil, bo już w ogóle nie wytrzyma z bólu.


                --
                Moja Juleńka
                • 02.03.06, 16:28
                  Cześć, pyt. nie w temacie, ale zadam... czy Ty jesteś z Otwocka? (to tak w
                  ramach tej szkoły ;o). Ja jestem właśnie z Otwocka. Daj znać. G.
                  • 02.03.06, 16:49
                    Nie nie jestem z Otwocka, to takie porównanie obiegowe i może niezbyt trafne.
                    Ni echciałam nikogo urazić.

                    Anitko, to nie jest normalne, zeby dziecko tak bolał brzuch.Możesz pogadac z
                    jakims lekarzem, na ten temat? Na rany gościa, to nie jest norma! Coś tu nie
                    gra.
                    • 02.03.06, 16:54
                      ależ nie uraziłaś mnie, myślałam tylko, że może mogłybyśmy się bliżej poznać.
                      Ta duga szkoła u nas nazywa się falenicka. Pozdrawiam serdecznie. G.
                      • 02.03.06, 19:10
                        smile)) Masz rację falenicka!
                    • 02.03.06, 19:58
                      To znów ja! Mała właśnie zasnęła (dziś dużo wcześniej, bo nie spała w ciągu
                      dnia). Ciekawe, jak będzie dziś. Oby lepiej. Obawiam się, że jak Ją obudzę za
                      dwie godziny do antybiotyku, zacznie płakać i będzie tak, jak wczoraj.

                      Nie wiem, czy to normalne z tym brzuchem, czy nie, mam jednak nadzieję, że to
                      się nie powtórzy. Wydaje mi się, że ten biedny brzuszek ma po czym Ją boleć.
                      Lamblie i dotychczasowe antybiotyki na pewno trochę spustoszenia narobiły. Może
                      Ją też boleć brzuch przez zapalenie pochwy. Wychodzą Jej też zęby - aż 5 (3
                      dopiero się przebijają), więc bidulę wszystko pewnie boli.

                      Dzwoniłam oczywiście dziś do naszej pediatry i ta kazała mi kupić Laktoral
                      Junior. Nie za bardzo byłam zadowolona z tej rozmowy, bo raczej mnie zbyła a
                      gdy zobaczyłam, co kazała mi kupić, byłam bardziej niż zła. W składzie jest
                      mleko. Głupia krowa (sorki) każe mi dać dziecku coś, co zawiera mleko. Chorej
                      alergiczce mam dać coś takiego. Szok! Jak wczorajsza noc się powtórzy,
                      pofatyguję się do Niej osobiście. Niech coś w końcu zrobi z tym dzieckiem.

                      Martwi mnie trochę ta Jej choroba. Wczoraj wieczorem nie miała już temperatury,
                      tzn. miała 37,2. Dzisiaj w południe, gdy teściowa Jej mierzyła miała 36,8 a
                      wieczorem znów 38. Oj nie wiem, co to będzie.

                      Wspominałam też naszej "wspaniałej" pediatrze, że zaczęły wychodzić Jej włosy.
                      Oczywiście nic nie powiedziała. Kazała obserwować. Zasugerowałam, że może
                      organizm jest wyjałowiony, że może ma grzybicę, itp. Powiedziała, że nic na to
                      nie wskazuje, że wypadanie włosów nie jest objawem grzybicy. A ja czytałam w
                      necie zupełnie coś innego. No nic. Pewnie będę musiała zadzwonić po leczeniu do
                      naszej gastroenterolog. Może Ona coś mądrego wymyśli. Doradzi jakieś badania.

                      Idę się położyć. Może uda mi się trochę zdrzemnąć.
                      --
                      a href="http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=30022923">Moja
                      Juleńka</a>
                      • 02.03.06, 23:10
                        Powiem Ci szczerze, że ten wątek jest niesamowity. Sinusoida. Raz w dół raz w
                        górę. Martwi mnie, że nie ma spektakularnej poprawy. Do jasnej anielki to już
                        idzie w miesiące!
                        Anita, a może teraz po tym antybiotyku wysłać próbki do Instytutu Ch. Trop.?
                        Coś tu nie gra. A nawet jeśli to tylko mój głupi strach to i tak lepiej wysłać
                        próbki. Dasz mi najwyżej po łbie za nadprzesadę w diagnostyce?
                        Ja się obawiam (po tym leku z mlekiem ...tym bardziej), ze ta Pani to nie
                        przeskoczy.
                        1. Jakie mała ma wyniki krwi? Morfologia? To można prawie już.
                        2. Trzeba zrobić badanie moczu.
                        3. Także posiew moczu. 7 dni po antybiotyku.
                        4. Czy mała przybiera?
                        Mnie tu coś nie gra. Tylko nie wiem co. Jestem laikiem, no powiedzmy wprost.
                        Brak mi wiedzy. Ale coś tu nie jest jak należy. Daj mi znać w sprawie pkt.1-4
                        • 03.03.06, 17:46
                          Niestety bez wizyty u lekarza nie obyło się. Bidulka już po 45 minutach snu
                          (wczoraj) obudziła się z okropnym płaczem. Poprzedniej nocy nie mogła zasnąć,
                          ale nie płakała. A dziś, tzn. wczoraj wieczorem... Bidulka. Dopiero, gdy się
                          wyprykała było lepiej. Zadzwoniłam do siostry męża, żeby się spytać, co robić.
                          Doradziła, żeby odstawić antybiotyk. Powiedziała, żebym dała Espumisan i No-
                          Spę. Mała zasnęła dopiero po 22.00, ale spała spokojnie do po 7.00.
                          Dziś byłam u naszej pediatry. Powiedziałam, co się dzieje. Mówiłam, że wydaje
                          mi się, że te lamblie i ostatnie antybiotyki narobiły tyle złego, że tak
                          reaguje a nie inaczej. Mówiłam, że od przeszło miesiąca (od ostatniego
                          antybiotyku) nie doszła do siebie, że apetyt jest coraz gorszy, że cofa Jej
                          się, bo narzeka na kwaśne w buzi, że co noc źle śpi, że strasznie przelewa Jej
                          się, bulgocze w brzuchu no i że wypadają Jej włosy. Powiedziałam też, że
                          chciałabym dawać coś, żeby wzmocnić odporność. Wspomniałam Broncho Vaxom (nie
                          wiem, jak to się pisze).

                          Zbadała Ją, zajrzała w gardło i podtrzymała moją decyzję o nie dawaniu
                          antybiotyku (uffff...). Powiedziała, że gardło jest dużo lepsze, więc można
                          zaryzykować. Mam tylko Jej psikać Tantum Verde. Mówiła, że przez tydzień musimy
                          trochę podleczyć brzuszek i przepisała Debridat. Mam też nie dawać owoców,
                          soczków a nawet witamin. Mówiła, że jeżeli za tydzień nie będzie lepiej, mamy
                          przyjść.

                          Odnośnie Twojej odpowiedzi...

                          >a może teraz po tym antybiotyku wysłać próbki do Instytutu Ch. Trop.?<

                          Myślisz, że to mogą być jeszcze lamblie? Mam nadzieję, że nie. Wyniki
                          oczywiście powtórzę.

                          >to już idzie w miesiące!<

                          I to jakie Sigvaris. Na dobrą spawę problemy mamy od urodzenia. Chyba tylko
                          jakieś 2 miesiące były spokojne (4 i 5 miesiąc). Pierwsz 3 misiące niezbyt
                          ciekawe. Później spokój i znów zaczęła mi źle spać dokładnie w dniu, w którym
                          pierwszy raz dałam Jej mięso a było to 04.12.2004. i od tego czasu mała raczej
                          źle śpi. Były lepsze momenty, ale tylko momenty. Raz nawet cały miesiąc było
                          super. Ale niestety od dłuższego czasu nie ma wyraźniej poprawy. Jest tak, jak
                          piszesz. Sinusoida.

                          >1. Jakie mała ma wyniki krwi? Morfologia?<

                          Ostatnie - robione w 10.2005 nie były takie złe:
                          WBC-9,1
                          RBC-3,91
                          HGB-11,6
                          HCT-32,7
                          PLT-364
                          Neutrofile-24
                          Eozynofile-1
                          Monocyty-9
                          Limfocyty-66
                          CRP-0,6

                          Zamierzam zrobić Jej niedługo, ale niech wyzdrowieje.

                          > 2. Trzeba zrobić badanie moczu.
                          > 3. Także posiew moczu. 7 dni po antybiotyku.

                          Gdyby nie to choróbsko już miałaby zrobione, ale nie ma to na razie sensu. Też
                          zrobię za jakiś tydzień.

                          > 4. Czy mała przybiera?

                          A z tym to jest różnie. ostatnio mało przybrała, bo w dwa miesiące tylko 200g,
                          ale po pierwszym leczeniu lamblii bardzo ładnie zaczęła jeść i przybierać - w
                          półtorej miesiąca 500g. Miała dotychczas dobre a nawet b. dobre momenty ale
                          były też kiepskie, ale zawsze przy okazji jakiejś choroby.

                          Urodziła się z wagą 2490g. Teraz waży 10300g - ma 20 miesięcy.

                          --
                          Moja Juleńka
                          • 03.03.06, 22:14
                            Waży średnio. Ale moje dziecko też ma 17 msc i waży (z dziś) 10 600 kg. Jednak
                            to więcej, a Marta do grubasów nie należy.
                            Anita - odrobaczenie? Co Ty na to?
                            Będę się upierać, że coś tu nie gra.
                            Po badaniach moczu. Może to rozważyć. Już sam fakt tego gronkowca.. One sie
                            czepiają główie JUŻ chorych organizmów. A lamblia lubi towarzystwo.
                            Czytałaś ostatnie wątki na forum? Np. ten o dr Z i pasożytach - zerknij- tam
                            pisze dziewczyna o leczeniu swojego dziecka i odrobaczeniu. Zerknij.
                            • 04.03.06, 08:04
                              > Anita - odrobaczenie? Co Ty na to?

                              Gdyby nie to, że ostatnio nabrała już tyle leków, nie wahałabym się, ale na
                              razie poczekam. Jej brzuszek musi odpocząć. Jak cały czas będzie coś nie tak,
                              pojadę do naszej gastroenterolog.

                              > Waży średnio. Ale moje dziecko też ma 17 msc i waży (z dziś) 10 600 kg.
                              Jednak to więcej, a Marta do grubasów nie należy.<

                              Moja jest chudziaczkiem (przy tej wadze ma 86cm wzrostu), ale nie ma się co
                              dziwić. Jak to dziecko ma mieć apetyt. Gdy jest z Nią w miarę dobrze i ładnie
                              je, ładnie też przybiera. Ale jak sama zauważyłaś przez ostatnie miesiące
                              najlepiej nie jest, to i nie przybiera za bardzo. A nawet przy anginie schudła,
                              więc teraz musi nadrobić.

                              Porobię badania i wtedy zobaczymy w jakim stanie jest organizm.

                              --
                              Moja Juleńka
                              • 04.03.06, 11:02
                                Masz rację -niech trochę dojdzie do siebie (może wiosna pomoże). Ale nawet jak
                                będzie poprawa, to przy tej huśtawce ze zdrowiem trzeba będzie to wykorzystać
                                do ostrej diagnostyki. I te robaki, wiem, ze nie one jedne na świecie, ale
                                śledze te wątki robalowe, mam dużo maili od eMam i jedno widzę jasno - po
                                odrobaczeniach u bardzo wielu dzieci kończą się choroby. Na mailu mam właśnie
                                mamę z dzieckiem "astmatycznym" (6 zapaleń płuc w ciągu 6 msc. zycia+ inne
                                oskrzele i inne ). Po odrobaczeniu dziecko jest zdrowe po raz pierwszy przez
                                ostatnie 2 tygodnie w trybie ciągłym. To już jest efekt którym można sie
                                pochwalić, tak źle było z dzieckiem. Nie mówiąc, że "astma" jakoś się
                                kończy.... z dnia na dzień....
                                To tylko jeden z przykładów, ale Anita ja mam tego więcej w swoich
                                obserwacjach. W końcu to już będzie 11 msc na tym forum.
                                • 05.03.06, 08:03
                                  >jedno widzę jasno - po odrobaczeniach u bardzo wielu dzieci kończą się choroby<

                                  Wiem Sigvaris, wiem. Ja też trochę na forum jestem (pół roku) i naczytałam się
                                  sporo na temat "robaków". Na pewno zajmę się tym, ale niech mała trochę
                                  odpocznie od leków.

                                  Żeby było "ciekawiej", bo przecież to dziecko za "mało" się ostatnio wymęczyło,
                                  to niedoleczona infekcja gardła przeszła w przeziębienie. Temperatury nie ma,
                                  ale za to katar i kaszel. Żyć, nie umierać.


                                  --
                                  Moja Juleńka
    • 18.03.06, 18:40
      To znów my!

      Na szczęście tym razem nic się nie dzieje.

      Z brzuszkiem jest lepiej. Jej organizm chyba potrzebował odpoczynku od leków,
      stresów i w ogóle. Dodam, że już prawie dwa tygodnie bierze Debridat.
      Wybierzemy go do końca. Lacidofil też cały czas dostaje. Włosy jakby mniej
      wychodziły. Z apetytem też źle nie jest. Ona nigdy nie będzie super jadkiem.
      Wydaje mi się, że jak na Nią jest nawet dobrze. Wypija ładnie mleczko -
      Nutramigensmile. Poza mleczkiem też jest nieźle. Jeszcze tylko trzeba popracować
      nad obiadami. Z nimi zawsze był największy problem. Mała mało rzeczy lubi, mało
      też dostawała ze względu na alegię; chodzi mi o różnorodność. Postaram się
      jednak to powoli zmieniać.

      Jeszcze raz to napiszę, bo już kiedyś pisałam. Nie wiem, czy to zasługa
      wyleczonych lamblii (drugi wynik odebrany wczoraj ujemny), czy wieku... Z Jej
      alergią jest lepiej. Byłam w szoku, gdy po zjedzeniu dwóch danonków (zaczęłam
      Jej niedawno dawać) nie było ani jednej krosteczki. Dostaje je już codziennie.
      A jeszcze jakieś pół roku temu po 2 łyżeczkach miała krosty na brzuszku. Dałam
      Jej też kiedyś naleśnika (ja jadłam i też wołała, więc dałam) robionego na
      mleku, zwykłym Łaciatym mleku i nic Jej nie było. Mam nadzieję, że tak już
      zostanie. Został jeszcze problem ze snem. Od anginy, już prawie dwa miesiące
      temu, źle śpi. Dzisiejsza noc była wyjątkowo spokojna, ale zazwyczaj nie jest
      ciekawie. Myślę, że czasami może jeszcze pobolewać Ją brzuszek. Robiłam też
      pasożyty i wynik jest ujemny (wiem, że to żadna pewność), ale pewnie jeszcze
      powtórzę dla pewności.
      W poniedziałek jadę z Nią do endokryloga (jest też pediatrą) i porozmawiam
      jeszcze z panią dr o Jej brzuszku.

      Większym problemem z tym spaniem jest Jej zachowanie, gdy się przebudzi, ale z
      tym to już sami musimy sobie poradzić.



      --
      Moja Juleńka
      • 18.03.06, 19:51
        A badanie kału na gzryby robiliście ?
        Tak na marginesie, to tyle jest róznych produktow do jedzenia, a ty Danonki
        dajesz. Niech się tylko przyzwyczaji córcia do tego słodkiego smaku, to żadnego
        innego nabiału nie będzie chciała prawdopodobnie jeść. Na dodatek taki słodki
        ulepek działa zapychająco i apetytu z pewnością małej nie poprawi.
        --
        Radość jest tu i teraz.
        Nie trzeba czekać, aż wszystko się ułoży...
        • 19.03.06, 13:57
          >A badanie kału na gzryby robiliście?

          Nieraz. Nigdy grzyby nie wyszły. Zamierzam jednak jeszcze raz to zrobić. Tak
          dla pewności.

          > Tak na marginesie, to tyle jest róznych produktow do jedzenia, a ty Danonki
          dajesz

          Daję, a dlaczego? To nie jest dziecko z jakimś cudownym apetytem, dziecko,
          które zje wszystko, co mu się do buzi włoży. Przez dłuuuuuuuuuugie miesiące
          trzymałam się ścisłej diety. Ale jak odmówić już nie najmłodszemu dziecku
          czegoś, co jedzą inni, zwłaszcza dzieci, z którymi Ona się spotyka. Już mam
          tego po prostu dość. My możemy się przed Nią ukrywać, ale jak powiedzieć Jej
          kuzynce (28 miesięcy), nie jedz przy Julce, bo Ona zaraz będzie wołać a tego
          nie może jeść. Tamta przy Niej się zajada a moja bidulka co, ma ciągle tylko
          patrzeć i płakać. Ona tak monotonnie do tej pory jadła, że chyba każdy nawet
          zdrowy dzieciak straciłby apetyt. Jeden mały danonek na pewno Jej nie
          zaszkodzi. Apetytu nie poprawi, ale czy jest coś, co to zrobi. Właśnie dlatego,
          że odzyskała apetyt chce danonki. Próbowałam oczywiście z jogurtem naturalnym,
          ale nie lubi go a ja nie mam zamiaru na siłę przekonywać do czegoś, czego sama
          nie cierpię. Czy Ona musi wszystko lubić? Niech je to, co lubi i co Jej nie
          szkodzi.

          Wiem, że wszystkie chcecie dobrze i za to dziękuję. To wszystko nie jest jednak
          takie proste, jakby się chciało.


          --
          Moja Juleńka
      • 18.03.06, 19:57
        Przede wszystkim super, ze jest lepiej. Ale tak sie zastanawiam, czy z tym
        nabialem to troche nie za wczesnie? Trzeba dac jednak czas jelitkom na
        regeneracje. Poza tym popieram, ze Danonki to nie jest najszczesliwszy wybor,
        szczegolnie dla alergika... Pozdrawiam
        --
        "W baśniach księżniczka całuje ropuchę, a ta zamienia się w pięknego księcia.
        Zaś w życiu księżniczka całuje księcia, a on przeistacza się w ropuchę..."
        • 18.03.06, 22:22
          Anitka ja też uważam, że jeszcze nie. Zobacz i Nutramigen i danonki?
          Cieszę się, ze jest lepiej, że wyniki negatywne. Wreszcie!
          Ale z tym mlekiem - nie spiesz się - te wszystkie reklamy, polecania przez
          Instytuty to tylko reklama - nic więcej.
          • 19.03.06, 14:00
            >Ale z tym mlekiem - nie spiesz się - te wszystkie reklamy, polecania przez
            Instytuty to tylko reklama - nic więcej.

            Wiem, wiem. Nigdy reklamom nie ulegałam i nie będę. Po prostu tym razem
            uległam, w tym jednym przypadku, dziecku. Mam nadzieję, że wszystko będzie
            dobrze, że nie zaczną Jej te nieszczęsne danonki szkodzić i nie będę musiała
            wycofywać ich.


            --
            Moja Juleńka
            • 02.04.06, 07:51
              Najwyższy czas rozprawić się z nim. Mała znów jest chora. Zaczyna mnie to
              wszystko już wkurzać. Znów gardło i wysoka temperatura. Miałam czekać z tym do
              maja, ale nie ma na co czekać. Jak tylko dojdzie do siebie, jedziemy. A tak
              było pięknie. Apetyt, duży przyrost wagi (waży już 11,1kg), coraz lepsze noce.
              Szkoda gadać.

              Pozdrawiam!


              --
              Moja Juleńka
              • 02.04.06, 21:58
                Do Poznania? Do p. Jeżowej?
                Jeśli tak, to myślę, że to b. dobry wybór.
                Z tego co piszesz lamblia to raczej złe wspomnienie. Cieszę się.
                Jednak z gronkowcem się na dłuższą metę nie da.
                Pogadaj z p. Jeżową czy Was tez zaleca przebadać pod tym kątem. O bakteriach
                wiem mało, ale tak sie zastanawiam, czy tego też nie trzeba leczyć
                jakoś "rodzinnie"? Napiszesz co ustaliłaś?
                • 03.04.06, 19:19
                  Ta Jej - Julki choroba to dziwna sprawa. Teraz to nie wyglądało tak, jak
                  ostatnio. Wyobraź sobie, że mała nie ma już temperatury (na szczęście tylko
                  jedną dobę miała). Gardło jeszcze nieciekawe, apetyt nie do końca wrócił (mało
                  mleka pije) i są brzydkie kupy. I to właśnie jest dziwne. Te kupy mnie
                  zastanawiają i to, czy czasami ta temperaytura nie była głównie od brzucha. Raz
                  powiedziała, że Ją boli. Teściowa mówi, że czasami naciska sobie na brzuszek -
                  przy mnie tak nie robi. Pierwszego dnia, gdy jeszcze nie miała temperatury
                  zrobiła dwie ciemne kupy. Na drugi dzień najpierw był pryczek (sam śluz z
                  ciutką krwi), później była rzadka kupka ze śluzem. Parę razy robiła jeszcze
                  śluzowate. Przez ostatnie 4 dni robi brzydkie kupy. Myślę, że gronkowiec trochę
                  bruździ. Ale jakoś tak dziwnie obawiam się pasożytów. Od jakiegoś czasu mała
                  robi kupy, w których od czasu do czasu widać było malutkie białe kropeczki
                  (nawet nie jednomilimetrowe) - takie jakby jajeczka. W jednej z ostatnich kepek
                  było tego więcej - w śluzie. Szkoda, że była to niedziela rano. Inaczej
                  oddałabym to do badania. Spróbuję terazcwyłapać kupę z tym czymś białym i dać
                  do badania. A nóż... Brzuszek męczy Ją w tej chorobie bardziej niż gardło. Tzn.
                  narzekać, nie narzeka, ale często robi brzydko pachnące rzadkie kupy.


                  >ale tak sie zastanawiam, czy tego też nie trzeba leczyć jakoś "rodzinnie"?
                  Napiszesz co ustaliłaś?<

                  Na pewno zrobimy sobie z mężem wymazy z gardła i jeżeli będziemy coś mieli,
                  autoszczepionkę zrobimy też sobie. Musze jednak najpierw skonsultować to
                  wszystko (ostatnie objawy małej) z gastroenterolog. W tygodniu postaram się do
                  Niej zadzwonić. Tylko czekać na ostatni wynik moczu - jutro mam mieć.




                  --
                  Moja Juleńka
    • 11.04.06, 16:38
      Sigvaris, piszę do Ciebie, bo, kurczę, nie wiem, co robić. A nie mam się kogo
      doradzić. Okazało się, że mój tata znów ma lamblie. Mama dopiero jutro będzie
      znała swój wynik. A my w piątek planujemy do nich jechać na święta. I, kurczę,
      boję się teraz. Ona na pewno wtedy złapała je u nich. Generalne porządki robili
      po leczeniu nawet z racji remontu, który mieli. I skąd to paskudztwo znów u
      mojego taty? Już mam dosyć tych lamblii. A wyniki robili teraz sobie, bo tata
      źle się czuł.

      I co teraz? Jechać i zachować wszelkie środki ostrożności, czy darować sobie.

      A tak mi zależy na tym wyjeździe....

      --
      Moja Juleńka
      • 12.04.06, 01:42
        Jedź. Inaczej lamblie nie tylko opanują nasze jelita, ale także mózgi i zatrują
        życie.
        Uważajcie bardzo. Kup papierowe ręczniki do szybkiego mycia rąk i stosujcie je
        wszyscy. Uważaj na naczynia, sztućce - musza byc dobrze umyte i wypłukane.
        Córka niech nie śpi z dziadkami i nie ma kontaktu z ich pościelą. Może nocnik
        dla małej?
        Co do Taty.
        Wiesz co już wiem po tym roku na forum?
        Miejscem wtórnego zarażenia może byc samochód. Właśnie nie sprzątnięty na czas
        samochód (kierownica, drążek zmiany biegów). Pomyśl o takich miejscach (tego
        typu) - musicie pomóc Tacie się przecież wyleczyć. I usunąć to świństwo z
        otoczenia.
        • 12.04.06, 15:52
          Sigvaris, dosłownie zwariować można. Właśnie dowiedziałam się, że mama też ma.
          Podpowiedziałam rodzicom, żeby porządnie umyli samochód. Mama mówiła, że w
          myjni tyle razy już był... Ja już nie wiem, gdzie to paskudztwo się czai.
          Strasznie się boję, bo moja Julka nie ma lamblii (dziś odebrałam wynik).
          Pojadę. Nie zrezygnuję z wyjazdu. I mam nadzieję, że Julka nie złapie.

          Jeżeli jeszcze będziesz miała jakieś wskazówki, oprócz tych, o których pisałaś,
          pisz o nich, bo nie mogę niczego przeoczyć.

          Dzięki!

          --
          Moja Juleńka
          • 12.04.06, 16:35
            Wiesz nie wiem, co Mama ma na myśli mówiąc myjnia. Chodzi o wnętrze samochodu,
            a nie o stan zewnętrzny.
            Anita, co brali dotychczas rodzice i ile razy mieli kurację. Mozesz napisać?
            • 13.04.06, 06:21
              Rodzice leki brali raz, bo po miesiącu wyniki mieli ujemne. A brali
              Metronidazol 3 x 1 przez tydzień. Teraz mają brać 2 x 2 tabletki przez 3 dni.
              Dziwne to. My braliśmy 2 x 2 przez 7 dni. Mama mówiła, że wybiorą po całym
              opakowaniu - starczy na 5 dni.

              Myjnia = zewn. +wewn. Mówiłam, żeby mimo wszystko jeszcze raz to zrobili i żeby
              dokładnie wyszorowali fotelik.

              Najgorsze jest nie to, że Oni znów mają, tylko to, że nie wiadomo, gdzie to
              cholerstwo się czai. Chociaż Ich (wiadomo) też szkoda.

              Nie wiem, jak to będzie.
              --
              Moja Juleńka
              • 13.04.06, 09:44
                jak u was dokładnie objawiała się lambia bo mój roczy synek ma stwierdzony AZS
                ale coś mi tu nie pasuje nie jestem tak dokońca przekonana czy napewno wiesz
                sama jacy są lekarze na podstawie wywiadu i oględzin wydają opinie pozdrowienia
                • 13.04.06, 16:13
                  > jak u was dokładnie objawiała się lambia


                  Córka ma również stwierdzone AZS (w 5 tyg. życia). Nie wiem, czy późniejsze
                  wysypki, jakich było niemało , były spowodowane obecnością lamblii (trudno w
                  ogóle określić od kiedy je miała), czy rzeczywistym AZS. Tak czy inaczej wyniki
                  zrobiłam Jej nie ze względu na wysypki, tylko na brak apetytu, brzydkie -
                  śluzowate, o nieprzyjemnym zapachu kupy i co za tym idzie strasznie odparzoną
                  dupię i w rezultacie zapalenie pochwy, które dręczy nas do dziś. I jeszcze
                  podkrążone oczy do tej pory nie dają mi spokoju.

                  Jeżeli obawiasz się czegoś, nie czekaj aż lekarze wymyślą coś mądrego, tylko
                  działaj - rób wyniki. My "robiłyśmy" posiew kału (mała ma też gronkowca
                  złocistego), lamblie i pasożyty.

                  Pozdrawiam!
                  Życzę wszystkim Wesołych Świąt!

                  --
                  Moja Juleńka
              • 13.04.06, 09:51
                Sigvaris, pamietasz przypadek corki mojej znajomej, ktora leczyla sie 2 razy i
                nadal miala dziewczyna lamblie. Tam tez oczywiscie wchodzi fakt, ze rodzina nie
                byla leczona i ze mala chodzila do przedszkola. Z rozpaczy dala Balsam -
                pomoglo. Nie chce tu sie zbytnio wtracac, bo i tak sie nie znam, ale moze warto
                brac pod uwage ? Rowniez leczylismy sie Vernicadisem.

                K.
    • 25.04.06, 18:27
      Sigvaris nie wiem, na ile orientujesz się w temacie, jeżeli chodzi o
      zwierzęta... Myślę, że
      --
      Moja Juleńka
      • 25.04.06, 18:32
        Przepraszam, Julka mi się psoci.smile

        Mam nadzieję, że odpowiesz na moje pytanie. Czy psa wystarczy odrobaczyć
        (zakładając, że ma lamblie), czy należy mu podać leki przeciwlambliowe i czy
        takie są dla psów?

        Okazało się, że moja siostra tym razem też ma lamblie. Mają oni psa, stąd moje
        pytanie. Ma zamiar wybrać się do weterynarza, ale nie wiem, na ile ten będzie
        zorientowany.

        Kurczę, teraz jeszcze bardziej się boję, że mała znów mogła złapać to
        dziadostwo. OBY NIE!

        --
        Moja Juleńka
        • 25.04.06, 19:36
          Weterynarze są lepiej zorientowani od lekarzy ludzkich. Na weterynarii jest
          kilkakrotnie więcej zajęć z parazytologii niz na medycynie (mam na myłśi
          zajęcia studenckie).
          Zwierzęta leczy się z lambiozy metronidazolem. Znasz ten lek. Preparaty
          odrobaczające są tylko na robaki - lamblia jednak to pierwotniak wiec nie da
          rady ich stosować na jedno i drugie.
          Nie martw sie. Już dość się wydenerwowałaś.
          Może tym razem jest wszystko OK.
          • 26.04.06, 06:21
            >Preparaty odrobaczające są tylko na robaki

            Tak też powiedziałam mojej siostrze. Mam nadzieję, że tamtejszy lekarz będzie
            wiedział, co robić. Tak, czy inaczej podpowiem Jej Metronodazol.

            > Nie martw sie. Już dość się wydenerwowałaś. Może tym razem jest wszystko OK.

            Mam nadzieję Sigvaris, mam nadzieję. Ostatnio jest naprawdę dobrze. Jak na Nią,
            to nawet ładnie je, wypija dużo mleka, dosyć dobrze śpi, alergia jest
            łagodniejsza. Nie chciałabym, żeby to się zmieniło.

            Dzięki!

            --
            Moja Juleńka
            • 27.04.06, 18:59
              Mówię Ci Sigvaris, już mam dość. Okazało się, że mój szwagier ma glistę.
              Siostra lamblia, szwagier glista. Nawet jak słyszę o tym, że ktoś w rodzinie
              coś ma, wkurzam się. Jedyny objaw u Niego i zarazem tak oczywisty to kaszel. Od
              kiedy pamiętam szwagier ma kaszel. Ale nie jakiś uporczywy, męczący, bo do tej
              pory nic z tym nie robił. Innych objawów brak. Tylko, kurczę, ta ich lekarka,
              pomimo tego, że trochę zna się na rzeczy, nie leczy wszystkich. Niedobrze...


              --
              Moja Juleńka
              • 27.04.06, 19:09
                o matko Anita
                Sledze ten watek i kibicuje Wam.Miej sie na bacznosci.Trzymam kciuki.
                Ania
                --
                Ania "Dondon" - moderator SKLEPIKU

                GDZIE SIE PODZIAŁO LATO???sad((
                • 27.04.06, 19:23
                  Anita, oni powinni wszyscy najpierw leczyć sie na robaki obłe. Potem wszyscy na
                  lamblie. Mozesz mieć na to jakiś wpływ?
                  Pomogę jak będe potrafiła.
                  Może jakiś lekarz ich pierwszego kontaktu będzie skłonny współpracować. Może
                  pediatra?
                  Może (tylko sie nie zdenerwuj) Twoja szwagierka troche zmiękła i da recepty dla
                  nich....?????????????????????????????
                  Wiesz tam mi to wyglada na komplet. Taki tradycyjny komplet. I trzeba
                  po "uczciwemu" najpierw robaki, potem lamblie - a potem ich przebadać.

                  Co do ciemnych nitek u Was - oczywiście obstawiam na wynik z labu. Ale tak po
                  cichu mam nadzieję, że to banan.
                  • 29.04.06, 14:59
                    > Anita, oni powinni wszyscy najpierw leczyć sie na robaki obłe. Potem wszyscy
                    na lamblie. Mozesz mieć na to jakiś wpływ?

                    Niestety marny. Siostra też jest osobą, która woli mieć poparcie lekarza.
                    Próbowałam Ją przekonać, ale nie udało się. Powiedziała, że jeżeli kiedykolwiek
                    będzie nawrót lamblii lub glisty, wtedy pojedzie prywatnie do jakiegoś dobrego
                    lekarza. Ona nawet za bardzo psa na własną rękę nie chce leczyć. Mam jednak
                    nadzieję, że u tym przypadku uda mi się Ją namówić, żeby psa przeleczyć. Tylko
                    powiedz mi, jak z dawkami dla psa. Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale
                    jest to 4-letni piesek i waży ok. 8 kg.


                    --
                    Moja Juleńka
                    • 29.04.06, 15:44
                      Anita pojęcia nie mam. Waga i wiek psa mają znaczenie, ale ja niestety nie
                      jestem kompletnie zorientowana w leczeniu zwierząt.
                      Na forum pisuje czasami Chalsia, nie jestem pewna na 100% ale ona albo ma
                      wykształcenie weterynaryjne, albo wiedzę i w tym zakresie. Może pytanie imienne
                      do Chalsi? Weterynarze naprawdę mają opanowane leczenie zwierząt z lamblioza
                      lepiej od lekarzy ludzkich. Podaj wagę i wiek psa, może Chalsia pomoże.

                      A co do siostry, aż trudno uwierzyć, że dopuszcza ryzyko nawrotu. Aż mi trudno
                      uwierzyć. Ale to faktycznie jej sprawa. Tylko najmłodszych żal...
                      • 29.04.06, 20:19
                        >Weterynarze naprawdę mają opanowane leczenie zwierząt z lamblioza lepiej od
                        lekarzy ludzkich

                        Niestety nie wszyscy. Siostra była z tym problemem u weterynarza i on nawet do
                        końca nie wiedział, jakie robi się badania na lamblie. Nie wspominał też o
                        Metronidazolu. Po długim weekendzie kazał siostrze przyjść po leki, bo wtedy
                        nie miał u siebie. Tak więc widzisz, ich - weterynarzy wiedza też jest kiepska.

                        > A co do siostry, aż trudno uwierzyć, że dopuszcza ryzyko nawrotu. Aż mi
                        trudno uwierzyć.

                        Sigvaris, ja Ją rozumiem, bo sama tak się zachowywałam. Też, pomimo tego, że
                        wiedziałam, że wszyscy powinniśmy się leczyć, nie załatwiłam dla nas przy
                        pierwszym leczeniu Julki, recept. Przypuszczam, że większość ludzi tak
                        postępuje. Wolimy mieć poparcie tych durnych lekarzy. Szkoda, że ich wiedza
                        jest taka kiepska. Nawet dziś rozmawialiśmy o tym z mężem. Na 6 lekarzy, z
                        którymi miałam ja i moi rodzice kontakt, gdy ten problem dotyczył Julki, tylko
                        jedna gastroenterolog wiedziała, że musimy się leczyć wszyscy. I całe
                        szczęście, że do niej trafiłam. Chociaż wtedy byłam juz zdecydowana na leczenie
                        wszystkich, ale to nie była trudna decyzja, bo chodziło o mnie i męża. Gdyby
                        bylo odwrotnie. Gdybym miała decydowac o Julce (przy zalozmy Jej dobrych
                        wynikach a np. moich zlych), nie wiem, co bym zrobiła.

                        To wszystko nie jest takie proste. Niestety.
                        Mam nadzieje, ze wszystko sie dobrze i szybko skonczy.
                        --
                        Moja Juleńka
                        • 29.04.06, 22:09
                          Tym weterynarzem mnie dobiłaś.. Znów jakoś ostatnio dostaje maile z tak złymi
                          info o lekarzach ludzkich. Stały zestaw: dziecko z lamblią i candidą- dostaje
                          metronidazol z flumyconem... Dorośli nic. Wiesz jak to na mnie działa?
                          Kompletna bezsilnośc przy kolejnym "metronidazolu z flumyconem". Kompletna
                          bzdura, nie jestem lekarzem, przecież. Co ja mam pisać matkom?

                          A co do sytuacji odwrotnej - - - jest b. trudna. Na szczęście 99% dotyczy tego,
                          że dziecko jest chore a rodzice leczą się tylko po to, żeby je chronić. Wtedy
                          decyzja jest jasna. I prosta.
                          Przy robakach jest z kolei o tyle łatwiej decydować o leczeniu bez względu na
                          to u kogo wyjdą w badaniach, że ich przenoszenie jest proste i to często
                          rodzice są zarażeni przez dzieci. I wykrywanie jest diabelnie trudne, więc
                          często bada sie cała rodzinę tylko po to, żeby zwiększyć szanse z trafieniem w
                          cykl robala i żeby wyszło u kogo-bądź! Ale o leczeniu powinien decydować
                          lekarz, nie jakaś baba z forum. I to też mnie wkurza, że lekarze nawet nie
                          rozważają sytuacji, że "akurat trafiło w badaniach u tatusia", ale życie może
                          być inne. Nie dopytują o objawy u dziecka, nie szukają - nawet nie namawiają do
                          powtórzenia badań u dziecka! Dają leki po minimalnej linii oporu i koniec.
                          A że problem dalej będzie, że trzeba będzie powtarzać leki, a co tam!
                          Co jest bardziej szkodliwe ZŁA dawka czy JEDNA ALE PRAWIDŁOWA dawka, PRAWIDŁOWA
                          także bo SOLIDARNA ? A co to kogo obchodzi, skoro stosuje się sterydy i
                          antybiotyki bez zastanowienia i jakichkolwiek badań, kto by się tam martwił
                          jakimiś innymi lekami (mniejszego kalibru)?
                          • 29.04.06, 22:31
                            Ciekawa jestem tylko, jak Ci sami lekarze zachowaliby się (zachowują), gdy
                            problem dotyczy ich rodzin. A... Szkoda gadać.

                            --
                            Moja Juleńka
                            • 29.04.06, 23:00
                              Wiem to przypadkiem. Ale gros warszawskich lekarzy nie leczy samodzielnie
                              lambiozy u swoich dzieci. Biegają do słynnej tu dr M. - specjalistce od lamblii
                              jak wiesz... I kombinują jak mogą, żeby ominąć te gigantyczne kolejki do niej.
    • 29.05.06, 06:17
      Tym razem u mnie. A już mysłałam, że więcej razy tu nie napiszę. U siostry i
      rodziców na razie po leczeniu spokój (minął miesiąc), ale za miesiąc znów
      powtórzą wyniki.

      Ale jestem wściekła. Czy my pozbędziemy się tego cholerstwa, tzn. moi rodzice?
      Myślę, że to u Nich łapiemy.

      Julka na razie nie ma, ale w wynik za bardzo nie wierzę (ma gorszy apetyt,
      coraz bardziej podkrążone oczy, znów gorzej sypia) i o ile dobrze wyliczyłam
      (co 2 tyg. u nas robią), to wyniki będę robić w tę środę.

      Jeżeli się potwierdzi, że jednak nie ma, na razie Ją oszczędzę i nie przeleczę.
      Najwyżej ja dwa razy będę brać leki. Poradzę się jednak najpierw naszej
      gastroenterolog.

      U mnie lamblioza z objawami. Byłam pewna, że będę je miała. Wrrr... Jestem
      wściekła!!! Przede wszystkim na siebie, że pojechałam wtedy na święta. Teraz
      też byłam tydzień. Na razie odpuszczę sobie te wyjazdy, bo już mam dość tych
      lamblii.
      --
      Moja Juleńka
      • 29.05.06, 11:34
        Łomatko aż nie wiem co pisać.
        Anita, a gdybys spróbowała tylko balsam. Pisze o balsamie kapucyńskim bo sprawa
        dotyczy dorosłego. Boję się, ze jak źródło zarażenia jest to samo, to kolejna
        dawka metronidazolu, macmiroru (nawet) niewiele zdziała. A gdyby tak 3
        tygodnie balsamu wg. dawki z ulotki przy zarażeniach pasożytniczych?
        Ty i mąż dla pewności? Może mąż dla ochrony?
        A mała faktycznie badania...

        Dziunia, która jak wiesz wojuje jak Ty też, w tej chwili przy kolejnym
        nawrocie lamblii u Tymka zdecydowała się na balsam. Z tego co pisze po raz
        pierwszy mają pogorszenie jak dzwon, co jak wiesz dobrze rokuje. U niektórych
        może tak jest, że medycyna konwencjonalna sobie nie radzi, a wtedy działa
        skuteczniej ten wynalazek kapucynów z XVI w. Tymek ma 3 latka.
        • 29.05.06, 16:17
          A nie lepiej od razu z grubej rury? Już sama nie wiem. Wolę od razu to
          cholerstwo u siebie wytępić, żeby nie zarazić (o ile już ich nie ma) małej.
          Wcześniej ich nie miałam. Jestem tego pewna. Bo nie czułam się tak, jak się
          czuję teraz - początkowo gazy i wzdęcia, później mdłości, było mi słabo, jeden
          dzień ból trzustki, teraz ból żołądka. Dziś wieczorem mam zamiar zacząć brać
          Metronidazol, bo z dnia na dzień jest coraz gorzej. Da się wytrzymać, bo nie
          jest znów tak źle, ale nie chce, żeby się rozprzestrzeniły na tyle, żeby i u
          mnie nie dało się ich wytępić.



          --
          Moja Juleńka
    • 07.06.06, 16:14
      Julka póki co lamblii nie ma. Dziś powtarzałam wynik. Cieszę się, chociaż
      przyznam, że spodziewałam się czegoś innego ze względu na momentami kiepski
      apetyt i gorsze noce. Ja jutro kończę leczenie. Za miesiąc znów zrobię nam
      wyniki. Mam nadzieję, że obydwie będziemy miały ujemne.

      --
      Moja Juleńka
      • 12.06.06, 13:04
        Czytam na bieżąco, mam tylko chwilowe zakłócenia z czasem.
        17 maja urodziłam synka, więc trochę mamy tu zawieruchy dziejowej.
        Jak zrobisz badania napisz.
        • 12.06.06, 14:09
          Coś mi się chyba gdzieś "obiło o uszy", że masz drugą dzidzię.smile Jeszcze raz
          najszczersze gratulacje. Zdrówka dla maleństwa i Was wszystkich.
          --
          Moja Juleńka
    • 16.06.06, 08:44
      Wydaje mi się, że dosyć szybko zauważyłam, ale moja czujność, przyznam, przez
      lamblie została uśpiona. Bo ciągle ostatnio szukałam tam. Zupełnie nie
      skojarzyłam faktów, tym bardziej, że bakterii nie mieliśmy od roku a, kurczę,
      objawy (gorszy apetyt, ale mleko pięknie pite - tak było zawsze przy bakteriach
      u nas, brzydki zapach moczu - pojawił się dość późno, no i problemy z sikaniem,
      zwłaszcza ostatnie 2, 3 dni) wskazywal jak nic na bakterie. Biegnę dzisiaj do
      lekarza.

      I dziwić się, że nie chce mi robić na nocnik. Wstrzymuje, bidulka, jak może, bo
      Ją boli.

      --
      Moja Juleńka
      • 17.06.06, 22:02
        a widzisz.. moja Martusia też miała. I kilka matek pisało też o e.coli lub
        escherichi w moczu. Oczywiście w przypadku lambiozy. Może to pozostałość po
        lamblii?
        Anita życzę Ci z całego serca żeby ten koszmar chorób się skończył!
    • 18.07.06, 15:57
      Na szczęście obydwie mamy ujemne. I oby tak już zostało. Bałam się, że u Julki
      bedzie inaczej, bo dopiero co skończyła brać antybiotyk na bakterie w moczu i
      przeszła w międzyczasie zapalenie gardła - dwa naraz, po prostu super. Apetyt
      po tych choróbskach powoli wraca i niech już tak będzie, bo mam dosyć tego
      wątkusmile

      Pozdrawiamy i życzymy zdrówka!
      --
      Moja Juleńka
      • 19.07.06, 00:08
        Teraz można liczyć na to, że lato i słońce załatwią trochę rekonwalescencje i
        wszyscy szybko wrócicie do zdrowia. Uważaj na małą, ale powoli staraj się ją
        choć trochę "chartować" przy jej skłonnościach do chorób.
        Myślę, że badania Was czekają dość regularnie co 3 miesiące lub przy
        ewidentnych objawach.
        Cieszę się, że ciągle o mnie pamiętasz mimo tego, że juz w niczym nie jest Ci
        potrzebna moja opinia.
        Serdecznie Was pozdrawiam!
        • 19.07.06, 01:13
          Mam pytanko. Co masz na myśli, pisząc "chartować"?
          --
          Moja Juleńka
          • 20.07.06, 00:33
            Przepraszam, oczywiście chodziło o hartowanie!
            Późna pora widac nie sprzyja ortografii smile))

            Co mam na myśli? Może preparat typu balsam kapucyński? Stosowanie pestek dyni
            (w sklepach eko są zmielone, które można dodawać do różnych dań), większej
            ilosci cebuli, czosnku (odrobinę większej). Także kiszonek w różnych postaciach
            (zupy, sałatki).
            Także zapewnienie dziecku większej ilości ruchu, świeżego powietrza?
            Po jakimś czasie może basen?

            U nas działa. Marta jest szczupła ale bardzo wysportowana. Prawie cały czas na
            dworze. Właśnie szkuję jej ogórkową na jutro. Jutro także będzie pewnie się
            kąpać w basenie. Będę się starać też o zmianę klimatu (morze) na chociaż dwa
            tygodnie jescze tego lata. Wróciliśmy z kilku dni pobytu w górach (kąpała się w
            potoku!). Takie ot hartowanie mam na myśli.
            • 20.07.06, 08:24
              Co do błędu ort. to przyznam szczerze, że nawet nie zwróciłam uwagismile Zazwyczaj
              dojrzę wszystkosmile, ale ostatnio jestem bardziej, niż zwykle, zmęczona.

              Z dietą staram się jak mogę, ale moja mała niestety nie jest wszystkożercąsad i
              nie jest łatwo.

              Pani dr poleciła nam jakieś kropelki homeopatyczne. Podobno rodzice są
              zadowoleni. O zmielone pestki dyni muszę spytać. Mieszkam w małym mieście,
              gdzie jest jeden sklep ze zdrową żywnością. Oby mieli. O cebuli i czosnku
              staram się pamiętać już od jakiegoś czasu, ale Jej dietka ostatnio marnawa
              była - prawie sam Nutramigen. Polubiła ostanio kiszone ogórki i z tego bardzo
              się cieszę. Innych kiszonek nie akceptuje, nie lubi sałatek, surówek.

              Ruchu wydaje mi się, że ma dosyć. Wychodzi 2 razy na dwór (w sumie 3 do 5
              godzin, z tym że 3 bardzo rzadko). O basenie niestety mogę zapomnieć. No, chyba
              że kiedyś w końcu sama zechcę nauczyć się pływać, ale na to nie mam aktualnie
              funduszy. Na wyjazdy oczywiście również.

              Mam nadzieję, że w końcu kiedyś będzie lepiej. Coś po ostatnim zapaleniu gardła
              nie może tak do końca dojść do siebie. Zdarza się Jej mieć w ciągu dnia 37,0
              stopni. Ostatnio lubi się położyć i trochę poodpoczywać. Bywało, że za nic w
              świecie nie chciała iść na dwór (tak było przed chorobą, ale w tej chwili Jej
              to zostało). Mały domator z Niej rośnie. Ostatnio byłyśmy u siostry męża - mają
              dom. Była też 7 miesięcy starsza kuzyneczka. Tamta cały czas biegała po dworze
              a moją po jakimś czasie ciągnęło do domu.

              Chyba porobię Jej wyniki - morfologię i inne, żeby się upewnić, czy wszystko po
              tych choróbskach jest ok.


              Pozdrawiam!

              --
              Moja Juleńka
              • 20.07.06, 22:18
                Moja Marta też nie jest wszystkożercą!
                Waży 10, 7 kg - i od 4 msc waga nie drgnęła. Do dziś nie chce gryźć i jada
                tylko papki jak się ją KARMI! Czasami coś je sama, wtedy gryzie (więc wiemy,
                że potrafi).
                Ogórki kiszone lubi najbardziej z kiszonek. I traktuje ich krążki chyba jak
                cukierki smile) Bo nie daję jej słodyczy.
                Co do basenu , w taką pogodę - to mały basenik na tarasie. Dolewam do zimnej
                wody kilka "czajników" ciepłej i jazda. Zwyczajnie chcę żeby jak najwięcej
                czasu spędzała na świeżym powietrzu. No w Wa-wie to może nie na świeżym, a
                zewnętrznym powietrzu..
                Co do wyjazdów absolutnie Cię rozumiem.

                I na koniec najważniejsze. Jak odstawiłam Nutramigen - zdecydowanie poprawił
                sie jej apetyt! Tzn. podaję ale bardzo okazjonalnie (jak nie mam mleka
                ryżowego). Dietę "mleczną-czyli-nutramigenową" uzupełniam większą ilością mięs
                (mają wapń, żelazo). Generalnie zostawiliśmy jeden posiłek mleczny, czyli na
                mleku ryżowym. Reszta to warzywa z kaszami (wszystkimi), mięsa z warzywami i
                kaszami, owoce (max jeden posiłek dziennie) same lub z kaszami (płatkami).
                Wszystko to Martusi gotuję w jakimś urozmaiceniu na każdy dzień - i słowo
                można wyrobić, nie jest to jakiś kłopot. Zwłaszcza teraz jak wszystko jest
                świeże.
                Nutramigen jest tak przetworzonym pokarmem, że żoładek, trzustka nie zadaje
                sobie specjalnego trudu z trawieniem. Ot, przelatuje i organizm wchłania co tam
                mu się uda. Przy lambliozie i słabej trzustce u naszych dzieci nie pracuje
                obrót żółcią jak należy (a to jest właśnie APETYT), więc pobudzanie trzustki
                kwaśnymi zupkami, warzywami, mięsem - daje efekty większego apetytu. Zobaczymy
                za miesiąc jak z wagą, ale już po 2 tygodniach tego eksperymentu jest
                zdecydowanie lepiej z apetytem. A przez to z ruchem, aktywnością.
    • 09.08.06, 10:33
      dlatego wklejam go tutaj. Już wiem, że mała ma znów bakterie. Myślisz, że to
      tylko to, czy może też owsiki albo grzybica albo kto wie, co jeszcze? Ręce
      opadają...

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=578&w=46613010

      --
      Moja Juleńka
      • 10.08.06, 01:05
        odpisałam w tamtym wątku.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.