Do sigvaris Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
              • Jeżeli chodzi o nie, w ogóle o zupy, to Julka za bardzo nie chce ich teraz
                jeść. W trakcie kuracji Metronidazolem przestała mnieć na nie apetyt, więc z
                tym jest trochę problem. Myślę, że może mieć zgagę, albo coś w tym rodzaju. Ja
                też po zupach miałam jeszcze 2 dni temu zgagę i na razie nie mam na nie ochoty.
                Z Nią też musi coś podobnego być. Za parę dni pewnie będzie lepiej. Ogólnie
                apetyt lepszy. Mleko pije już ładnie, w mig zjada kanapki z szyneczką, owoców
                też je więcej (poza wczorajszym dniem - nie chciała ich jeść babci).

                Jeżeli temperatura będzie się cały czas utrzymywać, to za jakiś tydzień pójdę
                do padiatry, żeby zajrzała Jej w gardło. Ostatnio miała trochę zaczerwienione -
                poprosiłam szwagierkę, żeby zerknęła. Pewnie Metronidazol podrażnił gardełko.




                --
                Moja Juleńka
    • Sigvaris napisz mi jeszcze, po jakim czasie mogę zrobić Julce wyniki? Chodzi mi
      o krew - morfologia z rozmazem, próby wątrobowe, żeby były jak najbardziej
      wiarygodne. Chciałabym skontrolować wszystko, co tylko możliwe i ważne, gdy
      będzie miała pobieraną krew. A będzie miała w związku z hormonami - kontrola.


      Ile Twoja mała ma "lat"? Nie wiem, czy dobrze się orientuję. 16m., tak? Tak z
      czystej ciekawości pytam. Moja ma prawie 19m.


      Pozdrawiam!

      --
      Moja Juleńka
      • Anitko, błagam nie dawaj dziecku MLEKA! W sensie krowiego. Wiem że to Twoje
        dziecko, a ja się tu wpier-papier, ale nie dawaj jeszcze przez kilka dni, może
        ze dwa tygodnie. Stąd gardełko, bo jak przystało na początek układu
        pokarmowego - jest podrażnienie i w tym miejscu. Wiem, szwagierka nie podtrzyma
        mojej opinii...

        Marta ma 16 msc. Była leczona prawie 10 msc temu (9,5 dokładnie). Do dziś dnia
        wychodzą poliki na maxa po podaniu mleka (suchy ogień). A wypiła ukradkiem
        actimel w gościach - było to w poniedziałek, w czwartek lekarz zwrócił
        mi "delikatnie" uwagę co ja daje dziecku jeść (???!!) bo zauważył policzki
        sam.... Nasze dzieci były za małe na lamblię... Mogą być jakieś uszkodzenia
        kosmków, one się zregeneruja, ale to kwestia czasu.

        Co do badań. Robiłam (kazali) tylko ASPAT i ALAT (to badania wątrobowe).
        Morfologie z rozmazem. I chyba nic więcej.
        Wiesz u nas było trochę afery z tym, ze onanizm (z werdyktu Pani profesor z
        CZD) okazał sie NIE BYC ONANIZMEM. CZD po leczeniu (do którego nawet nie
        przyłożyli paznokcia) - pod pozorem jakiejś "niby -kontroli" onanizmu (?)
        robiło Marcie badania krwi - wyszły tylko te próby (ALAT, ASPAT) powyżej
        normy. Reszta powiedziano mi OK. Na badaniach krwi nie znam sie wcale więc
        naprawdę nie wiem, czy jeszcze wtedy CZD coś robiło Marcie extra.
        Tam jest jedno laboratorium na całą placówkę więc u nich krew pobiera się raz.
        Byliśmy dwukrotnie zobligowani do zrobienia tych prób. Po ostatniej powiedziano
        nam, że są w górnej granicy i nie będą już kłuć Martusi.
        • Żadne mleko. Spokojniesmile Moja mała to alergiczna. Jej mleczkowy przysmak to
          Nutramigen.

          --
          Moja Juleńka
        • >Wiem że to Twoje dziecko, a ja się tu wpier-papier<

          No coś Ty! To przecież nie tak. Zadaję pytania, prawda? A Ty odpowiadasz na
          podstawie swoich doświadczeń. Naprawdę Sigvaris bardzo cenię sobie Ciebie i
          Twoje uwagi. Dlatego do Ciebie zwróciłam się z naszym problemem.

          >Wiem, szwagierka nie podtrzyma mojej opinii...<

          No, wyobraź sobie, że mówiła dokładnie to samosmile, że to pewnie przez leki.


          Mogłabyś napisać na jakim poziomie Martusia miała ALAT i ASPAT. Julka miała
          robione te wyniki przy okazji hormonów, gdy byłyśmy w Klinice w Poznaniu. I
          całe szczęście, że je robili, bo inaczej nawet nie wiedziałabym, że mała ma
          podwyższone - nieznacznie, ale ma. Miała mieć je już dawno temu ponownie
          sprawdzone, ale kobity w labaratorium pomyliły się i zamiast prób wątrobowych
          oznaczyły zupełnie inne rzeczy (kreatyninę, mocznik i coś tam jeszcze). Głupie
          babska. No a teraz, tym bardziej po lambliach trzeba będzie to sprawdzić.
          Wcześniej o lambliach nic mi nie było wiadomo, ale to pewnie przez nie te
          wyniki były podwyższone. Moja miała: ALAT - 43 U/l, ASPAT - 51 U/l. A wyniki
          były robione w czerwcu tamtego roku.



          --
          Moja Juleńka
          • Ja ma z tym mlekiem obsesję. Czytam mleko i zapominam, że wcześniej kilka razy
            pisałaś Nutramigen. Obsesja jak nic. Poza tym wiesz jak to jest wiele matek nie
            lubi takich kategorycznych stwierdzeń pt. "nie podawaj", no to staram się jakoś
            to złagodzić.
            Co do prób. Nasze ostatnie są z sierpnia '05 - oba powyżej 50-ściu. 51 (ALAD
            teraz zobaczyłam, że tam tak jest napisane przez "d") i 53 ASPAD.
            Leczenie lamblii u nas było od 01 kwietnia '05. Ale wcześniej było chyba
            więcej, myślę w czerwcu tzn. chyba poniżej 60-ciu, ale wyżej od tych z lipca.
            Uznali, że spada więc powiedzieli koniec z badaniami, a ja sie ucieszyłam. To
            kłucie tych rączyn....Nie wyrabiam po tym wszystkim. Marta miała prawie
            miesiąc wenflony w rączkach. Więc sama rozumiesz.
    • Witam po krótkiej przerwie!

      Wczoraj odebrałam wyniki na lamblie. Na szczęście są ujemne. Na razie nic (poza
      niespokojnym snem) nie wskazuje na to, żeby wynik nie był wiarygodny, więc może
      rzeczywiście problem jest już za nami. Z apetytem najlepiej nie jest, mam
      jednak nadzieję, że to się niebawem zmieni.

      Mam nadzieję, że więcej razy w sprawach lamblii radzić się nie będę.smile
      Serdeczne dzięki.


      --
      Moja Juleńka
      • To napisz jeszcze czym się leczyliście ostatecznie. Meronidazolem? Jak
        wyglądało pogorszenie i czy było w trakcie leczenia? I co możesz powiedzieć
        porównując 1 próbę do 2-giej. Pytam niemalże jak dziennikarz, ale może się to
        komuś przyda.
        Ostateczne i ostatnie badania robiłaś w Instytucie Med. Trop.? W jakim terminie
        od zakończenia leczenia?
        Napisz, napisz wszyskie ważne spostrzeżenia. Przed czym przy lamblii Twoim
        zdaniem warto przestrzegac matki? Jak wyglądała wiedza lekarzy? I czy
        zdecydujesz się na profilaktykę (np. balsam k. albo cos innego).

        Apetyt u nas wrócił ale tylko trochę, na tyle żeby "nie zemrzeć z głodu". U
        Marty jakoś się utrwaliła niechęć do jedzenia. Ale może u Was będzie inaczej.
        Oby, bo to koszmar. Ja już tak z tym jedzeniem wojuję rok.
        Ale się cieszę, że u Was wreszcie spokój.
        I napisz jak szwagierka....
        • Leczenie na Metronidazolu się skończyło. I oby już tak pozostało. Wyniki
          robiłam w miejscowym laboratorium, 4 tygodnie po zakończeniu leczenia. Nie
          wysyłałam do Gdyni. Gdyby wynik wyszedł dodatni, zrobiłabym to. Wyniki mam
          zamiar dla pewności powtórzyć za jakiś tydzień.

          Co do spostrzeżeń... Jeżeli chodzi o apetyt, to po Furazolidonie był lepszy,
          już 3 dnia leczenia. Po Metronidazolu trochę gorzej. Tylko nie wiem, na ile
          jest to spowodowane leczeniem a na ile przebytą anginą i wychodzącymi zębami.
          Wydaje się jednak, że apetyty z dnia na dzień jest lepszy. Zdecydowanie
          poprawiły się kupki, ale mała dostawała też Kreon. Niedługo mam zamiar zacząć
          wprowadzać nabiał (jogurt naturalny, serek wiejski). Napiszę jeszcze o tym, bo
          póki co nie wiem, jak zareaguje. Pogorszenia w trakcie leczenia nie było.
          Jedynie w gorszym stanie jest psitka, ale to normalne po dwóch antybiotykach
          (zaraz po skończeniu Metronidazolu dostała kolejny antybiotyk-angina). Pisałam,
          że mała niespokojnie śpi. Ale powodów może być kilka: bolący brzuszek, boląca
          psitka, wychodzące zęby, trochę negatywnych przeżyć związanych z anginą. Myślę,
          że za mało czasu upłynęło od leczenia, żeby wysnuwać już jakieś wnioski, tym
          bardziej, że ciągle coś u nas się dzieje. Jak nie zęby, to psitka, to jeszcze
          coś innego.

          Jeżeli chodzi o profilaktykę to - wiadomo - jeszcze bardziej zwracam uwagę na
          higienę. Poza tym na razie nic. Teraz chcę trochę zająć się apetytem małej.
          Daję Jej Kinder Biovital Gel - zawsze dobrze na niego reagowała.

          A co do szwagierki. Nie ma w ogóle rozmów na ten temat. Bardzo rzadko Ją
          widuję, więc nawet nie było okazji. Zresztą z Nią nie warto rozmawiać, bo
          kiepskie ma pojęcie na ten temat. Jej syn (7 lat) często ma bóle brzucha, spore
          wysypki (chociaż testy wykazały, że nie jest uczulony nawet na czekoladę, po
          której strasznie go wysypuje). Gdy teściowa zasugerowała, że może zrobiłaby Mu
          wyniki, powiedziała, że On tyle już brał antybiotyków, że nawet gdyby kiedyś
          miał lamblie, byłby wyleczony. Co za lekarz. Jakaś taka chyba niedouczona jest
          i trochę nielogicznie myśli. Mówiłam teściowej, że nie zgadzam się z tym, co
          Ona mówi, bo to, że kiedyś tam brał antybiotyk, który ewentualnie wybiłby to
          paskudztwo, nie znaczy, że nie mógł złapać lamblii np. od Julki. Ma pojęcie
          kobita. Zresztą w ogóle pojęcie na ten temat jest kiepskie wśród lekarzy i nie
          tylko. Pielęgniarka - znajoma tęsciowej, gdy mówiłyśmy, że mała miała lamblie,
          spytała zdziwiona, wręcz zszokowana: "Ale z czego? Z bananów?" smile Taaaa, z
          bananów. Zwłaszcza, że Julka ich nie je.

          Niebawem się odezwę i napiszę, co u nas.


          --
          Moja Juleńka
          • Oj się uśmiałam z tych bananów do łez. Słowo!Ale taka jest wiedza, o lambliozie.
            Dzielna kobita jesteś. A pamiętam początki... byłaś troche tą szwagierką -
            lekarką zablokowana. Presja rodziny, te sprawy. Ale gdyby nawe ktoś prześledził
            ten watek - widać jak byłaś co raz bardziej pewna swego.
            Gdzieś za dalsze 1-2 msc dziecko "odpuści" z chorowaniem. U nas też tak było.
            Teraz Marta jest nie do zdarcia. Nie łapie przeziębień nawet od nas.

            Co do odparzenia. Bankowo po metronidazolu i po lamblii (a może zwłaszcza)
            rozwinęła się pewnie grzybica. U nas było dokładnie tak samo, ale na pupie.
            Swędziało Martę strasznie!
            Trzeba tą dietę:
            - zeo mleka i mlekopochodnych (nie wprowadzaj jeszcze mleka....)
            - zero cukru
            - więcej tłuszczy
            - więcej kiszonek w postaci np. zup, jeśli nie jesteś ich pewna surowych.
            To zaczerienienie obawiam się samo nie przejdzie.
            Ja używałam krochmal do złagodzenia skóry. Taki na gęsto, jak okład. Na zmiane
            z linomagiem - maść.
            Poza tym clotrimazol na noc, w kremie, ale nie dłuzej niż 10 dni (potem grzyb
            robi sobie z tego kremu pożywkę). Jeśli po clotrimazolu będzie pogorszenie -
            pisz. Ostatnie przypadki z forum wskazują, że wtedy siedzą tam poza grzybem
            bakterie. Tzreba bedzie robić wymaz. Ale to gdybanie.
            Jeśli clotrimazol zadziała - tym bardziej wspomóż organizm dietą i zobaczysz
            czy samo przechodzi czy trzeba pomocy lekarza.
            Wiesz przy takich zaczerwienieniach chodzi o to, żeby nie doszło do stanu
            zapalnego pochwy. Niestety i maluteńkim dziewczynkom może sie takie paskudztwo
            przypałętać. Zwłaszcza po takich przejściach.
            • Jeszcze słówko odnośnie profilaktyki "lambliowej", bo zapomniałam o tym
              napisać. Zaczęłam znów gotować wodę mineralną. Na powyższy post odpowiem
              później, bo teraz nie mam za bardzo czasu.

              --
              Moja Juleńka
            • >Ostatnie przypadki z forum wskazują, że wtedy siedzą tam poza grzybem
              bakterie. Tzreba bedzie robić wymaz. Ale to gdybanie.<

              To nie gdybanie Sigvaris. My problem z psitką i upławami (też się zdarzają)
              mamy od dawna (na pewno zauważony problem jest od maja tamtego roku) i
              podobnie, jak większość dziewczyn z forum, a raczej ich dzieci, męczymy się z
              tym do dziś. Ostatnio, gdy robiłam małej wymaz miała e.coli. Kiedyś tam
              wcześniej miała gronkowca, ale koagulazoujemnego a z nim podobno nic się nie
              robi. Za jakiś tydzień muszę zrobić wymaz, żeby zobaczyć, co tam znowu ma.
              Tylko nie wiem, czy na tak długo będę mogła odstawić maści, wątpię. Spróbuję
              jednak, bo w nieskończoność nie mogę Jej smarować. A z lekarzami jest tak, że
              oczywiście nie wiedzą, co robić. Każdy się wymądrza, ale na stałe nikt nie
              pomógł. Tym razem muszę się do tego wszystkiego lepiej przyłożyć i jechać do
              jakiegoś dobrego ginekologa. Pani gastoroenterolog (też wspominałam Jej o tym
              problemie), gdy zobaczyła psitkę, stwierdziła, że ładnie wygląda. Bo niby tak
              na wygląd, to nie jest tak źle, bo na zewnatrz nic nie widać, ale dokucza Jej.
              Za tydzień zrobię Jej posiew moczu i wymaz z pochwy i zobaczymy, co się dzieje.



              --
              Moja Juleńka
              • Kolejna bzdura - sorry. Pamietasz jak pisałam Ci, że przy lamblii leczy się
                wszystkich i o zarażeniu wtórnym? Głupio pisać, ale miaam trochę racji....
                Teraz też pisze o gronkowcu zł. na podstawie WŁASNEJ skóry. Z KAZDYM GRONKOWCEM
                ZŁ. trzeba walczyć. To kolejna bzdura, którą nam wmawiają.
                Ty masz chyba blisko Poznań, tak? Tam jest laboratorium gdzie warto zrobic
                wymaz i potem autoszczepionke (ale to już masz w ramach jednego wyjazdu do
                nich). Problem dziecko będzie mialo z głowy. Chcesz namiary? Są chyba 4 osrodki
                w Polsce, które leczą skutecznie gronkowce. Daj znac czy Cię to interesuje.
                Mnie wyleczono 15 lat temu. Wcześniej gronkowiec latami powodował u mnie
                zapalenia ukł. moczowego, cewki, cuda wianki. Tony antybiotyków a on ciągle na
                kolejne się uodparniał. Dopiero po tym leczeniu przeszło..
                Dlatego też mała łapie e.coli. To bakteria normalnie występująca w kale. Jak
                system tam szwankuje ... to łapie "niegroźne" bakterie, które już w układzie
                rodnym i moczowym sa groźne. Będziesz się męczyc z tym... Więc przemyśl.

                Niedawno opisałam swoją historię choroby lambliowej. Wkleje Ci w następnej
                odpowiedzi.
                Tam przeczytasz i o gronkowcu. Napisałam tamten post kilka dni temu z innych
                powodów. Więc to nie dla Was, ale zobaczysz może pewne podobieństwa.
    • Sigvaris, mam pytanko. Od paru dni mojej Julce znów nie za ciekawie pachnie z
      buzi. Bałam się, że może to być znów gardło, ale ma je w porządku. Dzisiaj ten
      zapach się zmienił. Czuć Jej z buzi... hm.... klejem. Co to może być za zapach?
      Gdy miała anginę ten zapach był inny. Kojarzy mi się, że już dwa razy (jakiś
      czas temu) mówiłam w domu, że pachnie Jej z buzi klejem.



      --
      Moja Juleńka
      • Najpierw obiecany post:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=578&w=36510587&a=37002826
        Przeczytaj, proszę.
        A teraz o smrodku.
        Trzeba będzie powtórzyć badanie na lamblie. Za 3 tygodnie.
        Nawet nie chcę Cię irytować dalej.
        Jakie są inne objawy.
        Lepiej je?
        Lepiej śpi?
        A co jest nie tak, poza odparzeniem?
        • Jezu, dziewczyno, ile Ty przeżyłaś. Już kiedyś czytałam podobny Twój opis całej
          tej sprawy, ale nie ten.

          Aż nie chcę mi się myśleć, że to mogą być lamblie.

          Z jedzeniem nie jest tak źle. Tzn. mleka pije raczej mało (przeważnie wypija
          150ml). Sporadycznie, jak wczoraj na noc, 200ml.
          Ale sen jest u Niej kiepski. Myślałam, że w weekend odpocznę sobie a nasza mała
          robi sobie równiutko 2,5 godzinne przerwy w spaniu w nocy. Dziś od 2:30 do
          5:00, wczoraj od 2:00 do 4:30. Narzeka na ból "ząbków" i każe sobie je
          smarować. Nic o brzuchu nie mówi. Ale zachowuje się tak, jakby też Ją bolał.
          Kręci się strasznie zanim zaśnie, sporadycznie "wije się". Myślę, że to też
          brzuch. I co ważne, ale tak jest od anginy... Gdy tak się na dobre w nocy
          wybudzi (bo to nie pierwsze razy), nie chce zasnąć. Myślę, że śnią Jej się
          jakieś "głupoty"-trochę ostatnio (w związku z anginą) przeżyła i dlatego tak
          się dzieje. Raczej stawiałam na złe sny i ból dziąseł. Nie wiem, naprawdę nie
          wiem, co się dzieje.
          Za 3 tygodnie, jak mówisz, powtórzę wyniki.


          --
          Moja Juleńka
        • Dodam może jeszcze, że w ciągu dnia jest bardzo pogodnym, rozgadanym,
          rozbrykanym dzieckiem. Nikt by nie przypuszczał, z osób, które Ją sporadycznie
          widzą, że coś się dzieje. Owszem jest chuda, ale bardzo żywa. A my ciągle mamy
          problemy a apetytem i złymi nocami.

          Jeszcze słówko odnośnie przybierania na wadze. Przy pierwszym leczeniu bardzo
          ładnie jadła i sporo przybrała wtedy na wadze - w 1,5m. 500g. Teraz po kolejnym
          2 m. przybrała tylko 200g. Wszystko jednak zwaliłam na przebytą anginę.


          Zobaczymy... Na pewno dam znać, gdy będę miała już wyniki - zrobię Jej też
          krew, mocz.


          --
          Moja Juleńka
          • Pisąłam Ci powyżej jeszcze o gronkowcu, zerknij;
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=578&w=31256451&a=37079919
            • Pewnie dopóki nasze problemy się nie skończą, będę tu co jakiś czas pisała.

              Niepokoi mnie jedna sprawa. Małej zaczęły wychodzić włosy (dzieje się tak od
              jakichś 2 tyg.). Nie wychodzi ich dużo, ale jednak. Wcześniej tego na pewno nie
              było. Tak sobie myślę, że to może przez to, że nabrała się ostatnio leków i
              trochę chorowała. Apetyt wiadomo wtedy kiepski i wszystkiego w organizmie mało.
              Stresu też ostatnio u Niej więcej. Mam nadzieję, że to tylko to. Zaczęłam już
              robić wyniki. Na razie mąż zawiózł wymaz z pochwy. W poniedziałek zawiezie mocz
              na posiew. Pewnie niedługo pojadę z Nią na pobranie krwi. Na razie tego nie
              robię, bo chcę Jej oszczędzić płaczu, strachu. Jakaś taka ostatnio (po anginie)
              zrobiła się bardziej wrażliwa, płaczliwa w nocy. Za jakieś 2, 3 tygodnie
              sprawdzimy lamblie.

              Tak w ogóle to z apetytem nie jest źle. Myślę, że wychodząca 3-ka przeszkadzała
              w piciu mleka, bo od jakiegoś tygodnia, góra dwóch jest lepiej, tzn. do
              wczoraj, bo znów zaczęła mniej pić. Pewnie będzie wychodzić niedługo następna.

              Najgorsze są noce, bo w dzień jest pogodna, żywa, chociaż czasami (zazwyczaj w
              trakcie jedzenia albo po wspomina, że boli Ją brzuch, ale nie marudzi, nie
              płacze). W nocy już tak dobrze nie jest. Od anginy, czyli prawie od miesiąca
              chodzimy niewyspani. Bywa, że nie śpi po 2,5 godziny. A nawet jeżeli nie
              wybudzi się, pół nocy się kręci i marudzi, popłakuje, często mówi "NIE, NIE".
              Myślę, że bidulka ma też jakieś koszmary.


              Kiedy to wszystko się skończy...

              --
              Moja Juleńka
              • Jeszcze słówko o gronkowcu. Na pewno pojadę do Poznania, żeby zrobić
                autoszczepionkę, ale nie wiem, kiedy. To dość daleko. Pewnie ze 3 (albo i
                więcej) godziny się jedzie. A mała tak źle znosi jazdę. Wiem, że powinnam
                jechać i zrobię to, ale potrzebuję jeszcze czasu, by przygotować się do tej
                podróży. Mała musi trochę odpocząć od tego wszystkiego: lekarzy, wyników.
                Planuję to wszystko na kwiecień, maj, no chyba, że trzeba będzie cześniej.


                --
                Moja Juleńka
                • Martwi mnie to wypadanie włosów i ten płacz w nocy.
                  Anita zrób jeszcze jedną rzecz.
                  Zaufaj mi tym razem "prawie w ciemno".
                  Kup w aptece, ale nie w sklepie - sodę oczyszczoną (3 torebki).
                  Przelicz sobie proporcje, ja na wanienkę niemowlęcą Martusi wsypywałam 1 łyżke
                  stołową - dostosuj to do swojej wanienki dla dziecka. Poza tym mała jest troche
                  starsza od wtedy chorej Marty (6,5 msc) - więc przelicz to także troche pod
                  kątem wieku.
                  Kąp małą od już - w wodzie z tą sodą, dwa dni pod rząd, potem przerwa 1 dzień.
                  W tym dniu przerwy stosuj coś natłuszczajego (np. oilatum)
                  Toksyny silnie zakwaszają organizm. Taka kąpiel pomaga mu sie odkwasić, przez
                  zmianę pH skóry i wypocenie się. Nie bój się, że soda oczyszczona jest jakaś
                  toksyczna, czy szkodliwa. Mojemu dziecku nic sie nie stało. Kąpałam je tak
                  dobre 3 miesiące.
                  Niech malutka sobie nawet w tej wodzie dłużej poleży, popluska się. Nie będzie
                  spektakularnego efektu, ale spróbuj jakiś czas. Dobrze?
                  • Z tą sodą to żaden problem. Tylko wtedy, gdy będzie soda zapewne nie może być
                    nic innego. Julka codziennie kapana jest w Balneum Hermal, smarowana
                    odpowiednimi maściami a i tak ma wysuszone ciałko. Jak trzeba, to trzeba.
                    Jeżeli to Jej pomoże. Najwyżej w ciągu dnia będę Ją częściej smarować.

                    Acha, i jeszcze pytanko. Czy po takiej kąpieli mogę smarować tym, czym do tej
                    pory. Chodzi tu tylko o samą kąpiel w sodzie?

                    A od wewnątrz? Może coś Jej dawać, żeby jak najszybciej pozbyć się tych toksyn?

                    --
                    Moja Juleńka
                  • Wiesz Sigvaris, tak sobie siedzę przy tym kompie, czytam różne rzeczy i
                    stwierdziłam, że mała może mieć też problem (pomimo tego, że w wynikach nie
                    wychodzi) z grzybem. Ja zresztą też. Muszę się tym zająć.




                    --
                    Moja Juleńka
                  • Jeszcze słówko o objawach małej. Ostatnio znów zaczęło Jej się przelewać (przy
                    piciu mleka) w brzuszku. Od urodzenia miała problemy z kupami (i nie tylko),
                    bulgotami, przelewaniami w brzuchu. Później przez jakiś czas nie było tego.
                    Kiedyś tam znów się pojawiło. Muszę chyba zacząć zapisywać to wszystko, żeby
                    pamiętać. Jakiś czas już tych bulgotów nie było. Ale znów się pojawiły.


                    --
                    Moja Juleńka
                    • Oczywiście po kąpieli smaruj Maleńką tym, co łagodzi ciałko.
                      Wewnętrznie .. hm.. przy suchej skórze i przelewaniu sie w brzuchu - oliwy
                      wszelkiego rodzaju. Do każdego posiłku np. łyżeczkę oleju lnianego, z oliwek, z
                      orzechów (wszystkiego co nie uczula).
                      Anita, ja znów musze dopytać - pisząc mleczko masz na myśli Nutramigen?
                      Sądzę, ze te objawy jakoś łączą się ze sobą. Dostaliście wszyscy silne leki.
                      Nie jestem specem od probiotyków, ale wrzuciałbym Was wszystkich w program
                      probiotykowy. Nie pytaj mnie jakie, bo tu już trudno mi radzić jak mało
                      wiem.Jak będziesz robiła posiew w kierunku bakterii, zazwyczaj te laboratoria
                      też sieją grzyby. To jest prawdobodobne, prawie wszystkie przypadki gronkowca,
                      z którymi miałam do czynienia na forum zawsze były w parze z grzybicą.
                      Np. ten post Annykamili pt. "historia leczenia" - też wpadłyśmy w końcu na to,
                      że nie możność wyleczenia grzybicy bierze się stąd, że jest gronkowiec. I nawet
                      dr M. sobie nie radziła z tą grzybicą przez 3 miesiące. Oni już są na
                      autoszczepionce, dostali ją w kropelkach. Robili tu w Wa-wie.

                      Bo tak kombinuję, że jednak lamblię żeście wytłukli, ale teraz
                      gronkowiec "dostał" przestrzeni życiowej...Też już spotkałam się z takim
                      obrotem sprawy. Wiesz, że to on własnie może byc jedynym powodem pojawienia się
                      grzybicy? Dostałam własnie taki fragment artykułu od Annykamili na maila. W
                      opracowaniu jakichś ginekologów, ale to opracowanie naukowe. Jednak patrząc na
                      wysiłki Annykamili i dr M. - nie zwalczyli grzyba mimo upływu miesięcy dopóki
                      nie zaczęli walczyć z gronkowcem złocistym.
                      • >Wewnętrznie .. hm.. przy suchej skórze i przelewaniu sie w brzuchu

                        Ale mi chodziło o toksyny. Jak pomóc organizmowi od wewnątrz w pozbyciu się
                        ich? Ostatnio zaczęłam dawać Jej witaminy na apetyt. Na pewno Jej pomogą,
                        jeżeli chodzi o toksyny. Znów kupię aloes i przez jakiś czas będę go dawać.
                        Chyba nic więcej na razie nie mogę zrobić. Czosnku nie mam w tej chwili z czym
                        dawać, bo mała coś od paru dni nie chce obiadów. Najchętniej jadłaby
                        tylko "paskudne" kiełbaski cielęce i szynkę. A jeżeli chodzi o gronkowca to na
                        razie wrócę do granulek homeopatycznych.

                        >Anita, ja znów musze dopytać - pisząc mleczko masz na myśli Nutramigen?

                        Tak Sigvaris, taksmile. To nasz ukochany Nutramigen.

                        >Wiesz, że to on własnie może byc jedynym powodem pojawienia się grzybicy?

                        Czy mała ma grzybicę, tego nie wiem. Ja tak tylko gdybam. Pewnie jednak ma i
                        skłonna byłabym powiedzieć, że od urodzenia. Bo ja mam z tym problem od 11 już
                        lat. Wieczne zapalenia pochwy, nalot na języku (język jest popękany). Należę do
                        zdrowych (poza sprawami kobiecymi) ludzi, praktycznie nie choruję, więc z
                        grzybem nic do tej pory nie robiłam (poza oczywiście zapaleniami pochwy). Z tym
                        ciągle walczę. W tej chwili jest już tak, że nigdy nie mogę doleczyć się.
                        Kiedyś bywało, że miałam spokój przez 3,4 miesiące. Teraz, od dłuższego już
                        czasu, nie mogę się doleczyć. Dopiero teraz, gdy zaczęłam częściej bywać na
                        forum, czytałam o diecie i wielu sposobach na pozbycie się przewlekłych
                        grzybic. Lekarze jak zwykle do dupy (sorki). Nigdy, żaden nie powiedział o
                        diecie a każdemu mówię, że to długoletni problem. Muszę znów iść do kolejnego
                        mądrego (poleciła znajoma), może nawet zabiorę wtedy ze sobą Julkę, żeby Ją też
                        obejrzał. Ale jeszcze troszkę. Niech odpocznie od lekarzy.

                        Muszę też z czystej ciekawości porobić sobie wyniki, przede wszystkim wymaz z
                        gardła. Cholera wie. Może ja też mam gronkowca, bo grzyby to na bank i to w
                        dużej ilości.


                        --
                        Moja Juleńka
                    • Podobnie do Sigvaris obstawiam teraz po leczeniu problemy na
                      Candido-gronkowcowe. Lamblia lubi towarzystwo. Sama wlasnorecznie izolowalam od
                      syna z lamblioza (nawracajaca i trudna w leczeniu lamblioza) Candide i
                      gronkowca. Jestesmy w trakcie leczenia. W Waszym przypadku powalczylabym z
                      dieta, probiotyki, kiszonki wlasnej roboty. Organizm Malej jest oslabiony po
                      kuracji i tych wszystkich przejsciach. Trzeba dac mu troche czasu na regeneracje
                      po lambliozie, wiec wkraczanie z kolejnymi lekami na razie niekoniecznie. Jesli
                      uda sie wzmocnic odpornosc, organizm lepiej poradzi sobie z Candida i
                      gronkowcem. Poza tym wydaje mi sie, ze Mala psychicznie musi odpoczac od tego
                      leczenia, dla dziecka to na pewno duzy stres...Pozdrawiam serdecznie
                      --
                      "W baśniach księżniczka całuje ropuchę, a ta zamienia się w pięknego księcia.
                      Zaś w życiu księżniczka całuje księcia, a on przeistacza się w ropuchę..."
                      • >W Waszym przypadku powalczylabym z dieta, probiotyki, kiszonki wlasnej roboty.

                        Z tym niestety jest problem - z dietą. Mała ma raczej kiepski apetyt i na pewno
                        nie weźmie mi teraz do ust kiszonek (próbowałam nieraz). Dobrze, że chociaż nie
                        je nabiału (alergia) i słodyczy. A jeżeli chodzi o probiotyki. W grę może
                        wchodzić jedynie lacidofil, ale on gdy za długo go podaję powoduje też
                        pogorszenie. Tak przynajmniej było ostatnio, gdy go dawałam. Po jego
                        odstawieniu robiła lepsze kupki.


                        >Poza tym wydaje mi sie, ze Mala psychicznie musi odpoczac od tego leczenia,
                        dla dziecka to na pewno duzy stres

                        Niestety ogromny. Znów zaczęła badziej bać się ludzi. Ostatnio w przychodni
                        powiedzieli, że nie muszę przychodzić na bilans dwulatka, skoro to ma być dla
                        Niej taki stres. A już zdąrzyła się do pani dr przyzwyczaić... W grudniu, gdy
                        byłysmy na szczepieniu płakała, bo nie chciała stamtąd wychodzić, do pani dr
                        uśmiechała się, nawet buzię otworzyła. A teraz... Zaczynamy wszystko od
                        początku. Bidulka boi się nawet co niektórych z rodziny, których rzadko widzi.
                        W sobotę urządziła taki płacz, bo przyjechał po nas wujek a nie dziadzia. Cała
                        się trzęsła ze strachu. Wiem, że powinnam odwiedzić z Nią parę miejsc i
                        lekarzy, ale jakoś tak nie mogę się zebrać. Tak mi Jej szkoda.

                        W końcu będzie lepiej. Musi być.


                        --
                        Moja Juleńka
                        • Wspolczuje... Sporo przeszlyscie. Ale na szczescie wychodzicie na prosta. My
                          wciaz walczymy niestety. A zaczynalysmy pierwsze leczenie lamblii u naszych
                          dzieci wspolnie. U nas niestety tez sie nie powiodlo no i walczymy, wciaz
                          walczymy. Wiec doskonale Cie rozumiem, Twoje i Malej stresy. Ale mysle, ze
                          wszystko co najgorsze juz za Wami. Powolutku wszystko sie unormuje, trzymam za
                          Was kciuki. Pozdrawiam cieplo
                          --
                          "W baśniach księżniczka całuje ropuchę, a ta zamienia się w pięknego księcia.
                          Zaś w życiu księżniczka całuje księcia, a on przeistacza się w ropuchę..."
    • Najprawdopodobniej ma zapalenie gardła. Jutro pójdziemy do lekarza. Już w
      niedzielę miała 37,3. Rano w poniedziałek 37,2; miałam nadzieję, że to tylko
      małe przeziębienie... Niestety dziś w nocy miała już 39. Rano 38. Teraz śpi,
      ale czuję, że ma większą. A ja zamiast siedzieć w robocie i starać się o stałą
      pracę (jak na razie pracuję do końca kwietnia), znów siedzę w domu. Jutro
      jednak zamierzam iść. Teściowa powiedziała, że sobie poradzi. Poprzednim razem,
      przy anginie, było dużo gorzej. Teraz po czopkach temp. spada Jej. Oby za długo
      nie męczyło Jej to choróbsko.


      --
      Moja Juleńka
      • Mała od dziś dostaje Ospam. A taką miałam nadzieję, że poradzi sobie z tą
        chorobą sama. Dawać Jej równocześnie lacidofil, prawda? Coś ostatnio
        wyczytałam, że nie przy każdym antybiotyku daje się osłonowe leki.


        --
        Moja Juleńka
        • Aneta to jest kwestia szkoły. U nas są dwie: otwocka i ta druga.
          Ja probiotyki podaję zawsze po antybiotykach. Bo razem to z tego co czytałam to
          jak solenie ze słodzeniem na raz. Ale wiesz ja tu nie jestem jakimś mega-
          doradcą. Po prostu u nas przyjęłam taką zasadę. Szkoła otwocka bardziej mnie
          przekonała od tej drugiej.
          Nie podoba mi się, że mała znów chora. Oj nie podoba mi się.
          • Gdy człowiek się nad tym zastanowi to rzeczywiście nie ma sensu dawać, gdy
            dostaje antybiotyk. Pewnie lepiej po leczeniu, ale ja tak boję się o psitkę, z
            którą jeszcze sobie nie poradziłyśmy; jeszcze bardziej Ją wyjałowi ten
            antybiotyk. Kurcze, nie wiem, co robić. Zaszkodzić Jej nie zaszkodzi. Może nie
            pomoże, ale nie zaszkodzi, prawda? Chyba jednak będę dawać, chociaż jedną
            kapsułkę dziennie.


            --
            Moja Juleńka
            • Anita, dolegliwości małej spróbować z wietrzeniem pupy?
              A co do probiotyków, już Ci napisałam. Są dwie szkoły. Obie dobre.
              • Oj źle znosi antybiotyk mała. Dzisiaj zasnęła dopiero po 3 w nocy. Nie mogła
                zasnąć, bo bolał Ją brzuch i psitka. Wiesz, jeżeli chodzi o psitkę, to jej
                wietrzenie niewiele pomoże. Na zewnątrz nie wygląda to źle. Pupa ładna, psitka
                zazwyczaj też. Mimo wszystko narzeka. Jednak gorszy od psitki okazał się
                brzuch. Bolał Ją dziś w nocy bardzo. Biedna wymęczyła siebie i nas. Po ok. 2
                godzinach snu musiałam iśc do pracy. Ledwo tam wytrzymałam. Muszę dawać Jej
                lacidofil, bo już w ogóle nie wytrzyma z bólu.


                --
                Moja Juleńka
                • Cześć, pyt. nie w temacie, ale zadam... czy Ty jesteś z Otwocka? (to tak w
                  ramach tej szkoły ;o). Ja jestem właśnie z Otwocka. Daj znać. G.
                  • Nie nie jestem z Otwocka, to takie porównanie obiegowe i może niezbyt trafne.
                    Ni echciałam nikogo urazić.

                    Anitko, to nie jest normalne, zeby dziecko tak bolał brzuch.Możesz pogadac z
                    jakims lekarzem, na ten temat? Na rany gościa, to nie jest norma! Coś tu nie
                    gra.
                    • ależ nie uraziłaś mnie, myślałam tylko, że może mogłybyśmy się bliżej poznać.
                      Ta duga szkoła u nas nazywa się falenicka. Pozdrawiam serdecznie. G.
                    • To znów ja! Mała właśnie zasnęła (dziś dużo wcześniej, bo nie spała w ciągu
                      dnia). Ciekawe, jak będzie dziś. Oby lepiej. Obawiam się, że jak Ją obudzę za
                      dwie godziny do antybiotyku, zacznie płakać i będzie tak, jak wczoraj.

                      Nie wiem, czy to normalne z tym brzuchem, czy nie, mam jednak nadzieję, że to
                      się nie powtórzy. Wydaje mi się, że ten biedny brzuszek ma po czym Ją boleć.
                      Lamblie i dotychczasowe antybiotyki na pewno trochę spustoszenia narobiły. Może
                      Ją też boleć brzuch przez zapalenie pochwy. Wychodzą Jej też zęby - aż 5 (3
                      dopiero się przebijają), więc bidulę wszystko pewnie boli.

                      Dzwoniłam oczywiście dziś do naszej pediatry i ta kazała mi kupić Laktoral
                      Junior. Nie za bardzo byłam zadowolona z tej rozmowy, bo raczej mnie zbyła a
                      gdy zobaczyłam, co kazała mi kupić, byłam bardziej niż zła. W składzie jest
                      mleko. Głupia krowa (sorki) każe mi dać dziecku coś, co zawiera mleko. Chorej
                      alergiczce mam dać coś takiego. Szok! Jak wczorajsza noc się powtórzy,
                      pofatyguję się do Niej osobiście. Niech coś w końcu zrobi z tym dzieckiem.

                      Martwi mnie trochę ta Jej choroba. Wczoraj wieczorem nie miała już temperatury,
                      tzn. miała 37,2. Dzisiaj w południe, gdy teściowa Jej mierzyła miała 36,8 a
                      wieczorem znów 38. Oj nie wiem, co to będzie.

                      Wspominałam też naszej "wspaniałej" pediatrze, że zaczęły wychodzić Jej włosy.
                      Oczywiście nic nie powiedziała. Kazała obserwować. Zasugerowałam, że może
                      organizm jest wyjałowiony, że może ma grzybicę, itp. Powiedziała, że nic na to
                      nie wskazuje, że wypadanie włosów nie jest objawem grzybicy. A ja czytałam w
                      necie zupełnie coś innego. No nic. Pewnie będę musiała zadzwonić po leczeniu do
                      naszej gastroenterolog. Może Ona coś mądrego wymyśli. Doradzi jakieś badania.

                      Idę się położyć. Może uda mi się trochę zdrzemnąć.
                      --
                      a href="http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=30022923">Moja
                      Juleńka</a>
                      • Powiem Ci szczerze, że ten wątek jest niesamowity. Sinusoida. Raz w dół raz w
                        górę. Martwi mnie, że nie ma spektakularnej poprawy. Do jasnej anielki to już
                        idzie w miesiące!
                        Anita, a może teraz po tym antybiotyku wysłać próbki do Instytutu Ch. Trop.?
                        Coś tu nie gra. A nawet jeśli to tylko mój głupi strach to i tak lepiej wysłać
                        próbki. Dasz mi najwyżej po łbie za nadprzesadę w diagnostyce?
                        Ja się obawiam (po tym leku z mlekiem ...tym bardziej), ze ta Pani to nie
                        przeskoczy.
                        1. Jakie mała ma wyniki krwi? Morfologia? To można prawie już.
                        2. Trzeba zrobić badanie moczu.
                        3. Także posiew moczu. 7 dni po antybiotyku.
                        4. Czy mała przybiera?
                        Mnie tu coś nie gra. Tylko nie wiem co. Jestem laikiem, no powiedzmy wprost.
                        Brak mi wiedzy. Ale coś tu nie jest jak należy. Daj mi znać w sprawie pkt.1-4
                        • Niestety bez wizyty u lekarza nie obyło się. Bidulka już po 45 minutach snu
                          (wczoraj) obudziła się z okropnym płaczem. Poprzedniej nocy nie mogła zasnąć,
                          ale nie płakała. A dziś, tzn. wczoraj wieczorem... Bidulka. Dopiero, gdy się
                          wyprykała było lepiej. Zadzwoniłam do siostry męża, żeby się spytać, co robić.
                          Doradziła, żeby odstawić antybiotyk. Powiedziała, żebym dała Espumisan i No-
                          Spę. Mała zasnęła dopiero po 22.00, ale spała spokojnie do po 7.00.
                          Dziś byłam u naszej pediatry. Powiedziałam, co się dzieje. Mówiłam, że wydaje
                          mi się, że te lamblie i ostatnie antybiotyki narobiły tyle złego, że tak
                          reaguje a nie inaczej. Mówiłam, że od przeszło miesiąca (od ostatniego
                          antybiotyku) nie doszła do siebie, że apetyt jest coraz gorszy, że cofa Jej
                          się, bo narzeka na kwaśne w buzi, że co noc źle śpi, że strasznie przelewa Jej
                          się, bulgocze w brzuchu no i że wypadają Jej włosy. Powiedziałam też, że
                          chciałabym dawać coś, żeby wzmocnić odporność. Wspomniałam Broncho Vaxom (nie
                          wiem, jak to się pisze).

                          Zbadała Ją, zajrzała w gardło i podtrzymała moją decyzję o nie dawaniu
                          antybiotyku (uffff...). Powiedziała, że gardło jest dużo lepsze, więc można
                          zaryzykować. Mam tylko Jej psikać Tantum Verde. Mówiła, że przez tydzień musimy
                          trochę podleczyć brzuszek i przepisała Debridat. Mam też nie dawać owoców,
                          soczków a nawet witamin. Mówiła, że jeżeli za tydzień nie będzie lepiej, mamy
                          przyjść.

                          Odnośnie Twojej odpowiedzi...

                          >a może teraz po tym antybiotyku wysłać próbki do Instytutu Ch. Trop.?<

                          Myślisz, że to mogą być jeszcze lamblie? Mam nadzieję, że nie. Wyniki
                          oczywiście powtórzę.

                          >to już idzie w miesiące!<

                          I to jakie Sigvaris. Na dobrą spawę problemy mamy od urodzenia. Chyba tylko
                          jakieś 2 miesiące były spokojne (4 i 5 miesiąc). Pierwsz 3 misiące niezbyt
                          ciekawe. Później spokój i znów zaczęła mi źle spać dokładnie w dniu, w którym
                          pierwszy raz dałam Jej mięso a było to 04.12.2004. i od tego czasu mała raczej
                          źle śpi. Były lepsze momenty, ale tylko momenty. Raz nawet cały miesiąc było
                          super. Ale niestety od dłuższego czasu nie ma wyraźniej poprawy. Jest tak, jak
                          piszesz. Sinusoida.

                          >1. Jakie mała ma wyniki krwi? Morfologia?<

                          Ostatnie - robione w 10.2005 nie były takie złe:
                          WBC-9,1
                          RBC-3,91
                          HGB-11,6
                          HCT-32,7
                          PLT-364
                          Neutrofile-24
                          Eozynofile-1
                          Monocyty-9
                          Limfocyty-66
                          CRP-0,6

                          Zamierzam zrobić Jej niedługo, ale niech wyzdrowieje.

                          > 2. Trzeba zrobić badanie moczu.
                          > 3. Także posiew moczu. 7 dni po antybiotyku.

                          Gdyby nie to choróbsko już miałaby zrobione, ale nie ma to na razie sensu. Też
                          zrobię za jakiś tydzień.

                          > 4. Czy mała przybiera?

                          A z tym to jest różnie. ostatnio mało przybrała, bo w dwa miesiące tylko 200g,
                          ale po pierwszym leczeniu lamblii bardzo ładnie zaczęła jeść i przybierać - w
                          półtorej miesiąca 500g. Miała dotychczas dobre a nawet b. dobre momenty ale
                          były też kiepskie, ale zawsze przy okazji jakiejś choroby.

                          Urodziła się z wagą 2490g. Teraz waży 10300g - ma 20 miesięcy.

                          --
                          Moja Juleńka
                          • Waży średnio. Ale moje dziecko też ma 17 msc i waży (z dziś) 10 600 kg. Jednak
                            to więcej, a Marta do grubasów nie należy.
                            Anita - odrobaczenie? Co Ty na to?
                            Będę się upierać, że coś tu nie gra.
                            Po badaniach moczu. Może to rozważyć. Już sam fakt tego gronkowca.. One sie
                            czepiają główie JUŻ chorych organizmów. A lamblia lubi towarzystwo.
                            Czytałaś ostatnie wątki na forum? Np. ten o dr Z i pasożytach - zerknij- tam
                            pisze dziewczyna o leczeniu swojego dziecka i odrobaczeniu. Zerknij.
                            • > Anita - odrobaczenie? Co Ty na to?

                              Gdyby nie to, że ostatnio nabrała już tyle leków, nie wahałabym się, ale na
                              razie poczekam. Jej brzuszek musi odpocząć. Jak cały czas będzie coś nie tak,
                              pojadę do naszej gastroenterolog.

                              > Waży średnio. Ale moje dziecko też ma 17 msc i waży (z dziś) 10 600 kg.
                              Jednak to więcej, a Marta do grubasów nie należy.<

                              Moja jest chudziaczkiem (przy tej wadze ma 86cm wzrostu), ale nie ma się co
                              dziwić. Jak to dziecko ma mieć apetyt. Gdy jest z Nią w miarę dobrze i ładnie
                              je, ładnie też przybiera. Ale jak sama zauważyłaś przez ostatnie miesiące
                              najlepiej nie jest, to i nie przybiera za bardzo. A nawet przy anginie schudła,
                              więc teraz musi nadrobić.

                              Porobię badania i wtedy zobaczymy w jakim stanie jest organizm.

                              --
                              Moja Juleńka
                              • Masz rację -niech trochę dojdzie do siebie (może wiosna pomoże). Ale nawet jak
                                będzie poprawa, to przy tej huśtawce ze zdrowiem trzeba będzie to wykorzystać
                                do ostrej diagnostyki. I te robaki, wiem, ze nie one jedne na świecie, ale
                                śledze te wątki robalowe, mam dużo maili od eMam i jedno widzę jasno - po
                                odrobaczeniach u bardzo wielu dzieci kończą się choroby. Na mailu mam właśnie
                                mamę z dzieckiem "astmatycznym" (6 zapaleń płuc w ciągu 6 msc. zycia+ inne
                                oskrzele i inne ). Po odrobaczeniu dziecko jest zdrowe po raz pierwszy przez
                                ostatnie 2 tygodnie w trybie ciągłym. To już jest efekt którym można sie
                                pochwalić, tak źle było z dzieckiem. Nie mówiąc, że "astma" jakoś się
                                kończy.... z dnia na dzień....
                                To tylko jeden z przykładów, ale Anita ja mam tego więcej w swoich
                                obserwacjach. W końcu to już będzie 11 msc na tym forum.
                                • >jedno widzę jasno - po odrobaczeniach u bardzo wielu dzieci kończą się choroby<

                                  Wiem Sigvaris, wiem. Ja też trochę na forum jestem (pół roku) i naczytałam się
                                  sporo na temat "robaków". Na pewno zajmę się tym, ale niech mała trochę
                                  odpocznie od leków.

                                  Żeby było "ciekawiej", bo przecież to dziecko za "mało" się ostatnio wymęczyło,
                                  to niedoleczona infekcja gardła przeszła w przeziębienie. Temperatury nie ma,
                                  ale za to katar i kaszel. Żyć, nie umierać.


                                  --
                                  Moja Juleńka
    • To znów my!

      Na szczęście tym razem nic się nie dzieje.

      Z brzuszkiem jest lepiej. Jej organizm chyba potrzebował odpoczynku od leków,
      stresów i w ogóle. Dodam, że już prawie dwa tygodnie bierze Debridat.
      Wybierzemy go do końca. Lacidofil też cały czas dostaje. Włosy jakby mniej
      wychodziły. Z apetytem też źle nie jest. Ona nigdy nie będzie super jadkiem.
      Wydaje mi się, że jak na Nią jest nawet dobrze. Wypija ładnie mleczko -
      Nutramigensmile. Poza mleczkiem też jest nieźle. Jeszcze tylko trzeba popracować
      nad obiadami. Z nimi zawsze był największy problem. Mała mało rzeczy lubi, mało
      też dostawała ze względu na alegię; chodzi mi o różnorodność. Postaram się
      jednak to powoli zmieniać.

      Jeszcze raz to napiszę, bo już kiedyś pisałam. Nie wiem, czy to zasługa
      wyleczonych lamblii (drugi wynik odebrany wczoraj ujemny), czy wieku... Z Jej
      alergią jest lepiej. Byłam w szoku, gdy po zjedzeniu dwóch danonków (zaczęłam
      Jej niedawno dawać) nie było ani jednej krosteczki. Dostaje je już codziennie.
      A jeszcze jakieś pół roku temu po 2 łyżeczkach miała krosty na brzuszku. Dałam
      Jej też kiedyś naleśnika (ja jadłam i też wołała, więc dałam) robionego na
      mleku, zwykłym Łaciatym mleku i nic Jej nie było. Mam nadzieję, że tak już
      zostanie. Został jeszcze problem ze snem. Od anginy, już prawie dwa miesiące
      temu, źle śpi. Dzisiejsza noc była wyjątkowo spokojna, ale zazwyczaj nie jest
      ciekawie. Myślę, że czasami może jeszcze pobolewać Ją brzuszek. Robiłam też
      pasożyty i wynik jest ujemny (wiem, że to żadna pewność), ale pewnie jeszcze
      powtórzę dla pewności.
      W poniedziałek jadę z Nią do endokryloga (jest też pediatrą) i porozmawiam
      jeszcze z panią dr o Jej brzuszku.

      Większym problemem z tym spaniem jest Jej zachowanie, gdy się przebudzi, ale z
      tym to już sami musimy sobie poradzić.



      --
      Moja Juleńka
      • A badanie kału na gzryby robiliście ?
        Tak na marginesie, to tyle jest róznych produktow do jedzenia, a ty Danonki
        dajesz. Niech się tylko przyzwyczaji córcia do tego słodkiego smaku, to żadnego
        innego nabiału nie będzie chciała prawdopodobnie jeść. Na dodatek taki słodki
        ulepek działa zapychająco i apetytu z pewnością małej nie poprawi.
        --
        Radość jest tu i teraz.
        Nie trzeba czekać, aż wszystko się ułoży...
        • >A badanie kału na gzryby robiliście?

          Nieraz. Nigdy grzyby nie wyszły. Zamierzam jednak jeszcze raz to zrobić. Tak
          dla pewności.

          > Tak na marginesie, to tyle jest róznych produktow do jedzenia, a ty Danonki
          dajesz

          Daję, a dlaczego? To nie jest dziecko z jakimś cudownym apetytem, dziecko,
          które zje wszystko, co mu się do buzi włoży. Przez dłuuuuuuuuuugie miesiące
          trzymałam się ścisłej diety. Ale jak odmówić już nie najmłodszemu dziecku
          czegoś, co jedzą inni, zwłaszcza dzieci, z którymi Ona się spotyka. Już mam
          tego po prostu dość. My możemy się przed Nią ukrywać, ale jak powiedzieć Jej
          kuzynce (28 miesięcy), nie jedz przy Julce, bo Ona zaraz będzie wołać a tego
          nie może jeść. Tamta przy Niej się zajada a moja bidulka co, ma ciągle tylko
          patrzeć i płakać. Ona tak monotonnie do tej pory jadła, że chyba każdy nawet
          zdrowy dzieciak straciłby apetyt. Jeden mały danonek na pewno Jej nie
          zaszkodzi. Apetytu nie poprawi, ale czy jest coś, co to zrobi. Właśnie dlatego,
          że odzyskała apetyt chce danonki. Próbowałam oczywiście z jogurtem naturalnym,
          ale nie lubi go a ja nie mam zamiaru na siłę przekonywać do czegoś, czego sama
          nie cierpię. Czy Ona musi wszystko lubić? Niech je to, co lubi i co Jej nie
          szkodzi.

          Wiem, że wszystkie chcecie dobrze i za to dziękuję. To wszystko nie jest jednak
          takie proste, jakby się chciało.


          --
          Moja Juleńka
      • Przede wszystkim super, ze jest lepiej. Ale tak sie zastanawiam, czy z tym
        nabialem to troche nie za wczesnie? Trzeba dac jednak czas jelitkom na
        regeneracje. Poza tym popieram, ze Danonki to nie jest najszczesliwszy wybor,
        szczegolnie dla alergika... Pozdrawiam
        --
        "W baśniach księżniczka całuje ropuchę, a ta zamienia się w pięknego księcia.
        Zaś w życiu księżniczka całuje księcia, a on przeistacza się w ropuchę..."
        • Anitka ja też uważam, że jeszcze nie. Zobacz i Nutramigen i danonki?
          Cieszę się, ze jest lepiej, że wyniki negatywne. Wreszcie!
          Ale z tym mlekiem - nie spiesz się - te wszystkie reklamy, polecania przez
          Instytuty to tylko reklama - nic więcej.
          • >Ale z tym mlekiem - nie spiesz się - te wszystkie reklamy, polecania przez
            Instytuty to tylko reklama - nic więcej.

            Wiem, wiem. Nigdy reklamom nie ulegałam i nie będę. Po prostu tym razem
            uległam, w tym jednym przypadku, dziecku. Mam nadzieję, że wszystko będzie
            dobrze, że nie zaczną Jej te nieszczęsne danonki szkodzić i nie będę musiała
            wycofywać ich.


            --
            Moja Juleńka
            • Najwyższy czas rozprawić się z nim. Mała znów jest chora. Zaczyna mnie to
              wszystko już wkurzać. Znów gardło i wysoka temperatura. Miałam czekać z tym do
              maja, ale nie ma na co czekać. Jak tylko dojdzie do siebie, jedziemy. A tak
              było pięknie. Apetyt, duży przyrost wagi (waży już 11,1kg), coraz lepsze noce.
              Szkoda gadać.

              Pozdrawiam!


              --
              Moja Juleńka
              • Do Poznania? Do p. Jeżowej?
                Jeśli tak, to myślę, że to b. dobry wybór.
                Z tego co piszesz lamblia to raczej złe wspomnienie. Cieszę się.
                Jednak z gronkowcem się na dłuższą metę nie da.
                Pogadaj z p. Jeżową czy Was tez zaleca przebadać pod tym kątem. O bakteriach
                wiem mało, ale tak sie zastanawiam, czy tego też nie trzeba leczyć
                jakoś "rodzinnie"? Napiszesz co ustaliłaś?
                • Ta Jej - Julki choroba to dziwna sprawa. Teraz to nie wyglądało tak, jak
                  ostatnio. Wyobraź sobie, że mała nie ma już temperatury (na szczęście tylko
                  jedną dobę miała). Gardło jeszcze nieciekawe, apetyt nie do końca wrócił (mało
                  mleka pije) i są brzydkie kupy. I to właśnie jest dziwne. Te kupy mnie
                  zastanawiają i to, czy czasami ta temperaytura nie była głównie od brzucha. Raz
                  powiedziała, że Ją boli. Teściowa mówi, że czasami naciska sobie na brzuszek -
                  przy mnie tak nie robi. Pierwszego dnia, gdy jeszcze nie miała temperatury
                  zrobiła dwie ciemne kupy. Na drugi dzień najpierw był pryczek (sam śluz z
                  ciutką krwi), później była rzadka kupka ze śluzem. Parę razy robiła jeszcze
                  śluzowate. Przez ostatnie 4 dni robi brzydkie kupy. Myślę, że gronkowiec trochę
                  bruździ. Ale jakoś tak dziwnie obawiam się pasożytów. Od jakiegoś czasu mała
                  robi kupy, w których od czasu do czasu widać było malutkie białe kropeczki
                  (nawet nie jednomilimetrowe) - takie jakby jajeczka. W jednej z ostatnich kepek
                  było tego więcej - w śluzie. Szkoda, że była to niedziela rano. Inaczej
                  oddałabym to do badania. Spróbuję terazcwyłapać kupę z tym czymś białym i dać
                  do badania. A nóż... Brzuszek męczy Ją w tej chorobie bardziej niż gardło. Tzn.
                  narzekać, nie narzeka, ale często robi brzydko pachnące rzadkie kupy.


                  >ale tak sie zastanawiam, czy tego też nie trzeba leczyć jakoś "rodzinnie"?
                  Napiszesz co ustaliłaś?<

                  Na pewno zrobimy sobie z mężem wymazy z gardła i jeżeli będziemy coś mieli,
                  autoszczepionkę zrobimy też sobie. Musze jednak najpierw skonsultować to
                  wszystko (ostatnie objawy małej) z gastroenterolog. W tygodniu postaram się do
                  Niej zadzwonić. Tylko czekać na ostatni wynik moczu - jutro mam mieć.




                  --
                  Moja Juleńka
    • Sigvaris, piszę do Ciebie, bo, kurczę, nie wiem, co robić. A nie mam się kogo
      doradzić. Okazało się, że mój tata znów ma lamblie. Mama dopiero jutro będzie
      znała swój wynik. A my w piątek planujemy do nich jechać na święta. I, kurczę,
      boję się teraz. Ona na pewno wtedy złapała je u nich. Generalne porządki robili
      po leczeniu nawet z racji remontu, który mieli. I skąd to paskudztwo znów u
      mojego taty? Już mam dosyć tych lamblii. A wyniki robili teraz sobie, bo tata
      źle się czuł.

      I co teraz? Jechać i zachować wszelkie środki ostrożności, czy darować sobie.

      A tak mi zależy na tym wyjeździe....

      --
      Moja Juleńka
      • Jedź. Inaczej lamblie nie tylko opanują nasze jelita, ale także mózgi i zatrują
        życie.
        Uważajcie bardzo. Kup papierowe ręczniki do szybkiego mycia rąk i stosujcie je
        wszyscy. Uważaj na naczynia, sztućce - musza byc dobrze umyte i wypłukane.
        Córka niech nie śpi z dziadkami i nie ma kontaktu z ich pościelą. Może nocnik
        dla małej?
        Co do Taty.
        Wiesz co już wiem po tym roku na forum?
        Miejscem wtórnego zarażenia może byc samochód. Właśnie nie sprzątnięty na czas
        samochód (kierownica, drążek zmiany biegów). Pomyśl o takich miejscach (tego
        typu) - musicie pomóc Tacie się przecież wyleczyć. I usunąć to świństwo z
        otoczenia.
        • Sigvaris, dosłownie zwariować można. Właśnie dowiedziałam się, że mama też ma.
          Podpowiedziałam rodzicom, żeby porządnie umyli samochód. Mama mówiła, że w
          myjni tyle razy już był... Ja już nie wiem, gdzie to paskudztwo się czai.
          Strasznie się boję, bo moja Julka nie ma lamblii (dziś odebrałam wynik).
          Pojadę. Nie zrezygnuję z wyjazdu. I mam nadzieję, że Julka nie złapie.

          Jeżeli jeszcze będziesz miała jakieś wskazówki, oprócz tych, o których pisałaś,
          pisz o nich, bo nie mogę niczego przeoczyć.

          Dzięki!

          --
          Moja Juleńka
          • Wiesz nie wiem, co Mama ma na myśli mówiąc myjnia. Chodzi o wnętrze samochodu,
            a nie o stan zewnętrzny.
            Anita, co brali dotychczas rodzice i ile razy mieli kurację. Mozesz napisać?
            • Rodzice leki brali raz, bo po miesiącu wyniki mieli ujemne. A brali
              Metronidazol 3 x 1 przez tydzień. Teraz mają brać 2 x 2 tabletki przez 3 dni.
              Dziwne to. My braliśmy 2 x 2 przez 7 dni. Mama mówiła, że wybiorą po całym
              opakowaniu - starczy na 5 dni.

              Myjnia = zewn. +wewn. Mówiłam, żeby mimo wszystko jeszcze raz to zrobili i żeby
              dokładnie wyszorowali fotelik.

              Najgorsze jest nie to, że Oni znów mają, tylko to, że nie wiadomo, gdzie to
              cholerstwo się czai. Chociaż Ich (wiadomo) też szkoda.

              Nie wiem, jak to będzie.
              --
              Moja Juleńka
              • jak u was dokładnie objawiała się lambia bo mój roczy synek ma stwierdzony AZS
                ale coś mi tu nie pasuje nie jestem tak dokońca przekonana czy napewno wiesz
                sama jacy są lekarze na podstawie wywiadu i oględzin wydają opinie pozdrowienia
                • > jak u was dokładnie objawiała się lambia


                  Córka ma również stwierdzone AZS (w 5 tyg. życia). Nie wiem, czy późniejsze
                  wysypki, jakich było niemało , były spowodowane obecnością lamblii (trudno w
                  ogóle określić od kiedy je miała), czy rzeczywistym AZS. Tak czy inaczej wyniki
                  zrobiłam Jej nie ze względu na wysypki, tylko na brak apetytu, brzydkie -
                  śluzowate, o nieprzyjemnym zapachu kupy i co za tym idzie strasznie odparzoną
                  dupię i w rezultacie zapalenie pochwy, które dręczy nas do dziś. I jeszcze
                  podkrążone oczy do tej pory nie dają mi spokoju.

                  Jeżeli obawiasz się czegoś, nie czekaj aż lekarze wymyślą coś mądrego, tylko
                  działaj - rób wyniki. My "robiłyśmy" posiew kału (mała ma też gronkowca
                  złocistego), lamblie i pasożyty.

                  Pozdrawiam!
                  Życzę wszystkim Wesołych Świąt!

                  --
                  Moja Juleńka
              • Sigvaris, pamietasz przypadek corki mojej znajomej, ktora leczyla sie 2 razy i
                nadal miala dziewczyna lamblie. Tam tez oczywiscie wchodzi fakt, ze rodzina nie
                byla leczona i ze mala chodzila do przedszkola. Z rozpaczy dala Balsam -
                pomoglo. Nie chce tu sie zbytnio wtracac, bo i tak sie nie znam, ale moze warto
                brac pod uwage ? Rowniez leczylismy sie Vernicadisem.

                K.
    • Sigvaris nie wiem, na ile orientujesz się w temacie, jeżeli chodzi o
      zwierzęta... Myślę, że
      --
      Moja Juleńka
      • Przepraszam, Julka mi się psoci.smile

        Mam nadzieję, że odpowiesz na moje pytanie. Czy psa wystarczy odrobaczyć
        (zakładając, że ma lamblie), czy należy mu podać leki przeciwlambliowe i czy
        takie są dla psów?

        Okazało się, że moja siostra tym razem też ma lamblie. Mają oni psa, stąd moje
        pytanie. Ma zamiar wybrać się do weterynarza, ale nie wiem, na ile ten będzie
        zorientowany.

        Kurczę, teraz jeszcze bardziej się boję, że mała znów mogła złapać to
        dziadostwo. OBY NIE!

        --
        Moja Juleńka
        • Weterynarze są lepiej zorientowani od lekarzy ludzkich. Na weterynarii jest
          kilkakrotnie więcej zajęć z parazytologii niz na medycynie (mam na myłśi
          zajęcia studenckie).
          Zwierzęta leczy się z lambiozy metronidazolem. Znasz ten lek. Preparaty
          odrobaczające są tylko na robaki - lamblia jednak to pierwotniak wiec nie da
          rady ich stosować na jedno i drugie.
          Nie martw sie. Już dość się wydenerwowałaś.
          Może tym razem jest wszystko OK.
          • >Preparaty odrobaczające są tylko na robaki

            Tak też powiedziałam mojej siostrze. Mam nadzieję, że tamtejszy lekarz będzie
            wiedział, co robić. Tak, czy inaczej podpowiem Jej Metronodazol.

            > Nie martw sie. Już dość się wydenerwowałaś. Może tym razem jest wszystko OK.

            Mam nadzieję Sigvaris, mam nadzieję. Ostatnio jest naprawdę dobrze. Jak na Nią,
            to nawet ładnie je, wypija dużo mleka, dosyć dobrze śpi, alergia jest
            łagodniejsza. Nie chciałabym, żeby to się zmieniło.

            Dzięki!

            --
            Moja Juleńka
            • Mówię Ci Sigvaris, już mam dość. Okazało się, że mój szwagier ma glistę.
              Siostra lamblia, szwagier glista. Nawet jak słyszę o tym, że ktoś w rodzinie
              coś ma, wkurzam się. Jedyny objaw u Niego i zarazem tak oczywisty to kaszel. Od
              kiedy pamiętam szwagier ma kaszel. Ale nie jakiś uporczywy, męczący, bo do tej
              pory nic z tym nie robił. Innych objawów brak. Tylko, kurczę, ta ich lekarka,
              pomimo tego, że trochę zna się na rzeczy, nie leczy wszystkich. Niedobrze...


              --
              Moja Juleńka
              • o matko Anita
                Sledze ten watek i kibicuje Wam.Miej sie na bacznosci.Trzymam kciuki.
                Ania
                --
                Ania "Dondon" - moderator SKLEPIKU

                GDZIE SIE PODZIAŁO LATO???sad((
                • Anita, oni powinni wszyscy najpierw leczyć sie na robaki obłe. Potem wszyscy na
                  lamblie. Mozesz mieć na to jakiś wpływ?
                  Pomogę jak będe potrafiła.
                  Może jakiś lekarz ich pierwszego kontaktu będzie skłonny współpracować. Może
                  pediatra?
                  Może (tylko sie nie zdenerwuj) Twoja szwagierka troche zmiękła i da recepty dla
                  nich....?????????????????????????????
                  Wiesz tam mi to wyglada na komplet. Taki tradycyjny komplet. I trzeba
                  po "uczciwemu" najpierw robaki, potem lamblie - a potem ich przebadać.

                  Co do ciemnych nitek u Was - oczywiście obstawiam na wynik z labu. Ale tak po
                  cichu mam nadzieję, że to banan.
                  • > Anita, oni powinni wszyscy najpierw leczyć sie na robaki obłe. Potem wszyscy
                    na lamblie. Mozesz mieć na to jakiś wpływ?

                    Niestety marny. Siostra też jest osobą, która woli mieć poparcie lekarza.
                    Próbowałam Ją przekonać, ale nie udało się. Powiedziała, że jeżeli kiedykolwiek
                    będzie nawrót lamblii lub glisty, wtedy pojedzie prywatnie do jakiegoś dobrego
                    lekarza. Ona nawet za bardzo psa na własną rękę nie chce leczyć. Mam jednak
                    nadzieję, że u tym przypadku uda mi się Ją namówić, żeby psa przeleczyć. Tylko
                    powiedz mi, jak z dawkami dla psa. Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale
                    jest to 4-letni piesek i waży ok. 8 kg.


                    --
                    Moja Juleńka
                    • Anita pojęcia nie mam. Waga i wiek psa mają znaczenie, ale ja niestety nie
                      jestem kompletnie zorientowana w leczeniu zwierząt.
                      Na forum pisuje czasami Chalsia, nie jestem pewna na 100% ale ona albo ma
                      wykształcenie weterynaryjne, albo wiedzę i w tym zakresie. Może pytanie imienne
                      do Chalsi? Weterynarze naprawdę mają opanowane leczenie zwierząt z lamblioza
                      lepiej od lekarzy ludzkich. Podaj wagę i wiek psa, może Chalsia pomoże.

                      A co do siostry, aż trudno uwierzyć, że dopuszcza ryzyko nawrotu. Aż mi trudno
                      uwierzyć. Ale to faktycznie jej sprawa. Tylko najmłodszych żal...
                      • >Weterynarze naprawdę mają opanowane leczenie zwierząt z lamblioza lepiej od
                        lekarzy ludzkich

                        Niestety nie wszyscy. Siostra była z tym problemem u weterynarza i on nawet do
                        końca nie wiedział, jakie robi się badania na lamblie. Nie wspominał też o
                        Metronidazolu. Po długim weekendzie kazał siostrze przyjść po leki, bo wtedy
                        nie miał u siebie. Tak więc widzisz, ich - weterynarzy wiedza też jest kiepska.

                        > A co do siostry, aż trudno uwierzyć, że dopuszcza ryzyko nawrotu. Aż mi
                        trudno uwierzyć.

                        Sigvaris, ja Ją rozumiem, bo sama tak się zachowywałam. Też, pomimo tego, że
                        wiedziałam, że wszyscy powinniśmy się leczyć, nie załatwiłam dla nas przy
                        pierwszym leczeniu Julki, recept. Przypuszczam, że większość ludzi tak
                        postępuje. Wolimy mieć poparcie tych durnych lekarzy. Szkoda, że ich wiedza
                        jest taka kiepska. Nawet dziś rozmawialiśmy o tym z mężem. Na 6 lekarzy, z
                        którymi miałam ja i moi rodzice kontakt, gdy ten problem dotyczył Julki, tylko
                        jedna gastroenterolog wiedziała, że musimy się leczyć wszyscy. I całe
                        szczęście, że do niej trafiłam. Chociaż wtedy byłam juz zdecydowana na leczenie
                        wszystkich, ale to nie była trudna decyzja, bo chodziło o mnie i męża. Gdyby
                        bylo odwrotnie. Gdybym miała decydowac o Julce (przy zalozmy Jej dobrych
                        wynikach a np. moich zlych), nie wiem, co bym zrobiła.

                        To wszystko nie jest takie proste. Niestety.
                        Mam nadzieje, ze wszystko sie dobrze i szybko skonczy.
                        --
                        Moja Juleńka
                        • Tym weterynarzem mnie dobiłaś.. Znów jakoś ostatnio dostaje maile z tak złymi
                          info o lekarzach ludzkich. Stały zestaw: dziecko z lamblią i candidą- dostaje
                          metronidazol z flumyconem... Dorośli nic. Wiesz jak to na mnie działa?
                          Kompletna bezsilnośc przy kolejnym "metronidazolu z flumyconem". Kompletna
                          bzdura, nie jestem lekarzem, przecież. Co ja mam pisać matkom?

                          A co do sytuacji odwrotnej - - - jest b. trudna. Na szczęście 99% dotyczy tego,
                          że dziecko jest chore a rodzice leczą się tylko po to, żeby je chronić. Wtedy
                          decyzja jest jasna. I prosta.
                          Przy robakach jest z kolei o tyle łatwiej decydować o leczeniu bez względu na
                          to u kogo wyjdą w badaniach, że ich przenoszenie jest proste i to często
                          rodzice są zarażeni przez dzieci. I wykrywanie jest diabelnie trudne, więc
                          często bada sie cała rodzinę tylko po to, żeby zwiększyć szanse z trafieniem w
                          cykl robala i żeby wyszło u kogo-bądź! Ale o leczeniu powinien decydować
                          lekarz, nie jakaś baba z forum. I to też mnie wkurza, że lekarze nawet nie
                          rozważają sytuacji, że "akurat trafiło w badaniach u tatusia", ale życie może
                          być inne. Nie dopytują o objawy u dziecka, nie szukają - nawet nie namawiają do
                          powtórzenia badań u dziecka! Dają leki po minimalnej linii oporu i koniec.
                          A że problem dalej będzie, że trzeba będzie powtarzać leki, a co tam!
                          Co jest bardziej szkodliwe ZŁA dawka czy JEDNA ALE PRAWIDŁOWA dawka, PRAWIDŁOWA
                          także bo SOLIDARNA ? A co to kogo obchodzi, skoro stosuje się sterydy i
                          antybiotyki bez zastanowienia i jakichkolwiek badań, kto by się tam martwił
                          jakimiś innymi lekami (mniejszego kalibru)?
    • Tym razem u mnie. A już mysłałam, że więcej razy tu nie napiszę. U siostry i
      rodziców na razie po leczeniu spokój (minął miesiąc), ale za miesiąc znów
      powtórzą wyniki.

      Ale jestem wściekła. Czy my pozbędziemy się tego cholerstwa, tzn. moi rodzice?
      Myślę, że to u Nich łapiemy.

      Julka na razie nie ma, ale w wynik za bardzo nie wierzę (ma gorszy apetyt,
      coraz bardziej podkrążone oczy, znów gorzej sypia) i o ile dobrze wyliczyłam
      (co 2 tyg. u nas robią), to wyniki będę robić w tę środę.

      Jeżeli się potwierdzi, że jednak nie ma, na razie Ją oszczędzę i nie przeleczę.
      Najwyżej ja dwa razy będę brać leki. Poradzę się jednak najpierw naszej
      gastroenterolog.

      U mnie lamblioza z objawami. Byłam pewna, że będę je miała. Wrrr... Jestem
      wściekła!!! Przede wszystkim na siebie, że pojechałam wtedy na święta. Teraz
      też byłam tydzień. Na razie odpuszczę sobie te wyjazdy, bo już mam dość tych
      lamblii.
      --
      Moja Juleńka
      • Łomatko aż nie wiem co pisać.
        Anita, a gdybys spróbowała tylko balsam. Pisze o balsamie kapucyńskim bo sprawa
        dotyczy dorosłego. Boję się, ze jak źródło zarażenia jest to samo, to kolejna
        dawka metronidazolu, macmiroru (nawet) niewiele zdziała. A gdyby tak 3
        tygodnie balsamu wg. dawki z ulotki przy zarażeniach pasożytniczych?
        Ty i mąż dla pewności? Może mąż dla ochrony?
        A mała faktycznie badania...

        Dziunia, która jak wiesz wojuje jak Ty też, w tej chwili przy kolejnym
        nawrocie lamblii u Tymka zdecydowała się na balsam. Z tego co pisze po raz
        pierwszy mają pogorszenie jak dzwon, co jak wiesz dobrze rokuje. U niektórych
        może tak jest, że medycyna konwencjonalna sobie nie radzi, a wtedy działa
        skuteczniej ten wynalazek kapucynów z XVI w. Tymek ma 3 latka.
        • A nie lepiej od razu z grubej rury? Już sama nie wiem. Wolę od razu to
          cholerstwo u siebie wytępić, żeby nie zarazić (o ile już ich nie ma) małej.
          Wcześniej ich nie miałam. Jestem tego pewna. Bo nie czułam się tak, jak się
          czuję teraz - początkowo gazy i wzdęcia, później mdłości, było mi słabo, jeden
          dzień ból trzustki, teraz ból żołądka. Dziś wieczorem mam zamiar zacząć brać
          Metronidazol, bo z dnia na dzień jest coraz gorzej. Da się wytrzymać, bo nie
          jest znów tak źle, ale nie chce, żeby się rozprzestrzeniły na tyle, żeby i u
          mnie nie dało się ich wytępić.



          --
          Moja Juleńka
    • Julka póki co lamblii nie ma. Dziś powtarzałam wynik. Cieszę się, chociaż
      przyznam, że spodziewałam się czegoś innego ze względu na momentami kiepski
      apetyt i gorsze noce. Ja jutro kończę leczenie. Za miesiąc znów zrobię nam
      wyniki. Mam nadzieję, że obydwie będziemy miały ujemne.

      --
      Moja Juleńka
    • Wydaje mi się, że dosyć szybko zauważyłam, ale moja czujność, przyznam, przez
      lamblie została uśpiona. Bo ciągle ostatnio szukałam tam. Zupełnie nie
      skojarzyłam faktów, tym bardziej, że bakterii nie mieliśmy od roku a, kurczę,
      objawy (gorszy apetyt, ale mleko pięknie pite - tak było zawsze przy bakteriach
      u nas, brzydki zapach moczu - pojawił się dość późno, no i problemy z sikaniem,
      zwłaszcza ostatnie 2, 3 dni) wskazywal jak nic na bakterie. Biegnę dzisiaj do
      lekarza.

      I dziwić się, że nie chce mi robić na nocnik. Wstrzymuje, bidulka, jak może, bo
      Ją boli.

      --
      Moja Juleńka
      • a widzisz.. moja Martusia też miała. I kilka matek pisało też o e.coli lub
        escherichi w moczu. Oczywiście w przypadku lambiozy. Może to pozostałość po
        lamblii?
        Anita życzę Ci z całego serca żeby ten koszmar chorób się skończył!
    • Na szczęście obydwie mamy ujemne. I oby tak już zostało. Bałam się, że u Julki
      bedzie inaczej, bo dopiero co skończyła brać antybiotyk na bakterie w moczu i
      przeszła w międzyczasie zapalenie gardła - dwa naraz, po prostu super. Apetyt
      po tych choróbskach powoli wraca i niech już tak będzie, bo mam dosyć tego
      wątkusmile

      Pozdrawiamy i życzymy zdrówka!
      --
      Moja Juleńka
      • Teraz można liczyć na to, że lato i słońce załatwią trochę rekonwalescencje i
        wszyscy szybko wrócicie do zdrowia. Uważaj na małą, ale powoli staraj się ją
        choć trochę "chartować" przy jej skłonnościach do chorób.
        Myślę, że badania Was czekają dość regularnie co 3 miesiące lub przy
        ewidentnych objawach.
        Cieszę się, że ciągle o mnie pamiętasz mimo tego, że juz w niczym nie jest Ci
        potrzebna moja opinia.
        Serdecznie Was pozdrawiam!
        • Mam pytanko. Co masz na myśli, pisząc "chartować"?
          --
          Moja Juleńka
          • Przepraszam, oczywiście chodziło o hartowanie!
            Późna pora widac nie sprzyja ortografii smile))

            Co mam na myśli? Może preparat typu balsam kapucyński? Stosowanie pestek dyni
            (w sklepach eko są zmielone, które można dodawać do różnych dań), większej
            ilosci cebuli, czosnku (odrobinę większej). Także kiszonek w różnych postaciach
            (zupy, sałatki).
            Także zapewnienie dziecku większej ilości ruchu, świeżego powietrza?
            Po jakimś czasie może basen?

            U nas działa. Marta jest szczupła ale bardzo wysportowana. Prawie cały czas na
            dworze. Właśnie szkuję jej ogórkową na jutro. Jutro także będzie pewnie się
            kąpać w basenie. Będę się starać też o zmianę klimatu (morze) na chociaż dwa
            tygodnie jescze tego lata. Wróciliśmy z kilku dni pobytu w górach (kąpała się w
            potoku!). Takie ot hartowanie mam na myśli.
            • Co do błędu ort. to przyznam szczerze, że nawet nie zwróciłam uwagismile Zazwyczaj
              dojrzę wszystkosmile, ale ostatnio jestem bardziej, niż zwykle, zmęczona.

              Z dietą staram się jak mogę, ale moja mała niestety nie jest wszystkożercąsad i
              nie jest łatwo.

              Pani dr poleciła nam jakieś kropelki homeopatyczne. Podobno rodzice są
              zadowoleni. O zmielone pestki dyni muszę spytać. Mieszkam w małym mieście,
              gdzie jest jeden sklep ze zdrową żywnością. Oby mieli. O cebuli i czosnku
              staram się pamiętać już od jakiegoś czasu, ale Jej dietka ostatnio marnawa
              była - prawie sam Nutramigen. Polubiła ostanio kiszone ogórki i z tego bardzo
              się cieszę. Innych kiszonek nie akceptuje, nie lubi sałatek, surówek.

              Ruchu wydaje mi się, że ma dosyć. Wychodzi 2 razy na dwór (w sumie 3 do 5
              godzin, z tym że 3 bardzo rzadko). O basenie niestety mogę zapomnieć. No, chyba
              że kiedyś w końcu sama zechcę nauczyć się pływać, ale na to nie mam aktualnie
              funduszy. Na wyjazdy oczywiście również.

              Mam nadzieję, że w końcu kiedyś będzie lepiej. Coś po ostatnim zapaleniu gardła
              nie może tak do końca dojść do siebie. Zdarza się Jej mieć w ciągu dnia 37,0
              stopni. Ostatnio lubi się położyć i trochę poodpoczywać. Bywało, że za nic w
              świecie nie chciała iść na dwór (tak było przed chorobą, ale w tej chwili Jej
              to zostało). Mały domator z Niej rośnie. Ostatnio byłyśmy u siostry męża - mają
              dom. Była też 7 miesięcy starsza kuzyneczka. Tamta cały czas biegała po dworze
              a moją po jakimś czasie ciągnęło do domu.

              Chyba porobię Jej wyniki - morfologię i inne, żeby się upewnić, czy wszystko po
              tych choróbskach jest ok.


              Pozdrawiam!

              --
              Moja Juleńka
              • Moja Marta też nie jest wszystkożercą!
                Waży 10, 7 kg - i od 4 msc waga nie drgnęła. Do dziś nie chce gryźć i jada
                tylko papki jak się ją KARMI! Czasami coś je sama, wtedy gryzie (więc wiemy,
                że potrafi).
                Ogórki kiszone lubi najbardziej z kiszonek. I traktuje ich krążki chyba jak
                cukierki smile) Bo nie daję jej słodyczy.
                Co do basenu , w taką pogodę - to mały basenik na tarasie. Dolewam do zimnej
                wody kilka "czajników" ciepłej i jazda. Zwyczajnie chcę żeby jak najwięcej
                czasu spędzała na świeżym powietrzu. No w Wa-wie to może nie na świeżym, a
                zewnętrznym powietrzu..
                Co do wyjazdów absolutnie Cię rozumiem.

                I na koniec najważniejsze. Jak odstawiłam Nutramigen - zdecydowanie poprawił
                sie jej apetyt! Tzn. podaję ale bardzo okazjonalnie (jak nie mam mleka
                ryżowego). Dietę "mleczną-czyli-nutramigenową" uzupełniam większą ilością mięs
                (mają wapń, żelazo). Generalnie zostawiliśmy jeden posiłek mleczny, czyli na
                mleku ryżowym. Reszta to warzywa z kaszami (wszystkimi), mięsa z warzywami i
                kaszami, owoce (max jeden posiłek dziennie) same lub z kaszami (płatkami).
                Wszystko to Martusi gotuję w jakimś urozmaiceniu na każdy dzień - i słowo
                można wyrobić, nie jest to jakiś kłopot. Zwłaszcza teraz jak wszystko jest
                świeże.
                Nutramigen jest tak przetworzonym pokarmem, że żoładek, trzustka nie zadaje
                sobie specjalnego trudu z trawieniem. Ot, przelatuje i organizm wchłania co tam
                mu się uda. Przy lambliozie i słabej trzustce u naszych dzieci nie pracuje
                obrót żółcią jak należy (a to jest właśnie APETYT), więc pobudzanie trzustki
                kwaśnymi zupkami, warzywami, mięsem - daje efekty większego apetytu. Zobaczymy
                za miesiąc jak z wagą, ale już po 2 tygodniach tego eksperymentu jest
                zdecydowanie lepiej z apetytem. A przez to z ruchem, aktywnością.
    • dlatego wklejam go tutaj. Już wiem, że mała ma znów bakterie. Myślisz, że to
      tylko to, czy może też owsiki albo grzybica albo kto wie, co jeszcze? Ręce
      opadają...

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=578&w=46613010

      --
      Moja Juleńka
    • Kobieta niemiła, tylko jeszcze bardziej mnie rozdrażniła, chociaż pocieszam
      się, bo trochę na rzeczy się zna. Wie m.in., że pasożyty mogą być powodem
      nawracających bakterii w moczu, więc nie zrezygnuję z Niej na razie. Wkurzają
      mnie lekarze i to tak okrutnie, najchętniej wszystkich bym powybijała. Nie
      dosyć, że nie słuchała dokładnie tego, co do Niej mówiłam to jeszcze za
      szczegółowego tego wywiadu to nie zrobiła. Pomimo tego, że Ją o tym
      uprzedziłam, dała małej antybiotyk, na który wcześniej była uczulona (z tym, że
      dostawała zastrzyki Zinacef, teraz ma Zinnat). Mała ostatnio znów sie nie da
      dotykać lekarzom, nawet nam nie zawsze (zrobiła sie ostatnio okropna), więc i
      rozebrac do badania sie nie chciała. Pani dr troche Ją moim zdaniem (teściowej
      zresztą też, bo z nami była) za bardzo szarpała zdejmując spodnie. A i tak nie
      zajrzała Jej porządnie w pitusie. Aaaaaaa.... Szkoda gadać. Ledwo się
      powstrzymałam od płaczu (z nerwów) po wyjściu stamtąd. Jestem wśiekła na
      siebie, bo GŁUPIA jeździłam z małą nad jezioro. Wkurzam się, bo ciągle jest cos
      nie tak. I jeszcze ta (pani dr) mnie dzis dobiła swoim zachowaniem. Jak sie
      dziś nie poryczę, to będzie sukces. Wkurza mnie też to, że jak tak sobie
      czytałam o nawracających problemach, to powodem (gdy nie ma żadnych wad) moga
      być pasożyty, gronkowiec, alergia... No i u nas oczywiście to wszystko jest lub
      było. No po prostu tylko się załamać. Lamblii mała na razie nie ma. Teraz tez
      oczywiście robiłam wyniki. Ze 2, czy 3 tyg. temu też. Pani w laboratorium juz
      dobrze zna nasze nazwisko - tragedia. Pozwoliła mi nawet zapłacić dopiero jutro
      za wynik (zawsze biorą z góry), bo jak sie sama wyraziła jestem stałą
      Jej "pacjentką". Dziś dałam szkiełko z wymazem na jaja owsików. Pomimo
      wykrytych bakteii dałam. A co mi tam...

      Teraz o tym, co mówiła nefrolog. Najpierw trzeba małą oczywiście wyleczyć.
      Później zajme się diagnostyką, bo oczywiście do tej pory nie miała robionych
      żadnych badań, pomimo tego, że próbowałam rozmawiać już jakiś czas temu z
      pediatrą o cystografii. Jak już bedzie mała zdrowa, nefrolog pewnie da
      skierowanie na badanie, bo mówiła o tym.

      Zobaczę, jak Ona będzie podchodzic do tego problemu, gdy załóżmy i oby tak
      było, żadnych wad u małej nie będzie. Jeżeli wyniki będą dobre, bedę oczywiście
      drążyła temat pasożytów, jeżeli Ona za bardzo się tym nie zajmie.

      Teściowa z teściem też są już podłamami tych wszystkim. Dali nam dzisiaj 500zł,
      żebyśmy spokojnie mogli robić wyniki. Ale mi się ryczec chciało, gdy zobaczyłam
      te pieniądze, tym bardziej, że nie mają lekko.

      Na razie kończę, bo sie zaraz poryczęsmile a nie chce, bo właśnie przyjechali moi
      rodzice. Idę do gości....

      --
      Moja Juleńka
      • Anita, przeżyłam podobny horror, tyle że u nas krócej to trwało. Ale to żadne
        pocieszenie dla Ciebie. Lekarzy też myślałam że wytłukę. Chciałam skarżyć CZD
        za "werdykt" na oko i ich wyczyny na moim dziecku...
        Jeśli zechcesz mogę podać Ci zasady odrobaczenia małej, wg. moich własnych
        doświadczeń na młodszej wtedy Martusi, także wg. obserwacji z forum. Może
        szwagierka da Wam recepty?
        W wątku o odrobaczaniu wkleję link, w którym wyczytasz dokładnie, ze pasożyty
        mogą dawać także objawy podrażnienia okolic intymnych. Wkleję je tam, bo padło
        pytanie jeszcze innej eMamy.
        Powiem Ci szczerze, że jak przeczytałam Twój post, to miałam łzy w oczach.
        Bardzo chciałabym Ci pomóc. Bardzo. Ale nie wiem jak.
        Z moją wiedzą i możliwościami - pewnie nie mam specjalnych warunków. Ale jeśli
        cokolwiek moge Ci radzić - pytaj.
        Cystografia nie jest przyjemna, ale trwa krótko. Martusia ją miała jak była
        malutka. Jednak może warto sprawę odrobaczenia rozważyć równolegle? Przemyśl,
        rozważ.
        • Wiem, że mi nie doradzisz, nie zdecydujesz za mnie, ale pisze, bo nie mam z kim
          pogadać.

          Mała nie chce brac leku. Nie chce już nic brać, nawet witamin i lacidofilu, z
          którym nigdy nie było problemów. Dzisiejsza wieczorna dawka pominięta. Jutro
          spróbuję zacząć dawać Jej Amoksiklav - już jest wykupiony. Jeżeli i tego nie
          będzie chciała, muszę zdecydować a lbo zastrzyki albo szpital i kurczę nie
          wiem, co będzie lepsze.

          Muszę jutro pogadać z siostrą męża, może coś podpowie. Bo leki musi brać
          przeszło miesiąc. I co, ja ten miesiąc musiałabym z Nią w szpitalu siedzieć??
          Wykończy mi się dzieciak psychicznie a ja razem z Nią. Z drugiej jednak strony
          miesiąc przecież nie będzie kłuta, bo też oszaleje. Rozumiem, że antybiotyk
          musi w zastrzyku. A później ten podtrzymujący lek. A... Muszę popytać chyba na
          odpowiednim forum , ale już jutro, bo dziś mam wszystkiego dość.

          --
          Moja Juleńka
          • Anita musisz próbować. Ja próbowałbym z lekami nawet troche na siłę, troche
            podstępem. Martusia jest w podobnym wieku, przez 1,5 roku 5 razy dziennie
            odmawiała jakiegokolwiek jedzenia. Nie dawałam się. Grzecznie lub mniej
            grzecznie, podstępem lub w zabawie, nawet małym szanteżem karmiliśmy ją...
            Czyli jadła. Ale uwierz mi to dziecko nie chciało NIC jesć: ani lodów (z innymi
            dziećmi!), ani ciasta (i innych łakoci!), ani niczego nawet jak wszyscy dookoła
            jedli. Nie chciała też pić, tygodniami....
            Podawanie leków też było koszmarem. Ale podawaliśmy - nawet przez sen... Ojjjj
            wiem, że to nie łatwe, ale wszystko lepsze od szpitala.
            Spróbuj z nią tez rozmawiać. U Marty czasami to działa, zwłaszcza ostatnio jak
            co raz więcej kuma.
            Jest też ostatnia instancja. Nazywa się "koza". To stary (wyrośnięty) kojec.
            Jak nic nie działa - Marta ląduje w kozie na min. 3 minuty (tak pisza mądre
            książki o instancji kozy). To lepsze niż jakiekolwiek kary, czy klapsy. Koza
            działa, nawet jak się tylko o niej wspomni. O dziwo do niedawna Marta w owej
            kozie spała w ciągu dnia. Ale jak kojec dostał miano kozy - to jakoś przestał
            być atrakcją.
            Wiem, że u chorego dziecka to wydaje się straszne taka koza, ale tak sobie
            myślę, ze to tez jest lepsze od szpitala. Julka musi wziąć leki.
            Jeśli pisze Ci banały - sorry, ale myślę o Was.
            Pisz jak tylko będziesz miała siłę i ochotę. Będę tu zaglądać.
(1-100)
przejdź do: 1-100 101-200 201-287
(201-287)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.