Dodaj do ulubionych

słoiczki jakich firm polecacie?

21.03.14, 06:27
Właśnie jesteśmy na etapie rozszerzania diety więc nie mam jeszcze dużego rozeznania w temacie słoiczków i chciałam się Was podpytać jakiej firmy słoiczki dajecie swoim dzieciom?smile

I co sądzicie o słoiczkach rossmanowych? Widziałam, że mają spory wybór, nie wiem jak z jakością?
Edytor zaawansowany
  • awidyna 21.03.14, 08:19
    Najlepsze są "made in chałpa". wink Przynajmniej w 99% wiesz co w nich jest.
    --
    Idę siku... zrobić Ci?
  • lidek0 21.03.14, 08:23
    Nie Ty wiebierasz ale dziecko, samo zdecyduje, kóore są dla niego najsmaczniejsze, co do jakości to oczywiście domowe obiadki - tańsze a wcale ne takie pracohłonne
    --
    Lidek mama Maćka /ur.08.06.2001/
    Aniołek VIII 1996 Aniołek XI 1997 Aniołek IX 2005
    zapraszam na forum Dla starających się
  • jomi81 21.03.14, 08:41
    Ryzykowne pytanie wink Pewnie zaraz się dowiesz, że absolutnie żadnych podawać nie można wink

    Ja podczas rozszerzania diety podawałam jednoskładnikowe z Gerbera, ale szybko przerzuciłam się na dawanie warzyw i owoców w kawałkach. Zupki robię sama, głównie ze względów ekonomicznych, bo jednak 7-8zł za słoiczek to jest naprawdę wysoka kwota (w porównaniu z tym za ile można samemu zrobić identyczne danie).
    Słoiczki mam zawsze w zapasie, gdybym np. nagle zauważyła, że nie mam w domu włoszczyzny ani żadnych innych warzyw, poza tym biorę je jeśli jedziemy gdzieś w porze obiadowej. Dla mnie Rossmannowskie wszystkie wyglądają tak samo, są nieapetyczne. Małej najbardziej smakuje Gerber i Bobovita.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/3i492n0a8ahdlorm.png
  • sela_s 21.03.14, 09:18
    Jeśli chodzi i jakość to cieżko powiedzieć. Akurat moja córka lubi i akceptuje wszystkie, ale wg mnie najlepsza, najciekawsza oferta smakowa to hipp. Niestety też najdroższa. W późniejszym etapie zaczęłam też dawać te największe słoik 220 ml, bibivita chyba takich nie ma. Za to na rozszerzenie początkowe z bobovity doskonałe są " pierwsze łyżeczki" czyli sam brokuł, kalafior, marchew i owoce. Samą sliwke podaje do dziś. Pierwszym warzywem u nas był brokuł, nie wiem czy to ma znaczenie ale do dziś jest ulubionym zarówno w formie papki jak i warzyw do drugiego dania czyli w kawałkach.
  • panizalewska 21.03.14, 09:28
    Robiłam podobnie. Słownie 2-3 słoiczki z owocami (do kaszy na śniadanie, bo mi się nie chciało rozdrabniać itp) w zapasie, wszystkie warzywa córa dostawała od razu do łapy w kawałkach. Zupy robiłam sama, nie mroziłam ani nic, dostawała zawsze to, co my (bez soli ale z pieprzem np lubiła i lubi). Po prostu trochę szkoda kasy na słoiki
  • giba116 21.03.14, 09:37
    Ja gotuje w domu. Raz, ze zdrowiej a dwa ze taniej. Na poczatku jescze spoko ale podlicz jaki jest koszt dziennego wyzywienia sloiczkami np 10-miesieczniaka, ktory teoretycznie zjada 2 posilki warzywne,w tym jednen z miesem i do tego sloik owocow.

    Jesli jednak zdecydujesz sie na sloiki to po prostu czytaj sklady na opakowaniu i kieruj sie preferencjami dziecka. Niektore sloiki sa dosalane, dosladzane. Nie mowiac juz o tym, ze wiekszosc owocowych najpierw jest rozrzedzana woda a nastepnie zageszczana. Zeby objetosciowo bylo jak najwiecej uncertain Chyba tylko Gerber ma sloiki z samymi owocami. Dlatego jeszcze raz... czytaj sklady.
  • mamatomika 21.03.14, 10:39
    Ja dawalam pol na pol. Jak bylam w domu i gotowalam cos co maly mogl jesc to jadl z nami. Jesli bylam poza domem to zawsze dawalam Hipp. Ta firme znam z opowiadan dosc dobrze bo moja znajoma pracowala tam pare lat. Jest to firma rodzinna, przechodzaca z ojca na syna. I jak twierdzila kolezanka chyba najbardziej kontrolowana firma w niemczech. Maja dzienne kontrole jakosci z roznych urzedow. Wlasne pola na ktorych choduja sezonowe 100% eko jarzyny. Dokladne kontrole miesa i ryb. Na kazde mieso i jarzyny musza miec specjalne potwierdzenia jakosci. I to nie tylko slogan ( jak w wielu innych firmach) tylko rzeczywistosc ktora musza utrzymac, bo wiele urzedow w niemczech tylko patrza by im dokopac.
    Z tego powodu pare lat temu firma zostala odznaczona medalem za utrzymanie dlugoletniej dobrej jakosci ( Energy Globe Award). Jedyna krytyke jaka mieli byla herbatka z zawartoscia cukru ktora jednak wycofali z sprzedazy. Ale wiadomo ze dobra jakosc wiaze sie z wyzsza cena. I dlatego hipp jest drozszy do innych produktow tego rodzaju. Znajoma twierdzila ze byla to bardzo solidna firma gdzie szef jeszcze osobiscie przyjezdzal i wszystko sprawdzal. Niestety z powodow osobistych musiala przeprowadzic sie do innego miasta i zrezygnowac z tej pracy. Jednak jesli ona mi poleca ta firme to jestem spokojniejsza niz widziec tylko reklamy telewizyjne w ktorych jak wiadomo wszystko jest piekne i wspaniale smile Moj syn jadl chetnie te obiadki, i do dzis jesli robie spaghetti bolognese ( a robie orginalny przepis na czerwonym winie i dosc ostry) maly dostaje spaghetti z Hippa i jest zadowolony. Jednak wlasne obiady moze nie sa duzo zdrowsze ale napewno smaczniejsze, bo swieze a nie pasteryzowane.
    --
    matka.madzi napisała: Od soczków i napojów niunie puchnom i umierajom!
  • peonka 22.03.14, 12:48
    Hm. Rozumiem, że wierzysz koleżance, ale...

    Nie ma czegoś takiego jak "najbardziej kontrolowana firma". Serio urzędnikom chciałaby się kontrolowac właśnie tę jedną, konkretną? Dlaczego właśnie ją? Tylko Hipp w Niemczech produkuje jedzenie dla niemowląt?

    Odwiedziny szafa... po pierwsze, HIPP produkuje obecnie w 7 krajach. Nawet jeśli szef (czyli kto?) odwiedzał te fabryki, to co? Sprawdzał, jak wyglądają marchewki? Czy kadzie czyste? Czy laboranci czepki noszą? Bo co więcej można zobaczyć gołym okiem w ciągu krótkiej wizyty? Od kontroli jakości są całe działy i procedury, wizyty szefa czy właściciela nie mają większego znaczenia, oprócz efektu PR-owego, oczywiście.

    Energy Globe Award nie ma nic wspólnego z jakością produktu, świadczy jedynie o tym, że firma produkuje zgodnie z jakimiś tam standardami zrównoważonego rozwoju, czyli mówiąc w skrócie, możliwie mało szkodzi środowisku. To oczywiście bardzo ważne, ale mało przekłada się na jakość produktu.
    Wh Wikipedii (wiem, że mało wiarygodne, ale nie chce mi się szukać dalej) Hipp otrzymał tę nagrodę w 2002 roku.
    Herbatkę z cukrem wycofali, ale (znów wg Wiki) firma-córka Hippa sprzedaję ją pod marką Bebivita. Moim zdaniem bardzo nieładne zachowanie, jak na firmę tak ponoć dbającą o dobro dzieci.

    Mamotomika, absolutnie nie chcę Cię swoim postem urazić, bo wiem, że w dzisiejszych czasach niełatwo jest znaleźć zdrową żywność dla siebie i dzieci. Chcę tylko zwrócić uwagę, że trzeba samemu analizować i wyciągać wnioski, a nie wierzyć reklamom czy "marketingowi szeptanemu". Koleżanka najwyraźniej jest (była) lojalną pracownicą Hippa, a Ty wybieraj najlepsze dla Twojego dziecka.

    Sama lubię kosmetyki Hipp, ale nie mam złudzeń, że są naj, naj, i że pan Hipp osobiście szampon do butelek nalewa.

    Pozdrawiam smile
  • az-82 21.03.14, 10:16
    Nie brałabym rossmanowych. Dawałam dziecku jak było malutkie hippa, gerbera i bobovitę.
    Najważniejsze, to czytaj skład! Często zawierają rzeczy których malutkie dzieci wcale nie powinny jeść.
    Słoiczki są dobre żeby dawać to, czego nie kupisz w sklepie w danym momencie. A teraz akurat w sklepach nie ma za dużo dobrych rzeczy do kupienia, taka pora roku. Nie wolno dziecku dawać żadnych nowalijek. Jak masz podać tegoroczne rzeczy pędzone na wielkich ilościach nawozu, bez różnicy czy jest to nawóz sztuczny, czy naturalny, to o wiele lepiej dać dziecku jedzenie ze słoiczka.
    Wciąż daję dziecku od czasu do czasu słoiki, jak jestem zbyt zmęczona albo za bardzo mnie mdli żeby ugotować dziecku obiad.
    --
    http://lb2m.lilypie.com/EFEHp1.pnghttp://lmtm.lilypie.com/r0pBp1.png
  • murwa.kac 21.03.14, 10:19
    jak sie jeszcze nie zdecydowalam na rozszerzanie diety blw i bralam sloiczki pod uwage i wertowałam ten temat, to najlepsze sklady mialy rosmanowe. nie sdze, zeby sie cos w tym temacie zmienilo.

    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • mayaalex 21.03.14, 11:25
    I tak sama zobaczysz, co dziecku najbardziej podpasuje wiec na poczatku trudno to okreslic. Pierwsze posilki to i tak zazwyczaj malutkie ilosci wiec troche szkoda kasy na sloik, ktorego 3/4 wywalisz, lepiej samemu ugotowac/przygotowac. Marchewka, jablko, kawalek chleba do lapki, makaron, ryz, brokul - co tam jecie na obiad, odkladasz kawalek i dajesz do samodzielnego sprobowania - pomysl o blw, zwlaszcza jak karmisz piersia (nie mam doswiadczenia jak blw sie laczy z mm wiec tu mi trudno cos doradzic) - moje dziecko dlugo cos tam lubilo w buzi pomielic chwilke a zywilo sie glownie mlekiem z piersi. Dopiero po roku troche ruszyl z innym jedzeniem, jako poltoraroczniak zajadal juz calkiem spore posilki (ale do dzis zdarzaja nam sie dni "postu" i dni "obzarstwa", to tez chyba normalne).
    Nie stresuj sie wielkoscia tych sloikow - wiekszosc dzieci nigdy nie zjada calosci.
    Moj dwulatek bardzo lubi hippa i musze przyznac, ze maja calkiem zachecajacy zapach i konsystencje wiec nie mam wyrzutow sumienia, jak zjada je w podrozy, na wakacjach, kiedy my jemy cos, czego on nie jada.
    Aha, i jeszcze cos - dzieci maja czesto fazy na cos - przez trzy dni bedzie zajadal sie deserkiem truskawkowym z ryzem na przyklad a nie wezmie do ust jogurtu albo jablka - a potem kategorycznie odmowi nawet lyzeczki tego samego deserku.
  • twitti 21.03.14, 14:11
    Ja kupuje rozne. Uwazam wlasnie ze sloiki lepiej sprawdzaja sie na poczatku. Jak zaczelam rozszerzac to dawalam jeden sloiczek przez 2-3 dni. Teraz ma pol roku i zjada prawie caly 125g. Najlepiej mu wchodza hippa 190g - po polowce przez dwa dni. Ok 9-10 miesiaca planuje zaczac gotowac. Aha, ja kupuje roznych firm. Wszystkie jednakowo smakuja, choc hippa lepszej jakosci.
  • aganieszkab 21.03.14, 20:26
    Od początku rozszerzania diety podaję słoiczki dostępne w pobliskim markecie, czyli bobovita, gerber i hipp, zaczynałam od jednoskładnikowych. Teraz mój maluch ma 8,5 m-ca i wsuwa cały 190g słoik obiadku i taki sam deserku owocowego lub owocowo-mlecznego, i jeszcze patrzy czemu się tak szybko skończył.
    Do rossmana nie chodzę więc nie mam zdania, widziałam jeszcze jakieś akuku, czy agugu ale w składzie były jakieś dziwne rzeczy więc nie kupuję.
    Wszystkie obiadki próbowałam i są bardzo smaczne (jak dla mnie) mój synek żadnym nie pogardził i aż się trzęsie jak widzi słoiczek
    Z tych trzech firm to hipp ma najciekawsze te dania (dla 9-miesięczniaka) bo to jakieś kluseczki, to spaghetti, a to tagiatelle, a to zupka z przyprawami, że aż pachnie w całym domu...

    A co do gotowania w domu - żeby wiedzieć w 100% z czego się gotuje sama musiałabym te marchewki i brokuły w ogródku uchodować, bo to co w sklepach to na chemii pędzone i Bóg raczy wiedzieć na czym jeszcze, wolałam dziecko od tego na początek uchować, może jak będą świeże warzywa latem to zacznę, ale póki co wolę nie testować tych przerośniętych długowiecznych marchewek na moim dziecku...
  • murwa.kac 21.03.14, 20:34
    aganieszkab napisała:

    Cytata to zupka z przyprawami, że aż pachnie w całym domu...

    oplulam monitor big_grin


    Cytat A co do gotowania w domu - żeby wiedzieć w 100% z czego się gotuje sama musiała bym te marchewki i brokuły w ogródku uchodować, bo to co w sklepach to na chemi i pędzone i Bóg raczy wiedzieć na czym jeszcze, wolałam dziecko od tego na początek uchować, może jak będą świeże warzywa latem to zacznę, ale póki co wolę nie testować tych przerośniętych długowiecznych marchewek na moim dziecku...

    i serio serio wierzysz, ze w sloiczkach to marchewka jak z reklamy od usmiechnietego chlopa wsrod zielonych łąk? big_grin
    litosci.

    forum.gazeta.pl/forum/w,579,148259068,148268930,Re_5msc_obiadki_ze_sloiczkow_czy_.html
    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,8939917,Miesne_wypelniacze_w_jedzeniu_dla_niemowlat.html

    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • mamatomika 21.03.14, 20:44
    Co do pachnacej na caly dom zupki sie nie wypowiem bo jeszcze nigdy mi sie to nie zdazylo smile
    Ale wydaje mi sie ze nie powinno sie wrzucac wszystkich firm do jednego kotla...





    --matka.madzi napisała: Od soczków i napojów niunie puchnom i umierajom!
  • aganieszkab 21.03.14, 21:13
    hehe, raczej od chłopa z uśmiechem z przerwą na papierosa smile, poza tym gerber już w składzie nie pisze nic o MOM (może nie już nie stosują, a może po prostu nie piszą)
    Jakby nie patrzeć ktoś ich tam czasem kontroluje, więc jakiegoś strasznego syfu dawać nie mogą, a ja w domu nie mam takiej miarki, co by mi poziom pestycydów w marchewce zmierzyła
    a w słoiczki wierzę bardziej, niż w zdrowe brokuły i kalafiory w marcu...
  • mja-15 21.03.14, 22:55
    Ja wydaję kupę kasy na słoiczki, bo mały je opócz owoców i zupkę i obiadek codziennie. Ma zaburzoną gospodarkę fosforowo-wapniową i musi jeść warzywa z mięsem lub zupę zamiast jednego posiłku mlecznego. Kupuję przede wszystkim Bobovita i Hipp. Zaczynałam od pierwszych łyżeczek. Najpierw warzywa, a po miesiącu testowania dopiero owoce.
    Oczywiście samodzielne gotowanie w domu wychodzi taniej, ale nie ma się żadnej gwarancji pochodzenia ani mięsa ani warzyw czy owoców.
    Nasza kuchnia jest w zasadzie bez soli, ale bardzo pikantna i zupy jemy może raz, dwa razy w miesiącu. Trudno, więc coś z tego uszczknąć dla małego. Zostaje więc gotowanie podwójne - dla nas i osobno dla małego. Kto pracujący ma na to czas? Dziś robiłam barszcz ukraiński i część odłożyłam dla małego. Mięso zblendowałam z zupą i nieco rozdrobniłam warzywa. Generalnie mały jest otwarty na wszystkie smaki i nigdy nie było sytuacji, żeby nie zjadł całego słoiczka. A moja zupa? Fuj! Jeszcze nigdy tak nie pluł, nie protestował, machał i bronił się rękoma. Zupa poszła do kibla. I tyle samodzielnego gotowania dla małego. Niemniej po skończeniu roku planuję karmić go naszym jedzeniem, ale nie jakim hot jak my jemy.
  • zoja86 22.03.14, 00:12
    Ja nie wiem jak Wam gotowanie w domu wychodzi taniej. Przykład: brokuły sklepowe nie w sezonie są super sztuczne - kupuję mrożone gotowane na parze. Ziemniak, ok, cena nieduża, ale już dobrej jakości ryba, jajko od zielononóżki czy przepiórcze to wszystko razem to nie jest mało. Dodajcie sobie prąd / gaz, wodę... a gotuje się mięso, warzywa i jajko oddzielnie. Czasami dodaję też Holle, która tania nie jest. Tak więc ja uważam, że gotowanie w domu wychodzi drożej niż te kilka zł za słoiczek.
    Wiadomo, taniej i łatwiej kupić słoiczek, co tam w środku jest to chyba nawet producenci nie wiedzą, ale ni mówcie mi, że to ładnie pachnie czy smakuje. Zdarzyło mi się spróbować.
    Nie daję dziecku tego, czego sama bym nie zjadła po pierwsze z szacunku a po drugie nie lubię marnotrawić jedzenia - jak córka nie ma ochoty zjeść wszystkiego to ja kończę.
  • panizalewska 22.03.14, 12:23
    "a gotuje się mięso, warzywa i jajko oddzielnie"

    Żartujesz? W życiu się tak nie bawiłam, jak zupa to zupa, wszystko wrzucam do gara i cześć. Rzadko kiedy jemy zupy na kościach (rosół chyba jakieś 3 m-ce temu ostatnio?) prędzej na mięsie, nigdy na kostkach rosołowych. Dziecko żyje i ma się dobrze. I żadnych jajek gotowanych osobno, bo i po co? Dostała i dostaje (teraz prawie 2 lata) jajko na twardo do łapy, jajecznicę widelcem. W życiu nie chciałoby mi się bawić, jak opisujesz.
  • murwa.kac 22.03.14, 12:37
    zoja86 napisał(a):

    Cytat Ja nie wiem jak Wam gotowanie w domu wychodzi taniej.

    normalnie smile

    CytatPrzykład: brokuły sklepowe nie w sezonie są super sztuczne -

    i rozumiem, ze tylko brokuly sa dostepne?


    Cytatjajko od zielononóżki czy przepiórcze to wszystko razem to nie jest mało.

    no ale codziennie jajek od przepiorki w ilosci 10 sztu to chyba nie je, nie?
    poza tym bez przesady - zwykle jajka marketowe tez mozna dac.

    Cytat Dodajcie sobie prąd / gaz, wodę...

    hmmm, nie znam stawek dokladnych, ale nawet jesli gotujac gar zupy niech pojdzie tego za 5 zl. majatek.

    Cytata gotuje się mięso, warzywa i jajko oddzielnie.

    bym musiala sie z glupim na rozum zamienic, zeby babrac sie i dodawac sobie roboty osobno gotujac kazda popierdółkę big_grin

    CytatCzasami dodaję też Holle, która tania nie jest.

    tru.
    dlatego zwykla najzwyklejsza kasza Kupiec wystarczy.


    CytatWiadomo, taniej

    bzdura

    Cytat i łatwiej kupić słoiczek,

    a to zalezy.
    bo codziennie jakbym miala gotowac - pewnie, ze latwiej kupic i w zyciu bym sie nie babrala.
    ale jak raz na dwa, trzy tyg ugotujesz gar bazy i pomrozisz - masz zupe dla dziecka gotowa w maks 10 minut.


    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • zoja86 23.03.14, 19:08
    murwa.kac napisała:
    > i rozumiem, ze tylko brokuly sa dostepne?
    - nie, ale od tego najlepiej zacząć rozszerzanie, a poza tym moja córka je uwielbia
    > poza tym bez przesady - zwykle jajka marketowe tez mozna dac.
    - może i można, ale ja chcę dawać mojemu dziecku co najlepsze smile
    > hmmm, nie znam stawek dokladnych, ale nawet jesli gotujac gar zupy niech pojdzi
    > e tego za 5 zl. majatek.
    > ale jak raz na dwa, trzy tyg ugotujesz gar bazy i pomrozisz - masz zupe
    > dla dziecka gotowa w maks 10 minut.
    - nie gotuję garu zupy i go nie mrożę, bo chcę, aby dieta mojego dziecka była różnorodna i aby nie jadło w kółko to samo. Nie mam wielkiej zamrażarki, aby pomrozić kilkanaście garów zup. Poza tym wolę aby jadło świeże zupy - chcę dać mojemu dziecku co najlepsze smile
    > bym musiala sie z glupim na rozum zamienic, zeby babrac sie i dodawac sobie rob
    > oty osobno gotujac kazda popierdółkę big_grin
    - lekarz zaleciła mięso bez wywaru, tak więc gotowałam oddzielnie - od kilku dni mam garnek do gotowania na parze, tak więc gotowanie jest jedno - za to dłuższe, tak więc koszty pozostają bez zmian smile
  • murwa.kac 23.03.14, 19:23
    zoja86 napisał(a):

    Cytat - nie, ale od tego najlepiej zacząć rozszerzanie, a poza tym moja córka je u
    > wielbia


    nic nie stoi na przeszkodzie, zeby dac jej mozliwosc uwielbiania innych warzyw, nie tylko brokula.


    Cytat - może i można, ale ja chcę dawać mojemu dziecku co najlepsze smile

    zrozumiale, ale popadasz w przesadna paranoje.


    Cytatnie gotuję garu zupy i go nie mrożę, bo chcę, aby dieta mojego dziecka by
    > ła różnorodna i aby nie jadło w kółko to samo.


    czytaj uwaznie.
    ugotuj gar zupy, JEDEN, ktory bedzie BAZĄ.
    codziennie wyciagasz sloik, rozmrazasz i dodajesz cokolwiek, zeby stworzyc zupe. dynia, kalafior, kasza, makaron, brokuł, bataty, ryz, ogorki kiszone, por, marchewka - wybor masz PRZEOGROMNY


    CytatNie mam wielkiej zamrażarki, aby pomrozić kilkanaście garów zup.

    nie musisz miec kilkanascie garow zupy.
    wystarczy jeden, BAZA.

    CytatPoza tym wolę aby jadło świeże zupy - chcę dać mojemu dziecku co najlepsze smile

    wlasnorecznie ugotowana zupa, zamrozona bedzie swiezsza i zdrowsza niz sloik kupiony w sklepie. zaręczam Ci.


    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • zoja86 23.03.14, 19:50
    murwa.kac napisała:
    nie musisz miec kilkanascie garow zupy. wystarczy jeden, BAZA.
    a co jest tą bazą? moja córka naprzemiennie je zupy na bazie królika, ryby, kurczaka i indyka (na razie, później będziemy dodawać inne), tak więc pomysł jednej bazy w takim przypadku raczej odpada

    wlasnorecznie ugotowana zupa, zamrozona bedzie swiezsza i zdrowsza niz sloik kupiony w sklepie. zaręczam Ci.
    oczywiście, a jeszcze świeższa i zdrowsza jest ta ugotowana chwilę temu, dlatego codziennie, bądź co drugi dzień gotuję smile
  • 3luna3 23.03.14, 20:12
    murwa.kac napisała:

    >
    >
    > a to zalezy.
    > bo codziennie jakbym miala gotowac - pewnie, ze latwiej kupic i w zyciu bym sie
    > nie babrala.
    > ale jak raz na dwa, trzy tyg ugotujesz gar bazy i pomrozisz - masz zupe
    > dla dziecka gotowa w maks 10 minut.
    >
    >


    Podpowiedzcie mi proszę, jak u Was ta baza wygląda? Bo ja, póki co, jeszcze młodemu mięsa nie dawałam, a zupki gotuje raz na 2 dni. I nie wiem, czy mu nie zbrzydnie tak 2 dni jeść to samowink inna sprawa, że jakoś nigdy nie udało mi się ugotować tak mało, żeby wyszło na raz big_grin tym bardziej, ze dziecię 3-4 łyżki zjadawink

    --
    W szczęśliwym domu słychać śmiech dziecka
    -----------------------------------------
    Tymuśkiss www.suwaczki.com/tickers/gg64j44jwz1x5f2p.png
  • murwa.kac 28.03.14, 09:22
    3luna3 napisał(a):

    CytatPodpowiedzcie mi proszę, jak u Was ta baza wygląda?

    u mnie to bylo po prostu mieso ugotowane z włoszczyzną, taki rosol.
    po rozmrozeniu dodawalam cos, zeby zrobic zupe. np dynia, brokuly, kasze, pory, ziemniaki, ogorki, buraczki etc. najczesciej kombinowalam z produktow z naszych biezacych obiadow, zeby sobie roboty nie dokladac.
    baz w zamrazarce mialam mialam minimum 3 rodzaje (na roznych miesach), zeby uniknac powtarzalnosci.
    sprawdzilo sie na poczatku to bardzo fajnie w przypadkach kiedy nie mialam czasu czy checi zeby gotowac.

    --
    Siedzieć w domu na macierzyńskim big_grin Normalnie wstaje taka mama malucha, albo kilku maluchów, kiedy chce, siada i tak siedzi, czas płynie, a ona siedzi - aż do wieczora, bo potem znowu się kładzie. by lampka_witoszowska
  • arya82 22.03.14, 14:28
    zoja86 napisał(a):

    > Ja nie wiem jak Wam gotowanie w domu wychodzi taniej. Przykład: brokuły sklepow
    > e nie w sezonie są super sztuczne - kupuję mrożone gotowane na parze. Ziemniak,
    > ok, cena nieduża, ale już dobrej jakości ryba, jajko od zielononóżki czy przep
    > iórcze to wszystko razem to nie jest mało. Dodajcie sobie prąd / gaz, wodę... a
    > gotuje się mięso, warzywa i jajko oddzielnie. Czasami dodaję też Holle, która
    > tania nie jest. Tak więc ja uważam, że gotowanie w domu wychodzi drożej niż te
    > kilka zł za słoiczek.

    A dziecku to osobno wszystko kupujesz. U mnie w domu wszyscy jedza warzyawa (sezonowe ofcourse i organiczne). Mamy dajmy na to brokula na obiad, to dziecko dostaje z niego kilka rozyczek (czy tam do papki je miksowalam - w sumie koszt dodatkowy powiedzialabym zerowy). Woda, gaz? No prosze Cie! Jak komus szkoda w trzech garnkach gotowac to niech warzywa i miesa robi na parze nad jednym. Choc tu ta sama sytuacja, jak gotuje obiad dla siebie, to i tak robie zwykle wszystko osobno (ziemniaki, czy kasza, mieso, i warzywa dodatkowe) chyba ze robie jakas jednogarowa potrawe.
    Nie rozumiem takiego wyliczania kazdego grosika, dziecko nie je w koncu tyle co tuzin gosci na obiedzie. A jak gotujesz wiecej dla niego to proste- mrozisz i masz zapas ma pare tygodni i odpadaja koszta wody i gazu wink
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/a8dogov3v054e2yy.png
  • zoja86 23.03.14, 19:39
    arya82 napisała:
    >No prosze Cie! Jak komus szkoda w trzech garnkach gotowac to niech warzywa i miesa robi na parze nad jednym.

    A kto napisał, że szkoda? Przecież gotuję a nie daję słoiczki. Piszą, że słoiczki wychodzą drożej, a ja pokazuję, że jak chce się codzennie, na najlepszej jakości produktach gotować, wychodzi drożej. I wcale mi nie szkoda, na szczęście mogę sobie pozwolić na podejmowanie żywieniowych decyzji nie patrząc na ceny.
  • giba116 23.03.14, 20:39
    Zoja, dziecko powyzej 10 miesiaca zycia teoretycznie powinno dostawac dwa dania obiadowe i owoce. Przy zalozeniu, ze kupujemy sloiki to koszt okolo 15-20 zl dziennie za wszystko. Chocbym nie wiem jak chciala to nie ma bata, zebym gotujac w domu nawet z zakupionych w nietanim ekologicznym sklepie warzyw i miesa ugotowala drozej.
    Miesieczny koszt przy zywieniu sloikowym latwo obliczyc. 15-20 zl x 30 = 450-600 zl

    W zyciu tyle nie zaplacisz gotujac w domu. Nawet doliczajac zuzycie pradu, wody, oplate za kanalizacje i wywoz smieci.
  • zoja86 23.03.14, 21:02
    > Miesieczny koszt przy zywieniu sloikowym latwo obliczyc. 15-20 zl x 30 = 450-60
    > 0 zl
    > W zyciu tyle nie zaplacisz gotujac w domu. Nawet doliczajac zuzycie pradu, wody
    > , oplate za kanalizacje i wywoz smieci.

    Też zależy co się je. Jagody i maliny, które my jemy codziennie (jabłek i gruszek nie chce, inne owoce jeszcze przed nami) nie są dostępne w słoiczkach. Pewnie ze względu na cenę (Gerber ma jabłko i 9% jagód). Np opakowanie jagód kosztuje od 10 do 19 zł a wystarcza na 2 dni, tak więc dziennie wychodzi 5 do 9,5 zł na sam deser.
  • pederastwa 23.03.14, 22:15
    Gotuję w domu, na produktach nie oszczędzam, zwłaszcza, że mam dziecko z alergiami. Kupuję mąkę gryczaną, komosę ryżową, amarantusa, czasem królika, przedpiórkę. Oczywiście bardziej standardowe potrawy typu buraczek, włoszczyzna, kalafior/brokuł (z mrożonki) też się w menu znajdują. Gotowanie w domu wychodzi mi duuuużo taniej niż słoiczki, których kiedyś też używałam. Przy czym teraz gotuję tyle żeby zjadło i dziecko i opiekunka.
    Słoiczki są fajne:
    -na początku rozszerzania diety, jak dziecko dostaje łyżeczkę nowego produktu na spróbowanie
    -na sytuacje awaryjne, wyjazy albo po prostu dzień lenia wink
    Ale moim zdaniem dobrze jest jak najszybciej przyzwyczajać dziecko do dorosłego jedzenia.
  • lidek0 22.03.14, 11:28
    Nie ma się co dziwić, że Twoja zupa dziecku nie pasuje, skoro nauczony słoiczków. Ja zmodyfikowała naszą kuchnię, dzięki temu gotowałam od początku dla wszystkich i oszczędzała, da się, kwestia tego czy się chce /nie problem już na talerzu ostrzej przyprawić danie/.
    Nigdy nie ma się pewności co do jakości warzyw czy tych ze sklepu czy ze słoiczka, więc skoro domowe obiady wychodzą znaczenie taniej to po co przepłacać. Ale każdy robi jak uważa.
    --
    Lidek mama Maćka /ur.08.06.2001/
    Aniołek VIII 1996 Aniołek XI 1997 Aniołek IX 2005
    zapraszam na forum Dla starających się
  • arya82 21.03.14, 23:46
    Ech, propaganda sloikowa dziala na calego. Jak to latwo jest obrzydzic troskliwym mamom naturalne, sezonowe owoce i warzywa. Ale o to w koncu chodzi, by sloik sie sprzedawal musimy wierzyc w to ze w sloiku zloto a wszystko inne to czysty pestycyd... Ciekawam tylko kto dorosly taki chetny by byl, by conajmniej rok caly wszystkie posilki w formie sloikowej konsumowac, z szelflifem niewiadomo jakim - samo zdrowie i pychotka....ech... bidne dzieciaki...
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/a8dogov3v054e2yy.png
  • jomi81 22.03.14, 14:16
    Nigdy nie liczyłam ile dokładnie kosztuje ugotowanie zupy w domu, ale jestem przekonana, że taniej niż słoiczek. Ja zimą gotuję z mrożonego groszku, kalafiora i brokuła etc. oraz wloszczyzny z targu. Kaszę dodaję zwyczajną jaglaną czy jęczmienna (po co holle?), czasem makaron. Do tego mam też zamrożone i poporcjowane różne rodzaje mięsa.
    Zupę gotuję specjalnie dla córki, bo z mężem jemy w pracy (młodej zupę daje opiekunka). Co drugi dzień wieczorem gotuję zupę na 2 dni, wrzucenie wszystkiego do garnka zajmuje mi całe 3 minuty, więc chyba każda pracująca osoba jest w stanie przygotować taki posiłek wink

    Słoiczków nie demonizuję, ale u nas akurat moje zupy małej smakują, mnie gotowanie nie męczy, więc słoiki tylko w plener.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/3i492n0a8ahdlorm.png
  • hermenegilda_zenia 23.03.14, 20:44
    Gotowanie maluchowi jedzenia domowego jest bez dwóch zdań tańsze. Słoiczki dla dzieci poniżej roku mają zazwyczaj 180 - 240 ml pojemności, a kosztują od 3 do 8 złotych (średnio). Za te pieniądze zdecydowanie można ugotować więcej w domu. Za to oczywiście nie zawsze dostępne są określone warzywa czy produkty, dlatego słoiczki są jakąś alternatywą - nie mam przekonania, że to trucizna, ale nie kupuję Gebera (Nestle) po wszystkich aferach z MOM, oraz koszmarnym zasoleniem i zacukrzeniem ich produktów. Zdecydowanie najlepszy skład mają moim zdaniem słoiki Rossmana - najwięcej mięsa i warzyw w środku (udział procentowy w całości), nie dodają soli ani cukru do słoiczków dla niemowląt, różne ciekawe składniki (pasternak) oraz fakt, że wytrąca się w nich woda, co świadczy o tym, że nie stosują sztucznych zagęszczaczy. Hippa i Bobovitę stosowałam rzadko, jak dziecko było już starsze (po roku), ale nie podoba mi się u tych producentów, że dodają sól już w słoiczkach dla dzieci od 7 miesiąca życia, więc raczej wybór miałam ograniczony. Co ciekawe Hipp dodaje sól tylko w Polsce, bo te same słoiczki w Niemczech już soli w składzie nie mają. Ot, takie nasze prawodawstwo, które na coś takiego pozwala, inne kraje mają bardziej surowe regulacje. Słowem podsumowania - słoiczki też są dla ludzi, tylko trzeba zwracać uwagę na skład i unikać tych z solą (dla takich małych dzieci jest ona bardzo szkodliwa na nerki).
  • zoja86 23.03.14, 20:53
    A znacie (i czy polecacie?) jakieś słoiczki z UK, które nie są dostępne u nas? Jedziemy na wycieczkę i gotować pewnie nie będę miała czasu.
  • hermenegilda_zenia 23.03.14, 22:32
    Akurat w UK jest dylemat urodzaju - w każdym sklepie, hipermarkecie czy aptece/drogerii masz wiele firm oferujących słoiczki z jedzeniem organicznym w normalnych cenach. Wybór jest ogromny. U nas trzeba się naszukać i zapłacić 3 razy więcej niż za normalne jedzenie dla niemowląt, a tam to wręcz standard.
  • zoja86 23.03.14, 23:47
    O to super, zrobię zapasy na kolejne wyjazdy smile
  • ipodpaska 24.03.14, 13:57
    Kupuje Hippa, ew. gerbera. Wszystko daje z sloiczka, miesko tez. Warzywa ekologiczne (naprawde ekologiczne a nie ze pani w warzywniaku tak twierdzi) sa bardzo drogie. Rodziny na wsi nie mam, wiec zrodla sprawdzonych warzyw nie mam, a tego co nasi chlopi produkuja w zyciu malemu dziecku nie podam. Polski chlop ma mentalnosc panszczyzniana, miastowy to wrog ktorego trzeba ocyckac, pole ma podzielone "dla siebie" i osobna czesc dla "miastowych" i to co tam sypie wola o pomste do nieba. Ze nie wspomne o tych zdolniachach (choc chyba wiekszymi zdolniachami sa frajerzy ktorzy to kupuja) co jezdza po firmach/domach i sprzedaja niewymiarowe jaja lub bez kodu jako "swoje, wiejskie" lub kury, a tak naprawde to odrzuty z ferm hodowli klatkowej, ktore nie przechodza norm unijnych (idiotycznych swoja droga, dot rozmiaru jaj lub ilosci zoltek). Oczywiscie takie jaja sa drozsze niz zwykle 3-ki w sklepie. Bede karmic sloiczkami dopoki dziecko nie skonczy 3 lat lub zwyczajnie nie bedzie mnie stac.
  • 3luna3 24.03.14, 15:03
    Będziesz karmić trzylatka papkami? surprised
    I skąd wiesz, co chłop ma na polu, jeśli nie masz rodziny na wsi tongue_out
    Hipp daje cukier do owoców dla czteromiesięczniaka, a w szpinaku z ziemniakami jest mleko i śmietana, a to też od 4 miesiąca. Gerber daje takie same warzywa, jakie są dostępne na targu, od tego samego "chłopa", który oprysków i nawozów nie żałuje.
    --
    W szczęśliwym domu słychać śmiech dziecka
    -----------------------------------------
    Tymuśkiss www.suwaczki.com/tickers/gg64j44jwz1x5f2p.png
  • giba116 24.03.14, 15:19
    Eee tam, nie znasz sie...
    Miesko na sloiczki pasie sie na zielonych wzgorzach, wdycha krystalicznie czyste powietrze i pije wode z gorskiego potoku. Oczywiscie wcina ekologiczne pasze, bez grama antbiotykow, sterydow itp.
    Warzywa sloiczkowe rosna na polach zdala od miejskiego zgielku, bez zadnych sztucznych nawozow a miedzy grzadkami z konewka smigaja sami wlasciciele firm sloiczkowych smile
  • ipodpaska 24.03.14, 15:48
    ironizujcie iroznizujcie, i dalej wierzcie w te kocopaly ze polskie rolnictwo najlepsze i najzdrowsze big_grin nawet ziemniaki jemy porazone jakims chorobskiem, zakaz wywozu ich do innych krajow jest. To nie anglia gdzie mozna kupic ekologiczne zarcie na kazdym rogu.
    kazdy serwuje swojemu dziecku to co uwaza za najzdrowsze, wy wierzycie rolnikom ja wierze firmom ktore badaja produkty nim je przerobia. Rolnicy jacy sa kazdy widzi, ciagle im malo wiec oszukiwanie uwazaja za swoja powinnosc. Zrobie prawo jazdy to bede jezdzic do niemiec po ekologiczne warzywa. Jak lubicie to karmcie swoje dzieci padlina od polaka, ktory sprzeda padle zwierze, wczesniej szprycowane chinskimi specyfikami by jak najszybciej uroslo. Nie macie pojecia co rolnicy wyprawiaja, jakie g... podaja zwierzeta byle by szybko rosly, jakie ilosci antybiotykow i innych lekarstw wstrzykuja. Kto ma weterynarza w rodzinie to moze zapytac sie u zrodla.
  • giba116 24.03.14, 15:53
    Tu nie chodzi o polskiego rolnika. Ze syf jest w warzywach, owocach i miesie to kazdy wie. Smieszna jest wiara osob karmiacych sloikami, ze tam to samo zdrowie. Prawda jest taka, ze tam znajduje sie ten sam syf co na talerzu dziecka karmionego zywnoscia z warzywniaka i miesem ze sklepu.
  • ipodpaska 25.03.14, 10:27
    Dlatego wole kupic niemiecki produkt od polskiego. Wiadomo, polak zawsze bedzie cwaniakowal zeby 3 grosze zaoszczedzic.
  • mja-15 25.03.14, 11:47
    Skoro prawda jest taka, że ten sam syf znajduje się w słoiczkach, jak i na talerzach dziecka karmionego żywnością z warzywniaka i mięsem ze sklepu. To po co wyrywać sobie rękawy i bawić się w gotowanie? Jak można kupić słoiczek, podgrzać i gotowe. wink
  • panirogalik 25.03.14, 12:00
    ten sam syf tylko możesz go ugotować na parze i nie dodawać białego cukru.
  • zoja86 25.03.14, 14:48
    mja-15 napisała:
    > Skoro prawda jest taka, że ten sam syf znajduje się w słoiczkach, jak i na tale
    > rzach dziecka karmionego żywnością z warzywniaka i mięsem ze sklepu. To po co w
    > yrywać sobie rękawy i bawić się w gotowanie? Jak można kupić słoiczek, podgrzać
    > i gotowe. wink

    A po to, że produkty zanim trafiły do słoiczków przeszły taka obróbkę, że potraciły masę dobrych składników. W dodatku jest szansa, że choć część produktów z których gotujemy jest zdrowsza (ja np czasami dostaję od ciotki "swoje" jajka - od kilku kur, które biegają po jej podwórku wdychając podwarszawskie powietrze; królika też mam z dobrego źródła).
    Poza tym, gotując sama podajesz dziecku to, na co macie ochotę, a nie to co jest w takiej mieszance.
  • mja-15 26.03.14, 21:17
    A czym różni się barszcz ukraiński ze słoiczka od ugotowanego przeze mnie? Słoiczek wciągnął, a moją zupę - cóż. Zjadł trzy łyżki i wypluł. I koniec jedzenia. Tak wygląda gotowanie tego, na co mamy ochotę, a nie tego, co jest w mieszance. tongue_out
  • arya82 25.03.14, 18:26
    mja-15 napisała:

    > Skoro prawda jest taka, że ten sam syf znajduje się w słoiczkach, jak i na tale
    > rzach dziecka karmionego żywnością z warzywniaka i mięsem ze sklepu. To po co w
    > yrywać sobie rękawy i bawić się w gotowanie? Jak można kupić słoiczek, podgrzać
    > i gotowe. wink

    To po co wogole gotowac? Niech 'wyznawczynie' wink sloiczkow zyja caly rok na konserwowo/sloikowych warzywach/surowkach i miesach, mrozonych czy sloikowych gotowych dan i zobaczymy, czy takie beda szczesliwe.

    Chyba dla wiekszosci (przynajmniej tych ktorzy interesuja sie gotowaniem czy poprostu tym co maja na talerzu) domowe jest synonimem lepszego, smaczniejszego, czesto zdrowszego. Z reszta wiele z nas ma wspomnienia z dziecinstwa dotyczace kuchni mamy czy babci, wapie czy takie bidoki co do 3 roku zycia sa napychane slojami maja podobne wrazenia wink


    ...a mit o samym syfie sprzedawanym przez rolnikow -warzywa samo zlo?- widac jak swietnie dziala maszyna zbiorowej histerii, napedzana glownie przez sloikowych producentow...


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/a8dogov3v054e2yy.png
  • giba116 25.03.14, 21:04
    Mja-15: "To po co wyrywać sobie rękawy i bawić się w gotowanie?"

    Po:
    1. Po to, ze jedzenie gotowane w domu ma SMAK. Jak wrzuce do parowara marchewke, pietruszke i brokula to ma to smak marchewki, pietruszki i brokula a nie zageszczonego bobofruta, jak w sloiku.
    2. Bo wychodzi taniej, nawet zaopatrujac sie w sklepie ekologicznym.
    3. Bo sama nie wyobrazam sobie jedzenia sloikow przez kilka miesiecy, nie mowic juz o latach jak niektorzy tu maja zapedy ;/ Dla porownania warto sprobowac pierwszy z brzegu gotowy sos do spaghetti (nawet z fajnym skladem: pomidory, przecier, woda, sol, przyprawy naturalne) i ugotowany z tych samych skladnikow ale w warunkach domowych. Ja nie mam watpliwosci co do tego ktory jest smaczniejszy i to czuc od razu.
    4. Po co wyrywac sobie rekawy przy gotowaniu? Ja nie wyrywam. Zajmuje mi to mniej czasu niz wybieranie sloikow, czytanie i porownywanie skladu. Ot kroje warzywa, wlewam wode do parowara, wrzucam warzywa i mieso, przykrywam pokrywka i ustawiam czas. Calosc zajmuje mi ok 3-5 minut.
    5. Bo moge dac dziecku warzywo do lapki. Szybciej je usamodzielnic, pozwolic poznac INTENSYWNE smaki warzyw, miesa a nie karmic papkami roczniaka, gdzie jedyny wiekszy kawalek to pare skrawkow "makaronu".
  • murwa.kac 25.03.14, 21:09
    i 6. gotowane w domu nie jest tak masakryczna ilosc razy przetwarzane jak sloikowe. nie bez kozery na sloiczkach jest napisane, ze ma ekstra witamine jakas i skladnik mineralny.

    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • arya82 25.03.14, 22:27
    ...ktore to "ekstra" witaminy etc, sa znacznie mniej wchlanialne i przyswjalne przez organizm, niz te naturalne... (ale to jeden z tych faktow, o ktorych czesc ludzi woli nie wiedziec bo wygodniej)
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/a8dogov3v054e2yy.png
  • az-82 25.03.14, 06:45
    Zastanawiam się, skąd tak dobrze znasz obyczaje i mentalność polskich rolników, jak sama przyznajesz, że nie masz nawet rodziny na wsi.
    Ja akurat mam. I wiem, że ciężko harują na utrzymanie, nigdy nie są pewni jutra, bo w każdej chwili mogą stracić całość plonów. Wstają 7 dni w tygodniu o 5 rano, pracują 7 dni w tygodniu, nigdy nie mają wakacji ani urlopu, bo krowy codziennie muszą jeść i codziennie trzeba je doić.
    Do zbiornika oddają dokładnie to samo mleko, które biorą do domu. Nie mają odstawionych krów swoich i krów dla miastowych, wbrew temu co insynuujesz. Nie mają kur swoich i miastowych, ani pól swoich i miastowych. Używają nawozów, zarówno sztucznych jak i naturalnych i środków ochrony roślin zgodnie z wytycznymi, w czasie, kiedy należy to zrobić.
    Jeśli krowa jest chora, jej mleko jest wylewane tak długo aż minie okres karencji po antybiotyku, który to jest ściśle określony dla każdego leku.
    Szkalujesz ludzi i tyle.
    --
    http://lb2m.lilypie.com/EFEHp1.pnghttp://lmtm.lilypie.com/r0pBp1.png
  • ipodpaska 25.03.14, 10:26
    Ja akurat mam. I wiem, że ciężko harują na utrzymanie, nigdy nie są pewni jutra
    > , bo w każdej chwili mogą stracić całość plonów. Wstają 7 dni w tygodniu o 5 ra
    > no, pracują 7 dni w tygodniu, nigdy nie mają wakacji ani urlopu, bo krowy codzi
    > ennie muszą jeść i codziennie trzeba je doić.

    A myslisz ze na DG to ma sie ciagle urlopik i wolne weekendy? Pewnosc jutra?? smiech na sali. A do tego podatki i zyganie ZUSU co miesiac, z radoscia zamienie sie z tymi biednymi rolnikami na ich smieszne daniny na KRUS i brak placenia podatkow. Bo zasuw 7 dni w tyg bez urlopu mam juz dzis. Moich produktow nie skupia interwencyjnie jak pojde palic opony pod sejm.

    Ktos padline do zakladow przetworstwa miesnego dostarczal - to zaklady skontrolowano i przez to sprawa wyplynela, rolnicy u nas w kraju to swiete krowy. Tak samo z jedzeniem w sloiczkach - jakis syf wyplynie predzej przez to ze firme przetrzepia niz sprawdza czym rolnik handluje.
  • jomi81 26.03.14, 09:48
    ipodpaska, jeśli uważasz, że rolnicy mają taki raj na ziemi,a naprawdę nic nie robią to kup ziemię i sama zostań rolniczką. Jak można tak nie szanować cudzej pracy, do tego ważnej pracy...
    Ja sama rodziny rolniczej nie mam, ale mamy dom na wsi, jest w okolicy kilku rolników i to naprawdę ciężko pracujący ludzie. Wątpię też żeby mieli osobne pola czy zwierzęta dla siebie i na sprzedaż. Strasznie generalizujesz. Jak wszędzie zdarzają się oszuści, to pewne, ale nie można od razu całej grupy tak oceniać.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/3i492n0a8ahdlorm.png
  • ipodpaska 26.03.14, 14:36
    Chetnie, ale zawod rolnika w polsce jest KONCESJONOWANY ! aby kupic ziemie lub moc ja wydzierzawic od panstwa trzeba miec albo wyksztalcenie rolnicze albo juz byc rolnikiem big_grin
    W Szczecinie rolnicy strajkuja ze tak zle maja, a przyjezdzaja sprzetami po 0,5mln zlotych, ciekawe skad one? z tej biedy zapewne? prawda taka ze na wsi jest taka laba ze wystarczy nie byc pijakiem lub mega leniem i juz mozna baaardzo dostanio zyc. A ze 90proc z nich to pijaki i mega lenie to jest jak jest.
  • agncwy 26.03.14, 17:57
    Taa,jasne...za to niemiecki rolnik trzeźwy cały rok
  • 3luna3 26.03.14, 19:29
    Niemiecki rolnik ma luz bo zatrudni Polaków, żeby mu pole obrabiali tongue_out a ipodpaska takiemu niemieckiemu rolnikowi uwierzy, że jego pole uczciwie ekologiczne i bez nawozów ;>
    --
    W szczęśliwym domu słychać śmiech dziecka
    -----------------------------------------
    Tymuśkiss www.suwaczki.com/tickers/gg64j44jwz1x5f2p.png
  • murwa.kac 24.03.14, 17:57
    ipodpaska napisała:

    Cytat Bede karmic sloiczkami dopoki dziecko nie skonczy 3 lat lub zwyczajnie nie bedzie mnie stac.

    3 latka papkami??
    jezu...



    --
    Siedzieć w domu na macierzyńskim big_grin Normalnie wstaje taka mama malucha, albo kilku maluchów, kiedy chce, siada i tak siedzi, czas płynie, a ona siedzi - aż do wieczora, bo potem znowu się kładzie. by lampka_witoszowska
  • ipodpaska 25.03.14, 10:26
    literowka, przeciez to oczywiste ze nikt tak dlugo papka karmic nie bedzie
  • mamatomika 25.03.14, 14:08
    Wydaje mi sie ze wszystko ma swoje dwie strony. A ta dyskusja powstala tylko dlatego bo matki gotujace same, czuja sie lepsze, a matki dajace sloiki nie maja zamiaru czuc sie gorsze...i dobrze. Ta jak juz ktos napisal, w dzisiejszych czasach wszystko jest niezdrowe. No chyba ze ktos ma owoce i jarzyny z wlasnego ogrodka oraz kury i pare swiniek+ krowka. Co jest wielka rzadkoscia. Jesli kogos stac kupowac bio warzywa i mieso to jest jeszcze lepiej. Nie wiem jak w Polsce ale w niemczech Bio jest dosc drogie. Wiem jednak ze sa ludzie naprawde ubodzy, ktorych nie stac na nic... Sasiadka mojej mamy w Polsce futruje swoje dzieci ( 2l.+ blizniaki 9m) ziemniak+ kadluby drobiowe...dwa razy w tygodniu ( co jedza w inne dni to nawet nie pytalam), bo na nic innego ja nie stac. Bieda az piszczy, maz alkoholik przepija wszystko. Bedac u mamy kupilam im 3 palety hippow z ktorych bardzo sie ta kobieta ucieszyla. I mozecie teraz powiedziec : taki "syf" im kupilas??? Jednak w porownaniu z tym co jedza to przynajmniej jakies urozmaicenie bylo...no i PIERWSZY raz w zyciu dzieci jadly rybe...
    Takich rodzin sa setki jak nie tysiace, tak wiec cieszmy sie ze mamy obiad dla dzieci czy to wlasnorecznie ugotowany, czy to wlasnorecznie kupiony.
    --
    matka.madzi napisała: Od soczków i napojów niunie puchnom i umierajom!
  • stokrotka_beauty 26.03.14, 12:53
    mnie zastanawia co dzieci słoiczkowe kiedyś będą wspominać. jednym z ważniejszych wspomnień z dzieciństwa jest smak. nie, ja nie jestem zupełnie przeciwna słoikom. moje dziecko dostało kilka razy słoik i pewnie jeszcze kilka razy dostanie.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/relgj44jw6f5024p.png
  • edek.z.krainykredek 26.03.14, 13:32
    kurczę a ja pamiętam smaki dziecńśtwa ale dopiero jak miałam kilka lat. przedtem nic a nic uncertain
  • mja-15 26.03.14, 21:27
    Pamiętam to jak dziś. tongue_out Mamusia zrobiła pyszny domowy rosołek na kurze ładowanej hormonami, z marchewką i pietruszką. A miałam tylko 8 miesięcy. Takie mam wspomnienia. A pierwszy chlebek jadłam jak miałam 7 miesięcy. tongue_out
    Nie róbcie sobie jaj. Jak ktoś będzie karmił słoiczkami 10 lat - to dziecko rzeczywiście nie miało wspomnień z dzieciństwa. Ja chcę maksymalnie do roku karmić słoiczkami i próbować dawać nasze jedzenie. Na razie bez powodzenia. Ale my prawie nie umiemy gotować. Od czerwca żłobek. Więc jakieś obiady będziemy kombinować tylko w weekendy, żeby mały bór zjadł.
    A w parowarze jedzenie jest bez smaku. Jakby papier się jadło. Ale my jesteśmy przyzwyczajeni do bardzo pikantnej kuchni.
  • giba116 26.03.14, 21:43
    Mja-15:" A w parowarze jedzenie jest bez smaku. Jakby papier sie jadlo".

    Za to sloiki to kwintesencja smaku. smile
  • mja-15 26.03.14, 22:02
    Jeśli porównasz obie rzeczy, to faktycznie - to z parowaru jest niejadalne.
  • murwa.kac 27.03.14, 07:59
    mja-15 napisała:

    CytatA w parowarze jedzenie jest bez smaku. Jakby papier się jadło. Ale my jesteśmy przyzwyczajeni do bardzo pikantnej kuchni.

    bzdura.
    wystarczy odpowiednio ziolami doprawic.
    teturowy smak czuja osoby, ktore sa przyzwyczajone do glutaminianu sodu i jest on w ogromnej ilosci powszechny w ich diecie.
    odstaw glutaminian, ogranicz znacznie sól - zobaczysz jak swietnie smakuja warzywa z parowaru.

    --
    Niektóre samochody nawet nie jeżdżą (!) tylko są traktowane jako ,,piwnica" by mojemieszkanie24
  • mja-15 27.03.14, 10:35
    W zasadzie nie używam soli do niczego. Tylko wszelkiego rodzaju zioła.
  • stokrotka_beauty 27.03.14, 21:37
    mja-15 napisała:

    > Pamiętam to jak dziś. tongue_out Mamusia zrobiła pyszny domowy rosołek na kurze ładowa
    > nej hormonami, z marchewką i pietruszką. A miałam tylko 8 miesięcy. Takie mam w
    > spomnienia. A pierwszy chlebek jadłam jak miałam 7 miesięcy. tongue_out
    > Nie róbcie sobie jaj. Jak ktoś będzie karmił słoiczkami 10 lat - to dziecko rze
    > czywiście nie miało wspomnień z dzieciństwa. Ja chcę maksymalnie do roku karmić
    > słoiczkami i próbować dawać nasze jedzenie. Na razie bez powodzenia. Ale my pr
    > awie nie umiemy gotować. Od czerwca żłobek. Więc jakieś obiady będziemy kombino
    > wać tylko w weekendy, żeby mały bór zjadł.
    > A w parowarze jedzenie jest bez smaku. Jakby papier się jadło. Ale my jesteśmy
    > przyzwyczajeni do bardzo pikantnej kuchni.


    Smak i nawyki żywieniowe kształtują się od maleńkości. Piszesz, że po roku chcesz przejść na normalne domowe jedzenie. Powodzenia. Może Wam sie uda. Znam kilkoro dzieci karmionych słoiczkami, które domowym jedzeniem pluły w efekcie czego rodzice dłużej słoiki serwowali.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/relgj44jw6f5024p.png
  • jw.ow 27.03.14, 10:23
    A ja bym chciała uzyskać informacje od przeciwniczek dawania potraw ze słoiczków dzieciom ? Dlaczego jesteście przeciwne ? Pomińmy kwestie finansowe, bo to każdego osobista sprawa. O co tak konkretnie chodzi ? Bo w sumie mam wrażenie, że jesteście przeciwne dlatego że nie wiecie co konkretnie w tym słoiczku jest ( pochodzenie np. warzyw) no ale... jeżeli kupujecie marchewkę, mięso itd to także nie macie pewności że pochodzi ono z pewnego źródła ( no może , ze same sobie wyhodujecie składniki potraw smile ). Chciałabym uzyskac od was konkretne informacje, czy czytałyście jakieś badania na ten temat ? Jeżeli tak to proszę o linki.
  • jomi81 27.03.14, 15:37
    Mi chodzi głównie o rozdrobnienie tego pokarmu. Dziecko powinno uczyć się rzuć, gryźć, radzić sobie z dużymi kawałkami pokarmu. To wbrew pozorem niełatwa sztuka dla dzieci karmionych papkami. Koleżanka, która ma dziecko w wieku przedszkolnym mówiła, że panie w przedszkolu organizują zajęcia z nauki gryzienia, żeby poprzez zabawę zachęcać dzieci do podjęcia prób jedzenia nierozdrobnionego pokarmu!
    Poza tym słoiczków nie demonizuję, ale uważam po prostu, że moje dziecko ma takie samo prawo do domowego jedzenia jak ja. Gdy jesteśmy na wycieczce i mam opcję słoiczka bądź jedzenia w jakimś barze to wybieram słoiczek, bo nie mam zaufania do większości lokali gastronomicznych. Natomiast gdy jestem w domu mogę sama ugotować smaczniejszy niż słoiczkowy posiłek (czy zdrowszy nie wiem, bo rzeczywiście marchewek i mięsa nie hoduję sama).
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/3i492n0a8ahdlorm.png
  • giba116 27.03.14, 16:29
    1. Produkty na obiady sloiczkowe sa poddawane obrobce, podczas ktorej spora czesc witamin, mineralow znika. Glownie chodzi o wit C. Dlatego producenci wzbogacaja sloiki syntetyczna wit c, ktora nie jest juz wchlaniana w takim stopniu jak ta naturalna.
    2. To co mnie najbardziej irytuje i uwazam to za zlodziejstwo po prostu. Fakt, ze wiekszosc sloikow (szczegolnie owoce) sa najpierw rozrzedzone woda a nastepnie zageszczane skrobia, grysikiem czy innym badziewiem. Objetosciowo mamy caly sloik a "autentycznego" owoca niewiele.
    3. Dziecko powinno uczyc sie gryzc, zuc. Sloiki, nawet te dla 10 miesieczniakow sa zwykla papka.

    Tu na poczekaniu pierwszy z brzegu link. Warto poczytac sklady.

    www.udietetykow.pl/sklad-sloiczkow-dla-dzieci-3/
  • jw.ow 27.03.14, 16:39
    no ale mi się zawsze wydawało, że te obiadki są dostosowane do wieku dziecka a co za tym idzie zawierają odpowiednio rozdrobnione bądź większe cząstki jedzenia. Nie jest tak ?
  • murwa.kac 27.03.14, 18:18
    nie.
    dla starszych dzieci co najwyzej kilka grudek jest w sloiku.
    a wazne jest zeby dziecko nauczylo sie gryzc KAWAŁKI. nie tylko z prozaicznego powodu, zeby jadlo normalnie, ale tez z logopedycznego puntu widzenia. ma to wplyw na umiejetnosci mowy.

    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • mja-15 27.03.14, 20:41
    I niby niemowlak te KAWAŁKI będzie gryzł i rozdrabniał dziąsłami?
    A w słoiczkach np. po 9 miesiącu całe danie jest w kawałkach, warzywa, makaron, ryż - no ale to wiadomo. To nie jest breja jak po 4 czy 5 miesiącu.
  • giba116 27.03.14, 21:02
    mja-15: "I niby niemowlak te KAWAŁKI będzie gryzł i rozdrabniał dziąsłami? "

    No oczywiście, że tak. Co w tym dziwnego?

    mja-15: "A w słoiczkach np. po 9 miesiącu całe danie jest w kawałkach, warzywa, makaron, ryż - no ale to wiadomo. "

    Serio... To są dla Ciebie kawałki??? To są jakieś skrawki, skrawków. Bądź obiektywna.
  • murwa.kac 27.03.14, 21:06
    oczywiscie, ze tak.
    dziaslami, jezykiem o podniebienie.
    co za problem?
    o BLW slyszalas?
    tysiace dzieci w wieku niemowlecym JE i ROZDRABNIA kawałki wink
    ryz czy makaron to nie kawalki, jak kawalki warzyw i owoców. a danie z ryzem czy makaronem to w dalszym ciagu paćka.

    --
    Niektóre samochody nawet nie jeżdżą (!) tylko są traktowane jako ,,piwnica" by mojemieszkanie24
  • mja-15 27.03.14, 21:11
    Nie akceptuję blw.
    Czyli dla dziecka makaron to cała kokardka czy 20 cm spaghetti? Bo rozdrobnione to paćka?
  • murwa.kac 27.03.14, 21:12
    a czemu nie akceptujesz jesli mozna spytac?

    nie rozumiem pytania o makaron.


    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • mja-15 27.03.14, 21:23
    Bo nie cierpię syfu i usyfionego dziecka i wszystkiego na nim i jego dookoła.
    Chodziło mi o to jaki makaron to rozdrobniony? Czy pokrojenie go na mniejsze kawałki jest paćką? Czy dziecko ma sobie gryźć dziąsłami rozgotowaną breję zwaną makaronem, ale w całości?
  • giba116 27.03.14, 21:31
    Mja:"Bo nie cierpię syfu i usyfionego dziecka i wszystkiego na nim i jego dookoła. "

    To jak Ty chcesz dziecko nauczyć samodzielnego jedzenia łyżeczką? Chyba, że to też nie mieści się w kanonach wszechobecnego porządku. Zabawy w piachu, na trawie, w kałuży???

    Makaron w formie takiej w jakiej znajduje się w słoikach jest paćką. Czy gdybyś miała te skrawki na talerzu zalane sosem i nie widziała etykiety, że to makaron to zgadłabyś??? Wątpię...
  • murwa.kac 27.03.14, 21:32
    mja-15 napisała:

    CytatBo nie cierpię syfu i usyfionego dziecka i wszystkiego na nim i jego dookoła.

    matttttttkoooooo...
    Ty tak serio?!
    i wierzysz, ze nigdy usyfionego dziecka miec nie bedziesz?? i syfu wokol niego??
    dzizys...
    sorry, ale rozbawilas mnie big_grin

    nie mowiac o tym, ze blw zdrowsze, lepsze, swietne efekty na calym spektrum rozwojowym dzieci niz słoiki. a Ty wyskakujesz z argumentem od czapy. bo syf. to tak jakbys powiedziala, ze nie akceptujesz pampersow, bo syfu nie lubisz i smrodu big_grin
    rozumiem, ze bedziesz karmic do 10 roku zycia Ty? bo bez syfu, to w zyciu dziecko nie zalapie nawet glupiej łyżeczki.

    Cytat Czy pokrojenie go na mniejsze kawałki jest paćką?

    tak.
    bo z makaronem dziecko, niemowle spokojnie sobie poradzi bez rozdrabniania go na mniejsze. swiderek, kokardka, rurka, nitka. i tak wlasnie powinno dziecko jesc, a nie RURKE makaronu dziabac mu jeszcze na mniejsze.

    CytatCzy dziecko ma sobie gryźć dziąsłami rozgotowaną breję zwaną makaronem, ale w całości?

    kazdy makaron ma na opakowaniu czas gotowania.
    jezeli bedziesz pi razy drzwi tego czasu pilnowac - nie rozgotujesz makaronu na breje, spokojnie.
    ugotowany podług czasu makaron nie zamienia sie w breje, jest po prostu makaronem.



    --
    Siedzieć w domu na macierzyńskim big_grin Normalnie wstaje taka mama malucha, albo kilku maluchów, kiedy chce, siada i tak siedzi, czas płynie, a ona siedzi - aż do wieczora, bo potem znowu się kładzie. by lampka_witoszowska
  • mja-15 27.03.14, 21:41
    Ciekawe. Dziś rozdrobniłam rurkę. I tak nie zjadł. Wypluł wszystko. A przy kolejnej próbie dławił się. Już widzę jak wpierdziela cały makaron al dente tak jak my jemy.
  • murwa.kac 27.03.14, 21:50
    a Ty myslisz, ze dziecko OD RAZU, od pierwszej rurki załapie? zwlaszcza karmione paćką?
    nieprzytomna chyba jestes.

    oczywiscie, ze bedzie sie dlawil. i nawet wskazane na samym poczatku jest.
    a wiesz dlaczego?

    nie dlatego, ze sobie z tym makaronem nie radzi.
    dlatego, ze malutkie dzieci maja punkt krztuszenia, dławienia się mniej wiecej na srodku jezyka. w przeciwienstwie do doroslych, ktorzy maja ten punkt w gardle.
    a wiesz dlaczego tak dzieci maja?
    to jest wlasnie ochrona PRZED zakrztuszenie sie. zeby dziecko zdazylo za duzy kawalek wypluc.
    i tak wlasnie to dzialac powinno.

    karmisz swoje dziecko papkami, dajesz makaron (ROZDROBNIONY!) i dziwisz sie, ze sie krztusi?? no normalne i oczywiste!
    daj mu tą rurkę całą do reki i niech sobie sam z tym radzi. a nie cudujesz.
    swoja droga nie zastanawia Cie co tu jest niehalo, skoro dziecko ROZDROBNIONYM makaronem sie krztusi? ze nie powinno, bo przeciez chore czy ulomne nie jest? i powinno JESC NORMALNIE jak wiekszosc ludzi?

    jak chcesz dziecko nauczy po roku jesc normalne jedzenie bez syfu i bez krztuszenia? spodziewasz sie cudu, ze skonczy 12 miesiecy, zrobisz pstryk i masz lorda przy stole krolowej? ZAPOMNIJ! wink

    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • giba116 27.03.14, 21:51
    Bo jest przyzwyczajony do paćki!
    I to normalne, że nie zje z dnia na dzień pokarmu w kawałkach. Będzie miał odruch wymiotny. Tak jak większość dzieci karmionych słoikami kiedy przychodzi do wprowadzania normalnego jedzenia.
    Potrzeba czasu...
  • 3luna3 28.03.14, 09:07
    murwa.kac napisała:

    >
    > matttttttkoooooo...
    > Ty tak serio?!
    > i wierzysz, ze nigdy usyfionego dziecka miec nie bedziesz?? i syfu wokol niego?
    > ?
    > dzizys...
    > sorry, ale rozbawilas mnie big_grin
    >
    >
    >

    Znam matkę, która ciągle nosiła na rękach trzylatkę, żeby się nie pobrudziła, więc wszystko możliwe big_grin
    --
    W szczęśliwym domu słychać śmiech dziecka
    -----------------------------------------
    Tymuśkiss www.suwaczki.com/tickers/gg64j44jwz1x5f2p.png
  • murwa.kac 27.03.14, 21:10
    żeby nie byc gołosłownym suspicious



    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • q_fla 28.03.14, 17:17
    Mojej córce pierwszy ząb wyszedł na przełomie 11-12 miesiąca.
    Wcześniej, od ok. 3 mieś jadła normalne zupy z kawałkami gotowanego mięsa, całe koszyczki brokułu, kawałki ziemniaków, na kolację gryzła już normalne kanapki bez najmniejszego problemu.

    Także preferuję domowe jedzenie, przede wszystkim nie wierzę w te wszystkie zdrowotne zapewnienia producentów, po drugie - tak jak dziewczyny pisały - ważna jest nauka żucia, ale także poznanie domowych rodzinnych smaków.
    --
    "I najawazniejsze: nie sluchaj q-fli i jej podobnych bo dzieciak skonczy zapalen
    > iem pluc - a dla q-fli to i tak nie choroba........ "
    by aniasa1 big_grinbig_grinbig_grin
  • murwa.kac 27.03.14, 18:13
    bo marchewka kupiona przeze mnie z pola pana Zdzisia jest przetwarzana (smazona badz gotowana badz blanszowana badz pieczona) TYLKO RAZ.
    marchewka kupiona z pola tego samego pana Zdzisia i wywieziona do fabryki sloiczkow jest przetwarzana x dziesiat razy, przez co wzmacniana sztucznymi witaminami i faszerowana dodatkowymi wzmaczniaczami smaku (bo inaczej by nie miala smaku marchewki) i skladnikami konserwujacymi (bo inaczej by nie miala terminu waznosci 2 lat) a na koniec jeszcze pasteryzowana sztucznie.

    --
    Siedzieć w domu na macierzyńskim big_grin Normalnie wstaje taka mama malucha, albo kilku maluchów, kiedy chce, siada i tak siedzi, czas płynie, a ona siedzi - aż do wieczora, bo potem znowu się kładzie. by lampka_witoszowska
  • momas 28.03.14, 10:48
    z ciekawości... jak wygląda proces sztucznej pasteryzacji?I czym sie rózni od naturalnej ?

    I na czym polega przetwarzanie dziesiątek razy tej marcheki? (muyslalam, ze jest gotowana i potem pasteryzowana)
    Dlaczego te wzmacniacze smaku nie są wymienione na etykiecie (wbrew polskim przepisom)?

    Serio interesuje mnie ten temat, a chyba wiesz coś wiecej...
    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • pederastwa 28.03.14, 18:41
    nie spodziewaj się odpowiedzi wink
  • murwa.kac 28.03.14, 19:20
    momas napisała:

    Cytatz ciekawości... jak wygląda proces sztucznej pasteryzacji?I czym sie rózni od naturalnej ?

    dodawanie konserwantow wszelkiej masci, a glownie sztucznej wit. c pod przkrywkadodania super witaminki.


    CytatI na czym polega przetwarzanie dziesiątek razy tej marcheki? (muyslalam, ze jest gotowana i potem pasteryzowana)

    nie jest.
    na kazdym etapie obrobki warzywa i owoce sa poddawane wysokiej temperaturze, krojeniu, siekaniu, blenderowaniu. przetawarzane wiele razy owoce traca swoje wartosci odzywcze.


    CytatDlaczego te wzmacniacze smaku nie są wymienione na etykiecie (wbrew polskim przepisom)?

    oczywicie, ze wbrew przepisom.
    ale sztab odpowiednich ludzi wie jak je obejsc smile
    chociazby jak z wit c, ze niby to dla dobra dzieci, a jest srodkiem konserwujacym.


    --
    Siedzieć w domu na macierzyńskim big_grin Normalnie wstaje taka mama malucha, albo kilku maluchów, kiedy chce, siada i tak siedzi, czas płynie, a ona siedzi - aż do wieczora, bo potem znowu się kładzie. by lampka_witoszowska
  • bea-luz 30.03.14, 10:13
    W dodatku co zauważyłam to: sok owocowy z koncentratu, sok pomidorowy z koncentratu. Niby koncentrat jest podany na etykiecie ale co w koncentracie jest - już nie wiadomo. W taki sposób np producenci produktów dla dzieci mogą obejść prawo.

    Poza tym, na logikę, przecież chyba musi im się opłacać wyprodukowanie takiej dziecięcej papki i sprzedawanie jej w tak niskiej cenie, biorąc pod uwagę cenę samego produktu, transport, ludzi, którzy w tym uczestniczą i marżę, którą nakładają sklepy?
  • momas 31.03.14, 09:15
    ale czy kwas askorbinowy jest konserwantem?
    Konserwanty to E200-299
    Kwas askorbinowy to E300. Przeciwutleniacz nie konserwant.

    Jakie konserwanty dodaje się jeszcze do tej pasteryzacji?

    Czy opierasz sie na źródłach, czy też wiesz - bo wiesz?
    Czy pasteryzacja w warunkach przemysłowych (skąd takie wlaśnie pokrywki jednorazowe), nie wystarcza? Nawet z przetworami mięsnym (tyndalizacja)

    Jezeli na źródłach podaj mi je proszę - bardzo mnie to ciekawi.Serio.

    Tak samo obieranie w wysokiej temperaturze mnie interesuje.

    I nie - nie jestem przedstwicielem producentów ani szczególną przeciwniczką tego jedzenia Po prostu = interesuje mnie ten problem jako" niezależnego"
    Chciałabym tylko wiedziec, czy to co wyczytuję o konserwantach - nie umieszczonych na etykietach est gdześ faktem sprawdzonyym, czy tylko wieścia przekazywaną dalej.

    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • arya82 27.03.14, 18:13
    Polecam przeczytac ten artykul. KLIK
    Streszcza wiekszosc tego najwazniejszego, co mozna w temacie powiedziec i znalezc w naukowych opracowaniach.

    A dlaczego jestem przeciwna?
    Koszty nie maja dla mnie najmniejszego znaczenia.
    Mam na uwadze jedynie dobro mojego dziecka. Traktuje go tak dobrze (wrecz lepiej) jak sama bym chciala byc traktowana. Sama nie zywilabym sie przez rok (czy nawet miesiac) tym paskudnie smakujacymi, przetworzonymi i watpliwej jakosci sloikami (patrz zalinkowany artykul).
    Nie nie mam nigdy absolutnej pewnosci, ze skladniki z ktorych gotuje sa 100% zdrowe i z pewnego zrodla. Ale staram sie, szukam zrodel gdzie kupuje lepsze, naturalniejsze (co widac i czuc w smaku) owoce, warzywa i mieso. Takze gotowania nie robie na odwal sie, mysle nad tym jak zopttymalizowac diete malucha, jakie potrawy beda dla niego najzdrowsze, najsmaczniejsze i sprawia mu radosc smile Stoje czasem i godzine nad garnkami wink Wszystko to zajmuje mi czas i wymaga sopro wiecej poswiecenia niz kupienie sloika (i nawet sterczenie przed polka w supermarkecie i czytanie skladow). Ale robie to, bo nie po to mam dziecko by bylo mi wygodnie i prosto - tylko chce dla niego jak najlepiej. I tak zakladalam ze bedzie wymagac moje rodzicielstwo. Nie jechanie po najmniejszej linii oporu

    Nie bede hipokrytka, zdarzylo mi sie kupic "sloik" (czy bardziej saszetke) owocow sporadycznie raz na ruski rok, np w przypadku podrozy samolotem itp, jako awaryjna przekaska. Ale nie wierzylam absolutnie w to ze to saszetka samych dobroci i zdrowia dla mojego maluszka. Raczej taki fastfood.

    I z tego co slyszalam od mam, ktore podaja sloiczki. Pierwszy ich argument ZAWSZE, to to ze nie musza sterczec nad garnkami (ryzykujac ze dziecko i tak nie zje a potrawa sie zmarnuje) i ze jest to mega wygodne. Pozniej dopiero idzie, ze niby zdrowsze niz warzywa ze sklepu itd.
    Moim zdaniem, przykro mi, ale to nic innego ale lenistwo i wygodnictwo. Takze lenistwem jest to, ze owe mamy nie robia porzadnego researchu i czesto slepo wierza w to co obiecuje producent - zadne inne info (nawet ze zrodel naukowych) zwykle ich nie przekonuje

    A pomijajac kwestie zdrowia. Ja sie jeszcze raz zapytam mam ktoree zywia sloikami, czy same bylyby szczesliwe zywiac sie tak przez dlugie miesiace?
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/a8dogov3v054e2yy.png
  • mja-15 27.03.14, 20:48
    A wyobraź sobie, że są ludzie, którzy nie umieją gotować. Lub ledwo ledwo gotują. Więc wymyślenie potrawy, jej zaplanowanie, żeby nie tylko było odpowiednie dla dziecka, ale też zjadliwe dla dorosłych oraz ugotowanie przerasta niektórych możliwości.
    Rozumiem, że właśnie szukanie słoiczków i czytanie ich etykiet jest dla Ciebie takie czasochłonne. Innych zakupów nie robisz i innych, znacznie dłuższych, etykiet już nie czytasz.
  • giba116 27.03.14, 21:07
    No to teraz argumentem pojechałaś smile
    No tak... dosyć skomplikowana czynność... pokrojenie warzyw, wrzucenie ich do gara z kawałkiem mięsa. Ale spoko, jak nie umiesz GOTOWAĆ to jedzcie te słoiki na zdrowie.
  • mja-15 27.03.14, 21:18
    No to jest rada. Każda taka mądra. Weź sobie garść jakichś tam warzyw, jakiegoś tam mięsa i pycha zupa gotowa.
  • murwa.kac 27.03.14, 21:19
    bo naprawde tak to wyglada! smile

    --
    Siedzieć w domu na macierzyńskim big_grin Normalnie wstaje taka mama malucha, albo kilku maluchów, kiedy chce, siada i tak siedzi, czas płynie, a ona siedzi - aż do wieczora, bo potem znowu się kładzie. by lampka_witoszowska
  • mja-15 27.03.14, 21:29
    Jak ktoś potrafi gotować, to może nawet przyjęcie niespodziewanych gości zrobić z niczego. My nie jadamy zup w ogóle. Więc, nie umiem ich robić. Nawet jakby się udało, to musiałabym robić ją w ilościach bardzo małych albo wszystko mrozić. Zresztą jak pisałam gdzieś wcześniej, zrobiłam barszcz ukraiński i mały wepchnięte trzy łyżki zupy wypluł. A o kolejnych nie było mowy, bo buzię zacisnął na amen.
  • murwa.kac 27.03.14, 21:37
    ej no kaman!
    nie od razu rzym zbudowali!
    Ty myslisz, ze ja stanelam w kuchni i od razu trzaskalam ossobuco i tort pavlova??

    ile prob bylo najprostrzego rosolu to nie zlicze.

    ze maly Ci zjadl 3 lyzeczki.
    no kurde. jadl syfiaste zarcie, potrzebuje czasu, zeby zaakceptowac wyrazisty inny smak. wszystkie sloiczki smakuja tak samo, nic dziwnego, ze zareagowal na zmiane tak a nie inaczej.

    --
    Siedzieć w domu na macierzyńskim big_grin Normalnie wstaje taka mama malucha, albo kilku maluchów, kiedy chce, siada i tak siedzi, czas płynie, a ona siedzi - aż do wieczora, bo potem znowu się kładzie. by lampka_witoszowska
  • giba116 27.03.14, 21:38
    Widzę, że każdy post odbijasz jak piłeczkę ale naprawdę (bez obrazy) w strasznie śmieszny i poniekąd kompromitujący sposób.

    Pomijam całą dyskusję o sposobie żywienia niemowląt ale siedzę i myślę jak można dokładniej opisać czynność pokrojenia warzywa i wrzucenia go razem z mięsem do wody. I nie wiem... Nie umiem...
    Ja mistrzem gotowania nie jestem. Zup dla siebie i męża nigdy nie gotowałam ale bez przesady. Zalać dwa produkty wodą i wstawić na palnik to na prawdę żadna filozofia.
  • murwa.kac 27.03.14, 21:43
    giba116 napisał(a):

    CytatWidzę, że każdy post odbijasz jak piłeczkę ale naprawdę (bez obrazy) w strasznie śmieszny i poniekąd kompromitujący sposób.

    true.

    --
    Siedzieć w domu na macierzyńskim big_grin Normalnie wstaje taka mama malucha, albo kilku maluchów, kiedy chce, siada i tak siedzi, czas płynie, a ona siedzi - aż do wieczora, bo potem znowu się kładzie. by lampka_witoszowska
  • mja-15 27.03.14, 21:46
    wink Bo uwielbiam bawić się z Wami w ping-pong'ową dyskusję. tongue_out wink
  • murwa.kac 27.03.14, 21:07
    wiesz, ja tez nie umialam gotowac.
    pozniej urodzilo mi sie dziecko suspicious

    --
    Siedzieć w domu na macierzyńskim big_grin Normalnie wstaje taka mama malucha, albo kilku maluchów, kiedy chce, siada i tak siedzi, czas płynie, a ona siedzi - aż do wieczora, bo potem znowu się kładzie. by lampka_witoszowska
  • mja-15 27.03.14, 21:16
    To faktycznie argument do podjęcia znienawidzonej czynności jaką jest gotowanie.
  • murwa.kac 27.03.14, 21:18
    owszem.
    nienawidzilam gotowac, nie umialam. przysłowiową wode na herbate potrafilam spartaczyc.

    ale zalezalo mi na zdrowym i wlasciwym odzywianiu syna i sie naumiałam. przestawiajac nasza kuchnie i nawyki zywieniowe o 180 st.
    mozna, tylko trzeba chciec i miec odpowiednie priorytety.

    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • mja-15 27.03.14, 21:33
    Nie obrażając nikogo, ale dla mnie bycie kuchtą nie jest żadnym priorytetem. Nienawidzę gotowania i nigdy nie polubię.
  • murwa.kac 27.03.14, 21:40
    no w porzadku.
    obowiazku nie ma.

    tylko nie wmawiaj wszystkim dookoła, ze sloiczki to takie pyszne, pachnace i zdrowe. bo nie sa i dobrze o tym wiesz, tylko probujesz dorobic ideologie i nią przykryc swoje lenistwo (bez obrazy).

    --
    Niektóre samochody nawet nie jeżdżą (!) tylko są traktowane jako ,,piwnica" by mojemieszkanie24
  • giba116 27.03.14, 21:45
    Ja nienawidzę zmieniać pieluch. To znaczy, że mam tego nie robić??? Do pewnych rzeczy niestety poniekąd jesteśmy zmuszone decydując się na macierzyństwo. I o ile bycie kuchtą to nie priorytet o tyle zdrowie Twojego dziecka powinno nim być. I nawet jeśli teraz uważasz, że słoiki to samo zdrowie to i tak za parę miesięcy będziesz musiała zbliżyć się do garów, bo dziecko kilkuletnie coś jeść musi. Więc dla mnie argument o braku zdolności kulinarnych to zwykły wykręt, którym w okresie niemowlęcym część osób karmiących słoikami z wygody się zasłania.
  • mja-15 27.03.14, 21:50
    Gary będą nas czekać na szczęście tylko w weekendy, bo dziecko idzie do żłobka.
  • murwa.kac 27.03.14, 21:53
    mja-15 napisała:

    CytatGary będą nas czekać na szczęście tylko w weekendy, bo dziecko idzie do żłobka.

    http://emots.yetihehe.com/2/hahaha.gifhttp://emots.yetihehe.com/2/hahaha.gifhttp://emots.yetihehe.com/2/hahaha.gif

    marz dalej big_grin


    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • murwa.kac 27.03.14, 21:58
    swoja droga Mja - zaskakuje mnie Twoje podejscie, skoro Twoje dziecko jest chore i jest wymagana odpowiednia dieta.
    a Ty prz takich zaburzeniach ładujesz słoiki, ktore sprawy moze dramatycznie nie pogarszaja w zastraszajacym tempie (w mniejszym na pewno tak) ale w zadnym wypadku nie powoduja poprawy, jakby to zrobila domowa zbilansowana dieta.
    naprawde bardzo mnie to dziwi.
    no ale nie moj cyrk, nie moje małpy.

    --
    Niektóre samochody nawet nie jeżdżą (!) tylko są traktowane jako ,,piwnica" by mojemieszkanie24
  • mja-15 27.03.14, 22:06
    Chyba z kimś mnie mylisz. Moje dziecko na szczęście jest zdrowe.
    A propos żłobka. Skoro tam ma pełne wyżywienie, to nie. rozumiem tego sarkazmu dotyczącego konieczności gotowania tylko w weekendy.
  • murwa.kac 27.03.14, 22:11
    mja-15 napisała:

    CytatChyba z kimś mnie mylisz. Moje dziecko na szczęście jest zdrowe.

    no chyba nie bałdzo...?

    Autor: mja-15 21.03.14, 22:55
    Ma zaburzoną gospodarkę fosforowo-wapniową i musi jeść warzywa z mięsem lub zupę zamiast jednego posiłku mlecznego.


    Cytat A propos żłobka. Skoro tam ma pełne wyżywienie, to nie. rozumiem tego sarkazmu dotyczącego konieczności gotowania tylko w weekendy.

    tez sie ta łudziłam.
    pozniej zobaczylam jakie maja porcje, to po pierwsze.
    i po drugie - wiesz w jakich godzinach sa obiady w zlobkach?
    ok 12 - 13.
    nie łudź się na takiej procji akywny, ruchliwy 2 latek wytrzyma do kolacji smile


    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • mja-15 27.03.14, 22:17
    A, o to chodzi. To już historia. I to na tych wyklętych słoiczkach. Wyniki prawidłowe. Tylko mamy kontrole co pół roku.
    Jak wrócimy z pracy i zrobimy obiad, to rzeczywiście ten roczniak dostanie obiad w godzinie kolacji.
  • murwa.kac 28.03.14, 09:51
    mja-15 napisała:

    Cytat A, o to chodzi. To już historia. I to na tych wyklętych słoiczkach. Wyniki prawidłowe.

    tak w ciagu tygodnia? wink

    CytatJak wrócimy z pracy i zrobimy obiad, to rzeczywiście ten roczniak dostanie obiad w godzinie kolacji.

    wiec czy tak czy siak bedziesz gotowac.
    a roczniak juz spokojnie z Waszego gara moze jesc.


    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • mja-15 28.03.14, 10:01
    Wyniki są prawidłowe, ale dietę z jednym posiłkiem mlecznym mniej niż w schemacie mamy nadal utrzymywać. To miałam na myśli pisząc o zaburzeniach gospodarki mineralnej. Więc w ciągu tygodnia nic się nie zmieniło.
  • ashraf 28.03.14, 10:07
    To zamierzasz trzymac dziecko w zlobku od 7 do 20:00? Bo jak nie, to chyba jednak bedziesz musiala zrobic mu cos do jedzenia.
  • murwa.kac 28.03.14, 09:49
    mja-15 napisała:

    Cytat Nie obrażając nikogo, ale dla mnie bycie kuchtą nie jest żadnym priorytetem.

    tyle, ze zle priorytety rozumujesz.
    bo to nie bycie kuchta ma byc priorytetem.
    tylko zdrowe odzywianie dziecka i przekazanie mu odpowiednich nawykow zywieniowych.



    --
    Niektóre samochody nawet nie jeżdżą (!) tylko są traktowane jako ,,piwnica" by mojemieszkanie24
  • arya82 27.03.14, 23:05
    mja-15 napisała:

    > A wyobraź sobie, że są ludzie, którzy nie umieją gotować. Lub ledwo ledwo gotuj
    > ą. Więc wymyślenie potrawy, jej zaplanowanie, żeby nie tylko było odpowiednie d
    > la dziecka, ale też zjadliwe dla dorosłych oraz ugotowanie przerasta niektórych
    > możliwości.

    To co Ty biedna zrobisz, jak dziecko bedzie mialo 2, 3, 4 latka I wiecej? Powiesz mu: dziecie, matka nie potrafi sie dla Ciebie nauczyc gotowac nawet podstaw, chodzmy do Makdonalda, albo dzis pizza z mrozonki....A powaznie to gotowanie (zwlaszcza dla dziecka) to nie filozofia, poza tym do dyspozycji masz pierdyliard ksiazek dla ludzi o naprawde wszelkim stopniu zaawansowania. To o czym piszesz to kiepska wymowka wynikajaca z lenistwa
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/a8dogov3v054e2yy.png
  • mja-15 27.03.14, 23:25
    A wyobraź sobie, że akurat pizzę umiem sama zrobić. I nawet naleśniki, racuchy i placki ziemniaczane. A do McSzita nie chodzimy i nigdy nie będziemy. Akurat to co my jemy jest z reguły bardzo pikantne i dla 9,5 miesięcznego dziecka się nie nadaje. Zresztą wymienione wyżej smażone dania też dla tak małego dziecka się nie nadają.
    A dla dziecka, gotowanie jest filozofią, bo trzeba zapewnić zbilansowaną dietę, a jak się ledwo ledwo gotuje, to trudno to zrealizować.
  • arya82 28.03.14, 08:15
    mja-15 napisała:
    > A dla dziecka, gotowanie jest filozofią, bo trzeba zapewnić zbilansowaną dietę,
    > a jak się ledwo ledwo gotuje, to trudno to zrealizować.

    Tak jak napisalam- jest multum ksiazek, informacji I nawet broszur wydawanych przez sluzby zdrowia na temat gotowania dla malucha. Wiele z nich podaje Ci dokladny kalendarz skladnikow I dan ktore mozesz podawac w danych miesiacach (Chociazby korzystalam z A. Kermel- kompletnego planu posilkow dla niemowlat I malych dzieci- gdzie masz lopatologicznie kazdy dzien I posilek rozpiosany, nie musisz nic robic tylko kierowac sie megaprostymi przepisami, cala dieta jest zbilansowa a dla Ciebie )

    Mja-15 strasznie sie wykrecasz, zamiast przyznac, ze Ci sie poprostu niechce troche sie postarac I lubisz wygode w postaci sloiczkow ( wiele matek sie do tego przyznaje wbrew pozorom) Twoje prawo. Ale nie pisz, ze brak umiejetnosci gotowania jest przeszkoda ( I najwyraznjej tez sciemniasz bo znam osoby ktore naprawde niepotrafia gotowac I pizzy,uwierz mi by nie zrobily)

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/a8dogov3v054e2yy.png
  • mja-15 28.03.14, 09:34
    A ten A. Kermel to jakiś auto książki? WGoogle nie mogę nic takiego znaleźć.
    A co w tym złego. Nie umiem gotować, nie znam się i nie chce mi się. tongue_out I naprawdę nie wiem jak inne osoby sobie radzą z czymkolwiek w domu, oporządzeniem siebie, zrobieniem i zjedzeniem śniadania, przygotowaniem obiadu itd. itp. skoro te wszystkie leżaczki, bujaczki czy huśtawki to zło wcielone. Wciśnięte nam przez sprytnych marketingowców.
  • murwa.kac 28.03.14, 09:55
    mja-15 napisała:

    Cytat naprawdę nie wiem jak inne osoby sobie radzą z czymkolwiek w domu, oporządzeniem siebie, zrobieniem i zjedzeniem śniadania, przygotowaniem obiadu itd. itp. skoro te wszystkie leżaczki, bujaczki czy huśtawki to zło wcielone.

    no ciezko bywało, fakt. ale nie jest to awykonalne, serio.
    ale im starszy tym lzej pod tym wzgledem, bo do wielu rzeczy typu gotowanie czy sprzatanie mozna poltoraroczniaka czy dwulatka angazowac.

    --
    Siedzieć w domu na macierzyńskim big_grin Normalnie wstaje taka mama malucha, albo kilku maluchów, kiedy chce, siada i tak siedzi, czas płynie, a ona siedzi - aż do wieczora, bo potem znowu się kładzie. by lampka_witoszowska
  • mja-15 28.03.14, 10:05
    Ale 9 miesięczne wszędzie raczkujące dziecko jest nie do upilnowania i trzeba gdzieś je choćby da parę minut unieruchomić. Nie mówię tu o 2-latku, bo to pieśń przyszłości.
  • giba116 28.03.14, 10:09
    A jak spi?
    Do krzeselka do karmienia na chwile sie nie da odlozyc?

    Wiem co to znaczy, bo moja corka z tych naprawde przyklejonych do nogi. Wyjscie do toalety konczy sie placzem i targaniem jej ze soba, ale zupe wstawiam podczas drzemki. A drugie danie robie kiedy na 5 minut wrzucam ja do krzeselka do karmienia.
  • murwa.kac 28.03.14, 10:17
    mja-15 napisała:

    CytatAle 9 miesięczne wszędzie raczkujące dziecko jest nie do upilnowania i trzeba gdzieś je choćby da parę minut unieruchomić.

    aj tam!
    pewnie, ze nie trzeba!

    wieszasz pranie?
    niech wyciaga z pralki i Ci podaje.
    gotujesz obiad?
    niech podaje ziemniaki do obierania.
    daj na podloge makaron i garnek i pokaz jak ma nakladac ten makaron do garnka.
    obierasz marchewke i selera? posadz na blacie, stole obok siebie i daj obrane i umyte do reki, niech obada, pomaca.
    wypakowujesz zmywarke? niech wyciaga bezpieczne rzeczy z dolnego kosza.
    zrob bezpieczna szafke, szuflade w kuchni - plastiki, drewniane, plastikowe sztucce, naczynia - niech eksploruje.
    sprzatasz? daj mu sciereczke, gabke - niech sciera, myje na rowni z Toba.

    99% czynnosci, ktore codziennie robisz w domu, spokojnie mozna zrobic z maluchem.
    tak, zajmuje to nieco wiecej czasu, ale:
    masz spokoj i jednak wzglednie szybciej i bez nerwow sprztasz/gotujesz/wieszasz pranie etc
    dziecko ma zajecie, rozwijajace, uczy sie codziennej logistyki

    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • ashraf 28.03.14, 10:22
    Moj jest juz tak zaprogramowany, ze jak zaczynam sprzatac, bierze sobie swoja szmatke i idzie myc krzeselko i drewnianego labedzia. Ew. przychodzi po kawalek recznika papierowego i wyciera podloge wink Hitem jest tez odkurzanie dywanu w swoim pokoju (ma swoj odkurzacz ktory buczy i nawet troche ciagnie), obowiazkowo min. 2 x dziennie wink
  • murwa.kac 28.03.14, 10:31
    podobnie i u nas.

    ale hitem jest od samego poczatku do dzisiaj pralka.
    jak raz ja wyjelam pranie - mialam awanture przez 30 min wink

    a teraz doszly dwie nowe fascynacje jezeli chodzi o obowiazki domowe: zamiatanie (kaździutenki pylek wypatrzy, okruszek i leci po zmiotke i szufelke) i krojenie (chce kroic wszystko co tylko sie da big_grin


    --
    Niektóre samochody nawet nie jeżdżą (!) tylko są traktowane jako ,,piwnica" by mojemieszkanie24
  • mja-15 28.03.14, 10:24
    To mnie rozbawiłaś. I chyba zapomniałaś na jakim etapie ruchowo-rozwojowym jest 9 miesięczne dziecko. Warzywa podawać czy macać - jasne, ale po to, żeby do buzi włożyć. Podawać pranie czy bezpieczne rzeczy ze zmywarki? big_grin big_grin Chyba o 2-latku mówisz.
  • murwa.kac 28.03.14, 10:35
    mja-15 napisała:

    CytatI chyba zapomniałaś na jakim etapie ruchowo-rozwojowym jest 9 miesięczne dziecko.

    nie, nie zapomnialam, bo moj takie rzeczy w tym wieku robil smile
    i nie tylko moj. sporo dziewczyn na forum tez o tym pisalo. i kolezankom w realu tez takie rzeczy podpowiadam - rowniesz sie sprawdza.
    mozna, naprawde, zaufaj troszke swojemu dziecku smile


    Cytat Warzywa podawać czy macać - jasne, ale po to, żeby do buzi włożyć.

    no dokladnie.
    co w tym zlego?

    CytatPodawać pranie czy bezpieczne rzeczy ze zmywarki? big_grin big_grin Chyba o 2- latku mówisz.

    nie smile


    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • mja-15 28.03.14, 10:42
    Przecież on sam jeszcze nie siedzi i nie rozumie daj czy podaj. Marchew surową może wziąć do buzi bez problemu, ale nieobranego ziemniaka już nie.
  • murwa.kac 28.03.14, 10:48
    mja-15 napisała:

    CytatPrzecież on sam jeszcze nie siedzi

    a to troche zmienia postac rzeczy, myslalam, ze masz siedzacego malucha.
    jak usiadzie w tym kierunku mozesz isc.
    poki co - spokojnie koc na podloge i pewne rzeczy moze juz ogarniac razem z nim.

    Cytati nie rozumie daj czy podaj.

    oczywiscie, ze rozumie wink

    CytatMarchew surową może wziąć do buzi bez problemu, ale nieobranego ziemniaka już nie.

    a dlaczego nie?
    polize, sprobuje ugryzc, pomaca i tyle.
    cóż w tym takiego strasznego?



    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • ashraf 28.03.14, 10:51
    9-miesieczne raczkujace dziecko nie dojdzie do pralki? Nie stanie przy niej i nie wyciagnie z niej nic? Nie poradzi sobie z warzywem w buzi?
  • mja-15 28.03.14, 10:54
    Nie siedzi, nie stoi tym bardziej.
    Nie rozumie daj.
  • ashraf 28.03.14, 11:05
    To lada moment zacznie, bo 9-10 miesieczniak powinien juz siedziec. Wtedy zycie zrobi sie latwiejsze wink A daj zrozumie, jak dasz mu szanse.
  • mja-15 28.03.14, 11:25
    No nie taki lada moment, bo mogą to być nawet dwa miesiące. To jest wcześniak z korygowanym wiekiem, czyli teraz ma 8 miesięcy.
  • ashraf 28.03.14, 11:39
    Co to sa dwa miesiace smile
  • mja-15 28.03.14, 11:44
    Tylko wtedy ja już będę w pracy, a on w żłobku.
  • ashraf 28.03.14, 12:07
    No ale chyba nie bedzie w tym zlobku caly dzien i w domu tez cos bedzie jadl? Moj synek w tym wieku byl jeszcze z niania, ale teraz jest w zlobku z obiadem i wiesz co? W domu je drugi, bo nie wytrzymuje na samych przekaskach od 12:00 do 20:00.
  • awidyna 29.03.14, 08:29
    murwa.kac napisała:


    >
    > aj tam!
    > pewnie, ze nie trzeba!
    >
    > wieszasz pranie?
    > niech wyciaga z pralki i Ci podaje.

    > a ja mam pralkę ładowaną od góry ;p


    --
    Idę siku... zrobić Ci?
  • murwa.kac 29.03.14, 09:07
    awidyna napisała:

    Cytat a ja mam pralkę ładowaną od góry ;p

    no jest to pewne utrudnienie, nie przecze big_grin


    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • giba116 28.03.14, 09:56
    Mja-15: " Nie umiem gotować, nie znam się i nie chce mi się. "

    I doszlismy do meritum. Od tego trzeba bylo zaczac smile a nie dorabiac ideologie, ze niby sloik zdrowszy, ze to, ze tamto...

    Moja corka jak tylko cos zaczynam robic wisi mi u nogi i placze ale naprawde wstawienie warzyw do parowara to jest minuta. I nawet jesli Tobie takie jedzenie nie smakuje to nie oznacza, ze dziecku nie bedzie. Warzywo z parowara ma AUTENTYCZNY smak. To jest wlasnie smak warzywa. Rodzice maja czesto juz "spaczone" poczucie smaku przez uzywanie sporej ilosci soli, glutaminianu, smazenia na glebokim tluszczu. Dziecko takich doswiadczen smakowych jeszcze nie ma, wiec moze warto przestawic je na normalne "ludzkie" jedzenie.

    A czy to cos zlego z wygody dawac sloiki? No coz... Zalezy jak na to patrzec. Ale kazdy rzadzi na wlasnym podworku i wychowuje dzieci po swojemu.
  • ashraf 28.03.14, 10:10
    Z 9-miesieczniakiem mozna spokojnie ugotowac obiad i posprzatac. Dziecko bawi sie obok, ew. siedzi w krzeselku i dostaje do lapy marchewke.
  • murwa.kac 28.03.14, 09:53
    mja-15 napisała:

    CytatA wyobraź sobie, że akurat pizzę umiem sama zrobić. I nawet naleśniki, racuchy i placki ziemniaczane.

    czyli jednak umiesz gotowac!
    uwierz - nieumiejacy gotowac nalesnikow w zyciu nie zrobi. a pizza to jak fizyka kwantowa!
    wiem, bo mowie o sobie.


    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • ashraf 28.03.14, 10:08
    Dzieci moga jesc pikantne i inne "dorosle" potrawy. Moj roczny syn je bez problemu dania z curry, salatki z krewetkami, oliwki, pieczen w sosie itd., nie gotuje mu osobnych obiadow.
  • giba116 28.03.14, 10:13
    Otoz to...
    Roczne dziecko moje jesc to co wy. Oczywiscie z mala iloscia soli, bez syfu z glutaminianem. Umiesz robic nalesniki. Super... Kup tylko patelnie, na ktorej mozesz smazyc bez tluszczu i daj dziecku nalesnika. Pizza? Tez fajnie... Czesc dla dziecka przyrzadz z warzywami, miesem i masz obiad.
  • giba116 28.03.14, 10:18
    A racuchy i placki ziemniaczane mozesz mu zrobic w piekarniku. Zamiast smazyc, naloz na papier do pieczenia, na balache i do piekarnika.
  • murwa.kac 28.03.14, 10:20
    giba116 napisał(a):

    Cytat A racuchy i placki ziemniaczane mozesz mu zrobic w piekarniku.

    kurczę, nie wychodza mi w piekarniku.
    za chinskiego nie umiem tego w piekarniku zrobic!
    i naprawde nie wiem, gdzie popelniam blad smile


    --
    Siedzieć w domu na macierzyńskim big_grin Normalnie wstaje taka mama malucha, albo kilku maluchów, kiedy chce, siada i tak siedzi, czas płynie, a ona siedzi - aż do wieczora, bo potem znowu się kładzie. by lampka_witoszowska
  • giba116 28.03.14, 14:55
    Ja daje make, jajko, maslanke i banana. Na oko wszystko, taka dosyc gesta breja powinna byc. Blache wykladam papierem do pieczenia i lycha nakladam. Pieke w 180 st. Ciezko powiedziec ile, tak do zrumienienia.
  • arya82 27.03.14, 23:09

    > Rozumiem, że właśnie szukanie słoiczków i czytanie ich etykiet jest dla Ciebie
    > takie czasochłonne. Innych zakupów nie robisz i innych, znacznie dłuższych, ety
    > kiet już nie czytasz.

    Ekhm, ...no chyba nie rozumiesz tongue_out
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/a8dogov3v054e2yy.png
  • ashraf 28.03.14, 10:05
    Proponuje nauczyc gotowac siebie/meza lub zatrudnic kucharke, chyba ze macie zamiar jechac na sloikach do 18 dziecka. A serio, to gotowanie jest taka sama filozofia jak prasowanie, po prostu trzeba chciec, nikt ci nie kaze robic skomplikowanych potraw. Zdrowe jedzenie jest proste do przyrzadzenia.
  • ashraf 28.03.14, 10:19
    Bo sama nie jest dan ze sloika?? No i taki maly drobiazg jak nauka gryzienia, rozdrabniania pokarmu, co ma znaczenie przy rozwoju aparatu mowy. Czasami (np. na lotnisku) zdarza mi sie dac synkowi sloik i jestem w szoku jaka to breja... Owszem, 5-miesiecznemu synkowi dawalam zmiksowane warzywa, ale niedlugo pozniej zaczal sam rozdrabniac dziaslami np. gotowana marchew, w 7 m-cu siedzial z nami w restauracji i jadl chleb z serem/wedlina, salatke, mieso itd., dzisiaj (13 mcy) nie musze mu nic rozdrabniac (kroje mu tylko mieso na mniejsze kawalki), zjada cale kanapki, normalne dania obiadowe itd. Dostaje swoj talerz i wio. I nie przemawia do mnie, ze dziecku musi robic balagan przy jedzeniu - u nas od poczatku obowiazywala zasada, ze nie ma rzucania jedzeniem, wcierania go w stol czy innych zabaw, inaczej przerywamy posilek. Dzisiaj nie mam problemu ze wspolnym posilkiem w miejscu publicznym.
    No i smak... sloiki sa mdle, a ja chce pokazac dziecku bogactwo smakow! Gotujemy dania kuchni chinskiej, hinduskiej, wloskiej itd., uzywamy curry, kukurmy, kuminu, chilli, wloskich ziol, dobrej oliwy, mleka kokosowego, imbiru itd. Nie wychowam dzika ani niejadka, ktory za granica czy u gosci bedzie grymasil, ze on to je tylko frytki, pizze i chleb z serem zoltym.
  • giba116 28.03.14, 15:02
    Ashraf: "u nas od poczatku obowiazywala zasada, ze nie ma rzucania jedzeniem, wcierania go w stol czy innych zabaw, inaczej przerywamy posilek. "

    Tu bym poprosila o wskazowki...
    Ja mam ten problem z corka aktualnie. O ile wczesniej rzucanie zarciem nie bylo interesujace, tak teraz pomimo tego, ze jest glodna pierwsze co robi to wyrzucenie wszystkiego co lezy na talerzu na ziemie. Rozwijam podklad i dostaje spowrotem warzywa na blat ale sytuacja powtarza sie przynajmniej kilkukrotnie zanim cokolwiek nie powedruje do buzi.
  • ashraf 28.03.14, 18:27
    Proponuje spokojnie, ale stanowczo tlumaczyc, ze teraz jemy, a nie bawimy sie, ze nie wolno rzucac jedzeniem itd. Jezeli nie skutkuje, zabrac talerz i zaczac samej karmic mala. Dzieci lubia samodzielnosc, wiec jest duza szansa, ze coreczka bedzie wolala jesc sama spokojnie, niz byc karmiona. Jesli szalenstwa nie ustaja, przerywasz posilek, wracasz do niego za 10-15 min i od nowa. Oczywiscie przy zalozeniu, ze dziecko jest glodne i ma ochote na to, co mu proponujesz, bo ta metoda ma na celu nauke spokojnego jedzenia, a nie przymuszanie do niego. U nas pomagalo tez, kiedy synek musial po sobie posprzatac, tj. powkladac wyrzucone kawalki jedzenia na talerz. No i nastaw sie na to, ze to tylko dziecko i za jakis czas znowu moze urzadzic cyrk przy talerzu smile
  • awidyna 29.03.14, 08:24
    Przeciwniczką ortodoksyjną nie jestem, ale napiszę dlaczego wolę gotować.
    Kupuję warzywa od ucznia, który uprawia warzywa. Nie jest to gospodarstwo ekologiczne, ale daleko od ruchu ulicznego a co za tym idzie - mniej metali ciężkich. Wogóle jest diametralna różnica w smaku warzyw od niego a tych z warzywniaka pod blokiem.
    Mięso. Tata hodował barany, kury, indyki. Wiem, ze nie karmił ich paszą kupną wink Więc mięsko jak najbardziej bez antybiotyków i innych substancji.
    Proces technologiczny zgodny z prawidłowymi zaleceniami, czyli obieram tuż przed obróbką cielpną, płuczę krótko. Jeśli chodziło mi o same warzywa to zawsze wrzuca się je do wrzątku, wówczas zachowuje się prawie wszystkie składniki odżywcze. Mięso zawsze wrzucam na wrzątek, bo białko ścina się i nie "wypuszcza" z siebie tego co najistotniejsze. Jeśli robię zupy i wykorzystuje wywar to mięso może iść do zimnej wody, bo nie wylewam tego do zlewu wink
    Natkę pietruszki zawsze dodaję już do ciepłej a nie gorącej potrawy więc zawartość wit C jest wysoka. Poza tym smak, konsystencja wink
    No cóż, w słoiczkach produkty poddawane są różnym badaniom jakościowym, na pewno badane są warzywa na obecność azotanów i azotynów, mięso na obecność antybiotyków ale słoiczki poddawane są pasteryzacji więc niestety dużo składników naturalnych jest zniszczona, a nadrabia się je sztucznymi.
    Ja wolę gotować, ktoś woli słoiczki, wybór należy do nas wink Na placu zabaw nie rozróżniam dzieci karmionych słoiczkami wink

    --
    Idę siku... zrobić Ci?
  • ladnyusmiech 27.03.14, 21:29
    Mam dwójkę i każde sobie wybierało samo przysmaki.
    Pierwsze domowych nie jadło, drugie wcina że aż miło się gotuje smile
  • edek.z.krainykredek 27.03.14, 21:35
    no dobra, to teraz moje pytanie - któraś z was ma thermomix, bardzo proszę o opinie. Gotowanie gotowaniem, ale jak można se ułątwić czemu nie tongue_out
  • murwa.kac 27.03.14, 21:41
    nie mam, ale uzywalam.
    zbieram na wlasny wink

    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • arya82 27.03.14, 23:20
    Mam, I chwale sobie. Syn -21 mcy- uwielbia ze mna gotowac zupy I pasty, wrzuca skladniki, robimy bziuuu I jemy prosto z garnkawink
    Opinie mam nt thermomixa swietna, ale tez nie mam porownania, bo poza recznym blenderem I podstawowym mikserem, nie mialam innego "robota" kuchennego. Napewno ulatwil mi wielce poczatki rozszerzania diety I sprawdza sie na codzien w gotowaniu potraw dla malucha. A przepisy w ksiazkach tmx sa takie akurat w wiekszosci pod male dzieci. Malo spicy I prawie zero soli, a jednak bardzo smaczne.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/a8dogov3v054e2yy.png
  • moi_81 06.08.15, 09:56
    Nie i jeszcze raz nie.
    Początkowo byłam zadowolona, jednak po dwóch latach czar prysł. sprzęt bardzo zawodny, mam od 2010 r., w tym czasie trzy razy musiałam już kupić nowe noże. "Zrywały" się przy zwykłych czynnościach. Gwarancja na noże 12 m-cy, a mi nawalały po 14 miesiącach. W zeszłym roku musiałam zmienić silnik, bo przy częstym wyłączaniu prądu (mimo, że był wyłączony) silnik po 4 latach odmówił posłuszeństwa. Na nowy dostałam 12 m-cy gwarancji. Podłączyłam do listwy przepięciowej, i działał dokładnie 12 m-cy i 2 tygodnie. BADZIEW za ogromne pieniądze. A firma nabija tylko kasę na nowych akcesoriach. Lepiej kupić chyba coś polskiego - bo i sam sprzęt tańszy i akcesoria - Speedcook
  • mikas25 08.07.14, 13:12
    Dużo osób poleca Gerbera, ale on produkuje tylko pojemność 190 g. Mój Szkrab zjada z powodzeniem 220 i mam wrażenie, że zjadł by jeszcze więcej. Dlatego ja kupuje najczęściej Hipp no i Bobovite (ale te dania wydają mi się bardzo rozwodnione i nijakie w smaku). Chociaż dania Gerber są bardzo smaczne i tanie - chętnie kupowałabym pojemność 220.
  • miligrama 24.02.15, 09:45
    najczęściej kupujemy gerbera, bo, powód jest banalny, smakują mojej córeczce, a poza tym są fajne promocje tych słoiczków często. Jak się upoluje, to można kupić np. w polo 40% taniej... rossmana próbowałam, ale raczej nie dałabym tego dziecku uncertain
  • stara-a-naiwna 10.03.15, 20:58
    najlepszy skłąd ma bobowita

    poczytaj etykietki - jak ma być suszona śliwka to bobowita ma suszoną śliwkę a nie śliwka + ryz (wypełniacz bo tańszy)
    boobowita nie ma "dziwnych" dodatków

    my już wyszliśmy ze słoików i nie pamiętam które najbardziej syfskie.
    Starałam się sama gotować a słoik mieć w pogotowiu. Lubiłam wiedzieć co je moje dziecko.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka