Dodaj do ulubionych

Niejadek: kto lepiej pomoże: lekarz czy psycholog?

10.11.06, 08:40
Witam wszystkie mamy niejadków - mam takiego 16 miesiecznego niejdaka w domu
i załamane ręce.... wszystko co uda sie jej przemycić do buzi to cieżka praca
na tzw. "zagadanie", "odwrócenie uwagi".
Pomysły mi się juz wyczerpują. Na prawdę nie wiem już co może pomóc temu
dziecku no i nam bo dawanie jej jedzenia to dla nas okropny stres i wysiłek.

Po kilku wizytach u róznych lekarzy i sygnalizowaniu problemu - wreszcie
trafilismy na jednego (a w zasadzie jedną) rozsądną lekarkę, która
zasugerowała wykonanie dokładniejszego badania w war. szpitalnych tzw. pasaż
przewodu pokarmowego. Czekamy na wykonanie tego badania w CZD.
Lekarka zasugerowała, że ponieważ córka miała obniżone napięcie mięśniowe co
może przekładać się na osłabienie mięśni żołądka i prze to gorszą pracę
układu pokarmowego, albo ma dodatrkowy zwój jelita albo jeszcze cos tam.....
Jeśli by się okazało, że wszystko jest ok, to pozostaje tylko i wyłacznie
leczenie psychologiczne, ponieważ tego typu zaburzenia mają swoje podłoże
również w psychice.

Chciałam się was drogie mamy spytać - czy ktoras z was robiła takie badanie
dziecku-niejdakowi, co one wykazały, a moze ktoras z was korzystala z pomocy
psychologa i dziecko wyszło z tego niejedzenia?
Podzielcie sie proszę swoimi działaniami i ich efektami w walce z brakiem
apetytu waszego dziecka....
Edytor zaawansowany
  • 10.11.06, 12:20
    > Podzielcie sie proszę swoimi działaniami i ich efektami w walce z brakiem
    > apetytu waszego dziecka....

    Niestety na niejadka nie ma sprawdzonego sposobu,i psycholog nic tu nie
    pomoże,trzeba być konsekwentnym i niestety pomeczyć się jeszcze parę lat. Potem
    to przechodzi
  • 10.11.06, 13:03
  • 10.11.06, 15:40
    ja też siły nie mam. Moja ma 18 miesięcyi nigdy nie zjadła normalnie
    posiłku.Trzba ją czymś zabawiać i w między czasie dawać łychę. A od kilku dnito
    nawet zabawianie nie pomaga. Teżnie mam już pomysłów. Dziś np zjadła rano parę
    łyżek kaszki i do tej pory nic. Z tym że miewa etapy że wcina aż jej się uszy
    trzęsąjednak to teżjest podczas zabawiania. Ja jej nie badałam-wszyscy mówią mi
    że dzieci tak mają zwłaszcza po ukończeniu rokui jak dziecka nie zmusza się do
    jedzenia to to przejdzie. U moich koleżanek to samo. I ja też taka byłam jak
    byłam mała.Trzeba jedynie uzbroić się w cierpliwość. Chociaż ja momentami nie
    mam już siły ryczeć. Ale mam koleżankę u której jest tak samo a ona wcale się
    tym nie przejmuje. I to chyba zdrowe podejście do życia bo dziecko wyczuwa złe
    nastroje rodziców.
  • 11.11.06, 17:53
    to fakt, czasem pomaga danie na luz.....
    ale jak dziecko leci z wagi to juz nie jest takie cacy...
    no nic to- zacisnac zeby i czekacsad
  • 12.11.06, 15:13
    Czesc!
    Musze Ci powiedziec Ze mam 3letniegosynka niejadka.Do 16tego miesiaca zycia
    karmilam go piersia,bo nic innego nie chcial jesc,Jako dwolatek nie jadl po
    5dni,kompletnie nic.Pil duzo herbatek,sokow i mleka absolutnie.Spadal
    oczywiscie z wagi.Lekarze kazali mu dodawac cukier winogronowy do herbaty zeby
    dostarczyc mu kalorii.W koncu skierowano nas do centru zdrowia dziecka w
    Monachium.Ogladali go psycholodzy,babdali,obserwowali i stwierdzono ze to taki
    niejedzacy typ.Wypisano nas do domu i dalej to samo.Ma 3latka i dalej nie je .Z
    tym ze ju nie przygotowuje mu pieciu dan ,bo moz bedzie mial akurat na to
    ochote.Jak nie je to jego problem.Bedzie dopiero obiad.W miedzyczasie urodzilo
    nam sie drugie dziecko-ma teraz roczek i to je wszystko i ciagle mu malo.Nie
    mam juz tyle czasu zeby chodzic z lyzka za tym starszym i prosic zeby zjadl.
    Pozdrawiam
  • 13.11.06, 17:08
    Opisalam juz gdzies swoj problem, ale nieco inaczej wiec napisze jeszcze raz

    Moj syn to klasyczny przypadek niejadka. Ok 8,9 miesiaca wyniknal problem z mlekiem i
    przetworami nabialowymi, nietoleruje teraz mleka sztucznego. Bylismy w szpitalu gdzie zrobiono
    mu badania i po krotkim leczeniu i uzyskaniu dobrych wynikow ( spadek zelaza, problemy z D3 i
    hormonami) zostal uznany za zdrowego. Waga jednak spadala a maly nic dalej nie jadl. Zostal
    uznany za niejadlka a lekarze tylko wzruszali rekami. Dostalismy skierowanie do psychologa co
    mnie upewnilo, ze problem nie jest medyczny. To mna wstrzasnelo na tyle, ze stwierdzilam, ze
    sprobuje sama zawalczyc.Kupilam pare ksiazek o rozwoju dziecka w tym okresie i zaczelam sie
    przygladac problemowi.

    Doszlam do wniosku, ze pora na zmiany, pisalam juz gdzies indziej ale jeszcze raz to wkleje bo
    chce nieco zmienic to co napisalam.

    Problem pokarmowy zaczal sie rowniez z tego powodu, ze posilki byly monotonne - rano kasza
    manna z owocami, potem obiad 2X i kasza z owocami. Toleruje tylko kasze i warzywa.
    No i instynktowne wciskanie, moze jeszcze jednej lyzeczki spowodowalo, ze traktowal jedzenie
    jako niewole i zlo konieczne.

    Po pewnym czasie dieta sie ponownie zubozyla - dziecko znienawidzilo zmiksowane jedzenie
    wszelkie papki i tp , wszystko w calosci - moze nadszedl czas na posilki bardziej dorosle?
    Po zmianie posilkow pomoglo- np jajecznica nie, ale jajko w calosci tak! Super zabawa z
    obieraniem jajka, maly sam tlucze i zdejmuje skorupke. Jakl sie tak napracuje to juz nie moze
    nie zjesc.
    Zupka nie, ale obiad kotlet + kasza tak- no coz dziwny przypadek ale toleruje do dzis rosol i to
    co 3 dzien, nie cierpi pomidorowki, ale pomidory w calosci bardzo lubi.

    Jablko nie, ale ciasto z jablkiem tak.

    Kluski i nalesniki byle bez owocow - tak

    Moje dziecko uczulone jest na pokarmy ze sloiczkow wiec i te odpadaja. Serki tez.

    Pomoglo rowniez wysadzenie dziecka z klasycznego siedziska. 2 latek cierpi na intensywne
    poczucie samodzielnosci. Posadzenie na malym krzeselku przy stoliku pomoglo. Kiedy wyczul
    ze jest wolny, poczatkowo uciekal i testowal swoje mozliwosci, stopniowo uznal, ze nikt na sile
    go nie trzyma i jesli sie zapowietrzy moze zrobic sobie przerwe na bekniecie czy picie.

    Mila atmosfera- mnie pomogly bajki zabawki itp, poniewaz moj maly traktowal jedzenie jako
    nudny proceder. Oczywiscie w umiarze, ale pozwalam na to, gdyz zauwazylam, ze maly majac
    jeszcze malo zebow zuje z wysilkiem i robi duze przerwy miedzy lyzeczkami. Co wiec robic
    miedzy tymi przerwami? Moze bajka? Tak jak napisalam nie jest pomocne rozdrabnianie
    jedzenia bo takiego nie cierpi i konczylo sie takie jedzenie desperackim placzem. Woli skubac 3
    godziny kurczaka z grila.

    Samodzielne jedzenie - jesli chce moze pogrzebac sobie w kaszy. Raz czy dwa odmowilam
    lyzeczki - nie sadzilam ze to dla niego takie wazne i ze jest jeszce za wczsnie ok 1,5 roku
    wyrazal pierwsze checi. Kupno sztuccow i odpowiedniej miski zaowocowalo od razu sukcesem.

    Nie cierpi monotonni. Kazdy posilek inny. Niestety trzeba sie czasem napracowac dla dobra
    dziecka. Staram sie jednak podawac w miare proste posilki o wyraznym smaku i konsystenci
    nazywajac konkretnie. Maly sie usilnie domaga mieska i gorka. Kaszka tez nie dopogardzenia.
    Jak wie co sie jak nazywa podpowiada mi na co ma ochote i tak jest lepiej a on czuje ze jest
    wazny i ma na mnie wplyw co podobno dobrze wplywa na dziecko w tym okresie. Pytam tylko
    co zjesz? Kaszke czy kanapke? Zawsze mam odpowiedz.
    Moje dziecie silnie zabkuje wiec i tu pojawia sie niechec do jedzenia. Ostatnia 3 dniowka
    pozbawila go 0.5 kg
    Pomogly tez herbatki dla niejadka kupione w eko sklepach, lakcid.

    Obiady sa klasyczne bez udziwnien, trzy skladnikowe i takie najlepiej lubi.

    Andrzej jest dzieckiem szczuplym i caly czas jest mimo to, niedowaga ale badania ma dobre i
    nie mamy juz problemow z zelazem co dla mnie jest najwazniejsze zeby byl ogolnie zdrowy. No
    niestety papek nienawidzi dlatego schudl, bo w dalszym ciagu niezmiennie wszysto musi byc w
    calosci a jak sobie nie radzi bo zabkuje to woli umrzec a papki nie zje. Trzeba przeczekac a
    zabkuje bardzo dlugo, teraz kilka tygodni ida mu trzonowe tylne i ze dwa przednie wiec ma go co
    bolec.

    Niektore matki pisza ze musza wpychac jedzenie podczas bajek. Po przeczytaniu kilku pozycji
    wydaje mi sie to zgodne z natura dzieci zywych i chetnych do poznawania swiata. Moj maly
    traktuje jedzenie jako zlo konieczne i strate czasu - woli zdobywac gory i jadl tylko tyle zeby
    zapelnic nieco zoladek, potem biegl sie bawic. Nie pomoglo zabieranie posilkow. Stanowczo to
    odradzam. Maly byl smutny i nastepny posilek zjadal z niechecia i coraz mniej bo zakurczal sie
    zoladek. Ja karmie 5 razy na dobe ale jesli jeden posilek jest nie zjedzony to ponawiam probe w
    przeciagu godziny lub zmieniam jednak oferte ale na jakas prosta alternatywe,np jak nie kasza
    to makaron jak nie mieso to jajko lub kanapka i koniec. Inaczej maly bardzo tracil na wadze.

    Jednego sie dowiedzialam chodzac po lekarzach, jesli nie ma konkretnej przyczyny medycznej
    to lepiej juz isc do psychologa, mnie pomogla nawet krotka rozmowa telefoniczna i pare ksiazek,
    nie moglam pojsc na spotkanie bo maly ma jeszcze jeden problem i czekal na zabieg.
  • 15.08.16, 17:40
    Na żelazo polecam amarantus (poping).codziennie łyżka dodawana do jakiejś potrawy lub jogurtu. U nas zdecydowanie pomaga. Jest to bezsmakowe wiec łatwo to do czegoś dodacwink
  • 13.11.06, 18:50
    dziekuje za wszystkie rady
    mysle ze musze zaczac takze rozmowe z psychologiem
    moze sama sie przy tym uspokoje
    trudno
    widocznie taki moj i jej los
    z zaloscia patrze jak inne dzieci zajadaja sie a ona ucieka od łyżeczki....
    nie wiedzialam ze macierzynstwo jest takie trudne....
  • 13.11.06, 20:53
    No wlasnie mam koniec wieczoru i przeszlam walke z pomidorowka. Final taki, ze maly nie zjadl
    zupy a ja wsciekla zrobilam drugi obiad - makaron kotlet, pomidor. Z usmiechem zjadl,
    niezaduzo ale bez wojny wiec nie wiem czy dobra metod? byloby odebranie zupy i nie danie
    niczego innego. Ja odczekalam z godzine ale wymieklam bo juz minelo z 5 godzin od ostatniego
    posilku, ktory byl nie zjedzony w dostatecznej ilosci i moje serce nie wytrzymalo. Moze i wygral,
    ale ja tez bo ZJADL!!!!
  • 15.11.06, 00:43
    Witam, chciałam podzielić się z Wami moimi wspomnieniami - mam kochających
    rodziców, naprawdę wspaniałych, mama zawsze o nas bardzo dbała, ale miała i ma
    do tej pory bzika na punkcie jedzenia. Jej zdaniem zawsze jadłam za mało, byłam
    za chuda i myślę patrząc na dawne zdjęcia, że faktycznie byłam chudzielcem,
    lecz to moja mama zrobiła ze mnie niejadka. Odkąd sięgnę pamięcią pora
    posiłków, szczególnie obiadu to był dla mnie wielki stres - dosłownie
    nienawidziłam pory posiłków, czułam się winna że moja mama przeze mnie płacze w
    drugim pokoju bo za mało zjadłam, albo ja płakałam ponieważ krzyczała "dla kogo
    ja gotuję, mam już dość - umrzesz chyba z głodu" itd. Wiem, że to wszystko
    robiła z obawy o moje zdrowie , lecz ja widzę to tak: to moja mama spowodowała,
    że jedzenie kojarzyło mi się z nerwami i ciągłym ściskiem w żołądku. Uwolniłam
    się od tego uczucia dopiero na studiach, gdy nie mieszkałam już z rodzicami i
    przy moim chłopaku - niesamowitym łakomczuchu - rozsmakowałam się w jedzeniu.
    Ten proces trwał około 3 - 4 lat. Teraz naprawdę lubię jeść, a moja mama patrzy
    na mnie z zachwytem, gdy biorę dokładkę.
    Sama mam dzieci i nigdy nie zmuszam ich do jedzenia, nie chcą jeść w danej
    chwili to nie jedzą , nie chcą dwóch ostanich łyżek zupy - nie ma problemu.
    Kiedy obserwuję jak moja mama karmi moją córkę widzę, że autentycznie ma stres
    gdy mała nie zje całej nałożonej porcji, albo mówi że nie zje w domu obiadu bo
    najadła się w przedszkolu, lecz na szczęście odpuszcza widząc, że ja nie
    naciskam na córkę. A-ha, dodam jeszcze , że zdaniem mamy moja mała
    jest "przychuda", a dla mnie jest akurat - taka zgrabna, filigranowa
    kilkulatka smile
    Także proszę Was wszystkie mamy "niejadków" - nie wciskajcie w swoje ukochane
    dzieci jedzenia, jeszcze jednej łyżeczki, ja wiem że robicie to w dobrej
    wierze, z troski o swoje dzieci, ale myślę, że gdy wyeliminuje się medyczne
    okoliczności utraty , czy małego przyboru wagi należy temat odpuścić, bo
    inaczej na własne życzenie można wzbudzić w dziecku niechęć do jedzenia.
    Naprawdę trzeba uważać, by nie zrobić z dziecka niejadka, bo najważniejsza przy
    stole jest dobra atmosfera. Takie są moje doświadczenia. Pozdrawiam i ciekawa
    jestem co o tym myślicie.
  • 15.11.06, 18:33
    Na pewno masz racje i rozumiem to bo sama przeszlam swoje, ale nie robie dramatu z jednej
    lyzeczki mniej, tylko z tego, ze maly zamiast posilku 150 gram zjadal tylko dwie lyzki a
    niedowaga - powinno byc 11kg a jest 9,7 to juz nie jest mala niedowaga. Poza tym wiek kostny
    jest juz opozniony o 1 rok czasu i nie wychodza zeby. Z powodu zlej kondycji dziecka jest
    odsunieta operacja i maly nie moze isc do przedszkola w swoim czasie. Trudno opisac
    wszystkie problemy ale one sa. Nie mozna przejsc wobec tego obojetnie. Ja dalej bede
    podsuwac pokarmy w swoj sposob, bo nikt inny nie umial nam pomoc a maly cofa sie w rozwoju
    i zapada na zdrowiu. Moje metody sprawily ze jest poprawa i to spora, a maly na razie nie
    ucieka od miski. Oczywiscie jak widze ze zjadl ok 100 gram nie robie problemu i nie wpycham
    jesli slysze 3 krotne nie. Ale on czesto wcale nie protestuje i otwiera chetnie dziub bawiac sie
    samochodem. Wiec ja go tylko karmie tak jak on lubi a lubi w ruchu i przy bajkach. Wole to niz
    szprycowanie dziecka zelazem lub wyciaganie z anemii tak jak bylo to przed rokiem.

    Jednej rzeczy na pewno nie zrobie. U mnie temat jedzenia konczy sie wraz ze sprzatnieciem
    talerza. Na peewno nie bede chodzic plakac za dzieckiem na` zasadzie - ojej jak ty malo
    zjadles, jak ty wygladasz i nie bede robic z tego problemu dnia. Mysle, ze to gadanie najwiecej
    boli. Nie bolalo mnie to, ze ktos probowal mi podac dodatkowe danie ktore lubie, tylko te
    nieustanne komentaze.
    Po rostu proboje, jest pora posilku to podaje w ten czy inny sposob. Jesli zje troche ok, jesli
    slysze gniewne nie - oddalam sie. Wiem ze powinien jesc przy stole ale chyba jeszce troche za
    malo ma cierpliwosci. Nie ma jescze 2 lat. Jak sie rozkreci w jedzeniu chetniej usiadzie do stolu.
    Ilosc jedzenia na stole i wyrazne oczekiwania z naszej strony moga byc dla niego przykre.
  • 09.01.18, 19:16
    Witam. Swojego synka leczyłam u psychologa dziecięcego w Warszawie który specjalizuje się w dzieciach niejadkach. Mój Marcel uczył się jeść z Panią Anetą Zielinską w klinikadzieci.pl co do efektów mamy wprowadzone 90% tego co chciałam reszta czeka na sezon jak pomidor czy papryka i ogórek, kilka owoców sezonowych ale to drobiazgi i nauczą się jeść to w lato. Polecam efekt terapii super.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.