Dodaj do ulubionych

O co chodzi w Piotrkowie?

IP: *.gorzow.mm.pl 05.11.04, 02:23
Z ratusza do aresztu
Autor: Jan Skąpski
2004-06-28
Przegląd 27/2004
-----------------------------------------------------------------------
Prokuratura zarzuca prezydentowi Piotrkowa przyjęcie ponad 42 tys. zł łapówek

Przekazanie uprawnień do decydowania o losie ponad 80 tys. mieszkańców
Piotrkowa Trybunalskiego nastąpiło w areszcie śledczym. Dokument ze
stosownymi dyspozycjami sporządzał notariusz. Znalazły się w nim m.in.
plenipotencje do zaciągania wysokich zobowiązań finansowych oraz upoważnienie
do podejmowania kluczowych decyzji w sprawie niektórych firm.
Aresztancka sceneria i udział notariusza zaledwie w części przesądziły o
niezwykłości zdarzenia. Istotniejsi byli główni aktorzy tego zdarzenia. Cesje
uprawnień odbierali dwaj wiceprezydenci Piotrkowa Trybunalskiego, a
przekazującym był aresztowany kilka dni wcześniej Waldemar Matusewicz,
któremu przed 18 miesiącami piotrkowianie powierzyli rządy w mieście.
Prezydentowi Matusewiczowi prokuratura zarzuciła łapówkarstwo, a łódzki sąd
zaaresztował go na trzy miesiące. Ma to zapobiec ewentualnym próbom matactwa
i wpływania na zeznania świadków.
Zatrzymanie znanego polityka przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego
wywołało szok wśród lokalnych elit. 27 maja miejscy radni wybierali
honorowych obywateli Piotrkowa Trybunalskiego. Sesyjnym obradom
przysłuchiwali się wszyscy najważniejsi w mieście. Zrazu nieobecność
prezydenta wydawała się usprawiedliwiona. Wcześniej bowiem zapowiadał, że
pojedzie na konferencję samorządowców województwa łódzkiego na temat
bezpieczeństwa. Bomba wybuchła w czasie jednej z przerw, kiedy na zamkniętym
spotkaniu z radnymi zastępcy prezydenta ujawnili, że ich szef przed kilku
godzinami został zatrzymany przez łódzką prokuraturę. Postawione mu zarzuty -
wymuszania i przyjmowania łapówek - zaciążyły nad prowadzonymi tego dnia
obradami.

Niemożliwe!

Zdziwieni, zaskoczeni, zdumieni - te słowa od kilkunastu dni odmieniają
piotrkowscy i regionalni notable. Tak mówią Michał Rżanek, prawicowy szef
rady i wywodząca się z Samoobrony Halina Molka, jej wiceprzewodnicząca,
reprezentujący odmienne ugrupowania wiceprezydenci, a także byli i obecni
parlamentarzyści łódzcy - od wywodzącego się z prawicy Stefana
Niesiołowskiego przez Elżbietę Radziszewską z Platformy Obywatelskiej po
byłego senatora SLD, Zbigniewa Antoszewskiego.
W Piotrkowie i regionie łódzkim Matusewicz nie jest postrzegany jako człowiek
obsesyjnie goniący za majątkiem. Życiem obecnego prezydenta Piotrkowa i jego
najbliższych (jedna córka studiuje w Warszawie, druga kontynuuje edukację w
Wiedniu) nie pożywią się czytelnicy plotkarskich rubryk, bo Matusewiczowie
nie są uwikłani w skandale obyczajowe. Na dodatek chociaż od lat zajmuje
eksponowane i dobrze płatne stanowiska, jego żona zaś prowadzi dobrze
prosperującą firmę komputerową, nie kłuje w oczy zamożnością. Wprawdzie
posiada apartament w Hiszpanii, ale niezbyt duże oszczędności, kilkuletnie
alfa romeo i od lat to samo 68-metrowe mieszkanie w spółdzielczym blokowisku
sygnalizują, że nie ma manier ani fanaberii nowobogackiego VIP-a. Dlatego też
wielu wątpi, by łaszczył się na łapówki.
Tymczasem prokuratura wyliczyła, że w sumie zażądał od różnych osób i firm 60
tys. 900 zł. - Łącznie przyjął 42 tys. 600 zł - informuje kapitan Wojciech
Barański z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. I dodaje, że samorządowiec
łakomym okiem spoglądał również na sprzęt elektroniczny (ponoć żądał laptopa
i drogiego telefonu komórkowego), a nawet wymuszał swoiste świadczenia.
Chodzi o sfinansowanie hotelowych noclegów, biesiadowania w restauracjach i
sponsorowanie wyjazdu dwóch osób do Paryża

Prorodzinny fundusz

Do skorumpowania Matusewicza doszło, jak informuje Krzysztof Kopania,
rzecznik łódzkiej prokuratury, jeszcze przed objęciem przez niego
prezydentury Piotrkowa.
Ten 46-letni inżynier elektryk ponad dziesięć lat temu posadę w
bełchatowskiej elektrowni zamienił na gabinet decydenta. W czteroleciu 1993-
1997 był wicewojewodą piotrkowskim, po reformie samorządowej z końca lat 90
został zaś marszałkiem województwa. To właśnie dwuletniego okresu sprawowania
tego urzędu dotyczą stawiane mu zarzuty korupcyjne. Korzyści miał wymuszać od
Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, instytucji,
którą jego urząd przejął spod kurateli wojewody oraz od utworzonych przez
fundusz spółek. Te ostatnie tworzyły wielopiętrową, niezwykle rozbudowaną i
misternie powiązaną strukturę. Prokuratura zapewnia, iż najwięcej dowodów
wyprowadzania publicznych pieniędzy na potrzeby Matusewicza pochodzi z
Agencji Poszanowania Energii, jednej ze spółek-córek. Beneficjentem tych
korzyści była także firma należąca do Andrzeja W., szwagra Matusewicza. ABW
ustaliła, iż były marszałek nakłonił spółkę do przekazania 12 tys. 200 zł na
konto firmy męża swojej siostry za usługę, która nigdy nie została wykonana.
Osoby odpowiedzialne w funduszu i spółkach-córkach za zaspokajanie
korupcyjnych żądań samorządowca swoje - także przestępcze - działania
tłumaczą dzisiaj strachem. Według nich, Matusewicz uciekał się do szantażu,
grożąc opornym zwolnieniami z nadzwyczaj wysoko opłacanych posad. (W tamtym
czasie prezes WFOŚiGW zarabiał netto ok. 18 tys. zł).
Matusewicz twierdzi, że zarzuty są oparte na pomówieniach. Jednym z istotnych
źródeł wiedzy prokuratury i ABW są zeznania Marka K., byłego prezesa
funduszu. To on właśnie stworzył tę machinę i system lukratywnego zarabiania
na obracaniu publicznymi pieniędzmi.

Człowiek z gumy

Marek K. jest człowiekiem o niebywałych zdolnościach akomodacyjnych. Na czele
funduszu postawił go Waldemar Bohdanowicz, należący do ZChN wojewoda łódzki z
początku lat 90. Na tym stanowisku przetrwał też jego następców - Andrzeja
Pęczaka z SLD i Michała Kasińskiego z AWS. Tę niezwykłą, jak na polskie
warunki, karierę zawdzięcza giętkości kręgosłupa oraz umiejętności
zaspokajania oczekiwań różnych dysponentów politycznych. A także hojnemu
wynagradzaniu ich protegowanych. To właśnie gąszcz spółek, którymi obrósł
łódzki fundusz, okazał się rajem dla partyjnych decydentów. Spółki czerpały
krociowe zyski głównie z pośrednictwa, a dzięki temu powstawały liczne i
znakomicie uposażone posady w ich zarządach oraz radach nadzorczych. To o nie
zabiegali partyjni gracze. I nikogo nie dziwiło ani nie gorszyło, że w
kolejce do kasy karnie i zgodnie stali obok siebie aktywiści KPN i SLD,
liczni spolegliwi działacze PSL oraz etycznie nienaganni ludzie Unii
Wolności. Synekury w okołofunduszowych spółkach były nie tylko dla partyjnych
prominentów czy akurat bezrobotnych działaczy. Krzysztof Kwiatkowski, kiedy
stwierdził, że za pensję osobistego sekretarza premiera Jerzego Buzka może
kupić jedynie chleb i bułki, na masło do nich dorabiał w funduszowej spółce.
Z czasem poszczególne spółki zaczęły okupywać całe klany rodzinne - mężowie,
żony, dzieci i dalsi krewni.
WFOŚiGW powołany do wspierania proekologicznych inwestycji gmin, firm
instytucji oraz osób prywatnych oferował dotacje i nisko oprocentowane
pożyczki. Później władze funduszu wedle swojego uznania mogły je umarzać.
Stało się to instrumentem budowania imperium wpływów K. Pieniądze z
kierowanej przez niego instytucji otrzymywały wybrane szkoły i stowarzyszenia
ekologiczne, ale także policja i UOP. Trafiały do kas partyjnych i zarządu
łódzkiej "Solidarności", z dotacji funduszu rosły kościelne inwestycje,
kwitły stowarzyszenia parafialne, grały orkiestry strażackie. Dzięki nim
także prominenci funduszu, a szczególnie prezes Marek K., finansowali swoje
prywatne przedsięwzięcia. Toteż obecnie K. uchodzi za krezusa - dysponuje
znacznym majątkiem ulokowanym w licznych nieruchomościach i zdeponowanym w
gotówce.
W ten sposób powstał niezwykle szczelny system, w którym rzekomo zwalczające
się na co dzień osoby, instytucje czy organiza
Edytor zaawansowany
  • Gość: fd IP: *.gorzow.mm.pl 06.11.04, 18:33
    Wypisz, wymaluj.
    Podobne!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka