Dodaj do ulubionych

Pierożka przewagi w RPA

10.06.02, 11:38
Pewien "Zły..." z Zielonej Góry napisał w wątku "Pan dyrektor się bawi",
że bardziej niż afrykańskie wojaże dyrektorów kas chorych wkurzają go
suto zakrapiane służbowym alkoholem "szkolenia" w Kasie Rolniczego
Ubezpieczenia Społecznego (KRUS).

"Zły..." podpisał się jakoby był
> Zły jak cholera...

Nie wiem nic o tym, nie popijawach w tym towarzystwie, w ogóle mało pijam
(czasu brak).
Kontaktów z owocami czteroletniej pracy wspomnianego dyrektora trochę niestety
mam. O to "trochę" za dużo.

Myślę, że po przeczytaniu tekstu Gazety w Gorzowie:
wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=870699&dzial=zig0004

myślę, że Panie Zły będzie jeszcze gorszy, chyba, że w tym uczestniczy
(jest pracownikiem Urzędu Marszałkowkiego, LRKCh lub żyje z nimi w zażyłości).

Po tej lekturze mam ochotę wysłać Pierożka na nieustające szkolenie z biletem
w jedną stronę, nie na Białoruś, bo zieloną granicę przeskoczy, tylko, do
Fidela na Kubę).

To oni (Bocheński, Pierożek) za to odpowiadają. Wkurwia mnie, że nie ma na nich
żadnego bata!!!

W drugim poście wrzucę wspomniany tekst, bo link za kilka dni przestanie
działać.

Bardzo zły J24



Ps.

Zły... napisał:

> Dopóki będzie u nas w kraju królował nepotyzm i kumoterstwo, dopóty nie
> będzie u nas normalności i pieniędzy ani na leczenie ani na emerytury ani
> na szkolnictwo ani na godną śmierć... :(

Drobne pytanko: gdyby Twoja siostra (panna z dwójką dzieci, na ten przykład bez
pracy), zgłosiła się do Ciebie w potrzebie, do Ciebie człowieka, który właśnie
dostał polecenie od szefa, że ma zatrudnić dziewczynę do wystawiania faktur,
wybrałbyś bystrą dziewczynę po marketingu, czy siostrę klepiącą po klawiaturze
jednym palcem ?
Zrobiłeś coś w walce z nepotyzmem i kumoterstwem ?
Zrobisz coś kiedykolwiek ?
Edytor zaawansowany
  • j24 10.06.02, 11:39
    Kryzys w gorzowskich szpitalach

    Aleksandra Pezda (09-06-02 17:57)

    - Tak źle jeszcze nigdy nie było. Finansowa zapaść gorzowskich szpitali zaczyna
    zagrażać zdrowiu pacjentów - alarmują ordynatorzy

    Lekarze ujawniają "Gazecie", że kryzys finansowy zmusza ich do przerywania
    pacjentom antybiotykowej kuracji, brakuje również pieniędzy na naprawę
    niezbędnego sprzętu. Pracownicy Bloku Operacyjnego ze szpitala przy ul. Dekerta
    wysłali w ubiegłym tygodniu do swojego dyrektora dramatyczne pismo: "Sytuacja
    bloku operacyjnego jest, jak dotąd, najtrudniejsza (...). Brak bielizny
    operacyjnej doprowadzi do braku możliwości wykonywania zabiegów (...). Obecnie
    nie ma firmy, która zrealizowałaby nasze zamówienie". Z dnia na dzień blok walczy
    o wszystko: leki anestezjologiczne, nici, preparaty dezynfekcyjne. Między blokami
    operacyjnymi szpitali tylko dzięki dobrym, koleżeńskim układom krąży brakujący
    sprzęt.

    Nie ma leków

    W każdej z trzech połączonych już dziś lecznic gorzowskich problemy są podobne.
    Zaopatrzenie w leki odbywa się z dnia na dzień, a w niektórych przypadkach apteki
    odmawiają oddziałom realizowania konkretnych zamówień. Na oddziale jednego z
    gorzowskich szpitali leży pacjentka z grzybicą, dostaje antybiotyk. Powinna lek
    przyjmować trzy razy dziennie, ale apteka zostawiła dla niej na weekend tylko
    dwie ampułki, bo więcej nie miała. Kurację trzeba było przerwać, a w poniedziałek
    rozpocząć nową, z lekiem innej grupy. - Apteka robi co może, ale braki leków
    zdarzają się coraz częściej, nie tylko tych droższych, ale nawet tańszych. Trudno
    w tej sytuacji w ogóle mówić o właściwym dobieraniu leku - przyznaje Jacek
    Zajączek, ordynator Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej w szpitalu przy ul.
    Dekerta. - Zdarza się, że przerywamy kurację antybiotykową pacjenta nawet
    trzykrotnie. To może mieć negatywne skutki w leczeniu: skrócona kuracja nie
    dobije szczepu bakteryjnego, może go niestety uodpornić - alarmuje lekarz.

    - Leków bezwzględnie potrzebnych nie brakuje, jednak sytuacja jest niepokojąca.
    Na kilka dni zabrakło mi preparatu stosowanego w stanach pogorszeń w stwardnieniu
    rozsianym. Pacjenci powinni ten lek dostać natychmiast, a ja musiałem czekać.
    Nawet jeśli lek w końcu dostanę, to nigdy nie mam pewności, czy będzie można
    zachować ciągłość kilkudniowej kuracji - mówi Tomir Witali, ordynator neurologii
    w szpitalu przy ul. Walczaka.

    Lekarze i farmaceuci ze szpitala przy ul. Warszawskiej odmówili nam rozmów na
    temat problemów spowodowanych długami. Nieoficjalnie wiemy, że blok operacyjny ma
    te same kłopoty, co ten przy Dekerta. Był czas, że między oddziałami trzeba było
    pożyczać m.in. aparaty do kroplówek, zabrakło leków tarczycowych.

    Szwankuje sprzęt

    Dwa tygodnie temu w lecznicy przy Dekerta przed weekendem skończyły się zapasy
    kontrastów potrzebnych do większości badań diagnostycznych. Kontrasty dostarczono
    w poniedziałek po południu. Pacjenci, którzy cały miesiąc czekali na swoją
    kolejkę do badania nerek, odjechali do domów z kwitkiem. - Zostaliśmy na weekend
    z czterema fiolkami kontrastu. To by nie wystarczyło na jedno naczyniowe badanie
    dorosłego pacjenta z rozerwaną tętnicą udową. Gdyby w okolicy wydarzył się
    poważny wypadek samochodowy, pacjentów musielibyśmy wysyłać do Szczecina -
    przyznaje kierownik Zakładu Radiologii dr Tomasz Tereszczyk. Tak samo jak o
    kontrast, zakład radiologii musi walczyć o hel potrzebny do chłodzenia urządzenia
    do rezonansu magnetycznego:- Stan helu należy uzupełnić przy połowie. Staramy się
    o dostawę, kiedy jest już 65 proc. stanu, firma się droczy, chce spłaty
    poprzednich rachunków, przyjeżdża w ostatniej chwili. Nigdy nie jesteśmy pewni,
    czy nie trzeba będzie sprzętu odłączyć z dnia na dzień. To jest praca w warunkach
    permanentnego szantażu.

    Neurochirurgia w ubiegłym tygodniu nie mogła przebadać trzech pacjentów z
    krwawieniem domózgowym, bo nie działa angiograf. Na wezwania szpitala producent
    odpowiada, że przyjedzie dopiero wtedy, kiedy szpital zapłaci zaległe rachunki. -
    To ważne badanie, pozwala stwierdzić, czy można pacjenta leczyć zachowawczo, czy
    trzeba operować. Bez tych badań możemy tylko biernie czekać na rozwój sytuacji.
    To nie są warunki nawet z ubiegłego stulecia - komentuje ordynator oddziału
    Marian Wójcik.

    Bez pozdro.
    J24
  • j24 10.06.02, 11:56
    > Kryzys w gorzowskich szpitalach
    >
    > Aleksandra Pezda (09-06-02 17:57)
    >
    > Neurochirurgia w ubiegłym tygodniu nie mogła przebadać trzech pacjentów z
    > krwawieniem domózgowym, bo nie działa angiograf. Na wezwania szpitala producent
    > odpowiada, że przyjedzie dopiero wtedy, kiedy szpital zapłaci zaległe rachunki.
    > To ważne badanie, pozwala stwierdzić, czy można pacjenta leczyć zachowawczo,
    > czy trzeba operować. Bez tych badań możemy tylko biernie czekać na rozwój
    > sytuacji.
    >
    > To nie są warunki nawet z ubiegłego stulecia - komentuje ordynator oddziału
    > Marian Wójcik.

    Trwają właśnie rozmowy nad tym czy w stosunku do gangstrów (recydywistów,
    przywódców związków zbrojnych) powinna być stosowana zasada domniemanej
    niewinności (np żeby nie trzeba było mu udowadniać, że te kilka posiadłości
    to nie wynik inwestycji z renty mamusi, a żeby bandzior musiał udowodnić,
    że pieniądze nie pochodzą z przestępstwa).

    Proponuję pójść z tym dalej.
    Tow. Józef Stalin stanowił takie prawo, że jak jego generał przegrał bitwę został
    ze swoim zastępcą ustawiony przed plutonem egzekucyjnym.

    Gdyby rozstrzelać odpowiedzialnych za ten rozpiździaj w gorzowskiej służbie
    zdrowia, wielu chorych udało by się wyleczyć.
    Czy życie chorego jest gorsze od życia Pierożka czy Bocheńskiego ???

    Może Pierożek ma asa w rękawie, podpisał kontrakty z czarownikami plemiennymi
    w RPA i na kroplówkach zaoszczędzi ?

    Jak mnie to wkurwia....
  • borys-krakow 10.06.02, 12:20
    j24 napisał(a):

    > Gdyby rozstrzelać odpowiedzialnych za ten rozpiździaj w gorzowskiej służbie
    > zdrowia, wielu chorych udało by się wyleczyć.
    Leczenie ołowiem?
  • j24 10.06.02, 13:47
    borys-krakow napisał(a):

    >> Gdyby rozstrzelać odpowiedzialnych za ten rozpiździaj w gorzowskiej służbie
    >> zdrowia, wielu chorych udało by się wyleczyć.
    > Leczenie ołowiem?

    Zarządzanie kiepsko zarządzającymi. Motywowanie.
  • blic 10.06.02, 14:38
    j24 napisał(a):

    > > Leczenie ołowiem?
    >
    > Zarządzanie kiepsko zarządzającymi. Motywowanie.

    Gdzie znajdziesz zarządzających z takimi promocjami motywacyjnymi? Może sam się
    podejmiesz? :)
  • borys-krakow 10.06.02, 13:11
    j24 napisał(a):

    > Drobne pytanko: gdyby Twoja siostra (panna z dwójką dzieci, na ten przykład bez
    > pracy), zgłosiła się do Ciebie w potrzebie, do Ciebie człowieka, który właśnie
    > dostał polecenie od szefa, że ma zatrudnić dziewczynę do wystawiania faktur,
    > wybrałbyś bystrą dziewczynę po marketingu, czy siostrę klepiącą po klawiaturze
    > jednym palcem ?
    Do wystawiania faktur nie trzeba kończyć marketingu - w żadnej postaci, nawet
    gorzowskiej. Panna z jednym palcem jest akurat - przynajmniej się rozwinie. Tak
    przypadkiem, w wątku medycznym, zaprzyjaźniony lekarz twierdzi, że żaden lekarz
    nie zrobi tak dobrze zastrzyku, jak doświadczona pielęgniara. Fakturzystka "z
    jednym palcem" rozwinie się, rzutka po marketingu zmarnuje się.


    To co teraz napiszę zabrzmi pewnie jak wstecznictwo i szamaństwo. Sam się boję
    tego pisać.
    Od sześciu lat leczę dzieci homeopatycznie. Przez te sześć lat kupiłem ok. setki
    fiolek z cukrowymi kuleczkami nasączonymi czymś, czego nie jestem w stanie
    zdefinować na bazie mojej wiedzy fizykochemicznej. Wszystko to kosztowało w sumie
    ok. 500 pln. Plus wizyty u lekarza, pewnie ok. 1000 pln. Od sześciu lat na dwoje
    dzieci.
    Oprócz tego (czasami traciliśmy cierpliwość i baliśmy się, bo leki homeopatyczne
    długo nie skutkowały) chodziliśmy/wzywaliśmy klasycznego, alopatycznego pediatrę
    i kupowaliśmy torbę zapisanych przez niego antybiotyków, które potem lądowały w
    koszu, bo okazywały się niepotrzebne. Te leki ze śmietnika kosztowały co najmniej
    tyle, ile cała nasza homeopatia.
    Nie przemawia do mnie homeopatyczna teoria. Brzmi jak szamaństwo. Ale homeopatia
    działa.
    Jeżeli te wszystkie cukrowe kuleczki to szmaństwo, to idąc normalnym torem
    powinienem wydać niepotrzebnie (ja lub LKCh) przez sześć lat kilka tysięcy
    złotych na leczenie dzieci. A nie wydałem ich. A ilu pacjentów leżących w
    gorzowskich szpitalach łyka niepotrzebnie tysiące złotych miesięcznie?
  • j24 10.06.02, 13:42
    > Neurochirurgia w ubiegłym tygodniu nie mogła przebadać trzech pacjentów z
    > krwawieniem domózgowym, bo nie działa angiograf. Na wezwania szpitala producent
    > odpowiada, że przyjedzie dopiero wtedy, kiedy szpital zapłaci zaległe rachunki.
    > To ważne badanie, pozwala stwierdzić, czy można pacjenta leczyć zachowawczo,
    > czy trzeba operować. Bez tych badań możemy tylko biernie czekać na rozwój
    > sytuacji.

    Przeczytał kolega Borys ten tekst, czy nie?
  • borys-krakow 10.06.02, 13:57
    j24 napisał(a):

    > Przeczytał kolega Borys ten tekst, czy nie?
    Oczywiście nie chcę uszkodzeń mózgu leczyć homeopatycznie.
    Ostrożnie i w skrytości ducha myślę, że zbyt często bierzemy drogie leki bez
    potrzeby. Bierzmy rzadziej, będzie kasa na tomografy.
  • blic 10.06.02, 14:47
    borys-krakow napisał(a):

    > > Przeczytał kolega Borys ten tekst, czy nie?
    >
    > Ostrożnie i w skrytości ducha myślę, że zbyt często bierzemy drogie leki bez
    > potrzeby. Bierzmy rzadziej, będzie kasa na tomografy.

    Ano właśnie.
    Drogi Agencie, widzę, że kompletnie spłynęła po Tobie moja uwaga, iż praktyki KCh
    to tylko część problemu (o ile w ogóle).
    Tymczasem prawdziwym problemem są praktyki lekarzy i dyrektorów szpitali, którzy
    swoich podwładnych za słabo kotrolują.
    Mam kilkoro znajomych lekarzy na całkiem wysokich stanowiskach w różnych
    szpitalach. Jeżdżą na 'sympozja' (ostatnio na przykład w programie jednego były
    zajęcia z paintballa :))) co parę miesięcy. Często na zagraniczne. Zgadnij kto
    stawia. Zgadnij po co to robi.
    Może zauważysz jednak, że KCh służą jedynie do racjonalizacji wydatków. Szpitale,
    a przede wszystkim lekarze jednak mają to cały czas głęboko.
  • j24 11.06.02, 09:50
    blic napisał(a):

    > Drogi Agencie, widzę, że kompletnie spłynęła po Tobie moja uwaga, iż praktyki
    > KCh to tylko część problemu (o ile w ogóle).

    ... lwia część problemu
    Drogi Blicu, wiem, że problemy ze służbą zdrowia (i służby zdrowia) nie kończą
    się na istnieniu kas chorych, ale system (kasy chorych) generalnie jest zły,
    a to daje medykom argumenty do naśladownictwa (złej pracy).

    Popularny lekarz rodzinny, prawi o meksykańskich trunkach, nie ma czasu zmierzyć
    temperatury czy ciśnienia. Na rękę ma koło 4 tys. zł + prowizje od producentów
    leków (ukłon w stronę arwenich antybiotyków). Nie wiem, czy ta prowizja legalną
    jest i czy wszyscy lekarze i czy na pewno, ale mówiło się o tym dość głośno i na
    dobrą sprawę od strony prawnej chyba nie ma się czego czepić (jeżeli od prowizji
    odprowadzany jest podatek). Pozostaje tylko kwestia moralna.

    Lekarz po 6-letnich studiach ma w szpitalu około 800 zł. Nie prawi o tequili,
    ratuje życie zawałowcom, ociera się o ludzką śmierć, kalectwo, czasem mało
    przyjemne widoki, siedzi tygodniami na dyżurze.
    Szpital Kasa "sprawnie" zakontraktowała, czyli stawka przypadająca na dzień
    pobytu pacjenta jest głodowa. Kasa (szczególnie LRKCh) chwali się sukcesami
    i efektywnoscią, szpital nie ma na podstawowe środki do ratowania życia.

    Blic powiedz coś jeszcze na obronę Pierożka, to Ci przy sposobności odpiłuję
    wąsa !

    > Może zauważysz jednak, że KCh służą jedynie do racjonalizacji wydatków.
    > Szpitale, a przede wszystkim lekarze jednak mają to cały czas głęboko.

    Racjonalnie to znaczy na siedzibę (marmury) i na pensyjki tych, którym
    zawdzięczamy sukcesy w lecznictwie (szczególnie ten opisany w cytowanym
    tekście Oli P.).

    No pozdro, pozdro.
    J24
  • Gość: Blic IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 11.06.02, 13:27
    j24 napisał(a):

    > Lekarz po 6-letnich studiach ma w szpitalu około 800 zł.

    Nie wiem nic o stawkach lekarzy rodzinnych, ale ci lekarze ze szpitali, których
    znam dostają ZNACZNIE więcej.
    Być może taka jest stawka na start. Zauważ jednak, że to jest i tak wyższa stawka
    niż ta, którą na start dostaje nauczyciel.

    > Nie prawi o tequili,
    > ratuje życie zawałowcom, ociera się o ludzką śmierć, kalectwo, czasem mało
    > przyjemne widoki

    No cóż, bywa. Taka natura zawodu. Myślę, że trochę jednak demonizujesz. Po
    pierwsze nie wszystkie specjalizacje mają taką naturę, po drugie, owszem ,mogą
    ocierać się o śmierć bo przeciągają termin operacji żeby pacjentka 'się
    zdecydowała' i dała prezent...

    > siedzi tygodniami na dyżurze.

    Za które dostają taką stawkę godzinową, że ho ho! Ja bym się na pewno nie obraził
    tylko prosił o jak najwięcej. Szczególnie, że wiele z tych godzin przespałbym
    smacznie.

    Zarzucasz kasom, że budują sobie pałace. Jasne, to jest zwykłe skurwysyństwo.
    Warto jednak pamiętać, że pałace budują sobie dokładnie WSZYSTKIE instytucje
    utrzymywane za pieniądze podatników. Zwalniamy wszystkich?

    Z drugiej strony czy wiesz, że polskie KCh mają jedne z najniższych "kosztów
    administracyjnych" w Europie?

    Powtarzam jeszcze raz: Tyle pieniędzy ile jest przewalanych przez samych lekarzy
    żadna kasa chorych czy inny fundusz nie będzie w stanie uzupełnić.
  • Gość: Dixi IP: *.gorzow.cvx.ppp.tpnet.pl 11.06.02, 19:03
    wybacz, stary, ale flaki mi się przewracają, gdy czytam to, co tu wypisujesz.
    Jedno jest pewne- nie masz pojęcia, czym jest praca lekarza, szczególnie tego
    młodego. Jak sie nie jest czegoś pewnym, to się o tym nie piszę- w
    szczególności chodzi mi o Twoje rewelacje dot. "gołej" pensji, której wysokość
    Cię zdumiała.
    Jasne, że lekarze tyrają na dyżurach, bo inaczej nie mieliby co do gara włożyć.
    Powiem więcej, bo tu też pewnie byłbyś skłonny chętnie się z nimi zamienić-
    pracują na kilku etatach, albo w gabinecie. Wiesz, życzę Ci tego, stary, jeśli
    tak bardzo zazdrościsz, bo nie ma nic bardziej przyjemniejszego, niż wrócić po
    paru, przespanych smacznie, jak twierdzisz, dobach do domu i zasnąć na podłodze
    podczas zabawy z dzieckiem.
    Z resztą twoich wypowiedzi nie będę polemizował, ponieważ nie dyskutuję z
    ludźmi, którzy swoje poglądy w danej materii opierają na obiegowych, często
    krzywdzących a nawet obraźliwych opiniach, nierzadko mających swoją genealogię
    w pospolitych brukowcach.
    Masz rację, lekarze sami sobie swój zawód wybrali. Ale nie godzili się przy tym
    wyborze na warunki, w jakich przyszło im wykonywać swoją pracę.
    Aha, no i nie porównuj nauczycieli z lekarzami, bo mi śmiech trzewia rozerwie.

    Ps. no i odnośnik do wpisu Arweny- ufamy lakarzowi, tak jak ufamy adwokatowi
    czy architektowi, ponieważ są to ludzie odpowiednio wykształceni i przygotowani
    do swojej pracy. Wybacz, ale nader często konflikty powstają, ponieważ jajko
    chce być mądrzejsze od kury.
  • borys-krakow 12.06.02, 09:13
    Gość portalu: Dixi napisał(a):

    > Ps. no i odnośnik do wpisu Arweny- ufamy lakarzowi, tak jak ufamy adwokatowi
    > czy architektowi, ponieważ są to ludzie odpowiednio wykształceni i przygotowani
    > do swojej pracy. Wybacz, ale nader często konflikty powstają, ponieważ jajko
    > chce być mądrzejsze od kury.
    Znaczy, niby my - to te jajka?

    Mam kilkuletnie dzieci. Jak łatwo się domyślić - do końca przedszkola dzieci
    głównie łapią infekcję, co chwila są badane, osłuchiwane przez lekarzy, więc
    lista lekarzy przetestowanych przeze mnie jest długa.
    Nie spotkałem dwóch lekarzy, którzy mieliby zgodną opinię na jeden temat.
    Opatrunek założony w Rabce krytykowany jest w Krakowie. Leczenie homeopatyczne
    (pediatra po specjalizacji) przez alopatę traktowane jest jak szamaństwo.
    Szczepienia, abc zdrowia dla "normalnego" lekarza, przez homeopatę traktowane
    jest jak spisek koncernów farmaceutycznych. W tej ostatniej kwestii skłonny
    jestem wierzyć homeopatom.
    Adwokata też nie biorę "z ulicy" - zbyt często widziałem sprawy prowadzone "na
    odwal" przez rozmaitych klauzyperdów i przegrywane w dziecinny sposób. Jakieś
    terminy, czy coś.

    Twoje uwagi do Blica - niniejsze forum nie jest objawieniem, pisują tu ludzie
    którzy nie są specjalistami, wyrażają tylko swoje opinie, często oparte na
    potocznym widzeniu świata. Np. ja, gdy się pomylę, cieszę się gdy mogę swoje
    błędne opinie skorygować (ostatnio - katedra w Kolonii;). Myślę, że podobnie ma
    Blic. I nie ma co się jeżyć, bo się zepsuje powietrze. A szkoda by było, bo
    rzadko się wpisujesz, ale sensownie.
  • j24 12.06.02, 12:23
    borys-krakow napisał(a):

    > Twoje uwagi do Blica - niniejsze forum nie jest objawieniem, pisują tu ludzie
    > którzy nie są specjalistami, wyrażają tylko swoje opinie, często oparte na
    > potocznym widzeniu świata. Np. ja, gdy się pomylę, cieszę się gdy mogę swoje
    > błędne opinie skorygować (ostatnio - katedra w Kolonii;). Myślę, że podobnie ma
    > Blic.

    To doliczcie do tego jeszcze mnie.

    Nikt nie jest nieomylny, jedno co nas łączy to ciekawość świata.

    Mam tylko dobrze wyrobiony pogląd na temat "bocheńszczyzny", w innych tematach
    nie tylko mówię, ale równie chętnie słucham.
  • j24 12.06.02, 12:51
    Gość portalu: Dixi napisał(a):

    > nie ma nic bardziej przyjemniejszego, niż wrócić po paru, przespanych smacznie,
    > jak twierdzisz, dobach do domu i zasnąć na podłodze podczas zabawy z dzieckiem.

    Zapewniam, że nie trzeba być lekarzem, żeby tego dokonać :)

    > Z resztą twoich wypowiedzi nie będę polemizował, ponieważ nie dyskutuję z
    > ludźmi, którzy swoje poglądy w danej materii opierają na obiegowych, często
    > krzywdzących a nawet obraźliwych opiniach, nierzadko mających swoją genealogię
    > w pospolitych brukowcach.

    Blic, na ile go znam, nie jest człowiekiem kształtującym swoje opinie w ten
    sposób. Coś w tym co pisał jest, może skala jest przesadzona, myślę jednak,
    że środowisko lekarskie nie piętnuje zachowań opisanych przez Blica w wątku
    o pewnym ordynatorze...
    W tej akceptacji/przyzwoleniu jest problem. Wasze środowisko jest zamknięte.
    Moim zdaniem trzeba wyjść do ludzi, pracować nad dobrym imieniem tegoż środowiska.

    Czemu tacy fanatycy internetu jak autor strony: www.gorzow.profit.pl nie linkuje
    strony Szpitala Woj. na Dekerta ?
    Odpowiem, bo Wy nie chcecie być zlinkowani, nie chcecie uczestniczyć w życiu
    miasta, a na prawdę warto by było. Zyskalibyście zrozumienie dla Waszych
    problemów.
    Dlaczego tak rzadko gazeta pisze o konferencjach, sukcesach, specjalizacjach
    uzyskanych przez lekarzy z jednego czy drugiego szpitala ?
    Bo Wy macie nas gdzieś, lubicie być traktowani jako ... (a zasadzie w ogóle nie
    lubicie być przez innych traktowani). Wiem coś o tym bo swego czasu pisałem
    programik dla jednego z oddziałów. Programik chyba trochę by usprawił życie,
    ale zmęczyło mnie nierówne traktowanie (i nie szło tu o kasę, bo na to nie
    liczyłem). Zmęczyło mnie i dałem spokój. Później biłem się o Was (o szpitale)
    jak umiałem (dla mnie było bez znaczenia, że ktoś nosi wysoko nos albo, że był
    dla mnie niemiły - ważny jest interes miasta).

    Słowa może niezbyt miłe, ale trza było. Nie myśl, że pozwolimy aby ktoś na Ciebie
    napadał, bo jakiś lekarz "zrobił mu dobrze".

    Podyskutuj z nami.

    Pozdro
  • Gość: Dixi IP: *.gorzow.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.02, 21:49
    Jak następnym razem napiszę o kominiarzach, wyjdzie, że
    jestem kominiarzem.
  • j24 13.06.02, 08:42
    Gość portalu: Dixi napisał(a):

    > Jak następnym razem napiszę o kominiarzach, wyjdzie, że jestem kominiarzem.

    Wcześniej:

    > nie ma nic bardziej przyjemniejszego, niż wrócić po paru, przespanych smacznie,
    > jak twierdzisz, dobach do domu i zasnąć na podłodze podczas zabawy z dzieckiem.

    Wyglądało jakbyś o sobie pisał.
    Sorki. Pozdrawiam Kominiarza :)
    J24
  • blic 13.06.02, 15:32
    Gość portalu: Dixi napisał(a):

    > wybacz, stary, ale flaki mi się przewracają, gdy czytam to, co tu wypisujesz.

    Ciekawy wstęp. Niezbyt zachęcający.

    > Jedno jest pewne- nie masz pojęcia, czym jest praca lekarza, szczególnie tego
    > młodego.

    Zgadza się. Nie mam pojęcia czym jest praca młodego lekarza. Nie pisałem o pracy
    młodego lekarza. Znam lekarzy starszych i wiem na czym polega ich praca.
    Następnym razem, kolego, polemizuj z tym co napisałem.
    Szczególnie ciekaw jestem twojej opinii na temat działania kas chorych.
  • j24 13.06.02, 15:36
    blic napisał(a):

    >> wybacz, stary, ale flaki mi się przewracają, gdy czytam to, co tu wypisujesz.

    > Ciekawy wstęp. Niezbyt zachęcający.

    Będzie lepiej. Musiałeś w czułe miejsce trafić...
    Stary (Blicu :)))
  • arwena 10.06.02, 14:56
    borys-krakow napisał(a):
    > Ostrożnie i w skrytości ducha myślę, że zbyt często bierzemy drogie leki bez
    > potrzeby. Bierzmy rzadziej, będzie kasa na tomografy.
    zastanawiam sie dlaczego lekarze bez opamietania przepisuja na wszystko
    antybiotyki - nawet na infekcje wirusowa badz taka co do ktorej nie ma pewnosci,
    zwlaszcza dzieciom, i zastanawiam sie dlaczego bezgranicznie ufamy lekarzom?
    na ostatniej ulotce antybiotyku przepisanego przez specjaliste (!) - nie dla mnie
    na szczescie - wyczytalam, ze nie dziala on na bakterie, przeciw ktorym zostal
    zaordynowany!!!
    za to chyba wlasciwego producenta byl ten antybniotyk wlasnie
  • gtk 11.06.02, 10:18
    Nie jestem fachowcem od tych spraw, a i o szpital tylko się ocierałem parę razy
    w życiu (z różnymi odczuciami), więc może nie wiem, o czym mówię. Ale wydaje mi
    się, że zło tkwi w systemie ubezpieczeniowym i to nie w tym, że istnieją Kasy
    Chorych, tylko że jest ich za mało. Mieszkałem jakiś czas w Niemczech - tam to
    wygląda w ten sposób, że Kas Chorych jest od groma, niemal tyle, ile firm
    ubezpieczeniowych, każda z nich z jednej strony kontraktuje sobie lekarzy i
    szpitale, a z drugiej musi dbać o klienta, czyli pacjenta. Musi więc z jednej
    strony obniżać składki ubezpieczeniowe, a z drugiej - podnosić jakość usług
    w "swoich" szpitalach i dbać o rozsądne wydawanie pieniędzy tamże... Wszystko
    świetnie funkcjonuje i myślę sobie, że to nie ma nic wspólnego z
    przereklamowaną niemiecką uczciwością i solidnością, tylko z porządnym
    systemem, z wbudowanymi automatycznymi mechanizmami kontroli.
    Mam wrażenie, że u nas to wszystko jest postawione na głowie, skoro w
    województwie lubuskim jest tylko jedna ogólnodostępna Kasa Chorych (nie do
    końca rozumiem, jak to jest z tymi branżowymi, bo wróciłem do Polski po kilku
    latach za granicą niedawno i nie wszystko tu jeszcze rozumiem, ale te branżowe
    kasy nie zmieniają obrazu sytuacji), szpitale podpisują umowy tylko z lokalnymi
    kasami, nie ma żadnej konkurencji, tylko przesyłanie sobie pieniędzy z
    Lubuskiej KCh do Śląskiej czy odwrotnie... To jest jakiś koszmarny nonsens!

    I jeszcze myślę, że piszę taką oczywistość, że urażam Waszą inteligencję,
    Drodzy Forumowicze... Jednak jakoś nigdzie o tym nie piszecie - może dlatego
    właśnie, że to takie oczywiste?...
  • Gość: Pretty IP: *.gorzow.cvx.ppp.tpnet.pl 11.06.02, 11:41
    A ja się to nawet cieszę, że Pierożek był w RPA. Nasz szpital (patrz wczorajszy
    artykuł w GW)zaczyna przypominać taki z największego afrykańskiego buszu, więc
    wiedza Pierożka zdobyta w Afryce będzie jak znalazł.
  • klin! 11.06.02, 12:43
    gtk napisał(a):

    > I jeszcze myślę, że piszę taką oczywistość, że urażam Waszą inteligencję,
    > Drodzy Forumowicze... Jednak jakoś nigdzie o tym nie piszecie - może dlatego
    > właśnie, że to takie oczywiste?...

    Piszesz oczywistości, ale nie dla wszystkich, niestety. Komuszki w walce o
    władzę obrzydziły dokumentnie społeczeństwu samą ideę kas chorych. Swoją
    nieodpowiedzialną, negatywną kampanią polityczną doprowadzili do tego, że tzw.
    przeciętny obywatel prędzej zje własny krawat niż powie jakieś rozsądne słowo o
    kasach. Jeśli umierający pacjent jeździ od szpitala do szpitala, by umrzeć na
    progu czwartego z kolei, to jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że po drodze
    kilkanaście osób złamało przysięgę Hipokratesa... Nikomu też nie przyjdzie do
    głowy, że w warunkach rzeczywistej konkurencji, do której reformy miały
    ostatecznie doprowadzić, taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia. Winny jest
    rząd Buzka i jego chore kasy, bo wszystkie plagi, rzeczywiste lub urojone,
    obecne lub przyszłe, już na zawsze będą obciążać rząd Buzka. W tej batalii nie
    są ważne argumenty, liczby, przykłady z krajów, które mają to za sobą. Ważne
    jest to, że jest źle, bo przez 4 lata komuchy były (częściowo) odsunięte od
    władzy, a społeczeństwo jest samo sobie winne.

    Cała reforma służby zdrowia realizowana przez rząd Buzka kosztowała 1 mld
    złotych. W założeniach obecnego ministra zdrowia, na zmiany w służbie zdrowia w
    przyszłym roku powinniśmy wydać 3 mld złotych. Bierzemy więc kurs na państwo
    socjalne, na wzór Szwedów sprzed 30 lat. Z tym, że oni mieli jakieś ekonomiczne
    ku temu podstawy. My za to swoją przyszłość z ufnością kładziemy w ręce
    człowieka, który obniżając ceny leków o 20% doprowadził do tego, że płacimy za
    nie więcej.
  • gtk 11.06.02, 13:07
    klin! napisał(a):


    > Nikomu też nie przyjdzie do
    > głowy, że w warunkach rzeczywistej konkurencji, do której reformy miały
    > ostatecznie doprowadzić, taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia.

    No właśnie, jak to miało być z tą konkurencją? Jakoś nie rozumiem, jak tworzenie
    regionalnych Kas miało doprowadzić do konkurencji? Uważam, że owszem,
    zliberalizowanie rynku kas chorych, dopuszczenie firm ubezpieczeniowych do tych
    naszych nieszczęsnych składek (oczywiście zgodnie z wyborem potencjalnego
    pacjenta, czyli naszym) doprowadziłoby do powstania konkurencji, obniżenia
    składek i podwyższenia jakości usług medycznych. Tymczasem powstało coś, co
    faktycznie jest/było tylko kpiną takiego systemu, a co więcej, uważam, że to
    naprawdę bez znaczenia, czy tą samą składką bedą mi zarządzać w Warszawie czy w
    Zielonej Górze, bo dopóki nie będzie zdrowej konkurencji, to i tak będą mnie
    mieli gdzieś, a RPA jest piękna! Nie jest więc ważne, czy system będzie
    scentralizowany, czy nie, dopóki nie ma konkurencji między kasami chorych! Jak
    więc to miało wyglądać w zamierzeniach rządu Buzka, skoro wyszło tak idiotycznie?
    Dlaczego nie wprowadzono konkurencji od razu, miała wschodzić jakoś etapami, czy
    jak?

    To samo dotyczy zresztą ZUS-u, którego nikt nie chce się dotykać, a czego za nic
    zrozumieć nie mogę, bo trudno chyba o firmę bardziej marnotrawiącą środki. Ja
    naprawdę jeszcze dzisiaj poszedłbym do innej firmy, żeby płacić na mój PIERWSZY
    filar, a jestem pewien, że jako młodego i zdrowego trzydziestolatka taka inna
    firma przyjęłaby mnie razem z jakimś sześćdziesięciopięciolatkiem, któremu
    jeszcze przez 20 - a może tylko 15? - lat trzeba będzie wypłacać emeryturę. ZUS
    pozbyłby się ciężaru, a i ja także... A firma zyskałaby klienta płacącego jeszcze
    potencjalnie przez 35 lat. Przecież firmy ubezpieczeniowe myślą w takich
    perspektywach! Czy się mylę? No, ZUS chyba myśli jak z miesiąca na miesiąc
    związać koniec z końcem, ale to nie żadna firma... Ale, ale, chyba zbyt daleko
    odszedłem od głównego tematu...
    Pzdr
    G.
  • klin! 11.06.02, 13:26
    gtk napisał(a):

    > No właśnie, jak to miało być z tą konkurencją? Jakoś nie rozumiem, jak
    > tworzenie regionalnych Kas miało doprowadzić do konkurencji?

    A i owszem. U podstaw całej reformy było umożliwienie (w bliżej nieokreślonej
    przyszłości) zniesienie monopolu państwa na kasy chorych. Natychmiastowa
    całkowita liberalizacja nie była możliwa z róznych względów, z których
    najważniejszym, jak sądzę, był brak przyzwolenia społecznego. Chodziło o
    wprowadzenie takiego systemu, który bez rewolucji mógłby być w przyszłości
    liberalizowany. Przedsięwzięcie zakrojone na pewno na więcej niż cztery lata, o
    którym możemy już mówić w czasie przeszłym.

    Nasz piękny kraj został nafaszerowany tak koszmarną dawką demagogii, że ponad
    połowie jego niewinnych obywateli na sam dźwięk słowa "liberalizm" otwiera się
    nóż w kieszeni, a wrogiem publicznym numer 1 jest człowiek, dzięki któremu nasza
    gospodarka w ciągu kilku lat dokonała rzeczywistego skoku przez dwie epoki.
    W bezbronnym umyśle Polaka-szaraka lęgną się najdziwniejsze teorie, których
    skutkiem jest np. fakt, że zdecydowana większość uważa inwestycje zagraniczne za
    korzystne dla gospodarki, ale taka sama większość określa prywatyzację
    słowem "grabież". Czasy przemian są trudne, ale w politycznym interesie
    spadkobierców PZPR leży, by przedstawiać je jako narodową tragedię.
  • j24 11.06.02, 15:18
    gtk napisał(a):

    > Jakoś nie rozumiem, jak tworzenie regionalnych Kas miało doprowadzić do
    > konkurencji? Uważam, że owszem, zliberalizowanie rynku kas chorych,
    > dopuszczenie firm ubezpieczeniowych do tych naszych nieszczęsnych składek
    > (oczywiście zgodnie z wyborem potencjalnego pacjenta, czyli naszym)
    > doprowadziłoby do powstania konkurencji, obniżenia składek i podwyższenia
    > jakości usług medycznych. Tymczasem powstało coś, co faktycznie jest/było
    > tylko kpiną takiego systemu

    Bo jakiś nieuk pewnie przeczytał tylko dwa punkty z przepisu na zupę, dwa
    ostatnie opuścił.

    > a co więcej, uważam, że to naprawdę bez znaczenia, czy tą samą składką bedą mi
    > zarządzać w Warszawie czy w Zielonej Górze

    A tu się mylisz. Tu dochodzi element ludzki. Poczytasz trochę, pomieszkasz to
    zrozumiesz. Tym województwem kieruje zasada "psa ogrodnika".
  • j24 11.06.02, 15:10
    klin! napisał(a):

    > Jeśli umierający pacjent jeździ od szpitala do szpitala, by umrzeć na
    > progu czwartego z kolei, to jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że po drodze
    > kilkanaście osób złamało przysięgę Hipokratesa...

    Więc wina jest po stronie lekarzy ?

    Co z instytucją lekarza rodzinnego, czy zdała egzamin ? Tylko Klin szczerze, bez
    prawo, lewo, PZPR.
    Moim zdaniem ta instytucja więcej już kuleje, ale chętnie poznam opinię innych.


    > Cała reforma służby zdrowia realizowana przez rząd Buzka kosztowała 1 mld
    > złotych. W założeniach obecnego ministra zdrowia, na zmiany w służbie zdrowia w
    > przyszłym roku powinniśmy wydać 3 mld złotych.

    Bo pewnie Buzek zadłużenia większości (a może i wszystkich szpitali) do tej dużej
    bańki nie doliczył. Czy nie tak ?
  • klin! 11.06.02, 15:56
    j24 napisał(a):

    > Więc wina jest po stronie lekarzy ?

    Wina... za co? Za to, że gość umiera na progu szpitala, bo mu nie udzielono
    pomocy - to chyba jasne? Czy masz wątpliwości? Żadne kasy, żadna reforma i
    żadne rządy nie usprawiedliwią praktyk, opisywanych przez Ciebie przy każdej
    okazji. Tylko mi nie próbuj insynuować, że obarczam wszystkich lekarzy
    odpowiedzialnością za wszystko, co złego się w służbie zdrowia dzieje. Wiem
    dobrze, jak ciężko i za jakie marne pieniądze znaczna ich część pracuje. Ile
    muszą wziąć dyżurów, aby wyjść na przyzwoitą pensję. Ale wiem rózwnież, że
    przez lata całe powstały takie układy, których jak dotąd żadna siła nie jest w
    stanie zmienić. Znam przypadki ordynatorów, którzy sprawują władzę feudalną na
    swoich oddziałach i mogą dosłownie wszystko. I jakoś nie mogę sobie wyobrazić,
    by te patologie mogłyby być uleczone centralnym zarządzaniem z Warszawy.

    > Co z instytucją lekarza rodzinnego, czy zdała egzamin ? Tylko Klin szczerze,
    > bez prawo, lewo, PZPR. Moim zdaniem ta instytucja więcej już kuleje, ale
    > chętnie poznam opinię innych.

    Owszem, kuleje. Ciekaw jestem, czy minister Łapiński ma jakąś z tym związaną
    koncepcję? A poza wszystkim, czyżbyś sugerował, że jeśli piszę o PZPR-ze, to
    jestem nieszczery? Cóż to za apele? :) Ja tu wcale nie zamierzam prowadzić
    wielkiej polityki, ale nie potrafię zrozumieć, jak piewca konkurecji między
    szpitalami może być zwolennikiem centralizacji zarządzania... Tam, gdzie o
    wszystkim decyduje minister, o konkurencji mowy nie ma. To naprawdę jest
    proste, nie potrzeba specjalnie się zastanawiać, gdzie lewo, a gdzie prawo.

    > Bo pewnie Buzek zadłużenia większości (a może i wszystkich szpitali) do tej
    > dużej bańki nie doliczył. Czy nie tak ?

    A o którym zadłużeniu mówisz? O tym, które zastał, czy o tym, które zostawił? :)
  • hiro 11.06.02, 19:19
    minisrer łapiński ma oczywiście tylko pomysły w stylu ...np...:
    przeszczepy wątroby może przeprowadzać tylko szpital na banacha/nie wiem czy
    tak to się pisze/w wawie a nie jakieś szpitale w trójmiejskiej wsi/sorki za
    wieś/przecież gra idzie o dochody kolesiów ,którzy obiecali działkę za takie
    decyzje!może to i stare rewelacje /tydzień temu/ale natym ta gra polega!
    panowie pogadajmy o pogodzie !bo inne debaty skończą się całkiem jak w tym
    arykule gw gdzie emeryci najebali policji i zostali skazani-oczywiście emeryci!
    w tych samych wypocinach wyczytałem ,że siedemdziesięcioletni dziadek pobił
    laską policjanta!-i bardzo dobrze! niech biją -to oni mają nas bronić przed
    bandziorami!a może my ich przed emerytami-rencistami?
  • j24 12.06.02, 07:39
    klin! napisał(a):

    > nie potrafię zrozumieć, jak piewca konkurecji między szpitalami może być
    > zwolennikiem centralizacji zarządzania...

    Wybór mniejszego zła. Pisałem o tym wiele. Bardzo wiele.
    Dwa dodatkowe aspekty:
    1. Likwidacja rejonizacji (LRKCh) to powrót pacjentów z powiatów myśliborskiego,
    choszczańskiego i międzychodzkiego tradycyjnie leczących się w Gorzowie.
    To również mniej problemów z leczeniem w renomowanych ośrodkach w Poznaiu.
    2. Brak możliwości antygorzowskich działań (w tej branży) zielonogórskiego aktywu.

    >> Bo pewnie Buzek zadłużenia większości (a może i wszystkich szpitali) do tej
    >> dużej bańki nie doliczył. Czy nie tak ?

    > A o którym zadłużeniu mówisz? O tym, które zastał, czy o tym, które zostawił?

    O tym które zostawił rzecz jasna (dokładniej to o różnicę między tym co zastał,
    a co po sobie zostawił).
  • klin! 12.06.02, 08:48
    j24 napisał(a):

    > Wybór mniejszego zła. Pisałem o tym wiele. Bardzo wiele.

    Może za wiele, bo jakoś nie wiem, co ma być tym mniejszym złem. Chodzi o
    reanimowanie tow. Stalina?

    > Dwa dodatkowe aspekty:
    > 1. Likwidacja rejonizacji (LRKCh) to powrót pacjentów z powiatów
    > myśliborskiego, choszczańskiego i międzychodzkiego tradycyjnie leczących się
    > w Gorzowie.

    No tak. Powiedz mi więc, po jaką cholerę mi dodatkowi pacjenci z innych
    województw, jeśli poziom usług jest przy obecnej liczbie niewystarczający?
    Napisałeś gdzieś, że chorzy czekają na korytarzach. Nowi pacjenci z Myśliborza i
    Choszczna poprawią sytuację? Owszem, miałoby to jakiś sens, ale tylko w przypadku
    dobrze funkcjonujących kas chorych.

    > 2. Brak możliwości antygorzowskich działań (w tej branży) zielonogórskiego
    > aktywu.

    Już Ci to kiedyś napisałem. Ekspresowe przeforsowanie połączenia gorzowskich
    szpitali nastąpiło pod nowymi rządami. Dotychczasowe działania zielonogórskiego
    aktywu w tej kwestii nie przynosiły rezultatu.

    Obawiam się, że zasadniczym Twoim argumentem przeciwko kasom jest fakt, że
    siedziba LRKCh jest w Zielonej Górze.

    >> A o którym zadłużeniu mówisz? O tym, które zastał, czy o tym, które zostawił?
    >
    > O tym które zostawił rzecz jasna (dokładniej to o różnicę między tym co zastał,
    > a co po sobie zostawił).

    A czemu "rzecz jasna"? A może wiesz, ile ta różnica wynosi (mmniej więcej)?
  • j24 12.06.02, 10:11
    klin! napisał(a):

    >> Wybór mniejszego zła.
    > Chodzi o reanimowanie tow. Stalina?

    Manipulujesz, jak chcesz ja też mogę.
    Tow. Stalin i leczenie zarządzających ołowiem to przenośnia.

    BRAK ODPOWIEDZIALNOŚCI ZARZĄDZAJĄCYCH (Pierożków i Bocheńskich, bo władze miasta
    takimi osiągnięciami w gospodarności jak rozpierdolenie pięknie położonych
    budynków po szpitalu dziecięcym i brakiem materiałów eksplatacyjnych do łatania
    ludzkiego życia nie mogą się poszczycić, dlatego wybacz nie będę umieszczał
    Jędrzejczaka wśród tych.... a może trzeba ich po imieniu w końcu nazwać?)
    WPŁYWA DEMORALIZUJĄCO NA KRAJ !!!

    Oni powinni stać pod pręgierzem, a nie jeździć na wywczasy!!!
    Wiesz jakie to modne. Oni se, k..wa, wszyscy jeżdżą za granicę na "wycieczki"
    i "szkolenia". Przy tej biedzie w kraju jest to po prostu niemoralne.
    Gdzie przetargi i preferencje krajowe?

    >> 1. Likwidacja rejonizacji (LRKCh) to powrót pacjentów z powiatów
    >> myśliborskiego, choszczańskiego i międzychodzkiego tradycyjnie leczących
    >> się w Gorzowie.

    > No tak. Powiedz mi więc, po jaką cholerę mi dodatkowi pacjenci z innych
    > województw, jeśli poziom usług jest przy obecnej liczbie niewystarczający?

    Nie wierzę, że tego nie rozumiesz.
    Niech będzie, że jestem starym cierpliwym belfrem.

    Leczenie tych osób w gorzowskich szpitalach to jeden z niewielu jakie nam zostały
    sposób na budowanie więzi regionalnych.
    Poza tym ekonomia: pacjentów odwiedza rodzina, zarabia PKS, MZK, taksówkarz,
    kobieta sprzedająca kwiaty (dla opiekującego się chorym lekarza, rzecz jasna),
    zarabia gorzowski lekarz, pielęgniarka, zarabia bo ma pracę, zarabia bo ma
    pacjenta.
    Poza tym pacjent po wyjściu ze szpitala może leczyć się prywatnie u specjalisty
    (przecież ten lekarz to też część gospodarki miasta, jakiś element organizmu
    miasta).

    Wkurza mnie, że taki człowiek jak Ty tego nie rozumie.
    ... a może ten wywód jest pełen błędnych złożeń, może k..wa ja się mylę?
    Wytłumacz, albo daj sobie przetłymaczyć.
    Ten wywód to podstawa mojego rozumowania, "myślenie po gorzowsku".
    Pomyślmy wspólnie, może to nie ma sensu?

    > Napisałeś gdzieś, że chorzy czekają na korytarzach. Nowi pacjenci z Myśliborza
    > i Choszczna poprawią sytuację?

    BO NIE WOLNO NAM BYŁO DOPUŚCIĆ BY RYNEK SIĘ KURCZYŁ (zmalała liczba łóżek).
    Jak byśmy szli Twoim tokiem myślenia, to byśmy mogli po mału likwidować, bo
    gorzowianin można się przecież leczyć w Poznaniu, Kostrzynie, Górkach Noteckich...
    ważne tylko, żeby nie na korytarzu. A może lepiej u nas i nie na korytarzu ?

    >> 2. Brak możliwości antygorzowskich działań (w tej branży) zielonogórskiego
    >> aktywu.

    > Już Ci to kiedyś napisałem. Ekspresowe przeforsowanie połączenia gorzowskich
    > szpitali nastąpiło pod nowymi rządami.

    Nie rozumiem co za potwór "nowe rządy", ale powiedzmy sejmikowe SLD (nie nowe, bo
    właśnie kończy im się kadencja).
    ... a kto mówi, że SLD za to nie odpowiada? Mało im za to dowaliłem ? Jeszcze
    dowalę!

    > Obawiam się, że zasadniczym Twoim argumentem przeciwko kasom jest fakt, że
    > siedziba LRKCh jest w Zielonej Górze.

    ...że nie oparła się wpływom antygorzowskiego aparatu?
    TEŻ !
    Oko za oko, inaczej już po nas.

    Pozdro
    J24
  • klin! 12.06.02, 11:21
    j24 napisał(a):

    > BO NIE WOLNO NAM BYŁO DOPUŚCIĆ BY RYNEK SIĘ KURCZYŁ (zmalała liczba łóżek).

    Sprawa zasadnicza. Jaki rynek? O rynku można mówić wyłącznie wówczas, gdy
    rywalizują ze sobą niezależni usługodawcy. Napisałem poprzednio wyraźnie, że
    miałoby to jakiś sens w systemie dobrze funkcjonujących kas chorych, który
    zapewniłby przepływ środków za pacjentem. Tymczasem obecna sanacja systemu
    zmierza w kierunku scentralizowania zarządzania, odebrania samodzielności
    regionalnym strukturom i "wyrównania dysproporcji", co się na polskie
    tłumaczy "wszystkim po równo". W takim systemie nie ma miejsca na konkurencję.
    Posługujesz się argumentami rynkowymi, jednocześnie nie dostrzegasz, że kierunek
    zmian proponowany przez obecny rząd jest dokładnie odwrotny. Wszystkie Twoje
    wnioski w powyższym wywodzie są argumentami ZA kasami chorych.

    > Nie rozumiem co za potwór "nowe rządy"...

    Premier Miller, minister Łapiński i cała reszta. Nie zauważyłeś zmiany rządu?
    Potwór to Twoje słowo :)
    Zresztą, wiesz dobrze, o czym napisałem, co wynika z następnych Twoich zdań. Na
    takie przerzucanie się słowami szkoda czasu i miejsca, już wcześniej to sobie
    wyjaśnialiśmy.

    W rzeczywistości trudno mi bronić reformy służby zdrowia, ponieważ nie zakończyła
    się ona sukcesem. Ona się w ogóle nie zakończyła i powinna być kontynuowana.
    Jeden z najtrudniejszych problemów, z jakimi borykają się kolejne rządy stał się
    jednak polem bezpardonowej walki politycznej, w której więcej demagogii, niż
    rzeczywistego dążenia do budowy silnego, racjonalnie urządzonego państwa.
    Działania obecnego rządu to wylewanie dziecka z kąpielą. System należy
    doskonalić, a nie podważać jego racjonalne podstawy. W przeciwnym przypadku
    będziemy mieli co cztery lata radykalne zmiany w podejściu do zasadniczych
    problemów, co w żaden sposób nie przybliży nas do ich rozwiązania.

    Nie raczyłeś się ustosunkować do mojego pytania o zadłużenie szpitali. Otóż
    różnica, o której pisałeś poprzednio jest ujemna. W 1998 roku zadłużenie szpitali
    wynosiło 7,5 mld złotych. Na początku tego roku to zadłużenie szacowano na 5 mld
    zł. Żeby nie było wątpliwości - nie jest to argument broniący dotychczasowych
    reform (różnica wynika z oddłużenia szpitali w pierwszym etapie reformy).
    Chciałem tylko zwrócić uwagę, że jeśli powołujemy się na jakieś dane, powinniśmy
    je znać. Za dużo pustosłowia w tych rozważaniach.
  • j24 12.06.02, 12:00
    klin! napisał(a):

    > Premier Miller, minister Łapiński i cała reszta. Nie zauważyłeś zmiany rządu?

    Oceniam ten rząd lepiej od poprzedniego. Mniej warcholstwa, publicznych kłótni,
    afer. Z części błędów sami się wycofali (VAT w budownictwie).
    Generalnie nie interesuje mnie wielka (warszawska) polityka. Interesuje mnie to
    co dotyczy bezpośrednio miasta i okolic.


    > Za dużo pustosłowia w tych rozważaniach.

    Nie udawałem, że znam te liczby. Nie miałem czasu i ochoty, żeby ich szukać.
    Wali mnie to buzkowanie i milowanie. Interesuje mnie to co w Gorzowie, bo to mnie
    dotyczy. Moje zdanie na temat polskiej gospodarności (wyrażone w wątku "Banki na
    banany) już znasz. Za mały ludek jestem abym się całą Polską martwił.

    Pustosłowie:
    "Bo pewnie Buzek zadłużenia większości (a może i wszystkich szpitali) do tej
    dużej bańki nie doliczył. Czy nie tak ?"

    Klin twierdzi, że Buzka reformy kosztowały 1 mld zł. Jednocześnie zadłużenie
    szpitali spadło z 7.5mld zł do 5mld zł, czyli kasy chorych wygenerowały 1.5mld
    zysku. Wybacz Klin, coś mi się w tych rachunkach nie zgadza.
    (było -7.5mld, +1mld, jest(na koniec buzkowania) -5mld, czyli gdzieś jeszcze
    wygospodarowano z tych naszych 7.75% 1.5 mld zł)

    Może źle tłumaczysz, albo jak przygłupim uczniem jestem, ale tak to wygląda,
    a wierzyć się nie chce...

    Zestawienie pustosłowia i magii liczb. Kiepsko te liczby do mnie przemówiły.
    Nierealnie.

    Pozdro
    j24


    Ps. Jest mi bardzo przykro, że nie podjąłeś tematu "myślenia po gorzowsku",
    tym bardziej, że po koleżeńsku prosiłem Cię o opinię, czy aby nie błądzę
    (prosiłem bez cynizmu, szczerze).
  • gtk 12.06.02, 12:39
    j24 napisał(a):

    > Oceniam ten rząd lepiej od poprzedniego. Mniej warcholstwa, publicznych kłótni,
    >
    > afer. Z części błędów sami się wycofali (VAT w budownictwie).
    > Generalnie nie interesuje mnie wielka (warszawska) polityka. Interesuje mnie to
    >
    > co dotyczy bezpośrednio miasta i okolic.

    Jeśli chodzi o porównanie tego rządu do poprzedniego, to trudno odmówic Ci racji.
    Ale nie możesz mówić o służbie zdrowia i jej reformach, o tym, jak funkcjonują
    gorzowskie szpitale, w oderwaniu od polityki ogólnopolskiej. Gdyby to gorzowski
    samorząd (albo i wojewódzki) decydowały o istnieniu lub nieistnieniu kas chorych,
    w ogóle o systemie zdrowotnym, to mógłbyś ograniczać się do polityki lokalnej.
    Polska jest jednak krajem scentralizowanym i sytuacja w gorzowskich szpitalach i
    w ogóle w słuzbie zdrowia jest wypadkową polityki rządu w Warszawie. A ten uwala
    reformę, która udana nie była (przykro mi, klin!), ale szła w dobrym kierunku. I
    tu w pełni zgadzam się z klinem!, że trzeba było iść dalej w kasy chorych, ale
    zrobić je lepiej, niż znowu wracać do systemu centralnego.
  • klin! 12.06.02, 14:15
    j24 napisał(a):

    > Nie udawałem, że znam te liczby. Nie miałem czasu i ochoty, żeby ich szukać.

    > Zestawienie pustosłowia i magii liczb. Kiepsko te liczby do mnie przemówiły.
    > Nierealnie.

    No i tak wygląda z Tobą dyskusja. Nie miałeś ani czasu ani ochoty, żeby
    sprawdzić, czy to co piszesz ma jakikolwiek sens. No i co ja na to mogę poradzić?
    Gdy już podaję Ci konkretne dane, próbujesz je dezawuować. Dane o zadłużeniu,
    które podałem w poprzednim poście są łatwo dostępne. Żeby było śmieszniej,
    pochodzą z wystąpienia ministra Łapińskiego. Proszę teraz ładnie się
    zadeklarować: albo zarzucasz mi kłamstwo, albo po prostu nie potrafisz ich
    zinterpretować, trzeciego wyjścia nie ma.

    W liczbach nie ma wielkiej magii. No, może nie dla wszystkich, ale wybacz mi brak
    skłonności pedagogicznych.

    > Wali mnie to buzkowanie i milowanie. Interesuje mnie to co w Gorzowie, bo to
    > mnie dotyczy.

    Walić to Cię może rząd Kostaryki. Niestety, to co oni tam wykombinują w
    Warszawie, odciska się zarówno na Twoim jak i na moim grzbiecie. Chyba, że
    utworzymy Wolną Republikę Gorzowską i wywalczymy niepodległość.

    > Ps. Jest mi bardzo przykro, że nie podjąłeś tematu "myślenia po gorzowsku",
    > tym bardziej, że po koleżeńsku prosiłem Cię o opinię, czy aby nie błądzę
    > (prosiłem bez cynizmu, szczerze).

    Nie chciałem Ci sprawić przykrości. Nie dopatrzyłem się cynizmu i odpowiedziałem
    szczerze. Może powtórzę - jeśli przyjazdy pacjentów będą się przekładały na
    wyniki ekonomiczne szpitala, to owszem, będzie to korzystne dla miasta. Napisałem
    również, że takiego przełożenia przy obecnej polityce rządu nie widzę. Natomiast
    korzyści uboczne (zatrudnienie taksówkarzy czy kwiaciarek), które wymieniłeś,
    mają znaczenie marginalne. W ten sposób Karpacz może zarabiać na turystach z
    całej Polski, ale nie Gorzów na chorych z kilku gmin. Nawet stały dochód jednej
    kwiaciarki i trzech taksówkarzy w żaden sposób nie są w stanie zrekompensować
    zwiększenia długości kolejek do lekarza. Szpital jest raczej małoznaczącym
    czynnikiem napędzającym koniunkturę. Rozumując w tych kategoriach, korzyści
    wynikające z istnienia HIT-a są wielokrotnie większe.
  • j24 13.06.02, 09:18
    klin! napisał(a):

    > Gdy już podaję Ci konkretne dane, próbujesz je dezawuować. Dane o zadłużeniu,
    > które podałem w poprzednim poście są łatwo dostępne. Żeby było śmieszniej,
    > pochodzą z wystąpienia ministra Łapińskiego. Proszę teraz ładnie się
    > zadeklarować: albo zarzucasz mi kłamstwo, albo po prostu nie potrafisz ich
    > zinterpretować, trzeciego wyjścia nie ma.

    Stwierdziłem tylko, że zestawienie tych kilku kwot daje nieoczekiwany wynik
    (trudno uwierzyć, że ze składki (7.75% ub.zdrow.) zmniejszono stan zadłużenia
    szpitali.
    Poszczególne liczby pewnie są prawdziwe, brakuje natomiast jakiejś pozycji.
    Zauważ, że jak startowała reforma mieliśmy wzrost gospodarczy, pewnie kalkulowano
    wzrost wynagrodzeń spadek bezrobocia, spadły wynagrodzenia, zmniejszyła się
    liczba płacących, wzrost składki o 0.25% na pewno tego na tyle nie zrekompensował.

    Klin podane przez Ciebie kwoty w zestawieniu ze sobą przy uwzględnieniu realiów
    wydają się niekompletne, dlatego lepsze logiczne "pustosłowie" niż dziurawa
    matematyka.


    > Natomiast korzyści uboczne (zatrudnienie taksówkarzy czy kwiaciarek), które
    > wymieniłeś, mają znaczenie marginalne.

    > Szpital jest raczej małoznaczącym czynnikiem napędzającym koniunkturę.

    Bardzo się mylisz. Pewnie, że nie jest to udział w budżecie miasta typu 2%,
    ale na pewno jest to udział znaczący.
    Gabinety specjalistów (i wizyty w nich pacjentów z poza Gorzowa), hurtownie
    dostarczające żywność nieredukowanym szpitalom, remonty pomieszczeń (za pieniądze
    nie pochodzące z budżetu miasta) itp. itd. - to jest małoznaczący czynnik
    napędzający koniunkturę... ???
    A kogo jak nie lekarzy-specjalistów stać na budowanie w Chwalęcicach?, udziałowca
    Hitu? , on ma pałacyk gdzieś za Odrą, może drugi w Alpach...

    Kiedyś znaczącym czynnikiem w gospodarce miasta było wojsko. Wyszło z Gorzowa.
    Nie możemy pozwolić, aby "wyszła" i służba zdrowia.

    Dziwię się, że masz taką uproszczone pojęcie o gospodarce, ale faktycznie masz
    takie jakie masz.
    Już kilkakrotnie okazywało się, że myślisz marketami i pojedyńczymi nie
    powiązanymi ze sobą, za to dokładnymi, liczbami.
    Zaraz się na mnie nie gniewaj, po prostu stwierdzam fakt.

    > Rozumując w tych kategoriach, korzyści wynikające z istnienia HIT-a są
    > wielokrotnie większe.

    Do Hita jeździ się samochodem. Korzyści to ołów w atmosferze, dziury w drogach
    i kasa u Niemca.
  • klin! 13.06.02, 09:44
    j24 napisał(a):

    > Klin podane przez Ciebie kwoty w zestawieniu ze sobą przy uwzględnieniu realiów
    > wydają się niekompletne, dlatego lepsze logiczne "pustosłowie" niż dziurawa
    > matematyka.

    Jesteś upierdliwy i irytujący. Miałeś wszystkie dane jak na dłoni, tylko nie
    umiałeś ich przeczytać... Żeby Ci pomóc w tych nieskutecznych poszukiwaniach
    sensu w liczbach i zakończyć jałową dyskusję, cytuję (samego siebie):

    "Żeby nie było wątpliwości - nie jest to argument broniący dotychczasowych
    reform (różnica wynika z oddłużenia szpitali w pierwszym etapie reformy)".

    >> Natomiast korzyści uboczne (zatrudnienie taksówkarzy czy kwiaciarek),
    >> które wymieniłeś, mają znaczenie marginalne.
    >
    >> Szpital jest raczej małoznaczącym czynnikiem napędzającym koniunkturę.
    >
    > Bardzo się mylisz. Pewnie, że nie jest to udział w budżecie miasta typu 2%,
    > ale na pewno jest to udział znaczący.
    > Gabinety specjalistów (i wizyty w nich pacjentów z poza Gorzowa), hurtownie
    > dostarczające żywność nieredukowanym szpitalom, remonty pomieszczeń (za pieniąd
    > ze
    > nie pochodzące z budżetu miasta) itp. itd. - to jest małoznaczący czynnik
    > napędzający koniunkturę... ???
    > A kogo jak nie lekarzy-specjalistów stać na budowanie w Chwalęcicach?,
    > udziałowca Hitu? , on ma pałacyk gdzieś za Odrą, może drugi w Alpach...
    >
    > Kiedyś znaczącym czynnikiem w gospodarce miasta było wojsko. Wyszło z Gorzowa.
    > Nie możemy pozwolić, aby "wyszła" i służba zdrowia.

    Nie dyskutujesz z tym, co napisałem. A WYRAŹNIE ODDZIELIŁEM efekty wynikające z
    przełożenia wzrostu liczby pacjentów na wynik ekonomiczny szpitala od efektów
    ubocznych, które raczyłeś przy okazji podać (taksówkarze i kwiaciarki). Napisałem
    wprost (znów cytuję samego siebie, ale jestem przekonany, że czytasz co trzeci
    wiersz, więc niektóre rzeczy muszę powtórzyć 3 razy):

    "Może powtórzę - jeśli przyjazdy pacjentów będą się przekładały na wyniki
    ekonomiczne szpitala, to owszem, będzie to korzystne dla miasta. Napisałem
    również, że takiego przełożenia przy obecnej polityce rządu nie widzę".

    Za małoznaczący czynnik ekonomiczny uznałem wzrost obrotów taksówkarzy i
    kwiaciarek, co jednoznacznie wynika z tekstu.

    > Dziwię się, że masz taką uproszczone pojęcie o gospodarce, ale faktycznie masz
    > takie jakie masz.
    > Już kilkakrotnie okazywało się, że myślisz marketami i pojedyńczymi nie
    > powiązanymi ze sobą, za to dokładnymi, liczbami.
    > Zaraz się na mnie nie gniewaj, po prostu stwierdzam fakt.

    Rzucasz epitetami i podsumowujesz "stwierdzam fakt". Marku, rezygnuję z dalszej
    na ten temat dyskusji z Tobą. Rezygnuję z jakiejkolwiek poważnej z Tobą dyskusji.
    Nie gniewam się, nie mam do Ciebie pretensji ani żalu, po prostu nie mam więcej
    ochoty po wielekroć siebie samego cytować.

    >> Rozumując w tych kategoriach, korzyści wynikające z istnienia HIT-a są
    >> wielokrotnie większe.
    >
    > Do Hita jeździ się samochodem. Korzyści to ołów w atmosferze, dziury w drogach
    > i kasa u Niemca.

    Do szpitala fruwa się w powietrzu.
  • j24 13.06.02, 10:25
    klin! napisał(a):

    > Nie dyskutujesz z tym, co napisałem.

    Mam polenizować również z tym co się zgadzam?

    > Rezygnuję z jakiejkolwiek poważnej z Tobą dyskusji.

    Nawet o amortyzacji :)))

    > Nie gniewam się, nie mam do Ciebie pretensji ani żalu, po prostu nie mam więcej
    > ochoty po wielekroć siebie samego cytować.

    Jeśli nie zauważyłeś to mnie też do tego (cytowania siebie, a raczej powtarzania
    nie czytanych przez Ciebie argumentów) dyskusja z Tobą zmuszała.


    >> Do Hita jeździ się samochodem. Korzyści to ołów w atmosferze, dziury
    >> w drogach i kasa u Niemca.

    > Do szpitala fruwa się w powietrzu.

    Często PKS/MZK.
    Do Hita tylko prywatnymi, ewentualnie wynajętymi z poza Gorzowa autokarami
    (piszę po raz drugi).
  • blic 13.06.02, 15:54
    j24 napisał(a):

    > > Szpital jest raczej małoznaczącym czynnikiem napędzającym koniunkturę.
    >
    > Bardzo się mylisz. Pewnie, że nie jest to udział w budżecie miasta typu 2%,
    > ale na pewno jest to udział znaczący.

    No cóż, budżet miasta mógłby sfinansować dodatkowy tor na basenie olimpijskim...

    > Gabinety specjalistów (i wizyty w nich pacjentów z poza Gorzowa)

    Ej no, pacjenci z Myśliborza czy Barlinka mogą równie dobrze teraz je odwiedzać.
    Nie mów, że "otwarte szpitale" nagle magicznie podniosłyby obroty w takich
    gabinetach.

    > hurtownie dostarczające żywność nieredukowanym szpitalom

    Jesteś absolutnie pewien, że to są gorzowskie hurtownie? Tak tylko pytam. :)

    > remonty pomieszczeń (za pieniąd ze nie pochodzące z budżetu miasta)

    Znaczy, pochodzące z budżetu Warszawskiego (centralny fundzusz)?
    Ależ, po drodze jeszcze dwie setki szpitali w całej Polsce. :)

    > itp. itd. - to jest małoznaczący czynnik
    > napędzający koniunkturę... ???

    Noho. :))

    > A kogo jak nie lekarzy-specjalistów stać na budowanie w Chwalęcicach?

    Stać ich teraz? Ciekawe czy także dlatego, że mają klientów z Barlinka... :))

    > Kiedyś znaczącym czynnikiem w gospodarce miasta było wojsko. Wyszło z Gorzowa.
    > Nie możemy pozwolić, aby "wyszła" i służba zdrowia.

    Kiedyś naprawdę znaczącym czynnikiem był Stilon.
    Gospodarki, Agencie, nie buduje się na zamówieniach publicznych.
  • borys-krakow 13.06.02, 17:23
    blic napisał(a):

    > Gospodarki, Agencie, nie buduje się na zamówieniach publicznych.
    Gospodarki może nie, ale z historii mozna podać kilka przykładów niezłych
    mająteczków wyrosłych na zamówieniach dla wojska czy innych publicznych.

    Szpital nie może być motorem gospodarki. Mareczek za bardzo się przejmuje, to
    prawda. I, szczerze mówiąc, retoryką w tym wątku zniechęca do dyskusji.
    Przynajmniej mnie.
  • blic 13.06.02, 19:49
    borys-krakow napisał(a):

    > > Gospodarki, Agencie, nie buduje się na zamówieniach publicznych.
    > Gospodarki może nie, ale z historii mozna podać kilka przykładów niezłych
    > mająteczków wyrosłych na zamówieniach dla wojska czy innych publicznych.

    To są te mająteczki, które kreują w umysłach stereotyp, iż pierwszy milion trzeba
    ukraść...
  • j24 20.06.02, 14:47
    ... Pierożków, Bocheńskich, poczytajcie na forum Zielonej Góry ilu innych jeździ
    sobie "sie szkolić" na bibki za WASZE PIENIĄDZE!!!
    Za granicę też.

    W tych okolicznościach nie starcza pieniążków na to, żeby bohater narodowy, jakim
    jest w obecnych czasach człowiek rozpoczynający, albo rozszerzający działalność
    gospodarczą nie musiał miesiącami załatwiać formalności pielgrzymując do Zielonej
    Góry, do której to góry pociągiem z Gorzowa w cywilizowany sposób nie dojedziesz.
    Trzeba wsiąść za kółko, setka kilometrów tu, setka tam i dzionek z głowy.

    Dzionek zmarnowany przez kwit jeden.
    Coś jak kwity lekarzy rodzinnych w Zielonogórskiej Kasie Chorych... u Pierożka
    naszego...

    Nie starcza im pieniążków na funkcjonowanie w sposób cywilizowany gorzowskich
    szpitali, bo trzeba przepieprzyć pieniążki w zielonogórskich portach lotniczych.
    Jak Seb pisał, naród my trawdy, na zdrowiu naszym czas jakiś zaoszczędzić można.
    Ale naród też my pamiętliwy. ODPŁACIMY.
  • marek_p 20.06.02, 21:46
    ... w gorzowskich szpitalach pojawiła się prasa podziemna?
    "Dała przykład nam Szprotawa jak zwyciężać mamy", to jedno z haseł.

    Oprócz tego szpitalnego Feniksa, dane było mi dzisiaj czytać oficjalną gazetkę
    zakładową. Ten człowiek (Fras) na prawdę nie ma predyspozycji do zarządzania tak
    dużym zakładem pracy jakim jest połączony szpital.

    Cytować z tej publikacji mi nie wolno, ale wydaje mi się, że trzeba punktować
    tego człowieka marszałeczka naszego, bo wyobraźcie sobie, że do Ministerstwa
    Zdrowia nie docierają żadne informacje o problemach z dostępnością służby
    zdrowia. Są zdziwieni (nie wierzą), że na poradę u specjalisty w mieście
    wojewódzkim czeka się kilka miesięcy (widać Pierożek wiedział z kim dać w palnik
    pod afrykańskim niebem).
  • j24 27.06.02, 15:01
    Pismaków chciał bym namówić do sprawdzenia z kim to Pan Pierożek wybrał się
    w celach szkoleniowych na południe Afryki.

    Zachodów słońca między palmami nie można oglądać w bele jakim towarzystwie...

    Ech, cóż z tego. Ważna jest słuszność polityczna, lewicowe poglądy, z którymi
    przyszło mu się tak wiele lat ukrywać realizując znienawidzoną, przez polityczną
    słuszność, reformę.

    No do boju! (mam nadzieję, że oszczędności w zakwaterowaniu czynione nie były :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka