Dodaj do ulubionych

znacie książki dla dzieci?

13.04.12, 13:32
Witajcie dziewczyny. Ostatnio szukam książek odnośnie adopcji i oprócz "Jeża" na razie nic nie znalazłam. Mam synka adoptowanego 2-letniego i szukam książek dla takich małych dzieci.
Edytor zaawansowany
  • mama.rozy 14.04.12, 09:32
    znalazłam tę
    miastodzieci.pl/dla_rodzicow/125:Ksikowe_Pogotowie_Ratunkowe/1329:Jeli_bocian_nie_przyleci_czyli_skd_si_bior_dzieci.html
    --
    www.kresy.pl/
  • verdana 14.04.12, 13:56
    Dla DWULATKA?
    Moim zdaniem w tym wieku dziecko jeszcze nie potrzebuje książeczek o adopcji.
    --
    zpopk.blox.pl
  • mamaexpresika 16.04.12, 10:11
    Stella "Mamusia dla Koko". Wcale nie uważam, że dla 2-latka to za wcześnie. Pozdrawiam
  • stella8888 17.04.12, 12:31
    hmm, już się zaczęłam zastanawiać czy rzeczywiście nie za wcześnie aby synkowi powiedzieć o adopcji. tak naprawdę synek ma 2 latka i 5 miesięcy, mówi już płynnie, zaczyna zadawać pytania. jestem w ciąży i codziennie czytam mu książeczkę "czekamy na dzidziusia" (sam się tego domaga), mówi do dzidzi w brzuszku. nie wiem czy to odpowiedni moment.
  • mamaexpresika 17.04.12, 19:47
    Sama znasz swoje dziecko najlepiej. Piszesz, iż jest mądrym 2-latkiem. Możesz mu zatem wspomnieć, że czasami jest tak, iż inna mama nosi w brzuszku a inna kocha. Nie chodzi o to, że zrozumie, ale z pewnością pozwoli mu to oswoić się z sytuacją.
    Ja mówiłam synkowi o adopcji od zawsze, wymyślałam bajki. Na początku z pewnością nie zdawał sobie ze znaczenia tej wiadomości. Nie potrafię w tym momencie powiedzieć kiedy dokładnie zrozumiał. Jakiś czas temu zadawał dużo pytań. Teraz ma nieco ponad 7 lat i tylko sporadycznie wraca do tematu. Wiem, że przyjdzie czas intensywnego bombardowania.
  • agramax 09.05.12, 15:45
    Jeśli jesteś w ciązy to doskonały moment aby porozmawiać o jego adopcji.
    MOja córka zaczęła pytać skąd się wzięła/czy ja ją urodziłam przed 3 r.ż.

    Pamiętam, że czytałam jej też tą książkę (Twoja rodzina), która przedstawiała różne warianty rodzin, w tym z adoptowanymi dziećmi.
    www.olesiejuk.pl/zobacz/single/twoja-rodzina-od-najmlodszych-do-najstarszych-praca-zbiorowa.html
  • statata2006 29.04.12, 18:11
    Tutaj można zamówić kilka poradników na temat adopcji


    www.przemiana.otwarte24.pl/Adopcja


  • malwina373 24.05.12, 14:58
    Polecam książeczkę dla dziecka - "Wszystko o adopcji" Marc Nemiroff, Jane Annunziata. Jest jeszcze polska pozycja - Skąd się biorą rodzice, nie-bajka o adopcji Agnieszki Porzezińskiej, ale co do niej mam mieszane odczucia.Osobiście z niej nie korzystałam.
    Pozdrawiam.
  • verdana 30.05.12, 18:04
    Dwulatkowi trzeba powiedzieć o adopcji. Samemu. Na książeczki jeszcze za wczesnie, bo "książkowa" adopcja nigdy nie jest taka sama jak ta u Was. Tylko dziecku namiesza w głowie.
    --
    zpopk.blox.pl
  • hanna_sty 25.02.13, 08:21
    Ale W JAKIM CELU MÓWIĆ? żeby by prawdomównym i prawowitym? Może są rzeczy, o których niekoniecznie chciałoby się wiedzieć?
    P.S. Miałam w rodzinie ciotkę. Trochę mnie dziwniła róznica wieku między mną a nią ( ja 1958 ona 1944), ale miałam. Ciotka w ub roku zmarła na nowotwór. Przycisnęłam mamę, żeby zrobiła badania, że może w rodzinie rak itd a wtedy mama powiedziała mi, że ciotka była adoptowana. Nikt, ale to nikt z nia włącznie o tym nie wiedział. Wiedzieli dziadkowie i moja mama ( 8 lat róznicy i coś tam kumała). Ciotka umarła nieświadoma.Jej mąż do dziś o tym nie wie.
  • beabratka70 13.02.13, 00:14
    Ostatnio zakupiłam nową pozycję na rynku adopcyjnym (2013 r) "Bajka o odnalezionym Słoneczku", którą znalazłam w jednej z internetowych księgarni. Polecam i dla dzieci i dla rodziców adopcyjnych
  • hanna_sty 25.02.13, 08:16
    Może pytanie nie najmądrzejsze, ale czy koniecznie dziecko MUSI wiedzieć, że jest adoptowane tym bardziej, że za moment urodzi się biologiczne? Nie ma , moim zdaniem, opcji, zeby w tej sytuacji nie poczuło się gorsze.
    Nie mam doświadczenia w tej sprawie, ale nie zawsze prawda, sama prawda i tylko prawda tak lansowana w prawdomównym i prawowitym społeczeństwie to samo dobro. Może lepiej skłamać i nie szukać problemów.
  • beabratka70 25.02.13, 13:35
    Proszę sobie odpowiedziec na pytanie czy chciałaby Pani być okłamywana przez najbliższych i postawic sie w sytuacji takiego dziecka. Dzieci często zaczynaja od szukania fizyznych podobieństw na zdjeciach, w lusterku, a jeśli ich nie ma, snują własne domysły. W naturze każdego z nas jest poszukiwanie własnej historii. Dziecko juz zostało porzucone, czegoś pozbawione, czy mamy mu zabierac nawet tożsamość?
  • hanna_sty 25.02.13, 14:42
    Są rzeczy, których chciałabym NIE wiedzieć. Moja wspomniana ciotka do końca życie nie wiedziała, że jest adoptowana. Moja mama dowiedziała się o tym fakcie pół roku przed śmiercią babci i babcia zaklinała ją, żeby nie mówiła ciotce. Mama słowa dotrzymała.
    Dzieci są różne- nieważne biologiczne czy adoptowane, czasem trzeba skarcić, na coś nie pozwolić, ukarać. Bardzo prawdopodobne, że zbuntowany nastolatek wykrzyczy coś w rodzaju "nie masz prawa bo nie jesteś moją matką", albo dojdzie do wniosku ( być może niesłusznego), że biologiczne dziecko traktuje się lepiej i co wtedy?
    A co do zabierania tożsamości to w momencie adopcji dziecko zyskuje tożsamość. Co łączy je z biologicznymi rodzicami prócz genów?
  • teligo 25.02.13, 21:33
    "Są rzeczy, których chciałabym NIE wiedzieć."

    TY nie chciałabyś wiedzieć. Załóż, że ktoś inny chciałby wiedzieć.
    Nie mówiąc prawdy nie możesz jednocześnie zapewnić, że nie wyjdzie ona na jaw. A to najgorsza opcja. Bo każdy w takiej sytuacji raczej czuje się oszukany.

    "A co do zabierania tożsamości to w momencie adopcji dziecko zyskuje tożsamość."
    Nie zgadzam się, ono ma swoją historię, swoje wcześniejsze życie. Ta historia nie znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki po adopcji.

    Twoja babcia podjęła taką a nie inną decyzję, dawniej uznawaną za najlepszą dla dziecka, ale czasy się zmieniły i wie to każdy, kto przechodzi procedurę w ośrodku. Chęć ukrywania prawdy przed dzieckiem może być nawet uznana za powód niezakwalifikowania pary na rodzinę adopcyjną.
    Przekonywanie kogoś do tego, żeby powiedział prawdę czy nie powiedział moim zdaniem nie ma sensu, bo to jest decyzja tej konkretnej osoby, a historia o adoptowanej cioci moim zdaniem w ogóle nie ma tu nic do rzeczy.
    Pozdrawiam.
  • teligo 25.02.13, 21:44
    A poza tym co powiedzieć dziecku, kiedy zapyta: "dlaczego nie mam ani jednego zdjęcia z okresu do 10 miesiąca życia?", albo "nie zrobiliście mi zdjęcia w 1 urodziny? uncertain".
  • beabratka70 25.02.13, 23:25
    Mogę tylko Pani powiedzieć, że istnieje tzw. tożsamość pierwotna i z tą tożsamościa się rodzimy, a w momencie adopcji dziecko uzyskuje tożsamość adopcyjną nadana mu przez rodziców adopcyjnych. Nie poinformowanie dziecka odpowiednio wcześniej, może spowodować, w przypadku odkrycia przez nie tej pilnie strzeżonej tajemnicy, konflikt tych tożsamości, co zaowocuje negatywnymi skutkami w przyszłości, ale to Pani powinna wiedzieć ze szkoleń. Zachęcam do lektury poświeconej temu problemowi. Kazdy ośrodek poda Pani kilka pozycji. A tu, mam nadzieję, przydatny link:
    adopcja-sez.w.interia.pl/rozdzial3.htm
    Ukrywanie faktu adopcji przed dzieckiem jest działaniem tylko dla naszego dobra, a nie dla dobra dziecka.
  • hanna_sty 26.02.13, 08:41
    Ze szkoleń nie wiem nic z tego prostego powodu, że nie chodziłam na szkolenia. Jestem matką biologiczną a z adopcją zetknęłam się w przypadku wspomnianej cioci.
    Może dlatego, że patrzę na to z boku i nie jestem przeteoretyzowana patrzę trzeźwiej.
    Tu i teraz obowiązują (?) okreslone standardy, ale standardy mają to do siebie, że się zmieniają.
    Ludzie nie zawsze chcą znać niektóre fakty, albo jeśli je poznają żałują.
    Jak reagować gdy zbuntowany nastolatek robi awanturę pod hasłem "zabraniacie mi ( palenia, picia, spotykania się z X, wracania w nocy, nieuczenia, chamskiego zachowania itd- niepotrzebne skreslić, potrzebne dopisać) bo NIE jesteście moimi rodzicami?
    Jak wytłumaczyć, że kocha się tak samo dziecko adoptowane jak i biologiczne, jeśli biologicznemu ( bo jest młodsze) a najczęściej młodsze jest pozwala się na coś czego zabrania starszemu? Albo odkryje biologiczną matkę pijaczkę/narkomankę/złodziejkę?
    -------------
    Mroczną tajemnicę mojej cioci poznałam po jej śmierci. Ona jej nie znała i dziękuję Bogu za mądrość dziadków. Ciocia urodziła się na skutek gwałtu sąsiadki moich dziadków przez gestapowca (SS-mana). Tak trzeba było informować ciocię, że tatuś ma na sumieniu setki istnień ludzkich.
    Dziś takie sytuacje nie mają miejsca, ale matka narkomanka ojciec równie nieciekawy mogą się zdarzyć. I co wtedy? Czy nie lepiej nie wiedzieć?
  • teligo 26.02.13, 10:13
    "> Jak reagować gdy zbuntowany nastolatek robi awanturę pod hasłem "zabraniacie mi
    > ( palenia, picia, spotykania się z X, wracania w nocy, nieuczenia, chamskiego
    > zachowania itd- niepotrzebne skreslić, potrzebne dopisać) bo NIE jesteście moim
    > i rodzicami?"

    W dokładnie taki sam sposób, jak na nastolatka, który mówi, nie będę cię słuchał, bo jestem dorosły/nie masz nic do powiedzenia, bo mam już 16 lat i będę robił co mi się żywnie podoba/to że jesteś moją matką nie znaczy, że możesz mi rozkazywać. Dokładnie w taki sam sposób - wychowywać jak się umie najlepiej, a nie przyczepiać się do jednego rzuconego w złości zdania. Mam wrażenie, że taki argument jest trudny dla Ciebie, a nie dla rodziców adopcyjnych.

    "Jak wytłumaczyć, że kocha się tak samo dziecko adoptowane jak i biologiczne, je
    > śli biologicznemu ( bo jest młodsze) a najczęściej młodsze jest pozwala się na
    > coś czego zabrania starszemu?"

    W dokładnie taki sam sposób, jak to się tłumaczy biologicznemu starszemu dziecku, które też czuje się źle, gdy młodszemu na więcej się pozwala i któremu poświęca się więcej uwagi.

    "Albo odkryje biologiczną matkę pijaczkę/narkomankę/złodziejkę?
    Wtedy wytłumaczyć, że nie wszyscy sobie radzą w życiu, nie każdy ma zapewniony dobry start itp. i nauczyć dziecko szacunku do jego biologicznych rodziców.

    "> Może dlatego, że patrzę na to z boku i nie jestem przeteoretyzowana patrzę trzeźwiej."
    A może po prostu niewiele wiesz o adopcji? Ani teoretycznie, ani praktycznie...
    Wydaje mi się, że dla Ciebie wraz z informacją o adopcji idzie informacja o "gorszości" i na siłę trzeba dziecko przed tym ochronić. Ja tej gorszości nie widzę, więc nie rozumiem po co ukrywać pewne fakty.
    I może nie nazywaj naszego przygotowania przeteoretyzowaniem i nie sugeruj, że przez nie nie patrzymy trzeźwo, bo pozwalasz sobie na ocenę czegoś, o czym niewiele wiesz, skoro jak sama piszesz nie przeszłaś szkolenia.
  • hanna_sty 26.02.13, 12:20
    Przede wszystkim protestuję- nigdy nie twierdziłam, że rodzicielstwo adopcyjne jest rodzicielstwem gorszym. I bardzo Cię proszę tego mi nie wmawiaj, bo tak nie myslę.
    Jest to inny rodzaj rodzicielstwo.
    Rodzice adopcyjni decydują sie na adopcję z róznych powodów i nie mnie ( ani Tobie też) oceniać z jakich. Każdy zapewne z innych.
    Co więcej jest ogromna rzesza ludzi , która nie zdecydowałaby się ( nie zdecydowała) na adopcję i druga nie mniejsza ( ja się do nich zaliczam), która nie wie co by było gdyby....
    Nie wiem czy masz dzieci w wieku lat nastu, ja mam ten okres za sobą. Okres, który przebiegł znacznie łagodniej u syna niż u mnie. Tym nie mniej nie wiem jak bym zareagowała na rzucone w złości zdanie "nie jesteś moja matką" ( zaznaczam, że jestem matką biologiczną). Co więcej nie wiem jakie myśli targałyby dzieckiem. W tym wieku rzadko mysli się racjonalnie.
    To samo dotyczy punktu 2 . Moja mama miała adopcyjną siostrę. Obiektywnie mamie w życiu bardziej się poszczęściło ( nie miało to żadnego związku z faktem adopcji)- czy gdyby ciocia wiedziała, że jest adoptowana nie twierdziłaby, że ten fakt miał związek z jej gorszym dorosłym życiem? Bardzo możliwe.
    W punkcie 3 jesli potrafisz tak rozmawiać z nastolatkiem i co więcej go przekonać to gratulacje. Jednak podejrzewam, że byłby problem z wytłumaczeniem, że nalezy szanować pijaczkę/narkomankę, która zachowuje się okropnie i opowiada okropieństwa. I może to spowodować, niepotrzebny stres, uraz u dziecka w i tak trudnym wieku. Po co mu to?
    Uważam, że dziecko trzeba chronić przed NIEPOTRZEBNYMI stresami. Czy mówi się, że ktoś z rodziny jest np. chory na raka i prawdopodobnie za pół roku umrze? Nie, przyjdzie na to czas gdy zacznie czuć się źle. Po co stresować dziecko?
    Albo snuć wizje, że w firmie taty są zwolnienia dziś zwolnili 25 osób więc w przyszłym miesiącu pewnie i tatę. Po co dziecku za wczasu takie informacje? A może taty nie zwolnią a stres gotowy?
    Osobiście NIE jestem zwolenniczką mówienia prawdy za wszelką cenę, zawsze i wszędzie. Bo krzywda, którą może wyrządzić taka prawda jest okropna.
    P.S. Nie tak dawno zapytałam moją mamę czy chciałąby wiedzieć, że np. ma nowotwór. Odpowiedziała, że zdecydowanie nie. Ma do tego prawo.
    A czy (adopcyjne) dziecko ktoś pyta czy chce znać prawdę? Nie, mówi się w bardziej lub mniej delikatny prawdę w oczy nie biorąc pod uwagę tego aspektu, bo prawda jest poprawna politycznie, obecnie modna, taki algorytm postępowania jest uczony na szkoleniach. I pomyśl, piszę to życzliwie, czy zawsze myśli się o dziecku?
    Zastanawiałam się też czy chciałabym wiedzieć czy jestem adoptowana- myślę, że nie. Jak zareagowałabym gdybym się dowiedziała, że mój tata nie jest moim biologicznym ojcem? Sądzę, że źle. A tata jest niemłody, ja już bardzo dorosła.
    Pozdrawiam Hanna Sty....
  • beabratka70 26.02.13, 12:09
    Dobrze, widze, że ma Pani utarty konserwatywny pogląd. Po co więc takie pytanie na forum i tak udawadnia Pani, że nie ma o czy dyskutować więc temat uważam za skończony.
  • hanna_sty 26.02.13, 12:23
    Nie, przedstawiam swój punkt widzenia. Nie musi być identyczny z reprezentowanym na forum. To co dziś jest konserwatywne jutro może wcale takie nie być.
    Nikomu nie życzę rozmowy z nastolatkiem, który wróci z meliny zbluzgany przez biologiczną matkę, obdarty ze złudzeń. Prawda wcale nie musi być dobroczynna, może być zabójcza gdy się ją odkryje.
    Fora mają to do siebie, że wymienia się poglądy.
  • teligo 26.02.13, 13:13
    Ale zrozum... nie da się ukryć prawdy. Nie da się.
    Bo w zupełnym akcie urodzenia, w urzędzie miejskim, NA ZAWSZE są wpisani rodzice biologiczni! Dane zmieniane są tylko w akcie skróconym. Każdy 18-latek może poprosić o odpis aktu zupełnego i w bardzo krótkim czasie odkryć, że gadki mamusi i tatusia o tym, że wziął się z brzucha to bujda.
    Większość ludzi tego nie robi, nie szuka informacji, ale wystarczy kilka potknięć, aby dziecko nabrało przekonania, że coś jest nie tak. Na przykład wspomniany przeze mnie brak zdjęć. Brak podobieństwa do rodziców czy kogokolwiek z rodziny. Ciocia czy koleżanka mamy, której się coś wyrwie przypadkiem. Dziecko znajomego może chlapnąć, choć było uprzedzane przez znajomego, że ma nie mówić. Mamy symulować ciążę, żeby to się nie zdarzyło?! I adoptować tylko 6-tygodniowe niemowlęta? Bo chyba nie wmówię nikomu, że urodziłam dwulatka... Nie mówiąc już, że rodziców dla dziecka nie szuka się pod kątem grupy krwi, więc już w podstawówce może ono odkryć, że coś nie pasuje. Takich prozaicznych wpadek może być wiele. Piramida kłamstw, które trzeba zapamiętać.
    A jeśli dziecko jednak prawdę odkryje, to jak mu wytłumaczyć, że okłamywaliśmy go dla jego dobra? Zrozumie? Ten strasznie zbuntowany nastolatek w trudnym okresie?

    A jeśli chodzi o umieranie na raka, to można dziecku nakłamać, że wszystko jest ok i udawać, że nic się nie dzieje, a ono i tak wyłapie smutek rodziców, płacz po kątach, częste wychodzenie do lekarza i będzie pewne, ze coś się dzieje i będzie się bało, ale straci jeszcze zaufanie do rodziców, bo będzie wiedziało, że mu nie chcą czegoś powiedzieć.
    Pracuję z dziećmi i młodzieżą, zadziwiające jest dla mnie to, jak często przychodzą zapytać mnie o coś, tłumacząc, że rodzice i tak im nie powiedzą prawdy...

    Wiesz, tu nie chodzi o modę (dla mnie jest straszne, że to nazywasz w ten sposób...), tylko o lata doświadczeń ośrodków adopcyjnych, lata obserwacji rodzin i ich relacji z dziećmi, także dorastającymi. To się nie wzięło stąd, że ktoś chcąc zarobić napisał książkę, w której poleca mówienie prawdy, bo "se" wymyślił, że prawda ponad wszystko i dobrze się sprzeda w prawowitym społeczeństwie. Takie zalecenia zostały utworzone na bazie wieloletnich obserwacji i relacji dorosłych adoptowanych. Dwóch grup: tych, którzy wiedzieli o adopcji i tych, którzy dowiedzieli się nagle i bardzo późno. W swych decyzjach o ujawnieniu pochodzenia dziecka nie można się opierać na poglądach biologicznych dorosłych dzieci,które zastanawiają się co by wolały, gdyby były adoptowane.

    Adoptowane dzieci muszą się zmierzyć z wieloma rzeczami, ale ochranianie ich przed tym na siłę moim zdaniem nie jest dobrą drogą. Nie da się zmienić faktów, nie da się wymazać przeszłości.
    "Nikomu nie życzę rozmowy z nastolatkiem, który wróci z meliny zbluzgany przez biologiczną matkę, obdarty ze złudzeń"
    Ale to jest jego życie, ani lepsze, ani gorsze od innych losów. Fajnie jak mamy idealnie - kochająca rodzina, która nas nie porzuca, dobre wychowanie, wykształcenie. Adoptowany nastolatek wracający z meliny musi się z tym zmierzyć (dobrze jeśli może to zrobić z rodzicami, a nie sam, bo im nie może wybaczyć kłamstwa), tak jak inne dziecko musi się mierzyć z ojcem alkoholikiem, z chorobą psychiczną mamy, z tatą, którego nie widuje, bo tacie się nie chce, z własną niepełnosprawnością.
  • hanna_sty 26.02.13, 14:02
    Przedstawiłam swój punkt widzenia. Ty masz swój.
    Zupełny odpis aktu urodzenia? Po co to komu? Kto i w jakim celu to bierze? Nie znam żadnej osoby, która by to robiła. Żyję na tym swiecie ponad 50 lat i może 3 razy brałam skrócony.
    Co oczywiście nie znaczy, że NIE weźmie.
    Mój syn ma mnóstwo zdjęć z róznych okresów życia. Nie pamiętam, zeby rzucał się i oglądał albumy z dzieciństwa. Wraca do tych z podróży, które pamięta, które wiążą się ze wspomnieniami.
    Co oczywiście nie znaczy, że ktoś nie zacznie zastanawiać się, że nie ma zdjęć z czasów gdy miał pół roku.
    Podobieństwa to rzecz bardzo względna. Mój mąż, który ma zerowe pokrewieństwo z moim ojcem ( i co ciekawe nawet najbardziej złośliwi nie mogą na podstawie grup krwi doszukiwać się ewentualnego pokrewieństwa- jeden pan ma A drugi B) jest bardziej podobny do taty niż ja. Obcy ludzie twierdzą, że to syn i ojciec a nie teść i zięć.
    Co nie oznacza, że ktoś nie zacznie się doszukiwać niebieskiego koloru oczu w rodzinie, w której większość ma piwne.
    Moim zdaniem wpadka jest równie prawdopodobna jak awantura ze zbuntowanym nastolatkiem i szok gdy odkryje się biologicznych rodziców. Zwykle mało ciekawych.... ale niekoniecznie. A co gdy adoptowane dziecko spotka się z matką, której w życiu się powiodło i zechce porzucić adopcyjnych rodziców, bo są starsi, gorzej sytuowani, czy po prostu "nie jego"? Albo zacznie spotykać się z matką ( rzadziej ojcem) biologiczną i zachowywać się tak jak ona? ( nie zawsze musi to być wzór do naśladowania.
    Rozmawiałam na ten temat z moją mamą. Jest przekonana, że ciocia przez całe życie miałaby zadrę związaną z genami biologicznego ojca ( zdziczały, zdegenerowany hitlerowski morderca), tak wiem, wiem, dzieci nie odpowiadają za rodziców.
    Nie podejrzewam nikogo o złe intencje, natomiast w psychologii są róznego rodzaju trendy, mody, poprawności. Było bezstresowe wychowanie - dziś zbieramy tego żniwa. Może więc za X lat okaże się, że walenie prawdy w oczy też nie jest najlepszym rozwiązaniem.
    Gdy zachorowała i umierała moja babcia rodzice mnie- wówczas 18 latce- bardzo wolno dawkowali prawdę, nie pozbawiali nadziei, raczej pocieszali co było dla nich trudne. O ile łatwiej było powiedzieć "Haniu babcia jest chora, będzie każdego dnia coraz gorzej za 2-3 miesiące umrze i musisz być dzielna". 1 zdanie, poprawność polityczna ( prawdomówność) i bujaj się z tym człowieku.
    Tak każdy człowiek musi się zmierzyć z róznymi przeciwnościami. I my rodzice, nieważne czy biologiczni czy adopcyjni, mamy obowiązek sprawić, żeby tych przeciwności było jak najmniej. Co nie znaczy, że proponuję klosz.
    Jestem osobą dorosłą, miałam na drodze rózne przeciwności więc jestem odporniejsza niż 2-12 czy 22 latek, ale zdecydowanie nie chciałąbym wiedzieć, że jestem adoptowana - gdyby tak było. I myslę, że dużym szokiem byłoby dla mnie spotkanie na melinie pijanej osoby z którą łąćzyłoby mnie bliskie biologiczne pokrewieństwo.
    Ale powtarzam, przedstawiam SWÓJ punkt widzenia. Ty możesz powiedzieć 2 latkowi, że co prawda urodziła go inna mamusia, był w innym brzuszku, ale teraz mamusią jesteś Ty.
    Pozdrawiam HS
  • teligo 26.02.13, 14:17
    Ok, każda z nas ma inny pogląd na sprawę i tak już pewnie zostanie.
    Ja wolę uwierzyć i zaufać pracownikom ośrodka, bo mają w tym większe doświadczenie smile
    W każdym razie dzięki za dyskusję.

    P.S.
    Nie odniosłaś się w ogóle do pewnych kwestii (poza opowiedzeniem jak to było w życiu Twojej rodziny). O to, jak odpowiedzieć na pytanie dlaczego tych zdjęć nie ma (załóżmy, że ono padnie, bo zgodzisz się, że istnieje ryzyko). Oraz jak zorganizować życie, żeby żaden "życzliwy" dziecka nie poinformował? (weź pod uwagę wszystkich krewnych, sąsiadów, pracowników placówek i fakt, że dziecko nie będzie noworodkiem).
  • hanna_sty 26.02.13, 14:58
    Szczerze? Oczywiście, że w przypadku gdy dziecko NIE jest noworodkiem lub bardzo małe pewnie bym powiedziala, bo zapewne pamięta dom dziecka albo poprzednią rodzinę, ale........jeśli mam być szczera to prawdopodobnie NIE zdecydowałabym się na adopcję dziecka 2+, bo właśnie pamięta, bo są nawyki, bo pewnych rzeczy nie dałoby się ukryć i MOIM zdaniem problemy bardzo prawdopodobne.
    W przypadku tak małego dziecka zdjęcia są, a przed sąsiadami itd chyba bym markowała ciążę albo się....przeprowadziła. Kuzynom itd powiedziałabym, że kilka razy już roniłam i nie chciałam zapeszać stąd późna informacja.
    A Ty ze swojej strony powiedz jak byś się zachowała w przypadku mega problemów, ucieczki dziecka do biologicznych rodziców, awantur i buntu pod hasłem "nie jesteś moją matką"?
  • teligo 26.02.13, 15:34
    Czyli poglądy, do których przekonujesz dotyczą niewielkiej grupy ludzi, którzy adoptują dziecko do 2 miesiąca życia, a więc bardzo niewielkiej grupy, bo naprawdę rzadko zdarzają się takie adopcje. To tak podsumowując.

    "W przypadku tak małego dziecka zdjęcia są, a przed sąsiadami itd chyba bym markowała ciążę albo się....przeprowadziła."
    Takie plany najczęściej powodują odrzucenie kandydatów, więc raczej nie zostałabyś mamą adopcyjną.
    Poza tym skąd wiedziałabyś kiedy zadzwonią z informacją o dziecku? Rodzice adopcyjni tego nie wiedzą, może to być po 3 miesiącach od kwalifikacji, może być po 2 latach. Jak udawać tę ciążę?
    Ok, zmiana pracy, miejsca zamieszkania, wszystkich znajomych, do przeprowadzenia, choć nieco skomplikowane... A jeśli jakaś dawna znajoma przez przypadek przeprowadzi się w to nowe miejsce? Znów przeprowadzka? Prawie jak program ochrony świadków wink
    Nadal zostaje kwestia dokumentów wink Bo co, jeśli jednak zerknie w ten odpis zupełny, z jakiegokolwiek powodu...

    "A Ty ze swojej strony powiedz jak byś się zachowała w przypadku mega problemów, ucieczki dziecka do biologicznych rodziców, awantur i buntu pod hasłem "nie jesteś moją matką"?
    Zakładam (a najprawdopodobniej będzie to zależało ode mnie), że moje dziecko dotrze do rodziny biologicznej po ukończeniu 18 roku życia, a więc będzie wtedy pełnoletnie (nie twierdzę, że super dojrzałe i mega mądre, ale mogące podejmować zgodnie z prawem swoje własne decyzje). I jeśli tak się zdarzy, że wybierze mieszkanie z rodziną biologiczną i się wyprowadzi z domu, to raczej niewiele będę mogła zrobić. Będę starała się je namawiać do powrotu, będę zapewniać o mojej miłości, będę starała się zrobić wszystko, co się będzie dało, aby wróciło do domu. Będę się starała utrzymać kontakt, licząc na to, że za jakiś czas podejmie inną decyzję. Byłoby to dla mnie bardzo bardzo trudne i pewnie cierpiałabym przy tym niewyobrażalnie, ale wolę to, niż cierpienie dziecka po odkryciu informacji, że było okłamywane.

    Bunt pt. "nie jesteś moją matką" skwituję "ale mam pełnię władzy rodzicielskiej" i tyle, dla mnie to nie jest problem, że dziecko mi to kiedyś wykrzyczy.
  • agagutka 26.02.13, 21:31
    Witam
    Jestem z adopcji i niestety jestem za ... mówieniem prawdy . Nie widzę powodów dla których byłaby potrzeba okłamywania kogoś , kogo się niby kocha . Pytanie podstawowe : czy adopcja jest czymś złym ? Wydaje mi się że NIE i każdy rodzic powinien ten fakt traktować jako coś po prostu normalnego . Moi rodzice niestety mnie okłamywali i oczywiście zadawałam sobie pytania : dlaczego nie ma moich zdjęć jak byłam mała ? dlaczego chrzest był w wieku ok .2 lat , dziwiło mnie że moja mama nic nie mówi o tym jak mnie urodziła itp. Do tego doszły w przedszkolu dzieci które mówiły że to nie są moi rodzice itd. Mam wrażenie że ukrywamy gdy sami nie potrafimy zaakceptować danej sytuacji . Ja wolałabym dowiedzieć się o tym od rodziców a nie od dzieci . Sądzę że np. można pod ręką dziecka zostawić książeczki w tym temacie , a gdy zacznie pytać to po prostu opowiedzieć , zupełnie spontanicznie aby pokazać dziecku że to nie jest nic złego . Dziecko w tym wieku raczej nie zrozumie informacji i jej nie zapamięta ale otwieramy sobie furtkę i jeśli nie chcemy o tym mówić książeczkę schować , a gdy dziecko po kilku latach zapyta ponownie to po prostu można wytłumaczyć : mówiłam ci , ale byłeś mały i nie pamiętasz (pokazać schowaną książeczkę ) . Można również dodać nie mówiłam o tym na co dzień bo po prostu jesteś moim dzieckiem i nie wyobrażam sobie aby mogło być inaczej . Niestety ja osobiście wolałabym to w takiej formie zamiast wieloletnich kłamstw . Ale każdy z nas jest inny i wierzę że mogą być osoby które wolałyby żyć w nieświadomości
  • teligo 26.02.13, 21:50
    Agagutka dzięki za Twój post, to co piszesz jest mi bardzo bliskie.
  • emilakwiatkowska 26.02.13, 21:23
    www.emilakwiatkowska.wix.com/prawdaoadopcji
    sami piszemy bajki wink w zakładce radość... polecam wink
  • peilin 27.02.13, 22:45
    Zdecydowanie polecam Mamusię dla Koko - moim zdaniem to najlepsza możliwa książka o adopcji dla małych dzieci.
    Czy mówić o adopcji? Ja nigdy nie miałam takiego dylematu - mówiłam od samego początku (starsze zostało adoptowane w wieku 8 tygodni, młodsze w wieku 4.5 miesiąca), co więcej regularnie zabieram na wizyty do ośrodka adopcyjnego. Dzieciaki to uwielbiają, bo panie ich pamiętają, na ścianach wiszą ich zdjęcia etc. To bardzo pozytywne wizyty i pomogły dzieciom zrozumieć procedurę i jak do nas trafiły.
  • adomama 08.03.13, 21:43
    SKĄD wziąć "Mamusię dla Koko"??
    Szukam... i szukam... i szukam...


    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/6b92bf1960.png

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.