Dodaj do ulubionych

Wątek adopcyjny w powieści-czy ktoś mi pomoże?

18.08.12, 22:29
Witam serdecznie,
piszę powieść-tak zwaną prozę kobiecą. Jednym z wątków jest wątek adopcji.
Dwie przyjaciółki, wychowane razem, niemal jak siostry. Madzia po rozwodzie z czteroletnią córeczką, Zuza singielka. Madzia za pracą wyjeżdża do Włoch pozostawiając małą Julkę pod opieką Zuzy. Jej nieobecność miała trwać kilka miesięcy lecz wydarzyła się tragedia. Madzia przeczuwając, że może się zdarzyć, pisze list do Zuzy z prośbą, by-gdyby coś jej się stało-zaopiekowała się córeczką.
Wiem, że sporo z Was jest w trakcie procesu adopcyjnego lub może już tulić w ramionach ukochane dzieci. Jednym słowem posiadacie wiedzę, której mi brakuje. Czy ktoś mógłby mi pomóc?
Chodzi mi o to, co powinna zrobić Zuza, by móc adoptować małą Julkę. Czy ten list od przyjaciółki może być pomocny? Do kogo powinna się udać?
Będę bardzo wdzięczna za pomoc. Zostawiam maila, gdyby ktoś wolał napisać prywatnie: szufladaduszy@wp.pl
Edytor zaawansowany
  • annakate 21.08.12, 17:24
    Żeby mogła adoptować córkę koleżanki musi na to wyrazić zgodę ojciec dziewczynki albo musi być pozbawiony władzy rodzicielskiej (mógl być pozbawiony w rozwodzie). Powinna złożyć wniosek do sądu rodzinnego, musi przejść kwalifikację przez ośrodek adopcyjny (diagnostyka psychologiczna+ocena warunków+kurs). List od przyjaciółki byłby pomocny, ale w żadnym stopniu niewiążący dla sądu. Od razu mogę Ci podsunąć pomysły na dramatyczne zwroty akcji - problemem mogłoby się okazać:
    kłopot z odnalezieniem ojca, który władzę rodzicielską jednak ma
    chęć przejęcia opieki przez krewnych matki, którzy mogliby twierdzić, że lepiej sobie z tym poradzą
    fakt bycia przez Zuzę singielką
    brak stałych dochodów Zuzy lub jej choroba (np. cukrzyca)
  • monikaniew 21.08.12, 18:36
    Pięknie dziękuję!!!
    To, co już wcześniej napisałam to: Zuza w trakcie powieści wiąże się z odpowiedzialnym człowiekiem. Ma też stałą pracę. Jeśli chodzi o dziadków małej Julki, są alkoholikami i sami przyznają, że Zuza będzie lepszą opiekunką. Tylko teraz muszę coś wymyślić z ojcem dziewczynki. A czy on może sam się zrzec praw rodzicielskich ze względu na dobro córki? Odszedł od matki dziewczynki z inną kobietą i planują wyjazd za granicę.
    Przepraszam, że zadaję takie pytania-raczej głośno myślęsmile
    W każdym bądź razie jestem niezmiernie wdzięczna za odpowiedź. Bardzo, bardzo dziękuję***
  • annakate 21.08.12, 18:59
    może wyrazic zgodę na przysposobienie; gwarowo nazywa się to "zrzeczeniem" i robi się to w sądzie, bez rozprawy, na tak zwanym posiedzeniu niejawnym, czyli w pokoju sędziego. Może tez wyrazić taką zdodę dopiero na rozprawie (zwłaszcza, jesli dramaturgia wymaga, żeby stało się to w ostataniej chwili). W zamian uzyskuje zapewnienie, że z chwila adpocji ustają nie tylko jego prawa, ale i obowiązki rodzicieskie (czyli przestaje płacić alimenty).
  • monikaniew 21.08.12, 19:07
    To teraz już wszystko wiemsmile Teraz tylko zostaje mi ładnie to poprowadzić i ubrać w słowa.
    Bardzo Ci Annakate dziękuję-nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła!
  • annakate 21.08.12, 21:43
    Cieszę się, jeśli pomogłamsmile Pytaj jakby co, tu albo na gazetowego, z tym że za kilka dni wyjeżdżam i wrócę do cywilizacji komputerowej 6 września
  • monikaniew 21.08.12, 21:54
    Dziękuję Kochana*** Jeśli będę miała wątpliwości, chętnie skorzystam.
    Jeśli wyjeżdżasz na urlop, udanego wypoczynku życzęsmile
  • karolana 24.08.12, 15:41
    Gratuluję pomysłu, ale wątek straszliwie oklepany sad
    Widziałam co najmniej 7 filmów, w których ten wątek się pojawia... Przyjaciółka / kuzynka / siostra względnie przyjaciel / kuzyn / brat adoptuje dziecko/dzieci, którego rodzice tragicznie zginęli...
    Myślę też, że jest to pojście na łatwiznę w kontekście tematu adopcji, bo mamy do czynienia z dzieckiem "z dobrej rodziny", sierotą faktyczną, dziewczynką zapewne śliczną, grzeczną, itp. i po początkowym problemie z zaakceptowaniem opiekunki, wynikającym bardziej z buntem wobec utraty matki, wszystko układa się sielankowo... Przepraszam, ale niewiele ma to wspólnego z przeciętną adopcją...
    Rozumiem, że ma być to lekkie czytadło dla mało wymagających, ot, takie do poczytania w pociągu czy w oczekiwaniu aż rosół się ugotuje, ale mam wrażenie, że będzie to kolejne klepnięcie stereotypu adopcyjnego...
    Pozdrawiam.
    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • monikaniew 24.08.12, 15:52
    Witaj Karolano. Ten wątek nie będzie głównym i pojawi się na samym końcu. To będzie powieść przede wszystkim o przyjaźni, rodzinie, odnajdywaniu siebie, pojawi się też miłość. Czy będzie czytadłem przy gotowaniu rosołu? Być może. Jeszcze ją buduję i nie wiem, jaki będzie efekt końcowy. Zadałam pytanie o adopcję, bo nie miałam z tym tematem do czynienia i moja wiedza jest oparta właśnie na filmach, o których wspomniałaś. Nie chciałam w książce - że tak ujmę kolokwialnie-wciskać kitu, że mały liścik od zmarłej matki do przyjaciółki załatwi wszystko.
    Ot, stąd moje pytaniesmile
  • karolana 26.08.12, 16:21
    Wiesz, chodzi mi o to, że bardzo dużo przewija się w książkach, mediach, filmach mocno polukrowanych wątków adopcyjnych. Ludzie się naoglądają i naczytają bzur, a potem opowiadają głupoty, często raniąc innych. Zatem, tak dla odmiany, marzy mi się przecztanie czegoś mniej różowego, a bardziej prawdziwego. I moim skromnym zdaniem, pomimo poboczności wątku, byłoby to z korzyścią dla książki.
    Pozdrawiam.
    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • jam-agru 31.08.12, 16:35
    Witaj. Jestem złośliwa i cięta na katolickie ośrodki adopcyjne, więc doleję oliwy do ognia. Zuza jest formalnie samotna, więc dla katolickiego ośrodka stanowi osobę kategorii B, która nie zasługuje na normalne, zdrowe dziecko, tylko w ostateczności na takie, którego nikt inny nie chciał. Gdyby taki ośrodek dostał Julę w swoje łapska, próbowałby zapewne skierować ją do pełnej heteroseksualnej rodziny, nawet obcej, w nosie mając sugestie matki biologicznej, zwłaszcza nieformalne.
  • monikaniew 31.08.12, 18:24
    Dziękuję Jam-agru! Może rzeczywiście pójść tą drogą? Pomyślę.
    Naprawdę tak wygląda sytuacja w katolickich ośrodkach adopcyjnych? Przecież to nieludzkie! I zupełnie sprzeczne z głoszeniem miłości. Smutne to okrutniesad
  • hanna26 01.09.12, 01:06
    Absolutnie nieludzkie.
    Każdemu człowiekowi na świcie należy się dziecko, jakie tylko sobie zażyczy i basta. Każdy powinien mieć możliwość zgłoszenia się do sklepiku i wybrania właściwego dla siebie modelu. A tu znajdują się ośrodki, dla których najważniejszą rzeczą nie jest nie widzimisię potencjalnego rodzica, ale dobro dziecka. I ci nieludzcy pracownicy mają czelność wybierać dla niego pełną rodzinę z mamą i tatą, a nie samotną mamę. No, po prostu w głowie się nie mieści...




    --
    Jakość zabawy, podobnie jak jakość życia nie zależy od warunków materialnych

  • monikaniew 01.09.12, 10:21
    Do niedawna problem adopcji dla mnie nie istniał, nie znałam tego świata. Kiedy tak czytam i wgłębiam się, przecieram oczy ze zdumienia, że tworzenie rodziny z dwóch "członów", czyli ludzi, którzy pragną mieć dziecko i dzieci, które pragną miłości i domu, odbywa się w jakiś dziwny sposób, na zasadzie jakiejś dziwnej logiki (?). Nie chcę za dużo pisać, bo jestem "z zewnątrz", nie przeżywam tego wszystkiego od środka, jak wielu z Was, ale to wzbudza we mnie tak wielki smutek, że nie potrafię tego przekazać słowami. I złość! Moje wyobrażenia o budowaniu rodzin okazało się wielką naiwnością.
  • milka1951 01.09.12, 13:14
    Monikaniew, możesz zajrzeć tutaj:

    adopcja.phorum.pl/viewforum.php?f=1
  • monikaniew 01.09.12, 20:49
    Pięknie dziękuję Milko!!!
  • jam-agru 01.09.12, 19:55
    Moniko, wiem, że to dygresja, wybacz.

    Haniu, spójrz na to inaczej. Chore dziecko wymaga znacznie więcej czasu i pieniędzy niż zdrowe. Na pewno wiesz, że często jedno z rodziców musi porzucić pracę, żeby zająć się chorym dzieckiem. Na pewno czytałaś, jak duże są obciążenia finansowe w takiej sytuacji.
    Skoro już mówisz o dobru dziecka, które z chorych będzie miało lepiej: w rodzinie z dwojgiem rodziców, czy tylko z jednym?
    Albo inaczej: czy odważyłabyś się na stwierdzenie, że "lepsza" (pełna) rodzina zasługuje na "lepsze" (zdrowe) dziecko, a "gorsza" (niepełna) na "gorsze" (chore)?
    Albo skrajnie: czy chore dziecko nie zasługuje na taką samą rodzinę jak zdrowe? Dlaczego więc potencjalni rodzice mogą je odrzucić (mają wszak prawo decyzji, czy wezmą dziecko)?

    Oj, Moniko, to jest temat na drugą powieść.
  • monikaniew 01.09.12, 21:17
    Moje Kochane,
    jakie to wszystko trudne! I wzruszające.
    Dygresja Jam-agru? Jaka głęboka!!! Gdzie znaleźć i jak znaleźć odpowiedzi na takie pytania? Jestem wrażliwa-wszyscy znajomi to wiedzą, więc nie będę się kryć i tu: łzy poleciały.
    To temat na tysiąc książek. Powinny zostać napisane, by taki laik jak ja mógł przenieść się do nieznanego świata i spróbować go zrozumieć.
    Dziękuję za ten post***
  • hanna26 02.09.12, 22:15
    > Albo inaczej: czy odważyłabyś się na stwierdzenie, że "lepsza" (pełna) rodzina
    > zasługuje na "lepsze" (zdrowe) dziecko, a "gorsza" (niepełna) na "gorsze" (chor
    > e)?

    To jedno zdanie wystarczy za całą moją odpowiedź. "Zasługuje". shock Nadal więc jesteśmy w świecie, gdzie rodzicom należy się dziecko, ponieważ na to "zasługują". A ja odpowiadam: Nikt nie "zasługuje na dziecko", ponieważ dziecko nie jest rzeczą, i w związku z tym nie można na nie zasłużyć bądź nie zasłużyć. I to nie w taki sposób powinniśmy rozpatrywać sprawy adopcji.

    To dziecku przyznawana jest rodzina, a nie rodzinie przyznawane jest dziecko.

    I pracownicy ośrodka adopcyjnego powinni zrobić wszystko (!) żeby każdemu dziecku przyznać jak najlepszą rodzinę: a więc przede wszystkim rodzinę pełną, składającą się z dwojga kochających się ludzi: matki i ojca.
    Oczywiście zgadzam się, że najlepiej by było, gdyby chorym dzieckiem zajęło się dwoje ludzi. Niestety, nie każde chore dziecko udaje się obdarzyć ojcem i matką, jakąkolwiek rodziną. W takim wypadku próbuje się szukać dla nich domu w rodzinie niepełnej, wśród osób samotnych. Ale pierwszeństwo zawsze będzie miała rodzina pełna.

    Niestety, tego, że adopcja jest przede wszystkim dla dobra dziecka, a nie tylko dla dobra kandydata, nie rozumie wielu kandydatów. Tak się składa, że zawodowo mam dość często styczność z OA. Wprawdzie nie z katolickimi, ale mam wrażenie, że ten sam problem dotyka wielu ośrodków niekatolickich. Wszędzie zdarzają się ludzie, którzy tłumaczą, że "tyle złego mnie spotkało w życiu, nie dość że jestem samotna, to jeszcze państwo nie chcecie mi dać dzieciaczka." (autentyczne) I trzeba tłumaczyć, że kiedy czeka tyle małżeństw, to po prostu nieuczciwością wobec malucha byłoby przekazanie go osobie samotnej, ponieważ "żal mi się jej zrobiło, jest taka samotna, to niech ma tego dzieciaczka, to niesprawiedliwe, że nie może go mieć." Dziecko to nie stół czy szafa, które powinniśmy przekazać osobie bardziej potrzebującej, żeby jej ułatwić czy umilić życie. I dobrze byłoby, żeby kandydaci na rodziców zrozumieli to, zanim się zgłoszą do ośrodka.

    > Albo skrajnie: czy chore dziecko nie zasługuje na taką samą rodzinę jak zdrowe?
    > Dlaczego więc potencjalni rodzice mogą je odrzucić (mają wszak prawo decyzji,
    > czy wezmą dziecko)?

    Powtarzam raz jeszcze: każdemu dziecku pracownicy powinni starać się zapewnić życie w rodzinie pełnej. Jednak oczywiście każdy kandydat ma prawo nie przyjąć dziecka, jeśli nie czuje się na siłach, żeby zmierzyć się z jego problemami. Dlatego są niestety dzieci, które latami nie znajdują domu. W takim wypadku oczywiście warto rozważyć zaproponowanie przyjęcie dziecka osobie samotnej. Gdyż każda rodzina jest lepsza niż pobyt w placówce opiekuńczej typu ops czy dom dziecka.

    A na koniec: domyślasz się zapewne, że dziecku, które już przeżyło traumę, niespecjalnie powinno się fundować następna traumę w postaci np. zmieniających się wujków czy ciocie. A trudno od każdego samotnego człowieka żądać zapewnienia, że od tej chwili całe swoje życie spędzi w celibacie i nie będzie sobie próbował ułożyć życia, szukać miłości, swojej drugiej połówki itd. Każdy człowiek ma prawo próbować odnaleźć swoje szczęście i pracownicy ośrodka to rozumieją. Ale i samotni kandydaci powinni zrozumieć, że ośrodek to nie sklepik z dzieciaczkami i dla tych skrzywdzonych już maluchów lepiej jest trafić do małżeństwa, a nie do pani, która "tyle przecież przeszła, więc chyba zasłużyła na dziecko".

    --
    Jakość zabawy, podobnie jak jakość życia nie zależy od warunków materialnych

  • jam-agru 03.09.12, 22:43
    'Niestety, nie każde chore dziecko udaje się obdarzyć ojcem i matką, jakąkolwiek rodziną. '

    Nie udaje się, bo wspomniane powyżej rodziny mają prawo wyboru. Czyli dobro dziecka swoją drogą, ale decyduje wola rodziców. I ich wolę się szanuje. W przeciwieństwie do woli osoby samotnej. To niesprawiedliwe.
    Rozmowy o zmieniających się wujkach - no, litości.Jeśli kobieta stara się o dziecko, to nie po to, żeby potem utrudniało jej swobodny tryb życia. Spotykanie się z nowym kolegą to nie kalejdoskop twarzy i imion. Chyba doszło tu do zmiksowania dwóch modeli: beztroskiej singielki i świadomej matki. To są różne osoby, nie myl ich.
    A poza tym ciekawa jestem analizy tego jednoznacznie negatywnego obrazu "pani, która tyle przeszła", w opozycji do małżeństwa. Założenia z góry, że ta pani jest na pewno gorsza. Oraz, konsekwentnie, obarczenia jej najcięższymi przypadkami. Coś jakby kara: nie zapłodnił cię żaden samiec, więc teraz się męcz z upośledzonym dzieciakiem, którego nikt przed tobą nie chciał.

    Ale to takie katolickie: nieważne, co ta samotna matka jest w stanie dziecku zapewnić, nieważna jakość życia, istotne jest, że w ogóle istnieje. Jak, nie ma znaczenia. Tyle tytułem dobra dziecka.
  • hanna26 03.09.12, 23:25
    Po pierwsze bardzo proszę nie włączać do tego katolicyzmu. Jak już napisałam, nie mam kompletnie doświadczenia z ośrodkami katolickimi, wypowiadałam się wyłącznie o ośrodkach niekatolickich.

    > Nie udaje się, bo wspomniane powyżej rodziny mają prawo wyboru. Czyli dobro dzi
    > ecka swoją drogą, ale decyduje wola rodziców. I ich wolę się szanuje. W przeciw
    > ieństwie do woli osoby samotnej. To niesprawiedliwe.

    Nie mają prawa wyboru, bo ośrodek adopcyjny to nie sklepik z dziećmi. Mają natomiast prawo odmówić podjęcia wyzwania, podobnie jak ludzie samotni.

    Chyba doszło tu do zmiksow
    > ania dwóch modeli: beztroskiej singielki i świadomej matki. To są różne osoby,
    > nie myl ich.

    To nie są dwie różne osoby, ale jedna i ta sama osoba, która ma pełne prawo szukać na swojej drodze miłości i próbować ułożyć sobie życie z mężczyzną. Ale i dziecko ma pełne prawo zostać obdarzone ludźmi, którzy już swoją miłość odnaleźli i nie czują potrzeby dalszego szukania. Ma prawo zostać obdarzone dwojgiem kochających się ludzi, a nie jednym człowiekiem, który dopiero być może spotka na swojej drodze (być może po licznych perturbacjach) swoją miłość.
    Jednym słowem: ma prawo wychowywać się w pełnej rodzinie, z ojcem i matką.

    > A poza tym ciekawa jestem analizy tego jednoznacznie negatywnego obrazu "pani,
    > która tyle przeszła", w opozycji do małżeństwa. Założenia z góry, że ta pani je
    > st na pewno gorsza.

    Ona nie jest gorsza, ona po prostu może mniej ofiarować dziecku niż małżeństwo. A tu, jak powtarzam ciągle i do znudzenia - liczy się przede wszystkim dobro dziecka. Jeżeli tego nie rozumiesz - przepraszam, ale jaśniej nie jestem w stanie wytłumaczyć.


    --
    Jakość zabawy, podobnie jak jakość życia nie zależy od warunków materialnych

  • jam-agru 04.09.12, 21:56
    Haniu,
    nie zrozumiem tego, bo nie chcę zrozumieć. Twoja wizja świata jest po prostu inna niż moja.
    Ale dziękuję Ci za rzeczową dyskusję, z argumentami, a nie obelgami. Nawet jeśli się nie zgadzam, miło spotkać kogoś na poziomie.
    Pozdrawiam

    Moniko, dzięki za zezwolenie na zdygresjonowanie wątku. Gdybyś miała jeszcze jakieś wątpliwości, pisz, ja uwielbiam dawać dobre rady.
  • hanna26 04.09.12, 22:20
    Również było mi miło wymienić myśli. smile

    --
    Jakość zabawy, podobnie jak jakość życia nie zależy od warunków materialnych

  • monikaniew 04.09.12, 22:46
    Z ogromną przyjemnością mi się Was czytało! Czułam się, jakbym siedziała tuż obok na krzesełku i chłonęła-dziękuję za to, bo dużo mi dałyście.
    Będę pytać, jak mi się nasuną jakieś wątpliwości.
    Ściskam Was mocnosmile
  • verdana 05.09.12, 16:55
    Rozumiem, zę to ma byc happy end? Matka zostawiła dziecko z przyjaciółką i wyjechała, ojciec bez namysłu zrzeka się wszelkich praw do swojego własnego dziecka, dziadkowie go nie chcą, dalsza rodzina się dzieckiem nie interesuje - i tak szczęśliwie dochodzi do adopcji. Problem w tym, zę ja, czytając taką książkę, której autorka uważałaby, ze to dobre zakończenie dostałabym piany na pysku. Słowo daję - bo to kolejny przykład lekcewazenia roli ojca, lekcewazenia problemów wynikłych z całkowitego odrzucenia dziecka przez biologiczna rodzinę i komplertnie nierealistyczna wizja, ze dziecku jest wszystko jedno, czy tatuś go chciał, czy nie chciał. I że przeciętny ojciec z radością pozbędzie sie problemu, jakim jest dziecko.
    Radziłabym uśmiercić tatusia i dziadków. Inaczej, wybacz - ale temat nie nadaje się na poboczny watek, tylko na grecką tragedię.
    --
    zpopk.blox.pl
  • monikaniew 05.09.12, 17:55
    Nie Verdano, nie ma być happy endu, ten wątek ma nie być ukończony. Matka dziecka umiera po 2/3 książki, życie toczy się dalej. Główna bohaterka opiekuje się małą, bo z ojcem małej nie ma kontaktu (szuka go), dziadkowie są alkoholikami na odwyku-proszą Zuzę, by zajęła się małą, bo nie dadzą rady, dziadkowie od strony ojca nie żyją.
    Chodziło mi tylko o to, gdzie ma skierować pierwsze kroki główna bohaterka, która kocha małą, która wie, że nie ma się kto nią zająć i która w końcu znajduje list od nieżyjącej przyjaciółki z prośbą, by zrobiła wszystko, by jej mała córeczka była szczęśliwa. I na tych krokach ten wątek się kończy.
    To wszystko. Książka jest zupełnie o czym innym.
  • milka1951 05.09.12, 21:48
    Monikaniew, daj znać jak napiszesz i wydasz ksiązkę.
  • monikaniew 06.09.12, 09:49
    Dam znać Milkosmile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.