Dodaj do ulubionych

Czy w Polsce istnieje możliwość adopcji ze wskazan

21.07.04, 14:54
Czy w Polsce istnieje możliwość oddania dziecka-noworodka do adopcji ze
wskazaniem?
Na nielicznych stronach poświęconych adopcji (np.bocian) ni ma takich
informacji. Do ośrodka nie mam jeszcze odwagi zadzwonić.
Z góry dziękuję za odpowiedź
Edytor zaawansowany
  • kasialu 22.07.04, 14:09
    Chyba nie ma takich ośrodków, ale nie wiem na 100%
    Na bocianie pytania do eksperta na forum adopcja jest zablokowane ponieważ
    ekspert jest na wakacjach.
  • dooska 29.07.04, 14:43
    Dziecko1,
    to nie jest tak jak piszesz, że ośrodki utrudniają. Raczej jest niewielu kandydatów otwartych na taka formę.
    To my - rodzice adopcyjni (a ja jestem jedną z nich) wybieraja adopcje anonimową, która w naszym rozumieniu jest lepszym i bezpieczniejszym rozwiązaniem. Chcemy byc rodzicami, a nie kontrolowanymi opiekunami przez matki biologiczne. Nie chcemy podawac naszych nazwisk, adresów i składac raportów z rozwoju dziecka. Pamiętsj, że rodzice biologiczni mogą byc różni, jedni chcieliby dobra dziecka, drudzy moga ustawicznie rządac pieniędzy, wszystko może sie zdarzyć, dlatego wolimy unikac takich sytuacji.
    Jeśli naprawdę chcesz oddać dziecko do adopcji, skontaktuj się z dobrym ośrodkiem adopcyjnym (na stronie www.nasz-bocian.pl znajdziesz ankiete o większości z nich w Polsce) i wtedy będziesz pewna, że trafiło do najlepszych rodziców, przeszkolonych, przebadanych, takich, dla których dzieciątko bedzie najwiekszym skarbem. Nie rób tego na własną ręką, bo nie bedziesz wówczas wiedziała, z kim naprawdę masz do czynienia.

    Polecam ośrodek katolicki w Łodzi, tam potraktują Ciebie z szacunkiem i podadzą dłoń. Pozdr.
  • norman11 30.07.04, 17:14
    Czy wy, rodzice adopcyjni, jesteście aż tak ograniczeni, czy może życie w
    iluzji odebrało wam rozum??? Czy do was nigdy nie dotrze, że "wasze" dzieci nie
    są tak naprawdę wasze? Że wy, bezpłodni i bezdzietni "bawicie się" w dom, w
    rodzinę? Czy sadzicie, że biologiczna matka, czy ojciec, zapominają o swoim
    dziecku, nie myślą o nim każdego dnia i nie czekają dnia, w którym dziecko
    skończy 18 lat? Czy wy sądzicie, że my, biologiczni rodzice, nie zdecydujemy
    się nigdy na szukanie naszych dzieci? Otóż jesteś w błędzie, my wiemy, jak wy
    potraficie manipulowac uczuciami naszych, tak, naszych, dzieci, jak potraficie
    nie mówić im o tym, że sa adoptowani, albo jak płaczecie, czym dajecie do
    zrozumienia, ze nie zyczycie sobie, aby dziecko szukało swoich biologicznych
    rodziców, do czego dziecko to ma prawo, ma prawo wiedzieć, kim jest, jakie sa
    jego korzenie, czyja krew i czyje geny ma w sobie.
    To, co napisałaś, o przychodzeniu po pieniądze, jest już szczytem wszystkiego.
    Nie generalizuj i nie wypisuj krzywdzących opinii o nas, biologicznych
    rodzicach, bo nic o nas nie wiesz, o motywach takiego działania, o naszej
    sytuacji życiowej.
    I na koniec, a wiedz, że jest nas wielu: są w tym kraju prywatni detektywi,
    którzy znajda nasze dzieci wszędzie. Ja w kazdym razie czekam niecierpliwie,
    kiedy za 4 lata, kiedy to moja córka skończy 18 lat, zapukam w dniu jej urodzin
    do jej domu. i nie zostawię jej już nigdy. Bo to ja jestem jej ojcem, czy wam
    sie to podoba, czy nie.
  • kalina1 30.07.04, 18:24
    Witaj Norman ....jestem mamą biologiczną jeśli możesz to napisz
    kalina1@gazeta.pl
  • kalina1 30.07.04, 18:31
    witaj Norman...jestem mamą biologiczną może odezwiesz się do mnie
    kalina1@gazeta.pl
  • norman11 31.07.04, 14:10
    To jeśli Ty chcesz, to odezwij się do mnie, e-mail znasz: norman11@gazeta.pl
  • akcept3 31.07.04, 13:21
    Norman, staram się zawsze zrozumieć bilogicznych rodziców, do matki i ojca
    mojego syna jestem pozytywnie nastawiona, ale po twoim poście zrobiło mi sie
    naprawdę przykro. Skąd w tobie tyle nienawiści do nas rodziców adopcyjnych.
    Stwierdzenia, że bawimy się w dom , rodzinę jest naprawdę nie namiejscu. Umiesz
    ranić ludzxi to widać. Wybacvz, ale sam zrezygnowałeś z bycia ojcem nie wiem
    czemu i nie jest to ważne ale ZREZYGNOWAŁEŚ. Ty wydaesz krzywdzące opinie o nas
    adopcyjnych rodzicach: ,,manipulowanie uczuciami dzieci" Prawda jest taka, że
    aby nie ranić naszych dzieci opowiadamy o was dobrze, bo nie chcemy żeby czuły
    się odrzucone i nie chciane. To ja jestem matką i nie bawię się w dom, to ja
    czuwam przy nim, uczę go świata, martwię się w czasie jego choroby i płaczę po
    nocach po złych diagnozach lekarzy, to ja będę musiała wytłumaczyć to że
    rodzice go oddali JESTEM MATKĄ. Tty powołałeś dożycia, wielka to rzecz, ale
    ktoś wychowuje i jest to też wielka rzecz.
    Nie rób z siebie teraz wielkiego ojca, bo nikt ci siłą jej nie odebrał, nie
    porwał, to była twoja decyzja i ponieś jej konsekwencje.
  • norman11 31.07.04, 14:17
    Wyczuwasz to, czego nie ma. Nie ma nienawiści do was, adopcyjnych, jest jedynie
    żal, rozgoryczenie, smutek. Nie bawicie się w dom? A w co? Udawanie, że dwoje
    obcych sobie ludzi jest rodzeństwem? Wybacz, ale moja córka ma moją grupę krwi,
    moje geny, jest do mnie podobna i po mnie odziedziczyła zdolności, temperament,
    po mnie, swojej matce i swoich przodkach, nie po Twoich. Tak, zrezygnowałem,
    jak to nazywasz, ale co Ty możesz o tym wiedzieć? o przyczynach tej decyzji, o
    skutkavch? Wszystko opierało się na pieniądzach, stanie zdrowia. Wy, adopcyjni,
    macie zdrowie i pieniądze, pracę, bez czego nigdy nie dostalibyście żadnego
    dziecka. Moja córka nie była niechciana i niekochana. Bardzo ja kocham i nie
    moge doczekac się spotkania z nią. i oświadczam, ze będe jej ojcem aż po kres
    mego życia. I nie będę chciał od niej pieniędzy, ba! to ja jej dam wszystko, co
    mam, przepisze jej wszystko, bo to moje dziecko. Zastanów się, co piszesz. Wy,
    adopcyjni, jesteście bezpłodni. Wielka rzecz powołanie do życia? To powołaj do
    życia chociaz jednego człowieka, skoro to takie nic.... Wy, adopcyjni, też
    musicie sobie uświadomić, ze tak naprawde to nie sa Wasze dzieci, za one mają
    rodziców, i że Ci rodzice, nie wiem, czy zawsze, ale często, chcą je znać, już
    jako dorosłych ludzi, nie ingerują w okresie dzieciństwa tylko dla dobra tych
    dzieci, aby nie burzyć im ich świata i poczucia bezpieczeństwa.
  • akcept3 31.07.04, 14:39
    Jednak jesteś nieprzychylnie do nas nastawiony, bo nawet przeinaczas to co
    napisałam. Przyznałam rację biologicznym, że wielką jest rzeczą powołać nowe
    życie i wydać na świat dziecko i przyznałam rację że wielką rzeczą jest tez
    wychowanie dziecka tylko czasami robią to rodzice biologiczni a czasmi
    adopcyjni i jakby nie patrzeć oboje są rodzicami. Tak próbowałam powołać
    dożycia dziecko. I nie musisz w taki niemiły sposób wytykać tego, że
    jesteśmybezpłodni a bardzo przypominasz o tym w soich postach jakbyś czuł się
    lepszy... Tak to odbieram. Mój syn ma inne geny jedak ja go ukształtowałam. Nie
    zarabiamy dużo jesteśmy przeciętną rodziną, borykamy suię z normalnymi
    problemami życia od pierwszego do pierwszego. Stan naszego zdrowia skoro nie
    możemy mieć dzieci, co jest często powiązane z innymi sprawami zdrowotnymi też
    pozostawia nam wiele do życzenia.
    Mam nadzieję, że rodzice biologiczni moich dzieci nie mają takiego nastawienia
    do rodziców adopcyjnych jak ty.
    Piszesz, że dla dobra dziecka rodzice bioligiczni nie ingerują w życie swoich
    dzieci w okresie dzieciństwa, by nie burzyć ich spokoju wybacz, ale zwyczajnie
    nie masz żadnego prawa aby to robić bo w dniu zrzeczenia się praw sam
    pozbawiłeś się tego prawa.
    Teraz tylko dobra wola twojej córki może sprawić, że będzie chiała Cię poznać.
  • norman11 01.08.04, 15:36
    Oooo, jakie stwierdzenie, i jaka pewność. Ty go ukształtowałaś? Czyli,
    rozumiem, syn jest dorosły i jest zamknięty w domowej klatce? Co ty, kobieto,
    wypisujesz. Dziecko dziedziczy temperament, cechy osobowościowe, po swoich
    rodzicach, na drugim miejscu jest, i to się zmienia w zależności od wieku
    dziecka, albo dom i rodzice, to w odniesieniu do kilkulatków najwyżej, albo
    szkoła i rówieśnicy. Więc co ty mówisz o ukształtowaniu....
    To wy, adopcyjni, jesteście pełni pogardy dla nas, prawdziwych, czy wam sie to
    podoba, czy nie, rodziców. Dokonujecie swoistej redukcji negatywnej: w waszym
    mniemaniu rodzice biologiczny to margines społeczeństwa lub lumpenproletariat.
    Bezzębne prostytutki przedwcześnie podstarzałe lub alkoholicy i przestępcy. A
    co powiesz na taki scenariusz? Studentka anglistyki+nieodpowiedzialny
    wykładowca? Ona - wyrzucona przez rodziców z domu, bez środków do życia...
    Albo - on: lekarz laryngolog, ona - farmaceutka?
    Otóż, moja droga: mam prawo. prawo biologicznego ojca. prawo krwi. prawo genów.
    Będzie chciała, już ty się o to nie martw. Choćbyście nie wiem, jak bardzo się
    starali, aby nasze dzieci nie dowiedziały się nigdy o fakcie adopcji,
    choćbyście nie wiem jak płakały, wy, "matki", nie wytrzebicie z naszych dzieci
    naturalnej chęci poznania swoich rodziców. wiesz, czego gł. te dzieci się boją?
    Tego, że okaże się, iż matka jest alkoholiczką a ojciec siedzi w więzieniu. I,
    uwazam, to wasza, adopcyjnych, wina. To wy, świadomie lub nie, utrwalacie w
    naszych dzieciach tego typu lęki. Co powiesz na to? podjadę pod dom mojej córki
    w dniu jej 18 urodzin nowym bmw, w ręku będe miał bukiet kwiatów, dobre
    perfumy, czekoladki, np. Lindt, będę w dobrze skrojonym garniturze, będę
    pachniał Diorem, i powiem jej, że bardzo ja kocham, ze codziennie przez te 18
    lat o niej myślałem, ze prosze o wybaczenie, i że zapraszam ją na kolację, na
    której pozna swoją matkę. i to nie ja wyciągnę ręce po pieniądze, tylko dam jej
    tyle, ile bedzie chciała, kupię jej mieszkanie, opłace studia, wyjedziemy razem
    np. do Egiptu na wakacje, w trójkę, ja, ona i jej matka. Oprze się, jak sądzisz?
  • k.kasia1 27.05.05, 00:20
    Norman, zal mi ciebie. A jeśli chodzi o te błyskotki i świecidełka, cóż... jeśli
    moje adoptowane w przyszłości dziecko poleciałoby na te ... bzdety, uznałabym to
    za moją kolosalną porażkę wychowawczą, niestety, no i , niestety, musiałabym
    wowczas przyznać , ze geny są ważniejsze niz wychowanie - płykti biologiczny dał
    płytkie potomstwo. na szczęście już w takie teorie nie wierzęsmile czy sądzisz, ze
    gdyby teraz w drzwiach stanęłą facet, który powiedziałby mi : cześć mala, jestem
    twoim "prawdziwym tatusiem" rzuciłabym mu się na szyję?? musiałabym być
    kompletną idiotką, pustą i pozbawioną honoru. to tyle okwiatkach i BMW
  • malgoska182 26.09.05, 03:43
    Norman to straszne co wypisujesz. Pochlebiasz sobie-nowe BMW, pieknie skrojony
    garnitur, perfumy Dior i bukiet kwiatow. Dlaczego czekasz az Twoja corka
    skonczy 18 lat? Acha przemyslales to sobie? Bedzie mogla decydowac o sobie?
    Gdzie byles przez te 18 lat? Czy dopiero teraz stac cie na te wg .Ciebie
    luksusy?Gdzie byles jak Twoja corka stawiala pierwsze kroki? czy to ty miales
    podkrazone z niewyspania oczy i mimo to nie odstapiles swojej malutkiej
    coreczki gdy byla chora? O nie Ty w tym czasie zarabiales na luksusy , ktorych
    jej teraz nie zabraknie. Wolales zeby tzw.czarna robote( matki i ojcowie
    prawdziwi) zrobili to za Ciebie i teraz Twoj czas nadszedl. Napisalam prawdziwi
    bez wzgledu na to czy adopcyjni czy biologiczni.Zastanowiles sie co zrobisz gdy
    Twoja corka powie - nie potrzebuje Cie czlowieku( nie nazwie Cie ojcem, bo
    przeciez nim nie byles).Mam wspanialych rodzicow biologicznych, sama mam
    problemy zdrowotne i dlatego nie bede mogla urodzic. Podjelismy z mezem decyzje
    o adopcji i napewno pokochamy dziecko , ktore zostalo porzucone przez takich
    potworow jak ty. Znam siostry( mieszkaja w moim sasiedztwie),rodzice
    powiedzieli im o tym ,ze sa adoptowane w dniu ich 16 urodzin(sweet sixteen),
    ktore tutaj w Stanach sa etapem w tzw.doroslosc.Jedna z siostr zapytala -kim
    jest kobieta ,ktora mnie urodzila(zauwaz ,ze nie zapytala kim jest moja
    matka), a druga calujac swoja Mamusie mowila to Ty jestes moja mama , ty mnie
    wychowalas , Ciebie KOCHAM.
    Norman zycze i tobie tego zeby twoja corka dala ci takiego kopa, na ktory sobie
    w pelni zasluzyles. Ty oddales ja bezbronna , nie dales jej wyboru a teraz
    kazesz jej wybierac pomiedzy kochajacymi sercami a drogim samochodem,
    zagraniczna wycieczka.Chyba nie masz zludzen ,ze jezeli wybierze to wlasnie
    to,a nie ciebie. Naprawde chcesz tego zeby pewnego dnia uslyszec (jak juz
    zapiszesz na nia ten dom, majatek),ze ciebie i tak nigdy nie kochala, bo niby
    za co?
  • e_madziq 11.10.05, 10:31
    Wybacz, ale takiego ojca bym nie chciała widzieć, poznac, znac....Nie trudno sie
    domyśleć co stanęło na przeszkodzie byś chciał -nie mógł- wychować własną córkę.
    Brak mi słów....
    --
    "mężczyźni nigdy nie błądzą,
    oni znajdują alternatywny cel podróży"
  • bugaga 01.08.04, 10:57
    "Ja w kazdym razie czekam niecierpliwie,
    kiedy za 4 lata, kiedy to moja córka skończy 18 lat, zapukam w dniu jej urodzin
    do jej domu. i nie zostawię jej już nigdy. Bo to ja jestem jej ojcem, czy wam
    sie to podoba, czy nie."

    Alez to są tylko TWOJE MARZENIA. I obudź się, bo jesli wierzysz w wyższosc
    genów to po prostu NIERELANE.
    Jeśli Twoja Córka odziedziczyła tyle zgryźliwości i wredoty po Tobie,
    to na pewno plunie Ci w twarz, zwymyśla od dawców nasienia i nie będzie Cię
    chciała znać.
    A jeśli będzie inaczej, to tylko ZASŁUGA JEJ RODZICÓW.
    Tych, do których do końca życia będzie mowiła Mamo i Tato.
    Mam nadzieję, że jednak w tym wypadku Twoje GENY zwyciężą big_grin

    wake_up
  • norman11 01.08.04, 15:25
    Moja droga, widzę, ze ty również jesteś pogrążona w życiu w iluzji.
    To nie są marzenia, to rzeczywistość, że posłużę się cytatem z "Matriksa":
    welcome in a real world. Wiem, że moja córka będzie chciała mnie znać, gdyż
    jest, nie tylko wizualnie, podobna do mnie, będzie miała mój temperamnet -
    poczytaj sobie książki psychologiczne. Owszem, geny to nie wszystko, równie
    znaczącą rolę odgrywa środowisko, jednak...
    A tak na zakończenie tej miłej pogawędki: jesteś kolejną sfrustrowaną bezpłodną?
  • norman11 01.08.04, 18:32
    Rzecz jasna: "welcome to the real world". Przepraszam za rażący błąd, to z
    pośpiechu i zdenerwowania.
  • bugaga 02.08.04, 19:21
    ależ skąd!
    po prostu nie moge zrozumieć jak ktokolwiek moze zarzucić Rodzicom
    adopcyjnym "zabawę w dom". Takie domy są najprawdziwsze z prawdziwych, a
    ta "zabawa" normalnym życiem - codziennością. Bawić to się bawiłeś Ty swoim
    instrumentem kilkanaście lat temu... Na szczęście Efekt tych zabaw żyje w
    nieświadomości wśród kochających Ją ludzi - miała taką szansę bo KTOŚ
    potraktował JEJ POTRZEBĘ MIŁOŚCI POWAŻNIE... gdy Ciebie nie było na to stać...
    mówisz, że jeszcze 4 lata? Więc sporo czasu abyś się zdążył pomodlić o to, aby
    jak najmniej miała z Ciebie, wówczas moze nie zamknie Ci drzwi przed nosem i
    nie plunie w twarz HAHAHA... A w to, że jak przylecisz helikopterem, to
    automatycznie Cię pokocha i zacznie mówic Tato nie licz. Nie ta BAJKA - miłości
    się NIE KUPUJE.
    No chyba, ze rzeczywiście będzie od początku_do_końca
    wypisz_wymaluj "biologiczny Tatuś", ale wówczas nawet helikopterem się nie
    zadowoli big_grin Będzie jej mało i mało spłuczesz się do cna aby kupić jej miłość, a
    wówczas juz nie będzie miała powodu aby Cię kochać...
    Zatem Po-Wo-Dze-Nia w modlitwie.

    Zastanawiam się, co byłoby alternatywą dla Twojej Córki gdyby nie Jej Rodzice?
    Rozwijałaby sie w domu dziecka, przeszłaby chorobę sierocą,
    byłaby "kiwaczekiem"?, od dziecka żyłaby w w tęsknocie za miłoscia, w poczuciu
    beznadziejności i zaniżonej wartości... Bo ci w domu dziecka "nie bawią sie w
    dom" i to jest Twoim zdaniem słuszniejsze? Tak byś wolał? Więc po co oddajesz
    takie notki? Zastanów się co robisz cżłowieku! (człowieku???)
    ...
    I śnij dalej Normanie, miłych czteroletnich Jeśli Twoja Córka jest taka jak Ty
    to za cztery lata to TY łykniesz tą pigułkę i obudzisz się z ręka w nocniku i
    wówczas wspomnisz moje słowa.

    "kolejna" niesfrustrowana i niebezpłodna
  • norman11 02.08.04, 21:57
    Jedyne, co zapamiętałem z twojej wypowiedzi, pełnej jadu, ale do tego już
    zdążyłem sie przyzwyczaić, wy, adopcyjni, nie jesteście normali, to ta straszna
    ręka w nocniku. I to pisze kobieta????
  • gosienka14 14.11.04, 14:59
    Jestem dzieckiem adoptowanym. Za 4 lata będę pełnoletnia i wierz mi, że wcale
    nie chcę znać moich biologicznych. Rodzicami ich nie można nazwać, bo rodzicem
    jest ten kto wychowuje i daje miłość!!! Nie wiem dlaczego ci ludzie mnie
    zostawili!? Rozumiem to. Ich prawo, ale mam żal, że nie kochali mnie ślepą,
    zaborczą miłością, która nie pozwala odejść. Kim jest ten, który porzuca swe
    dziecko? Kim byli ci ludzie, gdy je spłodzili? możesz odpisać:
    gosienka14@gazeta.pl
  • kalina1 25.07.04, 09:30
    Witaj .....prosze napisz do mnie ja też oddawałam dziecko i poznałam dużo
    takich takich matek ......kalina1@NOSPAM.gazeta.pl
  • potforrrek 25.07.04, 13:08
    Istnieje, ale nie jest to sytucaja częsta i raczej nie pośredniczą w niej
    ośrodki, lecz sami kandydaci na rodzinę zastępczą/adopcyjną składają wniosek do
    sądu.
  • dziecko1 27.07.04, 11:20
    potforrrek napisała:

    > Istnieje, ale nie jest to sytucaja częsta i raczej nie pośredniczą w niej
    > ośrodki, lecz sami kandydaci na rodzinę zastępczą/adopcyjną składają wniosek
    do
    >
    > sądu.
    A w jaki sposób poznają matki które oddają dziecko? Jak to wygląda?
  • kalina1 25.07.04, 14:52
    dziecko1 ..napisz do mnie przechodziłam przez to wszystko ,powiem Ci wszystko
    co wiem na ten temat ,a adopcja ze wskazaniem jest możliwa i jak najbardziej
    zgodna z naszym prawem ,ale w ośrodkach to raczej pomocy nie znajdziesz ,...
    kalina1@NOSPAM.gazeta.pl
  • kalina1 26.07.04, 13:39
    Mam nadzieję że zajrzysz tu i napiszesz do mnie ,byłam w takiej samej sytuacji
    jak Ty ,.....napisz do mnie jak już w/w pisałam znam też trochę mam które
    oddawały dzieci,i służymy pomocą ......kalina1@gazeta.pl
  • madame-saint-gene 29.07.04, 13:43
    Kalino1, Marylo1.... jaki jeszcze nick wymyślisz?
    Uważam, że powinien się tobą zainteresować prokurator.
    Jesteś albo pośredniczką w handlu dziećmi, albo sama nimi handlujesz.
    Żerujesz na ludzkiej naiwności i nieszczęściu.
    Pamiętaj, net nie jest anonimowy, a kto tak sądzi, wykazuje się daleko
    posuniętym niedowładem umysłowym.
  • kalina1 30.07.04, 18:18
    A ja uważam że "daleko posunietym niedowładem umysłowym" wykazuje sie ten kto
    bezpodstawnie wysuwa takie oskarżenia. A co do nicka, to nigdy Ci sie nie
    zdażyło zapomnieć hasła..........
    Zresztą co ja się będę przed Tobą tłumaczyć...
    PS Możesz zawiadomić prokuraturę
  • dziecko1 27.07.04, 11:18
    Dzięki za wszelkie informacje. Niestety jest to trudna sprawa a nasze polskie
    osrodki pozostawiają wiele do życzenia.
    Pozdrawiam
  • norman11 01.08.04, 16:16
    Jest pan oburzony? zniesmaczony? czym? Nie jestem frustratem. Tak, żałuję
    swojej decyzji. Ale, szanowny panie, mam prawo, tak sądze, poznać swoją córkę.
    Bo to ja jestem jej ojcem. A wy, adopcyjni, cóż... czy naprawdę nie macie
    świadomości, że jesteście, jak to ktoś ładnie okreslił, tylko przechowalnią na
    18 lat? I nie zamartwiajcie się, tak, detektyw to droga impreza, mnie na nią
    teraz stać, i wiem już, gdzie mieszka moja córka, mam jej zdjęcia. Lecz musze
    czekac jeszcze 4 lata na spotkanie.
  • norman11 01.08.04, 18:36
    oczywiście powinno być "obużony", przepraszam za literówkowy ort wynikający z
    pośpiechu.
    "Żeby w pięty poszło", panie Michale członku stowarzyszenia? A za cóz to
    takiego powinno mi pójśc w pięty, że też użył pan tak cudownego kolokwializmu?
    Za to, że odnalazłem swoją córkę i że chce miec z nią kontakt? A kim pan jest,
    panie Michale członku stowarzyszenia, że wydaje pan takie, subiektywne, pełne
    jadu i nienawiści, opinie? Wy, adopcyjni, potraficie być egoistyczni i chorzy z
    zazdrości: że kiedyś dziecko zechce nas, biologicznych, poznać, a może i
    pokocha, że może powie do nas "mamo" i "tato". Czy uważa pan, panie członku, że
    to coś złego?
    I jeszcze jedno: uzyskał pan moją zgodę na kopiowanie moich wpisów na stronie
    stowarzyszenia?
  • norman11 01.08.04, 18:39
    wróc, oburzony było poprawnie. to przez pana, panie Michale członku te nerwy,
    ale obiecuję, że więcej nie dam się wyprowadzic z równowagi. To was cieszy,
    przyznajcie się, zaraz napiszecie, ze biologiczni to psychicznie chorzy ludzie
    i nieuki.
  • k.kasia1 27.05.05, 00:29
    a mnie zAstanawia coś takiego: skoro teraz`jesteś taki dziany, to znaczy, zre
    doszedłeś do dego po oddaniu dziecka, ergo, to rodzice adopcyjni, ktorzy wzięli
    na siebie ciężar wychowania "twojego" dziecka umożliwili ci , czy ja wiem -
    skończenie studiów, zdobycie dobrej pracy. skoro twierdzisz, ze są oni
    "przechowalnią", to nie sądzisz, ze powinieneś im... odpalić działkę za
    wyręczenie cię w wychowanui "twojego" dziecka?? na ile wyliczasz , np. rok
    wychowania malucha?? policzmy: czynsz, wyzywienie, ubezpieczenie, wizyty u
    lekarzy, wykształcenie, moze nawet prywatna szkoła, no i oczywiście
    zaangażowanie emocjonalne, hmmm można to przeliczyc na złotółwki?? starczyłoby
    ci tej kasy z BMW, Diora, kwiatów, egiptu, itp?? nie sądzę, koleś, nie sadzę.
    moze trochę pokory, co?? trochę samokrytycyzmu, a przede wszystkim ... ZDROWEGO
    ROZSĄDKU!!!!
  • liede 02.08.04, 12:53
    Ty facio!
    Jak śmiesz wylewać takie pomyje na ludzi, którzy adoptują dzieci? Kim ty jesteś
    że ich oceniasz, oczeniasz, że ich ranisz?
    Ty uważasz się za ojca? Nie jesteś nim kolego i nigdy nie będziesz. I to cię
    boli prawda? Bo dla twojej córki ojcem już zawsze bedzie ten facet który od
    czternastu lat, jest z nią, który ja przewijał karmił, chodził z nią do zoo,
    urzadzał jej kinderparty przytulał kiedy się kaleczyła i który zna jej
    koleżanki, sekrety jej niepowodzenia. Tak tak chłopie, ten własnie facet o
    którym sobie roisz że jest tylko przechowalnią to właśnie jest jej ojciec.
    To wzorując sie na nim bedzie szukała sobie męża.
    To wzorując się na małżeństwie swoich rodziców będzie budowała swój dom. To z
    niego wyniesie dobre i niedobre rzeczy. To będzie jej punkt odniesienia.
    Ty natomiast jesteś ten trzeci, pan którego byc może zechce poznać a być może
    jednak nie.
    To jej ojciec drogi kolego jest z nią i na dobre i na złe.
    Ty zaś jesteś panem który czternaście lat temu zwiał od problemów a teraz
    obrósł w piórka ma troche kasy i chce odebrac swoje.
    Ale kolego dziecko to nie stół ktory sie oddaje na przechowanie, niestety,
    oddałeś kiedyś kogoś bardzo małego kto dorasta przy innych ludziach niż ty.
    I nic nie zmieni tego że na hasło ojciec tej dziewczynce, niegdyś twojej córce
    ukaże sie zdjęcie innego pana, jej ojca.
    Tak bardzo pogardzasz tymi, który sa bezbpłodni. Mówisz że bawią się w dom.
    Otóż nie kolego. Dom to miejsce do którego wracasz, gdzie masz własne łózko,
    kogoś kto cię kocha i gdzie przyprowadzasz swoich przyjaciół.
    To ty będziesz się bawił w dom i rodzinę. Będziesz udawał niestety tylko udawał
    tatusia. Bo co bedziesz mógł tej dziewczynie dać? ty który nie dałeś jej nic
    poza życiem? Swoje leki i frustracje, swoja opowieść co robiłeś jak cie nie
    było. Swoje marne zdanie: wcale cie nie porzuciłem tylko tego miałem kłopoty
    finansowe więc psa oddałem do schroniska a ciebie dziecko do adopcji?
    Okrutne co?
    Nigdy nie napisałabym ci czegos takiego gdyby nie twoja zjadłośc i chęć
    poranienia innych ludzi. Dawno już nie widziałam tutaj takiej podłości.
    Byłoby najlepiej gdyby ktoś rozsądny popracował z toba i pozwolił ci pozbyć się
    tej agresji, frustracji, tego szaleństwa które w sobie masz ale nie ma co
    liczyć że ty to zrobisz.
    I żeby była jasność.
    Wiesz skąd wiem kim jest ojciec?
    Bo moje dzieci takiego mają, bo ja mam dzieci i wiem że nic nie zastąpi im mnie
    i ich ojca ludzi, którzy z nimi są. I nie ma tu znaczenia że córka jest podobna
    do tatusia. To najmniejsza sprawa. Dla córki liczy się to, ze tatuś obok jest i
    jak mówi, pójdziemy do zoo to pójdziemy i jak mówi: jesteście dla nas
    najważniejsi na świecie to są.
    I jeszcze jedno. Żal mi twojego dziecka. jedną z rzeczy które mozna dać swojemu
    dziecku to bezpieczny świat i wolność, również wolność od swoich lęków. Ale to
    potrafią zrobić prawdziwi rodzice, taqcy dla których dziecko wazniejsze jest
    niż oni sami i ich fobie.
    Rodzic zawsze wybierze dobro dziecka.
    No ale ty nie jesteś rodzicem.
  • norman11 02.08.04, 13:04
    Istoto o poziomie kultury osobistej na poziomie RM... Po przeczytaniu
    słowa: "facio" zaniechałem dalszej, wielce zapewne ważkiej, lektury... Moze byś
    ksiażkę jakąś przeczytała? Albo poszła na kursy relaksacyjne?
  • norman11 02.08.04, 13:00
    po pierwsze: rozumiem, że korespĄdĘcja, tak: korespądęcja, nasza będzie się
    odbywała via: gazeta-bocian. smile
    Nie używajmy jednak kolokwializmów. Nie może pójść dokądkolwiek coś, czego nie
    ma, a tym bardziej nie ma drogi, którą to coś miałoby dokądś pójść - to tak a
    propos pójścia i pięt.
    Spróbuj zatem, Michale, członku, wychować dzieci bez tych "l&p". Sprawy
    materialne są wg Ciebie nieistotne... Cóż, masz prawo tak myśleć, ale samą
    miłością nie nakarmisz i nie zapewnisz odpowiedniego wykształcenia i startu
    życiowego swoim brzdącom. Owszem, podzielę po częsci Twoje zdanie, to nie jest
    najważniejsze, niemniej, tak sądzę, jest to bardzo ważna sfera życia - wiesz
    zapewne, jak dzieci potrafią być okrutne; jak sądzisz, jak czuje się dziecko z
    biednego domu, które nie ma komputera, roweru, wakacji? Czy sądzisz, że w
    takim - biednym - domu, w którym rodzina żyje od pierwszego do pierwszego, jest
    miłość? Często, choć nie zawsze, jest rozgoryczenie, agresja, alkoholizm,
    przemoc, czym rodzice sobie "rekompensują" niepowodzenia życiowe.
    Ale - ad rem. Tak, jesteś, będziesz, bogatszy o te 18 lat, o okres dzieciństwa.
    Ale przezcież dziecko wyrasta z tego okresu, czyż nie? Mam świadomość, ze
    ominęlo mnie coś bezcennego i niepowtarzalnego, ale z drugiej strony - będę
    miał już dorosłą córkę, partnera, osobe samodzielnie myślącą. Ona przecież
    jest, żyje, jest moją córką. Wracając do spraw materialnych: każdy młody
    człowiek wkraczający w dorosłość, rozpoczynający studia, ma olbrzymie potrzeby.
    Same studia kosztują majątek. Potem: mieszkanie, urządzanie się, tworzenie
    nowej rodziny. Czy też chcesz to wszystko zape(ł)wnić swoim szkrabom miłością
    jeno? Ejże, nie sadzę, abyś tak myślał, Michale, członku stowarzyszenia.
    Widzisz, tak się złożyło, że jestem, teraz, człowiekiem majętnym. Jeśli moja
    córka będzie chciała np. studiowac na Sorbonie, zapewnię jej to, ja jej to
    zapewnię, gdyby jej adopcyjnych rodziców nie było na to stać. I nie będę
    oczekiwał żadnej wdzięczności. Będzie to moja spłata długu. Również w tych
    kategoriach będe traktował kupienie jej mieszkania, samochodu, czego tylko
    będzie chciała. Nie będzie to łapówka, ale spłata długu. Bo to jaj jestem jej
    coś winny, a nie ona mnie.
    Pozdrawiam, Michale.
  • licia 02.08.04, 14:41
    Normanie, jestem mama adopcyjna. Moj syn zapewne spotka kiedys swoich rodzicow
    biologicznych? rodzenstwo? ale jakos sie tego nie obawiam. Daje mu cala milosc
    jaka moge mu dac. Kiedy bedzie dorosly sam wybierze sobie partnerow do rozmowy -
    i niekoniecznie ani rodzicow biologicznych ani adopcyjnych. Nie jest moja
    wlasnoscia - jest moim szczesciem i najwieksza radoscia mojego doroslego zycia.

    Mam nadzieje, ze nie rozczarujesz sie spotkaniem z corka. I ze ona sie nie
    rozczaruje. Masz jeszcze kilka lat na przemyslenia, kilka lat na nabranie
    pokory. Szczerze Ci wspolczuje - wielokrotnie zastanawialam sie, jak bolesne
    musi byc oddanie wlasnego dziecka. Rozumiem Twoja frustracje, ból, żal do losu.

    Mimo to uwazam, ze nie masz prawa do potępiania rodzicow adopcyjnych - to
    dzieki nim Twoja corka jest kim jest, to dzieki nim wyrasta na zapewne
    wspaniala kobiete. I to rowniez im powinienes byc wdzieczny, jesli Twoje
    spotkanie z corka przebiegnie pomyslnie. Jeśli będziesz nimi pogardzał,
    bedziesz pogardzał równiez częscia swojej corki. I choc moze wybaczyc ci, ze ja
    oposciles, to raczej tego ci juz nie wybaczy.


    Pozdrawiam i zycze szczescia,


    ps. zeby nie bylo nieporozumien - jestem nieplodna, niesfrustrowana i calkiem
    zamoznasmile
  • liede 02.08.04, 13:20
    oj Norma no i właśnie, każdym kolejnym postem udowadniasz mnie i świtu że żaden
    z ciebie ojciec.
    Myślisz, że dziecku potrzebna jest lalka barbie a potem Sorbona? Że to jest to
    co się mu daje, że ty się staniesz tatusiem bo dasz dziecku mieszkanie i
    kiupisz jej jezscze angielskie meble do kuchni?
    POdziwiam faceta z bociana że tak uprzejmie do ciebie pisze.
    Słyszałeś kiedyś o miłości? Otóż jak już śpiewał pewien bojsben wszechczasów:
    wszystko czego potrzebujesz to miłość.
    Otóż właśnie. Tak tak, to czego potrzebuje człowiek to innego człowieka i
    zachwytu w jego oczach. A ty nie napisałeś o tym ani słowa za to puszysz się
    tym że masz bmw i jeżdzisz do Egiptu.
    Chcesz, żeby ci córka była partnerem do rozmów. A jeśli nie bedzie. A jeśli to
    miła ale nierozgarnięta dziewuszka to co? Obciążysz tym adopcyjnych czy swoje
    geny ( tak przy okazji zapewne czytałeś że dzieci dziedzicza głównie po
    dziadkach?)
    Napisałam ci już, ze rodzic wybiera dobro dziecka. Ale ty, który nim nie jesteś
    wybierasz swoje dobro. Ty już wiesz, ze wkroczysz na jej osiemnaste urodziny,
    czy ona tego chce czy nie, nie przychodzi ci do głowy, że byc może popsujesz
    jej ten dzień, ani nawet nie myślisz o tym, żeby dziewczynke jakoś uprzedzić,
    żeby się skonsultować z jej rodzicami przygotować ją. Nie! Ty robisz swoje.
    masz ochote i walisz, co tam dziecko! Ja ją wezme do egiptu i mi sie nie oprze.
    A że rozpierniczę jej spokój a co mtam? Już przecież wykosztowałem się na
    detektywa!
    Widzisz to właśnie ta twoja postawa jasno wskazuje że nie jesteś rodzicem, że
    będziesz bawił sie rodzinę. Kazdy bowiem rodzic wie, że psychika dziecka, a
    dzieckiem jewst i 18 letnia panienka to rzeczy ktucha, że jego marzenia i plany
    są godne szacnku. To naprzykład dlatego, chociaż nie lubię jednej cioci a moje
    dzieci wręcz odwrotnie ja przyjmuje w domu ową ciocię i jestem dla niej miła i
    nigdy jej nie krytykuje przy dzieciach, bo one ją lubią.
    To zapewne dlatego Michał z bociana rujnuje sobie plany w ciągu dnia, w ciagu
    tygodnia bo jego dzieciaki zachorowały, albo nie chcą iść do wujka albo maja
    okres szaleńczych zabaw i trzeba z nimi skakać do północy chociaz on ma pilną
    prace i może marzy mu się bmw.
    A tak przy okazji: twój status materialny nie jest twoją bronią niestety.
    Sorbona nie zastąpi miłości.
    I nie wiem też czy warto się tu puszyć bogactwem. BMW to obciach, a wakacje w
    Egipice passe. Nie wiesz że prawdziwie majętni jeżdza na rodos z deską, a na
    nawrty do ASPEN?
    Ale czy jesteś pewien że właśnie od tego ich dzieci są szczęśliwsze?
  • liede 02.08.04, 13:52
    Drogi Normanie.
    Kursy relakcacyjne to wspaniały pomysł. Ale wiesz jak się cudownie relaksuję,
    gdy po dniu pełnym ekcytujących wrażeń w pracy bawię się na dywanie z moimi
    dziećmi.Gorąco polecam!
    Ale bardzo mnie cieszy, ze ty posiadacz bmw i biletów lotniczych do Egiptu
    również czytasz książki, ba polecasz tę przyjemność również innym.
    Cieszy mnie również że masz wyczucie stylu i jesteś językowym purystą. Nazwałeś
    mnie istotą (wprawdzie sugerujesz że głupią ale jednak istotą). To już lepiej
    niż nazywanie mnie po prostu bezpłodną, albo podobnie, co już na tym forum
    uprawiałeś.
    Jestem tym zbudowana. Cieszę się, ze w internecie trafił mi się wreszcie tak
    kulturalny interlokutor. Szkoda tylko, że operujesz jedynie argumentami ad
    personam, argumenty ad rem byłyby ciekawsze. Jest jeszcze parę innych sposobów
    prowadzenia sporów. Pisał o tym Schopenhauer w swym słynnym dziele Erystyka
    czyli sztuka prowadznia sporów. Poproś szofera żeby ci to przeczytał kiedy
    będziecie stali w jakimś szczególnie długim korku.


  • norman11 02.08.04, 15:31
    1. "porzucenie" - to słowo, niczym magiczne zaklecie, często pojawia się w
    wypowiedziach rodziców adopcyjnych. Uważacie, że zrzeczenie się praw
    rodzicielskich, oddanie dziecka do dadopcji jest jego "porzuceniem"? Każdy
    przypadek należałoby rozpatrywac indywidualnie, wystrzegałbym się skrótów
    myślowych i uogólniania. zdarza się, że rodzice nie kochają swoich dzieci,
    skazują je na pobyt w domach dziecka, ale jest też tak, czego ja jestem
    przykładem, że, nie mając znikąd wsparcia, nie mając gdzie mieszkać i prawie
    nie mając co jeśc, z miłości do dziecka, właśnie dlatego, że je kochamy,
    oddajemy je "na przechowanie" do kogoś, kto je pokocha tak, jak my, zapewni mu
    dobre dzieciństwo... Nie terujcie wyroków i nie mówcie o nas, rodzicach
    biologicznych, że porzucamy, nie kochamy itp.
    2. "pani", "pan" - jest to, IMO, świadome deprecjonowanie roli matki i ojca
    dzieci adopcyjnych; jak można w ten sposób określać rodziców tych dzieci? pani?
    to nie jest żadna "pani", tylko matka dziecka! matka, która chodziła z nim w
    ciąży, która je w bólach rodziła.
    3. macie "swoje" dziecko przez 18 lat, ok. Jesteście o to bogatsi. Ale my,
    rodzice biologiczni, też jesteśmy o coś bogatsi - o te 9 miesięcy życia
    płodowego naszego dziecka, o czym wy nie macie pojęcia i nigdy tego nie
    doświadczycie - uwaga ta jest skierowana oczywiście do tych adopcyjnych
    rodziców, którzy nie moga miec biologicznych dzieci. Nigdy nie dowiecie się, co
    to znaczy czuć pod sercem ruchy dziecka, co to znaczy dotykać brzucha matki
    dziecka, mówić do niego, czuć, jak kopie. Nigdy nie doświadczycie tego, czym
    jest poród, jakie to uczucie zobaczyć po raz pierwszy nowe życie, waszą krew i
    wasze geny, dostrzegac podobieństwo... Nigdy nie doświadczycie wy, kobiety, co
    to znaczy karmić piersią...
    4. Macie pewnie świadomość, że dzieci nie zawsze są idealne. stwarzają problemy
    wychowawcze... Ja moją córkę będę kochał zawsze, choćby ćpała, kradła, uciekała
    z domu. Kocham ją bezwarunkowo. To też jest bez znaczenia? Dzieci w
    okresie "burzy i naporu" różnie reagują, często sa nieprzewidywalne... Znacie
    techniki psychomanipulacji? Zapewnaim was, ze nie jest trudno spowodować, aby,
    jak to nazywacie, moje marzenia, stały się rzeczywistością... "dziel i rządź".
    5. skad wiem, że moja córka będzie chciała mnie znać? ano stąd, że ja sam
    chciałbym poznać swoich biologicznych rodziców, a jako że jest moim dzieckiem...

  • kasiapfk 02.08.04, 20:43
    Otóż szanowny N. jest pan w błędzie (vide- 9 miesięcy ciąży, choć jak rozumiem
    to NIE PAN nosił ją pod sercem i karmienia piersią). Jestem mamą adopcyjną i
    biologiczną, moje dzieci żyją i mają się całkiem dobrze i w odróżnieniu do
    Pańskiej córki mają całkiem normalnych biologicznych rodziców. Wiem, bo
    kontaktowaliśmy sięsmile)) za pośrednictwem ośrodka adopcyjnego.
    Żeby było ciekawiej to moje biologiczne dziecko nie było karmione piersią, za
    to adopcyjne owszem tak! I było to cudowne, budujące uczucie! (Polecam poradnię
    laktacyjną w IMiDz.)
    Liciu, Michale pozdrawiam serdecznie.
  • norman11 02.08.04, 21:55
    Następna sprostrowana istota? I cóż poradzili? Że wystarczy siła woli i pojawi
    się mleko? powinni was wszystkich, adopcyjnych,, leczyć, wy naprawdę jesteście
    chorymi ludźmi....
  • nata76 05.08.04, 22:50
    Kasiu,chcialabym napisać na priva,ale nnie wiem,czy używasz adres gazetowy,czy
    inny?Czy zechcesz mi napisać?pozdrawiam,nata
    PS.Bardzo mi zależy na kontakcie z Tobą!!!!!!!!!
    nata76@gazeta.pl
  • figlio 02.08.04, 15:53
    Ja jestem adoptowanym dzieckiem. Mam 32 lata, męża i syna.
    W moim środowisku fakt, że jestem adoptowana jest powszechnie znany, rodzice
    nigdy tego przede mną nie ukrywali, a ja też dzieliłam się tą wiedzą z
    niektórymi. Jakieś rok temu zgłosiła sie do mnie pani z telewizji. Chciała
    żebym odszukała ludzi, którzy mnie urodzili, oczywiście to wszystko byłoby
    sfilmowane. Powiedziała mi,że szuka inteligentnej osoby, która przez takie
    spotkanie pokaże coś więcej niż tylko łzy radości. Rzecz miała wyglądać tak, że
    najpierw znajdujemy tych ludzi, potem ona przyjeżdza jeszcze co jakiś czas i
    pokazuje jak się układają relacje między nami czy jest więź itp. W sumie miało
    to trwać prawie rok.
    Nie zgodziłam się. Ja nie chcę ich poznać. Moja mama chyba się tego bała choć
    nigdy o tym nie mówi, kiedyś gdy miałam 20 lat zaproponowała, że jeśli bym
    chciała ..ale ucięłam tą rozmowę.
    Nie chcę poznać z kilku powodów.
    Już mam rodziców.
    Mam całą liczną rodzinę, dziadków kuzynów, ciotki, wujów, stryjów. Od strony
    mamy i taty to jakieś pięćdziesiąt osób.
    Ci ludzie są dla mnie obcy. Nie interesuje mnie czy są biedni czy bogaci i
    gdzie teraz są. Może to brzmi strasznie ale dla mnie są przechodniami. Nie wiem
    czy chcieli mnie poznać, chyba nie bo mama by mi powiedziała.
    Nie mam im nic do powiedzienia. Pracuję w PR, jestem po psychologii, znam dwie
    adoptowane osoby, które bardzo zapragnęły poznać swoich biologicznych rodziców.
    Na początku była euforia, potem zaczęły się problemy, żale, niedomówienia.
    Jedna z tych osób, moja koleżanka gdy wychodziła za mąż nie zaprosiła swojej
    biologicznej matki na ślub.
    Adopcja nigdy nie stanowiła dla mnie problemu. Ani mnie nie wyróżnia ani nie
    poniża. Ludzie mają większe zmartwienia. Mój mąż jest lekarzem, gdy opowiada o
    swoich pacjentach ja płaczę. W tym kontekście, w kontekście śmierci, bólu moje
    lęki związane z adopcją wydawałyby mi się śmieszne.
    Nie wiem natomiast co bym zrobiła gdyby któreś z moich biologicznych rodziców
    chciało mnie odnaleźć. Mój mąż kiedyś mnie o to zapytał. Wyobraziłam sobie ten
    moment jedynie tak, że powiedziałabym: bardzo mi przykro, że to pana, panią
    spotkało ale spieszę się do domu.
    ps.
    Nie mam do nich żalu. W życiu różnie się układa, tyle o sobie wiemy ile nas
    sprawdzono. Nie czuję potrzeby rozliczania ich.


  • norman11 02.08.04, 21:54
    Jesteś chora psychicznie, to nie ulega wątpliwości.
    Psychologiem? A gdy ja napisze, że jestem krasnoludkiem, to też dasz temu
    wiarę? Gdybyś tak faktycznie powiedziała do swojej matki... Życzę ci
    wszystkiego najgorszego, podła osóbko. Życzę ci, aby twoje dziecko dało ci
    ostro popalić, i zebyś na starość wylądowąła w ośrodku pomocy społecznej,
    zimna, pozbawiona uczuć wyższch, już nawet nie istoto, a ...
  • daria.1 03.08.04, 16:29
    z konta żony - Fin.

    normanie 11 zastanawiam się czy żal mi jest ciebie ? i dochodzę do wniosku ze nie -a dlaczego ? bo twoje podejście do sprawy jest chore tak tak jesteś chorym człowiekiem może wyda ci się to dziwne ale przeczytaj wszystkie swoje wypowiedzi a dojdziesz do takiego samego wniosku .Masz problem i to wielki a wiesz jaki ? jesteś flustratem bo twój sukces zawodowy tak naprwdę jest niczym jestes typowym karierowiczem który w pewnym momencie doszedł do wniosku że cała ta kariera to nic jedno wielki nic bo co tak naprawde to jest ? BMW ? wczasy w Egipcie tak tak jest pustka której nie możesz zapełnić jesteś niespełnionym człowiekiem i to jest straszne .Jest takie stare powiedzeni,,pieniądze szczescia nie daja ,, co ty chcesz kupić miłość dziecka.
    Powiem ci tak nie oddałbym mojego psa do kogoś innego czy ty to rozumiesz ?
    nie chce mi sie już do ciebie pisać wolę iść na spacer z psem

    ps kup sobie psa i od tego zacznij i koniecznie zdejmij koło z Bmw i walnij się nim w czoło
  • tu_lipa 21.11.04, 16:55
    Dziękuję bardzo, za Pani normalny list.Mamy w dalszej rodzinie dziewczynkę
    adoptowaną ,około 4 lat temu i wydaję mi się ,że wszyscy wspólnie staramy sie
    tak o nią dbać, żeby po latach pisała tak jak Pani. Dięki.
  • norman11 02.08.04, 22:07
    Zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym faktem? Może to sam Pan Bóg doszedł
    do wniosku, że tak wredne, pełne nienawiści i lubujące się w życiu marzeniami,
    nie powinny dalej rozsiewać swoich spaczonych genów? Sama natura, to dla
    niewierzących, nie chce, abyście się rozmnażali! Należą wam sie jedynie duże
    brawa za to, że w swej ograniczoności (---> udawanie, że wychowujecie swoje
    dzieci) kochacie, wychowujecie i łożycie na nasze dzieci, które i tak do nas
    wrócą.
    Najpewniej chcielibyście, aby matki waszych adoptowanych dzieci umierały przy
    porodzie, zaś ojcowie byli nieznani, prawda? Najważniejszy problem mamy wtedy z
    głowy, czyż nie?
    Zabawa w dom---> służe przykładem, gdyż nie chwytacie w lot tego, co mam na
    myśli. 4 osoby: on, ona i dzieci: chłopiec i dziewczynka, oboje adoptowani.
    Rzecz jasna rosną w błogiej nieświadomości, iż są rodzeństwem - hahaha, dobre
    sobie, jakim rodzeństwem? Zarówno wy, jak i oni, jesteście sobie obcymi
    genetycznie ludźmi! Może sie zdarzyć np. tak: ojciec i mąż zakochuje się w
    swojej niby-córce, co nie jest takie niemożliwe; czy jest zboczeńcem? Nie, może
    ma zapędy pedofilskie co najwyżej... Dochodzi do współzycia niby-ojca z niby-
    córką, gdy, powiedzmy, ta staje się młodą kobietą. Przykłąd? Służe: Woody Allen
    ożenił się ze swoją adoptowaną córką... Albo: "brata" zaczyna
    pociągać "siostra", on ma np. 17 lat, ona 15, wiedzą już, że nie łączą ich
    wiezy krwi, zakochują się i...pobierają się...
    Miłych i owocnych przemyśleń.
    Czekam na sensowne argumenty, moi drodzy, acz ułomni, bezpłodni...
  • zaraa 02.08.04, 22:30
    Tak zwykł był mawiać moj wujek, co prawda w kontekscie pozamałżeńskiej ciąży
    swojej żony. Ale trafił w sedno.
    Twoja rola jako ojca dla twojego dziecka zakończyła się w momencie zakończenia
    stosunku płciowego który doprowadził do poczęcia dziecka. Możesz sobie dorabiac
    łzawe a dramatyczne historyjki o brzuszkach i kopniakach, ale co to zmieni? To
    że twoja rola ojca wobec prawa zakończyła się w momencie zrzeczenia się praw
    rodzicielskich , to fakt ważny przede wszystkim dla rodziców adopcyjnych.
    dziewięć miesiecy - patrząc logicznie to niewiele wobec reszty długiego życia.
    To zrozumiałe że jesteś sfrustrowany i wylewasz pomyje swojej duszy na kogo
    popadnie. Geny, samochody, bilety. Ale to i tak niczego nie zmieni. Myślenie
    życzeniowe zaś to może być objaw paranoi, serio.
    Ciekawe dlaczego nie poczekasz aż twoja córka sama zechce cię poszukać. Może
    boisz się że nie zechce?
    P.S. Mimo że jesteś żałosnym, zbolałałym, miotającym sie fiutkiem - żal mi cię.
    Naprawdę, jak nikogo. A może własnie dlatego?
  • figlio 02.08.04, 22:54
    Nie obrażaj mnie bo ja cię nie obrażam. To naprawde takie dziwne, że ukończyłam
    psychologię? Nie wierzysz? Dziwne. Łatwiej by byo gdybym byla inżynierem?
    Twoja córka nie musi mieć takiego światopoglądu jak ja ale może. I tego się
    boisz prawda?
    Nie żal mi cie. Jesteś dorosły, sam sobie wypracowałeś swoje fobie i swoje
    lęki, sam się nimi katujesz. Zbudowałeś sobie świat, w którym porywasz swoja
    córke i zyjecie sobie szczęśliwie, ale gdzieś tam czujesz, że to wcale tak nie
    musi być. Że to dziecko może nie chcieć cię znać. Mamisz się więc genami
    przechowalnią, odbieraniem dziecka, Sorboną. Uh jesteś poranionym człowiekiem.
    Ale i tak mi cię nie żal.
    Żal mi twojej córki, jeśli rzeczywiście zrobisz to co zaplanowałeś. Ona ma
    dopiero 18 lat i nie umie się bronic przed krzywdą, którą chcesz jej zrobić.
  • liede 02.08.04, 22:57
    Ułomni i bezpłodni. haha.
    A ty jesteś płodny i co?
  • figlio 02.08.04, 23:34
    madźka bywam na forum nasz bocian, ale nie jestem tam zalogowana. Dwa lata temu
    poleciłam wasze forum przyjaciółce, która teraz jest adopcyjną mamą.
    Czasami ludzie pytali mnie jak to jest mieć rodziców adopcyjnych, a ja
    odpowiadałam a nie wiesz jak to jest mieć matkę i ojca? Normalnie. Raz się
    kłócisz, potem przepraszasz, potem się wszyscy kochają i wspierają, potem komuś
    coś strzeli do głowy i wariuje. Jak to w rodzinie.
    Adopcja to ciągle coś mrocznego. Czasami na bocianie można wyczytać między
    wierszami lęki rodziców adopcyjnych. Przekonują się że będą dobrymi rodzicami,
    że jak dziecko zacznie szukać to pomogą, że nikt im nie zabierze tych 18 lat.
    Boją się i przepraszają za to że wychowują czyjeś dziecko, bo sami sobie nie
    mogli go urodzić.
    Nie ma za co przepraszać.I nie ma co robić z adopcji fetyszu, fakt że jestem
    adoptowana dla mnie zaczy tyle, że jestem adoptowana. Tyle samo co fakt, że
    ukończyłam studia a w dzieciństwie poważnie zraniłam sobie kolano. To naprawdę
    coś zwykłego.
    Nigdy nie zastanawiałam sie nad genami pokrewieństwem krwi. Kochasz nie tylko
    swoją krew. Mój mąż przecież jest mi obcy genetycznie a kocham go bardzo. Mój
    brat też jest mi obcy genetycznie ale to mój ukochany brat. MOżna mi go
    pozazdrościć. I zazdrościli mi zawsze wszyscy na podwórku, że mam starszego
    brata, który na dodatek mnie nie tłucze i nie przegania moich chłopaków.
    Myślę, że rodzice adopcyjni boją się, że to dziecko ich odrzuci bo nie jest ich.
    Czy bała się tego moja mama? Może trochę tak, ale moja mama ma poczucie humoru
    tak jak ja i te największe strachy, co ciekawe to były bardziej jej strachy niż
    moje obgadywałyśmy na wesoło. Zdarzało się nam śmiać z tego że nas adoptowała,
    z tego że do dziś ma świetną figurę i to tylko dzięki nam, bo nie chcieliśmy
    sie urodzić z niej.
    Dorastałam w domu w którym mówiło się, że nikt nie jest niczyją własnością. Że
    ludzi łączy miłość i szacunek.
    Rodzice potwierdzali to czynami. Nie czytali moich pamiętników i gonili moich
    chłopców. Zaakceptowali mojego męża i nie krzywią się gdy mówię: nie
    przyjdziemy na obiad bo idziemy do naszych przyjaciół.
    Więc ja teraz nie boję się, że kiedyś mój syn znajdzie sobie jakąś pannicę i to
    ona będzie najważniejszą kobietą w jego życiu, że będzie mu z nią dobrze albo
    źle, ale że ona nie ja bedzie dla niego najważniejsza. Ale to przecież nie
    zmieni faktu, że dalej bedę jego matką. Bo nie kocha się za coś, tylko tak po
    prostu.
    jedna z adopotwanych osób którą znam na fakcie adopcji zbudowała sobie cały
    świat, adopcja była winna wszystkim jej niepowodzeniem. Typowa gra w drewnianą
    nogę. Ale moim zdaniem to była wina jej rodziców. Mieli takie poczucie winy, że
    ona nie jest ich własna i tyle strachu w sobie, że zawsze z rozmów o adopcji
    wyzierał lęk, ich kajanie się aż ona wreszcie uwierzyła że to jest coś co daje
    jej gorszy start. No, a potem miała z tego świetną wymówkę.
    pozdrawiam bocianowiczów





  • kasialu 03.08.04, 10:17
    Ja tez jestem taka "jakby" adoptowana.
    Moi rodzice szybko się popsztykali i mimo, że tato aktywnie uczestniczyl w
    naszym życiu już nic nie było jak dawniej. Mam dwoje starszego rdozeństwa. Ja
    urodzilam jak mój brat mial rok i cięzko chorował. Mama nie dawała rady jeździć
    po klinikach i się mną opiekować. Dziadek przyszedł, zabrał mnie na spacer i
    nigdy mnie już rodzicom nie oddali big_grin Dziadkowei zadeklarowali pomoc w
    wychowaniu i tak już zostalo. Mieszkaliśmy od moich rodziców jakies 100 m. Moje
    życie toczylo sie między domem Babci i Dziadka, a domem rodziców. Dziadek umarł
    jak miałam 6 lat - do dzisiaj pamiętam jak to przeżywałam. Mieszkalam z babcią
    do 23 roku zycia. Próbowałam kilka razy wracac do rodziców, ale to babcia była
    moją Mamą i Ojcem. Ona nigdy mnie od nich nie izolowała, ale poniewaz przy
    niej postawiłam pierwsze kroki, powiedziałam pierwsze słowo to Ona była moją
    MATKĄ. Mimo bliskich kontaktów z rodzicami babcia była i jest najważniejsza
    osobą na świecie!!! Myśl, że kiedys odejdzie /ma dzisiaj 87 lat/ doprowadza
    mnie do łez.
    Ona mnie wychowywała, ona pokazała mi jaką drogą mam iść, ona uczyła mnie żebym
    traktowała ludzi tak jakbym chciała zeby oni mnie traktowali, ona uczyła mnie
    jak żyć by u schylku móc spojrzeć w lustro i powiedzieć BYŁAM DOBRYM
    CZŁOWIEKIEM I NIGDY NIE WYRZĄDZIŁAM NIKOMU KRZYWDY.
    Teraz mieszkam z Mężem, ale do babci jezdzę 5 dni w tygodniu bo kocham ją nad
    życie.
    Rodzice biologiczni są mi bliscy - teraz są w moiM sercu bo niestety Tato
    odszedł 4 lata temu, a Mama w grudniu ubiegłego roku.
    Dzisiaj z perspektywy lat myslę, ze nigdy nie zamieniłabym dzieciństwa u boku
    Babci na swój dom rodzinny - nigdy!!!!
    Doceniam rolę role rodziców biologicznych w niczym im nie ujmując, ale od
    zawsze wiem, ze nie ta mama co urodziła tylko ta co wychowała.
    pozdrawiam kasialu
    P.S napisałam swoja historię nie żeby usprawiedliwić, czy bronić rodziców
    adopcyjnych i sama nie mam dziecka adoptowanego.
  • kalina1 03.08.04, 13:10
    Pięknie opisałaś swoją historie ,ja już gdzieś pisałam że takie adopcje mam w
    rodzinie od ponad 20 lat moi synowie przyjażnią się z adoptowanym synem kuzynki
    i tam właśnie rodzice się znają, nie są rodziną [nie znali się przed
    adopcją],rodzice adopcyjni z dzieckiem odwiedzali rodzinę biolog i rodzeństwo
    dziecka i to naprawde nie zaszkodziło nikomu a napewno dziecku ,a tak jak mowi
    kuzynka nie można podarować dziecku skrzydeł odcinając je od korzeni ....i tu
    zauważmy sama piszesz "Ona nigdy mnie od nich nie izolowała", ......i tu
    wszystko się zawiera , bo dziecko nie jest naszą własnością my mamy je kochać i
    prowadzić do dorosłosci ,a dobrze jesli to robimy mądrze ,bo rodzic to trudny
    zawod ...i tą walkę adopcyjni ...biologiczni ....smiem porownać do tak
    osławionej relacji [nie zawsze] teściowa synowa ..dwie kobiety kochają tego
    samego człowieka i walczą ze sobą o wyłącznosć tej miłosci ....a przecież
    wystarczy się porozumieć .....i tu rola dla ośrodkow !!!!!!!!!!!!
  • kasialu 03.08.04, 13:29
    Kalina zgadzam się z Tobą oczywiście. Nie potrafię jednak wytlumaczyć
    zachowania Normana, który zachowuje się beznadziejnie źle. Niestety nowym BMW i
    bukietem róż nie nadrobi straconego czasu.
    Jak już pisalam jestem narazie bezstronna bo nie mam adoptowanego dziecka, ale
    sama nie wiem czy chciałabym zeby rodzice biologiczni odwiedzali - wtedy juz
    moje dziecko. Wiesz jak się nad tym zastanowić to ludzie maja dzieci ze
    względów egoistycznych - bo chcą być rodzicami, mieć pociechy itp itd, - no i
    skoro są egoistyczni to nie chcą sie dzielić dzieckiem.
    Są dwie strony medalu - obie bardzo ważne. Nigdy w 100% matka adopcyjna nie
    zrozumie biologicznej, a biologiczna adopcyjnej.
    Jednak wyzywanie i ublizanie tak jak to robi Norman na pewno nie jest sposobem
    na przełamanie lodów między rodzicami biologicznymi, a adopcyjnymi.
    Norman musi zrozumieć, ze za swoje czyny /nawet te z lat młodości/ należy
    ponosic odpowiedzialność w 100% - a jedną konsekwencji za oddanie dziecka do
    adopcji jest rozłąka z nim.
    Spokojny i wyważony dialog mógłby wiele wyjaśnić.
    pozdrawiam smile
  • kalina1 03.08.04, 13:58
    Wiesz a ja myślę że tu jest ogromna rola dla ośrodkow ,doprowadzić do tego
    dialogu ,pytać nas rodzic biolog i adoppcyjnych przedstawiać fakty zgodne z
    prawdą ,ale wybor co do rodzaju adopcji pozostawić nam rodzic. jednym i drugim .
    I może byłoby mniej cierpienia a więcej miłości w tym co ma być darem z serca
    od jednych ludzi dla innych ,bo przecież tak krotko jesteśmy na tym świecie że
    szkoda czasu na nieporozumienia .......jeszcze co do odwiedzin to ja wyrażnie
    napisałam że to rodzice adopcyjni odwiedzali rodzine biolo. bo tak już się
    dzieje że chcemy wiedzieć komu oddajemy nasze dziecko ,ale wybor co do
    kontaktow czy nie zostawiamy rodzicom adopcyjnym ,na bocianie jest Mika i
    Kasiask one znają rodzicow swoich dzieci i???.........a co do zrozumienia to
    najpierw trzeba się spotkać poznać i naprawde można się zrozumieć wierz mi wiem
    coś o tym ..........
  • kasialu 03.08.04, 14:55
    Wydaje mi się istnieje problem prawny, ale moze się mylę.
    Wiesz ja nie sądzę żeby ośrodki miały złe intencje - może mają za mało srodków
    żeby np tworzyć grupy wsparcia dla rodziców, którzy oddają dziecko do adopcji.
    Nie ma porozumienia niestety.
    Chociaż ja naprawde nie wiem jakbym sie zachowała jako mama adopcyjna jakby
    mama biologiczna chciała widywać MOJE przecież dziecko. Stoję u progu
    kwalifikacji do adopcji i naprawdę nie wiem ....
  • kalina1 03.08.04, 15:49
    A ja jestem pewna że nie istnieje problem prawny ,bo jak najbardziej zgodna z
    naszym prawem jest adopcja ze wskazaniem ,tylko ośrodki działają jeszcze na
    starych zasadach jak większość instytucji w naszym kraju ....może to dziwne
    porownanie i ...ale mi to przypomina przydział mieszkań parenaście lat
    temu ,wszyscy wiedzą jak było ale dlaczego tak było to już pewnie nikt nie
    wie .. ....a co do wsparcia dla rodzicow biologicznych ,to ośrodki nie robią
    nic ...dlatego dobrze że Norman zaczął coś w tym kierunku ,i ja go rozumię żyć
    przez tyle lat w niepewności o los dziecka ,kto by tak chciał ????????????
    Kasiu .....nie chce broń Boże nikogo urazić ,ale pomyśl tylko że akurat jesteś
    w ciężkiej sytuacji itd .......i nie widzisz innego wyjscia musisz oddać
    dziecko ,to co oddajesz je do ośrodka i ślepo im wierzysz nie chcesz poznać
    ludzi ktorzy bedą rodzicami Twojego dziecka !!!!!! a jeśli udałoby Ci się
    poznać kogoś kto ujawnił by się przed Tobą to co dalej robisz wiesz gdzie
    mieszkają i ????????????????może to troche rozjaśni sytuację .
  • daria.1 03.08.04, 16:38
    z konta żony - Fin.

    normanie 11 zastanawiam się czy żal mi jest ciebie ? i dochodzę do wniosku ze nie -a dlaczego ? bo twoje podejście do sprawy jest
    chore tak tak jesteś chorym człowiekiem może wyda ci się to dziwne ale przeczytaj wszystkie swoje wypowiedzi a dojdziesz do
    takiego samego wniosku .Masz problem i to wielki a wiesz jaki ? jesteś flustratem bo twój sukces zawodowy tak naprwdę jest niczym
    jestes typowym karierowiczem który w pewnym momencie doszedł do wniosku że cała ta kariera to nic jedno wielki nic bo co tak
    naprawde to jest ? BMW ? wczasy w Egipcie tak tak jest pustka której nie możesz zapełnić jesteś niespełnionym człowiekiem i
    to jest straszne .Jest takie stare powiedzeni,,pieniądze szczescia nie daja ,, co ty chcesz kupić miłość dziecka.
    Powiem ci tak nie oddałbym mojego psa do kogoś innego czy ty to rozumiesz ?
    nie chce mi sie już do ciebie pisać wolę iść na spacer z psem

    ps kup sobie psa i od tego zacznij i koniecznie zdejmij koło z Bmw i walnij się nim w czoło
  • kasiapfk 03.08.04, 17:04
    Kalina,
    ja pytałam w naszym ośrodku, czy pośredniczą w adopcji ze wskazaniem. Odpowiedź
    była dwojaka: tak, jeżeli rodzice biol i ado się odnaleźli na własną rękę, ale
    to nie oznacza w żadnym wypadku zwolnienia rodzicó ado z procedury
    kwalifikacji!, tak jeżeli chodzi o rodzinę genetycznie spokrewnioną, nie-
    jeżeli chodzi o "obcych" sobie ludzi bo: no właśnie, bo rodziny adopcyjne sobie
    tego nie życzą! Wyraźnie mi powiedziano, że żadna z rodzin adopcyjnych nie
    wyraziła chęci na bezpośredni kontakt z matką /ojcem biologicznymi.
    A ośrodek jest warszawski!
  • kalina1 03.08.04, 17:33
    Kasiapfk ...to nieprawda że nie życzą sobie tego rodzice adopcyjni i wszyscy
    to dobrze wiemy ,napewno są tacy którzy sobie nie życzą ale są też tacy ktorzy
    sobie życzą ...dlaczego do mnie po artykole w gazecie zgłosiło się sporo
    małżeństw gotowych do adopcji ze wskazaniem ,a mało tego to parę z tych
    małżeństw było właśnie z tego ośrodka w którym ja byłam .. ......a jeśli
    rodzice znależli się na własną rękę to do czego ma służyć ośrodek ...na
    bocianie jest mama adopcyjna z Warszawy adoptowała ze wskazaniem [czyli
    znalazła na własną rękę ]może poczytasz jak jej ośrodek "pomagał" ????
  • norman11 03.08.04, 18:07
    1. zdumiewa mnie wasza konsekwencja w werbalizowaniu pogardy dla rodziców
    biologicznych - służę cytatami z was, dobrzy ludzie, znajdującymi się na
    bocianie: "biologiczna", "pani, która urodziła", "biologiczna jest
    zablokowana", "nachodzenie"---> jakże adekwatne określenie checi skontaktowania
    się matki ze swoim dzieckiem
    2. zachowujecie sie, bezpłodni, aczkolwiek nie bezdzietni, jak często
    podkreślacie, bezpłodni frustraci, jak pacjent zgłaszający się do psychologa z
    moczeniem nocnym (i tu małe wyjaśnienie, wprowadzenie do właściwego odczytania
    tego, co mam na myśli: psycholog- ja, pacjent - wy, moczenie nocne - wasza
    bezpłodność): ja mówię, że to faktycznie problem, ale można go wyleczyć, wy
    zaś, niczym po NLP, mówicie: problem? nie, my jesteśmy z tego dumni - typowe
    wypieranie problemów do podświaomości w celu pozbycia sie ich; nie, my nie
    jesteśmy bezpłodni, my przecież mamy dzicko/dzieci, a że nie nasze...
    3. skoro wy, bezpłodni, nie wykazujecie choćby odrobiny empatii w stosunku do
    nas, rodziców biologicznych, to dlaczego my mamy ja wykazywac w stosunku do
    was? powinienem, waszym zdaniem, zaniechać szukania swojego dziecka, bo wy
    sobie tego nie życzycie? dziecka, które kocham i o którym myśle kazdego dnia?
    czy może powinienem "czekac na Godota", jesli nie pojęliście aluzji--->
    oczekiwać, aż to dziecko mnie odnajdzie, co może, a nie musi się stać, gdyz wy
    przez te wszystkie lata skutecznie będziecie manipulować dzieckiem w ten
    sposób, że może nie chcieć szukać rodziców biologicznych, aby was nie ranić,
    albo szukac dopiero po waszej śmierci...zapytajcie samych siebie, co wy
    zrobilibyście na miejscu biologicznych rodziców, gdybyście wiedzieli, że wasze
    dziecko żyje, istnieje, jest przez was kochane, ale ktoś, kto je aktualnie
    wychowuje, zwalnia was z obowiązku rodzicielskiej miłości, a wasze poszukiwania
    traktuje jak chorobe psychiczną.

    Ponieważ mam więcej szacunku do was, niż wy do mnie, zwracam sie do was z
    pytaniem, i proszę, abyście mi na nie odpowiedzieli: dlaczego problemy
    poruszane przeze mnie i konkretne pytania, które dotyczą podstawowych ludzkich
    odczuć, pozostają bez waszej odpowiedzi?
  • agamis71 03.08.04, 20:19
    Norman napisał:
    >zapytajcie samych siebie, co wy
    >zrobilibyście na miejscu biologicznych rodziców, gdybyście wiedzieli, że wasze
    >dziecko żyje, istnieje, jest przez was kochane, ale ktoś, kto je aktualnie
    >wychowuje, zwalnia was z obowiązku rodzicielskiej miłości, a wasze poszukiwania
    >traktuje jak chorobe psychiczną.

    Norman, myślę że nikt nie zwolni rodziców biologicznych z obowiązku
    rodzicielskiej miłości, o ile sami sie nie zwolnią. Natomiast poszukiwania to
    nie objaw choroby psychicznej, tylko zerwania umowy. Umowy której warunki
    powinieneś zrozumieć i przemyslec zanim twoja córka trafiła do adpcji. I dotrzymać.
    Rodzice adopcyjni nie wydzierają siłą dzieci biologicznym, więc dlaczego
    wylewasz na nich tyle pomyj.
    pozdrawiam
    Michał
  • norman11 03.08.04, 22:39
    Przede wszystkim - dziekuję za ustosunkowanie się do mojego pytania, tym
    niemniej nie moge ukryć zdumienia, ze takie wartości, jak miłość, czy chęć
    bycia blisko osoby kochanej, traktowane są w kategoriach umowy, czyli pewnego
    kontraktu, który bliższy jest świata handlowego i załatwiania dochodowych
    interesów, niż świata wartości duchowych. Mój konsensus na oddanie dziecka do
    adopcji nie polega na cąłkowitym zerwaniu więzi emocjonalnych z dzieckiem,
    nikomu też nie obiecywałem, że nie będę chciał się z nim spotkać. Owa "umowa"
    zatem dotyczy kwestii dania dziecku szczęśliwego dzieciństwa w postaci
    kochającej rodziny, bezinteresownej miłości i godnych warunków materialnych. I
    na to wyraziłem zgodę! Nikt jednak nie może wymagac ode mnie, abym nie chciał,
    czy też wyraził zgodę na brak możliwości spojrzenia mojemu dziecku w oczy i
    wyjaśnienia mu wszystkich zawiłych kwestii jego życiorysu oraz chęci ukazania
    mu prawdy o jego korzeniach. Nie można budować przyszłości - szcześliwej - na
    zakłąmanej i zafarbowanej przeszłości. Logicznym zatem wydaje sie wniosek, ze
    aby zajrzec wgłab swojej tożsamości, trzeba fizycznie sie spotkać, zas
    akceptację wiezi rodzinnych o charakterze genetycznym nalezy zostawićmojemu
    dziecku, które już wtedy bedzie człowiekiem dojrzałym i podejmujacym suwerenne
    decyzje.
    Co do wylewania pomyj na rodziców adopcyjnych - nigdy nie miałem takich
    intencji i jestem pełen wdzięczności i szacunku dla tych, jak mniemam,
    szlachetnych ludzi. Rzecz polega jednak na tym, ze ja jestem im wdzieczny za
    zaopiekowanie sie moim dzieckiem, zas oni odmawiają mi prawa do kochania go
    miłością rodzicielską, która przecież nie moze ograniczac sie do wirtualnych
    uniesień.
    Ciekaw jestem, czy tak po ludzku rozumie Pan mój punkt widzenia?
    Pozdrawiam
  • zaraa 03.08.04, 21:04
    norman11 napisał:


    > 2.(...) wy
    > zaś, niczym po NLP, mówicie: problem? nie, my jesteśmy z tego dumni - typowe
    > wypieranie problemów do podświaomości w celu pozbycia sie ich; nie, my nie
    > jesteśmy bezpłodni, my przecież mamy dzicko/dzieci, a że nie nasze...

    N, źle czytasz, albo bez zrozumienia czytasz. Ile razy na bocianie padały
    słowa - "nadal jesteśmy bezpłodni, a adopcja nie jest formą leczenia
    bezpłodości". czyżby zacietrzewnienie zamazało ci zdolnośc logicznego myslenia?


    > Ponieważ mam więcej szacunku do was, niż wy do mnie,

    Ooo, widać, widać.

    zwracam sie do was z
    > pytaniem, i proszę, abyście mi na nie odpowiedzieli: dlaczego problemy
    > poruszane przeze mnie i konkretne pytania, które dotyczą podstawowych
    ludzkich
    > odczuć, pozostają bez waszej odpowiedzi?

    Być może ze względu na formę podania - ślepą, chamską i prymitywną.

    Ani razu nie pada w twoich wypowiedziach cokolwiek nt. sensu stricto dziecka.
    A co jesli rodzice adopcyjni nie zdecydowali się jednak powiedzieć małej że
    jest adpotowana? Wleziesz z butami w jej życie, przewrócisz je na nice w imię
    twojej miłości? Miłość pragnie samego dobra, więc albo nie wiesz co to jest,
    albo źle to objawiasz. A jesli wie, że jest adoptowana i mimo wszystko nie chce
    cię znać? Dlaczego nie poczekasz na inicjatywę z jej strony? Bo nie masz
    pewności że zechce cię poszukać? Może masz nadzieję, że stęskniona za tobą
    rzuci ci się w ramiona? A jesli nie? To co wtedy?
    Wiesz, ja myślę że twoja miłość nie jest miłością do tej konkretnej
    dziewczynki. To miłość do twoich wyobrażeń o niej. A to już zahacza o NLP i
    robi sie niebezpiecznie. Bo jest niebezpiecznie, gdy ktos żyje arzeniami, lub
    co gorsza - usiłuje rzeczyswistość na miarę swoich marzeń przykroić.

    P.S. Nadal mi ciebie żal. I twojego miotania też.
  • norman11 03.08.04, 22:28
    Masz rację - odkręcę oponę i prześlę ci ją, bo jak widzę, brakuje ci
    jednej...mózgowej. Objętość opony, wydaje się, będzie odpowiednia do wielkości
    twojego łba. Zdaję sobie sprawę z tego, że w twoim wypadku opona to rzecz
    ważna, ale nie najważniejsza, dlatego po internetowej znajomości moge załatwić
    ci od znajomego stolarza kilka nowiutkich klepek. Mam do ciebie prosbę, abyś w
    ramach rewanżu, wyciągnął sobie ze łba dotychczasową zawartość i przesłał na
    mój adres, bo bardzo potrzebuję kiełbie, których nadmiar masz we łbie.
    Wczytując sie w twój mail jestem prawie przekoanny, ze robiąc porządki w swojej
    głowie zrobiłbyś furrorę w punkcie skupu złomu, bo zardzewiałe podkowy,śrubki i
    zakrzywione gwoździe to jedyne, co ci strzela do głowy. A teraz, mój drogi
    zartownisiu, jak mawia pewien dyrektor LO, "pokaż, że się obraziłeś".
  • kasiapfk 04.08.04, 08:43
    Do pana Normana : Chciałam tylko zapytać (prosząc naturalnie uprzejmie o
    odpowiedź)
    Czy powyższy post też jest wyrazem szacunku. Bo nie bardzo mogę go dostrzec.
    I drugie pytanie: Skąd podejrzenie o moją frustrację. Bardzo dziękują
    za "zdalną" diagnoże. Wybiorę się za Pańsaką sugestią do specjalisty. Problem
    może być głęboko ukryty.
    Pozdrawiam czytających.
    A rodziców adopcyjnych szczególnie, jak również biologicznych.

    Do Robin/Kasliny/Maryli itep.
    Sądzę, że to jednak prawda. Na 22 pary, z którymi stykałam sie na warsztatach
    ŻADNA nie wyraziła takiej woli.
    Tak jak wy się boicie o ,to jakich rodziców mają wasze dzieci, my też się tego
    boimy, i chcemy je ochronić na wypadek gdyby rzeczywistość nie była tak różowa
    jak u Ciebie. Właśnie do pana Normana miałabym sporo zastrzeżeń. I nie ma to
    nic wspólnego z jego czy moimi uczuciami tylko z uczuciami mojego adoptowanego
    dziecka.
    Pozdrawiam.
  • norman11 04.08.04, 11:11
    ale obawiam się, że to niestety prawda, iż ktoś bezkarnie obraża mnie nazywając
    psychopatą; jestem też pewien, że na to jest odpowiedni paragraf. Pomawianie
    mnie o "ATAK" jest jawną, i dlatego szczególnie bezczelną, próba
    zdeprecjonowania mnie i ukazania mojej osoby jako człowieka stwarzającego
    zagrożenie dla porządku publicznego. "A to już jest kryminał", jak mawiał pan
    Krzepicki, doradca Nikodema Dyzmy, prezesa Banku Zbożowego.
    Publiczne zadawanie pytań na temat legalności treści zawartych w wątalu,
    utwierdza mnie w przekonaniu, ze chęć zgłoszenia tego - "gdzie trzeba" - wynika
    z pewnych obciażeń z czasów szkolnych. O takich typach uczniowie
    mówią: "lizus", "skarżypyta", "dwójara".
    ---->tak, to do ciebie, do ciebie! Czy, gdy będziesz kiedyś, w przyszłości,
    szukałą prywatnego detektywa w celu udowodnienia mężowi zdrady, i gdy on, ten
    detektyw, będzie robił foty twojemu ślubnemu i jakijś blondi, to też staniesz
    przed dylematem moralnym, czy aby to jest legalne? Nb, świetnie musi się kryć
    twój ślubny, skoro jeszcze nie wynajęłaś detektywa, albo, która to opcja nie
    jest bezzasdna, twoja obsesja związana z niemożnością zajścia w ciążę na tyle
    skutecznie wyprostowała twoje zwoje mózgowe, że wierzysz w to, iż mąż cię nie
    zdradza... Może nie zdradzałby cię, gdyby zwoje były pofałdowane i gdybyś była
    po przeszczepie twarzy&figury.
  • norman11 04.08.04, 11:14
    Mój znajomy, bardzo dobry, znany w skali kraju i nie tylko, detektyw, obiecał
    mi, ze zrobi wszystko, aby skrócić czas oczekiwania na spotkanie z moją córką i
    przyspieszy jej 18 urodziny. To mi się podoba, widzę, ze jak ktoś chce i da sie
    w łapę, to robota idzie z gazem!
  • daria.1 04.08.04, 13:09
    Ty, człowieku czy jak ci tam, ty się chyba trawy napaliłeś i masz halucynacje. Twoje wypowiedzi są idiotyczne i nie ma, co z tobą dyskutować.

    A tak w ogóle myślę , że masz 20 lat , bo kto teraz chwali się BMW, wczasami w Egipcie i zapachem Diora. Tylko małolaci i niedorozwoje. Głupie panienki tak możesz czarować.
    A teraz spadaj z tego forum i prowokuj gdzie indziej.
    Swoją drogą to nieźle cię wychowali biologiczni.

    Ha, ha, ha
  • znajoma11 04.08.04, 13:24
    Tak, mysle ze to całkiem dobry pomysł. "Superdedektyw Rutkowski" zrobi nalot na
    imprezę Twojej córki, powali na ziemię jej rodziców, a zachwycona kamera TVN
    będzie z bliska filmowała Twoje łzy na widok wytęsknionego dziecka. Piękny
    scenariusz. To mi się podoba!!!
    Tym bardziej że po takim wejściu córeczka z pewnością nie będzie Cię chciała
    znać tongue_out No ale to już Twój problem.
  • jedrekb 04.08.04, 15:12
  • jedrekb 04.08.04, 15:20
    odpowiedź mojego( z ubiegłego roku) 15-letniego adoptowanego syna na pytanie: co
    zrobisz gdy któregoś dnia otworzysz drzwi swego domu i zobaczysz kobietę
    mówiącą: jestem twoją matką, urodziłam cię: "miło mi panią poznać, ale śpieszę
    się na randkę, jeśli ma pani ochotę to proszę porozmawiać o tym z moją mamą"
    Nie wiem co będzie dalej, na ten moment mój syn nie jest zainteresowany rozmową
    o swych biologicznych korzeniach, chociaż pewnie taki czas przyjdzie, ale myślę
    o tym ze spokojem.
    pozdrawiam
    jędrek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka