Dodaj do ulubionych

czy mamy szansę

02.12.04, 09:58
nie mamy własnych dzieci, bo ja bardzo boję się porodu.
Natomiast bardzo chcielibyśmy stworzyć adoptowanemu dziecku prawdziwy,
kochający, pełen czułości dom - czy mamy szanę na adopcję.
Edytor zaawansowany
  • kasialu 02.12.04, 10:02
    Oczywiscie, że macie szansę. Nie jestem ekspertem, ale liczą się intencje. Na
    warsztaatch adopcyjnych najpierw pytają o motywy adopcji. Najważniejszym z nich
    jest motyw - z nadmiaru - czyli macie za dużo: miłości, poświęcenia, dobrze wam
    się powodzi i chcecie się tym wszystkim z kimś podzielić.
    Z jakiegoś konkretnego powodu nie macie dzieci biologicznych, ale nawet
    gdybyscie mieli to przecież nie dyskwalifikowałoby Was w staraniach o adopcję.
    Radzę zadzwonić do najblizszego OAO i zapytać.
    Ja dzisiaj na warsztaatch obiecuję zadać to pytanie pani psycholog i wieczorem
    odpiszę ;o)
    pozdrawiam kasia
  • kasiapfk 02.12.04, 19:48
    KAsiu, strach przed porodem nie może być motywacjado adopcji. Taką odpowiedź
    otrzymaliśmy na warsztatach. Co znaczy bać się? Gdy są medyczne przeciwskazania
    (strach, że poród wywoła/pogłebi chorobę) to jest to oczywiście zrozumiane.
  • manczakalicja 03.12.04, 08:12
    wiem, że w ośrodku należy przedstawić mnóstwo dokumentów, m.in. zaświadczenie o
    niepłodności- kto ma wystawić takie zaświadczenie, czy wystarczy od ginekologa,
    czy musi to być zaświadczenie wystawione przez klinikę, potwierdzające
    długotrwałe bezskuteczne leczenie?
  • kasialu 02.12.04, 20:13
    Kasia w pewnym sensie masz rację. Pytałam dzisiaj na warsztatach panią
    psycholog i odpwiedziała mi, że niby taki stan nie moze dyskwalifikować
    kandydatów na rodziców, ale Ona osobiście musiałaby porozmawiać z Sandrą bo
    domyśla się że problem leży dużo głębiej.
  • renataum 02.12.04, 22:25
    Droga Sandro rozumiem twoje obawy, ale to nie może być powodem adopcji, gdyż
    aspekt zdrowotny też jest rozpatrywany przy podaniu czyli co innego jeśli nie
    możecie mieć dzieci z powodów medycznych, a co innego strach przed porodem.
    Osobiście mogę Ci podpowiedzieć że jeśli coś takiego powiesz w ośrodku to
    będzie to na Twoją niekorzyść.Zyczę powodzenia.
  • kasiapfk 03.12.04, 18:35
    Szanowne,
    mam prosbę: powstrzymajmy się przed "radzeniem jak przechytrzyć oao". Z
    doświadczeń wiem, że jakiekolwiek "podpowiedzi" służacę do "ustawiania" rozmowy
    w oao, oraz zatajania informacji działają tylko na niekorzyść, głównie Dzieci.
    Są też czasem przyczyną nieudanych adopcji i to juz tragedia całej rodziny.
    Odpowiedzialność za życie drugiego człowieka, to nie zabawa. Nie wolno zatajać
    ważnych spraw.
    Szczerość pozwoli uniknąć w przyszłosci przykrych konsekwencji
    niezbyt "dopracowanego" wyboru.
    Pozdrawiam Sandro serdecznie!
  • asik69 03.12.04, 19:12
    kasiapfk napisała:

    > Szanowne,
    > mam prosbę: powstrzymajmy się przed "radzeniem jak przechytrzyć oao". Z
    > doświadczeń wiem, że jakiekolwiek "podpowiedzi" służacę do "ustawiania" rozmowy
    >
    > w oao, oraz zatajania informacji działają tylko na niekorzyść, głównie Dzieci.

    Zgoda!
    Tym bardziej, że akurat sprawa Sandry wydaje mi sie byc dość "śliska"...
    No bo jak to jest: Sandra bardzo chce mieć dziecko. To dlaczego już na początku tej drogi unika poświęceń? Bardzo chce mieć dziecko, ale nie tak bardzo, żeby przejść przez poród? Dla mnie to jest zupełnie nielogiczne. Ja zawsze pragnęłam być w ciaży, chciałam URODZIĆ, choć wiedziałam oczywiście, że to nie jest czysta przyjemność... Potem zaczęły sie problemy, badania, zabiegi (często bardzo nolesne), ale do głowy by mi nie przyszło, że mogę dla własnej wygody zrezygnować z tego...
    Czy Sandra nie za bardzo myśli o własnej wygodzie?
  • sandra55 07.12.04, 08:31
    gdybym była wygodna na pewno nie pragnęłabym tak bardzo adoptować dziecka, dać
    mu całej swojej miłości i na pewno nie oferowałabym mu całego swego zycia,
    które od tej pory kiedy dziecko pojawi się w domu jest podporządkowane tylko
    jemu - i tak właśnie ma być.
    Ja w przeciwieństwie do Ciebie - jak piszesz "Ja zawsze pragnęłam
    być w ciaży, chciałam URODZIĆ" - Ja nigdy tego tak bardzo nie pragnęłam, nie
    jestem "matką polską", która w wieku 18 - 20 lat chce urodzić, co myślę, nie
    znaczy, że nie mogę pokochać nie własnego dziecka - uznać je za swoje.
    Na pewno poczynimy kroki w tym kierunku.
    Pozdrawiam i oczekuję na opinie
    Sandra

  • mysiam1 07.12.04, 11:01
    Sandra, ja mam "rodzone" dzieci i czegoś nie rozumiem. Czy uważasz, że instynkt
    macierzyński jest właściwy tylko "matkom-Polkom", rodzącym tuż po maturze?
    Chyba większość rodziców adopcyjnych decyduje się na "nie swoje" dziecko po
    wielu próbach zajścia w ciążę, albo ze względów zdrowotnych, jednak mając w
    podświadomości (i/lub wyobraźni) zakodowane uczucie towarzyszące narodzinom
    dziecka. Nie chcesz być "matką-Polką", poświęcać się, nosić wielkiego brzucha,
    mieć szytego krocza i walczyć z bolącymi brodawkami...Uważasz, że nie jesteś w
    stanie się "poświęcić" na tyle, żeby przez ten niewielki wycinek czasu
    być "matką-Polką"?A czy wyobrażasz sobie, ile poświęceń Cię czeka później?
    Ciąża i poród to początek...i powiedziałabym, że to ta łatwiejsza część, bez
    względu na to, czy dziecko rodzisz, czy adoptujesz. Potem też trzeba wyjść poza
    własny egoizm. Naprawdę, nie życzę Ci źle, ale mam nadzieję, że zgłaszając się
    do Ośrodka, usłyszysz co nieco...sad
  • asik69 07.12.04, 14:32
    Sandro, wybacz, ale nadal nie rozumiem Twojego stanowiska. Nie rozumiem, dlaczego NIE CHCESZ urodzić? No bo jeśli to nie wygodnictwo, to co? Po prostu nie rozumiem. Spróbuj mi to wyjaśnić, pewnie masz swoje racje, odkryj je przed nami, proszę. Bo argument o matce-Polce, która rodzi w wieku 18 lat, był chyba troszkę nie na temat...
    Zresztą przeczytaj, co o tym myśli misiam1. Ja sie tylko mogę podpisać pod jej wypowiedzią.
    Pzdr,
    A
  • kasialu 05.12.04, 10:23
    Chciałabym coś wyjaścić - manczakalicja napisała, ze trzeba mieć zasiadczenie o
    niepłodności. Z tym akurat chyba nie byłoby problemu, ale np u nas w ośrodku
    absolutnie nie wymagają żadnych zaswiadczeń. Wydaje mi się ze to jest mało
    przyjemne dla osoby od której się tego żąda. Ale to tylko moja opinia.
    Wiecie tak się zastanawiam, ale ja chyba nie odmówiłabym prawa do adopcji
    Sandrze. Ludzie adoptują dzieci z różnych powodów i Sandra ma dobry motyw do
    adopcji. Nie jest zawiedzioną zyciem i swoja niepłodnością kobietą, która
    poprzez dziecko adoptowane chce sie spełnić jako matka. Ona chce dac dziecku
    miłość i ciepło. Na warsztatach poruszaliśmy sprawę motywów i pani psycholog
    potwierdziła, że ta grupa motywów - z nadmiaru to dobre motywy. Gorzej byłoby
    gdyby do spełnienia się w zyciu potrzebowała dziecka- -byłaby to motywacja z
    braku. To oczywiscie też nie dyskwalifikuje do adopcji, ale wymaga więcej pracy
    z psychologiem.
    Sandra to indywidualny przypadek. My mamy swoje motywy, a Ona ma swój ;o)
  • asik69 05.12.04, 12:24
    kasialu napisała:


    > Wiecie tak się zastanawiam, ale ja chyba nie odmówiłabym prawa do adopcji
    > Sandrze. Ludzie adoptują dzieci z różnych powodów i Sandra ma dobry motyw do
    > adopcji.

    A ja jestem odmiennego zdania. Oczywiście, mogę się mylić, nie znam przecież Sandry, jeden post to bardzo mało, ale... Mnie się wydaje, że motywem Sandry jest po prostu wygodnictwo. A to nie wróży dobrze przyszłej matce (i jej dziecku)...
    No tak, ale ja patrzę na to wszystko z zupełnie innego punktu widzenia... I postawy Sandry po prostu nie rozumiem.
  • maja45 05.12.04, 18:07
    Też mi sie wydaje , że niechęc i obawa przed porodem , to nie jest dobra
    motywacja do adopcji. Sandra chce mieć dziecko, ale nie chce zdnych poświecen.
    Tak się raczej nie da.
    Pozdrawiam.
    marta
  • kasialu 06.12.04, 15:07
    Dziewczyny jeżeli jesteście na tym wątku domyślam sie ze same adoptowałyscie
    dzieci. Jeżeli tak jest to same wiecie, że adopcja dziecka to nie jest
    wygodnictwo w absolutnie zadnym przypadku! Sama jestem matką adoptowanej
    córeczki i jak słyszę opinie, ze poszłam na łatwiznę to mnie coś trafia. Trzeba
    to przejsć zeby zrozumieć. Pozdrawiam.
  • kasiapfk 06.12.04, 17:37
    Kasialu, ale o ile wiem to nie adoptowałąś bo bałaś się porodu, tylko
    dlatego,że tego porodu nie mogło być. A to jest różnica.
    Jak dla mnie zasadnicza.
  • asik69 06.12.04, 17:41
    kasiapfk napisała:

    > Kasialu, ale o ile wiem to nie adoptowałąś bo bałaś się porodu, tylko
    > dlatego,że tego porodu nie mogło być. A to jest różnica.
    > Jak dla mnie zasadnicza.

    No właśnie, dla mnie też.
  • asik69 06.12.04, 17:40
    Kasialu,
    ale to przecież zupełnie co innego... Ja teraz mam już dzieci, więc na wszystko patrzę inaczej, ale moja droga do adopcji była bardzo długa i pamiętam siebie sprzed adopcji - zrobiłam WSZYSTKO, zdecydowałabm się na KAŻDE cierpienie fizyczne, byle tylko móc urodzić dziecko.
    Sandra woli adoptować niż urodzić, bo obawia się porodu. Chce SOBIE oszczędzić wysiłku. Tego nie rozumiem. To jest dla mnie wygodnictwo.

    Jedno chcę podkreślkić raz jeszcze: mogę się mylić, bo wydaje swoje sądy na podstawie krótkiego postu, moze Sandra ma jakieś głebsze powody (jakaś trauma związana z prodem?), ale unikanie porodu TYLKO po to, żeby uniknąć bólu... No cóż, nie przekonuje mnie to.

    Ta sprawa ma jeszce jeden wymiar: na małe dzieci czeka wiele małżeństw. Ci ludzie naprawdę nie mogą mieć dzieci. Jesli pojawi się więcej takich kobiet, które albo boją sie bólu albo obawiają o figurę, ich szanse na zostanie rodzicami zmaleją. Czy to jest w porządku?

    Pozdrawiam wszystkich,
    A
  • kasialu 07.12.04, 12:12
    Zgadzam sie z wami wszystkimi naprawdę bo każda z nas ma swoje motywy i ma też
    prawo wyrazać opinie.
    Ze mną było tak. Bardzo chciałam mieć dziecko, byc w ciąży, karmić piersią i
    przeżywać wszystko co związane z macierzynstwem. Okazało sie ze to nie bedzie
    łatwe. Kilka lat starań, badania, leczenie, IVF bez powodzenia. W lipcu
    stanęłam w miejscu i dałam sobie czas na zastanowienie. Juz wcześniej
    myśleliśmy o adopcji, ale to były odległe marzenia. Dopiero na wakacjach
    wróciły z podowjoną siłą. Mamy jeszcze kilka zamrozonych embrionów w klinice i
    wiecie co - postanowiliśmy, że kiedyś po nie wrócimy, ale teraz chcemy
    adoptować. Zrezygnowałam z rodzenia, bolacych sutków i cietego krocza mimo, ze
    dzięki mrozaczkom mogłam tego doświadczyć.
    Poznalismy nasza ukochaną córeczkę. problem w tym, ze miała nieuregulowana
    sytuację prawną. Kilka dni później okazło się ze jestem w ciąży. I wiecie co ?
    Byłam trochę wkurzona! Pomyślicie, ze jestem nienormalna, ale naprawdę tak
    było! dzięki adoptusi poczułam się matką. Moje nastawienie psychiczne zmieniło
    się diametralnie. Z kobeity marzącej o wielkim brzuchu zmieniałm się w matkę,
    która gdzieś po cichu cieszyła sie ze nie bedzie miała cietego krocza i
    rozstępów. Rozmawiałam o tym z psychologiem i to jest jak najbardziej naturalna
    reakcja. Poprostu nastawienie jest niesamowicie ważne! Teraz minęło juz trochę
    czasu i oczywiscie cieszę się, że bedę podówjną mamusią. Do macierzyństwa
    dochodzę dwiema bardzo trudnymi drogami. Żadna z nich nie jest łatwizną.
    Można by pomyśleć, zę mam rozdwojenie jaźni bo z jednej strony jestem kobietą
    marzącą o tym, zeby mieć pokarm w piersiach i móc karmić swoje dziecko, a z
    drugiej ciesze się że mam dziecko a /narazie/ nie mam rozstepów.
    I znowu psycholog mówi, ze to normalka!
    pozdrowionka
  • anitat 13.12.04, 11:36
    Witam, trafiłam na to forum trochę przypadkiem. Chciałam się z Wami podzielić
    pewnym spostrzeżeniem: Jestem matką 3 letniego chłopca, biologiczną. Urodziłam
    go mając 30 lat. Chciałam mieć dziecko już dużo wcześniej, ale... No właśnie.
    Bardzo bałam się porodu, ale samego porodu, fizycznego bólu, zresztą jestem
    bardzo nieodporna na ból jakikolwiek. No i tak zwlekaliśmy z chłopakiem, a
    obecnym moim mężem. Ale dojrzałam do bycia matką. Bardzo cieszyłam się, że
    zaszłam w ciążę, zresztą dobrze się czułam. Chciałam mieć dziecko, karmić
    piersią. Początkowo nie myślałam o samym porodzie, ale potem dopadł mnie
    strach, potęgowały go jeszcze koleżanki, opisując swoje porody,z których żaden
    ponoć nie przebiegł normalnie , zawsze były jakieś komplikacje, problemy z
    naszą kochaną służba zdrowia itd. Zdecydowałam się więc na cc na życzenie, w
    pełnym znieczuleniu. I nie żałuję. Wszystko odbyło się w zasadzie bezboleśnie.
    Po 4 dniach byłam już z małym w domu. Bez komplikacji, niestety za pieniądze,
    ale za to bez stresu, przede wszystkim mojego.
    Nie uważam tego za wygodnictwo, nie uważam tego za coś złego. Perspektywa
    ewentualnego bólu paraliżowała mnie i jak rozmawiałam później z lekarzem, mogło
    by to być przyczyną komplikacji przy porodzie drogami natury. Sparaliżowana
    strachem i oczekiwaniem na ból nie współpracowałabym podczas porodu.
    Chciałabym mieć jeszcze jedno lub dwoje dzieci i wiem że chciałabym rodzić
    przez cc. Wiem co to jest strach przez porodem, rozumię więc sandrę, ale z
    drugiej strony taki strach przecież można jakoś obejść, jeśli możesz mieć
    dzieci sandro to może zastanów się jeszcze. Myślę , że adopcja, tak jak mówią
    moje poprzedniczki (ja nie mama doświadczeń) jest o wiele trudniejsza niż
    opanowanie strachu przed porodem.
    A może zastanów się, może jeszcze nie "dorosłaś" do bycia matką? Wtedy adopcja
    nie jest najlepszym rozwiązaniem.
    Anita
    ps. przepraszam, że się rozpisałam, ale te wspomnienia...
  • matkakarmiaca 15.12.04, 17:31
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • darthx 27.12.04, 16:42
    Co do pytania o zaswiadczenie o nieplodnosci: niby jest wymagane, ale np. od
    nas nie chcieli, bo tak naprawde nie jest znany powod naszego braku
    biologicznych dzieci, tzn. nie ma żadnej medycznej przyczyny, wiec lekarz nie
    miałby nawet co napisac. Powiedzielismy o tym w osrodku i to wystarczylo.
    Jesli chodzi o motywy Sandry to nie oceniajcie, bo nie jestescie w jej
    sytuacji, nie macie jej psychiki i historii zycia. Po co oceniac czyjes dobre
    pragnienia? Moim zdaniem pragnienie stworzenia dziecku domu i kochania go,
    uczynienia go swoim dzieckiem jest bardzo dobrym motywem. Ja na przykład mam
    adoptowanego synka i teraz już cieszę się że nie przechodziłam przez ciążę i
    poród, że dana mi została inna droga do macieżyństwa. I wcale nie uważam że to
    jakieś nienormalne uczucia, ani tym bardziej wygodnictwo. Pozdrawiam.
  • sandra55 03.01.05, 16:13
    jdarthx : jeśli możesz napisz do mnie maila, chętnie z Tobą "porozmawiam".
    Mój mail: sandra55@gazeta.pl
  • verdana 05.01.05, 10:14
    Zapytałam psychologa, który wiele lat przeprowadzała adopcje, napisała nawet
    książkę na ten temat. Raczej czarno widzi mozliwość dania dziecka kobiecie,
    która dziecko moze mieć bez problemu. I nie ze wzgledu na nią, ale ze wzgledu
    na dziecko. Dzieci do adopcji jest mało, a więc w pierwszej kolejnosci dostaną
    te matki, które naprawdę dzieci mieć nie mogą. Argument, ze wezmę gotowe, bo
    nie chce mi się (boję się) rodzić dla psychologa brzmi podejrzanie, poniewaz
    zakłada, że osoba ta tak naprawdę całym sercem dziecka nie pragnie - bo jakby
    naprawdę chciała, to choćby zrobiła by to wspomniane cc na żądanie, czy rodziła
    w znieczuleniu. A więc deklaracje o chęci posiadania dziecka są przesadzone.
    Psycholog stwierdziła, że widzi tu raczej chęć zostania "dobrą panią",
    idealistyczne podejście do macierzyństwa. Dziecko adoptowane może sprawiać
    kłopoty, a jak widać kłopoty to jest rzecz, której autorka pytania pragnie
    unknąć.
    Na pewno trudno bedzie adoptować niemowlę. W takich przypadkach ewentualnie
    można adoptować dzieci starsze lub chore, na które nie ma "chetnych". Te
    najbardziej pożądane pójda raczej do matek, które mają większa gotowość do
    poswięceń.
  • darthx 05.01.05, 11:05
    Nie wiem skąd ta pani psycholog wzieła informację , że dzieci do adopcji jest
    mało... bo nam w ośrodku mówili coś wręcz przeciwnego. Że owszem, jak ktoś
    sobie zażyczy 2 tygodniową dziewczynkę, całkowicie zdrową, z blond włosami i
    zielonymi oczami, to może czekać długo... ale to nie znaczy że dzieci jest
    mało. Wszystko zależy od ograniczeń, które się zgłosi... my nie mieliśmy
    medycznych przeciwskazań, (choć przez 5 lat nie doczekaliśmy się biologicznego
    potomstwa), zgłosiliśmy chęc adopcji dziecka kolorowego i nawet nie
    ukończyliśmy kursu jak mieliśmy telefon, że jest maluszek.(przyśpieszona
    kwalifikacja) A co do rozmowy z panią psycholog w ośrodku zapytała tylko: a co
    będzie jak pani zajdzie w ciążę? Nic, będziemy mieć dwoje dzieci -
    odpowiedziałam i to był koniec tematu. Czyżby wszystko zależało od
    indywidualnych pań psychologów w ośrodkach??? Pozdrawiamsmile
  • madix1 05.01.05, 21:19
    W dwóch ośrodkach, w których mam kwalifikację, psychologowie również mówili, że
    jest mnóstwo dzieci. Sęk w tym, że mają nieuregulowaną sytuację rodzinną. I
    koło się zamyka sad
  • asik69 06.01.05, 09:03
    > Zapytałam psychologa, który wiele lat przeprowadzała adopcje, napisała nawet
    > książkę na ten temat. Raczej czarno widzi mozliwość dania dziecka kobiecie,
    > która dziecko moze mieć bez problemu. I nie ze wzgledu na nią, ale ze wzgledu
    > na dziecko. Dzieci do adopcji jest mało, a więc w pierwszej kolejnosci dostaną
    > te matki, które naprawdę dzieci mieć nie mogą. Argument, ze wezmę gotowe, bo
    > nie chce mi się (boję się) rodzić dla psychologa brzmi podejrzanie, poniewaz
    > zakłada, że osoba ta tak naprawdę całym sercem dziecka nie pragnie - bo jakby
    > naprawdę chciała, to choćby zrobiła by to wspomniane cc na żądanie, czy rodziła
    >
    > w znieczuleniu. A więc deklaracje o chęci posiadania dziecka są przesadzone.
    > Psycholog stwierdziła, że widzi tu raczej chęć zostania "dobrą panią",
    > idealistyczne podejście do macierzyństwa. Dziecko adoptowane może sprawiać
    > kłopoty, a jak widać kłopoty to jest rzecz, której autorka pytania pragnie
    > unknąć.

    Trafiłaś na mądrą psycholog, w pełni zgadzam się z jej opinią.
  • darthx 05.01.05, 11:07
    Sandra, napisałam do Ciebie maila, jeśli będziesz miała ochotę, to się odezwij.
    Pozdrawiam serdecznie
  • kasiapfk 05.01.05, 19:39
    Darthx, może napisz w którym oao jest nadmiar dzieci?
    Nie piszę by się czepiać, ale na innym forum jest mnóstwo małżeństw, które
    czekają miesiącami na dziecko. Może ci, którzy mają kwalifikację mogliby się do
    Twojego oao i sprawa by była załatwiona pomyślnie?
    Pozdrawiam serdecznie
  • darthx 06.01.05, 14:43
    My byliśmy w warszawskim katolickim OA na Ratuszowej (teraz na Grochowskiej).
    Nie wiem, czy mają nadmiar, jak to określiłaś, ale mówili, że dzieci
    czekających na adopcję jest dużo... i że często sytuacja jest odwrotna: nie to,
    że nie można znaleźć dziecka dla rodziny tylko rodziny dla dziecka. Mówię tylko
    o tym co usłyszałam w naszym ośrodku. A przecież jest sporo rodzin, które
    adoptują dziecko, mimo, że już mają swoje biologiczne dzieci... gdyby dzieci
    było za mało, to takim rodzinom chyba by nie dawali... tak sądze. Pozdrawiam
  • kasiapfk 06.01.05, 18:27
    ale, checa!
    My też na Ratuszowej!!!!
    Obecnie Grochowska z powrotem!
    Ale teraz chyba nie jest najlepszy okres jeżeli chodzi o ilośc dzieci.sad((
    Utrzymujemy kontakt i z IPO i z koao. =>Trzeba czekać.


  • verdana 08.01.05, 19:08
    Dzieci rzeczywiscie jest duzo. Starszych, poważnie chorych, z problemami
    psychicznymi i przede wszystkim licznych rodzeństw. Jesli chce się wziąć np
    chorego dziesięciolatka, albo trójkę na raz rzeczywiście raczej nie ma
    problemu.
  • kasiapfk 09.01.05, 11:27
    darthx, jestem starą sklerotyczką, przecież już pisałąś,że jesteś z koao.
    OOOps, przeprą bardzo, ostatnio jestem cokolwiek zakręcona sad
  • mandarynka333 16.03.05, 17:28
    Jestem tu przypadkiem a może nie zupełnie. Pracuje jako wolontariuszka w
    stowarzyszeniu charytatywnym. Niedawno uczesniczyłam w szkoleniu dla
    pracowników domów dziecka. Padło tam według mnie bardzo ważne
    stwierdzenie, "nie szuka sę dziecka dla rodziny, ale rodziny dla dziecka".
    Oznacza to że ośrodki adopcyjne nie sa po to aby pomagać bezpłodnym
    małżeństwom, ale po to aby pomagać dzieciom pozbawionym rodziców. Jeśli ze
    względu na potrzeby konkretnego dziecka lepiej jest umieścić je w dobrze
    funkcjonującej rodzinie z biologicznymi dziećmi to sie to robi nawet jeśli w
    tej samej kolejce od długiego czasu czeka rodzina od pięciu lat leczona z
    niepłodności. Przyczyny bezpłodności są naprawdę mało istotne! Równiez długość
    starania się o dziecko. Ocenia sie rodzinę pod kątem przygotowania do pełnienia
    rodzicielskich obowiązków. Myślę że strach przed porodem w przypadku Sandry też
    byłby rozważany indywidualnie (na pewno sam strach przed porodem jako jedyna
    motywacja to zbyt mało ale procedury adopcyjne weryfikują motywy, czesto ludzie
    rozmyślają się w trakcie). Biologiczna gotowość do rodzenia (w sensie silny
    instynkt macierzyński)nie musi przekładać się na gotowość do podjęcia roli jako
    matki. To trochę bardziej złożone. Czesto biologiczni rodzice podejmują
    beztroskie decyzje o posiadaniu dzieci a kiedy te się pojawią sa zupełnie
    nieprzygotowani do ich wychowania. Sandra jeśli masz nerwicę lękowo-depresyjną
    albo jakieś inne problemy natury psychologicznej które przejawiają sie w lęku
    przed rodzeniem to najpierw trzeba sprawdzić czy to nie przeszkodzi Ci w
    przyjęciu obciążeń (przede wszystkim)psychicznych związanych z przyjęciem
    takiego dziecka które już doświadczyło wielu problemów a teraz trzeba je przed
    kolejnymi chronić a nie obciążać własnymi (czy nie wykończą Cię procedury
    biurokratyczne, postępowanie sądowe, to że będziesz przez obcych ludzi
    wypytywana o często bardzo osobiste sprawy, że wreszcie okaże się że dziecko
    nie od razu Cię pokocha i zaufa, że może przez długie miesiące nie będziesz w
    stanie nawiązać z nim kontaktu, ze ma chorobę sierocą - dotyczy nawet
    niemowląt! i mnóstwo innych problemów - w Twoim zyciu od momentu pojawienia
    siędziecka wszystko się zmieni). Jeśli taki warunek byłby spełniony to myślę że
    masz szansę. Dobry psycholog powinien wiedzieć że irracjonalny lęk (a takim
    jest lęk przed czymś czego sie nie zna - Ty nie rodziłaś więc nie wiesz czy to
    rzeczywiście takie straszne czy tylko Ci się takie wydaje)nie swiadczy wcale o
    ogólnej dojrzałości osobowej a na pewno jej nie determinuje do samego końca.
    Ludzie boją sie różnych rzeczy - lęk przestrzeni, klaustrofobia czy lęk
    wysokości - poza nimi są zupełnie "normalni" to znaczy odpowiedzialni,
    potrafiący cieszyć sie zyciem, kochać i poświęcać się dla innych. Takie lęki
    nie są na pewno czymś co należy lekceważyć i jeśli są sygnałem poważniejszych
    problemów z psychiką czy osobowością to trzeba zająć się nimi. Podjąć terapię i
    pracę nad sobą. Nie wolno natomiast oceniać człowieka po jakiejs jednej rzeczy
    któa wcale nie jest jednoznaczna. Osoba która boi się pająków czy windy wcale
    nie musi być niezdolna do podjęcia różnych wyzwań które przynosi życie - do
    pracy, założenia rodziny, macierzyństwa itp. Apeluję o więcej tolerancji!!!
    Nikt z nas nie jest do końca normalny!!!!!
  • renatamiedzinska 17.03.05, 14:04
    Myślę, że wypowiedź mandarynki rozwiała wszelkie wątpliwości w tej sprawie i
    Sandra powinna ja uwaznie przeczytać.
    Osobiście też sie pod wszystkim podpisuję. I wiecie co?? Fajnie, że są wśród
    nas takie mądre osoby!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka