Dodaj do ulubionych

czy zdarza Wam sie zalowac

11.07.05, 13:40
Witam,
zastanawiam sie czy zdarzylo sie Wam drogie Mamy adopcyjne zalowac pdjetej
decyzji np w przypadku klopotow wychowawczych zdzieckiem adoptowanym? Czy moze
ne tyle zalowac ile chocby przez chwile pomyslec " Boze po co mi to bylo?
".Pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • jokat 11.07.05, 13:46
    A czy matka załuje decyzji o narodzinach swojego dziecka
    Pozdrawiam
  • kasiapfk 11.07.05, 14:54
    i tu cię Jokatku zadziwię smile
    mnie się zdarza, nie żałowac, ale pomyśleć: a po jasną cholerę mi te dzieci
    były (biol. i ado) miałabym święty spokój, kupę pieniędzy, czas na wszystko i w
    ogóle porządek itepe... najczęściej w środku nocy gdy budzi mnie wrzask,
    któregoś z dzieci. Nad ranem nic nie pamietam...
    Na szczęście to są bardzo rzadkie chwile ostatecznego wykończenia fizycznego i
    psychicznego.
    I nie zależy to od tego czy adoptowałam czy urodziłam. Bo to sa moje dzieci,
    któe potrafią wykończyć człowieka jak nikt iny.
    (dodam, że w przypadku mojego ślubnego też mi się zdarza pomyślęc: na chole...
    mi to było)
  • amfs 29.07.05, 23:12
    nie, nigdy za do często mi się zdarza patrzyc na synka z zachwytem i myśleć
    sobie jakie to wielkie szczęście, że jest z nami
  • verdana 01.08.05, 16:10
    Znam pewna pania - adoptowała dwoje dzieci. Teraz sa już dorosłe. I często
    bardzo żałuje adopcji syna - mysla nawet o rowiazaniu adopcji, bo ma ogromne
    roszczenia pod ich adresem.
    Ale jak znam "talenta wychowawcze" - to tak samo byloby z dziećmi rodzonymi.
  • kasiapfk 01.08.05, 21:48
    > Ale jak znam "talenta wychowawcze" - to tak samo byloby z dziećmi rodzonymi.

    hahahahaa, obśmiałam się smileVerdana, potrafisz poprawić humor smile smile smile
  • kmkasia 01.10.05, 10:34
    ja może nie bardzo w temacie, bo mam dwójkę dzieciaczków biologicznych i zdarza
    mi się pomyśleć (jak którejś z moich poprzedniczek) "Boże po co mi to było"m
    Jak się razem drą smile) albo budzą mnie w nocy na zmianę po 10 razy... A obie
    planowane i kocham je nad życie!!! To tylko dowód na to, że nie tylko adopcyjni
    mogą mieć takie myśli. Zawsze mam później wyrzuty sumienia ....Cóż jesteśmy
    tylko ludżmi....
  • wroclawianka3 01.02.06, 11:45
    trudne pytanie \syna adoptowałam jak miał 6 miesięcy teraz ma 14 m, nie żałuję
    adopcji , kocham go ponad życie ale czasami myślę do przodu , boję się
    przyszłości nachodzą mnie często takie myśli jaki bedzie jak bedzie starszy ,
    czy jak mu powiem o adopcji nie dozna szoku , czy nie będzie chciał odejśc
    odemnie , staram się go wychowywać rozsadnie i mądrze nie bezstresowo, jak
    trzeba to krzyknę dam klapsa jak jest nie do zniesienia , jak mnie bije po
    twarzy a ponieważ to jest taki etap teraz bardzo rzadko to się zdarza ale
    zdarza się to mówię głosno nie wolno i patrzę się na niego długo kiwając
    palcem ,
    nieraz jak strasznie marudzi , płacze budzi mnie kilka razy w nocy to myśle ,,
    a na co mi to było '' czy mi było źle ale zaraz uśmiech dziecka powoduje ,że
    zapominam o głupich myslach .Myślę że przy dziecku biologocznym byłoby to
    samo , też by mnie budził , marudził , wszystko trzeba wziąć pod uwagę
    najbardziej się boję powiedzieć dziecku o adocji a czas leci
    pozdrawiam
  • mala.ela 03.02.06, 11:08
    ja mam biologiczną córkę, ma dopiero 3,5 miesiaca, ale też czasem mysle: Boże,
    mogliśmy jeszcze zaczekac... Mysle tak zwłaszcza wtedy gdy się drze, gdy chce
    sie bawic a ja juz nie mam sił, gdy coś chce a ja nie mam pojęcia co...
    Ostatnio powiedziałam to mężowi- spojrzał na mnie i zapytał: A gdybyś mogła
    wrócic czas- zapobiegłabys temu? smile absolutnie nie!!! Kocham ja nad życie, a
    i tak mam takie myśłi... Wiec tak sobie myślę, ze rodzice adopcyjni tez tak
    czasem moga myslec i to nic złego
    --
    Monisia jest z nami od 17 października 2005 smile))
  • jadrom 02.03.06, 15:38
    Ja mam dwójkę biologicznych dzieci, ale w rodzinie bliższej i dalszej mam dwa
    przypadki adopcji i często rozmawiam z przybranymi matkami o adopcji. W jednym
    przypadku sprawy potoczyły się bardzo źle, tzn. obecnie 11 - letnia dziewczynka
    jest nie do zniesienia, ale to można było przewidzieć - adoptowana w wieku 6
    lat (pochodzenie: rodzina patologiczna, sześcioro rodzeństwa w szkole
    specjalnej). Zaadoptowana przez samotną wykształconą osobę, która dorastała
    wśród ludzi mądrych, zdolnych i teraz nie może pojąć dlaczego jej przybrane
    dziecko tak słabo się uczy, pomimo pracy całej rodziny nad nią (jest
    ledwo "przepychana" z klasy do klasy). Ale nauka to "pryszcz". Najgorsze jest
    to, że pomimo ogromnego serca wkładanego w wychowanie przez matkę, dziadków,
    ciocie, dziewczynka jest bardzo niegrzeczna, wulgarna, po prostu okrutna.
    Myślę, że mama w duchu żałuje decyzji.
    Drugi przypadek - adopcja w rodzinie 6-tygodniowego chłopca (teraz mały ma
    prawie 3 latka). Mały jest kochany, cudowny i rozkoszny - uwielbiany. Niestety
    przybrany ojciec odszedł do innej kobiety i "adopcyjna" matka zaczyna mieć
    problemy wychowawcze i boi się przyszłości, bo decdydując się na adopcję nie
    brała pod uwagę sytuacji, że sama zmierzy się z wychowaniem chłopca. Liczyła na
    męża, a tu los potoczył się inaczej. Jest pełna obaw. ale kocha małego nad
    życie. Myślę, że nie żałuje decyzji o adopcji.
  • maenka 25.11.06, 19:24
    Mam jednego synka bio- (4,5l)i 2 coreczki ado- (4 lat i 11lat). Dziewczynki sa
    z nami prawie 2 lata. Pochodziły z rodziny patologicznej. Mlodsza zostala z
    niej odebrana jak miala 2 miesiace ale starsza nasiąkala " ta atmosfera" 7 lat.
    Mam z nia duze klopoty wychowawcze (szkola , kradziez, klamstwa, demolowanie
    pokoju, krzyki itp.). Tak, czasami kiedy juz naprawde mam dosc mysle sobie "po
    co mi to bylo". Jak np. dzis kiedy moja 11 letnia corka nakrzyczala na mnie z
    tego powodu ze musi odrobic dawno zalegle lekcje. Czasami gdy jest naprawde zle
    mysle sobie (jest to bardzo okrutne - wiem to) że musze wytrzymać przynajnmniej
    do jej 18 lat. Jednak cieszy mnie kazdy jej nowy sukces. I widze jak sie
    zmienia. Bardzo powoli ale jednak sie zmienia. Boje sie jednak jej wieku
    dorastania. Nie wiem czy uda nam sie do tego czasu nawzajem nawiazac taka wiez
    aby go wspolnie przetrwac. Mlodsza natomiast jest slodka, zdazaja jej sie
    wybuchy w stylu siostry ale mysle ze bardziej przez nasladownictwo starszej
    siostry.
  • agnieszka2012 08.03.06, 07:25
    cześć o czym wy piszecie, czy myślicie że biologioczne mogłoby być inne to
    problem wychowania źle zadziała teraz rodzice na dużo pozwalają i dają wodzić
    się za nos ja wychowuję dziecko adopcyjne i na tyle ile pozwalam tyle bierze w
    kwestji wychowawczej czasem rodzice adopcyjni przyjmują "nie można udeżyć, czy
    zabraniać" trzeba zadać najpierw pytanie jak bym wychowywała biologiczne
    dziecko tak naprawdę czy zapomnieliście o adopcji i uważacie, że to wasze bo ja
    taką alternatywę przyjełam zapomniałam wogóle że jest adoptowany. pozdrawiam
    nigdy nie powinno żałować swojej decyzji
    --
    szczęśliwa rodzinka
  • osmanthus 26.11.06, 06:40
    agnieszka2012 napisała:

    > cześć o czym wy piszecie, czy myślicie że biologioczne mogłoby być inne to
    > problem wychowania źle zadziała teraz rodzice na dużo pozwalają i dają wodzić
    > się za nos ja wychowuję dziecko adopcyjne i na tyle ile pozwalam tyle bierze w
    > kwestji wychowawczej czasem rodzice adopcyjni przyjmują "nie można udeżyć, czy
    > zabraniać" trzeba zadać najpierw pytanie jak bym wychowywała biologiczne
    > dziecko tak naprawdę czy zapomnieliście o adopcji i uważacie, że to wasze bo ja
    >
    > taką alternatywę przyjełam zapomniałam wogóle że jest adoptowany. pozdrawiam
    > nigdy nie powinno żałować swojej decyzji

    Kobieto,
    Wstaw jakies znaki przestankowe (i duze litery) w ten potok swiadomosci bo trudno cokolwiek z tego
    tekstu zrozumiec ...
  • mag_kak 26.11.06, 12:30
    Stary wątek byc może, ale temat zawsze na czasie!!!
    Mamy 3 letnią cudowna córeczkę, adoptowaną w wieku 6 miesięcy z poważnym
    schorzeniem nefrologicznym, na która czekalismy ponad 3 dłuuugie lata!!!!
    To było pierwsze dziecko, które nam zaproponowano i sądzono jednocześnie, że
    się wystraszymy "tego"problemu i "takiego" dziecka. Zostalismy jej rodzicami w
    tydzień, nawet jej nie widząc.. . Kiedy dowiedzielismy sie o jej istnieniu, cos
    piknęło w serduszku i zapragnęlismy tego własnie chorego dzieciatka,
    zapragnęlismy mu pomóc. Dziś malutka jest zdrowa!!!!! Udało się!!! Cały czas
    musi byc pod kontrolą, ale to nie takie straszne w końcu, prawda???
    Nigdy, przenigdy nie żałowalismy swojej decyzji, nie było nawet takiej jednej
    chwili, w której dopuściliby smy taka mysl do siebie. Dziś moje dziecko jest
    juz przedszkolakiem, daje nam tyle szczęścia, tyle niekłamanej radości, że nie
    da się tego wyrazic słowami. Nic lepszego w zyciu nie mogło nas spotkac,
    wierzcie mi!!!
    --
    Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia!!!
  • magasi9 27.11.06, 08:41
    Ja mam w rodzinie jedna rodzine z dwojgiem dzieci biologicznych, chlopak (dzis
    20 lat) dobrze sie uczyl, czuly i odpowiedzialny, dziewczyna (dzis 22 lata) jako
    jak nastolatka przestala chodzic do szkoly, klamala, zaczela krasc, zaplatala
    sie w bardzo nieciekawe towarzystwo (narkotyki itp)
    juz chyba nikt nie wierzyl ze wyjdzie na prosta, bo wyszla (chociaz w wieku 22
    lat konczy jakos szkole wieczorowa)

    mojej mamy teoria "padla", ze zawsze mozna wychowac
    ta sama rodzina - dwoje tak roznych dzieci
    moim zdaniem duzo zalezy od charakteru dziecka

  • nioma 27.11.06, 15:24
    moi przyjaciele adoptowali kilkuletnia dziewczynke
    teraz mala jest w V klasie - ma straszne problemy z nauka, okazalo sie ze to
    wynik picia alkoholu przez matke biologiczna w trakcie ciazy.
    mala nie potrafi sie skupic, nie radzi sobie z podstawowymi rzeczami, znosi
    pale za pala, nadaje sie do szkoly specjalnej.
    gdyby byla ich biologicznym dzieckiem - nie byloby tego problemu.
    nigdy nie wiadomo jak dziecko jest obciazone i nie mozna przewidziec czy
    bedziemy umieli sobie z tym poradzic.
    --
    LPR = LUDZIE POZBAWIENI ROZUMU.
  • kasiapfk 27.11.06, 16:45
    nioma, gdyby byłą dzieckiem biologicznym po trudnym porodzie, mogło być tak
    smao albo gorzej. (jak u moich znajomych 4 pkt skala Apg... rodzice wspaniali,
    mądrzy itp. poród niestety.. źle poszedł, dziecko z nadpobudliwością,
    niedotlenieniem itp... a miało byc tak pięknie)
    Jeśli to skutek [picia alkoholu przez mb w ciązy: to najprawdopodobniej jest to
    FAS -jest fantastyczny program fastryga (www.fas.edu.pl/index5.htm)
    moze niech znajomi tam poszukają pomocy? Ściskam kciuki za efekty.
  • magasi9 27.11.06, 16:46
    nie lubie takiego stereotypowego myslenia, to tak jakby dzieci biologiczne
    wszytskie sie super uczyly i nie byo z nimi problemow

    chyba wiadomo ze to dziecko ani z wygladu ani z charakteru to do rodzicow
    biologicznych nie bedzie podobne
    "oczekiwania" chyba musza byc troche inne, bardziej elastyczne

    ale z tego co studiuje to duzo badan potwierdza ze bardzo wazny jest przy
    adopcji wiek dziecka, tylko do pierwszego roku zycia mozna wytworzyc odpowiednia
    wiez miedzy dzieckiem i rodzicami
    mimo tego ze wychowanie to nie wszystko
  • verdana 27.11.06, 19:39
    Mój niewatpliwie biologiczny syn z trudem przebrnął przez szkołę - nie miał
    FAS. nie był nadpobudliwy, ale miał dysortografię, dysgrafię i pare innych
    problemów. Odzył na studiach.
    Problemy szkolne, zaręczam wszystkim tu obecnym, można mieć i z dzieckiem
    rodzonym, z "dobrej", niepijącej, inteligenckiej rodziny.
    --
    Mops w naturalnym środowisku

    img182.imageshack.us/my.php?image=dsc06454rq.jpg
  • maenka 27.11.06, 21:42
    Klopoty ze szkola to nie wszystko w przypadku dzieci, ktore zostały adoptowane
    jako starsze. Wiadomo, ze jedni maga miec wieksze problemy z nauka niz inni.
    Chodzi raczej o klopoty wychowawcze. Dziecko juz uksztaltowane osobowosciowo,
    trudno jest zmienic- "wyprostowac". Wiem, ze i biologiczne dzieci sa różne. Co
    nie zmienia faktu, że przy wyjatkowo ciężkich dniach mogę sobie powiedzieć : "O
    Boże , po co mi to było." U zmęczonego fizycznie i psychicznie człowieka jest
    to naturalne. Już widzę te wszystkie oburzone posty szczęśliwych mam
    adoptowanych niemowląt. To naprawde nie to samo. Wiem bo mam 2 adoptowane
    coreczki (rodzone siostry) jedna krnąbna, kłamiąca, wymigująca się od
    wszystkiego co pachnie jakimkolwiek obowiązkiem (między innymi szkoły), a druga
    słodki maluszek (już teraz nie taki maluszek - ma 4 lata).

    To, że tak sobie powiem nie oznacza jednak, że sie poddam. Chociaż chwilami
    naprawde jest bardzo ciężko . I bardzo ciężko jest nawiązać więź i poczuć w
    sobie cieplejsze uczucia do dziecka, ktore Ci wiecznie sprawia kłopoty mimo
    starań. Bo nie jest to jednak twoje biologiczne dziecko, które kocha się
    bezwarunkowo.
  • kasiapfk 28.11.06, 10:51
    Maenka, ja mam biologiczne dziecko. Starsze.
    Uwierz mi, czasami łatwiej mi kochać młodsze adoptowane.
    Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego,ze dzieci adoptowane jako starsze
    sprawiaja więcej problemów niż niemowlaki. Mają więcej obciążeń i są to poważne
    obciążenia. Do tego dochodzą oczekiwania rodziców adopcyjnych (jak tłumaczono w
    oao - dużo większe w przypadku rodzin, gdzie nie ma dzieci, niż w tych gdzie
    dzieci naturalne już są).
    I dlatego uważam, że trzeba naprawde jasno powiedzieć w oao co udźwigniemy, a
    czego nie. Zanim adoptujemy.
    Ściskam wirtualnie, życząc sił smile smile smile smile smile smile i małych codziennych radości.
  • nioma 28.11.06, 14:26
    nie mam adoptowanego dziecka i nigdy miec nie bede
    ale wydaje mi sie, ze kazda matka jesli cos z jej dzieckiem jest nie tak szuka
    winnych.
    jesli rzecz dotyczy dziecka biol to zastanawiamy sie czy w rodzinie nie bylo
    jakiejs choroby, czy to nie wina ze w ciazy zrobilysmy to albo nie zrobilysmy
    tamtego, ze np moglysmy sie zbadac itd itd
    takze w przypadku adoptowanego dziecka takie mysli sie pojawiaja
    i tak samo mozna zalowac decyzji o adopcji jak decyzji o urodzeniu
    i nie wolno sie oburzac i stawiac takiej matki pod pregierzem
    to sa bardzo indywidualne i ciezkie sytuacje
    poza tym mozna zalowac chwilowo, pod wplywem stresu, sytuacji itd.
    wiekszosc z nas czuje ogromny wstyd ze ma takie mysli i nikomu sie nie przyzna,
    moze sie wyzalic anonimowo na forum.
    mam syna ktory ma 11 lat
    czasami tak mi dopiecze ze sobie bardzo zle o nim mysle,
    glupi, parszywy gowniarz - na przyklad
    ale mysli te nie wychodza poza moja glowe - ja po prostu potrzebuje sie wyzyc.
    nie znaczy to ze nie kocham tego łobuza - kocham najmocniej na swiecie, ale
    kiedy jest taki wredny to bym go utlukla najchetniej,


    --
    LPR = LUDZIE POZBAWIENI ROZUMU.
  • mag_kak 29.11.06, 23:21
    Ale to nie jest powód, żeby załowa aktu adopcji, kobieto!!!!
    --
    Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia!!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka