Dodaj do ulubionych

chyba mam dość.....i chyba żałuję adopcji....

24.07.05, 12:36
Mamy dwóch synów w wieku 13-stu i 12-stu lat.Młodszy przysparza sobie i nam
wiele kłopotów.Jest dzieckiem bardzo trudnym.Być może jako rodzice
jesteśmy w jego przypadku nieudolni wychowawczo.Po 10 latach coś się we mnie
wypala.Czasami chciałabym aby ktoś go zabrał.Tak,przy tym właśnie synku każdy
ale to każdy poznaje swoje najmroczniejsze strony.
Nie wiem jak wyjść z tych ciemności. Żałuję. To jednak nie moje geny. Mamy za
swoje. Dziecko ma zdiagnozowane zaburzenia psychiczne. Boimy się o
przyszłość. Może powinniśmy oddać dzicko do DD? Słyszałam że często rodzice
adopcyjni pozbywają się swoich trudnych dzieci. Szczególnie wtedy gdy rodzi
się ukochane biologiczne. Albo gdy sprawiają trudności. W końcu jesteśmy
tylko ludźmi. W końcu mb też oddała. Mam mentlik w głowie. Nie chcę tego
dziecka. Mam dość!!! Poradźcie coś bo oszaleję!!!
Edytor zaawansowany
  • mowawe 24.07.05, 17:30
    tylko pytania. Spróbuj odpowiedzieć
    - czy bilogiczne dziecko sprawiające kłopoty też bys oddała do DD ?
    - piszesz o jednym synu, drugi jak mniemam jest w Twoim pojęciu O.K, czy
    wiesz, że rodzeństw sie nie rodziela, że sędziowei są temu przeciwni ?
    - Cyt : "słyszałam, że CZĘSTO rodzice adopcyjni pozbywają sie dzieci,
    szczególnie gdy rodzi się im dziecko biologiczne " - to chyba bajka na
    usprawiedliwenie Twoich ciagot, pracuję z adopcjami i nie spotkałam sie z takim
    przypadkiem, owszem zakładam, że takie rzeczy się zdarzają, ale po 1 ) nie
    generalizowałabym, że albo często, albo rzadko albo nigdy, po 2) w żadnym ,
    absolutnie w żadnym calu nie usprawiedliwia to faktu oddania dziecka, nie
    powinno być wymówką
    - czy chodzicie na terapię, szukacie pomocy ?
    - co takiego się zadziało, że nie chcesz tego dziecka ? wybacz ale chyba
    kłopoty wychowawcze i zaburzenia psychiczne to kurcze jednak trochę mało, żeby
    oddać dziecko ( piszę to o sobie, o własnej opinii )



    jeszcze kilka dygresji - wydaje sie, ze decyzja została podjęta a u nas
    szukasz tylko usprawiedliwienia Twojej decyzji
    ja myślę sobie, że jeśli miałabym kłopoty wychowawcze, dziecko z chorobą
    psychiczną to wzięłabym to za swój los, tak jak małżeństwo, Twój mąż również
    może zachorować itp - ja nie biorę możliwości rozwodu, podobnie jak z mężem
    tak i dzieckiem składałam przysięgę , że bedę z nim na dobre i na złe
    i myślę sobie, że jak źle by nie było to moje dziecko tyle już mi dało -
    uśmiechu, radości, dumy, że zawsze będę adopcję dobrze wspominać
    bo nie uwierzę, że w Waszym życiu nie było dobrych chwil
    smutny ten Twój post, smutny
    --
    Sygnaturka w poszukiwaniu wink
  • deser_t 25.07.05, 10:21
    Pozostaje mi się podpisać pod wszystkimi słowami mowawe...

    mamaadopcyjna napisała:
    > Nie wiem jak wyjść z tych ciemności. Żałuję. To jednak nie moje geny.

    Dzieci biologiczne też sprawiają kłopoty, mało to ma wspólnego z genami. Twoje
    dziecko biologiczne nie miałoby wyłącznie Twoich i męża genów, byłoby mieszanką
    Waszych rodzin. Przyjrzyj się dobrze krewniakom - wszyscy tacy idealni? Wszyscy
    bezproblemowi?

    Mamoadopcyjna - w Ośrodkach Adopcyjnych pracują pedagodzy, psycholodzy - macie
    prawo się do nich zwrócić o pomoc, opisać im swoją sytuację. To nieważne, że
    adoptowaliście dawno temu, oni są po to by pomóc. Istnieją tez Ośrodki Pomocy
    Rodzinie, są prawie w każdym mieście, są nawet Telefony Zaufania, tam też
    możesz spróbować.

    Bardzo prężnie działa strona Bociana, tam są mamy z najróżniejszymi problemami,
    tam możesz o tym poczytać, tam możesz zapytać - żaden post nie pozostanie bez
    odpowiedzi:
    www.nasz-bocian.pl/modules.php?name=Forums&file=viewforum&f=32
  • k.kasia1 26.07.05, 17:12
    ja jeszcze nie mam dziecka, choć mam nadzieję, ze w ciągu kilku lat pojawi się w
    naszym życiu maluch...adoptowany, bo to jedyna droga dla mnie. mam nadzieję, ze
    nigdy nie pojawią się we mnie takie emocje!!!
    tak jak dziewczyny, zapytałabym w twoim przypadku samą siebie i meża!!,
    ostatecznie samam tych dzieci nie wychowujesz (chyba??), czy to nie w nas tkwi
    wina, czy na pewno wykorzystaliśmy wszystkie dostępne środki aby naprawić
    sytuację - psychoterapia, porady OAO, itp. a poza tym mam pytanie, czy starszy
    jest też adoptowany?? jeśli tak, to porażka nie tkwi w adopcji. Jesli to wasze
    biologiczne, moze adoptowany odczuwał różnicę w traktowaniu??
    Ale sama tego raczej nie rozwiązesz, zwróc się do specjalistów zamiast
    rezygnować z rodziny, bo ten łobuziak, to przecież twoja rodzina!!
    POzdrawiam i życzę powodzenia w walce o szczęście!
  • agao_z 27.07.05, 08:25
    Nie wiem, skad masz takie wiadomosci, ze rodzice adopcyjni czesto oddaja dzieci
    do domu dziecka... To jaks fikcja. Owszem zdarza sie, ale raczej bardzo rzadko.
    Poza tym zastanow sie, co takie dziecko bedzie czulo... zostalo juz raz
    odrzucone przez bilogiczna matke. na pewno gdzies w srodku bardzo cierpi z tego
    powodu i obwinia sie za to...
    A teraz ty odrzucisz je drugi raz???? I co ono wtedy o sobie pomysli? Nikt mnie
    nie kocha, jestem do niczego...
    A ty?

    Ja bym ci radzila najpierw wyprobowac inne sposoby rozwiazania problemu, bo
    mozesz kogos naprawde mocno skrzywdzic...

    Agnieszka
  • patapi 14.02.06, 23:16
    20 lat pracuje w ddz i przypadków oddania do ddz dzieci mielismy 5 ...... pozd
  • leli1 27.07.05, 11:14
    bardzo smutny Twoj post, ale mam nadzieje ze tak naprawde nie myslisz w ten sposób.
    Twoj syn jest jaki jest i nalezy jemu a takze i wam pomóc. Zwalasz wine na geny, a na co bys zwaliła gdyby to był Twoj biologiczny?
    Jesli ma zdiagnozowane zaburzenia psychiczne, znaczy jest chory. Chorych trzeba leczyc. Jesli tak jest to nie obwiniaj synka za to ze jest trudny, na pewno sam tego nie chciał...to choroba.
    Co Ci mozna poradzic?!! - powinniscie znalezc dobrego psychologa, ktory bedzie z wami pracował. Nie mam pojęcia jak sie zachowujecie w stosunku do niego, ale z pewnościa wasze zachowanie ma niebagatelny wpływ na niego, on juz wiele rozumie i jesli czuje ze jest nieakceptowany to zdecydowanie nie ułatwia mu zycia. Juz raz był nieakceptowany, pomyśl ze on musi z ta swiadomoscia zyc, dzien po dniu.
  • rebecca 27.07.05, 21:42
    wielu rodzicow, jak najbardziej biologicznych, 15 razy dziennie mysli gdzie by
    tu oddac wlasne dziecko. serio. a jezeli jeszcze to dziecko jest trudne,
    sprawia klopoty, ma adhd, zaburzenia pscyh, ciezko choruje - mysla o tym
    jeszcze czesciej. dzis rozmawialam z nadludzko dzielna matka 4 dzieci, z
    ktorych 3 jest niepelnosprawnych,w tym dwoje ciezko. ta kobieta radzi sobie w
    sposob, ktory poraza. a mimo to powiedziala, ze od czasu do czasu mysli, czy by
    ze soba nie skonczyc. zmierzam do tego, ze byc moze nieslusznie laczysz swoje
    problemy z synem z faktem adopcji. dziewczyny maja racje pytajac, czy
    pomyslalabys o oddaniu dziecka do dd, gdybys je sama urodzila. moze i bys
    pomyslala, gdyby maly dal ci ostro w kosc - nawet zdrowy 13-latek potrafi to
    zrobic - ale nie rozwazalabys tego na serio. a adoptujac dzieci decydujemy, ze
    jestesmy ich rodzicami.
    ja tez namawiam cie na wizyte na bocianie. tez namawiam cie - o ile jescze
    tego nie zrobilas - na wizyte u DOBREGO terapeuty rodzinnego. jesli masz ochote
    pogadac, napisz do mnie na rebecca@gazeta.pl, przysiegam, ze nie bede cie
    oceniac.
    trzymam za ciebie kciuki
    r.
  • koci 28.07.05, 10:09
    Mamo adopcyjna! Wiem, że musi być Ci potwornie ciężko, jesteś wykończona,
    zrezygnowana, bezsilna! Ale alternatywa "pozbycia się problemu" w ten sposób to
    najgorsza rzecz jaką możesz zrobić, nie tylko dla twojego syna, ale też dla
    ciebie, twojego męża i drugiego dziecka. To będzie rana, która nigdy się może
    nie zabliźnić w wszych sercach.
    Dlatego powinnaś absolutnie odrzucić możliwość oddania syna (wydaje mi się, że
    wpadłaś w pułapkę pt "to tak naprawdę nie moje dziecko"). Wyobraź sobie, że go
    urodziłaś, jesteś za niego odpowiedzialna cokolwiek by się nie działo. Musisz
    szukać pomocy, proponuję w OAO, poradniach specjalistycznych, gdziekolwiek się
    da. Trzymam mocno kciuki, aby udało wam się pokonać trudności. Bedzie dobrze,
    zobaczysz!
  • amfs 29.07.05, 23:10
    czemu mam dziwne wrażenie, że to jedna wielka podpucha?
    "wiele mam adopcyjnych oddaje swoje dzieci" "te urodzone są bardziej kochane"
    itp jakoś mi to wszystko baaardzo dziwnie brzmi, jakoś tak trolowato...
    no ale oczywiście mogę się mylić...
    jeśli się mylę to wg mnie temu chłopcu być może jest potrzebna terapia - a z
    tego co piszesz to i jemu i tobie, i na pewno dużo miłości i cierpliwości
    których to najwyraźniej od ciebie nie zaznaje sad(
  • tu_lipa 12.08.05, 20:52
    Zasmucasz mnie, czy zastanowiłaś się co na to powie Pozostawiony ( ? )
    trzynastolatek. Jak on sobie z tym poradzi, myślę, że sobie nie poradzi. Bo
    oznacza to po prostu - będiesz chory, to.....
    Jeśli okresowo szpital, to szpital, ale nie dom dziecka.
  • hanna26 16.08.05, 12:53
    Mamoadopcyjna,
    Wprawdzie sama nie mam doświadczenia związanego z adopcją, mam bowiem dziecko
    biologiczne, ale w mojej bliskiej rodzinie był przypadek podobny do twojego.
    Moja ciocia, osoba samotna, wiele lat temu adoptowała siedmioletniego chłopca.
    Chłopak w wieku nastu lat zaczął sprawiać poważne problemy wychowawcze. Wpadł w
    narkotyki, okradał swoją przybraną matkę, bił ją. Chciała rozwiązać adopcję,
    ale okazało się to w tym przypadku niemożliwe - powiedzieli jej, że jest za
    niego odpowiedzialna do czasu, aż chłopak ukończy 18. rok życia.
    Od tego czasu minęło ok. dziesięciu lat. Chłopak skończył studia, założył
    rodzinę, wyrósł na pożądnego człowieka. Jest dla swojej przybranej matki
    prawdziwą podporą (ona jest w tej chwili niewidoma).
    Wyobrażam sobie, jak ci jest ciężko. Ale w rodzinach biologicznych też
    zdarzają się przecież dzieci bardzo trudne.
    Życzę ci wytrwałości, mam nadzieję, że oboje z mężem dacie sobie radę.

    --
    Jakość zabawy, podobnie jak jakość życia nie zależy od warunków materialnych
  • mamaadopcyjna 17.08.05, 14:51
    Jednak to co pisałam o rodzinach adopcyjnych jest prawdą. Nie tylko ja oddałam
    adoptowane dziecko. Dostałam list od mamy adopcyjnej takiej jak ja.
    Przepraszam, że go publikuje bez zgody nadawczyni. Chcę pokazać, że takie
    przypadki są i że jedynie to temat tabu. Oddać adoptowane dziecko. My rodzice
    adopcyjni jesteśmy ludźmi. Chcemy obdarzyć miłością nie swoje dziecko. Ale
    miłość ma swoje granice wytrzymałości. Osobiście denerwują mnie stwierdzenia,
    że gdyby to było twoje biologiczne dziecko to też czy byś je oddała. To nie
    jest moje biologiczne dziecko i to jest różnica. Takie gdybanie nie ma sensu.
    Moje biologiczne dziecko na pewno nie byłoby chore psychicznie bo nie ma takich
    przypadków u nas. Adopcja to jedna wielka niewiadoma niestety. I nie zawsze
    kończy się powodzeniem.
    Przepraszam że pisze prywatnie bez zapytania o zgodę. Ja też jestem
    mamą adopcyjną i biologiczną. W grudniu zeszłego roku dostałam
    telefon o dwóch siostrach, zgodziłam się na ich adopcję, zabrałam
    do domu i czekałam na sprawę. Ale niestety rzeczywistość okazała
    się okrutna w żaden sposób nie mogłam sobie z nimi poradzić. Moje
    życie zamieniło się w koszmar, problemy mnie przerosły. Z tygodnia
    na tydzień było coraz gorzej, doszło do momentu że starałam się
    przeczekać dzień, nie mogłam się doczekać momentu kiedy pójdą spać.
    Byłam na skraju załamania psychicznego i wtedy podjełam tą straszną
    decyzję o rezygnacji z adopcji. Osrodek wtedy wziął nas mocno w
    obroty badania dzieci i decyzja ośrodka o rozdzieleniu dziewczynek
    amy dostaliśmy możliwość adopcji jednej. Skorzystaliśmy z tego.
    Starsza ma nowy dom, wspaniałych rodziców którzy sobie świetnie z
    nią radzą a nasza mała po tygodniu od odejścia siostry zaczęła się
    zmieniać. Teraz to zupełnie inne dziecko. Moja sytuacja jest trochę
    inna od twojej ale chciałam ci pokazać że choć na początku wydaje
    ci się że to wyjście jest najgorsze z możliwych może okazac się
    najlepszym. Wiesz mimo że mineło wiele miesięcy od momentu zabrania
    starszej dziewczynki, mimo że wiem gdzie jest jestem w kontakcie z
    jej rodzicami było mi bardzo ciężko. Do dzisiaj nie ma dnia abym
    nie myślała co się z nią dzieje. Przed tobą bardzo trudna decyzja,
    dobrze się zastanów bo ty bedziesz musiał z nią żyć a mówie ci że
    to nie jest łatwe. Jednak mimo moich uczuć wiem że to była jedyna
    słuszna decyzja, bardziej skrzywdziłabym nas wszystkich gdybym jej
    nie podjeła.
  • koci 17.08.05, 15:23
    "Moje biologiczne dziecko na pewno nie byłoby chore psychicznie bo nie ma
    takich
    przypadków u nas."

    Oby los okrutnie nie zechciał z Ciebie zadrwić i udowodni, że się jednak mylisz
    mamo adopcyjna, tu nigdy nie ma "na pewno".
  • kasiapfk 17.08.05, 19:21
    Mamoadopcyjna nie generalizuj, na kilkaset rodzin adopcyjnych, o których
    słyszałam - 2 (słownie: dwie) podjęły decyzję o rezygnacji z adopcji. To nie
    jest wiele rodzin jak piszesz w swym pierwszym poście. Można tak samo odnieśc
    się do rodzin biologicznych, które są niewydolne wychowawczo czy emocjonalnie i
    gdy okazuje się, ze dziecko narodzone jest chore - oddają je do adopcji lub
    co gorsza do zakładów opieki.
    Ja nie odbieram oddania dziecka adopcyjnego jako wybrania mniejszego zła. To co
    zrobiłaś odbieram jako "pozbycie się kłopotu".
    List jaki zamieszczasz, jest tak bardzo odległy od tego co sama
    zaprezentowałaś, że dziwi mnie, iż zamieściłaś go w ogóle. Kobieta, które do
    ciebie napisała "zadbała" o to, by dziewczynka miała dom. Jeśli u ciebie
    skończyło się to podobnie z równym zaangażowaniem z twojej strony - chylę
    czoła. Nie wiem tylko czemu nie mam nawet cienia wątpliwoći, ze tego nie
    dokonałaś.

    I jeszcze odniesienie do chorób psychicznych: tylko część z nich jest związana
    z obciążeniami genetycznymi - wiem, bo zanim zdecydowałam się na adopcję
    gruntownie w tym kierunku przepytałąm 2 psychiatrów oraz przeczytałam wiele
    publikacji na ten temat. I boję się, że gdyby (nie życzę tego, naprawe) Twój
    mąż okazał się za kilkadzieisąt lat zdziecinniałym starszym panem, jego też się
    pozbędziesz. Jak kolejnego klopotu, który cię przerasta.
    To sa ostre słowa. Zdaję sobie z tego sprawę, ale w tej chwili nie potrafię w
    żaden sposób usprawiedliwić twego postepowania - choć staram się. I sądzę,że
    osób takich jak ja jest więcej.
    Mam tylko nadzieję,że refleksja nad tym, co zrobiliście nie zasłoni Waszemu
    drugiemu dziecku radości dzieciństwa. Jeśli już na wstępie tak bardzo
    podkreślasz, że nie jesteś matką naturalną - możesz zrobić dziecku krzywdę.
    Jako mam biologiczna i adopcyjna po raz kolejny zapewniam, ze jest możliwa
    miłość nie rózniąca się mocą do dziecka adopcyjnego i biologicznego.
    Powodzenia w życiu zczyę waszemu synowi, który łaskawie póki conie sprawia
    kłopotów.
    Co będzie jak wejdzie w trudny wiek późnego nastolatka???
  • revelacja1 16.12.05, 02:54
    kasiapfk napisała:

    > Mamoadopcyjna nie generalizuj, na kilkaset rodzin adopcyjnych, o których
    > słyszałam - 2 (słownie: dwie) podjęły decyzję o rezygnacji z adopcji. To nie
    > jest wiele rodzin jak piszesz w swym pierwszym poście. Można tak samo odnieśc
    > się do rodzin biologicznych, które są niewydolne wychowawczo czy emocjonalnie
    i
    >
    > gdy okazuje się, ze dziecko narodzone jest chore - oddają je do adopcji lub
    > co gorsza do zakładów opieki.
    > Ja nie odbieram oddania dziecka adopcyjnego jako wybrania mniejszego zła. To
    co
    >
    > zrobiłaś odbieram jako "pozbycie się kłopotu".
    > List jaki zamieszczasz, jest tak bardzo odległy od tego co sama
    > zaprezentowałaś, że dziwi mnie, iż zamieściłaś go w ogóle. Kobieta, które do
    > ciebie napisała "zadbała" o to, by dziewczynka miała dom. Jeśli u ciebie
    > skończyło się to podobnie z równym zaangażowaniem z twojej strony - chylę
    > czoła. Nie wiem tylko czemu nie mam nawet cienia wątpliwoći, ze tego nie
    > dokonałaś.
    >
    > I jeszcze odniesienie do chorób psychicznych: tylko część z nich jest
    związana
    > z obciążeniami genetycznymi - wiem, bo zanim zdecydowałam się na adopcję
    > gruntownie w tym kierunku przepytałąm 2 psychiatrów oraz przeczytałam wiele
    > publikacji na ten temat. I boję się, że gdyby (nie życzę tego, naprawe) Twój
    > mąż okazał się za kilkadzieisąt lat zdziecinniałym starszym panem, jego też
    się
    >
    > pozbędziesz. Jak kolejnego klopotu, który cię przerasta.
    > To sa ostre słowa. Zdaję sobie z tego sprawę, ale w tej chwili nie potrafię w
    > żaden sposób usprawiedliwić twego postepowania - choć staram się. I sądzę,że
    > osób takich jak ja jest więcej.
    > Mam tylko nadzieję,że refleksja nad tym, co zrobiliście nie zasłoni Waszemu
    > drugiemu dziecku radości dzieciństwa. Jeśli już na wstępie tak bardzo
    > podkreślasz, że nie jesteś matką naturalną - możesz zrobić dziecku krzywdę.
    > Jako mam biologiczna i adopcyjna po raz kolejny zapewniam, ze jest możliwa
    > miłość nie rózniąca się mocą do dziecka adopcyjnego i biologicznego.
    > Powodzenia w życiu zczyę waszemu synowi, który łaskawie póki conie sprawia
    > kłopotów.
    > Co będzie jak wejdzie w trudny wiek późnego nastolatka???



    Podam ci przyklad na to ze milosc mamy adopcyjnej jest taka sama jak matki
    biologicznej

    Swego czasu pracowalam z pewna pania juz starsza. Ona miala adoptowana coreczke
    ktora wychowywala od bardzo wczesnego dziecinstwa. W wieku 12 lat ta
    dziewczynka bawila sie na podworku w chowanego. Pobiegla sie schowac do piwnicy
    w starej czynszowie i tam zabil ja prad od jakichs niezaizolowanych przewodow.
    Tragedia byla straszna . Ale minal rok i wydawalo sie, ze moja znajoma
    pogodzila sie z lose. Ale niestety. Dokladnie w rocznice smierci dziecka pani
    owa poszla w to miejsce w piwnicy i sie otrula. Tak mozna kochac przybrane
    dziecko.
  • mowawe 17.08.05, 20:22
    mamaadopcyjna napisała:

    > My rodzice
    > adopcyjni jesteśmy ludźmi. Chcemy obdarzyć miłością nie swoje dziecko.

    Wybacz ale jak ma sie udać adopcja jak Ty zakładasz, że dziecko nie jest
    Twoje ? A czyje jest ? Bo moje adopcyjne JEST I BĘDZIE MOJE !
    Wierząc, że nie jest ono Twoje podświadomie zrzucasz z siebie
    odpowiedzialność !



    Ale
    > miłość ma swoje granice wytrzymałości.
    Ma, dlatego są psycholodzy. A wątku bocianowym jawnie rpzyznajesz, ze
    zrezygnowałaś z terpai bo zaburzało to Was zbudźet, plan dnia itp. SOry ale
    rodizna jest najważneijsza, ja poszłabym po pomoc na koniec świata. Trzeba
    chcieć !



    Osobiście denerwują mnie stwierdzenia,
    > że gdyby to było twoje biologiczne dziecko to też czy byś je oddała. To nie
    > jest moje biologiczne dziecko i to jest różnica.

    Prawda jest taka, że biologiczne czy adopcyjne to podział. Ważne to co sie
    czuje. Ja czuję, że to MOJE dziecko a czy adoptowane, urodzone czy invitro czy
    inseminacja. Dla mnie wszystko jedno. Pokochałam nie po to by dzielić na
    kategorie.

    Takie gdybanie nie ma sensu.
    > Moje biologiczne dziecko na pewno nie byłoby chore psychicznie bo nie ma
    takich
    >
    > przypadków u nas.





    Wystarczy tylko chcieć przeczytać, że choroby psychiczne nie są dziedziczne !
    Nie udowodniono dziedziczenia żadnej z tych chorób !




    Adopcja to jedna wielka niewiadoma niestety. I nie zawsze
    > kończy się powodzeniem.

    Nie zawsze ale trzeba chcieć i robić wszystko żeby wyszło a Ty juz spasowałaś a
    niestety ani na Bocianie ani tutaj nie znajdziesz zrozumienia !--
    Sygnaturka w poszukiwaniu wink
  • amfs 18.08.05, 21:30
    >My rodzice adopcyjni jesteśmy ludźmi. Chcemy obdarzyć miłością nie swoje
    dziecko. Ale miłość ma swoje granice wytrzymałości. Osobiście denerwują mnie
    stwierdzenia, że gdyby to było twoje biologiczne dziecko to też czy byś je
    oddała. To nie jest moje biologiczne dziecko i to jest różnica.

    A mnie denerwują takie osoby jak ty. Tak strasznie podkreślasz, że dziecko
    adoptowane to nie twoje dziecko! Z takim nastawieniem nigdy w życiu nie
    powinnaś adoptować żadnego dziecka bo nigdy nie będzie twoje!
    Jesteś żałosna i okrutna. A przyszło ci do głowy, że gdybyś obdarzyła chłopca
    miłością i akceptacją, gdyby czuł, że jesteś jego mamą a nie mamą adopcyjną
    może zupełnie inaczej by się zachowywał? Może w przeszłości pszeszedł coś
    traumatycznego ? Może potrzebował pomocnej dłoni? Miłości bezwarunkowej?
    A ty dałaś mu bardzo mocno odczuć, że on nie jest twój! że nie jesteś go w
    stanie kochać jak swoje dziecko bo jest tylko podrzutkiem!
    Dla mnie jesteś cholerną egiostką, od początku bardzo moco zaznaczałaś, że to
    obce dziecko. To nieprawda, że adoptowane dzieci nie są nasze! Są nasze!
    Człowiek dorosły to człowiek, który podejmuje decyzje i potrafi wziąść na
    siebie odpowiedzialność - ty oznajmiłaś przed sądem, że chcesz przyjąć i
    pokochać chłopca a potem jak się okazało, że nie jest różowo, że trzeba
    prawdziwej, bezwarunkowej miłości i cierpliwości pozbyłaś się go jak
    zawadzającego śmiecia. Nie pasował do twoich wyobrażeń. Po prostu słów brak!
    Pewnie i tak już tu nie zaglądasz więc po co się będę produkować.
    Mam nadzieję, że zawsze będziesz o nim pamiętać i będziesz miała wyrzuty
    sumienia.
  • domiab 19.08.05, 00:10
    Przeczytałam jeszcze raz oba posty mamyadopcyjnej i nie nie chce mi sie
    wierzyć, że tacy ludzie jak ona chodzą po świecie! Ale niestety chodzą sad Nie
    wiem czy jej post to nie prowokacja tematu, być może tak jest, ale niestety
    sama byłam chcąc, niechcąc świadkeim rozmowy pewnej kobiety z adwokatem
    dotyczącej rozwiązania adopcji. To koszmar!!!!!!!! Jeśli ta mamaadopcyjana
    oddała chłopca do DD, a pisze, że tak zrobiła to jest jakąś zwyrodniałą osobą,
    którą można tylko gardzić. Oby los nie doświadczył jej równie okrótnie jak 12-
    letniego chłopca, dla, którego była mamą przez cale 10 lat
  • feliz3 19.08.05, 16:18
    Mamaadopcyjna, pozwolę się z Tobą nie zgodzić. Zacytowałaś list kobiety, która
    była w ZUPEŁNIE INNEJ sytuacji. Otóż dobry ośrodek przygotowuje rodziców
    rzetelnie i zawsze podkreśla, że w momencie przedstawienia dziecka trzeba się
    zastanowić czy to aby na pewno nasze dziecko. Można się wycofać - tak też
    zrobiła cytowana kobieta, ale z pomocą OAO udało im się stworzyć cudowne domy
    obu dziewczynkom. I w sytuacjach wątpliwych trzeba się wycofać przed podjęciem
    decyzji o adopcji!!!!

    A Ty mamo adopcyjna, po latach bycia rodziną chcesz oddać SWOJE dziecko. Nie
    znajduję żadnego usprawiedliwienia takiego postępowanie. Żadnego.

    A na koniec dodam, że mało wiesz o genetyce i chorobach psychicznych.

  • calama 16.12.05, 09:55
    mamo-adopcyjna
    zauważ, że matka, która napisała do Ciebie list zdecydowała się na adopcje
    dziewczynek. Wzięła je do domu i zaczął się sajgon. Czwórka małych dzieci. Nie
    zadziałało. Groziło rozpadem całej rodziny. Matka ratując rodzinę i dzieci
    oddała jedną dziewczynkę, ale PRZED sprawą adopcyjną! Nie oddała dziewczynki po
    adopcji, tylko po krótkim pobycie w domu. A to jest różnica.
    Ty masz duże już dzieci i jak zaczynają sprawiać problemy chcesz się ich
    pozbyć - okrutne. Nie nadaje sie - na złom. Przecież to jest człowiek. I to już
    raz skrzywdzony przez matkę biologiczną. I teraz ty mu chcesz zgotować piekło?
    Nigdy się nie pozbiera.......
    Jakby to był twoj biologiczny syn też byś oddała?????????

    pozdrawiam
    też mama adopcyjna
  • talia_ 18.08.05, 00:57
    Droga "mamoadopcyjna",
    dziecko to nie pralka automatyczna, ktorą możesz oddać do DD jeśli ma wady
    fabryczne albo nie okazuje się taka, jaką sobie wymarzyłaś. Zresztą nawet w
    przypadku pralki nie znajdzie się sklep, który ją przyjmie po 10 latach
    od "zakupu". Adopcja jest rozwiązywalna tylko teoretycznie z "ważnych
    przyczyn", w praktyce jest to niemożlwe. W szczególności żaden sąd nie rozwiąze
    adopcji (bo tylko sąd to może zrobić, wcale nie jest to kwestia twojej decyzji)
    z tego powodu, że masz trudności wychowawcze (bo trudności wychowawcze są
    udziałem większości rodziców), a już zupelnie nie z tego powodu że dziecko jest
    na coś chore. Nawet jeśli ma "zdiagnozowane zaburzenia psychiczne". A propos,
    czy to nie jest przypadkiem zwykłe ADHD? Bo na Bocianie pisałaś, że idziecie
    diagnozowac w kierunku adhd?
    A poza tym sąd bierze pod uwagę wyłacznie dobro dziecka. Nie Twoje. Dziecka.
    Więc możesz już przestać się martwić tym, że jest Ci tak bardzo źle. Ty lepiej
    zacznij myśleć o tym, co możesz zrobić, żeby Wam wszystkim, całej rodzinie,
    bylo możliwie lepiej. Bo tylko to możesz zrobić. Wierz mi, akurat przypadkiem
    mam wykształcenie prawnicze i w tej chwili czytam te przepisy.

    List, który cytujesz jest od dziewczyny, która była wówczas PRZED adopcją, a
    nie kilka lat po niej. Więc nie szukaj w nim usprawiedliwienia dla siebie. I
    tak dla niej byla to straszliwa trauma, mimo że wszystko w sumie skończylo się
    dobrze. I przed tą traumą ona Cię ostrzega, a nie wspiera Cię w podjęciu
    decyzji.

    I wiesz co? Ty się ciesz, że to dziecko nie ma Twoich genów. Bo jest większe
    prawdopodobieństwo, że za dziesięc lat nie będzie myślało o tym, czy Ciebie nie
    oddać do jakiegoś schroniska, gdy nie spełnisz jego oczekiwań o niekłopotliwych
    rodzicach, lub gdy nie daj Boże zachorujesz.



  • leli1 18.08.05, 08:34
    mamoadopcyjna, piszesz "nie tylko ja oddałam dziecko" - co to znaczy?, co się stało? Czy faktycznie doszło do tego co piszesz??

    Wasza sytuacja jest dla mnie przestrogą!!
    Kocham MOJE dziecko bardzo mocno i mam nadzieje ze zadne przeciwnosci losu tego nie zmienią, ale dzięki temu co piszesz bede sie starac jeszcze bardziej aby do tego nie doszlo.
  • gagaw 18.08.05, 16:08
    Nie dość, że tamta sytuacja została rozwiązana przed sądową adopcją, to tamta
    dziewczynka wogóle się nie związała z tą rodziną, no i właśnie- ma nowy dom i
    rodziców. Historia zupełnie inna.
    Myślę, że nie powinnaś jednak publikować tego listu bez zgody autorki, bo wiele
    osób wie o kogo chodzi.

    Współczuję ci bardzo waszej sytuacji. Musisz być w desperacji pisząc te słowa.
    Nie będę cię oceniać i myślę, że nikt nie powinien, ponieważ nikt z nas nie
    jest w takiej samej.
    Ale poszukanie naprawdę dobrego terapeuty rodzinnego, najlepiej "znającego
    się" na rodzinach zastępczych mogłoby być najlepszym rozwiązaniem.
  • talia_ 18.08.05, 19:40
    > Nie będę cię oceniać i myślę, że nikt nie powinien, ponieważ nikt z nas nie
    > jest w takiej samej.

    Gajaw, a ja myślę, że każdy z nas może być w takiej samej sytuacji, jeśli 10
    lat (!) po adopcji bedzie myślał o swoim dziecku, że to nie MOJE , to
    adoptowane i DLATEGO takie... no, skaranie boskie. I mamaadopcyjna nie lubi,
    gdy pyta się ja, co by zrobiła, gdyby dziecko bylo jej dzieckiem biologicznym.
    A jednak zapytam: a gdyby jej się urodzilo dziecko z Downem? Też by pytała na
    jakimś forum dla rodzicow takich dzieci - co zrobić, by je gdzieś oddać?
  • verdana 18.08.05, 20:59
    Widzę to wyraźny błąd ośrodka adopcyjnego.
    Ta mama nigdy nie powinna dostać dziecka - bo dla niej ciągle istnieje
    wymarzone, idealne, genetycznie bezbłędne własne dziecko i jego nieudany
    zamiennik - dziecko adopcyjne, drugiego gatunku.
  • kasiapfk 18.08.05, 21:03
    hmmm tu się zgodzę z verdaną, tyle,że trzeba przyznać, iż 10 lat temu
    przygotowanie adopcji dziecka odbiegało ZNACZNIE od tego, co teraz serwują
    prawie wszystkie ośrodki.I do tego nie wiemy na pewno, czy adopcja była za
    pośrednitwem oao, czy nie, czy oao był tylko w końcowej fazie bo "znaleziono"
    sobie dzieci na własną rękę. Inna sprawa,że i dzisiaj jakość usług oferowanych
    przez niektóre oao pozostawia wiele do zyczenia.
    pozdrowionka
  • baabcia 20.08.05, 16:23
    kochanie, masz prawo tak myśleć. Masz prawo powiedzieć już nie wiem co zrobić,
    żeby nie zwariować. Już napisałaś to i wiesz, że możesz oddać dziecko.
    A teraz spokojnie uświadom sobie, dlaczego to wszystko napisałaś? Wydaje mi się,
    że dlatego, że jest Ci bardzo ciężko ale nie chcesz się poddać. Jest w Tobie
    jeszcze promyczek, że może coś zmieni. Wcale nie jesteś zła ani słaba, zobacz
    ile zrobiłaś. Ale masz prawo poddać się. Nie ma różnicy czy to rodzone czy nie
    przy oddawaniu, jest trudniej wychowywać dziecko cudze. Chociaż ten jeden minus,
    które ma takie dziecko - nie moje geny, nie wiadomo jaka ciąża i nieprzytulany
    początek życia - równoważ plus : chciane, wyczekane i miałaś szansę zobaczyć
    "przed urodzenie", że ma nogi, ręce, widzi ...no iz grubsza zbadane.
    Zacznij szukać pomocy. Dla siebie popierwsze, dla całej rodziny też.
    Nie bierz wszystkiego na siebie, powiedz głośno, że nie masz siły, że starałasz
    się jak umiałaś, a może ktoś mógłby się postarać bardziej niż do tej pory.
    Powiedz, że kochasz ale nie będziesz nikogo zmuszać do bycia z tobą.
    Powiem czemu pisze - wychowywałam przybrane dziecko trochę inaczej niż mówią
    przyjęte dziś powszechnie zasady. Mój syn musiał CHCIEĆ być z nami. Ja
    postawiłam warunki, na co się nie zgodzę i zdarzyło się tak, że zabierał rzeczy
    i miał wracać skąd przyszedł / to było gorzej niż do nikąd/. Dobrze wiedział jak
    strasznie cierpiałam WYGANIAJĄC go. To nie ma co delikatnie nazywać. Wyłam jak
    pies z bezsilności, bezradności i nie tolerancji dla jego pomysłów. Najlepiej
    kombinował np przed Wigilią, bo która matka ... no i przeliczył się.
    Wygrałam. Jest świetnym ojcem dla swojego synka a to dla mnie najważniejsze.
    Paradoksalne jest to, że zaopiekowałam się dużym dzieckiem, dlatego mogłam
    stawiać takie warunki i wg mnie to ułatwiło mnie wychowanie.
    Jeśli komuś przydadzą się moje rady chętnie dopiszę więcej.
  • baabcia 20.08.05, 17:56
    przeczytałam następne posty ... jeśli rozwiązałaś adopcję to postaraj sie dać
    chłopcu do zrozumienia, że przykro Ci. Utrzymuj z nim kontakt, będzie Wam obojgu
    łatwiej zrozumieć co się stało. Oboje musicie żyć dalej i szkoda zmarnować lata
    które spędziliście razem. Nie umieliście być razem to chociaz zadbaj, żebyście
    nie byli wrogami. Tobie potrzebne zrozumienie, żebyś mogła sobie wybaczyć a jemu
    wiedza, że bardzo go kochasz ale nie umiałaś już nic więcej zrobić, żeby się z
    nim porozumieć. Myślę, że niczego bardziej nie pragniesz jak tego, żeby on był
    szcześliwy, żeby znalazł ludzi, którzy podołają trudnościom. Powiedz mu to.
  • mika993 07.09.05, 08:03
    Sama jetem adoptowana ale nikt nie pozbył sie mnie jak zaczeły sie ze mna
    problemy.Jak mozna zadoptowac dziecko a potem jak jest problem oddac go jak
    jakis przedmiot ,okrutne to jet strasznie !
    Przepraszm poniosło mnie ale nie potrafie zrozumieć tego!Bo dac komus nadzieje
    a potem ją zabrać !
  • acutecompute 12.11.05, 15:39
    straszne!
    mamoadopcyjna, straszne .
    zamknij oczy i badz przez sekunde tym niechcianym dzieckiem.


    --
    FOG IN CHANNEL - CONTINENT CUT OFF
  • galmire1 17.11.05, 14:39
    Dreszcz przebiegł przez moje ciało i umysł. Kobieto nie powierzyłabym Ci opieki
    nad żółwiem moich dzieci. Bo jeśli prawdziwym człowiekiem potrafimy być tylko
    wtedy gdy wszystko układa się szczęśliwie to ten świat pogrążony jest w
    odchłani. Co mają powiedzieć wszystkie te umęczone życiem matki, które urodziły
    dzieci niepełnosprawne, bardzo chore i wymagające stałej opieki. Czyżby były
    wybrakowane bo w ich genach było coś nie tak?? Nie umiem opisać co czuję po
    słowach tej kobiety. Ale niestety tacy ludzie istnieją i właśnie im należy się
    NIETOLERANCJA!!!
  • ulakkkk 21.11.05, 13:27
    Twoja historia jesr bardzo ciekawa i lekko przerazajaca. Pracuje w gazecie i
    bardzo chetnie opisze twoj problem jezeli tylko sie zgodzisz . Jezeli chcesz to
    podaj mi swojego maila ,ja odpisze i sie umowimy.Pozdrawiam
  • kasiapfk 21.11.05, 15:46
    ulakkkk, a nie chcesz opisać szczęsliwej rodziny adopcyjnej? Dlaczego, wy
    dziennikarze nie potraficie zrobić ciekawego materiału o szczęsliwych rodzinach
    a rzucacie się jak sępy na jakąkolwiek odmienność. Znowu będzie,że dzieci ado
    są beeeee.
    Bo jak dziennikarzyna opisze, to na pewno dorobi teorię o 100 innych takich
    przypadkach.
    ech ,szkoda gadać.
    Dzięki wam, część dzieci w ogóle nie znajdzie rodzin ,bo się przestraszą
    takich "przerażających" historii.
    błe mi się robi.
  • lubek01 21.11.05, 16:46
    ulakkkk, nie uważasz ,że kistoria z postu ADOPCJA INACZEJ jest jeszcze
    ciekawsza? A może zwyczajnie to mniej "chodliwy" temat...

    Smutne.
  • ulakkkk 22.11.05, 12:58
    bardzo chetnie mogę opisać historie szczesliwej rodziny i szczesliwej adopcji
    albo nawet kilku.Trafiłam na to forum przypadkiem i to mnie zainteresowało poza
    tym uważam że ta historia jest bardzo ciekawa , i może byc ostrzeżeniem i
    przestragą żeby nad pewnymi decyzjami się dłużej zastanowić. Jak widać czasami
    lepiej nie adoptować dziecka niż zaadoptować a pozniej oddać bo to krzywdzi
    dziecko podwójnie .
  • kasiapfk 22.11.05, 18:11
    od tego komu powierzyć dziecko są oao oraz sądy i w dobrze pojętym interesie
    przyszłych rodziców powinno być niekombinowanie-ukrywanie różnych info przed
    oao.
    Lepszym tematem byłoby RZETELNE opisanie ośrodków ao. Są niestety takie, które
    należałoby zamknąć natychmiast, żeby nie szkodziły. I wcale nie chodzi mi o te,
    w których procedura trwa długo.
  • leli1 22.11.05, 19:00
    Kasia święta racja - tu by sie mógł znalezc niezły temat na reportaż i zdecydowanie mogłoby to przyniesc wiekszy pożytek.
  • kasialu 24.11.05, 22:05
    Zgadzam sie z dziewczynami! O adopcji słychać głównie przy okazji wykrycia
    afery, ze dziecko adopctowane zrobiło coś rodzicom itp!
    DZIENNIKARZE PISZCIE O CUDOWNYCH ADOPTUSIACH I ICH RODZICACH!
    moja córka jest przykładem małego cudu ;o)
  • k.kasia1 24.11.05, 22:25
    no dokładnie!! a jeśli chodzi o pochopne decyzje o adopcji, hmmm to się zdarza
    naprawdę sporadycznie!!! nawet jeśli szacuje sie, że 20% adopcji to niewypał,
    to...co z 80% ??!! dlaczego nikt o nich nie pisze??
  • sofi84 19.12.05, 12:59
    może to zabrzmi okropnie ale patrzac na Twoje zachowanie juz wiem czemu Bóg nie
    obdarzył Cie dziećmi... szkoda ze ludzie to zrobili bo krzywdzisz ciezkie
    dziecko jeszcze bardziej! co z Ciebie za matka? Szuka sie pomocy a nie
    ucieczki! Nie ma reguły na chore dziecko zdrowe moje adoptowane
    --
    ♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪

    moje małe Serduszko♥
  • 1982m 21.12.05, 23:07
    wiem co przechodzisz mam właśnie ten sam problem mam siostrzenca meza(10lat)w
    rodzinie zastepczej i ogromne problemy wychowawcze z którymi tak jak ty nie
    daje sobie rady byłam już wszędzie gdzie było możliwe badania
    psychologiczne ,pedagogiczne róznego typu poradnie dla niego i dla nas ale nic
    niepomaga to co w domu moglabym jeszcze ukryc ale co w szkole na ulicy,podwórku
    nie da sie ukryc i co robić?jest nam bardzo ciezko bo niechcemy najgorszego dla
    niego ale coraz częściej o tym myślimy jest bardzo trudnym dzieckie z pełnym
    bagażem doświadczeń i może dlatego niechce sie zmienić a może to geny
    biologiczna matka nieświeci dobrym przykładem my zaś jesteśmy młodzi i może
    dlatego niedajemy sobie też rady z nim najgorsze nas boli to że doszło przez
    niego do molestowania naszej 3letniej córki i tu właśnie zrobiliśmy sie jeszcze
    bardziej słabsi i coraz bardziej jest nam trudno z nim żyć bo to dla nas jest
    niedowybaczenia za tyle dobra dla niego,miłości taka zapłata?dlatego myślimy
    coraz częściej aby go oddać do domu dziecka choć ta decyzja też jest trudna ale
    lepiej ratować swoje dziecko bo tak zapewne każdy by zrobił niż stracićdwoje!!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka