Dodaj do ulubionych

stało się... to juz koniec...

20.12.05, 11:04
koniec pobytu mojej siostry, powrót do domu dziecka.

Nie krzyczcie na mnie, nie ja podjęłam tę decyzje.

jest mi bardzo, bardzo ciężko i źle..życie stało się bezsensowne...
Edytor zaawansowany
  • leli1 20.12.05, 11:38
    najbardziej a takich sytuacjach zal dziecka, szkoda ze my dorosli nie zawsze umiemy przewidziec co sie moze stac i poniesc do końca konsekwencje swoich decyzji.
  • gospodyni2 20.12.05, 11:50
    jej będzie lepiej w domu dziecka, bez tych krzyków, poszturchiwań, bicia,
    nerwów. ona swoje przeszła 2 razy - w rodzinie biologicznej, i tej, mojej.

    to juz nie jest moja rodzina...od dziś...

    mam nadzieję, że ona mnie nie znienawidzi, może kiedyś wybaczy mi, że ja jej
    nie wzięłam...
  • jaskolka.dymowka 20.12.05, 12:10
    O mój Boże...
    Postaraj się odwiedzać małą jak najczęściej, skoro nie możesz wziąć jej do
    siebie, trzymajcie się obie.
  • gospodyni2 20.12.05, 12:17
    nigdy o niej nie zapomnę... ani ona o mnie, tylko nie wiem czy będzie o mnie
    myślała dobrze... czy wybaczy moje tchórzostwo i wygodnictwo, dla którego jej
    nie wzięłam...

    nie chce mi sie żyć, wspaniały prezent gwiadkowy, prawda?
  • leli1 20.12.05, 12:48
    hmmm, moze miec zal do Ciebie, ale postaraj sie byc dalej dla niej siostrą, nie zostawiaj jej samej.....moze kiedys cos sie zmieni...???!
  • gospodyni2 20.12.05, 14:21
    ale jak z tym zyć?

    spakować kilka jej ciuchów jest łatwo, rozdac meble tez, tylko co potem?

    Udawać, że nigdy nie istniała, że jej nie było 3,5 roku?
  • sofi84 20.12.05, 15:15
    mial byc psycholog mialy byc terapie i co sie stalo?
    --
    ♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪

    moje małe Serduszko♥
  • gospodyni2 20.12.05, 15:17
    oczywiście jest psycholog, ja płace za wizyty, ale wiadomo, że efektu nie
    będzie po miesiącu, ale niektórym nie przetłumaczysz,że rezultat jesli będzie
    to za kilka lat...

    widocznie to za długo...lepiej pozbyć się kłopotu niz nad nim pracowac,
    prawda???
  • sofi84 20.12.05, 16:00
    sad(( odwiedzasz ją?
    --
    ♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪

    moje małe Serduszko♥
  • gospodyni2 21.12.05, 09:03
    narazie jest jeszcze w "domu".

    jak spędzić te święta, wiedzac, że nie chcą jej ludzie, którzy mieli byc jej
    rodzicami? iść tam na świeta i udawac, że jest wszystko ok? Czy wcale nie iść?
  • sofi84 21.12.05, 11:53
    idz i zabierz ja z tamtad najlepiej do domu do siebie
    albo zabierz ja gdzies i porozmawiaj. badz z nia szczera
    --
    ♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪

    moje małe Serduszko♥
  • gospodyni2 21.12.05, 11:59
    własnie dzwoniłam do OA i dowiedziałąm się, że wcale nie jest łatwo adopcje
    rozwiązać. Rozwiązuje się w większości ze względu na szkodę dziecka a nie
    dlatego, że kłopoty wychowacze mają z dzieckiem rodzice...
    i tu pojawia się kwestia: co dalej jesli sąd nie rozwiąże adopcji? Jak będzie
    wyglądac życie niechcianego dziecka i złych, sfrustrowanych rodzc ów, którym
    dziecko przeszkadza???
  • kasiapfk 22.12.05, 07:34
    jakoś nieufna jestem, ale co tam piszę jak może siestać (stało się tak już w
    przypadku, który znam):
    1) młoda trafi do DD/rodziny zastępczej/pogotowia opiekuńczego ...
    2) rodzicom zostanie ograniczona władza rodzicielska
    3) zostaną zasądzone im alimenty na rzecz utrzymania młodej w DD
    4) adopcja nie zostanie zapewne rozwiazana od razu.
    pisząc wprost: rodzice będą płacić za pobyt młodej w placówce.
  • 1982m 21.12.05, 13:13
    wiem co przeżywasz mam podobny problem z siostrzencem meza musimy go oddać do
    domu dziecka a tak bardzo tego niechcemy co robic jak ratowac człowiek jest
    czasami bezsilny
  • sofi84 21.12.05, 13:35
    jezu czemu ludzie adoptuja dzieci nie bedac na tyle odpowiedzialnym aby sie
    tego podjac? chyba to oczywioste ze zporzuconym dzieckiem beda problemy
    --
    ♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪

    moje małe Serduszko♥
  • gospodyni2 21.12.05, 14:11
    bo są nierozważni, niedpowiedzialni i bezmyslni. motywy sa różne, ale dobro
    dziecka czasem jest na ostatnim miejscu... niestety...

    mysla, że to będzie dziecko, które będzie sie przytulac, dawac uczucie i byc
    dozgonnie wdzięczne, że sie je wzięło.. a na miłość dziecka trzeba sobie
    zasłuzyć... i to trwa wiele, wiele lat... a jak dziecko jest w sobie zamknięte
    i nie spełnia oczekiwań to najlepiej je oddać i zyć bez skrupułów i wyrzutów
    sumienia..

    co robić, jak zyć? jak odciąć się od tego emocjonalnie? To nie ja zdecydowałam,
    ale co z tego...
  • k.kasia1 21.12.05, 14:38
    O Boze!!! Własnym oczom nie wierzę!! Może jeszcze nie wszystko jest stracone??
    Ukazała się ostatnio wspaniała ksiazka Iwony Jurczenko - Topolskiej "Bociany
    przylatują zima" Opowieść z życia wzięta - małżeństwo adoptuje 3 dzieci w wieku
    przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Przechodzą wiele bardzo trudnych chwil, ale
    ich praca , powtarzam PRACA wychowawcza przynosi fantastyczne rezultaty.
    Moze jest to pomysł na prezent świateczny dla twoich rodziców??
    www.merlin.com.pl/frontend/towar/431737
    Mimo wsszystko trzymam kciuki!!!!!! Dziecko zatrzymane w rodzinie, z którym się
    PRACUJE jest do uratowania, jeśli wyladuje w DD, to będzie kolejne zmarnowane
    zycie.
    A tak na marginesie - dlaczego Twoi rodzice wyobrazali sobie, ze łatwo jest
    rozwiazać adopcję?? Przecież rodzina adopcyjna to normalna rodzina!!! dziecko
    to nie towar, nie podlega reklamacji!!!
  • gospodyni2 21.12.05, 15:22
    bo sa naiwni i mysla, że jak sie chce rozwiązać to nie ma problemu... ciekawa
    jestem ich miny jak sie dowiedza, że to nie takie łatwe..

    Tylko widzisz, gdyby im sie chciało pracować, gdyby była wola i chęć, to byłaby
    połowa sukcesu, ale jesli sa z góry na nie, to nic nie wskóra żaden psycholog...

    to tylko dowód na to, że gdyby ze mną był problem to tez by mnie gdzies
    oddali...

    jest to ciągła wojna nerwów, bodzisiaj jest decyzja na nie, a może jutro
    stwierdza, że to błąd, ja będe tam jeździć, negocjować, nie spać w nocy i znowu
    to samo. w tej chwili decyzja jest na kategoryczne jej oddanie i jest to
    decyzja matki!!
  • sofi84 21.12.05, 16:19
    powiedz mi jestes ich biologiczna corka?
    --
    ♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪

    moje małe Serduszko♥
  • gospodyni2 21.12.05, 18:07
    tak..
    przed chwila dowiedziałam sie, że mam się nie przejmowac bo nic takiego by nie
    zrobili, że niby jest ok...

    do nastepnego razu, kiedy podejma te decyzję, pewnie tak będzie...
  • gospodyni2 10.01.06, 15:17
    niestety... rodzice zdecydowali jednak o złożeniu wniosku do sądu. mam też żal
    do poradni psychologicznych, każdy jest miły ale gdy oczekujemy pomocy
    rozkładają ręce i to wszystko. chcielismy przenieść ją do szkoły integracyjnej,
    aby zminimalizować problemy szkolne, niestety nie udało się..., psychologowie z
    poradni nie wiedzą co robić. mozna powiedzieć że zostaliśmy z problemem sami, a
    problemy sie nasilają.
    czeka mnie wyjazd na ferie z małą i nie wiem co robić wiedząc, że decyzja jest
    juz podjęta. jechac i cierpieć czy odwołac wyjazd?
    za bardzo się w to zaangazowałam, widocznie nie wolno w życiu byc wrazliwym,
    tylko mieć wszystko w d...
  • sofi84 10.01.06, 20:26
    jedz mzoe stanie sie cud i mala sie zmieni dzieki Twobie
    --
    ♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪

    moje małe Serduszko♥
  • gospodyni2 09.02.06, 13:31
    nie zmieniła sie, jest jeszcze gorzej. Na pewno będzie sprawa w sądzie o
    zerwanie adopcji...

    pomijając ją, to w całej tej chorej sytuacji najbardziej ucierpię ja, bo
    najbardziej się z nią związałam.

    Kiedy dziecko wraca do DD, nie ma mozliwości kontaktu z nia, dopiero gdy
    skończy 18 lat sama zdecyduje czy chce się spotkać...

    Dziewczyny, jakbyście po takiej sprawie odniosły sie do rodziców? Umiałybyście
    wybaczyć czy wręcz przeciwnie? A jakbyście same starały się żyć? przecież
    zostaje taka dziura w sercu, jak potem śmiać się i zyc dalej? ja jestem chyba
    za słaba psychicznie żeby zamknąć ten rozdział i zyc dalej...


  • foretka 09.02.06, 14:18
    A czemu Ty nie mozesz sie nia zajac? Wtedy i Ty nie bedziesz cierpiala i Twoja
    siostra...

    To pytanie nie jest zarzutem.

    Pozdrawiam serdecznie
    ~ foretka ~ mama Paulinki (13.09.2004r.)
    zapraszam na forum Zakątek Szczecińskich MaMsmile
  • gospodyni2 09.02.06, 14:42
    m. in. dlatego, ze nie ma między nami wymaganej granicy 18 lat tylko
    mniejsza...w małżeństwie jestem tylko kilka miesięcy i nie mam mieszkania, więc
    warunki też nienajlepsze.
  • gospodyni2 09.02.06, 15:00
    na to się składa wiele elementów: nie mogę wywrzeć takiej presji na moim mężu,
    wiem, że w końcu by się zgodził, ale do tego trzeba samemu chcieć, nie
    naciskać.
    to byłaby moja decyzja, okupiona przyzwoleniem męża, a to nie tak ma wyglądać.
    po drugie warunki mieszkaniowe, po trzecie i najważniejsze: jak mogłabym
    wytłumaczyć małej, że teraz jej rodzicami będziemy my, a moi rodzice kim?
    dziadkami czy osobami, z którymi nie nalezy miec kontaktu? To nie jest dobre
    rozwiązanie...
    co może ośrodek adopcyjny w tej sytuacji? Byli zdziwieni, gdy rozmawiali z moim
    ojcem: Miało być tak pieknie... ale nie udało się...
  • ewkos74 12.02.06, 22:03
    czyli od kiedy siostra wróciła do DD,czy chce utrzymywać z tobą kontakt, jakie
    zobowiązania mają teraz twoi rodzice wg.niej(ktoś pisał,że SĄD może nakazać
    płacić na jej ytrzymanie w DD do pełnoletnaści).Sama jestem mamą adopcyjną więc
    interesują mnie wszystkie tematy związane z adopcją.........a ty gospodyni nie
    zadręczaj się,mam wrażenie że zrobiłaś wszystko co było w twej mocy.pa...pa...
  • gospodyni2 13.02.06, 09:55
    narazie wpłynął do sądu wniosek a siostra jest w sanatorium - tam ją
    zdiagnozują, gdyż istnieje prawdopodobieństwo choroby psychicznej. jej ostatnie
    zachowania odbiegają od normy i musimy ją gruntownie przebadać.
    mąż mówi, że za bardzo sie w to zaangażowałam, mam klapki na oczach i nasze
    małżeństwo jest w tarapatach, w końcu ile mozna. stworzyłam wokół siebie mur
    nie do przebicia i moje zycie koncentruje sie wokół tej małej...to jest błędne
    koło, nie da siętak dłużej żyć, z poczuciem winy, stresem, przywiązaniem do
    małej. Każdy chce jej pomóc tylko nie daje się...
  • ewkos74 24.02.06, 23:12
    weź teraz zrób coś dla siebie.Uratuj swoje małżeństwo,bo niedługo to ty
    będziesz musiała korzystać z wariatkowa.....sorki....ale błagam cię.....nie
    wszystko ,za wszystkich możesz zrobić,nie da ponosić odpowiedzialności za błedy
    innych,za dużo bierzesz na własną głowę....oj dobra ty jesteś....a ten kto ma
    miękkie serce ma twardą pupę.....wiem coś o tym,bo często w nią dostawałam.
    Straciłaś siostrę,rób wszystko,aby nie stracić też męża,a on tak to odbiera.
    Musisz mieć w kimś oparcie,bo zwariujesz dziewczyno!!!!!! Z mamą napewno nie
    masz teraz dobrego kontaktu,bo masz do niej żal......błagam weź się w
    karby,ustaw do pionu I ŻYJ ZA SIEBIE,NIE ZA INNYCH,bo całego świata nie
    naprawisz,a możesz przygnieść siebie....i żałować.Jak chcesz to napisz mi na
    gazetowego-proszę

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka