Dodaj do ulubionych

czy dobrze zdecydowaliśmy

27.12.05, 16:09
jesteśmy rodziną zastępczą dla 10 latka i mamy z nim same problemy ktore
niestety sie niepolepszaja a bardzo nasilaja.Problemy sa w domu,na podwórku,w
szkole!!!Korzystamy z możliwie wszystkich poradni dla niego i dla nas ale nic
sie niepoprawia dajemy mu wiele milosci,ciepła rodzinnego a on nic
niewykorzystuje tak jak należy dlaczego?Nieumiem odpowiedziec na to pytanie
bo szukalam ju odpowiedzi wszędzie ale nik dokladnie nieumie tego wyjasnic
pocieszaja ze powinno sie poprawic ale kiedy niewiedza i jak dlugo czekac?
Najgorszy problem jaki mamy to to,że ów chłopiec zaczął wykorzystywać
seksualnie naszą 3letnią córkę co jest dla nas wielkim bólem a co ona musi
czuć?dlatego doszliśmy do tego że musimy go oddac do DD bo niewiemy co już
robić jak mu pomuc skoro on niechce bo tak to moge powiedziec dlatego że
niema żadnego rezultau a do tego krzywdzi w najgorszy sposub naszą
córkę.Doszliśmy do wniosku że lepiej ratować jedno swoje bo tak zapewne
postąpił by każdy nisz strać dwoje.Bo go także kochamy i jest nam ciężko z tą
decyzją ale niewiemy co już robić.Dlatego proszę o opinie może ktoś już taką
sytuacje miał i może coś doradzić.
Edytor zaawansowany
  • vokulski 27.12.05, 19:19
    Przepraszam że nie odpowiedziałem na poprzedni post ale raz że mnie nie było a
    dwa po prostu nie wiem co Ci doradzić , to trochę ponad moje ramy myslowe ,
    może znajdzie się ktoś mądrzejszy , bo nie chciałbym źle doradzić
  • utka 28.12.05, 12:26
    Ja niestety nie jestem rodzina adopcyjna ani zastepcza nawet,
    czy ten maly chlpoczyk jest do Was przywiazany - 10 lat to juz nie jest nic nie
    rozumiejace dziecko. Moze siadzcie razem przy choince - Ty, Twoj maz i on i
    opowiedzcie mu, ze bardzo Wam na nim zalezy, ze go kochacie, ale niestety
    pewnych jego zachowan nie mozecie tolerowac. Powiedzcie, ze bardzo chcecie, ze
    bardzo staracie sie mu okazywac, jak jest dla Was wazny i kochany i bardzo
    byscie pragneli, zeby on to zrozumial. Ze jesli mu na Was zalezy, to przestanie
    robic rzeczy, kotrych nie pochwalacie. Powiedzcie, ze ludzie sugeruja Wam, zeby
    go dac do DD a wy bardzo, bardzo nie chcecie tego robic, ale nie wiecie, jak
    dalej postepowac ... i takie tam,
    Porozmawiajcie szczerze, powoli o wszystkim ....... ja nie wiem, czy to dobra
    droga, czy taka rozmowa cos da..... skoro nawet psycholog nie pomogl. Pewnie
    juz tak rozmawialiscie niejeden raz. Ale warto probowac wszystkiego, warto
    probowac nawet i 10 razy,moze wlasnie za tym 10 razem cos do malego dotrze i
    bedzie lepiej. To na pewno nie zaszkodzi a maly jeszcze raz od Was obojga
    uslyszy, ze Wam na nim bardzo zalezy, ze jest kochany; moze to soc w nim
    przelamie, odmieni ... Nie wiem. Wiem, ze na pewno rownie zle Wam bedzie, jak
    go oddacie do DD - spokoj sobie i coreczcie zapewnicie, ale przyjda wyrzuty
    sumienia.

    przepraszam, ze sie w ogole wtracam, ale smutno mi bardzo, gdy czytam Twoj
    list. Widac, ze chcecie dla malca jak najlepiej, ze strasznie ciezko Wam w tej
    chwili.

    bede o Was pamietac
  • 1982m 28.12.05, 14:55
    dzieki ze odpisalas robilam dokladnie tak jak mowisz ale te rozmowy z moim
    placzem nic nie pomagaja prosilismy go mowilismy jak jest nam ciezko z tym co
    on robi ale do niego jak do sciany i dlatego sie obawiam ze nic juz z tego
    niebedzie a boje sie dluzej czekac bo niewiem co jeszcze moze sie wydażyć dos
    mam juz bolu cierpienia i problemow
  • rebecca 01.01.06, 13:59
    1982m, piszesz bardzo niekonkretnie, nie piszesz jakie macie klopoty, z czym
    sobie nie radzicie. W takiej sytuacji trudno cokolwiek poradzic.
    Rozmawialiscie o tych klopotach w waszym oao, pcpr, z kuratorem? Ktos przeciez
    sie Wami opiekuje, ktos, kto zna Was, Wasza corke i chlopca. To dla malego
    bedzie straszny dramat, trzeba wyczerpac wszystkie mozliwosci, nim sie podejmie
    taka decyzje. Od jak dawna on z wami jest? Co mowia wasi opiekunowie?
  • mavva 05.01.06, 16:49
    Niekonkretnie?
    Przecież pisze wyraźnie.
    Że dzieciak jest krnąbrny,nie chce się za nic poprawić,nie działają na niego
    prośby,płacz.
    I do tego molestuje 3 letnie dziecko.-sma ma 10 !

    Czego jeszcze więcej trzeba?
    Jakich konkretów potrzebujesz,żeby mieć obraz sytuacji.

    Bo dla mnie opis jest tak konkretny,że aż absurdalny,aż nie chce mi się
    wierzyć,że to możliwe.

    Jeśli tak,to chyba decyzja jest oczywista-byle szybko!
  • 1982m 05.01.06, 17:21
    dzieki że nas rozumiesz właśnie pżecież wszystko co najwarzniejsze napisałam
    jak ktoś może nie rozumieć problemów czy molestowania przecież to mówi samo za
    siebie już decyzja zapadła na 100% złożyliśmy do sądu o rozwiązanie
    rodz.zast.jest nam ciężko ale nie mamy wyjscia cóż może inne dziecko by umiało
    być wdzięczne za miłość ale nasze niepotrafi i to najbardziej boli
  • leli1 05.01.06, 20:29
    sorry, ale jak sobie wyobrazasz wdzięcznosc za miłosc. Czy myslisz ze 10 letnie dziecko zdaje sobie w ogole z tego sprawe? Ten chłopak przezył w swoim krotkim zyciu wielką tragedię. Teraz pewnie przezyje kolejną.
    I wcale nie uwazam ze dziecko powinno byc wdzięczne za to co sie dla niego robi.
    Nie chcę Was oceniac, bo jak jest naprawde wiesz tylko Ty.

    Jestescie rodziną zastępczą i fakt ten sądownie mozna zmienic, pomysl tylko, ze mógłby byc to Wasz rodzony syn...i co wtedy?
  • hanna26 05.01.06, 23:40
    Ja na twoim miejscu myślę, że wiele bym wytrzymała, ale na pewno nie wytrzymała
    bym jednego: molestowania drugiego dziecka. Sama mam trzyletnią córkę i skóra
    mi cierpnie na myśl, co mogłaby przeżyć w takiej sytuacji.



    --
    Jakość zabawy, podobnie jak jakość życia nie zależy od warunków materialnych
  • k.kasia1 08.01.06, 00:20
    To straszna decyzja, ale... czy wy aby na pewno przygotowaliście sie właściwie
    do roli rodziny zastępczej?? Bo z takim podejściem - dziecko powinno/musi być
    wdzięczne za cos, co nalezy mu sie od dorosłych jak psu kość, to trochę nie
    bardzo mi to pasuje. Czy ty jesteś wdzięczna za to, ze twoja matka cię
    urodziła, ze rodzice kupowali ci ubrania, jedzenie i kochali cię?? Przeciez to
    był ich OBOWIĄZEK jako rodziców. Straszne jest molestowanie, ale czy
    wyjaśniliście DLACZEGO tak sie stało?? Bo przecież jakieś powody muszą byc.
    10-latkowie nie molestują 3-latek Z NATURY.
  • 1982m 08.01.06, 16:05
    widze że niewszyscy umią zrozumieć co pisze może coś za mocno napisałam ale nie
    cofam bo uważam że nalezy się wdzięczność czy szacunek za dobro,opiekę itp. ja
    właśnie tak byłam chowana że należy umieć dziękować i BYC ZA DOBRE WDZIECZNYM
    bo tego uczymy sie już od malutkiego dlatego 10 letnie dziecko wie co to dobro
    a co zlo wiec powinien wiedziec za co należy dziekować albo sam żeby
    był "dobry" myśle też że niewszyscy wiedzą że życie nie jest dla wszystkich
    łaskawe i niewszystkim bedzie w nim łatwo a kto tego niedoswiadczył uważam że
    niewie jak to jest bo przechodzić to na własnej skórze to nie tak jak stać z
    boku!!!!
  • leli1 09.01.06, 10:21
    wczesniej napisałam, ze jak jest naprawde wiesz tylko Ty, my jedynie mamy przekazany fragment Twojej rzeczywistosci, do którego jak dobrze Cie zrozumiałam mielismy sie ustosunkowac (temat postu: czy dobrze zadecydowalismy?).
    Dalej uwazam ze nie powinnas oczekiwac wdziecznosci od tego chłopca, przynajmniej na tym etapie jego zycia. Piszesz ze Ty tak byłas wychowywana, ale on to nie Ty. Przez wiele lat otrzymywał od swojej biol. rodziny zupełnie inne wzorce zachowan, wiec dlaczego nagle ma stac sie takim jak Ty? On jest po prostu inny , wyrastał w innych warunkach.
    A czy biorąc go na wychowanie głownym celem jaki Wam przyświecał była jego wdziecznosc? Jak ten chłopiec ma wam dziękowac? na moj gust za wiele wymagasz.
    Co do molestowania, to zdecydowanie jest to bardzo powazna sprawa (swoja droga trudno mi wyobrazic sobie jak wyglada to molestowanie?, rozmawialiscie z kims na ten temat?).
    Rozumiem ze macie ogromne problemy, ze ciezko wam nad tym zapanowac, ze inaczej pewnie mialo to wszystko wygladac, ale wybacz.....z wziecznosci przynajmniej na jakis czas powinnas zrezygnowac.
    A forumowicze zawsze "beda stac z boku" , i nie zawsze otrzymasz taka odp. na jaką liczylas.
    Pozdrawiam.
  • k.kasia1 09.01.06, 12:33
    Wiesz co, my tylko dostajemy jakiś tam frgment historii. Stoimy z boku, ale..
    czasem stojąc z boku można dostrzec rzeczy, których nie widzi sie będąc w
    centrum zdarzeń. I widzimy np., że piszesz o tym, ze wymagasz dla siebie -
    DOROSŁEJ wdzięczności od dziecka skrzywdzonego przez DOROSŁYCH. Czy ty w wieku
    10 lat byłaś w stanie rozgraniczyć co dobre a co złe? co wolno a co nie wolno?
    A moze tak ci sie tylko wydawało? Nie zdarzało ci się robic czegoś, co potem w
    oczas DOROSŁYCH okazywało się naganne?? Patrzysz na wszystko ze swojego punktu
    widzenia, a on przecież diametralnie rózni się od punktu widzenia 10-latka!!
    Obawiam sie, że 10-latek nie rozumie że POWINIEN być wdzieczny. Obawiam się, że
    on NIE MUSI być wdzieczny, bo jemu się jego życie zwyczajnie moze NIE PODOBAĆ,
    to za co tu byc wdziecznym?? Czy on moze dkonywac świadomych wyborów?? No nie.
    Czy on ma prawo do samostanowienia?? No nie. On nie moze wstac i wyjść jak mu
    coś nie odpowiada, a jeśli jest mu źle, to nawet nie wie jak to zakomunikowac
    tak aby to odpowiadało waszym, DOROSŁYM standardom. czego ty oczekujesz?? Jak
    rodzice Gospodyni dobrego i posłusznego dziecka, które zawsze robito co
    należy?? A znasz takie dziecko?? Bo ja nie.
  • kasiapfk 09.01.06, 18:31
    a ja znam. To zawsze sa sfrustrowani i nieszczęsliwi dorośli, którzy "powiini"
    coś bo "rodzice" i "powiinni być wszięczni" i "bo mamusia by tego nie przeżyła.

    Naszczęście nie jestem jednym z nich i nie chcę by moje dziecko było
    tak "wdzięczne". Adopcyjne czy biologiczne. Jedna chwała.
  • baem 11.01.06, 09:36
    A ja Cię rozumię 1982. I jeszcze dopowiem, ze ciężko jest opowiadać na forum
    o swoich problemach, bo to stanie z boku polega najczęściej na czepianiu się
    jakiś słów. Dla mnie wdzięczność dziecka to nie dziękowanie ani nawet grzeczne
    zachowanie, to rodząca się więż i miłość, która przemienia nas oboje, która
    sprawia, że dziecko jest w stanie coś zrobić dla mnie, dla taty, siostry, bo
    nas kocha. Wdzięczność wogółe jest złym słowem, dla mnie ta więź to nagroda.I
    wiem co mówię, bo sama chciałam wziąć dziecko w rodzinę zastępczą, ale przez
    trzy lata nie zrodziła się ta więź i to ona nie chciała u nas być. Kontakt z
    drugim człowiekiem powinien dawać radość, nawet jeśli trzeba na nią trochę
    poczekać.Jeśli jest tylko udręką bez perspektyw na zmianę, trzeba szukać
    pomocy. To była obca dziewczynka, ale wydaje mi się, żę zupełnie inaczej jest w
    tym przypadku.Rodzina zastępcza, to chyba nie był tu świadomy, przemyślany
    wybór,to życie tak napisało scenariusz i naturalne jest,że w tej sytuacji
    przejmuje się opiekę nad dzieckiem brata.Gdyby nam się coś stało, to nie
    wyobrażam sobie, żeby dzieci trafiły do obcych rodzin,gdy mamy rodzeństwo.
    Oddanie chłopca to trudna decyzja, możemy coś doradzać, ale nie mamy prawa
    oceniać.Kilka lat temu może wypowiadałabym się w takich sprawach jednoznacznie,
    dziś już nie.

    Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono.
  • leli1 11.01.06, 12:15
    nie da sie napisac w zasadzie niczego co nie zabrzmialoby jak ocena!
    tak naprawde to chyba nikt nie ocenia autorki, pisze tylko co o tej sytuacji sądzi i nie czepiamy sie słówek. Wg mnie ta
    nieszczęsna wdzięcznosc, ktorej autorka oczekuje, moze byc głownym sprawcą ich problemow.
    Nigdzie nie piszesz jak długo chłopak jest u was, jak układało sie jego zycie w poprzedniej rodzinie. To bardzo wazne! Jakie byly
    okolicznosci znalezienia sie chlopaka u was. Wszystko to z pewnoscia ma znaczenie, bo to wielkie i znaczace zmiany w jego zyciu.
    A wdziecznosc, to faktycznie nic innego jak milosc, przyjazn, więź...........ale to wszystko rodzi sie przez lata.
    Zaprzyjazniona rodzina ma na wychowaniu trojke dzieci, oprocz swojej piatki. Dzieci biol. bardzo zdyscyplinowane, posłuszne dobrze
    ułożone i nagle pojawia sie chłopak (najstarszy), który burzy im porządek, buntuje maluchy i generalnie rozwala im z trudem
    osiągnięty ład i spokój (dziewczyna jest z dzieciakami w zasadzie caly czas sama, podziwiam ja jak mozna zapanowac nad 5, a co
    dopiero 8 dzieci). Tymczasem ona szuka sposobu na dotarcie do dziecka, obwinia siebie ze nie umie mu pomoc, stara sie chronic
    pozostale dzieci, ale nie kosztem tego chlopaka...o niego tez walczy. Ktos jej zaproponował oddanie dziecka z powrotem do
    DD.........oj, gorąco sie wtedy zrobiło smile
    Jesli to czyta (a pewnie tak) to raz jeszcze dodam, ze jest dla nie wzorem matki, chcialabym umiec tak postepowac.......poki co
    ucze sie smile
  • mavva 16.01.06, 14:14

    Leli,
    czy mama,o której piszesz nie mieszka czasem w górach? wink
  • leli1 16.01.06, 15:03
    nie, widac wiecej jest takich mam smile
  • mavva 16.01.06, 16:37
    Nie wiem,jak mama, o której piszę,bo nie wiem,czy ma też takie starsze dziecko.
    Stąd pytanie,zgadzały się liczby.

    A co do mamy,o której Ty piszesz,to faktycznie jest to godne podziwu i bardzo
    szlachetne tylko,że zbyt idealistyczne.
    Nie wiesz,jaką cenę zapłaci ona,jej dzieci za to.Nie wiesz,co powiedzą za kilka
    lat.Na razie ona obwinia siebie,ale to też nie za dobrze, tak myślę.
    Nie znam się na tym wszystkim,ale tak sobie myślę,że rodziny zastępcze nie mogą
    się opierać z zasady na tak idealistycznym podejściu,bo można stracić inne ważne
    kwestie i cele.
    Lepiej chyba,żeby rodziny zastępcze były oparte na zdroworozsądkowej pomocy niż
    misji,kogoś kto ma jej poczucie.
    Bo takich osób jest mało więc DD nigdy nie opustoszeją wink a poza tym tak daleko
    idący altruizm może być przesadą,bo ktoś na tym straci zawsze.
  • leli1 17.01.06, 07:56
    mysle ze piszesz ogolnie a nie sytuacji jaka przedstawiłam?
    W tym przypadku nie ma mowy o jakims poświeceniu, ona po prostu robi to co umie najlepiej.....czyli matkowanie. To jej zawód smile. I nie jest to tak ze ona sie poświeca i obwinia za kazde byle co, ona np. stwierdz ze część problemow ktore ma z tym chłopakiem moze wynikac z tego, ze za malo czasu mu przeznacza.
    Ale to w zasadzie tak poza tematem głównym.
    Generalnie uwazam ze rodzicielstwo zastepcze ma byc głównie dla dzieci. Dorosłych nikt ani nic nie zmusza do pełnienia tej funkcji, zaś jesli jakis tam przymus istnieje (typu poczucie obowiązku) to najczęściej takie "układy" sie nie sprawdzają.
  • mavva 17.01.06, 11:29
    Ale sama napisałaś,że w ich bezpieczny świat nagle wszedł chłopak,który im to burzy.
    I to jest dla mnie nie do zaakceptowania.Walka o chłopka,kosztem spokoju swoich
    dzieci.
    Także to,że musi się obwiniać za brak czasu dla niego,w sytuacji,gdy ma tyle
    dzieci pod opieką.To nie brzmi dobrze.

    Polecam artykuł w ostatnim Wprost-wstrząsająca historia rodziców
    zastępczych,którym odebrano dzieci.Którzy się pogubili w tym wszystkim,a państwo
    absolutnie nie pomaga w rozwiazywaniu probelmów.Wziąłeś dziecko,to się teraz męcz.

  • gocha_sz 15.01.06, 18:01
    ja jeszcze nie mam rodziny zastępczej, ale mamy z mężem w pieczy 15 latkę,
    która tak jak każde dziecko dużo przeszła. Jest nam cięzko, ale pierwsze co
    sobie powiedzieliśmy, że nie bierzemy jej po to , by nam za to w tej chwili
    dziękowała. Największym podziękowaniem bedzie, jeśli z nami zostanie (w tej
    chwili ma dylemat, czy da radę się zmienić) i za jakiś czas będzie miała cele w
    życiu, wartości, którymi będzie się kierować.
    My też szukamy pomocy w różnych ośrdkach, ale nikt nie da nam gotowej recepty,
    jak postępować z dzieckiem, robimy wszystko metodą prób i błedów, jeden krok do
    przodu, trzy do tyłu i od nowa...
    nie chcę was oceniać, może poprostu przerosła was sytuacja, nie zapomnijce
    tylko, że wy za jakiś czas zapomnicie, a to dziecko nie i trudniej mu będzie
    kolejny raz zaczynać od nowa. Przecież te rodziny zastępcze nie są dla nas
    tylko dla tych dzieci, a o nie trzeba walczyć!!!
  • verdana 16.01.06, 21:24
    Większość osób chyba zapomina, ze młodsze dziecko też człowiek. I ma byc w
    swoim domu bezpieczne. Jesli rzeczywiscie 10-latek ją molestuje (co to
    własciwie oznacza w wykonaniu 10-latka? ) to nie mozna nad tym przejść do
    porzadku dziennego. Poświęcać się moga rodzice, ale nie dzieci.
    ja tez mam wątpliwosci, co do zostawania rodziną zastępczą dla dziecka
    starszego niż własne , szczególnie, jesli jest agresywne. Czy można sobie
    powiedzieć - trudna, nasze dzieci będa przechodziły gehennę, ale ich dobro sie
    nie liczy?
    Wydaje mi sie, ze adopcja kosztem bezpieczeństwa i spokoju własnych dzieci - to
    nie jest pomysł, który należałoby pochwalać.
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • jaskolka.dymowka 18.01.06, 14:10
    1982m, odpowiedz sobie na pytanie: co zrobiłabyś, gdyby Twój rodzony syn
    napastował Twoją rodzoną córkę? I będziesz miała odpowiedź, co powinnaś zrobić
    i jak zadecydować.
  • mavva 18.01.06, 14:26
    Ale dlaczego komuś się każe jak ma czuć?
    Ona wcale nie musi czuć,że to jest jak jej rodzony syn.Nie można nikogo
    przymusić do takich uczuć i nie można nikogo obwiniać za to.To jest nie w porządku.
    Poza tym,być może gdyby jej rodzony syn napastował córkę oddałaby go do
    poprawczaka?Skąd to wiesz?Takie sytuacje też się zdarzają.
  • jaskolka.dymowka 18.01.06, 17:11
    mavva napisała:

    > Ale dlaczego komuś się każe jak ma czuć?

    Nie czuć, ale postępować. Nie pisałam ani słowa o uczuciach ani o przymuszaniu.
    Autorka wątku pytała o ocenę swojego postępowania. Mam zbyt mało informacji,
    żeby móc jej postępowanie ocenić, i tylko ona może sobie na to odpowiedzieć.

    Jeśli ktoś podejmuje się być rodzicem zastępczym, to podejmuje się być
    rodzicem. Nie musi czuć tego samego wobec dziecka rodzonego i przybranego, ale
    nie może być niesprawiedliwy, niezależnie od uczuć. To jest kwestia
    odpowiedzialności, nie uczuć.

    > Ona wcale nie musi czuć,że to jest jak jej rodzony syn.Nie można nikogo

    Nie musi czuć. Natomiast kryterium "czy to samo zrobiłabyś z rodzonym
    dzieckiem" mówi o tym, czy traktuję dzieci sprawiedliwie. Czy potrafię brać
    odpowiedzialność za swoje decyzje.
    Mogę czuć, że chcę dziecko zabić czasami, ale jeść mu dam.

    > przymusić do takich uczuć i nie można nikogo obwiniać za to.To jest nie w
    porzą
    > dku.

    A gdzie znalazłaś "obwinianie" w moim pytaniu?

    > Poza tym,być może gdyby jej rodzony syn napastował córkę oddałaby go do
    > poprawczaka?Skąd to wiesz?Takie sytuacje też się zdarzają.

    A czy ja piszę, że nie oddałaby? Ja stawiam pytanie - co zrobiłaby - i nie
    oczekuję odpowiedzi na forum, bo to nie moja sprawa.
    Że nie oddałaby - to już Twój dopisek...
  • mavva 18.01.06, 23:17
    A jednak chodzi o uczucia.Inaczej rodzicielstwo nie ma sensu,i same DD załatwią
    problem,bo przecież wychowawcy też są odpowiedzialni i jeść dadzą.
    Myślę,że nie można stawiać matce ultimatum sprawiedliwości wobec takich rzeczy
    jak molestowanie małej dziewczynki.
    Myślę,że właśnie zadawanie pytań,nawet nie oczekując odpowiedzi jest oceną,a w
    tym przypadku obwinianiem jej mimo,że jest w sytuacji klinczu tak naprawdę.
  • jaskolka.dymowka 20.01.06, 23:50
    > A jednak chodzi o uczucia.Inaczej rodzicielstwo nie ma sensu,i same DD
    załatwią
    > problem,bo przecież wychowawcy też są odpowiedzialni i jeść dadzą.

    Oczywiście, uczucia są istotne. Ale dojrzałość polega między innymi na tym, że
    zdaję sobie sprawę z tego, że to ja mam problem ze swoimi uczuciami, i ja mam
    sobie z tym poradzić.
    No i także na tym, że dojrzałemu człowiekowi stawia się trochę większe
    wymagania, niż dziecku, które znudziło się lalką, i już jej nie kocha.

    A opieka rodzinna ma więcej zalet, niż tylko uczucia opiekunów: choćby to, że
    żyję w rodzinie, nie w warunkach zakładowych, uczę się w tej rodzinie
    samodzielności, obserwuję normalne relacje (o ile są normalne).


    > Myślę,że nie można stawiać matce ultimatum sprawiedliwości wobec takich rzeczy
    > jak molestowanie małej dziewczynki.

    No, to teraz przeczysz sama sobie. Gdyby najistotniejszą kwestią w DECYZJI było
    dobro dziewczynki, to nie byłoby istotne, kto ją napastuje - czy mąż, czy syn
    rodzony, czy przybrany. Oczywiście, na uczucia wobec sprawcy ma to wpływ. Ale
    jeżeli inaczej traktuję dziecko przybrane i rodzone w takiej sytuacji, to jakie
    znaczenie dla dobra dziewczynki miałby fakt, że byłaby molestowana przez
    rodzonego brata, nie przez przybranego?

    > Myślę,że właśnie zadawanie pytań,nawet nie oczekując odpowiedzi jest oceną,a w
    > tym przypadku obwinianiem jej mimo,że jest w sytuacji klinczu tak naprawdę.

    Po pierwsze - po raz kolejny dopisujesz do mojej wypowiedzi coś, czego w nie
    nie ma.

    Po drugie - nie znając sytuacji, ani Ty, ani ja nie jesteśmy w stanie jej
    adekwatnie ocenić, choć Ty już to zrobiłaś - oceniając postępowanie autorki
    pozytywnie. Możemy tylko ocenić sytuację "modelowo", czyli "jak należy
    postąpić", albo "jak ja bym zrobiła". I mam, podobnie, jak Ty, swoje zdanie w
    tych dwóch aspektach, choć jak dotąd go nie wyraziłam.

    Po trzecie - nawet jeżeli wyraziłabym (a nie wyraziłam) swoją ocenę, to autorka
    właśnie o to prosiła w poście założycielskim.
  • peliczapla 21.01.06, 20:50
    Ważne wydaje mi się to, o czym napisała baem. Scenariusz powstawania
    spokrewnionych rodzin zastępczych często pisze samo życie. Krewni trudnego
    dziecka stają nagle przed powinnością wzięcia go pod swoją opiekę. Jeśli
    ewidentnie nie odbiegają od kryteriów wymaganych od kandydatów na rodziców
    zastępczych, to zwykle tę opiekę im się przyznaje. Sami kandydaci mogą z
    najlepszą wolą przystępować do nowych trudnych obowiązków, ale może też okazać
    się, że te obowiązki ich przerosną. I wydaje mi się, że porażki nie można
    oceniać tu z taką samą surowością, jak niepowodzenia zastępczych czy
    adopcyjnych rodziców dziecka niespokrewnionego. W tym drugim przypadku rodzice
    długo przygotowują się do swojej roli, mają czas na wybadanie samych siebie,
    czy są naprawdę otwarci na tego rodzaju rodzicielstwo, czy mają na tyle siły,
    by podołać ewentualnym trudnościom. Mogą rozważyć pożądane i możliwe relacje
    między swoimi dziećmi rodzonymi (jeśli mają je lub planują) a przysposobionymi.
    Potrzebującego małego krewnego przede wszystkim trzeba/wypada przyjąć do
    własnej rodziny - taka jest potrzeba chwili i chyba pierwsze uczucie, które
    kieruje przyszłymi opiekunami, nagle postawionymi przed tak trudną decyzją.
    Dobrze, jeśli idzie za tym autentyczne uczucie do niego, pomimo jego trudnego
    charakteru (ale akurat założycielka wątku deklarowała, że ona i mąż
    powierzonego im chłopca kochają). Trudne warunki i zaniedbania, które tak a nie
    inaczej ukształtowały charakter wychowanka, miały miejsce we własnej rodzinie
    jednego z zastępczych rodziców, co może być dla niego bardzo bolesne i
    prowadzić do kompleksu i poczucia winy względem współmałżonka. Jeśli wychowanie
    chłopaka okazuje się tak trudne, a w dodatku dochodzi do takiej krzywdy
    rodzonego dziecka - załamać mógłby się nawet najdojrzalszy rodzic zastępczy, w
    pełni przekonany do swojej roli. A uważam, że rodzic taki jak 1984m ma prawo
    takiego stuprocentowego przekonania nie mieć - i to wcale nie znaczy, że jest
    złym człowiekiem albo że nie miał szans dobrze spełnić swojej roli. Może po
    prostu bardziej "mierzył siły na zamiary" (wierzył, że to się uda), a
    mniej "zamiar podług sił" (inaczej nie zdecydowałby się na ten krok), ale
    niestety ta wyjątkowo trudna sytuacja akurat jego przerosła. Oczywiście trzeba
    w tym wszystkim współczuć również chłopcu, ale moze rzeczywiście potrzeba mu
    opiekunów bardziej fachowych i odpornych. A 1984m oddać sprawiedliwość, że
    podjęła próbę.
  • mavva 30.01.06, 11:41
    jaskolka.dymowka napisała:

    > > A jednak chodzi o uczucia.Inaczej rodzicielstwo nie ma sensu,i same DD
    > załatwią
    > > problem,bo przecież wychowawcy też są odpowiedzialni i jeść dadzą.
    >
    > Oczywiście, uczucia są istotne. Ale dojrzałość polega między innymi na tym, że
    > zdaję sobie sprawę z tego, że to ja mam problem ze swoimi uczuciami, i ja mam
    > sobie z tym poradzić.
    > No i także na tym, że dojrzałemu człowiekowi stawia się trochę większe
    > wymagania, niż dziecku, które znudziło się lalką, i już jej nie kocha.
    >
    > A opieka rodzinna ma więcej zalet, niż tylko uczucia opiekunów: choćby to, że
    > żyję w rodzinie, nie w warunkach zakładowych, uczę się w tej rodzinie
    > samodzielności, obserwuję normalne relacje (o ile są normalne).

    Zaraz.
    Jej nie znudziła się opieka tylko sytuacja,która ją spotkała ją przerosła.
    I ta sytuacja przerosła by wielu.Bo chyba nikt nie bierze dziecka do rodziny
    zastępczej z nadzieją,że będzie molestwał mu dziecko.
    Ta sytuacja jest naprawdę wyjątkowa.I dziecko nie dla tej rodziny.Jeśli w ogóle
    znajdzie się ktoś,kto wiedząc o tym zostanie rodziną zastępczą dla chłopca.
    Zauważ,że to nie jest adopcja tylko rodzina zastępcza,a ta w swojej istocie jest
    czym innym niż adopcja.


    > > Myślę,że nie można stawiać matce ultimatum sprawiedliwości wobec takich r
    > zeczy
    > > jak molestowanie małej dziewczynki.
    >
    > No, to teraz przeczysz sama sobie. Gdyby najistotniejszą kwestią w DECYZJI było
    >
    > dobro dziewczynki, to nie byłoby istotne, kto ją napastuje - czy mąż, czy syn
    > rodzony, czy przybrany. Oczywiście, na uczucia wobec sprawcy ma to wpływ. Ale
    > jeżeli inaczej traktuję dziecko przybrane i rodzone w takiej sytuacji, to jakie
    >
    > znaczenie dla dobra dziewczynki miałby fakt, że byłaby molestowana przez
    > rodzonego brata, nie przez przybranego?<

    A gdzie ja sobie przeczę?
    No przecież napisałam,że gdyby to było biologiczne dziecko,to może sprawa
    otarłaby się o poprawczak i że nie może być zgody na takie postępowanie bez
    względu,kto jest jego wykonawcą.
    Tylko,że to jest rodzina zastępcza a nie adopcja i ten chłopiec ma względem
    rodziny obowiązki,jak zresztą każde dziecko.
    Tak jak np. mąż,który po takiej akcji przestałby by być mężem.
    Dziecko biologiczne nie przestałoby być dzieckiem,bo jest to fakt nieodwracalny
    jak żaden inny, ale tu jest właśnie ta różnica.To jest rodzina zastępcza i można
    ją rozwiązać właśnie w takich przypadkach.


    > Myślę,że właśnie zadawanie pytań,nawet nie oczekując odpowiedzi jest ocen
    > ą,a w
    > > tym przypadku obwinianiem jej mimo,że jest w sytuacji klinczu tak naprawd
    > ę.
    >
    > Po pierwsze - po raz kolejny dopisujesz do mojej wypowiedzi coś, czego w nie
    > nie ma.
    >
    > Po drugie - nie znając sytuacji, ani Ty, ani ja nie jesteśmy w stanie jej
    > adekwatnie ocenić, choć Ty już to zrobiłaś - oceniając postępowanie autorki
    > pozytywnie. Możemy tylko ocenić sytuację "modelowo", czyli "jak należy
    > postąpić", albo "jak ja bym zrobiła". I mam, podobnie, jak Ty, swoje zdanie w
    > tych dwóch aspektach, choć jak dotąd go nie wyraziłam.
    >
    > Po trzecie - nawet jeżeli wyraziłabym (a nie wyraziłam) swoją ocenę, to autorka
    >
    > właśnie o to prosiła w poście założycielskim.


    Po co tak gmatwać?
    Tak jak oceniłam pozytywnie,tak Ty ją oceniłaś negatywnie.
    Wyraziłaś swoje zdanie aż nadto dobitnie. smile

    Życie to nie jest sytuacja modelowa i gdybanie,tylko konkretne dramaty
    ludzkie,jak choćby ten.
  • wroclawianka3 01.02.06, 12:09

    --
    napisałaś w któryms poście ,że cały czas czujesz w sercu ,że on nie jest twoim
    biologicznym dzieckiem i pewnie inni rodzice , którzy adoptowali też tak
    czują , -- a guzik prwda mój syn nie jest z mojej krwi i kości ale jest z
    miłości , naet nie myślę o tym że jest adoptowany , czy to ma jakieś znaczenie ?
    wydaje mi się że ty chcesz zrobić coś dla siebie , skoro rozmowy nie pomagają
    idź z nim do psychologa szukaj jeszcze pomocy dla niego , przecież to człowiek
    i nie można od tak sobie oddać do dd , pomijam fakt że mnóstwo ludzi ma takie
    problemy z dziećmi biologicznymi i nie oddają do domu dziecka
    zastanów się jeszcze nad swoją decyzją
  • verdana 01.02.06, 15:05
    Nie ukrywam, ze gdyby mój rodzony syn molestował moja rodzona córkę, to nie
    mieszkałby w moim domu. Niezaleznie od mojej do niego miłości. Uwazam, ze
    rodzice w pierwszym rzedzie powinni bronić osoby, która staje się ofiarą, nawet
    jesli agresor nie jest do końca winny. Nie można po prostu poswiecić jednego
    dziecka dla drugiego - pozwolić w imie dobra tego pierwszego na znecanie się
    nad mlodszym dzieckiem.
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • wroclawianka3 01.02.06, 22:10
    verdana napisała:

    > Nie ukrywam, ze gdyby mój rodzony syn molestował moja rodzona córkę, to nie
    > mieszkałby w moim domu. Niezaleznie od mojej do niego miłości. Uwazam, ze
    > rodzice w pierwszym rzedzie powinni bronić osoby, która staje się ofiarą,
    nawet
    >
    > jesli agresor nie jest do końca winny. Nie można po prostu poswiecić jednego
    > dziecka dla drugiego - pozwolić w imie dobra tego pierwszego na znecanie się
    > nad mlodszym dzieckiem.


    --
    \czyli uważasz że jedno dziecko mozna poświęcić dla dobra drugiego , straszne
    jest to co napisałaś , nawet nie chce mi się tego komentować
  • 1982m 22.01.06, 14:20
    Dziękuje za wszystkie opinie te dobre i złe.Każdy z was ma prawo napisac co
    myśli bo o to właśnie prosiłam i nie spodziewałam się samych dobrych. Bo te złe
    też dają mi wiele do myślenia dziś moge powiedzieć że z każdego postu coś
    wywnioskowałam i wiem że nie jestem idealna bo niema ideałów ani dorosłych ani
    dzieci!!!Ale takie jest życie coś nam przygotowało i musimy tak żyć może gdzieś
    zrobiłam błedy ale na nich sie ucze.Nieda sie wszystkim pomuc tak jak ja
    niemoge pomuc naszemu chłopcu bo nieda sie robić czegoś na sile a tak właśnie z
    nim jest my niemożemy pracowac nad nim sami on tez musi wykazac troche chęci
    ale on widocznie niechce z nami wspólpracowac.Dlatego skończy sie tak jak to
    już pisałam.Każde z nas w naszym domu czegoś doświadczyło w związku z tą sprawą
    dlakażdego było to jakieś doświadczenie od życia jakaś szkoła na przyszloś.
    Może i ja się w tej roli niesprawdziłam-niewiem ale wiem że chciałam dobrze co
    nam niewyszło i umiem się do tego przyznać może nietakie zadanie jest mi pisane
    bo szczerze ciężko jest wychowywać swoje dziecko a jeszcze ciężej nieswoje.I
    niechce muwić tu o naszym ćhłopcu jako nieswoje ale niema co ukrywać zawsze tak
    będzie i zawsze gdzieś głęboko w sobie bede to czuć i każdy kto ma taką
    sytuacje to zapewne przyzna mi racje bo tak to już jest niezmienimy tego.Po tym
    wszystkim moge powiedzieć że doświadczenie jakieś dostałam od życia ale wiem że
    zapewne niepodjełabym sie już takiej decyzji jest to ciężkie przerzycie dla
    calej rodziny kogoś sie skrzywdziło ale wyrzutów sumienia niemam bo mimo złego
    przeszłam długą i ciężkom droge która u mnie niema dobrego zkończenia i to
    najbardziej boli.Uznaje że prawdziwe wyrzuty sumienia to powinna mieć jego
    biologiczna matka bo to ona mu zapoczątkowała taki los my chcieliśmy tylko
    pomuc ale niezawsze ktoś pragnie tej pomocy i tu się rodzi problem z którym
    puzniej ciężko życ.Pozdrawiam
  • elwin11 22.01.06, 15:05
    Każdy kto bierze obce dziecko zakłada, bierze pod uwagę to, że może nie być łatwo. Mimo tego sie decyduje i chwała mu za to.Wiadomo, że wychowac dziecko z pewnym już bagażem odziedziczonym po okropnej matce nie jest łatwo. Trzeba ogromnej cierpliwości, taktu, zrozumienia. Trzeba samemu być człowiekiem, żeby wychować człowieka, a niekiedy i to się nie udaję, jak wiemy.
    1982m, uważam, że podjęliście z mężem bardzo słuszną decyzję.
    10 letni chłopiec, który już w tym wieku molestuje, cokolwiek by sie kryło pod tym pojęciem, 3 letnią dziewczynkę nie rokuje niestety, moim zdaniem żadnych nadziei. I jeśli rozmawialiście z nim wielokrotnie, jeśli rozmawiał z nim psycholog i jeśli nie przyniosło to najmniejszych rezultatów, to przepraszam jest to po prostu patologia. Jeżeli 10 letni chłopiec nie widzi nic złego w molestowaniu maleńkiej dziewczynki, to gdy będzie dorastał zgwałci matke i też nie będzie to dla niego nic takiego. Nie widzę żadnej nadziei na jego poprawę, 1982m chroń córkę przed tym małym zboczeńcem!!!!!!
  • leli1 22.01.06, 16:00
    brrr...nie wypowiadałabym sie tak drastycznie o kims, kogo znam tylko z opowiadan. Napisalas o molestowaniu corki, rozumiem ze nie chcesz podac szczegolow na czym to polega w wykonaniu tego chłopca! Czy molestowaniem jest tekst rzucony przez 9 letnia
    dziewczynke do 5 letniego chlopczyka "pokaz mi siusiaka", bo takie cos uslyszalam niedawno na tzw rodzinnym spędzie smile
    Cokolwiek mozna o tym myslec, to uwazam ze postapiliscie słusznie. Mam nadzieje ze szybko Wasza rodzina dojdzie do siebie, a chłopak mimo wszystko znajdzie w swoim zyciu choć kawałek własnego szczęścia.
  • 1982m 22.01.06, 21:13
    bardzo chcielibyśmy by Twoje ostatnie zdanie się spełniło bardzo.....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka