Dodaj do ulubionych

Strach (przed adopcją) ma wielkie oczy!!!

IP: *.* 22.11.01, 22:24
Po wielu próbach leczenia, po "zaliczonych" gabinetach ginekologicznych w okolicy, podjęliśmy decyzję o zgłoszeniu się do ośrodka adopcyjnego-byliśmy wtedy 3,5 lata po ślubie. Już przed ślubem braliśmy pod uwagę taką sytuację, ale ja cały czas miałam nadzieję na to, że miesiączka się nie pojawi... Wiele nocy przepłakanych, wiele żalu... kto to przechodził, to wie.Najważniejsza jest jasność sytuacji i akceptacja tego, co się dzieje. Adopcja nie może być uleczeniem rany po nieudanych próbach zajścia w ciążę. To zupełnie inny świat! Niewiele ludzi wie, że formalności związanych z adopcją nie ma wcale dużo, a przeciętny czas oczekiwania na malutkie dziecko to 6-9 mies.(starsze jeszcze szybciej).My zgłosiliśmy się do ośrodka adopc. w marcu, nasza Ania urodziła się w październiku, a w grudniu mieliśmy ją już w domu. Zwykle odbywa się to znacznie szybciej.Teraz Ania ma 2 latka, rozwija się świetnie, nie mażadnych defektów (przepraszam za słowo, chodzi mi o jasność), nawet urody jest nieprzeciętnej... Sama słodycz.Jeżeli ktoś ma pytania -chętnie odpowiem. PRZEDE WSZYSTKIM NALEŻY PRZESTAĆ SIĘ BAĆ !!!Gosiu - pisz co Cię interesuje!Pozdrawiam gorąco - Kaś
Edytor zaawansowany
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 24.11.01, 12:09
    Witam. Nareszcie ktoś pisze o adopcji. Próbowałam kiedyś rozpocząć ten temat, ale cóż.... nikt nie odpisał.Sama stoję przed taką decyzją. Moja sytuacja jest trochę inna bo mamy już 5-letnią córkę, ale z powodu mojej choroby nie chcę (i chyba nie powinnam) sama urodzić drugiego dziecka. Właściwe był moment kiedy już przyzwyczaiłam się do myśli że moja córka będzie zawsze sama a ja swoich pokładów miłości nie będę mogła rozdzielić na jej rodzieństwo.Myślimy o dziecku starszy, 4-6 letnim. Mam wiele obaw ale i nie mam z kim o tym porozmawiać. Będę wdzięczna jeżeli wymienisz się ze mną doświadczeniami.Ania.
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 24.11.01, 15:17
    Ach, Aniu...Tak się cieszę, że napisałaś... Oczywiście służę wszelką radą i pomocą, mam pewne doświadczenie jeśli chodzi o kontakt z Ośrodkiem Adopcyjnym, z sądem, z Domem Dziecka... Gdy my z mężem zabieraliśmy się za załatwianie tej sprawy, nie znałam nikogo, kto mógły mi odpowiedzieć na mnóstwo pytań, które się we mnie kotłowały. Dlatego jestem otwarta na wszelką współpracę. Życzę wszystkigo dobrego, pozdrówka dla reszty rodziny! :bic: Kasia
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 24.11.01, 23:50
    My jestesmy w trakcie oczekiwania na werdykt- czy bedziemy mogli miec dzieci (chodzi o ew. obciazenie gen. Zespolem Downa). Jesli okaze sie najgorsze, zdecydujemy sie na adopcje- to juz postanowione. Nie chcialabym stracic kontaktu z wami, wiec pisze. Chcialabym sie dowiedziec:1)czy znacie adresy stron poswieconych adopcji; 2)jakie warunki trzeba spelnic- przede wszystkim jesli chodzi o sprawy finansowe (nie stoimy z tym zbyt dobrze) i mieszkaniowe; 3)gdzie sie w ogole czegos dowiadywac?-czy w kazdym duzym miescie jest osrodek adopcyjny? Jestem z Poznania.Zycze szczescia, dobrych wyborow i pozdrawiamAgnieszkaPs. To skad sie wziela ta opinia ze na dziecko sie bardzo dlugo czeka -szczegolnie na male?Ps. Prosze o odpowiedz, moze byc na priv: macdur@g.pl
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 25.11.01, 15:40
    Witam Agnieszko i pozdrawiam gorąco!Najpierw adres: www.diecezja.waw.pl/adopcjaZnajdziesz tam adresy Katolickich Ośrodków Adopcyjnych - min. w Poznaniu, a także adresy innych stron poświęconych adopcji.Akurat jestem w trakcie pisania pracy mgr na temat drogi do adopcji, mam więc wiele innych materiałów - jeśli chcesz poczytać, napisz.Podobno Bardzo prężnie działa Ośrodek Adopc. w Łodzi, ale wszędzie jest raczej syt. zbliżona. Jeśli chodzi o warunki, jakie trzeba spełnić to jest pytanie o zarobki, ale nie trzeba być na poziomie średniej krajowej (my jesteśmy sporo poniżej), nie trzeba mieć luksusowego mieszkania (my na razie mieszkamy u teściów i budujemy dom, mamy teraz 3 pokoje, kuchnię i łazienkę), raz była u nas pani kurator sprawdzić warunki mieszkaniowe - rzuciła okiem, napisała to, co jej powiedziałam i poszła. A ile się wtedy nasprzątałam! To oczywiście nie była wizyta z zaskoczenia, wcześniej się umówiliśmy.W ogóle było spoko, nikt - może poza domem dziecka - nie robił problemów. A bałam się strasznie... Teraz myślimy o rodzeństwie dla Ani!:hap: :hap: :hap: :hap: :hap:Życzę wszystkiego najlepszego!Kaś
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 26.11.01, 08:51
    Cześć Kasiu. Z tej strony Ania. Bardzo bardzo się cieszę że odpisałaś. Czy mogłabyś mi podać swój adres mailowy wtedy opiszę jak sytuacja wygląda u mnie. Bardzo byłabym Ci wdzięczna gdybym mogła porozmawiać na ten temat.Ania.
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 26.11.01, 21:34
    Zapraszam do korespondencji!kasia.mama@wp.plPozdrawiam!!!Kaś
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 26.11.01, 08:55
    Hej. Też jestem z Poznania i proszę podaj maila (na ten w liście nie przechodzą listy) bo bardzo chciałabym do Ciebie napisać. Ania.
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 26.11.01, 23:03
    Mamy tylko tego maila, którego podałam tutaj: macdur@g.pl, ale przychodzi do nas duzo listów, więc może spróbuj normalnie, nie przez edziecko- powinno przejsc. Czekam na wiadomość, na pewno odpowiem.Pozdrawiam, Agnieszka
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 27.11.01, 09:13
    Hej Agusia. Próbowałam dzisiaj rano wysłać mail, ale znów otrzymałam informację że informacja nie została dostarczona. Wielka szkoda, a może założysz sobie skrzynkę na Wirtualnej Polsce?Pozdrawiam i będę jeszcze próbowała. Ania.
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 06.12.01, 09:33
    Dostałam od Ciebie list i odpisałam na obie skrzynki, ale znów dostałam informację, że listy nie przeszyły. Jeżeli je dostaniesz. To proszę potwierdź mi, bo bardzo mnie to martwi. Ania.
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 29.11.01, 21:17
    Witaj Aniu. Ja tak jak ty mam juz synka - 3 lata, i chce miec jeszcze dziecko, ale noj stan zdrowia rowniez na to nie pozwala. Mam jeszcze nadzieje, ze moze kiedys.... Na razie nie decyduje sie jeszcze na adopcje - chociaz taka mozliwosc juz rozwazalam. Podziwiam cie za to, ze chcesz adoptowac starsze dziecko - to przeciez trudniejsze niz adoptowac niemowle! Ale powiem ci: tak sobie mysle, ze jesli zdecyduje sie na ten krok to chyba tez zdecyduje sie na dziecko w wieku zblizonym do naszego synka - chyba oboje beda zadowoleni.Pozdrawiam i zycze wszystkiego najlepszego!!!eDorka
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 29.11.01, 21:18
    ojej mialo byc w tytule DO ANI
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 30.11.01, 13:04
    jeżeli podasz maila chętnie napiszę. Ania
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 27.11.01, 15:33
    Na wstępie bardzo dziękuję,że odpisałaś.Jak każda z nas,która myśli o adopcji mam wiele pytań. Zdążyłam przeczytac twoje wypowiedzi (adresy internetowe) i dziś jeszcze tam wejdę. Rzeczywiście utarło się,że na adopcję czeka się długo (szczególnie jeśli chodzi o niemowlaki), ale z tego co piszesz to wcale nie tak długi okres (szczególnie w porównaniu z kilkuletnim oczekiwaniem na własne potomstwo). A więc po koleji:Jak już podjęliście decyzję o adopcji, to udaliście się do Ośrodka Adopcyjnego - czy oni Was pokierowali co, gdzie i kiedy macie zrobić??? Czy to ten ośrodek dał Wam kontakt z domami dziecka, bądź bezpośrednio z rodziną? Pisałaś,że jedyne problemy były po stronie domu dziecka - czy się sprzeciwiali, mięli obiekcje???Czy brany jest pod uwagę wiek małżonków, staż małżeński, rodzaj pracy, warunki materialne (coś już wspomiałaś we wcześniejszych wypowiedziach, ale.. informacji nigdy za wiele), itp...A tu chyba najważniejsze pytanie -czy istniała konieczność zapoznania się z tamtymi rodzicami, czy wiedzieliście coś na ich temet, tzn. kim są, z jakiego środowiska się wywodzą, jak wyglądają...?Od urodzin do momentu, gdy maluch zamieszkał z Wami minęły ok. 2 miesiące, czy to znaczy,że od razu nie można wziąść bobaska do domu, bo trzeba najpierw załatwić wszystkie formalności wziązane z adopcją?Może tych pytań jest zbyt wiele jak na jeden raz, za co z góry przepraszam, ale naprawdę coraz chcę by moja wiedza na ten temat była jak najbardziej obszerniejsza.Pozdrawiam gorąco, czekam na odpowiedźGosia
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 29.11.01, 01:37
    WITAM!!!Formalności, które są potrzebne przy adopcji nie załatwia się na własną rękę. Podstawowa sprawa to zgłoszenie się do ośrodka adopcyjnego. Tam przeprowadzana jest rozmowa wstępna, są pytania o warunki rodzinno-finansowo-mieszkaniowe, jest rozmowa z pedagogiem i decyzja o zakwalifikowaniu małżonków do starania się o adopcję. Później jest cykl 9 spotkań w ośrodku, są to spotkania z róznymi fachowcami, np. psycholog, pediatra, prawnik itp. Tam można uzyskać wiele potrzebnych informacji.W tzw. międzyczasie załatwia się zaświadczenia z pracy o zatrudnieniu, zarobkach, potrzebna jest też opinia pracodawcy i zaświadczenie o niekaralności. Być może coś pominęłam. Po zaliczeniu cyklu spotkań czeka się już tylko na telefon z ośrodka adopc. z wiadomością :jest dziecko dla państwa!Potem to już sprawa w sądzie i koniec. Ośrodek adopc. przesyła dokumenty przyszłych rodziców do adwokata i ten jako pełnomocnik załatwia wszystkie sprawy. Trzeba być jedynie na rozprawie. Dużo nerwów mnie to kosztowało, ale nie było tak strasznie.Mniejszy jest problem, gdy bierze się dziecko ze szpitala, nasze maleństwo było już odesłane do domu małego dziecka... Tam był problem tego rodzaju, że nie było warunków do odwiedzin. Na sale obcym wstęp wzbroniony, a na korytarzu zimno. To był grudzień, a mała miała zapalenie płuc i dlatego było nerwowo.Najwcześniej decyzja o adopcji może zapaść w 7-mym tyg. życia dziecka, jeżeli sąd się postara... My mieliśmy pecha trafić na mur biurokratyczny i dlatego załatwianie możliwości wzięcia dziecka do domu trwało ponad miesiąc. To i tak szybko - sędzia od ręki wydał decyzję o tymczasowym umieszczeniu Małej u nas - na czas potrzebny do ustanowienia rodziny adopcyjnej. Byliśmy wtedy rodziną zastępczą. Cała sprawa zakończyła się wydaniem nowego aktu urodzenia, a było to ok. 3 m-cy później!!!Adopcja anonimowa zakłada, że nie ma śladu po rodzicach biologicznych, nie znamy ich, ani oni nas. Ale są też inne rozwiązania.Pozdrawiam bardzo serdecznie, pa pa!Kaś
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 29.11.01, 11:05
    Mówisz adopcja anomimowa, tzn,że nie wiesz kim byli biologiczni rodzice - nie chodzi mi tu o nazwiska, ale o ich pochodzenie (np: rodzina patologiczna), status społeczny. Z tego co zrozumiałam, to wystawiono nowy akt urodzenia - na Wasze nazwisko, tak aby nigdzie w papierach nie było śladu o biologicznych rodzicach??? --- to bardzo dobre rozwiązanie, zarówno dla Was jak i dla Waszego dzieciątka. W przypadku adopcji noworodka, jego rodzona mama musi się zrzec praw rodzicielskich od razu w szpitalu?A tak w kwestii formalnej: jak odebraliście maleństwo ze szpitala to czy przysługiwał Ci urlop macierzyński,bądź wychowawczy, jeśli tak, to w jakim wymiarze? Czy mama,która adpotowała noworodka, ma też prawa takie jak mama, która urodziła swoje dziecko?Od czego zależy fakt,że noworodek jest przekazany przyszłym rodzicom jako rodzinie zastępczej prosto ze szpitala (do momentu pełnej adopcji), albo po pewnym okresie, tak jak to było w Waszym przypadku.Podzczas tych wszystkich spotkań w ośrodku,to Wy, jako przyszli szczęśliwi rodzice,określiliście wiek dziecka?Nie wiem czy orientujesz się, ale czy w przypadku dziecka np:6 miesięcznego lub 1 rocznego, cała procedura jest szybsza i łatwiejsza.Serdecznie dziękuję :-)PozdrawiamGosia
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 03.12.01, 22:42
    Adopcja anonimowa to jedna z możliwości, matka biologiczna zrzeka się praw do swojego dziecka i to owiera drogę do adopcji. Rodzice adopcyjni nie wiedzą NIC o pochodzeniu dziecka, o jego rodzicach biol. Sporządza się nowy akt urodzenia, nadaje się dziecku nowy numer pesel, dziecko wchodzi do nowej rodziny "bez przeszłości". Chodzi tu o noworodka. Matka biolog. może podpisać zrzeczenie się dziecka dopiero po upływie 6 tygodni - aby wykluczuć działanie pod wpływem stresu poporodowego. Urlop macierzyński i wychowawczy brałam wg zasad ogólnie obowiązujących. Tak samo ewent. zasiłek rodzinny itp. Nawet w firmie ubezpiecz. nie było problemu z wypłatą pieniędzy z tytułu urodzenia dziecka! Zgłaszając się do ośrodka adopcyjnego zapytano nas, czy mamy jakieś wymagania co do wieku lub płci dziecka. Jest to potem brane pod uwagę. Także w momencie, gdy dostaliśmy wiadomość, że jest dziecko dla nas, podano nam wiek, ogólne informacje o stanie zdrowia itp i zapytano, czy się decydujemy. Do końca można się wycofać, nie ma się czego bać...Pozdrawiam serdecznie, życzę powodzenia - Kaś
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 04.12.01, 16:49
    Czyli dzieciątko jest tylko Wasze. To jest cudowne.A tak w ogóle, to życzę Ci aby twoje dzieciątko było zdrowe i żebyś czerpała z niego wiele radości.Mam nadzieję,że i kiedyś będę życzyła sobie tego samego.PS. Odwiedziłam strony internetowe, które poleciłaś i wyczytałam,że aby adoptować dziecko trzeba być w małżeństwie podnad 5 lat. Czy ta zasada jest bardzo przestrzegana, bo jeśli wiemy,że nie możemy mieć dzieci a 5 lat nie upłynęto..?PozdrawiamGosia
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 05.12.01, 11:08
    My zgłaszając się do ośrodka byliśmy 3,5 roku po ślubie i możliwość posiadania "własnych" dzieci nie jest wykluczona... Nie było zastrzeżeń, wskazane było jedynie posiadanie opinii od lekarza o tym, że są trudności z poczęciem dziecka. Ale nie jest to konieczne.POZDRAWIAM bardzo, bardzo !!!Kaś
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 05.12.01, 18:30
    Kaś, Aniu, Gosiu...czytam wasze wypowiedzi, bo mnie też korci od jakiegoś czasu... opowiem wam:mamy dwoje dzieci: 7 i 5 lat; od zawsze chcielismy więcej, więc od roku staramy się o trzecie; i nic; pół roku temu zaczęłam się niepokoic i odwiedzać lekarza, monitorowanie, duphaston, etc.; ponad miesiąc temu mój mąż dał się namówić na badania nasienia i... wyrok; jedyna realna szansa wg. lekarza to in vitro; a na to nie chcemy sie decydować z różnych względów, przede wszystkim religijnych; oczywiscie lekarz przepisał mężowi leki, w tym jeden hormon, ale na odchodne powiedział tylko: "cuda zdarzają się raz - wam zdarzyły się dwa, chyba nie oczekuje pani kolejnych cudów"; a ja oczekuję :)ale od tego momentu zaczęliśmy rozmawiać z moim mężem o ... adopcji właśnie; może to jest nasz sposób na kolejny cud biegający po naszym mieszkaniu?i boję się: reakcji na taką decyzję rodziny, znajomych, a przede wszystkim mojej reakcji na to dziecko; bo może będzie inne, bedzie inaczej pachnialo, inaczej płakalo, bo będę miała wyrzuty, że traktuję je inaczej, bo nie zniosę tekstów rodziny "po co wam obce dziecko, jak macie dwoje własnych"; moja bliska przyjaciółka pracuje w ośrodku katolickim w Warszawie - więc o jej pracy słyszę juz od kilku lat i nie byłoby zatem problemu, żeby do nich trafić; ale ja się strasznie boję, strasznie, strasznie... czy będę dobrą mamą dla tego dziecka, które stanie sie nasze inaczej?a z drugiej strony tak bardzo chcialabym kolejnych dzieci... jutro albo pojutrze zrobię kolejny test.. jesli nie wyjdzie, to zrobię ich jeszcze nie więcej, jak 4, 5...a po wakacjach, jak sie nic nie uda - my udamy się do ośrodka;co wy myslicie o tym? moze powinnam dac sobie spokój? może skrzywdzimy to dziecko nowe, może skrzywdzimy starsze? może w ogóle to nie jest dobry pomysł i powinnismy sobie odpuścić, a jak bedzie następne dziecko kiedyś to bedzie?jestem tym wszystkim strasznie zmartwiona, jeśli mozecie napiszcie mi coś...
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 06.12.01, 16:02
    Mogę ci powiedzieć,że obawy mamy prawie takie same (ja nie mam dzeici). Zawsze jest strach,że może nie pokochamy adoptowaniego dziecka tak jak byśmy chciały, albo tak jak kochamy urodzone przez nas dzeici. Obawy co powie rodzina - są może i ważne, ale nie najważniejsze.Jeśli będą mądrzy to zaakceptują waszą decyzję (to przecierz wasz "problem, a nie ich), a jeśli nie to znaczy,że to oni w ogóle nie dorośli do roli rodziców oraz nie rozumieją roli człowieka wobec drugiego. Tu nie ma co oglądać się na rodzinę!!!!!!!A tak w ogóle - To bardzo piękne z waszej strony,że chcecie zaadoptować dziecko, mając już dwoje swoich.Ja się przyznam - czasem bardzo, ale to bardzo chcę zaadoptować dziecko (tych chwil jest więcej), a czasem strach powoduje, że w myślach rezygnuję z adopcji. RYZYKO - ono jest zawsze, leży po stronie rodziców oraz dziecka. My jako rodzice nie wiemy czy się sprawdzimy (ty i twój mąż już wiecie, że tak)ja jeszcze tego nie wiem, nie wiem czy będę potrafiła dać dużo miłości swojemu dziecku, czy spełnię się jako matka. Ze strony dziecka -nie wiemy jakie ono jest i jakie będzie (rodzone??? - też jest niewiadoma), boimy się czy będzie dla nas dobre, czy spełni nasze oczekiwania, itp... ale beż ryzyka nie ma życia. Myślę, że jeśli chcecie dać szczęście i miłość dziecku porzuconemu, to warto. Bo dawać miłość to najpiękiniesze co możemy dać drugiej osobie, a już w szczególności dziecku. Mam jeszcze pytanie - dziecko w jakim wieku chcięlibyście adoptować, czy chcecie poczuć ponownie zapach pieluch i mleka, czy też już chcecie mieć to za sobą.Do usłyszeniaGosia
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 06.12.01, 18:38
    Gosiu, najchętniej byśmy adoptowali noworodeczka, takiego najmłodszego, jak się da. Ale wiem, że na takie dzieci jest chyba największy "popyt", a ja chciałabym, żeby decyzja, jak już ją na prawdę i na serio podejmiemy była "w kierunku dziecka", a nie w kierunku naszych chęci, czy życzeń, więc, żeby brzmiała: "takie, jakie będzie do wzięcia: chlopczyk, czy dziewczynka, noworodek, czy niemowlę..."nie wyobrażam sobie jednak chyba, abyśmy wzięli dziecko starsze niż np. 3 letnie i bardzo chore... jest to chyba spowodowane moim panicznym strachem przed lekarzami (dlatego moje dzieci są "zahartowane" :), bo idę do lekarza, jak juz na prawdę nie mogę sobie po domowemu poradzić :) ), no i na pewno jakimś egoizmem, bo wychowywanie chorego, niepełnosprawnego dziecka wyklucza moim zdaniem np. pracę zawodową, bez kontaktu z którą (choć na kilka godzin w tygodniu!) chyba bym zwariowała...zobaczymy, co bedzie... jeśli nic nie wyjdzie z "zaciążenia" to po wakacjach wybierzemy się do ośrodka...
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 06.12.01, 22:26
    Głowa do góry! Nie obawiaj się przyznać, że nie chcesz, aby adoptowane dziecko było starsze czy chore. :ouch: W ośrodku na pewno padnie pytanie o to, jakie dziecko chcecie - i to jest czas, aby wyrazić swoje zdanie. Adopcja to nie jest wyświadczanie komuś grzeczności, to jest sprawa na życie! Ja właśnie w tym decydującym momencie nie powiedziałam tego, co chciałam - żeby dziecko było maleńkie, że wolę dziewczynkę itp. I potem plułam sobie w brodę i miałam nadzieję, że i tak będzie dobrze. :what: I było - JEST - dobrze,:hap: ale po co ten stres... :hello: Pozdrawiam bardzo gorąco - Kaś
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 05.12.01, 23:07
    Witaj!Nie mam wprawdzie zadnych doswiadczen w tym temacie, ale mojej kolezance z pracy "chodzi po glowie" podobny pomysl jak tobie. Ona ma trojke dzieci(10,8,6 lat)i zastanawiaja sie nad adopcja czwartego, chociaz nie ma zadnych przeciwwskazan do kolejnej ciazy. Uwazaja, ze skoro maja juz trojke swoich, to teraz moga dac tez swoja milosc dziecku ktore nie ma rodziny i tej milosci!!! Co prawda dawno nie rozmawialam z nia na ten temat, ale moge ja podpytac, czy porzucili te plany, czy nie.Moim zdaniem jest to bardzo dobry "pomysl", ale rozumiem twoje obawy- ale tu oddaje glos "mamom adopcyjnym"- mam nadzieje ze ten zwrot nikogo nie urazi?Pozdrawiam, napisz jak juz zdecydujecie!Agnieszka
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 20.12.01, 09:17
    Witam ponownieKaśiu, mam nadzieję, że zawitasz na forum jeszcze przed Świętami, ponieważ chciałabym życzyć Ci wszystkiego najlepszego i spełnienia marzeń, no i oczywiście wspaniałego Sylwestra.A przechodząc do celu mojego listu, to...Wraz z mężęm, po długich wieczornych rozmowach i nieprzespanych nocach, zdecydowaliśmy się na adopcję, nieżęby przestać się starać o własne potomstwo,lecz żeby mieć już kogoś bliskiego i kochanego. Bazdzo brakuje nam dzieci i jeśli narazie nie możemy mieć własnego to chcemy dać szczęście, miłość i dom niechcianemu maluchowi.Odtatnio oglądaliśmy reportarz o wychowankach domów dziecka, jak jest im ciężko gdy stają się pełnoletni i muszą go opuścić i ... zrobiło się nam ich bardzo szkoda, bo pomimo ich 18 lat nadal są dziećmi, które potrzebują opieki rodzicielskiej, albo chociaż jakiegoś opiekuna.Więć naszym życzeniem Świąteczno-Noworocznym jest to, abyśmy za rok mięli malucha u siebie.Dlatego pozwalam się prosić Ciebie o rady jak podejśc do takiego dziecka, jak je wychowywać i w ogóle.Będę Ci bardzo wdzięczna za pomoc.Z góry dziękuję
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 21.12.01, 00:54
    Tak baaaaaaaaaaaaaardzo się cieszę!!!!!!!!!!:bounce: :bounce: :bounce:Dziękuję za życzenia, życzę Tobie, męzowi i dzieciątku, które być może już rośnie dla Was, aby jak najprędzej spełniły się Wasze marzenia! Bądźcie szczęśliwi i tym szczęściem promieniujcie na świat, który tak bardzo się spieszy, że nie ma czasu na szczęście...Oczywiście służę radą, może umówimy się na chat-a? Kiedy my podjęliśmy decyzję o adopcji to właśnie w tym czasie mniej więcej poczęła się nasza Ania - prezent z nieba! Urodziła się po ok. 9 miesiącach od naszej decyzji, a do domu przywieźliśmy ją z Domu Małego Dziecka w WIGILIĘ!!! To bło prawdziwe Dzieciąteczko! Do dziś brak mi słów, chociaż właśnie mija 2 lata... To niesamowite przeżycia, na pewno inne od porodu, karmienia piersią itp, ale inne a nie mniejsze czy gorsze...Pozdrawiam bardzo serdecznie i czekam na dalsze wieścikasia.mama@wp.pl :hello:
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 21.12.01, 13:46
    Dziękuję za życzenia, dzwoniłam do Ośrodka i mam w styczniu umówić się na 1 rozmowę.Dziękuję za przyszłą pomocWESOŁYCH ŚWIĄT!!!:-)
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 22.12.01, 19:10
    :bic: Gratuluję i z całego serca życzę powodzenia!!!Kasia
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 10.01.02, 22:23
    Witam Kasiu!Dziś byliśmy na 1-szej rozmowie w spr. adopcji. Powiedziano nam, że czeka nas cykl ~9 spotkań (1/mies.) potem kwalifikacja, a potem oczekiwanie na malucha. Muszę się przyznać, że zaczęłam się bać, czy sobie poradzę, czy będzie dobrze.Powiedziano nam, że powinno się powiedzieć dziecku iż było adoptowane - jak u Ciebie czy zamierzasz powiedzieć swojemu dziecku o tym?? Ja nie wiem, ale boję się, że jak mu powiem to zacznie szukać swoich rodziców i nas zostawi!!?Proszę napisz, bo przez caly ten okres bardzo chciałabym mieć przyjaciółkę, która mnie poprowadzi i pomoże, aby przygotować się jak najlepiej.Do usłyszeniaG
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 10.01.02, 23:05
    w jakim ośrodku byliście?pytam, bo własnie podczas tych spotkań powinni bardzo duzo wam pomóc - rozmawiać, właśnie wyjasnić, jak to jest z tą prawdą i jej przekazywaniem - od techniki do radzenia sobie z uczuciami;jeżeli byliście w warszawie na Pradze w katolickim, to mam o nich bardzo dobre zdanie; szczególnie o pani psycholog;trzymam kciuki - super!!!dawaj znac na bieżąco, co i jak, co bylo na spotkaniach i co robicie po kolei...my pewnie wybiezremy się po wakacjach, chyba, że się uda zaciążyć...bardzo gorąco pozdrawiam!!!!!!
  • Gość edziecko: guest IP: *.* 11.01.02, 21:00
    Byliśmy w katolickim ośrodku na Grochowskiej i pierwsze wrażenie było dobre.Będę pisać po każdy spotkaniu, a pierwsze ma być w lutym.
  • Gość edziecko: kaasia IP: *.* 24.01.02, 12:02
    Gosiu!Tak się cieszę,że się zdecydowaliście!!! Tak się cieszę!... Przykro mi, że długo się nie odzywałam, miałam kłopoty z komputerem, ale myślę, że już będzie dobrze i że będę mogła być z Tobą przez najbliższe miesiące a potem długo, długo i szczęśliwie :)Oczywiście powiemy naszej Ani, że nie ja ją urodziłam - szczerość to podstawowa zasada miłości! A kiedy to powiedzieć? Najlepiej jak najwcześniej, żeby ona rosła w prawdzie, żeby nigdy nie była tym zdziwiona, żeby w ogóle nie pamiętała momentu, w którym się o tym dowiedziała... Trochę się tego boję, ale nie tego, że Ania źle to zniesie, ale, że ja coś sknocę... Mam nadzieję, że będzie OK.Pozdrawiam i czekam na dalsze wieści! - Kaś
  • Gość edziecko: kaasia IP: *.* 25.01.02, 00:03
    kaasia to ja - Kaś! pozdrowionka!!!
  • Gość edziecko: inf4 IP: *.* 11.02.02, 20:01
    Witam Cię Kasiu!Niestety chyba będziemy musięli poczekać z adopcją.W ośrodku państwowym nie dali nam w ogóle szans (brak pokoju dla dziecka wydaje się niedoprzejścia), zaś w katolickim stwierdzili, że może będziemy mogli wziąść udziała w szkoleniu, ale przed przekazaniem dziecka mamy miec pokój, no i oczywiście nowość! 5 lat po ślubie, a my jesteśmy dopiero 4 lata.Oj, czasami mam tego dość.Czy któraś z Was miała też problwmy z adopcją!!!Gosia
  • Gość edziecko: Julia IP: *.* 25.02.02, 20:27
    Gosiu,nie rezygnujcie z adopcji! Zrezygnujcie raczej z warszawskich ośrodków. Tu jest straszliwy tłok. My naszą Córeczkę, która niedawno skończyła już rok, zaadoptowaliśmy w tempie błyskawicznym. Zrobiliśmy to w małym, prowincjonalnym ośrodku, chociaż mieszkamy w W-wie. Weronika urodziła się w 11 dni po naszej pierwszej (!)wizycie w ośrodku i była z nami, zanim skończyła 2 tygodnie. A więc od złożenia dokumentów do momentu pojawienia się dziecka w naszym domu nie minąl miesiąc. A pokój dla dziecka jako kontrargument wydaje mi się śmieszny. Albo raczej okrutny. To nie w domu trzeba mieć miejsce dla malucha, a w sercu. Jesli chcesz poznać szczególy naszej adopcji, napisz na priv. Pozdrawiam, Julia
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 26.02.02, 12:07
    Drogie Mamy,Mam nadzieję, że moje wołanie do Was dotrze. Wczoraj, tj. 25/2/2002 na emamie umieściłam wątek pt. "Rozważam ADOPCJĘ - proszę o pomoc, podpowiedź, radę". Tam piszę o tym, że mając rocznego synka, rozważamy przysposobienie starszego dziecka. Dlaczego? Bo starsze mają mniejsze szanse, niż niemowlaczki.Dziewczyny z emamy powiedziały mi o tym Waszym wątku o strachu przed adopcją. Przeczytałam wszystkie Wasze posty. Sporo się, Kasiu, dowiedziałam od Ciebie, od Julii. Mam nadzieję, że to przeczytacie i trochę mi pomożecie.My jesteśmy małżeństwem zaledwie 2 lataMąż ma 32 lata, ja 30Nasz synek w marcu skończy rokMamy małe mieszkanie - 40,5 m - 2 pokoje w nowym budownictwie, ale na własność, w perspektywie budowa domu.Pracujemy oboje, nie zarabiamy kokosów, ale finansowo może byćZ naszym synkiem w domu są codziennie dziadkowie - ja pracuję od 7.30 do 15.30. O 16.00 jestem w domu. Mąż ma nieregulowany czas pracy.Chcielibyśmy przysposobić, a właściwie dojrzewamy do tej decyzji - starsze dziecko - nie wiem, 3, 4, 5 lat, nie zastanawialiśmy się czy chłopca czy dziewczynkę.Chcemy tego, bo po prostu mamy świadomość, że jesteśmy w stanie stworzyć takiemu dziecku normalny dom. Oboje bardzo lubimy dzieci.Chcemy pomóc, dać siebie komuś za darmo. Nie wykluczamy, że kiedyś jeszcze pojawi się drugie naturalne dziecko.Szarpią nami jednak pewne wątpliwości:- Czy zdołamy pokochać starsze dziecko?- Czy będziemy sprawiedliwi ?- Jaka różnica wieku da dzieciom szansę porozumienia, bycia blisko przez resztę życia?- Czy nasze warunki rodzinno-życiowo-materialne nas nie dyskwalifikują? – możemy mieć własne dzieci, mały staż małżeński.- Czy ja mogę pracować będąc mamą adopcyjną? Czy muszę być w domu z dzieckiem?Julio, wspominasz o małym ośrodku adopcyjnym. Gdzie on się znajduje?Z czym ewentualnie, to znaczy z jakimi problemami (lub nie) wiąże się przysposobienie starszego dziecka?Podzielcie się, proszę Waszą wiedzą. Nie ukrywam, że usłyszę od Was słowa zachęty, potwierdzenia, że mój zapał ma sens.Matylda.
  • Gość edziecko: Monika_M IP: *.* 01.03.02, 09:50
    Cześć Matylda!Chciałam podzielić się z Tobą kilkoma informacjami o adopcji. Moja siostra jest właśnie od trzech tygodni mamą adopcyjną. Zaadoptowali z mężem rodzeństwo (3 i 6 lat). Wszystkie papiery o adopcję złozyli we wrześniu a 1 lutego pojechali zapoznać się z dziećmi. W ośrodku adopcyjnym pytali się ich czy mają jakieś upodobania co do płci czy wyglądu dzieci. W tym drugim przypadku nie chodziło bynajmniej o urodziwość lecz o to aby dobrać dzieci możliwie jak najbardziej podobne do nich. Ponieważ nie stawiali żadnych warunków mogli wybierać spośród (pewnie) kilku tysięcy dzieci. Zostały im jednak przedstawione konkretne dzieci.Pojechali do domu dziecka wiedząc z kim się spotkają. Podczas gdy innne dzieci poszły na spacer ta dwójka została w oczekiwaniu na "swoich rodziców" (tak im od razu powiedzieli - swoją drogą uważam to za okropność, bo przecież gdyby sobie nie przypadli do gustu?....). Moja siostra co prawda z góry zakładała, że pierwsze dzieci które poznają będą ich dziećmi, ale podobno czasem zdarzają się przypadki, że mimo usilnych starań obydwu stron, czuje się jakąś niechęć. Trzeba się do tego otwarcie przyznać i nie ma co drążyć tematu, jest wtedy przydzielane inne dziecko.Zapoznali się i przypadli sobie do gustu, przez tydzień jeździli tam codziennie. Dzieci coraz gorzej znosiły rozłąkę z nimi, po spacerze (mogli ich zabierać poza teren domu dziecka) na sam widok budynku wpadały w płacz, zamykały się w sobie, smutniały. Pytały się kiedy ich zabiorą do ich domu i czy jeszcze wogóle do nich przyjadą. Po tygodniu zostały przesłane ich papiery, można było starać się w sądzie o zabranie dzieci do domu czyli o okres preadopcyjny. Normalnie trwa to jeszcze kilka dni lub można to załatwić od ręki (zależy oczywiście od instancji wyższych - chodzi o jeden papierek). Moja siostra powiedziała, że nie wyjdzie z tamtąd bez tego postanowienia, bo najbardziej cierpią dzieci i po dwóch godzinach jechała już do domu dziecka, żeby zabrać dzieci.PO dwóch tygodniach mieli wizytę psychologa z ośrodka adopcyjnego, opis sytuacji potrzebny jest do procesu adopcyjnego. Obecnie czekają na sprawę i wydanie dla dzieci nowych papierów, metryk, książeczek zdrowia dziecka itd.A ja także zaczęłam zastanawiać się nad tym jak można pomóc takim dzieciom. Jak uchronić takie maleństwa przed zaniedbaniem, umożliwić dobry rozwój, uchronić przed chorobą sierocą. Już nawet kilku miesięczne dzieci mają tam podobno duże opóźnienia. Nie gaworzą, nie przekręcają się. I jak sobie pomyślę, że sama mam półroczną córeczkę, która rozwija się super prawidłowo otoczona miłością. Motywowana zabawkami i innymi cudami do rozwijania się, poruszania, gaworzenia to ogarnia mnie taki smutek, że niektórym dzieciom nie jest to wcale dane a to przecież tak nie wiele. Ostatnio przeczytałam w Przyjaciółce o rodzinie która jest "pogotowiem rodzinnym", biorą do siebie dzieci na max. rok, aby nie trafiły do domu dziecka - niemowlaki albo małe dzieci. Potem trafiają do adopcji do swoich docelowych rodzin. Kiedyś nie potrafiłam tego zrozumieć, dziś sama się nad tym zastanawiam. W ten sposób można pomóc wielu dzieciom uchronić ich przed błędnym wzrokiem połączonym z bujaniem w tył i w przód....Tylko mój mąż zadał mi retoryczne pytanie: myślisz, że oddalibyśmy potem takiego malucha?
  • Gość edziecko: Julia IP: *.* 26.02.02, 21:52
    Witaj Matyldo, cześć Dziewczyny!Matyldo, piękne macie plany, cieszę się, że mogę choć odrobinkę się w nie włączyć. Zadałaś sporo bardzo trudnych pytań, na niektóre nie potrafię odpowiedzieć, na inne spróbuję. A więc po kolei:Najważniejsze: Jeśli naprawdę chcecie pomóc Maluchowi, weźcie dziecko, które ma niewyjaśnioną sytuację prawną i nie może być oddane do tzw. adopcji pełnej. (Ale, Matyldo, to tego też potrzeba ogromnej siły psychicznej.) W takiej sytuacji jest większość starszych dzieci: one właśnie dlatego są w Domach Dziecka, że nikt ich nie zaadoptował, bo na przykład ich matka porzuciła dziecko, ale nigdy nie zrzekła się praw. Te maluchy są najbiedniejsze. Natomiast jeśli matka podpisuje zrzeczenie blankietowe, to dziecko na ogół znajduje nową rodzinę, zanim skończy kilka miesięcy. Mieszkanie: w Warszawie, jak pewnie czytałaś w liście Gosi, mają bardzo sprecyzowane wymagania odnośnie warunków lokalowych. W mniejszych ośrodkach nie przywiązują do tego aż tak dużej wagi. A zresztą skoro macie w perspektywach budowę domu, to nie jest źle. No i chcecie zaadoptować starsze dziecko, do ‘starszaków’ nie ma (niestety) aż takich kolejek, pewnie więc i wymagania są mniejsze.Wiek: zasada jest taka – różnica wieku pomiędzy dzieckiem a starszym rodzicem nie może być większa niż 40 lat. A więc u Was jest OK. Zresztą od tej zasady też są odstępstwa, moja znajoma zaadoptowała swojego starszego synka, kiedy miała 43 lata.Praca: na pewno podczas rozmowy w Ośrodku zapytają Cię, ile czasu będziesz mogła poświęcić dziecku. Ty i cała rodzina, Dziadkowie to przecież też będzie rodzina Twojego drugiego dziecka. Mów oczywiście, że dużo, ale moje zdanie jest takie: W tym wszystkim chodzi o to, żeby maluchowi stworzyć NORMALNĄ rodziną. To znaczy nie trzymać dziecka pod kloszem, tylko dlatego że jest adoptowane. Ono to od razu wyczuje, będzie się czuło inne (a u dziecka inne = gorsze) niż rówieśnicy. Jeśli chcesz pracować (musisz/lubisz/sprawia Ci to satysfakcję/pomaga utrzymać dom – właściwie podkreślić) – pracuj. Różnica wieku między dziećmi: Tu nie ma reguł. Chyba najłatwiej zaprzyjaźnić się równolatkom, ale Wy chyba myślicie o troszkę starszym dziecku? Najlepiej nie określajcie wieku dokładnie, wyznaczcie tylko jakieś płynne granice, np. od 2 do 4 lat, a los sam za Was zadecyduje. Matyldo, oczywiście nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy zdołacie pokochać drugie dziecko, czy będziecie sprawiedliwi. Nikt tego nie potrafi przewidzieć. I jest jeszcze jeden problem: Jak na tym tle dogadają się Wasze dzieci? Co z zazdrością, która jest normalnym zjawiskiem między rodzeństwem? Ja sama się czasem zastanawiam: A co będzie, jak ja kiedyś jednak donoszę ciążę, urodzę dziecko? Jak wtedy ułożą się stosunki w naszej rodzinie? Jak sobie z tym poradzi nasza Córeczka? To są ogromnie trudne problemy... Ale, Matyldo, wierzę w was! Powodzenia,Julka
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 27.02.02, 10:53
    Julka napisała:"Najważniejsze: Jeśli naprawdę chcecie pomóc Maluchowi, weźcie dziecko, które ma niewyjaśnioną sytuację prawną i nie może być oddane do tzw. adopcji pełnej. (Ale, Matyldo, to tego też potrzeba ogromnej siły psychicznej.)"Julko, naprawdę chcemy pomóc - w taki sposób, żeby nasza decyzja była wygodna dla dziecka, ale niekoniecznie dla nas. To znaczy, że przysposobienie na zasadzie rodziny zastępczej, a nie adopcyjnej, jest oczywiście możliwe. Nie wiem tylko jakie możliwości miałaby w takiej sytuacji prawna matka/ojciec dziecka. Gdyby np. coś im nagle się odmieniło i zapragnęliby wziąć do siebie dziecko, to musielibyśmy po prostu je oddać? Przypuśćmy, że ona/oni nie mają ograniczonych praw rodzicielskich, a kurator czy tam kto inny stwierdzi, że mają warunki do przyjęcia dziecka - my jesteśmy wówczas na przegranej pozycji, prawda? Zostajemy wówczas pozbawieni dziecka niejako z dnia na dzień? Dlatego piszesz, że trzeba być silnym psychicznie? A i dziecko może wcale nie miałoby ochoty znowu zmieniać rodziców... I płakałoby, żeby zostać u nas, i wyciągałoby rączki ... – faktycznie, jak popuszczę wodze fantazji, to już teraz chce mi się płakać.Julko, piszesz, że w Warszawie jest generalnie trudniej, a w tzw. pipidówkach łatwiej, adoptować dziecko - czy znasz może jakiś ośrodek adopcyjny, gdzie wymagania nie będą tak wielkie jak w stołecznych? Na razie dotarłam do Ośrodków w Toruniu, Łodzi, Poznaniu, Nowym Sączu, dwóch w W-wie. Ale to nie jest prowincja.Podobno jest jakiś OAO w okolicach Wyszkowa czy Ostrołęki. Muszę poszukać na informacji. Może coś Tobie lub Dziewczynom wiadomo na ten temat?Julka napisała: Jak na tym tle dogadają się Wasze dzieci? Co z zazdrością, która jest normalnym zjawiskiem między rodzeństwem? Ja sama się czasem zastanawiam: A co będzie, jak ja kiedyś jednak donoszę ciążę, urodzę dziecko? Jak wtedy ułożą się stosunki w naszej rodzinie? Jak sobie z tym poradzi nasza Córeczka?Zastanawiam się nad tym, Julko. W Twojej sytuacji, gdybyś urodziła dzidzię , chyba nie byłoby większego problemu, niż te, jakie mają wszyscy rodzice, gdy na świat przychodzi młodsze rodzeństwo ich pierworodnych. Starsze dzieci zawsze są zazdrosne o maluchów. To naturalne. Spokojnie, powoli moglibyście przygotować Córeczke na przyjście na świat braciszka/siostrzyczki. Trudności mogą być tuż po porodzie - z Twojej strony, ale nie muszą. Czytałam, że kobiety miewają czasem niezbyt przychylne uczucia dla swoich biologicznych starszych dzieci, które stanowią często przeszkodę w tym, aby całkowicie oddać się miłości i zjednać się z noworodkiem. Po prostu przeszkadzają, domagają się uwagi. A to może denerwować młodą, zalaną hormonami matkę. Ale wcale tak być nie musi. Większość mam świetnie radzi sobie w nowej sytuacji. Ja tylko mówię co czytałam, sama nie spotkałam się z odrzuceniem starszego dziecka na rzecz młodszego. Ale wydaje mi się, że skoro już teraz się nad tym zastanawiasz, żadna ewentualność Cię nie zaskoczy, i świetnie poradzisz sobie i będziesz nadal dobrą mamą dla Waszej Córeczki.U nas byłoby trudniej – zazdrość dzieci mogłaby wystąpić nagle z obu stron. Przysposobione dzieciątko chciałoby mieć nas tylko dla siebie, nasz synek także. Dlatego myślę, że im mniejszy będzie nasz synek w chwili przysposobienia drugiego dziecka, tym lepiej i łatwiej zniesie pojawienie się w domu starszej siostrzyczki czy braciszka.Przynajmniej z jednej strony będzie łatwiej. Widzę, że nasze dziecko jest bardzo otwarte na kontakty z rówieśnikami i starszymi dziećmi. Gdy tylko zobaczy, w TV, czy na ulicy, małego człowieka, na jego buzi pojawia się czarujący uśmiech. Ale, im dalej w las, tym więcej drzew.Jak by się zachował, gdyby kto inny przytulał się do jego mleczarni? Dziękuję i pozdrawiam. Matylda.
  • Gość edziecko: kaasia IP: *.* 28.02.02, 00:24
    Witam serdecznie!Matyldo! Tyle różnych spraw poruszyłaś w swoim poście, tyle pytań, wątpliwości... Postaram się dorzucić coś od siebie.Czytając Twoją wypowiedź budziły się we mnie różne uczucia i wiedz, że piszę tylko dlatego, że zależy mi na Waszym dobrym wyborze i dobru dziecka, które być może będzie waszym synem czy córką. Nie chcę Cię zniechęcać, raczej naswietlić sprawę z trochę innej perspektywy. Dodam, że piszę pracę mgr na temat adopcji i moja wiedza jest częściowo poparta tym, co zdążyłam już wyczytać tu i ówdzie.Otóż..Wierzę, że Wasza motywacja jest szlachetna, nie wiem tylko, czy nie za duży ciężar chcecie wziąć na siebie. Nie wydaje mi się, aby litość mogła być podstawowym motywem adopcji. To decyzja na całe życie, na każdy dzień i - chociaż nie sugeruję, że Wam się nie uda, przeciwnie, życzę z całego serca powodzenia - to jednak wciąż jest wiele spraw w sądach o rozwiązanie przysposobienia. Tzn. rodzice adopcyjni stwierdzają, że sytuacja ich przerosła i składają wniosek do sądu o POZBAWIENIE ich dziecka. Wyobrażasz sobie?! Jeszcze raz podkreślam - nie podejrzewam, że tak może być u Was, ale takie sytuacje mają miejsce. W głowie się nie mieści!Druga rzecz - starsze dziecko trudno przyjąć i zrozumieć, jeśli nie ma się doświadczenia z dzieckiem w danym wieku. Moja Ania ma 2,5 roku i ciągle muszę zmieniać swoje podejście do niej, ona tak szybko rośnie, zmieniają się jej potrzeby, jej oczekiwania. Z roczniakiem nie ma już nic wspólnego! Bardzo trudno byłoby mi nagle stanąć oko w oko z dzieckiem w starszym wieku, obciążonym dodatkowo chorobą sierocą i różnymi nawykami i reakcjami. Następna sprawa to Twoja praca. Nie wyobrażam sobie, aby zaadoptować dziecko i nie pobyć z nim dłuższy czas w domu. Mam na myśli kilka miesięcy, lat. To z pewnością nie jest wymóg formalny, ale biorąc pod uwagę wspomnianą chorobę sierocą poświęcenie dużej ilości czasu jest KONIECZNOŚCIĄ. Dodać należy, że choroba sieroca to nie coś, co czasem się zdarza, to choroba, z którą NA PEWNO przyjdzie Wam się zmierzyć. Jeszcze słowo na temat zazdrości - słusznie mówisz, że zazdrość jest normalna wśród rodzeństwa a dzieci nie stwarzają problemu tam gdzie go nie ma i raczej w młodszym wieku nie będą zazdrosne z powodu dziecka jakoś "obcego", ale z powodu dziecka po prostu. Dla dziecka oswajanego z tematem adopcji od początku życia nie jest ona w ogóle problemem - w żadnym aspekcie.I na koniec drobna uwaga - nie należy mieszać rodziny adopcyjnej z rodziną zastępczą, są to dwie różne sprawy. Musicie się zastanowić, czy chcecie się starać o ustanowienie rodziny zastępczej czy o adopcję. Rodz. zastępcza to rodzaj umowy na czas przejściowy (najczęściej), np. matka ma zawieszone prawa rodzicielskie, jest na leczeniu, w więzieniu, itp. Aby to załatwić potrzeba więcej formalności niż przy adopcji (specjalne przeszkolenie) i dostaje się wtedy jakieś pieniądze na dziecko. Adopcja to jak powiększenie rodziny naturalnej, przy czym istnieją różne rodzaje adopcji. Przepraszam, że zajęłam tyle czasu i miejsca... Mam nadzieję, że z życzliwością potraktujesz mój post, tak, jak ja z życzliwości go pisałam... Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego - Kaś
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 28.02.02, 11:39
    Droga Kasiu,Piszę na priv, bo jestem w pracy i nie bardzo mam możliwość wskoczenia na edziecko. Potem skopiuję ten list na forum, to może ktoś jeszcze będzie kiedyś miał pożytek z naszej rozmowy. Na razie piszę tylko do Ciebie. Serdecznie dziękuję Ci Kasiu, za Twoje mądre słowa. Przyznaję Ci rację we wszystkim, co napisałaś i przyznam Ci, że po niecałym tygodniu moich rozmów, wymiany korespondencji i czytania na temat adopcji, wiem o sprawie o wieeeele więcej. Wczoraj synek zasnął trochę wcześniej, więc łyknęłam książkę Katarzyny Kotowskiej, pt. "Wieża z klocków". Płakałam, śmiałam się, a potem nie mogłam zasnąć... Rano obudziłam się z lękiem. Z lękiem przed tym, czy dalibyśmy sobie radę. Teraz wiem, co to jest choroba sieroca. Teraz też mam jako takie pojęcie o tym, co w takiej potłuczonej, małej duszyczce z domu dziecka się dzieje, jak jest zalękniona, jak inna, niż nasze dzieci, które znamy, które potrafią odpowiedzieć uśmiechem na uśmiech, które nie trzepoczą przed zaśnięciem, nie łysieją ze smutku. Chce mi się siąść i wyć: Jezuuuuu!!! Dlaczego życie takie okrutne dla najsłabszych??????Dziś jestem w dołku, bo uświadomiłam sobie, że adopcja 2,3,4 - latka w naszej sytuacji będzie trudna. Potwierdzają to także Twoje słowa. Nie dosyć, że pracuję, to jeszcze uwagę swoją musiałabym dzielić pomiędzy przysposobione, poranione dzieciątko, a swoje. Czy nie za mało tego czasu? Jak widzę, pozbycie się choroby sierocej trwa miesiące, lata. Rozbudzenie zaufania, wyleczenie lęków, nawiązanie więzi wymaga nie tyle wiele pracy, bo tego się nie obawiam, ale przede wszystkim wiele czasu. Czasu codziennego, zwykłego, domowego, a nie mierzonego miesiącami.Ja mogłabym najwyżej wziąć miesiąc urlopu na początku, potem być z dziećmi od 16.00 do rana i w każdą sobotę, niedzielę.W czasie mojej nieobecności, trochę mąż zajmowałby się dziećmi, ale w większości jednak dziadkowie - ludzie aniołowie.Niestety, nie mogę zrezygnować z pracy - taka jest konieczność ekonomiczna. I żadna inna. Gdybym tylko miała wybór - wolałabym być w domu z dzieckiem (lub dziećmi, daj Boże).Nie wiem, Kasiu, nie wiem.... Czy w naszej sytuacji damy radę! Nie chodzi o to, że my się zmęczymy czy zamęczymy, ale o to czy będziemy wystarczająco czasowo dyspozycyjni dla tego dzieciaczka. Łudzę się, że może nie wszystkie dzieci są tak emocjonalnie poturbowane jak Piotruś z cytowanej książki Kotowskiej. Wiele czasu musiała poświęcić mama, zanim Piotruś na nowo się wykluł.Jestem teraz mądrzejsza o Twoje słowa, o historię Piotrusia od Kotowskiej, o historie Zosi, Krzysia i mieszkańców domu dziecka przesyłane mi w odcinkach przez Małgorzatę (jeszcze raz wielkie dzięki !), o historię Grzesia opisaną przez Gosię, o Wasze spostrzeżenia i doświadczenia Waszych znajomych.Ja nie wiem Kasiu, czy to, co czuję to jest tak naprawdę litość, czy to jest raczej to, że umiem wyobrazić sobie - tak mi się przynajmniej wydaje - choć trochę wyobrazić sobie, co czuje dziecko z bidula. Dobrze pamiętam swoje dzieciństwo, odgłos trzepanej ręką przed snem poduszki w domu cioci, gdy rodzice zostawili mnie tam z konieczności na czas jakiś (krótki). Pamiętam więc mój późniejszy lęk, za każdym razem gdy słyszałam ten odgłos nawet już będąc w domu. Dobrze pamiętam strach przed opuszczeniem, strach przebywania w szpitalu, bez mamy, wśród obcych, starszych dzieci, czarne noce nieprzespane. I to wszystko, co pamiętam pomnożę sobie przez 2 000 i mam namiastkę tego, co w duszy dziecku z bidula gra, lub też raczej przeraźliwie wyje.Mam też poczucie zmarnowanego czasu. Bo poświęcać się, pracować, martwić dla i za własne dziecko to nie jest żadna, podkreślam, żadna sztuka. Do tego jestem zaprogramowana przez naturę. Dbając o dziecko z mojej krwi, dbam niejako o siebie, swoje geny, które puszczam w świat.Pomocne są przy tym hormony, wzorce, podparcie ze strony rodziny, społeczeństwa. Rodząc, wychowując swoje dziecko, rodzę i wychowuję fragment siebie. Zaspokajam urodzeniem dziecka swoje potrzeby, zaspokajam swoje instynkty wychowując je, zaspokajam nieświadomy popęd do reprodukcji własnego genu. Wszystko to jest zapisane w mojej głowie przez naturę. Macierzyństwo naturalne jest po prostu łatwe czy łatwiejsze, bo wszystko nam sprzyja (prócz ministra Belki).Natomiast prawdziwe danie siebie to jest przygarnięcie cudzego dziecka. Pokochanie go bez pomocy hormonów, często i bez wsparcia rodziny, pokochanie pomimo zdziwionych spojrzeń sąsiadów, pomimo nieumiejętności odwzajemnienia uśmiechu. To jest właśnie kochanie POMIMO. I to jest trudne kochanie. Ale prawdziwe.Ja ciągle, Kasiu, mam nadzieję, że jakoś sobie poradzimy. Jest nas do wychowania dzieci czworo - oczywiście my z mężem W OBOWIĄZKU i CHĘCI, a dziadkowie służą swą świętą cierpliwością i dobrodziejstwem czasu.Nie wiem, nie wiem, nie wiem - to mi się kołacze po głowie.Jeszcze raz chcę podkreślić, że dla nas nie byłoby odwrotu. Rozwiązanie adopcji nie wchodzi w grę w żadnym przypadku. W ogóle nie ma o czym gadać. Jeśli przyjmiemy dziecko, nie oddamy go już. Gdybym z tego powodu musiała zrzec się pracy - oczywiście po stokroć wybrałabym takie rozwiązanie niż oddanie - brrr! - dziecka. Gdybym musiała sprzedać samochód, zapożyczyć się, nie wiem co jeszcze - wszystko bym wolała niż zrezygnować z adopcji po jej dokonaniu - brr!!!Mam świadomość, że trudny czas zawsze kiedyś mija. Wierzę, że to przekonanie pomogłoby mi przebrnąć przez trudności.To, czego najbardziej się w tej chwili boję, to to, że dziecko, które byśmy przyjęli do naszej rodziny, zawsze mogłoby trafić lepiej - na mamę co nie pracuje, na tatę co zarabia kupę forsy, na rodzinę z pięknym domem i ogrodem, mądrzejszych, dojrzalszych, lepszych.Najbardziej boję się teraz tego, że będę miała, przez swoją pracę, za mało czasu dla dzieci, a zwłaszcza tego pokrzywdzonego.Ale z drugiej strony, jeśli my go nie przyjmiemy, bo boimy się, że zaszkodzi mu lub nie pomoże nasza sześciogodzinna nieobecność w domu pięć razy w tygodniu, to jest zagrożenie, że UWAGA!: do końca życia pozostanie w domu dziecka. I co tu wybrać? Jaka decyzja będzie najlepsza dla dziecka?Co do rodziny zastępczej - rozumiem z Twoich słów Kasiu, że to taki tymczasowy port, do którego zawija młody człowiek? Bo rodzice nie mogą akurat się nim zająć.Adopcji natomiast z tego, co czytałam są 3 rodzaje:1. pełna nieodwracalna czy tam nieodwołalna (nie pamiętam jak się to nazywa) - taka, że dostajesz dzidzię, której rodzice formalnie na piśmie się wyrzekli, Ty w świetle prawa stajesz się rodzicem.2. pełna odwracalna/odwołalna - rodzice mają tylko ograniczone lub odebrane prawa rodzicielskie i wtedy dziecko już na zawsze pozostaje niejako dzieckiem państwowym, a Ty się tylko opiekujesz.3. trzeciej nie pamiętam - chyba, coś takiego, że rodzice są i mają pełne prawa, ale nie mogą się dzieckiem zająć i wtedy to już w ogóle nie ma pewności co im i kiedy odstrzeli.Czy wszystko pomyliłam?Matylda
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 28.02.02, 11:45
    Kasiu,Mogę Cię prosić, żebyś podała mi jakąś literaturę nt. adopcji (to znaczy wszystko! z dziedziny psychologii, pedagogiki, prawa, wszystko co sama kiedykolwiek czytałaś)?Z góry dziękuję.Buziaczki.Matylda
  • Gość edziecko: kaasia IP: *.* 01.03.02, 23:27
    Serdeczne dzięki za Twój post! Czuję, że mamy ze sobę wiele wspólnego! Postaram się szybko odpisać, ale na razie mam tylko pytanko : gdzie zdobyć książkę K.Kotowskiej pt. "Wieża z klocków"? Bardzo bym chciała ją dostać... A czytałaś "Jeż"? - ta sama autorka... Polecam.Literatury dot. adopcji mogę polecić mnóstwo, ale spis chętniej wyślę pocztą - nie elektroniczną tylko zwykłą. Jest tego dużo, a ja nie mam skanera, więc wyślę ksero. Podaj mi tylko adres domowy - jeśli oczywiście chcesz!- pozdrawiam, Kaś
  • Gość edziecko: Agna IP: *.* 02.03.02, 07:35
    Serdeczne dzięki za Twój post! Czuję, że mamy ze sobę wiele wspólnego! Postaram się szybko odpisać, ale na razie mam tylko pytanko : gdzie zdobyć książkę K.Kotowskiej pt. "Wieża z klocków"? Bardzo bym chciała ją dostać... A czytałaś "Jeż"? - ta sama autorka... Polecam.Literatury dot. adopcji mogę polecić mnóstwo, ale spis chętniej wyślę pocztą - nie elektroniczną tylko zwykłą. Jest tego dużo, a ja nie mam skanera, więc wyślę ksero. Podaj mi tylko adres domowy - jeśli oczywiście chcesz!- pozdrawiam, Kaś
  • Gość edziecko: Agna IP: *.* 02.03.02, 21:55
    nie wiem, dlaczego wysłał mi sie pusty post - chciałam napisać, że kupilam "Wieżę z klocków" zamawiając na stronie www.merlin.com.pl i płaciłam przy odbiorze łącznie z kosztami przesyłki 20 zł.
  • Gość edziecko: suzimuzi IP: *.* 28.02.02, 08:39
    Hej Wam :hello:To i ja sie dolacze. Dzieciom ktore nie mogly byc z rodzicami wspolczulam odkad bylam dzieckiem. Kiedys czesc mojego kieszonkowego przeznaczalam na pomoc biednym dzieciom i marzylam, ze gdy dorosne to zaadoptuje tyle dzieci ile sie da i stworze im prawdziwy dom... W listopadzie urodzilam Izunie i ostatnio cieszac sie nia znow pomyslalam o dzieciach ktore nie maja tyle szczescia.. spytalam Jasia co mysli o tym by adoptowac dziecko...Jas byl zaskoczony, ale obiecal to przemyslec. Dwa dni potem trafilam na posty o adopcji na tym forum i chyba na emama. Przeczytalam wszystko co opisujecie.Wczoraj powiedzialam Jasiowi ze jesli nie jest gotowy na adopcje to mozemy byc rodzina zastepcza dla takiego dziecka. Gdy wrocimy do Polski mozemy na poczatku byc "ciocia i wujkiem" ktorzy beda brac dziecko na weekendy, swieta i wakacje. I jesli sie przekona to potem moze z nami zamieszka i dziecko adoptujemy.Jas opowiedzial mi historie. Pewni znajomi adoptowali chlopca. Potem ta kobieta zaszla w ciaze i juz tego chlopca nie chciala, ale jej maz bardzo go pokochal.. no i sie rozwiedli. On zajmuje sie tym chlopcem i utrzymuje kontakty z corka...a ona sie chlopcem nie interesuje..Ale my juz mamy dziecko i wiem, ze nie chodzi o to czy ono jest biologicznie nasze tylko o to ze jest to male dziecko potrzebujace milosci - a ja mam w sobie tyle milosci dla dzieci ze moglabym nia obdarzyc caly dom dzieci.Jak myslicie czy jesli po powrocie do Polski zajmiemy sie malymi dziecmi na tej wlasnie zasadzie - zapraszajac je najpierw do siebie i opiekujac sie nim.. to czy bedziemy je krzywdzic? Ja wiem ze nigdy bysmy z raz podjetej pomocy nie zrezygnowali.. tylko nie wiem czy bedziemy mogli je wziasc do siebie...Wlasciwie nie mam wiecej konkretnych pytan, chcialam tylko uslyszec Wasze opinie.
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 28.02.02, 11:52
    Suzann,No, to możemy sobie podać rękę.My myślimy o tym samym. Też mamy już swoje dziecko, ale rozważamy (i tylko na razie rozważamy) przysposobienie starszego dzieciaczka. Jak masz chwilkę, to przeczytaj moje posty tu i na emamie (wątek: Rozważam ADOPCJĘ) z 21 lutego 2002.MatyldaP.S.To forum to kopalnia wiedzy. I to jakiej? Praktycznej, z pierwszej ręki.
  • Gość edziecko: jlopuszynski IP: *.* 01.03.02, 13:43
    Matyldo,przylazłem tu za Tobą z etaty, a tak się składa, że jestem tzw. adopcyjnym rodzicem. Nie czytałem jeszcze wszystkich postów,ale adopcja naszego syna miała miejsce 14 lat temu, (po 10-letnim nieskutecznym leczeniu niepłodności u obojga)i pewnie nasze doświadczenia są różne od tych dzisiejszych: trzy lata oczekiwania, czasem upokarzające procedury sprawdzania czy się nadajemy, objawy i fakty korupcji w "przydzielaniu" dzieci. Mieliśmy szczęście, 3 tygodniowe dziecko odebraliśmy w szpitalu, ale te trzy tygodnie bez ciepła matczynego ciała, odczuwamy do dzisiaj :on i my.Każde z nas osobno i wszyscy razem moglibyśmy napisać parę grubych tomów na ten temat. To była trudna miłość, ale nigdy nikt z nas nie żałował tej decyzji, a ja go kocham tak jak dotąd myślałem, że umiecie tylko wy kobiety: każda komórka mego ciała mówi, że jest mój, tak jakbym to ja sam go urodził. Potem była szansa na adopcję jego przyrodniej siostry(kobieta, która go urodziła kochała być w ciąży, ale żadnego z potomków nie chciała ), ale została nielegalnie wywieziona do Francji. Byliśmy zaprzyjaźnieni z domem dziecka i robiliśmy dalsze adopcyjne plany, ale tu na przeszkodzie stanęła wielość dzieci: które bardziej nas potrzebuje? Zostaliśmy więc Wujkiem i Ciocią, pomagamy sercem, obecnością, portfelem i współdziałaniem przy reformowaniu systemu.Podziwiam Twoją precyzję w rangach przypisanych motywom Twego myślenia o adopcji - dla mnie ta mozajka jest w porządku.Jednak zauważ, że bycie z kilkuletnim adoptowanym dzieckiem może być o wiele trudniejsze niż z własnym w wieku niemowlęcym. W rodzinach adopcyjnych które znam matki na zawsze prawie rezygnowały z pracy zawodowej. Teraz jest lepiej, ludzie organizują sobie grupy wsparcia, więcej wiedzą na temat psychologicznych aspektów adopcji, ale i tak jest ciężko, zwłaszcza jak dołożą swoje trzy grosze gwiazdy polskiej psychoterapii,gdy tłumaczą, że to co czuje adopcyjny ojciec do adoptowanego syna to nie jest miłość. pozdrawiam serdeczniejędrek
  • Gość edziecko: Julia IP: *.* 01.03.02, 14:32
    Witaj Jędrku, cześć Dziewczyny!Jędrku, bardzo się cieszę, ze odezwał się ktoś z dłuższym „stażem adopcyjnym”. Moja Córeczka skończyła już 13 miesięcy, z nami jest od 14. dnia życia. Może podpowiesz nam, mniej doświadczonym rodzicom adopcyjnym, to i owo? Chociaż Weronika jest jeszcze bardzo maleńka, już teraz zastanawiam się, jak będziemy z nią rozmawiać za 5, 10 czy 15 lat. Wasz synek wie o adopcji? My chcemy naszej Córeczce powiedzieć prawdę jak najszybciej. Mamy też świadomość tego, że nasze rodzicielstwo jest szczególne, i na pewno szczególnie trudne. Ciekawa jestem, jest na tę sprawę (chodzi mi głównie o jawność adopcji) patrzy Wasz – już przecież prawie całkiem dorosły – syn.I jeszcze kilka myśli, które nasunęły mi się po przeczytaniu Twojego listu: Nasza Córeczka w momencie adopcji miała 2 tyg., była więc tylko tydzień młodsza od Twojego syna. Piszesz, że te tygodnie wyryły się w jego psychice. Myślę, że podobny skutek odniosły miesiące ciąży, nasze maluchy przecież na pewno czuły, że są niechciane. Wiesz, zawsze uważałam, że moja Córeczka ma filozoficzną naturę, mało się uśmiechała, zresztą w ogóle bardzo późno zaczęła się uśmiechać, raczej obserwowała pilnie świat. Teraz uświadomiłam sobie, że to mogła być właśnie sprawa jej „dziedzictwa”. Robiliśmy wszystko, żeby wywołać uśmiech na jej buzi, wygłupialiśmy się, mój mąż fikał z nią koziołki, a ona nic. Czasami uśmiechała się tylko delikatnie, kiedy zaczepiał ją nasz psiak. Kiedy więc pierwszy raz roześmiała się w głos, byliśmy tak zdziwieni, że najpierw nie bardzo wiedzieliśmy, kto to się zaśmiał. Teraz jest już pogodniejsza. Czasami śmieje się całkiem „bez sensu”, bez widocznego powodu. Wystarczy na przykład, że uda jej się otworzyć szafkę, w której trzymamy jakieś „skarby” (czytaj: garnki, słoiki itd.). Nawet nasza pani pediatra, która wie oczywiście o adopcji i m.in. dlatego zawsze pilnie obserwowała Weronikę, w pewnym momencie powiedziała nam, że jej zdaniem Weronika nareszcie się otworzyła.I jeszcze jedno. Przeraziło mnie to, co napisałeś o przyrodniej siostrze Waszego syna, my też bardzo liczymy na to, że biologiczna mama Weroniki urodzi nam drugiego malucha. A i ona przez większą część swojego życia jest w ciąży. I regularnie oddaje swoje dzieci do adopcji... My nie spotkaliśmy się z żadnymi oznakami korupcji. Za adopcję zapłaciliśmy 200 zł. (słownie: dwieście złotych) i ani grosza więcej. Pieniądze wpłaciliśmy na konto TPD, a więc na pewno trafiły tam, gdzie miały trafić. I już. Aha, jeszcze bukiet kwiatów dla miłej pani z Ośrodka.Pozdrawiam wszystkich eRodziców,Julia
  • Gość edziecko: jlopuszynski IP: *.* 01.03.02, 16:00
    Witaj Julio,nasz syn tak jak wspomniałem swój ból po odrzuceniu przeżywa do dzisiaj i według mnie będzie mu zawsze towarzyszył, (co nie jest jakąś wyjątkową tragedią bo wokół całe mnóstwo tak czy inaczej odrzuconych),gdy był niemowlakiem często budził się w nocy i nic nie mogło go utulić, noszony na rękach, zabawiany i zagadywany odpychał nas z niewidzącym spojrzeniem jakby mówiąc: "nie o was mi chodzi, chcę do mamy" Za dnia było lepiej, był bardzo ruchliwy, dociekliwy i łatwo wchodził w kontakt. Mieszkaliśmy na wsi, miał wokół siebie dużo ludzi akceptujących fakt adopcji, możliwość kontaktu ze zwierzętami i wiele przestrzeni.O różnicy między nami, a rodzicami adopcyjnymi zaczęliśmy mówić od czasu, gdy zaczął pytać o wszystko wokół-od 3 roku życia. O tym jak sobie radził z tą wiedzą usłyszałem, gdy jako 6-o latek chwalił się kolegom na podwórku: "a ja jestem adoptowany, a ty nie", tak jak to się dzieje gdy dzieciak chodzi z ręką w gipsie i przez jakiś czas jest bohaterem wśród rówieśników. Jego koledzy przychodzili do nas i pytali: co to jest adopcja, a my tłumaczyliśmy im po wielokroć:dlaczego, co to znaczy dla nas, co czujemy: nasz syn był świadkiem tych rozmów, mówił, że go to nudzi ale mam pewność, że był najpilniejszym słuchaczem-przerabia to w sobie dotychczas, choć teraz ma okres wyparcia tej wiedzy.Ale i tak sprawdza naszą do siebie miłość na każdym kroku; jako kilkulatek bawił się z mamą w rodzenie, by w momencie umownego przyjścia na świat spytać: "kochasz mnie?", rzucał się na na jedno, czy drugie z nas jakby chciał się wedrzeć w nasze ciała, krzyczał wieczorem: "przytulić się", choćby to miało być moje klepnięcie na dobranoc-cokolwiek ( ma 190 cm i waży ponad 70 kg, to on nas kurdupli mógłby przytulać).Mówi mi: "wiesz, że nikt cię nie kocha?", by zaraz potem zamknąć mnie w uścisku, od którego tracę oddech i zapytać: "kochasz mnie?". Był czas gdy strasznie rozrabiał by sprawdzić ile złego trzeba zrobić by pytanie "czy mnie kochasz?" zostało bez odpowiedzi, nigdy tego nie usłyszał i nie usłyszy, ale i tak będzie sprawdzał.Tyle na dzisiaj, jak mnie pocięgniesz za język , to coś dorzucę.Pozdrawiam serdeczniejędrek
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 04.03.02, 10:42
    Dzień dobry Jędrku, Dzień dobry Wszyscy,Jest wiele rzeczy na tym świecie, o których nie mamy pojęcia. Ja nie miałam pojęcia o istocie sieroctwa, sieroctwa społecznego, o chorobie sierocej, o blokadzie psychicznej i emocjonalnej dzieciaków z „placówek”, o tym, o czym piszesz, Jędrku – czyli o świadomości odrzucenia, jaką ma chyba każde adoptowane dziecko, jak również o pragnieniu „wypróbowania” miłości rodziców.Nie wiedząc o tym wszystkim, z pewną „lekkością”, zapałem i podnieceniem zaczęłam myśleć o adopcji. Jak ta myśl uderzyła mnie (a stało się to we śnie), to poczułam się jak mocarz, który udźwignie wiele dla dobra sprawy. Taki był początek. Jestem teraz, jak już wspominałam, po lekturze kilku publikacji, artykułów prasowych, a przede wszystkim Waszych opowieści opartych o własne i bliskich doświadczenia. Teraz jestem na etapie wątpliwości. Nie, nie chodzi o to, że się wystraszyłam OGROMU odpowiedzialności. Moje strachy są takie:1. OBAWA: czy aby niechcący nie skrzywdzę swojego dziecka, chcąc pomóc innemu, już skrzywdzonemu (synek ma rok i na tym etapie swojego rozwoju, praktycznie jest do mnie przylepiony; bawi się sam, ale tylko gdy siedzę obok; ogląda Teletubisie, ale tylko gdy ogarnia mnie wzrokiem; gdy idę do łazienki, on tupta za mną; gdy robię coś w kuchni, on wisi mi na nodze). Jak tu oswajać poranione dziecko gdy twoje wymaga nieustającej uwagi?NADZIEJA: zanim dojrzejemy do decyzji, zanim dojdzie do ewentualnego przysposobienia, nasz synek będzie już, mam nadzieję, bardziej samodzielny.2. OBAWA: Ja pracuję i nie mogę zrezygnować z pracy! Okoliczności życiowe nie pozwalają mi nie pracować, choć chciałabym być mamą na pełen etat. Widzę, że nie zanosi się w tym kraju i czasie, aby jakkolwiek ułatwiono mi – matce, bycie matką. To, co mąż wypracuje „na swoim” rozdaje po zuso-sruso-banko-krwiopijcach, tak, że na życie, z jego pracy, prawie nic nie zostaje. To bardzo smutne. Czy fakt, że pracuję, uniemożliwi nam adoptowanie dziecka? (może nikt z tego powodu nas nie zdyskwalifikuje jako rodziców adopcyjnych, ale pełni obaw, sami siebie w tej sytuacji zdyskwalifikujemy...)NADZIEJA: w tę sobotę co prawda nie wygrałam 3 milionów w Dużego Lotka. Ale byłam blisko: trafna cyfra +/- 1.Następnym razem może będzie lepiej... Innego rozwiązania nie widzę, panie Belka!To są moje główne dwie obawy. Inne rzeczy nie mają większego znaczenia. Inne rzeczy, czyli to, o czym przeczytać można chociażby w prasie, czy wysłuchać wśród złotoustych, którzy moszcząc się w wygodnych fotelach swoich własnościowych M-4, wyrzucają prosto z serca płynące ostrzeżenia o zagrożeniu, jakie płynie z przyjęcia pod swój dach takiego nie-wiadomo-czyjego-potomstwa (czyt. k....sko-pijackiego nasienia). Jeśli kieruje nami wyłącznie chęć pomocy dziecku z „placówki”, to czy powinniśmy się wystraszyć tego, że być może w przyszłości będzie ono takie czy inne? Jak zostanie w „placówce” to na pewno będzie w jakiś sposób kalekie. Bo my nie kierujemy się chęcią pozyskania mądrego, pięknego, błyskotliwego syna czy córki, który będzie nam wsparciem na starość. My po prostu chcemy pomóc dziecku. A co z niego wyrośnie? Wierzymy, że, przede wszystkim, szczęśliwy człowiek.A l e m o ż e g ł u p i a j e s t e m?Matylda.
  • Gość edziecko: Agna IP: *.* 04.03.02, 14:01
    nie jesteś głupia; howgh;sama mam podobne obawy, tyle, że dzieci mam starsze (7,5 i 5,5 roku) - i obaw mam więcej, niestety - dziadkowie - czy pokochają "nie swoje" wnuczę? jak sobie poradzę siedząc w domu - ja w przeciwieństwie do Ciebie lubię swoją prace i rezygnacje z niej na rok to będzie trudne... a wiem, że muszę zrezygnować na jakiś rok...powodzenia, kochana!!!
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 04.03.02, 15:09
    Agno,Odpowiedziałam Ci na Bajbusie. Przeczytaj i daj znać.Matylda
  • Gość edziecko: jlopuszynski IP: *.* 04.03.02, 15:17
    Witaj Matyldo, witajcie Wszyscy,moje trzy grosze do Twoich obaw:ad.1 Wasze dziecko, już teraz jest wprawdzie nie stanowiącym o sobie, ale pełnoprawnym członkiem rodziny-Wy troje jesteście potencjalną rodziną adopcyjną;dobrą praktyką jest podejmowanie takich decyzji w momencie, gdy dzieci już w rodzinie bądące uczestniczą w tym procesie, zwłaszcza gdy idzie o adoptowanie kilkuletnich dzieci z "domodzieckową" historią.Inaczej jest ryzyko walki o miłość- z obu stron(chociaż myślę, że to jest nieuniknione w każdym przypadku).Nasz syn oddał kiedyś swego ukochanego królika do tworzącej się w domu dziecka "rodzinki", podjął taką decyzję po kilku wizytach w tym domu,widząc jak my także znosimy różne przydatne domowe sprzęty- dopiero od tego momentu włączył się aktywnie do naszych rozmów o następnej adopcji.ad.2 Przecież takie obawy pojawiają się także przy myśleniu o własnych dzieciach i tylko nasza biologia cząsto decyduje za nas mimo precyzyjnego systemu "planowania rodziny".Ja też czasem gram przy "kumulacji" z intencją "wykupienia" dzieci z domu dziecka.Co do obaw związanych z "jakością" dziecka adoptowango to jak patrzę na swego syna,to myślę sobie, że mój materiał genetyczny w niczym nie jest lepszy od tego, którego użyto do jego "produkcji", mimo wiedzy o jego naturalnych rodzicach. Pozdrawiam serdeczniejędrek
  • Gość edziecko: KASIA IP: *.* 04.03.02, 20:18
    Cześć, Czytam sobie Wasze posty i postanowiłam się włączyć.Uważam, że chęć pomocy dzieciakom z domów dziecka jest wspaniałą inicjatywą, jednak musicie pamiętać, ze macie również "swoje " dzieci, które także Was potrzebują i one mogą na tym ucierpieć( szczególenie jak mają rok czy dwa, trzy)-zresztą w jakim wieku by nie były odczują, ze tracą waszą uwagę.tak jak już pisałam, przy adopcji kilkuletniego dzieciaczka- droga do stworzenia ciepłej, milutkiej atmosfery domowego ciepła jest długa i ciężka.Trzeba wyprowadzić dziecko z choroby sierocej 9 to ecale nie jest rzadkie zjawisko), dziecko się moczy, nie może spać, jest nieufne i napewno nie będzie Was kochało bezwarunkową milością wdzięczne za to , ze go /ją adoptowaliście.Nauka miłości jest trudna.Co nie znaczy ,że nie warto, ale czy zastanowiliście sie jak zareagują wasze dzieci, gdy będą uczestniczyć w scenach krzyku, wrzasku i tym podobnych sytuacji?Piszecie , ze waszym dylematyem jest praca.Otóż jesteście w błedzie jeśli uważacie, zę adoptujecie dzieciaka i pójdziecie do pracy, a ono do przedszkola.Takie dziecko potzrbuje dużo uwagi, troski, a już napewno nie może być pozostawianme przez Was w przedszkolu.O pierwsze o co was zapytają to jak łuo możecie zostać z dzieckiem w domu.O pracy możecie zapomnieć.POlecam książkę: Wieża z klocków.P.S Rodzicom którzy nie mają własnych dzieci jest o wiele łatwiej, poniewaź są tak zdeterminowani, że o wiele więcej potrafią unieść aby , a po drugie uczucie do dziecka jest jedyną miłościa rodzicielską jaką znają.CO do materiału genetycznego, to uważam,że każdy z nas posiada pewien zestaw genów-tych dobrych i tych zlych, a to które znich się ujawnią zależy od wychowania.Nie ma człowieka , który miałby idealny układ genów.MOje dziecię jest śliczną i mądrą ( jak na 7 -mio miesięczne dziecko) dziewczynką i wierzę , ze wychowam ją tak jak wychowałabym moje rodzone dziecko.POzdrawiamKasia
  • Gość edziecko: Agna IP: *.* 05.03.02, 15:57
    kasiu, dokładnie tak uważam, jak Ty!!!wiem, że będę na jakiś czas musiała zrezygnować z pracy - oczywiście!!! własnie o tym rozmawiałyśmy z Matyldą :)wiem, że to będzie bardzo trudne dla moich starszych dzieci, wiem o chorobie sierocej, czytalam oczywiście "Wieżę z klocków";dlatego nie jestem taka "hop do przodu" jesli chodzi o adopcję starszego dziecka i bardziej cały czas myslę jednak o dziecku do roczku, a najlepiej o noworodku;wiem, że, jeśli adoptujemy dziecko, moje starsze dzieci będą miały najmniej 6,5-7 i 8,5-9 lat i będę musiała bardzo im pomagać, bo oni też "adoptują" nowego brata lub siostrę;z drugiej strony uwaga: wiem, jak reagują dzieci na urodzenie się nowego dziecka w rodzinie - jest to dla nich też straszny stres i szok (jak to napisały moje ulubione autorki Faber i Mazlisch: "jak byś się czuła, gdyby mąż przyprowadził do domu drugą żonę?");mimo że szok przy adopcji na pewno jest większy to dobrze przygotowane starsze dzieci i dobrze "prowadzone" potem (co wymaga np. obecności chociaż przez pierwszy rok w domu cały czas, co do czego jestem przekonana) przetrwają to - mam takie przykłady wśród swojego otoczenia;pozdrowienia serdeczne!
  • Gość edziecko: KASIA IP: *.* 05.03.02, 18:34
    Dzien Dobry Wszystkim, Ciesze sie Matyldo i Agno, ze staracie sie przezwyciezac wlasne watpliwosci:Trzymam kciuki.Moze macie ochote sie spotkac.Istnieje pomysl utworzenia Stowarzyszenia Rodzin Adopcyjnych.Apel ten jest skierowany do wszstkich , ktorzy juy adoptowali dzieci lub sa w trakcie rozmyslan na ten temat.Nie wiem gdzie mieszkacie.Ja jestem z Warszawy.Mam adoptowana coreczke 7 mies i wraz y moja kolezanka, ktorej coreczka takze adoptowana ma juz rok, pragniemy Was wszzstkich poznac i poroymawiac na temat Stowarzyszenia.Macie ochote dolaczyc do nas?Napiszcie co o tym sadzicie.Pozdrawiam,Kasia
  • Gość edziecko: Agna IP: *.* 05.03.02, 21:33
    napisałam Kasiu na priv, pamiętajcie o mnie, jak się będziecie spotykać :)
  • Gość edziecko: Dora IP: *.* 06.03.02, 09:31
    Oj Tak! Ja sie od razu zapisuje na spotkanie! Tez jestem z Warszawy i chce adoptowac dziecko. Bardzo bym chciala poznac Was i z pierwszej reki dowiedziec sie jak to jest. A wiec gdzie i kiedy???
  • Gość edziecko: KASIA IP: *.* 06.03.02, 11:06
    CzesćCieszę sie , ze jest zinteresowanie naszym spotkaniem i idea stowarzyszenia.PO lekturze moich maili i odpowiedzi jakie mi przysyłacie na priva , pragnę trochę więcej o tym stowarzyszeniu napisać ( poprzednio poprzestawiały mi się literki na klawiaturzei trudno mi było pisać).Nie chodzi o składki, spotkania , demonstracje i petycje, czyli to z czym każde stowarzyszenie mniej lub bardziej się kojarzy.Chodzi o to abyśmu mogli się spotykać, poznali się, porozmawiali, podzielili wątpliwościami i radościami, naszymi radami.Wiem jak cenne jest to dla ludzi którzy są jeszcze przed adopcją i poszukują jakichkolwiek informacji na ten temat( niekoniecznie książkowych).Ale też chodzi o spotkanie czysto towarzyskie, beż "wątku adopcji", może fajnie byłoby sie poznać, bo skoro niektórzy z nas już adoptowali dzieci, niektórzy się nad tym zastanawiają, to może jesteśmy trochę do siebie podobni, podobnie patrzymy na życie, mamy podobną wrażliwość i może byśmy sie najnormalniej w świecie polubili.Tak więc kochani , jesli tylko macie ochote zapraszam.Moim wielkim celem jest aby kiedyś zorganizować duży piknik na którym spotkały by sie rodziny adopcyjne z całej Polski ( tak jak bliżniaki) i o którym stało by się głośno, aby nasze "ślepe" społeczeństwo zauważylo ile nas jest , że jesteśmy szczęśliwi i trzymamy sie razem, bo jedna rodzinę można zniszczyć, a Stowarszyszenie już nie.Tak więc mam nadzieję, ze znajdzie się kilka osób chętnych.POza tym nasze dzieci też mogły by się spotkać, poznać i dowiedzieć , ze nie są same w tej niezwykłęj sytuacji.Jeszcze apel do niektórych:KOchani,skoro macie zamiar stoczyć walkę o tolerancje w sprawach adopcji, jeżeli chcecie nauczyć tego wasze adoptowane dzieci to moją radą jest:PRZESTANCIE UŻYWAĆ PSEUDONIMÓW, których używa 90% to czytających, jest to bowiem chęć ukrycia się, a jeśli robicie to na tak anonimowym forum , to jak ukryjecie się na ulicy spacerując z dzieckiem z rękę.Przecież i tak jest bardzo dużo KAŚ ( MAM JULEK).POzdrawiam
  • Gość edziecko: Julia IP: *.* 06.03.02, 12:45
    Czesc wszystkim!Zaczne od odpowiedzi na apel Kasi, mamy Julii, dotyczacy pseudonimów. No wiec wcale nie mam na imie Julia, tylko Asia, a Julia to drugie imie moje Córeczki Weroniki.Pozdrawiam wszystkie Asie, Julki i inne dziewczyny. I Ciebie Jędrku. :-)))I jeszcze chciałabym Wam powiedziec, ze my z Kasią (mamą Julki) i nasze Córeczki spotykamy się jutro ok. 10.15 pod Pałacem Na Wodzie w Łazienkach. Poznać nas można po dwóch takich samych wózkach (czysty przypadek ;-))) ), wózki są beżowo-czarne, na dużych pompowanych kołach. Jeśli tym razem się nie uda (a wiem, że to dość krótki termin), spróbujemy jeszcze raz (nie jeden raz!)Pozdrawiam wszystkich,Asia, mama Weroniki Julii
  • Gość edziecko: KASIA IP: *.* 01.03.02, 07:23
    CześćJa mam już adoptowaną córeczkę, ale chciałabym CI odpowiedzieć czy dobrze jest brać dzieci do do mu czy nie.Otóż , ja odkąd pamikętam też byłam pełna współczucia dla małych sierot,Dużo się nimi zajmmowałam i też chciałam brać je do domu na święta czy ferie.Miałam w domu rodzeństwo 4 i 5 lat.Muszę CI powiedzieć, że ja uważałam, zę trochę ciepła i normalności dobrze im zrobi, ale takei dziecko kiedy je oddajesz do domu dziecka bardzo cierpi, poniewaaż nie zna Twoich intencji i mysli, ze się nie spodobało i że jest odtrącone ponownie.Domyh dziecka niechęrtnie i teraz bardzo rzadko dają dzieci na weekend.Szczególnie te małe 3, 4 , 5 letnie, które są bardzo wrażliwe.Kiedy dzieci były u nas ciągle prosiły żeby mogły zostać na stałe.Wiedzieliśmy jednak że są przygotowywane do adopcji da USA(dlatego mogliśmy im umilić okres czekania).Najlepiej byłoby zostać rodziną zastępczą, ale ja nie oddałabym dziecka po roku, więc jeśli wogóle mając własne dziecko , to zdecydowałabym się na adopcję.Tak mi się życie potoczyło ze nie mogłam mieć własnych dzieci, ale moje wcześniejsze doswiadczenia sprawiły , zę beż wachania zaadoptowałam z mężem 5-dniową naszącóreczkę.POzdrawiam, kasia
  • Gość edziecko: Julia IP: *.* 06.03.02, 12:35
    Agno,napiszę coś, co pewnie uznacie za dosc kontrowersyjen. Trudno.Przyeczytaj uwaznie wszytskie posty. Widzisz, ile bezdzietnych rodzin chcea adoptowac niemowlaka, a nie moze tego zrobic, bo musialoby czekac na dziecko latami? ty masz wlasne dzieci. chesz miec jeszcze jedno? To dlaczego go nie urodzisz? nie odbieraj szansy ludziom, ktorzy naprawde nie moga miec dzieci. Adopcja niemowlaka, to nie zaden akt milosierdzia (jak ci sie chyba wydaje). to wielkie szczesice dla rodzicow. Ciesz sie, ze moglas urodzic zdrowe dzieci i nie staraj sie byc oryginalna.Beata, bezskutecznie czekajaca na adopckje
  • Gość edziecko: Agna IP: *.* 06.03.02, 14:57
    droga julio,najchętniej urodziłabym jeszcze dziecko i to nie jedno;pewnie nie czytasz tego forum na innych wątkach, tam już opowiadałam o sobie; niestety nie mogę urodzić kolejnego dziecka, ponieważ mój mąż jest bezpłodny - nie wiem, jak to się stało, ale staramy się o dziecko od 1,5 roku, badania w październiku wykazały 2 mln plemników w ml, a w lutym poniżej 10 tysięcy, podczas, gdy norma, jak może wiesz zaczyna się od 20 mln. i lekarz nie dał nam żadnych szans na naturalne rodzicielstwo; ile bym dała, żeby móc nie interesowac się adopcją i normalnie urodzić!!! pewnie tyle, co wiele z nas tu piszących, nie oszukujmy się, pewnie i Ty wolałabyś urodzić dziecko;nie sądzę, że byłabym chcąc adoptować dziecko dla kogokolwiek "konkurencją" - może tylko z tej przyczyny, że mamy spore mieszkanie, a wiem, że wiele par marzących o dziecku nie;ja zawsze chciałam mieć dużą rodzinę i na prawdę najchętniej urodziłabym dziecko własne - wiem ile radości sprawia ciąża, poród, karmienie piersią - nie mam intencji, jak Matylda skierowanych jedynie na dobro dziecka, ale też na własne myslenie o rodzinie; DLA NASZEGO i DZIECKA SZCZĘŚCIA A NIE FANABERII !!!!!!!!!!!!!!przykro mi czytać takie posty, nie staram się być oryginalna - dla mnie to jest sprawa życia A NIE ORYGINALNOŚCI;przestaję pisać, skoro uważasz, że odbieram komuś szansę myśląc o adopcji... a byłaś w ośrodku? w którym czeka się na dziecko latami? bo w tym, w którym ja rozmawiałam, katolickim w Warszawie na Grochowskiej czeka się ok. roku, a często krócej;na stronie "bociana" - forum adopcja jest też post od ośrodka w Sosnowcu, też z nimi rozmawiałam i też jest to krócej niż rok; I NIE MA KOLEJKI PO DZIECI, JEST KOLEJKA PO RODZICÓW;myślę, że Twoja wypowiedź jest nieco zbyt dramatyczna i nie będę ukrywać, że czuję się urażona - nic od Ciebie nie chciałam, nie prosiłam też o dokonywanie ocen... dopóki nie jesteś w mojej skórze skąd możesz wiedzieć, jak ma wyglądać moje szczęście? wiesz, jak może wyglądać Twoje;życzę powodzenia w staraniach adopcyjnych i więcej zrozumienia dla innych ludzi
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 06.03.02, 15:30
    Agno,Naprawdę rozumiem co czujesz. Ciężko jest wskoczyć w czyjąś skórę. Nie miej jednak za złe Julii tego co napisała.Ja w pewnym sensie myślę podobnie. Przepraszam Cię za szczerość, ale to taka ranga tematyczna, że wolę jednak być szczera niż miła=lubiana.O co chodzi? Chodzi o to, że malutkie dzieciątko ma wielkie szanse na adopcję. Każdy, kto nie zaznał macierzyństwa naturalnego, chce i woli przysposobić maleństwo.Ty pisałaś, że boisz się choroby sierocej. A może strach ma zbyt duże oczy? Pisała tu gdzieś Monika, której siostra adoptowała 3-letnią dziewczyneczkę. Ona, owszem, miała chorobę sierocą, ale świetnie sobie radzi z wychodzeniem z niej. Czytałaś "Wieżę z klocków"? Trwało trochę, zanim Piotruś przestał chorować, ale jaka radość, gdy wyzdrowieje dziecku dusza!!!! Z Twoją pomocą!Może spróbujesz pomyśleć o starszym dziecku od trochę innej strony? Ja nie chcę Ciebie usilnie namawiać, ale zrobiłabyś tym WIELKĄ RZECZ dla świata. Nie chcę też brzmieć zbyt patetycznie, ani dodawać Ci smutku, bo chyba smutna jesteś teraz - co wynika z Twojego postu. Korczak napisał taką modlitwę do Boga: "(...) nie najłatwiejszą ale najpiękniejszą poprowadź ich drogą Panie" - chodzi o dzieci oczywiście. A tyle miłości, co miał Korczak do obcych, starszych, osieroconych dzieci, chyba Bóg tylko ma. Twoja droga, jako matki adopcyjnej starszego dziecka też nie byłaby najłatwiejsza, ale za to jaka piękna! Najpiękniejsza!Czas wszystko pokaże. Kochana, może nie taki diabeł straszny, może, jak wcześniej pisałaś, na spotkaniach w ośrodku "odboisz" się i przekonasz do pomocy starszemu nieco dziecku? Niczym się teraz nie martw. Jeśli chcesz, to pisz w każdej chwili do mnie na priv, może troszkę sobie pogadamy, poprzytulamy.Ja dziś stoczyłam wielką bitwę i ją chyba wygrałam (z pomocą pewnej dobrej kobiety Wiesi). Wynikiem jej będzie to, że na jutrzejszym kolegium eDziecka stanie propozycja zamieszczenia nowego forum pt. ADOPCJA.SAMOTNE DZIECKO.Padłam nieżywa ze zmęczenia. Matylda. Mamy adopcyjne - jesteście cudowne!!!P.S. Podaj mi proszę adres tego bociana. To pierwsze forum o adopcji o jakim słyszę!!!!! Hurraaaa!
  • Gość edziecko: Agna IP: *.* 06.03.02, 16:26
    Dziękuję Ci Matyldo za post. Tak, jestem smutna, bo ktoś chce mi wmówić, że mysleniem o adopcji staram się być oryginalna. Wiem, na pewno jest we mnie wiele egoizmu i strachu... Wiem też, że gdyby nie nasza niepłodność nie myślałabym o adopcji, tak jak Ty - myślałabym raczej trochę, jak Beata (bo to ona z konta mailowego pisala, a nie Julia, mama Weroniki!!!), żeby zostawić adopcyjne dzieci bezpłodnym parom. A my jesteśmy do choilery teraz bezpłodni!!! I wcale o tym nie decydowałam, ryczec mi się chce, jak o tym myslę...Wiem, może mi się coś odmieni po spotkaniach w ośrodku co do wieku dziecka. Ale wiem też, że w związku z nieodwołalnością adopcji powinniśmy dokładnie mierzyć zamiary na siły, a nie siły na zamiary, żeby nie skrzywdzić nikogo - dziecka, siebie, starszych dzieci... Póki co powiedzieli nam, że to wcale nie jest prawda, że na niemowlęta jest kolejka, niestety (dla nas na szczęście)nie...Myślę, że Beata jest rozżalona, choć dziwię się temu co mówi o czekaniu latami, bo WIEM że nie wszędzie czeka się tak długo, pisało o tym bardzo dużo osób.Podaję Ci adres "Bociana" - to strona, którą założyli ludzie, którzy spotkali się na forum gazety i innych, gdzie też piszę - dziecko-info, bajbus... strona o niepłodności, leczeniu, adopcji...www.nasz-bocian.plpozdrawiam serdecznie i jeśli chcesz pisz na priv...
  • Gość edziecko: KASIA IP: *.* 06.03.02, 17:30
    Drodzy czytający posty, wyniknęło nieporozuminie, ponieważ z konta Julii (julii), ktos inny czyt. Beata pisała post dot.adopcji gdy ma się własne dzieci.Zgodnie z prosbą mojej serdecznej koleżanki ( z kórą czekamy jutro na Was w Łazienkach) pragnę poinformować, że ostre odpowiedzi powinni kierowac do koleżanki Beaty.Julia wytłumaczy się sama wieczorem, a ja proszę abyście nie opuszczały forum (Agno!!) i zostały z nami dalej.Pozdrawiam Dobry Samarytanin ;-)
  • Gość edziecko: Julia IP: *.* 06.03.02, 19:52
    Witajcie dziewczyny!Uff, ale się zrobiło zamieszenie. Jest mi strasznie, strasznie przykro z tego powodu, bo czuję się za wszystko współodpowiedzialna. Kiedy Kasia powiedziała mi, co się dzieje na forum, gnałam do domu na złamanie karku, żeby Wam wszystko jak najszybciej wytłumaczyć. Mam nadzieję, że mnie wysłuchacie.A więc do rzeczy:Beata napisała do mnie po przeczytaniu jednego z moich postów. Chodzi o ten post, w którym opowiadam, jak łatwo, szybko, sprawnie i miło (!) przebiegł proces adopcji w naszym przypadku. Beata odpisała, niedowierzając. Zaprosiłam ją więc do siebie, opowiedziałam wszystko ze szczegółami, pokazałam setki zdjęć, chciałam, żeby poznała naszą rodzinę i przede wszystkim Weronikę. Zresztą zaproszenie to kieruję do wszystkich z Was, którzy myślą a adopcji. Dzisiaj Beata była moim gościem. Gadałyśmy, gadałyśmy i zajrzałyśmy też na forum. Stąd jej wypowiedź. Nie będę się wdawać w szczegóły, nie czuję się do tego upoważniona, powiem Wam tylko króciutko: Beata to dziewczyna po strasznych przeżyciach, o strasznie okaleczonej psychice. Czekała na dziecko dużo dłużej, niż przeciętnie i nie doczekała się. Oboje z mężem dobiegają 40-tki, a jak się dzisiaj od niej dowiedziałam, zmieniły się przepisy, teraz noworodka nie mogą adoptować rodzice, którzy skończyli 35 lat (czy ktoś z Was może to potwierdzić? albo temu zaprzeczyć? sama mam 33 lata, mój mąż jest w tym samym wieku, a marzymy o rodzeństwie dla naszej Weroniki – mamy się śpieszyć?). Ja mam wprawdzie dużo bardziej liberalne poglądy niż Beata, ale i przeżycie miałam niej bolesne. Właściwie to, co myślę, napisała już w swoim poście Matylda, zgadzam się z nią w 100%..I jeszcze kilka słów do każdej z Was, oczywiście kieruję je do wszystkich:AGNO:Rozumiem, że czujesz się urażona. Naprawdę rozumiem. Zwłaszcza wobec faktu, że nie możecie już mieć więcej własnych dzieci. Ale, Agno, apelujesz o zrozumienie dla innych ludzi. Ja apeluję o to samo, również wobec ludzi tak pokiereszowanych przez los jak Beata. Kolejna rzecz to plemniki Twojego męża. Opowiem Ci historię naszych przyjaciół. Im lekarze postawili dokładnie taką samą diagnozę, jak Wam Wasi lekarze. I oni też myśleli już o adopcji. To było dość dawno temu, ja byłam wtedy w swojej pierwszej ciąży. Nie wiedziałam jeszcze, jak skończy się ta i następne ciąże... No w każdym razie oni zdecydowali, że mają dość badań, lekarzy, zabiegów itd. Nie to nie, poczekają parę lat, potem zaadoptują malucha. Nie zdążyli. Edyta zaszłą w ciąże. Tak bardzo już uwierzyła w stwierdzoną przez lekarzy bezpłodność, że pierwszy raz pomyślała, że może jest w ciąży i wybrała się do ginekologa dopiero w 7. tyg.. Po prostu już w ogóle nie myślała o ciąży, a przy jej nieregularnych miesiączka wszystko było możliwe. Ich Córeczka w sierpniu skończyła 4 latka.Życzę Ci, Agno, żeby i Wam tak się udało. Tym bardziej, że jak podkreślasz, ciąża, karmienie, to dla Ciebie wspaniałe przeżycia. Ja mogę Ci tylko zazdrościć... Też zawsze o tym marzyłam. I słówko o kolejkach po niemowlaki. Pisałam już o tym na forum, że w Ośrodku, z którego pochodzi nasza Córeczka, czekają na rodziców, nie na dzieci. Podobnie jest chyba w większości prowincjonalnych ośrodków.Dzięki za bociana! Zaraz tam zajrzę!MATYLDA:Myślę dokładnie tak, jak Ty, mogę podpisać się pod Twoim postem wszystkimi czterema łapami.KASIU:Dzięki za wyjaśnienie nieporozumienia!BEATO:Wiem, że często zaglądasz do tego forum. Chciałam Ci jeszcze raz powiedzieć to, co już wiesz: nie poddawaj się! I, jeśli możesz, opisz nam wszystkim swoją historię. Nie jesteś sama, dziewczyny na pewno podpowiedzą coś mądrego.I jeszcze jedno. Dzisiaj już pisałam, w odpowiedzi na apel Kasi, że mam na imię Asia. A Julią to nick.Pozdrawiam wiec wszystkich,Asia, mama Weroniki
  • Gość edziecko: Agna IP: *.* 06.03.02, 22:16
    Asiu-Julio, inne dziewczyny...strasznie mi głupio, ze sie uniosłam (a mam się za chrześcijankę - ha, ha, na drzewo z takim chrześcijaństwem... :( ), widocznie Beata na prawdę uderzyła w coś w moim mysleniu o adopcji, czego się boję... może dotknęła rzeczywiście tej najskrytszej myśli, ktora mnie nie opuszcza - że myślimy o adopcji z braku nadziei, z egoizmu... dotknęła też tego bólu, ktory mnie nie opuszcza, kiedy do mnie zaczyna docierać, że nie urodzę najprawdopodobniej dziecka, jesli nie zdarzy się żaden cud...przepraszam Was wszystkie bardzo serdecznie i, jeśli czytasz to Beato proszę opowiedz nam swoją historię - ku przestrodze, zeby się może wyżalić, kto wie...pozdrawiam Was wszystkie bardzo serdecznie!:) Agna
  • Gość edziecko: Julia IP: *.* 07.03.02, 08:06
    Cześć wszystkim!Dzięki Agno, ulżyło mi. Słuchaj, nie będę rostrząsać tego, co napisałaś, w każdym na pewno nie masz za co przepraszać.Chciałam się ustosunkować tylko do jedej Twojej wypowiedzi. Chodzi mi egoizm, o którym piszesz. A jak myślisz. dlaczego my wszystkie adoptowałyśmy swoje dzieci? Z czystego egoizmu. Datego, że my i nasi mężowi chcieliśmy mieć dzieci. Chcieliśmy czerpać radość z naszego rodzicielstwa.Dopiero potem, kiedy już masz dziecko, zaczynasz żyć dla niego. Nie wierzę w zapewnienia, że bezdzietne, przez lata starające się o włąsnego potomka małżeństwa decydują się na adopcję, bo chcą pomóc maluchowi. Chcą pomóc sobie. Tak przynajmniej było w naszym przypadku. To Weronika pomogła nam, pozwoliła nam odzyskac szczęście, a teraz my staramy się jej za to odwdzięczyć. Nie odwrotnie.Pozdrawiam szystkich,Asia PSCzy mimo pogody pod psem ktos dołączy dzisiaj do mnie i Kasi w Łazienkach? Czekamy o 10 przed Pałacem Na Wodzie. Do zobaczenia!A.
  • Gość edziecko: Betucha IP: *.* 07.03.02, 13:32
    Ja jeszce chciałam sprostowac do Agny Julia z Bociana i ta to sa inne osoby Przypadkowa zbieznosc nicków.Pozdrawiam Betucha
  • Gość edziecko: Dora IP: *.* 28.02.02, 10:24
    Mam prosbe, chyba glównie do Kasi. Chcialabym poczytac cos o chorobie sierocej, i pomyslalam, ze moze znacie jakies publikacje na ten temat. Interesuje mnie to z dwóch powodów. Najwazniejszy to taki, ze przygotowuje sie do adopcji dziecka i czytam wszystko, co moze mi dac jakies pojecie o tym, co nas czeka :). A poza tym pisze prace o skutkach traumy, która dosiega niestety, dzieci opuszczonych przez rodziców. Bede wdzieczna, jesli mozecie mi podopowiedziec gdzie szukac informacji.
  • Gość edziecko: Julia IP: *.* 01.03.02, 21:47
    Witaj eTato, część eMamy!Jędrku, czytałam Twój post bardzo uważnie, starałam się też czytać między wierszami. Dzięki temu zrozumiałam, jak ogromną posiadasz wiedzę i mądrość życiową! Zazdroszczę i chylę czoła! WAsz syn ma wspaniałego, mądrego Tatę (iMamę na pewno również!). "Ból po odrzuceniu", "okres wyparcia", metafora dot. ręki w gipsie - tak nie mówi laik. Skąd ta wiedza? Czy to tylko "inteligencja emocjonalna"? Chyba nie, węszę tu fachowca. Albo raczej Tatę tak zaangażowanego, że z miłości do swojego dziecka niezauważenie stał się fachowcem w jego sprawach.Jędrku, my z Michałem, moim mężem, kochamy naszą Córeczkę ponad wszytsko.Jednak zawsze w jednym się różniliśmy: Michał wyznaje zasadę: "Przyjdzie czas, będzie rada", a ja zawsze martwię się na zapas. Teraz też. NAsza Weronisia jest słodka, kiedy widzi jakieś zagrożenie (np. obcą osobę), w cudowny sposób wtula się w moją szyję, jest taka nasza, wiem, że dajemy jej bezpieczeństwo, nie ma z nią na razie problemów, o których pisałeś (chodzi oczywiście o okres niemowlęcy). Od kilku miesięcy jest normalnym niemowlakiem,chociaż może nie rozwija się w błyskawicznym tempie, ale nie oczekujemy tegood niej, niech robi, co chce.Ja jednak po swojemu myślę już, co będzie potem?Chcesz, Jędrku, żebym Cię pocięgnęła za język, ale nie potrafię. Nie mam w tej chwili konkretnego problemu, o którym chciałabym pogadać, ale chciałabymsię przygotować jak najlepiej na przyszłość. Dla nas i dla Weronisi. I nie wiem, jak to zrobic! Moja mądra koleżanka, mama półrocznej adoptowanej dziewczynki, powiedziała mi: "Wasza miłość Was poprowadzi". Na pewno ma rację.Ale czy to wystarczy???Pozdrawiam Was wszystkich,wiecznie martwiąca się na zapas,Julia
  • Gość edziecko: jlopuszynski IP: *.* 02.03.02, 17:45
    Witajcie wszyscy i Ty Julio,Twoja znajoma ma rację; pewnego dnia, gdy kolejna książkowa porada wychowacza okazała się błędna (a zaczynałem ja głupi od dr. Spoocka), zawierzyłem miłości, ale zacząłem od miłości własnej. Na pierwsze lata wychowywania naszego syna przypadł okres (szczęśliwie) mojej własnej psychoedukacji(nie jestem profesjonalistą, ale swoje własne problemy studiowałem do bólu). Dzięki temu stałem się w pełni autonomiczą osobą i to jest jedno ze źródeł z którego czerpie nasz syn.On jest latawcem a ja trzymam motek, z którego popuszczam nici-kiedy ich zapas się skończy po prostu otworzę dłoń i poleci tam gdzie zechce.Co do Twoich niepokojów, to bądź sobie "problemowa", bo to Twoje zbójeckie prawo i pozwól mężowi być "celowym",bo jak się już zdarzy to czego ty się boisz( nie da się zapobiec wszystkiemu co nam się przydarza przy pomocy obmyślanych scenariuszy)to on właśnie będzie miał wiedzę i siłę by sobie z tym poradzić.Serdecznie pozdrawiamjędrek
  • Gość edziecko: jlopuszynski IP: *.* 07.03.02, 09:31
    Pomyłkowo umieściłem ten post jako nowy ,więc wklejam go we właściwe miejsce. Witam wszystkie Panie, i chyba nie popełniam błędu, bo jestem tu sam pośród e-mamowego żywiołu; może namówiłybyście swoich facetów do podzielenia się z nami( ze mną w szczególnosci)kilkoma refleksjami na zadany powyżej temat?Moja zachęta po przeczytaniu ostatnich postów; adoptujcie dzieci najlepiej hurtowo( tzn. jedno za drugim); mój syn ma za sobą okres egocentryzmu i chętnie by się dzielił z kimś innym naszą miłością, wiele trudności przynoszą mu kontakty z rówieśnikami mającymi rodzeństwo-trudno się wcisnąć do środka takiego układu. Myślcie też o tym , jak ważny jest sytem rodzinny, bardzo szeroko rozumiany, uwzględniający dziadków, babcie, prawdziwych i przysposobionych wujków, ciocie , kuzynów, przyjaciół i sąsiadów, najlepiej poukładanych w drzewo genealogiczne albo genogram; wtedy o ileż bezpieczniej dziecku w takim świecie, a i o odpowiedzi na pytania : "kim jestem i skąd przychodzę" łatwiejsze.Podoba mi się pomysł na lobby adopcyjnych rodzinSerdecznościjędrek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka