Dodaj do ulubionych

Rozważam ADOPCJĘ - proszę o pomoc, podpowiedź, radę ...

IP: *.* 27.03.02, 08:37
Piszę tu o tej delikatnej sprawie z taką samą nadzieją, jak zwykle: że osoby, które wiedzą więcej niż ja i patrzą szerzej niż ja, będą tak miłe, że się wypowiedzą czyli wypiszą. Od pewnego czasu nie daje mi spokoju pewna myśl - żyjemy sobie z mężem i synkiem (prawie roczek) w naszym niezadużym, ale wygodnym mieszkaniu, pracujemy, póki co, oboje. Nie przelewa się, ale nie klepiemy bidy i na pampersy nawet wystarcza. Raz się kłócimy, raz się lubimy, dziecko oboje z mężem kochamy bezgranicznie, ale ...Ale wcale nie tak daleko, w domu dziecka, na podłodze dużej sali, przy pudełku z zabawkami siedzi sobie pięcioletnia dziewczynka, która nie jest dzieckiem konkretnej mamy, konkretnego taty. Ta dziewczynka jest dzieckiem "państwowym". I tak już zapewne pozostanie. Bo jest za duża. Ona jest za duża, żeby ją chcieli.Jeśli już ktoś myśli o adopcji, to woli dziecko małe, niemowlę, czyli taką niezapisaną tablicę. To już trochę zapisane, raczej nie zostanie przysposobione przez polską rodzinę. Nie wspomnę już nawet o tych chorych ...Taka myśl pojawiła mi się w głowie jakiś czas temu: dlaczego ta pięcio- czy sześcioletnia dziewczynka lub chłopczyk, nie miałaby stać się naszym dzieckiem? Przecież lepiej jej/jemu byłoby w naszym domu, rodzinie, wśród dziadków, ciotek, psów, kotów, sąsiadów, niż tam - w domu dziecka bez lub z niewielkimi szansami na normalne życie rodzinne? A że nam będzie trochę mniej wygodnie? Cóż. Nic to. Za to zyskamy poczucie, że dajemy coś z siebie światu, a nie tylko bierzemy.Kiedy zastanowię się tak głęboko i całkiem szczerze, co mną kieruje, to wychodzi mi co poniżej:Litość i współczucie wobec samotnego dziecka - 30%Chęć bezinteresownego podzielenia się sobą z tym dzieckiem - 25%Chęć poczucia, że moje życie nie jest pasożytnicze - 5%Chęć niezmarnowania szansy niesienia pomocy - 10%Chęć zadośćuczynienia tym, co im się życie nie ułożyło, bo mi się ułożyło - 10%Chęć naprawienia kawałka świata - 10%Chęć by nasze życie tętniło życiem - 5%Pragnienie zmierzenia się z nową, trudną sytuacją i wygrania z przeciwnościami - 5%I tak się zastanawiam, czy nie za dużo tej litości we mnie, żeby podjąć dobrą decyzję.Inna rzecz - czy mając roczne dziecko, będę umiała pokochać starsze? Wiecie jak to jest - jak macie, powiedzmy, dwulatka, to gdy zobaczycie na ulicy rocznego bobasa - Wasz maluch z okresu gdy miał rok staje Wam przed oczami , i łatwiej Wam się wtedy rozczulić nad cudzym dzieckiem.A może wcale tak nie jest....Trochę już rozmawiałam z mężem o tym. Nie powiedział nie. Chyba też zaczął o tym poważnie myśleć.Będę wdzięczna osobom, które mają jakiekolwiek swoje lub zaobserwowane doświadczenie o adopcji -- czy to o formalnej stronie (procedury, wymagania),- praktycznej (czy, jeśli się zakwalifikujemy, musielibyśmy wybierać dziecko sami spośród jakiejś grupy? - chyba bym w tym momencie umarła z żalu - bo dlaczego akurat to a nie tamto, i w ogóle ja bym chciała kochać wszystkie, które mi pokażą, czy też ktoś mądry dokonuje za nas tego wyboru i po prostu przedstawia nam jedno dziecko?),- czy zanim dokonamy formalnej adopcji, dziecko tylko u nas bywa np. na sobotę i niedzielę i potem samo decyduje czy nas chce czy nie (bo może przecież wcale nas nie zechcieć)- czy jako że mamy już dziecko, jesteśmy kandydatami "rezerwowymi" przed tymi, którzy w ogóle nie mają?I w ogóle jeszcze jest milion innych rzeczy, które chciałabym wiedzieć i tysiące subtelności, które powinnam rozważyć.Jednak muszę od czegoś zacząć.Nie ukrywam, że liczę na mądre słowo innych matek, kobiet, ojców, a może i rodziców zastępczych?Pozdrawiam. Matylda.
Edytor zaawansowany
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 25.02.02, 12:13
    Nie wiem dlaczego wysłany przeze mnie tekst powtórzył się w tym poście kilka razy. Pewnie znowu coś poknociłam.Koniec jest w miejscju, gdzie napisane "Pozdrawiam. Matylda"Dalej nie czytajcie.
  • Gość edziecko: Olenka IP: *.* 25.02.02, 12:31
    To bardzo szlachetne, co napisalas, ale jesli kieruje Toba glownie litosc, to przemysl to 1000 razy. Co bedzie, jelsi za kilka czy kilkanascie lat, dojdziesz do wniosku, ze On czy Ona nie przypomina ludzi z Twego swiata? Mam na mysli zainteresowania potrzeby intelektualne i emocjonalne? czy sama litoisc pozwoli Ci wowczas wytrwac, nie zrobic temu dzocku jeszcze wiekszej krzywdy, czym z pewnoscia byloby ponowne odrzucenie? Ja bym sie tego bala, tym bardziej, ze mozesz miec jeszcze wlasne dzieci - czy starczy Ci uwagi, cierpliwosci, troskliwosci i sprawiedliwosci takze dla dziecka adoptowanego??? Pisze te gozkie slowa, bo pamietam z dzicinstwa sytuacje, gdy znajomi moich rodzicow wzieli coreczke z domu dziecka - przyjezdzala najpierw na siwta, wakacje, weekendy, w koncu zamieszkala u nich, a po pol roku, gdy przybrana mama zaszla w koncu w ciaze... oddali ja!!!Podejmijcie z mezem rozsadna, pozbawiona emocji decyzje .F.
  • Gość edziecko: mamula IP: *.* 25.02.02, 13:12
    najczesciej te dzieci wciaz tam są , bo ich rodzice nie sa pozbawieni praw rodzicielskich, a nie dlatego,ze nikt ich nie chce.takie jest prawo, ze zezwala na tkwiene tych nieborakow przez cale zycie w bidulu, bo tatus z mamusia chca miec dziecko na " w razie czego". tez sie kiedys zastanawialam nad tym, ale to jest bardzo powazna decyzja i nie wiem, czy jako osoba majaca wlasne dziecko podolala bym obowiazkowi bycia sprawiedliwa mama, szczegolnie w obliczu trudnosci-przychylam sie do postu powyzej.natomiast jest forma pomocy dzieciom-odwiedzanie, zapraszanie na swieta,interesowanie sie ich losem.to na pewno umili ich zycie choc nie wiem, czy nie rozpali nadziei (kiedys rozmawialam o tym z wychowawcami i tak mi to przedstawiono)aby to mialo sens, trzeba byc konsekwentnym i odwiedziny musza byc regularne, aby nie skrzywdzic dziecka. moze zasiegnij rady w osrodku adopcyjnym-tam wiedza , jak to jest. maja psychologow, doradcow.
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 25.02.02, 14:51
    Ano,Ale tak sobie myślę i trochę się boję, że jak pójdę do ośrodka adopcyjnego mówić o ewentualnych swoich wątpliwościach i strachach, to mnie od razu sklasyfikują na "NIE" przy późniejszej ewentualnej ocenie na rodzica adopcyjnego.Jakieś takie przekonanie mam, że jak się tam idzie, to już trzeba być całkowicie pewnym czego się chce i bez najmniejszych wątpliwości.Matylda
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 25.02.02, 13:21
    Do Oleńki (Foczki).Dzięki, dzięki,Myślę jednak, że litość, a może raczej współczucie nie byłyby jedynymi motorami mojego działania. Bo co ja mogę teraz mieć więcej dla tego dziecka?Nie widziałam go, nie znam, nie wiem nawet ile ma lat, czy to chłopiec czy dziewczynka. Trudno wyobrazić sobie, przewidzieć swoje uczucia wobec tak abstrakcyjnej osoby.Myślę, że ogromnie by mi pomogła wizyta np. weekendowa dziecka u nas w domu.Wtedy miałabym już jakiekolwiek pojęcie o tym, na co mnie może być stać wobec tego małego człowieczka.Wiem też coś innego. Gdybyśmy już zdecydowali o przysposobieniu i dziecko weszłoby raz do naszego domu, już by go nie opuściło ... Sytuację, o której piszesz - oddanie dziecka z powrotem po pół roku - uważam za niemożliwą w naszym przypadku.Choćby dlatego, że nie podejmiemy pohopnej decyzji.Tego jestem pewna.Czy masz może jakieś pojęcie jak wyglądała cała procedura adopcyjna u Twoich dziwnych nieco, sama przyznasz - znajomych?Jeszcze raz dziękuję. Matylda.
  • Gość edziecko: Olenka IP: *.* 25.02.02, 13:37
    Nie mam pojecie o szczegolach, wiem tylko, ze trwa to dosyc dlugo - najpierw dziecko musi chciec tez Was - wiec sa spotkania w domu dziecka, potem. po jakichs wstepnych papierkowych robotach i chyba wywiadze srodowiskowym mozecie zabierac je do domu, a formalnosci sa jak wszelkie u nas pietrzone - stosy papierow, zaswiadczen itp, itd - to ciekawe, ze nikt nie sprawdza czy nadajecie sie na rodzicow, zanim urodzisz dziecko, a gdy chcesz adoptowac moze sie okazac, ze nie masz predyspozycji na matke!!!absurd, ale nasze kochane prawodawstwo tkwi wciaz kopytkami w poprzednim systemiesad((((F.PS. nie mowilam, ze powinnas juz miec sprecyzowane uczucia, ale czuc chyba cos podobnego, jak przy planowaniu poczecia dzicka... ale moze sie myle?
  • Gość edziecko: Gosia26 IP: *.* 25.02.02, 13:32
    Opowiem ci historie Grzesia ktorego poznalam w szpitalu, gdy bylam Z ania,moja nastarsza coreczka. Grzes lezal z nami na sali, mial trzy latka, i sila rzeczy troche sie nim zajmowalam. On zas przylgnal do mnie jak druga skora.Od pielegniarek dowiedzialam sie ze jest z domu dziecka. Kuiedy wychodzilam byl w rozpaczy- zdawal sobie sprawe ze zostawie go jak wszyscy. A ja na przekor temu spakowalam Anie i poszlam do rzeczonego domu dziecka w sprawie Grzesia. Wyluszczylam pani dyrektormoja sprawe i zapytalam jakie sa rozwiazania poza adopcja. I tak zostalam ciocia Grzesia. Zabieralam go do domu na siweta, zalatwilam wyjazd na wakacje raz czy dwa, kupowalam mu ciuchy (te z domow dzioecka sa okropne) mial u nas polke w szafie...Dreczylo mnie to co dreczy i ciebie- czy ja bardziej mu szkodze czy pomagam i spytalam sie o to pani dyrektor- czy to nie oszustwo? Nie potrafie dziecka wziac dodomu i pokochac. Powiedziala mi ze nasza rodzina jest dla niego oknem na normalnosc. Dowiaduje sieze mozna inaczej. A zainteresowanie ktore od nas dostaje jest najwiekszym jakie mial w zyciu. Oczywiscie lepiej byloby go przysposobic, czy przynajmniej stac sie dla niego rodzina zastepcza. Ale nie mozna tak myslec wszystko albo nic. Jesli nie stac nas (psychicznie) na to by wziac go na zawsze,po co pozbawiac go tej namiastki normalnosci, tej polki w szafie i prezentu pod choinka? I Grzes byl z nami przez 5 lat- wyrosl poszedldo szkoly, robil matme na naszym stole...Do Grzesia los sie usmiechnal- zabralgo tata,ktory wrocil z zagranicy, nasza wiez sie w naturalny sposob rozluznila, chasami dostajemy kartki z wakacji,czasami ja dzwonie do jego taty, jak to ciocia ;) Pewnie gdyby los potoczylby sie inaczej, wzielibysmy Grzesia do siebie- coraz bardziej sie do siebie przywiazywalismy....Mysle Matylko ze powinnas sie wybrac do domu dziecka i pogadac z dyrektorka- adopcja to tylko jeden biegun,nie robienie nic- drugi. Pomiedzy tym sa rozne sposoby pomocy i kontaktu z tymi dziecmi ;)Nie wiem czy pomoglam...
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 25.02.02, 14:45
    Gosiu (ZłaGosiu),Bardzo dziękuję za historię Grzesia. Takie rzeczy bardzo mnie zawsze poruszają. Wtedy mam potężne pragnienie przytulić wszystkich takich Grzesiów świata. W ogóle to omal się nie poryczałam. Wydrukowałam i pokażę mężowi.Jezu, jak ja bym chciała spotkać takiego Grzesia, który od razu by do nas przylgnął. Teraz nie mam prawie wątpliwości, że byśmy pokochali takiego małego bidulka, bo oboje z mężem mamy serca w miękkim miejscu, zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci. Tylko, że to tak łatwo sobie myśleć i gdybać - a jak bym się zachowywała, gdyby Grzesio skakał galopem bez przerwy jak wariat po domu (jak pewien mój mały sąsiad, który zdemolował mi chałupę podczas 2-godzinnej wizyty), jakby do tego zrobił kupę w majty, jakby nie chciał się zaprzyjaźnić, czy nawet polubić mojego dziecka, jakby nagle ni z gruchy ni z pietruchy przywalił w głowę mojemu synkowi (jak siostra powyższego sąsiada podczas tych samych odwiedzin)? Tak sobie tylko myślę od każdej strony, a im więcej Was czytam, tym więcej mam do myślenia.Ale i tak czuję w sobie ogromny zapał i przemożną chęć uwicia w swoim domu gniazdka dla takiego Grzesia czy Marysi, mimo tej kupy i demolki.Gosiu, jeszcze pytanie - czyli, że można iść do zwykłego domu dziecka, pogadać z dyrektorką i ewentualnie zacząć przyjmować w domu, tak jak Ty, jakiegoś dzieciaczka. A jeśli by się po pewnym czasie jednak chciało go zaadoptować - to też dalej z tą dyrektorką, czy do ośrodka adopcyjnego? I czy można mieć pewność, że dziecko, które Cię odwiedza i, załóżmy, polubi, a Ty je pokochasz, ma sytuację rodzinną uregulowaną, tak aby je przysposobić. Bo jeśli ono formalnie ma jeszcze rodziców, a my już się do niego przywiążemy i na odwrót, to z adopcji nici - a wtedy ból i dla dziecka i dla nas. Matylda
  • Gość edziecko: Gosia26 IP: *.* 25.02.02, 16:03
    Matylda ciezko mi powiedziec, jednak moim zdaniem nalezy zaczac w tej historii od glowy czyli od wizytyw domu dziecka. Co do adopcji to jestem pewna ze nie dostaje sie dziecka z ogolnego rozdysponowania, tylko mozna je sobie wybrac, nawet z niemowlakami tak jest ze sie podaje preferencje co do dziecka- plec, kolor wlosow itd. My z Grzesiem mielismy szczescie w nieszczesciu spotkac sie jakos nielegalnie. ;)) wiec postawilam pania dyrektor pzedfaktem dokonanym-lubimy sie, co zrobic zeby w malym Grzesiu nie zgasic tej iskierki nadzieji. Kurcze byla tu kiedys na forum i na sakurce Kas, ona ma adoptowana coreczke, ona wie lepiej, ale z jej opowiesci wialo optymizmem ze te pani od kontroli i oceniania pod katem przydatnosci na matke adopcyjna to nie jak w filmie.... no Bogus Linda tam Gral...wiesz o jaki film chodzi? ;)U mnie zreszta przed wakacjami byla pai zeby zobaczyc gdzie ja Grzesia bede trzymac a ja wtedy na 35m z dwojka dzieci mieszkalam i mi go wydali, zobaczyla ze mam dzieci to herbate wypila i poszla ;)A co do twoich watpliwosci, to wiem ze rodzice adopcyjni ida na kurs ktory trwa pare miesiecy w koncu kobieta jak zachopdzi w ciaze to tez sie pare miesiecy przygotowuje do tego wydarzenia.Pamietaj ze zawsze mozesz byc rodzina zastepcza, jesli dziecko nie ma wyjasnionej sytuacji rodzinnej. Acha, na nieplodnosci widzialam temat o adopcji, tam chyba kas cos mowila,moze z nia porozmawiaj?I mam kolezanke ktora ma dwoje dzieci jako rodzina zastepcza, moge sie jej o pare rzeczy spytac :)
  • Gość edziecko: MiZ IP: *.* 25.02.02, 16:18
    Matyldo,przez jakis czas, kilka razy w tygodniu chodzilam do Domu Dziecka gdzie byly dzieci w wieku od 3 do 18 lat. Moje wizyty tam nie mialy nic wspolnego z z zamiarem adoptowania dziecka. Natomiast mialam kilkoro dzieci pod swoja opieka. Wlasnie cos takiego jak opisala Gosia tylko moze ciut na mniejsza skale w zwiazku z tym, ze to nie byl jeden Grzes. Ale pomagalam dzieciom w nauce, zabieralam na wycieczki, przy pomocy przyjaciol udalo sie zorganizowac dla wszystkich dziec kilka imprez andrzejkowych, mikolajkowych z prezentami itd, czy pozyskac sponsorow, ktorzy przekazywali rzeczy na rzecz domu dziecka, czy fundowali wyjazdy na wakacje.W ciagu tych lat wiele sie nauczylam i wiele zaobserwowalam. Jesli chesz, to moge sie z Toba podzielc tym. Nie doradze Ci jednak w kwestiach prawnych. Wydaje mi sie, ze sama bedziesz musiala sie w tej kwesti zorientowac albo jakas bardziej doswiadczona Mama Ci o tym napisze. Jesli moge odpowiedziec na pytanie, ktore kierujesz do Gosi26, to choc w czesci pozwole sobie odpowiedziec. Jesli o mnie chodzi, to wlasnie mialam mozliwosc zabierania dziecka do siebie. Wczesniej rozmawialam z dyrektorka i z wychowawcami. Moglam zabierac dzieci na spacery, do domu itd. Ja mialam pod szczegolna opieka pewna Zosie. Powiem Ci, ze nie bylo latwo, ale trud zdobycia jej zaufania oplacil sie. W kazdym razie jesli bedziesz miala jakies pytania, to pytaj. Nie wiem czy na pewno pomoge, ale postaram sie.pozdrawiam :hello:zona
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 26.02.02, 10:49
    Droga Żono,To ja, Twój mąż - chciało mi się napisać. Ale tak naprawdę to ja, Matylda, hi, hi.Co do sprawy Twojego doświadczenia z bywania w domu dziecka i kontaktów z dzieciaczkami - wszystko pochłonę, co tylko powiesz i wszystko bez wątpienia mnie zainteresuje.Tak więc: począwszy od tego jak organizacyjnie było to ustawione - wchodzisz sobie do domu dziecka i co? Tam dzieci zapewne mieszkają w kilkuosobowych pokoikach - i spotykasz się z nimi w pokoikach, czy wychowawcy te dzieciaczki przyprowadzają wtedy do pokoju zabaw, a Ty sobie z nimi gadasz. Czy też po prostu wychowawca mówi - "jest tu u nas taka Krysia, która nie ma jeszcze żadnej cioci" i Ty wtedy nawiązujesz kontakt z Krysią?No i oczywiście, jeśli tylko zechcesz, to proszę opowiedz, jak przełamywałaś lody jeśli chodzi o Zosię? Na czym polegały problemy w zdobyciu jej zaufania? Ile Zosia miała lat?Moje dziecko niedługo będzie miało rok. Tak, jak wiesz, myślimy o przysposobieniu – nie wiem – dziewczynki może? Jeśli w ogóle – sprawa jest jeszcze bardzo świeża. Jeśli dojdzie do adopcji, chciałabym, żeby dzieci miały szansę nawiązać ze sobą kontakt, trzymać się razem. Z własnego doświadczenia wiem, że duża różnica wieku między rodzeństwem, np. 10 lat nie jest dobra, ani dla młodszego, ani dla starszego. Gybyśmy przyjęli do naszej rodziny człowieczka 5-6 letniego, to może byłaby jeszcze szansa, żeby dzieci rozumiały się w miarę dobrze. Jak myślisz? Chociaż wystrzegam się tego, żeby „wybierać” dziecko adopcyjne pod kątem przydatności towarzyskiej dla naturalnego dziecka. Boże broń! W ogóle takie wybieranie (kolor oczu, włosów, wiek, płeć) wydaje mi się trochę nieludzkie. Wolałabym, żeby, tak jak za Gosię, los sam zdecydował za nas. Nie chciałabym jednak, by tak jak między mną a bratem, stosunki między dziećmi były dość luźne – trudność porozumienia się przy różnicy 10 lat. Przy tak dużej różnicy wieku, siłą rzeczy starsze dziecko staje się za wcześnie dorosłe, a to młodsze pozostaje za długo malutkie – przynajmniej jest takie zagrożenie.A jak układały się stosunki między Twoimi dziećmi/dzieckiem – czy jesteś „podwójną” mamą? – a dziećmi, którymi się opiekowałaś?Jak być sprawiedliwą w obdarzaniu dzieci sobą? – mam na myśli dziecko naturalne i przysposobione.Napisz, proszę, w miarę możliwości, jak najwięcej. Wszystko co piszecie, pokazuję też mężowi.Z góry dziękuję. Matylda.
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 23.05.02, 08:19
    Kochane E-mamy i E-tatowie,Od lutego minęło już trochę czasu. Przez te prawie trzy miesiące udało mi się zostać tzw. "zaprzyjaźnioną" osobą dla pewnej 9-letniej dziewczynki z D. Dz., a co za tym idzie, także jej trojga rodzeństwa, które przebywa razem z nią w placówce.Wiem w chwili obecnej o wiele więcej... O tym jednak czas mi nie pozwala teraz pisać, więc powiem króciutko:Po pierwsze - rozwiały się moje wątpliwości, co do tego, czy rodzina z pracującą matką może adoptować dziecko. NIE MOŻE. Nie dlatego, że ktoś jej nie pozwoli. Dlatego, że dziecko z D.Dz. wymaga ciężkiej "pracy", nieprzerwanej uwagi i niewyczerpanej cierpliwości 24h/dobę.Po drugie - mając swoje maleńkie dziecko, jest bardzo, bardzo ciężko podzielić się uwagą ze starszym podopiecznym, gdyż patrz powyżej.Po trzecie - cała rodzina musi bardzo chcieć adopcji dziecka, a nie zwłaszcza, albo bardziej ona niż on.Dziecko, które przeżyło parę lat w D.Dz., a przedtem np. w "chorej" rodzinie wymaga NADZWYCZAJNEJ troski, BEZWZGLĘDNEJ uwagi i kogoś TYLKO dla siebie.W sytuacji, takiej jak moja, czyli praca zawodowa na cały etat, malutkie dziecko, praca domowa na cały etat, przedsięwzięcie takie jak adopcja czy rodzicielstwo zastępcze nie ma sensu. Jeśli cokolwiek można w takiej sytuacji zrobić, to być "rodziną zaprzyjaźnioną" dziecka, które swojej własnej rodziny nie ma przy sobie. Co właśnie staram się z lepszym lub gorszym skutkiem wprowadzać w życie.Pozdrawiam serdecznie.Matylda (Agnieszka)
  • Gość edziecko: Gosia26 IP: *.* 25.02.02, 16:06
    Matylda temat jest na forum Nieplodnisc i nazywa sie strach (pzred adopcja) ma wielkie oczy tu na edziecku, zalozony wlasnie przez slynna Kas ;)
  • Gość edziecko: <Jagna> IP: *.* 25.02.02, 16:34
    Zaznaczam, że nie mam doświadczenia w sprawie adopcji i chcę tylko poruszyć jeden aspekt tego problemu: Matylda napisała/ł:> > Jeśli już ktoś myśli o adopcji, to woli dziecko małe, niemowlę, czyli taką niezapisaną tablicę. To już trochę zapisane, raczej nie zostanie przysposobione przez polską rodzinę. Matyldo musisz pamiętać, że przecież nawet noworodek nie jest już niezapisaną tablicą. Potęga genów jest niewyobrażalna i niestety potwierdza się to czasami w przypadku adoptowanych dzieci. Wychowanie dziecka przysposobionego jest na ogół bardzo wielkim wyzwaniem i mówię to nie jako pedagog z wykształcenia, ale jako matka. Przecież większość dzieci, które lądują w Domu Dziecka pochodzi z rodzin bardziej lub mniej patologicznych, ich biologiczni ojcowie często są nieznani, więc nie masz żadnych gwarancji jakie geny odezwą się w takim maluchu za parę lat. Ja osobiście miałam kontakt z zaledwie trzema przypadkami dzieci adoptowanych i niestety są to historie raczej bardzo trudnych doświadczeń.Oczywiście nie uważam, że wszystkie dzieci z Domu Dziecka to diabły wcielone i absolutnie nie próbuję odwodzić Cię od tak szlachetnej decyzji, po prostu zabrakło mi w Twoim poście tego typu dylematów a "pragnienie zmierzenia się z nową, trudną sytuacją i wygrania z przeciwnościami - 5%", wiesz...te 5% to niewiele....:(PozdrawiamJagna
  • Gość edziecko: w IP: *.* 25.02.02, 16:49
    Hej,Ja mam przyjaciol ktorzy maja wlasnego syna i adoptowali dwie dziewczynki (5 i 2 lata - rodzenstwo). I podziwiam ich za to. Sa fantastycznymi rodzicami. A zrobili to bo chcieli dac troche szczescia innym. Takze jezeli uwazasz ze chcielibyscie adoptowac czy tylko byc jakas przyszywana ciacia czy wujkiem dla takich dzieciaczkow to popieram taka akcje z calego serca. Te dzieci naprawde potrzebuja naszej milosci. Przeczytalam w ktoryms poscie, ze takie dzieci moga byc "zle w genach". Ja mysle ze to jakie one beda w duzej mierze zalezy od nas. Nasze naturalne dzieci niestety tez bardzo czesto odbiegaja od tego jak ich sobie wyobrazamy i nie myslimy o tym ze nalezaloby ich oddac do domu dziecka. Tylko niestety czesto popelniamy blad i wymagamy od tych adoptowanych dzieci wiecej niz od naturalnych i nie potrafimy im tak bezgranicznie wybaczac. Ale mysle, ze w tym miejscu trzeba o wspolprace z dobrym psychologiem.Pozdrawiam i zycze szczescia i wytrwalosci w tak pieknym celu.
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 26.02.02, 08:45
    Dzięki Wam, Dziewczyny. Jak już dojrzeją we mnie właściwe pytania, to napewno pozwolę sobie się z Wami jeszcze skontaktować, jeśli nie macie nic przeciwko. Zapisałam sobie Wasze posty i adresy. Wiem, że muszę jeszcze wiele przemyśleć i kilkaset razy przespać się z problemem.Wczoraj np. trochę zwątpiłam chwilowo - bo jakże ja mam być dobrą matką adopcyjną, jak nie potrafię dopilnować swojego własnego dziecka (Synek latał cały wieczór jak oszalały i się wreszcie wywrócił, rozciął sobie wargę, krew się lała, my z mężem oboje pobledliśmy ze strachu, mąż akurat pakował się przed wyjazdem do Niemiec, w domu jakby tajfun przeszedł, mąż wypyćkał się krwią, cały blady ze strachu, bo myśleliśmy, że mały wybił sobie dopiero co wyrosły ząb. Okazało się, że to tylko rozcięcie na wardze)Ale stracha mieliśmy oboje porządnego - to pierwszy taki krwawy wypadek). W przypadku adoptowania dziecka ten strach pomnożyć by trzeba przez dwa albo i trzy.Jagno, ja wiem, że proporcje moich motywów nie są może właściwe, ale ja dopiero zaczynam o tym myśleć....Wiele jeszcze się może zmienić. Ja też trochę na studiach pedagogiki liznęłam i pamiętam, że od wieków kilka szkół istnieje na temat tabula raza, czy jak to tam się pisze, czyli co determinuje człowieka - jego garnitur chromosomowy czy wychowanie, wzorce i ofiarowana miłość. Z tego co wiem, do porozumienia szkoły owe nigdy nie doszły. Dzięki jeszcze raz za Wasze spostrzeżenia. Bardzo mi one pomagają spojrzeć na problem wielostronnie i nie podniecać się zbytnio ...Matylda
  • Gość edziecko: 220571 IP: *.* 25.02.02, 19:23
    Jeśli chodzi o geny... Nigdy nie wiadomo jakie będzie dziecko, które adoptujemy. Znajoma mojej mamy adoptowała dwoje dzieci. Później urodziła się im jeszcze dziewczynka. Znajoma była fantastyczną mamą. A mimo to chłopak (jest w moim wieku) miał skłonności do kradzieży, a dziwczynka miała jakąś chorobę genetyczną. Traktowali wszystkie dzieci wspaniale. Podziwiałam ich. Ale po ich przypadku stwierdziłam, że ja nie zdecydowałabym się na adopcję. Bałabym się skrzywdzić te dzieci. Bałabym się siebie. Naprawdę bardzo podziwiam ludzi, którzy decydują się na adopcję :jap:. Nie chodzi o to, że wszystkie dzieci z domu dziecka to "margines społeczny" tylko jak się zachowasz jeśli takie dziecko znajdzie się w Twoim domu. Czy wtedy podołasz "trudnościom wychowawczym"?Trudna to sprawa - adopcja.Pozdrawiam serdecznie :hello:
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 28.02.02, 12:53
    Dziękuję Dziewczyny,Po kilku dniach czytania o adopcji na edziecku, wiem wieeeeeele więcej. Nie znaczy to, że jest mi łatwiej podjąć jakąś decyzję. Przeciwnie. Ale to bardzo dobrze.Dziękuję Wam i wszystkim mamom, które mi pomogły poprzez forum Niepłodość i korespondencję na priv.Tak sobie myślę, że dobre z Was dziewczyny...Matylda
  • Gość edziecko: bridgett IP: *.* 28.02.02, 13:39
  • Gość edziecko: Gosia26 IP: *.* 09.03.02, 22:40
    No, Matylda jestem pod wrazeniem... wlasne forum ;)Ja w kilku kwestiach formalnych- Niech ktos sprawdzi te tabule raze bo gadamy po lacinie, a mnie sie zdaje ze czysta karta oznacza poglac ze wlasnie garnitur ganow nie manic do rzeczy- ze wychowaniem wpajamy dziecku wszystko....Przy niemowlakach nie zqrzekam sie nie wiem czy jest wybor. Przy dzieciach starszych- wiem ze jest. QW koncu jest to sytuacja z gruntu nienaturalna nikt trzylatkow nie rodzi. jesli ktos marzy o dziewczynce, to czemu ma jej nie wybrac?I odsylam do serii o Ani- pamietacie co Malgorzata Linde gadala Mryli o jej glupim pomysle adoptowania Ani? Tu widze te same symptomy, czyli nie chce cie straszyc, ale...Ja mysle ze tych genow nie ma sie co za bardzo bac. Kazde dziecko, nie wiadomo jak wychowane ma momenty na zlej drodze- to proces dorastania. Trzeba rabnac cos z osiedlowego sklepiku, ukrasc jablka, podlozyc pinezke na krzesle nauczycielki, schlac sie na umor.... oczywiscie nie wszyscy to robia. Ale tez nie wszyscy ktorzy to robia sa elementem marginalnym. Narkomani czasami wywodza sie z dobrych domow. W zlych wyrastaja wartosciowi ludzie. Z adopcja jest tak z rodzeniem. Dziecko mamy dla siebie- z egistycznej przyjemnosci posiadania dziecka. I koniec. To jedyny fakt jaki moze od nas zalerzec. nie mamy prawa liczyc na jego wdziecznosc, zadac pomocy, wymagac spelniania naszych marzen. Dlaczego? Bo na swiat sie nie pchalo. To My urodzilysmy. I od tej chwili mozemy tylko dawac. Z adoptowanym pwinno byc tak samo- jesli czlowiek jest zdecydowany dawac bez zadnych widokow na zaplate-nich sie zmaga z tym losem. Byc moze polegniemy- tak jak mozliwe jest ze nasze dziecko wlasne i z dobrymi genami- wpadnie w anoreksje, zajdzie w ciaze czy buchnie perfumy ze sklepu. Oczywiscie kazda matka zrobi wszystko zeby tak sie nie stalo, ale niestety to juz nie nasze zycie, tylko naszych dzieci i jak one ja wykorzystaja- na to mamy coraz mniejszy wplyw. Nasze slodkie maluszki zmienia sie w zarosnietych mlodych gniewnych, zaczna miec wlasne zdanie i sprobuja paierosa w ubikacji dziewczat. I z tymi adoptowanymi jest tak samo.Oczywiscie testrasze niosa ze soba bagaz doswiadczen.... Ale ja przyznam sie ze z Grzesiem nie mialam wiekszych boli. Owszem, do lozka sikal bardzo dlugo, jak sie wsciekal to talerze lataly na poczatku, kazda kara byla traktowana jak zdrada. Ale jakos nie traktowalam tego w kategoriach ostatecznych- moze ta swiadomosc, ze to naprawde moj wybor mipomagala, ze nic nie obiecalam, do domu jeszcze nie biore.. nie wiem. W kazdym razie nie raz nie dwa Grzesia skrzyczalam, nei raz nie dwa on mi napyskowal, rzucil w oczy- nie kochasz mnie. Bolalo... no jasne.... ale jego bolalo bardziej. Tlumaczylam po sto razy- ze koacham i dlatego te kary, czasem.. bo jak czlowiek kocha to mu zalezy... I jakos jechalismy ;)A grzes byl dzisiaj u nas i jakos tak fajnie sobie powspominalismy ;)
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 11.03.02, 12:08
    Dobra Gosiu 26,Historię Grzesia pamiętam bardzo dobrze. Mój mąż też ją zna.Bardzo się ucieszyłam, gdy przeczytałam w Twoim poście, że go spotkałaś. Coś więcej może powiesz o tym...?Ta tabula rasa to niezapisana tablica w tłumaczeniu (chyba). I z tego,co pamiętam używa się tej przenośni dla opisania umysłu narodzonego dziecka. Taka będzie ta tablica, jak Ty ją zapiszesz. Gosiu, Gosiu, Gosiu! Forum jest dla wszystkich, co chcą pogadać o adopcji. Mój tylko był pomysł. Tu bym postawiła uśmiechniętą mordkę, ale nie umiem.Jeszcze Ci powiem, że ostatnio okazało się, już czarno na białym niemalże, że, jak mówią Francuzi, marneeszansee mamy na adopcję. Póki pracuję zawodowo, mogę o tym zapomnieć.Trochę nie rozumiem tego, a trochę rozumiem.Wymaga się by rodzic adopcyjny miał zatrudnienie i stałe źródło dochodów. Ale obok tego musi nie pracować, by zająć się przysposobionym dzieckiem. I jak to zrobić?Z tym pytaniem zasypiam i budzę się codziennie.Matylda (czyli Agnieszka)Całuski.
  • Gość edziecko: justyna_redaktor IP: *.* 25.03.02, 16:19
    W numerze majowym "Dziecka" ukaże sie obszerna rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem na temat adopcji, motywacji do niej, przygotowania i problemów z jakimi trzeba się bedzie zmierzyć ZANIM podejmie się tę decyzję. Rozmowa będzie ilustrowana fragmentami z książki KAtarzyny Kotowskiej, "Wieża z klocków", którą to książkę wszystkim, zainteresowanym adopcją, serdecznie polecam.
  • Gość edziecko: Jackaplacka IP: *.* 20.05.02, 20:25
    Ja troszke z innej beczki. Wiem, ze na niektorych szpitalnych oddzialach dzieciecych, sa wyznaczone specjalne miejsca dla dzieci, ktorych matki zrzekly sie praw do nich. Mam na mysli noworodki lub malutkie niemowleta. I tak na przyklad: slyszalam, ze jesli ktos zdecyduje sie na adopcje, to idzie sobie do tego szpitala, rozmawia z kim trzeba itd itp, nawet po ok miesiacu czy dwoch dziecko mozna juz dostac na stale a w tzw miedzyczasie zalatwiac formalonosci. Do takiego szpitala trafiaja dzieci takze z innych szpitali, do ktorych matki po urodzeniu zrzekly sie praw. Wiem, ze takie biedne dzieci maja swoje miejsce w szpitalu w Bedzinie i Czestochowie, o innych placowkach nie wiem ale chocby i przez te pewnie mozna zlapac kontakt do innych placowek.Jackaplacka
  • Gość edziecko: AgaI IP: *.* 05.06.02, 22:49
    Ja raczej nie myślę o adopcji. Jednak usłyszałam że jutro 6 czerwca na TVN o 21.55 bedzie jakiś program poświęcony adopcji.Pozdrawiam i życzę powodzenia,AgaI

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka