Dodaj do ulubionych

dziecko biologiczne i adopcyjne jak funkcjonuje

07.04.07, 07:24

Mamy juz jedno dziecko i nie udalo sie miec drugiego. Decyzja adopcja.
Wszystko przebiega szybko. Dostajemy duzo materialu do przeczytania ale
glownie negatywnego. OK. wiedzielismy ze to nielatwa decyzja. Chce
porozmawiac z rodzicami ktorzy adoptowali majac juz swoje wlasne dziecko.
Jakich problemow nalezy sie spodziewac...
Moj maz jest zdania ze w jednym wypadku dodajemy a w drugim musimy odjac.
Jakie macie zdania
Edytor zaawansowany
  • lusiasia 07.04.07, 13:31
    Tata mojego meza ma 3 corki biol i adoptowanego chlopca, 2 corki juz sa dorosle,
    trzecia jest w tym samym wieku co adoptowany chlopiec, chlopiec wie ze jest
    adoptowany, jest u nich od 2 miesiaca zycia

    oboje maja teraz po 15 lat i wlasnie teraz pojawia sie najwiecej problemow w
    ukladach siostra biol- brat adopt
    dziewczynka jest czasami okrutna dla swojego brata, potrafi mu powiedziec ze i
    tak nie jestes nasz, rywalizuje z nim o wszystko i bez powodu, kloca sie jak
    pies z kotem doslownie (byli w tej samej klasie, ale dla spokoju trzeba bylo ich
    rozdzielic itp)
    rodzice traktuja ich normalnie, nikt jej zachowania nie toleruje wiec ona jest
    caly czas na przegranej pozycji, czekaja "az zmadrzeje", tlumacza (ale narazie
    to jest mowienie jak do sciany)
    osobiscie uwazam ze to taki wiek i jej przejdzie, ale problem zaistnial
  • kasiapfk 07.04.07, 15:49
    U nas różnica wieku ok 6 lat. Jest b. dobrze. Młody jest z nami od malutkiego.
    Nie ma problemów typu adopcja-nie adopcja. Raczej zwyczajne relacje jak to w
    rodzeństwie: czasem starsze ma dosyć namolnego młodego,czasem młode jest
    wykończone np łachotaniem przez starsze.
    W ciągu ostatnich kilku lat (od adopcji) nie widze żadnych problemów-jak bedzie-
    nie wiem. Wszystko zalezy od rodziców jak przygotowali starsze na przybycie
    drugiego, oraz indywidualnych cech dzieci.
    U nas-genialnie się wszystko sprawdza. Choć moje dzieci baaardzo się róznią
    (charakterami-to raczej ze starszym mam więcej problemów niz z młodszym-
    aniołem).
    Co będzie to będzie.
    czekamy na 3 dziecko i nie żałujemy decyzji o adopcji ani przez chwilę.
  • mamapinezki 12.04.07, 20:29
    Nie wiem czy to dobrze czy źle. Wciąż zastanawiam się czy podświadomie nie będę
    krzywdziła któregoś z dzieci, czy nie będę któregoś wyróżniała. Może zaniedbam
    biologiczne, bo przecież nowe dziecko musi się zaklimatyzować, musi "wrosnąć" w
    naszą rodzinę, więc muszę mu w tym bardzo pomagać. Z drugiej strony...Czy Wy
    też tak mieliście? Czy to normalne? Czy to mija kiedy w domu pojawia się nowe
    dziecko?
  • olga721 12.04.07, 21:54
    Chyba zupełnie normalne, bo ja też tak myślałam i myślę do dzisiaj. Mam
    ukończony kurs PRIDE i lada dzień oczekuję córeczki. Wiem, że będzie to
    niedługo, bo wszyscy z naszej grupy odnaleźli już swoje dzieci i zostaliśmy
    tylko my.
    Mam biologicznego synka - 6 lat i niestety ze względu na chorobę, która
    pojawiła sie po ciąży, nie zdecyduję się na drugą ciażę. Bardzo chcę mieć
    drugie dziecko, dlatego postanowiłam zaadoptować. I dokładnie tak jak Ty, mimo
    iż rok już czekam, stale mam dylematy. Boję się, czy pokocham córkę, tak, jak
    pokochałam syna, czy nie będę wyróżniała dzieci. Boję się, jak zareaguje na
    siostrę syn, czy nie będzie cierpiał, że więcej czasu poświęcamy maleństwu
    (chociaż to normalne, bez względu, czy rodzone, czy adoptowane rodzeństwo) ale
    czy przez to jej nie powie kiedyś - ty nie jesteś nasza. A jak to nie bedzie
    maleństwo, tylko starsza dziewczynka, czy nie skrzywdzi jej słownie itp... Mam
    wiele dylematów. Pisałam o tym na Bocianie, ale nikt się nie odezwał.
    Przeczytałam wszystkie wątki o rodzeństwie mieszanym. Wiem, że wszędzie jest
    super, że dzieciaczki się kochają, ale i tak mam obawy. I kurcze, najgorsze
    jest to, że zamiast cieszyć się i z radoscia oczekiwać na córeczkę, ja jestem
    pełna obaw.
    Dziewczyny z Bociana, które tu są - napiszcie coś, please smile
  • verdana 12.04.07, 22:58
    Moja matka ma adoptowanego brata. Brat jak brat - nie widzę róznicy w
    funkcjonowaniu "rodzonego" rodzeństwa i własnie takiego. Fakt, ze róznica wieku
    jest spora - 9 lat i mama zawsze traktowała brata troche jak swoje dziecko,
    nawet teraz ma pewne "opiekuńcze" zapedy. Ale moje dzieci, ktoresa starsze tez
    takie zapedy mają - wiec wszystko w normie.
    Natomiast, nie zaprzeczam, widzialam róznice w traktowaniu mojej mamy i jej
    brata przez moich dziadków. Widziałam to nawet zanim dowiedziałam się, ze wujek
    jest adoptowany...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kasiapfk 28.04.07, 09:03
    olga, uważam,ze twoje obawy to jest najnormalniejssza sprawa na świecie. Też
    się bałam smile
    A i dodatkowo pamiętam jak będąc w ciąży którą poroniłam (jeszcze przed
    zgłoszeniem do oao) zastanawiałąm się czy ja będę UMIAŁA pokochac to nasze
    następne dziecko skoro tak kocham to pierwsze! a przecież oboje biol. mieli
    być. Teraz czekam na 3. i jest mi o tyle łatwiej, że wiem,ze pokocham tak samo,
    no bo skoro tych dwu kocham to i kolejne tez smile
    Co do stosunku biol. do ado: to nasza-rodziców robota, by małolaty nie były
    wredne. U mnie, mimo,ze starszy piekielnie bystry i cięty jęzor ma-NIGDY nie
    zdarzyło się by cos w tym sensie zapodał młodemu. Wie,że są granice uzywania
    języka (szkoda ,ze nie w stosunku do nas!) a poza tym ten problem do tej pory w
    ogóle nie wystąpił. Może dlatego,ze my nie uważamy adopcji za gorsze
    rodzicielstwo- tylko za inne i w ogóle jestesmy b. tolerancyjni na wszelką
    inność. Szanujemy każde odstepstwo od naszej drogi (poza łamamniem prawa- tu
    jesteśmy nieprzejednani) i nie mamy problemu jak ktoś się z nami nie zgadza.
    Zatem starszy wyrasta od urodzenia raczej w tolerancyjnej atmosferze (w szkole
    też jest na to nacisk) i chyba nawet do głowy mu nie przyjdzie,ze można z
    takiej sytuacji zrobić zły użytek smile
  • alis33 12.04.07, 22:58
    jestem mamą adopcyjną chłopczyka i w ostatnim czasie okazało się ,że może mamy
    szanse na biologiczne dziecko. Bardzo długo nad tym myślałam . Czy warto teraz
    mając już adoptusia zaczynać walkę o biologiczne dziecko. Myślałam też bardzo
    dużo o moim synku jak on będzie się czuł wiedząc ,że on jest adoptowany a jego
    braciszek(siostrzyczka ) nie. Bardzo kocham mojego syna i niechcę go skrzywdzić
    dlatego zdecydowałam się na ponowną adopcję.
  • zofijkamyjka 13.04.07, 22:53
    Ja mam tylko jedno adoptowane ale uważam że dzieci adoptowane zawsze bedę
    troche bardziej "na przegranej pozycji" w stosunku do biologicznych chocby w
    mniemaniu ich samych. Dlatego uważam że to bardzo trudna sytuacja rodzinie
    jeśli sa i dzieci adoptowane i biologiczne i wymaga wielkiej madrości rodziców.
  • sylwia2502 27.04.07, 23:57
  • sylwia2502 28.04.07, 00:07
    cześć!
    Jestem mamą biologiczną cztero letniego chłopca i zastępczą mamą 9 letniej
    dziewczynki.Cztery lata temu mała pierwszy raz zawitała w naszym domku.Synek
    miał wtedy osiem miesięcy.Napisze króciutko..... to była bardzo dobra
    decyzja!Synek nie widzi świata poza swoją siostrą!Oboje rozwijają się super i
    bardzo się kochają!
  • sylwia2502 28.04.07, 00:09
    jeśli masz jakieś pytania i chcesz podzielić się swoimi odczuciami to zapraszam
    do podtrzymania kontaktu
    możesz napisać sylwia83sylwia@interia.pl
  • sylwia2502 27.04.07, 23:59
  • olga721 29.04.07, 12:10
    Dziewczyny, dziękuję Wam, że napisałyście. Ciebie Kasiu kojarzę z Bociana i
    zawsze uważnie czytam Twoje posty. Wiem, że wątpliwości zawsze będą. Wiem też,
    że nasza córeczka pojawi się u nas do końca maja, tak więc na zamartwianie się
    nie mam już zbyt dużo czasu. Obecnie szoruję szafki i zabawki do niemowlaka po
    moim synku, żeby było coś na początek. Za ubranka się nie zabieram, bo nawet
    nie wiem jak duże szykować. Odezwę się.
  • biala_dama3 29.04.07, 12:56
    Jestem pediatrą. Mam do czynienia z rodzicami w sytuacjach ekstremalnych, stanu
    zagrożenia zdrowia i życia dzieci, ciężkich lub lżejszych chorób.
    W takich sytuachach człowiek najczęściej zdejmuje z twarzy maskę i zachowuje
    się inaczej, bardziej naturalnie, obnaża prawdziwe uczucia.
    Nie chcę generalizować, ale na sucho podzielić się swoimi obserwacjami. Wnioski
    niech wyciągną zainteresowani.
    1. Spokojniej, bardziej rzeczowo i mniej histerycznie na wiadomość o ciężkiej
    chorobie dziecka reagują rodzice adopcyjni.
    2. W przypadku śmierci ( i możliwości pobrania narządów do przeszczepu) oni
    znacznie częściej decydują się na pomoc oczekującym na transplantację.
    3. Przy łóżku dziecka rzadko pojawiają się dziadkowie
  • olga721 29.04.07, 13:44
    O Boże, aż mi się wierzyć nie chce!!!
    Na 6 rodzin z naszej grupy - 5 odnalazło swoje dzieciaczki. Wszystkie mamy są
    tak zakochane w swoich dzieciach, że życie by za nie oddały. Jak obserwuję
    swoje koleżanki, to widzę, że zachowują się w stosunku do swoich dzieci
    podobnie do mnie, jak urodziłam małego. Dlatego wierzyć mi się nie chce,
    że ........ mogłoby nastąpić takie zachowanie w przypadkach ekstremalnych o
    których mówisz.
    A co do dziadków, to już inna bajkasad
  • kasiapfk 29.04.07, 14:39
    odniosę się do wypowiedzi białej damy smile:

    1. mam taka ekstremalna sytuację za sobą i pediatra stwierdzil, ze tak
    opanowanej mamuśki to dawnio nie widział: dot biol.
    2. ja nie mam problemu w żadnym takim przypadku włacznie ze soba i mężem i
    dziećmi (wszystkimi)- nie wiem czy to co napisałąś miało byc pochwałą czy
    krytyką rodziców ado? dla mnie to pochwała.
    3. jak znam życie to dziadek byłby pierwszy przy adoptusiu...(niestety albo i
    stety wyraźnie go faworyzuje! -a ma jeszcze 2 innych wnucząt i 3.w drodze...)

  • leli1 29.04.07, 18:48
    swoją drogą to ciekawe obserwacje białej_damy. Tylko skąd wzięła dane?
    W książeczce zdrowia nie ma czy to dziecko ado czy bio, ja i mysle ze wiele innych osob nie odczuwam potrzeby (jesli oczywiscie nie ma takiego wskazania) aby dzielic sie wiedzą o adopcji z lekarzem.
    Nawet jesli praktyka bialej damy w sluzbie zdrowia jest dluga, to chyba zbyt malo przewinelo sie przypadkow ciezko chorego dziecka ado aby mozna bylo takie obserwacje brac za pewnik i w ogole sie nad nimi zastanawiac....??
  • biala_dama3 04.05.07, 19:02
    Często przy zbieraniu wywiadu, zwłaszcza, gdy dotyczy to ciężko chorych dzieci,
    rodzice informują o tym, że dziecko jest adoptowane. Pytamy o choroby w
    rodzinie i są to dla nas bardzo ważne informacje.
    Wydaje mi się, że rodzice dzieci adoptowanych są bardziej dojrzali i, proszę mi
    wybaczyć, mimo wszystko w ekstremalnych przypadkach mniej emocjonalnie związani
    z dzieckiem.
    Są to nie tylko moje obserwacje.
  • alis33 07.05.07, 08:43
    I dlatego niezdecydowałam się na leczenie by mieć biologiczne dzieci .Tylko ,że
    ja obawiam się ,że kochałabym moje adopcyjne bardziej jak biologiczne.
    A to ,że człowiek nie panikuje i potrafi w jakimś tam sposób panować nad
    emcjami to chyba nic złego.


    Bo ten typ tak już ma.
  • kasiapfk 07.05.07, 19:18
    a moze jest tak, że rodzice dzieci adoptowanych wiele przeszli w zyciu i po
    prostu nie są histyeryczni aż tak jak biologiczni bez przejść? Z drugiej strony
    ILE dzieci adoptowanych leczy się w ogólnej populacji dzieci? to sa pojedyncze
    przypadku moim zdaniem.
  • biala_dama3 08.05.07, 12:05
    Jeżeli dzieci adoptowanych jest 3% ( piszę na rybkę) to 3% sie leczy. Choroba
    nie wybiera.
    Być może rodzice dzieci adoptowanych są dojrzalsi, więcej przeszli, są bardziej
    odporni na ciegi od zycia i losu. Ja nikogo nie oceniam - stwierdzam suche
    fakty.
  • kasiapfk 08.05.07, 13:58
    biała damo, podajesz fakty, ale w sposób, który sugeruje niestety to co
    sugeruje. Dalej nie odpowiedziałaś mi, czy kwestia dawstwa narządów to w twoim
    poście: przygana czy raczej pochwała...

    p.s. moja koleżanka jest od 6-ciu lat oddziałową w szpitalu dziecięcym
    (laryngologia) Z ciekawości wczoraj ją zapytałam jak to jest U NICH -
    powiedziała,że z dziadkami to jest TAK SAMO -są rodziny, gdzie wszyscy łącznie
    z ciotkami przychodża do dzieciaka a są takie, gdzie sama matka jest, sa i
    takie, gdzie (tfu, małpy jedne) mamuśki przychodza "odebrać" zdrowe dziecko ze
    szpitala!
    Poza tym dodała: to wcale nie jest tak, ze wszystkie adoptowane dzieci
    sa "ujawniane" - przypadek z ostatniego roku, dziecko kilkukrotnie w szpitalu
    aż w koncu lekarz zasugerował badania u rodziców czy nie są nosicielami jakiejs
    mutacji (czy czegoś takiego) i dopiero podczas 4 pobytu w szpitalu okazało
    się,ze dziecko owszem -adoptowane. I tak to bywa...
    Ja sobie myślę, ze bywa róznie. Może być i tak jak opisałaś. Ale moze być
    zupełnie inaczej. Mamy za mało danych by generalizować.
  • mama303 23.05.07, 16:01
    biala_dama3 napisał:
    - stwierdzam suche fakty.

    Do tych "suchych" faktów jeszcze dodajesz swoja interpretacje np o mniejszym
    związku emocjonalnym.
    Czy to że ktos bardziej histeryzuje oznacza że jest silniej zwiazany
    emocjonalnie z dzieckiem? bzdura.
  • teligo 21.05.07, 11:48
    Wiecie co? Ja myślę, że biala_dama3 ma rację.
    Tylko bez sensu zupełnie to zinterpretowała, że to niby słaby związek
    emocjonalny z dzieckiem.

    Dla mnie akurat oczywistym jest, że:
    >Spokojniej, bardziej rzeczowo i mniej histerycznie na wiadomość o ciężkiej
    > chorobie dziecka reagują rodzice adopcyjni.

    Ponieważ zazwyczaj mają oni za sobą informację o nieraz ciężkiej chorobie swojej
    czy małżonka, a nie jest łatwo przyjąć diagnozę, że nie będzie się mogło urodzić
    dziecka. Mają za sobą nieraz lata leczenia, pobyty w szpitalu, zabiegi, nawet
    operacje itp. itd. I po pierwsze nie przeraża ich już tak wizja leczenia
    dziecka, bo wiedzą jak szukać specjalistów, jak zdobywać wiedzę na temat
    leczenia i w ogóle jak rozmawiać z lekarzami, i przede wszystkim jak sobie z tym
    radzić, i jak podchodzić do tego ze spokojem. Po drugie są chociaż częściowo
    przygotowani na możliwość pojawienia się chorób u dziecka, bo w trakcie
    przygotowywania się do adopcji takie rzeczy się po prostu omawia, człowiek
    zastanawia się nad różnymi "scenariuszami".

    > 2. W przypadku śmierci ( i możliwości pobrania narządów do przeszczepu) oni
    > znacznie częściej decydują się na pomoc oczekującym na transplantację.

    No właśnie, moim zdaniem to znaczy, że większość rodziców adopcyjnych jest
    dojrzalsza i bardziej empatyczna niż rodzice biologiczni. Potrafią postawić się
    w sytuacji rodzica, który traci dziecko (bo właśnie to przeżył!) i nie być
    egoistą i pomóc innemu dziecku. Może to wynikać z pełnej świadomości, że ktoś
    kiedyś oddał im swoje dziecko pod opiekę i jedynym sposobem na podziękowanie za
    ten dar jest uratowanie życia innemu dziecko. Przewrotnie może to też świadczyć
    o większym związku emocjonalnym z dzieckiem. Może przez to przemawiać chęć
    uratowania chociaż cząstki dziecka, które się kochało i nadania sensu jego
    śmierci, chociaż w taki sposób.

    > 3. Przy łóżku dziecka rzadko pojawiają się dziadkowie.

    To jest jakaś bzdura. Pracowałam na oddziale pediatrycznym i dziadków to tam
    było jak na lekarstwo, pojawili się może w ciągu miesiąca u dwóch maluchów, a
    zapewniam, że większość dzieci nie była adoptowana. Bo po prostu przy łóżku
    dziecka rzadko pojawiają się dziadkowie.

    Poza tym biala_damo3, niby sucho dzielisz się faktami w pierwszym poscie (choć
    tak naprawdę od razu widać jakie masz zdanie), ale w kolejnym już otwarcie
    wyrażasz opinię o mniejszym związku emocjonalnym. Poza tym jak dla mnie to
    tworzenie teorii o całej grupie na podstawie kilku przypadków to jakieś
    nieporozumienie.

    I na koniec dodam, że nie jestem rodzicem adopcyjnym, nie jestem też rodzicem
    biologicznym i nie chodzi mi o ocenianie kogokolwiek.
  • verdana 21.05.07, 12:54
    Nie sądzę, aby rodzice adopcyjni byli sympatyczniejsi/mniej sympatyczni,
    lepsi/gorsi od rodzicow biologicznych, bo oznaczałoby to, ze wiecej ludzi
    dobrych niz zlych jest bezplodnychsmile
    Ale po pierwsze -
    zarówno ciężka, śmiertelna choroba dziecka jest raczej rzadka, jak i adopcja
    jest rzadka. A oddawanie narzadów wymaga jeszcze, aby dziecko bylo chore na
    chorobę, ktora umozliwia oddanie tkanek - czyli np. nie na nowotwór. Ile
    przypadków śmiertelnie chorych adoptowanych dzieci w dobrym stanie zdrowia może
    zobaczyć jeden lekarz? Dwa?
    Po drugie, rodzice biologiczni zawsze mają wyrzuty sumienia, ze przekazali
    dziecku chorobę, albo matka cos nie tak robiła w ciąży - choćby lekarz
    przysięgał, ze tak nie jest. Rodzice adopcyjni liczą się często z mozliwoscią
    niznanych, dziedzicznych chorob u swojego dziecka, a przynajmniej nie obwiniają
    się o to (bo to pewnie po prababci!).
    -po trzecie, rodzice adopcyjni moga wiedzieć, ze adoptuja chore dziecko i
    liczyć się z możliwością ciężkiej choroby
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kasialu 23.05.07, 13:34
    Po długim leczeniu pobiegliśmy do OAO. Później poznaliśmy naszą coreczkę. Od
    pierwszego wejrzenia kochalam to moje dziecko nad zycie i szaleńczo!!! Nie ma w
    mojej córce ani kszty podobieństwa do mnie /zewnetrznego bo naśladuje mamusie
    we wszystkim wink/. W tym czasie zaszłam w ciażę. Tyle lat na to czekałam,
    leczyłam się, wylewałam łzy i w koncu byłam w ciąży. I przez te 9 miesięcy
    kiedy widywaliśmy naszą córeczkę czekajac na sprawę adopcyjną ciagle miałam
    obawy, czy ja będe w stanie kochać to dziecko, które wtedy było małą fasolką!
    Nie wyobrażałam sobie jak można kochać drugie dziecko! A później okazało się,
    że jednak można! Rodząc Synka nieźle się nacierpiałam i miłosć do Niego nie
    wybuchła od razu. Skradała się powoli. Teraz za to wiem, ze mozna kochać nawet
    piecioro dzieci bez wzgledu na to jaką drogą do nas trafiło wink
    P.S. mój Synek też nie jest do mnie podobny wink
  • lusiasia 23.05.07, 14:29
    wydaje mi sie ze problemy moga sie pojawiac w wieku troche starszym niz 0-7 lat
    moja ciotka ma biol-corke z naprawde duzymi problemami (przestala chodzic do
    szkoly + narkotyki), dlugo sie o dzieci starala (8 lat) i zawsze mowila ze gdyby
    ona byla adoptowana to chyba by ja "zabila",a tak "jakos" to wytrzymali, jest
    nasza i musimy ja kochac, mimo tego ze jest nic nie warta

    tak sie zastanawiam co by bylo gdyby naprawde byla adoptowana, czy wtedy bylo by
    tak latwo wybaczac i rozumiec? zwlaszcza ze ich drugie dziecko nie sprawialo
    zadnych problemow
  • dota110 23.05.07, 17:06
    Urodzenie dziecka nie daje nikomu gwarancji ze bedzie ono piekne ,madre i
    bedzie nas kochalo i klopotow nie sprawialo.Ja za swojego synka adopcyjnego
    gdyby bylo trzeba oddalabym zycie bez wachania.Nie wiem jakim bedzie
    czlowiekiem jak dorosnie,na jakiego czlowieka uda mi sie go wychowac ,ale wiem
    jedno ze bede go zawsze kochac bez wzgledu na wszystko.Tojest moj syn moje
    dziecko ,nie z krwi nie z kosci ale z milosci.Pozdrawiam
  • mama303 23.05.07, 19:49
    lusiasia napisała:

    > tak sie zastanawiam co by bylo gdyby naprawde byla adoptowana, czy wtedy bylo
    b
    > y
    > tak latwo wybaczac i rozumiec?

    To jest niestety wielka "pułapka", w którą mogą się w trudnych chwilach złapać
    rodzice adopcyjni.
  • kasialu 23.05.07, 18:47
    No to dodam, ze mój syn biolo to aniołek chodzący, spkojny, wiecznie
    uśmiechnięty i taki brzdac z niego, natomiast Córcia ado to wulkan energii,
    temperament śródziemnomorski, humorzasta jak mały diabeł, ciągle coś wymusza,
    broi i psoci. I to w niej kocham bardzo mocno. Niekiedy ręce mi opadają takie
    numery robi i zawsze mam na to jedno wytłumaczenie - Ona ma to po mnie wink
  • lusiasia 24.05.07, 06:46
    nie uwazacie ze ludzie, ktorzy adoptuja, za bardzo wierza w to ze dziecko wychowaja
    zreszta nie tylko rodzice adop, moja mama uwazala ( do czasu) ze kazde dziecko
    mozna wychowac, to w jakis sposob zmniejsza "strach" przed adopcja, bo skoro
    dziecko mozna wychowac, to w koncu geny nie sa takie wazne...
    mysle ze to jest najwieksza "pulapka", z jednej strony trzeba tak myslec, ale z
    drugiej trzeba sobie zdawac sprawe z tego ze nie wszystkie dzieci mozna wychowac
    (nie wazne czy adop czy biol)
  • kasialu 24.05.07, 08:28
    Wychowanie w żadnym wypadku nie jest łatwe. Wychowanie to wyzwanie. Jak słyszę,
    ze ktoś tam miał troje dzieci i mimo, ze tak samo wychowywał całą trojkę
    jedno "nie wyszło na ludzi". Zasada jest taka, ze każde dziecko jest inne i nie
    mozna tych samych metod stosować do wszystkich. Ja mam wychowawczo różne dzieci
    i szukam różnych metod, które "zadziałają" na moje maluchy. Podam zwykły
    przykład budzenia rano dzieci. Córcię biorę z kołderką na ręce, siadam na
    kanapie i powolutku ją budzę. Mała otwiera oczka i ładnie się ubiera. Jak budzę
    Małego muszę sie koło Niego połozyć i 15 minut prawie prosić zeby otworzył oczy
    bo buuuuczyyyy. To banalny przykład, ale tak jest ze wszystkim.
  • dota110 24.05.07, 12:19
    Kazdy czlowiek ma charakter i do kazdego trzeba podejsc inaczej.
  • lusiasia 24.05.07, 15:14
    Ja widzialam jak dziecko mojej ciotki sie staczalo i nic nie pomagalo...zawsze
    byla uparta i zawsze stawiala na swoim, i jak "postanowila" ze szkola jest jej
    do niczego nie potrzebna, ze lubi takie a nie inne towarzystwo, narkotyki,
    kradzieze, ucieczki z domu
    to nikt nie umial pomoc, zadne metody wychowacze, szlabany, pedagog, psycholog,
    tlumaczenie...trwalo to okolo 5 lat, wiem ze trudno bylo kochac i rozumiec takie
    dziecko
    zmienila sie jak poznala normalnego chlopaka (banalne) ale wlasnie milosc ja
    troche wyprostowala

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka