Dodaj do ulubionych

Czy nasze marzenie się spełni???

10.06.09, 09:40
Jestem tutaj nowa i mam nadzieję, że ktoś odpowie na nurtujące mnie
pytania. Mam 23 lata, mój mąż 31. Jesteśmy małżeństwem od dwóch lat.
Mamy biologicznego synka, który za miesiąc skończy swój pierwszy
roczek życia. Zawsze marzyliśmy o adpocji bez względu na to, czy
będziemy mieć biologiczne dziecko, czy też nie. Mimo, że mamy synka,
to nadal o tym marzymy. Chcemy, żeby synek miał rodzeństwo. Chcemy
dać miłość dziecku, któremu tej miłości brakuje. Warunki
mieszkaniowe moim zdaniem mamy bardzo dobre. Mieszkamy w 110m2. Mamy
6 pokoi. Dziecko napewno miałoby swój pokoik. Zapisaliśmy się już na
kurs dla rodzin zastępczych (nie wiem, czy ze względu na zarobki
mamy szansę na adopcję- ja nie pracuję pobieram zasiłek dla
bezrobotnych, jestem w trakcie robienia magistra, mąż natomiast
zarabia ponad 3 tys miesięcznie, ale na zaświadczeniu widnieje o
wiele niższa kwota). Moje pytanie brzmi, czy z takim stażem i z
dzickiem biologicznym mamy jakieś szanse na adopcję? trochę boimy
się zostać rodziną zastępczą, gdyż nie umiałabym oddać dziecko,
które już byśmy pokochali. Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź.
Pozdrawiam smile
Edytor zaawansowany
  • leli1 10.06.09, 12:00
    staż - 5 letni generalnie jest wymagany, ale wiem, że są Osrodki akceptujacy staz mniejszy. Musicie sie dopytac.
    Podobnie jak zarobki.
    Jednak (ale to juz moja uwaga) mniej niz 3 tys na, w tej chwili 3 osobowa rodzine, to mało (mowie tak z persepktywy osoby mieszkajacej w duzym miescie, wiem ze w mniejszych miejscowosciach koszty utrzymania moga byc mniejsze), a maiałaby dojsc jeszcze jedna osoba.
    Twoj biol.synek absolutnie przeszkoda nie jest w waszych staraniach.
  • werab23 10.06.09, 13:05
    Dziękuję bardzo za odpowiedź.
  • zajacowna 10.06.09, 14:57
    musisz zapytac o oao... sa rozne osrodki rozni ludzie.. i rozne
    wymagaania,
    ja uwazam ze macie szanse.. i to duze!
    --
    z pozdrowieniami E.
  • werab23 10.06.09, 21:34
    Dzięki bardzo za tak podbudowującą odpowiedż smile Pozdrawiam
  • wlynkowko 11.06.09, 16:36
    Zastanów się bardzo na adopcją. Mój przypadek byl bardzo podobny,
    zawsze marzylam aby komus pomoc w życiu, adoptowac dziecko i
    obdarzyc wszystkim co mam - sercem i mozliwosciami.
    Majac biologiczna coreczke, 1,5 roczku zdecydowalismy sie wziac na
    wakacje dziewczynke z Litwy - 6 latek. Byla cudowna, ale ze mną coś
    nie tak, nie bylam w stanie dac jej tego uczucia co swojemu dziecku,
    jakas dziwna magiczna biologiczna wiez. Przez miesiac chronilam
    gryzlam sie ze wszystkimi uczuciami, nie majac na nie żadnego
    wplywu. Nasza Litwinka wyjechala po wakacjach (chce zaznaczyc że nie
    byla do adopcji, tylko do opieki), a ja zostalam z uczuciem że choć
    zawsze marzylam o adopcji to nie jestem w stanie pokonac swoich
    uczuc. To jest strasze. Bardzo czesto o tej dziewczynce myślę.
    Obecnie jestem z drugim dzieckiem w ciązy.

    Przemysl czy nie zrobić 'proby' na swoich uczuciach.
  • kawka74 11.06.09, 17:07
    Dlatego może lepiej byłoby zacząć od rodziny zastępczej? W Polsce rodziny zastępcze są długoterminowe, a takim dzieciom, które nie mogą być adoptowane, będzie w RZ lepiej niż w DD.
    --
    Scena gotowa do dezorientacji
  • monikapw1 11.06.09, 18:58
    Zazwyczaj wymagany jest 5 letni staż małżeński. Wątpliwe jednak czy 3000 zł
    miesięcznie będzie wystarczające. Pamiętajcie też, że do rodzin zastępczych
    trafiają głównie dzieci "z problemami" tzn czasowo zabrane prawa rodzicielskie
    rodziców patologicznych, dziecko też zastraszone, bite albo np. chore. Co będzie
    jej zostanie Wam przedstawiona taka oferta??? Czy jesteście w stanie znieść w
    swoim domu codzienne wizyty patologicznych rodziców i np. przeganianie ich bo są
    pijani. Na to również trzeba zwrócić uwagę. Rodzice zastępczy też nie mają fiołkowo.
  • kawka74 11.06.09, 19:40
    taż małżeński. Wątpliwe jednak czy 3000 zł
    > miesięcznie będzie wystarczające. Pamiętajcie też, że do rodzin zastępczych
    > trafiają głównie dzieci "z problemami"

    Niekoniecznie.
    Może zatem pogotowie opiekuńcze?

    czasowo zabrane prawa rodzicielskie
    > rodziców patologicznych, dziecko też zastraszone, bite albo np. chore.

    Do RA trafiają dokładnie takie same dzieci. Malutkich dzieci, zdrowych, bez wielkiej traumy, po zrzeczeniu, jest naprawdę mało.

    Czy jesteście w stanie znieść w
    > swoim domu codzienne wizyty patologicznych rodziców i np. przeganianie ich bo s
    > ą
    > pijani.

    RB nie są znów tak bardzo skłonni do nawiedzania swoich dzieci, więc tym bym się nie martwiła.

    Pisząc o RZ czy też pogotowiu opiekuńczym odnoszę się po prostu do chęci pomocy, jaką deklaruje autorka wątku. Rodzin zastępczych brakuje, PO też nie jest wiele.
    Tak czy siak, nie pozostaje nic innego, jak dzwonić do ośrodków i tam się dowiadywać, tutaj możemy tylko spekulować i sugerować.
    --
    Czy pańska żona się szwenda?
  • werab23 11.06.09, 22:05
    Wlaśnie o to chodzi, że boję się rodz. zast. A jeśli pokochamy
    dziecko, które u nas będzie i po jakimś czasie zabiorą nam je? Nie
    wiem, czy dałabym radę je oddać. W takim raze, czy adopcja jest
    tylko dla bogatych? Moim zdaniem ponad 3 tys miesięcznie, to nie
    jest mało. Dlaczego ludzie, którzy tak bardzą chcą pomóc jakiemuś
    dziecku nie mogą tego zrobić, bo na głupim zaświadczeniu o zarobkach
    nie widnieje jakaś wygurowana kwota???
    My napewno nie zrezygnujemy z naszego marzenia. Jak narazie jesteśmy
    zapisani na szkolenie dla rodz. zast., które zaczyna się w sierpniu.
    Zobaczymy, jak to wszystko się potoczy. Ja jestem dobrej myśli.
  • kawka74 11.06.09, 22:21
    > Wlaśnie o to chodzi, że boję się rodz. zast. A jeśli pokochamy
    > dziecko, które u nas będzie i po jakimś czasie zabiorą nam je? Nie
    > wiem, czy dałabym radę je oddać

    Wierzę, to na pewno jest trudne. Z tym, że tak, jak już napisałam wcześniej - w Polsce są raczej długoterminowe rodziny zastępcze (są dzieci, których rodzice ani myślą zrzec się praw, ale nie mają również ochoty ich wychowywać). No, ale RZ to "tylko" RZ.

    Dlaczego ludzie, którzy tak bardzą chcą pomóc jakiemuś
    > dziecku nie mogą tego zrobić, bo na głupim zaświadczeniu o zarobkach
    > nie widnieje jakaś wygurowana kwota???

    Nie ma chyba rodziny, która nie buntowałaby się przeciw temu zastrzeżeniu. Z jednej strony rozumiem bunt, z drugiej rozumiem też argumenty pracowników ośrodków. Dziecko wyciągane z nieciekawych warunków, niekiedy z totalnej biedy, musi mieć zapewnione przynajmniej DOBRE zaplecze finansowe. Wy macie stosunkowo niewiele pieniędzy, macie już jedno dziecko, które, jakby nie było, generuje koszta. Wiele też zależy od rejonu, w którym mieszkacie - koszty utrzymania są inne w różnych miastach i miasteczkach.
    W ośrodku, w którym się kwalifikowałam, wymagane jest minimum 1000 zł na osobę, łącznie z dzieckiem, po odliczeniu kosztów utrzymania. Są ośrodki, które wymagają dwa razy tyle. Są też takie, które nie stawiają takiej poprzeczki, wymagając tylko tego, żeby co najmniej jedno z rodziców miało stały dochód/stałe zatrudnienie. Różnie bywa.
    Myślę, że po kursie, w trakcie rozmów wiele się wyjaśni i Wasza sytuacja się wyklaruje.
    powodzenia smile
    --
    Scena gotowa do dezorientacji
  • werab23 11.06.09, 23:19
    Mieszkamy w malutkim miasteczku, więc tutaj ta kwota jest duża. Ja
    ponadto dostaję zasiłek dla bezrobotnyvh (400 zł, więc na nasze
    rojony, to jest dużo. Niczego nam nie brakuje. Po wstępnej rozmowie
    (narazie telefonicznej) jestem zadowolona z OAO w Gnieźnie. Tam Pani
    powiedziała, że mamy bardzo dobre warunki mieszkaniowe, więc zarobki
    nie będą aż tak bardzo brane pod uwagę. Ale zobaczymy, jak to się
    potoczy, kiedy już tam będziemy. Narazie najważniejsze są te
    szkolenia.
    A mam jeszcze jedno pytanie: czy szkolenia na rodz. zast. są takie
    same jak na rodz. adopcyjną?
  • kawka74 11.06.09, 23:27
    am Pani
    > powiedziała, że mamy bardzo dobre warunki mieszkaniowe, więc zarobki
    > nie będą aż tak bardzo brane pod uwagę.

    A to akurat mnie nieco dziwi, bo nie bardzo widzę zależność.

    czy szkolenia na rodz. zast. są takie
    > same jak na rodz. adopcyjną?

    W wielu przypadkach tak; w wielu ośrodkach kandydaci tak na rodziny zastępcze, jak i adopcyjne, są szkoleni wg tego samego programu (PRIDE, Rodzina - różnie), bez względu na preferencje.
    Bywa tak, że rodziny, które zgłaszają chęć bycia RA, dostają kwalifikacje na RZ.
    --
    Czy pańska żona się szwenda?
  • werab23 11.06.09, 23:46
    Mnie też się to wydało dziwne. Zobaczymy, jak to będzie, kiedy się
    spotkamy osobiście. To wszystko pewnie i tak dość długo potrwa, bo z
    tego, co wiem, to dziecko adoptowane musi być młodsze od
    biologicznego a nasz synek ma dopiero rok. Więc pewnie maleńkiego
    dziecka byśmy nie dostali, ponieważ pary bezdzietne mają pewnie
    pierwszeństwo. Ale za jakiś rok, czy 1,5 nasz mały będzie miał już
    2,5 roczku. My jesteśmy cierpliwi i napewno nie zrezygnujemy.
  • kawka74 12.06.09, 09:12
    > Mnie też się to wydało dziwne. Zobaczymy, jak to będzie, kiedy się
    > spotkamy osobiście.

    Otóż to. Najlepiej wszystko ustalać z konkretnymi osobami w konkretnym ośrodku.

    Ale za jakiś rok, czy 1,5 nasz mały będzie miał już
    > 2,5 roczku.

    Półtoraroczne dziecko jest nadal maleńkie, dzieci starsze, na które czeka mniej chętnych, zaczynają się od późnego przedszkola. Tak czy inaczej, czeka Was pewnie kilka lat zdobywania kwalifikacji i czekania, więc się zobaczy. Przy takiej liczbie chętnych par i dzieci czekanie macie jak w banku. Sama procedura uzyskania kwalifikacji zajmuje czasem rok albo i dwa.
    --
    A teraz... numer jeden
  • hanna26 12.06.09, 13:00
    Moim zdaniem dochody to najmniejszy Wasz problem. Zwłaszcza, że jak
    słusznie pracownica ośrodka zauważyła, dysponujecie sporym majątkiem
    w postaci wielkiego mieszkania. Wbrew pozorom ma jednak duże
    znaczenie, czy kandydaci na rodziców z niewielkim dochodem gnieżdżą
    się w dwóch malutkich pokoikach z ciemną kuchnią, czy w
    ponadstumetrowym mieszkaniu. Notabene, wcale nie uważam 3 tys. za
    niewielki dochód, zwłaszcza, że jak zrozumiałam, nie macie żadnych
    kredytów do spłacania, Ty kończysz studia, a więc masz perspektywy
    itd. Tak że tym się naprawde nie przejmuj.
    Najważniejsze jednak to fakt, że macie już jedno malutkie dziecko,
    które zabiera sporo czasu. A dziecko, które do was przyjdzie -
    zwłaszcza dziecko starsze - to najprawdopodobniej będzie osoba z
    problemami, wymagająca maksimum opieki i zaangażowania. Tak że moim
    zdaniem macie zapewnione czekanie nie tylko na zakończenie kursu i
    kwalifikację, ale też na to, aż Wasze dziecko podrośnie znacznie
    więcej niż do wieku dwulatka. Dlatego też dochodami czy stażem nie
    musicie się aż tak porzejmować. Przez okres czekania Ty skończysz
    studia, wasze dziecko pójdzie do przedszkola, może mąż znadzie
    lepszą pracę.
    Powodzenia.

    --
    Jakość zabawy, podobnie jak jakość życia nie zależy od warunków
    materialnych

  • kawka74 12.06.09, 18:00
    Wbrew pozorom ma jednak duże
    > znaczenie, czy kandydaci na rodziców z niewielkim dochodem gnieżdżą
    > się w dwóch malutkich pokoikach z ciemną kuchnią, czy w
    > ponadstumetrowym mieszkaniu.

    Ma znaczenie, powiedziałabym, przestrzenne (fajnie jest nie gnieździć się w cztery osoby na 36 m2), natomiast nie bardzo widzę związek pomiędzy posiadaniem dużego mieszkania a wydolnością finansową. Mieszkaniem nikt się nie naje, nie ubierze się w nie, itd.

    Notabene, wcale nie uważam 3 tys. za
    > niewielki dochód,

    Zależy gdzie. Autorka wątku mieszka, tak zrozumiałam, akurat tam, gdzie jest to jakiś tam konkretny grosz, w moim ośrodku byłoby to przynajmniej o tysiąc za mało, i to licząc jedno dziecko, nie dwoje. Zależy, gdzie się trafi.
    --
    Czy pańska żona się szwenda?
  • benittaa 13.06.09, 01:14
    przechodziłam to pare lat wcześniej pracownik socjalny z ośrodka zwracał większą uwagę na dochody jak sąd .Sad brał pod uwage czy międz nami a dwulatkiem zaczeło się uczucie
  • kawka74 13.06.09, 10:13
    Oczywiście, że więź jest bardzo bardzo ważna, natomiast nie ma się co oszukiwać - dochody też mają znaczenie. Nie chodzi o fundowanie dzieciom nie wiadomo czego, wakacji co roku na Kanarach, willi z basenem itp., tylko o to, żeby zapewnić im godne warunki życia i ułatwić im rozwój nie tylko fizyczny, ale też intelektualny. A to kosztuje, różnie - zależnie od regionu.
    Ważna dla ośrodka jest też postawa kandydatów - jeśli zarabiają razem niewiele i nie zamierzają nic z tym zrobić, tylko czekają na to, aż manna spadnie z nieba, nie zrobią dobrego wrażenia. Inaczej jest wtedy, kiedy owszem, zarobki są takie sobie, ale ludzie obrotni, mający plany, działający w kierunku zmian na lepsze.
    Myślę jednak, że w przypadku autorki wątku rozważanie ich obecnej sytuacji finansowej, podczas gdy czeka ich długie czekanie, nie ma chyba wielkiego sensu, bo przez ten czas wiele się może zmienić.
    --
    A teraz... numer jeden
  • werab23 13.06.09, 11:14
    No właśnie. Wiele się może zmienić, gdyż za rokę będę miała tytuł
    magistra i pewnie większe szanse na pracę. Wiem, że jeszcze daleka
    droga przed nami, ale my wytrwamy w tym marzeniu. Mamy w sobie tyle
    chęci i zapału, że będziemy dążyć do tego, żeby nam się udało.
  • kawka74 13.06.09, 12:51
    Zatem pozostaje życzyć powodzenia i mnóstwa cierpliwości smile
    --
    A teraz... numer jeden
  • hanna26 13.06.09, 13:37
    kawka74 napisała:
    > Ma znaczenie, powiedziałabym, przestrzenne (fajnie jest nie
    gnieździć się w czt
    > ery osoby na 36 m2), natomiast nie bardzo widzę związek pomiędzy
    posiadaniem du
    > żego mieszkania a wydolnością finansową. Mieszkaniem nikt się nie
    naje, nie ubi
    > erze się w nie, itd.

    Widze, że brakuję Ci nieco wyobraźni. Duże mieszkanie oznacza przede
    wszystkim nieporównanie większą stabilizację majątkową - inaczej
    mówiąc małżonkowie najprawdopodobniej nie będą się w przyszłości
    starali o kredyt, jeżeli np. ich sytuacja rodzinna ulegnie zmianie i
    zostana obdarowani jeszcze dajmy na to dwojgiem potomstwem.
    Dodatkowo mieszkanie hipoteczne samo w sobie może stanowić
    zabezpieczenie kredytu inwestycyjnego. Poza tym tak duże mieszkanie
    można też zamienić na np. dwa mniejsze - w tym jedno do wynajmu.
    Trzeba po prostu spojrzeć nieco głębiej, poza własne cztery kąty.
    Autorce wątku życzę powodzenia i wytrwałości w tej długiej drodze.


    --
    Jakość zabawy, podobnie jak jakość życia nie zależy od warunków
    materialnych

  • kawka74 13.06.09, 14:26
    > Widze, że brakuję Ci nieco wyobraźni.

    Widzę, że zaczynają się przytyki personalne, a niepotrzebnie. Mam wrażenie, że moja teoria Twojej nie przeczy, warto mieć jedno i drugie.
    --
    Czy pańska żona się szwenda?
  • werab23 13.06.09, 15:12
    a zatem trzymajcie za nas kciuki smile))
  • kawka74 13.06.09, 15:19
    Trzymamy, trzymamy smile
    --
    A teraz... numer jeden
  • werab23 13.06.09, 15:20
    Dzięki za dobre słowo kawka smile A ty już doczekałaś się dzieciaczka???
  • kawka74 13.06.09, 15:58
    Jeszcze nie, chociaż minął rok z kawałkiem. Ale, jak nam mówili na kursie, adopcja to sztuka czekania smile
    Myślę, że czas jest Waszym sprzymierzeńcem, dziecko podrośnie, Ty skończysz studia, Wasza sytuacja będzie nieco stabilniejsza i będziecie rodzicami w sam raz smile
    --
    Scena gotowa do dezorientacji
  • benittaa 13.06.09, 16:34
    jak narazie dyskutujecie tylko o stronie materialneja bierzecie pod uwagę fakt że często dzieci DD mają różne problemy i może lepiej pomyśleć czy dacie rade stawić czoła innym problemom większym niż zarobek .pieniądze są ważne ale inne rzeczy też .myślicie tylko o zdrowym dziecku czy bierzecie pod uwagę chore bo jest to bardzo duże wyzwanie ze strony finansowej ale jeszcze większe uczuciowej .
  • kawka74 13.06.09, 16:56
    i może lepiej pomyśleć czy dacie rade s
    > tawić czoła innym problemom większym niż zarobek

    Myślę, że to raczej wyniknie podczas szkolenia i rozmów z pracownikami ośrodka. Czasem pary wycofują się po tym, jak dowiadują się, co ich może czekać. Pracownicy OAO mają spore doświadczenie w problemach, w sytuacjach, jakie mogą mieć miejsce (nam nie przyszła do głowy połowa przedstawionych nam wariantów), omawiają wszystko z kandydatami i dają czas na zastanowienie się. Tutaj potencjalnych problemów pewnie będzie więcej, bo w grę wchodzi nie tylko relacja rodzic-dziecko, ale i dziecko-dziecko.
    Szkolenie w ośrodku do niczego nie zobowiązuje, a pomoże, jak sądzę, podjąć właściwą decyzję opartą nie tylko na emocjach, ale i na racjonalnych przesłankach.
    --
    A teraz... numer jeden
  • werab23 13.06.09, 17:15
    My o tym wszystkim wiemy. Wiez, że z takim dzieckiem mżemy mieć
    problemy. Ale skąd ja mogę wiedzieć, co z mojego synka biol.
    wyrośnie? My próbujemy wychować na porządnego człowieka, ale życie
    pokarze.
  • kawka74 13.06.09, 17:39
    Toteż dlatego mówię, że czas działa na Waszą korzyść. Macie go nie tylko na polepszenie sytuacji materialnej, ale też na rozeznanie się w potrzebach Waszej rodziny, no i skonsultowanie wszystkich wątpliwości z pracownikami ośrodka.
    --
    Scena gotowa do dezorientacji
  • werab23 13.06.09, 21:19
    Masz rację, że jeszcze dużo się może zmienić. Jesteśm,y na samym
    początku tej długiej drogi i nie mogę zagwarantować, że zdołamy
    przez to wszystko przejść. Ale na dzień dzisiejszy jesteśmy pewni,
    że tego chcemy i będziemy próbowali wykazać się cierpliwością.
  • deminiminis 19.06.09, 02:42
    Zarobki muszą być wyższe niż minimum socjalne (minimum x ilość członków
    rodziny), żeby po adopcji nie okazało się, że rodzina pierwsze co robi to puka
    po zapomogę.
    Mieszkanie jest ważne, a raczej jakie jest. Czy jest zadbane, czy widać
    inwestycje. Nie oszukujmy się, można mieć 100m2 zapuszczone i puste, a można
    mieć 50m2 z wszelkimi wygodami. Świadczy to też o statusie finansowym rodziny.
    Poza tym prawda jest taka, że ktoś na papierku wykazuje 1500zł a mieszkanie ma
    ok, widać, że ludziom niczego nie brakuje, żyją normalnie, bo mają jakieś
    dochody "na czarno". Nikt o to nie pyta...
    Ale adopcja to nie kasa...
    Nie przede wszystkim...
    Zastanawia mnie ta chęć niesienia pomocy dziecku, po które stoi długa kolejka
    osób, które dzieci mieć nie mogą i tylko adopcja daje im szansę na stworzenie
    rodziny.
    Żeby było jasne: nie mam nic przeciwko adopcji przez osoby, które mają
    biologiczne dzieci.
    Chodzi mi o to, że NIE MA dzieci, które tak bardzo czekają na autorkę wątku. Jak
    słusznie zostało powiedziane, może ta ogromna chęć niesienia pomocy powinna iść
    bardziej w kierunku RZ, takich dzieci jest wiele...
    --
    Lepiej być bezpłodnym na ciele niż umyśle.
  • werab23 19.06.09, 23:27
    Nie ocenia się ludzi, jeśli się kogoś nie zna. Gdybym miała jakieś
    zaniedbane mieszkanie, to wątpię, żebym się starała o adopcję. A
    czasami rodziny z dzieckiem biologicznym mogą bardziej kochać
    dziecko adoptowane niż pary bezdzietne. Zresztą na kursy jesteśmy
    zapisani, więc tam ocenią, czy się nadajemy.
  • deminiminis 20.06.09, 01:15
    werab23 napisała:

    > Nie ocenia się ludzi, jeśli się kogoś nie zna.

    To do mnie?
    --
    Lepiej być bezpłodnym na ciele niż umyśle.
  • kawka74 20.06.09, 08:34
    A
    > czasami rodziny z dzieckiem biologicznym mogą bardziej kochać
    > dziecko adoptowane niż pary bezdzietne

    Co to znaczy 'kochać bardziej'? Wera, nie oceniaj innych, i to jeszcze w taki nieładny sposób.
    Ludzie przystępując do procesu adopcyjnego wielu rzeczy nie wiedzą, kierują się wyobrażeniami, poszatkowaną, niepełną wiedzą (tak było w moim przypadku i pewnie wielu innych), dlatego uważam, że dobrze robicie idąc do ośrodka. Co z tego wyniknie, okaże się za kilka, kilkanaście miesięcy. Pracownicy ośrodka zbadają Waszą motywację i wtedy okaże się, czy jesteście gotowi na adopcję i czy w Waszym przypadku ma ona sens. Wiedza Wam się przyda nie tylko po to, żeby lepiej radzić sobie z problemami dziecka, ale także po to, żeby poznać siebie.
    Może się okazać, że nic z tego. Może się także okazać, że wszystko jest OK i wskakujecie do kolejki.
    --
    Scena gotowa do dezorientacji
  • verdana 26.06.09, 20:59
    A ja bym chciała wiedzieć, o czym Wy naprawdę marzycie? Nie o
    dziecku, bo dziecko macie. Nie o rodzeństwie dla dziecka, bo te mieć
    możecie. Nie o zapewnieniu dziecku domu, bo male, zdrowe dzieci z
    uregulowana sytuacja prawna taki dom szybko znajdą.
    Czyli o czym? Aby byc rodzicami adopcyjnymi? To nie najlepszy
    prognostyk.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • chmurka_257 27.06.09, 14:01
    >Nie o rodzeństwie dla dziecka, bo te mieć
    <możecie.


    a skąd ta pewnośc ,że mogą? To ,że ktoś ma już dziecko biologiczne wcale nie
    znaczy ,że może począc kolejne.Nie przyszło Ci do głowy ,że poród mógł byc
    ciężki ,z komplikacjami i teraz lekarz odradza kolejne dziecko ,bądź matka
    zwyczajnie w świecie boi się kolejnego porodu?
    Moja znajoma adoptowała dziecko pomimo tego ,że mogła je sobie sama urodzic
    ,lecz tak panicznie bała się samego porodu i bólu, że nie zdecydowała się na to .
  • chmurka_257 27.06.09, 14:12

    a tak w ogóle ,czytając niektóre wypowiedzi dotyczące dochodów i warunków
    mieszkaniowych ,nasunęła mi się taka myśl ,że moje dziecko to ma dopiero
    przesrany żywot i chyba cudem się u nas znalazło, bo nie mamy ani dużego
    mieszkania (36m2) ani dużych dochodów (pracuje tylko mąż ok,2,5tys.),ale za to
    ma ogrom miłości ,czułości ,a co najważniejsze ma NAS.Żaden pieniądz ,żadne
    wakacje w ciepłych krajach ,żadne super wypasione mieszkanie itp. nie zastąpi
    MIŁOŚCI!!
  • kawka74 27.06.09, 15:06
    Chmurko, z takimi warunkami w tej chwili w wielu ośrodkach nie miałabyś szans, przypuszczam, że o tym wiesz.
    I miłość, i sprawy materialne muszą iść w równowadze. Nie ma co się łudzić, że dziecko będzie szczęśliwe w pałacu bez kochających rodziców, ale nie ma co się także łudzić, że samą miłością da się je nakarmić, ubrać i opłacić angielski.
    Przy czym, jak już tu zostało powiedziane, wiele zależy od regionu, w którym jest ośrodek i w którym mieszkają przyszli rodzice. To, co w Warszawie jest uznawane za minimum, w innym regionie, w małym mieście będzie dostatkiem.
    --
    Czy pańska żona się szwenda?
  • verdana 27.06.09, 16:13
    W poscie autorki watku wyraźnie jest powiedziane, ze o adopcji
    marzyli "od zawsze", jeszcze przed posiadaniem pierwszego dziecka.
    Wiec nie ulega wątpliwosci, ze to adopcja jest marzeniem - inaczej
    prawdpodobnie autorka napisałaby, ze chce mieć kolejne dziecko, a
    nie - ze marzy o adopcji.
    Trzeba tez pamietać, ze warunki materialne SĄ wazne. Mozna
    zdecydować się na dziecko nie majac mieszkania (sama miałam dwoje w
    kawalerce...), ale Osrodek slusznie nie decyduje się na powierzenie
    dziecka osobom, ktore nie maja dla niego miejsca, czy dostatecznych
    pieniedzy na wychowanie. Gdyby była taka sytuacja, ze osierocone
    dzieci czekaja na dom - to co innego. jednak male dzieci, o
    uregulowanej sytuacji prawnej na nic nie czekaja, a wiec bardzo
    slusznie osrodek wybiera taka rodzine, ktora prócz milosci ma
    jeszcze i pieniądze...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • chmurka_257 27.06.09, 22:31

    a ja znam autorkę wątku i wiem ,że marzenie to jedno ,a strach przed drugim
    porodem to drugie ,dlatego trzymam kciuki za ciebie Weroniczko i życzę powodzeniasmile
  • chmurka_257 27.06.09, 22:24

    >Chmurko, z takimi warunkami w tej chwili w wielu ośrodkach nie <miałabyś szans,
    przypuszczam, że o tym wiesz

    No ale co z moimi warunkami jest nie tak, bo nie rozumiem??Moje dziecko ma
    wszystko co dusza zapragnie ,nosi markowe ciuszki ,zabawki też markowe ,na
    wakacje jeździmy co roku ,no może nie są to wakacje w ciepłych krajach ,ale
    nasze polskie morze też jest niczego sobie ,pokój córcia też ma swój ,w
    przedszkolu uczęszcza na dodatkowe zajęcia (angielski,rytmika,taniec)wiec nie
    wiem co jest tu nie tak??
    Mało tego ,ostatnio na jednym z pikników z OAO ,jedna z pań sama nas poganiała
    abyśmy zaczęli się starac o drugie dziecko...
  • kawka74 27.06.09, 22:32
    >
    > >Chmurko, z takimi warunkami w tej chwili w wielu ośrodkach nie <miałab
    > yś szans,
    > przypuszczam, że o tym wiesz
    >
    > No ale co z moimi warunkami jest nie tak, bo nie rozumiem?

    Chociażby to, że finansowo byłabyś niewydolna.
    Część ośrodków ma wyraźny próg finansowy, ot, choćby mój macierzysty, w którym musielibyście mieć minimum 3000 zł netto, po odliczeniu koniecznych wydatków.
    W innym ośrodku przy takim metrażu o drugim dziecku nie mogłoby być mowy. W niektórych nawet i o pierwszym.
    Czy teraz rozumiesz?
    --
    Czy pańska żona się szwenda?
  • chmurka_257 27.06.09, 23:10

    są ośrodki i ośrodki ,na całe szczęście nasz nie ma tak wygórowanych wymagań ,w
    przeciwnym razie nigdy nie mielibyśmy szansy zostac rodzicam, bo z góry
    bylibyśmy spisani na stratę uncertainTylko nie wiem skąd ,w tych Waszych ośrodkach jest
    ustalane jakieś minimum 3tys.,przecież w żadnych przepisach nie ma ani jednego
    słowa na ten temat ,jest tylko napisane ,że jeden z rodziców powinien posiadac
    stałą prace i zapewnic dziecku godne warunki?"GODNE "to dośc ogólne słowo więc
    tu można się spierac gdzie jest ta dolna granica .

    Kawka ,czyli według Ciebie my to do dupy rodzice jesteśmy tak, bo biedni,z
    małym mieszkaniem itd.wink?
  • kawka74 27.06.09, 23:32
    > są ośrodki i ośrodki ,na całe szczęście nasz nie ma tak wygórowanych wymagań

    Kwestia wygórowania zależy, jak już pisałam, od umiejscowienia ośrodka. Różnice w kosztach utrzymania są dość znaczące.

    Tylko nie wiem skąd ,w tych Waszych ośrodkach jes
    > t
    > ustalane jakieś minimum 3tys.,

    Każdy (zwłaszcza niepubliczny) ośrodek ma prawo ustanowić sobie próg finansowy. U nas jest to 1000 zł netto na osobę, włączając dziecko/dzieci, a odliczając wszystkie wydatki. Stąd te 3000 przy jednym dziecku, a w Waszym przypadku byłyby to już 4000. Plus forsa na opłaty, oczywiście.

    > Kawka ,czyli według Ciebie my to do dupy rodzice jesteśmy tak, bo biedni,z
    > małym mieszkaniem itd.wink?

    Ty to napisałaś ;p
    --
    Scena gotowa do dezorientacji
  • chmurka_257 27.06.09, 23:37

    > Kawka ,czyli według Ciebie my to do dupy rodzice jesteśmy tak, bo biedni,z
    > małym mieszkaniem itd.wink?

    Ty to napisałaś ;p



    No cóż ,pozostało tylko współczuc mojej córce ,że na biedotę trafiła i ma dla
    siebie tylko jeden mały pokój i a nie salony wink
  • werab23 28.06.09, 17:40
    chmurka nie warto nawet komentować. My się znamy i wiemy czy naszym
    dzieciom jest dobrze, czy nie a oni mogą się tylko domyślać. Wiem,
    że jesteś ze mną i dziekuję Ci za to. Niech piszą, co chcą. Nie
    warto nawet niektórych wypowiedzi czytać.
  • kawka74 28.06.09, 18:20
    Nie
    > warto nawet niektórych wypowiedzi czytać.

    Wera, ja bym jednak przeczytała i nie obrażała się o trudne pytania. Verdana zapytała o to, o co zapytają Cię w ośrodku, zostaniecie prześwietleni znacznie dokładniej, niż rodzina bezdzietna; enigmatyczne zapewnienie o 'chęci pomocy' może nie wystarczyć.
    --
    Czy pańska żona się szwenda?
  • werab23 28.06.09, 17:41
    I wiem, że Wasza córunia ma z Wami tak dobrze, jak z nikim innym.
  • kawka74 28.06.09, 18:21
    Każdy czyta to, co chce przeczytać...
    --
    Czy pańska żona się szwenda?
  • verdana 28.06.09, 21:37
    Z tego co wiem, to malo jest prawdopodobne, aby dano dziecko do
    adopcji parze, ktora nie tyle chce dziecka, co adopcji. I jest
    przekonana, ze nikt nie będzie tak dobrym rodzicem, jak oni.
    Jedną z rzeczy, ktora czasem potrafi spowodować odrzucenie jest
    własnie przeswiadczenie rodziców, ze na 100% dobrze wypełnią swoją
    rolę i nie ma innych rownie dobrych rodzicow, co oni.
    Zresztą, tak naprawde, adopcja jest dla dziecka, nie dla rodzicow.
    Wobec tego ośrodki zastanawiaja się bardzo nad motywem. Probelm w
    tym, ze zadnemu dziecku nie pomozecie - małe,zdrowe dzieci i tak
    znajdą dom.
    Mozecie rzeczywiscie pomoc dziecku starszemu, choremu,
    upośledzonemu, z wadami - albo licznemu rodzenstwu. Nie wiem tylko,
    czy wtedy pomożecie równiez temu dziecku, wobec ktorego macie juz
    obowiązki.
    Adopcje to o wiele bardziej skomplikowana sprawa, niz niektórym sie
    wydaje, niestety.
    I nie ma co się obrazać. Raczej nalezy się zastanowic nad wlasna
    motywacją, bo na razie wydaje się, ze Wasza główna motywacja jest
    chęć spelnienia "dobrego uczynku" i bycie dobrym dla opuszczonej
    sierotki. Tymczasem takie sierotki wcale tego nie potrzebuja - po te
    sierotki stoi kolejka...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.