Dodaj do ulubionych

Dzień przed porodem.Co czułyście?

27.09.09, 19:41
jestem krótko przed terminem, zdenerwowanie wzrasta, nie wszystko jest gotowe
i trochę się stresuję. Zastanawiam się jak to jest, jak dziecko jest już
gotowe i za chwilę się pojawi? miałyście jakieś wyraźne objawy, pamiętacie coś
takiego z perspektywy czasu, co dałoby się jakoś sklasyfikować? niekoniecznie
chodzi o odejście czopu, czy skurcze przepowiadające..czy było tak, że woda
chlusnęła (albo i nie), zaczęły się skurcze i do szpitala i to w środku nocy?
za kilka dni mam urodzić pierwsze dziecko, nie potrafię sobie wyobrazić, że
się nagle zacznie, boję się tego momentu, jakie wy macie wspomnienia z czasu
na krótko przed rozpoczęciem i co czułyście, kiedy się już było wiadomo, że w
najbliższych godzinach przyjdzie na świat Wasze dziecko, żywa istotka, która
wszystko zmieni??
Edytor zaawansowany
  • 27.09.09, 20:02
    Witaj
    Wiem co czujesz..bo tez gdy pomysle, ze to juz niedlugo to zaczynam sie denerwowac i niepokoic...jestem teraz w 33 tyg mojej pierwszej ciazy..i tez mysle jak to bedzie jak sie zacznie? kiedy jechac do szpitala by nie wzieli mnie za panikare?ide 13 paz na wizyte to wtedy sie wszystkiego dowiem..ale zdenerwowoanie jest .a Ty w torym juz tyg jestes? pozdrawiam i zycze wsio dobrego
    --
    http://www.brioko.pl/images/stories/widgets/sliders/resources/e2b15c682a8a033beeba1e8e2e80ce27.png
  • 27.09.09, 20:24
    Absolutnie niczego "podejrzanego" nie odczuwalam, ani przed
    pierwszym a tym bardziej przed drugim porodem. Za pierwszym razem
    obudzilam sie rano w mokrym lozku, bo mi wody nad ranem odeszly i
    zdziwilam sie, ze to juz, bo bylo to 2 tygodnie przed planowanym
    terminem. Odeszly mi wody wiec pojechalam do szpitala. Skurcze
    pojawily sie dopiero po poludniu. Za drugim razem bylam caly dzien
    na nogach, zrobilam duze zakupy, wrocilam do domu, zrobilam sobie
    kawe, klapnelam na kanapie i poczulam pierwszy skurcz. Bylo to pod
    wieczor. Po polnocy, gdy skurcze byly co jakies 7-8 min wybralismy
    sie do szpitala, a raczej maz zadecydowal, ze juz czas, ze on potem
    moze w panike wpasc, ze lepiej za wczesnie niz za pozno - u nas
    nigdy nie odsylaja, gdy pojawia sie skurcze - mozna zajechac na
    porodowke nawet po pierwszym skurczu, najwyzej spedzi sie w szpitalu
    wiecej czasu niz w domu. Wody odeszly mi dopiero podczas partych,
    czyli na drugi dzien rano. Czulam jednak jakos dziwnie przez cala
    ciaze, ze mloda zafunduje mi "nocke", no i wykrakalam. Kazdy "raz"
    jest inny smile
  • 27.09.09, 20:25
    spokojnie dziewczyny. Z pewnością się zorientujecie. Ile kobiet tyle
    objawów. Mnie chlupnęły wody a koleżankę koszmarnie bolały krzyże.
    Ale naprawdę: spokojnie! Jedno mówią prawie wszystkie:że jakoś tak
    im DZIWNIE było
  • 27.09.09, 20:35
    A mnie jakieś 2 tyg. przed porodem bolał dół brzucha - coś takiego jak przed
    okresem. W dniu porodu bolał mnie bardziej więc pojechaliśmy z mężem do szpitala
    z myślą że zrobią mi ktg i do domciu. Zostałam w szpitalu a dzidziuś urodził się
    za kilka godzin. Czekałam na jakieś wielkie "zaczęło się" a wszystko przeszło
    tak spokojnie. Powodzenia
  • 27.09.09, 22:49
    Wieczorem pojechałam do szpitala na planowe ktg(3 dni przed terminem-nie
    pamiętam czemu lekarz tak chciał) nie wykazało żadnych skurczów ale dziecko było
    bardzo spokojne i lekarka z izby chciała mnie zostawić w szpitalu. Nie
    zgodziłam się bo nie miałam nic ze sobą wiec kazała przyjechać rano ok 11 na
    kontrolę-przyjechałam o 7 ze skurczami a o 8.30 było po wszystkimsmile Nie czułam
    się jakoś specjalnie dziwnie albo nie pamiętam.
  • 28.09.09, 00:10
    Ja chyba wiem, czego się obawiacie.
    Rok temu byłam w podobnej sytuacji - a nikt nie potrafił mnie przekonać, że
    będzie "dobrze".
    Bałam się, że oto w środku nocy złapią mnie skurcze, że będę wić się z bólu, że
    nie zdążę dojechać na czas i urodzę w samochodzie, albo taksówce.
    Nic z tego smileZa dużo amerykańskich filmów smile

    Wiadomo, że każda kobieta "inaczej" rodzi. Inaczej - w sensie odczuwania.
    Aczkolwiek podobnie.

    Po pierwsze - powiedzenie stare jak świat: "porodu nie da się przegapić"
    Po drugie - może być naprawdę różnie: czop, albo skurcze, albo sączenie się wód,
    albo kontrolne ktg i lekarz"każe zostać".
    Po trzecie - nie będzie jak w filmie - zdążysz dojechać.
    Po czwarte i najważniejsze - SPOKÓJ. Teraz i w "takcie".
    Odpoczywaj, leż, i śpij - bo to ostatnie takie chwile tongue_out
    Podczas odpoczynku, leżenia i drzemek - wsłuchuj się w swój organizm (acz
    niekoniecznie). Nie reaguj strachem na lekki skurcz - bo może nie mieć
    znaczenia. Szkoda nerwów.

    Obłóż się czasopismami, filmami dvd, jabłkami, śliwkami - i RELAKS.

    A jak się "zacznie"..............będziesz wiedzieć. Gwarantuję.


    p.s
    Torba spakowana? ;0)




    --

    http://s2.pierwszezabki.pl/016/0160499a0.png?4576
  • 28.09.09, 00:30
    ha! zapomniałam "opisać" jak było u mnie big_grin

    W piątek koło 18.00 - miałam wizytę z KTG.
    Lekarz mnie zbadał, zrobił KTG - i powiedział, że "główka nie przyparta",
    dziecię "fika"- luz- jeszcze ze 2 tygodnie do porodu - wracać do domu i 100zł
    się należysmile
    Wieczorem byłam, tak "zmęczona" wizytą u lekarza, że położyłam się spać - już
    przed 22.00.
    W sobotę rano o 9.00 - mąż obudził mnie kawą (piękne czasytongue_out ), a ja
    poszłam do toalety. Po powrocie do ciepłego łóżka i kawy - po jakichś 10
    minutach - poczułam, że moje nogi są delikatnie mokre. UPS! wyskoczyłam
    (dosłownie) z łóżka ! hehehehehe
    Spodziewałam się "wiader" wody big_grin big_grin prześcieradła tonącego w otchłani wód,
    chluszczących wód, wód które zatapiają pokój tongue_out big_grin itd.
    Ech te filmy..... tongue_out
    Ubraliśmy się, pojechaliśmy na IP, pół godziny wypisywania jakichś kwitów, potem
    porodówka - w szpitalu byliśmy 9.30 - skurcze co 3 minuty pojawiły się o 17.00 -
    a urodziłam o 18.00. Przez te 9 godzin wody, delikatnie się sączyły. nie było
    "chlustania" big_grin no..może godzinę przed porodem - wraz z "ostatnimi" skurczami.

    Tak bardzo się bałam, nie wiedziałam co mnie czeka, co mam myśleć - a
    rzeczywistość okazała się "normalna" big_grin
    Zobaczysz - wszystko będzie dobrze smile




    --
    http://suwaczki.maluchy.pl/li-30554.png
  • 03.10.09, 08:05
    c
    > ,
    > albo kontrolne ktg i lekarz"każe zostać".

    Roznie bywa z tymi lekarzami. mi zrobili ktg i odeslali do domu, pod przysznic.
    Skurcze ponoc male byly i po prysznicu mialy przejsc. Nie przeszly i za 1,5
    godziny bylam spowrotem na porodowce z 7 cm rozwarcia. Zdziwienie wszystkich na
    oddziale bylo wielkie, bo mysleli ze jeszcze kilka dni w domu posiedze..

    --
    http://images49.fotosik.pl/33/c0194fb46e7b99ff.jpg
    klikniesz toznikniesz
  • 28.09.09, 08:28
    mi odchodzil caaaly dzien czop sluzowy. Mialam napiety brzuch, i tak jak teraz to wspominam to lekkie, deliktne skurcze, chcoaz wtedy tego nie wiedzialam.
    --
    * * * MaJciA * * *
    ...moja największa miłóść...
  • 28.09.09, 09:20
    Dzień przed porodem nie czułam nic szczególnego. Za to w dzień porodu dostałam
    biegunkę i czułam się jak przy początkach przeziębienia: łamało mnie w kościach.
    A kiedy dostałam skurczy jak na okres ( na początku bardzo delikatnych, ale
    regularnych) to wiedziałam, że to JUŻ.
  • 28.09.09, 09:28
    ja odczuwałam wielkie zmęczenie a na tydzień czy 2 przed miałam
    skurzce przepowidające , na wizycie lekarz powidział mi że w ciągu
    kilkinastu godz zacznie się poród i tak było wróciłam do domu ,
    potem pojawiły się nieregularne skurzce pojechałam do szpitala i
    już zostałam .To było o 2 nad ranem a o 7 urodził się mój synek
    który teraz ma 3,5 roku smile
    Jestem w drugiej ciąży i jestem ciekawa jak tym razem to będzie
    wyglądało smile
  • 28.09.09, 10:12
    skurcze przepowiadające, opadnięty brzuch, małe rozwarcie i uczucie "że to
    niedługo" miałam dobre 3 tygodnie;

    dzień przed terminem, zgodnie z zaleceniem mojej gin zgłosiłam się do szpitala
    na KTG ze spakowaną torbą; w sumie nie wiem po co tą torbę zabraliśmy bo niby
    nic więcej się nie działo smile ale jakoś tak pewniej się czuliśmy; na IP mnie
    zbadali, zrobili USG, KTG, uznali że ponieważ termin jutro zostaję na patologii
    żeby poobserwować;

    no i dobrze się stało bo 3 godziny po przyjęciu na patologię odszedł mi czop a
    godzinę później poczułam (usłyszałam?) ciche "pyk" i popłynęły wody;

    zeszłam na dół na porodówkę, 5 godzin później córka była ze mną smile

    co do szczegółów: wody płyną dość obficie ale nie na tyle żeby zalały
    mieszkanie, spokojnie dojechałabym taksówką do szpitala;
    skurcze zaczęły się jakąś godzinę po odejściu wód;

    co czułam kiedy było wiadomo że za kilka minut zobaczę córkę...? zdziwienie, bo
    położna prorokowała że "rozwarcie słabo postępuje i do 8 rano to ja nie urodzę",
    więc kiedy o 5.30 poczułam pierwsze parcie i zapytałam ją "co teraz?"
    odpowiedziała "teraz będziesz rodzić dziecko"; byłam zdziwiona że tak szybko,
    choć teraz to wydaje się śmieszne smile

    i jeszcze jedno co zapamiętałam: niby wie się że dziecko potrafi ssać zaraz po
    urodzeniu ale dla mnie przystawienie córki do piersi na sali porodowej i jej
    łapczywe ssanie było czymś... dziwnym, wspaniałym ale jednak dziwnym smile
    --
    blog
  • 28.09.09, 10:25
    nie czulam nic oprocz tego, ze dziecko rusza sie, jak oszalale.
    bylo to na dzien przed cesarka.
    w dniu terminu tez nic nie czulam.

    --
    mój suwaczek
  • 28.09.09, 13:31
    Zupełnie nic. Za pierwszym razem miałam planowaną cesarkę, więc
    dzień przed czułam tylko coś w rodzaju rajzefiber wink Za drugim razem
    też miałam mieć planowaną cesarkę, ale 2 tyg. przed terminem nad
    ranem odeszły mi wody, więc wstałam, wykąpałam się, umyłam głowę,
    spakowałam torbę, obudziłam męża i pojechaliśmy do szpitala, gdzie
    mnie pokrojono.
  • 28.09.09, 13:39
    Nic!dosłownie nic! dzień jak co dzień. Pojechałam na ktg bo już po terminie
    dzień było i pani dr powiedziała że w sumie to juz się zaczęło big_grin roześmiałam
    się jej w twarz i powiedziałam że super się rodzi w takim razie. A ona żebym w
    takim razie do domu pojechała spakowała do końca i wieczorem jednak zachce mi
    sie tu wrócić... Wróżka?? ok 22 drugiej biegunka. No i wtedy juz wiedziałam że
    coś się szykuje.O 3:30 obudziły mnie pierwsze skurcze co 8 minut, zaczął
    odchodzić czop. o 8 byliśmy na porodówce. Wody nie odeszły więc przebili pęcherz
    pł. O 13:50 syn się urodził.

    Więc z tym przeczuwaniem czegoś to chyba jakas bujda jest bo do tej 22 to się
    śmiałam dalej z tego niby mojego porodu. I jak widzisz to trwa, szczególnie przy
    pierwszym porodzie. Choć podobno poszło sprawnie??Na prawdę nie przegapisz i
    zdążysz. Choć mogłoby być jak na tych filmach w 15 minutwink
    --
    http://lilypie.com/pic/2009/08/19/nJFf.jpghttp://lb1m.lilypie.com/vIhSp2.png
  • 28.09.09, 14:00
    nic dziwnego się nie działosmile o 11:00 w dniu na który miałam termin
    pojechałam do szpitala na kontrolne KTG, potem miałam badanie,
    lekarz stwierdził, że szyjka długa zamknięta, nic się nie dzieje, do
    domu i przyjść za trzy dni na kolejne KTG. Wściekła byłam jak nie
    wiem, bo już miałam dosyć tej ciąży serdecznie, więc wieczorem
    powiedziałam do męża, że skoro seks podobno przyspiesza, to idziemy
    do łóżka i koniec. Obudziłam się o północy jak zwykle na siku,
    siedzę na kibelku i jakoś tego siku dużo. Zajrzałam do muszli, a tam
    zielono i leci, leci, leci. Oporządziłam się, obudziłam męża, mówię
    wody zielone, za godzinę wychodzimy z domu. W ciągu tej godziny
    ogarniania się, sprawdzania torby itepe zaczęły się skurcze, jak mąż
    zaczął mierzyć to się okazało, że co trzy minutysmile W szpitalu byłam
    o 1:00, o 2:00 znieczulenie na sali porodowej, o 4:00 bóle parte i o
    5:07 urodziła się Madzia.

    Wszystkim znajomym po tym KTG wysłałam rozpaczliwego smsa, że do
    końca życia będę chodzić w ciąży i już. Naprawdę byłam przekonana,
    że przenoszę, skończy się patologią ciąży, oksytocyną, trzydniowymi
    bólami i cesarką na końcu. Także w nocy bardzo byłam zdziwiona. A,
    jeszcze mąż sobie trzy piwka wypił wieczorem pod meczyk, bo skoro
    lekarz mówi, że nic, to nic. Ale twierdzi, że jak go obudziłam, to
    wytrzeźwiał w sekundęsmile
    --
    http://b1.lilypie.com/maSkp2/.png
  • 28.09.09, 15:34
    Ja też nie wiedziałam jak to będzie i raz pojechałam już rodzić, ale
    okazało się, że to był fałszywy alarm - to był piątek. W sobotę
    napadło mnie na sprzątanie łazienki - czyściłam lustra, drzwi,
    umywalkę, wannę, krany, kafelki, fugi, podłogę, wszystko co się
    dało. Trwało to 7 godzin, to moje sprzątanie, aż mi nogi spuchły i
    chyba przez to zmęczenie cały następny dzień miałam nieregularne
    skurcze, to była niedziela. Pamiętam, że strasznie mnie zmęczył ten
    dzień, chodziłam po mieszkaniu nie mogąc znaleźć sobie miejsca,
    ciągle bolał mnie brzuch i krzyż, żadna pozycja nie była wygodna, i
    tak od rana do wieczora, a wieczorem coś chlusnęło, miałam całe
    majtki mokre, myślałam, że wody mi odeszły, ale później w szpitalu
    okazało się, że pęcherz nie pękł, a pani dr nie była w stanie
    powiedzieć mi co to było (?!). Wieczorem jeszcze w domu skurcze
    zrobiły się regularne, co 4 minuty, więc poszłam się wykąpać i
    przygotować na wyjazd do szpitala. 5 godzin później przez cc pojawił
    się na świecie mój synek - powodem był brak rozwarcia i dysproporcje
    miednicowo-główkowe.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/34bwgzu39wopsl45.png
  • 28.09.09, 15:40
    nic kompletnie. miałam badanie ginekologiczne o 22.30 w szpitalu i lekarz
    powiedział, że wszystko jeszcze jest wysoko i pewnie z tydzień w ciąży pochodzę.
    tymczasem o 3 odszedł czop, a o 7.30 urodziłam.
    --
    nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
  • 28.09.09, 16:37
    Nic a nic... Poród zaczął się 2,5 tygodnia przed terminem. Tego dnia
    byłam strasznie słaba i cieszyam się ,ze do terminu daleko, bo nie
    dalabym rady w tym stanie urodzić. Wieczorem (ogladałam fakty)
    poczułam, jakbym się posiusiała... ciepło w spodniach i mokro... i
    nic... telefony do kolezanek, które rodziły. I tyle... po 15
    godzinach Marysia była na świecie wink

    a psychicznie? balam się długo, ale im blizej tym bardziej byłam
    ciekawa tego szkraba. Bardzo już chciałam małą zobaczyć i to
    pozwoliło mi przetrwać najsilniejsze bóle wink
    --
    www.mamacafe.pl/suwak/5651.png
  • 29.09.09, 10:18
    Dzień przed porodem oraz w dniu porodu byłam jeszcze przekonana, że będę chodzić
    w ciąży do końca świata smile
  • 29.09.09, 11:05
    Senność, straszna senność. Zastanawiałam się czy najpierw sie zdrzemnąć cz najpierw isć siku - a taki dylemat u kobiety w 41 tg ciaży to poważna sprawa big_grin
  • 29.09.09, 11:46
    Witajsmile Ja na 3 dni przed porodem straciłam całkowicie apetyt, piłam
    tylko wodę. Nie chciało mi się nigdzie chodzić, ciągle leżałam.
    Wtedy jeszcze nie wiedziam, że to są oznaki zbliżajacego się porodu,
    myślałam, że jestem poprostu przemęczona, a brak apetytu tłumaczyłam
    sobie jakimś zatruciemsmile
  • 29.09.09, 11:53
    dobry temat, który własnie sama przerabiamsmile akurat jestem na
    tydzień przed terminem i codziennie myślę czy to już..a dzisiaj o
    drugiej w nocy obudził mnie ból brzucha jak przy okresie i do 8 rano
    trzymał tak lekko ćmiąc..nawet nie chciałam męża puścić do pracy,
    ale zjadłam śniadanie i jakoś brzuch się uspokoił..i czekam teraz co
    dalej
  • 29.09.09, 12:11
    Jestem po dwóch porodach i w obu odeszly mi najpierw wody.
    Ale zebym dzień szybciej coś czuła specjalnego to chyba nie.Jakoś
    tak było mi dziwnie tylko,nie mogłam znaleźć sobie wygodnego
    miejsca w nocy źle spałam,co chwilę sie budziłam bez powodu i było
    mi niewygodnie.
    Z pierwszym razem prawie całą noc tak się kręciłam i prawie nic nie
    spałam.Rano zjadłam śniadanie i poczułam się strasznie zmeczona
    (byłam pewna że organizm domaga się odespania tej nocy ale możliwe
    też że nabierał sił przed porodem).Położyłam się ok 10.00 i spałam
    do 16.00 a jak wstałam to popłynęły mi wody po nogach.Cieszyłam się
    jak głupia,wesoło mi było i śmiałam się bez przerwy.Jak naćpana smile
    Pojechaliśmy do szpitala i po 2 godzinach już było po wszystkim.
    A za drugim razem też taka noc nieciekawa i rano jak wstałam do
    łazienki to też mi pociekło po nogach.Zadzwoniłam po karetke(poród
    przedwczesny),w drodze dostałam już parte a godzinę później już
    miałam urodzone.
    --
    butelkowy.blox.pl/html
    O mleku modyfikowanym bez uprzedzeń,o mleku matki bez emocji...
  • 29.09.09, 11:54
    co jest dziwnego w tm, ze sie do szpitala jedzie w srodku nocy.
    Jechałam do szpitala przed trzecia w nocy i wiesz - to nie ie miało
    znaczenia czy to 3 w nocy (nawet lepeij, że w nocy, bo dojechalismy
    szybciej, dlatego, ze siedzenie w samochodzie bylo dla mnie udreka),
    czy trzecia po poludniu. I tak nie spałam i tak nie spałam.

    To sie nie zaczyna "nagle", tak jak pokazują na filmach. Po prostu
    poczułam coraz mocniejsze skurcze, przez półtorej-dwie godziny były
    takie, ze dało sie wytzrymac, jednak trudno było zachowac spokój i
    usiedziec sie nie dało na miejscu, musiałm chodzić. Po odejsciu wód,
    przy kazdym narastaniu skurczu widziałam gwiazdki, a jak jechalismy
    do szpitala oddalonego o 2,5 km, to maz przejechał na wszystkich
    czerwonych swiatłach, bo nie mogłam usiedzieć. Wierz mi, to, ze to
    była noc, to byla ostatnia rzecz na która zwracałam uwagę.

    od tych pierwszych skurczy, do pojawienia sie na świecie córki
    upłyneło 11 godz., speedu dało znieczulenie zewnatrzoponowe, po zzo
    urodziłam w 3 godz.
  • 29.09.09, 12:28
    U mnie w niedzielę wieczorkiem była jeszcze rodzina na kolacji, śmialiśmy się,
    że będę chodzić w tej ciąży nie wiadomo ile. Położyłam się spać dosyć późno i
    nie mogłam spać mimo zmęczenia - ciągle chciało mi się siku. Zauważyłam też, że
    poduszka, z którą spałam między nogami zrobiła się mokra, ale trudno mi było
    stwierdzić czy to jakiś "wypadek" czy sączące się wody. kiedy po raz kolejny
    poszłam do ubikacji, zobaczyłam w toalecie krew z jakąś taką mazią, więc
    domyśliłam się, że to czop. Obudziłam męża i ze spokojem poinformowałam go, że
    chyba już czas pojechać do szpitala (godz.3.00). W samochodzie zaczęłam odczuwać
    pierwsze skurcze, jeszcze całkiem przyzwoite i porządnie ze mnie chlusnęło
    (druga taka fala wypłynęła ze mnie na izbie przyjęć, a potem to już cały
    czas...). Ponieważ jakimś fartem zwolniła się sala do porodów rodzinnych, o
    godz. 4.00 położyli mnie na tej sali, ale mężowi pozwolili wejść dopiero przy
    iluśtam centymetrach rozwarcia (jeden z okołoporodowych absurdów). A potem to
    już jakoś poszło. O 10.30 synek był już z nami.
  • 29.09.09, 12:37
    Termin miałam na 1 lutego,a ostatnia wizyta u gina wypadła 28
    stycznia.
    Nic sie nie działo, zresztą byłam absolutnie byłam przekonana, że
    urodzę po teminie i to sporo.
    Rano zauważylam, ze mam leciuteńko mokra bieliznę, ale byłam
    przekonana, ze to nietrzymanie moczu smile Coś mnie jednak tknęlo i
    powiedzialam lekarzowi- zbadal mnie i dał skierowanie do szpitala.
    Pojechałam, ale bylam przekonana, ze wrócę. Zostawili mnie jednak i
    całe szczęście- w trakcie kolejnego badania odeszły wody- okazały
    sie zielone. Ponieważ nie było akcji porodowej- szybko oxy i na
    szczęście urodzilam 29 stycznia i wszystko było ok.

    Chyba więc zadziałala intuicja- że w ogóle wspomniałam o tych kilku
    kroplach na bieliźnie. Tak sobie myśle, że gdyby nie to, moje
    dziecko byłoby w tych zielonych wodach, jeszcze nie wiadomo ile sad
  • 30.09.09, 17:04
    dzien przed porodem mialam caly dzien skurczesmile
    --
    Luca 23 listopad 2007
  • 30.09.09, 21:20
    Dzień "przed" pojechałam pociągiem na ostatni na studiach egzamin. Po
    południu miałam mieć zajęcia w szkole rodzenia i mimo, że bardzo
    chciałam na nie iść - nie dałam rady. Byłam totalnie zmordowana i
    śpiąca (to uczucie zmęczenia pojawia się tu w wielu wątkachsmile). Ok. 2
    w nocy obudziłam się na delikatnie mokrym prześcieradle (a nastawiłam
    się filmowo na wielkie "bum" i totalny potop - nic z tych rzeczy).
    Zamknęłam się w łazience i spokojnie postanowiłam umyć włosy. Mały
    Żonek w tym czasie łomotał w drzwi i darł się "wyłaź, ty
    rodzisz!!!!". Odpowiedziałam, że dokładnie tak właśnie jest - ja
    rodzę, a on ma się uspokoić (od tego czasu twierdzi, że jak żona w
    nocy bierze prysznic, a nie jest to po imprezie, to należy
    natychmiast wezwać karetkę). Nad ranem byliśmy w szpitalu, tuż przed
    partymi wylądowałam na bloku - cc było planowane, bo mała leżała
    pośladkowo, a poza tym zdecydowała się z nami przywitać nieco przed
    czasem. Przed 11.00 byliśmy już razem w komplecie.
  • 30.09.09, 21:31
    Mały
    Żonek w tym czasie ........


    jezus maria KTO????????????????
  • 30.09.09, 22:52
    Uwaga, tłumaczę łopatologicznie, specjalnie dla 18_lipcowej: otóż w
    języku polskim istnieje określenie "małżonek". Mam nadzieję, że obiło
    Ci się o uszy. Ja rzeczonego "małżonka" przerobiłam sobie na własny
    użytek na "Małego Żonka". I tak zostało. Przy okazji wyjaśniam, że
    często na rozmaitych forach przez niewiasty używana jest również forma
    "Małż". Od razu wyjaśniam, że to również oznacza to samo.
  • 01.10.09, 09:08
    piegowata9 napisała:

    > Uwaga, tłumaczę łopatologicznie, specjalnie dla 18_lipcowej: otóż
    w
    > języku polskim istnieje określenie "małżonek". Mam nadzieję, że
    obiło
    > Ci się o uszy.


    Alez moja droga, mi lopatologicznie nie trzeba. Wiem co znaczy to
    slowo, bo sama malzonka posiadam szczesliwie od 1,5 roku.

    Ja rzeczonego "małżonka" przerobiłam sobie na własny
    > użytek na "Małego Żonka". I tak zostało.


    Jakie to infantylne.

    Przy okazji wyjaśniam, że
    > często na rozmaitych forach przez niewiasty używana jest również
    forma
    > "Małż". Od razu wyjaśniam, że to również oznacza to samo.

    Tak, znamy znamy.
    Infantylnosc bije po oczach.

    --
    ''Zwłaszcza, że tydzień spania po południu wygląda tak:
    poniedziałek, środa, piątek - niania, wtorek, czwartek,sobota i
    niedziela - cycuś mamusi...''
  • 01.10.09, 10:03
    Ok. Zacznijmy od początku.
    Bogu dzięki, na szczęście nie "twoja droga". I mam głęboką (i
    uzasadnioną) nadzieję, że tak pozostanie na wieki wieków.
    Jeśli chodzi o mnie, to uważam, że każdy ma prawo do nazywania swoich
    bliskich jak chce - pod warunkiem, że obie strony to akceptują. W
    ogóle mnie to nie interesuje i mam wrażenie, że jest mi z tym w życiu
    łatwiej - dzięki temu mogę się skupić na merytorycznej dyskusji.
    Spróbuj, może w końcu i tobie się ta sztuka uda - z pożytkiem dla
    forum i jego uczestniczek.
    Jeśli chodzi o infantylizm - rety, chyba zejdę do kanałów! Normalnie
    tak mi przywaliłaś, że chyba ludziom w oczy nie będę w stanie
    spojrzeć...
    Lepiej ci??? Ulżyło na wątrobie???
    Mam nadzieję, że tak i że w końcu nadmiar żółci i złośliwości w tobie
    tkwiący ulotni się wraz z porodem jako efekt uboczny ciążowej burzy
    hormonalnej.
  • 30.09.09, 23:35
    Jak sobie poczytałam o senności ... jakoś wczoraj i dziś jestem zmęczona jak
    diabli. Bóle podbrzusza już miewam, krzyże też pobolewają. Chodzę poirytowana,
    ale mimo to ciągle ganiam i to obiadek, to sprzątanie ... W poniedziałek wizyta
    u położnej, termin na wtorek. pożyjemy zobaczymy.
    --
    http://tickers.baby-gaga.com/p/dev278pr___.png
  • 01.10.09, 09:10
    Ja: leżałam na patologii ciązy kilka dni przed porodem (słabe
    ruchy). Termin miałam na 27.09.
    24 odwiedził mnie jeszcze mąż a ja miałam wrażenie, jakby coś
    mnie "brało na przeziębienie". Miałam lekkie dreszcze i
    generalnie "cieszyłam się",że urodzę z katarem uncertain W nocy nie mogłam
    spać. CZułam lekkie skurcze, ale rzadkie. Rano sprawdzono rozwarcie
    i nic. Zjechałam piętro niżej na USG przepływowe. Dziwnie się
    czułam, ale jakoś nic specjalnie mnie nie bolało. Miałam takie
    przytępione skurcze jak przy okresie...Wjechałam na górę. Było około
    10h00. Sprawdzono rozwarcie, bo się upierałam, że mam regularne
    skurcze i...niespodzianka: Rozwarcie na 3cm! Do 6cm-7cm nie czułam
    specjalnie bólu. Od 8cm niewiele pamiętam, ale nie miałam
    znieczulenia, bo podobno juz było za późno. Generalnie wjechałąm na
    salę porodów rodzinnych około 11h30 a o 12h50 urodziła się Julia.
    Poszło super szybko i jakoś tak "przy okazji".

    Nie było odchodzących wód na ulicy, wrzeszczącej baby w samochodzie,
    szpitala w nocy. Acha, no i wody odeszły mi W TRAKCIE, bo miałam
    przebijany pęcherz.
    To było w 2001. Teraz czekam na powtórkę z rozrywki w styczniu smile
    21.01

    --
    Niejeden bumerang nie wraca. Wybiera wolność.
  • 01.10.09, 09:15
    Jakieś 2-3 tyg przed też nie mogłam sobie wyobrazić tego konkretnego momentu co
    sugerowałoby że się zaczyna. Im bliżej porodu tym jak bardziej nie mogłam się
    tego doczekać i mieć to już za sobą. Tyle że im bliżej tym jak bardziej byłam
    przekonana że ciążę przenoszę i ta teoretycznie magiczna data porodu poszła w
    las smile Urodziłam 6 dni po terminie z pomocą testu oksy. Pozdrawiam
    --
    Moje słońce
  • 01.10.09, 10:15
    Dzień przed zupełnie nic.
    Ale w dniu porodu, popołudniu poczułam trudny do wyjaśnienia
    niepokój i potrzebę oddalenia sie tak bym mogła być sama.
    Lezałam wtedy w szpitalu 3 dzień i odwiedziła mnie moja
    rodzina.Poprosiłam ich zeby juz pojechali, bo musze wrócić na salę
    się połozyć.
    Pół godziny później poczułam pierwszy skurcz, potem kolejny i
    kolejny a 3, 5 godz później urodziłam smile
  • 01.10.09, 11:34
    byłam już ponad tydzień po terminie zmęczona ciążą i załamana po za dwa dni
    mieli wywoływać a tego nie chciałam, chciałam iść na spacer i faktycznie dzień
    przed porodem spacerowałam cały wieczór z mężem najpierw lasek bielański pozniej
    warszawskie ulice a nastepnego dnia wieczorem juz urodziłamsmile
  • 01.10.09, 11:52
    Dzień przed porodem miałam silne bóle w krzyżu, mialam kilka spraw
    do zalatwienia, wiec musialam sie sporo ruszac. To było już 10 dni
    po terminie i nastepnego dnia rano miałam sie zjawic na patologii.
    Bylam z tego powodu naprawde wsciekla, ale na szczescie o 2 w nocy
    zaczely mi odchodzic wody, po ok. 2 h. pojawily sie skurcze,
    urodzilam o 12tej.
  • 01.10.09, 12:58
    elza10 napisała:

    > odpuść sobie, bo w taki ssam chamski sposób będziemy komentować
    > wszystkie Twoje posty.

    serio? no czese sie normalnie

    Do Ciebie zdaje się grzeczne uwagi nie
    > docierają.

    no nie
    --
    ''Zwłaszcza, że tydzień spania po południu wygląda tak:
    poniedziałek, środa, piątek - niania, wtorek, czwartek,sobota i
    niedziela - cycuś mamusi...''
  • 01.10.09, 21:33
    Kompletnie nic nie czulam. Polozylam sie spac dosc pozno i okolo pierwszej
    w nocy obudzil mnie skurcz. Tak naprawde niezbyt bolesny ale nie dalo sie
    tego pomylic z niczym innym. No i tak sobie leze i mysle, maz spi obok
    spokojnie a tu za 10 minut nastepny i za kolejne 10 nastepny. Tak wiec
    wiedzialam ze to wlasnie zaczal sie porod. Ale mimo ze wczesniej bardzo sie
    denerwowalam bo to pierwsze dziecko to jak przyszlo co do czego - zero
    nerwow. Nic kompletnie. Poszlam sobie do duzego pokoju ogladac telewizje i
    cwiczyc oddychanie. Meza wyslalam spac (obudzil sie) bo nastepnego dnia
    rano mial wazny egzamin i nawet rano go zmusilam zeby na niego poszedl.
    Akcja rozkrecila sie dopiero nastepnego dnia kolo poludnia, a dzidzia
    urodzila sie o 20.00 wiec rodzilam okolo 18 godzin od pierwszego skurczu
    ale tak naprawde bolaly ostatnie 4 godziny. Wiec ok. Porod jest fajny, nic
    sie nie boj. smile
  • 01.10.09, 22:43
    miałam skurcze, dość bolesne a brałam je za coś zupełnie innego - powodem może
    być to, że miałam wcześniej także skurcze grożące przedwczesnym porodem i były
    one zupełnie inne - bolesne, nie do zniesienia. No ale tu dzielnie znosiłam to,
    no bo , no bo nie wiedziałam, że to już to. I jak w końcu przyjechałam do
    kliniki to okazało się, że mam 4 cm rozwarcia. Także dopiero w samym szpitalu
    zaczęłam sie denerwować, że nie zdążyłam psychicznie przygotować się do porodu i
    takie tam inne strachliwe głupoty smile
  • 02.10.09, 13:41
    A ja czulam sie baaardzo zmeczona, jakby na kacu.
    --
    www.quatrophonic.pl
    http://dziecko.haczewski.pl/suwaczek/2009/5/30/28.png
  • 02.10.09, 18:45
    no właśnie, ja też tak mam od jakiś dwóch dni, śpię w nocy, w dzień, wstanie z
    łóżka stanowi nielada problem, ponieważ to mnie po prostu boli, i zrobiło się
    tak z dnia na dzień, wcześniej fikałam po mieście, odmachiwałam ręką, kiedy ktoś
    chciał mnie przepuścić w kolejce, pływałam kilka razy w tygodniu.. czyżby to już?big_grin
  • 02.10.09, 19:05
    ee tam ja juz sie przestalam nastawiac
    tez tak sadzilam jak mnie kilka razy brzuch pobolewal

    tez nie spie w nocy, mam bole jak na okres, apetyt raz wielki, raz
    brak -ogolnie mi dziwnie ale nie spieszy mi sie juz do porodu wink
    moze to jest sposob?

    tyle wiem na pewno, ze w ciagu 20 dni bede miala dziecko, kiedy? nie
    wiadomo.
  • 03.10.09, 21:06
    absolutnie nic nie czułam !!! nic a nic
    --
    ---------------------------
    "bynajmniej" to nie "przynajmniej" karwa!!!!!
  • 04.10.09, 09:05
    ja podobnie jak koleżanki - od dwóch dni jestem wrakiem smile (termin 16.10) - boli
    mnie brzuch, plecy, mam skurcze, nie mogę wstać z łózka, mąż mi zakłada
    skarpetki bo nie mogę sama, jestem płaczliwa i w ogóle sad
    Latam co drugi dzień na KTG (cukrzyca) i położne się ze mnie śmieją, bo jakiś
    skurcz zgina mnie w pół a na zapisie pojawia się lekki maziaj - ooo, tu jakieś
    pobolewanie było. Pobolewanie?! Ja myślałam, że już rodzę. No ale one mówią, że
    jak zacznę rodzić, to na pewno tego nie prześpię pani nie przegapię. No i jakoś
    mimo tych wszystkich dolegliwości nie zaczęłam rodzić... Jak mam tak jeszcze dwa
    tygodnie to mi się słabo robi.
    Pozdrawiam koleżanki w bóluwink
  • 04.10.09, 16:33
    Ja przed moim pierwszym porodem nie czulam nic co by moglo zapowiadac
    zblizajacy sie porod, urodzilam w 38 tyg. Jedynie poczulam ulge dwa
    dni przed porodem ze maz zakonczyl wreszcie remont lazienki i ze moze
    zdazymy wysprzatac dom przed przyjsciem na swiat maluszka, bo
    wczesniej sie denerwowalam ze bylo duzo kurzu w calym domu. Nawet w
    dniu porodu nie czulam zadnych zmian co by moglo zwiastowac porod, jak
    szlam spac to pekly mi wody tzn. na chwile przed tym mialam jeden
    silny skurcz brzucha.
  • 04.10.09, 16:35
    Dodam jeszcze ze jak sie zaczelo to czulam niepokoj ze to juz bo nie
    wiedzialam co mnie czeka, ale tez czulam podekscytowanie ze niedlugo
    zobacze maluszka.
  • 08.10.09, 16:24
    Nic podejrzanego. Z dokladnoscia do tego, ze lekarz od 37 tc trabil,
    ze to juz lada dzien, juz lada moment. Wiec bylam wyczulona na
    wszystko i oczywiscie ze 2 razy wyladowalismy na porodowce z
    falszywm alarmem. Jak sie zaczelo, to nigdzie nam sie nie spieszlyo,
    bo sadzilismy, ze sie znow "rozejdzie" i tylko zmarnujemy wieczor w
    szpitalu, wiec przy pierwszych skurczach bylismy w kosciele, u
    rodzicow, potem posiedzialam w wannie i poszlismy spac. Obudzilam
    sie o 5 rano z nieodwolalnym poczuciem, ze to chyba to, bo
    bbbooooooooooli. I okazalo sie, ze skurcze sa co 3 min ( wiec
    wiekszosc porodu po prostu przespalam), a w drodze do szpitala to
    juz wygladalo to jak w amerykanskich filmach. Bardzo szybko z etapu
    spania przeszlam do etapu wrzasku, w zasadzie w 30 min... Male
    urodzilo sie w 2 h od przyjazdu do szpitala smile) A nam powiedzieli,
    ze przy nastepnym dziecku to mamy sie pospieszyc, bo inaczej po
    drodze zgubimy... wink W kazdym badz razie, nie martw sie - nie
    przegapisz, a niezaleznie co my tu napiszemy to i tak moze byc
    inaczej...
  • 09.10.09, 23:22
    No to mogę już powiedzieć jak się człowiek czuje na dzień przed porodem big_grin. Od
    wczoraj sączą się wody. Więc telefon do położnej, która doradziła kontakt ze
    szpitalem. Musiałam się troszkę namęczyć przez telefon, żeby przekonać kobitkę,
    że to na pewno nie upławy. W szpitalu potwierdzono moje przypuszczenia.
    Generalnie, albo poród zacznie się sam dziś w nocy (ewentualnie w sobotę), albo
    jutro wieczorem wywołanie. Jakieś skurcze przygotowawcze są, ale nic
    regularnego. Krzyże bolą mnie od wczoraj. Mama nadzieję, ze wszystko zacznie się
    samoczynnie.
    Generalnie dziś jest mój dzień przed porodem big_grin
    --
    http://tickers.baby-gaga.com/p/dev278pr___.png

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.