odwiedziny po porodzie

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Kiedy odwiedzili Was pierwsi goście po powrocie do domu? Rodzice, przyjaciele?
    Zastanawiam się jak to jest z wyobraźnią krewnych, bo przecież co to za
    przyjemność jak zwala się ktoś do domu, kiedy kobieta jeszcze ledwo żyje po
    porodzie. Opiszcie swoje doświadczenia, albo jeszcze lepiej - napiszcie czego
    się wystrzegać.
    • 07.01.10, 23:25 Odpowiedz
      tydzien po
      • 08.01.10, 17:19 Odpowiedz
        Praktycznie od dnia porodu - najpierw w szpitalu, a potem w domu. Ja nie
        mialam z tym problemu.Latwy porod,nikt nie oczekiwal niczego od nas,
        wszyscy wiedzieli jak sie obsluzyc, niektorzy goscie wrecz przynosili nam
        obiady i ogolnie pierwsze dwa tygodnie wspominam bardzo przyjemnie.Jak
        musialam nakarmic dziecko to wychodzilam. POza tym nikt nie przesiadywal
        calymi dniami, byly to godzinne wizyty.
    • 08.01.10, 00:00 Odpowiedz
      Niestety, miałam prawdziwy maraton. Goście zrobili sobie u mnie w domu imprezkę
      w dniu porodu (i wypisu), a potem zjawiali się regularnie niemal codziennie.
      Napisałam o tym tutaj:

      forum.gazeta.pl/forum/w,567,105267134,105267134,Kto_przebije_taka_rodzinke_.html

      --
      Bo taki, co kochać nie umie - przegra, choć wszystko rozumie.
      Bóg cię pokarze swą nieczułością za to, żeś gardził ludzką miłością.
    • 08.01.10, 09:02 Odpowiedz
      a co to znaczy, ze maja Ci sie zwalic do domu???
      u mnie bylo tak, ze jak ktos chcial do mnie wpasc, to najpierw ta
      osoba pytala, czy moze i jesli tak, to kiedy.
      nikt mi sie znienacka do chalupy nie zwalal.
      wsrod znajomych bylo zreszta podobnie.
      zadnych niespodziewanych nalotow rodziny itd...
      jezyka nie masz?
      --
      z moją schizofrenią nigdy nie jestem samotnabig_grin
    • 08.01.10, 09:15 Odpowiedz
      W dniu w ktorym przyjechalismy ze szpitala do domu byli u nas
      tescie: tesciowa przyjechala pare godzinek wczesniej, pomogla mezowi
      w posprzataniu i ugotowaniu nam rodzinnego powitalnego obiadu smile Z
      reszta mala widzieli juz wczesniej w szpitalu. Potem za dwa lub trzy
      dni przyszedl brat meza z bratowa. Potem odwiedzali nas sasiedzi -bo
      tu taki zwyczaj: pukaja do drzwi, gratuluja, przynosza upominek -
      mozna ich przyjac ale niekoniecznie trzeba i maja wyrozumienie
      dlaczego smile Moja mama przyjechala dopiero po miesiacu, gdyz nie
      mieszkamy w Pl. Ja sie cieszylam z odwiedzin, zarowno w szpitalu jak
      i w domu. Czulam sie bardzo dobrze. Po co za wczasu zakladac, ze
      bedzie zle? No i co drugi, trzeci dzien odwiedzala nas tutaj
      polozna, spedzala u nas godzinke, pilysmy kawe, milo gadalysmy wiec
      to tez byly odwiedziny. Tlumow jednak nigdy nie przezylismy, jakos
      porozkladalo sie to w czasie.
      • 08.01.10, 09:28 Odpowiedz
        wróciliśmy do domu w piątek, w sobote rano przyjechali (zaproszeni,
        nie "zwaleni na głowę") moi rodzice z rosołem i kotletami.
        Nie była to ich pierwsza wizyta - mama była u mnie 2 razy w
        szpitalu, tata raz.
        Posiedzieliśmy, pozachwycaliśmy się Bąkiem (który nawet nie raczeł
        się obudzić) i pojechali.
        W następnych dniach mama wpadała raz na 2-3 dni dowieźć mi zakupy
        czy na chwilkę zastąpić. Albo potowarzyszyć w spacerze.
        Reszta rodziny zjawiła się po jakiś 2 tydodniach.
    • 08.01.10, 14:02 Odpowiedz
      Przy pierwszym dziecku, to chyba po ok 2 tygodniach. Przy drugim tak mi się w
      domu nudziło, że zaprosiłam gości już 3 dnia po powrocie z szpitala.
      --
      "Rottweiler jest jak MEDIA MARKT - nie dla idiotów"
    • 08.01.10, 14:18 Odpowiedz
      Ja zrobiłam rodzinny spęd jakoś za wczesnie, bo chciałam mież z głowy - nie
      pamiętam teraz dokładnie ile miał mały (bo teraz ma już 2 lata). W każdym razie
      rodzina siedziała i siedziała i aluzji, że możnaby już wyjść nie pojmowała, a ja
      prawie tam mdlałam po cesarce. Aż w końcu walnęłam wprost, że koniec imprezy.
      Teraz przy drugim dziecku przyjdzie im poczekać ładnych parę miesięcy zanim się
      zwalą!!!
      Tak więc mój wniosek - dbaj przede wszystkim o siebie i dziecko, a resztę należy
      olać.
      • 08.01.10, 15:02 Odpowiedz
        Ja po cesarce tekże nie miałam ochoty na wizyty gości ale no cóż jak
        już przyszli to głupio było ich wygonic.W szpitalu mi to zbytnio nie
        przeszkadzało bo przynajmniej mogłam z kimś z rodziny pogadac ale w
        domu byłam przez pierwsze dni tak zmęczona że witałam gości w łożku
        a mąż częstował ich kawą.Ogólnie dało się przeżyc tylko moja starsza
        siostra mnie nachalnie nachodziła w domu i w szpitalu i dawała swoje
        rady które mnie tylko denerwowały.Potem się dowiedziałam co było
        przyczyną jej częstych wizyt,chciała abyśmy z męzem wzieli ją na
        matkę chrzestną naszej córki.No ale my mieliśmy inne plany.
    • 08.01.10, 18:25 Odpowiedz
      Czy odwiedziny to radość czy wręcz przeciwnie to kwestia dość
      indywidualna. ja czułam się b. dobrze (żadne tam "ledwie żyłam'),
      paktycznie od dnia porozu przychodzili goście (do szpitala i do
      domu) i było mi bardzo miło. Ale pewnie sa kobiety, które czują się
      źle i nie mają żadnej ochoty na jakiekoliwk wizyty.
    • 08.01.10, 20:59 Odpowiedz
      To raczej kwestia indywidualnych upodobań, bo jeśli jesteś na co dzień
      towarzyska to raczej po porodzie nagle taka nie przestaniesz być.
      Ja zaprosiłam moją przyjaciółkę do szpitala, jak wyszłam 3 dni po cc na drugi
      dzień wpadli do nas na pół godziny moi rodzice, raczej mało mnie krepujący, a za
      kolejne 3 dni była Wielkanoc i zaczęły się wizyty. Nie ukrywam wolałabym trochę
      więcej spokoju zważywszy na to, ze pojawiła się przykra dolegliwość w postaci
      rwy kulszowej. Do pomocy nikogo nie potrzebowałam chciałam mieć spokój i ciszę.
    • 10.01.10, 16:30 Odpowiedz
      wszystko zależy od Ciebie. Jeśli zaznaczysz że nie życzysz sobie
      wizyt przez pierwszy miedsiąc, to inni powinni się dostosować.
      Ja wpuściłam mamę i tatę oraz teściów następnego dnia po powrocie do
      domu.
      --
      ---------------------------------------------
      RZona jest celowym zabiegiem ortograficznym.
      • 10.01.10, 17:49 Odpowiedz
        jak tylko wróciłam ze szpitala.Na szczęście teściowa obsługiwała gości.Jednak po
        cesarce było ciężko usiedzieć.Bałam też się o zarazki,katary itp.Jednak dzidzia
        dobrze zniosła odwiedziny krewnych.
    • 10.01.10, 21:44 Odpowiedz
      Nieprędko. Ja po c.c., mała wcześniak, więc zapowiedziałam: żadnych odwiedzin.
      nawet rozpaczliwe smsy szwagierki do męża, że "tata jeszcze wnuczki nie widział,
      a jego brat to zaraz po urodzeniu..." nie zrobiły na mnie wrażenia. Zostawiałam
      takie teksty bez komentarza. Jak mi się kiedyś ktoś dobijał do drzwi, to
      zagroziłam policją, bo dzwoni domofonem i dziecko budzi. Stan obrażania się
      odczytałam jako poziom kultury. I już. Dziś im minęło, chociaż pewnie pamiętają.
      A ja pamiętam to, że jak odwiedziliśmy teścia, to mąż pojechał ze szwagierką coś
      tam załatwiać, teść zajął się telewizją, a ja zostałam z płaczącym niemowlęciem.
      Tyle na tyle.
      • 10.01.10, 22:47 Odpowiedz
        Po pierwszym porodzie byłam ledwo zywa, przejeta rolą i nie miałam ochoty na
        żadnych gości. Dziś wyszłam ze szpitala po drugim, energia mnie rozpiera, wpadli
        już przyrodni bracia młodego, na jutro zaprosiłam koleżankę amoi bracia będą
        wpadać po kolei w ciągu najbliższych tygodni.
    • 11.01.10, 18:22 Odpowiedz
      Ja urodziłam we wtorek a w niedzielę już byli rodzive i rodzeństwo z obustron z partnerami. Zostałam do tego zmuszona pzez moją mamę (pretekst urodziny męża - jakby miał 5 lat i nie mógł bez nich przeżyć, bo zarzekałąm się, że nie przyjadą wcześniej niż po 2 tygodniach.
      Ogólnie nie wspominam tego dobrze. Miałam nacinane krocze, które się nie goiło (brałam antybiotyk), nie mogłam więc siedzieć, w ciąży przytyłam 20 kilo, latałam w nietwarzowym szlafroku, do tego odchody poporodowe, bałam się jeść zakazane rzeczy, a oni poprzywozili masę zakazanego jedzienia. Moja siostra i szfagierka chude jak modelki odstrzelone i wypoczęte, a ja wśród nich wszystkich, jak jakiś strach na wróble.
      Posiedziałam chwilę z nimi, zjadłam rosół teściowej (mimo, że mój mąż też ugotował wcześniej rosół, ale został on skrytykowany przez teściową smile bo go zagotował smile )i poszłam do sypialni, a oni mieli nasiadówę.
      Teraz na szczęście jest zima i wybronię się ryzykiem zakażenia.
    • 12.01.10, 19:14 Odpowiedz
      Ja nie życzyłam sobie żadnych odwiedzin, mam odwiedziła mnie po tygodniu od
      powrotu do domu, inni goście nie pamiętam, ale nieprędko.
    • 12.01.10, 21:10 Odpowiedz
      po urodzeniu kazdego z dzieci w szpitalu leżałam po 10!!! dni.
      wiec po wyjściu ze szpitala bylam tak spragniona towarzystwa, że
      najchetniej sama wydzwanialabym po znajomych zeby do nas 'wpadli".
      po urodzeniu córki to nie pamietam kiedy ktos przyszedł.
      po urodzeniu synka - siostra z "niemezem" przyszli w ten sam dzien
      na obiad (obiad gotowała moja mama)
      a tesciowie przyjechali nastepnego dnia (chociaz wczesniej byli juz
      w szpitalu)
      znajomi czekali na info, ze moga przyjśc.
      --
      Izabela (16.10.2006)
      Remigiusz (20.02.2009)
    • 13.01.10, 12:29 Odpowiedz
      niestety tego samego dnia już byli, najchętniej to by się przygadali porodowi i
      wlepiali wyrok w krocze. Była to rodzina męża, bo moi na szczęście mieszkają daleko.
      Córka się urodziła krótko przed południem, a oni już byli po południu, mimo ze
      dzieli ich 120 km i nikt ich nie zapraszał. Siedzieli długo, ja robiłam doba
      minę, choć miałam ochotę wywalić za drzwi, nakarmić piersią się nie da, bo to w
      tym kraju takie zwierzęce, w ogóle człowiek nie może ruszyć palcem swobodnie.
      Pierwszej nocy dziecko płakało z nadmiaru wrażeń i ciężko było je uspokoić.
      Potem jeszcze raz zawitali do szpitala. Tym razem powiedziałam, że 15 min.
      (trwało pół godziny).

      W dniu wyjścia ze szpitala była u nas teściowa ze szwagierka, na szczęście
      niedługo, a teściowa zapytała przynajmniej czy jej wolno (!) przyjechać.

      Potem jeszcze moi rodzice się chcieli zwalić, ale im powiedziałam, ze jestem w
      połogu i gości nie przyjmuję, na co moja szanowna mamuśka stwierdziła, ze
      przecież to nic nie szkodzi, bo połóg to znaczy, że się tylko seksu nie uprawia.
      Ci przyjechali po 6 tygodniach.

      Nie licz na wyobraźnię ludzką, oni nie zakumają, że możesz ledwo dyszeć,
      albo jęczeć z bólu, bo nasz brzuch albo krocze pocięte, że masz pieluchę w
      gaciach, cyc jak arbuz, nawał cieknącego pokarmu, kość ogonowa tak boli, ze
      tylko możesz stać. Niestety trzeba albo nie otwierać drzwi, albo ich wywalić za
      drzwi, wyprosić, dobitnie powiedzieć, żeby wyszli ze szpitala albo z domu.

      Wystrzegaj się rodziny - nie pomogą, a tylko przeszkadzają.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj



Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.