Dodaj do ulubionych

odwiedziny po porodzie

07.01.10, 22:42
Kiedy odwiedzili Was pierwsi goście po powrocie do domu? Rodzice, przyjaciele?
Zastanawiam się jak to jest z wyobraźnią krewnych, bo przecież co to za
przyjemność jak zwala się ktoś do domu, kiedy kobieta jeszcze ledwo żyje po
porodzie. Opiszcie swoje doświadczenia, albo jeszcze lepiej - napiszcie czego
się wystrzegać.
Edytor zaawansowany
  • 07.01.10, 23:25
    tydzien po
  • 08.01.10, 17:19
    Praktycznie od dnia porodu - najpierw w szpitalu, a potem w domu. Ja nie
    mialam z tym problemu.Latwy porod,nikt nie oczekiwal niczego od nas,
    wszyscy wiedzieli jak sie obsluzyc, niektorzy goscie wrecz przynosili nam
    obiady i ogolnie pierwsze dwa tygodnie wspominam bardzo przyjemnie.Jak
    musialam nakarmic dziecko to wychodzilam. POza tym nikt nie przesiadywal
    calymi dniami, byly to godzinne wizyty.
  • 08.01.10, 00:00
    Niestety, miałam prawdziwy maraton. Goście zrobili sobie u mnie w domu imprezkę
    w dniu porodu (i wypisu), a potem zjawiali się regularnie niemal codziennie.
    Napisałam o tym tutaj:

    forum.gazeta.pl/forum/w,567,105267134,105267134,Kto_przebije_taka_rodzinke_.html

    --
    Bo taki, co kochać nie umie - przegra, choć wszystko rozumie.
    Bóg cię pokarze swą nieczułością za to, żeś gardził ludzką miłością.
  • 08.01.10, 08:55
    Do mnie rodzice przyszli następnego dnia.Inni goscie jakos sie nie pchali.Sama
    ich zaprosilam tak ze 2-3 tygodnie po porodzie.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/km5skrhmjrqys799.png
  • 14.01.10, 00:09
    http://www.suwaczki.com/tickers/ibm2wn15mtdzz1wp.png

    W dniu porodu była moja mamunia i rodzenstwo no i maz całymi dniamismilew
    sumie tylko oni nas odwiedzali takze po powrocie do domku duzo nam
    pomagaliwinknp.mama gotowala mi obiadki a siostra z bratem sprzatalismilekocham ich
    baaaardzokiss**
  • 08.01.10, 12:35
    Przeczytałam i umarłam. WYRAZY WSPÓŁCZUCIA! Zaczynam rozumieć czasem ludzi,
    którzy dokonują krwawych mordów na członkach własnej rodziny...
  • 08.01.10, 09:02
    a co to znaczy, ze maja Ci sie zwalic do domu???
    u mnie bylo tak, ze jak ktos chcial do mnie wpasc, to najpierw ta
    osoba pytala, czy moze i jesli tak, to kiedy.
    nikt mi sie znienacka do chalupy nie zwalal.
    wsrod znajomych bylo zreszta podobnie.
    zadnych niespodziewanych nalotow rodziny itd...
    jezyka nie masz?
    --
    z moją schizofrenią nigdy nie jestem samotnabig_grin
  • 08.01.10, 09:15
    W dniu w ktorym przyjechalismy ze szpitala do domu byli u nas
    tescie: tesciowa przyjechala pare godzinek wczesniej, pomogla mezowi
    w posprzataniu i ugotowaniu nam rodzinnego powitalnego obiadu smile Z
    reszta mala widzieli juz wczesniej w szpitalu. Potem za dwa lub trzy
    dni przyszedl brat meza z bratowa. Potem odwiedzali nas sasiedzi -bo
    tu taki zwyczaj: pukaja do drzwi, gratuluja, przynosza upominek -
    mozna ich przyjac ale niekoniecznie trzeba i maja wyrozumienie
    dlaczego smile Moja mama przyjechala dopiero po miesiacu, gdyz nie
    mieszkamy w Pl. Ja sie cieszylam z odwiedzin, zarowno w szpitalu jak
    i w domu. Czulam sie bardzo dobrze. Po co za wczasu zakladac, ze
    bedzie zle? No i co drugi, trzeci dzien odwiedzala nas tutaj
    polozna, spedzala u nas godzinke, pilysmy kawe, milo gadalysmy wiec
    to tez byly odwiedziny. Tlumow jednak nigdy nie przezylismy, jakos
    porozkladalo sie to w czasie.
  • 08.01.10, 09:28
    wróciliśmy do domu w piątek, w sobote rano przyjechali (zaproszeni,
    nie "zwaleni na głowę") moi rodzice z rosołem i kotletami.
    Nie była to ich pierwsza wizyta - mama była u mnie 2 razy w
    szpitalu, tata raz.
    Posiedzieliśmy, pozachwycaliśmy się Bąkiem (który nawet nie raczeł
    się obudzić) i pojechali.
    W następnych dniach mama wpadała raz na 2-3 dni dowieźć mi zakupy
    czy na chwilkę zastąpić. Albo potowarzyszyć w spacerze.
    Reszta rodziny zjawiła się po jakiś 2 tydodniach.
  • 08.01.10, 14:02
    Przy pierwszym dziecku, to chyba po ok 2 tygodniach. Przy drugim tak mi się w
    domu nudziło, że zaprosiłam gości już 3 dnia po powrocie z szpitala.
    --
    "Rottweiler jest jak MEDIA MARKT - nie dla idiotów"
  • 08.01.10, 14:18
    Ja zrobiłam rodzinny spęd jakoś za wczesnie, bo chciałam mież z głowy - nie
    pamiętam teraz dokładnie ile miał mały (bo teraz ma już 2 lata). W każdym razie
    rodzina siedziała i siedziała i aluzji, że możnaby już wyjść nie pojmowała, a ja
    prawie tam mdlałam po cesarce. Aż w końcu walnęłam wprost, że koniec imprezy.
    Teraz przy drugim dziecku przyjdzie im poczekać ładnych parę miesięcy zanim się
    zwalą!!!
    Tak więc mój wniosek - dbaj przede wszystkim o siebie i dziecko, a resztę należy
    olać.
  • 08.01.10, 15:02
    Ja po cesarce tekże nie miałam ochoty na wizyty gości ale no cóż jak
    już przyszli to głupio było ich wygonic.W szpitalu mi to zbytnio nie
    przeszkadzało bo przynajmniej mogłam z kimś z rodziny pogadac ale w
    domu byłam przez pierwsze dni tak zmęczona że witałam gości w łożku
    a mąż częstował ich kawą.Ogólnie dało się przeżyc tylko moja starsza
    siostra mnie nachalnie nachodziła w domu i w szpitalu i dawała swoje
    rady które mnie tylko denerwowały.Potem się dowiedziałam co było
    przyczyną jej częstych wizyt,chciała abyśmy z męzem wzieli ją na
    matkę chrzestną naszej córki.No ale my mieliśmy inne plany.
  • 08.01.10, 18:25
    Czy odwiedziny to radość czy wręcz przeciwnie to kwestia dość
    indywidualna. ja czułam się b. dobrze (żadne tam "ledwie żyłam'),
    paktycznie od dnia porozu przychodzili goście (do szpitala i do
    domu) i było mi bardzo miło. Ale pewnie sa kobiety, które czują się
    źle i nie mają żadnej ochoty na jakiekoliwk wizyty.
  • 08.01.10, 20:59
    To raczej kwestia indywidualnych upodobań, bo jeśli jesteś na co dzień
    towarzyska to raczej po porodzie nagle taka nie przestaniesz być.
    Ja zaprosiłam moją przyjaciółkę do szpitala, jak wyszłam 3 dni po cc na drugi
    dzień wpadli do nas na pół godziny moi rodzice, raczej mało mnie krepujący, a za
    kolejne 3 dni była Wielkanoc i zaczęły się wizyty. Nie ukrywam wolałabym trochę
    więcej spokoju zważywszy na to, ze pojawiła się przykra dolegliwość w postaci
    rwy kulszowej. Do pomocy nikogo nie potrzebowałam chciałam mieć spokój i ciszę.
  • 10.01.10, 16:30
    wszystko zależy od Ciebie. Jeśli zaznaczysz że nie życzysz sobie
    wizyt przez pierwszy miedsiąc, to inni powinni się dostosować.
    Ja wpuściłam mamę i tatę oraz teściów następnego dnia po powrocie do
    domu.
    --
    ---------------------------------------------
    RZona jest celowym zabiegiem ortograficznym.
  • 10.01.10, 17:49
    jak tylko wróciłam ze szpitala.Na szczęście teściowa obsługiwała gości.Jednak po
    cesarce było ciężko usiedzieć.Bałam też się o zarazki,katary itp.Jednak dzidzia
    dobrze zniosła odwiedziny krewnych.
  • 10.01.10, 21:44
    Nieprędko. Ja po c.c., mała wcześniak, więc zapowiedziałam: żadnych odwiedzin.
    nawet rozpaczliwe smsy szwagierki do męża, że "tata jeszcze wnuczki nie widział,
    a jego brat to zaraz po urodzeniu..." nie zrobiły na mnie wrażenia. Zostawiałam
    takie teksty bez komentarza. Jak mi się kiedyś ktoś dobijał do drzwi, to
    zagroziłam policją, bo dzwoni domofonem i dziecko budzi. Stan obrażania się
    odczytałam jako poziom kultury. I już. Dziś im minęło, chociaż pewnie pamiętają.
    A ja pamiętam to, że jak odwiedziliśmy teścia, to mąż pojechał ze szwagierką coś
    tam załatwiać, teść zajął się telewizją, a ja zostałam z płaczącym niemowlęciem.
    Tyle na tyle.
  • 10.01.10, 22:47
    Po pierwszym porodzie byłam ledwo zywa, przejeta rolą i nie miałam ochoty na
    żadnych gości. Dziś wyszłam ze szpitala po drugim, energia mnie rozpiera, wpadli
    już przyrodni bracia młodego, na jutro zaprosiłam koleżankę amoi bracia będą
    wpadać po kolei w ciągu najbliższych tygodni.
  • 11.01.10, 12:18
    W domu po miesiącu, po 2,5 tyg. my pojechaliśmy do dziadków z obu stron.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/1usa8u6980r74t0i.png
  • 11.01.10, 18:22
    Ja urodziłam we wtorek a w niedzielę już byli rodzive i rodzeństwo z obustron z partnerami. Zostałam do tego zmuszona pzez moją mamę (pretekst urodziny męża - jakby miał 5 lat i nie mógł bez nich przeżyć, bo zarzekałąm się, że nie przyjadą wcześniej niż po 2 tygodniach.
    Ogólnie nie wspominam tego dobrze. Miałam nacinane krocze, które się nie goiło (brałam antybiotyk), nie mogłam więc siedzieć, w ciąży przytyłam 20 kilo, latałam w nietwarzowym szlafroku, do tego odchody poporodowe, bałam się jeść zakazane rzeczy, a oni poprzywozili masę zakazanego jedzienia. Moja siostra i szfagierka chude jak modelki odstrzelone i wypoczęte, a ja wśród nich wszystkich, jak jakiś strach na wróble.
    Posiedziałam chwilę z nimi, zjadłam rosół teściowej (mimo, że mój mąż też ugotował wcześniej rosół, ale został on skrytykowany przez teściową smile bo go zagotował smile )i poszłam do sypialni, a oni mieli nasiadówę.
    Teraz na szczęście jest zima i wybronię się ryzykiem zakażenia.
  • 11.01.10, 18:23
    oczywiście "szwagierka". Teraz to zauważyłam smile
  • 12.01.10, 19:14
    Ja nie życzyłam sobie żadnych odwiedzin, mam odwiedziła mnie po tygodniu od
    powrotu do domu, inni goście nie pamiętam, ale nieprędko.
  • 12.01.10, 21:10
    po urodzeniu kazdego z dzieci w szpitalu leżałam po 10!!! dni.
    wiec po wyjściu ze szpitala bylam tak spragniona towarzystwa, że
    najchetniej sama wydzwanialabym po znajomych zeby do nas 'wpadli".
    po urodzeniu córki to nie pamietam kiedy ktos przyszedł.
    po urodzeniu synka - siostra z "niemezem" przyszli w ten sam dzien
    na obiad (obiad gotowała moja mama)
    a tesciowie przyjechali nastepnego dnia (chociaz wczesniej byli juz
    w szpitalu)
    znajomi czekali na info, ze moga przyjśc.
    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • 13.01.10, 12:29
    niestety tego samego dnia już byli, najchętniej to by się przygadali porodowi i
    wlepiali wyrok w krocze. Była to rodzina męża, bo moi na szczęście mieszkają daleko.
    Córka się urodziła krótko przed południem, a oni już byli po południu, mimo ze
    dzieli ich 120 km i nikt ich nie zapraszał. Siedzieli długo, ja robiłam doba
    minę, choć miałam ochotę wywalić za drzwi, nakarmić piersią się nie da, bo to w
    tym kraju takie zwierzęce, w ogóle człowiek nie może ruszyć palcem swobodnie.
    Pierwszej nocy dziecko płakało z nadmiaru wrażeń i ciężko było je uspokoić.
    Potem jeszcze raz zawitali do szpitala. Tym razem powiedziałam, że 15 min.
    (trwało pół godziny).

    W dniu wyjścia ze szpitala była u nas teściowa ze szwagierka, na szczęście
    niedługo, a teściowa zapytała przynajmniej czy jej wolno (!) przyjechać.

    Potem jeszcze moi rodzice się chcieli zwalić, ale im powiedziałam, ze jestem w
    połogu i gości nie przyjmuję, na co moja szanowna mamuśka stwierdziła, ze
    przecież to nic nie szkodzi, bo połóg to znaczy, że się tylko seksu nie uprawia.
    Ci przyjechali po 6 tygodniach.

    Nie licz na wyobraźnię ludzką, oni nie zakumają, że możesz ledwo dyszeć,
    albo jęczeć z bólu, bo nasz brzuch albo krocze pocięte, że masz pieluchę w
    gaciach, cyc jak arbuz, nawał cieknącego pokarmu, kość ogonowa tak boli, ze
    tylko możesz stać. Niestety trzeba albo nie otwierać drzwi, albo ich wywalić za
    drzwi, wyprosić, dobitnie powiedzieć, żeby wyszli ze szpitala albo z domu.

    Wystrzegaj się rodziny - nie pomogą, a tylko przeszkadzają.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.