Bądź świadoma i bezpieczna w ciąży! Moja Ciąża z eDziecko.pl

     

Kiedy poszłyście lub pójdziecie na zwolnienie? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Czy można poprosić ginekologa o wypisanie zwolnienia z pracy, nawet przy
    dobrym samopoczuciu? Czy ginekolodzy robią jakieś problemy z wypisywaniem
    zwolnień?

    Kiedy Wy pójdziecie na zwolnienie (lub juz poszłyście) i jak poprosiłyście
    lekarza i jak powiedziałyście to szefowi?

    dzięki za radysmile))
    • podbijam watek też jestem tym tematem zainteresowana. pozdrawiam
    • Pracowalam do konca i bylam z tego zdowolona. Dlaczego przy dobrym samopoczuciu
      chcesz zwolnienie? To tak bez zlosliwosci. ja bym po prostu sama w domu sie
      zanudzila no i lubie swoja prace.
      Magda
      • Mnie także interesuje odpowiedź na te pytania smile sama się zastanawiam nad
        zwolnieniem, no moze jeszcze nie teraz ale za miesiać dwa....
        • a dlaczego nie iść na zwolnienie? to taki szczególny czas dla kobiety - tak
          faktycznie to ostatni, który można poświęcić tylko i wyłacznie sobie. Ja jestem
          w 28 tygodniu - wciąż pracuję, ale bardziej dlatego, że muszę. Chętnie
          posiedziałabym w domku - i wcale nie musiałabym się nudzic - chodziłabym na
          basenik co drugi dzieńsmile), do kina, na jakieś wystawy, czytałabym książki,
          uczyłabym sie pożądnie do egzaminów (dodatkowo studiuję)...

          A z moim pracodawcą umówiłam się, że pójdę na zwolnienie tak miesiąć wcześniej.
          Lekarze z tego, co wiem, nie robią problemów - wypisują zwolnienia - w końcu
          nie chcą mieć na umieniu kogoś, kto mówi, że na przykład bardzo sie męczy w
          pracy, bolą go plecy czy coś w tym rodzaju. Więc proście (jesli chcecie) a z
          pewnością zwolnienie otrzymaciesmile))))

          pozdrawiam!
        • ja jestem od 6 tyg. ciazy i niedlatego zeby mi cos bylo. pracowalam jako
          ekspedientka w malym sklepie osiedlowym w teorii tylko na kasie. towar
          przeniesc nieraz paki po 15, 20kg.okna umyc a podstawowy zakaz w ciazy rak do
          gory nie wolno podnosic.nikt mnie by w tym niezastapil, poza tym praca od 7 do
          16 i kazda sobota do 12, czasem do 15. szla zima a na pocz. ciazy czulam
          okropna sennosc i powiedzilam wszystko mojej gin. jak wyglada moja praca dala
          bez niczego , bede wiec do konca na L4. wiadomo ze nikt by mi nie wypisal od
          razu zwoln. na 8 m-cy, dlatego moja gin. wypisuje mi je przedluza co 2,3 m-ce.

          gdybym miala jakos inna prace pewno bym z niej nierezygnowala. zawsze razniej z
          kims a tak to sama siedze do 6,7 wieczor w domu. ale coz chce sie wyspac,
          odpoczac.
          a szefowi dalam zwolnienie do lapki i tyle, nawet mi pogratulowal. pracuje u
          niego 5 rok idzie wiec moze stad to tak dosc latwo sobie przyswoil.

          mysle ze wszystko zalezy od tego gdzie pracujesz, jak lekko (czy w stresie i
          cos jak ja)i przede wszystkim jak sie czujesz to bym nierezygnowala.
          praca to niewszystko! teraz Ty i dziecko jestes najwazniejsza.jak masz meczaca
          psychicznie czy fizycznie prace zastanow sie czy naprawde warto dla tego
          rezygnowac...

          dbajcie o siebie! zycze wam duuuuuuuuuuuuuuuuuzo zdrowka i pieknego maluszka.
          pzdr.
      • Zgadzam się z Maadzik. Jaki jest sens brania zwolnienia przy dobrym
        samopoczuciu? Nosi to znamiona wyłudzenia, mówiąc brutalnie... a potem się
        dziwimy, ze pracodawcy nie chcą zatrudniac kobiet bo panicznie boją się ich
        ciąży..
        Jedna z moich koleżanek z pracy pracowała do dnia porodu. Druga poprosiła o
        zwolnienie dopiero w 9 miesiącu ciąży - czuła się dobrze, ale już męczyły ją
        długie dojazdy do pracy (ok. 50 km).
        Ja sama jestem w ciąży w 20 tyg. i wiem, jak ciąża daje czasem popalić; mocno w
        kośc dały mi mdłości, wymioty, a mimo to cały czas pracowałam i zamierzam tak
        długo pracować, dopóki będę czuła się względnie dobrze.
        Może "dzięki" temu, że nie traktujemy ciąży jako wymówki do L4 i nasz
        pracodawca traktuje nas fair i mamy gdzie wracac po urodzeniu dziecka i urlopie.
        J.
    • W 38 tygodniu bedziecie mialy inne zdanie, ja tez sie super czulam...niestety
      im dalej tym jest ciezej, choc zycze Wam dobrego samopoczucia do konca. Ja
      jestem na zwolnieniu od 30tyg., juz mialam dosyc pracy, zaczely mi buzowac
      hormony smile
      Niestety zwolnienie w ostatnich tygodniach bywa klopotliwe, polecam watek o
      macierzynskim:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=10836861
      Osobiscie uwazam, ze praca moze poczekac, no chyba ze faktycznie czujecie sie
      kwitnaco i nie bedziecie mialy skurczy przepowiadajacych co chwila, bolu w
      krzyzu, w pachwinach i cierpialy na bezsennosc smile))

      Pozdrawiam Ewa

      • Ja też tak jak Tereska jestem na zwolnieniu prawie od początku ciaży i będę do
        końca. Myślę, że wszystko zależy od charakteru pracy. Moje zajęcie to stres i
        podniesiony głos i oczy naokoło głowy - w ciąży tak nie mogę już pracować -
        wróciłam w styczniu na 2 tygodnie do pracy (koszmarne gimnazjum) i po kilku
        dniach wylądowałam u lekarza z bardzo silnymi bólami na tle nerwowym - bóle
        napięciowe. Dostałam po raz kolejny całkowity zakaz chodzenia do pracy i wcale
        nie żałuję. Mam czas - dbam o dom, czytam ksiązki, spaceruję, spędzam więcej
        czasu z rodzicami.. Nie jestem na L4 z lenistwa. To że teraz się dobrze czuję
        zawdzieczam zapewne właśnie zwonieniu. Pozdrawiam, Re
    • Ja mam odwrotny problem, chcialam pracowac smialam sie ze mnie to z pracy od
      razu na porodowke przewioza, a tu w 14 tygodniu plamienia pozniej skrocila mi
      sie szyjka i caly czas albo musze lezec albo polegiwac o pracy moj gin. nie
      chce slyszec (o zadnych rozrywkach basenach itp tez niestety nie). Dzieki bogu
      dostalam komputer sluzbowy do domu i wymyslili mi to tak ze mam tu dostep do
      wszystkich danych i moge pracowac prawie normalnie - choc tak naprawde to juz
      nie to samo bo nikt mi nie powierzy odpowiedzialniejszych rzeczy ja tez nie
      moge tak ciagle siedziec przy tym komputerze no i atmosfera nie ta sama jak
      czlowiek sam w domu a nie w biurze wsrod ludzi.
      Mysle ze to zalezy czy czlowiek lubi swoja prace. Zgadzam sie z poprzedniczkami
      ze ciaza (jesli wszystko jest ok) to nie choroba i jesli ktos idzie na
      zwolnienie tylko dlatego ze jest w ciazy kiedy dobrze sie czuje jest to rodzaj
      przekretu przez ktory pracodawcy boja sie kobiet w wieku rozrodczym jak zarazy.
      Nie nalezy tez jednak przesadzac duzo jest dziewczyn ktore mimo komplikacji
      pracuja bo "nie moga" "boja sie" isc na zwolnienie a przeciez zdrowie dziecka
      najwazniejsze.
      Ja osobiscie uwazam ze powinno sie pracowac jak dlugo sie da ale zwolnic troche
      nie siedziec po godzinach nabrac dystansu, wiecej czasu poswiecic tylko i
      wylacznie sobie bo to ostatnie takie chwile smile.
      Pozdrawiam wszytskie pracujace i niepracujace mamy
      Kasia + Bartus 23t3d
    • Jestem w prawie 24 tygodniu ciązy i od początku pracuję. Od marca planuję
      jednak iść na L4, ponieważ: przez to, że pracuję gorzej się odżywiam-kanapki,
      owoce, obiad dopiero o 19, mam wrażenie że zaczynam chudnąć w 6 miesiącu, bolą
      mnie plecy od 8 godzinnego siedzenia przy kompie, mało chodzę..... Będę
      pracować na pół etatu w domu, ponieważ pracuję w seriwisie internetowym i moja
      praca na to pozwala. Tak jak pisałam wyżej główna przyczyna to brak ruchu i
      przede wszystkim sensownego odżywiania. Mam wrażenie, że mój brzuszek przez to
      przestał rosnąć i z tego powodu zaczyna budzić się we mnie poczucie winy. A jak
      u Was jest z jedzeniem w pracy?

      Pozdrawiam Wszystkie Mamy serdecznie

      Ania i Bąbelek/Bąbelka
    • smile
      Tu nie chodzi o moje lenistwo, lecz o mój styl życia, niestety naganny!!!

      Pracuję po 12 godzin. Pracę mam dość stresującą i często siedzę całymi dniami
      przed komputerem. Mam nadzieję, że w ciąży będę się czuć dobrze, ale czy mój
      tryb życia - praca, nieregularne posiłki, mało sportu nie zaszkodzą fasolcesmile
      Odstawię weekendowe wyjścia do zadymionych klubów, alkohol i papierosy. Może
      trochę przystopuję z pracą - 8 godzin dziennie, ale nie wiem czy mi się to uda
      w moim zawodzie. Chcę pracować nawet do 9 miesiąca, ale czy nie zaszkodzę
      małemu?...
      • mysle ze 6,8 godz. w pracy nawey w tej najbardziej "wygodnej" dla ciazy to max.
        a i z kompem tez nie mozna przesadzac.
        w domku nawet niejest zle. jezdze po calym Krakowie i szukam co gdzie w jakim
        sklepie mozna kupic. odwiedzam znajomych, rodzicow kiedy mam ochote nikt mi nie
        narzuca ze 6, 8 i masz wstawac do roboty a najchetniej bys sobie polezala do
        gory tyłkiem. i nigdy wczesniej niemialam tyle czasu dla siebie zeby zadbac o
        siebie.
        cos do cholery nam sie nalezy w ciazy...... i tak nam juz ukradli tyle z
        macierzynskiego... nawet nie mysle na razie jak to bedzie
    • Ja od pocztku poniewarz pracuje w sklepie budowlanym i dla dziecka nie zbyt
      jest zdrowe.
      Pozdrawiam
    • właśnie zaczełam 38 tydzień i cały czas pracuję--8 godz. przed komputerem-nie
      dłużej--no i jeszcze w domu trochę, b.dobrze się czuję--trochę bolą mnie plecy,
      ae jak siedzę w domu -czy leżę... bola mnie bardziej (mam czasami wolny dzień
      za pracę w soboty), nawet lekarz odradza mi rezygnowanie z pracy i jeżeli
      samopoczucie pozwoli chciałabym pracować do końca.

      pozdr., marzena
    • jestem na zwolnieniu dluzej niz jestem w ciazy.
      dluga historia, pozwole sobie ja oszczedzic.

      dosc, ze bede na zwolnieniu do konca - i nie jest to moj wymysl ale lekarza.

      moja sytuacja jest wiec inna, ale nie uwazam by kobieta, ktora dobrze czuje sie
      w ciazy a chce isc na zwolnienie, koniecznie musi pracowac. jesli twoim zdaniem
      lepiej poczujesz sie psychicznie, uznasz ze bedziesz mogla zadbac o siebie i o
      dziecko - to czemu nie?
      trzeba tylko rozwazyc wszystkie za i przeciw oraz porozmawiac z pracodawca. a
      moze jest szansa na prace na pol etatu?

      --
      ____________________________________
      icsi - viaţa e plină de miracole
      junior, tp 04.08.2004
      • A ja mam inny problem. To mój szef kazał mi zaplanować kiedy pójdę na
        zwolnienie. On uważa, że wszyscy pod koniec chodzą i że to normalne, ale, że
        powinnam mu powiedzieć wcześniej. Zapytałam się lekarki jak to jest ze
        zwolnieniem na koniec ciąży i usłyszałam wykład podobny do tego z jednego z
        wątków. I doszłam do wniosku, że choćbym umierała ze zmęczenia to jej nie
        poproszę (martwię się tylko tym, że mam krzywy kręgosłuo i bez ciąży bywały
        okresy, że b. bolał), ale jestem z tych co myślą sobie zawsze może rzeczywiście
        nie jest tak najgorzej i można jeszcze wytrzymać.

        Więc chyba teraz powiem szefowi, że nie idę na zwolnienie, chyba, ze się
        rozchoruję (przecież nie da się tego zaplanować) i trudno (tzn. wiem, że mu się
        to nie spodoba, bo ja pracuję w dziale, ktory m.in. planowaniem się zajmuje.

        Ale wiecie czułam się strasznie po tym wykładzie mojej gin i nie zamierzam tego
        powtarzać .

        M.
        • matizka napisała:

          > A ja mam inny problem. To mój szef kazał mi zaplanować kiedy pójdę na
          > zwolnienie. On uważa, że wszyscy pod koniec chodzą i że to normalne, ale, że
          > powinnam mu powiedzieć wcześniej.

          To samo u mnie! 60-letni facet nie może pojąć, że w ciązy jest różnie i z dnia
          na dzień mogę nagle zacząć chorować. Cały czas wmawiał mi, że jestem silna i na
          pewno do końca będę chodzić do pracy! Wyprowadziłam go z błędu, że 8 i 9
          miesiąc to pewnie spędzę już w domu. Jednak miałam na uwadze koleżankę, która
          rok wcześniej zaszła w ciąze, chorowała od 4 miesiąca i już u nas nie pracuje.
          Pracodawcy uważają, że zwolnienia z pracy można "załatwić" i kobiety robią to
          im na złość!
          Ja nie jestem w stanie dojeżdżać do pracy 40 km samochodem. Stwarzam
          niebezpieczeństwo dla siebie, pasażerów i innych uczestników ruchu drogowego.
          Kiepski refleks, złe warunki drogowe, skurcze podczas jazdy.
          Najchętniej zaczęłabym chorować od początku ciąży. Ginekolog na początku nie
          chciał wystawić mi zwolnienia. Co tam komputer i 8 godzin w jednej pozycji przy
          biurku. To nie powód do wylegiwania się w łóżku. Ale w ostatnich miesiącach
          ciąży już raczej nie ma z tym kłopotu. Dają bezproblemowo.
      • Ja jestem na zwolnieniu od 9 tyg. W wcale nie czuję sie winna względem
        pracodawcy. Nie ukrywałam ze jestem w ciązy, nie chcialam zwolnienia,
        pracowałam jak wszyscy. I co?? Moja szefowa jakims dziwnym trafem zawsze mnie
        wysyłała ze stosami papierów do kserokopiarki, miałam zostawac po godzinach, a
        wszyscy patrzyli się na mnie jak na trędowatą (jak śmiałam zajśc w ciążę)..A
        pracowałam pomimo tego ze lekarz nie był za tym (małe plamienia na początku).
        Miałam dość stresów poszłam sobie na zwolnienie, moje dziecko jest ważniejsze.
        Teraz czuję się dobrze, mam czas dla siebie...a w biurze niech sie dzieje co
        chce. Juz tam nie wrócę. Po porodzie rozkręcam swój interes i będę własna
        szefową.

        Pozdrowionak dla waszych brzuszkówsmile)))

        Kasia z Fasolasmile
      • To ja już nie wiem co mam zrobić, bo to dopiero 6 tydzień ale już się boję, że
        mój szef mnie wykończy. Okropnie się denerwuję i stresuję w pracy, wszystko od
        razu zaczyna mnie boleć i aż plakać mi się chce. nie powiedziałam jeszcze
        nikomu bo wiem że nie będą zadowoleni. Sama myśl o tym że mam powiedzieć i jak
        on na to zareaguje, mnie paraliżuje. Mam ciągły kontakt z ludźmi nie końiecznie
        czystymi, bo muszę przyznać, że śmierdzą czasami okropnie a mnie wtedy zbiera
        się na wymioty, męczę się wiec strasznie, co robić? Długo tak nie pociągniemy
        ja i mój mały groszek w brzuszku.
        Pozdrawiam Ania
    • A ja odpowiem najpierw bezpośrednio na pytanie: zależy od ginekologa. Są tacy,
      którzy uważają, że kiedyś kobiety w polu rodziły i jak nie padasz "mordą na
      buzię" to L4 ci się nie należy. No i tacy, których podejście jest bardziej
      liberalne.

      Moim zdaniem prawie żadne środowisko pracy nie jest komfortowe w ciąży. Nawet
      tzw. "lekka" praca biurowa, to przecież przynajmniej osiem godzin przed
      komputerem w mało wygodnej pozycji, plus np ksero podobno nie bardzo
      bezpieczne.

      Nawet lekkie dolegliwości ciążowe, typu mdłości, ciężkość (ha! ha!), niewygoda
      przy siedzeniu, nawet lekka bezsenność, złe samopoczucie, to wszystko
      kwalifikuje to tego żeby choć trochę posiedzieć w domku.

      Poprzednią ciążę przesiedziałam w domu, najpierw kilka miesięcy ze względu na
      zagrożenie poronieniem i wcześniejszym porodem, potem już ze względu na lżejsze
      dolegliwości, głównie na bezsenność, która powodowała, że zasypiałam na kilka
      godzin gdzieś koło czwartej nad ranem. Żadna siła nie zmusiłaby mnie do pójścia
      na ósmą do pracysmile

      Teraz pracuję, ale tylko dlatego, że wymiotuję raczej okazjonalnie, no i
      niedługo podwyżkismile Taka wyrachowana jestemsmile Ale potem myślę, że zrobię sobie
      dłuższe wakacje...

      • mama_wiktora napisała:


        >
        > Nawet lekkie dolegliwości ciążowe, typu mdłości, ciężkość (ha! ha!),
        niewygoda
        > przy siedzeniu, nawet lekka bezsenność, złe samopoczucie, to wszystko
        > kwalifikuje to tego żeby choć trochę posiedzieć w domku.

        Jakbys nie mieszkala w kraju w ktorym placi sie 100 % za zwolnienie w czasie
        ciazy, tylko gdzies, gdzie chorobowego nie ma lub jest tylko pewien limit (i to
        niekoniecznie 100%, bo zalezy od lat pracy) a przy prawdziwych problemach (typu
        zagrozona ciaza) kobiety bez swiadczen chorobowych moga przejsc owszem, na
        zasilek, tyle ze to sa grosze - to te dolegliwosci do "siedzenia w domku" by
        nie kwalifikowaly wink

        Naprwde nie dziwie sie ze w Polsce tyle pracodawcow dyskryminuje kobiety i
        jeszcze sie z tym nie kryja (chociaz to powinno byc nielegalne). sad
        >
    • czesc
      Ja jestem na zwolnieniu od poczatku. Na poczatku dlatego ze miałam plamienia a
      lekarz nie chcial ryzykować, a dodatkowo miałam kłopoty wogóle z zajciem w
      ciąże. I od razu ciąza została zakwalifikowana jako wysokiego ryzyka. Lekarz
      powiedział ze moze tak do konca 3 miesiąca. Ale wtedy okazało sie ze bede miała
      blizniaki, co podniosło ryzyko i tak juz zagrozonej ciazy. Wiec dostałam wybór
      dzieci albo praca. No i nie miałam wyboru.
      Pozdrawiam Kasia i dwie kruszynki
    • Cześć,
      Ja obecnie jestem w 35 tygodniu ciąży i już zapowiedziałam, że idę na
      zwolnienie od początku marca. Zostaną mi tylko 4 tyg. do porodu, więc uważam,
      że to wystarczająco. Zresztą jest mi coraz ciężej i właściwie najchętniej nie
      wychodziłabym już z pracy. Co do pracy to bardzo ją lubię więc starałam się
      pokazać, że mi na niej zależy aby nie mieć problemu z powrotem do pracy po
      macierzyńskim. Ja mam bardzo fajną szefową, która sama ma dzieci i wie jak się
      teraz czuję.
      Z tego co wiem, to gin nie powinien mieć żadnych objekcji z wystawieniem
      zwolnienia. Mój przynajmniej tak stwierdził. Zresztą uwarzam, że należy nam się
      trochę odpoczynku. Dziewczyny, które są dopiero w dwudziestym którymś tygodniu
      ciąży jeszcze nie rozumieją nas, które są na finiszu. Ja nie narzekam za
      bardzo, dużo nie przytyłam i brzuszek też nie jest za duży, ale zaczynają mi
      dokuczać plecy. Po powrocie do domu (cały dzień przed komputerem) najchętniej
      leżę na kanapie i odpoczywam. Na zwolnieniu przynajmniej będę mogła iść na
      spacer, wyspać się i przygotować wszystko na narodziny dzidziusia.
      pozdrawiam,
      Lidka i 35 tyg. kruszynka
    • za pierwszym razem pracowałam do ostatniego dnia, urodziłam dwa dni po terminie
      nie miałam żadnych problemów z pracodawca
      gdzieś dwa miesiące wcześniej był przyjęty chłopak, który miał mnie zastępować,
      jak wróciłam rok później, pracowaliśmy razem

      za drugim razem też pracowałam do końca, ale urodziłam wcześniaka
      szef powiedział mi na początku ciąży, żebym poszła na zwolnienie, a
      przychodziła do pracy, będę dostawała chorobowe z ZUS-u, a on mi dopłaci jakąś
      kopertówkę - powiedziałam, że mowy nie ma

      za trzecim razem właściwie pracowałam do trzy tygodnie przed porodem (urodziłam
      w terminie) - mówię właściwie, bo wcześniej chyba trzy, może cztery razy brałam
      zwolnienie na tydzień, na 10 dni, raz było uzasadnione medycznie, innymi razy
      nie, na konto tych zwolnień wychodziłam z pracy po sześciu godzinach, tak się
      umówiłam z szefem, trzy miesiące przed terminem porodu był zatrudniony chłopak,
      który miał mnie zastępować, jak wróciłam po roku, już nie pracował (redukcja,
      mnie też zwolnili)

      raczej każdy ginekolog da ciężarnej zwolnienie, różnica w tym, że jednemu
      wystarczy, jak powiesz, że chcesz, a drugiemu trzeba mówić, że tu kłuje, tu
      boli, brzuch twardnieje itp. itd.

      pozdrawiam
      Judyta
    • Cześć, Ja miałam ambitne plany pracować do samego końca (dodam,że na dwóch
      etatach i jeszcze trochę w domu) udało mi się do 30 tygodnia (bo ciąża
      przebiegała idealnie) niestety wszystko co dobre szybko się kończy i od 5
      tygodni ze wzgledu na praktyczny brak szyjki macicy i skurcze musze leżec w
      domu (niestety nie mogę sobie pozwolic na żadne rozrywki typu basen, kino,
      zakupy i pozostaje mi internet telewizja i książki (ciesze się najbardziej z
      tego ostatniego, bo nareszcie mam czas nadrobić zaleglości)). Ciągle się
      zastanawiam, ćzy sama nie doporwadziłam do stanu, że organizm musial mi
      pokazać, że mimo, że ciąża to nie choroba to jednak czasem trzeba przystopować.
      Mój mąż twierdzi, że gdybym raz na jakiś czas poszła na tydzień na zwolnienie i
      odpoczela to dalej bym teraz pracowała. Lekarz z kolei twierdzi, że nie da się
      tego przewidzieć i że może po prostu tak musiało być.
      Ania i Julka (35 tc)
      • Ja jestem w 25 tc aktualnie na zwolnieniu. Do tej pory pracowałam cały czas,
        jednak juz zaczynam odczuwac coraz wieksze zmeczeni9e nie tyle samą pracą co
        jazdą samochodem. Pracuję w firmie farmaceutycznej i moja praca polega głównie
        na jezdzeniu i odwiedzaniu mało sympatycznych miejsc typu szpitale czy
        przychodnie. Czasami dziennie przejezdzam 200-250 km,staram sie jezdzic
        ostrożnie ale same wiecie ze rznie bywa za kierownicą, a poza tym to ciągłe
        wsiadanie i wysiadanie z samochodu bywa bardzo meczące, wzięłam zwolnienie
        tylko na tydzien, w poniedziałek wracam do pracy, zobacze jak długo "pociągnę".
        Planowałam pracowac do końca kwietnia z przerwami tygodniowymi raz w miesiącu,
        termin mam na 28 maja, tylko nie wiem czy dam radę dzwigac mój stale
        powiększajacy się brzuszek....
    • Witam! Fajnie ze pojawil sie taki watek bo tez mam jedno pytanie. Otoz jestem
      na zwolnieniu L4 od stycznia (wtedy 12 tydzien teraz prawie 20). Powodem byly
      nieustanne wymioty i ogolne zle samopoczucie. Musialam korzystac z kroplowek
      zeby jakos to przezyc. Teraz jest roche lepiej ale nadal nie jestem w stanie
      normalnie funkcjonowac nie mowiac o pracy. I wlasnie tydzien temu dostalam
      wezwanie do ZUSu w sprawie wyjasnienia druku ZLA (Zwolnienie lekarskie) bo
      inaczej Zus nie bedzie mi przysylal wyplaty. Czy spotkalyscie sie z czyms
      takim? O co im moze chodzic? Oczywiscie tam nie bylam bo teraz nie mam sily na
      takie wycieczki i zastanawiam sie czy moze ktos z rodziny moze to za mnie
      wyjasnic. Ciekawi mnie czy takie sytuacje zdarzaja sie czesto i czy tez
      bylyscie wzywane do Zusu. Pozdrawiam,
      Ania
    • Nie ma na to jednej reguły.
      Każda z nas to indywidualny przypadek.

      Jedno jest pewne, Dzidziuś jest najważniejszy.
      Ambicja zawodowa musi ustąpić miejsca trosce o Maluszka.

      A poza tym, cóż to za przyjemność siedzieć 8 godzin w pracy, najczęściej w
      jednej niewygodnej pozycji, wystawiać przez ten cały siebie i Maluszka na nie
      całkiem zdrowe działanie komputera, różnego rodzaju drukarek i kserokopiarek, a
      przy tym być cały czas skoncentrowaną, znosząc dodatkowo przykre bóle pleców,
      nóg, głowy, i in. A nadto, nie odczuwać wcale ruchów Maluszka. Ale cóż się
      dziwić, skoro musi znosić takie niedogodności. W imię czego?

      A jak wspaniale jest móc się spokojnie wyspać, pójść na spacerek, do kina,
      teatru, na koncert, wystawę czy ploteczki do koleżanki, poczytać książkę,
      ugotować coś pysznego, a wszytko to robić wtedy, gdy ma się na to ochotę.
      A w nagrodę czuć Maluszka, który bez żadnego skrępowania, swobodnie bryka w
      brzuszku.

      Pozdrawiam,

      Justyna, 32 tydz.
      Na zwolnieniu lekarskim od 26 tygodnia z tygodniową przerwą na powrót do pracy.
      Niestety po tym tygodniu dolegliwości związane z bólem pleców, pachwin,
      zasłabnięciami i twardnieniem macicy nasiliły się.
      Teraz czujemy się dobrze.
      A pracę udało się przenieść do domu, oczywiście w rozsądnej ilości.
      • Dziewczyny nie myslcie "tu i teraz", ale zastanowcie sie co po macierzynskim -
        czy wracacie, czy nie. Ja bym sobie nie wyuobrazala powrotu do pracy, gdzie
        zrobilam sobie opinie osoby, ktora naduzyla faktu bycia w ciazy.
        W pierwszej ciazy nie bylam na zwolnieniu, dobrze sie czulam. W drugiej jestem
        od 6 msc mam powazne problemy - ale nie chce zostawic mojego espolu z
        problemami - bywam w pracy, jestem pod mailem. Zalezy mi na pracy a i firmie
        zalezy na mnie. Moje miejsce pracy bedzie na mnie czekac, juz po raz drugi. Czy
        czekaloby, gdybym olewala prace i naduzywala swoich przywilejow? Niesadze.
        a praca jest wazna, daje satysfakcje, pieniadze, kontakt z ludzmi, rozwoj, itd,
        i mozna ja polaczyc z bciem mama

        pozd
        asia (34 tydz)
    • To prawda, ze ciąża nie jest chorobą. Ale ciągły stres w opracy jest
      zagrożeniem dla ciązy. Mam za sobą już jedno poronienie. W 10 tyg. ciąży pod
      wpływem stresu w pracy zaczęły się skurcze macicy. Lekarz wyslal mnie na
      zwolnienie, na którym jestem do dzis. Część pracy przeniosłam do domu. I to
      jest chyba najlepszy układ. Choć w domu też trzeba uwazac zeby nie przeholowac -
      po zbyt dlugim siedzeniu przy komputerze zaczal twardniec mi brzuszek i mam
      zalecenie, zeby raczej wiecej lezec. Tak więc jest różnie. Kiedy ciąża
      przebiega bez problemów można pracować. Ale w sytuacji, kiedy ma się swiadomosc
      zagrozen - lepiej ograniczyc prace do rozsadnych rozmiarow, albo w ogole z niej
      zrezygmnowac. Prawda w wielu wypadkach jest taka, ze prace po dluzszym lub
      krotszym okresie mozna znalezc. Dziecka naprawde nie ma sie na zawolanie. Wie o
      tym te 20% par, ktore sa z roznych przyczyn nieplodne, albo kobiety, ktore maja
      za soba 1-2-3 i wiecej poronien.
    • Rozumiem, że ciężarna kobieta idzie za zwolnienie kiedy jest chora, jej ciąża
      jest zagrożona, praca jest za ciężka (typu ciągłe siedzenie przy komputerze czy
      dżwiganie ciężarów w sklepie), czy po prostu kobieta czuje się ciągle zmęczona,
      niewyspana, męczą i stersują ja długie dojazdy do pracy. Jednym słowem, jesli
      praca zagraża zdrowiu lub życiu jej czy jej dziecka.

      Ale pójście na zwolnienie,'bo mi się chce', 'bo chcę mieć 9 miesięcy
      przyjemnego życia, niech pracodawca mi płaci', to czyste wyłudzanie pieniędzy,
      które się nie należą!!! A potem dziwicie się, że pracodawcy nie chcą zatrudniać
      młodych kobiet 'w wieku rozrodczym'. Nie przyszło Wam do głowy, że to co
      robicie to zwykła kradzież? Ktoś musi zapłacic za Waszą niewykonaną pracą, a
      tym kimś jest reszta pracowników firmy, którzy dzięki Waszemu wygodnictwu i
      beztrosce nie dostają podwyżek (bo z czego pracodawca ma im zapłacic?) lub
      siedzą po godzinach wykonując Waszą pracę. Może zamiast skupiać się wyłacznie
      na swojej wygodzie (jeszcze raz podkreślam, że piszę o sytuacji, kiedy kobieta
      bierze zwolnienie, choć nic nie zagraża jej ani jej dziecku), pomyslicie o
      innych, którzy tracą przez Wasze postępowanie? Pomyslałyście choć przez chwilę
      o innych?
      --
      I'm a Roman Catholic,
      And have been since before I was born,
      And the one thing they say about Catholics,
      Is they'll take you as soon as you're warm...
      • > Ale pójście na zwolnienie,'bo mi się chce', 'bo chcę mieć 9 miesięcy
        > przyjemnego życia, niech pracodawca mi płaci', to czyste wyłudzanie
        pieniędzy,
        > które się nie należą!!! A potem dziwicie się, że pracodawcy nie chcą
        zatrudniać
        >
        > młodych kobiet 'w wieku rozrodczym'. Nie przyszło Wam do głowy, że to co
        > robicie to zwykła kradzież? Ktoś musi zapłacic za Waszą niewykonaną pracą, a
        > tym kimś jest reszta pracowników firmy, którzy dzięki Waszemu wygodnictwu i
        > beztrosce nie dostają podwyżek (bo z czego pracodawca ma im zapłacic?) lub
        > siedzą po godzinach wykonując Waszą pracę.
        Pomyslałyście choć przez chwilę
        > o innych?

        Biedni pracodawcy, z torbami pójdą jak zapłacą 33 dni wynagrodzenia
        chorobowego!
        Chciałam cie poinformować, że potem zasiłek chorobowy płaci ZUS, a nie
        pracodawca. Płaci z naszych składek chorobowych, które comiesięcznie zabiera
        nam z wynagrodzenia. Więc proszę, nie pisz mi o reszcie pracowników, którzy
        cierpią bo nie mają podwyżek. Dla pracodawcy jest nawet korzystne to że idziesz
        na zwolnienie lekarskie. Od 34 dnia choroby nie wydaje na ciebie ani złotówki!!!
        Wynagrodzenie, które musiałby ci zapłacić, gdybyś chodziła do pracy może
        przeznaczyć dla osoby, która cię zastępuje. Obojętne czy jest to twoja
        koleżanka zza biurka, która za dodatkową kasę odwali za ciebie robotę. Czy
        nowozatrudnionma osoba na czas twojej nieobecności!
        A co do kobiet, którym minął wiek rozrodczy. Jeśli chcesz wiedzieć to one
        częściej chorują niż te młode i zdrowe.
        I nie denerwuj kobiet w ciąży, także tych które od kiedy tylko się dowiedziały
        o odmiennym stanie siedzą sobie na zwolnieniu!
        • Kolejna wygodnicka, którą kąsa sumienie, więc usprawiadliwia się jak może??? Co
          z tego, że któregoś tygodnia płaci nie pracodawca, ale ZUS? A te pieniądze to
          skąd się biorą, z nieba??? KTOŚ MUSI TE PIENIĄDZE DAĆ!!! Twoje rozumowanie to
          typowe polaczkowo - nie z mojej kieszeni, to niczyje, dobro wspólne. Kawę w
          pracy też podkradasz? A może i papier toaletowy? Długopisy? Materiały
          kserujesz? Ten kraj do nieczego nigdy nie dojdzie, jak będzie miał takich
          ograniczonych obywateli.

          A co do niedenerwowania ciężarnych kobiet, to niepotrzebnie mnie stresujesz
          wypisując podobne herezje. Co za zakłamanie!
          --
          I'm a Roman Catholic,
          And have been since before I was born,
          And the one thing they say about Catholics,
          Is they'll take you as soon as you're warm...
          • beemka1 napisała:

            > Kolejna wygodnicka, którą kąsa sumienie, więc usprawiadliwia się jak może???
            Co
            >
            > z tego, że któregoś tygodnia płaci nie pracodawca, ale ZUS? A te pieniądze to
            > skąd się biorą, z nieba??? KTOŚ MUSI TE PIENIĄDZE DAĆ!!! Twoje rozumowanie to
            > typowe polaczkowo - nie z mojej kieszeni, to niczyje, dobro wspólne. Kawę w
            > pracy też podkradasz? A może i papier toaletowy? Długopisy? Materiały
            > kserujesz? Ten kraj do nieczego nigdy nie dojdzie, jak będzie miał takich
            > ograniczonych obywateli.
            >
            > A co do niedenerwowania ciężarnych kobiet, to niepotrzebnie mnie stresujesz
            > wypisując podobne herezje. Co za zakłamanie!


            Kochana beemko1, wyluzuj i spokojnie przeczytaj to co napisałaś! Z tych kilku
            zdań jasno wynika, że praca dla kochanego pracodawcy stanowczo Ci nie służy (w
            czasie ciąży oczywiście - w inne Twoje stany nie wnikam). Jesteś zestresowana,
            zajadła, złośliwa itd. A może gdybyś jednak skorzystała z L-4 Twoje
            samopoczucie poprawiłoby się? Złość szkodzi nie tylko piękności, szkodzi też
            naszym dzieciom - zarówno tym w łonach, jak i tym kilkuletnim, które nas
            potrzebują, naszym rodzinom, mężom.
            Odnośnie kąsającego sumienia, to czytając wypowiedzi mam wrażenie, że kąsanie
            jest znacznie dotkliwsze w przypadku obrończyń pracodawców (biednych
            oczywiście...). No bo jak wytłumaczyć samej sobie nieustanne narażanie dziecka
            na stres, wirusy, hałas...
            Myślę, że każda z kobiet powinna samodzielnie podjąć decyzję, bo każda z nas
            sama odpowiada za swoje (i nie tylko) życie. Sytuacje są różne, czasem praca,
            nawet ta ciężka i stresująca, jest dla nas nieunikniona - jest tzw. mniejszym
            złem. Ale niech każda z nas, biorąc za wszystko odpowiedzialność, podejmie tę
            decyzję samodzielnie czy z rodziną.
            A Twoje słowa są bardzo ostre. Myślę, że nie masz prawa tu nikogo obrażać...
            • yessa napisała:

              >
              > Kochana beemko1, wyluzuj i spokojnie przeczytaj to co napisałaś! Z tych kilku
              > zdań jasno wynika, że praca dla kochanego pracodawcy stanowczo Ci nie służy
              (w
              > czasie ciąży oczywiście - w inne Twoje stany nie wnikam). Jesteś
              zestresowana,
              > zajadła, złośliwa itd. A może gdybyś jednak skorzystała z L-4 Twoje
              > samopoczucie poprawiłoby się? Złość szkodzi nie tylko piękności, szkodzi też
              > naszym dzieciom - zarówno tym w łonach, jak i tym kilkuletnim, które nas
              > potrzebują, naszym rodzinom, mężom.
              > Odnośnie kąsającego sumienia, to czytając wypowiedzi mam wrażenie, że kąsanie
              > jest znacznie dotkliwsze w przypadku obrończyń pracodawców (biednych
              > oczywiście...). No bo jak wytłumaczyć samej sobie nieustanne narażanie
              dziecka
              > na stres, wirusy, hałas...
              > Myślę, że każda z kobiet powinna samodzielnie podjąć decyzję, bo każda z nas
              > sama odpowiada za swoje (i nie tylko) życie. Sytuacje są różne, czasem praca,
              > nawet ta ciężka i stresująca, jest dla nas nieunikniona - jest tzw. mniejszym
              > złem. Ale niech każda z nas, biorąc za wszystko odpowiedzialność, podejmie tę
              > decyzję samodzielnie czy z rodziną.
              > A Twoje słowa są bardzo ostre. Myślę, że nie masz prawa tu nikogo obrażać...


              KOchana Yesso,
              Sama jestem swoim szefem, więc służe sama sobie. Na szczęsie mam jednoosobową
              firmę, więc żadne darmozjady nie siedzą mi na głowie. Nie znaczy to jednak, że
              nie mam zabierać głosu w sprawie, która dotyczy nas wszystkich. Nie oburza Cie,
              że ktoś idzie na zwolnienie, łamie prawo, nikt go nie ściga, a za to płacisz
              Ty, w swoich podatkach? Kiedy w końcu zrozumiecie, że nie ma nic za darmo, za
              wsztsko się płaci? Nie oburza Cię, ze są osoby, które siedzą bezprawnie na
              zwolnieniu, nierzadko uszczkną lekarzowi łapówkę z bezprawnie otrzymywanych
              poborów, a pózniej za to płacisz Ty? Jeśli Cie to nie boli, to wyjmij z konta
              co miesiąc procent swoich poborów i wyrzuć w błoto. Efekt taki sam, tylko żaden
              złodziej z tych pieniędzy nie skorzysta. Nie dziwcie się, że składka zdrowotna
              wzrasta z miesiąca na miesiąc, podziekujcie za to m. in. swoim uroczym
              ciężarnym koleżankom, które w pełni zrdowia i sił siedzą w tym czasie na
              kanapie i przejadają WASZE CIĘŻKO ZAROBIONE PIENIĄDZE.

              Nie, z natury nie jestem złośliwa itd itp, ale ZAWSZE denerwuje mnie ludzka
              głupota i krótkowzroczność. Bo potem czytam pełne żalu postu, że szpitale są
              biedne, że czeka sie pół roku w kolejce do specjalisty, że w ciązy chodzimy do
              prywatnych lekarzy, bo państwowo są duże kolejki, że za USG się płaci. Sami
              jesteście sobie winni, bo albo sami najpierw kradniecie jak tylko można, albo
              ignorujecie (bądż nie rozumiecie), ile taka postawa beztroski Was kosztuje.
              Pewnie, że ciężarne na bezprawnym zwolnieniu to tylko kropla w morzu wyłudzeń i
              kradzieży, ale czy daje nam to prawo do ignorowania takich postaw? Pewnie
              walczę z wiatrakami, ale ja swoje dziecko chciałabym nauczyć UCZCIWOŚCI,
              SZACUNKU DO PRACY SWOJEJ I INNYCH, SZACUNKU DO ZAROBIONEGO UCZCIWĄ PRACĄ
              PIENIĄDZA, a nie wygodnictwa, krętactwa i beztroski. I takie postawy, o których
              mowa w tej dyskusji, będę tępic, choćby to co mówię miało dotrzeć do małej
              garstki myslących osób. Myślę, że mniej moja córeńka ucierpi, jeśli raz na
              jakiś czas podniesie mi się poziom adrenaliny, niż gdybym miała obojętnie
              przechodzić obok ludzkiej głupoty i taki śwat przekazać w posagu.

              Co do mojej urody, to dziękuję za troskę, nieskromnie przyznam, że niejedna z
              Was zznieleniałaby z zazdrości na moj widoksmile)) Zdjęcia nie przyślę, bo
              jeszcze Wam adrenalina skoczy i niepotrzebnie zestresujecie Maleństwa.
              smile)))))))))))))))))))))))))))))

              Z L4 obecnie nie korzystam, wyleżałam się na początku ciąży i z radością
              wróciłam do pracy, którą lubię i wykonuję z przyjemnością. Bardziej stresuje
              mnie siedzenie na forum i czytanie głupich postów, dlatego wiec zdecydowanie
              muszę ograniczyc bytność na tym forum.

              Pozdrawiam
              Beemka.
              --
              I'm a Roman Catholic,
              And have been since before I was born,
              And the one thing they say about Catholics,
              Is they'll take you as soon as you're warm...
          • beemka1 napisała:

            > Kolejna wygodnicka, którą kąsa sumienie, więc usprawiadliwia się jak może???
            Co
            >
            > z tego, że któregoś tygodnia płaci nie pracodawca, ale ZUS? A te pieniądze to
            > skąd się biorą, z nieba??? KTOŚ MUSI TE PIENIĄDZE DAĆ!!! Twoje rozumowanie to
            > typowe polaczkowo - nie z mojej kieszeni, to niczyje, dobro wspólne. Kawę w
            > pracy też podkradasz? A może i papier toaletowy? Długopisy? Materiały
            > kserujesz? Ten kraj do nieczego nigdy nie dojdzie, jak będzie miał takich
            > ograniczonych obywateli.
            >
            > A co do niedenerwowania ciężarnych kobiet, to niepotrzebnie mnie stresujesz
            > wypisując podobne herezje. Co za zakłamanie!

            Chciałam zapytać co z tego co napisałam jest herezją? Bo nie wiem.
            Nie chcesz się do tego przyznać, ale to ty jesteś niedoinformowana. Napisałam
            ci że pieniądze z ZUSu są z moich składek ubezpieczenia chorobowego. Właśnie
            temu służy to ubezpieczenie. Dla ciebie chorobowe czy zdrowotne to jedno i to
            samo. Piszesz, że masz własną firmę, ale na ubezpieczeniach to ty się chyba nie
            znasz. Prezentujesz tutaj postawę najbardziej wrednego pracodawcy, bo nawet mój
            szef nie zachował się tak jak ty.
            Kawy w pracy nie podkradam, bo jej nie piję. Natomiast pracodawca zapewnia nam
            herbatę, kawę, cukier więc nie muszę niczego kraść.
            Papieru toaletowego też nie kradnę, wisi w toalecie ogólnodostępny.
            Długopisy też dostaję, jak się wypiszą. Dla pracownika biurowego otrzymywanie
            materiałów biurowych to konieczność, a nie jakiś luksus.
            A może ty masz jakąś manię prześladowaczą, że wszyscy chcą cię okraść?
            Sama siebie wyliczasz z skserowanych kartek papieru?

            Jak to już inne osoby zauważyły bardzo źle znosisz ciąże. Ja też. Nazywam to
            agresją przedporodową. Tylko w twoim przypadku osiągnęła ona zatrważające
            rozmiary....
      • Piszesz, że tak straszliwie wykorzystujemy pracodawców idąc na
        zwolnienie.Jednak mój pracodawca widocznie nie popiera twoich poglądów,
        ponieważ ja starałam się pracować jak najdłużej, a on po 20 tyg. oznajmił mi,
        że powinnam pójść na L4 ponieważ przez ciąże moja praca (fizyczna)jest mniej
        efektywna i on na tym dużo traci. Powiedział, że bardziej mu się opłaca
        zapłacić mi za miesiąc L4 (bo za reszte ZUS płaci - a właściwie to oddaje mi
        moje składki, które przez wiele lat mi zabierał na różne ubezpieczenia), a
        następnie zatrudnić sobie nowego w pełni sprawnego pracownika na pare miesięcy
        mojej nieobecności.Widocznie nie wszyscy pracodawcy czują sie skrzywdzeni, gdy
        ciężarna idzie na L4, wielu jest to bardziej "na rękę".
    • Włączam się do wątku, bo przyznam, że niektóre przeczytane wypowiedzi troszkę
      mnie bulwersują.
      Jestem na zwolnieniu od początku ciąży, praktycznie od początku jej
      stwierdzenia przez lekarza. I nie ze względu na samopoczucie, ale charakter
      pracy. Jako informatyk musiałabym pracować przy kompie, dźwigać pudła i sprzęt
      z nowych dostaw i do naprawy, łazić pod stołami, podłaczać monitory itd. itp.
      Nie dość że niezdrowe, to jeszcze stresujące (praca wdrożeniowo-serwisowa). Nie
      prosiłam lekarza o L-4, zadał tylko dwa pytania; czy pracuję i w jakim
      charakterze. po odpowiedzi stwierdził krótko - damy zwolnienie. I tyle.
      Wcześniej pracowałam w tej firmie 10 lat bez jednego dnia przerwy, byłam
      wysyłana na szkolenia, delegacje, kursy. Nigdy nie chodziłam na zwolnienia
      chociaż w tym czasie odchowałam jedno dziecko i to samotnie (z pomocą
      dziadków). Uważam że nikt nie ma prawa zarzucać mi, że nadurzywam zwolnienia. A
      co ze składkami, które przez tyle lat płacimy z naszych pensji na ZUS? Kiedyś
      miałam alimenty - zabrano mi je. Po śmierci pierwszego męża starałam się o
      rentę na dziecko - dostałam figę z makiem, nawet po sprawie w sądzie. A służba
      zdrowia jest bezpłatna? Czy naprawdę kobietki, które są przeciw zwolnieniu, nie
      zdają sobie sprawy, że za wszystko trzeba płacić, również za poród? Kiedyś ktoś
      powiedział: pracuj, pracuj a garb Ci sam wyrośnie. I miał rację. Mam 15 lat
      stażu i kiedyś moje ogromnie ambicje zawodowe legły w gruzach. Rozmawiałam z
      Główną Księgową w naszej firmie i usłyszałam od niej to, co powinnmo być dla
      wszystkich jasne: "Dziewczyno, idź na zwolnienie, tu jest zbyt duża nerwówka.
      Teraz najważniejsze jest dziecko."
      Jestem na L-4 od początku i będę do końca ciąży. Takie jest zdanie mojego gina
      i ja się w pełni z nim zgadzam. Firma ma mnie pod telefonem, jeśli jest pilna
      potrzeba pojawiam się tam osobiście. Ale robię to dlatego, że sama chcę i tylko
      wtedy, gdy pozwala mi na samopoczucie, gdy nie mam badań itd.
      A w domu się nie nudzę - z mojej obecności bardzo cieszy się i syn i mąż. Mam
      czas na przygotowanie wyprawki, gotowanie, zadbanie o siebie. Jestem dużo
      spokojniejsza, więcej odpoczywam i śpię. Firma musi poczekać. Teraz
      najważniejsze jest dziecko! Bo czy my jesteśmy dla pracy czy praca dla nas?
      Wiem jakie są czasy, ale nie dajmy się zwariować! Dodam jeszcze może na koniec,
      że w moim przypadku chodzi o firmę jeszcze państwową, gdzie obowiązują ścisłe
      przepisy BHP (np. maks. 4 godziny pracy przy monitorze)...
      • W zasadzie nie pracuje- ot prowadze kilka grup cwiczeniowych.
        Czuje sie w tej ciazy ZLE. Po prostu zle. Ale pracuje. Poprzestawialam sobie
        zajecia zeby je miec w dwa dni i przez reszte tygodnia lezec i cierpiec. I za
        zwolnienie nie pojde chociaz mi przysluguje bo uczelnia i tak mi idzie na reke,
        koledzy za mnie wezma praktyki (ja za nich wzielam w lato). I wszyscy sa
        zadowoleni wink)
        --
        gosklec@poczta.onet.pl
      • yessa napisała:

        Czy naprawdę kobietki, które są przeciw zwolnieniu, nie
        >
        > zdają sobie sprawy, że za wszystko trzeba płacić, również za poród? Kiedyś
        ktoś
        >
        > powiedział: pracuj, pracuj a garb Ci sam wyrośnie. I miał rację. Mam 15 lat
        > stażu i kiedyś moje ogromnie ambicje zawodowe legły w gruzach. Rozmawiałam z
        > Główną Księgową w naszej firmie i usłyszałam od niej to, co powinnmo być dla
        > wszystkich jasne: "Dziewczyno, idź na zwolnienie, tu jest zbyt duża nerwówka.
        > Teraz najważniejsze jest dziecko."

        Yessa, a ja podtrzymuje swoje - gdybys nie mieszkala w kraju w ktorym ciezarne
        maja zwolnienia platne 100 % to mialabys inne zdanie. Ja mieszkam w Kanadzie.
        W pierwszej ciazy pracowalam w agencji ktora zapewniala 48 GODZIN platnego
        zwolnienia lekarskiego na rok. W drugiej ciazy mialam juz lepiej - zwolnienia
        platne 70 % (na podstawie moich lat pracy w danym miejscu) ktore tez mialy swoj
        limit - na szczescie nie 48 godzin rocznie, ale tez nie nieograniczony.
        W firmie w ktorej pracuje moj maz, zwolnienia lekarskie sa w ogole nie placone -
        a pracuje tam duzo kobiet.
        W takiej sytuacji, kiedy masz nie miec w ogole zaplacone, lub Twoje dochodzy
        ulegna obnizeniu, wierz mi, jak masz do placenia rachunki, czynsz czy kredyty,
        to pojdziesz do pracy nawet jezeli pobolewa Cie to czy tamto, czy niewygodnie
        siedzi przy biurku. I szybko sie zrewiduje poglady na rzeczywista szkodliwosc
        tego czy tamtego.
        W Polsce ciezarne nie moga byc zmuszone do pracy w nocy - takie jest zdaje sie
        prawo. W Kanadzie cos takiego nie istnieje - ja jestem pielegniarka i do 8
        miesiaca ciazy pracowalam na 12-godzinne dyzury (dnie i noce). Kiedys czytalam
        tutaj na forum jak bardzo szkodliwa jest praca nocna - oczywiscie ten poglad
        byl dostosowany do polskiego prawa. W Kanadzie praca nocna ciezarnym nie
        szkodzi w taki sam sposob wink bo o ile ciaza przebiega prawidlowo to nikt
        automatycznie z nocnej "szychty" ludzi nie przesuwa. Nie mowiac o tym ze
        pracuje tak samo jak bez ciazy - jezeli chodzi o zakres obowiazkow z pacjentami
        czy dokumentowanie na komputerze (tutaj standard).
        Pozdr.

        • Acah, ja w sumie to rozumiem ze na te zwolnienia (te nie uzasadnione tak
          naprawde medycznie) sie chodzi - no bo jak mozna, to czemu nie skorzystacwink
          Ale w takiej sytuacji to jak tu nie dziwic sie niektorym pracodawcom ze od
          kobiet w "wieku rozrodczym" sie opedzaja.
          Yessa, napisalas ze placisz te skladki itp. (rany, mnie juz roklada to na
          lopatki - cesarka na zyczenie za darmo bo skladki, zwolnienia zeby poczytac i
          wyprawke szykowac - ze skladek, na co jeszcze te skladki przeznaczyc wink ) - OK,
          a z czego zaplacic komus kto ta ciezarna na zwolnieniu musi zastapic w pracy ?
          Z czyich skladek ?
          Pozdr.
    • hej,
      mój lekarz uważa, że ciąża nie jest chorobą--a wszystko zależy od rodzaju
      wykonywanej pracy i szkodliwości dla ciąży, praca przy komputerze czy inna
      biurowa jest dla mnie mniej męcząca niż "siedzenie"w domu. cóż to za
      przyjemność prać, prasować, sprzątać, gotować... a po takim dniu naprawdę
      wszystkiego się odechciewa i wtedy dopiero stwierdzam, że chyba źle się
      czuję... bo co robić innego leżeć, siedzieć...? do kina sama? do koleżanek na
      plotki? wszystkie są w pracy...wybaczcie ale wolę iść do pracy (38 tydz.),
      nawet czas szybciej mija i nie trzeba liczyc tygodni...
      oczywiście inaczej by to wyglądało gdybym pracowała np. fizycznie czy w in.
      sposób wyczerpujący..

      pozdrawiam--i życzę dobrego samopoczucia wszystkim. marzena
    • ja miałam duże ambicje - pracować przez całą ciąże. ale najpierw miałam
      problemy z zajściem, potem krwawienia od 6 tygodnia i zwolnienie. po miesiącu
      mój gin zapytał się czy poszłam już do pracy. powiedziałam, że nie bo raczej
      chyba nie powinnam jeszcze wrócić. na to on stwierdził że już mi nic nie
      vbędzie i chyba powinnam. No to powiedział mu że 3 dni wczesniej poszłam na usg
      do Roszkowskiego, który powiedział, że na zwolnieniu powinnam być jeszcze
      miesiąc, ale nie muszę już leżeć plackiem. No to dał mi zwolnienie, a przy
      okazji skierowanie na prowadzenie ciąży do szpitala na karowa, bo najwyaźniej
      przestraszył się że mam znajomaości . na zwolnieniu byłam do 5 miesiąca.
      wróciłam do pracy - bardzo się ucieszyłam - ale zaraz tak mi napychły nogi, że
      nie mogłam chodzić - i znowu zwolnienie. po miesiącu wróciłam - na 1,5
      tygodnia. Pojawiły się dwa skurcze ginekolog się przestraszył i powiedział że
      nie ma gadania - mam isc na zwolnienie. zostałam na nim do końca ciąży. uważam,
      że jak ktoś się źle czuje powinien pójść na zwolnienie, Zdrowie i życia dziecka
      i matki jest najważniejsze. jak komuś zależy bardzo na dziecku to zrobi
      wszystko by je utrzymać
    • Alez niektore z was sa zajadle, o jakim zlodziejstwie mowa? A chodzce sobie do
      pracy do upadlego jak macie sile czego wam zazdroszcze! Niestety wiekszosc
      babek ma jakies dolegliwosci - i czy nie maja prawa do zwolnienia jesli sie nie
      czuja na silach? Nie sadze, zeby szly na zwolnienie od tak sobie, zwlaszacza w
      takiej sytuacji gospodarczej. A pracodawca nie placi za nas caly czas - po 33
      dniach (i wtedy firma moze sobie oplacac osobe na zastepstwo)placi zus, na
      ktory wybaczcie - TYLE kasy laduje osobiscie co miesiac, ze mi ich wcale nie
      szkoda. W takim bandyckim kraju mam miec wyrzuty sumienia? Bez jaj.

      Jestem od 30 tyg. na zwolnieniu i nie mam zamiaru z niego rezygnowac. Moj gin
      nie dal mi zwolnienia wiec poszlam do internisty i nie bylo problemu. Ciaza i
      porod to 6% ubytek na zdrowiu wiec o czym tu mowa. Jak ktos sie czuje swietnie,
      to super, niech pracuje. Jak ktos nie da rady albo ma w pracy stres to nie
      uwazam, zeby trzeba bylo miec wyrzuty - a jacy sa pracodawcy to juz inna
      kwestia.

      Ewa
      • miqsh napisała:

        >
        > Jestem od 30 tyg. na zwolnieniu i nie mam zamiaru z niego rezygnowac. Moj gin
        > nie dal mi zwolnienia

        Ciekawe czemu??? Czyżby Ci się nie należało???

        Na resztę listu nie odpowiem, bo i tak nie rozumiesz, co czytasz. Dwa razy
        podkreslam, w jakich sytuacjach pójście na zwolnienie jest złodziejstwem, a Ty
        i tak swoje.
        --
        I'm a Roman Catholic,
        And have been since before I was born,
        And the one thing they say about Catholics,
        Is they'll take you as soon as you're warm...
        • Szkoda tylko, że wszystkie DOBRZE CZUJĄCE się przyszłe mamy skwapliwie
          korzystające z l4 na koszt ZUS (czyli nas wszystkich) nie pomyśla troszkę w
          inny sposób:
          może gdyby całe mnówsto pieniędzy nie rozchodziło się własnie na takie
          nieuzasadnione zwolnienia nasz biedne państwo byłoby stać na to, abyśmy my
          wszystkie mogły skorzystać potem z odrobinę dłuższego urlopu macierzyńskiego, a
          nie tylko 16 tygodniowego?
          • joanna_poz napisała:

            > Szkoda tylko, że wszystkie DOBRZE CZUJĄCE się przyszłe mamy skwapliwie
            > korzystające z l4 na koszt ZUS (czyli nas wszystkich) nie pomyśla troszkę w
            > inny sposób:
            > może gdyby całe mnówsto pieniędzy nie rozchodziło się własnie na takie
            > nieuzasadnione zwolnienia nasz biedne państwo byłoby stać na to, abyśmy my
            > wszystkie mogły skorzystać potem z odrobinę dłuższego urlopu macierzyńskiego,
            a
            >
            > nie tylko 16 tygodniowego?

            Joanno,
            Z ust mi to wyjęłaś!!! Szkoda tylko, że tak mało osób rozumie, że nie ma nic za
            darmo, za wszystko się płaci. W tym wypadku podwójnie, bo dodatkowo trzeba
            zatrudnić rzeszę urzędników, którzy zajmą sie papierkową robotą. Chyba w
            następnych wyborach zagłosuję na UPR...


            --
            I'm a Roman Catholic,
            And have been since before I was born,
            And the one thing they say about Catholics,
            Is they'll take you as soon as you're warm...
            • Beemko,
              No szkoda, że tak malo osób to rozumie.... Za to ze wszech stron słychac płacz
              rencistow, emerytow, że dostają głodowe świadczenia, oburzenie mam, że państwo
              płaci nam raptem za 16 tygodni macierzyńskiego - z drugiej strony pochwalamy
              zapobiegliwość i spryt tych, którzy zapewnili sobie nieprzysługujące im
              świadczenia. Przykre to, naprawdę...
              Czytając niektóre wypowiedzi, zaczynam się czuć jak frajerka, która będąc w 20
              tygodni ciązy i czując się generalnie dobrze (pomijam drobne uciążliwości)
              biegam do pracy, zamiast w imię troski o moje dziecko siedziec w domku,
              wysypiać się, chodzić do kina, na wystawy i ploteczki do koleżanek.
              Czytam i czytam niektóre posty, a w nich:
              Komputer w pracy szkodzi, ten w domu uzywany w czasie zwolnienia juz niesmile
              Pozycja siedząca w pracy szkodzi, siedzenie w kinie, u koleżanki niesmile Dojazdy
              do pracy - katorga, dojazdy do kina, na basen - niesmile

              Tak czy inaczej zyczę wszystkim zdrowia, szczególnie tym, którym go naprawdę
              brakuje. I Ciebie, Beemko.
              • Miało być:
                I Ciebie Beemko pozdrawiamsmile
              • Joanno, strzelilas w 10. Mam wrazenie ze niektorzy z nas zapominaja iz w
                Polsce panuie "solidaryzm" i skladki ktore placi jeden obywatel nie sa do jego
                wylacznej dyspozycji. Z tych skladek pieniazki ida i na dzieci, i na
                bezrobotnych, i na emerytow, i tak dalej. I w ramach takiego systemu cos musi
                byc usluga standardowa, a cos innego - ponad-, za co trzeba zaplacic. Tak samo
                zwolnienia - w sytuacji kiedy brakuje pieniedzy na podstawowe swiadczenia, czy
                panstwo stac na to zeby za wypoczynek w ciazy placic ?
                Poza tym, nie zapominajcie ze kazdemu z nas codziennie moze sie wydarzyc cos
                takiego, ze w ciagu krotkiego czasu na leczenie pojda takie sumy jakie do tej
                pory jedna osoba, pracujac, faktycznie mogla odlozyc przez lata placenia
                skladek (nie korzystajac z nich) po czym zacznie korzystac z pieniedzy
                odkladanych przez innych. Inna rzecz - skoro jednemu zalezy sie zwolnienie bo
                placic skladki przez lata, to co zrobic z ta kobieta ktora dopiero zaczela
                pracowac - nie dac zwolnienia ?
                Tak w ogole to ten system nie jest sprawiedliwy dla tych ktozy uczciwie
                pracuja, ale nic innego chyba na horyzoncie nie widac.
                AgaRN
    • aga_rn napisała:

      "Jakbys nie mieszkala w kraju w ktorym placi sie 100 % za zwolnienie w czasie
      ciazy, tylko gdzies, gdzie chorobowego nie ma lub jest tylko pewien limit (i to
      niekoniecznie 100%, bo zalezy od lat pracy) a przy prawdziwych problemach (typu
      zagrozona ciaza) kobiety bez swiadczen chorobowych moga przejsc owszem, na
      zasilek, tyle ze to sa grosze - to te dolegliwosci do "siedzenia w domku" by
      nie kwalifikowaly wink"

      Aga! Mnie jest wszystko jedno ile płatne jest L4 w ciążysmile Dla mnie liczą się
      przede wszystkim moje dzieci.

      Po pierwsze - Pracodawcy doskonale sobie kalkulują płace kobiet w wieku
      rozrodczym. Przynajmniej w mojej firmie tak robią. A ponieważ to duża i poważna
      firma, to sądzę, że należy do większoścismile Nigdy nie będę zarabiać na tym samym
      stanowisku co facet tyle co on. Jeśli nie wiesz dlaczego, to powiem ci wcale
      nie w tajemnicy, że każdy pracodawca bierze pod uwagę moje L4, macierzyński i
      generalnie problematyczność faktu mojego macierzyństwa. I nie wiem co było
      pierwsze: moja liberalna postawa wobec L4, a postawa pracodawcysmile Ale chyba się
      założę, że to drugie...

      Po drugie - Jaki ze mnie pożytek w pracy, przepraszam cię bardzo, no i sens
      mojego tam kiblowania, jeśli co chwilę idę na kanapkę, do kibelka zwymiotować,
      non stop kombinuję jak przybrać odpowiednią pozycję przy komputerze, zasypiam
      przed monitorem, albo generalnie źle się czuję i myślę tylko o tym, kiedy się
      znajdę w domu.

      Po trzecie - Ja to z natury tolerancyjna jestem, jeśli ktoś przechodzi
      ciążę "bezobjawowo" i uwielbia siedzieć w pracy nawet 12 godzin na dobę to
      proszę bardzo, nie będę na tych osobach wieszać psów, że męczą swoje dzieckosmile
      Jeśli ktoś co prawda źle się czuje, ale poczucie obowiązku lub osobniczo nad
      wyraz rozwinięta tendencja do umartwiania się, to też ok. Ich sprawa.

      Dlatego też bardzo nie lubię tej śmiesznej krytyki i płakania nad losem
      biednych pracodawców. Jeśli ktoś uważa że jego samopoczucie w ciąży kwalifikuje
      go do L4 to niech idzie na L4. Jeśli przez to lepiej się poczuje i będzie mieć
      czas na głaskanie brzucha to ok.

      Przestańcie działać jak pies ogrodnika, "bo ja się źle czuję i chodzę do
      pracy", nie chcesz to nie chodź, kto ci broni?? Dlaczego z tego powodu inni
      mają nie skorzystać z L4??

      Z własnych doświadczeń mogę dodać jeszcze tyle: jak wyżej opisałam, pierwszą
      ciążę przeleżałam w domu, na każdym etapie z różnych przyczyn, pewnie jakbym
      się uparła to bym do pracy chodziła, choć raczej pozytywnie na moje
      samopoczucie by to nie wpłynęło. W tym samym czasie w ciąży była moja koleżanka
      z pracy. Gatunek panikary i idiotycznego poczucia obowiązku. Miała różne
      problemy, L4 dla niej to po prostu jakby plunięcie pracodawcy w twarz. Czy
      pracodawca patrzył na nas jakoś inaczej po powrocie?? Nie bardzo. Widocznie
      uznał, że skoro byłam na L4 to tak miało być, a ona była w pracy bo tak dobrze
      się czuła (a to prawdą akurat nie było). Dziewczyna zapracowała sobie na
      przedwczesny poród, wcześniaka i kopę komplikacji po porodzie. Może to bez
      związku, ale czy to jej naprawdę jakoś strasznie lepiej zrobiło??

      Niech każdy robi to co jak sądzi jest dla niego najlepsze.

      A kradzież to przywłaszczenie sobie czegoś co do ciebie nie należy. Oszustwo to
      by było wtedy gdybym zapłaciła lekarzowi łapówkę, żeby to L4 mi dał. A nie
      sądzę, żeby w ciąży trzeba się było do tego uciekać. Nie spotkałam lekarza,
      który odmówił by ciężarnej paru dni wolnegosmile

      Z życzeniami owocnej pracy do pełnego rozwarciasmile
      Gosia
      • Gosia, przeczytaj pierwszy watek-mowimy o zwolnieniu przy "dobrym samopoczuciu"
        lub, przy niedogodnosciach ktore opisalas (a ktore sa w sumie do przezycia,
        nawet w pracy).
        I sorry, ale zdania nie zmieniam wink - gdybys byla w innej sytuacji ( brak
        swiadczen zdrowotnych, slabo zarabiajacy lub bez pracy maz, brak pomocy ze
        strony rodziny - to tylko przyklady) to bys do tej pracy poszla, nawet gdyby
        trzeba bylo przysnac przy komputerze lub poleciec na chwilke do kibelka.
        Ja nad losem biednym pracodawcow nie placze, to nie moi pracodawcy i raczej
        moimi nie beda (mieszkam poza granicami Polski) - a raczej nad losem tym kobiet
        ktore chociazby pisza na forum o niemoznosci znalezienia pracy, o tym ze sa
        pytane przy rozmowach kwalifikacyjnych o to czy maja zamiar miec dzieci, o tym
        ze w sytuacji kiedy o to samo stanowisko stara sie facet - to on wygrywa. I
        jakos podejrzewam ze te zwolnienia miedzy innymi maja troszeczke cos z tym
        wspolnego. Ale faktycznie, nie moja broszka, bo w Polsce nie pracuje.
        Ja chcialam tylko pokazac ze moze byc troche inne podejscie do tego
        zagadnienia. Pod wieloma wzgledami kobiety w "wieku rozrodczym" maja niestety
        w Polsce gorzej (chociazby krotkie urlopy macierzynskie) ale jezeli chodzi o
        zwolnienia w czasie ciazy i korzystanie z nich nawet jezeli nic sie nie dzieje
        to chyba ewenement w skali swiatowej LOL Nie wiem czy jeszcze gdzies prawo
        jest tak liberalne wink
        Ja nie mam nic przeciwko temu, zauwaz ze ja o "kradziezy" nic nie pisalam.
        Tylko taki troszeczke inny punkt widzenia z innej szerokosci geograficznej wink
        Pozdrawiam (w pracy, bez rozwarcia bo nie w ciazy smile )
        AgaRN
        • Piłam nie tylko do ciebiesmile

          Ja nie twierdzę, że kobiecie w ciąży L4 się należy po prostu z istoty jej
          odmiennego stanu. Twierdzę tylko, że jakbyś nie była w ciąży i źle się czuła,
          to wzięłabyś wolne i nikt nie miałby ci tego za złe.

          Ja osobiście źle znoszę rzadkie u mnie, ale paskudnie dolegliwe niestrawności i
          wszelkie gastryczne przypadłości. Nie wiem dlaczego fakt moich przypadłości
          żołądkowych i to że chciałabym żygać do własnego kibla (czytaj: wziąć wolne)
          miałby stawiać mnie w pozycji gorszego pracownika.

          aga_rn napisała:

          > Gosia, przeczytaj pierwszy watek-mowimy o zwolnieniu przy "dobrym
          samopoczuciu"
          >
          > lub, przy niedogodnosciach ktore opisalas (a ktore sa w sumie do przezycia,
          > nawet w pracy).

          Ja głosuję za traktowaniem każdego indywidualnie. Jeśli dziewczyna mówi, że
          mdli ją tak że ona musi do domu, to ja jej wierzę. Może dlatego, że kiedyś
          byłam "w jej butach". Sama parę ładnych lat temu wróciłam z zagranicznego
          stypendium straciwszy wiele, od pieniędzy począwszy, na "karierze" skończywszy,
          bo mdłości w pierwszej ciąży mnie pokonały. Jak się potem okazało słusznie, bo
          w innym przypadku poronienie przeżyłabym na obczyźnie bez wsparcia męża i
          rodziny.

          Ja rozumiem, że jeśli ktoś w swojej ocenie okoliczności twierdzi, że jest
          zmuszony do pracy bo jak piszesz "brak swiadczen zdrowotnych, slabo zarabiajacy
          lub bez pracy maz, brak pomocy ze strony rodziny ", do tej pracy idzie. Ale to
          nie oznacza, że ktoś inny nie może sobie pofolgować bo w swojej ocenie swojej
          sytuacji widzi taką opcję.

          Nie wiem skąd czerpiesz wiedzę, że tyle u nas w Polsce L4 w ciąży i że jest to
          regulowane jakimiś nadmiernie liberalnymi przepisami. L4 pozostaje jak wszędzie
          zapewne w gestii lekarza.

          A poskarżę się: w istocie mamy trochę gorzej jak piszesz zresztą. Kwestie
          podejścia są na pewno inne. Współpracuję z cudzoziemcami, bo to duża
          międzynarodowa firma. Mój szef (stanowczo nie Polak) zareagował na moją
          poprzednią ciążę tak entuzjastycznie jakby sam się do niej przyczyniłsmile Od razu
          uciął w zarodku wszelkie moje obawy dotyczące pracy. W jego kraju ciążę
          pracownicy i jego ewentualne niedyspozycje ciążowe traktuje się naturalnie. Ba
          mało tego tam nie trzeba nawet L4, bo ileś tam dni ustawowo się należy na
          chorobę bez potrzeby odwiedzania lekarza. Nie wspominając, że macierzyński trwa
          tam roksmile

          Polacy zareagowali politycznie poprawnie, ale wiem, że w różnych firmach różnie
          się dzieje. Przepisy prawa pracy dotyczące ochrony kobiety w ciąży i dotyczące
          niedyskryminowania kobiety także tej w wieku rozrodczym są konieczne. I
          naprawdę sądzę, że nie L4 było pierwsze tylko negatywny stosunek pracodawców do
          rozmażania się u osób nie będących ich żonamismile

          Wiele by jeszcze pisać...

          Pozdrawiam
          z pracy, bez rozwarcia bo to dopiero czwarty miesiącsmile
          • Gosia, ja musze tutaj cos sprostowac, bo wyjdzie ze nie dam ciezarnej ani dnia
            wolnego wziac w ciazy wink - nie, nie, mi chodzi o te dlugofalowe, czasami
            trwajace wiekszosc ciazy zwolnienia ktore nie sa wskazane medycznie.
            A wlasciwie tylko fakt zaobserwowany przeze mnie - ze wiecej tutaj, na polskim
            forum, "wskazan" wink do takiego zwolnienia: a ze stress, ze zmeczenie, ze przy
            biurku niewygodnie, ze ze to dla dobra maluszka, ze co ze mnie za pozytek w
            pracy itp. - cos czego ja np. w Kanadzie prawie w ogole nie slysze. Tzn. o
            wiele, wiele rzadziej. Dlatego twierdze ze fakt placenia 100 % za te
            awolnienia ma cos w tym wspolnego - latwiej sobie "pozwolic" na tego typu
            narzekanie kiedy wiadomo ze pieniedzy z tego powodu w kieszeni nie ubedzie.
            Absolutnie nie chodzi mi o ogolne chodzenie za zwolnienie (pare dni, tydzien,
            dwa) dla odpoczynku, przezycia pierwszych tygodni kiedy nudnosci czy zawroty
            naprawde daja w kosc, czy wczesniejsze wyjscie do domu w takiej sytuacji.
            A jeszcze z tym L4 w gestii lekarza - to juz w ogole jest "niesprawiedliwe" wink
            bo niektorzy daja od reki bez robienia problemow, a inni za nic w swiecie,
            chyba ze kobieta sie wrecz przewraca (to na podstawei czytania forum)
            Msz racje co do tego ze tutaj przynajmniej ciaze traktuje sie w miejscu pracy
            bardzo traktuje - moze to jeden z powodow dla ktorych nawet z przyjemnoscia
            szlam do pracy - bo kobieta naprawde jest traktowana "special", moze liczyc na
            pomoc wspolpracownikow, ludzie sa zyczliwi, interesuja sie samopoczuciem, itp.
            Pozdrowienia i wszystkiego najlepszego,
            AgaRN
    • Od 8 tyg ciazy jestem na zwolnieniu.Czulam sie dosc dobrze ale pracuje w
      przedszkolu, gdzie wlasnie zaczynala sie wiatrowka i sama dyrektorka
      zaproponowala mi takie wyjscie.Lekarz gdy dowiedzial sie ze pracuje wsrod
      dzieci od razu wypisal mi zwolnienie.Powiedziwl ze to wylegarnia zarazkow i nie
      ma co ryzykowac.Od 16 tyg zaczely sie problemy z szyjka macicy wiec i tak musze
      siedziec w domu.Tesknie z dziaciaczkami ale coz ...... moje jest wazniejsze.
      Magda i 24 tyg dzidzia.
    • Witam
      Poszłam na zwolnienie od 13.01.2004r. (koniec 7 miesiąca - zalecenie
      lekarskie). Dwa tygodnie później (32 tc) urodziłam wcześniaczka Oleńkę, która
      skończyła właśnie miesiąc. Dostałam zwolnienie, ale to było wyrażne polecenie
      lekarskie, z resztą chciał mi dać zwolnienie już miesiąc wcześniej, ale ja się
      wzbraniałam - czułam się dobrze.Z tego co wiem, większość ginów nie robi z tego
      problemu, ale zdarzają się tacy, którzy uważają ciążę za "stan fizjologiczny" i
      niechętnie wysyłają na zwolnienie. Natomiast mój szef jest bardzo prorodzinny i
      nie robił mi żadnych problemów (co prawda pracuję w budżetówce, prywatnie już
      mogłoby nie być tak różowo).
      Pozdrawiam serdecznie
      Ania i Oleńka
      --
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=10904808
    • Naprawdę nie ma się o co spierać: dobro dziecka jest najwazniejsze. Zwłaszcza,
      ze w naszym kochanym Państwie poległ przyrost naturalny. Stad też
      propozycja "feministyczna" ? wydłużenia min. wieku kobiet przejścia na
      emeryturę.
      Jeśli nie będą rodziły sie dzieci, to nie bedzie miał kto pracować na nasze
      emerytury (bo i tak w jakiejs czesci beda one placone z ogolnych skladek
      wplywajacych do ZUS), no i wydluza nam kobieta ten wiek minimalny przejscia na
      emeryture do lat 100 :o)
      ZUS to zlodziejska firma - naprawde nie nalezy miec wyrzutow sumienia, jesli
      korzysta sie wreszcie w czasie ciazy ze skladek, ktore sie tam wplaca. Ja
      wplacalam te skladki przez 17 lat. Na zwolnieniach w sumie przez ten czas bylam
      w sumie 1- 1,5 miesiaca. Nie mam najmniejszych wyrzutow sumienia, ze jestem na
      zwolnieniu, zwlaszcza, ze ze wskazan lekarskich.
    • To zalerzy od ciebie. Ja poszłam na zwolnienie miesiąc przed terminem
      porodu.Lekarz nie robił problemu, szef też nie, zresztą uczę w-f i nie jestem
      wstanie przewidzieć gdzie poleci np.piłka.
      Zresztą brzuch robi się coraz większy i trochę przeszkadza. Teraz odpoczywam,
      gotuje obiadki, śpiewam dzidziusiowi piosenki.
      Należy się to NAM!!!!
      Agnieszka i dzidziuś 34tydz.
      pozdrowionka
    • Aga! To cool, że przynajmniej w części się zgadzamysmile

      Zresztą zauważyłam, że najbardziej agresywne wypowiedzi prezentowała beemka i
      tam jeszcze ktośsmile

      A ja konkludując napiszę tak: w idealnym świecie kobiety w ciąży byłyby
      szanowane i odpowiednio traktowane w pracy, w idealnym świecie miałybyśmy długi
      macierzyński, ale nie byłby nam nawet potrzebny bo nasi mężowie za swoją pracę
      przynosiliby wystarczającą ilość pieniążków. Uch... Rozmarzyłam się!smile

      Ale ponieważ nie żyjemy w idealnym świecie jest inaczej. Ze wszystkich
      mniejszych i większych afer o jakich słyszę, branie L4 w ciąży bez specjalnych
      wskazań, nawet zdaniem niektórych z was błahych, jest z tego wszystkiego
      niespecjalnie szkodliwe. I nazywanie tego ostrymi słowami typu kradzież jest
      daleko idącym przegięciem. Bądźmy realistami. Ja osobiście nie lubię pieniaczy,
      którzy na innych psy wieszają, że może i w niecałkiem idealnie uczciwy sposób
      starają się sobie radzić w życiu, a sami nie robią tego nie dlatego, że takie z
      nich kryształy, a po prostu nie mają takiej możliwości, albo tyle sprytu i
      zaradności, argumentację mają kryształową tyle że motywacją jest zwykła zawiść.
      Bo ja nie wierzę w takie głośne kryształy, szczególnie, że kryształy po prostu
      są kryształowe i nie zaglądają w cudzą michę, ich kryształowość polega również
      na tym, że nie krytykują innych, bo nie są w ich sytuacjismile

      Nie tak dawno na tym forum pojawił się post dziewczyny w ciąży, która była w
      pracy szykanowana i specjalnie zawalana robotą, bo śmiała zajść w ciążę.
      Wszystkie jak jeden maż doradziłyśmy pójście na L4, pomimo iż wskazań
      lekarskich nie było.

      A teraz dlaczego ja wezmę w końcu L4: bo w ciąży lubię celebrować swój brzuch,
      bo mam dwuletniego synka i chcę z nim więcej pobyć, bo planuję niewielki
      remont, bo w pracy i tak tego oczekują, bo i tak obniżą mi premię nieważne ile
      będę pracować, bo mam fuchy i chcę mieć na to czas, bo chcę trochę odpocząć
      przed sajgonem jaki będę mieć z dwójką maluchów, bo jak zaczną się upały to
      zawsze mam problemy z sercem, bo lekarz mi je pewnie da, wreszcie: BO TAKsmile I
      nie życzę sobie, żeby ktokolwiek mnie z tego rozliczał, bo to moja sprawa i
      moje sumienie, bo nikomu to nie zaszkodzi, a mnie zrobi dobrze!
    • Ja jestem na zwolnieniu od samego początku (obecnie 24 tydz.), tak się złożyło,
      że byłam akurat przeziębiona. Mój ginekolog daje swoim pacjentkom zwolnienia
      bez problemu. Jeśli chodzi o pracę to akurat nie należała do najlepszych i moi
      szefowie zaczeli "gierki", więc nie wahałam się ani chwili. Poza tym przez
      pierwsze 3 miesiące czułam się osłabiona, sporo spałam, a teraz wypoczywam
      sobie, co zaleca lekarz, dużo spaceruję, jestem u rodziców na wsi i wcale mi
      się nie nudzi. Nie wyobrażam sobie pędu na 9 do pracy i o 18,19 powrót do domu,
      ciąża to niemałe obciążenie dla organizmu kobiety. Poza tym mam 31 lat i już
      się zdążyłam "nacieszyć" pracą. Pozdrawiam, powodzenia, jola
    • Jestem w 22 tyg.c. Na razie pracuję ale od poł.marca myślę iść na zwolnienie. W
      zasadzie czuję się dobrze, chociaż jestem ciągle zmęczona i niewyspana. Patrząc
      na to jak moi pracodawcy traktują swoich pracowników, obcinając im ciągle
      pensje, narzekają że firma w dołku i budują swoje domy o wartości ok.2 mld.
      jeden to myślę że nie zrobię im krzywdy. Pracuję w hurtowni budowlanej w godz.
      7-15 lub 9-17, zarabiam 610zł.miesięcznie i pragnę odpoczynku. Mam 4-letnią
      córkę i wszystko muszę robić w pośpiechu. Po urodzeniu dziecka na pewno nie
      będę miała czasu na odpoczynek. Zresztą mój gin. pyta się czy chcę zwolnienie
      przy każdej wizycie więc chyba pójde.
      Pozdrawiam.
    • nie czuję się kryształem w związku z tym, że chodze do pracy, ale czuję, że
      jestem tam potrzebna i biorę pod uwagę fakt, że za parę miesięcy tam wrócę i
      też chciałaby być tam jeszcze potrzebna... pomijam fakt, że i obowiązki i
      atmosfera w pracy bardzo mi sprzyja..
      no ale co innego jak ktos zakłada, że firmie nie zrobi różnicy i w ogóle ZUS to
      złodzieje, pracodawca też, a zwolnienie:BO TAK.
      niestety za zwolnieniem jestem tylko w przypadku wskazań medycznych,
      uzasadnionych a nie z samego faktu bycia w ciąży.
      dla poprawienia samopoczucia i odpczynku są tzw. urlopy (który dosyć dłucgo
      zresztą chomikowałam, żeby jak najdłużej zostać potem z dzieckiem)..

      pozdrawiam--i pamiętajcie, że siedzenie w domu i "odliczanie" tylko wydłuża ten
      okres a chyba nie o to chodzi--ja osobiście chciałabym, żeby dziecko pojawiło
      się na świecie a to jeszcze 2 tygodznie--więc idę do pracy--tam czas szybciej
      mija

      marzena
      • Czesc!

        ja z kolei nie czuje sie czarna owca chociaz nie chodze do pracy od konca 2
        miesiaca. Mialam bardzo powazne powody, ktore mnie oczywiscie na poczatku
        denerwowaly i sie buntowalam, ze ja chce pracowac. Czasem jednak nie mozna i
        juz. Pewnie tlyko pozniej bede sie bardziej bala ze mnie zechca usunac niz Ty smile
        Ale to juz inny tematsmile

        Renia
      • Marzenko, szczerze mowiac napisalam sie w tym watku i napisalam, i odnosze
        wrazenie (bo mnie cytujesz) ze zupelnie nie czytalas tego co napisalam, i dosc
        wybiorczo wyciagasz fragmenty moich wypowiedzi.

        Mnie tylko chodzi o to zeby nie robic nagonki. Masz to szczescie, ze lubisz
        swoja prace, a atmosfera tam jest przyjazna, masz rowniez to szczescie, ze
        prawdopodobnie mozesz wziac urlop, nikt ci nie bedzie robil problemow z jego
        udzieleniem. Czujesz sie dobrze i chcesz pracowac, bo wrecz nie wytrzymalabys w
        domu. I ja to rozumiem.

        Jedyne o co prosze wszystkie wspaniale czujace sie mamy o troche empatii, inne
        ciezarne byc moze nie maja tyle szczescia, sama wiem to po sobie i paru
        kolezankach, ze roznie to bywa. Czasem nie ma powodow stricte medycznych, po
        prostu zmeczenie i nienajlepsza atmosfera w pracy powoduja ze jedynym wyjsciem
        jest L4.

        Zreszta, prosze oto przyklad, postawcie sie w takiej sytuacji (wzieta z zycia
        nawet bardzo mi pobliskiego): lubicie swoja prace, pracujecie 15-16 godzin na
        dobe, weekendy oczywiscie tez, laptop i komorka to wlasciwie wasze organy,
        telefon od prezesa po godzinie 22 to chleb powszedni, uzyskanie urlopu graniczy
        z cudem, zreszta i tak bedziecie na nim pracowac, wiec wlasciwie po co, macie
        zalegly urlop zbierany przez ostatnie kilka lat, no i przychodzi ciaza, o
        wymiotach, mdlosciach, sennosci, zmeczeniu nie bede nawet pisac, bo po co, kto
        nie przesiedzial calego dnia przytulony do kibla ten i tak bedzie wiedzial
        swoje, ale jest zagrozenie, skurcze macicy, lekarz zapisuje leki i prosi przez
        kilka tygodni zeby pacjentka poszla na L4, w koncu grozi ze do pracy idzie na
        swoja odpowiedzialnosc. I co? Dodam, ze na tym L4 dziewczyna i tak otrzymuje
        tysiace telefonow i mnostwo pracy przesylanej mailem i kurierem do domu. Cool,
        nie?

        Sluze innymi przykladami, bo obracam sie w towarzystwie wielu ciezarnych i
        dzieciatych. I prosze jesli wydaje sie wam, ze wszyscy maja tak dobrze jak wy
        to zastanowcie sie kilka razy.

        • ...jak zresztą w innych podobnych dyskusjach.

          Osoba A pisze, że pójdzie na zwolnienie "BO TAK". Osoba B ją krytykuje
          (słusznie, moim zdaniem), na to osoba C pisze, że co ty sobie wyobrażasz, ja
          miałam plamienia, mdłości i co, miałam iść do pracy???

          Jejku, kiedy wreszcie niektóre osoby zrozumieją, ze nikt nie wysyła do pracy
          tych, co chorują, albo się źle czują. Ale jak czytam, że ktoś tam idzie, bo
          chce jechać na wycieczkę, albo zrobić remont, to się zastanawiam, czy tak samo
          głośno narzeka na nieuczciwych aferzystów, którzy wyprowadzają kasę z budżetu
          państwa. i to nie chodzi o to, ze oni ciągną dużo, a my mało. O zasadę chodzi.

          Zasady są jednak dla innych, prawda?

          --
          "Bezpieczniej jest robic interesy z mafią, niż z wielkimi korporacjami. I tak
          jedni i drudzy zatrudniają tych samych prawników"
          • Adzia_a,
            Rozumujesz słusznie, tutaj chodzi o zasady, ale pojawiają się argumenty
            typu: "Co z tego, że postępuję nieuczciwie, jest tylu naciągaczy większego
            kalibru, że moje drobne oszustwo nie zrobi nikomu różnicy". I tu nastepuje błąd
            logiczny: ZUSu i podatników nie oszukuje jedna osoba, są ich całe rzesze, a kto
            na tym cierpi? MY WSZYSCY. Tak, drogie mamy, wy również ponosicie konsekwencje
            swojej beztroski. Poniżej tego wątku jest inny w rodzaju: "Ten wstretny ZUS nie
            pozwala ciężarnym iść na zwolnienie na 2 tygodnie przed porodem, tylko każe
            brać macierzyński! Gdzie sprawiedliwość!?" Co gorsza, wątek założony przez
            obrończynię ZUSowych naciągaczek, która potrzebuje zwolnienia ze względów
            zdrowotnych. Aż korci, żeby napisac: "To czemu popierasz koleżanki, które w tym
            samym czasie, kiedy Ty zwolnienia potrzebujesz naprawde, chodzą na spacerki i
            pija kawkę z koleżanką? Tylko i wyłącznie im możesz podziękować za to, że ZUS
            należnego Ci zwolnienia nie da."

            Tylko jakoś wątpię, by do koleżanki to dotarło...

            Adzia, pozdrawiam serdecznie
            Beemka.
            --
            I'm a Roman Catholic,
            And have been since before I was born,
            And the one thing they say about Catholics,
            Is they'll take you as soon as you're warm...
            • Do tego załozycielka tego wątku pyta kiedy mozna isc na zwolnienie, czując się
              dobrze, a dopiero dzień po założeniu tego wątku zakłada następny, w którym
              chwali się ciążą
              Jednym słowem jeszcze nie wie że jest w ciąży, a już się planuje, kiedy by
              mogła wziąć zwolnieniesmile
              Pozdrawiam.
              • joanna_poz napisała:

                > Do tego załozycielka tego wątku pyta kiedy mozna isc na zwolnienie, czując
                się
                > dobrze, a dopiero dzień po założeniu tego wątku zakłada następny, w którym
                > chwali się ciążą

                Po pierwsze się nie chwalę i mam to głęboko gdzieś czy ktoś się tym interesuje
                czy nie!

                > Jednym słowem jeszcze nie wie że jest w ciąży, a już się planuje, kiedy by
                > mogła wziąć zwolnieniesmile


                Szanowna Joanno z Poz!


                wskaż, mi proszę zdanie, w którym wypowiedziałam się, że chce iść na
                zwolnienie. Mało tego - że je planuję. Nie drażnij mnie, bo mój mózg w
                ostatnich tygodniach jest wrażliwszy na takie bodźce, stroi fochy i jest
                bezczelny. Więc ne chciałabym się wypowiedzieć na tym forum w jakiś sposób,
                który mógłby Cię urazić.

                styczeń/luty: Mój styl życia jest naganny.
                Gonię za pieniądzem. Pracuję od 8 rano do 22 przy komputerze, kserokopiarce,
                drukarce. Jeżdżę szybko samochodem. Po godz. 22 często odbieram telefony z
                firmy. Nie uprawiam żadnego sportu. Nie jadam regularnie i zdrowo. Nie jem
                owoców, ani warzyw. Jem dużo mięcha i lubię zjeść konkretnie. Piję, palę i
                spędzam weekendy w klubach.

                Luty. I wiem, że jestem w ciąży. Co zmieniłam?
                Chodzę na aerobik. Jem regularnie i zdrowo. Jem owoce. Nie piję, nie palę, nie
                chodzę do zadymionych, głośnych klubów.

                Luty. Czego nie zmieniłam, a wiem że powinnam (a nie mogę):
                Pracuję po 12 godzin w stresie, krzyku i ciągłym biegu. W jedne dni siedzę
                przed komputerem, w inne biegam. Gine ostatnio mi sie pytał czy chcę iść na
                zwolnienie w drugim mies. ciąży. A po co mam iść? czy jestem chora? Ale
                ostatnio:

                - czuję się znudzona
                - chcę mi się spać non stop. Najchętniej spałabym 24 godz. na dobę, więc śpię
                przed monitorem.
                - boli mnie podbrzusze
                - mam humory i jestem opryskliwa dla współpracowników
                - zaczynam mieć wszystkiego dosyć, począwszy od znajomości ze znajomymi,
                skończywszy na obowiązkach zawodowych
                - kręci mi się w głowie, przy każdym większym wysiłku

                I tak naprawdę chcę ISC NA ZWOLNIENIE. Bo mam tego wszystkiego już dosyć.

                Czytam wypowiedzi wielu pań powyżej, a przede wszystki Joanny z Poz i aż rzygać
                mi się chce od argumentów na NIE. Mowa w nich o wykorzystywaniu państwa,
                innych, że ”my, te co zostają musimy Was, te w ciąży teraz zastępować. I mamy
                dwa razy tyle roboty”!!! A co wy kurde robicie o tej godzinie (10-15 - godziny
                pracy) na forum???? Tyle macie czasu w robocie, żeby grzebać po forach i
                czatach i wypisywać jakie to marnotrastwo czasu iść na L4 w ciąży?

                Bib z Pozsmile

                > Pozdrawiam.

                A ja nie
                • bibellott napisała:

                  A co wy kurde robicie o tej godzinie (10-15 - go
                  > dziny
                  > pracy) na forum???? Tyle macie czasu w robocie, żeby grzebać po forach i
                  > czatach i wypisywać jakie to marnotrastwo czasu iść na L4 w ciąży?
                  >
                  A ja mam swoją firmę i pracuję częściowo w domu. I co, łyso Ci?
                  --
                  I'm a Roman Catholic,
                  And have been since before I was born,
                  And the one thing they say about Catholics,
                  Is they'll take you as soon as you're warm...
                • > Pracuję po 12 godzin w stresie, krzyku i ciągłym biegu.

                  Szanowna Bibelot. Stresująca praca 12h na dobę i nienajlepsze samopoczucie
                  sprawia, że zwolnienie należy Ci się jak psu zupawink. To jednak nie znaczy, że
                  nie mamy prawa protestować przeciw wykorzystywaniu zwolnień zamiast urlopów
                  przez kobiety które znakomicie czują się fizycznie i psychicznie (są takiesmile, a
                  ktorych praca nie jest ciężka czy bardzo stresująca (są takie pracesmile.
                  M.
                  p.s. jak tak bardzo Cię interesuje co robimy na forum w godzinach pracy, to
                  powiem, że ja akurat jestem wolnym strzelcem i pracuję w godzinach jakie sama
                  sobie wyznaczęsmile. Ale owszem pracując jeszcze w dużej firmie widziałam jak inna
                  siedziała po godzinach i w weekendy, bo dziewczyna w ciązy poszła na
                  zwolnienie. Pojechała nad morze, szkoda że jeszcze kartki nam nie wysłaławink)).
                  Pikanterii temu dodaje fakt, że zastępująca ją szefowa akurat też była w ciąży,
                  smutne, niewiarygodne, jak na zamówienie do tego postu, ale prawdziwesad.
                  I nie warczwink)) już drogi Bibelociesmile
                • Bibellott,
                  Twoja sarkastyczna uwaga, co ja, tudzież inne osoby robią w godzinach pracy na
                  forum jest raczej niestosowna i nielogiczna. Sama spędzasz tu dość dużo czasu
                  (napewno więcej niż ja), obszernie opisując swoj tryb życia i to w tzw.
                  godzinach pracy. Jednocześnie uskarżasz się, że pracujesz po 12 godzin i jesteś
                  zmęczona - może gdybyś spędzała na forum mniej czasu wyrabiałabyś się z pracą w
                  8 godzin, szybciej była w domu, była mniej znużona, bardziej wypoczęta i
                  odstresowana, no i mniej agresywna - z pożytkiem dla Ciebie i dla Twojego
                  maleństwa.

                  Po drugie odnośnie Twojej kwestii:
                  >Po pierwsze się nie chwalę i mam to głęboko gdzieś czy ktoś się tym interesuje
                  > czy nie!
                  słowo "chwalić się" (w odróznieniu od słowa przechwalać) ma również wydźwięk
                  pozytywny. Ty to od razu zinterpretowałaś jako ironiczne w mojej wypowiedzi.
                  Każda z nas pisząc na tym forum o swojej ciąży cieszy się nią i właśnie chwali
                  przed innymi - a skoro jest to forum publiczne musi się liczyć z tym, że ktoś
                  się tym zainteresuje. Pisząc więc, że masz gdzieś to, czy ktoś się interesuje
                  Twoimi wypowiedziami okazujesz tylko brak szacunku swoim rozmówcom...

                  Po trzecie: fakt jest taki, że zachowałaś następującą chronologię - już pytałaś
                  o zwolnienie, jeszcze nawet nie wiedząc że jesteś w ciąży. Nie, istotnie, nie
                  napisałaś, że chcesz iśc na zwolnienie, ale wykazałaś dość żywe zainteresowanie
                  tą kwestią - no nie wiem, może faktycznie przemawiała przez Ciebie zwykła
                  ciekawość. a może chciałaś tylko poznać statystyki w tej kwestiismile

                  I wreszcie ostatnia sprawa - najbardziej związana z meritum watku który
                  założyłaś:
                  pozwól, że podane przez Ciebie przyczyny dla których chciałabyś (a jednak!) iść
                  na zwolnienie przerobię na pytanie.
                  Czy gdybyś NIE BYŁA W CIĄŻY i:
                  - czuła się znudzona
                  - chciała spać non stop
                  - bolało Cię podbrzusze (a boli ono pewnie 9 na 10 kobiet np. w czasie okresu)
                  - miała humory i była opryskliwa dla współpracowników
                  - zaczynała mieć wszystkiego dosyć, począwszy od znajomości ze znajomymi,
                  skończywszy na obowiązkach zawodowych

                  uznałabyś to za dobre usprawiedliwienie, żeby pojść na zwolnienie? Bo moim
                  zdaniem, jak napisała to poniżej mela, jest to kwalifikacja raczej do urlopu
                  wypoczynkowego, a nie zwolnienia i pobierania zasiłku majacego w swej nazwie
                  przymiotnik CHOROBOWY. I w czasie ciązy i nie-ciązy jednakowo.

                  Pozdrawiam - bo uznaję za grzeczne zakończyć tak dyskusję i pozdrowić inne
                  osoby czytajace to forum. Nie musisz więc odbierać tego personalnie do siebie..
                  Joanna

                  PS: a gwoli wyjaśnienia mam dziś urlop.

    • Przyczepilyscie sie tego BO TAK, ktore opatrzylam zreszta znaczkiem smile. A
      przeciez nie o to chodzilo w calosci wypowiedzi, czyz nie??

      Akurat tak sie sklada, ze osobiscie na L4 bylam ze wskazan lekarskich w
      poprzedniej ciazy. W tej jak na razie pracuje. Ale nie razi mnie i nie bede
      palic na stosie kogos kto uwaza ze czuje sie zle i to jest jego subiektywne
      odczucie i woli posiedziec w tym czasie w domu. To jest jego sprawa. To co mnie
      razi to sformulowania typu: skoro ja moge chodzic do pracy to ty tez. Skoro ja
      nie zygalam w ciazy, to pewnie te wymioty sa przereklamowane. Skoro ja nie
      miewam migren, to pewnie inni tez ich nie maja. Przestancie we wszystkich
      widziec naciagaczy (zlosliwie moglabym stwierdzic: czyz nie oceniamy ludzi wg.
      siebie??) a zanim kogos okrzykniecie zlodziejem to zastanowcie sie troszke.

      Zasady zasadami, zycie zyciem. Nie mowcie hop! Moze i was kiedys okreslona
      sytuacja zmusi do ich nagiecia.

      A z Zusem problem polega na tym, ze kazdy wklada (jego zdaniem ogromny) udzial
      do tego worka i fakt faktem blednie zaklada ze w zwiazku z tym cos mu sie w
      zamian nalezy. Ze to bledne zalozenie przekonal sie juz niejeden schorowany
      rencista. Jak przychodzi co do czego to okazuje sie, ze skad jak skad ale z
      Zusu akurat to mu sie nic nie nalezy. Zus to biedna chora instytucja, i sadze
      ze tyle samo Zus ukradl jak i jemu ukradli, naprawianie ciezkiej niewydolnosci
      systemu odmawiajac ciezarnej paru tygodni L4 to absurd.

      No i wreszcie umowmy sie: byt okresla swiadomosc. Mnie osobiscie nie starcza
      czasu zeby litowac sie nad biednym zusem, ten sie nade mna nie ulituje. Martwie
      sie o siebie i swoja rodzine. Na wiecej zmartwien nie mam czasu. Zreszta Zus z
      tego co pamietam ma dosc dobrze oplacanych managerow, niech oni za moje
      pieniadze rowniez martwia sie o caly ten bajzel. Tylko moze nieco rozsadniej
      niz dotychczas.


      • > Akurat tak sie sklada, ze osobiscie na L4 bylam ze wskazan lekarskich w
        > poprzedniej ciazy.

        Ależ o tym właśnie pisała pare postów powyżej Adziasmile)). Przeczytaj osobo Csmile

        > Ale nie razi mnie i nie bede
        > palic na stosie kogos kto uwaza ze czuje sie zle i to jest jego subiektywne
        > odczucie i woli posiedziec w tym czasie w domu. To jest jego sprawa.

        Samopoczucie w ciązy to bardzo subiektywna sprawa i jesli ktoś się źle czuje
        to zwolnienie należy mu się jak psu zupawink)). Pokaż mi tutaj osobę, ktora
        twierdzi inaczej.

        > To co mnie
        > razi to sformulowania typu: skoro ja moge chodzic do pracy to ty tez. Skoro
        >ja
        > nie zygalam w ciazy, to pewnie te wymioty sa przereklamowane. Skoro ja nie
        > miewam migren, to pewnie inni tez ich nie maja.

        Ja nie widzę żadnej tego typu wypowiedzismile. Jeśli ślepam to wskaż mi jąsmile.

        >Przestancie we wszystkich widziec naciagaczy

        Nikt nie widzi we WSZYSTKICH naciągaczy, natomiast kilka osób widzi naciągaczy
        w tych, które ciąże zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym znoszą
        znakomicie, a zwolnienie jest im potrzebne dla zaoszczędzenia urlopu
        wypoczynkowego.

        > Zus to biedna chora instytucja, i sadze
        > ze tyle samo Zus ukradl jak i jemu ukradli, naprawianie ciezkiej
        niewydolnosci
        > systemu odmawiajac ciezarnej paru tygodni L4 to absurd.

        Aburd? Tysięce wyłudzonych zwolnień, a więc tysięce wypłaconych pensji to
        absurd? To według Ciebie nie ma wpływu na kondycję Zus-u? Idąc tym tropem można
        by powiedzieć, że każdy powinien mieć prawo do zwolnienia zamiast urlopu. Tu
        dobrze czująca się cieżarna, tam lewy rencista, jeszcze gdzie indziej zwyczajny
        symulant. Tylko z czego to finansować??? Jest nas prawie 40 milionów, odejmując
        nawet osoby niezdolne do pracy i tak koszty wychodzą gigantyczne! Fatalne
        zarządzanie składkami to jedno, ale powszechna zgoda na wyłudzanie zwolnień
        pogłębia tę niewydolność drastycznie.
        To naprawdę bardzo proste - jeśli kasy jest mało, to dając jednemu to co mu sie
        nie należy automatycznie zabierasz drugiemu, być może osobie której własnie się
        to należy. Komu? Ano np. cieżarnym prowadzącym własną działalność gospodarczą,
        wiadomo niewielka firma, łatwy cel, chorują w ciązy, a co tam, niech zostaną
        bez pieniędzy. I nic to, że i one opłacały składki.

        Zrozum mamo Wiktora - wszyscy płacimy składki po to, żeby skorzystać z nich w
        razie choroby. Bo gdybyśmy mieli przyjąć, że płacimy składki na to żeby kazdy
        korzystał w celu oszczędzenia urlopu, cóż wtedy na nie pensji nam by nie
        starczyło. Więc powtarzam: płacimy na wypadek choroby. I ja nie chcę się z
        zusem szarpać jak zwolnienie jest mi naprawdę potrzebne (choroba) dlatego, ze
        wczesniej wziął je ktoś komu było niepotrzebne. Dlaczego to akurat ja mam
        finansować cudzy urlop?

        > No i wreszcie umowmy sie: byt okresla swiadomosc. Mnie osobiscie nie starcza
        > czasu zeby litowac sie nad biednym zusem,

        To co Ty określasz jako litowanie się nad biednym zus-em, jest w istocie
        myśleniem o tych, którym płatne zwolnienie się należy, aktóre go nie dostaną
        dzieki naciągactwu na wielką skalę.

        > Martwie sie o siebie i swoja rodzine.

        Dobrze, tylko martw się o nią mądrzesmile. Nie zdziw się jak ZUS szukając
        oszczędności na czym się da, zacznie tak naciskać lekarzy, ze przychodząc do
        pediatry z cięzko chorym dzieckiem nie dostaniesz zwolnienia z pracy. To jest
        prosta konsekwencja wyłudzeń, kaska poszła nie na to co trzeba, nie ma więc jej
        na to co trzeba. Ot i trudność.

        Nie mówiąc już o tym, że lewe zwolnienia uderzają rykoszetem w nas wszystkie.
        Później się dziwimy, że pracodawcy na rozmowach kwalifikacyjnych pytają nas o
        stan cywilny i plany macierzyńskie. I jak przychodzi do zwolnień to kobiety są
        pierwsze (nie tylko z tego powodu, ale to też jest argumentem). I jak ja mam
        przekonać pracodawcę, że w razie ciąży -o ile nie będzie wskazań- nie pójdę na
        zwolnienie? Jak on niby ma w to uwierzyć, jak przede mną zrobiło to 8 na 10
        ciężarnych? Wyobraż sobie że prowdzisz niewielką firmę, założe się, że po
        przeczytaniu wypowiedzi na tym forum ostatnią osobą jaką byś przyjęła jest
        kobieta w wieku rozrodczym. Pomyśl o tysiącach kobiet szukających pracy i nie
        piłuj prosze gałęzi na której wszystkie siedzimysmile
        Pozdrawiam - Magda

      • A ja jestem w 7 tyg. i niedługo się wybieram na L4 ... Chce mi się spać 24 godz
        na dobę, mdli mnie do południa,mam anemię, ciągły stan podgorączkowy,zmęczenie,
        lekkie plamienia od kilku dni ... Czy coś mi dolega ? właściwie nic, poza
        ciążą ... Mój pracodawca skrzętnie zwalnia wszystkie pracownice po
        macierzyńskim, zwolnienie z pracy planuje już kiedy są w ciąży ... z pięciu
        koleżaek świeżo upieczonych mam do pracy nie wróciła żadna, chociaż trzy z nich
        pracowały do 8 m-ca (jedna nawet miała ciążę zagrożoną !). Czy mam wyrzuty
        sumienia ? Jak myślicie ? Teraz myślę tylko i wyłącznie o sobie, a składek
        zusowskich w swoim życiu zapłaciłam tyle, że pokryłam kilkakrotnie koszt mojego
        zwolnienia ... Podobnie zresztą jak inne przyszłe mamy.
        Alina
    • beemka1

      nie, a czemu ma być mi łyso? czy mi niby dogadałaś? Ja pracuję w wielkiej
      firmie i nie mam czasu siku zrobić (a chce mi się co 30 minut). Oprócz tego mam
      własną działalność gospodarczą, ale tam mam ludzi, którzy sami kręcą interesem.
      I jak czytam o tej zawiści zawodowej to aż żałuję, że założyłam taki wątek.
      • Czy ja Ci czyms dogadałam??? Wysuwasz brzydkie przypuszczenia, że w godzinach
        pracy siedzę w sieci i załatwiam prywatne sprawy, więc wyjaśniam, żem sama
        swoim szefem i że to ja ustawiam sobie godziny pracy. A łyso powinno Ci byc, bo
        bawisz się w zgaduj- zgadule i pudłujesz...

        I jaka zawiść zawodowa??? Ja ze swojej pracy jestem zadowolona, co już zresztą
        pisałam wcześniej.
        --
        I'm a Roman Catholic,
        And have been since before I was born,
        And the one thing they say about Catholics,
        Is they'll take you as soon as you're warm...
    • Przepraszam za to głupie i nie na miejscu stwierdzenie o forum w godzinach
      pracy. Wyszłam na prostaczkę i głupią, rozkrzyczaną kuropatwę. Nie miałam nic
      złego na myśli i nie chciałam nikogo urazić. Po prostu nie przemyślałam tego co
      piszę i napisałam ze zwykłej złości, która i tak nie wiem skąd się bierze. Nie
      lubię ostatnio sama siebie. No właśnie:TAK SIĘ ZACHOWUJĘ!!!



      joanna_poz napisała:


      w taki sposób, przemiły, że aż mi się głupio zrobiło i chcę przesłać
      koleżańskiego buziaka na przeprosiny :#

      Odnosząc się:

      > Bibellott,
      > Twoja sarkastyczna uwaga, co ja, tudzież inne osoby robią w godzinach pracy na
      > forum jest raczej niestosowna i nielogiczna. Sama spędzasz tu dość dużo czasu
      > (napewno więcej niż ja), obszernie opisując swoj tryb życia i to w tzw.
      > godzinach pracy. Jednocześnie uskarżasz się, że pracujesz po 12 godzin i jesteś
      >
      > zmęczona - może gdybyś spędzała na forum mniej czasu wyrabiałabyś się z pracą w
      >
      > 8 godzin


      Niestety internet to moja pracasmile


      > Po drugie odnośnie Twojej kwestii:
      > >Po pierwsze się nie chwalę i mam to głęboko gdzieś czy ktoś się tym interes
      > uje
      > > czy nie!
      > słowo "chwalić się" (w odróznieniu od słowa przechwalać) ma również wydźwięk
      > pozytywny. Ty to od razu zinterpretowałaś jako ironiczne w mojej wypowiedzi.
      > Każda z nas pisząc na tym forum o swojej ciąży cieszy się nią i właśnie chwali
      > przed innymi - a skoro jest to forum publiczne musi się liczyć z tym, że ktoś
      > się tym zainteresuje. Pisząc więc, że masz gdzieś to, czy ktoś się interesuje
      > Twoimi wypowiedziami okazujesz tylko brak szacunku swoim rozmówcom...

      Czuję i okazuję szacunek do każdego człowieka, za to że jest czlowiekiem. Czuję
      odrazę, ale to inna kwestia...

      > Po trzecie: fakt jest taki, że zachowałaś następującą chronologię - już pytałaś
      >
      > o zwolnienie, jeszcze nawet nie wiedząc że jesteś w ciąży. Nie, istotnie, nie
      > napisałaś, że chcesz iśc na zwolnienie, ale wykazałaś dość żywe zainteresowanie
      > tą kwestią - no nie wiem, może faktycznie przemawiała przez Ciebie zwykła
      > ciekawość. a może chciałaś tylko poznać statystyki w tej kwestiismile

      Czysta ciekawość i nie wiedziałam, że ona wzbudza tyle kontrowersji i że jest aż
      tyle ZA i PRZECIW!!! Nie wiedziałam o tym, może dlatego że nigdy tego nie
      doświadczyłam: ani bycia w ciąży, ani zastępstwa ciężarnej.


      > I wreszcie ostatnia sprawa - najbardziej związana z meritum watku który
      > założyłaś:
      > pozwól, że podane przez Ciebie przyczyny dla których chciałabyś (a jednak!) iść
      >
      > na zwolnienie przerobię na pytanie.
      > Czy gdybyś NIE BYŁA W CIĄŻY i:
      > - czuła się znudzona
      > - chciała spać non stop
      > - bolało Cię podbrzusze (a boli ono pewnie 9 na 10 kobiet np. w czasie okresu)
      > - miała humory i była opryskliwa dla współpracowników
      > - zaczynała mieć wszystkiego dosyć, począwszy od znajomości ze znajomymi,
      > skończywszy na obowiązkach zawodowych
      >
      > uznałabyś to za dobre usprawiedliwienie, żeby pojść na zwolnienie?

      Tak. Moja przyjaciółka Wylądowała kiedyś z anemią w szpitalu. Właśnie z takimi
      objawami. Nawet takich odczuć nie można lekceważyć i trzeba iść do lekarza
      (chcociaż czasem pomaga tygodniowa kuracja witaminami i spacer po plażysmile

      Nie wiem jak jest później, ale tydzień po tygodniu ciąży podobno jest gorzej.
      Może dlatego kobiety uciekają na zwolenienie.

      Ja jednak jestem za tym, żeby kobieta w ciąży, która śpi przy monitorze, kuca
      przez pół dnia nad kibelkiem próbując coś z siebie wykrztusić, jest odrętwiała i
      znudzona, poszła jak najszybciej na L4. Wolałabym ją zastępować niż patrzeć jak
      się męczy. Lecz tak jak napisałam wyżej, nigdy mnie to nie dotyczyło. Teraz mnie
      będzie musial ktoś zastąpić. Przyznaję, że czuję się źle i parszywie się męczę.
      Ten wątek założyłam nie myśląc o wolnym. To było dla mnie niewyobrażalne.
      Zostawić pracę i ukochanych ludzi, z którymi pracuję. Ale teraz - coraz częściej
      myślę o dniach wolnych. Każda kobieta przeżywa ten stan inaczej. Ja staję się
      coraz większym leniuchem. Teraz: PRACA NIE JEST NAJWAŻNIEJSZA. Niestety wiele
      kobiet obawia się czy będzie mialo gdzie wracać po porodzie i urlopie. Czy jej
      "ciepła" posadka będzie na nią czekać. To jest niestety nasza chora rzeczywistosc.


      > Pozdrawiam - bo uznaję za grzeczne zakończyć tak dyskusję i pozdrowić inne
      > osoby czytajace to forum. Nie musisz więc odbierać tego personalnie do siebie..

      Przepraszam i przyznaję z pokorą, że się zaczerwienilam po Twojej odpowiedzi.
      Jestem ostatnio strasznym pot(f)orem.


      > Joanna
      Serdecznie chcę pozdrowić wszystkie mamy i fasolki




      humorzasta bibsad
      i już nie warczęsmile ukrywam się na noc pod kołdrą
      dobra noc
      • Dokładnie, dziewczyny, nie chodzi tu o to, ze jedna drugiej zazdrości
        zwolnienia, czy o to, zeby chodzić do pracy pomimo dolegliwości. W ciąży
        dolegliwości jest mnóstwo, wszystkie to wiemy i większość z nich jest podstawą
        do chorobowego. Ja w drugiej ciązy spędziłam chyba ze trzy tygodnie na
        chorobowym, z powodu silnych bóli krzyża. Na początku wymiotowałam dość często,
        jednak tak się złozyło, że miałam duzo pracy, która spadłaby wtedy na kolegów,
        więc jakoś przemęczyłam - ale gdybym poszła na chorobowe, nie miałabym żadnych
        wyrzutów sumienia.

        Jednak chyba wszystkim wiadomo, że: remont, wycieczka, konieczność kupna
        wyprawki, cieszenie się dzieckiem to nie są dolegliwości ani choroby. Chyba, że
        o czymś nie wiem, czy w takim razie mogłybyście mi podać kod choroby, który
        wpisuje się w takich przypadkach na zwolnieniu wink))

        --
        Ale skąd pewność, że Rosenzweigowa by wyzionęła ducha?
      • Bib,
        Za buziaka na przeprosiny dziękujęsmile Miły to akcent na rozpoczęcie kolejnego
        dnia.
        Tak to już bywa, że dyskutując na kontrowersyjne tematy - a do takich należy
        własnie ten dominujący w watku - czasem ponoszą nas nerwy i zapędzamy się w
        swojej retoryce w niezbyt miłe klimaty. Zdarza się to Tobie, mi i pewnie każdej
        z nas.
        W kwestii zwolnień poruszyłyśmy tu tak wiele kwestii, że należy chyba uznać
        temat za wyczerpanysmile

        Ja też podobnie, jak Ty jestem pierwszy raz w ciąży - co prawda już na trochę
        dalszym etapie, bo zaczynam 21 tydzień - i z dużą empatią odnoszę się do Twoich
        stanow emocjonalnych. Jesli mogę dać Ci jakąś radę - po prostu zwolnij trochę,
        daj samej sobie odsapnąć i nie miej wyrzutów sumienia, że wieczorem lezysz z
        nogami w górze albo idziesz spać już o 20smile Istnieje duża szansa, ze po trudach
        pierwszych tygodni Twój organizm "odwdzięczy" Ci się dobrym samopoczuciem z
        chwilą zakończenia I trymestru i zaczniesz naprawdę cieszyć się ciąża, podobnie
        jak ja teraz.
        Życzę Ci duzo zdrowia i optymizmusmile wierz mi, że własnie resztki optymizmu
        stawiały mnie na nogi w tych pierwszych ciężkich tygodniach i dawały mi duzo
        siły. Z tej siły skorzystał chyba równiez mój mały chłopczyk, który kopiąc z
        pasją przypomina mi o swoim istnieniusmile
        Pozdrawiam,
        Joanna.
    • i głos rozsądku na koniec... i tym się kierujmy przy braniu zwolnień i całej
      reszty pamiętając że każdy przypadek jest indywidualny..

      pozdrawiam i zyczę, żeby żadna z nas nie musiała iść na L4

      marzena
    • Adziu!, wielokrotnie na tym forum podpisywalam sie dwoma rekami pod tym co
      piszesz, ale tym razem odnosze wrazenie, ze nie do konca odrozniasz osoby,
      ktore w tym watku sie wypowiadaja.

      Zeby nie byc goloslowna przejrzalam wypowiedzi od poczatku, aby uzmyslowic
      samej sobie, co mnie tak wkurzylo. I oto moje wnioski:

      Od poczatku dziewczyny pisaly jakie to wskazania sklonily je do wziecia L4, o
      tym czy lekarze sa sklonni je dawac itp itd. A potem pojawily sie wypowiedzi
      typu:

      Asiula12
      "Dziewczyny nie myslcie "tu i teraz", ale zastanowcie sie co po macierzynskim -
      czy wracacie, czy nie. Ja bym sobie nie wyuobrazala powrotu do pracy, gdzie
      zrobilam sobie opinie osoby, ktora naduzyla faktu bycia w ciazy."

      Beemka
      "Może zamiast skupiać się wyłacznie
      na swojej wygodzie (jeszcze raz podkreślam, że piszę o sytuacji, kiedy kobieta
      bierze zwolnienie, choć nic nie zagraża jej ani jej dziecku), pomyslicie o
      innych, którzy tracą przez Wasze postępowanie?"

      Marzenawl
      "mój lekarz uważa, że ciąża nie jest chorobą--a wszystko zależy od rodzaju
      wykonywanej pracy i szkodliwości dla ciąży, praca przy komputerze czy inna
      biurowa jest dla mnie mniej męcząca niż "siedzenie"w domu. cóż to za
      przyjemność prać, prasować, sprzątać, gotować... a po takim dniu naprawdę
      wszystkiego się odechciewa i wtedy dopiero stwierdzam, że chyba źle się
      czuję... bo co robić innego leżeć, siedzieć...? do kina sama? do koleżanek na
      plotki? wszystkie są w pracy...wybaczcie ale wolę iść do pracy (38 tydz.),
      nawet czas szybciej mija i nie trzeba liczyc tygodni...

      pozdrawiam--i pamiętajcie, że siedzenie w domu i "odliczanie" tylko wydłuża ten
      okres a chyba nie o to chodzi--ja osobiście chciałabym, żeby dziecko pojawiło
      się na świecie a to jeszcze 2 tygodznie--więc idę do pracy--tam czas szybciej
      mija"

      Swoje dorzucila tez Joanna, ale pozwolcie, ze juz nie bede dalej szukac. A
      przeciez nikt wczesniej nie pisal, ze ma taka ulanska fantazje i woli nie
      pracowac, bo nie. Stad moje wrazenie, ze przyczyny jakie byly wymieniane nie
      byly dosc dobre.

      Stad tez moje ostatnie wypowiedzi wrzucajace niejako kij w mrowisko, a
      mianowicie: "A teraz dlaczego ja wezmę w końcu L4: bo w ciąży lubię celebrować
      swój brzuch,
      bo mam dwuletniego synka i chcę z nim więcej pobyć, bo planuję niewielki
      remont, bo w pracy i tak tego oczekują, bo i tak obniżą mi premię nieważne ile
      będę pracować, bo mam fuchy i chcę mieć na to czas, bo chcę trochę odpocząć
      przed sajgonem jaki będę mieć z dwójką maluchów, bo jak zaczną się upały to
      zawsze mam problemy z sercem, bo lekarz mi je pewnie da, wreszcie: BO TAKsmile I
      nie życzę sobie, żeby ktokolwiek mnie z tego rozliczał, bo to moja sprawa i
      moje sumienie, bo nikomu to nie zaszkodzi, a mnie zrobi dobrze!"

      To oczywiscie nie jest tak, ze mam kaprys i wezme L4 choc pewnie nie mialabym z
      tym problemu, bo moj lekarz uwaza w przeciwienstwie do lekarza Marzeny, ze
      kobieta w ciazy powinna sie duzo bardziej ze soba cackac i robic jak najwiecej
      dla swojego dobrego samopoczucia a tym samym dla samopoczucia dziecka. Niemniej
      ta smieszna lista chcialam wam uswiadomic, ze ja nie chce zebyscie to wy
      ocenialy zasadnosc mojego L4 czy ktoregokolwiek innego. Ze to co dla jednej
      osoby jest powodem do siedzenia w domu, dla innej nie bedzie.

      Nikt tu nie napisal, ze idzie to lekarza, da mu w lape, albo nie bo to znajomy,
      i dostanie L4 bo praca mu zbrzydla, chce oszukac Zus i swojego nedznego
      pracodawce. To wy wytoczylyscie agresywne dziala mowiac o kradziezy, wyludzeniu
      itp.

      I Beemko (bo to chyba ty napisalas) lekarze nie dlatego nie daja L4 na ostatnie
      dwa tygodnie przed terminem, bo nie ma wskazan (bo co, nagle zniknely??) tylko
      maja naciski z Zus zeby tego nie robic, czy to nie jest zlodziejstwo??




      • Wiesz, mamo Wiktora, ja się dołączyłam do dyskusji troszkę później, kiedy już
        padły argumenty pt. "mnie się od ZUSu należy" i podobne, i to na nie
        zareagowałam, bo w nie zwyczajnie nie wierzę.

        Dla mnie w zasadzie kryterium jest jasne - jeśli lekarz nie musi wymyślać
        choroby, którą można by uzasadnić zwolnienie, to powinno być w porządku. A
        jesli musi coś "dobierać", no cóż...


        --
        "Bezpieczniej jest robic interesy z mafią, niż z wielkimi korporacjami. I tak
        jedni i drudzy zatrudniają tych samych prawników"
      • > I Beemko (bo to chyba ty napisalas) lekarze nie dlatego nie daja L4 na
        ostatnie
        >
        > dwa tygodnie przed terminem, bo nie ma wskazan (bo co, nagle zniknely??)
        tylko
        > maja naciski z Zus zeby tego nie robic, czy to nie jest zlodziejstwo??
        >


        Nie, ja tego nie pisałam. Natomiast będę twierdzić z całą stanowczością, że ZUS
        jest prowokowany do takiego terroru przez wyłudzaczy, którzy idą na zwolnienia,
        choc im ono nie przysługuje. ZUS tnie więc gdzie się da i niestety uderza to w
        kobiety ciężarne, którym zwolnienie z powodów zdrowotnych w 2 ostatnich
        tygodniach ciąży nie jest przyznawane. I tu wracamy do punktu wyjścia: zaczyna
        się od 'niewinnego' zwolnienia-oszustwa, a kończy na krótkich urlopach
        macierzyńskich i braku zwolnienia, gdy naprawdę jest ono potrzebne. Wniosek
        łatwo wyprowadzić - Ci, którzy naciągają ZUS, nie dośc, że karzą innych, to
        jeszcze w efekcie okradaja samych siebie. Czyż to nie paradoks???

        Uff, ja już jestem zmęczona tym tematem. Po pracowicie spędzonym tygodniu:-
        ))))) czas na lody i kawe z inną ciężarną.
        Miłego weekendu życzę wszystkim dyskutantom, szczególnie tym prawdziwie chorym
        i zmęczonymsmile))

        Beemka.
        --
        I'm a Roman Catholic,
        And have been since before I was born,
        And the one thing they say about Catholics,
        Is they'll take you as soon as you're warm...
    • Jestem w 31tyg i nie wzięłam jeszcze dnia zwolnienia. Zawsze łatwo się
      przeziębiałam, chorowałam, a w ciązy nic!!! I dziękuję Bogu za każdy dzień
      mojego dobrego samopoczucia, za to że bez problemów mogę chodzić do pracy i żyć
      tak jak zwykle, bo lubię pracę, lubię ludzi z którymi przebywam. I chociaż jest
      to prywatna firma to otrzymuję w niej bardzo dużo życzliwości, uwagi i ciepła.
      Moje obowiązki zmniejszono znacznie (żebym się nie przemęczała), szef mnie
      podziwia że chodzę do pracy z brzuchem i nawet dostałam podwyżkę! Wszystkim wam
      życzę takiej sytuacji, wiele kobiet nie myślałoby wówczas o zwolnieniu. A do
      pracodawców mam apel: traktujcie swoich pracowników po ludzku to i oni będą was
      tak traktować.
    • Sorki, że znowu podciągam wąteksmile

      Adziu, pytanie: piszesz, że jeśli lekarz nie musi naciągać kodu choroby to ok,
      obawiam się, że wiele dolegliwości, które wcześniej najbardziej zagorzali
      krytycy L4, zaakceptowali jako powód do L4, nie kwalifikowałoby się. Nie ma
      kodu choroby na zmęczenie, złe warunki pracy, mdłości, złe samopoczucie. I co
      wtedy??

      Generalnie zgodzę się z Beemką - temat można zakończyć, każda z nas kieruje sie
      tym co dla niej ważniejsze. Dla mnie zawsze będzie to dobre samopoczucie
      ciężarnej i dobro dziecka (choć nie zrozumcie mnie źle: nie chodzi o dobre
      samopoczucie spowodowane prawdziwym oszustwemsmile), odrobina empatii dla
      wszystkich.

      Pozdrowienia
      • Też sorki, że podciągam wink mamo Wiktora, mnie chodzi bardziej o takie
        sytuacje kiedy dziewczyna chce mieć wolne, bo chce sobie pokopać grządki, a na
        zwolnieniu ma jakieś tam problemy z nietrzymaniem moczu wink))

        Z zycia to wzięte, oj z zycia wink

        --
        Ale skąd pewność, że Rosenzweigowa by wyzionęła ducha?

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.