Nie kocham swojego dziecka Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • A ono się jeszcze nie urodziło.
    • kochasz kochasz tylko moze ciezko jest ci dopuscic to do swiadomosci...w ciazy
      fakt przychodza rozne mysli do glowy moga i byc takie,ktore ciebie
      nawiedzaja...wsluchaj sie w siebie i glowa do gory


      asia i 41 tyg Kacperek
      • |Pokochasz jak zobaczysz śliczną , cudowną kruszynkę, która jest w 100% zależna
        od Ciebie, dla której jestes całym Swiatem!Własnie Ty.I Ona tak strasznie
        Ciebie potrzebuje...A i Ty nie będziesz mogła bez niej zyć! Głowa do góry! to
        miniesmile pozdrawiam majka
    • Przyjdzie, przyjdzie, nie boj nic wink))
      Niekoniecznie zreszta zaraz po urodzeniu.
      Ja przez pierwsze tygodnie zastanawialam sie glownie, gdzie moja corka ma
      wylacznik wink)).
      Teraz zreszta tez sie zastanawiam wink))
      --
      Is.
      foto.onet.pl/albumy/album.html?id=18623&grupa=7&kat=0&a=isma2
      foto.onet.pl/albumy/album.html?id=11392&grupa=7&kat=0&a=isma
    • rita_ napisała:

      > A ono się jeszcze nie urodziło.

      Niestety nie wszystkie matki kochaja swoje dzieci, szkoda, ze na Ciebie padlo.
      Nadziei upatruj w tym, ze moze jeszcze zanim sie narodzi, albo jeszcze pozniej,
      jednak je pokochasz, szkoda, zeby go wlasna matka nie kochala.


      --
      Kochanka trzeba mi takiego jak imperium
      co by mnie brał tak jak ja daję - całą pełnią big_grin
    • dlaczego?

      pozdrawiam serdecznie
      beata i maluch 36 tc
    • Jak była w ciąży z pierwszym dzieckiem zastanawiałam się czy Go będę kochała. Jego łóżeczko było postawione z dala od naszego i miałam sporo takich pomysłów aby go odizolować od nas dużo. Przy porodzie mówiłam aby go wyciągneli a po porodzie gdy położyli mi go na brzuchu zrozumiałam, że nie potrafię bez niego żyć. Pokochałam tą dzidzie tak bardzo mocno i kocham do tej pory.
      Pozdrawiam
      Agnieszka
      • to mi je oddaj smile
        ps co Ty na to?
        --
        "jesli cos idzie nie tak.... pomysle o tym jutro"
        M. Olejnik, Scarlet O'hara i aniutek smile
        • To sobie je weź.
          • rita_ napisała:

            > To sobie je weź.

            smile chetnie i mysle, ze nie ja jedna.
            jesli myslisz o tym serio, Twoja sytuacja jest zla, nie chcesz, nie mozesz, nie podolasz to z pewnoscia
            znajdzie sie ( a we mnie juz znalazlas) ktos kto Twoje dziecko pokocha i nie bedzie Ciebie ocenial,
            ganil a zamiast bedzie dozgonnie wdzieczny za ten dar. To tez jest jakies wyjscie z trudnej dla Ciebie
            sytuacji.
            jeszcze wszytsko moze sie zmienic, kiedy urodzisz, zobaczysz, pokochasz.
            --
            "jesli cos idzie nie tak.... pomysle o tym jutro"
            M. Olejnik, Scarlet O'hara i aniutek smile
    • Nie znam twojej sytuacji, mysle jednak, ze tego typu emocje maja gdzies swoje
      zrodlo. Osobiscie nie jestem zwolenniczka czekania az sytuacja sama sie
      rozwiaze. Tego typu depresje bo chyba tak mozna nazwac stan, w ktorym sie
      znajdujesz mozna opanowac jesli sie je zrozumie. Ciaza to dlugi okres i jesli
      postanowilas miec to dziecko mysle ze miast sie katowac mysleniem, ze nie
      bedziesz go kochac albo, ze tego typu uczucia znacza, ze jestes jakas wyrodna
      itd. lepiej po prostu poszukac przyczyny. Niestety kobiety nadal pozostawiane
      sa same sobie z tego typu problemami. Swego czasu w Zwierciadle byl ciekawy
      felieton dotyczace problemow kobiet podam ci strone internetowa gdzie powinnas
      znalezc jakies namiary na kogos kto bedzie mogl ci pomoc www.psychoterapia.dt.pl
      Podali tez nazwisko kobiety, ktora zajmuje sie min. "szeroko pojeta interwencja
      kryzysowa dla kobiet" any@psychoterapia.dt.pl (Anna Maria Nowakowska)
      Pozdrawiam
      Ania
    • Nic nie zmieni mojego nastawienia, wiem to. Jestem zupełnie sama. Nie mam
      nikogo. I nie pytajcie o ojca dziecka. Jestem tym wszystkim przerażona. To dla
      mnie za duża odpowiedzialność.
      • rita_ napisała:

        > Nic nie zmieni mojego nastawienia, wiem to. Jestem zupełnie sama. Nie mam
        > nikogo. I nie pytajcie o ojca dziecka. Jestem tym wszystkim przerażona. To
        dla
        > mnie za duża odpowiedzialność.


        Rito - już nie jesteś sama - właśnie to sobie uświadom. Jest ktoś komu jesteś
        potrzebna i kogo ty potrzebujesz. Już nigdy nie będziesz sama - a miłość rodzi
        miłość, zrozumienie, wsparcie. To właśnie najwspanialsze co mogło cię spotkać.
        Przerażenie, trud, to zrozumiałe - to dotyczy nas wszystkich - i tych, które
        mają przy sobie "tatusiów" i tych, które nie mają.
        Nie będzie pewnie lekko ale zobaczysz, że nie ma w życiu tego złego...
        Pozdrawiam - trzymaj się!
        • Witaj Rito!
          Nie wiem jak wygląda Twoja sytuacja ale dziewczyny mają rację, powinnaś z kimś
          porozmawiać, wyrzucić to z siebie, będzie Ci o wiele łatwiej. Miałam w rodzinie
          podobną sytację, tzn. brak akceptacji dziecka, moja siostra mając niewiele lat
          urodziła synka i chciała abym ja lub moja mama go wychowywały, to był dla nas
          szok, taki malutki, śliczny i bezbronny a z drugiej strony jej świat walił się
          w gruzy i troszke czsu musiało upłynąć zanim uświadomiła sobie, że to maleństwo
          to cały jej świat i nic poza nim się nie liczy. Życzę zdrówka i mam nadzieję,
          że i Ty odnajdziesz w sobie tyle siły aby pomóc dziecku i sobie. Pozdrawiam Aga
    • Mysle ze potrzebna Ci terapia. Tutaj ciezko Ci bedzie znalezc zrozumienie, ciezko bo wszystkie czekamy na swoje Malenstwa. Niektorym niestety to nie jest dane, przezywaja tragedie, inne czekaja miesiacami na cud. Co musza czuc czytajac taki post?
      Jak sie czujesz z tym ze nie kochasz dziecka. Jesli jest Ci z tym zle to wierze ze wkrotce pokochasz - z mala pomoca specjalisty.
      trzymam kciuki aby to sie stało.

    • Rito, może to egoistyczne podejście, ale nawet nie wiesz ile Ta Dziecina da
      własnie Tobie miłości! Pomijając to co sie dzieje wokół Ciebie - centrum świata
      staniesz się Ty i Twoje Dziecko!I nie wyobrażasz sobie ile da Ci Ono własnie
      siły aby dalej żyć, własnie dla Niego! Rito, jestem w ciąży z drugim Dzieckiem,
      pierwsze ma siedem lat i gdy codziennie sie budze i widzę twarzyczkę mojego
      siedmioletniego synka tak błogo spiącego - chce mi sie płakac z radości że jest
      na tym swieciesmile Faktem jest, że mąż bardzo wspiera m,nie i kocha zrówno
      Kubeczka jak i już to Ziarenko w brzuszku. Ale nawet w trudnych chwilach, to
      właśnie Dziecko poodtrzymywało mnie na duchu. Rito, dzecko to jest cud!A jak
      wielki - zdałam sobie sprawę z tego dopiero jak urodził sie mój synek. Miłość
      przyjdzie do Ciebie sama jak urodzi się Maleństwo. pozdrawiam majka
      • Twoje dziecko nie spadło z księżyca!
        Jeśli go nie chciałaś to trzeba było mysleć o tym wczesniej! Na tym forum
        możesz dowiedzieć się jak sobie pomóc, ale na pewno nikt Cie nie pochwali za to
        co piszesz o SWOIM własnym dziecku!
        Zastanów się teraz lepiej dlaczego chcesz skrzywdzić nienarodzone maleństwo!
        Nie masz prawa skazywać na odrzucenie tego dziecka! Wyobrażasz sobie jaki
        straszny wpływ masz na to jakie będzie, kim będzie?
        Twój wybór pozostaje tylko czy pewnego dnia TO dziecko powie, że osiągnęło coś
        dzięki Tobie, czy straciło PRZEZ CIEBIE!!!!!!

        Tchórzostwo nie zwalnia od odpowiedzialności!

        Byłam w szpitalu żeby obejrzec porodówkę. Widziałam noworodki leżące w
        inkubatorach i w zwykłych "mydelniczkach".
        Pielęgniarka pozwoliła mi wejść do jednego z przeszklonych pokoików.
        Przy dwóch "mydelniczkach" były matki, a w trzeciej leżała śliczna, zdrowa
        dziewczynka (na mydelniczce ktoś napisał dużymi literami MARYSIA.
        Pielęgniarka przyszła żeby ją przewinąć. Rozwinęła ją z becika i bez ceregieli
        zmieniła pieluchę. Po czym wyszła.
        Dziewczynka płakała przed i po wyjściu pielegniarki. Nikt do niej nie
        przyszedł, nie przytulił... na czas przewijania chwilowo przestała płakać bo
        widać było, że uspokoiła ją sama obecność jakiejś osoby.
        TO dziecko zostało porzucone przez własną matkę w szpitalu po porodzie!
        Pomimo, że było zdrowe, ładne- takie jakiego inni ludzie pragną wiele lat!

        Zastanów się dobrze czy chciałabys żeby Twoje dziecko żyło w poczuciu, że było
        nie chciane przez własną matkę?
        Nawet jeśli znajdzie się rodzina, która zaadoptuje Twoje dziecko to i tak Twoje
        maleństwo zawsze będzie miało złamane serce - PRZEZ CIEBIE!

        Jeśli oddasz to dziecko to bardzo je skrzywdzisz. Ale jeśli miałabyś je sobie
        zostawić i skrzywdzić bardziej swoim postepowaniem i postawą wobec niego to
        lepiej rzeczywiście pomyśl nad oddaniem do adopcji.

        Jak bys się czuła żyjąc z myślą, że Twoja matka Cie tak bardzo nie chciała!
        • bluebaby napisała:
          > Jeśli go nie chciałaś to trzeba było mysleć o tym wczesniej! Na tym forum
          > możesz dowiedzieć się jak sobie pomóc, ale na pewno nikt Cie nie pochwali za to
          co piszesz o SWOIM własnym dziecku!

          Wybacz, Blueababy, ale zupełnie nie masz podejścia psychologicznego. Swoim
          krzykiem nie sprawisz, że ktoś może pokochać swoje dziecko. Autorka wątku nie
          napisała tego, żeby ktoś ją chwalił. Nie wiem dlaczego tak to odebrałaś. To jedno
          suche zdanie: "nie kocham swojego dziecka" mówi więcej niż niejeden akapit.
          Forum jest po to, żeby się wspierać i wiesz co? Jestem dumna z dziewczyn, które nie
          obrzuciły błotem autorki, ale stanęły na wysokości zadania i dały jakąś nadzieję, że
          będzie lepiej, że miłość może przyjść z czasem i trzeba te 9 miesięcy wykorzystać
          na oswojenie się z sytuacją. Nikt tu nie jest potworem, a już na pewno nie kobieta,
          która na ten moment nie czuje więzi z dzieckiem i stwierdza, że go nie kocha.
          Autorka wątku enigmatycznie wyjaśniła, że jest w tej sytuacji sama (czytaj: samotna) i
          na tej podstawie można wysnuć, że znalazła się w trudnej życiowej sytuacji (może to
          dziecko jest z tzw. "wpadki"), że nie ma oparcia w ojcu dziecka ani w rodzinie. Wiem,
          wiem, że nawet dzieci z wpadki (zaliczam się do takich smile mają prawo do miłości,
          tylko że pewnym kobietom oswojenie się z sytuacją i akceptacja faktu zajmuje trochę
          więcej czasu.
          Nigdy nikogo doszczętnie nie potępiam dopóki nie poznam motywów jego
          postępowania i źródła uczuć. Dlatego uważam twój post za ostry i bardzo
          jednostronny. Przed złem można drugiego człowieka uratować jedynie wsparciem,
          zrozumieniem i bliskością. Wiem, że to patetycznie brzmi, ale to taka prosta prawda,
          której niektórzy nie chcą znać. Nie myl jednakże wsparcia i zrozumienia z
          przytakiwaniem i zgodą na sytuację. Chciałabym, żeby autorka wątku (nie pamiętam
          nicka, bardzo przepraszam!) pokochała swoje dziecko i wierzę, że sobie z tym
          poradzi. Jej post kojarzy mi się z jakimś niemym wołaniem o pomoc (w końcu zdawać
          sobie z czegoś sprawę to już 1/3 sukcesu) i dlatego nie potępiam jej.
          Więcej wyrozumiałości życzę.
          Pozdrawiam. Atlantis

        • Wstydź się Bluebaby.

          Rito - sądzę, że kontakt z terapeutą to dobry pomysł. Ale nie dlatego, że nie
          kochasz swojego dziecka, wbrew powszechnemu i szkodliwemu, bo wpędzającymi
          wiele kobiet w poczucie winy przekonaniu, część kobiet nie czuje radości z
          ciąży (także tych planowanych i wyczekanych). Czasem ta miłość przychodzi gdy
          ruchy dziecka stają się wyczuwalne, czasem po obejrzeniu krasnala na monitorze,
          czasem po porodzie, a czasem po kilku miesiącach od urodzenia. I nikt z tego
          powodu nie jest gorszą czy lepszą matką. Kontakt z terapeutą przydałby Ci się,
          bo rozumiem,że Twoja sytuacja jest bardzo trudna, a do tego zadręczasz się
          swoim stosunkiem do ciąży. Ewentualne rozważania o adopcji zostaw sobie jako
          ostateczność, już po urodzeniu, bo naprawdopodobniej -choć pewnie trudno Ci w
          to teraz uwierzysz- pokochasz to dziecko. Miliony kobiet przed Tobą tak
          miałysmile. I koniecznie wejdź na forum 'samodzielna mama' tam powinnaś uzyskać i
          wsparcie i całkiem konkretne rady.
    • Był już podobny wątek. I odpowiem podobnie. Sa kobiety które kochają swoje
      dzieci od momentu poczęcia niemalże a są też takie (i tych jest naprawdę bardzo
      dużo), które tej miłości muszą się nauczyć. Wiele kobiet twierdzi, że po
      urodzeniu dziecka wciąż tego nie czuje i jest to normalne. Masz 9 miesiecy,
      żeby się oswoić z myślą, że w twoim życiu pojawi się ktoś nowy a kiedy już sie
      pojawi będziesz się tego nowego człowieka (swojego dziecka) uczyć, będziesz też
      uczyć się go kochać. Nie musisz mieć wyrzutów sumienia, po co wpędzać się w
      depresję. To naprawdę przyjdzie.
    • Widzisz, kiedy jestesmy w ciazy to mamy jakies wyobrazenie o swoim dziecku,
      glownie te wyobrazenia sa czesto " wspomagane" sytuacja w jakiej jestesmy.
      Jesli jestesmy szczesliwe to i ciaze postrzegamy jako cos radosnego, jesli nie,
      a do tego jestemy same, bezbronne i niekochane to jest nam jeszcze trudniej. My
      kobiety w ciazy wiemy jak skarjne moga byc nasze emocje, reakcje, nasi mezowie,
      parnterzy cos o tym wiedza. Jedne kobiety czuja milosc do dziecka, inne nie, bo
      to dziecko jest ciagle jeszcze "jakims" dzieckiem abstrakcyjnym,niekonkretnym.
      Niby rusza sie w brzuszku, ale przeciez po kilku tygodniach przyzwyczajamy sie
      do tego i juz nie jest to takie zdumiewajace. A potem, rodzimy w ciezkim
      bolu... Ja moje dziecko kochalam od dnia poczecia, nawet moze zanim sie
      poczelo,a w czasie porodu myslalam tylko o sobie ,o bolu. Byla ze mna moja mama
      i moj maz, i mowili mi ,zebym sie trzymala, ze rodze dziecko, a ja sobie
      myslalam, ze nie chce, ze mnie to nic nie obchodzi, ze chce tylko ,zeby
      przestalo bolec! A jak urodzilam moja Weroniczke, to poczulam taka straszna
      pustke! Zadnej milosci, radosci! Patrzylam na nia jak na kosmite, nawet ladna
      mi sie nie wydawala, no nic do niej nie czulam, a moze nawet czulam niechec.
      Dopiero jak mi ja po umyciu przyniesli jeszcze raz, to poczulam jakby
      narodzila sie na nowo. Pokochalam ja i poczulam szczescie. Czemu tak
      zareagowlam nie wiem, byc moze jestem egoistka. Mam wyrzuty sumienia, ze tak
      czulam,ale tego nie zmienie. Gdyby nie moja mama, to pewnie mialabym depreseje
      poporodowa, bo moja Weroniczka okazala sie trudnym dzieckiem. Miala kolki, duzo
      plakala, ja nie moglam,spac, bolaly mnie piersi i tak meczylam sie moim
      macierzynstwem przez kilka m-cy. A teraz moja coreczka bedzie miala 2 latka, i
      na sama mysl sciska mnie w zoladku. Kiedy owija te swoje drobniutkie raczki
      wokol mojej szyi, usmiecha sie szeroko i szczerze i mowi moja, moja, to czuje
      ze unosze sie 2 m na ziemia. Nic nigdy nie dawalo mi tyle szczecia i milosci co
      moja coreczka.Jesli wytrzymasz ten trudny okres przed i po urodzeniu ,czeka cie
      wielka nagroda tu na ziemi. Nikt nigdy nie bedzie cie tak kochal jak dziecko,
      nikt nigdy nie bedzie ci tak wierzyl, ufal i patrzyl prosto w oczy. Dla nikogo
      nigdy nie bedziesz tak wazna, az do bolu. Jesli masz w sobie wole do walki to
      walcz, nie mysl, nie kocham,tylko bede kochana! Mysle, ze to, ze tu piszesz,
      jest swiatelkiem w tunelu, ze nic nie jest stracone. Nie mysl ,ze macierzysntwo
      to tylko wzniosle rzeczy, bo tak nie jest, i ciaza i porod i trudy
      rodzicielswta niestety to pokzauja, ale jest nagroda, wielka! Nie kazdy musi od
      razu kochac swoje dziecko zwlaszcza nienarodzone, ale gwarantuje ci, ze kiedy
      Twoje dziecko powie do Ciebie mama, albo kocham Cie, to nie bedziesz mogla
      opedzic sie od wznioslych, pieknych uczuc.
      mam nadzieje ze to Cie spotka
      Trzymaj sie
      Ola
      • przepraszam ale czy to ma byc publiczna spowiedz????? nierozumiem na co liczysz
        na rozgrzeszenie z naszej strony?
        chyba jestes jakas niedojrzala. nic nienapisalas tyle ze niekocham swojego
        dziecka i co ...... i co ma ktos za ciebie dokonczyc to zdanie?

        idz do psychologa bo nikt sie niebedzie z toba tu cackal.wez sie za sibie i w
        koncu otrzezwiej, zastanow sie co dalej.
        jak masz do konca zycia niekochac to lepiej maluchowi bedzie jak oddasz je do
        adopcji. jest masa kobiet spragnionych daru macierzynstwa.
    • to jestesmy dwie... co do porzedniego postu: masz racje. jestem niedojrzala. nie
      powinnam byc w ciazy.
      a do zabiegu zabraklo mi glupich 400zl. ten tysiac ktory uzbieralam przepilam.
      zreszta przez pierwsze 2 miesiace pilam codziennie. pewnie i tak bedzie jakies
      nienormalne.
      niedobrze robi mi sie kiedy widze jakas kobiete w ciazy.
      jestem w 16 tc i jeszcze nic nie widac, ale jak tylko zacznie mi brzuch rosnac
      przestane chyba wychodzic z lozka
      przeciez to bez sensu
      a jutro mam isc do lekarza. pewnie on tez mnie ochrzani ze do tej pory od kiedy
      bylam na poczatku sie nie pojawilam, zreszta juz mi wszystko jedno, to chyba
      jakis koszmar
      • Wydaje mi sie ta wypowiedz to prowokacja, nie wiem czemu ma sluzyc, chyba
        dziewczyno jeszcze nie wytrzezwialas sad.Twoja wypowiedz ma pomoc autorce postu
        czy nas zaszokowac?Przykro ze brzydzisz sie innymi ludzmi...
        Ola
      • Jestem w szoku po przeczytaniu tego postu, a strach pomyśleć jakie życie będzie
        miało Twoje dziecko.
      • szysh napisała:

        > to jestesmy dwie... co do porzedniego postu: masz racje. jestem niedojrzala.
        ni
        > e
        > powinnam byc w ciazy.
        > a do zabiegu zabraklo mi glupich 400zl. ten tysiac ktory uzbieralam
        przepilam.
        > zreszta przez pierwsze 2 miesiace pilam codziennie. pewnie i tak bedzie jakies
        > nienormalne.
        > niedobrze robi mi sie kiedy widze jakas kobiete w ciazy.
        > jestem w 16 tc i jeszcze nic nie widac, ale jak tylko zacznie mi brzuch rosnac
        > przestane chyba wychodzic z lozka
        > przeciez to bez sensu
        > a jutro mam isc do lekarza. pewnie on tez mnie ochrzani ze do tej pory od
        kiedy
        > bylam na poczatku sie nie pojawilam, zreszta juz mi wszystko jedno, to chyba
        > jakis koszmar

        ide zwymiotowac. az mnie zamulilo z wrazenia...
        wspolczuje kobieto. modl sie o zdrowie bo o rozum za pozno.
        o skoncz juz podbijac watek bo zrobil sie niesmaczny!!!!!!!!!
      • chce się kląć bo tyle kobiet chce mieć dzieci a nie może! Opanuj sie i spróbuj
        znaleźć w sobie iskierkę miłości albo choć odrobinę cieplejszych uczuć
    • Ja bardzo chciałam mieć dziecko, całą ciążę przeżywałam i wydawało mi się , że
      kocham moje dziecko. Teraz wiem, że chęć posiadania dziecka wynikała u mnie
      chyba ze zdrowego rozsądku. Ale tak naprawdę miłość poczułam dopiero po
      porodzie. I wcale nie wtedy kiedy położono mi go na brzuchu. Byłam zbyt
      wyczerapana i przestraszona, żeby się nim zinteresować. Kiedy juz ochłonęłam i
      położono synka przy mnie (jeszcze na porodóce) a położna pomogła mi przystawic
      go do piersi, dopiero wtedy zalała mnie fala miłości o którą nigdy się nie
      podejrzewałam. I z każdym dniem kiedy dziecko coraz bardziej się rozwija ,
      nawiązuje coraz lepszy ze mną kontakt ta miłość jest coraz większa. Daj sobie i
      swojemu dziecku czas. Uwierz mi będzie dobrze.
      Pozdrawiamy
      Ewa i Maciuś (19.11.2003)

      Ostatnie fotki
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=10439388&a=11943162
      foto.onet.pl/albumy/album.html?id=18228&grupa=0&kat=15&a=ewetka76
    • cześć,
      Jeśli nie będziesz chciała zatrzymać dziecka, odezwij się na moje GG 4125335
      to Ci pomogę
      Co prawda będę miała swoje ale z dwoma taż damy radę
      Pozdrawiam
      • Może ta historyjka Ci pomoże. Współczuję Ci, że nikogo nie masz przy sobie, bo
        Ty napewno chcesz Tego dziecko. My ludzie jesteśmy tacy
        bezwzględni....dlaczego?
        pozdrawiam, czerwcóweczka, jola

        ANIELSKIE DZIECIĘ

        Pewnego razu było dziecko gotowe, żeby się urodzić. Więc któregoś dnia
        zapytało Boga:
        - Mówią, że chcesz mnie jutro posłać na ziemię, ale jak ja mam tam żyć, skoro
        jestem takie małe i bezbronne?

        - Spomiędzy wielu aniołów wybiorę jednego dla ciebie. On będzie na ciebie
        czekał i zaopiekuje się tobą.
        - Ale powiedz mi, tu w Niebie nie robiłem nic innego tylko śpiewałem i
        uśmiechałem się, to mi wystarczało, by być szczęśliwym?

        - Twój anioł będzie ci śpiewał i będzie się także uśmiechał do ciebie każdego
        dnia. I będziesz czuł jego anielską miłość i będziesz szczęśliwy.

        - A jak będę rozumiał, kiedy ludzie będą do mnie mówić, jeśli nie znam
        języka,
        którym posługują się ludzie?

        - Twój anioł powie ci więcej pięknych i słodkich słów niż kiedykolwiek
        słyszałeś, i z wielką cierpiwością i troską będzie uczył Cię mówić.

        - A co będę miał zrobić, kiedy będę chciał porozmawiać z Tobą?

        - Twój anioł złoży twoje ręce i nauczy cię jak się modlić.

        - Słyszałem, że na ziemi są też źli ludzie. Kto mnie ochroni?

        - Twój anioł będzie cię chronić, nawet jeśli miałby ryzykować własnym życiem

        - Ale będę zawsze smutny, ponieważ nie będę Cię więcej widział.

        - Twój anioł będzie wciąż mówił tobie o Mnie i nauczy cię, jak do mnie
        wrócić,
        chociaż ja i tak będę zawsze najbliżej ciebie.

        W tym czasie w Niebie panował duży spokój, ale już dochodziły głosy z ziemi i
        Dziecię w pośpiechu cicho zapytało:

        - O, Boże, jeśli już zaraz mam tam podążyć powiedz mi, proszę, imię mojego
        anioła.

        - Imię twojego anioła nie ma znaczenia, będziesz do niego wołał: "Mamusiu".

      • Korog, napisałam do Ciebie kilka dni temu na gg i do tej pory nie mam
        odpowiedzi. Dlaczego? Czyżbyś się rozmyśliła?

        Rita
    • Postanowiłam do Ciebie napisać, bo sama przeżywałam to samo. Wiem, że okropnie
      się z tym czujesz i nie wiesz co zrobić. Moja ciąża taż była przeze mnie
      niechciana. To, że byłam po ślubie i studia taż miałam już za sobą nie
      poprawiały mi nastroju. Czekałam praktycznie tylko na dziecko. No i narodziło
      się! Cały czas czekałam na moment, kiedy moja miłość do niego wybuchnie i
      wszystko będzie już dobrze. Niestety miesiące mijały, a moje uczucia nie uległy
      zmianie. Oczywiście opiekowałam się synkiem jak umiałam najlepiej. Dużo
      musiałam poświęcić dla jego zdrowia i niczego mu nie brakowało........ oprócz
      mojego szaleństwa na jego punkcie. Bardzo cierpiałam, ale zupełnie nie
      wiedziałam co mam począć. Minęło pół roku i nagle wszystko się zmieniło. Teraz
      mój synek jest już przedszkolakiem i nie wyobrażam sobie, że mogłabym kochać
      kogoś bardziej od niego. Często zastanawiam się jednak, czy nie zrobiłam nu
      jakiejś krzywdy na tle emocjonalnym. Czy byłby inny, gdybym od urodzenia
      okazywała mu więcej czułości i miłości, na którą zdecydowanie i bezspornie
      zasługiwał? Nie wiem. Teraz staram się nadrobić stracony czas, ale czy to
      możliwe?
      Moja rada dla Ciebie to, staraj się myśleć pozytywnie (pokocham moje dziecko
      zaraz albo trochę później, ale w końcu je pokocham), jeśli jesteś odważna idź
      do psychologa, albo porozmawiaj ze swoim ginekologiem - to może być depresja,
      na którą są sposoby.
      I na koniec: Twoje dziecko, to jedyna osoba, która będzie Cię kochać
      bezwarunkowo i nigdy nie oceni w kategoriach zewnętrznych (za gruby brzuch,
      obwisły biust, itd.).
      Czy taki KTOŚ nie zasługuje na odwzajemnienie uczuć?!
    • Pamiętam Ritę z wątków adopcyjnych. I sama nie wiem, co o tym myśleć...

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=581&w=9307642&v=2&s=0
    • rito! nie czuj się winna, że nie czujesz nic do dziecka. jak sama piszesz ono
      się jeszcze nie urodziło i jest mu dobrze ciepło i bezpiecznie, a ty dla niego
      jesteś najlepszą mamą. Pewnie, że są dziewczyny, które od początku cieszą się i
      czekają na narodziny, i takie, które znalazły się w trudnej sytuacji myślą o
      dziecku jako o źródle wszystkich trudności, boją się. A są i takie, którym
      cięzko jest pokochać "brzuch", bo ich wyobraźnia nie daje im widzieć w "brzuchu
      dziecka", jeśli wiesz o co mi chodzi, ale naprawdę to że nie czujesz nic
      do "brzucha", a może nawet żal do niego nie przesądza, że będziesz dla niego
      złą matką, a będziesz najlepszą, właśnie dlatego, że jego własną.
      Najtrudniejsza nawet sytuacja może się zmienić w okamgnieniu, niewiele piszesz,
      co jest twoim problemem, czy kiepska sytuacja finansowa? brak wsparcia ze
      strony rodziny, ojciec dziecka ... nie taki jakiego byś sobie życzyła? to
      wszystko bzdura, pracę się ma albo się traci, kiedy dziecko się urodzi napewno
      znajdzie się wielu, którzy ci pomogą, a ojca zakładając, że jest najgorszy i że
      nie chcesz go widzieć, możesz nie oglądać, a może za parę lat będziesz mu
      wdzięczna ze podarował ci taki skarb. jeśli ty masz co jeść i nie pada ci na
      głowę to i dziecku nie będzie a ono na początek naprawdę niewiele potrzebuje
      tylko ciebie i cycka, a to nie kosztuje, dzieci tak szybko rosną czas tak
      szybko płynie, za parę lat na pewno będziesz mu mogła dać więcej niż teraz, co
      będziesz myślała, jesli wtedy go przy tobie nie będzie? Każdego dnia będziesz o
      nim myślała i tęskniła, nawet jeśli teraz myslisz o nim z niechęcią, dlatego
      zrób wszystko, żeby je zdrowo urodzić, i zatrzymać przy sobie, a miłość
      przyjdzie z czasem, największa na swiecie

      w rodzinie męża jest adoptowane dziecko, dziewczynka 2 i pół roczku, ile razy
      ją widzę to jest mi jej szkoda, to że jej rodzona matka nie chciała, myślę że
      będzie ją bolało przez całe życie, dwa że jest chowana w prawie że wojskowym
      drylu i dyscyplinie, adopcyjna matka robi wszystko, żeby pokazac całemu światu
      jaka jest "wzorowa" i jak to jej dziecko na głowę nie wejdzie, niestety jego
      kosztem. i niby ma zabawki i buciki, ale niestety jakoś nie czuję tego
      matczynego serca, bo ono jest jedno na świecie, więc zrób wszystko, żeby być
      najlepszą mamą a ONO odpłaci ci tysiąckrotnie,
      pozdrawiam
      jeśli będziesz chciała napisz na priv
    • Rito !
      Przeraziło mnie tych kilka wypowiedzi w stylu " to oddaj je do adopcji" , "
      trzeba było myśleć wcześniej", itp. Tyle w tym agresji, że myślę, że ich
      autorki same powinny udać się na psychoterapię i szczerze współczuję ich
      dzieciom. To zwykła ignorancja w dziedzinie emocji kompletny brak
      współodczuwania.
      Wiele jeszcze może się zmienić. Narodziny są przełomem. Nie jesteś jedyną
      kobietą, która ma wątpliwości co do swojej miłości macierzyńskiej. Wiele kobiet
      dopiero po jakimś czasie po porodzie może powiedzieć z ręką na sercu "kocham
      swoje dziecko". Myślę, że tym bardziej Ci trudno, bo jesteś sama i nie masz z
      kim dzielić swoich uczuć. Wtedy trudno je zdefiniować, trudno się w nich
      odnaleźć. Poza tym każda z nas, nawet mająca partnera boi się tej wielkiej
      zmiany jaką są narodziny dziecka, szczególnie jeśli jest ono nie planowane.
      Nie chcę nic Ci doradzać, ani przekonywać, że to się na pewno zmieni, bo chyba
      nie tego potrzebujesz. Myślę, że potrzebujesz raczej akceptacji dla swoich
      obecnych odczuć, kogoś kto powiedział by Ci, że to co czujesz nie jest czymś
      godnym potępienia i że może się zmienić, albo nie, że nic nie będziesz musiała
      robić na siłę. Jeśli Ci to pomoże to ja chętnie przekazuje Ci właśnie te słowa.
      Jeśli potrzebujesz wsparcia polecam stronę Fundacji "Rodzić po Ludzku" i za
      razem Poradni psychologicznej dla kobiet w ciąży i matek małych
      dzieci "Początek" - www.rodzicpoludzku.pl
      Znajdziesz tam informację o telefonie wsparcia dla kobiet w ciąży.
      Jeśli będziesz tego potrzebowała nie wahaj się z niego skorzystać, otrzymasz
      tam wsparcie niezależnie od tego co będziesz czuła, i jaką podejmiesz decyzję
      odnośnie przyszłości
      Pozdrawiam
      Kasia
    • risa1 napisala:

      >ide zwymiotowac. az mnie zamulilo z wrazenia...
      >wspolczuje kobieto. modl sie o zdrowie bo o rozum za pozno.
      >o skoncz juz podbijac watek bo zrobil sie niesmaczny!!!!!!!!!

      a moze zmienic nazwe forum na "chciana ciaza"? bo jak widze wypowiadac sie tu
      moga tylko osoby chcace miec dziecko, inne znajda tu tylko.... no wlasnie.
      za kogo ty wlasciwie sie uwazasz? mamusia roku?

      powiedziec ze brakuje tu tolerancji to malo.

      pyrtol : nie chodzi o to ze chcialam zszokowac. po prostu chcialam sie wygadac,
      a wydawalo mi sie ze to dobre miejsce. dzieki za zrozumienie.

      nie chcialam tej ciazy, myslalam o tym wczesniej, ale nie wyszlo, wiec czy zle
      jest to ze po prostu nie zmienilam zdania? pozatem: nie brzydze sie ludzmi tylko
      soba. obrzydzenie wywoluje we mnie mysl ze mnie to tez czeka. i mysl o tym co
      mam w brzuchu.

      co do adopcji to mi juz wszystko jedno, bo wtedy odwroci sie ode mnie rodzina i
      facet, wiec tak czy siak jest zle i nic tego nie zmieni.ale to nie moja wina,
      wiec z jakiej racji mam cierpiec, i jeszce kochac tego kogo nie chcialam? jestem
      w srodku jakiegos chorego koszmaru, a wszyscy sie ode mnie odwrocili. ludzie
      ktorzy nie maja pojecia o czym mowie mnie osadzaja, przykre.
      ha. w ciazy nie mozna pc i palic? to moze zaczac w takim razie cpac albo od razu
      sie powiesic? ja o ciaze nie prosilam, nie czuje sie do niczego zobowiazana.

      szacunek dla bursz, bzeebze i kasiek_73. w przeciwienstwie do innych
      wywolujacych tylko skoki cisnienia, te posty zapadaja w pamiec
      • Czesc
        Ja Cie nie osadzam, zrobilo mi sie przykro, ze tak pisalas o swoim dziecku tzn
        rozumiem ze go nie kochasz, ale przeciez nie chcesz mu zrobic krzywdy tym
        piciem czy paleniem, bo jesli ono urodzi sie chore, to bedziesz cierpiec nawet
        jesli go nadal nie pokochasz. Nie wiem co przezywasz, jesli chcesz sie wygadac
        to tu jest dobre miejsce na to, dziewczyny przezywaja rozne stany wlacznie z
        niekochaniem dzidziusia. Nikt Cie nie zmusi do kochania, jesli masz rodzine
        ktora pragnie dziecka to i tak masz szczescie w przeciwienstwie do autorki
        postu. Moze Twoje uczucia sie zmienia po porodzie, tego teraz nie mozesz
        wiedziec. Zareagowalam na Twoj post jak zareagowalam bo wydawal mi sie taki
        nieprzyjemny, ton w jakim opisalas swoje uczucia nie wskazywal na to ze szukasz
        wsparcia tylko chcesz nasz zaszokowac szczegolnie tym piciem i stosunkiem do
        innych kobiet w ciazy. Byl pelen nienawisci, tak go odebralam. Jesli nie takie
        byly Twoje intencje to przepraszam. Wiem ze sa niechciane ciaze i niechciane
        dzieci, ale moze jest jakies wyjscie z Twojej sytuacji. Adopcja to dobry
        pomysl, choc jak mowisz rodzina sie od Ciebie odwroci. Mam nadzieje ze dzidzius
        jest zdrowy i ze nie bedziesz mu swiadomie szkodzila, bo to przeciez tez nie
        jego wina ze jest w Twoim brzuchu no nie, wiec mimo ze go nienawidzisz to nie
        masz prawa mu odbierac szansy na zdrowe zycie ( i nie pisze tu o jednym piwie,
        tylko o upijaniu sie na umor, zeby mu zaszkodzic). Mam tez nadzieje ze spotaksz
        sie z wiekszym zrozumieniem z naszej strony.
        Ola

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.