Nie sądziłam, że przyjdzie mi się zwierzać z takich rzeczy na forum, a jednak
Jestem w 10 tygodniu ciąży. Ciąża jak najbardziej zaplanowana, wszystko wkoło poukładane. Marzyłam o dziecku mniej więcej od roku, a próby dały rezultat już w pierwszym cyklu od podjęcia starań. Partner wniebowzięty, przejęty, cały czas o mnie dbający i cieszący się przyszłością. A ja... nie chce mi się o tej ciąży mówić, myśleć, czytać. Większość rzeczy przestała mnie cieszyć. Nagle wydaje mi się, że za wcześnie, że jeszcze powinnam pojechać tu i tam, że uwiązałam się na całe życie. Nie wiem czy przyczyną może być to, że czuję się fatalnie, mam całodobowe mdłości, jestem wiecznie zmęczona, nie mam siły dosłownie na nic. Czy któraś z was miała podobnie?