Dodaj do ulubionych

jak ustalić czy mąż jest ojcem biologicznym?

12.12.05, 10:36
Bardzo prosze o rade, jestem w strasznej sytuacji, w którą co najgorsze sama
się wpędziłam.... Chwila zapomnienia i jestem w ciaży prawdopodobnie nie ze
swoim mężem.... Chcę z nim być, ale boję się powiedzieć, bo miałby prawo mnie
rzucić... Co mam robić, czy można jakoś ustalić, czy mąż jest ojcem
biologicznym? Podobno są jakieś badania genetyczne z krwi. Próbowałam się
dodzwonić do dr Dudarewicza, któego poleciła mi moja koleżanka, który robi
badania genetyczne z krwi, ale nie odbierał telefonu. Prosze doradźcie co
robi, czy powiedzieć mężowi, jak powiedzieć, co z tymi badaniami
genetycznymi? Będę wdzięczna za każdą radę!
Edytor zaawansowany
  • maga202 12.12.05, 10:48
    Ja bym nie powiedziała i myśle że lepiej będzie jak Ty też nie powiesz. Z badań z krwi nie da się jednoznacznie tego stwierdzić, mozna tylko kogoś wykluczyć. Lepiej poczekać do urodzenia dziecka i zrobić test DNA (to można zrobić bez wiedzy męża) np. z włosów dziecka i męża. W internecie reklamują się takie firmy i robią to całkowicie dyskretnie. A tak w ogóle to test z krwi to też dopiero po urodzeniu dziecka.
  • andzia22l1 12.12.05, 10:57
    No nie wiem czy nie mówienie jest dobrym rozwiazaniem, a co bedzie jak po
    porodzie okarze sie , ze dziecko nie bedzie miało ani Twojej krwi ani meża,
    wtedy sie dowie i bęzie jeszcze gorzej, ja nie wiem co można zrobić ale wiem ,
    ze szukałabym sposobu na to aby dowiedzieć sie wcześniej i nie czekac tak
    długo, jakby sie udało wykluczenie z tych badań krwi tego drugiego to już
    byłabyś spokojniejsza
    pozdrawiam
  • pati261 12.12.05, 11:05
    Absolutnie nie wolno Ci tego powiedziec, tzn. jest to Twoja sprawa ale ja bym
    nie powiedziała. W ten sposób cały cieżar jaki z tego powodu nosisz w sercu
    spadnie na Twojego męża, a dla niego będzie to dużo gorsze. Nawet jeżeli Cię
    nie zostawi to pomyśl jaki będzie mieć stosunek do tego dziecka wiedząc że moze
    być nie jego. Zniszczysz i jego i dziecko. Pomyśl o tym, no chyba ze nie chcesz
    być już z mężem, to co innego.
  • maga202 12.12.05, 13:42
    Moim zdaniem w tym wypadku nie ma dobrego rozwiazanie, wydaje mi sie że nie mówienie jest tym lepszym. Jeżeli chodzi o mojego męża to jestem 100%owo pewna że nie przyszło by mu do głowy zapytać o grupę krwi , a nawet jak by zapytał to nie zastanawiał by się nad krzyżówkami genetycznymi. Pozostaje kwestia jakiejś nagłej choroby podczas której dziecku potrzebna byłaby krew ale to juz jakoś bym załatwiła. Wiem że to i tak źle i tak niedobrze ale lepiej nie ryzykować.
    Pozdrawiam Magda
  • blaszany_dzwoneczek 12.12.05, 14:00
    Ja mam jakoś zupełnie inne spojrzenie na małżeństwo, jego wartość, jego podstawy
    i przede wszystkim, jego istotę. Wg mnie ryzyko jakieś (czyli albo będzie dobrze
    albo źle) jest tylko wtedy gdy powie mężowi. Ryzykuje, ze małżeństwo się
    rozpadnie, ale tylko to daje jej szansę na prawdziwe naprawienie tego co zrobiła
    i na zbudowanie na nowo PRAWDZIWEJ relacji z mężem opartej na prawdzie,
    przebaczeniu i świadomej zgodzie męża na bycie z nią taką jaka jest, ze
    wszystkimi błędami, a nie taką jaka mu się przedstawia za pomocą oszustwa.
    A jeśli nie powie mężowi prawdy, to ryzyka nie ma, natomiast jest pewność, ze
    będzie źle, że czy będą razem czy nie, ich małżeństwo będzie w jakis sposób
    farsą, i ona bedzie o tym cały czas wiedziała brnąc w kolejne kłamstwa.
  • pati261 12.12.05, 11:07
    I jeszcze jedno, nie zapominaj że jeżeli chodzi o dziedziczenie to dziedziczy
    się nie tylko po rodzicach ale też po dziadkach itd. więc jeżeli dziecko będzie
    mieć cechy twojego kochanka zawsze możesz zwalić że to po jakiejś babci albo
    coś takiego
  • cn_tower 12.12.05, 11:30
    jestem zniesmaczona tym co piszesz, "zwalic" ze dziecko ma geny po dziadkach,
    robic z meza idiote, odebrac prawdziwemu ojcu szanse na ojcostwo, ja nie
    potepiam nikogo ale jestem zaskoczona...sama pewnie tez bym nie powiedziala ale
    NIGDY nie rozgrywalabym tego z taka premedytacja...
    --
    Maja Jacek i Erwinek nasze słoneczko
  • zolza78 12.12.05, 11:39
    rzeczywiście najprostszym rozwiązaniem wydaje się nie powiedzieć i udawać (a to
    też jest sztuka!), że nic się nie stało i robić z męża idiotę, jak tu któraś z
    nas napisała. Gorzej będzie, jeśli ten mężczyzna jest Tobą bardziej
    zainteresowany, niż myślisz i sam będzie chciał się dowiedzieć, skąd ta ciąża i
    skad to dziecko, bo przecież to żadna sztuka wyliczyć sobie
    prawdopodobieństwo... Myślisz, że wtedy też uda Ci się ukryć to przed mężem?
    No, chyba, że ten mężczyzna od chwili zapomnienia mieszka na stałe w Australii
    i nie zamierza utrzymywać z Tobą kontaktu. W każdym razie, nie jest to łatwa
    sytuacja i Ty sama musisz podjąć decyzję. Jakiej byś nie podjęła, ktoś będzie
    płakał.
    --
    nasz synek Mikołajek
  • amwaw 12.12.05, 11:45
    Badania genetyczne robi się po urodzeniu dziecka- jak ma ok 3 mś, prenatalnych
    badań ustalania ojcowstwa nie ma.

    --
    ________
    Dominika po porodzie
    Mała ma już
  • titta 12.12.05, 11:48
    Zeby przeprowadzic test bedzie potrzebne DNA dziecka meza ew. kochenka i twoja
    (z krwi, nablonka ew wlosow). Zeby sprawdzic to w czasie ciazy musiala bys
    wykonac aminopunkcje wiec lepiaj poczekac az urodzi sie dziecko. Nie wiem ile
    kosztuje to w Polsce, na zachodzie ok 50Euro za probke (w Polsce moze kosztowac
    mniej).
    Co do mowienia mezawi uwazam ze prawda jest zawsze lepsza niz zycie caly czas z
    obciazeniem. Maz moze odejsc ale zdradzajac go chyba powinnas sie z tym liczyc?
    Wazne jest jednak to jak to powiesz. Wspolczuje sytuacji.
  • pati261 12.12.05, 11:54
    A prawda jest taka że mężowie wychowują dzieci swojej żony, bo tylko kobieta
    może wiedzieć na 100% czy to jej dziecko...smile A jeżeli chodzi o to że ktoś
    poczuł się znesmaczony moja wypowiedzią mogę powiedzieć tylko tyle że każda
    doswiadczona mężatka potwierdzi to że mężowi nie mówi się wszystkiego a już
    napewno nie takie rzeczy, postawcie się na jego miejscu, "czego oczy nie
    widzą , tego sercu nie zal"
  • zolza78 12.12.05, 11:59
    Jak najbardziej popieram, z tym tylko, że tu nie chodzi np. o wydane "po
    kryjomu" pieniądze ze wspólnego konta. Ale każdy ma swojego mola, co go gryzie.
    Pozdrawiam.
    --
    nasz synek Mikołajek
  • betunia80 12.12.05, 12:03
    Nie mów mężowi, a co jeśli to dziecko jest mężą?? Moze Cie zostawic, zniszczysz
    wasz zwiazek, bedzie Ci trudno potem odzyskac zaufanie męża, no i jego stosunek
    do Ciebie i dziecka tez juz nie będzie taki jaki powinnien. Po porodzie sprawdz
    czy to dziecko męża i potem cos zdecyduj.
  • trissie 12.12.05, 20:02
    Przerażające jest to, co mówicie. Co to za toksyczne przekonania i skąd wzięte,
    że mężowi nie mówi sie wszystkiego? Naprawdę uważacie, że da się budowac związek
    na kłamstwie? Jeżeli tak, to bardzo współczuję takich związków. Ja myslę, że
    jeżeli zależy Ci na mężu, powinnas z nim poważnie pogadać i w ogóle potraktowac
    go poważnie w takiej sytuacji. Wtedy dopiero macie szanse być ze sobą, inaczej -
    prędzej czy poźniej związek sie rozpadnie, bo po prostu nie przetrwa takich
    mrocznych tajemnic. Zwłaszcza , że sprawa może sie wydać - jak to często sie
    zdarza. Chciałabyś być oszukiwana przez całe życie? Wątpię. Życzę mądrych decyzji
    --
    <a
    href="tickers.tickerfactory.com/ezt/d/1;20722;29/st/20060304/dt/5/k/73a0/preg.png"
    target="_blank">tickers.tickerfactory.com/ezt/d/1;20722;29/st/20060304/dt/5/k/73a0/preg.png</a>
  • bastet7 12.12.05, 12:05
    Zrób test DNA po urodzeniu dziecka. Może się okazać, że to jednak dziecko
    Twojego męża - wtedy nie będzie już o czym mówić....no chyba że o zdradzie. Ale
    jesli było minęło, to lepiej do tego nie wracać.
  • tin_t 12.12.05, 12:10

    w ramach ciekawostki: słyszałam, że 10% dzieci na świecie nie jest dziećmi tych
    ojców, którzy je wychowują. tak w ramach komentarza.
  • blaszany_dzwoneczek 12.12.05, 12:30
    Nie wiem jakie Wy wszystkie macie relacje ze swoimi mężami, ale ja nie wyobrażam
    sobie żebym mogła tak mojego męża oszukać i oszukiwac potem dalej przez całe
    życie. I to czy to jego dziecko czy tez nie jego, to wg mnie sprawa drugorzędna.
    Ważna, nie neguję, ale drugorzędna. Sam fakt, ze sie zdradziło, że się nosi
    potencjalnie nie jego dziecko i jeszcze chce się go oszukać, to dla mnie
    przejaw niedojrzałości i jakiegoś chorego pojęcia związku, małżeństwa. Błędy
    trzeba naprawiać i ponosić ich konsekwencje, a nie chować głowę w piasek i
    ratować małżeństwo oszustwem. I, nawet jak nigdy nie wyjdzie na jaw (a takie
    tajemnice lubią wychodzić na jaw), to już zawsze to kłamstwo i oszustwo będzie
    między Wami. Jeśli sie kocha naprawdę swojego męża, to trzeba mu dac prawo do
    poznania prawdy i zadecydowania co z
    tą prawdą zrobi. A nie oszukiwać ze strachu i fałszywie jeszcze sobie wmawiać,
    że to dla jego dobra. No chyba, ze ktoś traktuje małżeństwo tylko jako wygodny
    sposób na życie.
  • nataliamackowiak 12.12.05, 12:58
    Moje rady:
    1.Nie mów nic mężowiani nikomu innemu.
    2.Nie rób żadnych testów, minie trochę czasu, będzie ok. Życie płynie dalej,
    będziecie oboje kochac dzidziusia, będzie ok.
    3.Współczuję i życze powodzenia.
    Natalia
    --
    Oliwka tutaj ma 12 miesięcy:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=19490611&wv.x=2&a=30291316
  • hanula12 12.12.05, 13:15
    nie wyobrażam sobie codziennego oszukiwania męża, to na chusteczkę mi to
    małżeństwo? bo chyba powinno ono się opierać na obopólnym zaufaniu i
    szczerości, a jeżeli kłamałabym w najważniejszej kwesti - dziecka- to uważam,
    że to chyba jakaś paranoja. ja zdradziłam swego męża, wtedy jeszcze nie-męża, i
    szczerze mówiąc nigdy nie czułam sie tak podle jak wtedy gdy patrzyłam na niego
    i miałam świadomość że go oszukałam. postanowiłam powiedzieć prawdę i ponieść
    konsekwencje, było cholernie trudno, ale minęły 4 lata, teraz spodziewamy się
    dziecka i jesteśmy najszczęśliwszy na świecie. wydaje mi się, że ta tajemnica
    wcześniej czy później zniszczy Twoje małżeństwo, to jest bardzo bardzo trudne
    codziennie kogoś okłamywać. ja zostawiłam decyzję (ponownego zaufania) mężowi i
    uważam że to była najlepsza decyzja w moim życiu, gdyby mnie zostawił też bym
    tak uważała. wiem że muszę pracować na zaufanie, ale mnie to nie przeraża.
    dostałam nauczkę. co do dziecka, to w przyszłości je też okłamiesz, kim jest
    jego ojciec? poczekaj do narodzin, zrób badania i przemyśl sprawę. ale
    pamiętaj, że to nie Ty jesteś w tym najważniejsza. życzę Ci z całego serca aby
    problem sam się rozwiązał i wszystko się ułozyło. pozdrawiam ciepło.
  • jx3 12.12.05, 14:07
    Zgadzam się z blaszanym_dzwoneczkiem
  • alexsc 12.12.05, 14:10
    blaszany_dzwoneczek ma rację! Mądra dziewczynkasmile
    --
    lilypie.com/days/060303/0/21/1/+1

    src="<a href="b2.lilypie.com/9NXip1""
    target="_blank">b2.lilypie.com/9NXip1"</a> alt="Lilypie Baby Ticker"
    border="0" /></a>
  • 18_lipcowa 12.12.05, 13:29
    Brawa dla tej Pani!

    --
    Czemu prezydentem nie zostal Jaroslaw?
    Bo niezręcznie byłoby mu się pokazywać na oficjalnych przyjęciach z kotem w
    roli Pierwszej Damy.
    GG 1808232
  • aniuta75 12.12.05, 14:48
    Olduvai pamiętaj o tym, że kłamstwo ma króciutkie nóżki. Nie powiesz to i tak
    się kiedyś wyda, jak nie za rok czy 10 lat to np za 20... Jesteś osobą dorosłą,
    odpowiadasz za swoje czyny i masz pewnie na tyle wyobraźni, aby przewidzieć ich
    konsekwencje. Nie współczuję Ci ani trochę, bo jak sama napisałaś, sama się w
    te kłopoty wpędziłaś. Więc teraz sama musisz z tego wybrnąć. Zrób kobieto
    badania po urodzeniu dziecka i jeżeli to nie jest dziecko Twojego męża -
    powiedz mu o tym. Jeżeli tego nie zrobisz to gwarantuję Tobie, że wyrzuty
    sumienia Cię zjedzą. Gdyby okazało się, że to jednak jest dziecko męża to
    pozostaje tylko kwestia czy przyznasz się do zdrady. Bardzo żal mi Twojego
    męża, bo facet nie wie co się dzieje pod jego nosem... A Ciebie mi szkoda, bo
    pomimo, że jesteś zamężna nie zdajesz chyba sobie sprawy z tego czym powinno
    być małżeństwo i co jest w nim najważniejsze - ZAUFANIE...
  • aniuta75 12.12.05, 14:56
    Otóż tosmile))
  • to_moj_login 12.12.05, 17:16
    raaaany!!! włosy mi dęba stanęł z osłupienia po przeczytaniu wypowiedzi pań
    doradzających autorce wątku nic nie mówienie mężowi o całej sprawie.
    Jeeezu! naprawdę mnie to totalnie zaskoczyło - ale żeby to jedna osoba takie
    coś napisała - ale nie - takich wypowiedzi było kilkanaście!!!
    Gdyby nie późniejsze wypowiedzi blaszanego_dzwoneczka, apdutkiewicz, aniuty i
    hanuli zwątpiłabym dzisiaj w płeć kobiecą.
    Gdzie my żyjemy?? w jakimś zamierzchłym średniowieczu, gdzie celem życiowym
    kobiety było "złapać męża"??!!! Zastanawiam się czy spośród tych pań, które
    doradzają robienie z męża nieświadomego kretyna biorą się kobiety o których się
    mówi "że łapią faceta na ciążę" albo udają orgazm po to, aby partner miał
    lepsze mniemanie o sobie?? tak mi się to jakoś zbieżne wydaje - we wszystkich
    tego typu sytuacjach kobieta robi z faceta kretyna, traktuje go instrumentalnie
    a przede wszystkim cały czas oszukuje, czyli żyje w zakłamaniu i totalnym
    zaprzeczeniu partnerstwu, które wg mnie (obojętne czy w małżeństwie czy w innym
    związku) polega między innymi na szacunku wzajemnym i zaufaniu.
    Jeśli robisz ze swojego faceta nieświadomego kretyna aby zapewnić mu
    nieadekwatne do sytuacji dobre samopoczucie - to po co właściwie ci taka osoba
    jest potrzebna? czy niektóre uczestniczki tego wątku traktują małżeństwo czy
    partnerstwo jako jakiś rodzaj gry, kto przed kim coś lepiej będzie udawał, czy
    może to ma być gra skomponowana na potrzeby otoczenia, które powinno myśleć "o
    jaka z nas świetna para!". Dla mnie jest to totalnie niedojrzałe podejście do
    związku, niezrozumienie istoty partnerstwa.
    Sytuacja autorki związku jest wg mnie bardzo nieciekawa, ale jak już ktoś
    wcześniej napisał - jest dorosła i chyba wcześniej potrafiła przewidzieć
    konsekwencje swoich czynów. Skoro tak, to powinna być również na tyle dorosła
    aby stawić czoła sytuacji, w którą wpędziła swoje małżeństwo.
    Ja zdecydowanie stawiam na SZCZERĄ rozmowę z mężem i to wcale nie tylko ze
    względu na dziecko ale ze względu na zdradę, która miała prawo naruszyć
    zaufanie i szacunek drugiej strony. Nie byłabym w stanie resztę życia przeżyć w
    zakłamaniu, wstyd by mi było spojrzeć sobie w twarz w lustrze gdybym najbliższą
    osobę - męża tak perfidnie oszukiwała.
    W tej sytuacji to kto okaże się ojcem dziecka jest kwestią przypadku - niestety
    nic nie wiem o badaniach sprawdzających ojcostwo. Myślę, że ktokolwiek się nim
    okaże to należy zastanowić się i odpowiedzieć sobie na pytanie co to dla mnie
    znaczy być lojalną/dobrą żoną/partnerką, matką dla dziecka - i zadziałać w
    zgodzie z tymi odpowiedziami. Być może okaże się, że dla Ciebie znaczy to
    zupełnie coś innego niż dla mnie.
    pozdrawiam, anka
  • sutra 12.12.05, 17:27
    Fajnie, ze tak sobie moralizujecie, ale zapewniam was, ze gdybyscie to wy byly
    w takiej sytuacji, tez mialybyscie dylemat. Mam nadziejem ze autorka watku nie
    bedzie sie kierowac waszymi poradami, tylko wlasnym sumieniem. Teraz trzeba tak
    postapicm zeby oszczedzic jak najwiecej osob, w tym dziecko, a nie - zeby byc
    za wszelka cene szczerym do bolu.

    Czy jako milosniczki zycia w prawdzie mowicie kolezance, ze tragicznie wyglada,
    szefowi, ze jest glupi, a sasiadce, ze maz ja zdradza?
  • kamakszi 12.12.05, 17:42
    tak.
    koleżance powiedziałam, że facet jej nie szanuje, sąsiadce mówię, że w poprzedniej fryzurze wygladała lepiej. szefa mam mądrego, nie wiem czemu miałabym pracować u głupiego. oczywiście jak każdy miewa odpały, ale to normalne.
    nie wypowiadałam się tu jeszcze, choć i ja należę do "moralizatorskiego chórku".. tak, owszem, uważam, że prawad, szczerość to najważniejsze w życiu, w związku wartości.
    i uważam, że właśnie stosując takie zasady i wpajając je dziecku - mogę je uszczęśliwić, czyli: sprawić, by stało się dobrym człowikiem.

    łgarstwo jest zawsze obrzydliwe. i zawsze jest tchórzostwem. i ratowaniem siebie samego. paradoksalnie jednak - wcale na dłuższą mete nie okazuje się łatwiejsze. życie nie jest telenowelą, ale zaprawdę, Fatum ma dużo większą wyobraźnię niż pani Łepkowska. co jeśli po 10 latach okłamywania siebie, męża, dziecka - nagle zdarzy się coś, dzięki czemu mąż dowie się prawdy? z jakim uczuciem spojrzy wówczas wstecz, jak oceni tych 10 lat, jak spojrzy w lustro bez ochoty splunięcia na własne oblicze?
  • maga202 12.12.05, 19:59
    Jakaś Ty bystra, widze że masz odpowiedź na wszystko. Ja nie uwazam że zawsze należy mówić komuś prawdę w oczy. Uważaj bo się kiedys na tym przejedziesz. Ja nie chciałabym od kogoś usłyszeć np. że według niego to jestem brzydka albo na przykład głupio sie usmiecham. Nie ma ludzi bez wad ale to wcale nie znaczy że trzeba je im zaraz wszystkie wytknąć. Współczuje twoim znajomym jeżeli ich masz. Sprawa poruszana w tym wątku to jednak inna para kaloszy tu się trzeba powaznie zastanowić co zrobić/
  • asiunia007 13.12.05, 15:22
    Ja też współczuję ale Tobie. chyba jest pewna róznica między mówieniem
    kolezance o tym jak wygląda a tym, ze ma sie zamiar oszukiwac męza i dziecko
    przez całe życie. I kolezanka, którą krytykujesz nie ma odpowiedzi na wszystko.
    Po prostu uważa, ze szczerość i zaufanie to absolutna podstawa i w zupełności
    sie z nią zgadzam. Sama jestem szczera do bólu i moi znajomi bardzo to
    doceniaja. Ale Ty pewnie własnie jestes z tych co mówią co innego a co innego
    myslą.
  • kamakszi 14.12.05, 12:00
    nie mam odpowiedzi na wszystko, ale wartości, którym hołduję w zyciu w dużej mierze ułatwiają mi dokonywanie wyborów w różnych sytuacjach życiowyc,h. co do szczerości "ciedziennej" - wszystko zależy od sposobyu, w jaki się mówi, że ktoś npo źle wygląda. a skoro wolisz się oszukiwać i żeby Ci ludzie cukrowali i mydlili oczy jaka jestes wspaniała i cudna to cóż... Ty raczej uważaj, byś się nie przejechała, kiedy odkryjesz, że wszyscy Cię obmawiają za plecami, bo przecież prawdy powiedzieć Ci nie można.
    a moi znajomi - dziękuję, doprawdy, jest to jedna z m,oich cech, które cenią szczególnie. i ja również cenię sobie takich ludzi, na których szczerości i uczciwości mogę polegać.
    no, ale, oczywiście - każdy ma swój styl...
  • blaszany_dzwoneczek 12.12.05, 17:58

    > Teraz trzeba tak
    > postapicm zeby oszczedzic jak najwiecej osob, w tym dziecko, a nie - zeby byc
    > za wszelka cene szczerym do bolu.

    Czy naprawdę sądzisz, że oszczędzasz męża robiąc z niego, jak ktoś wyżej
    napisał, nieświadomego kretyna, że oszczędzasz dziecko, oszukując je, że
    oszczędzasz małżeństwo, przekreślając jego najistotniejsze fundamenty?
    To co napisałaś to takie egoistyczne tłumaczenie się przed samą sobą, że by
    zagłuszyć wyrzuty sumienia.
  • sutra 12.12.05, 23:37
    A niby z jakiego powodu mam zagłuszać wyrzuty sumienia? Jestem do bólu porządną
    żoną, przynajmniej na razie.

    Ale gdyby mąż mnie zdradził i chciał dalej być ze mną, nigdy bym się nie
    chciała dowiedzieć o zdradzie. Niechby sam niósł ten ciężar, a nie zwalał go na
    moje barki.
  • pati261 12.12.05, 17:31
    a ja nadal uważam że nie powinno się tego mówić bo byłoby to bardzo
    egoistyczne, zwalenie całego ciężaru sprawy na męża,oczywiście kazdy postępuje
    jak uważa ale nie wolno krytykować tego ze ktoś uważa że lepiej takie sprawy
    przemilczeć , moje zdanie jest takie że osoby , które twierdzą że
    należy "oświecić " męża tak naprawdę są mało doświadczone i nie znają życia a
    szczególnie facetów
  • blaszany_dzwoneczek 12.12.05, 18:15

    > moje zdanie jest takie że osoby , które twierdzą że
    > należy "oświecić " męża tak naprawdę są mało doświadczone i nie znają życia a
    > szczególnie facetów

    A ja jestem szczęśliwa, czytając to co piszecie, że jestem, jesteśmy oboje z
    mężem tak mało "doświadczeni" jakimś takim cynizmem, relatywizmem moralnym,
    zatraceniem prawdziwego sensu bycia razem, które przebijają z tak wielu
    wypowiedzi, i mam nadzieję, że takiego doświadczenia nigdy nie zdobędziemy i ze
    nasza wzajemna relacja nigdy nie stanie się tak płytka i instrumentalna. Chyba
    przestanę narzekać na mojego męża i sie na niego denerwować o głupoty ,bo oczy
    mi się otwierają, że to co jest między nami nie jest takie oczywiste we
    wszystkich zwiazkach. Qurcze, żal mi Was dziewczyny, które dopuszczacie w ogóle
    myśl o życiu z mężem w takim kłamstwie i nie widzicie w tym zaprzeczenia
    związku, małżeństwa. Przypuszczam, że niestety, nie jesteście w stanie zrozumieć
    tego o czym piszę ja, to_mój_login i parę innych osób.
  • maga202 12.12.05, 20:06
    Masz nadzieję? To chyba nie jesteś jednak taka święta jak to wynika z Twojego postu. Nikt tak na prawde nie wie jak by sie zachował gdyby zaistniała taka sytuacja. Gdzie Ty na nauki przedmałżeńskie chodziłaś że do dziś tak pięknie cytujesz te moralizatorskie banały?
  • blaszany_dzwoneczek 12.12.05, 21:43
    No pewnie, że świeta nie jestem, ale:
    1. jak kocham mojego męża i chcę z nim być, to go nie zdradzam
    2. traktuję poważnie mojego męża i nie chcę kłamstw miedzy nami i go nie
    oszukuję oraz nie dopuszczam myśli, że moglabym żyć z nim w tak wielkim oszustwie.

    Dla mnie to nie są banały (choć może banalnie brzmia bo takie są oczywiste), a
    jesli dla Ciebie są, to tym się różnimy. Traktuję te zasady jako podstawy
    zdrowego związku i nie uważam, żeby to były jakieś specjalnie "święte" zasady,
    wymagające nie wiadomo jakich poświęceń. Aha, i nie potrzebowałam jakichś
    specjalnych nauk przedmałżeńskich, bo to dla mnie oczywiste. Ale może Tobie by
    się przydały...

    > Nikt tak na prawde nie wie jak by sie zachował gdyby zaistniała taka sytuacja

    Sugerujesz, ze taka sytuacja na ogół sama "zaistnieje"? Nagle otwierasz oczy i
    jesteś w "takiej sytuacji"? I nie wiesz jak się zachować? No to gratuluję
    bezrefleksyjnego podejścia do życia - żyj tak sobie dalej, ale przy okazji nie
    wyśmiewaj tych, którzy kierują się lub przynajmniej starają się kierować jakimiś
    zasadami, choćbyś uważała że to banały.
  • sutra 12.12.05, 23:40
    blaszany_dzwoneczek napisała:

    > No pewnie, że świeta nie jestem, ale:
    > 1. jak kocham mojego męża i chcę z nim być, to go nie zdradzam

    Gratuluję, widzę, że takiego słowa jak poważny kryzys małżeński jeszcze nie
    znasz. Ale poznasz, bo wszyscy to przechodzą. Jak długi jest tzój małżeński
    staż, można spytać?

    Nie znasz życia, nie moralizuj, chyba że masz 90 lat i całe piękne i chlubne
    zycie za sobą.
  • maga202 13.12.05, 10:13
    Właśnie chciałam powiedzieć to samo co sutra a więc: "nigdy nie mów nigdy", niekiedy ludzie robią strasznie głupie rzeczy a potem ich żałują. Małżeństwem jesteśmy od 7 lat, masz rację te zasady to podstawa związku ale życie często takie zasady weryfikuje. Nigdy nie zdradziłam swojego męża, dzisiaj po 7 latach od ślubu niewiele się u nas zmieniło, dalej jesteśmy tak samo w sobie zakochani jeszcze nie dopadła nas rutyna ale nie zarzekam się po prostu wiem że w życiu może się zdarzyć różnie. Nie mówię że taka sytuacja SAMA zaistnieje - jest takie powiedzenie : "na tyle siebie znamy na ile nas sprawdzono".
  • blaszany_dzwoneczek 13.12.05, 10:46
    To jest prawda co piszesz, że różnie może się zycie potoczyć, ze może kazdemu
    odwalić i zrobi coś, czego zaraz będzie żałować. Może mi też, choć tego nie
    zakładam z góry, w głowie mi sie to nie mieści, bo gdybym zakładała, uznawała za
    prawdopodobne na zasadzie "takie życie i nic się nie poradzi", to jaki sens
    miałoby moje małżeństwo?
    Ale tu nikt, ja również nie, nie wiesza jakoś specjalnie psów na autorce wątku,
    za to że dopuściła do takiej sytuacji. Dyskusja dotyczy tego jak najlepiej
    wybrnąć z tej sytuacji. I moim zdaniem oraz paru innych osób, jedynym wyjściem
    dającym szansę na uratowanie w prawdziwym tego słowa znaczeniu, a nie tylko
    pozornie, oraz odbudowanie kulejącego związku, jest potraktowanie męża poważnie,
    powiedzenie prawdy i danie mu prawa do do świadomej decyzji. Kwestią podstawową
    jest tu czy chce sie uratować małżeństwo za wszelką cenę niezależnie od środków
    do tego celu użytych i zakłamania, które się wprowadza między siebie a męża (a
    więc to jest tak naprawdę nie ratowanie a niszczenie związku), czy też podjąć
    ryzyko jego utraty, ale za to z szansą na prawdziwe naprawienie związku i
    pogłębienie relacji między obojgiem.
    Więc nasza różnica zdań (i ogólnie różnica zdań w tym wątku) to nie jest kwestia
    "świętości" czy nie, czy różnicy w doświadczeniu, ale różne postrzeganie tego
    czym jest relacja między mężem a żoną i czego sie po takiej relacji oczekuje. Ja
    oczekuję więcej niż tylko trwania razem, nie mogłabym tak żyć, i dlatego jestem
    pewna, ze nie zataiłabym prawdy przed mężem, nawet za cenę jego utraty.
  • 18_lipcowa 12.12.05, 17:36
    Gdyby to była sama zdrada to bym w zyciu nie mowila.
    Gdybym jednak zaszla z innym a chciala byc z innym to bym usunęła.
    W ostatecznosci bym przyjela to co zrobilam na klate, powiedziala panu,
    grzecznie sie spakowala i tyle, ale nie doprowadzilabym do sytuacji ze facet
    nie wie ze wychowuje nie swoje dziecko. Moze by mnie poslał w diabły, a moze
    nie, moze by wziął dzieciaka, ale wiedzieć by musiał.


    --
    News - Dzięki prezydentowi Kwaśniewskiemu będziemy mieli wolne sobotki.
    GG 1808232
  • 18_lipcowa 12.12.05, 17:37
    Jeśli chcesz byc z mężem i nie chcesz niszczyc małzenstwa ani nie chcesz by
    zdrada wyszła na jaw usun po prostu.


    --
    News - Dzięki prezydentowi Kwaśniewskiemu będziemy mieli wolne sobotki.
    GG 1808232
  • kamakszi 12.12.05, 17:44
    o - i to moim zdaniem bardzo brutalna, ale sensowna rada. w przewrotny sposób,ale uczciwa.
  • blaszany_dzwoneczek 12.12.05, 17:53
    A dla mnie to nie jest sensowna rada. Nie wnikając już w moralne i etyczne
    aspekty aborcji, bo nie o tym ta dyskusja, to takie same tuszowanie prawdy;
    zatajenie faktu zdrady, zajścia w ciążę i aborcji przed mężem to takie same
    oszustwo i takie samo potem życie w kłamstwie.
  • 18_lipcowa 12.12.05, 17:54
    blaszany_dzwoneczek napisała:

    > A dla mnie to nie jest sensowna rada. Nie wnikając już w moralne i etyczne
    > aspekty aborcji, bo nie o tym ta dyskusja, to takie same tuszowanie prawdy;
    > zatajenie faktu zdrady, zajścia w ciążę i aborcji przed mężem to takie same
    > oszustwo i takie samo potem życie w kłamstwie.

    No nie takie samo.
    Mąż nie dowiaduje sie o zdradzie, nie wychowuje dziecka ktore nie jest jego,
    laska ma strach o to ze sie dowie z głowy i malzenstwo ocalone.

    --
    News - Dzięki prezydentowi Kwaśniewskiemu będziemy mieli wolne sobotki.
    GG 1808232
  • blaszany_dzwoneczek 12.12.05, 18:17
    Ja tam bym w takim "ocalonym " małżeństwie nie chciała żyć.
  • kamakszi 12.12.05, 18:11
    no tak, nie przeczytałam dokładnie.
    sprawa powiedzenia mężowi jest dla mnie oczywista. plus ew aborcja, ale tu - zgadzam się - kwestia osobniczego już zdania na temat morlaności lub nie takiego aktu.
  • 18_lipcowa 12.12.05, 18:12
    Nie no.
    Nie mówić, usunąć, żyć dalej, zapomnieć.


    --
    News - Dzięki prezydentowi Kwaśniewskiemu będziemy mieli wolne sobotki.
    GG 1808232
  • 18_lipcowa 12.12.05, 17:53
    Jesli chce byc z mężem bardzo bardzo to powinna to zrobić.
    Zapomnieć, nic nie mówić, nigdy - po prostu.


    --
    News - Dzięki prezydentowi Kwaśniewskiemu będziemy mieli wolne sobotki.
    GG 1808232
  • editt7 12.12.05, 18:04
    Olduvai!!! Wyslalam ci widomosc na maila gazety.pl Przeczytaj prosze. Pozdrawiam
  • aniaszymanska21 13.12.05, 11:29
    Ludzie zastanówcie się!!!Jak to "PO PRoSTU USUŃ" .18LIPCOWA, może zanim
    zaczniesz udziel;ać swoich "mądrych" porad zastanów się co robisz??? Pozstaw
    się w sytuacji tej dziewczyny. Nie rozumiem takiego podejścia. Czemu to małe
    dzieciątko ma płacić zyciem za bląd mamy? Nie mieści mi się to w głowie. może
    autorka postu niech wejdzie na forum aborcji i zobaczy co tam przeżywają
    dziewczyny, zanim posłucha wskazówek 18LIPCOWEJ....
    --
    mój synek Szymek
  • 18_lipcowa 14.12.05, 23:02
    aniaszymanska21 napisała:

    > Ludzie zastanówcie się!!!Jak to "PO PRoSTU USUŃ" .18LIPCOWA, może zanim
    > zaczniesz udziel;ać swoich "mądrych" porad zastanów się co robisz??? Pozstaw
    > się w sytuacji tej dziewczyny. Nie rozumiem takiego podejścia. Czemu to małe
    > dzieciątko ma płacić zyciem za bląd mamy? Nie mieści mi się to w głowie. może
    > autorka postu niech wejdzie na forum aborcji i zobaczy co tam przeżywają
    > dziewczyny, zanim posłucha wskazówek 18LIPCOWEJ....

    Wez sie wyluzuj. Ja bym usunela w takiej sytuacji.



    --
    W więzieniach tyle nie siedzą, co wy, czytelnicy, w Internecie.
    GG 1808232
  • martina.15 14.12.05, 18:31
    lipcowa madrzejesz smile
    ja co najmniej bym nie usunela, ale znajac siebie nawet nie wytrzymalabym
    miesiaca ukrywajac zdrade...powiedzialabym i podobnie sama bym poszla sobie z
    domu i czekala na ew. reakcje meza. tak zawsze bedziesz sie gryzc
  • jamile 12.12.05, 17:55
    Te kolejne rady to już jakieś koszmarki... co jeszcze można zaproponować żeby
    egoistycznie ratować własną dupę albo z męża robić jelenia, który będzie
    utrzymywał nie swoje dziecko przez całe życie...? Nie wiem w jakich wy
    związkach żyjecie, tchórzostwem śmierdzi na kilometr.

    Lubię, jak ktoś nazywa rzeczy po imieniu, dzięki dzwoneczku
  • pati261 12.12.05, 18:04
    moim zdaniem ta aborcja to już lekka przesada, to już chyba lepiej powiedzieć a
    zreszta dziewczyna nie chciała rad co ma zrobić tylko kiedy można zrobić
    badania, kiedyś z mężem sami byliśmy zainteresowani tym tematem ale jak się
    dziecko urodziło to nam przeszło, z tego co słyszałam to badanie genetyczne
    jest bardzo drogie i robi się je jak dziecko skończy 4 lata
  • 18_lipcowa 12.12.05, 18:08
    Dlaczego przesada?
    Gdyby mi zależało na związku a zaszłabym przypadkiem, nie z moim facetem ( mało
    prawdopodobne ale jednak ) to bym usunęła.

    --
    News - Dzięki prezydentowi Kwaśniewskiemu będziemy mieli wolne sobotki.
    GG 1808232
  • tucik 12.12.05, 18:12
    ja bym nie powiedziała, z życia wiemy jak to się kończy...a tak na marginseie
    to statystyka podaje, że co 7 na 10 dzieci urodzone w małżeństwie nie pochodzi
    od małżonka...
  • 18_lipcowa 12.12.05, 18:16
    że co 7 na 10 dzieci urodzone w małżeństwie nie pochodzi
    > od małżonka...


    że jak ?????????

    --
    News - Dzięki prezydentowi Kwaśniewskiemu będziemy mieli wolne sobotki.
    GG 1808232
  • tucik 12.12.05, 18:20
    powyżej błąd: 3 na 10 dzieci nie pochodzi od małżonka
  • 18_lipcowa 12.12.05, 19:38
    tucik napisała:

    > powyżej błąd: 3 na 10 dzieci nie pochodzi od małżonka

    No to sie nam panie puszczają...


    --
    News - Dzięki prezydentowi Kwaśniewskiemu będziemy mieli wolne sobotki.
    GG 1808232
  • pati261 12.12.05, 18:18
    usuwać ciąże tylko dlatego że "może" mąż nie jest ojcem... a co jak jest? teraz
    nie da sie tego sprawdzić
  • 18_lipcowa 12.12.05, 19:37
    a jak nie jest?
    ja bym nie ryzykowała.

    --
    News - Dzięki prezydentowi Kwaśniewskiemu będziemy mieli wolne sobotki.
    GG 1808232
  • tucik 12.12.05, 18:19
    abstrachując, masa mężczyzn też ma dzieci "na bokach" i często są to
    niestety "nasi szanowni mężowie"...i my też o tym nie wiemy (oni niekiedy też
    nie wiedzą), znam takie sytuacje ze swojego otoczenia, np. facet małżonek
    szanowny wyskoczył na bok spłodził dziecko kochance a ona nigdy mu o tym nie
    powiedziała pomimo, że sama je wychowuje no i mogę mnożyć takie historie ,
    także nie ma co potępiać, takie życie, teraz trzeba robić tak żeby było jak
    najmniej niekorzystnych konsekwencji tego co już się stało, a badania zrobić w
    dyskrecji po urodzeniu-może jednak jest męża dzidzia? a na jak lekarz Ci na usg
    wg tygodnia określi ciążę to nic Ci nie pomoże w ustaleniu ojcostwa?
  • ariella 12.12.05, 19:17
    tak sobie mysle, ze:
    1. jesli chcesz byc z mezem i chcecie miec dzieci - nie mow
    2. jesli nie chcecie miec dzieci, a chcecie byc razem i dopuszczasz aborcje -
    przemysl to
    3. jak rozumiem nie ma 100% pewnosci, wiec jesli zdecydujesz sie urodzic i byc
    z mezem - nie wolno ci powiedziec!!! Bo - rzuci cie, albo bedzie zyl z toba w
    roli meczennika, albo bedzie czekal az bedzie mozna zrobic test - i jaki on
    bedzie mial wtedy stosunek do tego dziecka? A moze jest jego, a on nigdy nie
    bedzie mial pewnosci i jak kiedys jako 15-latek bedzie pyskowal to mu
    wykrzyczy, ze nie jest jego dzieckiem? POza tym nie ten ojciec co splodzil,
    tylko ten co wychowal.
  • leni_wa 12.12.05, 19:26
    Nie bede Ci radzic jak niektore kolezanki czy masz mowic mezowi czy tez nie, ale
    podpowiem jedynie, ze dziecko dziedziczy po ojcu wspolczynnik RH (+lub-). Grupa
    krwi niewiele Ci powie. Wystarczy, ze Ty masz np.A, a maz AB i juz robi sie
    kilka mozliwosci.

    powodzenia i pozdrowienia!


    ---
    Marysia smile

    <a
    href="tickers.tickerfactory.com/ezt/d/1;20724;104/st/20060312/dt/6/k/1eb9/preg.png"
    target="_blank">tickers.tickerfactory.com/ezt/d/1;20724;104/st/20060312/dt/6/k/1eb9/preg.png</a>
  • maga202 12.12.05, 20:14
    Nie prawda z tym czynnikiem Rh. Ja i moja siostra odziedziczyłyśmy po matce.
  • rg83 12.12.05, 20:39
    dwa sumienia... sad
    żałosne


  • martina.15 12.12.05, 22:32
    dopiero po narodzinach dziecka mozna wykonac testy genetyczne.
    ja je bde przeprowadzac w sadzie (facetowi nagle sie uwidzialo ze nie chce
    dziecka) wiec procedura torche inna ale ogolnie jest kilka firm ktore za troche
    ponad 1,5 tys zl robia testy (w internecie duzo znajdziesz). przesylaja zestaw,
    w tym jest dla taty i dziecka, czasem i dla mamy(zaleznie jaka opcje
    wybierzesz). po 10 dniach (testy za 4,5-6 tys) lub nawet chyba 60 (te tanie)
    dostajecie wyniki.

    tylko sprawa jest jedna- jezeli maz ojcem nie jest to po co robic te testy?
  • basia-o 12.12.05, 23:53
    usuwać dziecko? czy żeście poszalały do końca? i to po co żeby facet od niej
    nie odszedł?! co to za powód-dziecko nie jest "tamtego" faceta tylko
    twoje.powinnaś powiedzieć mężowi-nie możesz liczyć że akurat twój jest głupi i
    sobie nie policzy.pozatym co to za związek jak ciąży nad nim taka tajemnica-nie
    żyjesz w brazylijskim serialu.zaraz się odezwą te co powiedzą -"a co ona
    biedaczka zrobi sama z dzieckiem, jak on od niej odejdzie?".usunąć dziecko
    tylko dlatego że się martwisz o własne cztery litery co to za filozofia to tak
    jakby komuś doradzać żeby poszedł i zabił milionera i go okradł to mu się
    będzie lepiej żyło.
    --
    Basia & Viktorek (01.07.2005)
    <a href="www.bobasy.pl/u=1269&s=8a282dfb923a4b7b91dbe55ceb483502&"
  • p_askuda 13.12.05, 01:22
    Ja zdradziłam swojego męza wiec chyba troche o "tym" zyciu wiem i nie dam
    sobie zarzucic ze pisze tylko teorie.
    Zdradziłam i powiedziałam mu o tym. Strasznie bałam sie że nas zostawi (mamy
    razem kilkuletnie dziecko) a jednak szczerosc wzięła górę. Mogłam kłamać,
    udawać itd bo dla męża byłam poprostu ideałem. Nie chcialam tego zrobić.
    Uważałam i nadal uważam ze dorosły człowiek powinien odpowiadać za swoje czyny
    i ponosić ich pełne konsekwencje. Wiedziałam że maż może mnie zostawić, wiecej
    byłam właściwie tego pewna a jednak powiedzialam. Ja dopuszczając sie zdrady
    podjełam pewną decyzje on tez mial do tego prawo. Małżeństwo dla mnie jak dla
    kilku z Was nie może istaniec bez szczerości, szczerości z obydwu stron.
    Nie bylo łatwo. Długo walczylismy o nasz związek. Nie obyło sie bez kilku
    spotkań na terapii małzenskiej. Ten drugi facet nie chcial dac za wygrana i
    bardzo długo dzwonił, nachodził mnie itp. To takze pogarszało sytuacje. Bardzo
    duzo z mężem rozmawialismy i nie były to miłe rozmowy. Naprwde wiem jak to jest
    bac sie w takiej chwili i jak wielką cene płaci sie za szczerość. Jednak gdybym
    miala cofnac czas to postapiłabym tak samo i mój mąż dowiedziałby sie o
    wszystkim. To nie było zrzucenie na niego ciężaru. Nie tylko on musiał walczyc
    ja również i to prawdopodobnie o wiele mocniej. On zawiódł sie na kims w kogo
    wierzył ja na samej sobie, bo nigdy nie dopuszczałam myśli o zdradzie, a to
    bardzo boli uwierzcie mi.
    Minęło ponad półtora roku zanim sobie poradziliśmy ale poradziliśmy sobie.
    Nigdy przed nie było tak dobrze jak teraz. Potrafimy rozmawiać o wszystkim,
    kochamy sie za to kim naprawde jesteśmy i czerpiemy prawdziwa radośc z bycia
    razem.
    Żadna z Was nie zwróciła uwagi na pewnien fakt. Nic nie dzieje sie bez
    przyczyny. I zdrada autorki wątku napewno także ją posiada. Piszecie "pod
    żadnym pozorem mu nie mów bo Cie zostawi bo bedzie zle.." a skąd pewność ze nie
    będzie jeszcze gorzej jak nie powie? Cos w związku musiało byc nie tak skoro
    zaistniała taka sytuacja. Jak wiec przezywać ciaże a później wychowywac dziecko
    mając wyrzuty sumienia i kłamiąc na kazdym kroku? Jeśli juz wczesniej cos nie
    grało to poprostu z takim bagażem autorka ma prawie stu procentowe szanse na
    rozpad swojego małżeństwa. Czasami trzeba cos zburzyć zeby zbudowac coś o wiele
    mocniejszego.
    Olduvai pytasz jak powiedziec mezowi. Jesli juz sie na to zdecydujesz to musisz
    zarezerwować na taka rozmowe wiele czasu i przygotowac sie na jego rózne
    reakcjie. Mój wpadł w furię, wrzeszczał a poźniej wybiegł trzaskajac drzwiami.
    Nie wracał kilka godzin a po powrocie był bardzo spokojny i dopiero wtedy udało
    nam sie porozmawiac. Jeśli masz mozliwość zeby gdzies na jakis czas sie
    przeprowadzic to moze zaproponuj mu ze zostawisz go zeby to wszystko
    przemyslał. Najpierw zastanów sie dlaczego to zrobiłas, a później powiedz mu
    także o tym. Mysle ze niezaleznie co sie stanie po pewnym czasie mąż doceni
    Twoja cywila odwagę. Nawet jesli zostaniesz z dzieckiem sama to napewno dasz
    sobie rade a bedziesz w zgodzie z własnym sumieniem i bedziesz mogła wychowywać
    swoje dziecko w poczuciu bezpieczenstwa. Jesli męzowi nie powiesz to to
    wszystko bedzie wisiec na Toba cały czas i nie pozwoli spokojnie zyc a to
    odbije sie takze na dziecku. Jesli naprawde go kochasz to uszanuj równiez to ze
    on takze ma prawo zdecydowac.
    Życzę Ci z całego serca zeby Twoje zycie sie ułozyło. Żebys nie musiała sie
    niczego bac i była szcześliwa.
    Niezaleznie jaka decyzje podejmiesz mocno trzymam kciuki

  • nupik 13.12.05, 09:53
    pa_skudo, co innego jest zdradzic meza i mu o tym powiedziec a co innego zajsc
    z innym mezczyzna w ciaze. o ile to pierwsze facet jeszcze moze wybaczyc (jelsi
    kocha kobiete), to sory ale nie wyobrazam sobie zeby zrobil to w drugim
    przypadku...to jest okropne , swiadomosc,ze mialby wychowywac nieswoje dziecko,
    mysle ze zdecydowana wiekszosc mezczyzn nie znioslaby tego. oczywiscie to nie
    jest powod, zeby nie mowic mezowi prawdy, sluszne sa te wszystie uwagi o
    zaufaniu, prawdzie itd ale to nie jest wszystko takie proste.jesli komus udaje
    sie tak przezyc zycie, nie oszukujac NIGDY partnera, to tylko nalezy sie
    cieszyc. nie badzcie tacy autorytatywni, nie wiecie co zrobilibyscie w podobnej
    sytuacji (i prosze, bez tekstow typu "nigdy bym nie zdradzila" -czasem uczucie
    przychodzi tak nagle , ze nie ma czasu na zastanowienie). Ja bym powiedziala
    prawde ale nie liczac,ze zostanie z nami. jesli dla autorki watku bycie z mezem
    jest najwazniejsze, nie wiem czy to dobry pomysl. Dlamnie liczyloby sie juz
    tylko dziecko, ale kazdy ma prawo do wlasnych decyzji.

    pozdrawiam cieplo
    aga
  • maga202 13.12.05, 10:21
    Ty oczywiście masz rację ciężko jest żyć z brzemieniem takiego kłamstwa ale jak tu przewidzieć czy Ci wybaczy. A jeżeli zapłatą za ten numer będzie rozstanie, nie wyobrazam sobie tego zeby mój mąż miał mnie zostawić. Mi się wydaje że on by mi coś takiego wybaczył ale nie mam 100% pewności więc nie wiem czy bym powiedziała.
  • hanula12 13.12.05, 12:10
    Może juz skończymy się kłócić? dziewczyna zwróciła sie do nas o pomoc, a my
    naskakujemy i na nią, i na siebie nawzajem. zauważyłyście, że dziewczyna
    ponownie się juz do nas nie odezwała? pewnie ja odstraszyłyśmy. może jakoś
    byśmy spróbowały ją wesprzeć w tej b.trudnej sytuacji?
    ja od siebie piszę: życzę Ci przede wszystkim, aby wszystko pomyślnie się
    ułożyło, a dzidziuś był przyczyną samych radości. trzymaj się ciepło!
  • ledzeppelin3 13.12.05, 12:23
    Nie wolno generalizować.
    Czasem niepowiedzenie mężowi jest aktem świadomego narażenia się na cierpienie
    przez całe życie, aby ochronić przed zwaleniem odpowiedzialności i cierpienia
    na barki niewinnego człowieka (polecam lekturę Ibsena, szczególnie "Dzikiej
    kaczki").
    Nie wiem, nie umiem Ci poradzić. Musisz wiedzieć, że Twója tajemnica może się w
    każdej chwili wydać (badania krwi dziecka itede). Ty znasz najlepiej męża,
    powinnaś zrobić coś, co go mniej zrani- nie wiem, co będzie mniejszym złem.
    Bardzo Wam współczuję. Pozdr.
  • amularska 13.12.05, 13:07
    nic narazie nie rób. Badania można robić z krwi ale można tez ze śliny czy
    włosów. Jak dziecko sie urodzi pobierz próbkę jego śliny na patyczek lub obetnij
    włos weź włos męza ze szczotki i oddaj do badanie bez jego wiedzy. trochę to
    kosztuję ok 2000 ale bedziesz wiedziała kto jest ojcem. Jeśli nie jest nim twój
    mąż - no cóz możesz mu powiedzieć ale co ci to da. może lepiej nic nie mówić co
    trzecie dziecko nie jest męża. Zastanów sie czy musisz wiedzieć Twój mąż pewnie
    kocha to dziecko ale ma dużo dumy jak każdy facet to go załamie.
    Powodzenia
  • nana30 14.12.05, 11:19
    Trudna sprawa i pewnie nie ma jednoznacznie dobrego rozwiązania sytuacji, żeby
    nikt nie był skrzydzony.
    Ale ja bym nie powiedziała. Co mężowi z tej świadomości, że będzie wiedział?
    Coś mądrego jest w tym powiedzeniu, że "Czego oczy nie widzą.."
  • to_moj_login 14.12.05, 18:17
    witam ponownie!
    jestem zadowolona ze powstal taki watek ze ja go przeczytalam. otworzyly mi
    sie szeroko oczy ze zdumienia, z ktorego do tej pory nie moge sie otrzasnac.
    Ponad polowa uczestniczek watku wypowiada sie za nie mowieniem mezowi o wlasnej
    zdradzie (z ktorej moze ale nie musi pochodzic jej dziecko) ze strachu przed
    byciem zostawiona sama (roznie to przy okazji nazywajac nie wprost - min. "nie
    zwalaniem calego ciezaru sprawy na barki meza", "oszczedzeniem meza i dziecka",
    itp, itd, podpierajac sie argumentami typu "wiele dzieci wychowywanych w
    malzenstwach jest splodzonych przez nie-meza). Chyba cos w tym jest, ze sie
    mierzy innych ludzi swoja miara, bo mnie naprawde nie przyszloby do glowy takie
    rozwiazanie i sadzilam ze dla innych jest ono rownie nie do przyjecia jak dla
    mnie. Bylam po prostu pewna, ze kobiety w ten sposob myslace, tak traktujace
    swojego meza, swoje malzenstwo (czy tez partnerstwo) zyly moze w sredniowieczu
    ale juz dawno wyginely w procesie ewolucji. A tu sie okazuje - ze jakze sie
    mylilam!! Nie do wiary!! zyje ich jeszcze bardzo wiele! wiecej niz polowa
    populacji! Dotarl niniejszym do mnie sens slow pewnej piosenki spiewanej przez
    faceta (ktory do tej pory byl dla mnie kompletnie niezrozumialy) "nie wierz
    nigdy kobiecie - dobra rade ci dam".
    Naprawde ten watek to zdumiewajace doswiadczenie socjologiczne!
    pozdrawiam, anka
  • jamile 14.12.05, 18:26
    Mam podobne odczucia - takiego stężenia hipokryzji i tchórzostwa w jednym wątku
    dawno nie czytałam. Aż gęsto.
    A wszystko to ponoć dla dobra i w trosce o mężusia-rogacza - "żeby nie
    cierpiał", "żeby mu nie poharatać męskiej dumy" bla bla bla
    Sporo tu osób, które lubą być okłamywane i lubią żyć w permanentnym kłamstwie.
  • tucik 14.12.05, 18:28
    jamile napisała:

    > Mam podobne odczucia - takiego stężenia hipokryzji i tchórzostwa w jednym
    wątku
    >
    > dawno nie czytałam. Aż gęsto.
    > A wszystko to ponoć dla dobra i w trosce o mężusia-rogacza - "żeby nie
    > cierpiał", "żeby mu nie poharatać męskiej dumy" bla bla bla
    > Sporo tu osób, które lubą być okłamywane i lubią żyć w permanentnym kłamstwie.



    bo wszyscy tacy święci jesteśmy
    a co z wybieraniem mniejszego zła?
  • jamile 14.12.05, 18:39
    Trzymanie się pewnych zasad w związku i szanowanie drugiej osoby to nie
    świętość ani jakiś nadludzki wysiłek tylko norma, efekt używania mózgu.

    Dla kogo to zło jest mniejsze?
    Ukrywając prawdę odmawiasz drugiej stronie prawa do podjęcia decyzji w tej
    sprawie. Nie przyznając się, decydujesz za niego - ma z Tobą zostać, mimo że go
    zdradziłaś i ma być ojcem (być może) nie swojego dziecka.
    I to jest pardon skur...ństwo
  • sutra 14.12.05, 23:03
    jamile napisała:

    > Mam podobne odczucia - takiego stężenia hipokryzji i tchórzostwa w jednym
    wątku
    >
    > dawno nie czytałam. Aż gęsto.
    > A wszystko to ponoć dla dobra i w trosce o mężusia-rogacza - "żeby nie
    > cierpiał", "żeby mu nie poharatać męskiej dumy" bla bla bla
    > Sporo tu osób, które lubą być okłamywane i lubią żyć w permanentnym kłamstwie

    A ja jestem wstrząśnięta, ile tu się objawiło nieskalanych osób. To bardzo
    ciekawe doświadczenie socjologiczne. Zróbmy spotkanie, bo chciałabym zobaczyć
    was wszystkie z aureolami dookoła glowy; rzadko widuję tak bezkompromisowe
    osoby dookoła siebie.
  • blaszany_dzwoneczek 14.12.05, 23:09
    O jakim kompromisie Ty piszesz??? Jaki to kompromis - oszukanie męża i zatajenie
    przed nim prawdy? Między czym a czym ten kompromis?
  • jamile 15.12.05, 09:18
    sutra napisała:
    > A ja jestem wstrząśnięta, ile tu się objawiło nieskalanych osób. To bardzo
    > ciekawe doświadczenie socjologiczne. Zróbmy spotkanie, bo chciałabym zobaczyć
    > was wszystkie z aureolami dookoła glowy; rzadko widuję tak bezkompromisowe
    > osoby dookoła siebie.<

    Ja się powtórzę - bycie uczciwym wobec partnera w tak fundamentalnych kwestiach
    to nie dowód nieskalania, świętości, noszenia aureoli nad głową i czego tam
    jeszcze nie wymyślisz. Nie kosztuje mnie to Bóg wie ile, nie zmagam się ze
    sobą, nie wbijam się w dumę, nie poświęcam się i nie oczekuję, że pójdę do
    nieba.
    Dla mnie to NORMALNE - kochasz kogoś = nie robisz z niego kretyna.
    I tyle.
  • sutra 16.12.05, 18:30
    jamile napisała:

    Nie kosztuje mnie to Bóg wie ile, nie zmagam się ze
    > sobą, nie wbijam się w dumę, nie poświęcam się i nie oczekuję, że pójdę do
    > nieba.
    > Dla mnie to NORMALNE - kochasz kogoś = nie robisz z niego kretyna.
    > I tyle.

    To wspaniale, ale jeśli masz taką sytuację, to się ciesz, a nie rzucaj się
    razem z innymi pannami do kamienowania grzesznicy. Sytuacje w życiu bywają
    różne, może trudno ci to sobie wyobrazić, ale można nie kochać swojego męża, a
    mimo to być jego żoną z różnych względów, można chcieć mu nie mówć o zdradzie,
    żeby go nie zranić, nawet gdyby owocem tej zdrady mialo być dziecko itp.
    Przypuszczam, że jesteś bardzo młoda i masz niewielki staż małżeński za sobą,
    bo z wiekiem i doświadczeniami zaczyna się bardziej dostrzegac złożoność i
    róznorodność świata.

    Jesli wydaje ci się, że mam podobne doświadczenia, jak autorka wątku, to od
    razu napiszę, że nie, ale widziałam już w życiu wiele różnych sytuacji i nie
    ośmieliłabym się dawać komukolwiek takich czarnobiałych rad tylko dlatego, ze
    ja sama mam dobre małżeństwo. Inni niekoniecznie mają.
  • jamile 16.12.05, 19:01
    > To wspaniale, ale jeśli masz taką sytuację, to się ciesz, a nie rzucaj się
    > razem z innymi pannami do kamienowania grzesznicy.<

    Nie widzę tu żadnego kamieniowania tylko nazywanie rzeczy po imieniu, bez
    zbędnego rozdzierania szat.

    <można nie kochać swojego męża, a mimo to być jego żoną z różnych względów,
    <można chcieć mu nie mówć o zdradzie, żeby go nie zranić, nawet gdyby owocem
    <tej zdrady mialo być dziecko itp.

    Samo zdradzanie nie jest jak rozumiem ranieniem męża, a dopiero powiedzenie mu
    o tym? Jak się w końcu mleko rozlało zaczynamy się na gwałt o dobre
    samopoczucie męża troszczyć? Daj spokój.

    >Przypuszczam, że jesteś bardzo młoda i masz niewielki staż małżeński za sobą,
    >bo z wiekiem i doświadczeniami zaczyna się bardziej dostrzegac złożoność i
    <róznorodność świata.<

    Lubie ten argument - jestem po 30, w stałym i nieformalnym związku z jednym i
    tym samym facetem od 12 lat. Nie muszę się pokryć patyną, żeby zwykłe oszustwo
    zacząć ubierać w ładne słówka.
    O przepraszam - nie oszustwo tylko "złożoność i różnorodność świata".
  • sutra 17.12.05, 16:50
    jamile napisała:

    > > To wspaniale, ale jeśli masz taką sytuację, to się ciesz, a nie rzucaj si
    > ę
    > > razem z innymi pannami do kamienowania grzesznicy.<
    >
    > Nie widzę tu żadnego kamieniowania tylko nazywanie rzeczy po imieniu, bez
    > zbędnego rozdzierania szat.

    A ja owszem, widze kamienowanie, bo nim wlasnie jest upodobanie w
    nieoglednym "nazywaniu rzeczy po imieniu". Chcialabym zobaczycm czy bylybyscie
    w stanie w tym tonie powiedziec to wszystko tej biednej dziewczynie w twarz.

    > Samo zdradzanie nie jest jak rozumiem ranieniem męża, a dopiero powiedzenie
    mu
    > o tym? Jak się w końcu mleko rozlało zaczynamy się na gwałt o dobre
    > samopoczucie męża troszczyć?

    Nie ma jedynej twojej wizji swiata. Gdyby mnie maz zdradzil, wolalabym nic o
    tym nie wiedziec, bo moglabym z nim zyc nie wiedzac, a wiedzac - juz nie.
    Oczywiscie mowie nie o dlugotrwalym, wielkim romansie, ale o 'chwili
    zapomnienia', ktora oczywiscie nie powinna nikomu sie zdarzyc, ale
    rzeczywistosc jest taka, ze sie zdarzam i to pokaznemu procentowi mezczyzn i
    kobiet, moze twojemu partnerowi tez.

    > >Przypuszczam, że jesteś bardzo młoda i masz niewielki staż małżeński za so
    > bą,
    > >bo z wiekiem i doświadczeniami zaczyna się bardziej dostrzegac złożoność i
    >
    > <róznorodność świata.<
    >
    > Lubie ten argument - jestem po 30, w stałym i nieformalnym związku z jednym i
    > tym samym facetem od 12 lat. Nie muszę się pokryć patyną, żeby zwykłe
    oszustwo
    > zacząć ubierać w ładne słówka.

    Chyba jedna powinnas doswiadczyc wiecej zycia, a jesli nie, to przynajmniej
    otworzyc oczy i zorientowac się, jak wygląda życie dookola. Nie zycze ci, zebys
    sie znalazla w sytuacji takigo dylematu moralnego, ale jesli sie znajdziesz,
    nie zapomnij napisac na forum i czekac, az cie zlinczuja.
  • jamile 17.12.05, 19:06
    sutra napisała:
    > Gdyby mnie maz zdradzil, wolalabym nic o
    > tym nie wiedziec, bo moglabym z nim zyc nie wiedzac, a wiedzac - juz nie. <

    No to możemy sobie dyskutować do usranej śmierci i się nie dogadamy, bo dla
    mnie takie podejście jest niezrozumiałe i chore. Koniec i kropka, przykro mi,
    że odstaję od jakiejś tam większości społeczeństwa, która uważa, że dla
    ratowania własnego tyłka można wszystko. Mogę sobie tylko życzyć, abym w życiu
    na takich ludzi natykała się jak najrzadziej. Mogę?

    I przejrzyj cały wątek jeszcze raz - tu nie ma żadnego
    kamieniowania/linczowania autorki wątku, za to, co zrobiła, dyskusja dotyczy
    głównie "porad" co robić dalej - przyznać się czy nie, jak zatrzeć ślady
    (łącznie z "usunąć na wszelki wypadek") no i jak w tym wszystkim zachować dobre
    samopoczucie tak, aby "po wszystkim" móc z uśmiechem patrzeć w lustro na własną
    gębę.
  • sutra 18.12.05, 16:21
    jamile napisała:

    > sutra napisała:
    > > Gdyby mnie maz zdradzil, wolalabym nic o
    > > tym nie wiedziec, bo moglabym z nim zyc nie wiedzac, a wiedzac - juz nie.
    > <
    >
    > No to możemy sobie dyskutować do usranej śmierci i się nie dogadamy, bo dla
    > mnie takie podejście jest niezrozumiałe i chore.

    A dla mnie twoje jest niedojrzałe i moralizatorskie, więc rzeczywiście możemy
    sobie dyskutować przez całą wieczność. Dlatego bardzo proszę, żebyśmy juz
    przestały, bo to nie ma sensu.

    Koniec i kropka, przykro mi,
    > że odstaję od jakiejś tam większości społeczeństwa, która uważa, że dla
    > ratowania własnego tyłka można wszystko.

    Miło by mi było, gdybyś przeczytała uważnie to, co zacytowałaś, i zauważyła, ze
    nie piszę o ratowaniu własnego tyłka, tylko o sobie w sytuacji osoby
    pokrzywdzonej.

    Mogę sobie tylko życzyć, abym w życiu
    > na takich ludzi natykała się jak najrzadziej. Mogę?

    Proszę bardzo, a przede wszystkim życzę ci, żeby się nie okazało, ze twój
    własny partner jest takim człowiekiem. Nigdy nic nie wiadomo, widziałam już
    gwaltowne rozwody koleżanek z powodu zdrady męża dokładnie w pół roku po tym,
    jak opowiadaly z niezmąconą ufnoscią, ze swoim mężom wierzą bardziej, niż samym
    sobie.

    > I przejrzyj cały wątek jeszcze raz - tu nie ma żadnego
    > kamieniowania/linczowania autorki wątku, za to, co zrobiła, dyskusja dotyczy
    > głównie "porad" co robić dalej

    Głównie jest to moralizowanie kilku osób, które zapewne wiele w życiu jeszcze
    nie przeżyły. Wątek jest nasycony postami ocennymi jak mało ktory. To właśnie
    nazywam linczowaniem.

    > samopoczucie tak, aby "po wszystkim" móc z uśmiechem patrzeć w lustro na
    własną

    O uśmiechach nikt nie mówi; wiadomo, ze jest to sytuacja dramatyczna, z ktorej
    nie ma dobrego wyjścia.

    EOT
  • jamile 18.12.05, 17:06
    sutra napisała:
    > A dla mnie twoje jest niedojrzałe i moralizatorskie>

    A dla mnie twoje niedojrzałe i pełne hipokryzji.

    > a przede wszystkim życzę ci, żeby się nie okazało, ze twój>
    > własny partner jest takim człowiekiem.>

    Ponieważ wspominasz o tym już kolejny raz rozumiem, że życzysz mi dokładnie
    odwrotnie, dziękuję, załapałam juz po pierwszym razie.

    > Nigdy nic nie wiadomo, widziałam już <
    > gwaltowne rozwody koleżanek z powodu zdrady męża dokładnie w pół roku po tym,
    > jak opowiadaly z niezmąconą ufnoscią, ze swoim mężom wierzą bardziej, niż
    > samym sobie.>

    No i? Zdecydowały się na rozstanie i miały do tej decyzji prawo, zostały
    oszukanie i widocznie uznały, że i nie chcą trwać w takim związku. Co więc ma
    ilustrować ten przykład?

    > Głównie jest to moralizowanie kilku osób, które zapewne wiele w życiu jeszcze
    > nie przeżyły. Wątek jest nasycony postami ocennymi jak mało ktory. To właśnie
    > nazywam linczowaniem.

    Jest tu też post osoby, która była w takiej sytuacji i zachowała się uczciwie.
    Tylko ten post utonął w morzu postów w stylu "nie mów, usuń, zapomnij, oszczędź
    męża" etc.
  • tucik 14.12.05, 18:32
    a tak a propos tych "złych" kobiet żyjących w średniowieczu to mam koleżankę
    prostytutke i nie uwierzycie że 90% jej klientów to przykładni mężowie i
    tatusiowie, którzy jeszcze się jej zwierzają i...niekiedy z faktu posiadania
    dziecka gdzieś na boku (żona oczywiście nic nie wie)
  • blaszany_dzwoneczek 14.12.05, 19:41
    A co to ma do rzeczy? Chyba, ze tak widzisz związek dwojga ludzi: facet
    statystycznie to najprawdopodobniej zdrajca i oszust, więc na wszelki wypadek
    szacunek mu sie nie należy i należy go oszukać zanim on mnie oszuka... Przy
    takim światopoglądzie to nie widzę sensu życia w związku z jakimkolwiek
    mężczyzną - czy nie lepiej żyć w spokoju samej zamiast węszyć zdradę i samej
    zdradzać czy oszukiwać?
    No chyba, że facet potrzebny głównie do zaspokojenia potrzeb materialnych i
    zapewnienia wygodnego życia. W takim wypadku rozumiem, że sie chce utrzymać go
    i jego usługi przy sobie za wszelką cenę, wszelkimi środkami... Ech! Smutne to,
    że tak myślicie (świadomie czy podświadomie) dziewczyny, które byłybyście
    skłonne oszukać męża. Zaraz się niektóre oburzą, ze one przecież kochają swoich
    mężow, i chcą wybrać dla nich mniejsze zło, oszczędzić. Oszukujecie same siebie.
    A kto dał Wam prawo do decydowania co będzie lepsze, czy też mniej złe dla
    waszego męża? Skąd jesteście takie pewne, że Wy to właśnie najlepiej wiecie? To
    jest niestety tylko i wyłacznie dorabianie ideologii do tchórzliwego ratowania
    własnego tyłka.
  • blaszany_dzwoneczek 14.12.05, 19:52
    Wydaje mi sie, ze to nie o jakieś "złe" średniowieczne kobiety chodziło, tylko o
    przedpotopowy niepartnerski model małżeństwa i zahukane kobiet bez praw, które
    bez męża nic nie znaczyły, i jak nie za mąż i do rodzenia dzieci to najwyżej
    mogły iść do klasztoru. Zdrada męża była grzechem tak piętnowanym, ze dziwić się
    nie należy, że wtedy kobiety nie wyznawały tak łatwo takich tajemnic. Ale trochę
    się od tego czasu zmieniło i teraz taka mentalność średniowiecznej zahukanej
    kury domowej dziwi u współczesnych dziewczyn. Przypuszczam, ze o tę mentalnośc
    chodziło to_moj_login.
  • to_moj_login 14.12.05, 20:53
    no dokladnie o to mi chodzilo Blaszany_dzwoneczku smile)
    pozdrawiam, anka
  • 111nika 14.12.05, 19:35
    Jesli chesz napisz do mnie na gg 3459679 to pogadamy.
  • martitka.martitka 14.12.05, 19:40
    Boze!! Dziewczyny o czym wy piszecie??? Jak mozna tak klamac??? Przeciez to
    jest powazna sprawa, a meza nie wolno Co oszukiwac w tak waznej dla Ciebie
    sprawie!!
    Wiesz znam faceta (zreszta bardzo porzadnego), ktorego zona tez zaszla w ciaze
    z innym i tez nie powiedziala mu prawdy!! A prawda zawsze wychodzi na jaw i w
    tym przypadku wyszla po dwoch latach!! Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile bylo
    cierpienia i lez!!! I ogromne rozczarowanie, bo jak sie nawazylo piwa to trzeba
    je wypic.
    I wiesz kogo rozczarujesz i zranisz, jak prawda wyjdzie na jaw??
    Swojego meza, swpoje dziecko, biologicznego ojca dziecka, rodzicow swoich i
    rodzenstwo jesli posiadasz, rodzicow meza (przeciez oni beda myslec ze to ich
    wnuk) i pewnie jeszcze wiecej osob!! Nawet sobie nie zdajesz ile krzywdy mozesz
    zrobic tym wszystkim ludziom!! A i dziecko jak dorosnie mysle, ze bedzie
    bolesnie rozczarowane swoja mamusia klamczucha....
  • blaszany_dzwoneczek 14.12.05, 19:58
    O to pyta autorka wątku:
    "Prosze doradźcie co
    robi, czy powiedzieć mężowi, jak powiedzieć, co z tymi badaniami
    genetycznymi? Będę wdzięczna za każdą radę!"
    Czytać dokładnie najpierw!
  • to_moj_login 14.12.05, 21:07
    Dyskusje Tsunami05, w dodatku na nośne tematy tez sa potrzebne ludzkosci i na
    dodatek bardzo ksztalcace - mozna np. zobaczyc inne punkty widzenia. a co do
    autorki watku - mysle ze juz w nim nie uczestniczy - bo sie w ogole nie odzywa,
    choc moze tylko go śledzi i własnie sobie uswiadomila, ze decyzje przed którymi
    stoi sa o wiele bardziej zlozone niz moglo jej sie wydawac na poczatku smile
    pozdrawiam, anka

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.